POLSKA ZOSTANIE NUMEREM 3 W UNII EUROPEJSKIEJ [Analiza]

Być może tytułowa teza wydaje się być kontrowersyjna, albo co najmniej zaskakująca, jednak, gdy się chwilę zastanowić… Wydaje się być zupełnie oczywista. 2020 rok może być przełomowy. Okres przejściowy dotyczący BREXIT-u trwać będzie do końca tego roku (choć może zostać przedłużony o dwa kolejne, jednak należy pamiętać, że Wielka Brytania pozostaje bez prawa głosu). Ponadto gospodarczy lockdown związany z pandemią COVID-19, jak również same skutki pandemii zdają się mieć katastrofalny wpływ na gospodarki Włoch i Hiszpanii. Włoch i Hiszpanii, które słyną z największych poziomów zadłużenia publicznego w Unii Europejskiej. Włoch i Hiszpanii, które przechodziły niezwykle trudny okres gospodarczy, jeszcze zanim zaczęła się pandemia. Oba te państwa należące do europejskich „świnek” (PIIGS) dostały właśnie ciężki gospodarczy knockdown, przy czym już wcześniej ledwie stały na nogach. O czym pisaliśmy kilka lat temu w analizach pt.: „ITALEAVE Republiki Włoch – kto i kiedy złoży wniosek o upadłość?oraz „Katalonia vs Hiszpania: wojna niemożliwa do wygrania dla żadnej ze stron”.

Włochom i Hiszpanom nie tylko grozi gospodarcza katastrofa w ciągu kolejnych kilku lat, ale i nawet rozpad (o czym w wyżej linkowanych tekstach). Jednak by mówić o tym, że Polska jest „unijnym numerem trzy” wcale nie trzeba czekać, aż Madryt i Rzym pogrążą się w chaosie. Państwa, które stały się obciążeniem dla reszty Unii, zwyczajnie przestają się liczyć przy podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących kierunków Brukseli i przyjmowanej polityki. Domagającego się kolejnych danin natręta, traktuje się zazwyczaj jako przykre obciążenie, a nie partnera do rozmów o przyszłości. Zwłaszcza, że trzeba go utrzymywać i trudno zmusić go do inwestycji w przyszłe projekty (chyba, że nie będzie się musiał dorzucać – a jak nie płacisz, to nie masz prawa głosu). Główną agendą południowych stolic (w tym również Portugalii czy Grecji) będzie, a raczej już jest, ratowanie ich gospodarek. I żądanie zwiększenia poziomu luzowania ilościowego (QE) przez Europejski Bank Centralny (EBC/ECB). Napięcia na linii Rzym-Berlin narastają nie od kilku miesięcy, ale od dwóch, trzech lat. Oczywiście można założyć, że uzależnienie od pomocy ze strony Brukseli sprawi, że Włosi będą bardziej ulegli wobec pomysłów i projektów unijnych. Jest to jednak wysoce wątpliwe. Roszczeniowa postawa w przypadku Rzymu wydaje się być bliźniacza do tej, jaką prezentowali Grecy. I to w obliczu bankructwa. Do dziś władze z Aten odnoszą się bardzo krytycznie i z rezerwą do niemieckich pomysłów. Oskarżając Berlin o pogłębianie i wykorzystywanie kryzysu w Grecji (co zresztą jest prawdą, a opisywaliśmy to w analizie dot. Grecji pt.: „Grecka tragikomedia: koniec kryzysu czy greckiej gospodarki?”). Nie inaczej uważają Włosi, a ich uraz w stosunku do Niemców i Brukseli powiększył się za sprawą pandemii covid-19 i różnego rodzaju incydentów z nią związanych (np. wstrzymanie transportu sprzętu ochronnego do Włoch, przez Niemców, brak natychmiastowej pomocy medyczno-sprzętowo-finansowej etc.etc.).

 

Spójrzmy jednak na suche dane.

W 2019 roku (nie licząc Wielkiej Brytanii) szóstka największych gospodarek Unii Europejskiej wyglądała tak:

  1. Niemcy (PKB = 4,04 bln USD),
  2. Francja (PKB = 2,89 bln USD),
  3. Włochy (PKB =1,98 bln USD),
  4. Hiszpania (PKB =1,4 bln USD),
  5. Holandia (PKB = 902 mld USD, przy uwzględnieniu siły nabywczej to ok. ponad 864 mld USD)
  6. Polska (PKB = 605 mld USD, przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej to ok. ponad 1 bln USD, czyli więcej niż u Holendrów i niewiele mniej niż w Hiszpanii).

Jeśli uwzględnimy fakt, iż w Polsce posługujemy się złotówką, a ceny towarów i usług (zwłaszcza krajowych) są niższe niż w pozostałych uwzględnionych w tym mini rankingu państw, to naszą gospodarkę można wycenić wyżej, niż holenderską. Co stawiałoby nas na piątej lokacie, pod względem wielkości gospodarek.

Oczywiście statyczne dane o aktualnej wielkości gospodarek nie dają podstaw do odczytywania trendów. Warto więc porównać zmiany w PKB między 2008 (szczyt przed kryzysem), a 2019 rokiem. I wskazać jak rozwinęły się (lub zwinęły) gospodarki porównując oba te okresy. Innymi słowy, gospodarki poszczególnych państw na rok 2019 stanowiły następujący procent PKB z 2008 roku:

  1. Polska (113%)
  2. Niemcy (108%)
  3. Francja (99%)
  4. Holandia/Niderlandy (95%)
  5. Hiszpania (86%)
  6. Włochy (83%)

Z powyższego wynika, iż za wyjątkiem polskiej i niemieckiej, pozostałe wskazane gospodarki wciąż nie wróciły do poziomów wielkości z 2008 roku. Mało tego, Hiszpańska i Włoska gospodarka są wciąż mniejsze niż w 2009 roku. Tymczasem przez te 11 lat, Polska zrobiła 13% progres. To w sposób dość klarowny pokazuje odporność poszczególnych państw na zawirowania i kryzysy. W sytuacji gdy „południowcy” po 11 latach nie uporali się jeszcze ze skutkami kryzysu 2008/2009, w 2020 roku ich gospodarki dostały drugi cios w postaci pandemii COVID19 i gospodarczego lockdownu (mało tego Włochy i Hiszpania odczuły pandemię najdotkliwiej, a jednocześnie uderza ona w kluczowe dla tych państw sektory). Na jak długo państwa te wpadną w stagnację albo nawet regres po 2020 roku? Tymczasem Polacy znakomicie poradzili sobie dekadę temu. Aktualne prognozy wskazują, iż będziemy również w czołówce państw, które najlepiej poradziły sobie ze skutkami pandemii. Jakie są powody tegoż zjawiska?

Warto porównać poziom zadłużenia publicznego tej szóstki, który w 2019 roku wyglądał następująco:

  1. Polska (Dług do PKB = 46%)
  2. Holandia (48,6%)
  3. Niemcy (59,8%)
  4. Hiszpania (95,5%)
  5. Francja (98,1%)
  6. Włochy (135%)

Nie trudno dostrzec, że poziom zadłużenia w Hiszpanii i Francji jest dwa razy wyższy niż w Polsce. Z kolei Italia jest najbardziej zadłużonym państwem w UE po Grecji (177% PKB) i czwartym pod tym względem na całym świecie (wyprzedzają ją jeszcze Japonia i Liban).

Natomiast poniżej przedstawiam ranking wg zadłużenia sektorów prywatnych w relacji do PKB:

  1. Polska (121%)
  2. Niemcy (154%)
  3. Włochy (166%)
  4. Hiszpania (194%)
  5. Francja (266%)
  6. Holandia (299%)

Wynika z tego, iż Holendrzy swoje bogactwo opierają obecnie na kredycie… Prawie 300% poziom zadłużenia w relacji do PKB w sektorze prywatnym to trzeci najgorszy wynik na świecie (za Luksemburgiem 485%!!! i Irlandią 374%). Nie lepiej jest we Francji, która pod tym względem zajmuje mało zaszczytne 7 miejsce na globie, ale i Hiszpanie i Włosi wyglądają znacznie słabiej niż my.

Jeszcze ciekawiej sytuacja wygląda, jeśli spojrzymy na zadłużenia banków centralnych (TARGET 2). Włoski Bank Centralny w 2019 był winny innym bankom centralnym strefy euro bagatela 491 miliardów euro, co stanowi w przeliczeniu 27% włoskiego PKB… Hiszpanie są w jeszcze gorszej sytuacji, bo i tutaj dług przekracza 400 mld euro (w 2018 roku było to 402 mld), co przy mniejszej gospodarce daje poziom przekraczający 30% PKB. Są to dwa najgorsze wyniki w eurozonie.

Reasumując, nasi południowi konkurenci są zadłużeni po uszy i chyba tylko dobra wola EBC oraz reputacja strefy euro (oparta o Niemcy) przytrzymują włoskie i hiszpańskie nosy ponad poziomem bagna. Tak by były zdolne jeszcze zaczerpnąć powietrzna.

Niekorzystnie dla nas, prezentują się natomiast wskaźniki handlowe. Polski eksport i import mają najmniejszą  wartość w zestawieniu. Niemniej, warto odnotować, że Hiszpania oraz Francja mają mocno ujemne bilanse handlowe (Polska oscyluje wokół zerowego bilansu). Hiszpanie w samym marcu 2020 roku odnotowali dwu miliardowy (w euro) deficyt handlowy (w tym czasie francuski deficyt wyniósł 3,3 mld euro).

Nie można również pominąć tematu COVID-19 i tego, że najbardziej ucierpiała w wyniku gospodarczego lockdownu branża turystyczna. W 2019 roku, turystyka dołożyła do włoskiego PKB aż 13,3%. W Hiszpanii w 2018 roku było to 14,6%, natomiast w Polsce zaledwie 4,5% (ok. trzykrotnie mniej). Jednocześnie oba ww. państwa mają o wiele lepiej rozwinięty sektor gastronomii, który również mocno ucierpiał. A straty będą rosnąć, bowiem lato dla włoskiej i hiszpańskiej turystyki wcale nie rysuje się w różowych kolorach (na czym może uda się skorzystać naszym hotelarzom).

Z powyższych danych można wysnuć wniosek, że wprawdzie gospodarki Hiszpanii i Włoch są większe od gospodarki Polski, to jednak zadłużenie tych państw jest ogromne. A gospodarki te borykają się od ponad dekady ze stagnacją i nie potrafiły dotąd rozkręcić się i ustabilizować swój rozwój. I nie należy spodziewać się, iż w przyszłości będzie lepiej. Obsługa zadłużenia kosztuje, a prywatne sektory bankowe zostały uratowane tylko i wyłącznie dzięki EBC, który skupował toksyczne aktywa (NPL). Jeśli czegoś należy się spodziewać w stosunku do słonecznych: Italii i Espanii, to raczej katastrofy, niż cudu gospodarczego. Stagnacja tych gospodarek trwająca kolejne dziesięciolecie to wariant optymistyczny. W obu przypadkach, z całą pewnością można stwierdzić, że lepiej już było.

 

Warunki dla biznesu

Tymczasem Polska to wciąż dobre miejsce do inwestowania. Z o wiele niższymi podatkami, leżąca na strategicznych szlakach handlowych. Wciąż dysponujemy znacznie tańszą siłą roboczą, a co za tym idzie, nie tylko możemy ściągać inwestorów i cudzy przemysł do siebie, ale i wspierać własny eksport. Wg indeksu Mundi, całkowita stawka podatkowa we Włoszech wyniosła w 2019 roku aż 59,1% (w 2017 roku było to 64,8%) choć trzeba przyznać, że władze z Rzymu sukcesywnie starają się obniżyć tą wartość. W Hiszpanii całkowita stawka podatkowa wynosi 47%. Natomiast w Polsce 40,8%. Warto prześledzić też cały linkowany ranking i zobaczyć choćby pierwszą 10-tkę, w której znajdziemy najbiedniejsze kraje świata. Jeśli z kolei sprawdzimy ostatnie państwa na liście, z najmniejszymi podatkami, dostrzeżemy, iż są to często kraje, którym zazdrościmy bogactwa ( i nie piszę tutaj o energetycznych potęgach jak Kuwejt czy Katar, ale o Singapurze czy Lichtensteinie). Notabene niesamowity postęp w tej dziedzinie uczyniła Rumunia (170 miejsce ze stawką zaledwie 20%!). Od kilku lat powinniśmy w tym zakresie brać z niej przykład. Pomimo znacznie mniejszego potencjału, rozwija się równie szybko. To jednak temat wymagający odrębnej analizy.

Wysokość podatków to jedno, ale i przejrzystość, a także przyjazność przepisów i systemu podatkowego dla biznesu to drugie. Polska w rankingu krajów OECD w 2019 roku zajęła pod tym względem przedostatnie miejsce. Pomiędzy ostatnią… Francją i trzecimi od końca Włochami. Hiszpania natomiast znalazła się na 23 miejscu na 36 możliwych. Także jak widać, akurat w porównaniu do południowców nie tracimy wiele (co ciekawe, Portugalia jest 4 od końca, także doborowe towarzystwo). Jednak powinno to być potraktowane niezwykle poważnie, bowiem w kwestii systemu podatkowego i regulacji biznesowych, w Polsce panują katastrofalne warunki. Od lat piszę, że potrzeba nam dużej i zdecydowanej reformy na tych płaszczyznach. Do czego doskonałą okazją był okres lockdownu (co wyjaśniałem w tekście: „Pandemia szansą dla Polski”), co zostało już w zasadzie zaprzepaszczone przez polski rząd.

 

Niemiecki bilans

W sytuacji, gdy Niemcy zaczynają głowić się nad bilansem współpracy z Włochami (zyski w postaci eksportu do Włoch i straty w postaci potrzeby utrzymywania ich gospodarki i systemu bankowego przy życiu), Polska wciąż jawi się jako dobry i stabilny gospodarczo partner. Inwestycje w Polsce mają wysoką stopę zwrotu, m.in. dzięki bliskości do Niemiec i do głównych szlaków handlowych na trasie wschód-zachód, a także dzięki wciąż taniej sile roboczej. Warto wspomnieć, iż nasz rynek jest dość chłonny bowiem polski import jest wyższy niż import Rosji (fakt, że to wynika również z sankcji). W 2019 roku wymiana handlowa między Polską, a Niemcami osiągnęła rekordowy wynik ponad 123 mld euro. Jesteśmy szóstym największym partnerem handlowym Republiki Federalnej Niemiec, a do znajdujących się na piątym miejscu Włoch brakuje nam jedynie 2 mld euro… A przypomnijmy, że Polski rynek dysponuje zaledwie 38 milionową populacją, w sytuacji gdy Włochy zamieszkiwane są przez ponad 60 mln. osób (Hiszpania – blisko 47 mln mieszk.). Niemcy, po Holandii, są drugim największym inwestorem kapitałowym w Polsce, a ich udział wynosi, wg Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, 16,6% kapitału zagranicznego w Polsce ogółem (dane na 2018 rok). Wartość zobowiązań z tytułu bezpośrednich inwestycji w Polsce, w przypadku Niemiec, wynosi 34,8 mld euro (2018 rok), co jest drugim największym wynikiem po Holandii (42,6 mld euro).

Układ sił w UE

Jednocześnie nie można zapomnieć o warunkach geopolitycznych (a jakże 🙂 ).

Hiszpanie leżą na peryferyjnym Półwyspie Iberyjskim, na którym mogą stworzyć polityczny sojusz z Portugalią. Portugalią, która jest tykającą bombą i pierwszym kandydatem do przejęcia „tronu Midasa” po Grekach (co opisaliśmy w analizie pt.: „Portugalski żaglowiec w czasie flauty – ofiara czy hamulcowy unijnego parowca?). Innymi słowy, jeśli władze z Madrytu chciałyby coś negocjować w Brukseli, to nawet lepiej by występowały same, niż miały brać do pomocy Portugalczyków. Bowiem Ci, podobnie jak Grecy, zaczną być niebawem traktowani na salonach niczym trędowaci. W kwestii mocnych lewarów negocjacyjnych, Madryt ma jedną kartę przetargową. A raczej miałby. Gdyby Hiszpanie odzyskali Gibraltar i przejęli kontrolę nad Cieśniną Gibraltarską. Póki co, to jednak Brytyjczycy są tutaj panem sytuacji i to oni z pewnością będą używać tegoż argumentu w swoich rozmowach dotyczących umów handlowych po Brexicie. Innymi słowy, to brytyjska flota planuje zabezpieczać to strategiczne ujście ze Śródmorza na Atlantyk.

W nieco lepszej sytuacji znajdują się Włosi. Choć są odgrodzeni od północnej części Europy Alpami, mogą szukać wspólnego frontu wespół z Austrią. Wprawdzie nieopodal, za Adriatykiem, znajdują się Bałkany, jednak państwa bałkańskie de facto są włoskimi rywalami gospodarczymi. Słowenia, a nawet Chorwacja, chętnie przejęłyby część tortu handlowego, przyjmując transporty morskie płynące do Wenecji w Trieście czy Rijece. Chorwaci konkurują z Włochami w branży turystycznej. Zupełnie podobnie sprawa wygląda w przypadku Grecji (konkurencja w branży turystycznej i handlowej). Prawda, że te państwa miałyby wspólny interes w promowaniu turystyki jako branży. Jednak to jedna z niewielu kwestii, która ich łączy. Dodatkowo, trędowaty bankrut (Grecja) to nie najlepsze wsparcie na arenie międzynarodowej. Po włoskiej gospodarce nie płakaliby Francuzi. Chętnie przejęliby rolę jedynego lidera na akwenie Morza Śródziemnego. Francuskie porty wręcz ostrzą zęby na przejęcie interesów włoskiej Genui. To wszystko sprawia, że Włosi wcale nie są tacy niezbędni, jeśli chodzi o transport przechodzący przez Kanał Sueski i zmierzający do Europy Północnej. Bowiem statki transportowe mogłyby omijać Półwysep Apeniński i witać do portów: francuskich, słoweńskich, chorwackich, a nawet greckich (vide połączenie północ-południe przez Bałkany aż do Bałtyku, lub do szlaku Dunaju). Pamiętać również należy o roli Beneluxu, jako morskiego hubu. Ponadto chaos panujący w Afryce Północnej, który przelewa się w postaci uchodźców do Włoch, może być dodatkowym czynnikiem do tego, by Italię zacząć izolować. Co byłoby łatwe, z uwagi na Alpy.

Zupełnie inaczej jest natomiast, jeśli przeanalizujemy sytuację Polski. Centralne położenie w Europie (wschód-zachód, północ-południe) jest tutaj olbrzymim atutem. Polska staje się gwarantem bezpieczeństwa dla Bałtów, co automatycznie przeciągnęło w ostatnich latach: Wilno, Rygę i Tallin do naszego obozu. Muszą się z nami liczyć Niemcy, jeśli chcą myśleć o lądowym połączeniu z Rosją (również z uwagi na transfer ropy i gazu przez nasze terytorium, zwłaszcza w obliczu problemów z Nord Stream II oraz naszą spodziewaną niezależnością gazową). Jesteśmy ważnym partnerem w kwestiach bezpieczeństwa dla Rumunii, która podobnie jak i my, z niepokojem spogląda na wschód. Na Ukrainę. Interes w tym, by z nami współpracować (projekt via Carpatia) mają Słowacy, Węgrzy, ale i Chorwaci, Serbowie (jeszcze poza UE), Bułgaria, Macedonia i Grecja. W kwestii dostaw gazu, budowana infrastruktura rurociągowa (którą opisałem w tekście: „Polska hubem gazowym po 2022 roku?”) pozwoli na związanie ze sobą Bałtów, Finów, Czechów, Słowaków, Węgrów i Chorwatów. Mało tego, w sferze oddziaływania Warszawy znalazła się również Austria. Przypomnijmy bowiem, że Wiedeń leży bardziej na wschód niż Praga. Niemal dokładnie w linii prostej na południe od Wrocławia, w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Bratysławy i ok. 250 km od Budapesztu. Ciekawe opcje współpracy możemy nawiązać ze Szwecją (przez Bałtyk). Bez Polski nie da się też rozszerzyć Unii Europejskiej dalej na wschód. Np. o Ukrainę. Co może w przyszłości stać się nie tylko możliwe politycznie, ale i niezbędne dla niemieckiej gospodarki.

 

Wspólnota interesów

Rosnące zagrożenie ze strony Moskwy, wzbudziło obawy w zakresie bezpieczeństwa u Bałtów, Skandynawów i Rumunów. To, jak również wsparcie i zaangażowanie ze strony USA, promuje Warszawę jako naturalnego lidera regionu. Co można rozgrywać nie tylko na płaszczyźnie bezpieczeństwa, ale i w kwestiach gospodarczych i rozgrywkach wewnątrz unijnych.

Z Węgrami z kolei połączyła Polskę kwestia nielegalnych imigrantów, a także „konstytucyjności”, za co oba państwa są łajane przez Unię (co automatycznie wiąże współpracę polsko-węgierską w tym zakresie). Jeśli problem z nielegalnymi imigrantami z Azji i Afryki znów się nasili (co jest prawdopodobne w obliczu polityki Turcji oraz chaosu panującego na Bliskim Wschodzie i Afryce Północnej), wówczas kwestia migracyjna ponownie pozwoli na stworzenie szerokiego bloku politycznego obejmującego: całą Grupę Wyszehradzką, Bałkany, a nawet Włochy. Polska również w tej konfiguracji może występować jako naturalny lider, bowiem jesteśmy całkiem sporym państwem, którego problem nielegalnej migracji w zasadzie nie dotyczy (bo imigranci trafiają w pierwszej kolejności do Włoch, Grecji, a jeden z głównych szlaków wiedzie przez Węgry). Co czyni nas najlepszym kandydatem na mediatora.

 

Sprawdzian wytrzymałości

Polska zaczyna jawić się również jako naturalny lider „Nowej Unii”. W każdym temacie związanym z ewentualnym sprzeciwem wobec „Starej Unii”. Od kilku lat poczynania władz z Warszawy (a raczej sam fakt rządzenia przez opcję pro-amerykańską) budzi w Brukseli i Berlinie silny sprzeciw. Od 2015 roku Polska jest łajana, dyscyplinowana i atakowana na płaszczyźnie politycznej w Unii Europejskiej. Rząd PiS-u sprzeciwiał się przymusowej relokacji nielegalnych imigrantów, a także wystawił własnego kandydata na Przewodniczącego Rady Europejskiej. Za co został upokorzony w słynnym głosowaniu 27:1, kiedy to Donald Tusk wygrał będąc kandydatem z nadania Berlina. Natychmiast pojawiła się również presja związana z „konstytucyjnością”, pomimo tego, że Unia Europejska nie posiada kompetencji w zakresie kwestii wewnątrzustrojowych państw członkowskich.

Wszystko to było bacznie obserwowane przez mniejszych graczy w UE. Dotychczas bowiem, ton w Unii nadawały Paryż i Berlin, które były czasami równoważone przez Londyn (jednak ten, z racji swoich specjalnych warunków uczestnictwa w UE, jak również z uwagi na szereg innych czynników, nigdy nie był postrzegany jako lider dla „Nowej Unii”). Gdy np. Litwini chcieli coś dla siebie ugrać, rozmawiali bezpośrednio z Berlinem. Gdy Polacy próbowali rozegrać własne interesy na Litwie (vide inwestycja w Możejkach), Litwini potrafili rozebrać odcinek torów kolejowych, który uniemożliwiał korzystanie z rafinerii (co było wręcz dyplomatycznym policzkiem, wobec którego pozostawaliśmy bezsilni). Wilno pozwalało sobie na to, przy cichym aplauzie i aprobacie Berlina. Bowiem Niemcom nie odpowiadała żadna forma ekspansji gospodarczej ze strony Polski. W latach rządzenia PO, Warszawa była tak podległa Berlinowi, że nawet dla niewielkiej, znacznie słabszej Litwy, polskie interesy były przeźroczyste. A głos z Warszawy ginął niczym echo gdzieś wśród lasów przesmyku suwalskiego.

Polska, podążając posłusznie za Niemcami pozbawiała się szacunku wśród innych graczy (być może dzięki tej „taktyce” udawało się coś czasem ugrać, jednak dla innych jawiliśmy się jako petent Berlina, z którym nie warto wspólnie ruszać w bój o jakikolwiek temat). Nie byliśmy zdolni skupić wokół siebie żadnej grupy państw w celu postawienia się niemieckiej woli. Innymi słowy brak umiejętności wytrzymania presji w przypadku sprzeciwu, pozbawiał nas szacunku u mniejszych państw (które choć miały czasem zbieżne z nami interesy, wolały się nie kłócić, bo na nas nie mogły liczyć). Ten brak szacunku skutkował niemożnością zbudowania jakiegokolwiek bloku wspierającego polski punkt widzenia, co z kolei utrudniało później występowanie przeciw osi Paryż-Berlin w ogóle (bo byliśmy samotni).

To błędne koło można było przerwać tylko w jeden sposób. Poprzez przeciwstawienie się Berlinowi i przejście „chrztu ognia”. Żeby pozyskać wizerunek lidera, o którego można się oprzeć, Warszawa musiała samotnie stawić czoła Berlinowi  (w jakiejkolwiek kwestii) i wytrzymać presję. Tylko w ten sposób, pomniejsi gracze mogli zdobyć pewność, że gdy pójdą z nami wespół na bój na jakiejkolwiek płaszczyźnie, to Polska nie ugnie się i nie „wystawi” swoich słabszych partnerów. W imię własnej ugody z Berlinem.

Ten swoisty sprawdzian wytrzymałości wobec presji Brukseli i Berlina, Polska jak na razie przechodzi pomyślnie. I nie chodzi tu o to, czy w danej kwestii polski rząd ma rację czy też nie. Liczy się sam fakt sprzeciwu i zdolność do podtrzymania własnej agendy przeciwstawnej do interesów Niemiec czy Francji.

Ten potencjał do budowy koalicji wewnątrz Unii został już po części stworzony, choć wciąż jeszcze nie widać, byśmy go potrafili wykorzystać. Do pełni szczęścia brakuje jakiegoś spektakularnego sukcesu. Sprawy, o którą Polska wraz z innymi państwami stoczy bój z Paryżem i Berlinem. I tą walkę wygra. Udowadniając, że współpraca z Warszawą może przynosić pozytywne efekty dla całego regionu.

 

Wzrost polskiej siły, a perspektywa Berlina

Z wszystkich opisanych powyższej względów, bez narażania się na zarzut hurraoptymizmu, można stwierdzić, iż od lat zmierzamy miarowo w kierunku stania się trzecią najważniejszą stolicą UE. Oczywiście mogą pojawić się zarzuty, iż potencjał i warunki rzeczywiście istnieją, jednak wszystko może zepsuć klasa polityczna. Jest to niewątpliwie istotny argument, jednak należy pamiętać o tym, iż nasza siła to relacja w stosunku do konkretnych konkurentów. Tymczasem ani Hiszpanie, ani Włosi nie mają podstaw by twierdzić, że akurat ich rządzący są lepsi, bardziej efektywni i skuteczni w zarządzaniu państwem. Kolejne rządy z Madrytu tylko zaogniają spór z Katalonią i prowadzą go w tak mało umiejętny sposób, iż wydaje się, że konflikt zaszedł już za daleko. We Włoszech z kolei sytuacja gospodarczo-ekonomiczna jest tak napięta, że politykom nie pozostało już nic innego jak zrzucać winę za zaistniałą sytuację na barki Brukseli i Berlina. Bowiem niewiele można zrobić, by radykalnie poprawić dramatyczną sytuację finansów publicznych. Więc nawet jeśli ktoś uważa, że w Polsce jest (jeśli chodzi o politykę krajową) źle, to musi mieć świadomość, iż w Hiszpanii i Włoszech jest pod tym względem jeszcze gorzej. Ponadto spory na linii Rzym-Berlin są znacznie bardziej poważne niż te toczone między Warszawą, a Berlinem. O ile na płaszczyźnie politycznej, wciąż trwa polsko-niemiecka wojna, o tyle w sektorze gospodarczym wszystko idzie wg powiedzeń: „business as usual” lub „zgoda buduje”. Tymczasem problemy z Włochami mają postać głównie gospodarczą i nie da się ich rozwiązać w sposób łatwy, szybki, prosty, a przede wszystkim zadowalający wszystkie strony wg zasady win-win. Każde ustępstwo na rzecz Rzymu, odbędzie się kosztem innych państw ze strefy euro, a może nawet kosztem całej UE. A największym „dźwigarem” w Unii są Niemcy.

Duży problemem dla Polski jest jednak to, że Francja i Niemcy jak dotąd nie akceptują tak wysokiej pozycji Polski w unijnej hierarchii. Własne i odrębne od zachodniego zdanie władz z Warszawy traktowane jest jako „bunt na pokładzie” konkretnej jednostki, który można w łatwy sposób zdusić odpowiednią karą. Brak efektów tej taktyki notowany od czterech lat, zamiast mitygować władze Berlina do rewizji postrzegania roli Warszawy, mierzi Niemców i skłania do zwiększania presji. Co zdaje się być również skutkiem niemieckiej niemocy w zakresie przeciwstawiania się amerykańskiej polityce i naciskom względem Berlina. Prezydent Donald Trump w bardzo sugestywny sposób potraktował Angelę Merkel i wywiera na Niemców presję przy każdej nadarzającej się okazji. Cła na stal i aluminium, sankcje na Nord Stream II, kary dla Volskwagena… Te wszystkie ciosy, Berlin przyjął bez gardy, a dodatkowo nie miał jak wymierzyć celnej riposty. Dlatego powiązana z Amerykanami Polska, znajdująca się pod ręką, jest doskonałym celem, na którym władze Republiki Federalnej Niemiec mogą wyładowywać swoją frustrację.

Paradoksalnie ta bezsilność wobec USA, a także nieskuteczne ataki na Polskę, mają wpływ na postrzeganie Berlina w UE przez inne państwa. Dotąd niekwestionowane przywództwo Niemiec, przestało kontrolować własną strefę wpływów (Europa Środkowa). Jako pierwsi wyłamali się z szeregu Węgrzy, ustalając niejako precedens. W 2015 roku do „zbuntowanych” dołączyła Polska, ale i Rumunii zaczęli prowadzić własną politykę fiskalno-gospodarczą, wbrew zaleceniom ECB (co im na dobre wyszło). Rzucone ziarno idei Trójmorza, choć wciąż mało efektywne, zaczęło jednak kiełkować. Niemal autorytarny sposób prowadzenia spraw Unii przez oś Paryż-Berlin, dobiegł końca. Nawet najmniejsze państwa zaczęły dostrzegać, że maja prawo wyrażać własne, odrębne zdanie, walczyć o swoje interesy, a przede wszystkim budować wspólne koalicje oparte na wspólnocie interesów na danej płaszczyźnie. Co nabrało sensu i może zacząć przynosić pożądane efekty.

 

Zły kierunek zmian

Jednak to nie w braku jednomyślności leży problem Unii, ale w braku akceptacji przez Paryż i Berlin odrębności stanowisk mniejszych graczy. Dwie dekady istnienia Unii Europejskiej pod niekwestionowanym przywództwem Berlina udowodniło, że kierunek obierany przez Brukselę, a dyktowany przez Niemcy, służył tylko i wyłącznie niemieckiej gospodarce. Pogrążając w stagnacji całą resztę euro-zony. Wspólna waluta euro jest już postrzegana (całkiem zasadnie) jako zagrożenie dla słabszych gospodarek i broń dla najsilniejszej gospodarki niemieckiej. Ostatnie dwadzieścia lat funkcjonowania UE, to dreptanie w miejscu, w sytuacji, gdy reszta świata skracała dystans do Starego Kontynentu, a nawet zaczęła prześcigać Europę. Egoistyczna polityka wewnątrz Unii, zadziałała jak trampolina dla Niemców, jednak UE jako całość stała w miejscu. Będąc bezwładna z powodu nałożonych, betonowych butów (w postaci m.in. waluty euro).

Rozpadanie się jedności politycznej wewnątrz Unii skłoniło elity z Paryża i Berlina, do podjęcia decyzji o zacieśnianiu władzy w UE. I do stworzenia pełnoprawnego Państwa Europejskiego, sterowanego centralnie. Ma to na celu uniemożliwienie mniejszym państwom torpedowania odgórnych ustaleń narzucanych przez „trzon” UE. Innymi słowy, zamiast dokonać radykalnej zmiany paradygmatów i przejść na model, w którym poszczególne państwa mają więcej swobody i mogłyby decydować co jest dla nich najlepsze (co budowałoby wewnętrzną konkurencję, która prowadzi do wzrostu), Francja i Niemcy postanowiły utrzymać model autorytarnych rządów. Skoro jednak dotychczasowy system UE pozwala kwestionować decyzje z Paryża i Berlina, wobec tego zdaniem władz z tych stolic, należy tak przekształcić UE, by nie było to już możliwe.

Unia Europejska traktowana jest przez Berlin jako narzędzie do promowania własnej gospodarki. I tam gdzie powinny panować liberalne zasady prowadzące do zdrowej konkurencji wewnątrzunijnej, tam narzucane są na państwa prawne kajdany. Natomiast w sferach, w których warto byłoby działać razem (jak np. wspólna polityka energetyczna i negocjowanie cen dla wszystkich w UE), Niemcy ukazały się jako wielki egoista dbający tylko i wyłącznie o własne interesy (vide projekt Nord Stream). Nic więc dziwnego, że próba przekształcenia UE w państwo, zaczyna budzić obawy nie tylko Węgier czy Polski. O powrocie do własnej waluty od dawne mówią Grecy, a od kilku lat Włosi. Decyzji do przystąpienia do strefy euro żałują też Słowacy. Euro pogrążyło gospodarkę Portugalii i ciąży nad Hiszpanią. Nie bez powodu Brytyjskim warunkiem przystąpienia do UE , było pozostawienie w obrocie funta szterlinga. Londyn doskonale zdawał sobie sprawę zagrożeń wynikających objęciem wspólnym systemem walutowym różnej wielkości i siły gospodarki.

Dążenie do centralizacji władzy w UE i próba jej scalenia w państwo, paradoksalnie wywołuje coraz większe tarcie wewnątrz Europy. Co może skończyć się rozsadzeniem tego podmiotu od środka. I winę za to nie będą ponosiły państwa sprzeciwiające się dyktatowi z Paryża i Berlina, a właśnie Francja i Niemcy, które nie chcą zaakceptować woli mniejszych, ale bardziej licznych graczy. Federalizacja Unii nie jest wcale odpowiedzią na istniejące problemy, a próbą utrzymania autorytarnych rządów prowadzonych przez duet Paryż-Berlin (pamiętajmy, że z racji wyjątkowych zasad, Brytyjczycy nieczęsto angażowali się w blokowanie inicjatyw z Kontynentu, raczej skupiali się na wynegocjowaniu w zamian za swoją zgodę na zmiany, regulacji pozostawiających Londyn poza danymi rygorami). To co powinni zrobić decydenci z Francji i Berlina, to pójść śladem idei założycielskich leżących u podstawy UE. Czyli przekształcić Unię na powrót w luźniejszą konfederację niezależnych państw, które będą połączone wspólnym rynkiem i granicami. Które będą ponadto prowadziły wspólną politykę handlową i energetyczną z podmiotami zewnętrznymi, co pozwala na uzyskanie silniejszej pozycji negocjacyjnej. Krępujące gospodarki regulacje unijne w znacznej mierze winny zostać anulowane, a Parlament Europejski rozwiązany. Bowiem tarcia wewnątrz unii nie dotyczą relacji ze światem zewnętrznym, a głównie występują w rozmowach o polityce wewnętrznej Unii. W której pewnego rodzaju rozwiązania próbuje się narzucać siłą, obejmując regulacjami wszystkich członków.

 

Polska numerem trzy UE

Wobec powyższego, należy się zastanowić nie nad tym, czy Polska zostanie nr 3 w Unii Europejskiej (bo póki co, nasza rola rośnie niemal mimowolnie), tylko czy zdoła osiągnąć taką pozycję zanim Unia Europejska się rozpadnie?

Niezależnie od tego, jaki kierunek obierze UE (federalizacja czy konfederacja), Polska w relacji do Hiszpanii i Włoch będzie zyskiwała na sile. Gospodarczo, ale i politycznie. Można z łatwością przewidzieć, iż znacznie lepiej poradzimy sobie z wychodzeniem z gospodarczego lockdownu. Nie tylko z uwagi na ww. argumenty (dynamiczna gospodarka, mały udział turystyki w PKB), ale i fakt, iż dysponujemy własną walutą. I wreszcie, po 30 latach niepodległości, zaczęliśmy z tego korzystać stosując dodruk (nie wprost, ale jednak pewnego rodzaju zamiennik mechanizmu QE). Jednocześnie z poziomem zadłużenia w wysokości 46% PKB, Polska posiada obecnie 14% bufor (do poziomu konstytucyjnego) pozwalający na stymulowanie gospodarki poprzez kredyt. Tego bufora nie mają ani Hiszpanie, ani Włosi.

To, na czym polskie władze powinny się teraz skupić, to deregulacja sfery gospodarczej, reforma systemu podatkowego (uproszczenie i ujednolicenie podatków oraz stawek) i ograniczenie biurokracji. O czym pisałem wielokrotnie. Jednak nawet pomimo ekstremalnie trudnych warunków biznesowych w Polsce, polscy przedsiębiorcy potrafią skutecznie prowadzić biznes. Dzięki czego polska gospodarka rozwija się szybciej niż inne, pomimo „pomocy” ze strony polityków.

Politycznie, Polsce potrzebny jest sukces koalicji wewnątrzunijnej w dowolnie wybranej sprawie. Co zbudowałoby nam pozycję regionalnego lidera i podmiotu, o który można budować inicjatywy „Nowej Unii”. Oczywiście nadal trzeba odpierać presję Berlina i nie godzić się na żadną kapitulację, bowiem to zniweczyłoby dotychczasowy wysiłek i poświęcenia. Skoro już zaczęliśmy tą polityczną walkę z Berlinem i Brukselą, to należy ją kontynuować. Porażka przyniosłaby bowiem znacznie więcej strat, niż dalsze opieranie się naciskom.

Jednocześnie, nasza dyplomacja powinna iść śladami Romana Dmowskiego i tłumaczyć decydentom z Paryża i Berlina, że w ich interesie jest zaakceptowanie Polski jako podmiotowego gracza Unijnego, z którym należy rozmawiać na partnerskich warunkach, przy uwzględnieniu jego stanowiska. Co pozwoli utrzymać wewnętrzną jedność i stabilność Unii. Przy czym to stanowisko musi być zawsze oparte o wspólnotę interesów z mniejszymi graczami, którzy zdecydowaliby się na współpracę z Warszawą. Musimy za wszelką cenę uniknąć poświęcenia interesów mniejszych państw w zamian za koncesje dla siebie. Polska musi jawić się jako lider dbający o wspólnotę, a nie mniejszy dubler RFN czy Francji, które kosztem mniejszych ustalają korzystne warunki wyłącznie dla siebie.

Istotną kwestią jest polityka wschodnia, która wykracza poza granice unijne. W tej sferze, powinniśmy dać jasno do zrozumienia, że bez Polski nie może być mowy o rozmowach z Białorusią, Ukrainą , a nawet Moskwą ponad naszymi głowami. I z drugiej strony, w Kijowie winniśmy pokazywać swoją odrębność i siłę względem Berlina. A także brutalną prawdę o tym, że Ukraina nie otrzyma pomocy z Unii Europejskiej, jeśli Warszawa nie wyrazi na to zgody. Nasze położenie geograficzne zwyczajnie umożliwia używanie takich argumentów.

Reasumując. Istnieją podstawy do tego, byśmy zyskali trzecią najważniejszą pozycję w Unii Europejskiej, warunkiem jest jednak m.in. to, byśmy to dostrzegali. I zachowywali się jak na jednego z liderów UE przystało. Z odpowiedzialnością, ale i odpowiednią stanowczością , w kwestiach dla nas istotnych. Ponieważ, jeśli sami nie będziemy traktować się z należytym respektem, nie zrobią tego inni. I nasz „bunt” będzie wciąż traktowany jako wybryk, a nie podstawa dobudowania własnej siły.

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

44 komentarze

  1. Mam pewne uwagi.

    Cytujac Pana:

    Dwie dekady istnienia Unii Europejskiej pod niekwestionowanym przywództwem Berlina udowodniło, że kierunek obierany przez Brukselę, a dyktowany przez Niemcy, służył tylko i wyłącznie niemieckiej gospodarce. Pogrążając w stagnacji całą resztę euro-zony
    ————————————————————

    Naprawde? Pamieta Pan lata 90 i ten chlew? Otwarcie sie na PL i naplyw inwestycji spowodowaly rozwoj tego kraju. Mozna twierdzic ze bez nich bylyby wieksze,ale mozna tez w druga strone. PL ma jedna zalete. Tania produkcja dla niemieckeij gospodarki. Tania i dobra jakosciowo. Na dodatek blisko.

    Uwazanie ze Niemcy sa winne za recesje calej eurozony to moim zdaniem takie same uproszczenie jak powiedzenie o Polakach ze wszyscy polacy to alkoholicy i zlodzieje,

    Euro jest projektem politycznym a nie ekonomicznym. Takie Wlochy to po historycznym scaleniu mikropanstewek – na poludnie od Rzymu przypominaja raczej Afryke. Grecja kolejny przyklad premii za mycie rak w pracy i biurwokracja.

    Uwaga numer 2:Co do statystyk – Churchill mawial ze wierzy tylko w te statystyki, ktre samemu sfalszuje. Polskie statystyki to kreatywna ksiegowosc. Dajmy ostatni przyklad Art. 220 Konstytucji RP.

    Banki kontrolowane przez obecnych pislamistow pomogly obejsc ograniczenia polskiej konstytucji. No i wszystko gra, drukowac pozwolono. A zadluzenie jednostek samorzadowych? A inne dlugi w tym dlug ukryty?

    PL czeka moim zdaniem ogromna recesja i tym wieksza im bardziej recesja dotknie stara EU. Zawsze beda ciac po peryferiach a PL to kraj w pulapce sredniego rozwoju, bardzo wrazliwy na zawirowania na rynkach swiatowych. Na dodatek ma susze, od meisiecy neikontrolowany eksport zywnosci i wladze, ktore staraja sie realizowac interesy wszystkich, ale nie polskie.

    1. Lata 90 hmm no tak lata w których Polskie firmy z znikały majątek był wykupowany przez zagraniczne firmy poczym wywieziony a firmy zamkniete. Weszły firmy zachodnie ktore miały kapitał Lidl Leroy i itd itp nie mówiąc już o obcych wywiadach które szalały jak na swoim podwórku. Dodruk pieniądza no jak widać w tym kryzysie swoją waluta pozwolila nam na to i to okazuje się zbawienne. Czy czeka nas recesja ? Nie sądzę ponieważ stoimy przed ogromną szansą. Następuje przebiegunowanie na świecie USA traci monopol i już jest konfrontacja z Chinami póki co na szczęście tylko ekonomicza. W Europie mamy coś podobnego tylko w mniejszej skali z osi wschod zachód przechodzimy na os północ południe. To czy nam się uda zależy tylko i wyłącznie od klasy politycznej i dogadaniu się przynajmniej w kilku ważnych kwestiach czyli cpk mierzenia via carpati i skutecznej polityki zagranicznej stoimy przed wyborem USA Chiny będąc w samych srodku. Chciałbym żeby to się udało Nam Polakom niezależnie od poglądów ale niestety nie wierzę bo politycy są jak dzieci tylko zabawki mają zbyt niebezpieczne

      1. (…)To czy nam się uda zależy tylko i wyłącznie od klasy politycznej i dogadaniu się przynajmniej w kilku ważnych kwestiach czyli cpk mierzenia via carpati i skutecznej polityki zagranicznej stoimy przed wyborem USA Chiny będąc w samych srodku.(…)
        Całkiem nie dawno (…)Prezydent Wszystkich Polaków(…) otwarcie określił swoich oponentów komuchami, zatem zapomnij.

  2. Tymczasem nasi rządzący zajmują się usuniętą z listy przebojów piosenką, podkopując własny softpower. Nie dorasta nam klasa polityczna do wyzwań, nie dorasta

    1. ale tego nie można nazwać klasa polityczna. Po pierwsze nie chodzi tylko o utwór a o coś więcej -vide Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk z lat ubiegłych.

      po drugie – nie deprecjonowałbym intelektu na przykład takiego 2 razy skazanego sądownie premiera pacynki. On kłamie notorycznie niczym rasowy towarzysz a prawdę mówi gdy się pomyli i jest intelektualnie taka tuza, ze mógłby ewentualnie, jeśli nie byłoby innych kandydatów prowadzić sklep wiejski w Mysichsutkach Malych.

      tak zwany prezydent RP. Bezwolny Dyzma, którego nie respektuje nawet własne ugrupowanie. Pokazali mu nawet w lokalnym grajdołku, ze maja go za ciapę, za zero. Dostał solidnego kopa przy powołaniu Towarzysza od ciemny lud to kupi na prezesa Kurvizji. Z jego zdaniem nikt się nie liczy. Wszyscy plują mu w twarz. Oto majestat Rzeczypospolitej!?

      Nie wspominając o kryminaliście ułaskawionym Ministrze MSWiA, o takich tuzach intelektu jak Suski, jak oborowa z Brzeszcz, Polcy i Polaki…etc. Toz w niektórych przypadkach szympans z wrocławskiego zoo robiłby mniej wstydu.

      Ale po pierwsze – za te pieniądze to nie spodziewajmy sie intelektualistów. Jeśli premier RP ma 1/4 pensji prawnika w DE to cóż….oni muszą dokraść aby powagę urzędu zachować.

      Po drugie oni mimo wszystko reprezentują racje stanu swoich mocodawców i nie mam tu na myśli polskich obywateli. Od lat czy jedni czy drudzy reprezentują te same grupy interesów. Ciężko byłoby to wytłumaczyć inaczej a tak to sobie pala głupa. No i każdy zaciska w PL zęby, płaci podatki i najwyżej chwile się zastanowi -no tak, znowu przegraliśmy znowu porażka no ale przecież gdy polskie interesy reprezentuje Suski kapelusznik czy oborowa no to było raczej do przewidzenia…

      Owszem, było. Ale to było zaplanowane i tak miało i ma być.

      To w historii już było. Taki był sobie atrakcyjny Kazimierz nauczyciel z Gorzowa. W normalnych warunkach zostałby co najwyżej podrzędnym urzędnikiem w lubuskim kuratorium oświaty. Jednak najpierw został premierem a potem został… doradca w Goldman Sachs.

      Dlaczego nim został? Co wielkiemu Goldman Sachs może przynieść praca wiejskiego nauczyciela szkoły podstawowej z Polski B? Oficjalnie nic, ale jesli nam przepchniecie te ustawę i nasi zarobią, to my się tu Wam towarzyszu odwdzięczymy.. Wy nam pomożecie a my Wam pomożemy. Zapłacicie sobie za fatygę towarzysze pieniądzmi polskiego podatnika.

      A teraz przypominam ze syn ułaskawionego ministra Kamińskiego pracuje w Banku Światowym. Czysty zbieg okoliczności. No co za przypadek.

      Formalnie wiec wszystko gra. A wiec drodzy Polacy – pracujcie nadal….władza potrzebuje waszych pieniędzy. Pesymistycznie powiem ze nie widze przyszlosci dla PL bo opozycja to tez takie same kwiatki – oni sa po jednych papierach. Jedni lubia jablka, drudzy gruszki. Tacy sami, pomidzy stolkami i korytami.

        1. Przecież napisałem, ze oni są po jednych papierach. Jedni bardziej kurtuazyjni i na salony wchodzą `z klasa` a drudzy to pislamski lepszy sort.

      1. (…)No i każdy zaciska w PL zęby, płaci podatki i najwyżej chwile się zastanowi(…)
        A Tanajno nie rozkręca przypadkiem polskiej wersji Żółtych Kamizelek… dzisiaj ponoć poszli na Belweder.

      1. Mieli miękki softpower niczym miękkie maseczki z podrobionym certyfikatem od hochsztaplera Szumowinskiego. No i jak się chwilkę jako maż opatrznościowy polansowal Moradziecki Klamteuszek, jaki show był. My som mocarstwo, klękajcie narody Very big plane, very big power, very big imagination..almost all very big, but the biggest compromitation….

        Tak możemy sobie pyszczyć na polityków ale np. @olaf powyżej wspomina Rostowskiego.

        Gdyby nie dawny minister stanu w kancelarii Lecha Walesy , to…

        – Nadał mi je prezydent Wałęsa, ale akt podpisał minister stanu w jego kancelarii Jarosław Kaczyński – mówi „gazecie Wyborczej” Rostowski.

        On dostał nadanie z Londynu, nawet obywatelem polskim nie był. Czyżby III RP formalnie niepodległą nadal zarządzał emigracyjny londyński Rzad, czy coś przegapiłem?

        To wszystko co na naszych oczach jest odgrywane to taka obecna Armenbibel vel Biblia pauperum czyli biblia ubogich. Parafrazując kultowy film – odkąd pamiętamy to towarzysze sa w komisjach.

        Wladze formalnie polskie są kompetentne i konsekwentne w realizacji celów i interesów do których zostały powołane. Tyle ze persewerując się – nie są to interesy polskiego podatnika a kogoś innego. Zadaniem zaś podatnika jest uczestniczenie w teatrzyku wyborów i wybranie tych władz, które owe interesy będą realizowały.

        1. O czym ty mówisz? I kadencja ich przekreślała… Gdyby nie ona to Niebieska Teczka Szydło spowodowałaby, że zagłosowałbym na nich. Zapewne zrobiłbym to nawet mimo podejrzeń związanych casusem Error’a 404.
          Mów co chcesz, ale to był materialny dowód na istnienie projektów ustaw, które wprowadzą DobrąZmianę i zakończą z tym imposybilizmem, który powoduje, że od zapowiedzi do realizacji mija wieloletni okres wielokrotnie przekraczający trwanie kadencji… co powoduje, że teraz np. drżę czy zdążymy z tym Baltic Pipe przed zakończeniem kontraktu Pawlaka i że zamias gazem będę musiał się zadowolić rzekomymi rewelacjami Leppera co je tak promował Sumliński.

          Ehhh… gdyby ta teczka była prawdziwa, a Kaczyński nie ładował się w te awantury o praworządność czy w światopoglądówkę to bym darowałbym afery z tamtej afery. A gdyby zbudowaliby Baltic Pipe i nawet przekopali tą Mierzeję (tego nie popieram, ale skoro już jest w ich programie trzeba to przeboleć) i byliby w zaawansowanej fazie użeglugowieniu rzek to wtedy zyskaliby nawet mój głos.

          To był ich SOFT POWER!!! Ale woleli się zająć wojną z gorszym sortem…

          1. Odnośnie tych awantur, to gdzieś słyszałem, że to jest nasza strategia ). To nasze NIE w EU i ciągłe spory, często o rzeczy nieistotne. Czasami Pisowcy wypuszczają takie babole prawne, że zaczynam w to wierzyć). Chodzi o odzyskanie wiarygodności przed państwami naszego regionu, przedstawienie Polski jako oponenta wobec Berlina i Paryża, i skupienie tych małych krajów wokół Polski, o budowę międzymorza.

          2. Ta strategi ma jeden feler… jak rzeczywiście OBWE ogłosi Polskę dyktaturą to staniemy się pariasem Europy i nasze życie będzie przypominało to na Białorusi.

          3. Tyle ze międzymorze to rojenie polskie, zwykła fantasmagoria niczym polska liga morska i kolonialna, a kraje które maja w tym niby uczestniczyć to maja wybitna alergie na polskie pomysły podobnie jak Węgry na polskie armatohaubice Krab – mieli w dudzie polska ofertę.

            Przypomnijmy ze urojone fantazjami międzymorze rzecz jasna ma być pod polska kontrola a to już jest żartem. PL nie biorą te Państwa na poważnie bo wiedza ze z PL nic nie załatwią a rozmowy z PL to strata czasu.

          4. Międzymorze samo w sobie nie jest złe… problem jest w naszym w podejściu do sprawy… my proponujemy zamiast wspólnoty wspólnych interesów proponujemy sojusz obronny przed kimś, kto nie uchodzi, przynajmniej powszechnie, za wroga. A przede wszystkim bycie liderem oznacza wzięcie lwiej części wysiłków przede wszystkim organizacyjnych, ale nie można też zapomnieć wysiłkach o finansowych, technologicznych itp., bez których plany Grupy Wyszrachdzkiej, Polityki Wschodniej, Międzymorzu itp. to czcza gadanina. Po prostu kto ma iść za kimś kto buduje kilkanaście km. autostrady rocznie?

          5. Przecież z tych obietnic nic nie zostało. Samochody elektryczne? Autobusy? Zbrojeniówka, drony, śmigłowce, czołgi? W zbrojeniówce marazm taki sam jak był, tylko gorzej. Bo już całą kasę wyda się w USA. Technologicznie mamy lata 70-te XX wieku w zbrojeniówce. Tylko zadęcie w TVP jak to inne narody klękają i nam zazdroszczą, ale to trafia chyba do chłopa na Podlasiu, co to nigdy za granicą nie był, albo zakompleksionego incela (involuntary celibacy), albo takiego co to słucha co mu ksiądz na ambonie nakaże (który potem wraca do swoich słodkich ministrantów, bo przecież w Polsce zakaz pedofilii kościoła nie dotyczy).

            Co takiego powstało na trwałe za rządów ostatniej władzy, oprócz rozwalenia iluś tam instytucji i obsadzenia posłusznymi swojakami wyciągniętymi gdzieś z bruzdy błota. Którzy zrobią wszystko by teraz na stołku zostać (na który bez politycznych koneksji, nigdy by się nie wdrapali, bo brakuje im kompetencji).
            No i rozdano całą nadwyżkę jaka powstała w czasach prosperity, jakby nie pamiętano biblijnej lekcji ekonomii o siedmiu krowach tłustych i siedmiu krowach chudych, że trzeba w czasach sutych odkładać na złe czasy które zawsze nadejdą. No i teraz z gołą d… wchodzimy w największy kryzys od dekad.

  3. Panie Krzysztofie – świetny artykuł podsumowujący perspektywę naszego kraju w kontekście naszej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej. Artykuł syntetycznie ujmując w.wym zagadnienia mocno kontrastuje z komentarzami umieszczonymi pod nim, które w nieudolny sposób próbują polemizować (?) z tezami artykułu, ale które na kilometr pachną polityczną bieżączką.

    Na plus Pana artykułu należy zapisać odwołanie się do oczywiście niskiej jakości naszych elit politycznych, jednak niczym nie odbiegających od poziomu elit państw południa.

    Zagłębianie się w szczegóły pozostawmy takim komentatorom, jak powyżsi.

  4. Jedyna nieścisłość artykułu na dodatek niezawiniona to wartości długu, w tym wypadku długu PL.

    1. Abstrahując od możliwej kreatywnej księgowości obecnych “polskich władz“ co kombinują jak mogą, aby dług ukryć, by wszystko było w porządku w papierach, jak propagandowy planowany pierwszy budżet bez deficytu etc., o delegowaniu zadań na jednostki samorządu terytorialnego i nie przekazywaniu na te zadania środków ( papier wygląda dalej ładnie) to:

    2. przypominam ze metodologia liczenia polskiego długu publicznego oraz unijna metodologia liczenia długu to są dwie różne pary butów.

    Wniosek: może się okazać ze dług PL jest w rzeczywistości troszkę inny niż oficjalnie liczony i podawany w statystykach.

    Kolejna sprawa jest to, ze DE miały przez ostatnie 3 lata co roku około 60 miliardów EUR nadwyżki budżetowej i to mimo recesji i zwijania się przemysłu. Innowacyjność gospodarki maja tez inna, podobnie jak wiarygodność.

    Obecnie w Niemczech sądząc po opiniach tylko i wyłącznie moich znajomych – zaczął się Armageddon, firmy zwalniają na potęgę. Biorąc pod uwagę, ze w PL jest bardzo dużo podwykonawców zwłaszcza dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego PL oberwie rykoszetem.

    To jak wyglądają gospodarki zobaczymy na jesieni. Nie jestem takim optymista jak autor artykułu i sadze ze PL czeka duza stagnacja i ogromne problemy. Z racji tego, ze tak zwany polski rzad to nie są elity intelektualne a raczej dno dna (i nie ma co pocieszać się innymi socjalistami z południa Europy) prywatnie uważam ze może być ciężko.

    Paradoksalnie PL ma duza szara strefe i mysle ze to nie bedzie tak zle, ale wszelkie spekulacje – sa wrozeniem z fusow. Zobaczymy.

  5. (…)Wydaje się być zupełnie oczywista. 2020 rok może być przełomowy.(…)
    W okresie kiedy OBWE czyni przygotowania do ew. ogłoszenia Polski dyktaturą ta teza może się spełnić, ale w drugą stronę… A parcie do wyborów w czerwcu to czyni taką sytuację wielce prawpodobną. Nawet Falandysz nie da rady wymyśleć procedury unieważnienia niewybrania Prezydenta, aby móc uruchomić art. 129 par. 3 i art. 131 par. 3.
    Swoją drogą jak się widzi ten pierwszy przypadek to włosy się jeżą na głowie… wystarczy uwalić wybór, aby powstało domniemanie zaistnienia stanu prawnego polegające na tym, że urząd Prezydenta został opróżniony.

    1. Czytając dzisiejsza prasówkę – jutro ma być gorąco.
      https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-rzad-pis-idzie-coraz-bardziej-na-zwarcie-z-unia-europejska-j,nId,4513775

      Czy zobaczymy sankcje? nie sadze, raczej powolne wycofywanie się z PL kapitału, przyspieszone o tyle, ze za unijne pieniądze w ramach renacjonalizacji, podobnie jak japoński rzad płaci swoim firmom za przeniesienie produkcji z Chin do Japonii.

      PL już zagrała va banque wobec DE. Przypominam otwarta krytykę polskiego rządu przez premiera Saksonii. Niemcy sobie poradzili, wiarygodność PL spadła no i troszkę przedsiębiorców od spedycji podupadło, ale stać nas, nie ma co. Jak znam Niemców to wyciągnęli wnioski, w PL raczej myśli się w kontekście najdalej jednej kadencji a nie perspektywicznie.

      Zastanawiam się kto jest większym zakładnikiem gry DE-PL. Czy aby nie Niemcy? Przeniesienie produkcji z PL jest po pierwsze czasochłonne, po drugie kosztowne, po trzecie skomplikowane. Niby można w PL przywołać do porządku, ale w czasach pełnej integracji gospodarczej byłoby to pyrrusowe zwycięstwo. Niemieccy jak i europejscy konsumenci nie są przygotowani na wzrost cen, a zwłaszcza teraz. Wprawdzie PL po wycofaniu się niemieckich inwestorów byłaby w latach 90tych, ale czy utrata rynku przez niemieckie firmy warta jest dyscyplinowania PL?

      Prywatnie uważam, ze na PL wystarcza sankcje. Jak nie będzie transferów środków unijnych od tej wyimaginowanej wspólnoty, to się szybko kolejne zwycięstwa moralne 27:1 wytłumaczy. Bo pislamowi w PL owszem UE śmierdzi i wadzi, ale pieniądze od tej wyimaginowanej wspólnoty już nie bardzo.

      Pieniądze unijne będą pislamowi o tyle jeszcze bardziej niezbędne, ze wbrew populistycznej retoryce rozdano już wszystko co było do rozdania a Anzej musi wygrać wybory, wiec potrzeba na rozdawnictwo jeszcze więcej. Mi tez popękały zajady od śmiechu na wieść, ze w NBP są nieprzebrane ilości gotówki…

      Koniec 500 plus byłby końcem PIS w roli wiodącej a na to sobie nie mogą pozwolić.

      Pèo skali zwolnień w DE – ludzi zwalniają zakłady masowo, dziesiątkami a male firmy zamykają się tez tysiącami – najciekawsze przed nami.

      Na niespokojne czasy potrzeba silnego przywództwa a taki pan Kaleta, co chciał profesorowi tłumaczyć postami na tweeterze struktury prawa to chyba rokuje nie najlepiej.

  6. Mamy dobre miejsce w blokach startowych i dobre perspektywy. Zwłaszcza co jednolitości etnicznej i kulturowej. I z braku “ubogacenia” multi-kulti. To “zacofanie” wyjdzie nam bardzo na zdrowie, gdy sytuacja ekonomiczna stanie się bardzo zła i socjal zostanie obcięty – socjał, który zwłaszcza muzułmanie uznają za haracz za pozostawianie białych tubylców w spokoju [to tzw. “dzizja” – zas samo ubogacenie kulturowe i cała ta “kolorowość kulturowa” – jest wydumana w głowach “postępowców” – dla muzułmanów cały proces polega na rozszerzaniu ummy świata islamu – pokojowym rozszerzaniu, ponieważ niewierni poddają się bez walki islamizacji. Taki proces jest dobrze znany od stuleci w kulturze muzułmańskiej – nosi nazwę “takija”. Nie sądzę, by tak drastyczne sytuacje nastąpiły na szeroko rozumianym Zachodzie od Skandynawii po Półwysep Iberyjski – szybciej jak w drugiej połowie lat 20-tych. To jednak trwa. Tym niemniej – gdy bieda dociśnie i socjał się skończy – dopiero wtedy się zaczną prawdziwe zamieszki. Wtedy pewnie i nowa i stara Polonia zacznie się ewakuować do Polski. Nie dla pieniędzy – tylko z powodów gardłowych – dosłownie. Zamieszki w Nowy Rok – które “tradycyjnie” kosztują np. we Francji ok 1000 spalonych samochodów – staną się obrzędem całorocznym i stale się tlącym i wybuchającym. Z oczywistym efektem wymuszenia w tych krajach drastycznego zwiększenia nakładów na resorty siłowe – i to akurat wtedy, gdy środki będą potrzebne na ratowanie gospodarki i technologiczna ucieczkę do przodu. Tak naprawdę o wzroście jednych państw i upadku drugich w Europie zdecyduje długi okres prasy ciężkich czasów – i stopnia zdolności społeczeństwa i instytucji do zmiany przystosowawczej. Czyli drugi ważny czynnik – to spójność i dynamiczny potencjał państwa i społeczeństwa. O ile co do zdolności przystosowawczych społeczeństwa polskiego nie mam obaw – o tyle co do poziomu sprawności instytucji państwowych – poziom jest niedostateczny. Oczywiście – presja konieczności i presja społeczeństwa wymusza zmiany na sternikach – ale tu chodzi o sam ustrojowy mechanizm systemowy. Efektem deficytu sprawnej i adekwatnej reakcji państwa do zmian w otoczeniu [czyli efektem braku homeostazy] może być pójście na skróty – ułożenie nowego systemu “na krótkie spięcie” – czyli na system autorytarny. Bo niestety społeczeństwo jest zbyt słabo zorganizowane i uświadomione oddolnie. Powtarzam – w ciężkich czasach władza nieuchronnie twardnieje – albo państwo znika. A jak nie będzie kontrbalansu oddolnego względem coraz twardszej “góry” – to jedynym skutkiem jest zawsze autorytaryzm…

    1. Nie rozumiem tego zachwytu nad monolitycznością kulturową tego kraju. Co ciekawe, ci którzy tak się tym zachwycają, nie pamiętają że zawdzięczają to Hitlerowi i Stalinowi, bo gdyby II RP się oparła II WŚ, to byłaby wieloetnicznym krajem.

      Fakt, mamy jednolitą monokulturę, jakieś 95% albo więcej obecnych polaków to potomkowie chłopów pańszczyźnianych, faktycznie niewolników. I taką kulturę pańszczyźniano-niewolniczą niesiemy z pokolenia na pokolenie. Plus wszędobylski i wszechwładny w tym społeczeństwie Kościół Katolicki, który ma na politykę i strategię przemożny wpływ. Super monokultura, bogactwo i kapitał na rozwój. Japonia ma monokulturę, ale ta ma potencjał. A ta polska chłopsko-postniewolnicza? Bo te huzarię którymi karmią nas politycy to bujdy dla ciemnego chłopskiego ludu, który z nimi nic wspólnego nie ma.

      Do takiej kultury nikt obcy nie ciągnie, no ewentualnie ukraińscy chłopi, potomkowie tej samej “czerni” która była pradziadami obecnych Polaków. I to nie by w tą kulturę się wpisać, tylko dla lepszych zarobków. A kultura może ciągnąć Ukraińców, bo jest bardziej zachodnia niż ta u nich. Taka podróbka tej dalej na Zachód. Stąd nie ma u nas takiego multi-kulti, bo nikt się tu nie pcha.

      Francja, Niemcy, Skandynawia – na tyle są to dobrze zorganizowane państwa, o rzędy wielkości lepiej od tego nad Wisłą, że ludzie tam ciągną. Nie tylko muzułmanie, Słowianie z Polski także. Tam jest organizacja państwa, przemysł, know-how, wyedukowane elity, planowanie strategiczne, demokracja w końcu, kultura… Owszem, ci których tam przyciągnęło lepsze życie, w jakimś tam procencie nie odnajdują się i trochę się szamoczą. Ale taką Francję na to stać. Tymi zamieszkami we Francji straszą w polskiej TVP. A we Francji był? Ja bywam, często. Daleko nam do tej organizacji, infrastruktury, komfortu życia, kultury. Tam nawet smogu zimą nie ma, a u nas jak w Chinach. Oni tam czasem robią zamieszki, bo ludzi czują się bardziej suwerenem i mają jaja. U nas, post-niewolnicze społeczeństwo pozwoli władzy na wszystko, pochyli głowę i nie zaprotestuje. Jakby w Warszawie zapłonęły auta, to może na Wiejskiej czy Nowogrodzkiej by się zreflektowali. Bo by politycy poczuli strach przed suwerenem.

      Proponuję sprawdzić, we Francji widać głównie francuskie firmy. W Polsce? też francuskie. Kolonią jesteśmy, i też nasi ciągną do Francji, jak czarni z Afryki z dawnych francuskich kolonii, do Francji. Tylko że ci czarni zwykle jakoś po francusku mówią.

      1. (…)Do takiej kultury nikt obcy nie ciągnie, no ewentualnie ukraińscy chłopi, potomkowie tej samej “czerni” która była pradziadami obecnych Polaków.(…)
        Tiaaa… przybyli tu wysłuchiwać (…)Hej sokoły(…)…

      2. Ja akurat mam nieruchomosc we Francji. No i powiedzmy wprost. Nie rozumiem przekonania ze we Francji to te no go zony…

        Owszem, sa. czy dzielnice paryskie czy kryminalna Marsylia. Świadczą o kryzysie państwowości. Tylko ze jakoś do tej kryminalnej Francji ludzie emigrują a do PL cóż..z PL emigrują. PL nie ma dzis w przededniu kryzysu czegokolwiek do zaoferowania własnym obywatelom. Te wszystkie przekonania ze ludzie będą zostawiać dorobki życia i wracać do PL. Dla mnie powrót PL to jest niczym emigracja do nowego kraju. Jedyna różnica to jezyk.

        Ludzie pochodzenia polskiego po latach emigracji nie maja tej więzi z PL. Tu nie chodzi o ojkofobie ale w PL czekają na powrót emigrować tylko po to by ich skubać. PL nie miała nie ma i moim zdaniem nie będzie miała oferty dla kogokolwiek a powracający z emigracji to – będzie standard. Ludzie nie potrafiący odnaleźć się na emigracji.

        Autor Wojczal poruszyl sprawe Norwegii i jej sytuacji po spadku cen paliw kopalnych.

        Kto wroci z Norwegii? Ludzie wykonujacy najprostsze prace w Norwegii, ktorzy czesto maja problemy w Norwegii z adaptacja dlatego bedzie im latwo zostawic Norwegie i wrocic.

        Powracający do PL w obliczu jakiegoś kryzysach beda Ci nie potrafiący sie w nowych warunkach zaadoptować. Raczej z niskimi kwalifikacjami i z problemami. Wyjechali z PL bo PL laa temu nie miala im wiele do zaoferowania. Przyjada wiec na polski socjal bedac obywatelami polskimi. Rozczaruja sie powrotem, dojda problemy spoleczne.

        Dlaczego mialby do PL wracac mechatronik Polak mający dziesiątki francuskich znajomych i wille w Thonon-les-Bains, ktory gdy najdzie go ochota wsiada na statek i po 30 minutach jest w restauracji w szwajcarskiej Lozannie?

        Co mu PL jest w stanie zaoferowac, kiedy on w takim Thales ma pensje jakiej mu zadna polska firma nie zaoferuje i jakosc zycia? Ta jakosc zycia obnizona nawet o 80% to nadal jakosc zycia, ktorej on w PL nie mial.

        Swoja droga taka ciekawostka. Polska szyderczo nazywana Bangladeszem Europy jest za Bangladeszem w przynajmniej poniższej kwestii.

        https://www.thalesgroup.com/en/worldwide/space/news/bangabandhu-satellite-1-pride-bangladesh

        jak z polskim programem? Ilu to zatrudnionych jest i jak w relacji koszt/efekt? Panowie z PGZ chetnie pewnie by zrobili konsorcjum i …

  7. Hurraoptymistyczne analizy jak miód na ranę dla zakompleksionych Polaków.

    Jednak zauważmy, że my ZALEŻYMY od gospodarek Francji i Niemiec, bez nich leżymy. Jesteśmy PODWYKONAWCAMI ich przemysłu, tańszymi i blisko, i to nasza GŁÓWNA zaleta. Przez okres od 1989 nie zbudowaliśmy własnego polskiego know-how, własnych polskich technologii, które byłyby unikalne. Robimy za tanich poddostawców prostszych komponentów, bo te już z wyższą technologią to Niemcy/Francuzi robią u siebie. Czy Polska ma jakieś produkty których świat potrzebuje i których nie dałoby się zastąpić produktami z innych krajów? To ten nasz sojusz z Niemcami i Francją dawał nam ciągły rozwój gospodarczy, i przenoszenie tu produkcji, tej bardziej pracochłonnej. Tylko że jak w Chinach tak sie działo parę dekad temu, to Chińczycy po cichu kopiowali technologie i uczyli się. My nie.

    Do tego działania ostatnich rządów, tych co tak się stawiają Niemcom (a z drugiej strony coraz głębiej w d… wchodzą USA), nie zwiększają konkurencyjności gospodarki. Poszły, z poklaskiem prostego ludu, w kierunku Greckim, powoli zmniejszając GŁÓWNĄ naszą konkurencyjność – NISKIE PŁACE.
    Sukcesywnie komplikują prawo utrudniając z roku na rok działalność przedsiębiorcom – najlepszym przykładem ostatnie działania “koronowirusowe” gdzie z dnia na dzień powstają nowe regulacje w których już nikt się nie łapie. Propagandowo nazywane “tarczami” są zbieraniną najróżniejszych przepisów zmieniających dziesiątki innych ustaw, a przy okazji wciska się tam różne kwiatki typu brak odpowiedzialności polityków (np. zakupy “w koronawirusie” bez żadnych zasad przetargowych oczy choćby ofertowych), likwidację “z powodu koronawirusa” dostępu do informacji publicznej, czy likwidację praw pracowniczych.
    A przede wszystkim tworzą coraz większe upaństwowienie gospodarki (na nasz koszt), oraz polityczną oligarchię. Od czasu do czasu wypływają takie kwiatki jak ostatnie interesy ministra Szumowskiego, który robi interesy ze znajomkami (jego instruktor narciarstwa sprzedający państwu maseczki bez atestów za zawyżone ceny, czy testy na koronawirusa z Turcji sprowadzane przez partyjnych znajomków), albo wprost pcha państwowe pieniądze do spółek rodziny (brata).
    Plus obsadzenie całego systemu sądownictwa przez swoich partyjnych nominatów, od najniższych sądów, przez instytucje “dyscyplinujące sędziów”, bo TK i SN. Dodając do tego prokuraturę partyjną, policję partyjną (ostatnio służącą do pacyfikowania przedsiębiorców), nie buduje się państwa zachęcającego do inwestowania. W każdej chwili inwestor może przegrać w partyjnym sądzie, chyba że ma za plecami siłę USA – bo wobec USA rząd ZAWSZE ustępuje i czeka potulnie na wytyczne.

    Nie wspominając o innych problemach, jak np. demograficzny, nadchodzący w szybkim tempie.

    Nie był bym taki optymistyczny w prognozach dla Polski.

    1. (…)Propagandowo nazywane “tarczami” są zbieraniną najróżniejszych przepisów zmieniających dziesiątki innych ustaw, a przy okazji wciska się tam różne kwiatki typu brak odpowiedzialności polityków (np. zakupy “w koronawirusie” bez żadnych zasad przetargowych oczy choćby ofertowych), likwidację “z powodu koronawirusa” dostępu do informacji publicznej, czy likwidację praw pracowniczych.(…)
      To nie jest problem tylko tarcz… to dotyczy nowelizacji ustaw, chociaż potrafi się coś takiego zauważyć przy całkiem nowych. Przykładowo w specustawie o CPK… http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20180001089/T/D20181089L.pdf jest o to taki kwiatek:
      (…)10)zakaz wydawania decyzji dokonujących lokalizacji oraz decyzji zezwalających na wykonywanie robót budowlanych na podstawie:
      a)ustawy zdnia 10kwietnia 2003r. oszczególnych zasadach przygotowania irealizacji inwestycji wzakresie dróg publicznych (Dz.U. z2017r. poz.1496 i1566) idotyczących zezwolenia na realizację inwestycji drogowej,
      b)ustawy zdnia 28marca 2003r. otransporcie kolejowym (Dz.U. z2017r. poz.2117 i2361 oraz z2018r. poz.650i927) idotyczących lokalizacji linii kolejowej,
      c)ustawy zdnia 12lutego 2009r. oszczególnych zasadach przygotowania irealizacji inwestycji wzakresie lotnisk użytku publicznego idotyczących zezwolenia na realizację inwestycji wzakresie lotniska użytku publicznego,
      d)ustawy zdnia 24kwietnia 2009r. oinwestycjach wzakresie terminalu regazyfikacyjnego skroplonego gazu ziem-nego wŚwinoujściu (Dz.U. z2017r. poz.2302) idotyczących lokalizacji inwestycji wzakresie terminalu oraz inwestycji towarzyszącej,
      e)ustawy zdnia 7maja 2010r. owspieraniu rozwoju usług isieci telekomunikacyjnych (Dz.U. z2017r. poz.2062) idotyczących lokalizacji regionalnej sieci szerokopasmowej,
      f)ustawy zdnia 8lipca 2010r. oszczególnych zasadach przygotowania do realizacji inwestycji wzakresie budowli przeciwpowodziowych (Dz.U. z2018r. poz.433) idotyczących pozwolenia na realizację takich inwestycji,
      g)ustawy zdnia 29czerwca 2011r. oprzygotowaniu irealizacji inwestycji wzakresie obiektów energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszących (Dz.U. z2017r. poz.552 i1566) idotyczących lokalizacji inwestycji wzakresie budowy obiektu energetyki jądrowej oraz inwestycji towarzyszącej,
      h)ustawy zdnia 24lipca 2015r. oprzygotowaniu irealizacji strategicznych inwestycji wzakresie sieci przesyło-wych (Dz.U. z2018r. poz.404) idotyczących lokalizacji lub realizacji inwestycji wzakresie strategicznych inwestycji wzakresie sieci przesyłowych.(…)
      (…)Najlepsze(…) podpunkty to d i f…

  8. Jeżeli Polska wyzyska swój lewar geostrategiczny, unikalne bogactwo energetyczne geotermii głębokiej HTR [unikalnej – wynikającej ze struktury geologicznej przesmyku bałtycko-karpackiego], jeżeli wykorzysta Skarbiec Suwalski i zbuduje na ich bazie pełne kontrolowane łańcuchy logistyczne “well to wheel” z produktami Przemysłu 4.0 high-tech wysokiej marży, jeżeli zainwestuje generalnie w technologię [w tym w prawdziwą edukację techniczna na wysokim poziomie] – wreszcie jeżeli Polska zbuduje całokrajową saturacyjną A2/AD Tarczę i Miecz Polski oraz pozyska suwerennie dysponowane głowice asymetrycznego odstraszania strategicznego – wtedy i przetrwa [ochroni zasoby ludzkie i aktywa materialne] – ale i wysunie się w przeciągu pokolenia na tę 3 pozycję na kontynencie. Ale to jakby warunek konieczny – ale niewystarczający “jakościowo” by mówić o prawdziwej “wielkości” – bo może być Polska silna i nawet prosperująca we wszelkich wskaźnikach technokratycznych – ale może to być Polska autorytarna, wręcz może być zamordyzm. Żeby tak się nie stało – społeczeństwo musiałoby zorganizować się oddolnie. Tego niestety brakuje. Stąd rozsądne przewidywanie co do Polski – wg mnie jest takie – pod naporem konieczności [obawiam się, że mobilizacja do działań zasadniczych może być niestety wg zasady “kopania studni do pożaru”] uruchomimy wszelkie zasoby i lewary, przetrwamy i relatywnie bardzo wzrośniemy [jakby to powiedzieć – pod względem instrumentalnej sprawności i siły] – ale obawiam się, że osiągniemy to kosztem odgórnego autorytaryzmu na czas Wielkiego Chaosu i Wielkiej Konfrontacji – a dopiero POTEM przyjdzie konstruktywny czas i realna możność “odkręcenia” autorytaryzmu na rzecz praw obywatelskich. Czyli na rzecz wzrostu nazwijmy “duchowego”, przywrócenia praw jednostki, oddolnego rozwoju społecznego – chyba wszyscy rozumieją, o co rzecz idzie… Cóż – pozostają słowa wieszcza – owe “nasz naród jako lawa…”… Notabene – był taki pan FN, który w Polakach widział ucieleśnienie swego wydumanego ideału “nadczłowieka” – ironicznie mówiąc na pocieszenie [ale z pewnym dystansem humorystycznym]: może coś jest na rzeczy….

    1. Toż to jakieś fantasmagorie. Geotermia głęboka? A2/AD Tarcza? Miecz? głowice? W Polsce? Przecież to nie Izrael. Kto to opracuje? Spece od pękających parówek badający “katastrofę” smoleńską? Rydzyk w Toruniu? Asystentki Glapińskiego z NBP? Biznesmen od dotacji Szumowski z bratem i żoną? Światły i bywały Kaczyński? Szalony Macierewicz? Może “mąż stanu” niezależny Duda? Ci przecież już zbudowali milion aut elektrycznych, port morski w Radomiu, Centralny Port Lotniczy, technologiczne huby, autobusy elektryczne, setki wyrzutni rakiet Homar, dziesiątki śmigłowców, okręty podwodne, tysiące dronów.
      Zorganizować oddolnie? Oddolnie to można pójść na piwo co najwyżej, albo na szaber.

      Po co tak się ograniczać? Miecz Polski? To dla niedowiarków. Ja bym postawił na Gwiazdę Śmierci, bazy na księżycu i flotę gwiezdnych niszczycieli. Oczywiście wszystko to da się sfinansować jabłkami z Grójca.

      1. @Karakal

        Na razie to komuna wraca. https://www.bankier.pl/wiadomosc/Panstwowa-siec-sklepow-spozywczych-Rzad-nie-wyklucza-7893563.html

        Zapomniał Pan o stępce na prom w Szczecinie, którą to złomiarze ukradli. Albo o lodołamaczu potędze klejonego taśmą papierowa.

        https://wszczecinie.pl/aktualnosci,to_ma_byc_poczatek_reaktywacji_stoczni_szczecinskiej_na_pochylni_wulkan_polozono_stepke_pod_budowe_promu_foto,id-28212.html

        Oto mąż opatrznościowy. Klękajcie narody przed skazanym 2 razy przez Sad. Oto nadzieja ludzkości. Historyk z układu, co z trudem studia skończył i bez pomocy towarzyszy nie dostały pracy w Biedronce.

        Tu chodzi o to samo o co chodzi w LWP. Papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko. Bez istnienia tak zwanego polskiego przemysłu zbrojeniowego nie ma uzasadnienia dla darmozjadów w Instytutach Uzbrojenia. Nie ma całej biurwy. To co Pan wymienia to tylko objawy a nie przyczyna.

        Ta polska rzeczywistość to wszystkim pasuje. A kto się próbuje wybić tego trzeba do poziomu rowno. Taki prywatny podmiot WB Electronics robiący drony w PL w Ożarowie Mazowieckim może być tylko podmiotem w ramach PGZ – już politycznie zadbano, aby biurwa i związkowcy z PGZ byli nie do ruszenia.

        WB Electronics droga urzedactwa zrobiono podrzędnym wobec skansenu związkowego w takim dziadostwie jakim jest PGZ. Towarzysze w PGZ byliby zagrożeni, a przecież oni mogą produkować czy pepesze czy taczankę i pensje będą dostawać. Wiec pieniądze podatnika najpierw muszą przepłynąć przez PGZ aby tam mogły nakarmić stada potrzebujących a dopiero potem do WB Electronics.

        Nie było żadnej realnej przyczyny aby projekty dla LWP robiło wyłącznie WB Electronics bez drogiego pośrednictwa betonu związkowo partyjnego z PGZ ale wtedy nie byłoby drogiego Misia i koniaczków.

        Gdyby komukolwiek zależało na rozwoju PL to pieniądze nie szły by przez pośredników, ale wtedy nie można byłoby się dorobić. No bo byłoby zbyt prosto. Oto nasze produkty – oto faktura. Gdzie wtedy te stada urzędników w MON i innych Instytutach, produkujących makulaturę? Gdzie wtedy specjaliści od dialogu technicznego i specyfikacji taktyczno-technologicznej znaleźliby robotę?

        A tymczasem ludowe wojsko polskie nie może się od lat doprosić zwykłego granatnika przeciwpancernego. No ale ustalmy- od 20 lat zmieniają się założenia taktyczne, dialog technologiczny został raz rozpoczęty. Potem zmieniły się założenia. A potem przyszła nowa ekipa… A my na etatach związkowych w Bumarach, PGZ, Obrumach, my towarzysze twardoglowi niczym beton w Wojskowych Instytutach Technicznych Uzbrojenia wysluge lat mamy, mieszkania sluzbowe mamy, kupimy je potem za 1% naszej pensji a ostatniego dnia przed nasza emeryturka na koszt podatnika napompujemy ich wysokosc. Teraz my wszyscy pensje mamy, lodóweczki pełne, wódeczkę z towarzyszami sie wypije. Zyc nie umierac.

        A co nas skrzeczaca rzeczywistosc obchodzi, wazne abysmy mieli zoladki pelne i aby na konto wplywalo. Wiec nikt z nas nie na na tyle honoru by o rzeczywistosci mowic, bo mowic mozesz ale na spowiedzi. Kto sie spowiada w Ordynariacie tego sciezka awansu sluzbowego szybko do gory.. Towarzysz mierny bierny ale wierny i szybciutko przy jeszcze wiekszym korycie…

        No wiec jest sobie najnowszy okret w sluzbie marynarki wojennej RP co droga urzedactwa moze co najwyzej walczyc z somalijskimi motorowkami gdyz brak mu nowego uzbrojenia. Pieniadze nawert na nie byly ale w wojsku wszystko musi byc skomplikowane i przejsc przez 90 komisji wiec jak w PRL – jak to fajnie zesmy droge 40 lat budowali, nareszcie w drugim dniu po otwarciu mozemy zaczac jej remont.

        Przeciez to wszystkim pasuje. Wiec jak pasuje, jak profity sa, to piszemy sobie piekne fantazje na papierze, w marynarce admiralow wiecej niz jednostek plywajacych, pieniadze na koncie, a to ze polskie okrety podwodne stwarzaja o wiele wieksze zagrozenie dla swoich zalog niz dla potencjalnego nieprzyjaciela a kogo to obchodzi. Mozna pisac raporty i robic dialogi techniczne,aby gonic kroliczka, gonic kroliczka…

        Bo trzeba gonic kroliczka a nie zlapac go.

        1. Święte słowa. Ciemny lud nabrał się na te dęte słowa o wielkości obecnego rządu, na te prezentacje na pdf Morawieckiego o milionie samochodów elektrycznych, promach, statkach, portach centralnych, elektrowniach atomowych, polskiej sile węgla z polskich kopalń, przekopom, lotniskom w Radomiu, autobusach elektrycznych, polskich “dolinach krzemowych”. A, jeszcze opowieści Macierewicza o tysiącach dronów, śmigłowcach które już zaraz, w tym roku, potem kolejne, o okrętach podwodnych, rozwoju śmigłowców razem z Ukrainą, setkach wyrzutni Homar…

          Łykali te miłe słowa wyborcy z ciemnego ludu, jak to już, zaraz będziemy więcej od Niemca zarabiać, wystarczy tylko “nie kraść”. A, jeszcze słodkie słowa o “Międzymorzu”, jak to Polska prym będzie wodzić.

          No to dostali pełnię władzy, wszystko, a sami wzięli jeszcze więcej: Sejm, Senat, prezydenta, policję, prokuraturę, CBA, sądy wszystkich szczebli, spółki państwowe które jeszcze za państwowe pieniądze kupowały (renacjonalizowały) kolejne firmy, byle tylko było gdzie usadzić swoich Misiewiczów, krewnych, pociotków… A reszta rodziny PiS zakładała spółeczki, byle tylko z rozdzielnością majątkową od polityków na państwowych stołkach, którzy oficjalnie “nic nie mają”.

          Minęło już 5 lat i co mamy?
          Wielki bur….el, który wychodzi w czasie epidemii. Oby te “sprawdzam” nie było takie jak “sprawdzam” we wrześniu 1939, gdy wcześniej było “nie oddamy ani guzika” a potem w 3 tygodnie kraj się rozpadł, a rząd spiep…ł za granicę.
          Do tej pory można było jako tako jechać na koniunkturze, bogać swoich, a ciemnego ludowi coś sypnąć w gotówce (degradacji usług publicznych nie zauważał, bo już przyzwyczaił się że jest …owo, więc kolejny stopień degradacji trudno od razu zauważyć). Dużo nowych niskich podatków, górnikom dola, Rydzykowi dola, i jazda.

          I co teraz mamy. Najpierw przy okazji koronawirusa przepchnięto złodziejskie prawo, gdzie wszelkie “koronawirusowe” zakupy wyjęto spod zamówień publicznych, czy choćby jakiejś uproszczonej procedury ofertowej. I rzucili się ziomki, krewni, kumple, sprzedawać państwu towar bez atestów po zwielokrotnionych cenach. Okazja życia. Każdy może, pod warunkiem że polityków PiS zna (i pewnie po cichu się dzieli). A to wynajmuje się niepotrzebnie największy samolot na świecie (choć można to przewieźć choćby Boeingiem 777 dużo taniej) i przepłaca kilkukrotnie za maseczki bez atestów. A to chytry góral uczący ministra jeździć na nartach zarabia parę baniek. A to firma powiązana z jedyną słuszną partią sprzedaje z przebitką tureckie testy, mimo iż polska oferuje je 2 razy taniej. A ile takich spraw nie wypływa? Bo kto ma to policję, prokuraturę, sądy, państwowe media i część prywatnych (suto dotowanych z państwowych spółek)?

          Ale jak tu wspomniano, można ocenić co takiego przez 5 lat osiągnęła PGZ i Armia. Ta sama PGZ do której wstawiano fachowców pokroju Misiewicza.

          Jak w sienkiewiczowskim “Potopie”, Polska to kawał sukna z którego co rusz ktoś chce sobie płaszcz wykroić.

          1. (…)portach centralnych, elektrowniach atomowych,(…)
            Za przeproszeniem, ale to nie są wynalazki DobrejZmiany
            – o CPL mówiono już w PRL’u, a za III RP rządy SLD umieściły tą inwestycję w Mszczonowie
            – z kolei EJ wymyślił rząd Tuska

      2. Sam lewar kapitałowy zastawu Skarbca Suwalskiego surowców strategicznych wystarczy i na “know-how” i na kadry i na infrastrukturę. I na łańcuchy logistyczne Przemysłu 4.0 Przy silnym konsensusie pekińskim zastosowanym przez państwo [zamiast samobójczego dla Polski konsensusu waszyngtońskiego] – to inwestorzy zagraniczni będą się ustawiali w kolejce i licytowali z ofertami – jak Pekin przyciśnie ceny surowców strategicznych dla Zachodu – albo i zaprowadzi pełne embargo. Przypomnę – Chiny kontrolują 85% rynku surowców strategicznych – a bez nich nie ma high-tech i rozwoju technologicznego – który jest samym rdzeniem wyścigu USA-Chiny [i reszty graczy]. Nie przypadkiem Xi pod koniec zeszłego roku wysłał czytelny komunikat strategiczny – wizytując chińskie kopalnie surowców strategicznych – pokazując kto ma lewar w ręce. Co do geotermii HTR – ta ma sens dla Polski ze względu na nasz wyjątkowy układ geologiczny na styku kilku płyt geologicznych na przesmyku bałtycko-karpackim. Chętnych namawiam tradycyjnie do lektury studium wykonalności prof. Bohdana Żakiewicza w Rurociągi nr 70 1-2/2016. Tak w ogóle – ja piszę o rzeczach całkowicie realnych – natomiast Karakal fantazjuje – i tym się różnimy. Czyli to Karakal się ośmiesza – ja nie.

        1. (…)na “know-how”(…)
          Może i wystarczy… ale takie rzeczy nie są na sprzedaż za żadne pieniądze świata. No może, od firmy, która jest na etapie wyprzedaży sreber rodowych, ale i wtedy na przeszkodzie mogą stanąć kwestie prawne w stylu amerykańskich regulacji ITAR… która swego czasu doprowadziła do takiego absurdu, że jak Amerykanin chciał stosować oprogramowanie PGP za granicą to musiał skasować przed udaniem się na granicę i ponownie je zainstalować, gdy już opuścił jurysdykcję USA. Musiał z tego powodu z tego powodu, że przyłapanie na (…)eksporcie(…) oprogramowania kryptograficznego groziła kara więzienia.

          1. JSC, Pamiętam prasowa histerie na sama serie podań i licencji na odwierty badawcze o złożach gazu łupkowego w PL.

            PL miała być mocarstwem niczym Kuwejt lub Emiraty i te bajońskie sumy już wydawano na socjal oczywiście. Co prawda wtedy nie było takich cen węglowodorów jak dziś, ale nie było jeszcze żadnego działającego odwiertu, niczego.

            Okazało się ze gazu łupkowego tak jak złotego pociągu na którymś tam kilometrze… brak. Tyle głosów wyborczych można było na tym zrobić. Taka ładna katastrofa.

            KGHM stal się drugim producentem srebra na świecie. Ma szanse nawet być pierwszym. Na KGHM zarabiają wszyscy, ale nie Polacy.

            PL do dziś nie ma czegoś takiego jak srebrna moneta bulionowa. RPA ma Krugerrandy. Taka Austria ma filharmoniki…

            KGHM to ikona polskiego nieudacznictwa. Tu się przewijają motywy science fiction a tak zaawansowanego produktu jak moneta inwestycyjna brak. Dlaczego- bo Polak nie potrafi. Nie potrafi wybić kawałka metalu, krążka z blachy a marzenia są wielkie, mocarstwowe wręcz. A tak patrząc dalej czego się Polacy nie dotkną to spieprza.

            A PL ma nad-prezesa tysiąclecia i wizjonerów. Wizjonerów i my mocni som a nasza silom sojusz z San Escobar.

            Tak jest od kilkuset już lat.

            Surowce ziem rzadkich bedzie sie wydobywac z dna morskiego i w tym kierunku od kilkunastu lat ida prace. Rzekome surowce w PL lataja mocarstwom w oparach latryn, gdyż nie maja znaczenia.

            Choc mam nadzieje ze ktoś z decydentów założy spółkę – Polrarements (od polish rare elements) i tam widzialbym takich intelektualistow jak Suski czy Sasin, oczywiscie z calym dworem ,zarzadem ,doradcami, sekretarzami oraz zleceniami dla firm zewnetrznych, by jeszcze wiecej podatnikowi ukrasc. Bedzie taki sam sukces jak wspomniane miliony mieszkan, elektryczne autobusy z Autosanu, samochody z Ursusa etc. Bedzie mozna sie nachapac na kilka pokolen.

            Tymczasem wraca stare https://biznes.radiozet.pl/News/Polski-Holding-Spozywczy.-Wielki-powrot-panstwowych-sieci-sklepow

            Czekam na reaktywacje Gminnych Spoldzielni Samopomoc Chlopska, Panstwowych Gospodarstw Rolnych, czynu spolecznego i innych zjawisk z lat 50. Niech nam towarzysze zyja.

          2. (…)Tu się przewijają motywy science fiction a tak zaawansowanego produktu jak moneta inwestycyjna brak.(…)
            Tu wielkiej ujmy nie widzę… po co nam produkty czysto spekulacyjne?

          3. @JSC

            lepiej miec monety speulacyjne, dzieki ktorym na chciwosci i pragnieniu spekulacji sie ma przychody niz eksportowac wegiel, do ktorego eksportu podatnik doklada.Juz na etapie wydobycia plus do jego transportu i do eksportu.

            PL to potega, eksportuje X milionow ton wegla rocznie (a do kazdej tony w zaleznosci od metodologii doplaca od kilkunastu do kilkudziesieciu USD). to gospodarcze perpetuum mobile, ale tylko do momentu gdy podatnik za to placi.

            Krugerrandy daja wiecej miejsc pracy niz taki CD Projekt.

          4. (…)Krugerrandy daja wiecej miejsc pracy niz taki CD Projekt.(…)
            I co to ma być za argument? Kto powiedział, że celem przedsiębiorstwa jest dawanie zatrudnienia?

  9. Tak dla skomentowania sytuacji z zapowiedzianym wycofaniem ok. 9,5 tys żołnierzy USA z Niemiec – z tego część relokowana do Polski: w sumie to taki strategiczny sygnał Waszyngtonu do Berlina: “nie jesteście już naszym oczkiem w głowie, punkt ciężkości naszej obecności powoli przenosi się do Warszawy”. To sygnał, że Mittteleuropa traci koncesję na rzecz proamerykańskiej Wschodniej Flanki. Nie mówię, że Trójmorza – bo to koncept czysto papierowy, na razie bez wsparcia finansowo-ekonomicznego ze strony USA – tylko potencjalny. A Wujek Sam robi bokami i ma węża w kieszeni – dla niego jesteśmy rynkiem zbytu dla uzbrojenia i LNG. Ale wsparcie wojskowe i częściowo polityczne [np. sankcje na NS2] są już bardziej konkretne. Zmuszają Kreml i Berlin do porzucenia projektu budowy supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – “najgorszego koszmaru USA” – jak to określił George Friedman w 2013 – gdy stało się jasne po 4 latach resetu od pamiętnego 17 września 2009 [czyli od kolejnej Jałty kosztem Polski], że Berlin i Kreml markowały sojusz czy przynajmniej antychińską współpracę z USA i starały się “wykiwać” USA i zbudować swoje supermocarstwo – silniejsze od USA. Zresztą – to nowe supermocarstwo miało być silniejsze także od Chin. Czyli miał powstać nowy globalny hegemon – dzięki połączeniu ekonomiczno-finansowo-technologicznego zasobu niemieckiej UE z militarnym, surowcowym i przestrzennym potencjałem FR. Dlatego właśnie Pekin – który już w 2011 prawidłowo “zdekodował” prawdziwe intencje “nowej lepszej Unii Euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku” – od razu zabezpieczył kluczowy “spójnik” miedzy Berlinem a Kremlem – czyli przesmyk bałtycko-karpacki [czyli Polskę] – podpisując w środku resetu USA-Rosja – po 55 martwych dyplomatycznie latach – traktat o przyjaźni i współpracy strategicznej z Polską. Co nastąpiło w Pekinie 20 grudnia 2011 – jako ostrzegawczy sygnał strategiczny do Kremla i Berlina [ale i do Waszyngtonu – który wtedy w 2011 – skrajnie naiwnie zgodnie z ustaleniami z 2009 – rozwiązał II Flotę US Navy – i wycofał co do jednego wszystkie Abramsy z Europy. Powrót Abramsów do Europy [w postaci budowy szkolnego batalionu pancernego w Grafenwoehr] nastąpił dopiero późną jesienią 2013 – dopiero gdy po upokorzeniu w Syrii Waszyngton zrozumiał, jak Kreml i Berlin go oszukiwały – co zaskutkowało także odpaleniem Majdanu. Co do II Floty US Navy – z uwagi na bezwładność przy tak dużych podmiotach – i obłożenie na Pacyfiku – reaktywacja II Floty nastąpiła w 2018 – wraz z odtworzeniem blokady GIUK – i wejściem w Arktykę. Wracając do Chin – traktat z 2011 nieco powstrzymał zapędy Kremla i Berlina – ale w ocenie Pekinu niedostatecznie. Stąd kolejny sygnał – podpisanie umowy o współpracy wojskowej Pekin-Warszawa – od 2012 nasi generałowie latali do Quingdao na narady sztabowe z chińskimi kolegami. Także w Warszawie w 2012 Chiny ogłosiły powstanie 16+1 – czyli strefy buforowej wpływów chińskich – rozdzielających Berlin od Kremla. A w 2013 w Astanie [stolicy Kazachstanu – traktowanego przez Kreml jako “wyłączny obszar wpływu Rosji” Xi ogłosił budowanie Nowego Jedwabnego Szlaku. Gdzie wszystkie główne nitki NJS zbiegają się w Polsce. Publikacje chińskie, pokazujące Polskę jako główny europejski hub NJS [i kontrolowane przecieki w kuluarach w Quingdao] – wywołały w końcu reakcję Waszyngtonu – który od tej pory niemrawo głosi konkurencyjne Trójmorze – ale bez inwestycji i wsparcia kapitałowo-technologicznego – co jest wielkim błędem USA. Bo w takim układzie długofalowo i tak Chiny zbudują swoją strefę wpływów. USA chcą “decouplingu” swoich sojuszników z Chinami – tylko za parasol bezpieczeństwa militarnego. To nawet dla sojuszników na Pacyfiku – bezpośrednio zagrożonych przez rosnące militarne i polityczne wpływy Pekinu – to “dużo za mało”. To widać najlepiej na przykładzie Australii – rozdartej miedzy profity eksportu do Chin [surowce, żywność], a parasolem bezpieczeństwa ze strony USA – i żądaniem Waszyngtonu rozwodu ekonomiczno-handlowego z Chinami. W przypadku państw Wschodniej Flanki [szczególnie Polski] żądanie “decouplingu” handlowo-ekonomicznego z Chinami – oznacza duże straty choćby z tytułu kosztów alternatywnych zaniechania budowy hubu NJS [czyli zbudowania nowej Holandii czy Singapuru – które wyrosły na przeładunkach i hubach logistycznych]. W przypadku Polski nacisk USA ma zbytnio roszczeniowe podejście – bo i parasol militarny się skończy, gdy USA generalnie wyjdą z Europy na Pacyfik – co wg Pentagonu ustami gen. Hodgesa [Warsaw Security Forum 2018], nastąpi max w 15 lat – a raczej w 10 lat. Czyli licząc od 2018 – nasze okno czasowe amerykańskiego parasola bezpieczeństwa – jest tylko TYMCZASOWE – zakończy się w latach 2028-33. I pod tym kątem należy oceniać ew. relokację części sił USA z Niemiec do Polski – jako operację tylko tymczasową. Wniosek generalny – po 2028-33 [może z poślizgiem ze 2 lata z uwagi na skutki koronawirusa] możemy liczyć zasadniczo tylko na siebie i ew. na sojusze regionalne. Stąd PRIORYTET to uzyskanie suwerennego odstraszania strategicznego. Czyli własne [dysponowane tylko przez nas] głowice odstraszania strategicznego. Do potencjalnego użycia asymetrycznego – specoperacjami na terenie zagrażającego nam gracza. Tu NATO Nuclear Sharing może być traktowane co najwyżej jako rozwiązanie pomostowe. Druga rzecz – należy priorytetowo przeorganizować cały PMT – pod kątem uzyskania saturacji asymetrycznej obrony Polski – dla takiego podniesienia poprzeczki koszt-efekt dla agresora, by ten zrezygnował z NIEOPŁACALNEJ agresji na etapie planowania. Tutaj jest kwestia zrozumienia strategii asymetrycznego PMT. Zamiast ślepo kupować nowe czołgi zamiast starych – trzeba zamiast 1 nowego czołgu [z całym pakietem logistyczno-serwisowym, uzbrojeniem] kupić ze 100 pozahoryzontalnych sieciocentrycznie wpiętych kppanc [np. właśnie certyfikowany Brimstone 3 dla wszelkich nośników – znacznie lepszy generacyjnie i bardziej perspektywiczny od rodziny Spike]. Bo nasz drogo zakupiony 1 nowy czołg zniszczy może z 5 czołgów przeciwnika [realnie 2-3] – natomiast te 100 nowoczesnych kppanc [zamiast 1 nowego czołgu] – zniszczy około 50 czołgów przeciwnika. Na tym polega kalkulacja koszt/efekt i asymetria przewagi obrony nad atakiem. Tak samo z obroną plot [najlepiej rakiety z funkcją zwalczania i samolotów i rakiet przeciwnika – niekoniecznie PAC-3MSE – bardziej sensowny byłby właśnie rozwijany południowokoreański L-SAM – z 2,5 razy większym zasięgiem – czyli 6,25 razy większym obszarem obrony – i z 2 razy wyższym pułapem przechwycenia]. Czyli antyrakiety z funkcją plot – zamiast samolotów. Bo za 1 F-35A [z uzbrojeniem i cała infrastruktura i logistyką – kupię ok. 30 antyrakiet – które zniszczą ca 15 rakiet przeciwnika – lub 20-25 samolotów i cieżkich dronów bojowych [klasy Ochotnik]. Dlatego własnie nie ma sensu rozdzielanie obrony nieba na plot [przeciw samolotom i uskrzydlonym pociskom manewrującym] i antyrakietową. Sens ma oparcie się o antyrakiety z manewrowością przynajmniej 100+G – z funkcją plot. Proszę pamiętać – środki “antyrakietowe” są też skalowalne – od ciężkich drogich systemów antybalistycznych górnego piętra – po środki C-RAM – np. LM MHTK – za 15 tys dolarów sztuka. Plus masowo drony we wszystkich domenach [w tym także podwodnej] dla maksymalnego asymetrycznego podniesienia poprzeczki przeciwnikowi – zmuszenia go do przejścia do obrony – przy minimalnym koszcie własnym. Bo dron nie pobiera płac, nie wymaga opłat emerytury [płace osobowe pożerają 3/4 budżetu MON], jest gotowy do akcji zaraz po załadowaniu oprogramowania i wpięciu go do systemu sieciocentrycznego C4ISR – nie wymaga długotrwałego szkolenia. Dość powiedzieć, że wyszkolenie załogi czołgu to 2 lata, pilota wielozadaniowego samolotu bojowego z pełną zdolnością operacyjną – znacznie dłużej. No i systemy załogowe mają ograniczenia nakładane przez ludzi – wymagają systemów podtrzymywania życia, sami ludzie nakładają silne ograniczenia na parametry walki – np. pilot myśliwca ogranicza maszynę do przeciążeń rzędu +9G do – 6G – tymczasem już teraz drony można budować z przeciążalnością rzędu 50+G – czyli z większą manewrowością, niż większość obecnych rakiet plot powietrze-powietrze i ziemia-powietrze. System załogowy ma granice ryzyka misji – a dron można poświęcić w misji bez tych ograniczeń – jeżeli tylko kalkulacja koszt/efekt zapewnia sukces. W przypadku Polski najsensowniejsze jest zbudowanie [Izrael już to robi – stety/niestety do tego się przyczyniłem różnymi publikacjami na d24 ] całokrajowej sieciocentrycznej strefy A2/AD – z jednym C4ISR – sieciocentrycznie integrującym “każdy sensor – każdy efektor – każdy nosiciel” – dla wszystkich domen [wliczając podwodną – zwłaszcza 4 zdronizowane linie blokadowe na Bałtyku] . Z saturacyjną “tarczą” i “mieczem” – od rakiet HOMAR przez JASSM/JASSM-ER – po APR dalekiego zasięgu [150+km] czyli precyzyjnej amunicji lufowej dla Krabów i Kryli – po roje dronów – zapewniających dynamiczny parasol krajowy obrony [jako nosiciele rakiet: Piorun, MHTK, ale także Brimstone 3, Pirat, Moskit] – i stanowiące element ruchomego uzyskania przewagi w powietrzu i względem ziemi – w przełamujących rojach dronów. Proszę zauważyć – drony lotnicze z Piorunami i MHTK można użyć defensywnie – z parasolem pułapu do ca 15-18 km [w przypadku dronów wysokiego pułapu] – nad całą Polską – ale można też użyć stricte ofensywnie – w ramach “towarzyszącego” zapewnienia osłony i przewagi w powietrzu dla uderzeniowych rojów dronów – szczególnie względem przełamywania i niszczenia A2/AD Kaliningradu [a ca 2025 powstanie też A2/AD na Białorusi – po jej anschlussie – odwlekanym, ale nieuchronnym]. Tak samo drony z Bromstone 3, Piratem czy Moskitem – można użyć defensywnie bądź do likwidacji desantów aeromobilnych – bądź do złamania uderzeń pancerno-zmechanizowanych – ale także stricte ofensywnie – własnie jako “przełamująca fala” projekcji siły roju dronów – do precyzyjnego, saturacyjnego niszczenia aktywów bojowych i logistycznych przeciwnika. Wliczając w to także powierzchnię Bałtyku. Stąd na Polskim Teatrze Wojny – najmniejszy sens [ze względu na małą saturację i wysokie koszt systemów i wrażliwość ] ma użycie uzależnionych od lotnisk betonowych F-35A z JSM, także F-16 z JASSM/JASSM-ER, dużo mniejszą podatność na zniszczenie mają Homary, aczkolwiek ich saturacja uderzenia i wrażliwość antyrakietowa jest niezadowalająca na Polskim Teatrze Wojny wobec saturacji i parametrów systemów antyrakietowych FR. Znacznie lepsze parametry “niewrażliwości mobilnej” i saturacji projekcji siły mają Kraby i Kryle, tyle, że ich zasięg ognia nawet przy rozwoju APR Nammo-Boeing raczej nie przekroczy 200 km. Najbardziej elastycznym skalowalnym, wielozadaniowym i wielodomenowy i sieciocentrycznie uszykowanym “medium defensywno-ofensywnym” są roje dronów [nie tylko z efektorami bojowymi – także z sensorami, pozycjonerami celów, retransmiterami – dla rozciągniecia C4ISR real-time] – i na nich winniśmy się skupiać dla REALNEJ SKUTECZNEJ SUWERENNEJ obrony Polski. Oczywiście to komponent konwencjonalny – bez domknięcia głowicami asymetrycznego odstraszania – nie uzyskamy pełnej obrony strategicznej Polski. Same głowice nie wystarczą – bo agresor może prowadzić wojnę poniżej progu drabiny eskalacyjnej uzasadniającej użycie broni jądrowej. Nie musi to być nawet wojna kinetyczna – to może być wojna “rozproszona-podprogowa” – słabo rozpoznawalna, nawet quasi-anonimowa [sabotaż, zielone ludziki, agentura wpływu, uderzenia w cyberprzestrzeni i WRE] – i na taki “zakres” w drabinie eskalacyjnej musimy być w pełni przygotowani – aż po środki jądrowego odstraszania strategicznego. Jak to celnie ujął płk. Putin – “państwu z bronią atomową nikt nie grozi”. Warto odebrać tę lekcję – szczególnie wyciągając wnioski z katastrofy 1939 [i z krachu ówczesnego sojuszu z UK i Francją], ale także wyciągając wnioski z Teheranu 1943, Jałty i Poczdamu 1945. W ostatecznym rozrachunku zostaniemy sami – i dlatego trzeba robić swoje – wyłącznie pod naszą kalkulację strategiczną – i tylko naszą rację stanu. W strefie geostrategicznego zgniotu i globalnej narastającej rywalizacji i twardnienia relacji międzynarodowych – dla Polaków to kwestia przetrwania. Tu musimy realizować wyłącznie swoje plany – bez oglądania się na Wujka Sama – który i tak w 2028-33 [z ew. poślizgiem] wyjdzie z Europy. Łudzenie się stanem bezpieczeństwa TYMCZASOWEGO – to zasadniczy błąd strategiczny. Musimy mieć własne suwerenne jądrowe asymetryczne odstraszanie jądrowe – i własną autonomiczną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – z własnym C4ISR spinającym wszystkie domeny – moim zdaniem z maksymalną dronizacją saturacyjnych sieciocentrycznie spiętych real-time rojów. Od skali nano – do “makro”. A wzorowanie się na systemach zimnej wojny – i ślepe kupowanie nowych czołgów, samolotów, okrętów itd. w miejsce starych – mam za brak elementarnego zrozumienia strategii i wymagań Polskiego Teatru Wojny w czasach rewolucji RMA. Która to RMA daje nam szanse na ucieczkę do przodu i zmaksymalizowanie asymetrycznej obrony, którą w przypadku dronizacji sieciocentrycznej w rojach – można elastycznie szybko i mobilnie przeznaczyć do saturacyjnych uderzeń przełamujących na dużej głębokości. Rosjanie to doskonale rozumieją, wyciągają wnioski z proxy-wojen, stąd np. Staja-93 i inne systemy. U nas niestety panuje pełna ilustracja przysłowia “nie chcieć – to gorzej, iż nie móc”. Przyczynia się do tego stanu frontalny opór starej kadry [która woli systemy załogowe i stary układ ścieżki kariery w ramach starych struktur WP] , posłuszeństwo hegemonowi – i brak własnej analizy strategicznej i przełożenia jej na sprawy po poziom operacyjno-taktyczny. Dość powiedzieć, że ostatnio opublikowana tzw. “Strategia bezpieczeństwa narodowego RP 2020” ani razu nawet nie wymienia – no i “konsekwentnie” oczywiście nie omawia [bo nie ma czego omawiać] w celach i środkach – pojęcia “polska racja stanu”….czyli ów dokument BBN – to ani “strategia” – ani “bezpieczeństwa” – ani “narodowego”…

  10. Dla Berlina zmniejszenie kontyngentu USA w Niemczech – z zapowiedzią możliwości przeniesienia części żołnierzy do Polski – to bardzo zły sygnał strategiczny: “przestajecie być traktowani jako rdzeń europejskiej siły NATO – punkt ciężkości NATO w ramach UE zaczyna się przenosić do Polski”. A to oznacza koniec umownej [niejawnej – ale dotychczas REALNIE działającej] koncesji USA na niemiecką Mitteleuropę – i stopniowe przejście do amerykańskiego projektu Trójmorza. Dotychczas Waszyngton kijem i marchewką [vide strategia do i po 17 IX 2009, zgoda USA na pakt w Deauville i na strefy wpływu Niemiec w CEE] chciały zrobić z Niemiec “swojego człowieka w UE” – co nabrało nowej wagi szczególnie po Brexicie. Teraz czas negocjacji się kończy – Niemcy nie mają ochoty na zostanie koniem roboczym USA – porzucili Westbindung – co ze strony USA oznacza zwiększanie kija i wycofywanie marchewki wobec Niemiec. Czyli np. US Navy z Royal Navy – na pewnym etapie drabiny eskalacyjnej presji na niemiecką UE – na twardo założą [selektywną ze względu na sojuszników] blokadę eksportu – zwłaszcza wobec Niemiec eksportujących najwięcej z państw UE – który to eksport między kontynentami w 95% odbywa się oceanem światowym. I [z jednoczesnym “stwardnieniem” Trójmorza i zwiększeniem kontroli przepływów – pod egidą USA] będzie to koniec współpracy Niemiec z Chinami i koniec wielkiego rynku zbytu dla Niemiec – koniec niemieckiego eksportowego giganta na glinianych nogach. Bo w samych Chinach – przy “decoupling’u” i malejącej “masie wpływu” zagranicznych korporacji – Niemcy staną się niewygodnym konkurentem dla chińskich producentów…oczywiście konkurentem na widelcu konsensusu pekińskiego i protekcjonizmu Pekinu… Wtedy np. Berlin “z własnej woli” pokornie uiści zaległe 350 mld dolarów na NATO i podwyższy nakłady na zbrojenia na 2% PKB – i zaprzęgnie się posłusznie do amerykańskiego rydwanu. No chyba, że Berlin postawi się okoniem, dogada się się z Francją, która ma atom i przez to większe pole manewru politycznego – ale to Berlin osiągnie tylko kosztem sowitego wsparcia Paryża w jego roszczeniach finansowych – co też by słono kosztowało Berlin. Taki model najpewniej by doprowadził do tzw. “twardego jądra karolińskiego” czyli sojuszu Berlina-Paryża i pewnie przylepionego do nich Beneluxu. A to by oznaczało przy takiej nierównowadze w relacjach [także ekonomicznych] odpadniecie ze strefy wpływów “karolińskich” najpierw państw PIIGS, potem Skandynawów [którzy postawili na USA i UK w rywalizacji o Arktykę i w kontrze do FR – stąd NORDEFCO] – za nimi odpadniecie Bałtów – i państw CEE [a szerzej – Trójmorza]. Na razie Berlin chce zainwestować mimo wszystko w federalizację IV Rzeszy Paneuropejskiej – tyle, że ten plan – wygenerowania kapitału bilionów euro z powietrza – bardzo zagraża rynkowi kapitałowemu USA [i UK – czyli City] i pozyccji i dolara i funta – stąd wcale nie byłbym zdziwiony dość zasadniczymi kontrami Wall Street, FEDu i City. Być może Wall Street z City i FED z BoE zawrą mniej lub bardziej formalny [pytanie – czy oficjalny – czy pod stołem?], za to dość ścisły sojusz dla wspólnej gry przeciw UE – na czele z Berlinem – i przeciw Chinom. Stosunki UK z Chinami – uległy diametralnemu pogorszeniu względem “starych dobrych czasów”, gdy królowa Zjednoczonego Królestwa woziła karocą Xi jak cesarza – żeby tylko City było inwestorem kapitałowym Nowego Jedwabnego Szlaku – rozciągniętego [via tunel] aż po Szkocję. Teraz i Huawei-5G już nie jest “super” dla UK, a Pekin grozi, że w razie wyparcia Huawei z 5G z UK – anuluje budowę atomu i szybkich kolei w UK. Czyli po rozstaniu finansowym – także możliwy rozwód technologiczny UK-Chiny…tym bardziej, że Londyn właśnie ostro “podpadł” Pekinowi po deklaracji możliwego brytyjskiego obywatelstwa dla obywateli Hong Kongu… Cóż będzie się działo – jeżeli Polska będzie dobrze surfowała na fali slalomem między rekinami – to numer 3 w UE może być realny dla Polski – a w razie procesu rozpadu UE – najważniejsze będzie “złapanie wiatru” z USA i UK dla Trójmorza – i starania o przechwycenie części firm wychodzących z Chin – by “odkleić się” ekonomicznie [i przez to i politycznie” od Niemiec. W każdym razie nadchodzą bardzo ciekawe czasy – wygrają ci, co mają oczy dokoła głowy, szybko się przystosowują – i szybko dynamicznie [“w locie”] decydują w oparciu o SWOT. A SWOT i pole manewru – mamy całkiem niezłe – pytanie czy “drużyna MM” stanie na wysokości zadania? Wbrew tradycyjnemu pesymizmowi i wmawianemu nam nieustannie “imposybilizmowi” – omawiane wcześniej realistyczne expose MM w Senacie pokazuje, że u steru jest człowiek świadomy – który dość trzeźwo mapuje ów czekający nas trudny międzynarodowy slalom na polu minowym… W każdym razie – dużo wyżej oceniam zdolności naszych sterników – niż np. sterników PIIGS – a to już daje nam pole do awansu w Europie o jakieś 2 pozycje. A także – patrząc całościowo – w młynach tego slalomu bardzo możliwe jest zmniejszenie relatywnej przewagi DE, FR i UK względem Polski. A to może być największym bonusem dla Polski – zwłaszcza przy wykorzystaniu wsparcia USA – względem Rosji – która ma dość kiepskie perspektywy długofalowe ze swoimi węglowodorami – wobec recesji na świecie. Notabene – okazuje się, że Rosja ma kłopoty i finansowe i technologiczne z pozyskiwaniem gazu dla Chin [Siła Syberii] – co może spowodować, że Pekin zacznie szturchać Kreml wg zasady, ze każdy kij ma dwa końce…https://biznesalert.pl/gazprom-rosja-chiny-sila-syberii-sledztwo-nieprawidlowosci-energetyka-gaz/ Co najmniej konkurencyjne [a właściwie konfrontacyjne] jest podejście Turcji do Rosji i interesów Gazpromu – to nie tylko East-Med i osobno antyturecka i antyrosyjska “koalicja gazowa” USA-Izrael-Grecja – np. Turcja chce kupić kolejne S-400 z technologia – ale Kreml boi się, że sam sprzeda Turkom systemy, dzięki którym Turcja…wyprze w powietrzu [i przez to na ziemi] Rosję z Syrii i Libii. Istny narastający młyn w basenie Śródziemnomorskim – a rurociągi i gazowce potrzebują stabilności dla transportów… [polecam https://biznesalert.pl/wojcik-turcja-gazociag-eastmed-morze-usa-iran-turcja-rosja-energetyka/ czy https://biznesalert.pl/bojanowicz-turcja-syria-rosja-gaz-bliski-wschod-energetyka/ ]. Nie lepiej z Nord Stream 2 – opóźnienie pewne, dokończenie NS2 coraz mniej….w skrajnym przypadku Rosja będzie musiała zabezpieczyć nieukończony gazociąg…polecam: https://biznesalert.pl/raport-nord-stream-2-sankcje-usa-gaz-energetyka/ W sumie: najważniejsze, by Polska relatywnie zmniejszyła dystans do Niemiec i Rosji – a to w nadchodzącym kryzysie jest realne na poziomie ca 70%…

    1. Proszę wymienić konkretnie jakie wsparcie technologiczne i gospodarcze udziela USA Polsce lub jakiego rodzaju pomocy udziela po “kosztach”. Chętnie poczytam ja i pozostali czytelnicy.
      To, że przydajemy się USA w rozgrywce na kontynencie to widzimy, lecz co dostajemy w zamian? Proszę, może poda Pan czytelnikom, jakie wsparcie w mld dolarów otrzymuje od USA Izrael, Egipt i kilka innych krajów a ile my dostajemy.
      Wówczas porozmawiamy o “mięsie” w projekcie Trójmorza, opisywanego przez Pana postulatu stania się przeciwwagą dla DE, czy innych dużych gospodarek europejskich oraz grającej co raz agresywniej Rosji.
      Obywatel realista

  11. Dobra analiza….. obecny rząd miał odwagę przeciwstawić się Francji i Niemcom i budujemy jednak pomału Trójmorze które jest alternatywą dla Berlina i Paryża. Budujemy kolektory gazowe dla Litwy , dla Ukrainy i Słowacji . Kruszymy pomału monopol Niemiec. Polska zaczyna mieć zdolność do budowania koalicji , taką “małą” wygraną już mieliśmy odrzucając Timermansa …. Niemcy i Paryż wtedy przegrały i wiedziały że przegrywają z Warszawą. Teraz już ostrożniej podchodzą do sporu z nami , bo oni już to wiedzą że w kilku sprawach z Polakami mogą przegrać , to min Macron dla tego był w Warszawie że załapał pomimo swojej arogancji uznał że dalsze lekceważenie Polski może być bardzo szkodliwe. Przy poparciu politycznym USA i wzrostach gospodarczych jesteśmy już nr 4 a za chwilę nasza zdolność budowania sojuszy wyniesie nas jak pan mówi na pozycję 3 . Osobiście uważam że UE się rozpadnie , dla nas byłoby korzystne by się nie rozpadła przed upływem 7-8 lat bo tyle nam trzeba przy obecnej ekipie by zbudować realne Trójmorze i silną armię by sąsiedzi okazywali nam większy szacunek

    1. Jeżeli UE się rozpadnie to rozpadnie się na nowa UE i państwa pozostałe, które to będą bezlitośnie eksploatowane przez właścicieli skumulowanego kapitału. Nie ma mowy o kruszeniu monopolu Niemiec,czy tez Francji bo wycofanie się chociażby z polskiego rynku części niemieckiego kapitału robi w PL gospodarczy Armageddon. Polska ma zdolność do wygrywania 27:1 a wiec kolejne zwycięstwa moralne a powiedziałbym ze nikt tak nie nawilża dyplomatycznie USA jak PL. Co do Macrona to nie powiedziałbym żeby on miał respekt przed pariasami z bloku wschodniego bo tak ten bufon to raczej według moich francuskich znajomych widzi. Nie można zapominać ze Francja w PL ma Orange Polska, ma Danone, ma bardzo dużo do ugrania. Przegrać można z przeciwnikiem co najmniej równym ale nie z proxy.

      Polska niestety ze swoja baza technologiczna, ze swoja baza demograficzna, ma tylko jedna rzecz do zaoferowania zachodowi. Tania i solidna sile robocza. Uwzględniając położenie i bliskość właśnie Niemiec – jest to dla nich solidnie, szybko i tanio.

      O czym nie wspomniano tu chyba nigdy – UE mimo hegemonii niemieckiej ma więcej wad niż zalet,bo to jest nie jakaś partnerska federacja ale raczej grupa kolegów i innych zdominowanych proxy – ale zastanówmy się nad alternatywami. Nie ma w polityce czegoś takiego jak poparcie polityczne czy przyjaźnie. Sa tylko bezwzględne interesy. USA porzuci PL jeśli będzie im się to kalkulowało w jakikolwiek sposób. Gdyby PL miała inteligentnych ludzi u steru, to byłaby liczącym się graczem a tak jest to cóż – Europa drugiej prędkości. Gdy UE obetnie fundusze, to…

      Zwasalizowana pod niemiecka dominacja UE ma jeden plus – chociażby dziesiątki lat bez wojen.W UE nie ma miejsca na pruski nacjonalizm, bo choc Stalin zniszczył Prusy to… chyba pamiętamy Erike Steinbach i niemieckie tendencje rewizjonistyczne?

      Zaryzykuje stwierdzenie ze PL bardziej potrzebuje UE niz UE potrzebuje PL.

      1. “Zaryzykuje stwierdzenie ze PL bardziej potrzebuje UE niz UE potrzebuje PL.” – czyli nieśmiertelne wmawianie nam ze strony Nierealnego Stratega, że Polska to taka brzydka panna, której nikt nie chce. Jest dokładnie odwrotnie – sama tylko pozycja geostrategiczna Polski na styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji – powoduje takie parcie Kremla, zaangażowanie Waszyngtonu i Pekinu, ale i mieszane strategie Berlina i Paryża – te ostatnie dość sprzeczne – raz z kijem, raz marchewką w dłoni. Stąd wizyty i Merkel i Macrona w Warszawie – i różne oferty – publicznie znane – i te pod stołem. Niby dlaczego Pani ambasador USA w Polsce na zaloty Berlina zaraz twituje, że “nic nie rozdzieli przyjaźni USA i Polski”? No i Polska jako baza dla niemieckiej machiny przemysłowej – tym bardziej wymyka się z rąk i z kontroli, im bardziej droga Berlina z Waszyngtonem się rozchodzi – to także pod tym względem była odebrana w Berlinie zapowiedź relokacji części sił USA z Niemiec do Polski. Ba – rozmawiając w sobotę z pewnym analitykiem z Niemiec – jakoś go zebrało, by “zdradzić” nazbierane niepokoje niemieckie leżące mu na wątrobie – np. że po rozstaniu Berlina i Waszyngtonu [czyli po przekroczeniu umownej “czerwonej linii” zerwania Westbindung], Polska w ramach egzekucji reparacji względem Niemiec ca 870 mld dolarów [z poparciem USA – gdy WTEDY USA będzie chciało w ten sposób postawić nogę na gardle “zbuntowanemu” Berlinowi – i przede wszystkim pod tym pretekstem dobić geostrategicznie koncepcję konkurencyjnego silniejszego trzeciego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku] – to WTEDY Polska może [pod amerykańskim parasolem] realnie znacjonalizować niemiecki kapitał i wyrwać się z podległości Niemcom – jednocześnie “przepinając się” z przemysłem na współpracę z USA jako odbiorcą [a bliżej – przepinając się na rynek UK, Norwegii, ogólnie Skandynawów [trzymających mocno z USA i UK] – ale i …Ukrainy i CEE – TAK – tego też się obawiają, że Polska ze wsparciem USA zbuduje jakieś V7 [wyłuskując Bałtów z wpływów Niemieckich] a nawet w dalszym etapie budując V10] – czyli podwójne osłabienie i wyparcie Niemiec – i jednoczesne wzmocnienie USA – i strefy wpływu USA. Kluczowe było stwierdzenie na koniec: “a na takie działania Niemcy są bezradni wobec finansowej, politycznej i militarnej siły USA”. Nie powiem, że odczuwałem Schadefreude, bo człowieka lubię i szanuję – ale wyraźne jest, że im bardziej Berlin i Paryż będzie się odklejał od Waszyngtonu, tym bardziej będzie się musiał liczyć z amerykańskim kijem i cofnięciem wszelkich [dotychczas pozornie “oczywistych”] koncesji [choćby z Deauville] ze strony USA – zaś Polska odwrotnie – może spodziewac się poluzowania gorsetu – i koncesji – jako “obszar siły” USA. Ba – tego ów Niemiec nie powiedział – ale między wierszami [rozmawialiśmy też o luzowaniach ilościowych i zalewaniu rynków finansowych dolarami i euro w reakcji na koronawirusa] przebijała się obawa, że po zerwaniu Westbindung, USA mogą nawet zamrozić aktywa niemieckie w USA [wtedy Deutsche Bank, ale nie tylko – pierwszy bankrutuje] – a jeszcze szerzej – w ramach pacyfikacji Berlina i pośrednio Paryża – zrolować i “położyć na łopatki” konkurencyjną strefę euro w wojnie finansowo-walutowej [SWIFT jest w rękach USA] …wspartej egzekucyjnie siłą US Navy, Royal Navy i ich potencjału strategicznego i projekcji siły. Bo np. u Bałtów narasta przekonanie, że wejście w euro jest długofalowo błędem – stąd rozważany powrót do walut narodowych- a być może – to taka ekstrapolacja obaw owego analityka – przejściowo lub nawet trwale – przejście na dolary [TAK – taki manewr całkiem możliwy]. Przypomnę – Bałtowie [wystraszeni przez atomowe ćwiczenia ZAPAD2009 – które “nasze” “elity” przyjęły wypierająco jako “padający deszcz”] widzieli [czując się “w okrążeniu”] w przyjęciu euro “tarczę” ze strony UE [Berlina i Paryża] – przeciw presji Rosji: poczucie zagrożenia wyznaczyło kolejność: Estonia przyjęła euro w 2011, Łotwa w 2014, Litwa w 2015. Decyzja przyjęcia euro nie była ekonomiczna – tylko polityczna. Gdy siła niemieckiej UE słabnie, a wzrasta znaczenie USA jako gwaranta bezpieczeństwa – wektor zmiany długofalowej, na kogo się orientować [w tym ekonomiczno-finansowo] jest oczywisty…

  12. 1. Przepraszam za sprowadzanie Pana na Ziemię. Pisze Pan o wspieraniu przez USA Polski w tworzeniu ośrodka, który będzie osłabiał DE i kraje jądra karolińskiego. Czy widzi Pan strukturę eksportu polskiego? Przecież po wyłączeniu nam możliwości eksportu do DE, leżymy i kwiczymy. Co gospodarczo chce Pan zaproponować krajom, które mają z nami tworzyć ten nowy ośrodek ciężkości w tej części Europy. Gdzie są te rynki zbytu i te produkty, którymi chce Pan to zrealizować. Skąd weźmie Pan środki na inwestycje, które pozwoliłyby nam eksportować produkty na cały świat. My nie jesteśmy tygrysem eksportowym jak Chiny, Niemcy. My nie mamy kapitału (co rok deficyt budżetowy), by tworzyć nową jakość. Proszę wskazać obszary wspólne, które będą spajać ten “nowy organizm”. Polska z ok. 600 mld USD wartości PKB jest przy DE, FR, ROS średniakiem.

    2. Zaryzykuję tezę: koniec projektu UE w kształcie jaki znamy, będzie dla nas bardzo bolesny. Upadek projektu UE katastrofą gospodarczą i polityczną. Gdyby USA wchodziły do Europy to może dałoby się to balansować, lecz oni wychodzą z naszego kontynentu i w ostateczności będzie deal USA-ROS, by wzmocnić swoją pozycję w relacji do Chin. Przydałoby się powiedzieć Amerykanom sprawdzam i zobaczyć jakie będą realne ich działania.- sprawdzam Wasze deklaracje w postaci: dajcie nam broń do obrony, dajcie nam wsparcie podobne do tego co dostawali np. Pakistan. Egipt, nie żądając takich kwot jak dostaje Izrael. Dopiero potem możemy rozmawiać o projektach politycznych.

    Obywatel realista.

Leave a Reply