Czy Polsce potrzebni są imigranci? Ponad 10 mln imigrantów do 2050 roku?

Dwa dni temu Krzysztof Bosak (Ruch Narodowy) podniósł na TT alarm, iż z raportu Fundacji WEI (będącej zapleczem Roberta Gwiazdowskiego) wynika, że jego autorzy proponują sprowadzić do Polski ponad 10 mln imigrantów w ciągu najbliższych 30 lat. W sieci zawrzało, a przeciwnicy migracji (głównie środowisko RN) natychmiast podnieśli argumenty dotyczące wad takiego rozwiązania. Wskazując przy tym jednocześnie, że zamiast wspierania imigracji, Polskę należy ratować poprzez zwiększenie dzietności oraz sprowadzanie Polaków z emigracji.

Jednak czy to wystarczy?

Sprawdźmy liczby.

W pierwszej kolejności przedstawiam to, co zostało policzone przez GUS i zawarte w raporcie WEI. W 2017 roku bilans narodzin w stosunku do zgonów był ujemny (ponad 500 zgonów więcej niż narodzin). Ogólnie liczba mieszkańców Polski, uwzględniając migrację wzrosła o 600 (sześćset) osób. To pierwsze, od 2011 roku dodatnie odbicie, jeśli chodzi o ilość mieszkańców, było prawdopodobnie chwilowe, bo już w I połowie 2018 roku liczba osób zamieszkujących Polskę ponownie zaczęła gwałtownie maleć. Od stycznia do czerwca 2018 roku urodziło się 193 tys. dzieci (o 6 tys. mniej niż w I połowie 2017 roku), a zmarło 215 tys. osób. Polska straciła w tym okresie (w 6 miesięcy!) aż 21.700 mieszkańców.

Prognozy GUS

Z danych GUS wynika, że w 2050 roku Polska liczyć będzie sobie 34 miliony obywateli. W 2017 roku było nas 38,43 mln osób. Prognoza ta przewiduje jednak, że program 500+ odniesie efekt w postaci podniesienia ilości urodzeń na jedną kobietę do poziomu 1,85. (W 2017 roku wskaźnik ten wyniósł 1,45). Ilu Polaków zostanie w 2050 roku, gdyby poziom urodzeń wciąż oscylowałby poniżej 1,5?

Wg GUS-u w 2050 roku będzie około 14 mln osób w wieku ponad 60 lat, co będzie stanowić 40,4% całego społeczeństwa. Jednocześnie należy pamiętać, że ludzie zaczynają zarabiać więcej niż wydają dopiero w wieku 26 lat, a okres tego dodatniego bilansu kończy się w wieku 56 lat. Dzieci, młodzież i młodzi ludzie pomiędzy 0-25 rokiem życia nie zarabiają. Dziś 4 osoby pracujące utrzymują 1 emeryta (a spójrzmy na wysokość emerytur!). W przyszłości 1 osoba pracująca będzie musiała utrzymać 4 emerytów.

Liczba urodzeń

Liczba urodzeń przypadająca na jedną kobietę wyniosła w 2017 roku w Polsce ok. 1,45 i był to najlepszy wynik od 1998 roku (w 2016 roku wyniosła 1,32). Wskaźnik ten zaczął drastycznie spadać po 1990 roku, kiedy to wynosił jeszcze 2,06. Poprawa między 2016, a 2017 rokiem o 0,13 pkt, biorąc pod uwagę socjalne programy tj. 500+, nie wygląda zbyt imponująco. A przypomnieć należy, że by zatrzymać katastrofę demograficzną, jedna kobieta winna zacząć rodzić średnio ponad dwójkę dzieci (2,1). By myśleć o stabilnym wzroście populacji naszego narodu, który umożliwiałby wzrost gospodarczy i utrzymywanie kolejnych pokoleń emerytów, należałoby jednak celować w poziom co najmniej 2,5 dziecka na parę rodziców.

Dane za 2017 rok wskazują, iż pomimo „rekordu” w omawianej kwestii, wciąż rocznie umiera w Polsce więcej obywateli niż się rodzi.

Ponieważ jednak już od początku lat 90-tych kobiety mają średnio mniej niż dwójkę dzieci, a od prawie 20 lat przedmiotowy wskaźnik wynosi poniżej 1,5, to należy zdawać sobie sprawę z tego, że dzieci urodzone z początku niżu demograficznego, osiągnęły już wiek dwudziestu kilku lat! Problem z demografią uwidocznił się dopiero teraz, ponieważ pokolenie to dopiero wchodzi w wiek produkcyjny. A ponieważ to jest dopiero początek tego niżowego pokolenia, to co najmniej przez kolejne 20 lat na rynek pracy wchodzić będzie podobna, niska ilość młodych ludzi. Innymi słowy, nawet jeśli dziś odwrócimy tendencję i jedna kobieta zacznie średnio rodzić choćby trójkę dzieci, to i tak przez kolejnych 20 lat sytuacja będzie się wyglądać podobnie jak dziś.  

Co to oznacza? Że nawet przy włączeniu mocy z Harrego Pottera i spowodowaniu cudownej lawiny narodzin w 2019 roku i później, to do ok. 2040 roku na rynek pracy wciąż będą wchodzić urodzeni w niżu demograficznym.

Jednocześnie pamiętać należy, że około 2045 roku na emeryturę zaczną odchodzić ludzie z pokolenia wyżu demograficznego z początku lat 80-tych (szczyt – 1983 rok). W tym samym czasie ludzie z niżu (roczniki 1995-2018) osiągną wiek (30-50 lat), w którym powinni zarabiać najwięcej (ugruntowana pozycja zawodowa, wysokie zarobki). Wówczas 1 pracujący będzie przypadał na 4 emerytów.

Oczywiście to całkiem pesymistyczne założenie prawdopodobnie się nie sprawdzi. Bo do tego czasu, ZUS czeka upadek, Skarb Państwa będzie znacznie uboższy (mniejsze wpływy z podatków), gospodarkę czeka krach (brak pracowników, recesja, bezrobocie), w wyniku którego pojawi się głód i bieda. Upadnie całkowicie opieka zdrowotna (brak pieniędzy, ale i specjalistów – lekarzy i pielęgniarek). Ilość śmierci wśród osób starszych znacznie wzrośnie, podobnie jak bezrobocie wśród młodego pokolenia. A bezrobocie będzie tym większe, im lepsze dziś osiągnęlibyśmy efekty w odwracaniu tendencji spadkowej, jeśli chodzi o ilość urodzeń wśród kobiet. Byłoby tak, ponieważ w tej kryzysowej sytuacji około 2045 roku wchodziłoby na rynek pracy (a raczej rynek bezrobotnych) pokolenie ludzi z wyżu demograficznego (roczniki 2019-2020 i późniejsze jeśli cudownie odwrócimy tendencje urodzin/kobietę). Wspaniały „timening” prawda?

Emigranci

Jak podaje GUS, w końcu 2017 roku za granicą przebywało ok. 2,5 mln Polaków (najwięcej w Wielkiej Brytanii blisko 800 tys., w Niemczech – ponad 700 tys., Holandii – 120 tys. i Irlandii 112 tys.). Pamiętać należy, że ta liczba dotyczy osób z polskim obywatelstwem, które oficjalnie przedłożyły państwu polskiemu stosowne dokumenty (np. w formie zeznań podatkowych i innych). Innymi słowy te 2,5 mln emigrantów, to dane oficjalne, które nie uwzględniają pracujących na czarno, dzieci urodzonych na emigracji (bez polskiego obywatelstwa) etc.etc. W tym samym czasie, chętnych do wyjazdu z naszego kraju było kolejnych 2,8 mln rodaków .

Ponieważ wskaźnik ilości ludności nie obejmuje emigrantów, to przyjąć należy, że jeśli dziś zatrzymamy dalszy odpływ ludności z Polski, ale Ci którzy już wyjechali nie wrócą, to w 2050 roku w Polsce nie będzie realnie 34 mln mieszkańców (jak liczy GUS), a jedynie 31,5 mln. Oczywiście wg oficjalnych danych, które są z pewnością mocno zaniżone (jeśli chodzi o ilość emigrantów).

Tak więc, chcąc rozwiązać problemy z demografią, w kwestii emigracji, należałoby się skupić na dwóch płaszczyznach. Zatrzymaniu w kraju tych, którzy chcą wyjechać (to na dobry początek). Następnie sprowadzeniu do Polski tych, którzy już emigrowali.

Pierwsze zagadnienie jest o wiele łatwiejsze do przeprowadzenia. Najprostszą opcją byłoby zamknięcie granic i zabranie paszportów, jak za czasów PRL. Z pewnością znacznie trudniejszym wyzwaniem będzie stworzenie takich warunków w Polsce, by ludzie nie chcieli z niej wyjeżdżać. Wymagałoby to głębokich reform gospodarczych i podatkowych. Których skutki obserwowalibyśmy w kolejnych latach po ich przeprowadzeniu. Załóżmy jednak, że już dziś, tj. na początku roku 2019, rząd przeprowadza szereg wspaniałych reform, które jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, natychmiast zmieniają sytuację w kraju. I te blisko 3 mln młodych Polaków nie wyjedzie jednak z kraju.

W tak optymistycznym scenariuszu, zatrzymaliśmy emigrację. Co nie zmienia faktu, że trzeba jeszcze jakoś „przekonać” osoby, które wyjechały wcześniej z Polski do tego, by powróciły. To już nie jest takie proste, bowiem dla nich, Polska nie może być „tylko” państwem dobrym do robienia kariery zawodowej oraz osiągania wysokich zarobków. Dla emigrantów Polska musi stworzyć lepsze warunki niż te, jakie emigranci mają w np. Wielkiej Brytanii czy Niemczech.

Mało tego, znaczna część emigrantów zdążyła już się zakotwiczyć w państwach trzecich. Osoby te założyły rodziny (często mieszane), kupiły nieruchomości (dom/mieszkanie), zaciągnęły kredyty (długoletnie zobowiązanie w obcej walucie). Ci prawdopodobnie mogą do kraju już nie wrócić. Choćby miodem i mlekiem ociekał. Chyba, że zmusiłaby ich do tego trudna sytuacja państwa, w którym się osiedlili (kryzys, dyskryminacja względem imigrantów, brak bezpieczeństwa).

O ile pojawienie się tego ostatniego czynnika można już w wielu krajach nie tylko przewidzieć, ale i zaobserwować, o tyle nie jest to jeszcze zjawisko odpowiednio silne. A Polska nie jest jeszcze krajem mlekiem i miodem płynącym.

A teraz nieco bardziej poważnie. Jeśli w Polsce dokonają się rewolucyjne zmiany prowadzące do kapitalnej, lepszej niż w innych państwach, sytuacji gospodarczej, wówczas zatrzymamy proces emigracji i doprowadzimy do powrotu części osób, które już wyjechały za granicę. Jakie są szanse na to, byśmy dokonali tego choćby w ciągu 10 najbliższych lat? Niech każdy odpowie sobie samodzielnie na to pytanie. Przypomnę jednak, że nawet w tak optymistycznym założeniu (10 lat na „restart” państwa), widocznych efektów można spodziewać się dopiero w 2030 roku…

Imigranci

Do tego czasu (2030r. w bardzo optymistycznych założeniach), polska gospodarka pozbawiona pracowników zdąży trzy razy upaść. W 2017 roku Urząd Pracy zarejestrował oświadczenia pracodawców o zamiarze zatrudnienia 1,1 mln cudzoziemców (85% zezwoleń na pracę trafia do Ukraińców). Jest to ogromna liczba. A mimo to rynek wciąż jest chłonny (mimo, że na czarno pracuje ogromna rzesza obcokrajowców i to 1,1 mln nie jest rzeczywistą liczbą pracowników poch. imigranckiego). Gdyby nie pracownicy z Ukrainy, Polska prawdopodobnie wpadłaby w recesję już teraz. Takie są fakty. 

Polska 2050 bez imigrantów.

Ponieważ jestem z natury optymistą, załóżmy, że Polska dokonała niezbędnych reform gospodarczych, które do 2030 roku odmieniłyby kraj. Jednocześnie wskutek tego, Polki od 2020 roku rodziłyby ponad dwójkę dzieci (niech będzie nawet 2,5). Zakładając, że państwo prowadziłoby restrykcyjną politykę migracyjną (brak wpuszczania imigrantów), już w 2019 roku Polska wpadłaby w recesję spowodowaną brakiem rąk do pracy. Ponieważ rynek pracy byłby pozbawiony pracowników, zagraniczne koncerny nie tylko przestałyby inwestować w Polsce, ale i zaczęłyby przenosić fabryki w inne miejsca. Poza Polskę. Rodzimi przedsiębiorcy z kolei nie mogliby się rozwijać we własnym kraju (rozwój wymaga zwiększania zatrudnienia). Albo czekałaby ich stagnacja w biznesie, przez to przegraliby konkurencję z podmiotami zagranicznymi (w efekcie zamknęliby firmy lub zostaliby przejęci), albo również przenieśliby swoje firmy na rynki, na których pracowników nie brakuje. Nawet, jeśli miałoby to się wiązać z płaceniem wyższych podatków (lepiej płacić wyższy podatek od dochodu, niż nie płacić podatku od straty). Miałoby to dewastujący wpływ na gospodarkę. I rząd nie mógłby z tym nic zrobić, nawet przy super liberalnej lub bardzo pro-socjalnej polityce.

Ponieważ polskie państwo byłoby oczywiście doskonale zarządzane przez kolejne rządy, to załóżmy, że gospodarka przetrwałaby jakoś do 2030 roku. Nie byłoby dobrze, jednak propaganda sukcesu okazałaby się na tyle skuteczna, że skusiłaby emigrantów do powrotu (w końcu byłyby niskie podatki i teoretycznie świetne warunki do pracy i na biznes).

Gdyby emigranci jakimś cudem zaczęli wracać do kraju, w którym na skutek braku pracowników (brak imigrantów), nastąpiłaby zapaść gospodarcza, znów pojawiłby się kolejny problem. Okazałoby się bowiem, że tak na prawdę nie ma dla nich w Polsce ani pracy (gdyby chcieli ją podjąć u kogoś), ani pracowników (gdyby chcieli rozwijać biznes). Oszczędności w funtach i euro szybko by się skończyły, a biznes wcale by się nie rozrastał. Kolejne firmy zaczęłyby upadać, co zwiększyłoby drastycznie wskaźnik bezrobocia.

Ktoś w tym miejscu zechce wtrącić, że powrót emigrantów byłby stopniowy, tak samo jak stopniowe byłoby „wygaszanie” polskiej gospodarki na skutek braku pracowników. Więc wracający emigranci mogliby zastąpić np. ukraińskich imigrantów, co uratowałoby rynek pracy. Otóż jest to fikcja. Imigrantów potrzebujemy już teraz. W 2019 roku. I to w ilościach liczonych w milionach. Tymczasem emigranci wracaliby tysiącami i to dopiero za kilka lat. Dlaczego? Bowiem 1 euro nadal kosztuje ponad 4 złote. I naiwny byłby ten, kto założyłby, że coś się w tej kwestii zmieni w ciągu najbliższych paru lat.

Sięgnijmy jednak z wizją naszego wspaniałego państwa przyszłości nieco dalej. Tj. do okresu 2030-2040 kiedy to jakimś cudem do upadającego gospodarczo kraju wróciło 1,5 miliona emigrantów (nie wszyscy wrócą, tak jak nie wrócili emigranci z USA po 1989 roku, dla których jedynym powodem wyjazdu był komunizm w PRL) tylko po to, by zobaczyć, że wcale nie jest tak kolorowo. Ponieważ ludzie Ci wrócili do Polski, oznacza to, że w Europie również sytuacja gospodarcza przedstawia się dość fatalnie (co jest prawdopodobne i wynika m.in. z moich analiz zamieszczonych na tym blogu). Ponieważ zachód jest w kryzysie, to zagraniczne inwestycje i kapitał uciekają z Polski (a raczej to, co z nich zostało po kryzysie na rynku pracowniczym z lat 2019-2030). Bezrobocie ponownie rośnie, choć dobra polityka władz państwa sprawia, że sytuacja zaczyna się stabilizować. Ludzie zaczynają rozwijać small business, a zakładanie własnych mikro-przedsiębiorstw jest łatwe, opłacalne i mało ryzykowne (zachodnia konkurencja zaczyna kruszeć z uwagi na globalny kryzys, brakuje towarów, a jak brakuje towarów to jest miejsce na rodzimych wytwórców). Lata 2030-2040 są ciężkie, jednak powoli Polska i Polacy zaczynają wychodzić z dołka. W końcu jesteśmy narodem dość sprytnym, zaradnym i przedsiębiorczym. I do tego mamy doskonały rząd!

I tutaj dochodzimy do roku 2045, kiedy to na 1 pracownika przypada 4 emerytów. Zapewne przeskok w rzeczywistości nie będzie tak gwałtowny, bowiem system zacznie się sypać już znacznie wcześniej (np. w sytuacji 1 pracownik na 2 emerytów). Niemniej cały, mądry przecież, program naprawczy państwa idzie się przewietrzyć. Państwo ma dwa wybory. Albo zbankrutować wypłacając emerytury, albo skazać emerytów na śmierć głodową. Przypominam, Ci emeryci to Wasi rodzice lub dziadkowie.

Jak może wyglądać Polska w 2050 roku bez imigracji? Jak słabe gospodarczo, mało znaczące 20-milionowe państwo mające na sumieniu miliony własnych obywateli. Lub jak 30-parę milionowy bankrut.

Jak tak zdewastowany polski naród będzie miał się obronić np.  przed niemieckim kalifatem?

Oto jest wizja Polski dla prawdziwych patriotów. Potomków husarzy i zaciekłych przeciwników wszelkich obcych imigrantów. Zbudujmy sobie właśnie takie, jednolite etnicznie państwo i cieszmy się z naszej czystej krwi. Póki jej nam ktoś nie upuści. Chociaż czy będzie trzeba? Polska 2050 roku będzie zbyt słaba gospodarczo by oprzeć się zagranicznym wpływom i zbyt biedna na utrzymanie jakiejś solidnej armii. W 2050 roku Polski zwyczajnie nie będzie. Zostanie marny cień po narodzie, którzy niegdyś, wespół z Litwinami, Białorusinami, Rusinami i innymi stworzył jedno z największych imperiów Europy. Wspomnimy wówczas czasy przodków, którzy zdobywali Moskwę. I będzie nam wstyd, że w strachu przed obcymi (a może przed naszą lekkomyślnością, jeśli chodzi o mądre zarządzanie imigracją?) doprowadziliśmy do własnego upadku. Kierując się uprzedzeniami, ideologią i zamkniętym umysłem, który nie dopuszcza do siebie myśli, że na gruncie historycznych doświadczeń dzisiejsze pokolenie jest w stanie naprawić błędy przodków i doprowadzić do takiego porozumienia z sąsiednimi nacjami, by można było wspierać wspólne interesy.

Zdążając do końca tego wywodu, jeszcze raz przypomnę. W/w scenariusz to scenariusz OPTYMISTYCZNY zakładający, że od 2019 roku Polki będą rodzić dwójkę, a nawet trójkę dzieci każda, a emigranci zaczną wracać do naszego kraju.

Post scriptum

Na końcu chcę jednocześnie wyjaśnić, iż jestem zdecydowanym przeciwnikiem masowego ściągania imigrantów pochodzących z zupełnie innego kręgu kulturowego i religijnego. W mojej opinii tego rodzaju mieszanki nie przynoszą nic dobrego, ale to temat na odrębny wpis. Widzę jednak potrzebę sprowadzenia zza granicy osób, które przyjadą do Polski do pracy. Dlatego zakładam, że nasz „idealny” rząd nie będzie wspierać imigrantów socjalem (tak by żyli na nasz koszt), a stworzy świetne warunki do pracy i biznesu, tak by Czesi, Słowacy, Ukraińcy czy Białorusini chcieli pracować właśnie w Polsce. Tysiące Polaków pracuje np. w Czechach (którzy nie pojechali do Anglii czy Niemiec). Więc równie dobrze część Czechów, zamiast jechać do całkowicie odmiennych językowo państw zachodnich, mogłaby pracować w Polsce. Co do milionów Ukraińców. Osobiście wolę podjąć wyzwanie stworzenia im takich warunków by łatwo się asymilowali i radzenia sobie z ewentualnymi problemami z mniejszościami, dysponując jednocześnie silnym gospodarczo państwem. Lepsze to, niż zamykanie granic, a następnie próba uratowana katastrofalnie słabego państwa przed zagrożeniami zewnętrznymi.

To jak należy prowadzić politykę imigracyjną jest szerokim tematem nadającym się na osobny wpis. Ten artykuł miał jedynie zarysować niezbędność podjęcia takiego wyzwania (wpuszczenia imigrantów do pracy).

P.S. 2 Technologie/innowacyjność

Dopisuje na skutek wielu komentarzy w mediach społ. dotyczących tego zagadnienia (jakoby technologie i innowacyjność mogłyby rozwiązać problem braku pracowników).

Na dzień dzisiejszy nie istnieją żadne roboty budowlane, które mogłyby zastąpić miliony Ukraińców budujących w Polsce drogi, mosty, mieszkania i domy. Nie istnieją również drony-hydraulicy, które zastąpiłyby naszych rodaków znajdujących się obecnie w Holandii 🙂 Zamknięcie granic nie sprawi, że w magiczny sposób pojawią się z dnia na dzień super tanie i wydajne maszyny. Zanim to nastąpi biznes padnie. Jak biznes padnie, to nikt nie będzie miał pieniędzy na to, by kupić maszyny, gdy te się już pojawią. Co do “przyśpieszania” rewolucji technologicznej poprzez spowodowanie braków na rynku pracy. Przedsiębiorca wprowadza technologię wówczas, gdy jest ona opłacalna. Innymi słowy, jeśli kupno maszyny zastąpi mu 10 pracowników, a koszty jej utrzymania choćby ZRÓWNAJĄ koszty zatrudnienia, to pracodawca będzie wolał zastępować ludzi, maszynami. Pracownicy to problem. Maszyna nie choruje, nie chodzi po podwyżki, nie ma humorów, nie przechodzi do konkurencji i nie chodzi do sądu pracy. Przedsiębiorstwa wprowadzają technologię tak szybko, jak szybko zorientują się, że to się będzie opłacać. Jeśli wprowadzenie technologii się nie opłaca… To nikt tego nie robi i nie ma co przyśpieszać wprowadzenia takiej technologii, która nie jest dość wydajna.

Artykuł nie jest o tym, by wpuszczać tutaj bez kontroli hordy ludności nie wiadomo jakiego pochodzenia. Artykuł jest o tym, że póki co, to pracownicy z zewnątrz to jedyny ratunek dla naszego państwa. Gdy potrzeba na rynku pracy zmaleje, nic nie stoi na przeszkodzie by ograniczyć ilość sprowadzanych pracowników. Do tego czasu, lepiej mieć jednak mądrą strategię w tym zakresie. Bo inaczej źle się to może skończyć.

I na koniec pytanie. Co jest lepsze: Gdy Niemcy zbudują montownie w Polsce i zatrudnią samych Ukraińców, czy też gdy zbudują montownie na Ukrainie i zatrudnią Ukraińców? Podpowiedź. Z tej pierwszej sytuacji można uzyskać dochód pasywny w postaci podatków. Z drugiej – mamy tylko konkurencję dla polskich montowni.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Pozostałe źródła:

raport WEI: http://wei.org.pl/wp-content/uploads/2019/02/50-milionów-mieszkańców-Polski.-Konkretne-działania-a-nie-tylko-marzenia.pdf

https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/500-nie-ratuje-polski-przed-zapascia,114,0,2417010.html

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/wskaznik-dzietnosci-w-polsce-najwyzszy-od-20-lat/nh9xtnz

https://www.cooltura24.co.uk/wiadomosci/39432,ile-osob-wyemigrowalo-z-polski

https://wpolityce.pl/polityka/433534-bosak-zaplecze-gwiazdowskiego-chce-sprowadzac-imigrantow

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Wzrosla-liczba-ludnosci-Polski-7569556.html

60 komentarzy

  1. Ależ drogi Gospodarzu ;), już żesmy ustalili ze w okolo 95-97% sie zgadzamy ;> O zadnych “inżynierach i lekarzach wyznajacych religie pokoju” nie mowimy.
    Te 3-5% to Nasi Ukrainscy “pobratymcy” i cytujac mnie i pana

    “Krótko. Jak Pan ściąganym imigrantom powie : pracujecie a później wypad, to Wie Pan co będzie?
    …Musi być jakiś system, który pozwoli im po jakimś czasie osiąść w Polsce jeśli będą tego chcieli.”

    Nie da sie zaoferować osiedlenia bez praw wyborczych w dłuższym terminie. A prawa wyborcze to decydowanie o losach państwa, wygrywaja zaś zdyscyplinowani wyborcy.

    Niech teraz pan zgadnie na kogo bedą głowowac imigranci? Czy na tych którzy oferują im wolny rynek ale domagają sie też odpowiedzialnosci za zbrodnie nieważne że ich dziadków, poszanowania naszych praw i kultury czyli de facto WYRZECZENIA sie tym kim sa i skad pochodza

    czy też tych którzy oferują socjal, są ojkofobami i miłośnikami multikulti i powiedza “głosuj na nas dzieki Nam sciagniesz sobie kogo bedziesz chciał i w jakiej ilosci bedziesz chcial”

    No nie 😉 przecież przez 8 lat rządziła “liberalna centroprawica chadecka” czyli PO i PSL 😉

    Imigrantów z prawami wyborczymi u Nas nie ma bo byla bieda i trafiał do Nas tylko ułomny który nie potrafił rozróżnić Poland od Holland.

    Ale to sie zmienia. Te 6000 nadwyżki o której pan pisał powyżej umierlaności to przecież nie Polacy bo ich sie urodziło mniej, tylko właśnie imigranci którzy dostali obywatelstwo – czyli prawa wyborcze.

    I to niestety bedzie narastać, o ile sie tego nie zatrzyma! albo będą to imigranci z krajów tak odległych i w tak małej liczbie że nie beda w stanie sie zorganizować – no ale nie 11 milionów!

    pozdrawiam

    1. No jeśli tym osiedlonym imigrantom każdy będzie przypominał, że są imigrantami a ich dziadkowie mordowali naszych dziadków i powinni o tym pamiętać – to się nie zasymilują. Bo zawsze będzie podział My-Wy. Oni zwyczajnie po 2-3 pokoleniach mają być Polakami. Jak litewska, czy ruska szlachta w I RP.

      Jeśli zakładamy, że nie chcemy imigracji bo i tak rządzi lewica, to po co drążyć temat? W zasadzie jak nie ma szans na rządy prawicy to nie ma o co się kłócić, bo i tak na nic nie mamy wpływu, a lewica zrobi co chce…

      Jak już się zastanawiamy jak zrobić,żeby było dobrze, to jednym z tych założeń powinien być wybór mądrego, prawicowego rządu. 😉
      pozdrawiam
      KW

      P.S. Te 11 milionów imigrantów to hasło Bosaka. Generalnie w mądrej imigracji chodzi o to, by przyjąć tylu ile trzeba. 🙂

      1. Imigranci zawsze głosuja na lewactwo bo to ono ich broni, popiera a rdzennych mieszkanców linczuje rasizmami i ksneofobiami właśnie w imieniu imigrantów.

        Widział Pan gdzie prawicowy rząd popierajacy imigrantów? Widział pan wogóle gdziekolwiek prawicowy i liberalny gospodarczo rzad?

        Ale to sa wnuki morderców, a jesli nie to mają to w dupie lub maszerują w marszach gloryfikujacych bandere i UPA.

        Zmierza nasza dyskusja ku lewackim hasełkom o milczeniu by dbać o uczucia imigrantów i by ich nie urażać.

        Około 6-ciu minut zajmuje przeczytanie 362 sposobów mordowania Polaków przez ukrainców.

        Prosze przeczytać wszyskie, zastanowić sie i wówczas sie zdecydować czy dbamy o samopoczucie ukrainców czy o pamięć o pomordowanych.

        p.s jak sie zintegrowała litewska szlachta pokazuje przykład Radziwiłów w czasie potopu czy Sapiehów, Potockich w czasie targowicy.

        [ADMIN: Z całym szacunkiem pozwoliłem sobie wyciąć tą długą, nic nie wnoszącą do dyskusji litanię, którą z pewnością Pan skądś przekleił]

        1. 1) No właśnie myli Pan przyczynę ze skutkiem, o czym pisałem wcześniej. Powtórzę jeszze raz. Jeśli socjaliści ściągnęli imigrantów socjalem, to Ci imigranci głosują na lewicę. Bo po to przyjechali do danego kraju. Głosują na tych, co im coś już dali i chcą więcej – bo to masy pro-socjalne.

          2) Oczywiście, że nie. Nie ma nigdzie prawicowych i liberalnych gospodarczo rządów. Dlatego nie może Pan wnioskować, że gdyby taki rząd wpuścił zarobkowych imigrantów, to wpuściłby sobie elektorat lewicy. O czym zaraz.

          3) Ma Pan jakieś twarde dane, że imigranci to są wszyscy elektorat lewicowy? Bo ja uważam, że to czy ktoś głosuje na lewicę czy prawicę nie zależy od jego pochodzenia. To co Pan pisze, to z całym szacunkiem jest jakaś bzdura (że pogląd polityczny zależy od pochodzenia). Jest np. taki człowiek jak Thomas Sowell. To czarny Amerykanin, a więc pochodzenia imigranckiego, z Afryki. Proszę zapoznać się z wiedzą, jaką ten człowiek propagował i propaguje. Takich przykładów można mnożyć. Równie dobrze można napisać, że jak ktoś pochodzi ze wschodu Polski to zawsze będzie głosował na PIS. Ten sam poziom generalizowania.

          4) Do rasistowskiego argumentu dot. tego, że ktoś jest czyimś wnukiem się nie odniosę. Jest Pan pewien, że w pańskiej krwi nie płynie krew jakiegoś mordercy/podpalacza/gwałciciela/złodzieja et.etc.? Bo jeśli tak, to zgodnie z Pańskim poglądem, Pan ma najlepsze zadatki na mordercę, podpalacza, gwałciciela i złodzieja. To jest ten poziom dyskusji. Tylko ok. 50% Polaków posiada tą samą haplogrupę krwi. Reszta, to rasowi mieszańcy. Niemców, Rosjan, Turków, Rusinów etc.etc. Oni wszyscy mają zadatki na zdrajców/morderców etc?

          5) Co do litanii, szkoda mi było 6 minut. Wiem co tam (na Wołyniu i nie tylko) się działo. I o pamięć tej tragedii trzeba oczywiście walczyć. Zapomnieć nie można, ale nie można być zakładnikiem nienawiści i historii. Różni ludzie wyciągają z tych samych wydarzeń różne wnioski. Pański jest taki, że Ukraińców trzeba było co najmniej wydalić z II Rzeczpospolitej. Mój jest taki, że przy innej polityce w czasach I Rzeczpospolitej nie byłoby żadnej Ukrainy, a wraz z Rusinami, Białorusinami i Litwinami mogliśmy stworzyć wspólnie wieczne imperium.

          pozdrawiam
          KW

  2. Imgranci głosuja na lewice, jak nie od razu to najpóźniej w 3-cim pokoleniu vide USA/Francja, bo lewica jak juz pisałem ale widac to nie trafia stawia wyzej imigrantów niz rdzennych mieszkańców.

    Wie Pan ja lubie teksty w stylu “bzdury” czy “razism” (o tym za chwile) bo to swiadczy o braku argmentow. To taka socjotechniczna zagrywka ze niby rozmawiamy na argumenty, że pochylamy sie nad racjami rozmówcy ale walniemy “bzdurą” i juz mamy rozmówce z głowy, no bo przeciez wiadomo – gada bzdury.
    Tyle że pan mi podrzuca jednego potomka imigrantów z Afryki – i bardzo dziekuje za potwierdzenie tego co pisze 😉 bo pan ma JEDNEGO “afroamerykanina” bo może i znalazł by pan na siłe i 10 na ile milionów jego pobratymców miłośników demokratów, socjalu i polowan na białe wieloryby? (sprawdzi pan sobie w interenecie co to)
    To i ja panu podrzuce tez na potwierdzenie 😉
    Dr Bawer Aondo-Akaa, Polak z wyboru i z przekonań. Czy mamy sciągnąć ich miliony by znaleść 10-ciu takich jak on?
    I by za czas jakiś w sieci krążyly filimiki pod tytułem “Polska w 28 sekund’?https://7dni.wordpress.com/2019/03/05/rpa-w-28-sekund/

    Na a teraz “rasizm” 😉 Smutne, ze i pan poddał sie lewackiej tresurze. Bardzo smutne. To juz nie zagrywka w stylu “bzdury” gdy brak argumentów tylko pałka, i to taka ostra, po której juz ma zapasć cisza bo jak nie to “niezawisły sąd czeka”, wiec morda w kubeł!
    tylko po pierwsze na mnie nie działa,
    po drugie totalnie nietrafion ba jesli już to powinno byc kryterium narodowściwe
    ale niestety po trzecie i najważniejsze totalnie panie Krzystofie nietrafione gdyż

    Niemcy, wnuki dziadków morderców do dziś płacą i ta cieżka kasę żydom za ich wyczyny pod względem okrucieństwa o wiele leveli słabsze od ukrainców
    zatem?
    Albo ja i 60 milionów Niemców to “rasisci” albo pan błądzi i/lub brak argumentów zastepuje palką/

    Ponieważ mój czas jest zbyt cenny pozwolę sobie pana pozostawić w swojej Ukraino i imgrantofili i pozdrawiając zakoncze takim obrazowym porównaniem;

    Usiłować łatać dziury w demografii imigrantami to jak łatać braki pensji pożyczkami w providencie – jedno i drugie skonczy sie na dluższa mete bankructwem.

    1. Niebawem opublikuję kolejną analizę. W Norwegii jest 100 tys. polskim imigrantów. Ich głosy dały zwycięstwo prawicy w wyborach.
      Jak pisałem, to czy ktoś głosuje na socjal czy nie, nie zależy od pochodzenia. Gdyby tak było, w jednych krajach i regionach rządziłaby tylko prawica, w innych tylko lewica. Tymczasem lewica rządzi niemal wszędzie. To problem ogólnoświatowy, a nie rasowy czy narodowy. W Polsce imigranci jeszcze nie głosują, a prawica nie rządziła praktycznie odkąd obalono komunizm. I nie ulegam lewackim nawykom, tylko nazywam rzeczy po imieniu i jasno to uzasadniłem.

      Mną kieruje realizm gospodarczy, a nie anty- czy filo – ideologia. Jeśli gospodarka tego wymaga, trzeba sięgać po imigrantów. Niestety do takiego stanu doprowadziliśmy ten kraj, że jest to gospodarce niezbędne. Ściąganie imigrantów zarobkowych nie jest dobrym rozwiązaniem, ale lepszego nie widzę.

      Co mają reparacje powojenne do kwestii imigrantów? Jedno z drugim nie ma związku.

      W zakresie pańskiego porównania. Lepiej wziąć pożyczkę w providencie niż umrzeć z głodu.

      Przykro mi, że marnuje Pan swój cenny czas na czytanie tego bloga i komentowanie jego wpisów. Niestety ja na to nic nie poradzę 🙂
      pozdrawiam
      KW

  3. Witam.Lubię czytać pana analiz.Zazwyczaj unikam pisania komentarzy,tym razem postanowiłem jednak dodać kilka uwag.Dzietność w Polsce za 2018 rok to 1.45 i jest to bez wątpienia wynik zaniżony spowodowany tym,że około 900 tys Polek w wieku płodnym(15-49 lat) mieszka i żyje poza granicami kraju,ale nadal jest zameldowanych w Polsce.One są liczone przez GUS jako potencjalne matki ,ale dzieci urodzone przez nie za granicą już nie(a to naprawdę spora liczba,Wielka Brytania- 20 tys ,Niemcy- 10 tys ,inne kraje to około 10 tys).Rzeczywisty wynik to od 0,20 do 0,25 wyżej(1,65-1,70).Takie informacje otrzymałem od znajomego który pracuje w GUS i wyjaśnił mi wiele spraw związanych z tym tematem.Proszę sobie zobaczyć jak wygląda piramida demograficzna województwa pomorskiego( to region najmniej dotknięty imigracją).Sprawa druga .Imigranci tylko na pewien czas rozwiązują kwestie ubytku ludności a zupełnie nie rozwiązują kwestii dzietności.Zwiększają za to liczbę emerytów w przyszłości.Doskonałym przykładem są Włochy.Liczba ludności tego kraju poraz dziewiąty z rzędu spadła(tym razem o ponad 90 tys do 60milionów 393 tys osób).W tej liczbie 5,1 milona to cudzoziemcy(rezydenci),dodatkowo Włosi przyznali w ciągu dwóch ostatnich dekad obywatelstwo dla niemal miliona osób.I co ? Dzietność wynosi zaledwie 1,31 nie drgnęła nawet na jotę ,imigranci którzy przybyli zestarzeli się ( Co spowodowało,że są najstarszym narodem po Japończykach na świecie).Liczba urodzeń sięgnęła dna (448 tys).a ponad 20% tej liczby (91 tys) to dzieci rezydentów ,dzietność Włochów jest więc tak naprawdę dużo niższa niż 1.31.Oczywiście zgadzam się z panem,że Polska będzie docelowym miejscem emigracji.Z prostego powodu.Pomijając spory polityczne ostatnie trzy dekady tak naprawdę to skok cywilizacyjny Polski.Moim zdaniem Polska weszła w nowy„ Złoty Wiek” i jej gospodarka zaczyna działać jak gigantyczny odkurzacz na ludy zamieszkujące ziemię dawnej Rzeczpospolitejj.Jaką liczbę może objąć ta imigracja w ciągu najbliższych dwóch dekad?Myślę,że 2 -2,1 miliona Ukraińców,około pół miliona Białorusinów,200 tys Mołdawian,może jeszcze z kilkaset tysięcy Rosjan i po kilkadziesiąt Ormian i Gruzinów.Jestem też tak jak i pan zdecydowanym przeciwnikiem imigracji z Afryki Płn i Bliskiego Wschodu.Jak będzie wyglądać za te dwie dekady Europa?Myślę ,że to co obecnie widzimy to upadek wielkiej i wspaniałej Cywilizacji Łacińskiej ,tej cywilizacji która stworzyła znany nam świat.Mechanizmy zachodzące obecnie w Europie do złudzenia przypominają te które zachodziły po śmierci Konstantyna Wielkiego w Imperium Rzymskim.Każdy rozsądny człowiek znający historię doskonale to widzi.Los naszej ojczyzny jest być może od pięciu wieków po raz pierwszy w rękach naszego narodu,jego mądrych wyborów i naszej klasy politycznej.Opolitycznej.Obyśmy tej szansy nie zmarnowali.Powodzenia życzę i dalszych ciekawych analiz.

    1. Dziękuję za ciekawy komentarz.
      Pytanie tylko, ile tych matek z dziećmi, albo chociaż samych dzieci wróci z emigracji… Liczenie tych dzieci do ogólnego wskaźnika jest dość ryzykowne.
      I nie zapominajmy o tym, że to nie warunki w Polsce skłoniły matki tych dzieci do macierzyństwa.

      Imigranci zwiększają dzietność na krótką metę (1 pokolenie, później zasymilowani imigranci sami zaczynają mieć podobną dietność co gospodarze). To prawda. Ale jeśli odwrócimy trendy powiedzmy dziś (a zakładamy, że jest to możliwe w jakimś stopniu), to będziemy właśnie potrzebowali tego jednego pokolenia imigrantów (na następne 20 lat), którzy załatają nam dziurę.

      Przyciąganie Polski istnieje tylko do momentu, kiedy zachód sam nie zechce przejąć pracowników z Ukrainy, Białorusi etc.etc. Wówczas część z nich wyjedzie, część zostanie. Trzeba pomyśleć o tym, by zostało jak najwięcej, najbardziej pracowitych/przedsiębiorczych ludzi.

      pozdrawiam serdecznie
      KW

      1. Nie zrozumiał pan.Dzietność na poziomie 1,65-1,7 dotyczy Polek mieszkających i żyjących w Polsce.Po prostu ich liczba rzeczywista jest mniejsza niż ta jaką uwzględnia GUS w swych badaniach.Czy te Polki i ich dzieci wrócą?Nie wiem.Jest tak wiele czynników które na to wpłyną,że to trochę wróżenie z fusów.Można być pewnym tego komu będzie trudniej i kto raczej nie wróci.Polki które wyszły za mąż za cudzoziemca i ich dzieci raczej nie wrócą (szczególnie te które związały się z przybyszami z poza Europy).Jest spora grupa (głównie w Wielkiej Brytanii) Polaków która kupiła mieszkania,założyła małe firmy oni też raczej zostaną na miejscu.Wiele dzieci imigrantów z Polski nie zna polskiego to kolejna grupa ryzyka.A ci pozostali?Ciekawym przykładem jest Grecja.Liczba Polaków sprzed kryzysu szacowana była na około 50 tys ,obecnie zostało nie spełna 8tys.Oczywiście nie oznacza to,że ci ludzie wszyscy wrócili do kraju.Ale to daje do myślenia?Myślę,że przecenia pan ,tak jak wielu Polaków siłę zachodu.Sami stworzyliśmy sobie obraz zachodu jako idyllicznego raju,krainy szczęśliwości a polscy imigranci i prasa ten obraz utrwalili.Jestem zawodowym kierowcą,od niemal dekady (lipiec 2009 rok)jeżdżę na zachód do Francji,Hiszpanii i Portugalii i widzę co tam się dzieje.My Polacy tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy jakim ciosem dla tamtejszych gospodarek był ostatni kryzys gospodarczy.Zmienił wszystko,wstrząsnął fundamenty.Na własne oczy widziałem i nadal widzę zachodzące zmiany.Centralne prowincje Hiszpanii opustoszały,ludność uciekła w poszukiwaniu pracy na wybrzeże i do Madrytu,nie wszystkim się udało,powstały getta.Setki opustoszałych fabryk i domów straszy do dziś ,tak jak też ciężki sprzęt budowlany stojący wzdłuż dróg.Kolejnym bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest pauperyzacja społeczeństwa.Lazurowe Wybrzeże i Katalonia toną w przepychu a Marsylia ,Lyon i dziesiątki małych miasteczek tonie w nędzy i beznadzieji.Do tego wszystkiego jakieś dwa lata temu pojawił się nowy problem.Przybysze z Afryki Płn i Centralnej.Ci ludzie tak naprawdę mają niewielkie szanse ,niepiśmienni ,bez jakiegokolwiek zawodu zasilają tylko miejscowy świat przestępczy .Żaden tak naprawdę problem tamtych krajów nie został rozwiązany,zamieciono je po prostu pod dywan.Panie Krzysztofie społeczeństwa zachodu mają dość jakiejkolwiek imigracji,nie chcą słyszeć o Ukrainie w Unii,są wściekłe i rozgoryczone.Każdy polityk który zadeklaruje ,że otworzy szeroko granicę jest samobójca.Niemcy potrzebują fachowców nie kolejnej fali ,która będzię wysysać ich system socjalny.To co przekazują nam media to tak naprawdę maleńki wycinek rzeczywistości.Trzeba porozmawiać z przeciętnym Niemcem czy Holendrem by zrozumieć co oni o tym wszystkim myślą.Jeżeli ta całą imigracja jest takim dobrodziejstwem to czemu rdzenni Holendrzy czy Brytyjczycy opuszczają swoje miasta?Ukraińcy z Polski nigdzie nie wyjadą,ich liczba będzie się w Polsce zwiększać przez wiele jeszcze lat,tylko od początku roku 6 tys Ukraińców otrzymało kartę pobytu( Ich liczba w tym roku przebije z pewnością 200 tys a może nawet ćwierć miliona).Z mojego punktu widzenia Polska polityk imigracyjna nie jest zła( przypomina tę którą przed laty prowadziły USA),sam sobie szukaj pracy,mieszkania,zabiegaj o pozostanie w Polsce przebijając się przez dżunglę administracji,nie licz na kokosy,chcesz mieć lepiej płatną pracę ucz się sam języka.Kolejne polskie rządy powinny jak najdalej od tego tematu trzymać lewicowych aktywistów i ngosy.Radziłbym też obecnym i przyszłym rządzącym by nie próbowali kłamać społeczeństw i nie unikali trudnych tematów.Imigracja(nawet taka jak do Polski) zwiększa przestępczośc,wśród przybyszów jest i będzie liczna grupa ludzi z Donbasu,Krymu i wschodniej rosyjskojęzycznej Ukrainy i Putin i jego Rosja marzący o odbudowie postsowieckiego imperium ten fakt bez wątpienia wykorzysta.ABW i inne nasze formacje powinny trzymać rękę na pulsie.I na koniec.Jak widzę jest pan zwolennikiem imigracj.Ja też ,choć widzę ją nieco inaczej niż pan.Polska nie jest z gumy,jej warunki geograficzne,naturalne i klimat sugerują,że aby rozwój jej był zrównoważony gęstość zaludnienia powinna być w przedziale 150-200 osób na kilometr(jest 123 )(powiat przedział 100-200 osób,gmina 50- 200 osób.) w innym wypadku będą powstawać miasta molochy,ceny mieszkań i ziemi będą nie dostępne dla zwykłego zjadacza chleba czy inwestora.Są województwa które mogą bez problemu podwoić lub nawet potroić liczbę ludności(Podlaskie 59 osób na kilometr,Warmińsko Mazurskie 60 ,Zachodniopomorskie 73 ,Lubelskie 83 ),ale potrzebne są olbrzymie pieniądze by przebudować ich infrastrukturę i zbudować zaplecze przemysłowe.Mprzemysłowe.Miłego dnia życzę.

        1. Dziękuję za ciekawy komentarz. W wielu miejscach się zgadzamy. Jedna uwaga. Nie jestem zwolennikiem imigracji. Jestem zwolennikiem wzrostu gospodarczego Polski i zwiększenia jej siły gospodarczej. Co automatycznie przekłada się na wszystko inne. Bogactwo, politykę, możliwości infrastrukturalne, siłę armii etc.etc.

          Jeśli sytuacja jest taka jaka jest, a imigracja zarobkowa jest jedynym doraźnym rozwiązaniem (na teraz, czyli najbliższe lata) to trzeba pozwalać na przepływ siły roboczej do Polski. Obecnie to się dzieje. Nie jest to idealny system, ale w miarę działa i bynajmniej nie rozpieszcza przyjezdnych (tak jak Pan pisał).

          Jeśli potrzeba zniknie, nie mam nic przeciwko zamknięciu granic (oczywiście to też trzeba zrobić w mądry sposób).
          Co do powrotu Polaków do PL. Proszę pamiętać, że jeśli sytuacja w Europie się znacznie pogorszy, to Polska nie zostanie zieloną wyspą. Jesteśmy uzależnieni od gospodarki niemieckiej, jeśli ta zanotuje tąpnięcie – Polska również znajdzie się w kłopotach. A to oznacza, że nawet w czasach kryzysu, Polska może być dużo mniej atrakcyjnym miejscem zamieszkania niż zachód.
          Głównym czynnikiem, który może skłonić rodaków do powrotu do PL jest czynnik bezpieczeństwa. Nikt nie chce wychowywać dzieci w środowisku, gdzie tli się wojna rasowa/religijna/światopoglądowa. W tym kontekście “zaściankowość” Polski staje się atrakcyjna. Zwłaszcza mniejszych miast, miasteczek i wsi.

          pozdrawiam
          KW

          1. (…)Zwłaszcza mniejszych miast, miasteczek i wsi.(…)
            No cóż… w polskich realiach to właśnie tam jest największe natężenie obcych… Żydów, Cyganów Białorusinów, Ukrainców, Tatarów itp. I jakoś nie słychać o atakach na cerkwie czy synagogi.

  4. Jak zrozumiałem autora, problem polega na zmniejszeniu ilości pracujących osób w porównianiu do emerytów. Ok, jaki są warianty nie zmniejszenia? Albo rośnie ludność (np, jak w krajach afrykanskich, ale i tam jest ograniczenie w tym procesie), albo nie wszyscy dożywają do emerytury. Jaka opcja jest do akceptacji? 😉

    1. 😅
      Przedstawił pan tak ponury obraz Polski bez imigrantów w swoim tekście,że myślałem,że jest pan ich apogletom a tu okazuje się ,że jest pan realistą aż do bólu.Jeśli chodzi o Niemcy.Czy naprawdę myśli pan ,że jesteśmy tak uzależnieni od nich?Czy myśli pan ,że niemieckie koncerny zamkną fabryki w czasie kryzysu,wiedząc,że koszty pracy są o wiele mniejsze niż na zachodzie?Nie sądzę.Wie pan co uważam za największą zaletę polskich firm?Ich elastyczność.Szwedzi nie będąc wstanie zaspokoić popytu na mieszkania i inne usługi budowlane dopuścili polskie firmy budowlane do przetargów.Oczywiście zakładali ,że nasze firmy będą zatrudniać miejscowych(zwłaszcza imigrantów).Co zrobiły nasze firmy? Skorzystały z okazji,ale do pracy wykorzystały pracowników delegowanych z Polski!W tamtym roku takich pracowników było aż,40 tys.Przy okazji wykończyły miejscowe firmy,a Szwedzi teraz nie wiedzą jak się z tego pomysłu wycofać .Nam się naprawdę chce.Jako naród mamy cel a ten w życiu jest najważniejszy.Zajmuje się pan geopolityką ,więc doskonale pan wie,że sytuacja jaka występuje obecnie w Europie to abberacja,stan nienormalny.Świat normalny to ciągłe zmiany i walka a nie marazm i stabilizacja.Jest taka piękna scena w powieści „Wiedzmin-Krew elfów”(notabene Andrzej Sapkowski to jeden z moich ulubionych pisarzy a sama powieść to nie fantastyczna bajka ,ale traktat opisujący mechanizmy władzy i meandry ludzkiej psychiki, gorąco panu polecam) gdzie krasnolud tłumaczy Ciri kto panuje nad światem.Robi to w sposób prostacki i brutalny ,ale prawdziwy.Nad światem panuje ten kto szybciej i bezwzględniej eliminuje swych wrogów i płodzi dzieci.Ten normalny świat moim zdaniem właśnie się zaczyna.A my jako naród i państwo w tej grze weźmiemy udział,tym razem mamy w ręku wiele atutów.

      1. Jacku, gdy dobrze ciebie zidentifikowałem – to cześć z RTSa 🙂

        A co do tematu – “Nad światem panuje ten kto szybciej i bezwzględniej eliminuje swych wrogów i płodzi dzieci.” – jakoś to nie bardzo pomogło Indii lub innym krajam z dużą ilością ludzi, ale nizkim poziomem rozwoju. Da i w koncuto jest po prostu piramida – narodzić więcej dzieci, żeby oni potrzebowali jeszcze więcej… i co w koncu, jak skoncią się resources?

  5. Do Tykh.Moja wypowiedź odnosiła się do autora bloga i była kontynuacją naszej wcześniejszej wymiany zdań.Co do pana opinii.Indie mają przyszłość a nasza cywilizacja obumiera.Indie startowały od zera a teraz pkb tego państwa po niemal siedemdziesięciu latach jest wyższe niż Francji a za chwilę będzie wyższe od Wielkiej Brytanii.Widzi pan różnice? Europa stoi a inni pędzą do przodu za chwilę to ci inni będą dyktować nam warunki gry.

  6. Nikt z komentatorów nie zadeklarował że się poświeci i będzie miał np. 8 lub więcej dzieci. A przecież tylko w ten sposób da się odwrócić trend. Posiadając dużo, bardzo dużo dzieci.

    Tylko, że gadanie i pisanie komentarzy jest łatwe i przyjemne, a posiadanie 8 dzieci to jest codzienna praca i poświecenie przez 30-40 lat. Nie znam Polaków, którzy tego chcą, poza sobą i moją żoną, a znam wielu którzy uważają to za głupotę.

    Więc przyjęcie imigrantów przez Polsce się dokona, bo to jest naturalna sytuacja przemieszczania się grup ludności z obszarów nadwyżki do obszarów wyludniających się. Gadanie tego nie zatrzyma, tu trzeba czynów, których 99% Polaków nie chce wykonywać.

  7. Bardzo ciekawy i rzeczowy blog, gratuluję!
    Pragnę dodać swoje przysłowiowe 3 grosze do tematu. Otóż postęp techniczny faktycznie sporo zmieni. Już za kilka lat pojawią się pierwsze powszechne samochody autonomiczne, a zawód kierowcy to domena ludzi młodych o niedużych kwalifikacjach. Powoli wchodzimy w epokę AI (Artificial Inteligence), co skończy się automatyzacją diagnostyki medycznej chociażby. Budownictwo póki co formalnie jest do tyłu, ale jak spojrzeć na wzrost wydajności dzięki maszynom typu ładowarki, minikoparki itp. to też nie jest źle. Wykończeniówka się zrobotyzuje jeśli rozwiążemy problem precyzyjnej nawigacji wewnątrz budynku. Mam na myśli system umożliwiający określenie położenia z dokładnością poniżej 1 mm, aby robot mógł układać kafelki czy panele.
    Problemem zostanie kwestia militarna. Stare i słabe społeczeństwo nie stawi oporu licznemu i młodemu przeciwnikowi. Przewaga techniczna w sytuacji wojny liczy się tylko wówczas, gdy wróg jest odizolowany fizycznie na tyle, że można użyć lotnictwa czy artylerii. Walki na ulicach sprowadzą się do broni ręcznej a tym samym wiek i liczebność zdecydują o wygranej.
    Co do ZUSu to proponuję prosty eksperyment logiczny: wyobraźmy sobie, że liczna grupa starych milionerów wybrała się na wycieczkę promem. Prom rozbija się przy bezludnej wyspie, milionerzy oraz kilku zdolnych do pracy młodyc członków załogi muszą przetrwać na wyspie. Czy w tej sytuacji miliony odłożone na starość pozwolą emerytom przeżyć. Niezależnie o ilości pieniędzy na wyspie przetrwa tylko tylu, ilu będzie w stanie utrzymać młoda, zdolna do zdobycia jedzenia załoga. Po prostu cena ich usług podskoczy do absurdalnych kwot, gdyż milionerzy będą licytować kto da więcej. Ten prosty eksperyment pokazuje, że odkładanie pieniędzy na starość kosztem rezygnacji z potomstwa (akurat 1300-2000 zł ZUSu miesięcznie to jedno czy dwójka dzieci) to odłożone w czasie samobójstwo populacji. Czy nie był to faktyczny i ukrywany przed narodem cel wprowadzenia ZUS ? Czy architekci tego “rozwiązania” byli tak krótkowzroczni czy może dokładnie odwrotnie?

    1. Jak ewentualny kryzys społeczno-gospodarczy w Europie Zachodniej, związany choćby z napięciami między różnymi grupami etnicznymi/kulturowymi, wpłynąłby na Polskę? Czy, o ile udałoby nam się utrzymać względnie stabilną gospodarkę i przy prowadzeniu odpowiedniej polityki nie moglibyśmy liczyć na zassanie dużych liczb wykwalifikowanych, młodych i – co najważniejsze – spokojnych ludzi, którzy chcieliby po prostu uciec od patologii? Podobne wydarzenia miały miejsce w Europie w czasie wojen religijnych między katolikami i protestantami.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *