Ankieta – wybór okładki książki

Prace nad książką trwają. W zakresie pomysłów co do treści, informacje przesłałem za pośrednictwem newslettera. Przy okazji dziękuję za odzew. Poniżej przedstawiam dwa projekty okładki zdradzające również tytuł: „Trzecia Dekada”. Jestem ciekawy Waszej opinii. Czy projekty się podobają (proszę pisać w komentarzach)? No i który wybrać (ankieta)?  Z góry dziękuję za podpowiedź i pozdrawiam 🙂

Jeśli ankieta nie jest poniżej widoczna, oznacza to, że Twoja przeglądarka blokuje jej wyświetlanie. W takim przypadku zamieszczam na grafikę z projektami okładek jako obrazek wpisu . Możesz wskazać, który bardziej Ci się podoba w komentarzu.

[socialpoll id=”2589733″]

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo , podatki – blog

 

P.S. 

Jak widać sam tytuł sugeruje główny temat opracowania, niemniej już mogę zdradzić, że treść książki będzie podzielona na dwie części. Pierwsza, związana z współczesną oceną sytuacji na światowej arenie międzynarodowej (zawierająca m.in. analizy dot.: USA, Chin i Rosji – których na blogu brakuje). Druga, przedstawiająca prognozy na przyszłość. 

Planowana publikacja – do końca I połowy 2020 roku (choć wszystko jeszcze może się zmienić). 

 

 

41 komentarzy

  1. Zagłosowałem za nr2. Uwagi plastyczne: zegar powinien mieć inne nasycenie czerni (szarości) niż tytuł bo mają identyczne i się zlewają; nie widać że zegar jest zegarem – wygląda raczej jak jakiś tryb maszyny – czyli jest nieczytelnie. Reszta podoba mi się.

  2. Czuję się wywołany do tablicy w temacie „dlaczego Atomowy Kalifat?” oraz „dlaczego Talibowie?”. To wynika z faktu, że islam i Kalifat to jedność w sensie mentalnym każdego muzułmanina. „Tak ma być – to jedyny właściwy stan”. No i wtedy nie zachodzi ZDOBYWANIE innych PAŃSTW islamskich przez pochód Pakistanu jako PAŃSTWA – tylko BUDOWANIE JEDYNEGO WŁAŚCIWEGO ŚWIATA [ummy] ISLAMU – przez tych, których najwidoczniej Allach namaścił na przywódców religijnych – czyli Talibów z Pakistanu. W razie ataku PAŃSTWA Pakistan – obywatele innych zaatakowanych państw czuli by się w obowiązku ich obrony – czyli zwykle wspierania „laickiej” junty wojskowej danego kraju, czy „laickiego” rządu. W momencie, gdy budowany jest Kalifat pod flagą ZJEDNOCZENIA islamu – ci sami obywatele staną się V kolumną i pierwszymi, którzy z ogniem w oczach będę przyłączali się do pochodu. W Pakistanie dominują Talibowie jako najbardziej radykalny dominujący odłam – to oni poszli do Afganistanu. Stąd logicznie będą chcieli utrzymać swoje przywództwo w Kalifacie. „Laicki” Pakistan rozkłada się od dłuższego czasu na rzecz wzrostu wewnętrznej proislamskiej radykalizacji. Inna rzecz, że od momentu zerwania Pakistanu z USA – Talibowie przestali atakować armię pakistańską, żołnierzy i ich rodziny [co budowało niekończącą się spiralę odwetu i walk], ba, radykalni mułłowie wychwalają ich teraz jako „miecz islamu”. To idzie w druga stronę – rząd pakistański zwolnił sporo radykalnych mułłów – obie strony wchodzą w mezalians. Czy przejęcie władzy [i atomu] w Pakistanie przez radykałów będzie „prawdziwe” – czy też będzie pewnym teatrum na pokaz – wynik będzie jeden – Pakistan po zniszczeniu Iranu – stanie się matecznikiem marszu na zachód – budowy Atomowego Kalifatu. Pierwszym sukcesem Talibów, sukcesem, który da im odpowiednie wyróżniające uznanie i „markę” w świecie islamu, na pewno będzie Afganistan – i to możliwe, że jeszcze przed zniszczeniem Iranu. W tym sensie najpierw Afganistanu przez Talibów – da im powszechne poparcie w „rodzimym” Pakistanie – i to zapewne przeważy szalę dla „nagłej” i „niespodziewanej” zmiany Pakistanu. A z punktu widzenia Pekinu – „ubranie” ICH PLANU odbudowy NJS, ustabilizowania na preferencyjnych warunkach dostaw surowców itd – to RELIGIJNY i „oddolny” pochód islamu dawałby listek figowy planowi Pekinu. Ba – jestem pewien, że konsolidacja wewnętrzna Chin i zwalczanie islamy [Sincziang] – będą upewniały Zachód, że o żadnym planie strategicznym Pekinu nie mam mowy w przypadku pochodu i powstania Kalifatu. A dla Xi [czy jego następcy] i dla Wielkiego Kalifa takie sprawy „lokalne” bynajmniej nie zaburzą wspólnoty interesów i korzyści – na poziomie strategicznym. Ale – moim zdaniem wystarczy poczekać…i ocenić po owocach…

    1. Zwykli zjadacze chleba nie rozumieją znaczenia dwóch pozornie lokalnych spraw, które mają znaczenie globalne. Aneksja Krymu w 2014 – czyli złamanie Traktatu Budapesztańskiego 1994 – spowodowało złamanie ładu post-zimnowojennego. Wszyscy gracze „nie-atomowi” zrozumieli, że tylko własny atom gwarantuje suwerenność – a to już wywołało wyścig po atom i nakręcanie eskalacji zbrojeń. Na razie jest to wyścig skryty – pod stołem. Zaś powstanie Kalifatu w Lewancie w ramach ISIS w 2014 jest PRZEŁOMEM dla całego świata muzułmańskiego. Proszę zauważyć odzew – w czasach mediów o zasięgu globalnym – gdy imigranci islamscy lądowali w 2015 na plażach Grecji, Italii, Hiszpanii – od razu na tych plażach deklarowali w ok. 1/3 OTWARCIE poparcie dla Kalifatu. Mimo, że to mogło im na „zdrowy rozum” natychmiast zablokować azyl w Europie, a nawet spowodować aresztowanie. Z pozostałych 2/3 i tak większość popierała Kalifat – ale skrycie. Stało się – teraz każdy wielki ruch w islamie będzie się odwoływał do Kalifatu – czyli jednego i jedynie właściwego w ich rozumieniu scentralizowanego zorganizowania świata islamu – jako budowy supermocarstwa – czyli tak oczekiwanej restauracji potęgi islamu. Dlatego moim zdaniem – w sposób OCZYWISTY – pochód Talibów z Pakistanu będzie pod JEDNOCZĄCYM sztandarem Nowego [niezwyciężonego i niepowstrzymanego – bo atomowego] Kalifatu. To, że ten pochód będzie możliwy tylko i wyłącznie dzięki strategicznemu zabezpieczeniu wschodu Pakistanu względem Indii – przez Chiny – i z „nadania” Chin – to druga oczywistość.

  3. Jeszcze taka uwaga: Chiny inwestując w Izrael [Hajfa i wyrugowanie VI Floty] robią „dziel i rządź” względem USA, a Izraelem. Zaletą NJS z punktu widzenia Pekinu jest jego funkcja polityczna – postawienie danego państwa w sytuacji rozkroku między interesami z Chinami, a bezpieczeństwem z USA. To bardzo narusza spójność bilateralnych i zbiorowych sojuszy USA – które są przez to bardzo spowalniane w swoich działaniach budowy „proatlantyckiej konfederacji sojuszników”. A o to strategicznie idzie Pekinowi – o kupowanie sobie czasu – bo czas pracuje na korzyść Chin. W tym sensie ewentualne straty w regionie [np. Iran] są kalkulowane całościowo w Pekinie pod względem kosztu alternatywnego – rozumianego jako ewentualnego groźnego dla Chin znacznego przyspieszenia działań konsolidacyjnych bloku pro-USA. Zaś wzmacniając Iran [400 mld dolarów kredytów] – być może świadomie wystawiają go na ryzyko wojny – na wielką krwawą wojnę ZASTĘPCZĄ, która może bardzo pogłębić rozdźwięk na Zachodzie. Proszę pamiętać – pełnoskalowa wojna, nawet wygrana, nawet krótka, bardzo wiele kosztuje. Względem wojny przeciw Iranowi – inwestycje chińskie w Izraelu już powodują, że Izrael będzie się wił co do bezpośredniego otwartego opowiedzenia się po stronie USA, co do bezpośredniego udziału w wojnie przeciw Iranowi. Paradoks – bo to Izraelowi od dekady najbardziej zależało [i zależy dalej] na zniszczeniu Iranu – to pokazuje siłę interesów i wpływu „marchewki”, jaką jest NJS. A USA mają trudność z budową koalicji antyirańskiej – więc udział Izraela będzie wymuszony – to jednak kosztuje czas i zaangażowanie Waszyngtonu. Czyli strategia „tripwire” Pekinu względem Waszyngtonu, który, gdzie się nie ruszy kaptować aliantów – tam zastaje chińskie kłody pod nogi. W sumie – celem Pekinu jest „tak czy inaczej” kupowanie czasu [kosztem pieniędzy i proxy-wojen poza obrębem Chin] – by się wzmacniać strategicznie – zwłaszcza w wyścigu technologicznym. Bo ten wyścig zdecyduje. Moim zdaniem w strategii Pekinu NJS nie jest przewidziany jako dochodowy projekt ekonomiczny PRZED rozstrzygnięciem z USA – to zostawiają sobie dopiero na czas JUŻ PO po ustanowieni „pax sinica”. A co do np. TYMCZASOWEJ straty 400 mld dolarów włożonych w Iran – po to własnie pomogą zbudować Kalifat, by ten całościowo przejął zobowiązania – np. przez preferencyjne zaopatrywanie Chin w surowce, otwarcie wielkiego rynku zbytu [i pewnie obostrzenia względem Zachodu]. Pekin kalkuluje długofalowo i docelowo – licząc cały bilans „całego cyklu”, a nie cząstkę, jaką będzie tymczasowa strata inwestycji w Iran.

    1. Z geopolitycznego punktu widzenia Iran powinien być sojusznikiem USA. To że tak nie jest wynika m.in. z wpływu Izraela na politykę USA. Byłoby rzeczywiście wielkim paradoksem gdyby wydarzenia potoczyły się tak jak Pan to wieści i Izrael byłby przymuszany do opowiedzenia się przeciw Iranowi przez USA. Równie dobrze to USA mogą sobie odpuścić Iran lub wręcz zacząć się z nim dogadywać i do żadnego zniszczenia Iranu nie dojdzie bo Izrael sam nic nie wskóra. A wówczas cały ten wątek o atomowym Kalifacie opartym o talibowy Pakistan się rozpada.

      Przyznam, że ciekawie się czyta Pana przewidywania, bo dają sporo do myślenia, ale wygląda to zbyt bezaltenatywnie, a tymczasem świat bez przerwy zaskakuje. Choćby postęp technologiczny i energetyczny. Np. rewolucja łupkowa spowodowała, że USA mogą całkowicie wycofać się z bliskiego wschodu i zmienia to zupełnie ich politykę względem tego regionu sprzed tej rewolucji. A jeśli USA się stamtąd faktycznie wycofają to będzie inna gra. Lokalsi zaczną poszerzać swoje strefy wpływów, aż dojdzie do „kongresu wiedeńskiego”. A co przyniosą kolejne rewolucje? Czy Chiny będą nadal tak uzależnione od dostaw surowców z odległych krajów? Trudno sobie wyobrazić żeby wszystkie zakręty świata miały tak się potoczyć aby wcelować akurat w ten scenariusz, który Pan przedstawia. Niemniej jednak podziwiam Pana wyobraźnię i jak pisałem ciekawie się to czyta, choć traktuję to trochę jak politycal fiction.

      1. NIE – USA nie mogą sobie odpuścić Iranu. Bo niedawny obrót Iranu na Chiny i 400 mld dolarów kredytu na infrastrukturę – to w kilka lat sukces nowego jedwabnego Szlaku. Czyli pasa transmisyjnego lądowych przesyłów strategicznych NJS Chiny-Pakistan-Iran-Turcja-Europa – poza zasięgiem US Navy – i poza zasięgiem Rosji. Dlatego właśnie Izrael kalkuluje, że USA MUSI zlikwidować Iran – i kalkuluje swoje własne niezaangażowanie, by nie popsuć relacji z Chinami [NJS – zwłaszcza Hajfa]. Dlatego szacuję, że ta wojna przeciw Iranowi będzie ca 2025 [najwcześniej 2023 – bo US Navy z grubsza musi nasycić się 1-2 nowymi superlotniskowcami klasy Ford i 2-3 nowymi lotniskowcami lekkimi klasy America – no i uzyskać operacyjnie minimum 300 F-35B/C i zwiększyć liczbę Super Hornetów]. Trochę podobnie jak z sankcjami NS2 – pod koniec inwestycji, tak samo USA uderzy w Iran, gdy akwizycja kredytów będzie bardzo zaawansowana, ale jeszcze nie da skoku przepływów NJS. Wiem, że „niechęć” Izraela do uczestnictwa w ataku na Iran wygląda paradoksalnie – skoro przedtem tak Izrael otwarcie parł do wojny. W kalkulacji po jesiennym zwrocie Iranu na Chiny i po przydziale takich środków wszystko się zmieniło w optyce Waszyngtonu. Przedtem [mam na myśli okres „dealu atomowego”] Iran był postrzegany przez USA jako pożyteczna kontrolowana zapora [a raczej kontrolowana brama do włączenia/wyłączenia stosownie do potrzeb] strategicznej nitki NJS – łączącej porty „sznura pereł” Oceanu Indyjskiego. W dodatku szyicki Iran współpracował z Indiami – w opozycji do sunnickiego Pakistanu – współpracującego z Chinami. To tworzyło „przekładaniec”, który w istocie nie dawał trwałej bazy geopolitycznej dla NJS. Obrót Iranu na Chiny wszystko zmienił – na korzyść Chin i NJS. Teraz – przy pełnym skomunikowaniu całego łańcucha lądowego od Chin po Europę – i przy TAKICH środkach – grozi naprawdę dość szybki i pokazowy [na cały świat] sukces NJS – i nawet jego odgałęzienia do Afryki – czyli skomunikowanie Wyspy Świata przez potęgę lądową Azji – poza zasięgiem hegemona morskiego. Skutek działania tego strategicznego łańcucha NJS – to byłoby obracanie się państw na Chiny – lawinowa erozja obecnej [jeszcze] dominacji USA. Dlatego wojna USA przeciw Iranowi jest nieuchronna, a Izrael doskonale to zrozumiał – i nie chce „brudzić sobie rąk” wobec świata, a szczególnie Chin – a także zaoszczędzić pieniędzy na wojnę, bo każda wojna dużo kosztuje. Dla USA rezygnacja z użycia potencjału militarnego Izraela byłaby głupotą – a poza tym USA nie chcą nikomu pozwolić na „stanie na boku” czy raczej „stanie okrakiem na płocie” względem wyboru USA-Chiny. Pentagon jest mocno zirytowany wyrugowaniem VI Floty z Hajfy i inwestycjami chińskimi NJS w tym porcie. Zaś w analizach Izraela pojawiają się „dla przeciwwagi” [pod przeciąganie liny z Waszyngtonem] artykuły, jak to „nie opłaca się” pomoc USA, jak to USA „blokują” Izraelowi lukratywne kontrakty zbrojeniowe. Polecam „Raport WTO 11/2019” jak to analitycy Izraela [np. Rapaport z Israel Defense] drą szaty nad „stratami” w biznesie i stawiają oczywiście kluczowe pytanie: „czy współpraca z USA nam się opłaca?” – to tak własnie jako kontrargument do rozmów w Waszyngtonie – do „zrekompensowania strat” i do uciszenia Pentagonu w sprawie Hajfy. Nie muszę tłumaczyć, że przy pewnej minimalnej „kumatości” Warszawy, można by to pięknie wykorzystać i pociągnąc piłkę dla obcięcia stosunków Izrael-Rosja i dla wyparcia wpływów Izraela z naszego regionu, a także dla anulowania roszczeń 447. No, ale na razie nasi „decydenci” nawet jak im się palcem wskaże „co i jak i kiedy i gdzie i z kim”, to i tak zachowują się…powiedzmy infantylnie i zupełnie niemerytorycznie dla polskiej racji stanu…

        1. czy istnieje cos takiego jak polska racja stanu?

          kiedy mozna bylo robic Jamal-2 to wazny byl interes Ukrainy… byleby nie PL.

          No to za jakis czas gdy nie bedzie dywersyfikacji – kupi sie rosyjski gaz od Niemcow z Nord Streamu. Wtedy sie okaze, ze i biznesowo sie projekt spina.

          A to, ze Niemcy duzo mowia o jednosci UE a na rozbijaniu tejze jednosci najwiecej profituja to inna sprawa. Ale liczy sie ich i9nteres i ichnia racja stanu.

      2. @Dariusz W – TAK – tzw. „czarne łabędzie”, zwłaszcza technologiczne, mogą bardzo dużo i zasadniczo zmienić.Np. opanowanie technologicznej [ekonomicznie opłacalnej i sterowalnej] fuzji jądrowej przez Chiny. Albo przełomy militarne „tarczy” lub „miecza” uzyskane nadspodziewanie szybko przez jedną ze stron – bo na razie to idzie „łeb w łeb” w sposób dość wyrównany. I oczywiście – sytuacja np. w USA jest taka [vide szokujący wyrok 16 lat więzienia za spalenie flagi LGBT – i społeczeństwo to „łyka” – i inne objawy tego społeczeństwa, gdzie ca 50 mln ludzi bierze bony żywnościowe], że wcale by mnie nie zdziwiły zamieszki i ruchy na wielką skalę, które by przeorały amerykańską scenę polityczną i społeczną. I ekonomie i finanse. Podobnie zresztą jest podminowana Europa – gdzie do tych podminowanych społecznie państw, prócz PIGS, zaliczyłbym Francję [„żółte kamizelki” to tylko objaw wewnętrznej choroby – strukturalnej, systemowej – i głębokiej]. Ale i Skandynawia – zwłaszcza Szwecja – nie wyglądają wewnętrznie „różowo”. Notabene: na to właśnie liczy Kreml – by w niebieskich samozwańczych hełmach „mirotworców”, wejść do Europy jako pożądany „wyzwoliciel”. Po to właśnie rozkłada Europę – by supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – było tylko docelowo supermocarstwem Kremla…. No i sumarycznie całkiem możliwy „perfect storm” nałożenia się kilku silnych negatywnych czynników, przez to kryzysu społeczno-ekonomiczno-politycznego – i dalej bankructwo dolara – albo euro – albo juana [bo to też możliwe]. Przed kryzysem 2008 globalne zadłużenie wynosiło 142 bln dolarów. Cały program naprawczy oddłużenia świata wziął w łeb – jest jeszcze gorzej. Teraz niedawno zadłużenie przekroczyło psychologiczna barierę 250 bln dolarów. A „bezpieczniki spalone – rządy są już tak zadłużone, że niemożliwa jest powtórka z ratowania prywatnych banków pieniędzmi podatników. Czyli finanse i ekonomia świata – a zatem i stabilność polityczna i społeczna – to coraz cięższy słoń na coraz cieńszym lodzie. A co do moich przewidywań – czas zweryfikuje. Na razie tworzę projekcję procesów do końca lat 30-tych na najbardziej twardych i brzegowych danych.

        1. @Dariusz W – Dla dokończenia tematu – moim zdaniem „czarny łabędź” wewnętrznego załamania jest także bardzo możliwy w Federacji Rosyjskiej. Pomijając odśrodkowe aspiracje narodów nie-rosyjskich, wzrost wpływów islamu, interesy regionów względem Kremla – czynnik chiński będzie rósł. A konkretnie presja Pekinu na Kreml, by z Chin poprzez Lenę ustanowić „skrót” względem Cieśniny Beringa – ustanawiając optymalny Arktyczny Jedwabny Szlak. I oczywiście [chciał-nie chciał – ale tak wyjdzie siłą rzeczy] w ślad za tym pójdą bazy portowe dla chińskiej obecności militarnej w Arktyce – zwłaszcza dla strategicznych i szturmowych okrętów podwodnych Chin. Co przerodzi się w otwarta rywalizację floty chińskiej i amerykańskiej – o strategiczną Strefę Seversky’ego. Uważam, że Kreml na to „wydzierżawienie” Leny się zgodzi – kuszony lukratywnymi marchewkami i przerażony ewentualnymi kijami Pekinu. Ale dla etnicznych Rosjan -zwłaszcza na Syberii – to może być sprawa nie do przełknięcia jako „ewidentna zdrada” – a to może się skończyć nawet wojną domową. Tym bardziej, że wskaźniki niezadowolenia społecznego i z własnej sytuacji – i z rządów na Kremlu – powoli, ale stale dołują w FR. Moim zdaniem Kreml przeliczy się w oczekiwaniu na „cierpliwość” i „wytrzymałość” społeczeństwa – to nie jest carat, ani ZSRR – ludzie jednak się zmienili, media, w tym internet, dają porównawcze okno na świat, a i pycha bogactwa oligarchów i lokalnych bonzów układów nie nastraja do wyrzeczeń. Oczywiście to sprawa ponad tuzina lat, raczej początku-środka lat 30-tych, przedtem przed Chinami kwestia [moim zdaniem nieuchronna długofalowo] opanowania ekonomicznie, a potem politycznie buforowej Mongolii [i równolegle Kazachstanu], silnej rozbudowy podwodnej floty chińskiej opartej o nowe atomowce klasy 095 i 096 itd…

        2. (…)Np. opanowanie technologicznej [ekonomicznie opłacalnej i sterowalnej] fuzji jądrowej przez Chiny.(…)
          Nie sądzę, żeby w interesie mocarstw było upowszechnienie się fuzji… paliwo uranowe daje 2 następujące korzyści:
          – energetyka to największe żródło płynności finansowej dla YellowCake Industry, bez którego o militarnym programie nuklearnym nie może być mowy
          – dzięki zakładom cyklu paliwowego można wywierać wpływ na wiele krajów

          Zatem jeśli tak rewolucja miałaby nastąpić to wypatrywałbym jej z UE, o ile nie zablokuje jej Francja.

          1. @jsc – na pewno Chinom zależy na suwerenności energetycznej, dlatego inwestują w tokamaki i dlatego szykują się krok za krokiem do skoku na tryt [Hel-3] na Księżycu. Walka o „raj energetyczny” jest tak samo ważna, jak robotyka, IoT, AI, komputery kubitowe, łączność na splątaniu kwantowym [moim zdaniem to jest własnie PRAWDZIWE 6G, które szykują Chiny].

          2. @Georealista
            Hel-3 z Księżyca dla zapewnienia suwerenności energetycznej konieczny nie jest… od dawna Japonia pozyskuje uran z wody morskiej. Inna żródło paliwa to tor, który ma występować dość powszechnie… Przy technologiach torowych można wykorzystać jako żródło energii… odpady nuklearne.
            Te wykorzystanie odpadów nuklearnych pozwoli mocarstwom poprzez odcięcie pozostałych krajów od paliwa podwójnego zastosowanie (najprościej wymuszając na ONZ uchwalenie odpowiednich aneksów do traktatu o zakazie proliferacji) dalsze uzależnienie innych uczestników rynku.

            Zauważ, że reaktory na tor, który robi teraz taką karierę opracowano już w latach ’60… i zastanów się dlaczego przepadły. Jak przemyślisz tę sprawę to będziesz umiał lepiej przewidywać przyszłość energetyki fuzyjnej.

          3. Teraz jak z Hindusi ruszyli temat LFTR nagle pojawiły się różne ruchy w sektorze popytu na usługi YellowCake Industry… a to pływające elektrownie, a to silniki dla pocisków, a to elektrownie dla kolonii kosmicznych. A trzeba zauważyć, że paliwo torowe jest wręcz stworzone do reaktorów okrętowych, kosmicznych oraz arktycznych.

  4. Errata: nie „W tym sensie najpierw Afganistanu przez Talibów” a „W tym sensie najpierw opanowanie Afganistanu przez Talibów”

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *