USA vs CHINY – będzie wojna czy sojusz?

Czyli o tym, czy Donald Trump powtórzy sukces Richarda Nixona i doprowadzi do taktycznego odwrócenia Chin?

Postawienie takiej tezy może się wydawać niektórym dość szalone. Zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, kiedy to USA wprowadziło kolejne zaporowe cła na chińskie towary (10 maja), Pekin zapowiedział nałożenie ceł odwetowych (od 1 czerwca), co poskutkowało uderzeniem Amerykanów (poprzez Googla, ale i japońskie firmy tj. jak Panasonic) w chińskiego producenta smartfonów Huawei. Jednocześnie Korea Północna, będąca niejako narzędziem w rękach Chińskiej Republiki Ludowej, wróciła do testów rakiet zdolnych do przenoszenia broni jądrowej. Napięcie na linii Waszyngton – Pekin rośnie, ale z pewnością nie jest to jeszcze apogeum tej rywalizacji. W zasadzie w ciemno można obstawiać, że to dopiero początek wojny handlowo-gospodarczej między największymi gigantami świata.

Każdy proces ma jednak nie tylko swój początek, ale i koniec. I tu należy wybiec myślami w przyszłość. Przewidzieć kolejny ruch na globalnej szachownicy. Czy końcem procesu narastania napięcia między Chinami, a USA będzie wybuch wojny? Takiej, która mogłaby przerodzić się w wojnę światową, a nawet atomową? Jak widać, z tej perspektywy przewidywanie zawarcia dealu Xi-Trump (choć równie dobrze, mogą to być inni przywódcy) nie wydaje się już tak oderwane od rzeczywistości. W zasadzie śmiało można stwierdzić, że mając taki wybór (wojna, albo deal) obie strony na 99% zdecydują się na zawarcie porozumienia. Oczywiście istnieje jeszcze trzecia droga. Wieloletnia wojna gospodarczo-handlowo-polityczna na wyczerpanie przeciwnika. Czyli brak jednoznacznego rozstrzygnięcia. Taki scenariusz oceniam jednak na mało prawdopodobny. Dlaczego? Amerykanie mentalnie należą do kultury europejskiej. Grają w szachy. Nie w Go. Będą szukali rozstrzygnięcia w zdecydowanych, szybkich ruchach, zwłaszcza, że czas działa na ich niekorzyść. Muszą działać, póki posiadają jeszcze przewagi na decydujących płaszczyznach (m.in. możliwość blokady handlu morskiego, który póki co odgrywa najważniejszą rolę dla gospodarki Chin).

W tym miejscu należy wziąć pod rozwagę, dlaczego wybuch wojny lub długotrwałe zmagania na linii Waszyngton-Pekin są mniej prawdopodobne niż opcja dealu. Do dzieła.

Czy wybuchnie wojna chińsko – amerykańska?

Temat ten poruszałem już przy okazji artykułu pt.: III Wojna Światowa nie wybuchnie. Na razie“. Wojna światowa raczej nie zacznie się od konfliktu dwóch największych graczy na świecie. Czyli Chin i USA. Pisząc w dużym skrócie, powody są dość prozaiczne. Wojna osłabia strony walczące i umacnia tych, którzy nie wezmą w niej udziału. Wojna dwóch najpotężniejszych mocarstw światowych może skończyć się tak, że stracą one wszelkie swoje przewagi nad resztą globu i w efekcie utracą już zajęte przez siebie dogodne pozycje. Jednocześnie wchodzenie do konfliktu w pierwszym szeregu walczących oznacza, że prawdopodobnie dane państwo odniesie największe straty. Stany Zjednoczone doskonale rozegrały scenariusze I i II Wojny Światowej. Podczas gdy Eurazja była pochłonięta wojną, USA wyczekiwało. Na to, by w kluczowym momencie wejść do konfliktu, przeważyć szalę na jedną ze stron, zwyciężyć i jako najsilniejszy przy stole gracz narzucić własne warunki zwycięstwa. Innymi słowy. Wybuch nowej, trzeciej globalnej wojny może być rozpatrywany w kategoriach korzyści, jeśli chodzi o USA. Ale tylko wówczas, gdy hegemon pozostanie w pierwszej fazie starcia nieaktywny. Na co pozwala Amerykanom ich wspaniałe położenie geograficzne.

Posiadając tak ogromny handicap głupotą byłoby z niego rezygnować. I wikłać się w starcie militarne z symetrycznym przeciwnikiem, położonym za największym oceanem na Ziemi.

Z punktu widzenia Chin, wojna również byłaby najgorszym możliwym rozwiązaniem. Póki jest pokój, a Chiny mogą handlować – czas gra na korzyść Pekinu. Na ten moment Chińczycy są słabsi niż Amerykanie. Jednak trwający jeszcze stary ład światowy pomaga im w szybkim tempie skracać dystans do USA. Natomiast Chiny wciąż nie posiadają równorzędnej floty, nie są zdolne zagwarantować bezpieczeństwa szlakom morskim, ich gospodarka jest uzależniona od handlu i to handlu morskiego (NJS/OBOR dopiero przecież powstaje i miną jeszcze lata by przepustowość szlaków lądowych choć trochę rekompensowała ewentualną utratę możliwości wysyłania towarów drogą morską).

Nie należy ponadto zapominać o trzecim wielkim graczu. Konflikt Chiny vs USA z pewnością ucieszyłby Rosję, która mogłaby pełnić rolę rozjemcy. Podczas gdy Waszyngton i Pekin wymieniałyby się ciosami, Moskwa wespół z Berlinem mogłyby stworzyć Eurazjatycki blok, który przywróciłby europejską dominację na świecie. Z tych oczywistych względów bezpośrednia wojna Chin i USA jest niezwykle mało prawdopodobna (a jeśli już wybuchnie, to będzie raczej efektem trwającego już, globalnego konfliktu). Zwłaszcza, że dla Chin największym rywalem i zagrożeniem nie są wcale odległe Stany Zjednoczone. Chińczykom wystarczy samo wyparcie amerykańskich wpływów z przybrzeżnej strefy bezpieczeństwa i zabezpieczenie sobie komunikacji z Europą, Afryką i resztą Azji. Prawdziwym rywalem Chin, którego Pekin często się obawiał była Rosja (z uwagi na sąsiedztwo i potęgę atomową). W tej chwili Chińczycy muszą ponadto również kontrolować potęgę Indii (również sąsiad, dysponujący bronią jądrową).

Mając na uwadze powyższe, czy wobec tego nie jest możliwy chociażby konflikt zastępczy? Np. wojna chińsko-amerykańska, ale na terytorium państwa trzeciego? Korei Północnej, Korei Południowej, a może i Tajwanu?

W mojej ocenie, wbrew pozorom, Amerykanie są do takiej wojny znacznie lepiej przygotowani niż Chińczycy. Nawet pomimo tego, że ewentualne miejsca starcia znajdują się blisko granic Chin i bardzo daleko od Waszyngtonu. I wcale nie chodzi mi tutaj o przewagi militarne. Tylko handlowo-gospodarcze. Jeśli Chińczycy zaatakowaliby Tajwan lub wparli Koreę Północną przy ataku na południowego sąsiada, wówczas Pekin zostałby potępiony niemal przez całą społeczność międzynarodową. To oznaczałoby sankcje, cła, i blokadę handlową. Jednocześnie USA i ich sojusznicy zablokowaliby Cieśninę Malakka, Zatokę Perską i Kanał Sueski. Chiny stałyby się zakładnikiem mas lądowych, a ich gospodarka zaliczyłaby upadek. Z wielkiej wysokości.

Dlatego też, Chińczycy wciąż nie podejmują żadnych agresywnych ruchów w stosunku do państw trzecich. Są zbyt słabi politycznie, by móc wojować z całym światem lub przekonać go do swoich racji. Bądź co bądź, ład światowy zbudowany jest o demokratyczne wartości i żadne państwo będące militarnym agresorem nie może liczyć, że sprawę uda się jakoś załagodzić (chyba, że jest to hegemon 😉 lub wszystko dzieje się za jego zgodą). Dobrym przykładem jest tu Rosja, która znajduje się w izolacji pomimo faktu, że główni europejscy gracze (Niemcy, Francja, Włochy) najchętniej współpracowaliby z Moskwą bez żadnych ograniczeń.

Zimna Wojna na Dalekim Wschodzie

Ten scenariusz może wydawać się najbardziej prawdopodobny, ale tylko pozornie. Chinom opłaca się prowadzić z USA wymianę ciosów gospodarczo-polityczno-handlowych tak długo, jak długo będą mogły handlować (za pomocą szlaków morskich) z Europą i Bliskim Wschodem. Innymi słowy. Jak tylko Waszyngton zdecyduje się na podjęcie najbardziej rygorystycznych kroków wobec Pekinu (blokada morska, sankcje), Chińczycy utracą zdolność do utrzymania wzrostu gospodarczego, transformacji społecznej (budowa klasy średniej), jak również do budowy armii i floty (do czego potrzebny jest przemysł i kapitał). Na chiński PKB największy wpływ mają inwestycje, a w drugiej kolejności handel. Przy czym inwestycje są dokonywane z kapitału pozyskiwanego z eksportu… Dla Chin, o czym często pisałem, brak handlu = brak eksportu = brak kapitału = brak inwestycji = tąpnięcie gospodarki (PKB) = obniżenie produkcji = zwiększenie bezrobocia = zubożenie rynku wewnętrznego = dalsza utrata zbytu i załamanie produkcji = dalsza redukcja przemysłu i zatrudnienia, etc.etc. etc. Jest tak ponieważ w dalszym ciągu rynek wewnętrzny Chin nie jest w stanie zastąpić popytu zewnętrznego.

Chiny są niezwykle podatne na czynniki zewnętrzne (w przeciwieństwie do USA), a to ze względu na uzależnienie od eksportu swoich towarów (z uwagi na wciąż słabo rozwinięty rynek wewnętrzny – brak klasy średniej w odpowiedniej proporcji, spora część populacji jest zwyczajnie uboga) oraz importu surowców energetycznych. Oczywiście Chińczycy próbują przezwyciężyć te słabości, ale na razie są w tych kwestiach raczej bliżej początku, niż końca (ewentualnie w połowie, w każdym razie wiele jeszcze przed nimi).

By dokonać transformacji społeczno-gospodarczej, Pekin potrzebuje tylko jednego. Czasu. Czasu pokoju, handlu i prosperity. Dlatego Chińczycy nie będą skłonni do prowadzenia długotrwałej wojny handlowo-gospodarczej z USA. Będą woleli kupić sobie kilka lat względnego spokoju. Za wszelką cenę.

Wszystko po to, by osiągnąć względną równowagę gospodarczą, uniezależnić się od wpływów zewnętrznych, nabrać sił i stać się graczem zdolnym oddziaływać na zewnątrz nie tylko poprzez kapitał, ale i potęgę militarną. Chińczycy, by móc stawić czoła USA, potrzebują co najmniej dekady spokoju.

Odwrócenie Chin.

O tego rodzaju rozwiązaniu pisałem już ponad rok temu, przy okazji wydarzeń związanych z Koreą Północną w artykule: “Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?(…)“. W pierwszej kolejności należy wyjaśnić, czemu taki deal miałby służyć. Co chciałyby osiągnąć strony godząc się na układ?

Należy w tym miejscu wrócić do nieco szerszego kontekstu globalnej sytuacji na arenie międzynarodowej. I do strategii jaką obrały Stany Zjednoczone w celu utrzymania hegemonii, którą opisywałem szerzej w tekście: “Polska – kluczem do strategii USA?“.

W ogromnym skrócie, USA mierzy się w tej chwili z powstającymi blokami państw: Berlin – Moskwa, Moskwa-Pekin i szerzej: Berlin-Moskwa-Pekin. Berlin i Moskwę Amerykanie rozdzielają dzięki Polsce oraz Międzymorzu/Trójmorzu (to nie to samo). Natomiast Moskwa współpracuje w tej chwili z Pekinem, pomimo tego, iż Chiny są dla Rosji najgroźniejszym rywalem. Strategia USA,w mojej opinii, polega na graniu na rozdźwięki interesów w w/w blokach. Na próbie rozerwania więzi, izolowania poszczególnych graczy (UE, Rosja, Chiny), by następnie rozprawić się z nimi pojedynczo. Ta “rozprawa” ma na celu służyć podporządkowaniu konkretnych sił własnej woli. Począwszy od najsłabszego gracza – Rosji. Podporządkowując lub wykluczając Moskwę z gry, Amerykanie automatycznie odzyskaliby kontrolę nad Berlinem i Europą (tuta UE zwyczajnie by musiała skapitulować). To z kolei pozwoliłoby amerykańskiej administracji wrócić do walki z Chinami. Ze wsparciem całego “Zachodu” jako monolitu.

By osiągnąć ten cel, Donald Trump prowadzi, obrazowo rzecz ujmując, dyplomację kija i marchewki. Gdy negocjacje z Chinami zmierzają w dobrą stronę, Amerykanie dociskają Moskwę. Gdy na linii Waszyngton – Pekin iskrzy, wówczas dyplomaci z Waszyngtonu jeżdżą na Kreml (vide ostatnie spotkanie Mike’a Pompeo z Siergiejem Ławrowem 14 maja w Soczi). Można było to obserwować już od kilku lat. Metoda okładania kijem na przemian z oferowaniem marchewki poszczególnym rywalom ma zmusić któregoś z nich do pęknięcia i wyłamania się.

Wielu analityków i geopolityków wskazuje, że wszystko to zmierza do tzw. Drugiej Jałty, czyli porozumienia Waszyngtonu z Moskwą (na równych warunkach). Wskazują oni, że dla Rosji, Chiny są głównym rywalem i właśnie dlatego Kreml zdecyduje się na wspólną z USA walkę przeciwko chińskiemu smokowi. W jednym z ostatnich tekstów zatytułowanym: USA zamierza pobić Rosję. Nie będzie resetu wyszczególniłem argumenty za tym, dlaczego tak się jednak nie stanie.

Znów, skracają znacznie wątek (bowiem nie on jest tematem niniejszego tekstu), Rosja dąży do wielobiegunowego układu sił, w którym mogłaby zachować neutralność i zbudować blok Berlin-Moskwa. Dla USA, co wytłumaczyłem w w/w tekście, taki stan rzeczy jest nie do zaakceptowania (ani wielobiegunowość, ani oś Berlin-Moskwa).

To dlatego walka na linii USA – Rosja wciąż przybiera na sile. Amerykanie chcą złamać wolę Kremla, tymczasem Putin ani myśli o podporządkowaniu się woli USA i samobójczej dla Rosji walce przeciwko Chinom. Stawiając kropkę. Kreml nie pozwoli się odwrócić. Z wielu względów. Putin walczy o całkowitą niezależność i pozycję jednego z biegunów w wielobiegunowym układzie sił na świecie. Jednocześnie Rosja, jako jedno z nielicznych państw na globie, ma zdolność do długotrwałego opierania się wpływom i sile morskiego hegemona. Jako państwo heartlandowe, będące odporne na blokady morskie, wojnę handlową i izolację polityczną, może pozwolić sobie na grę na zwłokę. Co pokazało nam ostatnie 5 lat (począwszy od 2014r.). Oczywiście to wszystko przy zastrzeżeniu, że Rosja będzie eksportować wydobywane przez siebie surowce energetyczne. W przypadku odcięcia jej od europejskiego rynku zbytu (a przypomnijmy, że Polska już się uniezależnia w tym zakresie od Moskwy i buduje własną sieć, która może wesprzeć innych regionalnych graczy tj. choćby Ukraina), Federacja Rosyjska może wpaść w olbrzymie kłopoty. Ratunkiem jest tutaj inwestycja w sieci przesyłowe do Chin, które mogą przyjąć znaczne ilości gazu i ropy.

Zupełnie inaczej sprawy wyglądają w przypadku Chin. Chińska gospodarka jest jedną z tych najbardziej uzależnionych od świata morskiego. Władze z Pekinu są zdeterminowane by to zmienić, jednak póki co się to jeszcze nie udało. W przypadku twardej gry Amerykanów, Chińska Republika Ludowa będzie na każdym etapie zmagań kalkulować bilans zysków i strat dla każdego wariantu (wojna/zimna wojna/deal). Innymi słowy, Waszyngton, przy dostatecznie ostrej grze, jest w stanie zmusić Pekin do taktycznego dealu, który polegałby m.in. na tym, iż Chińczycy zrzekliby się wsparcia dla Rosjan. W zamian za nieskrępowany dostęp do morskich szlaków handlowych i rynków europejskich, bliskowschodnich, czy nawet afrykańskich. Jak taki deal miałby dokładnie wyglądać (co obejmować), o tym napiszę jeszcze w dalszej części artykułu.

Niemniej, reasumując. Rozważając grę między USA, UE, Rosją, a Chinami, niewątpliwie Rosja jest zawodnikiem najłatwiejszym do pokonania metodami pokojowymi. Rosjanie już otrzymali bolesne ciosy, natomiast w przyszłej perspektywie muszą liczyć się z możliwością spadku eksportu gazu ziemnego i ropy naftowej do Europy. Jak również ze spadkiem cen surowców, czy dalszymi sankcjami i izolacją. Gdyby Chińczycy zostali odwróceni, odcięli Moskwę od kredytów i kapitału oraz zaprzestali inwestować w import rosyjskich gazu i ropy, Rosja zostałaby pobita gospodarczo. Z kolei jak tylko Moskwa zostałaby wyłączona z gry jako samodzielny i niezależny zawodnik, Unia Europejska wróciłaby pod skrzydła Waszyngtonu (z wielu różnych względów). Na rozkaz.

Jednak o ile Rosja dla Amerykanów nie stanowi wyzwania (poza płaszczyzną militarną, co Kreml skrzętnie wykorzystuje), o tyle jest najbardziej odporna na amerykańskie naciski i perswazję. Odwrotnie jest z Chinami, które są potężne gospodarczo (choć mają wiele słabości), ale jednocześnie znacznie bardziej podatne na czynniki zewnętrzne. Stąd w mojej ocenie, prędzej dojdzie do odwrócenia Chin (jak za czasów Nixona i Kissingera), niż do Drugiej Jałty. Natomiast Pekin nie będzie chciał prowadzić wieloletniej dalekowschodniej Zimnej Wojny (blokada morska, wojna handlowa, walka polityczna) ponieważ nie jest na nią jeszcze gotowy.

Teatry zmagań – Korea Północna jako narzędzie Chin i potencjalny cel USA

Pomimo ogromnej gospodarki i kapitału jakimi dysponuje Pekin, w gospodarczym starciu z USA te argumenty nie wystarczą. Z jednej prostej przyczyny. Amerykańska gospodarka jest w dużej mierze samowystarczalna, niezależna od podmiotów zewnętrznych, a US Navy kontroluje najważniejsze morskie szlaki handlowe świata. Które służą w głównej mierze innym, np. Niemcom czy Chinom. Chińczycy nie są w stanie zaatakować ekonomicznie Amerykanów, bez narażenia się na olbrzymie straty. Miecz, którym mogą uderzyć (grożą sprzedażą amerykańskich obligacji) jest obosieczny. Chiny z jednej strony są wierzycielem USA, a drugiej obligacje i dolary stanowią sporą część chińskich rezerw. Jednocześnie z uwagi na deficyt handlowy z USA, na cłach i wojnie handlowej Chińczycy stracą znacznie więcej niż Amerykanie (dlatego to Waszyngton używa akurat tej formy nacisku). To dlatego Pekin nie kierował w stosunku do USA żadnych bezpośrednich gróźb czy nacisków. W starciu ze Stanami Zjednoczonym, najlepszą metodą walki dla Chin okazała się ta siłowa (czyli taktyka Rosjan). Nie chodzi tutaj jednak o rozmieszczanie wojsk, przeprowadzanie manewrów czy inwazję na sąsiadów. Pekin w tym celu wykorzystywał od wielu lat Pjongjang. Ilekroć Chińczycy chcieli Amerykanom sprawić problemy, wciskali przycisk z napisem: “Szalony Kim Dzon Un”. Gdy tylko USA było zaangażowane na innych frontach (Europa, Bliski Wschód), Korea Północna rozpoczynała swoje rakietowe demonstracje zmuszając Waszyngton do reagowania. Dla zajętych innymi sprawami Amerykanów, znacznie łatwiej było powierzyć sprawę “uspokojenia Kima” władzom z Pekinu (oczywiście nie za darmo). Stąd takie głośne apele Donalda Trumpa (2017 rok) skłaniające do tego, by to Chiny rozwiązały ten problem. Co oczywiście nie nastąpiło, dlatego amerykański prezydent podjął próbę odwrócenia Korei Północnej i wyciągnięcia jej z chińskiej sakwy. Utrąciłoby to Pekinowi ten jakże niewygodny dla Amerykanów lewar (Koreańska broń atomowa nie tyle zagraża terytorium USA, co bierze na zakładnika amerykańskich sojuszników tj. Korea Południowa czy Japonia). Dziś już wiemy, że po dwóch spotkaniach z D. Trumpa z Kim Dzong Unem, próba ta zakończyła się fiaskiem.

Na jakich płaszczyznach będą się więc rozgrywać “negocjacje” przyszłego dealu? (Ponieważ tak to można postrzegać – jako negocjacje). USA będzie nadal podwyższać stawkę na gruncie gospodarczo-handlowym. Chińczycy posłużą się Koreą Północną w celu wywołania gróźb i wzięcia na zakładników pobliskich sojuszników Waszyngtonu. Dlatego to Korea Północna stanie się odpowiednikiem Ukrainy w rywalizacji na linii USA – Rosja. Tylko tutaj, to Amerykanie będą grozić inwazją.

Prawdopodobny scenariusz na najbliższe miesiące – lata

Co nas czeka? W mojej opinii dojdzie do drugiego ostrego spięcia USA z Koreą Północną. Pierwsze obserwowaliśmy pod koniec 2017 roku, kiedy to w listopadzie Amerykanie zgromadzili w pobliżu koreańskiego półwyspu aż 3 lotniskowce wraz z grupami bojowymi wsparte przez flotę japońską. Pomimo tego Kim Dzong Un przeprowadził kolejne testy balistyczne rakiet, na skutek czego Amerykanie wespół z Koreą Południową przeprowadzili ogromne manewry lotnicze, w których symulowano uderzenia na cele Korei Północnej. USA zgromadziło wówczas w regionie ok. 200 samolotów bojowych, w tym F-22 raptor , F-35 czy bombowce B-1B. Następnie rozpoczęto manewry armii lądowych w których udział wzięło kilkanaście tysięcy żołnierzy Amerykańskich i armia Korei Południowej. Celem ćwiczeń była symulacja przejęcia broni masowego rażenia. Już wówczas sprawa wojny wisiała na włosku, choć w mediach temat ten nie był tak kategorycznie podnoszony. Jednak wszyscy chyba pamiętamy wymianę zdań D. Trumpa i Kim Dzong Una dotyczącą tego, kto dysponuje większym guzikiem jądrowym. Dopiero na skutek zabiegów dyplomatycznych przerażonych sytuacją Koreańczyków z południa, Amerykanie zgodzili się podjąć mediacje które w efekcie doprowadziły do odwilży i dwóch spotkań Kima z Trumpem.

Dziś jesteśmy w takim miejscu, w którym można z dużą dozą pewności stwierdzić, że prawdopodobnie czeka nas podobny scenariusz do tego jaki miał miejsce pod koniec 2017 roku. Tylko, że tym razem Kim Dzong Un nie będzie mógł już liczyć na drugą szansę zawarcia pokoju z Donaldem Trumpem. Byłby to bowiem afront dla amerykańskiego prezydenta, który został już de facto przez Kima upokorzony (poprzez kolejne testy rakiet, które miały miejsce 11 maja). Tym razem sprawa Korei Północnej rozstrzygnie się pomiędzy Xi a Trumpem. Kim Dzong Un stracił swoją szansę na bycie traktowanym jako odrębny, niezależny gracz i partner do dwustronnej umowy.

Negocjacje” na linii Pekin – Waszyngton mogą doprowadzić do sytuacji, w której oficjalnie będzie się mówić o groźbie wybuchu wojny (oczywiście z Koreą Płn. nie z Chinami). Nawet atomowej, ponieważ Korea Północna taką dysponuje. Pamiętać przy tym należy, że Amerykanie w czasie kryzysu pod koniec 2017 roku przećwiczyli dobrze ewentualne uderzenie na Koreę Północną. Tym razem będą dobrze przygotowani do takiego czarnego scenariusza, więc ich groźby ataku będą brzmieć bardzo realnie.

Chińczycy mogą oczywiście przeciwdziałać, poprzez rozmieszczenie wojsk na granicy chińsko-koreańskiej co już raz powstrzymało Amerykanów przed opanowaniem całego półwyspu (w 1950 roku, armia Mc Arthura mimo sukcesów militarnych musiała powstrzymać ofensywę). Jednak raczej nie będzie to miało wpływu na realność zagrożenia wykonania uderzenia z powietrza na wybrane obiekty przy pomocy samolotów z technologią stealth.

Jednocześnie należy pamiętać, że Chiny będą unikać otwartego demonstrowania siły zbrojnej przeciwko siłom USA, ponieważ będą się bały blokady handlowej na szlakach morskich. Pekin będzie raczej działał na zasadzie reagowania, a nie kreowania. To Korea Północna, jako narzędzie Chin, będzie ogrywać rolę ostrza – tymczasem Chińska Republika Ludowa będzie chciała sprawiać wizerunek ochronnej tarczy.

O ile te militarne manewry i zmagania wokół półwyspu koreańskiego będą z pewnością najbardziej dostrzegalne i nagłaśniane, o tyle w tle będzie toczyć się wojna handlowo-gospodarcza. I to ona może zaważyć na postawie Chińczyków.

Co nie zmienia faktu, iż wojna w Korei Płn. nie będzie leżeć ani w interesie Chin, ani USA. Choć to Stany Zjednoczone będą zdeterminowane by raz na zawsze pozbyć się tematu Korei Północnej i jej arsenału jądrowego. Amerykanie nie ustąpią w tej kwestii, bowiem pozostawienie tego chińskiego lewara powoduje dla nich spore komplikacje. Od strony strategiczno-wojskowej, ewentualne uderzenie Amerykanów na Koreę Północną i pobicie jej, byłoby dla Chin olbrzymim zagrożeniem. Pomijając możliwość wywołania katastrofy ekologicznej (ew. niekontrolowane detonacje arsenału jądrowego), amerykańskie wpływy mogłyby jeszcze bliżej przesunąć się w stronę Pekinu. Być może nawet aż do koreańsko-chińskiej granicy.

Oczywiście od strony technicznej, atak na Koreę Północną (choćby tylko lotniczy) byłby ogromnym ryzykiem. Ale przecież Amerykanom nie będzie chodzić o wywołanie kolejnej wojny, w którą będą musieli się zaangażować (i ponosić straty), a o przekonanie rywala (Chin), że są gotowi i zdolni do przeprowadzenia takiej inwazji. A kto nadaje się do rzucania gróźb lepiej, jak sam “nieodpowiedzialny i impulsywny” Donald Trump?

Xi- Trump deal. Możliwe warunki układu

By przewidzieć możliwe postanowienia ewentualnego dealu, należy ustalić w pierwszej kolejności priorytety dla stron porozumienia. Dla Chin, priorytetem będzie zyskanie czasu spokoju, dostęp do rynków europejskich (eksport towarów) i bliskowschodnich (import surowców). Dla USA priorytetem będzie odwrócenie Chin od Rosji oraz pozbycie się problemu Korei Północnej (czasowe zamknięcie frontu dalekowschodniego). Jeśli Chiny dostaną gwarancję dostępu do bliskowschodnich gazu ziemnego i ropy naftowej, spokojnie będą mogły zrezygnować z rosyjskich surowców. Pekin bardzo poważnie będzie rozważać “sprzedanie” Rosji w zamian za gwarancję dostępu do europejskiego rynku zbytu oraz możliwość dalszego rozwoju gospodarczego. Biznes jest biznes. Jednak dochodzą do tego aspekty geostrategiczne. Gdy Rosja zostanie osamotniona i dostanie się pod amerykański pręgierz, wówczas Chiny stracą taktycznego sojusznika. Oczywiście, jeśli celem Amerykanów będzie rozbicie Moskwy i doprowadzenie do drugiej smuty, wówczas Chińczycy będą mogli na tym zyskać (osłabienie sąsiada, zwiększenie wpływów na Syberii). Co jednak, jeśli Rosja z braku alternatyw postanowi jednak przyłączyć się do USA (jest to wątpliwe, bowiem Rosjanie wciąż będą liczyć na oś Berlin-Moskwa)? Jest to bardzo istotny aspekt negocjacji, dlatego uważam, że w zamian za “sprzedanie” Rosji, Chińczycy będą chcieli czegoś “ekstra”. Do tego zaraz wrócimy.

Administracja z Waszyngtonu będzie chciała przeprowadzić denuklearyzację Korei Północnej. Jak to przeprowadzić? Amerykanie będą musieli zyskać kontrolę (choćby pośrednią) nad tym co dzieje się w Pjongjangu. Nie uwierzą zapewnieniom ani Kim Dzong Una (lub innego, nowego lidera K.Płn), ani w gwarancje Chin. Dlatego najprostszym rozwiązaniem byłoby Zjednoczenie Korei. Posiadający ogromne wpływy w Korei Południowej Amerykanie mogliby, poprzez południowo-koreańską administrację, sprawować nadzór nad procesem denuklearyzacji i upewnić się, że Korea Północna nigdy już nie będzie stanowić zagrożenia. Zresztą przymiarki do zjednoczenia półwyspu były robione przez cały 2018 rok, a sami Koreańczycy przyjęliby to z ulgą i radością. Pozostaje kwestia co w zamian?

O ile Korea Północna z jej arsenałem jądrowym i rakietowym stanowi zagrożenie dla USA i jego interesów (a bezpośrednio dla sojuszników tj. Japonia i Korea Południowa), o tyle dla Chin zagrożeniem są bazy wojskowe w Korei Południowej. Z Seulu do Pekinu nie jest wcale daleko (teoretycznie można wykonać atak lotniczy), natomiast położenie Korei Południowej umożliwia kontrolę wyjścia z Morza Żółtego nad którym znajdują się główne porty obsługujące Pekin. Innymi słowy, Chińska Republika Ludowa może zażądać całkowitej demilitaryzacji półwyspu koreańskiego. Zjednoczona Korea jako zdemilitaryzowana, neutralna, strefa buforowa. Tak to może wyglądać w przyszłości.

Na koniec pozostaje nam jeszcze kwestia ceny, za opuszczenie Rosji. Jak pisałem, pieniądz to nie wszystko, a Chiny będą żądać czegoś ekstra. Czegoś, co ukoronowałoby politykę Jednych Chin, a co zawsze stanowiło dla Pekinu obiekt pożądania, ale i świadectwo ich historycznego upokorzenia. Tajwanu. Z pewnością ta karta będzie dla Pekinu niezwykle istotna. W zasadzie poza gwarancją wolnego handlu morskiego, Chińczycy niczego innego od Amerykanów nie potrzebują. Problemem jest jednak to, iż Tajwan znajduje się w tzw. Pierwszym Łańcuchu Wysp, który izoluje Chińską Republikę Ludową od Pacyfiku. Oddanie Pekinowi Tajwanu, byłoby uchyleniem bramy na Ocean Spokojny. Bramy, przez którą chińska flota mogłaby wychodzić na Morze Filipińskie, w stronę amerykańskiej bazy i portu na wyspie Guam.

Oczywiście chińska flota nie jest zdolna w tej chwili do nawiązania równorzędnej konfrontacji z US Navy na pełnym morzu. I jeszcze długo tej zdolności nie uzyska. Jeśli Amerykanie stwierdzą, że zanim Chińczycy będą zdolni zagrozić im na oceanie, zostaną wcześniej pobici (w jakikolwiek sposób), wówczas kto wie, jak potoczą się losy Formozy...

Korzyści

Na tego rodzaju dealu skorzystaliby wszyscy… Za wyjątkiem Rosjan. No i ewentualnie Tajwanu. Chińczycy kupiliby sobie czas, pozbyli się zagrożenia z Korei Północnej (z perspektywą na dalsze wyparcie wpływów Amerykańskich z półwyspu) i może nawet zyskaliby Tajwan. Koreańczycy wreszcie odetchnęliby z ulgą. Zagrożenie wyniszczającej wojny na ich półwyspie zostałoby zażegnane. Północ mogłaby wreszcie stanąć na nogi gospodarczo. Japonia również poczułaby się znacznie bezpieczniej i pewniej. Amerykanie z kolei mogliby skupić się na Europie i Rosji, wracając do realizacji swojej strategii. Daleki Wschód stałby się oazą spokoju. Na jakiś czas.

Oczywiście pozostają jeszcze kwestie prestiżowe. O ile Zjednoczenie Korei i demilitaryzacja całego półwyspu wyglądałaby na rozsądny kompromis, o tyle gdyby np. Amerykańska zdrada Tajwanu wyszła na jaw… USA straciłoby całkowicie wiarygodność jako sojusznik i gwarant NATO. To mogłoby rozsypać cały układ sojuszy i powiązań światowych Waszyngtonu, które są i będę niezbędne do realizacji amerykańskiej strategii utrzymania hegemonii (a której jednym z etapów jest, co ciekawe, podważanie istniejącego ładu światowego przez samych Amerykanów).

Podobnie sprawa wygląda z odwróceniem Chiny. Decydenci z Pekinu z pewnością nie chcieliby ujawnić przed kolegami z Moskwy, że sprzedali ich za kilka srebrników i odrobinę czasu. Poświęcili, by w dalszym ciągu mieć możliwość budowania własnej potęgi. Dlatego też w w.w zakresach , zapisy Xi-Trump dealu musiałyby pozostać tajne. Tym samym ewentualne przejęcie Tajwanu przez Chiny nie odbyłoby się z dnia na dzień, a wyglądałoby zapewne podobnie do procesu asymilacji i aneksji Hong-Kongu.

Zresztą proces jednoczenia Korei również wymagałby rozciągnięcia w czasie (z uwagi na jego złożoność). To wszystko sprawia, że dla przeciętnego obserwatora areny międzynarodowej, wdrażanie w życie Xi-Trump dealu mogłoby być słabo zauważalne. A jego widoczne skutki mogłyby nastąpić wówczas, gdy nie byłyby już tak istotne dla stron porozumienia.

Oczywiście niniejszy tekst należy traktować z odpowiednim dystansem, z uwagi na fakt, iż próba tak precyzyjnej prognozy co do przyszłego rozwiązania sporu na linii Waszyngton – Pekin z pewnością zostanie zweryfikowana przez rzeczywistość. Jednak w mojej ocenie przedstawiony scenariusz zawarcia ugody amerykańsko-chińskiej i odwrócenie Chin jest bardzo prawdopodobny. To jak ten deal może wyglądać, jest sprawą do dyskusji, a przedstawiony obraz jest pewnego rodzaju spekulacją. 🙂 Którą zresztą przedstawiałem już niemal rok temu również tutaj na blogu.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

81 komentarzy

  1. Mysle ze obecny wpis jedzie na fali powodzenia tematow Chinskich, Chiny to wciaz biedny kraj by sie porwac na wojne wszak bardzo nacjonalistyczny nieprzewidywalny.

    Zwalniajaca raptownnie ekonomia wymusza wskazanie ludowi naturalnego wroga i ukrycie bledow ekonomicznych pod plaszczykiem wojny handlowej.

    Jesli juz konflikt to tylko w Iranie lub Taiwanie, Chiny nie oddadza NIGDY KRLD.
    Dodam ze zyje tutaj i pracuje od dekady, tzn w Chinach i obserwuje z pierwszej reki.

    Raczej mysle ze to konflikt handlowy, wyinnscenizowany przez obie strony na dluuuuuuuuugie lata

    1. USA nie ma czasu , ja uważam że będą chcieli to rozegrać do 2025.Im dłużej czekają tym gorzej dla nich.Tak, myślę że Chiny są słabe i zobaczymy czy uda im się wyjść z kryzysu Huawei. Teraz kolejny etap się szykuje nam .Na innej stronie internetowej prognozują inwazję na Iran.To kolejny krok aby zdusić Chiny które tam własnie kupują surowce , ropę.Z USA to nie przelewki, mają ogromne doświadczenie po 2 wojnach światowych i USA NAVY cały czas na poligonie/morzu od 50 lat..Więc Chiny nie powinny posługiwać się Koreą Północną , bo to ściągnie USA w region i pod nosem Chin wyrośnie zjednoczone mocarstwo regionalne pod patronatem Ameryki.Zacytuje słowa Pana Bartosika . ” naprawdę nie wiem jak się to zakończy” .Pozdrawiam

  2. Wspomnianym jeszcze o jednym ważnym czynniku. Zbliżające się wybory w USA, których jak na razie nie zapowiada się by Trump miał je wygrać.
    Nowy prezydent to i nowa administracja. To także prawdopodobna zmiana niektórych kursów.

  3. Panie Krzysztofie, a jakie prawdopodobieństwo uzgodnienia w dealu chinsko amerykańskim stref wpływu w Rosji?

  4. (…)Tylko, że tym razem Kim Dzong Un nie będzie mógł już liczyć na drugą szansę zawarcia pokoju z Donaldem Trumpem. Byłby to bowiem afront dla amerykańskiego prezydenta, który został już de facto przez Kima upokorzony (poprzez kolejne testy rakiet, które miały miejsce 11 maja).(…)
    Takie są skutki się stawia ultimatum-blef.

    (…)„Negocjacje” na linii Pekin – Waszyngton mogą doprowadzić do sytuacji, w której oficjalnie będzie się mówić o groźbie wybuchu wojny (oczywiście z Koreą Płn. nie z Chinami). Nawet atomowej, ponieważ Korea Północna taką dysponuje. Pamiętać przy tym należy, że Amerykanie w czasie kryzysu pod koniec 2017 roku przećwiczyli dobrze ewentualne uderzenie na Koreę Północną. Tym razem będą dobrze przygotowani do takiego czarnego scenariusza, więc ich groźby ataku będą brzmieć bardzo realnie.(…)
    Jak realne są grożby Trumpa 2 razy przekonał się Assad… jak został (…)zrakietowany(…)

    Ponadto z chwilą uznania Guido za Prezydenta otworzyły się możliwości nacisku na środowisko Pana Legalnego Prezydenta o poproszenie o interwencję, która wymusi zaangażowanie wojskowe i uderzy w gospodarkę przez uwolnienie tsunami uchodżczego, które może się połączyć z kolejnymi (…)karawanami z Salwadoru(…) wiążąc kolejne siły do obrony granic oraz przez konieczność uruchomienia planu Marshalla dla tego kraju.

  5. Powiem tak – chciałbym aby tak było.

    Z naszej perspektywy słaba Rosja to bezpieczeństwo i zwiększenie naszych wpływów. Idealnie gdyby w Rosji była druga smuta powiązana z utratą obwodu kaliningradzkiego (zabranego zapewne za zbytnie “kozaczenie” na arenie międzynarodowej czy próbach wywołania chaosu w państwach bałtyckich).

    Widzimy, że Korea północna jest nieprzewidywalna. Pytanie jak ich nieprzewidywalność może wpłynąć na resztę wydarzeń? Jak wiele mogą zmienić?
    Czy Rosja widząc nadchodzącą smutę nie będzie równie nieprzewidywalna jak Korea północna?

    Liczę na to, że ta analiza jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem a nie myśleniem życzeniowym (przynajmniej dla mnie jest to życzeniowe;))

    Co by musiało się stać aby doszło do scenariusza w którym USA są w sojuszu z Rosją?
    Na pewno Rosja chciałaby drugiej Jałty tylko co potem? Czy USA mogłoby pragmatycznie nas wystawić? Powrót do czasu przed 89 w wersji 2.0?

    Zmieniając temat: z ogromną chęcią zobaczyłbym analizę na temat Izraela i pokazu możliwych scenariuszy na następne lata w przypadku tego kraju oraz jak te możliwości mogą nam zaszkodzić i jak ustawa 447 i obecna narracja na to (i na nas) wpływa. Czy jest szansa pozytywnego scenariusza dla Polski? Jest wiele niepokojących sygnałów.

    Kolejna rzecz – czy myśli Pan, że NS2 jednak dojdzie do skutku? Wychodzi na to, że Rosja i Niemcy wykorzystują to, że USA jest zajęte innymi sprawami.

  6. Dobra analiza. Chciałby dorzucić kilka uwag:
    1. Dużo mówi się, że w naturze kultury chińskiej leży cierpliwość. Jeżeli chińskie kierownictwo dojdzie do wniosku, że obecnie nie mają szans na pokonanie hegemona czy nie będzie dla nich naturalne pocałowanie pierścienia POTUS, wynegocjowanie jakiś akceptowalnych warunków i odczekanie 30-50 lat na nową próbę. Taki Długi Marsz 2.
    2. Częścią tej samej kultury jest potrzeba zachowania twarzy. Szczególnie chyba silna dla KPCh, która w ostatnich latach grała na nacjonalistycznej nucie i wspominała bez przerwy stulecie upokorzeń. Będą musieli coś z tym zrobić.
    3. W innej świetnej analizie pisał Pan o tym, że w interesie Rosji nie jest zwycięstwo Chin (USA zresztą też). Jeżeli Rosjanie rozpoczną konflikt po stronie Chin to w momencie gdy obie strony się wykrwawią dokonają wolty i za odpowiednią cenę zadadzą Chinom cios w plecy. Oczywiście Chińczycy to wiedzą.
    4. Co prowadzi do wniosku, że deal USA-Chiny może być zawarty po trupie Rosji. Trochę tak jak europejskie potęgi zawarły 18. wieku układ na trupie Rzeczypospolitej. Smuta i rozpad Rosji przywróci USA kontrolę na Europą. Odbierając tereny odebrane przez Rosję KPCh udowodni Chińczykom, że odwraca skutki stulecia upokorzeń i scali społeczeństwo wokół swego przywództwa. Zmniejszy też uzależnienie Chin od eksportu surowców. Ironią jest to, że Rosjanie najpierw sami wybudują im infrastrukturę łączą Syberię z Chinami (Siła Syberii itp.) A może to nie przypadek.

    To chyba nie jest dla nas najgorszy scenariusz.

    1. Smuta w Rosji będzie oznaczać, że uwolni się nasza strefa buforowa na wschodzie. A to umożliwi podjęcie gry o dołączenie tej strefy do Warszawy. Będzie trudno, bo rywalem w tej kwestii będzie Berlin. Ale zawsze są jakieś ryzyka i wyzwania. Grunt by takie okazje się nadarzały.
      pozdrawiam
      KW:)

      1. To nawet nie było pytanie 🙂
        Myślę, że Kreml to wie i stąd to niesamowite prężenie muskułów. Jak dzikie zwierzę zagnane w kąt. Grają o życie. Na pohybel im!!! :))
        pzdr

      2. Czym tą strefę dołączyć? Armią urzędników z kilkudziesięcioletnim zabytkowym sprzętem? Społeczeństwem emerytów jakim wkrótce będziemy? Mrzonki…

  7. Chiny od momentu ustanowienia systemu antydostępowego i pozahoryzontalnej kontroli sytuacyjnej i projekcji siły przeciw lotniskowcom, oraz dzięki kompleksowi Wielkiego Podziemnego Muru – od ca 2010 są JUŻ zbyt silne, by USA je pokonały. Natomiast USA są JESZCZE za mocne, by pokonały je Chiny. Mówię o sile militarnej. USA chcą, a w zasadzie muszą odbudować sferę realnej produkcji i postawić na realne zasoby – które był od 2003 ubogim krewnym świata finansów, który pęczniał dzięki skokowemu obniżeniu podatków od zysków ze sfery finansowej z 35 do 15%. To wymaga bardzo głębokiego przebudowania ekonomii USA, nie tylko powrotu firm i realnych zasobów do kraju, ale ustawienia Wall Street w sytuacji POMOCNIKA na rzecz świata technologii, rozwoju realnego i produkcji. Czyli detronizacja obecnego KRÓLA do roli SŁUGI. I o to rozbija się wewnętrzna zaciekła konfrontacja obu tych sfer w USA. Chiny od 2014 postawiły na rozwój technologiczny, stąd wszystkie think-tanki w USA przestrzegają przed sukcesem “make in China 2025” – który dałby realny prymat Chinom w technologiach cywilnych. A jeszcze bardziej obawiają się naznaczonego przez Xi na 2035 przegonienia USA w technologiach militarnych. W sumie – USA zbudziło się ze snów o potędze tkanych na bazie “produkcji” pustego dolara i potęgi finansowej Wall Street – i musi przełożyć dźwignię na badania i rozwój, technologię, produkcję i “twarde” usługi z tym związane. Do tego trzeba czasu – zwłaszcza, że od 2026 baza podatkowa USA zacznie słabnąc, co oznacza mniejszy budżet Pentagonu. Stąd jasne, że przyszła dekada będzie po znakiem pozornej deeskalacji ze strony USA – z powyższych powodów – ale także, jak pokazano w analizie – także ze strony Chin, które podjęły rękawicę technologicznego wyścigu w trakcie przebudowy własnego rynku, budowy klasy średniej i co ostatnio się pokazało – nader wysokiego zadłużenia [bodajże większego niż zwykle rekordowa Japonia – tzn. licząc w % PKB]. Deal USA-Chiny nt zjednoczenia Korei, a pewnie i Tajwanu [bo tego Chiny nie odpuszczą] – zapewne z pominięciem Rosji [co by pokazało twardo Kremlowi – i światu – że Rosja to II liga względem GŁÓWNYCH ROZGRYWAJĄCYCH – czyli tandemu supermocarstw USA-Chiny] – to wszystko będzie zapewne sprzedane medialnie dla ocieplenia wizerunku i USA i Chin. Ale to będzie tylko przejściowy rozejm – bo pozwoli obu supermocarstwom na intensyfikację przebudowy gospodarki wewnętrznej, na wyścig technologiczny i budowy Przemysłu 4.0 – natomiast wynikowo oba supermocarstwa w latach 30-tych zamierzają dokonać skoku generacyjnego nowych systemów militarnych [w pełni sieciocentrycznych, co zintegruje wszystkie domeny pola walki [ze sferą kosmiczną i cyberprzestrzenią włącznie], opartych o dronizację w rojach, AI, systemy pozahoryzontalne, o klastry komputerów kubitowych, łączność natychmiastową na splątaniu kwantowym – a w samym rdzeniu “bojowym” – o bronie praktycznie tylko precyzyjne, znacznie bardziej zeskalowane, bronie energii skierowanej – nie tylko lasery [już megawatowe – zapewne na tzw. wolnych elektronach], saturacyjne bronie hipersoniczne – ale także railguny – no i siły kosmiczne – zwłaszcza w tzw. “głębokiej przestrzeni”, co uniemożliwia detekcję i ich zniszczenie, a z drugiej pozwala na uzyskanie wysokich prędkości dla broni kinetycznych. Sumując: to co będzie się działo, będzie dokładną odwrotnością powiedzenia rzymskiego “chcesz pokoju szykuj się do wojny” – rozmowy o pokoju i deeskalacyjne kroki względem zjednoczenia Korei i “pokojowego powrotu do macierzy” Tajwanu, będą w istocie zasłoną dymną dla wyścigu technologiczno-przemysłowego i militarnego – z finałem w latach 30-tych [ca 2035-2040] w postaci wojny, a właściwie wojen regionalnych, które będą wzmacniały zasoby danego supermocarstwa [ale także wojen wynikłych z tzw. pułapki Kindlebergera – gdy w danym regionie wycofa się supermocarstwo – reszta lokalnych graczy rzuci się do konfrontacji o podział regionu] . Co na końcu i tak w sumie doprowadzi do konfrontacji USA-Chiny. Oczywiście wojny proxy i być może regionalne [zwłaszcza wobec ambicji Izraela, który bardzo chce wymieść przedpole, złamać islamskich pretendentów i uzyskać głębię strategiczną] będą też w latach 20-tych – moim zdaniem nie będą jednak tak drastyczne, częste i wręcz chroniczne – jak w latach 30-tych. W sumie – wyścig USA-Chiny jest wyścigiem technologicznym – a metą jest generacyjny skok systemów RMA [Revolution in Military Affairs], kto pierwszy wejdzie w RMA na wielką skalę operacyjna i strategiczną [i to w sposób domknięty wielodomenowo] w to “Eldorado” – ten uzyska decydująca przewagę militarną do ostatecznej konfrontacji.

  8. W całej tej układance graczem burzacym deeskalację może być Izrael. Dokładniej: Izrael z Rosją. Oficjalnie i jawnie [w zasadzie – demonstracyjnie] dd 9 maja 2018 na poziomie STRATEGICZNYM Izrael i Rosja to sojusznicy. Oczywiście – jest ostre TAKTYCZNE przeciąganie liny w Syrii – bo to przedmurże Izraela, a między bandytami zaufania nie ma – ale wszystko i tak odbywa się kosztem Syryjczyków. Jak izraelskie samoloty atakują [a liczba ataków np. w 2018 była liczona na tysiące], to w Latakii i Tartus wyłączają radary systemom antydostepowym S-400, żeby tylko aby nie zestrzeliły izraelskiego samolotu – dlatego Izrael tak hula w powietrzu. Izrael cały czas obiecuje USA, że korzystając ze swoich “super dobrych” kontaktów na Kremlu [zblatowanych właśnie 9 maja 2018 antypolskim paktem Ribbentrop-Mołotow czyli Netanjahu-Putin – w tym samym dniu, gdy Trump podpisywał Izraelowi 447 w Waszyngtonie – czyli okrążenie Polski z OBU STRON NARAZ], Izrael mami USA, że obróci Rosję do dealu z USA przeciw Chinom. Izrael pozycjonuje się w roli pośrednika i “dobrego gliny” w negocjacjach obu graczy – za co żąda od nich specjalnego traktowania i bonusów. A dla Rosji istnym zbawieniem i wyjściem z matni sankcji, dociskania przez USA , izolacji – jest rozpętanie wielkiej wojny przez Izrael nie tylko przeciw Iranowi – ale dla złamania i Iraku i Syrii, ale także Jemenu i Kataru. Izrael chce złamać pretendentów świata islamskiego, wymieść przedpole, uzyskać głębię geostrategiczną. Zaś Rosja oczekuje tego z największą niecierpliwością – bo wielka wojna Izraela zniszczy islamskich eksporterów ropy i gazu [i to na dłuższy czas ze względu na zaprowadzony chaos i zniszczenie infrastruktury] – jednocześnie ceny ropy i gazu skoczą do poziomu 120-150 USD/baryłkę – a Rosja przechwyci te wolumeny dostaw – i jako “energetyczny zbawca” będzie przyjmowana [zwłaszcza w Europie] na czerwonych dywanach. Iran już został zdradzony – stąd właśnie dymisja szefa MSZ Iranu – w dodatku Rosja odmówiła sprzedaży Iranowi systemów S-400. Powód prosty – te antyrakietowe i przeciwlotnicze systemy o zasięgu 400 km [takie są maksymalne przechwałki Kremla], uniemożliwiłyby Izraelowi skuteczny atak na Iran. A to by włożyło kij w szprychy całej wojnie Izraela, na której Rosjanie zamierzają się obłowić nie tylko na cenach i wolumenach ropy i gazu, ale na dostawach broni dla bratobójczej walki szyitów i sunnitów, a także przez odkucie się i zwiększenie wpływów – drogą militarnego nacisku – w strefie Kaukazu i w Azji Środkowej. W dodatku Rosja nie tylko ochładza stosunki z Iranem, ale jednocześnie intensyfikuje relacje z sunnickim Pakistanem, co szyicki Iran odbiera jako cios w plecy. W krótkim i średnim terminie i Izrael i Rosja zrealizują swoje cele – zapewne z wielkim szałem radości i pychy w mediach, natomiast długofalowo zniszczenie/ograniczenie [nawet na kilka lat max] dostaw ropy i gazu dla Chin [i olbrzymie koszty zwyżki cen węglowodorów – Chiny to największy importer na świecie], ale także zniszczenie najważniejszej południowej nitki lądowego Jedwabnego Szlaku, łączącej Chiny z portami “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego – to wywoła wejście do gry i ZASADNICZĄ DECYZJĘ – strategiczną kontrakcję Pekinu. Który to Pekin wpisze i Izrael i Rosję [za dekady] na czarną listę państw do finalnego wykreślenia [co wykona – gdy Pekin osiągnie strategiczny poziom broni RMA nowej generacji – po ca 2035], a początkiem likwidacji i Izraela i Rosji będzie danie gwarancji Pakistanowi, że zabezpieczy go od wschodu – od Indii – by poszedł w pochodzie na zachód – akurat przez świeżo zniszczony Iran i inne wymiecione i złamane państwa islamskie. Izrael z pomocą Rosji sam na siebie spuści wspieraną przez Chiny powrotną islamską falę. Oczywiste jest, że Pakistan [mający broń atomową – więc nie do ruszenia] poprowadzi ten pochód nie pod hasłem “większego Pakistanu” – ale pod uniwersalną dla świata islamu flagą Nowego Kalifatu. Tu właśnie Talibowie [począwszy od Afganistanu] posłużą za listek figowy i forpocztę tego pochodu, który całkowicie przewróci najpierw obszary od Pakistanu do Morza Śródziemnego, a po złamaniu Arabii Saudyjskiej [przypomnę – dynastia Saudów jest znienawidzona] – to się rozleje na Afrykę [przynajmniej Afrykę Północną], bo Egipt na pewno nie będzie “stać z boku”, ani nie stanie się “stabilizatorem Afryki” na ten pochód – wobec wewnętrznej konfrontacji i wrzenia sił radykalnych. Ta powrotna fala nie tylko otoczy Izrael – ale także zagrozi Rosji od jej “miękkiego podbrzusza” – od Azji Środkowej po Kaukaz – zagrażając także [Kazachstan obrócony na Chiny] bezpośrednio obszarowi rdzeniowemu Rosji – czyli dorzeczu Wołgi z ujściem na Morzu Kaspijskim. Chiny odzyskają kontrolę nad już PREFERENCYJNYMI dla nich dostawami ropy i gazu, zabezpieczą trwale najważniejszą strategiczną nitkę Jedwabnego Szlaku i porty “sznura pereł” i bazy Oceanu Indyjskiego, ale także zyskają docelowy, także PREFERENCYJNY dla chińskich produktów rynek całego 1,5 mld świata islamskiego [bo tu skaptowanie państw islamskich południowo-wschodniej Azji z najpotężniejszą Indonezja będzie w TAKIEJ sytuacji dość łatwe] – co wraz z własnym rynkiem wewnętrznym pozwoli na uzyskanie odporności Chin na blokadę eksportu drogą morską – i na zmienny popyt Zachodu]. Czyli ze zjednoczonego [przez marsz atomowego Pakistanu] świata islamskiego [pod sztandarem nowego Kalifatu Światowego] stworzą sobie strategicznego sojusznika nr 1 – i przez to trwałą przeciwwagę dla izolowanych Indii. A mając tak silnego sojusznika połączonego świata islamu [choć pewnie wokół Indonezji zbierze się gromada państw tworzących realnie osobny blok siły – tylko nominalnie podporządkowany Kalifatowi] – zwłaszcza sojusznika w Azji – ale zapewniającego także połączenie lądowe do Europy i Afryki [czyli cała Wyspa Świata skomunikowana lądowo – z punktu widzenia Chin] – to Pekin uzna, że Rosja stanie się WTEDY niepotrzebna, a faktycznie – nader niewygodna – ZWŁASZCZA w Azji. Wtedy – po uzyskaniu strategicznej wielodomenowej przewagi systemów RMA Chin nad USA – Chiny mając wolne ręce usuną konkurenta z Azji – zagarniając Syberię [zapewne pod hasłem “Azja dla Azjatów” – reklamując się jako wyzwoliciel względem ostatniego mocarstwa kolonialnego białego człowieka…]. W efekcie Chhiny uzyskają kontrolowany bufor Syberii – i uzyskają w kolejnym etapie decydująca przewagę w Arktyce[głownie nad US Navy] , czyli w strategicznej Strefie Severskyego – przesuwając asymetrycznie perymetr zmasowanego uderzenia – i mając kolejny bufor kontrolny osłaniający Chiny… Cóż….Izrael i Rosja grają ostro [bo “toną” – i chcą wyzyskać przewagi siłowe – póki je jeszcze mają] – ale kto sieje wiatr – ten zbiera burzę. A kto mieczem wojuje – od miecza ginie.

  9. Dla jasności – skaptowanie świata islamu południowo-wschodniej Azji – czyli głównie ludnej wyspiarskiej Indonezji – nie będzie celem “samym w sobie” – czy “tylko” zwiększeniem całkowitej siły Nowego Światowego Kalifatu, który zostanie w pierwszej fazie zbudowany najpierw pochodem Pakistanu na zachód – ale geostrategicznie korzystnie dla Pekinu zlikwiduje to “dylemat Malakka” [z obrotem Singapuru na rzecz Chin – taka dodatkowa wisienka na torcie], ale co ważnie dla Chin – zapewni im bufor i zaangażowanie tej nowej sojuszniczej morskiej siły względem Australii. Australia – w planach strategów Pentagonu – jest widziana jako “idealny niezatapialny lotniskowiec” [nie za bliski – i nie za daleki] i jako zaplecze pierwszego i drugiego łańcucha wysp – ale także jako “brama” i baza do elastycznego dysponowania siłami między Pacyfikiem, a Oceanem Indyjskim. Obrót Indonezji na Nowy Kalifat pozwoli Chinom na izolację i zmarginalizowanie tych ww ról Australii – a także na zabezpieczenie operacji floty chińskiej między Pacyfikiem, a Oceanem Indyjskim – co przy okazji pogłębi izolację Indii – zarówno lądową, jak i morską. Jednak trzeba jasno podkreślić – zbudowanie takiego sojusznika strategicznego jak Nowy Kalifat całego świata islamu [albo przynajmniej rdzenia zachodniego], zabierze Pekinowi z 10-12 lat. W dodatku dla reszty świata mylącym sygnałem będzie bezwzględna rozprawa Pekinu – zapewne bardzo krwawa i zasadnicza – z islamskim separatyzmem w Sinciangu. Chiny tej rozprawy na pewno “nie odpuszczą” ze względu na nadrzędny interes utrzymania integralności obszaru i granic Chin, dla uzyskania pełnej kontroli i skonsolidowania całych Chin przez Pekin. Popularne przysłowie chińskie [i przekleństwo kolejnych dynastii] mówi: “góry wysokie – cesarz daleko”. Tylko że teraz – po raz pierwszy od powstania cesarstwa – ten “dogmat” skutkujący ciągłym pulsowaniem zbierania i rozpadu Chin – zostanie przełamany zasadniczo – Chiny zostaną spięte kontrolą siłową, która będzie pełna i nieugięta w całych Chinach – także na peryferiach – bo w każdy zakątek najodleglejszych prowincji szybka kolej w jeden dzień dowiezie [w razie potrzeby] dywizje pacyfikacyjne z wyposażeniem dla przywrócenia pełni kontroli Pekinu. Co notabene jest już ćwiczone w Chinach – i to właśnie na poziomie szybkich przewozów całych dywizji. Bo kontrola i centralizacja władzy w Chinach wzrośnie zasadniczo – system “oceny obywateli”, rozszerzany systematycznie i nadzorowany z coraz większa pomocą cyberprzestrzeni, systemów monitoringu, baz rozproszonych i AI – jest dopiero na początkowej, jeszcze dość niewinnej ścieżce wzrostu. Jednak cały ten “okres ochłodzenia” między Chinami, a światem islamu z tytułu krwawej pacyfikacji islamu w Chinach – będzie tylko PRZEJŚCIOWYM ETAPEM – bo ostatecznie górę weźmie pragmatyzm obu stron i nadrzędny wspólny strategiczny interes obu graczy i korzystna synergia ich sojuszu. Okres krwawego zduszenia islamu wewnątrz Chin na pewno będzie skwapliwie podnoszony i triumfalnie przedstawiany na Zachodzie [zwłaszcza w USA] jako życzeniowy “początek końca Chin” z oznajmianiem “nieuchronnego rozpadu Chin” a także jako “samobójstwo Chin, które ściągną na siebie trwały gniew 1,5 mld świata muzułmanów”. Nic bardziej mylnego – po okresie ochłodzenia NADRZĘDNY wspólny interes przeważy. Dla Cesarza Chin [Xi czy jego następcy] czy dla Kalifa – a TO ONI [wg chłodnej kalkulacji opartej o spodziewane bonusy] zawrą finalny traktat strategiczny – więc w tej perspektywie strategicznej to nawet miliony ofiar poddanych – to tylko środek do nadrzędnego celu – w tym celu pokonania szeroko rozumianego Zachodu i Indii – a tu korzyści sojuszu i wizja przyszłego nowego ładu światowego – przeważy nad nieistotnymi sprawami PRZESZŁYMI. Nie przypadkiem nasz najlepszy znawca Chin mówi o planach “pax sinica” poprzez parafrazę “pax cynica” – a w świecie islamu można składać przysięgi, a potem je łamać w imię “wyższego celu”, itd…. zresztą będzie zapewne tak, że “wszystko jest w rękach najwyższego spadkobiercy Proroka” – i “nie podlega jakiejkolwiek ocenie czy krytyce” – a na pewno nie wg kryteriów i logiki Zachodu…Warto zauważyć, że systematyczne rozszerzanie bańki kontroli A2/AD przez Chiny – po objęciu tą “bańką” całej Japonii [czyli po realnym odcięciu wsparcia USA] – wymusi obrót Japonii na Chiny. A na pewno cała kalkulacja na obrót Japonii zacznie się po pełnym obrocie [także militarnym] już całej zjednoczonej Korei na Chiny [zresztą – Korea Płd JUŻ to poniekąd raz zrobiła – bodajże w końcu 2015 – przystępując do strefy wolnego handlu z Chinami – i rezygnując nawet z rozmów nt wejścia do TPP – co moim zdaniem m.in. spowodowało potem wyjście USA z TPP – jako projektu nieudanego i nie mającego sensu dla USA bez Korei Płd]. Także kroplą, która być może przepełni czarę i przyśpieszy obrót Tokio na Pekin – będzie też zapewne “pokojowe” przyłączenie Tajwanu do Chin – czyli rozerwanie membrany powstrzymywania floty [i lotnictwa strategicznego] Chin na Pacyfik. Ale – jak to w Azji – o TAJNYM obrocie Japonii na Chiny [wynegocjowanym rzecz jasna pod stołem] to USA się dowiedzą poniewcześnie w “godzinie W”…czyli, gdy będzie już za późno…to zapewne wyjdzie na jaw dla USA w momencie rozpoczęcia działań wojennych – czyli w okresie 2035-2040. Można powiedzieć – taka “prywatna” odroczona o wiek dogrywka “na boku” Japonia versus USA wojny 1941-45 … – oczywiście dokonana łącznie z siłą Chin i innych sprzymierzeńców – odpychająca USA po Hawaje czy raczej dalej…

  10. Jaki będzie pierwszy ruch pochodu Pakistanu? – oczywiście JUŻ PO wielkiej wojnie Izraela – czyli już po uzyskaniu przez Pakistan “koncesji” Chin na marsz na Zachód [z zabezpieczeniem Pakistanu od Indii] i na zbudowanie Nowego Kalifatu – czyli na zbudowanie nowego całościowego strategicznego sojusznika Chin. Moim zdaniem tym pierwszym oczywistym ruchem będzie wyrwanie Afganistanu z orbity USA – i jego zajęcie pod sztandarami Talibów. Niechęć USA do wyjścia i z Bliskiego Wschodu i z Afganistanu [i to mimo potrzeby zwinięcia regionalnych wojen – celem koncentracji na Chinach [i na Arktyce – tu Wschodnia Flanka w optyce Waszyngtonu jest w istocie przedłużeniem i “flanką lądową” konfrontacji o Arktykę] – ta niechęć może spowodować kroki radykalne – nawet odpalenie bomby jądrowej [oczywiście przez “nieznanych sprawców”] by kopnąć stolik gry i przenieść grę na nowy poziom – w którym USA [ze sprzymierzonymi] nie będzie w stanie “dotrzymać pola”. Warto, by nasze władze nie angażowały się dalej pod żadnym pozorem [nawet obietnic sprzętu i technologii] w wojny ekspedycyjne na Bliskim Wschodzie [wliczając zwłaszcza Iran i Afganistan i Irak] – bo USA na pewno będą chciały cudzymi rękami utrzymać – maksymalnie per procura – kontrolę w tym regionie. Notabene – patrząc całościowo na konfrontację w Arktyce i Wschodnią Flankę – oczywistym siłowym ruchem Rosji jest uderzenie w Finlandię [granica ponad 1300 km, przy małym zaludnieniu – nie do obrony] – dla rozerwania tej linii blokowania Rosji od Arktyki [z GIUK] po Bałkany. Taka wojna jest możliwa nawet w latach 20-tych – gdy Rosja poczuje się zagoniona w matnię i zechce się “odkuć” jedynym argumentem pozostałym w ręku – czyli siła militarną. Zagonienie Rosji w narożnik spowoduje rekalkulację strategiczną Kremla na zasadzie: “niczego nie mamy do stracenia – wszystko do odzyskania” – co da decyzję o wojnie [z założenia – wojnie izolowanej]. Finlandia jest wysunięta, teoretycznie słaba – wg Kremla idealnie nadaje się do “pokazowego Blietzkriegu” – pokazowej lekcji dla reszty państw Wschodniej Flanki. W zamyśle – to miałaby być proxy war – przeciw wpływom NATO – dla pokazania – że to Rosja rozdaje karty i że liczenie na pomoc USA nie ma sensu [czyli jak zwykle chodzi o rozpad NATO i wypchnięcie USA z Europy]. Oczywiście rachuby Kremla swoją drogą, a rzeczywistość [zwłaszcza w świecie RMA i wobec możliwości wsparcia niemal bezpośrednio z Atlantyku] – swoją drogą. Finlandia do NATO nie należy, ale należy do NORDEFCO [sojuszu państw skandynawskich] – powiązanych z UK, a oficjalnie “złotymi sojuszami” Szwecji i Finlandii – powiązane są z USA. Sama Finlandia prowadzi program modernizacyjny armii [i floty – po raz pierwszy od II wojny światowej Finlandia zamierza budować większe okręty – skromnie nazywane korwetami rakietowymi] – a pewnie w ramach programu HX pozyska kolejne 64 myśliwce [wszystkie opcje w grze – choć najlepsza logistycznie jest FA-18 E/F/G Super Hornet/Growler [bo Finowie już mają “zwykłe” Hornety] ale także możliwy wybór F-35]. Samo uczestnictwo Norwegii i Danii w NORDEFCO już wpina NATO w ewentualny konflikt z Rosją. Oczywiście wszystko będzie zależało od USA i UK – i od ich deklaracji odwetowego uderzenia jądrowego w razie użycia broni jądrowej przez Rosję [także, a może zwłaszcza – użycia atomu przez Kreml w wariancie “deeskalacyjnym”]. Jeżeli Rosji nie uda się izolować konfliktu – i USA z UK się włączą – wtedy Rosja przegra.Zwłaszcza po 2026 – gdy Norwegia będzie miała 52 F-35 [stealth] w linii, Dania 27, a UK – nawet 138. Zaś Rosja – będzie miała kilkanaście sztuk serii zerowej Su-57 – i to na tymczasowych silnikach [które mają być dostępne może ok. 2027-8]. Jakkolwiek lewacka polityka rządowa państw skandynawskich [zwłaszcza Szwecji i Norwegii] przypomina całkowite bujanie od rzeczy w ideologicznych obłokach [zwłaszcza z programowa ślepotą wobec problemu imigrantów i radykalizmu islamizacji] – o tyle w sprawach stricte militarnych Skandynawowie zachowują pragmatyzm i realizują aktywne przeciwdziałanie wobec Rosji – w przeciwieństwie do prokremlowskiego “twardego jądra” UE.

    1. Na Flance Wscodniej bardziej strategiczna jest Pribałtika… która ma wybrzeże, bez którego Flota Bałtycka istnieje tylko teoretycznie oraz izoluje Obwód Kaliningradzki. Ponadto dzięki bliskości Kanału Białomorskiego obszar wokół Sant Petersburga to ciekawy obszar na odnogę Szlaku Jedwabnego, zwłaszcza po zbudowaniu Via Baltica.

      1. Bałtowie, czy jak Pan “jsc” chce “Pribałtika” [kolega z Rosji?] NIE ISTNIEJĄ bez Polski. Która jest wszelką podstawa operacyjną działań wielkoskalowych i jedynym ratunkiem Bałtów. Zajęcie Bałtów to obecnie dla Armii Czerwonej ca 48/72 h, zaś zasadnicze “oczyszczanie” terenu z resztek oporu – 1 tydzień max. Zresztą – po wkroczeniu Armii Czerwonej na Białoruś [Łukaszenka albo zostanie wkrótce całkowicie posłusznym namiestnikiem Kremla – albo zostanie zmieniony] i po ustanowieniu z Białorusi podstawy operacyjnej dla 1 Armii Pancernej Gwardii [po to ją zresztą reaktywowano] Rosja będzie miała dogodną możliwość wyboru uderzenia z Białorusi – Bałtowie od południa rolowani na całej linii – Polska w północno-wschodniej ćwiartce – Ukraina rolowana z północy z obu stron Dniepru naraz. Polska może w takich warunkach dać sobie radę z obroną [Obwód Kaliningradzki nam nie zagrozi na lądzie atakiem na południe – wystarczy popatrzeć na mapę Mazur – idealny teren do obrony] – ale Bałtowie na pewno nie obronią się. Zbyt duże rozciągnięcie – zbyt małe siły Bałtów. Stąd rozważania nad strategiczną wartością “Pribałtiki” nie ma sensu – zaś Flota Bałtycka…. będzie niezagrożona pod “bańką” A2/AD Petersburga. Owa “Pribałtika” to najsłabszy element Wschodniej Flanki NATO – i dlatego USA nie kwapi się do wystawienia stałych sił US Army i USAF, bo boi się kompromitującej dla hegemona [wizerunkowo na cały świat] “pokazowej” przegranej – no i do tego czasu nie chce tam żadnego zaangażowania [w najgorszym wariancie niemal na stale] dość sporych sił [do obrony potrzeba min 6 brygad pancernych z całą oprawą artylerii, plus drugie tyle sił zmechanizowanych i mobilnych i b. silnej plot i z 400 samolotów/śmigłowców – a głębi strategicznej brak – i na dodatek te siły od razu w szachu między A2/AD Kaliningradu, a A2/AD Petersburga – a jeszcze do 5 lat zostanie zbudowana nowa A2/AD na Białorusi]. Na pocieszenie [takie poklepywanie po plecach z mantrą “jesteśmy DUCHEM z wami”] think-tanki amerykańskie ostatnio proponują Bałtom…bohaterską obronę partyzancką do końca z wyposażeniem za…125 mln dolarów, zaś ta kwota ma być zapłacona przez…samych Bałtów…— TAK WŁAŚNIE JEST – NIE ŻARTUJĘ…. Jak widać – hegemon nie dość, że słaby na krawędzi wpływów i robi bokami – to jeszcze jedzie już bez żenady skrajnie po taniości… To Polska jest ABSOLUTNYM numerem 1 i dla Bałtów i dla Ukrainy – i dla domknięcia kontroli Bałtyku – i dla całej Flanki NATO – z zabezpieczeniem NORDEFCO od południa na dokładkę. Mówiąc krótko – bez Polski nic się nie da zrobić w całym makroregionie. Rumunia, nie dość, że znacznie słabsza, to jeszcze wystarczy veto Turcji w Bosforze – i jest odcięta od dostaw – i może liczyć tylko na Polskę przez Słowację. A Rosja Cieśnin Duńskich nie zamknie – Duńczycy w NATO i najeżeni na Rosję – a Szwecja w “złotym sojuszu” z USA. Sytuacja jest asymetrycznie korzystna dla Polski pod względem statusowym i negocjacyjnym – dlatego trzeba grać tą kartą [i nie tylko tą – są i inne – superważne: jest geostrategiczne położenie Polski jako kluczowego bufora na przesmyku bałtycko-karpackim – czyli opcja BEZPIECZEŃSTWA dla OBU supermocarstw NARAZ – i USA i Chin – że nie powstanie trzecie konkurencyjne supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku] – i to grać i brać za to Z GÓRY [wzorem Turcji] – i do końca. Co zresztą oznacza dla Polski na najważniejszym geostrategicznie poziomie G2 – że jak nie z USA – to z Chinami. Tym bardziej – że to my TUTAJ rozdajemy karty – a obecny hegemon słabiutki na krawędzi perymetru… Zaś Chin jako alternatywa strategiczna – tak jak w istocie jest z USA – sojusz i wsparcie nie ze względu na jakieś “wartości” czy “przyjaźń” [bo to w polityce w ogóle nie istnieje – to tylko oprawa medialna] – ale ze względu na gardłową rację stanu Waszyngtonu – czy Pekinu. Przypomnę tylko – Polska na usilne zabiegi Chin podpisała traktat o strategicznej współpracy 20 grudnia 2011. Właśnie ze względu na obawy Pekinu względem powstania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Geografia się nie zmieniła ani o jotę od 2011 – i geostrategiczny globalnie liczony status Polski i dla USA i dla Chin – też się nie zmienił – a nawet wzmocnił [choćby z tytułu Jedwabnego Szlaku – od 2013]. Powiem więcej – USA nie ma alternatywy dla Polski – za to Polska ma alternatywę dla USA. Czas to sobie uświadomić REALNIE i DO KOŃCA w Warszawie.

        1. (…)zaś Flota Bałtycka…. będzie niezagrożona pod “bańką” A2/AD Petersburga(…)
          Może i tak, ale nie ma dogodnego wyjścia na obszary operacyjne.

          (…)bez Polski nic się nie da zrobić w całym makroregionie. Rumunia, nie dość, że znacznie słabsza, to jeszcze wystarczy veto Turcji w Bosforze(…)
          Nierozmieszaj moich Iskanderów… Polska to dziad Europy, którego armia to kupa złomu (patrz na seryjne katastrofy naszych MIG-ów 21), gdy Rumunia kupuje Patriota, Himarsa itp. od ręki.

          1. Kolego “jsc” Po pierwsze z MiGów-21 Polska zeszła w 2003 [konkretnie z ostatnich szkolnych dwumiejscowych MiGów-21 UM]. Po drugie – jeżeli chodzi ci o MiGi-29 – to w Rosji i wielu innych krajach świata służą nawet starsze maszyny od polskich. – a i współczynnik katastrof jest dużo większy. Notabene – to właśnie w Rumunii MiGi-21 w wersji Lancer [zmodernizowanej przez Elbita i trochę IAI] służą do tej pory. Te rumuńskie Lancery są “łatane” przechodzonymi F-16 z Portugalii – na razie kilkanaście sztuk. A Polska ma 48 F-16C/D Block52+. Polskie F-16 można łatwo zmodernizować do Vipera [Block72] – Rumuńskie nie bardzo….no i resurs… Co do Patriota – NO WŁAŚNIE – Polska kupiła nowszą wersję – sieciocentryczną [z IBCS – jako pierwsze państwo poza USA] – i większą liczbę kluczowych pocisków PAC-3MSE. Owszem – HIMARSA kupili Rumunowie więcej w wyrzutniach – ale z kolei Polska idzie w wykorzystanie GLSDB do HIMARSA. A biorąc pod uwagę, że Polska zamierza kupić 16 F-35 do 2026 – byłbym ostrożny z używaniem pojęcia “Polska – dziad Europy” – bo Rosja w tym samym czasie będzie miała do 2028 najwyżej 15 sztuk Su-57 wersji zerowej, co do której jest uzasadnione podejrzenie, że nie tylko silniki są tymczasowe, ale także elektronika, a zwłaszcza słabo wypada system sieciocentryczności. Nie pochwalam zakupu F-35 [a planuje się kolejne 16 F-35 zakupić do 2030] – bo wolę pociski przeciwrakietowe i zbudowanie przez Polskę saturacyjnej A2/AD Tarczy Polski – ale jak już drogi Towarzyszu “jsc” tak porównujesz – to proszę bardzo – W TYM porównaniu to Rosja zeszła na dziady. A co do “dogodnego wyjścia” Floty Bałtyckiej – Rosja nie będzie go miała, dopóki po drugiej stronie Zatoki Fińskiej będzie Finlandia [wyjście z Zatoki Fińskiej ma zaledwie 50 km szerokości – żaden dystans dla rakiet czy nawet torped dalekiego zasięgu – które można odpalić z brzegu]. No i Szwecja – której “niezatapialny lotniskowiec” Gotlandia zamyka dodatkowo Zatokę Fińską… Sumując – nawet bez Bałtów to NORDEFCO plus Polska – jeżeli są sprzymierzone – to panują nad Bałtykiem. Dlatego Rosja robi wszystko, by rozbijać NATO, NORDEFCO, sojusze grupowe i bilateralne – i izolować poszczególne państwa…dziel i rządź…jak zwykle… Notabene – na Bałtyku Polsce brakuje właśnie rozpięcia sieciocentrycznego, które nadejdzie wraz z IBCS, z F-35, z radarami nowej generacji [w tym polskimi – także pasywnymi] – by Polska skokowo zwiększyła realny zasięg operacyjny rakiet NSM z 70 km [co i tak wystarcza do kontroli Kaliningradu] do 250+ km – co zapewni Polsce kontrolę “od brzegu Polski do brzegu Szwecji” i mocno odepchnie Flotę Bałtycką od Polski na wschód i północ. A już o Bornholmie [niecałe 100 km od Kołobrzegu], nie mówiąc o Cieśninach Duńskich – Flota Bałtycka może zapomnieć.

          2. Fajna merytoryczna rozmowa, ale uprzedzam. Jeszcze jeden atak ad personam i nie będę publikował nawet takich długich merytorycznych wpisów. Docinki usunąłem.

          3. (…)Po drugie – jeżeli chodzi ci o MiGi-29 – to w Rosji i wielu innych krajach świata służą nawet starsze maszyny od polskich. – a i współczynnik katastrof jest dużo większy.(…)
            Co przebije 3 katastrofy w jakieś półtora roku?

            (…)Co do Patriota – NO WŁAŚNIE – Polska kupiła nowszą wersję – sieciocentryczną [z IBCS – jako pierwsze państwo poza USA](…)
            II faza wypadła z PMT więc IBCS i radary dookólne mogą się nie ziścić.

            (…)i większą liczbę kluczowych pocisków PAC-3MSE(…)
            To znaczy? Polskie zakupy pocisków i nie tylko vide (…)program śmigłowcowy(…) w ilościach śladowych… dlaczego tu miałoby być inaczej?

            (…)A biorąc pod uwagę, że Polska zamierza kupić 16 F-35 do 2026 – byłbym ostrożny z używaniem pojęcia “Polska – dziad Europy” – bo Rosja w tym samym czasie będzie miała do 2028 najwyżej 15 sztuk Su-57 wersji zerowej, co do której jest uzasadnione podejrzenie, że nie tylko silniki są tymczasowe, ale także elektronika, a zwłaszcza słabo wypada system sieciocentryczności.(…)
            48 F-16 + 16 F-35 vs. wszystko co nas rzuci Rosja, w tym Iskandery, Kalibry itp. wycelowane lotniska… jak nic zjedzą nas saturacją.

            (…)A co do “dogodnego wyjścia” Floty Bałtyckiej – Rosja nie będzie go miała, dopóki po drugiej stronie Zatoki Fińskiej będzie Finlandia [wyjście z Zatoki Fińskiej ma zaledwie 50 km szerokości – żaden dystans dla rakiet czy nawet torped dalekiego zasięgu – które można odpalić z brzegu].(…)
            Już raz Armia Czerwona próbowała podbić Finlandię… zanim ich dojechali Niemcy uruchomili plan Barbarossa.

            (…)Notabene – na Bałtyku Polsce brakuje właśnie rozpięcia sieciocentrycznego, które nadejdzie wraz z IBCS, z F-35, z radarami nowej generacji [w tym polskimi – także pasywnymi] – by Polska skokowo zwiększyła realny zasięg operacyjny rakiet NSM z 70 km [co i tak wystarcza do kontroli Kaliningradu] do 250+ km – co zapewni Polsce kontrolę “od brzegu Polski do brzegu Szwecji” i mocno odepchnie Flotę Bałtycką od Polski na wschód i północ. A już o Bornholmie [niecałe 100 km od Kołobrzegu], nie mówiąc o Cieśninach Duńskich – Flota Bałtycka może zapomnieć.(…)
            W powietrzu i na morzu obiecujesz sobie pełną dominację… a co na ziemii? Najlepsze co mamy to HIMARS i Rosomaki.

  11. Errata: nie “Zaś Chin jako alternatywa strategiczna – tak jak w istocie jest z USA” tylko “Zaś Chiny jako alternatywa geostrategiczna – tu sytuacja dla Polski jest taka sama [symetryczna] w swej w istocie jak względem USA”

  12. Kolego jsc – ja nie obiecuję sobie żadnej pełnej dominacji przy obecnym Programie Modernizacji Technicznej [PMT] Wojska Polskiego [WP],który systemowo [mimo pewnych kosmetycznych zmian nie różni się od PMT z 2013 przyjętym za poprzedniej ekipy – notabene plan PMT 2013 został nam NAKAZANY przez zapobiegliwego hegemona – dla obsługi interesów hegemona naszymi rękami] – ten PMT moim zdaniem nie realizuje celu obrony strategicznej Polski – tylko buduje armię marionetkową, niesuwerenną, wiszącą na przysłowiowym pasku USA, przeznaczoną do ekspedycyjnych działań na Ukrainie i u Bałtów. Pan Antoni jak tylko zadeklarował, że WP ma strategiczny cel osiągnięcia pełnej suwerennej obrony do 2033 – od razu wyleciał ze stanowiska. Pan Antoni w celu osiągnięcia suwerenności WP na bazie polskiego przemysłu wprowadził zasadę min. 50% offsetu. I za to też poleciał – bo to zagrażało interesom LM, Boeinga itp. koncernów. Jego następca jest już bardzo spolegliwy wobec nadrzędnych celów hegemona [i interesów jego koncernów] – dlatego I etap Wisły [Patrioty – 208 – sztuk i od razu wbrew Pana fałszywemu przekazowi – z IBCS] ma offset w wysokości “aż”…5%, zaś zakup HIMARS [program Homar] ma offset…0%. TAK – ZERO %. Jest to absolutnie błędna ścieżka, coraz bardziej nas uzależniająca od Waszyngtonu. Tymczasem osiągniecie strategicznej suwerenności na bazie WP – z własnym, produkowanym w kraju wyposażeniem – jest warunkiem PRZETRWANIA Polski w nadchodzącym globalnym chaosie i konfrontacji. Tylko własne, w pełni suwerennie dysponowane siły [bez “czarnych skrzynek” i “zdalnych guzików kontroli”] sprzętu produkowanego i w pełni obsługiwanego w kraju – tylko to jest realną gwarancją i kluczowym zasobem na ciężkie czasy – które długofalowo są nie do uniknięcia. Zresztą – do tej pory brak podstawowego dokumentu państwowego, jakim powinna być Strategia Bezpieczeństwa Narodowego. Gdzie na pierwszym miejscu powinien być zdefiniowany CEL STRATEGICZNY. Moim zdaniem – w sposób oczywisty jest nim strategiczna pełna suwerenna obrona Polski. Gdyby ten dokument przyjąć – zaraz by wyszły różnice między realizowanym PMT – a PMT, który powinien być przyjęty po Strategicznym Przeglądzie Obronnym [SPO]. I pewnie dlatego Strategia Bezpieczeństwa Narodowego i Cel Strategiczny – dla WP – dalej nie istnieją – a powinny być przyjęte wraz z PMT – już w 2013. OK – powiedzmy poprzednia ekipa podchodziła do tematu jak pies do jeża, ale nowa ekipa, tak bardzo akcentująca zaniedbania starej i kwestie obronności – winna ten kluczowy dokument przyjąć najpóźniej w 2016 – jako sprawę priorytetową.Polecam zdanie byłego szefa MONu prof. Szeremietiewa w tej sprawie i jego porównanie Polski z Hiszpanią w tej sprawie – http://www.fronda.pl/a/prof-romuald-szeremietiew-sprawa-najwazniejsza-strategia-bezpieczenstwa-narodowego,127821.html Co do MiGów-29 i 2 katastrof w powietrzu i jednego zapłonu w trakcie obsługi na ziemi – przyczyna prosta – winien jest brak części, który od kilku lat [po Krymie 2014] staje się sprawa krytyczną – a jest duszony w dostępie przez Rosję – w dodatku “konkurentem” o części jest Ukraina. Wynikiem będzie dalsza kanibalizacja większej części MiGów -29 na rzecz mniejszej części w powietrzu. Gdyby były nowe silniki i osprzęt do nich – MiGi-29 opłacałoby się zmodernizować do “glass cockpit”, z pełnym Link16 itd, nowym radarem AESA, nawet z uzbrojeniem w Sidewindery i AMRAAM. Co do katastrof – proszę popatrzeć na statystyki -np. Indii. A co do komasacji katastrof – pisałem – to kwestia zablokowania części. To żaden argument – np. podnoszony przez Prezydenta i MON dla zakupu F-35. Spiętrzenie katastrof występuje i w innych siłach lotniczych, nie mających takich problemów – ot choćby w październiku 2018 w Belgii błąd obsług spowodował otwarcie ognia działka F-16, co spowodowało wybuch i zniszczenie innego F-16, 2 inne F-16 zostały uszkodzone, w tym jeden poważnie. To INNI mają się czego wstydzić… Choćby Hiszpanie w październiku 2017 stracili najpierw Typhoona, a za 5 dni Horneta…i nie mieli problemu z częściami… W 2015 grecki F-16 spadł w Hiszpanii na hangar z kilkoma samolotami – zginęło 10 ludzi – 5 samolotów spisano ze stanu. Proszę przejrzeć uważnie statystyki wypadków i tzw. nagminne “czarne serie” – nasze WZL pracują wzorowo, winien jest brak części. Dlaczego jestem przeciwny zakupowi 32 F-35? Bo za nie możemy kupić ok 1000 antyrakietowych i przeciwlotniczych PAC-3MSE [choć wolałbym tańsze i lepsze południowokoreańskie L-SAM, czy nawet europejskie Aster 1 NT i wkrótce Aster 2 BMD]. Obcinając inne POMOCNICZE i DRUGORZĘDNE programy modernizacyjne [np. BWP Borsuk – który w całości będzie kosztował ponad 30 mld złotych] – możemy skupic się i stworzyć saturacyjną sieciocentryczną, całokrajową i nadmiarową w aktywnej obronie A2/AD Tarczę Polski – mająca min. 2 tys uniwersalnych efektorów antyrakietowych/plot. Niekoniecznie tymi efektorami muszą być PAC-3MSE. Wg mnie lepszym rozwiązaniem byłoby wejście w najnowszy południowokoreański L-SAM, który będzie operacyjny 2023-24, a który ma 2,5 raza wyższy pułap przechwycenia i 2 razy większy zasięg od PAC-3 MSE. Nie mówiąc o tym, że zakup licencji [najlepiej pod stołem] dałby nam suwerenna produkcję i rozwój – bez “czarnych skrzynek” i “zdalnych guzików”. Tak samo zamiast przestarzałego HIMARSa i rakiet ATACMS oz 1989 o zasięgu aż…300 km, winniśmy kupić [z know-how, produkcja i rozwojem] południowokoreańskie balistyczne HM-2C o zasięgu 800 km [udoskonalony “standardowy” Iskander] i uskrzydlone HM-3C o zasięgu 1500 km [klon Kalibra]. Zamiast IBCS winniśmy rozwijać własny sieciocentryczny C3IS Jaśmin – przekształcając go w pełen system C4ISR. Niestety – IBCS już zakupiono – w I fazie Wisły – i odkręcenie tej drogi robienia z WP niesuwerennej armii marionetkowej [do dyspozycji hegemona] będzie trudne. Bo żadnego stałego Fortu Trump nie będzie – 24-25 października 2018 na Warszaw Security Forum 2018, gen. Breedlove jasno oznajmił, że siły USA wyjdą z Europy na Pacyfik najdalej w 15 lat. Dlatego nie mamy alternatywy jak tylko stanąć do końca suwerennie na własnych nogach – a to co się realizuje – staje dokładnie w poprzek temu zadaniu. Polska MUSI: 1. pozyskać głowice strategicznego asymetrycznego odstraszania jądrowego – do użycia w razie potrzeby na terytorium wroga przeciw jego celom wrażliwym [czyli minimalnym wysiłkiem maksymalny efekt] 2. skoncentrować się na każdym poziomie na asymetrycznej obronie, która tak wysoko podniesie agresorowi poprzeczkę koszt-efekt, ze ten zaniecha ataku na etapie planowania 3. wykonawczo dla pkt.2 należy zbudować A2/AD Tarczę Polski – – silniejsza od połączonego przyszłego bastionu A2/AD Kaliningradu i Białorusi [a na Białorusi A2/AD powstanie do 5 lat max] – gdzie wliczam i cały komponent WRE [Walki Radiowo-Elektronicznej – rozumiany obecnie szerze – w tym i cyberprzestrzeń i aktywne/pasywne środki optyczne]. Po to by oślepić sensory i łączność wrogich A2/AD – a w drugim etapie – by bezkarnie zniszczyć aktywa nieprzyjaciela środkami precyzyjnymi – w oparciu o precyzyjne sieciocentryczne pozahoryzontalne rozpoznanie i pozycjonowanie. Temat dłuższy – tylko zasygnalizuję – 120 Krabów, 280 Kryli, plus jednostka ognia [40 sztuk na “lufę”] amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu [najlepiej strumieniowe pociski Nammo 155 mm – o zasięgu 150 km deklarowanym na 2023 rok] – i pod pełnym przykryciem A2/AD Tarczy Polski – pełne zniszczenie aktywów militarnych całego Obwodu Kaliningradzkiego – i pełne zniszczenie podstawy operacyjnej Armii Czerwonej na Białorusi – na głębokość 150 km. A dalej – uderzenia precyzyjne Homarów i JASSM-ER na stacje radarowe, lotniska, wyrzutnie rakiet [realnie pomad 1000 km]. Żadna Harpia, Miecznik, Orka, Borsuk, Kruk, Wilk i inne programy DRUGORZĘDNE z obecnego PMT nie powinny być procedowane [prócz HOMARA jako tzw. “buławy zabójcy” – ale na koreańskich HM-2C i HM-3C – czyli zasięg do 1500 km dla “buławy zabójcy”] – 2/3 środków całego PMT winna pójść na budowę nadrzędnej strategicznej A2/AD Tarczy Polski – która zapewni pełną obronę Polski na atak saturacyjny, w tym jądrowy. Siły Rosji – a zwłaszcza ich CAŁKOWITA DYSPOZYCYJNOŚĆ to mit – Rosja ma krótką kołdrę – już obecnie 95% potencjału strategicznego Rosji jest związane przez innych silnych graczy z atomem [a będzie coraz gorzej – dlatego Rosja tak “cnotliwie” apeluje o niewszczynanie nowego wyścigu zbrojeń,….który sama zapoczątkowała], a przynajmniej jej 80% potencjału konwencjonalnego jest też związane przez innych graczy [nawet nie licząc Syrii, która swoje pożera]. Retoryczne pytanie – z kim Rosja nie ma na pieńku na straszliwie rozciągniętej granicy? Jesteśmy wystarczająco bogaci, by przy zassaniu technologii najnowszych systemów od Korei Płd, od koncernów europejskich [Eurosam – zwłaszcza Aster 1 NT i Aster 2 BMD jako uzupełnienie czy alternatywa dla L-SAM, MBDA. Thales, Saab, Konsberg, Nammo itd, ale i tureckich – np. Aselsan czy Rokestan] – sami suwerennie dokonać i skoku technologicznego [Przemysł 4.0, produkty podwójnego zastosowania, oczywiście i eksport stricte militarny] – i domknięcia pełnej nadmiarowej, saturacyjnej, sieciocentrycznej, całokrajowej obrony. No i wyzyskać do końca “dobra pogodę” naszej przewagi negocjacyjnej z Ukrainą – choćby kupując licencje Grom-2 [zasięg 480 km, będzie zwiększony do 1000+ km], licencje turbin, optoelektroniki, systemów aktywnych itd. Niestety – wszystkie te konieczne dla przetrwania kroki są systematycznie od kilku lat marnowane – na rzecz rozpraszania środków na budowę ekspedycyjnej armii symetrycznej z rachitycznymi odpowiednikami sił zbrojnych nieprzyjaciela [stąd m.in. właśnie Kraby na gąsienicach – zamiast dużo tańszych Krylów na kołach]- w ramach “bezalternatywnego” uzależniania się od Waszyngtonu i jego planów i celów – i od jego ukochanego Wielkiego Brata – stąd właśnie – niejako na “nasze” własne życzenie – wynikiem tej samobójczej polityki jest procedowanie 447 i bandyckie żądania 300 mld dolarów celem wrogiego przejęcia Polski – czyli w efekcie stworzyliśmy pole i warunki na strategiczny projekt klasycznego wrogiego przejęcia kluczowego terytorium geostrategicznego [buforowego przesmyku bałtycko-karpackiego – styku Rimmlandu i Heartlandu Eurazji]…..Wracając do WŁAŚCIWIE uszykowanego PMT – np. BWP Borsuk może być łatwo i tanio zastąpiony przez ciężkie BWP z pancerzem z prawdziwego zdarzenia – na bazie przeróbki wszystkich T-72 i PT-91 na Super Achzarity. Samo wyrzucenie lufy z zamkiem i oporopowrotnikiem , z magazynem karuzelowym i dennym, SKO itd. – i jest miejsce dla 10 ludzi. Plus ASOP i ZSMU i ERAWA-2 – i mamy doskonały BWP na Polski Teatr Wojny. Harpii w ogóle nie potrzeba – wystarczą posiadane F-16 na bogato dozbrojone w JASSM-ER i inne bronie dalekiego zasięgu – naprowadzane sieciocentrycznie przez C4ISR A2/AD Tarczy Polski [których to JASSM-ER i tak F-35 w trybie stealth nie przeniesie w komorze uzbrojenia – bo są za duże] – i doposażając F-16 w systemy WRE. Te 48 F-16 [i 16 Bielików zmodernizowanych do najnowszej wersji FA] w zupełności wystarczy do roli szybkich nosicieli operujących bezpiecznie i efektywnie [jak całe WP] pod nadrzędną bańka A2/AD Tarczy Polski. Zamiast Kruka – wystarczy wprowadzić do produkcji seryjnej ILX-27 – i kolejne generacje Warmate. To dłuższy temat [obejmujący m.in. bufory dokoła Polski, także 4 linie blokadowe na Bałtyku – sieciocentryczne i zdronizowane przez CTM z Saab i Spartaq] – rzecz na osobny wpis. Kluczem jest oślepienie i zgniecenie wrogich A2/AD [i ich systemów C4ISR] przez naszą A2/AD Tarczę Polski – reszta to już “turkey shoots” – gra do jednej bramki – wliczając PODRZĘDNE lotnictwo. Podkreślam – strategicznie nie chodzi o to, by toczyć wojnę – ale by tak asymetrycznie uszykować WP, by przeciwnik po kalkulacji koszt-efekt uznał atak na Polskę za nieopłacalny i praktycznie niewykonalny – już w fazie analizy i planowania. Chcesz pokoju – to szykuj się jak na wojnę…Si vis pacem – para bellum…sprawdzone w praktyce od wieków…

    1. (…)Pan Antoni w celu osiągnięcia suwerenności WP na bazie polskiego przemysłu wprowadził zasadę min. 50% offsetu.(…)
      Zobaczmy np. program śmigłowcowy… wprowadził do struktur rządowych Wacława (…)To ja wykończyłem Caracale(…) Berczyńskiego i przy okazji offset jakiego tysiącletnia Polska nie widziała. A po uwaleniu kontraktu szybko poleciał do Mielca po taką drobnicę, że mowy offsecie być nie mogło.

      (…)I za to też poleciał – bo to zagrażało interesom LM, Boeinga itp. koncernów.(…)
      Na rzecz, których pracuje Pan D’Amato, który ma udokumentowane kontantakty z Panem Antonim.(…)

      (…)Patrioty – 208 – sztuk i od razu wbrew Pana fałszywemu przekazowi – z IBCS(…)
      To jest mnóstwo, zobaczmy… Patriot standardowo, tzn. bezpoprawek posyła na jeden wrogi pocisk 2 antyrakiety, a tylko z OK pójdzie salwa w sile ok. 100 Iskanderów. Zatem jesteśmy wypstrykani już na dzień dobry i tylko przy pomocy ataku z jednego kierunku. A z oddaniem z HIMARSa będzie problem, bo nie mamy namiarów na cele…

      (…)Tylko własne, w pełni suwerennie dysponowane siły [bez “czarnych skrzynek” i “zdalnych guzików kontroli”] sprzętu produkowanego i w pełni obsługiwanego w kraju – tylko to jest realną gwarancją i kluczowym zasobem na ciężkie czasy – które długofalowo są nie do uniknięcia.(…)
      Żeby zrealizować coś takiego to trzeba być pod względem teinformatycznym de facto autarkią… nie wiem czy to jest wykonalne.

      (…)Rosja ma krótką kołdrę – już obecnie 95% potencjału strategicznego Rosji jest związane przez innych silnych graczy z atomem [a będzie coraz gorzej – dlatego Rosja tak “cnotliwie” apeluje o niewszczynanie nowego wyścigu zbrojeń(…)
      A kto jej nie ma… patrz na USA i Wenezuelę, kiedy to Guido został uznany za prawowitego Prezydenta? Nie róbmy władcy świata kogoś kto knoci takie proste sprawy jak obalenie takiego nieudacznika jak Maduro!

      (…)Spiętrzenie katastrof występuje i w innych siłach lotniczych, nie mających takich problemów – ot choćby w październiku 2018 w Belgii błąd obsług spowodował otwarcie ognia działka F-16, co spowodowało wybuch i zniszczenie innego F-16, 2 inne F-16 zostały uszkodzone, w tym jeden poważnie. To INNI mają się czego wstydzić…(…)
      Skoro jest tak dobrze to dlaczego brylujemy w katastrofach lotów klasy HEAD? Do Smolńska dochodzą przecież katastrofa CASA’y w Mirosławcu i upadek śmigłowca z Millerem.

      (…)Gdyby ten dokument przyjąć – zaraz by wyszły różnice między realizowanym PMT – a PMT, który powinien być przyjęty po Strategicznym Przeglądzie Obronnym [SPO].(…)
      Oby to nie było coś na kształt podobieństwo strategii bezpieczeństwa morskiego… https://www.bbn.gov.pl/ftp/dok/SKBM_RP.pdf(…)

      (…)Polska MUSI: 1. pozyskać głowice strategicznego asymetrycznego odstraszania jądrowego – do użycia w razie potrzeby na terytorium wroga przeciw jego celom wrażliwym [czyli minimalnym wysiłkiem maksymalny efekt] 2. skoncentrować się na każdym poziomie na asymetrycznej obronie, która tak wysoko podniesie agresorowi poprzeczkę koszt-efekt, ze ten zaniecha ataku na etapie planowania 3. wykonawczo dla pkt.2 należy zbudować A2/AD Tarczę Polski – – silniejsza od połączonego przyszłego bastionu A2/AD Kaliningradu i Białorusi [a na Białorusi A2/AD powstanie do 5 lat max] – gdzie wliczam i cały komponent WRE [Walki Radiowo-Elektronicznej – rozumiany obecnie szerze – w tym i cyberprzestrzeń i aktywne/pasywne środki optyczne]. Po to by oślepić sensory i łączność wrogich A2/AD – a w drugim etapie – by bezkarnie zniszczyć aktywa nieprzyjaciela środkami precyzyjnymi – w oparciu o precyzyjne sieciocentryczne pozahoryzontalne rozpoznanie i pozycjonowanie.(…)
      Ja też jestem z Bombą i radarami OTH tylko jest parę problemów:
      – trzeba wypowiedzieć konwencję o zakazie profileracji co podniesie wrzask, że w pale się mieści
      – do produkcji głowicy nuklearnej trzeba mieć mmateriał roszczepialny… a ten oddaliśmy Rosji
      – radarów OTH mógłby z kolei nie przeżyć nasza sieć energetyczna
      – OTH wywoła też wrzask o promieniewanie, HAARP itp.

  13. Errata: nie “Patrioty – 208 – sztuk” a ” Patrioty – 208 sztuk efektorów PAC-3MSE” Dla wyjaśnienia [bo wprowadziłem sporo terminów, część rozwinąłem i objaśniłem, część w skrótach] – C4ISR to “Command, Control, Communications, Computer, Intelligence, Surveillance, and Reconnaissance” – generalnie sieciocentryczny układ sensorów, komunikacji i przetwarzania i dystrybucji informacji W CZASIE RZECZYWISTYM [real-time]. Wg zasady: każdy sensor dostarcza do przetwarzania całościowego – każda dowolna jednostka dostaje potrzebne [i już obrobione i scalone] dane – nosiciel jest pozycjonowany i nawigowany sieciowo – a jego dowolna broń precyzyjna jest naprowadzana i prowadzona aż do rozpoznanego i non-stop pozycjonowanego celu- i to wszystko w sposób rozległy, pozahoryzontalny względem punktu odpalenia. Tak w skrócie: to zasada “każdy sensor – każdy efektor” – w przeciwieństwie do starych systemów wyspowych zintegrowanych “kablami”. Przykładami mamutów starej epoki – takich wyspowych kombajnów do wszystkiego, spiętych kablami – jest np. fregata czy niszczyciel bez linków C4ISR – ale także np. stary dobry Apache [prototyp z 1975], czy np. bateria rakiet naprowadzanych tylko przez własny wyspowy radar. Szpicą nowości systemów sieciocentrycznych są roje skalowalnych różnych [często uniwersalnych lub przynajmniej modularnych] dronów uszykowanych z sensorami lub transmiterami, pozycjonerami i efektorami. W szerszym aspekcie C4ISR dotyczy wielodomenowej integracji całego pola walki real-time – w powietrzu, na ziemi, na wodzie, pod wodą, w kosmosie, w spektrum elektromagnetycznym i w cyberprzestrzeni. Czyli de facto C4ISR obejmuje także WRE [Walkę Radiowo-Elektroniczną].

    1. Taka masa sprzętu obroni tylko okolice Warszawy i Trójmiasta, przy czym to drugie będzie odsłoniętą tylną część ciała… zatem pociski manewrujące mają tam drogę wolną.

  14. Kolego jsc – wg Twojego podejścia, zastosowanego np. SYMETRYCZNIE do Rosji, to ta rozleci się sama do 2030. Więc proszę o pewien umiar bez szukania dziury w całym. Jak przyjdzie na twardo do budowania obrony, nikt się nie będzie przejmował poborem prądu radarów czy ich emisją EM. Zresztą – po to stosuje się azotek galu by zmniejszyć drastycznie pobór mocy. Narzekanie dla narzekania i wieczne szukanie dziur doprowadzi KAŻDY projekt do absurdu – nieprawdaż? Głowice najlepiej pozyskać dzięki Chinom [którym BARDZO, ale to BARDZO nie pasuje supermocarstwo Kremla i Berlina od Lizbony do Władywostoku] kupując gotowe pod stołem od Pakistanu. A rozważania nt przeciążenia obrony przeciwrakietowej przez 100 Iskanderów są śmieszne przy budowie postulowanej przeze mnie A2/AD Tarczy Polski, mającej 2 tys efektorów antyrakietowych [z funkcją plot]. A Kalibry – na nie wystarczy w pełnej saturacji 5 tys naszych Piorunów [kosztujących 4 mld zł, zresztą 1300 Piorunów już zakontraktowano]. Zresztą – niby jak nieprzyjaciel odpali te Iskandery czy Kalibry np. z Kaliningradu, skoro to my będziemy go oślepiali i kontrolowali jego terytorium? – wliczając kontrolę i pozycjonowanie real-time jego mobilnych wyrzutni rakietowych. Okręg Kaliningradzki jest mały – do jego zniszczenia wystarczy 8 minutowa nawała ogniową 200 Krabów i Kryli – które w warunkach “parasola” naszej przewagi A2/AD Tarczy Polski wystrzelą łącznie 8 tys precyzyjnych pocisków kierowanych półaktywnie i pozycjonowanych sieciocentrycznie, pozahoryzontalnie real-time – a te zniszczą każdą rakietę, czołg, samolot, śmigłowiec, BWP itd. Nawet ukrycie mobilnych rakiet w bunkrze nic nie daje – nim nosiciel wyjedzie z rakietą i osiągnie gotowość do odpalenia, zostanie namierzony i zniszczony. To samo tyczy się podstawy operacyjnej na Białorusi do 150 km w głąb – tu także potrzeba 200 [lepiej 300] Krabów i Kryli – i 8 do 12 tys pocisków precyzyjnych dalekiego zasięgu. Dalszy dystans – to już kwestia “buławy zabójcy” i WŁAŚCIWEGO Homara – np. południowokoreańskich balistycznych HM-2C [zasięg 800 km] i manewrujących HM-3C [zasięg 1500 km]. Do tego JASSM-ER dla F-16 – i uderzenia z powietrza przynajmniej na 1000 km w głąb. Proste pytanie – ile Rosja ma Iskanderów i Kalibrów? – a ile może przeznaczyć na Polskę? REALNIE – cały czas mając na karku innych silnych graczy. Bo usilnie kolportowane przekonanie o nieograniczonych zasobach projekcji siły Rosji, a także o ty, że Rosja może wszystko swobodnie jak chce przeznaczyć na wybranego przeciwnika – to są dwa FAŁSZYWE MITY. Tak samo w wojskach konwencjonalnych – w Rosji zwyczajnie brakuje żołnierzy, nie ma jak zapełnić etatów – na granicy z Chinami na budkach wartowniczych Armia Czerwona wystawia manekiny ubrane w mundury sołdatów – a chińskie gazety z lubością publikują zdjęcia z teleobiektywów – z drwiącym komentarzem. Rosjanie zawsze działali wg zasady “ludzi u nas dostatek – czapkami nakryjemy”. Teraz po raz pierwszy od powstania Moskwy – pierwszy raz Rosja napotkała przeciwnika, który ja nakryje czapkami – i technologia i masową produkcją. Bo “przyjaźń” Rosja-Chiny jest wybitnie jednostronna, i nader życzeniowa po stronie Kremla. Dla Pekinu Kreml to klasyczny leninowski “pożyteczny idiota”, który na własny koszt działa jako taran na porządek Bretton Woods – gdzie bonusy zbierze Pekin. Rosja w planach Pekinu jest więc użyteczna – ale tylko do czasu, jak spełni swoją ww rolę…a po przekroczeniu progu generacyjnego systemów RMA przez Chiny i zyskaniu przewagi nad USA – Chiny będą miały wolne ręce – czyli pierwsze, co zrobią, to porządek na swoim podwórku – czyli likwidacja FAKTYCZNEGO niemiłego intruza moskiewskiego w Azji – likwidacja ostatniego przeżytku kolonialnej ekspansji białego człowieka – ostatniego mocarstwa kolonialnego – i wystawienie rachunku za “wiek hańby” – zwłaszcza za aneksję 1,6 mln km2 ziem Chin w Traktacie Pekińskim 1860. Kazde dziecko chińskie w szkole i każdy żołnierz Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej dokładnie wie [ma to objaśnione i na geografii i na historii i na innych “szkoleniach” – że tak jak jest narysowane w szkolnym atlasie – są to ziemie “rdzennie chińskie pod tymczasową administracją rosyjską”…o czym Putin Rosjanom nie mówi – a temat jest tabu – jak sznurek w domu PRZYSZŁEGO wisielca… Notabene, opinia rosyjskiego sztabu generalnego na sprzedaż S-400 i Su-35S Chinom była taka: “sprzedajemy im sznurek, na którym powiesza Rosję”. O ironio – to także dobrze znana parafraza leninowskiego planu zniszczenia Zachodu – zakupami uzbrojenia i techniki… Pekin nie przystąpi do ostatecznej rozprawy o hegemonię globalną z USA, zanim nie stanie się hegemonem Azji – a tu Rosja i Syberia i Arktyka do zagarnięcia [zwłaszcza ze względów geostrategicznych] – to cel nr 1 na celowniku Pekinu. Nie teraz, gdy Rosja silna z atomowym młotem – ale po połowie lat 30-tych ten atomowy młot spróchnieje, gdy Chiny wystawią Wielki Laserowy Mur – działający w pełni skutecznie na najcięższy atak saturacyjny rakiet i hipersoników – czyli szczelna zwielokrotniona obrona na laserach megawatowych nowej generacji [i emiterach – np. podczerwieni w wiązkach skierowanych] – z C4ISR real-time na klastrach kubitowych z łącznością natychmiastową na splątaniu kwantowym – z ekstremalnie niskimi czasami reakcji. A żadna rakieta czy hipersonik nie są szybsze od promienia lasera….zgadza się? Mówię o laserach takiej mocy, że przebiją się przez chmurę itp. przeszkody. Co już jest procedowane w laboratoriach – o to między innymi idzie wyścig w całej palecie broni energetycznych [skierowanych].

      1. “Pierwszy raz widzę propozycję strzelania do pocisków z wyrzutni naramiennych…” – a kto mówi o wyrzutniach naramiennych [MANPADS]? Owszem są MANPADS Grom/Piorun na ramię – ale stają się już wyraźnie coraz mniejszym “polem udziału” do wyrzutni na dedykowanych nośnikach. Nawet dla WOT proponują podwójny zestaw wyrzutni Piorunów na podwoziu Polarisa – pod nazwą Kusza, regularne WP ma Poprady z 4 Piorunami do odpalenia naraz, Białe [czyli zmodernizowane Szyłki] mają prócz lufowego zestawu 4×23 mm dodaną podwójną wyrzutnię Gromów/Piorunów. Nawet zamówione 6 baterii Pilicy {z radarem} – to każde stanowisko 2×23 mm ma po 2 wyrzutnie Piorunów. Radzę się porządnie dokształcić – bo brak wiedzy merytorycznej kolego “jsc” i osobliwe rozumienie spraw militarnych niestety wychodzi u Pana na każdym kroku. TAK – można zwalczać Kalibry Piorunami i Gromami: polecam: https://www.defence24.pl/gromy-i-pioruny-przeciwko-kalibrom Powtórzę: 5 tys Piorunów – najlepiej na BSL [wg mnie jeden z dość oczywistych programów priorytetowych] – i mamy Kalibry [i mniejsze uskrzydlone rakiety manewrujące] z głowy – a przy okazji całkowite zabezpieczenie Polski od strony plot i od strony zwalczania śmigłowców i bsl. To nie tylko BSL płatowe lub wirnikowe – wzorem Izraela czy właśnie procedowanego w
        Chinach projektu budowy aerostatów HALE pułapu…40+ km – jednego ze 140 strategicznych programów państwowych obecnej 5-latki. . Oczywiście – skuteczność systemu takiej obrony wzrasta o dwa rzędy wielkości po spięciu sieciocentrycznym. Sieciocentryczność i nadrzędny bąbel A2/AD Tarczy Polski – to warunki konieczne, żeby w na Polskim Teatrze Wojny Wojsko Polskie było skuteczne. Inaczej – operacyjność WP zostanie zbita zasadniczo już w pierwszych minutach wojny, a pod koniec pierwszego dnia wojny WP będzie istniało zasadniczo na papierze. Szerzej – BSL i inne nośniki powinny być wyposażone także w małe, tanie [15 tys dolarów sztuka] antyrakiety MHTK [produkcji LM] – do zwalczania także pocisków artyleryjskich i moździerzowych – i innych celów latających.

        1. A znasz przypadki kiedy to się udało? Np. na wojnie w Zatoce gdy Stingery miały do upolowania masę SCUD’ów puszczonych przez Patriota?

          1. od kiedy to Stinger czy Grom czy Piorun ma być do zestrzeliwania pocisków balistycznych? Kalibru to nie pociski balistycznych, tylko uskrzydlone rakiety manewujące operujące na bardzo niskim pułapie…poziom Twej wiedzy i orientacji w sprawach techniczo-operacyjny…no comment

          2. Spróbujmy inaczej… Trump posłał ponad półtorasetki Tomahawków, czyli odpowiedników. Został chociaż jeden zdjęty Striełą czy czymś takim?

  15. Jeszcze jedno kolego “jsc” – sprowadzanie MERYTORYCZNYCH powodów odwołania Macierewicza – i to powodów na poziomie zasadniczej kolizji względem interesów geostrategicznych hegemona, wraz z kolizją interesów koncernów amerykańskich na “dokładkę” – przez jego CAŁKOWICIE SŁUSZNY I KONIECZNY plan osiągnięcia REALNEJ suwerenności WP i samodzielnej obrony Polski do 2033 – oraz w tym celu offset na poziomie min. 50% – sprowadzanie powodów odwołania AM do mętnych wycieczek i “uzasadnień” ad hominem…no comment…. Tak samo co do Berczyńskiego i jego “To ja uwaliłem Caracale”. TAK – ZGADZA SIĘ: “UWALIŁ” – ale MERYTORYCZNIE, bo się zna na sprawie – robiąc PRAWDZIWE zliczenie kosztów Caracali, zwłaszcza eksploatacyjnych. Co zresztą się potem potwierdziło w 100%, jak mleczko [czy raczej szambo…] się wylało w atmosferze skandalu w pewnym państwie arabskim – ale i w samej Francji. I chwała za to Berczyńskiemu [i wstyd dla antypolskiej szczujni – zwłaszca tej polskojęzycznej] – oby takich, co myślą i liczą realnie – było jak najwięcej. Dlatego proszę o wyważenie argumentacji, porzucenie programowego pesymizmu i “imposybilizmu” i tonięcia w pielęgnowaniu polskiego piekiełka przysłoniętego sprawami osobistymi i dogryzaniem , czyli narzekania dla narzekania, za to proszę o skupienie się na twardym meritum i na sprawach czynników obiektywnych i mierzalnych, oraz o mówienie CAŁEJ prawdy do końca. Inaczej – jest takie porzekadło: pół prawdy – to całe kłamstwo…. A jeżeli już Kolega “jsc” inaczej nie potrafi – to niech przynajmniej tę swoją “odchyłkę” oceny sytuacji stosuje do WSZYSTKICH graczy – wtedy będziemy mogli przynajmniej zachować właściwe proporcje między graczami…Zaznaczam – chodzi tu o poziom merytorycznej dyskusji i analizy – nie o jakieś wycieczki osobiste…

    1. (…)TAK – ZGADZA SIĘ: “UWALIŁ” – ale MERYTORYCZNIE, bo się zna na sprawie – robiąc PRAWDZIWE zliczenie kosztów Caracali, zwłaszcza eksploatacyjnych.(…)
      To dlaczego nieużyto tego oczywistego argumentu do zawieszenia przetargu i uruchomienia prokuratora tylko zaczęto negocjacje offsetu w świetle powyższego ze złą wiarą, co stanowi nie tylko wykroczenie definiowane w kodeksie handlowym, ale i bardzo zły przyczynek do współpracy wojskowej z Europą na wypadek, gdyby Trump zaczął realizować hasło (…)Kto nie płaci ten wypad(…) od Niemiec tzn. likwidacji bazy Raimstein.

      Po za tym, żeby uzupełnić Pana obraz Pana Amtoniego proponuję zapoznać się z znajomymi Pana Antoniego:
      – Pana D’Amato
      – Pana Luśnię
      – Pana Kotasa

      Ponadto dziwne, że (…)nie wyczuł(…) podejrzanej gry przy:
      – aferze Amber Gold, która okazała się odpryskiem afery SKOKów
      – aferze taśmowej, a dokładniej Panu Falencie
      – sprawie Srebrnej, która powinna być jedną z kluczowych dla badania afery reprywatyzacyjnej…

      A po za tym… gdzie zapodział dowody na zamach w Smoleńsku?

      1. Znowu ze ślepym uporem kolego jsc skupiasz się na argumentacji ad hominem. To nie ten poziom. Pan Antoni nie poleciał za takie lub śmakie sprawy jakichś kontaktów itd. W ogóle doklejanie mu Pana Falenty to jakaś aberracja – ta drogą Pan Antoni nie odpowiada jedynie przysłowiowo “za świnkę, koklusz i gradobicie”…Pan Antoni mógłby robić nawet bardzo brzydkie rzeczy – i byłby zostawiony w spokoju na stanowisku – ale tylko wtedy, gdyby był tak spolegliwy, jak teraz jest jego następca – względem planów i interesu geostrategicznego hegemona – i wobec interesów jego koncernów. A Pan Antoni nie był, wręcz przeciwnie – stanął ością w gardle i planom hegemona i jego koncernom – bo “nirozważnie” oficjalnie ogłosił plan budowy REALNEJ SUWERENNOŚCI Polski na bazie WP – na własnym sprzęcie z własnych fabryk – i dlatego poleciał. A co rozmów nt offsetu Caracala – nie ma czegoś takiego, jak zła wola. Chcemy offset – dostawca nie zgadza się – no to nie ma dealu. Pomijam, że [kolejna niedopowiedziana półprawda w tej sprawie] to rząd Pani Kopacz wkręcił Polskę we wstępne zobowiązania. Chociaż nie wykonano nawet 10% prób Caracala koniecznych dla wszystkich domen zadaniowych – zwłaszcza ZOP [zwalczania okrętów podwodnych]. Tak sie śpieszyli zrobić dobrze Airbusowi…. Rozwiązaniem nowej ekipy na sytuację był offset – i jednocześnie dokończenie prób dla realnej ewaluacji Caracala. Tam było parę spraw – m.in. zgoda na rozwój Caracala, użycie w przyszłości ukraińskich silników Motor Sicz, prochy wielobazowe dla WP, vectronika,transfer technologii do WZL – we wszystkim była figa ze strony Paryża. Skąd to usilne obwinianie Polski kolego jsc? Jakiś syndrom wyuczonego samobiczowania? – i jednocześnie wybielanie nieuczciwego, pazernego dostawcy, który zwyczajnie sfałszował dane eksploatacyjne? A potem tylko na wszelkie nasze potrzeby offsetowe odpowiadał “nie”? Już za sfałszowanie danych [co wyszło w podwójnej aferze] Airbus powinien zapłacić karę Polsce – i to potężną. Właśnie za negocjacje prowadzone od początku ze złą wolą. Tyle że polityka nie opiera się na sprawiedliwości i prawie, tylko na wymuszaniu warunków przez silnych kosztem słabszych. Stąd np. Włochy dostają “w kość” karnie uruchomioną [z wyraźnie złą wolą Berlina i Paryża – w “cnotliwych” rękawiczkach Brukseli] procedurą nadmiernego deficytu budżetowego, a Francja może mieć przekroczony limit deficytu i jej nic nie zrobią. Folwark zwierzęcy – czyli są równi i równiejsi – Juncker pytany o sprawę różnego potraktowania Italii i Francji wprost odpowiedział z rozbrajającą szczerością: “bo Francja to jest Francja”….Stąd Panie “jsc” – radzę zejść na ziemię – i pozbyć się tej ultra-cnotliwej roszczeniowości wg wydumanej idealnej [a NIEISTNIEJĄCEJ] “czystości” i sprawiedliwości w polityce i w interesach. A jeżeli Pan dalej obstaje przy takiej postawie – proszę bardzo – ale proszę swoją miarkę stosować jednakowo do wszystkich, a nie tylko roszczeniowo względem Polski.

        1. (…)W ogóle doklejanie mu Pana Falenty to jakaś aberracja – ta drogą Pan Antoni nie odpowiada jedynie przysłowiowo “za świnkę, koklusz i gradobicie”…(…)
          Przyklejać? Gdzie? Dziwię się, że sprawca Nocy Długich Teczek, nie sprawdził kto zacz…

          (…)bo “nirozważnie” oficjalnie ogłosił plan budowy REALNEJ SUWERENNOŚCI Polski na bazie WP – na własnym sprzęcie z własnych fabryk – i dlatego poleciał.(…)
          Za przeproszeniem, ale zakłady w Mielcu i Świdniki, tak chętnie odwiedzane przez Pana Antoniego są tak Polskie jak Obozy.

          (…)A co rozmów nt offsetu Caracala – nie ma czegoś takiego, jak zła wola. Chcemy offset – dostawca nie zgadza się – no to nie ma dealu.(…)
          Zaraz, zaraz… Przed chwilą Pan stwierdził, że Pan Wacław uwalił przetarg, bo to zły śmigłowiec był. A zatem mamy pozorację negocjacji z absurdalnymi żądaniami w roli głównej.

          (…)Pomijam, że [kolejna niedopowiedziana półprawda w tej sprawie] to rząd Pani Kopacz wkręcił Polskę we wstępne zobowiązania. Chociaż nie wykonano nawet 10% prób Caracala koniecznych dla wszystkich domen zadaniowych – zwłaszcza ZOP [zwalczania okrętów podwodnych].(…)
          Brak kluczowych to wyśmienity powód do anulowania tych zobowiązań… i AirBus nie miałby nic do gadania. A z drugiej strony Black Hawki były oferowane w tzw. gołej wersji co wogóle wykluczało go testów (…)bojowych(…)… uzbrojenie i sprzęt kupowalibyśmy potem… jestem ciekawy naszej pozycji negocjacyjnej, a następnie ceny końcowej tej imprezy.

          (…)Tak sie śpieszyli zrobić dobrze Airbusowi…. Rozwiązaniem nowej ekipy na sytuację był offset – i jednocześnie dokończenie prób dla realnej ewaluacji Caracala.(…)
          Uwalenie przez offset sugeruje, że realna ewaluacja nie wykazała, żadnych skandali związanych z jakością.

          (…)Tam było parę spraw – m.in. zgoda na rozwój Caracala, użycie w przyszłości ukraińskich silników Motor Sicz, prochy wielobazowe dla WP, vectronika,transfer technologii do WZL – we wszystkim była figa ze strony Paryża.(…)
          Rozwój Caracala – dostaliśmy kompletne centrum B+R
          użycie w przyszłości ukraińskich silników Motor Sicz – Świdnik się zaoferował i sprawa zakończyła się na jednym wielkim nic
          prochy wielobazowe dla WP – Airbus nie miał do tej technologii praw – klasyczna zła wola
          transfer technologii do WZL – budowa WZL w Łodzi

          (…)i jednocześnie wybielanie nieuczciwego, pazernego dostawcy, który zwyczajnie sfałszował dane eksploatacyjne?(…)
          Skoro tak to realna ewaulacja, na którą się Pan powołał, musiała to wykazać… chyba, że ktoś ją skręcił i to wysoko postawiony w strukturach MON.

          1. Kłopot w tym, że próby Caracala były oficjalnie zakończone i protokoły podpisane – wszystko dopchnięte kolanem na siłę. Nawet fizycznie nie było już Caracala do prób w dyspozycji MON. Poprzednia ekipa postawiła nowy rząd wobec faktów dokonanych. Offset był jedyną otwartą ścieżką. Notabene – brak zgody na offset – czyli na transfer technologii militarnych – kompromituje “cnotliwe” deklaracje “twardego rdzenia” UE [tandemu Germania-Francja – z Merkel na czele], jak to niby są za samodzielnością militarną Europy – w opozycji do USA – “bo nie można liczyc na USA i Europa musi liczyć na siebie”]. Mogli łatwo zlewarować USA jako dostawcę technologii, przyciągnąć Polskę do siebie – i nie zrobili tego. Dlaczego? – bo Berlin [bo to jest właściwy “punkt sterowania] nie chce Europy silnych partnerów – tylko totalnie scentralizowaną IV Rzeszę Paneuropejską – zarządzaną docelowo [jak za HItlera i Stalina] w trybie nakazowo-rozdzielczym. Powtarzam – nie normy prawa i nie “posiadanie racji” regulują takie sprawy na tym poziomie – podszytym politycznie – tylko zwykła brutalna przewaga KE [kolokwialnie – ale prawdziwie rzecz wygląda tak: “bo my w naszej niewybieralnej antydemokratycznej nietransparentnej mafii KE mamy w ręku fundusze i jak nam “podskoczycie” to je obetniemy, albo jeszcze “dosolimy” jakieś niekorzystne dla was “prawo” “]. Czy to tak trudno zrozumieć?

          2. Porównywanie polityki Merkel do polityki Hitlera i Putina do Stalina to na prawdę grube nadużycie… chyba, że albo Pan ukrywa się jak szczur przed eksterminacją albo wstąpił do AK czy innych Żołnierzy Wyklętych.

          3. (…)Kłopot w tym, że próby Caracala były oficjalnie zakończone i protokoły podpisane – wszystko dopchnięte kolanem na siłę.(…)
            Plącze się w Pan zeznaniach…
            (…)Rozwiązaniem nowej ekipy na sytuację był offset – i jednocześnie dokończenie prób dla realnej ewaluacji Caracala.(…)

  16. “…dlaczego brylujemy w katastrofach HEAD?” – bo mówiąc krótko, obcym graczom mieszanie na kluczowym styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji – jest bardzo na rękę. Także za pomocą akcji specsłużb – bo to pozwala uderzyć w kierownictwo cywilne czy wojskowe – i zastraszać następców. A chętnych do mieszania w polskim kotle dla swoich interesów jest wielu…oj, wielu… Chyba prościej i krócej byłoby odpowiedzieć, kto tu nie miesza… To znacznie większy problem – utrzymania sterowności nawy państwowej w NASZYM ręku – dla NASZEJ racji stanu.

    1. Grubo… trzeba zauważyć, że do katastrof CASY i w Smoleńsku doszło po sanacji służb przeprowadzonej przez Pana Antoniego.

  17. Zupełne pomieszanie z poplątaniem. To zaczyna trącić absurdem – dla Pana Macierewicz to człowiek programowo winien całemu złu świata… Macierewicz zlikwidował [niestety nie do końca i powierzchownie – i aneks zostawiono – jako tzw. “kompromaty” do chronienia własnej partii i ludzi] rosyjską ekspozyturę GRU, działającą pod szyldem Wojskowych Służb Informacyjnych. Gdzie szef WSI – gen. Dukaczewski OFICJALNIE był przeszkolony przez GRU w Moskwie. To, że WSI sobie działała w III RP jak chciała [i ustawiała swoich polityków – np. Komorowskiego – vide choćby afera marszałkowska, Pro Civili, kradzież w biały dzień wg pisemnego upoważnienia Komorowskiego naszych technologii i tajemnic wojskowych z WAT] – to powinno być załatwione najpóźniej do 1999 roku – PRZED wejściem Polski do NATO. WSI organizacyjnie [przynajmniej oficjalnie – wg siatki służbowej] nie miało nic wspólnego ze służbami odpowiedzialnymi za przygotowanie lotów jednostek transportowych. Notabene – Tu-154M był samolotem WOJSKOWYM – z wojskowej jednostki – z oznaczeniami [szachownice, rejestracja] wojskowymi. A od procedury HEAD to był m.in. [na poziomie nadzorczym ] Pan Arabski – który nawet jej nie znał [jak się sam przyznał], ale wszystkie papierki podpisywał w ciemno. Co do służb – moim zdaniem jedynym wyjściem wobec ich wielostronnej infiltracji – jest opcja zerowa. Inaczej utracimy panowanie nad sterem nawy państwowej – a to podstawa wrogiego przejęcia [prócz egzekucji bandyckich roszczeń na 300 mld dolarów] przez USA i Wielkiego Brata. A co do Mierosławca – owszem: to była “nauczka” – by zastraszyć [ i podzielić] środowisko wojskowe. “Dziel i rządź” i…”rozsadzaj od środka”. Prosty przekaz Mierosławca, jak przy “ciężarówkach ze żwirem” – “będziecie nieposłuszni – to spotka was taki sam los”. Po to, by np. WSI mogła kraść technologię w biały dzień z WAT – i za wyjątkiem szefa WAT – wszyscy udawali, że pada deszcz. Co do Smoleńska – Polska [LK] ZBYTNIO w optyce Waszyngtonu wyszła przed szereg podczas wojny w Gruzji w 2008. Przy zmianie mądrości etapu w 2009 ten nadgorliwy sojusznik stał się BARDZO uciążliwy i niewygodny – zwłaszcza już po “resecie” [czyli zdradzie Polski] oficjalnie zblatowanym nad naszymi głowami w kolejnej Jałcie 17 IX 2009. Od tego momentu jedyne pytanie było KIEDY? i JAK? – a nie CZY? Notabene twarde procedury NATO nakazują, aby non-stop przez 2 tygodnie monitorować satelitarnie lotnisko państwa nie-NATOwskiego do przylotu głowy państwa NATO [i do odlotu]. Zwiad amerykański ma terabajty zdjęć Smoleńska – dzień po dniu, godzina po godzinie – z dokładnością o trzy rzędy wielkości większą, niż to jedno rozmazane zdjęcie pokazane Polakom – komisji smoleńskiej [świadoma dyskredytacja obrazu – podobnie “pomaga” USA np. Ukraińcom w Donbasie – dostarcza zdjęć satelitarnych o bardzo obniżonej jakości]. Notabene – Pan Antoni – jako szef tejże komisji smoleńskiej – a jednocześnie jako szef MON państwa NATO – miał pełne prawo i obowiązek zwrócić się oficjalnie o udostępnienie pełnego zestawu dokumentacji – i zdjęć – i nasłuchu radiowego. To cały czas wisiało nad Waszyngtonem – to był jeszcze jeden ZASADNICZY powód [a nie jakieś tam czwartorzędne dęte “sprawy”] dla dymisji AM. Charakterystyczne – jak wraz z odejściem Macierewicza – jednocześnie wyciszono sprawę Smoleńska w przestrzeni medialnej…moim zdaniem jechało to na jednym wózku… To jeszcze jeden przykład, jak zamiast wykorzystać silne karty w ręku – idziemy samobójczo w ślepe posłuszeństwo hegemonowi – co tylko go ośmiela [i Wielkiego Brata] do jeszcze bardziej przedmiotowego, bezwzględnego traktowania Polski.

    1. (…)Macierewicz zlikwidował [niestety nie do końca i powierzchownie – i aneks zostawiono – jako tzw. “kompromaty” do chronienia własnej partii i ludzi] rosyjską ekspozyturę GRU, działającą pod szyldem Wojskowych Służb Informacyjnych.(…)
      Wnioski płynące z tej tezy jest karkołomna… partia (…)amerykańska(…) jest przeżarta agenturą starego porządku, a z drugiej strony jest problem z motywem Putina dla zamachu w Smoleńsku. Zatem węglowe powiązania Pana Falenty czy gazowy przeciek dla Leppera stają się jasne jak słońce.

      (…)i ustawiała swoich polityków – np. Komorowskiego – vide choćby afera marszałkowska, Pro Civili, kradzież w biały dzień wg pisemnego upoważnienia Komorowskiego naszych technologii i tajemnic wojskowych z WAT(…)
      A na konto Pana Antoniego wrzucę afery takie jak:
      – sabotowanie lustracji Luśnii
      – afera gruntowa za pośrednictwem Kotasa
      – wyczyny Misiewicza między innymi w PGZ
      – jest człowiekiem Rydzyka, więc i jego sprawki, albo przynajmniej ciche na nie pozwolenie… w tym nadajników na Uralu (tą aferę nakręcił Pan Jarosław) czy defraudacji składki na stocznie
      – teraz daleki strzał… Rydzyk był dla środowisk Solidarności obcym elementem, więc musiał być autoryzawany prawpodobnie przez Jankowskiego, który przed karierą pedofila był znany z afer przedewszystkim wydawnictwa, wytwórni wódki czy kopalni. Ktoś obrotny musiał tu robić za łącznika. Strzelam, że Pan Antoni.

      (…)Notabene – Tu-154M był samolotem WOJSKOWYM – z wojskowej jednostki – z oznaczeniami [szachownice, rejestracja] wojskowymi. A od procedury HEAD to był m.in. [na poziomie nadzorczym ] Pan Arabski – który nawet jej nie znał [jak się sam przyznał], ale wszystkie papierki podpisywał w ciemno.(…)
      Tezy Pana Antoniego wykluczają nieudolność Pana Arabskiego…

      (…)Co do Smoleńska – Polska [LK] ZBYTNIO w optyce Waszyngtonu wyszła przed szereg podczas wojny w Gruzji w 2008. Przy zmianie mądrości etapu w 2009 ten nadgorliwy sojusznik stał się BARDZO uciążliwy i niewygodny – zwłaszcza już po “resecie” [czyli zdradzie Polski] oficjalnie zblatowanym nad naszymi głowami w kolejnej Jałcie 17 IX 2009. Od tego momentu jedyne pytanie było KIEDY? i JAK? – a nie CZY? Notabene twarde procedury NATO nakazują, aby non-stop przez 2 tygodnie monitorować satelitarnie lotnisko państwa nie-NATOwskiego do przylotu głowy państwa NATO [i do odlotu]. Zwiad amerykański ma terabajty zdjęć Smoleńska – dzień po dniu, godzina po godzinie – z dokładnością o trzy rzędy wielkości większą, niż to jedno rozmazane zdjęcie pokazane Polakom – komisji smoleńskiej [świadoma dyskredytacja obrazu – podobnie “pomaga” USA np. Ukraińcom w Donbasie – dostarcza zdjęć satelitarnych o bardzo obniżonej jakości]. Notabene – Pan Antoni – jako szef tejże komisji smoleńskiej – a jednocześnie jako szef MON państwa NATO – miał pełne prawo i obowiązek zwrócić się oficjalnie o udostępnienie pełnego zestawu dokumentacji – i zdjęć – i nasłuchu radiowego. To cały czas wisiało nad Waszyngtonem – to był jeszcze jeden ZASADNICZY powód [a nie jakieś tam czwartorzędne dęte “sprawy”] dla dymisji AM. Charakterystyczne – jak wraz z odejściem Macierewicza – jednocześnie wyciszono sprawę Smoleńska w przestrzeni medialnej…moim zdaniem jechało to na jednym wózku… To jeszcze jeden przykład, jak zamiast wykorzystać silne karty w ręku – idziemy samobójczo w ślepe posłuszeństwo hegemonowi – co tylko go ośmiela [i Wielkiego Brata] do jeszcze bardziej przedmiotowego, bezwzględnego traktowania Polski.(…)
      Pan Antoni oskarża o zamach akurat Rosjan i to do końca. Zatem…

      1. Panie “jsc” – Pan jest niereformowalny – i zaspawany na widzeniu świata przez pryzmat “pan X z panem Y przeciw panu Z powiedział…” itd. To są wszystko sprawy trzecio- i czwartorzędne i zupełnie wtórne i śladowe na poziomie decyzji strategicznych – to jest trzecia woda po kisielu, która w zupełnie wykrzywionej cząstkowej formie wypływa na poziom “publicznej debaty” – czyli grupowej dezinformacji – a dla Pana to pierwszy plan. Np. chodzi mi o cały smoleński teatrzyk medialny Pana Macierewicza nakierowany oficjalnie na Rosjan. Tyle, że akurat to nie Rosjanie realizowali zamówienie dostarczenia “głowy LK” na talerzu w ramach zblatowania miłości Obama-Putin. Oni tylko kazali sobie udowodnić, że druga strona traktuje ich poważnie i poświęci ex-sojusznika… Ja piszę o REALNYCH czynnikach – Pan o teatrzyku medialnej piany – wtórnej, przekłamanej, w której najważniejsze sprawy są otoczone ciszą. W TAKIM układzie Pana uwagi są zwyczajnie nie na temat – mają charakter nie tyle merytoryczny, ile wyznaniowo-ideologiczny….

        1. Żeby była jasność – z ust różnych decydentów padają TAKŻE wypowiedzi o znaczeniu strategicznym. CZASAMI . Ale to trzeba umieć dostrzec i ODFILTROWAĆ z medialnego szumu – konkretnie trzeba sprawdzić, czy za tą deklaracją stoją twarde obiektywne fakty i czynniki na odpowiednim poziomie [strategicznym, długofalowym, decyzyjnym]. To OBIEKTYWNY REAL decyduje, czy za słowami stoi PRAWDA. Przykładem jednoznaczna deklaracja gen. Hodgesa na Warsaw Security Forum 2018, że siły USA w ciągu maksymalnie 15 lat wyjdą z Europy na Pacyfik. Ta wypowiedź ma z natury rzeczy charakter poziomu strategicznego. Stoi za nią OBIEKTYWNA potrzeba USA [właśnie na poziomie strategicznym] by zmobilizować maksimum sił USA przeciw Chinom na Pacyfiku. I ta potrzeba jest dla USA nadrzędna, REALNA – i bezwzględna – czyli konkretnie niezależna od składu ekipy w Białym Domu. Co więcej – już raz boleśnie się przekonaliśmy po 17 IX 2009 [gdy była kolejna Jałta USA-Rosja – naszym kosztem] o PRAWDZIWOŚCI i twardej nieusuwalnej nadrzędności tego czynnika geostrategicznego – gdy w 2009 podjęto decyzję o całkowitym wycofaniu całości ciężkich sił USA z Europy – co wykonano w 2011 – ładując w Bremenhaven ostatniego Abramsa [notabene – amerykańskie czołgi w Europie – w postaci…szkolnego batalionu pancernego w trakcie formowania w Grafenwoehr – pojawiły się ponownie w Europie wraz z odpaleniem Euromajdanu późną jesienią 2013 – gdy USA się zorientowało, że Rosja zwodzi USA z dealem przeciw Chinom, za to montuje z Berlinem SILNIEJSZE od USA supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku]. Czyli ta deklaracja gen. Hodgesa z października 2018- zresztą [co znamienne] całkowicie zlekceważona i zmarginalizowana w masmediach [mimo, że powinna być tematem nr1 na pierwszych stronach gazet i tematem przewodnim w TV wszelkich stron politycznych – i wywołać ogólnonarodową całościową dyskusję – została przez WSZYSTKIE strony sceny politycznej w Polsce nakryta zgodnie zasłoną milczenia. Gdyby zerknąć na medialne enuncjacje ostatniej dekady października 2018, gdy odbywało się Warsaw Security Forum 2018 – to znajdziemy mnóstwo powierzchownej EMOCJONALNEJ piany w stylu “pan X powiedział, że pan Y coś tam zrobił lub kiedyś coś tam powiedział, na co pan Z z wigorem skontrował…itd…itp…”. Cały ten teatrzyk jest pianą emocjonalną – merytoryka jest tam śladowa w tle – i zawsze powykrzywiana, a najczęściej sedno sprawy zupełnie przekłamane lub ukryte. A przecież deklaracja gen. Hodgesa to był ze strony Pentagonu [bo tak rozpoznaję ŹRÓDŁOWY czynnik-gracza strategicznego] – był to strategiczny sygnał o znaczeniu FUNDAMENTALNYM dla Polski i dla wszystkich Polaków. W ogólnonarodowej dyskusji [i to pewnie z szerokim udziałem i mobilizacją Polonii] ta cała NOWA PERSPEKTYWA DŁUGOFALOWA powinna być wynikowo przyczyną podjęcia ZASADNICZYCH decyzji dla całej polityki i gospodarki państwa. Z wnioskiem nr 1 : “nadchodzą ciężkie czasy – musimy ZAWCZASU ZA WSZELKĄ CENĘ – NAWET KOSZTEM WIELKICH WYRZECZEŃ stanąć suwerennie – ekonomicznie i wojskowo – na własnych nogach przed upływem tych max 15 lat”. To powinno wywołać decyzje zasadnicze – nakierowane na ten cel – głębokiego przebudowania całej gospodarki [w tym intensyfikacji wyjścia spod zależności Polski jako dostawcy dla Niemiec], zaś w Wojsku Polskim spowodować analizy i zupełnie nowy Strategiczny Przegląd Obronny [SPO] – który spowodowałby zasadnicze przekonstruowanie całego Programu Modernizacji Technicznej [PMT] Wojska Polskiego {WP}. Gdzie – tego jestem pewien w 100% – programem strategicznym nr 1 nowego PMT winno być [w ramach przyjęcia zasady koncentracji wszystkich zasobów na rzecz strategicznej ASYMETRYCZNEJ aktywnej obrony] zbudowanie całokrajowej SUWERENNEJ saturacyjnej A2/AD Tarczy Polski – oraz zakup głowic asymetrycznego odstraszania strategicznego. Pytanie – dlaczego ŻADNA ze stron politycznych nie wzięła na tapetę do wielkiej dyskusji tej deklaracji gen. Hodgesa? Odpowiedź ogólna jest prosta – bo ŻADNA nie reprezentuje polskiej racji stanu. Drzewo poznaje się po owocach – także po zaniechaniach. Obóz rządowy zafiksował się ślepo na “stałej obecności USA jako gwaranta dla Polski” – i nie chce sygnału gen. Hodgesa [ośrodka Pentagonu] przyjąć do wiadomości – dalej w zaparte buduje mit stałego Fortu Trump. Zresztą perspektywa “nadchodzą ciężkie czasy – musimy zacisnąć pasa i skoncentrować się na przebudowie gospodarki i na stanięciu na własnych nogach” – oznacza wiele wyrzeczeń – a kto z obozu rządzącego powie takie niemiłe wieści narodowi. Przecież teraz mamy propagandę sukcesu “jest dobrze, będzie jeszcze lepiej – NIECH ŻYJE KONSUMPCJA” – a tu nagle ktoś wychodzi i mówi” “teraz na długi czas musimy zaciskać pasa i zamienić KONSUMPCJĘ w INWESTYCJE W PRZYSZŁOŚĆ”. Obawiam się, że przy mentalności naszych “elit” politycznych ŻADEN obóz rządzący by się na to nie zdecydował. Po prostu – credo tych wszystkich “elit” jest proste: “byle dalej mamić naród “patriotycznymi” [lub “nowoczesnymi”] deklaracjami , byle utrzymać się jak najdłużej przy władzy – a po nas choćby potop – my swoje rodziny zabezpieczymy na pokolenia, a w razie potrzeby gdzieś tam wyjedziemy”. A opozycja – dlaczego ta nie podjęła sygnału gen. Hodgesa? – bo reprezentuje interesy albo Berlina albo Moskwy – a dla Berlina i Moskwy silna suwerenna Polska to jest dokładne przeciwieństwo ich celów. Proszę popatrzeć na WYNIKI wizyty prezydenta Dudy w Waszyngtonie. Wybudują nam [podobno] elektrownie atomową – ale nadzór nad materiałami rozszczepialnymi [tak samo jest już na Ukrainie] będzie miał hegemon – więc własnych głowic nie będziemy mieli. A przecież już dawno powinniśmy mieć głowice – przynajmniej [to absolutne minimum na początek] od 2015 wg ograniczonej dyspozycyjności – w ramach NATO Nuclear Sharing. Czy prezydent Duda choćby wspomniał KIEDYKOLWIEK Trumpowi o NATO Nuclear Sharing dla Polski? NIE. Eksponowanie dalszego uzależnienia w LNG od USA – [kolejny kontrakt na LNG z USA podpisany przy okazji wizyty] – jest przedstawiane jako “wzrost suwerenności energetycznej Polski” – a to nie jest wzrost suwerenności, nawet nie jest to wzrost dywersyfikacji – tylko dokładnie odwrotnie. Czyste technologie węglowe – kontrakt też właśnie podpisano w Waszyngtonie – no pięknie – tyle, że skądinąd wiem, ze AGH i PŚl mają swoje czyste dopracowane technologie dla węgla – tańsze od amerykańskich – ale wybrano amerykańskie. Czyli – klasyczne wyuczone kompradorskie budowania sobie “zasług” u “Pana i Władcy” i zapewnianie sobie jego personalnej osłony politycznej na teraz – i po odejściu z polityki. Taka suboptymalizacja personalnych korzyści robiona kosztem Polski i Polaków. Nie mówiąc o tym, że dla Polski prawdziwe stanięcie na własnych nogach i prawdziwa suwerenność energetyczna – to geotermia głęboka HTR prof. Żakiewicza. Radzę się zapoznać ze studium wykonalności i biznesplanem w Rurociągi 1-2/2016 [nr 70]. Jedna cyfra: dla każdego danego “stanowiska geotermalnego” o mocy 50 MWt – ROI < 2 lata. Gdzie docelowo "do wzięcia" jest 35 TWt mocy cieplnej technologicznej i 5 TWe mocy elektrycznej po konwersji. Czyste niewyczerpalne OZE – żadne tam paliwa kopalne, które się skończą i które generują tylko zaporowy bat różnego typu "haraczy" za CO2. 5 TWe to moc wystarczająca nie tylko na pokrycie zapotrzebowania Polski – ale całej Europy – w tym przestawienia całej Europy na elektromobilność. CZYSTĄ elektromobilność – na niewyczerpalnych OZE – a nie na wyczerpywalnych i "brudnych" paliwach kopalnych [wliczając w to uran]. Ale realizacja geotermii HTR przez Polskę – to by przecież wynikowo oznaczało, że to Polska [i tylko Polska – bo mamy wyjątkowe geologicznie warunki geotermalne i hydrotermalne na styku 2 głównych i 2 pobocznych płyt tektonicznych – swoisty "MEGA-Kuwejt"] i TYLKO Polska rozdaje karty energetyczne jako lider Europy, a drugie, to by konsekwentnie oznaczało, że ani Moskwa, ani Waszyngton, ani umowni "Arabowie" [czy Azja Środkowa] – nie mieliby co szukać w Europie ze swoją ropą i gazem [czy uranem] czy węglem. I dlatego właśnie – w ramach ideologicznej "bezalternatywnej" ślepej podległości Waszyngtonowi – geotermia głęboka HTR prof. Żakiewicza jest tematem tabu dla WSZYSTKICH "elit" w Polsce. Mimo, że geotermia HTR jest tańsza, niewyczerpalna, czysta, a infrastruktura jest zasadniczo niewrażliwa na ataki – co jest ważkie [zwłaszcza w opozycji do nader wrażliwych elektrowni jadrowych] – zwłaszcza w strefie zgniotu. Opozycja ani myśli ten temat podjąć – bo nie reprezentuje polskiej racji stanu – tylko racje stanu Berlina i Moskwy itd. Nie muszę chyba tłumaczyć, jak bardzo niemiła WSZYSTKIM obcym graczom jest choćby perspektywa SUWERENNEJ, silnej i bogatej Polski, która rozdaje energetyczne karty w całej Europie? Sumując – od 1989 KAŻDA ekipa symuluje działania pozorne rzekomego budowania siły Polski i pozuje na "patriotów" [oczywiście – nieraz "patriotów nowoczesnych"] – a faktycznie wg wytresowanego kompradorskiego warunkowania – sprzedaje interes Polski i zapewnia sobie zewnętrzne poparcie personalne za "robienie dobrze" obcym graczom.

          1. Jednakowoż smoleńskie tezy Pana Antoniego głębokie skutki geostrategiczne…
            (…)Zabili nam Prezydenta(…) zamroziło masę Polaków w wrogości do Rosji do końca życia, a zatem wszelkie gesty dobrej woli dla tego kraju mamy z głowy na jakieś 30-50 lat i to niezależnie od mądrości etapu.

            A co do massmediów to pół biedy… gorzej gdy nie można znależć na mapie zagrożeń MSZ nic na temat Irlandii Północnej… https://www.msz.gov.pl/pl/informacje_konsularne/profile_krajow/wielka_brytania
            Gdy tylko w tym roku mamy takie newsy jak:
            https://dorzeczy.pl/swiat/96555/Wielka-Brytania-IRA-rozeslala-5-bomb-poczta-Jednej-do-tej-pory-nie-odnaleziono.html
            https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/irlandia-polnocna-ira-bierze-odpowiedzialnosc-za-zamach-w-londonderry,904830.html
            https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/irlandia-polnocna-zabojstwo-dziennikarki-politycy-potepiaja-atak,929035.html

          2. Kolego “jsc” – skąd to zafiksowanie na szukanie wyimaginowanych win i błędów Polaków? W układzie Rosja-Polska to Rosja jest bez porównania silniejsza [choćby jako mocarz atomowy] i przez to właśnie Rosja narzuca charakter stosunków bilateralnych. A ten na poziomie geostrategicznym jest zdecydowanie skrajnie wrogi względem Polski – i kształtowany w twardych faktach dwiema kolejnymi antypolskimi Jałtami – z 17 września 2009 [dokładnie w 70 rocznice agresji Rosji stalinowskiej na Polskę – data na pewno wybrana świadomie na życzenie Kremla – taki prezent dla Putina – jak zabójstwo Politkowskiej ] – i 9 maja 2018 – gdy Trump podpisywał 447, to jednocześnie Netanjahu z Putinem w pełnej glorii pychy zmowy silnych przeciw słabemu blatowali podczas Parady Zwycięstwa Armii Czerwonej antypolski pakt w stylu Ribbentrop-Mołotow. Atomowe ćwiczenia ataku na Warszawę [czyli upaństwowiony terroryzm atomowy – nazywajmy rzeczy po imieniu] w ramach Zapad 2009 – zaraz po Jałcie 17 września, powtarzany i eskalowany co 2 lata, potem obietnice “nieuchronnej atomowej pustyni z Polski” deklarowane przez zadaniowego psa łańcuchowego Kremla, czyli Żyrinowskiego, a po 9 maja 2018 antypolska szczujnia robiąca z Polaków UWAGA! – “sprawców II w.św. i Holocaustu Żydów” – robiona np. w państwowej telewizji Rossija 1 – to wyłączna wolna ZŁA wola i świadomy agresywny imperialny wybór Kremla. “Rosja nie jest zainteresowana istnieniem Polski w żadnej postaci” – to non stop głosi od 1998 główny geostrateg Kremla, twórca de facto koncepcji supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – Aleksander Dugin. Jego “Podstawy geopolityki” są OBOWIĄZKOWĄ lekturą na wszystkich akademiach wojskowych Rosji, a nawet na wszystkich wydziałach społecznych uczelni cywilnych. Radzę zapoznać się z dorobkiem tego masona, satanisty podziwiającego Alberta Pike, aktywisty Czarnego Zakonu SS. Polecam profesjonalne wykłady dr Sykulskiego na youtube i jego książkę o Duginie. Motto Dugina: “Gdzie jesteśmy my – tam jest piekło”. Z punktu widzenia Kremla jesteśmy tylko i wyłącznie przeszkodą do likwidacji [na poziomie państwa i narodu – nie nadającego się do asymilacji w ramach “ruskiego mira”] w celu utworzenia wymarzonego supermocarstwa euroazjatyckiego – hegemona świata silniejszego od USA i od Chin. WSZYSTKO w stosunkach Rosja-Polska zależy od dobrej woli Rosji – tyle, że ta dobra wola jest świadomie i z wyboru ZEROWA .I proszę sobie z góry darować jakieś emocjonalne tanie propagandowe szantaże emocjonalne o “rusofobii” [wzorowane zresztą dokładnie na taranie “antysemityzmu”] – jestem po prostu rusorealistą.Fakty są takie, że wg Centrum Lewady ponad 70% obywateli FR – czyli faktycznie miażdżąca większość etnicznych Rosjan w FR – zdecydowanie pozytywnie ocenia Stalina – ludobójcę [i kata wielu narodów, w tym rosyjskiego] który zabił więcej ludzi, niż Hitler i Czyngiz-Chan razem wzięci. To o czym i Z KIM tu rozmawiać? I Kreml i Rosjanie jako naród – zamiast spasować wobec przyszłej Wielkiej Konfrontacji – wybrali drogę wojny. Oczywiście – narracja w Rosji jest dokładnie jak za Hitlera – że to właśnie reszta świata spiskuje wrogo przeciw nim. Za 2 dekady Putina ocenią jako grabarza Rosji – bo Rosja nie ma zwyczajnie sił na swoje zamiary i zbyt wysoko podniosła poprzeczkę – a samych Rosjan ocenią jako klasyczny przykład zbiorowego samobójczego trwałego zaczadzenia snami o potędze. Koneczny by to krótko podsumował jako wynik ograniczonej percepcji i sformatowanej “perspektywy widzenia świata” wg ekspansywnej ideologii cywilizacji turańskiej. W każdym razie Rosjanie są skrajnie zdeterminowani – wg ich oceny nie mają nic do stracenia, a wszystko do zyskania. My albo oni – “albo-albo” – to JUŻ DAWNO zostało zdecydowane na Kremlu. Nie jest pytaniem CZY – tylko KIEDY? Kreml patrzy geostrategicznie – jesteśmy dla nich KONIECZNĄ DO ZDOBYCIA bramą na przesmyku bałtycko-karpackim, bramą kluczową dla projekcji siły lądowej i utrzymania trwałej kontroli “hard power” od Lizbony do Władywostoku. Polska to geostrategicznie styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji – i to właśnie – I TYLKO TO – decyduje o agresywnych planach i decyzjach Kremla. A jak ktoś sobie lubi popić z Rosjanami, pośpiewać, potańczyć kazaczoka, popić herbatkę z samowara – czemu nie? – proszę bardzo, popieram – tyle, że to absolutnie BEZ ZNACZENIA na poziomie twardych działań ZASADNICZYCH – strategicznych.

  18. (…)jestem po prostu rusorealistą(…)
    Rusorealista, który ocenia ten kraj przez pryzmat Gruzina.

    A co do niezdatności Polaków do budowy rosyjskiego mira to zwracam uwagę na 2 sprawy:
    – Syberię Carowi Mikołajowi II zbudowali byli powstańcy listopadowi, prawpodobnie gdyby nie rewolucja ich potomkowie staliby się regularnymi goścmina moskiewskich salonach
    – syberyjska epopeja miała ciekawy epizod z Ałbazinem zakończony traktatem między Rosją i Chinami sporządzonym po polsku jako trzecim językiem traktatowym
    – jednymi z twórców sowieckiego aparatu terrory byli Felix Dzierżyński i Andriej Wyszynski

  19. Kolego „jsc” – tak w ogóle to Stalin był Osetyńcem, nie Gruzinem, a co do meritum sprawy – ja nie oceniam Rosjan „przez pryzmat jednego Stalina”, tylko przez stosunek miażdżącej większości samych Rosjan do oceny rządów tego kata narodów i największego ludobójcy…. Druga rzecz: NO JAAASNE, że Kreml widziałby Polaków w roli niewolników na Syberii do utylizacji – w TYM sensie TAKA “asymilacja” jest jak najbardziej możliwa…. Bo zasadniczo do “ruskiego mira” nadawaliby się tylko marginesowi co do ilości dewianci z Polski – właśnie jak wspomniani Felix Dzierżyński i Andriej Wyszyński. Po prostu – Polacy en bloc reprezentują “niewłaściwe” sformatowanie cywilizacyjne do “ruskiego mira”…
    A wspomniany “epizod z Ałbazinem zakończony traktatem między Rosją i Chinami sporządzonym po polsku jako trzecim językiem traktatowym” – ZGADZA SIĘ – ale jest to dla Rosji rzecz bardzo niewygodna i bardzo niemiła – Polacy jako strona i podmiot mający prawa do decydowaniu o Syberii. Notabene – żebym nie był gołosłowny w tej ostatniej sprawie w kwestii podejścia samych Chin [bo niby oficjalnie TERAZ Chiny “przyjacielem” Rosji – rzecz jasna – tylko TAKTYCZNIE, a nie DŁUGOFALOWO – TYLKO DOPÓKI będzie to korzystne dla Chin] – tu cytuję “Dlaczego toniemy?” Lecha Jęczmyka: “….i dlatego przejmą, formalnie lub nie, część Syberii, którą Rosja zbrojnie zajęła w wieku XIX. Ciekawe, czy upomną się o Zabajkale, które opanowali polscy zesłańcy po powstaniu styczniowym, wybrali księcia i zwrócili się do Pekinu o uznanie ich za księstwo wasalne Chin.
    Kiedy wspomniałem o tym chińskiemu dyplomacie w Warszawie, od razu wiedział, o co chodzi i powiedział, że list polskiego księcia jest starannie przechowywany w państwowych archiwach.” – Mój komentarz [żeby ktoś naiwnie nie mówił: “Eeee, to stare dzieje, to już się “nie liczy”…” itd – BYNAJMNIEJ – w polityce NICZEGO się nie zapomina, nic nie jest przedawnione – i zawsze jest do dyspozycji w razie potrzeby. Gdy Wielka Brytania w połowie 1943 chciała zamienić portugalskie Azory w bazę morską i lotniczą przeciw U-Bootom, wtedy za podstawę traktatu z 18 sierpnia 1943 przyjęto [na wniosek samego Winstona Churchilla] umowę z….. 16 czerwca 1373 między królem Anglii Edwardem III, a Królem Portugalii Ferdynandem. Akurat Polska nie musi się nawet odwoływać do tego XIX w. dokumentu [no, chyba, że jak w tym tym kawale za PRL będzie, że “na granicy polsko-chińskiej panuje spokój” – choć ja tam wolę strefę buforową skarlałej Rosji…bufora na rzecz interesu Polski] – dla Polski podstawą prawną – CAŁY CZAS AKTUALNĄ do ułożenia sobie stosunków z Chinami – jest traktat o strategicznej współpracy z 20 grudnia 2011 [nawiasem mówiąc – to dzięki temu traktatowi Polska nie została “zjedzona” w okresie Jałty od 17 IX 2009 do jesieni 2013. Chiny nie nie zrobiły tego z “przyjaźni”, z “dobrego serca”, bo te kategorie w polityce nie istnieją. Chiny – jak każde poważne państwo – dbają tylko o interes i rację stanu Chin. Tyle, że po deklaracji Putina i Merkel w 2011 o budowaniu “nowej lepszej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku” – Chiny natychmiast się zorientowały, że Kreml z Berlinem montuje supermocarstwo silniejsze od Chin [zresztą od USA TAKŻE] – i dlatego błyskawicznie skontrowały to, wzmacniając traktatem Polskę [BARDZO mocny komunikat strategiczny do Kremla i Berlina], czyli kluczowy geostrategicznie styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji – czyli przesmyk bałtycko-karpacki – bufor rozdzielający “na twardo” Moskwę od Berlina. To nowe supermocarstwo euroazjatyckie byłoby silniejsze także od USA – ale zaślepieni Amerykanie mieli ten pakt Putin-Merkel za realizację ICH nadrzędnego planu, nakreślonego przez Brzezińskiego w “Strategicznej wizji” z 2011 [u nas też opublikowana – radzę przeczytać] – i dopiero informacje od polskich generałów z narad w Quingdao z generałami chińskimi [w 2012 – radzę sprawdzić niedowiarkom “kto i kiedy”], a w końcu pokazowe upokorzenie USA w Syrii w 2013 – spowodowało twarde lądowanie Waszyngtonu w realu z dotychczasowego bujania w obłokach “myślenia życzeniowego” ich papierowych wielkich planów… Wracając do traktatu z 20 grudnia 2011 – on jest cały czas aktualny i otwarty do ponownego zwrotu na Chiny. Z prostego powodu – geografia od 2011 nie zmieniła się ani na jotę – stąd i geostrategia i geopolityka Chiny-Polska – tak samo… A jakieś medialne “zadymki” w rodzaju tak eksponowanej “sprawy szpiega Huawei” itd itp – na TYM poziomie geostrategicznym i decyzyjnym – nie mają ŻADNEGO znaczenia. Zresztą – właśnie dlatego [bo też i dla USA jesteśmy NIEZBĘDNYM buforem między Rosją, a Niemcami] możemy NIE WYBIERAĆ strony w konfrontacji USA-Chiny – więcej – możemy brać wsparcie od OBU supermocarstw NARAZ. Taka właśnie – tylko pozornie paradoksalna – jest RACJONALNA REALNA polityka – zwłaszcza oparta o geostrategię. No, ale żeby Polska rzeczywiście stała się beneficjentem wsparcia obu supermocarstw – trzeba utrzymać NASZ ster w NASZYM ręku dla tego obszaru nad Wisłą – czyli wyjść z “bezalternatywnej” i “jedynie słusznej” pseudo-polityki kompradorskiej wiszenia na pasku hegemona. Bo na razie to, co jest robione, to prosta droga do bankructwa Polski [po to właśnie jest 447 – nie jako cel w sam sobie złupienie na 300 mld dolarów – to tylko operacyjny środek do WYSTARCZAJĄCEGO osłabienia Polski] a następnie do wrogiego przejęcia kluczowego geostrategicznie terytorium przez Wielkiego Brata. W sumie – ani USA, ani Chiny łaski nam nie zrobią [W SWOIM EGOISTYCZNYM ŻYWOTNYM INTERESIE] wspierając nas – ale musimy być podmiotem suwerennym – a nie przedmiotem zarządzanym – bo wtedy wszelkie relacje i działania są kierowane względem PRAWDZIWEGO ZARZĄDCY. Dlatego musimy mieć suwerennie dysponowane głowice strategicznego asymetrycznego odstraszania – i zbudować całokrajową, suwerennie kierowaną A2/AD Tarczę Polski. Plus dopasowane do tych dwóch programów STRATEGICZNEJ SUWERENNOŚCI – dodatkowe komplemetarnie uszykowane programy poboczne PMT – zdronizowane, też sieciocentrycznie wpięte [do C4ISR nadrzędnej Tarczy Polski], z masową dronizacją, pozahoryzontalną skalowalną projekcją siły “tarczy i miecza” – i w oparciu o bronie precyzyjne.

    1. (…)Bo zasadniczo do “ruskiego mira” nadawaliby się tylko marginesowi co do ilości dewianci z Polski – właśnie jak wspomniani Felix Dzierżyński i Andriej Wyszyński.(…)
      Z drugiej strony mogę wymienić masę Polaków będących elitą Syberii w pozytywnym tego słowa znaczeniu… ale ograniczę się do 2:
      – Stanisław Kierbedź, szef budowy Kolei Wschodniochińskiej, wchodzącej w skład Transyberyjskiej
      – Edward Piekarski, otrzymał Złoty Medal Cesarskiej Akademii Nauk za badania etnograficzne Jakutów

  20. @jsc – widzę, że uwielbiasz tonąc w dzieleniu włosa na czworo. Gdy piszę “zasadniczo” – to znaczy właśnie zasadniczo. Podałeś dewiantów w stylu Dzierżynskiego – jak najbardziej TACY by pasowali do ruskiego mira. Natomiast w razie agresji na Polskę, próżno by szukać porządnych Polaków, którzy by poszli na współpracę z taką władzą. To tak samo jak po agresji Rosji stalinowskiej na Polskę 17 września 1939 – tylko zdrajcy kolaborowali. Gdy były zabory, zwłaszcza po powstaniu styczniowym, skupiono się na pracy u podstaw i na czekaniu na dogodny moment – co nastąpiło w 1918. Problem w stosunkach Rosja-Polska jest CAŁKOWICIE po stronie Kremla i miażdżącej większości etnicznych Rosjan. Jedyna obecna “oferta” dla Polski to terror gróźb atomowych ćwiczeń ZAPAD od 2009 po pierwszej zdradzie Polski przez USA 17 września 2009, obietnice “atomowej pustyni” – i od 9 maja 2018 skrajnie antypolski pakt Putin-Netanjahu, co gorsza – “namaszczony” w tym samym dniu przez Trumpa podpisaniem 447. Stąd prosty wniosek – ani Niemcy czy Rosja nie są dla nas partnerami do rozmów – bo te ośrodki decyzyjne tego absolutnie nie chcą – bo chcą pochłonąć i zlikwidować Polskę dla budowy supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. USA z Izraelem też nie grają z nami czysto, tylko przedmiotowo, włącznie z docelowym wrogim przejęciem naszego obszaru ze względów geostrategicznych – przez Wielkiego Brata – jako podarunek od USA. Pozostają Chiny – które doskonale rozumieją geostrategiczną rolę SUWERENNEJ [od ww graczy] Polski dla niedopuszczenia powstania silniejszego od Chin supermocarstwa euroazjatyckiego od Lizbony do Władywostoku. I nie żyrują żadnych roszczeń w stylu 447 i złupienia na 300 mld dolarów. Notabene – tak, jak Waszyngton był naiwny i w okresie 2009-2013 wierzył, że pakt Putin-Merkel jest dla nich korzystny i przygotowuje wielką koalicję przeciw Chinom [tzw. Strategiczna Wizja Brzezińskiego], tak samo teraz Waszyngton jest skrajnie naiwny, wierząc ukochanemu Wielkiemu Bratu, że ten, po wrogim przejęciu bufora przesmyku bałtycko-karpackiego [czyli Polski], będzie tam posłusznie i w interesie USA pełnił [ze swoimi rakietami i atomem] służebną rolę “strażnika bufora” – jak chce USA. Wielki Brat od ponad dekady widzi, jak USA słabną, jak stają się coraz mniej wartościowym i coraz mniej perspektywicznym sponsorem i protektorem Wielkiego Brata. Zajmując kluczowy bufor przesmyku bałtycko-karpackiego, Wielki Brat uzyska wymarzoną pozycję negocjacyjną – niejako pozycję “bezalternatywną” dla Rosji i Niemiec, aby dyktować nader korzystne warunki wejścia jako-założyciel i “udziałowiec” w to nowe, najsilniejsze globalnie, perspektywiczne supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Supermocartswo, w którym Wielki Brat miałby nieproporcjonalnie wielki udział i kontrolę – w tym bliską geostrategicznie stała protekcję tegoż supermocarstwa dla Wielkiego Izraela. Od 2012, gdy Kissinger, widzący, że krótka kołdra zasobów USA, skoncentrowana i przerzucona na Pacyfik, długofalowo już nie zapewni osłony dla Izraela, dał “przepowiednię” – nader racjonalną w takiej sytuacji – że “Izrael nie przetrwa 10 lat” – od tego czasu geostratedzy Izraela postawili wielki znak zapytania na USA jako strategicznym sponsorze dla Izraela. I zaczęli szukać rozwiązania ZASADNICZEGO – nie tylko dla przetrwania, ale by ugrać jak najwięcej. Wejście jako udziałowiec w sam rdzeń “rady nadzorczej” supermocarstwa euroazjatyckiego od Lizbony do Wladywostoku – ze strategicznym potencjałem atomowo-rakietowym – jest tu oczywistym, najprostszym rozwiązaniem tego dylematu – rozwiązaniem zapewniającym przy tym zgarniecie puli maksymalnej wygranej globalnej – czyli stania się długofalowym, hegemonem świata [z blokadą wzrostu Chin]. Oczywiście – z nieodzownym bankructwem USA po bankructwie dolara, bo ten jest utrzymany jako waluta światowa [wraz z wymienialnością] już tylko wyłącznie przez pozycję USA jako hegemona. Do krachu przyczyni się bezpośrednio [niejako “operacyjnie”] przeniesienie aktywów Rotschildów, Rockefellerów, Morganów itp. z Wall Street do nowego supermocarstwa – i ustanowienie nowej waluty euroazjatyckiej tegoż supermocarstwa – pod zastaw jego bogactw surowcowych, technologii, ekonomii, – ale też największej w świecie siły militarnej jako “bezalternatywnego gwaranta”. Ale – tego naiwni ślepcy w Waszyngtonie na pewno nie widzą, samobójczo firmując 447 i bezwzględne dla Polski aspiracje Wielkiego Brata, a jak mleczko się wyleje i PRAWDZIWY powód wrogiego przejęcia Polski wyjdzie na jaw, będzie już za późno. Czyli Finis Pax Americana – i Finis Magna America – szkoda tylko, że najpierw kosztem Finis Polonia.

  21. Pan Georealista gdzieś publikuje, czy tylko komentuje? Z dużą przyjemnością zapoznałbym się z jego przemyśleniami w szerszym zakresie. Jeśli nie publikuje, to mógłbym prosić o polecane pozycje (spoza zakresu Bartosiak – Sykulski – Targalski – Góralczyk)? Byłbym bardzo wdzięczny za nazwiska i ewentualne tropy. Bardzo pozdrawiam.

  22. @colonelturnip – nie publikuję, tylko komentuję. Co do autorów – radzę czytać Roberta Kaplana i Hugh White’a. Warto też przeczytać Brzezińskiego i Georga Friedmana, no i Kissingera – ale tych tylko i wyłącznie z włączonym dekodowaniem WŁAŚCIWEGO przekazu – gdzie nieraz najbardziej znaczące nie jest to, co napisali, tylko to, co przemilczeli, albo “załatwili” półprawdą. I radziłbym przeczytać Metacybernetykę ś.p. Kosseckiego – bo daje “twarde” mierniki siły państw w grze. I daje też progi relatywnych proporcji siły między graczami, dla których ilość tych zasobów i przewaga [albo słabość] danego gracza zamienia się w nową jakość jego możliwości – albo ograniczeń. A to ważne – bo codziennie trzeba wyceniać graczy i z tym jest wielka bieda [i łatwość błędu w ocenie], jeżeli mierniki nie są obiektywne. Z polskich autorów warto przeczytać także Michalkiewicza i Gadowskiego, ale także Brauna i Grygucia. Oczywiście Pan Targalski to jakby do nich drugi biegun [zwłaszcza względem 447] – ale nawet on dość krytycznie wypowiada się o “wstawaniu z kolan przez padanie na twarz” – i dość dobrze na swoim kanale “Geopolityczny tygiel” omawia np. Bałkany. Najlepiej zbierać i konfrontować dane i oceny z wielu źródeł o różnym podejściu – wtedy “pole poznawcze” dla “kontroli krzyżowej” jest wystarczająco szerokie, by wyrobić sobie poglądy. Ba – także publikacje Stanisława Krajskiego – mimo pozornie “religijnego” charakteru nt. masonerii – są w wielu sprawach nader twardo i racjonalnie sięgające do zakrytej istoty wielu “niezrozumiałych” procesów, forsowanych odgórnie. Proponowałbym też przeczytać wszystkie tomy “Wojny o pieniądz” Honbing Song, książki Patricka Buchanana, czy np. niedawno zmarłego Jurgena Rotha, ale także Daniela Estulina, choć ten ostatni opisuje raczej tylko ciemne sprawki Zachodu – a potrzebny jest symetryczny, tak samo skalowany “jedną miarką” obraz wszystkich graczy. Na pewno warto przeczytać “Wojny przyszłości” Marka Wrzoska, czy “Wojna przyszłości. W obliczu nowego globalnego pola bitwy” Roberta Latiff’a, czy “Technologia i wojna przyszłości. Wokół nuklearnej i informacyjnej rewolucji w sprawach wojskowych” albo “Nowy wspaniały żołnierz” Łukasza Kamieńskiego. Co do Chin – np. “Nieuchronny podbój świata po chińsku ” Juana Cardenala i Araujo Heriberto – kontynuacja “Podboju świata po chińsku”.

    1. Jedno nazwisko bym wykreślił z w.w zestawienia, chyba, że ktoś chce w celach poznawczych zapoznać się z kremlowską propagandą i narracją. Ale to już lepiej zacząć przeglądać choćby Russia Today. Może dlatego, że zwyczajnie nie znoszę manipulacji historią i przedstawianiem w złym świetle polskich decydentów (w sposób kompletnie kłamliwy i nieodpowiedzialny) oraz wychwalaniem geniuszu oczywistych szaleńców i ludobójców (którzy byli często lekkomyślni lub głupi, ale mieli fart). Do powyższej listy, osób wartych słuchania/czytania dodałbym Petera Zeihana, Stephena Kotkina i oczywiście Kevina Rudda. Również Grahama Allisona. To akurat wszystko amerykańscy przedstawiciele (za wyjątkiem Rudda- Australijczyka), więc również trzeba brać poprawkę na prowadzenie stosownej narracji. Z rosyjskiej strony warto wspomnieć o Duginie. Można posłuchać jego niedawnych wywiadów, w których świetnie widać na co akcentowany jest nacisk, jeśli chodzi o rosyjską propagandę. Z rodzimego podwórka poleciłbym jeszcze historyków: Marka Kornata czy Andrzeja Nowaka. Obaj mają sporą świadomość geopolityczną. Nie zapomnę, jak MK zagiął w jednym z paneli Jacka Bartosiaka w zakresie krytyki polskiej polityki zagranicznej lat 90-tych wgz. Białorusi. Nie można zapomnieć o Rafale Brzeskim.
      No i oczywiście nie sposób nie wspomnieć o kapitalnej książce Perkinsa: “Ekonomista od czarnej roboty”. Pokazuje tam mechanizmy przejmowania kontroli nad całymi państwami. Oczywiście od strony amerykańskiej, ale podobne metody stosują i Rosjanie i Chińczycy. Co obserwujemy do dziś.

      Najważniejszym w tym wszystkim to złapać balans i równowagę, które pozwolą oddzielać propagandę od stanu rzeczywistego. Ja osobiście, słuchając/czytając danego mateeriału skupiam się na tym CZY i CO proponuje dana osoba jako alternatywę do stanu istniejącego. Krytyków spotkać można na każdym kroku, ale np. propagandziści pro-rosyjscy świetnie operują faktami by zbudować spiskowy, pejoratywny obraz USA i “zachodu” , natomiast nie posiadają logicznych alternatyw i porad (bo automatycznie musieliby przyznać, że alternatywą jest nastawianie pro-rosyjskie, co automatycznie demaskowałoby ich działalność — wolą by odbiorca narracji niejako sam na ten pomysł wpadł). Amerykańska propaganda jest z kolei dość naiwna i przeciwstawia mainstream i dośc proste postrzeganie świata (dobro-zło, demokracja-autokracja) przeciwko spiskowym teoriom kremla.

      pozdrawiam
      KW

      1. Oczywiście – w przedstawionej przeze mnie palecie WIELU autorów się “gryzie”. Trzeba porównywać, weryfikować, odsiewać, filtrować. Ktoś mówi 95% rzeczy bardzo dobrych, a 5% to szum informacyjny, złe wyskalowanie czy poukładanie “co do czego” albo po prostu nieprawda – i też trzeba filtrować, nie przyjmować wszystkiego bezkrytycznie. A ktoś inny daje nawet 90% szumu informacyjnego, wręcz manipulacji, ale pozostałe 10% informacji czy nawet samego podejścia do tematu jest na wagę złota – bo tego nie pisze i nie da nikt inny. Tak z innej beczki, przykład by nie sadzić po etykietkach i nie “potępiać w czambuł” – przecież np. poseł PIS Janusz Szewczak “popełnił” TAKĄ absolutnie “niepoprawną politycznie” książkę, jak “Banksterzy. Kulisy globalnej zmowy”. A propos świata finansów – warto przeczytać “Finansowy potwór z Jekyll Island” Griffina [o Rezerwie Federalnej – czyli ani rezerwie, ani federalnej – prywatnej zmowie emisji dolara na poczet zadłużania państwa – czyli obywateli], czy klasyczne “Wojny walutowe” Rickardsa, czy jego “Śmierć pieniądza. Nadchodzący upadek międzynarodowego systemu walutowego” – ta ostatnia skupiona generalnie na zagrożeniach dla dolara – z dokładną analizą, jak bardzo zmienia się [na minus] sytuacja dolara wobec jego statusu “chronionej waluty Zachodu” z czasów zimnej wojny… Moim zdaniem decydującym czynnikiem upadku dolara będzie wyścig technologiczny – bo ten spowoduje, że USA nie będą w stanie utrzymać supremacji i “cywilnej” i militarnej. Zdecydują realne zasoby – kto będzie je produkował i dystrybuował – i twarde aktywa militarne – kto pierwszy wejdzie na poziom globalnej projekcji siły sieciocentrycznej na bazie systemów nowej generacji [RMA]. Pierwszy etap to sukces [imponujący lub taki sobie] “make in China 2025” – a kolejny etap – przegonienia militarnie USA w technologiach – Xi naznaczył na 2035. Moim zdaniem NIC nie pójdzie NIKOMU jak sobie pierwotnie zaplanował. Bo żaden z graczy nie jest na to wystarczająco silny – za to każdy z graczy ma oponentów wystarczająco silnych, by co mu pokrzyżowali plany. Wypadkowa gra i jej wynik będzie więc zupełnie inna w przebiegu, niżby planowali sobie poszczególni gracze. Choć i tak stawiam długofalowo 80% na Chiny i 20% na USA w tej rozgrywce G2 o hegemonię globalną. Czyli – do owego magicznego “stulecia powstania ChRL” – do 2049 najpóźniej. Moim zdaniem USA są już za słabe na Chiny w potencjale generowania wzrostu technologicznego – USA musiałyby włączyć [pozornie “altruistycznie” i “bezinteresownie”] – i to partnersko – z wielkim transferem technologii – swoich sojuszników, może nawet Indie, by zrównoważyć TEMPO WZROSTU technologicznego Chin. W tym sensie polityka Trumpa [płaćcie za wszystko] jest na krótka i średnią metę “dobra” – przyniesie nawet wymierne korzyści – ale kosztem długofalowego wzrostu – jaki będzie zmarnowany, a jaki by uzyskał “proamerykański Zachód”, gdyby USA “wielkodusznie” dokonały transferu technologii na sojuszników – i uruchomiły “wspólny reaktor wzrostu technologicznego”. USA – zamiast stać się liderem “nowej fali wzrostu” – zamiast myśleć szerzej – przypominają chciwca, który uważa, że zmaksymalizuje zysk – bez żadnych konsekwencji….. i bez żadnego inwestowania długofalowego w swoją strefę wpływów… Przypomnę – na początku 2018 Chiny miały 220 “profesjonalnych” laboratoriów i ośrodków badawczo-rozwojowych. A na koniec 2020 ma być “na chodzie ” w Chinach ok. 700 laboratoriów i ośrodków badawczo-rozwojowych. Zresztą – przykład 5G Huawei – na co USA odpowiada nie swoim LEPSZYM systemem , a…administracyjnym, nakazowym… zabranianiem wdrażania chińskiej technologii – to mówi samo za siebie… Kłania się możność podejmowania wielkoskalowych decyzji zasadniczych przez Wielkiego Sternika w Pekinie, oraz koncentracji i przekierowania wielkich środków z państwowej kasy na takie projekty – z długim czasem inwestowania, bez patrzenia na bieżący “komercyjny” rachunek zysków i strat. Tym bardziej, że w Chinach także tzw. “biznes prywatny” mocno słucha “wskazówek” Pekinu… Postęp w USA jest oparty o koncerny prywatne, owszem wielkie – ale tylko takie, które patrzą na zyski krótko i średniookresowe, a udział państwa jest tu ograniczony – stąd USA są tu w gorszej sytuacji systemowej do wyścigu technologicznego i [w ślad za nim] produkcyjnego. No i brak synergii przepływu i rozpowszechniania wiedzy, jaki może dokonać [czy wymusić] Pekin między podmiotami w Chinach – a przecież w samym USA taki Lockheed-Martin nie dokona [za nic – no way – liczy się tylko zysk – i tylko korporacyjny “patriotyzm”] transferu kluczowych technologii na rzecz np. Boeinga…tam każdy sobie rzepkę skrobie…i dlatego w sumie przez brak synergii i wymiany technologicznej i na poziomie wewnątrz USA i na poziomie “świata wpływów – USA przegrają na 80% – wg oceny “na teraz”. Oczywiście jakiś “czarny łabędź” [a pewnie potrzebne byłoby ich całe stado] może to zmienić – za rok, dekadę lub dwie – ale moim zdaniem USA musiałoby zmienić zasadniczo swój model funkcjonowania – wewnątrz i na zewnątrz – a na razie widzę jakby odwrotność – twarde kostnienie modelu krótkowzrocznego “skrajnego egoizmu”…

        1. Wielkie dzięki. Mnogość nazwisk i opinii służy filtrom poznawczym. O to właśnie mi chodziło – o różne nazwiska, różne aspekty i poglądy. Brakuje miejsca, gdzie mogą się spotkać i podyskutować ludzie o poglądach i filtrach różnych, ale podobnych zainteresowaniach.Jakby to ująć – raczej nikt nie przekonałby mnie do sięgnięcia po produkcje pana Gadowskiego, a Panu Georealiście się udało. I o to właśnie może chodzi – o te parę procent esencji, które warto poznać i przekazać dalej. Dzięki raz jeszcze i pozdrawiam obu Panów.

  23. Jeszcze taka uwaga: USA są w rozkroku, bo od 2003 [od momentu obniżenia podatku od zysków giełdowych z 35 do 15%] straszliwie umocniły sferę finansów. W prawidłowej bankowości i obrocie giełdowym, sfera finansowa ma za zadanie prawidłową alokację środków finansowych dla sfery realnej – gdzie realny zysk [wartość dodana] realnej sfery produkcji i przypiętych do niej usług – pokrywa z NADMIAREM zysk sfery finansowej – jest większy niż oprocentowanie kapitału inwestycyjnego. Dlatego m.in. kredyt inwestycyjny zawsze powinien być droższy w % od oprocentowania lokat. Od 2003 sfera finansowa – w sposób absolutnie chory – była bardziej dochodowa, więc wszelkie pieniądze [wytworzone i w sferze finansowej i realnej] bardziej opłacało się “włożyć” w bardziej dochodową [przez sztuczne manipulacje podatkowe] sferę finansową, niż realną. Efekt? – z jednej strony potężna nadpłynność środków [“produkowanych” przez sferę finansową] – ale środków ponownie wpychanych w obrót sfery finansowej – a z drugiej strony – potężny NIEDOBÓR środków dla sfery realnej produkcji i usług. I różne specyficzne chore zjawiska towarzyszące – np. puchnięcie tzw. rajów podatkowych – gdzie włożyć pieniądze było bardzo łatwo – natomiast wyciągnąć – o! – tu można było stracić [im szybsze wybranie pieniążków tym większa strata] nawet 85% włożonej kwoty. Po co? – ano po to by przyhamować owe zjawisko nadpłynności – niby zjeść ciastko i mieć ciastko. Tyle, że w OSTATECZNYM rozrachunku decydują “aktywa realne” dane z produkcji i usług [nie tylko militarne – chodzi mi o całą sferę realną ekonomii – technologiczną]. To technologia, realne zasoby są zastawem REALNYM dla pokrycia wartości nabywczej pieniądza. Brak wartości realnych – i banknotami możemy co najwyżej palić w piecu lub przeznaczyć do celów toaletowych, a monety używać na podkładki, oddać na złom – lub zrobić z nich wisiorki. W USA “niekończąca się wojna z terrorem” od 2011 wraz z pomocniczym mechanizmem totalnego pompowania giełdy i sfery finansowej od 2003 – miały zapewnić volumen finansowy wystarczający na “wykupienie” [długiem kontrolowanym po wojnach walutowych] całego świata i ustanowienie “wymarzonej” władzy globalnej NWO. Tyle, że chciwość i brak dyscypliny banksterów, spowodowały bańkę i zapaść 2008. A Chiny – jedyny naprawdę i silny i niezależny gracz – wykorzystały tę szansę – rolując system amerykański oparty na pompowaniu sfery finansowej. Więcej – to stworzyło wielka dziurę w całym systemie opartym o produkcję pieniądza. A USA juz nie były w stanie powtórzyć pokazowego upokorzenia na twardo Chin – jak w 1996, gdy lotniskowce amerykańskie tam i sam w Cieśninie Tajwańskiej demonstrowały całemu światu “porządek dziobania”. Bo okazało się od 2009, że chińska strefa A2/AD, chińskie środki rozpoznania i projekcji siły – są w stanie lotniskowce [i duże okręty nawodne] wykryć, kontrolować ich pozycję real-time na Pacyfiku – i zniszczyć rakietami dalekiego zasięgu. Czyli – Chiny skrupulatnie odrobiły lekcje po upokorzeniu 1996. Na dodatek, w odpowiedzi na agresywne plany Pentagonu – Chiny ujawniły świadomie w reportażach istnienie Wielkiego Podziemnego Muru – wyrywając tym US Navy i USAF dywanik spod nóg – bo nagle się okazało, ze wszelkie plany ataku można włożyć do kosza w NOWEJ sytuacji. Plus wzmocnienie przekazu przez podniesienie wtedy cen surowców strategicznych – i USA poczuły nogę na gardle swoich planów – a wszystko rozegrało się w gambicie 2009-2012 na bazie ZASOBÓW REALNYCH. Od tego czasu banksterzy w USA dalej są u władzy i nie chcą odejść na bok [no bo kto sam oddaje władze i wpływy?], nie chcą oddać steru na rzecz sfery REALNEJ – tej wzrostowej, opartej o badania, rozwój, technologie, produkcję i powiązanie z nimi na twardo usługi [nie chodzi np. o usługi typu robienie tipsów – chodzi np. o transport, telekomunikację, logistykę]. I ta “pusta ekonomia” i brak zasobów realnych dla rozwoju – najbardziej dobijają USA – dlatego właśnie Chiny od 2014, widząc ten rozkrok i systemową słabość USA – dały “cała naprzód” na wzrost technologiczny. A drugi rozkrok USA jest w polityce międzynarodowej – elity władzy USA jako całość nie rozumieją, a raczej nie chcą przyjąć do wiadomości, że same USA w tym wyścigu technologicznym już teraz są za słabe na Chiny. Najprostszy sposób na to – to powiększyć bazę badawczo-rozwojową przez transfer technologii na sojuszników USA – w ramach wspólnego aliansu. W ten sposób USA by przy okazji podniosły POZYTYWNIE i INKLUZYWNIE i SYNERGICZNIE dysproporcję “marchewka/kij” na korzyść USA względem oferty Chin. Zamiast kijem naganiać do “amerykańskiego świata”, dużo łatwiej i szybciej i szerzej USA by tego dokonały marchewką “darmowego” transferu technologii – oczywiście z warunkami umowy, późniejszym “wyrównaniem wkładu” itd.- ale generalnie byłaby to prawdziwa ucieczka do przodu – prawdziwe działanie na globalna skalę. USA robią odwrotnie – strachem i kijem chcą pokarać nieposłusznych, a przymusowo “zwerbowanych” siłą sojuszników – chcą dalej trzymać na uwięzi i w uzależnieniu od amerykańskiej technologii, którą USA ani myślą się dzielić z sojusznikami [albo sprzedają produkty “prosto z półki” – ale z dużym udziałem kluczowych “czarnych skrzynek” i “zdalnych guzików” i z nieproporcjonalna przebitką cenowa – np. za manewrujące rakiety uskrzydlone JASSM/JASSM-ER zapłaciliśmy z ok. 10 krotną przebitką względem cen dla USAF.] Na krótką i średnią metę taka “strategia” przyniesie KADENCYJNE korzyści, ale długofalowo to samobójstwo dla USA – i dla szeroko rozumianego Zachodu. A taki ruch “upowszechnienia technologii” w gronie “wspólnego WIELKIEGO reaktora rozwojowego”, który generowałby wykładniczy rozwój technologii – to moim zdaniem jedyny SZYBKI, REALNY i SKUTECZNY sposób na rosnące tempo wzrostu technologicznego Chin. Bo operacyjnie – transfer terabajtów danych i prawne “uwolnienie” na rzecz “wspólnego reaktora technologiczno-produkcyjnego proamerykańskiego świata” – to akurat byłby groszowy koszt – a efekt od razu skokowy w wycenie tego sojuszu – i w jego ATRAKCYJNOŚCI. Ale – nie chcieć, to gorzej niż nie moc… – typowe, gdy podejmuje się decyzje krótkowzrocznie…czego “najlepszym” obrazem “twitterowa dyplomacja” Trumpa i biznesowe przechwalanie się z tablicą w ręku w TV, jakie to wielkie kontrakty zawarł przy kolejnych wizytach…

  24. Errata: nie “W USA “niekończąca się wojna z terrorem” od 2011” a winno być: “W USA “niekończąca się wojna z terrorem” od 2001”. Te wieczne wojny z terrorem i jako pretekstem do likwidacji swobód obywatelskich i do karania i łamania niepokornych na poziomie państwowym – dały też konkretny efekt w silach USA. Rozbudowano komponent wojny asymetrycznej, przeciwpartyzanckiej – kosztem uwiądu zdolności do prowadzenia działań z pełnoskalowym przeciwnikiem. Zaniechano modernizacji – zwłaszcza US Army – i stąd np. hegemon jest w stanie “na kredyt” wyrywać z USA tylko jedną brygadę pancerną na całą Wschodnią Flankę – a przy wizycie Dudy zrobiono “wielkie halo” z…przesunięcia do 2 tys ludzi [niekoniecznie żołnierzy liniowych – głównie ludzi od logistyki] z….Niemiec. Taki chocholi taniec hegemona – czyli kreatywnego żonglowania siłami w warunkach krótkiej kołdry – i udawania przed sojusznikami Wschodniej Flanki, że “daje” wzmocnienie…w istocie nie dając dodatkowych zasobów [przynajmniej w ramach Europy]. Potencjał USA do prowadzenia wojen skurczył się tak, że są w stanie wygrać 1 lokalną wojnę, a w drugiej tylko powstrzymywać. Faktycznie zaś gros koncentracji sił USA idzie na Pacyfik przeciw Chinom, a sojusznicy “w razie czego” mogą liczyć na raczej mierne wsparcie USA, które nie chcą się wiązać, a wolą zepchnąć sprawę na sojuszników – ich kosztem i krwią. Co rzecz jasna jest ważkim ostrzeżeniem dla Polski przed wplataniem się w Ukrainę lub obronę Bałtów – ale także oznacza wzrost wyceny sojuszników – czego decydenci w Warszawie nie chcą w żaden sposób zauważyć – ani wykorzystać na rzecz polskiej racji stanu. Wracając do USA – w USAF średni wiek samolotu taktycznego to 29 lat, zaś w siłach strategicznych 39 lat. US Navy jest najsłabsza ilościowo i w strukturze wiekowej od 1917. Taki to skutek “odcinania kuponów” “jednobiegunowej chwili” po “linii najmniejszego oporu” [czytaj – chciwości i braku myślenia długofalowego i i braku kontroli sytuacji i graczy na świecie – braku kontroli REALNEGO układu sił – dzięki czemu wyrosły Chiny] – ale także zasadniczy głębszy skutek koncentracji USA na sferze finansowej – i niedopilnowaniu sfery realnej. Bo “już, już” się wydawało, że nastąpił “koniec historii” – i że przyszedł etap na utrwalenie za pomocą USA jednej, na zawsze trwałej, władzy globalnej NWO. Tylko, że Chiny zburzyły całe to planowanie… Siła finansowa Wall Street – zbudowana po 2003 do wykupywania świata generowanym spekulacyjnie “na całego” dolarem – okazała się w starciu z Chinami słabością sfery realnej – zwłaszcza tej “twardej”…. Nawet prasa “niemilitarna” i to nawet w obiegu mainstreamu – zaczyna dawać sygnały słabości militarnej USA: polecam przykładowo do przeczytania [z ODFILTROWANIEM i ze zrozumieniem “drugiego dna”] artykuł na Forsalu: https://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1417894,wielka-zmiana-strategii-usa-ameryka-nie-moze-prowadzic-dwoch-wojen-jednoczesnie.html

  25. Errata: nie “Siła finansowa Wall Street – zbudowana po 2003 do wykupywania świata generowanym spekulacyjnie “na całego” dolarem – okazała się w starciu z Chinami słabością sfery realnej – zwłaszcza tej “twardej” ” – tylko winno być “Siła finansowa Wall Street – zbudowana po 2003 do wykupywania świata generowanym spekulacyjnie “na całego” dolarem – okazała się w starciu z Chinami słabością WZGLĘDEM sfery realnej CHIN – zwłaszcza tej “twardej” “

  26. Tak uzupełniając listę ludzi i publikacji/kanałów wartych poznania dla rozszerzenia “pola poznawczego” do analizy i “kontroli krzyżowej” informacji napływających ze świata – dodałbym książki, a zwłaszcza wykłady na youtube autorstwa ś.p. Józefa Kosseckiego [obowiązkowo moim zdaniem do przeczytania jego Metacybernetyka] i materiały i wykłady Henryka Brzeskiego także na youtube. Od Chin jest także Waldemar Dziak [też na youtube] choć mam wrażenie, że w swym gawędziarskim stylu dla laików nieco pewne sprawy upraszcza. Od Korei i okolic jest Oskar Pietrewicz, od Indii Sebastian Domżalski i Marcin Kamiński. Ten ostatni dobrze rozumie styk Indie-Chiny i ich rywalizację w Azji Środkowej [co powoli wypycha sumarycznie z regionu i USA i słabnącą Rosję]. No i ś.p. Bogusław Wolniewicz – jego Głos Racjonalny na youtube, co poniekąd kontynuuje po nim w jakiś sposób Krzysztof Karoń. Godny polecenia Wojciech Roszkowski i jego “Rozbite lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”. Warto przeczytać też Ian’a Morris’a “Dlaczego Zachód rządzi – na razie”. Antony C.Sutton – opisuje – jak Wall Street najpierw zainwestowało w bolszewików, a potem – w Hitlera. Czy w jaki sposób USA pompowało technologie [najchętniej za złoto z gułagów Kołymy] do Rosji sowieckiej. Co do Rosji – polecam wyważone publikacje Andrzeja Nowaka [w tym o pierwszej zdradzie Polski przez Zachód w 1920]. Jako rodzynek polecam “36 forteli” – o strategii chińskiej Piotra Plebaniaka – obudowane wokół tematyki “Sztuki wojny” Sun-Tzu [zresztą w Polsce też to dzieło Sun-Tzu dostępne – notabene: stosowane po “uaktualnieniu do kontekstu” np. w negocjacyjnych strategiach biznesowych w “cywilu”].

  27. Errata: nie ” Wojciech Roszkowski i jego “Rozbite lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”” a ” Wojciech Roszkowski i jego “ROZTRZASKANE lustro. Upadek cywilizacji zachodniej”. Pisałem z pamięci. Co do wykładów na Youtube – prowadzi je w dość “populistycznej” formie np. Wojciech Dylewski. Bogato ilustrowane wykresami i tabelami – ale trzeba wszystko brać bardzo, bardzo ostrożnie. A już zwłaszcza wnioski – nieraz straszliwie poprzeinaczane i “wmuszane” na poziomie geostrategicznym.

  28. Bardzo dobry artykuł Roberta Kaplana – po polsku streszczony na https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/bliski-wschod/robert-d-kaplan-w-konflikcie-z-iranem-chodzi-o-zwalczanie-chin/ Rozpętanie wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie – obejmującej szereg państw [nie tylko Iran] to moim zdaniem będzie decydujący krok, który sprawi, że w Pekinie wpiszą Rosję na “czarną listę” państw “do likwidacji”. Oczywiście drugim wpisanym będzie Izrael, który tak usilnie prze do tej wojny, gdzie pod przykrywką [nawet ideologiczno-religijną] kryje się chęć złamania pretendentów i uzyskania głębi strategicznej. Co do Rosji – Kreml prowadzi grę o sumie zerowej – czyli im bardziej zostanie zniszczony Bliski Wschód – i jako dostawca ropy i gazu i jako główna nitka Jedwabnego Szlaku – tym bardziej wzrośnie rola Rosji. Rosji – jako dostawcy węglowodorów i jako “koniecznej” trasy Jedwabnego Szlaku. Co Rosja na pewno skwapliwie wykorzysta i uzyska duże bonusy krótko i średniofalowe – natomiast długofalowo podpisze na siebie [wraz z Izraelem] wyrok śmierci w Pekinie. Pekin odbuduje Bliski Wschód – zarówno dostawy węglowodorów [i to zapewne rurociagami prosto do Chin – omijając transport morski] i lądową GŁÓWNĄ NITKĘ Jedwabnego Szlaku [główną – bo komunikującą Chiny z portami “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego – i jako niezależny od Rosji szlak komunikacyjny]. Paradoksalnie ta wielka wojna Izraela [z Rosją w tle – która nie oprze się “urokowi” wielkich ilości ropy i gazu sprzedawanych po 120-150 dolarów za baryłkę – i która skwapliwie pozwoli Izraelowi i USA na wojnę przeciw Iranowi i reszcie – i skwapliwie będzie sprzedawała DROGO przy okazji uzbrojenie walczącym państwom islamskim [“komu się da”] – i będzie metodą faktów dokonanych przy okazji umacniać swoją pozycję na Zakaukaziu i w Azji Środkowej] – w istocie ta wielka wojna zniszczy cały obecny patowy układ wzajemnego szachowania się państw sunnickich i szyickich – i generalnie zniesie PAŃSTWOWE instytucje – i bariery. W nowej sytuacji – gdy świat islamski będzie “w dołku” [gospodarczo i społecznie – ale i religijnie i ideologicznie] – WTEDY Chiny uruchomią Kontr-Plan Strategiczny [Wielką Reakcję] – namaszczą Pakistan na “Wielkiego Wyzwoliciela” świata islamskiego. Tutaj Talibowie będą zasłoną ideologiczno-religijną dla na zimno skalkulowanego [w Pekinie] planu geostrategicznej przebudowy całego regionu – w tym także odzyskania wpływów w Azji Środkowej. Atomowy Pakistan uzyska od Chin wsparcie,a mając swój atom pójdzie bezkarny pochodem na zachód aż do Morza Śródziemnego i dalej [wlewając się do Afryki – przynajmniej Afryki Północnej] – mając wschód zabezpieczony przez Pekin przed Indiami. TEGO pochodu Izrael nie powstrzyma – a USA nie zaryzykuje klęski. A jeżeli zaryzykuje – to pewnie “niezidentyfikowane siły” odpalą atomówkę i spowodują paniczna ewakuację sił USA – na wzór, jako to było kiedyś w Libanie… W rezultacie Chiny stworzą sobie i strategicznego sojusznika, który zupełnie zmieni szalę rachunku geostrategicznego i militarnego, jak również odtworzą najważniejszą nitkę lądowego Jedwabnego Szlaku – z jednoczesnym przechyleniem szali względem Oceanu Indyjskiego [przez porty-bazy]. Czyli świat islamski – sojusznik Chin – jako lącznik” dla Chin do Europy i Afryki – czyli uzyskanie wpływu i trwałej instalacji także militarnej na Wyspie Świata. Plus ten nowy Kalifat stanie się preferencyjnym rynkiem zbytu produkcji Chin [redukując wrażliwość Chin na eksport do szeroko rozumianego świata Zachodu] – przy jednoczesnym zagwarantowaniu rurociągami lądowymi [ale i transportem morskim – w zupełnie nowej sytuacji geostrategicznej na Oceanie Indyjskim] dostaw węglowodorów/surowców – i przy okazji dostaw z Afryki [i eksportu do Afryki]. Ta zmiana geostrategiczna wywoła też obrót islamskiej Indonezji na nowy Kalifat – i na strategicznie sprzymierzone Chiny. Co wywoła odcięcie i zmarginalizowanie Australii względem Indopacyfiku – i stworzenie “wielkiej dziury” w blokadzie pierwszego łańcucha wysp. Ale także – wisienka na torcie – spowoduje obrót Singapuru na wielki chińsko-islamski sojusz. Gambit całej akcji-reakcji moim zdaniem przynajmniej na dekadę – ale raczej nieuchronny. Geostrategiczna gwałtowna siłowa akcja wywoła SILNIEJSZĄ geostrategiczną reakcję – i całkowite odwrócenie skutków pierwszej wojny Izraela i USA [z Rosją jako cichym sprzymierzeńcem Izraela i USA, gdzie dla korzyści Kreml REALNIE opuści i zdradzi Iran i resztę państw – ograniczając się do medialnej maskirowki].

      1. Chiny dążą do uzyskania takiej przewagi, aby konfrontacja militarna nie miała sensu – chcą, by USA “złożyło broń” i uznało hegemonię globalną Chin. Stworzenie sobie strategicznego wielkiego sojusznika z 1,5 mld [ogółem] świata islamu jest dla Chin najsensowniejsze – z handlowo-ekonomicznego, geostrategicznego i militarnego punktu widzenia. Tym bardziej, że po [DE FACTO] przegranej mega-kosztownej wojnie w Iraku i Afganistanie [i Syrii] USA nie mają ochoty na powtórkę z takiej wojny – bez nadziei zwycięstwa. A na pewno byłoby to bardzo niepopularne w społeczeństwie USA. I nie tylko – na pewno elity już na to nie pójdą. Ponadto taka długotrwała wojna odciągałaby uwagę i wysiłki i zasoby USA od Chin i Pacyfiku. Stąd kalkulacja koszt-efekt Pekinu idzie za uruchomieniem Pakistanu pod przykryciem ideologiczno-religijnym Talibów – jako wyzwolicieli świata islamskiego przekształcanego w Nowy Atomowy [więc nietykalny] Kalifat. Oczywiście różnice między sunnitami, a szyitami są potężne, Iran teraz silny, taki wielki strategiczny projekt Pekinu via Pakistan uda się więc tylko wtedy, gdy kraje na zachód od Pakistanu – na czele z Iranem – będą złamane wielka wojną Izraela, prowadzoną rękami USA. Ta wojna będzie w zamierzeniu szybka, ale w rezultacie wymiecie drogę pochodowi sił Talibów z Pakistanu – począwszy od Afganistanu. I szeroko rozumiany Zachód [i Indie i ASEAN też] nie będzie w stanie nic poradzić na budowanie się nowego gracza geostrategicznego i dumwiratu Chiny-Kalifat. To nastąpi stopniowo [i dopiero PO złamaniu Iranu i krajów sprzymierzonych] – zajmie najmniej z dekadę. Natomiast gwałtownym przechyleniem szali będzie szybkie zajęcie Syberii i Arktyki [czyli geostrategicznej Strefy Severskyego] przez Chiny. To całkowicie zmieni obrachunek globalny w układzie USA-Chiny – zwłaszcza na Wyspie Świata – zdecydowanie na korzyść Chin. I ten ruch ma doprowadzić do tak drastycznej dysproporcji geostrategicznej wyceny, że USA – postawione wobec faktów dokonanych – będą musiały zaakceptować faktyczny zdecydowany prymat Chin. Jeżeli USA nie zaakceptują – pozostaje niestety III w.św.

        1. Z Iranem to nie tak prosto… ostatnio znowu było przedstawienie pod tytułem (…)Donald Nic Nie Mogę Trump(…)… https://www.bankier.pl/wiadomosc/NYT-Trump-zgodzil-sie-na-atak-na-Iran-ale-potem-go-odwolal-7693564.html
          A poprzednimi naciskami zyskał tylko tyle, że Iran wznowił wzbogacanie uranu… http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,24971538,iran-wlasnie-oglosil-rozpoczynamy-wzbogacanie-uranu-izrael.html
          Powstanie irańskiej bomby mogą powstrzymać tylko izraelskie naloty tylko, że Iran ma solidne możliwości uderzenia np. z Libanu, a z kolei blokada Ormuz wymusi rychłą reakcję Zachodu, aby powstrzymać Peak Oil. A do tego ma przyjść Kalifat…
          Zachód do spółki z Rosją i Iranem musieliby stracić instynkt samozachowawczy… dlaczego jego miejsca nie miałyby zająć instynkty samobójcze?

          1. Niestety – cała sytuacja z Iranem ma charakter eskalacyjny. Zagrywka z odwołaniem ataku na Iran daje USA pole działania – i zdejmuje z USA widmo stygmatyzacji jako “krwiożerczego supermocarstwa”. Czas działa na niekorzyść Iranu. Europa zaczyna się odgradzać od Iranu. A szczyt w Jerozolimie z udziałem Rosji to najgorszy możliwy sygnał dla Iranu. Zdrada Iranu już zapewne dogadana, pytanie KTO [i CO?] będzie sprzedany Rosji za tę przysługę? Poniekąd widać, że niewygodna Polska może być na liście – przynajmniej do “przygaszenia” – stąd pozornie dziwne ostatnie zamilknięcie Warszawy w kwestii “obsmarowywania” Moskwy, a także “niezrozumiałe” wejście Rosji do struktur Europy. Zaś sam Iran stara się działać metodą przedstawienia NIEAKCEPTOWALNYCH kosztów wojny dla Izraela i USA – czyli podnosi poprzeczkę koszt-efekt celem strategicznego obronnego odstraszania. Tylko, że w ten sposób – ZWŁASZCZA sprawą przekroczenia limitów “średnio” wzbogaconego uranu i zapowiedzią przejścia do “wysokiego” wzbogacania – daje na dłuższą metę “paliwo medialne” dla “usprawiedliwienia” uderzenia Izraela, a właściwie głównie USA. Uderzenia, które na pewno jest teraz opracowywane pod kątem Blietzkriegu, który ma złamać “symetryczne” i “duże” aktywa militarne i ekonomiczne Iranu. Lotnictwo, marynarkę, komponent rakietowy, ośrodki jądrowe, przemysł petrochemiczny, porty, zakłady, elektrownie… Uderzenia maksymalnie krótkiego – bo nikt w USA, ale i w Izraelu nie chce długiej i kosztownej wojny asymetrycznej na wyczerpanie. Poniekąd uderzenie rakietowe wiosną zeszłego roku na Syrię z morza było takim testowym poligonem – choć wobec Iranu nie wykluczam pełnoskalowych uderzeń lotnictwa [prócz rakiet]. Strategia będzie zapewne taka, że w dogodnej chwili uderzą, mocno i dotkliwie, a zaraz potem ogłoszą, że nie chcą wojny – ale w “razie działań odwetowych Iranu” [oczywiście stygmatyzowanych z góry jako “terrorystyczne”] to ponownie uderzą na Iran.. Co spowoduje, że wszelki odwet Iranu po pierwsze narazi Iran na kolejne dolegliwe uderzenia w infrastrukturę militarną i ekonomiczną [a to w kalkulacji Teheranu może okazać się czynnikiem temperującym odwet i opóźni lub nawet wycofa decyzję o wojnie długotrwałej, asymetrycznej, “partyzanckiej”]. Jeżeli Iran zdecyduje się na odwet – tu zapewne reakcja USA-Izrael [i prawdopodobnie UK] będzie oparta raczej o “odczekanie” [i pokazywanie “dobrych chęci”] i ponowne uderzenie w infrastrukturę i “grube” aktywa Iranu. Gdzie medialnie będzie to kolejne uderzenie sprzedawane jako “nie chcę, ale muszę”. Z takim skutkiem, aby centrum władzy w Iranie zaczęło się obawiać [przy kolejnych uderzeniach] rozpadu państwa, nawet buntu Irańczyków [a na pewno Kurdów itp]. Na pewno karta Kurdów jest w tych kalkulacjach – może nawet już im obiecano “dostaniecie tyle ziemi, ile sami wywalczycie z naszą pomocą pod stołem, a wtedy my uznamy niepodległy Kurdystan”… Oczywiście – to także kwestia Turcji – no i reszty Bliskiego Wschodu. Kurdowie – to taki klin/taran na stary status quo… Rezultat: zapewne efekt spaghettii – czy raczej naczyń połączonych – rozlanie konfliktu. Izrael na pewno kombinuje, aby obiecując Blitzkrieg, wciągnąć maksymalnie Amerykanów w wymiecenie Bliskiego Wschodu – dla interesu Izraela – minimum złamania pretendentów i uzyskania głębi strategicznej. I maksymalnego pozyskania złóż i ważkich geostrategicznie terenów buforowych – albo przynajmniej REALNEJ kontroli.

          2. Iran jest spychany w ślepa uliczke eskalacyjną. Co z tego, że ataki na tankowce nawet Bloomberg uznał za false flag? Tu już nie chodzi o sama blokadę SWIFT, jak w poprzedniej konfrontacji z Iranem. To Iran by jeszcze ominął, przepinając się na chiński system CISPA. Tu chodzi już o fizyczne aresztowanie tankowców, co zrobili Brytyjczycy, pokazując przy okazji, że UK dołącza do USA. Czyli Royal Navy z US Navy. Iran bez pieniędzy z ropy i gazu padnie – jest zmuszony do odpowiedzi – choćby przed swoim narodem. I na to czeka Izrael – główny sternik całej operacji do przeprowadzenia rękami głównie USA i UK [oby nie Polski]. Izrael sprzedaje Waszyngtonowi całą operację jako poligon doświadczalny do ustanowienia kontroli “na twardo” przez US Navy i sojuszników nad całym ropo- i gazonośnym regionem Zatoki – czyli dla morskiej blokady surowcowej względem Chin. Co jest też tylko wstępem “poligonowym” do pełnej blokady morskiej Chin. Oczywiście – to są plany – natomiast ich wykonanie i kontrakcja Chin – to już wyjdzie w praniu. Obecnie żaden gracz nie ma dość sił, by przeprowadzić swój plan w 100% – bo inni mają dość siły, by je pokrzyżować – więc wypadkowa w realu zawsze będzie inna od pierwotnych planów. Chiny moim zdaniem na zniszczenie Iranu i jego sprzymierzeńców odpowiedzą namaszczeniem i zabezpieczeniem [przed Indiami] Pakistanu do marszu na zachód – pod sztandarem Talibów – którzy już teraz są postrzegani w Afganistanie względem wpychających się tam resztek ISIS jako “siła stabilizująca” i “mniej radykalna”. Przynajmniej tak to jest sprzedawane… A do blokady w pierwszym łańcuchu wysp Chiny nie dopuszczą przez rozwój bąbla antydostępowego A2/AD z kontynentu i przez rozwój floty [i lotnictwa] i przez militaryzację sztucznych wysp [zwłaszcza instalacje rakiet i radarów pozahoryzontalnych i lotnictwa]. W tej chwili na pochylniach jest przynajmniej 17 jednostek w chińskich stoczniach klasy od fregaty w górę – w stoczniach pracujących non-stop na 3 zmiany… A sama marynarka chińska jest liczebnie silniejsza o kilkanaście jednostek od US Navy – choć nadal US Navy ma zdecydowaną przewagę w klasach ciężkich okrętów i w globalnej wyporności i w sumarycznej projekcji siły [zwłaszcza rakiet i samolotów pokładowych]. No i kwestia przewagi dekad wyszkolenia i doświadczenia bojowego… Tyle, że chińska marynarka może operować pod bąblem parasola A2/AD z kontynentu [i sztucznych wysp], operować na bardzo krótkich liniach mórz przybrzeżnych – a US Navy musi detaszować swoje okręty z rozciągniętą logistyką przez Pacyfik… Wojny “pełnoskalowej” na otwartych wodach Pacyfiku z US Navy to Chińczycy by nie wygrali – ale zajęcie obronnych stanowisk flotą pod bezpośrednim przykryciem rakiet i lotnictwa i bąbla A2/AD – w TAKIEJ sytuacji US Navy z sojusznikami nie będzie moim zdaniem w stanie zbudować realnej blokady w pierwszym łańcuchu wysp.

          3. Żeby po tych nalotach doszło do wielkiej na BW wystarczy, że reżim ajatollah dojdzie stoi przed śmietelnym zagrożeniem (dla jego funkcjonariuszy w sensie dosłownym)…
            Po historii Saddama Husseina to jest możliwe… Bomby nie robił, a zawisł.

  29. Jeszcze taka uwaga co do samego tytułu i sedna artykułu: USA nie odwrócą Chin przeciw Rosji, jak to było w 1972 [Nixon-Mao]. Wtedy odwrócenie miało charakter strategiczny i długofalowy – no i Chiny de facto zgodziły się na rolę junior-partnera wobec USA – choć jednocześnie odebrały za to nieproporcjonalnie wiele bonusów. To już wtedy Mao układem z Nixonem de facto dał podwaliny dla późniejszej KONTYNUACYJNEJ doktrynie Deng Xiaopinga, aby “wzrastać w cieniu” i “nie rzucać wyzwania USA” – co skończył dopiero po 40 latach Xi. Teraz może dojść do odwrócenia jedynie taktycznego i przejściowego – wg umowy pod stołem dwóch równych graczy. Bo dla obu supermocarstw Rosja jest graczem kłopotliwym, niewygodnym, awanturniczym [bo główny argument Rosji to – prócz węglowodorów – siła militarna], graczem zakłócającym plany i kalkulację strategiczną – a przede wszystkim graczem zdradliwym, zawsze gotowym do obrotu, a jednocześnie skwapliwie szukającym okazji wg zasady “gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. “Przyduszenie” Rosji i pokazanie jej miejsca w szeregu “porządku dziobania” jest akurat wspólnym interesem USA i Chin. Ale to jest tylko sprawa taktyczna – taki wstęp do uporządkowania azjatyckiego pola gry dla supermocarstw G2. Na poziomie geostrategicznym globalna konfrontacja hegemonalna USA-Chiny ma charakter trwały i strukturalny. Na pewno gdy dojdzie do rozmów o zjednoczeniu Korei [a w końcu dojdzie – bo po dłuższych występach Kima i wypełnieniu jego roli “absorbenta uwagi USA”, Chiny zechcą wystąpić w roli “stabilizatora regionu” i ocieplić swój wizerunek, a dla USA zakończenie tego teatru Kima będzie korzystne wizerunkowo – zwłaszcza wobec azjatyckich sprzymierzeńców – na czele z Japonią] – WTEDY USA i Chiny zrobię wszystko, by z rozmów wykluczyć Rosję – by pokazać, kto naprawdę liczy się i rozdaje karty w Azji.

    1. Zaraz, zaraz… twierdzicie, że BW podpalają USA, a awanturnikiem nazywacie kraj, który używa siły militarnej tylko w swojej strefie wpływów i to nie całej (mało powiedziane), zresztą… tylko w odpowiedzi na amerykańskie prowokacje.
      Panowie! Gdzie tu logika?

  30. @jsc – dla USA i dla Chin Rosja to państwo awanturnicze, bo wychodzi mocno przed szereg i miesza obu supermocarstwom w polityce. To jest chłodny kalkulacyjny punkt widzenia i Waszyngtonu i Pekinu. Czyli teoria gier – żadna tam moralna ocena. Z ich perspektywy Rosja to duża niepewność co do układów, wysoko postawiona poprzeczka apetytu Kremla na podział światowego tortu, a za to zagrożenie obrotem i zdradą. Czyli mały PEWNY zysk, za to duże zagrożenie. Taki to gracz z Rosji. No i układ 3 wielkich graczy jest niestabilny – obaj gracze chcą ustabilizować sytuację, tak, by nie wisieć na grze Kremla. A Kreml szykował wszystko z Programem Modernizacji Technicznej 2010-2020, by wojować w pierwszej połowie lat 20-tych. Kreml postawił wszystko na jedną kartę – na kartę militarną – bo ekonomicznie nie ma szans. Zaczęło się od 17 IX 2009, gdy Rosja podpisała z USA Jałtę [dając obietnicę zwrotu przeciw Chinom] – Jałtę kosztem Europy Środkowej. Rosjanie zażądali też w 2009 wycofania ciężkich sił US Army z Europy – Amerykanie to zrobili co do jednego Abramsa w 2011. Rosjanie zażądali rozwiązania II Floty US Navy i zaprzestania blokady GIUK – Amerykanie wykonali i to i to w 2011. Po czym Putin z Merkel w 2011…. ogłosili budowę “nowej, lepszej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku”. Chińczycy od razu połapali się że Kreml z Berlinem chcą wykiwać i USA i Chiny – i stworzyć supermocarstwo SILNIEJSZE i od USA i od Chin. Właśnie dlatego Pekin od razu skontrował i 20 grudnia [po sporym napieraniu na Warszawę], podpisał z Polską traktat o strategicznym partnerstwie, a Polska została zaliczona do 7 państw o statusie strategicznym dla Chin. To był wyraźny sygnał strategiczny Pekinu do Kremla i Berlina “mamy oko na kluczowym buforze”. Jak to nie pomogło – to w Warszawie w 2012 Chiny stworzyły grupę 16+1 [teraz 17+1] – wzmacniając sygnał strategiczny – i od 2012 nasi generałowie latali na narady sztabowe do Quingdao. Amerykanie dopiero w 2013 zorientowali się [po korepetycjach od naszych generałów z narad w Quingdao po ich rozmowach kuluarowych z chińskimi generałami – taki przeciek kontrolowany Pekinu] – jak Putin z Merkel próbuje wykiwać USA. Tak naprawdę dopiero upokorzenie w Syriii sprawiło, że Amerykanom spadły łuski z oczu i zeszli z obłoków myślenia życzeniowego na ziemię. Od tego momentu Rosja jest na celowniku i Waszyngtonu i Pekinu jako nader zdradliwy gracz, któremu za grosz nie można ufać, a który zrobi to, czego od niego się chce, dopiero jak nie będzie miał wyjścia. USA dociskają Rosję, by ta na kolanach przyczołgała się do Waszyngtonu z bezwarunkową zgoda na deal przeciw Chinom – na warunkach USA. Zwrot Rosji na Chiny w 2014 teoretycznie jest krokiem dobrym dla pokrzyżowania tej strategii USA. Tylko że to krok dobry krótkofalowo – długofalowo to samobójstwo i wchodzenie na własne życzenie w paszczę chińskiego smoka, który z każdym rokiem nieproporcjonalnie wzrasta ekonomicznie i technologicznie. Rosja postawiła na rozgrywkę “na twardo” w ciągu pierwszej połowy lat 20-tych, tymczasem konfrontacja [ale wielowektorowa, niekinetyczna] raz, że zaczęła się, nim Rosja dokończyła modernizację techniczną [faktycznie wiele podstawowych programów modernizacji Armii Czerwonej uległo redukcji lub anulowaniu] – a dwa, że okazało się, że konfrontacja USA-Chiny to znacznie dłuższa sprawa, rozegra się najpewniej po połowie lat 30-tych, gdy oba supermocarstwa wejdą generacyjnie w skok globalnego RMA [Revolution in Military Affairs]. Stąd miotanie się Rosji, która czuje nóż na gardle i chudą kiesę – i stąd tak rozpaczliwy sojusz pod stołem z Izraelem [który też czuje nóż na gardle od momentu “pacific pivot” – vide “przepowiednia” Kissingera z 2012] – bo grają razem na odkucie się “ile się da” przy okazji wielkiej wojny rozpętanej przez Izrael. Rosjanie zgodzą się na wszystko, byle tylko przechwycić wolumeny dostaw węglowodorów w zastępstwie zniszczonych państw Zatoki, i to jeszcze sprzedając po 120-150 dolarów za baryłkę. Finał w postaci kontrakcji Chin i stworzenia sobie strategicznego sojusznika ze świata islamu już opisywałem. W sumie ten gambit skończy się bardzo marnie i dla Izraela i Rosji – mimo przejściowego brylowania i przejściowych sukcesów. Rosja i Izrael powinny spasować – ale wolą podbijać stawkę i stawiają na miecz – niestety, kto mieczem wojuje, od silniejszego miecza ginie.

    1. Dalej nie widzę tu logiki… USA wojnami na BW torpeduje NJS, a Rosja po początku wojny na Ukrainie jest na Chiny skazana. Ponadto Chiny gdyby chciały faktycznie złamać Rosję to powinne zająć Syberię (wariant najkorzystniejszy) albo przynajmniej ją zasmucić (wystarczy eksplozja lokalnych separatyzmów), a to jest rzecz, której Amerykanie nie są stać… prędzej Polacy, tylko po co?

      Z kolei co do ropy… Jak Araby zaczęły się bawić w OPEC to energetyka nuklearna weszła w fazę rozkwitu, a teraz na okazję czeka nowa technologia. Jest nią samochody elektryczne, a benzyna to frakcja będącą ok. połowę produktów rafinacji! Zatem załamanie się popytu tylko, nie mówiliśmy jeszcze o dieslu, na to paliwo doprowadzi do zawalenia całej branży, a przez to do kolejnego Wielkiego Kryzysu (nawiązuję do tego z 1929… dalej nie ma co przewidywać, bo to już Wola Nieba.

  31. @jsc – Chiny wykorzystały zwrot Rosji na Chiny. W 2014, wraz ze zwrotem Kremla na Chiny, Pekin otrzymał darmowego “pożytecznego idiotę” [to nie wyzwisko – tylko politologiczne określenie autorstwa…Lenina], który za darmo na własny koszt jest harcownikiem i taranem na porządek Bretton Woods, na porządek jednobiegunowy USA. Rosja angażuje USA – daje czas Pekinowi. A czas gra na korzyść Chin. Chiny tak długo będą korzystały z umizgów Kremla, jak długo będzie im to na rękę. Ale absolutnie nie zamierzają traktować Rosji partnersko. Wręcz przeciwnie – non-stop niezmiennie podtrzymują żądania zwrotu 1,6 mln km2 – które Rosja zagarnęła po 1860 roku Traktatem Pekińskim. KAŻDE chińskie dziecko w szkole jest uczone na geografii i historii [przecież to największe upokorzenie i strata Chin w “wieku hańby”], że te 1,6 mln km2 to “ziemie rdzennie chińskie pod TYMCZASOWĄ administracja rosyjską”. Nawet na mapach sztabowych chińskich generałów, którzy od 2011 urządzają wspólne ćwiczenia z Rosjanami – tam tak samo po chińsku i cyrylica są opisane te ziemie. A Rosyjscy generałowie wg “prikazu” Kremla, udają, że tego nie widzą… TERAZ Rosja silna z rakietowo-atomowym młotem – więc Pekin absolutnie nic oficjalnie na arenie międzynarodowej nie ma przeciw umizgom Kremla. Uściski i wspólne fotografie i ogólniki polityczne nic Xi nie kosztują – a chiński biznes i chińskie banki maja wymarzone warunki negocjacyjne… Czas pracuje dla Chin – także przeciw Rosji. A może nawet najbardziej przeciw Rosji – która jest za miedzą – więc sytuacja jest systemowo DŁUGOFALOWO konfrontacyjna – i nieunikniona. Dopiero, gdy w połowie lata 30-tych [Xi naznaczył 2035] Chiny przegonią technologicznie USA w technologiach wojskowych nowej generacji RMA – WTEDY przestana się obawiać militarnie USA – i dopiero WTEDY – po tym punkcie przełomowym – Chiny “zrobią porządek” na swoim azjatyckim podwórku – zajmując błyskawicznie Syberię i Arktykę. Południowa Nitka Jedwabnego Szlaku przez Bliski Wschód już funkcjonuje mimo ograniczonych”niedogodności” z tytułu wojen lokalnych. Paradoksalnie największe utrudnienie sprawia Syria i okolice – wspierane przez Rosję. Ale dopiero wielka wojna Izraela [z konieczną zdradą Iranu i sojuszników przez Rosję] zablokuje strategiczną nitkę południową Jedwabnego Szlaku przez BW. Zwłaszcza, jak wg kalkulacji pod stołem Izraela [z którą nie afiszuje się w Waszyngtonie – mówiąc tam coś wręcz przeciwnego], ta wojna się rozleje daleko poza Iran.

      1. Może z pewną ironią, pół żartem, pól serio – zostaje olej rzepakowy do Diesli. Ale elektronika silnika musiałaby być przesterowana, żeby łyknęła to paliwo. W dawnych Dieslach nie było problemu [silniki były proste] – rolnicy kupowali hurtem 20 L bańki oleju rzepakowego i lali wprost do zbiorników “Ciapków” i jechali na tym – przy czym o ironio wydłużało to resurs silnika i obniżało koszty paliwa [bez akcyzy]. Potem to ukrócili [z uwagi na straty zysków z akcyzy], no i weszły “nowe, lepsze” silniki z elektroniką nader czułą na “dozwolone” parametry paliwa. Zostają silniki na tzw. gaz generatorowy [Holzgas] albo elektryki [przynajmniej rower elektryczny z wózkiem albo Melex albo coś wyżej] – ale zasilane fotowoltaiką [najlepiej na nieużytkach]. W ostateczności silniki Stirlinga lub parowe [nowoczesne silniki parowe mają sprawność 22% – dawne parowozy miały 10%] – opalane węglem, drewnem i czym się da. Zresztą – 120 nawet 150 dolarów za baryłkę to cena jeszcze do “przeżycia”, gorzej, jak sięgnie 180-200 dolarów, co też możliwe przy panice giełdowej, a teraz jest to oczywiście cena kosmiczna i niewyobrażalna. Inna rzecz, że największym beneficjentem tej zwyżki cen węglowodorów – prócz Rosji – będzie USA z jego węglowodorami z łupków. I tak to pewnie jest przedstawiane przez Izrael w Waszyngtonie. Dla Rosji będzie to odkucie się w budżecie, przełamanie izolacji i sankcji, wtedy będzie wręcz uniżone przyjmowanie Rosji na czerwonych dywanach. I przejściowa zmiana Kremla z roli junior-partnera do równego partnera względem Chin [a nawet podejście z pozycji senior-partnera] – bo to wola Kremla będzie dyktowała ratunkowe dostawy ropy i gazu dla Chin. Przy chełpliwości Kremla – Pekin będzie przełykał upokorzenia i się uśmiechał – ale pod stołem będzie gotował długofalową kontrakcję, która “przywróci właściwe relacje”. To właśnie TEN okres spowoduje nieodwołalne wpisanie Rosji na czarna listę [prócz innych, wcześniej wyłożonych powodów]. Chiny absolutnie nie ścierpią tej zmiany ról w Azji, na swoim podwórku i puszenia się Rosji – finalna zasadnicza reakcja na twardo względem Rosji całkowicie “zlikwiduje ten problem”. Po prostu – Chiny nie będą hegemonem świata nim przedtem nie zostaną hegemonem Azji. Taka jest twarda logika geostrategii i sztuki wojennej – nie tylko chińskiej. Tym bardziej, że błyskawiczne przejęcie Syberii i Arktyki spowoduje gwałtowne przechylenie szali potencjału Chin względem USA. Dlatego aspiracje Kremla i podbijanie przez niego poprzeczki i brak zgody na status wasala Chin i próba narzucenia zmiany statusu na korzystny dla Kremla – to będzie złamane na twardo. Oczywiście po cierpliwej pracy u podstaw i po uzyskaniu odpowiedniej przewagi generacyjnej RMA – i po nabyciu takiego potencjału militarnego tarczy i miecza, że USA nie ośmieli się wtrącać w “porządki” Chin na azjatyckim podwórku. Czyli po ca 2035 każdy rok pokoju będzie rokiem darowanym Rosji. A Chińczycy są cierpliwi i konsekwentni – planują na dekady…

        1. ….a kontynuując wątek pół żartem, pół serio – dla benzyniaków zostaje metanol [i etanol] zamiast benzyny. Też oczywiście z koniecznym przesterowaniem [najlepiej wyłączeniem] elektroniki [zbyt] “mądrych” czujników składu paliwa… Notabene wtrysk metanolu z wodą [Niemcy, Brytowie] lub samej wody [USA] był stosowana powszechnie w II w.św. dla zwiększenia [ale raczej krótkotrwale] mocy silnika – zwłaszcza w lotnictwie. Polecam artykuł nt osiągnieć Frakna Walkera w P&W – http://www.enginehistory.org/Biography/FrankWalkerWeb1.pdf U nas dekadę temu rozwinął temat patent Gulaka – oparty o parę wodną uzyskiwaną z odzysku ciepła z układu wydechowego. Ten akurat patent pozwala także zmniejszyć zużycie “normalnego” paliwa przynajmniej o 1/3. W tym Diesli też – nawet o 60%. Co sam sprawdzałem. Ale – żaden wielki dystrybutor paliwa nie jest zainteresowany w takich wynalazkach. Wiadomo – sprzedaż mniejsza, więc i zyski mniejsze…- no bo ile kosztuje woda, a ile benzyna czy olej napędowy? Polityka to pieniądze i zyski wielkich – czyli suboptymalizacja interesu wielkich koncernów kosztem szarego konsumenta… Zresztą – to samo dotyczy zderzacza Łągiewki – WIELOKROTNIE sprawdzonego w testach empirycznych. Nawet na zderzeniach składów kolejowych to testowano, jakieś złote medale w Brukseli były itd… Działa – TAK! DZIAŁA! – I co? – ano nikomu z wielkich podmiotów wynalazek Łągiewki nie pasuje…więc temat schowany pod sukno umiera w ciszy medialnej – bez wsparcia wdrożeniowo-komercyjnego – bo nikomu jakoś nie opłaca się w ten wynalazek inwestować…

          1. Nawet USA ma swojego Łagiewkę… Prestona Tuckera.

            Bardziej mnie zdumiewa historia związana z Zegarem Pulsarowym… relatywnie tanie urządzenie, które jest o rzędy wielkości dokładniejszy od wzorca w Sevres, a sygnału czasu nie ma nawet dla Gdańska!

  32. Tak całkowicie na poważnie – najprościej to warto mieć zapas benzyny lub oleju napędowego do swojego pojazdu. Na najgorszy okres [powiedzmy 2 miesiące], gdy paliwa przejściowo nie będzie, albo będą ostre niedobory, nawet reglamentacje itp. historie. Czyli przynajmniej ca 50 L [100 L] w bańkach po 5-10 L. Ale uwaga – to paliwo trzeba stale zużywać od najstarszych zapasów i rolować uzupełnienie. Paliwo na długo nie utrzyma swoich parametrów – stąd stałe rolowanie potrzebne. Zresztą tak samo radzę z zapasami żywności i wody – 2 miesiące to minimum, a na pewno im dłuższy bufor zapasów – tym lepiej. Człowiek śpi spokojnie, mentalnie przygotowany na różne zwroty sytuacji – i nie biega z włosem zjeżonym od sklepu do sklepu – a w takich razach panika wymiata półki…więc działanie reakcyjne post factum jest spóźnionym i niepomiernie kosztownym kopaniem studni do pożaru. Żeby była jasność – nie twierdzę, że wielka wojna Izraela i zniszczenie Iranu i sojuszników nastąpi już koniecznie w 2019. Osłabione USA nie kwapią się do obciążenia się wojną lokalną, jak mają Chiny i Pacyfik jako priorytet. Ale Izrael na pewno w końcu [nawet po latach drążenia tematu] “przekona” w Waszyngtonie kogo trzeba…

Dodaj komentarz