Walka z chochołem, czyli jak strzelać do „końca historii” F. Fukuyamy?

Od kilku lat w publicystyce geopolitycznej modnym jest, by przynajmniej raz na tekst lub wypowiedź wspomnieć o głośnym „końcu historii” opisywanym przez Francisa Fukuyamę. I skrytykować ową koncepcję wskazując, jak bardzo mylił się cały świat z Fukuyamą na czele. Owa krytyka ma zazwyczaj na celu podniesienie prestiżu osoby krytykującej jako tej, która dostrzega(-ła) więcej i nie zgadza(-ła) się z teorią dotyczącą – błędnie upraszczając – zakończenia konfliktów.

Przez lata tego rodzaju narracja robiła często duże wrażenie na polskich odbiorcach. Zupełnie niezasłużenie.

Wystarczy bowiem wspomnieć, że esej „Koniec historii?” Francisa Fukuyamy został opublikowany po raz pierwszy w… 1989 roku. Gdy Związek Sowiecki się rozpadał, czego symbolem był upadek Muru Berlińskiego. Po licznej krytyce popularnego wówczas tekstu, w 1992 roku została opublikowana książka „Koniec historii i ostatni człowiek”. Czy część polskich intelektualistów w 2023 roku wciąż walczy z tezą opublikowaną ponad trzydzieści lat wcześniej, która została skrytykowana już w momencie publikacji? Tak.

Jesteśmy świadkami kaznodziejskiego boju z intelektualnym dinozaurem. A raczej wręcz smokiem, który nigdy nie istniał (a przynajmniej nie tak, jak go się przedstawia o czym dalej). To tak jakby polscy don Kichoci przeczytali książkę z 1992 roku dopiero np. w 2020 i stwierdzili, że jest to zupełnie świeża i aktualna pozycja, z którą należy polemizować… Zresztą tak właśnie mogło być.

Walka z „końcem historii” jest niezwykle popularna i nośna, choć należy ją uznać za nic innego, jak walkę z chochołem. Bowiem Fukuyama wcale nie twierdził, że po 1989 roku nastał świat bez konfliktów. Udowadniał jedynie, że demokracja liberalna jest najlepszym ustrojem, wobec czego rozwój ludzkiej cywilizacji polega na dążeniu do funkcjonowania w takim właśnie porządku. Przedstawiał teorię, zgodnie z którą obserwujemy proces prowadzący do globalizacji demokracji. Możemy się tego wszystkiego dowiedzieć już ze wstępu polskiego wydania „Końca historii…”. Co prowadzi do wniosku, że walczący z Fukuyamą rycerze „realizmu” nie przeczytali nawet wstępu krytykowanej książki. Fukuyama nie twierdził bowiem, że ludzkość i ład światowy osiągnęły po 1989 roku moment uważany przez niego za idealny. Wciąż na świecie istniały wówczas i nadal funkcjonują państwa o innych ustrojach niż demokracja liberalna. I póki taki stan rzeczy się utrzymuje, póty wojny i konflikty są niejako naturalnym porządkiem rzeczy.

Tak więc nie dość, że część polskich intelektualistów objęła sobie za ambicję okładanie starej i dawno już ogranej teorii (w USA spory na temat teorii Fukuyamy miały miejsce na początku lat 90-tych), to jeszcze przedstawia się tę teorię zupełnie błędnie. Tak, by można było łatwo ją zanegować.

Tego rodzaju działalność trafia w gusta polskich odbiorców zainteresowanych geopolityką, bowiem w Polsce zainteresowanie to wzrosło dopiero po 2014 roku na skutek aneksji Krymu oraz wojny w Donbasie. Bowiem osoby, które nie były zainteresowane sprawami międzynarodowymi przed 2014 lub nawet 2022 rokiem, chętniej przyjmują stanowisko, że skoro one nie posiadają wiedzy na tematy geopolityczne sprzed kilku lat, to oznacza, że nic na świecie się nie działo (bo trudniej jest przyznać przed sobą, że ma się małą wiedzę). A skoro nic się nie działo, to zapewne wszyscy uwierzyli w owy fałszywie przedstawiany „koniec historii”. I się mylili. I tu – na tak przygotowane do zaorania intelektualne pole – wjeżdżają niczym na białym koniu specjaliści od „realizmu”. Bijąc wyobrażonych „idealistów”, którzy rzekomo naiwnie uwierzyli Fukuyamie.

Oczywiście, że teoria Fukuyamy była głośna i miała swoich zwolenników. Wydaje się, że właśnie w jej duchu Stany Zjednoczone wyciągnęły rękę do Chin włączając je do światowego systemu handlowego. Warto jednak pamiętać, że proces ten został zapoczątkowany w latach 70-tych XX wieku, a więc  kilkanaście lat przed publikacją eseju Fukuyamy. Innymi słowy, uznawany przez realistów za jednego z nich Henry Kissinger i prezydent Richard Nixon doszli do wniosku – zupełnie w oderwaniu od później stworzonych ideologicznych teorii Fukuyamy – że odwrócenie Chin będzie korzystne dla interesów USA. Bum. Koniec historii. Tylko tej związanej z mitem, jakoby Fukuyama i jego teorie odgrywały ogromną rolę na prowadzenie spraw międzynarodowych i ład światowy – zwłaszcza współcześnie.

Fukuyama w 1989 roku – w kontekście upadku ZSRR – stworzył teorię, która już wówczas budziła wiele kontrowersji. Teorię, która być może nawet kiedyś ma szansę się ziścić (kto wie?), ale która sama zakłada, że zanim „koniec historii” nastanie, to będziemy świadkami jeszcze wielu wydarzeń stopujących lub nawet cofających proces. Tak więc nawet, gdyby ktokolwiek w polityce zagranicznej kierował się zgodnie z duchem teorii Fukuyamy, to i tak musiałby zakładać, że będzie mierzył się nie ze światem idealnym – bezkonfliktowym – a z takim, w którym napotka państwa rządzone np. w sposób autorytarny, a więc nie unikające konfliktów.

I z pewnością nikt rozsądny (włącznie z Fukuyamą) nie uwierzył w bezkonfliktowy świat po 1989 roku, zwłaszcza, że takiego idealnego stanu nigdy nie udało się osiągnąć. Tym dziwniejsze wydaje się zjawisko rosnącego przekonania w polskim społeczeństwie o tym, że „głupi Zachód” uwierzył w koniec historii i dał się zaskoczyć biegowi wydarzeń. To jedna wielka intelektualna mistyfikacja. Decydenci i przywódcy na całym świecie, nieprzerwanie od 1989 roku (a w zasadzie od zarania życia politycznego na Ziemi), musieli podejmować decyzje w oparciu o jak najbardziej racjonalne przesłanki. Kalkulując interesy, ale i uwzględniając innego rodzaju pobudki (w tym również te moralne). Popełniano z pewnością przy tym wiele błędów, czego wyeliminować się zupełnie nie da.

 

„Koniec historii” na świecie

Teoria o tym, że ktokolwiek uwierzył w „koniec historii” – błędnie rozumiany jako bezkonfliktowy ład światowy – upada przy pobieżnej analizie chronologii wydarzeń. Po 1989 roku wybuchło szereg konfliktów zbrojnych – również w Europie – które wymagały ciągłego reagowania, nadzorowania lub choćby monitorowania przez największe mocarstwa świata. Ledwie w 1992 roku skończyła się Wojna w Jugosławii, a już wybuchła wojna w Bośni i Hercegowinie (1992-1995). Następnie kolejny konflikt wybuchł w Kosowie (1998-1999).

W tamtym czasie, w 1994 roku rozgorzała jednocześnie wojna czeczeńska i trwała do 1996 roku. Po czym nastąpiła dogrywka trwająca dziesięć lat (II Wojna Czeczeńska 1999-2009). Ledwie Moskwa uporała się z Czeczenami, a już rosyjskie czołgi wjeżdżały do Gruzji (2008 rok).

Z kolei na Zachodzie, gdy sytuacja na Bałkanach została ustabilizowana (co wymagało misji ONZ), nastąpił atak na World Trade Center, który skutkował inwazją USA na Afganistan (2001). Zaledwie dwa lata później Stany Zjednoczone uderzyły na Irak. Po obu wojnach nastąpił wieloletni okres prób stabilizacji militarnej zaatakowanych państw.

Gdy wojska Stanów Zjednoczonych były pochłonięte działaniami w Iraku (do 2011 roku) i Afganistanie (do 2021 roku), w Afryce Północnej a później na Bliskim Wschodzie wybuchły rewolucje nazwane łącznie „Arabską Wiosną” (2010-2012). Chaos z tym związany doprowadził do upadku Libii, gdzie do dziś trwa wojna domowa. Jednocześnie w 2011 roku rozgorzała wojna domowa w Syrii, która skutkowała powstaniem ISIS (2013), z którym walczono aż do 2018 roku (zaangażowane były skonfliktowane w tej sprawie tak USA jak i Rosja).

To tylko przykłady dotyczące najbardziej burzliwych wydarzeń. Warto pamiętać o inicjatywach dyplomatycznych. Reset relacji z Rosją z 2009 roku, czy wojna celna z Chinami rozpoczęta w 2018 roku wymagały dużego zaangażowania intelektualnego oraz politycznego. Podobnie jak deal z Iranem (JCPOA) zawarty przez Baracka Obamę w 2015 roku.

Relacje między USA a Rosją można by przedstawić na amplitudzie. Dość przychylne między 1991 a 1999 rokiem. Wrogie około 2000 roku (rozszerzenie NATO w 99’, Putin u władzy i sprawa zatopionego Kurska). Przyjazne pod 2001 roku (atak na WTC). Sceptyczne po 2003 roku (inwazja USA na Irak, a w 2004r. pomarańczowa rewolucja w Ukrainie). Ponownie wrogie w 2008 roku (inwazja Rosji na Gruzję). Pełne nadziei po 2009 r. (reset, światowy kryzys gosp.). Sceptyczne po 2011 roku (wojna w Syrii) i znów wrogie po 2013 roku (majdan na Ukrainie).

Każdy średnio zorientowany w sprawach międzynarodowych czytelnik z pewnością mógłby dopisać tutaj jeszcze długą listę bardziej lub mniej istotnych dla ładu światowego wydarzeń. O których powstawały książki, a które to wydarzenia wymagały ogromnego wysiłku intelektualnego, proceduralnego, a także realnych działań ze strony najważniejszych organizacji i państw na świecie.

Napisać, że w ostatnich 30 latach działo się dużo i szybko, to nic nie napisać. Stwierdzenie, że mieliśmy do czynienia z „końcem historii” byłoby równie trafne, jak ocena ślepego i głuchego kreta, który wychynąłby głowę z kopca na środku Fifth Avenue w Nowym Jorku po czym schowałby się na powrót do podziemnego tunelu w przeświadczeniu, że na powierzchni jest cisza, spokój i nawet stara wioska Indian gdzieś zniknęła.

 

„Koniec historii” w Polsce

Nasi rodzimi krytycy „końca historii” lubią powtarzać, że w Polsce uwierzyliśmy, że dojechaliśmy do geopolitycznej mety. W związku z tym polityka zagraniczna (zwłaszcza po 1999 roku) miała być prowadzona w III RP w sposób oparty na idei, a nie na pojęciu interesów narodowych. Czy to stwierdzenie wytrzymuje zderzenie z rzeczywistością?

Po rozpadzie ZSRR i Układu Warszawskiego, wojska Federacji Rosyjskiej opuściły Polskę dopiero w 1993 roku. Do tego czasu polskie elity wciąż nie mogły być pewne, że Polska rzeczywiście uciekła z moskiewskiej strefy wpływów. Nic więc dziwnego, że priorytetem polskiej racji stanu było zadbanie o własną niezależność i niepodległość. III RP była wówczas państwem bardzo słabym, przechodzącym kryzys oraz transformację ustrojową. Trzeba o tym pamiętać w kontekście krytyki, zgodnie z którą już wówczas Warszawa powinna grać na regionalnego lidera, rozgrywając partię szachów choćby z Białorusią.

Przed 1999 rokiem, polskie władze dążyły do tego, by wstąpić do NATO. Było to szalenie istotne z geostrategicznego punktu widzenia i cel ten został osiągnięty nad wyraz szybko. Po atakach na WTC w 2001 roku Polska wzięła udział misjach w Afganistanie które trwały nieprzerwanie między 2002 a 2021 rokiem. Polska uczestniczyła także w działaniach wojennych w Iraku oraz późniejszych misjach stabilizacyjnych (lata 2003-2008). Polacy dowodzili w Iraku w ramach Dywizji Wielonarodowej Cetrum-Południe.

Równolegle starano się o akcesję do Unii Europejskiej, co udało się w roku 2004. Tak więc co najmniej przez 15 lat od powstania III RP, polskie elity były zaprzątnięte realizacją kluczowych dla Polski z perspektywy bezpieczeństwa (na różnych płaszczyznach) projektów geopolitycznych.

I tu kusi by stwierdzić, że tak, ale już po 2004 roku zapadliśmy w Polsce na geopolityczną drzemkę. Czyżby?

Na przełomie 2004-2005 na Ukrainie miała miejsce pomarańczowa rewolucja. Polska i jej elity zaangażowały się w ten proces w sposób jednoznaczny. Wsparcie dla rewolucji wyrazili wówczas: były prezydent Lech Wałęsa, ówczesny prezydent Aleksander Kwaśniewski oraz przyszli prezydenci: Lech Kaczyński i Bronisław Komorowski. Polska odegrała wtedy kluczową rolę w negocjacjach.

Zaledwie trzy lata później – w roku 2008 – Federacja Rosyjska dokonała inwazji na Gruzję. Gdy rosyjska armia podchodziła pod Tbilisi, prezydent Lech Kaczyński zebrał sojuszników w postaci liderów: Litwy, Łotwy, Estonii oraz Ukrainy, a następnie udał się do gruzińskiej stolicy na wiec,  gdzie wygłosił wówczas historyczne i pamiętne słowa. Wcześniej Polska wysłała do Gruzji uzbrojenie, w tym ręczne wyrzutnie przeciwlotnicze GROM, które odegrały swoją rolę w walkach.

Wprawdzie od 2009 roku mieliśmy do czynienia z polityką „resetu” relacji z Moskwą, to jednak już w 2013 roku polityka ta stała się historią. Wówczas bowiem doszło do starcia interesów amerykańsko-rosyjskich w Syrii, a pod koniec roku wybuchł ukraiński majdan. Nie należy zapominać, że w międzyczasie Niemcy rozpoczęli budowę gazociągu Nord Stream, który ukończyli w 2011 roku. Inwestycja ta była oprotestowywana przez Polskę od samego początku. Tak więc dostrzegano interesy Polski, ale i także zagrożenie dla Ukrainy.

Już w roku 2014 wybuchła wojna na Ukrainie, co miało kolosalne znaczenie dla postrzegania własnego bezpieczeństwa przez Polskę. Od tego momentu zdecydowano w Warszawie o zwiększaniu budżetu obronnego, rozbudowie Sił Zbrojnych RP, a także modernizacji armii. Jednocześnie prowadzono jasną politykę anty-rosyjską ze świadomością, że tylko twarda postawa Zachodu może powstrzymać zapędy Putina. Dziś wszyscy na Zachodzie przyznają, że mieliśmy w tej kwestii rację.

Nie można więc powiedzieć, że Polska „przespała” jakikolwiek geopolityczny okres. Jedyna pauza polityczna jaką mieliśmy w ostatnich 30 latach miała miejsce między 2009 a 2013 rokiem i pokryła się z geopolityczną odwilżą na całym świecie (spowodowanej m.in. przez kryzys światowy, kiedy też się dużo działo, ale pożary gaszono na płaszczyźnie ekonomiczno-finansowej). To zaledwie cztery lata, a więc czas odpowiadający długości jednej sejmowej kadencji…A i wówczas było mnóstwo spraw do załatwienia oraz decyzji do podjęcia.

 


Autoreklama: Zakup najnowszą książkę: „#To jest nasza wojna”, w której znajdziesz analizy dotyczące m.in.: interesu Polski w kontekście zmagań wojennych na Ukrainie; Wielkiej Strategii Polski w kontekście budowy sił Zbrojnych RP; relacji Polska-Ukraina dziś i w przyszłości.  W pakiecie z „Trzecią Dekadą” taniej! Wszystkie książki zamówione przez bloga będą podpisane 🙂 

Pakiet: #To jest nasza wojna + Trzecia Dekada


Nawet jeśli ktoś w tym okresie myślał o „końcu historii” i geopolitycznej mecie dla Polski, to takie przeświadczenie zostało bardzo szybko zweryfikowane. Mieliśmy zaledwie cztery dość spokojne geopolitycznie lata przez cały okres trwania III RP. Czas, w którym mogliśmy pozwolić sobie na komfort braku podejmowania samodzielnych inicjatyw na arenie międzynarodowej.  Tymczasem takich inicjatyw wymagały: starania o pełną niepodległość (do 93’), wstąpienie do NATO ( 99′) i UE (do 2004), wsparcie pomarańczowej rewolucji (2004-2005), wsparcie Gruzji (2008), wsparcie majdanu (2014), neutralizacja polityki Rosji poprzez przekonywanie sojuszników do zajęcia bardziej stanowczej postawy (do 2022 roku).

Jest to bardzo wymagająca lista  wyzwań geopolitycznych, z którymi mierzyła się dotychczas III Rzeczpospolita. Zwłaszcza, jeśli porównamy to do innych państw regionu tj. Węgry, Czechy, czy patrząc dalej na południe: Rumunia czy Chorwacja. Tak więc teza o jakimś „uśpieniu” polskich elit i społeczeństwa jest kompletnie odrealniona.

W latach 1989-2022 Polska brała aktywny i często kluczowy udział we wszystkich najważniejszych wydarzeniach geopolitycznych regionu, a nawet świata (Afganistan/Irak). Jeśli ktoś tego nie dostrzega to oznacza, że sam przespał wydarzenia ostatnich trzech dekad i stał się ofiarą fałszywej teorii o „końcu historii”.

 

Podsumowanie

Konkludując, nie tylko teoria „końca historii” ma już za sobą 30 lat. Nie tylko jest często błędnie przedstawiana jako teza o bezkonfliktowym świecie jaki miał nastać po 1989 roku. „Koniec historii” ani zwyczajnie nigdy nie miał miejsca, ani nikt z politycznych decydentów w niego specjalnie nie uwierzył. I właśnie między innymi dlatego stał się wygodnym workiem do obijania, bowiem nikt tego fałszywego obrazu teorii Fukuyamy nawet nie broni. Jedynymi ofiarami teorii o „końcu historii” (w rozumieniu świata bez konfliktów) byli obywatele zachodnich społeczeństw, którzy skupili się na życiu osobistym i nie zwracali uwagi na wielką politykę międzynarodową. W tym spora część polskiego społeczeństwa, która własną, dotychczasową ignorancję oraz brak wiedzy przykrywa zarzutem, że to politycy (w Polsce i na Zachodzie) zasnęli i byli jak dzieci we mgle – zwodzeni przez Putina i Xi Jingpinga. Tymczasem warto pamiętać, że gdy nasi geopolitycy głosili odkrywczo około 2016 roku o tym, że Chiny staną się hegemonem a USA przespało swoją szansę, to Stany Zjednoczone od 4 lat (w 2012 roku Clinton ogłosiła Pivot na Pacyfik) oficjalnie działały w kierunku ujarzmienia Pekinu. Wzrost Chin dostrzegała już administracja G.W.Busha, a przygotowywano się do pivotu co najmniej od 2009 roku, o czym pisałem na lamach tego bloga wielokrotnie.

„Koniec historii” to tylko jeden z wielu starych, odgrzewanych kotletów przywiezionych z Ameryki, którymi karmi się nowe rzesze Polaków. Ci – starając się nadgonić zaległości – często chłoną jak gąbka każdą niespotkaną dotąd frazę. Nawet, jeśli nie ma ona żadnego pokrycia w rzeczywistości.

Zjawisko to stało się impulsem do powstania niniejszego tekstu  i mam nadzieję, że treść pobudzi do bardziej krytycznego myślenia choćby tylko część osób interesujących się obecnie sprawami międzynarodowymi. Ukaże nieco szerszą perspektywę i skłoni do samodzielnego zgłębiania wiedzy w przedmiocie. Tak by nie trzeba było opierać własnych poglądów tylko na chwytnych uproszczeniach lub manipulacjach, a także wierze, że za nimi kryje się jakaś tajemna wiedza lub prawdziwa historia.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

23 komentarze

  1. Heh, przypomina mi to modne w Polsce psioczenie na „wychowanie bezstresowe”, którego nikt nigdy w praktyce nie widział, a gros młodocianych bandytów, o których głośno było w mediach, w rzeczywistości pochodziło z rodzin patologicznych, pełnych przemocy, alkoholu, awantur itd. czyli jak najbardziej doświadczali masy stresu. Podobnie tu – czego właściwie ci ludzie oczekiwali? Wyprzedzającego ataku na Rosję? To może od razu wyprzedzającego ataku na Polskę w czasach Układu Warszawskiego? No, jak ktoś lubi być wyzwalany atomówkami…

  2. Są takie dni kiedy tygodnie trwają jak dekady i takie dni kiedy w tydzień dzieje się więcej niż w dekadę;
    Ponawiam najważniejsze pytania:
    1/Czy US przehandlują członkostwo UKR w NATO w zamian za ziemię czyli jej ustępstwa terytorialne
    2/ czy Niemcy wygrają i będzie jak było czyli UKR przyjmie plan Wojczala Krym za Donbas i zgodzi się na niemieckie obietnice odbudowy oraz członkostwa w niemieckiej UE czyli czy US przegraja wojnę w Europie i pogrzebią federacyjną IV RP
    3/ czy scenariusz opisywany przeze mnie od operacji śluza tj jesieni 21 się spełni tj federacyjna IV RP z granicami na Łabie, Wałdaju i rzece Don

    1. 1-2. Nie byłoby to w sumie takie złe, zdziczały Donbas nie jest nam („nam” w Europie i w Polsce) do niczego na razie potrzebny, a Ukraina bez wielkiej i ciągłej pomocy nie byłaby w stanie go utrzymać i nawet demograficznie: ponownie zasiedlić.
      W przypadku braku pełnej klęski Rosji, Krym za Donbas to dobry plan,
      ale nie Wojczala, mówi się o tym od dawna,
      ja sam od początku wojny na różnych forach pisałem, że prawdopodobnie najważniejszym celem NATO (USA) był Krym. Ewentualnie nawet w obecnej sytuacji Krym jest tak dla Zachodu, jak samej Ukrainy, ważniejszy i bliższy,
      a Donbas niech se Ruskie wezmą na zdrowie.

      3. Dopiero kiedy nie tylko Rosję, ale przede wszystkim Niemcy (i sojusz niem-franc) szlag trafi.

  3. Panie Krzysztofie, generalnie zgoda. Mamy do czynienia z bałamutną krytyką błędnie przedstawionej koncepcji. Ale w jednym punkcie sprzeciw.
    „Jedyna pauza polityczna jaką mieliśmy w ostatnich 30 latach miała miejsce między 2009 a 2013 rokiem i pokryła się z geopolityczną odwilżą na całym świecie”.
    Pomijając resztę świata, w m/odczuciu okres resetu z Rosją był dla Polski recydywą czasów saskich – rozkład władzy centralnej (2010 – dekapitacja prezydenta i dowództwa armii), przygotowania domknięcia prywatyzacji (LOT, Azoty, Lasy ..), dynamika bezrobocia i emigracji z „zielonej wyspy”. To nie był okres pauzy politycznej, lecz okres politycznego upokorzenia Polski. Wtedy na serio brałem hasła, że rychło zmierzamy do „kondominium…” i to będzie nasz koniec historii.

    1. Znowu zmierzamy i znowu może być
      – obecnie nawet znacznie gorzej, bo po 10 latach nasilenie lewackiej propagandy i zdziczenia kobiet i młodzieży jest większe, podobnie działań „klimatycznych”, ilości kolorowych w Europie itd.

  4. Trochę się nie zgadzam z pana tekstem.
    O ile ogół społeczeństwa spał i był zajęty swoimi sprawami, w dużej mierze spali też niektórzy polscy politycy, którzy nie oporowali szczególnie mocno przeciw nordstream, a często chcieli „współpracy z Rosją taką jaką ona jest”, nawet niektórzy chcieli ją wprowadzać do nato. W krajach zachodnich społeczeństwa też się nie interesowały wielką polityką, nawet część ich elit, ale pod dywanem, po cichu, w procesie były wielkie przemiany, związek z Rosją i Chinami, wypchnięcie Usa, federalizacja UE.
    Obecna wojna na wschodzie przyspieszyła procesy i zdjęła ten dywan i nagle duża część społeczeństwa i elit która spała się obudziła.
    Do tej pory sen polskich polityków polegał na tym że nie dostatecznie wywiązywali się z spraw jakie wynikały z stojących przed Polską wyzwań. Nie zbudowano energetyki jądrowej, armię to teraz na gwałt budują, obrona przeciwrakietowa w powijakach, nie ma za dużo infrastruktury północ-południe, służba cywilna to fikcja, od kiedy mamy WOT, takich pól jest więcej. Nie potrafię stwierdzić czy spali i nie przywiązywali wagi do wyzwań, czy wiedzieli ale wykonanie było jak zwykle na pół gwizdka, albo gorzej.

  5. Kamil 100/100
    Niestety jak każdyz nas, Autor miał chyba kiepski dzień i popełnił ten tekst, taki wiernopoddańczy hołd pruski usprawiedliwiajacy trzy dekady zaniechań wynikające z: biedy, korupcji, zdrady, głupoty. Herr Wojczal napisał kilka doskonałych analiz, które zmieniły moje życie i spojrzenie na ostatnie dekady- teksty o Niemcach, resecie, Chinach czytam moim chłopakom na kompanii i po ich reakcjach widzę jak są dobre. Więc idąc za ich metodologią zauważmy:
    1/ budżet 2014 ok 270MLD PLN, obecny 604MLD PLN, więc oddzielając inflację i zmiany w światowej gospodarce widzimy skalę złodziejstwa i korupcji. A wiedząc że na zbrojenia potrzebujemy ok 550MLD PLN netto to już widzimy, dlaczego te zakupy z tamtych dekad były defiladowe lub w ogóle ich nie było.
    2/ chyba dziś już nikt uczciwy intelektualnie i NIE zakłamany nie ma wątpliwości, że większość braku refom strukturalnych wynikały nie z głupoty lecz tchórzostwa i świadomej polityki elit – albo podporządkowania różnym lobbies/ grupom interesom albo zdrady czyli interesom Niemiec i Rosji.
    3/ czasami błędy były wynikiem zwykłej głupoty- jak reformy Buzka i gimnazja poczciwego durnia Mariana Piłki. Obu Panom zabrakło wyobraźni i kwalifikacji intelektualnych.
    4/ herr Wojczal litościwie nazwał zdradę polskiej racji stanu pauzą w dyplomacji, można tylko wyruszyć ramionami.
    5/ polityka zagraniczna była przez 3 dekady czeciej RP oparta o fałszywą i błędną myśl Giedroycia o buforze państw na wschodzie. Czas i wojna na UKR pokazały, że bufor był sowiecką i antypolską strefą wpływów rządzoną przez niemiecką i ruską agenturę. Pewnie była to głupota, krótkowzroczność i kompleksy tj strach przed odwagą bycia wielkim narodem połączone z biedą i agenturą w MSZ i BBN. Na jedno wychodzi, było to na rękę Berlinowi i Moskwie.
    6/ każdy uczciwy intelektualnie wie, że potrzebujemy reformy edukacji – w skrócie likwidacji bolszewickiej ZNP i wydajności systemu tj połączenia wynagrodzeń z wynikami uczniów; reformy służby zdrowia- zakazu darmowego żerowania przez lekarzy i personel na zasobach państwowych w ramach ich prywatnych, płatnych praktyk+ publiczne, czytelne urynkowienie tych zasobów dla prywatnych praktyk, co zwiększy ich wykorzystanie; reformy sądownictwa tj wszyscy won! Przecięcie pokoleniowej sieci bolszewii rodem z duraczowki i okupacji PKWN; plus inne zmiany jak derusyfikacja, reforma obrony cywilnej; połączenia zus i skarbówki, ustawa o powszechnym dostępie do broni, o powszechnym przeszkoleniu wojskowym ( nie mylić z poborem), ustawa o rzeczywistej odpowiedzialności cywilnej administracji tj urzędników za swoje decyzję, przewlekłość itd. Z pewnością każdy z nas dopisze coś do tej listy. Dlaczego to nie zostało zrobione? Tchórzostwo + korupcja czyli działanie na korzyść lobbies i grup interesu/ zawodowych. W przypadku sądów uważam, że przyczyną jest zdrada państwa czyli działanie przeciwko RP na korzyść własną i obcych rządów.

    1. Bardzo polecam absolutnie wszystko, co mówi prof. Antoni Dudek na YT (zarówno na jego własnym kanale jak i jako gość u innych osób). Bardzo dobrze przybliża kulisy różnych działań i tłumaczy, że wiele rzeczy, które obecnie lekko jest ocenianych jako „zdrada”, było efektem braku doświadczenia, braku możliwości itd. Bardzo nie lubię takiego „ahistorycznego” patrzenia na historię i oceniania przeszłych działań na podstawie wiedzy, którą mamy teraz.
      Oczywiście, powyższe nie jest usprawiedliwieniem głupoty, gnuśności i braku strategicznego myślenia, które dominują w Polsce polityce. Jak to szło? „W polityce głupota jest gorsza niż zdrada”?

    2. @Michael graf von Turowiecki
      A mnie naszła na to refleksja odnośnie „pauzy w dyplomacji”:

      W okresie 2005-2007 PL i UKR “zaklepały” sobie EURO 2012
      W 2009 Polska wystartowała “Partnerstwo Wschodnie”, zaraz po resecie Obamy.
      Euro było, jak nazwa wskazuje, w 2012 – Ukraińcy mieli okazję popracować z zachodem
      W 2014 wybił “Majdan” – tak jakoś 2 lata po EURO 2012… ciekawa koincydencja… i kacap wszedł na UKR zbrojnie
      Ukraińcy dostali zatem dwa ciekawe bodźce:
      a) z PL da się współpracować i kasę zarobić (ci co mieli zarobić, to zarobili 😉 )
      b) “bratni naród kacapski strzela do naszych ukraińskich chłopców i wchodzi nam w szkodę”

      I tak, można było już wtedy wydać kasę na czołgi i armaty i się do wojny z kacapem gotować. A można też było wydać ją na stadiony/ „Partnerstwo Wschonie” i mocniej obrócić inne państwo na “naszą stronę”, tak, żeby to oni w pierwszej kolejności z kacapem na udry poszli i dali nam czas na urabianie zachodu… Hmmm?
      Tak tylko sobie koncypuję… 🙂

  6. Panie Krzysztofie, jak zwykle zgadzam się z Pańskimi analizami, tak tym razem nie mogę.
    Zapewne Pański tekst powstał w odpowiedzi na jakieś konkretne wypowiedzi, których ja nie znam, dlatego odnoszę się tylko do Pańskich stwierdzeń.
    Nie wgłębiałam się nigdy w teorię Fukuyamy ale nawet ja wiedziałam, że jej sednem jest teza, że demokracja liberalna zwyciężyła jako sposób organizacji społeczeństw zapewniający im największy sukces. Dodatkowo, w latach 90-tych panowało również przekonanie, że demokratyzacja i bogacenie się społeczeństw spowodują również westernizację całego świata.
    Po 11 września zapanował strach przed terroryzmem – spodziewano się, że czas wojen pomiędzy państwami (w domyśle – tymi „cywilizowanymi”) już minął, a walczyć będziemy z organizacjami „pozapaństwowymi” i powinniśmy odpowiednio dostosować struktury (zmniejszyć tradycyjne armie, zwiększyć wywiad i kontrwywiad). Natomiast państwa będą się stopniowo demokratyzować – czasem przez handel (Chiny, Rosja), czasem przez rewolucje społeczne (jeszcze pamiętam, z jakim entuzjazmem komentowano Arabską Wiosną), a tym szczególnie opornym trzeba będzie „pomóc” (Irak). Ale to wszystko to miały być „didaskalia”. Dopiero niedawno, wraz z gwałtownym rozwojem Chin, które zaczęły stanowić zagrożenie, oraz wraz ze wzrostem znaczenia BRIGS, które niekoniecznie mają ochotę zamieniać się w klony USA czy Francji, przyszła konstatacja, że jednak liberalna demokracja niekoniecznie zapanuje na całym świecie.
    Jeśli chodzi o rolę Polski w wydarzeniach, też nie mogę się zgodzić. Konsekwentnie dążyliśmy do członkostwa w UE i NATO, ale jak nam się to udało, to osiedliśmy na laurach i nie mieliśmy absolutnie żadnego pomysłu na siebie. Wymyśliliśmy Partnerstwo Wschodnie ale oprócz kilku gestów nic nam się nie udało a potwierdzeniem naszej nieudolnosci było to, że do opracowywania porozumień mińskich nas nie zaproszono, mimo naszej roli w czasie majdanu (o Białorusi już nie wspomnę). Uczestniczyliśmy w Iraku i Afganistanie ale jako mało znaczący wasal, a nie istotny partner. W zakresie polityki wewnętrznej reformy Buzka były ostatnimi strategicznymi projektami, które udało się przeprowadzić. A w ostatnich latach mamy do czynienia już nawet nie z biernym dryfem a wręcz aktywnym dewastowaniem własnego państwa.

    1. Dopiero po swoim komentarzu zobaczyłam, że dr Bartosiak popełnił całą książkę na ten temat i zapewne ona jest inspiracją do tego posta:D Chętnie bym przeczytała, ale nie będę wydawać kasy tylko po to, żeby sprawdzić, czy krytyka p. Krzysztofa jest zasadna:D.
      Ps. Zamiast Bartosiaka, kupiłam książkę „Państwo które działa” o tym, jak Finowie planują swoje reformy. Chyba tylko po to, żeby się zirytować:D

  7. Polska ogólnie ma problem z długoterminowym planowaniem strategicznym.
    Populizm rządzi, a cała uwaga skupiona obecnie jest na doraźnych sondażach oraz na rozgrywkach frakcji rządzących i zwykłym grabieniu, kto skąd ile może nagarnąć dla siebie.

    Tematów które leżą i są rozgrywane tylko pod względem kto ile z niego kasy ciągnie czy jaki jak tego populistycznie można użyć przeciwko konkurencji jest multum, można długo wymieniać.

    Choćby:

    1) polska katastrofa demograficzna, którą nikt z rządzących się nie przejmuje, a swoimi działaniami tylko jest poglębiana (np. przez skrócenie wieku emerytalnego, zakaz aborcji, prywatyzacja usług publicznych)

    2) pułapka średniego rozwoju z którą nic się nie robi (jakieś działania rozwijające nowe technologie, zapaść edukacji, topienie kasy w przestarzałym węglu) – zawsze będziemy jechać na niskich marżach, bo rozwój technologiczny pędzi a my tłuczemy nadal te same produkty, lub jesteśmy tanim poddostawcą Niemiec

    3) własny przemysł zbrojeniowy – brak jakiś planów rozwojowych, spójnych dla zbrojeniówki/MON/ministerstwa finansów – najpierw całe lata (praktycznie do 24.02.2022) zastoju, ostatnio traktowania zbrojeniówki jako kolejnego źródła synekur (karuzela niekompetentych prezesów, różne Misiewicze), a gdy w lutym 2022 obudziliśmy się z ręką w nocniku gigantyczne zakupy w Korei (mowa o 76 mld co jest więcej niż cały Orlen, albo tyle co kilka KGHMów) – zamiast rozwijać własny przemysł rozwijać będziemy koreański

    4) Brak polityki imigracyjnej (przy fatalnej demografii), kompletna indolencja – jak zwykle (podobnie jak w przypadku edukacji czy służby zdrowia) poszło to na pełną prywatyzację, czyli firmy ściągają ile potrzebują (przy braku pracownika lokalnego) setkami tysięcy (taki państwowy Orlen czy Police to dobry przykład, ale mówimy o setkach tysięcy ludzi rocznie bez jakiejkolwiek kontroli) – ci co narzekają na zamieszki we Francji to my popełniamy dokładnie wszystkie stare francuskie błędy. I nie tylko kompletny brak polityki imigracyjnej, ale potem kompletny brak systemu wsparcia asymiliacji tych ludzi. Nawet w przypadku uchodźców z Ukrainy – wymarzonych imigrantów – kompletny brak państwowego systemu wsparcia (róbta co chceta).

    5) Zero planów co zrobić z ociepleniem klimatu, przede wszyskim hydrologiczną suszą i stepowieniem sporej części Polski. Działania które są zapowiadane w tematach wodnych są dokładnie odwrotne od tego co zalecają naukowcy.

    6) Edukacja – kompletna zapaść i postępująca szybko prywatyzacja.

    7) Służba zdowia – to samo, brak planów jak zastąpić starzejącą się kadrę lekarzy i pielęgniarek (mamy najgorsze tu wskaźniki w UE), brak polityki imigracyjnej (jak ściągnąć kadrę z zagranicy), i galopująca prywatyzacja służby zdrowia.

    8) Polska nauka – fikcja, młodzi zdolni uciekają bo system i jego finansowanie to tragedia.

    Polska polityka dryfuje… Przez brak kompetencji (choć jakie społeczeństwo tacy politycy), przez brak systemu generowania propańswowych elit, przez korupcję i nepotyzm na wzór wschodni… Jakoś nam się udawało do tej pory, bo przystąpiliśmy do cywiliacji zachodu i kraj się zmieniał na wzór zachoniej prowincji. Planów rozwojowych a la Korea Południowa nigdy nie było. Postchłopskie, postpańszczyźniane społeczeństwo nie doceni konstruktywnej polityki a populiści zmieniają je na gorsze. Na razie mieliśmy zbieżne interesy z USA więc płynęliśmy z prądem, ale to wieczne nie będzie.

  8. To nie do końca tak. Zwykli odbiorcy nie zagłębiają się w szczegóły rozważań geopolitycznych (w tym przypadku książkę Fukuyamy), tylko patrzą na główną tezę, dominująca w światowych mediach; podobnie zresztą same powierzchowne media głównego nurtu.
    A w tym zakresie w latach 90-tych i dalej po wstąpieniu Polski do NATO i Unii, przez wiele lat NAPRAWDĘ PANOWAŁO POWSZECHNE PRZEKONANIE o końcu wielkich zagrożeń, o tym że dalej będziemy już tylko bogacić się i rozwijać demokratycznie, wydatki na armie będą malały, a młodzież nie będzie już od 2008 szła do wojska (i będzie coraz bardziej „miękka” i „zciotyzowana”, co było jednak uważane za problem inny, społeczny, zupełnie odrębny od geopolityki).
    Oczywiście gdzieś w dzikszych krajach nastąpią jeszcze jakieś problemy, nikt nie myślał że nie będzie już w ogóle wojen – jednak nie w Europie i w krajach rozwiniętych. W Europie miała panować już tylko powszechna szczęśliwość (jakieś tam drobne perturbacje na Bałkanach, ale Bałkany to nie prawdziwa Europa), gdzie jedyną trudnością byłoby nasze na wschodzie zapóźnienie ekonomiczne do odrobienia – i miało to wszystko dotyczyć RÓWNIEŻ PAŃSTW POSTSOWIECKICH I ROSJI.
    Rzecz jasna wciąż jeszcze z jakimiś problemami, oczywiście będą jeszcze jakieś drobne zawirowania, ale generalnie wszyscy wierzyli, ze Europa będzie już tylko coraz bogatsza (to inny błąd, ale też powszechny), bezpieczna (kolejny błąd, tym razem demograficzny) i demokratyczna – łącznie z Rosją, prędzej czy później. A zachodnie elity marzyły przecież o projekcie „Europy od Lizbony po Władywostok”.

    Jakimiś pobudkami dla świadomej części Polaków stały się Nord Stream, Gruzja (2008), czy próba otrucia Juszczenki, ale rzesze tzw. lemingów dalej trwały w słodkim uśpieniu.
    I do dziś zresztą, mimo wojny, trwają w uśpieniu geopolitycznym przez główne media. Przecież właśnie teraz miliony polskich lemingów gotowe są dla lewackich miazmatów i wyuczonych przez dominujące niemieckie & lewicowe media fobii, dopuścić na jesieni 2023 opcję niemiecko – rosyjską.
    Zwykli, przeciętni ludzie, są kompletnie ogłupieni i dalej niczego się nie nauczyli, a ostrą walkę z Polską i z polską racją stanu, w tym bandycki zabór kpo i brak pieniędzy na uchodźców z Ukrainy, postrzegają jako „walkę o demokrację i Konstytucję” ze ZŁYM „reżimem” (LOL).
    Jak by to debilnie nie brzmiało dla zorientowanych, tak naprawdę jest. I możemy przez to wkrótce wiele przegrać, bo przecież Niemcy (a i Łukaszenka z Putinem) już nawet nie kryją i głośno mówią, że czekają na Tuska jak na zbawienie
    (a eurolewactwo na Trzaskowskiego z Bilderbergu).
    Straszny paradoks polega na tym, że teraz, kiedy Polska wreszcie ma swoją szansę – może zostać łatwo spacyfikowana od środka. I to byłby dla nas prawdziwy „koniec historii”, w postaci niemieckiej i unijnej dominacji, z czasem wynarodowienia, wymarcia miejscowych i zmieszania resztek z ciapatymi imigrantami.

    1. Ale właściwie w takim formacie jak to opisujesz wszystko się sprawdziło, więc o co się pieklisz? UE i NATO zdają się faktycznie całkiem nieźle chronić przed wojną, ponadto kraje postsowieckie ostro grawitują w tym kierunku i od Pribałtyki po Gruzję coraz asertywniej odcinają od matuszki ze wschodu. Ba, sama Rosja to nie monolit i obecne skostniałe władze praktycznie otwarcie przyznają się do porażki w walce o młode pokolenie. Oczywiście ani polska młodzież nie była wstanie powstrzymać zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, ani rosyjska przeciwstawić się z-grzybom i ich inwazji, niemniej internet sprawdził się jako doskonałe narzędzie westernizacji na skalę globalną i tylko Chiny wciąż mają resztki nadziei by zatrzymać ten proces. Kierunek się nie zmienił, potwory wciąż zdychają, nawet jeśli po drodze sieją zniszczenie, a stawanie się jednym z nich nie jest rozwiązaniem problemu. Dotychczas polska polityka opierała się na założeniu, że Ukraina stanowi dla nas bufor przed Rosją i okazała się zaskakująco wręcz trafna i skuteczna, bo bufor ten nie padł w 3 dni tylko skutecznie się broni od półtora roku. A to podejście i tak było skalibrowane pod paranoiczny strach, że Rosja może pójść dalej, dziś widzimy, że nawet z Donbasem sobie nie radzi, więc gdzie jej do ataku na NATO i zajmowania Europy? Przypominam, że demograficznie to oni nawet własnego terytorium nie ogarniają i są z niego po cichu wypychani przez islam i Chińczyków. Zachód przez ostatnie dekady robił dokładnie tyle, ile było trzeba dla zachowania bezpieczeństwa i jednocześnie nie utracenia atrakcyjności cywilizacyjnej tej części świata. Niektórym dla walki z Rosją marzy się zostanie mentalną „Rosją” i to jest chore. 🙂

  9. „Straszny paradoks polega na tym, że teraz, kiedy Polska wreszcie ma swoją szansę – może zostać łatwo spacyfikowana od środka. I to byłby dla nas prawdziwy „koniec historii”, w postaci niemieckiej i unijnej dominacji, z czasem wynarodowienia, wymarcia miejscowych i zmieszania resztek z ciapatymi imigrantami.”

    Polska sama się pacyfikuje. Demografia zdechła, dobita przez obecny rząd. Edukacja leży i kwiczy, zamiast matematyki i fizyki w szkołach dominuje religia i partyjna wersja historii, oraz zwyczajowo prowincjonalne przestarzałe lektury, a nauczyciel zarabiają okolice minimalnej.

    Mimo szumnych obietnic technologiczni drepczemy w miejscu, a świat zasuwa. My nadal spalamy węgiel kamienny, a wiatraki są zakazane, a świat przestawia się na OZE, magazyny energii, atom. Nasi politycy straszą zakazem spalinowych samochodów mimo iż obiecywali na 2025 milion polskich elektryków, a tymczasem Tesla, Stelantis, VW, Mercedes, BMW produkują coraz więcej elektryków (Tesla to wyłącznie), a chińczycy w elektrykach widzą przeskoczenie europejskich firm ze 100-letnią tradycją. U nas nadal jabłka z Grójca, a świat ściga się w sztucznej inteligencji. U nas PKP drepcze w miesjcu, a tymczsem USA, Chińczycy ścigają się o kosmiczną dominację a zachodnia Euroopa próbuje się przyłączyć.

    Żeby mieć szansę, to trzeba na nią zapracować.
    A nie marudzić że nam skrzaty szczają do mleka, że źli Niemcy, zła Unia, zły Tusk…
    Korea Południowa startowała później niż my, też po rozbiorach i wojnie trwającej jeszcze w latach 50-tych XX wieku, nigdy nie zakończonej i pod ciągłym zagrożeniem. Wtedy kraj rolniczy, bez przemysłu, bez technologii, dotknięty przez wojnę z północnymi komunistami, a wcześniej przez japońską okupację. Rozmiar kraju i populacja podobna. I gdzie oni są dziś a gdzie my?

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *