PRZYSZŁA WOJNA [ANALIZA]

Powiedzenie, że generałowie szykują się do wojen, które już się odbyły stało się ponownie bardzo modne. Zwłaszcza w Polsce, gdzie obawiamy się, że przyszły konflikt zbrojny w Europie może dotknąć również naszego kraju. Obawy o potencjał Sił Zbrojnych RP, a także o to, czy obrany kierunek ich rozwoju jest właściwy, stały się przedmiotem powszechnych, społecznych rozważań.

W tym kontekście prowadzi się liczne dyskusje, próbując odpowiedzieć na pytanie: jak będzie wyglądało przyszłe pole bitwy? Odpowiedź na to pytanie nigdy nie jest prosta, a dopiero wojna weryfikuje wcześniejsze założenia. Jednak można – na bazie historycznych doświadczeń – określić warunki, w jakich powstawały najbardziej trafne modele przyszłego pola bitwy, a nawet wskazać osoby, które zrewolucjonizowały sposób toczenia wojen. Oczywiście poszukiwanie reguł i uproszczeń może wykrzywiać obraz rzeczywistości, jednak warto wykonywać tego rodzaju ćwiczeń intelektualnych w celu poszukiwania optymalnych warunków, w jakich mógłby powstać trafny model przyszłego sposobu zarządzania konfliktem (w skali strategicznej) oraz prowadzenia walki (w skali operacyjno-taktycznej).

Nie ulega wątpliwości, że co do zasady w czasach nowożytnych i współczesnych państwa które koncepcyjnie i technologicznie były najlepiej przygotowane do wojny należały zazwyczaj do zachodniego kręgu kulturowego. W którym innowacyjność i rewolucje kulturowo-technologiczno-przemysłowe zachodziły wcześniej niż gdzie indziej. Hitler nigdy nie zbudowałby swoich dywizji pancernych, gdyby nie miał dostępu do nowoczesnego niemieckiego przemysłu i nie zainwestował w infrastrukturę. Napoleon nie stworzyłby swoich armii, gdyby nie rewolucja francuska i dekret z 23 sierpnia 1793 roku o masowej mobilizacji, co w efekcie dało mu dostęp do ogromnej liczby odpowiednio zmotywowanych (bijących się za Francję lub rewolucję, a nie w interesie króla) rekrutów.

Jednak ewolucja pola walki zachodzi szybciej w danych miejscu i czasie nie tylko z powodu odpowiednich warunków społeczno-gospodarczo-technologicznych. Także z uwagi na potrzebę chwili (pojawiające się zagrożenie) lub zamiary (planowanie wojny/podboju). Jednocześnie należy pamiętać o tym, że najlepszym nauczycielem jest praktyka i największe postępy w poszukiwaniu optymalnego sposobu prowadzenia walki zachodziły na bazie doświadczeń wojennych.

Właśnie z tego powodu mówi się, że w czasie pokoju generałowie przygotowują się do wojen, które już były. Jest tak dlatego, że wojskowi nie otrzymują wówczas żadnych nowych danych wynikających z doświadczeń wojennych. Mogą jedynie badać przeszłe konflikty i uzupełniać wnioski o nowe – niesprawdzone jeszcze na polu bitwy – rozwiązania.  Co nie zawsze prowadzi do stworzenia prawidłowej wizji nt. przyszłej wojny. Zresztą takiej projekcji zrobić się nie da, ponieważ należałoby mieć jeszcze zdolność jasnowidzenia i trafnie przewidzieć, kiedy dokładnie ta „przyszła wojna” będzie miała miejsce? Jak długo by trwała? Jest to bowiem zasadnicza różnica, czy przygotowujemy się do wojny, która wybuchnie np. w 2025 roku i potrwa 3 miesiące, czy też do konfliktu z 2050 roku, który trwać będzie dekadę. W obu przypadkach należałoby bowiem inaczej rozłożyć priorytety. W pierwszym, trzeba by szybko wdrożyć istniejące rozwiązania w jak najszerszej skali. W drugim, lepiej byłoby poczekać na rozwój nowych i dopracowanie istniejących technologii po to, by np. dopiero około 2040 roku zacząć wdrażać już zupełnie świeże rozwiązania. Tak w przemyśle jak i w armii. I nie tracić zasobów na budowanie i utrzymywanie linii produkcyjnych oraz armii już w latach 2020-2030, co konsumowałoby środki, które mogłyby być przeznaczone na badania i innowacje.

Dlatego niezwykle istotne są nie tylko warunki w jakich powstaje koncepcja przyszłego pola walki, ale i przyjęte założenia co do: stron, miejsca, czasu i długości przyszłej wojny.

I tu pojawia się największy problem. Jak określić te zmienne? Historycznie – co do zasady – czas i miejsce konfliktu ustalali agresorzy. Co dawało im możliwość odpowiedniego zaplanowania i przygotowania państwa i armii do przyszłego konfliktu zbrojnego. Państwa, które szykują się do obrony są tutaj w znacznie gorszej sytuacji. Bowiem, jeśli rozpoczną zbrojenia zbyt wcześnie, to ich armia okaże się prawdopodobnie przestarzała na polu bitwy. Gdy z przygotowaniami do wojny się spóźnią, to wojsko może nie być gotowe na starcie z przeciwnikiem.

Dlatego – w przypadku państwa o strategii i doktrynie defensywnej – najważniejsze jest prawidłowe ustalenie:

  1. Przyszłego przeciwnika i powodów, dla których byłby zdolny do osiągnięcia celów drogą wojny.
  2. Dogodnego dla niego momentu do uderzenia, również w rozumieniu określenia gotowości do podjęcia agresywnych działań (czas).
  3. Dogodnego miejsca do ataku.

Bez poczynienia tego rodzaju założeń nie jest możliwe przewidzenie jak konkretny konflikt będzie wyglądał, choćby tylko od strony koncepcyjno-technicznej.

Jednakże niniejszy artykuł nie ma odpowiadać na pytania: czy, kiedy, gdzie i z kim Polska będzie prowadziła w przyszłości wojnę. Celem opracowania jest próba ogólnego wskazania tendencji i prawidłowości, które będą towarzyszyć przyszłym wojnom. Przy czym chodzi o wojny pełnoskalowe, a nie militarne potyczki, działania hybrydowe lub operacje militarne. Tego rodzaju ograniczonych działań nie należy wykluczać – przeciwnie należy brać je pod uwagę jako wysoce prawdopodobne – jednakże ich cele, a więc i sposób przeprowadzania oraz przebieg są mocno zróżnicowane. Wobec czego zawsze należy w takich przypadkach niuansować o jaki konflikt i kiedy chodzi, żeby móc zakreślić możliwe scenariusze i zagrożenia z nim związane.

Przedmiotem poniższych rozważań jest określenie możliwych sposobów prowadzenia konfliktu w przyszłych wojnach pełnoskalowych, których celem byłoby powalenie państwa-ofiary. Z tych czy innych powodów. Innymi słowy, do odniesienia sukcesu niezbędnym byłoby w takim przypadku pokonanie całego państwa i wymuszenia kapitulacji lub bezwarunkowej uległości w pełnym zakresie.

 

Domeny i fazy konfliktu

Warto na początku zakreślić płaszczyzny, na których może toczyć się wojna, a także poszczególne fazy starcia pomiędzy państwami. Najlepiej jest to zrobić opisując kolejność działań strony atakującej. Bowiem w początkowym okresie konfliktu to ona zazwyczaj posiada inicjatywę i decyduje o tym, kiedy i na jakim polu toczy się starcie.

Faza przedwojenna

  1. Atak polityczny zmierzający do osłabienia lub nawet izolowania przeciwnika na arenie międzynarodowej (zniechęcenie podmiotów trzecich do pomocy dla przyszłej ofiary), a także do pozyskania sojuszników i parterów. W optymalnym wariancie chodzi o polityczne osiągniecie celu strategicznego bez potrzeby używania siły militarnej – ten rodzaj agresji może trwać nawet latami.
  2. Atak ekonomiczno-gospodarczy zmierzający do osłabienia państwa-ofiary lub jego sojuszników i wywarcia na nich presji politycznej (vide zmniejszenie dostaw gazu do UE przez Rosję w 2021r.) – lata/miesiące przed wojną
  3. Atak informacyjny w celu wywołania dezorientacji we wrogich ośrodkach decyzyjnych armii oraz społeczeństwie, chodzi zarówno o działania wywiadowczo-agenturalne jak również te legalne w sferze informacyjnej przeciwnika, ale i u jego potencjalnych sojuszników – co ma miejsce zazwyczaj miesiące/tygodnie przed inwazją zbrojną (ważny symptom, bowiem świadczy już o tym, że agresor rozważa opcję militarną).
  4. Atak hybrydowy, czyli realne działania mające na celu osłabienie czujności przeciwnika i jego sojuszników, skupienie ich uwagi i środków w wybranym przez przyszłego agresora miejscu (vide „kryzys” migracyjny na granicy polsko-białoruskiej) – co ma miejsce zazwyczaj na tygodnie/dni przed atakiem
  5. Atak cybernetyczny w celu obezwładnienia wrogich systemów obronnych oraz odporności państwa – dni/godziny przed atakiem.
  6. Atak sił specjalnych lub V kolumny w celu zdobycia przewagi wyjściowej dla wojsk operacyjnych – godziny/minuty przed atakiem.

Faza konfliktu zbrojnego:

  1. Atak kosmiczny w celu neutralizacji wrogich satelitów, zwiększenie przewagi w domenie kosmicznej lub pozbawienie tej przewagi przeciwnika.
  2. Atak powietrzno-rakietowy przy użyciu sił: powietrznych, lądowych i morskich.
  3. Atak wojsk lądowych.

 

Przy tak rozpisanym „rozkładzie jazdy” staje się oczywiste, że państwo musi być przygotowane do prowadzenia wojny na każdej z tych płaszczyzn. Poczynając od politycznej, po gorące fazy konfliktu zbrojnego.

 

ETAPY PRZEDWOJENNE

Bezpieczeństwo polityczne i ekonomiczne

Niewątpliwie domena walki politycznej wymaga odpowiednich umiejętności i świadomości po stronie elit decyzyjnych danego państwa. Elementem kluczowym na płaszczyźnie politycznej jest pozyskanie jak najlepszych sojuszy i gwarancji międzynarodowych, a także odpowiednie dostrzeżenie i wyzyskanie zbieżności interesów z państwami trzecimi. Należy również dążyć do politycznej izolacji przeciwnika, przy jednoczesnym neutralizowaniu jego narracji i argumentów używanych do perswazji. W tym celu państwo powinno posiadać rozbudowany aparat analityczny, który będzie stanowił zaplecze intelektualne polityków.

Przygotowanie państwa do walki gospodarczo-ekonomicznej wymaga natomiast znacznie większego wysiłku oraz nakładów. Chodzi bowiem o uzyskanie jak największej samodzielności ekonomiczno-gospodarczo-finansowej oraz o dywersyfikację źródeł pozyskiwania zasobów strategicznych. Tak więc im państwo poczyni większe nakłady na inwestycje zwiększające jego odporność na omawianych płaszczyznach, tym silniejsze będzie politycznie, a jednocześnie będzie bardziej odporne na presję z zewnątrz. Jednocześnie musi się to wiązać także z inwestycjami w przemysł zbrojeniowy, który z jednej strony powinien mieć dostęp do surowców, a z drugiej dysponować odpowiednim potencjałem do utrzymywania sił zbrojnych w wojnie.

Niezwykle istotną rolę w tym wszystkim muszą pełnić instytucje finansowe, które otrzymają od ustawodawców niezbędne im narzędzia do zarządzania potencjałem finansowym państwa w czasie kryzysu lub wojny. Mowa tu między innymi o odpowiedniej legislacji.

Co istotne, przygotowujące się wojny państwo powinno inwestować w struktury powiązań, które dadzą mu możliwość wywierania presji na przeciwniku, lub (co istotniejsze) na państwa trzecie. Budowanie zależności gospodarczo-ekonomicznych jest skutecznym narzędziem utrzymywania lojalności dotychczasowych sojuszników i pozyskiwania nowych.

 

Informacyjna bańka antydostępowa

O ile w czasie trwania wojny politycznej przewagę posiada ten, który ma lepsze kanały komunikacji i bliższy kontakt z innymi podmiotami na arenie międzynarodowej, o tyle w trakcie wojny informacyjnej przewagę może zyskać strona, która będzie lepiej kontrolowała przepływ informacji w swojej infosferze, a także będzie potrafiła wykorzystać cudze kanały komunikacji by dotrzeć z własnym przekazem do elit i społeczeństw przeciwnika i jego sojuszników. W świecie cyfrowym, gdy informacje pojawiają się i docierają do odbiorców w czasie rzeczywistym, niezwykle trudno jest filtrować lub walczyć z wrogą narracją.

W takich warunkach może okazać się, że możliwość odcięcia własnego społeczeństwa od wrogiego przekazu może być kluczowa. Dokładnie w taki sposób swoją wojnę informacyjną z „Zachodem” prowadzą aktualnie reżimy np. z Iranu, Rosji czy nawet Chin. O ile w czasie pokoju może to wywoływać więcej szkód niż korzyści (zwłaszcza długoterminowo) o tyle w trakcie działań wojennych i tuż przed ich rozpoczęciem, odcięcie wrogiego przekazu informacyjnego może być skuteczną metodą obrony przed atakiem informacyjnym.

By poradzić sobie  z tym problemem można zastosować kilka metod:

  1. Zneutralizowanie narracji przeciwnika poprzez własne działania informacyjno-propagandowe, tak by jego narracja były kompletnie nieskuteczna w odniesieniu do nas oraz sojuszników. Można to zrobić np. poprzez ośmieszenie przeciwnika lub wyprzedzające stygmatyzowanie narracji jaką mógłby zastosować (dobrze to robią teraz Ukraińcy). Chodzi o to, by społeczeństwo ale i elity atakowanego państwa z góry nie ufały przekazom sprzyjającym wrogowi.
  2. Odizolowanie wrogiej infosfery z globalnej sieci informacyjnej (np. brak emisji wrogich kanałów telewizyjno-radiowych, zablokowanie wrogich portali informacyjnych w Internecie), choć tego rodzaju rozwiązanie nie daje żadnych gwarancji, zwłaszcza gdy przeciwnik używa naszej własnej infosfery do głoszenia swojej narracji (np. dzięki agentom wpływu etc.).
  3. Wyizolowanie własnej infosfery z globalnej sieci informacyjnej oraz całkowita jej kontrola (vide Rosja, Iran Chiny), zwłaszcza w sytuacji gdy przeciwnik używa naszej infosfery nie tylko do promowania własnej narracji ale i do komunikowania się z jej zwolennikami lub agentami wpływu (traktując jak rozgłośnię lub centrum komunikacji skąd płyną – w sposób mniej lub bardziej ukryty – wytyczne).

Pierwsze rozwiązanie wydaje się być najbardziej skuteczne, jeśli dokonamy oceny na bazie doświadczeń z trwającej wojny rosyjsko-ukraińskiej. Jednak należy pamiętać, że nie w każdej wojnie przeciwnik będzie miał tak zszarganą reputację, a jednocześnie będzie tak nieporadny w domenie informacyjno-propagandowej jak Rosjanie teraz. Jednocześnie wystarczy czasami jedna dobra akcja dezinformacyjna by zmylić przeciwnika, osłabić go i zmienić losy wojny.

Ponadto izolacja wrogiej infosfery może być w wielu przypadkach niemożliwa, zwłaszcza, gdy zależy to od decyzji poszczególnych państw na arenie międzynarodowej.

W konsekwencji wydaje się, że nawet demokratyczna administracja państwowa powinna mieć techniczną możliwość wyizolowania własnej infosfery. A więc niedopuszczenia do niej przekazów płynących z zewnątrz. Tak telewizyjno-radiowych jak i w sferze Internetu. Przy czym tego rodzaju metoda może zostać zastosowana w warunkach demokracji tylko i wyłącznie w nadzwyczajnych warunkach (tj. jak bliskie zagrożenie wojną lub trwający już konflikt). Ponieważ społeczeństwo musi mieć pełne przekonanie, że tak drastyczny środek ograniczający swobodę wypowiedzi jest absolutnie konieczny. W przeciwnym razie stosowane przez państwo: cenzura i blokady informacyjne zostaną odczytane jako element represji, co nie tylko nie powstrzyma wrogiej narracji, ale wręcz ułatwi jej zadanie spenetrowania naszej infosfery i świadomości społecznej (mechanizm: informacje blokowane przez władze to informacje z pewnością prawdziwe).

Wojska informacyjne

Nie ulega również wątpliwości, że nowym rodzajem sił zbrojnych przyszłego pola walki staną się wojska informacyjne.  Nawet jeśli nie zostaną oficjalnie sformowane. Weszliśmy w nową erę wojny propagandowej, która posiada obecnie wymiar cyfrowy. A więc jej zasięg rażenia jest znacznie szerszy, globalny. Przygotowując się do przyszłej wojny, państwo powinno inwestować we własne środki przekazu, które będą działać we wrogiej infosferze lub będą w stanie tam dotrzeć. Jednak najważniejszym polem walki informacyjno-propagandowej może być infosfera naszych ale i także wrogich sojuszników. Prowadzenie otwartej wojny między państwami znacznie zwiększa odporność zaangażowanych w konflikt społeczeństw na przekaz sprzyjający wrogowi. Jednakże tego rodzaju odporności może brakować w państwach trzecich, których zaangażowanie (lub jego brak) może zadecydować o losach wojny.

Np. dla Ukraińców i Rosjan priorytetowym obszarem działań propagandowo-informacyjnych jest Zachodnia infosfera. To głównie w naszej przestrzeni medialnej prowadzona jest wojna na tej płaszczyźnie. Priorytetowym celem doinformowania lub zdezinformowania są: Amerykanie, Brytyjczycy, Francuzi, Niemcy i Polacy, a nie Ukraińcy czy Rosjanie.

W konsekwencji największe inwestycje w celu zbudowania odpowiednich: potencjału i zasobów informacyjnych, należy poczynić na kierunku naszych ewentualnych sojuszników oraz potencjalnych sojuszników naszego przyszłego wroga. Również z tej przyczyny, że przekaz, który nie jest w stanie przebić się bezpośrednio do wrogiej infosfery, może tam trafić i poczynić spustoszenie za pośrednictwem infosfery wrogiego sojusznika. Przykładowo, toporna rosyjska propaganda ma znikome szanse na wywołanie skutecznej reakcji w polskim społeczeństwie, ale co jeśli dokładnie taką samą narrację zacznie głosić amerykański dziennikarz, naukowiec czy polityk? I zostanie to pokazane w polskich mediach lub rozprzestrzeni się w Internecie?

 

Służby, służby i służby

Czego nauczyliśmy się z doświadczenia kryzysu migracyjnego na granicy polsko-białoruskiej? Pierwszym i nadrzędnym wnioskiem powinien być taki, że regularna armia nie może służyć do reagowania na zagrożenia hybrydowe. Nie może być tak, że 1/3 żołnierzy jest zaangażowana w pilnowanie granicy przed uchodźcami. Znajdując się często w odległości setek kilometrów od swoich baz i magazynów z uzbrojeniem oraz wyposażeniem. Trzeba to jasno napisać, ta część armii była wówczas  niezdolna do wykonania swoich podstawowych zadań.

Współczesne państwo, które zamierza przygotować się do zagrożenia wojną w najbliższych latach powinno zainwestować w rozbudowę sił policyjnych (w tym antyterrorystycznych), straży granicznej, cywilnych i wojskowych jednostek specjalnych, a także formacji wojskowych tj. Obrona Terytorialna.

Armia ma dwa podstawowe zadania: odstraszanie i walka z przeciwnikiem. Wojsko powinno posłużyć do radzenia sobie z działaniami hybrydowymi tylko w sytuacji, gdy te są prowadzone przy użyciu wrogiej armii. Angażowanie żołnierzy, którzy często obsługują drogi i skomplikowany sprzęt, do zadań niewymagających użycia tegoż sprzętu jest marnotrawieniem zasobów i osłabia obronność państwa.

By zapobiec temu negatywnemu zjawisku państwo musi posiadać odpowiednio rozbudowany aparat bezpieczeństwa, który przejmie na siebie ciężar radzenia sobie z różnego typu kryzysami. Wywołanymi intencjonalnie lub też nie (tj. jak powodzie i inne klęski żywiołowe). Jednocześnie służby – na czas wojny – mogłyby przejąć zadania zabezpieczenia zaplecza przez działaniami dywersyjnymi lub choćby chaosem organizacyjnym (np. korki na drogach etc.). Wesprzeć logistykę armii, a także zarządzać zasobami wśród ludności cywilnej.

Zarządzanie kryzysowe

Centrum zarządzania kryzysowego jest oczywiście czymś co funkcjonuje w każdym państwie (w tej lub innej formie). I z pewnością musi być przygotowane na różnego rodzaju scenariusze. Jednak nie można myśleć tylko i wyłącznie o reagowaniu na wydarzenia.

Państwo, które szykuje się do przyszłej wojny powinno posiadać służby wyspecjalizowane w działaniach specjalnych, dywersyjnych i hybrydowych. Mieć gotowe scenariusze i procedury działania, a także niezbędne zasoby (w tym osobowe) by w razie potrzeby zrealizować scenariusze, które wywołają kryzysy w państwach trzecich. U przeciwnika, ale także u jego  i własnych sojuszników. Należy mieć przygotowane scenariusze na różne okoliczności. Być może tylko jakiś konkretny incydent byłby skłonny zniechęcić sojuszników naszego wroga do zaangażowania w konflikt? Być może jakiś konkretny incydent mógłby przekonać naszych sojuszników do działania i udzielenia nam pomocy?

Tego rodzaju akcje wymagają niezwykłej pieczołowitości i ostrożności w przygotowywaniu. Nie można pozostawić ich losowi lub działać ad hoc. Przygotowania do ww. operacji specjalnych czasem trwają lata, co musi być realizowane przez ludzi pochłoniętych tylko i wyłącznie tym zadaniom. W wydzielonych służbach lub komórkach, do pracy których dostęp mają nieliczne osoby w państwie.

Najemnicy i „zielone ludziki”

W ostatnich dniach rozgorzała w Polsce gorąca debata na temat zagrożeń płynących dla naszego kraju ze strony najemników z Grupy Wagnera, w związku z jej przyszłym rozmieszczeniem na Białorusi. Należy zadać sobie pytanie, dlaczego tak bardzo obawiamy się działań pod progiem wojny ze strony Prigożyna i jego ludzi? Jest tak między innymi dlatego, że Polska nie posiada własnego odpowiednika Grupy Wagnera czy firmy Blackwater. To prawda, że owe owiane złą sławą organizacje potrafiły sprawiać problemy nawet własnym zleceniodawcom. Niemniej, ani Rosja ani USA nie zrezygnowały z tego rodzaju formy zatrudniania zawodowców od wojny. Jest ku temu ważny powód. Pewne zadania mogą wykonać podmioty prywatne i to z równie dobrym, a czasem lepszym skutkiem niż armia. Są nawet sytuacje, w których firmy prywatne mogą rozwiązywać problemy w sposób, w jaki służby państwowe działać by nie mogły. W przypadku państwa o strategii defensywnej, grupy najemne mogą stanowić narzędzie do symetrycznej odpowiedzi. I nie tylko.

Jeśli zatrudnieni przez wroga zawodowcy z prywatnej firmy rozpoczęliby działania na terenie naszego państwa, to z jednej strony angażowanie armii byłoby osłabianiem jej potencjału w zakresie obronności. Z drugiej, służby cywilne lub ochotnicy z WOT mogliby nie podołać zadaniu powstrzymania przeciwnika, co naraziłoby państwo i jego służby na wizerunkową kompromitację. Gdyby jednak przeciw Grupie Wagnera wysłać Zespół Chopina… Tego rodzaju instrument zwiększałoby szanse na to, by ograć przeciwnika i to w koncertowy sposób.

Wyobraźmy też sobie taki scenariusz, w którym masy imigrantów koczujące po białoruskiej stronie granicy nagle – z powodu frustracji – zaczynają sprawiać problemy. Nie Polsce, do której nie są wpuszczane, tylko Białorusi.

Innym zastosowaniem prywatnych (choć niekoniecznie oderwanych od kontroli państwa) organizacji militarnych mogłoby być wysyłanie ich na pomoc swoim partnerom w kryzysowych sytuacjach. Sytuacja, w której np. ochrona prezydenta Zełeńskiego byłaby pełniona przez polską firmę, z pewnością wpływałaby na nasze relacje z Kijowem, ale i wizerunek na arenie międzynarodowej. Przy czym nie generowałaby ryzyka starcia pomiędzy żołnierzami RP a Rosjanami.

Na tego rodzaju scenariusze należy być gotowym, nie chodzi o to by je od razu realizować, ale dobrze przygotowane do wojny państwo powinno stworzyć sobie takie opcje.

Ochrona infrastruktury krytycznej

Z pewnością jednym z nadrzędnych zadań dla państwa przygotowującego się na agresję jest zadbanie o bezpieczeństwo własnej infrastruktury krytycznej. Jak również zadbanie o alternatywę, gdyby z jakiś przyczyn przeciwnikowi udało się zastopować funkcjonowanie tej infrastruktury.

 

Cyber-wojna

Już dziś potrzeba posiadania wojsk cyberprzestrzeni nie budzi wątpliwości. Jednak priorytetem tego rodzaju formacji powinno być posiadanie potencjału do prowadzenia działań ofensywnych. Oddziałujących na przestrzeń przeciwnika. Oczywiście zabezpieczenie własnej sfery cyber jest równie istotne, natomiast w walce informatycznej nie da się pokonać przeciwnika działając tylko w defensywie. Postawa obronna może jedynie w najlepszym wypadku utrudnić lub opóźnić działania wroga, które są wspierane w przestrzeni cyfrowej. Obiektem planowania potencjalnego ataku cybernetycznego powinna być nie tylko cybernetyczna infrastruktura wojskowa, ale i cywilna.

Kluczowa jest również zdolność wykorzystania cywilnych zasobów ludzkich i intelektualnych do walki na płaszczyźnie cybernetycznej. W tym celu wojska cyber powinny być odpowiedzialne za zbudowanie odpowiedniej infrastruktury (systemu teleinformatycznego). Ta powinna w czasie wojny posłużyć do włączenia cywilnych zasobów w potencjał cyber-armii oraz pozwolić na skoordynowanie działań. Cyber-wojska muszą być przygotowane na wykorzystanie entuzjazmu cywilów i ich chęć obrony kraju w sferze cyber. Cywilni informatycy specjalizujący się w kwestiach bezpieczeństwa sieci mogą praktycznie z dnia na dzień stać się pełnowartościowymi cyber-żołnierzami.

Zresztą tego rodzaju system zarządzania zasobami ludzkimi powinien zostać rozwinięty na wszelkich istotnych militarnie płaszczyznach. Państwo powinno przed wojną stworzyć bazę danych osobowych dot. obywateli, którzy posiadają unikalne i potrzebne armii zdolności. Tak, by np. po mobilizacji osoba z doświadczeniem w obsłudze dronów czy samochodów ciężarowych nie skończyła jako strzelec lekkiej piechoty.

 

FAZA KONFLIKTU

W tej części opracowania postaram się w sposób usystematyzowany wskazać, jakie zmiany dotyczące prowadzenia walki obserwujemy już dziś, a jakich tendencji należy oczekiwać w przyszłości. W sprawach finansów i inwestowania często mówi się o tym, że jeśli wujek – niebędący specjalistą w dziedzinie – na spotkaniu rodzinnym mówi, że coś jest opłacalne i należy to kupować, to oznacza, że czas najwyższy pozbyć się aktywów tego rodzaju. Popularyzacja tematyki wojskowości – spowodowana wybuchem wojny – sprawiła, że powyższy przykład pasuje również do niej. Jeśli wujek w trakcie rodzinnego spotkania mówi jak będzie wyglądała przyszła wojna, to najprawdopodobniej oznacza, że na całym świecie tysiące naukowców, specjalistów i wojskowych pracuje nad tym, by konflikt wyglądał zupełnie inaczej.

Gwiezdne wojny vol. 2?

Rozpoznanie przyszłego lub obecnego pola walki prowadzone z kosmosu stało się kluczowe dla współczesnych armii. Zdolności kosmiczne umożliwiają ponadto utrzymać łączność czy dokonywać transferu danych (vide starlink). Przewagi płynące z tej domeny już są imponujące, a potencjał technologii kosmicznych i ich zastosowania na polu bitwy będzie rósł. To nie ulega wątpliwości.

Ponieważ fakt ten nie ulega wątpliwości, oznacza to, że celem nadrzędnym obecnych lub przyszłych prac nad zdolnościami militarnymi w domenie kosmosu stanie się znalezienie sposobu na neutralizację przewagi przeciwnika w kosmosie lub też obronę własnej przewagi kosmicznej.

Z jednej strony prowadzi to do konkluzji, że nastąpi gwałtowny rozwój broni ofensywnej, zdolnej razić cele w kosmosie, a z drugiej będą powstawać systemy obrony przestrzeni kosmicznej. Jednak nie jest to najważniejszy wniosek dla armii przygotowującej się do przyszłej wojny. Zanim do takiego przejdziemy, podsumujmy:

Aktualny kierunek rozwoju: systemy rozpoznania w kosmosie i transferu danych (w tym łączność)

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): priorytetem będzie uzyskanie przewagi w kosmosie i jej utrzymanie (rozwój systemów obronnych przestrzeni kosmicznej) a w przypadku państwa słabszego, celem stanie się zneutralizowanie wrogiej przewagi w kosmosie (rozwój systemów ofensywnych, rażących cele w domenie kosmicznej).

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: Umiejętność radzenia sobie i skutecznego działania bez systemów kosmicznych, które umożliwiają m.in.: rozpoznanie, lokalizację (GPS), łączność, transfer danych.

Tak więc w przyszłej wojnie może okazać się, że na skutek określonych działań, armie mogą utracić zdolności zapewniane przez systemy umieszczone w kosmosie. Tym samym, niezwykle istotną kompetencją może okazać się umiejętność walki bez wsparcia wynikającego z omawianej domeny.

