Rozszerzenie Unii to zagrożenie dla polskich interesów? [Komentarz]

Tym razem komentarz tylko w wersji audio.

Francja zablokowała rozpoczęcie rozmów dot. przystąpienia Północnej Macedonii i Albanii do UE. Komentatorzy oceniają to jako próbę zastopowania rozszerzenia niemieckich wpływów w UE. Pytanie dla Polski jest takie, czy wejście do UE tj krajów jak Serbia, Czarnogóra, Bośnia i Hercegowina, Albania i Macedonia Północna nie jest zagrożeniem? Dlaczego prezydent A. Duda oraz polski MZS tak mocno zaangażowali się w próbę przyłączenia Zachodnich Bałkanów do UE, skoro jest to sprzeczne z polskim interesem narodowym na wielu płaszczyznach (o tym w komentarzu)? Zapraszam:

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo , podatki – blog

28 komentarzy

  1. Rośnie nam pokolenie, które myśli i kalkuluje samodzielnie, którego nie zadowalają odgórnie kolportowane frazesy o “współpracy”, o “budowaniu jedności” o “budowaniu Międzymorza” [gdzie rozmówcy Międzymorze bałtycko-czarnomorskie pomyliło się z Trójmorzem ABC]…. a TAKIE właśnie “argumenty ZA” uzyskałem od kilku osób w Warszawie w sprawie przystąpienia państw bałkańskich do UE…. Oby takich głosów, jak Pana Krzysztofa, było więcej… Owszem – dla Polski przyjęcie państw bałkańskich do UE – MOŻE być korzystne, ale pod warunkiem, że najpierw Polska wzrośnie [np. ze wsparciem USA – albo Chin w razie obrotu Polski – to w ramach 17+1], że projekt Międzymorza naprawdę zostanie zrealizowany i rozszerzony do Tójmorza [obejmującego przepływy strategiczne z Morza Śródziemnego/Adriatyku]- a i to pewnie z “doładowaniem zewnętrznym” uzyskalibyśmy “koncesjonowane” przez zewnętrzne supermocarstwo przywództwo, a wreszcie pod warunkiem zasadniczym, że”twarde jądro UE” zostanie zmarginalizowane – no i warunek konieczny – musiałaby najpierw Rosja upaść… albo przynajmniej drastycznie osłabnąć. To są wszystko rzeczy, które mogą się zdarzyć – ale w sumie możliwe w długofalowej, naprawdę długofalowej perspektywie [następne pokolenie] – obawiam się, że dopiero po rozstrzygnięciu konfliktu hegemonicznego USA-Chiny. Zapewne też do tego bloku Trójmorza musiałaby się włączyć Skandynawia [pewnie z UK] – dopiero wtedy połączony blok byłby prawdziwą przeciwwagą “twardego jądra karolińskiego”… Na chwilę obecną jedyny plus dla Polski z przyjęcia tych państw do UE to ewentualna [wcale niekonieczna] stabilizacja Bałkanów w ramach “ryzów” UE…zgadzam się, że dużo “konkretniejszym” bonusem w sprawach bezpieczeństwa, byłoby przystąpienie tych wszystkich państw do NATO…co pewnie Francja będzie blokowała, skoro wg Macrona NATO jest w “stadium śmierci klinicznej”… Bo przystąpienie tych państw do NATO stworzyłoby większość w “natowskich” państwach UE – okazałoby się wtedy, że Niemcy i Francja to “izolowani sabotażyści” względem bezpieczeństwa zbiorowego dawanego przez NATO dla UE i dla całej Europy…

      1. Oby tak było – i możliwie “bezboleśnie”. Ale to wymagało by świadomej “kapitulacji” jednej ze stron, a na to się nie zanosi. Moim zdaniem ta rywalizacja przedłuży się, a wzajemne podstawianie sobie nogi i rozdarcie łańcuchów dostaw, mocno odbije się na świecie. Najmniej prawdopodobne jest zachowanie obecnego status quo – trendy wzrostu Chin, relatywnego słabnięcia USA [czy Rosji] i ogólne postępujące zmiany na globalnej szachownicy – rozsadzą obecny porządek. Każdy będzie starał się uzyskać jak najlepsza pozycję w nowym “porządku dziobania” – jak zwykle silni kosztem słabych. Obawiam się, że hipoteza Pana Krzysztofa odnośnie USA jako “nieuczciwego strażaka” dotyczy całej Wyspy Świata. Czyli, że wg strategów Waszyngtonu przynajmniej Eurazja ma być “strefa ognia” – i to “najlepiej” [wg optyki Waszyngtonu] wg zasady “wszyscy ze wszystkimi” – tak by USA tylko dokładało do przysłowiowego pieca – aby wszyscy konkurencji [Chiny, Rosja, UE, Indie i świat islamu] wyniszczyli się nawzajem. Dla mnie papierkiem lakmusowym jest niechęć USA do inwestowania w Międzymorze. Co oznacza, że USA nie chce inwestować w coś, co ulegnie zniszczeniu. Stąd polityka i Polski i Międzymorza [czy Trójmorza] ale i graczy w Eurazji – winna być bardzo ostrożna. Niestety – plany Chin, plany “trzeciego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku”, zapalność Zatoki, Arktyka itd – to wszystko nie zmierza ki uspokojeniu – wręcz odwrotnie.

  2. Uzupełniając sprawę “podpalenia” przez USA całej kluczowej Wyspy Świata: tak strategia to najbardziej racjonalny [choć oczywiście świadczący o amoralności strategów USA] wniosek ze słabnięcia USA do Chin. Bo im dalej z czasem – tym gorzej dla USA. Jeżeli ministerstwo skarbu Australii przewidywało już w 2017 GDP wg siły nabywczej, rzędu 24 bilionów dolarów dla USA , a dla Chin 42 biliony – to na rok 2030, to w 2050 dystans się powiększa – ba, Indie spychają USA nawet z drugiej pozycji. Szacunki MFW i BŚ są podobne w proporcjach – generalnie już na 2030 przewaga w GDP wg siły nabywczej [- czyli REALNEJ] Chin nad USA jest szacowana na 3:2 do 2:1. Od 2009 USA próbują powstrzymać i wywrócić Chiny – i im się to nie udaje.Gdyby była możliwa opcja militarnego zniszczenia Chin – USA już by to zrobiły – i to ok. 2009-2012. Ale USA nie zrobiły tego kroku – bo już wtedy Chiny były zbyt silne militarnie, ujawniły celowo medialnie Podziemny Wielki Mur – z kompleksem rakietowo-nuklearno-lotniczym trudnym, a raczej niemożliwym do namierzenia, co dopiero do zniszczenia. No i Chiny nacisnęły na ceny surowców strategicznych, które same zmonopolizowały – dzięki krótkowzrocznemu wygodnictwu Zachodu – i USA odpuściły wariant militarny, bo militarnie okazali się ZBYT SŁABI, ale i ekonomicznie Chiny [dzięki agresywnej polityce wewnętrznych inwestycji w infrastrukturę] zbytnio się trzymały, no i trzymały i uzależniały zbytnio handel światowy w swoich rękach [jako RDZEŃ fabryki świata i eksportu – rdzeń globalnej gospodarki REALNEJ – opartej o REALNE zasoby] – ale i trzymały “specjalistyczne” tętnice zasilające kluczowe wysokie technologie. Moim zdaniem USA nie liczą już ani na wygraną militarną – ani na ekonomiczno-handlową w konfrontacji z Chinami. A wojna walutowa jest szalenie ryzykowna dla USA – może skończyć się łatwo wywróceniem dolara, bardzo szybko dolar może okazać się pustą walutą – BEZ POKRYCIA. A to byłby koniec USA [poczynając od bankructwa Wall Street] – koniec USA jako emitenta dolara jako waluty światowej – bo właśnie na tej emisji dolara USA jadą na “darmowym bilecie” jako hegemon – na grzebiecie całego świata. Bo właśnie po to jest cała ta hegemonia USA, cała siła US Navy jako “kontrolera” 90% przepływów towarowych – morzem – no i przepływów finansowych kontrolowanych przez SWIFT – faktycznie przez USA – po to, by móc bez ograniczeń [i bez konkurencji] emitować walutę główną rozliczeń międzynarodowych. O to idzie na samym końcu USA – o emisję waluty międzynarodowych globalnych rozliczeń. A handel morski kontrolowany przez US Navy jest tu niejako zakładnikiem – ze rozliczenia będą w dolarach. Moim zdaniem USA idą strategicznie na wzajemne podzielenie i takie zantagonizowanie i podbicie[pod stołem – np. obietnicami sojuszy i wsparcia] ambicji graczy Eurazji [z Afryką na dokładkę – ale ta jest zapalna “od zawsze”] – by cała Wyspa Świata pogrążyła się w wojnach – najpierw proxy i lokalnych, a potem o coraz większym zasięgu. Czyli powtórka I i II wojny światowej – z tym, że teraz głównym teatrem wojny nie będzie Europa, a już cała Wyspa Świata. Po wzajemnym wyniszczeniu graczy Wyspy Świata – bezpieczne USA oddzielone oceanami i niezniszczone – wkroczyłoby NA KONIEC – dyktując warunki nowego porządku światowego Pax Americana 2.0 – jako NAJSILNIEJSZY POZOSTAŁY gracz. Nie dlatego, że USA tak sprawnie urośnie – tylko dlatego, że reszta graczy tak bardzo się wyniszczy. Osobiście hipotezę Pana Krzysztofa globalnej strategii USA jako “nieuczciwego strażaka” uważam za perłę geopolitycznego myślenia ujmującą sam rdzeń istoty “grand strategy” USA – chyba najtrafniejszą i najgłębszą od czasów wielkiego powrotu geopolityki w 2008-9. Dla Polski – to bardzo ważki sygnał przemyślenia całej strategii – zwłaszcza zmiany zasadniczej względem obecnego ślepego podczepienia do rydwanu USA – i względem gotowości [z góry i za nic] na wszelkie projekty USA. Zwłaszcza w strefie zgniotu – dla PRZETRWANIA Polski i Polaków. Bo to jest nasza stawka w grze.

    1. USA w tym starciu z Chinami wie, że czas działa na niekorzyść Ameryki.Więc moje stwierdzenie że z 5 lat powinno wystarczyć.A możliwe że i więcej.Pan twierdzi ze Ameryce ponownie uda się zrealizować swój plan podobny do 1 i 2 wojny światowej że wszyscy do gardeł sobie dobiorą??Myślę że świat jest już zbyt cwany aby w to się wciągnąć ponownie.P Bartosiak twierdzi , że zarówno USA jak i Chiny przekonane są o tym że są silne, a to nic dobrego nie wróży.

      1. Oceniam po owocach. USA podzieliły Flotę Pacyfiku na część “przybrzeżną” – tę słabą, operującą w pierwszym łańcuchu wysp, mającą zagrzewać sojuszników do walki. I na tę silną, właściwą, operującą daleko za drugim łańcuchem wysp. W Europie USA nie chce umieszczać swoich jednostek u Bałtów [są tylko tymczasowe ćwiczenia], a i brygada ABCT jest rotacyjna i właściwie cały czas robi tylko teatrzyk objazdowy po Wschodniej Flance, symulujący dla flankowych [wschodnich] aliantów USA – RZEKOMĄ siłę USA w Europie, której to siły USA nie ma – i nie wzmacnia. No i brak inwestycji w Międzymorze…bodaj najgorszy sygnał rzeczywistych intencji Waszyngtonu… Faktycznie USA kryje się za plecami NATO – mając bardzo dogodne, asekuracyjne warunki, bo nawet jeżeli przyjdą z pomocą – to po 30 dniach. No i USA [ani UK] nie udzielają ani Bałtom, ani Polsce, ani żadnemu krajowi flanki gwarancji atomowych względem uderzenia atomowego Rosji – jakie by nie było. Realnie oznacza to zajęcie Bałtów, a pewnie i Polski w ramach strategii “czas za ziemię”, Stad takie zachęty amerykańskich think-tanków do organizowania np. przez Bałtów obrony partyzanckiej – rzecz jasna na własny koszt. Ale i w TAKIM układzie to i Polska będzie tylko “potykaczem” [tripwire] – oczywiście USA liczą na nas, że się wykrwawimy w bohaterskim i beznadziejnym boju. Dzięki czemu i osłabimy siłę rosyjskiego ataku – i damy czas USA na zorganizowanie obrony Niemiec i dosłanie sił do obrony Zachodniej Europy – na linii Odry. USA patrzy geopolitycznie – Bałtowie z Polską to tylko zasób głębi strategicznej – im chodzi o odwrócenie Zachodniej Europy względem i Chin i Rosji – by wystraszona krwawym najazdem rosyjskim – Europa ponownie POKORNIE i POSŁUSZNIE szukała schronienia pod skrzydłami amerykańskiego orła. Z pełnym twardym przywództwem USA jako lidera NATO – jedynej bezalternatywnej obrony. Bo WTEDY wszelkie frakcje europejskie, dążące do współpracy z Rosją [czy szerzej – ze Wschodem] były by potraktowane jako zdrajcy. USA byłoby jedyną REALNĄ opcją strategicznej obrony i bezpieczeństwa. A taki gambit z punktu widzenia USA byłby W SKUTKACH i WYNIKOWYM UKŁADZIE SIŁ – nader korzystny. Tym bardziej, że w TAKIEJ sytuacji to i współpraca z Rosją, ale i Nowy Jedwabny Szlak – byłyby przekreślone i politycznie – i realnie – pasem ognia. USA się gotują do wielkiej wojny – ale proxy wojny. Z Iranem i jego sojusznikami. Powód? – na początku września Iran – dotychczas współpracujący bardziej z Indiami [w kontrze do Pakistanu współpracującego z Chinami], zdecydował się na obrót na Chiny. Gdzie w ciągu 5 lat Chiny – właśnie do 2025] zainwestują 400 mld dolarów w infrastrukturę wydobywczą i transportową Iranu – przy jednoczesnym kontyngencie 5 tys “ochroniarzy” chińskich – dla ochrony tychże inwestycji w Iranie. Co grozi powstaniem trwałego lądowego korytarza transportowego [Iran-Pakistan-Chiny] ropy i gazu do Chin – całkowicie poza kontrolą US Navy. Plus Chiny-Pakistan-Iran-Turcja ułożą trwały kanał handlowej wymiany lądowego Jedwabnego Szlaku – też całkowicie poza kontrola US Navy. Na coś takiego USA nie mogą pozwolić – byłaby to przegrana geostrategiczna USA – oddanie rdzenia Wyspy Świata bez walki. A jeszcze lądowa odnoga Jedwabnego Szlaku do Afryki – i w Pekinie [i we WSZYSTKICH POZOSTAŁYCH stolicach] mogliby sobie pogratulować: “Wyspa Świata NALEŻY DO CHIN – gra o REALNĄ hegemonię globalną zakończona…”. Moim zdaniem do 2025 USA uderzą w Iran [a Izrael w Syrię, Irak, pewnie i Liban]. To będzie ostatni wielki pokaz projekcji siły lotniskowców – i wielka premiera bojowa F-35 i Super Hornetów. Ale o tym pisałem we wcześniejszych komentarzach np. w artykułach Pana Krzysztofa o Iranie i Bliskim Wschodzie…tam odsyłam. USA muszą osiągnąć i liczbę i dojrzałość operacyjną F-35 – i pewnie 1-2 nowych superlotniskowców klasy “Gerald R. Ford”. Sama wojna będzie wtedy, gdy Chiny już zainwestują większość z 400 mld dolarów w Iran – bo wtedy wojna obróci je w niwecz. Co będzie “pokazówką” dla świata, jak się kończy sojusz z Chinami..i jak kończą się inwestycje Chin…. Chiny poza swoim matecznikiem bastionów antydostepowych A2/AD – nie zdecydują się na otwartą konfrontację z USA. Nie mogą ryzykować utraty twarzy i wizerunku wzrastającego supermocarstwa aspirującego do hegemonii – ZWŁASZCZA w sile militarnej. A Iran wzbogacając uran z 5 do ponad 20% – już samobójczo gotuje sam sobie pretekst do izolacji – i do uderzenia USA [i Izraela]. Izrael zrealizuje swój pan wielkiej wojny o tzw. Wielki Izrael [głębia strategiczna, wymiecenie przedpola, przejęcie zasobów i nitek komunikacji strategicznej, złamanie pretendentów do hegemonii w regionie – PRÓCZ atomowego Pakistanu…]. Rosja też czeka niecierpliwie na tę wojnę – bo zbierze kokosy z przejęcia dostaw węglowodorów – po [obecnie] fantastycznych cenach [moim zdaniem w przedziale 150-200 dolarów za baryłkę]. No i Rosja przełamie sankcje i izolacje – będzie brylowała na salonach. Ba – uzyska przejściowo WYŻSZĄ negocjacyjnie pozycję nad Chinami – mając w reku [jako “energetyczny zbawca”] dostawy węglowodorów. Osobiście wątpię, by Chiny zachęcały Iran do wzbogacania uranu. Prędzej robi to kreml – dla niepoznaki asekurując się oficjalnymi “wyrażeniami niepokojów” irańskim programem atomowym. Ale o wspólnym interesie i o PRZEJŚCIOWYCH benefitach Izraela i Rosji – i o uruchomieniu POTEM DOCELOWEJ kontrakcji strategicznej przez Pekin – czyli uruchamiając atomowy Pakistan do marszu na zachód… i o stworzeniu nowego niepowstrzymanego [bo ATOMOWEGO] Kalifatu jako strategicznego sojusznika [militarnego i handlowego] Chin – Kalifatu idącego w pochodzie na Zachód w wygodnych [dla Chin] szatach Talibów – osobno dosyć napisałem…

        1. Wy wojnach USA-Chiny, a zapominacie o konsekwencjach zamachu kartelu narkotykowego na amerykańską rodzinę w Meksyku… a zdaje się, że ta rodzina jest dość wpływowa i ugruntowych stosunkach z tzw. narcos. Z koli po kompromitacji w Culiacan chyba nikt nie wierzy latynosi sobie poradzą.
          Jednym zdaniem trzeba oczekiwać pivotu na Kolumbię.

        2. Może Pan to wyjaśnić ” To będzie ostatni wielki pokaz projekcji siły lotniskowców – i wielka premiera bojowa F-35 i Super Hornetów. ” Lotniskowce będą rozumiem zatapiane prze wroga?? Czy będzie to F-35 to nie wiadomo https://www.defence24.pl/super-hornety-zamiast-f-35-decyzja-w-rekach-trumpa

          rok 2025 , jak niektórzy twierdzą , nastąpią globalne zmiany
          Polecam Panu aby zapoznał się i z tą tematyką.Co Pan o tym sadzi.I zbadał ją.Bo wszystko chyba zmierza w tym kierunku.
          https://www.foi.org/free_resource/gog-magog/
          https://www.apocalypsesoon.org/xfile-10.html

          1. @”Nie zostawię was” -To znaczy tyle, że lotniskowce – na czele z najnowszymi [1-2 sztuki] klasy “Gerald R. Ford” [będą operacyjne: 2023 pierwszy – 2025 drugi ] – nawet nie wpływając do Zatoki – dadzą światu pokazową trzecią wojnę w Zatoce. Podręcznikowy przykład użycia skumulowanej projekcji siły z lotniskowców – otoczonych saturacyjnie i szczelnie antyrakietami i rakietami plot krążowników i niszczycieli rakietowych. I obroną przeciwpodwodną. Czyli powietrzna, nawodna i podwodna A2/AD otaczająca lotniskowce – zapewniająca sieciocentryczną projekcję siły F-35, Super Hornetów i Growlerów [F/A-18 E/F/G] z lotniskowców. Jak rozumiem mentalność Waszyngtonu – to będzie taki wielki medialny show pokazu potęgi US Navy i USAF – ostatnia wielka rola USA jako “żandarma świata”. F-35 miały już swoje premiery bojowe, ale niejawne i niemedialne dla szarego “zjadacza chleba”… Podczas 3 wojny o Zatokę – media będą pełne obrazów chmar najnowszych F-35 B/C współpracujących z Super Hornetami Block III/IV, z dronami tankowców, lojalnych skrzydłowych, dronów rozpoznawczych i uderzeniowych itd. Plus ikoniczne B-2 i inne “atrakcje” ze strony USAF. Oczywiście będzie to możliwe tylko wobec miażdżącej asymetrycznej przewagi lotniskowcowych grup bojowych [i ich A2/AD – rozległej projekcji siły ofensywnej i defensywnej] – i jednocześnie słabości namiastkowego A2/AD Iranu. Wobec silnych połączonych bastionów A2/AD Chin z pozahoryzontalną saturacyjną saturacyjną projekcją siły i z rozpoznaniem pozahoryzontalnym real-time – taka “pokazowa wojna” lotniskowcowych grup bojowych US Navy jest już niemożliwa od ca 2009. Gdy US Navy i USAF zaraportuje Waszyngtonowi stan gotowości do 3 wojny o Zatokę – i gdy stratedzy USA uznają, że Chiny “wpakowały się na całego” z inwestycjami w Iran – WTEDY ruszy machina propagandowa 24/7 – najpierw uzasadniająca atak [co będzie łatwe – bo Iran samobójczo otwarcie dąży do broni atomowej – sami się podkładają] – a potem uruchamiając machinę bojową. Zadaniem tej wojny z punktu widzenia Waszyngtonu będzie faktycznie uderzenie w Chiny przez “proxy-war” – w dostawy lądem poza kontrolą US Navy, w przerwanie strategicznej południowej nitki Jedwabnego Szlaku, w izolację portów “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego. W tle będą usilne zabiegi Waszyngtonu wykorzystania efektu tego pokazu siły do jednoznacznego obracania wielu państw Indopacyfiku na stronę USA – na czele z Indiami. Czy do zdecydowanego wyrwania z rozkroku wahających się i “siedzących okrakiem na płocie” – jak teraz Australia. Co mogłoby powstrzymać Waszyngton? Moim zdaniem wyłącznie udzielenie twardych gwarancji atomowych przez Pekin i zbudowanie w Iranie przez Chiny silnych stref A2/AD – na wzór tych w Chinach. Co możliwe – pod warunkiem skrytych i intensywnych działań robionych niejawnie. Potem oficjalna prezentacja pokazu możliwości stref A2/AD w Iranie – i USA odepchnięte od Zatoki – a państwa Zatoki obracają się na Chiny. ====@jsc – geostrategicznie Ameryka Łacińska to dla USA peryferium geostrategicznej gry globalnej. Waszyngtonowi wystarcza łamanie wpływów Rosji i Chin, utrzymywanie balansu “dziel i rządź”. Jeżeli będą działania ze strony USA – to wyłącznie o celach taktycznych – dla utrzymania doktryny Monroe. Gdyby np. Chiny na twardo i wielkoskalowo chciały wejść skokowo gospodarczo i militarnie w Wenezuelę dla przejęcia największych na świecie rezerw ropy – to co innego. Ale Chiny preferują ostrożna grę w “go” – owszem, zwiększania wpływów gospodarczych, ale stopniowo i raczej równomiernie w całej Ameryce Łacińskiej.

  3. Panie Krzysztofie, jestem stałym czytelnikiem Pana bloga i cieszę się, że mogę kilka słów na nim napisać.
    Panie ***Georealisto, zgadzam się z Pana większością wywodów. Jednak nie jestem takim optymistą jeśli chodzi Europę jak Pan, w której zakłada Pan jej “podmiotowość”. W dłuższej perspektywie amerykańscy wojskowi nie mają złudzeń co do potencjału Europy i sądzę, że Europa, w szczególności Zachodnia, zostanie przez USA przehandlowana w zamian za czas i próbę nowego rozdania. Kiedy to się stanie będzie uzależnione od tempa zmian i potencjału głównych graczy. Dobrze że Pan wspomniał o dolarze – bardzo często jego prawdziwa rola umyka analitykom. To dolar rządził światem a USA korzystały i dalej to robią z możliwości jego kreacji i kontroli. EU nie udało się ograniczyć jego roli, ponieważ za euro nie stoi realna siła militarna, a najważniejsze kraje strefy euro nie chcą ustanowić wspólnej polityki finansowej, tym samym dokonać unifikacji politycznej. Dlatego dzisiejsza siła euro zależy bardziej od chęci uwolnienia się świata spod dyktatu dolara, niż realnej siły samego euro. Zgadzam się z Pana chyba najważniejszym stwierdzeniem – że świat arabski zostanie zjednoczony i wspólnie z Chinami dokona przemodelowania świata. Ta zjednoczona siła nie będzie sympatyczna dla świata “białych ludzi”. I spowoduje, że kraje obecne dzisiaj w obozie USA, jak np. Japonia, odwrócą się od świata zachodniego i zaczną działać wspólnie z Chinami. Nie rozumiem natomiast, dlaczego przechodzi Pan dość gładko nad faktem inwestycji Chin w Iranie, zainwestowaniu olbrzymich sum pieniędzy, jednocześnie będąc świadomym reakcji Izraela, a następnie USA. Dla mnie decyzja Chin, nawet uwzględniwszy ich obecną asertywność, nie pasuje mi do polityki przez nie prowadzoną. Albo zwyczajnie grają ostro i ryzykują (ja w to nie za bardzo wierzę), albo… tą decyzją chcą uruchomić kaskadę zmian w świecie arabskim, jakie dokonają się po ataku na Iran. Ale to raczej świat dywagacji, nie analizy.
    Co do polityki polskiej wobec USA – jest taka a nie inna, bo Polska poza ofertą amerykańską (którą ładnie Pan z charakteryzował) nie otrzymała żadnej innej. Europa Zachodnia traktowana jako całość zapada się, cofa cywilizacyjnie i jest na dobrej drodze, aby zostać ofiarą prymitywniejszych, ale nie zatracających instynktu samozachowawczego “ludów”. Same Niemcy to kraj stary i słaby ekonomicznie – same potrzebują Polski i Europy Środkowej jako lewar dla swej siły. Ostatni sukces – wygrana wojna z Francją w 1871 roku, 150 lat temu:) Chiny – jeszcze bardziej skąpe niż USA, przez ostatnie 7 lat więcej działań pozornych
    niż realnych, dopiero po ofercie Trumpa chcą “zapłacić” więcej. Piszę to po to, że jeżeli trafnie i bez złudzeń oceniamy USA, to powinniśmy też wiedzieć, jakie mamy alternatywy. Nie uważam też, że obecna władza traktuje nadzwyczajnie USA, dostrzegam sporo gry i pustego gadania, przede wszystkim na potrzeby polityki wewnętrznej.

    Na koniec – można mieć rację, ale liczy się przede wszystkim dobry timing. W mojej ocenie łatwo nie jest go określić, ale myślę, że wydarzenia nabiorą tempa po rozpoczęciu rozpadu finansowego świata. Czyli gdzieś do około 6 lat. Główni aktorzy mogą go też przykryć, mogą też wystąpić równolegle, działaniami militarnymi. Jednym słowem, w najbliższej dekadzie szykuje się wybuchowy koktajl. Ale najpoważniejsze wydarzenia nastąpią wtedy, kiedy później, w następstwie krachu-rozpadu światowego systemu finansów i działań militarnych Rosji/Izraela/USA oraz zjednoczenia Arabów, nastąpią odwrócenia dotychczasowych sojuszy.

    1. @miki – TAK – timing jest tu kluczowy. Geopolitycznie i ekonomicznie. Ogólnie jedziemy slalomem we mgle – coraz szybciej po coraz bardziej krętej drodze. To tyczy całego świata, wszystkich państw, oczywiście i Polski. Postawa Iranu – ale i Chin – jest faktycznie niezrozumiała. Taktycznie – owszem, duże bonusy dla obu stron – ale strategicznie to proszenie się o uderzenie USA. To by się owszem, w tym kształcie spinało “do kupy” [mówię o planach Pekinu – ale i Teheranu] – gdyby Pekin “”dogadał” czy nawet zmusił” [oczywiście teatralnie – w ramach przedstawienia pod opinię światową] Iran do wycofania się z projektu atomowego [wtedy Pekin by zebrał laury “światowego stabilizatora i nowego globalnego gwaranta bezpieczeństwa”] , plus gdyby same Chiny zrezygnowały z “drażniącego” kontyngentu ca 5 tys “ochroniarzy inwestycji” [czyli wojska]. Wtedy USA byłyby bezsilne – pretekst do uderzenia byłby wytrącony z ręki – a Chiny by brylowały z pokazowym Iranem – jako przykładem dla wszystkich – owoców zwycięstwa i korzyści chińskich inwestycji i POKOJOWEGO STABILIZUJĄCEGO modelu “win-win”, który to model – tu się zgadzam z Panem – jest na razie bardziej deklaratywny i propagandowy – bo faktycznie Chiny bardziej działają wg twardej “debt diplomacy”. No chyba, to MOŻE być odpowiedź – że Chiny patrzą dalej – już teraz poświęcając CZASOWO te inwestycje irańskie, wrzucając je geostrategicznie “w koszty” DŁUGOFALOWE wielkiej gry – i planując DOCELOWY wielki pochód atomowego Kalifatu – z Pakistanu na zachód. WTEDY – gdy ów Kalifat obejmie złamany Iran – ponownie zjawią się Chiny – już z tytułem egzekucyjnym do dóbr gazu i ropy – na owe 400 mld dolarów. Łaskawie zamieniając ów tytuł egzekucyjny na prawo do totalnej eksploatacji złóż – i jednocześnie dorzucając pomoc humanitarną i pewne inwestycje w odbudowę dla ludności… Taka opcja gambitu też możliwa…choć teraz wydaje się nader spekulatywna. Ale pamiętajmy – jak Chiny coś robią – to oznacza, że skalkulowały i zaplanowały to dawno – i na kilka ruchów do przodu…zero improwizacji…tego akurat jestem pewien…

  4. @miki – moim zdaniem dla USA Polska [szerzej Wschodnia Flanka] to taki bardzo poręczny i na dodatek darmowy instrument nacisku i punkt wejścia do centrum Europy i UE i punkt oparcia dla lewara USA względem Rosji i Europy Zachodniej [z Niemcami na czele]. Rozpostarcie “pasa ognia wojny” by skutecznie przygnało Europę Zachodnią ponownie pod skrzydła USA [w ramach “starego” NATO] – a ten “pas ognia” [przynajmniej rozciągnięty na pomoście bałtycko-czarnomorskim] – czyli Bałtowie-Polska-Ukraina] by uniemożliwił Rosji projekt supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. USA i “stare NATO” wcale by się nie śpieszyły do “wyzwalania” Polski-Ukrainy-Bałtów – raczej by zaakceptowały taki zamrożony konflikt i patowy nowy status quo – coś w większej skali, jak teraz Donbas i Krym na Ukrainie. W rezultacie [z punktu widzenia Waszyngtonu] – izolowana Rosja by stanęła na twardo “oko w oko” z chińskim smokiem. A to DOCELOWO by przygnało przerażony Kreml na kolanach do Waszyngtonu – do deal’u na warunkach Waszyngtonu. Już bez żadnych roszczeń Kremla co do udziału w “krojeniu globalnego torta” w nowym rozdaniu światowego porządku – tylko za samo PRZETRWANIE Rosji [i Kremla] w “jednym kawałku”. Czyli za utrzymanie status quo Rosji …i za posadki [i całe głowy na karku] oligarchów i wierchuszki Kremla… Tak patrzę na ostatnie informacje – np. Tesla pod Berlinem zbuduje “Gigafactory 4” – to dość niepokojący sygnał wskazujący, że to raczej “Stara Unia” jest objęta staraniami i docelowym parasolem USA… Cóż – USA powinny udowodnić konkretami na stół [militarnymi i ekonomicznymi] swoje zaangażowanie w Polskę i Międzymorze – ale [poza namiastkami militarnymi – łatwymi do szybkiego zwinięcia i wycofania za Odrę] tego nie robią. I to jest bardzo, bardzo zły znak względem prawdziwych zamiarów USA….

  5. @miki – jeszcze taka uwaga: nie tyle powstanie Kalifatu obróci Japonię na Chiny – ile ciągle wzrastający zasięg i saturacja chińskiego A2/AD. Japonia to 4 główne wyspy – które stoją jak stały – nie podniosą kotwicy i nie odpłyną na bezpieczny zasięg. Najpóźniej ten obrót nastąpi, gdy chińskie A2/AD sięgnie tak daleko, że Amerykanie nawet z “zewnątrz” z lotniskowców nie będą w stanie efektywnie utrzymać/obronić Japonii – wtedy już na pewno Japonia na 100% obróci się w jeden dzień na Chiny. Może z pewnym opóźnieniem co do oficjalnego ogłoszenia tego zwrotu – bo jednak w okresie przejściowym USA mogłyby sporo zaszkodzić wyspiarskiej Japonii na szlakach komunikacyjnych i w innych przepływach strategicznych, a ochrona nowego “protektora” chińskiego mogła by być nieco słona… Co pewnie pod stołem jest już procedowane jako plan strategiczny nr 1 – w stadium monitoringu sytuacji i kalkulowania wyceny – w ciągle aktualizowanym planie japońskiego rządu. I zapewne takie sygnały pod stołem Japonia już wysyła Pekinowi… Podobny gambit na pewno jest pod stołem w Seulu – tyle, że tam jest dużo bardziej skomplikowana sytuacja -to umowa wiązana pod negocjacje z Chinami jak najlepszych warunków zjednoczenia z północą…za wypchnięcie sił USA z przyczółka kontynentalnego Azji…wyrwanie ciernia z Chin… Sprawa będzie rozłożona na dwa etapy – do zjednoczenia i po zjednoczeniu…Zjednoczona Korea na pewno zadeklaruje “neutralność” – czytaj: uzyskanie jak najlepszej sytuacji negocjacyjnej i podbicia swej wyceny do finalnego deal’u względem Chin…Zresztą i na Tajwanie co innego oficjalnie dla świata – a co innego w twardych opcjach ewentualnościowych pod kluczem…i w negocjacjach z Pekinem pod stołem… Pewnie domino zacznie się od zjednoczenia Korei, pewnie potem Tajwan wejdzie w objęcia Pekinu [wedle zasady “jeden naród – dwa systemy” – dlatego tak się Pekin certoli ze “zbuntowanym” Hongkongiem], a potem Japonia… I być może przed Japonią – obrót muzułmańskiej potężnej i ważkiej Indonezji na Chiny [gdy Kalifat urośnie – i nastroje Świętej Wojny tam wzrosną]- a wtedy automatycznie na Chiny obróci się “perełka” – czyli Singapur. W sumie pierwszy łańcuch wysp zostanie zdemontowany, drugi łańcuch wysp zneutralizowany, Australia odizolowana, Indie otoczone ze wszystkich stron – może prócz morza… A WTEDY – wbrew pozorom – Chiny pójdą na północ – zabierając Rosji Syberię i opanowując Arktykę – strategiczną Strefę Seversky;ego – czyli podwójna poduszka buforowa dla Chin od północy – i podwójny skok drastycznego zbliżenia efektorów do USA. Dopóki Pekin nie zlikwiduje tej ostatniej enklawy “białego człowieka” – ostatniego i największego mocarstwa kolonialnego – dopóty nie będzie panem Azji. Zanim Chiny staną się panem świata – PRZEDTEM musza stać się panem Azji. Tu logika geopolityki jest nieubłagana… KIEDY nastąpi atak Chin na Rosję? [bo zakładam, ze Kreml w zaparte będzie się trzymał stołka] – gdy Chiny nie będą się już obawiać USA. A to nastąpi po technologicznym przegonieniu USA w sprawach wojskowych – w rewolucji RMA i nowych systemach bojowych i defensywnych. Termin tego militarnego przegonienia USA przez Chiny został naznaczony przez Xi na 2035. Może nastąpi to wcześniej, może później – ale to jest “punkt zwrotny” nie tylko dla Rosji – ale i dla świata…

  6. Panie ***Georealisto, sądzę, że Europa Zachodnia nie tyle będzie pod ochroną USA, co raczej pod specjalnym “nadzorem” tego kraju. W tym przypadku interes Chin i USA jest zbieżny – obydwaj gracze nie życzą sobie projektu “od Lizbony do Władywostoku”, a w praktyce ścisłej współpracy Niemiec i Rosji. Dla samej Zachodniej Europy współpraca z Rosją to nie tyle realizacja planów mocarstwowych, co próba ucieczki do przodu przed nieuniknionym – podbiciem przez Wielki Taliban/Kalifat.
    Wrócę jeszcze do USA – analizując kroki i zamierzenia tego kraju należy mieć na uwadze, że establishment jest dość wyraźnie podzielony i toczy między sobą zażartą walkę – istnieje zgoda co do ograniczenia rosnącej roli Chin (ale już nie co do środków, jakie należy w tym względzie podjąć), natomiast podział ten jest bardzo widoczny w przypadku polityki USA wobec Europy i Rosji. Taka sytuacja dodatkowo osłabia i tak już mocno nadwątloną pozycję USA oraz sprzyja polityce Chin.

  7. @miki – tak, Europa Zachodnia [trzon technologiczno-ekononomiczno-finansowy] to jest faktycznie ZDOBYCZ – o która grają 3 konkurenci: Chiny, USA i Rosja. Trzy OSOBNE konkurencyjne projekty uwiązania Europy do swojego rydwanu: Jedwabny Szlak, nowe partnerstwo transatlantyckie, no i unia od Lizbony do Władywostoku [czyli realnie – ze względu na wojskową siłę Rosji – supermocarstwo Kremla – bo taki ma być DOCELOWY model wg Kremla – wbrew słodkim snom mamionego Berlina i Paryża]. Najsłabiej wygląda obecnie [wręcz teoretycznie i w stadium agonalnym] partnerstwo transatlantyckie USA-Europa. Tyle, że w razie poświęcenia pomostu bałtycko-czarnomorskiego pod agresję Rosji [Bałtowie-Polska-Ukraina], WSZYSTKO SIĘ ZMIENI ZASADNICZO, USA stanie się niekwestionowanym bezalternatywnym obrońcą Europy, liderem absolutnym, który W TEJ SYTUACJI bardzo łatwo narzuci partnerstwo transatlantyckie – na warunkach Waszyngtonu. W sumie już raz “pokojowo” USA poświęciły pomost bałtycko-czarnomorski 17 września 2009 na rzecz Rosji. Wtedy szło o “reset” z Rosją za obiecane obrócenie się Rosji przeciw Chinom, co ostatecznie nie nastąpiło przez ambicje Kremla i zbyt wysoką cenę “wynagrodzenia” dla Rosji…i od jesieni 2013 [od Majdanu] USA zaczęły odbierać darowany pomost z orbity Kremla… Teraz USA mogą wykonać “replay” poświęcenia pomostu bałtycko-czarnomorskiego – ale “replay” już siłowy i krwawy – by wymusić obrót przerażonej Europy Zachodniej na USA. Bo co do chęci i możliwości zaangażowania wojskowego USA dla obrony Wschodniej Flanki, a zwłaszcza pomostu bałtycko-czarnomorskiego – jestem sceptykiem. Ot, najnowszy raport Heritage Foundation [https://www.defence24.pl/dwie-wojny-na-raz-juz-nie-dla-usa-analiza ] – USA są priorytetowo uwiązane konfrontacją z Chinami, Zatoka też wiąże, plus Arktyka – więc to już jest łącznie odpowiednik w “power in being” wojennego zaangażowania w przynajmniej jedną wojnę. Zwyczajnie USA są za słabe na wojnę z Rosją w obronie pomostu bałtycko-czarnomorskiego, który logistycznie jest wepchnięty zbyt głęboko w ląd, a z punktu widzenia USA są nie do obrony – bo patrząc od oceanu to Bałtyk i Morze Czarne są faktycznie domenami Rosji [A2/AD Kaliningradu i Krymu]. Wymiana “oporu Bałtów-Ukrainy-Polski za czas” na zbudowanie obrony na Odrze – i na strategiczne obrócenie Europy Zachodniej i Południowej na USA – to jest dla USA cenny deal na poziomie strategicznym. Z jednoczesnym podcięciem batem Europy Zachodniej do mobilizacji ekonomicznej, finansowej i militarnej pod sztandarem USA. Z jednoczesnym “spaleniem” konkurencyjnych projektów rywali – czyli Jedwabnego Szlaku [projektu opanowania Eurazji przez Chiny] i rosyjskiego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Zamrożenie konfliktu [pod pretekstem “chcielibyśmy wyzwolić te biedne kraje, ale nie możemy ryzykować wojny atomowej z Rosją”] byłoby dla USA najlepszym rozwiązaniem – pozwoliłoby maksymalnie skoncentrować połączony wysiłek na…Chinach. A Rosja – poddana nowym sankcjom i izolacji [nieporównanie bardziej dolegliwym – bez flirtów Zachodu z Kremlem – na twardo] – najpierw by odrywała radośnie względem narodu [tj. etnicznych Rosjan] kupony od “wielkiego zwycięstwa” i od “pokazania USA” – ale szybko włodarze Kremla by spostrzegli, że na własne życzenie zapędzili się w ślepą uliczkę, izolowani globalnie bardziej, niż za czasów “żelaznej kurtyny”, odgrodzeni od Europy “pasem ognia”, który sami wzniecili, a mając mocarnego chińskiego smoka na karku – niejako “w jednym pokoju”…. I to smoka straszliwie rozzłoszczonego spaleniem sztandarowego geostrategicznie projektu Jedwabnego Szlaku – i obrotem Europy Zachodniej na USA – i to właśnie “dzięki” Rosji…. Bardzo, bardzo szybko Kreml na kolanach [pod stołem] by przybiegł do Waszyngtonu – przyjmując KAŻDE warunki, aby tylko “jako-tako” ocalić swój obecny terytorialny status quo – i przede wszystkim własne stołki i głowy na Kremlu… W sumie oznaczałoby to DOCELOWO realizację “nieco zmodyfikowanego” pierwotnego planu Brzezińskiego opisanego w “Strategicznej wizji” – a i Turcja w nowej sytuacji by zapewne ponownie uznała NATO i przede wszystkim USA za lepszą opcję i wróciła by pokornie jak “syn marnotrawny” pod skrzydła USA. Podobnie wahające się Japonia, Korea Płd i Australia – a być może wynikowo i Indie w TAKIEJ sytuacji – utworzenia PRZEWAŻAJĄCEGO bloku antychińskiego – dołączyłyby [z małym ryzykiem i z małym kosztem] do tej koalicji dla zduszenia odwiecznego rywala – no i dla obecności w obozie zwycięzców…przy stoliku ustalania nowego podziału świata…

    1. Czytając Pana prognozy można dojść do wniosku, że nasza obecność w NATO jest stratą czasu i pieniędzy.
      Jeśli zagraża nam inwazja ze strony Rosji, a NATO czy samodzielnie USA, nie mają interesu by nam pomóc, to …. jedynym krajem posiadającym odpowiednią siłę militarną i motywację do utrzymania Jedwabnego Szlaku w stanie pokoju są.. Chiny.

      Czy to oznacza, że obecny rząd błędnie wybrał patrona naszej niepodległości? Z drugiej strony jakoś nie widzę żadnej siły politycznej (o partii nawet nie wspominam), która by dążyła do “zacieśnienia” stosunków z Pekinem. Jak na razie w naszym kraju trwa wojna niemiecko-amerykańska, nazywana w masmediach błędnie wojną polsko-polską.

      Osobiście sojusz polsko-chiński wydaje mi się tak abstrakcyjny, jak sojusz z Francją i UK w 39′. Jeżeli jednak okaże się, że w przypadku inwazji Rosji na kraje bałtyckie i nie daj Boże na Polskę, będziemy znowu bronić się sami, to już chyba bardziej wolę wybór jakiego dokonała Czechosłowacja w 38′, albo może jednak Chiny??? Tak źle i tak niedobrze….

      1. Nie – sojusz chińsko-polski nie jest abstrakcyjny, Z dwóch powodów – Chiny mają globalną projekcję broni jądrowej. Co bardzo podkreśliły podczas uroczystej defilady z okazji 70 lecia ChRL – po to właśnie przedstawili aż 16 najnowszych wielogłowicowych DF-41 w szyku 4×4 na mobilnych podwoziach. To był wyraźny pokaz siły strategicznej i globalnej Chin. Czyli ich gwarancje atomowe dla Polski są ważkie i twarde. SZCZEGÓLNIE wobec Rosji – która płaszczy się przed Pekinem. W gruncie rzeczy traktat o strategicznej współpracy z 20 grudnia 2011 jest TERAZ JESZCZE BARDZIEJ ważny i dla Polski i dla Chin. Geopolityczny układ od tamtego czasu nie zmienił się ani na jotę, a determinacja Kremla do już siłowego utworzenia supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku [czyli SILNIEJSZEGO konkurenta Chin] tylko wzrosła. Czyli i Polska i Chiny mają wspólny interes w pogłębieniu traktatu z 20 grudnia 2011. Tu chodzi o podwójny egoistyczny interes i rację stanu Chin – i to na poziomie strategicznym – to:1) o zabezpieczenie “wrót” Jedwabnego Szlaku od wschodu [16+1, które ostatnio wraz z Grecją przeszło w 17+1] – oraz: 2) o bufor rozdzielający Rosję od reszty IV Rzeszy Paneuropejskiej – jaką w pokojowy sposób, bez wojny i jednego wystrzału, zbudował Berlin w maskirowce Brukseli. No i dzisiaj możliwości techniczno-logistyczne są nieporównanie większe od np. tych z 1939. Można wyobrazić sobie taki scenariusz, kiedy na polskich lotniskach w jeden dzień wyładowują się 2-3 lekkie brygady aeromobilne z Chin – stawiając obecne siły NATO i zwłaszcza USA – w dwuznacznej sytuacji – wtedy to Waszyngton musiałby “łykać żabę” – a Polska by tylko z uśmiechem deklarowała “otwartość na wszechstronną i zgodną współpracę” – i słowa zachęty do jej kontynuowania – oczywiście bez żadnych buntowniczych i emocjonalnych tekstów względem USA. Chociaż moim zdaniem to raczej skrajny scenariusz – możliwy raczej po 2025, bardziej sensowne “na teraz” byłoby uzyskanie od Chin via Pakistan [który traktatu o nieproliferacji nie podpisał] określonej liczby głowic [pod stołem – w trybie tajnym] jako twardej rękojmi naszej suwerenności – to mógłby być warunek początkowy i absolutnie bezwarunkowy i konieczny, aby Polska mogła REALNIE zyskać pole manewru i mogła dzięki temu dokonać już oficjalnie zwrotu na Chiny. No i “w pakiecie obowiązkowym” przepięcie ze SWIFT na CISPA, uzyskanie nakładów inwestycyjnych Chin w Polskę [np. dla rozkręcenia Skarbca Suwalskiego, geotermii głębokiej HTR, Przemysłu 4.0, elektromobilności, także 5G i 6G – w tym zwłaszcza łączności natychmiastowej na splataniu kwantowym, czy AI czy komputerów kubitowych. Dopiero wtedy – PO ZAINWESTOWANIU i pełnym zaangażowaniu się Chin względem Polski – taki obrót oficjalny miałby sens. To mówię odnośnie “grand strategy” dla Polski. W której – przypominam – kamieniem węgielnym jest nasza pivotalna – tj. OBROTOWA lokalizacja na styku Rimlandu i Heartlandu – co najważniejsze – pozycja, w której OBA supermocarstwa mają Polskę na krawędzi swoich wpływów [rozumianych przez trwałą obecność wojsk lądowych z lotnictwem itd] – i właśnie dzięki temu możemy dokonać obrotu. Bo USA z jedną brygadą pancerną ABCT [wszystkiego 87 Abramsów] na całą Wschodnią Flankę – i to wyrywaną rotacyjnie i “na kredyt” z USA – to samo mówi za siebie o zdolnościach obecnego hegemona…. Bańka antydostępową A2/AD Kaliningradu wymiata i flotę USA z Bałtyku, ale faktycznie i lotnictwo na niebie Polski. Takie są realne możliwości USA. A ponieważ USA nie chce nam dać ani NATO Nuclear Sharing – ani nie chce dać bilateralnych gwarancji atomowych na KAŻDY [także tzw. “deeskalacyjny”] atak jądrowy [ale i na atak konwencjonalny – otwarty, pełnoskalowy, “klasyczny”] – to musimy dostać te twarde gwarancje od drugiego supermocarstwa – któremu BARDZO zależy z obu wo powodów na utrzymaniu się silnej i suwerennej Polski – jako bufora między Kremlem a Berlinem, oraz jako kamienia węgielnego i strażnika wrót Jedwabnego Szlaku. Proszę zrozumieć – NIEUNIKNIONY jest wybór Polski na zwycięzcę – albo Rimlandowego USA – albo Heartlandowych Chin. Wynika to bezpośrednio z naszego położenia – na styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji. To jest tylko globalne rozszerzenie [już w warunkach globalizacji wpływów supermocarstw] prostej konsekwencji tego, że Polska przez ostatnie 300 lat musiała się podporządkowywać najsilniejszej stronie na równinie środkowoeuropejskiej, której jesteśmy przesmykiem. Teraz jesteśmy już stykiem Rimlandu i Heartlandu – więc MUSIMY w ODPOWIEDNIM momencie obrócić się albo na przeważające supermocarstwo Rimlandu i Heartlandu. A do tego czasu – za nic nie dać się wciągnąć wojennie [np. w ramach “rozszerzonej roli NATO” – jak to sobie “sprytnie” wydumał Waszyngton – przeciw Chinom] do walki przeciw jednemu z supermocarstw. W gruncie rzeczy, ze względu na nasze “stykowe” położenie [Rimland-Heartland] i jednocześnie ze względu na słabość [na krawędzi] realnego wpływu obu supermocarstw wobec Polski – powinniśmy brać wsparcie od OBU supermocarstw naraz. Tylko za samą SUPER-CENNĄ rolę UBEZPIECZYCIELA STRATEGICZNEGO, że nie wyrośnie im trzeci, SILNIEJSZY konkurent od Lizbony do Władywostoku. Bo wtedy “game over” i dla Chin i dla USA. To i tak aż nadto ambitne zadanie dla Polski – angażujące nas w 100% – wobec siły i ambicji i rosnącej determinacji Kremla do siłowego stworzenia swego supermocarstwa.

        1. Nie ma takiej siły politycznej w Polsce, która by zakładała bezpośrednią współpracę z Chinami. PIS postawił na Amerykanów, a KO/SLD/PSL na Supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Konfederacja? Wątpię, by skłaniała się ku Chińczykom. Obawiam się, że ewentualne próby prowadzenia bardziej niezależnej polityki zagranicznej automatycznie uruchomią ustawę 447.

          Zakup broni jądrowej jest nierealny, gdyż elitom politycznym od lewa do prawa brakuje jąder 🙂 Jesteśmy skazani na opcję niemiecką, lub amerykańską, a jeśli dobrze odczytuję Pana sugestie, to pierwsza opcja wymazuje nas ekonomicznie z mapy świata, a druga opcja biologicznie….

          1. “Nie ma takiej siły politycznej w Polsce….” – TAK – NIE MA. Ale presja zewnętrzna i zagrożenie bytu państwa zmieni scenę polityczną ZASADNICZO. Pytanie tylko, kto przejmie władzę – i jak to się odbędzie. Chciałbym, aby bazą tej zmiany było oddolnie zorganizowane, uświadomione społeczeństwo. Ale na drugim końcu wachlarza tego typu zmian może być całkiem realnie opcja siłowa zmiana sceny – np. “ratunkowa” interwencyjna dyktatura wojskowa – zaprowadzona na wzór maja 1926. To wariant dramatyczny i desperacki – jako oczywiste pokłosie zaniechań, braku szerokiej pracy u podstaw i odrobienia lekcji – i w rezultacie typowego działania akcyjnego w ostatniej chwili – jako kopania studni do pożaru. Oby taka dyktatura nie była już stricte totalitarna….zwłaszcza w dobie tak łatwej cyberinwigilacji… W sumie z punktu widzenia cybernetyki to Polska [jako homeostat] będzie zdawać w strefie zgniotu egzamin na przetrwanie – a społeczeństwo i organizm państwa – egzamin na tempo adaptacji i na wybór reakcji na coraz większe zmiany. Taka gra – coraz większe tempo – coraz wyższa pula…

      2. “Czytając Pana prognozy można dojść do wniosku, że nasza obecność w NATO jest stratą czasu i pieniędzy.” – nie całkiem. Nasza obecność w NATO i w UE [to tak szerzej patrząc – bo wielu w nieprzemyślany sposób chce Polexitu] umożliwia nam kolektywne instytucjonalne wiązanie Niemiec – będących w NATO i w UE. Gdybyśmy wyszli z NATO – pewnie by się rozsypało – nawet z wypchnięciem USA z Europy. Wyjście z UE oznaczałoby zaś, że reszta państw CEE zaraz by przybiegła do Niemiec ze 100% hołdem lennym – rzecz jasna naszym kosztem. Po rozsypce NATO [konkretnie – po wyjściu sił USA z Niemiec] to Niemcy pierwsi by zaczęli produkować głowice jądrowe. Czyli samobójstwo polityczne-ekonomiczne-militarne Polski. Dlatego właśnie – owszem współpraca pod stołem z Chinami, pozyskanie twardych gwarancji atomowych i najlepiej głowic dla Polski, zainwestowanie Chin w Polskę – ale bez żadnego palenia mostów z USA, z NATO, z UE. Po prostu bardzo grzecznie, ale asertywnie komunikujemy Waszyngtonowi pod stołem, że skoro USA nie zaspokajają naszych koniecznych, absolutnie żywotnych interesów narodowych, koniecznych dla przetrwania i funkcjonowania, to kto inny to zrobi, kto ma w tym swój strategiczny żywotny interes. Z delikatnym upomnieniem, aby najpierw Waszyngton 100 razy przemyślał oficjalne komunikaty i reakcje, bo my przecież deklarujemy KORZYSTNY balans względem Waszyngtonu i Pekinu i chętnie współpracujemy z obu stronami WE WSPÓLNYM INTERESIE POLSKI, USA, CHIN [w kontrze do ambicji supermocarstwowych Kremla – śmiertelnie groźnych dla USA i Chin]- natomiast wszelkie nieprzemyślane retorsje i ruchy Waszyngtonu – mogą nas zmusić do przyjęcia rozszerzonej oferty chińskiej, pełnego opowiedzenia się Polski po stronie Chin – i w efekcie długofalowym – doprowadzi to “na własne życzenie Waszyngtonu” do zmarnienia pozycji USA w Europie [zwłaszcza po Brexicie]. Po prostu powinniśmy balansować i brać wsparcie OD OBU SUPERMOCARSTW NARAZ. Nie chodzi wcale o gwałtowne ruchy na oficjalnej “arenie międzynarodowej” [ani tym bardziej o głośne darcie się “hurra!!!” na zewnątrz w stylu Kremla – jacy to my niby silni jesteśmy i jak się wreszcie “odkuliśmy” i “pokazaliśmy”] – ale raczej o skromne na zewnątrz wzrastanie w cieniu, o stabilny “neutralny” status quo Polski – jako UBEZPIECZYCIELA STRATEGICZNEGO obu obecnych supermocarstw przed powstaniem trzeciego, SILNIEJSZEGO supermocarstwa. Faktycznie chodzi o rozbujanie wahadła konkurencji – zabiegania o względy Polski – i przez to coraz lepszych ofert dla Polski – ze strony Chin i USA. Wszystko narastające dość stabilnie , bez “zrywów” – za to coraz mocniej na rzecz wzmacniania Polski. Nic nie mówić, robić swoje, wzrastać skromnie w cieniu, w stabilnej pozycji faktycznej “rozjemczej neutralności buforowej” – i brać konkurujące wzajemnie wzrastające wsparcie od obu graczy G2. Dlaczego wzrastające wsparcie? – bo im bardziej czas biegnie, tym bardziej na Kremlu narasta determinacja do siłowego przerwania kluczowego bufora zwanego Polską – i do siłowego opanowania supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. W sumie cała modernizacja techniczna i podwyższanie zdolności strategiczno-operacyjnych Armii Czerwonej [mobilności, RMA, siły konwencjonalnej, jądrowych sił taktycznych] koncentruje się na tym celu nr 1 “grand strategy” Kremla. Strategiczne siły jądrowe są tu “tylko” [i aż] “odstraszaczem” względem innych graczy na ten gambit budowy najsilniejszego globalnie supermocarstwa. Stad właśnie takie pozornie “dziwne”, skrajnie zdeterminowane deklaracje Kremla o gotowości na atomowa zagładę [w której “Rosjanie będą zbawieni”] – bo to ma pokazać nieugięta determinacje Rosji [czytaj Kremla] nawet wobec MAD. Zwyczajnie – Rosja gra o wszystko – wszystko rzuca na szalę – maksymalną wygrana minimalnym kosztem – a w razie przegranej jasno deklaruje gotowość “po nas choćby potop – atomowy”. Rosja absolutnie nie chce grać w roli mięsa armatniego ani po stronie USA przeciw Chinom – ani na odwrót. Wybrała własną ścieżkę – faktycznie już przed 2009, przed “resetem” – budowy swego supermocarstwa – zgarniając globalną wygraną minimalnym kosztem. Czyli optymalnie wg kalkulacji koszt/efekt – i optymalnie wg SWOT, jaki ma Rosja. Czego w ogóle nie rozumieją w Waszyngtonie – i dlatego wszelkie dotychczasowe plany Waszyngtonu wobec Kremla palą na panewce…a Chiny się wzmacniają.
        Żeby nie zostawiać tematu urwanego: Polska powinna wyraźnie zadeklarować Waszyngtonowi [ale dopiero PO rozmowach pod stołem z Pekinem i uzyskaniu konkretów]: “Rozumiemy, że robicie bokami i nie macie sił na zainwestowanie w Polskę i w Międzymorze czy Trójmorze – pod polskim przywództwem. Dlatego te inwestycje wprowadzą w region Chiny – dla wzmocnienia regionu – jako kontry do twardego jądra karolińskiego z Niemcami na czele. Taki silny bufor CEE z Polska na czele – wzmocniony militarnie przez donacje sprzętowe i technologiczne USA, gwarancje atomowe USA, ale i z gwarancjami atomowymi Chin – pozbawi złudzeń i Kreml i Berlin co do perspektyw utworzenia wspólnego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku. Rozegranie “kto za Chinami – kto za USA” będzie już sprawą i Chin i USA – a raczej w grę wejdzie opcja koncertu supermocarstw.” Jest jeszcze jedna opcja – obrotu Polski na Kreml i Berlin jednocześnie. Czyli to my stajemy się łącznikiem dla zbudowania trzeciego, najsilniejszego supermocarstwa. Ale – pod warunkiem WCZEŚNIEJSZEGO przekazania nam głowic przez Kreml i ew. Francję – jako twardych gwarancji naszej suwerenności. Dlatego właśnie tak bardzo Waszyngton tak nas odcina od jakiejkolwiek polityki względem Kremla [stąd jednoznacznie NARZUCONA wroga narracja w naszych massmediach wobec Rosji]. I dlatego, gdy tylko Berlin na wrześniowych obchodach rzucił nieśmiałą propozycję zbliżenia do Warszawy – nastąpiła tak “dziwnie” ostra deklaracja USA w stylu, że “nic nie naruszy przyjaźni amerykańsko-polskiej”… Podkreślam – przekazanie NAJPIERW głowic jądrowych [i środków przenoszenia] jest w tym gambicie warunkiem sine qua non…warunkiem “absolutnym” i nieusuwalnym…

        1. Podpisywanie czegokolwiek z kimkolwiek pod stołem, w wydaniu obecnej władzy (jak i wcześniejszych) jest nierealne. Nasi prezydenci nadają się jedynie do podpisywania nic nie znaczących dokumentów na stojąco przy biurku prezydenta USA, lub ewentualnie wchodzenia na krzesło w japońskim parlamencie…..

          Ja nie jestem pełen obaw, ja po prostu wiem, że żadnych głowic, czy nawet prób rozmów z kimkolwiek, o czymkolwiek nie będzie….. Po prostu z naszej strony nie ma nikogo, kto mógłby takie rozmowy poprowadzić….

          ….a gdyby nawet ktoś taki by się znalazł, to wystarczy mu przypomnieć, że tajne spotkanie Kaczyński-Merkel z początku lutego 2017 zaowocowało projektem ustawy JUST 447…

  8. Errata: nie: ” więc MUSIMY w ODPOWIEDNIM momencie obrócić się albo na przeważające supermocarstwo Rimlandu i Heartlandu.” – tylko winno być: ” więc MUSIMY w ODPOWIEDNIM momencie obrócić się na przeważające supermocarstwo: albo Rimlandu albo Heartlandu”.

    1. Zajęcie przez Rosję Europy środkowej uważam za mało prawdopodobne. Może w latach 30 jak do WW3 będzie blisko. W tej chwili potencjalne sankcje jaki by spadły na ruskich są miażdżące. Do tego Niemcy nie życzą sobie Rosji tak blisko. Polska, Czechy, Rumunia to ich strefa wpływu. W tej chwili Rosja mocno angażuje się na bliskim wschodzie i planuje tam zyskowne wojny, co wyklucza operacje wojskowe tutaj na lata.

      Większym zagrożeniem jest rodząca się zjednoczona Europa z własnymi wojskami i jawnie wroga USA. Przygotowania do końca NATO trwają, nie wszyscy jeszcze są na to gotowi. Niemiecko-Francuski sojusz oparty na jednym państwie z Euro 2, już po bankructwie obecnej unii około 2022, po ogarnięciu sytuacji wewnątrz, możliwe że tłumiąc twardo rozruchy, przepoczwarzy się w komunistyczne państwo zjednoczonej Europy.

      Słaba i podzielona centralna Europa może paść łupem tego nowego tworu, bo nowa EU to już będzie JEDNO państwo. Obecna niechęć USA do inwestowania w nas może wynikać z oferty dla Niemców. Albo zrezygnujecie z ambicji albo wzmocnimy wschód i ustawimy przeciwko wam. Karty wciąż są na stole, to co pisze Georealista z atomówkami, i mocnym wejściem gospodarczo-finansowym to ostateczny szantaż na Niemców. Dopiero większa wojna na bliskim wschodzie i upadek europejskiego systemu bankowego, ostatecznie ustawi sytuację.

      Do tego Rosja i Chiny tworzą twardy sojusz przeciwko USA i nic nigdy tu się nie zmieni. Rosjanie liczą na ewentualne 3 mocarstwo z Niemcami, ale wygrana w WW3 u boku Chin i podział łupów to plan minimum. Ruscy są coraz bardziej zależni finansowo od Chińczyków, od 20 lat trzymają sztamę,a za kilka lat minie moment na własne ambicje. To w końcu mocarstwo regionalne jak Niemcy. Zdają sobie sprawę że są za słabi i jest za wiele zmiennych żeby w 10 lat z niczego zbudować mega projekt z bankrutującą Unią.

      https://www.upi.com/Top_News/World-News/2019/11/14/China-Russia-declare-strategic-alliance-for-new-era/9951573745485/?sl=20

      1. Tak – na razie Rosja podbija maksymalnie poprzeczkę swej ceny względem deal’u z USA – tj. maksymalnie wycenionego swego obrotu przeciw Chinom – razem z USA. Pytanie, czy nawet jeżeli dogadają się z USA – to będą WTEDY REALNIE w stanie się obrócić? Czy aby za głęboko nie wejdą w paszczę smoka? Na poziomie strategicznym i długofalowym Rosja i Chiny to 100% rywale “abo-albo” wg gry o sumie zerowej – tu idzie nie tylko o te 1,6 mln km2 zabrane Chinom traktatem pekińskim 1860 przez Rosję [co Chiny mają za NAJWIĘKSZE upokorzenie “wieku hańby” – KONIECZNIE do odpłaty]. Tu i idzie o hegemonię Chin w Azji. NAJPIERW Chiny muszą stać się hegemonem Azji – nim przystąpią do walki z USA o hegemonię globalną. Takie są nieubłagane prawa geopolityki – zwłaszcza między bezpośrednimi sąsiadami lądowymi. Tu idzie o całą Syberię i Arktykę [strefę Seversky’ego] – prócz zasobów i tras Arktycznego Jedwabnego Szlaku [ale przez Ob i Lenę – na “skróty” względem Ciesninu Beringa] – militarnie tu chodzi o podwójny bufor osłony przed USA dla Chin – i podwójny skok nosicieli i efektorów – skrócenia ich zasięgu [i CZASU] projekcji siły przeciw USA. Życzeniowe myślenie Kremla [że albo dogadają się z USA i obrócą – albo Chiny pozwolą im “jakoś” przetrwać bez uszczerbku] jest tu traktowane przez Pekin jako ułatwiające DOCELOWE przejęcie obu obszarów – pokojowo [gdyby Kreml złożył bezwarunkowy hołd Pekinowi i poszedł na jego dyktat] – albo siłowo. Znając Rosjan – odbędzie się to siłowo. Kiedy? Gdy Chiny przegonią w technologiach wojskowych USA, co Xi naznaczył na 2035. Po przekroczeniu tego punktu Chiny przestana obawiać się USA – i zrobią NAJPIERW porządek na swoim podwórku – idąc na północ i zachód i zagarniając [zapewne z odciążającym Chiny pobocznym uderzeniem atomowego nowego Kalifatu – wyprowadzonym przeciw Rosji na zachód z Azji Środkowej i Kaukazu] – zagarniając kluczową Syberię i Arktykę. Ważne, że ów umowny rok 2035 będzie oznaczał skok generacyjny RMA systemów militarnych [np. bronie laserowe i energetyczne], które umożliwią pełna obronę przed rosyjskimi rakietami i hipersonikami i innymi “Wunderwaffe” – nawet tymi rzekomo “niezwyciężonymi”, które pod koniec lutego 2018 zaprezentował Putin na sławetnym medialnym “military show”. Dzień, w którym Xi lub jego następca dostanie raport o pełnej gotowości Wielkiego Laserowego Muru do obrony Chin na atak saturacyjny przed tysiącami efektorów z głowicami – będzie jednocześnie dniem naznaczenia przyszłej daty uruchomienia planu [i odliczania zegara] strategicznego uderzenia w Rosję A każdy rok od tej daty – będzie rokiem darowanym Rosji. Atak nie nastąpi później, niż do 2040 – zbyt wiele zsynchronizowanych działań i planów będzie nakierowanych na ów umowny okres po 2035 – nikt w Pekinie nie zaryzykuje wyjścia z dogodnego “okna przewagi” wypracowanej z takim trudem… Tak – zgadzam się – na razie USA rozmawiają z Niemcami [i Francją – istotną z uwagi na atom w ręku] – jesteśmy tu instrumentem nacisku w planach ewentualnościowych “co zrobimy, jeżeli nie dogadamy się z wami” – które Waszyngton pod stołem prowadzi z Berlinem…W sumie Rosja upadnie, bo jest zbyt biedna, by podźwignąć wyścig zbrojeń dla przeskoku generacyjnego systemów RMA, na który to wyścig stać tylko oba supermocarstwa. WTEDY atomowo-rakietowy młot [i gwarancja nietykalności] Rosji spróchnieje błyskawicznie…z tragicznymi konsekwencjami…Zresztą, to będzie pierwszy raz w historii Moskwy od 500 lat, gdy stanie z silniejszym przeciwnikiem, silniejszym pod każdym względem…pierwszy raz – i ostatni…

  9. @alternatywy4 – OBECNY, czyli tymczasowy układ JESZCZE dość miękkiego “bagienka” politycznego, skoncentrowanego głównie w ustawionym teatrzyku medialnym na rzekomej walce wewnętrznej – w istocie teatrze marionetek odgrywanym przez kompradorów graczy zewnętrznych [USA, Kreml-Berlin, itd] – ten układ w warunkach narastania zagrożenia zewnętrznego – zmieni się zasadniczo.. Albo w krytycznym momencie dla istnienia państwa nastąpi mobilizacja oddolna, która przechwyci ster władzy – albo zrobią to resorty siłowe – zapewne armia. Szczególnie, gdy dotkliwy kryzys [czyli uderzenie Berlina w rękawiczkach Brukseli] złamie obecną linię konsumpcyjną PIS. PIS na pewno nie utrzyma się u władzy – i może nawet nie uderzenie Berlina będzie docelową tego przyczyną. Choć zaznaczam – NAJPIERW w ramach gry kompradorów, możliwe będzie odbicie wahadła w drugą stronę – np. na rzecz przejęcia władzy przez kompradorów Berlina – wedle obietnicy, że jak dojdą do władzy, to w ramach pokornego podporządkowania się UE [czyli Berlinowi] to niby “znowu będzie dobrze” – oczywiście obietnicy kłamliwej. Ale – załóżmy, że PIS mimo uderzenia Berlina [np. odebrania funduszy unijnych i wlepienia kar za “niepraworządność”] by utrzymał się mimo wszystko u władzy. To i tak nie zmieni faktu, że nowe NADRZĘDNE wymagania “survivalowe” zmiotą tę formację – bo nie będzie wstanie zmienić kursu na wymagany. Bo KONIECZNY WYMUSZONY DLA PRZETRWANIA zwrot zasadniczy będzie polegał na totalnym przerzuceniu wydatków z konsumpcji – na wydatki inwestycyjne w zbrojenia i high-tech. Dlatego PIS, nawet gdyby przetrwał atak Berlina – i dalej obiecywał Polakom, że “będzie lepiej” – to w istocie forsowanie tej linii, która dała mu władzę – i którą samobójczo pogłębia – tym bardziej wiedzie go w ślepą uliczkę i w tym bardziej gwałtowną utratę władzy – im później to nastąpi. No i druga rzecz, w której PIS nie spełnia koniecznych wymagań z punktu widzenia przetrwania państwa i narodu – pozyskanie własnych głowic jako warunek zasadniczy realnej suwerenności. PIS ani myśli nawet o to występować [temat dla PIS nie istnieje – nawet jako dość namiastkowy NATO Nuclear Sharing] – więc zrobi to inna siła – która zmieni PIS u władzy. A dokładniej – gdy skrótowo piszę “PIS” – tu nie chodzi o PIS – a o trochę szerszy układ polityczny – narzucony nam z góry. Przez co u władzy są ludzie tacy “kontrowersyjni” jak Gliński, Gowin czy Czaputowicz… Który to układ [z opozycją nakierowana na “hamulec” i na kontrę dla samej kontry] de facto ustawia Polskę w patowej pozycji braku suwerennej kontroli steru państwa i braku instrumentalnej sprawności i sprawczości – dzięki czemu tak łatwo rozgrywają nas gracze zewnętrzni. Problem w tym, że w twardych czasach albo władza nieuchronnie twardnieje – albo państwo znika – szczególnie jeżeli państwo [jak Polska] jest w strefie zgniotu. Balansem dla twardej władzy może być uświadomione silne społeczeństwo obywatelskie. Na razie z tym słabo – ludzie nie myślą szerzej ani dalej – w zasadzie większość obchodzi konsumpcja i dzień dzisiejszy. Zamiast się zbudzić i patrzeć na przyszłość – śpimy utuleni dzisiejszą konsumpcją. A w sytuacji krytycznej – owszem, potrafimy się zmobilizować, ale zwykle akcyjnie i dość płytko i wg prowizorki – a tu chodzi o zbudowanie trwałej, sprawnej, dobrze obmyślonej, głębokiej i zbalansowanej struktury sił państwa – na nowe, twarde czasy, które powoli, ale nieuchronnie nadejdą..Realnie bardziej spodziewam się twardej dyktatury wojskowej, niż społeczeństwa obywatelskiego u władzy. Ale to w żaden, absolutnie w żaden sposób nie zwalnia od jak najszerszego uświadamiania ludzi, od budowania scenariuszy ewentualnościowych – i od oddolnego budowania spójnej drogi, która długofalowo – po wielkich przesileniach chaosu i konfrontacji – może zastąpić twarde rządy. Tu chodzi o sianie długofalowe. Jeżeli nie będzie planów i scenariuszy oddolnego zbudowania nowego społeczeństwa na czas pokoju – już po przeoraniu go Wielkim Zamętem i Wielką Konfrontacją – to być może wygramy wojnę/konfrontację , ale przegramy pokój [zaspawani bez wyjścia w totalitarnej dyktaturze] – i zmarnujemy wszystkie opcje wykładniczego rozwoju społeczeństwa i Polski [zwłaszcza w regionie centralnej Europy], jakie się wtedy otworzą.

  10. @alternatywy4 – “Ja nie jestem pełen obaw, ja po prostu wiem, że żadnych głowic, czy nawet prób rozmów z kimkolwiek, o czymkolwiek nie będzie….. Po prostu z naszej strony nie ma nikogo, kto mógłby takie rozmowy poprowadzić….” – TAK – zgadza się – TERAZ – i w najbliższej przyszłości. Ale presja zagrożenia bytu państwa i ludzi – WSZYSTKO zmieni. Im później – tym gwałtowniej. I to akurat jest PEWNE. Dzisiejsza “niemożliwość” zamieni się w jutrzejszą “oczywistość” – a faktycznie w KONIECZNOŚĆ. Tyle, że owe “jutro” – to przynajmniej kilka lat. Może nawet dekada obijania się w ustawionym teatrzyku kompradorów napędzanych ze strony zewnętrznych sił. Można narzekać [od strony szklanki pustej], że tyle czasu się zmarnuje – zwłaszcza wobec “deadline” na przygotowanie się do wielkich zmian w Europie i na świecie. Ale od strony “napełnionej szklanki” – też jesteśmy jednak zupełnie inni, niż jesienią 2013, gdy odpalono Majdan…mimo wszystko twardy real coraz bardziej przebija się do świadomości – ten proces trzeba jak najbardziej rozszerzać – i tu rola czy Pana Krzysztofa i zaprzyjaxnionych blogów, czy bardziej profesjonalnego strategyandfuture – są nieocenione. Nie rozdzierajmy szat, nie biadajmy nad rozlanym mlekiem – patrzmy do przodu, co można zrobić – i siejmy..róbmy swoje…. Prosty eksperyment myślowy: gdy Pan Krzysztof na chłodno wedle SWOT i kalkulacji koszt/efekt i wg zasad teorii gry, kreśli różne, nawet skrajne scenariusze wojenne, obrotów, nowych sojuszy, zmian, kalkulacji zysków i strat – TAKIE podejście do 2013 byłoby przyjęte w Polsce jako s-f – ba, jako zupełne oderwanie od tej tak dobrze znanej, tak stabilnej i “jedynie słusznej” rzeczywistości…a dzisiaj…a jutro?…

    1. @Georealista:
      “(…) gdy Pan Krzysztof na chłodno wedle SWOT i kalkulacji koszt/efekt i wg zasad teorii gry, kreśli różne, nawet skrajne scenariusze wojenne, obrotów, nowych sojuszy, zmian, kalkulacji zysków i strat – TAKIE podejście do 2013 byłoby przyjęte w Polsce jako s-f – ba, jako zupełne oderwanie od tej tak dobrze znanej, tak stabilnej i “jedynie słusznej” rzeczywistości…a dzisiaj…a jutro?…(…)”

      Tu ma Pan sporo racji. Nawet rozmawiając z najbliższą rodziną odnoszę wrażenie, że nawet na podkarpackiej prowincji zaczynają dostrzegać twardą rzeczywistość (choć nie u wszystkich, Ci którzy najbradziej cieszą się z 500+ stoją za nieprzebijalnym murem). Jednak od zmiany świadomości do zmiany działania trochę czasu upłynie… owszem, to jest marudzenie… ale przy szybkości zachodzących zmian uzasadnione.

      1. Zobaczymy – z cybernetyki społecznej wiadomo, że procesy społeczne mają zwykle przebieg nieliniowy. Zwykłe wykładniczy. Co oznacza, że większość czasu dany proces wzrasta raczej marginalnie względem tych dominujących i królujących, jest nawet lekceważony, dopiero “tuż przed” swoim “wzlotem” zaczyna być widoczny jako ewentualny “game changer” – wywracający stolik gry i skokowo zmieniający układ sił. Dlatego właśnie nieustawanie w wysiłkach uświadamiania Polaków jest tak ważne – właściwie kluczowe. Nawet gdyby się nie zdążyło na Wielki Chaos [szeroko rozumiana pułapkę Kindlebergera] i Wielką Konfrontację [pułapkę Tacyta – już militarne rozstrzygnięcia – globalne i lokalne] – to trzeba być przygotowanym na pokój JUŻ PO “WSZYSTKIM” – i na wygranie tego pokoju, w przemyślany, zaplanowany, spójny sposób. A realnie – może być tak, że na Wielki Chaos będziemy przygotowani np. w 30%, to da nam impuls do intensyfikacji zmian adaptacyjnych i przygotowania się na Wielka Konfrontację np. w 70% – a to znowu da impuls dla przygotowania się na czas pokoju np. w 90%. Nie kłócę się o proporcje – wiadomo, może być różnie, bardzo różnie… Ale jedno jest pewne – trzeba robić wszystko co możliwe – a to się zwróci tysiąc i milionkrotnie…. Tu trzeba siać na pokolenia – jak nie my, to dzieci i wnuki zbiorą… Alternatywą dla braku wypracowania zawczasu wszelkich środków i metod zaradczych i konstruktywnego budowania zrębów nowego “odbicia” [w regionie – nawet szerzej patrząc na Ziemię jako całość – i oby takich ognisk wzrostu powstało jak najwięcej] – jest stoczenie się w Wielką Zapaść wg powiedzenia Einsteina, że nie wie jak będzie wyglądała III Wojna światowa, ale czwarta będzie na maczugi…

Dodaj komentarz