Wybory do PE – analiza klęski anty-systemowców.

Tym razem nieco politycznie, w nawiązaniu do wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego. Portal rządowy wybory.gov.pl podał następujące dane. Łącznie w 13 okręgach wyborczych oddano blisko 13,6 mln ważnych głosów na 30,1 mln osób uprawnionych do głosowania. Dało to niezwykle wysoką frekwencję (jak na wybory do PE) wynoszącą 45,68% (dotąd nigdy frekwencja nie przekroczyła 25%). Wyniki wyborcze kształtują się następująco:

PiS – 45,38%

KE – 38,47%

WIOSNA – 6,06%

————————

KONFEDERACJA – 4,55%

KUKIZ 15’ – 3,69%

Lewica razem – 1,24%

Polska Fair Play Gwiazdowski – 0,54%

Inne: 0,08%

Z punktu widzenia geopolitycznego wygrało stronnictwo pro-amerykańskie. Stronnictwo pro-niemieckie (pro-unijne) osiągnęło o 7% gorszy wynik. Biorąc pod uwagę ilość koalicjantów wchodzących w skład KE, należy to uznać za druzgocącą porażkę. Choć trzeba wskazać, iż ugrupowanie Roberta Biedronia, który oficjalnie przyznał się, że jest wspierany przez fundacje sponsorowane m.in. przez niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych – osiągnęło 6% wynik. Więc de facto pro-niemieckie/pro-unijne ugrupowania osiągnęły łącznie wynik w okolicach 44%. Warto to odnotować w kontekście przyszłych, jesiennych wyborów parlamentarnych. Bowiem PiS ma niską zdolność koalicyjną, a bez Kukiza czy Konfederacji – praktycznie żadną. Dlatego partia rządząca musi przyszłe wybory zwyczajnie wygrać w taki sposób, by móc sprawować władzę samodzielnie. A przynajmniej szykować się i walczyć właśnie o taki scenariusz. Można również zaryzykować inną tezę.

Dla PiS-u wejście do polskiego sejmu KONFEDERACJI lub KUKIZA mogłoby być korzystne. Kontrowersyjnie? To zależy od wyniku samego PiS-u. Jeśli partia J. Kaczyńskiego (+przystawki) w jesiennych wyborach nie uzyska samodzielnie większości mandatów, wówczas te wybory zwyczajnie przegra (nawet, jeśli będzie posiadała najlepszy wynik wyborczy). Ponieważ scena polityczna wygląda mniej więcej tak: wszyscy przeciw PiS, to Prawo i Sprawiedliwość nie będzie zdolne do uzyskania większości sejmowej. Bez większości sejmowej nie da się rządzić. Z tej perspektywy, gdyby Kukiz lub Konfederacja dostały się do sejmu mogłyby wesprzeć PiS (czego żadna z tych partii nie wykluczyła). Gdyby ich zabrakło? Sprawa byłaby przegrana.

Oczywiście druga strona medalu wygląda w ten sposób, iż zgodnie z polskim systemem wyborczym, największa, zwycięska partia zyskuje najwięcej, gdy te pomniejsze nie osiągają 5% progu. To wszystko jest kwestia niuansów i matematyki. Wiele zależy od tego, jaki wynik osiągnie samodzielnie PIS.

Niemniej podkreślenia wymaga to, że wyborcy Konfederacji to przeważnie ludzie zdecydowani, którzy nie zagłosują ani na PiS, ani na KO. Więc atakując Konfederację, partia rządząca w zasadzie nie jest w stanie uzyskać dodatkowych głosów kosztem tego ugrupowania (czyli zwiększyć procentowo poparcie dla siebie). Co najwyżej, jak pisałem wyżej, PiS może zyskać kilka dodatkowych mandatów, jeśli konfederaci nie wejdą do sejmu w ogóle. Jednak ilość zyskanych w ten sposób mandatów przez PiS będzie mniejsza niż liczba mandatów, jaka przysługiwałaby Konfederacji czy KUKIZ15’, gdyby te weszły do sejmu. Podsumowując, może zaistnieć sytuacja, w której:

  1. PiS nie zyskałby samodzielnie większości mandatów w sejmie,
  2. KONFEDERACJA i KUKIZ nie przekroczyłyby progu wyborczego,
  3. PiS zyskałby dzięki pkt 2 pewną ilość mandatów, co i tak nie pozwoliłoby stworzyć większości sejmowej.

Byłby to czarny scenariusz dla opcji-proamerykańskiej. Wówczas znacznie korzystniej byłoby dla PiS-u, gdyby anty-systemowcy jednak weszli do parlamentu, co mogłoby umożliwić stworzenie większościowej koalicji sejmowej. Cała ta kalkulacja pokazuje tylko, że sprawa nie jest zupełnie zero-jedynkowa (w kwestii walki wyborczej między PiS, a anty-systemowcami, którą obserwujemy od kilku tygodni).

Czego dowiedzieliśmy się o Konfederacji i Kukiz15’

Duża frekwencja w wyborach do PE to nie tylko ogólny sukces społeczeństwa, ale i także świetny prognostyk i sondaż przez wyborami jesiennymi. Poszczególne opcje polityczne zmobilizowały prawdopodobnie niemal cały swój elektorat, co pozwala znacznie wiarygodniej ocenić ich szanse na jesień. Oraz szanse konfederatów i kukizowców na wejście do polskiego parlamentu. I tu sprawa wygląda raczej niemrawo. KUKIZ15’, o czym mówiło się już od wielu miesięcy, to koncept schyłkowy. Tracący na znaczeniu, sile i impecie. Jak mawia mój przyjaciel: „lepiej już było”.

W przypadku KONFEDERACJI sprawa wygląda również nie najlepiej. Połączone siły Korwin-Mikkego, Brauna, Liroya, Jakubiaka i Narodowców osiągnęły wynik gorszy niż ten, jaki uzyskał samodzielnie KORWiN w wyborach do polskiego parlamentu w 2015 roku (4,76%). Jednocześnie tamten wynik został osiągnięty przy 15,2 mln ważnych głosów i ponad 50% frekwencji. Więc teoretycznie przy znacznie mniej korzystnych warunkach.

Wnioski?

Albo ugrupowanie Janusza Korwin-Mikkego zmarnowało 4 lata i straciło gro ze swojego poparcia, albo bonus z koalicji z Grzegorzem Braunem, Narodowcami, Piotrem Marcem (Liroy), Markiem Jakubiakiem i Kają Godek miał wartość ujemną. Oczywiście pozostaje jeszcze kwestia 0,54% wyniku Polski Fair Play Roberta Gwiazdowskiego. Ale nawet, jeśli uznać, że ugrupowanie to zabrało głosy Konfederacji, to i tak połączone siły anty-systemowców z R. Gwiazdowskim osiągnęłyby wynik 5,1%. Wprawdzie pozwala to uzyskać mandaty w PE, ale wynik wciąż wygląda dość mizernie i raczej nie nastraja optymistycznie. Pokazuje bowiem, że połączenie wszystkich możliwych sił na prawej stronie nie gwarantuje sukcesu i może okazać się niewystarczające. Zwłaszcza, że w jesiennych wyborach będzie zapewne więcej głosujących, co przeważnie wzmacnia pozycje głównych graczy (PiS , KO), a osłabia tych mniejszych.

Analizując wyniki wyborów łatwo jest wyciągnąć wniosek, że nie ma innego wyjścia, jak poszerzenie KONFEDERACJI o KUKIZ’15. Teoretycznie można by wówczas osiągnąć przyzwoity 8% wynik i wprowadzić do sejmu kilka sensownych nazwisk. Oczywiście tyle, jeśli chodzi o teorię, bowiem tutaj również należy postawić sobie pytanie, czy przypadkiem bonus koalicyjny nie okaże się ujemny. A liderzy KONFEDERACJI zbyt jaskrawi dla wyborców Kukiza.

Odnosząc się do wyniku ugrupowania Korwina-Mikkego z 2015 roku, trudno nie zadać sobie pytania, czy przypadkiem skrajna retoryka prezentowana przez np. Grzegorza Brauna nie zaszkodziła wspólnej sprawie (sam Korwin-Mikke nazwał ją „radiomaryjną”). Jednocześnie słabym ogniwem okazała się również p. Kaja Godek (vide ogromna wpadka w wywiadzie dla RMF FM), a także narodowcy – którzy zostali ostro wypunktowani tuż przed metą kampanii wyborczej. Niezależnie od tego, czy medialne ataki na RN miały czy tez nie miały podstaw (osobiście oceniam, że wśród wielu chybionych i czasem oszczerczych zarzutów, kilka z nich było trafnych i sięgnęły celu).

Z pewnością KONFEDERACJI nie zaszkodzili (a może nawet pomogli) Piotr Marzec i Marek Jakubiak. Panowie nie zaliczyli żadnych wpadek, a ich działania w roli posłów w sejmie obecnej kadencji raczej przysparzały im więcej zwolenników niż przeciwników. Nie obyło się również bez kontrowersyjnych stwierdzeń Janusza Korwina-Mikkego, choć jak na jego standardy, kampania była politycznie poprawna 🙂

Wbrew twierdzeniom JKM-a i Roberta Gwiazdowskiego, Polska Fair Play z pewnością uszczknęła jakieś setne procenta konfederatom. Byli bowiem tacy, którzy wybierali właśnie między tymi dwoma nazwiskami, z korzyścią dla tego drugiego. Jednak stwierdzenie, że całość elektoratu RG zagłosowałaby na KONFEDERACJĘ gdyby nie PFP (Polska Fair Play), byłoby z pewnością sporym nadużyciem. Ponieważ na wiele głosów poparcia złożyli się Bezpartyjni Samorządowcy, a także wyborcy, którzy cenią samego Gwiazdowskiego, a którzy stronili od głosowania na konfederatów.

Ponadto, w mojej ocenie, anty-systemowcy wypadają zwyczajnie słabo na tle rządów PiS (dużo lepiej kontrastowali z rządami PO). Można napisać również inaczej. Nie stanowią alternatywy dla osób przerażonych tym, co wyprawia Koalicja Europejska (Obywatelska). O ile kiedyś ludzie głosowali czasem na PO tylko po to, by nie dopuścić PiS-u do władzy, o tyle dziś, mam wrażenie, że mechanizm ten został również uruchomiony z drugiej strony. Innymi słowy, prawdopodobnie wielu ludzi widząc to, co wyprawia KE (powrót do starych, post-komunistycznych nazwisk, brak programu, brak pomysłu, granie tylko na jedną kartę: „antypis”, antypolskie głosowania w PE) nabrało przekonania, że trzeba głosować na PiS by nie dopuścić tej koniunkturalnej bandy Schetyny do władzy. Wybrać mniejsze zło.

PiS próbuje jawić się jako partia anty-establishmentowa. Sprzeciwiająca się układowi w Magdalence. Walcząca z post-komunistycznymi elitami (politycznymi, sądowymi etc.etc). Innymi słowy posługuje się podobną retoryką co anty-systemowcy. Dlatego o wiele łatwiej było grać na tej anty-systemowej nucie przeciwko PO-PSL.

Koncepcja prowadzenia polityki zagranicznej

Ponieważ tłumaczenie tego, że socjalizm jest zły, nigdy nie trafiało do szerszego tłumu, w walce o elektorat z PiS-em, w Konfederacji postanowiono uderzyć w amerykański i izraelski wątek. Krytykując pro-amerykańską drogę obraną przez rząd oraz strasząc, że ten ugiął się pod naciskami środowisk żydowskich. Być może ta taktyka okazałaby się bardziej skuteczna, gdyby konfederaci nie posiadali w swoich szeregach Ruchu Narodowego i Grzegorza Brauna. PiS natychmiast bowiem odpowiedział niezwykle celnym uderzeniem w poglądy na sprawy międzynarodowe wspomnianego skrzydła Konfederacji. Ponieważ zarówno G. Braun jak i liderzy RN są zwolennikami oderwania Polski od UE, od USA i NATO. Oczywiście tego rodzaju program wyborczy i retoryka wpisują się w interesy Kremla, dla którego izolacja Polski od zachodu byłaby najlepszym prezentem. Promowanie „niezależności” i „wielowektorowości” w polityce międzynarodowej w obecnym stanie rzeczy, jest tak naprawdę promowaniem wpadnięcia Polski w rosyjską strefę wpływów. Ponieważ Polska jest zbyt słaba i zbyt zależna (takie są fakty), by móc ignorować najsilniejszych graczy wokół siebie i światowego hegemona jednocześnie (ignorować w sensie, być niepodatna na ich wpływy). Co tłumaczyłem m.in. w tekście pt.: “Który hegemon byłby najlepszy dla Polski? A może świat wielobiegunowy? – analiza opcji” . Rządowy sztab propagandowy natychmiast zauważył tą słabość i ją wykorzystał nadając Konfederacji łatkę ugrupowania pro-rosyjskiego. Doskonale dopasowując do tej narracji konkretne wątki. Wizyty JKM-a na Krymie, wciągnięta na listę wyborczą Konfederacji osoba pochodząca z Donbasu, wywiady Grzegorza Brauna dla rosyjskich mediów propagandowych, czy wątek bezrobocia Krzysztofa Bosaka w sytuacji, gdy jego brat posiada posadę w firmie, w której właścicielem udziałów jest rosyjski magnat finansowy. Jednocześnie w tym wszystkim z pewnością nie pomógł Mateusz Piskorski, który jak tylko wyszedł z aresztu za kaucją (zarzucono mu działania na rzecz Rosji) to natychmiast na łamach rosyjskiej propagandówki podziękował Korwinowi i Braunowi za wsparcie…

Wizerunkowo był to moim zdaniem celny i ciężki cios. Anty-systemowcy którzy sami żyli z nadawania łatek (PiS – opcja amerykańsko-izraelska, PO – niemiecka), dostali się pod ogień zwrotny. Nieświadomy wyborca słyszący w.w hasła o opcjach łatwo mógłby logicznie założyć, że skoro wszystkie opcje polityczne posiadają jakiś zewnętrzny azymut, to gdzieś należy upatrywać także opcji rosyjskiej (skoro nie ma już SLD). No i tu świetnie pasowała Konfederacja z Grzegorzem Braunem i Narodowcami wykrzykującymi anty-amerykańskie hasła. Zresztą w pro-rosyjską narrację wpisują się również poglądy Janusza Korwina-Mikkego, zwłaszcza jeśli wyrwać jego wypowiedzi z szerszego kontekstu i pozbawić uzasadnienia (co robione jest notorycznie).

Z punktu widzenia czysto geopolitycznego, jeśli oceniać programy lub koncepcje konkretnych sił politycznych w sferze polityki międzynarodowej to rzeczywiście można śmiało napisać, że:

1) PiS to opcja pro-amerykańska,

2) KE jest opcją pro-niemiecką

3) Konfederację należy uznać za opcję pro-rosyjską.

Podkreślenia wymaga, iż powyższe tezy nie oznaczają, że ktoś działa w interesie państwa trzeciego, a tylko tyle, że dana opcja polityczna upatruje szansy w oparciu interesów narodowych o wymieniając kolejno: Waszyngton, Berlin lub Moskwę. Przy czym w przypadku Konfederacji, mam wrażenie, że przynajmniej w części przypadków zwolennicy zerwania więzów z USA i wyjścia z UE zwyczajnie nie zdają sobie sprawy z tego, że to automatycznie oznacza, że Polska będzie łatwym celem dla Kremla, jeśli chodzi o wywieranie nacisków i podporządkowywanie sobie Warszawy. Postulaty Narodowców (ich program na stopniowe odrywanie się od UE i ostateczny POLEXIT) są tak samo naiwne (zakładają, że Niemcy nam pozwolą na wyjście z UE i nie dadzą nam “nauczki” do czego posiadają istotne narzędzia ekonomiczno-gospodarczo-polityczne) co szkodliwe. Polsce opuszczenie Unii zaszkodzi najmniej w sytuacji, gdy rozpadnie się ona sama. I tutaj retoryka JKM-a (“jadę do Brukseli rozwalać Unię od środka”) jest jak najbardziej sensowna, jeśli założyć, że życie poza UE byłoby dla Polski lepsze. Bo nie wiadomo do końca, czy tak by rzeczywiście było, nawet uwzględniając wszystkie mechanizmy unijne, które wyciskają polska gospodarkę jak cytrynę i podporządkowują polską politykę woli Brukseli, a konkretnie Berlina. Wpadliśmy w bagno tak głęboko, że próby wyjścia z niego poprzez wierzganie nogami, mogą okazać się nie najlepszą metodą. Ale to jest temat na inny wpis, a może całą analizę.

Ocena – kumulacja słabości

W 2015 roku ugrupowanie JKM-a zwyczajnie zignorowano (PO walczyło głównie z PiS-em i vice versa). Ewentualnie przedstawiano go jako szalonego ekscentryka, z którego można się co najwyżej nieco pośmiać. To było błędem i omal nie skończyło się wejściem jego partii do sejmu. W wyborach do PE 2019 roku PiS nie powtórzyło tego błędu. A ponieważ partia rządząca została ostro zaatakowana na finiszu kampanii wyborczej (retoryka dot. ulegania roszczeniom żydowskim), postanowiła odpowiedzieć i to dość brutalnie (retoryka dot. pro-rosyjskości).

Stworzenie Konfederacji było czymś, na co czekało wiele osób. Jednak połączenie w jedno ugrupowanie tak wielu ekscentrycznych i niszowych polityków o często mocno skrajnej retoryce sprawiło, że Konfederację można było zaatakować na niemal każdym froncie. Pojedynczym członkom Konfederacji można było postawić jeden góra dwa zarzuty. Całemu sojuszowi, wszystkie naraz. Od łatki faszystów, przez ekscentryków, zatwardziałych katoli, po pro-rosyjskich agentów włącznie. Kumulacja siły anty-systemowców okazała się pod pewnymi względami również kumulacją słabości.

Wynika to poniekąd z braku liderów z prawdziwego zdarzenia. Jedyną osobą skupiającą nieco większy elektorat (widoczny w sondażach) jest Janusz Korwin-Mikke, który sam potrafi storpedować swoje inicjatywy polityczne. Jednocześnie jest tak ekscentryczny i na wielu płaszczyznach bezkompromisowy, że nie potrafi zbudować szerszej inicjatywy politycznej owiniętej niejako tylko wokół jego osoby. JKM jest osobowością, ale nie jest przywódcą. Brak jednoosobowego przywództwa na prawicy sprawia, że Konfederacja to zlepek mniejszych ugrupowań, kierowanych przez słabych liderów. Liderów, których łatwo zaatakować i zdyskredytować. Co też zresztą zrobiono.

Oczywiście wśród tzw. drugiego garnituru (z całym szacunkiem do dalej wymienionych) znajdują się zupełnie sensowne osoby, które trudno uderzyć wizerunkowo, a jeszcze trudniej pokonać na argumenty. Takimi są z pewnością Jacek Wilk, Sławomir Mentzen czy Marek Jakubiak (przepraszam, ale chyba zbyt niskie poparcie by stwierdzać, że MJ pełni rolę pierwszoplanową w Konfederacji). Problemem jest tylko to, że brak im nie tylko rozpoznawalności, ale i cech przywódczych (przynajmniej dotąd nie były one dla mnie widoczne). Nawet pomimo tego, że politycy Ci posiadają teoretyczną wiedzę nt. tego, jak kierować partią, by ta mogła odnieść sukces (wrażenie takie sprawia zwłaszcza S. Mentzen).

Odnosząc się zresztą do prognoz Sławomira Mentzena. Rzeczywiście, R. Gwiazdowski dostał srogi łomot od orków w Ozgiliath(osobiście bardzo ubolewam). Ale drużyna pierścienia została przemaglowana zanim jeszcze dotarła do Minas Tirith. I kto teraz będzie bronił miasta? W mojej opinii zanim Konfederaci przystąpią do jesiennego, ostatecznego starcia muszą zreorganizować szyki. Tak, żeby w drodze do Mordoru Gandalf nie potknął się o własną brodę.

Ocena prowadzonej kampanii wyborczej nie może być więc pozytywna w świetle tego, że Konfederacja nie przekroczyła progu wyborczego. Ba, cała koncepcja zjednoczenia anty-systemowców w moim przekonaniu wypadła negatywnie. Wszystko wskazuje bowiem na to, że “bonus” koalicyjny był ujemny. Teraz należy się zastanowić dlaczego tak było i wyciągnąć stosowne wnioski. I być może przemodelować Konfederację. Również w kontekście potencjalnych rozmów z Kukizem. Ponieważ jeśli Kukiz dołączy do Konfederacji, w której będą np. Grzegorz Braun czy Ruch Narodowy (a nawet JKM), to jest duże prawdopodobieństwo, że zamiast tych pozostałych mu wiernych 3%, wprowadzi do sojuszu 0,3% poparcia. Reszta ucieknie w strachu przed osobliwymi osobowościami. I znów zabraknie 3 głosów do progu.

Co dalej?

Krytyka nie może być traktowana poważnie, jeśli nie jest konstruktywna i nie przedstawia alternatyw. Koncepcja sojuszu wielu, często nie bardzo bliskich sobie ugrupowań również zawiodła. Wynik wyborczy nie zsumował się. Pojedyncze twarze, liderzy: Janusz Korwin-Mikke, Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak, Robert Winnicki – zamiast zdobywać nowe głosy dla konfederatów, byli raczej czynnikiem odstraszającym potencjalnych ale i obecnych wyborców. Wniosek może być tylko jeden. Jeśli anty-systemowcom brak jest wystarczająco silnych przywódców, ich główną falą nośną, jeśli chodzi o PR powinna być IDEA. Idea, która będzie trafiać do każdego potencjalnego wyborcy i nie będzie odstraszać poszczególnymi osobami/komentarzami/programami. Idea, której nie da się łatwo zaatakować, tak jak można to zrobić z poszczególną osobą/programem/partią. Tą ideą jest zmiana klasy politycznej. Jakiś czas temu napisałem na ten temat obszerny artykuł podając sposób/metodę jak stworzyć mechanizm pozwalający co wybory wprowadzać do sejmu nowe twarze i nowych ludzi. Bez względu na ich polityczną przynależność. Jest to koncepcja utworzenia podmiotu wyborczego o nazwie ŻADNA PARTIA, którą opisałem w artykule: “Jak wymienić elity polityczne i wygrać wybory? ŻADNA PARTIA”.

W artykule, w którym zresztą niejako przewidziałem to, że poszczególni anty-systemowcy będą atakowani i dyskredytowani w opinii publicznej. Sposób opisany w zalinkowanym artykule pozwala obronić się przed tego rodzaju walką polityczną.

Ponieważ wpis zrobił się już i tak dostatecznie długi, na tym zakończę.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka,gospodarka, prawo,podatki – blog.

17 komentarzy

  1. Moim skromnym zdaniem, temat roszczeń bezspadkowych i ustawy 447, może zupełnie zmienić wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce. Osoby czerpiące informacje z mediów głównego nurtu – najpopularniejszych gazet i TV – jeszcze nie dowiedzieli się o co w niej chodzi. Temat tak naprawdę jeszcze nie przeciekł do opinii publicznej. Partie walczące o podskoczenie nad próg wyborczy (Kukiz i Konfederacja) nie mają lepszego tematu, żeby ściągnąć do siebie wyborców i na pewno go wykorzystają. Tym samym temat pozna dużo większa liczba wyborców.

    Hucpa w przypadku tych roszczeń jest tak ordynarna i jasna, że pośród mizerii programowej głównych partii i osób ze starego układu, wyborcy mogą chcieć zagłosować na nową siłę. Kto wie, może właśnie te roszczenia zjednoczą Polaków przed zewnętrznym wrogiem i pozwolą na znaczące zmiany w polskiej polityce.

    Z drugiej strony, skoro w stolicy 220 000 osób głosuje na Cimoszewicza, to i za 100 lat nic się nie zmieni…

  2. 447 Act blokuje koalicję Konfederacji z PISem, więc de facto Kaczyński jest jak… Paulus pod Stalingradem.
    W najlepszym wypadku nie powstanie żadna większość rządowo i dojdzie do powołania Konstytuanty, bo Duda nie odważy się wykorzystać art. 98.4 Konstytucji. W optymalnym przypadku zostaje przeforsowany system referendalny rodem ze Szwajcarii.

  3. Póki co widzę, że PiS próbuje obrzydzić Konfederację. Trudno jest mi sobie wyobrazić inną narrację i nagłą zmianę w ich wykonaniu. Już lepiej to wygląda z Kukizem któremu musieliby chyba trochę pomóc aby przekroczył próg i potem wszedł w koalicję. Z drugiej strony Kukiz zmierza raczej w kierunku mniejszego poparcia.
    Smuci mnie, że nie ma widocznej klasycznej Partii Libertariańskiej.

    Wydaje mi się także dosyć prawdopodobnym, że KE się rozpadnie do października. Podobnie może być też z Konfederacją. Poparcie dla KE nie będzie raczej rosło. Już nie będzie kolejnego filmu typu “Nie mów nikomu”. A to także niewątpliwie pomogło KE (21 milionów wyświetleń).

    Moje ogólne wnioski są takie:

    – naród w większości nie zna się na ekonomii
    – naród w zdecydowanej większości nie zna się na geopolityce
    – spora część narodu jest po prostu mało inteligentna
    – aby antysystemowa partia uzyskała spore poparcie musiałaby mieć ogromne fundusze, świetny branding (często nie przykłada się do tego wystarczającej uwagi) i bardzo wyraźnego, znanego przywódcę (niekoniecznie polityka, np. Owsiak który przewodziłby wolnościowej partii, itp itd)

    1. Naród ogólnie nie bardzo wierzy w instytucje Państwowe. Widzi że nie działa służba zdrowia, armia to mizeria i musimy się mizdrzyć do US Army, nakładny na R&D jedne z najniższych w UE:

      https://g.forsal.pl/p/_wspolne/pliki/4071000/4071940-wydatki-na-badania-i-rozwoj-udzial-657-323.jpg

      sądownictwo nie działa wcale, itp.
      Więc ludzie wolą wziąć do ręki namacalne 500 zeta i tyle. Uznają to za wyrwanie z systemu swojej kasy, bo podatki i tak będą (o ile potrafią z Kowalskiego je ściągnąć, z jednym bardziej z innych mniej), a zwrócone 500 zł nie zostaną zmarnowane.
      Kowalski woli nawet wypić za to wódkę (spożycie ostatnio ostro rośnie) niż zostawić “na zmarnowanie” w niewydolnym państwie.

      Ciekawe co by się działo w godznie “W”? Armia poszłaby w jeden dzień w rosypkę, a drogi zapchałyby się dziesiątkami milionów uciekinierów na Zachód (nim by zamknięto granicę). Bo ludzie pewnie tak by wierzyli w skuteczność tego państwa.

  4. “Ponieważ zarówno G. Braun jak i liderzy RN są zwolennikami oderwania Polski od UE, od USA i NATO”.

    To analiza ze szklanej kuli? Jakaś gnoza? Sceptycyzm wobec możliwości obronnych sojuszu, nie oznacza chęci opuszczenia go. Tylko pod tym kątem należy rozumieć sugestie o forcie Xi. Po prostu trzeba wzmocnić państwo i armię, a obecny “opiekun” zdaje się nie jest tym zainteresowany. Dziś, nasi partnerzy wszystko mają za frajer naszym kosztem. Dostęp do terytorium, zasobów ludzkich itp. Trzeba to zmienić. Będzie bolało, ale trzeba im dać do zrozumienia, że to nie lata 90. I będą nas traktować poważniej albo zostaną z Europy wypchnięci. Niemcy boją się Chin, ale Rosji już nie. Kiedyś Sykulski napisał “Trójkąt kaliningradzki” warto przeczytać broszurę bodajże z 2009 roku.

    Głównym powodem przegranej Konfederacji, była blokada medialna i słabość struktur na prowincji. Wszystko by inaczej wyglądało, gdyby łącznie liczba działaczy Korwina i Ruchu Nar. liczyła np. 10 000 szabel, a nie ok. 2000. Kto kogo odstraszał od głosowania, to gdybanie. Jednych Godek, innych stary mizogin udający konserwatystę.

    1. Bardzo podejrzane jest mechaniczne wręcz powtarzanie wszystkich bez wyjątku tez propagandy rosyjskiej przez Korwina i Brauna na zasadzie 40% wsadu dezinformacyjnego i 60% prawdy oraz liczne występy w rosyjskich mediach. A już ekstremalnie podejrzane jest jeżdżenie na Krym do Syrii i Abchazji, przez Korwina, żeby legitymizować działania Rosji w przestrzeni międzynarodowej. To już nie jest zwykły sceptycyzm i realizm polityczny. To przekracza wszelkie pojęcie. I najlepsze jest to, że osoby, które 7 lat temu widziałem wokół Korwina, dzisiaj zaczynają postować ruskiego trolla Olszańskiego-Jabłonowskiego. A on ma tak prawicowy gospodarczo program jak Piasecki, czyli wcale. Wcześniej odsuwałem od siebie myśl, że skrajna prawica w Polsce może być, podobnie jak w innych państwach Europy Środkowej i Wschodniej, zagospodarowana przez Rosję i przekształcona w agenturę wpływu, ale dzisiaj nie mam już wątpliwości. PiS uderzył w Konfederację, ale niestety nic nie wskazuje, że oskarżenia są fałszywe. Jest mi ciężko, bo bardzo sympatyzowałem z korwinistami przez ostatnie 15 lat. Nie jestem członkiem partii i nigdy nie byłem nawet działaczem, ale próbuję dotrzeć do jak największej liczby osób, żeby przekonać je, że konieczna jest natychmiastowa zmiana retoryki Konfederacji i odparcie oskarżeń o rusofilię. Ale nie daję sobie wielkich szans, że mi się uda. Ludzie już się odwracają od tego środowiska.

      1. Nasza prawica już tak ma… szeregi Targowicy zasilali głównie obrońcy wiary itp. prawdziwych warość, z biskupami na czele.

      2. Jednego Korwina można by jeszcze przeboleć, ale jeśli takich pro-rosyjskich liderów skonsolidowanej Konfederacji jest więcej, to już przestaje być zabawne. Gdzieś musieli Rosjanie ulokowac swoje aktywa. W post-sowieckiego trupa zwanego SLD nie ma już sensu…

  5. Witam,
    Co sądzicie o możliwości dołączenia Roberta Gwiazdowskiego do ruchu Kukiza na potrzeby najbliższych wyborów ?
    Moim zdaniem mimo wszelkich różnic powinno przynieść to obopólne korzyści. Z jednej strony Szersza rzesza ludzi usłyszała by postulaty PFP, z drugiej zaś ruch Kukiza został by nie jako “odświeżony”.

    pozdrawiam,

    1. To mogłoby być ciekawe. Ale nie wiem czy RG na to pójdzie. Wyraźnie stawiał na samodzielną inicjatywę. Rozpoznawalność Kukiza i merytoryka Gwiazdowskiego to byłoby dobre połączenie na anty-systemowej scenie. Osobiście? Zagłosowałbym.
      pozdrawiam
      KW

    1. A co tu się odnosić. Korwin przyznał się do pro-rosyjskości. Braun i Narodowcy się nie przyznają, ale program polityczny dla Polski: wyjście z UE, wyjście z NATO i zerwanie sojuszu z USA to jest program wpisujący się retorykę Kremla. I takimi działaniami byśmy się sami podali Moskwie na tacy. Słaba, pozbawiona zachodnich sojuszników Polska musiałaby wpaść pod wpływy Rosji. Gdzie jest gorzej (pod Waszyngtonem, Berlinem czy Moskwą)? Odpowiedź na to pytanie wydaje się być prosta. Gdzie jest obecnie Polska, a gdzie Białoruś i Ukraina. Dzięki zachodowi zyskaliśmy siły w stosunku do naszych wschodnich sąsiadów. A oni “dzięki” Rosji, stali się znacznie słabsi w stosunku do nas. I to pomimo, że Ukraina liczy sobie o wiele więcej mieszkańców, miała silniejszy przemysł i spokojnie mogła mieć większą gospodarkę.

      W zakresie: “sąsiad mojego sąsiada.. czy wróg mojego wroga”. To są tylko teorie, które sprawdzają się jedynie w sterylnych i laboratoryjnych warunkach. Tak jak idea bezwzględnego wolnego rynku. To są idee które zawsze polegną w zderzeniu z rzeczywistością. Gdzie nakładają się na to wszystko czynniki: geopolityczne, historyczne, polityczne, doświadczenia, gospodarka, ekonomia etc.etc.etc. Całkowity wolny rynek sprawdziłby się może gdyby cały świat przyjął to z dnia na dzień. Ale w rzeczywistości, prywatyzacja np. przemysłu zbrojeniowego i sektora energetycznego to jest samobójstwo. Bo co? Polska sprywatyzowałaby te sektory, a kto by je wykupił? Prawdopodobnie koncerny z których część wspierana byłaby przez państwa obce. KAPITAŁ MA NARODOWOŚĆ. Twierdzenie czegoś innego to bzdura.

      Wracając do geopolityki. Korwin mija się z prawdą. 1) Polska graniczy z Rosją (Obwód Kaliningradzki) 2) Nawet jeśli Obwodu nie brać poważnie, to geopolitycznie graniczymy z Rosją przez Białoruś, bo chyba nikt nie ma wątpliwośći, że gdyby Kreml tego chciał, czołgi rosyjskie stanęłyby na naszej wschodniej granicy. 3) Rosja może i nie ma roszczeń terytorialnych, ale ma ogromne interesy na naszym terytorium. Wojna i wróg to nie są pojęcia ograniczające się do działań zbrojnych i przesuwania słupków granicznych. To przejmowanie wpływów politycznych, inwigilacja państwa, przejmowanie technologii, korumpowanie polityków etc.etc.
      I na tej płaszczyźnie okazuje się, że za czasów ministra Komorowskiego Rosja kradła technologie z naszych placówek naukowych, za czasów Pawlaka oskubała nas na kontrakcie gazowym, za czasów Tuska przez estońskie spółki kroili nas na lukach w VAT. No ale oczywiście nie zajęli nam Lublina czy Gdańska. Czyli przyjaciele. 😉

      1. Jeszcze jedno pytanie. Skoro Polska jest kkuczowa w strategii USA, to dlaczego Stany w przyjacielskim uścisku próbują nam przetrącić kręgosłup (ustawa JUST)?

        1. Mogę się mylić, ale szanowny pan Wojczal postawił tezę że być może Polska zbyt wiele zażądała od Amerykanów w rozgrywce europejskiej i 447 to jest taki pstryczek w polskiego nosa.
          Ja osobiście uważam że jesteśmy zbyt słabi i niepoważni. Dlatego każdy ma u nas używanie (Niemcy, USA, Rosja) i realizuje swoje interesy, czasami chwytając się za barki z innymi (rozgrywka medialna, serwowanie spraw 3-rzędnych).
          Zobacz że każda siła polityczna u nas to jest jakieś stronnictwo, nie ma stronnictwa propolskiego poza wyjątkami (Kukiz i jednostki z poszczególnych ugrupowań).
          Moim zdaniem PiS sam zapędził się w kozi róg i nie powinien nawet postulować instalacji amerykańskich wojsk w tej części Europy.
          Powinniśmy klepać sprzęt militarny na koreańskich i japońskich licencjach, a jeżeli chodzi o programy które przewyższają nasz potencjał technologiczno-ekonomiczny, dołączać się do europejskich programów wespół z innymi europejskimi partnerami.

          1. (…)Powinniśmy klepać sprzęt militarny na koreańskich i japońskich licencjach, a jeżeli chodzi o programy które przewyższają nasz potencjał technologiczno-ekonomiczny, dołączać się do europejskich programów wespół z innymi europejskimi partnerami.(…)
            Po cyrkach z Caracalami i Adelajdami czy AutoSanem? Jesteśmy spaleni na długie lata… mimimum do końca Dobrej Zmiany, której ponoć kroi się nowa kadencja.

          2. Z pewnością jesteśmy za słabi na arenie międzynarodowej. I z pewnością Izrael by nas cisnął o roszczenia bez względu na nasz sojusz z USA. Wręcz z Niemcami Izrael dogadałby się w tej kwestii jeszcze lepiej i szybciej. Moskwa też nie miałaby nic przeciwko temu. Zobaczmy jak Kreml wystawia swoich sojuszników. Jak tylko lotnictwo Izraela przeprowadza nalot na Syrię, tylekroć rosyjskie systemy PLOT stają się głuche i ślepe. Ostatnio Moskwa odmówiła sprzedaży S-400 Iranowi… Izrael ma wpływy wszędzie. Póki nie będziemy sami z siebie silni, póty będą nas cisnąć z każdej strony.

  6. Musi powstać partia której fundamentem powinna być zbiorowa świadomość ekonomiczna Polaków. Taki miks spółdzielczości i prywatnego kapitału. Dążąca do wzmacniania rynku wewnętrznego i ekspansji polskich firm na rynki zewnętrzne korzystając z narzędzi międzynarodowych (umowy UE z resztą państw).

    Środowisko Korwina to skrajni kapitaliści, a nacjonaliści Winnickiego mają odchył w drugą stronę, w stronę etatyzmu (swego czasu był spór Brauna z Winnickim na jednym ze spotkań, gdzie Braun nazwał Winnickiego Mossolinistą). Na dodatek szuria korwinowo-narodowa postuluje wyjście z UE co pozbawia nas wspomnianych narzędzi ekspansji i wzrostu polskiego kapitału.
    Polska Fair Play zwłaszcza w postaci Cezarego Kazimierczaka postuluje masową migrację obcych kulturowo ludzi do Polski, tylko dlatego by zachować wydajność polskich firm, nie bacząc że ewentualny kryzys ekonomiczny może doprowadzić do katastrofy na tle etnicznym.
    Recepta jest jedna. Centrum o patriotycznym zabarwieniu z Konfederacji, Kukiza, Fair Play i Narodowców musi stworzyć własne ugrupowanie, najlepiej przy udziale Agrounii.
    Nie dla skrajnych kapitalistów, nie dla etatystów. Potrzeba ludzi którzy wiedzą że Polak powinien być posiadaczem kapitału, a nie wyrobnikiem w zagranicznych fabrykach. Świadomość ta powinna przeszywać każdego patriotę, bez względu na stan posiadania i ambicje.
    Polskie spółki skarbu państwa oczywiście powinny udzielać polskim przedsiębiorcom i wynalazcom nisko-oprocentowane kredyty i w ramach grantów kupować licencje.

Dodaj komentarz