Transakcje lipca – J. Kaczyński kupił Abramsy a J. Biden sprzedał Ukrainę [Geopolityczny Przewodnik]

O tym, czy:

1) zakup Abramsów wpisuje się w strategię bezpieczeństwa narodowego,

2) doszło do “mniejszej Jałty” na skutek porozumienia Biden – Merkel w sprawie Nord Stream II,

3) Polska odniosła jakieś korzyści z polityki Joe Bidena 🙂

 

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

70 komentarzy

  1. A mnie zastanawia co PiS chciał ugrać z całą aferą TVNowską… wydaje się, że już na starcie byli na straconej pozycji i jak mogli fikać w wielui innych kwestiach, tak w tej… ciężko to widzę

  2. Swoje już powiedziałem nt budowy strategicznej suwerenności Polski – suwerenności gwarantowanej m.in. militarnie – na własnych systemach strategicznych – pod naszą pełną kontrolą. W dyskusji nt zakupów Abramsów, F-35A, teraz Mieczników są popełniane błędy zasadnicze w myśleniu: pierwszy – epatuje się stosowaniem przez innych jako argumentem, że są to systemy dobre, wręcz niezbędne – bo inni stosują. Po 1936 [koniec “wakacji morskich”] przed II w.światową WSZYSTKIE większe floty budowały na potęgę pancerniki nowej generacji uważane za trzon siły floty. A potem te ultra-kosztowne pancerniki zostały zdegradowane przez lotnictwo i lotniskowce. Podobnie z samolotami obserwacyjnymi albo np. lekkimi samolotami myśliwskimi. Co istotne – w tych sprawach decyduje prawidłowe myślenie. To nie tylko “Billy” Mitchell i jego udowadnianie bombardowaniami zdobycznych okrętów kajzerowskich przewagi bombowca nad pancernikiem [słynne hasło “tysiąc bombowców za jeden pancernik”] – co skończyło się dla niego wyrokiem za…nieregulaminowe prowadzenie ćwiczeń i generalnym sekowaniem przez lobby pancerników w admiralicji i w Waszyngtonie. Taki analityk jak Fuller [ten od “all armoured” – gdzie na lądzie przewidział w okresie międzywojennym decydującą rolę szybkich związków pancerno-zmechanizowanych] – już w okresie międzywojennym logicznie uzasadniał przewagę lotniskowców i lotnictwa pokładowego jako przyszłego numeru 1 w wojnie na morzu. Pisał, że niemożliwe jest wygranie przez pancernik z lotniskowcem, którego lotnictwo zapewnia zarówno “dłuższe widzenie” swoim rozpoznaniem lotniczym, jak i “dłuższe ręce zmasowanego uderzenia lotnictwa pokładowego – nurkującego i torpedowego”. I to czytano i…nic – cały “going concern” starego lobby przeważało – forsując dalej drogie pancerniki. Az do krwawej lekcji II wojny światowej – z apogeum Pearl Harbor I Kuantan – co zupełnie odwróciło priorytety. Polska nie może sobie pozwolić na takie lekcje – bo nie przetrwamy. Polska musi być MĄDRZEJSZA od “innych” – i kierować się kalkulacją – a nie starym owczym pedem i “going concern” starych lobby. A łamanie starych lobby – to robota dla polityków – i po tym można odróżnić prawdziwego męża stanu – od taniego symulanta, Ale rzecz ważniejsza – decyduje kalkulacja koszt/efekt. Obecnie kalkuluje się, że dwa kppanc wystarczą do likwidacji jednego czołgu. Ja uważam, że wystarczy jeden – jeżeli jest najnowszej generacji – z głowicą trypletową do forsowania obrony aktywnej, reaktywnej i pasywnej. A te głowice już są testowane – i to nawet dla prostych tanich granatników jednorazowych, jak RGW-110. Za 1 Abramsa SEP V.3 w całym cyklu – zapłacę tyle, ile za 100 pozahoryzonmtalnych, najnowszych kppanc. I dlatego zakup Abramsow nie ma sensu – tym bardziej, że w nowych kppanc głowice można wymieniac [np. na termobaryczną, HE, odłamkową, przeciwbetonowa itp] – i mieć do dyspozycji cała paletę zdolności projekcji siły przeciw różnym celom do różnych zadań. Przykładem najbliższym byłby np. Brimstone 3 – zbudowany do odpalania z różnych nośników w różnych domenach. Notabene – ze względu na prędkość rzędu 450 m/s [1,5 Mach] nadawałby się do zwalczania wolniejszych poddżwiękowych celów powietrznych – np. śmigłowców czy ciężkich dronów poddźwiękowych. Zaś czołg – już dobiegł swoich możliwości projekcji siły – bardzo ograniczonej – zasadniczo dla dohoryzontalnego ognia bezpośredniego. Możliwości nie wzrastają – co więcej – są coraz bardziej marginalne, bo coraz bardziej wzrasta rola pozahoryzontalnej projekcji siły wpiętej sieciocentrycznie – czyli “długich rąk”. A dokładanie kolejnych systemów obrony tylko POGARSZA relację kosztów czołgu do jego niewzrastającej wartości projekcji siły – która właśnie jest marginalizowana przez środki pozahoryzontalne. Mówiąc krótko – wyścig “tarczy i miecza” dla czołgu już jest przegrany nieodwołalnie. Dla broniącego to broń ostatniej szansy – a nie broń podstawowa. Można jej użyć efektywnie do ataku – jeżeli dysponuje się pełną kontrola nieba – wtedy ta NADRZĘDNA kontrola i pozahoryzontalna projekcja siły wymiata im drogę i chroni je przed zniszczeniem. W Rosji lobby pancerniackie jest bardzo silne – stąd utrzymywanie wysokich stanów i T-14 Armata. Ale i tak te czołgi rosyjskie maja z założenia działać pod parasolem własnej NADRZĘDNEJ A2/AD – one maja kończyć Blietzkrieg defiladą w Warszawie – ale 99% “czarnej roboty” maja wykonać inne systemy. Korea Płd używa K1, buduje K2 – ale główna siła wojsk lądowych są wyrzutnie rakiet – od taktycznych po strategiczne – zaś na gąsienicach króluje 1100 haubicoarmat K9 z 155mm/L52. Czołgi są traktowane jako broń ostatniej szansy – w regulaminach wręcz mówi się o ogniu bezpośrednim w masy ludzkie, ogniu karabinów maszynowych czołgów, ba – [w ostateczności] o “mieleniu” gąsienicami wielkich mas zindoktrynowanych żołnierzy Korei Północnej. Tak naprawdę – takie drastyczne użycie bezpośrednie przeciw sile żywej [po likwidacji sprzętu rzecz jasna] przeciw masom ludzkim – ma na celu złamanie ducha żołnierzy i wywołanie paniki. Zaś K3 – ma być wyposażony w laser lub generator wiązki skierowanej – a jego masa ma być drastycznie odchudzona. W gruncie rzeczy – ma to być mobilna artyleria “laserowa” – także [a może przede wszystkim] – dla zwalczania celów na niebie. Stąd klasyfikacja “czołg” dla K3 jest zwyczajnie błędna. US Marine Corps wycofał się z Abramsów co do jednego – na rzecz lekkich Mobile Protected Firepower “czołgów lekkich”] – ale główna siła – to mają być środki pozahoryzontalne – kppanc NLOS, drony, artyleria samobieżna M109A8 z 155mmL58 – gdzie ta artyleria samobieżna ma zapewnić precyzyjny ogień na minimum 100 km [oczekuje się nawet umownych 100 mil] – ale także obronę plot i prak – odpowiadającą systemom przeciwlotniczym i przeciwrakietowym średniego zasięgu. Ktoś powie – to niech czołgi maja armaty do ognia dalekiego zasięgu. No fajnie – właśnie takie “armaty na gąsienicach” już są to wszelkiego typu lufowa artyleria samobieżna. Dlatego właśnie o dwa rzędy bardziej wartościowe na poziomie realnych zdolności – byłoby zamówienie za te 23 mld zł 400 Krabów. Nie mówiąc o korzyściach dla naszego przemysłu – w całym cyklu życia [czyli kolejne minimum 60 mld zł do naszej kieszeni – zamiast Wujka Sama – który, prócz bonusów finansowych, wykorzysta to uzależnienie to jako kolejną smycz na Polskę]. Można być laikiem – jak Pan Jarek – ale jak już jest politykiem – to niech przynajmniej w swojej politycznej działce podejmuje odpowiedzialnie decyzje , które wzmacniają Polskę politycznie – a nie osłabiają. A Pan Błaszczak powinien pójść do Pana Jarka – skoro podjął się ministrowania MON i sprawy militarne na poziomie od operacyjnego do strategicznego to jego “psi obowiazek” – i to pójść z świadomie zamówionym pod tę rozmowę kompletem raportów i podsumowaniem – które można streścić “nasz strategiczny cel to pełna saturacyjna obrona Polski i jak najdalsza kontrola nieba i EW w strefach buforowych- potrzebujemy systemów ASYMETRYCZNYCH” – i tu powinien wyłożyć konieczność budowy całokrajowej A2/AD Tarczy i Miecza Poslki – z sieciocentrycznym jądrem C5ISR/EW – spinającym wszystkie domeny w jedną – więcej – spinając w czasie rzeczywistym “każdy sensor-każdy nosiciel-każdy efektor” każdej domeny – w jeden nadrzędny synergiczny system. I nie Abramsy, – tylko precyzyjna saturacyjna sieciocentryczna projekcja siły [nie tylko obronna – ale i ofensywna względem przynajmniej stref buforowych – a środkami dalekiego zasięgu – także dalej]. Nie F-35A – tylko antyrakiety, rakiety, drony, precyzyjne kppanc i inne efektory “smart” – aż do poziomu neutralizacji pojedyńczego zołnierza – w saturacji, z rozproszenia – z maksymalnym podbiciem przeciwnikowi zaporowych strat w kalkulacji koszt/efekt. Przez to, że mamy małe terytorium i to mocno skupione [mieści się w okręgu o promieniu 330 km] i mamy małą armię – relatywnie łatwo objąć Polskę z buforami dokoła jedną wielka wszechdomenową A2/AD – złączyć sieciocentrycznie wszystkie domeny i wszystkie systemy i środki. I łatwiej dokonać dla małej armii skoku RMA. Tymczasem na razie ślepo małpujemy bezmyślnie – wydając dziesiątki miliardów na systemy nie dość, że obce – to jeszcze przestarzałe na Polski Teatr Wojny. I to w perspektywie właśnie do 2030. Abramsy ani F-35A ani HIMARSY ani Mieczniki itp – nie będą przydatne w konfliktach podprogowych, wobec cyberwojny czy sabotażu – natomiast sieciocentryczny kompleks C5ISR/EW – jak najbardziej. Tak samo – dla obrony infrastruktury krytycznej, czy dla skutecznego zwalczania grup specnazu – nie Abramsy – a roje dronów i obserwacyjnych [real-time kontrola[ i uderzeniowych – ze skalowalnymi efektorami . Choćby takimi jaki precyzyjny Pike 40 mm – do likwidacji pojedyńczego żołnierza. Ale i w ramach konfliktu kinetycznego, nawet pełnoskalowego – kluczem skutecznej reakcji i działań proaktywnych w 99% będzie sieciocentryczny rozległy kompleks C5ISR/EW, drony, rozproszenie i mobilność, pozahoryzontalna saturacyjna zeskalowana projekcja siły. Zaś dronizacja to klucz do krytycznego podniesienia asymetrii strat na naszą korzyść – co przekłada się natychmiast w poziomie dozwolonego ryzyka [praktycznie bez ograniczeń] i w palecie wszelkiego typu misji – które są nie do pomyślenia w systemach załogowych. Czyli w skokowym poszerzeniu pola operacyjnego i strategicznego – i przez to i wynikowo politycznego. Plus koszt i czas szkolenia systemów załogowych – a te są liczone na lata dla załóg – i na wiele lat – w przypadku związków taktycznych. Zaś dron z danej domeny – jest “combat ready” [i pozbawiony ryzyka błędów ludzkich] – po załadowaniu oprogramowania. Dam inny przykład na lepsze wykorzystanie tych 23 mld zł na Abramsy: kupujemy [przy takiej kwocie z licencją i rozwojem] know-how na TB2. Luka technologiczna do uzupełnienia wcale nie jest duża – ocenić ją można na miliard zł. Za kolejny miliard – licencja i know-how na Brimstone 3 – a swoją drogą za śmieszną kwotę 20 mln zł dokańczamy kppanc Moskit – i wraz z Piratem mamy podstawowy typoszereg efektorów precyzyjnych, ppanc i nie tylko. Gdybyśmy np. od Turków kupili “po linii najmniejszego oporu i bez myslenia” TB2 za 23 mld zł [a kupiliśmy 24 sztuki za 1 mld zł] – to by było minimum 23×24=552 drony bojowe TB2 – z tureckim uzbrojeniem itd. Każdy bardziej uniwersalny zadaniowo i bez porównania bardziej mobilny [a to jest parametr krytyczny u nas – przekłada się na czas reakcji] – względem Abramsa. Tyle, że w produkcji własnej – dronów sprofilowanych pod nasze uzbrojenie i systemy – bez marży tureckiej – a z naszą pełną kontrolą i serwisem i modyfikacjami – pewnie byśmy mieli z 1000 LEPSZYCH dronów, niż TB2. Przy konsolidacji organizacyjnej produkcji wszystkich firm dronowych i WZLi – szybciej byśmy mieli tę siłę “combat ready” – niż Abramsy. Instalując na dronach Pioruny i LM MHJT [obrona C-RAM] – od razu mamy coś dużo więcej [i to szybciej] niż Narew – całokrajową pełnoobszarową [a nie punktową] obronę Polski. Zresztą – załogowy luksusowy mini odrzutowiec pasażerki Flaris LAR – kosztuje 1,5 mln dolarów. Zaś w wersji zdronizowanej – po wyrzuceniu wszystkiego dla pasażerów i w produkcji masowej – pewnie by to nas kosztowało poniżej 4 mln zł sztuka. To znaczy, że za 4 mld złotych – mielibyśmy 1000 szybkich poddźwiękowych dronów bojowych z modułami zadaniowymi – o masie ponad 500 kg – o dwie klasy lepszych od TB2. Czyli np. 6 ciężkich Brimstone 3 jednorazowo. Z prędkością przelotową 750 km/h. Z pułapem do 14 km. Z Piorunami pułap przechwycenia [dynamiczny[ byłby realnie 20 km – a zasięg – praktycznie ograniczony “dowiezieniem” przez Flarisa. Przy operowaniu z bardzo krótkich lotnisk…trawiastych – poniżej 250 m. Zakupić licencję na już produkowany pocisk koreański L-SAM Block2 [400 kg – Mach,4,5 – ma pewne zdolności antyrakietowe] – i jego zasięg z wyrzutni lądowej 45 km – zamieniamy na zasięg [z odpalenia dynamicznego na pułapie] rzędu 160-180 km. C5ISR/EW, drony, sieciocentryczność, inteligentne efektory, pozahoryzontalność, wielozadaniowość – tarcza i miecz w jednym – i synergia na każdym kroku – ilościowa i jakościowa. NIEPORÓWNALNA przewaga systemowa i generacyjna RMA – deklasująca systemy KONCEPCYJNIE i OPERACYJNIE z poprzedniej epoki – wliczając w to nawet załogowe myśliwce stealth – jak F-35A. W końcu myśliwce stealth pierwszej generacji – jak F-117A – oblatano w 1981 i wprowadzono do służby 1983 – już podczas zimnej wojny. Wracając do Pana Jarka – może mieć pretensję jako laik – że mu o tym powyższym eksperci nie mówią [ja swoje pisze gdzie trzeba – także do KPRM] – a przecież to można i średnio inteligentnemu uczniowi szkoły średniej wytłumaczyć – jak się chce. Sęk w tym, że w MON NIKT NIE CHCE przedstawić potrzeby skoku RMA – bo “going concern” starych układów i lobby jest silniejsze – a Pan Błaszczak chce żyć dobrze z generalicją i wojskiem i “bezpiecznie” się lansować na nasz koszt – z wizją kariery już po Panu Jarku. I koło BŁĘDNEJ INFORMACJI, suboptymalizacji i partykularnych interesów i ambicji politycznych się zamyka – stąd błędne decyzje Pana Jarka [także polityczne – w budowaniu suwerennej “hard power”, w zwiększaniu pola manewru, w zwiększaniu dochodów, kompetencji i poziomu technologiczno-produktowego polskiego przemysłu] – oparte o błędne założenia na poziomie PRZESTARZAŁEJ wiedzy laika z “dobrymi chęciami” . A jak wiadomo, dobrymi chęciami to piekło wybrukowane. Konkretnie – polskie piekło. W rezultacie – zamiast dokonać ucieczki do przodu – nieudolnie i kosztownie małpujemy przestarzałe rozwiązania i to jeszcze politycznym kosztem zakładania sobie cudzej “smyczy na szyi” – czyli systemowo i strukturalnie sami się degradujemy do ogona peletonu – i sami na własne życzenie fundujemy sobie uprzedmiotowienie polityczne i ekonomiczno-technologiczne – zamiast upodmiotowienia.

  3. Żeby była jasność: w strefie zgniotu, przy takiej saturacji środków Armii Czerwonej – w tym pozahoryzontalnych i precyzyjnych i przy nasyceniu EW – wszystko z najwyższej półki – tylko postawienie na budowę PRZEWAGI naszego kompleksu sieciocentrycznego C5ISR, na asymetryczne środki precyzyjne pozahoryzontalne “długich rąk”, na przewagę EW, na dronizację – zapewnia nam asymetryczna zaporowa przewagę w ataku – ale i w aktywnej obronie – przynajmniej w strefie buforowej. Oraz drastyczną redukcję strat. Podkreślam – cele strategiczne Polski i Rosji są dokładnie przeciwne – są ASYMETRYCZNE – zatem małpowanie na zasadzie “oni czołgi – to my też czołgi” itd – nie ma żadnego sensu – jest wpędzaniem się w koszty i nieskuteczność w realizacji NASZYCH celów – które potrzebują NASZYCH kompetencji. – i NASZYCH systemów do ich optymalnego i jak najtańszego “wykonania”. Więcej – przy przewadze Armii Czerwonej w każdym wzorcu i systemie uzbrojenia – jest to droga wprost prowadząca do utrzymania naszymi rękami przewagi Rosji. Czyli jest to “najlepszy” i najprostszy i najbardziej bezmyślny przepis na… powtórkę z katastrofy 1939 – bo wtedy też budowaliśmy armię symetryczną – zamiast skupić się na asymetrycznej obronie. Rozmawiałem 3 lata temu z gronem oficerów-pancerników. MŁODYCH oficerów. I wszyscy się zgodzili, że przed 1939 – winniśmy budować myśliwce [choćby P-24 i typy przejściowe – jak to zrobili Rumuni z IAR-80] zamiast rozpraszać środki i produkcję na wszystkie możliwe typy – bardzo imponujące, bardzo kosztowne [na czele z Łosiami] – i w 1939 bardzo mało przydatne.. Zamiast łożyć w czołgi wystarczyło uzbroić posiadane “karaluchy” – czyli TKS-y i TK-3 [w ilości ca 700 sztuk] w działko 20 mm FK wz.38, szerzej Shoulton czy Oerlikon [co zrobiono realnie na…20 sztukach] , a można też było dać nowy silnik zapewniający prędkość i mobilność WIEKSZĄ od niemieckich Panzer I i II [bo te – słabo opancerzone i nieodporne na ogień 20 mm – stanowiły 80% sił Panzerwaffe w 1939 – zresztą podobny stopień wrażliwości wykazywały rosyjskie T-26 i BT-2/5/7]. Czy wyprodukować dużo więcej działek ppanc i plot – Boforsów 37 i 40 mm i o rząd więcej amunicji do nich [szczególnie plot – jej zabrakło już po pierwszym tygodniu] – nie mówiąc o naszej armacie plot 75 mm – w istocie armacie uniwersalnej. Można było zrezygnować z bardzo kosztownego rozwoju floty na rzecz małych i tanich kutrów torpedowych – a były już projekt – i to z działkiem [stabilizowanym] plot Boforsa 40 mm. 20 takich kutrów – i Stukasy by miały ciężkie straty – i małe osiągnięcia [jeżeli już]. Zaś operowanie niemieckich okrętów w Zatoce Gdańskiej – byłoby co najmniej wątpliwe. Zaś największy błąd popełniono z anemiczną produkcją najprostszego i jednocześnie najskuteczniejszego w kalkulacji koszt/efekt środka walki – czyli kb ppanc Ur – którego mogliśmy wyprodukować min 50-60 tys. przed 1 IX 1939. Więcej – był już projekt lekkiej rozkładanej podstawy plot dla kb UR jako “rusznicy plot” – co na pewno by wymiotło z niskiego pułapu hulającą Luftwaffe…tyle, że kb Ur było jak na lekarstwo nawet dla zadań ppanc… Ale wracając do 2021: warunkiem skutecznej aktywnej obrony jest : 1. Przewaga w EW 2. Przewaga w C5ISR 3. Przewaga w systemach obrony aktywnej z możliwością koncentracji projekcji siły w podstawie operacyjnej i na zapleczu nieprzyjaciela – mając więcej nosicieli – szybszych i w spięciu sieciocentrycznym wszystkich domen w jedną – i mając dłuższe ręce i lepsze efektory precyzyjne. Gdzie sieciocentryczność – to kontrola real-time – i nie tylko jak najkrótszy czas reakcji – ale dzięki sieciocentryczności i rozległemu dalekiemu widzeniu C5ISR – przejście do działań proaktywnych, łamiących działania wroga, a najlepiej skłaniając do ich zaniechania przed ich rozpoczęciem. Powtórzę – nasza wygrana to obronić szczelnie terytorium Polski i utrzymać przewagę w strefach buforowych – nie musimy zajmować Kremla. I odwrotnie – brak zajęcia wyznaczonej części Polski i zniszczenia wyznaczonej części WP – to przegrana dla Kremla. Jak w partyzantce – tylko, że na poziomie strategicznym: my wygrywamy, jeżeli nie przegrywamy i wychodzimy ze starcia z drastycznie niższymi stratami w ludziach, sprzęcie, infrastrukturze. Rosja przegrywa – jeżeli nie wygrywa – i to w sposób wyraźny. Na dzisiaj WP nie ma nawet masowego jednorazowego granatnika ppanc – nie mówiąc o bardziej zaawansowanym wielorazowym [RPG-7 w ilości ok….1200 sztuk [nie żartuję] nie liczę – zresztą ma dalej starą głowicę sprzed 50 lat – nieskuteczną na czołgi]. Tragikomczne, że MON z jednej strony nie chce kupić nowych głowic do RPG-7 [co tłumaczy tym, że RPG-7 są przestarzałe – https://www.defence24.pl/mon-nowej-amunicji-do-rpg-7-nie-bedzie ], a z drugiej prowadzi “neverending story” ciągłych analiz i dialogowania technicznego – nie zamawiając choćby RGW-90, NLAW, M72 itp “jednorazówek” – dobrych nawet później na rosyjskie BWP i KTO o BMD. Nie mówiąc o oczywistym zamówieniu wielostrzałowego Carl Gustav Mk 4 na kilka tysięcy sztuk – już z wieloma głowicami – w tym precyzyjnymi – i zasięgiem [przy strzale pośrednim z ukrycia] – ca 2 km. W TAKIM układzie zamawianie F-35A, Himarsów, Abramsów, Mieczników – jest niestety tragikomiczne. Więcej – nawet tak prosty wzór jak lekki uniwersalny “bębnowy” granatnik RGP-40 – 40 mm – utknął na etapie zamawiania na skutek procedur MON, które zostały wprowadzone przez…MON. Nie dość, że zamawiamy nie to co trzeba, nie u tego co trzeba – to jeszcze sami sobie piętrzymy góry papierów na własne życzenie – w skrajnej, carskiej nieudolności. Prosty program zakupu samochodów 4×4 [zwyczajnych – nie jakichś dla rozpoznania czy desantu] kryptonim Mustang był anulowany bodajże 5 czy 6 razy – głównie przez własne procedury MON i ciągłe zmiany. Potrzebujemy myślenia i sprawnych instytucji – inaczej dalej będziemy rozpraszali środki – skrajnie nieracjonalnie z punktu widzenia militarnego i polityki opartej o “hard power”. Na defiladach robi to na pewno wrażenie na laikach-wyborcach… – ale na Armii Czerwonej nie zrobi…

    1. Pisze Pan długo i w mojej opinii stosuje nietrafne analogie ,a do tego powiela mity. W pierwszej kolejności – młodzi oficerowe z którymi Pan rozmawiał – może się znają na broni jakiej używają ale jak widać nie mają pojęcia o kierowaniu państwem i rozwojem technologicznym armii i jej potencjału. Jako takich.

      Jak Pan wie, że wojna wybuchnie we wrześniu 39′ – to jasne że można zachować się jak w grze. Minimalizuje Pan wydatki na kwestie mniej potrzebne, maksymalizuje na te systemy najbardziej potrzebne. Jak Pan to robi z wiedzą, jak Niemcy atakowali, to jeszcze Panu łatwiej coś mądrego wymyślić. Ale życie to nie gra. Nie wiadomo czy i kiedy nastąpi uderzenie. Nie wiadomo jakimi środkami i jakie będą cele przeciwnika.

      Siły Zbrojne muszą być rozwijane. Kompleksowo. Nie może zabraknąć żadnego klocka w układance, bo wieża będzie łatwa do zniszczenia. Nie może Pan inwestować tylko w “działka” lub drony, bo jak przeciwnik to dostrzeże to nie zaatakuje tak jak by Pan tego chciał tylko tak, by nie mógł Pan zareagować z uwagi na brak odpowiednich narzędzi. Nie można technologicznie rozwijać jednej gałęzi i rzucić w cholerę inne. To może dać dobry efekt w perspektywie 2-3 lat jak wiemy, że konflikt NA PEWNO wybuchnie za te 2-3 lata. Natomiast tego pewnym być nie można i jeśli państwo i przemysł skupia się tylko na 1 sferze, to w dłuższej perspektywie czasowej staje się bezbronne w wielu innych.

      Siły Zbrojne muszą być rozwijane kompleksowo a jeśli Polska ma być zdolna do obrony, to nie stać nas na “bieda” armię opartą o łatwe do zestrzelenia i zneutralizowania drony. Trzeba inwestować w porządne systemy uzbrojenia i to na każdej płaszczyźnie. Musimy być jakościowo lepsi od Rosjan. Asymetrycznie to może Pan walczyć w buszu (Wietnam) albo w górach. My tu mamy płaszczyznę od Bramy Smoleńskiej po holenderskie porty. My musimy mieć takie czołgi, które będą zdolne zniszczyć kilka maszyn wroga i manewrem odskoczyć na nowe pozycje. Takie myśliwce, które będą niewidoczne dla wrogich nad Polskim niebem i będą mogły zadać przeeciwnikowi znaczne straty, bez strat własnych. Musimy mieć takie okręty wielozadaniowe, które posiadają dobry radar i wielowarstową OPL (rakiety krótkiego zasięgu, bardzo krótkiego zasięgu oraz CIWS) , które będą trudne do zniszczenia, wykrycia a razem z F-35 dadzą panowanie nad Bałtykiem. Musimy mieć taką wielowarstwową OPL (średni zasięg WIsła, krótki – Narew, b.krótki POPRAD i PILICA) , by wrogie lotnictwo bało się latać na wysokich pułapach (dających przewagę w walce powietrznej), a także na niskich pułapach (w obawie przed naszymi systemamy OPL oraz przed naszymi myśliwcami zawieszonymi na wysokim pułapie).

      Nie stać nas na zrezygnowanie z najlepszej broni flankującej jaką są czołgi. Doświadczenia USA z wojny w Iraku pokazują, że 80% systemów ppanc trafiało w czoło wozów przeciwnika (czyli tam gdzie były najlepiej opancerzone). Natomiast 2/3 trafień Abramsów zostało uzyskanych w burty wrogich czołgów. Tam gdzie wroga maszyna jest słabo opancerzona. Amerykanie nie byli tym zdziwieni, bo stosowali taktykę flankowania czołgami, więc niszczenie własną bronią pancerną wrogich zagonów – przy uderzeniu z flanki – jest doskonałą taktyką , z której nie możemy zrezygnować. Nie w polskich uwarunkowaniach geograficznych. Natomiast stacjonarne pozycje obronne środków ppanc można łatwo ostrzelać artylerią, a przy odpowiedniej przewadze środków pancernych – zwyczajnie rozjechać przy pewnych stratach. Czołg ma tą przewagę, że sieje zniszczenie będąc w ruchu. Do tego jest opancerzony i atakując w stronę nieprzyjacie ma duże szanse przetrwania i kontynuowania natarcia (zwłaszcza mając system Trophy).
      Środki ppanc stosuje się zasadą: “wystrzel i uciekaj”. Przy zmasowanym ataku, obrońcy dadzą radę puścić jedną salwę i nie zdążą zmienić pozycji. Bo mogą zostać zmasakrowani przez art. albo dogonieni przez atakujące czołgi i BWP-y.

      Tak więc nie można rezygnować z żadnego środka na nowoczesnym polu walki. Obrona musi być wielowarstowa i składać się tak z dronów, jak i środków rakietowych , piechoty, jak również sprzętu ciężkiego, który powstrzyma natarcie, lub dokona flankowania. Nie da się flankować piechotą, nawet tą zmechanizowaną. Podjechanie BWP-em w zasięg wrogiego czołgu to samobójstwo.

      Tyle, żeby się nie rozpisywać. Będzie o tym gruby artykuł by obalić kilka mitów rodem z science-fiction.

      Naprawdę gadanie przy piwie z kilkoma niższymi oficerami nie ma wiele wspólnego z budową strategii i taktyki walki. Te budują całe piony administracyjno-wojskowe. I te piony – we wszystkich mocarstwach tak w USA, Chinach, Rosji, Francji czy Wlk. Brytanii – rozwiają siły zbrojne w oparciu o czołgi, artylerię, samoloty i okręty. Wszystkie ww. państwa rozwijają wszystkie te typy uzbrojenia. I wszystkie te państwa (Polska również) pracują lub już opracowały systemy przeciwdronowe. Dron to żadna rewolucja. To nowy środek rozpoznania i nowy – nie najlepszy – środek przenoszenia głowicy bojowej. Dron jest znacznie wolniejszy i łatwiejszy do zestrzelenia/powstrzymania niż np. kierowana rakieta przeciwpancerna/przeciwokrętowa/przeciwlotnicza. A jak wiemy, wymyślenie pocisków sterowanych nie wysłało na emeryturę żadnego z ww. typów uzbrojenia. Drony tez tego nie zrobią.

      pozdrawiam
      KW

      1. Te wszystkie spostrzeżenia dotyczące czołgów są trafne… tylko jak ma to się do ładowania Abramsów w kocioł suwalski. A co do flankowania ich BWP to po co to się bawić jak można zbombić mosty, po których dadzą radę przejechać i opłynąć je z daleka?

        1. Abramsy nie będą ładowane do Przesmyku Suwalskiego. To byłby idiotyzm. Z tych samych przyczyn wysyłamy do Bałtów własne PT-91, a nie np. cięższe Leopardy. Na Warmii i Mazurach czołg jest bronią zbędną. Co innego na zagrożeniu z kierunku białoruskiego lub ukraińskiego. To tam należy mieć potężną siłę zdolną do manewru.

          pozdarwiam
          KW

          1. (…)Abramsy nie będą ładowane do Przesmyku Suwalskiego. To byłby idiotyzm.(…)
            Przy tym argumencie to żaden argument… zwłaszcza po ogłoszeniu, że Abramsy trafią na Nizinę Smoleńską, czym sami z siebie dajemy Łukszence casusu belli.

          2. Jak Łukaszenko rozstawia wojsko przy granicy, albo organizuje ZAPAD to jest ok, ale jak Polska rozstawia Ambramsy pod Warszawą (nawet nie przy granicy) to my dajemy casus belli XD

            Białoruś jest tak słaba, że moglibyśmy dać im 10 powodów casus belli i nic to nie zmienia.
            pozdarwiam
            KW

          3. (…)Jak Łukaszenko rozstawia wojsko przy granicy, albo organizuje ZAPAD to jest ok, ale jak Polska rozstawia Ambramsy pod Warszawą (nawet nie przy granicy) to my dajemy casus belli XD(…)
            O ile się orientuję… to Nizina Smoleńska nie leży pod Warszawą. Ponoć jest bliżej Moskwy.

            (…)Białoruś jest tak słaba, że moglibyśmy dać im 10 powodów casus belli i nic to nie zmienia.
            pozdarwiam(…)
            Niby taka słąba, a jakoś Litwa musiała wprowadzić stan wyjątkowy… i to bez żadnej koncentracji.

          4. Niekompetencja Pana Błaszczaka spod znaku dość luźnego kojarzenia laika na zasadzie “dzwoni – ale nie w tym kościele” – to żaden casus belli, najwyżej powód do żartów. Zresztą – ten twit szybko zniknął. Natomiast cyberataki – to inna bajka – tu już symetryczna odpowiedź [niekinetyczna] maksymalnie dolegliwa – jest jak najbardziej konieczna. A odnośnie broni “D” Kremla w rękawiczkach Łukaszenki – czyli inwazji imigrantów-nachodżców [zresztą Rosja już w 2015 – wymuszając wtedy na Serbii uruchomienie kanału przerzutowego zalewu imigrantów islamskich przez niechętną Serbię] – prócz zasieków z drutów kolczastych bym doradzał zakup masowy dronów obserwacyjnych dla kontroli real-time. Oraz zakup dronów przenoszących granaty hukowe i ogłuszające. I to w setkach sztuk – jednego i drugiego rodzaju. Czyli podprogowo – za to skutecznie przeciw wojnie hybrydowej. I dla SG i dla granicznych oddziałów WOT. Tylko w ten sposób można realnie utrzymać kontrolę i szczelność granicy. A ładunki termobaryczne czy odłamkowe z dronów – jako remedium na włamania specnazu, grup sabotażowych i infiltracyjnych i innych prowokacji. Tak swoja drogą – Panie Strzemieczny – może Pan uważa, że Berlin nas ochroni? – albo Tusk u władzy? Zauważyłem u Pana zero konstruktywnego podejścia czy konkretów – natomiast samo pieniackie i przeskalowane czepianie się – aż do poziomu absurdu. To może jakiś skuteczny konkret w interesie Polski i polskiej racji stanu? Tylko proszę bez wykładów typu “polskość to nienormalność” czy deklaracji “nasz dom w Brukseli”… i bez pomysłów w stylu pisania kredkami po asfalcie…

          5. (…)Tak swoja drogą – Panie Strzemieczny – może Pan uważa, że Berlin nas ochroni? – albo Tusk u władzy?(…)
            Nie… tym razem to Niemcy powojałą się na Bazyleę.

      2. Drony nie są wcale bardziej wrażliwe na zakłócenia i ogólnie EW – niż samoloty i śmigłowce. Więcej – jest asymetria – łatwiej zastosować ekranowanie i wielokanałowe, nadmiarowe systemy łączności – niż w przypadku dużych zintegrowanych systemów załogowych. Więcej – drony można zastosować jako torujące w misach Wild Weasel – i dla dronów bojowych i dla maszyn zalogowych Dron umownej “amunicji krążącej EW” – będzie pierwszy nad pole walki – uruchamiając impuls PEM i inne środki. I dopiero wtedy do akcji będzie wchodził rój dronów z pozycjonowaniem celów dla dronów przenoszących efektory precyzyjne. Zresztą – podział ról i koniecznych funkcji sprawi, że dojdą drony “latające- tankowce” [w tym do uzupełniania w locie akumulatorów, a raczej superkondensatorów] oraz drony-retransmitery do utrzymywania [np. na bardzo wysokim pułapie łączności [np. laserowej] z innymi rojami i resztą sieciocentrycznego C5ISR. Plus dojdą drony AEW/AWACS dla “parasola radarowego ” i IRST. W sumie – to mówię z rozmów bezpośrednich z WB i Spartaqs – drony o wiele łatwiej i szybciej profilować i modernizować, o wiele łatwiej wdrożyć produkcję seryjną, o wiele łatwiej [zwłaszcza przy mniejszych wymiarach i masach]. Obecne drony – w stylu TB2 – to i tak zbytnie “kombajny zintergrowane w starym stylu – na jednej maszynie jest i łączność daleka [nawet satelitarna] i rozpoznanie sensorami [np. głowica optyczna] i mogą być systemy aktywnego pozycjonowania celu [np. podświetlacz laserowy] – no i efektory precyzyjne. Tymczasem uświadomione wykorzystanie sieciocentryczności spięcia w jedno real-time “wszystkich nosicieli-wszystkich sensorów-wszystkich efektorów” oznacza, że w licznym roju jest wiele dronów “funkcyjnych” – gdzie dana funkcja jest zmaksymalizowana – przez jak największy ładunek zadaniowy dla tej funkcji. Czyli jedne drony – tylko łączność dalszego zasięgu i rozsiewanie i zbieranie info względem roju, drugie – tylko wykrywanie i identyfikacja celu – trzecie pozycjonują cel – a czwarte wystrzeliwują efektory precyzyjne przechwytywane w pozycjonowaniu przez drony z pozycjonerami. A jeszcze inne – same będą nosicielami dronów [ w różnym zeskalowaniu – powiedzmy od mini do piko] do strefy pola walki – a nawet je powtórnie “odbierały” – gdy te wrócą z pola walki. Dzięki czemu będą mogły zmniejszyć masę poświęcaną na “zapasy paliwa” – maksymalizując masę wyposażenia – a jeszcze dodatkowo – oszczędzając na układzie podwozia. Efekt – każdy z dronów ma zmaksymalizowany ładunek masowo gabarytowy – więc może unieść najlepszą, najbardziej “wypasioną” wersję wyposażenia czy uzbrojenia. W rezultacie sumarycznie – rój może dysponować sprzętem i uzbrojeniem LEPSZEJ klasy – niż typowy “kombajn zintegrowany” ze wszystkimi rodzajami wyposażenia i uzbrojenia – i jeszcze z całym dodatkowym systemem “interfejsu fizycznego” systemów “podtrzymywania życia” i funkcjonowania załogi. Dlatego właśnie – przez mnogość wszelkiego typu wyposażenia i systemów upychanych na centymetry w zintegrowanych kombajnach systemów załogowych – tak długo idzie wprowadzenie modernizacji czy nawet integracja nowego typu wyposażenia czy uzbrojenia. A czas modernizacji i kolejnych generacji wyposażenia – będzie moim zdaniem parametrem krytycznym w wyścigu technologicznym. Na chwilę obecną mamy dopiero etap początkowy rozwoju dronów – a zwłaszcza ich taktyki i operowania w rojach – i między rojami – także w różnych domenach. Przypomina to okres rozwoju lotnictwa przed I wojną światową. Dopiero na przełomie kolejnej dekady pojawią się pierwsze zaawansowane konstrukcje i wielofunkcyjne zróżnicowanie taktyczno-techniczne w rojach – tworząc sieciocentrycznie spiętą “chmurę” operująca rojami we wszystkich domenach naraz – czyli kierowane przez nadrzędna domenę informacyjną. A to znowu doprowadzi [przynajmniej od liczności roju rzędu 1000+ sztuk] do takiego stopnia komplikacji i krótkiej bramki reakcji – że zapewne powstaną liczne drony-“procesory”z zawansowaną “taktyczno-strategiczną” AI – które na bieżąco nad polem walki będą analizowały wszelkie informacje ze wszystkich sensorów dronów i otoczenia – i wypracowywały w czasie rzeczywistym skoordynowane działania wszystkich innych dronów. Na razie to wydaje się s-f – ale na początku lat 30-tych już będzie się to wykluwało w demonstratorach i prototypach, a może i w pierwszej generacji. Inna rzecz – że najpierw musi to powstać koncepcyjnie w głowie – a dopiero potem zostać zrealizowane. Jak już powstaną takie zróżnicowane funkcjonalnie zestawy rojów – wtedy wszyscy będą “mądrzy” i to klepali jeden przez drugiego – traktując jako “oczywistą oczywistość”… W każdym razie – wystarczy spokoijn ie poczekac – czas wszystko rozstrzygnie. Mnie jest najbardziej żal – że MON i KPRM hamują dronizację – zamiast stworzyć kompleks dronowy ze wszystkich firm dronowych. Takie Penemuede – jak miał von Braun… Wtedy – bez patrzenia na stare wojowanie a la zimna wojna- moglibyśmy dokonać prawdziwej ucieczki do przodu – i to jeszcze w tej dekadzie – wyrywając Kremlowi dywanik spod nóg – i łamiąc jego plany…i innych graczy…

        1. Nie no proszę nie opowiadać, że drony są bardziej odporne na zakłócenia niż samoloty czy śmigłowce XD
          Dron to jest tani substytut tych maszyn. I jako taki, tańszy, lżejszy i mniejszy posiada bardzo wrażliwe systemy elektroniczne. Nie jest też opancerzony (a uderzeniowe heli – tak).

          Opracowanie systemów odcinających drony od sygnału jest zadaniem relatywnie prostym, a systemy te – z uwagi na brak potrzeby wielkich zasięgów – są tanie, łatwe do masowego wyposażenia żołnierzy. Zresztą nasze WB Electronics ma już opracowany taki system antydronowy , który będzie wspięty w POPRAD i Pilicę. Nota-bene istnieje program SONA czyli niskokalibrowe działka plot wracają do łask. Namierzenie drona i zestrzelenie go tanim pociskiem niskokalibrowym to będzie dziedzinna zabawa. PRzy działku o szybkostrzelności morskich odmian (CIWS) to jeden taki system będzie mógł zestrzelić kilka, lub nawet kilkanaście dronów ciągu sekund.

          Nie mówię już o tym, że np. amunicja krążąca czy nawet pociski ppanc wystrzeliwany z dronów klasy MALE mogą być powstrzymane przez aktywne systemy obrony np. TROPHY.

          Drony to dodatkowy nośnik uzbrojenia – gorszy niż pocisk rakietowy (choć w górach – z uwagi na większą manewrowość – mogą się sprawdzić lepiej – tyle że u nas jest płasko). Dobry i tani system rozpoznania. Drony wymuszą ewolucję innych systemów , ale niczego nie zrewolucjonizują. Wciąż najważniejszą rolę będą pełnić na polu bitwy duże , drogie jednostki. Choćby dlatego, że stworzony do walki elektronicznej samoloty – typu np. F-35 może mieć na pokładzie zapakowane różne systemy (w tym antydronowe). Jednocześnie to na takich jednostkach będą “podwieszeni” Loyal Wingmans. I teraz pytanie, dlaczego duże drony lotnicze mają być sterowane z F-35 a nie z satelit? Bo chodzi o utrudnienie zagłuszania, a także o fakt, że latające blisko siebie maszyny będą mogły się szybciej komunikować w czasie rzeczywistym.

          Więc drony będą uzupełnieniem na polu walki, a nie że zastąpią wszystkie inne systemy. Przynajmniej nie będzie tak w pierwszej połowie XXI wieku. Później zobaczymy.

          Ta taktyka uderzenia a później wysłania roju dronów – jak każda inna – posiada słabości. Kto powiedział, że obrońcy będą stać wszystkimi zabawkami na 1 linii frontu i zostaną obezwładnieni po to, by później rój dronów mógł zrobić porządek? Ustawia Pan obrońców roli idiotów, a później pokazuje jak łatwo tych idiotów można pokonać dronami.

          Załóżmy jednak, że obrońcy idiotami nie są. Posiadają wielowarstwową obronę OPL (w tym przed dronami), jednostki szybkie i drogie stacjonują na tyłach , poza zasięgiem ew. uderzenia i mogą dokonać kontruderzenia. Po tym , jak ten osławiony rój dronów zostanie zneutralizowany lub wybitny przez tanie środki przeciwdziałania.

          Scenariuszy na polu bitwy jest miliony. Na każdą taktykę jest kontrtaktyka. Chodzi o to, by mieć wszelkie możliwe środki i potencjały, by odpowiedzieć na dane zagrożenie i by samemu wykorzystać słabości przeciwnika.

          Jeśli jeszcze przed bitwą pozbawia się Pan pewnych potencjałów, to przeciwnik nie będzie atakować tak jak Pan tego chce i na co się przygotował, tylko zrobi to w taki sposób, że nie będzie miał Pan czym odpowiedzieć. Bo nie będzie samolotu, fregaty, OPL średniego zasięgu, czołgu czy innego rodzaju ważnego uzbrojenia.

          pozdrawiam
          KW

          1. (…)Ustawia Pan obrońców roli idiotów, a później pokazuje jak łatwo tych idiotów można pokonać dronami.(…)
            Wojna w Karabachu pokazała, że takich idiotów też nie zbył łatwo pokonać… Azerbejdźan też miał spore straty.

          2. I warto odnotować, że Karabach to nie Nizina Środkoweuropejska. W górach systemy OPL nie widzą i niespecjalnie mogą reagować na zagrożenie, które nagle pojawia się wylatując zza szczytu góry. Tak więc drony w warunkach górskich zyskują na znaczeniu. Na płaszczyźnie lub nad wodą, znacznie tracą. I należy o tym pamiętać w kontekście ocen zdolności tego systemu bojowego.

            pozdrawiam
            KW

      3. Cieszę się, że wrócił Pan, Panie KW do brania udziału w dyskusji, brakuje tego. Obejrzałem wideo i cenię sobie u Pana to, że podchodzi Pan raczej na chłodno do wszystkich zagadnień i często dostrzega to, co większości umyka. Pozdrawiam serdecznie

  4. Drony jako “tani substytut” to błędna kalka myślenia. Ja akurat w lotnictwie siedzę od małego. Możliwości dronów – zwłaszcza w środowisku sieciocentrycznym – i zwłaszcza w rojach – są NIEPORÓWNANE względem dużych załogowych maszyn. To kwestia rezerwy modernizacyjnej, szybkości wdrażania modernizacji i możliwości profilowania, kwestia pola swobody w możliwych konfiguracja konstrukcyjnych. Wystarczy zbudować odpowiednik dronowy, zaczynając ot choćby od analogu F-117A [w skali 1-5 – czyli mający 25 razy mniejsze pole przekroju aktywnego dla radarów – i 125 razy mniejsza masę własną – co przekłada się drastycznie in plus na współczynniki obciążenia masy i ciągu] czy nawet dronowy odpowiednik F-35 czy F-22 [a raczej F-23 – bo ten miał lepiej konfiguracyjnie zoptymalizowany stealth] – i mamy LEPSZY w stealth nosiciel efektorów precyzyjnych. Który – latając ekstremalnie nisko nad ziemią [są takie systemy zautomatyzowane] – przy mniejszej masie, mniejszej bezwładności i większej manewrowości i dynamice lotu – może ukrywać się dużo lepiej w “cieniu ziemi” [“land skimmer”] czy nawet morza [“sea skimmer”] – opóźniając maksymalnie wykrycie i kontrakcję. Jasne – TERAZ drony z plastiku, włókna szklanego czy węglowego – ekranowania nie maja – tak samo brak ekranowania dla elektroniki. Ale to faza przejściowa – będą drony i z zaawansowanych metali [jak tytan] i stopów – i będą drony z odpornością zaprojektowaną od podstaw na środki EM/EW. A zaprojektowanie i realizacja pełnego ekranowania jest dużo łatwiejsza dla systemu skupionego – niż dla systemu wielkogabarytowego o dużych wymiarach liniowych i polowych. Następna rzecz – manewrowość – przy zastosowaniu zaawansowanych i wysokowytrzymałych materiałów konstrukcyjnych – np. tytanu – manewrowość dynamiczna może przekroczyć najpierw 40G – co jest wartością większą, niż wszystkich obecnych rakiet plot. A w kolejnej generacji – może przekroczyć [np. przy użyciu wzmacniających przekładkowanych warstw grafenowych 2D] poziom 100G i dużo więcej – co sprawi, ze nawet antyrakiety i systemy C-RAM będą miały duży problem z ich przechwyceniem. Dla systemów załogowych jest to niemożliwe z definicji – max przeciążenia dopuszczalne to plus 15G i minus 10 G – inaczej zwyczajnie zabiją załogę. Samoloty w produkcji liczy się na dziesiątki i setki, wyjątkowo na tysiące – a drony można produkować w seriach o rzędy wielkości większych – zbijając przy tym masową produkcją narzut kosztu stałego opracowania drona, budowy linii produkcyjnych i innych kosztów stałych. Więcej – dzięki małej masie i krótkiemu startowi i lądowaniu [mówię o systemach płatowych] niepotrzebne są miliardowe nakłady w infrastrukturę lotniskową, nie mówiąc o kosztownej infrastrukturze szkolono-treningowej i maszynach szkolnych i treningowych – zwykle kilku rodzajów – od szkolenia podstawowego po zaawansowane – – dla utrzymania kosztownego nalotu załóg. Więcej – w strefie zgniotu – gdy Rosja już zapowiada od 2022 produkcję S-500, które najpierw z A2/AD Kaliningradu, a potem “dubeltowo” z A2/AD Białorusi nakryją całą Polskę swoją kontrolą sieciocentryczną [S-500 to pierwszy system sieciocentryczny Rosji – dotychczas były to systemy wyspowe z pewnymi kanałami info np. z samolotów A-50U] – czyli system real-time [polecam: https://www.defence24.pl/dostawy-systemu-s-500-dla-rosji-rusza-w-2022-roku ] – w tnaszej strefie zgniotu i F-16C/D i F-35A nie mają racji bytu po wprowadzeniu S-500 do Kaliningradu i na Białoruś – bo S-500 wymiotą niebo nad CAŁĄ Polską [zasięg ich efektorów podglądnięty satelitarnie z testów to 600+ km – przy czym specjaliści spekulują ile owo “plus” oznacza”]. Co gorzsa system sieciocentrycznej kontroli Polski obejmie także powierzchnię – w tym lotniska [w tym DOLE – choć na razie nie ćwiczymy operowania z DOLI – to i tak nie jest to żadne antidotum] – pozycjonując real-time Kalibry, Iskandery, hipersoniczne Cyrkony itp. i “zwykłą” artylerię rakietową Rosji. Dlatego właśnie zakup F-35A jest bezsensowy – w razie “W” zostaną ewakuowane wraz z F-16C/D do Ramstein – a ze względu na zasięg rosyjskiej projekcji siły i niechęć Niemców do wplątania w wojnę z Rosją – raczej do baz brytyjskich – z zerowym pożytkiem dla Polski – i z przejęciem przez USA czy UK. No chyba, że zbudujemy saturacyjną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – ale wtedy trzeba koncentrować wg “all or nothing” środki w tę A2/AD i jej ofensywną i defensywną projekcję siły. A zamiast F-35A i F-16 C/D [wszystkie bym odsprzedał -F-16 CD/Ukrainie – zaś F-35A – Norwegom, Duńczykom, Szwajcarom – czy [jeżeli tam F-35A wygra] Finom. W zamian budowałbym masowo zaawansowane odrzutowe drony stealth – najlepiej startujące z mobilnej wyrzutni i operujące z rozproszenia – i lądujące na spadochronie – jak Kratos Valkyrie – czyli bez lotnisk – i natychmiast bym wszedł z Turkami w opracowanie i rozwój i produkcję odrzutowego stealth TISU/MIUS. Żeby pociągnąć do końca – wcale nie potrzebujemy F-16 C/D jako rzekomo “koniecznych” nosicieli JASSM/JASSM-ER i innych większych efektorów precyzyjnych dalekiego zasięgu. Nosicielem – rzecz jasna pod parasolem A2/AD Tarczy i Miecza Polski – warunek sine qua non dla operacyjności CAŁEGO WP i wszystkich RSZ RP w strefie zgniotu – może być na C-145B Wily Coyote – czyli wersja…naszego M-28 z Mielca. Polecam: https://www.defence24.pl/polsko-amerykanski-m28-z-pociskami-jassm-dla-us-socom-komentarz Wyjaśniam: zrzut efektorów na paletach już był ćwiczony w zeszłej dekadzie – a alternatywne “wyciąganie” rakiety spadochronem bezpośrednio z ładowni [i to ciężkich rakiet balistycznych] i odpalanie – przećwiczono na samolotach transportowych już podczas zimnej wojny – żaden problem. Na miejscu naszego MON dogadałbym się bezpośrednio z korporacją Sierra Nevada – i jeszcze [np. w konsorcjum handlowym z PGZ] oferowałbym tego nosiciela na eksport…. robiąc z rozwiniętego odpowiednio C-145 uniwersalny nosiciel dronów i efektorów precyzyjnych. Zacytuję: “W wersji MC-145B Willy Coyote maszyna posiada 4 belki do podwieszania uzbrojenia, ale też osiem pionowych wyrzutni dla amunicji precyzyjnej lub bezzałogowców umieszczonych w ładowni. Zgodnie z najnowszymi informacjami maszyna będzie też zdolna do zrzutu z tylnej rampy systemu uzbrojenia na paletach, co testuje obecnie US Air Force. Jedną z opcji jest tu pocisk manewrujący AGM-158 JASSM.”

    1. Jasne, że w roku 2142 drony będą lepsze i może zastąpią wszystko inne.
      Ale jesteśmy Anno dOmini 2021, wojna może być w ciągu 10 lat, a my nie możemy myśleć o tym, że za 50 lat coś tam będzie wynalezione.

      Na dzień dzisiejszy dron to narzędzie pomocnicze, a głównym środkiem walki są tradycyjne załogowe samoloty/czołgi/okręty. I póki nie powstaną bezzałogowe odpowiedniki o odpowiedniej wielkości, autonomii działania, niezawodności – póty należy inwestować w tradycyjne środki militarne. Bo na rok 2021 a i nawet na rok 2030, strona która będzie posiadała czołgi/samoloty/okręty i jeszcze do tego drony będziie miała przewagę nad tą, która oprze swoje siły tylko na dronach rezygnujac z innych środków walki.

      pozdrawiam
      KW

      1. Nie w 2142 – ja piszę o możliwościach tu i teraz. W tym w zakresie wytrzymałości. A kwestie operacyjno-taktyczne i wypracowania użycia rojów dronów w domenach – a raczej w połączonej wszechdomenie sieciocentrycznej – to “tylko” [i aż] kwestia myślenia i przebicia bariery mentalnej. Turecki odrzutowy dron bojowy stealth MIUS zostanie oblatany w 2026. Ukraińcy dołączyli do programu. U nas pełne samozadowolenie z kupna 24 tureckich TB2 – które są już o dwie generacje za tureckimi Aksangur i Akinci – a po wdrożeniu MIUS – będziemy o trzy generacje do tyłu. Więcej – polecam https://milmag.pl/baykar-mius-ujawniony/ – kolejna wersja MIUS będzie naddźwiękowa. Nie wierzyłem – ale właśnie dostałem info od tureckiego analityka – że TAK. Są dwie wersje do realizacji – najpierw 1,3 Mach, potem 2,2 Mach [jako dron przechwytujący]. Żeby nie było – w Rosji też pracują nad dronami odrzutowymi stealth – to nie tylko Ochotnik – jest cała rzesza budowanych prototypów. “Wypsnęło się” na MAKS21, że najnowszy T-75 Checkmate Suchoja – ma być załogowy na eksport. Natomiast dla własnych sił – ma być to bojowy BSL – z jeszcze ulepszoną [dzięki likwidacji kabiny] charakterystyka stealth. Przy czym start ma być albo Konwencjonalnie” z lotniska [właściwie DOL – tu mniejsza masa pozwala na bezpieczniejsze operowanie] – albo z wyrzutni mobilnej. Co całkiem możliwe. Bo masa startowa T-75 ma wynieść poniżej 18 ton [https://www.defence24.pl/suchoj-t-75-checkmate-rosyjski-f-35-czy-cos-wiecej-analiza] a masa drona odrzutowego Tu-123 Jastrząb odpalanego z wyrzutni mobilnej z RATO – wynosiła 38 ton [ https://pl.wikipedia.org/wiki/Tu-123 ]. Notabene – osiągał…2,5 Mach i został opracowany na początku lat…60-tych zeszłego wieku. Tylko że teraz drony – dzięki wydajnym systemom nawigacji przestrzennej, sensorom “świadomości sytuacyjnej” i komputerom z rozbudowana AI – już zaczynają przewyższać człowieka. Polecam: https://milmag.pl/sztuczna-inteligencja-pokonala-pilota-f-16/ Temat straszliwie niewygodny dla producentów załogowych platform płatowych i śmigłowcowych
        – i maksymalnie zamiatany pod dywan. Program Skyborg [AI dla dronów bojowych] rozwija się niezwykle dynamicznie – to jeden z nielicznych programów, który wyprzedza harmonogram i daje wyniki lepsze od oczekiwanych. AI się rozwija i jej możliwości ciągle rosną [i to raczej bardziej skokowo i wykładniczo, niż liniowo – a człowiek [na razie – przypominam transhumanizm i Człowieka 2.0] jest nadal taki sam – i w zasadzie piloci myśliwców już “dobili” w szkoleniach do skrajnych psychofizycznych możliwości człowieka . Zwłaszcza krytyczna jest kwestia podzielności uwagi załoganta na wiele procesów naraz do kontroli. Człowiek – to max 8 watków równoległych naraz – a większość pilotów – 6. Dla AI ta bariera nie istnieje. Oraz czas reakcji – dla człowieka to ca sekunda albo kilka sekund – dla AI to będą setne i tysięczne i pewnie milionowe sekundy. Zresztą – prawdziwa “wielowątkowśc równoległa” to wpięcie siecicentryczne – czy w roju – czy w całym toczeniu. Tu już człowiek nie ma szans nawet na starcie. Wszelkie opowieści o podrzędnej i służebnej przydatności “lojalnych skrzydłowych” [gdzie domyślnie “numerem 1” jest dalej system załogowy] można między bajki włożyć. W rzeczywistości to człowiek jest krytycznym ogranicznikiem w tym układzie samolotów [czy śmigłowców] z “towarzyszącymi” dronami – nie tylko w czasie i wypracowaniu właściwych decyzji – ale i w manewrowości – a przede wszystkim – w dozwolonym ryzyku misji. Zresztą – prawdziwy skok “o lata świetlne” możliwości kontroli AI sieciocentrycznych multidomenowych rojów dronow nastąpi po wdrożeniu łączności natychmiastowej [nieekranowalnej i niedekodowalnej] na splątaniu kwantowym i komputerów kubitowych. Co przewiduje się na początku lat 30-tych. Ale JUŻ TERAZ – saturacyjne roje dronów przełamujących z efektorami precyzyjnymi są bronią na która nawet Rosjanie nie widzą żadnych recept – w tym na przełamywanie stref A2/AD. Pewnie – drony przy tym będą odnosiły straty – ale o rząd, nawet dwa rzędy wielkości mniejsze w kalkulacji koszt/efekt – niż dotychczasowe systemy bojowe przeciwnej strony. I ta kalkulacja decyduje – JUŻ TERAZ.

  5. Z tego co mi kolega przekazał z MAKS21 – T-75 Checkmate będzie dla sił rosyjski dronem – gdzie – masa kabiny i sytemu “obsługi pilota i podtrzymywania życia” – zostanie przeznaczona na wzmocnienie konstrukcji – i pewnie przepracowanie powierzchni sterujących. Tak – by drastycznie zwiększyć przeciążalność maszyny – i zasadniczo poprawić dynamikę manewrów przeciw rakietom plot. Ile – nie wiadomo, ale nie zdziwiłbym się, gdyby przy zwartej sylwetce i relatywnie małej rozpiętości – udało się przekroczyć krytyczne 40G zapewniające manewrowość większą od obecnych najnowocześniejszych rakiet ziemia-powietrze czy powietrze-powietrze. —- Właśnie przewidując ten wyścig na przeciążalność i manewrowość bojowych zaawansowanych bsl z rakietami przeciwlotniczymi – od razu promuję przejście do rakiet uniwersalnych [tj. takich jak PAC-3 MSE czy koreański L-SAM] – gdzie ich manewrowość jest znacznie powyżej 100G. Z punktu widzenia kalkulacji koszt/efekt i tak taka uniwersalna rakieta “prak+plot” będzie znacznie tańsza [ca 5-15 razy] od zaawansowanego drona bojowego, więc jej “poświęcenie” jest sensowne – a przy tym prawdopodobieństwo zestrzelenia pierwsza rakietą drastycznie wzrasta [obecnie przyjmuje się, że umowna “pewność” zestrzelenia samolotu to 2 rakiety plot]. Więcej – zaawansowana rakieta plot kosztuje niewiele mniej, niż antyrakieta – więc wraz poprawką na większą ilość “zużytych” rakiet plot – wychodzi to w sumie tak samo – jak użycie uniwersalnej antyrakiety z funkcja plot. Tym bardziej – że oznacza to jeden system C2/C5ISE/EW – jeden zestandaryzowany “stock” serwisowy i obsługowy i modernizacyjny – oraz zmniejszenie ceny jednostkowej [z tytułu większej liczby efektorów i systemów towarzyszących – jednego typu] – bo powstaje “hurtowo” jeden duży liczny system uniwersalny. Co więcej – jeżeli nawet dana generacja antyrakiet uniwersalnych straci swoja skuteczność antyrakietowa – to dalej będzie świetnym, a na pewno bez porównania lepszym systemem plot – niż “klasyczne” obecne rakiety plot. Charakterystyczne, że system koreański KM-SAM [średniego zasięgu ca 40+ km – o prędkości 4,5 Mach dla Block2]: zasadniczo klasyfikowany jako system plot, jest zdolny do zestrzeliwania także rakiet. I na odwrót – koreański system antyrakietowy L-SAM wysokiego piętra – jest również systemem plot. Decyduje fakt, że “zwinniejszy” i bardziej “inteligentny” efektor antyrakietowy z jego “czulszym” dokładniejszym i szybszym w rozpoznaniu/pozycjonowaniu systemem C5ISR – w naturalny sposób LEPIEJ nadaje się do zwalczania samolotów, zaawansowanych bsl i śmigłowców – przy zachowaniu korzystnej kalkulacji koszt/efekt. A zestrzelenie “pierwsza rakietą” jest krytycznym parametrem – zwłaszcza przy ataku saturacyjnym. Co do poddźwiękowych pocisków manewrujących – jak Kalibry – tu najlepiej wykorzystać Pioruny – ale platformie szybkiego drona [co zwiększa i czas reakcji i zasięg REALNY]. Komandor Dura po moich uprzednich komentarzach “popełnił” nawet wspierający ideę artykuł https://www.defence24.pl/gromy-i-pioruny-przeciwko-kalibrom … ja pod tym artykułem nic nie komentowałem [ani słowa o umieszczeniu na dronach], bo nie chciałem “spalić” komandora ani samej rozwojowej idei Piorunów na dronach – bo męczyłem decydentów od 2016 z tymi dronami wpiętymi sieciocentrycznie w krajowy C5ISR jako nosicielami dla rakiet plot [Gromów, Piorunów] i dla kppanc [Spike, Brimstone, Moskita i Pirata]. Przy czym wykorzystanie zdronizowanego Flaris LAR oznaczałoby pokrycie Piorunami całego piętra obrony przeciwlotniczej od ziemi do ca 20 km [dzięki odpaleniu dynamicznemu – bo Flaris LAR ma pułap 14 km – i prędkość przelotową 750 km/s]. Co dawałoby na dzień dobry przy odpaleniu prędkość początkową o 200 m/s większą – i zasięg po odpaleniu jakieś 20-25 km [nawet więcej – przy przewadze wysokości]. To by załatwiało sprawę optymalizacji koszt/efekt zwalczania celów niewartych rakiet uniwersalnych prak/plot. Drugi nosiciel – to umowny rozwojowy JET-3 [ rozwinięty z latającego celu odrzutowego JET 2A] ITWL&MSP. Uzupełnieniem “parasola plot/prak” winny być efektory C-RAM – tu warto by zakupić miniaturowy i tani [15 tys dolarów sztuka w amerykańskiej produkcji – u nas by to było taniej – nie tylko ze względu na długie serie produkcyjne] LM MHTK. Kalkulując – 5 tys Piorunów i 20 tys LM MHTK – plus skalowane w pułapie/prędkości/autonomiczności drony-nosiciele – i nie potrzeba Narwi. Plus przynajmniej amunicja programowalna 30/35/40 mm – i jest obrona “własna ” z BWP i KTO – dla wojsk operacyjnych. Plus wykorzystanie amunicji precyzyjnej do Krabów i Kryli [oby wreszcie wyszły z papierowych wymogów, które im MON zafundował – hamując ich seryjną produkcję] – np. APR Vulcano-Dardo o zasięgu 80+ km, czy hipersoniczną BAE HVP [przetestowaną w tej roli w zeszłym roku na poligonie White Sands na samobieżnej M109A6] – i mamy artylerię plot [i prak – przynajmniej do poziomu rakiet supersonicznych ca 3-3,5 Mach] dalekiego zasięgu. Ale to wymagania myślenia i dostrzeżenia synergii wykorzystania obecnych systemów w rozszerzonej roli – za małe pieniądze. Powtórzę tylko – zakup “klasycznej” Narwi [23 baterii – a i to obrony punktowej, a nie całokrajowej – bo zasięg dalej twardo w wymaganiach to 25 km – więc taka obrona pokryje tylko 1/7 Polski – co dopiero mówić o kontroli stref buforowych…] – jest droższy od powyższych rozwiązań – a i tak ze względu na ograniczenia efektora [tylko plot] do 40 G – za dekadę szybko się zestarzeje i stanie się nieprzydatny. Ale – MON i IU są już spóźnione o 5 lat z zamówieniem – a wymagania zostały sformułowane jeszcze przed 2013. W efekcie – nie tylko sam proces zamówienia – ale i same wymagania są już PRZESTARZAŁE wobec postępu technicznego – i zmiany charakteru Polskiego Teatru Wojny. Dlatego właśnie porównuję nasze instytucje do caratu – gdzie machina biurokratyczna jest skrajnie niewydolna – i zapada się pod własnym ciężarem papierów i procedur – które sama produkuje – i nie przerabia. Tak bardzo są zajęci sobą – ze nie mają czasu na aktualizację względem postępu zewnętrznego świata – a co dopiero mówić o strategicznym myśleniu perspektywicznym DO PRZODU – choćby w ramach najbliższej dekady…tak to niestety systemowo i strukturalnie wygląda w działaniu… Mówiąc krótko – MON, IU, KPRM, BBN, SKON – nie życzą sobie “przeszkadzania im” – a lepsze i tańsze i szybsze we wdrożeniu projekty – to z ich punktu widzenia groźny konkurent, wręcz szkodliwy, zaburzający ich pracę…tak to widzą – i piszę to odpowiedzialnie po kilku latach przedstawiania petycji, projektów, propozycji. Czyli: nie chcieć – to gorzej, niż nie móc. A innowacyjność, synergia, nowe funkcjonalności i kompetencje – ale z “zewnątrz” – to po prostu orwellowska “zbrodnia myśli”… Przypomina mi się kuriozalna scena – jak razem z profesorem z UZ w 2017 na kongresie innowacyjności przedstawiliśmy koncepcję masowego szybkiego drona z Piorunem dla saturacyjnej obrony całokrajowej – a ów “wybitny prelegent” – oficer z wojsk OPL – po prostu uciekł…tak wygląda w praktyce “przebicie pułapki średniego” rozwoju, co ostatnio jest propagowane medialnie laikom…

  6. PGZ ujawniło harmonogram dla Mieczników: https://zbiam.pl/miecznik-najdrozszy-program-obronny-na-obrazkach/ Wynika z niego, że pierwsza fregata ma być gotowa w 2028, natomiast cała trójka – w 2034. Biorąc pod uwagę kalkulację Pana Krzysztofa o konieczności skupienia sił i zdolności WP przed 2030 – przynajmniej 2/3 z programu Miecznik nie ma sensu – nawet zakładając przydatność Mieczników na Bałtyku – co raczej wykluczone wobec saturacji przełamującej projekcji siły A2/AD Kaliningradu. zresztą – wystarczą w praktyce 1-2 Cyrkony do ciężkiego uszkodzenia czy nawet zatopienia Miecznika – w jakieś 5 minut max po rozpoczęciu działań kinetycznych przez Rosję. Co ciekawe – w ramach tzw. “fryzowania informacji” [co ładnie opisał Ziemkiewicz] – medialnie zmniejszono zasięg Cyrkonów z 1000 km do 350 [np. na d24] – żeby nie wyszło, że bazowe strefy A2/AD Kaliningradu i A2/AD Petersburga wymiotą Cyrkonami całą większą flotę nawodną z Bałtyku. Cóż – Skandynawowie w ramach NORDEFCO mogą [i pewnie to zrobią] wycofać się z Bałtyku i użyć skutecznie w swoim interesie te jednostki nawodne przy strefie GIUK – mają tam żywotny interes – i głębię strategiczną. Dlatego nawet taki Squadron 2020 Finów ma sens w ramach wspólnego NORDEFCO, a w naszym przypadku Mieczniki to białe słonie bez sensu – co najwyżej zostaną ewakuowane z Bałtyku i wzmocnią cudzą flotę – najpewniej Royal Navy – jak nasze niszczyciele w 1939… . Zresztą – realna kwota kosztu Mieczników [przy tak wysokich poprzeczkach dla systemów – i naszej niesuwerenności technologicznej i naszego braku doświadczenia w tych systemach i integracji] będzie przynajmniej 20 mld złotych – jako frycowe naszego braku doświadczenia we fregatach – a zwłaszcza we fregatach tak zaawansowanych – wg ambitnych deklaracji MON. Przypomnę, że MDA z DARPA dopiero pracują nad KONCEPCJĄ broni antyhipersonicznej – zaś wdrożenie Cyrkonów jest przewidywane najpóźniej w 2025 – czyli 3 lata przed pierwszym prototypowym Miecznikiem. Gdzie i tak 2028 mam za termin mało realny – wyszkolenie załogi i osiągnięcie sprawności i integracji systemów i scertyfikowany status całościowy “combat ready” widzę raczej najszybciej 2030. Co z definicji by przekreślało strategicznie sens Mieczników wg kryterium Pana Krzysztofa – potrzebnych przed 2030. Prawdopodobnie będzie jak z Gawronem => czyli: nieudolność, niekonsekwencja i niekompetencja organizacyjno-techniczna, harmonogramy z sufitu, braki synchronizacji kooperantów, zwłaszcza dostawców systemów zaawansowanych, krytyczne luki w umowach [wyzyskiwane przez druga stronę danej umowy], zamiatanie pod dywan opóźnień przed “górą” [aż w danym etapie mleko się wyleje – i wtedy rozpaczliwe i kosztowne decyzje ratunkowe], konieczność aneksów i potem aneksów do aneksów, skumulowane opóźnienia – i ciągły nieliniowy wzrost kosztów. A przedłużenie się czasów oddania będzie skutkowało załamaniem ciągłości certyfikacji powiązanych systemów i powstanie efekt domina konieczności nowych umów i nowych certyfikacji – z nowymi kosztami i nowymi opóźnieniami. Ja tylko powtórzę – nawet najnowsze zamówione niszczyciele rakietowe Arleigh Burke Flight III z najnowszym AEGIS i z obecnymi systemami antyrakietowymi – nie obronią się przed Cyrkonami. Warunkiem budowy Mieczników musiałoby być istnienie już teraz choćby perspektywicznych demonstratorów technologii systemów antyhipersoniczych [a nie koncepcji, jak teraz – bo koncepcje niesprawdzone technicznie to tylko obiecujące dobre chęci] – oraz akceptowalna pewność [przynajmniej 90%], że te systemy zostaną udostępnione Polsce. Ostatni warunek – moim zdaniem wątpliwy. Nie jesteśmy Japonią dla USA – a i tak Japończycy ponad dekadę żmudnie negocjowali uzyskanie AEGIS – podobno i tak okrojonego. Ale na razie Pan Błaszczak zapunktował w kadrach PMW i może liczyć na swoich wyborców, a admirałowie będą mieli a konto materialne uzasadnienie dla swoich stanowisk i dla utrzymania etatów w PMW. No i ten pijar wyborczy na hucznych paradach morskich – dla laików-wyborców…bezcenne… Co więcej – jestem pewien, że z tych właśnie stricte pozamilitarnych powodów, ewentualna zmiana władzy u steru wcale nie wstrzyma Mieczników – bo ta nowa ekipa zechce tym bardziej spić śmietankę politycznych bonusów – za nasze pieniądze – i kosztem budowania realnych zdolności bojowych…na które “dziwnie” ciągle brak pieniędzy… Tak – parad nam nie zabraknie – zresztą i bez Mieczników można je robić w imponujący sposób: https://www.defence24.pl/parada-morska-na-stulecie-marynarki-wojennej-galeria Byłem na tej paradzie [i na innych – zawsze z całą rozbudowaną aranżacją gal banderowych, armatek wodnych i orkiestry reprezentacyjnej PMW] i obserwowałem widzów – byli pełni podziwu jak dzieci – a ja nie psułem im zabawy…

  7. (…)aż w danym etapie mleko się wyleje – i wtedy rozpaczliwe i kosztowne decyzje ratunkowe(…)
    DobraZmiana ma nową metodę… (…)Kot srał tę stępkę(…) i szczerze życzę, żeby tego nie usłyszeli kadry PMW i wyborcy, bo marynarze i stoczniowcy to niemal ty sami ludzie co mieli być beneficjentami programu Batory. I to oni są obrażani takimi tekstami, a nie ja… ja się poczuję obrażony dopiero po tym Szwedzi złożą skargę do TSUE. I będę miał pretensji do nich, ani do TSUE… a i wy spróbujcie znaleźć jakieś wąty do TSUE.

  8. A odnośnie Abramsów – w USA trwają prace nad ich głęboką modernizacją [umowny M1A3]: 1. Nowy silnik – dieslowski – a raczej wielopaliwowy Cummins ACE, od razu pod napęd hybrydowy [https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=34284 ] 2. Nowa armata [i amunicja] 130 lub 140 mm [zresztą – podobnie pracują nad większym kalibrem Niemcy dla umownego Leo 2 A8]. 3 Nowa wieża [Niemcy też dla Leo 2] – skrajnie rozpatruje się wieżę bezzałogową. 4. Nowy pancerz reaktywny – mający zmniejszyć energię pocisku podkalibrowego w przedziale 50-75%. To oczywiście na końcu i tak przegrywa i z dronami z efektorami precyzyjnymi i choćby z możliwościami Krabów 155 mm z amunicją precyzyjną dalekiego zasięgu w sieciocentrycznym rozpoznaniu/pozycjonowaniu real-time. Ale – pokazuje bezsens zakupu Abramsów M1A2 SEP V.3 w konfiguracji tymczasowej – która moim zdaniem z Trophy HV i ze starą armatą 120 mm L44 – wcale nie oferuje ani zwiększenia przeżywalności [na pewno nie przeciw najnowszym pozahoryzontalnym kppanc Wichr-1 o szybkości 600 m/s] ani zwiększenia siły ognia czy zdolności bojowych. Zresztą – na końcu pozostaje decydująca kalkulacja koszt/efekt, a w tej Abrams jest zwyczajnie na szarym końcu względem alternatywnych systemów dla realizacji potrzeb WP na Polskim Teatrze Wojny. Brytowie po namyśle zdecydowali się na modernizację części Chalangerów 2 do wersji Challanger 3. Prócz nowej optoelektroniki – sercem modernizacji jest nowa niemiecka armata 120 mm/L55A1 – o podwyższonym ciśnieniu. Z większa prędkością wylotową i z nową amunicją [DM73]. Co dało przyrost energii kinetycznej o 20% względem poprzedniej wersji długolufowej armaty L55 z amunicją DM63A1 – stosowanej od wersji Leo 2 A6 [. Mówiąc krótko: zamiast kupować Abramsy – należało wzorem Brytów skupić się na nowej armacie i amunicji dla WSZYSTKICH posiadanych 247 Leo 2 A4 i A5 – plus na optoelektronice – i czekać na nowe pancerze reaktywne. Zamiast tego – porzucono rozgrzebany [i niepełny] program Leo 2 PL – przykrywając jego klęskę “ucieczką do przodu” w Abramsy. Tylko pogratulować takiej optymalizacji – jedynie małe pytanie – a co z naszymi Leo 2 A4 i A5? W zasadzie kwotę PRAWDZIWEJ modernizacji na wzór Challangera 3 można by szacować na 7-8 mld zł. I te czołgi byłyby szybciej w linii od Abramsów – i szczególnie w ramach już zbudowanych struktur jednostek i logistyki i bazy szkoleniowej. Zaś pozostałe 15 mld złotych – winno pójść w pilne zakupy – MASZYCH dronów amunicji krażącej Warmate 1 i 2 z Silent BMS, w zakupy amunicji [najlepiej wraz z licencją z prawem rozwoju] do Krabów, na dokończenie i seryjną produkcję Kryla, Moskita, ILX-27, zdronizowanego Flaris LAR, Funtera, radarów AESA, metrowych, pasywnych i multistacjonarnych – czy choćby przyzwoitej liczby wysokiej klasy granatników jednorazowych – jak NLAW…

    1. Zawsze te wasze górnolotne opowieści sprowadzam do prostych sytuacji życiowych, tak mi jest łatwiej zrozumieć to co piszecie. I wiedzę to tak, są ludzie, biedni ludzie, którzy jak podłapią trochę grosza, to kupują zabawki, auta, sprzęt AV, wydają kasę na wczasy, imprezy itd. Ale są też biedni ludzie, którzy każdy grosz inwestują w przyszłość, w rozwój swój i swoich dzieci, dom, biznes itd. Nasi politycy należą raczej do tych pierwszych. Abramsy i F35 to takie zabawki. A o atomie możecie zapomnieć, o satelitach również, bo nie ma nawet kto i za co, budować tych gałęzi przemysłu. Nawet, jak coś będzie, to będzie to tylko jednostkowa zabawka, serwisowana przez zagranicę, dopóki będą pieniądze.
      @Georealista – czytałem Ciebie też na innych forach, i kończyło się zawsze tak samo, ludzie mieli dość twoich nierealnych marzeń. Czasem twoje wywody są tak naiwne i przy tym b. długie, że nie da się tego czytać. Chcesz wydawać miliardy, których nie ma. Chcesz dostawać różne bonusy, pomoc, wsparcie z zagranicy tylko dlatego, że ty jesteś polski Polak z niziny środkowoeuropejskiej, z pomostu bałtycko-czarnomorskiego, z trójmorza i w dodatku z międzymorza, z pępka świata. Nawet wydaje mi się, że robisz to celowo, żeby Polacy zdali sobie sprawę ze swojej niemocy i słabości swojego państwa.

      1. (…)Chcesz wydawać miliardy, których nie ma. Chcesz dostawać różne bonusy, pomoc, wsparcie z zagranicy tylko dlatego, że ty jesteś polski Polak z niziny środkowoeuropejskiej, z pomostu bałtycko-czarnomorskiego, z trójmorza i w dodatku z międzymorza, z pępka świata.(…)
        Zapomniałeś jeszcze o skarbcu pod Suwałkami.

    2. Modernizacja M1 pokazuje tylko, że czołg wciąż jest potrzebny na polu walki. Jeśli Abrams nie jest podniesieniem przeżywalności załogi oraz zwiększenia siły na polu walki w stosunku do naszych dotychczasowych sił pancernych, to nie wiem co miałoby takim wzmocnieniem być.

      Ambrams w potencjalnie zamawianej wersji będzie najlepszą maszyną jaką będziemy dysponować. Najbardziej bezpieczną dla załogi (vide odseparowane przedziały amunicyjne, brak słabych punktów w przednim pancerzu jak LEO + TROPHY). Lufa nieco krótsza jak w Leo, ale na rosyjskie tanki przebijalność będzie wystarczająca.

      Poza tym w zamówienie główną rolę odgrywał czas. SEP 3 mamy już za rok. Jak chcemy czekać na moderkę, która wyjdzie za lat kilka ,a sprzedawana będzie może nawet za lat 10 to lepiej byłoby w ogóle nie kupować Abramsów tylko czekać na K2PL.

      Stawianie na Leo i współpracę z Niemcami (którzy sami utrudniali rozwój LEo 2PL) to jak prosić się o guza, po dostaniu już raz w policzek. Moderka do standardu Leo2PL posuwa się bardzo, bardzo mozolnie. Z szybkością 2-3 wozów na miesiąc. W takim tempie, to my te 120 sztuk A4 zmodernizujemy za kilka lat. A gdzie tu jeszcze moce przerobowe na dalsze modernizacje? Zanim byśmy zmodernizowali Leo tak jak Pan sobie tego życzy to te wozy zdążyłyby się zestarzeć na złom. Nie jesteśmy Wielką Brytanią by sobie na wyspie czekać i kombinować czy chcemy czołgi czy nie chcemy a jak chcemy to ile lat będziemy sobie przy nich dłubać. A do tego czasu będziemy bazować na T91, T-72 oraz bodaj 120 leo 2A5. To jest żadna siła w kontekście przewagi liczebnej i modernizacyjnej pancernych sił Rosji.

      Pan trochę pisze scenariusze jak z gry komputerowej. O , jest nowa wersja albo jakaś nowinka. To bierzemy, modernizujemy żeby było jak najlepiej. To tak nie działa. To nie gra. Liczą się nie tylko koszty i możliwość technologiczna, ale i warunki polityczno-negocjacyjne z partnerami, moce przerobowe ich fabryk (ew. naszych fabryk) czasokres wykonania zamówienia oraz szereg innych mniej lub bardzie wydłużających dany proces elementów.

      To co Pan proponuje jest zwyczajnie nierealne lub naraziłoby nasze Siły Zbrojne na wieloletnią bezbronność.

      pozdrawiam
      KW

      1. (…)ale i warunki polityczno-negocjacyjne z partnerami(…)
        Tych to chyba nie ma za dobrych właściwie nigdzie… np. w takiej Wiśle znarowił się jeden kontrahent i zostaliśmy z IBCS jak Hilisbach z angielskim.

  9. Żeby była jasność – wszystko zależy od sterników i od poziomu instrumentalnej sprawności instytucji. My tego nie mamy – dlatego obijamy się od ściany do ściany w kompletnym braku logiki i konsekwencji działań – o ich optymalności nawet nie wspominając teoretycznie. Jestem za armatami na gąsienicach – i to armatami dużo lepszymi od czołgowych – ale na Krabach. Liczą się wyłącznie “dłuższe ręce” i precyzja ognia pozahoryzontalnego dalekiego zasięgu – a w tej konfrontacji czołg jest przegrany już na starcie. Zwłaszcza wobec kalibru 155 mm artylerii ciężkiej. Nawet jeżeli pancerz wytrzyma i załoga przeżyje – to wszystkie sensory i pozycjonery całej tej “choinki” nowoczesnego czołgu – tego nie wytrzymają na pewno. I tu nie potrzeba pocisku kumulacyjnego czy kinetycznego – wystarczy HE czy termobaryczny – i czołg staje się “nagi i ślepy”. Rozmawiam z pancerniakami – oni mają swoje info z Donbasu. Jak Rosjanie od czasu do czasu używali “testowo” amunicję precyzyjną Krasnopol 152 mm [waga 50 kg] – to była powtarzalna sekwencja “trafiony-zniszczony” za każdym razem – a pozostałe załogi po takim drugim-trzecim przypadku zwyczajnie uciekały z wozów jak najdalej gdzieś do rowów. To nie ja podałem, że jeden Krab z nowoczesną amunicją precyzyjną dalekiego zasięgu wykończy batalion czołgów w kwadrans – to sami pancerniacy ze Świętoszowa tak kalkulują. Pisałem wcześniej – wszystkie posiadane czołgi przerobiłbym na ciężkie BWP, Terminatory [ale z działkiem 35 mm/L90 – i przynajmniej z 8 wyrzutniami pozahotyzontalnych Brimstone 3], ewentualnie ciężkie gąsienicowe Raki – ale ze zdwojonym automatycznym moździerzem 155 mm na wzór AMOSa. Bo tego nie mamy – a jest potrzebne bez porównania bardziej, niż czołgi. I przede wszystkim – zwiększyłbym wskaźniki mocy jednostkowej. wykorzystując doświadczenie z napędem hybrydowym APG – polecam https://www.defence24.pl/autonomiczne-podwozie-gasienicowe-czyli-historia-bez-happy-endu-analiza Bo dzięki temu nie tylko by się zwiększyło dynamikę, manewrowość i mobilność, zmniejszyło sygnatury fizyczne [termiczną i akustyczną] – ale by odpadł problem środków przeprawowych – bo dzięki napędowi elektrycznemu można forsować po dnie praktycznie “z marszu” – i to bez porównania lepiej – bo płynnie kontrolując moment obrotowy – w przeciwieństwie do silnika tłokowego, nawet z przekładnią automatyczną. Co do Leo 2 A7V+ – to kwestia zakupu odpowiednich licencji i transferu technologii. Nasi sternicy za nic nie chcą tego zrobić, nie rozumiejąc, że taki ruch – owszem dość drogi na początku – właśnie by nas uniezależnił na długi czas. Wybrali okrojoną “bieda-modernizację” i sobie gratulowali, że niby zapłacili 3 razy mniej – a teraz nasi pancerniacy płacą za to rachunek. Zresztą identycznie z modernizacją T-72 – a były warianty PT-16, PT-17 z naszego przemysłu [na bazie projektów OBRUMU z PCO – Bumar był tam tylko “slupem”], w kilku opcjach – znowu wybrano “bieda-modernizację”. To nie Niemcy mieliby robić modernizację Leo 2 do A7V – tylko my – po zassaniu technologii. Stąd rozważania nt zajętości niemieckich linii Leo 2 nie mają sensu. Zresztą – Cegielski już w 2015 deklarował, że włączyłby się w proponowane centrum pancerne razem z Centrum Silników Wojskowych i z HSW [te ostatnie to hydropneumatyka i lufy armatnie]. Ale Bumar jak zwykle zrobił sabotaż, projekt rozwalił chroniąc swoją pozycje “pancernego monopolisty” – i dostał cały kontrakt obiecując [jak zwykle], że zrobi modernizację “za ułamek tego co inni” – nie mając odpowiednich zdolności – bo tam są przyzwyczajeni do brania forsy z góry, narzekania i załatwiania sprawy przez wynajętych podwykonawców. W tym przypadku podwykonawcami byli Niemców – którzy oczywiście w tej dogodnej sytuacji zaczęli stawiać warunki, podnosić ceny, działać zaporowo dla wymuszenia swego – by na całego wycyckać tanich cwaniaczków z Bumaru – i stąd te całe zawirowania i aneksy na aneksach i zamiatanie pod dywan skandalu – zawinione krótkowzrocznymi “oszczędnościami”, podpisywaniem umów na ślepo i bez uprzedniego audytu kompetencji – i wg podejścia “byle kontrakt podpisać – a potem muszą nas dofinansować”. Gdyby Żydzi byli na naszym miejscu – natychmiast wszystkie T-72 i PT-91 by przerobili na ciężkie BWP w stylu Achzarita czy Nakpadona czy na inne bojowe czy pomocnicze wozy gąsienicowe – potrzebne i jak najbardziej pełnowartościowe w nowych funkcjach – tym bardziej, że nasz najnowszy pływający BWP Borsuk to niestety dziecko zgniłych kompromisów – a teoretycznie prawidłowe dopancerzenie modułowe – w praktyce operacyjnej na polu walki – to taka nierealna obietnica na pocieszenie dla załóg….. A wracając do naszych decydentów i mechanizmów instytucjonalnych – u nas powierzchowne “bieda-modernizacje” decydowane przez laików pod kalkulacje dla doraźnego politycznego lansu, brak elementarnego zabezpieczenia ZAWCZASU umów i kompetencji, brak elementarnej logiki merytorycznej “co robimy – po co to robimy – jak to zrobimy – za ile to robimy” – no i takie są skutki… Dopisywanie tu złej woli niemieckich koncernów nie ma sensu – oni by bardzo chętnie zarobili – jak z Brytami przy Challenger 3. Pieniądze nie śmierdzą – a czołgi nie są przecież jakimś “super-uzbrojeniem” w erze RMA. Tym bardziej, że sami od Donbasu pracują nad zdecydowanie głębszą modernizacją Leo 2 A8…—- Co do Leo 2 A7V – taka modernizacja wszystkich polskich A4/A5 to rozwiązanie klasyczne – i wręcz trywialne i oczywiste. Rozmawiałem w 2018 z Brytem od wojsk pancernych – zdziwiony dużą liczbą czołgów w WP, pytał mnie w swej naiwności: “skoro u was takie parcie na czołgi i tak boicie się Armaty i zmodernizowanych T-72B3 i T-90M – to czemu po Donbasie nie zmodernizowaliście maksymalnie waszych wszystkich Leo 2?”… Nietrywialne i bardziej przemyślane byłoby zdjęcie starych wież, przeróbka z nadbudówką dla amerykańskiej wieży z M109A8 z armatą 155mm/L58 o zwiększonym zasięgu [i z automatem ładowania na 23 pociski]. Taki kompletny system wieżowy winien zostać zakupiony – i zamontowany ASAP na naszych wszystkich podwoziach Leo 2 – jako Krab 2. Zresztą wg tego podejścia zrobił Szeremietiew względem Kraba – kupując licencję na system wieżowy brytyjskiego AS90 – a podwozie [po ciężkich szopkach z Bumarem] kupiono ostatecznie od Korei. Od tego czasu artyleria samobieżna się rozwinęła – i czas na Kraba 2. Dlatego owszem – kupować można od Amerykanów – ale tylko know-how, licencje i technologie [tych, których inni nie mają] – by samemu produkować, rozwijać – i eksportować. A wieże z Leo 2 [także z T-72 i Twardych] – jako elementy ciągle rekonfigurowanej, granicznej, urzutowanej i zaminowanej linii opóźniającej regionów umocnionych. I jako skuteczne elementy zwiększenia kontroli i szczelności granic względem podprogowej wojny hybrydowej. ————— Olaf i Strzemieczny – jak widzę, za wszelką cenę chcecie mnie poddać emocjonalnej chłoście a la “pedagogika wstydu” dla zniechęcenia. Żałosne – ja swoje analizy opieram na logicznej, skalkulowanej chłodnej merytoryce, wiec wasz emocjonalny atak tylko was ośmiesza jak przedszkolaków. Tylko wskazujecie, że moja argumentacja trafia w sedno – i stąd ataki emocjonalne – bo merytorycznie omijacie tematy głębokim łukiem – jako zbyt niebezpieczne – bo pokazujące, że mam rację – a wy tylko pustą krytykę dla krytyki. W sumie dziękuje za to dość szczególne, ale jednoznaczne potwierdzenie trafności mojej analizy – “na drugą rękę”.

    1. Doświadczeń z Donbasu nie można brać na 100% jeśli chodzi o analogię. Tam Rosjanie zamrozili konflikt. Ofensywa była ograniczona. Czołgi walczyły na określonym froncie. Później często nawet je okopywano. Najwięcej strat było na początku kiedy rozpaczliwy pochód Ukrańców w celu kontruderzenia przeciwnika zamienił się w okrążenie i dramatyczną ucieczkę z kotłów które łatwo ostrzeliwać (Ukraińcy byli ściśnięci na małych przestrzeniach i uciekali przez wąskie przesmyki z okrążenia) a następnie w wojnę pozycyjną.

      Ukraińcy mieli duży problem, bo nie mieli dobrej odpowiedzi na ogień artyleryjski przeciwnika. Nie stosowali ognia kontrbateryjnego bo raz – nie mieli z początku czym. Dwa, Rosjanie rozmieszczali artylerię w granicach Rosyjskich. Ukraina bała się stosować supresję na terytorium FR. Ponadto Rosjanie mieli doskonałe rozpoznanie na Ukrainie. Infiltrowali ukraińskie siły zbrojne, mieli ponadto ludzi schowanych w terenie wśród cywili.

      Ukraińska armia to był stan rozpaczy i bezład. Szybko została zamknięta w kotłach i tam już była rzeź. Zlokalizowanie i ostrzelanie wrogich sił w takich warunkach jest dziedzinnie proste.

      W Polsce:
      A) Rosjanie nie będą mieli ludności cywilnej po swojej stronie i ciężej im będzie infiltrować od tej strony
      B) Trudniej będzie infiltrować Wojsko Polskie, zwłaszcza jeśli chodzi o uzyskiwanie informacji w czasie rzeczywistym (np. dla Artylerii)
      C) Na Ukrainie Rosjanie weszli w “puste” a później zwyczajnie rozłupali chaotyczne kontrataki Ukrainy i zamknęli je w kotłach. W Polsce będą musieli nacierać od samego początku na nierozpoznane dobrze pozycje, a Artyleria będzie miała zadania ofensywne, pierwsza będzie musiała otwierać ogień na rozpoznane na czołówkach cele co narazi ją na ogień kontrbateryjny naszej artylerii – która będzie sobie czekać na dogodny moment i walić w ropoznane już zagony uderzającego przeciwnika.
      D) Nasze siły pancerne powinny pełnić rolę schowanego odwodu gotowego flankować. Jako taki, może być w pierwszej fazie nieco cofnięty, a po rozpoznaniu wrogiej artylerii i zastosowaniu własnej supresji, można spokojnie ruszyć pięścią pancerną.
      E) Wreszcie, przy wszystkich problemach z WP, jest ono z pewnością lepiej zorganizowane, wyposażone i przygotowane do działań militarnych niż siły zbrojne Ukrainy w 2014 roku. My się do konfliktu z Rosją przygotowujemy od lat. Nie mówiąc już o morale żołnierza i wielu innych czynnikach.

      Także modelowanie Sił Zbrojnych na podstawie konfliktów typu: Górski Karabach/Donbas a nawet Bliski Wschód/Afganistan byłoby ogromnym błędem. Żaden z ww. teatrów a także przebieg walk na nich nie odzwierciedlają tego, co mogłoby się dziać w konflikcie Rosja-NATO z udziałem Polski. To byłby zupełnie inny konflikt, z użyciem wszystkich środków walki jakie są do dyspozycji. W zupełnie innych warunkach, okolicznościach przy użyciu raczej symetrycznych sił na froncie. Obie strony będą do tego konfliktu przygotowane.

      Dlatego my musimy przygotowywać się do przyszłego – być może czekającego nas konfliktu – a nie do wojen już rozegranych, które w dodatku nijak mają się do naszych warunków.

      pozdrawiam
      KW

      1. Adn. B) (…)Trudniej będzie infiltrować Wojsko Polskie, zwłaszcza jeśli chodzi o uzyskiwanie informacji w czasie rzeczywistym (np. dla Artylerii)(…)
        Od tego Rosjanie miel wirusa komputerowego… DworczykLeaks pokazuje, że trudniej nie będzie, a może nawet łatwiej.

        Adn. E
        Sporo tych przygotowań było prowadzonych rękami środowisk skupionych wokół Macierewicza, który w świetle książek Piątka, okazuje się rosyjskim agentem. Mówiąc w skrócie odbudową zdolności bojowych dowodzi V kolumna.

        1. Nie czytałem książek Piątka, ale znam kilka jego prac jako “dziennikarza śledczego”, po których zasłynął jako cyngiel na zlecenie a nie żaden dziennikarz. Jeśli książki były oparte na jakiś wątpliwych insynuacjach i domysłach to możemy spać spokojnie. Zwłaszcza, że Macierewicz już nie jest w MON.

          1. Po częstopliwości zapowiedzi pozwów to można wnioskować, że wszyscy polscy (…)dziennikarze śledczy(…) co ty cyngle na zlecenie… swoją stroną to warto spojrzeć na kwestię Banaś-Kittel, która wygląda zupełnie inaczej niż Szeremietew-Kittel.

            (…)Zwłaszcza, że Macierewicz już nie jest w MON.(…)
            Parafrazując pewne powiedzenie… Inne Dworczyk tu są czynne.

    2. (…)Nasi sternicy za nic nie chcą tego zrobić, nie rozumiejąc, że taki ruch – owszem dość drogi na początku – właśnie by nas uniezależnił na długi czas.(…)
      A skąd pomysły, że sternicy z drugiej strony stołu negocjacyjnego, skądkolwiek by nie pochodzili, pójdą na tak deal? To było możliwe przy Caracalu.., tylko i wyłącznie dzięki ideologii budowy Europy.

      (…) Gdyby Żydzi byli na naszym miejscu – natychmiast wszystkie T-72 i PT-91 by przerobili na ciężkie BWP w stylu Achzarita czy Nakpadona czy na inne bojowe czy pomocnicze wozy gąsienicowe(…)
      Yyyyy… Żydzi mają Merkavy.

      (…)Żałosne – ja swoje analizy opieram na logicznej, skalkulowanej chłodnej merytoryce, wiec wasz emocjonalny atak tylko was ośmiesza jak przedszkolaków.(…)
      Tia… przyjdzie Kapitan Konieczność i wymieni załogę na mostku na ludzi kompetentnych.

    3. Nie chciałem Cię ośmieszać, tylko trochę ostudzić, żebyś nie pisał takich bredni np. “To nie Niemcy mieliby robić modernizację Leo 2 do A7V – tylko my – po zassaniu technologii.” Pozdrawiam i życzę skutecznego ssania.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *