Trylogia Bartosiaka – recenzja

Jak to się stało, że na blogu geopolitycznym zabrakło do tej pory recenzji/opisu książek dra Jacka Bartosiaka? Odpowiedź jest dość prozaiczna. Autor bloga czyta zbyt wolno 🙂 Ledwie zapoznałem się z „Pacyfikiem i Eurazją. O wojnie”, a już ruszyła przedsprzedaż: „Rzeczpospolitej między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”. Zanim zdążyłem przeczytać ten drugi tytuł, zdążyli go już kupić chyba wszyscy zainteresowani. Gdy dotarłem do ostatniej kropki, za chwilę pojawiła się informacja o czekającym na wydanie: „Przeszłość jest prologiem”. Fakt. Czytam wolno i najczęściej po kilka pozycji na raz (w zależności od nastroju). Jednak J. Bartosiak wydaje książki niezwykle szybko. Zwłaszcza, jeśli uwzględnimy to, że każda z nich ma grubo ponad pół tysiąca stron. Jeszcze dwa tak opasłe tomiska, a Bartosiak zajmie mi samodzielnie całą regałową półkę. Pytanie brzmi: czy warto inwestować w kolejne meble po to, by kurzyły się na nich w.w tytuły? Z pewnością każdy stolarz odpowiedziałby, że: „TAK!” 🙂

A bardziej poważnie. Czy warto opisywane książki przeczytać?

Słowem wstępu

Jerzy Hoffman zaczął kręcić trylogię Henryka Sienkiewicza począwszy od ostatniej części tj. od: „Pana Wołodyjowskiego”. Podobną metodę powinna wybrać osoba, która rozpoczyna swoją przygodę z geopolityką i polityką międzynarodową. Zacząć Bartosiaka czytać od końca.

Dlaczego?

Ponieważ wykłady J. Bartosiaka są o wiele bardziej przystępne w odbiorze, niż jego słowo pisane. Natomiast„Przeszłość jest prologiem” jest właśnie zbiorem przełożonych na tekst wystąpień dra Jacka Bartosiaka. Dzięki temu treść odzwierciedla niewątpliwe atuty JB, jakimi są: swoboda wypowiedzi, precyzja przekazywania myśli oraz, przede wszystkim, przystępność przekazu, jeśli chodzi o język oraz formę wysławiania.

I właśnie dlatego, że„Przeszłość jest prologiem” stanowi zapis wykładów Jacka Bartosiaka (a z tymi zapoznawałem się na bieżąco), po raz pierwszy mogę pokusić się o recenzję treści, zanim wszyscy zainteresowani zdołają ją sami przeczytać. 😉 Korzystając jednocześnie z okazji, postaram się omówić całą trylogię Bartosiaka za jednym razem. Dla tych, którzy dopiero przymierzają się, lub nawet nie wiedzą jeszcze, że będzie ich interesować geopolityka. Do dzieła.

Przeszłość jest prologiem

Niewątpliwie “Przeszłość(…)” nawiązuje do całej pracy autora, jaką wykonał on przez te wszystkie lata wykładów udostępnianych na YT. Mam wrażenie, że tytuł zamyka pewien etap na drodze Jacka Bartosiaka. I pewien okres historyczny. Bowiem chyba wszyscy interesujący się geopolityką i polityką międzynarodową czują przez skórę, że jeśli chodzi o wydarzenia na świecie, to dopiero TERAZ zacznie się dziać. Stąd to nawiązanie do przeszłości (przebytej drogi przez JB, ale i również tego, co mówił, a co każdy już może samodzielnie zaobserwować). Ten prolog, historycznie, prawdopodobnie właśnie się kończy. Lata 2019-2020 mogą okazać się pewnego rodzaju geopolitycznym przełomem. Jednocześnie dla samego autora, który już zapowiedział rozpoczęcie ciekawej inicjatywy, zaczyna się prawdopodobnie nowy życiowy etap, jeśli chodzi o opisywaną działalność w dziedzinie geopolityki i polityki międzynarodowej. Innymi słowy. Czekamy na to, co będzie dalej 😉

Wracając do samej książki. Zawiera ona najważniejsze wypowiedzi Jacka Bartosiaka, jak również główne tezy, które stawiał na przestrzeni ostatnich lat. To swoistego rodzaju kompendium, które siłą rzeczy musiało w końcu powstać. Dziesiątki godzin wykładów zamieszczonych na komercyjnej platformie internetowej w końcu zostały utrwalone w taki sposób, by można było po nie sięgnąć w każdej chwili. Bez obawy, że materiał zostanie usunięty z sieci. Książka ma również tą przewagę, iż można sobie w niej zaznaczyć co ciekawsze fragmenty, do których łatwo później wrócić. Nagrania audio-video nie są podzielone na rozdziały i podtytuły. Trudno w nich szybko odnaleźć interesujący nas wątek. Dlatego: „Przeszłość jest prologiem” jest dobrą propozycją dla tych, którzy chcieliby niejako posiąść na własność wiedzę przekazywaną przez dra Jacka Bartosiaka. Nawet, jeśli odsłuchało się jego wystąpienia.

Opisywana pozycja będzie z pewnością gratką dla tych, którzy mają zaległości, jeśli chodzi o wykłady. Znacznie łatwiej i szybciej jest przeczytać 500-stronicą książkę napisaną językiem lekkim i łatwym w odbiorze, niż odsłuchiwać kilkadziesiąt (jak nie więcej) godziny wystąpień. Jeśli ktoś chciałby nadrobić swoje zaległości lub zaczyna dopiero interesować się geopolityką i polityką międzynarodową, to „Przeszłość jest prologiem” jest idealną propozycją. I najlepszą na polskim rynku, bowiem geopolityka nie była chyba jeszcze przedstawiana w tak lekki i przystępny sposób. Zrozumiały nawet dla laika.

Świetnym pomysłem było wyłuskanie najważniejszych tez stawianych przez Jacka Bartosiaka w kolejnych wykładach i wyeksponowanie ich w odpowiedni sposób. Treść książki została skomponowana w taki sposób, iż kolejne wystąpienia doktora zostały „podane” w sposób chronologiczny. Jednocześnie postarano się o to, by podzielić je na konkretne tematy i wątki. Zadbano też, by poszczególne zagadnienia się nie dublowały (wiadomo, JB podczas wykładów często powtarzał pewne segmenty, bez których nie dałoby się w pełni omówić danego problemu).

Reasumując. „Przeszłość jest prologiem” to przelana na papier ogólna i lekkostrawna wiedza, jaką Jacek Bartosiak przekazywał dotychczas w formie monologów, a także dyskusji (choćby świetny panel z prof. Andrzejem Nowakiem). Jest to niewątpliwie strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o kwestię popularyzacji geopolityki i wprowadzania tej dziedziny do przestrzeni publicznej.

„Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju”.

Jest to książka dotycząca… No właśnie. Wbrew temu, co sugeruje tytuł, „Rzeczpospolita(…)” jest o wszystkim. O globalnym układzie sił, różnicy interesów pomiędzy graczami, o historii, wpływie geografii na politykę, a także o potencjalnym scenariuszu wojennym pomiędzy NATO, a Rosją. Podczas lektury odniosłem wrażenie, że autor chciał za jednym zamachem opisać całą naszą geopolityczną rzeczywistość. I pomimo, że efektem tego jest blisko 800-stronicowa księga, odważę się na stwierdzenie, iż była to droga na skróty. W sztuce pisarskiej niezmiernie istotnym jest to, by wybrać jeden konkretny wątek/cel i umiejętnie streścić go wyprowadzając od początku do samego końca. W „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” zostały złapane niemal wszystkie najważniejsze sroki za ogon. Z jednej strony wytłumaczeniem może być fakt, iż chcąc opisać sytuację geopolityczną Polski, należy przede wszystkim przedstawić szerszy kontekst. I to zostało zrobione. Ale w mojej ocenie opis całego tła i wątków pobocznych okazał się zbyt rozległy (wystarczy porównać proporcje, ile poświęcono miejsca III RP, a ile łącznie innym tematom). W efekcie teoretycznie narzucony temat przewodni (Rzeczpospolita) niknie.

O ile mówca Jacek Bartosiak potrafi kapitalnie przekazać myśl czy skojarzenie w dosłownie kilku zdaniach, o tyle pisarz Jacek Bartosiak próbuje wytłumaczyć i uzasadnić krok, po kroku, niemal każdą przedstawioną do analizy myśl. Często powtarzając wątki i stosując zdania wielokrotnie złożone (nierzadko odnosiłem wrażenie, że ciągle czytam to samo, chociaż mogło to wynikać z faktu, iż odsłuchałem wcześniej chyba wszystkie publiczne wypowiedzi JB). Przez co treść nie jest już tak łatwa w odbiorze. Przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Jednocześnie wciąż (bo dotyczy to obu napisanych przez JB pozycji) u autora widoczny jest duży problem, jeśli chodzi o zakończenie. Tak naprawdę to nie jest żaden problem, ponieważ w „Rzeczpospolitej(…)” zakończenia po prostu brak. A w zasadzie dwóch zakończeń. Bowiem tak samo jak niespodziewanie (o ile można tak napisać po 600 stronach rozprawy) i całkowicie bezrefleksyjnie kończy się część geopolityczna, tak również jedyną myślą przewodnią pozostającą po drugiej – wojskowej części jest… Kropka. Sugeruje to, że autor podszedł do pisania prawdopodobnie z „biegu”, nie rozmyślając wcześniej nad tym, co konkretnie chce przekazać i jaka myśl, czy wniosek winny towarzyszyć czytelnikowi po zakończeniu lektury. Jacek Bartosiak poprzestał na samym opisie rzeczywistości i być może był to zabieg celowy (by każdy sam wyciągnął własne wnioski). Problemem jest jednak to, że kilka miesięcy po przeczytaniu „Rzeczpospolitej(…)”, gdy szczegóły treści powoli się zatarły, wciąż nie potrafiłbym sprowadzić tematu tej lektury do jednego zdania lub hasła. I wciąż pamiętam tą milczącą kropkę pozostawiającą wielki niedosyt.

Tyle, jeśli chodzi o mankamenty „techniczne”, które wypunktowałem głównie po to, by kolejna książka była zwyczajnie lepiej napisana ( i może bardziej konkretna, skupiona wokół jednego problemu/zagadnienia). 

Co do zakresu merytorycznego. Wielu napisało już wiele na ten temat. A ponieważ ja geopolityką zajmuję się w ramach hobby, to nie czuję się kompetentny by wytykać mniejsze lub większe potknięcia. Nawet, jeśli wydaje mi się, że je dostrzegam (choćby w części 4 dotyczącej opisu hegemona i świata przez niego skonstruowanego). Fakt jest jednak taki. „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” to najważniejsza jak dotąd książka z zakresu geopolityki, jaka pojawiła w polskiej przestrzeni w XXI wieku. Opisuje świat geopolityki i polityki międzynarodowej w sposób kompleksowy i stanowi pewnego rodzaju manual, dzięki któremu można zrozumieć, co i dlaczego dzieje się we współczesnym świecie. Na bardzo obszernie zarysowanym globalnym tle, Jacek Bartosiak opisał polską przestrzeń geograficzną, szczegółowo zagłębiając się w topografię terenu oraz jego uwarunkowania fizyczne. I choć w tych miejscach nie jest to pasjonująca lektura (chyba, że ktoś lubi czytać o górach, lasach czy jeziorach), to z pewnością stanowi sporą wartością dla choćby wojskowych planistów.

Niewątpliwym smaczkiem jest opis hipotetycznego starcia NATO-Rosja, stanowiący niejako odrębną całość książki. Opis bogaty w detale i oparty o gry wojenne, w których autor brał czynny udział. Nie jest to jednak pasjonująca beletrystyczna powieść, jakiej niektórzy mogliby się spodziewać. Raczej techniczny zapis potencjalnych zmagań. Pewnego rodzaju raport z pola bitwy. Treściwy, ale dość suchy w odbiorze.

Karty „Rzeczpospolitej(…)”  zawierają szczegółowe rozwinięcie wiedzy przekazywanej na wykładach. To, co czasem mówca Jacek Bartosiak zawarł w jednym zdaniu, tu, zostaje poddane dość głębokiej analizie. I pomimo wszystkich wyżej opisanych mankamentów, uważam, że książka ta to najważniejsza praca dra Bartosiaka, jak również najbardziej potrzebny tytuł, jeśli chodzi o rynek popularno-naukowy z dziedziny geopolityki. Wypełniający dotychczasową pustkę w temacie związanym z przestrzenią, na jakiej znajduje się nasza polska kraina.„Rzeczpospolita(…)” to pewnego rodzaju miks, w którym każdy znajdzie coś dla siebie (i laik, ale również specjalista czy wojskowy). Ma to swoje zalety, ale i także wady. Treść zwyczajnie jest nierówna (w niektórych rozdziałach widać mocny nacisk na słowo “popularny”, wyraźne są uproszenia, w innych treść powala szczegółowością – vide część geograficzna). W konsekwencji nie wszystko każdemu się spodoba. Odniosłem również wrażenie, że zabrakło dobrej redaktorskiej ręki, która hamowałaby pisarskie zapędy autora. Niemniej znów, to bardziej uwagi techniczne.

Pacyfik i Eurazja. O wojnie”

Tytuł ten czytałem dość dawno, więc opis będzie nie tak obszerny. Niewątpliwie pierwsza książka Jacka Bartosiaka jest kierowana do czytelników, którzy nie stronią od pozycji naukowych czy popularno-naukowych. Jest napisana w dość trudnych w odbiorze: stylu, języku i formie. Miałem wrażenie, że stanowi zwyczajnie rozwinięcie pracy doktorskiej, zwłaszcza z uwagi na pozostawienie licznych i długich przypisów. Treść tyczy rywalizacji amerykańsko-chińskiej w rejonie zachodniej części Oceanu Spokojnego. Niewątpliwie opracowanie to było niejako przełomem na rynku wydawniczym w tematyce geopolityki (z uwagi na sukces, ale i także treść). Inaczej niż w przypadku „Rzeczpospolitej(…)” po przeczytaniu „Pacyfiku i Eurazji. O wojnie” pozostaje pewnego rodzaju myśl przewodnia, jaką jest narastająca rywalizacja na linii Pekin – Waszyngton, która może doprowadzić nie tylko do wojny handlowej, ale i tej gorącej. Militarnej. Autor opowiadał o tym jeszcze przed napisaniem i opublikowaniem pracy i był pierwszą osobą, która dotarła z wyżej opisanym przekazem do szerszej publiki. Z pewnością dziś, treść „Pacyfiku i Eurazji” nie będzie dla nikogo odkrywcza. Zresztą osoby słuchające wcześniej wykładów jej autora, nie mogły być niczym zaskoczone po tej publikacji. W mojej ocenie książka ta od początku była raczej skierowana do wąskiego grona odbiorców. Do ludzi specjalizujących się w konkretnych dziedzinach. Nic dziwnego, że sam autor był zdziwiony, iż odniosła taki wydawniczy sukces. I trafiła pod strzechy pasjonatów i amatorów.

Podsumowanie

Książki Jacka Bartosiaka wypełniły niewątpliwą lukę, z jaką mieliśmy do czynienia na polskim rynku książek popularno-naukowych związanych z geopolityką. O ile powstało wiele opracowań dotyczących Chin i ich rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi (mam na myśli również publikacje zagraniczne), o tyle szczegółowego opisu doczekała się w końcu polska przestrzeń geograficzna na pomoście bałtycko-czarnomorskim (tak, nie mogłem nie użyć tego wyrażenia 😉 ). Co z naszego punktu widzenia, jest niezmiernie ważne.

Jednocześnie geopolityka nie była jeszcze tak łatwa w odbiorze i przystępna dla czytelników, jak po wydaniu „Przeszłości(…)”. Ten ostatni tytuł gorąco polecam wszystkim, którzy rozpoczynają dopiero swoją przygodę z geopolityką i polityką międzynarodową. Natomiast „Rzeczpospolita między lądem a morzem. O wojnie i pokoju” nadaje się bardziej na drugi kontakt. Dla tych, którzy chcieliby sięgnąć głębiej i nie boją się obszernych opisów i publikacji popularno-naukowych.  

Pacyfik i Eurazja. O wojnie” to z kolei tytuł dla koneserów i tych, którzy chcieliby się dowiedzieć czegoś więcej o Chinach i ich rywalizacji z USA. Zaznaczyć przy tym należy, że treść tej książki z każdym dniem traci na aktualności (wydana została w 2016 r.). Niemniej opisane w niej niektóre geopolityczne prawidła związane z regionem Dalekiego Wschodu i zachodniego Pacyfiku są niezmienne.

Na koniec pozostaje życzyć sobie, by tego rodzaju publikacji powstawało coraz więcej oraz by świadomość polskiego społeczeństwa (jeśli chodzi o geopolitykę i pol. międzynarodową) rosła z każdym kolejny dniem. Nie będzie żadnym odkryciem, gdy stwierdzę, że Jacek Bartosiak jest osobą, która wyciągnęła geopolitykę z otchłani zapomnienia i nadała jej nowe życie w polskiej przestrzeni publicznej. Świetnie wykorzystał swoje atuty (umiejętności oratorskie) by spopularyzować omawianą dziedzinę i wpływać na kształtowanie zbiorowej świadomości mieszkańców przestrzeni ulokowanej między Bałtykiem, a Karpatami. Dzięki temu to co przekazuje, jest analizowane nie tylko przez osoby mu przychylne, ale i przez krytyków. Bowiem geopolityki nie da się już ignorować. Trzeba się z nią zmierzyć. I to jest zasługa JB.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

21 komentarzy

  1. w necie, na grupach tez nikt nic nie mowi. albo nie maja jeszcze ksiazek albo…coz moze nikt nie chce nic zlego powiedziec. a jest pare rzeczy do zganienia. wymienie trzy: papier (to mnie boli najbardziej), edycja (co innego sluchac wykladu gdzie nie kluja tak w uszy owe “uliczne” zwroty, to jest wlasnie dr Bartosiak, ale co innego to czytac wprost, bez poprawek), projekt (jakosc drukowanych grafik, sposob prezentowania glownych “mysli”, etc, troche to kuleje). Moje zawiedzenie bierze sie z jakosci z jaka wydana zostala druga ksiazka. Roznica to tylko 10 zl a dziela je laat swietlne. mam wrazenie odcinania kuponow…

    1. Wszystko zależy od punktu widzenia, a konkretnie adresata, do którego treść jest kierowana. Osoby, które znają wykłady JB lub interesują się już głębiej geopolityką i polityką międzynarodową, nie znajdą w “Przeszłość jest prologiem” nic nowego, odkrywczego i ciekawego.
      Ale wydawca i autor nie ukrywali, że tytuł ten jest zapisem wykładów. Jeśli jestem zawodowym elektrykiem, nie kupuję instrukcji wkręcania żarówki 🙂

      Natomiast dla laików, nowa pozycja jest doskonałym wprowadzeniem. “Uliczny” język jest atrakcyjny w odbiorze i z pewnością nie jest adresowany do “zawodowych elektryków”.

      Co do samego wydania. Oczywiście papier/grafiki/jakość jest słabsza niż w poprzednich książkach. Stosunek jakość/cena mógłby być lepszy. W zakresie “odcinania kuponów”. Trzeba jednak przyznać, że JB włożył masę pracy i czasu w swoją działalność. Robił to pro publico bono. Sam wiem, ile mnie kosztuje pisanie bloga i robienie godzinnych podcastów (bez video, siedząc wygodnie w domu na kanapie). Ja osobiście słyszałem chyba wszystkie wystąpienia JB zamieszczone na YT. Kupując jego książki raczej nie spodziewałem się rewelacji, a była to forma podzięki za dotychczasową działalność. Przy okazji lubię gromadzić wartościowe dla mnie tytułu. Choćby tylko po to, by leżały i się kurzyły w nadziei, ze ponownie po nie sięgnę lub komuś pożyczę.
      Wszystko kwestia perspektywy.
      W mojej ocenie “Przeszłość(…)” to świetny produkt dla “początkujących”. Ale doktorowi historii, nauk politycznych czy nawet pasjonatowi geopol. bym jej zwyczajnie nie polecił. Bo to nie książka dla nich.

      pozdrawiam serdecznie i dziękuję za ciekawy komentarz
      KW

  2. Co ważne – Jacek Bartosiak złożył obietnicę w jednym z ostatnich wykładów w auli UW – intensyfikacji “zajęcia się” geostrategią. Czyli nowe wykłady – w sposób “profesjonalny” i ilustrowany – oraz nowe książki. Przy okazji polskojęzycznej literatury geostrategicznej “nowej fali” – warto przypomnieć najpierw pionierską pozycję czasów “nowożytnych” [po 1989]: “Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni” Leszka Moczulskiego [ I wydanie bodajże w połowie lat 90-tych XX w. ], jak i książki Leszka Sykulskiego, zwłaszcza “Rosyjska geopolityka a wojna informacyjna” [2019], “Geopolityka a bezpieczeństwo Polski” [2018]. W przypadku Leszka Sykulskiego wykłady są także w dość usystematyzowanej formie na youtube [kanał Geopolityka – ponad 100 odcinków – albo inny – niejako “gościnny” – Lustro Świata]. Co do Chin – zwłaszcza tego, co dzieje się tam wewnątrz – najlepiej czytać [np.na obserwatorfinansowy.pl ] i oglądać Bogdana Góralczyka. I koniecznie przeczytać jego “Wielki Renesans. Chińska transformacja i jej konsekwencje”. Choćby dlatego trzeba obserwować Chiny, bo jak to zwięźle określił Robert Kaplan w stylu: “w ostatecznym rachunku zmiany na poziomie globalnym są funkcją rozwoju Chin” czy chyba nawet dosadniej w rodzaju: “wszystko na globalnej szachownicy zależy od sukcesu lub klęski rozwoju Chin”.

  3. Jak jesteśmy przy Bartosiaku to pozwolę sobie na mały OT:
    – Co Pan Krzysztof myśli o nader krótką przygodzie Bartosiaka z spółką budującą CPK?
    – W związku powyższym o co chodzi militarnymi sugestiami na temat CPK i przekopu Mierzei Wiślanej?

    1. 1) Nie mam zdania i nie posiadam informacji. Bodaj B. Radziejewski sugerował w jednym z wywiadów, że JB zrezygnował z CPK z powodu braku możliwości dobierania sobie własnych współpracowników (pewne osoby narzucane były przez rząd). Nie wiem czy to prawda.

      2) W mojej opinii CPK, a zwłaszcza port lotniczy, może odgrywać ważną rolę w kwestiach militarnych i ewentualnego wsparcia USA, militarnego czy też logistycznego. Czy to ma być jego główna funkcja? Wątpię, ale z pewnością jest to wkalkulowane w projekt.

      3) Mierzeja Wiślana – szczerze przyznam, że trochę czytałem i do dziś nikt mnie nie przekonał o istotnej roli tego projektu pod względem militarnym. Gospodarczo będzie miało to jakiś wpływ na region, głównie na Elbląg (chyba wszyscy tam się cieszą z tego powodu) , ale w wymiarze całego kraju… Nie mam pojęcia. Być może argumentem były te pokłady bursztynu. Nie mam pojęcia.

      pozdrawiam
      KW

      1. 2) W przypadku stabilizacji na Wiśle, tak jak mamy w planach, CPK dostanie się pod zasięg artylerii wszelakiej… nawet lufowej.

        1. Pytanie, kto tam będzie chciał strzelać… Póki lotnisko będzie potrzebne (czyli będą tam miały lądować jednostki US) póty będziemy w NATO i w sojuszu z USA. Póki będziemy w sojuszu z NATO i USA, raczej nic nam nie grozi. W mojej ocenie chodzi o możliwość dostarczenia zaopatrzenia i ludzi do serca kraju, skąd można je szybko przerzucić czy to na front bałtycki czy to na ukraiński lub nawet białoruski.
          pozdrawiam
          KW

          1. Aby dotrzec z CPL na wymienione fronty trzeba solidną sieć drogowo-kolejową, która wymaga silnego wsparcia funduszumi unijnymi… a tu może być krucho:
            – brexit przytnie fundusze w ogóle
            – Niemcy to nasz przeciwnik
            – zadyma o praworządność
            A po za tym Dobra Zmiana nie kryje awersji do rozwoju w kierunku wschód-zachód.

          2. Przecież CPK to projekt właśnie infrastrukturalny. To wszystko się łączy. Dobra zmiana nie ma raczej awersji do kierunku wschód-zachód, tylko inwestuje w północ-południe z tego względu, że za poprzedniego rządu nie budowano nic innego jak wschód-zachód (by skomunikować Berlin z Moskwą). wschód-zachód połączenia są już dobre. A2-A4 dawno ukończone. Połączenie kolejowe Berlin-Warszawa jest jednym z najszybszych z w Polsce. Problemem jest teraz dobre skomunikowanie ściany wschodniej. Bo transporty myślę będą iśc z Warszawy na granicę wschodnią i tu jest może być problem jeśli chodzi właśnie o południkowe połączenia (ale buduje się via Carpatia).

            Pomimo całej tej zadymy z praworządnością, kasa z UE dalej płynie. I będzie płynąć. Sam niemiecki biznes dostrzega, że z każdego 1 euro dla PL do Niemiec wraca ok. 80 centów. Oprócz tego przy odcięciu funduszy unijnych, Warszawa może poważnie rozważyć wyjście z UE, a to oznacza potężne repekrusje dla gospodarki Niemiec. My jesteśmy od nich zależni, ale oni od nas również.

            Myślę, że CPK to dobry pomysł i z pewnością byłoby dobrze go zrealizować. Pomijając względy wojskowe, infrastruktura jest jednym z najistotniejszych czynników wpływających na rozwój gospodarczy. Potrzebujemy tego.

            pozdrawiam
            KW

      2. Przekop? Elbląg może na tym wyjść kiepsko.

        Znacznie gospodarcze dla transportu będzie mizerna albo żadne. Nie te parametry, głębokość ma być tam zdaje się 5-6 metrów maksymalnie, co przy dzisiejszej technologii nie ma znaczenia. Chyba nawet nie ma produkowanej takiej klasy statków. Do Świnoujścia jest tor chyba na 13,2 metra i chcą pogłębiać, bo standardem jest dziś już 15-16 metrów dla statków. Co więc znaczy 5-6 metrów głębokości dziś. Co tam będą wozić. Port w Elblągu prosperował od czasu do czasu, gdy odmrażały się stosunki polityczne z Rosją i szły barki Elbląg-Kaliningrad z węglem, drewnem, materiałami budowlanymi, śrutą sojową. Takie barki na morzu fala by wywróciła.

        Sam przekop, bez pogłębienia i utrzymywania tej głębokości (mówimy cały czas o 5-6 metrach) nie ma sensu. A kto będzie pokrywał koszty utrzymania toru wodnego? Elbląg? Pójdzie w koszty, pytanie czy cokolwiek te koszty pokryje.
        Ten transport wodny to mrzonka, taka sama jak w Radomiu lotnisko. Jakim gospodarczym impulsem dla Radomia jest lotnisko – wszyscy wiemy.

        To może przekop da jakiś impuls dla turystyki? Żeglarstwo na Zalewie? Przyniesie Elblągowi/regionowi pieniądze od turystów? Może, ale to też problematyczne.
        Na Mazurach turystyka żeglarska jakieś znaczenie ma. Jest tam chyba ze 60 portów i marin, trochę ludzi z tego żyje: porty, restauracje, naprawy jachtów, zimowania, sklepy, knajpy, parkingi, szkółki żeglarskie… Jaki to jest pieniądz? I jak się ma do kosztów przekopu?

        Ale żeglarstwo na Zalewie to nie taka prosta sprawa. Przekop niby umożliwi przepłynięcie z Zatoki Gdańskiej na Zalew. Tylko po co? Zalew z głębokością średnią chyba ze 2,7 metra jest za płytki dla jachtów morskich. Zostaje pływanie tylko po potencjalnym pogłębianym torze wodnym. Gdzie? Do Elbląga tylko? Ale przed Elblągiem jest most, który jest za niski i maszty jachtów morskich się nie zmieszczą. Co najwyżej jachty morskie mogą mieć po stronie Zalewu, przy przekopie (jak będzie tam jakaś porządna marina) zimowisko i parking.

        To może jachty śródlądowe? Ale po co im przekop, pływać mogą już dziś.
        Tylko że Zalew to nie Mazury, akwen większy, wieje z reguły bardziej, z nawigacją we mgle mogą być problemy, WOPR już może nie zdążyć, sieci rybackie, to już nie takie proste dla śródlądowego żeglarza. No i przydałaby się osobna klasa jachtów – mieczowe trochę mało stabilne na Zalew, balastowe za duże zanurzenie, więc jakieś balastowo-mieczowe by się przydały. Ale to raczej infrastruktury turystycznej tam brakuje by żeglarzy było więcej. Do tego wszystkiego przekop nie jest potrzebny. Byłby dla śródlądowych jakąś atrakcją, by pobujać się w ładną pogodę trochę na morzu z brzegiem na horyzoncie. Tyle.

        Przekop – militarne znaczenie? Wolne żarty. Co tam ma pływać, przy takiej średniej głębokości?

        Przekop to był elbląski mit, jak tu pomóc miastu z dużym bezrobociem, z dala od niemieckiej granicy. Że jakby przekopano, to byłoby eldorado. To takie lotnisko w Radomiu, tylko za dużo większe pieniądze. Taki miś na nasze możliwości, przy którym paru decydentów i ich znajomych się dorobi jak będą kopać, ktoś przytuli ileś tam ton bursztynu, a potem zostanie koszt dla samorządu. Ktoś już te drzewa wycięte przytulił pewnie.
        Ale politycznie to można jeszcze parę wyborów na przekopie ujechać.

        1. Militarnie, to by się przydało więcej szwedzkich rakiet RBS-15 ziemia-woda. Mają zasięg 200km, tylko że te które mamy mają zapewnione rozpoznanie max do 50 km. Trzeba by więcej wyrzutni, rakiet i rozpoznania. W razie czego to i w ląd mogą przywalić.

          I tych systemów HOMAR, artylerii rakietowej o zasięgu 70-300km. W ilości nie kontraktowanej od USA przez MON, ale kilkakrotnie większej (może być tyle co w swych fantazjach obiecywał Macierewicz, on wszystko obiecywał). Z produkcją rakiet w Polsce, by nie trzeba było każdej sztuki kupować za krocie w USA. Zamiast z USA mogą być “Polonezy” z Białorusi, wyrzutnie z Turcji, czy nawet co co opracowuje Ukraina, cokolwiek, byle z transferem know-how (tego nam USA nie da).

          I może więcej “naszych” Krabów, czyli 155mm haubic na licencji UK i podwoziach K2 z Korei Południowej, składanych w Polsce. Tylko do tego norwesko-fińskie pociski 155mm IM HE-ER z silnikiem strumieniowym, od firmy Nammo. Zasięg wzrasta z max 40km do 100km. Zamiast Krabów mogą być nawet te nieudane Kryle na podwoziu kołowym (taniej), byle dużo amunicji z silnikiem strumieniowym.

          I w razie czego tym wszystkim okładać Obwód Kalinigradzki, Bałtijsk, każdą wyrzutnię Iskanderów która ośmieli się odpalić, oraz trzymać każdy potencjalny desant na dystans od brzegu.

          Takie zakupy za te 2-3 miliardy zł (realny koszt przekopu i pogłębienia toru wodnego do Elbląga) byłyby lepsze od wyrzucania tego w kopanie rowu by zdobyć drogo parę głosów.
          Ale do tego trzeba patriotów a nie rosyjskiego lobbingu.

          Przypomnę: pan związany z handlem rosyjskim węglem (dostawał go na kredyt od Rosjan) nagrał polityków ówczesnego rządu, przez co stracili władzę i nowi zajęli ich miejsce. Przez 4 lata rządów tych nowych import węgla z Rosji wzrósł 4-krotnie i rośnie, kraj pogłębia uzależnienie od węgla i walczy z OZE, pan który zorganizował podsłuchy mimo wyroku nie może trafić do więzienia. Zbieg okoliczności?

    2. tez przygladalem sie co Bartosiak osiagnie w CPK, ale rzeczywistosc wykazala ze “gadanie” jest latwiejsze niz “dzialanie” nie poradzil sobie, nie poradzil sobie w realiach zycia, polityki i zaleznosci miedzyludzkich na wysokim szczeblu, w/g mnie skompromitowal sie jako “geopolityk” i “expert”

  4. Sam CPK to UNIWERSALNY ZASÓB wpięcia Polski w globalną sieć strategicznych przepływów [“connectivity”] – CPK równie dobrze będzie mógł przyjmować z całego świata ruch pasażerski i towarowy – zarówno z Waszyngtonu – jak z Pekinu. Z Pekinu nawet bliżej – nie mówiąc o zachodnich prowincjach Chin. To poniekąd także rozwiązanie względem ewentualnej obstrukcji Niemiec i ew. blokady wielkoskalowych dostaw drogą lądową do Polski [Wschodniej Flanki]. Bo wtedy na CPK nie tylko C-17 Globemastery III, ale także najcięższe C-5M Galaxy [wymagające bardzo długich pasów do startu i lądowania] utworzą efektywny most lotniczy wysokiej intensywności. Co do Chin – te rok temu zakupiły od Ukrainy – razem z licencja i know-how – drugi prototyp najcięższego na świecie 6-silnikowego An-225 Mrija [który ma ładowność ponad 250 t ładunku użytecznego]. Za kilka lat usłyszymy o oblocie tego An-225 [pewnie z nowymi, lepszymi silnikami, większym udźwigiem i zasięgiem, większym udziałem kompozytów i tytanu w konstrukcji i z “glass cockpit”], a za kolejne kilka lat Chiny będą miały własną flotę tych transportowców strategicznych [to w ramach rozwijania globalnej projekcji siły i sił “szybkiego reagowania” – które w ramach korpusu piechoty morskiej i sił aeromobilnych są planowane do rozbudowy do 200 tys żołnierzy]. Na czas pokoju ta flota transportowców będzie pracowała na siebie i zapewniała Lotniczy Jedwabny Szlak w masach lądowych Eurazji [poza zasięgiem US Navy] – dla przewozu towarów high-tech [np. laptopów, smartfonów itd] o wysokiej marży jednostkowej i szybkim obrocie zbycia – które jak najbardziej nadają się dla lotniczego cargo – zwłaszcza do dogodnej w Europie lokalizacji CPK. Wracając do spraw geostrategii militarnej – czyli np. Rosja prowadzi grę w eskalację i grozi demonstracyjnie swymi siłami – gromadzenie sił przy granicy, nasilenie aktów sabotażu, prowokacyjne ostre deklaracje Kremla itd. – całe spektrum sygnalizowania strategicznej przewagi – a wtedy w ciągu 24 h można SZYBKO ZAREAGOWAĆ ADEKWATNIE do serca Wschodniej Flanki – mostem powietrznym przerzucić przez CPK w odpowiedzi baterie THAAD, Patriotów, IAMD, radarów, logistyki, zaopatrzenia, ale także sporo wojsk piechoty morskiej i wojsk aeromobilnych – a nawet sił ciężkich w tym jednostek pancerno-zmechanizowanych i artylerii rakietowej i lufowej. Chociaż tu zasadniczo nie chodzi o przerzut samego ciężkiego sprzętu – raczej samych czołgistów, członków załóg itd. z oprawą logistyczną, – bo składy ciężkiego sprzętu będą już w Polsce. Szybki czas reakcji sił USA [i UK] poprzez CPK dla największych samolotów z wysoką “przepustowością” – to także rozwiązanie na długi NIEAKCEPTOWALNY 30 dniowy okres dotychczasowych “gwarancji” całego NATO dla Wschodniej Flanki w ramach reagowania wg obowiązującego planu NATO “30 batalionów w 30 dni itd.”. ———- A co do przekopu Mierzei Wiślanej – rozwiązuje nam ręce przede wszystkim rozwoju gospodarczego – ale i szybkiego przerzutu wojsk czy transportu zaopatrzenia. Po wybudowaniu przekopu sytuacja stanie się asymetrycznie niekorzystna dla Rosji – Zalew Wiślany stanie się domeną naszej projekcji ekonomicznej, ale i kontroli militarnej [zwłaszcza dla specjalsów z Formozy]. Gdybyśmy liczyli naiwnie tylko na układ z Rosją i jej “dobrą wolę”, to Rosja by najpierw poczekała na pełen rozwój komunikacji morskiej/przybrzeżnej przez Bałtijsk – a potem w dogodnym momencie by zamykała nam komunikację – tworząc nacisk strategiczny “kto tu rządzi i kontroluje przepływ ekonomiczny – i co nam dacie za odblokowanie”. Zresztą – to także sprawa skomunikowania całego regionu z nurtem Wisły “właściwej” [do Zalewu Wiślanego wpada tzw. Wisła Królewska] – a poprzez ten region i Wisłę – także Białorusi. To szerszy temat – tu wchodzi także w tle Kanał Śląski i cała sieć “autostrad wodnych E-30, E40, E-70 – skomunikowania rzecznego od Dunaju do Dniepru. Rzecz, które długofalowo jest konieczne dla rozwoju i Polski i całego regionu – i jako rzecz nieunikniona [także jako element regulacji hydrologicznej na zmiany klimatyczne] – polecam np. stary artykuł wprowadzający https://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/wodna-zegluga-plan-pis-odra-wisla-rzeki-w,246,0,2060022.html ]. Perturbacje średniookresowe – np. zahamowanie finansowania przez Chiny Kanału Śląskiego – w dłuższym trwaniu i tak zostaną “wyrównane” w ten lub inny sposób. Na Zachodzie transport rzeczny to 7% wolumenu [a jest najtańszy ze wszystkich rodzajów transportu w przeliczeniu na tonokilometr] – u nas tylko 0,4% – więc jest naturalny duży potencjał do wykorzystania i polepszenia własnej efektywności gospodarczej.

    1. Bez porządnej, wielowarstwowej obrony przeciwlotniczej to wszystkie lotniska będą uziemione. A ile Iskandery lecą spod Kaliningradu na dowolne lotnisko w Polsce? Minutę? Dwie? Nawet F35 można szybko uziemić. Rząd kupuje (a raczej obiecuje zakup) tylko mizerną ilość Patriotów, w wersji z radarem który na razie nie istnieje. Akurat tyle, ile potrzeba by na chwilę osłonić Okęcie by zdążyły nowe VIP-owskie Boeingi ewakuować nowy “rząd na uchodźstwie”.

      1. @ otochodz – A co ja non-stop promuję, jak nie zbudowanie sieciocentrycznej całokrajowej saturacyjnej A2/AD Tarczy Polski? Z uniwersalnymi efektorami antyrakietowymi/plot [np. amerykańskie PAC-3 MSE, choć za lepsze uważam właśnie testowane południowokoreańskie L-SAM – bo mają 2,5 raza większy pułap przechwycenia i 2 razy większy zasięg]. I to potrzebujemy minimum 2 tys takich efektorów dla osiągnięcia “czystego nieba” nad Polską na wszelkie środki ataku – i na uzyskanie kontroli w buforach wokół Polski. Cały czas tłumaczę – bez tego NADRZĘDNEGO i moim zdaniem priorytetowego programu “nr 1” modernizacji technicznej Wojska Polskiego – możemy zapomnieć o strategicznej wartości WP po pierwszym kwadransie wojny, a wartość taktyczna WP po pierwszym dniu spadnie do wartości śladowych. Teraz nie pojedynek lotnictwa decyduje – na szczycie drabiny eskalacyjnej “tarczy i miecza” jest “kto kogo” rozgrywane i rozstrzygane między strefami antydostępowymi. Rosjanie już mają A2/AD w Kaliningradzie, kontrolują systemami S-400 1/3 obszaru Polski. Za 5 lat powstanie nowa A2/AD na Białorusi [po jej anschlussie] i powstanie połączony tzw. bastion. Gdzie wejda nowe systemy S-500 i S-350 – już sieciocentryczne – bez “cieni radarowych” kontrolujące CAŁĄ Polskę w trybie real-time. Także stricte ofensywna projekcja siły nowych Cyrkonów, Iskanderów i Kalibrów. Wobec takiej perspektywy triumfalne zapowiedzi zakupu 32 F-35 mają się nijak do rzeczywistości Polskiego Teatru Wojny. To nie Pacyfik – tu brak w strefie zgniotu głebi strategicznej dla lotnictwa bez przykrycia NADRZĘDNYM kloszem SILNIEJSZEJ od przeciwnika A2/AD Tarczy Polski. I nie chodzi tylko o antyrakiety – ani nawet o “buławę zabójcy” rakiet ofensywnych [np. balistycznych południowokoreańskich HM-2C o zasięgu 800 km, czy manewrujących HM-3C o zasięgu 1500 km]. Najpierw jest przewaga sieciocentrycznej sfery C4ISR – wliczając WRE [szeroko rozumiana walkę elektroniczną], oślepienie przeciwnika, wyłączenie mu komunikacji, świadomości sytuacyjnej, pozycjonowania, nawet nawigacji – dopiero POTEM EWENTUALNIE uderzają rakiety – z bezpiecznych stanowisk chronionych parasolem naszej A2/AD Tarczy Polski. A nasi decydenci i ich myślenie strategiczne i długofalowe i całościowe…no comment… Robimy zasadniczy błąd strategiczny – zamiast ASYMETRYCZNIE rozbudowywać obronę [i do niej komplementarnie środki ataku precyzyjnego dalekiego zasięgu – tez korzystająca z systemów C4ISR i rozpoznania i pozycjonowania ustanawianego przez A2/AD Tarczę Polski] – to identycznie jak w 1939 – budujemy armię SYMETRYCZNĄ – wszelkie odpowiedniki sił zbrojnych i systemów przeciwnika – co oznacza ich rachityczność z uwagi na dysproporcję budżetów i już wypracowanej przewagi przeciwnika. Kompletnie błędna droga – prowadząca do klęski MEGA “1939-BIS”. Jeżeli zbudujemy A2/AD Tarczę Polski, to przy uzupełnieniu “buławy zabójcy” [i np. posiadania ok. 40 Krylów i Krabów z amunicją precyzyjna dalekiego zasięgu – do 150 km – jak to deklaruje Nammo na 2023] – to atak na Polskę będzie nieopłacalny w kalkulacji koszt-efekt i zarzucony już w trakcie planowania. Oczywiście – dla asymetrycznego odstraszania są niezbędne głowice [w razie potrzeby – do ewentualnych operacji w rękach specjalsów – na terenie wroga] – kupione pod stołem [np. od Pakistanu – z “zielonym światłem” Pekinu] – ale generalnie nie chodzi o to, by walczyć, tylko o to, by WŁASNĄ SUWERENNIE DYSPONOWANĄ siłą zbrojną i jej asymetrycznym odstraszaniem strategicznym – zachować zbrojną neutralność – i W OGÓLE NIE WALCZYĆ. Si vis pacem – para bellum…chcesz pokoju – to szykuj się [PORZĄDNIE] jak do wojny [NIEAKCEPTOWALNEJ dla agresora]… Na razie budujemy niesuwerenną armię marionetkową [trochę tego, trochę tamtego] w zasadzie symetryczną, miniaturową jako całość, do wypełniania poruczonych nam przez hegemona zadań taktyczno-operacyjnych w krajach bałtyckich i na Ukrainie…naszą krwią i naszym kosztem. A hegemon i tak wyjdzie z Europy na Pacyfik w przeciągu max 15 lat [co jasno zapowiedział gen. Hodges otwartym tekstem podczas Warszaw Security Forum 2018 – konkretnie było to 24-25 października 2018] – i absolutnie nikt w Polsce nie zadaje sobie prostego pytania, które dziecko by zadało : “A CO POTEM?”…
        Zresztą hegemon jest nader słaby w Europie – właśnie po tytanicznych bojach naszej dyplomacji okazało się, że ów Fort Trump – niby “stały” – to będzie tylko zwiększenie przejściowej rotacyjnej obecności brygady pancernej ABCT [wszystkiego 87 czołgów – na całą Wschodnią Flankę w ramach takiego pokazowego “teatrzyku objazdowego” od Tallina po Rumunię, który po taniości SYMULUJE rzekomą siłę hegemona w tym regionie – dla naiwnej publiki] i zwiększenie obecności już zainstalowanej w Orzyszu batalionowej grupy bojowej NATO – o kolejną, amerykańską batalionową grupę bojową [ca 1000 ludzi – żołnierzy i personelu pomocniczego]… Obecnie rozpraszamy środki na różne drugorzędne programy modernizacyjne [gdzie zakup technologii jest śladowy lub zerowy – konkretnie Wisła 5%, HOMAR – 0%], które ładnie wyglądają w PR i na defiladach – ale Polski nie obronią – i nawet nie zamierzają tego teoretycznie. A możemy się samodzielnie obronić – mamy rezerwy walutowe, mamy BARDZO CHĘTNYCH na kasę dostawców technologii spoza kręgu hegemona i jego Wielkiego Brata – niestety jest absolutny brak takiej woli politycznej. Sama taka myśl jest traktowana jako karygodna “myślozbrodnia”…mamy 100 mld dolarów rezerw, które pewnie zostaną przejęte jako 1/3 bandyckich roszczeń 447, a mogły by posłużyć do zasadniczego zassania technologii, skoku rozwojowego opartego o Przemysł 4.0 – w tym na produktach podwójnego zastosowania. Bo technologia na poziomie podstawowym nie jest ani wojskowa, ani cywilna – jest FIZYCZNA. Na razie cała polityka od 2015 zmierza do ułatwienia wrogiego przejęcia geostrategicznego [chodzi o kluczowy styk Rimlandu i Heartlandu Eurazji – przesmyk bałtycko-karpacki – JESZCZE zajmowany przez Polskę] – poprzez robocze zbankrutowanie Polski na 300 mld dolarów – i docelowe wrogie przejęcie i usadowienie tu Wielkiego Brata [z potencjałem strategicznym rakiet i atomu]. A wtedy obecni decydenci, którzy robią z Polski coraz bardziej bezwolnego i coraz bardziej zależnego lennika, będą żałośnie rozkładać ręce, robić miny niewiniątek i mówić: “któż to mógł przewidzieć?, a my tak bardzo wierzyliśmy i ufaliśmy….” Jak to mówią: dobrymi intencjami piekło wybrukowane…

        1. Errata: nie “i np. posiadania ok. 40 Krylów i Krabów” a winno być “i np. posiadania ok. 400 Krylów i Krabów”. Gdzie właśnie zamiast gąsienicowych i bardzo drogich Krabów [gdzie nośnik gąsienicowy jest dobry na zewnętrzne bezdroża], winniśmy postawić na produkcję Kryli – na nośnikach kołowych, znacznie tańszych [ok 2,5 krotnie] – idealnie nadających się do samodzielnych szybkich przerzutów mobilnych po wewnętrznych liniach komunikacyjnych Polski.Bo właśnie mobilny przerzut Kryli – jako artylerii precyzyjnej dalekiego zasięgu [strumieniowe Nammo 155 mm w 2023 osiągną zasięg 150 km] – dla uzyskania jak najkrótszego czasu reakcji i dynamiki naszych kontrdziałań – z celami pozycjonowanymi przez system rozpoznania/pozycjonowania nadrzędnej A2/AD Tarczy Polski – TAKIE działania powinny być priorytetem w skutecznej AKTYWNEJ OBRONIE Polski. Obronie – która winna opierać się NAJPIERW o “parasol” A2/AD Tarczy Polski – dzięki czemu te Kryle [no i 120 zamówionych już Krabów] niszczyły by efektywnie i bezpiecznie podstawę operacyjną Rosji w Kaliningradzie i na Białorusi – także w razie potrzeby robiąc to wyprzedzająco – niejako efektywnie w ramach “prewencji”. Ale tu – w Programie Modernizacji Technicznej Wojska Polskiego – nie chodzi wcale o obronę Polski… Zresztą – gdyby hegemon rzeczywiście chciał obrony Polski – to Polska od 2015 już by miała NATO Nuclear Sharing dla naszych F-16 – i to na bogato… Zaniechanie to też działanie – czasami nader znaczące…

          1. Gdyby była opcja zakupienia licencji tych 155mm z silnikiem strumieniowym, i tłuczenia ich masowo w Polsce, to by zmieniło sytuację. Zasięg 100km czy nawet 150mm dla zwykłej haubicy to zupełnie inne możliwości. Ogień spoza zasięgu przeciwnika, niszczenie dalekich celów, cały Obwód Kaliningradzki w zasięgu, można ostrzeliwać Kaliningrad zza linii Wisły nawet. Takie pociski powinny być tańsze niż amunicja do artylerii rakietowej. Jakbyśmy je mieli masowo by oficer nie musiał ich kalkulować na sztuki.
            A z mniejszych dystansów też zmienia taktykę, bo można strzelać stromotorowo by nie wykrywały ich radary artyleryjskie i nie narażać się na ogień kontrbateryjny.

            Jakby była możliwość zakupu licencji, nawet drogo, byłoby warto. Tyle że kasy nie będzie, pięćsetplusy pożrą budżet na uzbrojenie, a poza tym nasza zbrojeniówka w zarządzaniu Misiewiczów i tak nie jest w stanie takiej licencji wykorzystać.

            Choć pewnie i tak nie wykorzystalibyśmy możliwości, skoro zakupiwszy szwedzkie RBS-15 o zasięgu 200km, rozpoznanie mamy tylko do 50km. Może przez te 15 lat hegemon będzie nam dostarczał dane rozpoznania, ale potem?

  5. Żeby była jasność – przyspieszony [o ok. 10 lat] zakup 32 F-35 nie wynika z JAKICHKOLWIEK analiz i wymagań Wojska Polskiego. Po prostu USA postanowiło nie sprzedawać F-35 Turcji – i teraz “łaskawie” zaoferowali nam te ex-tureckie F-35 – żeby mieć pokryty portfel już ustawionych transz produkcyjnych. O niebo ważniejsze i pilniejsze jest ustanowienie systemów obrony antyrakietowej i przeciwlotniczej Polski – tymczasem narzucony nam zakup F-35 SPOWOLNI i odsunie w czasie te bez porównania “gardłowe” programy… Jeszcze 1,5 roku temu o zakupie F-35 pisano i deklarowano, że dla Polski [która nie jest beneficjentem programu F-35] – jedyny sensowny ruch to poczekać znacznie po 2026 – jak główne zapotrzebowanie “popytowe” zostanie zaspokojone – i dopiero jak ceny spadną – a przy okazji, jak do produkcji wejdą późne, czyli DOPRACOWANE i najnowocześniejsze bloki F-35… Teraz hegemon nacisnął na zaspokojenie swojego interesu [robiąc przy tym z musu cnotę] – i od razu stanowisko decydentów w Warszawie zmieniło się diametralnie..wg życzenia hegemona….

      1. Nie sądzę. Zwyczajnie – brak części [embargo Rosji] daje o sobie znać. Natomiast skwapliwość, z jaką używa się katastrofy MiGa-29 do “uzasadnienia” na siłę zakupu F-35, jest niestety tragikomiczna. Powtarzam – skoro Rosja JUŻ metodą faktów dokonanych zrobiła pierwszy krok i stworzyła strefę A2/AD w Kaliningradzie, która w ciągu 5 lat max rozrośnie się ilościowo [na Białorusi] i jakościowo [nowe efektory pokrywające CAŁĄ Polskę] – i to w trybie real-time [sieciocentrycznie] – bez tzw. “cieni radarowych” – to JUŻ de facto zostało niejako “zdecydowane za nas” – przez przeciwnika, że podstawowym kontr-działaniem i programem nr 1 musi być budowa naszej SILNIEJSZEJ A2/AD Tarczy Polski – która najpierw już podczas pokoju oślepi wrogą A2/AD, a w razie konfliktu – fizycznie ją zgniecie – i uniemożliwi projekcję siły wszelkim [szeroko rozumianym] środkom napadu powietrznego – a potem umożliwi naszej artylerii dalekiego zasięgu precyzyjne zmasowane zniszczenie podstaw operacyjnych nieprzyjaciela. Najpierw decyduje elektronika C4ISR+WRE, potem antyrakiety, potem rakiety, potem masowa precyzyjna projekcja artylerii dalekiego zasięgu. Samolot jest tu czwartym, a właściwie piątym garniturem potrzeb TUTAJ – w konkretnych warunkach Polskiego Teatru Wojny. Mamy 48 F-16 – można je zmodernizować do standardu Viper, a na pewno wpiąć sieciocentrycznie, uzbroić na bogato w broń precyzyjną dalekiego zasięgu [JASSM-ER, AMRAAM-D ER itd] – SZCZEGÓLNIE pozyskać NATO Nuclear Sharing [przynajmniej zmoderniozowane zeskalowane B61] – i żadne nowe zakupy w rodzaju F-35 nie są potrzebne. I tak przecież JASSM-ER – pocisk manewrujący o zasięgu 1000 km – nie może być przenoszony w komorze bombowej [czyli w trybie stealth] przez F-35. To po co nam samoloty F-35 i ich stealth? – skoro w naszych konkretnych warunkach – zwłaszcza wobec sieciocentrycznej siatki sensorów nieprzyjaciela – będzie z tego co najmniej mierny pożytek. Laicy myślą, że F-22 czy F-35 są “niewidzialne” dla radarów. To nieprawda – zawsze jest jakaś powierzchnia aktywna odbicia radarowego. Samo pokrycie ma albo bardzo tłumić falę elektromagnetyczną – ale robi to ze względu na technologię materiałową w dość wąskim wycinku widma EM [orientacyjnie przyjmuje się 6-20 GHz]. Radary o innych zakresach – zwłaszcza o falach dłuższych, nie będą podatne na te tłumienie. Drugi aspekt konstrukcji stealth polega na odbiciu fali EM w innym kierunku, niż kierunek “wysyłki”. Ale tu też sieć tzw. radarów pasywnych/rozproszonych może sobie przy szybkim sieciocentrycznym przetwarzaniu zebranych danych wyliczyć lokalizację celu real-time. No i systemy optyczne w ciągu ostatniej dekady zaliczyły olbrzymi skok czułości i zasięgu [rzędu 100 km] – stąd w konkretnych warunkach ciasnej “strefy zgniotu” Polskiego Teatru Wojny – zwyczajnie nie widzę sensu [w kalkulacji koszt-efekt] dla zakupu F-35. Szczerze? – na dzień dzisiejszy z 48 F-16 w gotowości operacyjnej pozostaje 14-19 maszyn…tyle wiadomo z interpelacji poselskiej. Skupiłbym się najpierw na doprowadzeniu przynajmniej 40 maszyn F16 do stanu gotowości bojowej [co wymaga zakupów części i uzupełnienia infrastruktury logistycznej – w tym ludzkich], potem dokupiłbym wyposażenie do wpięcia sieciocentrycznego w nadrzędny C4ISR, a potem dla F-16 uzbrojenie na bogato w bronie precyzyjne dalekiego zasięgu. A potem [gdyby pieniędzy starczyło – PO realizacji ważniejszych programów] ew. modernizacja do standardu Viper. No i KONIECZNIE wdrożenie procedur rozproszenia maszyn – nawet po 1-2 maszyny operujące z DOL [czyli z autostrad i ekspresówek]. Lotnictwo w NASZYCH konkretnych warunkach to i tak piąty garnitur potrzeb. Niestety decyzje są podejmowane doraźnie, zewnętrznie ze względu na naciski hegemona, a wewnętrznie z powodów politycznych [teraz są wybory w tle], czyli w sumie nie z powodów merytorycznych [i na pewno nie po skalkulowanym przeliczeniu wszystkiego] – z uzasadnieniem “dla ludu” raczej emocjonalnym, medialnie nakierowanym na laików. Po prostu MON jako instytucja “defiladowego” PR dla rządu.

  6. Recenzje “dziel” bartosiaka sa niepotrzebne na Panskim blogu, jego populistyczno beletrystyczne streszczenia i tlumaczenia publikacji zachodnich nie wnosza nic do mysli politycznej, przeciwnie do bardzo dobrych Panskich wnioskow i opinii, prosze budowac wlasna marke powoli z szacunkiem dla siebie i subskrybentow bez podpierania sie “geopolitykami”

Dodaj komentarz