Ankieta – wybór okładki książki

Prace nad książką trwają. W zakresie pomysłów co do treści, informacje przesłałem za pośrednictwem newslettera. Przy okazji dziękuję za odzew. Poniżej przedstawiam dwa projekty okładki zdradzające również tytuł: “Trzecia Dekada”. Jestem ciekawy Waszej opinii. Czy projekty się podobają (proszę pisać w komentarzach)? No i który wybrać (ankieta)?  Z góry dziękuję za podpowiedź i pozdrawiam 🙂

Jeśli ankieta nie jest poniżej widoczna, oznacza to, że Twoja przeglądarka blokuje jej wyświetlanie. W takim przypadku zamieszczam na grafikę z projektami okładek jako obrazek wpisu . Możesz wskazać, który bardziej Ci się podoba w komentarzu.

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo , podatki – blog

 

P.S. 

Jak widać sam tytuł sugeruje główny temat opracowania, niemniej już mogę zdradzić, że treść książki będzie podzielona na dwie części. Pierwsza, związana z współczesną oceną sytuacji na światowej arenie międzynarodowej (zawierająca m.in. analizy dot.: USA, Chin i Rosji – których na blogu brakuje). Druga, przedstawiająca prognozy na przyszłość. 

Planowana publikacja – do końca I połowy 2020 roku (choć wszystko jeszcze może się zmienić). 

 

 

41 komentarzy

  1. Pomimo tego, że bardziej podoba mi się okładka nr 1, wybrałem projekt nr 2. Jest dużo czytelniejszy, a sam tytuł lepiej widoczny.
    Pozdrawiam i nie mogę doczekać wersji papierowej! 🙂

  2. Jako designer wybrałbym wersję 1 ale z minimalnie mniejszym tytułem (aby dać oddychać tytulowi) oraz napisem “Projekt 1” mniejszym o 15-20%. Poza tym wyrównanym napisy pod względem optycznym (nie tylko pod metrycznym) aby wyglądały tak, że mają tej sam margines z prawej.

    Jeśli wybierzesz okładkę dwa to wycentruj tytuł optycznie. Pewnie widzisz, że ciężar jest trochę do prawej przez specyfikę litery A.

    Powodzenia!

    1. “Projekt 1” “Projekt 2” to oczywiście nie elementy okładki 😉 Chodziło o rozróżnienie grafik do ankiety.
      Dzięki za wskazówki
      pozdrawiam
      KW

      1. No tak, teraz wydaje się to oczywiście. Patrzyłem czysto pod względem wizualnym i przestałem czytać 😀
        W obu wersjach delikatnie pomniejszyłbym tytul i upewnił się, że są wyrównane optycznie. W pierwszej wersji tytuł pomniejszony gdzieś o 10-15%, w drugiej 15-20%.

        Powodzenia!

  3. Mam podobne odczucia, pierwsza łatwiej wpada w oko ale druga wersja bardzie czytelna. Jak dla mnie imię i nazwisko wolałbym ciut większe 🙂
    Może przesunięcie zegara do górnego lewego rogu poprawiła by czytelność zmniejszając pustkę w prawym górnym rogu, pozwalając jednocześnie powiększyć tytuł z autorem ?

  4. opcja nr 2, ale czcionka tytulu jakos mi nie lezy. plus – sama okladka, hm.., gdzies tam jest jakas logika (daty, ikony zwierzat symb. kraje(?). niemniej pierwszy “look” budz skojarzenia z rowerami lub z mechanika

    1. Podpisuję się pod tym komentarzem, bo moje pierwsze skojarzenie było podobne i zdziwienie co mają rowery wspólnego z geopolityką. Dopiero przyglądając się można dojść co autor miał na myśli. Ale taka okładka leżąc na półce np. w empiku nie nakieruje przeciętnego przechodzącego czytelnika na to co w sobie zawiera. Poza tym dorzuciłbym jakiś podtytuł nawiązujący do geopolityki, bo to obecnie temat budzący coraz większe zainteresowanie i łatwiej mógłby wzbudzić ciekawość i łowić klientów. Nawet potem samo wrzucenie hasła w googlu typu “książka geopolityka” ułatwi tej książce pozycjonowanie w wyszukiwarce i będzie miała szansę wyjść poza wąskie grono Pana fanów, do których również się zaliczam od kiedy trafiłem na ten blog. Dlatego trzymam kciuki za powodzenie i niecierpliwie czekam na publikację.

      1. Witam dziękuje za uwagi.
        Podtytuł oczywiście będzie (jeszcze dopracowuję). Natomiast taki koncept na okładkę powstał z przyczyn dla mnie oczywistych. 99% Książek geopolitycznych ma na okładce Ziemię, fragment mapy etc.etc. I prawie wszystkie są w tych samym kolorach.

        Chciałem uniknąć powielania. Jednocześnie książek geopolitycznych nie kupują osoby niezainteresowane tematem. Odbiorcą książki będą tylko Ci zainteresowani i okładka tego nie zmieni. Dlatego wolałem by była nieco inna. Tak samo jak tytuł.

        Tytuł będę wydawał samodzielnie i nie spodziewam się by znalazł się na półkach księgarń. Więc pierwsze skojarzenia raczej nie będą ważne. Kupujący raczej będą wiedzieć co biorą i od kogo. To pozwala na większą dowolność i oryginalność 🙂
        pozdrawiam serdecznie
        KW

  5. Z czystej ciekawości – czy “Trzecia dekada” oznacza lata 2021-2030 czy też 2031-2040? Bo to się zwykle rozjeżdża w rozumieniu wedle definicji i wg szarego człowieka…

      1. Rozumiem “podpowiedź” – ale najciekawsze rzeczy i decydujące – czyli rewolucja RMA w sprawach militarnych [a to wysadzi Rosję z siodła i zepchnie do II ligi] i wyprzedzenie USA przez Chiny w sprawach technologii wojskowych – będą w latach 2031-2040. Co z tym okresem? Czy w książce będzie “zostawiony odłogiem”? Także formalne, w miarę stabilne okrzepnięcie [i ekonomiczne i polityczne – po okresie marszu zdobywczego – siłą rzeczy niszczycielskiego i destabilizującego] nowego atomowego Kalifatu rozrośniętego z Pakistanu – może nawet po Afrykę [nawet do Atlantyku] – i wejście “pełną gębą” Atomowego Kalifatu do gry jako świadomego strategicznego nowego gracza globalnego ze statusem określonym w relacjach międzynarodowych [po szoku Zachodu i Rosji – próba wypracowania z tym graczem “nowej normalności” i “biznes jak zwykle”] – to wszystko widzę raczej w latach 30-tych. Oczywiście sam wielki marsz zdobywczy z Pakistanu [być może już z podporządkowanym Afganistanem] na zachód – przez teren Iranu – zacznie się zapewne w latach 20-tych – czyli PO zniszczeniu Iranu i okolic ok. 2025 przez USA-Izrael. I oczywiście nadzieje na ustabilizowanie traktatami międzynarodowymi itd. apetytów Atomowego Kalifatu są płonne. Po prostu świat islamu widzi, jest dogłębnie powszechnie przekonany, że “nadszedł jego czas” – a i trudności wewnętrzne [choćby z żywnością] Atomowego Kalifatu dadzą odpowiedni “święty powód” do dalszej ekspansji na tereny “niewiernych”. Pokojowej – a jak nie da rady – to wojennej. Zapewne jako sprzymierzeniec Chin – co wynika z długofalowej wspólnoty interesów geostrategicznych przeciw [z ich punktu widzenia] najszerzej pojętemu światu Zachodu [wliczając w to na Wyspie Świata i Rosję i nawet chrześcijańskie państwa afrykańskie – vide Boko Haram i inne klony “świętej wojny”] – no i u źródła z kontynuacji współpracy Chiny-Pakistan.

        1. Nie wiem skąd czerpie Pan przesłanki do przewidywania wielkiego pakistańskiego kalifatu po Atlantyk, ale przewidywanie na 20 lat do przodu to już jest czysta wyobraźnia. Myślę, że pozostanę przy najbliższym dziesięcioleciu. Wracając do wątku kalifatu, ciągle go Pan powtarza. Już raz pytałem. Jakie przesłanki wskazują ,ze takowy powstanie? Ja póki dostrzegam możliwość postawienia na Pakistan przez Chiny i jego ew. wzmocnienie pozycji w Azji Centralnej. Ale nie widzę żadnych znamion by nagle miał się z tego zrodzić średniowieczny kalifat po Atlantyk. To już jest jedna z bardzo wielu możliwości na dalszą przyszłość.

          1. To proste – zniszczenie Iranu w 2025 – czyli rozerwanie “pasa trasmisyjnego” Nowego Jedwabnego Szlaku [Chiny- Pakistan-Iran-Turcja – do Europy] i “wtopienie” przez Chiny 400 mld dolarów w kredyty w Iran – z jednej strony zmusi Chiny do kontrakcji dla odbudowy Nowego Jedwabnego Szlaku, z drugiej do takiego działania, by nowy podmiot niejako od razu protekcją rynkową wobec Chin wynagrodził straty Chinom. No i wycięcie konkurencji w Zatoce w węglowodorach bardzo wzmocni pozycję Rosji – w sposób nie do wytrzymania długofalowo dla Pekinu. Pisałem o tym. Remedium dla Pekinu – to wsparcie Pakistanu, zapewnienie mu strategicznej obrony od Indii – i danie uzgodnionej pod stołem koncesji na marsz na zachód. Akurat szyicki Iran i jego szachownica sprzymierzeńców zostaną zneutralizowane jak na zamówienie – będzie to więc pochód sunnicki – zapewne pod sztandarem Talibów. Nie do powstrzymania – bo z atomem Pakistanu. I nie zatrzyma się na Iranie, zaś co do słabych Saudów i sprzymierzeńców zastosuje formułę “przyłącz się jako lennik – albo zostaniesz podbity”. Bo nieskuteczność Saudów i sprzymierzeńców w Jemenie już jest obserwowana w świecie islamskim – a tam rządzi zasada “władzę bierze najsilniejszy i najbardziej bezwzględny”. W ten sposób w pierwszym kroku Chiny rękami sprzymierzonego Pakistanu – zbudują sobie strategicznego stabilnego dostawcę surowców – ale i olbrzymi rynek zbytu. Czyli geostrategicznie z nawiązką odkują się za przejściowe średniofalowe niepowodzenie z Iranem, Jedwabnym Szlakiem, uzależnieniem w węglowodorach od Rosji. A ten nowy Atomowy Kalifat [bo tylko taki podmiot uzyska sankcję w świecie islamu] automatycznie zyska hołd słabego politycznie Boko Haram i innych radykałów w Afryce. Egipt już jest podminowany radykałami – jego obrót w TAKIEJ sytuacji na Kalifat to tylko kwestia czasu. A reszta państw islamu w Afryce Północnej – to będzie kwestia domina. Bo Egipt i państwa Afryki Północnej żyją w dużym stopniu z turystyki. Niejako “na krawędzi” – bardzo chwiejnej… A do DOCHODOWEJ turystyki trzeba stabilizacji i bezpieczeństwa. Gdy sukcesy nowego Kalifatu wzbudzą działania lokalnych radykałów [a pewnie i komórek Kalifatu] po kilku większych zamachach przeciw turystom, te obecne państwa “turystyczne” zwyczajnie upadną – bo zabraknie dewiz z turystyki, a wzrosną wydatki na siły bezpieczeństwa – a to tylko nakręci nieuchronną spiralę rozpadu i obrotu społeczeństw na Kalifat. Pozornie paradoksalnie – ostatnim państwem, które Kalifat by wcielił, widzę Turcję. Potem niestety – bez kontroli przedpola – Rosja i Europa będą następne. Fosa Morza Śródziemnego – zwłaszcza przez Bosfor. Maltę, Gibraltar – to żadna zapora. Niestety jako całość świat islamu nie wyżywi się sam. Zmiany klimatyczne – zwłaszcza deficytu wody – własnie ten region najbardziej dotkną. A to oznacza, że problemy wewnętrzne Kalifat przekształci [jak zwykle w historii] w wojenny pęd na zewnątrz. Obiecując wszelkie dobra za życia i po śmierci – z pełnym namaszczeniem religijnym. A głodne milionowe masy ludzkie pójdą na to – bo w swoim przekonaniu nie będą miały nic do stracenia, a wszystko do zyskania – na ziemi – i w niebie – zwłaszcza w “świętej wojnie” ogłoszonej przez Kalifa. Zwłaszcza przeciw pogardzanej “zgniłej Europie”. Proszę też pamiętać – podział na państwa [zrobiony przez Europejczyków w XIX czy XX w, jakieś “republiki” islamskie [istny oksymoron] – to w kulturze islamu jest sztuczne. Prawidłowy oczekiwany stan jedności władzy religijnej i przez to politycznej [pojmowanej jako jedność] – to Kalifat – i jego lennicy – mogą być sułtanami, emirami, wezyrami – ale podrzędni względem jednego Kalifatu. Nie tylko Chiny chcą przywrócić historyczny status supermocarstwa liczony w długim trwaniu. Dla świata islamu takim “idealnym” i uważanym NIEZMIENNIE i WZORCOWO za normę organizacji świata islamu jako CAŁOŚCI – odniesieniem jest Kalifat pierwszych wieków islamu – gdy [oczywiście niechronologicznie, nieco ahistorycznie i w mocno idealistycznym uproszczeniu nauczanym w szkołach koranicznych] rozprzestrzeniał się i rozpościerał na wschód do Pacyfiku – mając “macierzysty” Ocean Indyjski w centrum – i aż po Atlantyk na zachodzie. Człowiek wychowany w kulturze islamu żyje tym wzorcem – i do niego dąży – jako jedynie właściwego. Kolejne wieki, rozwój techniki itp sprawy – niczego nie zmieniają dla człowieka islamu. Wzorcem jest życie i świat jak za Proroka – to jest oczywiste dla każdego muzułmanina. A teraz w powszechnym odczuciu nadchodzi “ich czas” – i jeszcze na dodatek widzą słabość i niezborność, także wewnętrzną, dotychczas przeważającego Zachodu. Czyli – jak mawiał muła Omar: “wy macie zegarki – my mamy czas” – i teraz widzą, że ten czas nadchodzi.

          2. Z kilkoma tezami się zgadzam, sam o tym pisałem, ale wiele wygląda mi na szukanie na siłę argumentów pod z góry postawioną tezę. “Zapewne pod sztandarem talibów”. Czemu zapewne pod tym sztandarem? Na razie wskazań na to, że to talibowie będą siłą wiodącą jest słownie: ZERO. Nie posiadają w całości państwa, nie posiadają administracji która byłaby zdolna rządzić takim państwem. Ba, nie posiadają atomu. Obok jest silny Pakistan i to na tej kraj będą stawiać Chińczycy. Generalnie wiele mocno naciąganych teorii. Nie piszę, że ten scenariusz jest niemożliwy. Być może i jest możliwy, ale jako jeden tysiąca innych. I póki co, ponieważ nie ma ku temu przesłanek, jest tym jednym z mniej prawdopodobnych.

            Przewidywanie inwazji talibów na Iran i podbój świata muzułmańskiego dzisiaj – to jak wróżenie z fusów, a nie geopolityczne rozważania. Na dziś, Chińczycy budują łańcuch państw Turcja-Iran-Pakistan i wchodzą w Afganistan i Azję Centralną. I zobaczymy co z tego będzie. Zgadzam się , że izolacja Iranu przez USA przeszkadza w budowie NSJ. I Chińczycy będą musieli sobie z tym jakoś poradzić. Będą chcieli postawić na konia, który ustabilizuje Bliski Wschód. Ale opcji mają na razie wiele. Mogą dozbroić Iran by ten poprzez odstraszanie zażegnał niebezpieczeńswu i zmusił USA do akceptacji tego szyickiego molocha. Mogą również postawić na Turcję. Inwestują przecież w port w Izraelu! Nie robiliby tego, gdyby się z góry upatrzyli na prezentowany przez Pana scenariusz.

            Wiele się jeszcze może wydarzyć i jest niepoliczalna liczba scenariuszy jeśli chodzi o Bliski Wschód. Można próbować przewidywać pewne tendencje, ale te mogą być zmienione przez nieoczekiwane wydarzenia.
            pozdrawiam
            KW

          3. Georealista – Chiny nie są aż tak głupie, by u swego boku produkować tak nieprzewidywalne, agresywne i ekspansywne państwo z atomem tym bardziej, że sami mają poważne problemy na swoim terenie z Ujgurami. Przypominam, że twór ten tkwiłby swoimi łapami na jednej z odnóg NJS całkowicie od siebie go uzależniając przy całej swojej nieprzewidywalności i niestabilności. Przecież to byłoby proszenie się o kłopoty. Mam jednak Chińczyków za daleko patrzących (!) i mądrych.
            Moim zdaniem wizja dalece nierealna jeśli chodzi o patronat Chin nad tym przedsięwzięciem.

          4. @Aecjusz – właśnie w tym będzie tkwiła naiwność innych graczy, że będą się łudzili rzekomym poróżnieniem Chin i Kalifatu o Ujgurów. Na poziomie medialnej maskirowki będzie to bardzo wygodne i dla Chin i dla Kalifatu dla maskowania sojuszu strategicznego. My rozumujemy w sposób zachodni i dla nas to jest niemożliwe i bezsensowne – tymczasem godzenie tej sprzeczności – na poziomie STRATEGICZNYM – jest oczywiste w mentalności Azji. Pekin stworzy sobie sojusznika – który odśrodkowo względem Chin pójdzie na podbój Europy i Afryki. Zajmie i zablokuje strategicznie jako “power in being” Indie – i da wolne ręce Pekinowi do podboju Syberii i Arktyki. A już w czasie pokoju – połączony Kalifat – naturalnie najeżony względem USA i szeroko rozumianego Zachodu – będzie naturalnym wielkim rynkiem zbytu dla Chin – i dostawcą [drogą lądową – poza zasięgiem US Navy] surowców, zwłaszcza energetycznych. Czyli załatwienie problemu uzależnienia Chin od rynków USA i Zachodu. Zresztą – przykład historyczny godzenia sprzeczności “dwójmyślenia” przez systemy autokratyczno-totalitarne: od początku lat 30-tych rosyjska marynarka rozwijała się w oparciu o…faszystowska Italię – stocznie, niszczyciele, krążowniki, okręty podwodne, wyposażenie, uzbrojenie, projekty, kadry, know-how – włącznie z superpancernikami klasy “Sowietskij Sojuz” – czyli powiększonym typem “Littorio”. Medialnie i ideologicznie “wielka konfrontacja” – w praktyce – wielka współpraca. I to także podczas proxy-wojny hiszpańskiej…

          5. @Georealista – sposób myślenia sposobem myślenia, ale pewne prawa są uniwersalne. Sowiecka Rosja i Italia były od siebie odległe i ich interesy nie kolidowały specjalnie w tamtym momencie. Superkalifat i Chiny praktycznie od samego początku, biorąc pod uwagę agresywność islamu, będą miały sprzeczność interesów. Jeśli już to Chiny raczej zbudują pas współpracujących, uzależnionych od siebie państw na południowej odnodze NJS. W przypadku zniszczenia Iranu będzie to raczej zrobione na bazie niewielkich i co najwyżej średnich państw powstałych na zgliszczach – takie łatwiej kontrolować. Czym zyskałyby Chiny tworząc tak potencjalnie silnego, nieprzewidywalnego i agresywnego potwora? Tak płomień miałby wielkie szanse na wymknięcie się zupełnie spod kontroli i moim zdaniem Chiny o tym wiedzą. Gra o zbyt wielkim ryzyku w stosunku do ewentualnych zysków.
            Co do Iranu – nie stawiałbym na nich krzyżyka póki co.

  6. Nie mam pojęcia kto projektował te okładki ale brutalna prawda jest taka, że są one niedopracowane.
    Projekt numer 2 leży w mojej ocenie zupełnie. Dół okładki, zalany przez czarną grafikę, ciąży, przesuwając ciężar i balans okładki. Projekt 1 balans również zaburzony, ten tryb jest za duży, może spróbować go zmniejszyć bardziej eksponując tytuł, który teraz wygląda jak doklejony na siłę. Powyżej kolega wspomniał o typografii i zaburzeniu w tytule i ma rację.

    Żeby zaprojektować niesymetryczną okładkę, trzeba zachować delikatne proporcje, a tu są one rozchwiane.
    Najprościej jest zrobić rzecz wyjustowaną do środka, jak próba projektu 2, z tym że ten tryb, próbować ułożyć pod tytułem, mniejszy i widoczny w całości.

    Co do fontu, to nie wiem, czy to trafny wybór. Dość retro look sugeruje nam minione czasy, mi osobiście kojarzy się z okresem około wojennym, a książka raczej traktuje o przyszłości 🙂 Więc mamy tu mały konflikt tego co wizualne z zawartością.

    Pozdrawiam 🙂

    1. Z tej strony grafik, dziękuję za uwagi. Spróbuję coś pokombinować 🙂

      Okładka w oryginale jest dużo jaśniejsza, wysłałam pliki cmykowskie i dlatego na tej stronie widnieją ciemniejsze. Projekt drugi był mocno roboczy, żeby zobaczyć czy taki pomysł w ogóle przypadnie do gustu.

      Z typografią faktycznie były problemy, szukałam czegoś co będzie jednocześnie darmowe i będzie wpasowywało się w klimat zegara. Nic mi nie pasowało więc ostatecznie sama przerabiałam inny font. Jeśli ma Pan jakieś sugestie to z chęcią je wypróbuję.

      Projekt 1 był pierwotnym zamysłem autora i myślę że dobrze zostało odwzorowane to co zostało zamówione, czyli połowa zegara po lewej stronie. Jeśli autor się zgodzi, to możemy spróbować z Pana pomysłem, nie ma takiego problemu.
      Za to póki co pokombinuję ze zmniejszeniem odrobinę tarczy/tytułu.

      Dziękuję za czas poświęcony na konstruktywną krytykę. 🙂

      Pozdrawiam.

  7. Zdecydowanie Projekt 1 – znacznie lepiej czytelniejsze daty(w naturalnym poziomie, można je jeszcze minimalnie bardziej pozłocić), koło zębate dające efekt miażdżenia coś co od razu przykuwa wzrok na półce. Projekt 2 to oklepany standard ciemne podłoże jasna góra i na pierwsze wrażenie nic nie mówiący tytuł.

  8. Druga wersja lepsza – bardziej czytelna. Zegar powinien być dodatkiem.

    Ja bym jeszcze proponował spróbować na szybko sprawdzić takie lekkie poprawki:
    – rozjaśnić poziomami zegar,
    – wyrzucić teksturę z tła i zostawić po prostu białe lub jasne,
    – mamy dwie różne czcionki – możliwe, że użycie tej samej przy różnym stylu zmniejszy chaos,
    – choć rozumiem zamysł użycia takiej czcionki do tytułu, to możliwe, że bardziej nowoczesna czcionka sans-serif polepszyłaby odbiór książki.

    Jakaś z tych poprawek może pomóc, ale też może żadna z nich. Warto spróbować, bo nie zabierze to dużo czasu.

    A tak przy okazji, warto byłoby też wymienić szatę graficzną strony lub najprościej temat WordPressa. Ludzie oceniają po opakowaniu i ma to naprawdę duże znaczenie. Pomimo, że treść blogu jest świetna, to wiele osób może go na pierwszy rzut oka zdyskredytować z uwagi na mniej profesjonalny wygląd. Naprawdę dużo nie trzeba, żeby czuć było pełną profeskę 🙂

    Jakby nie było nikogo do pomocy, to mogę się zaoferować za friko.

  9. Zagłosowałem za nr2. Uwagi plastyczne: zegar powinien mieć inne nasycenie czerni (szarości) niż tytuł bo mają identyczne i się zlewają; nie widać że zegar jest zegarem – wygląda raczej jak jakiś tryb maszyny – czyli jest nieczytelnie. Reszta podoba mi się.

  10. Czuję się wywołany do tablicy w temacie “dlaczego Atomowy Kalifat?” oraz “dlaczego Talibowie?”. To wynika z faktu, że islam i Kalifat to jedność w sensie mentalnym każdego muzułmanina. “Tak ma być – to jedyny właściwy stan”. No i wtedy nie zachodzi ZDOBYWANIE innych PAŃSTW islamskich przez pochód Pakistanu jako PAŃSTWA – tylko BUDOWANIE JEDYNEGO WŁAŚCIWEGO ŚWIATA [ummy] ISLAMU – przez tych, których najwidoczniej Allach namaścił na przywódców religijnych – czyli Talibów z Pakistanu. W razie ataku PAŃSTWA Pakistan – obywatele innych zaatakowanych państw czuli by się w obowiązku ich obrony – czyli zwykle wspierania “laickiej” junty wojskowej danego kraju, czy “laickiego” rządu. W momencie, gdy budowany jest Kalifat pod flagą ZJEDNOCZENIA islamu – ci sami obywatele staną się V kolumną i pierwszymi, którzy z ogniem w oczach będę przyłączali się do pochodu. W Pakistanie dominują Talibowie jako najbardziej radykalny dominujący odłam – to oni poszli do Afganistanu. Stąd logicznie będą chcieli utrzymać swoje przywództwo w Kalifacie. “Laicki” Pakistan rozkłada się od dłuższego czasu na rzecz wzrostu wewnętrznej proislamskiej radykalizacji. Inna rzecz, że od momentu zerwania Pakistanu z USA – Talibowie przestali atakować armię pakistańską, żołnierzy i ich rodziny [co budowało niekończącą się spiralę odwetu i walk], ba, radykalni mułłowie wychwalają ich teraz jako “miecz islamu”. To idzie w druga stronę – rząd pakistański zwolnił sporo radykalnych mułłów – obie strony wchodzą w mezalians. Czy przejęcie władzy [i atomu] w Pakistanie przez radykałów będzie “prawdziwe” – czy też będzie pewnym teatrum na pokaz – wynik będzie jeden – Pakistan po zniszczeniu Iranu – stanie się matecznikiem marszu na zachód – budowy Atomowego Kalifatu. Pierwszym sukcesem Talibów, sukcesem, który da im odpowiednie wyróżniające uznanie i “markę” w świecie islamu, na pewno będzie Afganistan – i to możliwe, że jeszcze przed zniszczeniem Iranu. W tym sensie najpierw Afganistanu przez Talibów – da im powszechne poparcie w “rodzimym” Pakistanie – i to zapewne przeważy szalę dla “nagłej” i “niespodziewanej” zmiany Pakistanu. A z punktu widzenia Pekinu – “ubranie” ICH PLANU odbudowy NJS, ustabilizowania na preferencyjnych warunkach dostaw surowców itd – to RELIGIJNY i “oddolny” pochód islamu dawałby listek figowy planowi Pekinu. Ba – jestem pewien, że konsolidacja wewnętrzna Chin i zwalczanie islamy [Sincziang] – będą upewniały Zachód, że o żadnym planie strategicznym Pekinu nie mam mowy w przypadku pochodu i powstania Kalifatu. A dla Xi [czy jego następcy] i dla Wielkiego Kalifa takie sprawy “lokalne” bynajmniej nie zaburzą wspólnoty interesów i korzyści – na poziomie strategicznym. Ale – moim zdaniem wystarczy poczekać…i ocenić po owocach…

    1. Zwykli zjadacze chleba nie rozumieją znaczenia dwóch pozornie lokalnych spraw, które mają znaczenie globalne. Aneksja Krymu w 2014 – czyli złamanie Traktatu Budapesztańskiego 1994 – spowodowało złamanie ładu post-zimnowojennego. Wszyscy gracze “nie-atomowi” zrozumieli, że tylko własny atom gwarantuje suwerenność – a to już wywołało wyścig po atom i nakręcanie eskalacji zbrojeń. Na razie jest to wyścig skryty – pod stołem. Zaś powstanie Kalifatu w Lewancie w ramach ISIS w 2014 jest PRZEŁOMEM dla całego świata muzułmańskiego. Proszę zauważyć odzew – w czasach mediów o zasięgu globalnym – gdy imigranci islamscy lądowali w 2015 na plażach Grecji, Italii, Hiszpanii – od razu na tych plażach deklarowali w ok. 1/3 OTWARCIE poparcie dla Kalifatu. Mimo, że to mogło im na “zdrowy rozum” natychmiast zablokować azyl w Europie, a nawet spowodować aresztowanie. Z pozostałych 2/3 i tak większość popierała Kalifat – ale skrycie. Stało się – teraz każdy wielki ruch w islamie będzie się odwoływał do Kalifatu – czyli jednego i jedynie właściwego w ich rozumieniu scentralizowanego zorganizowania świata islamu – jako budowy supermocarstwa – czyli tak oczekiwanej restauracji potęgi islamu. Dlatego moim zdaniem – w sposób OCZYWISTY – pochód Talibów z Pakistanu będzie pod JEDNOCZĄCYM sztandarem Nowego [niezwyciężonego i niepowstrzymanego – bo atomowego] Kalifatu. To, że ten pochód będzie możliwy tylko i wyłącznie dzięki strategicznemu zabezpieczeniu wschodu Pakistanu względem Indii – przez Chiny – i z “nadania” Chin – to druga oczywistość.

  11. Jeszcze taka uwaga: Chiny inwestując w Izrael [Hajfa i wyrugowanie VI Floty] robią “dziel i rządź” względem USA, a Izraelem. Zaletą NJS z punktu widzenia Pekinu jest jego funkcja polityczna – postawienie danego państwa w sytuacji rozkroku między interesami z Chinami, a bezpieczeństwem z USA. To bardzo narusza spójność bilateralnych i zbiorowych sojuszy USA – które są przez to bardzo spowalniane w swoich działaniach budowy “proatlantyckiej konfederacji sojuszników”. A o to strategicznie idzie Pekinowi – o kupowanie sobie czasu – bo czas pracuje na korzyść Chin. W tym sensie ewentualne straty w regionie [np. Iran] są kalkulowane całościowo w Pekinie pod względem kosztu alternatywnego – rozumianego jako ewentualnego groźnego dla Chin znacznego przyspieszenia działań konsolidacyjnych bloku pro-USA. Zaś wzmacniając Iran [400 mld dolarów kredytów] – być może świadomie wystawiają go na ryzyko wojny – na wielką krwawą wojnę ZASTĘPCZĄ, która może bardzo pogłębić rozdźwięk na Zachodzie. Proszę pamiętać – pełnoskalowa wojna, nawet wygrana, nawet krótka, bardzo wiele kosztuje. Względem wojny przeciw Iranowi – inwestycje chińskie w Izraelu już powodują, że Izrael będzie się wił co do bezpośredniego otwartego opowiedzenia się po stronie USA, co do bezpośredniego udziału w wojnie przeciw Iranowi. Paradoks – bo to Izraelowi od dekady najbardziej zależało [i zależy dalej] na zniszczeniu Iranu – to pokazuje siłę interesów i wpływu “marchewki”, jaką jest NJS. A USA mają trudność z budową koalicji antyirańskiej – więc udział Izraela będzie wymuszony – to jednak kosztuje czas i zaangażowanie Waszyngtonu. Czyli strategia “tripwire” Pekinu względem Waszyngtonu, który, gdzie się nie ruszy kaptować aliantów – tam zastaje chińskie kłody pod nogi. W sumie – celem Pekinu jest “tak czy inaczej” kupowanie czasu [kosztem pieniędzy i proxy-wojen poza obrębem Chin] – by się wzmacniać strategicznie – zwłaszcza w wyścigu technologicznym. Bo ten wyścig zdecyduje. Moim zdaniem w strategii Pekinu NJS nie jest przewidziany jako dochodowy projekt ekonomiczny PRZED rozstrzygnięciem z USA – to zostawiają sobie dopiero na czas JUŻ PO po ustanowieni “pax sinica”. A co do np. TYMCZASOWEJ straty 400 mld dolarów włożonych w Iran – po to własnie pomogą zbudować Kalifat, by ten całościowo przejął zobowiązania – np. przez preferencyjne zaopatrywanie Chin w surowce, otwarcie wielkiego rynku zbytu [i pewnie obostrzenia względem Zachodu]. Pekin kalkuluje długofalowo i docelowo – licząc cały bilans “całego cyklu”, a nie cząstkę, jaką będzie tymczasowa strata inwestycji w Iran.

    1. Z geopolitycznego punktu widzenia Iran powinien być sojusznikiem USA. To że tak nie jest wynika m.in. z wpływu Izraela na politykę USA. Byłoby rzeczywiście wielkim paradoksem gdyby wydarzenia potoczyły się tak jak Pan to wieści i Izrael byłby przymuszany do opowiedzenia się przeciw Iranowi przez USA. Równie dobrze to USA mogą sobie odpuścić Iran lub wręcz zacząć się z nim dogadywać i do żadnego zniszczenia Iranu nie dojdzie bo Izrael sam nic nie wskóra. A wówczas cały ten wątek o atomowym Kalifacie opartym o talibowy Pakistan się rozpada.

      Przyznam, że ciekawie się czyta Pana przewidywania, bo dają sporo do myślenia, ale wygląda to zbyt bezaltenatywnie, a tymczasem świat bez przerwy zaskakuje. Choćby postęp technologiczny i energetyczny. Np. rewolucja łupkowa spowodowała, że USA mogą całkowicie wycofać się z bliskiego wschodu i zmienia to zupełnie ich politykę względem tego regionu sprzed tej rewolucji. A jeśli USA się stamtąd faktycznie wycofają to będzie inna gra. Lokalsi zaczną poszerzać swoje strefy wpływów, aż dojdzie do “kongresu wiedeńskiego”. A co przyniosą kolejne rewolucje? Czy Chiny będą nadal tak uzależnione od dostaw surowców z odległych krajów? Trudno sobie wyobrazić żeby wszystkie zakręty świata miały tak się potoczyć aby wcelować akurat w ten scenariusz, który Pan przedstawia. Niemniej jednak podziwiam Pana wyobraźnię i jak pisałem ciekawie się to czyta, choć traktuję to trochę jak politycal fiction.

      1. NIE – USA nie mogą sobie odpuścić Iranu. Bo niedawny obrót Iranu na Chiny i 400 mld dolarów kredytu na infrastrukturę – to w kilka lat sukces nowego jedwabnego Szlaku. Czyli pasa transmisyjnego lądowych przesyłów strategicznych NJS Chiny-Pakistan-Iran-Turcja-Europa – poza zasięgiem US Navy – i poza zasięgiem Rosji. Dlatego właśnie Izrael kalkuluje, że USA MUSI zlikwidować Iran – i kalkuluje swoje własne niezaangażowanie, by nie popsuć relacji z Chinami [NJS – zwłaszcza Hajfa]. Dlatego szacuję, że ta wojna przeciw Iranowi będzie ca 2025 [najwcześniej 2023 – bo US Navy z grubsza musi nasycić się 1-2 nowymi superlotniskowcami klasy Ford i 2-3 nowymi lotniskowcami lekkimi klasy America – no i uzyskać operacyjnie minimum 300 F-35B/C i zwiększyć liczbę Super Hornetów]. Trochę podobnie jak z sankcjami NS2 – pod koniec inwestycji, tak samo USA uderzy w Iran, gdy akwizycja kredytów będzie bardzo zaawansowana, ale jeszcze nie da skoku przepływów NJS. Wiem, że “niechęć” Izraela do uczestnictwa w ataku na Iran wygląda paradoksalnie – skoro przedtem tak Izrael otwarcie parł do wojny. W kalkulacji po jesiennym zwrocie Iranu na Chiny i po przydziale takich środków wszystko się zmieniło w optyce Waszyngtonu. Przedtem [mam na myśli okres “dealu atomowego”] Iran był postrzegany przez USA jako pożyteczna kontrolowana zapora [a raczej kontrolowana brama do włączenia/wyłączenia stosownie do potrzeb] strategicznej nitki NJS – łączącej porty “sznura pereł” Oceanu Indyjskiego. W dodatku szyicki Iran współpracował z Indiami – w opozycji do sunnickiego Pakistanu – współpracującego z Chinami. To tworzyło “przekładaniec”, który w istocie nie dawał trwałej bazy geopolitycznej dla NJS. Obrót Iranu na Chiny wszystko zmienił – na korzyść Chin i NJS. Teraz – przy pełnym skomunikowaniu całego łańcucha lądowego od Chin po Europę – i przy TAKICH środkach – grozi naprawdę dość szybki i pokazowy [na cały świat] sukces NJS – i nawet jego odgałęzienia do Afryki – czyli skomunikowanie Wyspy Świata przez potęgę lądową Azji – poza zasięgiem hegemona morskiego. Skutek działania tego strategicznego łańcucha NJS – to byłoby obracanie się państw na Chiny – lawinowa erozja obecnej [jeszcze] dominacji USA. Dlatego wojna USA przeciw Iranowi jest nieuchronna, a Izrael doskonale to zrozumiał – i nie chce “brudzić sobie rąk” wobec świata, a szczególnie Chin – a także zaoszczędzić pieniędzy na wojnę, bo każda wojna dużo kosztuje. Dla USA rezygnacja z użycia potencjału militarnego Izraela byłaby głupotą – a poza tym USA nie chcą nikomu pozwolić na “stanie na boku” czy raczej “stanie okrakiem na płocie” względem wyboru USA-Chiny. Pentagon jest mocno zirytowany wyrugowaniem VI Floty z Hajfy i inwestycjami chińskimi NJS w tym porcie. Zaś w analizach Izraela pojawiają się “dla przeciwwagi” [pod przeciąganie liny z Waszyngtonem] artykuły, jak to “nie opłaca się” pomoc USA, jak to USA “blokują” Izraelowi lukratywne kontrakty zbrojeniowe. Polecam “Raport WTO 11/2019” jak to analitycy Izraela [np. Rapaport z Israel Defense] drą szaty nad “stratami” w biznesie i stawiają oczywiście kluczowe pytanie: “czy współpraca z USA nam się opłaca?” – to tak własnie jako kontrargument do rozmów w Waszyngtonie – do “zrekompensowania strat” i do uciszenia Pentagonu w sprawie Hajfy. Nie muszę tłumaczyć, że przy pewnej minimalnej “kumatości” Warszawy, można by to pięknie wykorzystać i pociągnąc piłkę dla obcięcia stosunków Izrael-Rosja i dla wyparcia wpływów Izraela z naszego regionu, a także dla anulowania roszczeń 447. No, ale na razie nasi “decydenci” nawet jak im się palcem wskaże “co i jak i kiedy i gdzie i z kim”, to i tak zachowują się…powiedzmy infantylnie i zupełnie niemerytorycznie dla polskiej racji stanu…

        1. czy istnieje cos takiego jak polska racja stanu?

          kiedy mozna bylo robic Jamal-2 to wazny byl interes Ukrainy… byleby nie PL.

          No to za jakis czas gdy nie bedzie dywersyfikacji – kupi sie rosyjski gaz od Niemcow z Nord Streamu. Wtedy sie okaze, ze i biznesowo sie projekt spina.

          A to, ze Niemcy duzo mowia o jednosci UE a na rozbijaniu tejze jednosci najwiecej profituja to inna sprawa. Ale liczy sie ich i9nteres i ichnia racja stanu.

      2. @Dariusz W – TAK – tzw. “czarne łabędzie”, zwłaszcza technologiczne, mogą bardzo dużo i zasadniczo zmienić.Np. opanowanie technologicznej [ekonomicznie opłacalnej i sterowalnej] fuzji jądrowej przez Chiny. Albo przełomy militarne “tarczy” lub “miecza” uzyskane nadspodziewanie szybko przez jedną ze stron – bo na razie to idzie “łeb w łeb” w sposób dość wyrównany. I oczywiście – sytuacja np. w USA jest taka [vide szokujący wyrok 16 lat więzienia za spalenie flagi LGBT – i społeczeństwo to “łyka” – i inne objawy tego społeczeństwa, gdzie ca 50 mln ludzi bierze bony żywnościowe], że wcale by mnie nie zdziwiły zamieszki i ruchy na wielką skalę, które by przeorały amerykańską scenę polityczną i społeczną. I ekonomie i finanse. Podobnie zresztą jest podminowana Europa – gdzie do tych podminowanych społecznie państw, prócz PIGS, zaliczyłbym Francję [“żółte kamizelki” to tylko objaw wewnętrznej choroby – strukturalnej, systemowej – i głębokiej]. Ale i Skandynawia – zwłaszcza Szwecja – nie wyglądają wewnętrznie “różowo”. Notabene: na to właśnie liczy Kreml – by w niebieskich samozwańczych hełmach “mirotworców”, wejść do Europy jako pożądany “wyzwoliciel”. Po to właśnie rozkłada Europę – by supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – było tylko docelowo supermocarstwem Kremla…. No i sumarycznie całkiem możliwy “perfect storm” nałożenia się kilku silnych negatywnych czynników, przez to kryzysu społeczno-ekonomiczno-politycznego – i dalej bankructwo dolara – albo euro – albo juana [bo to też możliwe]. Przed kryzysem 2008 globalne zadłużenie wynosiło 142 bln dolarów. Cały program naprawczy oddłużenia świata wziął w łeb – jest jeszcze gorzej. Teraz niedawno zadłużenie przekroczyło psychologiczna barierę 250 bln dolarów. A “bezpieczniki spalone – rządy są już tak zadłużone, że niemożliwa jest powtórka z ratowania prywatnych banków pieniędzmi podatników. Czyli finanse i ekonomia świata – a zatem i stabilność polityczna i społeczna – to coraz cięższy słoń na coraz cieńszym lodzie. A co do moich przewidywań – czas zweryfikuje. Na razie tworzę projekcję procesów do końca lat 30-tych na najbardziej twardych i brzegowych danych.

        1. @Dariusz W – Dla dokończenia tematu – moim zdaniem “czarny łabędź” wewnętrznego załamania jest także bardzo możliwy w Federacji Rosyjskiej. Pomijając odśrodkowe aspiracje narodów nie-rosyjskich, wzrost wpływów islamu, interesy regionów względem Kremla – czynnik chiński będzie rósł. A konkretnie presja Pekinu na Kreml, by z Chin poprzez Lenę ustanowić “skrót” względem Cieśniny Beringa – ustanawiając optymalny Arktyczny Jedwabny Szlak. I oczywiście [chciał-nie chciał – ale tak wyjdzie siłą rzeczy] w ślad za tym pójdą bazy portowe dla chińskiej obecności militarnej w Arktyce – zwłaszcza dla strategicznych i szturmowych okrętów podwodnych Chin. Co przerodzi się w otwarta rywalizację floty chińskiej i amerykańskiej – o strategiczną Strefę Seversky’ego. Uważam, że Kreml na to “wydzierżawienie” Leny się zgodzi – kuszony lukratywnymi marchewkami i przerażony ewentualnymi kijami Pekinu. Ale dla etnicznych Rosjan -zwłaszcza na Syberii – to może być sprawa nie do przełknięcia jako “ewidentna zdrada” – a to może się skończyć nawet wojną domową. Tym bardziej, że wskaźniki niezadowolenia społecznego i z własnej sytuacji – i z rządów na Kremlu – powoli, ale stale dołują w FR. Moim zdaniem Kreml przeliczy się w oczekiwaniu na “cierpliwość” i “wytrzymałość” społeczeństwa – to nie jest carat, ani ZSRR – ludzie jednak się zmienili, media, w tym internet, dają porównawcze okno na świat, a i pycha bogactwa oligarchów i lokalnych bonzów układów nie nastraja do wyrzeczeń. Oczywiście to sprawa ponad tuzina lat, raczej początku-środka lat 30-tych, przedtem przed Chinami kwestia [moim zdaniem nieuchronna długofalowo] opanowania ekonomicznie, a potem politycznie buforowej Mongolii [i równolegle Kazachstanu], silnej rozbudowy podwodnej floty chińskiej opartej o nowe atomowce klasy 095 i 096 itd…

        2. (…)Np. opanowanie technologicznej [ekonomicznie opłacalnej i sterowalnej] fuzji jądrowej przez Chiny.(…)
          Nie sądzę, żeby w interesie mocarstw było upowszechnienie się fuzji… paliwo uranowe daje 2 następujące korzyści:
          – energetyka to największe żródło płynności finansowej dla YellowCake Industry, bez którego o militarnym programie nuklearnym nie może być mowy
          – dzięki zakładom cyklu paliwowego można wywierać wpływ na wiele krajów

          Zatem jeśli tak rewolucja miałaby nastąpić to wypatrywałbym jej z UE, o ile nie zablokuje jej Francja.

          1. @jsc – na pewno Chinom zależy na suwerenności energetycznej, dlatego inwestują w tokamaki i dlatego szykują się krok za krokiem do skoku na tryt [Hel-3] na Księżycu. Walka o “raj energetyczny” jest tak samo ważna, jak robotyka, IoT, AI, komputery kubitowe, łączność na splątaniu kwantowym [moim zdaniem to jest własnie PRAWDZIWE 6G, które szykują Chiny].

          2. @Georealista
            Hel-3 z Księżyca dla zapewnienia suwerenności energetycznej konieczny nie jest… od dawna Japonia pozyskuje uran z wody morskiej. Inna żródło paliwa to tor, który ma występować dość powszechnie… Przy technologiach torowych można wykorzystać jako żródło energii… odpady nuklearne.
            Te wykorzystanie odpadów nuklearnych pozwoli mocarstwom poprzez odcięcie pozostałych krajów od paliwa podwójnego zastosowanie (najprościej wymuszając na ONZ uchwalenie odpowiednich aneksów do traktatu o zakazie proliferacji) dalsze uzależnienie innych uczestników rynku.

            Zauważ, że reaktory na tor, który robi teraz taką karierę opracowano już w latach ’60… i zastanów się dlaczego przepadły. Jak przemyślisz tę sprawę to będziesz umiał lepiej przewidywać przyszłość energetyki fuzyjnej.

          3. Teraz jak z Hindusi ruszyli temat LFTR nagle pojawiły się różne ruchy w sektorze popytu na usługi YellowCake Industry… a to pływające elektrownie, a to silniki dla pocisków, a to elektrownie dla kolonii kosmicznych. A trzeba zauważyć, że paliwo torowe jest wręcz stworzone do reaktorów okrętowych, kosmicznych oraz arktycznych.

  12. Errata: nie “W tym sensie najpierw Afganistanu przez Talibów” a “W tym sensie najpierw opanowanie Afganistanu przez Talibów”

Dodaj komentarz