 

Przerwana pętla decyzyjna

W podobny sposób należy myśleć o łączności, skomunikowaniu jednostek wojskowych oraz procedurach zarządzania polem walki. Dziś obserwujemy kierunek rozwoju technologii i sposobu prowadzenia wojny zmierzające do pełnej sieciocentryczności, która w olbrzymi sposób wpływa na efektywność prowadzenia działań połączonych.

Jednocześnie priorytetem dla przyszłych dowódców będzie zerwanie pętli decyzyjnej przeciwnika i zneutralizowanie jego systemu zarządzania podległymi mu wojskami. Tak więc wraz z rozwojem takich systemów jak IBCS, należy oczekiwać rozwoju systemów ofensywnych, które będą w stanie zagłuszyć komunikację przeciwnika i przerwać transfer danych między jego jednostkami.

Aktualny kierunek rozwoju: sieciocentryczność

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): wykorzystanie przewag wynikających z cyfryzacji pola walki, a z drugiej strony rozwój systemów ofensywnych umożliwiających izolację informacyjno-łącznościową jednostek przeciwnika

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: zachowanie umiejętności komunikacji analogowej oraz prowadzenia działań niezależnie od stosowanych systemów informatycznych

 


Autoreklama: Zakup najnowszą książkę: „#To jest nasza wojna”, w której znajdziesz analizy dotyczące m.in.: interesu Polski w kontekście zmagań wojennych na Ukrainie; Wielkiej Strategii Polski w kontekście budowy sił Zbrojnych RP; relacji Polska-Ukraina dziś i w przyszłości.  W pakiecie z „Trzecią Dekadą” taniej! Wszystkie książki zamówione przez bloga do końca 31 lipca 23′ będą podpisane 🙂 

Pakiet: #To jest nasza wojna + Trzecia Dekada


Derobotyzacja pola walki?

Współczesny poziom rozwoju technologicznego, a także doświadczenia z ukraińskiego pola walki w sposób klarowny wskazują, że coraz bardziej istotne stają się urządzenia bezzałogowe. Tak więc analogicznie do sposobu powyżej, można nakreślić następujące punkty:

Aktualny kierunek rowoju: robotyzacja pola walki i autonomizacja systemów,

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): systemy służące do neutralizacji bezzałogowych – w tym autonomicznych – systemów uzbrojenia przeciwnika (systemy „antydronowe”)

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: potrzeba zachowania zdolności do wykonania zadania przez żołnierzy

Tego rodzaju wnioski – wobec powszechnie panującej narracji – mogą okazać się dość prymitywne. Skoro bowiem następuje postęp, to należy założyć, że umożliwi on prowadzenie działań wojennych w zupełnie inny sposób, niż dotychczasowy. Jest to jednak teza tyleż ogólna, co błędna w tym przypadku.

Wraz z pojawieniem się artylerii i lotnictwa, pole bitwy stało się bardziej skomplikowane w zarządzaniu, natomiast nie wpłynęło to na użyteczność innych formacji. Potęga artylerii nie doprowadziła do wycofania piechoty, a lotnictwo nie wyeliminowało kawalerii pancernej. Wszystkie te formacje okazują się być potrzebne do dnia dzisiejszego i zapewne nie zmieni się to w przyszłości. Opracowano również sposoby radzenia sobie z artylerią i lotnictwem przeciwnika.

W przypadku bezzałogowców znaleziono na razie zastosowanie na trzech płaszczyznach:

  1. Rozpoznania – na różnych szczeblach i dla różnych formacji,
  2. Walki powietrznej – w zakresie rażenia celów na lądzie, ale i pewnie niebawem tych w powietrzu
  3. Walki artyleryjskiej – bezzałogowce, jako amunicja krążąca, stosowana obok amunicji tradycyjnej i rakietowej.

W przypadku zastosowania bezzałogowców w zadaniach rozpoznania, urządzenia te zwyczajnie zwiększają efektywność danej formacji: piechoty, artylerii, lotnictwa czy też kawalerii (pancernej/powietrznej).

W przypadku walki powietrznej, bezzałogowce są tańszymi nośnikami systemów uzbrojenia, które są również mniejsze, a więc posiadają mniejsze zdolności niż samoloty.

W przypadku walki artyleryjskiej, amunicja krążąca posiada tę przewagę, że może zostać wystrzelona/użyta jeszcze przed namierzeniem celu. Innymi słowy, w pierwszej fazie użycia dron służy rozpoznaniu celu, a dopiero później zmienia się w pocisk (podwójna rola). Natomiast należy pamiętać o tym, że bezzałogowce lecą wolniej niż pociski artylerii lufowej lub rakietowej. Tak więc można je łatwo zestrzelić lub zneutralizować w inny sposób. Mogą unieść mniejszy ładunek wybuchowy, przez co są mniej skuteczne. W przyszłości być może powstaną roje dronów, jednak na dzień dzisiejszy, znacznie łatwiej jest zatrzymać przeciwnika nawałą ogniową wykonaną przez 3 jednostki artylerii niż wysłać w powietrze 100 dronów kamikaze, z których każdy musi być obsługiwany przez jednego operatora.

Niemniej, masowość użycia małych bezzałogowców stwarza duże możliwości rozpoznania, a także określone – choć dziś mocno wyolbrzymiane – zdolności niszczenia celów. Z pewnością rola bezzałogowców na polu bitwy będzie rosła.

Dlatego od kilku lat pracuje się nad systemami wielowarstwowej obrony przeciwdronowej. Skuteczne okazały się systemy opierające się o technologie: mikrofalowe, laserowe, walki radio-elektronicznej, kierowanych pocisków przeciwlotniczych, a wreszcie także przeciwlotnicza artyleria lufowa różnych kalibrów (której działanie wspomagane jest przez komputery).

Wdrożenie do przyszłych armii wielowarstwowej obrony przeciwdronowej (używanej tak przez żołnierza piechoty, jak i umieszczanej na lżejszych lub cięższych wozach bojowych lub posadowionej na obiektach infrastruktury) wywoła prawdopodobnie taki sam efekt, jak rozwój i wdrożenie nowoczesnych systemów przeciwlotniczych w zakresie ograniczania możliwości stosowania lotnictwa.

Innymi słowy należy zakładać, że wskutek działań urządzeń obszarowych (np. poprzez zastosowanie systemów walki radio-elektronicznej) lub nawet punktowych (systemy rakietowe, artyleria lufowa, mikrofale i lasery) możliwe będzie zneutralizowanie wrogich działań prowadzonych przy pomocy bezzałogowców w tym autonomicznych systemów pola walki na okres krótszy lub dłuższy (np. na czas prowadzonej w danym miejscu operacji zaczepnej).  

Prowadzi to do konkluzji, że przyszłe armie muszą mieć możliwość prowadzenia skutecznych: rozpoznania, walki artyleryjskiej, walki powietrznej – bez użycia bezzałogowych systemów. Jeśli bowiem – stawiając na nowoczesne technologie – dana armia dokona rozwoju w taki sposób, że zatraci swoje „tradycyjne” kompetencje w omawianym zakresie, wówczas może zostać skazana na porażkę w walce z przeciwnikiem dysponującym możliwością – choćby czasowego – neutralizowania bezzałogowców (bardziej lub mniej autonomicznych).

Zastosowanie nowych form rozpoznania, walki powietrznej lub artyleryjskiej przy pomocy bezzałogowców – podobnie jak w przypadku rozwoju radarów i innych systemów rozpoznania, a także artylerii czy lotnictwa – nie wpłynie na użyteczność piechoty, kawalerii, artylerii czy lotnictwa na polu bitwy. Mogą się jedynie zmienić sposoby walki tych formacji oraz ich narzędzia (tj. czołg bezzałogowy, choć trudno sobie wyobrazić, by ktoś decydował się na zbudowanie drogiego i ciężkiego wozu, który mógłby zostać zneutralizowany bez wystrzału za pomocą walki radioleketronicznej czy innego rodzaju systemów).

 

Super piechota i powrót broni masowego rażenia

Nie ulega wątpliwości, że wraz z rozwojem różnych formacji i pojawiania się nowych domen pola walki, piechota – będąca chyba najstarszą formacją – również się rozwijała. Tak jak kiedyś musiała radzić sobie jakoś z kawalerią (np. przy pomocy pik oraz wykorzystywania przeszkód) tak dziś istnieją narzędzia dla piechoty umożliwiające jej walkę z lotnictwem, kawalerią, artylerią (np. przy pomocy amunicji krążącej) i wreszcie inną piechotą.

W niektórych sytuacjach rola piechoty nawet wzrosła. Co niewątpliwie przy możliwości masowego jej stosowania, może stanowić dla przeciwnika istotny problem. Problem, na który znaleziono już rozwiązanie w przeszłości. W postaci broni masowego rażenia. Twierdzenie, że w przyszłych wojnach nikt takowej nie użyje może zostać zweryfikowane równie brutalnie, jak teza, że na współczesnej wojnie nikt nie będzie dokonywał zbrodni wojennych i atakował lub znęcał się nad ludnością cywilną. Dlatego armia przygotowująca się na przyszłą wojnę, powinna brać pod uwagę ryzyko zastosowania przeciwko niej wszelkiego rodzaju broni.

 

Aktualny kierunek rozwoju: miniaturyzacja systemów uzbrojenia, czego skutkiem jest zwiększanie uniwersalności oraz efektywności bojowej piechoty

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): powrót do broni obszarowego/masowego rażenia skutecznych przeciw piechocie (b. chemiczna, biologiczna, radiologiczna, termobaryczna, napalm etc.),

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: systemy chroniące piechotę tj.: ciężkie wozy bojowe, tanie oraz lekkie modułowe schrony pola walki, nowe technologie stosowane przy produkcji ochronnej odzieży wojskowej

Nowy rodzaj środków obszarowego rażenia – broń termobaryczna (próżniowa)?

Użycie broni jądrowej, biologicznej lub nawet chemicznej wiąże się z określonymi, długofalowymi skutkami. Napromieniowanie lub skażenie mogą utrudniać lub nawet uniemożliwiać skorzystanie z danego terenu lub infrastruktury przez stronę, która sama zdecyduje się na użycie ww. środków bojowych. Dlatego należy zakładać, że na użycie tego rodzaju środka rażenia strony konfliktu będą decydowały się  ostateczności.

Z tego względu wysoce prawdopodobnym jest, że przyszłym priorytetem dla rozwoju technologii militarnych będzie taki rodzaj broni, który będzie niezwykle skuteczny w obszarowej eksterminacji siły żywej w wybranym rejonie, a który nie będzie niósł za sobą negatywnych skutków dla strony użytkującej opisywaną broń. Tego rodzaju cechę posiad obecnie broń termobaryczna, której rozwój może okazać się kluczowy. Nie tylko w kontekście ewentualnej agresji, ale również w zastosowaniu defensywnym, zwłaszcza na własnym terytorium.

Do łask może powrócić również amunicja kasetowa, wspomniany napalm czy amunicja fosforowa. Należy bowiem pamiętać, że gdy ład międzynarodowy runie (a wraz z nim instytucje), to rządy autorytarne mogą nie chcieć stosować się do żadnych reguł.

 

Drogocenny sprzęt ciężki

Drogi i czasochłonny w produkcji sprzęt ciężki będzie prawdopodobnie na wagę złota na przyszłym polu walki. Wozy bojowe – w odpowiedzi na rozwój lżejszych systemów przeciwpancernych (tj. amunicja krążąca, pociski przeciwpancerne, miny) i artylerii precyzyjnej – mogą stać się cięższe z uwagi na potrzebę lepszej ochrony (systemy pasywne i aktywne). Ciężar wozów będzie wymagał szerszego stosowania trakcji gąsienicowej. Wzrost kosztów związanych z produkcją i utrzymaniem sprawi, że wozy opancerzone i czołgi staną się jeszcze bardziej wszechstronne. A tym samym bardziej użyteczne. Jednak problemem może być masowa produkcja i ograniczenia w przemyśle, gdzie zerwanie łańcuchów dostaw może oznaczać brak odpowiednich komponentów do tworzenia nowych pojazdów w trakcie działań wojennych (uzupełnianie strat). Tak więc wozy bojowe mogą stać się bardziej drogocenne, ich strata bardziej bolesna, a o przewadze na polu bitwy mogą decydować zasoby „wyjściowe” a więc wozy, z którymi dana strona będzie rozpoczynała konflikt. Podobnie jak w czasie wojny na Ukrainie, może okazać się, że walczące państwo nawet jeśli zachowa zdolności produkcyjne danego typu pojazdu, to jedynie w zubożonej wersji (z uwagi na braki importowanych wcześniej technologii).

Wozy bojowe będą kluczowe nie tylko w kontekście potencjału ofensywnego oraz zdolności dokonywania manewru. W zakresie możliwości powrotu do używania środków obszarowego/masowego rażenia na polu bitwy, wozy bojowe mogą być jedną z form zabezpieczania piechoty przed użyciem ww. środków. Wciąż będą stanowiły ważny element ochrony żołnierzy, a także przewożenia dla nich odpowiedniej ilości sprzętu. Bezzałogowych statków powietrznych, pocisków przeciwlotniczych i przeciwpancernych, urządzeń radio-komunikacyjnych, broni osobistej oraz zapasów amunicji. Zdolności do aktywnego wsparcia piechoty na polu bitwy będą jeszcze ważniejsze z uwagi na możliwość zastosowania w wozach lepszej optyki oraz różnego rodzaju urządzeń do wykrywania pozycji wroga, których spieszona drużyna żołnierzy nie mogłaby zabrać ze sobą.

Co istotne, w skład kompanii czołgów mogą wejść wozy bojowe służące za stacje dokowania dla bezzałogowców. Zwiększenie możliwości rozpoznania dla sekcji pancernych będzie m.in. umożliwiało rozpoznanie lub uniknięcie zasadzek i przeciwpancernych punktów oporu. Być może szersze zastosowanie zyskają drony gąsienicowe, których zadaniem będzie rozpoznać trasę planowanego przejazdu w kontekście zagrożeń minowych.

Aktualny kierunek rozwoju: rozwój aktywnych i pasywnych systemów obrony pojazdów przed różnymi systemami przeciwpancernymi,

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): wysokie nasycenie sys. przeciwpancernymi, jeszcze cięższe i bardziej wszechstronne wozy bojowe,

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: rozwój systemów rozpoznania, których zadaniem jest wspieranie cięższych wozów bojowych, m.in. w celu uniknięcia zasadzek i dobrze przygotowanych punktów oporu, a przede wszystkim rozbudowa ciężkiego przemysłu zbrojeniowego jeszcze przed konfliktem

 

Blitzkrieg wieczne żywy

Walka minowa ponownie może stać się kluczową i nieodzowną formą prowadzenia działań, wobec czego pojazdy minowania narzutowego oraz specjalistyczne wozy do rozminowywania pól minowych znajdą zastosowanie na masową skalę. Skuteczność tego rodzaju narzędzi w defensywie (w połączeniu z artylerią i dobrym rozpoznaniem) potwierdzana jest przez doświadczenia z frontu ukraińskiego. Tego rodzaju wniosek z ww. konfliktu może być jeszcze bardzo długo aktualny.

Aktualny kierunek rozwoju/doświadczenia: pojazdy minowania narzutowego oraz spec. wozy saperskie,

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): bardziej masowe stosowanie walki minowej, co może być skutecznym narzędziem wspierania działań defensywnych nawet na szerokim froncie, przyszli agresorzy będą starali się nie dopuścić do statycznej fazy konfliktu z użyciem pól minowych, wobec czego  pierwsza faza wojny (decydująca) będzie zmierzała do szybkich rozstrzygnięć poprzez siłę rażenia i manewr,

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii: zdolność całego aparatu państwowego do przewidzenia potencjalnego ataku zanim on nastąpi, potencjał do powstrzymania pierwszego impetu wroga, posiadanie zdolności tak do defensywnej wojny statycznej jak i przy użyciu manewru i wykonania kontrnatarcia, potencjał do przeprowadzenia ataku wyprzedzającego,

 

Cywile na rzeź i infrastruktura ochronna

Historia wielokrotnie dowiodła, że okupacja danego terytorium przeważnie kiedyś się kończy, a okupowani wcześniej lub później – przy pomocy działań politycznych lub zbrojnego oporu – odzyskują kontrolę nad zamieszkiwanym regionem. Natomiast efekty trwałe można osiągnąć przy pomocy drastycznych środków – vide masowe przesiedlenia Stalina po 1945 roku lub czystki i ludobójstwo stosowane w trakcie II WŚ. Do takich wniosków prawdopodobnie doszedł również Putin w 2022 roku decydując się na represje wobec Ukraińców na zajętych terytoriach.

Przyszłe wojny pełnoskalowe mogą przybrać jeszcze bardziej okrutny charakter. Z uwagi na wysokie koszty prowadzenia konfliktów, agresorom będzie zależało na trwałych zdobyczach. Takich skutkach, których nie będzie można już cofnąć. Należy zakładać najgorsze, a więc konflikty napędzane ideologią oraz szowinizmem, w których jednym z celów priorytetowych będzie działanie przeciwko ludności cywilnej.

Aktualny kierunek rozwoju/doświadczenia: wojny zawsze wiązały się z okrucieństwem wobec ludności cywilnej, a wojna na Ukrainie dowodzi, że w tej materii niestety niewiele się zmieniło,

Przyszłe pole walki (spodziewane zdolności): możliwe masowe represje podbijanej ludności cywilnej,

Niezbędny potencjał dla przyszłej armii/państwa: potencjał do odsunięcia zagrożenia od granic własnego państwa, a także rozbudowana infrastruktura ochronna dla cywili na wypadek stosowania przez przeciwnika broni masowego rażenia lub terrorystycznych ostrzałów ośrodków cywilnych, jak również odpowiednie środki oraz procedury umożliwiające szybką i bezpieczną relokację mieszkańców z zagrożonego terenu we wcześniej przygotowane miejsca pobytu tymczasowego.

Terytorium można odbić, infrastrukturę odbudować, jednak nie ma możliwości wskrzeszenia ofiar wojennych. Ochrona własnej ludności cywilnej powinna być priorytetem dla walczących stron. Można to zrobić poprzez oddalenie i zneutralizowanie zagrożenia, tymczasowe przesiedlenie ludności cywilnej lub też zadbanie o odpowiednią infrastrukturę ochronną (tj. np. schrony).

 

Ambitne cele wymagają dużych armii

Powyżej opisałem założenia, a także kierunki aktualnego rozwoju w zakresie narzędzi i sposobu ich użycia na polu bitwy. Co istotne, starałem się przewidzieć jak będzie wyglądał efekt docelowy współczesnego rozwoju, a także – co chyba najważniejsze – jak w przyszłości państwa i ich armie będą się starały radzić z konkretnymi rozwiązaniami, które dopiero zostaną wdrożone.

Uwzględniając wszystkie powyższe okoliczności i założenia można dojść do wniosku, że przyszłe armie – których celem będzie powalenie całego państwa (lub nawet kilku) – będą musiały być ogromne. Do tego rodzaju sformułowania skłaniają następujące czynniki:

  1. Doświadczenia Rosjan w wojnie na Ukrainie, gdzie okazało się, że 100-200 tysięcy żołnierzy było siłą zbyt skromną do szybkiego osiągnięcia celu (zajęcie Kijowa, przejęcie władzy nad Ukrainą).
  2. Determinacja obrońców może w przyszłości być taka sama jak ta ukraińska (choćby z uwagi na obserwację, że tego rodzaju masowy opór może być skuteczny), a więc napadnięte w przyszłości państwa mogą być przygotowane na wystawienie pod broń nawet miliona ludzi, co każe myśleć o wojnie w skali konfliktów z I lub II Wojny Światowej.
  3. Wojna na Ukrainie jest pewnego rodzaju momentem przełomu, po którym należy spodziewać się wyścigu zbrojeń, a także wzrostu liczebności armii.
  4. Przyszłe technologie militarne będą pozwalały razić przeciwnika w sposób jeszcze bardziej precyzyjny, ale i zarazem masowy – co w sposób drastyczny zmieni kalkulacje co do potencjalnych strat wojennych. To z kolei skłoni potencjalnych agresorów do zwiększenia – a nie zmniejszenia – liczebności armii. Na froncie zachodnim I Wojny Światowej artyleria dokonywała masakry na formacjach piechoty. Efektem tego nie było wycofanie piechoty, tylko masowy pobór i tworzenie milionowych armii.

Należy jeszcze raz podkreślić, że skala konfliktu zależy w większej mierze od agresora. Całe niniejsze opracowanie jest oparte na założeniu, że w przyszłości będą wybuchać pełnoskalowe konflikty, których celem będzie powalenie całego państwa. A jeśli takowe wojny wystąpią, to zadaniem tegoż artykułu była próba odpowiedzi na pytanie: jak wobec tego może wyglądać przyszła wojna?

Konstatacja, że ogromne siły zbrojne wystawione np. przez NATO zniechęcą potencjalnych agresorów jest tyleż słuszna co posiada określony – choć nieznany – termin ważności. Przykład rosyjskiej agresji z 2022 roku z pewnością stanowi przestrogę dla współcześnie rządzących. Okazało się bowiem, że by pokonać państwo o wcale nie największym potencjale, potrzeba znacznie większych sił i środków, niż wielu zakładało. Zwłaszcza, gdy państwo to otrzymuje pomoc z zewnątrz. Skłania to do wniosku, że prawdopodobnie w perspektywie kilku najbliższych lat nikt więcej nie zdecyduje się na agresję o tak wielkiej skali, dopóki nie nabierze pewności co do posiadania odpowiedniej przewagi. Współcześnie na świecie istnieje niewiele armii, które byłyby zdolne do odniesienia szybkiego zwycięstwa przeciw państwu o podobnym potencjale co Ukraina. Dlatego rozważania dotyczące przyszłych pełnoskalowych wojen są w tej chwili bardzo ryzykowne. Choć nie należy również wykluczać scenariusza, w którym wojny opisywanego rodzaju będą wywoływane przez państwa do tego nieprzygotowane, które zdecydowałyby się na taki krok z uwagi na ekstremalne okoliczności.

Tak czy inaczej może okazać się, że NATO nie będzie trwać wiecznie, a po upadku obecnego ładu międzynarodowego znajdą się takie światowe mocarstwa, które będą chciały rozstrzygać kwestie polityczne przy pomocy działań zbrojnych. Wówczas im większe armie będą broniły ew. ofiar agresji, tym większymi siłami będą chcieli atakować agresorzy.

Powyższa teza okazałaby się nieprawdziwa, gdyby w najbliższej przyszłości świat wszedł ponownie w fazę konsolidacji, globalizacji i stabilizacji jednobiegunowego ładu światowego. Skutkiem takiego obrotu sprawy byłby ponowny trend zmierzający do demilitaryzacji świata w rozumieniu ograniczania wielkości sił zbrojnych poszczególnych państw do niezbędnego minimum. Tego rodzaju założenie można poczynić i go bronić. Natomiast autor nie podziela optymizmu jaki przejawia się w takim postrzeganiu trwających obecnie procesów politycznych.

Jednocześnie hołdując zasadzie, że zawsze należy być przygotowanym na najgorszy wariant wydarzeń, należało określić taki scenariusz, który winien być uwzględniany przez państwo, chcące się przygotować na trudniejsze czasy.

W Polsce toczy się gorąca dyskusja na temat tego, czy planowany kształt Wojsk Lądowych (6 dywizji + samodzielne pułki i brygady) nie jest zbyt ambitny. Tymczasem – na bazie powyższych wniosków –  należy obawiać się tego, by nie okazało się, że w roku 2035 lub 2045 armia licząca sobie 300 tys. żołnierzy będzie zbyt skromna. 

Jeśli bowiem ład międzynarodowy jaki znamy runie, a mocarstwowe lub ideologiczne ambicje wezmą górę nad zdrowym rozsądkiem, to reżimy kierujące przyszłymi państwami-agresorami mogą tworzyć milionowe armie. Tego rodzaju scenariusz jest łatwy do przewidzenia zwłaszcza w kontekście państw azjatyckich, gdzie pozyskanie odpowiedniej masy ludzkiej nie stanowi żadnego problemu. To z kolei każe postawić bardzo ważne pytanie: jak będzie wyglądać bezpieczeństwo znacznie mniej zaludnionej i znacznie gorzej radzącej sobie na płaszczyźnie demograficznej Europy? Czy państwa europejskie będą w stanie uzyskać dostateczną przewagę technologiczną, która pozwoli im zniwelować przewagę liczebną Azji i Afryki? Co z kwestią masowej migracji? Jaki państwa Europejskie posiadają plan obrony swoich granic, wartości, przewag technologicznych oraz osiągnięć cywilizacyjnych w kontekście przyszłych zagrożeń?  

 

Przyszłe wojny pełnoskalowe rozpoczną się w Azji

Nie ulega wątpliwości, że przy takim potencjale jaki posiadamy w Europie i jaki możemy sobie wyobrazić za np. dziesięć czy piętnaście lat, europejskie państwa nie będą zdolne do wszczynania pełnoskalowych konfliktów zbrojnych. Niektóre państwa mogą zachować swój potencjał do ograniczonych interwencji militarnych, jednak większość z nich może mieć problem nawet z zaspokojeniem potrzeb w zakresie defensywnym.

Prowadzi to do konstatacji, że kolejne – po wojnie na Ukrainie – pełnoskalowe konflikty na świecie zaczną wybuchać najpierw w Azji. Gdzie poziom technologiczny państw, uprzemysłowienie, ale i wielkość populacji mogą pozwolić na wytworzenie odpowiednich potencjałów militarnych.

Z jednej strony wydaje się to pocieszające z perspektywy Europejczyków lub Polaków. Z drugiej jednak, prowadzi do oczywistego wniosku, że jeśli Azja wejdzie w erę wojen i podbojów terytorialnych, to jednym z priorytetowych celów przyszłych potęg militarnych będzie Zatoka Perska. Gdyby jakiejkolwiek azjatyckiej potędze udało się zdobyć kontrolę nad bliskowschodnim eksportem ropy naftowej, wówczas Europa mogłaby – przy założeniu, że ropa wciąż pozostanie surowcem strategicznym – stać się wasalem „wschodu” albo nawet następną ofiarą agresji z tamtej strony.

Obecne zagrożenie ze strony Rosji należy uznać za przejściowe i w gruncie rzeczy krótkotrwałe. To sytuacja w Azji stanowi największe wyzwanie dla światowego pokoju w perspektywie średnio i długoterminowej. To tam w Azji istnieją państwa dysponujące odpowiednimi zasobami (ludzkimi, przemysłowymi, technologicznymi) pozwalającymi na zbudowanie ofensywnie nastawionych armii. Jednocześnie to tamtejsze społeczeństwa wciąż uczestniczą w pogoni za prosperity. Poza Japonią, Koreą Południową oraz Tajwanem i Singapurem, cała reszta Azji jest dopiero na dorobku. Co jeśli marzenia o bogactwie się nie spełnią, a sytuacja wręcz się pogorszy? Jak na wewnętrzne kryzysy będą  reagowały bardziej lub mniej autorytarne rządy państw azjatyckich?

Jeśli Zachód nie utrzyma dotychczasowej dominacji w ładzie światowym, to zima przyjdzie nie z północy, ale ze wschodu.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

26 komentarzy

  1. Eeee tam, ta analiza Panie Krzysztofie to jak prognoza pogody u górala: będzie czy nie będzie?
    Ja to bym prosił o konkrety- ile, czego, gdzie, kiedy, z kim i dlaczego.

    Moim zdaniem jak nie zbudujemy teraz w ciągu dekady federacyjnej IVRP od Wałdaju po rzekę Don, co przekreśli federacyjną UE jako IV Rzeszę Niemiecką to przyszła nasza wojna będzie ze Szwabami, Rosją i Ukrainą jako sojusznikiem Niemiec. I do takiej musimy się przygotować.
    Ps a co do kształtu Armii to już tutaj pisałem jakbym sobie to wyobrażał w analizie o naszej wojnie.

    1. Mysle iz dosc latwo zauwazyc iz Polska juz od paru lat jest na etapie 3(atak informacyjny)- i atak ten wcale nie jest prowadzony ze wschodu tylko z zachodu wlasnie.Czy nastapia kolejne etapy to nie jest oczywiste gdyz potencjalnemu agresorowi na zachodzie brakuje CHYBA srodkow na kolejne etapy ale trzeba byc przygotowanym i wlasnie owa federacyjna IV RP zdaje sie byc jakims rozwiazaniem jako sposob na koncentracje srodkow obronnych.

      1. żeby nie ten Zachód to by podwarszawski Otwock wyglądał może dzić jak Bucza… RP z jakimkolwiek numerkiem nie ma za bardzo potencjału by przeciwstawić sie Rosji. Nasza armia słabsza, mniej liczna od ukraińskiej, a o obronie przeciwlotniczej nie ma w ogóle co wspominać. Owszem, dopiero po wybuchu wojny zaczęliśmy zamawiać za gigantyczne pieniądze uzbrojenie, ale trochę chaotycznie, przepłacając, a do tego z taką kasę że nie mam pojęcia jak to sfinansujemy. Wiem, oczywiście na kredyt, ale same zamówienia w Korei to większa kasa niż wartość całego Orlenu albo kilku KGHMów. A to tylko kredyt z Korei, a co z zamówieniami z USA, z UK, o drobnych zakupach we własnej zbrojeniówce nie wspominając. Ciekawe czy po wyborach dowiemy się, że wiecie – to był tylko taki chwyt marketingowy, ale teraz już na poważnie, redukujemy to o 2/3.

        Chciałbym marzycielom o Wielkiej Lechii rozwiać złudzenia. To Niemcy mają 2/3 PKB całej UE i jak zechcą, wystawią potężną armię, w dodatku na produktach własnego przemysłu głównie. Polska może się zadłużyć po uszy, ale przyjdzie w końcu sprawdzam. Więc bezpieczeństwo Polski leży po zachodniej stronie Europy, bo sama gów… może. USA jest daleko i pewnego dnia może mieć ważniejsze problemy niż obrona Polski. A w Europie jest Francja która potrafi produkować dowolne uzbrojenie (jak chyba tylko USA) oraz Niemcy – najsilniejsza gospodarka. I z nimi trzeba budować bezpieczeństwo a nie przeciwko nim.

        1. Mam do czynienia z niemiecka gospodarka na codzien-to juz rozpadajaca sie fikcja ktora wiekszosc wartosci dodanej czerpie z naklejania naklejki „made in germany” na produkty z Polski i Chin.Plus troche przemyslu w przestarzalych dziedzinach jak samochdy czy agd(ktory zreszta tez sie sypia bo ceny energii w Niemczech sa za wysokie).Znowu niemiecki sektor bankowy-coz ich najwiekszy bank(Deutsche Bank)to juz zombie,Obecnie Niemcy slabna z dnia na dzien i jada juz mozna by powiedziec tlyko na opinii-to takze pasozyt na Europie -to juz dlugo nie potrwa.Ja nawet uwazam iz Niemcy moga w pewnym momencie zdecydowac sie na agresie przeciw Polsce ale prawdopodbnie zabraknie im sil.

        2. drogi romualdzie , to co napisałes to nawet śmieszne jest ale bardziej głupie, PKB nie wystawia armii, a na pewno nie zrobią tego syci i grubi niemcy. Pomijam juz propagandowe bzdury jakoby gospodarka RFN była 2/3 europy;)) tego nawet propagandziści tuska nie wymyślili. Wiec albo jestes mitomanem albo zwykłym szwabskim lokajem;)

  2. Ładnie napisane. Zgadzam się w pełni, że era małych profesjonalnych armii przydatnych do misji zagranicznych z „roku 2000” odchodzi do lamusa. Należy dodać do artykułu potrzebę szkolenia i pozyskiwania rezerw. Młodzież na zachodzie jest obecnie delikatniejsza i mniej bojowo nastawiona niż 100 lat temu – należy ich oswajać z bronią i przedstawiać karierę w armii jako coś modnego i zaszczytnego.
    Prywatne firmy wojskowe tak, ale nie z ciężkim sprzętem bo istnieje duże ryzyko, że zostaną przejęte przez jakieś ugrupowanie polityczne.

    1. Po to istnieje NATO, by te małe, profesjonalne armie w połączeniu stanowiły dużą i dobrze wyszkoloną. Ściganie się z Azjatami na wielkość armii jest równie głupie, co ściganie się na demografię z Afryką. Jeśli rywalizacja z potencjalnym wrogiem ma nas do niego upodobnić, to po co i o co w ogóle walczyć?

  3. Ogromne armie?
    A kto to utrzyma?
    I skąd ludzi do nich?

    Demografia !!! Nasza leży i kwiczy, a obecny rząd tylko pogarsza sytuację (pompowaniem inflacji która finansowo rządowi się opłaca, zastraszeniem kobiet prawem aborcyjnym a la Salwador, brakiem polityki mieszkaniowej, pogarszającą się drastycznie jakością usług publicznych).

    To co – zwiększamy imigrację (nasz rząd od 2015 już to robi i ściąga imigrantów z Azji setkami tysięcy rocznie) – i robimy „legię cudzoziemska”? Raczej nie, bo taka legia groźna jest dla kraju, może zastosować casus Pirogożyna i się usamodzielnić.

    Zostaje nam budować mniej liczne oddziały, ale nadrabiać automatyzacją. Haubica nie z 5-osobową załogą ale 3-osobową, czołg nie 4-osobowy a 3-osobowy, bezzałogowe drony, pół lub całkowicie autonomiczne, zrobotyzowane platformy (np. drużyna piechoty + krocząca lub jeżdżąca platforma do przenoszenia sprzętu lub uzbrojona, albo dwie takie).

    Może zamiast desantu 6-osobowego z wozu wyskakuje 4-osobowy plus dwie zrobotyzowane platformy, jedna z automatycznym granatnikiem 40mm czy automatycznym moździerzem 60mm i KM 7,62, a druga z wKM 12,7mm i PPK Pirat? Radzą sobie autonomicznie i odbierają rozkazy jak zwykły żołnierze, realizując je samodzielnie, a w razie czego żołnierz może przejąć sterowanie? Wspierają ogniem 4-osobowy oddział, przewożą dodatkową amunicję (więc żołnierze mogą np. zabrać cięższą broń), może małe drony (coś w stylu X-Froniera WB Electronics) czy nawet same je wypuszczają, a w razie czego zrobią za osłonę przed ogniem czy wywiozą rannego. Albo wykopią szybko rów na mini-okop.

    Do tego maksymalna ochrona tych nielicznych żołnierzy którzy są, a więc ochrona indywidualna, pojazdy silnie opancerzone, ewakuacja rannych (szybka, opancerzone pojazdy do ewakuacji), opieka nad rannymi, oraz maskowanie, maskowanie, maskowanie.

    Drony masowo użyte zmieniły pole walki – maskowanie jest kluczowe. Multispektralne, od indywidualnego, po wszystkie pojazdy, czołgi, ect. Na każdą porę roku. Plus duża ilość celów pozornych do zmylenia przeciwnika.

    Oprona przeciwlotnicza i przeciwdronowa, masowa.
    A więc Wisła, Narew, Pilica, ale też masowość MANPADSów. Ale to wszystko za drogo na tanie drony, więc zakłócanie dronów (WRE), oraz artyleria przeciwlotnicza. Gdyby każde 30mm działko BWP czy Rosomaka mogło prowadzić ogień przeciwlotniczy, najlepiej z modułem który to ogarnie z rozpoznaniem, śledzeniem celu i przeliczeniem balistyki, a jeszcze lepiej sieciocentrycznie odbierze informację z radarów i wypracuje poprawki.

    Dobrze by każdy WKM montowany na pojazdach też miał możliwość prowadzenia (skutecznego) ognia do małych dronów.

    Do tego brona przed małymi dronami na najniższy szczebel: choćby po 1 szt na drużynę jakiegoś celownika balistycznego montowanego na standardową szynę, który takiego drona namierzy, zmierzy (laser?) wysokość/odległość i wyliczy poprawkę na jego ruch i położenie. I do tego jakaś amunicja przystosowana na takie drony, gdzie żołnierz ma ze 2 dodatkowe magazynki do tego celu.

    1. Lewus aborcjonista narzekający na demografię

      Demografia wszystkich białych ludzi leży i kwiczy wszędzie tam, gdzie weszły feminizm, demoralizacja, praca i „nauka” kobiet – zupełnie niezależnie od tego, czy państwo jest bogate, czy biedne i jaką prowadzi politykę.
      A akurat nasza, kraju wciąż bardziej tradycyjnego i rodzinnego, byłaby lepsza, ale leży przez to, że 2,5 mln głównie młodych ludzi wyjechało na Zachód. Dziś sztucznie polepszają statystyki wymierających ludów Zachodu, a brakuje ich w Polsce.

  4. 1) Miny, miny, miny…
    One zatrzymywały rosyjskie ofensywy, i zatrzymują teraz ukraińską.

    A więc:
    – systemy minowania (nasz Baobab jak najbardziej, ale jest ich mało, potrzeba też wersji gąsienicowych, oraz jakiś mniejszych np. na 4×4 z mniejszą ilością pakietów)
    – miniowanie narzutowe – do artyleri 155mm, 120mm, rakietowej 122mm czy HIMARSów czy tych koreańskich wynalazków
    – minowanie małymi dronami (praktykowane teraz np. przez Ukraińców, co może być bardzo wydajne gdy mały dron podkłada małą minę w konkretnym miejscu)
    – miny inteligetne

    Ważna jest też zdolność zaminowania nie swojego terenu (żeby potem go latami odminowywać) ale przeciwnika. Czyli gdy ruskie orki zgromadzą sprzęt przy granicy, trzeba by tą granicę szybko zaminować, ale też gdy ruszą – zaminować (narzutowo) teren po ruskiej (czy białoruskiej) stronie.

    A co do minowania swojego terenu, to nieźle byłoby gdyby był jakiś sytem lokalizacji gdzie te miny się położyło, by potem po konflikcie móc je skutecznie pozbierać.

    2) daleki zasięg – tego dziś brakuje Ukraińcom

    Co z tego że obronimy teren, jak nam orki bedą ostrzeliwać infrastrurukturę budowaną przez dekady za środki z UE? Trzeba mieć możliwość jej obrony (obrona przeciwlotnicza, zapuszczona u nas do 2022) oraz możliwość odpowiedzi pięknym za nadobne, czyli pociski o dalekim zasięgu, dużo, oraz może coś na kształt irańskich dronów – masowe (kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy), które przelecą te 500 czy 1000km i wyłączą prąd w Rosji.

  5. Dla mnie akurat artykuł średni. Czas na wakacje dla pana Krzysztofa ale że główka pracuje to trzeba przetrawić i przemyśleć sytuację Ukrainy po szczycie NATO np. gwarancje G7 oraz wpływ rozszerzenia NATO na północy i o Ukrainę w przyszłości. Dla PL oba fakty wydają się dobre.

  6. Widać, że pełnoskalowa wojna to logistyka, przemysł, zasoby ludzkie, jakość organizacji i jakość wyszkolenia. Trzeba mieć dużo, dużo amunicji, dużo min, dużo rakiet przeciwlotnicznych, dużo dronów. Trzeba to używać oszczędnie (tj. koszt/efekt) ale mimo to masowo. Amunicja precyzyjna (o ile jej ruskie WRE nie zakłóci) to podstawa, bo oszczędza żołnierza (mniej się wystawia na strzał, czy to operator bezpośrednio na styku z nieprzyjacielem czy artyleria narażając się krócej na ogień kontrbateryjny), oszczędza logistykę (mniej ciężarówek potrzeba, mniej lub mniejsze magazyny, łatwiej to ukryć przed przeciwnikiem), a też oszczędza infrastrukturę i ludność cywilną gdy wojna toczona jest na własnym terenie.

    I obrona przeciwlotnicza oraz przeciwdronowa to podstawa. Masowa, wielowarstwowa, kinetyczna oraz zakłócająca (szczególnie drony), lasrowa może. Drony zmieniają pole bitwy – nowa rewolucja, i trzeba mieć ich dużo przeciwko wrogom, ale też skuteczny sposób zwalczania (i tani, przy ich masowości) nad swoim terenem. Tu trzeba mieć środki do zwalczania dronów od najniższego poziomu. Jakieś celeowniki dla indywidualnej broni strzeleckiej, zdolność skutecznego ognia (znów optoelektronika) przeciwdronowego dla pojazdów – KM, WKM, lub towarzyszący jeden pojazd przeciwlotniczy (może takie wynalazki z Tarnowa jak obrotowy WKM z radarem) każdej kolumnnie ciężarówek czy innych pojazdów. Trzeba wzmocnić stropy drogich pojazdów (czołgi, haubice) czy zastosować jakieś rozpraszające strumień kumulacyjny wynalazki (jak gumowe jeże na niemieckich Pzh2000), lub bardziej profesjonalne siatki masowo teraz stosowane.
    Oraz WRE bo to u nas leży i kwiczy.

    I maskowanie, bo dziś to też podstawa. Każdy pojazd typu BWP, czołg, haubica, powinien dostać 1-2-3 komplety systemu maskowania z Lubawy, na lato, na zimę, na jesień. Ile by to nie kosztowało, to i tak ułamek ceny haubicy czy BWP.

    Wróciła też wojna okopowa. Pytanie czy już nie powinniśmy mieć jakiś umocnień na Przesmyku Suwalskim? I jakiś prefabrykowanych elementów do okopów. Jakiś np. prefabrykowany zestaw do wkopania dla moździerza, z opcją zamknięcia stropu w razie ostrzału, z mocowaniami dla maskowania, półkami na amunicję, ect. Elementy z których szybko można zrobić okopaną linię obrony, a żołnierzom zapewnia większy komfort i bezpieczeństwo.

    Czy prywatne firmy nie powinny być włączone w obronność kraju? Myślę o jakiejś sieci kooperantów, którzy za utrzymywanie gotowości do produkcji będą otrzymywać od państwa jakieś kwoty, i od czasu do czasu bedzie się puszczać krótką serię testową by zweryfikować zdolności. Żeby w razie W mogli natychmiast przestawić się na produkcję zbrojeniową, np. robić elementy do pocisków, chemię do materiałów wybuchowych, elementy do fortyfikacji, żywność, mundury, ochronę osobistą, ect. Ktoś ma firmę, utrzymuje jakieś maszyny, zapas materiałów, a państwo to mu finansuje i sprawdza od czasu do czasu. A jest to zasób, by szybko zwielokrotnić możiwości produkcyjne i dostarczać np. komponenty do montażu pocisków już stricte w takim Mesko czy innej firmie. W razie zaostrzania się sytuacji, jeszcze przed wojną, uruchamia się ten zasób i szybko uzupełnia zapasy. Firma musi mieć tylko dokumentację, maszyny, ludzi, i przetestowaną produkcję.

  7. Czyli chociazby(tak na szybko).
    1.Polityka prorodzinna (duza armia)
    2.Powszechny dostep do broni ale takze do innych narzedzi pozwalajacych cywilom na chocizaby bierna obrone(papierowy albo nawet i zloty pieniadz,powszechny dostep do vpn-ow,decentralizacja zrodel energii chocby solary czy pompy ciepla itp). („ochrona cywilow przed rzezia”)
    3.Powrot poboru i szkolen wojskowych. (duza armia).
    4.Odbudowa obrony cywilnej oraz wojsko obrony terytorialnej. („ochrona cywilow i infrastruktury przed rzezia”).
    5.Eliminowanie obcej naracji w mediach(przypomne iz jeszcze do niedawna wiekszosc mediow stawila sobie na punkt honoru „informowac” Polakow co tam pisza niemickie media o Polsce i „polskich kartoflach”). (wojna informacyjna).
    6.Zwalczanie antypolskiej propagandy(chocby terminu „polskie obozy”). (wojna informaycjna).
    7.Budowa wlasnego rpzmeyslu zbrojniowego (duza armia).

    To tak na szybko co mi tam przyslzo do glowy.
    Ogolnie artykul jako analiza(albo moze bardziej wstep do takowej)dobry poniewaz uswiadamia wielu iz wojny pelnoskalowe nie biora sie….znikad tlyko musza byc spelnione pewne warunki dotyczace zarowno sytuacji jak i samych graczy.Jako potencjalni agresorzy jawia sie tu chocby sypiace sie ekonomicznie Chiny oraz Turcja.

  8. Demografie poprawią nam tylko zmiany ustawowe legalizujące niewolnictwo nielegalnych migrantek i masowe gwałty rosyjskich służących pracujących za miskę ryżu u polskich panów, czyli musimy wygrać wojnę na UKR i doprowadzić do rozpadu FR. Niestety polskie kobiety wolą robić kariery zamiast masowo rodzic po min trójce dzieci,
    2/ Pobór to wojsko w koszarach i trwałe ujęcie na rok z rynku pracy kilkudziesięciu – kilkuset tysięcy młodzieży co jest BARDZO ZLYM pomysłem; lepiej wprowadzić obowiązkowa kilkumiesieczną unitarke dla wszystkich uczniów szkół ponadpodstawowych i studentów plus płatne cykliczne szkolenia rezerw i funkcjonariuszy służb państwowych – SW, PSP, PP, SG itd oraz zmiany w przepisach o pracy w administracji, że każdy kto pracuje w samorządzie i administracji rządowej ma mieć ukończone przeszkolenie wojskowe.
    3/ lepiej wprowadzić rotacyjne, płatne dla pracodawcy szkolenia rezerwistow i uczyć ich kilku specjalizacji wojskowych,
    4/ ustawa o powszechnym dostępie do broni, aby każdy nie karany Polak mógł kupić na dowód osobisty broń i amunicję w supermarkecie po kilkugodzinnym przeszkoleniu z jej obsługi ORAZ jednoczesne ZAOSTRZENIE kar bezwzględnego więzienia za rozboje i napady z jej użyciem. Po prostu masowo uzbroić naród na zasadach 500+, bo 95 % zainteresowanych kupi sobie FN czy Grota i postrzela po mszy na strzelnicy a pewnie z kilkuset szajbusów rocznie popełni przestępstwo. Dziś prawo wszystkich nas traktuje jak patologicznych durniów, bandytów i dzikusów którzy chcą się wzajemnie pozabijać.
    5/ a koszt zbrojeń to ok 550MLD netto do poniesienia w dekadę, czyli rocznie 50MLD PLN ok 8% corocznego budżetu, tyle kosztuje utrzymanie niepodległości.
    Odbierzemy sobie to w PRZYSZLEJ WOJNIE w 7 BLN PLN zaległych niemieckich reparacji więc brać kredyty, płacić,budować linie produkcyjne, armaty zamiast masła!

  9. Belma miała w ofercie ciekawe miny kierunkowe – pewnie ich nie zamówiono, jak zresztą całej reszty potrzebnego sprzętu.
    Do przełamywania fortyfikacji potrzebne są zdalnie sterowane, opancerzone fadromy, spychacze, dźwigi z chwytakami do cięcia drutu kolczastego. Mamy takie?
    W czasie pokoju można się przygotowywać na atak. Można np. w zakładach budowy mostów, wiaduktów, przęseł itp. zlecić budowę prefabrykowanych bunkrów i atrap bunkrów. A na miejscu, w którym mają zostać postawione przygotować fundamenty, by w razie ataku podjechały zwykłe ciężarówki i dźwig i osadziła bunkier z prefabrykatów. Na czas pokoju fundamenty powinny być przysypane ziemią i niewidoczne. Fakt produkcji w linii pozwoli przećwiczyć żołnierzy w zakresie obrony w takim bunkrze i sposobów prowadzenia walki i łączności. W bunkrze może bronić się starsze pokolenie rezerwistów – niezdolne do szybkiego biegania, ale potrafiące strzelać, odpalać.
    Można również regulować brzegi rzek, w sposób uniemożliwiający korzystanie przeciwnikowi z brodów, które przecież i my i Rosjanie znają.
    Wreszcie potrzebna jest amunicja dymna – aerozolowa, uniemożliwiająca naprowadzanie pocisków laserem ( a takiej używa Rosja ) i używanie termowizji. I to powinna być amunicja moździerzowa, haubiczna, jak i zwykłe granaty oraz miny dymne.

  10. Demografia to klucz. Nasza jest fatalna. A rząd swoimi fanatycznymi religijnymi wrzutkami (aborcja, in vitro, badania prenatalne) tylko pogarsza sytuację. Tu się już się dużo nie zmieni, ale można skończyć z dyktatem starych dziadów wobec płodnych kobiet i coś pomóc jeszcze. Koniec z religijną ortodoksją w prawie dotyczącym zdrowia kobiet (Ordo Iuris to ruscy sabotażyści), pełne finansowanie in vitro. Plus mobilizacja gospodarczą by ułatwić rodzicom decyzję: służba zdrowia (z dobrym traktowaniem kobiet w ciąży i przyjazne porody), żłobki darmowe, przedszkola, szkoły przystosowane do trybu pracy rodziców, podatki dla tych bezdzietnych, ect. Mała mobilizacja w tym kierunku. I jakąś ścieżka do obywatelstwa dla imigrantów (wymogi: praca, niekaralność, język, egzamin z historii, co tam wymyślą – jasne kryteria) plus opcją szybszego obywatelstwa za służbę w wojsku.

    A w armii trzeba brać pod uwagę demografię: zakupy sprzętu z mniejszą obsługą, jak haubic K9 to modernizacja do automatu ładowania, pancerz do ochrony, maskowan8e i sprzęt do ewakuacji rannych, roboty na etacie (najlepiej produkowane w kraju czyli preferencje w gospodarce) – takie co przetransportują amunicję, uzbrojone np w WKM, KM, granatnik 40mm, rozminowujące… Maskowanie by chronić tych nielicznych żołnierzy co są, ochrona osobista, optyka. Zrobotyzowana logistyka.

    No i amunicja precyzyjna = mniej ludzi potrzeba, szczególnie w logistyce amunicji, a efekt taki jak dużo konwencjonalnej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *