IRAN – Pers skazany na dożywotnią izolację? [ANALIZA]

Niniejszy wpis można by zacząć  trochę jak Brzechwa: Pers jest dziki, Pers jest zły. Pers ma bardzo ostre kły…

A przynajmniej taka od wielu lat towarzyszy nam narracja:

Persowie pod Termopilami zabili Leonidasa. Nastawali i dokonywali inwazji na starożytne, greckie polis. Ich niezliczone, barbarzyńskie armie pochłaniały kolejne bezbronne państewka. Jednak, gdy przyszło stanąć przeciw mężnemu przeciwnikowi (Aleksander Wielki), perski władca zhańbił się ucieczką. Zła sława Persów zakorzeniona w antycznych przekazach, a także współczesnej popkulturze (vide filmy typu „300”) odżyła w XX wieku po wybuchu irańskiej rewolucji islamskiej. Po 1979 roku Iran pod wodzą ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego stał się synonimem państwa cywilizacyjnie upadłego, zacofanego, nieobliczalnego, kierowanego przez fanatyczny, religijny i bezwzględny reżim. W 2002 roku prezydent Stanów Zjednoczonych – George W. Bush zakwalifikował Iran do państw tzw. „Osi zła” („Axis of evil”). Obok Iraku i Korei Północnej. W 2015 roku Barack Obama lekkomyślnie doprowadził do podpisania porozumienia z Iranem w sprawie programu jądrowego, na podstawie którego zniesiono wobec Teheranu sankcje oraz znormalizowano relacje dyplomatyczne.  Jednak dawna demoniczna krew Persów dała o sobie znać, a Iran znów prowadzi krwawą i wywrotową politykę zagraniczną. Jak wskazał D. Trump na ostatnich konferencjach prasowych (przy okazji spotkań z E. Macronem i A. Merkel), Iran stoi za wszelkim złem, jakie dzieje się na Bliskim Wschodzie. Reżim ajatollahów skutecznie uniemożliwia zaprowadzenie pokoju w Syrii, Iraku, Jemenie, a ponadto próbuje wywołać wojny w wielu innych miejscach jak np. Liban. W ostatnich dniach okazało się również, że władze z Teheranu są odpowiedzialne za atak z 11 września 2001 na World Trade Center (!). Orzekł tak niezawisły i niezależny sąd Stanów Zjednoczonych  wobec czego zasądził od Iranu na rzecz rodzin ofiar tego zamachu w sumie ok. miliarda dolarów odszkodowania.

Przedstawiam pod rozwagę polskich władz pomysł, by podpiąć się pod tą nagonkę również z polskimi roszczeniami dotyczącymi zniszczeń za II Wojnę Światową (lub choćby rekompensaty za zrównanie z ziemią Warszawy w 44’). Przecież w dzisiejszych czasach nie liczy się to, kto jest winny, tylko od kogo najłatwiej będzie uzyskać zapłatę (vide roszczenia żydowskie względem Polski związane z holokaustem).

W tym miejscu proszę o wybaczenie za sarkazm. Nie mogłem się powstrzymać.

A teraz do sedna:

 

GEOGRAFIA

Iran można porównać do azjatyckiej górskiej, trudnodostępnej bramy ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód. To właśnie przez tereny dawnej Persji przebiegała główna trasa Jedwabnego Szlaku. To tędy Aleksander Wielki maszerował do granic Indii. Również przez Persję wiodła jedna z dróg inwazji Mongołów. Jednak, gdy terytorium dzisiejszego Iranu było kontrolowane przez silną władzę państwową, wówczas trudno było się przez nie przedostać. Dlatego też o dawną Persję opierały swoje granice takie potęgi śródziemnomorskie jak Cesarstwo Rzymskie czy Imperium Osmańskie.

Lądowa droga z Azji do Europy zawsze wiodła albo przez pustkowia i stepy położone na północ od Morza Kaspijskiego, albo właśnie przez górską gardziel położoną pomiędzy południowym wybrzeżem owego morza, a Zatoką Perską.

Gardziel, przez którą przebiegają wysokie Góry Zagros, ciągnące się z północnego-zachodu od granicy z Turcją, aż po Cieśninę Ormuz na południowym-wschodzie.  Północną granicę Iranu wyznacza pasmo górskie Elburs, które oddziela kraj od Azerbejdżanu, Morza Kaspijskiego i Turkmenistanu. Również wschodnia granica państwa znajduje się w terenie górzystym.  Nieliczne doliny znajdujące się bliżej centrum Iranu, to trudny do zamieszkania teren pustynny.

Ciemnozielony obszar (na mapie powyżej) położy nad Zatoką Perską przy granicy z Irakiem to bagnisty ostan (jednostka administracyjna w Iranie) o nazwie Chuzestan.

Już z samej mapy topograficznej terenu można wyciągnąć wniosek, iż terytorium Iranu stanowi naturalną twierdzę. Łatwą do obrony, a jednocześnie stanowiącą doskonały punkt wyjścia, jeśli chodzi o ekspansję w kierunku zachodnim (bogate regiony nizinne położone wzdłuż Eufratu  i Tygrysu).

Pomimo powyższych zalet, geografia Iranu stawia temu państwu również liczne wyzwania. Teheran kontroluje wprawdzie całe północne wybrzeża Zatoki Perskiej oraz Zatoki Omańskiej, jednak ukształtowanie terenu oraz przebieg linii brzegowych znacznie utrudniają dostęp do tych akwenów. Iran posiada mniej znaczące porty nad Zatoką Perską:  Bandar-e Chomejni oraz w Buszehr, a także jeden większy położony nad Cieśniną Ormuz w Abbas (350 tys. mieszkańców). Zauważyć jednak należy, że wybrzeża te są oddzielone od serca krainy Górami Zagros, co mocno komplikuje komunikację.

Podobnie sprawa wygląda, jeśli chodzi o dostęp do Morza Kaspijskiego, nad którym leży tylko jedno małe miasto portowe Anzali (można je porównać do naszego Kołobrzegu). Podsumowując. Mimo dość długiej linii brzegowej, Iran w rzeczywistości nie posiada warunków, by kontrolować i w pełni wykorzystywać akweny, do których ma dostęp.

To nie jedyny „problem z wodą” tego państwa. Przez terytorium Iranu nie płynie żadna większa rzeka, która komunikowałaby ze sobą większe regiony. Ponadto wypełnione pustynnym piaskiem doliny nie nadają się praktycznie do zamieszkania. Dlatego Persowie głównie osiedlali się w górach. Co dodatkowo komplikuje logistykę.

Jeśli chodzi o polityczne granice państwa, Iran od zachodu graniczy z nizinno-pustynnym Irakiem oraz górzystą częścią Turcji. Od północnego zachodu, sąsiadami Persów są żyjący w górach Ormianie oraz zasiedlający bogatą w ropę Nizinę Kurańską Azerowie. Od północnego wschodu z Iranem graniczy pustynny Turkmenistan. Na wschodzie zaś położone są Afganistan i Pakistan. Jak widać, kierunek wschodni raczej zniechęcał do ekspansji, a główną uwagę Persowie kierowali raczej na zachód (choć bywały czasy, że kontrolowali ziemie, aż do rzeki Indus).

Na koniec warto zajrzeć na mapę, do której przeniesie Was po kliknięciu tego zdania. Świetnie obrazuje jak kluczowym jest terytorium Iranu w kontekście obecnej gry globalnej.

 

HISTORIA

Irańczycy mogą chlubić się pochodzeniem od jednej z najstarszych znanych cywilizacji na świecie. Za czasów dynastii Achemenidów (ok. IX-III w.p.n.e.), Persowie podbili m.in. tereny dzisiejszego Iraku, Syrii, Turcji, a także starożytny Egipt. Ekspansja, która dotarła do Europy, zatrzymała się dopiero na Grekach, którzy pokonali Persów w słynnych bitwach pod Maratonem, Salaminą i Platejami. Imperium Achemenidów upadło za sprawą Aleksandra Macedońskiego, jednak pięć wieków później, Persowie zbudowali kolejną potęgę w oparciu o dynastię Sasanidów. Dynastia ta w dużej mierze zdołała powtórzyć sukces podbojów terytorialnych Achemenidów i przez 400 lat (między III, a VII wiekiem n.e.) stanowiła główną siłę w regionie od terytoriów dzisiejszego Pakistanu nawet po Azję Mniejszą  i Egipt.

Upadek przyszedł w połowie VII wieku, co przypieczętowała przegrana wojna z arabskim kalifatem. Wówczas to nastąpiła era islamizacji, a Persowie z czasem wyrzekli się swojej rodzimej religii, jaką był zaratusztrianizm. Przejęli również arabskie pismo, jednak zdołali zachować swoją kulturową odrębność. Kolejne dziesięć wieków nie oszczędzało Persów, którzy po okupacji arabskiej wpadali kolejno pod panowanie: Seldżuków, Mongołów, czy Imperium Timura. Dopiero na początku XVI wieku, gdy Iran wpadł pod panowanie turkmeńskiej dynastii Safawidów, Persowie mogli nieco odetchnąć i zacząć odbudowywać zniszczony najazdami kraj. Safawidowie zjednoczyli państwo i wprowadzili w nim szyicką wersję islamu, jednak nie potrafili zwyciężyć z rosnącym w siłę Imperium Osmańskim (choć nie dali się również podbić).

Gdy w 1800 roku do Persji przybyła misja dyplomatyczna z Wielkiej Brytanii, w Teheranie można było poczuć powiew nadchodzących zmian. Położone dotychczas raczej na peryferiach „cywilizowanego” świata państwo, zetknęło się z imperialistyczną potęgą kolonialną, której macki dotarły do Zatoki Perskiej. Jednak pierwsze brutalne starcie z postępowym „zachodem” nastąpiło na północy. W przegranych wojnach z Rosją o Zakaukazie (1804-1813 oraz 1826-1828).

XIX wiek to okres, gdy Wielka Brytania i Rosja powiększały swoje wpływy w zacofanym Iranie, jednak żadne z mocarstw nie osiągnęło takiej przewagi we wzajemnej rywalizacji, by móc całkowicie zagarnąć dla siebie trudnodostępne terytorium. Brytyjczycy skupili się na wpływach gospodarczo-fiskalnych (bank i prawo emisji pieniądza, a także koncesje na wydobycie ropy naftowej), natomiast Rosjanie na polityczno-wojskowych (utworzenie Perskiej Brygady Kozackiej kontrolowanej prze z Moskwę).

W czasie I Wojny Światowej Iran pozostał neutralny, jednak po wojnie nastał wewnętrzny chaos i rozpad państwa, które było okupowane częściowo przez Brytyjczyków. Ostatecznie rola szacha przypadła Reza Pahlawiemu, który rozpoczął działalność reformatorską w państwie. Gdy wybuchła II WŚ, Reza Szah Pahlawi ogłosił neutralność Iranu, co zostało odczytane przez aliantów jako krok ku wsparciu III Rzeszy. W 1941 ZSRR i Wielka Brytania dokonały wspólnej inwazji na Iran obalając dotychczasowego władcę (okupacja państwa trwała do 1946 roku). Nowym szachinszachem został jego syn Mohammad Reza Pahlavi, który sprawował władzę aż do 1979 roku.

Ostatni szach nie dorobił się dobrej prasy wśród poddanych. Początkowy zapał do odbudowy  i demokratyzacji kraju minął, a Mohammad Reza Pahlavi zaczął bardziej interesować się prywatnym życiem doczesnym, niż potrzebami państwa. W czasie, gdy szach korzystał z dostępnych luksusów, tacy politycy jak Mohhamad Mosaddegh (demokratycznie wybrany premier) próbowali zmodernizować kraj. Twarda i niezależna polityka Mosaddegha pozwoliła uwolnić Iran z wpływów Wielkiej Brytanii. W odwecie Albion nałożył na krainę Persów embarga, jednak to nie poddani królowej wywołali zamach stanu w 1953 roku. Do gry o Teheran włączył się wówczas inny wielki gracz. Amerykańskie CIA. Po obaleniu niewygodnego premiera, władzę absolutną uzyskał w Iranie sam szach (który za poparcie rewolty wziął od Amerykanów łapówkę). Od tego momentu Mohammad Reza Pahlavi rozpoczął rządy twardą ręką, pozbywając się opozycji i tworząc tajną policję SAWAK. Dyskryminacja politycznej opozycji szła w parze z represjami względem szyickiego duchowieństwa, które protestowało przeciwko polityce państwa. Z drugiej strony szach otwierał kraj na „zachód”, liberalizował życie społeczne, dokonał reformy rolnej i nadał kobietom prawa wyborcze. Podległość wobec USA (które uzyskało koncesje na wydobycia ropy) oraz walka z opozycją i duchowieństwem przyczyniły się do wybuchu w 1979 roku rewolucji islamskiej, na skutek której szach stracił władzę, a przywódca opozycji Ruhollah Chomejni doprowadził do proklamacji Islamskiej Republiki Iranu opartej na zasadach islamu i prawie szariatu. Po ugruntowaniu władzy ajatollahowie zdecydowali się rozprzestrzenić rewolucję poza granicę państwa (do Iraku), jednak to ściągnęło jedynie na Iran gwałtowną reakcję Saddama Husseina, który w 1980 roku przypuścił na Iran atak zbrojny. Iracki dyktator miał ambicje przejęcia bogatego w złoża ropy naftowej rejonu Szatt al-Arab i stworzenia najpotężniejszego państwa arabskiego. Wojna trwała do 1988 roku i zakończyła się brakiem rozstrzygnięcia. W 1989 roku zmarł Ruhollah Chomejni, a rolę państwowego lidera przejął po nim Ali Chamenei, który sprawuje funkcję Najwyższego Przywódcę Islamskiej Republiki Iranu do dziś. (Notka: w Iranie funkcjonuje jeszcze prezydent – wybierany w wyborach powszechnych).

 

 

GOSPODARKA

Populacja

Ok. 81 milionowa populacja Iranu zasiedla gęsto duże aglomeracje miejskie. W samym Teheranie mieszka 14 mln Irańczyków, ale jeśli zliczyć praktycznie połączony ze stolicą Karadż i inne przyległe miejscowości, okaże się, iż w jednym miejscu żyje ok. 20 milionów ludzi. Czyli w zasadzie ¼ całej populacji kraju. To tak jakby przesiedlić wszystkich Czechów i Węgrów do jednego wielkiego miasta… Drugie największe skupisko ludności skoncentrowane jest na północnym-wschodzie wokół 3 milionowej miejscowości Meszhed położonej blisko granic z Turkmenistanem i Afganistanem. Na północnym-zachodzie ludność zamieszkuje z kolei głównie w prawie 2 milionowym Tebriz. Jednak kręgosłupem irańskiej populacji jest centrum krainy i położone w jednej linii (północ-południe) miasta Teheran – Isfahan – Szariz. Poza wymienionymi ośrodkami miejskimi, Iran jest bardzo słabo zaludniony, a wielkie, puste przestrzenie pustynno-górskie znacznie utrudniają budowę infrastruktury komunikacyjnej. Trzeba jednak przyznać, że sama stolica i okolice są dobrze rozwinięte, jeśli chodzi o koleje i drogi (choć w 14 mln mieście korkują się nawet 4-pasmówki).

 

Mniejszości

Niemal cała ludność Iranu to szyici. Jednakże pod względem etnicznym, Persowie stanowią jedynie nieco ponad połowę mieszkańców państwa. Ok. 17% całej populacji stanowią Azerowie, 9%  Kurdowie, 5% Gilanie, 4% Lurowie, 4% Mazandaranie, 3% Arabowie. Ponadto południowy wschód (granica z Pakistanem) zaludniona jest w przeważającej części przez Beludżów – 2% populacji kraju (dane o mniejszościach są w dużej mierze szacunkowe, reżim nie podaje oficjalnie informacji tego rodzaju).

 

 

Garść danych ekonomicznych

Ponad osiemdziesięciomilionowa populacja wytwarza PKB wielkości 393 mld USD (dla porównania Polska – 470 mld USD – dane za 2017 r.). Jednak jeśli chodzi o dane odnoszące się do parytetu siły nabywczej (czy przy uwzględnieniu m.in. kursu waluty i cen rynkowych), Iran jest 18 największą gospodarką świata ( wg. globalfirepower.com) przy 17-tej najliczniejszej populacji (czyli zupełnie przyzwoicie, Polska zajmuje odpowiednio 24 i 36 m.)

Na jednego mieszkańca wychodzi rocznie 5758 $ (Polskie PKB per capita – 15 tys. $). Według parytetu siły nabywczej PKB per capita (ppp) wynosi już jednak 18.498 USD (PL – 26 tys. USD, dane za 2016 rok). Wysoka stopa bezrobocia (11,9%) zwłaszcza wśród ludzi młodych (28,4%)  jest wynikiem  m.in. wejścia na rynek pracy pokolenia z dużego wyżu demograficznego. Miesięczna inflacja za marzec 2018 roku wyniosła aż 8,31%. Kurs irańskiego riala nie jest zbyt stabilny. Z ogromną ilością zer na banknotach Persowie radzą sobie poprzez stosowanie na co dzień w wymianie handlowej tradycyjnej/historycznej jednostki zwanej tomanem lub nowej zwanej chomeinim (nie są to osobne waluty, a jedynie rodzaj ułatwienia w handlu, zamiast podawać cenę o wys. 150 tys. rialów, Irańczycy wolą powiedzieć 15 tys. tomanów lub jeszcze krócej 15 chomeinich). Całość kalkulacji polega w zasadzie na „wykreśleniu” w pamięci odpowiedniej ilości zer.

Iran posiada od dłuższego czasu stabilny, jednak dość niski dodatni bilans handlowy (5,6 mld USD), a dług publiczny w stosunku do PKB wynosi 32,1% (jeszcze w 2014 roku wynosił jedynie 11,8%, ale z uwagi na duży spadek kursu riala, w 2015 roku zadłużenie wzrosło do 42,3% PKB określanego w USD). Iran wydobywa obecnie ok. 3,8 mln baryłek ropy naftowej dziennie. Jeszcze w 2015 roku było to 3 mln baryłek/dzień, jednak wzrost wydobycia okazał się o wiele mniejszy niż zapowiadano (nawet 14 mln b/d). Z uwagi na niedawne zniesienie sankcji (i groźba nałożenia kolejnych) ilość zagranicznych inwestycji w Iranie jest niezwykle niska. To skutecznie utrudnia rozwój przemysłu oraz nowych technologii.

Dane pochodzą z portalu: https://pl.tradingeconomics.com

 

Atom

Pisząc o Iranie, nie sposób nie wspomnieć o programie nuklearnym, który stał się problemem ogólnoświatowym. Program te został tak na prawdę uruchomiony już w 1957 roku, a inicjatorem tego było… USA. Amerykanie pracowali nad perskim atomem aż do 1979 roku (islamska rewolucja) i to właśnie dzięki temu reżim ajatollahów miał podstawy do wznowienia prac. Wznowienia, ponieważ po zdobyciu władzy, Chomejni był przeciwny technologii nuklearnej (z przyczyn religijno-światopoglądowych). Dopiero po jego śmierci, w 1990 roku władze Iranu zdecydowały się na wznowienie prac nad programem. Z uwagi na sankcje nałożone przez „Zachód” okazało się to jednak niezwykle trudne. Prawdopodobnie to Rosja, Chiny i Pakistan wsparły wówczas Teheran w kontynuowaniu badań i rozwijaniu technologii atomowej.  We wrześniu 2011 roku irańskie władze poinformowały o ukończeniu budowy i rozpoczęciu pracy pierwszej elektrowni jądrowej w Buszerze (którą nota bene zbudowali Rosjanie). Pięć lat później, Teheran rozpoczął wraz z Rosjanami budowę drugiego reaktora w tej samej miejscowości. Elektrownie kontroluje wprawdzie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, jednak Iran był podejrzewany o prowadzenie innego, tajnego, programu atomowego, który ma służyć do stworzenia broni jądrowej. To stało się powodem nałożenia licznych sankcji z embargo na ropę włącznie (co stało się po wybuchu afery w 2002 roku dotyczącej ujawnienia nieznanych wcześniej obiektów badawczych). Dla zainteresowanych tutaj jest artykuł opisujący tą kwestię w dość lakoniczny, ale i rzeczowy sposób. 14 lipca 2015 roku podpisano w Wiedniu porozumienie pomiędzy Iranem, a USA, Chinami, Rosją, Francją, Wielką Brytanią i Niemcami (P5+1). Traktat ten, tak obecnie krytykowany przez Donalda Trumpa, stanowi o zniesieniu sankcji wobec Iranu, w zamian za spełnianie przez Teheran warunków dotyczących m.in. kontrolowania i monitoringu prowadzonych przez niego programów atomowych, a także rezygnacji z dążenia do uzyskania broni nuklearnej. Poniżej mapka przedstawiająca znane lokalizacje obiektów związanych z rozwojem technologii atomowej.

 

Ropa

Iran, podobnie jak reszta państw położonych nad Zatoką Perską, posiada bogate w ropę złoża. Surowiec ten występuje głównie w pobliżu w/w akwenu, a zwłaszcza niedaleko granicy z Irakiem.

 

Pomimo dostępu do „czarnego złota”, Teheran do tej pory nie zdążył dobrze wykorzystać tego potencjału. A to z uwagi na sankcje nakładane przez zachód tuż po islamskiej rewolucji (1979 rok), a to z powodu izolacji państwa i embarga na ropę (vide podejrzenia o prowadzenie tajnego programu atomowego). Tym samym Iran nie tylko stracił dostęp do nowoczesnych technologii wydobywania ropy (co przekłada się na ilość dziennego wydobycia), ale i także potencjalne rynki zbytu tego surowca. Szacuje się, iż tylko z uwagi na embargo dot. ropy naftowej Iran tracił rocznie ok. 40 mld dolarów (embargo trwało 10 lat).

Dopiero po uchyleniu sankcji, z uwagi na zawarte 2015 roku porozumienie, Iran otrzymał dostęp do globalnego rynku. Jednakże zniesienie sankcji nie oznaczało automatycznego przekształcenia Iranu w nowe Eldorado. Lata izolacji, które przyczyniły się do braku inwestycji w sektor naftowy sprawiły, że pomimo hucznych zapowiedzi, Iran nie jest w stanie zwiększyć gwałtownie wysokości dziennego wydobycia. Oczywiście naftowa ofensywa Iranu ruszyła, jednakże w ciągu 3 lat Teheranowi udało się zwiększyć ilość pozyskiwania surowca z 3 milionów do 3,8 mln baryłek dziennie. To niewielki wzrost, zważywszy na wcześniejsze zapowiedzi, zgodnie z którymi, Iran chciał podwoić wydobycie w stosunku do 2015 roku w ciągu zaledwie 2 lat. Ten cel z pewnością okazał się zbyt ambitny.

Ciekawostką jest, iż w kwietniu 2018 roku do Polski przybył pierwsza irańska dostawa ropy naftowej.

Islamska Republika Iranu nie posiada odpowiedniej infrastruktury przesyłowej opisywanego surowca. O ile budowa ropociągu w kierunku ogarniętego wojną Afganistanu nie miałaby wielkiego sensu, o tyle pociągnięcie takiej nitki do granic z Pakistanem okazałoby się pożyteczne (vide chiński port w Gwadarze). To pozwoliłoby na sprzedaż ropy dla Chińczyków, bez potrzeby korzystania z drogi morskiej (Zatoka Perska, Zatoka Omańska). Warto o tym wspomnieć, ponieważ w tej chwili sprzedaż ropy odbywa się poprzez porty naftowe, które stanowią łatwy cel tak do zablokowania jak i zniszczenia. Zwłaszcza w kontekście ich lokalizacji i słabości irańskiej marynarki wojennej. Jednak ewentualna budowa w/w infrastruktury wiązałaby się z ogromnymi kosztami, a także z potrzebą przezwyciężenia licznych problemów technicznych (niezwykle trudny, górzysto-pustynny, momentami wyludniony teren).

Dlatego warto odnotować fakt, iż w przypadku ew. konfliktu zbrojnego, Iran wrażliwy jest na uderzenie w centra zasobów ropy naftowej (rafinerie, kopalnie i porty).

Poniżej mapa złóż ropy naftowej i gazu (wraz z rurociągami) w Iranie:

 

 

ARMIA

 

W 2018 roku (na podstawie danych z 2017’) Iran został sklasyfikowany na wysokim 13 miejscu w rankingu najsilniejszych potęg militarnych prowadzonym przez portal globalfirepower.com. Jest to spowodowane głównie atutami geograficznymi oraz wielkością populacji (ponad 80 mln), liczebnością armii (pół miliona aktywnego personelu i 400 tys. rezerwistów), a także olbrzymią liczbą osób zdolnych do służby wojskowej (40 mln – czyli 50% populacji!). Budżet obronny wynosi jednak zaledwie 6,3 mld USD (dopiero 33 miejsce w światowym rankingu, dla porównania Polska wydaje 9,36 mld $). Przy tak stosunkowo niewielkich nakładach pieniężnych i dużej liczebności personelu oczywistym jest, iż irańska armia nie posiada dostatecznych środków na modernizację (zwłaszcza w kontekście sankcji trwających od 1979). Pomimo, iż w samych liczbach perskie siły zbrojne prezentują się dość solidnie (dla zainteresowanych odsyłam do w/w portalu),  to wartość bojowa posiadanego sprzętu pozostawia wiele do życzenia.

Irańska armia z pewnością jest dość silna, by skutecznie bronić trudnodostępnego terytorium, które posiada dość sporą głębię strategiczną (niezbędna jest jednak silna obrona przeciwlotnicza). Jednakże wydaje się, że siły te są zbyt statyczne (np. wielka ilość holowanych dział, z kolei stos. mało wozów opancerzonych transportu piechoty), by móc przeprowadzić efektywną ofensywę. Zwłaszcza przeciwko bardziej nowoczesnej armii.

Izolacja państwa sprawiła, iż Iran musiał stać się niema samowystarczalny w kwestii produkcji i rozwoju sprzętu wojskowego. Dlatego z jednej strony Persowie posiadają przemysł zdolny wyposażyć armię (broń strzelecka, amunicja), jednak problem leży w jej modernizacji (w zasadzie bazuje się tam na technologiach z lat 70-tych). Lotnictwo opiera się o niemal antyczne maszyny (F-14, Su-25), które przywracano do stanu używalności już po decyzjach o złomowaniu. Pancerna część irańskiej armii to głównie zabytkowe rosyjskie czołgi (z rodziny T55, T-59 i T-72), a nawet amerykańskie zabytki typu M47 Patton czy brytyjski FV4201 Chieftain. Jednym z potencjalnych atutów irańskich sił zbrojnych mogą natomiast stanowić systemy rakietowe – w rozwój których Teheran inwestuje znacznie siły i środki. Na ile tego rodzaju uzbrojenie jest zaawansowane technologicznie i skuteczne, tego nie wiadomo. Jednak pewnym jest, że jest to jedyna perska broń, której obawia się Izrael.

Po 2015 roku Iran mógł skorzystać z „okienka”, które najwyraźniej się zamyka, i zakupić nowszy sprzęt choćby od Rosji czy Chin. Tyle tylko, że braki perskiej armii są tak wielkie, że wątpliwym jest, by dwa lata starczyły na choćby zaspokojenie najpilniejszych potrzeb w tym zakresie.


Uwaga! Czytasz ten tekst dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać 🙂 Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by zapoznało się z nim więcej osób – udostępnij lub poleć go znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem 🙂 Dziękuję. KW.

POLITYKA WEWNĘTRZNA – REALIA

Władze z Iranu stoją przed szeregiem wyzwań, jeśli chodzi o politykę i bezpieczeństwo wewnętrzne kraju. Pierwszym z nich jest przezwyciężenie geografii i klimatu pod względem infrastrukturalnym i logistycznym. Iran posiada liczną populację, żyjącą w dużych skupiskach. Większość ludności żyje w terenach górzystych (doliny to zazwyczaj pustynie), do których trudno jest podciągnąć drogi, linie kolejowe lub choćby wodociągi zaspokajające potrzeby wielkich aglomeracji na wodę (a Iran cierpli na jej niedobory). Infrastruktura wprawdzie powstała (w najważniejszych miejscach), jednak i tak jest niewystarczająca (co z tego, że w mieście są 4-pasmowe drogi, skoro i tak nie są one w stanie obsłużyć kilkunastomilionowej aglomeracji). Wszystko to sprawia, iż przeludnione perskie miasta są dość mało przyjazne do zamieszkania. Zwłaszcza, że niemal cały transport samochodowy opiera się o ropę (diesel), a nie benzynę (którego Iran nie potrafi produkować, przez co jest importerem tego rodzaju paliwa). To wiąże się z olbrzymim problemem związanym ze smogiem. Osoby odwiedzające Teheran bardzo często cierpią na bóle głowy i inne objawy zatrucia zanieczyszczeniami powietrza. Smog bywa na co dzień tak gęsty, iż będąc w pobliżu granic miasta trudno jest dostrzec góry, pod którymi jest ono położone (tak mówili taksówkarze, choć ja miałem to szczęście, że nie ominęły mnie te widoki – niska temperatura i silne wiatry w dniach przed wizytą oczyściły atmosferę nad miastem).

Drugim problemem Iranu było przezwyciężenie trudności związanych z sankcjami nakładanymi na ten kraj od 1979 roku. Widać to zaraz po przybyciu na miejsce. W Iranie na drogach króluje jedna marka – Peugeot. Ponoć dlatego, że koncern ten zdążył postawić jedną fabrykę w Iranie zanim nałożono kolejne sankcje. Motoryzacja w tym kraju zatrzymała się na wczesnych latach 80-tych (a jeśli chodzi o francuską markę to 90-tych). Z jednej strony stare samochody, z drugiej, nowoczesne smartfony chińskiej produkcji w kieszeni każdego Persa (przynajmniej w stolicy). Innymi słowy, to co dało się tanio importować ze wschodu – importowano. Zachodnie produkty to do dziś towar luksusowym O ile w ogóle dostępny (sankcje + brak zachodnich inwestycji na miejscu). Z jednej strony wymusiło to na Iranie zbudowanie własnej produkcji w wielu dziedzinach, z drugiej, państwo jakby zatrzymało się w rozwoju na końcówce ubiegłego wieku (choć jak pisałem wcześniej, nie we wszystkich dziedzinach). Innowacyjność i nowoczesne technologie nie są niewątpliwie siłą Teheranu.

Kolejnym istotnym czynnikiem wpływającym na państwo, jest zróżnicowanie etniczne populacji. Persowie stanowią jedynie połowę liczebności kraju. Przy restrykcyjnej, radykalnej światopoglądowo i brutalnej władzy, niezbędnym było wypracowanie sprawnego aparatu terroru (tak to trzeba nazwać). Taki aparat oczywiście stworzono. Pod nazwą Armia [ew. Korpus] Strażników Rewolucji Islamskiej. KSRI kontroluje niemal każdą dziedzinę życia w Iranie. Od przemysłu, przez handel, po życie codzienne obywateli. W państwie panuje totalna cenzura (TV, radio, Internet). Na ulicach większych miast czuć strach przed tajnymi służbistami Strażników Rewolucji. Inwigilacja i aparat wewnętrznego terroru musi być sprawny, gdyż mieszkańcy zwyczajnie boją się swobodnych rozmów o polityce podczas spaceru po mieście. Kobiety (nawet pracownice ambasad – obywatele innych państw) pilnują odpowiedniego ubioru. Kilka miesięcy przed moim pobytem w Teheranie doszło do protestów ulicznych przeciwko władzy. Protestujących rozgoniono siłą, a niektórych zamknięto w więzieniach. Jedna kobieta została zamęczona na śmierć (opowiadał o tym uczestnik protestu). Oczywiście w Iranie panuje całkowity zakaz handlu i spożywania alkoholu i innych używek. Nie ma tam oficjalnie klubów, ani dyskotek. W hotelach milicjanci obyczajowi stoją w holu przy wejściu i pilnują, by goście nie kwaterowali się w jednym pokoju z obcymi kobietami (wolno tylko z żonami). „Oficjalne” życie Irańczyków wygląda dość szaro i ponuro. Co nie zmienia faktu, że sami Irańczycy to bardzo serdeczni, otwarci na osoby zza granicy i przyjaźni ludzie o wysokiej kulturze. Którzy, gdy władza nie patrzy, prowadzą zupełnie normalne, zbliżone do zachodniego, życie (co ułatwia czarny rynek). Iran to dwa światy. Ale nie o tym. 🙂 Władze z Teheranu oskarżane są o stosowaniu represji w stosunku do mniejszości narodowych i łamanie Praw Człowieka, co wydaje się być uzasadnione. Iran zaprzestał podawania statystyk dotyczących populacji i mniejszości. To wzbudza nieufność. Zwłaszcza, gdy zna się metody stosowane przez Strażników Rewolucji. O sytuacji w Iranie można by pisać długo. Moje, zupełnie subiektywne, wrażenie jest takie, że zdecydowana większość społeczeństwa nie akceptuje polityki aktualnych władz, chce zmian i jest spragniona otwarcia na „Zachód”. Przy takim nastawieniu obywateli 80 milionowego państwa, jego służby muszą podejmować nie lada wysiłek (co kosztuje i czas i środki) by utrzymać w nim porządek i uchronić się przez próbami wpływu z zewnątrz. I ten wysiłek jest podejmowany (chyba jak nigdy dotąd). Wydaje się, że ajatollahowie odrobili zadanie domowe (którego nie odrobili wcześniej obaj obaleni szachowie).

 

POLITYKA ZAGRANICZNA

Zarys ogólny

Jeden rzut oka na mapę wystarcza, by nabrać przekonania, że Iran przypomina oblężoną, górską twierdzę. Na zachodzie, z Persami graniczy współpracujący z Amerykanami (choć coraz z większą niechęcią) Irak oraz należąca do NATO Turcja. Od południa (przez Zatokę Perską) Iranowi zagraża wroga Arabia Saudyjska. Na wschodzie Teheran musi kontrolować sytuację w pogrążonym w wojnie Afganistanie, w którym wciąż stacjonuje US Army. Na północy z kolei Irańczycy stykają się z rosyjską strefą wpływów, do której należy Armenia. Nie należy również ignorować wyposażonego w broń jądrową, sunnickiego Pakistanu, a także Azerbejdżanu, który zdaje się balansować pomiędzy sympatią do „zachodu”, a szacunkiem do niebezpiecznego sąsiada (Rosja). Jednocześnie Teheran jest notorycznym celem ataków politycznych ze strony Izraela, które mogą przekształcić się w rzeczywiste uderzenie lotnicze na terenie Iranu.

I co z tego, że w obecnym układzie globalnym, Iran wydaje się być idealnym sojusznikiem dla USA (taki sojusz blokowałbym Chinom dostęp do surowców z Bliskiego Wschodu). Skoro jego władze prowadzą niezależną, wrogą wobec żydowskich i amerykańskich interesów, politykę międzynarodową. Najwyraźniej decydenci z Teheranu dobrze pamiętają czasy eksploatowania ich państwa przez Wielką Brytanię i USA (a jednocześnie istnieje bariera religijno-kulturowa).

Dla ogólnej wizji geopolitycznego położenia Iranu nie bez znaczenia jest również zasięg terytorialny religii szyickiej. Pamiętać bowiem należy, że w świecie islamu, religia ma ogromny wpływ nie tylko jeśli chodzi o kulturę, ale i politykę.

Powyższa mapa bardzo dobrze wyjaśnia, dlaczego Iran posiada silne wpływy w Jemenie, Iraku czy Libanie.

 

Turcja – przyjaciel czy wróg?

Po II Wojnie Światowej zarówno Iran, jak i Turcja zostały wciągnięte w amerykańską strefę wpływów. W przypadku Turcji stało się to w latach 50-tych XX wieku, na skutek groźby agresji ZSRR na ten kraj, o czym pisałem szerzej w artykule: Czy Turcja wyjdzie z NATO? W przypadku Iranu chodziło nie tylko o groźbę przejęcia kontroli nad Teheranem przez komunistów, ale i także o wyparcie resztek imperialistycznych wpływów brytyjskich oraz przejęcie kontroli nad irańskim przemysłem naftowym. W okresie, gdy oba państwa uznały niejako zwierzchnictwo Waszyngtonu, relacje pomiędzy nimi znacznie się poprawiły (historycznie pamiętajmy o konfliktach pomiędzy Osmanami, a Persami). Zarówno w sferze politycznej jak i gospodarczej. Zmiana nastąpiła po islamskiej rewolucji irańskiej w 1979 roku. Radykalizacja religijno-kulturowa, a także izolacja Iranu na arenie międzynarodowej wpłynęły również na relacje z Turcją. Pomimo tego zarówno Ankara jak i Teheran starały się prowadzić względem siebie dość spokojną politykę, nie wdając się w większe spory. Jest to zupełnie zrozumiałe z geopolitycznego punktu widzenia, gdyż dopóki żadne z w/w państw nie kontroluje Mezopotamii (dorzecza Eufratu i Tygrysu – obecny Irak), dopóty mamy do czynienia ze status quo, akceptowalnym przez obie strony. Zwłaszcza, że obecnie oba państwa są porównywalne, jeśli chodzi o potencjał gospodarczy, a ponadto zależą od siebie w kontekście szlaku handlowego biegnącego przez Bliski Wschód. Jednocześnie z chwilą bardziej wyraźnego uniezależnienia się Ankary od Waszyngtonu (wskazywany jest 2003 rok i odmowa Turcji na użycie jej terytorium w celu inwazji USA na Irak) Iran i Turcja zaczęły się postrzegać wzajemnie jako dwaj niezależni, równorzędni partnerzy, którzy stabilizują Bliski Wschód.  Oba państwa łączy również sprawa kurdyjska (zarówno Iran jak i Turcja przeciwdziałają powstaniu Kurdystanu, współpracując w tym zakresie od 2004 roku – vide wizyta Erdogana w Iranie). Ponadto władzom w Ankarze zależy na irańskich surowcach, których pozyskiwanie stanowi alternatywę dla uzależnienia w tym zakresie od dostaw z Rosji. Dlatego też Turcja wielokrotnie stawała w obronie Iranu na arenie międzynarodowej, starając się łagodzić retorykę stosowaną wobec Teheranu (często Ankara wstrzymywała się od głosu, w czasie nakładania na Iran kolejnych sankcji, co zresztą było jej wypominane przez USA).

Turcję i Iran z pewnością dzieli program atomowy prowadzony przez Iran, a także walka o wpływy na Bliskim Wschodzie. Do pewnego momentu obie te kwestie nie stanowiły jednak dostatecznej przeszkody, by zbudować turecko-irańskie porozumienie. Tego rodzaju sojusz byłby olbrzymim wyzwaniem dla wszystkich innych graczy w regionie, a także dla USA. Ankara i Teheran wspólnie mogłyby stworzyć blok kontrolujący cały Bliski Wschód. Być może stanowiłoby to doskonały wstęp do zbudowania bliskowschodniej Unii gospodarczej i walutowej, opartej o olbrzymie pokłady surowców. Jednocześnie strategiczne położenie na drodze pomiędzy Chinami, a Europą, dawałoby takiej unii klucze do kontroli lądowej, międzykontynentalnej wymiany handlowej. Czy taki scenariusz byłby możliwy? Nie wiem, ale Francji i Niemcom udało się coś takiego stworzyć po hekatombie II Wojny Światowej. Zresztą, nie trzeba pisać o żadnej unii. Zwykłe porozumienie w zakresie podziału strefy wpływów pomiędzy Teheran, a Ankarę stanowiłoby już dyktat w regionie.

To między innymi dlatego Stany Zjednoczone grają na izolację Teheranu (pomimo tego, iż Iran powinien być naturalnym sojusznikiem USA). Gdyby Turcja i Iran znalazłyby się w tym samym obozie (np. NATO), a jednocześnie byłyby dość silne na prowadzenie niezależnej od Waszyngtonu polityki i zawarcie układu (Turcja właśnie udowadnia, że jest dość silna, a Persowie są całkowicie niezależni i ich podporządkowanie nie byłoby takie proste), wówczas USA i sojusznicy (Izrael i Arabia Saudyjska) straciliby całkowicie kontrolę nad regionem.

Tego rodzaju scenariusz nie był na rękę ani USA, ani UE, ani Rosji. Ponieważ zbudowanie bliskowschodniej potęgi (przez kogokolwiek) zagrażałoby wszystkim w/w graczom.

Dlatego zaprowadzenie na Bliskim Wschodzie spokoju jest tak trudne. Przed drugą inwazją na Irak i tzw. Arabską Wiosną stabilna sytuacja w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie sprzyjała podejmowaniu inicjatyw jednoczących świat islamski (i tego rodzaju działania próbowano podejmować – m.in. M. Kadaffi). Kontrolując gaz i ropę, ewentualna unia regionalna nie tylko mogłaby zrzucić z siebie polityczny dyktat „zachodu”, ale i zagrozić mu gospodarczo (np. poprzez odejście w rozliczeniach za surowce od dolara, co rozważał m.in. S. Hussein).

Oczywiście wizje te rozleciały się jak domek z kart, na skutek Arabskiej Wiosny i wojny domowej w Syrii i Iraku. Obecnie trwający konflikt na Bliskim Wschodzie antagonizuje również dwie ostatnie siły mogące dzisiaj wspólnie zjednoczyć region – Turcję i Iran. I jest to jeden z kluczowych sukcesów USA, jeśli chodzi o działania w regionie.

Iran brutalnie walczy o swoje przedpole – Irak i Syrię. Jest to bufor bezpieczeństwa Teheranu, bez którego staje się on podatny na ataki od strony zachodniej (np. z Izraela, lub USA z terytorium Iraku). To z kolei rodzi konflikt interesów z Turcją, która nie chce dopuścić, by Iran urósł za bardzo w siłę. Zwłaszcza, iż w przypadku zbudowania koalicji Teheran, Bagdad, Damaszek i Bejrut, Persowie całkowicie zablokowaliby możliwość tureckiej ekspansji i szans na powrót do potęgi z czasów Imperium Osmańskiego. M.in. dlatego Turcja chętnie przyłożyłaby rękę do upadku Assada. Który jest z kolei sojusznikiem Iranu.

Rywalizacja pomiędzy Turcją i Iranem jest tym ciekawsza, iż oba państwa używają do tego różnych środków. Turcja, dysponująca nowoczesną, drugą najsilniejszą armią w NATO, stosuje wariant siłowy (vide wkroczenie armii tureckiej na terytorium Syrii). Iran z kolei wykorzystuje wpływy polityczne, a także służby, siły specjalne (bazy wojskowe w Syrii, współpraca z Irakiem) oraz ugrupowania terrorystyczne (jak choćby Hezbollah w Libanie) w celu oddziaływania na danym obszarze.

Jednocześnie zarówno Ankara, jak i Teheran nieprzychylnie patrzą na powstające z popiołów, za sprawą USA, państwo Kurdów.

Ani w interesie Turcji, ani w interesie Iranu nie leży bezpośredni konflikt zbrojny (nie ma jednak już również szans na sensowne porozumienie). Walka o wpływy toczy się na przedpolach obu w/w państw, z których każde chce ugrać dla siebie jak najwięcej w zaistniałym chaosie. Póki Syria trzyma się w jednym kawałku, póty ekspansja Turcji stoi pod znakiem zapytania. A taka ekspansja wzdłuż śródziemnomorskiego wybrzeża z pewnością byłaby dla Ankary okazją. Z kolei Iran nie może zrezygnować z wspierania Damaszku. O czym będzie później.

 

Izrael – szerszeń w pobliżu ula.

Tutaj sprawa jest niezwykle prosta. Izrael jest przeciwny każdemu większemu islamskiemu graczowi w regionie. Zwłaszcza, gdy prowadzi niezależną od USA politykę. A już zdecydowanie, jeśli takie państwo chce pozyskać broń jądrową. Iran spełnia wszystkie w/w przesłanki. Dla Iranu z kolei, państwo żydowskie, pomimo sporego oddalenia geograficznego, stanowi ciągłe zagrożenie. Jest jak szerszeń-zwiadowca, który gdy wykryje ul, wraca do ziomków (USA) i ściąga na całą populację pszczół zagładę. Izrael jest przy tym zdolny ukąsić samodzielnie (vide Operacja Opera – czyli tajny atak izraelskiego lotnictwa na iracki reaktor jądrowy z 1981 roku).

Ponieważ władze z Tel Awiwu angażują się w walkę przeciwko Assadowi (również z uwagi na jego sojusz i współpracę z irańskimi ajatollahami), reżim z Teheranu nie tylko wspiera Syrię, ale i stara się wywrzeć nacisk bezpośrednio na żydowskie terytorium. W tym celu Iran wsparł Hezbollah w przejęciu władzy z Libanie. To znacznie komplikuje sytuację geopolityczną Izraela.

 

Irak

Spora część mieszkańców tego państwa jest szyitami. Nie uchroniło to bynajmniej od wojny Iracko – Irańskiej z lat osiemdziesiątych. Jednak stanowi kolejny aut Iranu, jeśli chodzi o potencjalną ekspansję (choćby tylko polityczną) w kierunku zachodnim. Podział między szyitów i sunnitów w świecie islamu jest dość wyraźny. Ma to większe znaczenie na politykę w okresie narastania napięcia i grania na tych ideologiach. Bywały jednak również czasy „odprężenia”.  Niezależnie od tego, wspólnota wyznania jest czynnikiem sprzyjającym porozumieniom iracko-irańskim.

Ponadto, jak już wcześniej napisałem, równinne terytorium dorzeczy Eufratu i Tygrysu jest naturalnie bardzo podatne na ewentualne wpływy zza Gór Zagros. Dlatego Teheran stara się to obecnie wykorzystywać, pomimo faktu, iż Irak nadal w gruncie rzeczy znajduje się pod politycznym dyktatem USA. Władzom z Bagdadu, po latach okupacji i wewnętrznej wojny, dyktat ten zaczyna bardzo ciążyć. Dlatego za plecami Wielkiego Brata starają się walczyć o własne interesy i prowadzić możliwie niezależną politykę zagraniczną (oczywiście w pewnych ramach).  Z jednej strony Amerykanie dozbrajają i wspierają Kurdów (którzy okupują również terytorium Irackie), z drugiej, wsparcie z Iranu dla Assada w jakiś sposób dociera do Syrii (a bez udziału/zgody Bagdadu, byłoby to bardzo trudne). Pamiętać również należy, że Teheran aktywnie wspierał Irakijczyków przy walce z Daesh. Widać tym samym wolę współpracy obu stron.

 

Syria – irańska tarcza antyizraelska

Gdy Mu’ammar al-Kaddafi ostrzegał Baszczara al-Asada, że ten może być następny w kolejce, jeśli chodzi o obalanie reżimów Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, prezydent Syrii zdobył się tylko na szyderczy śmiech. Gdy wojenne bębny zaczęły być słyszalne również w Syrii, Asad szybko się opamiętał. I natychmiast udał się z wizytą do Teheranu (2010’). Skutkiem było wezwanie przez ówczesnego prezydenta Iranu – Mahmuda Ahmadineżada do „konsolidacji frontu oporu” przeciwko Izraelowi. Front ten miały stanowić Iran, Syria i libański Hezbollah. W 2011 roku w Libii obalono i zabito Kaddafiego, a w Syrii wybuchło antyrządowe powstanie, które przemieniło się w trwającą do dziś wojnę domową. Władze w Iranie wspierają Assada od pierwszych dni wewnętrznego konfliktu, choć z początku (z uwagi na utratę połączenia lądowego pomiędzy państwami wskutek ofensywy ISIS) było to znacznie utrudnione. Dopiero wypędzenie Daesh z terenów granicznych pomiędzy Syrią i Irakiem umożliwiły Iranowi działać na większą skalę.

Z punktu widzenia geografii, Syria stanowi nie tylko irańską wysuniętą forpocztę przeciwko Izraelowi, ale również doskonałą bazę, jeśli chodzi o wywieranie presji na Tel Awiw. „Żelazna kopuła” Izraela nie jest prawdopodobnie na tyle skuteczna, by poradzić sobie z ewentualnym, masowym uderzeniem rakietowym na to małe państwo. Uderzeniem, które można by wykonać właśnie z terytorium Syrii lub Libanu. Tymczasem Izrael dowodzi, iż Iran buduje na terytorium Syrii fabryki pocisków manewrujących precyzyjnego rażenia…

Niewątpliwie Syria stanowi obecnie front walki pomiędzy Iranem i Izraelem (ale nie tylko pomiędzy nimi). A jako państwo frontowe, skupia na sobie ciosy wyprowadzane przez Tel Awiw. Jednocześnie jest niejako przedłużeniem ręki Iranu, który walczy z dala od własnych granic.

 

Arabia Saudyjska

Jest to w regionie drugi konkurent Iranu obok Izraela. Saudowie są w ścisłym sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i podejrzewa się ich o odgrywanie bardzo aktywnej roli, jeśli chodzi o wspieranie grup terrorystycznych i separatystycznych na terenach Syrii i Iraku (w tym wspieranie ISIS). Ociekająca złotem Arabia Saudyjska, z uwagi na wyzwania własnej geografii i demografii, stawia na mniej liczną, jednak bardzo nowoczesną armię opartą na zachodnim sprzęcie. Jednak pieniądze to nie wszystko i nie zrównoważą niskiego morale czy braków w wyszkoleniu. Widać to na przykładzie trwającej w Jemenie wojny domowej, w której Saudyjczycy biorą zbrojny udział. Popierani przez Iran, znacznie gorzej wyposażeni, nie dysponujący wsparciem z powietrza, bojownicy Huti stawiają opór Saudyjczykom i siłom lojalnym wobec obalonego prezydenta już trzy lata. I to pomimo dość problematycznego dla nich położenia geograficznego (zajmują północno-zachodnią część Jemenu, najtrudniej dostępną, jeśli chodzi o ewentualną pomoc z Iranu). Nie wystawia to saudyjskiej armii najlepszej laurki.

Rijad ma ambicje by przewodzić całemu światu arabskiemu. Przeciwko sobie ma jednak nie tylko Turcję, Iran, czy choćby Egipt (które walczą o własne strefy wpływów), ale również geografię (i nie zapominajmy o Izraelu). O ile przejęcie kontroli nad Półwyspem Arabskim jest zupełnie realne, o tyle wyjście poza ten rejon jest już dla Saudyjczyków dosyć problematyczne. I żadne pieniądze świata nie będą w stanie przezwyciężyć pewnych prawideł.

Niemniej rywalizacja Królestwa z Republiką Islamską jest bardzo dobrze widoczna. W odpowiedzi na zaangażowanie Saudyjczyków w Iraku i Syrii, Iran postanowił wejść do gry w wojnie, która wybuchła na zapleczu Arabii. Z pewnością dla Rijadu jest to pewien problem. Choćby z tego względu, że nad stolicę Królestwa dolatują irańskie rakiety wystrzeliwane przez Hutich…

 

Rosja

Gdy w 1979 roku Iran został odizolowany z międzynarodowej społeczności, jednym z pierwszych mocarstw, które wyciągnęło do reżimu ajatollahów pomocną dłoń było ZSRR. Upadek Związku Radzieckiego nie wpłynął na relacje pomiędzy Moskwą, a Teheranem. Rosjanie zaangażowali się w irański program atomowy i mieli możliwość (geografia) kontaktu i wspierania południowego partnera również w kwestiach gospodarczych. Współpraca obu państw trwa do dzisiaj, co w szczególności widać na tle syryjskiej zawieruchy. Zarówno w interesie Rosji jak i Iranu leży utrzymanie się Baszczara al-Assada u władzy. Dlatego decydenci z Kremla współpracują z reżimem ajatollahów na tym polu zarówno w sferze politycznej jak i militarnej.

 

Oman

Warto kilka zdań poświęcić dla opisu tego niewielkiego państwa położonego na skraju Półwyspu Arabskiego. Powód jest jeden. Kluczowe położenie, jeśli chodzi o kontrolę Cieśniny Ormuz. Innymi słowy, przejmując kontrolę nad Muskatem można zablokować Irańczykom możliwość eksportu surowców drogą morską. I to bez potrzeby używania w tym celu jakiejś wielkiej floty.

WSCHODNIA FLANKA

Zagraniczny wschód Iranu charakteryzuje się zupełnie innymi warunkami środowiskowymi niż zachód. Obracając się w tą stronę Persowie stają przed niezwykle trudnym, górsko-pustynnym terenem, który jest łatwy do obrony, a jednoczenie po podboju nie wynagradza zwycięzcy poniesionych strat. W dodatku, nawet po zajęciu terenów obecnego Afganistanu czy północnego Pakistanu, najeźdźcy zawsze stawali przed himalajską ścianą. Można ją obejść bądź to od strony północnej, gdzie mamy do czynienia z pustkowiami pustynnymi, a dalej stepami, bądź też udać się na gęsto zaludniony Półwysep Indyjski, który również nie był nigdy łatwo dostępnym terenem. Z tych powodów ekspansja w tym kierunku zawsze była utrudniona i nie przynosiła wymiernych korzyści. Zdobywanie olbrzymich połaci pustkowia lub tropików zaludnionych przez zupełnie innych kulturowo i religijnie ludzi, nigdy nie stanowiło prawdziwej alternatywy dla podbojów w kierunku bogatego świata śródziemnomorskiego. Tyle tytułem wprowadzenia.

 

Afganistan

Od czasu inwazji w 2001 roku, Afganistan znajduje się pod większą lub mniejszą kontrolą wojskowo-polityczną USA. Jest to nie tylko pewnego rodzaju zagrożenie dla Iranu, ale i jednocześnie odgradza Teheran od Chin. Wojna w Afganistanie skutecznie odstrasza od przeprowadzania wszelkiego rodzaju inwestycji infrastrukturalnych w tym miejscu, które mogłyby połączyć Państwo Środka z Persami (a jest to najkrótsza droga). Z kolei post-sowieckie republiki jak Turkmenistan czy Uzbekistan, wciąż są celem silnego oddziaływania Moskwy i de facto terytorium walki o polityczno-gospodarcze wpływy pomiędzy Rosją, Chinami i Iranem.

 

Pakistan

Relacje Iranu z Pakistanem opisywałem w tekście dotyczącym Islamskiej Republiki Pakistanu. Najważniejszym zagadnieniem w tej kwestii jest trójkąt porozumienia budowany przez Chińczyków: Pekin – Islamabad – Teheran, który umożliwiałby im łatwe, nawet lądowe, pozyskiwanie surowców (gaz/ropa). Problemem jest sprzeczność interesów Teheranu  z Islamabadem. Persowie, chcąc balansować pozycję Pakistańczyków, flirtują jednocześnie z Indiami. Wspólnym problemem władz w Teheranie i Islamabadzie są Beludżowie zamieszkujący tereny przygraniczne pomiędzy omawianymi państwami. Jednakże i na tym tle, dochodzi do nieporozumień i konfliktu interesów. Relacje między Iranem i Pakistanem przypominają nieco te, pomiędzy Iranem, a Turcją. Stabilne, względnie przyjazne, jednak dość skomplikowane i niejednoznaczne. Również tutaj może dochodzić do napięć na tle religijno-kulturowym (szyicko-sunnickim). Dodatkowo Pakistan jest potęgą, jeśli chodzi o wielkość populacji czy zdolności militarne, a ponadto posiada broń jądrową. Dzięki czemu zresztą Iran mógł prowadzić badania nad swoim programem (Pakistan potajemnie wspierał kiedyś reżim ajatollahów w tym zakresie). Nie zmienia to faktu, że dla Iranu, Pakistan może stanowić ewentualne bardzo poważne zagrożenie. Zwłaszcza, że wchód państwa perskiego nie jest tak szczelnie osłonięty górami jak zachodnia granica, a ponadto jest znacznie mniej zaludniony i uprzemysłowiony.

Piszę to pomimo, że historycznie relacje pomiędzy w/w państwami były dość dobre, z uwagi na kontekst zbliżających się w Pakistanie wyborów (15 lipca 2018r.). Być może będzie to najważniejsze polityczne wydarzenie roku w regionie, a nawet na świecie. Islamabad może stać się polem starcia pomiędzy wpływami Chińskimi, a Amerykańskimi. Scenariusze mogą być różne (od zbrojnego obalenia nowo-obranych władz, po wybuch wojny domowej, a pamiętać należy o znajdującej się w rękach Pakistańczyków broni atomowej!). W przypadku dostania się Pakistanu w orbitę wpływów chińskich, władze w Iranie prawdopodobnie będą miały szanse odetchnąć z ulgą. W przeciwnym scenariuszu, Iran znajdzie się w bardzo, bardzo niekomfortowej sytuacji.

 

Chiny

Podobnie jak Rosja i Pakistan, Chiny pomogły Iranowi przetrwać najgorsze momenty po rewolucji w 1979 roku (wcześniej relacje nie były tak dobre z uwagi na fakt, iż Iran znajdował się w obozie USA, a Chiny po stronie komunistów). Pekin wspierał także program energetyczny (atomowy) prowadzony przez Teheran. Wymiana handlowa pomiędzy państwami kwitnie. Iran ma komu sprzedawać surowce i od kogo kupować zaawansowane technologie. Persowie to bardzo ważny, jak nie kluczowy i najważniejszy gracz dla Chin na Bliskim Wschodzie. Źródło gazu i ropy, jak również terytorium, przez które może przebiegać najważniejsza i być może główna nitka Nowego Jedwabnego Szlaku.

Oczywistym jest, że bez dwóch tak silnych partnerów jak Rosja i Chiny, Iran nie przetrwałby Amerykańskiej nagonki i narzuconej przez nich izolacji. Brak wspólnej granicy, a także odległość pomiędzy Teheranem, a Pekinem sprawiają, że stolice te nie posiadają wielu płaszczyzn, na których mogłoby dojść do ew. konfliktów. Istnieje natomiast szereg wspólnych interesów, które skłaniają Iran i Chiny do budowania partnerskich relacji. I właśnie dlatego budowany jest na tej linii sojusz.

 

 

WNIOSKI

Z uwagi na uwarunkowania geograficzne, gospodarcze i polityczne, władze w Teheranie mogą prowadzić własną niezależną (przynajmniej od USA) grę. Przetrwanie okresu izolacji, który trwał nieprzerwanie ponad 35 lat świadczy o niezwykłej odporności państwa na zewnętrzne naciski (z czym wcześniej bywało różnie). O ile społeczeństwo Iranu jest wieloetniczne, a dodatkowo raczej nie jest zadowolone z postępowań reżimu (w rozmowach prywatnych zdecydowana większość przeklina rządy ajatollahów, od taksówkarzy, po tłumaczy, nawet uprzywilejowanym sferom rządowym przeszkadzała izolacja polityczna i gospodarcza Iranu), o tyle aparat państwowy działa niezwykle skutecznie, jeśli chodzi o tłumienie ewentualnych ognisk sprzeciwu (co odbywa się często brutalnie i przynosi ofiary śmiertelne – relacja uczestnika protestu).

Jednocześnie położenie Iranu sprawia, że zawsze w przypadku konfliktu z jakimś mocarstwem, inne mocarstwo będzie miało interes w tym, by wesprzeć Teheran. Atut ten jest nie do przecenienia.

Mocno osadzona defensywna pozycja Iranu, kontrastuje jednak z możliwościami oddziaływania na zewnątrz. Władze w Teheranie nie posiadają odpowiedniej siły by poszerzać swoje wpływy na wschód (Pakistan, a nawet Afganistan). Natomiast możliwości oddziaływania w kierunku zachodnim są dość ograniczone z uwagi na słabości armii. Tym samym Teheran działa tam asymetrycznie głównie poprzez polityczne zabiegi, działania służb specjalnych oraz dostawy broni rakietowej (która jest jednym z nielicznych militarnych atutów Iranu).

Z kolei od strony północnej, wpływy perskie ograniczane są przez interesy Rosji. To samo można napisać, jeśli chodzi o Półwysep Arabski (który kontrolują Saudowie).

Teoretycznie Iran mógłby szukać porozumienia z Turcją w celu podziału między siebie strefy od zachodniej irańskiej granicy po Morze Śródziemne (co byłoby możliwe w kontekście znacznego osłabienia Iraku i Syrii, które przestały odgrywać tak istotną rolę jak tuż przez inwazjami na Bliski Wschód). Problem polega na tym, że w wyniku wojny domowej w Syrii i Iraku, Iran jest zwyczajnie zmuszony angażować się w te konflikty. To automatycznie sprawia, że następuje rozbieżność interesów z Turcją. Turcją, która chętnie widziałaby swoją rolę, jako gwaranta bezpieczeństwa dla Damaszku czy Bejrutu. Tymczasem obie te stolice są obecnie blisko związane z Teheranem, który nie może się stamtąd wycofać z uwagi na prowadzoną proxy war przeciwko Izraelowi (albo odwrotnie, to Izrael prowadzi proxy war przeciwko Iranowi). Takie zestawienie sprawia, że Turcja i Iran niejako automatycznie stają się konkurentami (pomimo wielu wspólnych interesów). Zarówno Ankara, jak i Iran posiadają potencjał (populacja, położenie, gospodarka) gotowy do uwolnienia się od skrępowania w postaci obecnych granic państwowych (oba państwa mogłyby nawiązać do dawnych podbojów Bliskiego Wschodu). Zwłaszcza, gdy region trawiony jest przez osłabiające go płomienie. Jednakże gra Izraela, a przede wszystkim Stanów Zjednoczonych sprawia, że zarówno Turcy jak i Persowie są niejako więźniami we własnych skorupach, którzy dodatkowo neutralizują się wzajemnie. I jednocześnie współpracują, jeśli chodzi i polityki wewnętrzne (Kurdowie) oraz gospodarcze (Nowy Jedwabny Szlak). Dlatego bezpośrednia wojna między tymi państwami jest raczej mało prawdopodobna (choćby z uwagi na dość krótką, trudną do przebycia, górską granicę).

 

PRZYSZŁOŚĆ – izolacja i wojna?

W chwili pisania niniejszego podrozdziału, świat czeka na deklaracje Donalda Trumpa w sprawie Iranu (zostało 5 godz. 🙂 ). Niezależnie od tego, jakie słowa padną, zaryzykuję i nie czekając na prezydenta USA, odważę się postawić pewne tezy.

Iran jest w tej chwili niemal skazany na powrót do izolowania go przez „Zachód”. Wcześniej lub później. Nawet, jeśli ponowny zwrot w polityce w stosunku do Iranu nie nastąpi jeszcze dziś, to bardzo prawdopodobne, że doczekamy się tego prędzej niż później. Czy Teheran będzie zmuszony bronić swojej suwerenności zbrojnie? Tego nie wiem, choć wątpię by ktokolwiek z Zachodu odważył się przypuścić lądową inwazję na Iran (co najwyżej dojdzie do ograniczonych, precyzyjnych uderzeń lotniczych).

Niemniej powyższą tezę wyciągam na podstawie kilku następujących okoliczności:

  1. Iran musi trwać w walce z Izraelem o utrzymanie Syrii. Nie może poddać Damaszku. W przeciwnym wypadku stanie przed zagrożeniem obrony na własnym terytorium.
  2. Jeśli w Syrii i Iraku zapanuje pokój (a Assad utrzyma się u władzy), wówczas Iran stanie się regionalnym mocarstwem z wpływami sięgającymi aż do Morza Śródziemnego i granic z Izraelem (Liban). Przy poparciu Rosji, a zwłaszcza Chin szybko nadrobiłby opóźnienie gosp. i militarne spowodowane 35-letnią izolacją.
  3. W scenariuszu nr 2, Turcja musiałaby się godzić na całkowite odcięcie od możliwości ekspansji w Lewancie. Izrael stanąłby przed śmiertelnym zagrożeniem u swoich granic. Praktycznie stałby się zakładnikiem broni rakietowej Iranu. USA utraciłoby możliwość tak łatwego do tej pory oddziaływania na region (Arabia Saudyjska jest zbyt słaba by móc w takiej sytuacji otwarcie walczyć poza Półwyspem Arabskim).
  4. Gdyby akceptowany przez „Zachód” Iran porozumiał się z Turcją (po zaprowadzeniu pokoju w Syrii), wówczas powstałby blok zagrażający i interesom USA i Rosji, nie wspominając o Izraelu.
  5. W każdym scenariuszu, w którym Iran stałby się dominującym graczem regionu (bądź to samodzielnie bądź to wespół z Turcją), byłoby to olbrzymie zagrożenie dla interesów USA z uwagi na współpracę Irańsko-Chińską. Chiny zyskałyby bardzo silnego partnera, który byłby w stanie zagwarantować im dostawy surowców (ropa/gaz) i jednocześnie bezpieczeństwo na najważniejszym odcinku Nowego Jedwabnego Szlaku do Europy.
  6. Obecne, silnie osadzone w państwie, rządy ajatollahów z bardzo wielu przyczyn nie przystąpią do sojuszu z USA kosztem odcięcia się od Chin (a jednocześnie trudno będzie obalić irański reżim). Tym samym USA nie mogąc przejąć kontroli nad Teheranem, musi go izolować, atakować na wielu płaszczyznach oraz antagonizować jego relacje z Ankarą.
  7. W konsekwencji, USA (i nie tylko) nie mogą dopuścić do zakończenia wojny domowej w Syrii i Iraku z takim skutkiem, by Iran utrzymał wpływy w obu tych państwach. To dlatego tak ważna jest dla Waszyngtonu głowa Assada. Co do obalenia syryjskiego lidera, interesy USA, Izraela, Arabii Saudyjskiej i Turcji są zbieżne. Każde z tych państw chciałoby zmiany władz w Damaszku na anty-irańskie.

Stąd taka krytyka D.Trumpa w stosunku do układu zawartego przez B. Obamę w 2015 roku, którego główną wadą jest to, że dotyczy jedynie kwestii programu atomowego (a jednocześnie daje Iranowi wolną rękę w prowadzenie polityki w regionie). Trump chce, by władze w Teheranie poddały Syrię. Taki warunek jest nie do zaakceptowania dla Persów.

Reasumując obie strony (USA/Izrael i Rosja/Iran) są praktycznie skazane na walkę w przeciwstawnych obozach, jeśli chodzi o konflikt na Bliskim Wschodzie (obecny stan jest zagrożeniem dla USA/Izraela, a jego zmiana byłaby niebezpieczną w skutkach porażką dla Iranu). Tym samym, długotrwałe utrzymanie porozumienia z Iranem jest praktycznie niemożliwe. I wcale nie chodzi tu o łamanie, bądź przestrzeganie uzgodnień dotyczących programu atomowego (choć niewątpliwie jest to bardzo ważna kwestia).

 

 

Imperium euro-azjatyckie na Bliskim Wschodzie

Ponadto niezależnie od amerykańskiego problem ze współpracą persko-chińską należy również wspomnieć o kwestii historycznej, która mogłaby się powtórzyć.

W USA króluje retoryka, iż największym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych byłoby powstanie euro-azjatyckiego imperium. Takie imperium nie musi jednak powstać koniecznie na osi Moskwa – Berlin – Paryż (lub choćby Moskwa – Berlin). Równie wielkim zagrożeniem dla świata Stanów Zjednoczonych (pamiętając o tym, że Turcy kontrolują również tereny w Europie i mogą wywierać presję na Bałkany) może stanowić układ w trójkącie Teheran – Ankara – Kair. Wystarczy prześledzić, nawet pobieżnie, historię regionu śródziemnomorskiego by zauważyć, że wszystkie wielkie tamtejsze imperia dążyły do jednoczesnej kontroli Egiptu, Azji Mniejszej i perskiej bramy lub jej przedpola (Mezopotamia). To dawało olbrzymią siłę, pozwalało przejąć handel pomiędzy wschodem, a zachodem oraz stanowiło podstawę do dalszej ekspansji w kierunku Afryki Północno-Zachodniej i Europy. Współcześnie tego rodzaju połączenie wiązałoby się również z kontrolą Kanału Sueskiego, lądowego Nowego  Jedwabnego Szlaku, a przede wszystkim zagłębia ropy naftowej i gazu. Jedyną przeszkodą w realizacji tego celu jest fakt, iż Bliski Wschód należy do tzw. Rimlandu. Innym słowy pisząc, bez silnej floty, region nie jest w stanie wytworzyć siły zdolnej oprzeć się wpływom hegemona morskiego, jakim jest obecnie USA (wcześniej była to Wielka Brytania). W swoim czasie Imperium Osmańskie posiadało liczną i silną flotę zdolną kontrolować wpływy Turków na Morzu Śródziemnym i Morzu Czarnym. Persowie również dokonali inwazji na starożytną Grecję dopiero po wybudowaniu olbrzymiej floty.

Wracając do współczesności. Wszelkie zalążki tworzenia bliskowschodniego mocarstwa są w tej chwili dla USA niezwykle niebezpieczne (z uwagi na zmagania z Chinami). USA nie jest w stanie pozyskać reżimu ajatollahów jako sojusznika, a jednocześnie traci wpływ na poczynania Ankary. Z drugiej strony Chiny zacieśniają współpracę z Iranem, a i Turcja chętnie ugrałaby coś w kontekście nowego podziału stref wpływów na Bliskim Wschodzie. Powstanie bliskowschodniego, regionalnego mocarstwa (lub unii) automatycznie stałoby się zagrożeniem dla Egiptu i Kanału Sueskiego – który jest jedną z dwóch wąskich bram na śródziemnomorski akwen. Który jest niezbędny dla operacji floty w celu oddziaływania militarnego na zachodnie wybrzeża Bliskiego Wschodu.

Z tych wszystkich przyczyn, wojna w regionie musi się albo nieustannie toczyć, albo zakończyć zwycięstwem duetu Izrael-USA. Przynajmniej jeśli chodzi o perspektywę Waszyngtonu. Przy czym zwycięstwo jest mało możliwe… Inaczej. Utrzymanie korzystnego dla Izraela i USA porządku po wygranej wojnie w Syrii i Iraku, wymagałoby olbrzymiego zaangażowania sił i środków. Które będą niezbędne do działań na innych frontach. Tym samym, z perspektywy USA, najlepszą sytuacją jest taka, by w regionie panował chaos, aż do momentu zwycięstwa USA nad Chinami, jeśli chodzi o utrzymanie hegemonii światowej.

Tymczasem z punktu widzenia Teheranu, ciągła wojna angażuje znaczne siły i środki Iranu, podczas gdy zaprowadzenie pokoju dałoby liczne profity. Jednocześnie pokój na Bliskim Wschodzie jest istotny dla Pekinu. Jednak nie za wszelką cenę. Przegranie w Syrii i Iraku, naraziłoby Iran na próbę podjęcia przez „Zachód” obalenia reżimu w Teheranie lub nawet atak na newralgiczne instalacje infrastrukturalne (np. kopalnie ropy i rafinerie położone blisko granic z Irakiem stanowią łatwy cel). Dlatego Iran boi się poddania Syrii, nawet przy świadomości, że może mu to przynieść korzyść w dłuższej pespektywie (ponieważ w krótkim czasie będzie to stanowiło śmiertelne zagrożenie).

Powtórzę. Wojna będzie trwać.

 

Słowa końcowe

Wobec takich okoliczności, trudno jest o optymizm, jeśli chodzi o znalezienie jakiegoś sensownego, prowadzącego do pokoju na Bliskim Wschodzie rozwiązania. Wspomnieć należy w tym miejscu o tym, jak ważny jest ten region dla samej Europy i Europejczyków. Z jednej strony w naszym interesie leży „otwarta” bliskowschodnia brama do Azji i niczym nie skrępowany handel. Z drugiej, również w interesie Europy jest nie dopuścić, by brama ta została opanowana przez jakieś nie-europejskie mocarstwo. Bowiem z tamtego kierunku dokonywały się już na Europę zagrażające jej istnieniu inwazje. Tym samym kibicowanie agresorom (USA/Izrael/Arabia Saudyjska/Turcja) ma tak samo mało sensu, co przychylność dla poczynań obrońców Assada (Rosja, Iran). Europa jest niejako zakładnikiem tej sytuacji, w której nie jest zdolna do samodzielnego zagwarantowania własnych interesów (co miało wcześniej miejsce przed II WŚ, dzięki Brytyjskiemu Imperium). Jednocześnie interesy innych, są sprzeczne z interesami naszego kontynentu (USA podgrzewa wojnę, Chiny chcą natomiast w regionie silnej, przychylnej dla nich potęgi/unii).

Podsumowując. Wojna na Bliskim Wschodzie najprawdopodobniej będzie trwać, aż do rozstrzygnięcia zmagań USA – Chiny, lub też zakończy się wcześniej na skutek zjednoczenia tych ziem przez regionalne mocarstwo lub unię/sojusz (które zyska przewagę nad Europą). Z czym będzie musiała pogodzić się również Rosja.

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

P.S.

Jest to mój, jak dotychczas, najdłuższy (pomimo streszczania) i najbardziej pracochłonny tekst, jaki zamieściłem na blogu. Zastanawiałem się, czy temat Iranu nadaje się w ogóle na jeden obszerny wpis. Wciąż mam co do tego wątpliwości…

Rozważam dwie możliwości. Dalsze pisanie tego rodzaju zbiorczych „kobył” lub pisanie krótszych, może bardziej szczegółowych wpisów zamieszczanych częściej i dotyczących konkretnego zagadnienia (np. samej geografii/historii/polityki zagranicznej danego państwa). Obie formy maja wady i zalety. Osobiście lubię jak najbardziej kompleksowe podejście do tematu, które pozwala spojrzeć na zagadnienie z maksymalnie szerokiej perspektywy. Z drugiej strony nie pozwala to wgłębić się w niuanse, wymaga narzucenia sobie pewnego poziomu ogólności i powoduje znaczną obszerność tekstu, który może okazać się „ciężkostrawny”. Czekam na Wasze opinie 🙂

 

 

Inne materiały, dla szukających bardziej szczegółowych informacji:
http://www.psz.pl/118-gospodarka/polityka-energetyczna-federacji-rosyjskiej-wobec-azji-centralnejhttp://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/561974,arabioa-saudyjska-dozbrajanie-przez-iran-hutich-w-jemenie-to-zbrojna-agresja.html
https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/iranski-deputowany-musimy-wzmacniac-nasze-stosunki-z-chinami-i-rosja,824677.html
https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/rosja-i-iran-zadbaja-o-sprawiedliwa-rownowage-interesow,727450.html
http://www.defence24.pl/syria-irak-iran-konflikt-tranzytowy-w-tle-amerykanska-bron-dla-kurdow-analiza
http://www.defence24.pl/iranska-projekcja-sily-w-syrii-rakiety-gwarantem-bezpieczenstwa-ajatollahow-analiza
https://wnpid.amu.edu.pl/images/dokumenty/bibliografie_pracownikow/Przemyslaw_Osiewicz/P._Osiewicz_Stosunki_irańsko-tureckie_na_początku_XXI_wieku._Implikacje_dla_regionu_bliskiego_wschodu.pdf
http://krytykapolityczna.pl/file/sites/4/2017/09/balcer_-_sojusz_rezimow_autorytarnych.pdf
https://businessinsider.com.pl/polityka/iran-na-4-mapach-dlaczego-potega-upadla/d3s9fjh
http://www.defence24.pl/sily-zbrojne-iranu-kiedy-modernizacja
https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.asp?country_id=iran
https://pl.tradingeconomics.com/iran/indicators
https://pl.wikipedia.org/wiki/Persowie
http://www.geopolityka.org/analizy/geopolityka-iranu-w-posiadaniu-gorskiej-twierdzy
http://www.geopolityka.org/analizy/tomasz-otlowski-islamska-republika-iranu-regionalne-mocarstwo-nuklearne-in-statu-nascendi
https://pl.wikipedia.org/wiki/Starożytny_Iran
https://pl.wikipedia.org/wiki/Arabski_podbój_Iranu
https://pl.wikipedia.org/wiki/Podboje_arabskie
https://pl.wikipedia.org/wiki/Achemenidzi
https://pl.wikipedia.org/wiki/Reza_Szah_Pahlawi
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mohammad_Reza_Pahlawi
https://zapytaj.onet.pl/encyklopedia/77851,,,,iran,haslo.html
https://en.wikipedia.org/wiki/Ethnic_minorities_in_Iran
https://pl.wikipedia.org/wiki/Irański_program_nuklearny
https://pl.wikipedia.org/wiki/Siły_Powietrzne_Islamskiej_Republiki_Iranu
https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/porownanie-wojsk-arabii-saudyjskiej-i-iranu-potencjal-sil-zbrojnych,607914.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_domowa_w_Jemenie_(od_2015)

52 komentarze

  1. W końcu :))))..Czekałem na Pana artykuł o Iranie , bardzo ciekawy kraj i region z punktu widzenia geopolityki. Szkoda że tak marginalizowany i przepraszam za wyrażenie „udupiony” przez zachód (IZRAEL / USA) . Mam wrażenie że Ci Irańscy muzułmanie nie są tacy źli jak ich malują od lat…po prostu starają się przetrwać osaczeni przez wilki z żydolandu (nie mam nic do żydów ale drażnią mnie zapędy ich Kraju i chęć kontroli oraz rozpierniczenia wszystkiego co im się nie podporządkuje…przecież masowa emigracja i Terroryści muzułmańscy w Europie to według wielu mądrych głów ich sprawka )

    1. Jeśli chodzi o Irańczyków. To serdeczni, bardzo pomocni i przyjaźni, otwarci na zachód ludzie o wysokiej kulturze osobistej. Są całkowicie inni, jeśli chodzi o temperament, od Arabów. Tam nie ma kultury nachalności, narzucania się, krzykliwości etc.etc. (a byłem m.in. na targach handlowych, gdzie Irańczycy na stoiskach byli wręcz onieśmieleni jak otrzymywali pytania – a to byli sprzedawcy/handlarze). Przechadzaliśmy się ze znajomym po Teheranie nocą. Osobiście czułem się bardzo bezpiecznie (poza momentami przechodzenia przez zatłoczone ulice 🙂 ). Iran to 2 światy. Ten oficjalny, uciskany przez rząd i ajatollahów oraz ten nieoficjalny, gdzie ludzie żyją normalnie, bawią się, piją wino z kobietami – które ubierają się jak chcą (ponoć bardzo popularne są „miniówki”). Oczywiście ten nieoficjalny Iran jest pozamykany w 4 ścianach domów i mieszkań. Na ulicach jesz szaro-buro, panuje porządek i strach przed służbami w cywilu. Ludzie są bardzo, bardzo uczciwi (nie wiem czy wymusiły to lata zamordyzmu i strach, czy zawsze tak mieli – ale to fakt). Ogólnie same pozytywne wrażenia jeśli chodzi o społeczeństwo, kulturę, kraj (choć miasta brzydkie).
      pozdrawiam
      KW

      1. Wlasnie takich smaczkow braklo: Persowie to przynajmniej poziom wyzej od Arabow.
        Bledow troche, a jednak Panski wpis na blogu to nie post (jak niniejszy).
        Tekst dlugi, lecz duzo watkow, ale kierunek dobry. Prosze o krotsze txty, ale konkretow wiecej, niuansow, smaczkow itp. A raz na jakis czas zrobic podsumowanie z odnosnikami do konretnych aspektow. I tak: kto zna temat lub czytal przeczyta wnioski i to, co swiezy, a kto nie zna bedzie mial wszystko pod reka, lecz nie sciane txtu.
        I jak najwiecej od siebie, bo przeglad najpopuularniejszych stron na dany temat to tak srednio.
        Dziekuje za wpis i poswiecony czas. Bardzo kibicuje kolejnym wpisom.
        Serdecznie pozdrawiam

  2. Bardzo ciekawa analiza. Dziękuję za poświęcony czas na opracowanie i napisanie artykułu. Moim zdaniem dłuższe, rzeczowe teksty są bardziej wartościowe niż krókie. Będę tu jeszcze wracał.

  3. Właśnie takich wyczerpujących i wielowymiarowych analiz brakuje mi w internecie. Na prawdę świetny tekst!

  4. Bardzo dobra analiza. Bardzo dobra. Z wieloma punktami się zgadzam. Kilka zaś rozjasnilo mi sytuację.

  5. Dobrze jest i nie ma co zmieniać. Niech pan nie leci „po łebkach”, opis uwarunkowań jest ważny. Co najwyżej tekst można podzielić na dwie części. Ale to już od pana zależy.

  6. świetnie się czyta, to nic że długi tekst a właściwie to dobrze bo nie trzeba się odrywać i wyszukiwać w necie wyjaśnień, do tego mapki i wykresy w dobrej jakości, zapisuję stronę w przydasiach.

  7. Świetny tekst! Odnośnie Pańskiego dylematu czy krótkie i szczegółowe, czy szersze na pewnym poziomie ogólności – powiem tak: ciężko jest znaleźć teksty jak powyższy, które opisują sytuację geopolityczną regionu z pewnej perspektywy, nie fokusując się na konkretnym zagadnieniu, dlatego mnie takie podejście bardzo pasuje. Jeszcze raz bardzo dziękuję za wciągającą lekturę i czekam na więcej!

  8. Zaglądam na Pana blog dość często, głownie z uwagi na zgłębianie tematu, wielostronność spojrzenia i chłodne, nieemocjonalne podejście. Bardziej podobają mi się dłuższe artykuły, które uwypuklają ww. cechy. Fakt, że to takim jak ten artykuł zostaje się ze świadomością ze będzie jak będzie i „nie da się” zrobić nic by świat był lepszy, ale mimo wszystko lepiej tę świadomość mieć niż nie. Tematu co prawda Pan nie wyczerpie, korzystając z ogólnodostępnych danych, bez smaczków dotyczących szczegółów planów strategicznych sił militarnych i politycznych ale przynajmniej rozjaśnia Pan teraźniejszość o ciekawe informacje często pomijane w innych opracowaniach lub porozrzucane po różnych mediach w postaci odrębnych newsów.

  9. Niesamowicie precyzyjny opis. Dla mnie taka forma jest doskonała – taka „kobyła” wyjaśnia bardzo wiele i z wielu perspektyw. Gdyby nie Pana zaangażowanie w pisanie niewiele widziałbym na temat obecnych wydarzeń na świecie. Serdecznie dziękuję i mocno liczę na kolejne, równie dobre, analizy.

  10. Genialna analiza, kapitalny tekst. Zachęcam do jak najczęstszych publikacji, winszuję wiedzy. Tak inteligentnych i spostrzegawczych ludzi brakuje niestety w polskiej polityce zagranicznej.

  11. Obojętne, jak jest dobry materiał, to nie ma znaczenia długość artykułu.
    Najważniejsze żeby pisał Pan dalej.
    Good job!

  12. Gratuluję wiedzy i wytrwałości. Wolę przeczytać dużą „kobyłę”, która wyczerpie temat, niż krótkie wrzutki tylko zaczepiające o temat.

  13. Wow! Co za mega opracowanie! Czytało się jak naprawdę dobrą książkę. Gratuluję talentu i zaangażowania. Dodatkowo wszystko to na bieżąco, w zasadzie kilkadziesiąt godzin po ostatnich wydarzeniach USA-Iran.
    Kłaniam się!

  14. Tekst bardzo dobry, ale radziłbym na przyszłość poświęcić trochę opisów (historia, ekonomia) na rzecz przejścia co meritum.

    Pozdrawiam,

  15. Jak zwykle świetna analiza. Można powiedzieć, że zbliża się to już do rozdziału książki;)
    Mi takie długie teksty odpowiadają ale aby zwiększyć zasięg proponowałbym to podzielić na dwie, trzy części. Więcej ludzi wejdzie, przy okazji będzie większy ruch z ewentualnych reklam. Podziwiam ideowosc przy pisaniu takich artykułów. Większość portali zrobiłaby z tego 10-20 artykułów;)

    Takie analizy są niezwykle cenne i doceniam Pana obiektywność.

    Licząc podsumowanie miesiąca i podzielenie większych tekstów na więcej części, mógłby Pan dodawać coś 4-5 razy w miesiacy co już jest świetnym wynikiem zważając na tematykę.

    Zachęcam także do dodawania większej ilości wpisów na Twitterze!

  16. Dobry tekst jak zawsze.
    W kwestii rozterek moralnych jeden długi artykuł vs kilka krótszych – może na początek takie zbiorcze kompleksowe opracowanie w stylu powyższego, a następnie jeśli jakieś niuanse nadal są warte rozwinięcia i dokładniejszego opracowania to poświęcać im krótsze artykuły mocniej drążące szczegóły.
    Dodatkowo na początku krótkiego artykułu info + link do opracowania zbiorczego, a w opracowaniu zbiorczym uaktualniać na bieżąco linki do ‚niuansów’.

  17. Wielkie podziękowania za włożoną pracę. Proszę nie ograniczać wielkości tekstu bo czyta się to jednym tchem i ciągle niedosyt pozostaje.
    Jeszcze raz dziękuję.

  18. Świetne opracowanie. Byłem 2 tyg. temu w Iranie. Fantastyczny kraj. Mega bezpieczny. Ludzie pomocni, uczciwi, nie nachalni. Nie próbują Cię oszukać widząc „innego” tj. turystę z Lachestanu. Cały czas podkreślają że nie są arabami. Ulica, a domy w których bywałem zapraszany przez Irańczyków to istotnie 2 różne światy. Wielu mówiło mi że nie lubią tych i tu… kręcili kółka nad głowami nie wiem jaka jest poprawna forma mułła/imam. Siedzą na ropie i gazie a mimo to społeczeństwo nie jest zamożne. Nie dziwię się, że panuje niechęć do zachodu za te sankcje. Izrael, Pakistan może mieć bombę atomową, ale jak Iran się zbroi to jest be.Hipokryzja. Oczywiście nie popieram tego aby fanatyczny kler muzułmański, który rzeczywiście sprawuje tam władzę miał rękę na przyciskach atomowych. Ponadto jest jeszcze jedna kwestia. Przeciętni ludzie z Europy kompletnie nie rozróżniają arabów od persów. Wszystkich wsadzają do jednego kotła. Za wszelkie terrorystyczne zamachy które w zdecydowanej części są dziełem arabów, obwiniani są również Persowie.

    1. Dobry wpis, choc litosci „siedzenie na ropie” i „kler muzulmanski”..
      Nie uzywam polskich znakow, ale Pers i Arab zawsze duza literka. Skor byl Pan i bylo dobrze to minimum szacunku.

      1. OK. Wpis był trochę emocjonalny. Ale Persowie a Arabowie dla mnie przepaść pod względem odbioru kultury

  19. Świetny artykuł. Wymagający. Podzielenie takiej treści na kawałki daje autorowi przewagę wydawnicza. Zwyczajnie można zaplanować długofalowo publikacje artykułów. Minus jest po stronie czytelnika który może nie pamiętać co było tydzień temu. Niemniej skłaniałbym się do podziału na logiczne fragmenty.

  20. Witam Panie Krzysztofie, bardzo dobra robota. Czy nie ma Pan wrażenia, że sytuacja dziś to prawie identyczna sytuacja Turcji z czasów wojny z Mamelukami po podbiciu Konstantynopola? Teren Syrii był areną walk. Podobnie za Sulejmana. Alawici stanęli na przeciwko postępom Wielkiej Ottomańskiej Porty. Impas i skuteczna walka partyzancka kończyła niepowodzeniem kampanię Turecką przy przedłużających się wojnach. Dziś Mameluków zastąpił Iran. Oba kraje mają aspiracje terytorialne. Choć Turcy już posiadali na wiele czasu ten teren. Dziś trudno mi wyobrazić sobie Iran władający dzisiejszym Irakiem lub Syrią. Raczej to była by nowość po tysiącach lat przerwy co do postępu tego państwa na zachodzie. Czy mogę prosić o szerszą garść doniesień z Iranu? Trudno nie docenić bystrego oka i zdania o tym narodzie. Chętnie i z przyjemnością poczytam jak wygląda ta kultura dzisiaj. Nasza polska świadomość nie ma obecnie praktycznie żadnego wyobrażenia o tym co ten kraj sobą reprezentuje.

    1. Byłem tam zaledwie kilka dni 🙂 Zależy o co Pan spyta. Z wrażeń ogólnych (oprócz bardzo pozytywnych jeśli chodzi o ludzi, co pisałem w innym komentarzu) mogę dodać, że Teheran i pobliski Karadż zaskoczyły mnie jeśli chodzi o infrastrukturę (choć przy tak licznej populacji i tak nie wystarcza). Ale wiadomo, to stolica. Jest wyraźny podział na „elity” i resztę narodu. Np. w Teheranie północ to bogate osiedla elit, które są położone wyżej, bliżej gór. Dlaczego to takie ważne? Bo smog to olbrzymi problem w mieście. Jeśli na ulicy widać samochód zachodniej marki, to oznacza, że nie mamy do czynienia ze zwykłym obywatelem (nawet jeśli jest to kilkuletni model). Auta z zachodu kosztują kilkukrotnie (przeliczając na naszą walutę) drożej. Życie w Teheranie, jeśli chodzi o koszty, jest podobne do tych w PL. Subiektywne poczucie siły nabywczej pieniądza jest takie, jakby płaciło się z złotówkach (a raczej w starych złotówkach powiększonych o kilka zer).
      Na ulicach czysto, schludnie. Bezpiecznie. Większość osiedli przypomina te nasze z PRL (wielka płyta), ale nie brakuje ładnych biurowców. Ogólnie widziałem dużo prowadzonych inwestycji.
      W TV do wyboru 4 kanały, w tym 2 tłumaczone na j. angielski. Oczywiście wszystko pod kontrolą rządu i z odpowiednią narracją. Internet ocenzurowany. I cholernie drogi. Mniej popularne strony w PL działały, ale wszystkie mainstreamowe portale już nie.

      Kuchnia? Mnie nie przypadła do gustu, a miałem okazję skorzystać zarówno z barów typu uliczny kebab, jak i pierwszo-klasowych restauracji z pozłacanymi żyrandolami. Dużo mięsa, ale przyprawy mogłyby być bardziej ostre. Za to mają świetne wyroby mleczne (maślanka, jogurty). No i orzechy. Zwłaszcza nerkowce. Iran to królestwo nerkowców. W czekoladzie, w przyprawach, surowe, etc.etc. Od koloru do wyboru.

      Iran trochę przypomina nasze lata 90-te jeśli chodzi o wrażenia (widać zacofanie, ale są też namiastki nowoczesności) i nasz PRL jeśli chodzi o sposób życia (z tym, że mają chyba jednak dużo, dużo gorzej). Społeczeństwo czuje się raczej sterroryzowane. Na ulicy nikt głośno o polityce rozmawiać nie będzie (nie wiadomo, czy obok nie przechodzi jakiś gwardzista w cywilu). Istnieje wiele zakazów. W końcu to państwo oparte o prawo szariatu. Jednak Irańczycy radzą sobie z tym podobnie jak Polacy za czasów PRL-u. Elity też sobie radzą (tak na prawdę nikt tam przesadnie się tym szariatem chyba nie przejmuje – przynajmniej prywatnie). Byłem w „rodzinnej’ restauracji, która przypominała klub, miała miejsce do tańczenia, był sprzęt grający, bar, shishe – ale jak spytałem czy to dyskoteka i czy mają jakiś alkohol to z usmiechem na ustach gospodarz zaprzeczył. Stwierdził, że to jego prywatny, rodzinny lokal, przyjmuje tylko rodzinę i najbliższych znajomych a w barze serwują herbaty, mleczne koktaile i owocowe szejki 🙂

      Osobiście odniosłem wrażenie, że Persowie mają kompleks „zachodu”. Dla nich wielkim prestiżem jest, jak ktoś powie, że odwiedził Europę, choćby Warszawę (elity). Nasz gospodarz akurat był zły, bo odmówiono mu wstępu do Polski. Był tym bardzo zawiedziony. Z kolei zwykłym obywatelom marzy się lepsze życie (takie jak na zachodzie) i również chcieliby wyjechać za granicę. Gdy w żartach zaproponowaliśmy tłumaczowi by przyjechał do PL i coś mu tutaj znajdziemy, to się okazało, że odebrał to bardzo poważnie i mocno się przejął… Ogólnie opowiedział o tym jak brał udział ok rok temu w jakimś proteście i jego koleżankę złapano i zamęczono na śmierć. Pokazywał ślad po biciu (jego też złapali).

      Ogólnie natrafiałem na ludzi, którzy są dobrze wykształceni, o wysokiej kulturze osobistej – świadomi problemów społecznych. Nie wiem czy miałem taki fart, czy po prostu ogólnie tak jest. Ale dowiedziałem się mnóstwo rzeczy od np. młodego taksówkarza, który nas woził przez 2 dni (dał nam nr, a że przypadł nam do gustu to utrzymaliśmy kontakt, dzięki czemu pokazał nam kilka weselszych i ładniejszych miejsc w mieście). 22-23 lata, skończył uniwerek w Teheranie z 2 najlepszym dyplomem (tak przynajmniej mówił) i jeździł na taksówce. Był bardzo rozczarowany tym jak wygląda Iran. A ponieważ był młody i nie pamiętał czasów Szacha, to miał o nim bardzo dobre wyobrażenie. Nie mógł się nachwalić. Gdy powiedziałem mu, że Iran ma przynajmniej w pełni suwerenne władze (co nie jest takie oczywiste w dzisiejszych czasach), a szach był pod sterem z Waszyngtonu, to stwierdził, iż jest tego świadom – ale wolałby szacha. Myślę, że tak właśnie myśli spora część młodego pokolenia w Iranie. Zwłaszcza, że są z wyżu i 30% z nich nie ma pracy.

      I jeśli chodzi o całość (elity + społecz.) były bardzo wielkie oczekiwania związane ze zniesieniem sankcji. Elity nawet jak mają mnóstwo $$$ (w końcu to oni, z ramienia politycznego, kontrolują przemysł, handel i inne ważniejsze dziedziny gospodarki), to chciałyby ją wydawać/inwestować na zachodzie.
      Z pewnością wycofanie się Trumpa z dealu, musiało mocno odbić się w nastrojach społecznych.

      I jeszcze jedno warto pamiętać. Persowie to nie Arabowie. I lepiej tak na nich nie mówić (mnie się nie zdarzyło, ale „odrobiłem lekcje” przed wyjazdem – na miejscu okazało się, że słusznie).

      pzdr
      KW

      1. Może to jest jeden z elementów gry na pomorańczową rewolucję w Iranie – próba nie strzelba, nawet jeśli nie zmieni się władza to państwo zostanie na jakiś czas sparaliżowane – idealny moment na atak ;=(.

  21. Tego tematu nie dało by się krócej. Dobra robota. Czasem trzeba dłużej opisać dane zagadnienie, a czasem wystarczy na 5 minut czytania wpis. Dziękuję za kawał dobrej roboty!

  22. Bardzo obszerna, ale i bardzo interesująca i wciągająca lektura. Dzięki temu jednemu tekstowi wiem o Iranie kilka razy więcej niż dotychczas, a również i o samym konflikcie syryjskim.

  23. Gratuluję tekstu, kawał dobrej roboty, napracował Pan się solidnie. Opracowanie otworzyło mi oczy o co toczy się gra, do tekstu będę pewnie kilka razy wracał, bo dawka danych jest ogromna. Konkludując niestety lub „stety” tu happy end-u dla Iranu nie będzie. Z pozdrowieniami dla Pana !

  24. Pana blog zyskuje na popularności 🙂 Jestem jego kolejnym czytelnikiem.

    Przeczytałem dobrych kilka Pana wpisów, ale nigdzie nie znalazłem próby wyjaśnienia decyzji Merkel o wpuszczeniu takiej masy Muzułmanów do Europy.
    Nie wierzę w humanitarne serce Merkel. To musiał być jakiś deal. Albo została zmuszona przez USA (po co? Czyżby USA chciało zdestabilizować Niemcy, a Niemcy nie miały siły, aby się przeciwstawić?), albo była to jej suwerenna decyzja (po co? zasilenie armii poborowymi? ostatecznie jeśli podczas IWŚ udało się tak spacyfikować Polaków, że prawie do końca strzelali do siebie na rozkaz Prusaków, Austriaków i Rosjan, to może się wydawać że Arabów łatwiej przekonać do walki przeciw Rosji?).

    Druga kwestia do Smoleńsk, a wcześniej CASA. Czy pokusiłby się Pan o wpisanie tych wypadków w sytuację geostrategiczną? Zapewne nigdy nie dowiemy się czy to był wypadek czy celowe działanie (tak jak katastrofa w Gibraltarze), ale możemy zastanowić się, czy jeśli nie był to wypadek, to kto zyskał najwięcej?

    1. A dlaczego nigdy się nie dowiemy co się stało? W mojej ocenie, akurat na to pytanie już znamy odpowiedź.A przynajmniej jest to oczywiste dla każdego kto czytał raporty (Millera, Macierewicza i ostatni roboczy podkomisji MON).
      Oczywiście nie wiadomo dlaczego i jak to się stało. I tutaj prędko się nie dowiemy.

      Jeśli chodzi o uchodźców – w tym zakresie trzeba by było wdrożyć się nieco w teorie spiskowe, które nie są przedmiotem niniejszego bloga 🙂 A oficjalne stanowisko rządu RFN jest znane. Problem demograficzny.

      pozdrawiam
      KW

      1. Owszem, można zakładać, że nie był to przypadek. Jeśli tak to zastawia mnie, kto by za tym stał i dlaczego zdecydowano się tak drastyczny krok. Jednorazowa likwidacja pro-amerykańskich polityków i wojskowych w takiej masie bez jakichkolwiek reperkusji światowych? Dziwne. A może jednak był jakiś deal. Coś za coś. Ciekawe kto z kim handlował i co zyskał? Czyszczenie jakiegoś kraju z jednej opcji politycznej wspiera inne. Wynikało by z tego, że w czasie wydarzania się „katastrof” nie byliśmy w amerykańskiej strefie wpływu. Pytanie w jakiej wtedy byliśmy strefie? Niemieckiej? Rosyjskiej? Chińskiej? Wybrzeża Kości Słoniowej? Są jeszcze jakieś inne opcje? A może byliśmy w amerykańskiej, ale byliśmy przedmiotem handlu? A może to jednak była brzoza…..

        1. W mojej ocenie jeśli Rosjanie wzięli w tym jakikolwiek udział (a bez nich raczej do niczego by nie doszło), to musiało być to zrobione wspólnie i w porozumieniu. Zastanawiające jest milczenie zachodnich wywiadów w tej sprawie (zwłaszcza w kontekście śmierci przyszłych dowódców NATO). Obawiam się, że nasze polskie śledztwo nie jest w stanie ustalić nic więcej, ponad to, co już ustalono. I pomimo widocznej nagonki na Rosję, nikt (z wielkich graczy) raczej pary z ust w tej sprawie nie puści. Nigdy.

          1. Być może PIS o tym wie i ciągłe podgrzewanie Smoleńska (o CASIe już zapomniano) służy raczej wygraniu kilku spraw dla kraju? Co na zasadzie: my wiemy, że wy wiecie, że my wiemy, wiec oczekujemy zadość uczynienia w jakieś militarnej lub ekonomicznej formie.

            Z drugiej strony trudno się negocjuje z kimś mając świadomość, że mu się zabiło brata bliźniaka…. chyba łatwiej wsadzić go w drugiego Tupolewa i wysłać w jakąś podróż. Zastanawiające, że tym razem tak się nie dzieje, choć technicznie jest to dla służb banalnie proste.

            Czyżby zmiana planów? Jednak PIS jest komuś potrzebny? Bardzo ciekawią mnie najbliższe wybory samorządowe, parlamentarne i unijne. Czy nagle nie pojawią się nowi usłużni „kelnerzy” i kogo tym razem nagrają?

  25. Bardzo ciekawy artykuł, jestem pod wrażeniem Pana pracowitości i oddania temu blogowi!

    Co do geopolityki, to często jest ona sprowadzana do bardzo skomplikowanej partii szachów na trójwymiarowej, geograficznej planszy. Uważam jednak, że równie ważne są inne elementy, jak np. kultura i tradycja „graczy”. W przypadku Iranu warto zauważyć, że jest to kraj o 3-tysiącletniej tradycji, która promieniowała aż do terenów północnych Indii (oficjalnym językiem dworu Wielkich Mogołów był perski). Większość osiągnięć tzw. „arabskiego Złotego Wieku”, to de facto osiągnięcia perskich uczonych, artystów, poetów, pisarzy i podróżników.
    Dlatego w tej wielkiej grze emocjonalnie kibicuję Iranowi. Izolowanie Iranu to jak, porównując do relacji europejskich, izolowanie Francji z jej dorobkiem cywilizacyjnym w dobie rewolucji. Dominacja Iranu na Bliskim Wschodzie prawdopodobnie byłaby o wiele bardziej korzystna dla jego mieszkańców od dominacji Arabii Saudyjskiej, czy Turcji.

    1. Należy tylko pamiętać, że obecne rządy szyickich fundamentalistów nie mają nic wspólnego z perską cywilizacją i tradycją… Z geopolitycznego punktu widzenia, regionalne mocarstwo bliskowschodnie (jakiekolwiek) nie leży w interesie Europy (w tym Polski). Jest wręcz dla nas zagrożeniem. Z czysto cywilizacyjnego punktu widzenia, nie życzę Persom dalszego żywota pod reżimem ajatollahów. Nie życzę im również wasalizacji ze strony zachodu. Nie wiem jednak, czy we współczesnych czasach jest jakaś trzecia lepsza droga.
      pozdrawiam
      KW

Dodaj komentarz