UE zostanie wasalem USA – co nas czeka po roku wyborczym 2020? [Komentarz]

Na 3 listopada 2020 roku zaplanowane są wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Rok, w który właśnie wkroczyliśmy, jest więc okresem kampanii wyborczej. I jako jej element należy traktować, w mojej opinii, podpisanie 15 stycznia pierwszej części porozumienia amerykańsko-chińskiego w sprawie wymiany handlowej. Podobnie sprawa ma się w przypadku tzw. „dealu stulecia”, czyli propozycji pokojowej dla Izraela i Palestyny, wypracowanej przez Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu. Na wspólnej konferencji, która miała miejsce 29 stycznia, Panowie nie żałowali sobie komplementów. Premier Izraela podkreślał, jak wspaniałym przyjacielem Tel-Awiwu jest prezydent Stanów Zjednoczonych, dając tym samym do zrozumienia, że sam posiada wsparcie USA. I to właśnie Benjamin Netanjahu (nikt inny) jest gwarantem przyjaźni amerykańsko-żydowskiej, która wzmacnia pozycję Izraela na Bliskim Wschodzie. Donald Trump z kolei pokazał po raz kolejny oblicze „deal-makera”. Obaj mężowie stanu walczą o przedłużenie własnych kadencji i obu grożą postępowania karne w przypadku porażek 🙂 Czemuż by mieli sobie w takiej sytuacji odmawiać wzajemnej pomocy? A, że o warunkach „dealu stulecia” Palestyńczycy dowiedzieli się z telewizji… Cóż. Wyborcy z USA i Izraela również nie będą sobie tym zaprzątać myśli.

Niemniej, warto się zastanowić, co nas czeka po re-elekcji Donalda Trumpa (lub po wyborze nowego prezydenta). Ponieważ strategiczny interes USA wcale nie został zagwarantowany przez umowę handlową z Chinami. Wręcz przeciwnie. Dzięki tej umowie, Chiny zyskują czas i dostęp do globalnego rynku. Co w konsekwencji służy do budowania wzrostu ich potęgi. I osłabiania pozycji Stanów Zjednoczonych.

 

Amerykańskie decyzje powyborcze

Zgodnie z konsekwentnie powtarzanymi tezami na tym blogu, Amerykanom kończy się czas. Muszą doprowadzić do konkretnych rozstrzygnięć. Uzyskać konkretne deklaracje, kto jest po ich stronie, a kto przeciw. Stan, w którym Unia Europejska dryfuje w niewiadomym kierunku, a Władimir Putin siłą forsuje własne warunki, jest dla USA nie do zaakceptowania. By powstrzymać wzrost potęgi Chin, Amerykanie potrzebują sojuszników. I posłusznej Brukseli, która stanie u boku Waszyngtonu w starciu z Chinami, a także która nie będzie flirtowała z władzami z Kremla.

Amerykanie toczą w tej chwili trzy rywalizacje. Z Chinami, o utrzymanie hegemonii. Z Rosją w sprawie „negocjacji” roli Moskwy w przyszłym układzie sił. W końcu z Unią Europejską, która chciałaby stworzyć wspólnie z Rosjanami trzeci biegun w wielobiegunowym ładzie światowym. I zerwać z zależnością od USA. W sytuacji gdy władzom z Waszyngtonu zaczyna się spieszyć, wszystkie pozostałe wymienione strony grają na zwłokę. Dlatego Amerykanie będą skłonni do zaostrzenia retoryki i sięgania po coraz bardziej ważkie argumenty.

Ważne jest w tym momencie podkreślenie niezwykle istotnej roli Unii Europejskiej, której współdziałanie z USA w sposób znaczący może ułatwić ujarzmienie rosyjskiego niedźwiedzia. Gdyby państwa Starego Kontynentu zgodziły się np. na zminimalizowanie rosyjskiego udziału w rynku surowców energetycznych w Europie oraz na import amerykańskiego surowca, wówczas budżet Federacji Rosyjskiej znacznie by ucierpiał (np. 90% eksportu gazu ziemnego z Rosji, dotyczy Europy i Turcji). Moskwa miałaby olbrzymi problem, co mogłoby zmiękczyć jej decydentów.

Ponadto odbiorcą połowy chińskiego eksportu są łącznie UE i USA. Tak więc współdziałając, Bruksela i Waszyngton mogłyby wywierać jeszcze większą presję na Pekin. Problem jest jednak w tym, że postawa Unii jest… Niejednoznaczna? Oficjalnie nikt się mocno nie przeciwstawia amerykańskim żądaniom przedłużania sankcji na Rosję. Władze z Berlina siedzą cicho i nie narażają się Waszyngtonowi. To Emmanuel Macron odgrywa rolę wojownika o niezależność UE względem USA. Nic dziwnego. Około 50% niemieckiego PKB pochodzi z eksportu. Który w części odbywa się drogą morską. Czy to do Ameryki Północnej czy też do Chin. Niemcy potrafią liczyć, a w tym przypadku, milczenie jest złotem.

Nie zmienia to jednak faktu, że decydenci z Waszyngtonu zaczynają się niecierpliwić. I o ile przed wyborami trzeba dbać o wizerunek i skupić się na politycznych rozgrywkach wewnętrznych, o tyle po walce o fotel prezydencki, przyjdzie czas na decyzje i działania o wadze strategicznej. W mojej ocenie już na przełomie 2020 i 2021 roku może dojść do zaognienia się sytuacji na trzech liniach frontu.

Po pierwsze, Waszyngton zaproponuje prawdopodobnie dobrą umowę handlową Brytyjczykom, by jednoznacznie przeciągnąć ich na swoją stronę. Wzmocnieni o dwa lotniskowce Royal Navy, Amerykanie będą mogli przystąpić do ostatecznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Z którą spór sprowadzi się do prostego wyboru. Wóz, albo przewóz. Jesteście z nami, albo blokujemy szlaki morskie „z” i „do” Europy. I Wasz osamotniony lotniskowiec francuski nie będzie mógł funkcjonować poza portem macierzystym.

Jeśli chodzi o ultima ratio (argument ostateczny), pozycja Unii Europejskiej jest tutaj nienajlepsza. Podporządkowanie Waszyngtonowi wydaje się być kwestią czasu, a wyrazi się prawdopodobnie poprzez nową umowę TTiP, którą Bruksela będzie musiała podpisać. Albo narazi się na dotkliwe konsekwencje.

Naciski na Unię, zostaną dostrzeżone i właściwie odczytane przez władze z Moskwy i Pekinu. Ofiarą rosyjskiej reakcji stanie się najprawdopodobniej Białoruś. Ponieważ tutaj, jeśli przyjdzie do ostatecznej rozprawy, to argument siły leży po stronie Kremla. Co opisywałem w tekście: „USA vs Rosja – drabina eskalacyjna konfliktu”.

            Amerykanie będą tym samym musieli zwiększyć obecność wojskową w państwach bałtyckich i w Polsce. Oraz pomyśleć o zabezpieczeniu okrążonej Ukrainy, o czym również pisałem wielokrotnie.

Ostatnim wyzwaniem, przed którym staną Amerykanie, będzie powrót problemu z Koreą Północną. Jeśli Pekin nie doczeka się długoterminowej, ostatecznej umowy handlowej, a jednocześnie dostrzeże zagrożenie w podporządkowaniu sobie Unii przez USA, wówczas Kim Dzong Un znów zacznie odpalać rakiety w stronę Korei Południowej i Japonii. Wygrażając palcem, zawieszonym nad „wielkim czerwonym przyciskiem na jego biurku”.

Może wówczas dojść do powtórki wydarzeń z przełomu 2017 i 2018 roku, kiedy to USA zagroziło Korei Północnej atakiem wyprzedzającym. Zgromadzono wówczas u brzegów Półwyspu Koreańskiego trzy lotniskowce wraz z grupami uderzeniowymi, które zostały ponadto wsparcie przez flotę Japońską. Przestrzeń powietrzną nad Koreą Południową patrolowało koło 200 sztuk amerykańskich F-35, F22 i bombowców B-1B. A przy granicy obu Korei manewry przeprowadzała południowo-koreańska armia wsparta przez 20 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Tym razem jednak, przerażone władze z Seulu nie znajdą już pretekstu do wszczęcia rozmów pokojowych z Pjongjangiem. O ile za pierwszym razem, Amerykanie choć niechętnie, to ostatecznie dali się przekonać do rozmów pokojowych, wynikłych na skutek „igrzyskowej dyplomacji”. O tyle teraz, Waszyngton będzie mógł utrzymywać, że nie ma już co rozmawiać z Kim Dzong Unem. Ponieważ wcześniejsze rokowania nie przyniosły nic dobrego, a sytuacja z pogróżkami dotyczącymi użycia broni jądrowej się powtórzyła. Tymczasem groźba uderzenia na Koreę Północną, będzie równocześnie olbrzymim zagrożeniem dla interesów i pozycji strategicznej Chin.

Potencjalne skutki tego rodzaju eskalacji będą mogły przerażać. Niemniej, co opisałem już dwa lata temu, prawdopodobnie doprowadzi to do układu pokojowego pomiędzy Pekinem, a Waszyngtonem. Jak i dlaczego do tego może dojść? Na jakich warunkach zostanie zawarty „deal”? O tym pisałem m.in. w tekście z 13 marca 2018 roku: Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?”, który na powrót może stać się niezwykle aktualny.

           

Reasumując.

W najbliższym czasie, choć prawdopodobnie już po wyborach prezydenckich w USA, należy spodziewać się politycznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Ponieważ podporządkowanie sobie Starego Kontynentu jeszcze bardziej ułatwi rozprawę z Rosją. Przeciwko której nałożono sankcje na Nord Stream II oraz Turkish Stream. Pamiętajmy, że Amerykanie są tutaj stroną, która przejęła inicjatywę.

Przy ukończeniu Baltic Pipe na czas (do 2022r.), rozbudowie terminalu LNG w Świnoujściu oraz wypożyczeniu kolejnego, Polska wspólnie z Ukrainą uzyskają po raz pierwszy w historii lewar na Rosję związany z możliwością blokady transferu rosyjskiego gazu na zachód. Przy amerykańskiej ekspansji na rynek europejski rynek gazowy, a także uzyskaniu niezależności gazowej przez Ukrainę (Kijów planuje zwiększyć wydobycie gazu, a jednocześnie jest budowane połączenie z Polski, które umożliwi import amerykańskiego lub norweskiego surowca), Rosjanie mogą po roku 2022 znaleźć się w rozpaczliwej dla siebie sytuacji. I z tego powodu, będą podejmowali agresywne kroki, o czym pisałem w tekście: „Do roku 2022 Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie”.

Z tych powodów, zajęcie Białorusi oraz mocne zaangażowanie w rozpętanie wojny w Zatoce Perskiej (w celu podwyższenia cen surowców) wydają się być najbardziej prawdopodobnymi ruchami władz z Kremla.

Napięcie w zachodniej hemisferze zostanie z pewnością dostrzeżone na Dalekim Wschodzie. Gdzie Pekin obserwując zaangażowanie Amerykanów na kontynencie europejskim, może postanowić o podjęciu działań w celu komplikacji sytuacji Waszyngtonu. W celu ugrania czegoś dla siebie. Uruchamiając narzędzie w postaci Kim Dzong Una.

Wraz końcówką obecnego roku, zacznie się dziać. Dużo mocniej niż dotychczas.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

P.S. Oczywiście, założenie, że okres kampanii wyborczej to czas na łatwe zwycięstwa i pokazywanie się w błyskach fleszy, może być mylne. Nowe TTiP z UE byłoby świetnym atutem dla Donalda Trumpa w zbliżających się wyborach. Gorzej, gdyby pomimo prób, nie udało się tego zrobić. Jednocześnie pozycja negocjacyjna „przedwyborczego” Trumpa byłaby dość słaba. Bruksela wiedząc, że amerykański prezydent chciałby zdążyć przed listopadem, mogłaby wywierać presję na znacznie korzystniejsze warunki. Także pomijając „sezon ogórkowy” (lipiec, sierpień) oraz moment intensyfikacji kampanii (wrzesień, październik), Amerykanie musieliby podjąć jakieś zdecydowane kroki między lutym, a czerwcem.  Dlatego nie spodziewam się wielkich i ambitnych inicjatyw z ich strony. Z drugiej strony, wszelkie naciski z zewnątrz ze strony pozostałych graczy, będą ryzykowne. Przed wyborami, Donald Trump będzie skłonny do znacznie bardziej stanowczej postawy. To nie jest dobry moment, na przypieranie Waszyngtonu do muru. Choć, kto wie? 🙂

 

45 komentarzy

  1. (…)Wzmocnieni o dwa lotniskowce Royal Navy, Amerykanie będą mogli przystąpić do ostatecznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Z którą spór sprowadzi się do prostego wyboru. Wóz, albo przewóz. Jesteście z nami, albo blokujemy szlaki morskie „z” i „do” Europy. I Wasz osamotniony lotniskowiec francuski nie będzie mógł funkcjonować poza portem macierzystym.(…)
    Europa Zachodnia nie musi rozwijać handlu zagranicznego poprzez oceany, już Chińczycy o to zadbają… Więcej problemów będziemy mieli my… gdy Europa Zachodnia domknie kocioł wokół Flanki Wschodniej.

    1. @JSC – jest dokładnie odwrotnie. 90% handlu Zachodniej Europy idzie morzem, ze względów ekonomicznych i szybko to się nie zmieni. Co do szlaków lądowych – właśnie Wschodnia Flanka kontroluje jako „membrana” lądowy przepływ towarowy. To USA+UK+NORDEFCO+Wschodnia Flanka biorą twarde jądro UE w kocioł. Zaś wartość militarna sił Niemiec…no comment. Francja – już Macron spalił na panewce wszelkie plany wobec UE i zwłaszcza z „parasolem atomowym”. Francja ma większe zaangażowanie w Afryce i w basenie śródziemnomorskim – w tym akurat rejonie bliżej im do Italii w polityce – choćby w zakresie kontroli perymetru [przynajmniej] morskiego.

  2. (…)jest dokładnie odwrotnie. 90% handlu Zachodniej Europy idzie morzem, ze względów ekonomicznych i szybko to się nie zmieni.(…)
    Ekonomicznych nie… ale w sytuacji przymusu militarnego mogą szybko się przestawić na inne drogi transportu. A po za tym… LGU nadają się tylko do blokady wyjść na oceany, bo nie wyobrażam sobie ładowania się czegoś takiego na Morza Śródziemne.

    (…)Zaś wartość militarna sił Niemiec…no comment.(…)
    Francja nic nie muszą… od tego mają Rosję. Za to, decyzja użycia siły wobec europejskim członkom NATO nie jest taka pewna… przynajmniej w przy obecnym ustroju.

  3. Z punktu widzenia Polski wasalizacja Europy przez USA ma wymiar do pewnego stopnia pozytywny, neutralizując twarde jądro UE. Tyle, że podkreślam owo „do pewnego stopnia”. USA nie zależy na upadku Rosji – tylko na podporządkowaniu jej jako posłusznego junior-partnera militarnego przeciw Chinom. Tak samo USA nie zależy na likwidacji potencjału ekonomiczno-technologicznego Niemiec – tylko na wykorzystaniu go do wzmocnienia własnego potencjału – w swoim bloku proatlantyckim. Dlatego USA nie popierają wzmocnienia się Trójmorza jako osobnego tworu ekonomicznego i technologicznego. Wolą zachować istniejący układ, w którym np. Polska jest podwykonawca Niemiec. Wzmocnienie Trójmorza – jako tworu całkowicie uzależnionego od USA – dotyczy tylko sfery militarnej, a i to w ręku USA jako dysponenta sprzedawanej broni. Toż F-35A, które kupujemy, mają internetową smycz LM, co m.in. wzbudziło duże wzburzenie np. Norwegów. Tak samo kody do rakiet ATACMS [HIMARS – projekt Homar – także kupione przez Rumunię] czy do antyrakiet PAC-3MSE [Patriot – projekt Wisła – ale i Patrioty dla Rumunii czy Szwecji]. Działania USA względem Trójmorza sę ograniczone, by instrumentalnie wykorzystać pas Trójmorza do przejęcia kontroli nad 17+1 [Nowy Jedwabny Szlak – w którym Polska ma wręcz odwrotny interes do USA, po to by Polska mogła po 500 latach ery kolumbijskiej odwrócić morską strukturalną przewagę handlu i wpływów Europy Zachodniej i USA nad Europą Centralną] oraz drugi cel ograniczony USA – ustanowienie pasa „sanitarnego” oddzielenia Rosji od Niemiec, by nie powstało SILNIEJSZE konkurencyjne supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Trzecim celem USA jest stworzenie z Polski i Europy Centralnej hubu gazowego [i pewnie także hubu ropy z łupków] dla rozerwania współpracy gazowej Rosja-Niemcy, wyparcia konkurenta – i ustanowienia własnego dyktatu uzależnienia Europy, a na pewno Europy Środkowej. Przy czym lwia część kosztów realizacji wszystkich trzech celów USA, jest zepchnięta na Polskę i państwa Europy Środkowej. 1 mld dolarów wsparcia infrastruktury gazowej to w sumie mały wydatek, który szybko się zwróci USA – także we wpływach politycznych i ekonomicznych USA w Europie. Nie przypadkiem Pompeo oznajmił owe 1 mld dolarów na konferencji monachijskeij w blasku reflektorów. Zresztą – to po prostu działanie racjonalne, zastrzyk pieniędzy mający pozwolić zbudować w Trójmorzu NA CZAS infrastrukturę odbiorczo-przesyłową dla amerykańskiego gazu [zresztą w lwiej części już zbudowaną np. za nasze pieniądze] – NA CZAS zwłaszcza przed nową umową gazową Polska-Rosja. W tym układzie nie ma mowy o żadnym budowaniu Trójmorza jako TRWAŁEJ niezależnej siły ekonomicznej względem Zachodniej Europy – zwłaszcza Niemiec – ani nie ma mowy o budowaniu Trójmorza jako suwerennego bloku mogącego konkurować TRWALE militarnie z Rosją. Gdyby tak było – to już by nad Wisłą wchodził kapitał amerykański i inwestycje, a USA by robiła potężne donacje dla państw Trójmorza [np. NATO Nuclear Sharing JUŻ POWINNO BYĆ PRZYZNANE Polsce, Rumunii i innym państwom NATO Trójmorza – tak samo naturalna była by donacja np. 1500 Abramsów – skoro małej Grecji potrafili zaoferować 400 Abramsów]. USA najpierw zamierza „tylko” zwasalizować Europę i zaprzęgnąć Niemcy jako hegemona Europy – do swojego rydwanu i do swojego potencjału ekonomiczno-technologicznego. A Polska i inne kraje Trójmorza mają być dalej niezmiennie podwykonawcami już „amerykańskich” Niemiec – ale tych Niemiec pod amerykańskim nadzorem. Polska wg planów USA nie ma wcale awansować w podziale pracy – wręcz przeciwnie – ma dalej pozostać zepchnięta na dno łańcucha – tyle, że z dodatkowym graczem [USA] dołożonym na górze. Co oczywista tylko zwiększy wyzysk z marży zabieranej Polsce i Trójmorzu – jako podwykonawcy. Tak samo wzmocnienie militarne Trójmorza ma być ograniczone i tymczasowe – tylko na tyle, by ustanowić skuteczny „kordon sanitarny” rozdzielający Niemcy od Rosji. I tylko TYMCZASOWO, w sposób koncesjonowany i kontrolowany – do czasu podporządkowania Rosji. A potem ma nastąpić wygaszenie tego potencjału militarnego – najlepiej przez jego przerzut jako armii satelickich na Pacyfik przeciw Chinom – o czym „młody” Brzeziński mówi już bez ogródek. Rosja nie pójdzie przecież na wojnę wraz z USA przeciw Chinom, mając na swoim zachodzie silny skonsolidowany pakt militarny Trójmorza. Wzmocnienie Trójmorza ma być w planach strategicznych USA tylko TYMCZASOWE, to przedmiot instrumentalnej gry względem Niemiec [i reszty Europy Zachodniej] i względem Rosji. Po osiągnięciu celów USA względem podporządkowania UE i Rosji – projekt Trójmorza zostanie WYGASZONY militarnie i ekonomicznie. Czyli kody do rakiet i F-35A zamrożą potencjał strategiczny Trójmorza, tak samo obce systemy w rodzaju IBCS „nagle” i „niespodziewanie” staną się nieoperacyjne [i pewnie odkupione za psie grosze przez łaskawego hegemona], a uzależnienie gazowe [i finansowe] wymusi posłuszeństwo ekonomiczne i polityczne. W tym sensie postulat Bartosiaka, że Polska musi być silniejsza przynajmniej od Rosji lub Niemiec – od jednego z tych graczy – jest niemożliwy w układzie nowoatlantyckim – USA do tego nie dopuści. Nawet opcja pewnego grania jednocześnie na opcję kontynentalną – też niczego nie zmieni w naszym podporządkowaniu ekonomicznym względem Niemiec, a ostatnia deklaracja Macrona jasno pokazuje, że Francja potencjałem jądrowym z nikim się nie podzieli – co więcej nie rozciągnie żadnej gwarancji atomowej na Europę Środkową – nie ma też mowy o uzyskaniu jakichś przewag Polski czy Trójmorza wraz z Francją czy innymi graczami Europy Zachodniej także odnośnie ekonomii. USA nie dopuszczą, by całe Trójmorze dorównało w jakichś sposób militarnie Rosji – a co dopiero, by dokonała tego samotnie Polska. Wniosek z tego prosty – musimy grać TYMCZASOWO dla ściśle określonych ZGODNYCH celów z USA, ale także grać z UE [w tym Niemcy, Francja] – ale tylko zasadnicza zmiana strukturalna może doprowadzić Polskę do suwerenności, bezpieczeństwa i rozwoju – z innym STRATEGICZNYM graczem. Na pewno wsparciem jest jak najlepsze pragmatyczne wyzyskanie sojuszy w ramach Trójmorza [wliczając Ukrainę] i ze Skandynawami – ale to tylko poprawienie pola możliwości do ograniczonego, niewystarczającego poziomu. To Chinom zależy na zmianie strukturalnej przewagi państw morskich [USA i Europy Zachodniej] na rzecz skomunikowania lądowego – w tym jest też i nasz interes uzyskania strukturalnej przewagi nad USA i Zachodnią Europą. Tak samo dla Chin potencjał ekonomiczno-technologiczny Niemiec i reszty Europy [tu w Europie – nie mówię o fabrykach w Chinach, które są zresztą w identycznej sytuacji, co fabryki amerykańskie w Chinach] nie jest żadnym zasobem do wprzęgnięcia do swojego rydwanu – faktycznie zależy im głównie, taktycznie i tymczasowo by ten potencjał nie wpadł w ręce USA – a strukturalnie i STRATEGICZNIE [długofalowo] to Niemcy są konkurentem i wrogiem handlowym dla Chin. Czyli – interes Polski i 17+1 pokrywa się na poziomie STRATEGICZNYM z interesem Polski – zduszenia ekonomicznego Niemiec. Tak samo Rosja jest tylko taktycznym darmowym taranem dla Chin przeciw USA – ale strategicznie i docelowo to wróg nr 1 w Azji – którego likwidacja jest warunkiem KONIECZNYM dla uzyskania hegemonii w Azji, a dopiero POTEM przyjdzie czas na rozprawę z USA. Czyli suwerenny bufor bałtycko-karpacki [Polska] i Trójmorze [17+1] – jako element zduszenia ekonomicznego Niemiec [pozbawienie Niemiec bazy podwykonawców] jest w interesie strategicznym Chin – nie jest natomiast w interesie USA [przy tym USA zamierzają same przejąć kontrolę nad tym buforem i nad Trójmorzem – zarówno presją wojskową – ale i zależnością w gazie i ropie z łupków]. Tak samo wzrost militarny Polski i Trójmorza – własnie jako siły TRWALE rozdzielającej Rosję od Niemiec – siły DOCELOWO angażującej siły Rosji na Wschodzie – a także jako siły SUWERENNEJ względem USA – jest w interesie Polski i Trójmorza – a nie jest w interesie USA. Różnica na poziomie strategicznym jest zasadnicza – USA mają siły, by podporządkować i Polske i Trójmorze – i potraktować je instrumentalnie do wasalizacji UE i Rosji – a potem USA powiedzą Polsce i Trójmorzu „Murzyn zrobił swoje – Murzyn może zostać sprzedany”. W szczególności sprzedana zostanie Polska – bo WTEDY [prócz „kompensacyjnych” amerykańskich koncesji dla Rosji i Niemiec kosztem Polski ] zostanie uruchomiona procedura 447 – na razie odkładana, ale trzymana w ręku jako poręczny bat do bieżącego dyscyplinowania Polski. Zaś Chiny na poziomie strategicznym nie są na tyle silne – by podporządkować Polskę i Trójmorze – stąd własnie Chiny względem Polski i Trójmorza MUSZĄ działać nie kijem, a marchewką. A ta marchewka może być zarówno ekonomiczna – jak i polityczna – jak i np. głowice przekazane ekspresowo pod stołem w razie sytuacji krytycznej. Co więcej – przy krytycznej rozprawie na twardo z Rosją, właśnie wtedy prochiński sojusznik po drugiej stronie Rosji, angażujący jej siły [bez walki – jako „power in being”] jest supercenny na poziomie strategicznym dla Chin – dokładnie odwrotnie, niż jest to w planach czy USA czy UE [Niemcy, Francja] – czyli wygaszenia militarnego potencjału Polski i Trójmorza. Nie mówiąc o tym – co ważkie SZCZEGÓLNIE dla Polski – że Chiny żadnych zdradzieckich piramidalnych roszczeń 447 nie wnoszą przeciw Polsce. A po wielkiej wojnie w Zatoce [zasadniczo ca 2023-26 – z ew. tolerancją opóźnienia transz kredytów chińskich dla Iranu – np. przez koronawirus i jego skutki dla Chin] – Chiny tym bardziej będą przeciw 447 – bo Izrael z Rosją zostaną wpisani na „czarną listę likwidacyjną” Pekinu – jako „cisi” ale kluczowi i decydujący gracze, przyczyniający się do zniszczenia południowej nitki Jedwabnego Szlaku, pasa „sznura pereł”, dostaw surowców energetycznych. W sumie dla Polski jedyna droga do prawdziwej suwerenności, do likwidacji przewagi Niemiec i Rosji, do uzyskania trwałej strukturalnej przewagi nad morskim Zachodem [i dla przewodzenia w Trójmorzu – jako realnym trwałym bycie] – to TYMCZASOWY TAKTYCZNY mix opcji proatlantyckiej i kontynentalnej na wstępnych etapach gry [powiedzmy w trakcie Wielkiego Chaosu z tytułu pułapki Kindlebergera i świadomej deglobalizacji przez USA] – ale STRATEGICZNIE i docelowo w głównej fazie rozgrywki – opcja prochińska. Obrót Polski [ale i najlepiej i Trójmorza] na Chiny winieni być przeprowadzony najpóźniej pod koniec okresu Wielkiego Chaosu [moim zdaniem w latach 30-tych – raczej przed 2035] – przed Wielką Konfrontacją [czyli PRZED wpadnięciem świata w pułapkę Tukidydesa – już na twardo]. Tak wynika z prostej analizy militarnej, ekonomicznej i geostrategicznej.

    1. (…)NA CZAS zwłaszcza przed nową umową gazową Polska-Rosja.(…)
      Jak dla mnie to za zdecydowanie póżno… zwłaszcza, gdy rozpatrzenia odwołań przetargowych mogą nieuznawane, bo sprawa była procedowana, przez nominatów Ziobry albo dzięki jakiemuś kruczkowi jakiś odprysk trafi do KRS. Tu za dużo rzeczy może nie pójść jak trzeba, aby Polska stała się amerykańskim hubem czegoś innego niż kolumbijska kokaina.

  4. Uzupełniając – pisząc o strukturalnym odwróceniu przewagi państw morskich Zachodu nad Europą Środkową [czyli o odwróceniu skutków ery kolumbijskiej], oceniam, że dopiero w latach 30-tych istotną rolę może zacząć spełniać Lądowy Jedwabny Szlak. Ale okres Wielkiego Chaosu nie będzie sprzyjał rozbudowie i uzyskaniu odpowiednich wolumenów przepływu i rentowności. A realnie – lądowy rozkwit Nowego Jedwabnego Szlaku nastąpi moim zdaniem dopiero po Wielkiej Konfrontacji – przynajmniej po tej konfrontacji w Eurazji [bo rozprawa Chin z USA to może być znacznie późniejszy etap] – dopiero wtedy szybkie koleje [rzędu 300/500 km/h] czy hyperloop – i to przynajmniej kilkadziesiąt [kolejowych czy hyperloop] nitek naraz – pozwolą na uzyskanie EKONOMICZNEJ przewagi nad handlem morskim w ramach Eurazji. Przewagi trwałej – strukturalnej. Plus linie lotnicze – prawdopodobnie naddźwiękowe – dla obrotu dóbr high-tech o najwyższej marży. Czyli najszybciej realnie – Nowy Lądowy Jedwabny Szlak – odwróci przewagę handlu morskiego w ramach Eurazji najszybciej po 2040, może 2050. Ale grać trzeba strategicznie – docelowo i długofalowo. Jeszcze uwaga: założenie o obrocie Polski na Chiny ca 2035 – jest możliwe jedynie pod warunkiem, że wyjście USA z Europy [ca 2028-33] będzie albo opóźnione – albo wg założenia Pana Mariana Kozielskiego będzie nowa opcja wsparcia dla Polski ze strony USA – mimo zasadniczego wyjścia USA z Europy. Czyli Polska jako lokalny koncesjonowany silnie wsparty regionalny strażnik interesu USA – i SWOJEGO. Ale i wtedy okres między 2028 a 2035 uważam za krytyczny dla Polski. Jeżeli w tym okresie nie znajdziemy dość siły [wewnętrznej i zewnętrznej] na utrzymanie się – oraz o ile nie dokonamy odpowiednich zwrotów na poziomie taktycznym i strategicznym [przesunięcia miedzy opcją proatlantycką, a kontynentalna] – to niestety w twardej bezpardonowej grze znikniemy. Taktycznie winniśmy grać na KORZYSTNE zbalansowanie udziału opcji proatlantyckiej i kontynentalnej [grając NASZYMI PROPOLSKIMI stronnictwami w „dobrego i złego glinę” względem Brukseli [Berlina] i Waszyngtonu – co wymaga BARDZO trudnej wymiany obecnych kompradorów na stronnictwa PROPOLSKIE – i rządzące i opozycyjne] – a strategicznie kluczowy jest timing dla strategicznego obrotu na Chiny. Najpierw pod stołem [gdy oficjalnie nadal będzie jeszcze licytacja PROPOLSKA opcji proatlantyckiej i kontynentalnej] – na pewno z pozyskaniem pod stołem suwerennie dysponowanych głowic – jako ostatnim momentem na taki krok] – a potem – mając już twarde zasoby gwarantujące naszą siłę i suwerenność – dopiero wtedy oficjalny obrót na Chiny i oficjalny strategiczny sojusz z Chinami – najlepiej z jak największym udziałem państw Trójmorza. A i to najlepiej dopiero przy uderzeniu Chin na Rosję. Albo „tuż-tuż” przed – w okresie już otwartego artykułowania roszczeń Chin względem Rosji… Bo wtedy – jako czynnik „power in being” wiążący siły Rosji na jej zachodzie – będziemy mogli wynegocjować najlepsze warunki tego sojuszu z Chinami. Oczywiście – w pakiecie wraz z aktywami obrony np. megawatowych laserów itp broni i systemów RMA. I to przed atakiem Chin na Rosję, bo wtedy będzie gęsto w powietrzu od rakiet i hipersoników z głowicami. Stąd prosty wniosek, że musimy łożyć najwięcej na poziom high-tech i w kadry technologiczne – bo wtedy akwizycja tych zasobów RMA będzie najłatwiejsza i najszybsza. Moim zdaniem do 2035 wystarczy przeznaczać te 2% PKB na MON i PMT. Natomiast udział B+R powinien wzrastać systematycznie – nawet do 5% rocznie. Kosztem np. wydatków na niewydolną i drogą obecną edukację „stadną”, przez zastąpienie jej systemem zdalnego nauczania elektronicznego w domu – z pomocą bogatych zestawów najlepszych wykładów i materiałów objaśniająco-ćwiczeniowych dla indywidualizacji nauczania, także użycie AI [są już takie systemy AI – np. do matematyki – i to systemy…polskie] – polecam: https://kopalniawiedzy.pl/matematyka-sztuczna-inteligencja-nauczanie-system-zeszyt-online-Artur-Jackowski,31035 czy https://wola.waw.pl/2019/11/21/sztuczna-inteligencja-wspiera-nauke-matematyki/ albo do ściągnięcia [np. przez hasło w google do ściągnięcia PDF] ” Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019 – 2027″ – ta strategia długofalowa zakłada STAŁĄ naukę i uzupełnianie kompetencji wspierane przez AI – od dzieciństwa po przysłowiową grobową deskę. Tu diagnoza jest dobra – bardziej boję się o konsekwentne wykonanie. Oczywiście to wszystko winno dotyczyć koncentracji na naukach „twardych” [ale wraz z biologią i zwłaszcza z bioniką]. Jakość i skala edukacji protechnologicznej [plus oczywiście zapewnienie bazy dla zastosowania tej edukacji do skoku technologicznego] w latach 20-tych] – zwłaszcza z nadrzędną „czapką” budowania synergii – zdecyduje w drugiej połowie lat 30-tych o twardych DYSPOZYCYJNYCH aktywach i kompetencjach dla szybkiego i właściwego w reakcjach działania i przystosowywania się na ostre zmiany w otoczeniu regionalnym i globalnym. A to jest podstawowa i decydująca cecha homeostatu w cybernetyce – zdolność danego układu do adaptacji i adekwatnych reakcji NA CZAS względem zmian otoczenia – inaczej nie przetrwamy jako systemowy podmiot, a prawdopodobnie też jako naród. Bo ta konfrontacja będzie nieporównanie brutalniejsza, niż w II w.św. Decyduje o tym i stawka gry – po raz pierwszy naprawdę globalnej [światowej] – oraz zasoby zniszczenia – w sile i w zasięgu i w precyzji i w szybkości projekcji – nieporównywalne do tych z II w.św. Najgorsze jest to, że precyzja pozycjonowania uderzeń strategicznych [nieosiągalna w zimnej wojnie] całkowicie łamie bezpiecznik doktryny MAD [Mutual Assured Destruction] , który skutecznie nie pozwalał OBU stronom [w obawie o 100% pewne obustronne zniszczenie] na konfrontację jądrową. Gorzej – rozwój broni chemicznych masowego rażenia nowych generacji pozwala na ich użycie w określonym krótkim czasie aktywności, co dość ściśle lokalizuje region skażenia w oknie czasowym, po którym staną się nieaktywne. Tak samo bronie biologiczne – od niedawna [dzięki skokowemu postępowi genetyki] epidemie można użyć do uderzenia „masowego” – ale jednocześnie specyficznie precyzyjnego – bo ukierunkować na dane haplogrupy – czyli z małymi „stratami własnymi” – czyli np. ofiarami własnych obywateli, mających nieszczęście mieć ową haplogrupę… Stąd myślenie w kategoriach „kanonów” i „nieśmiertelnych dogmatów” zimnej wojny np. względem użycia broni ABC, jest nie tylko błędne – ale skrajnie szkodliwe. Tu na pewno i politycy i ekonomiści i generalicja starego „utartego” chowu…. do granic rutyny w schematach myślenia – są do całkowitej wymiany. Niestety – starego psa nowych sztuczek się nie nauczy….a wszelkie sfery i ekonomiczno-technologiczne i społeczno-komunikacyjne i militarne i polityczne – będą ulegały coraz szybszym zmianom systemowym…praktycznie w czasie rzeczywistym… Jedynym remedium są zasoby ludzkie wsparte przez AI – które będą musiały z coraz krótszym czasem reakcji – faktycznie non-stop i real-time – podejmować adekwatne działania, z potencjałem gotowości do co raz szybszego uruchomienia coraz większych zasobów we wszystkich domenach naraz [w sposób zsynchronizowany i synergiczny] – czyli przy ciągłym podnoszeniu poprzeczki stawki gry.

    1. Źle się wyraziłem w „wszelkie sfery i ekonomiczno-technologiczne i społeczno-komunikacyjne i militarne i polityczne – będą ulegały coraz szybszym zmianom systemowym…praktycznie w czasie rzeczywistym” – oczywiście, wszystkie zmiany odbywają się w czasie rzeczywistym. Tyle, że „kwant czasowy” ich wdrożenia był dość długi i w zasadzie etapowy [„schodkowy”] – dawało to czas na rozpoznanie zmiany i na przystosowanie się . Teraz światowy kocioł zacznie być podgrzewany w coraz szybszych i liczniejszych interakcjach [skrajnie „wszyscy ze wszystkimi”], na to będzie nachodziła presja do wyścigu technologicznego i osiągania przewagi za wszelką cenę. Czyli zmiana będzie w istocie każdego dnia, o każdej godzinie – niejako w trybie ciągłym. A to oznacza, że np. obradowanie ministerstw od 8 do 16 [i rządu i prezydenta itp agend] będzie kompletnym anachronizmem – wszelkie służby i agendy będą musiały działać w trybie zmianowym non-stop 24/7 jak centra kryzysowe – i to będzie „nowa normalność”. Decyzje nie będą podejmowane w ramach specjalnych zebrań komitetu – będą podejmowane jak najszybciej, w większości wypadków natychmiast – ze stałym udziałem ekspertów – i wsparciem rozpoznawczo-analityczno-diagnostycznych narzędzi np. AI. Wszelkie wolne okna czasowe dla pozyskiwania informacji zostaną wypełnione i przekształcone w strumień ciągły pozyskiwania i przetwarzania, państwo i jego infrastruktura [która w dużym stopniu zleje się w jeden organizm strategiczny] – będą zawsze w stanie przynajmniej „pomarańczowego alertu”. Zbieranie informacji real-time i jej adekwatna obróbka do podejmowania decyzji – będą równie ważne, albo i ważniejsze [a na pewno nadrzędne w priorytetach] – niż materialne zasoby strategiczne [militarne czy ekonomiczno-infrastrukturalne]. Opracowywanie ZAWCZASU scenariuszy ewentualnościowych będzie zadaniem zasadniczym – na kopanie studni do pożaru [nie mówiąc o tradycyjnym biadaniu w polityce nad rozlanym mlekiem czy o przerzucaniu się i licytowaniu co do winy itp. spraw – tak ulubionych teraz przez polityków w mediach] – na to zwyczajnie nie będzie czasu. Polityka i zarządzanie operacyjne zasobami [cywilnymi i wojskowymi] stanie się jedną sferą – to będzie przypominało wielką wieżę kontrolną lotów z operatorami przy ekranach – czy centrum kontroli lotów kosmicznych. Oczywiście upraszczam dla poglądowego przedstawienia – bo to będzie rozproszona sieciocentryczna organizacja hierarchiczna – komunikująca się real-time – i decydująca i zarządzająca real-time. Nie muszę tłumaczyć, że ani obecni politycy [zasadniczo laicy od lania wody i od obiecanek bez pokrycia] – WSZYSCY co do jednego – ani większość decydentów i kadr i cywilnych i wojskowych instytucji – nie spełniają ww wymagań. Ba – nawet większość kadr operacyjnych [na czele z leniwymi urzędnikami] będzie musiała przejść zasadnicza reorganizację i napełnienie nowymi kadrami – o wysokich wymaganiach co do ich kompetencji, komunikatywności i zdolności działania zespołowego. Z egzekwowaniem w trybie natychmiastowym [od odsunięcia od stanowiska – po nakazanie wykonania wyroku w trybie natychmiastowego sądu polowego] przez przełożonego – w razie istotnego błędu. Obecnie polityk podejmuje różne decyzje i za nic nie odpowiada, a jak coś tam wyjdzie na jaw, to się albo tłumaczy dobrymi chęciami, albo daje mętne „wytłumaczenia” wołające o pomstę do nieba, albo uderza w wielkie pretensje i teatralne rozdzieranie szat, że oto na niego biednego i jedynego sprawiedliwego na idzie polityczna niesprawiedliwa ustawiona złośliwa nagonka itd. itp. Przyszły polityk to będzie raczej wyszkolony informacyjnie i merytorycznie zespołowy element machiny hierarchicznej – jak służb mundurowych – działający zadaniowo i rozliczany natychmiast. Niestety w ciężkich czasach władza państwowa albo twardnieje – albo państwo znika. Co niestety wskazuje bardzo silny trend do przechodzenia struktur państwa [i społeczeństwa] w zamordyzm – nawet totalitaryzm. Można temu oczywiście zapobiec – ale tylko wtedy, gdy zawczasu zaprojektuje się mądry przemyślany system zbalansowania oddolnego – i ten system zawczasu się wprowadzi. Jak widać – w latach 20-tych będzie coraz większy ferment – ale to w latach 30-tych i prawdopodobnie 40-tych – cały świat będzie się gotował i coraz szybciej zmieniał – nie tylko w granicach i zestawie graczy – ale i w wewnętrznej organizacji i funkcjonowaniu – państw i społeczeństw – na co nałoży się olbrzymi skok technologiczny [w wielu przypadkach nie służący ludziom – raczej przeciwnie] . Niestety żyjemy, według chińskiego przysłowia [a raczej przekleństwa], w CORAZ ciekawszych czasach – które moim zdaniem przeorają świat dużo głębiej pod każdym względem w ciągu 30 lat materialnie, społecznie i w systemie wartości, w ludzkiej mentalności [oby nie w fizycznie zaaplikowanej cyborgizacji i bionice] – niż zmienił się świat i całość wszystkich ziemskich cywilizacji od drugiej połowy XVII w. – gdy ukształtowała się wielka rywalizacja i przewaga zasięgu oddziaływania państw morskich Europy nad lądowymi, a technologia Europy przekroczyła pewien punkt rozwoju bez odwrotu, by potem rozlać się na cały świat i włączyć wszystkich do tego rozwoju . Świat AD 2050 będzie moim zdaniem absolutnym szokiem cywilizacyjno-technologiczno-kulturowo-społecznym dla obecnie żyjących ludzi AD 2020. Najlepszym i najczęstszym określeniem zmian we wszelkich aspektach realu, jakie dzisiaj żyjący ludzie użyją w 2050 w retrospekcji [porównując ówczesną teraźniejszość do przeszłości wg stanu AD 2020] będzie: „nawet nam się o tym nie śniło, że tak może być, że to mogło się zdarzyć”. Pytanie tylko, czy będą mogli powiedzieć to na głos, czy też tylko w myślach…i z jakimi konsekwencjami…moim zdaniem ludzkość przejdzie największa próbę przetrwania jako…ludzkość, od czasu „wielkiego wyjścia” z Afryki jakieś 110-130 tys lat temu. W skrajnym wypadku populacja może spaść poniżej miliarda…a w bardzo skrajnym przypadku skurczy się do liczebności globalnej jak u zarania cywilizacji antycznych ca 3,5 tys lat p.n.e. …natomiast w optymistycznym wariancie straty szacuję na 1/4 do 1/2 populacji ziemskiej…

      1. (…)Decyzje nie będą podejmowane w ramach specjalnych zebrań komitetu(…)
        Widać, że jesteś wychowany w Polsce… tylko w Polsce, wierzą że negocjacje toczą się tylko przy stole negocjacyjnym. Reszta świata negocjuje w stylu zaprezentowanym w (…)Wschodzące Słońce(…).

        1. @JSC – zwał jak zwał, pomijając Twe dziwne czepianie się za wszelką cenę [bo sam negocjacje pod stołem i na twardo osobiście od dawna promowałem i promuję], chodzi o działanie i strategiczne i operacyjne [w tym sterowanie wewnętrzne państwem] w trybie ciągłym/zmianowym [można powiedzieć: wachtowym – jak na okręcie] – non-stop i real-time: gdzie stopień „alertu” dla danej sprawy będzie decydował o priorytecie procedowania i o przydziale zasobów. Zaś tworzenie nowych komórek zadaniowych będzie robione na podstawie nowych planów ewentualnościowych, które wykażą potrzebę utworzenia takich zespołów i odpowiedniego wpięcia organizacyjnego – wszystko koniecznie WYPRZEDZAJĄCO. Tak naprawdę nastąpi na poziomie strategicznym zlanie zarządczego systemu „cywilnego” z militarnym sieciocentrycznym C4ISR. Na pewno militarny C4ISR będzie dostarczał danych i analiz dla poziomu decyzji strategicznych państwa.

  5. Tak odnośnie USA i Europy – superważny „news” – USA wdrożyły ładunki jądrowe małej mocy i przeprowadziły symulację kontrodpowiedzi na rosyjski atak „deeskalacyjny” względem państwa NATO w Europie Środkowej [np. Polski]. Czyli USA uzyskały równowagę na wszystkich szczeblach drabiny eskalacyjnej – równowaga przywrócona – Rosja nie ma już przewagi asymetrycznej [„podprogowej” względem zbyt ryzykownego ataku jądrowego dużej mocy] względem państw Wschodniej Flanki NATO. Polecam: https://www.defence24.pl/amerykanie-gotowi-zareagowac-na-rosyjskie-uderzenie-atomowe Przy czym Amerykanie z Esperem na czele – postarali się, by ten komunikat strategiczny trafił do końca do świadomości decydentów Kremla – z Putinem i Szojgu na czele. Dla Polski to wyjątkowo dobra wiadomość – WRESZCIE w USA konkretnie się opowiedzieli i z parasolem atomowym – i ze środkami do przeprowadzenia w realu tych działań – dla zaprowadzenia obrony na atak jądrowy Rosji. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że ryzyko podjęcia takiej akcji „deeskalacyjnej” będzie teraz nieakceptowalne – bo USA odpowie na pewno, tego Kreml jest pewien, ponieważ doskonale wie, że USA nie dopuści do przerwania „kordonu sanitarnego” na czele z Polską – bo to by oznaczało dla USA powstanie supermocarstwa Lizbona-Władywostok, silniejszego od USA. Amerykanie uderzyli w sam sens zastosowania doktryny „deeskalacyjnego” uderzenia jądrowego. Czyli osiągnęli najwyższy stopień zwycięstwa wg Sun Tzu – zniweczenie strategii nieprzyjaciela. Doktryna „deeskalacyjna” stała się bezużyteczna dla Kremla – przynajmniej względem Wschodniej Flanki NATO. Gdyby nawet zdecydowali się „na próbę” – to USA na 100% odpowie symetrycznie. Opinia publiczna napiętnuje Rosję jako ewidentnego agresora, zaś USA zyska status obrońcy – i to nawet w Pekinie – ze względów geostrategicznych, dla których Pekin de facto potępił aneksję Krymu. Rosja była by w takiej sytuacji poddana i bardzo ostrym sankcjom i izolacji w stylu „żelaznej kurtyny” – w tym przez Pekin. No i na dokładkę „pijarowo” – katastrofa Kremla. Taka zagrywka zupełnie nie opłaca się Kremlowi – i dlatego zrezygnuje z „deeskalacyjnego” uderzenia jądrowego na Polskę już w fazie planowania. Na tym polega skuteczne odstraszanie strategiczne. Aczkolwiek moim zdaniem w żadnym razie nie zwalnia to Polski od starań o pomostowy NATO Nuclear Sharing – ani od docelowego pozyskania własnych głowic pod stołem. Co ciekawsze – tym ruchem USA pokazały, że to one są REALNYM parasolem atomowym Europy względem Rosji – tu Francja – która i tak położyła temat wycofując się rakiem – nie dość, że w doktrynie ograniczyła się do użycia atomu tylko w razie atomowego uderzenia na samą Francję – to na dodatek Francja nie ma głowic małej mocy [ca 5 KT] do symetrycznej odpowiedzi „podprogowej” na „deeskalacyjne” uderzenie małej mocy ze strony Rosji. Nie dość, że Francja nie ma woli – to nie ma środków do wprowadzenia SKUTECZNEGO „parasola atomowego” dla Wschodniej Flanki. Cała wizyta Macrona w Polsce może więc byc określona jako wielki niewypał i kompromitacja Francji. Co ciekawe – bardzo możliwe, że brytyjskie rakiety Trident na „boomerach” zostaną też wyposażone w głowice małej mocy [5 KT] – i wtedy to UK stanie się lokalnym „delegowanym gwarantem atomowym” dla Europy z cała drabina eskalacyjną…co utrzyma pozycje USA mimo wyjścia sił USA z Europy. Zapewne brytyjskie atomowce będą obstawiały region GIUK i Arktyki [narastająca konfrontacja o Arktykę – czyli o Arktyczny Jedwabny Szlak, o surowce, oraz o geostrategiczną Strefę Seversky’ego] – razem z odtworzoną II Flotą US Navy. Trochę się wyklarowało, jak będzie wyglądała strategia „off-shore-balancing” USA z pomocą UK dla Wschodniej Flanki NATO i dla NORDEFCO – głównie projekcją zeskalowanej siły z morza z bezpiecznie operujących „boomerów” wokół wybrzeża Rosji [maksymalna niepewność i ryzyko dla Rosji] – plus rakiety nowej generacji średniego zasięgu [500-5000 km – czyli wypełniające dotychczasową asymetrię przewagi Rosji łamiącej INF – np. Kalibrami o zasięgu 2200 km odpalanymi z tych samych mobilnych wyrzutni naziemnych, co Iskandery – Iskandery też mają przynajmniej 800 km zasięgu] – plus przerzucane lotnictwo [pewnie via UK jako „niezatapialny lotniskowiec”]. Uzupełnienie to „magazyny sprzętowe” – ale przy braku US Army jedyny sensowny model ich wykorzystania to „leasing” wg „just-in-time” przez armie Wschodniej Flanki NATO – na czele z Polską, Norwegią i Rumunią.

  6. Pisałem, że wobec fińskiego projektu wydobywania uranu i przerobu [wzbogacania] – rzecz jasna oficjalnie tylko dla własnych elektrowni jądrowych – oraz wobec wzmocnienia Finlandii programem myśliwca HX-F i wobec silnego dozbrojenia programem Squadron 2020 sił morskich w Zatoce Fińskiej – Rosja nie pozostanie obojętna. Wobec przyjęcia przez USA parasola atomowego wobec Wschodniej Flanki NATO, w tym na uderzenie „deeskalacyjne” , co jest już [na szczęście dla Polski] oczywiste – pytaniem jest, czy aby Rosja nie zechce przetestować USA wobec państwa nie-natowskiego. Idealny kandydat to Finlandia [także z innych ważkich dla Kremla powodów]. Najpierw wojna asymetryczna i ruchawki na granicy, przekraczanie granicy [a jest straszliwie długa przy demografii Finlandii – ponad 1400 km granicy z FR] – na ladzie [nawet z przesuwaniem słupów granicznych i innych prowokacji], naruszenia przestrzeni powietrznej [i oskarżanie o to wszystko „perfidnych” Finów – by móc eskalować w „obronie”], potem sabotaże,starcia, wreszcie przekroczenie pewnej granicy i wojna najpierw lokalna, potem w wielu punktach dla rozproszenia Finów. Oczywiście w „obronie” FR. Jeżeli „hardzi” Finowie nie poddadzą się oczekiwanej…finlandyzacji – może dojść do eskalacji konfliktu w ramach pomocy NORDEFCO. Co właśnie może być osobnym celem Rosji – bo wtedy albo przystąpią do zdecydowanego ataku pełnoskalowego – albo użyją „deeskalacyjnie” ograniczonego ładunku jądrowego. Czyli testowanie odpowiedzi na atak konwencjonalny – lub „deeskalacyjny” Finlandia [i Szwecja też] mimo tzw. neutralności, mają podpisane „złote traktaty” z USA – właśnie przeciw agresji Rosji. I to właśnie może zostać przetestowane. Gdyby udał się atak konwencjonalny Armii Czerwonej – to NORDEFCO byłoby de facto rozbite jako nieskuteczne. Także udział w NORDEFCO państw NATO [Norwegia, Dania] byłby pośrednio ciosem w NATO, a szerzej patrząc – w zaangażowanie tych państw w eskalację w Arktyce po stronie USA [i UK]. Jeżeli atak Armii Czerwonej by przyniósł zły wynik dla Kremla – wtedy Rosja może „z bólem serca” przetestować „deeskalacyjne” uderzenie jądrowe [oczywiście w „obronie pokoju i dla ustabilizowania sytuacji”] – dla rozbicia jedności NORDEFCO, ale i dla podważenia USA jako gwaranta „złotych sojuszy” – i jako lidera NATO. Przy czym bardzo prawdopodobna w takim wypadku totalna dezinformacja Kremla dla rozmycia reakcji USA i reakcji opinii międzynarodowej [wszak „pożytecznych idiotów” Kremla nie brak – Kreml odcina kupony od dekad kreciej roboty i duraczenia…]- np. w ich stylu byłoby oficjalne dementi Kremla użycia ładunku jądrowego i wpieranie, że to był tylko wielki ładunek termobaryczny zrzucony np. z Tu-95, ba, z wielkim oburzeniem całkiem możliwe ogłaszanie wszem i wobec przez Kreml, że to jest perfidna prowokacja USA, która chce eskalacji i wojny z Rosją, chce bezwarunkowego obrotu Finlandii i Szwecji na USA i wciągniecia ich do NATO i takie tam publiczne tradycyjne rozdzieranie szat ciężko skrzywdzonego niewiniątka…w tym względzie Kreml jest niezawodny… W każdym razie Finowie przez program atomowy zostali wzięci na celownik twardych planów ewentualnościowych Kremla – w Europie są teraz na pierwszej pozycji listy Kremla do „przyduszenia” – to akurat jest pewne… Akcja propagandowa Kremla po odpaleniu „deeskalacyjnego” ładunku: ta na pewno była by prowadzona na skalę totalną – miała by na celu niedopuszczenie do użycia przez USA symetrycznie bomby atomowej [ca 5 KT], by NORDEFCO poczuło się zdradzone i izolowane, a gwarancje USA dla państw NATO – były by po pewnym czasie głośno podważone i wyśmiane przez rosyjska agenturę wpływu. Cóż – zobaczymy…Rosja na pewno będzie grała coraz bardziej ostro – bo stawka jest dla niej ekstremalnie wysoka – jeżeli nie przerwie „kordonu sanitarnego” i nie ustanowi supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – to albo połknie ją chiński smok – albo będzie zmuszona, praktycznie tylko za samo przetrwanie, przyjąć na kolanach „ofertę” Waszyngtonu przeciw Chinom – zapewne jako mięso armatnie… Tak rozwijając temat – nie byłbym zdziwiony, gdyby Rosja spróbowała przerwać „kordon sanitarny” południem Europy – czyli rozpalić bałkański kocioł – zwłaszcza z udziałem Serbii, Grecji i Turcji. Tam splatany węzeł gordyjski nakładających się interesów jest wyjątkowo łatwy do zaognienia – no i przejęcie Bosforu kusi Rosję od 300 lat…przecież nie bez kozery Rosja chce wypchać US Navy z Morza Śródziemnego strefami A2/AD w Syrii i w Libii…cóż, w coraz ciekawszych czasach żyjemy…

  7. No cóż – chyba coś jest na rzeczy z „delegowaniem” na Royal Navy także głowic W76-2 małej mocy [5 KT] w rakietach Trident II D5 brytyjskich „boomerów” dla zbalansowania ewentualnego uderzenia „deeskalacyjnego” Rosji na państwo nieatomowe wschodniej flanki: https://www.defence24.pl/brytyjski-projekt-wymiany-glowic-atomowych-potwierdzony. Dla Rosji wieść hiobowa – bo nie będą mogli liczyć na pełne zaangażowanie US Navy na Pacyfiku – przynajmniej Royal Navy będzie pilnowała GIUK i Arktyki – w całej atomowej drabinie eskalacyjnej. To winduje wycenę wpływu UK na poziomie strategicznym na Europę – i wobec jednoznacznej deklaracji francuskiej doktryny kontruderzenia atomowego tylko w razie bezpośredniego ataku na Francję spycha Francję na margines realnej wyceny wpływu ich potencjału atomowego [strategicznego] względem Europy. Praktycznie Francja wycofała się i przybrała postawą defensywną w stylu linii Maginota. Paradoksalnie – w tej sytuacji – już po Brexicie – to UK w Europie stało się głównym 'bezpośrednim” „delegowanym” rozgrywającym z ramienia USA dla „szybkiego reagowania” na poziomie geostrategicznym. Czyli wasalizacja Europy przez USA postępuje metoda faktów dokonanych – na poziomie zasadniczej przebudowy układu sił – zwłaszcza projekcji siły w całej drabinie eskalacyjnej. Druga rzecz – konsekwentnie [po wypowiedzeniu INF uznanego przez USA za trwale złamany przez Rosję] USA zamierzają najwidoczniej wprowadzić do Europy rakiety średniego zasięgu [500-5500 km] – https://www.defence24.pl/szereg-decyzji-nato-w-zwiazku-z-rosyjska-bronia-sredniego-zasiegu Co istotne – z jednej strony ma nastąpić integracja NATOwskich systemów plot i antyrakietowych [tu pytanie – czy NORDEFCO, a zwłaszcza Szwecja z przyszłymi Patriotami – też wejdzie w tę integrację NATO] – z drugiej „„budowanie systemu odstraszania ofensywnego” – zapewne na rakietach średniego zasięgu. Oczywiste konsekwentne postawienie „kropki nad i” to wyposażenie niektórych rakiet średniego zasięgu w głowice W76-2 o mocy 5 KT dla zbalansowania w drabinie eskalacyjnej rosyjskiego uderzenia „deeskalacyjnego”.

  8. Taka uwaga – nieudana wizyta Macrona w Polsce przesądziła o wycofaniu się z początkowych deklaracji Francji roztoczenia „parasola atomowego” dla Europy [UE] – szczególnie dla tej wschodniej Europy. To pokazuje realną pozycję i wagę Polski dla całego regionu – bo skoro Polska nie „łyknęła” francuskich obiecanek, to wizyty i rozmowy z innymi graczami na wschodzie Europy – nie miały już sensu…to samo ustawienie wagi Polski w regionie dotyczy w istocie i USA i Chin i Rosji…wszyscy o tym wiedzą…poza naszymi włodarzami w Warszawie…

  9. Bardzo ciekawy artykuł na temat drugiego obiegu. Taką pracę organiczną powinniśmy prowadzić, aby rozwijać myśl państwowotwórczą. Jak ma się do tego opinia ludzi mieszkających w tych krajach? Co się stanie po kolejnych wyborach?

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *