Polska wepchnie Łukaszenkę w objęcia Putina?

W związku z ostatnimi wydarzeniami na Białorusi, w przestrzeni publicznej zawrzała dyskusja na temat polskiej polityki wschodniej. Zwłaszcza tego, jak powinny zachować się polskie władze w kontekście wyborów na Białorusi oraz protestów społecznych związanych z ich wynikiem.

Podział w dyskursie oparł się głównie o ocenę rządów Aleksandra Łukaszenki. A konkretnie kwestię tego, na ile jego osoba gwarantowała Polsce bufor bezpieczeństwa w postaci białoruskiego terytorium.

Wskazać w tym miejscu należy, że zdecydowana większość polskiej sceny politycznej (tak rządowej jak i opozycyjnej) opowiedziała się po stronie demokratycznych przemian na Białorusi. Opozycja wysłała swojego posła – Michała Szczerbę – jako obserwatora wyborów. Ten nie szczędził słów poparcia dla opozycji, spotykając się z jej liderami. Z kolei przedstawiciele partii rządzącej, pomimo początkowej rezerwy (vide wspólne oświadczenie prezydentów Polski i Litwy), ostatecznie również zajęli anty-reżimowe stanowisko. Co objawiło się poprzez wezwanie przez premiera M. Morawieckiego do zorganizowania nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej w sprawie Białorusi.

Można odnieść wrażenie, że większość polityków, ale i społeczeństwa poddała się euforii związanej z wizją, że na Białorusi może dojść do pro-zachodniego przewrotu i powtórzy się scenariusz ukraiński.

Sceptycy wskazywali natomiast, że Aleksandr Łukaszenka był do tej pory gwarantem tego, że na Białorusi nie powstały żadne stałe bazy wojskowe Federacji Rosyjskiej. Dzięki temu na granicy polsko-białoruskiej nie stacjonują dywizje rosyjskie, które stanowiłyby bezpośrednie zagrożenie dla Warszawy.

Spór o to, jaką postawę powinna zająć Polska względem sytuacji na Białorusi rozbija się więc o ocenę tego, czy A. Łukaszenka rzeczywiście gwarantuje wspomniany bufor, a jeśli tak, czy jest jedynym możliwym jego gwarantem.

Zwolennicy poparcia przewrotu na Białorusi podnoszą, że wprawdzie Łukaszenka rzeczywiście odmówił powstania baz rosyjskich na Białorusi, jednak jego kraj de facto współpracuje militarnie z Rosją. Kupuje od niej sprzęt i wymienia się informacjami. Jest więc tak naprawdę przedłużeniem ramienia Moskwy. W związku z tym w przyszłości może ulec Putinowi i zgodzić się na rozmieszczenie rosyjskich wojsk wzdłuż polsko-białoruskiej granicy. Zwłaszcza, gdy będzie musiał siłą utrzymać władzę w kraju, co może wiązać się z potrzebą pomocy ze strony Putina. Dlatego też pro-zachodni przewrót na Białorusi, który doprowadzi opozycję do władzy jest scenariuszem pozytywnym z perspektywy Polski. Bowiem nowy, pro-zachodni prezydent Białorusi byłby lepszym gwarantem bezpieczeństwa dla Polski i niezależności Mińska wobec Moskwy.

Jest to oczywiście argumentacja zupełnie chybiona. Przede wszystkim wskazać należy, że demonstracje anty-reżimowe, a być może wybuch mińskiego majdanu prawdopodobnie skłonią Łukaszenkę do wariantu siłowego. W tym kontekście utrzymanie władzy będzie wymagało użycia wielu mundurowych, a także środków. W obliczu potępienia ze strony zachodu, Łukaszenka będzie musiał zwrócić się o pomoc do Moskwy. Ta nie zostanie mu wszakże udzielona za darmo. Prezydent Białorusi będzie musiał się zgodzić na warunki W. Putina, w których może zawierać się postulat wprowadzenia rosyjskich wojsk na Białoruś. Wskazać więc należy, że im większa będzie wywierana presja wewnątrz Białorusi, a także presja zewnętrzna ze strony zachodu, tym Łukaszenka będzie bardziej skłonny zgodzić się na warunki Kremla. Co może tylko pogorszyć istniejącą sytuację Polski na płaszczyźnie bezpieczeństwa.

Wariant ukraiński jest mało prawdopodobny

Jednocześnie podnieść należy, że absolutnie żaden lider pro-zachodniej opozycji nie ma szans na Białorusi uzyskać, a następnie utrzymać władzę. Łukaszenka posiada posłuch wśród resortów siłowych (armia, milicja, służby). Następca będzie tego już pozbawiony. Tymczasem Rosjanie mogą zaoferować białoruskim generałom (których przecież znają z licznych wspólnych ćwiczeń) zachowanie posad i pozycji, w zamian za wsparcie pro-rosyjskiego lidera opozycji. Który następnie wygra w „demokratycznych” wyborach. Zachód takiej oferty przebić nie może. Zwłaszcza, że to rosyjskie, a nie polskie czołgi grożą Mińskowi interwencją. To rosyjskie gaz i ropa płyną na Białoruś i to na linii Mińsk-Moskwa odbywa się głównie wymiana handlowa. Rosjanie posiadają informacje na temat białoruskich struktur administracyjno-militarnych i kwestią oczywistą wydaje się, że posiadają tam wpływy. Polska, Litwa, Unia Europejska, a nawet USA mają ZEROWY wpływ na to, co się dzieje na Białorusi. Tak więc pro-zachodnia opozycja nie ma zwyczajnie szans na przejęcie i utrzymanie tam władzy. Liczenie na powtórkę ukraińskiego scenariusza jest naiwnością. Białoruś to inny kraj, inne warunki, inna władza oraz inne, silniejsze powiązania z Moskwą.

Podnoszony jest również argument na płaszczyźnie soft power. Zgodnie z nim, należy walczyć o „białoruską duszę” i wzniecić w Białorusinach płomień wolności i niezależności od Rosjan. Co zaprocentuje w przyszłości. Jest to bardzo szczytna idea, problem jest tylko taki, że jeśli Rosjanie przejmą kontrolę nad Białorusią, to na kraj ten zostanie nałożony całkowity lockdown informacyjno-gospodarczy. Pod presją czołgów, płomień wolności będzie musiał żarzyć się nieśmiało w domu (przy zasłoniętych zasłonach), a my Polacy będziemy mieli większe zmartwienia niż demokracja na Białorusi. Kilka tysięcy zmartwień w postaci rosyjskich czołgów i ciężkiego sprzętu stacjonującego w Brześciu i Grodnie.

Ostatni rzeczowy argument zwolenników białoruskiego przewrotu jest taki, że w wyniku protestów na Białorusi, status quo zostało już naruszone. Że Aleksandr Łukaszenka, bez względu na wszystko zwróci się ku Moskwie. Jest to wszakże jedynie założenie, na które nie ma jeszcze żadnych przesłanek, a jednocześnie należy pamiętać, że dzisiejsze protesty to nie jedyne w historii Białorusi. W 2010 roku również doszło do licznych (może nawet większych) manifestacji w tym kraju. Mimo to, przez kolejnych 10 lat Białoruś pozostała terytorium neutralnym. Mało tego, w 2015 roku Aleksandr Łukaszenka obiecywał Ukraińcom (wbrew interesom Putina), że od strony Białorusi nic im nie grozi. A jeśli Rosjanie planowaliby inwazję zmuszając Mińsk do zgody na przemarsz wojsk, to białoruski prezydent obiecał uprzedzić o tym władze z Kijowa. Takich deklaracji nie składa publicznie osoba, która jedynie wykonuje polecenia z Moskwy. Natomiast pod koniec 2018 roku Łukaszenka otworzył się na rozmowy z USA. Jednocześnie mocno zaogniły się relacje z Rosją, z którą do dziś nie ma konkretnej umowy w zakresie energetyki. Dlatego Łukaszenka ściąga gaz i ropę naftową z alternatywnych źródeł. Oczywiście, że reżim z Mińska wykorzystuje zachód do swojej gry wobec Kremla. Niemniej, fakty są nieubłagane. Do tej pory na Białorusi nie było stałych baz wojskowych Rosji, a Rosjanie nie stoją na granicy białorusko-polskiej. I powinniśmy zrobić wszystko, by tak pozostało.

Postawa UE nie powinna dziwić

Zniechęcanie do siebie Łukaszenki nie jest tutaj żadną metodą. Polska powinna zachować neutralne, wyczekujące stanowisko. Bowiem i tak nie mamy wpływu na to, co się na Białorusi dzieje. Natomiast powinno nam zależeć na kontynuacji przez Łukaszenkę dotychczasowej linii politycznej. Zwłaszcza, że w ostatnich dwóch latach na skutek amerykańskich rozmów z Białorusią (z naszym udziałem), kraj ten rzeczywiście stał się problematycznym partnerem dla Moskwy. Wydaje się, że kontynuowanie tej przynoszącej wyraźne efekty polityki byłoby celowe.

Jednocześnie nie powinna dziwić odmowa Brukseli, jeśli chodzi o zwołanie nadzwyczajnego szczytu w sprawie Białorusi. Nikt orientujący się w europejskiej polityce międzynarodowej chyba nie liczył na to, że będące w komitywie z Rosją: Niemcy, Francja i Włochy będą wspierały pro-amerykańską Polskę w tym zakresie. Choćby w Mińsku palono ludzi żywcem, nikt w Unii nie kiwnie palcem póki się to nie będzie opłacało konkretnym stolicom.

Kto może wspierać manifestacje i zamieszki?

Kwestią otwartą pozostaje, czy protesty na Białorusi były spontaniczne, czy też inspirowane. Jeśli były inspirowane, lub też ta spontaniczność została wykorzystana przez siły zewnętrzne, to należy zastanowić się, kto te protesty wspiera. Ponieważ wcale nie musi to być takie oczywiste.

Jeśli na taki krok zdecydowali się Amerykanie (przy np. naszym i litewskim udziale) , wówczas może okazać się, że zostanie uzyskany efekt odwrotny do zakładanego. Zamiast wyciągnąć Białoruś z rosyjskiej strefy wpływów, zostanie ona kompletnie zdana na łaskę Moskwy. Mogą to sugerować takie wydarzenia, jak obecność polskich polityków opozycyjnych na Ukrainie w czasie wyborów, jak również fakt, iż główna kontrkandydatka Łukaszenki uciekła na Litwę.

Natomiast protesty o pro-zachodniej twarzy mogą też leżeć w interesie władz z Kremla. Mogłoby to być działanie mające na celu skłócić Łukaszenkę z zachodem oraz podporządkować białoruskiego prezydenta Putinowi. Łukaszenka od 2 lat negocjuje z zachodem  co zaowocowało dostawami gazu nierosyjskiego na Białoruś. Pytanie, czy w takim momencie opłacałoby się jednak Łukaszenkę obalać? Czy też może to Rosji zależy na przerwaniu kontaktów Mińska z zachodem? Za tym ostatnim może też świadczyć wykryta przez białoruskie służby obecność tzw. Wagnerowców. Czyli rosyjskich najemników, którzy zostali zlokalizowani i wyłapani na terytorium Białorusi tuż przed wyborami. Gdyby to Rosjanie stali za protestami na Białorusi i je wspierali, to wielką pomyłką byłoby popieranie tej inicjatywy i wzmacnianiem pozycji Putina względem Łukaszenki. 

Stąd tak ważna jest powściągliwość i zorientowanie się w sytuacji na Białorusi. Oraz przede wszystkim nie palenie sobie mostów tak, by niezależnie od tego co się stało, Białoruś utrzymała kontakt z Warszawą i nie popadła w całkowitą zależność od Rosji. To nie jest czas na hurraoptymizm z powodu tego, że ktoś gdzieś wyszedł na ulice. I wyciąganie zbyt pochopnych wniosków.

Na koniec warto sobie zadać pytanie, na czym nam powinno bardziej zależeć. Na bezpieczeństwie Polski, czy na demokracji na Białorusi? W mojej ocenie, temat naszego wschodniego sąsiada winien być dyskutowany tylko i wyłącznie na gruncie merytorycznych argumentów związanych z kwestią bezpieczeństwa państwa. O zbawianie świata niech się biją wielcy, bo tylko oni mają po temu siły i środki. My powinniśmy kalkulować każdy ruch i oszczędnie gospodarować potencjałem. Bo mamy go mało i łatwo możemy go stracić.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

150 komentarzy

  1. „Zamiast wyciągnąć Białoruś z rosyjskiej strefy wpływów, zostanie ona kompletnie zdana na łaskę Moskwy.”
    A może od początku o to chodzi?
    Rosja zarządała od U.S.A. właśnie takiej zapłaty w zamian za neutralność podczas mających wkrótce rozpocząć się większych konfliktów amerykańskich z Iranem i Chinami.

  2. Zastanawiająca jest słaba, właściwie żadna reakcja Waszyngtonu na wydarzenia na Białorusi. Wizyta Pompeo w Warszawie winna mieć swoje przedłużenie w Mińsku – albo przynajmniej w samej Warszawie winna zakończyć się mocnym, pozytywnie nastawionym [duża marchewka, mały kij ostrzegawczy] komunikatem końcowym do Łukaszenki i do Białorusinów, dla pokazania, że USA są graczem w regionie – i dla wsparcia [konstruktywnego] utrzymania bufora dla Wschodniej Flanki. Być może Waszyngton zmienił kalkulacje – uznał Białoruś za straconą – a ewentualne nieudane wysiłki USA by zostały niekorzystnie dla Waszyngtonu podbite w propagandzie Kremla [ale i rdzenia karolińskiego] jako dowód słabości USA w Europie. Zresztą – jest możliwa „wyższa roszada”- bo od pewnego momentu widać ochłodzenie na linii Kreml-Pekin – i Waszyngton może chcieć przyciągnąć Rosję [teraz są zresztą w USA bardzo mocne sygnały nawołujące do kolejnego „realistycznego” zbliżenia z Rosją] – zaniedbując i w istocie poświęcając „taktycznie” Białoruś. Naszym kosztem i kosztem całej Wschodniej Flanki państw zagrożonych przez Rosję. Moim zdaniem winniśmy wyciągnąć wnioski z zaniechań USA – Wschodnia Flanka Europy musi zorganizować się sama – bez USA – w istocie jako sojusz ponad NATOwski [bo choćby ze Szwecją i Finlandią]. By samemu dbać o swój interes geostrategiczny. Pierwszym krokiem winno być przystąpienie Polski do NORDEFCO – z Bałtami. I konkretnie określony podział zadań – dla uzyskania kontroli Bałtyku jako wspólnego dominium [militarnego i przepływów strategicznych]. Tu Polska na pewno musi wziąć na siebie neutralizację/likwidację A2/AD Obwodu Kaliningradzkiego – i jego aktywów [lotnictwo, rakiety, baza morska] i zapewnić trwały poszerzony maksymalnie korytarz do Bałtów – niezagrożony przez Obwód Kaliningradzki. Wtedy Skandynawowie mogą wesprzeć Bałtów morzem i powietrzem przez Zatokę Fińską – i zneutralizować Petersburg i jego A2/AD. I oczywiście zablokować w Zatoce Fińskiej flotę rosyjską. Natomiast wejście UK do poszerzonego NORDCENTRALDEFCO – to przesuniecie sił z biernej blokady GIUK na rzecz aktywnego wejścia do Arktyki – dla neutralizacji A2/AD Siewierodwińska. Ze wsparciem USA i II Floty US Navy – którą w tym celu reaktywowano w 2018. Zaś przystąpienie Ukrainy i ew. Rumunii do sojuszu – miałoby konkretny cel neutralizacji/likwidacji koalicyjnej rosyjskiego A2/AD Krymu. Te 4 strefy A2/AD to rdzeń rosyjskiej projekcji siły i podstawa zagrożenia ze strony Rosji względem Europy [jest jeszcze rosyjska A2/AD w Syrii i częściowo w Libii – ale neutralizację tych stref oddziaływających na Lewant i na śródziemnomorską Europę – bierze na siebie USA – przynajmniej na razie]. Lotnictwo i siły lądowe [ale i morskie] Rosji – po neutralizacji/likwidacji tych stref A2/AD – stracą możliwość efektywnego rozwinięcia i działań w stylu Blietzkriegu. Zaś koalicyjna siła by odwróciła sytuację na rzecz tej koalicji – na rzecz angażowania i rozpraszania sił Rosji na wielkim obszarze. W gruncie rzeczy na tym [neutralizacja A2/AD i wiązanie i rozpraszanie sił Rosji na wielkim pasie od Szpicbergenu po Constanzę] polega [przynajmniej konwencjonalna] SKUTECZNA strategia koalicyjna względem Rosji na Teatrze Wojny Wschodniej Flanki Europy – w tym na Polskim Teatrze Wojny. Notabene – w TAKIM układzie działań koalicyjnych Wschodniej Flanki Europy – wszelkie „realistyczne” dogadywanie się Berlina i Paryża z Kremlem – byłoby jasno łamane demonstracjami siły ze strony Koalicji. Marginalizując rolę Berlina i Paryża.

  3. Dla Rosji Białoruś jest brakującym elementem układanki dla ułożenia wzajemnie pokrywających się zasięgiem stref A2/AD – od Arktyki po Morze Śródziemne. Przy czym zgadzam się, że obecne wyspowe systemy klasy S-300/S-400 mają szereg ograniczeń – zwłaszcza co do rozpoznania i naprowadzania na dalekich dystansach. Czyli np. zasięg 400 km systemu S-400 to teoria – choćby ze względu na tzw. „cień radarowy”. Niestety – ta sytuacja odejdzie w przeszłość od 2023 – gdy Rosja zacznie wprowadzać pierwszy prawdziwie sieciocentryczny system antyrakietowy i plot S-500 Prometeusz [Promietiej]. Ten system będzie brał dane nt strefy odpowiedzialności ze wszystkich źródeł – od satelitów, przez drony rozpoznawcze [zwłaszcza HALE], przez „latające radary i sensory” jak A-50U i najnowsze A-100 , także „radary kwantowe” ROFAR [dedykowane na samoloty stealth, lidary, IRST, naziemne radary pozahoryzontalne, radary pasywne, multistacjonalrne, metrowe – czyli nastawione na detekcję samolotów stealth. Zasięg efektorów S-500 do 600 km. I ten zasięg będzie rzeczywistym skutecznym zasięgiem danej rosyjskiej strefy antydostępowej A2/AD. Co oznacza dla Wschodniej Flanki Europy – konieczność neutralizacji ciągłego, wzajemnie pokrywającego się pasa A2/AD od Arktyki [Siewierodwińsk] po Krym [a może i po Nadniestrze – bo taki skryty ruch instalacji tam A2/AD też możliwy]. W przypadku Polski mielibyśmy po anschlussie Białorusi nie tylko A2/AD Kaliningradu pokrywający z systemami S-500 swym zasięgiem kontroli real-time powietrze i powierzchnię praktycznie całej Polski – ale dodatkową A2/AD zainstalowaną na Białorusi – praktycznie by odcięła „przesmyk suwalski” i Bałtów – przy tym dublując zasięgiem pokrycia i kontroli Polskę – no i zgniatając w powietrzu i na ziemi Ukrainę od północy – razem z A2/AD na Krymie – a może i A2/AD w Nadniestrzu. Podkreślam: generalnie cała tzw. „wielka strategia” na Teatrze Wojny Wschodniej Flanki Europy – sprowadza się najpierw do neutralizacji/likwidacji przez koalicję stref A2/AD Rosji. Co moim zdaniem oznacza m.in budowę własnego pasa A2/AD – silniejszego od rosyjskich. Zaznaczam – tu nie chodzi tylko o efektory – moim zdanie ważniejsze jest wygranie wojny na oślepienie przeciwnika i rozkawałkowanie mu łączności. Jest to możliwe pod warunkiem zebrania potencjału całej koalicji i wybiórczego świadomego uzupełnienia aktywów technologicznych – np od USA [ale także od Korei Płd, Japonii, czy od graczy europejskich na poziomie konsorcjów/koncernów np. MBDA czy Eurosam czy Leonardo itp]. Podkreślam – wszelkie rozważania o roli lotnictwa i sił lądowych [czy morskich] są drugorzędne wobec kwestii A2/AD [neutralizacji/likwidacji] – i zyskania własnej asymetrycznej przewagi koalicji w widzeniu real-time i w projekcji siły – bo te stanowią REALNĄ GŁĘBIĘ STRATEGICZNĄ. Proszę zauważyć – jest zasadnicza asymetria strategiczna – koalicja wygrywa, jeżeli oślepi i wyłączy widzenie i projekcję siły Rosji – natomiast Rosja dla zwycięstwa musi podejmować działania ofensywne – gdzie koalicja ma przewagę asymetrycznej obrony. Czyli – gdy Rosja dla zajęcia terytorium wyprowadza np. wojska pancerne – to koalicja nie musi łożyć w czołgi – tylko zamiast zakupu 1 nowoczesnego czołgu – może kupić np. 100 kppanc – i zniszczyć nimi 50 czołgów nieprzyjaciela. Oczywiście upraszczam – bo potrzebne są jeszcze nosiciele i środki pozycjonowania celów – ale asymetria na korzyść broniącego się jest bardzo wyraźna. Tak samo w powietrzu – zamiast łożyć na samoloty – koalicja winna zbroić się priorytetowo w antyrakiety z funkcją plot – bo to da wielokrotnie większe straty nieprzyjaciela. I to nie tylko w postaci systemów naziemnych [rzecz jasna – mobilnych] – ale także z posadowieniem na wszelkiego typu nosicielach powietrznych – w tym na aerostatach HALE [bo te ostatnie dają ca 98% dyspozycyjność operacyjną]. To od strony konwencjonalnej – bo od strony „atomowej” potrzebne jest skuteczne zdeterminowane odstraszanie strategiczne – podnoszące poprzeczkę kosztów Rosji [w razie użycia przez Kreml atomu] do poziomu nieakceptowalnego. Tu kwestia i NATO Nuclear Sharing – i skaptowania i zaangażowanie [żywotnym interesem City] jądrowych sił odstraszania UK – ale i wszelkie ruchy na pozyskanie pod stołem głowic. I wspieranie Finlandii w jej programie „suwerennego pełnego łańcucha produktów atomowych” – od pozyskania na własnym terytorium uranu, poprzez przemysł przetwórczy, elektrownie atomowe – i dalszy przerób. Anschluss Białorusi to faktyczna „deblokada” Obwodu Kaliningradzkiego [który na razie jest okrążonym kotłem] – i zupełna zmiana na gorsze dla bezpieczeństwa Wschodniej Flanki Europy. Prawidłową odpowiedzią na anschluss Białorusi nie jest wzrost nakładów na siły lądowe czy lotnicze koalicji – ale na budowę pasa „kontr-A2/AD” – i na środki neutralizacji i zwalczania [zwłaszcza asymetrycznie korzystnie] rosyjskich A2/AD. W koalicyjnej synergii – z wzajemną wymianą technologii i innych zasobów. Na razie jest to nikłe we współdziałaniu [właściwie przyzerowe] – natomiast reprezentuje olbrzymi, na RAZIE niewykorzystany, potencjał do zbudowania siły skutecznej do obrony wobec Rosji – i do zasadniczej zmiany sytuacji strategicznej – także wobec rdzenia karolińskiego i obecnego statusu UE. Z punktu widzenia SWOT i kalkulacji koszt/efekt – najtańsza i najskuteczniejsza droga.

  4. Niestety – bierność USA względem Białorusi na pewno nie jest „przypadkowa”. Wg mnie są dwa główne scenariusze – 1. bieżące pokazanie „dobrej woli” do zbliżenia Waszyngton-Kreml a konto deal’u przeciw Chinom [do czego ostatnio w ramach „realizmu” mocno się nawołuje w Waszyngtonie] – 2. świadome pozwolenie na docelowy anschluss Białorusi [korzystny dla Kremla – już jako konkretny „dowód dobrej woli” USA] – czyli świadome pozwolenie na pogorszenie sytuacji strategicznej na Wschodniej Flance Europy – by tym bardziej uzależnić w zakresie bezpieczeństwa zagrożone państwa od USA. Czyli kłania się bezkosztowa strategia Waszyngtonu „kija i…kija”. Z obu powodów powinien być tworzony, rozszerzany krokowo NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK.

    1. To oznacza, że nie Polska, ale USA wepchną Białoruś w objęcia Putina – swym świadomym zaniechaniem i „daniem pola” Rosji. Rosja moim zdaniem Białoruś chętnie weźmie [a USA będzie udawało, że nic się nie dzieje] – ale Kreml przez zbytnie przekonanie o „przetrzymaniu negocjacyjnym” Waszyngtonu i przez zbytnia pychę – znowu Kreml zbytnio zawyży swoją cenę – i finalnie nie dojdzie do deal’u USA-Rosja przeciw Chinom. Pytanie, czy nasi sternicy w Warszawie ockną się WTEDY z obecnego bezmyślnego [dosłownie] i poddańczego kursu wobec Waszyngtonu [rzekomo korzystnego dla Polski] – czyli czy WTEDY ockną się wobec biernego oddania Białorusi Rosji przez USA – i czy zaczną być asertywni wobec USA – i w samodzielnym myśleniu co do wyboru strategicznej drogi – i zawierania sojuszy regionalnych – bez oglądania się na groźne pofukiwania i natarczywe sygnały z Waszyngtonu. Bo to będzie ostatni moment dla zmiany naszego kursu – bo od chwili anschlussu Białorusi Polska będzie miała nóż na gardle – i na żadne uleganie „wyższej” i „mądrzejszej” polityce USA nie będzie już zwyczajnie miejsca, gdy będziemy przyparci na krawędzi. Czas zrozumieć, że interes Polski jest dużo bardziej związany z interesem Wschodniej Flanki Europy – niż z USA.

      1. Pytanie do powyższego scenariusza brzmi: „dlaczego Kreml miałby przelicytować ponownie swoją cenę względem Waszyngtonu? – czyli dlaczego nie dojdzie do deal’u USA-Rosja przeciw Chinom?”. Są dwa powody: 1. przejmując Białoruś Kreml przesunie granicę penetracji Wschodniej Flanki Europy do poziomu krytycznego, pozycja graczy Wschodniej Flanki Europy w tym regionie [przy bierności USA jako lidera NATO – a PRZED samozorganizowaniem się w ramach NORDCENTRALDEFCO] – stanie się skrajnie niekorzystna wobec Rosji], czyli supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku będzie w optyce Kremla na wyciągnięcie ręki, a to spowoduje, że żądania Kremla wobec USA będą ZBYTNIO kalibrowane owym „kosztem alternatywnym” utraconej korzyści zbudowania własnego supermocarstwa euroazjatyckiego 2. oczywista jest asertywna [pod stołem] kontrakcja dyplomatyczna Pekinu względem Kremla, bo Pekin bardzo uważnie od 2011 śledzi ten region i za nic nie chce konkurencyjnego supermocarstwa euroazjatyckiego Kremla – ani nie chce sojuszu USA-Rosja, dlatego Pekin zrobi wszystko, by podwyższyć Rosji koszty sojuszu z USA, choćby robiąc masowe ćwiczenia wojskowe przy granicy z Rosją, łamiąc dotychczasowe „czerwone linie” stref wpływów w Azji Środkowej, zwiększając zaangażowanie w Europie Środkowej itp. – skutkiem tego będą znacznie bardziej wygórowane żądania Kremla dla „wyrównania strat” – prowadzące praktycznie do uzyskania REALNEGO poziomu Rosji jako partnera, a nie junior-partnera Waszyngtonu. A na to Waszyngton nie pójdzie – obawiając się, że w takiej sytuacji zbytnio wzmocniona Rosja – albo zrealizuje plan własnego supermocarstwa i zdetronizuje USA [i Chiny – ale dla USA byłaby to marna pociecha] – albo obróci się na Chiny – ale na korzystnych dla niej zasadach jako partner. Zresztą – podobną kalkulację [tylko „na odwrót”] prowadzi Pekin wobec Kremla. Moim zdaniem brak możliwości trwałego związania Rosji przez USA czy przez Chiny – zbytnie ryzyko obrotu – zbytnie ambicje Kremla – zbytnie koszty czy „marchewki” dla Kremla, ale i zbytnie koszty związania sił i USA i Chin [bo Chiny TEŻ muszą kalkulować Rosję jako wiążącą ich „power in being” – mimo pozorów przyjaźni] – to wszystko doprowadzi po analizie wg teorii gier i kalkulacji koszt/efekt – do wspólnego deal’u USA-Chiny – prowadzącego do marginalizacji Rosji – jako czynnika zbyt niepewnego, zbyt angażującego i zbyt destabilizującego „pole gry” obu supermocarstw. Czyli w sumie Rosja w kalkulacji obu supermocarstw okaże się „zbyt kosztowna” [wliczając w ten koszt także ryzyko obrotu na drugie supermocarstwo] i jednocześnie „za mało przydatna” jako gracz do skaptowania – nie mówiąc o zasadniczej groźbie dla obu supermocarstw – powstania trzeciego, SILNIEJSZEGO supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. To oznacza – że nie dojdzie ani do trwałego sojuszu strategicznego USA-Rosja, ani do trwałego sojuszu strategicznego Chiny-Rosja – natomiast dojdzie do taktycznego deal’u USA-Chiny dla marginalizacji Rosji – dla zwiększenia KONTROLI i STABILNOŚCI „pola gry supermocarstw” [i dla obniżenia kosztów związanych z obsługą gry z Rosją]. O rozszerzeniu tego deal’u o pakiet „Korea-Tajwan-Europa” już pisałem. Dla Chin będzie to także wyjście z obecnej sytuacji, gdy USA eskalują na Morzu Południowochińskim – i Chiny „tracą twarz” w oczach Azji – bo Chiny są wpychane na coraz wyższy poziom drabiny eskalacyjnej przez USA – i Chiny na razie muszą się godzić na asymetryczną dominację USA i nie mogą oddać kinetycznie [jak przewidywałem – wręcz Pekin zakazał tego siłom zbrojnym – i to zakazał OTWARCIE [a to już mnie mnie zdziwiło – widać, że sam Pekin obawia się zbyt krewkich własnych dowódców szczebla operacyjnego i z góry buduje asekuracyjną „linię oficjalną” dla odcięcia się od „oddolnej inicjatywy”]] – zakazał wszelkich działań kinetycznych wobec sił USA – bo uderzenie kinetyczne byłoby znakomitym pretekstem [casus belli] dla USA do ustanowienia blokady morskiej – prowadzącym do zaduszenia wzrostu Chin. W tej sytuacji nierównowaga odczytywanej przez Azję bierności Chin i inicjatywy i dominacji USA – na dłuższą metę jest nie do zniesienia dla Pekinu – bo rujnuje cała dotychczasową politykę wypracowania przewagi i dominacji na Morzu Południowochińskim [i nie tylko]. Wyjściem – i to z „zachowaniem twarzy” i z „nadrobieniem strat” jest deal USA-Chiny, w którym zostanie załatwiony cały pakiet „Rosja-Korea-Tajwan-Europa”. Obie strony będą przekonane, że wygrały strategiczna konfrontację o hegemonię. W przypadku Waszyngtonu będzie to radość przedwczesna – bo nie uwzględnią kontrakcji strategicznej Chin w postaci neutralizacji Indii – dla uruchomienia pochodu Pakistanu na zachód pod umownym, ponadpaństwowym sztandarem Atomowego Kalifatu – czyli budowy przez Pekin jednego strategicznego sojusznika z całego świata islamu [i rynku zbytu zastępującego Zachód – dlatego w deal’u z USA Chiny zgodzą się na przejęcie Europy przez USA – bo jej popyt [i generalnie popyt Zachodu] zostanie i tak z nawiązką zastąpiony przez popyt sojuszniczego świata islamu [1,5 mld ludzi] – no i w drugą stronę, Chiny zyskają niezagrożone lądowe i przybrzeżne dostawy węglowodorów i surowców – także z Afryki – ogólnie z Wyspy Świata.

  5. Pozornie niezwiązane z Białorusią – a w istocie dużo bardziej istotne długofalowo dla Białorusi , niż nasze wszelkie medialne „podskoki” MSZ i premiera w UE względem Bialorusi: Turcja ogłasza, że na Morzu Czarnym 100 mil morskich od miasta Zonguldak, odkryto najwieksze dotychczas złoża gazu – ok 320 mld m3. Eksploatacja ma być już od 2023. Polecam: https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7803587,turcja-odkryla-najwieksze-w-historii-zloza-gazu-stanie-sie-eksporterem-energii-netto.html To oznacza uniezależnienie Turcji od Rosji w gazie i ogólnie w energii. Turkish Stream staje się niepotrzebny dla samej Turcji – a jako linia przesyłu do Europy – będzie konkurencją dla ambicji Ankary, która sama chce się stać eksporterem. To oznacza dalsze ochłodzenie na linii Ankara-Kreml – przez rozjazd sprzecznych interesów w grze o sumie zerowej. Jest wiele możliwych scenariuszy – Turcja może np. skalkulować, że nie opłaca się zadzierać i ryzykować i łożyć w kosztach konfrontacji o złoża cypryjskie, że mniejszym kosztem i ryzykiem uzyska większy sukces na Morzu Czarnym. Co by oznaczało konieczne wypieranie dominujących wpływów Rosji z Morza Czarnego. Przypomnę: w 2016 Szojgu oznajmił na Krymie, że to dzięki Krymowi sytuacja na Morzu Czarnym zmieniła się zasadniczo – na korzyść Rosji – że to Rosja dominuje Na Morzu Czarnym. Stąd m.in. od tego momentu bardzo wyraźne działania balansujące Ankary przez wspieranie Kijowa, wzajemną sprzedaż techniki wojskowej. Teraz to się prawdopodobnie [co szacuję na ca 80%] jeszcze bardziej wzmoże – a większe poparcie Turcji dla Ukrainy [i większe związanie sił Rosji na Morzu Czarnym – ale i pogorszenie sytuacji kontyngentu rosyjskiego w Syrii – bo przecież Turcja kontroluje przesył zaopatrzenia przez Bosfor] ma przecież silny wpływ na Białoruś – na presję i zaangażowanie Kremla wobec Mińska. Tu aż się prosi o współpracę Polski z Turcją i Ukrainą – by wywierać REALNY wpływ na sytuację w regionie [zamiast jak dotychczas wygłaszać życzeniowe idealistyczne DEKLARACJE bez narzędzi realizacji – co prowadzi do ośmieszenia Polski w realnej polityce] – oraz by rozpraszać siły Rosji za pomocą innych graczy [umownych, czy formalnych koalicjantów]. Tyle, że zapewne znowu posłusznie [i bezrefleksyjnie] poświecimy nasz żywotny interes polityczny i bezpieczeństwo – w imię interesów i polityki USA – które z Turcją mają na pieńku… Tak kontynuując – Turcja w modelu większego zaangażowania na Morzu Czarnym i skupienia się na eksploatacji tamtych złóż gazu – mogłaby zdeeskalować przynajmniej „konflikt o złoża” z Cyprem, Grecją, Izraelem – zyskując na tym bonusy – od przerzucenia zwolnionych aktywów militarnych na Morze Czarne – po zyskanie „pozytywnego” lewara negocjacyjnego do deal’u z USA – nie mówiąc o współpracy regionalnej, czy choćby ekonomicznej. Oczywiście jest to model racjonalny – aczkolwiek w przypadku Erdogana względy nazwijmy „mocarstwowo-ideologiczne” [wg koncepcji restytucji ottomańskiej strefy wpływów] wcale nie muszą prowadzić do racjonalnej decyzji o deeskalacji na Morzu Śródziemnym…

  6. Szanowni forumowicze,
    dodam zachęcony wypowiedziami Waszymi poniżej artykułu p. Krzysztofa kilka spostrzeżeń/uwag.

    Stawiam tezę, którą chętnie obronię:
    Gdy wieją wiatry wyższego rzędu lub działają siły wyższego rzędu (moje autorskie określenie) przeciwstawianie się im jest bardzo ryzykowne.

    Tłumaczę o co chodzi na przykładzie. Gdy w mieście są rozruchy nie ma znaczenia czy prawidłowo jedziesz ulicą, bo zamieszki zaburzają prawidła ruchu na drodze w mieście i gdy przyjadą osiłkowie to zabiorą Ci rower; gdy jest wojna domowa w kraju na znaczeniu traci spokój w mieście lub regionie i tak siła wyższa zaburzy spokój w tym rejonie; gdy jest wojna między mocarstwami to mały spokojny kraj zostanie nią dotknięty choćby był bardzo spokojny i ułożony, o ile będzie w kręgu zainteresowań mocarstw; gdy przyleci siła obca z kosmosu bez znaczenia staje się porządek/spokój na kawałku naszego globu i tak wiatr kosmosu nas dosięgnie; gdy nadleci kometa/ inne ciało niebieskie i będzie uderzało w Ziemię upada spokój na naszej planecie.

    Z pewnością dostrzegacie Państwo zależności; siła wyższego rzędu zaburza spokój na niższym poziomie.

    I teraz odniesienie do naszych rozważań. Zamieszki na Białorusi nie miałyby znaczenia, gdyby nie pękał układ sił na świecie między mocarstwami- skokowe słabnięcie USA (kryzys 2008, permanentny deficyt w tym kraju; rosnąca rola Chin) powodują ruchy tektoniczne na poziomie mocarstw (siła wyższego rzędu) zatem nawet gdybyśmy siedzieli cicho zajmowali się gospodarką i tak to nas dotknie i zaboli. Rosną Chiny, które skupiają uwagę USA (już USA nie może otwarcie wysłać samolotów, zbombardować ich i zrobić „porządek” ogłaszając, że łamali tam prawa człowieka. Z cienia wychodzi Rosja, która widzi, że może pozwolić sobie na więcej. USA nie ma już sił i ochoty na bycie w Europie; koncentruje się na obszarze wokół Chin, wycofując powoli swoje wojska z naszego regionu (nie ma znaczenia jak nazwą te ruchy, ten pobyt dodatkowych wojsk w Eur. Śr-Wsch.) liczą się tylko gołe liczby i ruchy (zapomnijmy o słowach polityków). Przecież gdyby USA były zainteresowane powstrzymaniem Rosji na naszym terenie, to wystarczyłoby przebazować baterie plot na teren Polski, wzmocnić lotnictwo u nas a do Niemiec przesunąć siły pancerne i zmechanizowane. W myśl zasady, kto największemu osiłkowi na dzielnicy zabroni. Rosja? Pogadają, pokrzyczą, że łamanie traktatów i co zrobi? Rozpocznie wojnę nuklearną? Oczywiście, że nie, bo nie potrafi się przeciwstawić takiemu ruchowi. Lecz problem jest inny, USA nie jest tym zainteresowane – oni idą na Pacyfik, bojąc się utraty wpływów kosztem Chin. Czy wypełnia tą lukę w naszej części świata UE? Nie. Bo Francja i Niemcy nie są gotowi na taką rolę. Owszem oni będą musieli zacząć odgrywać taką rolę i nawet nie dlatego, że chcą. Zwyczajnie sytuacja zaczyna to wymuszać. Małe kraje zaczną orientować się na jądro UE, bo same nie potrafią sobie poradzić z sytuacją wiejącego wiatru wyższego rzędu. I teraz my. Czy mamy potencjał/tak silne strony (geograficznie, gospodarczo, społecznie, militarnie) by ustanowić własną strefę bezpieczeństwa, gdy Rosja zaczyna siłą sprawdzać granice dopuszczalnego przesuwania swoich granic i wpływów. Śmiem twierdzić, że nie (zapewne wywołam tym stwierdzeniem burzę wśród czytelników bloga p. Krzysztofa).
    Białoruś ma jeszcze mniej do powiedzenia – ona jest tylko polem na szachownicy (swoją drogą szkoda Białorusinów).
    Takie są pozycje wyjściowe w tej fazie rozgrywki. Na razie rośnie znaczenie Rosji, Francji i Niemiec (obecnie w tandemie).

    Zanim wejdziemy do gry: aktywnie lub będziemy spierać po cichu kraje naszego regionu lub będziemy kompletnie bierni (wzrastając gospodarczo w tym czasie) to już nasze decyzje, które powinny wynikać z naszych rachub i scenariuszowego rozgrywania gry.
    To z każdym miesiącem bardziej przypomina grę w szachy, gdzie pionkami, figurami są poszczególne kraje… Rosja przy ich chęci używania siły militarnej do działań to hetman, Francja z Niemcami to wieża (pytanie czy faktycznie a może tylko goniec), a my?

    1. Polska wg „doktryny Bartosiaka” winna uzyskać przewagę przynajmniej nad jednym z graczy – Niemcami lub Rosją. Sami takiej siły nie mamy. Rozwiązaniem jest działanie koalicyjne. Nie w ramach NATO – bo tam USA całkowicie zgniata naszą samodzielną politykę. Ani tym bardziej w ramach UE – zdominowanej przez Berlin-Paryż. Dlatego promuję sojusz Polski z NORDEFCO. Razem z Bałtami. Sojusz twardych interesów – państw jadących w kwestii bezpieczeństwa strategicznego „na jednym wózku”, które mają skrajnie przeciwne DŁUGOFALOWE podejście, niż Kreml, Berlin czy Paryż. Gdzie sojusz wojskowy od razu ma przełożenie w bliską współprace regionalną. Kluczem jest Bałtyk – jako domena przepływów strategicznych [w tym ekonomicznych] do opanowania przez ten sojusz. Co więcej – gdy Bartosiak ostrzega, że za rok możemy być w sytuacji przymusowej – do montażu z Ukrainą blokady pomostu bałtycko-czarnomorskiego, zupełnie inaczej by wyglądało montowanie takiego sojuszu, gdyby Kijów rozmawiał z Warszawą – ale Warszawą reprezentującą siłę NORDCENTRALDEFCO. Nawet skaptowanie choćby jednego z graczy V4 [np. Słowację – bo na Węgry i na Orbana nie liczę mimo jego retoryki – Węgry wyraźnie wiążą się z Berlinem – co widać choćby po zakupach dla armii – zresztą choćby interesy niemieckich koncernów motoryzacyjnych na Węgrzech swoje robią] – takie skaptowanie np. Słowacji też by sytuację poprawiło do rozmów z Kijowem – oczywiście skaptowanie przed rozmowami z Kijowem. A wtedy zapewne i Rumunia by doszła do tej Koalicji Europejskiej – choćby po to, by mieć realny wpływ i na Ukrainę i na Słowację. Kluczem są interesy – bezpieczeństwo strategiczne – oraz wymiana gospodarcza w regionie. Oraz łączny potencjał ekonomiczny, technologiczny, militarny i demograficzny. I rozpraszanie sił Rosji na długim odcinku. Oraz realne odcinanie Berlina i Paryża od Kremla. Proszę zauważyć – każdy z tych ruchów rozszerzania NORDEFCO ma swoje twarde interesowne uzasadnienie wg „win-win” dla uczestników. Myślę, że po dołączeniu Ukrainy i Rumunii – koalicja miałaby już taki „ciężar gatunkowy” – że jej propozycja stania się bazą do obsługi dla City – miałaby sens. UK by weszło ponownie do Europy – ale z ominięciem Niemiec i Francji. I mając żywotne interesy – i ciągłość geostrategicznego „wspólnego łańcucha siły” od GIUK po Morze Czarne – siła rzeczy – nawet bez żadnych oficjalnych deklaracji Londynu – dla Kremla byłoby jasne, że strategiczny jądrowy arsenał odstraszania byłby w zdeterminowanych rękach. Czyli Kreml – dla którego odstraszanie strategiczne Paryża nie jest żadnym problemem, ani zagrożeniem [co Macron zaakcentował w lutym aż do przesady] – miałby przed sobą „twardego zawodnika” – City kierujące UK – „zawodnika” zdeterminowanego do obrony swojej strefy żywotnych interesów. Co więcej – efektem przyłączenia się UK do NORDCENTRALDEFCO – byłoby skaptowanie kilku kolejnych graczy – powiedzmy Chorwacji dającej dostęp do Adriatyku, być może Mołdawii, może nawet Węgier, które pragmatycznie by wolały się obrócić na silniejszego – ale największą ewentualną wygraną byłoby wtedy skaptowanie Italii. A i rozmowy takiego NORDCENTRALSOUTDEFCO+UK z Turcją – miałyby zupełnie inny, POWAŻNY i merytoryczny charakter. Choćby [to minimum] dla wspólnego powstrzymywania Rosji na Morzu Czarnym. W takiej sytuacji nawet Grecja byłaby co najmniej „sprzyjająca” temu sojuszowi europejskiemu. Obecnie państwa Wschodniej Flanki Europy – nie tylko Polska – są zasadniczo w letargu – wspierają się na gasnącym i bardzo wątpliwym NATO [art.5 jest praktycznie nie do wyegzekwowania wobec obstrukcji Berlina], wspierają się na sojuszach bilateralnych z USA – de facto realizuje to ZASADNICZO interes strategiczny USA – a tylko w mniejszym stopniu państw zagrożonych przez Rosję – państw, które teraz są w istocie zatomizowane – przez politykę „jądra karolińskiego” – ale i przez politykę USA. Tylko Skandynawowie zbudowali NORDEFCO – i ten sojusz jest moim zdaniem perspektywicznym „jądrem krystalizacji” dla aktywnych zmian – dla budowy kolektywnej nowej siły w Europie – siły, która zabezpieczy swój własny zgodny interes. Tu w Europie – w zagrożonym regionie.

      1. Ktoś może zapytać: „dlaczego NORDEFCO jest warte, by do niego dołączyć?”. Powody geostrategiczne są oczywiste – generalnie chodzi o opanowanie Bałtyku, stworzenie z niego „mare nostrum” dla scalenia graczy – i to jest realna droga do utrzymania Bałtów, którzy zamykają Zatokę Fińską od „południa” – a utrzymanie Bałtów jest realne właśnie dzięki dostawom przez Bałtyk [zwłaszcza Zatoka Fińską]. Podstawa to zduszenie A2/AD Kaliningradu i Petersburga. A to niemożliwe bez Polski i NORDEFCO. Dla NORDEFCO utrzymanie Bałtów to trzymanie Rosjan w niekorzystnej sytuacji defensywnej w dwóch enklawach morskich [kotła Kaliningradu i „występu” Petersburga]. Dlatego Skandynawowie tak wspieraja Bałtów. Ale utrzymanie Bałtów wymaga likwidacji A2/AD i aktywów Kaliningradu i generalnie zajęcia Obwodu Kaliningradzkiego [wtedy wąski 80 km „przesmyk suwalski” przestanie być „wąskim gardłem” wsparcia lądowego Bałtów przez Polskę] – a to [i likwidacja Obwodu Kaliningradzkiego i jego A2/AD] bez Polski jest niemożliwe. Zaś w druga stronę – Polska nie ma możliwości zdławienia A2/AD Petersburga – za to NORDEFCO tak – o ile Bałtowie się utrzymają. Jak widać – połączony sojusz „NORDEFCO + Bałtowie + Polska” tworzy podwójną synergię. Ale ktoś zapyta: „czy NORDEFCO wykaże odpowiednia determinację względem Rosji?” – bo bez tego sojusz będzie wart dla nas tyle, co domek z kart. Skandynawowie trzymają się i wspierają razem wobec „wschodniego niedźwiedzia” od Wojny Zimowej. Podczas zimnej wojny Rosja sowiecka kumulowała napór na Finlandię, która w wielu sprawach była dla Kremla strefą bardzo mocnego wpływu – stąd powstał termin „finlandyzacja”. Ale od 1991 do 2014 – wiele się zmieniło. Gdy po Krymie Rosja zaczęła napór na Skandynawów [incydenty naruszania przestrzeni powietrznej i morskiej] – Finlandia porzuciła swoją dotychczas uległą politykę zimnowojenną. Gdy tropiła rosyjskie okręty podwodne – używała ładunków małej mocy dla „wypłaszania” intruzów. Tego podczas „zimnej wojny” Finlandia nie robiła. A zapewniam – hałas w zamkniętej przestrzeni okrętu podwodnego od takiego ładunku – jest potworny psychologicznie – mimo, że okrętu raczej nie uszkodzi. Napór „demonstracji siły” Rosji wywarł skutek odwrotny do zamierzonego – NORDEFCO zamiast się rozpaść [a Finlandia zamiast ponownie się „sfinlandyzować”] – to NORDEFCO się scaliło. Finlandia zdecydowała się na dość ofensywny projekt Patrol2020, na program HX [nowych myśliwców – ok 64 sztuk], dokupiła od Holendrów ponad 100 Leo 2 A6NL, zwiększyła zakres służby wojskowej. Co najważniejsze – zdecydowała się na program jądrowy w oparciu o własne kopalnie uranu i własny przemysł przetwórczy – rzcz jasna w „celach pokojowych”. A to oznacza, że Finlandia i w ramach NORDEFCO i w ramach złotego sojuszu z USA – chce osiągnąć znacznie wyższy status jako gracz. Na Kremlu traktują to jako otwarte rzucenie rękawicy „tradycyjnemu” układowi sił z czasów „zimnej wojny”. Biorąc pod uwagę intensyfikację nowych programów zbrojeniowych Szwecji, przywrócenie poboru, przywracanie baz zimnowojennych, ale i i złoty sojusz z USA, ale także determinację Danii w Arktyce [chodzi głównie o Grenlandię – istotny element GIUK – stąd groźby atomowe Kremla pod adresem Danii] – ale i determinację Norwegii [Szpicbergen, złoża na Morzu Barentsa] – NORDEFCO prowadzi [owszem – z oparciem USA i UK – to tym lepiej] dość samodzielną, a co ważniejsze , twardą i zdeterminowaną grę przeciw presji Rosji. Dlatego NORDEFCO jest jako sojusz graczem poważnym – i moim zdaniem długofalowym – wartym dołączenia do niego. Szwecja kupuje Patrioty, zwiększa flotę i lotnictwo – ale i wojska lądowe. Ok. 2026 Norwegia będzie miała w linii 52 F-35A, a Dania 27 F-35A. A to [wraz z pomocą Royal Navy i US Navy – i ich aktywów – w tym lotniczych – oznacza [przy trzymaniu GIUK i aktywnej penetracji Arktyki] – duży problem dla Rosji. W tych warunkach – konfrontacji NORDEFCO+UK+USA [i jeszcze Kanady] w Arktyce – sami Skandynawowie [i USA i UK] będą zainteresowani zabezpieczeniem „teatru działań” od południa – czyli na Baltyku. I dlatego właśnie sojusz z NORDEFCO ma sens – a zaangażowanie USA i UK dla wsparcia Polski i Bałtów – dużo pewniejsze, gdy USA i UK chcą aktywnie zwyciężyć konfrontację w Arktyce. Polska czy Bałtowie jako państwa NATO nie są atrakcyjne dla USA i UK, by je wspierać. Natomiast jako sojusznicy w grze o Arktykę – TAK. Dla nas bonus będzie przy okazji taki, że uzyskując panowanie na Bałtyku i odepchnie cie z akwenu Rosji i jej A2/AD – uzyskujemy „wolne pole” przesyłów strategicznych Bałtykiem [ale ii most powietrzny przez Skandynawię nad Bałtykiem]. Czyli nie musimy już patrzeć na dobrą [czy raczej złą] wolę Berlina – z udostępnieniem Niemiec dla wsparcia i zaopatrzenia. Oczywiście Bałtyk jest specyficzny – moim zdaniem transport morski zaopatrzenia i wsparcia dla Polski [i tym bardziej dla Bałtów] musi być oparty o dużą liczbę małych, szybkich jednostek transportowych, operujących z załadunkiem i wyładunkiem w trybie „plaża-plaża” – bez portów-pułapek – na dużej linii brzegowej – w rozproszeniu. Takie jednostki – umowne mini-Diugonie – winny mieć prędkość 30+ wezłów i nośność ca 80 ton [by przewieźć ciężki sprzęt – np. pojedyńczego umownego sieciocentrycznie wpiętego, dopancerzonego aktywnie i przezbrojonego w armatę 130-140 mm M1A3 Super Abramsa itp.] – winny mieć rampę załadunkowo/wyładowczą [jak jednostki desantowe], małe zanurzenie, oraz zasięg pozwalający w jedną stronę na szybki rejs UK-Polska, lub przynajmniej Sund-Polska [przy potraktowaniu Duńczyków i Norwegów jako „pośrednie stacje przeładunkowe” po obu stronach Sundu]. Ale to wszystko w zakresie „sprofilowanego funkcjonalnie” sprzętu [a to tylko przykład] miałoby dopiero sens na końcu – dopiero po wejściu Polski z Bałtami do NORDEFCO – i dopiero po ustaleniu z graczami, za co kto odpowiada, jakie zadania bierze na siebie, jakie strefy odpowiedzialności, by razem przejąć kontrolę Bałtyku. Jak pisałem – zadanie Polski to likwidacja A2/AD i aktywów Obwodu Kaliningradzkiego – zaś NORDEFCO by zlikwidował A2/AD i aktywa militarne strefy Petersburga. Do USA i UK by należała przynajmniej neutralizacja A2/AD Siewierodwińska. Moim zdaniem starania o wejście Polski z Bałtami [oczywiście po „dogadaniu się” całej czwórki] do NORDEFCO – winny być już teraz sygnalizowane – i przedstawiane w korzyściach „win-win” – także wobec USA i UK – szczególnie odnośnie znaczenia dla konfrontacji w Arktyce. Bo gdy Rosja dokona anschlussu Białorusi – wtedy pozycja Bałtów stanie się rozpaczliwa – dlatego warto działać, przedstawiać korzyści 'win-win” i przygotować się i scalić ZAWCZASU. Niestety – na razie nasi sternicy jak dzieci we mgle – co gorsza, wygląda, jakby nie mieli nic więcej w myśleniu geostrategicznym i w planowaniu scenariuszy ewentualnościowych – niż tylko medialne życzeniowe „konstruktywistyczne” i humanistyczno-idealistyczne deklaracje [bez pokrycia w aktywach dla prowadzenia gry i w proceduralnych ścieżkach REALIZACYJNYCH] – które to deklaracje są w istocie [dla państw prowadzących PRAWDZIWĄ politykę] tylko DODATKOWĄ PRową zasłoną dymną „dla mas” względem tej prawdziwej polityki – opartej bardzo asertywnie WYŁĄCZNIE o siłę i interesy.

        1. Zanim do czegoś przystąpimy zapytajmy samych siebie, czy chcemy niepodległości i jesteśmy gotowi na wyrzeczenia czy też chcemy wygodnego życia, jaki wiedzie mityczny „Europejczyk”? Oczywiście wybierając wygodne życie stracimy i jedno i drugie ale takie dylematy w teraźniejszości mało kogo obchodzą. Czy w czasie wyborów, powiedzmy prezydenckich, dyskutujemy mądrze co jest naszą racją stanu i warunkiem przetrwania? Wobec braku społecznego poparcia, myślenie, że możemy swobodnie decydować jest niestety mrzonką. Polska do dzisiaj nie zrzuciła z siebie duszących nas postsowieckich elit. Mało tego, znaczna część uważa gen. Jaruzelskiego za opatrznościowego męża stanu. Ponieważ nie jesteśmy skonsolidowani, generalnie nie szanujemy własnego państwa, idee niepodległościowe są mniejszością a siły je reprezentujące nieliczne i skonfliktowane wewnętrznie, skazani jesteśmy na dryf, którego kierunek jest wynikową oddziaływania Niemiec, Rosji i USA. Polska nie jest krajem suwerennym. Nie możemy samodzielnie zadecydować nawet o tym, czy wyciąć drzewo zaatakowane przez kornika. To tylko mało ważny ale dający do myślenia przykład. Zresztą nie jedyny. Niestety. Dlatego niewiele możemy zdziałać w sprawie Białorusi choć mamy tam potężną liczebnie mniejszość polską. To co możemy to posługując się „europejskimi wartościami” nie pozwolić aby UE zamiotła sprawę pod dywan, przedłużać przez to protesty, żeby Rosja wymieniła Łukaszenkę co rozpocznie proces pękania systemu i liczyć, że kiedyś sprawy obiorą pozytywny dla nas kierunek. To znaczy sprawy obrócą się w taką stronę, że w cudowny sposób Niemcy i Rosja jednocześnie znacznie osłabną a jakaś siła zewnętrzna będzie zainteresowana wywindowaniem znaczenia Polski. A to jeszcze stanie się w chwili, gdy będziemy mieli silne elity zdolne do wykorzystania tego układu albo tak słabe, że nie zdołają go zastopować. Wtedy na Białorusi uruchomi się dryf na Polskę.

          1. Myślę, że wybór miedzy Berlinem, a Waszyngtonem, czy szerzej, także Pekinem – jest pozorny. Musimy wybierać na siebie – a dokładniej – na sferę EUROPEJSKĄ, w której mamy wspólne interesy bezpieczeństwa i interesy ekonomiczne. Za tę strefę uważam mocno rozszerzone NORDEFCO, do niego można skaptować UK ze względu na interes City – bo City rozpaczliwie szuka strefy ekonomicznej dla obsługi finansowej, bo jest wypchnięta i z UE i z Chin a tak wiele sobie obiecywali po Jedwabnym Szlaku] i nawet z Hongkongu. Pozorny jest także dylemat „bezpieczeństwo czy dobrobyt”. Jeżeli inwestuje się w w wysokie technologie – z natury podwójnego zastosowania – nie ma takiego dylematu. Kolejność jest taka – najpierw wzrost technologiczno-ekonomiczny – dopiero potem odrywanie kuponów w postaci modernizacji armii. Co oznacza, że winniśmy kupować technologie nie od niechętnego USA [te starania to bicie głową w mur] a od koalicjantów z rozszerzonego NORDEFCO. Czym zresztą wzmocnimy tę strefę. Bo na razie nasze zakupy w USA [„gołego” sprzętu, z małym lub żadnym wkładem technologii], zamiast wzmacniać region Europy – idą na wzmacnianie amerykańskiej obecności na Pacyfiku. A na krótką metę [nim te bonusy wzrostowo-technologiczne osiągniemy] potrzebujemy „pomostowy” efektywny obronny plan „natychmiastowy”. Czyli np. własna produkcja [z zakupioną w 100% technologią] 150 tys RGW-90 i potem drugie tyle RGW-110. I posadowić je na różne nośniki – także na drony [niekoniecznie elektryczne – mogą być znacznie tańsze z silnikami spalinowymi – byle masowe – liczone w tysiącach]. Na saturację ataku dronowego [który może być rozległy przy rozpięciu sieciocentrycznym – liczony w setkach kilometrów] nawet armie pancerne ani A2/AD nie pomogą Rosji. Tak samo odnośnie obrony nieba – nieporównany skok względem jego kosztu da wyprodukowanie ca 5 tys Piorunów i posadowienie ich na dronach. Także HALE – ale tanich – co możliwe [akurat w takich sprawach dobrze siedzę] – w tym na aerostatach. Te dwa proste kroki – plus budowa środowiska sieciocentrycznego C5ISR – to dużo ważniejsze i skuteczniejsze i tańsze rozwiązania – niż pomysły dotychczasowego PMT [może za wyjątkiem kupna Patriota i IBCS]. To by nam dało kilka lat – właśnie dla zassania technologii tu z Europy – i dla przepięcia się z Niemiec na rozszerzony sojusz EUROPEJSKI – nieamerykański, niekaroliński, nierosyjski i niechiński. I własnie na tym winna polegać agenda wpływu na polskie społeczeństwo – wyrwanie z fałszywego i niszczącego nas wewnętrznie podziału wynikającego z fałszywej percepcji rzekomego dylematu „czy z USA kosztem poświęceń? – czy z Berlinem dla zachowania prosperity?”. Pokazać, że na Niemczech świat się nie kończy w zakresie gospodarki i funduszy – ani na USA w zakresie bezpieczeństwa – że możemy zyskać i bezpieczeństwo i prosperity – i wcale nie musimy zrywać z Europą. W istocie chodzi o to, by wyrwać się z pozycji podwykonawcy Niemiec, która nas trwale strukturalnie blokuje w pułapce średniego rozwoju. Więcej – chodzi o to, by krok za krokiem wyrwać Europę „jądru karolińskiemu” – oczywiście w ramach działań koalicyjnych – by tym bardziej zbudować silną Europę – ale partnerską, konfederacyjną,
            prorozwojową – jadąca naprawdę na wspólnym wózku wspólnego bezpieczeństwa i synergii wspólnej strefy. Bo obecny układ pasożytniczej dominacji Berlina z przylepionym „zakapiorem” Paryża – nie reprezentuje interesów reszty państw Europy – ani w zakresie bezpieczeństwa – ani w zakresie prosperity. W sumie jest to układ BLOKUJĄCY Europę. A federalizacja i centralizacja i „debt diplomacy” ostatniego wypustu „korona-euro” tylko wzmoże te nierównowagi. Państwa NORDEFCO+UK już wybrały osobny kurs od karolińskiego – pytanie czy dołączymy? Wszyscy zwolennicy opcji karolińskiej w Polsce opierają się na fałszywym wyborze „albo będziemy podwykonawcami Niemiec – albo gospodarka padnie”. To wdrukowane nam pranie mózgów dokonane przez dekady manipulacji polskojęzycznych mediów można łatwo zrolować – pokazując, że np. zamiast dla VW, możemy mieć wybór i przynajmniej dywersyfikację – dostarczając dla Volvo, czy dla brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego. A Berlin w rękawiczkach Brukseli 10 razy się zastanowi, nim nam zagrozi obcinaniem funduszy za „krnąbrność” – jeżeli cały niekaroliński sojusz dogada się z City – i z narodowym funduszem norweskim – który też pilnie szuka bazy ekonomicznej. W sumie – „popularność” UE i poddaństwo Berlinowi [rozdzierające Polskę na dwa obozy – proamerykański i proniemiecki czyli „prounijny”] – są oparte na funduszach „europejskich” i na podwykonawstwie dla Niemiec. Jeżeli pokaże się alternatywy [i to BARDZIEJ perspektywiczne] i dla tych funduszy i dla podwykonawstwa [a jeszcze z transferem technologii i z podwyższeniem pozycji w łańcuchu wartości] – to popularność Berlina i Brukseli mocno zwiędnie. Ale i w drugą stronę – pokazując alternatywę dla USA – zmarginalizuje się „obcą” i w istocie ślepą „nieeuropejską” opcję proamerykańską. Czyli w sumie obie dzisiejsze strony sporu – znalazły by kompromis „kierunku na Europę” – ekonomiczno-finansowo-polityczny – dobry dla obu stron – i likwidujący obecne rozdarcie społeczeństwa i polityki. Po prostu policzmy PKB Wschodniej Flanki Europy z UK, policzmy jej zasoby technoogiczne – i „bezalernatywny” wybór USA-czy-Niemcy – zniknie na rzecz trzeciej, bardziej perspektywicznej długofalowo drogi. Nie tylko Polska – ale cała strefa Wschodniej Flanki Europy – jest w strefie zgniotu jako bufor miedzy Heartlandem, a Rimlandem Eurazji. Jako sojusz jesteśmy w pozycji doskonałej [bo z dala od głównego starcia na południowo-wschodnim Pacyfiku] do DOCELOWEGO obrotu na zwycięzcę w konflikcie hegemonicznym – tak to należy widzieć. Jak zwykle – zagrożenie jest jednocześnie w dłuższej perspektywie wyzwaniem – i szansą… A wychodzenie USA z Europy tylko nam to długofalowo ułatwia. Kompensacja wychodzenia USA z Europy przez państwa Wschodniej Flanki Europy i UK i tak będzie następowało. Z nami – lub bez nas. Dużo lepiej – jeżeli dołączymy do NORDEFCO z Bałtami [oczywiście w negocjacjach dla podziału bonusów „win-win” wynikających ze współpracy i z synergii układu]- i rozpoczniemy proces zorganizowanego scalania Wschodniej Flanki Europy – w „głębi” Europy – na wschód i na południe. Wzrost Polski może się zacząć tylko od likwidacji obecnego rozdarcia wewnętrznego „USA czy Niemcy?” przez wybór trzeciej drogi. Notabene – cały ten europejski sojusz konfederacyjny – rozdzielający Kreml od Berlina – będzie mógł w „cztery oczy” nader asertywnie powiedzieć i w Waszyngtonie i w Pekinie dokładnie to samo – „czy zamiast wsparcia dla nas wolicie powstanie trzeciego, silniejszego, konkurencyjnego supermocarstwa Kremla-Berlina-Paryża – od Lizbony do Władywostoku?”

    2. „Bo Francja i Niemcy nie są gotowi na taką rolę. Owszem oni będą musieli zacząć odgrywać taką rolę i nawet nie dlatego, że chcą.”

      Macron we Francji już przebąkiwał o tym. Proponował m.in. wspólną europejską armię. Co z tego że beneficjentem tej armii byłaby Francja, bo ma kompletny przemysł zbrojeniowy? Konsolidacja UE w jakiś organizm wyższego rzędu, wspólna armia i wspólna polityka zagraniczna, i centrum decyzyjne, to byłaby realna przeciwwaga dla Rosji, USA i Chin. Gospodarczo jeszcze UE ma potencjał, ale za bardzo poszła w dotacje dla branż bez wielkiej perspektywy rozwojowej, miliardy idą w rolnictwo… I tak lepiej niż w Polsce, gdzie górnictwo od dekad topi ten kraj wysysając miliardy i blokując zmiany na rynku energetyki.
      UE miałaby potencjał na armię, z kulturą techniczną Niemiec, zbrojeniówką Francji… Polska mogłaby na tym zrobić modernizację armii, bo ten deal z USA to wyjdzie nam bokiem: zero offsetu, zero transferu technologii, zero udziału własnej coraz bardziej kurczącej się zbrojeniówki, suty haracz za ochronę, a potem gdy USA ucieknie za ocean obudzimy się z ręką w nocniku. Z Francja i Niemcami, szczególnie gdy UK się wypisała, można by mieć jakieś wspólne projekty zbrojeniowe i coś tam nowoczesnego w Polsce robić (zamiast malowania zardzewiałych muzealnych T72 i BWP1). Paryż z Berlinem właśnie rozpoczynają projekt następcy Leoparda 2, samolotu steal, własnego drona a la „Predator”, itp. Trochę późno, ale potencjał mają. Można by się dopisać, zamiast kupować ciągle w USA z zerowym udziałem własnej zbrojeniówki.

      Ale Polska wypisuje się powoli z UE, bo PiS nie tyle prokuruje nam polexit (za duże poparcie w ludzie dla UE) ale wypierpol. Francja i Niemcy już machnęli na nas ręką, co najwyżej wbudują nowe mury wewnątrz UE, na szkielecie strefy euro. A nas, tysiące drobnych decyzji, wypier…pol..ą realnie z UE. Będziemy mieli koszty, bo dziś więzów odciąć nie można (nawet UK to dostrzegło, że dla handlu z UE będzie musiało się przystosować do prawa UE, mając zerowy wpływ na decyzje w UE) – ale bez wpływu na decyzje. I jakieś coraz mniejsze dotacje, bo większość przejmie strefa euro.
      A jak w końcu zechcemy całkiem się wypisać, to w tym miejscu geograficznym nie ma miejsca na neutralną Szwajcarię. Albo jesteś z Zachodem (i potencjalnym imperium UE), albo ze Wschodem (czyli z Rosją). No, chyba że ten Wschód to będą za parę dekad Chiny.

  7. Przy okazji obecnego kryzysu politycznego na Białorusi, pojawia się wiele głosów nt pozycji i polityki i realnych środków, jakimi dysponuje Polska. Swoisty remanent 30 lecia – niestety dość krytyczny – jak to pokazało „Starcie mocarstw – Jacek Bartosiak i Bartłomiej Radziejewski na temat Białorusi” – https://www.youtube.com/watch?v=GeWLs20YaD8 W sumie – musimy nadrobić zaległości – ulepszyć nasz bilans SWOT – i zrobić to możliwie szybko i efektywnie wg kalkulacji koszt/efekt. Czytam w https://strategyandfuture.org/czy-czeka-nas-wybor-miedzy-gospodarka-a-bezpieczenstwem/ takie stwierdzenie: „Wybór Stanów Zjednoczonych powinien się wiązać z intensywną budową wspólnego obszaru gospodarczego z Ukrainą, krajami bałtyckimi, a najlepiej również z Białorusią, który to obszar w przyszłości miałby stanowić alternatywę dla siły gospodarczej Niemiec. Wymagałoby to ogromnych inwestycji infrastrukturalnych, które skomunikowałyby region na poziomie podobnym do zachodniej Europy.” Nic bardziej błędnego – jako alternatywa dla gospodarki Niemiec. Bałtowie sami są za słabi, a na Białoruś Polskę już nie wpuszczą – za późno podniosły się głosy o współpracy z Białorusią. Zresztą – nawet Bałtowie z Białorusią i Ukrainą [w najlepszym scenariuszu] – to nie jest alternatywa dla Niemiec. Natomiast Skandynawowie [w tym narodowy fundusz norweski] – a jeszcze włączenie UK i City – to zupełnie inny poziom – moim zdaniem aż nadto zastępujący Niemcy gospodarczo. I nie trzeba dla Polski inwestycji infrastrukturalnych [np. amerykańskich] do współpracy ze Skandynawiami – bo gotową autostradą komunikacyjna [zresztą najtańszego rodzaju transportu] jest Bałtyk. A szerzej [wliczając Islandię i duńską Grenlandię] – także północny Atlantyk. Trzeba tylko przejac tę bałtycką autostradę pod wspólna koalicyjna kontrolę – łącząc interes ekonomiczny – z interesem geostrategicznym i militarnym. Moim zdaniem droga dla Polski do budowania Międzymorza czy Trójmorza – zaczyna się od sojuszu z NORDEFCO – i od współpracy gospodarczej ze Skandynawami. Dopiero w kolejnym etapie [po skaptowaniu UK] rozrost sojuszu i układu ekonomicznego – objąłby „wnętrze kontynentalne” Centralnej-Wschodniej Europy. I to bez patrzenia na dofinansowanie przez USA. Bo rozrost ekonomiczno-technologiczny tego sojuszu byłby oparty o fundusze norweskie – i o City [po włączeniu do niego UK – właśnie dając City bazę ekonomiczną dla obsługi przez funta]. Tak samo życzeniowe jest w artykule: „Ze strony Stanów Zjednoczonych należałoby oczekiwać wsparcia finansowego, co najmniej w postaci bardzo nisko oprocentowanych pożyczek, ułatwionego dostępu do najnowszych technologii z zakresu IT, a najlepiej również transferu know-how w zakresie części technologii wojskowych, który pozwoliłby na opracowanie sprzętu właściwego do operacji na polskim teatrze wojny. Ostatni punkt byłby bardzo trudny do wynegocjowania, biorąc pod uwagę zyski, które Amerykanie czerpią ze sprzedaży swojego sprzętu.” Bądźmy realistami – Ameryce nie zależy na dzieleniu się technologiami high-tech, zwłaszcza militarnymi. Trzeba oprzeć się na wspólnym sojuszu europejskim – jedyny możliwy transfer technologii to Saab, Kockums, Konnsberg, Nammo, Bofors, BAE itd. A synergia i wartość i pozycja „wspólnego gracza europejskiego” – ta dopiero WTEDY może zmusić [w twardych negocjacjach] USA do pewnych transferów technologii na rzecz sojuszu europejskiego – wg realizacji wspólnych interesów lub „coś za coś”. Zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem w artykule: „Osłabienie gwarancji bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych w naszym regionie musiałoby zostać wyrównane przez nasze własne zdolności do projekcji siły i/lub potencjał Unii Europejskiej czy też samych Niemiec. „. USA wychodzi z Europy, wiec TYM BARDZIEJ Berlin z Paryżem prą do wspólnego [wg ich naiwnego wyobrażenia] supermocarstwa z Kremlem, od Lizbony do Władywostoku – naszym kosztem i kosztem całej Wschodniej Flanki Europy. Pod tym względem UE zarządzana przez jadro karolińskie nie jest naszym sprzymierzeńcem, ani Wschodniej Flanki Europy – tylko V kolumną Kremla. Sami jesteśmy za słabi, ale w koalicji w ramach NORDCENTALDEFCO+UK, możemy oprzeć się i Rosji – i presji mocarstwowej Berlina i Paryża. I znowu – najpierw wpięcie się z Bałtami w sojusz z NORDEFCO, dołączenie UK – a dopiero POTEM można myśleć o militarnym rozszerzaniu tego sojuszu o Miedzymorze czy Trójmorze. Może to zabrzmi dziwnie – ale w obliczu zagrożenia lądowego przez anschluss Białorusi – właściwą reakcją strategiczna jest nasze wzmocnienie w oparciu o sojusz w dużym stopniu morski – oparty o wspólne opanowanie Bałtyku. Podkreślam – to nie oznacza budowania dużej floty dużych okrętów – ale bardziej zdolności C5ISR, likwidacji wrogich A2/AD, ustanawiania własnego kręgu A2/AD. Owszem – flota by nam się przydała – ale specyficzna – nowego rodzaju – czyli pod wodą oparta o masową dronizację sieciocentryczną – dla ustanowienia linii blokadowo-kontrolnych całkowicie wyłączających Rosję z działań. Zaś na powierzchni – bardzo duża liczba szybkich, małych jednostek uniwersalnych [być może autonomicznych] z „pokładem zadaniowym” – dla transportu ciężkiego sprzętu i materiałówki w sposób rozproszony, możności wykonania masowych desantów i wsparcia, wreszcie dla wykonywania dedykowanych zadań – w oparciu o moduły zadaniowe. I to wszystko – pod saturacyjnym, pokrywającym się parasolem naszych A2/AD panujących w powietrzu i na powierzchni [i pod wodą]. A propos – jak poradzić sobie z A2/AD Kaliningradu i z przyszłą A2/AD na Białorusi – pisałem w komentarzach do artykułu Pana Krzysztofa nt przyszłości Polskiej Armii – polecam: https://www.krzysztofwojczal.pl/geopolityka/europa-centralna/polska-europa-centralna/jakiej-armii-potrzebuje-polska/

  8. Niegłupi wywiad z Sikorskim – wejdą czy nie wejdą. Jak się poczyta, to jednak polska polityka zagraniczna za jego czasów była o niebo bardziej podmiotowa niż teraz za PiS:

    https://krytykapolityczna.pl/swiat/kryzys-w-bialorusi-zweryfikowal-sile-polski-sierakowski-rozmawia-z-sikorskim/

    Polska dziś nie ma nic do gadania, a jeszcze gospodarka zaliczy kolaps, bo polityka 5 lat rozdawnictwa powoduje, że w kryzysie jesteśmy bez gaci, i 100 mld deficytu to dopiero początek:

    https://www.money.pl/gospodarka/oto-prawdziwe-koszty-epidemii-rzad-podal-twarde-dane-6545440587171457a.html

    1. ” Jak się poczyta, to jednak polska polityka zagraniczna za jego czasów była o niebo bardziej podmiotowa niż teraz za PiS”

      Było to widać zwłaszcza w momencie, gdy Litwini rozebrali tory do Możejek i praktycznie zakleszczyli naszą inwestycję. Państwo wielkości naszego województwa dociskało polską mniejszość, atakowało nasze interesy na Litwie , a my nie byliśmy w stanie nic zrobić.

      Potęgę dyplomacji Sikorskiego pokazał również jego występ na Ukrainie w czasie majdanu. Nie rozeznał sytuacji (że Amerykanie weszli na Ukrainę) i zagroził Ukraińcom inwazją rosyjską (przez co pokazał się jako przedstawiciel interesów rosyjsko-niemieckich). Efekt? Był to pierwszy i ostatni raz, gdy Kijów zaprosił kogoś z Warszawy do rozmów na temat sytuacji Ukrainy. Kijów, wsparty z Waszyngtonu, zrobił i tak po swojemu, a Polska straciła tylko swoją okazję do zacieśnienia relacji z nowymi władzami.

      Także branie dosłownie tego co ma do powiedzenia zacietrzewiony politycznie Sikorski nie jest najlepszym pomysłem. Facet kipi z nienawiści, jest najbardziej zagorzałym wrogiem PiS-u , a do tego musi bronić swojej wcześniejszej polityki. Więc tym samym nie ma wyjścia, musi atakować politykę zagraniczną PiS-u, która jest skrajnie inna.

      Tyle w temacie tego specjalisty 😉
      pozdrawiam
      KW

      1. Jak się wyciągnie casus wpisywania karteli na listę organizacji terrorystycznych po tej głośnej masakrze amerykańskiej rodziny to Trump też robi taki jakiś (…)nic nie mogę(…).
        A jak Meksyk zajmuje za dużą powierzchnię to obwodzie mam jeszcze Wenezuelę Maduro.

      2. Tyle ze Możejki to nie inwestycja a „inwestycja„ na złość Ruskim.

        Możejki kupiono na polecenie Amerykanów i za polskie pieniądze. Możejki kazano kupić Orlenowi tylko po to by nie kupił ich Lukoil. Możejki tradycyjnie od lat przynoszą straty Orlenowi podobnie jak inna inwestycja – Orlen Deutschland GmbH i ich stacje Star, zbyt rozdrobnione aby miec sens ekonomiczny. Księgowi dwoją sie i troją by to zatuszować.

        Kupiono bo można upchać bardzo dużo swoich przy korycie i wyprowadzać pieniądze z państwowej spółki przez siec spółek na rzecz wiodącej partii – uwaga nie mam na myśli wyłącznie obecnej. Robiono tak odkąd można było.

        Aktualne konsolidacja Orlen Lotos robiona jest także na polityczne zamówienie amerykańskie i wszyscy zadowoleni bo udział w rynku podmiotu po połączeniu spadnie.

        Sikorskiemu można dużo zarzucać, ale o tym jaki stosunek maja władze w Warszawie do Waszyngtonu to wyraził się dosadnie i celnie, choc w jezyku malo parlamentarnym. Ale to bylo spotkanie towarzyskie, wiec…

        1. (…)Aktualne konsolidacja Orlen Lotos robiona jest także na polityczne zamówienie amerykańskie i wszyscy zadowoleni bo udział w rynku podmiotu po połączeniu spadnie.(…)
          A ja akurat tą konsolidację popieram… po prostu istnienie 2 takich samych firm, które mają tego samego właściciela jest bezsensu. A co do strat to warto czy nie są one wyższe od kosztów pozorowania konkurencji.

          1. konsolidacje można popierać gdy ona cokolwiek przyniesie.

            czy paliwo na stacjach będzie tańsze? Nie zanosi się.

            Aby nie było kartelu to podmiot połączony musi sprzedać cześć biznesu. A to tylko preludium. Zawsze potem można walić karami za nadużywanie wiodącej pozycji rynkowej.

            Eksperci zwracali uwagę na to ze właśnie udział sumaryczny w rynku spadnie.

            Moje zdanie jest takie, ze chodzi o to aby niektórzy mogli dorobić. Pod stołem za zlecenia czy due diligence, czy cały proces prawny i doradztwa. Tam da się zarobić. A co będzie potem to już inny nowy rozdział.

          2. Za ten monopol Orlenu płacimy wszyscy przy dystrybutorach, tankując paliwo. Za te ciepłe posadki, za obecne zarządzanie Orlenem przez wójta Pcimia którego Kaczyński wywindował ponad kompetencje na wysokie stołki. Za Możejki też płacimy. Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo. Orlen dotuje kogo trzeba, raz Rydzyka, drugi raz PiS-prasę, wszystko na nasz koszt.
            W efekcie monopolista, dominujący w Polsce, ma obecnie wartość mniejszą niż sieć marketów Dino konkurująca na bardzo trudnym rynku:
            https://www.money.pl/gielda/dino-wyprzedza-pkn-orlen-kompletnie-rozna-reakcja-na-kryzys-6546484147070593a.html

  9. Jak ja to lubię. „Polska powinna” a to zakładać Trójmorze, Międzymorze, NORDEFCO, a to być przedstawiciele USA w UE… Tymczasem jaki ta Polska ma potencjał? Żałosny…

    Armia? Uzbrojenie głównie z lat 60-70-tych, pordzewiałe i malowane z wierzchu. Zbrojeniówka podobna do górnictwa czy PKP – przestarzała, uzwiązkowiona, nie potrafiąca wyprodukować samodzielnie nic nowoczesnego. Nadmiar generałów i wyższych oficerów, plus kupa kleru – organizacja na pompowanie kasy (tych 2% PKB) do prywatnych kieszeni. Zbrojeniówka potłuczonej gospodarczo Ukrainy więcej potrafi.

    Polityka zagraniczna? A mamy jakiś sojuszników? USA nie liczę, bo to nie sojusznik tylko upadające imperium dbające o własne interesy. A Polska oddaje im wszystko gratis, i sama dba wyłącznie o amerykańskie interesy a nie swoje. Państwa UE? Przeszłość, skonfliktowaliśmy się z większością, głosowania 1/27 są już tradycją. Węgry Orbana? Te grają wyłącznie na siebie, i zarówno z Niemcami jak i Rosją mają romanse. I liczą na zmianę porządku europejskiego by odzyskać coś ze swoich ziem które im zabrał traktat w Trianon.

    Przemysł? A co takiego, zaawansowanego (jabłek z Grójca nie liczę) produkuje nasz rodzimy przemysł? Jesteśmy poddostawcą gospodarki niemieckiej, i tyle. Większość eksportu to eksport zagranicznych firm do swoich fabryk w UE, w łańcuchu dostaw (w Polsce tania siła robocza i proste produkty będące komponentami do bardziej zaawansowanych w macierzystych krajach).

    Rolnictwo? To niewydajne, rozdrobnione? Większość gospodarstw nie produkuje na rynek. Te co produkują, bo zabraniu dotacji z UE, szybko przestałaby być dochodowa. Wieś jest ustawiona pod wyborcze potrzeby – najpierw PSL-u (przepisy utrzymujące rozdrobnienie i dotacje od hektara a nie od produkcji), a teraz pod PiS.

    Surowce? KGHM sobie radzi, ale górnictwo to niedochodowy relikt, pasożyt na gospodarce.

    Edukacja? Sorry, które miejsca mają polskie uczelnie w rankingu światowym? Niższe szkolnictwo właśnie rozwalił PiS, najpierw likwidacją gimnazjów i kilkuletnim bur…em, a ostatnio udawaniem edukacji gdy zarządził zamknięcie szkół. Od marca była tylko symulacja edukacji. Ale to chyba celowe, bo „ciemny lud” jest łatwiejszy do rządzenia i łatwiej wierzy w TVP.

    Kultura? Polska, za granicą? Soft power? Czyli co? Transmisje z Jasnej Góry? Nie mamy k-pop, Hollywood, mangi, nic atrakcyjnego. Największe kulturalne sukcesy na świecie do gra Wiedźmin, no i ostatno Olga Tokarczuk. Ale nasza noblistka była ignorowana przez rząd, bo nie pisze po partyjnej linii.

    Stąd dziś maleńka Litwa większą rolę międzynarodową odgrywa w kryzysie na Białorusi niż Polska.

    1. W regionie liczy się RELATYWNA siła danego gracza – a ta jest w przypadku Polski wyraźna. Akurat wychodzenie”przed szereg” Litwy w sprawy Białorusi uważam za błogosławieństwo dla Polski – bo nasze zaangażowanie – własnie przez wagę Polski w regionie – wzbudziłoby tylko wściekłe przeskalowane reakcje Łukaszenki i Kremla – na naszą niekorzyść. I to my łączymy Białoruś i Rosję z Zachodem pomostem bałtycko-karpackim – a nie Litwa. Co do aktywów militarnych – sytuacja jest „łaciata” z przewagą zdolności bojowych WP w sprzęcie zachodnim. Czyli Leo 2, Kraby, F-16, Bieliki, JASSM/ER, RBS-15 Mk3, NSM, Spike, Javelin, Rosomaki, nasze Raki, Warmate, FlyEye, Pioruny. Obrona ppanc skokowo wzrośnie po wejściu naszych kppanc Piratów i Moskitów, zaś możliwości ciężkiej artylerii – po wdrożeniu amunicji kierowanej Szczerbiec. Ze sprzętu posowieckiego sens utrzymania w linii [po doświadczeniach w Donbasie armii ukraińskiej] mają zmodernizowane Goździki i Dany. – wpięte w naszego Topaza z rozpoznaniem dronowym. Sprzęt piechoty – od karabinków po moździerze i granatniki jednorazowe – jest całkowicie w trakcie wymiany na nasz sprzęt – oparty o program żołnierza przyszłości Tytan. W lotnictwie MiG-29 i Su-22 zostaną wyparte przez kupione F-35A. I przez „lojalnych skrzydłowych” – czyli bezpilotowe odrzutowe bojowe bsl. Obrona prak/plot będzie w ramach Wisły na Patriotach [PAC-3MSE + radary dookólne + IBCS]. Pytanie, czy będziemy rozwijać Narew jako system zasadniczo plot – czy raczej rozbudowywać Wisłę w II etapie – jako jeden system prak/plot. Marynarka zostanie uzupełniona o szwedzkie OP z AIP klasy A17 – na pewno dużo lepsze, niż rosyjskie Kilo/Warszawianka. BWP-1, T-72 i PT-91 są traktowane jako sprzęt pomostowy – do przesunięcia do innych funkcji – czyli czołgi T-72/PT-91 jako WWO/WWB, a BWP-1 jako podwozia dla wersji specjalistycznych – np. jako pozahoryzontalne, pływające niszczyciele czołgów z Brimstone 3 lub Spike NLOS. BWP-1 zostanie zastąpiony przez nasz BWP Borsuk, zaś obecne Rosomaki – i tak nowoczesne – zostaną wsparte przez znacznie cięższe i bardziej dopancerzone [ale niestety niepływające] Rosomaki XP. Na pewno system obrony prak/plot będzie najnowocześniejszy w Europie – lepszy od Szwecji czy Rumunii [bo te kupiły starszą wersje Patriota – niesieciocentryczną i bez radarów dookólnych]. Ze wsparciem najnowszych SM-3 Blocka IIA w Rędzikowie – zapewniającymi obronę na najwyższym piętrze antyrakietowym. I z naszymi radarami AESA, radarami pasywnymi – światowej klasy. Całość spięta sieciocentrycznie przez IBCS w jeden system real-time. – Tempo i struktura PMT są wg mnie niezadowalające i złe strukturalnie [uszykowanie na modłę układów geostrategicznych i techniki wojowania z zimnej wojny – a nie na specyfikę i wymagania strefy zgniotu w dobie RMA] – ale i tak nasze aktywa militarne wzrastają znacząco – promując nas wyraźnie w regionie jako cennego koalicjanta w ramach Wschodniej Flanki Europy. Co do kultury – na Białorusi jest widoczny w niezależnym internecie bardzo wyraźnie resentyment i duma odniesiona do czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Co do spraw ekonomicznych i technologicznych – wyjścia z pułapki średniego rozwoju i lennego uzależnienia jako poddostawcy Niemiec – już się wypowiedziałem odnośnie rozwojowej współpracy koalicyjnej [także ekonomiczno-technologicznej] na bazie rozrostu NORDEFCO w ramach Wschodniej Flanki Europy wraz z UK. Co do USA – owo „upadające supermocarstwo” ma jeszcze dość siły, by pokazać porządek dziobania zarówno Kremlowi, jak i Berlinowi i Paryżowi. To osobna rzecz – w kolejnym, wyższym etapie gry, w ramach taktycznego [ale strategicznie ważkiego] deal’u Rosja zostanie wspólnie zmarginalizowana przez USA i Chiny, a Europa przypadnie USA. A co do Niemiec i Francji – ich źródła siły są jednocześnie źródłem wrażliwości – szczególnie po zdominowaniu Europy przez USA. A prócz tych zewnętrznych czynników, które „docisną” Niemcy i Francję [które nierozważnie grają POWYŻEJ swych realnych zdolności] , Berlin i Paryż winny się bardzo troskać o sprawy wewnętrzne – skoro dzisiaj 6-7 latkowie idący do szkół – to w obu państwach w ponad 40% obce kulturowo i etnicznie populacje o nieeuropeskich korzeniach. Pomijam znacznie gorsze REALNE wykształcenie tej grupy społecznej [co przecież nieuchronnie w długim okresie – liczonym na pokolenia – prowadzi do obniżenia poziomu rozwoju państwa] – gorzej, że ci ludzie są nastawieni do krajów, w których żyją, co najwyżej obojętnie – a raczej wrogo – i ten trend sie pogłębia. Gdy % dzieci etnicznie i kulturowo nieeuropejskich przekroczy 50% – wtedy żegnaj Germanio – witaj Germanistanie, żegnaj Marianno – witajcie emiraty Frankistanu. Czyli – jeżeli obecny samobójczy dla Niemców i Francuzów trend nie będzie zatrzymany i odwrócony – to będzie jak w tym kawale o zatrzymaniu kierowcy na drodze przez policję: „popatrz Ahmed, jakie dziwne nazwisko w dowodzie: Schmidt”. W tym sensie sugerowane przez Pana „szkodliwe” nasycenie klerem jest dla Polaków – patrząc chłodno i pragmatycznie od strony kalkulacji zasobów „powstrzymywania” przed wewnętrznym rozpadem i wrogą infiltracją – nie wadą, a zaletą. Sugerowałbym zwiększenie aktywności w tym względzie – np. jak największą ilość pielgrzymek i procesji publicznych – obficie skrapianych na wszystkie strony wodą święconą. I transmisje z Częstochowy na cały świat. We wszystkich językach. Z wyrazistym przekazem naszej siły integralności kulturowo-społecznej – jako wzór dla reszty skotłowanego kolektywnego Zachodu – który moim zdaniem wszedł w fazę degeneracyjną dokładnie wg wielokrotnie potwierdzonego eksperymentu Calhoune’a.

      1. O tak.
        Wincyj pieniążków szykuj podatniku dla spasionych generałów co wódeczkę zimna będą z klerykami z ordynariatu pili ku chwale Rzeczypospolitej.

        Wincyj na gusła
        Typu procesje aby pokazać Skansen i polski ideologiczny bantustan. Wincyj pieniążków dla kleru na wodę swięconą i młodych ministrantów .

        Sojusz śmierdzących wojskowych buciorów z kadzidłem ołtarza to przyszłość narodu. Tylko ze ja w takim dobrobycie nie chce żyć.

        Fundamentalizm ultrakatolicki nie różni się niczym od fundamentalizmu islamskiego.

        Zaraz górnicy pokażą Polska wersje swoich kamizelek gdy nie dostaną pieniędzy podatnika.

        1. To nie jest żaden fundamentalizm – tylko nasza polska kultura – osadzona w katolicyzmie. Która się wykształciła i sprawdziła w „długim trwaniu” – bo przetrwała zawieruchy dziejowe. W tym marksizm – i dlatego jest tak silnie zwalczana przez nową hydrę totalitarnego marksizmu propagowaną z Brukseli. Co do „postępowej” Europy opartej o ogłupianie społeczeństwa wg terroru politycznego typu „LGBTQ-Gender-BLM” – to zwyczajnie owa „postępowość” nie wytrzyma konfrontacji z rzeczywistością dłużej, jak ca 20 lat od teraz. A dokładniej – ci wszyscy zapatrzeni w ideologię „postępu” – zderzą się bardzo boleśnie [i to całe ogłupiane owym „postępem” społeczeństwa en bloc] z rzeczywistością. Chyba, że sami przedtem własnymi rekami doprowadzą własne państwa do ruiny – o co nader łatwo w rewolucyjnym pędzie do ulepszania świata. A dla takich „piewców tolerancji”, co dostają napady ideologicznych epilepsji z pianą na ustach, jak ktoś śmie mieć inne zdanie [i o zgrozo – uzasadnia je merytorycznie – wbrew „jedynie słusznej” ideologii] – i dla tych, co nie chcą mieszkać w zwyczajnej REALNIE tolerancyjnej tradycyjnej Polsce – to droga na Zachód [albo na Wschód – do macierzy bolszewizmu] jest przecież wolna. To przecież tam podobno „czeka wielka szansa” i „samorealizacja”…

          1. Katolicyzm w PL to kontrreformacja i obecnie to czynnik hamujacy PL w rozwoju.

            Tak dla poprawnosci przypominam ze jezeli ktokolwiek ekscytuje sie statystykami wzrostu np. populacji muzulmanskiej Europy to niech popatrzy na statystyki apostazji w Europie i rekordy w PL.

            Kler katolicki w PL ma mlodym do zaoferowania tyle co Kaczynski czy oficer polityczny LWP.

            Co do doprowadzenia wlasnych panstw do ruiny to zgadzam sie, polskie wladze doprowadza PL do ruiny znacznie szybciej niz sie mozna spodziewac, od lat trwa upiekszanie statystyk a dlug rosnie, a splacac nie ma ani czym ani komu.

            polskim produktem eksportowym jest sila robocza i ona chetni wybierze chleb na zachodzie i towarzystwo tak zwanej ideologii.

            REALNIE PL to jest ni pies ni wydra, nietolerancyjny zascianek ktory tylko przypadkiem dostal sie do UE, bo swiatopogladowo nalezy do wschodu, ksenofobicznego wschodu.

          2. Georealista – ta kultura kijowo się sprawdziła w historii.

            Ta kultura osadzona na katolicyzmie była przyczyną zapóźnienia i zacofania. Gdy kraje na Zachodzie przepracowały reformację, potem kulturę bogacenia się (gdzie gdy ci się powodziło oznaczało to przychylność boską), rozwój nauki i techniki – u nas kontrreformacja kościoła katolickiego skutecznie zatrzymała nas w miejscu. Zamiast przychylności boskiej dla sukcesu mieliśmy kult cierpienia, pogodzenia się z losem, bo w przyszłym świecie to nagrodzą. To była bardzo wygodna religia dla szlachty, bo trzymała pańszczyźnianych chłopów w ryzach, potulni, posłuszni, czekający na zbawienie „po śmierci”. Potem też ten katolicyzm skaził kulturę mesjanizmem, „moralnym zwycięstwem” gdy się permanentnie przegrywa.
            Słabo Polacy wyszli na tym katolicyzmie. Fakt, że potem na tyle odróżniał lokalnych (plus język) że na bazie tego można było próbować ponownie reaktywować kraj. Tylko pewnie bez tego katolicyzmu, z jakimś sensownym protestantyzmem, kalwinizmem czy czymś bardziej postępowym nie trzeba byłoby reaktywować kraju, bo wcześniej by się unowocześnił i nie byłoby rozbiorów.

            No i jeszcze ta anty-tolerancja katolicka, do tej pory nam ciąży. Hilter ze Stalinem zafundowali nam monolityczny społecznie kraj, co z dodatkiem katolicyzmu daje nam zabójczą mieszankę – zamknięcia na wpływy z zewnątrz. Plus trochę zabytków w edukacji, gdzie literatura szlachecka zachwyca się tradycją i krytykuje wszelką zagraniczną odmienność (te wszystkie sztuki szlacheckie gdzie negatywną lub choćby prześmiewczą postacią jest ubrany „po zachodniemu” szlachcic). No to mamy kulturę wsobną, zaściankową, co to nie jest w stanie żadnego postępu, rozwoju, technologii opracować. Dawniej zboże za wyroby przetworzone, dziś jabłka i ziemniaki za chińskie smartfony i niemieckie samochody.

      2. Przewaga w sprzęcie zachodnim?

        F16? Ile ich mamy? Było 48, a ile jest w stanie latać? Podczepisz pod to JASSM, może wystrzelą, a ile wróci na lotnisko? O ile wystartują, bo spod Kaliningradu w pierwszych minutach przeorają ich lotnisko Iskanderami.

        RBS-15? Niby dobry zakup, rakiety przeciwokrętowe z zasięgiem 200km, tylko co z tego skoro rozpoznanie mamy max do 50km?

        Rosomaki nasz MON całkiem skutecznie odpancerzył, bo miał wg ich założeń pływać i latać Herkulesem na pomoc USA, potem go wojaki na misjach dopancerzali prowizorycznie. Do tej pory, w kilkanaście lat, nie potrafi nasza zbrojeniówka dosztukować do wieży przeciwpancernych rakiet. Mamy te izraelskie, niezłe, Spike-i, ale cały czas odpalane przez piechurów. Rosja ppk przyczepia do wszystkiego: swoich opancerzonych 4×4, OT, BWP… i oczywiście do śmigłowców. Naszym postsowieckim śmigłom dawno się ppk skończyły i co najwyżej mogą niekierowanymi walić.

        Raki? Niezły moździerz, ale zasięg taki sobie. Gdzie inteligenta amunicja do niego?
        Kraby? Dzięki koreańskim podwoziom w końcu je montują, bo polska zbrojeniówka kilkanaście lat własnego nie potrafiła sklecić. Gdzie amunicja inteligentna do krabów? O propozycji zakupu amunicji wspomaganej silnikiem strumieniowym od Nammo nie wspomnę, a to by był naprawdę skokowy wzrost możliwości.
        Mimo tego nadal główną artylerią są u nas wiekowe Goździki i w dużej mierze Dany. Kalibrów mamy sporo, logistyka się cieszy: 120mm, 122mm, 152mm, 155mm… jeszcze ten dziwaczny holowany moździerz 98mm.
        Namy taki problem że nie bardzo mamy czym przywalić w przeciwnika poza zasięgiem 40km. A Rosja ma czy walić.
        Homary na razie mają być zamawiane w ilościach defiladowych. Oczywiście amerykańskie, bez know-how i prawa do produkcji amunicji.

        Pioruny? Chyba Gromy, bo Piorunów to jakoś na uzbrojeniu nie widać.
        Piraty? Jakie piraty? Ile tego na uzbrojeniu jest, he?
        Javeliny?

        Warmate to faktycznie niezła sprawa, ale ile tego kupiono? Problem, że to prywatna firma, która chyba jedyna potrafi coś eksportować. I MON jej nie lubi, bo przecież swoich Misiewiczów tam nie obsadził.

        Leo2? Te niemieckie podstarzałe czołgi, co to nie możemy ich zmodernizować od lat? Co to Niemiec płakał jak sprzedawał? Zdaje się że Francja z Niemcami pracują nad następcą, ale nas w tym programie nie ma. A czy nasza amunicja do Leopardów przebije ruskie pancerze? Bo zdaje się że były z nią jakieś problemy.
        Mimo to Leo2 u nas najnowocześniejszy, ale główny sprzęt pancerniaków to stareńkie T72 i muzealne BWP1. Pomostowe to jest już od dekad, i znów idzie kasa na odmalowanie i utrzymanie przez kolejne pomostowe dekady. Te T72 w starciu z ruskim T90 szans nie mają żadnych.

        F35 i skrzydłowi? U nas? Obietnice obietnic na razie, a kasy nie ma. Na razie rozpędzamy się z deficytem, zdaje się przelicytowano już 100 mld deficytu. Ktoś to u nas ogarnie?

        Jak ja lubię te incelskie marzenia, co to sobie nie kupimy (bo przecież nie wyprodukujemy, rodzima zbrojeniówka to głównie muzeum). Najlepiej działa elektromagnetyczne, laserowe albo gwiazdę śmierci.

        Na razie mamy chyba największe nasycenie generałami pola walki na świecie.
        Każdy oczywiście suto wynagradzany. Plus bojowi klerycy i ich ofensywne modlitwy.

        1. Odpowiem krótko – Pioruny przeszły testy po likwidacji problemów tzw. „teething age” i są w produkcji od początku III kw. br – a nasz APR Szczerbiec to produkcja od 2021. Polecam: https://www.defence24.pl/mesko-testuje-precyzyjna-amunicje-155-mm Podobnie APR 120 mm do Raka – ale i do Pirata i potem Moskita – bazują na tym samym systemie naprowadzania. A to sprawi – że każda „lufa” Kraba czy Raka – przemnoży się w skuteczności x 50. Z Obwodu Kaliningradzkiego nic nie wystartuje – samolot czy rakieta – bo przedtem zostaną zniszczone na lotniskach i wyrzutniach. Razem z resztą aktywów bojowych Kaliningradu. Podobnie do wykreślenia będzie podstawa operacyjna Armii Czerwonej na Białorusi. Co do deficytów – Zachód nam takiego deficytu i odbicia zazdrości – zresztą te 700 mld zł sumarycznie odwrócą dziurę na rzecz przychodów. Natomiast Rosja swoje przez COVID-19 dostała, a długotrwały kryzys, a raczej recesja globalna – skutecznie przytrzyma niskie ceny ropy i gazu. Z katastrofalnym skutkiem dla budżetu Rosji – i dla modernizacji technicznej armii. Co powoduje, że notowania Putina w Rosji są podobne do „popularności”…Macrona we Francji – na poziomie 23% z lipca – a teraz pewnie i mniej… Zaś odbiory gazu przez Turcję – ta wielka nadzieja Rosji związana z Turkish Stream i podbojem Europy…w 2019 Turcja była drugim odbiorca gazu z Rosji, w styczniu odebrała 2,254 mld m sześc., w lutym – 1,119 mld, w marcu – 0,394 mld, w kwietniu – 0,473 mld, w maju – 0,342 mld, a w czerwcu – zaledwie 0,002 miliarda.Cóż – Erdogan zna słabe strony Rosji – i boleśnie je wykorzystuje. Nawet „stary” Blue Stream [o przepustowości 11 mld m3 rocznie] stoi nieużywany…[polecam: https://biznesalert.pl/turcja-import-gazu-rosja-turkish-stream-energetyka/ ]. Cóż – długotrwała recesja na świecie przytnie volumeny i przede wszystkim ceny węglowodorów – a Rosja nie ma do dyspozycji żadnego unijnego ratunkowego „korona-funduszu” jak Polska…Chiny, owszem pożyczają Rosji chętnie – ale na kosmiczne oprocentowanie. A zamiast obierać gaz z Siły Syberii – jakoś tak wolą odbierać z Azji Środkowej. Albo wolą inwestować w Iran – nawet przy ocięciu pierwotnego planu inwestycji na 400 mld dolarów, to inwestycje chińskie w Iran i tak będą niedościgłym marzeniem dla Rosji… Jak już przy gazie – generalnie w Europie Gazprom traci pozycję – polecam: https://biznesalert.pl/gazprom-przegrywa-z-lng-nord-stream-2-turkish-stream-energetyka-gaz/ W Azji nie lepiej: Chiny wymusiły na Rosniefcie wycofanie się z eksploatacji ropy z Wietnamem: https://biznesalert.pl/rosja-chiny-rosnieft-ropa-wietnam-energetyka/ zaś w Afryce Australia wykupiła zloża w Senegalu, które chciał Lukoil: https://biznesalert.pl/woodside-lukoil-ropa-senegal-pole-naftowe-energetyka/ Nawet z węglem Rosja ma problem od tego roku w sprzedaży do Chin: https://biznesalert.pl/problem-eksport-wegiel-chiny-rosja-zator-granice-regulacje-jakosc-energetyka-transport/ Pisałem już o ogłoszeniu przez Turcję złóż gazu 320 mld m3 na Morzu Czarnym [ https://biznesalert.pl/turcja-eksport-paliwa-gaz-ziemny-morze-czarne-erdogan-energetyka/ ] Niektorzy podejrzewają, że to fałszywka i pretekst do przeniesienia tureckiej projekcji siły na Morze Czarne – by ukrócić tam „szarogęsienie się” Rosji. Zobaczymy po odwiertach – i po produkcji. W każdym razie na pewno Turcja zamierza przenieść swoje zaangażowanie na Morze Czarne w ostrej kontrze do Rosji. Erdogan nieraz już dawał do zrozumienia, ze Turcja chce być w jak największym stopniu dysponentem-kontrolerem gazociągów lądowych, śródziemnomorskich i czarnomorskich. Ostre czołowe zderzenie interesów Rosji i Turcji – nieuniknione, co za tym idzie – rozwiązania siłowe w dużo większej skali, niż dotychczas w Libii i Syrii – które to „fronty” będzie ciężko Rosji utrzymać – po zamknięciu transportu Bosforem. Co wszystko razem nie przeczy wcale obecnemu zakupieniu drugiego pułku S-400 przez Turcję – w końcu to Lenin powiedział, że trzeba od wroga kupować sznurek, by na nim go powiesić – widać Erdogan dobrze odrobił tę lekcję historii…

        2. @Kali – Podane przez Ciebie problemy mają charakter przejściowy. Twoja argumentacja jest samobójcza, bo każde pokonanie trudności „wieku dziecięcego” i wejście danego systemu do służby – automatycznie obala Twoje zastrzeżenia. Czyli będąc uczciwy – za każdym razem, gdy jakiś krytykowany przez Ciebie system wejdzie do produkcji i służby – powinieneś konsekwentnie przepraszać Czytelników bloga za sianie krótkowzrocznego, nieracjonalnego defetyzmu. Co do Leo 2 PL – to dopiero początek jego modernizacji. W kolejce czeka dopracowana armata 130-140 mm [są dwie opcje na stole – niemiecka i amerykańska] oraz system ochrony aktywnej i wpięcie sieciocentryczne. Tak samo amunicja precyzyjna – wprowadzenie Szczerbca 155 mm i jego klonów 120 mm do Raka i 122 mm do Goździka [bo co do Dany 152 mm – albo kaliber pozostanie, albo wymienią na 155 mm]. A własny system APR pozwoli nam na zupełnie inną pozycję negocjacyjną przy zakupach hurtowych czy lepiej licencji produkcyjnej na amunicję precyzyjną Vulcano-Dardo i Nammo-Boeing. Co do C5ISR – rozległego i sieciocentrycznego – sam niezmiennie to promuję – jako jeden system świadomości sytuacyjnej i „zarządzania” – i to dla wszystkich domen WP. Naturalnym kandydatem jest rozbudowa C3IS Jaśmin – z wpięciem do niego kluczowego IBCS – zarządzającego przestrzenią powietrzną. Tyle, że sam IBCS jest w testach i jego „linki komunikacyjne” mogą zostać zmienione – bo to rozwijany system najnowszej generacji przez USA. Rozbudowa sieci radarowej [aktywnej, pasywnej, multistacjonarnej] i IRST dopiero nas czeka – po to rozwijamy szereg zaawansowanych radarów i sensorów. A po wdrożeniu C5ISR – skok będzie nieporównany. Co do „kleryków bojowych” – pomysł ciekawy, ale pisany na modłę zinstytucjonalizowanej roli prawosławnej cerkwi w Armii Czerwonej – gdzie Stalin występuje jako „namaszczony zbawca” w aureoli [sic]. @Kali – nie ta kultura, przykładasz bizantyńsko-turańskie schematy myślenia. Co do Piorunów – były problemy – ale już są w produkcji od tego kwartału. A rozmawiając z ludźmi z Mesko wiem, że w projektowaniu i już w testach komponentowych jest umowny Piorun 2 – o zasięgu 10-12 km. Wszystkim programowym malkontentom doradzam, by odnosili się wstecz do swoich hiobowych wynurzeń np. na temat modernizacji WP – tak co 3 lata. Taka procedura konfrontacji z realem – po najwyżej 2 krokach takiego „remanentu” – najlepiej pozwoli im wyrwać się ze stanu czarnowidztwa. Pamiętam doskonale „wieszczenia”, że „nigdy”: Krab nie wejdzie do produkcji, Grot nie wejdzie do produkcji, Poprad nie wejdzie do produkcji, Kormoranów nie wybudują, Ślązaka nie dokończą, modernizacji Leo 2 PL nie zrobią, IBCS i radarów dookólnych nam nie sprzedadzą, F-35 nam nie sprzedadzą, JASSM/JASSM-ER przenigdy nam nie sprzedadzą, Orkany nie dostaną RBS-15 i Sea Giraffe, nigdy nie kupimy NSMów, ATACMS itd. Ci wszyscy „wieszcze totalnego rozpadu WP” nigdy jakoś potem nie posypują głowy popiołem, jak już dany „niemożliwy” system jest kupiony, w produkcji, w służbie. Ciekawe, czemu? – czyżby taka amnezja wybiórczo sterowana? Co więcej – owi czarnowidze – nigdy jakoś nie odnoszą się do opóźnień i kasacji programów militarnych Rosji. Pamiętam z 2014 bombastyczne grafiki Armaty oraz huczne zapowiedzi 2300 Armat w linii w 2020. I co? – Armata stała się dużo mniej rewelacyjna, a co do służby liniowej AD2020 – jest na poziomie śladowym względem planów. A PAK-FA? czyli obecny Su-57 – w 2014 zapowiadano „co najmniej 200” w linii w roku 2020 – a jest ZERO [pierwszy „seryjny” stracony przy oblocie fabrycznym, drugi dopiero w montażu końcowym]. Przy czym owe seryjne Su-57 w ilości ok. 76 – mają zostać wyprodukowane do 2028. I to bez docelowych silników – i bez docelowej optoelektroniki. Po 2028 – mają być „zmodernizowane” do pierwotnie planowanego wariantu bojowego. Na Placu Czerwonym często pokazują maszyny prototypowe i przedseryjne – a potem okazuje się, że wejście do służby jest dużo, dużo później… Można by powiedzieć – parafrazując Kali – że Kreml w hucznych zapowiedziach i bombastycznych deklaracjach oraz w paradach i defiladach jest dobry, bardzo dobry…tak samo w wycofywaniu się rakiem i milczkiem z tylu „przełomowych” programów militarnych…

      3. Georealista smaruje tu post pod postem, pod każdym artykułem, ciągle o tym samym: jakiś rojeniach o polskiej potędze. Marzenia, niczym nie poparte. Nasz MON, politycy, decydenci utkwili mentalnie gdzieś 50 lat temu, z najwyższym naczelnikiem Kaczyńskim na czele.
        Rosja po blamażu w Gruzji armię modernizuje na potęgę, chyba nie po to by topić tam kasę. Będzie jej używać. A u nas dziesiątki lat „rozwiązania pomostowe” i nowe nominacje generalskie.

        Tu jest artykuł o tym w jakim kierunku idą inni. Nawet malutka Estonia ma nowoczesne roboty bojowe:

        a najlepszy komentarz pod tym artykułem zacytuję:
        https://www.defence24.pl/ladowe-roboty-bojowe-przyszlosc-pola-walki-komentarz

        „Kwintesencja polskiej myśli wojskowej: „…Polska – pomimo istotnego potencjału naukowego i przemysłowego – nie decyduje się na rozpoczęcie rządowych prac w tym obszarze. „. Bardzo dobrze i krótko ujęte. Na razie skupiamy się na odremontowaniu 50-letnich zabytków T72, odremontowaniu (bo na pewno nie modernizacji) 50-letnicj Mi24, zakupie 30 letnich okrętów podwodnych z opcją na korzystanie przez kolejnych 30 lat jako rozwiązanie pomostowe. Drony? Po co drony. Że zacytuję myśl militarną polskiej szlachty z XVII wieku, kiedy to król Jan II Kazimierz chciał zmodernizować podupadłą już polską armię i zakupić nowoczesne (na tamte czasy) wersje muszkietów oraz armaty. Na to „panowie” szlachta: „..armaty? A na cóż nam armaty? Kupą na nich, mości panowie, w kupie siła”. Minęło prawie 400 lat a polska armia jak zaściankiem stała tak i stoi. Nominacji generalskich nie brakuje, ładne mundurki, parady i defilady. A ruski, gdyby tak chciał, to sama milicją z Kaliningradu by nas zajął w 2 tygodnie. Oto prawda.”

        1. Oczywiście – PMT jest do zasadniczej przeróbki strukturalnej wg priorytetu koszt/efekt w ramach ucieczki do przodu w RMA. Mamy ten potężny potencjał zmiany – dla uzyskania lokalnej przewagi nad Rosją, dla której przekleństwem staje się jej rozmiar i długość granic – a jeszcze bardziej – związanie praktycznie na każdym odcinku – bo ze wszystkimi ma na pieńku. Tunelowanie medialne nic tu nie pomoże wobec trzeźwej analizy realnej sytuacji i perspektyw Rosji – jak to mówią fachowcy…. „z prognozą negatywną”. Zwłaszcza Rosja ma NIEUCHRONNIE na pieńku z Chinami – dokładnie TAK – mimo taktycznej i medialnej TYMCZASOWEJ maskirowki propagandy z Kremla – bo dla Pekinu przejęcie 1,6 mln km2 „ziem rdzennie chińskich pod tymczasowa administracja rosyjską” zabranych Chinom Traktatem Pekińskim 1860 – jest kwestią priorytetową w ramach „chińskiego renesansu”. I dobrym pretekstem do zagarnięcia Syberii [i Arktyki] pod rewolucyjno-wyzwolicielskim hasłem „Azja dla Azjatów” – w sam raz dla Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej – w celu likwidacji ostatniego kolonialnego imperium białego człowieka – i wyrównania największego upokorzenia i straty Chin w „wieku hańby”. Nie teraz – ale gdy rewolucja RMA, a zwłaszcza odwrócenie obecnej przewagi ataku na rzecz obrony przez energetyczne bronie skierowane – sprawią, że ok 2035 [data nieprzypadkowa – naznaczona przez Xi co do przegonienia USA przez Chiny w technologiach wojskowych – co da Pekinowi „wolne ręce” do ustanowienia hegemonii wg właściwej kolejności rzeczy – czyli najpierw na własnym podwórku w Azji – likwidując najbardziej agresywnego gracza i konkurenta za miedzą – czyli Rosję] – TAK – ok 2035 Rosja stanie się graczem militarnym II ligi. Co do „milicji z Kaliningradu zajmującej Polskę w 2 tygodnie” – zapraszamy. Przynajmniej nie zabraknie nam darmowych rąk do pracy w ośrodkach intensywnej reedukacji do życia w normalnym społeczeństwie. A i terapia AA owym zuchom nie zaszkodzi. Część nawet wyjdzie na ludzi. Mam nadzieję.

      4. Georealista, w jakim ty martixie żyjesz? Obrona przeciwlotnicza w polskiej armii? Jest takie coś?
        Zobacz, polscy przeciwlotnicy obchodzą święto:
        https://www.defence24.pl/swieto-wojsk-obrony-przeciwlotniczej–z-nadzieja-na-lepsza-przyszlosc

        Zaczynają oczywiście od mszy, potem tablice pamiątkowe… wiadomo, modlitwy, kropidła, kapelani, to nam tylko zostało. Bo wartościowego sprzętu nie ma. Zobacz na zdjęcia z artykułu: holowane (albo w porywach wożone na pace Jelcza) działko przeciwlotnicze 2x23mm, z obsługą luzem, bez ochrony przed warunkami atmosferycznymi, z obserwacją wizualną i komunikacją chorągiewkami. Kolejne zdjęcie stareńkie, pordzewiałe Osy (rakiety pewnie starsze niż jej obsługa), a na kolejnym stareńskie Szyłki opracowane w ZSRR w latach pięćdziesiątych XX wieku (te same działka 23mm co na naszych „nowoczesnych” ZSU-23-2, dawno już przestarzałe do dzisiejszego pola walki – zasięg, brak inteligentnej amunicji).

        Poza krótkim zasięgiem OPL praktycznie nie istnieje. Ruskie samoloty mogą bezkarnie zrzucać zwykłe bomby z wyższego pułapu, lub szybujące z niższego spoza zasięgu OPL opartej na 23mm działkach i ręcznie odpalanych Gromach (czy nawet z tych Popradów).
        Nawet rakietami walić w naszych nie trzeba, wystarczą najzwyklejsze bomby z czasów II WŚ.

        Więcej świąt, kropideł i grochówki, kapelanów oraz mszy.

        A ty Georealista masz jakieś rojenia wielkościowe. Rosja ma drastyczną przewagę powietrzną i w OPL, a u nas jak poleci ze 40 F16 to będzie maks. Szybko je zrzucą z nieba S300/S400, zmodernizowane Buki, Pancyry, Tory i co tam ma jeszcze ruska armia. Plus czapkami przykryją Migi i Suchoje. A jak któryś przeżyje jedną misję, to nie będzie miał gdzie lądować, bo Iskandery zlikwidują lotnisko w Krzesinach. A potem jak w Powstaniu Warszawskim czy Kampanii Wrześniowej, lotnictwo przeciwnika będzie mogło dowolnie bombardować wycofujące się oddziały, spoza zasięgu ich OPL.

        Z obiecywanym Patriotem to coś nie mogą się dogadać z producentem i jest impas.
        Zdaje się że budowa OPL na Patriocie jest zagrożona:
        https://www.defence24.pl/kolejny-impas-w-negocjacji-offsetu-za-wisle

        Z czym my do Białorusi? Jak by ostrzelali nas swoim rosyjsko/chińskim Polonezem, to czym byśmy odpowiedzieli? Magicznym zaklęciem kapelanów? Bieda z nędzą, 2% PKB gdzieś znika, a wszelkie nadwyżki poszły na socjal, różne 500-plusy i naste-emerytury, tak że nagle mamy z zaplanowanego „zbilansowanego budżetu” jakieś ponad 100 mld deficytu, i zaplanowany na kolejny rok 80 mld. No i podwyżki dla posłów, ministrów, oraz znikające miliony na nieistniejące respiratory i maseczki bez atestów. Z czym do Rosji? Z czym do Białorusi?

        Ty jakieś marzenia traktujesz jak pewnik? Okręty podwodne? Za co? Na razie postsowiecki okręt Kilio raczej nie jest w stanie się zanurzyć, a te przechodzone stare poniemieckie trafiają do muzeum. Rosjanie mogą nas zaatakować Kalibrami ze swoich okrętów pływających na Morzu Czarnym, nie musza nawet odpalać swoich na Bałtyku.
        Borsuki? Ile ich mają dostarczyć do armii i kiedy? Jaki jest harmonogram dostaw? Istnieje już wersja finalna, czy tylko demonstracje z dykty?

        1. To nie matrix. On jako urzednik z MONu realnie wierzy w swe tworczosci, bo to daje sile by przezyc w tym syfie zwanym wojskiem. To nie jest zly czlowiek, mu sie pozajaczkowalo, on naprawde w te brednie wierzy. No i wiara w to umacnia poczucie tego, ze to co robi nie jest zupelnie bez sensu, ze to co robi to po pierwsze komukolwiek przyniesie jakakolwiek korzysc,

          Prawdopodobnie cwiczy tez – w LWP rozlicza sie z postawy i siwadomosci klasowej, tylko teraz to sie inaczej nazywa. Kto jest najwiekszym wzorem i dlaczego General Flaszka Glodz?

          1. Panie ultrasceptyk. Jak Pan chce sobie pomarudzić i ponarzekać, dodając do tego uwagi ad personam, bez jakichkolwiek argumentów merytorycznych to ja wyjaśniam – nie to forum. Jak jedynym Pańskim argumentem nadal będzie: „bzdury Pan pisze bo się nie da ,bo to jest LWP” to takie melodramatyczne teksty publikowane nie będą. Pisze Pan eseje oparte tylko i wyłącznie o emocjonalne wstawki i subiektywne odczucia pełne żalu o tym jak wygląda Polska, jej politycy i wojsko. Proponuję założyć własny blog malkontentów i poszukać odbiorców w tym temacie. Ich nie brakuje.

            Tutaj proszę pisać konkretnie – nie da się, ponieważ to i to, lub to i to jest nierealne – ponieważ. ….. Jeśli jedynym Pańskim argumentem na „nie da się” jest: „bo to Polska”, to zapewniam, że jednozdaniowe skwitowanie wystarczy. Raz. Nie trzeba tego powtarzać na 10 stron w różnych słowach.

            Jeśli Pan nie będzie uwzględniać powyższych uwag, to pański czas włożony w pisanie komentarzy pójdzie na marne. I nie weźmie mnie Pan pod włos wycieczkami ad personam i insynuacjami o cenzurze. To mój blog, moje forum i moje zasady. Ja płacę za serwer i ja poświęcam swój czas na darmowe publikacje. Jest Pan tu gościem i jak się ani treści ani zasady nie podobają, to mnie jest z tego powodu bardzo wielce wszystko jedno.

            Miłego dnia i pozdrawiam serdecznie 🙂

            KW

  10. @Jacek – jeżeli chcemy wzrostu ekonomicznego – to gwarantem „równego pola działania” wobec obcej przewagi kapitałowej jest państwo – wg konsensusu pekińskiego. Trzeba non-stop tłumaczyć Polakom, że liberalizm ekonomiczny [a la wydumany idealistycznie Adam Smith] – w ramach wielkiej gry silnych graczy – NIGDY tak naprawdę nie istniał, zawsze był poddany nadrzędnej regulacji polityki opartej o siłę. Zaś droga do suwerenności, bezpieczeństwa i wzrostu – nie prowadzi wcale przez zwiększanie % PKB na obronność – tylko przez zwiększanie nakładów na B+R, po to by wzrost technologiczny był lewarem i naszego wzrostu i naszego bezpieczeństwa – jednocześnie. Nie trzeba zwiększać % PKB na obronność , natomiast trzeba dokonać bardzo asertywnego [zwłaszcza dla starych kadr dowódczych], zrestrukturyzowania i WP – i PMT. Pytam – po co wydawać miliardy na modernizację Leo 2 i doprowadzanie T-72 do użytku? – jeżeli za te same pieniądze kupię tyle pocisków kierowanych, że po posadowieniu na różnych, zwykle istniejących nośnikach, czy zwłaszca na dronach – zlikwiduję saturacją ich użycia [i precyzji] każdy atak pancerno-zmechanizowany? Dokładniej – za 1 nowy MBT kupię tyle kppanc z „otoczką”, ze zniszczę nimi ca 50 czołgów/BWP/KTO i innego sprzętu nieprzyjaciela. Mamy przewagę asymetryczną na każdym poziomie – nie musimy atakować [co jest drogie w sprzęcie i ludziach] – nam do zwycięstwa wystarczy skuteczna, totalnie wykrwawiająca nieprzyjaciela obrona. Tak samo – po co kupować F-35A [które w Polsce – po wprowadzeniu sieciocebtrycznie kontroli nieba i ziemi przez S-500 i Iskanderysłużby i sieciocentrycznego – nie mają zwyczajnie racji bytu – jeżeli nie zlikwiduje się A2/AD Kaliningradu i przyszłej A2/AD na Białorusi] – jeżeli za te same pieniądze uzyskałbym taką saturację Piorunów na każdym pułapie, że lotnictwo Rosji w ogóle nie miałoby możliwości działania nad Polską – oraz uzyskałbym w tej puli kosztów taką saturację amunicji krążącej – że wybiłbym w „fali ataku” kierowanej dronami – wszelkie aktywa A2/AD Obwodu Kaliningradzkiego – ale i A2/AD Armii Czerwonej na Białorusi. Na razie robimy kosztowną armię marionetkową do zadaniowania w ramach interesów USA [po to nam przywieźli PMT w teczce w 2013] – a nie do skutecznej obrony Polski. Tak kontynuując kalkulację koszt/efekt: zamiast zapłacić 130-150 mld zł za budowę przez USA elektrowni atomowej [z niejawną obietnicą miedzy wierszami, że jak hegemon „może kiedyś” będzie miał dobry humor i interes, to nam łaskawie pozwoli wyrabiać także własne głowice jądrowe] – która to elektrownia jądrowa jest idealnym celem dla Iskanderów [czyli chodzi o to byśmy na własny koszt ufundowali sobie lewar Kremla na Polskę] – to większość tych pieniędzy włóżmy w zakupy technologiczne i rozbudowę B+R, a za 10% tej sumy kupmy głowice pod stołem. Niekoniecznie „w całości” – najlepiej w szeregu bardzo drobnych transakcji liczonych na gramy wzbogaconego uranu – w sposób rozproszony. Nie mówiąc o dogadaniu się i z Brytami i z Finami, a jak trzeba – to ze Szwedami. Stawiam tezę – a znam się na sprawach militarnych od dziecka od strony analitycznej i „syntetycznej” – możemy Polskę obronić i zbudować skuteczne odstraszanie strategiczne [do poziomu kosztów ataku – nieakceptowalnego dla Kremla – czyli do zmuszenia Kremla do zaniechania ataku już w fazie planowania] – mając obecny poziom nakładów % PKB na obronność – ale z zupełnie innym PMT. I w ramach koalicji WSPÓLNEGO INTERESU bezpieczeństwa i prosperity ekonomicznej z państwami Wschodniej Flanki Europy+UK. Co więcej – wychodząc z pułapki średniego wzrostu przez nakłady na B+R i zakupy technologii – zwłaszcza high-tech – bo ta w zasadzie w całości jest „produktem” podwójnego zastosowania. Porzućmy myślenie, że albo bezpieczeństwo kosztem wyrzeczeń i biedy – albo względny dostatek kosztem suwerenności i docelowego zwinięcia Polski. Jest odwrotnie – przez inwestowanie w technologiczne podstawy wzrostu wsparte i chronione świadomie i celowo przez suwerenne państwo – dojdziemy do prosperity i wzrostu ekonomicznego i awansu w łańcuchu wartości – i zbudujemy siłę chroniąca tą KORZYSTNĄ dla obywateli suwerenność i bezpieczeństwo strategiczne. Ale to wymaga uwolnienia się od fałszywego dylematu „względne bogactwo z Berlinem – czy bezpieczeństwo z Waszyngtonem” – który rozdziera Polaków na dwa obozy – tworząc [korzystny dla zewnętrznych graczy] pat naszej wewnętrznej niemocy.

    1. Trudno się nie zgodzić. Jednak istniejemy w pewnych uwarunkowaniach zewnętrznych i wewnętrznych. Sytuacja bycia krajem buforowym i kliencka świadomość naszych elit skutkują takim stanem wasalizacji naszego kraju jaki możemy obserwować. Póki pozwalamy rozgrywać się na linii Niemcy-Rosja-USA-Izrael nie będziemy też poważną alternatywą dla Białorusi. Oni o tym wiedzą mimo, że tkwienie w systemie rosyjskim docelowo będzie dla nich cywilizacyjnie niekorzystne. Widać to również po podejściu Ukrainy, która jako mediatorów wybrała Niemcy i Francję. Kraje, których interesem jest wymuszenie na Ukrainie ustępstw wobec Rosji. Silniejsze państwa budują sobie konsekwentnie lewary na Polskę – np. polityka zadłużeniowa i tzw. praworządności UE, wpięcie w niemiecki system gospodarczy czy kosztowne zamówienia obronne w USA aby kupić ich przyjaźń i za tym określony amerykańskim interesem kierunek modernizacji (za tym idą koszty serwisu, certyfikacji, praw patentowych, zależność od dostaw, szkolenia itd). Z uścisku gazowego Rosji wyzwalamy się tylko dlatego, że jest to w interesie USA. To są realia. Swoją drogą kraje skandynawskie też nie wykazują zbyt dużej inicjatywy w sprawie nowego jądra w Europie.

      1. (…)Z uścisku gazowego Rosji wyzwalamy się tylko dlatego, że jest to w interesie USA. To są realia.(…)
        Póki co Baltic Pipe jest na papierze, a jego budowę powierzono firmie, która już się skompromitowała* przy gazoporcie Lecha Kaczyńskiego.

        * Biorąc pod uwagę, że firma jest z Włoch, czyli kraju, który sam buduje gazowy hub konkurencyjny do tego do projektowanego na Międzymorzu trzeba się zastanowić, czy ta kompromitacja nie była przypadkiem sukcesem

      2. Myślę, że wzrost presji Rosji na konfrontację w Arktyce – gdzie NORDEFCO z UK są między młotem, a kowadłem – oraz wzrost bezpośredniego naporu Rosji na Finlandię, która całkowicie porzuciła zimnowojenną uległą finlandyzację – te dwa czynniki sprawią, że NORDEFCO zacznie szukać graczy do poszerzenia siły – i rozproszenia presji Rosji. Dla Kremla nie do zniesienia jest jądrowy program Finlandii, oparty o własny uran i własny przemysł przetwarzania uranu. Nikt nie będzie traktował Rosji jako mocarstwo – jeżeli Finlandia – zwłaszcza Finlandia – postawi się Kremlowi. Nie chodzi o to, by już w te pędy biec do NORDEFCO z propozycjami – ot tak z „gołymi rękami” – bez przygotowania gruntu pod negocjacje. Moim zdaniem WP musi się wzmocnić, a my – dokonać szeregu demonstracji siły. W stylu a la ćwiczenia z NSM u wrót Zatoki Fińskiej. Jeżeli dojdzie do budowy tunelu podmorskiego Tallin-Helsinki, to warto by polskie F-16 z podwieszonymi JASSM-ER i nasza Morska Jednostka Rakietowa – tam się pojawiły na wspólne ćwiczenia – gdy Rosja zacznie demonstracje swego „niezadowolenia” na morzu i w powietrzu. Nie będzie tunelu Tallin-Helsinki, cóż – znajdzie się inna dogodna okazja. Gdy będziemy mieli operacyjne przynajmniej 4 dywizjony Krabów – warto dokupić dla nich półaktywnie naprowadzana amunicję precyzyjną Vulcano-Dardo [z Leonardo] o zasięgu 80+ km. I przećwiczyć ostre strzelanie z pozycjonowaniem celów z dronów. Poligon warto by umieścić wzdłuż strefy przygranicznej z Obwodem Kaliningradzkim – w ramach Specjalnej Strefy Bezpieczeństwa Państwa. Nawet za cenę przesiedlenia kilku wsi. Tak, by precyzyjne strzelania wzdłuż granicy – na daleki dystans – jasno dawały do zrozumienia Kremlowi, co się stanie z Obwodem Kaliningradzkim i jego aktywami militarnymi – pod zmasowanym precyzyjnym ogniem naszych Krabów – po obróceniu luf na północ. I taka demonstracja winna być powtórzona [ z saturacyjnym, precyzyjnym ogniem] po zakupie rozwijanej amunicji precyzyjnej z napędem strumieniowym Nammo-Boeing, ze stała prędkością min 3 Mach, o zasięgu [na razie] 130-150 km. Żeby na Kremlu dobrze zrozumieli, że w obwodzie Kaliningradzkim nie będzie piędzi ziemi bezpiecznej od polskiego precyzyjnego ognia, a 1 Armia Pancerna Gwardii nie będzie miała czego deblokować i ratować w Obwodzie – bo sam Obwód straci wartość bojową i strategiczną. Oraz, żeby na Kremlu zrozumieli, że większość sprzętu 1 Armii Pancernej Gwardii zostanie wybita na pozycjach wyjściowych do ataku z Białorusi – na linii Grodno-Brześć. Z całkowitą likwidacją podstawy operacyjnej i infrastruktury logistycznej Armii Czerwonej na Białorusi – przynajmniej na 100 km w głąb. A niedobitki zlikwidują nasze kppanc i amunicja krążącą z dystansu – z rujnującym dla pozycji Kremla bilansem strat Armii Czerwonej do „zysków”. Bo to najlepiej roluje w zarodku ofensywne plany Kremla – na tym polega skuteczne odstraszanie – de facto odstraszanie strategiczne. Taką siłę do jednoczesnej likwidacji Obwodu Kaliningradzkiego i likwidacji podstawy operacyjnej ataku Rosji z terenu Białorusi, będziemy mieli, gdy w WP będzie min. 300 Krabów i Krylów w linii [ a 400 Krabów i Kryli zapewnia nam „komfort” operacyjny] – ale z amunicją precyzyjną – i z dronami „intruderskimi” dla sieciocentrycznego rozpoznania i pozycjonowania celów real-time. Oczywiście – ze zwiadem satelitarnym real-time i dronami HALE z sensorami dalekiego zasięgu. Natomiast dalsze cele na wschodzie [lotniska, wyrzutnie rakiet, sztaby, radary] – to kwestia zarezerwowana dla JASSM/JASSM-ER, ATACMS i przyszłych PrSM. I dla szybkiej amunicji krążącej dalekiego zasięgu. Zwracam uwagę na zasięg ognia „boga wojny” – te 150 km zasięgu APR Nammo-Boeing oznacza, że dywizjon Krabów czy Kryli – pokrywa ogniem całą granicę z obecną Białorusią – znajdując się jakieś 20 km na zachód od Bielska Podlaskiego. Czyli zasięg [ale ognia precyzyjnego] – likwiduje potrzebę manewru. Więcej – ogień precyzyjny oznacza kumulację projekcji siły w bardzo krótkim czasie, bo 1 pocisk precyzyjny zastępuje 50 pocisków niekierowanych. Co zresztą likwiduje ogon logistyczny – i wojnę na wyczerpanie. W warunkach RMA zwarcie i uzyskanie przewagi w WRE może trwać sekundy – a kinetyczna likwidacja aktywów nieprzyjaciela – np. w godzinę. Stawiając nieprzyjaciela wobec faktów dokonanych – przy gotowym stoliku negocjacyjnym z ustawionym polem gry. Jeżeli – zamiast jak dotychczas budować WP symetrycznie [czyli „wszystkiego po trochu” – zawsze słabiej i gorzej od Rosji – czyli identyczny błąd jaki popełniliśmy w 1939] – skoncentrujemy się „wycinkowo” wg przemyślanych priorytetów na WRE, sieciocentryczności C5ISR i wpięciu broni precyzyjnych i dronizacji – możemy bez specjalnego poświecenia i krwi – uzyskać Tsushimę do kwadratu. Oczywiście – pod warunkiem skutecznego zdeterminowanego odstraszania jądrowego. Warunek sine qua non.

        1. a to mi się podoba. Atak na Rosję, Wyposażoną w bron A. Moze tak Pan georealista da przykład i niech poświeci rodzinę – własną do wyparowania.

          Armia Rosji będzie czekać na ostrzelanie przez spasionych wąsatych Januszy i Sebastianów, dobre. Z tego guana made by PGZ. PGZ co to za pomocą ekipy WSI kupuje drony od podmiotu prywatnego i maluje je farba narzucajac swoja marze , bo to potrafią tylko…i defraudować środki, ktore mogłyby przydać się chociażby Policji czy Strazy Pożarnej. Związkowe zakały potrafiące tylko chlać wódkę i defraudować pieniądze podatnika. Armia Rosji będzie czekać na dyslokacje w rejony operacyjne tego całego PGZtowego dziadostwa i da sie zaskoczyć Sebkom i Januszom, dobre. Armia Rosji będzie czekać bezczynnie na atak, dobre to,

          jak tam w PGZ ? Te fazy analityczno koncepcyjne niekończące sie wśród oparów wódki i prostytutek, czy podobnie przebiegające fazy dialogu technicznego.

          podobają mi sie te rojenia. Bartosiakowe rojenia i teatry wojny. A jak z polskim prochem, cos sie ruszylo oprocz tego ze wydano pieniadze na konsultacje i zarobili ci, co mieli zarobic?

          polski przemysl zbrojeniowy to niekonczace sie fazy analityczno-koncepcyjne i fazy dialogow technicznych. Chodzi o to przeciez by gonic kroliczka, gonic kroliczka, a nie aby zlapac go. Polski podatnik musi na te zwiazkowe zbrojeniowe kanalie placic i nikt go nie pyta czy chce czy on sie czuje zagrożony. Ja czuje sie bardziej zagrozony dyletanctwem polskich politykow niz ruskim saldatem.

          PGZ bez podatnika bylaby na dnie. Nikomu nie jestescie potrzebni i nikogo nie bronicie ( moze poza waszymi zwiazkowymi i agenturalnymi dudami). Nie poraficie wykonac czegokolwiek co kupilby chociazby Gabon ( jestescie kompetencyjnie na dnie, nie potraficie wykonac niczego, co ktokolwiek poza kolesiami z LWP i poslkiego MONu kupilby). PGZ jest niczym PKP, zadaniem jest istniec a nie wykonywac dzialalnosc statutowa.

          Gdzie te miedzynarodowe sukcesy ? Czemu Kraby, Raki kupil tylko MON? Znacie odpowiedz. My w MON udajemy ze wymagamy, wy towarzysze nieudacznicy udajecie ze potraficie cokolwiek wyprodukować, LWP udaje natomiast ze to im potrzebne do działań bojowych. Kto w Europie kupuje produkty polskiego skansenu? My w MON kupimy wasze Kraby, wy Zdziska w PGZ zatrudnicie, Mariolke i Wladka, No i szwagra Waclawa wszystkich na konsultantow, No zootechnike skonczyl, ona historiogafie, a tamten no religioznawstwo, beda konsultanci jak znalazl, papier jest, nikt pytan nie bedzie zadawal…

          Towarzysze, tu jest tak zwane wojsko a tam gdzie wojsko to konczy sie logika. Wy udajecie ze cokolwiek potraficie wyprodukowac, my udajemy ze potrafimy cokolwiek zamowic, koledzy z instytutow uzbrojenia dadza papier aby mucha nie siadala i wodeczke sie zrobi, synowa Twoja ma robote, czlowieku, luzik…

          , Wy macie potem wysługę lat do emerytury, my udajemy ze pracujemy wymyślając kolejne założenia, LWP udaje piszac kolejne plany ze potrzebuje. Nie bierzcie tego na serio, tu jest wszystko na niby oprocz tych rzeczy. Wladzy, pieniedzy, i zimnej wodeczki a potem z kapelanem pojedziemy na miesiecznice i do agencji towarzyskiej i oby do emerytury.

          papiery sa super, wszystko gra, mamy nasze etaciki i pierdzimy w nasze stoleczki,

          No a kogo obchodzi ze nikt tego nie chce kupic, zgnije w koszarach za 20 lat, no ale najpierw zrobimy modernizacje, nie boj zaby.

          No Mietek, popatrz, przypudrujemy takie t72 i kogos cos obchodzi, faktura jest, przetargu nie zrobimy bo Wacek zrobi to tajne przez poufne istotne dla obronnosci i w trybie pilnej potrzeby operacyjnej kupimy z narzutem 20000% co nie stac nas, nas nie stac, my nie potrafimy?

          1. Święte słowa. PGZ defrauduje pieniądze podatników. Nie jest w stanie nic wyprodukować samodzielnie, co by ktokolwiek na świecie chciał kupić. Za PRL Polska eksportowała sporo uzbrojenia a dziś?

            MON bierze 2% PKB i gdzie to ginie? Większość sprzętu ma pół wieku, ciągle dialogi techniczne. Generałów mrowie, chyba najwięcej na szeregowca na świecie. Plus kapelani, a oficerowie zamiast na poligonach marnują energię na mszach. Ostanie poważne zakupy (te zrealizowane a nie obiecywane) to samoloty dla VIPów kupione przez Macierewicza bez przetargu. Żeby w razie czego szybko zmykać na zachód, bo w XXI wieku samochodem na Zaleszczyki już niemodnie.

            Z Rosją nie ma co się porównywać. My głównie mamy postsowiecki sprzęt, zardzewiały i nie modernizowany, którego know-how kiedyś nam sprzedano w wersjach eksportowych, czyli takich uboższych do oryginalnych. Tam gdzie nie dostaliśmy know-how, sprzęt się sypie i jest wycofywany (Mig-29 choćby, kiedyś były balistyczne Toczki ale już nie ma). Tam gdzie mamy jakieś know how, remontujemy coraz starsze zabytki (Su22 choćby). W Rosji produkują nowiutki sprzęt, nowszy o kilka generacji.

            Artyleria rosyjska góruje ilością, zasięgiem, zorganizowaniem (powszechne użycie dronów do naprowadzania na cel) – inny świat.

            Czołgi… szkoda gadać, ponad pół wieku zapóźnienia do Rosji. Fakt że robią ewolucyjne wersje starych konstrukcji, ale ich T90 będący potomkiem T72 rozjechałby nasze stare T72, ich bieda-modernizację PT-91, oraz pewnie nasze przechodzone niemieckie Leo2 (też niemodernizowane). O nadchodzącym czołgu Armata w ogóle nie ma co wspomniać, bo to już skok generacyjny.

            Obrona przeciwlotnicza? U nas praktycznie muzeum, prócz najmniejszego zasięgu, który jako tak uzupełniają Gromy, i postawione na Jelczach przestarzałe zestawy 2x23mm. Rosja jest kilka generacji do przodu, a stary sprzęt jest systematycznie modernizowany.

            Lotnictwo? Teoretycznie 48 szt. F16, też nie najmłodszych już, z których pewnie lata połowa. Reszta to sowieckie muzeum niebezpieczne dla lotników (z Migami 29 mamy problem, bo rosyjskich części potrzeba, a Su22 to już zupełne muzeum, śmigłowce podobnie – większość postowiecka i sypiąca się).

            Pociski przeciwpancerne? Projekt Pirat wlecze się niemiłosiernie, jak wszystko w MON/PGZ. Klepiemy te żydowskie Spike-i, gdzie większość części z zagranicy trzeba przywieźć – dobre rakiety. Tylko odpalane ręcznie, bo nie potrafimy od kilkunastu lat co najmniej zintegrować tych pocisków z czymś co jeździ. W Rosji, co tam, nawet na Ukrainie, PPK montują na wszystkim: BWP, transporterach opancerzonych, samochodach 4×4, śmigłowcach. Nasze bojowe muzealne Mi-24 dawno wystrzelały zapas starych rakiet PPK, a nowych nie ma. Program „Kruk” wlecze się kilkanaście lat i nic nie kupujemy.

            Marynarka wojenna? W stanie zapaści. 20 lat robiono najdroższą motorówkę świata „Ślązak”. Okręty podwodne muzeum, nie pływają, a jak pływają to boją się zanurzyć bo to może być ostatnie zanurzenie. Praktycznie wartość bojowa, prócz trałowców, żadna.
            Mamy co prawda niezłe szwedzkie rakiety ziemia-woda o teoretycznym zasięgu 200km, więc można by się chwilę odgryzać i blokować desant gdzieś na Słupsk czy Koszalin, ale rozpoznanie do tych rakiet mamy do max 50km. Bezsens.

            Na Iskandery w Kaliningradzie nie mamy nic. W 5 minut niszczą najważniejsze cele (np. lotnisko F16 w Krzesinach). Ani ich nie strącimy, ani nawet nie pokryjemy ogniem wykrytych wyrzutni.

            Ćwiczenia? Rosja prowadzi wielkie manewry systematycznie. A u nas, kiedy robiono naprawdę duże manewry? Za PRL? Boją się takich manewrów, bo jakby było „sprawdzam” to pewnie 70% sprzętu nie wyjechałoby z jednostek. Wojacy głównie pracują jak biurwy, do 16:00 i do domu, a potem koszarów pilnuje firma ochroniarska (gdzie wiadomo, liczy się grupa inwalidzka by dostać tą pensję minimalną czy poniżej). Gdyby Specnaz odwiedził koszary po 16:00, to spokojnie dostaje klucze od ochrony i wyjeżdża czym chce.

            Stąd te uwieszenie na USA, bo nasi politycy czują może jak ta armia wygląda. Defilady, msze, to wszystko co potrafi. Rosja w jeden dzień jest na linii Wisły. Jedynie amerykańscy wojacy stanowią zaporę, ale oni wkrótce mogą się ewakuować do Azji, gdy zacznie się z Chinami na ostro.

        2. Z czym? F16 z JASSM-ER są u nas ilości aptekarskie. Zasięg naszej artylerii to jakieś 20km, w porywach 40km dla Kraba, Rak zdaje się jeszcze teoretycznych 10km z obecną amunicją nie osiągnął.
          Homar to przyszłość, a wiemy że zamawiamy od USA znów w ilościach aptekarskich. Homar miał być zabójcą Iskanderów, a będzie jedynie ładnym pojazdem na defilady.
          Patrioty? Przyszłość, i też za mało.

          Rosja ma artylerie o większym zasięgu, praktycznie w każdym kalibrze. Nie wspominając o zestawach rakiet balistycznych i manewrujących. Iskandery, Kalibr… A z bliska wali TOS-1-em (i ostatnio wersję TOS-2 pokazał) który termobarycznie na dużym obszarze praktycznie likwiduje wszelkie życie (okopy czy ruiny nie pomogą, jak 40 000m2 w okolicy pokryje ogień i spali cały tlen).

          Żeby jakoś temu przeciwdziałać trzeba by:
          – zakupić nowoczesnej amunicji, precyzyjnej i mieć do tego cały system wskazywania celów (w takie kompetencje naszego MON nie wierzę by potrafił stworzyć taki system)
          – zwiększyć zasięg – najszybciej kupić licencję od Nammo na amunicję 155mm z silnikiem strumieniowym, oraz kupić Homara w jakiś sensownych ilościach, z licencja na produkcję amunicji (od USA wiadomo – drogo i niewiele, ale może z Ukraińcami albo Turkami dałoby się coś wspólnie produkować?)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.