Do 2022 roku Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie

Książka pisana przez 2 lata. Zaczyna się sprawdzać! Ostatnie egzemplarze:

TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat

 

Po tak mocnym tytule, kilka faktów.

Sprzedaż węglowodorów stanowi wartość przeliczoną na USD w wysokości 53% całego eksportu Rosji (dane za 2018 rok). Dochody z tego tytułu to 14% PKB kraju, co odpowiada połowie wartości całego budżetu państwa (liczonego w USD). Największymi importerami rosyjskiego gazu to Europa łącznie z Turcją (ponad 90% sprzedaży). Europa z Turcją są też łącznie drugim największym odbiorcą ropy naftowej z Rosji. Wnioski? Rosyjski budżet jest niezwykle uzależniony od wolumenu sprzedaży surowców energetycznych, a także od ich ceny na międzynarodowym rynku. Co by się stało, gdyby Rosja musiała ograniczyć eksport gazu ziemnego, ropy naftowej i węgla? Czy taki scenariusz jest realny w najbliższych latach? Co mogłoby uratować rosyjską gospodarkę w skrajnie niekorzystnym scenariuszu?

 

Gazociągowe Trio – Braterstwo, Nord Stream i Jamał,.

Jamał-Europa czy Polska zakręci kurek?

Podtytuł może wydawać się zabawny, zwłaszcza w kontekście tego, iż to Polska zawsze borykała się z zagrożeniem „zakręcenia kurka” z gazem przez Rosjan. Po raz pierwszy w historii, sytuacja ta może się jednak odwrócić.

Jamał-Europa to jeden z trzech głównych gazociągów z Rosji do Europy. Jego maksymalna przepustowość wynosi blisko 33 mld m³ gazu rocznie. Przy czym Polska za jego pośrednictwem importuje mniej niż 10 mld m³ rosyjskiego surowca. Co za tym idzie, ponad 2/3 przepustowości gazociągu służy dostawom dla odbiorców z zachodu Europy. Do 16 maja 2020 roku między Polską, a Rosją obowiązuje umowa dotycząca tranzytu błękitnej energii na zachód (niezwykle dla nas niekorzystna, bowiem Polska praktycznie na tym nie zarabia). Ponadto jesienią 2022 roku wygasa polsko-rosyjska umowa dotycząca dostaw gazu do Polski.

Tymczasem polski rząd zapowiedział, że nie zamierza przedłużać żadnej z ww. umów. Od maja 2020 roku eksport gazu na zachód ma odbywać się na zasadach aukcji, co zwiększy ceny przesyłowe i pozwoli Warszawie zacząć zarabiać na tranzycie gazu. Brak bilateralnej umowy w tym zakresie sprawi ponadto, iż aukcje będą mogły zostać w każdej chwili „wstrzymane” z przyczyn politycznych (np. z uwagi na dalsze sankcje). Warszawa nie będzie wówczas związana z Moskwą żadną umową nakazującą przesył gazu na zachód.

Z kolei do października 2022 roku Polska ma zamiar ukończyć Baltic Pipe czyli gazociąg o przepustowości 10 mld m³ gazu/rok. Już złożona, wiążąca oferta opiewa na dostawy 8,1 mld³ norweskiego gazu rocznie do 2037 roku. Ponadto rozważane jest wynajęcie pływającego terminala LNG (najpóźniej do 2024-2025r.). Zaplanowała została również rozbudowa terminala w Świnoujściu (do końca 2021 roku zostanie rozbudowany regazyfikator, a do połowy 2023 roku trzeci zbiornik i infrastruktura kolejowa). Może się więc okazać, że do 2022 roku Polska stanie się całkowicie niezależna od dostaw gazu rurociągiem Jamał-Europa, a do 2024 roku będzie ponadto zdolna obsługiwać inne rynki. Warto podkreślić, że Polska to szósty największy importer rosyjskiego gazu w Europie i kraj, przez który surowiec ten dociera m.in. do Niemiec – największego importera rosyjskiego gazu.

 

Braterstwo w czasie wojny

Na podstawie ukraińsko-rosyjskiej umowy, przez gazociągi poprowadzone na ukraińskim terytorium (Braterstwo i Sojuz) w latach 2009-2019 Rosjanie mieli puszczać na zachód 110 mld m³ gazu rocznie. Maksymalna ich przepustowość wynosi 144 mld m³ gazu rocznie (dotyczy to kierunku zachodniego, bowiem ogólnie system gazociągów ukraińskich może przyjąć 288 mld m³ gazu i eksportować prawie 180 mld m³).  Umowa właśnie się kończy, a negocjacje dotyczące jej odnowienia trwają. Dotychczas Kijów był tutaj w pozycji znacznie słabszej. Władze z Kremla groziły, iż jeśli Ukraina nie zgodzi na tranzyt gazu na zachód, po niższych niż dotychczas cenach, to Moskwa odetnie byłą republikę sowiecką od błękitnego paliwa. Szantaż ten był tym bardziej groźny, że brak transferu lotnego surowca przez gazociąg Braterstwo Rosjanie zamierzali zrekompensować m.in. przy pomocy Nord Stream II. Jednak wraz z komplikacjami związanymi z budową i wykorzystaniem bałtyckiego gazociągu, pozycja negocjacyjna Kijowa wzrasta. Bowiem Rosjanie najprawdopodobniej będą zmuszeni przesyłać swój gaz przez Ukrainę jeszcze przynajmniej przez kolejny rok. O ile nie dłużej.

errata:

Ponadto również Ukraina stara się o uniezależnienie się od dostaw gazu z Rosji. Aktualne potrzeby Kijowa to ok. 32 mld m³ gazu na rok. Produkują około 22 mld m³, a brakujące 10 importują. Ukraina ma jednak w planach zwiększenie własnego wydobycia do poziomu 27 mld m³ gazu/rok (w najbliższych latach, plan był na 2020 rok, ale proces się wydłuża). Jednocześnie Polska i Ukraina mają zamiar zbudować dodatkowe połączenie gazociągowe między krajami, które pozwalałoby przesyłać do Kijowa norweski gaz lub LNG w ilości 5 mld m³.  Dotychczasowe możliwości Polski w tym zakresie są ograniczone do przepustowości 1,5 mld m³. Gdy projekt zostanie ukończony, Polska może odpowiadać nawet za 65% ukraińskiego zapotrzebowania importowego. Dopóki władze z Kijowa nie zwiększą własnej produkcji. To może doprowadzić w najbliższym czasie (perspektywa 2-4lat?) do całkowitej niezależności Ukrainy od Rosji w opisywanym temacie. 

Oznacza to, że w niekorzystnym dla Rosji scenariuszu około 2022-2023 roku Polska i Ukraina nie tylko zrezygnują z rosyjskiego gazu, ale i będą mogły zablokować transfer tego surowca na Zachód przez własne terytoria. Co trudno będzie zrekompensować poprzez Nord Stream I i II jeśli te będą ograniczane przez UE.

