POLSKA & UKRAINA – jak naprawić relacje i wzmocnić pozycję Polski na wschodzie? [Komentarz]

W przestrzeni publicznej temat wzajemnych relacji pomiędzy Warszawą, a Kijowem jest bardzo popularny już od kilku lat. I budzi spore, często skrajne emocje. Zupełnie, w mojej opinii, niepotrzebnie. Aktualna polityka polskiego rządu względem ukraińskich władz przyjęła właściwą formę. Rezerwy i obojętności (przynajmniej oficjalnie – bo tylko to mogę oceniać).

W tekście pt.: „Pokój albo…Wojna! – Polska na rozstaju dróg.” przedstawiłem przyszły scenariusz, w którym jeden z wariantów opisywał sytuację, w której Rosja zaatakuje zbrojnie Ukrainę. Wyjaśniałem tam, dlaczego to, co się dzieje na Ukrainie ma dla Polski żywotne znaczenie. Jednocześnie starałem się wskazać, iż w naszym interesie jest wesprzeć Ukraińców, gdy przyjdzie na to czas. Ponieważ ich porażka, skutkować będzie również nieuchronną kapitulacją Warszawy. Geopolityczne losy naszej stolicy są powiązane z losami Kijowa. Czy tego chcemy, czy nie.

 

Dlaczego wobec tego polityka rezerwy i obojętności, jest właściwa?

Jak zwykle należy podejść do tego tak samo, jak w modelu biznesowym. Rywalizacja między USA i Rosją toczy się na terytorium Ukrainy. To ona, a nie Polska (jak twierdzą anachronicznie niektórzy) będzie głównym przedmiotem targów. To Kijów jest zagrożony inwazją i zmaga się z wojną hybrydową. Nie Polska. Oczywiście, jak pisałem wcześniej, interesy obu krajów (w kontekście potęgi Rosji) są zbieżne i mocno ze sobą związane. Gdyby FR postawiła czołgi na granicy polsko-białoruskiej i polsko-ukraińskiej, sama groźba militarnego uderzenia z tych dwóch kierunków (+Kaliningrad) zmusiłaby nasze władze do politycznej kapitulacji. Nie oznaczałoby to przejęcia Warszawy przez Kreml, ale z pewnością państwo polskie byłoby ciągle wystawiane na naciski ze wschodu. Brak militarnych możliwości odparcia ewentualnego ataku, zmuszałoby polskie władze do większej politycznej uległości wobec Rosji.

Oczywiście nie można w tym kontekście liczyć na pomoc Wielkiego Brata zza Atlantyku, ponieważ Amerykanie pochłonięci rywalizacją z Chinami, zwyczajnie podpisaliby deal na moskiewskich warunkach (godząc się np. na oddanie w całkowite władanie Kremla zarówno Białorusi jak i Ukrainy). Dlaczego? Ponieważ w tej chwili ostatnią rzeczą, o jakiej myślą, jest druga Zimna Wojna w Europie i olbrzymie, kosztowne zaangażowanie US Army na tym kontynencie. By wytrzymać presję i móc przeciwstawić się dwóm rosyjskim armiom, nie wystarczy bowiem rotacyjna obecność kilkuset żołnierzy. Należałoby wystawić kilka ciężkich dywizji. Których Amerykanie de facto  nie mają.

Mimo to, zabieganie o dobre relacje w Kijowie, nie leży obecnie w interesie Polski. To Ukraina winna codziennie wydeptywać ścieżki do polskiej dyplomacji. Tak się jednak nie dzieje. Zamiast tego, nasi reprezentanci musieli znieść kilka politycznych policzków, wymierzonych przez ukraińskie  władze (vide regulacje prawne wprowadzane dzień po wizytach prezydentów: B. Komorowskiego i A. Dudy).

Postawą władz z Ukrainy nie należy się jednak teraz przejmować. Ponieważ Kijów leży bliżej Moskwy niż Warszawa. Więc, gdy przyjdzie czas, to Ukraina będzie potrzebowała polskiej pomocy – nie odwrotnie.

A jak wiadomo, w biznesie najlepiej prowadzi się negocjacje z kimś, kto jest w trudnej sytuacji. Im większa desperacja drugiej strony, tym lepsze warunki można uzyskać dla siebie.

Nie jest jednak tak, że Polska nie powinna w tej chwili podejmować żadnych inicjatyw. Wręcz przeciwnie. Władze państwa winny przygotować je jak najlepiej na ten trudny i decydujący moment, który może (choć nie musi) nastąpić.

W światowej „grze”, środkowa Europa i Ukraina to jedynie mały fragment układanki. I akurat na tym froncie najtwardszą walutą ponownie stają się siły zbrojne i ich zdolność do działania na konkretnym odcinku. W chwili „ukraińskiej próby”, Wojsko Polskie jest jedyną siłą militarną w regionie, która mogłaby przyjść Ukrainie z szybką pomocą (położenie, potencjał). Kto czytał mój poprzedni tekst, wie, że nie chodzi tu oczywiście o regularne walki z rosyjskimi dywizjami pancernymi, a raczej o: „zabezpieczanie ludności cywilnej i terytorium przed inwazją groźnych separatystów”. Ponieważ wątpię by doszło do regularnych starć NATO z Rosją. Raczej mówimy tu o „wyścigu o Kijów”. Wyścigu, który polskie oddziały musiałyby wygrać. Tym samym niezbędna jest zdolność do szybkiego przerzutu polskich jednostek nad granicę z Ukrainą (najlepiej by już tam stacjonowały), a następnie logistyczna możliwość szybkiego marszu w stronę Dniepru, którego pokonanie dawałoby Rosjanom olbrzymią przewagę i być może przesądzałoby losy kampanii.

Rozgrywanie takiego właśnie scenariusza (pochód nad Dniepr), a nie symulacji walk o tzw. Przesmyk Suwalski powinno być głównym zajęciem polskich sztabowców. Oczywiście jest to moja prywatna opinia pisana z perspektywy laika dysponującego powszechnie dostępną wiedzą.

Jeśli Polska będzie dysponowała znacznymi siłami zbrojnymi zdolnymi do interwencji poza wschodnimi granicami państwa, będzie to wówczas olbrzymia karta przetargowa, którą można w przyszłości przekuć na konkretne profity. Cena będzie mogłaby być wówczas wysoka, a ukraińskie władze będą musiały ją zapłacić. Zwłaszcza, że im bardziej sytuacja dla nich będzie trudniejsza, tym stanowisko Kijowa będzie słabsze. Dlatego też drugą istotną kwestią jest ustalenie wysokości rachunku (najlepiej płatnego z góry), jaki Polska wystawi za pomoc. Pamiętając również o wcześniejszej postawie naszego sąsiada.

Podsumowując. 

Polska dyplomacja, jeśli chodzi o kwestię ukraińską, nie musi w tej chwili podejmować żadnego wysiłku. Bowiem im dłużej zwlekamy, tym nasze rozmowy z Ukrainą będą łatwiejsze i bardziej owocne dla nas.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

P.S. Czego można żądać od Ukrainy? Ciekaw jestem komentarzy 🙂

87 komentarzy

  1. W sumie to nie za bardzo wiem, czego moglibyśmy chcieć od Ukrainy (moja wyobraźnia polityczna jest za słaba 🙂 ). Wszystkie scenariusze są albo nie do zaakceptowania przez naszych sąsiadów, albo nieopłacalne dla nas.
    Wyobrażam sobie, że dalsze relacje powinny być opartę na obopólnym zysku (im gorsza sytuacja Ukrainy tym więcej w tym naszego zysku, ale mimo wszystko Ukraina też powinna coś na tym zyskać).
    Jedynym scenariuszem jaki wydaje mi się opłacalny, to pierwszeństwo prywatyzacja biznesów ukraińskich plus dołączenie do UE.

    1. Czego można chcieć od Ukrainy?
      Technologii zbrojeniowych.

      Jesteśmy na tym polu bardzo kiepscy. Lata niedofinansowania, zaniedbania, fatalne zarządzanie, uzwiązkowienie, brak zamówień rządowych (bo zawsze coś pilniejszego), wyprzedaż zakładów… Nasza zbrojeniówka to bida z nędzą.
      Jeszcze Radmor jakieś radary na poziomie robi. W Radomiu karabiny klecą przyzwoite (choć za drogo). WB Electronic to chyba jedyna prywatna polska zbrojeniówka na światowym poziomie. Reszta… szkoda gadać. Przykłady można mnożyć. Korweta-patrolowiec Gawron, nizdolność wyprodukowania podwozia do haubicy Krab.

      Do tego sprzedaliśmy fabryki śmigłowców Włochom i Amerykanom, i teraz robią za poddostawców.

      Brakuje nam prawie wszystkiego. Broni przeciwpancernej na poziomie (oprócz izraelskich drogich Spików), samolotów (oprócz 48 F16), śmigłowców (Macierewicz rozwalił kontrakt na Caracale), systemów obrony przeciwlotniczej (tylko ręczne Gromy na najkrótszym zasięgu jakiś poziom przedstawiają), bojowych wozów piechoty (obecne BWP1 to już muzeum), czołgów (oprócz przechodzonych Leopardów z Niemiec), artylerii dalekiego zasięgu (program Homar to tylko byłe obietnice Macierewicza), pozostałej artylerii (Krabów za mało, Raków za mało) oraz nowoczesnej amunicji do nich. Marynarka Wojenna praktycznie nie istnieje.

      Ukraińcy mają sporo know-how które można by sensownie od nich uzyskać. Pod warunkiem 100% przejęcia know-how i produkcji u nas na nasze potrzeby. Silniki do śmigłowców które łatwo mogłyby udnowić obecną skromną flotę śmigłowców. Inteligentne pociski artyleryjskie. Kierowane pociski przeciwpancerne znacznie tańsze od izraelskich Spików, których po przejęciu technologii moglibyśmy wyprodukować tysiące czy dziesiątki tysięcy. Czołgi Opłot które mogłyby zastąpić nasze stare T72. Można by wymieniać.

  2. (…)Raczej mówimy tu o „wyścigu o Kijów”.(…)
    Czy koniecznie Rosja musi wygrać ten wyścig? Wszelkie Atuty gospodarcze Ukrainy są w południowo-wschodniej części kraju… a my zajmiemy kadłub, który nie dość, że nie ma potencjału to jeszcze jest kontuzjowany przez Czarnobyl. Cele Rosji też się koncentrują się w regionie Bałkanów.

    A Polska dostaje niebywały ból głowy, bo okupacja II Kosowa albo aneksja terenu, którego ludność jest nie jest zbyt przychylna Polsce i nielubiana przez ludność Ściany Wschodniej (głównie Galicji) i powoduje zamieszanie w UE (wspomnę tylko srefę Schengen, budżet i Czarnobyl).

  3. Nam ziemie Ukrainy do niczego nie są potrzebne. Swojej ściany wschodniej nie potrafimy zagospodarować, a tam jest jeszcze gorzej gospodarczo i mentalnie.

    Brutalne to, ale Ukrainę można by wyeksploatować z:
    – fachowców, szczególnie technicznych
    – technologii, trochę ich tam jest po ZSRR, nadal rozwijanych
    – sprywatyzować nieco firm, tak jak nasze cukrownie, cementownie i inne firmy prywatyzowali Niemcy i Francuzi
    – dostarczać gaz przez gazoport, jeśli Rosja im odmówi dostaw, zarabiając na tym nieźle

    Tylko nasza siła zasysania ludzi słabnie, szczególnie jeśli otwierają się Ukraińcom perspektywy pracy w Niemczech.
    A u nas brak sensownej polityki imigracyjnej, by ludźmi z Ukrainy zastąpić jakoś ubytki demograficzne. Wszystko idzie na żywioł. A powinna być jakaś polityka przyciągania, preferencje dla potrzebnych specjalności i droga do obywatelstwa. Jakieś plany uzupełniania ubytków w regionach gdzie z demografią jest najgorzej. Ściąganie potrzebnych specjalistów. Jakieś plany asymilacji, szczególnie dzieci oraz nauka języka.

    Z drugiej strony to osłabia Ukrainę. Potrzebne byłyby jakieś formy równorzędnej współpracy. Powiązań gospodarczych, byle z bezpieczeństwem dla strony polskiej. Co do zbrojeniówki, to kupić (tanio) od nich niektóre technologie, a po wymianie sprzętu sprezentować wycofywany od nas (o ile coś zechcą).

    Swoją drogą, Ukrainę mogą ochronić Chiny. Jakby im sprzedali jakiś port na Morzu Azorskim, i pociągnęli nitkę Jedwabnego Szlaku przy granicy z Rosją, to Rosja nie ośmieli się ruszyć chińskich interesów. Odgrodziliby się Chińczykami od zapędów Rosji. Na chińskiego smoka rosyjski niedźwiedź już jest za słaby. Nawet Amerykanie tracą przewagę nad Chińczykami.

  4. Także jestem zdania, że powinniśmy dostać dostęp do technologii obronnej. I zgadzam się, że nie powinniśmy nawet myśleć o przesunięciu granicy.
    Jednak pamiętajmy, że USA mogą spodziewać się, że Chiny mogą także wyciągnąć pomocną dłoń. Pytanie jak bardzo zależy im na Ukrainie. Czy nie wolą poczekać i bronić o wiele stabilniejszego Polski?

    Chiny zdają sobie sprawę z tego jak Ukraina jest słaba. Z tego co gdzieś czytałem to inwestowały na Białorusi, może zainwestowaliby też na Ukrainie? Z pewnością Chinom przydałby się taki hub w Europie a Rosja w końcu doczekalaby się solidnego rywala w „zagarniania terenów”.

    1. Chiny to druga potęga dziś, a jutro pierwsza. USA słabną, Chiny robią się silniejsze z roku na rok. Rosja jest daleko za Chinami. Jakby Chińczycy weszli do Ukrainy, kupili porty jak w Grecji, to Rosjanie ich nie tkną. Chińczycy rozwijają swoją armię dynamicznie. Brakuje im jeszcze technologii, ale kupują lub kradną ją gdzie się da, a środków finansowych na to mają nadmiar. Są na tyle daleko od Ukrainy by nie być dla nich bezpośrednim zagrożeniem, ale granicząc z Rosją mają na nią przełożenie. Już Syberia powoli przestaje być Rosyjska, po rosyjskiej stronie granicy pustki, po drugiej dziesiątki milionów Chińczyków. Dla Ukrainy chiński sojusznik może być pewniejszy niż romans z NATO.

      A Polska? Co ma do zaoferowania Ukrainie? Jeszcze parę lat temu byliśmy dla nich jakiś pomostem, zwornikiem do UE i potencjalnie NATO. A dziś? Przy antyeuropejskim rządzie w Polsce, i poważnych kłopotach samej UE, oraz powoli izolujących się Stanach Zjednoczonych z prezydentem negującym wcześniejsze sojusze? Co Polska – było nie było peryferia UE, z zapuszczoną armią, rachitycznym i przestarzałym przemysłem zbrojeniowym, ze słabo działającymi instytucjami państwowymi, ma do zaoferowania? Wsparcie finansowe? Technologie? Bycie rzecznikiem Ukrainy w UE (gdy dziś nasza polityka zagraniczna leży i kwiczy)? Możemy przejąć nieco ich ludzi by zmniejszyć ciśnienie społeczne. Tak jak UE przejęła 2 miliony naszych młodych ludzi, więc zredukowała nam bezrobocie.

      Snucie w obecnej sytuacji planów polskiego wyścigu o Kijów, przy obecnym stanie naszej armii? Gdzie 70% to biurwy, pracujące do 16:00. Gdzie BWP, czołgi, śmigłowce, samoloty to w większości obiekty muzealne. Gdzie prawdziwych manewrów, z zaskoczenia, nie było od dekad. Gdzie obrony przeciwlotniczej praktycznie nie ma? Bo same Gromy krótkiego zasięgu i przestarzałe ciągnione zestawy 2x23mm to dziś za mało. Gdzie zbrojeniówka nie potrafi wyprodukować prawie nic, a projekty rozwojowe ciągną się przez dekady bez skutku? Nie potrafią nic dokończyć. Podwozia do Kraba kilkanaście lat nie mogą opracować. Korwety Gawron która po wpompowaniu miliarda staje się patrolowcem. PPK do Rosomaków też nie można zintegrować kilkanaście lat. Modernizacji T72 czy BWP też nie można (pytanie czy w ogóle warto). Nawet upowszechnić celowników optycznych do broni strzeleckiej. Opracować wykrywania ponad 50km dla szwedzkich rakiet ziemia-woda o zasięgu 200km. Brak ppanc pocisków kierowanych do używanych nadal starych Mi-24. Przeprowadzić skutecznie żadnego przetargu (nie mówiąc o realnym pozyskaniu offsetu). Obecny rząd potrafił tylko naobiecywać cuda na kiju, a realnie rozwalił przetargi poprzedników nie dając nic w zamian. Kapelani polowi (kosztujący niemało) w realu jednak czarów bojowych rzucać nie potrafią.

      Liczenie tylko na USA może się skończyć podobnie jak skończyło się dla Wietnamu Południowego. W końcu USA przehandlują nas Rosjanom za poparcie przeciwko Chinom. O ile w ogóle Rosjanie wybiorą sojusz z USA a nie sojusz z Chinami. Amerykanom robimy lody i ochotnika rujnujemy swoje interesy – teraz z Iranem. A co w zamian?

      1. Sytuacja w armii nie jest tak dobra jak mówi rząd, ale nie jest też jeszcze tak tragiczna jak ją Pan opisuje. Chińczycy świata nie zbawią, a na Ukrainie na razie są Amerykanie Tak samo jak w Warszawie. Można na to narzekać, ale z pewnością trzeba próbować to jakoś wykorzystać.
        pozdrawiam
        KW

          1. Dlatego należy uczyć się na błędach i szykować się wyjście USA z Europy, o czym pisałem tutaj wielokrotnie. Niemniej, póki są, Warszawa jest w ich kręgu zainteresowania (czyt. będą tutaj załatwiać swoje interesy, bez względu na to czy nam się to podoba czy też nie).

            Można oczywiście wytykać ich palcami i psioczyć, ale państwo powinno jednak reagować na to, kto, dlaczego i o czym decyduje w naszym regionie i odpowiednio się do tego ustawiać.

            pozdrawiam
            KW

          2. Kurdowie są w takiej pozycji, że trudno o prawidłowy ruch… Tylko Amerykanie dawali widoki na cokolwiek, zwłaszcza w okresie naporu ISIS, a teraz zostaje im żebranie u Strażników Rewolucji o ochronę. Wygląda na to, że decyzja Trumpa o wycofaniu z Syrii i ograniczeniu kontygentu w Afganistanu to niezły prezent dla Turcji i Iranu, a i Rosja zyskuje większą swobodę manewru w okolicy tego regionu.

      2. Absolutnie się nie zgadzam z oceną sytuacji – parę lat temu nasz „romantyczno-bezmyślny zapał doprowadził bez żadnych zysków do nasilenia konfliktu z ROSJĄ – TO UKRAINA wykazała racjonalną ocenę sytuacji „olewając” nasze kontakty i układy i rozmawiając ponad naszymi głowami z Niemcami.
        W pełni zgadzam się z opisem sytuacji aktualnej ale ona dotyczyła także przeszłości – osobistem kontakty poprzedniego ministra sprawa zagranicznych w żaden sposób nie przenosiło się na siłę naszej dyplomacji.
        To nie my wybraliśmy USA to USA nas wybrały i one zdecydują kiedy nas porzucą – wydaje mi się że jakieś realpolitik obowiązuje – po prostu tyle możemy na dzień dzisiejszy w przypadku wielobiegunowego systemu. Co do pytania gospodarza – już się wypowiedziałem – jedyna droga to „konstruktywne i dynamiczne nic nie robienie”

        1. Jak rozumiem, pańskim zdaniem, gdy Rosjanie ruszą na Kijów, Polska ma konstruktywnie i dynamicznie nic nie robić?

          Proszę się w takim razie odnieść do skutków takiej postawy, w postaci prawdopodobnego politycznego zajęcia Ukrainy przez Moskwę (wystarczy postawić swoich kacyków, bez fizycznej okupacji). Co za tym idzie, jakie pole manewru Pan dla nas widzi w sytuacji, gdy Rosja będzie mogła postawić czołgi na całej długości naszej granicy (przywracając swoją strefę wpływów i na Ukrainie i na Białorusi – z dostępem militarnym włącznie).

          Ponieważ to co ja proponuję to zrobienie wszystkiego by do takiej (tragicznej w mojej opinii) sytuacji nie dopuścić.

          1. Czy Pan na serio? Proponuje Pan rozbiór Ukrainy? Transakcję: Krym wasz, Lwów nasz? To może od razu powinniśmy z Putinem ustalić linię demarkacyjną. I wtedy będziemy mogli śmiało wejść na Ukrainę z „bratnią pomocą”.

          2. Szanowny panie Krzysztofie – jeśli Rosjanie jako Rosjanie a nie zielone ludziki ruszą na Kijów to nie tylko my nic nie powinniśmy robić ale ręczę Panu że USA wojny potencjalnie atomowej też nie wywołają. Co innego w przypadku „zielonych ludzików” – wtedy potencjalnie z Rumunią możemy wyzwolić Lwów i część Galicji – tworząc jakiś pomost do Trójmorza. W żadnym wypadku natomiast nie możemy zatrzymać tych ziem i narazić się na konflikt zbrojny z paramilitarnym, „banderoskim” w wydźwięku podziemiem. Czasami lepiej mieć możliwości zagrożenia siłą niż jej użycia – patrz rosnąca rola Francji w czasie i po 2 giej WW lub „swingująca” Rumunia w tym samym czasie – chyba 3x zmieniła front?

          3. Odnoszę wrażenie, że nie czytał Pan poprzedniego artykułu do którego zamieściłem link w tym, pod którym komentujemy. Być może to jest przyczyna tego, że polemizuje Pan ze scenariuszami, których nie opisałem (zajmowanie Lwowa, przejmowanie go na własność, czy odbijanie go z rosyjskich rąk).
            Co do możliwości zagrożenia, ponawiam pytanie – jak Pan widzi naszą politykę zagraniczną po tym, jak Rosjanie zajmą Białoruś i Ukrainę i będą mieli możliwość zagrożenia Warszawie z 2 kierunków operacyjnych (+ trzeci Kaliningrad). I co Pan by radził innego by przeciwdziałać takiej sytuacji?
            podrawiam
            KW

          4. [Odpowiedź na wpis @Krzysztof Wojczal „A gdzie Pan to wyczytał?”.]

            Odpowiadając @czarnemu piotrowi pisze Pan:

            „Jak rozumiem, pańskim zdaniem, gdy Rosjanie ruszą na Kijów, Polska ma konstruktywnie i dynamicznie nic nie robić?
            Proszę się w takim razie odnieść do skutków takiej postawy, w postaci prawdopodobnego politycznego zajęcia Ukrainy przez Moskwę”

            Jak rozumiem postuluje Pan, że gdy Putin ruszy na Kijów Polska powinna się temu przeciwstawić. I Jeszcze dwa cytaty z Pana artykułu.

            „W chwili „ukraińskiej próby”, Wojsko Polskie jest jedyną siłą militarną w regionie, która mogłaby przyjść Ukrainie z szybką pomocą (położenie, potencjał). Kto czytał mój poprzedni tekst, wie, że nie chodzi tu oczywiście o regularne walki z rosyjskimi dywizjami pancernymi, a raczej o: „zabezpieczanie ludności cywilnej i terytorium przed inwazją groźnych separatystów”.”

            I nieco dalej:

            „Rozgrywanie takiego właśnie scenariusza (pochód nad Dniepr), […] powinno być głównym zajęciem polskich sztabowców.”

            Jeżeli coś źle zrozumiałem, to proszę mnie wyprowadzić z błędu a jeżeli użył Pan jedynie niefortunnych słów, to proszę sprostować.

          5. Jeśli z powyższego odczytał Pan, że powinniśmy dokonać rozbiorów Ukrainy (nawet wespół z Rosją) albo, że powinniśmy zbrojnie zając dla siebie Lwów, to oczywiście wyjaśniam. Nie to miałem na myśli.

            Jeśli szuka Pan większych szczegółów odsyłam do poprzedniego tekstu, do którego link zamieściłem w w/w artykule.
            pozdrawiam
            KW

          6. A to chyba coś się wyjaśnia. Pan proponuje pewne działania deklaratywnie. Ja natomiast oceniam realne znaczenie działań i rozpatruję możliwe ich następstwa. Scenariusze przyszłych wydarzeń zakładam pesymistyczne, bo w polityce międzynarodowej nie ma miejsca na „jakoś to będzie”. Bo nie będzie. Chyba nie bierze Pan pod uwagę tego, że każda reakcja, każde działanie, może i prawie zawsze wywołuje jakąś odpowiedź oraz przynosi kontrę, która zmienia stan rzeczy. To, co Pan nazywa „militarną pomocą Ukrainie” w mojej ocenie faktycznie spowodowałoby rozbiór Ukrainy. W porządku, Pan tego nie chce, ale taki byłby końcowy efekt przyjścia z militarną pomocą Ukrainie. I nie jest to jeszcze najgorszy z możliwych skutek takiej pomocy.

          7. Proszę w takim razie rozpatrzeć następstwo przejęcia władzy w Kijowie przez Moskwę, osadzenie tam własnego człowieka i ustawienie na granicy polsko-ukraińskiej i polsko-białoruskiej wojsk rosyjskich. A następnie założyć pesymistycznie, że Rosja chce tego rodzaju nacisk wykorzystać przeciwko Polsce.

            Następnie proszę konkretnie napisać, jak Polska ma zareagować w sytuacji inwazji Rosji na Ukrainę by uniknąć w/w scenariuszu. No chyba, że mamy czekać i mieć nadzieję, że „jakoś to będzie”. 🙂

            Bardzo chętnie podejmę się polemiki, ale krytyka danego rozwiązania bez podania alternatywy pozostawia mało pola do dyskusji.
            pozdrawiam
            KW

          8. Zgoda co do tego, że pozwolenie Putinowi na zajęcie Ukrainy (i automatycznie Białorusi) oznacza, że Polska znajdzie się wobec Putina w analogicznej sytuacji, jak wobec Hitlera w 1939 r. Dlatego nie wolno doprowadzić do sytuacji, w której Putin decyduje się na inwazję na Kijów.
            Jeżeli jednak dojdzie do tego, że Putin zdecyduje się najechać na Kijów, to już praktycznie nic, poza wydawaniem oświadczeń, Polska nie będzie mogła zrobić. Jakiekolwiek następcze działania militarne Polski, obojętne czy samotnie, czy wespół z armiami krajów zachodnich, doprowadzą do jednego z dwóch stanów. Rozbioru Ukrainy z udziałem Polski, co i tak będzie stanem przejściowym, lub wielkoformatową wojną Polski z Rosją. Nie proponuję również uderzenia wyprzedzającego.
            W moim przekonaniu błąd leży przyjętym przez Pana założeniu, że obecna polska polityka wobec Ukrainy jest prawidłowa. Napiszę o tym w komentarzu, ale potrzebuję nieco więcej czasu.

          9. Jak pisałem w kilku artykułach. Wojna NATO – Rosja nie wchodzi w grę (nie urządzi ani jednych ani drugich).
            Scenariusz rozbioru Ukrainy jest nawet możliwy, choć nie jest jedyną opcją oprócz wojny – jak Pan sugeruje. Czy powinniśmy się martwić? My nie. Ukraińcy tak.
            Najważniejszy będzie wynik starcia USA-Rosja i pokój po nim, na którym zostaną ustalone pewne zasady/strefy wpływów etc.etc. Po takim pokoju nie dojdzie do żadnej wojny polsko-rosyjskiej. Rosja albo wygra, wówczas USA nas zostawi i sami osuniemy się na polityczny margines – albo Rosja przegra, wówczas jej strefa wpływów zostanie cofnięta jeszcze bardziej i prawdpodobnie czeka ją kolejna wielka smuta. Za czasów Jelcyna Moskwa nie stanowiła dla nikogo zagrożenia (w tym dla Polski). Teraz też tak będzie. Do tego Rosja ma duży potencjał do rozpadu, więc możliwe, że ten kolos zwyczajnie rozejdzie się po porażce w szwach.

  5. Polska od Ukrainy nie potrzebuje niczego i niczego nie może zażądać. Postaram się to wytłumaczyć:
    1. Ludzie do pracy, w Polsce będą przepływać na zasadzie im gorzej tam – tym więcej a więc nie robiąc nic stoimy na najmocniejszej z pozycji – nie antagonizujemy sąsiadów i nie stabilizujemy sytuacji – ludzie, pieniądze będą płynąć stabilizując np. ceny mieszkań w Polsce. na miejsce pracowników, którzy pojadą do Niemiec przyjdą drudzy ze względu na bliskość kulturową i logistyczną.
    2. Technologia – nie znam się ale prawdopodobnie część można kupić w ten lub inny sposób (pewnie prościej w inny) po drugie jako satelita US nie dostaniemy zgody na transfer technologii ze wschodu
    strategią jest stanie
    3. Jedyną prawidłową strategią jest „stanie z bronią u nogi” – najlepiej w formie w miarę sensownej armii. Nie mamy siły ekonomicznej aby kupić ludzi z zachodu ukrainy, militarnej aby ich „podbić-wyzwolić” niepotrzebne skreślić ani mocy kulturowej (nie jesteśmy krajem rdzeniowym) aby ich transformować. Interwencja narazi nas na wojnę na wschodzie z paramilitarnymi grupami o nastawienie Banderowskim (często lepiej uzbrojonymi i wyćwiczonymi niż armia polska).
    Podsumowując – ludzie sami przyjdą, ziemi nie utrzymamy, broni nie zagospodarujemy. „Aktywne nic nie robienie” jest jedyną realną alternatywą, która może zabezpieczyć flankę przed inwazją. Trzeba tylko pilnować aby jakaś forma qasi-państwa coś w rodzaju Galicji Zachodniej tam zostało i trwało.

    1. Nie wiem czy Pan dobrze zrozumiał, ja nie sugerowałem podboju Ukrainy, tylko uniemożliwienie jej podboju przez Rosję. I wystawienie za to rachunku.

      Czynię uwagę, ponieważ napisał Pan o jakimś zajmowaniu siłą ukraińskiego terytorium przez PL.
      pozdrawiam
      KW

  6. Czego chcemy w zamian?
    Koncesji na wydobycie gazu dla naszych firm energetycznych/naftowych, przetargow na budowe infrastruktury (gazociagi, drogi i koleje), ktore beda realizowac polskie firmy budowlane (oczywiscie konsorcja z podwykonawcami z Ukrainy), obslugi portow morskich nad Morzem Czarnym (polskie firmy beda operatorem), dostepu do ukrainskich czarnoziemow dla naszych przedsiebiorstw, wiekszej liberalizacji transportu kolejowego z przywilejami dla PKP Cargo i oczywiscie „prywatyzacji” przedsiebiorstw panstwowych.

  7. Technologie warto by kupić. Oficjalnie kupić licencje (byle tanio), oraz zachęcić ludzi tam pracujących w zbrojeniówce by do nas przenieśli się z rodzinami (przyzwoite pensje, obywatelstwo). Rozumiem, że przy naszym murzyńskim nastawieniu rządy od lat uznają tylko amerykańskie uzbrojenie, ale chyba mamy prawo produkować własne. A i izraelskiego trochę kupiliśmy (Spike-i choćby). No i europejskie też się pojawiło (przechodzone Leopardy), a poprzedni rząd chciał kupić francuskie Caracale.

    Zamiast stawiać Homara na amerykańskim HIMARSie nabyć know-how od Ukrainy i produkować swoją wersję „Olchy” w dużych ilościach. Amerykanie offsetu nam nie dadzą, każda rakieta będzie kosztować krocie. Ukraińskie mają krótszy zasięg, może nie taką celność, ale i tak wobec tego co mamy dziś to nowa jakość. Można by z Mazur obłożyć ogniem cały Obwód Kaliningradzki. Dziś, przy tanich i powszechnych dronach (tu rodzimy WB Electronic ma niezły poziom i się rozwija) artyleria rządzi. Wystarczy rozpoznać cel i obłożyć go ogniem z daleka, rozwali się w ten sposób każdy czołg. Potrzebny jest kompleksowy system rozpoznania i dużo MOBILNEJ artylerii o odpowiednim zasięgu, która szybko wystrzeli i ewakuuje się przed ogniem kontr-bateryjnym. Do tego jeszcze jakaś amunicja inteligentna, byle tanio i dużo (ukraiński Kvitnik by się nadał).
    We własnym zakresie mamy już te Kraby (na koreańskich podwoziach) i Raki, i Kryl na Jelczach – możemy to produkować, byle była kasa i wydajna zbrojeniówka.

    A od Amerykanów i tak możemy kupić tego nieco podstarzałego Patriota. I więcej F16, lub drogich F35. I wystarczy.
    My nie potrzebujemy aż górnej półki, Rosja też nie ma górnej półki. Potrzebujemy więcej sprawnego, w miarę nowoczesnego sprzętu, a nie obecnego zbiorów muzealnych

    Kilka ukraińskich projektów ichniej zbrojeniówki jest warte pochylenia się: czołg Opłot jest na poziomie a tańszy od Leopardów, projekty pocisków manewrujących oparte na sowieckich Kh55 (mieć taką lancę która może dolecieć do Kremla), silniki do śmigłowców, PPK. Oni nawet w ekspresowym tempie zmodyfikowali swoje OT z wieżą zintegrowaną z ppk, a my w swoich OT nie potrafimy.

    OK, ludzie przyjdą. Ale warto by ich z głową wykorzystać. Przecież niektórzy z tych ludzi z Ukrainy zamiast u nas na budowie mogliby robić w zbrojeniówce ze swoją wiedzą. Tylko trzeba by ich zidentyfikować, sprawdzić i zmotywować. Nie pytać się USA tylko po cichu nabywać kompetencji, zamykając Amerykanom usta od czasu do czasu jakimś zakupem.

    Jak nie można pomóc Ukrainie, to chociaż z głową eksploatować obecną sytuację. Czyli wyłapywać i zatrudniać specjalistów. A nie marnować wiedzę inżyniera na malowanie mieszkań, pielęgniarki na sprzątanie, a specjalisty od rakiet na pracę w restauracji.

    Interesy na dłuższą metę wymagają jakieś stabilności. Obecnie warto by brać to co jest do wzięcia, z opcją że jednak za dekadę Ukraina może się nie utrzymać. Państwo nasze we wparciu własnego biznesu raczej nie przoduje. Ludzie sami prywatnie muszą nawiązać kontakty. Interesy gazowe/energetyczne na wschodzie zawsze są ryzykowne i powiązane z mafią.

  8. Moim zdaniem to trochę przeceniamy siłę Rosji. Owszem militarnie są w stanie połknąć i Ukrainę i Polskę ale uważam że nie będą w stanie utrzymać swojej zdobyczy. Do tego są słabi gospodarczo a ich słaby punkt to uzależnienie od eksportu surowców. Co do Ukrainy to nam najbardziej potrzebny jest korytarz transportowy Gdańsk – Odessa bo to jest pole do rozwijania handlu i zarabiania pieniędzy. A pieniądze to podstawa.

    1. Zablokowaniu Kercza prawpodobnie szykuje inwazję na Mariupol i Berdańsk. To otwiera drogę do ofensywy na zachód do Dniepru… północny zasięg to Zaporoże z EJ (potężny cios w ukraińską energetykę) i Dniepropetrowsk. Po tej operacji Odessa dostaje się potrzask Rosji i Mołdawii (dla której ten port zająłby istotne znaczenie gospodarcze).

    2. Rosja jest agresywna. Ludzie mają tam mniej do stracenia, a więc chętniej przystaną na ryzyko złupienia kogoś. Władza może mieć ochotę na odwrócenie uwagi od wewnętrznych problemów przez jakąś małą wojenkę. Lud w dużej części przyklaśnie, bo oni tam naprawdę mają mocarstwowość w głowie i są z niej dumni (nawet jak klepią biedę), a w kulturze rozpowszechniony jest szacunek i uznanie dla silniejszego.

      Może gospodarka ma swoje problemy, ale surowce mają, ludzie nie wymagają dużo, a przemysł zbrojeniowy produkuje skutecznie (i stosunkowo tanio) dobrej jakości uzbrojenie. Armię od czasu wojny z Gruzją znacząco zmodernizowali.

      Europa od tego czasu militarnie przyspała, rozpieszczone dobrobytem tłuste koty zapomniały o pazurach. Parasol USA i wcześniejsza słabość Rosji uśpiła. A dziś USA już nieskore do sojuszy, w dodatku coraz mniej ich na militarne zabawki stać. I izolacjonizm powoli zdobywa coraz większe uznanie. A Europa oparła się na USA (oprócz Francji, która jest samodzielna militarnie).

      Rosji dziś, szczególnie jeśli USA się wycofałyby, łatwo byłoby najechać sąsiadów. Litwa, Łotwa, Estonia bez USA bezbronne. Białoruś w końcu połkną bez walki. Ukraina ma problem z utrzymaniem się na powierzchni. Polska pokłócona z Europą, a bez USA niewiele może. Armia to głównie biurwy, ludzie w razie wojny będą masowo uciekać na Zachód, uzbrojenie przestarzałe, w MON faktycznie to jakby siedzieli rosyjscy szpiedzy, bo mimo obietnic działania są dokładnie po myśli Rosji. Przetargi po poprzednikach poodwoływanie, kasę MON rozpuszcza się na pseudo-partyzantkę (tzw. Obronę Terytorialną), na hałdy węgla (tzw. zapasy strategiczne), na sprzęt do ewakuacji rządu w razie godziny W (samoloty dla VIPów), a na boku wyprowadza kasę pod byle pretekstem (ławeczki „niepodległości” po 30 tys. za sztukę).

      Rosja może się po nas schylić, jak się Amerykanie ewakuują.

      1. Z opóźnieniem postaram się odpowiedzieć na komentarze Pana Krzysztofa Wojczala i „Pana Krzysztofa”
        Jeśli chodzi a analizę pana Krzysztofa Wojczala to czytałem je wszystkie – uznaję je za błyskotliwe, bardzo dobrze uargumentowane i bliskiem mojemu oglądowi sytuacji. Z jednym wyjątkiem. Otóż autor blogu uznaje że „możemy z tym coś zrobić” tymczasem realpolitik wygląda tak, że nie możemy -i tutaj polemika „krzysztofa” z panem Krzysztofem Wojczalem jest bliska mojemu sercu i argumentacji. Kraj półperyferyjny nie może nic zrobić w sytuacji geostrategicznej zmiany sił. Powtarzam jeszcze raz – nie mamy takiej siły gospodarczej, kulturowej ani militarnej i w najbliższej przyszłości 10 lat jeszcze nie posiądziemy. Aktywne stanie i umacnianie własnych sił czyli postępowanie, które nazwałem aktywnym „nic nie robieniem” nie jest nic nie robieniem. to tak jak utrzymanie pozycji na giełdzie – czyli „nic nie robienie” nie jest nie robieniem niczego tylko aktywną formą decyzji – czekam. Tylko w przypadku powstania pustki geostrategicznej na wschodzie, której przyczyny chyba nie jesteśmy przewidzieć – wojna o sukcesję po Putinie? przyczyny demograficzne? wojna z Chinami ? możemy mieć szansę na samodzielna decyzję. Zgadzam się w pełni z autorem ,że rząd polski im mniej mówi i protestuje tym lepiej dla Polski oraz, że forma cierpliwego czekania na rozwój sytuacji jest najlepszym rozwiązaniem. Nie zgadzam się tylko z poglądem, że mamy możliwość „zrobienia czegoś” przez kolejną dekadę, może potem – ostatecznie Chiny planują politykę na 25 lat z wyprzedzeniem – dlaczego nie my. Jeśli staną na granicach to staną będzie to fatalne rozwiązanie ale mogę podać fatalniejsze – potrzeba nam 20 lat i odwrócenia trendów demograficznych. jestem też przekonani, że Rosjanie (przynajmniej niektórzy) jako wybitni szachiści też o tym wiedzą i dlatego się śpieszą…

        1. Dziękuję za ciekawy komentarz.
          Różnice między naszymi poglądami nie są takie duże. Ja po prostu uważam, że TEN MOMENT na który czekamy (a może będzie takich kilka?) może nastąpić jeszcze w sytuacji , gdy USA będzie dominowało. Amerykanie tak dociskają Moskwę, że ta może nie mieć w końcu wyboru. I rzeczywiście Kreml zdecyduje się na uruchomienie czołgów.
          Jeśli tak się stanie, to Polska w tym regionie będzie miała spory wpływ. Oczywiście, jako państwo politycznie de facto zależne, możemy również zostać przyparci do ściany przez sojuszników, którzy będą chcieli byśmy zareagowali.
          I ta reakcja, uważam, będzie zarówno w naszym interesie, jak i interesie Amerykanów i Ukraińców. Jednocześnie zapewne nie będzie można odmówić (z przyczyn politycznych), ale myślę, że Amerykanie chętnie pozwolą, by cenę za naszą interwencję płacił ktoś inny (np. Ukraina).
          Co do sprzeciwu czy odmowy jakiejkolwiek pomocy Ukrainie. Byłby to moim zdaniem zwyczajny błąd. Nadchodzą naprawdę trudne czasy i dziś ryzykowanie życiem żołnierzy może wydawać się nie do zaakceptowania. Ale gdyby np. Czesi w 38′ zaryzykowali, być może nie doszłoby do tych strasznych rzeczy które wydarzyły się później? Ze strategicznego punktu widzenia, z zagrożeniem militarnym z zewnątrz, najlepiej walczyć poza granicami kraju. Czy eskalacja konfliktu na Ukrainie przerodziłaby się np. w jakiś nuklearny odwet na Polskę? To moim zdaniem jest mało prawdopodobne. Wojna nuklearna jest praktycznie niemożliwa, póki żadna ze stron nie ma możliwości neutralizacji arsenału atomowego przeciwnika. Każde ryzyko odwetu nuklearnego skutecznie powstrzymuje od głupich ruchów. Dlatego ew. inwazja na Ukrainę prawdopodobnie będzie podszyta pod „zielone ludziki” tudzież pod operację sąsiedzką/lokalną niemalże wewnętzną na kraj neutralny (nie będący w NATO). Interwencja NATO będzie dokładnie symetryczna. Albo będzie to ekspedycja przeciwko Zielonym Ludzikom, albo zwyczajnie marsz w kierunku frontu po to, by spotkać się z jednostkami rosyjskimi i zagrodzić im drogę (zapewne do regularnych starć by nie doszło, jak już to do incydentów i potyczek). By nie przejęły całej Ukrainy. Wykonanie takiego manewru byłoby najmądrzejszą rzeczą jaką moglibyśmy, w mojej opinii, zrobić w takiej sytuacji.

          Co do dalszych politycznych konsekwencji. Brak zajęcia Kijowa – byłoby dla Rosji katastrofą. Jak słusznie się podnosi, Rosja nie posiada ani pieniędzy ani środków by okupować np. połowę terytorium Ukrainy. Rosjanie musieliby podpisać układ pokojowy i to wcale nie na korzystnych warunkach. Natomiast zajęcie Kijowa i ustanowienie tam własnej administracji, byłoby kolosalną porażką dla USA, NATO i przede wszystkim Polski. Również musiałoby dojść do układu „Drugiej Jałty” w wyniku której Rosjanie przejęliby już na stałe Białoruś i Ukrainę, co stawiałoby nas w rozpaczliwej sytuacji geopolitycznej.

          Jak mógłby wyglądać taki układ? Jest wiele wariantów, ale czy wariant okrojenia Ukrainy byłby wariantem najgorszym dla nas? W mojej opinii wręcz przeciwnie. W interesie Polski jest niepodległa Ukraina. Słabsza od Polski, niepodległa Ukraina. W tej chwili, Ukraina formalnie jest większa i posiada większy potencjał (mimo zacofania). Dlatego traktują nas tak, jak traktują. I dlatego mogą być dla Polski zagrożeniem. Dzisiejsza Ukraina – bez Donbasu i Krymu, jest już znacznie słabsza. Tyle, że rosyjski Krym – to zagrożenie dla wszystkich państw Czarnomorza (w tym naturalnych sojuszników Polski jak Rumunia), a także ość w gardle dla mocarstw morskich (USA). Dlatego, jeśli Rosjanom nie powiodłaby się inwazja, z pewnością musieliby zrezygnować z Krymu (taki warunek z pewnością narzucą Amerykanie). Czy Polska powinna przejmować jakieś terytorium? Nie wiem czy byłoby to dobrym rozwiązaniem. Ale wcale nie powinniśmy zabiegać o zwrot Donbasu.

          Natomiast z pewnością moglibyśmy zabiegać o rozwiązanie kwestii Naddniestrza. Wchłonięcie go przez np. Mołdawię, czy nawet Rumunię byłoby dobrym rozwiązaniem. Chodzi o odblokowanie Dniestru dla Polski. I połączenie go z naszym systemem dróg rzecznych. I tutaj trafiamy w sedno, czyli korzyści dla Polski, które byłyby kosztem Ukrainy. Myślę, że koncesje i prawa do budowy i administrowania szlaku tranzytowego z Odessy do PL byłoby do ugrania. Może nawet zapis, że na swoim odcinku inwestycję powinni sfinansować sami Ukraińcy.
          To wzmacniałoby strukturalnie Polskę.

          1. ” marsz w kierunku frontu po to, by spotkać się z jednostkami rosyjskimi i zagrodzić im drogę”

            A jak zrobić, by nie było to interpretowane jako drugie Zaolzie albo 17 września 1939 tylko w naszym wykonaniu? Co potem zrobić z tymi terenami. Należałoby przywrócić administację Ukraińską i wycofać się. Ale wtedy Rosja może wejść. Zostać? Czyli być w oczach wielu Ukraińców kolejnym okupantem? Chyba że pod oficjalną egidą NATO, z Amerykanami, Niemcami, Francuzami. Tylko czy Niemcy i Francuzi na to pójdą? Gdy trzeba będzie podjąć decyzję w ciągu godzin?

            „Myślę, że koncesje i prawa do budowy i administrowania szlaku tranzytowego z Odessy do PL byłoby do ugrania”

            Najpierw trzeba zbudować Via Karpatia, a potem podpinać do niej taki szlak.

            „Może nawet zapis, że na swoim odcinku inwestycję powinni sfinansować sami Ukraińcy.”
            A jak tego nie zrobią, to co?

            „Chodzi o odblokowanie Dniestru dla Polski. I połączenie go z naszym systemem dróg rzecznych”

            Czym? Mamy jakiś system dróg rzecznych, ale realnie a nie na papierze? Na ilu kilometrach spełnia on jakieś przyzwoite standardy transportowe? Nie mamy i nie będziemy mieli przez kolejne dekady, albo już nigdy. Trzeba by wydać dziesiątki miliardów na modernizację tego systemu, a wtedy nie wydamy tych samych miliardów na obronę przeciwlotniczą, przeciwpancerną czy własnego satelitę.

            Te geostrategiczne plany może brzmią miło dla ucha, ale kompletnie nie mamy na to potencjału. Gospodarczego, militarnego. Militarnie w ogóle nie ma o czym mówić, nie ma dziś możliwości za bardzo działań za granicą (oprócz jakiś symbolicznych misji). Trzeba by zreformować armię, zmienić propocje biurowych do polowych żołnierzy, zmodernizować masowo sprzęt, rozbudować rezerwy. Nie ma dziś o czym mówić.

            „Czy Polska powinna przejmować jakieś terytorium? ”

            Absolutnie nie. Bo co potem z nim zrobić, a szczególnie z przejętą ludnością? Sami nie możemy ogarnąć swojej ściany wschodniej, Polski B,C. Po co nam jeszcze Polska D, z wrogą ludnością?
            Wysiedlenie masowe (tylko gdzie) w XXI wieku w Europie raczej nie wchodzą w grę. Czystki etniczne też. Jak Białystok, Olsztyn, Elbląg i mniejsze miasta będą na poziomie, powiedzmy dzisiejszego Wrocławia (perspektywy, bezrobocie, przemysł) to wtedy można by zastanawiać się, czy potrafilibyśmy ogarnąć taki Lwów.

            Jedynym terytorium, które sensownie byłoby przejąć, jest Obwód Kalinigradzki. Bo to takie Prusy Wschodnie XXI wieku, zagrożenie na dekady i wieki. Rosyjski niezatapialny lotniskowiec wewnątrz państw NATO. Uzbrojony po zęby. Ale to dziś nierealne. Jedynie co można robić to jakoś zasymilować z UE, by mieszkańcy Obwodu woleli być na Zachodzie niż w Rosji.

          2. Obwód byłby opcją, tylko prawdopodobnie nie będzie miejscem rywalizacji, a co za tym idzie nie będzie przedmiotem targu.

          3. Może uda podsumować nasze rozumowanie rozszerzając odpowiedź na Pana pytanie:
            1. Polska – granice Polski pomimo, że bezpieczne powoduję brak możliwości wykonania projektów geostrategicznych –
            1A. od północy rejon Kaliningradu zamyka bronią A2AD jakąkolwiek projekcję sił przez cieśniny duńskie a więc realną pomoc dla Polski
            1B – od zachodu na pomoc jest warunkowana zgodą Niemiec, która – a już to chyba wiadomo – będzie limitowana albo warunkowana koncesjami dla Rosji i Niemiec
            1C. Od południa od potencjalnej pomocy dzielą nas Czechy – protektorat Niemiec i Słowacja – protektorat Rosji. W ten sposób nie mamy kontaktu z siłami amerykańskimi w Rumunii, nie można więc dokonać transmisji wojsk od strony morza śródziemnego i czarnego. Dlatego też w chwili obecnej NIE MA REALNEJ możliwości przyjścia Polsce z pomocą w żaden realny sposób. Jest to też powód dla którego idea Trójmorza nigdy się nie zrealizuje- no chyba że powstanie granica Polsko-Rumuńsko-Węgierska. Bez tej granicy i centralnego portu lotniczego praktycznie nie istnieje możliwość realizacji ambitnych projektów geopolitycznych niezależnego od Niemiec handlu bądź awansu do krajów rdzeniowych.
            2. Rosja -przegrywa wojnę z funkcją czasu za 20 lat nie będzie komu służyć w Armii – ale teraz jeszcze ma siły i środki na projekcje siły. Z tego powodu co się ma stać stanie się w ciągu 20 lat. W swojej doktrynie wojennej dopuszcza tzw deeskalacyjne użycie broni jądrowej także w trakcie konfliktu w którym broń taka nie była użyta. Posiada też mikrogłowice, które mogą niszczyć nie miasta ale plutony lub wioski. Użycie takiej malej bombki miało by dramatyczny skutek propagandowy bez inicjowania pełno-skalowej wojny jądrowej. ERGO- na dzień dzisiejszy i jutrzejszy Polska jest pozbawiona możliwości wygrania żadnego konfliktu zbrojnego – także konwencjonalnego – z federacją rosyjską ani na swoim ani na cudzym terenie. Federacja Rosyjska pozbawiona jest funkcji czasu, który z kolei nam sprzyja wg teorii wojen hegemonicznych jesteśmy przed kolejnym konfliktem hegemonicznych gdzieś około wojen burskich po pierwszej (Krym, Donbas) a przed drugą. Pełnoskalowy konflikt jeszcze przed nami-po 2 giej wojnie burskiej jeszcze 13 lat do Wojny Światowej
            Czy mamy z FR (Federacja Rosyjska) punkty styczne? – obie strony nie chcą mocnej Ukrainy z tym że my chcemy słabej a oni w ogóle jej nie chcą. Może później dokończę teraz mam inną robotę

          4. kończę wywód –
            3. Ukraina – realny kraj z dopiero tworzącym się narodem – Rusini – taki naród był obecny historycznie – Ukraińcy – to naród wymyślony przez wywiad austro węgierski i konserwowany przez wywiad niemiecki w celu stworzenia przeciwwagi przeciw żywiołowi polskiemu w Galicji z finalnym tworem jakim jest Banderyzm. I powiem otwarcie mając do wyboru wielki kraj oparty na filozofii banderyzmu albo granice z Fedracją Rosyjską – wybieram Federacje – jest bardziej przewidywalna. Tworzenie narodu opiera się na tworzeniu tkani społecznej wokół jakijeś idei albo przeciw-czemuś. Dzięki Putinowi i inwazji rozwój narodu ukraińskiego w chwili obecnej jest dokonywany jako ruch sprzeciwu przeciwko agresorowi jakim jest Federacja Rosyjska- i niech tak dla naszego dobra zostanie. Paradoxalnie – konflikt Krym-Donbas-Mariupol „kupuje” nam czas na stworzenie własnej wizji interesów historycznych na wschodzie, która nie musi być wizją Niemiecką ani Amerykańską ani Rosyjską i na pewno nie Ukraińską. Jakakolwiek „pomoc” zbrojna nawet uzasadniona rozbudzila by demony antypolonizmu na zachodzie Ukrainy.
            4. Czego możemy chcieć – drogi komunikacyjnej do Rumunii i Węgier najlepiej w ramach projektu Polsko-Rumuńsko=Amerykańsko-czyli zamiana wizji Trójmorza (całkowicie nierealnej z przyczyn geograficzno-politycznych na wizję międzymorza jako konstruktu łączącego Bałtyk z Morzem Czarnym.
            5. I tylko w takiej wersji można sobie wyobrazić interwencję stabilizującą sytuację na Zachodzie Ukrainy w sytuacji inwazji Zielonych Ludzików ze wschodu na Ukrainę jako wsólny projekt brygady miedzynarodowej.
            6. Płacz za trójkątem weimarskim – „czytalny na forum” – trzeba przyznać, że nie płakał autor blogu – nigdy nie miał realnej wartośc.i To taka iluzja dana Polsce że coś może – realnie ile był wart pokazał „format normandzki” oraz rurociąg Nord Stream II – dla Niemiec przedstawiamy podobną wartość jak Ukraina dla nas

          5. (…)Posiada też mikrogłowice, które mogą niszczyć nie miasta ale plutony lub wioski. Użycie takiej malej bombki miało by dramatyczny skutek propagandowy bez inicjowania pełno-skalowej wojny jądrowej.(…)
            Po takim pokazie słabości co ma powstrzymac Rosję i Chiny przed eskalacją żądań w stylu Hitlera?

          6. @czarny piotr
            Ad 1A. Jeżeli uważa Pan, że USA przepływając przez cieśniny duńskie, nie poradzi sobie z uzbrojeniem z Kaliningradu, to po w ogóle chce Pan widzieć wojska USA w Polsce?
            Ad 1C. Słowacja, ten jak to Pan nazwał – „protektorat Rosji”, robiąc na złość swojemu protektorowi, wybudowała na swoim terenie gazowy konektor, którym płynie gaz na Ukrainę. I tylko dzięki temu konektorowi Ukraina jeszcze istnieje jako niepodległe państwo.

            FR nie chce Ukrainy, a my powinniśmy chcieć niepodległej Ukrainy na tyle mocnej (podkreślam), aby mogła się przeciwstawić Rosji i dalej istnieć jako niepoległy kraj. Bo to powoduje, że wojska FR są o 600 km dalej od Warszawy. Słaba Ukraina zostanie wchłonięta przez FR.
            I gdzie Pan tu widzi punkty styczne z FR?

          7. @JSC
            Uwierzył Pan w te „mikro głowice”? Każdy fizyk powie, że skonstruowanie takiej „bombki” jest niemożliwe.
            A poza tym, po co komu głowice, które mają moc konwencjonalnej bomby lotniczej?

  9. Uwazam że scenariusz w którym Rosjanie zajmują wschodnią część Ukrainy a my zachodnią z Kijowem byłby dla nas najlepszy. W tej sytuacji resztka Ukrainy byłaby na tyle słaba że samodzielna egzystencja tego panstwa w obliczu zapędów Rosji byłaby niemozliwa. Dlatego sądze że elity tego panstwa byłyby bardziej wtedy skłonne do jakiejs formy federacji -międzymorza ,w której wszyscy uczestnicy byliby bardziej bezpieczni. A jesli chodzi o blizszą przyszłość to nie wiem czemu nikt nie podjał tematu nadchodzących wyborów prezydenckich na Ukrainie. Według sondazy to Julia Tymoszenko ma najwieksze szanse a nie jest to chyba postac proamerykanska? Żeby analiza była pełna warto byloby uzwglednic to jakie sa szanse na zmiane obecnej prozachodniej polityki tego państwa w zalezności od tego kto wygra te wybory.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.