PANDEMIA – SZANSA DLA POLSKI

Mówi się, że skuteczny przedsiębiorca lub polityk, nawet najgorszą kartę rzuconą mu przez los, próbuje przekuć na konkretną walutę. Jest to niezwykle cenna umiejętność pozwalająca podnieść się po najbardziej dotkliwym niepowodzeniu. I choć czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy, obserwując politykę (i tą krajową i międzynarodową) często spotykamy się z narracją, która wynika z powyższej zasady. Każde wydarzenie jest bowiem wykorzystywane przez polityków do medialnego ataku na oponentów, lub też do wykazania, że ich własne działania/propozycje były właściwe. I choć niekończąca się wojna medialna wykorzystująca tego rodzaju mechanizm może być niezwykle męcząca dla odbiorcy/wyborcy, to jednak jest dowodem na niezwykłą elastyczność polityków. Posiadających umiejętność dostosowania się do zaistniałej sytuacji i wyeksploatowania danego wydarzenia w możliwie najbardziej korzystny dla siebie sposób. Innym często powtarzanym w dyskusjach mottem jest to mówiące, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Innymi słowy, jeśli przetrwasz aktualne trudności, na przyszłość będziesz mądrzejszy, bardziej doświadczony i lepiej przygotowany na zaistnienie podobnej sytuacji.

Reasumując, stare życiowe porzekadła instruują nas, w jaki sposób radzić sobie w czasie kryzysu (wykorzystać go) oraz jak spożytkować doświadczenia z nim związane na przyszłość. By podobna sytuacja się nie powtórzyła, lub byśmy byli na nią przygotowani.

Będąc uzbrojonym w mądrości ukute doświadczeniami wielu poprzednich pokoleń, można zastanowić się, jak z nich skorzystać w dobie panującej pandemii COVID-19 (chcąc nie chcąc, nie uciekniemy od tego tematu). By to zrobić, należy jednak dostrzegać słabości, jakie towarzyszyły nam przed zaistnieniem pandemii. I zadać sobie pytanie, czy obecne warunki nie są dogodniejsze do wyeliminowania tychże słabości. Jednocześnie aktualna pandemia i doświadczenia z nią związane, powinniśmy traktować jako sygnał ostrzegawczy. Przestrogę, ale i również kierunkowskaz. Bowiem nie ma nic bardziej mobilizującego do przygotowania się na ewentualną wojnę (gospodarczą, ekonomiczną, polityczną czy też militarną) niż przekonujący strzał ostrzegawczy.

GLOBALIZACJA, ŁAŃCUCHY DOSTAW, KONSUMENT I PRZEDSIĘBIORCA

Prawdopodobnie za jakiś czas dostrzeżemy pozytywne skutki wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią. Ponieważ od kilku lat zanosi się na to, że naprawdę czekają nas trudne czasy. I pod względem geopolitycznym, ale i gospodarczo-ekonomiczno-finansowym.

Wyobraźmy sobie, że taki niebezpieczny moment wydarza się znienacka, w czasie największego prosperity i spokoju. Co nie wymaga wysiłku, bowiem pandemia właśnie przyłapała nas z opuszczoną gardą. W takiej sytuacji, ewentualne straty bywają największe. Bowiem otrzymany cios boli najbardziej wówczas, gdy najmniej się go spodziewamy. W boksie, często dochodzi wówczas do ciężkiego nokautu. Co definitywnie kończy zmagania.

Analizując współczesną kondycję świata, a także już wcześniej rozpoczęte tendencje, rzeczywiście można spodziewać się trudnych, lub też jak mawiają Chińczycy, ciekawych czasów. Jednak dotychczas, przeciętny Polak (czy to pracownik czy też przedsiębiorca) nie odczuwał nadchodzących zmian we własnym życiu. Wobec czego, nie istniał impuls do rozpoczęcia jakichkolwiek przygotowań czy też zmiany dotychczasowego trybu funkcjonowania. Firmy, czy gospodarstwa domowego. W codziennej gospodarczej egzystencji, najważniejszy był czysty bilans ekonomiczny. Zarobić najwięcej. Wydać jak najmniej przy zaspokajaniu potrzeb związanych z jakością zakupywanych towarów i usług. Liczyły się tylko i wyłącznie zysk, cena oraz jakość. Bezpieczeństwo otrzymywaliśmy niejako w pakiecie. Było zagwarantowane, pewne i niezagrożone.

I to się właśnie zmieniło. Na każdej z płaszczyzn. Czy to biznesowej, państwo-publicznej czy też prywatnej. Ze względu na strach przed CODIV-19, model biznesu nastawionego tylko i wyłącznie pod kątem maksymalizacji zysku stracił rację bytu. Od teraz, mądry przedsiębiorca będzie kalkulował, czy uzależniać się całkowicie od zewnętrznych dostawców ryzykując plajtę w momencie zamknięcia granic, czy też zdywersyfikować zakupy. I choć części z nich dokonywać na krajowym rynku. Również zagrożenie związane z niedostępnością niektórych produktów powinna zmobilizować lokalną społeczność, do świadomej konsumpcji. Czyli stawiania na rodzime produkty, wytwarzane na terenie kraju. Bowiem to nie zysk (lub oszczędność), a BEZPIECZEŃSTWO jest najważniejsze. Co staje się oczywiste dopiero w momencie, gdy dotychczas stabilny systemem zachwieje się. Dzięki temu, mogą powstać warunki dla lokalnych wytwórców i producentów, a budowa własnych firm i zakładów przemysłowych zawsze wspomaga rozwój technologiczny kraju. O czym szeroko pisałem w tekście pt.: „Dlaczego warto kupować polskie produkty?”

Ta zmiana perspektywy dokonuje się na naszych oczach. Jest intuicyjna i niemal automatyczna. Bowiem okazało się, że gdy nadchodzi trudny moment, wówczas niezależność od łańcuchów dostaw jest na wagę złota. Wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby granice państwa zostały zamknięte całkowicie. Również dla transportu żywności. Wówczas rolnik z pobliskiej plantacji stałby się naszym najcenniejszym przyjacielem. O ile byśmy takiego znaleźli…

Ponieważ lokalni rolnicy, wytwórcy dóbr, producenci papieru toaletowego nie rosną na drzewach. Oni żyją i rozwijają biznes z tego, co sprzedają. A sprzedają to, co zechcemy od nich kupić. Rynek osiąga największy potencjał konsumpcyjny w czasie prosperity. I to właśnie wtedy, trzeba myśleć o gospodarczym patriotyzmie i wspieraniu lokalnych wytwórców. Bo to w czasie wzrostu gospodarczego i dobrobytu zakłady produkcyjne mogą się rozwijać. Gdy nadchodzi krach i katastrofa gospodarcza, bazujemy na tym, co udało się zbudować wcześniej. Jeśli w dobrobycie, z jakiś przyczyn, upadłyby wszystkie zakłady rolno-spożywcze, w czasie kryzysu nie mielibyśmy co jeść. Chyba, że udałoby się żywność importować. I tak jest w przypadku każdej produkcji.

Jednak już teraz widzimy, że gdy niebezpieczeństwo dotyka poszczególne kraje, ich rządzący zapominają o solidarności i wspólnocie europejskiej. Dbają przede wszystkim o interes własnych państw i społeczeństw (co jest zrozumiałe). Dlatego Niemcy zablokowali możliwość wywożenia z RFN maseczek ochronnych. By nie pozbywać się strategicznie ważnych aktywów, które mogą pomóc w walce z pandemią. Stałoby się podobnie, gdyby nagle zabrakło w Niemczech wody czy żywności. Granice zostałyby zamknięte. Być może nawet dla tranzytu żywności zakupionej od francuskich rolników, dla polskiego odbiorcy.

Dlatego, dla polskiego konsumenta najważniejszą nauką na przyszłość winno być wybieranie polskich produktów. Wytwarzanych lokalnie. Zwłaszcza, jeśli chodzi o dobra podstawowe. Czyli żywność czy artykuły codziennego użytku. W ten sposób budujemy własne bezpieczeństwo i niezależność od łańcuchów dostaw, które można łatwo przerwać.

Tego rodzaju świadoma konsumpcja wzmocni lub pomoże przetrwać lokalnym wytwórcom. Stworzy warunki bardziej przyjazne dla rodzimego biznesu, co bez potrzeby sztucznej ingerencji państwa, zabezpieczy całe społeczeństwo przez ewentualnymi skutkami niespodziewanych wydarzeń.

Z perspektywy samego biznesu, producent czy handlarz opierając całą swoją działalność o import (czy to podzespołów, półproduktów czy gotowych towarów), zwyczajnie ryzykuje. Dotychczas zagrożenie było zupełnie niedostrzegalne. Wręcz nie wydawało się nawet realne. Jednak lockdown spowodowany pandemią powinien zadziałać jak terapia szokowa. I jestem przekonany, że tak się właśnie stanie. Rodzimi inwestorzy będą od teraz musieli kalkulować, czy nie lepiej będzie pozostawić choć część produkcji na terenie kraju. Nawet jeśli będzie to rozwiązanie mniej opłacalne. Tego rodzaju zabezpieczenie może bowiem w przyszłości uchronić ich przedsiębiorstwo od upadku. Pozwoli utrzymać choćby małą część działalności, dzięki czemu łatwiej będzie następnie skorzystać z kryzysu. Bowiem w dobie odcięcia łańcuchów dostaw, ten kto będzie wytwarzał produkty lokalnie, ma szansę przejąć 38 milionowy rynek. Dla dobrze zabezpieczonego przedsiębiorcy, kryzys może stać się okazją.

Biznes jednak nie posiada impulsu do przygotowywania się na trudniejsze czasy, jeśli nic nie wskazuje na to, że takie mogą nastać. Co prowadzi do wzmożonej konkurencji rynkowej i maksymalizacji zysków poprzez pozyskiwanie towarów i usług po jak najniższych cenach. Jednak pandemia COVID-19, a raczej gospodarczy lockdown nią spowodowany całkowicie zmienia perspektywę. Od teraz, kalkulacja nastawiona na zabezpieczenie się na trudniejsze czasy, będzie towarzyszyła każdemu biznes planowi. Pandemia, niczym szczepionka, może uodpornić nas na przyszłe zawirowania geopolityczne i ekonomiczne. I stanie się to naturalnie, bez potrzeby ingerencji władz centralnych.

CO SIĘ NAPRAWDĘ LICZY

Warto w tym miejscu wyobrazić sobie dość katastrofalną wizję związaną ze skutkami pandemii. Taką, w której w wyniku prowadzonej interwencji banków centralnych i instytucji finansowych, a także trwającego kilka miesięcy lockdownu, upada globalna gospodarka oraz waluty (w tym dolar). Zastanówmy się, co w takiej sytuacji będzie liczyło się najbardziej. Potencjał? Rozwój gospodarczy? Wielkość populacji? Czy też istniejące już, gotowe do wykorzystania aktywa?

Gdy system upada, nie liczy się ile bezwartościowych banknotów posiadasz w kieszeni i co wcześniej mógłbyś za nie kupić. Ważne jest to, czym dysponujesz. Realnie. Ktoś może być niewyobrażalnie bogaty, mieszkać w najlepszych hotelach, zatrudniać ochronę, korzystać wszelkich dóbr luksusowych oraz posiadać świetlane perspektywy biznesowe na przyszłość. Jednak, gdy z jakiś względów nie będzie mógł więcej korzystać z własnego potencjału finansowego, wówczas hotel w którym mieszka przerobią na szpital, ochrona się rozejdzie, a dobra luksusowe stracą na znaczeniu. W jakże lepszej sytuacji znalazłaby się osoba, która dysponowałaby własnym domem, ogródkiem oraz bronią, którą potrafiłaby się posługiwać samodzielnie. Analogicznie można opisać sytuację państw. Co z tego, że Chiny posiadają potencjał do zbudowania najpotężniejszej na świecie floty w przeciągu 20, 30 może 40 lat. Skoro dziś dysponują dwoma przestarzałymi lotniskowcami, w sytuacji, gdy US Navy posiada zdolność do kontrolowania wszystkich oceanów świata równocześnie. Co z tego, że USA to największa gospodarka świata, skoro amerykańskie zakłady produkcyjne znajdują się w Chinach. Gdyby nastąpił globalny krach gospodarczy, wszyscy zaczęlibyśmy liczyć żywność, wodę i … Czołgi.

Nie do przecenienia byłyby własne zdolności produkcyjne, know-how (technologie), już wybudowana infrastruktura oraz armia. Znacznie łatwiej jest odbudować lub utrzymać gospodarkę, gdy fabryka z Łodzi zaopatruje za pośrednictwem kolei czy transportu drogowego, odbiorców w Szczecinie. Jak łatwo wznowić postęp technologiczny, gdy dokumentacja technologiczna i placówki badawcze wraz z personelem znajdują się w kraju. Te wszystkie wartościowe, zwłaszcza w dobie kryzysu, aktywa muszą być jednak zabezpieczone. Przez silną armię.

PAŃSTWO, WOJSKO I SZANSE

By zbudować własną infrastrukturę, przemysł, armię oraz rozwijać technologie, należy wspierać krajowych producentów. I to powinno odbywać się na płaszczyźnie społecznej, ale i państwowej. A tym samym, nie powinniśmy rezygnować z utrzymywania własnych kompetencji w zakresie produkcji uzbrojenia. Państwowe zakłady zbrojeniowe nigdy nie były i nigdy nie będą najbardziej efektywną formą prowadzenia biznesu. Jednak są niezbędne dla utrzymania bezpieczeństwa kraju. To co możemy wyprodukować samodzielnie, musimy wytwarzać we własnym zakresie. Tam, gdzie wyzwania nas przerastają, należy dokonywać zakupów. Szybko. Tempo zmian na świecie może zacząć gwałtownie przyśpieszać, a wówczas nikt nie będzie czekał, aż Polska zbuduje własny czołg nowej generacji, czy też doczeka się euro-czołgu. W mojej subiektywnej ocenie, nie ma już czasu na inwestowanie w przyszłe, niepewne projekty. Należy decydować się na to, co już jest dostępne. Bo na wdrożenie nowego, choć istniejącego dziś uzbrojenia, również potrzebne będzie kilka lat.

Na temat wad i słabości w Wojsku Polskim można napisać całą księgę. Istnieją całe grupy tematyczne poświęcające szczególną uwagę temu zagadnieniu. Jednak w zakresie budowy silnej polskiej armii, jako struktury ludzkiej, pojawiają się właśnie nowe szanse. W wyniku gospodarczego lockdownu wiele osób może stracić miejsca pracy. Na stabilnym rynku o niskim bezrobociu, państwowy pracodawca co do zasady wydaje się być mało atrakcyjny. Jednak często relatywnie niskie zarobki, rekompensowane są stabilnością ich wypłacania, a także bezpieczeństwem zatrudnienia. W momencie, gdy sektor komercyjny traci na zaufaniu, jak również ekonomicznej konkurencyjności, sektor publiczny ma szansę pozyskać nowe, wartościowe kadry. O ile życzyłbym sobie możliwie najmniejszej ilości urzędników w aparacie państwowym, o tyle od lat mówiło się o trudnej sytuacji kadrowej w służbach mundurowych. Być może zły czas dla prywatnych pracodawców i pracowników, okaże się dobrym czasem dla Wojska Polskiego? I przemysłu zbrojeniowego (gdzie też przydadzą się nowi technicy i specjaliści). Nadchodzi czas, gdy rekrutacja do armii będzie znacznie ułatwiona. Należy to wykorzystać.

Jeśli pandemia będzie się rozwijać, a lockdown potrwa dłużej, wówczas przeceny staną się powszechne. To będzie doskonały moment, na dokończenie odzyskania strategicznej części sektora bankowego z rąk komercyjnych banków zachodnich. W dobie luzowania ilościowego i międzynarodowej zgody na podejmowanie nadzwyczajnych operacji finansowych przez państwowe banki centralne, NBP może dysponować nieograniczoną ilością gotówki (co zresztą sam stwierdził niedawno Prezes Narodowego Banku Polskiego). Polskie państwo może wobec tego zapełnić worek pieniędzmi i ruszyć na wyprzedaż. Po to, by dokonać strategicznie istotnych zakupów. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nacjonalizacji rynku, jednak są pewne sektory, nad którymi państwo musi sprawować kontrolę (waluta, energetyka, armia). W innych częściach rynku (jak choćby media), państwo winno wspierać rodzimych nadawców. O ile próba znacjonalizowania rynku medialnego byłaby niezwykle groźna, o tyle państwo powinno pomyśleć teraz nad wsparciem rodzimych nadawców czy redakcji. Tak by nie tylko mogły utrzymać się na trudnym i owładniętym zachodnią konkurencją rynku, ale i dokonywać ekspansji.

Polska nie będzie silnym państwem, dopóki społeczeństwo będzie manipulowane przekazem medialnym za pośrednictwem platform informacyjnych kontrolowanych przez kapitał zagraniczny. Nadzwyczajne okoliczności (jak pandemia COVID-19) to dobry moment, by pod osłoną szumu informacyjnego związanego z koronawirusem, dokonać delikatnych posunięć wspierających rodzime, ale komercyjne media. Owszem, nie zawsze komercyjni nadawcy są przychylni konkretnym rządom. Jednak właśnie tego rodzaju odwagi politycznej, wymagam od polskich elit. Nie ma innej drogi, bowiem każda próba przejęcia danego portalu, telewizji czy redakcji przez podmioty powiązane z rządem (lub od niego uzależnione), zostanie odczytana przez społeczeństwo w negatywny sposób (i słusznie!). To nie państwo musi odzyskać własny rynek medialny, tylko Polacy. Państwo natomiast powinno ten cel ułatwić i umożliwić (przy pomocy dofinansowania? Kredytów?).

Nie ma lepszego momentu na wprowadzenie mało popularnych reform społecznych (mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa) niż okres zagrożenia. Tylko wówczas obywatele godzą się na obciążanie ich koniecznymi obowiązkami. Zamiast wykorzystywać pandemię koronawirusa do zwiększania inwigilacji obywateli, walki z gotówką oraz zwiększania kontroli państwa nad sektorem prywatnym, Państwo powinno przywrócić np. powszechną służbę wojskową. Koncept Wojsk Obrony Terytorialnej był projektem świetnym i odpowiadającym czasom prosperity. Zmuszanie ludzi, którzy nie myślą o bezpieczeństwie, do odbywania obowiązkowej służby wojskowej nie znalazłoby zrozumienia w społeczeństwie. Pomysł na budowę ochotniczych, pół-amatorskich związków zbrojnych był kompromisem i dobrą metodą na odbudowywanie rezerw dla Wojska Polskiego. Jednak teraz może być właściwy moment, do zrobienia kroku dalej. Jeśli lockdown przyczyni się do wzrostu bezrobocia i okresowego kryzysu, wówczas opłacana przez państwo, powszechna i obowiązkowa służba wojskowa dla osób kończących naukę znajdzie zrozumienie. I nawet poparcie. Zapewne w tym miejscu odezwą się zwolennicy armii zawodowej i krytycy wysyłania na pole bitwy słabo wyszkolonych żołnierzy, którzy byliby łatwym celem. Nie chodzi jednak o to, by w czasie wojny walczyć „pospolitym ruszeniem”. Tylko o to, by odpowiednio rozbudowana armia zawodowa posiadała możliwość kompensowania strat bitewnych. Łatwiej przecież będzie podszkolić obywatela do wymaganego, wysokiego poziomu, gdy ten już wcześniej zostanie obeznany z bronią i rutyną wojskową.

REFORMY GOSPODARCZO-PODATKOWE – TO JEST TEN CZAS!

W sytuacji gdy gospodarka została niemal całkowicie zastopowana, a Skarb Państwa nie może liczyć na podatki, dokonanie potrzebnych, acz ryzykownych reform gospodarczych wydaje się być znacznie prostsze. To jest właśnie czas na deregulację prawną oraz obniżenie obciążeń publiczno-podatkowych. Tąpnięcie gospodarcze już nastąpiło. Straty w budżecie są pewne i nie do odrobienia. Zwłaszcza na gruncie podatków PIT oraz VAT. Ta katastrofalna dla gospodarki sytuacja zwyczajnie nie może być gorsza (nawet w czasie tradycyjnego kryzysu nie byłoby sytuacji, w której wszystko niemal staje w miejscu). Nie można wobec tego obawiać się, że np. przy likwidacji podatku dochodowego, budżet państwa może zbytnio ucierpieć (ponieważ np. źle skalkulowaliśmy wpływy z podwyższonego VAT-u co nie skompensowało się wzajemnie). Dlatego właśnie jest idealny moment na likwidację tych najgorszych podatków (jak te dochodowe) oraz ujednolicenie stawek VAT. Straty w budżecie wystąpią tak czy inaczej, a rząd i tak będzie łatać dziurę budżetową poprzez dodruk pieniądza i kredyty. Reforma systemu podatkowego będzie teraz mało ryzykowna. Nie mamy nic do stracenia, a ewentualne błędy w kalkulacjach i tak pokryje się poprzez stosowanie już wprowadzonych mechanizmów (QE,repo etc.etc.).

Największym błędem rządu, o co osobiście będę miął największe pretensje, będzie nie wykorzystanie niemal całkowitego lockdownu gospodarczego do dokonania pozytywnych reform podatkowych. Reform, które w sytuacji podnoszenia gospodarki, pomogą wydźwignąć się znacznie szybciej.

To nie jest miejsce, gdzie chciałbym opisywać szkodliwość instytucji podatku dochodowego (czyli karania za pracowitość) i potrzebę ujednolicenia stawek VAT (co wszystko łącznie znacznie uprościłoby system podatkowy). Jednak powyższe działania, być może budzące obawy w czasie stabilności systemu, są w tej chwili możliwe do przeprowadzenia. I wręcz niezbędne do uwolnienia polskiego potencjału gospodarczego. Z obecnego kryzysu możemy powstać znacznie szybciej niż inni i stać się silniejsi.

Rząd w tej chwili i tak nie ma pojęcia, do jakiego poziomu wcześniejszego pułapu gospodarczego, powróci polska gospodarka po lockdownie. Tak więc nie ryzykuje wiele, jeśli w czasie kompletnego zastoju zmienimy podstawy funkcjonowania budżetu i pozwolimy ekonomii zacząć pracować na nowych, znacznie zdrowszych zasadach. To niebywała okazja. MUSIMY TO ZROBIĆ!

Niezbędny również jest powrót do tzw. ustawy wilczka. Czyli całkowitej deregulacji zawodowej i biznesowej, poza kilkoma strategicznie ważnymi sektorami. Polacy muszą mieć możliwość nieskrępowanego poruszania się po rynku. Wchodzimy w okres, w którym ludzie masowo będą zmieniać kwalifikacje i zawody. I muszą mieć możliwość dokonywania szybkich zmian, by dostosować się nowych warunków na rynku! Być może powstaną nowe branże, a stare upadną. Z pewnością wiele osób będzie zmieniać pracę. Nie możemy sobie pozwolić na to, by przebranżowienie pracowika/przedsiębiorcy trwało całe miesiące z uwagi na potrzebę zdobycia jakiejś licencji czy zezwolenia! Nasz rynek i prawo muszą być maksymalnie proste oraz  elastyczne!

SZANSA NA ZMIANĘ UKŁADU SIŁ

Wygląda na to, że oprócz drukowania pieniądza i wspomagania chorego systemu bankowego, państwa zachodu (w tym UE) nie mają innych pomysłów na wsparcie własnych gospodarek. To jest właśnie moment, na który Polska czekała trzydzieści lat. Ciągle goniliśmy „zachód”, ale w czasie prosperity, gdzie najbogatsi dyktowali warunki – nie mieliśmy nigdy równych szans na dogonienie czołówki. Jednak reguły gry właśnie się zmieniają. Z uwagi na szczególny czas zagrożenia pandemią, można zrobić więcej. Kto pierwszy stanie na nogi po gospodarczym lockdownie i najlepiej przetrwa okres kryzysu, zyska przewagę nad innymi gospodarkami. Jeśli polski rząd wykorzysta ten trudny czas, do zreformowania systemu podatkowego i przestawi zasady działania gospodarki na nowe, prostsze i bardziej rozwojowe tory, wówczas przekujemy złą kartę na dobrą monetę. Polska wzmocni się na arenie międzynarodowej, a inne państwa będą chciały z nami rozmawiać choćby tylko z tego względu, by otrzymać dane dotyczącego tego, w jaki sposób udało nam się wydźwignąć z kryzysu. Jednocześnie wzrost polskiej gospodarki względem innych, da nam nowe możliwości oraz siłę w negocjacjach politycznych w Unii Europejskiej. To wszystko leży w naszych możliwościach. I wydaje się być wykonalne.

PODSUMOWANIE

Nie lubię nadawać cech całym narodom (zwłaszcza tych negatywnych). Jednak uważam za słuszne stwierdzenie, iż jesteśmy przedsiębiorczą i zaradną nacją. I choć dziś możemy na zaistniałą sytuację spoglądać z obawą, to być może właśnie pojawiają się okazje, które będziemy mogli wykorzystać. I zrobimy to. Bo w historii pokazaliśmy już wielokrotnie, że trudne momenty to nasz czas. Potrafimy mobilizować się i myśleć w sposób niekonwencjonalny w sytuacjach, które łamią innym wolę do działania. Spokój ostatnich dwudziestu lat dezaktywował nasz instynkt samozachowawczy. Jednak od pewnego czasu budzimy się. I myślimy o tym co jest i co będzie. Musimy jeszcze tylko przypomnieć sobie, że zagrożenia są wyzwaniem. A strach, to najlepszy zapalnik ładunku mobilizacji.

Myśl o COVID-19 może paraliżować. Tak jak została sparaliżowana polska, ale i światowa gospodarka. Jednak w podświadomości jest wirusem, który złamie dotychczasowe kody myślowe oraz sprawi, że społeczeństwo będzie postrzegać rzeczywistość innymi kategoriami. Czy wyjdzie nam to na dobre? Zobaczymy. Każde zagrożenie, jest wyzwaniem. Każdy kryzys, jest szansą.

Ufam, że polscy przedsiębiorcy, pracownicy i konsumenci zdadzą egzamin i po zakończeniu się pandemii, pamiętając lekcję, zaczną działać z myślą o bezpieczeństwie. Według wyżej opisanych prawidłowości. Tak jak po roku 1989 czy nawet 2008, Polacy sobie poradzą. Byleby nie przeszkadzała władza. Jednak uważam, że w tej chwili polski rząd stanął przed wyzwaniami i szansami, które zwyczajnie jest zobowiązany wykorzystać. I jeśli tego nie zrobi, możemy bezpowrotnie stracić okazję do wzmocnienia się. Tak pod względem gospodarczym jak i politycznym. Zabezpieczenie strategicznych sektorów, wzmocnienie armii, a także głębokie reformy podatkowe są w tej chwili łatwiejsze do przeprowadzenia niż kiedykolwiek w ostatnich 20 latach. Wciąż na naprawę czeka system emerytalno-rentowy, choć nie jestem przekonany, by to był akurat dobry czas na zmiany w tym sektorze (bowiem większość Polaków właśnie tutaj upatruje teraz stabilizacji i ratunku).

Pandemia i związany z nią lockdown, to strzał ostrzegawczy, który powinien zadziałać mobilizująco oraz przygotować nas na znacznie trudniejsze czasy, których nadejście jest bardzo prawdopodobne. Jednocześnie to moment okazji, które należy wykorzystać, w celu naprawy chorego systemu podatkowego, którego nikt poza specjalistami, już nie jest w stanie zrozumieć. Powtarzając tezę z innego artykułu, jeśli Państwo wymaga od obywatela zapłaty podatków, to ich wysokość i stawki winny być łatwe do ustalenia dla każdego podatnika (uwzględniając również tych najmniej zorientowanych w prawie i podatkach!). A nawet więcej, to państwo winno wskazywać konkretne kwoty jakich się domaga, jeśli nakłada obowiązek podatkowy. Jednak nie wymagam w tym miejscu powrotu do podatków pogłównych i celowych (co byłoby optymalne, ale rozumiem, że wciąż trudne do wprowadzenia). Wystarczy zlikwidować podatki dochodowe, wprowadzić jedną wspólną, uśrednioną (choć zawyżoną by zrekompensować brak PIT i CIT) stawkę VAT, oraz dokonać deregulacji zawodowo-biznesowej. Tak by każdy mógł z łatwością, z dnia na dzień, podjąć działalność w zupełnie innego rodzaju działalności i by przebranżowienie nie musiało trwać miesiącami. To jest jak najbardziej realny postulat, możliwy do przeprowadzenia właśnie w zaistniałych, trudnych warunkach. Dzięki tym zmianom, polska gospodarka będzie mogła wystrzelić w górę, jak tylko znikną istniejące blokady. Musimy odbudować fundamenty, na których posadowiony jest nasz dom. Dobudowywanie kolejnych ścian i pięter nie rozwiąże naszych problemów i nie zażegna zagrożenia. Sprawi jedynie, że upadek i katastrofa będą jeszcze bardziej spektakularne. Dlatego należy wrócić do pracy u podstaw. Uwolnić rynek i potencjał polskiego społeczeństwa. Wzmocnić bezpieczeństwo. Przyszedł odpowiedni czas na dokonanie remontu, bowiem i tak połowa funkcji w domu jest wyłączona. Do dzieła!

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog.

29 komentarzy

  1. Bardzo dobry tekst. Dodam, że pojawi się też możliwość dokonywania zakupów w całej Europie. Będą tanie przedsiębiorstwa, które będzie można przejąć. W ten sposób będzie można odwrócić niektóre skutki naiwności planu Balcerowicza i głupiej prywatyzacji lat 90tych – to jest skazanie wielu branż w Polsce na niedorozwój technologiczny, niekonkurencyjność, na zanik kształcenia kadr inżynierskich wreszcie na obumarcie. To co znikło z Polski przez import z Niemiec czy Chin może wrócić przez zakup aktywów w Europie Zachodniej. Zakup aktywów czyli zakup udziału w rynku. I być może w kolejnym kroku daną produkcję będzie można częściowo chociaż przenieść do Polski, która pozostanie wciąż krajem o tańszej sile roboczej a może stać się krajem o tańszej wysokokwalifikowanej sile roboczej. Naprawdę otwiera się opportunity window dla Polski i nie powinno być to bardzo trudne. Problem tkwi w tym, że nie zrobią tego urzędnicy. To zadanie dla ludzi o mentalności przedsiębiorcy, dla banków, dla funduszy inwestycyjnych, o ile będą w nich pracować ludzie o mentalności przedsiębiorcy, co niestety jest wątpliwe. Nabyte (oczywiście kosztem zwiększenia długu publicznego, ale stopa zwrotu tu powinna być wysoka, warto się tu więc zadłużyć) aktywa potem można by prywatyzować albo półprywatyzować głównie w celu zwiększenia jakości zarządzania. a nie reperowania budżetu państwa.

  2. (…)Jestem zdecydowanym przeciwnikiem nacjonalizacji rynku, jednak są pewne sektory, nad którymi państwo musi sprawować kontrolę (waluta, energetyka, armia).(…)
    Mam 2 uwagi:
    – waluta
    W krajach, które są na tyle małe, że lwia część waluty nie krąży w nich tylko przez przelewa własna waluta jest kulą u nogi.
    – energetyka
    Tu bym optował za możliwie silnym oparciu tego sektora na prosumpcji.

    (…)Znacznie łatwiej jest odbudować lub utrzymać gospodarkę, gdy fabryka z Łodzi zaopatruje za pośrednictwem kolei czy transportu drogowego, odbiorców w Szczecinie.(…)
    Kryzys węglarkowy… http://nettg.pl/news/120722/problemem-nie-jest-brak-wagonow pokazuje, że w Polsce to nie jest takie oczywiste.

    A co do sektora agrospożywczego to trzeba napisać chyba cały artykuł, bo rzeczy które tam szwankują jest liku… zaczynając od wiecznej suszy, struktury agrarnej, a kończąc na tym co obecnie się wyprawia na targowiskach.

  3. Skarbiec Suwalski to wielki lewar kapitałowy – do pozyskania zawczasu wielkich pieniędzy inwestycyjnych “na kredyt” – ale mających POKRYCIE w wartościach realnych – i to dla najbardziej pożądanego sektora technologii high-tech. Optymalnie – pełne łańcuchy dostaw w naszych rękach – od kopalni do produktu wysoko przetworzonego high-tech o wysokiej marży. Ewentualnie kapitał obcy niech będzie dopuszczony [ale wg sita preferencyjnego – za bonusy od zewnętrznych graczy] i niech buduje Przemysł 4.0 w Polsce wg “green field” – ale z narzuconymi ostrymi warunkami [np. Skarb Państwa lub konsorcjum polskie ma niezbywalny trwały pakiet 51%]. Nie podoba się – to nie będzie dopuszczenia do źródła wzrostu technologicznego – a to jest najważniejsze w globalnej rywalizacji. Plus CPK na cały świat – ale rozumiany przede wszystkim jako TOWAROWY port lotniczy – dla uniezależnienia się od blokad lądowych i morskich przepływów towarowych. Czyli nie 50 czy nawet 100 mln pasażerów – ale z 20-50 mln ton towarów wysoko przetworzonych [w tym Lotniczy Jedwabny Szlak – ale z Polską, która “w drugą stronę” też eksportuje na potęgę do Azji czy ogólnie na cały świat. Bo po szoku COVID-19 i w perspektywie następnych pandemii to pasażerski ruch lotniczy ma dużo słabsze prespektywy od szybkiego ruchu towarowego – czas to pieniądz [zwłaszcza gdy jest zamrożony w towarze i trzeba go jak najszybciej upłynnić]. Czyli CPK jako Nowa Gdynia adekwatna do techniki i wymogów ekonomii XXI wieku. Czyli Przemysł 4.0, automatyka, IT, internet rzeczy – i nasze kadry świetnych ludzi – zamiast w obcych korporacjach – pracują u siebie dla siebie – i dla nas. —– Jeszcze uwaga – co do “jednak są pewne sektory, nad którymi państwo musi sprawować kontrolę (waluta, energetyka, armia)” – dodałbym telekomunikację, kontrolę przestrzeni powietrznej, powierzchniowej, w tym morskiej, kontrolę dróg transportowych i wydobycie kopalin. Oraz sektor badań B+R – koniecznie musi mieć i wsparcie i kontrolę i ochronę państwa. Nie do pomyślenia np. dla transportu [czyli przepływu strategicznego], aby ktoś prywatnie trzymał w rękach autostradę i narzucał kosmiczne opłaty i blokady. Tu bilet prawny stanu nadzwyczajnego daje pole do przymusowej nacjonalizacji – z wykupem albo i bez [albo symboliczne]. To ostatnie zdanie na pewno wywoła chór oburzenia – ale sorry – tu idzie o przetrwanie. Sytuacja w nowych czasach będzie taka jak na szalupie ratunkowej po opuszczeniu luksusowego wycieczkowca – czyli będzie zasada: wszystkie zasoby do kupy – bo powtarzam niestrudzenie od lat: liczy się PRZETRWANIE. W tym sensie ewentualne niedole i żale umownych Kulczyków i Solarzy, którzy doszli do miliardów przez delikatnie mówiąc nieprzejrzyste układy, a przejęli strategiczne aktywa – które musza być w gestii państwa,- te niedole z tytułu pozbawienia ich maszynek do wyciskania miliardów – jakoś mnie zbytnio nie wzruszają – bo i tak ich standard życia będzie po wszystkim na poziomie wręcz kosmicznym, bo w razie pozbawienia ich firmowych aktywów mają miliony [a raczej miliardy] na koncie i kupę nieruchomości i innych lokat kapitału. Żeby było jasne – trzeba moim zdaniem zlikwidować kastę resortowych oligarchów – bo ten “feudalno-mafijny” układ [mający często charakter zmowy i nieraz monopolu czy powiązań z obcymi służbami] hamuje i blokuje nieskrępowany wzrost ekonomiczny Polski.
    To nie znaczy, że ma być totalny etatyzm [czy forsowany egalitaryzm] – bynajmniej, siła państwa i jego instytucji musi być balansowana i także w dużej części budowana ODDOLNIE – z UWOLNIENIEM narodowego potencjału aktywności. Np. przez bardzo mocne uproszczenie prawa – i minimalizację administracji [najlepiej do inteligentnych botów on-line]. Czyli np. miliony własnych gospodarstw z własnymi ogniwami, solarami, pompami ciepła, własnymi szklarniami hydroponicznymi, własnymi studniami, własnymi firmami wpiętymi sieciowo z drukarkami przemysłowymi 3D i transportem dronami zasilanymi prosumencko – z własną lokalną “siecią komórkową” oparta o klona PERAD [co całkiem możliwe technicznie i nawet spina się ekonomicznie – ale z “telefonami” specjalizowanymi do rozmowy i transferu informacji – a nie jako zabawki-gadżety]. No i miliony Polaków mających Groty w rękach – w ramach totalnego obywatelskiego WOT – zresztą podobnego do Szwajcarii [która notabene ten system stworzyła po doświadczeniach Powstania Styczniowego]. W twardych czasach rząd albo twardnieje – albo państwo znika. Żeby nie popaść w zamordyzm – musi być jednocześnie masowy obywatelski oddolny balans dla twardości państwa. Przy okazji taki totalny obywatelski WOT wygasi w zarodku ewentualne niebezpieczeństwa wojny hybrydowej, sabotażu itp sprawy. I przede wszystkim zabezpieczy infrastrukturę strategiczną państwa. Kryzys – to także czas na zasadnicze decyzje – na pójście w wielkie moce geotermii głębokiej HTR [rozproszonej, sieciocentrycznej i bezpiecznej pod ziemią na ataki – nawet jądrowe]. Ale to wymaga wyrwania się z podległości amerykańskiego LNG – by samemu rozdawać energetyczne karty w Europie [nie mówiąc o prawdziwej suwerenności energetycznej]. Bo generalnie potrzebujemy do wzrostu energii i surowców strategicznych – plus “know-how” – i droga do dwucyfrowego wzrostu realnych aktywów [nie mówię o PKB] stoi otworem. Ludzi z branż high-tech mamy topowej światowej klasy – rzecz w tym – by wrócili do Polski – i pracowali dla siebie u siebie – i dla nas. A jak się taki “reaktor wzrostu” uruchomi – Polska przeskoczy do poziomu, który nazwałbym RESA – Revolution in Economic and Social Affairs – bo to zbuduje społeczeństwo nowego typu. Naprawde rozwojowe – z rodziną jako podstawową komórką społeczno-ekonomiczną.

    1. (…)Plus CPK na cały świat – ale rozumiany przede wszystkim jako TOWAROWY port lotniczy – dla uniezależnienia się od blokad lądowych i morskich przepływów towarowych.(…)
      Pewnie się powtarzam, ale wg. mnie lokalizację CPK Cargo przydałoby się przenieść do regionu Legionowo-Nowy Dwór Mazowiecki, a ponadto utworzyć podobny port na Śląsku u zbiegu głównych rzek Trójmorze, przede wszystkim Wisły i Odry.

      1. Lokalizacja CPK jest dobra. Ja mam problem z tym, czy kalkulacje opłacalności wciąż są aktualne. Jak pokazuje nam rzeczywistość, transport lotniczy wcale nie musi mieć ciągłej tendencji zwyżkowej. Infrastruktura musi powstać. Lotnisko też. Choćby po to, by móc przyjmować transporty wojskowe. Jednak być może trzeba będzie ograniczyć projekt tylko do roli strategicznej, bez rozwijania projektu komercyjnego. Trzeba być elastycznym.

        1. Kalkulacje pasażerskie CPK na pewno są nieaktualne i do kosza. Natomiast im bardziej będą ograniczane przepływy morskie i lądowe – towarowe – tym bardziej wzrośnie rola przepływów powietrznych. I nie potrzebujemy hipernowoczesnej “pokazowej” scentralizowanej mega-bryły obsługowej portu lotniczego w stylu Avatara [zresztą to kuszący cel dla terrorystów] – potrzebujemy pasów startowych długich na 4-5 km i gotowych do operowania dla przyszłych transportowców o masie rzędu 500 t. Obecnie rekordowy An-225 ma masę startowa ca 450 t – więc wymogu 500 t nie uważam za specjalnie “nadmiarowy” na XXI w. Gdy budowano Gdynię – zbudowano ja przed II w.św. na obsługę 100-tysięczników, mimo, że wtedy średnia tonażu dla statków towarowych była rzędu 5-6 tys BRT. Stanowiska załadunku czy rozładunku w CPK [towarów i ludzi] winny być maksymalnie rozproszone w oparciu o mobilną infrastrukturę “na kołach”. A co do rzek – te powinny być przeznaczone dla transportów ładunków o naprawdę wielkich gabarytach 3D – takich, które ciężko [albo wręcz niemożliwe] drogą czy koleją przetransportować. I dla ładunków, które nie wymagają szybkiego transportu. Kwestia skalowania i kalkulacji koszt/efekt.

          1. Taki An-225 może zabierać towar i dla dróg wodnych jak i dla lądowych, betonowo-asfaltowych i żelaznych, a skoro lokalizacji rzek w przeciwieństwie do dróg i linii kolejowych nie możemy wybierać to najlepiej zlokalizować CPK w najbliższej okolicy ośrodka rzecznego.

            Z drugiej strony z pasów o długości 4-5 km. mogłyby korzystać samoloty kosmiczne takie jak np. planowany brytyjski Skylon co powinno dać szansę na rozwój polskiego sektora satelitarnego, a satelity to towar, który lepiej transportować rzeką (barki łagodniej manewrują niż ciężarówki, przynajmniej mi się tak wydaje).

  4. Żebym był dobrze zrozumiany – taki totalny wielomilionowy WOT [czy AK – zwał jak zwał] – ma mieć swoje lokalne gwarantowane zasoby oparte o prosumenckie gospodarstwa autonomiczne. Prąd, woda, żywność, prosumencka lekka elektromobilność i zasilanie dronów, szyfrowana łączność [w tym dla kontroli tych dronów]. A drony – do kontroli lokalnego terenu – do tropienia i izolacji grup sabotażowych, do wykorzystania w razie potrzeby jako tzw. amunicja krążącą. Albo jako nosiciele różnych środków rozpoznania i pozycjonowania i efektorów precyzyjnych [np. szybujących – niekoniecznie rakiety]. Zaś Groty w rękach formacji lokalnych – nie do samobójczych “hurraszturmów” – tylko dla otoczenia i izolacji przeciwnika i zabezpieczenia pola ostrzału – aż zostanie zlikwidowany – przez drony czy przez odpowiednią formację – nawet skrajnie z cięższym sprzętem “szturmowym” np. na desant komórki specnazu. Czyli promuję strzelectwo dalekodystansowe. A konkretnie oczekiwałbym przynajmniej wersji w masowej produkcji samopowtarzalnego Grota snajperskiego z amunicją Lapua Magnum – z zasięgiem ca 2,5 km. Gdzie przy naprawdę masowej produkcji na miliony – – o co pytałem pewnego człowieka w temacie – dałoby radę zejść z kosztem jednostkowym do ca 3 tys zł. Czyli np. 5 milionów Grotów wyposażenia totalnego oddolnego AK [czy “samoobrony” jak kto woli] – to byłby koszt ca 15 mld złotych. Unifikacja procedur i obsługi łączności, transportu, dronizacji – jako produktów i usług podwójnego zastosowania – już to by uczyniło de facto z “cywilów” przyszłych żołnierzy-operatorów dla sił militarnych. Tu nie chodzi jako rzecz główną o walkę z bronią w ręku [moim zdaniem na polu walki będzie i tak postępowała dronizacja] – ale o całe środowisko sieciocentryczne bazy infrastrukturalnej i łańcuchów logistycznych i telekomunikacyjnych i bazę dla C4ISR. O zabezpieczenie “frontu wewnętrznego” i ludności – ale i utrzymanie władzy w ryzach. To duży temat – tylko sygnalizuję.

  5. Równie dobrze można by napisać, że trzęsienie ziemi albo tsunami jest szansą (na co? na przeżycie?).

  6. Generalnie rzecz sprowadza się do obrania nowego KONIECZNEGO kursu strategicznego – zamiast dotychczasowej maksymalizacji konsumpcji dopychanej transferami socjalnymi – przejście do strategii maksymalnej realnej suwerenności opartej o prymat bezpieczeństwa. Z autarkią odnośnie żywności, wody, umownego “dachu nad głową” – z silnym państwem, które ustawia na naszą korzyść pole gry dla GŁÓWNEGO [priorytetowego] rynku wewnętrznego – i zapewnia odpowiednie maksymalne lewary i wsparcie instytucjonalne państwa [miękkie i twarde – w razie potrzeby] w handlu i relacjach zagranicznych. Czyli prymat bezpieczeństwa strategicznego – działania inwestycyjne w twarde czasy. ZAWCZASU – bo wtedy najwięcej się zyskuje – i najmniej traci. . Przy czym wcale bym nie likwidował np. 500+ na dzieci [albo inną formę wsparcia bezpośredniego – na dziecko] – bo to zwyczajnie INWESTOWANIE w kapitał ludzki, który jest najważniejszy. To konieczne inwestowanie wg analizy SWOT dla kontry strategicznej słabości demograficznej. Dotychczas byliśmy systemowo upośledzani i Polska nie była krajem dla rodziny i dla Polaków – po 30 latach zrobił się z tego problem strategiczny – zwykłej depopulacji i osłabienia siły państwa – Polacy muszą dostać warunki zwłaszcza szeroko rozumianego bezpieczeństwa i stabilności, by wrócić do kraju i by dzietność TUTAJ [a nie w UK] przekroczyła 2,1 – inaczej wymrzemy. Czyli mówiąc językiem ekonomii [to po to, by co niektórym przestawiły się klapki myślenia w sprawie rzekomo “tylko socjalnej” – oddzielanej i stawianej w niekorzystnej opozycji do rzekomo “nadrzędnego interesu ekonomicznego”] – “łańcuch logistyczny” i “cykl życia produktu” dla Polaka – od kołyski po grób – musi mieć zdecydowanie “dodatni bilans” – jako “produktu wysoko przetworzonego” o NAJWYŻSZEJ wartości i PRODUKTYWNOŚCI – przynajmniej względem reszty państw, gdzie Polacy mogli być żyć – by ze względu na bezpieczeństwo i warunki życia umożliwiające rozwój [ciężką pracą – i z prymatem na wiedzę] – Polska się strategicznie długofalowo trwale rozwijała [a nie zwijała] – mając uruchomiony oddolny “motor” i ustawioną bazę dla “reaktora wzrostu”. To również sprawa priorytetu suwerenności strategicznej opartej na własnym przemyśle i know-how – bez łańcucha uzależnienia od Wujka Sama. BEZPIECZEŃSTWO STRATEGICZNE jako najważniejsza cecha i wartość: klucz dla przetrwania [ale i rozwoju] społeczeństwa, ekonomii, państwa. I stanięcie na własnych nogach – zwłaszcza odnośnie strategicznego odstraszania jądrowego i całokrajowej A2/AD Tarczy i Miecza Polski. Zegar tyka i odlicza do zera – USA i tak wyjdzie z Europy na Pacyfik – wedle Pentagonu ustami gen. Hodgesa – w 2028-33. Rozsądek i zasada ograniczonego zaufania każą przyjmować tę bliższą datę. A to oznacza koniec wspierania się na Wujku Samie – totalną mobilizację państwa, ekonomii i sił zbrojnych – które mają służyć Polsce – a na razie są niesuwerennym narzędziem interesów hegemona na krańcu jego zasięgu wpływów [ZAMIAST tegoż hegemona – czyli nasz koszt – jego zysk] – natomiast nie są absolutnie gotowe [nawet mentalnie] do pełnej strategicznej obrony Polski. Jeżeli obecne ugrupowanie nie dokona zasadniczych zwrotów kursu strategicznego na wszystkich poziomach – to być może jakimś cudem ocalejemy – ale kosztem nieproporcjonalnie dużej liczby ofiar i substancji kraju. Bo moim zdaniem działając twardo i konsekwentnie zawczasu – możemy zmniejszyć straty ludzkie i materialne o 2 rzędy wielkości – a po Wielkiej Konfrontacji – zająć pozycję przynajmniej 2 szczeble wyżej – jako lider silnego bloku obejmującego ca 1/3 Europy. A po błędach strategicznych katastrofy 1939 [i późniejszej sprzedaży Polski i Polaków] warto w końcu wyciągnąć wnioski zasadnicze – i zawczasu budować twardo wszystko pod siebie – z interesem sojuszników i różnymi szczytnymi ideałami interesu świata – na drugim miejscu – i tylko jeżeli są zgodne z naszymi. Gra idzie o przetrwanie. Żeby potem kolejny historyk nie stwierdził, że Polska jak zwykle zgłosiła się na ochotnika do “rzucenia pod autobus” – a inni zebrali z tego profity i wyszli z konfrontacji wzmocnieni – naszym kosztem i krwią. W sumie – teraz w praniu przekonamy się, ile są warte deklaracje o “wstawaniu z kolan”. Podane wyżej cele i priorytety i zwroty strategiczne są konieczne – jeżeli nie zrobi tego obecna opcja – zrobi to inna – tyle, że dużo bardziej gwałtownie. Oby nie było to przysłowiowe kopanie studni do pożaru, z płomieniem nad głową, z rozpaczliwą determinacją, z ciężkimi błędami decyzji podejmowanych “na łapu-capu” i z gigantycznymi kosztami w ludziach i w substancji kraju…

    1. (…)Przy czym wcale bym nie likwidował np. 500+ na dzieci [albo inną formę wsparcia bezpośredniego – na dziecko] – bo to zwyczajnie INWESTOWANIE w kapitał ludzki, który jest najważniejszy.(…)
      Przy naszych zapóźnieniach cywilizacyjnych, najbardziej widoczne to stan komunikacji regionalnej, także w okolicy Warszawy np. Baranów dopiero w zeszłym roku zyskał połączenie autobusowe z Grodziskiem Mazowieckim, czyli swoim miastem powiatowym (osobiście odnoszę wrażenie, że to jest rodzaj lokalnej promocji CPK. Podejrzenia wzmaga fakt, że w podobnym czasie uruchomiono z bilet lotniskowy na relacji z Żyrardowem), te 500+ to raczej nie najlepszy pomysł. 500+ w wymiarze dla wielu rodzin nie jest czymś co miałoby jakieś wielkie znaczenie, dla bogatych to małe zasilenie konta w banku, a dla tych co popłynęli to z kolei kropla w morzu potrzeb, a w wymiarze budżetu centralnego to ciężkie miliardy, za które można by np. odbudowywać te tory co poprzednicy rozebrali.

      1. JSC – No to zamiast 500+ inna forma INWESTOWANIA w najcenniejsze aktywa kapitału ludzkiego – choćby przez zapewnienie dóbr i usług bezpośrednich, dostępu do multimedialnej inteligentnej bazy wiedzy itp. Zwłaszcza w ramach blockchainu sieciowego real-time dla barteru produktów i usług realnych.Generalnie edukacja powinna zostać zmieniona na efektywniejszą – możliwie zdalną i w domu – wg możliwości technicznych sieci i AI. Z formami interaktywnymi AI – pisałem już o tym. To droga do lepszego personalnego profilowania wiedzy – do indywidualizacji nauczania i jej nowego poziomu skuteczności i maksymalnej “produktywności”. Plus “trening zespołowy” [czytaj: socjalizacja społeczna] – nie tylko nieśmiertelny WF i gry zespołowe – ale wszelkie prace i projekty praktyczne czy przysposobienie pro-obronne i samo-obronne [przechodzace w zdolność do zachowania w kryzysowych sytuacjach – i podstawowe szkolenie powszechnego oddolnego WOT/AK, czy jak by te formacje “samoobrony” nie nazwać]. Czyli połączenie i zsynchronizowanie teorii z praktyką – co w naszej edukacji bardzo mocno kuleje. Obecny casus nauczania internetowego powinien być przeanalizowany – i zdecydowanie mocno rozwinięty.

          1. Swoją drogą można w tym kierunku znaleźć z parę miliardów na programy rozwoju opartego na wiedzy i nauce. Wystarczy, żeby państwo i samorządy przestały korzystać z Windowsa i MS Office oraz innego oprogramowania, dla którego istnieją darmowe zamienniki, w szczególności w z sektora open source. Szkoły dzięki przejściu na Linuxa na pendrivach (za 25 zł. można kupić na tyle pojemny, że ta pomieści system, pakiet biurowy, wszystkie lektury, podręczniki gdyby te były darmowe, oprogramowanie wystarczające od podstawówki aż do doktoratu (chociaż na minimalnych bazach danych, ale przy wyborze kierunku studiów powinno się zrekonfigurować), a i tak zostanie z parę GB na działalność ponadprogramową) mogą poczynić znaczne oszczędności na zakupach twardych dysków.

  7. No i trzecia noga koniecznych zmian, gdzie obecny kryzys daje pole prawne do ich wprowadzenia – to wprowadzenie gospodarki cyklicznej [produkt od razu zaprojektowany pod wielokrotną regenerację – dla maksymalnego wydłużenia czasu użytkowania] – i generalnie standardów dla produktów długotrwałego użytkowania. Pisałem o tym – za 20-30% więcej kosztów – można uzyskać nawet o rząd wielkości dłuższy czas użytkowania. Chodzi o kalkulację koszt/efekt dla efektywności gospodarczej – a nie jak dotychczas – o maksymalizowanie obrotu i zysków producenta. Czyli obecny obłęd “szybko wyprodukuj po jak najniższej cenie – szybko zużyj i wyrzuć [bo już niemodne] – szybko kup następny “jedynie słuszny i modny” produkt” – musi zostać zastąpiony postawieniem na maksymalizację efektywności w układzie koszt/efekt. Np. zwykłe żarówki żarowe są przeważnie “ustawione” przez producenta na 1000 h świecenia – a mogą świecić przy trwalszym i grubszym żarniku [wolfram – ostatnio grafen] i mocniejszej bańce próżniowej – nawet 100 tys godzin. Ba – najnowsze LEDy mają realną produkcyjną trwałość w masówce dla klienta maksymalnie 10 tys godzin – a ich trwałość [w najnowszych wersjach] może przekroczyć [jak się dociśnie producenta odpowiednimi wymaganiami] nawet 200 tys godzin – co akurat wiem od technologa w tych sprawach…. @JSC – na barce [choćby w “katamaranie”] rzeką przetransportuję wielki długi gabaryt o szerokości czy wysokości np. 30+ m – natomiast do An-225 nie wcisnę długiego elementu o szerokości/wysokości ponad 12 m – bo klapa załadowcza nie pozwoli. Zresztą An-225 jest opłacalny dla przewozów międzynarodowych – albo w wielkich państwach [FR. USA, Kanada, Chiny, Indie, Australia, itp] – nie w Polsce w transporcie wewnętrznym. Inna rzecz to skomunikowanie Dniepr-Wisła-Odra w ramach Międzymorza. Natomiast przekopanie kanału do CPK – bardzo ciekawy pomysł. Albo umieszczenie CPK nad rzeką. Zresztą – to taki awaryjny “pas lądowania” do wodowania na rzece – były już takie wypadki w lotnictwie – gdy nie szło dociągnąć do pasa startowego [albo ryzyko pożaru było krytyczne].

    1. (…)Zresztą An-225 jest opłacalny dla przewozów międzynarodowych – albo w wielkich państwach [FR. USA, Kanada, Chiny, Indie, Australia, itp] – nie w Polsce w transporcie wewnętrznym.(…)
      Nie mówiłem o transporcie wewnętrznym tylko o dostawie do docelowo odbiorcy czy dostawie od producenta do samolotu.

  8. Ten artykuł, to chyba dla Chin został napisany. Oni pierwsi wyjdą/wyszli z pandemii, mają kapitał i fabryki. Oni będą w ofensywie. Polska musi najpierw pokonać zarazę, a nie liczyć na to, że ona u nas sama szybko minie, a innych mocno wyniszczy.

    1. Olaf – chyba, że Chiny zrobią falstart z rozruchem gospodarki i ogarnie je druga fala Covid-19…. A niezależnie od Chin – i tak jest wyścig miedzy wszystkimi graczami, kto wykorzysta kryzys pod siebie i pod korzystną zmianę statusu w “porządku dziobania”. Nic nas od tego nie zwalnia – TYM BARDZIEJ trzeba się zmobilizować. Bierność to przegrana na na starcie na własne życzenie. Błędne myślenie – my nie rywalizujemy z Chinami – tylko chcemy lepszej pozycji wobec Niemiec, Rosji – i USA. Tu nie chodzi o liczenie, że innych bardziej wyniszczy pandemia – tylko o bardziej radykalne ukierunkowane na przyszłość zmiany wewnętrzne – i zmianę statusu w międzynarodowym układzie sił. Podstawy cybernetyki – homeostat to układ, który stara się zmienić swój hardware i software i przetrwać w zmiennym środowisku przez adekwatne do wymogów sytuacji działania. No i przy kolejnej pandemii [zapewne już ukierunkowanej genetycznie] czy innym kryzysie – wyjdzie, kto się lepiej przygotował. Czasy będą tylko coraz trudniejsze i “ciekawsze” – to będzie jak bieg przez płotki. Jesteśmy w tym biegu – i nic ani na moment nie zwalnia nas od wysiłku i aktywności i czujności w reagowaniu – a najlepiej w analizowaniu i wykrywaniu i neutralizacji zagrożeń ZAWCZASU. To jest wyścig, który będzie coraz szybszy – i coraz bardziej bezwzględny – aż po Wielka Konfrontację w pierwszej naprawdę globalnej wojnie. I nie ustanie moim zdaniem szybciej jak około 2050-60. Dla nas gra idzie o to w strefie zgniotu, byśmy w krytycznych chwilach, gdy będzie się decydowało “albo-albo” co do Polski i Polaków – byli najsilniejsi jak tylko można. I wykorzystywać wszelkie okazje do wzmocnienia – tym bardziej, że perspektywy i dla Rosji i dla Niemiec nie są bynajmniej różowe na poziomie strategicznym. Militarny rdzeń siły Rosji rozpadnie się po rewolucji RMA w latach 30-tych – bo Rosji nie stać na ten skok technologiczny. Co będzie warta Rosja – gdy jej rakiety i najszybsze hipersoniki [choćby i 50 Mach] zestrzelą megawatowe lasery i gigawatowe wiązki generatorów energii? A ekonomiczna siła Niemiec w dobie coraz szybszej deglobalizacji i kontroli 90% transportu [czyli transportu morskiego] przez US Navy – słabo to widzę na poziomie długofalowym. Nie mówiąc o tym – że na własnym podwórku rozpada się UE i jej rynek – dotychczas tak korzystnie otwarty na korzyść niemieckiej gospodarki. Każde państwo na nowo przemyśli sobie co ważniejsze: tańsze towary z zagranicy – czy droższe własne – nad którymi ma się kontrolę. A to automatycznie oznacza preferowanie i ochronę własnego rynku, przemysłu i usług -a za tym pójdą cła ochronne i docelowe zamykanie granic. A walka o rynki globalne Niemcy versus Chiny….chyba nie muszę tłumaczyć, kto wygra…? Wystarczy tylko porównać w liczbach bezwzględnych bazę inżynierską i badawczą i nakłady na B+R…no i tempo wzrostu…i bazę finansową. Która była dotychczas de facto wspierana przez City – a teraz po Brexicie to działania EBC [i Niemiec] mam za samobójcze – bo euro nie jest walutą rozliczeń międzynarodowych jak dolar [dolar 60% – a euro to kilka%]. Dla UE i konkretnie zwłaszcza dla Niemiec całe to pompowanie euro jest dużo bardziej niebezpieczne, niż dla dolara. Nieprzypadkiem Merkel po 2008 ze wszystkich sił opóźniała i zmniejszała luzowanie ilościowe. Teraz polityka “no limits” w pompowaniu euro może dać skutki katastrofalne – a taka katastrofa , owszem, najszybciej dobije domino PIIGS – ale w dłuższym dystansie – w skumulowanym efekcie wszystkich następstw – największym przegranym będą Niemcy. W tej chwili Wall Street na twardo “negocjuje” kijem i marchewką z City – de facto Wall Street chce dokonać wrogiego przejęcia City i przytroczenia do swojego rydwanu. Ale nawet ten wariant “wchłonięcia” gwarantuje UK pewnego rodzaju poziom bezpieczeństwa – zresztą stare anglosaskie powiedzenie “nie możesz pokonać wroga – przyłącz się do niego” – i to jest w tej chwili na stole w Londynie jako ta najgorsza opcja. A Niemcy – oni nie mają nawet takiej alternatywy. Jak państwa strefy euro zaczną odchodzić od euro na rzecz walut narodowych – co całkiem możliwe – a wtedy nie będzie na kogo rozpływać emisji euro….co tylko przyśpieszy ucieczkę z tonącego okrętu euro…dobijając projekt Berlina…który na euro “jedzie” ze swoją lokomotywą ekonomiczna, podporządkowując i wypierając inne gospodarki. Berlin po 1989 dostał bez walki to, o co walczył bezskutecznie przez dwie wojny światowe – pole do ekonomicznej dominacji w Europie – by dalej [po etapie hegemonizacji i podporządkowania niemieckiej Europy] – sięgać w świat. Nie przypadkiem Margaret Thacher skomentowała cały ten system : “Unia Europejska to narzędzie dominacji Niemiec”. Ale teraz ta cała maszyneria IV Rzeszy Paneuropejskiej się rozpada – i w zasadzie wszyscy są zgodni, że będzie z Unią tylko gorzej – a to najbardziej dobije Niemcy….

  9. To co się dzieje wokół lotniskowca Theodore Roosevelt może podkopać poparcie amerykańskiego elektoratu NATO i koncepcji LGU… https://oko.press/wladca-usuwa-koronawirusa-wlochy-widza-swiatelko-w-tunelu/
    (…)Jego kapitan prosi o pozwolenie na izolację na lądzie 90 proc. z 5-tysięcznej załogi. Już około 70 ma symptomy choroby. „Nie jesteśmy na wojnie. Marynarze nie muszą umierać” – napisał kapitan Brett Crozier do swoich dowódców.(…)

    1. Ów dowódca lotniskowca USS “Roosevelt” został dyscyplinarnie zwolniony ze stanowiska: za list w którym apelował o rozproszenie załogi na lądzie w kwarantannie, a który “wyciekł” do wiadomości publicznej: https://kresy.pl/wydarzenia/amerykanska-marynarka-wojenna-zwalnia-kapitana-statku-na-ktorym-wykryto-ognisko-koronawirusa/ ….. Dopiero teraz Kreml załapał sens głosu Serbii, że “w potrzebie można liczyć tylko na Chiny” i próbuje nadrobić PR wysyłając pomoc do Serbii: https://kresy.pl/wydarzenia/rosyjskie-wojsko-wysyla-pomoc-medyczna-do-serbii/

      1. (…)Ów dowódca lotniskowca USS “Roosevelt” został dyscyplinarnie zwolniony ze stanowiska: za list w którym apelował o rozproszenie załogi na lądzie w kwarantannie, a który “wyciekł” do wiadomości publicznej: https://kresy.pl/wydarzenia/amerykanska-marynarka-wojenna-zwalnia-kapitana-statku-na-ktorym-wykryto-ognisko-koronawirusa/ (…)
        Ale ewakuacja się zaczęła… zatem w kulisach tej sprawy poszły w ruch takie haki, że strach zgadywać.

    1. Niczego nie chce. To wszystko ustawka. Gowin jest z Opus Dei a oni kontroluja tak zwana opozycje. Ktokolwiek bedzie oficjalnie nie ma to znaczenia, bowiem od zawsze beda pociagali za sznureczki Ci, co to dotychczas robili.

      Tymczasem kolejne miliardy sie drukuja, stan kleski zywiolowej z powodu suszy bardziej prawdopodobny niz kiedykolwiek – a tutaj :

      https://wyborcza.pl/7,155287,25899055,nadchodza-podwyzki-cen-chleba-nasza-maka-jedzie-na-zachod.html

      Mnie zastanawia co innego. Wybory które maja byc powszechne, tajne etc. nie beda ani powszechne ani 100% tajne.

      Pare dni temu zachod formalnie zrezygnowal z wszczynania dyskusji o praworzadnosci etc.

      Opcje sa co najmniej 2

      a) interesy szeroko rozumianego Zachodu w PL sa zabezpieczone -sluchajcie, my sobie troche poszalejemy i troche zrobimy szumu, ale bedzie po staremu, business as usual

      b) cierpliwie zachód poczeka na rozwój wydarzeń. Po pierwsze obecnie ma samemu problemy z gospodarka a po drugie – PL to Państwo w pułapce średniego rozwoju, można mu bardzo dokopać za chwilkę jesli nie będzie grzecznie wykonywać poleceń. Ot tak, ściągnąć inwestycje z powrotem do Niemiec pod pretekstem postCOVIDovej naprawy gospodarki. No wiec udajemy ze jest ok, potem mowimy – w zwiazku z naruszeniem zasad i wyborami niespelniajacymi norm panstwa demokratycznego zdecydowalismy o a) ograniczeniach funduszy b) sakcjach c)polexicie d) inne dotkliwe rozwiazania.

      PL to panstwo slabe i zalezne od slabej EU. Wprawdzie wlacznie z prezydentem tejze krainy pluja wladze na tak zwana wyimaginowana wspolnote, ale wszystkie Kepy Klempy Szydla i inne pieniazki brukselskie z diet bardzo chetniew biora bo… nic nie umieja w zyciu poza zyciem na koszt podatnika i w tym wypadku dla PL lepiej ze na podatnika EU a nie PL. Bo powiedzym sobie szczerze jaka wartosc dodana ma wniesc oborowa z malej wsi nie potrafiaca sie wyslowic w zadnym jezyku czy to UE czy PL ?

      Moim zdaniem czas proby dla PL nadejdzie juz tej jesieni. Hiperinflacja, byc moze izolacja miedzynarodowa plus skutki zmian klimatycznych i wieloletnich zaniedban strukturalnych.

  10. Czy autor naprawdę uważa że , narodowe i w narodowych rękach media to dobry pomysł.

    Jak to działa można przecież zobaczyć na przykładzie Koreii Pólnocnej , Chin , Rosji, Polski … kapiałowych powiązań na przykładzie USA, Niemiec , . Media narodowe NIGDY nie będą obiektywne! Ale pokazują społeczeństwu świat który nie istnieje i który łatwo sprzedać społeczeństwu.

    1. Media narodowe w postaci kapitału rdzennie polskiego i rozproszonego -czemu nie?
      Pytanie tylko co z dostępem do informacji międzynarodowych i oligopolem tam.

      Tak jak w przypadku literatury Springer.com oraz Elsevier oraz kilku innych typu LWW czy Sanders kontroluja rynki wydawnicze.

      Przede wszystkim odciac media narodowe od kontroli zmieniajacych sie przy korycie politykow. Bo inaczej bedzie to co zawsze.

    2. Zależy co Pan rozumie pod pojęciem “media narodowe”. Bo to nie to samo co “media państwowe”. Mnie chodzi o to, by o wydarzeniach polskie społeczeństwo było informowane przez polskie media i polskich dziennikarzy.

      “Media narodowe NIGDY nie są obiektywne!” –> a te media sponsorowane przez zagraniczny kapitał są niby obiektywne?
      “pokazują społeczeństwu świat który nie istnieje i który łatwo sprzedać społeczeństwu” –> różnica będzie taka, że jak Polak będzie chciał znać polski punkt widzenia włączy polską telewizję. Jak będzie chciał poznać inny punkt widzenia, włączy sobie BBC, CNN, RT czy cokolwiek innego.

      1. A kto są ci polscy dziennikarze, a dlaczego nie zaliczają się do nich Michał Rachoń ani Justyna Pochanke? A zalicza się do redaktor prowadzący program TRWAM’u o nazwie nomen omen (…)Polski punkt widzenia(…)?

Dodaj komentarz