Polska wepchnie Łukaszenkę w objęcia Putina?

W związku z ostatnimi wydarzeniami na Białorusi, w przestrzeni publicznej zawrzała dyskusja na temat polskiej polityki wschodniej. Zwłaszcza tego, jak powinny zachować się polskie władze w kontekście wyborów na Białorusi oraz protestów społecznych związanych z ich wynikiem.

Podział w dyskursie oparł się głównie o ocenę rządów Aleksandra Łukaszenki. A konkretnie kwestię tego, na ile jego osoba gwarantowała Polsce bufor bezpieczeństwa w postaci białoruskiego terytorium.

Wskazać w tym miejscu należy, że zdecydowana większość polskiej sceny politycznej (tak rządowej jak i opozycyjnej) opowiedziała się po stronie demokratycznych przemian na Białorusi. Opozycja wysłała swojego posła – Michała Szczerbę – jako obserwatora wyborów. Ten nie szczędził słów poparcia dla opozycji, spotykając się z jej liderami. Z kolei przedstawiciele partii rządzącej, pomimo początkowej rezerwy (vide wspólne oświadczenie prezydentów Polski i Litwy), ostatecznie również zajęli anty-reżimowe stanowisko. Co objawiło się poprzez wezwanie przez premiera M. Morawieckiego do zorganizowania nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej w sprawie Białorusi.

Można odnieść wrażenie, że większość polityków, ale i społeczeństwa poddała się euforii związanej z wizją, że na Białorusi może dojść do pro-zachodniego przewrotu i powtórzy się scenariusz ukraiński.

Sceptycy wskazywali natomiast, że Aleksandr Łukaszenka był do tej pory gwarantem tego, że na Białorusi nie powstały żadne stałe bazy wojskowe Federacji Rosyjskiej. Dzięki temu na granicy polsko-białoruskiej nie stacjonują dywizje rosyjskie, które stanowiłyby bezpośrednie zagrożenie dla Warszawy.

Spór o to, jaką postawę powinna zająć Polska względem sytuacji na Białorusi rozbija się więc o ocenę tego, czy A. Łukaszenka rzeczywiście gwarantuje wspomniany bufor, a jeśli tak, czy jest jedynym możliwym jego gwarantem.

Zwolennicy poparcia przewrotu na Białorusi podnoszą, że wprawdzie Łukaszenka rzeczywiście odmówił powstania baz rosyjskich na Białorusi, jednak jego kraj de facto współpracuje militarnie z Rosją. Kupuje od niej sprzęt i wymienia się informacjami. Jest więc tak naprawdę przedłużeniem ramienia Moskwy. W związku z tym w przyszłości może ulec Putinowi i zgodzić się na rozmieszczenie rosyjskich wojsk wzdłuż polsko-białoruskiej granicy. Zwłaszcza, gdy będzie musiał siłą utrzymać władzę w kraju, co może wiązać się z potrzebą pomocy ze strony Putina. Dlatego też pro-zachodni przewrót na Białorusi, który doprowadzi opozycję do władzy jest scenariuszem pozytywnym z perspektywy Polski. Bowiem nowy, pro-zachodni prezydent Białorusi byłby lepszym gwarantem bezpieczeństwa dla Polski i niezależności Mińska wobec Moskwy.

Jest to oczywiście argumentacja zupełnie chybiona. Przede wszystkim wskazać należy, że demonstracje anty-reżimowe, a być może wybuch mińskiego majdanu prawdopodobnie skłonią Łukaszenkę do wariantu siłowego. W tym kontekście utrzymanie władzy będzie wymagało użycia wielu mundurowych, a także środków. W obliczu potępienia ze strony zachodu, Łukaszenka będzie musiał zwrócić się o pomoc do Moskwy. Ta nie zostanie mu wszakże udzielona za darmo. Prezydent Białorusi będzie musiał się zgodzić na warunki W. Putina, w których może zawierać się postulat wprowadzenia rosyjskich wojsk na Białoruś. Wskazać więc należy, że im większa będzie wywierana presja wewnątrz Białorusi, a także presja zewnętrzna ze strony zachodu, tym Łukaszenka będzie bardziej skłonny zgodzić się na warunki Kremla. Co może tylko pogorszyć istniejącą sytuację Polski na płaszczyźnie bezpieczeństwa.

Wariant ukraiński jest mało prawdopodobny

Jednocześnie podnieść należy, że absolutnie żaden lider pro-zachodniej opozycji nie ma szans na Białorusi uzyskać, a następnie utrzymać władzę. Łukaszenka posiada posłuch wśród resortów siłowych (armia, milicja, służby). Następca będzie tego już pozbawiony. Tymczasem Rosjanie mogą zaoferować białoruskim generałom (których przecież znają z licznych wspólnych ćwiczeń) zachowanie posad i pozycji, w zamian za wsparcie pro-rosyjskiego lidera opozycji. Który następnie wygra w „demokratycznych” wyborach. Zachód takiej oferty przebić nie może. Zwłaszcza, że to rosyjskie, a nie polskie czołgi grożą Mińskowi interwencją. To rosyjskie gaz i ropa płyną na Białoruś i to na linii Mińsk-Moskwa odbywa się głównie wymiana handlowa. Rosjanie posiadają informacje na temat białoruskich struktur administracyjno-militarnych i kwestią oczywistą wydaje się, że posiadają tam wpływy. Polska, Litwa, Unia Europejska, a nawet USA mają ZEROWY wpływ na to, co się dzieje na Białorusi. Tak więc pro-zachodnia opozycja nie ma zwyczajnie szans na przejęcie i utrzymanie tam władzy. Liczenie na powtórkę ukraińskiego scenariusza jest naiwnością. Białoruś to inny kraj, inne warunki, inna władza oraz inne, silniejsze powiązania z Moskwą.

Podnoszony jest również argument na płaszczyźnie soft power. Zgodnie z nim, należy walczyć o „białoruską duszę” i wzniecić w Białorusinach płomień wolności i niezależności od Rosjan. Co zaprocentuje w przyszłości. Jest to bardzo szczytna idea, problem jest tylko taki, że jeśli Rosjanie przejmą kontrolę nad Białorusią, to na kraj ten zostanie nałożony całkowity lockdown informacyjno-gospodarczy. Pod presją czołgów, płomień wolności będzie musiał żarzyć się nieśmiało w domu (przy zasłoniętych zasłonach), a my Polacy będziemy mieli większe zmartwienia niż demokracja na Białorusi. Kilka tysięcy zmartwień w postaci rosyjskich czołgów i ciężkiego sprzętu stacjonującego w Brześciu i Grodnie.

Ostatni rzeczowy argument zwolenników białoruskiego przewrotu jest taki, że w wyniku protestów na Białorusi, status quo zostało już naruszone. Że Aleksandr Łukaszenka, bez względu na wszystko zwróci się ku Moskwie. Jest to wszakże jedynie założenie, na które nie ma jeszcze żadnych przesłanek, a jednocześnie należy pamiętać, że dzisiejsze protesty to nie jedyne w historii Białorusi. W 2010 roku również doszło do licznych (może nawet większych) manifestacji w tym kraju. Mimo to, przez kolejnych 10 lat Białoruś pozostała terytorium neutralnym. Mało tego, w 2015 roku Aleksandr Łukaszenka obiecywał Ukraińcom (wbrew interesom Putina), że od strony Białorusi nic im nie grozi. A jeśli Rosjanie planowaliby inwazję zmuszając Mińsk do zgody na przemarsz wojsk, to białoruski prezydent obiecał uprzedzić o tym władze z Kijowa. Takich deklaracji nie składa publicznie osoba, która jedynie wykonuje polecenia z Moskwy. Natomiast pod koniec 2018 roku Łukaszenka otworzył się na rozmowy z USA. Jednocześnie mocno zaogniły się relacje z Rosją, z którą do dziś nie ma konkretnej umowy w zakresie energetyki. Dlatego Łukaszenka ściąga gaz i ropę naftową z alternatywnych źródeł. Oczywiście, że reżim z Mińska wykorzystuje zachód do swojej gry wobec Kremla. Niemniej, fakty są nieubłagane. Do tej pory na Białorusi nie było stałych baz wojskowych Rosji, a Rosjanie nie stoją na granicy białorusko-polskiej. I powinniśmy zrobić wszystko, by tak pozostało.

Postawa UE nie powinna dziwić

Zniechęcanie do siebie Łukaszenki nie jest tutaj żadną metodą. Polska powinna zachować neutralne, wyczekujące stanowisko. Bowiem i tak nie mamy wpływu na to, co się na Białorusi dzieje. Natomiast powinno nam zależeć na kontynuacji przez Łukaszenkę dotychczasowej linii politycznej. Zwłaszcza, że w ostatnich dwóch latach na skutek amerykańskich rozmów z Białorusią (z naszym udziałem), kraj ten rzeczywiście stał się problematycznym partnerem dla Moskwy. Wydaje się, że kontynuowanie tej przynoszącej wyraźne efekty polityki byłoby celowe.

Jednocześnie nie powinna dziwić odmowa Brukseli, jeśli chodzi o zwołanie nadzwyczajnego szczytu w sprawie Białorusi. Nikt orientujący się w europejskiej polityce międzynarodowej chyba nie liczył na to, że będące w komitywie z Rosją: Niemcy, Francja i Włochy będą wspierały pro-amerykańską Polskę w tym zakresie. Choćby w Mińsku palono ludzi żywcem, nikt w Unii nie kiwnie palcem póki się to nie będzie opłacało konkretnym stolicom.

Kto może wspierać manifestacje i zamieszki?

Kwestią otwartą pozostaje, czy protesty na Białorusi były spontaniczne, czy też inspirowane. Jeśli były inspirowane, lub też ta spontaniczność została wykorzystana przez siły zewnętrzne, to należy zastanowić się, kto te protesty wspiera. Ponieważ wcale nie musi to być takie oczywiste.

Jeśli na taki krok zdecydowali się Amerykanie (przy np. naszym i litewskim udziale) , wówczas może okazać się, że zostanie uzyskany efekt odwrotny do zakładanego. Zamiast wyciągnąć Białoruś z rosyjskiej strefy wpływów, zostanie ona kompletnie zdana na łaskę Moskwy. Mogą to sugerować takie wydarzenia, jak obecność polskich polityków opozycyjnych na Ukrainie w czasie wyborów, jak również fakt, iż główna kontrkandydatka Łukaszenki uciekła na Litwę.

Natomiast protesty o pro-zachodniej twarzy mogą też leżeć w interesie władz z Kremla. Mogłoby to być działanie mające na celu skłócić Łukaszenkę z zachodem oraz podporządkować białoruskiego prezydenta Putinowi. Łukaszenka od 2 lat negocjuje z zachodem  co zaowocowało dostawami gazu nierosyjskiego na Białoruś. Pytanie, czy w takim momencie opłacałoby się jednak Łukaszenkę obalać? Czy też może to Rosji zależy na przerwaniu kontaktów Mińska z zachodem? Za tym ostatnim może też świadczyć wykryta przez białoruskie służby obecność tzw. Wagnerowców. Czyli rosyjskich najemników, którzy zostali zlokalizowani i wyłapani na terytorium Białorusi tuż przed wyborami. Gdyby to Rosjanie stali za protestami na Białorusi i je wspierali, to wielką pomyłką byłoby popieranie tej inicjatywy i wzmacnianiem pozycji Putina względem Łukaszenki. 

Stąd tak ważna jest powściągliwość i zorientowanie się w sytuacji na Białorusi. Oraz przede wszystkim nie palenie sobie mostów tak, by niezależnie od tego co się stało, Białoruś utrzymała kontakt z Warszawą i nie popadła w całkowitą zależność od Rosji. To nie jest czas na hurraoptymizm z powodu tego, że ktoś gdzieś wyszedł na ulice. I wyciąganie zbyt pochopnych wniosków.

Na koniec warto sobie zadać pytanie, na czym nam powinno bardziej zależeć. Na bezpieczeństwie Polski, czy na demokracji na Białorusi? W mojej ocenie, temat naszego wschodniego sąsiada winien być dyskutowany tylko i wyłącznie na gruncie merytorycznych argumentów związanych z kwestią bezpieczeństwa państwa. O zbawianie świata niech się biją wielcy, bo tylko oni mają po temu siły i środki. My powinniśmy kalkulować każdy ruch i oszczędnie gospodarować potencjałem. Bo mamy go mało i łatwo możemy go stracić.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

150 komentarzy

  1. 100% zgoda – opozycja nie ma realnie możliwości utrzymania władzy. Myślę, że w tej sytuacji powinniśmy wzorować się na postawie Chin – które doskonale rozumieją pozycję geostrategiczną Białorusi. I które absolutnie nie chcą anschlussu Białorusi przez Kreml – co najlepiej pokazała w krytycznej sytuacji postawa Pekinu – “wyratowania” Łukaszenki kredytem 0,5 mld dolarów, gdy Kreml dociskał Białoruś do ściany. Xi już pogratulował Łukaszence wygrania wyborów. Co daje pewną nadzieję, że Łukaszenka wygrał jako w miarę niezależny sternik Białorusi [bo zaangażowane na Białorusi Chiny mają tam lepsze rozeznanie w kulisach władzy, niż Polska] – a nie jako marionetka Kremla. Obecne popieranie opozycji jest samobójcze dla polskiej racji stanu. Jeżeli Bałtowie i UE chcą coś robić – niech robią na swój rachunek. Ale Polska – która dla Białorusi jest najważniejszym graczem zachodnim – powinna być nader wstrzemięźliwa – powinna ograniczyć się do komunikatu MSZ o “czujnym obserwowaniu sytuacji na Białorusi” bez podawania ocen czy opowiadania się po jednej ze stron – bo to zawsze byłoby odebrane jako wtrącanie się do spraw obcego państwa. Mogę tylko powtórzyć – i tak dobrze, że liderka opozycji w wyborach uciekła na Litwę, a nie do Polski. Postawa naszych sterników jest samobójcza i ideologiczna i oparta o krótkowzroczne brylowanie oparte o chciejstwo bycia chwilowym “liderem poparcia dla demokratycznych zmian” – wbrew polskiej racji stanu. Niczego się nie nauczyli.

    1. Chińczycy już mają wpływy w Białorusi, przykład choćby tu:
      https://www.defence24.pl/bogatyr-chinski-humvee-w-sluzbie-bialorusi
      Łukaszenka kupił od nich:
      – CS/VN3 Dajiang
      – FAW HongQi L5
      – Dongfeng EQ2050/Mengshi
      A i białoruski system rakietowy “Polonez” to mieszanka białoruskiego podwozia i chińskich pocisków rakietowych rodziny A200 kalibru 301 mm (zasięg 200km).

      Jak Łukaszenka zdusi protesty siłą, a Białorusini to nie Ukraińcy, na pełne zwarcie nie pójdą, to mu Chińczycy pogratulują. Pewnie po cichu pogratuluje mu też część naszego rządu, bo ostatnimi latami dryfujemy w takim kierunku, ze standardów demokratyczno-zachodnich coraz mniej u nas zostaje. W ostatnich wyborach kasa z budżetu i spółek skarbu państwa płynęła szeroką strugą na propagandę jednej partii, o tzw. “publicznej” telewizji dofinansowanej 10 mld złotych (2 mld przez 5 lat) nie wspominając. Policja też robi się odważniejsza i chętnie stłucze czy profilaktycznie przetrzyma 48 godzin niepokornego obywatela, za byle co.
      UE Łukaszence nie podskoczy, bo nie chce go pchać w ręce Putina. To prędzej Putinowi zależy na takim przebiegu spraw, by ten białoruski dyktator był spalony w UE, bo nawet jeśli racja stanu to i tak politykom wybory (ci na Zachodzie a nie ci w Polsce) nie pozwolą przesadnie się z Łukaszenką bratać. Odepchnięty od UE i Amerykanów wpada on w łapy rosyjskiego niedźwiedzia. Ale USA będzie pewnie bardziej pragmatyczne, bo oni chcą przydusić Rosję i sprzedawać swoją ropę i gaz na Białoruś, przez polskie czy litewskie gazoporty.

      Najciekawiej na tym wychodzi Litwa, ten mały kraik wychodzi na wielkiego lokalnego gracza. Gdy był ukraiński majdan czy inwazja na Gruzję, Polska miała coś do powiedzenia i podejmowała sama inicjatywę, wciągając w to całą UE i NATO. A dziś, Polska nie ma nic do gadania, schowała się pod stół i siedzi cicho. Mimo iż powinno jej najbardziej zależeć. Pałeczkę przejęła mała Litwa, o dziwo. Widać ile dziś znaczymy politycznie w UE – mniej niż Litwa. Nie jesteśmy w stanie mieć żadnego wpływu, zero sojuszy, no i trudno by szemrany członek UE miał krzyczeć o wsparciu praworządności i sprawiedliwości na Białorusi, jak sam też ma swoje za kołnierzem.
      Co najwyżej posłusznie wykonamy rozkazy USA jeśli w tej sprawie jakieś będą. Ale chyba nawet USA nie traktuje nas poważnie w sprawie Białorusi. Żenada…

      Dziś to chyba najbardziej Chińczycy będą w stanie zapobiec połknięciu Białorusi przez Rosję.

      1. (…)A dziś, Polska nie ma nic do gadania, schowała się pod stół i siedzi cicho.(…)
        Przecież Polska swoje apele wystosowała tylko, że jak tu słuchać władzę, która bije gejów i dostarcza Łukaszence amunicję… https://tech.wp.pl/polska-amunicja-na-bialorusi-wiemy-kto-ja-produkuje-6541953278056992a
        Nawet gdyby ta sprawa rozwiałaby się jak afera z tymi Milanami co znalazło nasze wojsko w Iraku to już będzie dużo za późno.

    2. Jeśli Rosja jednak zajmie Białoruś , należy oczekiwać wydarzeń o jakich Pan powiedział w innym komentarzy cytuje … Myślę, że zajęcie Białorusi przez Rosję zostanie potraktowane przez Chiny jako naruszenie “czerwonej linii” bezpieczeństwa strategicznego Chin. Które od razu w 2011 zdekodowały deklaracje Putina i Merkel o budowaniu “nowej lepszej unii euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku” – jako budowę trzeciego supermocarstwa, SILNIEJSZEGO od Chin. Stąd wszystkie reakcje Chin [podpisanie z Polską traktatu o strategicznej współpracy 20 grudnia 2011 w Pekinie, potem w 2012 narady polskich generałów z chińskimi w Quingdao, ogłoszenie w Warszawie założenia grupy 16+1, w 2013 ogłoszenie Jedwabnego szlaku i potem konsekwentne wskazanie Polski jako głównego hubu europejskiego dla lądowego Jedwabnego Szlaku] zmierzały do utrzymania Polski – jako rdzenia bufora rozdzielającego Rosję od niemieckiej UE. Moim zdaniem właśnie zajęcie Białorusi będzie jednym z elementów skłaniających Pekin do “ostatecznego rozwiązania kwestii niebezpieczeństwa powstania konkurencyjnego supermocarstwa euroazjatyckiego Kreml-Berlin”.

      1. A czy Chiny nie mogą zająć Białorusi? Coś na kształt budowania sztucznych wysp na Morzu Południowochińskim? Już współpracowały z Łukaszenką. Ten już stoi pod murem, zjawiają się Chińczycy, którzy z jednej strony dają rozwiązania z HongKongu jak spacyfikować niepokornych, jak śledzić całe społeczeństwo, a z drugie strony sypią kasą na chwilowe uspokojenie nastrojów. Łukaszenka podnosi pensje, daje swoje 500+, 14-nastą emeryturę, spisuje i uwalnia więźniów (sugerując im migrację na Litwę), uspokaja nastroje.
        Utrzymuje władzę, Chińczycy budują mu analogiczny do swojego system punktacji społecznej i system kamer monitoringu. W zamian przejmują parę przedsiębiorstw, budują swoje bazy wojskowe, robią hub dla jedwabnego szlaku, i szachują Putina.
        Putin graniczy teraz z Chinami z dwóch stron (no i Polska ma granicę z Chinami).

        Osaczony Putin idzie na deal z Chinami, pozwala na zbudowanie korytarza do Europy, oraz idzie w antyamerykański sojusz.

        Chiński model społeczny jest eksportowany dalej, w Polsce PiS też chętnie kupuje rozwiązania: system punktacji społecznej i utrwala swoja władzę i nową oligarchie na dekady. Powstaje chińska enklawa przy UE, z państwami lennymi (Polska, Węgry) i aktywami chińskimi (porty w Grecji), i powoli Chiny wchodzą w europejskie podbrzusze. Niemcy chętnie to klepią, bo mogą dalej eksportować do Chin. Rosja jest lennikiem Chin, a USA wycofują się na swoją wyspę. Chiny opanowują największy kontynent.

  2. (…)Z kolei przedstawiciele partii rządzącej, pomimo początkowej rezerwy (vide wspólne oświadczenie prezydentów Polski i Litwy), ostatecznie również zajęli anty-reżimowe stanowisko. Co objawiło się poprzez wezwanie przez premiera M. Morawieckiego do zorganizowania nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej w sprawie Białorusi.(…)
    Za to Ziobry jest diametralnie odmienne… https://oko.press/ziobro-dyplomata-poucza-morawieckiego-w-sprawie-bialorusi/
    Komentarz nawiązujący do tej sytuacji, który zamieściłem w innym poście, gdzieś się zapodział.

  3. Bo Polacy nie potrafią od wielu lat prowadzić innej polityki na wschodzie niż ta którą prowadzi zachód. Robimy wszystko pod dyktando zachodu czyli jedynie co potrafimy to szerzenie demokracji. To jest jedyna siła jaką rozumiemy i nic się nie zmieniło w tej kwestii.

  4. Uczciwe postawienie sprawy wobec Białorusinów – “będziemy Was DŁUGOFALOWO stale wspierali oddolnie i będziemy wspierali Białoruś jako niepodległe państwo coraz bardziej wspomagając ją w uniezależnieniu się od Rosji – natomiast TERAZ nasze wsparcie dla opozycji względem Łukaszenki wywoła tylko ofiary wśród Białorusinów – i to na próżno”. Czyli trzeba grać na powolną zmianę status quo na korzyść otwarcia Białorusi na współpracę z Polską, na stopniowe wielowektorowe otwieranie się Białorusi na Polskę – i to im bardziej będzie Kreml dociskał Białoruś. Czyli Polska jako balanser dla Białorusi, który pozwala na wyjście z “dociskania do ściany” przez Kreml. Nie działania gwałtowne [ani tym bardziej ideologiczne] – tylko stopniowe – włos za włosem – konsekwentnie zwiększając zaangażowanie i związanie Białorusi z Polską w interesach i w przepływach strategicznych. Polityka otwartych drzwi i udostępniania zasobów i dawania możliwości [za które Kreml każe płacić sobie koncesjami] i dawania marchewki [z obopólnie korzystnej] współpracy i otwarcia – a ruchy Mińska będą wtedy w istocie wymuszone dociskaniem przez Kreml – na zbliżenie do Polski – a nie wymuszone przez deklaracje Warszawy czy Brukseli żądające “demokratyzacji”, czy co gorsza wymuszone przez sankcje – co skończy się zbliżeniem Mińska do Kremla. Nie “żądania demokratyzacji” – a otwarcie granic i swobody przepływów strategicznych. Jak kilkaset tysięcy Białorusinów przyjedzie do Polski do pracy, a kilka milionów zrobi zakupy – sprawy zaczną się klarować “in plus” na REALNE zbliżenie i zrozumienie na oddolnym społecznym poziomie. I wiele mitów i fałszywych obaw wmawianych od dekad przez Kreml Białorusinom – po prostu się rozwieje – przy okazji kompromitując i niwecząc manipulacje agentury wpływu Kremla. Pytanie, czy sternicy w Warszawie zdolni są do takiej długofalowej, cierpliwej i wyważonej uświadomionej polityki? Niestety, na razie widzę tylko akcyjne krótkowzroczne brylowanie w rządowych mediach jako wydumany “europejski lider demokratyzacji Białorusi” – które to życzeniowe “liderowanie” unijni eurokraci na stołkach przyjmują lekceważąco – bo “przecież Polska sama łamie demokrację”… Niczego nie zyskujemy w ramach UE – zaś dużo tracimy względem Białorusi.

  5. Zgadzam się z przedstawionymi tezami. Bezmyślne wspieranie protestów nie jest w polskim interesie. Ale nie widzę nikogo spośród polskich czynnych polityków, kogo podejrzewałbym o rozumienie twardej, realnej polityki zagranicznej.

  6. Warto się też zastanowić czy ostatnie nagłośnione medialnie zatrzymania “rosyjskich najemników” na Białorusi mających według Łukaszenki zdestabilizować proces wyborczy nie były ustawką z panem Putinem. Z jednej strony Łukaszenko dzięki nim pokazał głównie opinii zachodniej, że nie jest prorosyjski a z drugiej, co jest zauważalne w mediach Putin nie jest już o dziwo oskarżany o popieranie “krwiożerczego” dyktatora. Skutek jest taki, że Łukaszenko został przy władzy pomimo prób “ingerencji rosyjskiej” ( ale w trakcie zamieszek już polskiej i bodajże czeskiej ) a Putin wciąż jakby wbrew swoim planom 🙂 ma na Białorusi mniej czy bardziej przewidywalnego sojusznika, którym niewątpliwie nie byłaby wyborcza przeciwniczka Łukaszenki

  7. Polska nie ma nic do gadania i dawno zrezygnowała z polityki wschodniej. W UE zupełnie już nie ma sojuszy i posłuchu, czego najlepszym przykładem jest porównanie Majdanu na Ukrainie z tym co dzieje się na Białorusi dziś. Wtedy, zdaje się na Sikorskiego inicjatywę, do Kijowa lecieli prezydenci państw z UE, dziś na prośby Morawieckiego o “nadzwyczajny szczyt UE” dostajemy informację “później, może we wrześniu”…
    Tak więc Polska się w tej grze nie liczy, nie ma żadnego potencjału, i Łukaszenko o tym wie.
    Ze swoich wpływów w UE Polska sukcesywnie rezygnowała przez ostatnie 5 lat.

    Zabawne jest w oczach Zachodu to, że najpierw w Polsce policja bije nieprawomyślne LGBT (nie ważne jakie się ma opinie o nich, na Zachodzie uznaje się prawo do wyrażania swoich poglądów), zgarnia z ulicy nawet przypadkowe osoby (ktoś robił zakupy, jakiś zagraniczny turysta) i zamyka na 48 godzin grubo ponad 50 osób, “wychowując” je skutecznie na komisariatach przez prewencyjne kontrole osobiste, do naga, odmawiając uznania standardowych praw osobom zatrzymanym, oskarżając protestujących albo przypadkowych ludzi o “udział w zbiegowisku” licytowany do kilku lat ograniczenia wolności.
    A dzień czy dwa później ta sama Polska zwraca się do UE o jakieś reakcje, bo w Białorusi policja pałuje, zamyka, wyłapuje postronnych… w oczach Zachodu to co dzieje się w Polsce, a dzień później w Białorusi, wygląda nieco podobnie. Plus wiadome oskarżenia od lat o rozmontowanie uznanego na Zachodzie trójpodziału władzy i zamachu na praworządność. Już niektóre sądy w UE odmawiają wydania nam kryminalistów, bo są wątpliwości co do niezależności sądów.

    A teraz Białoruś, najwyraźniej sunie w kierunku Rosji. Może Rosja to inspirowała, wykorzystując trudną sytuację ludzi, i rozegra to na swoją korzyść. Już Putin pogratulował Łukaszence, a ten uznał że nie ma zamiaru powtórzyć losów Saddama Husajna, Ceaușescu czy Janukowicza. I idzie na ostro.
    Pokojowe demonstracje na Białorusi nic nie dadzą. Ludzie mogliby tych OMON-owców spacyfikować łatwo, bo tych są tysiące, a ludzi miliony. Ale musiałaby być determinacja i zero zasad. Czyli wiedzą kto służy w OMON, i nie walczą z nim na ulicach gdy jest w rynsztunku i ze wsparciem, tylko wyłapują prywatnie gdy ten rynsztunek zdejmuje. Przecież taki OMON-owiec nie jest z Marsa, ma mieszkanie, dom, rodzinę, chodzi po bułki. Szybko by tam go mogli dopaść, dom spalić, rodzinę pohańbić, a gościa zdefasonować. Czyli zastraszyć oddolnie. Ale tu by musiała być wola “na ostro” z obu stron. Szybko by się ten OMON sam rozwiązał, bo nikt by nie ryzykował, a ubezpieczenie majątku nie pokrywało. Po prostu ryzyko obrony Łukaszenki musiałoby być większe niż ryzyko z wycofania się. Ale chyba aż takiej determinacji po stronie ludzi na Białorusi nie ma. Więc Łukaszenko to spacyfikuje, a potem zwróci się o pomoc do Putina i będzie po niezależności Białorusi. No, chyba że Chińczycy będą alternatywą. Już przecież kupuje od nich sprzęt wojskowy, a nie tylko od Rosji (kupił na przykład chińskie kopie amerykańskich Hummerów).

    Jakby nie patrzeć, dla Polski czarno to widzę. Zerowe przebicie w UE, i za chwilę mamy rosyjskie dywizje pod Grodnem, i długą granicę z rosyjską armią.

    U nas tymczasem awansowano nowych kilkunastu generałów, bo jak wiadomo, nasycenie generałami pola walki to dziś najważniejszy atut w czasie wojny. Mamy ich chyba więcej niż USA. Wiadomo, że taki generał to taki szeregowiec z +100000 experience. Więc rzuci się do boju całe plutony generałów, i ruska armia nie zdzierży. Do tego kapelani wojskowi z czarami ofensywnymi i Putin pewnie się trzęsie.

    1. (…)Szybko by tam go mogli dopaść, dom spalić, rodzinę pohańbić, a gościa zdefasonować. Czyli zastraszyć oddolnie.(…)
      Pomysły tego typu są na prawdę… obrzydliwe. A jak ktoś na prawdę to rozważa to niech zasuwa do szefa służby więziennej i zaproponuje odstawienie na granicę wszystkich gitów.

      1. Normalna rzecz, jak chce się walczyć z dyktatorem okrutnikiem to kwiatki nie pomogą sorry. Ja na miejscu opozycji dodatkowo wyznaczyłbym nagrodę pieniężną za jego głowę, każdy kto by go zabił miałby amnestię od wszystkich swoich zbrodni (to dla członków establishmentu), utrzymanie do końca życia ordery, itd. Nie wiem też czemu Białorusini używaja samochodów defensywnie, a nie ofensywnie, zamiast rozwalać mury tarcz autami najlepiej ciężarowymi to oni budują z nich barykady. Co do zagrożenia rosyjskimi czołgami na granicy nie zgadzam się. RFN miał na granicy Układ Warszawski i jakoś kwitło. Polska jako kraj graniczący z Rosją na tak długim odcinku, byłby wręcz ważniejszy niż dzisiaj.

        1. Nieco to naiwne i jakby wyjęte z kiepskich powieści z rodzaju płaszcza i szpady. Nie ma porównania do sytuacji z czasów zimnej wojny. Wtedy zachód czuł się zagrożony i był zwarty a USA były realną siłą w Europie i niekwestionowanym przywódcą. A kwitło tylko po jednej stronie. Dzisiaj tzw stara Europa chciałaby osłabienia USA aby ubić deal z Rosjanami. Rosja przecież nie będzie walczyć z Białorusią tylko pokojowo tam wejdzie aby ich bronić na podstawie umów dwustronnych. Niezależnie od tego jakie siły na Białorusi wygrają tak się stanie. Zachód nie przełknie tej żaby? Jakoś Krym przełknął. Osetię Południową i Abchazję też. Ukraina podzielona? Czegóż to nie robi się dla pokoju. Neutralizacja Polski i sprowadzenie jej do bufora Rosyjsko-Niemieckiego leżącego w niemieckiej strefie gospodarczej jest jak najbardziej realne i do zaakceptowania przez starą Europę.

        2. Na Białorusi tak się nie da. Łukaszenka to przewidział i odseparował milicję od narodu. Tu wypowiada się Białorusin:
          https://www.kobieta.pl/artykul/wybory-na-bialorusi-czy-dojdzie-do-rewolucji-bialoruski-aktywista-modle-sie-juz-tylko-o-to-zeby-jak-najmniej-osob-zginelo

          “Na Białorusi milicja zawsze mieszka na osobnych blokowiskach, ich dzieci chodzą do osobnych szkół, rodziny milicjantów mają osobne szpitale. Dlatego Białorusini rzadko mają znajomych z milicji.”

          Ludzie musieli by ogarnąć całe takie blokowiska. Z drugiej strony, to też jest do przeprowadzenia. Pracownicy energetyki odcinają prąd, wodociągi wodę i kanalizację, z różnych stron pojawiają się pożary, i nagle takie milicyjne osiedle staje się strefą apokaliptyczną. A uciekających się wyłapuje.

          Łukaszenka stworzył system, gdzie jest grupa uprzywilejowanych siłowników, żyjących w enklawach (coś jaki kiedyś rycerstwo a chłopstwo, albo np. niemieckie dzielnice w okupowanej Polsce), którzy nie mieszają się ze społeczeństwem. Może nawet czują się poniekąd “innym gatunkiem”. Oni mają do stracenia ten swój status, i będą go bronić. Chyba że alternatywna do utraty statusu będzie straszniejsza.

          To starożytna metoda – zajmuje się jakiś obszar, wycina elity i tworzy swoje. Najlepiej wyciągając ludzi gdzieś z błota, i stawiając na wysokich stanowiskach. Ci ludzie wszystko zawdzięczają nowej władzy, więc bronią jej do upadłego. Podobnie robi dziś PiS, gdzie awansuje się niezależnie od kompetencji, na zasadzie “wierności” czy “swojaka”. Obsadza się wszystkie instytucje od góry i przyzwala łaskawie na nepotyzm przy obsadzaniu stołków niżej. Tworzy się nomenklatura mierna, ale wierna, która łupi (podatkami) niezorganizowaną tłuszczę, a jak ktoś próbuje protestować to się go pacyfikuje. Jak obsadzi się cały aparat siłowy i sprawiedliwości, to ma się narzędzia. Podskakujesz? Policja cię odwiedzi, prokuratura znajdzie paragraf (a jak nie to się coś podrzuci), sąd skaże, kolejna instancja przyklepie, a w więzieniu jeszcze stosownie przejadą się po tobie indywidualnie by wybić z głowy jakieś marzenia podskakiwaniu nomenklaturze. U nas widać ten mechanizm, klucz obsadzania na różne stanowiska. Misiewicz był rażącym przykładem, ale jest więcej. Ktoś był tylko wójtem, a dziś jest szefem największej spółki paliwowej. Ktoś był prowincjonalnym sędzią, a dziś przeskoczył dwa stopnie kariery. Ktoś był dziennikarzem w jakiejś podrzędniej gazetce, dziś siedzi w zarządzie spółki skarbu państwa. Ktoś był instruktorem narciarskim, dziś jest głównym dostawcą sprzętu medycznego dla państwa. Itp.

          Zmienić taki system bardzo trudno, bo są setki tysięcy obrońców. Ktoś został prezesem z nadania partii, ale ktoś niżej dyrektorem, jeszcze niżej kierownikiem, komendantem posterunku policji, sędzią w sądzie apelacyjnym, dziennikarzem w telewizji z pensją kilkadziesiąt tysięcy, dostawcą papieru toaletowego dla armii albo respiratorów do szpitali. Cała sieć powiązań. Wtedy potrzeba zwykle rewolucji a la francuska, by dyskryminowana tłuszcza zabrała się za te tysiące obrońców status quo.

      2. Te pomysły może są niemoralne, ale pewnie na taki OMON byłyby skuteczne. To co oni robią, to zaganiają tych ludzi jak wilki owce. Ludzi jest niby więcej, ale jak ktoś pokojowo nastawiony spotyka się ze brutalnym zbójem, to w życiu na niego nie wpłynie językiem przyjaźni i pokoju. Zbój rozumie tylko zbójecki język, a pokojowe propozycje traktuje jak oznakę słabości.
        To co robią szeregowi z OMON to jest czysty sadyzm. Jasny komunikat że nie ustąpią, a siłą zmiażdżą protestujących. Ci co mają służyć społeczeństwu traktują te społeczeństwo jak niewolników i bydło. Wygląda na to że ta rada byłaby skuteczna, gdyby ci niewolnicy wzięli sprawy w swoje ręce i odpłacili w dziesięciokroć swoim terrorem. A potem się wycofali i dali znać, że drugi raz pójdą na całość.

        To, szczerze mówiąc, byłaby taka forma demokracji bezpośredniej. Nie chcesz pełnić roli do której wynajęło cię społeczeństwo i chcesz nas zgnoić? Pomyliłeś się, to my zgnoimy ciebie, bo jest nas więcej. Ale na razie Białorusini chcą “pokojowo”. Tylko widać że to nieskuteczne wobec takiego przeciwnika.
        Tu by trzeba rzeczywiście odciąć prąd, wodę, ścieki od jednostek OMON. Rozkopać wyjazd z jednostek. Wybrać się do domów oficerów i spytać sugestywnie, czy chcą na pewno ryzykować wszystko co mają by pomagać Łukaszence. Walki nieuzbrojonych z uzbrojonymi na wprost skutecznie nie będą, ale taka masowa partyzantka pewnie szybko by zmieniła sytuację.

        Przecież dziś Łukaszenka nie ma nic do stracenia. On nie ustąpi. Albo straci miliardy prywatnego majątku, władzę i znajdzie się w więzieniu, o ile nie gorzej (im więcej brutalności zajdzie), albo utrzyma władzę za wszelką cenę, niezależnie od ilości ofiar.
        Latami budował nomenklaturę która ma lepiej niż ludzie, i chce bronić wspólnie swoich przywilejów. Stary sposób. U nas Kaczyński też mówił, ze nomenklatura jest wszystkim by utrzymać władzę. 1000 zorganizowanych i zdeterminowanych osób może zniewolić miliony.
        Łukaszenka musiałby wiedzieć że już przegrywa i dostać propozycję ewakuacji z zachowaniem części tego co ukradł. Albo walka do pokonania którejś ze stron.

        U nas też Kaczyński buduje swoją oddaną nomenklaturę, ludzi wyciągniętych z błota i postawionych X poziomów wyżej niż im kompetencje pozwalają, suto posmarowanych kasą, by ta nowa nomenklatura w godzinę próby nie wahała się. Stąd przyzwolenie na przewałki przy maseczkach, respiratorach, sponsorowanie braci i kumpli z państwowego budżetu, albo ze spółek skarbu państwa – powstaje nowa, wdzięczna nomenklatura. Dla niej dobrodziejem nie jest społeczeństwo które niby ją wynajęło, ale pan dobrodziej-Kaczyński z kumplami.
        I już u nas testują ile przemocy ludzie łykną, po kawałku przyzwyczajając do coraz większych dawek. I czy się nie będą buntować. I tego się zabroni, owego, zastraszy aktywistów, po kawałku. Łukaszenka też zabierał wolność po kawałku. A dziś mówi do nomenklatury “odwdzięczcie się chlebodawcy”.

        Stąd w UE takie wielkie oczy robią jak ktoś z naszych rządzących coś wspomina o naradach wobec Białorusi. W ich oczach nasze władze są bliżej Łukaszenki mentalnie niż kolegów z Francji, Niemiec, Holandii, Belgii… Stąd Litwa przejmuje inicjatywę w regionie, bo z Polską nie chcą gadać. Żeby nie dawać alibi na łamanie praworządności i sprawiedliwości u nas.

        1. O czym wy tu piszecie? Nie zdajecie sobie sprawy sprawy, że po obaleniu takimi metodami Łukaszenki Białorusią będzie rządziła mafia, a Polska będzie graniczyła czymś na kształt Kosowa czy Meksyku?

          1. Czy obecnie to nie jest jakaś mafia, z wąsatym ojcem chrzestnym na czele, i jego żołnierzami terrorem zastraszającymi zwykłych ludzi? Przez jakiś czas był jakiś niepisany “deal” że ojciec chrzestny udawał że lud go akceptuje, a lud udawał że się na to godzi. Gdy jednak lud chciałby go wymienić, mafia stwierdziła że pora zdjąć maskę i pokazać ludziom gdzie ich miejsce, zagonić jak barany do zagród, parę nieposłusznych baranów zarżnąć, resztę przerazić i nadal je strzyc.

            O tyle tą mafię akceptowaliśmy, że zaraz za granicą mieliśmy spokój, ojciec chrzestny trzymał swoich twardą ręką, powszechnie akceptowano tam mafijną strukturę, ale stref wpływów się trzymano. Niektórzy nawet podziwiali, jaki tam porządek. Niektórzy u nas nawet za takim rozwiązaniem tęsknią.

            Swoją drogą wprowadzamy takie rozwiązania po cichu. Testowane obecnie na małej grupie, za którą z założenia większość się nie ujmie. Też, ludzi którzy odważyli się coś zaprotestować, że jakieś prawa człowieka, zasady, profilaktycznie zgarnia się ostatnimi dniami na 48 godzin, na legalu, potem nachodzi się w domach i wypytuje sąsiadów. Oskarży się potem standardowo o “obrazę policjanta” gdzie 10 kumpli z pracy tego obrażonego potwierdzi że jak najbardziej, obrażano i znieważano. Oglądaliśmy to np. w “Drogówce” Smarzowskiego. Może to jeszcze nie Białoruś, ale metoda zastraszenia przez organy państwowe ta sama, tylko w wersji nieco bardziej light. Gostka który przebił opony w jakiejś ciężarówce wsadza się na 2 miesiące, pewnie poszczuje jakąś grypserą, wszystko na legalu.

            Dziś LGBT, jutro lekarzy, pojutrze nauczycieli, potem hydraulików, potem ciebie. Bo będziesz miał konflikt z jakimś lokalnym mafiozą z partii rządzącej, bo akurat będzie chciał np. postawić obok twojego domku wysypisko śmieci, bo to kasa duża. No to poznasz “dołek” przez 48 godzin, potem jakaś rewizja w twoim domu, potem “znieważenie funkcjonariusza”, aż się nauczysz być potulnym.

            A te przepisy co się przemyca pod postacią “tarczy antykoronawirusowej”? A to wsadzanie lekarzy za “błędy lekarskie”, czyli każda interwencja lekarska zakończona niepowodzeniem może być powodem do odwiedzenia więzienia lub utraty praw wykonywania zawodu. A to świeże zdjęcie odpowiedzialności za łamanie prawa, działające wstecz (!!!!), jeśli tylko łamie się prawo z flagą “antykoronawirusa” nad głową. Doraźnie ratuje się d… partyjnych kumpli, którzy kupowali maseczki bez atestów od znajomków po cenie razy X rynkowa, oraz zapłacili grube miliony za respiratory które nigdy nie dotrą (czyli de facto zajumano kasę państwową, czyli naszą).

            Czy to wszystko nie nie będzie mafia, w kraju nad Wisłą?

          2. Dla oligarchii przemoc to tylko sposób na utrzymanie władzy, a bandytów to sposób na utrzymanie, o ile nie styl życia… a zatem to są 2 różne rzeczy. A do tego osoby postronne rzadko kiedy mają podstawy się bać takich OMON’owców, a jak wpadniesz w oko bandyty to niemal zawsze masz przerąbane i to nawet gdy jesteś zagranicą.

  8. Wiem, że to zabrzmi bardzo pesymistycznie, ale moim zdaniem anschluss Białorusi przez Kreml jest nieunikniony. Asymetria możliwości Kremla na Białorusi względem reszty graczy jest jednak zbyt silna. To tylko odwlekanie nieuchronnego [co jednak powinniśmy robić ze wszystkich – bo to nam kupuje cenny czas na przygotowanie] – a nasza rzecz to własnie teraz ze wszystkich sił aktywnie wykorzystać pozostałe do anschlussu “okno czasowe”, wystawiać marchewkę Białorusinom, ile tylko można – otwierać granice i dawać alternatywną drogę – i co najważniejsze – dawać tę alternatywę w POWSZECHNEJ ŚWIADOMOŚCI Białorusinów. Białorusini są jeszcze rozdarci w świecie półsowieckim – dopiero wtedy, jak Kreml im po anschlussie pokaże realia “ruskiego mira” – dopiero wtedy tak naprawdę odwrócą się gremialnie od Kremla, a Rosję zaczną postrzegać jako okupanta. Moim zdaniem nie powinniśmy wspierać instytucjonalnie opozycję [to byłby “pocałunek śmierci” skrzyzowany z “niedźwiedzią przysługą” – bo potem po anschlussie wszelkie ofiary w ludziach podczas protestów i zamieszek zostaną złożone na nasze konto – a my staniemy się w oczach Białorusinów podżegaczami ich kosztem – zaś opozycja – będzie stygmatyzowana totalnie jako obca agentura] – natomiast ze wszystkich sił powinniśmy docierać do “szarego człowieka” na Białorusi. Dawać mu szanse na prace w Polsce, otwierać granice, budować wspólnie małe , ale bardzo liczne biznesy, wspierać upowszechnienie prawdziwej historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów – dawać im wsparcie w propagowaniu języka białoruskiego, kultury białoruskiej – ale i wspólnego dziedzictwa z czasów Rzeczpospolitej. Wybór powinien należeć do samych Białorusinów. Jeżeli tak będziemy postępować, to w oczach Białorusinów [po anschlussie] będziemy DUŻO LEPSZĄ alternatywą, niż Rosja. A wszelkie działania Armii Czerwonej na Białorusi i wciąganie Armii Białoruskiej przeciw Polsce – będzie napotykało bierny opór. Moim zdaniem dopiero po krachu “wielkiej strategii” Kremla, po wybuchu walk wewnętrznych w Federacji Rosyjskiej o władzę na Kremlu – dopiero wtedy zbierzemy owoce długofalowej polityki wsparcia Białorusinów. Prawdziwego wsparcia, a nie propagandowego “bla, bla, bla”. WTEDY sami Białorusini będą chcieli do Polski – tak jak kiedyś w XV w. mieszkańcy Zakonu Krzyżackiego [upraszczam nazwę] chcieli gremialnie do Królestwa Polskiego. A wtedy [przy głębokiej “smucie” Rosji] nasza siła wystarczy aż nadto – wraz z siłą Białorusinów, by stworzyć jakiś rodzaj unii gospodarczej – DOBROWOLNIE – wg prawdziwego układu win-win. Ale na to musi wiele wody upłynąć, a stare schematy myślenia, wpojone Białorusinom przez Kreml – muszą zderzyć się z rzeczywistością “ruskiego mira” – i muszą same się skompromitować.

    1. Ja też uważam, że trzeba otworzyć granicę dla uchodźców… tylko jest 1 problem, oni tam kompletnie nie kontrolują sytuacji z koronawirusem, co zresztą jest z najważniejszych przyczyn tego zamieszania. Co oznacza zassanie tego całego COVID’a conajmniej na Podlasie, a to już zwiastuje ostrą jazdę.

    2. Myślenie życzeniowe… Na razie to raczej widać krach tzw. Zachodu. Poza tym jeżeli miałoby dojść do jakichkolwiek walk wewnętrznych w Rosji to doszłoby do nich za rządów podpitego Jelcyna lub zaraz po jego śmierci a nie teraz, kiedy czy to się komuś podoba czy nie Rosja jest państwem dużo silniejszym

  9. “wspólnego dziedzictwa z czasów Rzeczpospolitej.” ???

    Te wspólne dziedzictwo to była eksploatacja kolonii. I RP, jej szlachta, traktowała wschodnie kresy jak kolonie. Jedne kraje miały kolonie za morzami, a I RP na wschodzie. Eksploatowano je ochoczo, szlachta a raczej magnateria, a miejscową ludność traktowano podobnie jak gdzie indziej murzynów. Pańszczyzna od niewolnictwa wiele się nie różniła. Chłop w I RP, szczególnie ten na kresach (prawosławny, nie mówiący po polsku) mógł być dowolnie zbity prze pana, zabity bez konsekwencji, córka jego mogła być przez pana zgwałcona (nawet było usankcjonowane prawo pierwszej nocy), cała rodzina sprzedana jak niewolnicy do innego szlachcica. Oj, nie bardzo to dziedzictwo pasuje.

    Jakoś tak potem, ani Ukraina, ani Litwa, a nawet Białoruś nie ciągnęły do związku z kolejnym numerem RP.

    “Wybór powinien należeć do samych Białorusinów. Jeżeli tak będziemy postępować, to w oczach Białorusinów [po anschlussie] będziemy DUŻO LEPSZĄ alternatywą, niż Rosja”

    Jeśli Białorusini zrzucą swoją dyktaturę, to wątpię by chcieli dobrowolnie trafić pod drugą, większą, putinowską. Na logikę, powinno ich ciągnąć do wolności i Zachodu.

    O tyle jesteśmy lepszą alternatywą o ile stanowimy część UE. Tak samo dla Ukrainy. Tam ludzie do UE ciągną, do lepszego życia, wyższych zarobków, mniejszej korupcji, państwa prawa, liberalnego podejścia do obywatela, lepszej infrastruktury, tolerancji (o ile są w stanie ją kulturowo zaakceptować). Polska, jako przykład akcesu wschodniego kraju do zachodniej wspólnoty była przykładem dobrej alternatywy do wschodnich autarchii, oraz w miarę udanej transformacji (jeśli chodzi choćby o wzrost poziomu życia). Polska jako taki bliski, dostępny “Zachód”, gdzie nawet mówią podobnie i w miarę zrozumiale.

    Ostatnimi laty jednak od tego modelu zaczynamy odbiegać. Państwo prawa staje się karykaturą, policja potrafi potraktować obywatela w klimacie białoruskim, tolerancja wyparowała, Zachód przestał być dla nas punktem odniesienia. Stąd obecna ofensywa polityczna Litwy w sprawie białoruskiego kryzysu.
    Skoro Polska przestaje być dla Białorusinów czy Ukraińców wzorcem, to przejmuje to Litwa.

  10. Gratuluje tekstu. Jak Pan Panie Krzysztofie ocenia sytuację u naszych wschodnich sąsiadów. Mam na myśli czy szykuję się ,,gorąca jesień”. Jak zareagują Rosjanie w sytuacji na Białorusi oraz czy Rosja uderzy na Ukrainę w związku z problemami wody na Krymie? A może w niedługim czasie można się spodziewać omówienia sytuacji na Ukrainie (tak jak Pan to czynił wobec np. Francji).

    1. W mojej ocenie, Rosja dąży do przejęcia Białorusi, by móc w przyszłości działać hybrydowo na państwa bałtyckie, szachować Warszawę oraz w ostateczności uderzyć z 3 stron na Ukrainę. To jest szersza perspektywa. To czy zajęcie Białorusi będzie już teraz, czy za rok tego nie wiem. Nawet nie wiadomo czy to się Rosjanom uda. Tu trzeba by mieć szklaną kulę 🙂 Niemniej myślę, że niestety, realizacja powyższego celu jest wysoce prawdopodobne i kwestią czasu.

      pozdrawiam
      KW

      1. A ma Putin zasoby na to obecnie? Jak Białorusini pogonią Łukaszenkę (o ile w ogóle) to Putinowi taki przykład demokracji nie bardzo w smak, bo może się obawiać że Rosjanom takie pomysły będą chodzić po głowie. Też długo rządzi… To chyba najbardziej przeszkadza Putinowi w tej białoruskiej awanturze. Jemu gładko poszła zmiana konstytucji, i wolałby chyba żeby gładko poszły Łukaszence tzw. wybory. Jak się okaże że lud może zrzucić cara, to zły przykład w świat idzie. Arabska wiosna też się rozpowszechniała jak zaraza.

        Z drugiej strony, teraz Białoruś słaba. Więc trzeba by ją połknąć. Ale siłą? Kolejna wojna?
        Najlepszą opcją byłby nadal Łukaszenka, ale taki co ledwo władze utrzymał i potrzebuje wsparcia. Im brutalniejszy, tym trudniej UE czy USA z nim rozmawiać, więc zostaje Putin i Chiny. Chyba nawet bardziej Chiny, bo tam w ogóle się nie szczypią, a w Rosji nadal jakieś pozory trzeba zachowywać. Chiny spacyfikowały Hongkong, mogą udzielić Łukaszence know-how. A Chiny usadowione na Białorusi, to prawie polska granica z Chinami. Taki chiński Obwód Kalinigradzki.

        Obecnie to się chyba może wahnąć w każdą stronę:
        – Łukaszenka out, demokracja rulez, Białoruś ciąży do UE/NATO wprowadzana tam przez Litwę
        – Łukaszenka out, ale osłabiona Białoruś układa się z Rosją
        – wojna domowa na Białorusi, Putin wpada tam z “bratnią pomocą” i zostaje
        – Łukaszenka win, ale osłabiony, przychodzi do Putina po pomoc, a ten montuje za pomoc bazy wojskowe pod polską granicą
        – Łukaszenka przygrywa, wspierają go Chińczycy, instalują się tam i otaczają Rosję, budują swoje bazy wojskowe a Rosja musi przejść na chińską stronę w sojuszu anty-USA, powstaje stabilny jedwabny szlak

        Jakieś inne opcje?

        1. Nic się nie zmieni. Protesty w ciągu tygodnia zostają wygaszone/spacyfikowane i wszystko wróci do sytuacji przed wyborami… Chyba koledzy zapominają, że Łukaszenko dysponuje jednak w swoim kraju sporym poparciem trudno zatem liczyć na jego odsunięcie w wyniku kilku manifestacji czy strajków. UE ma teraz co innego na głowie niż angażowanie się na Białorusi a tym bardziej USA przed wyborami i ze swoimi narastającymi problemami. Amerykanie ze bardzo też nie mają tam kogo finansować gdyż w przeciwieństwie do Ukrainy neobanderowców brak a i chyba nie ma kolejnej pani Nuland chętnej do rozdawania protestującym pyzów ze słoika jak to miało miejsce na słynnym Majdanie

          1. na razie się rozkręca, zaczynają strajkować zakłady:
            https://belsat.eu/pl/news/na-bialorusi-strajkuja-kolejne-fabryki-aktualizujemy-liste/

            A jak się mają do wydarzeń na Białorusi zaplanowane na jesień ćwiczenia 150 tysięcy żołnierzy? Mogą odwiedzić Białoruś z bratnią pomocą? Coś tak wywiad rosyjski chyba miał wyczucie, że wybory Łukaszence nie pójdą. Tym bardziej że ostatnio ropę od USA miał ściągać, chiński sprzęt wojskowy kupować… a teraz Łukaszenka może stracić stołek, jego konkurentkę wywieziono na Litwę (teoretycznie jakiś atut po stronie NATO), to może Rosja użyczy następcę?

            Z ciekawości, ile to baz Rosjanie dzierżawią od Łukaszenki? Zdaje się umowy miały się niedługo kończyć. USA zajęte wirusem i wyborami, Polska walczy z LGBT metodami OMON-u, a UE zajmuje dotknięta wirusem gospodarka. W Chinach powodzie. Putin ma wolną rękę.

      2. Niestety, z przykrością zgadzam się z Panem. Tak układa się sekwencje zdarzeń. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać brzmi. Czy realnie USA nas wspierają? Trzeba powiedzieć sprawdzam Amerykanom. Dajcie nam broń do obrony z Waszych magazynów, dajcie nam wsparcie pieniężne podobne do tego co dostawał Pakistan, Egipt – nie marzę o środkach i wsparciu udzielanemu Izraelowi. Trzeba sprawdzić ich intencje teraz, przy okazji Białorusi, bo potem dla nas będzie sytuacja z każdym ruchem Rosji gorsza. Trzeba widzieć, po konkretnym nas wzmacnianiu, że im zależy a nie tylko słowa, deklaracje, poklepywanie. My musimy realnie wzmacniać swój potencjał obrony, bo to nasz interes. USA zawsze może powiedzieć: sorry, wiecie rozumiecie Chiny…

  11. Niegłupia opinia, w sensie że ludzie na Białorusi nic nie zmienią, bo tu rządzą siły międzynarodowe.

    https://krytykapolityczna.pl/swiat/w-sprawie-bialorusi-zachod-jest-albo-bardzo-slaby-albo-strasznie-cyniczny-rozmowa-z-pawlem-kowalem/

    Rosja nie dopuści do rezygnacji ze swojej głębi strategicznej:

    “Samo wyrwanie Białorusi z rosyjskiej strefy bezpieczeństwa jest dla nich sprawą nie do pomyślenia. Rosjanie tkwią w archaicznym, terytorialnym myśleniu o bezpieczeństwie, np. pojęcie „głębi strategicznej” odnosi się u nich do fizycznej odległości od granic przeciwnika do Moskwy. No i właśnie Białoruś jest ich głębią strategiczną i trzeba by bardzo silnego Zachodu i bardzo osłabionej Rosji, by coś w tej kwestii zmienić. Tylko pamiętajmy jeszcze o jednym. ”

    “Teraz najbardziej sensowny dla Rosji jest wariant pacyfikacyjny, dlatego że chwilowo jest za późno na inne opcje. Protesty musiałyby się utrzymać co najmniej tydzień-dwa, żeby była szansa uruchomić negocjacje z Zachodem i proces ewolucyjnego odejścia ekipy Łukaszenki, a to nie jest dziś realne.”

    ” (…) na stole leżały trzy scenariusze.

    Pierwszy to „kolorowa rewolucja”, bardzo mało prawdopodobny z powodów, o których mówiłem. Drugi, to „kondominialne” zamknięcie konfliktu, które także wymagałoby od Zachodu poważnego zaangażowania i też wydaje się mało realne – abstrahując od naszych spekulacji na temat Cichanouskiej. Trzeci scenariusz to utrzymanie Łukaszenki za pomocą Rosji jako słabego przywódcy, holowanie go przez jakiś czas, dopóki nie powstaną polityczne warunki do zmiany.”

    Oraz tutaj:
    https://dziennikbaltycki.pl/ekspert-o-protestach-na-bialorusi-kiedys-nadejdzie-kres-lukaszenki-jednak-raczej-nie-teraz/ar/c15-15126955

    “Kluczowe dla Zachodu jest pytanie, czy z Łukaszenki można zrezygnować? Jest przecież doświadczenie Arabskiej Wiosny, gdzie bardzo szybko, wręcz pochopnie podejmowano decyzje o odsunięciu od władzy nielubianych przez ulicę dyktatorów. Zachód widzi dziś, jak to się skończyło – w Libii trwa wojna domowa, w Egipcie władzę sprawuje jeszcze gorszy niż za Mubbaraka wojskowy reżim, Syria jest w agonii, a Jemen w sensie instytucjonalnym, jako państwo, nie istnieje.”

    “Mamy też wariant ukraiński, bardzo niebezpieczny. Pamiętajmy, że na terenie Białorusi stacjonują wojska rosyjskie, które sprawują geostrategiczną misję kontroli nad tym buforowym państwem.”

    Czyli Łukaszenka jest na dłuższą metę spalony, ale może jeszcze porządzić. Jest wygodny na dziś i dla Rosji i dla Zachodu. No, chyba że wydarzenia pójdą w niespodziewanym kierunku, bo społeczeństwo wyrwie się z tych planów. Wtedy nieciekawie, bo Rosja nie odpuści Białorusi.

  12. Tak sobie czytam.. Zastanawiające jak wielu ludzi wierzy, że można ot tak sobie spontanicznie obalić system, i że potem to już tylko miód i mleko. Szczere niezadowolenie ludzi i pragnienie sprawiedliwości zawsze ktoś zagospodaruje. Ktoś kto ma pieniądze, interes, kanały wpływu na ludowych liderów, środki komunikacji, zespoły analityczne i organizację. Mamy swoją historię i powinniśmy to wiedzieć. Czy majdan ukraiński dodał poczucia godności zwykłym Ukraińcom i poprawił ich los? Tak, to jest przykre ale w tym wszystkim nikogo nie obchodzi czy Białorusini będą mieli demokratyczne rządy czy też nie. Swoją drogą demokratyczne rządy nie znaczą, że automatycznie będzie lepiej. Przeciwnie, może wrócić tęsknota do starych dobrych czasów, gdzie podział my-oni był klarowny. Zwłaszcza, że zarówno Łukaszenko jak i każdy inny będzie całkowicie zależny od Rosji. Jeżeli chodzi o geopolitykę to aktualnie nie ma innego liczącego się gracza w tym rejonie prócz Rosji. Teraz wszystkie karty w tej grze są znaczone. Ale też nic nie jest na zawsze (to nie znaczy, ze będzie lepiej). Jeżeli chodzi o Polskę, to nie mamy realnego wpływu. Nawet gdyby Rosja nieoczekiwanie się zapadła nie mamy elit, które potrafiłyby ten dar zagospodarować. Będziemy mieli jeżeli jakaś zewnętrzna sił nas do tego “zainspiruje”.

  13. Witam, ,
    czytam od dawna bloga p. Krzysztofa i cieszy mnie fakt, że widzi p. Krzysztof, że Białoruś jest polem na szachownicy. Gratuluję jednocześnie trafnych tez p. Georealiście – zgadzam się z Pana spojrzeniem.
    Pozwolę sobie na dodanie kilku uwag do Panów i pozostałych forumowiczów rozważań:
    1. Polska przespała i “przepuściła” okienko czasowe (cofnięcie Rosji), by wiązać wschodnich sąsiadów z nami; Białoruś/Białorusinów można było przyciągać do nas na wiele sposobów (przede wszystkim gospodarczo, społecznie, np. praca dla nich, udogodnienia do zamieszkiwania u nas, studiowania/stypendia).
    Nasza klasa polityczna to amatorzy, którzy uwierzyli, że historia się po 1989 roku skończyła!
    2. Odeszliśmy od kursu na UE, stawiając na USA w sytuacji, gdy USA przenoszą ciężar politycznego zaangażowania (zmiana pivotu) na Pacyfik. Rosja będzie potrzebna USA do balansowania Chin. Co zrobimy, gdy nagle obudzimy się, że Rosja za poparcie USA uzyska wolną rękę na obszarze postsowieckim?
    3. Już powinnismy działać na rzecz wzmacniania Ukrainy, bo w kolejnym kroku (po nieuniknionym anschlusie Białorusi), polem do zagrania przez Rosję jest Ukraina i będzie zapewne projekcja siły (po wejściu wojsk rosyjskich do Białorusi) i niestety rozwiązanie siłowe. U nas znów będzie zaskoczenie…
    Jakie jest Panów zdanie w temacie moich wniosków?
    Pozdrawiam
    Obywatel realista.

    1. Presja bezwzględnego realu opartego o siłę i interesy – zupełnie innego od słodkiego obiecankowego kółka wzajemnej adoracji, do którego wchodziliśmy w 2004 [do UE] pod hasłem “wszyscy ludzie braćmi są” – wymusi zmiany na sternikach. Pytanie tylko, czy zawczasu, czy dopiero na zasadzie akcyjnej szturmówki typu “kopanie studni do pożaru” – i czy nie za późno. Myślę, że dla osób, które chcą upowszechniać geopolitykę i ostrzegać przed krytycznymi zagrożeniami zmieniającego się świata – casus COVID-19 spada z nieba – jako swoista twarda “terapia szokowa” dla zanurzonych w błogim starym myśleniu, nastawionym na beztroską konsumpcję. Trzeba wprost mówić: “jak nie podejmiemy zawczasu zasadniczych działań – będzie nieporównanie gorzej, niż podczas COVID-19 i Wielkiego Kryzysu razem wziętych – a i to będzie dopiero przygrywka przed działaniami siłowymi – coraz bardziej zaawansowanej wielowektorowej wojny – na końcu kinetycznej”.

  14. Podstawowa rzecz – najpierw nie prowadziliśmy własnej polityki wschodniej wobec Białorusi [ale i Ukrainy] – bo zdaliśmy się na Zachód w kwestii przyciągnięcia tych państw – de facto także do Polski. Teraz popełniamy dokładnie ten sam błąd – zdając się na USA czy Brukselę. A powinniśmy sami kalkulować – i sami konsekwentnie działać długofalowo bez względu na USA i Brukselę i innych dalszych graczy [zwłaszcza Berlin i Paryż]- właśnie po to, by cały czas pokazywać, że to MY mamy największy wpływ na politykę regionu. Czyli podwyższając swoje “akcje” polityczne.

    1. Już należałoby zbudować strategię działań na najbliższą przyszłość a ta, wygląda na to, że “okoliczności zewnętrzne”, w których przyjdzie nam działać będą następujące:
      1. USA wychodzi powoli z kontynentu na Pacyfik, co wzmacniać będzie pozycję rozgrywającego “jądra UE” – Francja i Niemcy.
      2. Rosja przeć będzie w celu odzyskania terenów post-sowieckich (Białoruś, krok drugi Ukraina)- testując po każdym kroku reakcję USA i UE. Kraje nadbałtyckie do chwili, gdy NATO nie zostanie polityczną wydmuszką nie ruszą, gdyż to najbardziej ryzykowny krok.
      2a. Gospodarczo Rosja podniesie się, gdy wrośnie cena gazu i ropy a to akurat będzie mogła zrealizować – wystarczy podnieść ciśnienie na Bliskim Wschodzie (wystarczy mały konflikt Iranu-Arabia Sau. lub Iran-Izrael). Skok cen ropy i gazu i odbudowa budżetu Rosji z przeznaczeniem tych środków na zbrojenia.
      3. Kraje naszego regionu (PL, BI, UA) traktowane są przedmiotowo przez FR-DE, gdyż nie mają osobno “mocy” – militarnej, ludnościowej, gospodarczej, kulturowej, intelektualnej, co oznacza przy braku aktywności i przemyślanych działań marginalizację.
      4. Kraje takie jak: Czechy, Słowacja, Węgry będą orientowały się na jądro UE, konkretnie Niemcy, gdyż osiągać będą z tego korzyści gospodarcze.
      5. Następować będzie dalsza konsolidacja gospodarcza jądra Euro.

      Może ktoś z Państwa dopisze kolejne okoliczności/trendy już rysujące się, które będą widoczne w naszym otoczeniu?
      Obywatel realista.

    2. Prowadziliśmy politykę wschodnią polegająca na zainteresowani głównych graczy UE wschodem i wplecenia naszego rozumienia do głównego nurtu polityki zagranicznej UE. Efekt mizerny ale czy mógł być lepszy biorąc pod uwagę realia? Jesteśmy państwem z przestrzenią, którą są żywotnie zainteresowani nasi sąsiedzi. Póki jesteśmy gospodarczo i politycznie uzależnieni od Niemiec oraz słabsi militarnie od Rosji niewiele da się zrobić. Chyba, że znajdzie się zewnętrzna siła żywotnie zainteresowana wzmocnieniem i usamodzielnieniem Polski a w Polsce dojdzie do władzy opcja, która tego nie zmarnuje. Masz wiele racji co do tego, co powinno być. Jednak wyobraźmy sobie referendum z pytaniem, czy zwiększamy skokowo wieloletni budżet na politykę wschodnią niezależną od głównego nurtu UE aby spróbować przyciągnąć Mińsk w perspektywie pokolenia do naszej strefy wpływów, czy też “damy” każdemu jednorazowy bon na wakacje w Grecji, Portugalii czy gdzieś tam pod palmami ze szwedzkim stołem i darmowymi drinkami. Jaki będzie wynik? Albo inny zestaw – czy likwidujemy wszystkie 500plus i zwiększamy wydatki obronne, czy nie zmieniamy nic. Mam oczywiście swój typ. W każdym bądź razie wynik odpowie jaka jest kondycja społeczeństwa. Ja uważam, że jesteśmy zatomizowanym społeczeństwem nieufnym wobec siebie, swoich rządów i dążącym do indywidualnych celów, które przez to łatwo podlega manipulacjom i przeróżnym wpływom czy modom. Nie wzięło się to znikąd ale to już nie na temat.

      1. Znam tą odpowiedź tak, jak Pan. Smutne niestety, że zamiast wykorzystania nadwyżki uzyskanej z uszczelnienia VAT i CIT – 125 mld zł wg niektórych szacunków – rząd ją rozdał zamiast zastanowić się, jak najlepiej ją wykorzystać inwestycyjnie. Elektrownię atomową już mielibyśmy sfinansowaną. A tak… kasa rozdana, przyszedł kryzys i zadłużymy się na 100 mld + 100 poza budżetem na ratowanie firm.

        Teraz z innej strony…
        Gdybyśmy zaoferowali Ukrainie, przy ich i naszej coraz trudniejszej sytuacji, wspólne budowanie projektów tarczy opl (oni mają technologię i doświadczenie w budowie rakiet) oraz produkcji broni przeciwpancernej -moglibyśmy za transfer wiedzy rakietowe- wspierać ich chociażby dostarczając Spike lub wspólnie rozwijaną własną konstrukcję.
        Te dwa kluczowe programy byłby budowaniem asymetrycznego uzbrojenia wobec ich przewag w ataku rakietowym i pancernym. Do tego drony (mamy przecież dobre przykłady z rodzimego podwórka, np WB Electronics) dla artylerii i wojsk zmechanizowanych. Wspólne projekty, które dałyby nam korzyść obopólną… Kiedyś Koronę i Litwę także połączyło wspólne zagrożenie i widzenie korzyści we współpracy.
        Aż się prosi o to sytuacja międzynarodowa.

  15. Zamiast z naszej strony [i tylko z naszej – nawet bez Bałtów – dla pokazania “porządku dziobania”] rozmawiać bilateralnie z Łukaszenką NAJPIERW o otwieraniu granic, współpracy gospodarczej, uruchomieniu przepływów strategicznych – i zamiast budować nową sytuację takimi faktami dokonanymi – sami jak dzieci “pobiegliśmy do mamusi” w Brukseli i wywołaliśmy działania UE oparte w założeniu najpierw o sankcje. Czyli pozwoliliśmy, by Bruksela [czyli Berlin i Paryż] zastosowała korzystny dla Rosji i odstręczający Białoruś od nas – kij sankcji zamiast marchewki zbliżającego Białoruś i nas wiążącego interesu – i tym samym wpycha to Łukaszenkę w ramiona Putina – zamiast zbudować nasze zbliżenie i lewar i alternatywę dla Mińska na Kreml. Gdyby tylko otworzyć granice i zapewnić skokowe pakietem porozumień zwiększenie współpracy i wymiany – bez żadnych wielkich słów i deklaracji politycznych – sytuacja na Białorusi by się uspokoiła, bo ludzie na Białorusi by mieli i wybór i perspektywy. Mieli by wentyl bezpieczeństwa w Polsce – ekonomiczny i polityczny. A tak Łukaszenka [dociskany z Zachodu – z naszej nieprzemyślanej inicjatywy] – rozmawia z Putinem, przedtem robiąc sobie dobre pole do rozmów, uwalniając w geście “przyjaźni związkowej” 32 Wagnerowców do Rosji. Polecam: https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/bialorus/lukaszenko-rozmawial-z-putinem-o-zagrozeniu-jakie-bialoruskie-protesty-niosa-rosji/ Cóż – dobrymi chęciami piekło wybrukowane… Obawiam się, że Łukaszenka – po skalkulowaniu “ofert” na stole – zdecyduje się w końcu na BARDZIEJ KORZYSTNY DLA NIEGO deal z Kremlem, zostanie jego marionetką – jako powiedzmy dożywotni namiestnik. Powtórzę: niezawodnym testem prawdziwego układu sił i ośrodka władzy na Białorusi będzie obecność Armii Czerwonej – najpierw w bazach lotniczych, potem 1 Armii Pancernej Gwardii. Tego nie zakryje żadna maskirowka, nawet wielopiętrowa.

    1. Ciekawi mnie jeszcze jedna sprawa, kiedy i po jakich wydarzeniach zmieni się opcja DE w trwaniu przy jądrze FR-DE i wierze w projekt europejski. Czy upadek Białorusi a po nim Ukrainy przy jednoczesnym wyjściu USA z Europy będzie katalizatorem zmian w DE?
      Pogorszenie naszej sytuacji, już w kierunku dramatycznym, byłby upadek UE.
      Wówczas DE może zmienić opcję nastawienia na FR. Gdyby do tego doszła u nich opcja odzyskania ziem utraconych, nasza sytuacja stałaby się już dramatyczna. Po odcięciu naszej gospodarki od DE (wystarczy spojrzeć jaki % Import i eksport stanowi wymiana z tym krajem, jesteśmy politycznie i gospodarczo ugotowani. Zbliżenie wówczas DE-ROS i wypisz wymaluj zbliża się nasz koniec. Wydaje mi się, że to właśnie my wobec takiej alternatywy powinniśmy być najbardziej zainteresowani, by projekt europejski trwał jak najdłużej. Czy u nas w ogóle taki scenariusz jest brany pod uwagę w perspektywie 10 lat? Pytanie jak z Hamleta…
      Obywatel realista.

      1. Przecież dla PiS EU to największy wróg, większy od Rosji (w końcu ten Putin swój, tradycjonalista, anty-LGB, wybory wygrywa, re-rosjanizował media, opozycja trzymana w karbach). Nie lubimy oficjalnie UE, Niemców (zapłaćcie za II WŚ), Francuzów (uczcie się jeść widelcem), Holendrów (wiadomo – geje), i całego tego zachodniego liberalizmu i praworządności. Nie będą nam w obcych językach prezydenta wybierać!

        Konsekwentnie, krok po kroku, realizujemy swoją wersję polexitu. Teoretycznie bez przegłosowania przez obywateli (których urabia się anty-unijnie przez TVP) nie bardzo polexit możliwy, ale nasza władza może przeprowadzić faktyczny wypier-pol. UE się zintegruje wewnętrznie, pewnie na bazie strefy EURO (prawie już powszechnej z małymi wyjątkami), a reszta wyląduje na pograniczu UE które rozmyje się i przestanie de facto być dzisiejszą UE. Budżet będzie się przesuwać do strefy EURO, aż wypchnie się problematyczną i obcą kulturowo Polskę na życzenie jej własnego rządu.

        Coś mi się zdaje że ktoś uparcie realizuje rosyjski plan.
        Zamiast dążyć do federalizacji i takich Stanów Zjednoczonych Europy, z własna armią, centrum decyzyjnym, konkurencji dla USA, Chin i Rosji, Polska dąży do rozbicia UE. Zdaje się że trochę ludzi z PiS (Macierewicz choćby) ma jakieś szemrane powiązania rosyjskie.

  16. Panie Krzysztofie,
    myslę, że poczytny byłby artykuł na temat możliwości/szans/zagrożeń dla naszego kraju. Oczywiście w otoczeniu sytuacji zewnętrznej (rysujących się trendów). Gdyby do tego dodał Pan nasze silne /słabe strony moglibysmy pokusić się o zbudowanie alternatywnych strategii i scenariuszy dla naszego kraju w ciągu najbliższych 5-10 lat.
    Jestem przekonany, że dla Pana czytelników, taki materiał byłby ciekawy i mógłby wygenerować ciekawe polemiki. Jak Państwo sądzicie, warto by p. Krzysztof zebrał taki materiał o RP? Jeżeli tak, proszę o poparcie.

    Krzysztof S.

  17. Pisane z punktu widzenia interesów Kremla.
    1) Jak Polska może się czuć bezpieczna mając u boku satrapę, gotowego wpuścić rosyjskie czołgi pod Grodno lub Brześć?
    2) lub którego Putin może w każdej chwili wymienić na takiego, co na przejazd czołgów się zgodzi?

    Obie hipotezy z tekstu.

    Teza, że na czele Białorusi może stać tylko pomazaniec Putina podana bez żadnego dowodu (poza ogólnikami). No ale jak się na świat patrzy wyłącznie przez pryzmat “kto daje więcej”, to i wnioski na miarę rzeczy. Na Kremlu też wierzą, że ludzie wychodzą na ulicę tylko wtedy gdy im zapłacić albo nakazać. Tymczasem nie wszystkich można kupić. Nawet za górę złota.

    1. Białoruska armia jest całkowicie zintegrowana z rosyjską. Oficerowie chcieliby przejść na rosyjskie apanaże bo są korzystniejsze. Łukaszenka nie zgodził się na bazy ale i nie musi ponieważ w razie czego wszystkie bazy białoruskie stoją otworem, co pozwala skalować napięcie na granicy z NATO odpowiednio do potrzeb. Same demonstracje wynikają z braku perspektyw Białorusinów, którzy utknęli w kołchozie Łukaszenki. Jeżeli nie dostaną jasnych perspektyw, demonstracje wytracą impet i nie powstaną nowi przywódcy. Przyjdzie wielkie zniechęcenie jak u nas po wprowadzeniu stanu wojennego przez Jaruzelskiego. Polska powinna wykorzystać protesty i je wspierać aby trwały jak najdłużej (wykorzystując nowomowę europejską o demokracji, rządach prawa i prawach człowieka a także historię Solidarności w wersji west) w swoim interesie. To znaczy nie pozwolić aby problem Białorusi zszedł z tematu dnia, co jest na rękę głównemu nurtowi UE. Nasza dyplomacja powinna być bardzo aktywna, zorganizowana i skuteczna.

      1. (…)To znaczy nie pozwolić aby problem Białorusi zszedł z tematu dnia, co jest na rękę głównemu nurtowi UE. Nasza dyplomacja powinna być bardzo aktywna, zorganizowana i skuteczna.(…)
        Teraz dyplomację trzeba rozszerzyć o pewne aspekty militarne… Łukaszenka ogłosił manewry przy granicy Polski i Litwy, które oskarża o czynną wrogość, a to już jest sytuacja, w której występuje konieczność przeprowadzenia pokazu siły.

        1. Akurat pokaz siły militarnej Polski dałby argument Łukaszence do obwołania się “obrońcą wolności” Białorusi wg syndromu oblężonej twierdzy. Na dodatek opozycja na Białorusi została by obwołana jako “zdrajcy i sprzedawczyki” – a Tichanowska na Litwie – jako “prowodyr sterowanych z Zachodu wrogich Białorusi zamieszek”. Właśnie po to Łukaszenka przemieszcza siły na zachód nad granicę z Polską – by wywołać militarny pokaz siły ze strony Polski – który by uzasadniał kontrakcję wewnętrzną “dla ratowania Białorusi przed zdrajcami”. Przy okazji przemieszcza siły na Zachód – by dać czytelny sygnał gotowości do spacyfikowania sytuacji, gdyby mniejszość polska i sami Białorusini – sami otwarli granice – np. Brześciu – albo Grodnie. Coś a la obalanie muru berlińskiego – bo bliskość innego kraju jednak ośmiela mentalnie – i obniża próg masowego protestu – i śmiałości żądań. A to by mogło uruchomić domino zdarzeń, które wzrastając lawinowo w skali uczestnictwa – było by nie do opanowania przez resorty siłowe.

          1. Już teraz Łukaszenka twierdzi, że za zadymi stoją polscy prowokatorzy, zatem to nie będzie wielkiej różnicy… a co do naszych działań to chodzi mi o dobitne pokazanie, że będziemy się bronili przed próbami rozwiązywania problemów Łukaszenki na naszym terytorium. Na początek powinno wystarczyć alarmowe wzmocnienie straży granicznej i ogłoszenie dla lokalne WOT w stan pogotowia oraz wysłanie paru oficjeli na inspekcji do jednostek, które powinne się szykować do szybkiej reakcji i paru do inspekcji jednostek NATO’wskich i amerykańskich, gdziekolwiek one by nie były… choćby w Zgolrzelcu.
            Wymienione kroki stoją raczej nisko na drabinie eskalacji, ale jasno dają do zrozumienia, że nie wykluczamy eskalacji.

        2. Łukaszenka przejmuje narrację kremla bo walczy o życie. Demonstracja siły zostałaby wykorzystana propagandowo do tłumienia opozycji i niczego by nie przyniosła. To czas dla dyplomatów by wypracowali narzędzia do przedłużenia protestów i pokazania Polski jako siły pozytywnej – przyciągającej a nie odpychającej.

  18. Wybaczy Pan,nie chcę wchodzić w polemikę z komentatorami wielki szacun dla Georealisty ,a dla Pana to wielkie ukłony za teksty

  19. Nam kury szczać prowadzać, a nie zajmować, się polityką” to są słowa J. PiLsudskiego . Minęło 30 i co? a mamy pretensje do 18 lat pokoju ,rzymskie powiedzenie “chcesz pokoju ,szykuj się na wojnę ,a my?

  20. “Zamiast wyciągnąć Białoruś z rosyjskiej strefy wpływów, zostanie ona kompletnie zdana na łaskę Moskwy.”
    A może od początku o to chodzi?
    Rosja zarządała od U.S.A. właśnie takiej zapłaty w zamian za neutralność podczas mających wkrótce rozpocząć się większych konfliktów amerykańskich z Iranem i Chinami.

  21. Zastanawiająca jest słaba, właściwie żadna reakcja Waszyngtonu na wydarzenia na Białorusi. Wizyta Pompeo w Warszawie winna mieć swoje przedłużenie w Mińsku – albo przynajmniej w samej Warszawie winna zakończyć się mocnym, pozytywnie nastawionym [duża marchewka, mały kij ostrzegawczy] komunikatem końcowym do Łukaszenki i do Białorusinów, dla pokazania, że USA są graczem w regionie – i dla wsparcia [konstruktywnego] utrzymania bufora dla Wschodniej Flanki. Być może Waszyngton zmienił kalkulacje – uznał Białoruś za straconą – a ewentualne nieudane wysiłki USA by zostały niekorzystnie dla Waszyngtonu podbite w propagandzie Kremla [ale i rdzenia karolińskiego] jako dowód słabości USA w Europie. Zresztą – jest możliwa “wyższa roszada”- bo od pewnego momentu widać ochłodzenie na linii Kreml-Pekin – i Waszyngton może chcieć przyciągnąć Rosję [teraz są zresztą w USA bardzo mocne sygnały nawołujące do kolejnego “realistycznego” zbliżenia z Rosją] – zaniedbując i w istocie poświęcając “taktycznie” Białoruś. Naszym kosztem i kosztem całej Wschodniej Flanki państw zagrożonych przez Rosję. Moim zdaniem winniśmy wyciągnąć wnioski z zaniechań USA – Wschodnia Flanka Europy musi zorganizować się sama – bez USA – w istocie jako sojusz ponad NATOwski [bo choćby ze Szwecją i Finlandią]. By samemu dbać o swój interes geostrategiczny. Pierwszym krokiem winno być przystąpienie Polski do NORDEFCO – z Bałtami. I konkretnie określony podział zadań – dla uzyskania kontroli Bałtyku jako wspólnego dominium [militarnego i przepływów strategicznych]. Tu Polska na pewno musi wziąć na siebie neutralizację/likwidację A2/AD Obwodu Kaliningradzkiego – i jego aktywów [lotnictwo, rakiety, baza morska] i zapewnić trwały poszerzony maksymalnie korytarz do Bałtów – niezagrożony przez Obwód Kaliningradzki. Wtedy Skandynawowie mogą wesprzeć Bałtów morzem i powietrzem przez Zatokę Fińską – i zneutralizować Petersburg i jego A2/AD. I oczywiście zablokować w Zatoce Fińskiej flotę rosyjską. Natomiast wejście UK do poszerzonego NORDCENTRALDEFCO – to przesuniecie sił z biernej blokady GIUK na rzecz aktywnego wejścia do Arktyki – dla neutralizacji A2/AD Siewierodwińska. Ze wsparciem USA i II Floty US Navy – którą w tym celu reaktywowano w 2018. Zaś przystąpienie Ukrainy i ew. Rumunii do sojuszu – miałoby konkretny cel neutralizacji/likwidacji koalicyjnej rosyjskiego A2/AD Krymu. Te 4 strefy A2/AD to rdzeń rosyjskiej projekcji siły i podstawa zagrożenia ze strony Rosji względem Europy [jest jeszcze rosyjska A2/AD w Syrii i częściowo w Libii – ale neutralizację tych stref oddziaływających na Lewant i na śródziemnomorską Europę – bierze na siebie USA – przynajmniej na razie]. Lotnictwo i siły lądowe [ale i morskie] Rosji – po neutralizacji/likwidacji tych stref A2/AD – stracą możliwość efektywnego rozwinięcia i działań w stylu Blietzkriegu. Zaś koalicyjna siła by odwróciła sytuację na rzecz tej koalicji – na rzecz angażowania i rozpraszania sił Rosji na wielkim obszarze. W gruncie rzeczy na tym [neutralizacja A2/AD i wiązanie i rozpraszanie sił Rosji na wielkim pasie od Szpicbergenu po Constanzę] polega [przynajmniej konwencjonalna] SKUTECZNA strategia koalicyjna względem Rosji na Teatrze Wojny Wschodniej Flanki Europy – w tym na Polskim Teatrze Wojny. Notabene – w TAKIM układzie działań koalicyjnych Wschodniej Flanki Europy – wszelkie “realistyczne” dogadywanie się Berlina i Paryża z Kremlem – byłoby jasno łamane demonstracjami siły ze strony Koalicji. Marginalizując rolę Berlina i Paryża.

  22. Dla Rosji Białoruś jest brakującym elementem układanki dla ułożenia wzajemnie pokrywających się zasięgiem stref A2/AD – od Arktyki po Morze Śródziemne. Przy czym zgadzam się, że obecne wyspowe systemy klasy S-300/S-400 mają szereg ograniczeń – zwłaszcza co do rozpoznania i naprowadzania na dalekich dystansach. Czyli np. zasięg 400 km systemu S-400 to teoria – choćby ze względu na tzw. “cień radarowy”. Niestety – ta sytuacja odejdzie w przeszłość od 2023 – gdy Rosja zacznie wprowadzać pierwszy prawdziwie sieciocentryczny system antyrakietowy i plot S-500 Prometeusz [Promietiej]. Ten system będzie brał dane nt strefy odpowiedzialności ze wszystkich źródeł – od satelitów, przez drony rozpoznawcze [zwłaszcza HALE], przez “latające radary i sensory” jak A-50U i najnowsze A-100 , także “radary kwantowe” ROFAR [dedykowane na samoloty stealth, lidary, IRST, naziemne radary pozahoryzontalne, radary pasywne, multistacjonalrne, metrowe – czyli nastawione na detekcję samolotów stealth. Zasięg efektorów S-500 do 600 km. I ten zasięg będzie rzeczywistym skutecznym zasięgiem danej rosyjskiej strefy antydostępowej A2/AD. Co oznacza dla Wschodniej Flanki Europy – konieczność neutralizacji ciągłego, wzajemnie pokrywającego się pasa A2/AD od Arktyki [Siewierodwińsk] po Krym [a może i po Nadniestrze – bo taki skryty ruch instalacji tam A2/AD też możliwy]. W przypadku Polski mielibyśmy po anschlussie Białorusi nie tylko A2/AD Kaliningradu pokrywający z systemami S-500 swym zasięgiem kontroli real-time powietrze i powierzchnię praktycznie całej Polski – ale dodatkową A2/AD zainstalowaną na Białorusi – praktycznie by odcięła “przesmyk suwalski” i Bałtów – przy tym dublując zasięgiem pokrycia i kontroli Polskę – no i zgniatając w powietrzu i na ziemi Ukrainę od północy – razem z A2/AD na Krymie – a może i A2/AD w Nadniestrzu. Podkreślam: generalnie cała tzw. “wielka strategia” na Teatrze Wojny Wschodniej Flanki Europy – sprowadza się najpierw do neutralizacji/likwidacji przez koalicję stref A2/AD Rosji. Co moim zdaniem oznacza m.in budowę własnego pasa A2/AD – silniejszego od rosyjskich. Zaznaczam – tu nie chodzi tylko o efektory – moim zdanie ważniejsze jest wygranie wojny na oślepienie przeciwnika i rozkawałkowanie mu łączności. Jest to możliwe pod warunkiem zebrania potencjału całej koalicji i wybiórczego świadomego uzupełnienia aktywów technologicznych – np od USA [ale także od Korei Płd, Japonii, czy od graczy europejskich na poziomie konsorcjów/koncernów np. MBDA czy Eurosam czy Leonardo itp]. Podkreślam – wszelkie rozważania o roli lotnictwa i sił lądowych [czy morskich] są drugorzędne wobec kwestii A2/AD [neutralizacji/likwidacji] – i zyskania własnej asymetrycznej przewagi koalicji w widzeniu real-time i w projekcji siły – bo te stanowią REALNĄ GŁĘBIĘ STRATEGICZNĄ. Proszę zauważyć – jest zasadnicza asymetria strategiczna – koalicja wygrywa, jeżeli oślepi i wyłączy widzenie i projekcję siły Rosji – natomiast Rosja dla zwycięstwa musi podejmować działania ofensywne – gdzie koalicja ma przewagę asymetrycznej obrony. Czyli – gdy Rosja dla zajęcia terytorium wyprowadza np. wojska pancerne – to koalicja nie musi łożyć w czołgi – tylko zamiast zakupu 1 nowoczesnego czołgu – może kupić np. 100 kppanc – i zniszczyć nimi 50 czołgów nieprzyjaciela. Oczywiście upraszczam – bo potrzebne są jeszcze nosiciele i środki pozycjonowania celów – ale asymetria na korzyść broniącego się jest bardzo wyraźna. Tak samo w powietrzu – zamiast łożyć na samoloty – koalicja winna zbroić się priorytetowo w antyrakiety z funkcją plot – bo to da wielokrotnie większe straty nieprzyjaciela. I to nie tylko w postaci systemów naziemnych [rzecz jasna – mobilnych] – ale także z posadowieniem na wszelkiego typu nosicielach powietrznych – w tym na aerostatach HALE [bo te ostatnie dają ca 98% dyspozycyjność operacyjną]. To od strony konwencjonalnej – bo od strony “atomowej” potrzebne jest skuteczne zdeterminowane odstraszanie strategiczne – podnoszące poprzeczkę kosztów Rosji [w razie użycia przez Kreml atomu] do poziomu nieakceptowalnego. Tu kwestia i NATO Nuclear Sharing – i skaptowania i zaangażowanie [żywotnym interesem City] jądrowych sił odstraszania UK – ale i wszelkie ruchy na pozyskanie pod stołem głowic. I wspieranie Finlandii w jej programie “suwerennego pełnego łańcucha produktów atomowych” – od pozyskania na własnym terytorium uranu, poprzez przemysł przetwórczy, elektrownie atomowe – i dalszy przerób. Anschluss Białorusi to faktyczna “deblokada” Obwodu Kaliningradzkiego [który na razie jest okrążonym kotłem] – i zupełna zmiana na gorsze dla bezpieczeństwa Wschodniej Flanki Europy. Prawidłową odpowiedzią na anschluss Białorusi nie jest wzrost nakładów na siły lądowe czy lotnicze koalicji – ale na budowę pasa “kontr-A2/AD” – i na środki neutralizacji i zwalczania [zwłaszcza asymetrycznie korzystnie] rosyjskich A2/AD. W koalicyjnej synergii – z wzajemną wymianą technologii i innych zasobów. Na razie jest to nikłe we współdziałaniu [właściwie przyzerowe] – natomiast reprezentuje olbrzymi, na RAZIE niewykorzystany, potencjał do zbudowania siły skutecznej do obrony wobec Rosji – i do zasadniczej zmiany sytuacji strategicznej – także wobec rdzenia karolińskiego i obecnego statusu UE. Z punktu widzenia SWOT i kalkulacji koszt/efekt – najtańsza i najskuteczniejsza droga.

  23. Niestety – bierność USA względem Białorusi na pewno nie jest “przypadkowa”. Wg mnie są dwa główne scenariusze – 1. bieżące pokazanie “dobrej woli” do zbliżenia Waszyngton-Kreml a konto deal’u przeciw Chinom [do czego ostatnio w ramach “realizmu” mocno się nawołuje w Waszyngtonie] – 2. świadome pozwolenie na docelowy anschluss Białorusi [korzystny dla Kremla – już jako konkretny “dowód dobrej woli” USA] – czyli świadome pozwolenie na pogorszenie sytuacji strategicznej na Wschodniej Flance Europy – by tym bardziej uzależnić w zakresie bezpieczeństwa zagrożone państwa od USA. Czyli kłania się bezkosztowa strategia Waszyngtonu “kija i…kija”. Z obu powodów powinien być tworzony, rozszerzany krokowo NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK.

    1. To oznacza, że nie Polska, ale USA wepchną Białoruś w objęcia Putina – swym świadomym zaniechaniem i “daniem pola” Rosji. Rosja moim zdaniem Białoruś chętnie weźmie [a USA będzie udawało, że nic się nie dzieje] – ale Kreml przez zbytnie przekonanie o “przetrzymaniu negocjacyjnym” Waszyngtonu i przez zbytnia pychę – znowu Kreml zbytnio zawyży swoją cenę – i finalnie nie dojdzie do deal’u USA-Rosja przeciw Chinom. Pytanie, czy nasi sternicy w Warszawie ockną się WTEDY z obecnego bezmyślnego [dosłownie] i poddańczego kursu wobec Waszyngtonu [rzekomo korzystnego dla Polski] – czyli czy WTEDY ockną się wobec biernego oddania Białorusi Rosji przez USA – i czy zaczną być asertywni wobec USA – i w samodzielnym myśleniu co do wyboru strategicznej drogi – i zawierania sojuszy regionalnych – bez oglądania się na groźne pofukiwania i natarczywe sygnały z Waszyngtonu. Bo to będzie ostatni moment dla zmiany naszego kursu – bo od chwili anschlussu Białorusi Polska będzie miała nóż na gardle – i na żadne uleganie “wyższej” i “mądrzejszej” polityce USA nie będzie już zwyczajnie miejsca, gdy będziemy przyparci na krawędzi. Czas zrozumieć, że interes Polski jest dużo bardziej związany z interesem Wschodniej Flanki Europy – niż z USA.

      1. Pytanie do powyższego scenariusza brzmi: “dlaczego Kreml miałby przelicytować ponownie swoją cenę względem Waszyngtonu? – czyli dlaczego nie dojdzie do deal’u USA-Rosja przeciw Chinom?”. Są dwa powody: 1. przejmując Białoruś Kreml przesunie granicę penetracji Wschodniej Flanki Europy do poziomu krytycznego, pozycja graczy Wschodniej Flanki Europy w tym regionie [przy bierności USA jako lidera NATO – a PRZED samozorganizowaniem się w ramach NORDCENTRALDEFCO] – stanie się skrajnie niekorzystna wobec Rosji], czyli supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku będzie w optyce Kremla na wyciągnięcie ręki, a to spowoduje, że żądania Kremla wobec USA będą ZBYTNIO kalibrowane owym “kosztem alternatywnym” utraconej korzyści zbudowania własnego supermocarstwa euroazjatyckiego 2. oczywista jest asertywna [pod stołem] kontrakcja dyplomatyczna Pekinu względem Kremla, bo Pekin bardzo uważnie od 2011 śledzi ten region i za nic nie chce konkurencyjnego supermocarstwa euroazjatyckiego Kremla – ani nie chce sojuszu USA-Rosja, dlatego Pekin zrobi wszystko, by podwyższyć Rosji koszty sojuszu z USA, choćby robiąc masowe ćwiczenia wojskowe przy granicy z Rosją, łamiąc dotychczasowe “czerwone linie” stref wpływów w Azji Środkowej, zwiększając zaangażowanie w Europie Środkowej itp. – skutkiem tego będą znacznie bardziej wygórowane żądania Kremla dla “wyrównania strat” – prowadzące praktycznie do uzyskania REALNEGO poziomu Rosji jako partnera, a nie junior-partnera Waszyngtonu. A na to Waszyngton nie pójdzie – obawiając się, że w takiej sytuacji zbytnio wzmocniona Rosja – albo zrealizuje plan własnego supermocarstwa i zdetronizuje USA [i Chiny – ale dla USA byłaby to marna pociecha] – albo obróci się na Chiny – ale na korzystnych dla niej zasadach jako partner. Zresztą – podobną kalkulację [tylko “na odwrót”] prowadzi Pekin wobec Kremla. Moim zdaniem brak możliwości trwałego związania Rosji przez USA czy przez Chiny – zbytnie ryzyko obrotu – zbytnie ambicje Kremla – zbytnie koszty czy “marchewki” dla Kremla, ale i zbytnie koszty związania sił i USA i Chin [bo Chiny TEŻ muszą kalkulować Rosję jako wiążącą ich “power in being” – mimo pozorów przyjaźni] – to wszystko doprowadzi po analizie wg teorii gier i kalkulacji koszt/efekt – do wspólnego deal’u USA-Chiny – prowadzącego do marginalizacji Rosji – jako czynnika zbyt niepewnego, zbyt angażującego i zbyt destabilizującego “pole gry” obu supermocarstw. Czyli w sumie Rosja w kalkulacji obu supermocarstw okaże się “zbyt kosztowna” [wliczając w ten koszt także ryzyko obrotu na drugie supermocarstwo] i jednocześnie “za mało przydatna” jako gracz do skaptowania – nie mówiąc o zasadniczej groźbie dla obu supermocarstw – powstania trzeciego, SILNIEJSZEGO supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. To oznacza – że nie dojdzie ani do trwałego sojuszu strategicznego USA-Rosja, ani do trwałego sojuszu strategicznego Chiny-Rosja – natomiast dojdzie do taktycznego deal’u USA-Chiny dla marginalizacji Rosji – dla zwiększenia KONTROLI i STABILNOŚCI “pola gry supermocarstw” [i dla obniżenia kosztów związanych z obsługą gry z Rosją]. O rozszerzeniu tego deal’u o pakiet “Korea-Tajwan-Europa” już pisałem. Dla Chin będzie to także wyjście z obecnej sytuacji, gdy USA eskalują na Morzu Południowochińskim – i Chiny “tracą twarz” w oczach Azji – bo Chiny są wpychane na coraz wyższy poziom drabiny eskalacyjnej przez USA – i Chiny na razie muszą się godzić na asymetryczną dominację USA i nie mogą oddać kinetycznie [jak przewidywałem – wręcz Pekin zakazał tego siłom zbrojnym – i to zakazał OTWARCIE [a to już mnie mnie zdziwiło – widać, że sam Pekin obawia się zbyt krewkich własnych dowódców szczebla operacyjnego i z góry buduje asekuracyjną “linię oficjalną” dla odcięcia się od “oddolnej inicjatywy”]] – zakazał wszelkich działań kinetycznych wobec sił USA – bo uderzenie kinetyczne byłoby znakomitym pretekstem [casus belli] dla USA do ustanowienia blokady morskiej – prowadzącym do zaduszenia wzrostu Chin. W tej sytuacji nierównowaga odczytywanej przez Azję bierności Chin i inicjatywy i dominacji USA – na dłuższą metę jest nie do zniesienia dla Pekinu – bo rujnuje cała dotychczasową politykę wypracowania przewagi i dominacji na Morzu Południowochińskim [i nie tylko]. Wyjściem – i to z “zachowaniem twarzy” i z “nadrobieniem strat” jest deal USA-Chiny, w którym zostanie załatwiony cały pakiet “Rosja-Korea-Tajwan-Europa”. Obie strony będą przekonane, że wygrały strategiczna konfrontację o hegemonię. W przypadku Waszyngtonu będzie to radość przedwczesna – bo nie uwzględnią kontrakcji strategicznej Chin w postaci neutralizacji Indii – dla uruchomienia pochodu Pakistanu na zachód pod umownym, ponadpaństwowym sztandarem Atomowego Kalifatu – czyli budowy przez Pekin jednego strategicznego sojusznika z całego świata islamu [i rynku zbytu zastępującego Zachód – dlatego w deal’u z USA Chiny zgodzą się na przejęcie Europy przez USA – bo jej popyt [i generalnie popyt Zachodu] zostanie i tak z nawiązką zastąpiony przez popyt sojuszniczego świata islamu [1,5 mld ludzi] – no i w drugą stronę, Chiny zyskają niezagrożone lądowe i przybrzeżne dostawy węglowodorów i surowców – także z Afryki – ogólnie z Wyspy Świata.

  24. Pozornie niezwiązane z Białorusią – a w istocie dużo bardziej istotne długofalowo dla Białorusi , niż nasze wszelkie medialne “podskoki” MSZ i premiera w UE względem Bialorusi: Turcja ogłasza, że na Morzu Czarnym 100 mil morskich od miasta Zonguldak, odkryto najwieksze dotychczas złoża gazu – ok 320 mld m3. Eksploatacja ma być już od 2023. Polecam: https://forsal.pl/swiat/aktualnosci/artykuly/7803587,turcja-odkryla-najwieksze-w-historii-zloza-gazu-stanie-sie-eksporterem-energii-netto.html To oznacza uniezależnienie Turcji od Rosji w gazie i ogólnie w energii. Turkish Stream staje się niepotrzebny dla samej Turcji – a jako linia przesyłu do Europy – będzie konkurencją dla ambicji Ankary, która sama chce się stać eksporterem. To oznacza dalsze ochłodzenie na linii Ankara-Kreml – przez rozjazd sprzecznych interesów w grze o sumie zerowej. Jest wiele możliwych scenariuszy – Turcja może np. skalkulować, że nie opłaca się zadzierać i ryzykować i łożyć w kosztach konfrontacji o złoża cypryjskie, że mniejszym kosztem i ryzykiem uzyska większy sukces na Morzu Czarnym. Co by oznaczało konieczne wypieranie dominujących wpływów Rosji z Morza Czarnego. Przypomnę: w 2016 Szojgu oznajmił na Krymie, że to dzięki Krymowi sytuacja na Morzu Czarnym zmieniła się zasadniczo – na korzyść Rosji – że to Rosja dominuje Na Morzu Czarnym. Stąd m.in. od tego momentu bardzo wyraźne działania balansujące Ankary przez wspieranie Kijowa, wzajemną sprzedaż techniki wojskowej. Teraz to się prawdopodobnie [co szacuję na ca 80%] jeszcze bardziej wzmoże – a większe poparcie Turcji dla Ukrainy [i większe związanie sił Rosji na Morzu Czarnym – ale i pogorszenie sytuacji kontyngentu rosyjskiego w Syrii – bo przecież Turcja kontroluje przesył zaopatrzenia przez Bosfor] ma przecież silny wpływ na Białoruś – na presję i zaangażowanie Kremla wobec Mińska. Tu aż się prosi o współpracę Polski z Turcją i Ukrainą – by wywierać REALNY wpływ na sytuację w regionie [zamiast jak dotychczas wygłaszać życzeniowe idealistyczne DEKLARACJE bez narzędzi realizacji – co prowadzi do ośmieszenia Polski w realnej polityce] – oraz by rozpraszać siły Rosji za pomocą innych graczy [umownych, czy formalnych koalicjantów]. Tyle, że zapewne znowu posłusznie [i bezrefleksyjnie] poświecimy nasz żywotny interes polityczny i bezpieczeństwo – w imię interesów i polityki USA – które z Turcją mają na pieńku… Tak kontynuując – Turcja w modelu większego zaangażowania na Morzu Czarnym i skupienia się na eksploatacji tamtych złóż gazu – mogłaby zdeeskalować przynajmniej “konflikt o złoża” z Cyprem, Grecją, Izraelem – zyskując na tym bonusy – od przerzucenia zwolnionych aktywów militarnych na Morze Czarne – po zyskanie “pozytywnego” lewara negocjacyjnego do deal’u z USA – nie mówiąc o współpracy regionalnej, czy choćby ekonomicznej. Oczywiście jest to model racjonalny – aczkolwiek w przypadku Erdogana względy nazwijmy “mocarstwowo-ideologiczne” [wg koncepcji restytucji ottomańskiej strefy wpływów] wcale nie muszą prowadzić do racjonalnej decyzji o deeskalacji na Morzu Śródziemnym…

  25. Szanowni forumowicze,
    dodam zachęcony wypowiedziami Waszymi poniżej artykułu p. Krzysztofa kilka spostrzeżeń/uwag.

    Stawiam tezę, którą chętnie obronię:
    Gdy wieją wiatry wyższego rzędu lub działają siły wyższego rzędu (moje autorskie określenie) przeciwstawianie się im jest bardzo ryzykowne.

    Tłumaczę o co chodzi na przykładzie. Gdy w mieście są rozruchy nie ma znaczenia czy prawidłowo jedziesz ulicą, bo zamieszki zaburzają prawidła ruchu na drodze w mieście i gdy przyjadą osiłkowie to zabiorą Ci rower; gdy jest wojna domowa w kraju na znaczeniu traci spokój w mieście lub regionie i tak siła wyższa zaburzy spokój w tym rejonie; gdy jest wojna między mocarstwami to mały spokojny kraj zostanie nią dotknięty choćby był bardzo spokojny i ułożony, o ile będzie w kręgu zainteresowań mocarstw; gdy przyleci siła obca z kosmosu bez znaczenia staje się porządek/spokój na kawałku naszego globu i tak wiatr kosmosu nas dosięgnie; gdy nadleci kometa/ inne ciało niebieskie i będzie uderzało w Ziemię upada spokój na naszej planecie.

    Z pewnością dostrzegacie Państwo zależności; siła wyższego rzędu zaburza spokój na niższym poziomie.

    I teraz odniesienie do naszych rozważań. Zamieszki na Białorusi nie miałyby znaczenia, gdyby nie pękał układ sił na świecie między mocarstwami- skokowe słabnięcie USA (kryzys 2008, permanentny deficyt w tym kraju; rosnąca rola Chin) powodują ruchy tektoniczne na poziomie mocarstw (siła wyższego rzędu) zatem nawet gdybyśmy siedzieli cicho zajmowali się gospodarką i tak to nas dotknie i zaboli. Rosną Chiny, które skupiają uwagę USA (już USA nie może otwarcie wysłać samolotów, zbombardować ich i zrobić “porządek” ogłaszając, że łamali tam prawa człowieka. Z cienia wychodzi Rosja, która widzi, że może pozwolić sobie na więcej. USA nie ma już sił i ochoty na bycie w Europie; koncentruje się na obszarze wokół Chin, wycofując powoli swoje wojska z naszego regionu (nie ma znaczenia jak nazwą te ruchy, ten pobyt dodatkowych wojsk w Eur. Śr-Wsch.) liczą się tylko gołe liczby i ruchy (zapomnijmy o słowach polityków). Przecież gdyby USA były zainteresowane powstrzymaniem Rosji na naszym terenie, to wystarczyłoby przebazować baterie plot na teren Polski, wzmocnić lotnictwo u nas a do Niemiec przesunąć siły pancerne i zmechanizowane. W myśl zasady, kto największemu osiłkowi na dzielnicy zabroni. Rosja? Pogadają, pokrzyczą, że łamanie traktatów i co zrobi? Rozpocznie wojnę nuklearną? Oczywiście, że nie, bo nie potrafi się przeciwstawić takiemu ruchowi. Lecz problem jest inny, USA nie jest tym zainteresowane – oni idą na Pacyfik, bojąc się utraty wpływów kosztem Chin. Czy wypełnia tą lukę w naszej części świata UE? Nie. Bo Francja i Niemcy nie są gotowi na taką rolę. Owszem oni będą musieli zacząć odgrywać taką rolę i nawet nie dlatego, że chcą. Zwyczajnie sytuacja zaczyna to wymuszać. Małe kraje zaczną orientować się na jądro UE, bo same nie potrafią sobie poradzić z sytuacją wiejącego wiatru wyższego rzędu. I teraz my. Czy mamy potencjał/tak silne strony (geograficznie, gospodarczo, społecznie, militarnie) by ustanowić własną strefę bezpieczeństwa, gdy Rosja zaczyna siłą sprawdzać granice dopuszczalnego przesuwania swoich granic i wpływów. Śmiem twierdzić, że nie (zapewne wywołam tym stwierdzeniem burzę wśród czytelników bloga p. Krzysztofa).
    Białoruś ma jeszcze mniej do powiedzenia – ona jest tylko polem na szachownicy (swoją drogą szkoda Białorusinów).
    Takie są pozycje wyjściowe w tej fazie rozgrywki. Na razie rośnie znaczenie Rosji, Francji i Niemiec (obecnie w tandemie).

    Zanim wejdziemy do gry: aktywnie lub będziemy spierać po cichu kraje naszego regionu lub będziemy kompletnie bierni (wzrastając gospodarczo w tym czasie) to już nasze decyzje, które powinny wynikać z naszych rachub i scenariuszowego rozgrywania gry.
    To z każdym miesiącem bardziej przypomina grę w szachy, gdzie pionkami, figurami są poszczególne kraje… Rosja przy ich chęci używania siły militarnej do działań to hetman, Francja z Niemcami to wieża (pytanie czy faktycznie a może tylko goniec), a my?

    1. Polska wg “doktryny Bartosiaka” winna uzyskać przewagę przynajmniej nad jednym z graczy – Niemcami lub Rosją. Sami takiej siły nie mamy. Rozwiązaniem jest działanie koalicyjne. Nie w ramach NATO – bo tam USA całkowicie zgniata naszą samodzielną politykę. Ani tym bardziej w ramach UE – zdominowanej przez Berlin-Paryż. Dlatego promuję sojusz Polski z NORDEFCO. Razem z Bałtami. Sojusz twardych interesów – państw jadących w kwestii bezpieczeństwa strategicznego “na jednym wózku”, które mają skrajnie przeciwne DŁUGOFALOWE podejście, niż Kreml, Berlin czy Paryż. Gdzie sojusz wojskowy od razu ma przełożenie w bliską współprace regionalną. Kluczem jest Bałtyk – jako domena przepływów strategicznych [w tym ekonomicznych] do opanowania przez ten sojusz. Co więcej – gdy Bartosiak ostrzega, że za rok możemy być w sytuacji przymusowej – do montażu z Ukrainą blokady pomostu bałtycko-czarnomorskiego, zupełnie inaczej by wyglądało montowanie takiego sojuszu, gdyby Kijów rozmawiał z Warszawą – ale Warszawą reprezentującą siłę NORDCENTRALDEFCO. Nawet skaptowanie choćby jednego z graczy V4 [np. Słowację – bo na Węgry i na Orbana nie liczę mimo jego retoryki – Węgry wyraźnie wiążą się z Berlinem – co widać choćby po zakupach dla armii – zresztą choćby interesy niemieckich koncernów motoryzacyjnych na Węgrzech swoje robią] – takie skaptowanie np. Słowacji też by sytuację poprawiło do rozmów z Kijowem – oczywiście skaptowanie przed rozmowami z Kijowem. A wtedy zapewne i Rumunia by doszła do tej Koalicji Europejskiej – choćby po to, by mieć realny wpływ i na Ukrainę i na Słowację. Kluczem są interesy – bezpieczeństwo strategiczne – oraz wymiana gospodarcza w regionie. Oraz łączny potencjał ekonomiczny, technologiczny, militarny i demograficzny. I rozpraszanie sił Rosji na długim odcinku. Oraz realne odcinanie Berlina i Paryża od Kremla. Proszę zauważyć – każdy z tych ruchów rozszerzania NORDEFCO ma swoje twarde interesowne uzasadnienie wg “win-win” dla uczestników. Myślę, że po dołączeniu Ukrainy i Rumunii – koalicja miałaby już taki “ciężar gatunkowy” – że jej propozycja stania się bazą do obsługi dla City – miałaby sens. UK by weszło ponownie do Europy – ale z ominięciem Niemiec i Francji. I mając żywotne interesy – i ciągłość geostrategicznego “wspólnego łańcucha siły” od GIUK po Morze Czarne – siła rzeczy – nawet bez żadnych oficjalnych deklaracji Londynu – dla Kremla byłoby jasne, że strategiczny jądrowy arsenał odstraszania byłby w zdeterminowanych rękach. Czyli Kreml – dla którego odstraszanie strategiczne Paryża nie jest żadnym problemem, ani zagrożeniem [co Macron zaakcentował w lutym aż do przesady] – miałby przed sobą “twardego zawodnika” – City kierujące UK – “zawodnika” zdeterminowanego do obrony swojej strefy żywotnych interesów. Co więcej – efektem przyłączenia się UK do NORDCENTRALDEFCO – byłoby skaptowanie kilku kolejnych graczy – powiedzmy Chorwacji dającej dostęp do Adriatyku, być może Mołdawii, może nawet Węgier, które pragmatycznie by wolały się obrócić na silniejszego – ale największą ewentualną wygraną byłoby wtedy skaptowanie Italii. A i rozmowy takiego NORDCENTRALSOUTDEFCO+UK z Turcją – miałyby zupełnie inny, POWAŻNY i merytoryczny charakter. Choćby [to minimum] dla wspólnego powstrzymywania Rosji na Morzu Czarnym. W takiej sytuacji nawet Grecja byłaby co najmniej “sprzyjająca” temu sojuszowi europejskiemu. Obecnie państwa Wschodniej Flanki Europy – nie tylko Polska – są zasadniczo w letargu – wspierają się na gasnącym i bardzo wątpliwym NATO [art.5 jest praktycznie nie do wyegzekwowania wobec obstrukcji Berlina], wspierają się na sojuszach bilateralnych z USA – de facto realizuje to ZASADNICZO interes strategiczny USA – a tylko w mniejszym stopniu państw zagrożonych przez Rosję – państw, które teraz są w istocie zatomizowane – przez politykę “jądra karolińskiego” – ale i przez politykę USA. Tylko Skandynawowie zbudowali NORDEFCO – i ten sojusz jest moim zdaniem perspektywicznym “jądrem krystalizacji” dla aktywnych zmian – dla budowy kolektywnej nowej siły w Europie – siły, która zabezpieczy swój własny zgodny interes. Tu w Europie – w zagrożonym regionie.

      1. Ktoś może zapytać: “dlaczego NORDEFCO jest warte, by do niego dołączyć?”. Powody geostrategiczne są oczywiste – generalnie chodzi o opanowanie Bałtyku, stworzenie z niego “mare nostrum” dla scalenia graczy – i to jest realna droga do utrzymania Bałtów, którzy zamykają Zatokę Fińską od “południa” – a utrzymanie Bałtów jest realne właśnie dzięki dostawom przez Bałtyk [zwłaszcza Zatoka Fińską]. Podstawa to zduszenie A2/AD Kaliningradu i Petersburga. A to niemożliwe bez Polski i NORDEFCO. Dla NORDEFCO utrzymanie Bałtów to trzymanie Rosjan w niekorzystnej sytuacji defensywnej w dwóch enklawach morskich [kotła Kaliningradu i “występu” Petersburga]. Dlatego Skandynawowie tak wspieraja Bałtów. Ale utrzymanie Bałtów wymaga likwidacji A2/AD i aktywów Kaliningradu i generalnie zajęcia Obwodu Kaliningradzkiego [wtedy wąski 80 km “przesmyk suwalski” przestanie być “wąskim gardłem” wsparcia lądowego Bałtów przez Polskę] – a to [i likwidacja Obwodu Kaliningradzkiego i jego A2/AD] bez Polski jest niemożliwe. Zaś w druga stronę – Polska nie ma możliwości zdławienia A2/AD Petersburga – za to NORDEFCO tak – o ile Bałtowie się utrzymają. Jak widać – połączony sojusz “NORDEFCO + Bałtowie + Polska” tworzy podwójną synergię. Ale ktoś zapyta: “czy NORDEFCO wykaże odpowiednia determinację względem Rosji?” – bo bez tego sojusz będzie wart dla nas tyle, co domek z kart. Skandynawowie trzymają się i wspierają razem wobec “wschodniego niedźwiedzia” od Wojny Zimowej. Podczas zimnej wojny Rosja sowiecka kumulowała napór na Finlandię, która w wielu sprawach była dla Kremla strefą bardzo mocnego wpływu – stąd powstał termin “finlandyzacja”. Ale od 1991 do 2014 – wiele się zmieniło. Gdy po Krymie Rosja zaczęła napór na Skandynawów [incydenty naruszania przestrzeni powietrznej i morskiej] – Finlandia porzuciła swoją dotychczas uległą politykę zimnowojenną. Gdy tropiła rosyjskie okręty podwodne – używała ładunków małej mocy dla “wypłaszania” intruzów. Tego podczas “zimnej wojny” Finlandia nie robiła. A zapewniam – hałas w zamkniętej przestrzeni okrętu podwodnego od takiego ładunku – jest potworny psychologicznie – mimo, że okrętu raczej nie uszkodzi. Napór “demonstracji siły” Rosji wywarł skutek odwrotny do zamierzonego – NORDEFCO zamiast się rozpaść [a Finlandia zamiast ponownie się “sfinlandyzować”] – to NORDEFCO się scaliło. Finlandia zdecydowała się na dość ofensywny projekt Patrol2020, na program HX [nowych myśliwców – ok 64 sztuk], dokupiła od Holendrów ponad 100 Leo 2 A6NL, zwiększyła zakres służby wojskowej. Co najważniejsze – zdecydowała się na program jądrowy w oparciu o własne kopalnie uranu i własny przemysł przetwórczy – rzcz jasna w “celach pokojowych”. A to oznacza, że Finlandia i w ramach NORDEFCO i w ramach złotego sojuszu z USA – chce osiągnąć znacznie wyższy status jako gracz. Na Kremlu traktują to jako otwarte rzucenie rękawicy “tradycyjnemu” układowi sił z czasów “zimnej wojny”. Biorąc pod uwagę intensyfikację nowych programów zbrojeniowych Szwecji, przywrócenie poboru, przywracanie baz zimnowojennych, ale i i złoty sojusz z USA, ale także determinację Danii w Arktyce [chodzi głównie o Grenlandię – istotny element GIUK – stąd groźby atomowe Kremla pod adresem Danii] – ale i determinację Norwegii [Szpicbergen, złoża na Morzu Barentsa] – NORDEFCO prowadzi [owszem – z oparciem USA i UK – to tym lepiej] dość samodzielną, a co ważniejsze , twardą i zdeterminowaną grę przeciw presji Rosji. Dlatego NORDEFCO jest jako sojusz graczem poważnym – i moim zdaniem długofalowym – wartym dołączenia do niego. Szwecja kupuje Patrioty, zwiększa flotę i lotnictwo – ale i wojska lądowe. Ok. 2026 Norwegia będzie miała w linii 52 F-35A, a Dania 27 F-35A. A to [wraz z pomocą Royal Navy i US Navy – i ich aktywów – w tym lotniczych – oznacza [przy trzymaniu GIUK i aktywnej penetracji Arktyki] – duży problem dla Rosji. W tych warunkach – konfrontacji NORDEFCO+UK+USA [i jeszcze Kanady] w Arktyce – sami Skandynawowie [i USA i UK] będą zainteresowani zabezpieczeniem “teatru działań” od południa – czyli na Baltyku. I dlatego właśnie sojusz z NORDEFCO ma sens – a zaangażowanie USA i UK dla wsparcia Polski i Bałtów – dużo pewniejsze, gdy USA i UK chcą aktywnie zwyciężyć konfrontację w Arktyce. Polska czy Bałtowie jako państwa NATO nie są atrakcyjne dla USA i UK, by je wspierać. Natomiast jako sojusznicy w grze o Arktykę – TAK. Dla nas bonus będzie przy okazji taki, że uzyskując panowanie na Bałtyku i odepchnie cie z akwenu Rosji i jej A2/AD – uzyskujemy “wolne pole” przesyłów strategicznych Bałtykiem [ale ii most powietrzny przez Skandynawię nad Bałtykiem]. Czyli nie musimy już patrzeć na dobrą [czy raczej złą] wolę Berlina – z udostępnieniem Niemiec dla wsparcia i zaopatrzenia. Oczywiście Bałtyk jest specyficzny – moim zdaniem transport morski zaopatrzenia i wsparcia dla Polski [i tym bardziej dla Bałtów] musi być oparty o dużą liczbę małych, szybkich jednostek transportowych, operujących z załadunkiem i wyładunkiem w trybie “plaża-plaża” – bez portów-pułapek – na dużej linii brzegowej – w rozproszeniu. Takie jednostki – umowne mini-Diugonie – winny mieć prędkość 30+ wezłów i nośność ca 80 ton [by przewieźć ciężki sprzęt – np. pojedyńczego umownego sieciocentrycznie wpiętego, dopancerzonego aktywnie i przezbrojonego w armatę 130-140 mm M1A3 Super Abramsa itp.] – winny mieć rampę załadunkowo/wyładowczą [jak jednostki desantowe], małe zanurzenie, oraz zasięg pozwalający w jedną stronę na szybki rejs UK-Polska, lub przynajmniej Sund-Polska [przy potraktowaniu Duńczyków i Norwegów jako “pośrednie stacje przeładunkowe” po obu stronach Sundu]. Ale to wszystko w zakresie “sprofilowanego funkcjonalnie” sprzętu [a to tylko przykład] miałoby dopiero sens na końcu – dopiero po wejściu Polski z Bałtami do NORDEFCO – i dopiero po ustaleniu z graczami, za co kto odpowiada, jakie zadania bierze na siebie, jakie strefy odpowiedzialności, by razem przejąć kontrolę Bałtyku. Jak pisałem – zadanie Polski to likwidacja A2/AD i aktywów Obwodu Kaliningradzkiego – zaś NORDEFCO by zlikwidował A2/AD i aktywa militarne strefy Petersburga. Do USA i UK by należała przynajmniej neutralizacja A2/AD Siewierodwińska. Moim zdaniem starania o wejście Polski z Bałtami [oczywiście po “dogadaniu się” całej czwórki] do NORDEFCO – winny być już teraz sygnalizowane – i przedstawiane w korzyściach “win-win” – także wobec USA i UK – szczególnie odnośnie znaczenia dla konfrontacji w Arktyce. Bo gdy Rosja dokona anschlussu Białorusi – wtedy pozycja Bałtów stanie się rozpaczliwa – dlatego warto działać, przedstawiać korzyści ‘win-win” i przygotować się i scalić ZAWCZASU. Niestety – na razie nasi sternicy jak dzieci we mgle – co gorsza, wygląda, jakby nie mieli nic więcej w myśleniu geostrategicznym i w planowaniu scenariuszy ewentualnościowych – niż tylko medialne życzeniowe “konstruktywistyczne” i humanistyczno-idealistyczne deklaracje [bez pokrycia w aktywach dla prowadzenia gry i w proceduralnych ścieżkach REALIZACYJNYCH] – które to deklaracje są w istocie [dla państw prowadzących PRAWDZIWĄ politykę] tylko DODATKOWĄ PRową zasłoną dymną “dla mas” względem tej prawdziwej polityki – opartej bardzo asertywnie WYŁĄCZNIE o siłę i interesy.

        1. Zanim do czegoś przystąpimy zapytajmy samych siebie, czy chcemy niepodległości i jesteśmy gotowi na wyrzeczenia czy też chcemy wygodnego życia, jaki wiedzie mityczny “Europejczyk”? Oczywiście wybierając wygodne życie stracimy i jedno i drugie ale takie dylematy w teraźniejszości mało kogo obchodzą. Czy w czasie wyborów, powiedzmy prezydenckich, dyskutujemy mądrze co jest naszą racją stanu i warunkiem przetrwania? Wobec braku społecznego poparcia, myślenie, że możemy swobodnie decydować jest niestety mrzonką. Polska do dzisiaj nie zrzuciła z siebie duszących nas postsowieckich elit. Mało tego, znaczna część uważa gen. Jaruzelskiego za opatrznościowego męża stanu. Ponieważ nie jesteśmy skonsolidowani, generalnie nie szanujemy własnego państwa, idee niepodległościowe są mniejszością a siły je reprezentujące nieliczne i skonfliktowane wewnętrznie, skazani jesteśmy na dryf, którego kierunek jest wynikową oddziaływania Niemiec, Rosji i USA. Polska nie jest krajem suwerennym. Nie możemy samodzielnie zadecydować nawet o tym, czy wyciąć drzewo zaatakowane przez kornika. To tylko mało ważny ale dający do myślenia przykład. Zresztą nie jedyny. Niestety. Dlatego niewiele możemy zdziałać w sprawie Białorusi choć mamy tam potężną liczebnie mniejszość polską. To co możemy to posługując się “europejskimi wartościami” nie pozwolić aby UE zamiotła sprawę pod dywan, przedłużać przez to protesty, żeby Rosja wymieniła Łukaszenkę co rozpocznie proces pękania systemu i liczyć, że kiedyś sprawy obiorą pozytywny dla nas kierunek. To znaczy sprawy obrócą się w taką stronę, że w cudowny sposób Niemcy i Rosja jednocześnie znacznie osłabną a jakaś siła zewnętrzna będzie zainteresowana wywindowaniem znaczenia Polski. A to jeszcze stanie się w chwili, gdy będziemy mieli silne elity zdolne do wykorzystania tego układu albo tak słabe, że nie zdołają go zastopować. Wtedy na Białorusi uruchomi się dryf na Polskę.

          1. Myślę, że wybór miedzy Berlinem, a Waszyngtonem, czy szerzej, także Pekinem – jest pozorny. Musimy wybierać na siebie – a dokładniej – na sferę EUROPEJSKĄ, w której mamy wspólne interesy bezpieczeństwa i interesy ekonomiczne. Za tę strefę uważam mocno rozszerzone NORDEFCO, do niego można skaptować UK ze względu na interes City – bo City rozpaczliwie szuka strefy ekonomicznej dla obsługi finansowej, bo jest wypchnięta i z UE i z Chin a tak wiele sobie obiecywali po Jedwabnym Szlaku] i nawet z Hongkongu. Pozorny jest także dylemat “bezpieczeństwo czy dobrobyt”. Jeżeli inwestuje się w w wysokie technologie – z natury podwójnego zastosowania – nie ma takiego dylematu. Kolejność jest taka – najpierw wzrost technologiczno-ekonomiczny – dopiero potem odrywanie kuponów w postaci modernizacji armii. Co oznacza, że winniśmy kupować technologie nie od niechętnego USA [te starania to bicie głową w mur] a od koalicjantów z rozszerzonego NORDEFCO. Czym zresztą wzmocnimy tę strefę. Bo na razie nasze zakupy w USA [“gołego” sprzętu, z małym lub żadnym wkładem technologii], zamiast wzmacniać region Europy – idą na wzmacnianie amerykańskiej obecności na Pacyfiku. A na krótką metę [nim te bonusy wzrostowo-technologiczne osiągniemy] potrzebujemy “pomostowy” efektywny obronny plan “natychmiastowy”. Czyli np. własna produkcja [z zakupioną w 100% technologią] 150 tys RGW-90 i potem drugie tyle RGW-110. I posadowić je na różne nośniki – także na drony [niekoniecznie elektryczne – mogą być znacznie tańsze z silnikami spalinowymi – byle masowe – liczone w tysiącach]. Na saturację ataku dronowego [który może być rozległy przy rozpięciu sieciocentrycznym – liczony w setkach kilometrów] nawet armie pancerne ani A2/AD nie pomogą Rosji. Tak samo odnośnie obrony nieba – nieporównany skok względem jego kosztu da wyprodukowanie ca 5 tys Piorunów i posadowienie ich na dronach. Także HALE – ale tanich – co możliwe [akurat w takich sprawach dobrze siedzę] – w tym na aerostatach. Te dwa proste kroki – plus budowa środowiska sieciocentrycznego C5ISR – to dużo ważniejsze i skuteczniejsze i tańsze rozwiązania – niż pomysły dotychczasowego PMT [może za wyjątkiem kupna Patriota i IBCS]. To by nam dało kilka lat – właśnie dla zassania technologii tu z Europy – i dla przepięcia się z Niemiec na rozszerzony sojusz EUROPEJSKI – nieamerykański, niekaroliński, nierosyjski i niechiński. I własnie na tym winna polegać agenda wpływu na polskie społeczeństwo – wyrwanie z fałszywego i niszczącego nas wewnętrznie podziału wynikającego z fałszywej percepcji rzekomego dylematu “czy z USA kosztem poświęceń? – czy z Berlinem dla zachowania prosperity?”. Pokazać, że na Niemczech świat się nie kończy w zakresie gospodarki i funduszy – ani na USA w zakresie bezpieczeństwa – że możemy zyskać i bezpieczeństwo i prosperity – i wcale nie musimy zrywać z Europą. W istocie chodzi o to, by wyrwać się z pozycji podwykonawcy Niemiec, która nas trwale strukturalnie blokuje w pułapce średniego rozwoju. Więcej – chodzi o to, by krok za krokiem wyrwać Europę “jądru karolińskiemu” – oczywiście w ramach działań koalicyjnych – by tym bardziej zbudować silną Europę – ale partnerską, konfederacyjną,
            prorozwojową – jadąca naprawdę na wspólnym wózku wspólnego bezpieczeństwa i synergii wspólnej strefy. Bo obecny układ pasożytniczej dominacji Berlina z przylepionym “zakapiorem” Paryża – nie reprezentuje interesów reszty państw Europy – ani w zakresie bezpieczeństwa – ani w zakresie prosperity. W sumie jest to układ BLOKUJĄCY Europę. A federalizacja i centralizacja i “debt diplomacy” ostatniego wypustu “korona-euro” tylko wzmoże te nierównowagi. Państwa NORDEFCO+UK już wybrały osobny kurs od karolińskiego – pytanie czy dołączymy? Wszyscy zwolennicy opcji karolińskiej w Polsce opierają się na fałszywym wyborze “albo będziemy podwykonawcami Niemiec – albo gospodarka padnie”. To wdrukowane nam pranie mózgów dokonane przez dekady manipulacji polskojęzycznych mediów można łatwo zrolować – pokazując, że np. zamiast dla VW, możemy mieć wybór i przynajmniej dywersyfikację – dostarczając dla Volvo, czy dla brytyjskiego przemysłu motoryzacyjnego. A Berlin w rękawiczkach Brukseli 10 razy się zastanowi, nim nam zagrozi obcinaniem funduszy za “krnąbrność” – jeżeli cały niekaroliński sojusz dogada się z City – i z narodowym funduszem norweskim – który też pilnie szuka bazy ekonomicznej. W sumie – “popularność” UE i poddaństwo Berlinowi [rozdzierające Polskę na dwa obozy – proamerykański i proniemiecki czyli “prounijny”] – są oparte na funduszach “europejskich” i na podwykonawstwie dla Niemiec. Jeżeli pokaże się alternatywy [i to BARDZIEJ perspektywiczne] i dla tych funduszy i dla podwykonawstwa [a jeszcze z transferem technologii i z podwyższeniem pozycji w łańcuchu wartości] – to popularność Berlina i Brukseli mocno zwiędnie. Ale i w drugą stronę – pokazując alternatywę dla USA – zmarginalizuje się “obcą” i w istocie ślepą “nieeuropejską” opcję proamerykańską. Czyli w sumie obie dzisiejsze strony sporu – znalazły by kompromis “kierunku na Europę” – ekonomiczno-finansowo-polityczny – dobry dla obu stron – i likwidujący obecne rozdarcie społeczeństwa i polityki. Po prostu policzmy PKB Wschodniej Flanki Europy z UK, policzmy jej zasoby technoogiczne – i “bezalernatywny” wybór USA-czy-Niemcy – zniknie na rzecz trzeciej, bardziej perspektywicznej długofalowo drogi. Nie tylko Polska – ale cała strefa Wschodniej Flanki Europy – jest w strefie zgniotu jako bufor miedzy Heartlandem, a Rimlandem Eurazji. Jako sojusz jesteśmy w pozycji doskonałej [bo z dala od głównego starcia na południowo-wschodnim Pacyfiku] do DOCELOWEGO obrotu na zwycięzcę w konflikcie hegemonicznym – tak to należy widzieć. Jak zwykle – zagrożenie jest jednocześnie w dłuższej perspektywie wyzwaniem – i szansą… A wychodzenie USA z Europy tylko nam to długofalowo ułatwia. Kompensacja wychodzenia USA z Europy przez państwa Wschodniej Flanki Europy i UK i tak będzie następowało. Z nami – lub bez nas. Dużo lepiej – jeżeli dołączymy do NORDEFCO z Bałtami [oczywiście w negocjacjach dla podziału bonusów “win-win” wynikających ze współpracy i z synergii układu]- i rozpoczniemy proces zorganizowanego scalania Wschodniej Flanki Europy – w “głębi” Europy – na wschód i na południe. Wzrost Polski może się zacząć tylko od likwidacji obecnego rozdarcia wewnętrznego “USA czy Niemcy?” przez wybór trzeciej drogi. Notabene – cały ten europejski sojusz konfederacyjny – rozdzielający Kreml od Berlina – będzie mógł w “cztery oczy” nader asertywnie powiedzieć i w Waszyngtonie i w Pekinie dokładnie to samo – “czy zamiast wsparcia dla nas wolicie powstanie trzeciego, silniejszego, konkurencyjnego supermocarstwa Kremla-Berlina-Paryża – od Lizbony do Władywostoku?”

    2. “Bo Francja i Niemcy nie są gotowi na taką rolę. Owszem oni będą musieli zacząć odgrywać taką rolę i nawet nie dlatego, że chcą.”

      Macron we Francji już przebąkiwał o tym. Proponował m.in. wspólną europejską armię. Co z tego że beneficjentem tej armii byłaby Francja, bo ma kompletny przemysł zbrojeniowy? Konsolidacja UE w jakiś organizm wyższego rzędu, wspólna armia i wspólna polityka zagraniczna, i centrum decyzyjne, to byłaby realna przeciwwaga dla Rosji, USA i Chin. Gospodarczo jeszcze UE ma potencjał, ale za bardzo poszła w dotacje dla branż bez wielkiej perspektywy rozwojowej, miliardy idą w rolnictwo… I tak lepiej niż w Polsce, gdzie górnictwo od dekad topi ten kraj wysysając miliardy i blokując zmiany na rynku energetyki.
      UE miałaby potencjał na armię, z kulturą techniczną Niemiec, zbrojeniówką Francji… Polska mogłaby na tym zrobić modernizację armii, bo ten deal z USA to wyjdzie nam bokiem: zero offsetu, zero transferu technologii, zero udziału własnej coraz bardziej kurczącej się zbrojeniówki, suty haracz za ochronę, a potem gdy USA ucieknie za ocean obudzimy się z ręką w nocniku. Z Francja i Niemcami, szczególnie gdy UK się wypisała, można by mieć jakieś wspólne projekty zbrojeniowe i coś tam nowoczesnego w Polsce robić (zamiast malowania zardzewiałych muzealnych T72 i BWP1). Paryż z Berlinem właśnie rozpoczynają projekt następcy Leoparda 2, samolotu steal, własnego drona a la “Predator”, itp. Trochę późno, ale potencjał mają. Można by się dopisać, zamiast kupować ciągle w USA z zerowym udziałem własnej zbrojeniówki.

      Ale Polska wypisuje się powoli z UE, bo PiS nie tyle prokuruje nam polexit (za duże poparcie w ludzie dla UE) ale wypierpol. Francja i Niemcy już machnęli na nas ręką, co najwyżej wbudują nowe mury wewnątrz UE, na szkielecie strefy euro. A nas, tysiące drobnych decyzji, wypier…pol..ą realnie z UE. Będziemy mieli koszty, bo dziś więzów odciąć nie można (nawet UK to dostrzegło, że dla handlu z UE będzie musiało się przystosować do prawa UE, mając zerowy wpływ na decyzje w UE) – ale bez wpływu na decyzje. I jakieś coraz mniejsze dotacje, bo większość przejmie strefa euro.
      A jak w końcu zechcemy całkiem się wypisać, to w tym miejscu geograficznym nie ma miejsca na neutralną Szwajcarię. Albo jesteś z Zachodem (i potencjalnym imperium UE), albo ze Wschodem (czyli z Rosją). No, chyba że ten Wschód to będą za parę dekad Chiny.

  26. Przy okazji obecnego kryzysu politycznego na Białorusi, pojawia się wiele głosów nt pozycji i polityki i realnych środków, jakimi dysponuje Polska. Swoisty remanent 30 lecia – niestety dość krytyczny – jak to pokazało “Starcie mocarstw – Jacek Bartosiak i Bartłomiej Radziejewski na temat Białorusi” – https://www.youtube.com/watch?v=GeWLs20YaD8 W sumie – musimy nadrobić zaległości – ulepszyć nasz bilans SWOT – i zrobić to możliwie szybko i efektywnie wg kalkulacji koszt/efekt. Czytam w https://strategyandfuture.org/czy-czeka-nas-wybor-miedzy-gospodarka-a-bezpieczenstwem/ takie stwierdzenie: “Wybór Stanów Zjednoczonych powinien się wiązać z intensywną budową wspólnego obszaru gospodarczego z Ukrainą, krajami bałtyckimi, a najlepiej również z Białorusią, który to obszar w przyszłości miałby stanowić alternatywę dla siły gospodarczej Niemiec. Wymagałoby to ogromnych inwestycji infrastrukturalnych, które skomunikowałyby region na poziomie podobnym do zachodniej Europy.” Nic bardziej błędnego – jako alternatywa dla gospodarki Niemiec. Bałtowie sami są za słabi, a na Białoruś Polskę już nie wpuszczą – za późno podniosły się głosy o współpracy z Białorusią. Zresztą – nawet Bałtowie z Białorusią i Ukrainą [w najlepszym scenariuszu] – to nie jest alternatywa dla Niemiec. Natomiast Skandynawowie [w tym narodowy fundusz norweski] – a jeszcze włączenie UK i City – to zupełnie inny poziom – moim zdaniem aż nadto zastępujący Niemcy gospodarczo. I nie trzeba dla Polski inwestycji infrastrukturalnych [np. amerykańskich] do współpracy ze Skandynawiami – bo gotową autostradą komunikacyjna [zresztą najtańszego rodzaju transportu] jest Bałtyk. A szerzej [wliczając Islandię i duńską Grenlandię] – także północny Atlantyk. Trzeba tylko przejac tę bałtycką autostradę pod wspólna koalicyjna kontrolę – łącząc interes ekonomiczny – z interesem geostrategicznym i militarnym. Moim zdaniem droga dla Polski do budowania Międzymorza czy Trójmorza – zaczyna się od sojuszu z NORDEFCO – i od współpracy gospodarczej ze Skandynawami. Dopiero w kolejnym etapie [po skaptowaniu UK] rozrost sojuszu i układu ekonomicznego – objąłby “wnętrze kontynentalne” Centralnej-Wschodniej Europy. I to bez patrzenia na dofinansowanie przez USA. Bo rozrost ekonomiczno-technologiczny tego sojuszu byłby oparty o fundusze norweskie – i o City [po włączeniu do niego UK – właśnie dając City bazę ekonomiczną dla obsługi przez funta]. Tak samo życzeniowe jest w artykule: “Ze strony Stanów Zjednoczonych należałoby oczekiwać wsparcia finansowego, co najmniej w postaci bardzo nisko oprocentowanych pożyczek, ułatwionego dostępu do najnowszych technologii z zakresu IT, a najlepiej również transferu know-how w zakresie części technologii wojskowych, który pozwoliłby na opracowanie sprzętu właściwego do operacji na polskim teatrze wojny. Ostatni punkt byłby bardzo trudny do wynegocjowania, biorąc pod uwagę zyski, które Amerykanie czerpią ze sprzedaży swojego sprzętu.” Bądźmy realistami – Ameryce nie zależy na dzieleniu się technologiami high-tech, zwłaszcza militarnymi. Trzeba oprzeć się na wspólnym sojuszu europejskim – jedyny możliwy transfer technologii to Saab, Kockums, Konnsberg, Nammo, Bofors, BAE itd. A synergia i wartość i pozycja “wspólnego gracza europejskiego” – ta dopiero WTEDY może zmusić [w twardych negocjacjach] USA do pewnych transferów technologii na rzecz sojuszu europejskiego – wg realizacji wspólnych interesów lub “coś za coś”. Zupełnie nie zgadzam się ze stwierdzeniem w artykule: “Osłabienie gwarancji bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych w naszym regionie musiałoby zostać wyrównane przez nasze własne zdolności do projekcji siły i/lub potencjał Unii Europejskiej czy też samych Niemiec. “. USA wychodzi z Europy, wiec TYM BARDZIEJ Berlin z Paryżem prą do wspólnego [wg ich naiwnego wyobrażenia] supermocarstwa z Kremlem, od Lizbony do Władywostoku – naszym kosztem i kosztem całej Wschodniej Flanki Europy. Pod tym względem UE zarządzana przez jadro karolińskie nie jest naszym sprzymierzeńcem, ani Wschodniej Flanki Europy – tylko V kolumną Kremla. Sami jesteśmy za słabi, ale w koalicji w ramach NORDCENTALDEFCO+UK, możemy oprzeć się i Rosji – i presji mocarstwowej Berlina i Paryża. I znowu – najpierw wpięcie się z Bałtami w sojusz z NORDEFCO, dołączenie UK – a dopiero POTEM można myśleć o militarnym rozszerzaniu tego sojuszu o Miedzymorze czy Trójmorze. Może to zabrzmi dziwnie – ale w obliczu zagrożenia lądowego przez anschluss Białorusi – właściwą reakcją strategiczna jest nasze wzmocnienie w oparciu o sojusz w dużym stopniu morski – oparty o wspólne opanowanie Bałtyku. Podkreślam – to nie oznacza budowania dużej floty dużych okrętów – ale bardziej zdolności C5ISR, likwidacji wrogich A2/AD, ustanawiania własnego kręgu A2/AD. Owszem – flota by nam się przydała – ale specyficzna – nowego rodzaju – czyli pod wodą oparta o masową dronizację sieciocentryczną – dla ustanowienia linii blokadowo-kontrolnych całkowicie wyłączających Rosję z działań. Zaś na powierzchni – bardzo duża liczba szybkich, małych jednostek uniwersalnych [być może autonomicznych] z “pokładem zadaniowym” – dla transportu ciężkiego sprzętu i materiałówki w sposób rozproszony, możności wykonania masowych desantów i wsparcia, wreszcie dla wykonywania dedykowanych zadań – w oparciu o moduły zadaniowe. I to wszystko – pod saturacyjnym, pokrywającym się parasolem naszych A2/AD panujących w powietrzu i na powierzchni [i pod wodą]. A propos – jak poradzić sobie z A2/AD Kaliningradu i z przyszłą A2/AD na Białorusi – pisałem w komentarzach do artykułu Pana Krzysztofa nt przyszłości Polskiej Armii – polecam: https://www.krzysztofwojczal.pl/geopolityka/europa-centralna/polska-europa-centralna/jakiej-armii-potrzebuje-polska/

  27. Niegłupi wywiad z Sikorskim – wejdą czy nie wejdą. Jak się poczyta, to jednak polska polityka zagraniczna za jego czasów była o niebo bardziej podmiotowa niż teraz za PiS:

    https://krytykapolityczna.pl/swiat/kryzys-w-bialorusi-zweryfikowal-sile-polski-sierakowski-rozmawia-z-sikorskim/

    Polska dziś nie ma nic do gadania, a jeszcze gospodarka zaliczy kolaps, bo polityka 5 lat rozdawnictwa powoduje, że w kryzysie jesteśmy bez gaci, i 100 mld deficytu to dopiero początek:

    https://www.money.pl/gospodarka/oto-prawdziwe-koszty-epidemii-rzad-podal-twarde-dane-6545440587171457a.html

    1. ” Jak się poczyta, to jednak polska polityka zagraniczna za jego czasów była o niebo bardziej podmiotowa niż teraz za PiS”

      Było to widać zwłaszcza w momencie, gdy Litwini rozebrali tory do Możejek i praktycznie zakleszczyli naszą inwestycję. Państwo wielkości naszego województwa dociskało polską mniejszość, atakowało nasze interesy na Litwie , a my nie byliśmy w stanie nic zrobić.

      Potęgę dyplomacji Sikorskiego pokazał również jego występ na Ukrainie w czasie majdanu. Nie rozeznał sytuacji (że Amerykanie weszli na Ukrainę) i zagroził Ukraińcom inwazją rosyjską (przez co pokazał się jako przedstawiciel interesów rosyjsko-niemieckich). Efekt? Był to pierwszy i ostatni raz, gdy Kijów zaprosił kogoś z Warszawy do rozmów na temat sytuacji Ukrainy. Kijów, wsparty z Waszyngtonu, zrobił i tak po swojemu, a Polska straciła tylko swoją okazję do zacieśnienia relacji z nowymi władzami.

      Także branie dosłownie tego co ma do powiedzenia zacietrzewiony politycznie Sikorski nie jest najlepszym pomysłem. Facet kipi z nienawiści, jest najbardziej zagorzałym wrogiem PiS-u , a do tego musi bronić swojej wcześniejszej polityki. Więc tym samym nie ma wyjścia, musi atakować politykę zagraniczną PiS-u, która jest skrajnie inna.

      Tyle w temacie tego specjalisty 😉
      pozdrawiam
      KW

      1. Jak się wyciągnie casus wpisywania karteli na listę organizacji terrorystycznych po tej głośnej masakrze amerykańskiej rodziny to Trump też robi taki jakiś (…)nic nie mogę(…).
        A jak Meksyk zajmuje za dużą powierzchnię to obwodzie mam jeszcze Wenezuelę Maduro.

      2. Tyle ze Możejki to nie inwestycja a “inwestycja“ na złość Ruskim.

        Możejki kupiono na polecenie Amerykanów i za polskie pieniądze. Możejki kazano kupić Orlenowi tylko po to by nie kupił ich Lukoil. Możejki tradycyjnie od lat przynoszą straty Orlenowi podobnie jak inna inwestycja – Orlen Deutschland GmbH i ich stacje Star, zbyt rozdrobnione aby miec sens ekonomiczny. Księgowi dwoją sie i troją by to zatuszować.

        Kupiono bo można upchać bardzo dużo swoich przy korycie i wyprowadzać pieniądze z państwowej spółki przez siec spółek na rzecz wiodącej partii – uwaga nie mam na myśli wyłącznie obecnej. Robiono tak odkąd można było.

        Aktualne konsolidacja Orlen Lotos robiona jest także na polityczne zamówienie amerykańskie i wszyscy zadowoleni bo udział w rynku podmiotu po połączeniu spadnie.

        Sikorskiemu można dużo zarzucać, ale o tym jaki stosunek maja władze w Warszawie do Waszyngtonu to wyraził się dosadnie i celnie, choc w jezyku malo parlamentarnym. Ale to bylo spotkanie towarzyskie, wiec…

        1. (…)Aktualne konsolidacja Orlen Lotos robiona jest także na polityczne zamówienie amerykańskie i wszyscy zadowoleni bo udział w rynku podmiotu po połączeniu spadnie.(…)
          A ja akurat tą konsolidację popieram… po prostu istnienie 2 takich samych firm, które mają tego samego właściciela jest bezsensu. A co do strat to warto czy nie są one wyższe od kosztów pozorowania konkurencji.

          1. konsolidacje można popierać gdy ona cokolwiek przyniesie.

            czy paliwo na stacjach będzie tańsze? Nie zanosi się.

            Aby nie było kartelu to podmiot połączony musi sprzedać cześć biznesu. A to tylko preludium. Zawsze potem można walić karami za nadużywanie wiodącej pozycji rynkowej.

            Eksperci zwracali uwagę na to ze właśnie udział sumaryczny w rynku spadnie.

            Moje zdanie jest takie, ze chodzi o to aby niektórzy mogli dorobić. Pod stołem za zlecenia czy due diligence, czy cały proces prawny i doradztwa. Tam da się zarobić. A co będzie potem to już inny nowy rozdział.

          2. Za ten monopol Orlenu płacimy wszyscy przy dystrybutorach, tankując paliwo. Za te ciepłe posadki, za obecne zarządzanie Orlenem przez wójta Pcimia którego Kaczyński wywindował ponad kompetencje na wysokie stołki. Za Możejki też płacimy. Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo. Orlen dotuje kogo trzeba, raz Rydzyka, drugi raz PiS-prasę, wszystko na nasz koszt.
            W efekcie monopolista, dominujący w Polsce, ma obecnie wartość mniejszą niż sieć marketów Dino konkurująca na bardzo trudnym rynku:
            https://www.money.pl/gielda/dino-wyprzedza-pkn-orlen-kompletnie-rozna-reakcja-na-kryzys-6546484147070593a.html

  28. Jak ja to lubię. “Polska powinna” a to zakładać Trójmorze, Międzymorze, NORDEFCO, a to być przedstawiciele USA w UE… Tymczasem jaki ta Polska ma potencjał? Żałosny…

    Armia? Uzbrojenie głównie z lat 60-70-tych, pordzewiałe i malowane z wierzchu. Zbrojeniówka podobna do górnictwa czy PKP – przestarzała, uzwiązkowiona, nie potrafiąca wyprodukować samodzielnie nic nowoczesnego. Nadmiar generałów i wyższych oficerów, plus kupa kleru – organizacja na pompowanie kasy (tych 2% PKB) do prywatnych kieszeni. Zbrojeniówka potłuczonej gospodarczo Ukrainy więcej potrafi.

    Polityka zagraniczna? A mamy jakiś sojuszników? USA nie liczę, bo to nie sojusznik tylko upadające imperium dbające o własne interesy. A Polska oddaje im wszystko gratis, i sama dba wyłącznie o amerykańskie interesy a nie swoje. Państwa UE? Przeszłość, skonfliktowaliśmy się z większością, głosowania 1/27 są już tradycją. Węgry Orbana? Te grają wyłącznie na siebie, i zarówno z Niemcami jak i Rosją mają romanse. I liczą na zmianę porządku europejskiego by odzyskać coś ze swoich ziem które im zabrał traktat w Trianon.

    Przemysł? A co takiego, zaawansowanego (jabłek z Grójca nie liczę) produkuje nasz rodzimy przemysł? Jesteśmy poddostawcą gospodarki niemieckiej, i tyle. Większość eksportu to eksport zagranicznych firm do swoich fabryk w UE, w łańcuchu dostaw (w Polsce tania siła robocza i proste produkty będące komponentami do bardziej zaawansowanych w macierzystych krajach).

    Rolnictwo? To niewydajne, rozdrobnione? Większość gospodarstw nie produkuje na rynek. Te co produkują, bo zabraniu dotacji z UE, szybko przestałaby być dochodowa. Wieś jest ustawiona pod wyborcze potrzeby – najpierw PSL-u (przepisy utrzymujące rozdrobnienie i dotacje od hektara a nie od produkcji), a teraz pod PiS.

    Surowce? KGHM sobie radzi, ale górnictwo to niedochodowy relikt, pasożyt na gospodarce.

    Edukacja? Sorry, które miejsca mają polskie uczelnie w rankingu światowym? Niższe szkolnictwo właśnie rozwalił PiS, najpierw likwidacją gimnazjów i kilkuletnim bur…em, a ostatnio udawaniem edukacji gdy zarządził zamknięcie szkół. Od marca była tylko symulacja edukacji. Ale to chyba celowe, bo “ciemny lud” jest łatwiejszy do rządzenia i łatwiej wierzy w TVP.

    Kultura? Polska, za granicą? Soft power? Czyli co? Transmisje z Jasnej Góry? Nie mamy k-pop, Hollywood, mangi, nic atrakcyjnego. Największe kulturalne sukcesy na świecie do gra Wiedźmin, no i ostatno Olga Tokarczuk. Ale nasza noblistka była ignorowana przez rząd, bo nie pisze po partyjnej linii.

    Stąd dziś maleńka Litwa większą rolę międzynarodową odgrywa w kryzysie na Białorusi niż Polska.

    1. W regionie liczy się RELATYWNA siła danego gracza – a ta jest w przypadku Polski wyraźna. Akurat wychodzenie”przed szereg” Litwy w sprawy Białorusi uważam za błogosławieństwo dla Polski – bo nasze zaangażowanie – własnie przez wagę Polski w regionie – wzbudziłoby tylko wściekłe przeskalowane reakcje Łukaszenki i Kremla – na naszą niekorzyść. I to my łączymy Białoruś i Rosję z Zachodem pomostem bałtycko-karpackim – a nie Litwa. Co do aktywów militarnych – sytuacja jest “łaciata” z przewagą zdolności bojowych WP w sprzęcie zachodnim. Czyli Leo 2, Kraby, F-16, Bieliki, JASSM/ER, RBS-15 Mk3, NSM, Spike, Javelin, Rosomaki, nasze Raki, Warmate, FlyEye, Pioruny. Obrona ppanc skokowo wzrośnie po wejściu naszych kppanc Piratów i Moskitów, zaś możliwości ciężkiej artylerii – po wdrożeniu amunicji kierowanej Szczerbiec. Ze sprzętu posowieckiego sens utrzymania w linii [po doświadczeniach w Donbasie armii ukraińskiej] mają zmodernizowane Goździki i Dany. – wpięte w naszego Topaza z rozpoznaniem dronowym. Sprzęt piechoty – od karabinków po moździerze i granatniki jednorazowe – jest całkowicie w trakcie wymiany na nasz sprzęt – oparty o program żołnierza przyszłości Tytan. W lotnictwie MiG-29 i Su-22 zostaną wyparte przez kupione F-35A. I przez “lojalnych skrzydłowych” – czyli bezpilotowe odrzutowe bojowe bsl. Obrona prak/plot będzie w ramach Wisły na Patriotach [PAC-3MSE + radary dookólne + IBCS]. Pytanie, czy będziemy rozwijać Narew jako system zasadniczo plot – czy raczej rozbudowywać Wisłę w II etapie – jako jeden system prak/plot. Marynarka zostanie uzupełniona o szwedzkie OP z AIP klasy A17 – na pewno dużo lepsze, niż rosyjskie Kilo/Warszawianka. BWP-1, T-72 i PT-91 są traktowane jako sprzęt pomostowy – do przesunięcia do innych funkcji – czyli czołgi T-72/PT-91 jako WWO/WWB, a BWP-1 jako podwozia dla wersji specjalistycznych – np. jako pozahoryzontalne, pływające niszczyciele czołgów z Brimstone 3 lub Spike NLOS. BWP-1 zostanie zastąpiony przez nasz BWP Borsuk, zaś obecne Rosomaki – i tak nowoczesne – zostaną wsparte przez znacznie cięższe i bardziej dopancerzone [ale niestety niepływające] Rosomaki XP. Na pewno system obrony prak/plot będzie najnowocześniejszy w Europie – lepszy od Szwecji czy Rumunii [bo te kupiły starszą wersje Patriota – niesieciocentryczną i bez radarów dookólnych]. Ze wsparciem najnowszych SM-3 Blocka IIA w Rędzikowie – zapewniającymi obronę na najwyższym piętrze antyrakietowym. I z naszymi radarami AESA, radarami pasywnymi – światowej klasy. Całość spięta sieciocentrycznie przez IBCS w jeden system real-time. – Tempo i struktura PMT są wg mnie niezadowalające i złe strukturalnie [uszykowanie na modłę układów geostrategicznych i techniki wojowania z zimnej wojny – a nie na specyfikę i wymagania strefy zgniotu w dobie RMA] – ale i tak nasze aktywa militarne wzrastają znacząco – promując nas wyraźnie w regionie jako cennego koalicjanta w ramach Wschodniej Flanki Europy. Co do kultury – na Białorusi jest widoczny w niezależnym internecie bardzo wyraźnie resentyment i duma odniesiona do czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Co do spraw ekonomicznych i technologicznych – wyjścia z pułapki średniego rozwoju i lennego uzależnienia jako poddostawcy Niemiec – już się wypowiedziałem odnośnie rozwojowej współpracy koalicyjnej [także ekonomiczno-technologicznej] na bazie rozrostu NORDEFCO w ramach Wschodniej Flanki Europy wraz z UK. Co do USA – owo “upadające supermocarstwo” ma jeszcze dość siły, by pokazać porządek dziobania zarówno Kremlowi, jak i Berlinowi i Paryżowi. To osobna rzecz – w kolejnym, wyższym etapie gry, w ramach taktycznego [ale strategicznie ważkiego] deal’u Rosja zostanie wspólnie zmarginalizowana przez USA i Chiny, a Europa przypadnie USA. A co do Niemiec i Francji – ich źródła siły są jednocześnie źródłem wrażliwości – szczególnie po zdominowaniu Europy przez USA. A prócz tych zewnętrznych czynników, które “docisną” Niemcy i Francję [które nierozważnie grają POWYŻEJ swych realnych zdolności] , Berlin i Paryż winny się bardzo troskać o sprawy wewnętrzne – skoro dzisiaj 6-7 latkowie idący do szkół – to w obu państwach w ponad 40% obce kulturowo i etnicznie populacje o nieeuropeskich korzeniach. Pomijam znacznie gorsze REALNE wykształcenie tej grupy społecznej [co przecież nieuchronnie w długim okresie – liczonym na pokolenia – prowadzi do obniżenia poziomu rozwoju państwa] – gorzej, że ci ludzie są nastawieni do krajów, w których żyją, co najwyżej obojętnie – a raczej wrogo – i ten trend sie pogłębia. Gdy % dzieci etnicznie i kulturowo nieeuropejskich przekroczy 50% – wtedy żegnaj Germanio – witaj Germanistanie, żegnaj Marianno – witajcie emiraty Frankistanu. Czyli – jeżeli obecny samobójczy dla Niemców i Francuzów trend nie będzie zatrzymany i odwrócony – to będzie jak w tym kawale o zatrzymaniu kierowcy na drodze przez policję: “popatrz Ahmed, jakie dziwne nazwisko w dowodzie: Schmidt”. W tym sensie sugerowane przez Pana “szkodliwe” nasycenie klerem jest dla Polaków – patrząc chłodno i pragmatycznie od strony kalkulacji zasobów “powstrzymywania” przed wewnętrznym rozpadem i wrogą infiltracją – nie wadą, a zaletą. Sugerowałbym zwiększenie aktywności w tym względzie – np. jak największą ilość pielgrzymek i procesji publicznych – obficie skrapianych na wszystkie strony wodą święconą. I transmisje z Częstochowy na cały świat. We wszystkich językach. Z wyrazistym przekazem naszej siły integralności kulturowo-społecznej – jako wzór dla reszty skotłowanego kolektywnego Zachodu – który moim zdaniem wszedł w fazę degeneracyjną dokładnie wg wielokrotnie potwierdzonego eksperymentu Calhoune’a.

      1. O tak.
        Wincyj pieniążków szykuj podatniku dla spasionych generałów co wódeczkę zimna będą z klerykami z ordynariatu pili ku chwale Rzeczypospolitej.

        Wincyj na gusła
        Typu procesje aby pokazać Skansen i polski ideologiczny bantustan. Wincyj pieniążków dla kleru na wodę swięconą i młodych ministrantów .

        Sojusz śmierdzących wojskowych buciorów z kadzidłem ołtarza to przyszłość narodu. Tylko ze ja w takim dobrobycie nie chce żyć.

        Fundamentalizm ultrakatolicki nie różni się niczym od fundamentalizmu islamskiego.

        Zaraz górnicy pokażą Polska wersje swoich kamizelek gdy nie dostaną pieniędzy podatnika.

        1. To nie jest żaden fundamentalizm – tylko nasza polska kultura – osadzona w katolicyzmie. Która się wykształciła i sprawdziła w “długim trwaniu” – bo przetrwała zawieruchy dziejowe. W tym marksizm – i dlatego jest tak silnie zwalczana przez nową hydrę totalitarnego marksizmu propagowaną z Brukseli. Co do “postępowej” Europy opartej o ogłupianie społeczeństwa wg terroru politycznego typu “LGBTQ-Gender-BLM” – to zwyczajnie owa “postępowość” nie wytrzyma konfrontacji z rzeczywistością dłużej, jak ca 20 lat od teraz. A dokładniej – ci wszyscy zapatrzeni w ideologię “postępu” – zderzą się bardzo boleśnie [i to całe ogłupiane owym “postępem” społeczeństwa en bloc] z rzeczywistością. Chyba, że sami przedtem własnymi rekami doprowadzą własne państwa do ruiny – o co nader łatwo w rewolucyjnym pędzie do ulepszania świata. A dla takich “piewców tolerancji”, co dostają napady ideologicznych epilepsji z pianą na ustach, jak ktoś śmie mieć inne zdanie [i o zgrozo – uzasadnia je merytorycznie – wbrew “jedynie słusznej” ideologii] – i dla tych, co nie chcą mieszkać w zwyczajnej REALNIE tolerancyjnej tradycyjnej Polsce – to droga na Zachód [albo na Wschód – do macierzy bolszewizmu] jest przecież wolna. To przecież tam podobno “czeka wielka szansa” i “samorealizacja”…

          1. Katolicyzm w PL to kontrreformacja i obecnie to czynnik hamujacy PL w rozwoju.

            Tak dla poprawnosci przypominam ze jezeli ktokolwiek ekscytuje sie statystykami wzrostu np. populacji muzulmanskiej Europy to niech popatrzy na statystyki apostazji w Europie i rekordy w PL.

            Kler katolicki w PL ma mlodym do zaoferowania tyle co Kaczynski czy oficer polityczny LWP.

            Co do doprowadzenia wlasnych panstw do ruiny to zgadzam sie, polskie wladze doprowadza PL do ruiny znacznie szybciej niz sie mozna spodziewac, od lat trwa upiekszanie statystyk a dlug rosnie, a splacac nie ma ani czym ani komu.

            polskim produktem eksportowym jest sila robocza i ona chetni wybierze chleb na zachodzie i towarzystwo tak zwanej ideologii.

            REALNIE PL to jest ni pies ni wydra, nietolerancyjny zascianek ktory tylko przypadkiem dostal sie do UE, bo swiatopogladowo nalezy do wschodu, ksenofobicznego wschodu.

          2. Georealista – ta kultura kijowo się sprawdziła w historii.

            Ta kultura osadzona na katolicyzmie była przyczyną zapóźnienia i zacofania. Gdy kraje na Zachodzie przepracowały reformację, potem kulturę bogacenia się (gdzie gdy ci się powodziło oznaczało to przychylność boską), rozwój nauki i techniki – u nas kontrreformacja kościoła katolickiego skutecznie zatrzymała nas w miejscu. Zamiast przychylności boskiej dla sukcesu mieliśmy kult cierpienia, pogodzenia się z losem, bo w przyszłym świecie to nagrodzą. To była bardzo wygodna religia dla szlachty, bo trzymała pańszczyźnianych chłopów w ryzach, potulni, posłuszni, czekający na zbawienie “po śmierci”. Potem też ten katolicyzm skaził kulturę mesjanizmem, “moralnym zwycięstwem” gdy się permanentnie przegrywa.
            Słabo Polacy wyszli na tym katolicyzmie. Fakt, że potem na tyle odróżniał lokalnych (plus język) że na bazie tego można było próbować ponownie reaktywować kraj. Tylko pewnie bez tego katolicyzmu, z jakimś sensownym protestantyzmem, kalwinizmem czy czymś bardziej postępowym nie trzeba byłoby reaktywować kraju, bo wcześniej by się unowocześnił i nie byłoby rozbiorów.

            No i jeszcze ta anty-tolerancja katolicka, do tej pory nam ciąży. Hilter ze Stalinem zafundowali nam monolityczny społecznie kraj, co z dodatkiem katolicyzmu daje nam zabójczą mieszankę – zamknięcia na wpływy z zewnątrz. Plus trochę zabytków w edukacji, gdzie literatura szlachecka zachwyca się tradycją i krytykuje wszelką zagraniczną odmienność (te wszystkie sztuki szlacheckie gdzie negatywną lub choćby prześmiewczą postacią jest ubrany “po zachodniemu” szlachcic). No to mamy kulturę wsobną, zaściankową, co to nie jest w stanie żadnego postępu, rozwoju, technologii opracować. Dawniej zboże za wyroby przetworzone, dziś jabłka i ziemniaki za chińskie smartfony i niemieckie samochody.

      2. Przewaga w sprzęcie zachodnim?

        F16? Ile ich mamy? Było 48, a ile jest w stanie latać? Podczepisz pod to JASSM, może wystrzelą, a ile wróci na lotnisko? O ile wystartują, bo spod Kaliningradu w pierwszych minutach przeorają ich lotnisko Iskanderami.

        RBS-15? Niby dobry zakup, rakiety przeciwokrętowe z zasięgiem 200km, tylko co z tego skoro rozpoznanie mamy max do 50km?

        Rosomaki nasz MON całkiem skutecznie odpancerzył, bo miał wg ich założeń pływać i latać Herkulesem na pomoc USA, potem go wojaki na misjach dopancerzali prowizorycznie. Do tej pory, w kilkanaście lat, nie potrafi nasza zbrojeniówka dosztukować do wieży przeciwpancernych rakiet. Mamy te izraelskie, niezłe, Spike-i, ale cały czas odpalane przez piechurów. Rosja ppk przyczepia do wszystkiego: swoich opancerzonych 4×4, OT, BWP… i oczywiście do śmigłowców. Naszym postsowieckim śmigłom dawno się ppk skończyły i co najwyżej mogą niekierowanymi walić.

        Raki? Niezły moździerz, ale zasięg taki sobie. Gdzie inteligenta amunicja do niego?
        Kraby? Dzięki koreańskim podwoziom w końcu je montują, bo polska zbrojeniówka kilkanaście lat własnego nie potrafiła sklecić. Gdzie amunicja inteligentna do krabów? O propozycji zakupu amunicji wspomaganej silnikiem strumieniowym od Nammo nie wspomnę, a to by był naprawdę skokowy wzrost możliwości.
        Mimo tego nadal główną artylerią są u nas wiekowe Goździki i w dużej mierze Dany. Kalibrów mamy sporo, logistyka się cieszy: 120mm, 122mm, 152mm, 155mm… jeszcze ten dziwaczny holowany moździerz 98mm.
        Namy taki problem że nie bardzo mamy czym przywalić w przeciwnika poza zasięgiem 40km. A Rosja ma czy walić.
        Homary na razie mają być zamawiane w ilościach defiladowych. Oczywiście amerykańskie, bez know-how i prawa do produkcji amunicji.

        Pioruny? Chyba Gromy, bo Piorunów to jakoś na uzbrojeniu nie widać.
        Piraty? Jakie piraty? Ile tego na uzbrojeniu jest, he?
        Javeliny?

        Warmate to faktycznie niezła sprawa, ale ile tego kupiono? Problem, że to prywatna firma, która chyba jedyna potrafi coś eksportować. I MON jej nie lubi, bo przecież swoich Misiewiczów tam nie obsadził.

        Leo2? Te niemieckie podstarzałe czołgi, co to nie możemy ich zmodernizować od lat? Co to Niemiec płakał jak sprzedawał? Zdaje się że Francja z Niemcami pracują nad następcą, ale nas w tym programie nie ma. A czy nasza amunicja do Leopardów przebije ruskie pancerze? Bo zdaje się że były z nią jakieś problemy.
        Mimo to Leo2 u nas najnowocześniejszy, ale główny sprzęt pancerniaków to stareńkie T72 i muzealne BWP1. Pomostowe to jest już od dekad, i znów idzie kasa na odmalowanie i utrzymanie przez kolejne pomostowe dekady. Te T72 w starciu z ruskim T90 szans nie mają żadnych.

        F35 i skrzydłowi? U nas? Obietnice obietnic na razie, a kasy nie ma. Na razie rozpędzamy się z deficytem, zdaje się przelicytowano już 100 mld deficytu. Ktoś to u nas ogarnie?

        Jak ja lubię te incelskie marzenia, co to sobie nie kupimy (bo przecież nie wyprodukujemy, rodzima zbrojeniówka to głównie muzeum). Najlepiej działa elektromagnetyczne, laserowe albo gwiazdę śmierci.

        Na razie mamy chyba największe nasycenie generałami pola walki na świecie.
        Każdy oczywiście suto wynagradzany. Plus bojowi klerycy i ich ofensywne modlitwy.

        1. Odpowiem krótko – Pioruny przeszły testy po likwidacji problemów tzw. “teething age” i są w produkcji od początku III kw. br – a nasz APR Szczerbiec to produkcja od 2021. Polecam: https://www.defence24.pl/mesko-testuje-precyzyjna-amunicje-155-mm Podobnie APR 120 mm do Raka – ale i do Pirata i potem Moskita – bazują na tym samym systemie naprowadzania. A to sprawi – że każda “lufa” Kraba czy Raka – przemnoży się w skuteczności x 50. Z Obwodu Kaliningradzkiego nic nie wystartuje – samolot czy rakieta – bo przedtem zostaną zniszczone na lotniskach i wyrzutniach. Razem z resztą aktywów bojowych Kaliningradu. Podobnie do wykreślenia będzie podstawa operacyjna Armii Czerwonej na Białorusi. Co do deficytów – Zachód nam takiego deficytu i odbicia zazdrości – zresztą te 700 mld zł sumarycznie odwrócą dziurę na rzecz przychodów. Natomiast Rosja swoje przez COVID-19 dostała, a długotrwały kryzys, a raczej recesja globalna – skutecznie przytrzyma niskie ceny ropy i gazu. Z katastrofalnym skutkiem dla budżetu Rosji – i dla modernizacji technicznej armii. Co powoduje, że notowania Putina w Rosji są podobne do “popularności”…Macrona we Francji – na poziomie 23% z lipca – a teraz pewnie i mniej… Zaś odbiory gazu przez Turcję – ta wielka nadzieja Rosji związana z Turkish Stream i podbojem Europy…w 2019 Turcja była drugim odbiorca gazu z Rosji, w styczniu odebrała 2,254 mld m sześc., w lutym – 1,119 mld, w marcu – 0,394 mld, w kwietniu – 0,473 mld, w maju – 0,342 mld, a w czerwcu – zaledwie 0,002 miliarda.Cóż – Erdogan zna słabe strony Rosji – i boleśnie je wykorzystuje. Nawet “stary” Blue Stream [o przepustowości 11 mld m3 rocznie] stoi nieużywany…[polecam: https://biznesalert.pl/turcja-import-gazu-rosja-turkish-stream-energetyka/ ]. Cóż – długotrwała recesja na świecie przytnie volumeny i przede wszystkim ceny węglowodorów – a Rosja nie ma do dyspozycji żadnego unijnego ratunkowego “korona-funduszu” jak Polska…Chiny, owszem pożyczają Rosji chętnie – ale na kosmiczne oprocentowanie. A zamiast obierać gaz z Siły Syberii – jakoś tak wolą odbierać z Azji Środkowej. Albo wolą inwestować w Iran – nawet przy ocięciu pierwotnego planu inwestycji na 400 mld dolarów, to inwestycje chińskie w Iran i tak będą niedościgłym marzeniem dla Rosji… Jak już przy gazie – generalnie w Europie Gazprom traci pozycję – polecam: https://biznesalert.pl/gazprom-przegrywa-z-lng-nord-stream-2-turkish-stream-energetyka-gaz/ W Azji nie lepiej: Chiny wymusiły na Rosniefcie wycofanie się z eksploatacji ropy z Wietnamem: https://biznesalert.pl/rosja-chiny-rosnieft-ropa-wietnam-energetyka/ zaś w Afryce Australia wykupiła zloża w Senegalu, które chciał Lukoil: https://biznesalert.pl/woodside-lukoil-ropa-senegal-pole-naftowe-energetyka/ Nawet z węglem Rosja ma problem od tego roku w sprzedaży do Chin: https://biznesalert.pl/problem-eksport-wegiel-chiny-rosja-zator-granice-regulacje-jakosc-energetyka-transport/ Pisałem już o ogłoszeniu przez Turcję złóż gazu 320 mld m3 na Morzu Czarnym [ https://biznesalert.pl/turcja-eksport-paliwa-gaz-ziemny-morze-czarne-erdogan-energetyka/ ] Niektorzy podejrzewają, że to fałszywka i pretekst do przeniesienia tureckiej projekcji siły na Morze Czarne – by ukrócić tam “szarogęsienie się” Rosji. Zobaczymy po odwiertach – i po produkcji. W każdym razie na pewno Turcja zamierza przenieść swoje zaangażowanie na Morze Czarne w ostrej kontrze do Rosji. Erdogan nieraz już dawał do zrozumienia, ze Turcja chce być w jak największym stopniu dysponentem-kontrolerem gazociągów lądowych, śródziemnomorskich i czarnomorskich. Ostre czołowe zderzenie interesów Rosji i Turcji – nieuniknione, co za tym idzie – rozwiązania siłowe w dużo większej skali, niż dotychczas w Libii i Syrii – które to “fronty” będzie ciężko Rosji utrzymać – po zamknięciu transportu Bosforem. Co wszystko razem nie przeczy wcale obecnemu zakupieniu drugiego pułku S-400 przez Turcję – w końcu to Lenin powiedział, że trzeba od wroga kupować sznurek, by na nim go powiesić – widać Erdogan dobrze odrobił tę lekcję historii…

        2. @Kali – Podane przez Ciebie problemy mają charakter przejściowy. Twoja argumentacja jest samobójcza, bo każde pokonanie trudności “wieku dziecięcego” i wejście danego systemu do służby – automatycznie obala Twoje zastrzeżenia. Czyli będąc uczciwy – za każdym razem, gdy jakiś krytykowany przez Ciebie system wejdzie do produkcji i służby – powinieneś konsekwentnie przepraszać Czytelników bloga za sianie krótkowzrocznego, nieracjonalnego defetyzmu. Co do Leo 2 PL – to dopiero początek jego modernizacji. W kolejce czeka dopracowana armata 130-140 mm [są dwie opcje na stole – niemiecka i amerykańska] oraz system ochrony aktywnej i wpięcie sieciocentryczne. Tak samo amunicja precyzyjna – wprowadzenie Szczerbca 155 mm i jego klonów 120 mm do Raka i 122 mm do Goździka [bo co do Dany 152 mm – albo kaliber pozostanie, albo wymienią na 155 mm]. A własny system APR pozwoli nam na zupełnie inną pozycję negocjacyjną przy zakupach hurtowych czy lepiej licencji produkcyjnej na amunicję precyzyjną Vulcano-Dardo i Nammo-Boeing. Co do C5ISR – rozległego i sieciocentrycznego – sam niezmiennie to promuję – jako jeden system świadomości sytuacyjnej i “zarządzania” – i to dla wszystkich domen WP. Naturalnym kandydatem jest rozbudowa C3IS Jaśmin – z wpięciem do niego kluczowego IBCS – zarządzającego przestrzenią powietrzną. Tyle, że sam IBCS jest w testach i jego “linki komunikacyjne” mogą zostać zmienione – bo to rozwijany system najnowszej generacji przez USA. Rozbudowa sieci radarowej [aktywnej, pasywnej, multistacjonarnej] i IRST dopiero nas czeka – po to rozwijamy szereg zaawansowanych radarów i sensorów. A po wdrożeniu C5ISR – skok będzie nieporównany. Co do “kleryków bojowych” – pomysł ciekawy, ale pisany na modłę zinstytucjonalizowanej roli prawosławnej cerkwi w Armii Czerwonej – gdzie Stalin występuje jako “namaszczony zbawca” w aureoli [sic]. @Kali – nie ta kultura, przykładasz bizantyńsko-turańskie schematy myślenia. Co do Piorunów – były problemy – ale już są w produkcji od tego kwartału. A rozmawiając z ludźmi z Mesko wiem, że w projektowaniu i już w testach komponentowych jest umowny Piorun 2 – o zasięgu 10-12 km. Wszystkim programowym malkontentom doradzam, by odnosili się wstecz do swoich hiobowych wynurzeń np. na temat modernizacji WP – tak co 3 lata. Taka procedura konfrontacji z realem – po najwyżej 2 krokach takiego “remanentu” – najlepiej pozwoli im wyrwać się ze stanu czarnowidztwa. Pamiętam doskonale “wieszczenia”, że “nigdy”: Krab nie wejdzie do produkcji, Grot nie wejdzie do produkcji, Poprad nie wejdzie do produkcji, Kormoranów nie wybudują, Ślązaka nie dokończą, modernizacji Leo 2 PL nie zrobią, IBCS i radarów dookólnych nam nie sprzedadzą, F-35 nam nie sprzedadzą, JASSM/JASSM-ER przenigdy nam nie sprzedadzą, Orkany nie dostaną RBS-15 i Sea Giraffe, nigdy nie kupimy NSMów, ATACMS itd. Ci wszyscy “wieszcze totalnego rozpadu WP” nigdy jakoś potem nie posypują głowy popiołem, jak już dany “niemożliwy” system jest kupiony, w produkcji, w służbie. Ciekawe, czemu? – czyżby taka amnezja wybiórczo sterowana? Co więcej – owi czarnowidze – nigdy jakoś nie odnoszą się do opóźnień i kasacji programów militarnych Rosji. Pamiętam z 2014 bombastyczne grafiki Armaty oraz huczne zapowiedzi 2300 Armat w linii w 2020. I co? – Armata stała się dużo mniej rewelacyjna, a co do służby liniowej AD2020 – jest na poziomie śladowym względem planów. A PAK-FA? czyli obecny Su-57 – w 2014 zapowiadano “co najmniej 200” w linii w roku 2020 – a jest ZERO [pierwszy “seryjny” stracony przy oblocie fabrycznym, drugi dopiero w montażu końcowym]. Przy czym owe seryjne Su-57 w ilości ok. 76 – mają zostać wyprodukowane do 2028. I to bez docelowych silników – i bez docelowej optoelektroniki. Po 2028 – mają być “zmodernizowane” do pierwotnie planowanego wariantu bojowego. Na Placu Czerwonym często pokazują maszyny prototypowe i przedseryjne – a potem okazuje się, że wejście do służby jest dużo, dużo później… Można by powiedzieć – parafrazując Kali – że Kreml w hucznych zapowiedziach i bombastycznych deklaracjach oraz w paradach i defiladach jest dobry, bardzo dobry…tak samo w wycofywaniu się rakiem i milczkiem z tylu “przełomowych” programów militarnych…

      3. Georealista smaruje tu post pod postem, pod każdym artykułem, ciągle o tym samym: jakiś rojeniach o polskiej potędze. Marzenia, niczym nie poparte. Nasz MON, politycy, decydenci utkwili mentalnie gdzieś 50 lat temu, z najwyższym naczelnikiem Kaczyńskim na czele.
        Rosja po blamażu w Gruzji armię modernizuje na potęgę, chyba nie po to by topić tam kasę. Będzie jej używać. A u nas dziesiątki lat “rozwiązania pomostowe” i nowe nominacje generalskie.

        Tu jest artykuł o tym w jakim kierunku idą inni. Nawet malutka Estonia ma nowoczesne roboty bojowe:

        a najlepszy komentarz pod tym artykułem zacytuję:
        https://www.defence24.pl/ladowe-roboty-bojowe-przyszlosc-pola-walki-komentarz

        “Kwintesencja polskiej myśli wojskowej: “…Polska – pomimo istotnego potencjału naukowego i przemysłowego – nie decyduje się na rozpoczęcie rządowych prac w tym obszarze. “. Bardzo dobrze i krótko ujęte. Na razie skupiamy się na odremontowaniu 50-letnich zabytków T72, odremontowaniu (bo na pewno nie modernizacji) 50-letnicj Mi24, zakupie 30 letnich okrętów podwodnych z opcją na korzystanie przez kolejnych 30 lat jako rozwiązanie pomostowe. Drony? Po co drony. Że zacytuję myśl militarną polskiej szlachty z XVII wieku, kiedy to król Jan II Kazimierz chciał zmodernizować podupadłą już polską armię i zakupić nowoczesne (na tamte czasy) wersje muszkietów oraz armaty. Na to “panowie” szlachta: “..armaty? A na cóż nam armaty? Kupą na nich, mości panowie, w kupie siła”. Minęło prawie 400 lat a polska armia jak zaściankiem stała tak i stoi. Nominacji generalskich nie brakuje, ładne mundurki, parady i defilady. A ruski, gdyby tak chciał, to sama milicją z Kaliningradu by nas zajął w 2 tygodnie. Oto prawda.”

        1. Oczywiście – PMT jest do zasadniczej przeróbki strukturalnej wg priorytetu koszt/efekt w ramach ucieczki do przodu w RMA. Mamy ten potężny potencjał zmiany – dla uzyskania lokalnej przewagi nad Rosją, dla której przekleństwem staje się jej rozmiar i długość granic – a jeszcze bardziej – związanie praktycznie na każdym odcinku – bo ze wszystkimi ma na pieńku. Tunelowanie medialne nic tu nie pomoże wobec trzeźwej analizy realnej sytuacji i perspektyw Rosji – jak to mówią fachowcy…. “z prognozą negatywną”. Zwłaszcza Rosja ma NIEUCHRONNIE na pieńku z Chinami – dokładnie TAK – mimo taktycznej i medialnej TYMCZASOWEJ maskirowki propagandy z Kremla – bo dla Pekinu przejęcie 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich pod tymczasowa administracja rosyjską” zabranych Chinom Traktatem Pekińskim 1860 – jest kwestią priorytetową w ramach “chińskiego renesansu”. I dobrym pretekstem do zagarnięcia Syberii [i Arktyki] pod rewolucyjno-wyzwolicielskim hasłem “Azja dla Azjatów” – w sam raz dla Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej – w celu likwidacji ostatniego kolonialnego imperium białego człowieka – i wyrównania największego upokorzenia i straty Chin w “wieku hańby”. Nie teraz – ale gdy rewolucja RMA, a zwłaszcza odwrócenie obecnej przewagi ataku na rzecz obrony przez energetyczne bronie skierowane – sprawią, że ok 2035 [data nieprzypadkowa – naznaczona przez Xi co do przegonienia USA przez Chiny w technologiach wojskowych – co da Pekinowi “wolne ręce” do ustanowienia hegemonii wg właściwej kolejności rzeczy – czyli najpierw na własnym podwórku w Azji – likwidując najbardziej agresywnego gracza i konkurenta za miedzą – czyli Rosję] – TAK – ok 2035 Rosja stanie się graczem militarnym II ligi. Co do “milicji z Kaliningradu zajmującej Polskę w 2 tygodnie” – zapraszamy. Przynajmniej nie zabraknie nam darmowych rąk do pracy w ośrodkach intensywnej reedukacji do życia w normalnym społeczeństwie. A i terapia AA owym zuchom nie zaszkodzi. Część nawet wyjdzie na ludzi. Mam nadzieję.

      4. Georealista, w jakim ty martixie żyjesz? Obrona przeciwlotnicza w polskiej armii? Jest takie coś?
        Zobacz, polscy przeciwlotnicy obchodzą święto:
        https://www.defence24.pl/swieto-wojsk-obrony-przeciwlotniczej–z-nadzieja-na-lepsza-przyszlosc

        Zaczynają oczywiście od mszy, potem tablice pamiątkowe… wiadomo, modlitwy, kropidła, kapelani, to nam tylko zostało. Bo wartościowego sprzętu nie ma. Zobacz na zdjęcia z artykułu: holowane (albo w porywach wożone na pace Jelcza) działko przeciwlotnicze 2x23mm, z obsługą luzem, bez ochrony przed warunkami atmosferycznymi, z obserwacją wizualną i komunikacją chorągiewkami. Kolejne zdjęcie stareńkie, pordzewiałe Osy (rakiety pewnie starsze niż jej obsługa), a na kolejnym stareńskie Szyłki opracowane w ZSRR w latach pięćdziesiątych XX wieku (te same działka 23mm co na naszych “nowoczesnych” ZSU-23-2, dawno już przestarzałe do dzisiejszego pola walki – zasięg, brak inteligentnej amunicji).

        Poza krótkim zasięgiem OPL praktycznie nie istnieje. Ruskie samoloty mogą bezkarnie zrzucać zwykłe bomby z wyższego pułapu, lub szybujące z niższego spoza zasięgu OPL opartej na 23mm działkach i ręcznie odpalanych Gromach (czy nawet z tych Popradów).
        Nawet rakietami walić w naszych nie trzeba, wystarczą najzwyklejsze bomby z czasów II WŚ.

        Więcej świąt, kropideł i grochówki, kapelanów oraz mszy.

        A ty Georealista masz jakieś rojenia wielkościowe. Rosja ma drastyczną przewagę powietrzną i w OPL, a u nas jak poleci ze 40 F16 to będzie maks. Szybko je zrzucą z nieba S300/S400, zmodernizowane Buki, Pancyry, Tory i co tam ma jeszcze ruska armia. Plus czapkami przykryją Migi i Suchoje. A jak któryś przeżyje jedną misję, to nie będzie miał gdzie lądować, bo Iskandery zlikwidują lotnisko w Krzesinach. A potem jak w Powstaniu Warszawskim czy Kampanii Wrześniowej, lotnictwo przeciwnika będzie mogło dowolnie bombardować wycofujące się oddziały, spoza zasięgu ich OPL.

        Z obiecywanym Patriotem to coś nie mogą się dogadać z producentem i jest impas.
        Zdaje się że budowa OPL na Patriocie jest zagrożona:
        https://www.defence24.pl/kolejny-impas-w-negocjacji-offsetu-za-wisle

        Z czym my do Białorusi? Jak by ostrzelali nas swoim rosyjsko/chińskim Polonezem, to czym byśmy odpowiedzieli? Magicznym zaklęciem kapelanów? Bieda z nędzą, 2% PKB gdzieś znika, a wszelkie nadwyżki poszły na socjal, różne 500-plusy i naste-emerytury, tak że nagle mamy z zaplanowanego “zbilansowanego budżetu” jakieś ponad 100 mld deficytu, i zaplanowany na kolejny rok 80 mld. No i podwyżki dla posłów, ministrów, oraz znikające miliony na nieistniejące respiratory i maseczki bez atestów. Z czym do Rosji? Z czym do Białorusi?

        Ty jakieś marzenia traktujesz jak pewnik? Okręty podwodne? Za co? Na razie postsowiecki okręt Kilio raczej nie jest w stanie się zanurzyć, a te przechodzone stare poniemieckie trafiają do muzeum. Rosjanie mogą nas zaatakować Kalibrami ze swoich okrętów pływających na Morzu Czarnym, nie musza nawet odpalać swoich na Bałtyku.
        Borsuki? Ile ich mają dostarczyć do armii i kiedy? Jaki jest harmonogram dostaw? Istnieje już wersja finalna, czy tylko demonstracje z dykty?

        1. To nie matrix. On jako urzednik z MONu realnie wierzy w swe tworczosci, bo to daje sile by przezyc w tym syfie zwanym wojskiem. To nie jest zly czlowiek, mu sie pozajaczkowalo, on naprawde w te brednie wierzy. No i wiara w to umacnia poczucie tego, ze to co robi nie jest zupelnie bez sensu, ze to co robi to po pierwsze komukolwiek przyniesie jakakolwiek korzysc,

          Prawdopodobnie cwiczy tez – w LWP rozlicza sie z postawy i siwadomosci klasowej, tylko teraz to sie inaczej nazywa. Kto jest najwiekszym wzorem i dlaczego General Flaszka Glodz?

          1. Panie ultrasceptyk. Jak Pan chce sobie pomarudzić i ponarzekać, dodając do tego uwagi ad personam, bez jakichkolwiek argumentów merytorycznych to ja wyjaśniam – nie to forum. Jak jedynym Pańskim argumentem nadal będzie: “bzdury Pan pisze bo się nie da ,bo to jest LWP” to takie melodramatyczne teksty publikowane nie będą. Pisze Pan eseje oparte tylko i wyłącznie o emocjonalne wstawki i subiektywne odczucia pełne żalu o tym jak wygląda Polska, jej politycy i wojsko. Proponuję założyć własny blog malkontentów i poszukać odbiorców w tym temacie. Ich nie brakuje.

            Tutaj proszę pisać konkretnie – nie da się, ponieważ to i to, lub to i to jest nierealne – ponieważ. ….. Jeśli jedynym Pańskim argumentem na “nie da się” jest: “bo to Polska”, to zapewniam, że jednozdaniowe skwitowanie wystarczy. Raz. Nie trzeba tego powtarzać na 10 stron w różnych słowach.

            Jeśli Pan nie będzie uwzględniać powyższych uwag, to pański czas włożony w pisanie komentarzy pójdzie na marne. I nie weźmie mnie Pan pod włos wycieczkami ad personam i insynuacjami o cenzurze. To mój blog, moje forum i moje zasady. Ja płacę za serwer i ja poświęcam swój czas na darmowe publikacje. Jest Pan tu gościem i jak się ani treści ani zasady nie podobają, to mnie jest z tego powodu bardzo wielce wszystko jedno.

            Miłego dnia i pozdrawiam serdecznie 🙂

            KW

  29. @Jacek – jeżeli chcemy wzrostu ekonomicznego – to gwarantem “równego pola działania” wobec obcej przewagi kapitałowej jest państwo – wg konsensusu pekińskiego. Trzeba non-stop tłumaczyć Polakom, że liberalizm ekonomiczny [a la wydumany idealistycznie Adam Smith] – w ramach wielkiej gry silnych graczy – NIGDY tak naprawdę nie istniał, zawsze był poddany nadrzędnej regulacji polityki opartej o siłę. Zaś droga do suwerenności, bezpieczeństwa i wzrostu – nie prowadzi wcale przez zwiększanie % PKB na obronność – tylko przez zwiększanie nakładów na B+R, po to by wzrost technologiczny był lewarem i naszego wzrostu i naszego bezpieczeństwa – jednocześnie. Nie trzeba zwiększać % PKB na obronność , natomiast trzeba dokonać bardzo asertywnego [zwłaszcza dla starych kadr dowódczych], zrestrukturyzowania i WP – i PMT. Pytam – po co wydawać miliardy na modernizację Leo 2 i doprowadzanie T-72 do użytku? – jeżeli za te same pieniądze kupię tyle pocisków kierowanych, że po posadowieniu na różnych, zwykle istniejących nośnikach, czy zwłaszca na dronach – zlikwiduję saturacją ich użycia [i precyzji] każdy atak pancerno-zmechanizowany? Dokładniej – za 1 nowy MBT kupię tyle kppanc z “otoczką”, ze zniszczę nimi ca 50 czołgów/BWP/KTO i innego sprzętu nieprzyjaciela. Mamy przewagę asymetryczną na każdym poziomie – nie musimy atakować [co jest drogie w sprzęcie i ludziach] – nam do zwycięstwa wystarczy skuteczna, totalnie wykrwawiająca nieprzyjaciela obrona. Tak samo – po co kupować F-35A [które w Polsce – po wprowadzeniu sieciocebtrycznie kontroli nieba i ziemi przez S-500 i Iskanderysłużby i sieciocentrycznego – nie mają zwyczajnie racji bytu – jeżeli nie zlikwiduje się A2/AD Kaliningradu i przyszłej A2/AD na Białorusi] – jeżeli za te same pieniądze uzyskałbym taką saturację Piorunów na każdym pułapie, że lotnictwo Rosji w ogóle nie miałoby możliwości działania nad Polską – oraz uzyskałbym w tej puli kosztów taką saturację amunicji krążącej – że wybiłbym w “fali ataku” kierowanej dronami – wszelkie aktywa A2/AD Obwodu Kaliningradzkiego – ale i A2/AD Armii Czerwonej na Białorusi. Na razie robimy kosztowną armię marionetkową do zadaniowania w ramach interesów USA [po to nam przywieźli PMT w teczce w 2013] – a nie do skutecznej obrony Polski. Tak kontynuując kalkulację koszt/efekt: zamiast zapłacić 130-150 mld zł za budowę przez USA elektrowni atomowej [z niejawną obietnicą miedzy wierszami, że jak hegemon “może kiedyś” będzie miał dobry humor i interes, to nam łaskawie pozwoli wyrabiać także własne głowice jądrowe] – która to elektrownia jądrowa jest idealnym celem dla Iskanderów [czyli chodzi o to byśmy na własny koszt ufundowali sobie lewar Kremla na Polskę] – to większość tych pieniędzy włóżmy w zakupy technologiczne i rozbudowę B+R, a za 10% tej sumy kupmy głowice pod stołem. Niekoniecznie “w całości” – najlepiej w szeregu bardzo drobnych transakcji liczonych na gramy wzbogaconego uranu – w sposób rozproszony. Nie mówiąc o dogadaniu się i z Brytami i z Finami, a jak trzeba – to ze Szwedami. Stawiam tezę – a znam się na sprawach militarnych od dziecka od strony analitycznej i “syntetycznej” – możemy Polskę obronić i zbudować skuteczne odstraszanie strategiczne [do poziomu kosztów ataku – nieakceptowalnego dla Kremla – czyli do zmuszenia Kremla do zaniechania ataku już w fazie planowania] – mając obecny poziom nakładów % PKB na obronność – ale z zupełnie innym PMT. I w ramach koalicji WSPÓLNEGO INTERESU bezpieczeństwa i prosperity ekonomicznej z państwami Wschodniej Flanki Europy+UK. Co więcej – wychodząc z pułapki średniego wzrostu przez nakłady na B+R i zakupy technologii – zwłaszcza high-tech – bo ta w zasadzie w całości jest “produktem” podwójnego zastosowania. Porzućmy myślenie, że albo bezpieczeństwo kosztem wyrzeczeń i biedy – albo względny dostatek kosztem suwerenności i docelowego zwinięcia Polski. Jest odwrotnie – przez inwestowanie w technologiczne podstawy wzrostu wsparte i chronione świadomie i celowo przez suwerenne państwo – dojdziemy do prosperity i wzrostu ekonomicznego i awansu w łańcuchu wartości – i zbudujemy siłę chroniąca tą KORZYSTNĄ dla obywateli suwerenność i bezpieczeństwo strategiczne. Ale to wymaga uwolnienia się od fałszywego dylematu “względne bogactwo z Berlinem – czy bezpieczeństwo z Waszyngtonem” – który rozdziera Polaków na dwa obozy – tworząc [korzystny dla zewnętrznych graczy] pat naszej wewnętrznej niemocy.

    1. Trudno się nie zgodzić. Jednak istniejemy w pewnych uwarunkowaniach zewnętrznych i wewnętrznych. Sytuacja bycia krajem buforowym i kliencka świadomość naszych elit skutkują takim stanem wasalizacji naszego kraju jaki możemy obserwować. Póki pozwalamy rozgrywać się na linii Niemcy-Rosja-USA-Izrael nie będziemy też poważną alternatywą dla Białorusi. Oni o tym wiedzą mimo, że tkwienie w systemie rosyjskim docelowo będzie dla nich cywilizacyjnie niekorzystne. Widać to również po podejściu Ukrainy, która jako mediatorów wybrała Niemcy i Francję. Kraje, których interesem jest wymuszenie na Ukrainie ustępstw wobec Rosji. Silniejsze państwa budują sobie konsekwentnie lewary na Polskę – np. polityka zadłużeniowa i tzw. praworządności UE, wpięcie w niemiecki system gospodarczy czy kosztowne zamówienia obronne w USA aby kupić ich przyjaźń i za tym określony amerykańskim interesem kierunek modernizacji (za tym idą koszty serwisu, certyfikacji, praw patentowych, zależność od dostaw, szkolenia itd). Z uścisku gazowego Rosji wyzwalamy się tylko dlatego, że jest to w interesie USA. To są realia. Swoją drogą kraje skandynawskie też nie wykazują zbyt dużej inicjatywy w sprawie nowego jądra w Europie.

      1. (…)Z uścisku gazowego Rosji wyzwalamy się tylko dlatego, że jest to w interesie USA. To są realia.(…)
        Póki co Baltic Pipe jest na papierze, a jego budowę powierzono firmie, która już się skompromitowała* przy gazoporcie Lecha Kaczyńskiego.

        * Biorąc pod uwagę, że firma jest z Włoch, czyli kraju, który sam buduje gazowy hub konkurencyjny do tego do projektowanego na Międzymorzu trzeba się zastanowić, czy ta kompromitacja nie była przypadkiem sukcesem

      2. Myślę, że wzrost presji Rosji na konfrontację w Arktyce – gdzie NORDEFCO z UK są między młotem, a kowadłem – oraz wzrost bezpośredniego naporu Rosji na Finlandię, która całkowicie porzuciła zimnowojenną uległą finlandyzację – te dwa czynniki sprawią, że NORDEFCO zacznie szukać graczy do poszerzenia siły – i rozproszenia presji Rosji. Dla Kremla nie do zniesienia jest jądrowy program Finlandii, oparty o własny uran i własny przemysł przetwarzania uranu. Nikt nie będzie traktował Rosji jako mocarstwo – jeżeli Finlandia – zwłaszcza Finlandia – postawi się Kremlowi. Nie chodzi o to, by już w te pędy biec do NORDEFCO z propozycjami – ot tak z “gołymi rękami” – bez przygotowania gruntu pod negocjacje. Moim zdaniem WP musi się wzmocnić, a my – dokonać szeregu demonstracji siły. W stylu a la ćwiczenia z NSM u wrót Zatoki Fińskiej. Jeżeli dojdzie do budowy tunelu podmorskiego Tallin-Helsinki, to warto by polskie F-16 z podwieszonymi JASSM-ER i nasza Morska Jednostka Rakietowa – tam się pojawiły na wspólne ćwiczenia – gdy Rosja zacznie demonstracje swego “niezadowolenia” na morzu i w powietrzu. Nie będzie tunelu Tallin-Helsinki, cóż – znajdzie się inna dogodna okazja. Gdy będziemy mieli operacyjne przynajmniej 4 dywizjony Krabów – warto dokupić dla nich półaktywnie naprowadzana amunicję precyzyjną Vulcano-Dardo [z Leonardo] o zasięgu 80+ km. I przećwiczyć ostre strzelanie z pozycjonowaniem celów z dronów. Poligon warto by umieścić wzdłuż strefy przygranicznej z Obwodem Kaliningradzkim – w ramach Specjalnej Strefy Bezpieczeństwa Państwa. Nawet za cenę przesiedlenia kilku wsi. Tak, by precyzyjne strzelania wzdłuż granicy – na daleki dystans – jasno dawały do zrozumienia Kremlowi, co się stanie z Obwodem Kaliningradzkim i jego aktywami militarnymi – pod zmasowanym precyzyjnym ogniem naszych Krabów – po obróceniu luf na północ. I taka demonstracja winna być powtórzona [ z saturacyjnym, precyzyjnym ogniem] po zakupie rozwijanej amunicji precyzyjnej z napędem strumieniowym Nammo-Boeing, ze stała prędkością min 3 Mach, o zasięgu [na razie] 130-150 km. Żeby na Kremlu dobrze zrozumieli, że w obwodzie Kaliningradzkim nie będzie piędzi ziemi bezpiecznej od polskiego precyzyjnego ognia, a 1 Armia Pancerna Gwardii nie będzie miała czego deblokować i ratować w Obwodzie – bo sam Obwód straci wartość bojową i strategiczną. Oraz, żeby na Kremlu zrozumieli, że większość sprzętu 1 Armii Pancernej Gwardii zostanie wybita na pozycjach wyjściowych do ataku z Białorusi – na linii Grodno-Brześć. Z całkowitą likwidacją podstawy operacyjnej i infrastruktury logistycznej Armii Czerwonej na Białorusi – przynajmniej na 100 km w głąb. A niedobitki zlikwidują nasze kppanc i amunicja krążącą z dystansu – z rujnującym dla pozycji Kremla bilansem strat Armii Czerwonej do “zysków”. Bo to najlepiej roluje w zarodku ofensywne plany Kremla – na tym polega skuteczne odstraszanie – de facto odstraszanie strategiczne. Taką siłę do jednoczesnej likwidacji Obwodu Kaliningradzkiego i likwidacji podstawy operacyjnej ataku Rosji z terenu Białorusi, będziemy mieli, gdy w WP będzie min. 300 Krabów i Krylów w linii [ a 400 Krabów i Kryli zapewnia nam “komfort” operacyjny] – ale z amunicją precyzyjną – i z dronami “intruderskimi” dla sieciocentrycznego rozpoznania i pozycjonowania celów real-time. Oczywiście – ze zwiadem satelitarnym real-time i dronami HALE z sensorami dalekiego zasięgu. Natomiast dalsze cele na wschodzie [lotniska, wyrzutnie rakiet, sztaby, radary] – to kwestia zarezerwowana dla JASSM/JASSM-ER, ATACMS i przyszłych PrSM. I dla szybkiej amunicji krążącej dalekiego zasięgu. Zwracam uwagę na zasięg ognia “boga wojny” – te 150 km zasięgu APR Nammo-Boeing oznacza, że dywizjon Krabów czy Kryli – pokrywa ogniem całą granicę z obecną Białorusią – znajdując się jakieś 20 km na zachód od Bielska Podlaskiego. Czyli zasięg [ale ognia precyzyjnego] – likwiduje potrzebę manewru. Więcej – ogień precyzyjny oznacza kumulację projekcji siły w bardzo krótkim czasie, bo 1 pocisk precyzyjny zastępuje 50 pocisków niekierowanych. Co zresztą likwiduje ogon logistyczny – i wojnę na wyczerpanie. W warunkach RMA zwarcie i uzyskanie przewagi w WRE może trwać sekundy – a kinetyczna likwidacja aktywów nieprzyjaciela – np. w godzinę. Stawiając nieprzyjaciela wobec faktów dokonanych – przy gotowym stoliku negocjacyjnym z ustawionym polem gry. Jeżeli – zamiast jak dotychczas budować WP symetrycznie [czyli “wszystkiego po trochu” – zawsze słabiej i gorzej od Rosji – czyli identyczny błąd jaki popełniliśmy w 1939] – skoncentrujemy się “wycinkowo” wg przemyślanych priorytetów na WRE, sieciocentryczności C5ISR i wpięciu broni precyzyjnych i dronizacji – możemy bez specjalnego poświecenia i krwi – uzyskać Tsushimę do kwadratu. Oczywiście – pod warunkiem skutecznego zdeterminowanego odstraszania jądrowego. Warunek sine qua non.

        1. a to mi się podoba. Atak na Rosję, Wyposażoną w bron A. Moze tak Pan georealista da przykład i niech poświeci rodzinę – własną do wyparowania.

          Armia Rosji będzie czekać na ostrzelanie przez spasionych wąsatych Januszy i Sebastianów, dobre. Z tego guana made by PGZ. PGZ co to za pomocą ekipy WSI kupuje drony od podmiotu prywatnego i maluje je farba narzucajac swoja marze , bo to potrafią tylko…i defraudować środki, ktore mogłyby przydać się chociażby Policji czy Strazy Pożarnej. Związkowe zakały potrafiące tylko chlać wódkę i defraudować pieniądze podatnika. Armia Rosji będzie czekać na dyslokacje w rejony operacyjne tego całego PGZtowego dziadostwa i da sie zaskoczyć Sebkom i Januszom, dobre. Armia Rosji będzie czekać bezczynnie na atak, dobre to,

          jak tam w PGZ ? Te fazy analityczno koncepcyjne niekończące sie wśród oparów wódki i prostytutek, czy podobnie przebiegające fazy dialogu technicznego.

          podobają mi sie te rojenia. Bartosiakowe rojenia i teatry wojny. A jak z polskim prochem, cos sie ruszylo oprocz tego ze wydano pieniadze na konsultacje i zarobili ci, co mieli zarobic?

          polski przemysl zbrojeniowy to niekonczace sie fazy analityczno-koncepcyjne i fazy dialogow technicznych. Chodzi o to przeciez by gonic kroliczka, gonic kroliczka, a nie aby zlapac go. Polski podatnik musi na te zwiazkowe zbrojeniowe kanalie placic i nikt go nie pyta czy chce czy on sie czuje zagrożony. Ja czuje sie bardziej zagrozony dyletanctwem polskich politykow niz ruskim saldatem.

          PGZ bez podatnika bylaby na dnie. Nikomu nie jestescie potrzebni i nikogo nie bronicie ( moze poza waszymi zwiazkowymi i agenturalnymi dudami). Nie poraficie wykonac czegokolwiek co kupilby chociazby Gabon ( jestescie kompetencyjnie na dnie, nie potraficie wykonac niczego, co ktokolwiek poza kolesiami z LWP i poslkiego MONu kupilby). PGZ jest niczym PKP, zadaniem jest istniec a nie wykonywac dzialalnosc statutowa.

          Gdzie te miedzynarodowe sukcesy ? Czemu Kraby, Raki kupil tylko MON? Znacie odpowiedz. My w MON udajemy ze wymagamy, wy towarzysze nieudacznicy udajecie ze potraficie cokolwiek wyprodukować, LWP udaje natomiast ze to im potrzebne do działań bojowych. Kto w Europie kupuje produkty polskiego skansenu? My w MON kupimy wasze Kraby, wy Zdziska w PGZ zatrudnicie, Mariolke i Wladka, No i szwagra Waclawa wszystkich na konsultantow, No zootechnike skonczyl, ona historiogafie, a tamten no religioznawstwo, beda konsultanci jak znalazl, papier jest, nikt pytan nie bedzie zadawal…

          Towarzysze, tu jest tak zwane wojsko a tam gdzie wojsko to konczy sie logika. Wy udajecie ze cokolwiek potraficie wyprodukowac, my udajemy ze potrafimy cokolwiek zamowic, koledzy z instytutow uzbrojenia dadza papier aby mucha nie siadala i wodeczke sie zrobi, synowa Twoja ma robote, czlowieku, luzik…

          , Wy macie potem wysługę lat do emerytury, my udajemy ze pracujemy wymyślając kolejne założenia, LWP udaje piszac kolejne plany ze potrzebuje. Nie bierzcie tego na serio, tu jest wszystko na niby oprocz tych rzeczy. Wladzy, pieniedzy, i zimnej wodeczki a potem z kapelanem pojedziemy na miesiecznice i do agencji towarzyskiej i oby do emerytury.

          papiery sa super, wszystko gra, mamy nasze etaciki i pierdzimy w nasze stoleczki,

          No a kogo obchodzi ze nikt tego nie chce kupic, zgnije w koszarach za 20 lat, no ale najpierw zrobimy modernizacje, nie boj zaby.

          No Mietek, popatrz, przypudrujemy takie t72 i kogos cos obchodzi, faktura jest, przetargu nie zrobimy bo Wacek zrobi to tajne przez poufne istotne dla obronnosci i w trybie pilnej potrzeby operacyjnej kupimy z narzutem 20000% co nie stac nas, nas nie stac, my nie potrafimy?

          1. Święte słowa. PGZ defrauduje pieniądze podatników. Nie jest w stanie nic wyprodukować samodzielnie, co by ktokolwiek na świecie chciał kupić. Za PRL Polska eksportowała sporo uzbrojenia a dziś?

            MON bierze 2% PKB i gdzie to ginie? Większość sprzętu ma pół wieku, ciągle dialogi techniczne. Generałów mrowie, chyba najwięcej na szeregowca na świecie. Plus kapelani, a oficerowie zamiast na poligonach marnują energię na mszach. Ostanie poważne zakupy (te zrealizowane a nie obiecywane) to samoloty dla VIPów kupione przez Macierewicza bez przetargu. Żeby w razie czego szybko zmykać na zachód, bo w XXI wieku samochodem na Zaleszczyki już niemodnie.

            Z Rosją nie ma co się porównywać. My głównie mamy postsowiecki sprzęt, zardzewiały i nie modernizowany, którego know-how kiedyś nam sprzedano w wersjach eksportowych, czyli takich uboższych do oryginalnych. Tam gdzie nie dostaliśmy know-how, sprzęt się sypie i jest wycofywany (Mig-29 choćby, kiedyś były balistyczne Toczki ale już nie ma). Tam gdzie mamy jakieś know how, remontujemy coraz starsze zabytki (Su22 choćby). W Rosji produkują nowiutki sprzęt, nowszy o kilka generacji.

            Artyleria rosyjska góruje ilością, zasięgiem, zorganizowaniem (powszechne użycie dronów do naprowadzania na cel) – inny świat.

            Czołgi… szkoda gadać, ponad pół wieku zapóźnienia do Rosji. Fakt że robią ewolucyjne wersje starych konstrukcji, ale ich T90 będący potomkiem T72 rozjechałby nasze stare T72, ich bieda-modernizację PT-91, oraz pewnie nasze przechodzone niemieckie Leo2 (też niemodernizowane). O nadchodzącym czołgu Armata w ogóle nie ma co wspomniać, bo to już skok generacyjny.

            Obrona przeciwlotnicza? U nas praktycznie muzeum, prócz najmniejszego zasięgu, który jako tak uzupełniają Gromy, i postawione na Jelczach przestarzałe zestawy 2x23mm. Rosja jest kilka generacji do przodu, a stary sprzęt jest systematycznie modernizowany.

            Lotnictwo? Teoretycznie 48 szt. F16, też nie najmłodszych już, z których pewnie lata połowa. Reszta to sowieckie muzeum niebezpieczne dla lotników (z Migami 29 mamy problem, bo rosyjskich części potrzeba, a Su22 to już zupełne muzeum, śmigłowce podobnie – większość postowiecka i sypiąca się).

            Pociski przeciwpancerne? Projekt Pirat wlecze się niemiłosiernie, jak wszystko w MON/PGZ. Klepiemy te żydowskie Spike-i, gdzie większość części z zagranicy trzeba przywieźć – dobre rakiety. Tylko odpalane ręcznie, bo nie potrafimy od kilkunastu lat co najmniej zintegrować tych pocisków z czymś co jeździ. W Rosji, co tam, nawet na Ukrainie, PPK montują na wszystkim: BWP, transporterach opancerzonych, samochodach 4×4, śmigłowcach. Nasze bojowe muzealne Mi-24 dawno wystrzelały zapas starych rakiet PPK, a nowych nie ma. Program “Kruk” wlecze się kilkanaście lat i nic nie kupujemy.

            Marynarka wojenna? W stanie zapaści. 20 lat robiono najdroższą motorówkę świata “Ślązak”. Okręty podwodne muzeum, nie pływają, a jak pływają to boją się zanurzyć bo to może być ostatnie zanurzenie. Praktycznie wartość bojowa, prócz trałowców, żadna.
            Mamy co prawda niezłe szwedzkie rakiety ziemia-woda o teoretycznym zasięgu 200km, więc można by się chwilę odgryzać i blokować desant gdzieś na Słupsk czy Koszalin, ale rozpoznanie do tych rakiet mamy do max 50km. Bezsens.

            Na Iskandery w Kaliningradzie nie mamy nic. W 5 minut niszczą najważniejsze cele (np. lotnisko F16 w Krzesinach). Ani ich nie strącimy, ani nawet nie pokryjemy ogniem wykrytych wyrzutni.

            Ćwiczenia? Rosja prowadzi wielkie manewry systematycznie. A u nas, kiedy robiono naprawdę duże manewry? Za PRL? Boją się takich manewrów, bo jakby było “sprawdzam” to pewnie 70% sprzętu nie wyjechałoby z jednostek. Wojacy głównie pracują jak biurwy, do 16:00 i do domu, a potem koszarów pilnuje firma ochroniarska (gdzie wiadomo, liczy się grupa inwalidzka by dostać tą pensję minimalną czy poniżej). Gdyby Specnaz odwiedził koszary po 16:00, to spokojnie dostaje klucze od ochrony i wyjeżdża czym chce.

            Stąd te uwieszenie na USA, bo nasi politycy czują może jak ta armia wygląda. Defilady, msze, to wszystko co potrafi. Rosja w jeden dzień jest na linii Wisły. Jedynie amerykańscy wojacy stanowią zaporę, ale oni wkrótce mogą się ewakuować do Azji, gdy zacznie się z Chinami na ostro.

        2. Z czym? F16 z JASSM-ER są u nas ilości aptekarskie. Zasięg naszej artylerii to jakieś 20km, w porywach 40km dla Kraba, Rak zdaje się jeszcze teoretycznych 10km z obecną amunicją nie osiągnął.
          Homar to przyszłość, a wiemy że zamawiamy od USA znów w ilościach aptekarskich. Homar miał być zabójcą Iskanderów, a będzie jedynie ładnym pojazdem na defilady.
          Patrioty? Przyszłość, i też za mało.

          Rosja ma artylerie o większym zasięgu, praktycznie w każdym kalibrze. Nie wspominając o zestawach rakiet balistycznych i manewrujących. Iskandery, Kalibr… A z bliska wali TOS-1-em (i ostatnio wersję TOS-2 pokazał) który termobarycznie na dużym obszarze praktycznie likwiduje wszelkie życie (okopy czy ruiny nie pomogą, jak 40 000m2 w okolicy pokryje ogień i spali cały tlen).

          Żeby jakoś temu przeciwdziałać trzeba by:
          – zakupić nowoczesnej amunicji, precyzyjnej i mieć do tego cały system wskazywania celów (w takie kompetencje naszego MON nie wierzę by potrafił stworzyć taki system)
          – zwiększyć zasięg – najszybciej kupić licencję od Nammo na amunicję 155mm z silnikiem strumieniowym, oraz kupić Homara w jakiś sensownych ilościach, z licencja na produkcję amunicji (od USA wiadomo – drogo i niewiele, ale może z Ukraińcami albo Turkami dałoby się coś wspólnie produkować?)

  30. Proszę mi wyjaśnić:
    1. Czy stać nas jako kraj na umieszczenie własnego satelity na orbicie (można to zrobić o ile orientuję się na zasadach komercyjnej współpracy z innymi)? Bez własnego rozpoznania sytuacji poza naszymi granicami zawsze będziemy zdani na info od silniejszych, którzy przekażą nam to co oni chcą przekazać…
    2. Dlaczego Polska, która nie ma szans na pozyskanie broni atomowej nie zacznie wprowadzać jako uzbrojenia broni termobarycznej? Często zwanej “bronią atomową ubogich”?

    1. Adn. 1
      Cubesatów trochę tego już poleciało:
      – BRITE PL – radioobserwacje astronomiczne – 2 sztuki
      – PW Sat – eksperymenty z zakresu deorbitacji – 2 sztuki i kolejny jest bodajże montowany

      A z kategorii strategicznej to obecnie jest montowany satelita do obserwacji statków morskich SAT AIS PL.

  31. @ultrasceptyku – piszesz: “a to mi się podoba. Atak na Rosję, Wyposażoną w bron A. Moze tak Pan georealista da przykład i niech poświeci rodzinę – własną do wyparowania.” Poruszyłeś niezwykle ważną sprawę – właściwie najważniejszą – dlatego wprost i do końca odpowiadam.
    TAK – możemy to wszystko powyższe [co opisywałem] zrobić w ramach koalicji Wschodniej Flanki Europy [wliczając UK] – i z dogadaniem uprzednio całej operacji pod stołem z USA – ale i z Chinami – bo dla OBU supermocarstw utrzymanie i “być alb nie być” Wschodniej Flanki Europy to ich egoistyczna priorytetowa racja stanu – by nie powstało konkurencyjne SILNIEJSZE supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. To wszystko jest realne i technicznie i zasobowo i politycznie – pod warunkiem własnego i koalicyjnego zdeterminowanego [bo broniącego własnego żywotnego interesu] odstraszania jądrowego – z odpowiednim przygotowaniem globalnej opinii publicznej – i z poparciem obu supermocarstw. Na pewno nie w ramach NATO – tylko jako NORDCENTRALDEFCO+UK. Polska sama oczywiście nie jest zdolna [bez odwetu Rosji] do takich działań – to byłoby głupie i nieodpowiedzialne. I co najważniejsze – cała akcja koalicyjna – będzie w mediach świata przedstawione jako ODPOWIEDŹ DEESKALACYJNA I STABILIZACYJNA na cały szereg prowokacji Rosji, narastających aktów siły, które trzeba będzie nagłaśniać – budując obraz KONIECZNEJ REAKCJI OBRONNEJ. I nie chodzi tylko o Obwód Kaliningradzki i Białoruś [po jej anschlussie ze strony Kremla]. A dokładniej – chodzi o A2/AD i o podstawy operacyjne do neutralizacji. To kwestia neutralizacji także A2/AD Petersburga i Krymu. Koalicyjnie. Szybkie, zlokalizowane przestrzennie i czasowo ODPOWIEDZI na tradycyjne rosyjskie działania oparte na zwiększaniu presji i “incydentach”. Metoda faktów dokonanych i ustawienia gotowego stolika negocjacyjnego do zatwierdzenia nowego układu sił. I to chodzi – o odpowiedzi zapowiedziane – z przygotowaniem opinii publicznej – po ostrej globalnej stygmatyzacji Rosji jako agresora. Przy czym przy uderzeniu prewencyjnym nie wykluczam wcale odpalenia małej [ca 1-5 kT] głowicy na pustkowiu Rosji – właśnie w celach deeskalacyjnych. Żeby było jasne – TYMCZASOWE zaangażowanie i związanie sił Rosji [ale i USA] w Europie jest korzystne dla Chin [bo tym bardziej Chiny są silne w Azji – i wobec USA – i wobec Rosji – która na dodatek sama siebie krępuje wobec Chin swoją samobójczą polityką]. Ale to jest korzystne TAKTYCZNIE dla Chin tylko do pewnego momentu. Gdy poziom zagrożenia Wschodniej Flanki Europy przekroczy poziom “akceptowalnego ryzyka” – czyli dokładnie wtedy, gdy Pekin zobaczy, że Rosja może przerwać Wschodnią Flankę Europy i zrealizować supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – wtedy nadrzędne STRATEGICZNE względy przedrukują dotychczasowe wykorzystywanie Rosji jako “pożytecznego idioty” i “darmowego tarana” przeciw kolektywnemu Zachodowi – co jak na razie osłabia pozycje USA jako hegemona globalnego. WTEDY – przy zagrożeniu powstaniem konkurencyjnego supermocarstwa za miedzą – zupełnie inaczej będzie wyglądała współpraca Wschodniej Flanki Europy [wliczając UK] – zarówno z USA – jak i z Chinami. Kreml bardzo się zdziwi, że oba supermocarstwa zgodnie dadzą gwarancje jądrowe Wschodniej Flance Europy – i zgodnie zagrożą Rosji kontruderzeniem. Jednego dnia bezie “przyjaźń” Kremla z Pekinem – następnego wszystkie czynniki rządowe i medialne w Chinach zmienią narrację, przedstawiając Rosję jako “największe zagrożenie dla świata” i rozpoczynając kampanię roszczeń wobec Rosji – poczynając od “koniecznego i bezwarunkowego” zwrotu 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską” – czyli największego upokorzenia i straty Chin w “wieku hańby” – narzuconym przez Kreml traktatem pekińskim 1860. Od tego momentu każdy Chińczyk będzie dniem i nocą uczony, że nie będzie “chińskiego renesansu” na 100 lecie ChRLD w 2049 bez zwrotu tych niesłusznie zagrabionych ziem. Do tego na pewno dojdzie narracja Pekinu kolportowana do reszty państw Azji – “Azja dla Azjatów” mająca rozkruszyć Syberię – z Chinami jako “przewodnią siłą wyzwolicielską”. Oczywiście gra idzie i o Syberię i o Arktykę. O przestrzeń demograficzną, przestrzeń geostrategiczną [w tym tzw. Strefę Seversky’ego] – i o zasoby. A także o Arktyczny Jedwabny Szlak – z Chin do Leny – z pominięciem Cieśniny Beringa – to najkrótsza droga morska do Europy – która Chiny chcą mieć na całym szlaku pod kontrolą. Myślę, że deal USA-Chiny, który z wielu względów geostrategicznych zmarginalizuje Rosję – będzie miał jako warunek konieczny ze strony Waszyngtonu względem Pekinu – twarde wysuniecie powyższych żądań Pekinu wobec Kremla – dla “spalenia mostów” Chin z Rosją. I nie tylko chodzi o narrację – ale o wspólne konkretne działania antyrosyjskie. Oczywiście pod hasłem “wspólnego konstruktywnego wsparcia deeskalacji” i “neutralizacji zagrożenia dla świata” “uciszania agresora” w “trosce o pokój globalny”. WTEDY “nagle i niespodziewanie” oba wielkie ośrodki medialne zaczną zgodnie stygmatyzować “zdradziecką i imperialną” historię Rosji, pokazywać to “ostatnie i największe kolonialne imperium białego człowieka” jako przeżytek groźny dla świata – a Rosję jako “cmentarz narodów” itd. Oczywiście trwała marginalizacja Rosji i przez to likwidacja groźby powstania trzeciego supermocarstwa Lizbona-Władywostok – zakończy zgodne współdziałanie i deeskalację w konfrontacji USA-Chiny. Owszem – to będzie ruch o znaczeniu strategicznym dla świata – ale tylko będzie etapem – bo POTEM – po odcięciu wszystkich kuponów od tego “aliansu” – globalna konfrontacja hegemonalna wróci – już w “czystym stabilnym i przewidywalnym polu działań geostrategicznych” w ramach G2. Bez Rosji – która na razie burzy wszelkie plany i kalkulacje strategiczne obu stronom – co prócz groźby powstania supermocarstwa Lizbona-Władywostok – jest i będzie drugim powodem zasadniczym dla wspólnej marginalizacji Rosji przez oba supermocarstwa – na oczach świata. No i w świadomości ludzi na świecie – dla wszystkich w grze globalnej o hegemonię – od pewnego momentu mają się przecież wyraźnie liczyć bezdyskusyjnie tylko USA i Chiny. Czyli stary schemat z zimnej wojny – konfrontacji USA-Rosja – musi zostać zastąpiony w umysłach 9 mld ludzi schematem konfrontacji USA-Chiny – z Rosją jako graczem II ligi. Dla Waszyngtonu to ważne – dla budowania narracji “wolny świat kontra Chiny” – dla Chin to równie ważne, bo nie będą hegemonem świata, nim wpierw nie staną się przynajmniej “bezapelacyjnym dominatorem” Azji – a to wymaga marginalizacji Rosji. Taka jest nieubłagana logika geostrategii. W optyce Pekinu – oczywista wg strategii “krok za krokiem”. Polska jest tylko małym trybikiem w tej potężnej grze globalnej – ale trybikiem w niezwykle ważnym miejscu – i mającym nieproporcjonalnie wielkie znaczenie dla tej gry – względem naszej demografii, obszaru, ekonomii, technologii, PKB. I co więcej – a może to jest NAJWAŻNIEJSZE – Polska jest po tej “wygranej i silniejszej stronie” – jej byt i suwerenność jest ściśle związana z egoistycznym interesem geostrategicznym i USA i Chin. Nie mówiąc o wadze dla Wschodniej Flanki Europy. Dlatego wszelkie narzekania na nasza mizerię ekonomiczną-technologiczną- ludnościową itd – nie mają znaczenia. W krytycznej sytuacji możemy pod stołem powiedzieć nader asertywnie i w Waszyngtonie i w Pekinie to samo: [najlepiej powiedzieć to w ramach bytu Wschodniej Flanki Europy] – “albo nas wesprzecie pod każdym względem wobec Rosji, która przechodzi do fazy siłowej przerwania naszego “kordonu sanitarnego” – albo będziecie mieli trzeciego konkurenta od Lizbony do Władywostoku – SILNIEJSZEGO od Pekinu – czy Waszyngtonu”. Przy okazji – OBA supermocarstwa będą musiały w swym interesie “przydusić” Niemcy – a szerzej “jądro karolińskie” – by Wschodnia Flanka Europy nie miała od tyłu zagrożenia – oraz by Rosja była poddana wszechstronnej izolacji. WTEDY Berlin nie będzie mógł się wić jak piskorz – wsparcie dla supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku już nie będzie tolerowane.

  32. Było wiele krytycznych głosów nt wyposażenia WP. Sam mam zasadnicze zastrzeżenie co do struktury i uszykowania PMT. Natomiast potępianie w czambuł T-72, Twardych, działek 23 mm na ciężarówkach [system Hibernyt], BWP-1 itd – nie ma sensu. T-72 czy Twardy nie nawiąże walki z T-90 nie mówiąc o Armacie – pełna zgoda – ale jest zabójczy dla rosyjskich BTR, KTO, BWP – i jako tzw. Wóz Wsparcia Ogniowego/Bezpośredniego. A i wobec najnowszych czołgów Rosji miałoby sens posłać w bój T-72 czy Twarde – ale w wersji czołgów-robotów bezzałogowych. Co zresztą robią już Rosjanie [tzw. formacja “Burza” – właśnie na starszych czołgach – wziętych z tzw. magazynów natychmiastowego użycia i przerabianych ] i Amerykanie. Bo wtedy poprzeczka ryzyka byłaby dla załogowych rosyjskich czołgów zbyt wysoka. No i bezzałogowe T-72 czy Twarde byłyby posyłane w sposób skrajnie zdeterminowany wg zasady “bez względu na straty” [dodatkowe zniechęcenie załóg czołgów rosyjskich do walki] – albo np. gdyby doszło do konieczności przełamania. Ale równie dobrze można by przerobić wszystkie T-72 i Twarde na ciężkie dopancerzone BWP [na wzór np. izraelskiego Achzarita – przerabianego ze zdobycznych…T-54/55] – np. z naszą wieżą bezzałogową ZSSW-30/40 z kppanc itd. Przy wyrzuceniu działa, oporopowrotnika, SKO, automatu ładowania z magazynem, przy wyrzuceniu amunicji z magazynów dennych – desant mógłby liczyć 7-8 żołnierzy. Tak samo BWP-1 jako BWP jest beznadziejny – ale po zdjęciu wieży z niskociśnieniową “armatą” 73 mm – można w kadłubie zainstalować np. “zwykły” moździerz 120 mm, który z amunicją precyzyjną i z dronowym rozpoznaniem i pozycjonowaniem celów – byłby bardzo skutecznym środkiem ppanc [ogniem pośrednim -pozahoryzontalnie – więc słaby pancerz byłby bez znaczenia]. Tak samo podwozie BWP-1 można przekształcić w transporter piechoty [nie BWP], albo w rakietowy niszczyciel czołgów [ja jestem za Brimstone 3 – ewentualnie Spike NLOS] – co zresztą jest już ujęte w propozycjach MBDA i Rafaela dla Polski w programie Ottokar-Brzoza. Albo np. podwozie BWP-1 jako nosiciel dronów rozpoznawczych i amunicji krążącej [czyli FlyEye + Warmate]. Działka plot 23 mm są nadal nowoczesne do zwalczania na bliskim dystansie i wobec przelotów na niskich wysokościach – nowa amunicja 23 mm zwiększyła zresztą zasięg praktycznie do horyzontu. Umieszczenie działek 2×23 mm na podwoziu ciężarówki ma zdrowy sens co do mobilności i kalkulacji koszt/efekt takiego systemu. Także modernizacja wszystkich Szyłek do Białych [4×23 mm plus wyrzutnie Piorunów – które stanowią GŁOWNY oręż plot Białych] ma sens w kalkulacji koszt/efekt [Białe mają sensory pasywne – w przeciwieństwie do Szyłek, które się same zdradzają detekcją aktywną]. Tym bardziej, że amunicja do 23 mm jest relatywnie tania – i nadaje się bardzo dobrze do skutecznego zwalczania dronów i amunicji krążącej – a systemy naprowadzania i SKO – są zasadniczo zmodernizowane, cyfrowe. Obrona plot [lufowa] będzie na Rosomakach i Borsukach z armatą 30/40 mm – z nową amunicją programowalną. A także będą systemy w oparciu o dedykowaną armatę 35 mm – pokłosie morskiej armaty dla Kormoranów. Generalnie – zamiast biadolić, że “nic nie warte” albo wzywać do “zezłomowania wszystkiego” – warto posiadany sprzęt dostosowywać do nowych ról i zadań. To kwestia efektywności, szybkości reakcji na zmiany, elastyczności – tak właśnie robili Niemcy podczas II w.św. – i tak robił i robi nadal Izrael od chwili powstania. Co do JASSM-ER – kolejne zakupy mają doprowadzić do posiadania 200 na stanie. Zaś co do Homara – 1 dywizjon [kupiono 20 wyrzutni – z tego 2 dla szkolenia] – to zrobiono dla uzyskania interoperacyjności z US Army – zaś kupionych 30 rakiet ATACM o zasięgu 300 km – to minimalne 1,5 jednostki ognia – i na razie nie ma sensu kupować więcej ATACMS – bo czekamy na nowsze i lepsze pociski PRiSM – o zasięgu najpierw 500 potem 800 km. I tak moim zdaniem kluczowy program obrony plot czy ppanc [ale i ofensywnej projekcji siły w przełamujących rojach dronów] to posadowienia Piorunów czy kppanc [w tym naszych Piratów i Moskitów] na dronach wszelkiego rodzaju. W tym na małych odrzutowych dronach – np. rozwiniętych na bazie ITWL JET-2A. Jak najbardziej zgadzam się i sam promuję w środowiskach militarnych amunicję precyzyjną – od Nammo-Boeing o zasięgu 150 km [na razie wg GPS], a także półaktywnie kierowaną [czyli zwłaszcza przeciw celom mobilnym] amunicje Vulcano-Dardo o zasięgu 80+ km. Generalnie doprowadzanie do “zwarcia” ogniem bezpośrednim to kosztowny [i krwawy w stratach] błąd w sztuce w czasach RMA – zwłaszcza na Polskim i Wschodnioeuropejskim Teatrze Wojny. Nieprzyjaciel musi być pozbawiany sprzętu na daleki dystans – dzięki masowo używanej amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu. Oczywiście po oślepieniu jego rozpoznania i pozycjonowania – i po rozkawałkowaniu jego łączności. Niedobitki nieprzyjaciela – niezorganizowane i izolowane – oczywiście finalnie trzeba już zneutralizować [zmusić do poddania się] w dużym stopniu “akcją bezpośrednią” – aczkolwiek i tutaj moim zdaniem lwią część zadania wezmą na siebie systemy precyzyjne. Miejsce EFEKTYWNEGO żołnierza w czasach RMA – to operator-kontroler robota czy drona – pracujący za linią frontu pozahoryzontalnie – wpięty w system sieciocentryczny. Docelowo oznacza to, że głównie maszyny będą walczyły z maszynami. A co do dronów lądowych Estonii [chodzi pewnie o THEMISa] – akurat co jak co, ale na końcu okaże się, że to będzie “aport wartości” Estonii – wniesiony do powszechnego użytku i “wspólnego worka zasobowego” w ramach Wschodniej Flanki Europy – w tym dla Polski. Teraz Estowie z Singapurem, BAE i innymi – dopracowują wiele spraw będących kosztownym “teething age” dla lądowej dronizacji bojowej – tym samym oszczędzają nam czas i koszty – które byśmy musieli ponosić równolegle. A Estonia doskonale rozumie, że bez dobrych układów z Polską – nie przetrwa. Czyli dopracowane klony THEMiSa – w nowej, krytycznej fazie konfrontacji Rosji wobec Wschodniej Flanki Europy – “będą nasze”. Na razie PIAP rozwija bardzo dobre drony saperskie i rozpoznania chemicznego – zrobili też robota z 2 wyrzutniami Piorunów – idealnego do skrytego długotrwałego dozoru przestrzeni powietrznej 24/7. Zaś WB współpracuje z Niemcami i Brytyjczykami – biorąc ich lądowe roboty jako platformy-nosiciele dla amunicji krążącej Warmate.

    1. Tak dla jasności – nowe pociski PRISM do Homara -[HIMARSa] będą montowane na starych wyrzutniach. Tyle, że “stara” rakieta ATACMS jest odpalana w układzie “1 rakieta z 1 wyrzutni” a PRISM będą odpalane w układzie “2 rakiety z 1 wyrzutni”. Czyli 2 krotny skok salwy rakietowej – przy tej samej liczbie zakupionych nośników-wyrzutni. Kupiono tylko 20 wyrzutni – bo czekamy na rozstrzygnięcie, czy system HIMARS [i MLRS] zostanie wpięty w IBCS, na co się zanosi. Jeżeli tak – wtedy i obrona prak/plot i ofensywne zwalczanie celów – będzie zarządzane real-time w sposób spójny w jednym systemie. Zakup większej ilości dywizjonów HIMARS z obecnym wyspowym systemem kierowania ogniem i łączności – byłby tylko wyrzucaniem pieniędzy – tak samo zakup większej ilości rakiet ATACMS. Inna rzecz, że ważniejsze moim zdaniem jest zakupienie licencji na półaktywnie naprowadzaną amunicję precyzyjną Vulcano-Dardo [zasięg 80+ km] i zbudowanie dronów pozycjonerów laserowych dla tej amunicji , a po zakończeniu testów – także na strumieniową amunicję precyzyjną Nammo-Boeing [o zasięgu 150 km]. Plus rozwijanie rojów dronów – z sensorami, rozpoznania, z pozycjonerami celów, z kppanc, z Piorunami [i MHTK], oraz jako nosiciele amunicji krążącej. Amunicja artyleryjska [lufowa] jest potrzebna do likwidacji celów “jak najszybciej” – z mobilnymi wyrzutniami rakiet na czele, zaś rakiety do likwidacji osłoniętych kluczowych celów [których “nie ugryzie” amunicja 155 mm – np. bunkier dowodzenia], natomiast drony w rojach z amunicją krążącą – do ustanawiania “krokowej fali przełamującej” dla dokładnej likwidacji wszystkich innych celów [np. czołgów, BTR, KTO] – gdzie czas nie jest parametrem krytycznym i “można poczekać” np. 1-2 godziny na dotarcie roju do celu. Oczywiście w misjach intruderskich – na terenie nieprzyjaciela. Jeszcze taka uwaga – w Norwegii we wrześniu 2019 nasza MJR ćwiczyła użycie NSM na dalekich dystansach [ca 200 km] w dwóch trybach – z przekierowaniem wg rozpoznania z samolotu – i w trybie “dojdź do sektora i samodzielnie przeszukuj i zniszcz” – czyli w trybie “wystrzel i zapomnij”. W obu wypadkach uzyskano maksymalny oczekiwany rezultat. Zaś najnowsze oprogramowanie dla NSM – pozwala na atakowanie celów naziemnych. Podobnie najnowsza wersja oprogramowania do RBS-15 Mk3 [które mamy na Orkanach]. Konsberg przygotowuje wersję NSM o dalszym zasięgu [ca 300-500 km] – wystrzeliwaną spod wody z wyrzutni torpedowych okrętów podwodnych. Na Bałtyk – zasięg aż nadto. Zaś wersja NSM dla F-35 [czyli JSM] będzie głównym “przeciwpowierzchniowym” uniwersalnym efektorem precyzyjnym dla naszych F-35A.

      1. Kupiono 20 wyrzutni, czekamy… dialogi techniczne… Obietnice setek Homarów jakie opowiadał Macierewicz. A tymczasem realnia:
        1) Wisła, zamiast 8 baterii kupiliśmy całe 2 , na więcej nie ma pieniędzy .
        2) Narew nawet nie zaczęta , więc za kilka lat dalej nie będziemy posiadali obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej która coś mogłaby obronić .
        3) Obroną ppanc – wszystko dopiero w odległych planach. Spikie noszone przez piechociarzy na plecach, Pirata nie ma, z niekierowanych stare sowieckie RPG-7, dedykowanej ppanc amunicji do artylerii brak (inteligetna albo choćby masowa-kasetowa).
        4) Miał być polski Homar w większej ilości a skończyło się na 20 wyrzutniach Himars z mizerną ilością rakiet. Biedna Ukraina ostatnio wprowadza własne rakiety o zasięgu 300km, a my?
        5) Podobnie z zakupem śmigłowców , śladowe ilości , choć wcześniej miało być kompletnie 50 sztuk Caracali. To co lata dożywa kresu.

        Mamy większy w sumie PKB niż Izrael, większy budżet na MON niż Finlandia, a efekty w armii – mizerne. Gdzie ta kasa znika?

        1. Gdzie ta kasa znika? Pomijam wszelkie sprawy [prawdziwe i wmawiane] pt “nieudolność organizacyjna”. Po pierwsze – armię dość łatwo organizacyjnie i technicznie “sprowadzić na psy” – a to niestety było “konsekwentnie” robione w długim okresie od 1989 do 2013 [bo uczestnictwo w wojnach ekspedycyjnych dało tylko wycinkowe “poprawki” – np. produkcję licencyjnych Rosomaków]. Natomiast odwrócenie tego trendu i przekształcenie go w odtwarzanie zdolności, a jeszcze rozbudowa – i to jednocześnie i organizacyjnie i technicznie – i to do całkiem nowych formułowanych zadań [taktycznie i strategicznie] – czyli z jednoczesnym burzeniem pewnej “bazy stabilności” – jest trudne, czasochłonne i kosztowne i napotyka opór [bo trzeba się uczyć nowych rzeczy, bo ścieżka kariery staje się niepewna, bo to wymaga, szczególnie od kadry oficerskiej, solidnej pracy w miejsce dotychczasowego stabilnego i wygodnego i rutynowego funkcjonowania]. Ponadto MON dźwiga ogon nie tylko uposażenia dla służby czynnej, ale i emerytur i rent dla żołnierzy w stanie spoczynku – co w sumie pożera budżetu. Przykładem budżet na 2019 [ polecam: https://www.defence24.pl/prawie-447-mld-zl-na-obronnosc-w-2019-r ] Z 44,7 mld zł zaplanowano 11,2 mld zł na uposażenie żołnierzy – i był tam największy wzrost – o 22%. Plus 7,5 mld zł na renty i emerytury plus 1,27 mld zł na świadczenia dla osób fizycznych. Czyli na różne formy świadczeń “wypłat osobowych” – 19,97 mld zł – największa część budżetu MON. Dla porównania dotacje na zadania na rzecz obronności [głownie B+R] wyniosły “aż”…1,5 mld zł [wzrost o 8,2 %]. Rozwiązaniem organizacyjnym jest przerzucenie tego balastu na ZUS czy ministerstwa od spraw socjalnych – na pewno co do emerytur i rent. Plus profesjonalizacja – połączona z automatyzacją, dronizacją i zarządzaniem [sieciocentrycznym, docelowo wszystkich domen tworzących jedną domenę w C5ISR real-time] przez AI. Bo robotom i AI ani wynagrodzeń, ani emerytur i rent płacić nie trzeba. Musi się zmienić struktura budżetu MON. Ale do tego potrzeba także znacznie głębszego i długofalowego podejścia – zwiększenia nakładów na B+R i na edukację techniczną w Polsce – jako “produkt podwójnego zastosowania”. Zresztą to jedyna droga, patrząc szerzej na infrastrukturę i potencjał technologiczny państwa [cywilny i wojskowy], by móc przebić pułapkę średniego rozwoju i awansować w łańcuchach wartości – jako wytwórca produktów high-tech wysokiej marży. Nie chodzi o zakupy gołego sprzętu i kosztownego zewnętrznego serwisu [jak to robi MON w głównych programach Wisła, Harpia, Homar – gdzie tylko Wisła ma 5% offsett]. Zakupy licencji i 100% know-how – ale tylko najnowocześniejszych – i z prawem do eksportu i do rozwoju. Czyli jako “punkt startowy” do rozwijania całkowicie własnych produktów – z własnym serwisem. Nie wszystkich rodzajów uzbrojenia, systemów i wyposażenia – ale na pewno kluczowych dla bezpieczeństwa strategicznego Polski. Nie do pomyślenia, by państwo w strefie zgniotu kupowało z “czarnymi skrzynkami” [i będąc zależnym od obcego serwisu] np. system antyrakietowy/plot. W dodatku od państwa, które z naszym głównym przeciwnikiem wiąże nadal aktualne plany sojuszu i “nowej Jałty” kosztem Polski – dla skaptowania tegoż naszego przeciwnika – dla własnej wielkiej gry przeciw Chinom. Skoro kupiliśmy licencję podwozi K9 [za 360 mld dolarów] dla Krabów – tym bardziej jest sens kupienia know-how i licencji od Korei Płd [i najlepiej wspólnego rozwijania] np. systemu przeciwrakietowego i plot L-SAM – którego efektory mają 2 razy większy zasięg i 2,5 raza większy pułap przechwycenia – niż PAC-3MSE w Patriocie. Jak przy temacie – zamiast HIMARSa w programie Homar – tak samo widziałbym licencję i zassanie know-how [i wspólny rozwój] od Korei Płd w rakietach HM-2C [zasięg 800 km] czy pociskach manewrujących HM-3C [zasięg 1500 km]. Korea Płd też jest w strefie zgniotu geostrategicznego – i też ma substytut Obwodu Kaliningradzkiego na północy [grożący i rakietami i atomem]. Pod wieloma względami współpraca technologiczna i wojskowa z Koreą Płd byłaby nader wskazana. Ale akurat zakup czołgu K2 uważam za pomyłkę – na czołgi i siły zmechanizowane Rosji musimy rozwijać pozahoryzontalne masowe środki kppanc wpięte sieciocentrycznie [rakiety i drony i amunicję krążącą i artylerię ciężką z amunicją precyzyjną dalekiego zasięgu]. K2 ma sens w Korei Płd – bo czołgi północnokoreańskie są znacznie mniej zaawansowane, lotnictwo Korei Płd góruje nad północnokoreańskim, a siły lądowe Korei Płd są bardziej oparte o ilość , niż jakość – a 40 km odległości stolicy od strefy demarkacyjnej – tworzy sytuację “noża na gardle” i konieczność własnych szybkich kontr-działań – w których w TAKICH WARUNKACH skuteczne będą siły pancerne. Na Polskim Teatrze Wojny wszystkie ww czynniki wyglądają dla nas przeciwnie – stąd inwestowanie w K2 PL mam za marnotrawstwo środków i brak elementarnego zrozumienia wymagań naszego pola walki.

          1. (…) Rozwiązaniem organizacyjnym jest przerzucenie tego balastu na ZUS czy ministerstwa od spraw socjalnych – na pewno co do emerytur i rent.(…)
            Żeby to zauważyć nie trzeba być żadnym Clausevitzem… a skoro widział tego Macierewicz, czyli najwybitniejszy MON w dziejach Polski to trzeba zauważyć, że nie chciał tego zauważyć. A więc ten tego…

  33. Ważne aby zrozumieć, że rozwijanie zdolności WP, w tym ofensywnych, nie oznacza nieuchronnej wojny i “porywania się samemu na Rosję” – to ostatnie bez sensu wpierane, skoro jest już Wschodnia Flanka NATO – a do zbudowania na bazie NORDEFCO i UK jest Wschodnia Flanka Europy. Czyli działanie Polski – tylko w ramach koalicji wspólnego interesu bezpieczeństwa i współpracy. I nie chodzi o wojowanie jako cel Polski i koalicji – tylko wręcz przeciwnie – si vis pacem para bellum – te wszystkie “aktywa” mają na celu podniesienie Rosji poprzeczki kosztów agresji – do poziomu nieakceptowalnego dla Kremla – i to już na poziomie samego planowania agresji. Tak, by Kreml zaniechał agresji – już w fazie planowania. Czyli chodzi o skuteczne odstraszanie strategiczne – dla Polski i dla całej Wschodniej Flanki Europy. Tylko będąc gotowym do wojny – można pozwolić sobie na jej uniknięcie. A bieżące braki organizacyjne i opóźnienia – ustąpią po wdrożeniu zasadniczych procedur i wzmocnienia MON i IU kadrą. Stanie się to pod presją sytuacji, która wymusi te zmiany. Pomijam wszelkie wpisy – o charakterze trollowania – o Borsukach z dykty [sic] – albo o szwedzkich OP z AIP klasy A17 – rzekomo “złomach”. O takich “złomach” marynarka rosyjska może tylko pomarzyć. Nadal podstawą konwencjonalnej floty OP Rosji są Kilo i Warszawianki – bez AIP. A OP Łada proj 677 z AIP – od 10 lat w “eksploatacji próbnej” – tymczasem już jest 6 sztuk w różnych stadiach prób czy budowy. Inna rzecz, że na Bałtyk najlepsze okręty to…rakiety [względem domen powietrze-powierzchnia], a pod wodą – skalowalne zadaniowo i w wielkości – drony. Jestem ciekaw, jak rosyjskie Warszawianki i ew. Łady [zakładając, że w końcu “eksploatacja próbna” zakończy się na rzecz eksploatacji operacyjnej] będą operowały na Bałtyku? Z zamkniętego w Zatoce Fińskiej Petersburga? Czy z równie zamkniętego Bałtijska? Albo jak wyjdą czy wejdą na Bałtyk – gdy Dania [ii Norwegia i UK] blokuje Sund? O działaniach nawodnej floty Rosji na Bałtyku – nawet nie warto wspominać… Oczywiście – to pod warunkiem działań koalicyjnych Wschodniej Flanki Europy z UK – oraz przy koalicyjnej neutralizacji A2/AD Kaliningradu i Petersburga. Rozziew między prokremlowskim jądrem karolińskim, a zagrożonymi państwami Wschodniej Flanki Europy – od GIUK i Arktyki przez Bałtyk i Morze Czarne – będzie tylko narastał – co po przekroczeniu progu krytycznego, przerodzi się w zasadniczy rozłam i w strukturalne zdecydowane działania koalicyjne zagrożonych państw – tym bardziej, że USA wychodzi z Europy. Nie będziemy sami wobec Kremla – ani wobec Berlina i Paryża. Co oznacza moim zdaniem [bo państwa PIIGS i Bałkany też mają narastający rozjazd interesów i “na pieńku” względem jądra karolińskiego], że jądro karolińskie docelowo zostanie same – izolowane wobec WIĘKSZOŚCI Europy. Obecne “korona-obligacje” jako narzędzie [uzależniającej ku federalizacji] “debt diplomacy” wcale nie zasypią podziałów – moim zdaniem tylko je pogłębią wg realnego największego zasilenia Berlina i Paryża, bo do tego zmierza kontratakujące lobby “własnego interesu” w Berlinie i Paryżu. Skończy się to zerwaniem całej tej federalizacji w szeregu gwałtownych aktów faktów dokonanych [bez patrzenia na podpisane “papiery”] – w sposób rujnujący dla jądra karolińskiego.

  34. Koncentracja na sprawach wojskowych i w ew. konflikcie z Rosją jest moim zdaniem przedwczesna. W zderzeniu z walcem rosyjskim zostanie po nas tylko mokry ślad, gdy spełni się czarny scenariusz.
    Proszę zauważyć, że wykluwają się możliwe scenariusze. Jednym z nich może być – USA wycofają się z Europy, NATO przestanie pełnić swoją funkcję (ono pozostanie wydmuszką, gdy USA przestaną zapewniać swój parasol członkom sojuszu), UE rozpadnie się na jądro karolińskie i na kraje poza twardą strefą euro). My zostaniemy ze swoimi groteskowymi walkami z lgbt, problemami z praworządnością, kontestowaniem walki z klimatem potraktowani (jako dobry pretekst) z “buta”, przez FR-DE które nie będą zainteresowane wykładaniem pieniędzy na kraje, które znajdą się w strefie zgniotu.
    Jesteśmy w strefie buforowej i geografii nie zmienimy. Mamy jeszcze krótki okres spokoju, który należy spożytkować na wzmocnienie i usprawnienie kraju. Trzeba wykorzystywać czas. który nam został, by: zaabsorbować jak największą pulę środków z UE (nie wolno dawać takich lewarów, które mogą zostać przeciw nam wykorzystane; musimy (sic!) “męczyć” Amerykanów, skoro jeszcze są w Europie o przekazywanie nam sprzętu do wzmacniania naszej obronności – asymetrycznego, którego jak wiemy nie stworzymy w krótkim okresie; koniecznie należy wzmacniać współpracę z sąsiadami na każdym możliwym polu; zbliżyć się do jądra europejskiego i kupować czas. Nie możemy zostać sami między jądrem karolińskim a agresywną Rosją. Kupować czas, wzmacniając się, inwestując w podmioty z potencjałem technologicznym (b+r), które mogą być zamiennie wykorzystane do spraw cywilno-wojskowych, rozwijając armię do ew. konfliktu asymetrycznego. Miejmy cały czas na uwadze: najważniejsze jest przetrwać jako naród, kraj. To jest nasz cel narodowy (nie chcę używać określenia racja stanu). Wszystko temu powinno być podporządkowane. Hekatombę potopu szwedzkiego a potem II wojny światowej powinny być dla nas nauczką. Zatem: czas, kupowanie czasu i wzmacnianie się!
    Obywatel realista.

    1. Spokojnie! Już spokojnie…
      Prezydentka uciekła z kraju, a do tego zrzekła się stanowiska. A protesty na Białorusi nie osiągnęły masy krytycznej, a wojska tylko blefowały… A zatem Polacy możemy się rozejrzeć taplać się Czajce, która ostatnio stała się głównym tematem tzw. debaty publicznej… http://www.ruchtrzaskowskiego.pl/

  35. Modernizować kraj, usprawniać administrację, uszczelniać u upraszczać system podatkowy; likwidować patologie i niegospodarność, nepotyzm, promować innowacyjne rozwiązania i działania usprawniające w administracji. Skończyć z marnowaniem pieniędzy… na każdym polu.
    Mottem powinno być: sprawniej i lepiej zarządzać, by budować SPRAWNIEJSZE państwo. Podpatrywać najlepsze wzorce na świecie i wdrażać je u nas. Efektywność powinna nam przyświecać.

    Postawić na działalność eksportową, jak zrobiły lata temu Korea pd. Niemcy, Holandia, Chiny. Promować innowacyjność i eksport. Stworzyć zachęty do automatyzacji i robotyzacji produkcji. Nasze marki powinny wychodzić w świat (nie tylko do Niemiec) by zarabiać na eksporcie. Tu jest potencjał i lewar rozwoju kraju.
    I męczyć w tzw. międzyczasie Amerykanów o dostawy sprzętu wojskowego z ich magazynów, ich nadwyżek. Należy sprawdzić wiarygodność USA – chcecie pomóc nam wzrastać na wschodniej flance – dostarczajcie nam broń defensywną. Stwórzcie program wsparcia naszej armii, jak Pakistanu, Egiptu, nie mówię o Izraelu.
    Nasze firmy dadzą sobie radę na rynku europejskim, bo to potrafią. Kwestii uzbrojenia nie przeskoczymy sami – rodzimy przemysł zbrojeniowy na rynkach eksportowych nie istnieje (sic!). Zatem niech nam pomagają uzbrojeniem do obrony naszego kraju – potrzeb aż nadto. I wzrastajmy w siłę gospodarczą, po niej naturalnie przychodzi większa siła głosu w sprawach politycznych i przyciągania sąsiadów. Naprawdę trzeba sprawdzić Amerykanów, gdyż oni odchodzą z kontynentu. Proszę bardzo możemy wspierać Wasze pomysły lecz chcemy otrzymywać broń defensywną. To obudzi ich i nasze elity…. obawiam się, że możemy zostać szybko oblani kubłem zimnej wody… lecz kropla drąży kamień nie siłą lecz częstym padaniem.
    Obywatel realista.

    1. Aby modernizować kraj trzeba mieć na to fundusze oraz zasoby ludzkie. PL jest w pułapce średniego rozwoju a programy socjalne zdają się nie kończyć. Takie deklaracje nic nie kosztują. Skończyć z marnowaniem pieniędzy? Fajnie, ale jak? Byl sobie taki już jeden, który PL modernizował na kredyt, nazywał sie Gierek, PL w wersji PRL zamiast spłacać kredyty eksportem zbankrutowała-

      Napisał Pan o upraszczaniu systemu podatkowego – a przecież w PL obecnie robi się dokładnie odwrotnie. Rzad planuje opodatkować CITem spółki komandytowe.

      Postawić na działalność eksportowa – bez cienia ironii czy sarkazmu czy jakiejkolwiek złośliwości pytam -co takiego w PL mamy, czego komukolwiek trzeba? Jakie nasze marki? Jakie polskie marki należą jeszcze do PL oprócz małych producentów? To można na palcach dwóch rak policzyć.

      Amerykanie nie powinni dawać PL żadnych swoich rezerw bo będzie jak z Leopardami za 1 EUR – co z tego ze darowane, jak serwis i utrzymanie generuje wartości dodane u darczyńcy?

      Dlaczego uważa Pan ze cokolwiek czy jakikolwiek apel ma budzić czy amerykanów czy rzekome elity? Co to sa polskie elity? Bo od dziesiątek lat w PL myśli się w perspektywie kadencji a nie dłużej. Amerykanie realizują w PL swoje interesy. PL zamawia amerykański sprzęt, płaci, jest na każde wezwanie, powiedziałbym ze wzorowo wspiera każde amerykańskie pomysły, dlaczego ma dostać jakiekolwiek premie? Jaki interes USA zyska wspierając PL?

      Plan pierwszy to demografia. W 2050 na jednego pracującego ma być około 7 emerytów. Dziś jest 2020, 30 lat to chwila. Ludzie nie maja dzieci nie dlatego ze nie chcą, ale najwidoczniej nie widza dla nich przyszłości. Jak wyglądają miejsca w żłobkach, przedszkolach, jak wygląda sytuacja oświaty?

      Jan Zamoyski skreślił słowa „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie – Jan Zamojski w 1600r. Chiny obecnie w 2020 zwiększyły budżet na R&D o 10% a gdzie jest Europa? Nie PL, Europa.

      Kazdy kryzys jest szansa. Gdyby Ci zwalniani urzędnicy zajęli się czymś pożytecznym PL miałaby lepsza pozycje.

      Tymczasem rankingi edukacyjne sa jakie sa, ilosc fizyki, chemii versus ilosc katechez w poslkich szkolach determinuje kierunki rozwoju.

      Polska powinna zadluzac sie celem rozwoju, tymczasem obecnie dramatycznie brakuje pieniedzy na zdobycze socjalne. PL powinna wysylac swoich absolwentow na najlepsze uczelnie swiata by oni potem budowali jej dobrobyt. W tym planie nie ma jednak miejsca dla lesnych dziadkow z PAN i calymi klikami.

      Naprawa bylaby zbyt radykalna. Przeciez obecny status quo wielu grupom pasuje.

      1. (…)PL powinna wysylac swoich absolwentow na najlepsze uczelnie swiata by oni potem budowali jej dobrobyt.(…)
        A nie prościej uruchomić Polonię? Znam blog gościa, który wiedza na temat rocket science jest na poziomie popularnonaukowym, no może trochę wyższym, ale tak się wkręcił w środowisko, że wszedł w orbitę zainteresowań FBI… nie w sensie podejrzenia, ale dość regularnie ma okazje gościć obcokrajowców z branży, więc jest wypytywany o ich sprawowanie się.

        1. Chinczycy maja 10x wiecej absolwentow kierunkow scislych niz USA.
          Najpierw Huawei ukradl Nortelowskie patenty a teraz?

          W USA cos a la wojna domowa w sposob hybrydowy, Europa zajmuje sie parytetami, w Szwajcarii chca powoli aby w szkole dziecko mowilo Rodzic 1 i Rodzic 2 (nie matka i ojciec) a cos kolo 70% dzieci w UE chce byc influencerami/modelami/youtuberami.

          Jak wyglada sytuacja w ChRL ? Chiny chca byc sinocentryczne, chca sciagac wartosc dodana do siebie, surowce i wszystko co najlepsze. Im nie potrzeba konfliktu.

          Chiny podbily nas pazernoscia i chciwoscia naszych korporayjnych akcjonariuszy.

  36. Ważne jest do czego dążymy. Cel => on ukierunkowuje działania. Lindbergh marzył o przelocie nad Atlantykiem, Martin Luter King też miał dream; Kenedy publicznie sformułował wizję lotu na księżyć; Singapur, Korea Pd- przykłady można mnożyć. Druga sprawa uwierzyć. Proszę spojrzeć, na rozwój Polski od 1989 r. wizja przystąpienie do NATO, UE była marzeniem a jednak daliśmy radę. Bo wierzyliśmy. Teraz gdy już do tych organizacji przystąpiliśmy zgubiliśmy dalszy kierunek. Zgoda co do opisu, kóry Pan podał. Sam mam w wielu sprawach podobne o ile nie gorsze zdanie. Lecz uważam, że wysiłek by tworzyć sprawniejszy kraj, w końcu będą zyły tu nasze dzieci, gdy my odejdziemy zobowiązuję. W innym przypadku wyjeźdźmy wszyscy a ostatni niech zgasi światło. Politycy niech zajmą się usprawnianiem pańśtwa, stworzenia stabilnego systemu z wolą i determinacją do jego usprawniania i korekt. Wreszcie do stworzenia warunków do działania firm na rynkach eksportowych. Przedsiębiorcy, podobnie jak w latach 90-tych wykorzystają tą szansę…
    Obywatel realista.

    1. (…)Politycy niech zajmą się usprawnianiem pańśtwa, stworzenia stabilnego systemu z wolą i determinacją do jego usprawniania i korekt.(…)
      Masz na myśli tych gości co sprowadzili na prawdę ważny problem skanalizowania Polski do cyrku wokół Czajki?

      1. Mam na myśli wszystkich polityków. To jest ich zadanie – przygotowywanie i procedowanie rozwiązań, które dadzą ramy prawne funkcjonowania tego kraju. Wciąż wierzę, że są ludzie, bez względu na opcję polityczną, którzy mają sensownie poukładane zwoje i którzy chcieliby rozwoju tego kraju.

        1. (…)Mam na myśli wszystkich polityków.(…)
          Wiesz jak to działa… ktoś z góry dał sygnał do ataku i cała Polska musi się nurzać w g…

        2. Na razie chcą tylko zachowania status quo. Świat się zmienia a najwyraźniej zmartwieniem jest ilość podatników i nieuchronne zawalenie sie znanego systemu.

          Czyli politycy chcą robić wszystko, by było jak było, gdyż wizja ze płatników netto zabraknie jest straszna.

          Tutaj https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/zamiast-polityki-migracyjnej-rzad-chce-ulatwien-dla-potomkow-mieszkancow-i-i-ii/9d05b99?fbclid=IwAR1SI3lP6nmw_bKorfPjf_373WSC58jGhe0Yug1Dim7qCkI2zoF9tPvYilk

          Fajnie uzasadnione. Beda musieli zadeklarować. Nie udowodnić. Przecież tutaj pomijając pole do nadużyć – widać słabość państwa. Wincyj, wincyj obywateli, wyludniamy sie, płacimy za każdy kilogram kandydata na obywatela….przychodźcie po polski, unijny jeszcze paszport na podstawie pewnie deklaracji ze prapraprapraprababka szwagra siostry ciotki kuzynki stryja szwagierki była Polka.

          A gdzie jakość? Jakie przesłanki za tym, ze przybysze będą respektowali kulturę kraju, jego wartości i będą pracować celem integracji a nie być beneficjentem systemu?

          To wszystko byłoby śmieszne nawet, gdyby nie było niebezpieczne.

          Chcecie nowych obywateli? To ich sobie wyprodukujcie. Zadbajcie o gwarancje pracy dla polskich rodziców, o miejsca w żłobkach i przedszkolach, o programy mieszkaniowe a nie twórzcie kolejne problemy etniczne.

          Ale ściąganie obcych kulturowo ludzi to w końcu możliwość utworzenia biur koordynatorów ds. integracji, specjalistów ds. i tak dalej. Za wszystkie fanaberie zapłaci podatnik.

          Niemcy po rozpadzie ZSRR sciagneli sobie swoich obywateli niczym PL sciagnela czesc Polakow z Kazachstanu i wcale nie unikneli duzych problemow z integracja, a sa panstwem bogatszym i organizacyjnie lepiej przygotowanym.

          1. (…)A gdzie jakość? Jakie przesłanki za tym, ze przybysze będą respektowali kulturę kraju, jego wartości i będą pracować celem integracji a nie być beneficjentem systemu?

            To wszystko byłoby śmieszne nawet, gdyby nie było niebezpieczne.(…)
            Ehhh…. zaborca rosyjski byłby taki skrupulatny, to nie byłoby komu zbudować mu Syberii.

            (…)Chcecie nowych obywateli? To ich sobie wyprodukujcie.(…)
            Uważaj z takimi życzeniami… Arabia Saudyjska ma już jedną obywatelkę nie z porodówki tylko fabryki… https://spidersweb.pl/2017/10/sophia-pierwszy-robot-z-obywatelstwem.html

    2. Niemcy mowia ze nie tyle cel jest wazny ale zielen, czyli droga do celu.
      Nie mozemy porownywac lat 90tych i 2020 i nie z perspektywy czasu.
      W latach 90tych bylo sobie PHARE. Zachod mial zywotny interes nas wzbogacic. W zadnym wypadku altruistyczny ale – wzbogacic nas w PL na tyle, abysmy byli ich rynkiem zbytu. Rynkiem produkcji i zbytu.

      Demografia byla inna. Po akcesji do UE – niektorzy mowia ze straty demograficzne Polski sa wieksze niz w efekcie drugiej wojny. Obywatele PL wyjechali i zasilaja swoimi podatkami, wartoscia wykonywanej pracy inne Panstwa.

      Dzisiaj widzimy praktycznie to samo zjawisko obserwujac rynek pracy w PL i gastarbajterow z Ukrainy etc. Tylko ze… jaka jest struktura firm? Ile tych firm to oddzialy firm z zachodu? Czy nadal jest pulapka sredniego rozwoju a ciezar opieki socjalnej zostanie per saldo w PL?

      1. Może jeszcze tego nie dostrzegamy, lecz demografia wcale nie musi być przeszkodą dla nas. Dlaczego: Nadchodzi era robotyzacji produkcji. Jeszcze tego nie widać w Europie, u nas to przyszłość, lecz trendy już się rysują. Foxcon największy dostawca podzespołów komputerowych w swocih fabrykach już postawił na roboty.
        https://spidersweb.pl/2016/05/robotyzacja-zastapi-ludzi.html
        To zacznie się też na Zachodzie. Co więcej w dającej się przewidzieć przyszłości zachodnie korporacje postawią fabryki u siebie kosztem produkcji w Chinach, Azji, Europie Wschodniej. Buty addidas będzie wykonywał robot. Zaczyna się dziać kolejna rewolucja – po przemysłowej, informatycznej. Teraz czas na pełną automatyzację i robotyzację produkcji. Pytanie czy my jako kraj znów nie zostaniemy jak poprzednio w epoce pańszczyźnianej… To kolejne dla nas wyzwanie… także szansa. Zależy jak kto spojrzy na szklankę – do połowy pusta czy pełna.

        1. Demografia jest problemem w sensie realokacji zasobow. Demograficzny problem maja Chiny czy jeszcze wiekszy Japonia.

          Moim zdaniem zachod ideologicznie walczac z instytucja rodziny ma ku temu powody stricte ekonomiczne. Dobrobyt jest na kredyt a kiedys gdy na przednowku brakowalo, wypedzalo sie z domu dziadka….

          Dzis bedzie inaczej, 15 gramow pentobarbitalu sodowego nie kosztuje zbyt wiele. Exit by Dignitas, but with or without Dignity?

          Co do robotyzacji. To sie w PL nie uda, bo nie udalo sie w DE. Kuka zostala przejeta przez Midea. Tu drogi wyznaczy zolta rasa. Tu przegralismy. ABB wprawdzie jest drugie, ale drugie na liscie.

          Znajomi z KUKA moi mowili mi, ze w firmie krazyly plotki, ze Chinczycy postawili ultimatum – te przejecie bylo wwrogie, ale na nie zgodzili sie amerykanie nawet, bo gdyby sie wtedy nie zgodzili, to nie mieliby nowego lotniskowca. Tylko laska Chin pozwolila ukonczyc lotniskoweic USA.

          Robotyzacja w PL jest moim zdaniem tak realna jak te miliony aut elektrycznych czy sukces Ursusa czy Arrinerry. Nie da sie bez zasobow a zasobow brak.

          1. “a zasobów brak” – tyle, że Wschodnia Flanka Europy – będzie atrakcyjna i dla norweskiego funduszu państwowego [a ten MUSI znaleźć sobie bazę ekonomiczną – to słoń na cienkim lodzie – odsyłam do stosownego artykułu Pana Krzysztofa] i dla City – zwłaszcza gdy perspektywa rozrostu Flanki obejmie zagrożone naporem islamu państwa europejskie Śródziemnomorza. I zasoby będą. Wczoraj rozmawiałem z pewnym znajomym, dość wysoko umocowanym “człowiekiem” od zasobów naturalnych Polski. Bo sprawa i Skarbca Suwalskiego i geotermii głębokiej mnie cały czas interesuje – i drążę temat i kontakty… Jak mówił: KGHM chce wejść w Skarbiec Suwalski, ale właśnie zasoby inwestycyjne… – zaproponowałem dla pozyskania funduszy [przynajmniej na I etap] sprzedaż zagranicznych aktywów KGHM w rodzaju Sierra Gorda [i tak w kolejnej fazie eskalacji wojny handlowej i narastania chaosu pułapki Kindlebergera, zagraniczne aktywa będą coraz bardziej narażone na utratę kontroli] – ale także fundusz norweski i głodne City. Niby pomysły “chwyciły” – ale jak znam życie – będzie się to mieliło i mieliło po różnych instytucjach i komisjach – na razie w Warszawie “restrukturyzacja” i każdy tam myśli o utrzymaniu swojego stołka…potem w kolejności operacyjne i średniofalowe “gaszenie ognia” covid-recesji, potem gimnastyka z Brukselą [czyli z Berlinem i dojadającym Paryżem], a sprawy wzrostu i budowania pełnych kontrolowanych łańcuchów wartości [i to jeszcze “high-tech”]…w dalekim miejscu ogonka priorytetów i zadań.. ale gdy presja sytuacji wymusi zasadnicze zwroty i mobilizacyjne podejście – także do surowców strategicznych i zasobów je “przetrawiających” w wartości dodane i wysokie marże [w tym produktów i infrastruktury tzw. podwójnego zastosowania]… cóż, cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość – woda drąży skałę, a ziarno wzejdzie – gdy przyjdą na nie warunki do wzrostu…do tego czasu trzeba dobrze przygotować owo “ziarno”…czyli wszelkie plany i scenariusze ewentualnościowe… Szczerze – gdy porównuję PERSPEKTYWY i SWOT jądra karolińskiego w planie długofalowym – to odpowiednio wg tych samych kryteriów wymagań na ciężkie czasy – Polska ma w większości dziedzin dużo lepsze widoki i na przetrwanie i na rozwój. i dużo lepsze umocowanie względem obu supermocarstw – dla których utrzymanie pomostu bałtycko-karpackiego dla izolacji Kremla od jądra karolińskiego – jest geostrategiczną racją stanu. Natomiast utrzymanie się Niemiec i Francji – nie jest bynajmniej konieczne, ani nawet potrzebne dla obu supermocarstw – a w zasadzie dla żadnego z nich [mówię o perspektywie STRATEGICZNEJ – nie taktycznej]. Kreml, Berlin, Paryż – w optyce planów i Pekinu i Waszyngtonu – to kłopotliwi i przeszkadzający gracze – i jeszcze “kombinujący” nad utworzeniem konkurencyjnego SILNIEJSZEGO supermocarstwa – czyli w perspektywie strategicznej to przyszli wrogowie obu supermocarstw – na celowniku i USA i Chin. Owszem – maja JESZCZE dość spore zasoby ekonomiczne czy militarne – ale to TYM GORZEJ – bo w optyce supermocarstw stawia to Kreml, Berlin i Paryż wobec alternatywy – albo konfrontacji [co bardzo kiepsko im wróży] – albo kapitulacji i stania się zasobem danego supermocarstwa. Teraz jeszcze cała gra globalna jest prowadzona w rękawiczkach – ale ta delikatność się skończy po przekroczeniu pewnego krytycznego stopnia eskalacji [wejście do polityki “gołej siły bez osłonek” widzę po etapie wojen walutowo-finasowych i potem po eskalacji wojny technologicznej] – w nowym etapie “wyciągania armat” przez supermocarstwa. Jak to napisał Szekspir – “biada temu, kto wejdzie między ostrza potężnych szermierzy”…a Kreml, Berlin i Paryż robią najwidoczniej wszystko, by się między owe ostrza dostać…cóż… pycha przed upadkiem stoi, a na dodatek chciwość i imperialne rojenia zaślepiają…

          2. no i właśnie biada PL wchodząca pomiędzy interesy UE a Rosję, bo znowu będzie po staremu.

            To co Pan piszesz to są hipotezy, gdybania i marzenia. To może ja dodam swoje. Gdyby coś w PL było interesującego to się by mocarstwa dogadały ponad PL a la konferencja Monachijska.

            Tymczasem Panska retoryka ta upadająca Francja, upadające Niemcy.. A nadal to Polacy jeżdżą do Francji i Niemiec do prac y anie odwrotnie…

            Ja wiem, juz za lat kilka kilkanaście PL bedzie mocarstwem swiatowym, tylko jeszcze zacisnijcie piesci, zeby, do roboty, placcie podatki na te wielka Polske, na te mocarstwo, waszym wnukom bedzie przeciez lepiej, w imie tych wartosci narodowych i polskosci…

            A co jest dzis? Dzis mamy rok 2020 i pchanie sie upadajacego ekonomicznie Panstwa na scene tych, co faktycznie grac potrafia i maja lepszych aktorow. To nie polskie wladze dostana lomot, lomot zawsze dostaja Ci na dole. Czyli podatnicy.

            Wycofanie sie dzisiaj niemieckich inwestycji z PL to armageddon w Polsce. Cofniecie do poziomu lat 90tych. Bez jednego wystrzalu, bez jednego zolnierza. To jest PL na kolanach. Byc może o to chodzi. Byc moze chodzi o wycofanie PL ze struktur UE w sposob mniej ostentacyjny.

            Kiedy w warszawskim Starbucks zabraknie sojowej latte dla hipsterow a w PL nie bedzie co jesc to dzisiejsi dumni beda skandowac o natychmiastowa kapitulacje i przyjecie kazdych warunkow. Z glodnymi bardzo dobrze sie dyskutuje.

            A kleska glodu w PL jest bardzo realna, krajowa agencja do interwencji na rynku rolnym ma zdolnosc porownywalna do gracji slonia czy hipopotama i tam wiele rzeczy w tym rezerw jest na papierze. Oby Polska nie miala sytuacji w ktorej polski narod powioe “_Sprawdzam“ bo wtedy polscy patrioci pojda po Eintopf od Bundeswehry na moscie do Güben z Gubina i do Görlitz ze Zgorzelca.

            Nie, nie zycze nikomu zle, ale patrzec na sprawnosc Panstwa nalezy calosciowo. Teraz np. w jednym ze znanych mi Urzedow – o dziwo dzialajacych sprawnie a mowie to o delegaturze UKE w duzym miescie wojewodzkim zostanie zwolnionych około 50% urzędników, decyzji jeszcze brak. A ilosc spraw pozostanie stala.

            To nie ma prawa sie udac. Mocarstwo przecholowalo z socjalem i nie stac go a lud chce 13 emerytur, 500 plus musi byc.

            Obligacje PIIGSow tez jakos inaczej niz PL -czyzby specjalisci sie mylili?

            Z punktu widzenia interesow obcych krajow najlepiej dac PL wpasc w duzy kryzys -poczekac, poczekac, jak zabraknie Warszawie pieniedzy na 500 i obietnice socjalne to zgodzi sie na wszystko. Zupelnie jak z wydaniem akredytacji ambasadorowi DE.

            Wiele trupow jest w szafach poukrywanych i tylko cierpliwie trzeba poczekac az to zacznie cuchnac. Te trupy wyplyna, wtedy mozna bedzie z Warszawa (ktokolwiek bedzie u steru) ugrac duzo duzo wiecej znikomym kosztem.

            Moim zdaniem Panskie wywody sa bledne juz na etapie zalozen. Po co dyskutowac z wasalem jak mozna przejac jego wloscia. Specjalistom z Chin, USA czy DE nie sa potrzebne polskie wladze do niczego. Oni moga sobie poradzic bez nich.

            Albo kupic polskie wladze obietnicami karier dla ich rodzin – dostaniecie stolek na zachodzie, wpuscimy Was na salony, jesli…. jesli wykonacie zadanie.

          3. (…)Albo kupic polskie wladze obietnicami karier dla ich rodzin – dostaniecie stolek na zachodzie, wpuscimy Was na salony, jesli…. jesli wykonacie zadanie.(…)
            U nas, żeby ustrzelić ważnych polityków wystarczy zrobić tzw. kwerendę w IPN… ileż zła narobiono w tym kraju za pomocą tej instytucji to głowa mała.

  37. Podaję trendy, które pojawiają się i które dostrzegam, jako zmieniające otoczenie. Nie dokonuję oceny, czy w PL to uda się, czy nie. W jednym kraju pójdą tą ścieżką w innym stwierdzą, że to nie dla nich (vide: Dania wybrała energywind zamiast atomu). robotyzacja będzie postępowała jak kiedys rewolucja przemysłowa.

  38. A dziś robiąc prasówkę z PL sie zdenerwowałem trochę.

    W czyim interesie pracuje tak zwany premier RP ?

    Mamy dziś wyjście smoka, wyjście polityka wielkiego mocarstwa, wielkiej siły, która pokazuje innym miejsce w szeregu ( a jak wygląda polska rzeczywistość to w PL ludzie doskonale wiedza) – czytając polska prasówkę dzisiaj:

    ——————————————————————————————————

    1. – Realistycznie wiemy, że ta walka musi się skądś toczyć, musi być prowadzona – mówił premier Mateusz Morawiecki, który na spotkaniu ze Swiatłaną Cichanouską w Warszawie wręczył jej klucze do nowej siedziby Domu Białoruskiego w stolicy. Powiedział, że będzie to “siedziba wolnych Białorusinów”. – Wkrótce przedstawimy gospodarczy plan dla Białorusi i narodu białoruskiego – dodał.

    2. Wkrótce przedstawimy gospodarczy plan dla Białorusi, by pokazać, że Polska i Unia Europejska jest otwarta na Białoruś

    3. Pomagamy w przekazywaniu prawdy na Białoruś
    ————————————————————————————————–

    Przecież tego typu deklaracja to prezent dla wujaszka Backi i Wladimira Wladimirowicza. Russia Today approves.

    Ad 1. Premier Polski W SPOSÓB OTWARTY deklaruje mieszanie się w sprawy wewnętrzne obcego kraju. Koordynacja białoruskich działań opozycyjnych będzie prowadzona z terytorium Polski. Jaki to fajny prezent dla wymienionych – protesty sobie zdusi mówiąc – nie widzicie, ze to inspiracja wrażych sil UE i NATO? Toz ci protestujący, ta cala opozycja to polscy agenci są. Kolejny sukces w trakcie powstawania, aby ewentualny rozlew krwi był legitymizowany poprzez inspiracje czynnikami zewnętrznymi.

    Mam taki dysonans bo UE zachowała dyplomatyczny dystans, wie ze BY to domena wpływów RU, czeka na rozwój wypadków. No ale mocarstwo musiało wyjść przed szereg. Pokazać swa moc i sile. Dyplomatolki mawiał jeden z wielkich to mało, twierdze ze musieli -ze USA wysłały swojego pachołka by wyszedł przed szereg, by jak kiedyś w bitwach, zaczynali harcownicy.

    Ad 2. Polski podatniku, szykuj pieniążki, powołamy sobie komitety ds. pomocy demokracji, tam wrzucimy naszych najlepszych ekspertów – moje typy to M. Suski lub Sasin i będziemy budować demokracje i dobrobyt. Tzn. nasz dobrobyt. Bowiem naszym celem jest budowanie dobrobytu na Białorusi jako polskich polityków, polski dobrobyt może wszak poczekać. Dlatego tez https://www.onet.pl/?utm_source=businessinsider.com.pl_viasg_businessinsider&utm_medium=referal&utm_campaign=leo_automatic&srcc=ucs&pid=591365d5-45bc-4428-9ee6-5d4badc88f2c&sid=ca05277f-7c3f-495c-9acc-986177acd173&utm_v=2

    Ad3. A mogli siedzieć cicho. Russia Today is happy now.

    Tak najzupełniej, abstrahując od moich prywatnych opinii o polskich politykach ( uważam ich za dyletantów przyspawanych do koryt, ktorzy to bez stołków nie nadawali by sie do pracy w Biedronce) to aż tak głupi i niekompetentni oni nie są. Majac wspólną granice i w miarę normalne stosunki z sąsiadem tak otwarcie i w sposob bezpardonowy mieszać sie w ich sprawy?

    Oczywiście ze wszyscy to robią, ale dyskretnie,za pomocą specsłużb, z kurtuazja, w zaciszach gabinetów, bo chcą prowadzić interesy i mieć spokój Federacji Rosyjskiej.

    Zaryzykuje stwierdzenie ze przyszedł whatsappem rozkaz z ambasady USA wiec rozkaz bez szemrania wykonano. W razie czego jakby bylo ostro to polityk sie z rodzina ewakuuje do UK czy USA.

    Czy to jest jednak zadanie polskiego premiera? Czy to co on dziś zrobił lezy w interesie polskiej racji stanu? Czy PL jest niepodległa?

    Ja sobie na te 3 pytania odpowiedziałem. Kazdy niech sobie je tez przeanalizuje, w kontekście chociażby tego wydarzenia.

  39. @ultrasceptyk – przejmowanie Polski jako zasobu, odstawienie rządu [jaki by nie był] i “ręczne sterowanie” Polską nic Waszyngtonowi czy Pekinowi nie da – gdy polski żołnierz i polski obywatel będą postawieni wobec zagrożenia wojennego i będzie wymagana pełna, spójna i pełna poświęcenia i świadoma RZECZYWISTEGO interesu narodowego mobilizacja. To działa tylko wtedy, gdy jest wewnętrzny, krajowy autonomiczny ster państwowy – czyli Polska jako samosterowny gracz – tylko wtedy ten gracz zdobędzie się na maksymalny i zdeterminowany wysiłek – w strategicznym interesie supermocarstw – ale i w swoim interesie. Nawet Hitler to rozumiał [a i Stalin też po 1945] – dlatego pozostawił rządy w Rumunii, Węgrzech i dawał im marchewki na wschodzie itd – choć w teorii “lepiej i taniej” by było “sterować bezpośrednio” tymi państwami – jako przejętymi zasobami. Natomiast dla supermocarstw Kreml, Berlin i Paryż to “wroga zmowa” budująca ościenne supermocarstwo. Trzeba ich rozdzielić – po to będzie wsparciu OBU supermocarstw dla Wschodniej Flanki Europy. Berlin i Paryż staną się własnie zasobami – jeżeli nie użytymi – to przynajmniej zneutralizowanymi. Tak wcale żaden rząd nie jest potrzebny. Co do Kremla – po izolacji i marginalizacji przez deal USA-Chiny – w optyce Pekinu Kreml zostanie zmuszony do hołdu lennego i wejścia w sferę Chin jako kolonia surowcowa do zaludnienia – natomiast wg kalkulacji Waszyngtonu – takie dociśniecie Rosji przez oba supermocarstwa, spowoduje, że Kreml przyczołga się na kolanach do Waszyngtonu, zgodzi się na każde warunki jako junior-partner. Czyli maksymalny kij i jedyna marchewka to samo przetrwanie Rosji “w jednym kawałku”. Polska suwerenność i wynikająca stąd determinacja [idąca ODDOLNIE i POWSZECHNIE] – to jest ta kompetencja, która jest potrzebna obu supermocarstwom, by Polska jako CHRONIONY UBEZPIECZYCIEL obu supermocarstw, zapobiegła powstaniu trzeciego konkurenta. Zaś ani mobilizacja Francuzów ani Niemców nie jest do niczego obu supermocarstwom potrzebna [zresztą obie te nacje wg badań nie są chętne do poświęceń nawet dla swego państwa – co dopiero dla cudzego] – co najwyżej [po dekapitacji sterów obu tych graczy] przejęcie aktywów technologicznych i innych silnych zasobów. Różnica jest taka, że wszystkie zasoby Polski są potrzebne….Polsce – do oparcia się naporowi Rosji [ew. sabotażowi Niemiec] – i jeszcze Polska będzie sygnalizowała, że ma za mało zasobów – i supermocarstwa “dopełnią” tę lukę. W swoim własnym egoistycznym interesie geostrategicznym. Francja i Niemcy to w całości gracze do neutralizacji – a ich zasoby [teraz grające PRZECIW supermocarstwom] jak najbardziej do przejęcia – tak – tu się zgadzam.

    1. Moim zdaniem błędy i myślenie życzeniowe .

      Co to jest polskość ? Pytam poważnie? Dlaczego miałbym ja czy ktokolwiek inny oddawać życie za ten szkalujący obywateli Polskich obecny bałagan? Płacić podatki ryzykować życie etc. Skoro można żyć gdzie indziej na innym poziomie? Nie mam żadnych uczuć samodestrukcyjnych i nie oczekuje od nikogo podobnych.

      Malo tego. Nie oczekuje nawet od polskich żołnierzy obrony PL gdy wysyła się ich niczym mięso armatnie np. W 50 letnich antykach T-72 bez jakiegokolwiek środka ochrony przeciwko pociskom kumulacyjnym ze o pociskach kinetycznych APFDS nie wspomnę. Tych żołnierzy wierchuszka wysyła i ma w d… ze te 50 letnie złomy nie maja nawet pancerza reaktywnego Erawa. Bo wierchuszka życia nie będzie narażać tylko jakby co to ucieknie zanim się na dobrze coś zacznie. Jeżeli ja mam mieć jakieś obowiązki to czemu Ci, co biorą za to pieniądze ( i to o wiele większe niz np. Pensja pielęgniarki w polskim szpitalu) maja to w poważaniu?

      Gdyby coś bylo na rzeczy to obowiązkiem tych czołgistów jest wyjść z tych puszek i nie narażać życia.

      Jedyne co by się liczyło to ewakuacja moich starszych rodziców z tego obszaru i nic więcej . Prywatnie żyłem w Polsce prawie 28 lat i mam w nosie jakies mrzonki o wielkiej polskości. Miałbym oddawać czy chociażby ryzykować życie mojej rodziny aby taki Suski, Sasin, Witek zachowali swoje stołki i przywileje- nie. Nie mam zamiaru obrażać Polaków ale wypraszam sobie aby poświęcali życie dla tego bałaganu. Nie warto. Warto żyć. Co nie znaczy pogardy dla Polski ale uważam ze skoro PL nie wywiązuje się z podstawowych obowiązków wobec swoich obywateli to obywatele PL są zwolnieni z jakichkolwiek obowiązków wobec tego państwa.

      Liczy się biologiczne przetrwanie a miejsc do życia jest sporo czy w Europie czy poza nią. Świat się zmienił .

      Ci co za to biorą pieniądze maja zapewnić bezpieczeństwo i na to w Polsce ludzie płaca podatki. Ci, którzy za to bezpieczeństwo odpowiadają maja w poważaniu tych, którzy immza to płaca i patrzą tylko jak się ustawić w życiu opowiadając frazesy.

      Liczy się biologiczne przezycie I dobrostan Własnej rodziny. Brednie o honorach obowiązkach opowiadał na trzeźwo i mniej trzeźwo na przykład smigly rydz. W czasie pokoju liczyły się rauty i wódka a jak przyszło co do czego to uciekł jak szczur. Oni nie narażali życia ale do uposażeń i zaszczytów byli pierwsi.

      Nie ma
      Czegoś takiego jak Polska suwerenność.

      Jest polski wasalizm. Sanacyjna nie tylko druga RP widziała się jako podnózek UK i Francji, PRL widział się jako wasal towarzyszy z Kremla a dzisiejsze władze widza się jako wykonawcy woli Białego Domu.

      Polska jest zbyt słaba gospodarczo, politycznie,
      Militarnie, demograficznie nie ma żadnych strategicznych zasobów i skazana jest przez to na bycie proxy i wasalizację.

      Silniejsze imperia decydują o ruchach słabych i tak było , jest i będzie. Polska niestety jest słabym państwem gospodarczo skolonizowanym i nie ma
      Możliwości decyzji nawet owlasnej polityce weWnetrznej.

      Przeceniasz Pan patriotyczne uczucia. Jest wielu ludzi czujących się Europejczykami. Dla nich polskość jest tak istotna jak fakt ze jeden urodził się np. W zielonej gorze drugi we Wrocławiu trzeci
      w Gdańsku. Dzieci uczę polskiego i nawet polskiej historii ale nie identyfikujemy się jako Polacy a racZej jako bezpaństwowcy. Tak nam dobrze.

      Polskość dla nich to jest polski język i kultura a nie jakiś teren. Polskość to rodzina i równie dobrze może być sobie polskość w Bazylei czy Perpignan.

      Po drugie wiele osób w PL ma w nosie jaka będzie flaga czy cokolwiek, chcą w spokoju najzwyczajniej żyć a dla nich wrogiem jest ich polski rząd i jego agendy. Wrogiem polskich obywateli są instytucje mu nieprzyjazne typu olewajaca go ochrona zdrowia, piekielko urzedow wszelkiego rodzaju etc.

      Wielu traktuje PL jako byt administracyjno-urzędniczy i nie czuje z nią związku.

      Uważam za łajdactwo oczekiwać żeby obywatele,
      Eksploatowani jako dawcy podatków na funkcjonowanie aparatu mieli jeszcze obowiązki innego rodzaju.

      Proszę nie zrozumieć mnie zle ale zachowanie polskości to zachowanie języka i tradycji a nie terytorium. Bo gdyby było inacZej to przecież Np. Tarnopol był polski do 1945 a polskość zachowana jest bez niego.

      1. Zwracam uwagę na to, że to blog geopolityczny, a nie sentymentalny o Pańskim prywatnym stosunku do polskości. “Liczy się biologiczne przetrwanie a miejsc do życia jest sporo czy w Europie czy poza nią. ” –> podejście, że nie warto bronić państwa (ani nawet go posiadać) ponieważ najważniejsze jest przetrwanie było w historii tyle razy weryfikowane, że z całą stanowczością należy je uznać za totalną bzdurę. Jeśli nie zna Pan polskiej historii (zabory i okupacje), w której brak państwowości przyczynił się do śmierci wielu Polaków, to przypomnę tylko losy Ormian, a współcześnie Kurdów. Warto też przypomnieć co się stało z chrześcijanami czy jazydami w Syrii i Iraku, gdy rozprzestrzeniło się ISIS. Świat się nie zmienił i ludzie się nie zmieniają. Jak jest prosperity, to bezpaństwowców unaradawia się w sposób pokojowy. Germanizując, rusyfikując etc.etc. Jak są czasy kryzysu, biedy i głodu, szowinizmy biorą górę. Wówczas odmiennych (etnicznie czy religijnie) postrzega się jako zagrożenie i w wielu przypadkach przekładało się to na mord.

        My Polacy mamy taką historię, że powinniśmy o tym pamiętać szczególnie. Bajki o “zmienionych czasach” są bajkami dla dużych dzieci, które myślą ,że złapały Boga za nogi i jak teraz żyją w krainie mlekiem i miodem płynącej to już tak będzie zawsze. Już teraz rozpoczęły się pewne procesy i tendencje na podstawie których śmiało można zakładać, że za 10 lat polscy emigranci będą się przepraszać z krajem i wracać tutaj bez względu na to, kto będzie rządził i jak mocno byli obrażeni. Jak w Wlk. Brytanii za rok skoczy bezrobocie niemiłosiernie i zacznie się kryzys, to Polacy będą jednymi z pierwszych, których lokalsi będą chcieli wygnać. Bo Polacy zabierają pracę – hasło to funkcjonuje już od dziesięciolecia i dowodzi szowinizmu społeczeństw jako ogółu. A jeszcze najgorsze dopiero przed nami.

        “Sanacyjna nie tylko druga RP widziała się jako podnózek UK i Francji” –> Pisze Pan takie wierutne bzdury, że się zastawiałem czy w ogóle publikować te nic nie wnoszące do dyskusji brednie i wynurzenia rozczarowanego człowieka. Nawet przeciwnicy sanacji zarzucają jej mocarstwowe myślenie, a więc myślenie niezależnie i takie, jakby Polska była na tyle silna by decydować o sobie i otoczeniu. Żadnego podnóżka nie było. To władze emigracyjne stały się podnóżkiem UK, jeśli w ten prymitywny i uproszczony sposób chcemy już kogokolwiek określać.

        Co do stosunku Polaków do Polski. Z łaski swojej, Pan jako osoba nie mieszkająca tutaj od blisko 30 lat ma akurat słaby mandat by wypowiadać się w imieniu rodaków, którzy pozostali w kraju. Więc jak już Pan musi, niech Pan pisze w swoim imieniu.

        pozdrawiam
        KW

        BTW.
        Charakterystyka Pańskich wypowiedzi wskazuje, że pod nową nazwą “ultrasceptyka” ukrywa się ta sama osoba, która wypowiadała się na forum jako medyk. Ja rozumiem, że można się wstydzić swoich wcześniejszych wypowiedzi, a także tego, że z własnej woli, dwukrotnie się Pan stąd wypisywał.

        Widzę, że wciąż Pana korci do pisania na tym blogu. Niemniej zasady pozostają niezmienne. Rozmawiamy o geopolityce, a nie o żalach życiowych do kraju czy tych czy innych polityków.

        1. Ale dlaczego maja wracać do Polski, która na kryzysie oberwie najbardziej?

          Uwzględniając strukturę polskiej gospodarki to PL będzie miała do zaoferowania jeszcze mniej niż wrogo nastawiona UK. Co maja szukać ludzie po kilkunastu latach emigracji,zintegrowani i zasymilowani (jak już Pan mówi mi wprost – ze skoro nie mam prawa wypowiadać się w imieniu osób mieszkających w Polsce, to dlaczego Pan uzurpuje sobie prawo do wypowiadania się w imieniu emigrantów? To zadanie z logiki a nie wycieczka osobista -jakie ma Pan doświadczenie z życia na emigracji?) kiedy PL już dziś deklaruje ze chce tych, pracujących zagranica ograbiać? Jako specjalista od podatków chyba ma Pan swoje zdanie na ten temat? Do jakiej Polski maja wracać dawni emigranci i dlaczego? Kto i co ma niby na nich czekać? Przecież będą konkurować o istniejące miejsca pracy., na istniejącej infrastrukturze. Ktora nie jest z gumy a kryzys szarpnie PL przynajmniej tak samo, zwłaszcza ze PL rządzą indolenci.

          Co do historii. Znam ja – i wyciągam z niej wnioski. Kult porażek jest historyczny i ciąży właśnie w polskiej geopolityce. My na Tygrysy mamy VISy i rojem,rojem gęsiego na stanowiska z KM. Jak się skończyło to wszyscy wiemy. Na co te ofiary? Juz wtedy Kurier z Warszawy mówił, ze oceny geopolityczne są błędne, ze będzie to burza w szklance wody, którą na mocarstwach nie zrobi najmniejszego wrażenia a przecież świadomość postanowień konferencji w Teheranie była znana decydentom. Kolejny raz przekalkulowano. Poświecono droga geopolitycznych mrzonek setki tysięcy polskich istnień, co mówił o tym Anders to Pan wie…. I proszę mi nie wkładać w usta powiedzenia ze relatywizuje zbrodnie siepaczy niemieckich Dirlewangera czy RONA – ale błędne kalkulacje spowodowały hekatombę przede wszystkim cywilów. Jak wyzwolił się Paryż, Praga? (Tu porównania są z czapy bo warunki były inne)…konsekwencje decydentów ponieśli jak zwykle Ci na dole. Czy ktoś ich pytał o ich zdanie, czy chcą być mordowani przez niemieckich siepaczy na Woli etc. ? Przypominam ze założenia taktyczne na Powstanie były takie a nie inne a potem stwierdzono ze zbrodnie niemieckie maja poruszyć sumienia mocarstw… łatwo było wierchuszce decydować o cywilach Woli na bezpiecznej kwaterze, paląc cygara i popijając alkohol miedzy meldunkami. W końcu to nie ich krwią miały spłynąć ulice powstanczej Warszawy.

          Z jednej strony naród nie znający swojej historii skazany jest na jej powtórzenie – z drugiej strony Polacy robią wszystko obecnie by może nie przegrać, ale by się zmarginalizować.. Wnioski z I Saw Poland Betrayed: An American Ambassador Reports To The American People Autor Arthur Bliss Lane chyba Pan zna.

          Napisał Pan : Jeśli nie zna Pan polskiej historii (zabory i okupacje), w której brak państwowości przyczynił się do śmierci wielu Polaków,

          a ile śmierci i cierpienia przyniosły nieprzemyślane zrywy narodowe, bez jakiejkolwiek koordynacji czy przygotowane ad hoc? Napakowane mesjanizmem, rojeniami i marzeniami o wolności?

          Nie ma żadnych bajek o zmienionych czasach. Dziś procesy które dawniej trwały dziesięcioleciami trwają tygodniami. Dziś trzeba iść do przodu a nie ekscytować się historia. Historia jest interesująca i ciekawa ale o sile Państwa stanowi gospodarka i jej innowacyjność a nie historyczne pretensje. Nikogo na swiecie nie obchodzą ani ofiary polskie ani jazydzkie ani kurdyjskie (nie, nie mowie ze to jest w porządku) ale na świecie liczy sie bardziej czy nowy procesor Huawei Kirin pobije procesor Qualcomma czy nie. Nie bez przyczyny nie produkuje tego polska firma,niestety.

          Dzis geopolitycznie oczekiwania i marzenia są wielkie ale – Pani ambasador chce – polski Rzad wykonuje. Pani Ambasador pisze tweeta a już stoją w PL na baczność i Yes, we do.

          Proszę mi nie imputować rzeczy których nie napisałem i nie powiedziałem.

          Pozdrawiam Serdecznie.

          1. Proszę czytać ze zrozumieniem:
            1) Pisałem o powrocie Polaków z emigracji z uwagi na warunki społeczne, nie z uwagi na świetną gospodarkę Polski.
            2) To Pan przelewa swoje żale i wybrażenia pisząc, że tak myślą Polacy na emigracji i w kraju. Ja jedynie stwierdziłem , czemu może się zdarzyć , że będą zmuszeni wracać. Nie pisałem nic w niczyim imieniu.
            3) Co do historii, jasno panu wytknąłem błąd i brak znajomości. Zmiana tematu na powstania nie zmienia faktu.
            4) Wyciąganie błędnych wniosków z fałszywej wizji jest gorsze niż brak wyciągania wniosków z prawdziwej historii.
            5) Swoim ostatnim komentarzem, którego tutaj nie będę publikował przekroczył Pan moją cierpliwość. Jak nie potrafi Pan sam się powstrzymać od komentarzy ad personam (nie pierwszy raz) i jest Pan tak bardzo niezadowolony z administrowania przeze mnie tym forum to uwolnię Pana od przykrego obowiązku pisania tutaj.
            6) Pozdrawiam, życzę powodzenia w życiu i więcej optymizmu.

            KW

  40. Patrząc po miesiącu od wyborów – największy błąd względem Białorusi popełniły USA robiąc na początku września ćwiczenia wojskowe w ramach Atlantic Resolve z Bałtami – co daje wodę na młyn propagandy “zagrożenia Białorusi” – i Łukaszence – i Kremlowi. Dla kontrastu w wyczuciu politycznym – Serbia [naciskana przez UE] zrezygnowała ze wspólnych ćwiczeń na Białorusi – jednocześnie politycznie zabezpieczyła się zamrożeniem wszystkich zagranicznych ćwiczeń na pół roku – by [teoretycznie] ta decyzja no wycofaniu się z ćwiczeń na Białorusi – nie była nominalnie wymierzona w Kreml. Natomiast Polska – po nieszczęśliwym oddaniu sprawy Białorusi na rzecz Brukseli – odzyskała przynajmniej podstawowy wpływ na sprawy – stawiając na Tichanowską i zapewniając jej ruchowi oparcie w Polsce. Wydaje się, że Kreml stawia Łukaszence ultimatum – albo pełne podporządkowanie i integracja – albo postawimy na naszego kandydata w nowo rozpisanych wyborach. Sądząc z mediów rosyjskich [prorządowych] – Kreml stawia na Babarykę. Tyle, że Tichanowska zyskała już pewien polityczny ciężar gatunkowy jako twarz demokratyzacji i wolności Białorusi. Co więcej – wydaje się, że sprawa Białorusi ma w Polsce pewien wspólny konsensus polskiej racji stanu – ponad podziałami partyjnymi. Tusk zaproponował, by UE nominowała Tichanowską do pokojowego Nobla, Morawiecki dokonał donacji dla siedziby ruchu Tichanowskiej, ustanowiono też ułatwienia dla rozwijania biznesu Białorusinów w Polsce [https://kresy.pl/wydarzenia/premier-oglosil-program-zachecajacy-bialorusinow-i-bialoruskie-firmy-do-przenoszenia-sie-do-polski/] – z naciskiem na kadrę techniczną i start-upy a jednocześnie “prorządowe” Forum Ekonomiczne w Krynicy przyznało jej nagrodę, a MSZ zapowiada szerszy program współpracy gospodarczej z Białorusią. I o to chodzi – by w trakcie “interregnum” – nim Kreml ustanowi w rękawiczkach “swojego człowieka” [kto by nim nie był – np. w powtórzonych wyborach] – powstaną więzi i perspektywy gospodarcze. Które nawet jeżeli zostaną ponownie zerwane przez “człowieka Kremla” – to dla samych Białorusinów będą sygnałem “patrzmy co tracimy przez zbytnie związanie z Rosją i odcięcie nas od Polski i od zachodniego regionu”. Dopiero jak Białorusini do końca się rozczarują Kremlem – dopiero wtedy nastąpi “przekrystalizowanie” powszechne w świadomości Białorusinów, że lepiej by im było z Polską, Bałtami, Ukrainą – i z otwarciem na świat. Więcej – to wtedy Białorusini wytworzą sami schematy własnej drogi w ramach “restauracji następcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów” jako odbudowy swej największej chwały i tożsamości – i przestrzeni gospodarczo-cywilizacyjnej – oczywiście rozumianej już w nowej formie jako Rzeczpospolitej Wielu Narodów [czyli Polska, Bałtowie, Białoruś, Ukraina]. Czyli konfederacja partnerska. Niedawno była “afera” – Onet doniósł, że Czechy nie zgodziły się na udział Tichanowskiej w spotkaniu V4 w Lublinie. Onet określił to mianem “wpadki polskiej dyplomacji”. Nie muszę tłumaczyć, kim są mocodawcy Onetu….moim zdaniem jest to wpadka – ale czeskiej dyplomacji – szczególnie na tle propozycji Tuska nominowania Tichanowskiej przez UE do pokojowego Nobla…a Polska i tak pokazała wyraźną wolę wsparcia w ramach V4 Tichanowskiej i demokratyzacji Białorusi. I mimo veto Czech – robi dalej swoje – rozszerzając współpracę. Stawiam tezę, że za dekadę-tuzin lat, Białorusinom zupełnie się “przeje” integracja z Rosją, a wtedy oni sami będą oddolnie parli do Polski – wg mnie do szerszego konceptu nowej konfederacyjnej, partnerskiej Rzeczpospolitej. Który powinniśmy już teraz budować długofalowo i systematycznie – integrując współpracę z Bałtami i Ukraińcami – na polach wspólnego interesu bezpieczeństwa i ekonomii. Czyli wspierać i budować to, co łączy, a różnice [np. z Ukrainą i Litwą o politykę historyczną] nie stawiać na ostrzu noża – tylko konsekwentnie głosić swoje stanowisko – w tym co do polityki historycznej. Proponuję rozpatrywać Białoruś geostrategicznie – długofalowo – i nie rozdzierać szat nad przejęciem władzy przez “człowieka Kremla”. Co mam za rzecz nieunikniona wobec zdecydowanej asymetrii wpływów na korzyść Kremla względem reszty graczy – w tym i USA. Gra długofalowa dopiero się zaczyna.

    1. (…)Tyle, że Tichanowska zyskała już pewien polityczny ciężar gatunkowy jako twarz demokratyzacji i wolności Białorusi.(…)
      Osoba, która nie potrafi ogłosić, że skoro wygrała wybory jest Prezydentem?

      (…)a MSZ zapowiada szerszy program współpracy gospodarczej z Białorusią.(…)
      Łukaszenka chętnie z niego skorzysta… A wracając do powagi… Jaki plan gospodarczy może zaoferować kraj, który nie potrafi porządnie skomunikować swojej stolicy, a inny poważny problem w postaci skanalizowania sprowadzania do parodii pod tytułem Czajkobyl?
      Swoją stroną mogę się założyć, że polska opinia publiczna jest bardziej zaaferowana beką z Trzaskowskiego z okazji awarii Czajki niż całą sprawą Białorusi.

  41. @Georealista – w pełni zgoda co do myśli zawartej w Pana poście. Parafrazując :budować z Bałtami Ukrainą i Bialorusią podwaliny współpracy na zasadach równości najpierw na polu gospodarczym, społecznym. To nam się tylko opłaci tak w krótkim, jak długim horyzoncie czasu.

  42. Patrząc na ostatnie świeże decyzje – widać bardzo dobre ruchy ze strony Polski – kolektywnie z V4: [https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/bialorus/morawiecki-chce-ruchu-bezwizowego-dla-bialorusinow-i-pakietu-wsparcia-dla-bialorusi/] proponowane otwarcie granic [tj. ruch bezwizowy] dla Białorusinów, fundusz współpracy gospodarczej. I jednocześnie wspólne oświadczenie V4 w sprawie Nawalnego – co stygmatyzuje Kreml – a także podważa jego pozycję – w tym narrację jako “obrońcy” Białorusi. No i sama narracja Łukaszenki o zakusach Polski na Białoruś – brzmi dziwnie i nawet śmiesznie, gdy ta Polska DEESKALACYJNIE chce otworzyć granice i mówi “przyjedźcie – zobaczcie”. Działania Polski i V4 wywołują do tablicy Berlin i Brukselę – w rozkroku między oficjalnymi frazesami o propagowaniu wolności, demokracji i prawach człowieka, a ciągłymi próbami zbliżenia z Rosją. Co przekłada się też na rosnącą krytykę NS2. Wracając do relacji Polska-Białoruś, bardzo dobrym ruchem “soft power” jest otwarcie/wsparcie dla studentów z Białorusi – co deklaruje szereg uczelni. W Rosji nadal studiuje więcej Białorusinów, niż w Polsce, ale w Polsce ta liczba wyraźnie rośnie, a w Rosji równie wyraźnie spada – polecam artykuł z 2019 https://kresy.pl/wydarzenia/spoleczenstwo/ilu-jest-studentow-z-bialorusi-w-polsce-od-2012-r-coraz-wiecej/ Wniosek – atrakcyjność cywilizacyjna Polski staje się w TRENDZIE większa od Rosji – dlatego otwarcie granic [i generalnie likwidowanie innych utrudnień] jest jak najbardziej sensownym ruchem w ramach naszego “soft power” i przyciągania Białorusi.

    1. (…)No i sama narracja Łukaszenki o zakusach Polski na Białoruś – brzmi dziwnie i nawet śmiesznie, gdy ta Polska DEESKALACYJNIE chce otworzyć granice i mówi “przyjedźcie – zobaczcie”. Działania Polski i V4 wywołują do tablicy Berlin i Brukselę – w rozkroku między oficjalnymi frazesami o propagowaniu wolności, demokracji i prawach człowieka, a ciągłymi próbami zbliżenia z Rosją.(…)
      Ta ekscytacja NS 2 jest niepoważna… już dawno miały na niego spaść takie sankcje, że miał się stać de facto zablokowany już w przedbiegach.

  43. @Georealista (…) Czyli wspierać i budować to, co łączy, a różnice [np. z Ukrainą i Litwą o politykę historyczną] nie stawiać na ostrzu noża – tylko konsekwentnie głosić swoje stanowisko – w tym co do polityki historycznej.

    To kardynalny błąd. Zachowajcie to głoszenie polityki historycznej do szafy. To uniemożliwia patrzenie do przodu. Każdy kraj/sąsiad ma za uszami sprawy, ktòre bolą innych. Spójrzcie na mistrzòw strategii – Rosję. Tyle cierpień ile kraj i naród dostał od Niemiec powinno wg naszej logiki zamknąć do końca świata i jeden dzień dłużej dialog Ros-De. A handel i stosunki polityczne kwitną. Francja z Anglą to w historii wielokrotnie przeciwnicy. .mają krew na rękach jedni i drudzy. Popełniamy jako kraj błąd przy starcie włączając historię do oficjalnie prowadzonej polityki.

    1. Ależ ja właśnie nie chcę stawiania polityki historycznej na ostrzu noża ze względu na konstruktywne działania teraz i w przyszłości. Z drugiej strony – skoro Litwini i Ukraińcy głoszą swoja narrację, to my bez skrępowania głośmy swoją – wyraźnie, mocno, konsekwentnie, dobitnie i jednoznacznie – na cały świat. I tak jesteśmy długofalowo po wygranej stronie, mamy prawdę i badania historyczne po swojej stronie – to Litwini muszą wstydzić się za Ponary, za szaulisów, a Ukraińcy za UPA, SS Galizien, Wołyń itd. Na końcu – długofalowo – jesteśmy wygrani także w tych kwestiach. A wszelkie szantaże “emocjonalne” Litwinów czy Ukraińców i podejście typu “albo uznajecie naszą narrację albo ograniczamy współpracę” – tylko w nich biją, w ich bezpieczeństwo – bo to oni są buforem dla nas i wiszą z bezpieczeństwem na nas, nie odwrotnie. Taktycznie i przejściowo mogą więc odstawiać różne “fochy” i “ochłodzenia stosunków” – ale strategicznie TYM BARDZIEJ przyjdą po prośbie, jak ich Putin dociśnie – i wtedy my będziemy mieli karty w ręku. W tym sensie sami się “podkładają” w ostatecznym rachunku. Robić swoje, mówić swoje – nie stawiać spraw “ideologiczno-historycznych” na ostrzu noża względem współpracy – ale też nie odpuszczać swej narracji ani na włos. Na tym polega konfederacja koalicyjna – każdy może mieć i propagować swój “ustrój-ideologię-historię” – bo w kwestii bezpieczeństwa i współpracy technologicznej i ekonomicznej i finansowej – synergia “win-win” jest do uzyskania POZA tymi sprawami “ideologicznymi”. Co zresztą jest właśnie REALISTYCZNĄ podstawą dla budowy koalicji. Dlatego np. Orban głupio robi, że wycofuje się z Gripenów [gdzie ma już wszystko opanowane operacyjnie i serwisowo], bo Szwecja dogryza mu swoim lewicowym rządem.

  44. Łukaszenka zamyka granice z Polską i Litwą. https://forsal.pl/swiat/bezpieczenstwo/artykuly/7826193,lukaszenka-zamykamy-granice-z-litwa-i-polska-i-wzmacniamy-granice-z-ukraina.html

    Czyli wg niego ”

    „Jesteśmy zmuszeni zabrać wojska z ulicy, pół armii postawić pod broń i zamknąć granicę państwową na zachodzie. Przede wszystkim – z Litwą i Polską” – powiedział w czwartek prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka. Konieczne jest wzmocnienie kontroli na granicy z Ukrainą – dodał.

    „Nie wiemy, z czym oni jeszcze wyskoczą. Zostało zaledwie kilka chwytów, by rozpocząć gorącą wojnę” – oświadczył lider Białorusi, występując podczas Forum Kobiet w Mińsku.

    „Oni uratowali kraj i uniemożliwili blitzkrieg” – powiedział Łukaszenka, komentując działania struktur siłowych i OMON-u w pierwszych dniach po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia.

    „Blitzkrieg się nie udał. Był skazany na niepowodzenie wiele lat wcześniej. Nie mógł się odbyć w naszym kraju; nigdy do niego nie dojdzie” – powiedział Łukaszenka, którego cytuje agencja Interfax-Zachód. Oświadczył, że próbę przejęcia władzy przeprowadzono „pod biało-czerwono-białymi flagami”.

    „Rzekomo (w areszcie – PAP) na ul. Akrescina kogoś pobili, zabili. Omonowcy nigdy nie dyżurują, nigdy nie byli ani w aresztach, ani na Akrescina” – mówił Łukaszenka.

    Prezydent Białorusi powiedział również, że na Białorusi „przeprowadzono wybory zgodnie z konstytucją, przepisami białoruskimi”. „Nie potrzebujemy żadnego uznania. Wybory się odbyły i są legalne” – oświadczył.”

    Mój komentarz – to wyraźna reakcja Łukaszenki na działania Polski dla przyciągnięcia Białorusi otwartością i możliwościami ekonomicznymi.
    Od tego momentu interes Białorusinów i samej Białorusi się rozchodzi z interesem Łukaszenki – utrzymania stołka.
    Najwidoczniej Łukaszenka postawił na zachowanie władzy jako marionetka Kremla.
    Pytanie – bardzo zasadne – czy Kreml chce takiego namiestnika w obecnej sytuacji, jaka powstała?
    Czy tylko wykorzysta ruchy opozycyjne, by dać namiastkę demokracji i legitymację rządów – a jednocześnie, by zrealizować [stopniowo] wszystkie cele strategiczne? Bo tak przedstawia to Budzisz i jest to spójne.

    Nasuwa się też bardzo krytyczna uwaga co do kompetencji i intencji pewnego wicedyrektora rządowego think-tanku, który [oczywiście w pewnych warunkach – ale jednak] jako osoba przecież publiczna głosił w mediach potrzebę odbicia Grodna. Wg mnie – zdrajca – albo skrajnie niekompetentny, w obu przypadkach powinien natychmiast być usunięty ze stanowiska i stosownie ukarany, z odcięciem się oficjalnie od jego poglądów.

    Inna rzecz, że to głównie USA tu w regionie zadziałały dużo za późno, a z tymi ćwiczeniami u Bałtów – wręcz jak słoń w sklepie z porcelaną.

    1. (…)Mój komentarz – to wyraźna reakcja Łukaszenki na działania Polski dla przyciągnięcia Białorusi otwartością i możliwościami ekonomicznymi.(…)
      Masz na myśli tzw. Plan Marshalla? Takie gadki Morawieckiego, kiedy otwarcie się mówi o powiązaniu funduszy unijnych z praworządnością brzmią niepoważnie. A z drugiej strony o naszej sile w UE świadczy sprawa PEP 40 i to co się dzieje na Śląsku.
      A najśmieszniejsze w tym jest, że z propozycją Planu Marshalla wyskoczył z gigantyczną dziurą budżetową, która może spowodować nawet upadek rządu…

        1. Proste pytanie – jak DŁUGO utrzyma się u Skandynawów dominacja lewacka w rządach? Ja daję ca 5-7 lat. Po prostu po tym terminie zagrożenia zewnętrzne z jednej strony, a z drugiej opłakane skutki liberalnej polityki wewnętrznej – zmuszą do zmiany narracji – i wymiany sterników. Wspólny interes w ramach Wschodniej Flanki stanie się nadrzędny. I WTEDY odcinanie funduszy norweskich od gmin wolnych od ideologii LGBT – będzie traktowane WSTYDLIWIE – jako ówczesny przykład samobójczej polityki “błędów i wypaczeń” – z zadośćuczynieniem tym gminom. Panie JSC – ile razy mam pisać, że to nie bieżąca sytuacja i drugoplanowe ruchy taktyczne decydują [w tym przypadku tu zadziałała JESZCZE siła bezwładności starego świata konstruktywistyczno-liberalnego] – ale nieubłagana DŁUGOPLANOWA KONIECZNOŚĆ strategiczna, która dociska gracza do krawędzi – bo w ostatecznym rozrachunku decyduje jego NADRZĘDNA [egzystencjalna] racja stanu i interes narodowy? Powiem więcej – w ciągu pokolenia doczekamy się takich spraw wizerunkowych, jak choćby zwrot z przeprosinami od Szwedów zagrabionych podczas potopu szwedzkiego cennych precjozów i militariów – w ramach umacniania dobrej współpracy.

          1. (…)Proste pytanie – jak DŁUGO utrzyma się u Skandynawów dominacja lewacka w rządach?(…)
            A u nas (…)prawacki(…) rząd rozwali się, bo… Prezes forsował ustawę futerkowę.

          2. @JSC – w Polsce scena polityczna musi zostać przebudowana – pod kątem strategicznych wymogów w strefie zgniotu. Czyli na postawienie na samodzielną pełną strategiczna obronę Polski z koalicjantami – REALNIE tylko ze Wschodniej Flanki. To oznacza konieczny zasadniczy zwrot – koniec ślepego wieszania się na klamce Waszyngtonu w kwestii bezpieczeństwa strategicznego. No i obecny model gospodarczy oparty o pompowanie PKB przez pompowanie konsumpcji – musi zostać zastąpiony modelem opartym o “zaciśnięcie pasa” i INWESTOWANIE W PRZYSZŁOŚĆ w wysoką technologię [zwłaszcza podwójnego zastosowania] – dla zbudowania w ramach Wschodniej Flanki jak największej autonomii i pola manewru [bezpieczeństwa i ekonomicznego]. Zwyczajnie – albo się przygotujemy [najlepiej koalicyjnie] na ciężkie czasy – albo nie przetrwamy jako państwo [oby nie jako naród]. Te wymogi są ZEWNĘTRZNE i NADRZĘDNE. Jeżeli demokratycznie wybrany rząd [obojętnie jakiej “maści”], tego zwrotu ZAWCZASU nie zrobi, to albo znikniemy, albo w ramach “kopania studni do pożaru” – w Polsce władzę przejmie “nagle” i “niespodziewanie” autorytaryzm, dyktatura, oby nie totalitarna. Na razie mamy błędny kurs strategiczny w kwestii bezpieczeństwa Polski i w kwestii przygotowania strategicznego gospodarki – oraz mamy codzienny teatrzyk absolutnego prymatu bieżącej kotłowaniny wewnętrznej, jakby scena wewnętrzna była “jedynie ważna”, a świat zewnętrzny i wyzwania właściwie nie istniały – i to podejście jest ze strony wszystkich sił politycznych. Podkreślam – ani droga z USA nie jest opcja dla Polski – ani droga z Brukselą [czyli z Berlinem]. Jedyna racjonalna strategicznie droga to koalicja szeroko rozumianej Wschodniej Flanki – która buduje podmiotowość silnego gracza zbiorowego i likwiduje rozjazd interesu bezpieczeństwa z interesem ekonomicznym – zwłaszcza w dobie nieuchronnego decouplingu globalnego.

    2. Żebym był dobrze zrozumiany – taktycznie otwarcie Polski na Białoruś przyniosło efekt odwrotny w postaci zamknięcia granic przez Łukaszenkę. Tyle że właśnie taktycznie, krótkofalowo – bo długofalowo Białoruś zwyczajnie zacznie przypominać kocioł pod rosnącą parą, w którym zaspawano zawór bezpieczeństwa. Strategicznie jest to z naszej strony ruch bardzo dobry – ale wymagający konsekwencji przez wiele lat. Szczególnie, że w modelu, gdy [po “zuzyciu” Łukaszenki] opozycja dostanie “koncesjonowaną” przez Kreml władzę z międzynarodowym mandatem demokratycznym, to i tak ów nowy rząd w dłuższym czasie zwiększy wymianę i otwarcie z Polską. Bo wątpię, by Rosja robiła za dobrego wujka i dalej dopłacała do Białorusi. Oczywiście Kreml może jednocześnie zamknąć kurek bonusów dla Białorusi i jednocześnie wymóc zamknięcie granicy z Polską, Litwą, Ukrainą, itd. – ale ten model doprowadziłby po kilku latach do wybuchu społecznego Białorusinów – i to wprost przeciw Kremlowi. Jeszcze uwaga – REAKCJA Łukaszenki na działania polskie z zamknięciem – jest jak wyraźną sygnalizacją strategiczną, ale przede wszystkim REALNIE najbardziej dotkliwą dla…jądra karolińskiego, że w relacjach z Białorusią, to Polska ma dużo więcej do powiedzenia i do konkretnego “zadziałania”. Tym bardziej, gdy białoruskie podmioty od ropy i gazu staną w rozkroku, a my i Litwa będziemy dla nich źródłem dywersyfikacji dostaw.

  45. Łukaszenka stara się za wszelką cenę zrobić z Polski [i Litwy i z Ukrainy] wrogów zewnętrznych – do scalenia jego władzy [jako obrońcy Białorusi] wg syndromu oblężonej twierdzy.
    Tymczasem sami Białorusini za wroga nr 1 widzą Łukaszenkę i jego aparat władzy – zwłaszcza bezpieki. Właśnie białoruscy hakerzy z grupy CyberPartisany via Nexta Live opublikowali dane 1000 funkcjonariuszy MSW Białorusi. „W miarę kontynuacji aresztowań będziemy publikować dane na masową skalę” – czytamy w opublikowanym komunikacie. “Agencja zwróciła się również do użytkowników z prośbą o pomoc w rozwijaniu udostępnionej bazy danych. „Jeśli znasz fakty o zbrodniach konkretnych osób z listy, a także ich dane osobowe (adresy, telefony, numery samochodów, zwyczaje, kochanki) – napisz na adres (…)” – zachęca Nexta Live. „Nikt nie pozostanie anonimowy nawet pod kominiarką” – czytamy na kanale agencji w ramach Telegrama….

    Mińsk zapowiedział, że znajdzie i ukarze osoby odpowiedzialne za wyciek danych oraz rozpowszechnianie pozyskanych informacji na szeroką skalę – donosi The Guardian.

    Po opublikowaniu przez Nexta Live listy pracowników MSW wraz z ich danymi, agencja otrzymała wiele doniesień o zwolnieniach w służbach bezpieczeństwa. Informację przekazali „uczciwi policjanci”, dla których obraźliwe jest znajdowanie się na tej samej liście razem ze skorumpowanymi „psami anty-ludowego reżimu Łukaszenki”.

    „Usuwamy uczciwe osoby z bazy danych” – zadeklarowała Nexta Live na Telegramie. Jak zagwarantowała agencja, będą one mogły zająć miejsce w strukturach władzy po obaleniu Łukaszenki i zbudowaniu Nowej Białorusi. „Wtedy naprawdę będą służyć ludziom i krajowi, a nie chronić kapitał i bezpieczeństwo rodziny uzurpatora” – czytamy w komunikacie.

    Moim zdaniem Łukaszenka jest dla Kremla “tymczasowym agentem straconym”.
    Na Białorusi będzie [owszem] prorosyjska władza wybrana w nowych wyborach [zapewne niesfałszowanych – albo słabo przedrukowanych dla “odpowiedniego ukierunkowania” demokracji] – ale będzie i odwilż i przynajmniej przejściowe otwarcie – też nieuchronne.
    Co oznacza, że musimy być gotowi na ponowne otwarcie granic – i maksymalnie wg z góry przygotowanego planu działań przyciągania Białorusinów wykorzystać WTEDY okno czasowe odwilży. Jednocześnie już teraz dając non-stop cały czas dając oferty dywersyfikacji przepływów strategicznych i wymiany handlowej.

  46. Na wszelki wypadek replay wpisu:
    Łukaszenka stara się za wszelką cenę zrobić z Polski [i Litwy i z Ukrainy] wrogów zewnętrznych – do scalenia jego władzy [jako obrońcy Białorusi] wg syndromu oblężonej twierdzy.
    Tymczasem sami Białorusini za wroga nr 1 widzą Łukaszenkę i jego aparat władzy – zwłaszcza bezpieki. Właśnie białoruscy hakerzy z grupy CyberPartisany via Nexta Live opublikowali dane 1000 funkcjonariuszy MSW Białorusi. „W miarę kontynuacji aresztowań będziemy publikować dane na masową skalę” – czytamy w opublikowanym komunikacie. “Agencja zwróciła się również do użytkowników z prośbą o pomoc w rozwijaniu udostępnionej bazy danych. „Jeśli znasz fakty o zbrodniach konkretnych osób z listy, a także ich dane osobowe (adresy, telefony, numery samochodów, zwyczaje, kochanki) – napisz na adres (…)” – zachęca Nexta Live. „Nikt nie pozostanie anonimowy nawet pod kominiarką” – czytamy na kanale agencji w ramach Telegrama….

    Mińsk zapowiedział, że znajdzie i ukarze osoby odpowiedzialne za wyciek danych oraz rozpowszechnianie pozyskanych informacji na szeroką skalę – donosi The Guardian.

    Po opublikowaniu przez Nexta Live listy pracowników MSW wraz z ich danymi, agencja otrzymała wiele doniesień o zwolnieniach w służbach bezpieczeństwa. Informację przekazali „uczciwi policjanci”, dla których obraźliwe jest znajdowanie się na tej samej liście razem ze skorumpowanymi „psami anty-ludowego reżimu Łukaszenki”.

    „Usuwamy uczciwe osoby z bazy danych” – zadeklarowała Nexta Live na Telegramie. Jak zagwarantowała agencja, będą one mogły zająć miejsce w strukturach władzy po obaleniu Łukaszenki i zbudowaniu Nowej Białorusi. „Wtedy naprawdę będą służyć ludziom i krajowi, a nie chronić kapitał i bezpieczeństwo rodziny uzurpatora” – czytamy w komunikacie.

    Moim zdaniem Łukaszenka jest dla Kremla “tymczasowym agentem straconym”.
    Na Białorusi będzie [owszem] prorosyjska władza wybrana w nowych wyborach [zapewne niesfałszowanych – albo słabo przedrukowanych dla “odpowiedniego ukierunkowania” demokracji] – ale będzie i odwilż i przynajmniej przejściowe otwarcie – też nieuchronne.
    Co oznacza, że musimy być gotowi na ponowne otwarcie granic – i maksymalnie wg z góry przygotowanego planu działań przyciągania Białorusinów wykorzystać WTEDY okno czasowe odwilży. Jednocześnie już teraz dając non-stop cały czas dając oferty dywersyfikacji przepływów strategicznych i wymiany handlowej.

  47. Macron robi teatrzyk objazdowy “wielkiej Francji” u Bałtów, zaczyna od Litwy i rozmawia z Tiachonwską. Zapewnia ją, że zrobi wszystko, by wesprzeć naród białoruski: [https://www.defence24.pl/macron-zrobie-co-w-mojej-mocy-by-wesprzec-narod-bialoruski]. W takim razie niech przestanie rozmawiać z Putinem i sprzedawać Białoruś jako rosyjską strefę wpływów, niech ogłosi “szybką ścieżkę” przyjęcia Białorusi do UE, niech naciśnie na fundusze dla Białorusi [warunkowe – przy otwarciu na UE] niech wreszcie w ramach europejskiej solidarności da gwarancje atomowe dla całej CEE – wraz z Białorusią – to są konkrety i ekonomiczne i militarne i polityczne dla wsparcia Białorusi i wyrwania jej z objęć Kremla. Zamiast tego Macron gorliwie naciska na…sankcje wobec Białorusi – co właśnie najpewniej wepchnie finalnie izolowaną w ten sposób Białoruś w objęcia Kremla. Zaś wizytacja Macrona…300 francuskich żołnierzy doklejonych “z musu” do niemieckiego batalionu – w ramach NATO [które to NATO Macron usilnie rozkłada i dąży do wypchnięcia USA i likwidacji NATO na rzecz “armii europejskiej” – rzecz jasna z atomowym guzikiem w Paryżu] – zakrawa na kpinę wobec możliwości Francji, które Francja może użyć względem Rosji – ale nie chce – bo ma na oku supermocarstwo Lizbona-Władywostok, w którym Paryż chce w dogadaniu z Kremlem, ze swoim atomem zająć “wyższą grzędę” od Berlina. W sumie podwójna hipokryzja [wobec Białorusi sprzedawanej już de facto krok za krokiem jak Czechosłowacja w Monachium 1938 – ale i wobec OFICJALNEJ “prodemokratycznej i prowolnościowej” polityki UE] – ot taka maskirowka a la Paryż. Frazesy i poklepywanie po plecach zamiast konkretnych zasadniczych działań. “Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły…”. Zresztą – wcale nie lepiej z USA i UK. UK nie chce się angażować, jak nie ma interesu, a USA nie zamierza wzmacniać Wschodniej Flanki i bić się o Białoruś, czy dawać gwarancje ekonomiczne i militarne Białorusi – w sumie Chiny to priorytet, a Rosja to ewentualny sojusznik przeciw Chinom. Z tego prosty wniosek – musimy w ramach Wschodniej Flanki – bez oglądania się na USA i jądro karolińskie – zadbać o swoje bezpieczeństwo i interesy.

Leave a Reply