Program 500+ na powrót polskich emigrantów [video]

O tym, czy pomysł zaoferowania polskim emigrantom specjalnych przywilejów po powrocie do kraju byłby skuteczną i właściwą metodą na ich ściągnięcie. Czy sfinansowanie biletu powrotnego na samolot czy preferencje podatkowe byłyby decydujące w kwestii podjęcia decyzji o powrocie? Moja odpowiedź na zaproszenie do debaty na powyższe tematy 🙂

 

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

35 komentarzy

  1. Stwierdziłem, że skrobnę parę słów odnośnie tego co spowodowało, że żyję teraz poza Polską. U mnie było to nieplanowane. W 2005 wyjechałem na Erasmusa i robiłem drugi dyplom w Niemczech. Cała „zabawa” w Erasmusa, a przede wszystkim spory wysiłek włożony w podwójny dyplom, miały jeden jedyny cel. Aby móc łatwiej i lepszą pracę w PL znaleźć po powrocie ze studiów (wtedy to były czasy 20% bezrobocia w PL)… o ja naiwny 🙈!

    Już jakoś przed końcem studiów (2007) wysłałem kilkaset aplikacji do Polski do różnych firm i wszystkie bez odzewu (a nie, jakoś niedawno jak RODO wprowadzili, to mi info przyszło, że kasują moje dane z jednej firmy). Z desperacji zacząłem wtedy – już po obronie w Polsce, a jeszcze przed obroną w Niemczech – wysyłać aplikacje w DE. Wysłałem chyba z 17, na wszystkie dostałem odpowiedź, 3 zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne i 2 oferty pracy. Czyli w niecałe 3 tyg. od rozpoczęcia poszukiwań miałem tam umowę o pracę.
    Niemniej jednak – już po podjęciu pracy w DE – dalej szukałem w PL. Miałem nawet już jedną fajną rekrutację na śląsku w 2008. Ale przyszedł pamiętny kryzys 2008 i… zresztą podejrzewam, że każdy wie co się wtedy działo. Wyszło zatem, jak wyszło. Ożeniłem się międzynarodowo z poznaną na studiach w Niemczech przedstawicielką innego kręgu kulturowego, zmieniłem w DE prace na lepszą.

    Owszem w późniejszych latach dalej szukałem interesującej mnie pracy w PL, jednak bezowocnie … a około roku 2014 stwierdziłem, że trzeba dać sobie z tymi poszukiwaniami spokój i zająć się życiem. Potem porodziły mi się dzieci… i jak na razie tak zostało.

    Teraz odnośnie tego co by mnie skłoniło do powrotu.

    Pracuję od 13 lat w działach badań i rozwoju wysokich technologi dosyć sensownego przemysłu.
    Na chwilę obecną jedynie powstanie w dużej ilości rodzimych firm, które uprawiają własne Badania&Rozwój wysokich technologii byłyby dla mnie pierwszym NIEZBĘDNYM warunkiem do tego, żebym zaczął myśleć nad powrotem.
    Na chwilę obecną praktycznie takich firm nie ma, a jak są to raz, że jedna jaskółka wiosny nie czyni,a dwa … hmm. Lepiej zostawię te przemyślenia dla siebie.

    Teraz parę słów dlaczego takim tokiem rozumowania się posługuję.
    Ma to swoje wyjaśnienie w tej grafice

    https://www.tobiasclarsson.com/wp-content/uploads/pdp.png

    Firmy same tworzące swoje know-how mają kontrolę nad całym łańcuchem kroków rozwoju nowych produktów przedstawionym w tej grafice.
    Większość „przemysłu” w Polsce, to są montownie albo podwykonawcy zleceniodawców z zachodu.
    Czyli patrząc na tę grafikę, to polski przemysł najczęściej lokuje się jako zaledwie mały puzelek w Stage 4 w „Company perspective” albo Stage 6 „Product development perspective”.
    Kiedyś polskie firmy miały kontrolę nad całym łańcuchem rozwojowym. Teraz już tak nie jest.

    To ma bardzo ważne i dalekosiężne konsekwencje.
    Mając kontrolę nad całym łańcuchem tworzenia produktów (PLM – product lifecycle management) ma się – jako firma, branża, gospodarka – kontrolę nad własnym funkcjonowaniem. Można wiele rzeczy planować i definiować na lata. Nie mając tej kontroli, jest się jako firma/branża/gospodarka cały czasu uzależnionym od cudzych – często wrogich – decyzji, niczym pracownik najemny uzależniony jest w swym życiu od wypłaty do wypłaty. Bez wolnych środków pozostających mu do dyspozycji ma mały margines manewru.

    I teraz nawet powrót do Polski do jednej firmy, która ma swoje B&R, może mieć posmak zwycięstwa „w końcu jestem u siebie i robię to co lubię”. Jednakże z chwilą, kiedy taka firma jest quasi monopolistą, ma ona bardzo duże przełożenie negocjacyjne w stosunku do pracobiorców (obojętnie na jakiej pozycji zatrudnionych). Czyli pracownik najemny ma zdecydowanie gorszą pozycję i jak zatrudnienie tam z jakichś powodów przestanie mieć dla niego sens, to wielu alternatyw na polskim rynku nie ma.

    I to jest właśnie paradoks tego o co woła dr. Bartosiak. On ma najwyraźniej nadzieję, że tacy ludzie jak ja wrócą i stworzą z niczego odpowiednie firmy, które pchną kraj do przodu. To tak nie działa.
    Tacy ludzie jak ja często są jak pewnego rodzaju koła zębate, które pracowały na jakimś odcinku w zaprojektowanym przez kogoś innego mechanizmie i znając się tylko na tym odcinku. I najczęściej potrzebowaliby mieć możliwość po przyjeździe na taki lub podobny właśnie odcinek pracy trafić, aby być z pożytkiem dla całego systemu.

    I teraz nie oszukujmy się. Tworzenie takich firm, to nie jest mały pikuś. To są często potężne środki, które trzeba najpierw zainwestować, żeby cała maszyneria zaczęła się z zyskiem kręcić. Przy czym często przepala się mnóstwo kasy, która jest tylko przepalona, a się nie zwróci. I jest tak nawet wtedy, kiedy ludzie znający się na rzeczy i swoim fachu biorą się za to, a nie np. urzędnicy nie mający o życiu pojęcia.
    Osobiście przez prawię połowę mojej kariery zawodowej brałem udział w projektach badań i rozwoju nowych produktów, które były bardzo ciekawe i zawodowo bardzo rozwojowe dla mnie, ale się moim pracodawcom finansowo nie zwróciły. Choć kosztowały nieraz grube miliony Euro. Taki jest niestety urok tworzenia czegoś nowego.
    Owszem są przemysły, które mają mniejszy próg wejścia, jednak te rzeczy mające faktycznie znaczenie, po prostu kosztują.
    Zgadza się, można np. kupić sobie parę satelitów i dać je wysłać w kosmos. Ale już stworzenie samemu własnej technologii lotów w kosmos, to inna bajka. A to byłby dla Polski „game changer”, a nie wysyłanie cudzymi rakietami satelitów zaprojektowanych i zrobionych przez kogoś innego. Tak samo próba stworzenia własnego przemysłu jądrowego byłaby impulsem rozwojowym, a nie kupno gotowej elektrowni jądrowej od kogoś.

    1. Bardzo dziękuję za powyższy ciekawy wpis – okiem zainteresowanego.

      Dodam od siebie, może to co wybrzmiało z komentarza ale myślę, że warto podkreślić.

      Nawet najlepsi specjaliści i naukowcy mogą kompletnie nie znać się na prowadzeniu biznesu. Tak jak biznesmen nie musi być naukowcem, by prowadzić firmę innowacyjną, tak naukowiec/inżynier nie musi być biznesmenem w firmie, w której pracuje.

      I to jest to o czym Pan pisał. Przyjazd do Polski tylko po to by odbić się o jednych drzwi i wylądować na gołym polu nie ma kompletnie sensu. Żeby w Polsce były firmy z rozwiniętym działem B&R to polskie firmy muszą być gigantami. Pisałem o tym w innym tekście. Know-how i B&R trafiają do kraju-matki danej firmy. Dlatego my tu w Polsce powinniśmy – jak tylko jest alternatywa – nabywać polskie produkty. Jeśli są tak samo dobre (bo to znaczy, że właściciel dba o jakość i rozwój i zwiększenie zysków oznaczać będzie inwestycję).

      pozdrawiam
      KW

      1. (…)Nawet najlepsi specjaliści i naukowcy mogą kompletnie nie znać się na prowadzeniu biznesu. Tak jak biznesmen nie musi być naukowcem, by prowadzić firmę innowacyjną, tak naukowiec/inżynier nie musi być biznesmenem w firmie, w której pracuje. (…)
        Oby ci biznesmeni nie byli typowymi zawodowymi-dyrektorami… bo tacy potrafią ścinać koszty zaczynając od rdzenie interesu… Bo tak się składa, że aby wiedzieć co jest czym to trzeba się trochę jarać tym czym się zajmuje dana firma. Drugie zagrożenie to wyskakiwanie z pomysłami w stylu SuperLigi Perez’a.

        (…)Żeby w Polsce były firmy z rozwiniętym działem B&R to polskie firmy muszą być gigantami.(…)
        To chyba lekka przesada… w Polsce jest kilka firm, które robią na prawdę dobrą robotę i jakoś żadna z nich nie jest jakimś koncernem.

        1. @Jacek Strzemieczny

          „(…)To chyba lekka przesada… w Polsce jest kilka firm, które robią na prawdę dobrą robotę i jakoś żadna z nich nie jest jakimś koncernem.(…)”

          Zgadza się. Na przykład jest Elektrobudowa. Oni jakoś po 2010 zaczęli sprzedawać rozdzielnice wnętrzowe WN typu OPTIMA 145
          https://www.elektrobudowa.pl/download/5001
          Elektrobudowa swoim własnym B&R doszła do tego produktu. Jednakże jest tak, że jest to ogólnie technologia mająca już ok 70 lat. Jest problematyczna, bo ma ograniczenia prawne z powodu zastosowania do izolacji elektrycznej gazu cieplarnianego SF6. I co najważniejsze, sporo podzespołów, których Elektrobudowa musi używać, po prostu w Polsce nikt nie produkuje (albo produkuje pod którąś z innych zagramanicznych marek) więc i takie są ograniczenia. Wszyscy inni producenci na świecie mają albo własne podzespoły albo z firm z własnego kraju. Zatem kołderka jest króciutka z każdej strony.
          Jednak nawet Elektrobudowa musiała wpakować ciężkie miliony Euro w zbudowanie odpowiedniej fabryki oraz laboratoria wysokich napięć.

          1. Mam trochę lepsze przykłady:
            – Solaris, który jeszcze nie dawno był polski ma mocną pozycję w europejskim rynku autobusów i tramwaji nowej generacji
            – WB Electronics robi w dronach, ma swój system C4I/BMS o nazwie Topaz oraz BMS o nazwie Fonet, na którego nie dawno Amerykanie przedłużyli licencję… https://www.defence24.pl/polska-lacznosc-w-pojazdach-us-army-przedluzono-licencje
            – ostatnio na tych łamach Georealista zaczął reklamować firmę Spartaqs, która też robi w dronach (chociaż nazywa dronoidami)
            Ostatnio zaczęły się testy tych sprzętu przy dostawach zakupów z Decathlonu… https://www.rynek-lotniczy.pl/mobile/lublin-dron-dostarczyl-klientom-przesylki-34pierwsza-taka-operacja-w-ue34-11467.html
            – firma Fibaro działa z kolei w branży smart home
            – z kolei na rynku drukarek 3D sukcesy odnosi firma get3D, a i Intergart ma w tym sektorze druku (ta firma ogólnie robi w druku) też ma coś do powiedzenia

            (…)Jednak nawet Elektrobudowa musiała wpakować ciężkie miliony Euro w zbudowanie odpowiedniej fabryki oraz laboratoria wysokich napięć.(…)
            Chociaż z drugiej strony Elon po Starshipa idzie po taniości… to co oni tam wyprawiają to chałupnictwo pełną gębą, a i tak wyprzedzają NASA z jej SLS o lata świetlne. A z drugiej strony w ciągu kilku lat otworzyły się branże, które mają tani B+R:
            – moduły współpracujące z platformami Strawberry i Nano
            – hakowanie firmware sprzętów (od branży medycznej po traktory rolnicze) kierowane na rynek amerykański… po tym jak ich Sąd Najwyższy usankcjonował praktyki tego typu to okazało się, że najlepszą renomę na tym rynku mają Polacy i Ukraińcy

          2. @Jacek Strzemieczny

            W sumie nasz wątek zaczyna być trochę off-topic i nie wiem, czy to jest właściwe miejsce do takiej dyskusji, ale na razie lepszego miejsca nie mamy, więc jeszcze parę słów ode mnie.

            „(…)
            Mam trochę lepsze przykłady:
            – Solaris, który jeszcze nie dawno był polski ma mocną pozycję w europejskim rynku autobusów i tramwaji nowej generacji
            (…)”

            Dziękuję za te przykłady, ze dwóch nie znałem. Mam jednakże odnośnie tej listy dwie obiekcje:
            1. Niektóre z tych firm nie tworzą/towrzyły swoich kluczowych komponentów. Dla Solarisa (jak i każdego pojazdu) takim sercem wszystkiego jest silnik, produkcji amerykańskiego koncernu. Bez niego firma stoi.
            Na drugim, pozytywnym biegunie, wydaje się być Fibaro – choć nie wiem skąd oni biorą procesory do swojego sprzętu.
            2. Niestety dłuższą listę ciekawych firm w DE jestem w stanie zrobić przechodząc się 300m ulicą w dzielnicy przemysłowej w mieście gdzie pracuję (Miasto poniżej 150 tyś mieszkańców, sporo mniejsze od Rzeszowa).
            Dlatego pisałem, że w Polsce to są na razie pojedyńcze jaskółki jeszcze nie czyniące wiosny.

            „(…)
            Chociaż z drugiej strony Elon po Starshipa idzie po taniości… to co oni tam wyprawiają to chałupnictwo pełną gębą, a i tak wyprzedzają NASA z jej SLS o lata świetlne.
            (…)”

            Mogą tak robić, dopóki nie ma ludzi w próbach. Jak im się pojawią pierwsze ofiary śmiertelne, to zostaną zmuszeni do stosowania ogólnie przyjętych w aerospace-industry standardów postępowania.

            „(…)
            A z drugiej strony w ciągu kilku lat otworzyły się branże, które mają tani B+R:
            – moduły współpracujące z platformami Strawberry i Nano
            – hakowanie firmware sprzętów
            (…)”

            Z mojego punktu widzenia problemem jest skończona ilość ludzi z głową na karku. Wcześniej była niewielka ilość przemysłów/branż, które wymagały inteligentnych i superinteligentnych rozwiających daną działkę. Więc nie musiały o nich tak konkurować.
            Obecnie jest dużo branż ściągających „mózgi”, a nie robiących nic sensownego produkcyjnie/rozwojowo (np. rozwój gier komputerowych, rozwój algorytmów do gry na giełdzie, itp, itd).
            Więc jasnym się staje, przynajmniej dla mnie, że tam – w tych kluczowych branżach – gdzie brakuje ludzi, tam trzeba zacząć obniżać próg wejścia intelektualnego. Inaczej konkurencja ze wschodem i jego masami ludzi jest z góry skazana na porażkę.
            Żeby unaocznić to co mam na myśli, swego czasu podczas rozmowy z chińskim kierownikiem projektów, padła z jego ust mniej więcej taka wypowiedź:
            „W moim poprzednim projekcie stwierdziliśmy, że projekt trochę utknął. Ale zatrudniliśmy szybko 400 inżynierów i ruszyło to do przodu”.
            Miny Niemców i jednego Amerykanina bezcenne.

            Co chcę przez to powiedzieć? To, że owszem coś się zaczyna ruszać i to mnie niezmiernie cieszy. Jednak z mojego punktu widzenia dzieje się to zbyt późno i zbyt wolno.
            Ja mam za sobą już mniej więcej 1/3 czasu kariery zawodowej. A dopiero teraz zaczynają się pojawiać w Polsce jakieś sensowne firmy i działania.
            Pewnie dopiero jak będę dobijał do emerytury za jakieś 25 lat, będzie to standard… trzymam kciuki, żeby szybciej. Ja się już prawie pogodziłem z tym, że dla mnie na razie nie ma powrotu.

          3. (…)Dla Solarisa (jak i każdego pojazdu) takim sercem wszystkiego jest silnik, produkcji amerykańskiego koncernu.(…)
            Gdyby robić program Autobus+ i dołożyć do niego Tramwaj+ to Solaris mógłby utworzyć konkretna kawał funduszu B+R. A z drugiej strony firmy pociągowe tylko czekają na Kolej+. Jedno z drugim ma potencjał na takie konsorcjum co rzeczywiście może coś tam dłubać w tych silnikach… na dobrą sprawę do tego projektu można do też wciągnąć nasze firmy co mają wejść w wodór i kroi się reaktor rozwojowy jak się patrzy.
            Ale niestety to tylko fantazje, a tak nawet Hiszpanie nie wystrugają z tego czegoś o wyższym stadium rozwoju.

            (…)Na drugim, pozytywnym biegunie, wydaje się być Fibaro – choć nie wiem skąd oni biorą procesory do swojego sprzętu.(…)
            Faktycznie… ta firma jeszcze długo będzie za cienka, aby się porywać na projekty tego typu.

            (…)Mogą tak robić, dopóki nie ma ludzi w próbach. Jak im się pojawią pierwsze ofiary śmiertelne, to zostaną zmuszeni do stosowania ogólnie przyjętych w aerospace-industry standardów postępowania.(…)
            To oczywiste, że faza produkcyjna będzie już prowadzona jak to się mówi po bożemu.

            (…)Ja mam za sobą już mniej więcej 1/3 czasu kariery zawodowej. A dopiero teraz zaczynają się pojawiać w Polsce jakieś sensowne firmy i działania.
            Pewnie dopiero jak będę dobijał do emerytury za jakieś 25 lat, będzie to standard… trzymam kciuki, żeby szybciej. Ja się już prawie pogodziłem z tym, że dla mnie na razie nie ma powrotu.(…)
            Rzeczywiście w twoim wypadku powrót do Polski można rozważać tylko na pewniaka, ale fajnie byłoby gdyby ludzie twojego pokroju trochę promowali za granicą to i owo… taka nieformalna misja gospodarcza:)

          4. Chociaż ostatnio doszło do osiągnięcia, które czymś co daje Polsce przyczółek w biznesie wyższych lotów niż te co omawialiśmy… Firma Columbus Energy odpaliła fabrykę baterii fotowoltaicznych na peroskitach… https://www.wroclaw.pl/przedsiebiorczy-wroclaw/saule-technologies-olga-malinkiewicz-columbus-energy

            A jakby się dogadali z Fibaro to byłby biznes, że hej… który będzie tym bardziej cenny, że nasz system energetyczny działa na słowo honoru i bez tej hecy z Turowem.

          5. @Jacek Strzemieczny
            „(…)Chociaż ostatnio doszło do osiągnięcia, które czymś co daje Polsce przyczółek w biznesie wyższych lotów niż te co omawialiśmy… Firma Columbus Energy odpaliła fabrykę baterii fotowoltaicznych na peroskitach… (…)”

            I ja będę mocno trzymał kciuki, żeby to się szybko rozwinęło i ich inwestycja przyniosła spodziewane zwroty i nowe możliwości. Takich właśnie rzeczy potrzebujemy. To jest właśnie ten typ firmy, który ma kontrolę nad całym łańcuchem PLM swojego produktu i takich firm w Polsce powinniśmy mieć setki, a lepiej tysiące.
            Zwraca tam też uwagę osoba Olgi Malinkiewicz, wynalazczyni tego rozwiązania. Super kobieta! Brawa dla niej. Moim zdaniem to przede wszystkim jej zaangażowanie oraz ciężka praca doprowadziły do tego punktu w tak długiej sztafecie – od wynalazku do komercyjnego produktu – trwającej przynajmniej dekadę, o ile nie dłużej.

            Tak samo trzymam kciuki za ML System, mniej więcej podobna działka https://mlsystem.pl/

            https://innpoland.pl/125475,polacy-odeslali-krzem-do-lamusa-w-podkarpackiej-wsi-stworzyli-pierwsza-na-swiecie-fabryke-drukowanych-ogniw-slonecznych?fbclid=IwAR0QM1zB-2kpmULf7NUru3HlnXrJUXGQfI4JGR9vgU3DmKtWrmq_i8FsxDQ

    2. (…)Tak samo próba stworzenia własnego przemysłu jądrowego byłaby impulsem rozwojowym, a nie kupno gotowej elektrowni jądrowej od kogoś.(…)
      Jeśli chcesz się w to bawić to od razu idź w budowę Bomby, bo tak czy siak dostaniesz sankcje…

      1. „(…)Jeśli chcesz się w to bawić to od razu idź w budowę Bomby, bo tak czy siak dostaniesz sankcje…(…)”

        A zgadzam się i to bardzo. Fakt, że do dziś nie mamy swojej bomby atomowej w tym miejscu gdzie jesteśmy uważam za dowód nieudolności wszystkich ekip rządzących w ciągu ostatnich 30 lat.
        Szwedzi swego czasu szli torem rozwoju własnej bomby atomowej. Nie udało im się. Zdaje się nie spięło im się to wszystko finansowo, nie pamiętam zresztą dokładnie. Ale samo zajmowanie się tematyką owszem bardzo pchnęło ich technologicznie do przodu.

    3. Zgadzam się z Panem i Panem Krzysztofem – musi być stworzony cały łańcuch od B+R po produkcję [z logistyka i marketingiem sprzedaży]. Powiedzmy najpierw technologie bazowe – pozwalające na budowę procesora dużej skali integracji – potem otoczenie projektowo-produktowe – które dokładnie przełoży te kompetencje na konkretny projekt, demonstrator i prototyp odpowiednio do przemyślanych wymagań [a te wymagania do sformułowania wymagają odpowiedniej infrastruktury analitycznej i diagnostycznej segmentu i rynku i gałęzi zastosowania] – po testach i cyklu usuwania „toothing age” trzeba przygotować produkcję seryjną i do niej odpowiednią infrastrukturę – a jednocześnie równolegle integrować w ramach większego systemu. Od razu perspektywicznie profilując ten procesor do różnych segmentów dla jak najszerszego zastosowania rynkowego. Czyli np. na linii produkcyjnej, do systemu przeciwawaryjnego, do sterowania silnikiem samochodu, do sterowania systemem OZE, czy do układu kierowania kppanc – albo jako „zwykły” procesor w komputerze – i to też z profilowaną architekturą – bo co innego laptop, a co innego klastry procesorów do obsługi chmury – albo specjalistycznej scentralizowanej bazy danych. Przy tym musi być design produktu końcowego, serwis i cykl utylizacji, łańcuchy dostaw, kooperanci w montażu, wielofazowy cykl rozwoju produktu w różnych segmentach – obsługa organizacyjna, stałe finasowanie oraz synchronizacja managerska i projektów i działalności operacyjnej – zgranej w cyklach. To jest do zrobienia – warunkiem pieniądze – i managerowie z doświadczeniem i sukcesami w zaawansowanych projektach. Żadnych biurokratów i żadnych polityków i żadnych ich interwencji i „dobrych chęci” i „pomocy” – z której zawsze wychodzi tylko brukowanie piekła. Oraz osłona prawna – i zwykłe sprawy infrastruktury, obsługi księgowej, dostaw, systemów jakości itp. To da się zrobić – zwłaszcza pod płaszczykiem poufności strategicznego interesu państwa [żeby KE nie robiła sabotażu] – czyli pod płaszczykiem „armii” – ale tu też od razu trzeba odciąć generałów od skoku na stanowiska – to muszą od A do Z prowadzić ludzie z „cywila” od projektów techniczno-organizacyjnych, a nie ludzie „regulaminowi” od szkolenia rekrutów czy obsługi systemów operacyjnych armii. No i za wyniki to kadra B+R winna dostawać miliony – a nie tylko symboliczne premie, dyplomy i ordery i poklepanie po plecach. Taki reaktor rozwojowy – przez poufność i wspólną bazę dostępnych wyników i infrastruktury B+R zapewniałby maksymalną synergię i „przyjazny ekosystem” rozwojowy i komercjalizacyjny – ale warunkiem jest odcięcie od wszelkich biurokratów, polityków i generałów. Merytoryka – a nie polityczne gierki- i nie układy i nie walka o stołki – to jest klucz. No i konsekwencja [pozakadencyjna i pozapolityczna – WIECZNA – a przynajmniej długofalowa] i finasowanie bez pomysłów, jak by tu urwać dla swoich…. Przy dobrej kadrze analizującej innowacyjne projekty u podstaw [ale i przy szpiegostwie przemysłowym i inżynierii rewersyjnej – wzorując się na wszystkich obecnych cnotliwych graczach, gdy byli mniej grzeczni na początku drogi] – i przy zachowaniu „nienaciąganych” ambicjami procedur wyważonej merytorycznej weryfikacji i walidacji w demonstratorach i prototypach – można zdecydowanie i ograniczyć ryzyko i ilość porażek – jak i zwiększyć tempo prac i osiągania wyników. W sumie – organizacyjna „wieża” musi być maksymalnie transparentna i dobrze systemowo służyć merytorycznemu „placowi”. A to wymaga drakońskiej zmiany mentalności „polskiego piekła” – w istocie dziedzictwa caratu, nie mówiąc o PRLu i post-PRLu… Wychodzi że kluczem są dwa czynniki: ludzie i pieniądze. Pieniądze się znajdą – natomiast z ludźmi… Japończycy mieli trochę podobny problem np. w lotnictwie myśliwskim w II w.św. – jak im dopiekło błędne koło strat i uzupełnień i nieudolność skostniałego systemu „unitarki” [z praniem mózgów, łamaniem woli i inicjatywy i z fizycznym sadystycznym zamęczaniem – na poziomie 5-10% samobójstw] rekrutów i szkolenia – po prostu ominęli dotychczasowe hierarchiczne struktury – stawiając na złamanie całej „kultury” sił zbrojnych – dawali młodych rekrutów z marszu wprost do szybkiego testowania przez medyków [zdrowie, kondycja] a potem wprost do instruktorów i do szkolenia na samolotach. Dali instruktorom elastyczność, dowódców z frontu – i pełna swobodę w dobieraniu i zmienianiu taktyki – i dali najlepszy sprzęt – a dowódcy bez kagańca generalicji i regulaminów, na bazie doświadczenia i analiz praktyków budowali jednostki od podstaw – tzw. „cyrki powietrzne” – na wzór „cyrku Richthofena” i późniejszych. Co prawda spóźnili się i nie byli w stanie w 1945 odwrócić miażdżącej już wypracowanej przewagi lotnictwa US Navy – ale np. w najsławniejszym „cyrku Gendy” byli piloci, co na Shiden-Kai wygrywali w pojedynkę z kilku Hellcatami czy Corsairami naraz. Jak się chce – to można – i to nawet w post-feudalnej Japonii, gdzie hierarchia i tradycja i ceremoniały były „świętą krową” i podstawą podstaw – ale system musi być całkowicie nowy od podstaw – całkowicie chroniony, swobodny i niezależny od złych struktur i złych schematów mentalnych. Czyli – w naszym przypadku – od tradycyjnego „polskiego piekła”. Jak zwykle [nie tylko u nas] – na samym końcu najważniejsi są ludzie. I system, który ich promuje. Czyli selekcja pozytywna – a nie negatywna. I to jest sam początek sprawy – do uświadomienia i do ZMIANY przez naszych sterników. Tylko czyny – i to zasadnicze i do końca – żadnego ładnego gadania pokrywającego nieudolność. No chyba, że względem ich postawy „w zaparte” – to społeczeństwo ratunkowo [zwłaszcza pod grozą „być albo nie być”] zdobędzie się na zrobienia niezależnego „obejścia”… ale jest to jednak [z uwagi na brak środków] mniej efektywne i w mniejszym zakresie, niż w ramach możliwości SPRAWNEGO państwa od góry…

      1. (…) Czyli np. na linii produkcyjnej, do systemu przeciwawaryjnego, do sterowania silnikiem samochodu, do sterowania systemem OZE, czy do układu kierowania kppanc – albo jako “zwykły” procesor w komputerze – i to też z profilowaną architekturą – bo co innego laptop, a co innego klastry procesorów do obsługi chmury – albo specjalistycznej scentralizowanej bazy danych.(…)
        Tego jednym typem, nie mówiąc już o modelu, procesora nie uciągniesz… już sam podział na procesory komputerowe i strategiczno-przemysłowe dają 2 odmienne charakterystyki wymagań:
        – dla komputerowych priorytetem jest ogólnopojęta wydajność
        – dla przemysłu liczą się z kolei energochłonność, zwiększoną odporność na czynniki fizyczne oraz bezpieczeństwo teleinformatyczne, które wymusza wystrzegania się różnych obejść potoków, które zagrażają takimi lukami jak Meltdown i Spectre
        Ile kombinacje na potokach dają wydajności można poczytać w artykule o łacie na procesory z powyższymi lukami… https://www.dobreprogramy.pl/latka-google-a-na-luke-w-amd-i-intelach-jednak-spowalnia-ale-nie-zgadniesz-jak,6628435035846273a
        W niektórych zastosowaniach spadek wydajności przekraczał i 30%.

        1. Kwestia architektury i strategi rozwoju – była tak firma Sun [w 2010 przejął ją Oracle] , przodowała w procesorach RISC, wyszło im, że typoszereg można oprzeć o pewną modularną architekturę SPARC, dająca duża elastyczność użytkową i obliczeniowo-zadaniową. Zresztą – chodziło mi tylko o bardzo uproszczone przykładowe pokazanie współzależnych procesów, różnych struktur i mechanizmów i całego „ekosytstemu” i różnych aspektów, by na końcu powstał i był produkowany i używany sensowny zaawansowany rynkowy produkt. Na takie tematy z punktu widzenia „zarządzania technologia i produktami” – można napisać opasłe księgi…

      2. Zgadzam się w pełni z pomysłami na poprawę naszej sytuacji. Skostniały system raz na jakiś czas trzeba rozruszać. Z pewnością efekt będzie pozytywny, nawet jeśli napotkamy po drodze duże problemy czy stracimy bezpowrotnie część środków na to poświęconych. Pułapka średniego wzrostu musi czymś zostać pokonana. Od siebie dodałbym tylko, że dla takich dużych projektów potrzebna jest koniecznie osłona kontrwywiadowcza z prawdziwego zdarzenia. Pytanie brzmi czy obecnie, nasz kraj, będący niestety przedmiotem a nie podmiotem, posiada realny, realizujący nasz interes, kontrwywiad?

  2. Tutaj chciałbym dodać komentarz do Pana PawłaW i autora Blogu Pana Krzysztofa Wojczala,

    Bez zmian strukturalnych związanych z funkcjonowaniem biznesu i całego otoczenia, ale przede wszystkim całego państwa nie mamy szans ściągnąć ludzi z emigracji. Lata 2004-2007 są dla Polski olbrzymią stratą jeśli chodzi o ubytek lekarzy, inżynierów ale także techników i ludzi mających fach w rękach. Kuzyn się śmiał jak leciał do UK to w samolocie widział, że jak emigrowali elektrycy to brali to bagażu podręcznego próbnik i ewentualnie miernik + parę innych przyrządów. I mogli przez pół roku rok zarobić na mieszkanie w PL

    Chodzi o to Ci ludzie nie mogli znaleźć wtedy pracy, a teraz nie będą chcieli rzucać już wyrobionych kontaktów czy pozycji aby zaczynać wszystko od nowa.

    Państwo Polskie musiałoby podążyć chińską ścieżką i typować teraz najlepszych maturzystów na najlepsze studia zarządzające, ekonomiczne czy techniczne na zachodzie ale z klauzulą aby wrócili po studiach do Polski. I absolutnie przemodelować system nauczania. To znaczy maksymalnie ile się da w szkole godzin matematyki, fizyki, chemii + języki obce (angielski ,niemiecki , rosyjski i chiński) + przywrócenie kształcenia zawodowego i średnio technicznego. Kosztem historii, socjologii, dziennikarstwa, bezpieczeństwa narodowego itp. Tzn faktycznie studia humanistyczne dla wąskiej grupy pasjonatów. A cała reszta albo polibuda lub medycyna lub od razu do pracy.

    Bo samo prowadzenie firmy to jedno, ale należy pamiętać, że niedługo nie będzie kim pracować. Demografia leży a imigrantami z Ukrainy, Białorusi czy skąd tam nie zapełnimy braków.

    Pan PawelW ma racje. Ja też byłem na Wymianie w Niemczech, widziałem jak to wyglądało. To pod niektórymi względami była i chyba nadal jest przepaść. Pod kątem sprzętu, wykształcenia, zarządzania zasobami ludzkimi itp. I ludzie mający świadomość od czego uciekali w 2007-2008 roku nie będą na bank ryzykować swoich karier.

    Ja natomiast miałbym pytanie do Pana Krzysztofa Wojczala. Napisał Pan tekst zresztą bardzo dobry odnośnie Nowego Ładu w Polsce. Ja chciałbym się Pana spytać jak z punktu widzenia Nowego Ładu można ewentualnie przyciągnąć przedsiębiorców czy emigrantów i czy jest to możliwe. I jak Pan to widzi.

    Tutaj też chciałbym się Pana spytać, czy oprócz tekstów stricte geopolitycznych o bieżącej sytuacji międzynarodowej mógłby Pan dodawać na blogu teksty odnośnie sytuacji ekonomicznej w Polsce. Pan jako fachowiec od podatków, prawa mógłby wydaje mi się z łatwością wytłumaczyć jaka sytuacja panuje pod kątem finansowym u nas, jak Polska jest zadłużona, jakie może mieć to konsekwencje ( czy np w podatku katastralnym,itp). Takie wpisy jak na temat Nowego Ładu ale np odnośnie 500+, tarczy antykryzysowej, o Balcerowiczu, Unii Bankowej w UE itp na pewno byłyby świetne dla czytelnika i pozwoliłoby rozwiać również wiele wątpliwości.

    Wiem, że Pan ma dużo pracy bo książka, blog, podcasty, też trzeba pójść na zakupy lub z kumplami i rodziną, ale niech Pan się zastanowi. Byłoby to świetnym dodatkiem do Pana bloga i wydaje mi się jedynym takim źródłem informacji w przestrzeni internetowej.

    Serdecznie Pozdrawiam,

    Michał

    1. Witam,
      kwestie podatkowo-prawne pozostawiam sobie jednak na sferę zawodową 🙂 Blog jest formą oderwania od tej rutyny. Nie raz już myślałem, że warto opisać to lub tamto – ale brakuje nie tylko czasu ale i weny. Czasami coś się uda napisać w przypływie inspiracji, gdy informacja jest „gorąca” (jak to było z Polskim Ładem). Zapewne to tak pozostanie. Główna działaność na blogu to polityka międzynarodowa. Czasem prawo, podatki i sprawy gospodarcze. Czasem to łącze.

      O Polsce będzie nieco więcej w książce. 🙂

      pozdrawiam
      KW

    2. (…)I absolutnie przemodelować system nauczania. To znaczy maksymalnie ile się da w szkole godzin matematyki, fizyki, chemii + języki obce (angielski ,niemiecki , rosyjski i chiński) + przywrócenie kształcenia zawodowego i średnio technicznego. Kosztem historii, socjologii, dziennikarstwa, bezpieczeństwa narodowego itp. Tzn faktycznie studia humanistyczne dla wąskiej grupy pasjonatów. A cała reszta albo polibuda lub medycyna lub od razu do pracy.(…)
      Ja bym przemodelowanie systemu edukacji zacząłbym od wdrożenia Europejskiej Ramy Edukacji… https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejskie_Ramy_Kwalifikacji
      Takie coś ujawniłoby z miejsca całą górę kompetencji… przy prawie zerowych kosztach (max. 10 mln. w skali całego kraju).

      (…)Tutaj też chciałbym się Pana spytać, czy oprócz tekstów stricte geopolitycznych o bieżącej sytuacji międzynarodowej mógłby Pan dodawać na blogu teksty odnośnie sytuacji ekonomicznej w Polsce.(…)
      Polski Ład miałby zrobić to czego nie zrobiła Strategia do Solidarnego Rozwoju? Za przeproszeniem, ale na etapie w jakim jest wdrażanie tego ładu, zadawanie takich pytań to obraza rozumu… zwłaszcza, że rząd DobrejZmiany jest de facto mniejszościowy, a zatem oni sami nie wiedzą* co oni tam uchwalą.

      * W tym względzie wiadomo tylko jedno… to będą zgniłe kompromisy.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *