Zwycięzcą kolejnej wojny w Zatoce Perskiej będzie Rosja – wydarzenia na BS z ostatnich tygodni [Komentarz]

Sezon ogórkowy został oficjalnie zakończony. Wraz z wrześniem, wydarzenia w świecie polityki międzynarodowej ponownie nabrały tempa. Zwłaszcza, jeśli chodzi o sytuację na Bliskim Wschodzie.

Ostatnie wydarzenia

Jeszcze w lipcu Izrael dokonał dwóch nalotów na cele w Iraku. Prawdopodobnie zostały wówczas użyte F-35. W sierpniu dokonano kolejnych ataków. Pod koniec zeszłego miesiąca Armia Libanu poinformowała o izraelskim uderzeniu (przy pomocy dwóch dronów) w okolicy siedziby Hezbollahu znajdującej się na przedmieściach Bejrutu. Operacja ta nastąpiła tuż po bombardowaniu przez IAF irańskich celów na terenie Syrii. W odpowiedzi na agresję, Hezbollah zaatakował izraelskie bazy przygraniczne, co wywołało reakcję w postaci ostrzału artyleryjskiego południowego Libanu.

Niewątpliwym jest, iż władze z Tel-awiwu wzmogły i tak już sporą aktywność w regionie. Uderzenia na terytorium Iraku były swojego rodzaju novum, ponieważ dotąd Izrael ograniczał się do operacji w Syrii. Rozszerzenie działań o Irak i Liban wydaje się być posunięciem bardzo ryzykownym (możliwe, że nastawionym na zwiększenie popularności przed wyborami w Izraelu). W Iraku sytuacja polityczna jest bardzo napięta, w każdej chwili może dojść do przetasowania rządu – z korzyścią na rzecz stronnictwa pro-irańskiego. Jednocześnie obserwowana przez społeczeństwo niemoc irackich władz, nie tylko podkopuje zaufanie do nich, ale i powoduje jeszcze większą niechęć do Stanów Zjednoczonych. Co świetnie zostało opisane na blogu Puls Lewantu.

Z kolei rozszerzenie działań zbrojnych o Liban sprawia, że praktycznie cała granica północno-wschodnia Izraela może stanąć w ogniu. Z drugiej strony, w kontekście rywalizacji izraelsko-irańskiej, rządzony przez Hezbollah Liban i tak stanowi ciągłe zagrożenie dla państwa żydowskiego. Podjęcie działań przez Izrael przeciwko Bejrutowi, wydaje się być kwestią czasu. Do tego jeszcze wrócimy.

 

Działo się również za oceanem. 10 września rezygnację z pełnionego stanowiska złożył „jastrząb” John Bolton, o czym poinformował w mediach społecznościowych Donald Trump.

Powodów miało być wiele. Wymienia się tutaj rozbieżności pomiędzy doradcą, a prezydentem, w zakresie prowadzenia polityki zagranicznej względem Iranu, Korei Północnej, Wenezueli i Afganistanu (negocjacje z Talibami).  Być może miało to również związek ze zbliżającymi się w 2020 roku wyborami prezydenckimi w USA i potrzebą złagodzenia dyplomacji. Jeśli tak jest w istocie, to ostatnich kilka dni pokazało, że nie ma na co liczyć. 5 września w Afganistanie w wyniku zamachu zginęło 12 ludzi, w tym amerykański żołnierz. To prawdopodobnie całkowicie przekreśla możliwość dalszych negocjacji z Talibami.

Natomiast 14 września w Arabii Saudyjskiej miał miejsce skoordynowany atak dronami na najważniejsze rafinerie. Wprawdzie Saudowie nie wskazali jeszcze sprawców, to jednak podejrzenia zostały skierowane na Iran. Tymczasem władze z Teheranu, jakby nigdy nic, 16 września kolejny raz zdecydowały się przejąć  w Zatoce Perskiej tankowiec z olejem napędowym. Działanie to można uznać za samobójcze, jeśli chodzi o prowadzenie dyplomacji i ewentualne załagodzenie sporu ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Komentarz

Odnosząc się do działań Izraela, wskazać należy, że trudno jest mi znaleźć związek pomiędzy bombardowaniem celów w Iraku czy Libanie, a jakąś spójną i logiczną koncepcją strategiczną. Pogarszanie, i tak już złych, relacji z Bejrutem i Bagdadem może w przyszłości przysporzyć wiele problemów nie tylko Izraelowi, ale i USA.

Istnieją ponadto opinie, iż atak na arabskie rafinerie mógłby być operacją false flag przeprowadzoną przez Izrael, w odpowiedzi na rezygnację Johna Boltona (co może zwiastować próbę dogadania się z Iranem). Po to, by nie pozwolić Stanom Zjednoczonym wycofać się z aktywnej anty-irańskiej polityki zmierzającej, póki co, w stronę konfliktu. Tego rodzaju teoria niespecjalnie mnie przekonuje. Sprawczość i możliwości Izraela nie są nieograniczone (jak twierdzą niektórzy). Wysłanie i kierowanie dronów z wrogiego terytorium w celu zaatakowania nieformalnego partnera byłoby nie tylko trudne do wykonania, ale i niezwykle ryzykowne politycznie. Wskazać bowiem należy, iż Saudowie z pewnością nie zgodziliby się na wyrządzenie sobie tak kosztownych szkód, zwłaszcza, że w ich interesie nie leży wcale wojna z Iranem i zamknięcie Zatoki Perskiej (w końcu służy im ona do sprzedaży ropy i gazu, co byłoby niemożliwe w czasie konfliktu). Jednocześnie działania (zajęcie tankowca) i oświadczenia (kilkukrotnie odmowy dot. rozmów) władz Iranu niespecjalnie świadczą o nastawieniu ugodowym.

Bardzo ważnym, w tym kontekście, jest w mojej opinii szczyt w Ankarze z 16 września, gdzie spotkali się prezydent Rosji – Władimir Putin, prezydent Iranu – Hassan Rouhani oraz prezydent Turcji – Recep Erdogan. Uważam to za bardzo wyraźny objaw rywalizacji rosyjsko-chińskiej. Dlaczego? Chińczycy chcieliby stworzyć sieć sprzyjających im i zależnych od nich państw łączących Chiny z surowcami z Bliskiego Wschodu i rynkiem zbytu z Europy. W skład tej sieci miałyby wejść m.in. Pakistan, Iran i Turcja. Jednak Rosjanie chcą uzależnić lądowy szlak Europa-Chiny od woli Kremla. To m.in. w tym celu Moskwa bardzo mocno gra na zbliżenie z Turcją i Iranem. W interesie Chińczyków jest utrzymanie drożności Zatoki Perskiej, skąd importują ropę naftową. Z kolei w interesie Rosji jest zablokowanie możliwości eksportu ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. Państwa arabskie to najwięksi konkurencji Rosji, jeśli chodzi o eksport tegoż surowca. Chaos na Bliskim Wschodzie, blokada Zatoki Perskiej (skąd wypływa nie tylko irańska, ale i katarska, arabska oraz kuwejcka ropa), a w efekcie eliminacja konkurencji oraz wzrost cen na rynku ropy naftowej to doskonała wiadomość dla Rosji. Również w kontekście rywalizacji z Chinami, w której to Moskwa chciałaby uzależnić Pekin od własnych surowców energetycznych (Rosja zyskałaby jakikolwiek lewar gospodarczy na Chiny).

Mając na uwadze powyższe, w mojej opinii, to Rosjanie rozgrywając trudną sytuację Iranu i zachęcają go do agresywnych działań względem Arabii Saudyjskiej i USA. Władze z Teheranu przyjmują propozycje z Kremla z tegoż względu, że widzą, iż ich transporty surowców energetycznych z Zatoki Perskiej i tak są ograniczane, a mogą być blokowane całkowicie. Jeśli Iran nie może swobodnie eksportować surowców przez zatokę, to w jego interesie jest zablokowanie tej drogi dla wszystkich. Po to, by móc następnie wynegocjować sobie gwarancje w tym zakresie. Iran chce pokazać, że nie opłaca się prowadzić przeciwko niemu działań, ponieważ reakcja Teheranu będzie równie bolesna. Tutaj interesy Rosji i Iranu się schodzą. I to będzie powodem dalszego izolowania Persów, a być może wybuchu konfliktu zbrojnego. O czym pisałem ponad rok temu w maju, w analizie poświęconej Iranowi.

16 września Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone gotowe są działania i czekają na sygnał Arabii Saudyjskiej. Póki co, ten nie nadchodzi.

I nic dziwnego. Saudowie na ewentualnej wojnie by stracili. Jednocześnie lotnicze ataki na Iran (bo inwazji lądowej się nie spodziewam – byłoby to głupotą) stanowiłyby olbrzymie zagrożenie dla Izraela. Ponieważ to Izrael stałby się prawdopodobnie obiektem rewanżu i celem zemsty. Zwłaszcza, że łatwo jest go dosięgnąć z terytorium Libanu czy Syrii.

W mojej opinii, logicznym, z punktu widzenia Izreala, byłoby w pierwszej kolejności uporanie się z Hezbollahem w Libanie. Czego bez lądowej inwazji nie da się dokonać. Dopiero, gdy Izrael zabezpieczyłby swoje sąsiedztwo, mógłby wspierać działania na Iran.

Z wyżej wymienionych powodów uważam, że jeśli nastąpi amerykański odwet wycelowany w Iran, nie będzie on w interesie sojuszników Waszyngtonu. Dla Tel-awiwu i Rijadu moment zwyczajnie nie jest optymalny. Również Chińczykom nie zależy na konflikcie, czego dowiodła chęć Pekinu do dołączenia do międzynarodowej koalicji (pod przewodnictwem USA) zabezpieczającej Cieśninę Ormuz.

Reasumując. Jeśli konflikt amerykańsko-irański wybuchnie w najbliższych tygodniach, jego zwycięzcą będzie tylko jeden gracz. Władimir Putin.

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o pojawieniu się najświeższych tekstów na blogu, podcastów na vlogu lub informacjach dotyczących przyszłej publikacji książki – zapisz się na newsletter 🙂 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

8 komentarzy

  1. Rosja ugra PRZEJŚCIOWO wiele na wojnie w Zatoce. Która z punktu widzenia Izraela – nako motoru tej wojny – jest wojna o złamanie islamskich pretendentów i wojną o wymiecenie przedpola, uzyskanie głębi strategicznej i zabezpieczenie eksploatacji złóż morskich i lądowych. Dlatego właśnie Izrael tak zbliżył się do Kremla – zdrada Kremla względem Iranu, ale i Iraku i Syrii – była warunkiem koniecznym tej wojny – która oczywiście w samej Zatoce ma być prowadzona na koszt głównie USA, zaś Izrael będzie angażował się lądowo w Syrii i Libanie, lotniczo w Iranie i Iraku. Dlatego pakt Putin-Netanjahu – zblatowany już w lutym 2018 [oficjalnie 9 maja 2018 na Placu Czerwonym]. Oczywiście i Netanjahu i Trump zrobili ciężki egzamin i “sprawdzam” atakami na Syrię od wiosny 2018. Kreml markuje “na gębę”, że “broni” Syrii czy Iranu, faktycznie W POROZUMIENIU wyłącza swoje S-400 w Syrii – i nakazuje wyłączenie syryjskich S-300. Kreml będzie udawał, że pada deszcz i zniesie dużo więcej – wszystko, aby ta wielka wojna na Bliskim Wschodzie wreszcie wybuchła. Bo wtedy zgarnie wolumeny dostaw krajów Zatoki – po kosmicznych cenach [na pewno 120-150 dolarów za przeliczeniową baryłkę, a całkiem realne są ceny rzędu 180-200 dolarów], będzie przyjmowany na “czerwonych dywanach” nie tylko na Zachodzie, przełamie pewnie i sankcje i izolację. Chiny nie zaryzykują zbrojnej interwencji dla ratowania Iranu. Oczywiście rozruch tej wojny rękami USA przez lobby Izraela nie jest sprawą prostą. USA ma krótka kołdrę zasobów – otwarte pole konfrontacyjne nie tylko na Pacyfiku [i to jest priorytet nr 1], ale także na Wschodniej Flance z Ukraina – i w Arktyce wraz z GIUK. Jednak po tym jak Iran nabrał animuszu po handlowym dealu inwestycyjnym z Chinami, prowadzi politykę konfrontacyjną, jednocześnie otwarcie wycofuje się z ustaleń “dealu atomowego”. W tej sytuacji moim zdaniem wojna jest nieunikniona – to kwestia KIEDY? nie CZY? I Izrael i Rosja mocno się “odkują” na tej wojnie – ale będzie to tylko skutek krótko- najwyżej średniofalowy. Długofalowo Chiny dokonają kontrakcji strategicznej rękami atomowego [więc NIETYKALNEGO] Pakistanu, który pod szatą Talibów pójdzie w wielki pochód na zachód. Zaczynając od Afganistanu, a potem przez świeżo złamany [jak na zamówienie] Iran i dalej. Skończy się to powstaniem nowego wielkiego gracza – atomowego nowego Kalifatu świata islamu. Odtworzeniem strategicznej nitki lądowej Jedwabnego Szlaku, skomunikowanej z portami “sznura pereł” oceanu Indyjskiego. Świat islamu – docelowo 1,5 mld ludzi – ząstapi jako rynek zbytu Zachód [UE+USA itd]. Chiny uzyskają na lądzie bezpośrednie przepływy surowcowe i handlowe – poza zasięgiem US Navy. Docelowo także z Afryką – i z kontrolą nie tylko Zatoki Perskiej, ale także Kanału Sueskiego. Chiny zabezpieczą strategicznie wschód Pakistanu przed kontrakcja Indii – powstanie nowy układ sił. Rosja i Izrael zostaną wpisane na czarną listę państw do likwidacji – co nastąpi moim zdaniem po 2035 do 2040 – gdy Chiny przegonią technologicznie USA w technologiach wojskowych – i czując się bezpieczne – zaczną wraz z islamskim sprzymierzeńcem już siłą urządzać Eurazję…a wtedy Chiny generacyjnie będą miały globalne sieciocentryczne systemy RMA nowej generacji – WTEDY atomowy młot rakiet i hipersoników Rosji okaże się spróchniały – bo żadna rakieta ani hipersonik nie przegoni wiązki energetycznej megawatowego lasera czy emitera wiązki wysokiej energii… DOCELOWO dla Izraela i Rosji ta wielka wojna w Zatoce będzie wyrokiem śmierci…bo naruszy żywotny interes Chin i ich strategiczne plany…A Rosja już teraz miota się z obrona zbyt wielkiego terytorium – zaś w latach 30tych na poziom rewolucji systemów RMA nie wejdzie – bo na to stać jedynie dwa supermocarstwa…sic transit gloria mundi…

    1. @Georealista
      Widzę, że z zapałem cyzelujesz tutaj swoją geopolitykę… może warto, żeby te wszystkie erraty i erraty do errat przybrały postać postów na twoim autorskim blogu?

  2. Niestety – powstanie NOWEGO gracza – atomowego połączonego w Kalifatu – strategicznego sprzymierzeńca Chin, spowoduje wielkie przetasowanie na arenie globalnej. Bo 1,5 mld świat islamu zastąpi Chinom jako rynek zbytu świat Zachodu – pozwoli dokończyć transformację wewnętrzna Chin. Czyli Zachód z punktu widzenia pragmatycznej kalkulacji Pekinu stanie się JUŻ NIEPOTRZEBNY. W takim układzie zagarnięcie przez Chiny [zapewne siłą] Syberii i Arktyki będzie zsynchronizowane z zagarnięciem jak największej ilości ziem Europy i Afryki przez świat islamu. Co i tak będzie głównie [ prócz uzasadnień ideologiczno-religijnych] wymuszone narastaniem strat w rolnictwie przez klimat – a w obliczu głodu setki milionów ludzi nie będzie miało nic do stracenia, a wszystko do zyskania… Australia też ma bardzo kiepskie perspektywy – tutaj i najbardziej ludna Indonezja – 265 mln ludzi [ale i m.in. mająca 126 mln ludzi Japonia po obrocie na Chiny – co jest tylko kwestią krytycznego rozszerzenia bąbla A2/AD przez Chiny] – będą niejako zmuszone narastającymi klęskami żywiołowymi do szukania kontynentalnego schronienia. Pragmatycznie z punktu widzenia Pekinu będzie to odśrodkowe odsunięcie wszelkich działań od Chin – stworzenie niejako wiążącego bufora zmagań – przez rozstrzygnięciem z osamotnionym i izolowanym tym sposobem USA.

  3. Errata: nie “atomowego połączonego w Kalifatu” a “atomowego ponadnarodowego zjednoczonego świata islamu w ramach Kalifatu” i nie “przez rozstrzygnięciem z osamotnionym i izolowanym tym sposobem USA.” tylko “przed rozstrzygnięciem z osamotnionym i izolowanym tym sposobem USA.” W sumie widać jak bardzo oba tematy [w oddzielnych artykułach] na forum – tj. negatywne skutki upadku świata jednobiegunowego USA, oraz temat wielkiej wojny w Zatoce – są ze sobą długofalowo splecione… Można by tego uniknąć, gdyby USA zareagowały działaniami POZYTYWNYMI w zupełnie innej strategii działania – czyli zbierając PRZEWAŻAJĄCĄ GRUPĘ PAŃSTW – tworząc koalicję opartą na marchewce ucieczki z rozwojem do przodu, ZAINWESTOWANIA TECHNOLOGICZNEGO w sojuszników – stworzenia nowego, docelowo globalnego, uwspólnionego “technologicznego reaktora rozwoju” – ale Waszyngton woli działać z kijem w ręku, maksymalnie egoistycznie i wyciskając przy tym każdy możliwy grosz [zwłaszcza horrendalnie za sprzedaż technologii – co robi nader rzadko – w tej działce jest i tak nastawiony na sprzedaż sojusznikom “gołych” systemów bez know-how – a i to z przebitką x5 i x10 w porównaniu do sprzedaży dla armii amerykańskiej] – Waszyngton sam łamie globalizację i globalne łańcuchy dostaw i handlu [czyli wyrywa sobie z pod nóg dywanik dla bazy światowej dolara – jako waluty międzynarodowej – no i napina opór państw chcących globalizacji – vide memorandum Crowe’a]] – na krótką i średnią metę daje to pewne rezultaty we wtykaniu kija w szprychy wzrostu Chin – ale długofalowo przesądza to w TAKICH warunkach, warunkach coraz twardszej polityki, polityki coraz bardziej siłowej ze strony USA, o porzuceniu przez Pekin pokojowej, ekonomiczno-handlowej ścieżki zdobywania pozycji hegemona – na rzecz globalnego rozstrzygnięcia siłowego.. Niestety – skutki wielkiej wojny w Zatoce i okolicach – będą długofalowo w skutkach i reakcjach zasadnicze – zmienią całkowicie układ sił i skład graczy PO strategicznej kontrakcji Pekinu rękami Pakistanu – co zobaczymy w pochodzie pan-islamskiego atomowego Kalifatu – zapewne pod ideologiczno-religijnym sztandarem Talibów…którzy już teraz czują słabość USA w Afganistanie…ale dopiero decyzje w Pekinie uruchomią wielki pochód na zachód…Grunt przygotowany – USA zerwało dotychczasowy sojusz z Pakistanem – który coraz bardziej czuje swoją wyjątkowa pozycję państwa atomowego – nietykalnego… Oczywiście teraz jest związany przez Indie – ale właśnie strategiczne zabezpieczenie wschodu Pakistanu przez Chiny – zapewni marsz na zachód – poczynając od Afganistanu. Niech nikogo nie zmyli, że Chiny w ramach twardej polityki integracji wewnętrznego terytorium – będą bezwzględnie [moim zdaniem jeszcze bardziej niż obecnie – nawet na skalę totalną] zwalczały wszelkie separatyzmy islamskie w Sinciangu. Na poziomie STRATEGICZNYM Pekin-Islamabad – będzie to najwyżej wykorzystane do “maskirowki” strategicznego sojuszu względem Zachodu. Po prostu – obaj gracze będą mieli wspólny globalny interes strategiczny przeciw szeroko rozumianej dotychczasowej dominacji Zachodu…a w obu systemach życie ludzkie tak licznych poddanych niewiele znaczy…tu cesarz Chin [jeszcze na razie tytułowany “Przewodniczącym” – jak Mao] i przyszły Kalif atomowego islamu, będą się rozumieli bez słów…

    1. @jsc – cyzeluję SENS wypowiedzi. Tam, gdzie literówki nie zasłaniają, czy nie zmieniają sensu wypowiedzi, zostawiam z błędami. Rozpraszanie i mnożenie blogów nie jest dobre. Lepsza jakość, niż ilość. I tak grono portali w takiej tematyce [oczywiście na czele z profesjonalnym Strategy&Future] robi się pomału w Polsce coraz szersze… Poza tym – mnie zasadniczo interesują zmiany długofalowe i docelowe, te układają mi się w dość spójną jedną całość. Niestety – ta całość wynikowo przypomina globalnie grę o sumie ujemnej dla większości albo wszystkich uczestników…Trudno, żebym co miesiąc na swoim blogu ogłaszał jakieś “nowe, bardziej ekscytujące” ścieżki globalne i jakieś “nowe końce świata” dla podtrzymania blogu i zainteresowania…to nie jest s-f z bujaniem w obłokach, ani kolorowa gazetka o życiu celebrytów…sprawy są śmiertelnie poważne… Szczerze – z coraz większą determinacją szukam sposobów proceduralnych i metod, realnych do przeprowadzenia i wdrożenia, [a nie tylko pobożnych deklaratywnych życzeń] – dla uniknięcia III Wojny Światowej. To jest mój cel. A jeżeli się nie da uniknąć III Wojny Światowej [faktycznie pierwszej naprawdę GLOBALNEJ i TOTALNEJ – i nie będzie żadnej mysiej dziury do ucieczki i ukrycia – nawet na Antarktydzie] – to przynajmniej chcę znaleźć sposoby dla PRZETRWANIA Polski i Polaków w strefie geostrategicznego zgniotu – z jak najmniejszym wkręceniem nas w krwawy młyn [najlepiej z uniknięciem wejścia do wojny] – i z jak najmniejszymi stratami w razie koniecznych działań [jeżeli będą naprawdę konieczne i nieuniknione] – i z jak najlepszymi opcjami do rozwoju już po konfrontacji. Ktoś miałby jakieś pomysły? – REALNE do wprowadzenia na tym świecie? – albo przynajmniej scenariusze dla Polski? – za zgodą Pana Krzysztofa prosiłbym o spójne zwięzłe propozycje…bo na razie widzę jako najbardziej prawdopodobny scenariusz zaciskanie się spirali dodatniego sprzężenia zwrotnego, napinającego sekwencją akcji i reakcji, działania siłowe supermocarstw i w ślad za nimi całej reszty graczy na globalnym wspólnym wózku…co przypomina rollercoaster na coraz bardziej pochyłym torze, który w końcu nie wytrzyma kolejnego zakrętu… Jeżeli mamy przetrwać – musimy myśleć, myśleć i jeszcze raz myśleć [i to być może skrajnie niekonwencjonalnie, może w całkiem nowy sposób] – a potem działać na całego, długofalowo i konsekwentnie aż do końca… Też piszę książkę – ale wolałbym znaleźć i przedstawić w niej pozytywny spójny i wykonalny scenariusz deeskalacji i ułożenia przyszłości – a na razie wszystko idzie raczej ku złemu…

      1. A pan @Georealista ma bloga? Po nicku nie kojarzę, więc nie wiem czy czytam. Poproszę o namiary (link).

        Ciekawie piszecie panowie. Ja jestem laikiem, ale od kilka lat interesują mnie tematy geopolityki, ekonomii, wojen handlowych itp. Kiedy planowane premiery książek.

Dodaj komentarz