 

Nord Sream IInawet ukończony, może okazać się nieopłacalny

Obie nitki Nord Streamu miały łącznie gwarantować przesył 55 mld m³ gazu rocznie (po 27,5 mld m³ każda). Nord Stream II  ma podwoić te możliwości co łącznie da przepustowość 110 mld m³ gazu rocznie.

Tymczasem we wrześniu 2019 roku zapadło orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej podważające decyzję Komisji Europejskiej dającą Gazpromowi pełny dostęp do rurociągu OPAL będącego lądową odnogą Nord Stream. Zmniejszenie przesyłu gazu przez ten rurociąg stało się już faktem. Co każe zastanowić się nad sensownością budowy i opłacalnością Nord Stream II.  Ponadto budowa Nord Stream II wydłuża się, z uwagi na brak na brak zgody Duńczyków na przeprowadzenie gazociągu po dnie ich wód terytorialnych. Pod znakiem zapytania stoi więc nie tylko data ukończenia gazociągu, ale i także docelowa efektywność jego wykorzystywania. Nawet w przypadku ukończenia do 2020 roku drugiej nitki bałtyckiego gazociągu, będzie potrzeba aż 5 lat by osiągnęła ona docelową przepustowość. Ponadto, uzgodnienia w UE dotyczące rozszerzenia wymogów trzeciego Pakietu Energetycznego (TPE III) na podmorską infrastrukturę przesyłową może ograniczyć możliwości transportowe Nord Streamu II aż o 50%.

Wobec powyższego rodzi się pytanie, czy Niemcy podporządkują się unijnym regulacjom i czy są gotowi na ewentualne zmniejszenie dostaw rosyjskiego gazu (lub co najmniej brak wzrostu importu)? Odpowiedź na to może stanowić projekt Republiki Federalnej Niemiec dotyczący zbudowania, do 2022 roku, własnego terminala LNG. W ten sposób Niemcy będą mogli importować błękitną energię za pośrednictwem drogi morskiej z innych kierunków.

 

Amerykańska ofensywa

Jednocześnie trwa amerykańska ofensywa na europejski rynek energetyczny. Amerykanie dostarczają LNG do Europy od 2016 roku. Przy czym sprzedaż tego surowca na skalę istotną dla rynku ma miejsce dopiero od lipca 2018 roku, tj. od czasu porozumienia prezydenta Donalda Trumpa z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jeanem-Claude’m Junckerem. Od tego momentu, przez kolejnych 10 miesięcy amerykańskich eksport LNG do Europy wzrósł prawie o 300%. I to zapewne nie jest jeszcze ostatnie słowo Amerykanów w tym zakresie.

 

Ratunek – Państwo Środka?

Istotne przy tym wszystkim jest to, że Rosjanie po części zrekompensują sobie ewentualne straty na rynku europejskim, dzięki gazociągowi Siła Syberii (ma być ukończony w grudniu 2019 roku). Jednak Siła Syberii ma osiągnąć pełną przepustowość dopiero około 2025 roku. Należy też pamiętać, że gaz płynący tym rurociągiem do Chin, będzie pochodził z innych złóż, niż te, które zaopatrują Europę. Innymi słowy, dla jamalskiego gazu, Rosjanie nadal nie mają alternatywnego odbiorcy.

errata:

Inną alternatywą może być dla Rosjan planowy gazociąg Turk Stream , jednak jego nitka dająca możliwość eksportu gazu do Europy będzie miała przepustowość jedynie 15,75 mld m3/rok. Na lata 2020-2022 planowany jest niewielki przesył surowca do Bułgarii, Grecji i Serbii. Następnie trafi na Słowację, Węgry i Austrię. Więc de facto  nie jest to kierunek, z którego będzie korzystać Europa Zachodnia. Konsumująca najwięcej rosyjskiego gazu.

Rosjanie zwiększają również możliwości eksportowe skroplonej wersji gazu – LNG. Problem tutaj jednak jest taki, iż LNG transportowane jest drogą morską. A szlaki morskie kontrolowane są przez US Navy.  To oznacza, że gro z rosyjskiego eksportu gazu może być wkrótce zależna od woli USA i jej sojuszników (Polska/Ukraina).

 

Nadchodzą chude lata dla Rosji?

Z punktu widzenia Moskwy, istnieje spore zagrożenie, iż od 2022 roku europejski, gazowy rynek zbytu może nie być już tak chłonny jak dotychczas. Jeśli Niemcy ograniczą import rosyjskiego gazu (dzięki m.in. terminalowi LNG), a Wielka Brytania, Ukraina i Polska zrezygnują z odbioru tegoż surowca, to straty budżetowe w Rosji mogą okazać się bardzo bolesne. Zwłaszcza, gdy za pośrednictwem Polski, norweski i amerykański gaz będzie płynąć do innych państw Europy środkowo-wschodniej. W tym do Ukrainy (w tym celu planowana jest rozbudowa infrastruktury). Strat tych Rosjanie nie zrekompensują sprzedażą do Chin, z uwagi na fakt, iż te będą importować surowiec z zupełnie innego złoża. Ponadto pełna przepustowość Siły Syberii zostanie osiągnięta dopiero 3 lata po 2022 roku i pozwoli na tranzyt 38 mld m³ gazu rocznie. Tymczasem cały europejski rynek chłonie z Rosji około 200 mld m³ gazu rocznie. Sama Polska w 2018 roku importowała z Rosji ponad 9 mld m³ gazu. Wielka Brytania zakupiła w tym czasie od Moskwy ponad 16,3 mld m³ tegoż surowca, a Niemcy aż 58,5 mld m³. I należy w tym miejscu przypomnieć, że w zeszłym roku Brytyjczycy zapowiedzieli rezygnację z rosyjskiego surowca i pozyskanie gazu z innych źródeł.

Tak więc lata 2022-2025 mogą okazać się dla Kremla bardzo trudnym okresem. W skrajnie niekorzystnym scenariuszu, ich eksport gazu do Europy mógłby spaść nawet o ok. 15% -20% w stosunku do aktualnego poziomu. Jednocześnie transfer gazu na zachód mógłby być podatny na naciski polityczne, gdyby Rosjanom nie udało się podpisać długoterminowej umowy przesyłowej z Ukrainą (Polska będzie już podlegać normom unijnym, więc nie ma na to szans).

O ile w niniejszym artykule skupiłem się na gazie ziemnym, o tyle pamiętać również należy, że Amerykanie bardzo wyraźnie wchodzą na europejski rynek, jeśli chodzi o ropę naftową. Choć w przypadku czarnego złota, możliwości zredukowania eksportu Rosji są bardziej ograniczone.

Widoczna jest wobec tego strategia Stanów Zjednoczonych polegająca na dociskaniu władz z Moskwy na jedynej płaszczyźnie, na której Rosja uzależniona jest od świata zewnętrznego. Pamiętać bowiem należy, iż Federacja Rosyjska to państwo heartlandowe, niezwykle odporne na zewnętrzne naciski handlowo-gospodarcze. Sankcje oraz izolacja polityczno-gospodarcza są dla rosyjskiej gospodarki stosunkowo niegroźne. O ile nie dotyczą surowców energetycznych. W tej kwestii, uzależnieni od rosyjskiego gazu i ropy Europejczycy byli gwarancją utrzymania stałego źródła dochodów dla budżetu Moskwy. Jednakże sytuacja w tej materii może w najbliższych latach ulec zmianie.

 

Rosyjski atut siły i terroru

Od 2014 roku trwają zmagania pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Rosją. Które można nazywać negocjacjami, przed przyszłym układem. Tzw. drugim resetem lub drugą Jałtą. Dlaczego, w mojej opinii, układ taki nie zostanie zawarty napisałem w analizie, poświęconej właśnie temu zagadnieniu. W tych negocjacjach, niemal wszystkie atuty leżą po stronie Amerykanów. Niemal, bowiem Rosjanie posiadają jeden, bardzo konkretny argument. Argument siły. Federacja Rosyjska jest zbyt słaba gospodarczo, finansowo, handlowo, a także politycznie, by zagrozić pozycji Stanów Zjednoczonych. Nawet w sposób pośredni. Waszyngton stanowi nieosiągalny dla Moskwy cel. Rosja praktycznie nie może symetrycznie odpowiedzieć na nałożone na nią sankcje i ograniczenia. Jednakże władze z Kremla dysponują lądową potęgą militarną, zdolną do osiągania przewag na konkretnych frontach. O ile interwencja w Syrii stanowiła szczyt rosyjskich możliwości, jeśli chodzi o działanie w bardziej odległych zakątkach świata, o tyle w swoim najbliższym sąsiedztwie Rosjanie posiadają duże przewagi. Których dotychczas NATO nie było w stanie zrównoważyć. Rosyjskie interwencje zbrojne na Krymie i Donbasie pozostały bez symetrycznej odpowiedzi. Stany Zjednoczone ściągają do Europy Środkowej pewne siły, w ramach rotacyjnej obecności, jednak wciąż jest to dużo za mało, by móc równoważyć Rosyjski potencjał militarny.

Najlepszą rosyjską walutą negocjacyjną jest więc groźba użycia siły. Waluta ta stanowi tym większą wartość, im groźba jest bardziej realna. Przy jej pomocy Kreml może dokonywać nacisków politycznych na najbliższe otoczenie. I co roku, przy okazji ćwiczeń wojskowych (tj. np. ZAPAD), o tym przypomina. Przypomnieć tutaj należy, że Stany Zjednoczone są z kolei bardzo czułe na ewentualną utratę zaufania. Cały konstrukcja NATO oraz bilateralnych amerykańskich sojuszy opiera się o wiarygodność USA oraz przekonanie, że US Army, a przede wszystkim US Navy dają gwarancję bezpieczeństwa. Rosjanie mogliby w łatwy sposób naruszyć ten wizerunek, bowiem w ich strefie oddziaływania militarnego znajdują się będące w NATO państwa bałtyckie, a także Ukraina posiadająca specjalny status sojusznika specjalnego USA. W tym kontekście, wszelkie nowe działania siłowe (w tym hybrydowe) przeciwko formalnym partnerom Stanów Zjednoczonych uderzałyby w interesy Amerykanów. I mogłyby przyczynić się do zawalenia zbudowanego przez nich systemu bezpieczeństwa światowego. Waszyngton bez sojuszników prawdopodobnie nie miałby szans konfrontować się z Chinami w taki sposób, jaki robi to w tej chwili.

 

Czas się kończy

Wbrew pozorom, Rosja nie dysponuje nieograniczonym zasobem czasu, jeśli chodzi o możliwość trwania w obecnym stanie relacji z USA i UE. Do 2030 roku ilość Rosjan może wg niektórych szacunków spaść aż o 3,5 miliona (wskazuję tutaj na małą wiarygodność oficjalnych danych, które zakładają utrzymanie wielkości populacji). Niż demograficzny, wysoka śmiertelność wśród mieszkańców (uzależnienia, słaba opieka zdrowotna, etc.etc.) i problem z niską dzietnością rdzennych Rosjanek oznaczają potężne problemy w przyszłości. Tak dla gospodarki, jak i armii (brak rekruta). Rosjanie nie są również w stanie dotrzymać kroku Amerykanom i Chińczykom w wyścigu technologicznym. Co wcześniej czy później musi przełożyć się na skuteczność uzbrojenia. Ramy czasowe mogą się jeszcze bardziej ograniczyć z uwagi na możliwość pojawienia się dziury budżetowej spowodowanej zmniejszeniem eksportu surowców lub ich ceny (vide wcześniejsza część artykułu). Niekorzystne są dla Rosji również perspektywy polityczne. Amerykanie są zdeterminowani by trzymać Berlin i Brukselę na bezpiecznej odległości od Moskwy. Jednocześnie Trump wciąż prowadzi grę na dwa fronty i zachęca Chińczyków do podpisania nowego układu. Który byłby katastrofą dla Moskwy i wykoleiłby kompletnie politykę zagraniczną Kremla. Pamiętać przy tym należy, że o ile Rosjanie są dość odporni na amerykańskie sankcje, o tyle Chińczycy są, póki co, całkowicie zależni od USA, jeśli chodzi o handel. Pekin jest zdeterminowany, by utrzymać dla siebie dotychczasowe, pokojowe warunki systemowe (ze swobodą handlową do USA i Europy).  Po to, by zdążyć zbudować własny wewnętrzny rynek z bogatą klasą średnią. Jeśli się to nie uda, Chiny może czekać katastrofa gospodarcza i kryzys, jakiego nie przechodziły od czasów Mao Zedonga. Dlatego Chiny zrobią wszystko (łącznie ze „zdradą” Rosji) by ugrać dla siebie jak najwięcej czasu. Z duetu Rosja-Chiny, to te drugie są dla Amerykanów znacznie łatwiejsze do „odwrócenia”. O czym pisałem w innej analizie. To wszystko będzie szerzej opisane w powstającej właśnie książce (informacje o niej będę wysyłał za pośrednictwem newslettera). Z tego względu pozwalam sobie pisać w dużym skrócie.

Pamiętać również należy, że z każdą kolejną umową dotyczącą obecności żołnierzy USA w Polsce, Wschodnia Flanka NATO staje się bardziej odporna na ewentualne groźby. Wzmacnianie Polski i Bałtów odbywa się miarowo, ale systematycznie. Co w końcu może ograniczyć siłę nacisku Kremla.

Wobec powyższego, decydenci z Kremla z pewnością zdają sobie sprawę, że nie mają za wiele czasu. Podatne na naciski (jak blokada handlowa, cła) Chiny mogą pójść w końcu na ugodę z USA. Dlatego Moskwa musi ubiec władze z Pekinu. Jednocześnie Władimir Putin ma świadomość, iż trzeba starać się uzyskać dla siebie jak najlepsze warunki wówczas, gdy posiada się najsilniejsze karty. Więc im dłużej Rosjanie będą zwlekać, tym ich pozycja może być słabsza. Chyba, że podbiją stawkę.

 

Przyszłe ruchy Kremla

 

Bliskowschodnie inspiracje

By zachować swoją pozycję negocjacyjną względem USA, Federacja Rosyjska musi utrzymać swoją gospodarkę i budżet państwa na powierzchni. Przy całkowitej bierności, w najbardziej niekorzystnym scenariuszu, już w 2022 roku Moskwa może stanąć przed sporym problemem. By zrekompensować sobie obniżenie wolumenu sprzedaży gazu ziemnego, władze z Kremla mogą starać się wpłynąć na cenę surowców energetycznych. Na niekorzyść Moskwy gra w tej materii fakt, iż państwa OPEC są podatne na wpływy Stanów Zjednoczonych. Które same w sobie są dużym graczem na energetycznym rynku. Współpraca na linii Waszyngton – OPEC praktycznie uniemożliwia Rosjanom wpłynięcie na ceny surowców w sposób rynkowy. Natomiast w politycznych i militarnych możliwościach Kremla jest stworzenie na Bliskim Wschodzie jeszcze większego chaosu. O ile w przypadku Syrii (sojusznika Rosji), rosyjskie działania należy uznać za czynnik stabilizujący region, o tyle w przypadku Iraku czy Iranu, Władimir Putin może grać na wywołanie chaosu i być może konfliktu zbrojnego. Blokada eksportu irańskiej ropy, niedawny atak na rafinerie w Arabii Saudyjskiej, perspektywa całkowitego zamknięcia Zatoki Perskiej (skąd wypływają tankowce z iracką, saudyjską, katarską i irańską ropą) są w jak najlepszym interesie Rosji. Największym wygranym kolejnej wojny w Zatoce Perskiej byłaby obecnie Federacja Rosyjska, o czym pisałem w ostatnim artykule.

Niewątpliwie, w kwestii Bliskiego Wschodu, Władimir Putin elastycznie dopasowuje się do sytuacji w regionie i rozgrywa wszystkie możliwe karty. Rosyjskie wsparcie dla: celów Izraela, ambicji Turcji oraz interesów Iranu przyczynia się do zwiększania napięcia między tymi graczami. Dlatego prezydent Rosji gra na wszystkich tych fortepianach licząc na to, że wzajemne animozje lokalnych graczy doprowadzą do kolejnego chaosu i destabilizacji Bliskiego Wschodu. Gdzie znajdują się najwięksi konkurencji Moskwy, jeśli chodzi o rynek surowców energetycznych. Rosjanie, przykładając rękę do powstania chaosu na Bliskim Wschodzie, upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu. Wyeliminowaliby konkurencję oraz doprowadziliby do wzrostu cen surowców energetycznych.

W interesie Rosji jest, by Izrael działał agresywnie i wywoływał reakcje zwrotne wśród muzułmańskich przeciwników. Dla Rosji atak na Iran nie byłby zagrożeniem, natomiast irańska blokada Cieśniny Ormuz mogłaby okazać się zbawieniem dla gospodarki i budżetu państwa. Tureckie działania przeciwko Kurdom podejmowane wbrew woli USA i Izraela, również są na rękę Putinowi. Działają osłabiająco na sojusz NATO i na identyfikacje się z tym sojuszem przez Ankarę. Wyjaśnia to liczne spotkania premiera Izraela z prezydentem Rosji, a także ostatni szczyt w Ankarze z udziałem Rosji, Iranu i Turcji.

Inspirowanie agresywnych reakcji oraz wzmaganie animozji na Bliskim Wschodzie pomiędzy poszczególnymi państwami stanowi rosyjską rację stanu. Oczywiście w tym wszystkim władze z Kremla starają się bronić Assada i swojego dostępu do regionu, za pośrednictwem portu w Tartus oraz bazy lotniczej w Latakii.

 

Plan „B”

Istnieje jednak możliwość, iż sytuacja na Bliskim Wschodzie nie doprowadzi do, wystarczających dla rosyjskiej gospodarki, podwyżek cen. W takiej sytuacji, władze z Kremla mogą zagrać bardzo agresywnie w Europie Wschodniej. Przygotowania w tym kierunku (swoistego planu „B”) są już zresztą widoczne. Opisywałem to w tekstach dotyczących znaczenia Białorusi w moskiewskiej układance.

Wówczas Federacja Rosyjska będzie prawdopodobnie wykorzystywać swoją siłę tam, gdzie ma największą przewagę. Czyli w naszym regionie. Naciski Kremla dotyczące integracji z Białorusią nie są powodowane potrzebami politycznymi czy gospodarczymi. Terytorium Białorusi jest natomiast kluczowe, jeśli chodzi o projekcję siły na całym Międzymorzu. Gdyby Rosjanie rozmieścili na Białorusi swoje wojska, wówczas mogliby zagrozić użyciem siły we wszystkich newralgicznych dla wschodniej flanki NATO kierunkach. Zagrożone byłyby państwa bałtyckie. Zagrożona byłaby Polska (z dwóch kierunków, Obwodu Kaliningradzkiego i od strony Brześcia). Wreszcie, w fatalnej sytuacji znaleźliby się okrążeni niemal Ukraińcy. Warto tutaj powrócić do ram czasowych. Kreml nalega bowiem, by do integracji z Mińskiem doszło najpóźniej do 2021 roku. Widać więc pośpiech Rosjan i zbieżność terminów z wcześniej przytoczonymi datami odnoszącymi się do umów na dostawy gazu do Europy.

W mojej opinii, Władimir Putin zamierza zakończyć sprawę negocjacji z USA i resetu jeszcze przed 2022 rokiem. Do tego czasu Rosjanom zależy na wzroście cen surowców energetycznych. Jeśli się to nie stanie w najbliższej przyszłości, decydenci z Kremla będą chcieli doprowadzić do integracji z Białorusią najpóźniej w 2021 roku. Tym, czy innym sposobem (jeśli Łukaszenko będzie dalej lawirował, to możliwe jest nawet zainspirowanie puczu). Po to, by jeszcze przed rokiem 2022 mieć możliwość siłowego szantażu Ukrainy, Polski i Bałtów (nie tylko w kontekście resetu z USA, ale i ze względu na umowy dot. dostaw gazu). Tylko w taki sposób Rosjanie zagwarantują sobie utrzymanie, a nawet wzmocnienie pozycji względem USA.

Dotychczas nakreślałem ww. zagrożenia w wielu analizach, natomiast dopiero teraz, po przeanalizowaniu kwestii związanych z rynkiem gazu ziemnego, mogłem spróbować nakreślić pewnego rodzaju ramy czasowe (to oczywiście czysta spekulacja, jednak oparta na pewnych przesłankach).

 

Możliwe skutki

Ugoda pomiędzy USA i Iranem jest, w mojej ocenie, niemożliwa do zawarcia. Z różnych, obiektywnych przyczyn (pisałem o nich m.in. w analizie dot. Iranu). Natomiast z pewnością Moskwa będzie inspirowała Teheran do bardziej agresywnych działań. Co zresztą nie powinno być trudne, bowiem Ajatollahowie nie widzą innej możliwości w starciu z USA, niż zablokowanie Cieśniny Ormuz dla wszystkich bogatych w ropę państw znad Zatoki Perskiej (skoro USA blokuje transporty z Iranu). Bliski Wschód czeka prawdopodobnie drugie przesilenie, co może bardzo mocno odbić się na Iraku. Gdzie stabilność polityczna wisi praktycznie na włosku. Póki co, wszyscy przeciwnicy Iranu (Izrael, Saudowie i USA) nie są zainteresowani wojną. Arabia Saudyjska boi się zamknięcia Cieśniny Ormuz, co uniemożliwiłoby jej eksport ropy naftowej. USA nie ma w tej chwili interesu w tym, by angażować się militarnie na Bliskim Wschodzie. I wchodzić w kolejną, kosztowną, chyba niemożliwą do wygrania, wojnę. Izrael z kolei nie jest gotowy na przeprowadzenie lotniczych ataków na terytorium Iranu by zniszczyć newralgiczne placówki nuklearne (bo chyba na tym im teraz najbardziej zależy). Bombardowanie Iranu mogłoby bowiem wywołać odwet w postaci masowego ataku rakietowego znad granic Izraela (Liban, Syria). Żelazna Kopuła to świetny system, ale jak każdy inny, nie jest niezawodny. Można ją „przeciążyć”. Dlatego Izrael w pierwszej kolejności będzie starał uporać się z Hezbollahem w Libanie. I wciąż będzie atakować bojówki irańskie na terenie Syrii.

Wstrzemięźliwa postawa przeciwników, może zachęcić Iran do bardziej stanowczych działań. Zwłaszcza, gdy Teheran będzie mógł liczyć na wsparcie Moskwy. To może z kolei jeszcze bardziej zwiększyć napięcie na Bliskim Wschodzie, a być może doprowadzić do niechcianego (na tą chwilę) przez nikogo (za wyjątkiem Rosji) konfliktu.

 

W zakresie Europy Wschodniej, trudny czas czeka Aleksandra Łukaszenkę, a być może wszystkich Białorusinów. Rosjanie będą zwiększać presję, co może odbić się na gospodarce naszego wschodniego sąsiada. Zresztą nacisk jest już i tak spory, z uwagi na fakt, że trwają negocjacje w sprawie cen gazu dostarczanego na Białoruś (teoretycznie nowa umowa miała zostać zawarta do 1 lipca 2019 roku).  Gaz ten jest dostarczany przez gazociąg Jamał-Europa. I o ile w tej chwili odcięcie Białorusi od tegoż surowca, musiałoby się wiązać z zakręceniem kurka również dla Polski i Niemiec, o tyle za trzy lata może okazać się, że rurociąg jamalski będzie służył tylko i wyłącznie Białorusi. Co kompletnie pozbawi Mińsk jakichkolwiek argumentów w negocjacjach (gdyby przeciągnęły się aż do tego czasu – co wątpliwe). Warto przypomnieć również, że w wyniku zmiany prawa podatkowego w Rosji, do 2024 roku Białoruś przestanie zarabiać na odsprzedaży rosyjskiej ropy naftowej (a zyski z tegoż już są systematycznie zmniejszane).

 

Idź na całość, albo giń

Pod względem gospodarczo-finansowym Rosja albo będzie musiała dążyć do rozstrzygnięć negocjacyjnych przed 2022 rokiem, albo zabezpieczyć sobie zdolność do przetrwania w okresie co najmniej do 2025 roku. Kiedy to eksport do Chin pozwoli na uzyskanie dodatkowego kapitału. Przy czym należy pamiętać o problemach demograficznych Rosji, które pogłębiają się z każdym kolejnym rokiem i będą już dotkliwe pod koniec tej dekady. Zwłaszcza z uwagi na coraz mniej wydolny system emerytalny. Do 2028 roku w Rosji zostanie podniesiony wiek emerytalny do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn (co ciekawe, obecnie mężczyźni żyją średnio krócej!). Ten kolejny istotny problem może albo spowodować ogromne napięcia społeczne wewnątrz kraju, albo doprowadzić do załamania się budżetu państwa. Innymi słowy. Dla Rosji, każdy rok zwłoki powoduje, iż staje się ona coraz słabsza i przybliża władze z Kremla do konfrontacji z dotykającymi kraj ogromnymi problemami wewnętrznymi.

Dlatego najlepiej dla Moskwy byłoby uzyskanie stosownych koncesji do roku 2022, dzięki czemu, wsparta przez Niemcy i USA gospodarka Rosji, mogłaby stawić czoła przyszłym wyzwaniom. Jeśli Rosjanie nie uzyskają na czas znaczących korzyści oraz gwarancji w sferze polityczno-gospodarczej, wówczas ich państwo może wejść w okres kolejnej smuty. Ale szerzej o tym będzie napisane w książce 🙂

Niemniej, perspektywy dla Federacji Rosyjskiej nie wyglądają najlepiej. Wiadomym jest natomiast, iż im bardziej władze z Kremla będą czuły się zagrożone i przyparte do muru, tym bardziej skłonne będą do wykonania agresywnych kroków. Kto przed 2014 roku spodziewał się, że po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich w Soczi, Putin wyda rozkaz zajęcia Krymu i zbrojnego wkroczenia do Donbasu?

Mając na uwadze tą analogię, nie wykluczone jest, że Władimir Putin zdecyduje się nie tylko na bardziej lub mniej przymusową integrację Białorusi, ale i, w sytuacji podbramkowej, na uderzenie zbrojne na Ukrainę. Wszystko będzie zależało od sytuacji na arenie międzynarodowej, a także na rynku surowców energetycznych. Jeśli decydenci z Moskwy stwierdzą, iż wszystko zmierza w kierunku ograniczenia eksportu rosyjskich gazu i ropy do Europy, wówczas zaczną reagować bardzo stanowczo. Najpewniej w sposób dla siebie najbardziej właściwy. Czyli siłowy.

W skrajnie niekorzystnym dla Rosji przypadku, władze z Kremla będą zdeterminowane (a może i zdesperowane) by za pomocą siły postawić Amerykanów pod ścianą. Czy to poprzez działania hybrydowe przeciwko Bałtom, czy to nawet otwartą inwazję Ukrainy w celu osadzenia pro-rosyjskich władz. Co ostatecznie doprowadziłoby do postawienia wojsk rosyjskich na całej długości polskiej granicy wschodniej. Groźba jednoczesnego ataku od strony Kaliningradu, Białorusi i Ukrainy byłaby niczym miecz Demoklesa zwisający nad szyją Paktu Północnoatlantyckiego. Amerykanie musieliby wówczas albo zdecydować się na prowadzenie drugiej Zimnej Wojny z Rosją, albo na ugodę na warunkach Kremla. Oznaczałoby to totalną porażkę dotychczasowej polityki zagranicznej USA. Rezygnację z Europy, zgodę na oś Berlin-Moskwa, a w konsekwencji porażkę, jeśli chodzi o utrzymanie hegemonii. Game over. O czym również pisałem kilkukrotnie. USA nie może bowiem prowadzić Zimnej Wojny z Rosją oraz zwozić do Europy Środkowej masy wojska i sprzętu (zdolnych ewentualnie powstrzymać dwie armie rosyjskie) w sytuacji, gdy czekają ich wyzwania na Zachodnim Pacyfiku (vide rywalizacja z Chinami).

 

Oczywiście wyżej zakreślony scenariusz, to jeden z wielu możliwych wariantów. Należy pamiętać o tym, iż Polska może nie zdążyć z Baltic Pipe, UE może nie ograniczyć możliwości korzystania z Nord Stream II, a Amerykanom nie uda się wymusić na RFN ograniczenia importu gazu ziemnego z Rosji. Niemniej, głównym celem artykułu było przedstawienie zbiorcze kilku dość istotnych informacji, w bardziej przystępnej formie z zarysem ewentualnych skutków związanych z nadchodzącymi wydarzeniami. 🙂

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

52 komentarze

  1. Dla dokończenia tematu: sądzę, że Rosja dla realizacji planów rozbicia Skandynawów i rozbicia NORDEFCO i osłabienia atlantycko-skandynawskiej koalicji w Arktyce najpierw spróbuje drogi północnej – uderzenie „szybko-hybrydowe-połączone” na najsłabszą Finlandię – z nadzieją na sukces „dziel i rządź” wobec Skandynawów, aż po finlandyzację Danii i dojście z kontrolą do Niemiec drogą północną – [i z odcięciem Polski ] – bo to najmniej ryzykowny wariant, a dopiero potem spróbuje znacznie poważniejszego siłowo i pod względem zaangażowania uderzenia na południe na Turcję [z dodatkową próbą kontroli cieśniny na Morze Śródziemne] – z jednoczesnym własnym planem dojścia do „jądra karolińskiego” przez Bałkany. To przejście do działań siłowych może nastąpić, jeżeli Rosja zarówno poczuje wiatr w żagle po wielkiej wojnie w Zatoce, która pozwoli jej się odkuć….ale także w razie klęski np. na Ukrainie [wg zasady „nie mamy nic do stracenia – a wszystko do zyskania”] – bo USA doskonale rozumie, że dopóki trzyma Ukrainę pod swoją kontrolą, to Rosja jest pół-mocarstwem i graczem ułomnym. A generalnie konfrontację o Ukrainę z Rosją mam docelowo i długofalowo za nieuchronną – nawet gdyby były długie rozejmy, deeskalacje itd. Udział Polski w tej wojnie [być może także wliczając wojnę na opanowanej przez Rosję Białorusi] może okazać się potrzebny dla zabezpieczenia naszej strefy buforowej, naszej głębi strategicznej bezpieczeństwa od wschodu – aczkolwiek warunkiem absolutnie koniecznym naszej zgody na udział w interwencji [oczywiście przy GŁÓWNYM zaangażowaniu USA, UK, no i przy udziale kolektywnym możliwie dużej części Wschodniej Flanki] powinny być PRZEDTEM ZAWCZASU i Z GÓRY silne koncesje technologiczne, polityczne, militarne dla Polski – zwłaszcza trwałe i suwerenne pozyskanie broni jądrowej znacznie powyżej takich sobie warunków NATO Nuclear Sharing. Inaczej zostaniemy wykorzystani przedmiotowo jako marionetka przeznaczona na zużycie – a potem zostawieni [USA wyjdą na Pacyfik] i pewnie sprzedani „lepszemu sojusznikowi” jako obszar kontrolny – i to sojusznikowi atomowemu [jak UK czy Izrael]……. Inna rzecz, że Kreml nie zdecyduje się na uderzenie na Ukrainę, dopóki nie opanuje w pełni Białorusi – i dopóki nie wprowadzi podziału ryzyk i podziału interesów Bałtów, Polski, Ukrainy. Zaś uderzenie Rosji na Turcję nie nastąpi, dopóki więzy Turcji z NATO nie staną się symboliczne i przyzerowe [albo Turcja wręcz wyjdzie oficjalnie z NATO], no i póki Turcja nie zacznie na poważnie pozyskiwać własnej broni jądrowej. Dopiero wtedy Izrael będzie w stanie namówić Waszyngton [który ma krótką kołdrę zasobów – wobec priorytetu konfrontacji z Chinami. która pochłania coraz więcej zasobów USA] na udzielenie pod stołem koncesji dla Kremla na uderzenie „per procura” rękami Rosji na Turcję.

  2. Zaś co do samej wielkiej wojny Izraela [rękami USA] w Zatoce i okolicach – ta wybuchnie najpóźniej w tym momencie, gdy specsłużby USA uznają same, że poziom militarnego programu jądrowego Iranu przekroczył „czerwoną linię”. Co zdaje się, że Iran robi zdecydowanie – podciągając tym poprzeczkę i licytując swoją pozycję międzynarodową i pod ewentualny nowy deal atomowy – ale na warunkach Iranu. A Iran robi to uskrzydlony niedawnym wielkim dealem z Chinami – de facto strategicznym sojuszem ekonomiczno-inwestycyjno-militarnym. Militarnym też – bo dla ochrony chińskich inwestycji ca 400 mld dolarów w 5 lat na infrastrukturę wydobywczą-przetwórczą-transportową – Pekin mówi o wysłaniu „kilkutysięcznego” kontyngentu wojskowego do Iranu. Ten sojusz z Chinami to w istocie pocałunek śmierci dla Iranu. Co prawda Iran zwolnił brytyjski tankowiec a Chiny grając na wielu fortepianach – dołączyły oficjalnie do USA w kontroli morskiej „patrolów bezpieczeństwa” Zatoki – ale co z tego, skoro rzecz idzie o stworzenie sieci ropo i gazociągów lądem przez Iran i Pakistan do Chin. Czyli dla świata byłby to najlepszy sztandarowy przykład na wykonalność planów lądowego Jedwabnego Szlaku, na sukces i realny efekt strategii „win-win” Chin i ich aliantów w tym projekcie. Bo obrót i Pakistanu i Iranu na rzecz Chin – to w kolejnym kroku sukces utworzenia regularnego lądowego Jedwabnego Szlaku do Europy – przez pro-chińską Turcję [która z Iranem ma ca 500 km granic]. Na to Waszyngton pozwolić nie może – i WTEDY [mając na biurku raporty CIA itp służb nt z różnych źródeł nt zaawansowania jądrowego Iranu – np. wyprodukowania pierwszych głowic] i w obliczu utraty kontroli nad transportem ropy i gazu z Zatoki [co może wywołać efekt sondowania obrotu nawet państw OPEC – w tym nawet Saudów i ZEA – na Chiny] – czyli w obliczu rychłej klęski hegemonii globalnej USA opartej na kontroli morskiej przez US Navy – wtedy USA uderzy na Iran i „pokrewne” kraje [w tym Irak – na pewno dostanie się Jemenowi, a nie byłbym zdziwiony uderzeniami nawet na „krnąbrny” Katar]. Na razie USA zwyczajnie zbiera siły i usiłuje skaptować Europę i opnie publiczna świata. Co paradoksalnie może nastąpić w jakiejś formie poparcia dla USA – wobec alarmujących postępów wzmacniania się Chin [szczególnie technologicznie] – i wzmacniania znaczenia Pakistańsko-Irańsko-Tureckiego bloku prochińskiego. Ten blok na pewno siłą rzeczy będzie wciągał w swoją strefę i Afganistan i generalnie Azję Centralną i państwa kaukaskie. Czyli Europa z gracza [a za takiego uważa się naiwnie Bruksela – czyli Berlin] stanie się marginalizowanym DODATKIEM [i to przegrywającym technologicznie konkurencję z Chinami – bo program „make in China 2025” akurat się zbiegnie czasowo w skutkach WYPIERANIA zwłaszcza Niemiec i UE z globalnego rynku – a na pewno chińskiego] – i to jeszcze z niebezpieczeństwem kontroli dostaw do UE przez prochiński blok.. To już bardziej będzie się opłacał swoisty taktyczny triumwirat – gdzie USA z ropa i gazem z łupków i Rosja ze swoimi dostawami – zagwarantują Z OBU STRON Europie gaz i ropę…i osłabienie Chin jako handlowego konkurenta i państw islamskich – jako zbytnio narzucających warunki UE… W relatywnie krótkim czasie „nagle” i „niespodziewanie” okaże się, że USA, UE, Rosja – staną de facto po jednej stronie barykady – ze względu na ich zagrożone [co prawda RÓŻNE, no i długofalowo w końcu rozbieżne] interesy i zachwianie pozycji tej trójki graczy. UE formalnie potępi Iran za program atomowy, da pewnie symboliczne wsparcie [np. logistyczne] do wojny w Zatoce i okolicach – zaś Rosja „umyje ręce” [i pewnie przekaże USA dane wrażliwe do systemów S-300 sprzedanych Iranowi]. Każdy z tych ww graczy [wraz z Izraelem] odniesie przejściowe „zwycięstwo” w poprawieniu swej pozycji – ale tylko do czasu – aż Pekin uruchomi pochód atomowego Pakistanu – zapewne najpierw w przybraniu ideologiczno-religijnym stworzenia nowego JEDNEGO WIELKIEGO panislamskiego Kalifatu – pewnie animowanego przez Talibów jako najbardziej radykalnych… Kiedy wybuchnie wielka wojna Izraela [który zapewne uderzy na Syrię, Liban, może nawet Irak] i USA? – prawdopodobnie na 99% w ciągu do 5 umownych lat – bo po tym okresie te 400 mld dolarów inwestycji Chin w Iran w 5 lat zacznie przynosić realną zmianę w funkcjonujących ropo i gazociągach lądowych do Chin – i w ustanowieniu bardzo szybko wzrastającej towarowej komunikacji lądowej południowym Jedwabnym Szlakiem aż do Europy. Kalkulacja będzie pewnie taka ze strony USA co do wielkiej wojny w Zatoce i wybrania momentu uderzenia na Iran i sojuszników [z jednoczesnym uderzeniem Izraela na „jego” strefę Syrii, Libanu i część Iraku]]- że WTEDY Chiny najwięcej stracą w tych inwestycjach w Iranie i doznają największej klęski wizerunkowej – a jednocześnie postawa Iranu obnoszącego się z atomem [bo do nowego dealu atomowego raczej nie dojdzie – byłby zbyt upokarzający dla USA i nawet dla UE] – ta postawa Iranu spowoduje akceptację dla siłowych działań USA ze strony UE [i pewnie ze strony Australii, Kanady, a i Japonii i Korei Płd i części ASEAN – ale co bardzo ważne: także Indii – które przecież straciły realnie swoje dotychczasowe wyjątkowe akcje i wpływy inwestycyjne i geostrategiczne w Iranie po niedawnym wielkim dealu Pekin-Teheran] – no i „twardość atomowa” Iranu spowoduje oficjalną „neutralną ” postawę Rosji…która tej wojny [jak i Izrael] – doczekać się już nie może… Oczywiście wojna w Zatoce może wybuchnąć szybciej, niż do umownego 2024-2025 – jeżeli świadome decyzje graczy nakręcą dynamikę zdarzeń i dadzą odpowiedni pretekst USA – albo nawet szybkość realizacji inwestycji Chin na lądzie będzie większa od spodziewanej…

    1. @Georealista
      „JEDNEGO WIELKIEGO panislamskiego Kalifatu – pewnie animowanego przez Talibów jako najbardziej radykalnych”

      Mogę zadać pytanie?
      Masz jakąkolwiek wiedzę o podziałach w islamie?
      Wiesz jak się co bardziej religijni sunnici odnoszą do szyitów (szczególnie gdy ci są mniejszością)?

      Zacznij może od tej strony http://gulf2000.columbia.edu/maps.shtml
      KAt. II, sekcja D pozycja 14 – Islam’s Branches and Denominations in the Middle East (co prawda nie wiem dlaczego wahhabici wylecieli z sunnickich grup, ale nimi uczywiście są). Aby dowiedzieć się czegoś bliżej o np. liczebności danej denominacji, to chyba najlepiej zerkać na pojedyńcze kraje, czy mniejsze terytoria jak „Middle East” – są tam tabelki. I wg jednej z nich, w takiej Arabii Saudów jak się okaże, też mamy trochę szyitów.
      U nich warto też nałożyć podział relijny, na mapkę ze złożami ropy – będzie ciekawie. 🙂 Zapewniam.
      Warto też zainteresować się potencjałem rakietowym Iranu (zasięg ilość), pomierzyć np. przy pomocy googla odległości do nich tj. do np zasobów i przemysłu nafciarskiego z Iranu, i zastanowić się co się może stać z Saudami, gdyby Iran został zaatakowany.

      Wracając do „panislamskiego Kalifatu uruchomionego przez… Chiny:) – przy okazji mają oddać mu Sinciang? Co z Indonezją? Malezją? Bengalem?
      Dlaczegóż to zakładasz, że gdyby miałoby dojść do tego, to Hindusi (w sensie ci z Indii) mieliby się temu tylko przyglądać, a nie przekazać w 5 min po ustaleniu, że to „coś” będzie miało miejsce, np. wystarczającej ilości głowic A – środki przenoszenia Iran posiada – aby z doliny Indusu zrobić pustynię?
      Naprawdę uważasz że Chińczycy czy Hindusi, mają coś nie tak z neuronami?

      Turcja. I jej kieszonkowe neoimperium. :))
      Proponuje zerknąć na mapy „etniczne i religijne” tyczące się tego państwa. Są na wspomnianej stronie.
      I może od razu co nieco o Kurdach. Ci z Syrii i ci z Turcji, to ta sama grupa, te same rodziny są po obu stronach granicy, a YPG to faktycznie syryjskie skrzydło PPK, za to np. Kurdowie z Iraku ci od Barzaniego i jego klanowej KDP żyją sobie nieźle z Turcją (i to tak, że nie mają obiekcji gdy Turcy ścigają na ich terytorium Kurdów z PPK), za to takiej partii PUK bardziej po drodze z Iranem, zdaje się że jej peszmerga (a tak, te partie mają własne) umożliwiła bardzo bezkrwawe zdobycie Kirkuku (kurdyjskiego miasta jakby nie patrzeć do niedawna, szczególnie przed Saddamem) przez Bagdad na… Autonomii Kurdyjskiej. (Myślę że Kurdowie z Syrii, Iraku, Iranu, Turcji wcześniej czy później będą żyć w jednym państwie i będzie się zwało ono Iran.)
      Dość tej dygresji.

      Pozycja Turcji w realu niczym nie różni się od pozycji każdego innego turskiego państwa. Jest niewiele lepsza niż pozycja Kazachstanu (ci mają chociaż jakieś zasoby naturalne), gdzie mamy Rosje i Chiny, tutaj mamy po prostu USA i Rosje. Bo bądźmy poważni: o tym co się może dziać w ich państwie (i górach), po dostarczeniu odpowiedniego wsparcia w sprzęcie, można łatwo sobie wyobrazić.
      Co się stanie z ich gospodarką to już co nieco USA pokazały.
      Wiesz może, że mają bana od Niemców na silniki do ich Leopardów 2A4 (354 -10(? nie śledziłem ile stracili w Syrii), czyli do jedynego coś w miarę nowoczesnego poza zmodernizowanymi przez Izrael 170 szt. M60 do M60-Sabra) i z tych kilkuset sztuk jakie posiadają sprawnych jest może ilość, która starczy na byc może przy dobrych wiatrach na batalion?

      2 armia NATO (hehehe) ma sprawnych może 200-kilka w miarę przyzwoitych czołgów czołgów.

      To już może, aby nie jakoś specjalnie nie pogrążać (taka Grecja ma: 170 Leo2A6 i 180 Leo2A4) wspomne że rozwalane ostanio nasze siły pancerne (np Leopardy 2A5 pod Warszawą) to dla nich zbyt wysoka półka. Imperium i to podobno takie, że może starać się o atom (jak mi gdzieś przemkło) :))

      Chodzą słuchy że USA planuje dać im BANA na części do ich latadeł np. 250 F16 (choć trzeba im przyznać żę własny IFF sobie zoorganizowali), to w zasadzie jakby Grecy i Serbowie dogadali się z Bułgarami (ciekawe czy jakieś cybernetyczne urządzenia biorą taką sytuacje pod uwagę), a Rosja nie broniłaby swojego obecnie naturalnego sojusznika, to Grecy z Serbami w sprzyjającym okolicznościach (tj. burdelu) mogliby się pokusić o odzyskanie/wyzwolenie Konstantynopola.

      „Swobodny” Iran to naturalny wróg Rosji, bo: mają lepsze położenie, większe wpływy (ktoś ma złudzenia, że Teheran nie interesuje się np. irańskimi (w sensie etnicznym) Tadżykami? Albo ilu Hazarów z Afganistanu sprowadzili Irańczycy do Syrii, aby walczyli po stronie Assada?).
      Po upadku Osmanów Turcja to naturalny sojusznik Rosji (jako juniorpartner).

      O dziwo, prawdopodobnie Obama to zrozumiał, po nieudanym „resecie” (czyt.: sprzedaży nas; analogicznie właśnie Kurdowie z Syrii bliżej zapoznali się ze swoją pozycją sojuszniczą – a propos; mam nadzieje że o tym uświadomieniu Kurdów jakie im zafundują USA, nasi wiedzieli wcześniej i od kilku dni toczą się rozmowy z Paryżem w sprawie np. postawienia nam elektowni atomowej, a może nawet kilku. Natomiast z Berlinem że np. chętnie przyjmiemy prezesów KMW i Rheinmetalla, bo mamy parę interesów do ubicia, chcielibyśmy się przyjrzeć EF-2000 i takie tam inne drobnostki, a tak w ogóle to warto się spotkać w trójkę i pogadać w miłej oraz przyjacielskiej atmosferze co np. z UE po Brexicie) i postawiono na państwo istniejące od ponad 2500 lat, co prawda z przerwami, w tych nieciekawych okolicach.
      Ale jak się okazuje nie cała klasa polityczna USA.

      ________________________________
      @Autor

      W zasadzie zgadzam się z częścią tezy z tytułu, że Rosji odpowiadałaby wojna na BW, w której bezpośrodnio bierze Iran. Trzeba zapewne zerkać czy coś znowu nie leci w stronę wahabicką, i utrzymujące ich przy życiu instalacje naftowe. Może jej też wystarczyć dać w tej materii, innemu naturalnemu sojusznikowi – Izraelowi, drobne wsparcie? Jakby nie patrzyć, ma lepsze plecy.
      Natomiast Europa? (Czy raczej My)
      Nie sądzę.
      Oczywiście w każdej chwili mogą coś odgrzać na Ukrainie, i tym razem np. utworzyć Noworosję, a nie dwa osobne bantustany zatrzymując bojców, tym razem nie na rogatkach Mariupola a Kijowa. Nie mogą istnieć dwa państwa rosyjskie? Mogą. Przypominam: Kosowo i Albania.

      W każdym razie patrząc na poczynanania naszego rządu, jak i tego co robią w materii jaką jest de facto rozwalanie wojska (np. wspomniane Leopardy 2A5 pod Warszawą, utopienie Homara i zastąpienie go Himarsem, ostatnio przepłacane i gorsze Javeliny od produkowanych.. u nas Spike’ów, 4 papierowa dywizja itd) to nie wydaje mi się, aby myśleli na serio, albo o wojnie u nas, albo możliwości udziału w ciągu najbliższych 10-15 lat naszych chłopców w jakieś dużej zawierusze w naszych okolicach.
      Więc tu chyba byłbym optymistycznie nastawiony.
      Bo zakładam: wiedzą więcej.

      1. I się nic nie dowiedziałem. Jedyne co robisz to zadręczasz innych, pisząc w takiej formie, że czytać się nie da (sorki ja nie potrafie). I jak tam z pomysłem na kalifat? Zdechł?

      2. Przyznam że czekam na odpowiedzi. Przynajmniej tam gdzie zadałem pytanie. (Chyba że jesteś jakimś zadaniowcem? I zatruwasz dyskusje starając się ją wprowadzić w jakieś maliny)

    1. Istnieje możliwość że w 2021 r Polska dostanie propozycję od Rosji na zakup gazu po o wiele bardziej preferencyjnej cenie gdzie będziemy mogli ten gaz odsprzedawać min Ukrainie. W 2019 część krajów już zmniejszyło import z Rosji : Niemcy o 2,5 mid m. sześć, Turcja 4,6 mid m. sześć, Polska 3 mid m. sześć, Wielka Brytania 1,5 mid m. sześć, kraje bałtyckie itd łącznie Rosja sprzedała o 4,7 % mniej niż w roku ubiegłym. Więc myślę że propozycja zakupu po znacznie mniejszej cenie jest możliwe, co dla Polski będzie korzystne

  3. Panie Krzysztofie,

    bardzo ciekawa analiza, ale teraz aż prosi się o update po / w trakcie koronowirusowy….

    pozdrawiam, Łukasz

    1. Zaczęło się dużo wcześniej. Prorok, prawda. Oby książka zdążyła dojść… muszę przeczytać i dowiedzieć się, czy kończy się Happy Endem

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *