PANDEMIA – SZANSA DLA POLSKI

Mówi się, że skuteczny przedsiębiorca lub polityk, nawet najgorszą kartę rzuconą mu przez los, próbuje przekuć na konkretną walutę. Jest to niezwykle cenna umiejętność pozwalająca podnieść się po najbardziej dotkliwym niepowodzeniu. I choć czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, obserwując politykę (i tą krajową i międzynarodową) często spotykamy się z narracją, która wynika z powyższej zasady. Każde wydarzenie jest bowiem wykorzystywane przez polityków do medialnego ataku na oponentów, lub też do wykazania, że ich własne działania/propozycje były właściwe. I choć niekończąca się wojna medialna wykorzystująca tego rodzaju mechanizm może być niezwykle męcząca dla odbiorcy/wyborcy, to jednak jest dowodem na niezwykłą elastyczność polityków. Posiadających umiejętność dostosowania się do zaistniałej sytuacji i wyeksploatowania danego wydarzenia w możliwie najbardziej korzystny dla siebie sposób. Innym często powtarzanym w dyskusjach mottem jest to mówiące, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Innymi słowy, jeśli przetrwasz aktualne trudności, na przyszłość będziesz mądrzejszy, bardziej doświadczony i lepiej przygotowany na zaistnienie podobnej sytuacji.

Reasumując, stare życiowe porzekadła instruują nas, w jaki sposób radzić sobie w czasie kryzysu (wykorzystać go) oraz jak spożytkować doświadczenia z nim związane na przyszłość. By podobna sytuacja się nie powtórzyła, lub byśmy byli na nią przygotowani.

Będąc uzbrojonym w mądrości ukute doświadczeniami wielu poprzednich pokoleń, można zastanowić się, jak z nich skorzystać w dobie panującej pandemii COVID-19 (chcąc nie chcąc, nie uciekniemy od tego tematu). By to zrobić, należy jednak dostrzegać słabości, jakie towarzyszyły nam przed zaistnieniem pandemii. I zadać sobie pytanie, czy obecne warunki nie są dogodniejsze do wyeliminowania tychże słabości. Jednocześnie aktualna pandemia i doświadczenia z nią związane, powinniśmy traktować jako sygnał ostrzegawczy. Przestrogę, ale i również kierunkowskaz. Bowiem nie ma nic bardziej mobilizującego do przygotowania się na ewentualną wojnę (gospodarczą, ekonomiczną, polityczną czy też militarną) niż przekonujący strzał ostrzegawczy.

GLOBALIZACJA, ŁAŃCUCHY DOSTAW, KONSUMENT I PRZEDSIĘBIORCA

Prawdopodobnie za jakiś czas dostrzeżemy pozytywne skutki wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią. Ponieważ od kilku lat zanosi się na to, że naprawdę czekają nas trudne czasy. I pod względem geopolitycznym, ale i gospodarczo-ekonomiczno-finansowym.

Wyobraźmy sobie, że taki niebezpieczny moment wydarza się znienacka, w czasie największego prosperity i spokoju. Co nie wymaga wysiłku, bowiem pandemia właśnie przyłapała nas z opuszczoną gardą. W takiej sytuacji, ewentualne straty bywają największe. Bowiem otrzymany cios boli najbardziej wówczas, gdy najmniej się go spodziewamy. W boksie, często dochodzi wówczas do ciężkiego nokautu. Co definitywnie kończy zmagania.

Analizując współczesną kondycję świata, a także już wcześniej rozpoczęte tendencje, rzeczywiście można spodziewać się trudnych, lub też jak mawiają Chińczycy, ciekawych czasów. Jednak dotychczas, przeciętny Polak (czy to pracownik czy też przedsiębiorca) nie odczuwał nadchodzących zmian we własnym życiu. Wobec czego, nie istniał impuls do rozpoczęcia jakichkolwiek przygotowań czy też zmiany dotychczasowego trybu funkcjonowania. Firmy, czy gospodarstwa domowego. W codziennej gospodarczej egzystencji, najważniejszy był czysty bilans ekonomiczny. Zarobić najwięcej. Wydać jak najmniej przy zaspokajaniu potrzeb związanych z jakością zakupywanych towarów i usług. Liczyły się tylko i wyłącznie zysk, cena oraz jakość. Bezpieczeństwo otrzymywaliśmy niejako w pakiecie. Było zagwarantowane, pewne i niezagrożone.

I to się właśnie zmieniło. Na każdej z płaszczyzn. Czy to biznesowej, państwo-publicznej czy też prywatnej. Ze względu na strach przed CODIV-19, model biznesu nastawionego tylko i wyłącznie pod kątem maksymalizacji zysku stracił rację bytu. Od teraz, mądry przedsiębiorca będzie kalkulował, czy uzależniać się całkowicie od zewnętrznych dostawców ryzykując plajtę w momencie zamknięcia granic, czy też zdywersyfikować zakupy. I choć części z nich dokonywać na krajowym rynku. Również zagrożenie związane z niedostępnością niektórych produktów powinna zmobilizować lokalną społeczność, do świadomej konsumpcji. Czyli stawiania na rodzime produkty, wytwarzane na terenie kraju. Bowiem to nie zysk (lub oszczędność), a BEZPIECZEŃSTWO jest najważniejsze. Co staje się oczywiste dopiero w momencie, gdy dotychczas stabilny systemem zachwieje się. Dzięki temu, mogą powstać warunki dla lokalnych wytwórców i producentów, a budowa własnych firm i zakładów przemysłowych zawsze wspomaga rozwój technologiczny kraju. O czym szeroko pisałem w tekście pt.: „Dlaczego warto kupować polskie produkty?”

Ta zmiana perspektywy dokonuje się na naszych oczach. Jest intuicyjna i niemal automatyczna. Bowiem okazało się, że gdy nadchodzi trudny moment, wówczas niezależność od łańcuchów dostaw jest na wagę złota. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby granice państwa zostały zamknięte całkowicie. Również dla transportu żywności. Wówczas rolnik z pobliskiej plantacji stałby się naszym najcenniejszym przyjacielem. O ile byśmy takiego znaleźli…

Ponieważ lokalni rolnicy, wytwórcy dóbr, producenci papieru toaletowego nie rosną na drzewach. Oni żyją i rozwijają biznes z tego, co sprzedają. A sprzedają to, co zechcemy od nich kupić. Rynek osiąga największy potencjał konsumpcyjny w czasie prosperity. I to właśnie wtedy, trzeba myśleć o gospodarczym patriotyzmie i wspieraniu lokalnych wytwórców. Bo to w czasie wzrostu gospodarczego i dobrobytu zakłady produkcyjne mogą się rozwijać. Gdy nadchodzi krach i katastrofa gospodarcza, bazujemy na tym, co udało się zbudować wcześniej. Jeśli w dobrobycie, z jakiś przyczyn, upadłyby wszystkie zakłady rolno-spożywcze, w czasie kryzysu nie mielibyśmy co jeść. Chyba, że udałoby się żywność importować. I tak jest w przypadku każdej produkcji.

Jednak już teraz widzimy, że gdy niebezpieczeństwo dotyka poszczególne kraje, ich rządzący zapominają o solidarności i wspólnocie europejskiej. Dbają przede wszystkim o interes własnych państw i społeczeństw (co jest zrozumiałe). Dlatego Niemcy zablokowali możliwość wywożenia z RFN maseczek ochronnych. By nie pozbywać się strategicznie ważnych aktywów, które mogą pomóc w walce z pandemią. Stałoby się podobnie, gdyby nagle zabrakło w Niemczech wody czy żywności. Granice zostałyby zamknięte. Być może nawet dla tranzytu żywności zakupionej od francuskich rolników, dla polskiego odbiorcy.

Dlatego, dla polskiego konsumenta najważniejszą nauką na przyszłość winno być wybieranie polskich produktów. Wytwarzanych lokalnie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dobra podstawowe. Czyli żywność czy artykuły codziennego użytku. W ten sposób budujemy własne bezpieczeństwo i niezależność od łańcuchów dostaw, które można łatwo przerwać.

Tego rodzaju świadoma konsumpcja wzmocni lub pomoże przetrwać lokalnym wytwórcom. Stworzy warunki bardziej przyjazne dla rodzimego biznesu, co bez potrzeby sztucznej ingerencji państwa, zabezpieczy całe społeczeństwo przez ewentualnymi skutkami niespodziewanych wydarzeń.

Z perspektywy samego biznesu, producent czy handlarz opierając całą swoją działalność o import (czy to podzespołów, półproduktów czy gotowych towarów), zwyczajnie ryzykuje. Dotychczas zagrożenie było zupełnie niedostrzegalne. Wręcz nie wydawało się nawet realne. Jednak lockdown spowodowany pandemią powinien zadziałać jak terapia szokowa. I jestem przekonany, że tak się właśnie stanie. Rodzimi inwestorzy będą od teraz musieli kalkulować, czy nie lepiej będzie pozostawić choć część produkcji na terenie kraju. Nawet jeśli będzie to rozwiązanie mniej opłacalne. Tego rodzaju zabezpieczenie może bowiem w przyszłości uchronić ich przedsiębiorstwo od upadku. Pozwoli utrzymać choćby małą część działalności, dzięki czemu łatwiej będzie następnie skorzystać z kryzysu. Bowiem w dobie odcięcia łańcuchów dostaw, ten kto będzie wytwarzał produkty lokalnie, ma szansę przejąć 38 milionowy rynek. Dla dobrze zabezpieczonego przedsiębiorcy, kryzys może stać się okazją.

Biznes jednak nie posiada impulsu do przygotowywania się na trudniejsze czasy, jeśli nic nie wskazuje na to, że takie mogą nastać. Co prowadzi do wzmożonej konkurencji rynkowej i maksymalizacji zysków poprzez pozyskiwanie towarów i usług po jak najniższych cenach. Jednak pandemia COVID-19, a raczej gospodarczy lockdown nią spowodowany całkowicie zmienia perspektywę. Od teraz, kalkulacja nastawiona na zabezpieczenie się na trudniejsze czasy, będzie towarzyszyła każdemu biznes planowi. Pandemia, niczym szczepionka, może uodpornić nas na przyszłe zawirowania geopolityczne i ekonomiczne. I stanie się to naturalnie, bez potrzeby ingerencji władz centralnych.

CO SIĘ NAPRAWDĘ LICZY

Warto w tym miejscu wyobrazić sobie dość katastrofalną wizję związaną ze skutkami pandemii. Taką, w której w wyniku prowadzonej interwencji banków centralnych i instytucji finansowych, a także trwającego kilka miesięcy lockdownu, upada globalna gospodarka oraz waluty (w tym dolar). Zastanówmy się, co w takiej sytuacji będzie liczyło się najbardziej. Potencjał? Rozwój gospodarczy? Wielkość populacji? Czy też istniejące już, gotowe do wykorzystania aktywa?

Gdy system upada, nie liczy się ile bezwartościowych banknotów posiadasz w kieszeni i co wcześniej mógłbyś za nie kupić. Ważne jest to, czym dysponujesz. Realnie. Ktoś może być niewyobrażalnie bogaty, mieszkać w najlepszych hotelach, zatrudniać ochronę, korzystać wszelkich dóbr luksusowych oraz posiadać świetlane perspektywy biznesowe na przyszłość. Jednak, gdy z jakiś względów nie będzie mógł więcej korzystać z własnego potencjału finansowego, wówczas hotel w którym mieszka przerobią na szpital, ochrona się rozejdzie, a dobra luksusowe stracą na znaczeniu. W jakże lepszej sytuacji znalazłaby się osoba, która dysponowałaby własnym domem, ogródkiem oraz bronią, którą potrafiłaby się posługiwać samodzielnie. Analogicznie można opisać sytuację państw. Co z tego, że Chiny posiadają potencjał do zbudowania najpotężniejszej na świecie floty w przeciągu 20, 30 może 40 lat. Skoro dziś dysponują dwoma przestarzałymi lotniskowcami, w sytuacji, gdy US Navy posiada zdolność do kontrolowania wszystkich oceanów świata równocześnie. Co z tego, że USA to największa gospodarka świata, skoro amerykańskie zakłady produkcyjne znajdują się w Chinach. Gdyby nastąpił globalny krach gospodarczy, wszyscy zaczęlibyśmy liczyć żywność, wodę i … Czołgi.

Nie do przecenienia byłyby własne zdolności produkcyjne, know-how (technologie), już wybudowana infrastruktura oraz armia. Znacznie łatwiej jest odbudować lub utrzymać gospodarkę, gdy fabryka z Łodzi zaopatruje za pośrednictwem kolei czy transportu drogowego, odbiorców w Szczecinie. Jak łatwo wznowić postęp technologiczny, gdy dokumentacja technologiczna i placówki badawcze wraz z personelem znajdują się w kraju. Te wszystkie wartościowe, zwłaszcza w dobie kryzysu, aktywa muszą być jednak zabezpieczone. Przez silną armię.

PAŃSTWO, WOJSKO I SZANSE

By zbudować własną infrastrukturę, przemysł, armię oraz rozwijać technologie, należy wspierać krajowych producentów. I to powinno odbywać się na płaszczyźnie społecznej, ale i państwowej. A tym samym, nie powinniśmy rezygnować z utrzymywania własnych kompetencji w zakresie produkcji uzbrojenia. Państwowe zakłady zbrojeniowe nigdy nie były i nigdy nie będą najbardziej efektywną formą prowadzenia biznesu. Jednak są niezbędne dla utrzymania bezpieczeństwa kraju. To co możemy wyprodukować samodzielnie, musimy wytwarzać we własnym zakresie. Tam, gdzie wyzwania nas przerastają, należy dokonywać zakupów. Szybko. Tempo zmian na świecie może zacząć gwałtownie przyśpieszać, a wówczas nikt nie będzie czekał, aż Polska zbuduje własny czołg nowej generacji, czy też doczeka się euro-czołgu. W mojej subiektywnej ocenie, nie ma już czasu na inwestowanie w przyszłe, niepewne projekty. Należy decydować się na to, co już jest dostępne. Bo na wdrożenie nowego, choć istniejącego dziś uzbrojenia, również potrzebne będzie kilka lat.

Na temat wad i słabości w Wojsku Polskim można napisać całą księgę. Istnieją całe grupy tematyczne poświęcające szczególną uwagę temu zagadnieniu. Jednak w zakresie budowy silnej polskiej armii, jako struktury ludzkiej, pojawiają się właśnie nowe szanse. W wyniku gospodarczego lockdownu wiele osób może stracić miejsca pracy. Na stabilnym rynku o niskim bezrobociu, państwowy pracodawca co do zasady wydaje się być mało atrakcyjny. Jednak często relatywnie niskie zarobki, rekompensowane są stabilnością ich wypłacania, a także bezpieczeństwem zatrudnienia. W momencie, gdy sektor komercyjny traci na zaufaniu, jak również ekonomicznej konkurencyjności, sektor publiczny ma szansę pozyskać nowe, wartościowe kadry. O ile życzyłbym sobie możliwie najmniejszej ilości urzędników w aparacie państwowym, o tyle od lat mówiło się o trudnej sytuacji kadrowej w służbach mundurowych. Być może zły czas dla prywatnych pracodawców i pracowników, okaże się dobrym czasem dla Wojska Polskiego? I przemysłu zbrojeniowego (gdzie też przydadzą się nowi technicy i specjaliści). Nadchodzi czas, gdy rekrutacja do armii będzie znacznie ułatwiona. Należy to wykorzystać.

Jeśli pandemia będzie się rozwijać, a lockdown potrwa dłużej, wówczas przeceny staną się powszechne. To będzie doskonały moment, na dokończenie odzyskania strategicznej części sektora bankowego z rąk komercyjnych banków zachodnich. W dobie luzowania ilościowego i międzynarodowej zgody na podejmowanie nadzwyczajnych operacji finansowych przez państwowe banki centralne, NBP może dysponować nieograniczoną ilością gotówki (co zresztą sam stwierdził niedawno Prezes Narodowego Banku Polskiego). Polskie państwo może wobec tego zapełnić worek pieniędzmi i ruszyć na wyprzedaż. Po to, by dokonać strategicznie istotnych zakupów. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nacjonalizacji rynku, jednak są pewne sektory, nad którymi państwo musi sprawować kontrolę (waluta, energetyka, armia). W innych częściach rynku (jak choćby media), państwo winno wspierać rodzimych nadawców. O ile próba znacjonalizowania rynku medialnego byłaby niezwykle groźna, o tyle państwo powinno pomyśleć teraz nad wsparciem rodzimych nadawców czy redakcji. Tak by nie tylko mogły utrzymać się na trudnym i owładniętym zachodnią konkurencją rynku, ale i dokonywać ekspansji.

Polska nie będzie silnym państwem, dopóki społeczeństwo będzie manipulowane przekazem medialnym za pośrednictwem platform informacyjnych kontrolowanych przez kapitał zagraniczny. Nadzwyczajne okoliczności (jak pandemia COVID-19) to dobry moment, by pod osłoną szumu informacyjnego związanego z koronawirusem, dokonać delikatnych posunięć wspierających rodzime, ale komercyjne media. Owszem, nie zawsze komercyjni nadawcy są przychylni konkretnym rządom. Jednak właśnie tego rodzaju odwagi politycznej, wymagam od polskich elit. Nie ma innej drogi, bowiem każda próba przejęcia danego portalu, telewizji czy redakcji przez podmioty powiązane z rządem (lub od niego uzależnione), zostanie odczytana przez społeczeństwo w negatywny sposób (i słusznie!). To nie państwo musi odzyskać własny rynek medialny, tylko Polacy. Państwo natomiast powinno ten cel ułatwić i umożliwić (przy pomocy dofinansowania? Kredytów?).

Nie ma lepszego momentu na wprowadzenie mało popularnych reform społecznych (mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa) niż okres zagrożenia. Tylko wówczas obywatele godzą się na obciążanie ich koniecznymi obowiązkami. Zamiast wykorzystywać pandemię koronawirusa do zwiększania inwigilacji obywateli, walki z gotówką oraz zwiększania kontroli państwa nad sektorem prywatnym, Państwo powinno przywrócić np. powszechną służbę wojskową. Koncept Wojsk Obrony Terytorialnej był projektem świetnym i odpowiadającym czasom prosperity. Zmuszanie ludzi, którzy nie myślą o bezpieczeństwie, do odbywania obowiązkowej służby wojskowej nie znalazłoby zrozumienia w społeczeństwie. Pomysł na budowę ochotniczych, pół-amatorskich związków zbrojnych był kompromisem i dobrą metodą na odbudowywanie rezerw dla Wojska Polskiego. Jednak teraz może być właściwy moment, do zrobienia kroku dalej. Jeśli lockdown przyczyni się do wzrostu bezrobocia i okresowego kryzysu, wówczas opłacana przez państwo, powszechna i obowiązkowa służba wojskowa dla osób kończących naukę znajdzie zrozumienie. I nawet poparcie. Zapewne w tym miejscu odezwą się zwolennicy armii zawodowej i krytycy wysyłania na pole bitwy słabo wyszkolonych żołnierzy, którzy byliby łatwym celem. Nie chodzi jednak o to, by w czasie wojny walczyć „pospolitym ruszeniem”. Tylko o to, by odpowiednio rozbudowana armia zawodowa posiadała możliwość kompensowania strat bitewnych. Łatwiej przecież będzie podszkolić obywatela do wymaganego, wysokiego poziomu, gdy ten już wcześniej zostanie obeznany z bronią i rutyną wojskową.

REFORMY GOSPODARCZO-PODATKOWE – TO JEST TEN CZAS!

W sytuacji gdy gospodarka została niemal całkowicie zastopowana, a Skarb Państwa nie może liczyć na podatki, dokonanie potrzebnych, acz ryzykownych reform gospodarczych wydaje się być znacznie prostsze. To jest właśnie czas na deregulację prawną oraz obniżenie obciążeń publiczno-podatkowych. Tąpnięcie gospodarcze już nastąpiło. Straty w budżecie są pewne i nie do odrobienia. Zwłaszcza na gruncie podatków PIT oraz VAT. Ta katastrofalna dla gospodarki sytuacja zwyczajnie nie może być gorsza (nawet w czasie tradycyjnego kryzysu nie byłoby sytuacji, w której wszystko niemal staje w miejscu). Nie można wobec tego obawiać się, że np. przy likwidacji podatku dochodowego, budżet państwa może zbytnio ucierpieć (ponieważ np. źle skalkulowaliśmy wpływy z podwyższonego VAT-u co nie skompensowało się wzajemnie). Dlatego właśnie jest idealny moment na likwidację tych najgorszych podatków (jak te dochodowe) oraz ujednolicenie stawek VAT. Straty w budżecie wystąpią tak czy inaczej, a rząd i tak będzie łatać dziurę budżetową poprzez dodruk pieniądza i kredyty. Reforma systemu podatkowego będzie teraz mało ryzykowna. Nie mamy nic do stracenia, a ewentualne błędy w kalkulacjach i tak pokryje się poprzez stosowanie już wprowadzonych mechanizmów (QE,repo etc.etc.).

Największym błędem rządu, o co osobiście będę miął największe pretensje, będzie nie wykorzystanie niemal całkowitego lockdownu gospodarczego do dokonania pozytywnych reform podatkowych. Reform, które w sytuacji podnoszenia gospodarki, pomogą wydźwignąć się znacznie szybciej.

To nie jest miejsce, gdzie chciałbym opisywać szkodliwość instytucji podatku dochodowego (czyli karania za pracowitość) i potrzebę ujednolicenia stawek VAT (co wszystko łącznie znacznie uprościłoby system podatkowy). Jednak powyższe działania, być może budzące obawy w czasie stabilności systemu, są w tej chwili możliwe do przeprowadzenia. I wręcz niezbędne do uwolnienia polskiego potencjału gospodarczego. Z obecnego kryzysu możemy powstać znacznie szybciej niż inni i stać się silniejsi.

Rząd w tej chwili i tak nie ma pojęcia, do jakiego poziomu wcześniejszego pułapu gospodarczego, powróci polska gospodarka po lockdownie. Tak więc nie ryzykuje wiele, jeśli w czasie kompletnego zastoju zmienimy podstawy funkcjonowania budżetu i pozwolimy ekonomii zacząć pracować na nowych, znacznie zdrowszych zasadach. To niebywała okazja. MUSIMY TO ZROBIĆ!

Niezbędny również jest powrót do tzw. ustawy wilczka. Czyli całkowitej deregulacji zawodowej i biznesowej, poza kilkoma strategicznie ważnymi sektorami. Polacy muszą mieć możliwość nieskrępowanego poruszania się po rynku. Wchodzimy w okres, w którym ludzie masowo będą zmieniać kwalifikacje i zawody. I muszą mieć możliwość dokonywania szybkich zmian, by dostosować się nowych warunków na rynku! Być może powstaną nowe branże, a stare upadną. Z pewnością wiele osób będzie zmieniać pracę. Nie możemy sobie pozwolić na to, by przebranżowienie pracowika/przedsiębiorcy trwało całe miesiące z uwagi na potrzebę zdobycia jakiejś licencji czy zezwolenia! Nasz rynek i prawo muszą być maksymalnie proste oraz  elastyczne!

SZANSA NA ZMIANĘ UKŁADU SIŁ

Wygląda na to, że oprócz drukowania pieniądza i wspomagania chorego systemu bankowego, państwa zachodu (w tym UE) nie mają innych pomysłów na wsparcie własnych gospodarek. To jest właśnie moment, na który Polska czekała trzydzieści lat. Ciągle goniliśmy „zachód”, ale w czasie prosperity, gdzie najbogatsi dyktowali warunki – nie mieliśmy nigdy równych szans na dogonienie czołówki. Jednak reguły gry właśnie się zmieniają. Z uwagi na szczególny czas zagrożenia pandemią, można zrobić więcej. Kto pierwszy stanie na nogi po gospodarczym lockdownie i najlepiej przetrwa okres kryzysu, zyska przewagę nad innymi gospodarkami. Jeśli polski rząd wykorzysta ten trudny czas, do zreformowania systemu podatkowego i przestawi zasady działania gospodarki na nowe, prostsze i bardziej rozwojowe tory, wówczas przekujemy złą kartę na dobrą monetę. Polska wzmocni się na arenie międzynarodowej, a inne państwa będą chciały z nami rozmawiać choćby tylko z tego względu, by otrzymać dane dotyczącego tego, w jaki sposób udało nam się wydźwignąć z kryzysu. Jednocześnie wzrost polskiej gospodarki względem innych, da nam nowe możliwości oraz siłę w negocjacjach politycznych w Unii Europejskiej. To wszystko leży w naszych możliwościach. I wydaje się być wykonalne.

PODSUMOWANIE

Nie lubię nadawać cech całym narodom (zwłaszcza tych negatywnych). Jednak uważam za słuszne stwierdzenie, iż jesteśmy przedsiębiorczą i zaradną nacją. I choć dziś możemy na zaistniałą sytuację spoglądać z obawą, to być może właśnie pojawiają się okazje, które będziemy mogli wykorzystać. I zrobimy to. Bo w historii pokazaliśmy już wielokrotnie, że trudne momenty to nasz czas. Potrafimy mobilizować się i myśleć w sposób niekonwencjonalny w sytuacjach, które łamią innym wolę do działania. Spokój ostatnich dwudziestu lat dezaktywował nasz instynkt samozachowawczy. Jednak od pewnego czasu budzimy się. I myślimy o tym co jest i co będzie. Musimy jeszcze tylko przypomnieć sobie, że zagrożenia są wyzwaniem. A strach, to najlepszy zapalnik ładunku mobilizacji.

Myśl o COVID-19 może paraliżować. Tak jak została sparaliżowana polska, ale i światowa gospodarka. Jednak w podświadomości jest wirusem, który złamie dotychczasowe kody myślowe oraz sprawi, że społeczeństwo będzie postrzegać rzeczywistość innymi kategoriami. Czy wyjdzie nam to na dobre? Zobaczymy. Każde zagrożenie, jest wyzwaniem. Każdy kryzys, jest szansą.

Ufam, że polscy przedsiębiorcy, pracownicy i konsumenci zdadzą egzamin i po zakończeniu się pandemii, pamiętając lekcję, zaczną działać z myślą o bezpieczeństwie. Według wyżej opisanych prawidłowości. Tak jak po roku 1989 czy nawet 2008, Polacy sobie poradzą. Byleby nie przeszkadzała władza. Jednak uważam, że w tej chwili polski rząd stanął przed wyzwaniami i szansami, które zwyczajnie jest zobowiązany wykorzystać. I jeśli tego nie zrobi, możemy bezpowrotnie stracić okazję do wzmocnienia się. Tak pod względem gospodarczym jak i politycznym. Zabezpieczenie strategicznych sektorów, wzmocnienie armii, a także głębokie reformy podatkowe są w tej chwili łatwiejsze do przeprowadzenia niż kiedykolwiek w ostatnich 20 latach. Wciąż na naprawę czeka system emerytalno-rentowy, choć nie jestem przekonany, by to był akurat dobry czas na zmiany w tym sektorze (bowiem większość Polaków właśnie tutaj upatruje teraz stabilizacji i ratunku).

Pandemia i związany z nią lockdown, to strzał ostrzegawczy, który powinien zadziałać mobilizująco oraz przygotować nas na znacznie trudniejsze czasy, których nadejście jest bardzo prawdopodobne. Jednocześnie to moment okazji, które należy wykorzystać, w celu naprawy chorego systemu podatkowego, którego nikt poza specjalistami, już nie jest w stanie zrozumieć. Powtarzając tezę z innego artykułu, jeśli Państwo wymaga od obywatela zapłaty podatków, to ich wysokość i stawki winny być łatwe do ustalenia dla każdego podatnika (uwzględniając również tych najmniej zorientowanych w prawie i podatkach!). A nawet więcej, to państwo winno wskazywać konkretne kwoty jakich się domaga, jeśli nakłada obowiązek podatkowy. Jednak nie wymagam w tym miejscu powrotu do podatków pogłównych i celowych (co byłoby optymalne, ale rozumiem, że wciąż trudne do wprowadzenia). Wystarczy zlikwidować podatki dochodowe, wprowadzić jedną wspólną, uśrednioną (choć zawyżoną by zrekompensować brak PIT i CIT) stawkę VAT, oraz dokonać deregulacji zawodowo-biznesowej. Tak by każdy mógł z łatwością, z dnia na dzień, podjąć działalność w zupełnie innego rodzaju działalności i by przebranżowienie nie musiało trwać miesiącami. To jest jak najbardziej realny postulat, możliwy do przeprowadzenia właśnie w zaistniałych, trudnych warunkach. Dzięki tym zmianom, polska gospodarka będzie mogła wystrzelić w górę, jak tylko znikną istniejące blokady. Musimy odbudować fundamenty, na których posadowiony jest nasz dom. Dobudowywanie kolejnych ścian i pięter nie rozwiąże naszych problemów i nie zażegna zagrożenia. Sprawi jedynie, że upadek i katastrofa będą jeszcze bardziej spektakularne. Dlatego należy wrócić do pracy u podstaw. Uwolnić rynek i potencjał polskiego społeczeństwa. Wzmocnić bezpieczeństwo. Przyszedł odpowiedni czas na dokonanie remontu, bowiem i tak połowa funkcji w domu jest wyłączona. Do dzieła!

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog.

29 komentarzy

  1. Czy autor naprawdę uważa że , narodowe i w narodowych rękach media to dobry pomysł.

    Jak to działa można przecież zobaczyć na przykładzie Koreii Pólnocnej , Chin , Rosji, Polski … kapiałowych powiązań na przykładzie USA, Niemiec , . Media narodowe NIGDY nie będą obiektywne! Ale pokazują społeczeństwu świat który nie istnieje i który łatwo sprzedać społeczeństwu.

    1. Media narodowe w postaci kapitału rdzennie polskiego i rozproszonego -czemu nie?
      Pytanie tylko co z dostępem do informacji międzynarodowych i oligopolem tam.

      Tak jak w przypadku literatury Springer.com oraz Elsevier oraz kilku innych typu LWW czy Sanders kontroluja rynki wydawnicze.

      Przede wszystkim odciac media narodowe od kontroli zmieniajacych sie przy korycie politykow. Bo inaczej bedzie to co zawsze.

    2. Zależy co Pan rozumie pod pojęciem “media narodowe”. Bo to nie to samo co “media państwowe”. Mnie chodzi o to, by o wydarzeniach polskie społeczeństwo było informowane przez polskie media i polskich dziennikarzy.

      “Media narodowe NIGDY nie są obiektywne!” –> a te media sponsorowane przez zagraniczny kapitał są niby obiektywne?
      “pokazują społeczeństwu świat który nie istnieje i który łatwo sprzedać społeczeństwu” –> różnica będzie taka, że jak Polak będzie chciał znać polski punkt widzenia włączy polską telewizję. Jak będzie chciał poznać inny punkt widzenia, włączy sobie BBC, CNN, RT czy cokolwiek innego.

      1. A kto są ci polscy dziennikarze, a dlaczego nie zaliczają się do nich Michał Rachoń ani Justyna Pochanke? A zalicza się do redaktor prowadzący program TRWAM’u o nazwie nomen omen (…)Polski punkt widzenia(…)?

Leave a Reply