Program 500+ na powrót polskich emigrantów [video]

O tym, czy pomysł zaoferowania polskim emigrantom specjalnych przywilejów po powrocie do kraju byłby skuteczną i właściwą metodą na ich ściągnięcie. Czy sfinansowanie biletu powrotnego na samolot czy preferencje podatkowe byłyby decydujące w kwestii podjęcia decyzji o powrocie? Moja odpowiedź na zaproszenie do debaty na powyższe tematy 🙂

 

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

35 komentarzy

  1. Panie Krzysztofie,

    Będzie to mój pierwszy komentarz u Pana na blogu jak i chyba pod tym tekstem. Zaczynając od wstępu chciałbym Panu podziękować za Pana tytaniczną intelektualną pracę i próby różnorakich syntez geopolitycznych, które oddziałują na świadomość Polaków. Wszystkie Pana teksty są wartościowe i głęboko przemyślane i poszerzają horyzonty myślowe i światopoglądowe.. Nie ukrywam że bardzo często zaglądam na Pana stronę internetową. I oczywiście z niecierpliwością czekam na Pana książkę.

    Ja osobiście się przyznam że swoją przygodę z szeroko rozumianą geopolityką zacząłem od Pana Bloga i po czasie trafiłem na Pana Bartosiaka i Pana Sykulskiego. Zresztą uważam Pana, Pana Bartosiaka i Pana Sykulskiego za Trójcę Świętą jeśli chodzi o zagadnienia geopolityczne. Pomimo czasem pewnych różnic odnośnie niektórych kwestii.

    Odnośnie tematu emigrantów zarobkowych temat, który Pan przedstawia odnośnie polemiki z Panem Jackiem Bartosiakiem jest bardziej złożony.

    Moim zdaniem “500 + dla Emigranta” jest pewnego rodzaju metaforą, alegorią próby zachęty, którą Pan Bartosiak postuluję. Emigracja była zjawiskiem bardzo szerokim. Na zachód wyjechali przedstawiciele praktycznie wszystkich grób zawodowych po 2004. Lekarze, wspomniani inżynierowie przez Pana, Spawacze, kierowcy, pielęgniarki, hydraulicy, elektrycy, dekarze, spawacze ale także ludzi którzy nie mieli wykształcenia itp. Z racji tego dla każdej z ww osób reprezentujących różne grupy zawodowe ” 500 dla emigranta będzie znaczyło coś innego”.

    Dla lekarza – ” 500 Plus” to np uporządkowanie sytuacji w polskiej służbie zdrowia, możliwość robienia ulubionej specjalizacji, ukrócenie nepotyzmu czy przeznaczenie pieniędzy na lepszy sprzęt aby mógł się rozwijać

    Dla inżynieria – ” 500 Plus” to możliwość realizowania nowatorskich projektów, inwestowanie w polskie firmy, szkolenia, a nie jako montowania zachodnich korporacji

    Dla przedsiębiorcy – Uproszczenie przepisów

    Dla pielęgniarek – lepsze warunki płacowe

    Itp itd.

    I o ile faktycznie w 2004 raku jak zaczęła się wielka fala emigracji rządzącym było to na rękę, ponieważ bezrobocie dochodziło do 20% i groziło to rewoltą społeczną tak teraz z racji interesu Państwa Polskiego dobrze byłoby stworzyć zachęty dla ww osób.

    Są to osoby mające doświadczenie zawodowe, przećwiczone na zachodnich rynkach pracy, często mające tamtejsze wykształcenie, znajomości, dojścia itp. Taki kapitał ludzki który by wrócił faktycznie byłby olbrzymim atutem. Gdyby ci ludzi mogli wykorzystać swoją energie np przy prowadzeniu firm przy maksymalnie uproszczonych przepisach wtedy nawet przy tańszym euro można byłoby starać się zdobywać inne rynki. I bez zachęt nie w postaci 500 + ale innych dedykowanych pod tych ludzi z możliwością awansów, brakiem nepotyzmu, możliwością kariery

    Chociaż z racji tego, że już sobie ułożyły życie będzie to zadanie bardzo ciężkie lub niewykonalne

    Odnośnie komuny i tezy że nie było pieniędzy tutaj chciałbym polemizować. Po komunie zostało bardzo dobre szkolnictwo techniczne i politechniczne. Po komunie zostały różnego rodzaju zakłady produkcyjne – huty, walcownie, cukrownie, przemysł odzieżowy, gumowy, meblarski, samochodowy itp. Większość została sprywatyzowana, następnie sprzedana lub wręcz rozkradziona Można było zrobić podobnie jak Czesi ze Skodą i byśmy byli na chwilę obecną zupełnie w innym miejscu.

    Natomiast zgadzam się z panem że transformacja ustrojowa przeprowadzona przez “elity post solidarnościowe i post komunistyczne” doprowadziły kraj na skraj wydolności, co zdeterminowało emigrację. Więc wina rządzących jest definitywna. I tyczy się to wszystkich ugrupowań od 1989 do 2007 kiedy to chyba przypadł największy szczyt emigracji.

    Odnośnie otwarcia się na emigrantów ze wschodu. Zadać sobie należy pytanie czy Ci ludzie faktycznie chcą się na stale związać z Polską czy po zdobyciu np. ” polskiego obywatelstwa” pojechać już jako obywatele EU do Niemiec Skandynawii czy Holandii. Należy pamiętać że np w Niemczech jest tez spora mniejszość z byłego ZSRR. więc lekarze z Ukrainy czy Białorusi mieliby też możliwość szybkiej asymilacji. Więc polegać na nadziei że takie osoby zostaną może być ryzykowne.

    Podsumowując, wydaję mi się że bez zachęt ale takich strukturalnych, które pokazują że Polska się zmienia się nie obędzie. Podobnie jak swojego czasu robili Chińczycy zachęcając swoich emigrantów do powrotu z USA tak my biorąc z chin przykład powinniśmy czynić podobnie.

    http://www.biuropomorskie.pl/pl/wiadomosci/2016/wiecej-studentow-wraca-do-chin-po-studiach-za-granica,p2102351940

    Serdecznie Pozdrawiam

    Michał

    1. Witam,
      i dziękuję za bardzo merytoryczny komentarz 🙂

      Ze swojej strony. Co do głębokich, strukturalnych reform państwa – pełna zgoda. Mówiłem o tym w nagraniu. Natomiast moja krytyka dotyczy jedynie pomysłów związanych z nadawaniem powracającym emigrantom przywilejów. W mojej ocenie jest to temat, który trzeba wyjaśnić , rozstrzygnąć i zdusić w zarodku. Bo tego rodzaju populistyczne hasła zbyt łatwo trafiają do umysłów.

      Poza tym moje uwagi krytykują nieco głębiej – nie sam pomysł ten czy inny (bilet, czynsz czy zwolnienie podatkowe) – tylko o sposób myślenia. Sposób myślenia w którym dana osoba jest przekonana, że wszystko jest kwestią decyzji samostanowionych jednostek. A tak nie jest. Bujdą na resorach jest to, że życie i to jak się potoczy zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Bujdą jest również, że rząd – pańśtwo jest w stanie rozwiązać samodzielnie problemy. Zwłaszcza takie państwo jak Polska i zwłaszcza problemy związane z kwestiami zagranicznymi (jak emigracja).

      Jeśli ktoś dostrzega problem (a temat nie jest nowy i dostrzegamy go od lat wszyscy) i następnie proponuje rozwiązania, które go nie naprawią a sprowadzą nam na głowę inne – to w moim przekonaniu należy to uwypuklić, wyjaśnić i uzasadnić kontrargumenty. Skupiłem się przy tym na tym wycinku przemówienia, które mi zgrzytało. Nie ma sensu powtarzać w kółko, że tak temat jest ważny, tak politycy powinni mieć poszanowanie do obywateli i zachęcać emigrantów do powrotu (ale poprzez budowę lepszego państwa dla wszystkich a nie tylko wybranych). To są trywialne oczywistości. Padł konkretny pomysł jak to zrobić (tj. jak ściągnąć imigrantów) i to jest w mojej ocenie temat najważniejszy. Dotyczący metody. Dostrzeżenie problemu jest banalnie proste, więc należy przede wszystkim szukać rozwiązania lub też zapytać sięw ogóle, czy jakiekolwiek rozwiązanie byłoby w zaistniałych warunkach i okolicznościach realne i możliwe do wykonania. Jeśli nie, to może się okazać że przepalimy miliardy PLN-ów , nie osiągniemy nic, a moglibyśmy za to np. zmodernizować naszą armię… I to jest szerszy kontekst. Na co chcemy wydawać pieniądze? I dlaczego mają to być bardzo wątpliwe pod względem skuteczności drogie programy socjalne dzielące społeczeństwo?

      pozdrawiam
      KW 🙂

  2. Należy obniżyć koszt funkcjonowania państwa co w dobie komputerów nie jest takie trudne. Da to miejsce na obniżenie opodatkowania, zwłaszcza pracy. Można dokonywać zmian ewolucyjnych – zamiast jednego podatku liniowego dla wszystkich (sprawiedliwe ale nie do wprowadzenia) można dodać kolejną stawkę PIT tak aby klasa średnia nie wpadała od razu do jednego worka z ludźmi naprawdę bogatymi. Mój pomysł to 3 stawki PIT: 10-75 tyś zł 16%, 75-150 tyś 24% i powyżej 150 tyś 32% i kwota wolna 10 tyś, a z czasem można te podatki jeszcze bardziej obniżyć i spłaszczyć (wprowadzając więcej progów: 10% 10-50 tyś, 15% 50-100tyś, 20% 100-250tyś, 25% powyżej 250 tyś) w miarę poprawy finansów publicznych co pozwoli na akumulację kapitału przez klasę średnią. Taki system zyska akceptację i lewicy (system progresywny – burżuje płacą więcej od klasy robotniczej :D) ale i prawicy bo jednak będzie obniżka podatków a przechodząc z jednego progu do drugiego nie dostanie się podatkowym obuchem w głowę. VAT również poddałbym zmianom wprowadzając i tu już na stałe 3 proste progi: 10% dobra podstawowe (leki, żywność etc.), 20% dobra konsumpcyjne powszechnego użytku i 30% dla dóbr luksusowych (np. drogie sportowe auta). Zejście ze stawką VAT w dół obniży wyłudzenia na karuzelach vatowskich ale i podwyższy poziom życia. Wreszcie, należy zciągać do nas ten przemysł którego sami nie posiadamy i nie ma widoków abyśmy w najbliższej przyszłości byli w stanie go wybudować. I to należy dawać okresowe zwolnienia podatkowe. Takim przykładem jest przemysł półprzewodnikowy. Wymaga on gigantycznych nakładów liczonych w mld USD na pojedynczy zakład. Wprowadziłbym taki bonus za zainwestowanie przynajmniej 1 mld USD w tą branże w Polsce – stawka 0% do 5 lat od uruchomienia produkcji, 10% w okresie kolejnych 10 lat. Taki przemysł to wysoko płatne miejsca pracy które będą jak magnes. Idealną lokalizacją jest górny i dolny Śląsk – rozwinięta infrastruktura, duża liczna ludności i uczelni technicznych, dogodna komunikacja z rdzeniem gospodarczym Europy, daleko od potencjalnej linii frontu na Wiśle. No i należy bezwzględnie utrzymywać dyscyplinę budżetową aby poprawiał się nasz rating co obniży koszt obsługi długu i uwolni środki na obniżanie podatków. Polacy nie muszą czekać z przeprowadzką, aż dostaną w Polsce podobne zarobki jak nad Tamizą. Obecnie dochodzimy z poziomem życia do 75% średniej UE (choć nasze zarobki nadal mocno odstają od 75% średniej zarobków UE) dzięki dużo niższym kosztom życia nad Wisłą. Obniżka PIT i VAT jeszcze bardziej poprawi ten stosunek a i zapewni szybsze pięcie się Polaków w tym wskaźniku. Również kwestia bezpieczeństwa wewnętrznego ma znaczenie. Liczne zamachy terrorystyczne na zachodzie czy możliwość częstego dostania po gębie od imigrantów z błachego powodu wobec bezpiecznej Polski z poziomem życia dobijającym do 100% średniej UE też da sporo do myślenia nie tylko etnicznym Polakom ale i rodowitym mieszkańcom starych krajów UE w obliczu marksistowskiej rewolucji na zachodzie.

    1. Dzien dobry
      ogólnie pomysły są jak z podręcznika młodego komunisty 🙂
      PIT jako kara za pracę powinien mieć jedną stawkę 1% (tylko po to, aby rejestrować kto pracuje).
      To jedyna metoda skutecznego ściągania ludzi i biznesu do Polski.
      Mój syn pomieszkał kilka lat na zachodzie (część czasu spędził w Hiszpanii). Wrócił do Polski, bo za tą samę pracę, co w Hiszpanii (sektor IT) dostał w Warszawie 2 razy wyższą pensję.
      Nawet nie była problemem gorsza pogoda w Polsce niż w Hiszpanii.

      Ulgi podatkowe dla przedsiębiorstw inwestujących w Polsce już przerabialiśmy w latach 90-tych. Firma inwestowały w Polsce, a po wygaśnięciu ulgi szybko zwijały interes.

      Pozdrawiam i bez obrazy za “komunistę” 🙂

  3. Bardzo lubię Pana teksty ponieważ zawsze są poparte głęboką analizą oraz licznymi argumentami merytorycznymi. Natomiast z większością tez zawartych w tym podcaście muszę się nie zgodzić.

    W mojej ocenie za bardzo spłycił Pan przesłanie dr J. Bartosiaka utożsamiając je z zakupem biletu powrotnego do Polski dla emigrantów, który „kosztuje 90 zł”. Nazwanie „wezwania do powrotu” mianem 500 plus dla emigrantów kieruje odbiorcę w stronę skojarzenia tej inicjatywy z nieskutecznym programem poprawy dzietności w Polsce. Te zabieg noszą znamiona manipulacji.

    Odniosłem wrażenie, że przez połowę podcastu przekonuje Pan emigrantów, że powrót im się nie opłaca bo oni z reguły zarabiają w euro i w Polsce absolutnie nie są w stanie dostać podobnego wynagrodzenia. Oczywiście każdy zdaje sobie sprawę, że to prawda bo ludzie potrafią liczyć.
    Natomiast istotne są 2 sprawy:
    – co do zasady pierwsze pokolenie emigrantów za granicą to goście w innym kraju. Mają ograniczone możliwości awansu i z reguły nie są traktowani tak jak rdzenni mieszkańcy. Są oczywiście tacy, którzy temu zaprzeczą – niektórzy czuli się w Polsce pokrzywdzeni bo np. nie mogli znaleźć pracy i dlatego wyjechali, a wyjechali z reguły tam, gdzie pracy jest dużo i jest ona dobrze płatna. Zmierzam do tego, że wiele osób jest skłonnych wrócić do Polski ponieważ tęsknią za krajem i rodziną, potrzebuje tylko do tego odpowiedniego bodźca.
    – siła nabywcza pieniądza powoduje to, że nie musimy zarabiać tyle co Anglik żeby móc w Polsce nabyć to co Anglik w Anglii. Okresowe zwolnienia podatkowe poprawiłyby siłę nabywczą takiego emigranta w Polsce a po pewnym czasie taka osoba płaciłaby normalnie składki jak pozostali obywatele.

    DJB rozpoczął swoją analizę od nieco innej strony: od strony Polski czyli od pytania „czy powrót Polonii do kraju jest dla Polski korzystny?” Następnie przedstawił szereg inicjatyw, które jego zdaniem mogą pomóc w przekonaniu ludzi do powrotu.

    Omawiany temat jest bardzo złożony tak jak złożona i kompletnie różna jest sytuacja np. profesora MIT i człowieka który ładuje tiry w UK. Jedna z tych osób będzie potrzebowała możliwości działania i realizowania swoich pomysłów (tutaj pojawia się kwestia utworzenia nowych szkół wyższych), druga osoba bardziej spojrzy na aspekt materialny (tu natomiast mogą zaważyć kwestie zwolnienia z podatku).

    Dr Bartosiak słusznie zdiagnozował, że Polsce potrzebna jest świeża krew – ludzie, którzy zrealizują swoje pomysły w Polsce (wykładowcy uniwersyteccy, przedsiębiorcy, inżynierowie, itd.). Polskie szkolnictwo wyższe leży a Polacy robią kariery na zagranicznych uczelniach. Polska demografia również leży a naszych rodaków za granicą jest wiele milionów.

    To co zaproponował dr Bartosiak to absolutnie przełomowa wizja natomiast jak to w Polsce – jest ona nie do zrealizowania. Nasze rządy potrafią tylko gadać i nakładać podatki. Realne i ważne działania tylko symulują. Interesują się tylko horyzontem do najbliższych wyborów. Absolutnie nie będą w stanie zaproponować żadnych sensownych działań mających na celu poprawę demografii oraz jakości szkolnictwa.

    W 100% zgadzam się z Panem w jednym – ulgi podatkowe i inne dotacje spowodowałyby konflikty społecznie. Byłoby dokładnie tak jak Pan mówi, że ludzie bliby niezadowoleni, ze firma tuż obok albo kolega z pracy nie płacą podatków dochodowych a ja muszę. Ponadto już słyszę kwik przedstawicieli polskiego szkolnictwa wyższego na pojawienie się w Polsce realnej konkurencji w postaci nowych uniwersytetów i politechnik wyjętych spod ich jurysdykcji.

    Niestety nie ma idealnego rozwiązania – zawsze są jakieś minusy.

    Pozdrawiam,
    Paweł

    1. (…)DJB rozpoczął swoją analizę od nieco innej strony: od strony Polski czyli od pytania „czy powrót Polonii do kraju jest dla Polski korzystny?”(…)
      A ja sądzę, że Polonii nie trzeba ani ściągać do kraju, ani zasilać jej wypychaniem obywateli z kraju tylko z nią współpracować… biorąc pod uwagę, że Polonia jest diasporą, która rzadko gdzie jest gaijinem (a jest sporo miejsc, gdzie Polacy są lubiani i to nawet tam, gdzie świat zachodu jest passe. Jednym z takich regionów jest np. Bliski Wschód), trzeba ją zasób o bardzo wysokiej wartości. Powiedziałbym, że Polonia jest diasporą jedyna w swoim rodzaju.

  4. JEŻELI Polska stworzy całokrajowa saturacyjną A2/AD Tarczę i Miecz Polski i suwerenne odstraszanie strategiczne [NATO Nuclear Sharing to jedynie pomostowa proteza] – oraz JEŻELI zmieni zasadniczo kurs z ekstensywnego na innowacyjny [high-tech – cywilnie i militarnie] – wtedy Polonia sama zacznie wracać do Polski. Dla biznesu – albo przynajmniej – z powodów gardłowych [dosłownie] – gdy świat wokół Polski zacznie się gotować w Wielkim Chaosie i Wielkiej Konfrontacji. Przy czym wszelkie ułatwienia czysto organizacyjne – jak Karta Polaka itd – już powinny być maksymalnie wdrożone. Bo obszar Bałtowie-Białoruś-Ukraina – to strefa już teraz “gorącą” – po prostu trzeba Polaków ratować z niebezpiecznych obszarów – EWAKUOWAĆ ZAWCZASU. Dotyczy to także Polaków na Wileńszczyznie – których Litwa wykorzystuje jako darmowe tarcze i zakładników dla swoich interesów. A jednocześnie – Litwa konsekwentnie ogranicza prawa Polaków na Wileńszczyźnie. Gdy zacznie się ewakuacja Polaków z Litwy – Litwa od razu na kolanach przyczołga się do Warszawy. I to jeszcze popychana przez Łotwę i Estonię – oraz NORDEFCO.

  5. Kluczem do powrotu są zarobki.Co do biznesu – proste i niskie podatki, stabilność i bezpieczeństwo zewnętrzne. Nie trzeba być w każdej dziedzinie liderem, bo dochodzenie do 100% kosztuje. Na początku poprawa stanu do 50% jest relatywnie tania, potem koszt efekt przybiera kształt funkcji logarytmicznej – kolejne podobne nakłady powodują coraz mniejszą poprawę. Wystarczyłoby aby w szerokiej gamie aspektów Polska plasowała się ustawicznie na 3 miejscu (75% stanu idealnego dla każdej dziedziny rywalizacji państw). Po wyciągnięciu zestawienia ogólnego możemy być liderami – tak jak w konkursie 4 skoczni można wygrać cały turniej nie wygrywając żadnego z 4 konkursów

  6. Panie Krzysztofie -Mieczniki, czyli realnie fregaty z efektorami CAMM i systemami RAM nie obronią się przed projekcją siły A2/AD Kaliningradu. Przewaga jest asymetryczna i miażdżąca – dlatego właśnie Rosjanie zaczęli za Putina budowe “bastionów” antydostępowych A2/AD – a ich śladem Chiny zaczęły wypieranie US Navy od zbudowania stref A2/AD – i rozszerzania zasięgu tych bąbli systemami na sztucznych wyspach. Konkretnie – w tej chwili nie ma na świecie w żadnej flocie jednostek, które obronią się przed hipersonicznymi Cyrkonami, które Rosja testuje i wprowadzi za ok. 3 lata – zanim jeszcze dokończa budowę pierwszej fregaty, nie mówiąc o jej operacyjnej gotowości. Nawet najnowszy niszczyciel z AEGIS klasy Arleigh Burke Flight III z SM-3 Block IIA nie obroni się przed atakiem hipersoników. Zresztą – nie obroni się przed atakiem saturacyjnym i “zwykłych” rakiet. Nie obronią się też przed atakiem saturacyjnym [przełamującym] roju dronów. Temat tabu w US Navy – bo idą dla niej ciężkie czasy – gdy Rosja i Chiny uzbrajają się w hipersoniki. Saturacyjny, ciasny śródlądowo zamknięty Bałtyk jest za mały na duże okręty – na pewno na czas wojny. Owszem – NORDEFCO ma duńskie fregaty Iver Hiufeld, Szwedzi mają korwety Visby, Finowie ,budują korwety Squadrin 2020. Ale oni mają głębie strategiczna od Arktyki po Atlantyk – i interesy w Arktuce i na GIUK – no i na czas wojny wyprowadzą cięższe jednostki nawodne. Najwyżej zostaną korwety stealth Visby – a i to operujące w swoim “osłonowym” środowisku szkierowym. Około 2025 Rosja wprowadzi sieciocentryczny kompleks rozpoznawczo-decyzyjny [real-time non-stop] obejmujący praktycznie cały Bałtyk. Systemy antyrakietowe i plot S-500 Prometeusz o zasięgu 600+ km, oraz projekcja siły hipersonicznych Cyrkonów, uskrzydlonych manewrujących Kalibrów-NK, innych systemów rakietowych – w ciągu kilku minut zlikwiduje z jednej strony każdy samolot w powietrzu w promieniu 600 km, z drugiej – każda większa jednostkę nawodna na Bałtyku. Co do F-35A – ich własności stealth są optymalizowane na zakres radarów 6 do 18 GHz. Tyle, że radary metrowe, radary pasywne, radary multistacjonarne, plus obserwacja radarowa z orbity i obserwacja w podczerwieni i w pasmie widzialnym, także obserwacja z samolotów AEW/AWACS A-50U/A-100 oraz z subsatelitów – zapewnią Rosji i obserwację F-25A i absolutne panowanie w powietrzu i na powierzchni [lądu i morza] dzięki przewadze sieciocentrycznej projekcji siły stref A2/AD. Naszym przeciwnikiem – w wojnie lądowej, powietrznej, morskiej, także nawet kosmicznej i radiowo-elektronicznej – są właśnie rosyjskie “bastiony” A2/AD. To na nich wisi ciężar zapewnienia operacyjności siłom lotniczym, lądowym, morskim. To jest sam rdzeń siły Armii Czerwonej. Wojna morska – od Arktyki, przez Bałtyk, Morze Czarne, wschodnią część Morza Śródziemnego – aż po Morze Kaspijskie – na tej szeroko rozumianej flance konfrontacji z Rosją, polega na likwidacji, a przynajmniej oślepieniu rosyjskich stref A2/AD. Do tego potrzebne jest budowanie własnych stref A2/AD i defensywnych i ofensywnych zarazem. Polska jest teraz w połowie nakrywana bąblem antydostępowym A2/AD Kaliningradu – za kilka lat będzie pokryta w całości – i jeżeli nic nie zrobimy – to przewaga będzie absolutna – będziemy w beznadziejnej sytuacji przed pierwszym strzałem. Zresztą – za kilka lat dojdzie rosyjska A2/AD na Białorusi – bo anschluss Białorusi mam za nieuchronny i faktycznie krok po kroku domykany, na tyle powoli – [i to pod maskirowka zaangażowania uwagi koncentracja względem Ukrainy] – by nie interweniowało ani NATO ani UE.Podwójne nakrycie całej Polski przed obie rosyjskie A2/AD – plus wspomaganie przez A2/AD Petersburga i Krymu – taka nas czeka przyszłość. Po to, by przerwać kordon sanitarny na pomoście bałtycko-karapckim – by uzyskac łącznośc z Niemcami – i zrealizować “nową lepsza unię euroazjatycką] – czyli supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. 3 Mieczniki będa realnie kosztowały ok. 18-20 mld złotych [pełne koszty, z baza szkoleniowa, serwisem, infrastrukturą itd]. Całkowicie zmarnowane pieniądze. A budowa Mieczników w ramach “zobowiązań sojuszniczych” i posyłanie ich na Morze Południowochińskie – to samobójstwo geostrategiczne wobec supermocarstwa, które bardziej nam sprzyja i jest bardziej perspektywiczne w długim planie – niż USA, które chcą nas sprzedać pod deal z Kremlem przeciw Chinom. My nie potrzebujemy Narwi – obronę plot może zapewnić nam ca 5 tys Piorunów posaowionych na masowo produkowanych dronach. My potrzebujemy saturacyjnej obrony przeciwrakietowej [z dodatkowa funkcja plot na cenniejsze cele lotnicze]. I to nie PAC-3MSE – ale koreańskich L-AM – które mają 2,5 raza większy zasięg przechwycenia – i 3 razy większy pułap przechwycenia. A nasi generałowie z SG jadą do Korei Płd i oglądają i dyskutują nad zupełnie niepotrzebnym K2 PL Wilk [czołgi nam potrzebne, jak pancerniki w 1945 – w czasach absolutnej dominacji lotniskowców] – a ignorują L-SAM. Po prostu – myślenie rodem z zimnej wojny AD1970 – ze “strategią” ślepo powtarzaną jak za PRL – gdy królowały czołgi.MUSIMY zbudować całokrajowa sieciocentryczną i suwerenna w systemach i w uzbrojeniu A2/AD Tarczę i Miecz Polski – silniejsza i nowocześniejsza od rosyjskich. Z kompleksem C5ISR, który zepnie real-time wszystkie sensory/nosiciele/efektory wszystkich domen – w jedna domenę. I musimy zbudować system osłonowy EW – ale i system ofensywny EW – który oślepi rosyjskie A2/AD już w czasie pokoju – przy jednoczesnym uzyskaniu własnego dalekiego widzenia i pozycjonowania celów real-time. Powtarzam – to jest klucz do drabiny eskalacyjnej – łamiący siłę Armii Czerwonej – we wszystkich domenach. Oczywiście – drugi warunek – to własne głowice asymetrycznego odstraszania jądrowego – gdzie już teraz – po koncentracji na Ukrainie – powinniśmy non-stop wysyłać twarde komunikaty o natychmiastowe NATO Nuclear Sharing – a po uzyskaniu głowic B.61 – przejść do etapu pozyskania suwerennych głowic. C5ISR plus roje dronów i walka elektroniczna mogą zapewnić nam kontrolę drabiny eskalacyjnej w konfrontacji “rozmytej” – prowadzonej poniżej progu wojny kinetycznej. Ale te same środki są niezbędne i na poziomie eskalacji kinetycznej. Zwycięskiej konfrontacji dla Polski – która Rosja nie przełamie użyciem “deeskalacyjnej” broni jądrowej – jeżeli skalkuluje nasza determinacje i siłę naszych ładunków jądrowych – za zbyt kosztowne i ryzykowne w kalkulacji koszt/efekt. Dlatego w sposób absolutnie priorytetowy i bezwzgledny – winniśmy budować saturacyjną “wszechdomenową” obronno-ofensywną całokrajowa A2/AD Tarczę i Miecz Polski, Z tych 524 mld złotych na PMT – moim zdaniem 3/4 winno pójść na ten projekt strategiczny i nadrzędny – oraz na NATO Nuclear Sharing. A zamiast 32 F-35A winniśmy kupić licencję i budowac odrzutowe drony stealth Kratos Valkyrie, starujace z wyrzutni z RATO, lądujące na spadochronie – czyli bez lotnisk-pułapek. Gdzie te drony mają o rząd wielkości mniejsza sygnaturę i radarowa i cieplną [IRST] od F-35A, a dzieki temu, że sa bezzałogowe, można je “przydusić” w lotach maksymalnie do ziemi – czego nie zrobi się z F-35A. To są prawdziwe środki na strefę zgniotu – nie ślepe naśladowanie “innych” – do INNYCH warunków pola walki. I od razu mówię – ponieważ nasza A2/AD tarcza i Miecz Polski ma być NOWOCZEŚNIEJSZA i bardziej zaawansowana we wszystkim w RMA – dlatego podstawa PMT – to kupowanie technologii – technologii głównie podstawowych – i technologii materiałowych – i high-tech. Czyli w istocie wielki – niekontrolowany przez jądro karolińskie UE – skok technologiczny w całej sferze infrastruktury i gospodarki Polski. Z jednoczesnym budowanie pełnych łańcuchów wartości i cyklów produktowych – wychodząc z poddańczej roli podwykonawcy Niemiec – i przebijając szklany sufit pułapki średniego rozwoju. Czyli dwa główne cele – nie dać się militarnie Rosji i uniezależnić się od ekonomicznej dominacji Niemiec. Ale do tego trzeba zasadniczej zmiany w PMT, zasadniczej zmiany przejścia od rozwoju ekstensywnego – do nakładów w innowacje i w skok technologiczny. Na razie dużo się mówi [a raczej mówiło – bo temat jakby ucichł] o “wstawaniu z kolan” – ale faktycznie kończyło się na pustych deklaracjach. Teraz mamy naprawdę nóż na gardle – musimy skoncentrować środki na realnych zasadniczych działaniach strategicznych, a nie na działaniach pijarowo-deffiladowych….jak to jest dotychczas… Przy czym podkreślam – w dobie precyzyjnego dalekiego widzenia i pozycjonowania, w dobie pozahoryzontalnych eektorów przecyzyjnych – środki obrony i ataku idą w jednym synergicznym współdziałaniu – wzajemnie się uzupełniając i umożliwiając swoje działanie. To samo ze środkami EW. Proszę zapomnieć stare kalki ‘ataku=hurra i czołgi w masie naprzód” i “obrony= środki ppanc itp. wkopane w ziemię jak na Łuku Kurskim” – w dobie RMA np. roje dronów [z Piorunami, Piratami, Moskitami i z sensorami i ze środkami EW] mogą być równie dobrze użyte do obrony – łamiąc saturacją każdy atak pancerno-zmechanizowany – i użyte do przełamywania obrony przeciwnika, głębokiej infiltracji i rolowania jego podstawy operacyjnej i zaplecza. Nie potrzebujemy czołgów, nawet BWP, zamiast Borsuków, można [z dobrym opancerzeniem] uzyskać z przebudowy wszystkich podwozi T-72 i PT-91. Nie potrzebujemy F-35A – tylko ze dwie setki Kratos Valkyrie. Nie potrzebujemy nowych dywizji – tylko wszechdomenowe, maksymalnie mobilne grupy bojowe spięte sieciocentrycznie. Nie potrzebujemy Mieczników – tylko “na powierzchni morza ” z 50 szybkich uniwersalnych CB90 z dronami i z pozahoryzontalnymi kppanc, z Piorunami i z LM MHTK. I dla PMW dodatkowo 200 do 300 szybkich mini Diugoni – o nośności 80 ton, do szybkiego rozproszonego transportu strategicznego, z rampa załadunku/wyładunku “plaża-plaża” – czyli poza portami-pułapkami. Które można wykorzystać do wszelkich innych zadań – z modułami zadaniowymi, w tym dla specjalsów i dla operacji desantowych, czy dla obsługi dronów podwodnych. Nawet załogowych kosztownych i mało dyspozycyjnych Orek nie potrzebujemy, ani nawet już budowanych 3 niszczycieli min Kormoran II. Royal Navy właśnie zdecydowała o rezygnacji z 13 posiadanych załogowych niszczycieli min na rzecz dronów. Można i taniej i dużo lepiej – i z dużo mniejszym ryzykiem – i z wyżej podniesioną przeciwnikowi poprzeczką kosztów i ryzyka. Co do sił ofensywnych PMW – na chwile obecną zapewniają ją dwa Morskie Dywizjony Rakietowe rakiet NSM operujące…z lądu. Tyle, że do tej pory [po 8 latach] nadal nie mają sieciocentrycznego rozpoznania/pozycjonowania celów real-time, więc ich zasięg praktyczny wynosi niecałe 50 km. Dodano kulawa protezę w postaci rozpoznawczej Bryzy – tyle, że na ćwiczeniach jest to teoretycznie skuteczne – w warunkach bojowych jest to misja kamikaze – praktycznie pewna strata samolotu i załogi po starcie. Sytuacja będzie “albo-albo” – bez stanów pośrednich. Czyli albo będziemy szli z klienckim PMT po staremu – i Rosja uzyska około 2025 [najpóźniej 2028] absolutne panowanie swymi A2/AD nad całą Polską – i gwarantowane zwycięstwo przed pierwszym strzałem. Albo – to my zreorganizujemy cały PMT pod NASZĄ strategiczna aktywna obronę strategiczną – i najpierw skupimy się na EW, podstawie C5ISR i na wpiętych w te podstawę najprostszych i najszybszych do uzyskania kontrśrodkach przełamujących rosyjskie A2/AD [czyli roje dronów i saturacja artylerii precyzyjnej – np. Krabów z amunicją precyzyjną Nammo o zasięgu 130 km] – a docelowo na zbudowaniu pełnej całokrajowej A2/AD Tarczy i Miecza Polski. Budowa Miecznikow – to typowe megalomańskie myślenie polityków-laików. Pod publiczkę i defilady i wrażenie “silni, zwarci, gotowi” – jak kiedyś z Łosiami na plakatach – i za olbrzymie koszty, zabranie środków potrzebnych “na wczoraj” na palące programy rzeczywistej skutecznej modernizacji. A w razie “W” – powtórka z Miecznikami “Wykonać Pekin” – ewakuacji poza Bałtyk – jak przed 1 września 1939 z naszymi niszczycielami… . Czy niczego nas nie nauczyła II w.św., gdzie bohatersko walczyliśmy w imię interesów naszych sojuszników [ba – konwojowaliśmy arktyczne konwoje do ZSRR – naszego okupanta 1939-1941 i potem od 1944]? – by potem być sprzedani jak bydło w Jałcie? Wszystkie siły muszą być skoncentrowane w kraju – w naszej podstawie operacyjnej – w jednej “wszechdomenie” – dla ochrony naszego bezpieczeństwa, dla naszego i tylko naszego interesu narodowego i racji stanu. Jeszcze jedno – na corocznych ćwiczeniach Baltops US Navy I Royal Navy podsyłają na Bałtyk po niszczycielu, fregacie, czasem dorzucą dla większego wrażenia większy okręt desantowy, gawiedź laików potem tłumnie podziwia w Gdańsku i Gdyni “wiernych sojuszników”. To jedna wielka pijarowa maskirowka i udawanie wiarygodności sojuszniczej – tanimi ćwiczeniami symulującymi domyślnie “pewną” obecność i wsparcie na czas wojny. Takie “paciorki dla tubylców”. Bo na czas wojny ani US Navy ani Royal Navy nie zamierza wysłać żadnego, powtarzam: absolutnie żadnego okrętu od fregaty w górę na Bałtyk. Przyczyną tej “awersji do ryzyka” jest już obecna projekcja siły bańki antydostępowej A2/AD Kaliningradu – a ta bańka zwiększy zasięgi i saturację i jakość za kilka lat – i jeszcze zostanie zdublowana przez A2/AD na Białorusi. Dlatego nie mam dość słów potępienia dla absurdalnej i marnotrawnej decyzji w sprawie budowy Miecznikow – w naszej konkretnej sytuacji – wręcz ikonicznych “białych słoni”. Jak chcą budować polskie stocznie [bo takie “uzasadnienie” słyszałem w deklaracjach decydentów MIN i BBN] – proszę bardzo – zbudujcie – naprawdę potrzebnych i przydatnych – przynajmniej z 50 CB90 i z 200-300 miniDiugoni. Roboty nie zabraknie. A CTM – niech opracowuje i buduje drony podwodne – kontrolne i bojowe – jak Spataqs Deep Guard, czy Hugin Endurance, czy inne. Podkreślę jeszcze raz – bez zbudowania naszej silniejszej i nowocześniejszej A2/AD Tarczy i Miecza Polski – przegrywamy z rosyjskimi A2/AD przed pierwszym strzałem. A sojusznicy nawet palcem nie kiwną, aby ryzykować jakiekolwiek wejście w strefę absolutnego panowania rosyjskich A2/AD – o pomocy i wsparciu W TAKICH WARUNKACH możemy zapomnieć. Po prostu z góry, bez mrugnięcia oka, poświęcą nas jako głębię strategiczną dla kupienia czasu reakcji – wg strategii “trip wire”. Panie Krzysztofie – prosiłbym nie tylko o publikację tego komentarza [bo czuję się wywołany do tablicy]. Prosiłbym o Pana osobny artykuł polemiczny – względem tego wpisu. Jestem gotów do rzetelnej pełnej merytorycznej dyskusji – w ramach RMA i naszej sytuacji geopolitycznej – i ze wszystkimi technikaliami i “diabłami w szczegółach”. Sprawa Mieczników najlepiej ilustruje jak w soczewce kompletnie złe myślenie geostrategiczne naszych ekspertów i polityków – i kompletnie złe uszykowanie i strukturę i budowanie kompetencji w PMT i w całym WP.

    1. Takie coś to po uszczegółowieniu trzeba przekazać MON-owi albo jakiemuś doradcy szefa MON – bo tak to tylko wołanie na puszczy jest.

      1. @sceptyk
        Dokładnie to samo mówię. Wnioskuję bowiem, że @Georealista tych informacji ani do Sztabu Generalnego, MONu czy innych nie śle, ale pisze tutaj pewnie mając nadzieję, że ktoś z nas to tam zaniesie. 😉

        1. Ciekawe kto… oni tam w kręgach władzy spuścili nawet Bartosiaka i to w sposób (te wywalenie z firmy budującej CPK), na który aż przykro patrzeć.

  7. Errata: nie: “Squadrin2020” a “Squadron2020”, nie: “zapewnią Rosji i obserwację F-25A i absolutne panowanie w powietrzu” tylko “zapewnią Rosji i obserwację F-35A i absolutne panowanie w powietrzu”. Oraz nie: “koreańskich L-AM” tylko: “koreańskich L-SAM”. Od razu dodałbym – dla rozproszenia obrony prak/plot FR warto postarać się o zakup licencji produkcji i rozwoju koreańskich manewrujących uskrzydlonych HM-3C – o zasięgu 1500+ km. Bo na razie kupiliśmy od USA JASSM/JASSM-ER – bardzo limitowane wątpliwym w strefie zgniotu operowaniem z lotnisk, zaś dla 2- wyrzutni HIMARS [program Homar] kupiono aż…30 pocisków ATACMS o zasięgu aż…300 km. Przypomnę, że obszar pokrycia proekcją siły idzie do kwadratu zasięgu – zatem 5 razy większy zasięg HM-3C względem ATACMS [pomijając symboliczna ich ilość] przekłada się na 25 krotnie większy obszar zagrożenia i – i przez to rozproszenia obrony nieba FR. Podkreślę – nie K2PL – a priorytetowo know-how i produkcję licencyjną i rozwój L-SAM i HM-3C z Korei Płd. Oraz elektronikę [radary, telekomunikacja, sensory pasywne] – czyli współpraca z Koreą Płd – i zassanie technologii – i jej rozwój. Zresztą – od Japonii i koncernów europejskich – także. Nawet od izraelskich – ale wyłącznie w układzie naszej przewagi negocjacyjne – bez wiedzy i presji Knesetu – czyli pod stołem. Bo kupowanie od USA z “czarnymi skrzynkami” i “kodami dostępu” – i ze śladowym lub z żadnym offsetem – to zwykły absurd – i antymodernizacja techniczna. Oraz zwiększanie klienckiego uzależnienia – zamiast zwiększania autonomii i suwerenności strategicznej. A – jeszcze jedno – Rosjanie chwalą się, że w ciągu kilku lat wprowadzą nowy system “radarowy” – czyli sensory ROFAR oparte o tzw. efekt studni kwantowej – które zainstalowane na Su-34/35/57 itp. maszynach – będą zdolne “z marszu” wykrywać F-22 i F-35 – zanim te wykryją rosyjskie samoloty. Na pewno na rzeczy jest totalna krytyka F-35 wszystkich wersji [A/B/C] – i w Kongresie i w Pentagonie. Za drogie, za awaryjne, zbyt “delikatne”, zbyt mało wartościowe operacyjnie, niezadowalające osiągi- zwłaszcza zarzut główny to brak jednoznacznej przewagi nad przeciwnikiem. A wersja Block4 – którą nam obiecano do zakupionych z góry opłaconych F-35A – ciągle “w testach – przed fazą beta” – i nie wiadomo, kiedy te testy się zakończą. Dlatego właśnie USAF robi ucieczkę do przodu – i chce myśliwca 6-tej generacji NGAD [z jednoczesnym zmniejszeniem ilości zamówień F-35] – tyle, że krótka kołdra finansowa doskwiera i projekt NGAD “na żebrach” – co najlepiej pokazuje kryzys supermocarstwa… Zaś USMC już wcześniej “na wszelki wypadek” [po pierwszym wewnętrznym raporcie krytycznych problemów z F-35B] odkupił Harriery od Brytów – zwiedzionych obiecywanym czarem rzekomych przewag generacyjnych F-35B… “Marines” odkupili praktycznie wszystkie niby “przestarzałe” Harriery [rzekomo dla “szkoleń wstępnych”] – za…. kilkadziesiąt milionów dolarów [i to ze stokiem części zamiennych !] – czyli mniej, niż za jednego “gołego” F-35…i teraz Brytowie plują sobie w brodę…a USMC przewiduje operacyjne bojowe używanie Harrierów przynajmniej do 2030…Tak to – na przykładzie ATACMS i F-35A [przypomnę – kupowanych z zerowym offsetem i z zewnętrznym serwisem] wygląda w realu wartość sprzętu USA – po zdjęciu pijarowej reklamy…i to nawet pomijając “czarne skrzynki” i inne “kagańce” naszej realnej suwerenności… a głównym kagańcem jest system IBCS…który nam udostępniono [sprzedano – jak zwykle bardzo słono] oczywiście bez kodów źródłowych i bez możliwości kontroli wewnętrznej – czy na zasadzie “małpa- przycisk- banan” – oczywiście używania DOPÓKI nadrzędny Wielki Brat na to pozwoli…czyli np. do momentu deal’u z Kremlem i kolejnej Jałty…

  8. A rozwijając temat dronizacji i sieciocentryczności i RMA – myśliwiec 6 generacji NGAD ma być “opcjonalnie załogowy” [tak samo brytyjsko-włosko-szwedzki Tempest] , “lojalni skrzydłowi” zdolni do działań bojowych – to odrzutowe drony stealth. F-35 jest już przestarzały koncepcyjnie – i za drogi i zbyt słabo “elastyczny” do działań w strefie zgniotu i w strefie projekcji siły wrogich A2/AD. Bo wojowanie w starym stylu w oparciu o sanktuaria i przewagę w powietrzu – skończyło się i dla sił USA – a dla nas – w strefie zgniotu i przewagi rosyjskich A2/AD – poprzeczka użycia wszelkich systemów – ustawiona jeszcze wyżej. Dlatego USAF w ramach ucieczki do przodu tak mocno przyspieszył program SKYBORG ACS [Autonomy Core System] na razie testowany na Kratos UTP-22 – a docelowo SKYBORG na pełnym stealth bojowym Kratos Valkyrie. Ze startem z wyrzutni – i lądowaniem na spadochronie – poza lotniskami-pułapkami [w strefie dominacji A2/AD operowanie nawet z Drogowych Odcinków Lotniskowych tzw. DOL-ów jest zwyczajnie zbyt ryzykowne]. Tak się kończy megalomańskie i ślepe kupowanie drogiego sprzętu na pokaz – ironicznie mówiąc – za pijarową fotkę Dudy z Trumpem – wpatrzonych w przelot “ultranowoczesnych” F-35 nad Białym Domem… Ba – nawet US Army idzie w autonomizację i dronizację na lądzie – poczynając od autonomicznych ciężarówek, po dronizację sprzętu bojowego. Nowy – od zera projektowany system gąsienicowy uniwersalnej platformy OMPV – to z tytułu OPCJONALNIE ZAŁOGOWA Platforma Mobilna. Dronizacja, skalowanie, roje dronów, wszechdomenowość sieciocentryczna, precyzyjne efektory pozahoryzontalne, energia skierowana, AI, komputery kubitowe, systemy EW i C5ISR – a my spóźnieni z zakupami sprzętu i systemów – owszem, bardzo dobrych na wojnę – ale na wojnę z poprzedniej dekady powiedzmy AD2015 …ale nie np. na wojnę AD2025….czy AD2030…. Dlatego tak konieczna zasadnicza głęboka zmiana strukturalna PMT i skrajnie nowa strategia i generacyjne oparcie o RMA – ze spójnym horyzontem przynajmniej na 2 dekady. Obecnie kupowane systemy – mają charakter albo namiastkowy [np. 208 PAC-3MSE Wisły – a potrzebujemy z 2 tys LEPSZYCH efektorów jak L-SAM] – albo kupujemy białe słonie jak Mieczniki – albo schodzące z pola walki [W STREFIE ZGNIOTU i SATURACJI] F-35 – czy HIMARSY z efektorami ATACMS – dobrymi może dekadę temu – a np. w dronizacji i systemowym zorganizowaniu odstajemy już teraz od takiej Turcji o 3 generacje, a za rok-dwa – wyprzedzą nas o kolejną…a jeszcze w 2014-15 to od nas Ukraińcy kupowali drony i amunicję krążącą…od prywatnego WB – bo PGZ tylko przez dwie kadencje narobił długów i niczego nie wniósł…. W sumie – od Błaszczaka idziemy z PMT w żółwim tempie [i bez budowania suwerennych kompetencji technologicznych] w oparciu o zakupy zewnętrzne [bez ISTOTNEGO wsadu technologicznego dla RMA] – a inni gracze [w tym FR] biegną i coraz bardziej przyśpieszają…więc tak naprawdę relatywnie się względem nich COFAMY…i to coraz szybciej…

  9. Zamiast kupować następne zwykłe samoloty może kupimy Valkyrie? Chodzą słuchy, że mają być tanie i zdaje się przystąpiliśmy do tego programu w zamian za zakup F-35. Za jednego F-16 będzie 8 – 40 lojalnych skrzydłowych. Wtedy F-35 będzie z dużej odległości naprowadzał je na cel.
    Może kupiliśmy niewiele ATACMS, bo oczekujemy na pojawienie PrSM? I dopiero wtedy dokonamy zakupu.
    Jak dla mnie, to dziwne, że nie kupiliśmy inteligentnych min przeciwpancernych i przeciwpiechotnych. Miny zawsze wychodzą najtaniej w relacji koszt/efekt, a przecież nam właśnie powinno zależeć na spowolnieniu przeciwnika.

  10. Jeszcze jedna rzecz – zupełnie zasadnicza – w realizacji PMT musimy postawić na cel nr 1 – strategiczną aktywną obronę dającą skuteczne odstraszanie geostrategiczne gwarantowane naszą suwerenna siłą [sojusz z sąsiadami FR to kolejny etap – uzyskania już PRZEWAGI nad FR- ale warunkiem bezwzględnie koniecznym do sojuszu jest najpierw nasza suwerenna siła] . Cel dla Polski jest wybitnie asymetryczny [wygrywamy, jeżeli nie przegrywamy, a jeszcze lepiej, jeżeli zmuszamy do zaniechania agresji na Polskę] – i dlatego uszykowanie PMT na każdym poziomie musi być asymetryczne – właśnie na aktywną obronę. Stąd właśnie kładę non-stop taki nacisk na budowę i koncentrację środków na budowę lądowej i powietrznej [i przy okazji obejmującej Bałtyk] na budowę saturacyjnej całokrajowej A2/AD tarczy i miecza Polski – sieciococentrycznie spinającej wszystkie domeny dla realizacji tego nadrzędnego celu geostrategicznego. Plus pomostowe NATO Nuclear sharing – i docelowo własne głowice asymetrycznego odstraszania jądrowego. Na poziomie wykonawczym celem jest zdławienie dalekiego widzenia i ofensywnej i defensywnej projekcji siły rosyjskich A2/AD Kaliningradu – i wkrótce rosyjskiej A2/AD na Białorusi. My widzimy i możemy zrolować i rosyjskie A2/AD i resztę PODRZĘDNYCH aktywów Armii Czerwonej [w tym ich siły pancerno-zmechanizowane – na ich terytorium i ich podstawie operacyjnej – naszymi rojami dronów z efektorami precyzyjnymi i artyleria precyzyjna dalekiego zasięgu]. Czas czołgów, ognia bezpośredniego, bojów spotkaniowych, śmigłowców szturmowych i innych systemów pola walki bezpośredniej i zwłaszcza sił pancerno-zmechanizowanych na Polskim Teatrze Wojny już minął – przynajmniej w ciągu zeszłej dekady. Tak samo dużych jednostek nawodnych na Bałtyku. Potrzebujemy – w naszym najwyższym suwerennym interesie geostrategicznym i racji stanu – dynamicznie ustanawianej stałej kontroli i przewagi w strefach buforowych – jak najdalej – dla ustanowienia “dynamicznej” rozszerzonej i skutecznej głębi strategicznej – nie z naszego terytorium – ale właśnie ze stref buforowych. I potrzebujemy masowych środków ofensywnych – np. rojów dronów i jak najtańszych precyzyjnych pocisków uskrzydlonych o jak największym zasięgu – do maksymalnego rozpraszania rosyjskich A2/AD i rosyjskiej obrony na ich wielkim terytorium – z czego możemy uczynić ich słabość – a nasz atut koncentracji sił obrony i ataku na terytorium Polski – 55 razy mniejszym od Rosji.Gdzie budżet realny Rosji [i tak obciążony siłami strategicznymi i logistyką – w przeciwieństwie do braku tych kosztów po stronie Polski] na 1 km2 jest około 7 razy mniejszy od nasycenia jednostkowego dla Polski. Dlatego właśnie [mając dostęp do technologii] możemy uzyskać REGIONALNIE przewagę jakościowo-ilościową pokonać Rosję i ustanowić trwała kontrole i przewagę na swoim terytorium i w strefie buforowej – budując i nowocześniejsza i dużo bardziej nasyconą CAŁOKRAJOWĄ A2/AD Tarczę i Miecz Polski. Podkreślam – także dla wojny rozmytej i podprogowej [zwłaszcza w zakresie walki elektronicznej i operacji punktowych i precyzyjnych rojami dronów i ogólnie sieciocentrycznie wpiętymi real-time skalowalnymi efektorami kinetycznymi i niekinetycznymi – w oparciu o jeden sterujący “wszechdomenowy” kompleks C5ISR]. Sumując – chodzi o uzyskanie przewagi i kontroli – albo przynajmniej skutecznego odstraszania – na każdym szczeblu drabiny eskalacyjnej. I to już podczas pokoju.

  11. Stwierdziłem, że skrobnę parę słów odnośnie tego co spowodowało, że żyję teraz poza Polską. U mnie było to nieplanowane. W 2005 wyjechałem na Erasmusa i robiłem drugi dyplom w Niemczech. Cała “zabawa” w Erasmusa, a przede wszystkim spory wysiłek włożony w podwójny dyplom, miały jeden jedyny cel. Aby móc łatwiej i lepszą pracę w PL znaleźć po powrocie ze studiów (wtedy to były czasy 20% bezrobocia w PL)… o ja naiwny 🙈!

    Już jakoś przed końcem studiów (2007) wysłałem kilkaset aplikacji do Polski do różnych firm i wszystkie bez odzewu (a nie, jakoś niedawno jak RODO wprowadzili, to mi info przyszło, że kasują moje dane z jednej firmy). Z desperacji zacząłem wtedy – już po obronie w Polsce, a jeszcze przed obroną w Niemczech – wysyłać aplikacje w DE. Wysłałem chyba z 17, na wszystkie dostałem odpowiedź, 3 zaproszenia na rozmowy kwalifikacyjne i 2 oferty pracy. Czyli w niecałe 3 tyg. od rozpoczęcia poszukiwań miałem tam umowę o pracę.
    Niemniej jednak – już po podjęciu pracy w DE – dalej szukałem w PL. Miałem nawet już jedną fajną rekrutację na śląsku w 2008. Ale przyszedł pamiętny kryzys 2008 i… zresztą podejrzewam, że każdy wie co się wtedy działo. Wyszło zatem, jak wyszło. Ożeniłem się międzynarodowo z poznaną na studiach w Niemczech przedstawicielką innego kręgu kulturowego, zmieniłem w DE prace na lepszą.

    Owszem w późniejszych latach dalej szukałem interesującej mnie pracy w PL, jednak bezowocnie … a około roku 2014 stwierdziłem, że trzeba dać sobie z tymi poszukiwaniami spokój i zająć się życiem. Potem porodziły mi się dzieci… i jak na razie tak zostało.

    Teraz odnośnie tego co by mnie skłoniło do powrotu.

    Pracuję od 13 lat w działach badań i rozwoju wysokich technologi dosyć sensownego przemysłu.
    Na chwilę obecną jedynie powstanie w dużej ilości rodzimych firm, które uprawiają własne Badania&Rozwój wysokich technologii byłyby dla mnie pierwszym NIEZBĘDNYM warunkiem do tego, żebym zaczął myśleć nad powrotem.
    Na chwilę obecną praktycznie takich firm nie ma, a jak są to raz, że jedna jaskółka wiosny nie czyni,a dwa … hmm. Lepiej zostawię te przemyślenia dla siebie.

    Teraz parę słów dlaczego takim tokiem rozumowania się posługuję.
    Ma to swoje wyjaśnienie w tej grafice

    https://www.tobiasclarsson.com/wp-content/uploads/pdp.png

    Firmy same tworzące swoje know-how mają kontrolę nad całym łańcuchem kroków rozwoju nowych produktów przedstawionym w tej grafice.
    Większość “przemysłu” w Polsce, to są montownie albo podwykonawcy zleceniodawców z zachodu.
    Czyli patrząc na tę grafikę, to polski przemysł najczęściej lokuje się jako zaledwie mały puzelek w Stage 4 w “Company perspective” albo Stage 6 “Product development perspective”.
    Kiedyś polskie firmy miały kontrolę nad całym łańcuchem rozwojowym. Teraz już tak nie jest.

    To ma bardzo ważne i dalekosiężne konsekwencje.
    Mając kontrolę nad całym łańcuchem tworzenia produktów (PLM – product lifecycle management) ma się – jako firma, branża, gospodarka – kontrolę nad własnym funkcjonowaniem. Można wiele rzeczy planować i definiować na lata. Nie mając tej kontroli, jest się jako firma/branża/gospodarka cały czasu uzależnionym od cudzych – często wrogich – decyzji, niczym pracownik najemny uzależniony jest w swym życiu od wypłaty do wypłaty. Bez wolnych środków pozostających mu do dyspozycji ma mały margines manewru.

    I teraz nawet powrót do Polski do jednej firmy, która ma swoje B&R, może mieć posmak zwycięstwa “w końcu jestem u siebie i robię to co lubię”. Jednakże z chwilą, kiedy taka firma jest quasi monopolistą, ma ona bardzo duże przełożenie negocjacyjne w stosunku do pracobiorców (obojętnie na jakiej pozycji zatrudnionych). Czyli pracownik najemny ma zdecydowanie gorszą pozycję i jak zatrudnienie tam z jakichś powodów przestanie mieć dla niego sens, to wielu alternatyw na polskim rynku nie ma.

    I to jest właśnie paradoks tego o co woła dr. Bartosiak. On ma najwyraźniej nadzieję, że tacy ludzie jak ja wrócą i stworzą z niczego odpowiednie firmy, które pchną kraj do przodu. To tak nie działa.
    Tacy ludzie jak ja często są jak pewnego rodzaju koła zębate, które pracowały na jakimś odcinku w zaprojektowanym przez kogoś innego mechanizmie i znając się tylko na tym odcinku. I najczęściej potrzebowaliby mieć możliwość po przyjeździe na taki lub podobny właśnie odcinek pracy trafić, aby być z pożytkiem dla całego systemu.

    I teraz nie oszukujmy się. Tworzenie takich firm, to nie jest mały pikuś. To są często potężne środki, które trzeba najpierw zainwestować, żeby cała maszyneria zaczęła się z zyskiem kręcić. Przy czym często przepala się mnóstwo kasy, która jest tylko przepalona, a się nie zwróci. I jest tak nawet wtedy, kiedy ludzie znający się na rzeczy i swoim fachu biorą się za to, a nie np. urzędnicy nie mający o życiu pojęcia.
    Osobiście przez prawię połowę mojej kariery zawodowej brałem udział w projektach badań i rozwoju nowych produktów, które były bardzo ciekawe i zawodowo bardzo rozwojowe dla mnie, ale się moim pracodawcom finansowo nie zwróciły. Choć kosztowały nieraz grube miliony Euro. Taki jest niestety urok tworzenia czegoś nowego.
    Owszem są przemysły, które mają mniejszy próg wejścia, jednak te rzeczy mające faktycznie znaczenie, po prostu kosztują.
    Zgadza się, można np. kupić sobie parę satelitów i dać je wysłać w kosmos. Ale już stworzenie samemu własnej technologii lotów w kosmos, to inna bajka. A to byłby dla Polski “game changer”, a nie wysyłanie cudzymi rakietami satelitów zaprojektowanych i zrobionych przez kogoś innego. Tak samo próba stworzenia własnego przemysłu jądrowego byłaby impulsem rozwojowym, a nie kupno gotowej elektrowni jądrowej od kogoś.

    1. Bardzo dziękuję za powyższy ciekawy wpis – okiem zainteresowanego.

      Dodam od siebie, może to co wybrzmiało z komentarza ale myślę, że warto podkreślić.

      Nawet najlepsi specjaliści i naukowcy mogą kompletnie nie znać się na prowadzeniu biznesu. Tak jak biznesmen nie musi być naukowcem, by prowadzić firmę innowacyjną, tak naukowiec/inżynier nie musi być biznesmenem w firmie, w której pracuje.

      I to jest to o czym Pan pisał. Przyjazd do Polski tylko po to by odbić się o jednych drzwi i wylądować na gołym polu nie ma kompletnie sensu. Żeby w Polsce były firmy z rozwiniętym działem B&R to polskie firmy muszą być gigantami. Pisałem o tym w innym tekście. Know-how i B&R trafiają do kraju-matki danej firmy. Dlatego my tu w Polsce powinniśmy – jak tylko jest alternatywa – nabywać polskie produkty. Jeśli są tak samo dobre (bo to znaczy, że właściciel dba o jakość i rozwój i zwiększenie zysków oznaczać będzie inwestycję).

      pozdrawiam
      KW

      1. (…)Nawet najlepsi specjaliści i naukowcy mogą kompletnie nie znać się na prowadzeniu biznesu. Tak jak biznesmen nie musi być naukowcem, by prowadzić firmę innowacyjną, tak naukowiec/inżynier nie musi być biznesmenem w firmie, w której pracuje. (…)
        Oby ci biznesmeni nie byli typowymi zawodowymi-dyrektorami… bo tacy potrafią ścinać koszty zaczynając od rdzenie interesu… Bo tak się składa, że aby wiedzieć co jest czym to trzeba się trochę jarać tym czym się zajmuje dana firma. Drugie zagrożenie to wyskakiwanie z pomysłami w stylu SuperLigi Perez’a.

        (…)Żeby w Polsce były firmy z rozwiniętym działem B&R to polskie firmy muszą być gigantami.(…)
        To chyba lekka przesada… w Polsce jest kilka firm, które robią na prawdę dobrą robotę i jakoś żadna z nich nie jest jakimś koncernem.

        1. @Jacek Strzemieczny

          “(…)To chyba lekka przesada… w Polsce jest kilka firm, które robią na prawdę dobrą robotę i jakoś żadna z nich nie jest jakimś koncernem.(…)”

          Zgadza się. Na przykład jest Elektrobudowa. Oni jakoś po 2010 zaczęli sprzedawać rozdzielnice wnętrzowe WN typu OPTIMA 145
          https://www.elektrobudowa.pl/download/5001
          Elektrobudowa swoim własnym B&R doszła do tego produktu. Jednakże jest tak, że jest to ogólnie technologia mająca już ok 70 lat. Jest problematyczna, bo ma ograniczenia prawne z powodu zastosowania do izolacji elektrycznej gazu cieplarnianego SF6. I co najważniejsze, sporo podzespołów, których Elektrobudowa musi używać, po prostu w Polsce nikt nie produkuje (albo produkuje pod którąś z innych zagramanicznych marek) więc i takie są ograniczenia. Wszyscy inni producenci na świecie mają albo własne podzespoły albo z firm z własnego kraju. Zatem kołderka jest króciutka z każdej strony.
          Jednak nawet Elektrobudowa musiała wpakować ciężkie miliony Euro w zbudowanie odpowiedniej fabryki oraz laboratoria wysokich napięć.

          1. Mam trochę lepsze przykłady:
            – Solaris, który jeszcze nie dawno był polski ma mocną pozycję w europejskim rynku autobusów i tramwaji nowej generacji
            – WB Electronics robi w dronach, ma swój system C4I/BMS o nazwie Topaz oraz BMS o nazwie Fonet, na którego nie dawno Amerykanie przedłużyli licencję… https://www.defence24.pl/polska-lacznosc-w-pojazdach-us-army-przedluzono-licencje
            – ostatnio na tych łamach Georealista zaczął reklamować firmę Spartaqs, która też robi w dronach (chociaż nazywa dronoidami)
            Ostatnio zaczęły się testy tych sprzętu przy dostawach zakupów z Decathlonu… https://www.rynek-lotniczy.pl/mobile/lublin-dron-dostarczyl-klientom-przesylki-34pierwsza-taka-operacja-w-ue34-11467.html
            – firma Fibaro działa z kolei w branży smart home
            – z kolei na rynku drukarek 3D sukcesy odnosi firma get3D, a i Intergart ma w tym sektorze druku (ta firma ogólnie robi w druku) też ma coś do powiedzenia

            (…)Jednak nawet Elektrobudowa musiała wpakować ciężkie miliony Euro w zbudowanie odpowiedniej fabryki oraz laboratoria wysokich napięć.(…)
            Chociaż z drugiej strony Elon po Starshipa idzie po taniości… to co oni tam wyprawiają to chałupnictwo pełną gębą, a i tak wyprzedzają NASA z jej SLS o lata świetlne. A z drugiej strony w ciągu kilku lat otworzyły się branże, które mają tani B+R:
            – moduły współpracujące z platformami Strawberry i Nano
            – hakowanie firmware sprzętów (od branży medycznej po traktory rolnicze) kierowane na rynek amerykański… po tym jak ich Sąd Najwyższy usankcjonował praktyki tego typu to okazało się, że najlepszą renomę na tym rynku mają Polacy i Ukraińcy

          2. @Jacek Strzemieczny

            W sumie nasz wątek zaczyna być trochę off-topic i nie wiem, czy to jest właściwe miejsce do takiej dyskusji, ale na razie lepszego miejsca nie mamy, więc jeszcze parę słów ode mnie.

            “(…)
            Mam trochę lepsze przykłady:
            – Solaris, który jeszcze nie dawno był polski ma mocną pozycję w europejskim rynku autobusów i tramwaji nowej generacji
            (…)”

            Dziękuję za te przykłady, ze dwóch nie znałem. Mam jednakże odnośnie tej listy dwie obiekcje:
            1. Niektóre z tych firm nie tworzą/towrzyły swoich kluczowych komponentów. Dla Solarisa (jak i każdego pojazdu) takim sercem wszystkiego jest silnik, produkcji amerykańskiego koncernu. Bez niego firma stoi.
            Na drugim, pozytywnym biegunie, wydaje się być Fibaro – choć nie wiem skąd oni biorą procesory do swojego sprzętu.
            2. Niestety dłuższą listę ciekawych firm w DE jestem w stanie zrobić przechodząc się 300m ulicą w dzielnicy przemysłowej w mieście gdzie pracuję (Miasto poniżej 150 tyś mieszkańców, sporo mniejsze od Rzeszowa).
            Dlatego pisałem, że w Polsce to są na razie pojedyńcze jaskółki jeszcze nie czyniące wiosny.

            “(…)
            Chociaż z drugiej strony Elon po Starshipa idzie po taniości… to co oni tam wyprawiają to chałupnictwo pełną gębą, a i tak wyprzedzają NASA z jej SLS o lata świetlne.
            (…)”

            Mogą tak robić, dopóki nie ma ludzi w próbach. Jak im się pojawią pierwsze ofiary śmiertelne, to zostaną zmuszeni do stosowania ogólnie przyjętych w aerospace-industry standardów postępowania.

            “(…)
            A z drugiej strony w ciągu kilku lat otworzyły się branże, które mają tani B+R:
            – moduły współpracujące z platformami Strawberry i Nano
            – hakowanie firmware sprzętów
            (…)”

            Z mojego punktu widzenia problemem jest skończona ilość ludzi z głową na karku. Wcześniej była niewielka ilość przemysłów/branż, które wymagały inteligentnych i superinteligentnych rozwiających daną działkę. Więc nie musiały o nich tak konkurować.
            Obecnie jest dużo branż ściągających “mózgi”, a nie robiących nic sensownego produkcyjnie/rozwojowo (np. rozwój gier komputerowych, rozwój algorytmów do gry na giełdzie, itp, itd).
            Więc jasnym się staje, przynajmniej dla mnie, że tam – w tych kluczowych branżach – gdzie brakuje ludzi, tam trzeba zacząć obniżać próg wejścia intelektualnego. Inaczej konkurencja ze wschodem i jego masami ludzi jest z góry skazana na porażkę.
            Żeby unaocznić to co mam na myśli, swego czasu podczas rozmowy z chińskim kierownikiem projektów, padła z jego ust mniej więcej taka wypowiedź:
            “W moim poprzednim projekcie stwierdziliśmy, że projekt trochę utknął. Ale zatrudniliśmy szybko 400 inżynierów i ruszyło to do przodu”.
            Miny Niemców i jednego Amerykanina bezcenne.

            Co chcę przez to powiedzieć? To, że owszem coś się zaczyna ruszać i to mnie niezmiernie cieszy. Jednak z mojego punktu widzenia dzieje się to zbyt późno i zbyt wolno.
            Ja mam za sobą już mniej więcej 1/3 czasu kariery zawodowej. A dopiero teraz zaczynają się pojawiać w Polsce jakieś sensowne firmy i działania.
            Pewnie dopiero jak będę dobijał do emerytury za jakieś 25 lat, będzie to standard… trzymam kciuki, żeby szybciej. Ja się już prawie pogodziłem z tym, że dla mnie na razie nie ma powrotu.

          3. (…)Dla Solarisa (jak i każdego pojazdu) takim sercem wszystkiego jest silnik, produkcji amerykańskiego koncernu.(…)
            Gdyby robić program Autobus+ i dołożyć do niego Tramwaj+ to Solaris mógłby utworzyć konkretna kawał funduszu B+R. A z drugiej strony firmy pociągowe tylko czekają na Kolej+. Jedno z drugim ma potencjał na takie konsorcjum co rzeczywiście może coś tam dłubać w tych silnikach… na dobrą sprawę do tego projektu można do też wciągnąć nasze firmy co mają wejść w wodór i kroi się reaktor rozwojowy jak się patrzy.
            Ale niestety to tylko fantazje, a tak nawet Hiszpanie nie wystrugają z tego czegoś o wyższym stadium rozwoju.

            (…)Na drugim, pozytywnym biegunie, wydaje się być Fibaro – choć nie wiem skąd oni biorą procesory do swojego sprzętu.(…)
            Faktycznie… ta firma jeszcze długo będzie za cienka, aby się porywać na projekty tego typu.

            (…)Mogą tak robić, dopóki nie ma ludzi w próbach. Jak im się pojawią pierwsze ofiary śmiertelne, to zostaną zmuszeni do stosowania ogólnie przyjętych w aerospace-industry standardów postępowania.(…)
            To oczywiste, że faza produkcyjna będzie już prowadzona jak to się mówi po bożemu.

            (…)Ja mam za sobą już mniej więcej 1/3 czasu kariery zawodowej. A dopiero teraz zaczynają się pojawiać w Polsce jakieś sensowne firmy i działania.
            Pewnie dopiero jak będę dobijał do emerytury za jakieś 25 lat, będzie to standard… trzymam kciuki, żeby szybciej. Ja się już prawie pogodziłem z tym, że dla mnie na razie nie ma powrotu.(…)
            Rzeczywiście w twoim wypadku powrót do Polski można rozważać tylko na pewniaka, ale fajnie byłoby gdyby ludzie twojego pokroju trochę promowali za granicą to i owo… taka nieformalna misja gospodarcza:)

          4. Chociaż ostatnio doszło do osiągnięcia, które czymś co daje Polsce przyczółek w biznesie wyższych lotów niż te co omawialiśmy… Firma Columbus Energy odpaliła fabrykę baterii fotowoltaicznych na peroskitach… https://www.wroclaw.pl/przedsiebiorczy-wroclaw/saule-technologies-olga-malinkiewicz-columbus-energy

            A jakby się dogadali z Fibaro to byłby biznes, że hej… który będzie tym bardziej cenny, że nasz system energetyczny działa na słowo honoru i bez tej hecy z Turowem.

          5. @Jacek Strzemieczny
            “(…)Chociaż ostatnio doszło do osiągnięcia, które czymś co daje Polsce przyczółek w biznesie wyższych lotów niż te co omawialiśmy… Firma Columbus Energy odpaliła fabrykę baterii fotowoltaicznych na peroskitach… (…)”

            I ja będę mocno trzymał kciuki, żeby to się szybko rozwinęło i ich inwestycja przyniosła spodziewane zwroty i nowe możliwości. Takich właśnie rzeczy potrzebujemy. To jest właśnie ten typ firmy, który ma kontrolę nad całym łańcuchem PLM swojego produktu i takich firm w Polsce powinniśmy mieć setki, a lepiej tysiące.
            Zwraca tam też uwagę osoba Olgi Malinkiewicz, wynalazczyni tego rozwiązania. Super kobieta! Brawa dla niej. Moim zdaniem to przede wszystkim jej zaangażowanie oraz ciężka praca doprowadziły do tego punktu w tak długiej sztafecie – od wynalazku do komercyjnego produktu – trwającej przynajmniej dekadę, o ile nie dłużej.

            Tak samo trzymam kciuki za ML System, mniej więcej podobna działka https://mlsystem.pl/

            https://innpoland.pl/125475,polacy-odeslali-krzem-do-lamusa-w-podkarpackiej-wsi-stworzyli-pierwsza-na-swiecie-fabryke-drukowanych-ogniw-slonecznych?fbclid=IwAR0QM1zB-2kpmULf7NUru3HlnXrJUXGQfI4JGR9vgU3DmKtWrmq_i8FsxDQ

    2. (…)Tak samo próba stworzenia własnego przemysłu jądrowego byłaby impulsem rozwojowym, a nie kupno gotowej elektrowni jądrowej od kogoś.(…)
      Jeśli chcesz się w to bawić to od razu idź w budowę Bomby, bo tak czy siak dostaniesz sankcje…

      1. “(…)Jeśli chcesz się w to bawić to od razu idź w budowę Bomby, bo tak czy siak dostaniesz sankcje…(…)”

        A zgadzam się i to bardzo. Fakt, że do dziś nie mamy swojej bomby atomowej w tym miejscu gdzie jesteśmy uważam za dowód nieudolności wszystkich ekip rządzących w ciągu ostatnich 30 lat.
        Szwedzi swego czasu szli torem rozwoju własnej bomby atomowej. Nie udało im się. Zdaje się nie spięło im się to wszystko finansowo, nie pamiętam zresztą dokładnie. Ale samo zajmowanie się tematyką owszem bardzo pchnęło ich technologicznie do przodu.

    3. Zgadzam się z Panem i Panem Krzysztofem – musi być stworzony cały łańcuch od B+R po produkcję [z logistyka i marketingiem sprzedaży]. Powiedzmy najpierw technologie bazowe – pozwalające na budowę procesora dużej skali integracji – potem otoczenie projektowo-produktowe – które dokładnie przełoży te kompetencje na konkretny projekt, demonstrator i prototyp odpowiednio do przemyślanych wymagań [a te wymagania do sformułowania wymagają odpowiedniej infrastruktury analitycznej i diagnostycznej segmentu i rynku i gałęzi zastosowania] – po testach i cyklu usuwania “toothing age” trzeba przygotować produkcję seryjną i do niej odpowiednią infrastrukturę – a jednocześnie równolegle integrować w ramach większego systemu. Od razu perspektywicznie profilując ten procesor do różnych segmentów dla jak najszerszego zastosowania rynkowego. Czyli np. na linii produkcyjnej, do systemu przeciwawaryjnego, do sterowania silnikiem samochodu, do sterowania systemem OZE, czy do układu kierowania kppanc – albo jako “zwykły” procesor w komputerze – i to też z profilowaną architekturą – bo co innego laptop, a co innego klastry procesorów do obsługi chmury – albo specjalistycznej scentralizowanej bazy danych. Przy tym musi być design produktu końcowego, serwis i cykl utylizacji, łańcuchy dostaw, kooperanci w montażu, wielofazowy cykl rozwoju produktu w różnych segmentach – obsługa organizacyjna, stałe finasowanie oraz synchronizacja managerska i projektów i działalności operacyjnej – zgranej w cyklach. To jest do zrobienia – warunkiem pieniądze – i managerowie z doświadczeniem i sukcesami w zaawansowanych projektach. Żadnych biurokratów i żadnych polityków i żadnych ich interwencji i “dobrych chęci” i “pomocy” – z której zawsze wychodzi tylko brukowanie piekła. Oraz osłona prawna – i zwykłe sprawy infrastruktury, obsługi księgowej, dostaw, systemów jakości itp. To da się zrobić – zwłaszcza pod płaszczykiem poufności strategicznego interesu państwa [żeby KE nie robiła sabotażu] – czyli pod płaszczykiem “armii” – ale tu też od razu trzeba odciąć generałów od skoku na stanowiska – to muszą od A do Z prowadzić ludzie z “cywila” od projektów techniczno-organizacyjnych, a nie ludzie “regulaminowi” od szkolenia rekrutów czy obsługi systemów operacyjnych armii. No i za wyniki to kadra B+R winna dostawać miliony – a nie tylko symboliczne premie, dyplomy i ordery i poklepanie po plecach. Taki reaktor rozwojowy – przez poufność i wspólną bazę dostępnych wyników i infrastruktury B+R zapewniałby maksymalną synergię i “przyjazny ekosystem” rozwojowy i komercjalizacyjny – ale warunkiem jest odcięcie od wszelkich biurokratów, polityków i generałów. Merytoryka – a nie polityczne gierki- i nie układy i nie walka o stołki – to jest klucz. No i konsekwencja [pozakadencyjna i pozapolityczna – WIECZNA – a przynajmniej długofalowa] i finasowanie bez pomysłów, jak by tu urwać dla swoich…. Przy dobrej kadrze analizującej innowacyjne projekty u podstaw [ale i przy szpiegostwie przemysłowym i inżynierii rewersyjnej – wzorując się na wszystkich obecnych cnotliwych graczach, gdy byli mniej grzeczni na początku drogi] – i przy zachowaniu “nienaciąganych” ambicjami procedur wyważonej merytorycznej weryfikacji i walidacji w demonstratorach i prototypach – można zdecydowanie i ograniczyć ryzyko i ilość porażek – jak i zwiększyć tempo prac i osiągania wyników. W sumie – organizacyjna “wieża” musi być maksymalnie transparentna i dobrze systemowo służyć merytorycznemu “placowi”. A to wymaga drakońskiej zmiany mentalności “polskiego piekła” – w istocie dziedzictwa caratu, nie mówiąc o PRLu i post-PRLu… Wychodzi że kluczem są dwa czynniki: ludzie i pieniądze. Pieniądze się znajdą – natomiast z ludźmi… Japończycy mieli trochę podobny problem np. w lotnictwie myśliwskim w II w.św. – jak im dopiekło błędne koło strat i uzupełnień i nieudolność skostniałego systemu “unitarki” [z praniem mózgów, łamaniem woli i inicjatywy i z fizycznym sadystycznym zamęczaniem – na poziomie 5-10% samobójstw] rekrutów i szkolenia – po prostu ominęli dotychczasowe hierarchiczne struktury – stawiając na złamanie całej “kultury” sił zbrojnych – dawali młodych rekrutów z marszu wprost do szybkiego testowania przez medyków [zdrowie, kondycja] a potem wprost do instruktorów i do szkolenia na samolotach. Dali instruktorom elastyczność, dowódców z frontu – i pełna swobodę w dobieraniu i zmienianiu taktyki – i dali najlepszy sprzęt – a dowódcy bez kagańca generalicji i regulaminów, na bazie doświadczenia i analiz praktyków budowali jednostki od podstaw – tzw. “cyrki powietrzne” – na wzór “cyrku Richthofena” i późniejszych. Co prawda spóźnili się i nie byli w stanie w 1945 odwrócić miażdżącej już wypracowanej przewagi lotnictwa US Navy – ale np. w najsławniejszym “cyrku Gendy” byli piloci, co na Shiden-Kai wygrywali w pojedynkę z kilku Hellcatami czy Corsairami naraz. Jak się chce – to można – i to nawet w post-feudalnej Japonii, gdzie hierarchia i tradycja i ceremoniały były “świętą krową” i podstawą podstaw – ale system musi być całkowicie nowy od podstaw – całkowicie chroniony, swobodny i niezależny od złych struktur i złych schematów mentalnych. Czyli – w naszym przypadku – od tradycyjnego “polskiego piekła”. Jak zwykle [nie tylko u nas] – na samym końcu najważniejsi są ludzie. I system, który ich promuje. Czyli selekcja pozytywna – a nie negatywna. I to jest sam początek sprawy – do uświadomienia i do ZMIANY przez naszych sterników. Tylko czyny – i to zasadnicze i do końca – żadnego ładnego gadania pokrywającego nieudolność. No chyba, że względem ich postawy “w zaparte” – to społeczeństwo ratunkowo [zwłaszcza pod grozą “być albo nie być”] zdobędzie się na zrobienia niezależnego “obejścia”… ale jest to jednak [z uwagi na brak środków] mniej efektywne i w mniejszym zakresie, niż w ramach możliwości SPRAWNEGO państwa od góry…

      1. (…) Czyli np. na linii produkcyjnej, do systemu przeciwawaryjnego, do sterowania silnikiem samochodu, do sterowania systemem OZE, czy do układu kierowania kppanc – albo jako “zwykły” procesor w komputerze – i to też z profilowaną architekturą – bo co innego laptop, a co innego klastry procesorów do obsługi chmury – albo specjalistycznej scentralizowanej bazy danych.(…)
        Tego jednym typem, nie mówiąc już o modelu, procesora nie uciągniesz… już sam podział na procesory komputerowe i strategiczno-przemysłowe dają 2 odmienne charakterystyki wymagań:
        – dla komputerowych priorytetem jest ogólnopojęta wydajność
        – dla przemysłu liczą się z kolei energochłonność, zwiększoną odporność na czynniki fizyczne oraz bezpieczeństwo teleinformatyczne, które wymusza wystrzegania się różnych obejść potoków, które zagrażają takimi lukami jak Meltdown i Spectre
        Ile kombinacje na potokach dają wydajności można poczytać w artykule o łacie na procesory z powyższymi lukami… https://www.dobreprogramy.pl/latka-google-a-na-luke-w-amd-i-intelach-jednak-spowalnia-ale-nie-zgadniesz-jak,6628435035846273a
        W niektórych zastosowaniach spadek wydajności przekraczał i 30%.

        1. Kwestia architektury i strategi rozwoju – była tak firma Sun [w 2010 przejął ją Oracle] , przodowała w procesorach RISC, wyszło im, że typoszereg można oprzeć o pewną modularną architekturę SPARC, dająca duża elastyczność użytkową i obliczeniowo-zadaniową. Zresztą – chodziło mi tylko o bardzo uproszczone przykładowe pokazanie współzależnych procesów, różnych struktur i mechanizmów i całego “ekosytstemu” i różnych aspektów, by na końcu powstał i był produkowany i używany sensowny zaawansowany rynkowy produkt. Na takie tematy z punktu widzenia “zarządzania technologia i produktami” – można napisać opasłe księgi…

      2. Zgadzam się w pełni z pomysłami na poprawę naszej sytuacji. Skostniały system raz na jakiś czas trzeba rozruszać. Z pewnością efekt będzie pozytywny, nawet jeśli napotkamy po drodze duże problemy czy stracimy bezpowrotnie część środków na to poświęconych. Pułapka średniego wzrostu musi czymś zostać pokonana. Od siebie dodałbym tylko, że dla takich dużych projektów potrzebna jest koniecznie osłona kontrwywiadowcza z prawdziwego zdarzenia. Pytanie brzmi czy obecnie, nasz kraj, będący niestety przedmiotem a nie podmiotem, posiada realny, realizujący nasz interes, kontrwywiad?

  12. Tutaj chciałbym dodać komentarz do Pana PawłaW i autora Blogu Pana Krzysztofa Wojczala,

    Bez zmian strukturalnych związanych z funkcjonowaniem biznesu i całego otoczenia, ale przede wszystkim całego państwa nie mamy szans ściągnąć ludzi z emigracji. Lata 2004-2007 są dla Polski olbrzymią stratą jeśli chodzi o ubytek lekarzy, inżynierów ale także techników i ludzi mających fach w rękach. Kuzyn się śmiał jak leciał do UK to w samolocie widział, że jak emigrowali elektrycy to brali to bagażu podręcznego próbnik i ewentualnie miernik + parę innych przyrządów. I mogli przez pół roku rok zarobić na mieszkanie w PL

    Chodzi o to Ci ludzie nie mogli znaleźć wtedy pracy, a teraz nie będą chcieli rzucać już wyrobionych kontaktów czy pozycji aby zaczynać wszystko od nowa.

    Państwo Polskie musiałoby podążyć chińską ścieżką i typować teraz najlepszych maturzystów na najlepsze studia zarządzające, ekonomiczne czy techniczne na zachodzie ale z klauzulą aby wrócili po studiach do Polski. I absolutnie przemodelować system nauczania. To znaczy maksymalnie ile się da w szkole godzin matematyki, fizyki, chemii + języki obce (angielski ,niemiecki , rosyjski i chiński) + przywrócenie kształcenia zawodowego i średnio technicznego. Kosztem historii, socjologii, dziennikarstwa, bezpieczeństwa narodowego itp. Tzn faktycznie studia humanistyczne dla wąskiej grupy pasjonatów. A cała reszta albo polibuda lub medycyna lub od razu do pracy.

    Bo samo prowadzenie firmy to jedno, ale należy pamiętać, że niedługo nie będzie kim pracować. Demografia leży a imigrantami z Ukrainy, Białorusi czy skąd tam nie zapełnimy braków.

    Pan PawelW ma racje. Ja też byłem na Wymianie w Niemczech, widziałem jak to wyglądało. To pod niektórymi względami była i chyba nadal jest przepaść. Pod kątem sprzętu, wykształcenia, zarządzania zasobami ludzkimi itp. I ludzie mający świadomość od czego uciekali w 2007-2008 roku nie będą na bank ryzykować swoich karier.

    Ja natomiast miałbym pytanie do Pana Krzysztofa Wojczala. Napisał Pan tekst zresztą bardzo dobry odnośnie Nowego Ładu w Polsce. Ja chciałbym się Pana spytać jak z punktu widzenia Nowego Ładu można ewentualnie przyciągnąć przedsiębiorców czy emigrantów i czy jest to możliwe. I jak Pan to widzi.

    Tutaj też chciałbym się Pana spytać, czy oprócz tekstów stricte geopolitycznych o bieżącej sytuacji międzynarodowej mógłby Pan dodawać na blogu teksty odnośnie sytuacji ekonomicznej w Polsce. Pan jako fachowiec od podatków, prawa mógłby wydaje mi się z łatwością wytłumaczyć jaka sytuacja panuje pod kątem finansowym u nas, jak Polska jest zadłużona, jakie może mieć to konsekwencje ( czy np w podatku katastralnym,itp). Takie wpisy jak na temat Nowego Ładu ale np odnośnie 500+, tarczy antykryzysowej, o Balcerowiczu, Unii Bankowej w UE itp na pewno byłyby świetne dla czytelnika i pozwoliłoby rozwiać również wiele wątpliwości.

    Wiem, że Pan ma dużo pracy bo książka, blog, podcasty, też trzeba pójść na zakupy lub z kumplami i rodziną, ale niech Pan się zastanowi. Byłoby to świetnym dodatkiem do Pana bloga i wydaje mi się jedynym takim źródłem informacji w przestrzeni internetowej.

    Serdecznie Pozdrawiam,

    Michał

    1. Witam,
      kwestie podatkowo-prawne pozostawiam sobie jednak na sferę zawodową 🙂 Blog jest formą oderwania od tej rutyny. Nie raz już myślałem, że warto opisać to lub tamto – ale brakuje nie tylko czasu ale i weny. Czasami coś się uda napisać w przypływie inspiracji, gdy informacja jest “gorąca” (jak to było z Polskim Ładem). Zapewne to tak pozostanie. Główna działaność na blogu to polityka międzynarodowa. Czasem prawo, podatki i sprawy gospodarcze. Czasem to łącze.

      O Polsce będzie nieco więcej w książce. 🙂

      pozdrawiam
      KW

    2. (…)I absolutnie przemodelować system nauczania. To znaczy maksymalnie ile się da w szkole godzin matematyki, fizyki, chemii + języki obce (angielski ,niemiecki , rosyjski i chiński) + przywrócenie kształcenia zawodowego i średnio technicznego. Kosztem historii, socjologii, dziennikarstwa, bezpieczeństwa narodowego itp. Tzn faktycznie studia humanistyczne dla wąskiej grupy pasjonatów. A cała reszta albo polibuda lub medycyna lub od razu do pracy.(…)
      Ja bym przemodelowanie systemu edukacji zacząłbym od wdrożenia Europejskiej Ramy Edukacji… https://pl.wikipedia.org/wiki/Europejskie_Ramy_Kwalifikacji
      Takie coś ujawniłoby z miejsca całą górę kompetencji… przy prawie zerowych kosztach (max. 10 mln. w skali całego kraju).

      (…)Tutaj też chciałbym się Pana spytać, czy oprócz tekstów stricte geopolitycznych o bieżącej sytuacji międzynarodowej mógłby Pan dodawać na blogu teksty odnośnie sytuacji ekonomicznej w Polsce.(…)
      Polski Ład miałby zrobić to czego nie zrobiła Strategia do Solidarnego Rozwoju? Za przeproszeniem, ale na etapie w jakim jest wdrażanie tego ładu, zadawanie takich pytań to obraza rozumu… zwłaszcza, że rząd DobrejZmiany jest de facto mniejszościowy, a zatem oni sami nie wiedzą* co oni tam uchwalą.

      * W tym względzie wiadomo tylko jedno… to będą zgniłe kompromisy.

Leave a Reply