Oferta, której Niemcy Polsce nie złożą [video]

Czyli o warunkach brzegowych, jakie Polska chciałaby uzyskać w rozmowach z Niemcami oraz o tym, dlaczego władze z Berlina nigdy nie zaproponują nam satysfakcjonującej nas oferty. Zapraszam

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

10 komentarzy

  1. Polska jest rządzona przez zagraniczną agenturę od 89 roku. Z kim Niemcy mają gadać? Z USA agenturą, jak Pis, są skonfliktowani. Własnej agenturze jak PO i przystawki, to będą wydawać polecenia.

    Od 30 lat Polska dostarcza Niemcom wszystkiego czego oni chcą. Rynek zbytu, tania siła robocza, kontrola nad naszymi strategicznymi sektorami. Jak mówił strateg Kremla Dungin, Rosja nie jest zainteresowana istnieniem Polski w żadnym scenariuszu. Niemcy na 100 % myślą podobnie.

    Do tego projekt Unia Europejska zakłada likwidację wszystkich krajów w Europie i przekazanie władzy do eurokratów z Brukseli, wyłanianych z nicości do rządzenia kontynentem. Polski ma nie być jak Hiszpanii, Rumunii i innych.

    Naszym celem na ten moment jest raczej przetrwać balansując między mocarstwami. I mam tu na myśli USA i Chiny, bo oferta Rosyjsko-Niemiecka jest taka że ma nas nie być. Innej nie przewidują.

  2. Pelna zgoda.. Jestesmy niemiecka monownia. Wysokie niemieckie technologie jak narazie ida do Rosji a nie Polski. Vide wodor z gazu naturalnego czy szybkie koleje Siemensa na Syberii.Jesli Polsce nie uda sie zaintresowac zagranicznych inwestorow do inwestycji w najnowsze technologie w Polsce, to czarno to widze.

  3. Poczekajmy aż Nord Stream 2 zostanie ukończony. Wtedy okaże się ile suwerenności nam zostało. Chociaż mówienie o suwerenności naszego kraju to od dziesięcioleci czysta fantastyka. Nowelizacja ustawy o IPN dobitnie to unaoczniła.

  4. Po obejrzeniu tego materiału człowiek sobie tylko ciśnienie podnosi… złodziejskie Szwaby, dorabiają się tylko kosztem innych krajów. Szkoda tylko, że pan Wojczal mało próbuje wprowadzić dyskusji jak można by wyjść z tego impasu, jak byśmy byli w sytuacji bez wyjścia i nic nie mogli zrobić. Wcześniej tez napisał artykuł o tym że współpraca z Chinami nie przyniesie Polsce istotnych korzyści ale z drugiej strony Polska musi szukać jakichś alternatyw aby nie być tak mocno uzależnionym od handlu z Niemcami i po przez próby większego otwarania się na wschód może choć trochę zmniejszyć nasze uzależnienie się od gospodarki niemieckiej.

    1. @Paweł
      Żeby uniezależnić się od handlu z Niemcami trzeba zrobić prostą rzecz. Rozwinąć swoje technologie i produkty i być konkurencyjnym w stosunku do produktów niemieckich i wygrywać konkurencję na światowym rynku sprzedając bezpośrednio swoje produkty, a nie Niemcom podzespoły do ich produktów.

      I teraz pytanie: co trzeba zrobić, ażeby rozwinąć swoje technologie i produkty?
      Możliwe, że Chiny idące tą drogą (jak i inne państwa, które tę drogę przeszły) są rewelacyjnym przykładem: gdzie się da kupować, a gdzie się da zawłaszczać technologie i know-how i na tym budować swoje. Nie liczyć na cudze inwestycje, bo inwestycja ma to do siebie, że więcej trzeba oddać niż się dostało 😉

      Przy czym Chiny, Niemcy i inni mieli o tyle łatwiej, że gro swojego rozwoju zrealizowali w czasach Pax Americana i nie musieli ponosić kosztów ochrony zabezpieczenia swojego miejsca na światowych rynkach.
      Polska niestety nie będzie miała prawdopodobnie tego komfortu, bo ten okres dobiegł końca.

      1. Dla nas przykładem powinna być raczej Korea Płd., a nie Chiny. Potrafili posiąść technologie i zbudować nowoczesną gospodarkę w ciągu 30 lat. W tym czasie kraj był zamknięty na import obcych towarów, obowiązywał przynajmniej na początku tego okresu nakaz pracy, masowo szpiegowali gospodarkę i technikę Japonii i to wszystko pod parasolem militarnym USA. Najpierw praca, praca, praca, a dopiero potem, może będą „sny o potędze”.

        1. Taka jest różnica, że Korea stosowała ochronę celną swojego rynku. Otworzyła się dopiero jak stworzyła narodowe czebole i rozwinęła gospodarkę do takiego stopnia, że mogła konkurować ze światem. Nie miała też tak aktywnych aniołów stróżów tuż przy swoich granicach jak my. Bezpieczeństwo zapewniali Amerykanie. W przeszłości zagrożeniem dla Korei była Japonia. Jednak Japonia nigdy nie spenetrowała Korei tak jak Rosja i Niemcy nas. Pamiętajmy, że Polska po upadku w XVIII wieku odzyskała niepodległość w wieku XX zaledwie na 20 lat. Przez okres międzywojenny wyrąbywaliśmy zbrojnie granice, otoczeni przez państwa nam wrogie. Polska powstała na terytorium peryferyjnym dla zaborców a więc biednym i eksploatowanym rabunkowo. Bez spójnego systemu komunikacyjnego, bez powszechnej identyfikacji obywateli z państwem. Mieliśmy trzy systemy prawne, dwa standardy rozstawu torów kolejowych, silną polaryzację polityczną, wszechobecna biedę, problemy z mniejszościami itd. Potem wojna, która przyniosła straszliwe zniszczenia. Po niej przesiedlenia, wojna domowa. Zostaliśmy wchłonięci przez Sowietów. Czyli 200 lat bez ciągłości rozwoju, bez scalenia terytorium, bez realizacji własnych interesów i ciągłości państwa, z wyciętymi w pień elitami.
          Po upadku komuny pod naciskiem UE otworzyliśmy rynek tuż po załamaniu gospodarczym i po likwidacji dotychczasowych powiązań gospodarczych. Po tym przyszła „pomoc” polegająca na dostosowaniu naszego rynku do wymogów prawnych, normowych, organizacyjnych, biznesowych oraz szeroko rozumianych interesów Zachodniej Europy. Doprowadziło to do bezrobocia, biedy, upadku i masowej wyprzedaży przedsiębiorstw oraz utraty suwerenności decyzyjnej. Staliśmy się nowoczesną kolonią. Zgodnie z Niemieckim interesem stworzono wschodni rynek peryferyjny penetrowany przez zachodni kapitał. Jesteśmy politycznie zależni od światowych graczy i dodatkowo trzymani w ryzach zagrożeniem egzystencjalnym ze wschodu. Nasze elity wywodzące się z układu stworzonego przez służby PRL i agenturę sowiecką łatwo przeszły na mentalną zależność od zachodu. Trzeba sobie trzeźwo powiedzieć, że w niczyim interesie nie było i nie jest wzmocnienie Polski. Również amerykańskim, co miało miejsce w Niemczech, Japonii, Korei czy Izraelu. Porównania do Korei jest więc kompletnie nietrafne. Biorąc to co napisałem powyżej, trzeba oddać Palakom sprawiedliwość, że dużo osiągnęliśmy. Mimo wszystko. Aczkolwiek bez kolejnego kroku ugrzęźniemy.
          Jestem zwolennikiem nawiązania jak najszerszej współpracy z Koreą, Japonią, Indiami i współpracy regionalnej. Tylko tak możemy powoli budować gospodarkę konkurencyjną wobec gospodarki niemieckiej. Musimy znaleźć własną drogę w oparciu o własne zasoby i możliwości a nie stawać się drugą Koreą, Japonią, Niemcami, Szwajcarią czy Chinami czyli liczyć na skopiowanie czyjejś drogi do sukcesu bo to mrzonki.

  5. Dochodzimy do wniosków systemowych co do długofalowej drogi dla Polski – by uwolnić się ze strukturalnej marginalizacji: z jednej strony owszem – zmodyfikowany konsensus pekiński – czyli twardego państwa – ale [to właśnie ta modyfikacja] twardego tylko wobec zewnętrznych graczy – by wyrównać wewnętrzne pole gry na rzecz rodzimych podmiotów [i zniwelować przewagę kapitałowo-organizacyjną zewnętrznych podmiotów, np. koncernów ponadnarodowych – ale i względem nacisków instytucjonalnych graczy zewnętrznych – chcących uprzywilejowanej pozycji swoich podmiotów]. Z drugiej – właśnie „praca, praca, praca… u podstaw” – na tym wolnym rynku [przynajmniej rynku wewnętrznym] z maksymalną ucieczką do przodu przez zassanie technologii od lepiej rozwiniętych. Czyli w istocie postawienie na cały „łańcuch generowania wartości dodanej high-tech produktów i usług w reaktorze krajowym” – poczynając od protechnologicznie ukierunkowanej edukacji – by zbudować cały „ekosystem rozwojowy” Przemysłu 4.0, IT, IoT, IoE – i to prywatny [czyli dynamiczny i zdolny do szybkiej reakcji i adaptacji] – pod osłoną strategiczną państwa – i ze wspomaganiem finansowania. Jako że KE będzie maksymalnie temu bruździło – jako narzędzie Berlina i Paryża i innych graczy utrzymywania [pod cnotliwymi pustymi hasłami „wolnego rynku”] systemowej podległości Polski i ogólnie CEE – trzeba skryć się z wyścigiem technologicznym pod czapką PMT i poufnością nadrzędnego interesu państwa – zrezygnować z dotychczasowej wszelkiej dobrowolnej przejrzystości „ex ante” tych projektów technologicznych [podwójnego przeznaczenia]. I rozwijać cyberarmię jako nr 1 – nie tylko w wojnie „o dusze” w ramach narracji i agentury wpływu w cyberprzestrzeni – nie tylko dla obrony własnej infrastruktury [i ataków na wrogich graczy] – ale by aktywnie pozyskiwać informację technologiczną i prześwietlać ukryte zamiary innych graczy. Te informacje to są dwa najcenniejsze „towary” i „aktywa” w wielkiej grze [by wyprzedzać innych graczy w działaniu] – a ta gra będzie się toczyła wg mnie na twardo do ca 2060. Z reperkusjami i chwytaniem nowej równowagi świata – do końca wieku. Tu nie chodzi o III wojnę światową – tu chodzi o „wszechwojnę/wszechrywalizację” w każdej domenie i w każdej gałęzi ludzkiego działania i wartości – skutkiem czego świat po Wielkiej Konfrontacji będzie zupełnie inny [i niestety – kosztem miliardów ofiar – w tej sprawie jestem niestety pesymistą wobec stawki gry na poziomie globalnym, stąd wynikającej determinacji graczy w grze o wszystko – przy liczności populacji i kruchości/wrażliwości podstaw funkcjonowania społeczeństw – i jednocześnie wobec skali dysponowanych środków zniszczenia i skali chorób i głodu wobec zburzenia świata [nie „tylko” łańcuchów dostaw – nastąpi regres produkcji żywności i środków koniecznych dla podstawy piramidy Maslowa] – po raz pierwszy w dziejach będzie to wszystko na poziomie naprawdę globalnym – z eskalacją generowaną także przez zmiany klimatyczne]. Musimy liczyć najpierw na siebie – ZAINWESTOWAĆ wysiłek w przyszłość – wykorzystać maksymalnie swój SWOT i okno działania, jakie nam jeszcze zostało w tej dekadzie – i sami z siebie wykrzesać siłę odpowiednią do podołania ciężkim czasom. Organizując w kolejnym etapie [jako silny, samosterowny i wartościowy partner] region w sojuszach i we wszechstronnym współdziałaniu – i balansując oba supermocarstwa [akurat mamy wyjątkowa kartę geostrategiczną – bycia bezalternatywnym bezpiecznikiem i gwarantem dla obu supermocarstw – zabezpieczając je przed powstaniem trzeciego SILNIEJSZEGO supermocarstwa]. Stawką w strefie zgniotu [która rozleje się na cały świat – bez złudzeń na ucieczkę – nie ma „sanktuariów bezpieczeństwa”] jest przetrwanie. Myślę, że dekada takiej wyżej proponowanej polityki Polski budowania protechnologicznej siły wewnętrznej – prócz niwelacji strukturalnej podrzędności – zaskutkowałaby także zbudowaniem z udziałem Polski zwartego sojuszu regionalnego Wschodniej Flanki [z luźnym wsparciem Wuja Sama – generalnie chodzi o sojusz samodzielny] – i z wyprzedzeniem technologicznym Rosji – budując nowocześniejszy od Rosji i skuteczniejszy ciągły pas A2/AD – łamiący skuteczność siły militarnej Rosji – i przez to odcinając politycznie Rosję od Europy. Czyli w sumie spełnienie obu nadrzędnych strategicznych postulatów Pana Jacka Bartosiaka – i CO NAJWAŻNIEJSZE: zbudowanie „masy krytycznej” zdolnej do przetrwania Wielkiego Chaosu i Wielkiej Konfrontacji. Nie tylko przetrwania – ale i perspektywicznego awansu tego zbiorowego gracza [w tym Polski] w świecie. Na koniec – na Forsalu bardzo spodobał mi się komentarz osoby pod nickiem „R.I.P. Liberalna Europa” – cytuję: „Cztery pory cyklu cywilizacyjnego: 1. Ciężkie czasy tworzą twardych ludzi 2. Twardzi ludzie tworzą dobre czasy 3. Dobre czasy tworzą słabych ludzi 4. Słabi ludzie tworzą ciężkie czasy. Tak toczy się ten światek.” Właściwie jest to dobre epitafium dla „R.I.P. Liberalny Świat Zachodu” – który to świat Zachodu jest w fazie nr.4 – natomiast Azja w fazie nr 2 – i to jest zasadnicza strukturalna i systemowa nierównowaga – starym hegemonem jest słabnący Zachód – pretendentem jest Azja. Polska [ale i przynajmniej część CEE] jest wg mnie trochę w fazie nr 2 a trochę w fazie nr 3 [co widać najlepiej już na młodym pokoleniu – które nie tyle skręcą w lewo – ile w świat życzeniowego chciejstwa – które mają za rzeczywistość]. Mobilizacja kubłami zimnej wody wobec przyszłego tsunami realu – pokazanie przyszłego noża na gardle [kwestii przetrwania] – obudzenia się do twardej przyszłości, która nadchodzi – to może nas przerzucić zbiorowo i mentalnie [i w działaniu] do fazy nr 1 – i to jest moim zdaniem zadanie nadrzędne dla wszystkich mających wpływ na społeczeństwo. To jest „bazowa faza zerowa – faza startowa” – by zacząć i budowanie silnego państwa – silnego wobec graczy zewnętrznych – i dla wewnętrznej pracy u podstaw – siły budowanej oddolnie i przez prywatne podmioty – pod parasolem instytucjonalnym państwa [w tym świadomie kierowanych nakładów z budżetu na B+R – nie mówiąc o protechnologicznej edukacji]. Bić na alarm – i odzierać ze złudzeń opium „postępu” – generowanego w istocie wg reguł systemowych wynikających z eksperymentu Calhoun’a. Ów zwodniczy opiumowy „raj Calhoun’a”- w który „stary” Zachód wszedł na całego [a my jak dotychczas z nim ślepo przypięci – do niego ochoczo samobójczo zmierzamy] – prowadzi nas nieuchronnie do samozniszczenia demograficznego i strukturalnej degradacji – nawet bez działania silnej i ambitnej pretendującej Azji [która pewnie zaprzęgnie do swych planów Afrykę].

    1. Akurat Pekin rozważa już na poważnie obostrzenia i nawet embargo na eksport ziem rzadkich, których jest w zasadzie monopolistą [udział w globalnym rynku w eksporcie ponad 80-85%]. Polecam: https://www.rp.pl/Surowce-i-Chemia/302169895-Chiny-chca-uderzyc-w-lancuchy-dostaw.html A bez tych surowców strategicznych nich nie ma elektroniki i generalnie nie ma high-tech [w tym nowoczesnego przemysłu zbrojeniowego]. Mamy potężny lewar finansowy Skarbca Suwalskiego [sam tytan szacowany na 2 biliony dolarów – co wiem bezpośrednio od poprzedniego i aktualnego Głównego Geologa Kraju, zresztą byłem bezpośrednio na dwóch stricte merytorycznych konferencjach i kilku „zdalnych” w tych sprawach – organizowanych przez różne towarzystwa i stowarzyszenia – nazwijmy – patriotyczne] – i mówię tu „naszych” bilionach – nie anglosaskich]. Plus wolfram i bardzo bogate złoża żelaza. Jednak główna wartość REALNA to jednak lantanowce – samo serce strategicznych surowców ziem rzadkich. Możemy podyktować każde warunki za samo wpuszczenie kapitału i ustanowienie kontrolowanych pełnych łańcuchów wartości „well to wheel” produktów i powiązanych usług high-tech wysokiej marży. Ale nie chcieć – to dużo, dużo gorzej, niż nie móc… A nasi sternicy w Warszawie jak te 3 małpy – dalej wyznanie wiary „polityki” opartej o kanon: „nic nie widzę [bo zasłaniam oczy], nic nie słyszę [bo zasłaniam uszy], nic nie rozumiem [bo musiałbym samodzielnie myśleć o sobie i za siebie – a to byłaby karygodna zbrodnia myśli i „krnąbrności” wobec jedynie słusznego aktualnego Wielkiego Brata]”…i zastępcze rozdmuchiwane „tematy” i namiętne dogryzanie/pyskówki w krajowym grajdołku…świadome czy nieświadome – ale jednak – zasadnicze marnowanie [nie pierwszy raz] okna okazji i wykorzystania i polepszenia SWOT Polski…

  6. Zastanawia, że Niemcy wysłali na Litwę Leopardy, a nie MLRS-y, które miałyby tam dużo więcej do pracy, w razie wybuchu konfliktu. Być może Niemcy już sprawdzają, jak w nowych Leopardach sprawdza się trakcja w warunkach infrastruktury byłego ZSRR. My wysyłamy tam zazwyczaj PT-91.
    Ostatnio Polska wysłała delegację do Korei Południowej – ciekawe, czy rozmawiano o zakupie K239 K-MLRS lub chociaż Hyunmoo-2A? To zmieniłoby sytuację Obwodu Królewieckiego.
    No i okręty podwodne, Korea również je produkuje i to z rakietami manewrującymi.
    USA, nawet jeśli sprzedały HIMARS-y Polsce, to do czasu ich dostaw, nie przysłały oddziału z takimi wyrzutniami, choćby w pobliże OK, by móc przeszkolić polskie oddziały artylerii rakietowej.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *