UE zostanie wasalem USA – co nas czeka po roku wyborczym 2020? [Komentarz]

Na 3 listopada 2020 roku zaplanowane są wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Rok, w który właśnie wkroczyliśmy, jest więc okresem kampanii wyborczej. I jako jej element należy traktować, w mojej opinii, podpisanie 15 stycznia pierwszej części porozumienia amerykańsko-chińskiego w sprawie wymiany handlowej. Podobnie sprawa ma się w przypadku tzw. „dealu stulecia”, czyli propozycji pokojowej dla Izraela i Palestyny, wypracowanej przez Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu. Na wspólnej konferencji, która miała miejsce 29 stycznia, Panowie nie żałowali sobie komplementów. Premier Izraela podkreślał, jak wspaniałym przyjacielem Tel-Awiwu jest prezydent Stanów Zjednoczonych, dając tym samym do zrozumienia, że sam posiada wsparcie USA. I to właśnie Benjamin Netanjahu (nikt inny) jest gwarantem przyjaźni amerykańsko-żydowskiej, która wzmacnia pozycję Izraela na Bliskim Wschodzie. Donald Trump z kolei pokazał po raz kolejny oblicze „deal-makera”. Obaj mężowie stanu walczą o przedłużenie własnych kadencji i obu grożą postępowania karne w przypadku porażek 🙂 Czemuż by mieli sobie w takiej sytuacji odmawiać wzajemnej pomocy? A, że o warunkach „dealu stulecia” Palestyńczycy dowiedzieli się z telewizji… Cóż. Wyborcy z USA i Izraela również nie będą sobie tym zaprzątać myśli.

Niemniej, warto się zastanowić, co nas czeka po re-elekcji Donalda Trumpa (lub po wyborze nowego prezydenta). Ponieważ strategiczny interes USA wcale nie został zagwarantowany przez umowę handlową z Chinami. Wręcz przeciwnie. Dzięki tej umowie, Chiny zyskują czas i dostęp do globalnego rynku. Co w konsekwencji służy do budowania wzrostu ich potęgi. I osłabiania pozycji Stanów Zjednoczonych.

 

Amerykańskie decyzje powyborcze

Zgodnie z konsekwentnie powtarzanymi tezami na tym blogu, Amerykanom kończy się czas. Muszą doprowadzić do konkretnych rozstrzygnięć. Uzyskać konkretne deklaracje, kto jest po ich stronie, a kto przeciw. Stan, w którym Unia Europejska dryfuje w niewiadomym kierunku, a Władimir Putin siłą forsuje własne warunki, jest dla USA nie do zaakceptowania. By powstrzymać wzrost potęgi Chin, Amerykanie potrzebują sojuszników. I posłusznej Brukseli, która stanie u boku Waszyngtonu w starciu z Chinami, a także która nie będzie flirtowała z władzami z Kremla.

Amerykanie toczą w tej chwili trzy rywalizacje. Z Chinami, o utrzymanie hegemonii. Z Rosją w sprawie „negocjacji” roli Moskwy w przyszłym układzie sił. W końcu z Unią Europejską, która chciałaby stworzyć wspólnie z Rosjanami trzeci biegun w wielobiegunowym ładzie światowym. I zerwać z zależnością od USA. W sytuacji gdy władzom z Waszyngtonu zaczyna się spieszyć, wszystkie pozostałe wymienione strony grają na zwłokę. Dlatego Amerykanie będą skłonni do zaostrzenia retoryki i sięgania po coraz bardziej ważkie argumenty.

Ważne jest w tym momencie podkreślenie niezwykle istotnej roli Unii Europejskiej, której współdziałanie z USA w sposób znaczący może ułatwić ujarzmienie rosyjskiego niedźwiedzia. Gdyby państwa Starego Kontynentu zgodziły się np. na zminimalizowanie rosyjskiego udziału w rynku surowców energetycznych w Europie oraz na import amerykańskiego surowca, wówczas budżet Federacji Rosyjskiej znacznie by ucierpiał (np. 90% eksportu gazu ziemnego z Rosji, dotyczy Europy i Turcji). Moskwa miałaby olbrzymi problem, co mogłoby zmiękczyć jej decydentów.

Ponadto odbiorcą połowy chińskiego eksportu są łącznie UE i USA. Tak więc współdziałając, Bruksela i Waszyngton mogłyby wywierać jeszcze większą presję na Pekin. Problem jest jednak w tym, że postawa Unii jest… Niejednoznaczna? Oficjalnie nikt się mocno nie przeciwstawia amerykańskim żądaniom przedłużania sankcji na Rosję. Władze z Berlina siedzą cicho i nie narażają się Waszyngtonowi. To Emmanuel Macron odgrywa rolę wojownika o niezależność UE względem USA. Nic dziwnego. Około 50% niemieckiego PKB pochodzi z eksportu. Który w części odbywa się drogą morską. Czy to do Ameryki Północnej czy też do Chin. Niemcy potrafią liczyć, a w tym przypadku, milczenie jest złotem.

Nie zmienia to jednak faktu, że decydenci z Waszyngtonu zaczynają się niecierpliwić. I o ile przed wyborami trzeba dbać o wizerunek i skupić się na politycznych rozgrywkach wewnętrznych, o tyle po walce o fotel prezydencki, przyjdzie czas na decyzje i działania o wadze strategicznej. W mojej ocenie już na przełomie 2020 i 2021 roku może dojść do zaognienia się sytuacji na trzech liniach frontu.

Po pierwsze, Waszyngton zaproponuje prawdopodobnie dobrą umowę handlową Brytyjczykom, by jednoznacznie przeciągnąć ich na swoją stronę. Wzmocnieni o dwa lotniskowce Royal Navy, Amerykanie będą mogli przystąpić do ostatecznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Z którą spór sprowadzi się do prostego wyboru. Wóz, albo przewóz. Jesteście z nami, albo blokujemy szlaki morskie „z” i „do” Europy. I Wasz osamotniony lotniskowiec francuski nie będzie mógł funkcjonować poza portem macierzystym.

Jeśli chodzi o ultima ratio (argument ostateczny), pozycja Unii Europejskiej jest tutaj nienajlepsza. Podporządkowanie Waszyngtonowi wydaje się być kwestią czasu, a wyrazi się prawdopodobnie poprzez nową umowę TTiP, którą Bruksela będzie musiała podpisać. Albo narazi się na dotkliwe konsekwencje.

Naciski na Unię, zostaną dostrzeżone i właściwie odczytane przez władze z Moskwy i Pekinu. Ofiarą rosyjskiej reakcji stanie się najprawdopodobniej Białoruś. Ponieważ tutaj, jeśli przyjdzie do ostatecznej rozprawy, to argument siły leży po stronie Kremla. Co opisywałem w tekście: „USA vs Rosja – drabina eskalacyjna konfliktu”.

            Amerykanie będą tym samym musieli zwiększyć obecność wojskową w państwach bałtyckich i w Polsce. Oraz pomyśleć o zabezpieczeniu okrążonej Ukrainy, o czym również pisałem wielokrotnie.

Ostatnim wyzwaniem, przed którym staną Amerykanie, będzie powrót problemu z Koreą Północną. Jeśli Pekin nie doczeka się długoterminowej, ostatecznej umowy handlowej, a jednocześnie dostrzeże zagrożenie w podporządkowaniu sobie Unii przez USA, wówczas Kim Dzong Un znów zacznie odpalać rakiety w stronę Korei Południowej i Japonii. Wygrażając palcem, zawieszonym nad „wielkim czerwonym przyciskiem na jego biurku”.

Może wówczas dojść do powtórki wydarzeń z przełomu 2017 i 2018 roku, kiedy to USA zagroziło Korei Północnej atakiem wyprzedzającym. Zgromadzono wówczas u brzegów Półwyspu Koreańskiego trzy lotniskowce wraz z grupami uderzeniowymi, które zostały ponadto wsparcie przez flotę Japońską. Przestrzeń powietrzną nad Koreą Południową patrolowało koło 200 sztuk amerykańskich F-35, F22 i bombowców B-1B. A przy granicy obu Korei manewry przeprowadzała południowo-koreańska armia wsparta przez 20 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Tym razem jednak, przerażone władze z Seulu nie znajdą już pretekstu do wszczęcia rozmów pokojowych z Pjongjangiem. O ile za pierwszym razem, Amerykanie choć niechętnie, to ostatecznie dali się przekonać do rozmów pokojowych, wynikłych na skutek „igrzyskowej dyplomacji”. O tyle teraz, Waszyngton będzie mógł utrzymywać, że nie ma już co rozmawiać z Kim Dzong Unem. Ponieważ wcześniejsze rokowania nie przyniosły nic dobrego, a sytuacja z pogróżkami dotyczącymi użycia broni jądrowej się powtórzyła. Tymczasem groźba uderzenia na Koreę Północną, będzie równocześnie olbrzymim zagrożeniem dla interesów i pozycji strategicznej Chin.

Potencjalne skutki tego rodzaju eskalacji będą mogły przerażać. Niemniej, co opisałem już dwa lata temu, prawdopodobnie doprowadzi to do układu pokojowego pomiędzy Pekinem, a Waszyngtonem. Jak i dlaczego do tego może dojść? Na jakich warunkach zostanie zawarty „deal”? O tym pisałem m.in. w tekście z 13 marca 2018 roku: Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?”, który na powrót może stać się niezwykle aktualny.

           

Reasumując.

W najbliższym czasie, choć prawdopodobnie już po wyborach prezydenckich w USA, należy spodziewać się politycznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Ponieważ podporządkowanie sobie Starego Kontynentu jeszcze bardziej ułatwi rozprawę z Rosją. Przeciwko której nałożono sankcje na Nord Stream II oraz Turkish Stream. Pamiętajmy, że Amerykanie są tutaj stroną, która przejęła inicjatywę.

Przy ukończeniu Baltic Pipe na czas (do 2022r.), rozbudowie terminalu LNG w Świnoujściu oraz wypożyczeniu kolejnego, Polska wspólnie z Ukrainą uzyskają po raz pierwszy w historii lewar na Rosję związany z możliwością blokady transferu rosyjskiego gazu na zachód. Przy amerykańskiej ekspansji na rynek europejski rynek gazowy, a także uzyskaniu niezależności gazowej przez Ukrainę (Kijów planuje zwiększyć wydobycie gazu, a jednocześnie jest budowane połączenie z Polski, które umożliwi import amerykańskiego lub norweskiego surowca), Rosjanie mogą po roku 2022 znaleźć się w rozpaczliwej dla siebie sytuacji. I z tego powodu, będą podejmowali agresywne kroki, o czym pisałem w tekście: „Do roku 2022 Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie”.

Z tych powodów, zajęcie Białorusi oraz mocne zaangażowanie w rozpętanie wojny w Zatoce Perskiej (w celu podwyższenia cen surowców) wydają się być najbardziej prawdopodobnymi ruchami władz z Kremla.

Napięcie w zachodniej hemisferze zostanie z pewnością dostrzeżone na Dalekim Wschodzie. Gdzie Pekin obserwując zaangażowanie Amerykanów na kontynencie europejskim, może postanowić o podjęciu działań w celu komplikacji sytuacji Waszyngtonu. W celu ugrania czegoś dla siebie. Uruchamiając narzędzie w postaci Kim Dzong Una.

Wraz końcówką obecnego roku, zacznie się dziać. Dużo mocniej niż dotychczas.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

P.S. Oczywiście, założenie, że okres kampanii wyborczej to czas na łatwe zwycięstwa i pokazywanie się w błyskach fleszy, może być mylne. Nowe TTiP z UE byłoby świetnym atutem dla Donalda Trumpa w zbliżających się wyborach. Gorzej, gdyby pomimo prób, nie udało się tego zrobić. Jednocześnie pozycja negocjacyjna “przedwyborczego” Trumpa byłaby dość słaba. Bruksela wiedząc, że amerykański prezydent chciałby zdążyć przed listopadem, mogłaby wywierać presję na znacznie korzystniejsze warunki. Także pomijając “sezon ogórkowy” (lipiec, sierpień) oraz moment intensyfikacji kampanii (wrzesień, październik), Amerykanie musieliby podjąć jakieś zdecydowane kroki między lutym, a czerwcem.  Dlatego nie spodziewam się wielkich i ambitnych inicjatyw z ich strony. Z drugiej strony, wszelkie naciski z zewnątrz ze strony pozostałych graczy, będą ryzykowne. Przed wyborami, Donald Trump będzie skłonny do znacznie bardziej stanowczej postawy. To nie jest dobry moment, na przypieranie Waszyngtonu do muru. Choć, kto wie? 🙂

 

27 komentarzy

  1. Wzorcowa analiza geostrategiczna – bardzo dobrze logicznie spięta z artykułem z 13 marca 2018 roku: „Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?”. Obie Koree i Tajwan jadą z tytułu planow Pekinu na jednym wózku – a to buduje rozwojowy gambit – a właściwie wymianę – poświęcenie “coś za coś” – tych małych figur względem uzyskania lewara na większych graczy. Czyli na Rosję i UE, bo ta też jest przedmiotem gry [naczynia połączone], a UE po skwapliwej pomocy w realizacji supermocarstwa euroazjatyckiego, oczekuje, że stanie się wielkim podmiotem w duumwiracie z Kremlem [oczywiście skrajnie naiwnie – bo to Kreml chce docelowo stworzyć swoje i tylko SWOJE supermocarstwo – na bazie przewagi swojej twardej siły – co Berlin i Paryż życzeniowo wypierają]. Tak – to są konkretne działania wielkoskalowe “wielkiej gry” supermocarstw na stole. Moim zdaniem – nieuniknione. Oczywistym sygnałem takiego “deal’u wiązanego” [tego nieoficjalnego – podpiętego do oficjalnych ustaleń] będzie brak Rosji przy stoliku negocjacyjno-traktatowym. W ten sposób i USA i Chiny wspólnie zakomunikują światu [sygnalizacja strategiczna], że Rosja w wielkiej grze w Azji już się nie liczy – to będzie przejście Rosji do II ligi. Co pewnie wywoła olbrzymie reperkusje wewnętrzne w FR – nawet docelowo bunt wobec Kremla – i najprawdopodobniej spowoduje wojnę wewnętrzną o władzę [opcja chyba najbardziej pożądana przez Chiny – bo to by utrąciło Rosję jako sojusznika USA, a chaos w Rosji byłby znakomitym pretekstem do “stabilizacyjnego” i “pokojowego” wkroczenia Chin na Syberię]. Natomiast czas i sekwencja zdarzeń, które doprowadzą do oficjalnego traktatu nt Korei i nt Tajwanu – to może być np. końcówka lat 20-tych, nawet później. Ale i sekwencja szybsza czasowo, którą Pan opisał w artykule, jest też prawdopodobna. Procesy polityczne mają często charakter albo błyskawicznej krystalizacji [gdzie jakieś zdarzenie – poprzedzone szeregiem innych w dominie eskalacyjnym – stanowi jądro owej krystalizacji – w istocie kroplę przepełniającą czarę – zwłaszcza przy źle wycenionej i przez to przeskalowanej reakcji] , albo na odwrót – mają charakter przechłodzonej cieczy, która mimo oczekiwań, że “to już powinno nastąpić”, z różnych przyczyn [zwykle podskórnych] jakoś “nie chce” się skrystalizować. Tym niemniej – taki deal dwóch silnych [USA+Chiny] kosztem trzeciego, słabszego [Rosja, no i UE w tle] – jest jak najbardziej sensowny. I zgodny z realną polityką [silni układający się kosztem słabszych] – i wiele razy potwierdzony praktycznie w całej historii takich zmagań. Dlaczego sądzę, że Chiny mogą zwlekać z deal’em? Bo na razie Rosja robi jeszcze dla Pekinu za darmowego “użytecznego idiotę” przeciw USA. Kupuje Chinom czas. No i Rosja jeszcze zbyt silna, zbyt spójna. Podobnie USA – jak Pan napisał, ze względu na azjatyckich sojuszników, zrobią wszystko, by ów deal nie został odebrany jako dowód słabości USA – więc będą negocjowały z Chinami odpowiednią formę tego deal’u [taką, by w swoich i sojuszniczych mediach sprzedać ów deal jako zwycięstwo demokracji, USA jako lidera owej demokracji i lidera stabilizacji globalnej, pokoju i takie tam…] – a wobec tego Pekin może dość długo się targować – kupując czas. Od końca lat 20-tych Pekin będzie czuł się już na tyle silny militarnie wobec Rosji, że nie będzie bał się [zbytnio] odwetu atomowo-rakietowego, a będzie uważał, że swą presją na Kreml zbalansuje ewentualne kroki i naciski USA wobec Rosji. No i pewnie będzie grał stopniowo na wywołanie/podsycenie buntu i wojny domowej w Rosji…podsycając obawy zwykłych obywateli wobec coraz silniejszych Chin – i stawiając tym Kreml w rozkroku wobec swoich obywateli…właściwie jako zdrajców Rosji… Czyli Chiny będą stawiały na osłabianie, feudalizację i podgryzanie Kremla – i na docelowe połknięcie Syberii i Arktyki. A USA postawią na to, że po deal’u USA-Chiny, Kreml poczuje się w potrzasku po klęsce “zwrotu na Chiny” – czyli w optyce Waszyngtonu Rosja przyczołga się do nich na kolanach po bezwarunkowy sojusz – tylko za same przetrwanie i integralność Rosji.A właściwie – za utrzymanie się ekipy na Kremlu u władzy. Czyli niejawnie Waszyngton zakłada, że Kreml utrzyma władzę i nie będzie buntu i wojny domowej – że Rosja utrzyma się jako użyteczny gracz geostrategiczny i militarny – przeciw Chinom. Dokładnie pod tym względem [stanu Rosji] przewidywania, kalkulacje i działania Waszyngtonu i Pekinu będą się rozmijały przy podpisywaniu deal’u. Na pewno już przed deal’em retoryka Pekinu o “przyjaźni partnerskiej” ustąpi coraz większym żądaniom wobec Rosji – najpierw wolnej żeglugi Arktycznego Jedwabnego Szlaku, udostępnienia Leny dla Arktycznego Jedwabnego Szlaku [ominięcie Cieśniny Beringa, skrócenie Arktycznego Szlaku – no i przy okazji ekspansja kapitałowo-komunikacyjna i de facto przecięcie Syberii chińską projekcją komunikacji i wpływów – a potem także i wojskowymi transportami – np. na Lenie i w ujściu powstaną bazy rzeczne i morskie, najpierw cywilne, a potem wojskowe [wojskowe zwłaszcza w ujściu Leny] – dla floty atomowców Pekinu – w rywalizacji z US Navy o Strefę Seversky’ego] – to także będzie instrumentalnie narzędzie wpływu do przeciągania i obrotu na Chiny – i Mongolii i Kazachstanu i całej Azji Środkowej. Już po deal’u spodziewałbym się wysunięcie żądań Pekinu zwrotu 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską” [bo tak się uczy każde dziecko w chińskiej szkole na historii i geografii] – co będzie ukoronowaniem presji na Rosję – ale to będzie dopiero tuż przed rozwiązaniami już siłowymi. Ironia losu – Rosja jest w tej rywalizacji [patrząc na Syberię i Arktykę z kluczową geostrategicznie Strefą Seversky’ego] – jest między młotem, a kowadłem “Chiny versus USA”. To taka sytuacja, jaką Polska miała będąc między Niemcami hitlerowskimi, a Rosja Stalinowską w latach 30-tych [i wcześniej zresztą też – po Rapallo 1922]. Teraz historia się powtórzy w dużo większej skali – to Rosja będzie obiektem wrogiego paktu dwóch silniejszych od niej graczy. Oczywiście paktu nie dotyczącego zasadniczo uderzeń militarnych, ale w konsekwencji spowoduje on działania wojenne – na pewno najpierw na Ukrainie [Rosja będzie chciała się wzmocnić za wszelką cenę – bo bez Ukrainy mocarstwem nie będzie – dlatego w jej optyce MUSI Ukrainę “odzyskać” za wszelką cenę] – to moim zdaniem doprowadzi też do starcia Rosji z Turcją o Morze Czarne i Dardanele [Turcja nawet teraz, przy taktycznej “przyjaźni” z Rosją – ze względów geostrategicznych popiera wyraźnie Ukrainę – politycznie i współpracą wojskową]. Aneksja Białorusi może być w tym ciągu eskalacyjnym powiązana z deal’em USA-Chiny – ale wcale nie musi, jeżeli Kremlowi uda się szybciej opanować Białoruś w rękawiczkach – do czego już wyraźnie zmierza. Natomiast gdyby się nie udało tego zrobić w rękawiczkach – to będzie to zrobione już siłowo – i to najpóźniej zaraz po deal’u USA-Chiny – jako etap konieczny do okrążenia z 3 stron Ukrainy [i jednocześnie dla jak największego zneutralizowania Polski i NATO] – czyli jako przygotowanie ostatniej z podstaw operacyjnych dla siłowego “wzięcia” Ukrainy. Ale działania wojenne na terenie Ukrainy to będzie tylko przygrywka – gdy Chiny po rewolucji RMA uzyskają pełną asymetryczną przewagę strategicznego miecza i tarczy przynajmniej względem Rosji – wtedy zagarną Syberię z Arktyką – zapewne siłowo. Czyli najszybciej uderzenie Chin na Rosję – po jej przeskoczeniu w RMA przez Chiny, a uderzenie najpóźniej – po przeskoczeniu przez Chiny w RMA Ameryki [bo wtedy Chiny będą miały już całkowicie wolne ręce – i olbrzymią przewagę nad Rosją]. Przy czym ewentualna wcześniejsza przegrana Rosji o Ukrainę, dołoży się na pewno do wewnętrznego kryzysu w Rosji. Czyli byłaby jednym z ważkich czynników prowadzących do wojny domowej w Rosji – co byłoby BARDZO na rękę Chinom w ich planach zagarnięcia Syberii i Arktyki jak najmniejszym kosztem [i utrącenia Rosji jako użytecznego sojusznika USA] . Dlatego moim zdaniem “niespodziewanie” dla Rosji, Chiny opowiedzą się w konflikcie po stronie Ukrainy i państw broniących Ukrainę [interwencja sił USA, UK, Polski, pewnie i Rumunii i może innych sił – np. z NATO] – a już na pewno Pekin nie poprze Rosji. Bo wygrana Rosji pociągnęłaby pewnie domino rozpadu NATO, wyparcia USA i UK z kontynentu – czyli ciąg zdarzeń prowadzących do powstania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – silniejszego od Chin. A na to Pekin za nic nie pozwoli. Dlatego Pekin “zdradzi” Rosję – najpierw w tajnym deal’u Korea-Tajwan, potem bardziej “otwarcie” wobec starcia na Ukrainie, potem podsycając wywołane klęską niezadowolenie w Rosji i bunt wobec Kremla, a ostatecznie już czysto militarnym uderzeniem dla podboju Syberii i Arktyki – jako podstawy osiągnięcia nowej pozycji geostrategicznej, nowego zastrzyku sił i zasobów – dla ostatecznego rozstrzygnięcia gry hegemonicznej względem USA.

    1. Wg mnie projekt od Lizbony do Władywostoku jest projektem podobnym do UE, opartym przede wszystkim o wzajemne korzyści ekonomiczne. Rosja, nawet z dawnymi republikami ZSRR, nie jest w stanie zdominować (nie podbić) Europy Zachodniej, dodatkowo zbliżenie Wschodu z bogatym Zachodem, będzie powodowało ciążenie słabszych republik ZSRR ku zachodowi. Tendencja taka raczej będzie działać na osłabienie Rosji. Co z tego, że Rosja będzie dostarczać surowce na zachód, jak te firmy rosyjskie, państwo będą zadłużone w zachodnich bankach, będą za to kupować zachodnią technologię, budować infrastrukturę. Jeśli ktoś, miałby zdominować ten twór, to będzie to bogaty zachód, natomiast Rosja będzie się przed tym bronić. To tak jak w UE, kasa przyciąga, a sila/armia raczej odpycha, przynajmniej dopuki nie bierzemy pod uwagę okupacji UE przez Rosję. Polska będąca na styku EU i Rosji może na tym zyskać więcej niż będąc wrogą rubieżą USA pomiędzy nimi.

      1. Jak mówi Alexandr Dugin o technologiach zachodniej Europy: “chcecie je? – to proste bierzcie je!”. Kreml oczywiście łudzi zachodnią Europe tanimi surowcami, otwarciem rynku itd. – ale jedyna opcja na stole – już po zassaniu technologii i po obsadzeniu i przekroczeniu bufora polskiego – to siłowy Blietzkrieg po Atlantyk – zapewne przy okazji dużego kryzysu i zamieszek – do których zresztą sam Kreml rękę przyłoży – by mieć pretekst do “obrony i stabilizacji Europy”. Czyli wyzyskanie podstawowego atutu Rosji – jej siły militarnej – i to w kontrze do militarnej słabości Europy zachodniej, samobójczo podgryzającej ochronny bufor Polski. Rosja cały czas robi “dziel i rządź” w Europie, wspiera wszelkie ruchy separatystyczne, anarchiczno-rewolucyjno-rozkładowe, wyrywa dywanik spod nóg – po prostu dąży do osłabienia i atomizacji Europy – jednocześnie roztaczając swój wizerunek “ostatniej nadziei prawicy i chrześcijaństwa” – co na zachodzie jest przyjmowane za doba monetę. Model ma być taki, że i lewica i “prawica” na zachodzie ma z entuzjazmem i radością przyjmować rosyjskich “oswobodzicieli” ubranych w błękitne hełmy tzw. “mirotworców”, co jest kolejną maskirowką w maskirowce – udawaniem pokojowych i stabilizujących wojsk ONZ. Rosja z budowy swojego supermocarstwa za nic nie zrezygnuje – bo ten projekt daje maksymalną wygraną [de facto przejęcie hegemonii globalnej przez zajęcie kluczowych zasobów na Wyspie Świata] – a przeciwnik do opanowania – czyli Europa – jest bez porównania słabszy niż USA, czy Chiny – i na dodatek ogłupiony opium dla mas obficie serwowanego marksizmu kulturowego, który odbiera narodom i rządom instynkt samozachowawczy. W naturalny sposób siła Rosji jest nakierowana na najmniejszy opór i jednocześnie na największą wygraną. Z tego planu Kreml za nic nie zrezygnuje – to akurat pewne na 100%. Na drodze stoi Polska na przesmyku bałtycko-karpackim…. Dlatego zachód Europy powinien ze wszystkich sił wspierać Polskę – dużo bardziej niż USA. Nie robi tego – wręcz przeciwnie, samobójczo niszczy wraz z Rosją – i popełnia samobójstwo na własne życzenie. Błędne kalkulacje Berlina i Paryża wyrastają z chciwości i krótkowzroczności – i z myślenia życzeniowego. Dlatego są ślepi na wywracanie Europy przez Kreml i na prostalinowski pro-imperialny kurs nie tylko Kremla, ale także narodu rosyjskiego – i dlatego “zapominają” podstawy geopolitycznego abecadła.

      2. Olaf – całkiem błędne myślenie: “To tak jak w UE, kasa przyciąga, a siła/armia raczej odpycha”….niestety tak nie jest – ani Berlina ani Paryża siła i armia Rosji nie odpycha. Ani trochę. Jedynie się krygują na pokaz ze względu na USA. Tak samo błędne jest myślenie, że: ” Polska będąca na styku EU i Rosji może na tym zyskać więcej niż będąc wrogą rubieżą USA pomiędzy nimi.” Dlaczego to błędne myślenie? – bo jeżeli jakiś interes idzie świetnie i robi go ktoś w Rosji – to wg standardowej tradycji biznesowej w Rosji – zjawia się zakapior i oznajmia, że ten biznes mu się podoba i go przejmuje. Tak samo jest na poziomie Rosji Putina jako państwa względem innych graczy – oczywiście położonych w jej “twardym” zasięgu siły – no i słabszych. Polska robiąca interesy i korzystająca ekonomicznie ze swej pozycji? – z punktu widzenia Kremla [ale i Berlina] jest to “absolutnie nie do zniesienia” [to wspólna tradycja obu tych stolic względem Polski od 300 lat z hakiem] – to wręcz niezgodne z “naturalnym porządkiem rzeczy” pojmowanym przez Rosję i Niemcy. Ewentualnie Rosja “łaskawie” by zgodziła się na podział Polski – tak na linii Wisły – z Berlinem. Któremu siła/armia Rosji jakoś absolutnie nie przeszkadza i go nie odpycha, wbrew temu, co piszesz. Paryża też nie odpycha – odwrotnie, bardzo tam chcą deal’u z tym silnym Kremlem opartym na armii. Realizm w polityce – jak w interesach. Tyle, że w przeciwieństwie do biznesu to w polityce siła nieraz działa zupełnie otwarcie i na wielką makro-skalę – a potem zamiast ukarania zakapiora przez społeczność międzynarodową jest jakiś uroczysty układ “sankcjonujący” ową “nową normalność” i zaraz idzie “biznes jak zwykle” – po trupie jakiegoś słabszego gracza. Doradzam Tobie wyzbyć się tej idealistycznej dziecinnej naiwności i przerobić lekcje historii. Konstruktywistyczno-idealistyczny słodki miraż świata a la Fukuyama własnie prysnął jak bańka mydlana – i pora spóźnialskim obudzić się w odwiecznym realu gry sił – gry o sumie zerowej – i warto leczniczo [profilaktycznie] poprzerabiać lekcje historii. Inaczej, jeżeli lekcja jest nieodrobiona i nieprzyswojona – trzeba ją odrobić ponownie – zwykle kosztownie i krwawo.

  2. Mam pytanie czy epidemia koronawirusa w Chinach nie przewróci tej układanki. Chińskie fabryki stoją, w mojej ocenie jeszcze miesiąc postoju i mamy globalny kryzys gospodarczy. (a przynajmniej jego początek)

    1. Wiktor Malinowski – Nie ma opcji komu odpisuje na post, więc muszę podać nazwę użytkownika.Oj tak masz rację,Jeszcze przed epidemią specjaliści twierdzili że globalny pobyt maleje.Już mówi się że będą braki w sklepach z braku komponentów produkowanych w Chinach.Wielu nadal nie wierzy w efekt cieplarniany.Ale to nie forum od tych spraw.Naukowcy twierdzą że wszystkie inne plany i cele zejdą na dalszy plan.Priorytetem będzie ratowanie Ziemi.WHO zastanawia czy nie ogłosić pandemii.To wszystko c wymieniłem , będzie miało wpływ na gospodarkę światową.Na pewno przyśpieszy kryzys.Jeśli przyjedzie, jakie będzie miało skutki?

    2. Z jednej strony opóźni wzrost Chin , z drugiej spowoduje większą “asertywność” bardziej zdeterminowanego Pekinu, który przecież już rzucił rękawicę USA i się nie wycofa. Co najwyżej może być bardziej elastyczny taktycznie – np. do tymczasowego deal’u z USA przeciw Rosji.

    3. europejskie fabryki też za chwilę będą stały… u dostawców zaczyna brakować komponentów, bo ci biorą je często od chińskich producentów, a tam fabryki stoją

      Wiele fabryk w Polsce już liczy komponenty i nie wie, czy za chwilę nie będzie ograniczać produkcji. Wystarczy jeden komponent z Chin, brak dostaw, a proces znalezienia nowego (o ile taki istnieje), przejścia wszystkich certyfikacji… Jesteśmy poddostawcą do niemieckiego automotive, a tam każdy element musi być certyfikowany.

      Proces odwyku od Chin w Europie trochę potrwa.
      W USA pewnie jest podobnie.

      Co do USA i Rosji, to w dłuższej perspektywie USA widzi Rosję jako antychińskiego sojusznika. A Chiny postrzega jako przeciwnika znacznie groźniejszego niż dawne ZSRR. Polska może być tu nagrodą dla Rosji, częścią ich strefy wpływów. Oczywiście najpierw trzeba podbić stawkę, czyli “wspierać” Polskę, aby za jej opuszczenie podyktować odpowiednią cenę. USA już nie raz, nie dwa, nie trzy opuszczało swoich tymczasowych sojuszników.

      1. Do Pana Joro : Brak dostaw z Chin szansą dla krajowych producentów.To co dzieje sie własnie w Chinach zmieni łańcuchy dostaw tak myślę.Też zgadzam się z tym że jednak stary wróg USA czyli Rosja znajdzie się po stronie USA.Jak tym razem USA posłuży się Rosją nie wiem.Już raz to zrobili aby zatrzymać IIIRzeszę

    4. @Wiktor – https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/koronawirus-uderzy-w-niemiecka-gospodarke/ “Z uwagi na rozwijającą się epidemię koronawirusa obniżyliśmy naszą prognozę dla tempa wzrostu niemieckiego PKB na rok 2020 o 0,3 pkt. proc., do 0,7 proc. – mówi Stefan Schneider, główny ekonomista Deutsche Bank Research ds. Niemiec. ” Zaś w szerszej perspektywie Schneider ocenia: “niemiecka gospodarka przeżywa bardzo trudny czas. Od półtora roku jest w stagnacji. Proszę jednak pamiętać, że wcześniej mieliśmy 5 lat relatywnie silnego wzrostu. Jeśli chodzi o przyczyny, to ja widzę głównie zewnętrzne. Wysoki stopień napięcia geopolitycznego na linii USA – Chiny, zamieszanie wokół Brexitu – to wszystko uderzyło zarówno w globalny handel i inwestycje, jak i w niemiecką gospodarkę, bo jest ona silnie zglobalizowana”. Komentarz: dlatego Berlin – czując ekonomiczny nóż na gardle, scedował na Paryż plan realizacji supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – który ma atom i dużo mniej czułą na eksport gospodarkę. Taka gra Berlina i Paryża w “dobrego i złego glinę” względem USA. Paryż w przeciwieństwie do Berlina dużo mniej boi się US Navy [i Royal Navy] – czyli kontroli morskiego handlu – w skrajnym wypadku kontroli na twardo. Berlin bynajmniej nie jest w jakiejś opozycji do Paryża w sprawie supermocarstwa Lizbona-Władywostok [bo taki teatrzyk na pokaz odprawia Merkel z Macronem] i względem Rosji. To widać choćby po upartym forsowaniu Nord-Stream 2 przez Berlin. No i Berlinowi znacznie poręczniej i bardziej “słodko” kaptować Polskę rękami Paryża – faktycznie docelowo do samobójstwa – w ramach projektu supermocarstwa euroazjatyckiego. Gdyby Paryż z Berlinem chciały PARTNERSKIEGO udziału Polski w projekcie – od razu by zadeklarowały z 50 głowic dla Polski – do naszego suwerennego dysponowania. A tak – wszelkie obietnice Macrona “zdalnego parasola atomowego ze strony Francji” są niewarte 5 groszy – zresztą już po wizycie Macron bardzo zminimalizował i UREALNIŁ swe deklaracje do poziomu namiastkowego, wręcz symbolicznego zaznaczenia takiej opcji…moim zdaniem od początku było to obliczone tylko na próbę [pod hasłem “a nuż się uda”] skaptowania “naiwnej” Polski za puste deklaracje bez pokrycia… W sumie oceniając wizytę – minęły już czasy ślepego zapatrzenia Polski i Polaków [silnego jeszcze w czasach 20-lecia międzywojennego] w “przewodnią gwiazdę Francji”…sic transit gloria mundi…zdaje się, że dumny Paryż dopiero po tej wizycie zaczyna rozumieć naszą percepcję REALNEGO statusu Francji w Polsce… Zwarcie szeregów Europy pod “postępowym” sztandarem “słodkiej” Francji nie udało się – czyli słaba pozycja wyjściowa do konfrontacji “twardego jądra” Berlin-Paryż versus USA…

  3. Przy różnych okazjach pisałem, że na Wschodniej Flance najbardziej zagrożonym państwem “pokazowym Blietzkriegiem” [uderzeniem w NATO i USA przez uderzenie w słabe państwo spoza NATO – ale złączone sojuszem z USA] – jest Finlandia. Mała populacja, strasznie długa granica [1400 km] praktycznie nie do obrony. Idealny obiekt do pokazania słabości USA, do rozbicia zastraszonego NATO – no i skandynawskiego sojuszu NORDEFCO. Czyli uderzenie Kremla w ramach rywalizacji z USA i Skandynamwami o Arktykę – i w USA i NATO na Wschodniej Flance. Na początku wojna asymetryczna, przesuwanie słupów granicznych [wypróbowali to np. w Gruzji – w ten sposób opanowali ważny gazociąg – i udają głupiego i w żywe oczy wpierają, że “on zawsze był nasz”] – naruszanie przestrzeni powietrznej, operacje nawodne i podwodne na wodach terytorialnych Finlandii, jednocześnie nagłaśnianie wszelkich haseł “rewizjonistów fińskich chcących odebrać Karelię” [w czym sami już partycypują odpowiednio kierując tymi naiwnymi “patriotami” za 5 groszy] – i podbijanie bębenka propagandy nt “obrony jedynej niepodzielnej Rosji przed wrażymi zakusami”. To już wystarczy za “uzasadnienie” dla “obronnego” i “deeskalacyjnego” ataku przy histerycznej propagandzie mediów rosyjskich – czego przykład co do skrajnie wrogiej i agresywnej narracji Rosji np. wobec Polskiej , widzimy już bez ogródek. Teraz dojdzie nowy pretekst Kremlowi – właśnie Finlandia zdecydowała o wydobyciu uranu na swoim terytorium – i uruchomieniu przemysłu przerobowego uzdatniania “yellow cake”. Oczywiście – dla własnych elektrowni jądrowych. Polecam: https://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1452777,finlandia-bedzie-wydobywala-uran-na-skale-przemyslowa-jest-zgoda-rzadu.html W praktyce propaganda Moskwy w odpowiednim momencie przygotowań do ataku zacznie intensyfikować totalną kampanię oskarżeń o “wrogie zamiary”, o “budowanie arsenału jądrowego podstępnego ataku na Rosję” i uruchomi inne takie typowe stałe fragmenty gry w rosyjskim arsenale mediów i całego przekazu prania mózgów. Na pewno ten news o Finlandii – o uruchomienia kopalni – jako jedynego w Europie dysponenta wydobywanego na swoim terytorium uranu [i jeszcze suwerennego operatora całego łańcucha przerobowego jego wzbogacania] – już teraz można uznać za jedno z najważniejszych wydarzeń w 2020 dla stosunków geostrategicznych w Europie. Kto rozumie żywą geostrategię w działaniu – od razu rozumie wagę różnych wydarzeń [i od razu odfiltrowuje je od medialnej piany rzekomych “wydarzeń”] – i od razu rozumie konsekwencje tych wydarzeń. Taki to pożytek z geopolityki…. W sumie – z punktu widzenia Kremla – Finlandia chce wejść do grona państw atomowych w Europie i dokoptować do UK i Francji – BARDZO zmieniając układ sił – i to jeszcze na granicy FR. Istne wywrócenie stolika Europy – Finlandia z kraju tradycyjnie poddanego przysłowiowej…finlandyzacji, chce “bezczelnie” stać się silnym “game-changerem”. Nie ma mowy, by TAKIE wydarzenie nie wywołało w średnim/długim czasie reakcji Rosji. I to bardzo silnej. Zresztą – zamierzenia Turcji dla pozyskania atomu są również “nie do ścierpienia” dla Kremla. Plany i scenariusze ewentualnościowe na pewno są już w opracowaniu i dla wyłożenia na stół na Kremlu – przy odpowiednich “triggerach”, które je uruchomią. Dlatego co do Polski i pozyskania atomu – oficjalnie tylko w NATO Nuclear Sharing – w ramach bezpieczeństwa grupowego w NATO. Bez wychodzenia przed szereg. A tylko i wyłącznie pod stołem – kupić własne głowice. Bez całej bezsensownej, kosztownej i długotrwałej zabawy z budowaniem elektrowni jądrowych – które w strefie zgniotu stanowią idealny cel i tak naprawdę stanowią strzał w stopę – bo państwo staje się zakładnikiem wrażliwości owych elektrowni na ataki. W moim rozumieniu – Finlandia podejmuje w tej sytuacji bardzo niebezpieczną grę wobec Kremla. Ale przynajmniej zmiana podejścia Finlandii np. na morzu [program Squadron 2020] staje się zrozumiała i konsekwentna – wraz z programem HX-Fighter – i wraz z uruchomieniem programu przerobu uranu.

    1. Czytam te wszystkie komentarze i… nie wygląda to za wesoło.

      Czy jest jakiekolwiek państwo które pozostanie względnie bezpieczne? 🙁

      Bo wygląda na to, że każdy kraj jest albo zagrożony interwencją militarną albo sprowadzeniem go do poddańczej roli.

      Gdzie powinienem mieszkać aby nie bać się, że za 10-15 lat zabiorą mi dom, zagrożą militarnie lub prostu sprawia, że moje oszczędności życia się roztopią?

      1. @Mateusz – sam sobie odpowiadasz: zero kredytów, własny dom i gospodarka, własny biznes [ale nie produkty lub usługi luksusowe, tylko te do zaspokajania potrzeb podstawowych, zwłaszcza tzw. “popytu twardego” – z żywnością na czele]. Własny Grot i regularnie strzelnica, organizowanie się oddolne, rodzina i aktywność obywatelska, no i czujne patrzenie na puls zdarzeń. Nie być lemingiem cedującym na innych swój los – i inwestować w siebie – zamiast w piwko i w beztroskie używanie świata. I oczy dokoła głowy. Wbrew pozorom – jestem realistycznie patrząc pewien, że Rosji będzie bardzo trudno “dołożyć” Polsce. Nie ze względu na nasze władze – i nawet nie ze względu na działania Wuja Sama – ale ze względu na zapobiegliwą czujność i zdecydowanie Chin. Oczywiście – w swym własnym interesie geostrategicznym, by im za miedzą nie wyrósł silniejszy euroazjatycki konkurent. Co do oszczędności – najlepiej je minimalizować, bo i tak inflacja zje [nawet bez konfiskaty i innych banksterek] – najlepszymi oszczędnościami są własne zasoby realne we własnym ręku – i kompetencje do ich użycia. Rosji do życia nie polecam ani krajów wschodniego bufora Polski – tam będzie się działo – i to na twardo. Europy zachodniej też nie polecam – zbyt duży potencjał zamieszek wszelkich “żółtych kamizelek” – w kryzysie do skali obecnie niewyobrażalnej. Bo jak kryzys dosoli – a jest nieunikniony [nie ‘CZY? tylko KIEDY?”] i cała ta nadmuchiwana piramida inżynierii finansowej się zawali, to uruchomi całe domino społeczno-ekonomiczno-finansowego “perfect storm”. Plus “ubogacenie” które już dawno przekroczyło poziom ostrzegawczej “czerwonej linii”, atomizacja i zwykła niezaradność życiowa społeczeństw Zachodu przyzwyczajonych do łatwego życia – i z drugiej strony agresywny roszczeniowy islam w natarciu. Który w razie obcięcia socjału [rzecz pewna w dotkliwym kryzysie] i przy bezrobociu – uzna to za koniec pokojowego rozszerzania ummy świata islamu [tzw. takija] – bo socjał jest uznawany przez muzułmanów za opłatę tzw. dżizję – haracz płacony ze strony niewiernych za zostawianie ich w spokoju. No i wtedy dopiero niewierni poczują, jak dotychczas muzułmanie byli spokojni. Strefy “no go” owszem znikną – bo rozszerzą się na dany region… A w skali geostrategicznej Europa nie pilnuje i nie kontroluje swego przedpola – odwrotnie, to Afryka i Bliski Wschód infiltrują i napierają na Europę. Polska – zasadniczo jednolita etnicznie/kulturowo – i zbrojąca się teraz [niejako tytułem “zaszczepienia się” na ciężkie czasy] przeciw Rosji – i dość na północy za osłonowym łukiem Alp, Karpat i Bałkanów – i tak ma bardzo dobrą pozycję na Wielki Chaos i na Wielką Konfrontację. No i autonomia żywnościowa Polski z nadmiarem – a taka Wielka Brytania produkuje tylko 50% żywności. Co to znaczy w naprawdę ciężkich czasach – nie muszę tłumaczyć.

        1. Zgadzam się co do braku kredytów. Zebrałem trochę gotówki i zamierzam ją zainwestować szybciej niż później. Inflacja nie zwalnia.

          Co do własnego domu – masz rację, dość pewna inwestycja, chociaż jeśli będzie niebezpiecznie to pewnie taki dom będzie mógł być łatwo odebrany przez władze – naszego lub innego kraju. A z tego co widzę to Polska nie jest aż w takim dobrym położeniu. To czy zdążymy z dozbrojeniem się przed wyjściem USA to po części kwestia szczęścia (któremu trzeba oczywiście pomagać). Jednak bliski obwód kaliningradzki, perspektywa przejęcia Białorusi przez Rosję (i Ukrainy co za tym idzie), nie nastraja mnie zbyt pozytywnie do mieszkania w Polsce.
          Chciałbym tu mieszkać ale jest to naprawdę pechowe miejsce.

          Dla jasności – mieszkam teraz w Berlinie z którego chcę się wyprowadzić do: Irlandii, Norwegii, Portugalii lub na południe Niemiec. W pierwszych trzech mniejszość islamska jest naprawdę niska. W np. Monachium nie jest tak tragicznie. Myślę, że by sobie poradzili. W Berlinie Monachium ma opinię nieprzyjaznego dla narzucających się mniejszości.
          Czy nie lepiej mieszkać gdzieś bardziej w peryferiach ale znacznie bezpieczniej? Oczywiście chciałbym też wrócić do Polski, jednak czytając wszystkie te wiadomości po prostu nie czuję tego miejsca jako stabilne. I jest to bardzo przykre bo jestem za patriotyzmem, takim bez skrajności, rozsądnym.

          Czujnie obserwuję puls zdarzeń i czuję się trochę “pomiędzy”. Raz coś się udaje a raz widzę jak bardzo marionetkowo zachowuje się nasz kraj i jak bardzo mało świadomy geopolitycznie (i nie tylko) jest w porównaniu do innych graczy.
          Może mógłbyś, proszę, wskazać Twoje typy na najbardziej bezpieczne miejsce w Polsce w razie “czegoś”?
          Z książki Bartosiaka wiem, że północny wschód na starcie odpada. Z racji tego, że jest też Ukraina to cały wschód odpada.

          PS Z racji tego, że zajmuję się projektowaniem, myślałem o stworzeniu serii czegoś w rodzaju plakatów (po angielsku), które pokazywałyby polski punkt widzenia, może też podkreślanie przyjaźni z Białorusią, Ukrainą. Coś w rodzaju pozytywnego PRu dla nas i dla innych krajów z którymi chcielibyśmy się zbliżyć.

          Pan Wojczal pisze bardzo logicznie i z sensem – dla przeciętnego człowieka jednak jest to zbyt długie. Ja interesuję się geopolityką od mniej więcej dwóch lat i jestem kimś pomiędzy światem wtajemniczonych i też światem niewtajemniczonych mas. A większość ludzi jest zupełnie niewtajemniczona. Potrzebujemy więcej graficznych/obrazowych podsumowań wydarzeń. Musi to być tak proste aby 7letnie dziecko zrozumiało. Wtedy może się coś ruszy ze świadomością społeczeństwa. Oczywiście grafiki musiałyby być na tyle chwytliwe aby stać się memami/kopiowanymi grafikami itp itd.
          To są takie moje ogólne myśli. Po prostu chciałbym jakoś pomóc. Bo mocno kibicuję naszemu krajowi, nam.

      2. @Mateusz – żeby odpowiedzieć uczciwie do końca na lęki o przyszłość i pytanie “gdzie powinienem mieszkać?” Podkreślam jeszcze raz – zwłaszcza podczas okresu Wielkiej Konfrontacji – autonomia żywnościowa i nadmiarowa produkcja żywności to rzecz gardłowa “być albo nie być” – dosłownie. Żywność będzie moim zdaniem towarem strategicznym nr 1. I zapewne przyczyną powrotu w czasie Wielkiego Chaosu [dopóki granic nie zamkną] do Polski dużej części starej i nowej Polonii. Nie dlatego wrócą, że Polska będzie jakimś rajem dla robienia interesów, albo bo płace osiągną zachodni poziom – tylko ze względu na stabilność i bezpieczeństwo długofalowe życia w Polsce – i ze względu na żywność. Zresztą – zasadniczo biorąc – w ciężkich czasach tylko Polska zadba o Polaków – w innych krajach staną się obywatelami II albo i III kategorii… Bo w wielkiej grze globalnej będzie szło od pewnego zaawansowanego etapu konfrontacji – już o samo PRZETRWANIE – państw i społeczeństw…. Oczywiście jeżeli stawiam na żywność – to na żywność nieskażoną – produkowaną np. w wysokowydajnych szklarniach hydroponicznych z zamkniętym obiegiem wody. Idealnie – hydroponika na mikroalgach – bo te jednokomórkowce mnożą się w postępie wykładniczym. W taki biznes włożyłbym wszystkie pieniądze. I to nie tylko UK jest samowystarczalna w 50% – tak samo Słowacja za Karpatami… Podobnie źle jest w większości krajów islamu. Co oznacza, że za pasem transmisyjnym Morza Śródziemnego już w czasach Wielkiego Chaosu będą przyrastały szybko miliony, potem dziesiątki milionów skrajnie zdeterminowanych do przeżycia ludzi – którzy nie będą mieli nic do stracenia – a wszystko do zyskania. Trudno o silniejszą motywację do działania… Przy obecnej infiltracji i parciu na Europę i przy braku kontroli jej perymetru – perspektywy Europy – [na pewno Europy basenu śródziemnomorskiego] są długofalowo ujemne… Już teraz idzie rozbijanie łańcuchów logistycznych globalizacji – obejmującej przecież także żywność. Kryzys państw bogatych i samo tylko przygaszenie ich turystyki może wywołać kryzys państw żyjących ZBYTNIO z turystyki. Do tego pandemie [bo to idealna broń asymetrycznej wojny skrytej] – i sam irracjonalny strach wygasi turystykę – [choć już obecnie pandemie jako broń B można ukierunkować na konkretne haplogrupy] – i domino rolujące stary układ zostanie uruchomione. Moim zdaniem gdy Nowy Atomowy Kalifat zacznie marsz na zachód [po 2025-6 – ale raczej przed 2030] – to nie zatrzyma się bynajmniej na Iranie – Nowy Atomowy Kalifat w tragicznie ciężkich czasach będzie traktowany jako 100% znak od Allacha i sami obywatele będą V kolumną wysadzającą dane państwo – dla entuzjastycznego przyłączenia się do Kalifatu. W tamtej cywilizacji najpierw jest się muzułmaninem, a dopiero potem jest się obywatelstwo danego państwa ,a i to traktowane jest jako rzecz znacznie mniej ważna. A jeden Kalifat – to faktycznie jedyny dopuszczalny sposób organizacji świata islamu – jak za Mahometa i pierwszych kalifów… Pas państw islamskich jest przy tym szczególnie podatny i na wahania cen węglowodorów i na wahania turystyki – ale i na postępujące stopniowo zmiany klimatu – co dla tamtejszego rolnictwa [przynajmniej tradycyjnego] przyniesie złe skutki od lat 30-tych najpóźniej. Zresztą – już teraz spory o wodę zaczynają przybierać charakter czynnika strategicznego dla wielu państw Azji i Afryki… Budowanie zapór w górze jakiejś rzeki w jednym państwie – jest traktowane jako położenie nogi na gardle państwa leżącego w dole tej rzeki… Tak jest np. z Nilem, tak z Tygrysem i Eufratem, tak w Azji Środkowej – i w wielu innych miejscach – globalnie rzecz biorąc. Polska ma deficyt wody – dlatego [nie czekając na programy rządowe] radzę budować na swojej gospodarce stawy i inne zbiorniki – dla zasilenia studni. Plus jest taki, że od jesieni zeszłego roku można bez pozwolenia [tylko zgłoszenie administracyjne] budować wszelkie stawy do 1000 m3. Chociaż i tak sądzę, że w warunkach przyszłych zagrożeń biologicznych – uprawy winny być w szklarniach hydroponicznych o zamkniętym obiegu wody… A co do strategicznego zagrożenia Polski przez Rosję – albo suwerennie staniemy na nogach z własnymi głowicami odstraszania strategicznego i z własną asymetryczna obroną z A2/AD na czele – albo pozostaje liczyć na asertywność Chin względem Kremla – który za nic nie dopuści do likwidacji kluczowego bufora niezależnego od Kremla [i Berlina, bufora uniemożliwiającego powstanie konkurencyjnego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Oczywiście pierwsza opcja jest dla nas dużo lepsza – bo zapewnia nam suwerenne pole manewru i zadbanie maksymalne o swoje interesy.

  4. Witam Panie Krzysztofie.
    Regularnie czytam Pana analizy, są znakomite. Chciałem nawiązać do komentarza Pana Wiktora Malinowskiego. Ja uważam, że koronawirus to czarny łabędź 2020 roku, który zburzy dotychczasowy ład światowy. Ponieważ jest on na rękę zarówno USA jak i Rosji, każdy z tych krajów mógł go wywołać.

  5. W grze hegemonalnej ruchy już tylko względem samej “pomocniczej” i Białorusi pokazują wagę pomostu bałtycko-czarnomorskiego i bałtycko-karpackiego. Czyli Polska-Ukraina i sama Polska. Wszyscy 3 główni gracze dali wyraźne sygnały – pozornie paradoksalnie USA i Chiny po jednej stronie – Rosja po drugiej. Czyli kluczowa dla 3 graczy kwestia powstrzymywania budowy supermocarstwa Kremla od Lizbony do Władywostoku. Charakterystyczna dość nijaka postawa UE – jakby Białorusi nie było [mimo, że przedtem to w Mińsku były rozmowy rozejmowe Kijów-Kreml-Berlin-Paryż]. Czyli de facto nijaka postawa Berlina z Paryżem. Berlin stoi za Kremlem, ale to nie jest politpoprawne unijnie, zresztą boi się reakcji USA. Paryż otwarcie za dogadaniem się z Rosją i za supermocarstwem od Lizbony do Władywostoku – bo mając atom, myśli, ze w nowym układzie i “przeskoczy” Berlin i będzie partnerem z Kremlem jak równy z równym. Czyli faktycznie sprzedaje Białoruś Kremlowi. Faktycznie Kreml gra na osłabienie UE, na jej atomizację, na podkręcenie wewnętrznych kryzysów – aby wkroczyć jako “wyzwoliciel” i “stabilizator” względem owych problemów. Najbardziej uderza totalna bierność Polski – która “słucha się” Waszyngtonu – i co najwyżej towarzyszy jako konsultant w tle w rozmowach Waszyngtonu z Mińskiem. Tymczasem to Polska ma najsilniejsze karty do gry z Mińskiem – i z racji wielowiekowej historycznej partnerskiej wspólnoty w Rzeczpospolitej Obojga Narodów – i z racji położenia geostrategicznego: jako bezpośredniego sąsiada, jako bramy na Zachód, jako ośrodka, do którego Białorus w naturalny sposób ciąży [także przez możliwe b.silne skomunikowanie z oceanem światowym – polskie porty z przeładunkiem 110 mln t rocznie]. Moim zdaniem zawarty deal Putin-Łukaszenka o kupowaniu przez Białoruś ropy po cenach światowych – to 100% zwycięstwo Putina. Łukaszenka nic nie wytargował w Soczi – a to w dłuższym czasie “położy” budżet i ekonomię Białorusi. Teraz albo Mińsk będzie kupował od Zachodu [Norwegia, USA] – albo od Rosji. Opcje są ŁĄCZNIE [ekonomia+polityka] asymetryczne w kalkulacji koszt/efekt – bo z ryzykiem kontry Rosji w razie wyboru pierwszej opcji – czyli z ryzykiem twardej aneksji. Jak sądzę – Łukaszenka ugnie się i SAM [“wewnętrznie”] będzie stopniowo integrował Białoruś z Rosją [czyli odwalał brudną robotę za Rosję] – i to wbrew własnemu narodowi. Czyli “uzyska” namaszczenie Kremla na “maskirowkę” roztaczania ułudy suwerenności Białorusi – przy jej jednoczesnej faktycznej likwidacji krok za krokiem. W ramach tej “maskirowki” Łukaszenka będzie się jednocześnie chwalił “coraz lepszymi warunkami współpracy gospodarczej z Rosją – na końcu, przy pełnej utracie niepodległości – ceny ropy się zrównają… Czyli jak zwykle będzie, że pół prawdy – to całe kłamstwo…. Oczywiście Łukaszenka w pewnym momencie zderzy się z niepodległościową opozycją – i z oporem społeczeństwa, które w większości [już ponad 60%] nie chce integracji z Rosją. No, ale wtedy Łukaszenka będzie już tylko w pełni kontrolowaną marionetką Kremla – większość instytucji i resortów będzie przejęta, a opór zapewne będzie szybko stłumiony szybką akcją [specnaz w cywilu plus V kolumna i “tituszki”] – i skontrowany medialną “maskirowką” wobec świata, pokazującą “wielkie zadowolenie Białorusinów z połączenia z bratnim narodem rosyjskim”. Jakie będą reakcje na krokowy anschluss Bialorusi? – tzn. na szeroko rozumianej Wschodniej Flance? – myślę, że Finlandia przyśpieszy modernizację wojska i plan budowy suwerennego przemysłu jądrowego, Turcja zwiększy współpracę z Ukrainą [ostatnio Erdogan w Kijowie zawarł z Ukraina kontrakt na 600 mln dolarów zakupu silników do odrzutowych dronów bojowych – a to Polska powinna być tym, który najsilniej by kupował technologie od Ukrainy – do czego Bartosiak nawojuje ostatnio non-stop np. względem zakupu Motor Sicz]. Drugi ruch Turcji – to będzie przejście do własnego programu jądrowego – militarnego. Reakcja Chin na anschluss Białorusi – to będzie oziębienie w stosunkach oficjalnych i wyraźne twarde komunikaty strategiczne pod stołem. Reakcja USA – no właśnie – USA będzie musiało wykonać krok w przód albo w tył z zaangażowaniem się – od tej decyzji USA zależy, czy Polska będzie MUSIAŁA szybko dorosnąć i stworzyć sieć sojuszy bilateralnych z Ukrainą, Rumunią i z NORDEFCO – czy też to USA przejmie pałeczkę na Flance w ramach NATO i “złotych sojuszy”. Wielki Brat z Waszyngtonu [plus towarzyszący gracz – czyli UK] – albo się zaangażują, albo siła rzeczy zaczną “umywać ręce” i przerzucać odpowiedzialność za sytuację na państwa Flanki. . Oczywiście – w razie wejścia do akcji – nie obejmując działaniami niezależnej Turcji – co najwyżej tonując retorykę względem Turcji. —– Tak dla podkreślenia: już same “podchody” i ruchy 3 wielkich graczy wobec Białorusi pokazują prawdziwą wartość pomostu bałtycko-czarnomorskiego i bałtycko-karpackiego w grze globalnej. To trochę jak ze złotem – banksterzy chcąc pieniądza emisyjnego, za wszelką cenę dławią od kilku dekad wartość złota i w oficjalnej narracji deprecjonują jego znaczenie – a jednocześnie każdy z graczy napełnia co sił rezerwy złotem. Tak samo wszyscy gracze udają wobec Polski i Ukrainy, że są “mało ważne”, że są “peryferyjne i nieistotne”, że wszelkie ruchy tutaj to rodzaj “łaski” wynikającej oczywiście z przyjaźni i bezinteresowności opartej o wyższe wartości [demokracja, sprawiedliwość, ład itd] – czyli za wszelką cenę podtrzymywanie ułudy, że np. Polska to taka “brzydka panna na wydaniu”, która winna tylko milczeć i posłusznie przyjmować wszelkie warunki narzucone przez graczy. I niestety Warszawa “łyka” tę narrację jak małe wystraszone dziecko we mgle i tęskniące za adopcją strategiczna i rozwiązywaniem nam przyszłości przez tych “dużych i mądrych” graczy……Czyli Warszawa – zamiast działać podmiotowo, woli oddawać “komuś wyżej” Polskę do JEGO przedmiotowej gry – oczywiście naszym kosztem…bo niby jesteśmy tacy “słabi i nieważni”…i niby “bez Wielkiego Brata nie przetrwamy” [niezależnie od tego, kto jest wielkim bratem – Waszyngton, Kreml czy Berlin] – tak jest niezmienna linia rządow w Warszawie od 3- lat… Jest dokładnie odwrotnie – pod względem geostrategicznym Polska to złoto, które wszyscy chcą mieć. A my marnujemy swoją siłę zdolną do ustawienia stolika i reguł gry [np. do działań innych graczy względem Białorusi, Ukrainy, Bałtów] – bo to MY jesteśmy TUTAJ geostrategicznie najsilniejsi względem innych wielkich graczy – i to inni gracze za same wysłuchanie przez nas ich OFERT – winni udzielać nam sutych wielowektorowych koncesji. Mamy taki lewar geostrategiczny – i tak go marnujemy…antypolityka w czystym wydaniu… No – ale do tego trzeba mieć odrobinę woli działania…a warunkiem jest porzucenie wpojonych służebno-poddańczych schematów “jedynie słusznego” myślenia…o to właśnie idzie priorytetowo w całej wojnie informacyjnej – także na portalu Pana Krzysztofa…

    1. Errata: nie “tak jest niezmienna linia rządow w Warszawie od 3- lat” tylko winno być “taka jest niezmienna linia rządów w Warszawie od 30 lat”. No, może chwalebnym wyjątkiem była inicjatywa strategiczna “szalonego” Antoniego, że WP osiągnie poziom suwerennej obrony Polski [czyli bez “koniecznej” “łaski” hegemona] do 2033 [widać już miał info o wycofaniu sił USA z Europy do 2033 – co wyszło oficjalnie na Warsaw Security Forum 2018]. No, ale właśnie za tę inicjatywę [oraz za KONSEKWENTNY wymóg min. 50% offsetu jako warunku koniecznego zawierania umów zakupu sprzętu] – ów “szalony” Antoni wyleciał ze stanowiska – oczywiście dodano temu wydarzeniu innych – całkowicie nieważnych strategicznie – “usprawiedliwień”. Czyli obecna linia Warszawy to głoszenie “stałej” obecności sił USA – i chowanie głowy w piasek przed nieuchronną przyszłością – już jednoznacznie bez USA po ich wyjściu w latach 2028-33. Czyli totalna manipulacja i oszukiwanie społeczeństwa – aby tylko hegemon miał nieskrepowane pole manewru i używał Polskę przedmiotowo – która to polityka MUSI się skończyć krachem całej opcji politycznej. Polkazowa lekcja z Antonim podziałała – następca kupił Patriota [I faza Wisły] z 5% offsetem, HIMARS z 0% offsetu, Harpaia [F-35] z 0% offsetu. A o samodzielności strategicznej Polski i WP – ani słowa – temat tabu. Tak samo nawet o protezie NATO Nuclear Sharing – co dopiero o pozyskaniu suwerennie dysponowanych głowic. Czy o asymetrycznie nakierowanej na obronę strategiczną A2/AD Tarczy i Mieczu Polski – programie nr 1 – koniecznym ze względu na zduszenie projekcji siły i kontroli A2/AD Kaliningradu [za kilka lat dojdzie A2/AD na Białorusi – po jej anschlussie – i wtedy Rosja stworzy tzw. połączony bastion A2/AD – i to z nowymi systemami rakietowymi jak S-500, które do pełnej kontroli powierzchni, dołączą pełną kontroleę nieba całej Polski – sieciocentrycznie, bez żadnych cieni radarowych – w czasie rzeczywistym. No, ale ani pełna strategiczna obrona Polski – ani strategiczne odstraszanie jądrowe – nie są celem PMT 2013, który hegemon przywiózł w teczce do wykonawczej posłusznej realizacji – robionej zresztą jeszcze przez poprzednia ekipę… Celem tego PMT [mimo kosmetycznych zmian w 2016 po SPO] jest stworzenie z WP niesuwerennej armii do zadaniowania przez hegemona, przeznaczonej do działań ekspedycyjnych ZAMIAST US Army – u Bałtów i na Ukrainie. Zaś brak możliwości suwerennej obrony Polski przez WP – to jest podstawa dla realizacji nieskrępowanej polityki hegemona, który chce na końcu sprzedać Polskę w nowej Jałcie – w nadrzędnym układzie geopolitycznym. Czy będzie to nowa Europa uznająca Pax Americana, czy Rosja, czy Izrael, czy wszyscy po trochę w ramach podziału stref wpływów, czy jakiś inny nowy gracz – który by się wyłonił w grze politycznej np. w latach 30-tych – to już inna sprawa. Ważne, że ta opcja u steru umożliwia długofalowo i docelowo Waszyngtonowi pełne pole manewru w pełnym dysponowaniu Polską pod interesy hegemona. I tylko hegemona.

  6. Panowie Wojczal i Georealista trochę brakuje mi w Waszych analizach uwzględnienia kwestii zmniejszania wydobycia surowców w Rosji i roli tego faktu dla stabilności tego kraju jak i jego możliwości do budowania armii . Jak również omówienia roli takiej sytuacji w ewentualnym rozpadzie Rosji wraz z cezurą czasową. Rosja obecnie ma przed sobą jedynie 2-3 lata wzrostu wydobycia ropy i gazu i w 2022-2023 nastąpi szczyt i następnie szybkie zmniejszanie wydobycia co będzie owocować drastycznym zmniejszaniem wpływów do budżetu FR. Ma to związek z jednej strony z wyczerpywaniem się obecnie zagospodarowanych złóż a z drugiej z brakiem otwierania nowych co jest związane w dużej mierze z sankcjami i brakiem dostępu do kredytów i technologii. Około roku 2035 (jeśli nie zostaną odkryte i uruchomione nowe złoża) wydobycie gazu i ropy w Rosji zrówna się z bieżącym zapotrzebowaniem tego kraju tzn. Rosja będzie wydobywać tylko na swoje potrzeby a to będzie oznaczać zupełny brak wpływów do budżetu z tego tytułu . Ale już zapewne wiele lat wcześniej w Rosji nastąpi kryzys z tym związany. Dlatego okienko czasowe dla tego kraju wynosi moim zdaniem max do 2030 roku. W tym czasie Rosja musi przeprowadzić swoje zamierzenia bowiem im bardziej będzie czekać tym mniej będzie miała sił i środków żeby cokolwiek zrealizować i będzie coraz bardziej podatna na siły odśrodkowe działające w kierunku rozpadu tego państwa. Ponieważ to okienko czasowe jest zbieżne tez dla innych graczy (USA) więc czekają nas ciekawe czasy. Warto byłoby się zastanowić jaki wpływ na działania USA ma taka perspektywa ,kiedy Stany wiedzą że Rosja za kilka lat będzie na “musiku” i wystarczyłoby ją przetrzymać ale wtedy USA mogłyby się obudzić z ręką w nocniku i nagle znaleźć w sytuacji słabszego wobec Chin gracza.

    1. @arni – w sprawie ropy – dla Rosji perspektywy są słabe. W rezerwach i jakości ropy i w infrastrukturze wydobycia. Polecam: https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/analizy-debata/analizy/marne-perspektywy-rosyjskiego-przemyslu-naftowego/ Dlatego Rosja tak intensywnie “opiekuje się” Wenezuelą, która rezerwy ropy ma w czołówce świata – a Rosja dopiero na 8 miejscu. Z gazem niby lepiej,bo wielkie zapasy, ale też niewesoło – brak kapitału, technologii, słabo z nowymi złożami. Rosja idzie na przeczekanie i przetrzymanie USA, USA idą na przetrzymanie Rosji. Ale jedynie Kreml wie [pod warunkiem przyjmowania realu do wiadomości], na ile już przekroczył “czerwoną linię”. Europa też napiera na OZE, oficjalne prognozy Kremla co do wzrostu zużycia gazu mogą okazać się zwyczajnie wzięte z sufitu. Bardzo niebezpieczna sytuacja – bo oczywistym rozwiązaniem dla Kremla jest ucieczka do przodu – zbudowanie supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku za wszelka cenę. W skrajnym wypadku – bez czekania na rezultaty kreciej roboty rozbijania i atomizacji Europy – nawet bez całej misternie otoczki dezinformacji i wojny hybrydowej – bez zasłonki “bycia wyzwolicielem”. W naszym przypadku fatalnie – bo stoimy Rosji na drodze do realizacji tego planu. Stąd konieczne własne głowicie SKUTECZNEGO strategicznego odstraszania i koncentracja na maksymalnej strategicznej obronie z całokrajową A2/AD na czele. Oczywiście – np. wojna w Zatoce [najszybciej w 2023, ale raczej ok. 2025-6] pozwoli się odkuć Rosji – ale przedtem będzie pierwszy okres kryzysowy dla Rosji [być może nawet klęska Nord Stream II czy Turkish Stream, nasz Baltic Pipe i brak zakupów z Polski – pisał o tym szczegółowo Pan Krzysztof ] – a to wywołuje natychmiast chęć Rosji do sięgnięcia po argument siły dla skompensowania “strat”. Być może atak propagandy Rosji na Polskę jest po prostu szykowaniem “usprawiedliwienia” dla wojny hybrydowej – coraz bardziej gorącej w presji. Paradoksalnie – wojna w Zatoce – dzięki odbiciu się Rosji od bankructwa – może nieco obniżyć determinację Rosji – ale tylko chwilowo. Bo po łyknięciu zysków do budżetu – Rosja zyska zasoby – i znowu wróci do gry – z całą paletą oddziaływania. Co więcej – pewna, że idzie dobrą [dla niej drogą] że jej strategia się sprawdza – zatem trzeba ją intensyfikować. Wniosek – musimy się zbroić. Tak, by Rosja próbowała `raczej obejść Polskę – czy drogą północną – czy południową. Moim zdaniem Rosja w żadnym scenariuszu nie zrezygnuje z projektu supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – bo daje jej najwyższą wygraną, hegemonię globalną, połknięcie technologii i infrastruktury – długofalowo. I to na pewno za znacznie mniejszą cenę [i ryzyko], niż opowiedzenie się po stronie USA, czy Chin. Czyli maksymalna długofalowa wygrana najmniejszym kosztem – maksymalna wartość kalkulacji koszt/efekt – rozstrzygająca na poziomie strategicznych decyzji. Oczywiście Rosja zasadniczo gra na poczekanie, aż USA wyjdą z Europy – ale do tego czasu sytuacja wewnętrzna może zmusić Kreml do “nieplanowanych” pierwotnie działań – ucieczki do przodu – by wykazać się przed narodem “koniecznymi” sukcesami dla utrzymania władzy. Choć i ta tradycyjna droga “załatwienia problemów” władzy – może nie zaskutkować. Rosjanie owszem doceniają zewnętrzne sukcesy Rosji [czyli Kremla], ale coraz bardziej patrzą na własną biedę. Stąd główny spadek poparcia i dla Kremla i dla Putina: https://kresy.pl/wydarzenia/centrum-lewady-zaufanie-do-putina-spadlo-o-24-procent/ Nawet rzucenie Miedwiediewa na żer nie pomogło. Tu wydaje się, że Kreml może popełnić wielki i kosztowny błąd złej percepcji i złych reakcji – który może przynieść narastający rozdźwięk i smutę wewnętrzną.

      1. Do końca dopowiadając kwestię “Kreml może popełnić wielki i kosztowny błąd złej percepcji i złych reakcji – który może przynieść narastający rozdźwięk i smutę wewnętrzną.” – Kreml moim zdaniem przeszacowuje zdolność Rosjan [nie mówiąc o nie-rosyjskich obywatelach FR] do ponoszenia wyrzeczeń. W analizie Centrum Lewady kluczowe jest stwierdzenie: „Ocena działalności (prezydenta) w polityce zagranicznej jest wysoka, w wewnętrznej – stale się obniża” – i “Zdaniem Gudkowa spadek zaufania względem Putina jest spowodowany niezadowoleniem obywateli z aktualnej sytuacji gospodarczej w Rosji. W jego opinii Rosjanie wykazują także rozdrażnienie i zmęczenie osobą prezydenta.” – To jest novum w społeczeństwie Rosji – zawsze dotąd zadowolenie Rosjan od początku Księstwa Moskiewskiego opierało się o “kanon”, że “tak – jesteśmy biedni, ale ZA TO potężni i wszyscy się boją nas na świecie”. Być może otwarcie się Rosji poprzez internet i przez turystykę i wyjazdy spowodowało wielką społeczną zmianę w świadomości i mentalności Rosjan. I to najbardziej u młodego pokolenia [dość powiedzieć, że niedawne sondaże pokazują chęć wyjazdu z Rosji 53% młodych], które przecież wypiera starsze pokolenie, wychowane jeszcze w pierwotnym paradygmacie “Spartan” – czyli: “biedni obywatele – ostatnią koszulę dadzą na państwo i zwłaszcza na armię – i DZIĘKI TEMU państwo tak potężne”. Dewaluacja rubla spowodowała spadek konsumpcji towarów luksusowych i “średnich” – które szły z Zachodu czy z Chin. Rosjanie mają problemy z życiem “od pierwszego do pierwszego”, z odżywianiem, z opłaceniem leków itp potrzeb podstawowych. Kredyty konsumpcyjne zwłaszcza lat 2016/17 – dały efekt krótkofalowy pobudzenia konsumpcyjnie gospodarki i PKB – ale teraz narasta fala zadłużenia – i dusi z podwójną siłą – i obywateli – i gospodarkę w skali makro. Dla Kremla i aparatu państwowego utrata siły nabywczej obywateli oznacza, przy dewaluacji rubla, tanie komponenty i tanią robociznę dla budżetu państwa w wydatkach zbrojeniowych – które może w ten sposób w pewnym stopniu skompensować utratę dochodów z wysokich cen ropy i gazu. Tu interes państwa i obywateli rozmija się całkowicie. Dlatego obietnice Kremla polepszenia warunków socjalnych obywateli będą moim zdaniem namiastkowe – i Rosjanie wiedzą o tym – bo rozumieją ten mechanizm pt “obywatele biedni – dzięki czemu państwo ma środki”. Symptomatyczna jest reakcja prezenterki Kamczatka TV na wieść o symbolicznych podwyżkach dla rencistów: https://dobrewiadomosci.net.pl/38392-prezenterka-rosyjskiej-tv-wybuchla-smiechem-kiedy-informowala-o-podwyzkach-dla-rencistow/ A zwykły Rosjanin widzi i u siebie w regionie i na Kremlu, jak oligarchowie z decydentami piją szampan z kawiorem i niczego sobie nie żałują żyjąc w stylu “supersamochod-superdacza-superjacht-prywatny odrzutowiec”- więc dlaczego niby oni by mieli zaciskać pasa? Sumując: “odwieczna” cierpliwość narodu rosyjskiego moim zdaniem się skończyła – jeżeli Kreml przeszacuje czy zlekceważy tę granicę odporności – zafunduje Rosji potężny konflikt wewnętrzny, na który nałoży się konflikt interesu regionów, wysysanych przez Moskwę i budżet centralny – i interes i separatyzm regionów etnicznie nierosyjskich. Przy czym zapalnikiem może być wojna zewnętrzna – którą Kreml w błędnej percepcji uzna za “lekarstwo” na problemy wewnętrzne i jako środek do scalenia Rosjan wokół Kremla. Nawet zwycięska wojna może okazać się zbyt kosztowna i zbyt krwawa w ofiarach wg percepcji społeczeństwa. A co dopiero wojna przegrana – wtedy wszelkie żale by zyskały naraz powszechny upust – czyli powstałby skoncentrowany wielowektorowy “perfect storm”….

    2. @arni – na pewno dla Rosji nadchodzą coraz cięższe czasy ze względu na ekspansję wydobycia ropy i gazu łupkowego USA – ale także tzw. gazu towarzyszącego, który dotychczas był spalany w tzw. pochodniach. Bagatela – 140 mld m3 rocznie. Dla porównania – Siła Syberii to będzie po pełnym rozruchu za kilka lat 38 mld m3 rocznie. Polecam: https://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/1453938,energetyczne-status-quo-zagrozone-gaz-ziemny-jest-juz-sprzedawany-po-ujemnych-cenach-opinia.html Efekt? – w transakcjach wiązanych ten gaz towarzyszący jest “sprzedawany” z…dopłatą. Nie żartuję – po cenie ujemnej… Dla Rosji to sprawa fatalna – zmniejsza bardzo jej status polityczny i wpływy jako dysponenta paliw kopalnych. Dlatego właśnie deklarację 1 mld dolarów na infrastrukturę [zapewne energetyczną – gazową – odbioru i przesyłu LNG] dla państw Trójmorza, można traktować jako konsekwentną ofensywę USA do zalania rynku amerykańskim gazem w Europie – dla wycięcia konkurencji, zwłaszcza rosyjskiej [i dla zduszenia niemieckiego hubu gazowego robionego z Rosją]. Oczywiście – to tylko podwyższy determinację Kremla do pressingu, nawet rozwiązań siłowych w Europie…i do popychania za wszelką cenę do wybuchu wielkiej wojny w Zatoce… Na dodatek państwa śródziemnomorskie konkurują w różnych koalicjach o wydobycie tamtejszego gazu podmorskiego z części wschodniej – i o jego eksport do Europy… Można spekulować, że wojna w Zatoce wybuchnie dopiero wtedy, gdy USA będą przygotowane do zastąpienia dużej części dostaw z Zatoki swoją ropą i gazem. Z produkcją wydobywczą nie ma problemu – ograniczeniem jest infrastruktura przesyłu i załadunku w USA i infrastruktura odbioru i przesyłu w Europie – stąd właśnie moim zdaniem ta inwestycja USA w infrastrukturę gazową Trójmorza – jako konkurencyjnego proamerykańskiego bloku względem rosyjsko-niemieckiego hubu gazowego. Oczywiście po wybuchu wojny w Zatoce [najwcześniej w 2023 – najpóźniej ca 2026 – chyba, żeby transze kredytów chińskich dla Iranu – ca 400 mld dolarów – uległy przesunięciu/zmniejszeniu – np. z powodu koronawirusa – potrzeb dofinansowania własnej gospodarki] – Rosja i tak się odkuje w wolumenach i cenach dostaw węglowodorów – ale dla Kremla będzie ten tort bardzo “gorzko” dzielony z USA – jako silnym konkurentem….a to bardzo osłabi akcje Rosji względem USA na przetrzymanie negocjacyjne pod deal przeciw Chinom… W negatywnym scenariuszu Rosja zaskarbi sobie tylko …wrogość Chin i świata islamu – a jej wzmocnienie się na węglowodorach będzie i tak dużo mniejsze od oczekiwanego – a zwłaszcza zupełnie niedostateczne względem zbytniego wzmocnienia się USA… Tym bardziej, że Chiny zobowiązały się do dodatkowego importu z USA dla bardziej “sprawiedliwego” zmniejszenia deficytu handlu USA z Chinami. W danej sytuacji może to oznaczać np. dodatkowe zakupy taniego LNG z USA jako “zapchajdziury” towarowej, by osiągnąć daną kwotę “traktatowego” importu z USA. Tu Rosja będzie traktowana jako dostawca tym bardziej na pasku Pekinu, im bardziej chiński popyt będzie zaspokajał amerykański gaz… To również może być przyczynek do technicznego deal’u USA-Chiny dla eliminacji Rosji jako gracza [czyli strategiczna zmiana z niezbalansowanego i niepewnego układu G3 do przejrzystego i bardziej sterowalnego dla obu graczy układu G2]…

  7. Co do strategicznej wasalizacji UE przez USA, opisanej przez Pana Krzysztofa – rysuje się kolejne amerykańskie uderzenie w jądro UE – czyli w Niemcy. Polecam: https://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1454359,glifosat-roundup-monsanto-bayer-i-basf-musza-zaplacic-milionowe-odszkodowanie-za-herbicyd-dicamba.html Właścicielem Monsanto jest Bayer, dostanie się też konkurencyjnemu BASFowi – również niemieckiemu. Z dużą dozą pewności można założyć, że w tej chwili pod stołem np. ambasador USA w Niemczech objaśnia niemieckiemu koledze, że jak Berlin nie stanie się bardziej spolegliwy względem życzeń Waszyngtonu, to ruszy lawina takich procesów – bo torujący precedens właśnie zrobiony – a prawo w USA opiera się bardzo mocno o precedensy. A wtedy te 265 mln dolarów odszkodowania przyznane farmerowi za zniszczenie jego sadu, zamieni się przynajmniej w miliardy, może dziesiątki, skrajnie nawet setki miliardów roszczeń odszkodowawczych…to samo pewnie będzie dotyczyło losu pozwów względem Bayera o wywołanie raka przez roundup….oczywiście jeżeli Berlin będzie dalej “krnąbrny”… Ironia losu – ultrazielone eko-politoprawne, wręcz ideologiczne “jedynie słuszne” podejście, którym twarde jądro UE batoży np. Polskę – staje się [na razie jako silny argument negocjacyjny] batem na Niemcy w rękach USA… jak zwykle potwierdza się, że każdy kij ma dwa końce…

  8. Ta sama strategia wasalizacji Europy przez USA obejmuje również oddzielenie Rosji od UE. Czyli klasyczne “dziel i rządź”. Właśnie sąd apelacyjny w Hadze uchylił wyrok z 2016, zdejmujący z Rosji odszkodowania dla udziałowców Jukosu [sprawa Chodorkowskiego]. https://forsal.pl/swiat/rosja/artykuly/1454509,sad-apelacyjny-w-hadze-rosja-musi-zaplacic-50-mld-dol-bylym-udzialowcom-jukosu.html Idzie o 50 mld dolarów. Jukos zajmował się ropą, więc do już opisanych uderzeń w rosyjski gaz dojdzie uderzenie w ropę. Zestrzelenie holenderskiego Boeinga w 2014 dało Holandii oficjalny lewar na Rosję. Tym bardziej, że Holandia z Belgią zakupiły F-35 [wybór geostrategiczny – proatlantycki] i nie zamierzają być marionetką Berlina. Z oczywistych względów stosunki Berlin-Amsterdam [a właściwie Berlin-Haga, bo Amsterdam jest stolicą konstytucyjną, a Haga administracyjną] staną się bardziej rywalizacyjne, niż partnerskie. Chodzi o zwykła grę statusową w “porządku dziobania”, ale także kroki prewencyjne – bo Holandia w razie twardej blokady US Navy z Royal Navy by zapłaciła najwięcej [żyje z morza i obrotu handlowego] – i na pewno nie będzie zainteresowana, by “oberwać” blokadą – będąc w jednym bloku razem z Niemcami. Moim zdaniem to właśnie jest prawdziwym czynnikiem przeważającym takiej decyzji Hagi w sprawie Jukosu. Tak rozwijając pytanie @arni nt rozgrywki o ropę i jej znaczenie – moim zdaniem taktyczny deal USA-Chiny kontra Rosja, będzie obejmował także wypchnięcie Rosji z Wenezueli na rzecz wspólnego podziału wpływów przez Pekin i Waszyngton – prócz przyczółka geopolitycznego idzie o ropę – o największe rezerwy na świecie. Wenezuela ma ca 50 mld dolarów długu względem Chin – i “tylko” ca 15 mld dolarów długu wobec Rosji. Dlatego właśnie Maduro za “obrońcę”Wenezueli obrał Kreml – by nie płacić Chinom. Co Chiny sobie cierpliwie zakarbowały względem Wenezueli – i Kremla. Przy bardziej zasadniczych rozmowach z USA – Wenezuela na pewno będzie w pakiecie obok Tajwanu i Korei Płd. Przy czym wyrwanie Kremlowi Wenezueli jedzie na jednym wózku z Kubą – uzależnioną w dostawach od Wenezueli – zwłaszcza po przywróceniu sankcji. Chiny zapewne zgodzą się na pełen polityczny medialny “triumf” Waszyngtonu w Ameryce Łacińskiej i w basenie Zatoki Meksykańskiej [czyli na wizerunkową odbudowę doktryny Monroe przez USA – przywrócenie rzekomo “jedynego” i “wyłącznego” przywództwa USA nad obiema Amerykami] – ale swoje zrealizują osłabiając przy tym Rosję, jako zbyt agresywnego geostrategicznego konkurenta [zwłaszcza w Azji – tu jest “albo-albo” – na azjatyckim pagórku może siedzieć tylko jeden tygrys] – i egzekwując dług z Wenezueli – ku nauce innych dłużników. Oczywiście – inna sprawa, czy USA zechcą “na swoim podwórku” dotrzymać deal w sprawie Wenezueli – już PO wypchnięciu z niej Rosji…bo tu odcięcie Chin [na krańcu projekcji siły Pekinu] i jeszcze ich pokazowe upokorzenie, będzie bardzo kusiło Waszyngton.. Warto zauważyć, że działania wobec Iranu [wielka wojna w Zatoce] na pewno będą miały swój KOMPLEMENTARNY odpowiednik względem Wenezueli. Niekoniecznie wojenny – ale np. przez blokadę morską czy finansową czy inny rodzaj działań asymetrycznych [próba przewrotu już była – być może będzie np. powtórka] …stąd pozornie paradoksalnie – ale nie dla geostrategów – Iran i Wenezuela jadą [do pewnego stopnia] na jednym wózku… Patrząc globalnie – sądzę, że wielka wojna w Zatoce będzie połączona z “obstawieniem” kontrolą maksymalnej liczby dostawców węglowodorów – prócz Rosji – i z przygotowaniem oraz “rozkręceniem” najpierw kanałów logistycznych przesyłu ropy i gazu z łupków- i tzw. gazu towarzyszącego. USA zechce na tej wojnie maksymalnie zarobić i przemeblować i “ustawić” graczy rynku surowców energetycznych – prócz głównego geostrategicznego uderzenia w dostawy dla Chin i dla przerwania głównej nitki Jedwabnego Szlaku. Przygotowanie wymaga kilku lat – i floty i lotnictwa – ale i łańcuchów logistycznych węglowodorów z USA.

  9. @Georealista
    “obecna linia Warszawy to głoszenie “stałej” obecności sił USA – i chowanie głowy w piasek przed nieuchronną przyszłością – już jednoznacznie bez USA po ich wyjściu w latach 2028-33”

    Zastanawiam się nad przesłankami takiego działania polskich władz. Raczej sądzę, że takie podejście niekoniecznie wynika z braku wiedzy geopolitycznej. Wydaje mi się, że za tym może też stać obietnica niejawnego wsparcia w tych i przeszłych wyborach (może pojawią się nowe podsłuchy opozycji, a może jakiś inny hak na głównych konkurentów PAD) ze strony głównego sojusznika.

    Co Panowie sądzicie na ten temat?

    1. @Mariusz Kozielski – oczywiście, opcja przyszłego zewnętrznego wsparcia Polski być może istnieje. Ale nawet jeżeli istnieje – to jest to dalej podtrzymywanie niesuwerenności Polski. Na dłuższą metę – jest to nie do utrzymania – to musi się skończyć katastrofą dla Polski. Zresztą za owo wsparcie – jeżeli będzie – zapłacimy tym bardziej sowitą cenę, im bardziej wychodzenie USA z Europy obnaży naszą bezradność – a ta bierze się własnie z braku budowania wielowektorowej suwerenności – militarnej, energetycznej, surowcowej, produkcyjno-usługowo-komunikacyjnej, badawczo-rozwojowej, medialnej – a przez te wszystkie braki razem – jesteśmy tak wrażliwi na zewnętrzne naciski. I koło się zamyka. Własnie dlatego budowanie własnych aktywów realnych w naszej dyspozycji jest tak ważne. No i niestety obce służby ubezwłasnowolniają nasze “elity” polityczne. Być może od tego należy zacząć – od odcięcia tego obcego zatrutego lewara – co wymaga zasadniczego uzdrowienia naszych specsłużb, które mają kontrolować warunki NASZEGO pola gry politycznej na naszym podwórku. Kwestia – JACY ludzie idą do specsłużb? – z jaką motywacją? Pora sobie uświadomić zasadniczy metaplan do przerobienia i realizacji: jak jest? – jak powinno być? – jak to wykonać? Radziejewski radzi stworzyć niezależny Drugi Obieg i porzucić mainstream, bo próba zmiany mainstreamu to jak kopanie się z koniem. Zadaniem byłaby rzeczowa dyskusja – zawsze pod ww konstruktywny i rzeczowy metaplan [proceduralny i instrumentalny – nie zaś, jak obecnie, deklaratywno-życzeniowy]. Dopiero wtedy można w ogóle wychować i wykształcić elity – niezależne od uwarunkowań różnych “układów i stosunków” – i niezależne od bieżączki “tu i teraz”. Ci ludzie polityki niezależnego chowu muszą mieć długofalowy, strategiczny plan – i muszą wiedzieć, jak go rozpisać na szereg etapów i kroków – i jak go zrealizować. Z gotowością do błyskawicznego zastosowania w razie nagłych zmian [in plus czy in minus] uprzednio przygotowanych planów ewentualnościowych. Jak na początku lat 90-tych, gdy mogliśmy relatywnie łatwo stworzyć z Białorusią swoisty obszar wspólnego gospodarowania jako rdzeń regionu….ale nikt z decydentów tego nie przepracował, nikt nie miał spójnego planu – ani woli. Byłoby teraz zupełnie inaczej geostrategicznie dla Polski – także względem Ukrainy i Bałtów…ale i względem V4, a może jakiegoś V10… Obecnie widać, że skutek owego zewnętrznego chowu i tresury naszych “elit” politycznych po 30 latach jest taki, że przynajmniej 95% polityków mainstreamu ma w głowie jedno: w razie problemu strategicznego wyuczonym odruchem Pawłowa biec co sił do swojego Wielkiego Mądrzejszego Brata [obojętnie czy Moskwa, Berlin, Waszyngton czy do kogo innego], który za odpowiednią sutą prowizję załatwi “jakoś” problem – albo “przynajmniej” go odwlecze lub zamaskuje….a tak czy inaczej na pewno jeszcze bardziej zwiększy swe “niezastąpione” wpływy… Polecam: https://nowakonfederacja.pl/po-pierwsze-drugi-obieg/

  10. Bardzo ciekawy artykuł na temat drugiego obiegu. Taką pracę organiczną powinniśmy prowadzić, aby rozwijać myśl państwowotwórczą.
    Swoją drogą ciekaw jestem jak to wygląda w innych krajach?
    Mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej w krajach zachodnich, gdzie funkcjonuje pierwszy obieg podobnie do naszego, drugi obieg dopiero się rodzi?
    Ciekaw jestem opinii osób, które mieszkają w innych krajach.

Dodaj komentarz