UE zostanie wasalem USA – co nas czeka po roku wyborczym 2020? [Komentarz]

Na 3 listopada 2020 roku zaplanowane są wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Rok, w który właśnie wkroczyliśmy, jest więc okresem kampanii wyborczej. I jako jej element należy traktować, w mojej opinii, podpisanie 15 stycznia pierwszej części porozumienia amerykańsko-chińskiego w sprawie wymiany handlowej. Podobnie sprawa ma się w przypadku tzw. „dealu stulecia”, czyli propozycji pokojowej dla Izraela i Palestyny, wypracowanej przez Donalda Trumpa i Benjamina Netanjahu. Na wspólnej konferencji, która miała miejsce 29 stycznia, Panowie nie żałowali sobie komplementów. Premier Izraela podkreślał, jak wspaniałym przyjacielem Tel-Awiwu jest prezydent Stanów Zjednoczonych, dając tym samym do zrozumienia, że sam posiada wsparcie USA. I to właśnie Benjamin Netanjahu (nikt inny) jest gwarantem przyjaźni amerykańsko-żydowskiej, która wzmacnia pozycję Izraela na Bliskim Wschodzie. Donald Trump z kolei pokazał po raz kolejny oblicze „deal-makera”. Obaj mężowie stanu walczą o przedłużenie własnych kadencji i obu grożą postępowania karne w przypadku porażek 🙂 Czemuż by mieli sobie w takiej sytuacji odmawiać wzajemnej pomocy? A, że o warunkach „dealu stulecia” Palestyńczycy dowiedzieli się z telewizji… Cóż. Wyborcy z USA i Izraela również nie będą sobie tym zaprzątać myśli.

Niemniej, warto się zastanowić, co nas czeka po re-elekcji Donalda Trumpa (lub po wyborze nowego prezydenta). Ponieważ strategiczny interes USA wcale nie został zagwarantowany przez umowę handlową z Chinami. Wręcz przeciwnie. Dzięki tej umowie, Chiny zyskują czas i dostęp do globalnego rynku. Co w konsekwencji służy do budowania wzrostu ich potęgi. I osłabiania pozycji Stanów Zjednoczonych.

 

Amerykańskie decyzje powyborcze

Zgodnie z konsekwentnie powtarzanymi tezami na tym blogu, Amerykanom kończy się czas. Muszą doprowadzić do konkretnych rozstrzygnięć. Uzyskać konkretne deklaracje, kto jest po ich stronie, a kto przeciw. Stan, w którym Unia Europejska dryfuje w niewiadomym kierunku, a Władimir Putin siłą forsuje własne warunki, jest dla USA nie do zaakceptowania. By powstrzymać wzrost potęgi Chin, Amerykanie potrzebują sojuszników. I posłusznej Brukseli, która stanie u boku Waszyngtonu w starciu z Chinami, a także która nie będzie flirtowała z władzami z Kremla.

Amerykanie toczą w tej chwili trzy rywalizacje. Z Chinami, o utrzymanie hegemonii. Z Rosją w sprawie „negocjacji” roli Moskwy w przyszłym układzie sił. W końcu z Unią Europejską, która chciałaby stworzyć wspólnie z Rosjanami trzeci biegun w wielobiegunowym ładzie światowym. I zerwać z zależnością od USA. W sytuacji gdy władzom z Waszyngtonu zaczyna się spieszyć, wszystkie pozostałe wymienione strony grają na zwłokę. Dlatego Amerykanie będą skłonni do zaostrzenia retoryki i sięgania po coraz bardziej ważkie argumenty.

Ważne jest w tym momencie podkreślenie niezwykle istotnej roli Unii Europejskiej, której współdziałanie z USA w sposób znaczący może ułatwić ujarzmienie rosyjskiego niedźwiedzia. Gdyby państwa Starego Kontynentu zgodziły się np. na zminimalizowanie rosyjskiego udziału w rynku surowców energetycznych w Europie oraz na import amerykańskiego surowca, wówczas budżet Federacji Rosyjskiej znacznie by ucierpiał (np. 90% eksportu gazu ziemnego z Rosji, dotyczy Europy i Turcji). Moskwa miałaby olbrzymi problem, co mogłoby zmiękczyć jej decydentów.

Ponadto odbiorcą połowy chińskiego eksportu są łącznie UE i USA. Tak więc współdziałając, Bruksela i Waszyngton mogłyby wywierać jeszcze większą presję na Pekin. Problem jest jednak w tym, że postawa Unii jest… Niejednoznaczna? Oficjalnie nikt się mocno nie przeciwstawia amerykańskim żądaniom przedłużania sankcji na Rosję. Władze z Berlina siedzą cicho i nie narażają się Waszyngtonowi. To Emmanuel Macron odgrywa rolę wojownika o niezależność UE względem USA. Nic dziwnego. Około 50% niemieckiego PKB pochodzi z eksportu. Który w części odbywa się drogą morską. Czy to do Ameryki Północnej czy też do Chin. Niemcy potrafią liczyć, a w tym przypadku, milczenie jest złotem.

Nie zmienia to jednak faktu, że decydenci z Waszyngtonu zaczynają się niecierpliwić. I o ile przed wyborami trzeba dbać o wizerunek i skupić się na politycznych rozgrywkach wewnętrznych, o tyle po walce o fotel prezydencki, przyjdzie czas na decyzje i działania o wadze strategicznej. W mojej ocenie już na przełomie 2020 i 2021 roku może dojść do zaognienia się sytuacji na trzech liniach frontu.

Po pierwsze, Waszyngton zaproponuje prawdopodobnie dobrą umowę handlową Brytyjczykom, by jednoznacznie przeciągnąć ich na swoją stronę. Wzmocnieni o dwa lotniskowce Royal Navy, Amerykanie będą mogli przystąpić do ostatecznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Z którą spór sprowadzi się do prostego wyboru. Wóz, albo przewóz. Jesteście z nami, albo blokujemy szlaki morskie „z” i „do” Europy. I Wasz osamotniony lotniskowiec francuski nie będzie mógł funkcjonować poza portem macierzystym.

Jeśli chodzi o ultima ratio (argument ostateczny), pozycja Unii Europejskiej jest tutaj nienajlepsza. Podporządkowanie Waszyngtonowi wydaje się być kwestią czasu, a wyrazi się prawdopodobnie poprzez nową umowę TTiP, którą Bruksela będzie musiała podpisać. Albo narazi się na dotkliwe konsekwencje.

Naciski na Unię, zostaną dostrzeżone i właściwie odczytane przez władze z Moskwy i Pekinu. Ofiarą rosyjskiej reakcji stanie się najprawdopodobniej Białoruś. Ponieważ tutaj, jeśli przyjdzie do ostatecznej rozprawy, to argument siły leży po stronie Kremla. Co opisywałem w tekście: „USA vs Rosja – drabina eskalacyjna konfliktu”.

            Amerykanie będą tym samym musieli zwiększyć obecność wojskową w państwach bałtyckich i w Polsce. Oraz pomyśleć o zabezpieczeniu okrążonej Ukrainy, o czym również pisałem wielokrotnie.

Ostatnim wyzwaniem, przed którym staną Amerykanie, będzie powrót problemu z Koreą Północną. Jeśli Pekin nie doczeka się długoterminowej, ostatecznej umowy handlowej, a jednocześnie dostrzeże zagrożenie w podporządkowaniu sobie Unii przez USA, wówczas Kim Dzong Un znów zacznie odpalać rakiety w stronę Korei Południowej i Japonii. Wygrażając palcem, zawieszonym nad „wielkim czerwonym przyciskiem na jego biurku”.

Może wówczas dojść do powtórki wydarzeń z przełomu 2017 i 2018 roku, kiedy to USA zagroziło Korei Północnej atakiem wyprzedzającym. Zgromadzono wówczas u brzegów Półwyspu Koreańskiego trzy lotniskowce wraz z grupami uderzeniowymi, które zostały ponadto wsparcie przez flotę Japońską. Przestrzeń powietrzną nad Koreą Południową patrolowało koło 200 sztuk amerykańskich F-35, F22 i bombowców B-1B. A przy granicy obu Korei manewry przeprowadzała południowo-koreańska armia wsparta przez 20 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Tym razem jednak, przerażone władze z Seulu nie znajdą już pretekstu do wszczęcia rozmów pokojowych z Pjongjangiem. O ile za pierwszym razem, Amerykanie choć niechętnie, to ostatecznie dali się przekonać do rozmów pokojowych, wynikłych na skutek „igrzyskowej dyplomacji”. O tyle teraz, Waszyngton będzie mógł utrzymywać, że nie ma już co rozmawiać z Kim Dzong Unem. Ponieważ wcześniejsze rokowania nie przyniosły nic dobrego, a sytuacja z pogróżkami dotyczącymi użycia broni jądrowej się powtórzyła. Tymczasem groźba uderzenia na Koreę Północną, będzie równocześnie olbrzymim zagrożeniem dla interesów i pozycji strategicznej Chin.

Potencjalne skutki tego rodzaju eskalacji będą mogły przerażać. Niemniej, co opisałem już dwa lata temu, prawdopodobnie doprowadzi to do układu pokojowego pomiędzy Pekinem, a Waszyngtonem. Jak i dlaczego do tego może dojść? Na jakich warunkach zostanie zawarty „deal”? O tym pisałem m.in. w tekście z 13 marca 2018 roku: Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?”, który na powrót może stać się niezwykle aktualny.

           

Reasumując.

W najbliższym czasie, choć prawdopodobnie już po wyborach prezydenckich w USA, należy spodziewać się politycznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Ponieważ podporządkowanie sobie Starego Kontynentu jeszcze bardziej ułatwi rozprawę z Rosją. Przeciwko której nałożono sankcje na Nord Stream II oraz Turkish Stream. Pamiętajmy, że Amerykanie są tutaj stroną, która przejęła inicjatywę.

Przy ukończeniu Baltic Pipe na czas (do 2022r.), rozbudowie terminalu LNG w Świnoujściu oraz wypożyczeniu kolejnego, Polska wspólnie z Ukrainą uzyskają po raz pierwszy w historii lewar na Rosję związany z możliwością blokady transferu rosyjskiego gazu na zachód. Przy amerykańskiej ekspansji na rynek europejski rynek gazowy, a także uzyskaniu niezależności gazowej przez Ukrainę (Kijów planuje zwiększyć wydobycie gazu, a jednocześnie jest budowane połączenie z Polski, które umożliwi import amerykańskiego lub norweskiego surowca), Rosjanie mogą po roku 2022 znaleźć się w rozpaczliwej dla siebie sytuacji. I z tego powodu, będą podejmowali agresywne kroki, o czym pisałem w tekście: „Do roku 2022 Rosja wywoła wojnę w Europie lub na Bliskim Wschodzie”.

Z tych powodów, zajęcie Białorusi oraz mocne zaangażowanie w rozpętanie wojny w Zatoce Perskiej (w celu podwyższenia cen surowców) wydają się być najbardziej prawdopodobnymi ruchami władz z Kremla.

Napięcie w zachodniej hemisferze zostanie z pewnością dostrzeżone na Dalekim Wschodzie. Gdzie Pekin obserwując zaangażowanie Amerykanów na kontynencie europejskim, może postanowić o podjęciu działań w celu komplikacji sytuacji Waszyngtonu. W celu ugrania czegoś dla siebie. Uruchamiając narzędzie w postaci Kim Dzong Una.

Wraz końcówką obecnego roku, zacznie się dziać. Dużo mocniej niż dotychczas.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

P.S. Oczywiście, założenie, że okres kampanii wyborczej to czas na łatwe zwycięstwa i pokazywanie się w błyskach fleszy, może być mylne. Nowe TTiP z UE byłoby świetnym atutem dla Donalda Trumpa w zbliżających się wyborach. Gorzej, gdyby pomimo prób, nie udało się tego zrobić. Jednocześnie pozycja negocjacyjna “przedwyborczego” Trumpa byłaby dość słaba. Bruksela wiedząc, że amerykański prezydent chciałby zdążyć przed listopadem, mogłaby wywierać presję na znacznie korzystniejsze warunki. Także pomijając “sezon ogórkowy” (lipiec, sierpień) oraz moment intensyfikacji kampanii (wrzesień, październik), Amerykanie musieliby podjąć jakieś zdecydowane kroki między lutym, a czerwcem.  Dlatego nie spodziewam się wielkich i ambitnych inicjatyw z ich strony. Z drugiej strony, wszelkie naciski z zewnątrz ze strony pozostałych graczy, będą ryzykowne. Przed wyborami, Donald Trump będzie skłonny do znacznie bardziej stanowczej postawy. To nie jest dobry moment, na przypieranie Waszyngtonu do muru. Choć, kto wie? 🙂

 

45 komentarzy

  1. Wzorcowa analiza geostrategiczna – bardzo dobrze logicznie spięta z artykułem z 13 marca 2018 roku: „Zjednoczenie Korei? Kapitulacja Kim Dzong Una?”. Obie Koree i Tajwan jadą z tytułu planow Pekinu na jednym wózku – a to buduje rozwojowy gambit – a właściwie wymianę – poświęcenie “coś za coś” – tych małych figur względem uzyskania lewara na większych graczy. Czyli na Rosję i UE, bo ta też jest przedmiotem gry [naczynia połączone], a UE po skwapliwej pomocy w realizacji supermocarstwa euroazjatyckiego, oczekuje, że stanie się wielkim podmiotem w duumwiracie z Kremlem [oczywiście skrajnie naiwnie – bo to Kreml chce docelowo stworzyć swoje i tylko SWOJE supermocarstwo – na bazie przewagi swojej twardej siły – co Berlin i Paryż życzeniowo wypierają]. Tak – to są konkretne działania wielkoskalowe “wielkiej gry” supermocarstw na stole. Moim zdaniem – nieuniknione. Oczywistym sygnałem takiego “deal’u wiązanego” [tego nieoficjalnego – podpiętego do oficjalnych ustaleń] będzie brak Rosji przy stoliku negocjacyjno-traktatowym. W ten sposób i USA i Chiny wspólnie zakomunikują światu [sygnalizacja strategiczna], że Rosja w wielkiej grze w Azji już się nie liczy – to będzie przejście Rosji do II ligi. Co pewnie wywoła olbrzymie reperkusje wewnętrzne w FR – nawet docelowo bunt wobec Kremla – i najprawdopodobniej spowoduje wojnę wewnętrzną o władzę [opcja chyba najbardziej pożądana przez Chiny – bo to by utrąciło Rosję jako sojusznika USA, a chaos w Rosji byłby znakomitym pretekstem do “stabilizacyjnego” i “pokojowego” wkroczenia Chin na Syberię]. Natomiast czas i sekwencja zdarzeń, które doprowadzą do oficjalnego traktatu nt Korei i nt Tajwanu – to może być np. końcówka lat 20-tych, nawet później. Ale i sekwencja szybsza czasowo, którą Pan opisał w artykule, jest też prawdopodobna. Procesy polityczne mają często charakter albo błyskawicznej krystalizacji [gdzie jakieś zdarzenie – poprzedzone szeregiem innych w dominie eskalacyjnym – stanowi jądro owej krystalizacji – w istocie kroplę przepełniającą czarę – zwłaszcza przy źle wycenionej i przez to przeskalowanej reakcji] , albo na odwrót – mają charakter przechłodzonej cieczy, która mimo oczekiwań, że “to już powinno nastąpić”, z różnych przyczyn [zwykle podskórnych] jakoś “nie chce” się skrystalizować. Tym niemniej – taki deal dwóch silnych [USA+Chiny] kosztem trzeciego, słabszego [Rosja, no i UE w tle] – jest jak najbardziej sensowny. I zgodny z realną polityką [silni układający się kosztem słabszych] – i wiele razy potwierdzony praktycznie w całej historii takich zmagań. Dlaczego sądzę, że Chiny mogą zwlekać z deal’em? Bo na razie Rosja robi jeszcze dla Pekinu za darmowego “użytecznego idiotę” przeciw USA. Kupuje Chinom czas. No i Rosja jeszcze zbyt silna, zbyt spójna. Podobnie USA – jak Pan napisał, ze względu na azjatyckich sojuszników, zrobią wszystko, by ów deal nie został odebrany jako dowód słabości USA – więc będą negocjowały z Chinami odpowiednią formę tego deal’u [taką, by w swoich i sojuszniczych mediach sprzedać ów deal jako zwycięstwo demokracji, USA jako lidera owej demokracji i lidera stabilizacji globalnej, pokoju i takie tam…] – a wobec tego Pekin może dość długo się targować – kupując czas. Od końca lat 20-tych Pekin będzie czuł się już na tyle silny militarnie wobec Rosji, że nie będzie bał się [zbytnio] odwetu atomowo-rakietowego, a będzie uważał, że swą presją na Kreml zbalansuje ewentualne kroki i naciski USA wobec Rosji. No i pewnie będzie grał stopniowo na wywołanie/podsycenie buntu i wojny domowej w Rosji…podsycając obawy zwykłych obywateli wobec coraz silniejszych Chin – i stawiając tym Kreml w rozkroku wobec swoich obywateli…właściwie jako zdrajców Rosji… Czyli Chiny będą stawiały na osłabianie, feudalizację i podgryzanie Kremla – i na docelowe połknięcie Syberii i Arktyki. A USA postawią na to, że po deal’u USA-Chiny, Kreml poczuje się w potrzasku po klęsce “zwrotu na Chiny” – czyli w optyce Waszyngtonu Rosja przyczołga się do nich na kolanach po bezwarunkowy sojusz – tylko za same przetrwanie i integralność Rosji.A właściwie – za utrzymanie się ekipy na Kremlu u władzy. Czyli niejawnie Waszyngton zakłada, że Kreml utrzyma władzę i nie będzie buntu i wojny domowej – że Rosja utrzyma się jako użyteczny gracz geostrategiczny i militarny – przeciw Chinom. Dokładnie pod tym względem [stanu Rosji] przewidywania, kalkulacje i działania Waszyngtonu i Pekinu będą się rozmijały przy podpisywaniu deal’u. Na pewno już przed deal’em retoryka Pekinu o “przyjaźni partnerskiej” ustąpi coraz większym żądaniom wobec Rosji – najpierw wolnej żeglugi Arktycznego Jedwabnego Szlaku, udostępnienia Leny dla Arktycznego Jedwabnego Szlaku [ominięcie Cieśniny Beringa, skrócenie Arktycznego Szlaku – no i przy okazji ekspansja kapitałowo-komunikacyjna i de facto przecięcie Syberii chińską projekcją komunikacji i wpływów – a potem także i wojskowymi transportami – np. na Lenie i w ujściu powstaną bazy rzeczne i morskie, najpierw cywilne, a potem wojskowe [wojskowe zwłaszcza w ujściu Leny] – dla floty atomowców Pekinu – w rywalizacji z US Navy o Strefę Seversky’ego] – to także będzie instrumentalnie narzędzie wpływu do przeciągania i obrotu na Chiny – i Mongolii i Kazachstanu i całej Azji Środkowej. Już po deal’u spodziewałbym się wysunięcie żądań Pekinu zwrotu 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską” [bo tak się uczy każde dziecko w chińskiej szkole na historii i geografii] – co będzie ukoronowaniem presji na Rosję – ale to będzie dopiero tuż przed rozwiązaniami już siłowymi. Ironia losu – Rosja jest w tej rywalizacji [patrząc na Syberię i Arktykę z kluczową geostrategicznie Strefą Seversky’ego] – jest między młotem, a kowadłem “Chiny versus USA”. To taka sytuacja, jaką Polska miała będąc między Niemcami hitlerowskimi, a Rosja Stalinowską w latach 30-tych [i wcześniej zresztą też – po Rapallo 1922]. Teraz historia się powtórzy w dużo większej skali – to Rosja będzie obiektem wrogiego paktu dwóch silniejszych od niej graczy. Oczywiście paktu nie dotyczącego zasadniczo uderzeń militarnych, ale w konsekwencji spowoduje on działania wojenne – na pewno najpierw na Ukrainie [Rosja będzie chciała się wzmocnić za wszelką cenę – bo bez Ukrainy mocarstwem nie będzie – dlatego w jej optyce MUSI Ukrainę “odzyskać” za wszelką cenę] – to moim zdaniem doprowadzi też do starcia Rosji z Turcją o Morze Czarne i Dardanele [Turcja nawet teraz, przy taktycznej “przyjaźni” z Rosją – ze względów geostrategicznych popiera wyraźnie Ukrainę – politycznie i współpracą wojskową]. Aneksja Białorusi może być w tym ciągu eskalacyjnym powiązana z deal’em USA-Chiny – ale wcale nie musi, jeżeli Kremlowi uda się szybciej opanować Białoruś w rękawiczkach – do czego już wyraźnie zmierza. Natomiast gdyby się nie udało tego zrobić w rękawiczkach – to będzie to zrobione już siłowo – i to najpóźniej zaraz po deal’u USA-Chiny – jako etap konieczny do okrążenia z 3 stron Ukrainy [i jednocześnie dla jak największego zneutralizowania Polski i NATO] – czyli jako przygotowanie ostatniej z podstaw operacyjnych dla siłowego “wzięcia” Ukrainy. Ale działania wojenne na terenie Ukrainy to będzie tylko przygrywka – gdy Chiny po rewolucji RMA uzyskają pełną asymetryczną przewagę strategicznego miecza i tarczy przynajmniej względem Rosji – wtedy zagarną Syberię z Arktyką – zapewne siłowo. Czyli najszybciej uderzenie Chin na Rosję – po jej przeskoczeniu w RMA przez Chiny, a uderzenie najpóźniej – po przeskoczeniu przez Chiny w RMA Ameryki [bo wtedy Chiny będą miały już całkowicie wolne ręce – i olbrzymią przewagę nad Rosją]. Przy czym ewentualna wcześniejsza przegrana Rosji o Ukrainę, dołoży się na pewno do wewnętrznego kryzysu w Rosji. Czyli byłaby jednym z ważkich czynników prowadzących do wojny domowej w Rosji – co byłoby BARDZO na rękę Chinom w ich planach zagarnięcia Syberii i Arktyki jak najmniejszym kosztem [i utrącenia Rosji jako użytecznego sojusznika USA] . Dlatego moim zdaniem “niespodziewanie” dla Rosji, Chiny opowiedzą się w konflikcie po stronie Ukrainy i państw broniących Ukrainę [interwencja sił USA, UK, Polski, pewnie i Rumunii i może innych sił – np. z NATO] – a już na pewno Pekin nie poprze Rosji. Bo wygrana Rosji pociągnęłaby pewnie domino rozpadu NATO, wyparcia USA i UK z kontynentu – czyli ciąg zdarzeń prowadzących do powstania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – silniejszego od Chin. A na to Pekin za nic nie pozwoli. Dlatego Pekin “zdradzi” Rosję – najpierw w tajnym deal’u Korea-Tajwan, potem bardziej “otwarcie” wobec starcia na Ukrainie, potem podsycając wywołane klęską niezadowolenie w Rosji i bunt wobec Kremla, a ostatecznie już czysto militarnym uderzeniem dla podboju Syberii i Arktyki – jako podstawy osiągnięcia nowej pozycji geostrategicznej, nowego zastrzyku sił i zasobów – dla ostatecznego rozstrzygnięcia gry hegemonicznej względem USA.

    1. Wg mnie projekt od Lizbony do Władywostoku jest projektem podobnym do UE, opartym przede wszystkim o wzajemne korzyści ekonomiczne. Rosja, nawet z dawnymi republikami ZSRR, nie jest w stanie zdominować (nie podbić) Europy Zachodniej, dodatkowo zbliżenie Wschodu z bogatym Zachodem, będzie powodowało ciążenie słabszych republik ZSRR ku zachodowi. Tendencja taka raczej będzie działać na osłabienie Rosji. Co z tego, że Rosja będzie dostarczać surowce na zachód, jak te firmy rosyjskie, państwo będą zadłużone w zachodnich bankach, będą za to kupować zachodnią technologię, budować infrastrukturę. Jeśli ktoś, miałby zdominować ten twór, to będzie to bogaty zachód, natomiast Rosja będzie się przed tym bronić. To tak jak w UE, kasa przyciąga, a sila/armia raczej odpycha, przynajmniej dopuki nie bierzemy pod uwagę okupacji UE przez Rosję. Polska będąca na styku EU i Rosji może na tym zyskać więcej niż będąc wrogą rubieżą USA pomiędzy nimi.

      1. Jak mówi Alexandr Dugin o technologiach zachodniej Europy: “chcecie je? – to proste bierzcie je!”. Kreml oczywiście łudzi zachodnią Europe tanimi surowcami, otwarciem rynku itd. – ale jedyna opcja na stole – już po zassaniu technologii i po obsadzeniu i przekroczeniu bufora polskiego – to siłowy Blietzkrieg po Atlantyk – zapewne przy okazji dużego kryzysu i zamieszek – do których zresztą sam Kreml rękę przyłoży – by mieć pretekst do “obrony i stabilizacji Europy”. Czyli wyzyskanie podstawowego atutu Rosji – jej siły militarnej – i to w kontrze do militarnej słabości Europy zachodniej, samobójczo podgryzającej ochronny bufor Polski. Rosja cały czas robi “dziel i rządź” w Europie, wspiera wszelkie ruchy separatystyczne, anarchiczno-rewolucyjno-rozkładowe, wyrywa dywanik spod nóg – po prostu dąży do osłabienia i atomizacji Europy – jednocześnie roztaczając swój wizerunek “ostatniej nadziei prawicy i chrześcijaństwa” – co na zachodzie jest przyjmowane za doba monetę. Model ma być taki, że i lewica i “prawica” na zachodzie ma z entuzjazmem i radością przyjmować rosyjskich “oswobodzicieli” ubranych w błękitne hełmy tzw. “mirotworców”, co jest kolejną maskirowką w maskirowce – udawaniem pokojowych i stabilizujących wojsk ONZ. Rosja z budowy swojego supermocarstwa za nic nie zrezygnuje – bo ten projekt daje maksymalną wygraną [de facto przejęcie hegemonii globalnej przez zajęcie kluczowych zasobów na Wyspie Świata] – a przeciwnik do opanowania – czyli Europa – jest bez porównania słabszy niż USA, czy Chiny – i na dodatek ogłupiony opium dla mas obficie serwowanego marksizmu kulturowego, który odbiera narodom i rządom instynkt samozachowawczy. W naturalny sposób siła Rosji jest nakierowana na najmniejszy opór i jednocześnie na największą wygraną. Z tego planu Kreml za nic nie zrezygnuje – to akurat pewne na 100%. Na drodze stoi Polska na przesmyku bałtycko-karpackim…. Dlatego zachód Europy powinien ze wszystkich sił wspierać Polskę – dużo bardziej niż USA. Nie robi tego – wręcz przeciwnie, samobójczo niszczy wraz z Rosją – i popełnia samobójstwo na własne życzenie. Błędne kalkulacje Berlina i Paryża wyrastają z chciwości i krótkowzroczności – i z myślenia życzeniowego. Dlatego są ślepi na wywracanie Europy przez Kreml i na prostalinowski pro-imperialny kurs nie tylko Kremla, ale także narodu rosyjskiego – i dlatego “zapominają” podstawy geopolitycznego abecadła.

        1. Georealista raczej twoje myslenie jest bledne, Rosja zwyczajnie nie ma zasobow na “przejmowanie” europy…

          i nie zanosi sie ze bedzie je miala kiedykolwiek… przez tyle lat nic nie zrobili, nawet nie probuja… jesli twoja ukladanka ma byc spojna to musisz wymyslec jak rosja sie obroni w tym “sojuszu” z europa, przed westernizacja i wprowadzeniem odmiennej rzeczewistosi gospodarczei i rzadow “prawa”…

          1. O naiwności…to tylko kwestia totalnego cyberstalinizmu kontrolnego najnowszej generacji [w czym Rosja przoduje – forsując systemy zdalnego rozpoznawania, biometrii – co wywołuje wręcz przeświadczenie wierzących ortodoksyjnych prawosławnych o nadchodzących rządach Antychrysta na Kremlu – wystarczy tylko wejść na portal 3rm…] – no i technicznie biorąc to “tylko” kwestia odpowiedniej ilości gułagów. Rosja czeka na wyjście USA z Europy – i na rezultaty roboty rozkładowej, która ma zdestabilizować i zatomizować Europę, zaś Rosja ma w scenariuszu zasadniczym w niebieskich hełmach “mirotworców” wkroczyć w roli “wyzwolicieli w misji stabilizacyjnej” – zaś i lewica i tzw. “prawica” w Europie będzie ZGODNIE radośnie fetować wejście Rosji jako “zbawcy Europy”…bo do tego stopnia kremlowska propaganda wpływu zlasowała mózgi Europejczykom [nie tylko Zachodniej Europy]… Niby po co Rosja ma w składach natychmiastowego użycia 20 tys czołgów? – i niby po co przerabiają je na czołgi zdalnie sterowane w tzw. formacjach “Burza”? To taki twardy argument na tych opornych [i twardy instrument kontrolny], którzy by nie świętowali wystarczająco gorliwie wejścia “wybawców Europy”… Żadnej westernizacji nie będzie, bo Europa zostanie cywilizacyjnie i społecznie zrolowana – a jej przejęte kadry naukowe i badawczo-rozwojowe i techniczne będą pracowały pod kontrolą specsłużb w zamkniętych ośrodkach. Co Rosja już raz przećwiczyła na wielką skalę po 1945 – organizując w Rosji wielkie ośrodki dla akwizycji technologii III Rzeszy. Notabene: czytałem wspomnienia pewnego niemieckiego uczestnika takiej operacji – w głębi Rosji przeniesiono i odtworzono im DOKŁADNIE cały [izolowany drutami] ośrodek badawczy na tej samej szerokości geograficznej – te same budynki były tak samo zorientowane wobec stron świata [żeby projektowanie i prace prowadzić w tych samych warunkach oświetlenia – ba! nie to, że identyczne było rozmieszczenie mebli, krzeseł, wszelkich powierzchni roboczych, lamp…. nawet ołówki przy rysownicach [z takimi samymi planami] i filiżanki , notatki i różne drobiazgi [nawet papier toaletowy] były dokładnie na tych samych miejscach, gdzie je zostawili w niemieckim ośrodku przy ewakuacji w 1945. Wszystko obfotografowano, zinwentaryzowano i z największą starannością przetransportowano i odtworzono na miejscu… Na ten widok niemieccy uczeni i inżynierowie w osłupieniu szczypali się po rękach i pytali nawzajem, czy to im się aby nie śni…i to było zrobione na wielką skalę….bardzo starannie….Beria nadzorował osobiście… – a było wiele takich ośrodków, które pracowały nawet do 1957-58… Obecne środki kontroli czy eksterminacji społeczeństwa są takie, że o całe generacje przegoniły najczarniejsze obawy Orwell’a, a Ty z takimi banalnymi dla Kremla “problemami”….radzę zawczasu wyjść co prędzej z świetlanych życzeniowych ideałów świata konstruktywistycznego, który właśnie upadł – i przestawić się na myślenie realistyczne. Inaczej zejście z różowych obłoków na ziemię może okazać się bardzo, bardzo twarde… Rosja swoich obywateli nie szanuje – więc jeżeli ktoś jako nie-Rosjanin nie będzie WYSTARCZAJĄCO przydatny dla nowego totalitaryzmu absolutnego XXI w….słabo widzę jego szanse przetrwania w Nowym Wspaniałym Ruskim Mirze. Ktoś powie, że to sci-fi i że w XXI w. to niemożliwe? Ja obawiam się raczej, że nie doceniam możliwości totalitaryzmu na “miarę” XXI w…

      2. Olaf – całkiem błędne myślenie: “To tak jak w UE, kasa przyciąga, a siła/armia raczej odpycha”….niestety tak nie jest – ani Berlina ani Paryża siła i armia Rosji nie odpycha. Ani trochę. Jedynie się krygują na pokaz ze względu na USA. Tak samo błędne jest myślenie, że: ” Polska będąca na styku EU i Rosji może na tym zyskać więcej niż będąc wrogą rubieżą USA pomiędzy nimi.” Dlaczego to błędne myślenie? – bo jeżeli jakiś interes idzie świetnie i robi go ktoś w Rosji – to wg standardowej tradycji biznesowej w Rosji – zjawia się zakapior i oznajmia, że ten biznes mu się podoba i go przejmuje. Tak samo jest na poziomie Rosji Putina jako państwa względem innych graczy – oczywiście położonych w jej “twardym” zasięgu siły – no i słabszych. Polska robiąca interesy i korzystająca ekonomicznie ze swej pozycji? – z punktu widzenia Kremla [ale i Berlina] jest to “absolutnie nie do zniesienia” [to wspólna tradycja obu tych stolic względem Polski od 300 lat z hakiem] – to wręcz niezgodne z “naturalnym porządkiem rzeczy” pojmowanym przez Rosję i Niemcy. Ewentualnie Rosja “łaskawie” by zgodziła się na podział Polski – tak na linii Wisły – z Berlinem. Któremu siła/armia Rosji jakoś absolutnie nie przeszkadza i go nie odpycha, wbrew temu, co piszesz. Paryża też nie odpycha – odwrotnie, bardzo tam chcą deal’u z tym silnym Kremlem opartym na armii. Realizm w polityce – jak w interesach. Tyle, że w przeciwieństwie do biznesu to w polityce siła nieraz działa zupełnie otwarcie i na wielką makro-skalę – a potem zamiast ukarania zakapiora przez społeczność międzynarodową jest jakiś uroczysty układ “sankcjonujący” ową “nową normalność” i zaraz idzie “biznes jak zwykle” – po trupie jakiegoś słabszego gracza. Doradzam Tobie wyzbyć się tej idealistycznej dziecinnej naiwności i przerobić lekcje historii. Konstruktywistyczno-idealistyczny słodki miraż świata a la Fukuyama własnie prysnął jak bańka mydlana – i pora spóźnialskim obudzić się w odwiecznym realu gry sił – gry o sumie zerowej – i warto leczniczo [profilaktycznie] poprzerabiać lekcje historii. Inaczej, jeżeli lekcja jest nieodrobiona i nieprzyswojona – trzeba ją odrobić ponownie – zwykle kosztownie i krwawo.

        1. (…)bo jeżeli jakiś interes idzie świetnie i robi go ktoś w Rosji – to wg standardowej tradycji biznesowej w Rosji – zjawia się zakapior i oznajmia, że ten biznes mu się podoba i go przejmuje.(…)
          U nas to samo… u nas takim zakapiorem był (…)Pruszków(…).

  2. Mam pytanie czy epidemia koronawirusa w Chinach nie przewróci tej układanki. Chińskie fabryki stoją, w mojej ocenie jeszcze miesiąc postoju i mamy globalny kryzys gospodarczy. (a przynajmniej jego początek)

    1. Wiktor Malinowski – Nie ma opcji komu odpisuje na post, więc muszę podać nazwę użytkownika.Oj tak masz rację,Jeszcze przed epidemią specjaliści twierdzili że globalny pobyt maleje.Już mówi się że będą braki w sklepach z braku komponentów produkowanych w Chinach.Wielu nadal nie wierzy w efekt cieplarniany.Ale to nie forum od tych spraw.Naukowcy twierdzą że wszystkie inne plany i cele zejdą na dalszy plan.Priorytetem będzie ratowanie Ziemi.WHO zastanawia czy nie ogłosić pandemii.To wszystko c wymieniłem , będzie miało wpływ na gospodarkę światową.Na pewno przyśpieszy kryzys.Jeśli przyjedzie, jakie będzie miało skutki?

    2. Z jednej strony opóźni wzrost Chin , z drugiej spowoduje większą “asertywność” bardziej zdeterminowanego Pekinu, który przecież już rzucił rękawicę USA i się nie wycofa. Co najwyżej może być bardziej elastyczny taktycznie – np. do tymczasowego deal’u z USA przeciw Rosji.

    3. europejskie fabryki też za chwilę będą stały… u dostawców zaczyna brakować komponentów, bo ci biorą je często od chińskich producentów, a tam fabryki stoją

      Wiele fabryk w Polsce już liczy komponenty i nie wie, czy za chwilę nie będzie ograniczać produkcji. Wystarczy jeden komponent z Chin, brak dostaw, a proces znalezienia nowego (o ile taki istnieje), przejścia wszystkich certyfikacji… Jesteśmy poddostawcą do niemieckiego automotive, a tam każdy element musi być certyfikowany.

      Proces odwyku od Chin w Europie trochę potrwa.
      W USA pewnie jest podobnie.

      Co do USA i Rosji, to w dłuższej perspektywie USA widzi Rosję jako antychińskiego sojusznika. A Chiny postrzega jako przeciwnika znacznie groźniejszego niż dawne ZSRR. Polska może być tu nagrodą dla Rosji, częścią ich strefy wpływów. Oczywiście najpierw trzeba podbić stawkę, czyli “wspierać” Polskę, aby za jej opuszczenie podyktować odpowiednią cenę. USA już nie raz, nie dwa, nie trzy opuszczało swoich tymczasowych sojuszników.

      1. Do Pana Joro : Brak dostaw z Chin szansą dla krajowych producentów.To co dzieje sie własnie w Chinach zmieni łańcuchy dostaw tak myślę.Też zgadzam się z tym że jednak stary wróg USA czyli Rosja znajdzie się po stronie USA.Jak tym razem USA posłuży się Rosją nie wiem.Już raz to zrobili aby zatrzymać IIIRzeszę

    4. @Wiktor – https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/trendy-gospodarcze/koronawirus-uderzy-w-niemiecka-gospodarke/ “Z uwagi na rozwijającą się epidemię koronawirusa obniżyliśmy naszą prognozę dla tempa wzrostu niemieckiego PKB na rok 2020 o 0,3 pkt. proc., do 0,7 proc. – mówi Stefan Schneider, główny ekonomista Deutsche Bank Research ds. Niemiec. ” Zaś w szerszej perspektywie Schneider ocenia: “niemiecka gospodarka przeżywa bardzo trudny czas. Od półtora roku jest w stagnacji. Proszę jednak pamiętać, że wcześniej mieliśmy 5 lat relatywnie silnego wzrostu. Jeśli chodzi o przyczyny, to ja widzę głównie zewnętrzne. Wysoki stopień napięcia geopolitycznego na linii USA – Chiny, zamieszanie wokół Brexitu – to wszystko uderzyło zarówno w globalny handel i inwestycje, jak i w niemiecką gospodarkę, bo jest ona silnie zglobalizowana”. Komentarz: dlatego Berlin – czując ekonomiczny nóż na gardle, scedował na Paryż plan realizacji supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – który ma atom i dużo mniej czułą na eksport gospodarkę. Taka gra Berlina i Paryża w “dobrego i złego glinę” względem USA. Paryż w przeciwieństwie do Berlina dużo mniej boi się US Navy [i Royal Navy] – czyli kontroli morskiego handlu – w skrajnym wypadku kontroli na twardo. Berlin bynajmniej nie jest w jakiejś opozycji do Paryża w sprawie supermocarstwa Lizbona-Władywostok [bo taki teatrzyk na pokaz odprawia Merkel z Macronem] i względem Rosji. To widać choćby po upartym forsowaniu Nord-Stream 2 przez Berlin. No i Berlinowi znacznie poręczniej i bardziej “słodko” kaptować Polskę rękami Paryża – faktycznie docelowo do samobójstwa – w ramach projektu supermocarstwa euroazjatyckiego. Gdyby Paryż z Berlinem chciały PARTNERSKIEGO udziału Polski w projekcie – od razu by zadeklarowały z 50 głowic dla Polski – do naszego suwerennego dysponowania. A tak – wszelkie obietnice Macrona “zdalnego parasola atomowego ze strony Francji” są niewarte 5 groszy – zresztą już po wizycie Macron bardzo zminimalizował i UREALNIŁ swe deklaracje do poziomu namiastkowego, wręcz symbolicznego zaznaczenia takiej opcji…moim zdaniem od początku było to obliczone tylko na próbę [pod hasłem “a nuż się uda”] skaptowania “naiwnej” Polski za puste deklaracje bez pokrycia… W sumie oceniając wizytę – minęły już czasy ślepego zapatrzenia Polski i Polaków [silnego jeszcze w czasach 20-lecia międzywojennego] w “przewodnią gwiazdę Francji”…sic transit gloria mundi…zdaje się, że dumny Paryż dopiero po tej wizycie zaczyna rozumieć naszą percepcję REALNEGO statusu Francji w Polsce… Zwarcie szeregów Europy pod “postępowym” sztandarem “słodkiej” Francji nie udało się – czyli słaba pozycja wyjściowa do konfrontacji “twardego jądra” Berlin-Paryż versus USA…

  3. Przy różnych okazjach pisałem, że na Wschodniej Flance najbardziej zagrożonym państwem “pokazowym Blietzkriegiem” [uderzeniem w NATO i USA przez uderzenie w słabe państwo spoza NATO – ale złączone sojuszem z USA] – jest Finlandia. Mała populacja, strasznie długa granica [1400 km] praktycznie nie do obrony. Idealny obiekt do pokazania słabości USA, do rozbicia zastraszonego NATO – no i skandynawskiego sojuszu NORDEFCO. Czyli uderzenie Kremla w ramach rywalizacji z USA i Skandynamwami o Arktykę – i w USA i NATO na Wschodniej Flance. Na początku wojna asymetryczna, przesuwanie słupów granicznych [wypróbowali to np. w Gruzji – w ten sposób opanowali ważny gazociąg – i udają głupiego i w żywe oczy wpierają, że “on zawsze był nasz”] – naruszanie przestrzeni powietrznej, operacje nawodne i podwodne na wodach terytorialnych Finlandii, jednocześnie nagłaśnianie wszelkich haseł “rewizjonistów fińskich chcących odebrać Karelię” [w czym sami już partycypują odpowiednio kierując tymi naiwnymi “patriotami” za 5 groszy] – i podbijanie bębenka propagandy nt “obrony jedynej niepodzielnej Rosji przed wrażymi zakusami”. To już wystarczy za “uzasadnienie” dla “obronnego” i “deeskalacyjnego” ataku przy histerycznej propagandzie mediów rosyjskich – czego przykład co do skrajnie wrogiej i agresywnej narracji Rosji np. wobec Polskiej , widzimy już bez ogródek. Teraz dojdzie nowy pretekst Kremlowi – właśnie Finlandia zdecydowała o wydobyciu uranu na swoim terytorium – i uruchomieniu przemysłu przerobowego uzdatniania “yellow cake”. Oczywiście – dla własnych elektrowni jądrowych. Polecam: https://forsal.pl/swiat/unia-europejska/artykuly/1452777,finlandia-bedzie-wydobywala-uran-na-skale-przemyslowa-jest-zgoda-rzadu.html W praktyce propaganda Moskwy w odpowiednim momencie przygotowań do ataku zacznie intensyfikować totalną kampanię oskarżeń o “wrogie zamiary”, o “budowanie arsenału jądrowego podstępnego ataku na Rosję” i uruchomi inne takie typowe stałe fragmenty gry w rosyjskim arsenale mediów i całego przekazu prania mózgów. Na pewno ten news o Finlandii – o uruchomienia kopalni – jako jedynego w Europie dysponenta wydobywanego na swoim terytorium uranu [i jeszcze suwerennego operatora całego łańcucha przerobowego jego wzbogacania] – już teraz można uznać za jedno z najważniejszych wydarzeń w 2020 dla stosunków geostrategicznych w Europie. Kto rozumie żywą geostrategię w działaniu – od razu rozumie wagę różnych wydarzeń [i od razu odfiltrowuje je od medialnej piany rzekomych “wydarzeń”] – i od razu rozumie konsekwencje tych wydarzeń. Taki to pożytek z geopolityki…. W sumie – z punktu widzenia Kremla – Finlandia chce wejść do grona państw atomowych w Europie i dokoptować do UK i Francji – BARDZO zmieniając układ sił – i to jeszcze na granicy FR. Istne wywrócenie stolika Europy – Finlandia z kraju tradycyjnie poddanego przysłowiowej…finlandyzacji, chce “bezczelnie” stać się silnym “game-changerem”. Nie ma mowy, by TAKIE wydarzenie nie wywołało w średnim/długim czasie reakcji Rosji. I to bardzo silnej. Zresztą – zamierzenia Turcji dla pozyskania atomu są również “nie do ścierpienia” dla Kremla. Plany i scenariusze ewentualnościowe na pewno są już w opracowaniu i dla wyłożenia na stół na Kremlu – przy odpowiednich “triggerach”, które je uruchomią. Dlatego co do Polski i pozyskania atomu – oficjalnie tylko w NATO Nuclear Sharing – w ramach bezpieczeństwa grupowego w NATO. Bez wychodzenia przed szereg. A tylko i wyłącznie pod stołem – kupić własne głowice. Bez całej bezsensownej, kosztownej i długotrwałej zabawy z budowaniem elektrowni jądrowych – które w strefie zgniotu stanowią idealny cel i tak naprawdę stanowią strzał w stopę – bo państwo staje się zakładnikiem wrażliwości owych elektrowni na ataki. W moim rozumieniu – Finlandia podejmuje w tej sytuacji bardzo niebezpieczną grę wobec Kremla. Ale przynajmniej zmiana podejścia Finlandii np. na morzu [program Squadron 2020] staje się zrozumiała i konsekwentna – wraz z programem HX-Fighter – i wraz z uruchomieniem programu przerobu uranu.

    1. Czytam te wszystkie komentarze i… nie wygląda to za wesoło.

      Czy jest jakiekolwiek państwo które pozostanie względnie bezpieczne? 🙁

      Bo wygląda na to, że każdy kraj jest albo zagrożony interwencją militarną albo sprowadzeniem go do poddańczej roli.

      Gdzie powinienem mieszkać aby nie bać się, że za 10-15 lat zabiorą mi dom, zagrożą militarnie lub prostu sprawia, że moje oszczędności życia się roztopią?

      1. @Mateusz – sam sobie odpowiadasz: zero kredytów, własny dom i gospodarka, własny biznes [ale nie produkty lub usługi luksusowe, tylko te do zaspokajania potrzeb podstawowych, zwłaszcza tzw. “popytu twardego” – z żywnością na czele]. Własny Grot i regularnie strzelnica, organizowanie się oddolne, rodzina i aktywność obywatelska, no i czujne patrzenie na puls zdarzeń. Nie być lemingiem cedującym na innych swój los – i inwestować w siebie – zamiast w piwko i w beztroskie używanie świata. I oczy dokoła głowy. Wbrew pozorom – jestem realistycznie patrząc pewien, że Rosji będzie bardzo trudno “dołożyć” Polsce. Nie ze względu na nasze władze – i nawet nie ze względu na działania Wuja Sama – ale ze względu na zapobiegliwą czujność i zdecydowanie Chin. Oczywiście – w swym własnym interesie geostrategicznym, by im za miedzą nie wyrósł silniejszy euroazjatycki konkurent. Co do oszczędności – najlepiej je minimalizować, bo i tak inflacja zje [nawet bez konfiskaty i innych banksterek] – najlepszymi oszczędnościami są własne zasoby realne we własnym ręku – i kompetencje do ich użycia. Rosji do życia nie polecam ani krajów wschodniego bufora Polski – tam będzie się działo – i to na twardo. Europy zachodniej też nie polecam – zbyt duży potencjał zamieszek wszelkich “żółtych kamizelek” – w kryzysie do skali obecnie niewyobrażalnej. Bo jak kryzys dosoli – a jest nieunikniony [nie ‘CZY? tylko KIEDY?”] i cała ta nadmuchiwana piramida inżynierii finansowej się zawali, to uruchomi całe domino społeczno-ekonomiczno-finansowego “perfect storm”. Plus “ubogacenie” które już dawno przekroczyło poziom ostrzegawczej “czerwonej linii”, atomizacja i zwykła niezaradność życiowa społeczeństw Zachodu przyzwyczajonych do łatwego życia – i z drugiej strony agresywny roszczeniowy islam w natarciu. Który w razie obcięcia socjału [rzecz pewna w dotkliwym kryzysie] i przy bezrobociu – uzna to za koniec pokojowego rozszerzania ummy świata islamu [tzw. takija] – bo socjał jest uznawany przez muzułmanów za opłatę tzw. dżizję – haracz płacony ze strony niewiernych za zostawianie ich w spokoju. No i wtedy dopiero niewierni poczują, jak dotychczas muzułmanie byli spokojni. Strefy “no go” owszem znikną – bo rozszerzą się na dany region… A w skali geostrategicznej Europa nie pilnuje i nie kontroluje swego przedpola – odwrotnie, to Afryka i Bliski Wschód infiltrują i napierają na Europę. Polska – zasadniczo jednolita etnicznie/kulturowo – i zbrojąca się teraz [niejako tytułem “zaszczepienia się” na ciężkie czasy] przeciw Rosji – i dość na północy za osłonowym łukiem Alp, Karpat i Bałkanów – i tak ma bardzo dobrą pozycję na Wielki Chaos i na Wielką Konfrontację. No i autonomia żywnościowa Polski z nadmiarem – a taka Wielka Brytania produkuje tylko 50% żywności. Co to znaczy w naprawdę ciężkich czasach – nie muszę tłumaczyć.

        1. Zgadzam się co do braku kredytów. Zebrałem trochę gotówki i zamierzam ją zainwestować szybciej niż później. Inflacja nie zwalnia.

          Co do własnego domu – masz rację, dość pewna inwestycja, chociaż jeśli będzie niebezpiecznie to pewnie taki dom będzie mógł być łatwo odebrany przez władze – naszego lub innego kraju. A z tego co widzę to Polska nie jest aż w takim dobrym położeniu. To czy zdążymy z dozbrojeniem się przed wyjściem USA to po części kwestia szczęścia (któremu trzeba oczywiście pomagać). Jednak bliski obwód kaliningradzki, perspektywa przejęcia Białorusi przez Rosję (i Ukrainy co za tym idzie), nie nastraja mnie zbyt pozytywnie do mieszkania w Polsce.
          Chciałbym tu mieszkać ale jest to naprawdę pechowe miejsce.

          Dla jasności – mieszkam teraz w Berlinie z którego chcę się wyprowadzić do: Irlandii, Norwegii, Portugalii lub na południe Niemiec. W pierwszych trzech mniejszość islamska jest naprawdę niska. W np. Monachium nie jest tak tragicznie. Myślę, że by sobie poradzili. W Berlinie Monachium ma opinię nieprzyjaznego dla narzucających się mniejszości.
          Czy nie lepiej mieszkać gdzieś bardziej w peryferiach ale znacznie bezpieczniej? Oczywiście chciałbym też wrócić do Polski, jednak czytając wszystkie te wiadomości po prostu nie czuję tego miejsca jako stabilne. I jest to bardzo przykre bo jestem za patriotyzmem, takim bez skrajności, rozsądnym.

          Czujnie obserwuję puls zdarzeń i czuję się trochę “pomiędzy”. Raz coś się udaje a raz widzę jak bardzo marionetkowo zachowuje się nasz kraj i jak bardzo mało świadomy geopolitycznie (i nie tylko) jest w porównaniu do innych graczy.
          Może mógłbyś, proszę, wskazać Twoje typy na najbardziej bezpieczne miejsce w Polsce w razie “czegoś”?
          Z książki Bartosiaka wiem, że północny wschód na starcie odpada. Z racji tego, że jest też Ukraina to cały wschód odpada.

          PS Z racji tego, że zajmuję się projektowaniem, myślałem o stworzeniu serii czegoś w rodzaju plakatów (po angielsku), które pokazywałyby polski punkt widzenia, może też podkreślanie przyjaźni z Białorusią, Ukrainą. Coś w rodzaju pozytywnego PRu dla nas i dla innych krajów z którymi chcielibyśmy się zbliżyć.

          Pan Wojczal pisze bardzo logicznie i z sensem – dla przeciętnego człowieka jednak jest to zbyt długie. Ja interesuję się geopolityką od mniej więcej dwóch lat i jestem kimś pomiędzy światem wtajemniczonych i też światem niewtajemniczonych mas. A większość ludzi jest zupełnie niewtajemniczona. Potrzebujemy więcej graficznych/obrazowych podsumowań wydarzeń. Musi to być tak proste aby 7letnie dziecko zrozumiało. Wtedy może się coś ruszy ze świadomością społeczeństwa. Oczywiście grafiki musiałyby być na tyle chwytliwe aby stać się memami/kopiowanymi grafikami itp itd.
          To są takie moje ogólne myśli. Po prostu chciałbym jakoś pomóc. Bo mocno kibicuję naszemu krajowi, nam.

      2. @Mateusz – żeby odpowiedzieć uczciwie do końca na lęki o przyszłość i pytanie “gdzie powinienem mieszkać?” Podkreślam jeszcze raz – zwłaszcza podczas okresu Wielkiej Konfrontacji – autonomia żywnościowa i nadmiarowa produkcja żywności to rzecz gardłowa “być albo nie być” – dosłownie. Żywność będzie moim zdaniem towarem strategicznym nr 1. I zapewne przyczyną powrotu w czasie Wielkiego Chaosu [dopóki granic nie zamkną] do Polski dużej części starej i nowej Polonii. Nie dlatego wrócą, że Polska będzie jakimś rajem dla robienia interesów, albo bo płace osiągną zachodni poziom – tylko ze względu na stabilność i bezpieczeństwo długofalowe życia w Polsce – i ze względu na żywność. Zresztą – zasadniczo biorąc – w ciężkich czasach tylko Polska zadba o Polaków – w innych krajach staną się obywatelami II albo i III kategorii… Bo w wielkiej grze globalnej będzie szło od pewnego zaawansowanego etapu konfrontacji – już o samo PRZETRWANIE – państw i społeczeństw…. Oczywiście jeżeli stawiam na żywność – to na żywność nieskażoną – produkowaną np. w wysokowydajnych szklarniach hydroponicznych z zamkniętym obiegiem wody. Idealnie – hydroponika na mikroalgach – bo te jednokomórkowce mnożą się w postępie wykładniczym. W taki biznes włożyłbym wszystkie pieniądze. I to nie tylko UK jest samowystarczalna w 50% – tak samo Słowacja za Karpatami… Podobnie źle jest w większości krajów islamu. Co oznacza, że za pasem transmisyjnym Morza Śródziemnego już w czasach Wielkiego Chaosu będą przyrastały szybko miliony, potem dziesiątki milionów skrajnie zdeterminowanych do przeżycia ludzi – którzy nie będą mieli nic do stracenia – a wszystko do zyskania. Trudno o silniejszą motywację do działania… Przy obecnej infiltracji i parciu na Europę i przy braku kontroli jej perymetru – perspektywy Europy – [na pewno Europy basenu śródziemnomorskiego] są długofalowo ujemne… Już teraz idzie rozbijanie łańcuchów logistycznych globalizacji – obejmującej przecież także żywność. Kryzys państw bogatych i samo tylko przygaszenie ich turystyki może wywołać kryzys państw żyjących ZBYTNIO z turystyki. Do tego pandemie [bo to idealna broń asymetrycznej wojny skrytej] – i sam irracjonalny strach wygasi turystykę – [choć już obecnie pandemie jako broń B można ukierunkować na konkretne haplogrupy] – i domino rolujące stary układ zostanie uruchomione. Moim zdaniem gdy Nowy Atomowy Kalifat zacznie marsz na zachód [po 2025-6 – ale raczej przed 2030] – to nie zatrzyma się bynajmniej na Iranie – Nowy Atomowy Kalifat w tragicznie ciężkich czasach będzie traktowany jako 100% znak od Allacha i sami obywatele będą V kolumną wysadzającą dane państwo – dla entuzjastycznego przyłączenia się do Kalifatu. W tamtej cywilizacji najpierw jest się muzułmaninem, a dopiero potem jest się obywatelstwo danego państwa ,a i to traktowane jest jako rzecz znacznie mniej ważna. A jeden Kalifat – to faktycznie jedyny dopuszczalny sposób organizacji świata islamu – jak za Mahometa i pierwszych kalifów… Pas państw islamskich jest przy tym szczególnie podatny i na wahania cen węglowodorów i na wahania turystyki – ale i na postępujące stopniowo zmiany klimatu – co dla tamtejszego rolnictwa [przynajmniej tradycyjnego] przyniesie złe skutki od lat 30-tych najpóźniej. Zresztą – już teraz spory o wodę zaczynają przybierać charakter czynnika strategicznego dla wielu państw Azji i Afryki… Budowanie zapór w górze jakiejś rzeki w jednym państwie – jest traktowane jako położenie nogi na gardle państwa leżącego w dole tej rzeki… Tak jest np. z Nilem, tak z Tygrysem i Eufratem, tak w Azji Środkowej – i w wielu innych miejscach – globalnie rzecz biorąc. Polska ma deficyt wody – dlatego [nie czekając na programy rządowe] radzę budować na swojej gospodarce stawy i inne zbiorniki – dla zasilenia studni. Plus jest taki, że od jesieni zeszłego roku można bez pozwolenia [tylko zgłoszenie administracyjne] budować wszelkie stawy do 1000 m3. Chociaż i tak sądzę, że w warunkach przyszłych zagrożeń biologicznych – uprawy winny być w szklarniach hydroponicznych o zamkniętym obiegu wody… A co do strategicznego zagrożenia Polski przez Rosję – albo suwerennie staniemy na nogach z własnymi głowicami odstraszania strategicznego i z własną asymetryczna obroną z A2/AD na czele – albo pozostaje liczyć na asertywność Chin względem Kremla – który za nic nie dopuści do likwidacji kluczowego bufora niezależnego od Kremla [i Berlina, bufora uniemożliwiającego powstanie konkurencyjnego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Oczywiście pierwsza opcja jest dla nas dużo lepsza – bo zapewnia nam suwerenne pole manewru i zadbanie maksymalne o swoje interesy.

  4. Witam Panie Krzysztofie.
    Regularnie czytam Pana analizy, są znakomite. Chciałem nawiązać do komentarza Pana Wiktora Malinowskiego. Ja uważam, że koronawirus to czarny łabędź 2020 roku, który zburzy dotychczasowy ład światowy. Ponieważ jest on na rękę zarówno USA jak i Rosji, każdy z tych krajów mógł go wywołać.

    1. Rosja? Graniczy z Chinami i ma silną mniejszość chińską… w połączeniu z chińskimi metodami (nie)zwalczania epidemii to samobójstwo.

  5. W grze hegemonalnej ruchy już tylko względem samej “pomocniczej” i Białorusi pokazują wagę pomostu bałtycko-czarnomorskiego i bałtycko-karpackiego. Czyli Polska-Ukraina i sama Polska. Wszyscy 3 główni gracze dali wyraźne sygnały – pozornie paradoksalnie USA i Chiny po jednej stronie – Rosja po drugiej. Czyli kluczowa dla 3 graczy kwestia powstrzymywania budowy supermocarstwa Kremla od Lizbony do Władywostoku. Charakterystyczna dość nijaka postawa UE – jakby Białorusi nie było [mimo, że przedtem to w Mińsku były rozmowy rozejmowe Kijów-Kreml-Berlin-Paryż]. Czyli de facto nijaka postawa Berlina z Paryżem. Berlin stoi za Kremlem, ale to nie jest politpoprawne unijnie, zresztą boi się reakcji USA. Paryż otwarcie za dogadaniem się z Rosją i za supermocarstwem od Lizbony do Władywostoku – bo mając atom, myśli, ze w nowym układzie i “przeskoczy” Berlin i będzie partnerem z Kremlem jak równy z równym. Czyli faktycznie sprzedaje Białoruś Kremlowi. Faktycznie Kreml gra na osłabienie UE, na jej atomizację, na podkręcenie wewnętrznych kryzysów – aby wkroczyć jako “wyzwoliciel” i “stabilizator” względem owych problemów. Najbardziej uderza totalna bierność Polski – która “słucha się” Waszyngtonu – i co najwyżej towarzyszy jako konsultant w tle w rozmowach Waszyngtonu z Mińskiem. Tymczasem to Polska ma najsilniejsze karty do gry z Mińskiem – i z racji wielowiekowej historycznej partnerskiej wspólnoty w Rzeczpospolitej Obojga Narodów – i z racji położenia geostrategicznego: jako bezpośredniego sąsiada, jako bramy na Zachód, jako ośrodka, do którego Białorus w naturalny sposób ciąży [także przez możliwe b.silne skomunikowanie z oceanem światowym – polskie porty z przeładunkiem 110 mln t rocznie]. Moim zdaniem zawarty deal Putin-Łukaszenka o kupowaniu przez Białoruś ropy po cenach światowych – to 100% zwycięstwo Putina. Łukaszenka nic nie wytargował w Soczi – a to w dłuższym czasie “położy” budżet i ekonomię Białorusi. Teraz albo Mińsk będzie kupował od Zachodu [Norwegia, USA] – albo od Rosji. Opcje są ŁĄCZNIE [ekonomia+polityka] asymetryczne w kalkulacji koszt/efekt – bo z ryzykiem kontry Rosji w razie wyboru pierwszej opcji – czyli z ryzykiem twardej aneksji. Jak sądzę – Łukaszenka ugnie się i SAM [“wewnętrznie”] będzie stopniowo integrował Białoruś z Rosją [czyli odwalał brudną robotę za Rosję] – i to wbrew własnemu narodowi. Czyli “uzyska” namaszczenie Kremla na “maskirowkę” roztaczania ułudy suwerenności Białorusi – przy jej jednoczesnej faktycznej likwidacji krok za krokiem. W ramach tej “maskirowki” Łukaszenka będzie się jednocześnie chwalił “coraz lepszymi warunkami współpracy gospodarczej z Rosją – na końcu, przy pełnej utracie niepodległości – ceny ropy się zrównają… Czyli jak zwykle będzie, że pół prawdy – to całe kłamstwo…. Oczywiście Łukaszenka w pewnym momencie zderzy się z niepodległościową opozycją – i z oporem społeczeństwa, które w większości [już ponad 60%] nie chce integracji z Rosją. No, ale wtedy Łukaszenka będzie już tylko w pełni kontrolowaną marionetką Kremla – większość instytucji i resortów będzie przejęta, a opór zapewne będzie szybko stłumiony szybką akcją [specnaz w cywilu plus V kolumna i “tituszki”] – i skontrowany medialną “maskirowką” wobec świata, pokazującą “wielkie zadowolenie Białorusinów z połączenia z bratnim narodem rosyjskim”. Jakie będą reakcje na krokowy anschluss Bialorusi? – tzn. na szeroko rozumianej Wschodniej Flance? – myślę, że Finlandia przyśpieszy modernizację wojska i plan budowy suwerennego przemysłu jądrowego, Turcja zwiększy współpracę z Ukrainą [ostatnio Erdogan w Kijowie zawarł z Ukraina kontrakt na 600 mln dolarów zakupu silników do odrzutowych dronów bojowych – a to Polska powinna być tym, który najsilniej by kupował technologie od Ukrainy – do czego Bartosiak nawojuje ostatnio non-stop np. względem zakupu Motor Sicz]. Drugi ruch Turcji – to będzie przejście do własnego programu jądrowego – militarnego. Reakcja Chin na anschluss Białorusi – to będzie oziębienie w stosunkach oficjalnych i wyraźne twarde komunikaty strategiczne pod stołem. Reakcja USA – no właśnie – USA będzie musiało wykonać krok w przód albo w tył z zaangażowaniem się – od tej decyzji USA zależy, czy Polska będzie MUSIAŁA szybko dorosnąć i stworzyć sieć sojuszy bilateralnych z Ukrainą, Rumunią i z NORDEFCO – czy też to USA przejmie pałeczkę na Flance w ramach NATO i “złotych sojuszy”. Wielki Brat z Waszyngtonu [plus towarzyszący gracz – czyli UK] – albo się zaangażują, albo siła rzeczy zaczną “umywać ręce” i przerzucać odpowiedzialność za sytuację na państwa Flanki. . Oczywiście – w razie wejścia do akcji – nie obejmując działaniami niezależnej Turcji – co najwyżej tonując retorykę względem Turcji. —– Tak dla podkreślenia: już same “podchody” i ruchy 3 wielkich graczy wobec Białorusi pokazują prawdziwą wartość pomostu bałtycko-czarnomorskiego i bałtycko-karpackiego w grze globalnej. To trochę jak ze złotem – banksterzy chcąc pieniądza emisyjnego, za wszelką cenę dławią od kilku dekad wartość złota i w oficjalnej narracji deprecjonują jego znaczenie – a jednocześnie każdy z graczy napełnia co sił rezerwy złotem. Tak samo wszyscy gracze udają wobec Polski i Ukrainy, że są “mało ważne”, że są “peryferyjne i nieistotne”, że wszelkie ruchy tutaj to rodzaj “łaski” wynikającej oczywiście z przyjaźni i bezinteresowności opartej o wyższe wartości [demokracja, sprawiedliwość, ład itd] – czyli za wszelką cenę podtrzymywanie ułudy, że np. Polska to taka “brzydka panna na wydaniu”, która winna tylko milczeć i posłusznie przyjmować wszelkie warunki narzucone przez graczy. I niestety Warszawa “łyka” tę narrację jak małe wystraszone dziecko we mgle i tęskniące za adopcją strategiczna i rozwiązywaniem nam przyszłości przez tych “dużych i mądrych” graczy……Czyli Warszawa – zamiast działać podmiotowo, woli oddawać “komuś wyżej” Polskę do JEGO przedmiotowej gry – oczywiście naszym kosztem…bo niby jesteśmy tacy “słabi i nieważni”…i niby “bez Wielkiego Brata nie przetrwamy” [niezależnie od tego, kto jest wielkim bratem – Waszyngton, Kreml czy Berlin] – tak jest niezmienna linia rządow w Warszawie od 3- lat… Jest dokładnie odwrotnie – pod względem geostrategicznym Polska to złoto, które wszyscy chcą mieć. A my marnujemy swoją siłę zdolną do ustawienia stolika i reguł gry [np. do działań innych graczy względem Białorusi, Ukrainy, Bałtów] – bo to MY jesteśmy TUTAJ geostrategicznie najsilniejsi względem innych wielkich graczy – i to inni gracze za same wysłuchanie przez nas ich OFERT – winni udzielać nam sutych wielowektorowych koncesji. Mamy taki lewar geostrategiczny – i tak go marnujemy…antypolityka w czystym wydaniu… No – ale do tego trzeba mieć odrobinę woli działania…a warunkiem jest porzucenie wpojonych służebno-poddańczych schematów “jedynie słusznego” myślenia…o to właśnie idzie priorytetowo w całej wojnie informacyjnej – także na portalu Pana Krzysztofa…

    1. Errata: nie “tak jest niezmienna linia rządow w Warszawie od 3- lat” tylko winno być “taka jest niezmienna linia rządów w Warszawie od 30 lat”. No, może chwalebnym wyjątkiem była inicjatywa strategiczna “szalonego” Antoniego, że WP osiągnie poziom suwerennej obrony Polski [czyli bez “koniecznej” “łaski” hegemona] do 2033 [widać już miał info o wycofaniu sił USA z Europy do 2033 – co wyszło oficjalnie na Warsaw Security Forum 2018]. No, ale właśnie za tę inicjatywę [oraz za KONSEKWENTNY wymóg min. 50% offsetu jako warunku koniecznego zawierania umów zakupu sprzętu] – ów “szalony” Antoni wyleciał ze stanowiska – oczywiście dodano temu wydarzeniu innych – całkowicie nieważnych strategicznie – “usprawiedliwień”. Czyli obecna linia Warszawy to głoszenie “stałej” obecności sił USA – i chowanie głowy w piasek przed nieuchronną przyszłością – już jednoznacznie bez USA po ich wyjściu w latach 2028-33. Czyli totalna manipulacja i oszukiwanie społeczeństwa – aby tylko hegemon miał nieskrepowane pole manewru i używał Polskę przedmiotowo – która to polityka MUSI się skończyć krachem całej opcji politycznej. Polkazowa lekcja z Antonim podziałała – następca kupił Patriota [I faza Wisły] z 5% offsetem, HIMARS z 0% offsetu, Harpaia [F-35] z 0% offsetu. A o samodzielności strategicznej Polski i WP – ani słowa – temat tabu. Tak samo nawet o protezie NATO Nuclear Sharing – co dopiero o pozyskaniu suwerennie dysponowanych głowic. Czy o asymetrycznie nakierowanej na obronę strategiczną A2/AD Tarczy i Mieczu Polski – programie nr 1 – koniecznym ze względu na zduszenie projekcji siły i kontroli A2/AD Kaliningradu [za kilka lat dojdzie A2/AD na Białorusi – po jej anschlussie – i wtedy Rosja stworzy tzw. połączony bastion A2/AD – i to z nowymi systemami rakietowymi jak S-500, które do pełnej kontroli powierzchni, dołączą pełną kontroleę nieba całej Polski – sieciocentrycznie, bez żadnych cieni radarowych – w czasie rzeczywistym. No, ale ani pełna strategiczna obrona Polski – ani strategiczne odstraszanie jądrowe – nie są celem PMT 2013, który hegemon przywiózł w teczce do wykonawczej posłusznej realizacji – robionej zresztą jeszcze przez poprzednia ekipę… Celem tego PMT [mimo kosmetycznych zmian w 2016 po SPO] jest stworzenie z WP niesuwerennej armii do zadaniowania przez hegemona, przeznaczonej do działań ekspedycyjnych ZAMIAST US Army – u Bałtów i na Ukrainie. Zaś brak możliwości suwerennej obrony Polski przez WP – to jest podstawa dla realizacji nieskrępowanej polityki hegemona, który chce na końcu sprzedać Polskę w nowej Jałcie – w nadrzędnym układzie geopolitycznym. Czy będzie to nowa Europa uznająca Pax Americana, czy Rosja, czy Izrael, czy wszyscy po trochę w ramach podziału stref wpływów, czy jakiś inny nowy gracz – który by się wyłonił w grze politycznej np. w latach 30-tych – to już inna sprawa. Ważne, że ta opcja u steru umożliwia długofalowo i docelowo Waszyngtonowi pełne pole manewru w pełnym dysponowaniu Polską pod interesy hegemona. I tylko hegemona.

  6. Panowie Wojczal i Georealista trochę brakuje mi w Waszych analizach uwzględnienia kwestii zmniejszania wydobycia surowców w Rosji i roli tego faktu dla stabilności tego kraju jak i jego możliwości do budowania armii . Jak również omówienia roli takiej sytuacji w ewentualnym rozpadzie Rosji wraz z cezurą czasową. Rosja obecnie ma przed sobą jedynie 2-3 lata wzrostu wydobycia ropy i gazu i w 2022-2023 nastąpi szczyt i następnie szybkie zmniejszanie wydobycia co będzie owocować drastycznym zmniejszaniem wpływów do budżetu FR. Ma to związek z jednej strony z wyczerpywaniem się obecnie zagospodarowanych złóż a z drugiej z brakiem otwierania nowych co jest związane w dużej mierze z sankcjami i brakiem dostępu do kredytów i technologii. Około roku 2035 (jeśli nie zostaną odkryte i uruchomione nowe złoża) wydobycie gazu i ropy w Rosji zrówna się z bieżącym zapotrzebowaniem tego kraju tzn. Rosja będzie wydobywać tylko na swoje potrzeby a to będzie oznaczać zupełny brak wpływów do budżetu z tego tytułu . Ale już zapewne wiele lat wcześniej w Rosji nastąpi kryzys z tym związany. Dlatego okienko czasowe dla tego kraju wynosi moim zdaniem max do 2030 roku. W tym czasie Rosja musi przeprowadzić swoje zamierzenia bowiem im bardziej będzie czekać tym mniej będzie miała sił i środków żeby cokolwiek zrealizować i będzie coraz bardziej podatna na siły odśrodkowe działające w kierunku rozpadu tego państwa. Ponieważ to okienko czasowe jest zbieżne tez dla innych graczy (USA) więc czekają nas ciekawe czasy. Warto byłoby się zastanowić jaki wpływ na działania USA ma taka perspektywa ,kiedy Stany wiedzą że Rosja za kilka lat będzie na “musiku” i wystarczyłoby ją przetrzymać ale wtedy USA mogłyby się obudzić z ręką w nocniku i nagle znaleźć w sytuacji słabszego wobec Chin gracza.

    1. @arni – w sprawie ropy – dla Rosji perspektywy są słabe. W rezerwach i jakości ropy i w infrastrukturze wydobycia. Polecam: https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/analizy-debata/analizy/marne-perspektywy-rosyjskiego-przemyslu-naftowego/ Dlatego Rosja tak intensywnie “opiekuje się” Wenezuelą, która rezerwy ropy ma w czołówce świata – a Rosja dopiero na 8 miejscu. Z gazem niby lepiej,bo wielkie zapasy, ale też niewesoło – brak kapitału, technologii, słabo z nowymi złożami. Rosja idzie na przeczekanie i przetrzymanie USA, USA idą na przetrzymanie Rosji. Ale jedynie Kreml wie [pod warunkiem przyjmowania realu do wiadomości], na ile już przekroczył “czerwoną linię”. Europa też napiera na OZE, oficjalne prognozy Kremla co do wzrostu zużycia gazu mogą okazać się zwyczajnie wzięte z sufitu. Bardzo niebezpieczna sytuacja – bo oczywistym rozwiązaniem dla Kremla jest ucieczka do przodu – zbudowanie supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku za wszelka cenę. W skrajnym wypadku – bez czekania na rezultaty kreciej roboty rozbijania i atomizacji Europy – nawet bez całej misternie otoczki dezinformacji i wojny hybrydowej – bez zasłonki “bycia wyzwolicielem”. W naszym przypadku fatalnie – bo stoimy Rosji na drodze do realizacji tego planu. Stąd konieczne własne głowicie SKUTECZNEGO strategicznego odstraszania i koncentracja na maksymalnej strategicznej obronie z całokrajową A2/AD na czele. Oczywiście – np. wojna w Zatoce [najszybciej w 2023, ale raczej ok. 2025-6] pozwoli się odkuć Rosji – ale przedtem będzie pierwszy okres kryzysowy dla Rosji [być może nawet klęska Nord Stream II czy Turkish Stream, nasz Baltic Pipe i brak zakupów z Polski – pisał o tym szczegółowo Pan Krzysztof ] – a to wywołuje natychmiast chęć Rosji do sięgnięcia po argument siły dla skompensowania “strat”. Być może atak propagandy Rosji na Polskę jest po prostu szykowaniem “usprawiedliwienia” dla wojny hybrydowej – coraz bardziej gorącej w presji. Paradoksalnie – wojna w Zatoce – dzięki odbiciu się Rosji od bankructwa – może nieco obniżyć determinację Rosji – ale tylko chwilowo. Bo po łyknięciu zysków do budżetu – Rosja zyska zasoby – i znowu wróci do gry – z całą paletą oddziaływania. Co więcej – pewna, że idzie dobrą [dla niej drogą] że jej strategia się sprawdza – zatem trzeba ją intensyfikować. Wniosek – musimy się zbroić. Tak, by Rosja próbowała `raczej obejść Polskę – czy drogą północną – czy południową. Moim zdaniem Rosja w żadnym scenariuszu nie zrezygnuje z projektu supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – bo daje jej najwyższą wygraną, hegemonię globalną, połknięcie technologii i infrastruktury – długofalowo. I to na pewno za znacznie mniejszą cenę [i ryzyko], niż opowiedzenie się po stronie USA, czy Chin. Czyli maksymalna długofalowa wygrana najmniejszym kosztem – maksymalna wartość kalkulacji koszt/efekt – rozstrzygająca na poziomie strategicznych decyzji. Oczywiście Rosja zasadniczo gra na poczekanie, aż USA wyjdą z Europy – ale do tego czasu sytuacja wewnętrzna może zmusić Kreml do “nieplanowanych” pierwotnie działań – ucieczki do przodu – by wykazać się przed narodem “koniecznymi” sukcesami dla utrzymania władzy. Choć i ta tradycyjna droga “załatwienia problemów” władzy – może nie zaskutkować. Rosjanie owszem doceniają zewnętrzne sukcesy Rosji [czyli Kremla], ale coraz bardziej patrzą na własną biedę. Stąd główny spadek poparcia i dla Kremla i dla Putina: https://kresy.pl/wydarzenia/centrum-lewady-zaufanie-do-putina-spadlo-o-24-procent/ Nawet rzucenie Miedwiediewa na żer nie pomogło. Tu wydaje się, że Kreml może popełnić wielki i kosztowny błąd złej percepcji i złych reakcji – który może przynieść narastający rozdźwięk i smutę wewnętrzną.

      1. Do końca dopowiadając kwestię “Kreml może popełnić wielki i kosztowny błąd złej percepcji i złych reakcji – który może przynieść narastający rozdźwięk i smutę wewnętrzną.” – Kreml moim zdaniem przeszacowuje zdolność Rosjan [nie mówiąc o nie-rosyjskich obywatelach FR] do ponoszenia wyrzeczeń. W analizie Centrum Lewady kluczowe jest stwierdzenie: „Ocena działalności (prezydenta) w polityce zagranicznej jest wysoka, w wewnętrznej – stale się obniża” – i “Zdaniem Gudkowa spadek zaufania względem Putina jest spowodowany niezadowoleniem obywateli z aktualnej sytuacji gospodarczej w Rosji. W jego opinii Rosjanie wykazują także rozdrażnienie i zmęczenie osobą prezydenta.” – To jest novum w społeczeństwie Rosji – zawsze dotąd zadowolenie Rosjan od początku Księstwa Moskiewskiego opierało się o “kanon”, że “tak – jesteśmy biedni, ale ZA TO potężni i wszyscy się boją nas na świecie”. Być może otwarcie się Rosji poprzez internet i przez turystykę i wyjazdy spowodowało wielką społeczną zmianę w świadomości i mentalności Rosjan. I to najbardziej u młodego pokolenia [dość powiedzieć, że niedawne sondaże pokazują chęć wyjazdu z Rosji 53% młodych], które przecież wypiera starsze pokolenie, wychowane jeszcze w pierwotnym paradygmacie “Spartan” – czyli: “biedni obywatele – ostatnią koszulę dadzą na państwo i zwłaszcza na armię – i DZIĘKI TEMU państwo tak potężne”. Dewaluacja rubla spowodowała spadek konsumpcji towarów luksusowych i “średnich” – które szły z Zachodu czy z Chin. Rosjanie mają problemy z życiem “od pierwszego do pierwszego”, z odżywianiem, z opłaceniem leków itp potrzeb podstawowych. Kredyty konsumpcyjne zwłaszcza lat 2016/17 – dały efekt krótkofalowy pobudzenia konsumpcyjnie gospodarki i PKB – ale teraz narasta fala zadłużenia – i dusi z podwójną siłą – i obywateli – i gospodarkę w skali makro. Dla Kremla i aparatu państwowego utrata siły nabywczej obywateli oznacza, przy dewaluacji rubla, tanie komponenty i tanią robociznę dla budżetu państwa w wydatkach zbrojeniowych – które może w ten sposób w pewnym stopniu skompensować utratę dochodów z wysokich cen ropy i gazu. Tu interes państwa i obywateli rozmija się całkowicie. Dlatego obietnice Kremla polepszenia warunków socjalnych obywateli będą moim zdaniem namiastkowe – i Rosjanie wiedzą o tym – bo rozumieją ten mechanizm pt “obywatele biedni – dzięki czemu państwo ma środki”. Symptomatyczna jest reakcja prezenterki Kamczatka TV na wieść o symbolicznych podwyżkach dla rencistów: https://dobrewiadomosci.net.pl/38392-prezenterka-rosyjskiej-tv-wybuchla-smiechem-kiedy-informowala-o-podwyzkach-dla-rencistow/ A zwykły Rosjanin widzi i u siebie w regionie i na Kremlu, jak oligarchowie z decydentami piją szampan z kawiorem i niczego sobie nie żałują żyjąc w stylu “supersamochod-superdacza-superjacht-prywatny odrzutowiec”- więc dlaczego niby oni by mieli zaciskać pasa? Sumując: “odwieczna” cierpliwość narodu rosyjskiego moim zdaniem się skończyła – jeżeli Kreml przeszacuje czy zlekceważy tę granicę odporności – zafunduje Rosji potężny konflikt wewnętrzny, na który nałoży się konflikt interesu regionów, wysysanych przez Moskwę i budżet centralny – i interes i separatyzm regionów etnicznie nierosyjskich. Przy czym zapalnikiem może być wojna zewnętrzna – którą Kreml w błędnej percepcji uzna za “lekarstwo” na problemy wewnętrzne i jako środek do scalenia Rosjan wokół Kremla. Nawet zwycięska wojna może okazać się zbyt kosztowna i zbyt krwawa w ofiarach wg percepcji społeczeństwa. A co dopiero wojna przegrana – wtedy wszelkie żale by zyskały naraz powszechny upust – czyli powstałby skoncentrowany wielowektorowy “perfect storm”….

    2. @arni – na pewno dla Rosji nadchodzą coraz cięższe czasy ze względu na ekspansję wydobycia ropy i gazu łupkowego USA – ale także tzw. gazu towarzyszącego, który dotychczas był spalany w tzw. pochodniach. Bagatela – 140 mld m3 rocznie. Dla porównania – Siła Syberii to będzie po pełnym rozruchu za kilka lat 38 mld m3 rocznie. Polecam: https://forsal.pl/biznes/energetyka/artykuly/1453938,energetyczne-status-quo-zagrozone-gaz-ziemny-jest-juz-sprzedawany-po-ujemnych-cenach-opinia.html Efekt? – w transakcjach wiązanych ten gaz towarzyszący jest “sprzedawany” z…dopłatą. Nie żartuję – po cenie ujemnej… Dla Rosji to sprawa fatalna – zmniejsza bardzo jej status polityczny i wpływy jako dysponenta paliw kopalnych. Dlatego właśnie deklarację 1 mld dolarów na infrastrukturę [zapewne energetyczną – gazową – odbioru i przesyłu LNG] dla państw Trójmorza, można traktować jako konsekwentną ofensywę USA do zalania rynku amerykańskim gazem w Europie – dla wycięcia konkurencji, zwłaszcza rosyjskiej [i dla zduszenia niemieckiego hubu gazowego robionego z Rosją]. Oczywiście – to tylko podwyższy determinację Kremla do pressingu, nawet rozwiązań siłowych w Europie…i do popychania za wszelką cenę do wybuchu wielkiej wojny w Zatoce… Na dodatek państwa śródziemnomorskie konkurują w różnych koalicjach o wydobycie tamtejszego gazu podmorskiego z części wschodniej – i o jego eksport do Europy… Można spekulować, że wojna w Zatoce wybuchnie dopiero wtedy, gdy USA będą przygotowane do zastąpienia dużej części dostaw z Zatoki swoją ropą i gazem. Z produkcją wydobywczą nie ma problemu – ograniczeniem jest infrastruktura przesyłu i załadunku w USA i infrastruktura odbioru i przesyłu w Europie – stąd właśnie moim zdaniem ta inwestycja USA w infrastrukturę gazową Trójmorza – jako konkurencyjnego proamerykańskiego bloku względem rosyjsko-niemieckiego hubu gazowego. Oczywiście po wybuchu wojny w Zatoce [najwcześniej w 2023 – najpóźniej ca 2026 – chyba, żeby transze kredytów chińskich dla Iranu – ca 400 mld dolarów – uległy przesunięciu/zmniejszeniu – np. z powodu koronawirusa – potrzeb dofinansowania własnej gospodarki] – Rosja i tak się odkuje w wolumenach i cenach dostaw węglowodorów – ale dla Kremla będzie ten tort bardzo “gorzko” dzielony z USA – jako silnym konkurentem….a to bardzo osłabi akcje Rosji względem USA na przetrzymanie negocjacyjne pod deal przeciw Chinom… W negatywnym scenariuszu Rosja zaskarbi sobie tylko …wrogość Chin i świata islamu – a jej wzmocnienie się na węglowodorach będzie i tak dużo mniejsze od oczekiwanego – a zwłaszcza zupełnie niedostateczne względem zbytniego wzmocnienia się USA… Tym bardziej, że Chiny zobowiązały się do dodatkowego importu z USA dla bardziej “sprawiedliwego” zmniejszenia deficytu handlu USA z Chinami. W danej sytuacji może to oznaczać np. dodatkowe zakupy taniego LNG z USA jako “zapchajdziury” towarowej, by osiągnąć daną kwotę “traktatowego” importu z USA. Tu Rosja będzie traktowana jako dostawca tym bardziej na pasku Pekinu, im bardziej chiński popyt będzie zaspokajał amerykański gaz… To również może być przyczynek do technicznego deal’u USA-Chiny dla eliminacji Rosji jako gracza [czyli strategiczna zmiana z niezbalansowanego i niepewnego układu G3 do przejrzystego i bardziej sterowalnego dla obu graczy układu G2]…

  7. Co do strategicznej wasalizacji UE przez USA, opisanej przez Pana Krzysztofa – rysuje się kolejne amerykańskie uderzenie w jądro UE – czyli w Niemcy. Polecam: https://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/1454359,glifosat-roundup-monsanto-bayer-i-basf-musza-zaplacic-milionowe-odszkodowanie-za-herbicyd-dicamba.html Właścicielem Monsanto jest Bayer, dostanie się też konkurencyjnemu BASFowi – również niemieckiemu. Z dużą dozą pewności można założyć, że w tej chwili pod stołem np. ambasador USA w Niemczech objaśnia niemieckiemu koledze, że jak Berlin nie stanie się bardziej spolegliwy względem życzeń Waszyngtonu, to ruszy lawina takich procesów – bo torujący precedens właśnie zrobiony – a prawo w USA opiera się bardzo mocno o precedensy. A wtedy te 265 mln dolarów odszkodowania przyznane farmerowi za zniszczenie jego sadu, zamieni się przynajmniej w miliardy, może dziesiątki, skrajnie nawet setki miliardów roszczeń odszkodowawczych…to samo pewnie będzie dotyczyło losu pozwów względem Bayera o wywołanie raka przez roundup….oczywiście jeżeli Berlin będzie dalej “krnąbrny”… Ironia losu – ultrazielone eko-politoprawne, wręcz ideologiczne “jedynie słuszne” podejście, którym twarde jądro UE batoży np. Polskę – staje się [na razie jako silny argument negocjacyjny] batem na Niemcy w rękach USA… jak zwykle potwierdza się, że każdy kij ma dwa końce…

  8. Ta sama strategia wasalizacji Europy przez USA obejmuje również oddzielenie Rosji od UE. Czyli klasyczne “dziel i rządź”. Właśnie sąd apelacyjny w Hadze uchylił wyrok z 2016, zdejmujący z Rosji odszkodowania dla udziałowców Jukosu [sprawa Chodorkowskiego]. https://forsal.pl/swiat/rosja/artykuly/1454509,sad-apelacyjny-w-hadze-rosja-musi-zaplacic-50-mld-dol-bylym-udzialowcom-jukosu.html Idzie o 50 mld dolarów. Jukos zajmował się ropą, więc do już opisanych uderzeń w rosyjski gaz dojdzie uderzenie w ropę. Zestrzelenie holenderskiego Boeinga w 2014 dało Holandii oficjalny lewar na Rosję. Tym bardziej, że Holandia z Belgią zakupiły F-35 [wybór geostrategiczny – proatlantycki] i nie zamierzają być marionetką Berlina. Z oczywistych względów stosunki Berlin-Amsterdam [a właściwie Berlin-Haga, bo Amsterdam jest stolicą konstytucyjną, a Haga administracyjną] staną się bardziej rywalizacyjne, niż partnerskie. Chodzi o zwykła grę statusową w “porządku dziobania”, ale także kroki prewencyjne – bo Holandia w razie twardej blokady US Navy z Royal Navy by zapłaciła najwięcej [żyje z morza i obrotu handlowego] – i na pewno nie będzie zainteresowana, by “oberwać” blokadą – będąc w jednym bloku razem z Niemcami. Moim zdaniem to właśnie jest prawdziwym czynnikiem przeważającym takiej decyzji Hagi w sprawie Jukosu. Tak rozwijając pytanie @arni nt rozgrywki o ropę i jej znaczenie – moim zdaniem taktyczny deal USA-Chiny kontra Rosja, będzie obejmował także wypchnięcie Rosji z Wenezueli na rzecz wspólnego podziału wpływów przez Pekin i Waszyngton – prócz przyczółka geopolitycznego idzie o ropę – o największe rezerwy na świecie. Wenezuela ma ca 50 mld dolarów długu względem Chin – i “tylko” ca 15 mld dolarów długu wobec Rosji. Dlatego właśnie Maduro za “obrońcę”Wenezueli obrał Kreml – by nie płacić Chinom. Co Chiny sobie cierpliwie zakarbowały względem Wenezueli – i Kremla. Przy bardziej zasadniczych rozmowach z USA – Wenezuela na pewno będzie w pakiecie obok Tajwanu i Korei Płd. Przy czym wyrwanie Kremlowi Wenezueli jedzie na jednym wózku z Kubą – uzależnioną w dostawach od Wenezueli – zwłaszcza po przywróceniu sankcji. Chiny zapewne zgodzą się na pełen polityczny medialny “triumf” Waszyngtonu w Ameryce Łacińskiej i w basenie Zatoki Meksykańskiej [czyli na wizerunkową odbudowę doktryny Monroe przez USA – przywrócenie rzekomo “jedynego” i “wyłącznego” przywództwa USA nad obiema Amerykami] – ale swoje zrealizują osłabiając przy tym Rosję, jako zbyt agresywnego geostrategicznego konkurenta [zwłaszcza w Azji – tu jest “albo-albo” – na azjatyckim pagórku może siedzieć tylko jeden tygrys] – i egzekwując dług z Wenezueli – ku nauce innych dłużników. Oczywiście – inna sprawa, czy USA zechcą “na swoim podwórku” dotrzymać deal w sprawie Wenezueli – już PO wypchnięciu z niej Rosji…bo tu odcięcie Chin [na krańcu projekcji siły Pekinu] i jeszcze ich pokazowe upokorzenie, będzie bardzo kusiło Waszyngton.. Warto zauważyć, że działania wobec Iranu [wielka wojna w Zatoce] na pewno będą miały swój KOMPLEMENTARNY odpowiednik względem Wenezueli. Niekoniecznie wojenny – ale np. przez blokadę morską czy finansową czy inny rodzaj działań asymetrycznych [próba przewrotu już była – być może będzie np. powtórka] …stąd pozornie paradoksalnie – ale nie dla geostrategów – Iran i Wenezuela jadą [do pewnego stopnia] na jednym wózku… Patrząc globalnie – sądzę, że wielka wojna w Zatoce będzie połączona z “obstawieniem” kontrolą maksymalnej liczby dostawców węglowodorów – prócz Rosji – i z przygotowaniem oraz “rozkręceniem” najpierw kanałów logistycznych przesyłu ropy i gazu z łupków- i tzw. gazu towarzyszącego. USA zechce na tej wojnie maksymalnie zarobić i przemeblować i “ustawić” graczy rynku surowców energetycznych – prócz głównego geostrategicznego uderzenia w dostawy dla Chin i dla przerwania głównej nitki Jedwabnego Szlaku. Przygotowanie wymaga kilku lat – i floty i lotnictwa – ale i łańcuchów logistycznych węglowodorów z USA.

  9. @Georealista
    “obecna linia Warszawy to głoszenie “stałej” obecności sił USA – i chowanie głowy w piasek przed nieuchronną przyszłością – już jednoznacznie bez USA po ich wyjściu w latach 2028-33”

    Zastanawiam się nad przesłankami takiego działania polskich władz. Raczej sądzę, że takie podejście niekoniecznie wynika z braku wiedzy geopolitycznej. Wydaje mi się, że za tym może też stać obietnica niejawnego wsparcia w tych i przeszłych wyborach (może pojawią się nowe podsłuchy opozycji, a może jakiś inny hak na głównych konkurentów PAD) ze strony głównego sojusznika.

    Co Panowie sądzicie na ten temat?

    1. @Mariusz Kozielski – oczywiście, opcja przyszłego zewnętrznego wsparcia Polski być może istnieje. Ale nawet jeżeli istnieje – to jest to dalej podtrzymywanie niesuwerenności Polski. Na dłuższą metę – jest to nie do utrzymania – to musi się skończyć katastrofą dla Polski. Zresztą za owo wsparcie – jeżeli będzie – zapłacimy tym bardziej sowitą cenę, im bardziej wychodzenie USA z Europy obnaży naszą bezradność – a ta bierze się własnie z braku budowania wielowektorowej suwerenności – militarnej, energetycznej, surowcowej, produkcyjno-usługowo-komunikacyjnej, badawczo-rozwojowej, medialnej – a przez te wszystkie braki razem – jesteśmy tak wrażliwi na zewnętrzne naciski. I koło się zamyka. Własnie dlatego budowanie własnych aktywów realnych w naszej dyspozycji jest tak ważne. No i niestety obce służby ubezwłasnowolniają nasze “elity” polityczne. Być może od tego należy zacząć – od odcięcia tego obcego zatrutego lewara – co wymaga zasadniczego uzdrowienia naszych specsłużb, które mają kontrolować warunki NASZEGO pola gry politycznej na naszym podwórku. Kwestia – JACY ludzie idą do specsłużb? – z jaką motywacją? Pora sobie uświadomić zasadniczy metaplan do przerobienia i realizacji: jak jest? – jak powinno być? – jak to wykonać? Radziejewski radzi stworzyć niezależny Drugi Obieg i porzucić mainstream, bo próba zmiany mainstreamu to jak kopanie się z koniem. Zadaniem byłaby rzeczowa dyskusja – zawsze pod ww konstruktywny i rzeczowy metaplan [proceduralny i instrumentalny – nie zaś, jak obecnie, deklaratywno-życzeniowy]. Dopiero wtedy można w ogóle wychować i wykształcić elity – niezależne od uwarunkowań różnych “układów i stosunków” – i niezależne od bieżączki “tu i teraz”. Ci ludzie polityki niezależnego chowu muszą mieć długofalowy, strategiczny plan – i muszą wiedzieć, jak go rozpisać na szereg etapów i kroków – i jak go zrealizować. Z gotowością do błyskawicznego zastosowania w razie nagłych zmian [in plus czy in minus] uprzednio przygotowanych planów ewentualnościowych. Jak na początku lat 90-tych, gdy mogliśmy relatywnie łatwo stworzyć z Białorusią swoisty obszar wspólnego gospodarowania jako rdzeń regionu….ale nikt z decydentów tego nie przepracował, nikt nie miał spójnego planu – ani woli. Byłoby teraz zupełnie inaczej geostrategicznie dla Polski – także względem Ukrainy i Bałtów…ale i względem V4, a może jakiegoś V10… Obecnie widać, że skutek owego zewnętrznego chowu i tresury naszych “elit” politycznych po 30 latach jest taki, że przynajmniej 95% polityków mainstreamu ma w głowie jedno: w razie problemu strategicznego wyuczonym odruchem Pawłowa biec co sił do swojego Wielkiego Mądrzejszego Brata [obojętnie czy Moskwa, Berlin, Waszyngton czy do kogo innego], który za odpowiednią sutą prowizję załatwi “jakoś” problem – albo “przynajmniej” go odwlecze lub zamaskuje….a tak czy inaczej na pewno jeszcze bardziej zwiększy swe “niezastąpione” wpływy… Polecam: https://nowakonfederacja.pl/po-pierwsze-drugi-obieg/

  10. Bardzo ciekawy artykuł na temat drugiego obiegu. Taką pracę organiczną powinniśmy prowadzić, aby rozwijać myśl państwowotwórczą.
    Swoją drogą ciekaw jestem jak to wygląda w innych krajach?
    Mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej w krajach zachodnich, gdzie funkcjonuje pierwszy obieg podobnie do naszego, drugi obieg dopiero się rodzi?
    Ciekaw jestem opinii osób, które mieszkają w innych krajach.

  11. (…)Wzmocnieni o dwa lotniskowce Royal Navy, Amerykanie będą mogli przystąpić do ostatecznej ofensywy przeciwko Unii Europejskiej. Z którą spór sprowadzi się do prostego wyboru. Wóz, albo przewóz. Jesteście z nami, albo blokujemy szlaki morskie „z” i „do” Europy. I Wasz osamotniony lotniskowiec francuski nie będzie mógł funkcjonować poza portem macierzystym.(…)
    Europa Zachodnia nie musi rozwijać handlu zagranicznego poprzez oceany, już Chińczycy o to zadbają… Więcej problemów będziemy mieli my… gdy Europa Zachodnia domknie kocioł wokół Flanki Wschodniej.

    1. @JSC – jest dokładnie odwrotnie. 90% handlu Zachodniej Europy idzie morzem, ze względów ekonomicznych i szybko to się nie zmieni. Co do szlaków lądowych – właśnie Wschodnia Flanka kontroluje jako “membrana” lądowy przepływ towarowy. To USA+UK+NORDEFCO+Wschodnia Flanka biorą twarde jądro UE w kocioł. Zaś wartość militarna sił Niemiec…no comment. Francja – już Macron spalił na panewce wszelkie plany wobec UE i zwłaszcza z “parasolem atomowym”. Francja ma większe zaangażowanie w Afryce i w basenie śródziemnomorskim – w tym akurat rejonie bliżej im do Italii w polityce – choćby w zakresie kontroli perymetru [przynajmniej] morskiego.

  12. (…)jest dokładnie odwrotnie. 90% handlu Zachodniej Europy idzie morzem, ze względów ekonomicznych i szybko to się nie zmieni.(…)
    Ekonomicznych nie… ale w sytuacji przymusu militarnego mogą szybko się przestawić na inne drogi transportu. A po za tym… LGU nadają się tylko do blokady wyjść na oceany, bo nie wyobrażam sobie ładowania się czegoś takiego na Morza Śródziemne.

    (…)Zaś wartość militarna sił Niemiec…no comment.(…)
    Francja nic nie muszą… od tego mają Rosję. Za to, decyzja użycia siły wobec europejskim członkom NATO nie jest taka pewna… przynajmniej w przy obecnym ustroju.

  13. Z punktu widzenia Polski wasalizacja Europy przez USA ma wymiar do pewnego stopnia pozytywny, neutralizując twarde jądro UE. Tyle, że podkreślam owo “do pewnego stopnia”. USA nie zależy na upadku Rosji – tylko na podporządkowaniu jej jako posłusznego junior-partnera militarnego przeciw Chinom. Tak samo USA nie zależy na likwidacji potencjału ekonomiczno-technologicznego Niemiec – tylko na wykorzystaniu go do wzmocnienia własnego potencjału – w swoim bloku proatlantyckim. Dlatego USA nie popierają wzmocnienia się Trójmorza jako osobnego tworu ekonomicznego i technologicznego. Wolą zachować istniejący układ, w którym np. Polska jest podwykonawca Niemiec. Wzmocnienie Trójmorza – jako tworu całkowicie uzależnionego od USA – dotyczy tylko sfery militarnej, a i to w ręku USA jako dysponenta sprzedawanej broni. Toż F-35A, które kupujemy, mają internetową smycz LM, co m.in. wzbudziło duże wzburzenie np. Norwegów. Tak samo kody do rakiet ATACMS [HIMARS – projekt Homar – także kupione przez Rumunię] czy do antyrakiet PAC-3MSE [Patriot – projekt Wisła – ale i Patrioty dla Rumunii czy Szwecji]. Działania USA względem Trójmorza sę ograniczone, by instrumentalnie wykorzystać pas Trójmorza do przejęcia kontroli nad 17+1 [Nowy Jedwabny Szlak – w którym Polska ma wręcz odwrotny interes do USA, po to by Polska mogła po 500 latach ery kolumbijskiej odwrócić morską strukturalną przewagę handlu i wpływów Europy Zachodniej i USA nad Europą Centralną] oraz drugi cel ograniczony USA – ustanowienie pasa “sanitarnego” oddzielenia Rosji od Niemiec, by nie powstało SILNIEJSZE konkurencyjne supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Trzecim celem USA jest stworzenie z Polski i Europy Centralnej hubu gazowego [i pewnie także hubu ropy z łupków] dla rozerwania współpracy gazowej Rosja-Niemcy, wyparcia konkurenta – i ustanowienia własnego dyktatu uzależnienia Europy, a na pewno Europy Środkowej. Przy czym lwia część kosztów realizacji wszystkich trzech celów USA, jest zepchnięta na Polskę i państwa Europy Środkowej. 1 mld dolarów wsparcia infrastruktury gazowej to w sumie mały wydatek, który szybko się zwróci USA – także we wpływach politycznych i ekonomicznych USA w Europie. Nie przypadkiem Pompeo oznajmił owe 1 mld dolarów na konferencji monachijskeij w blasku reflektorów. Zresztą – to po prostu działanie racjonalne, zastrzyk pieniędzy mający pozwolić zbudować w Trójmorzu NA CZAS infrastrukturę odbiorczo-przesyłową dla amerykańskiego gazu [zresztą w lwiej części już zbudowaną np. za nasze pieniądze] – NA CZAS zwłaszcza przed nową umową gazową Polska-Rosja. W tym układzie nie ma mowy o żadnym budowaniu Trójmorza jako TRWAŁEJ niezależnej siły ekonomicznej względem Zachodniej Europy – zwłaszcza Niemiec – ani nie ma mowy o budowaniu Trójmorza jako suwerennego bloku mogącego konkurować TRWALE militarnie z Rosją. Gdyby tak było – to już by nad Wisłą wchodził kapitał amerykański i inwestycje, a USA by robiła potężne donacje dla państw Trójmorza [np. NATO Nuclear Sharing JUŻ POWINNO BYĆ PRZYZNANE Polsce, Rumunii i innym państwom NATO Trójmorza – tak samo naturalna była by donacja np. 1500 Abramsów – skoro małej Grecji potrafili zaoferować 400 Abramsów]. USA najpierw zamierza “tylko” zwasalizować Europę i zaprzęgnąć Niemcy jako hegemona Europy – do swojego rydwanu i do swojego potencjału ekonomiczno-technologicznego. A Polska i inne kraje Trójmorza mają być dalej niezmiennie podwykonawcami już “amerykańskich” Niemiec – ale tych Niemiec pod amerykańskim nadzorem. Polska wg planów USA nie ma wcale awansować w podziale pracy – wręcz przeciwnie – ma dalej pozostać zepchnięta na dno łańcucha – tyle, że z dodatkowym graczem [USA] dołożonym na górze. Co oczywista tylko zwiększy wyzysk z marży zabieranej Polsce i Trójmorzu – jako podwykonawcy. Tak samo wzmocnienie militarne Trójmorza ma być ograniczone i tymczasowe – tylko na tyle, by ustanowić skuteczny “kordon sanitarny” rozdzielający Niemcy od Rosji. I tylko TYMCZASOWO, w sposób koncesjonowany i kontrolowany – do czasu podporządkowania Rosji. A potem ma nastąpić wygaszenie tego potencjału militarnego – najlepiej przez jego przerzut jako armii satelickich na Pacyfik przeciw Chinom – o czym “młody” Brzeziński mówi już bez ogródek. Rosja nie pójdzie przecież na wojnę wraz z USA przeciw Chinom, mając na swoim zachodzie silny skonsolidowany pakt militarny Trójmorza. Wzmocnienie Trójmorza ma być w planach strategicznych USA tylko TYMCZASOWE, to przedmiot instrumentalnej gry względem Niemiec [i reszty Europy Zachodniej] i względem Rosji. Po osiągnięciu celów USA względem podporządkowania UE i Rosji – projekt Trójmorza zostanie WYGASZONY militarnie i ekonomicznie. Czyli kody do rakiet i F-35A zamrożą potencjał strategiczny Trójmorza, tak samo obce systemy w rodzaju IBCS “nagle” i “niespodziewanie” staną się nieoperacyjne [i pewnie odkupione za psie grosze przez łaskawego hegemona], a uzależnienie gazowe [i finansowe] wymusi posłuszeństwo ekonomiczne i polityczne. W tym sensie postulat Bartosiaka, że Polska musi być silniejsza przynajmniej od Rosji lub Niemiec – od jednego z tych graczy – jest niemożliwy w układzie nowoatlantyckim – USA do tego nie dopuści. Nawet opcja pewnego grania jednocześnie na opcję kontynentalną – też niczego nie zmieni w naszym podporządkowaniu ekonomicznym względem Niemiec, a ostatnia deklaracja Macrona jasno pokazuje, że Francja potencjałem jądrowym z nikim się nie podzieli – co więcej nie rozciągnie żadnej gwarancji atomowej na Europę Środkową – nie ma też mowy o uzyskaniu jakichś przewag Polski czy Trójmorza wraz z Francją czy innymi graczami Europy Zachodniej także odnośnie ekonomii. USA nie dopuszczą, by całe Trójmorze dorównało w jakichś sposób militarnie Rosji – a co dopiero, by dokonała tego samotnie Polska. Wniosek z tego prosty – musimy grać TYMCZASOWO dla ściśle określonych ZGODNYCH celów z USA, ale także grać z UE [w tym Niemcy, Francja] – ale tylko zasadnicza zmiana strukturalna może doprowadzić Polskę do suwerenności, bezpieczeństwa i rozwoju – z innym STRATEGICZNYM graczem. Na pewno wsparciem jest jak najlepsze pragmatyczne wyzyskanie sojuszy w ramach Trójmorza [wliczając Ukrainę] i ze Skandynawami – ale to tylko poprawienie pola możliwości do ograniczonego, niewystarczającego poziomu. To Chinom zależy na zmianie strukturalnej przewagi państw morskich [USA i Europy Zachodniej] na rzecz skomunikowania lądowego – w tym jest też i nasz interes uzyskania strukturalnej przewagi nad USA i Zachodnią Europą. Tak samo dla Chin potencjał ekonomiczno-technologiczny Niemiec i reszty Europy [tu w Europie – nie mówię o fabrykach w Chinach, które są zresztą w identycznej sytuacji, co fabryki amerykańskie w Chinach] nie jest żadnym zasobem do wprzęgnięcia do swojego rydwanu – faktycznie zależy im głównie, taktycznie i tymczasowo by ten potencjał nie wpadł w ręce USA – a strukturalnie i STRATEGICZNIE [długofalowo] to Niemcy są konkurentem i wrogiem handlowym dla Chin. Czyli – interes Polski i 17+1 pokrywa się na poziomie STRATEGICZNYM z interesem Polski – zduszenia ekonomicznego Niemiec. Tak samo Rosja jest tylko taktycznym darmowym taranem dla Chin przeciw USA – ale strategicznie i docelowo to wróg nr 1 w Azji – którego likwidacja jest warunkiem KONIECZNYM dla uzyskania hegemonii w Azji, a dopiero POTEM przyjdzie czas na rozprawę z USA. Czyli suwerenny bufor bałtycko-karpacki [Polska] i Trójmorze [17+1] – jako element zduszenia ekonomicznego Niemiec [pozbawienie Niemiec bazy podwykonawców] jest w interesie strategicznym Chin – nie jest natomiast w interesie USA [przy tym USA zamierzają same przejąć kontrolę nad tym buforem i nad Trójmorzem – zarówno presją wojskową – ale i zależnością w gazie i ropie z łupków]. Tak samo wzrost militarny Polski i Trójmorza – własnie jako siły TRWALE rozdzielającej Rosję od Niemiec – siły DOCELOWO angażującej siły Rosji na Wschodzie – a także jako siły SUWERENNEJ względem USA – jest w interesie Polski i Trójmorza – a nie jest w interesie USA. Różnica na poziomie strategicznym jest zasadnicza – USA mają siły, by podporządkować i Polske i Trójmorze – i potraktować je instrumentalnie do wasalizacji UE i Rosji – a potem USA powiedzą Polsce i Trójmorzu “Murzyn zrobił swoje – Murzyn może zostać sprzedany”. W szczególności sprzedana zostanie Polska – bo WTEDY [prócz “kompensacyjnych” amerykańskich koncesji dla Rosji i Niemiec kosztem Polski ] zostanie uruchomiona procedura 447 – na razie odkładana, ale trzymana w ręku jako poręczny bat do bieżącego dyscyplinowania Polski. Zaś Chiny na poziomie strategicznym nie są na tyle silne – by podporządkować Polskę i Trójmorze – stąd własnie Chiny względem Polski i Trójmorza MUSZĄ działać nie kijem, a marchewką. A ta marchewka może być zarówno ekonomiczna – jak i polityczna – jak i np. głowice przekazane ekspresowo pod stołem w razie sytuacji krytycznej. Co więcej – przy krytycznej rozprawie na twardo z Rosją, właśnie wtedy prochiński sojusznik po drugiej stronie Rosji, angażujący jej siły [bez walki – jako “power in being”] jest supercenny na poziomie strategicznym dla Chin – dokładnie odwrotnie, niż jest to w planach czy USA czy UE [Niemcy, Francja] – czyli wygaszenia militarnego potencjału Polski i Trójmorza. Nie mówiąc o tym – co ważkie SZCZEGÓLNIE dla Polski – że Chiny żadnych zdradzieckich piramidalnych roszczeń 447 nie wnoszą przeciw Polsce. A po wielkiej wojnie w Zatoce [zasadniczo ca 2023-26 – z ew. tolerancją opóźnienia transz kredytów chińskich dla Iranu – np. przez koronawirus i jego skutki dla Chin] – Chiny tym bardziej będą przeciw 447 – bo Izrael z Rosją zostaną wpisani na “czarną listę likwidacyjną” Pekinu – jako “cisi” ale kluczowi i decydujący gracze, przyczyniający się do zniszczenia południowej nitki Jedwabnego Szlaku, pasa “sznura pereł”, dostaw surowców energetycznych. W sumie dla Polski jedyna droga do prawdziwej suwerenności, do likwidacji przewagi Niemiec i Rosji, do uzyskania trwałej strukturalnej przewagi nad morskim Zachodem [i dla przewodzenia w Trójmorzu – jako realnym trwałym bycie] – to TYMCZASOWY TAKTYCZNY mix opcji proatlantyckiej i kontynentalnej na wstępnych etapach gry [powiedzmy w trakcie Wielkiego Chaosu z tytułu pułapki Kindlebergera i świadomej deglobalizacji przez USA] – ale STRATEGICZNIE i docelowo w głównej fazie rozgrywki – opcja prochińska. Obrót Polski [ale i najlepiej i Trójmorza] na Chiny winieni być przeprowadzony najpóźniej pod koniec okresu Wielkiego Chaosu [moim zdaniem w latach 30-tych – raczej przed 2035] – przed Wielką Konfrontacją [czyli PRZED wpadnięciem świata w pułapkę Tukidydesa – już na twardo]. Tak wynika z prostej analizy militarnej, ekonomicznej i geostrategicznej.

    1. (…)NA CZAS zwłaszcza przed nową umową gazową Polska-Rosja.(…)
      Jak dla mnie to za zdecydowanie póżno… zwłaszcza, gdy rozpatrzenia odwołań przetargowych mogą nieuznawane, bo sprawa była procedowana, przez nominatów Ziobry albo dzięki jakiemuś kruczkowi jakiś odprysk trafi do KRS. Tu za dużo rzeczy może nie pójść jak trzeba, aby Polska stała się amerykańskim hubem czegoś innego niż kolumbijska kokaina.

  14. Uzupełniając – pisząc o strukturalnym odwróceniu przewagi państw morskich Zachodu nad Europą Środkową [czyli o odwróceniu skutków ery kolumbijskiej], oceniam, że dopiero w latach 30-tych istotną rolę może zacząć spełniać Lądowy Jedwabny Szlak. Ale okres Wielkiego Chaosu nie będzie sprzyjał rozbudowie i uzyskaniu odpowiednich wolumenów przepływu i rentowności. A realnie – lądowy rozkwit Nowego Jedwabnego Szlaku nastąpi moim zdaniem dopiero po Wielkiej Konfrontacji – przynajmniej po tej konfrontacji w Eurazji [bo rozprawa Chin z USA to może być znacznie późniejszy etap] – dopiero wtedy szybkie koleje [rzędu 300/500 km/h] czy hyperloop – i to przynajmniej kilkadziesiąt [kolejowych czy hyperloop] nitek naraz – pozwolą na uzyskanie EKONOMICZNEJ przewagi nad handlem morskim w ramach Eurazji. Przewagi trwałej – strukturalnej. Plus linie lotnicze – prawdopodobnie naddźwiękowe – dla obrotu dóbr high-tech o najwyższej marży. Czyli najszybciej realnie – Nowy Lądowy Jedwabny Szlak – odwróci przewagę handlu morskiego w ramach Eurazji najszybciej po 2040, może 2050. Ale grać trzeba strategicznie – docelowo i długofalowo. Jeszcze uwaga: założenie o obrocie Polski na Chiny ca 2035 – jest możliwe jedynie pod warunkiem, że wyjście USA z Europy [ca 2028-33] będzie albo opóźnione – albo wg założenia Pana Mariana Kozielskiego będzie nowa opcja wsparcia dla Polski ze strony USA – mimo zasadniczego wyjścia USA z Europy. Czyli Polska jako lokalny koncesjonowany silnie wsparty regionalny strażnik interesu USA – i SWOJEGO. Ale i wtedy okres między 2028 a 2035 uważam za krytyczny dla Polski. Jeżeli w tym okresie nie znajdziemy dość siły [wewnętrznej i zewnętrznej] na utrzymanie się – oraz o ile nie dokonamy odpowiednich zwrotów na poziomie taktycznym i strategicznym [przesunięcia miedzy opcją proatlantycką, a kontynentalna] – to niestety w twardej bezpardonowej grze znikniemy. Taktycznie winniśmy grać na KORZYSTNE zbalansowanie udziału opcji proatlantyckiej i kontynentalnej [grając NASZYMI PROPOLSKIMI stronnictwami w “dobrego i złego glinę” względem Brukseli [Berlina] i Waszyngtonu – co wymaga BARDZO trudnej wymiany obecnych kompradorów na stronnictwa PROPOLSKIE – i rządzące i opozycyjne] – a strategicznie kluczowy jest timing dla strategicznego obrotu na Chiny. Najpierw pod stołem [gdy oficjalnie nadal będzie jeszcze licytacja PROPOLSKA opcji proatlantyckiej i kontynentalnej] – na pewno z pozyskaniem pod stołem suwerennie dysponowanych głowic – jako ostatnim momentem na taki krok] – a potem – mając już twarde zasoby gwarantujące naszą siłę i suwerenność – dopiero wtedy oficjalny obrót na Chiny i oficjalny strategiczny sojusz z Chinami – najlepiej z jak największym udziałem państw Trójmorza. A i to najlepiej dopiero przy uderzeniu Chin na Rosję. Albo “tuż-tuż” przed – w okresie już otwartego artykułowania roszczeń Chin względem Rosji… Bo wtedy – jako czynnik “power in being” wiążący siły Rosji na jej zachodzie – będziemy mogli wynegocjować najlepsze warunki tego sojuszu z Chinami. Oczywiście – w pakiecie wraz z aktywami obrony np. megawatowych laserów itp broni i systemów RMA. I to przed atakiem Chin na Rosję, bo wtedy będzie gęsto w powietrzu od rakiet i hipersoników z głowicami. Stąd prosty wniosek, że musimy łożyć najwięcej na poziom high-tech i w kadry technologiczne – bo wtedy akwizycja tych zasobów RMA będzie najłatwiejsza i najszybsza. Moim zdaniem do 2035 wystarczy przeznaczać te 2% PKB na MON i PMT. Natomiast udział B+R powinien wzrastać systematycznie – nawet do 5% rocznie. Kosztem np. wydatków na niewydolną i drogą obecną edukację “stadną”, przez zastąpienie jej systemem zdalnego nauczania elektronicznego w domu – z pomocą bogatych zestawów najlepszych wykładów i materiałów objaśniająco-ćwiczeniowych dla indywidualizacji nauczania, także użycie AI [są już takie systemy AI – np. do matematyki – i to systemy…polskie] – polecam: https://kopalniawiedzy.pl/matematyka-sztuczna-inteligencja-nauczanie-system-zeszyt-online-Artur-Jackowski,31035 czy https://wola.waw.pl/2019/11/21/sztuczna-inteligencja-wspiera-nauke-matematyki/ albo do ściągnięcia [np. przez hasło w google do ściągnięcia PDF] ” Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019 – 2027″ – ta strategia długofalowa zakłada STAŁĄ naukę i uzupełnianie kompetencji wspierane przez AI – od dzieciństwa po przysłowiową grobową deskę. Tu diagnoza jest dobra – bardziej boję się o konsekwentne wykonanie. Oczywiście to wszystko winno dotyczyć koncentracji na naukach “twardych” [ale wraz z biologią i zwłaszcza z bioniką]. Jakość i skala edukacji protechnologicznej [plus oczywiście zapewnienie bazy dla zastosowania tej edukacji do skoku technologicznego] w latach 20-tych] – zwłaszcza z nadrzędną “czapką” budowania synergii – zdecyduje w drugiej połowie lat 30-tych o twardych DYSPOZYCYJNYCH aktywach i kompetencjach dla szybkiego i właściwego w reakcjach działania i przystosowywania się na ostre zmiany w otoczeniu regionalnym i globalnym. A to jest podstawowa i decydująca cecha homeostatu w cybernetyce – zdolność danego układu do adaptacji i adekwatnych reakcji NA CZAS względem zmian otoczenia – inaczej nie przetrwamy jako systemowy podmiot, a prawdopodobnie też jako naród. Bo ta konfrontacja będzie nieporównanie brutalniejsza, niż w II w.św. Decyduje o tym i stawka gry – po raz pierwszy naprawdę globalnej [światowej] – oraz zasoby zniszczenia – w sile i w zasięgu i w precyzji i w szybkości projekcji – nieporównywalne do tych z II w.św. Najgorsze jest to, że precyzja pozycjonowania uderzeń strategicznych [nieosiągalna w zimnej wojnie] całkowicie łamie bezpiecznik doktryny MAD [Mutual Assured Destruction] , który skutecznie nie pozwalał OBU stronom [w obawie o 100% pewne obustronne zniszczenie] na konfrontację jądrową. Gorzej – rozwój broni chemicznych masowego rażenia nowych generacji pozwala na ich użycie w określonym krótkim czasie aktywności, co dość ściśle lokalizuje region skażenia w oknie czasowym, po którym staną się nieaktywne. Tak samo bronie biologiczne – od niedawna [dzięki skokowemu postępowi genetyki] epidemie można użyć do uderzenia “masowego” – ale jednocześnie specyficznie precyzyjnego – bo ukierunkować na dane haplogrupy – czyli z małymi “stratami własnymi” – czyli np. ofiarami własnych obywateli, mających nieszczęście mieć ową haplogrupę… Stąd myślenie w kategoriach “kanonów” i “nieśmiertelnych dogmatów” zimnej wojny np. względem użycia broni ABC, jest nie tylko błędne – ale skrajnie szkodliwe. Tu na pewno i politycy i ekonomiści i generalicja starego “utartego” chowu…. do granic rutyny w schematach myślenia – są do całkowitej wymiany. Niestety – starego psa nowych sztuczek się nie nauczy….a wszelkie sfery i ekonomiczno-technologiczne i społeczno-komunikacyjne i militarne i polityczne – będą ulegały coraz szybszym zmianom systemowym…praktycznie w czasie rzeczywistym… Jedynym remedium są zasoby ludzkie wsparte przez AI – które będą musiały z coraz krótszym czasem reakcji – faktycznie non-stop i real-time – podejmować adekwatne działania, z potencjałem gotowości do co raz szybszego uruchomienia coraz większych zasobów we wszystkich domenach naraz [w sposób zsynchronizowany i synergiczny] – czyli przy ciągłym podnoszeniu poprzeczki stawki gry.

    1. Źle się wyraziłem w “wszelkie sfery i ekonomiczno-technologiczne i społeczno-komunikacyjne i militarne i polityczne – będą ulegały coraz szybszym zmianom systemowym…praktycznie w czasie rzeczywistym” – oczywiście, wszystkie zmiany odbywają się w czasie rzeczywistym. Tyle, że “kwant czasowy” ich wdrożenia był dość długi i w zasadzie etapowy [“schodkowy”] – dawało to czas na rozpoznanie zmiany i na przystosowanie się . Teraz światowy kocioł zacznie być podgrzewany w coraz szybszych i liczniejszych interakcjach [skrajnie “wszyscy ze wszystkimi”], na to będzie nachodziła presja do wyścigu technologicznego i osiągania przewagi za wszelką cenę. Czyli zmiana będzie w istocie każdego dnia, o każdej godzinie – niejako w trybie ciągłym. A to oznacza, że np. obradowanie ministerstw od 8 do 16 [i rządu i prezydenta itp agend] będzie kompletnym anachronizmem – wszelkie służby i agendy będą musiały działać w trybie zmianowym non-stop 24/7 jak centra kryzysowe – i to będzie “nowa normalność”. Decyzje nie będą podejmowane w ramach specjalnych zebrań komitetu – będą podejmowane jak najszybciej, w większości wypadków natychmiast – ze stałym udziałem ekspertów – i wsparciem rozpoznawczo-analityczno-diagnostycznych narzędzi np. AI. Wszelkie wolne okna czasowe dla pozyskiwania informacji zostaną wypełnione i przekształcone w strumień ciągły pozyskiwania i przetwarzania, państwo i jego infrastruktura [która w dużym stopniu zleje się w jeden organizm strategiczny] – będą zawsze w stanie przynajmniej “pomarańczowego alertu”. Zbieranie informacji real-time i jej adekwatna obróbka do podejmowania decyzji – będą równie ważne, albo i ważniejsze [a na pewno nadrzędne w priorytetach] – niż materialne zasoby strategiczne [militarne czy ekonomiczno-infrastrukturalne]. Opracowywanie ZAWCZASU scenariuszy ewentualnościowych będzie zadaniem zasadniczym – na kopanie studni do pożaru [nie mówiąc o tradycyjnym biadaniu w polityce nad rozlanym mlekiem czy o przerzucaniu się i licytowaniu co do winy itp. spraw – tak ulubionych teraz przez polityków w mediach] – na to zwyczajnie nie będzie czasu. Polityka i zarządzanie operacyjne zasobami [cywilnymi i wojskowymi] stanie się jedną sferą – to będzie przypominało wielką wieżę kontrolną lotów z operatorami przy ekranach – czy centrum kontroli lotów kosmicznych. Oczywiście upraszczam dla poglądowego przedstawienia – bo to będzie rozproszona sieciocentryczna organizacja hierarchiczna – komunikująca się real-time – i decydująca i zarządzająca real-time. Nie muszę tłumaczyć, że ani obecni politycy [zasadniczo laicy od lania wody i od obiecanek bez pokrycia] – WSZYSCY co do jednego – ani większość decydentów i kadr i cywilnych i wojskowych instytucji – nie spełniają ww wymagań. Ba – nawet większość kadr operacyjnych [na czele z leniwymi urzędnikami] będzie musiała przejść zasadnicza reorganizację i napełnienie nowymi kadrami – o wysokich wymaganiach co do ich kompetencji, komunikatywności i zdolności działania zespołowego. Z egzekwowaniem w trybie natychmiastowym [od odsunięcia od stanowiska – po nakazanie wykonania wyroku w trybie natychmiastowego sądu polowego] przez przełożonego – w razie istotnego błędu. Obecnie polityk podejmuje różne decyzje i za nic nie odpowiada, a jak coś tam wyjdzie na jaw, to się albo tłumaczy dobrymi chęciami, albo daje mętne “wytłumaczenia” wołające o pomstę do nieba, albo uderza w wielkie pretensje i teatralne rozdzieranie szat, że oto na niego biednego i jedynego sprawiedliwego na idzie polityczna niesprawiedliwa ustawiona złośliwa nagonka itd. itp. Przyszły polityk to będzie raczej wyszkolony informacyjnie i merytorycznie zespołowy element machiny hierarchicznej – jak służb mundurowych – działający zadaniowo i rozliczany natychmiast. Niestety w ciężkich czasach władza państwowa albo twardnieje – albo państwo znika. Co niestety wskazuje bardzo silny trend do przechodzenia struktur państwa [i społeczeństwa] w zamordyzm – nawet totalitaryzm. Można temu oczywiście zapobiec – ale tylko wtedy, gdy zawczasu zaprojektuje się mądry przemyślany system zbalansowania oddolnego – i ten system zawczasu się wprowadzi. Jak widać – w latach 20-tych będzie coraz większy ferment – ale to w latach 30-tych i prawdopodobnie 40-tych – cały świat będzie się gotował i coraz szybciej zmieniał – nie tylko w granicach i zestawie graczy – ale i w wewnętrznej organizacji i funkcjonowaniu – państw i społeczeństw – na co nałoży się olbrzymi skok technologiczny [w wielu przypadkach nie służący ludziom – raczej przeciwnie] . Niestety żyjemy, według chińskiego przysłowia [a raczej przekleństwa], w CORAZ ciekawszych czasach – które moim zdaniem przeorają świat dużo głębiej pod każdym względem w ciągu 30 lat materialnie, społecznie i w systemie wartości, w ludzkiej mentalności [oby nie w fizycznie zaaplikowanej cyborgizacji i bionice] – niż zmienił się świat i całość wszystkich ziemskich cywilizacji od drugiej połowy XVII w. – gdy ukształtowała się wielka rywalizacja i przewaga zasięgu oddziaływania państw morskich Europy nad lądowymi, a technologia Europy przekroczyła pewien punkt rozwoju bez odwrotu, by potem rozlać się na cały świat i włączyć wszystkich do tego rozwoju . Świat AD 2050 będzie moim zdaniem absolutnym szokiem cywilizacyjno-technologiczno-kulturowo-społecznym dla obecnie żyjących ludzi AD 2020. Najlepszym i najczęstszym określeniem zmian we wszelkich aspektach realu, jakie dzisiaj żyjący ludzie użyją w 2050 w retrospekcji [porównując ówczesną teraźniejszość do przeszłości wg stanu AD 2020] będzie: “nawet nam się o tym nie śniło, że tak może być, że to mogło się zdarzyć”. Pytanie tylko, czy będą mogli powiedzieć to na głos, czy też tylko w myślach…i z jakimi konsekwencjami…moim zdaniem ludzkość przejdzie największa próbę przetrwania jako…ludzkość, od czasu “wielkiego wyjścia” z Afryki jakieś 110-130 tys lat temu. W skrajnym wypadku populacja może spaść poniżej miliarda…a w bardzo skrajnym przypadku skurczy się do liczebności globalnej jak u zarania cywilizacji antycznych ca 3,5 tys lat p.n.e. …natomiast w optymistycznym wariancie straty szacuję na 1/4 do 1/2 populacji ziemskiej…

      1. (…)Decyzje nie będą podejmowane w ramach specjalnych zebrań komitetu(…)
        Widać, że jesteś wychowany w Polsce… tylko w Polsce, wierzą że negocjacje toczą się tylko przy stole negocjacyjnym. Reszta świata negocjuje w stylu zaprezentowanym w (…)Wschodzące Słońce(…).

        1. @JSC – zwał jak zwał, pomijając Twe dziwne czepianie się za wszelką cenę [bo sam negocjacje pod stołem i na twardo osobiście od dawna promowałem i promuję], chodzi o działanie i strategiczne i operacyjne [w tym sterowanie wewnętrzne państwem] w trybie ciągłym/zmianowym [można powiedzieć: wachtowym – jak na okręcie] – non-stop i real-time: gdzie stopień “alertu” dla danej sprawy będzie decydował o priorytecie procedowania i o przydziale zasobów. Zaś tworzenie nowych komórek zadaniowych będzie robione na podstawie nowych planów ewentualnościowych, które wykażą potrzebę utworzenia takich zespołów i odpowiedniego wpięcia organizacyjnego – wszystko koniecznie WYPRZEDZAJĄCO. Tak naprawdę nastąpi na poziomie strategicznym zlanie zarządczego systemu “cywilnego” z militarnym sieciocentrycznym C4ISR. Na pewno militarny C4ISR będzie dostarczał danych i analiz dla poziomu decyzji strategicznych państwa.

  15. Tak odnośnie USA i Europy – superważny “news” – USA wdrożyły ładunki jądrowe małej mocy i przeprowadziły symulację kontrodpowiedzi na rosyjski atak “deeskalacyjny” względem państwa NATO w Europie Środkowej [np. Polski]. Czyli USA uzyskały równowagę na wszystkich szczeblach drabiny eskalacyjnej – równowaga przywrócona – Rosja nie ma już przewagi asymetrycznej [“podprogowej” względem zbyt ryzykownego ataku jądrowego dużej mocy] względem państw Wschodniej Flanki NATO. Polecam: https://www.defence24.pl/amerykanie-gotowi-zareagowac-na-rosyjskie-uderzenie-atomowe Przy czym Amerykanie z Esperem na czele – postarali się, by ten komunikat strategiczny trafił do końca do świadomości decydentów Kremla – z Putinem i Szojgu na czele. Dla Polski to wyjątkowo dobra wiadomość – WRESZCIE w USA konkretnie się opowiedzieli i z parasolem atomowym – i ze środkami do przeprowadzenia w realu tych działań – dla zaprowadzenia obrony na atak jądrowy Rosji. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę, że ryzyko podjęcia takiej akcji “deeskalacyjnej” będzie teraz nieakceptowalne – bo USA odpowie na pewno, tego Kreml jest pewien, ponieważ doskonale wie, że USA nie dopuści do przerwania “kordonu sanitarnego” na czele z Polską – bo to by oznaczało dla USA powstanie supermocarstwa Lizbona-Władywostok, silniejszego od USA. Amerykanie uderzyli w sam sens zastosowania doktryny “deeskalacyjnego” uderzenia jądrowego. Czyli osiągnęli najwyższy stopień zwycięstwa wg Sun Tzu – zniweczenie strategii nieprzyjaciela. Doktryna “deeskalacyjna” stała się bezużyteczna dla Kremla – przynajmniej względem Wschodniej Flanki NATO. Gdyby nawet zdecydowali się “na próbę” – to USA na 100% odpowie symetrycznie. Opinia publiczna napiętnuje Rosję jako ewidentnego agresora, zaś USA zyska status obrońcy – i to nawet w Pekinie – ze względów geostrategicznych, dla których Pekin de facto potępił aneksję Krymu. Rosja była by w takiej sytuacji poddana i bardzo ostrym sankcjom i izolacji w stylu “żelaznej kurtyny” – w tym przez Pekin. No i na dokładkę “pijarowo” – katastrofa Kremla. Taka zagrywka zupełnie nie opłaca się Kremlowi – i dlatego zrezygnuje z “deeskalacyjnego” uderzenia jądrowego na Polskę już w fazie planowania. Na tym polega skuteczne odstraszanie strategiczne. Aczkolwiek moim zdaniem w żadnym razie nie zwalnia to Polski od starań o pomostowy NATO Nuclear Sharing – ani od docelowego pozyskania własnych głowic pod stołem. Co ciekawsze – tym ruchem USA pokazały, że to one są REALNYM parasolem atomowym Europy względem Rosji – tu Francja – która i tak położyła temat wycofując się rakiem – nie dość, że w doktrynie ograniczyła się do użycia atomu tylko w razie atomowego uderzenia na samą Francję – to na dodatek Francja nie ma głowic małej mocy [ca 5 KT] do symetrycznej odpowiedzi “podprogowej” na “deeskalacyjne” uderzenie małej mocy ze strony Rosji. Nie dość, że Francja nie ma woli – to nie ma środków do wprowadzenia SKUTECZNEGO “parasola atomowego” dla Wschodniej Flanki. Cała wizyta Macrona w Polsce może więc byc określona jako wielki niewypał i kompromitacja Francji. Co ciekawe – bardzo możliwe, że brytyjskie rakiety Trident na “boomerach” zostaną też wyposażone w głowice małej mocy [5 KT] – i wtedy to UK stanie się lokalnym “delegowanym gwarantem atomowym” dla Europy z cała drabina eskalacyjną…co utrzyma pozycje USA mimo wyjścia sił USA z Europy. Zapewne brytyjskie atomowce będą obstawiały region GIUK i Arktyki [narastająca konfrontacja o Arktykę – czyli o Arktyczny Jedwabny Szlak, o surowce, oraz o geostrategiczną Strefę Seversky’ego] – razem z odtworzoną II Flotą US Navy. Trochę się wyklarowało, jak będzie wyglądała strategia “off-shore-balancing” USA z pomocą UK dla Wschodniej Flanki NATO i dla NORDEFCO – głównie projekcją zeskalowanej siły z morza z bezpiecznie operujących “boomerów” wokół wybrzeża Rosji [maksymalna niepewność i ryzyko dla Rosji] – plus rakiety nowej generacji średniego zasięgu [500-5000 km – czyli wypełniające dotychczasową asymetrię przewagi Rosji łamiącej INF – np. Kalibrami o zasięgu 2200 km odpalanymi z tych samych mobilnych wyrzutni naziemnych, co Iskandery – Iskandery też mają przynajmniej 800 km zasięgu] – plus przerzucane lotnictwo [pewnie via UK jako “niezatapialny lotniskowiec”]. Uzupełnienie to “magazyny sprzętowe” – ale przy braku US Army jedyny sensowny model ich wykorzystania to “leasing” wg “just-in-time” przez armie Wschodniej Flanki NATO – na czele z Polską, Norwegią i Rumunią.

  16. Pisałem, że wobec fińskiego projektu wydobywania uranu i przerobu [wzbogacania] – rzecz jasna oficjalnie tylko dla własnych elektrowni jądrowych – oraz wobec wzmocnienia Finlandii programem myśliwca HX-F i wobec silnego dozbrojenia programem Squadron 2020 sił morskich w Zatoce Fińskiej – Rosja nie pozostanie obojętna. Wobec przyjęcia przez USA parasola atomowego wobec Wschodniej Flanki NATO, w tym na uderzenie “deeskalacyjne” , co jest już [na szczęście dla Polski] oczywiste – pytaniem jest, czy aby Rosja nie zechce przetestować USA wobec państwa nie-natowskiego. Idealny kandydat to Finlandia [także z innych ważkich dla Kremla powodów]. Najpierw wojna asymetryczna i ruchawki na granicy, przekraczanie granicy [a jest straszliwie długa przy demografii Finlandii – ponad 1400 km granicy z FR] – na ladzie [nawet z przesuwaniem słupów granicznych i innych prowokacji], naruszenia przestrzeni powietrznej [i oskarżanie o to wszystko “perfidnych” Finów – by móc eskalować w “obronie”], potem sabotaże,starcia, wreszcie przekroczenie pewnej granicy i wojna najpierw lokalna, potem w wielu punktach dla rozproszenia Finów. Oczywiście w “obronie” FR. Jeżeli “hardzi” Finowie nie poddadzą się oczekiwanej…finlandyzacji – może dojść do eskalacji konfliktu w ramach pomocy NORDEFCO. Co właśnie może być osobnym celem Rosji – bo wtedy albo przystąpią do zdecydowanego ataku pełnoskalowego – albo użyją “deeskalacyjnie” ograniczonego ładunku jądrowego. Czyli testowanie odpowiedzi na atak konwencjonalny – lub “deeskalacyjny” Finlandia [i Szwecja też] mimo tzw. neutralności, mają podpisane “złote traktaty” z USA – właśnie przeciw agresji Rosji. I to właśnie może zostać przetestowane. Gdyby udał się atak konwencjonalny Armii Czerwonej – to NORDEFCO byłoby de facto rozbite jako nieskuteczne. Także udział w NORDEFCO państw NATO [Norwegia, Dania] byłby pośrednio ciosem w NATO, a szerzej patrząc – w zaangażowanie tych państw w eskalację w Arktyce po stronie USA [i UK]. Jeżeli atak Armii Czerwonej by przyniósł zły wynik dla Kremla – wtedy Rosja może “z bólem serca” przetestować “deeskalacyjne” uderzenie jądrowe [oczywiście w “obronie pokoju i dla ustabilizowania sytuacji”] – dla rozbicia jedności NORDEFCO, ale i dla podważenia USA jako gwaranta “złotych sojuszy” – i jako lidera NATO. Przy czym bardzo prawdopodobna w takim wypadku totalna dezinformacja Kremla dla rozmycia reakcji USA i reakcji opinii międzynarodowej [wszak “pożytecznych idiotów” Kremla nie brak – Kreml odcina kupony od dekad kreciej roboty i duraczenia…]- np. w ich stylu byłoby oficjalne dementi Kremla użycia ładunku jądrowego i wpieranie, że to był tylko wielki ładunek termobaryczny zrzucony np. z Tu-95, ba, z wielkim oburzeniem całkiem możliwe ogłaszanie wszem i wobec przez Kreml, że to jest perfidna prowokacja USA, która chce eskalacji i wojny z Rosją, chce bezwarunkowego obrotu Finlandii i Szwecji na USA i wciągniecia ich do NATO i takie tam publiczne tradycyjne rozdzieranie szat ciężko skrzywdzonego niewiniątka…w tym względzie Kreml jest niezawodny… W każdym razie Finowie przez program atomowy zostali wzięci na celownik twardych planów ewentualnościowych Kremla – w Europie są teraz na pierwszej pozycji listy Kremla do “przyduszenia” – to akurat jest pewne… Akcja propagandowa Kremla po odpaleniu “deeskalacyjnego” ładunku: ta na pewno była by prowadzona na skalę totalną – miała by na celu niedopuszczenie do użycia przez USA symetrycznie bomby atomowej [ca 5 KT], by NORDEFCO poczuło się zdradzone i izolowane, a gwarancje USA dla państw NATO – były by po pewnym czasie głośno podważone i wyśmiane przez rosyjska agenturę wpływu. Cóż – zobaczymy…Rosja na pewno będzie grała coraz bardziej ostro – bo stawka jest dla niej ekstremalnie wysoka – jeżeli nie przerwie “kordonu sanitarnego” i nie ustanowi supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – to albo połknie ją chiński smok – albo będzie zmuszona, praktycznie tylko za samo przetrwanie, przyjąć na kolanach “ofertę” Waszyngtonu przeciw Chinom – zapewne jako mięso armatnie… Tak rozwijając temat – nie byłbym zdziwiony, gdyby Rosja spróbowała przerwać “kordon sanitarny” południem Europy – czyli rozpalić bałkański kocioł – zwłaszcza z udziałem Serbii, Grecji i Turcji. Tam splatany węzeł gordyjski nakładających się interesów jest wyjątkowo łatwy do zaognienia – no i przejęcie Bosforu kusi Rosję od 300 lat…przecież nie bez kozery Rosja chce wypchać US Navy z Morza Śródziemnego strefami A2/AD w Syrii i w Libii…cóż, w coraz ciekawszych czasach żyjemy…

  17. No cóż – chyba coś jest na rzeczy z “delegowaniem” na Royal Navy także głowic W76-2 małej mocy [5 KT] w rakietach Trident II D5 brytyjskich “boomerów” dla zbalansowania ewentualnego uderzenia “deeskalacyjnego” Rosji na państwo nieatomowe wschodniej flanki: https://www.defence24.pl/brytyjski-projekt-wymiany-glowic-atomowych-potwierdzony. Dla Rosji wieść hiobowa – bo nie będą mogli liczyć na pełne zaangażowanie US Navy na Pacyfiku – przynajmniej Royal Navy będzie pilnowała GIUK i Arktyki – w całej atomowej drabinie eskalacyjnej. To winduje wycenę wpływu UK na poziomie strategicznym na Europę – i wobec jednoznacznej deklaracji francuskiej doktryny kontruderzenia atomowego tylko w razie bezpośredniego ataku na Francję spycha Francję na margines realnej wyceny wpływu ich potencjału atomowego [strategicznego] względem Europy. Praktycznie Francja wycofała się i przybrała postawą defensywną w stylu linii Maginota. Paradoksalnie – w tej sytuacji – już po Brexicie – to UK w Europie stało się głównym ‘bezpośrednim” “delegowanym” rozgrywającym z ramienia USA dla “szybkiego reagowania” na poziomie geostrategicznym. Czyli wasalizacja Europy przez USA postępuje metoda faktów dokonanych – na poziomie zasadniczej przebudowy układu sił – zwłaszcza projekcji siły w całej drabinie eskalacyjnej. Druga rzecz – konsekwentnie [po wypowiedzeniu INF uznanego przez USA za trwale złamany przez Rosję] USA zamierzają najwidoczniej wprowadzić do Europy rakiety średniego zasięgu [500-5500 km] – https://www.defence24.pl/szereg-decyzji-nato-w-zwiazku-z-rosyjska-bronia-sredniego-zasiegu Co istotne – z jednej strony ma nastąpić integracja NATOwskich systemów plot i antyrakietowych [tu pytanie – czy NORDEFCO, a zwłaszcza Szwecja z przyszłymi Patriotami – też wejdzie w tę integrację NATO] – z drugiej “„budowanie systemu odstraszania ofensywnego” – zapewne na rakietach średniego zasięgu. Oczywiste konsekwentne postawienie “kropki nad i” to wyposażenie niektórych rakiet średniego zasięgu w głowice W76-2 o mocy 5 KT dla zbalansowania w drabinie eskalacyjnej rosyjskiego uderzenia “deeskalacyjnego”.

  18. Taka uwaga – nieudana wizyta Macrona w Polsce przesądziła o wycofaniu się z początkowych deklaracji Francji roztoczenia “parasola atomowego” dla Europy [UE] – szczególnie dla tej wschodniej Europy. To pokazuje realną pozycję i wagę Polski dla całego regionu – bo skoro Polska nie “łyknęła” francuskich obiecanek, to wizyty i rozmowy z innymi graczami na wschodzie Europy – nie miały już sensu…to samo ustawienie wagi Polski w regionie dotyczy w istocie i USA i Chin i Rosji…wszyscy o tym wiedzą…poza naszymi włodarzami w Warszawie…

  19. Bardzo ciekawy artykuł na temat drugiego obiegu. Taką pracę organiczną powinniśmy prowadzić, aby rozwijać myśl państwowotwórczą. Jak ma się do tego opinia ludzi mieszkających w tych krajach? Co się stanie po kolejnych wyborach?

Leave a Reply