“Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat” – jak powstała

Link do zamówień: Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat.

“Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat” – jak powstała, czyli o tym jak wydać własną książkę.

Proces twórczy

Pisanie książki czasem bywa żmudne i przypomina ciężką pracę. Czasem bywa też przyjemne zwłaszcza, jeśli autor pisze o sprawach będących w kręgu jego zainteresowań. Często procesowi towarzyszy również poczucie satysfakcji, zwłaszcza wówczas, gdy zostaje ukończony choćby tylko jakiś etap całego przedsięwzięcia. Istnieją również chwile pełne frustracji, gdy pióro nie idzie, lub gdy opisywane prognozy ziszczają się w rzeczywistości co skutkuje poczuciem winy związanym z faktem, że premiera książki się opóźnia.

Przyznam, że wszystkie wskazane wyżej odczucia dotknęły mnie przy pisaniu „Trzeciej Dekady”. Najwięcej pracy wymagało zebranie niezbędnych informacji do analiz, a następnie przelanie ich w łatwiejszą do strawienia dla czytelnika całość. Z pewnością wielokrotne czytanie tego samego tekstu oraz wprowadzanie niezliczonych poprawek nie należy do najciekawszych czynności. Korekta przed wysłaniem do… korekty. Korekta po korekcie. Korekta po składzie. Momentami oczy same prześlizgiwały się bezwiednie po dobrze znanym fragmencie tekstu, a mózg przechodził w stan letargu. W takich sytuacjach należało przerwać i wrócić do czynności innym razem.

Niewątpliwie jednak były też bardzo przyjemne chwile, gdy można było przejść z pisania dość odtwórczego (przekazywania informacji) na twórcze stawianie tez opartych o wcześniej przedstawione dane. Pole do popisu pozostawiały zwłaszcza te podrozdziały, które dotyczyły zależności w polityce międzynarodowej oraz obrazu układu sił istniejącego w danej relacji.

Jednak najbardziej przyjemną do pisania częścią była oczywiście ta, która dotyczyła spekulacji oraz prognozowania na przyszłość. Wówczas umysł stawał się pobudzony, a dostarczanie mu kofeiny stawało się zbędne.

Samo pisanie książki trwało około półtora roku, jednak prace nad nią trwają do dziś. Zakładam, że moment premiery zamknie dwuletni okres pełny wyrzeczeń, zarywania wieczorów, rezygnacji z odpoczynku w weekendy, a także nieustannego myślenia o tworzonej treści. Wyrzeczenia te stały się nadzwyczaj uciążliwe w sytuacji, gdy w sierpniu 2020 roku urodziła się nasza córeczka. Z uwagi na ten fakt, a także wiele wyzwań w życiu zawodowym, drugi etat w postaci prac nad książką musiał zostać zredukowany czasowo. Stąd wynikłe opóźnienie w stosunku do pierwotnych planów związanych z terminem premiery książki. Mam nadzieję, że w takich okolicznościach będę mógł liczyć nad Państwa wyrozumiałość 🙂

 

Proces wydawniczy

Oczywiście samo napisanie treści książki nie oznacza, że tytuł można od razu oddać w ręce czytelnika.

Równolegle do pisania, trwał proces tworzenia okładki, która została wykonana wg mojego pomysłu przez Adriannę Galewską. Osiągnięcie zbieżności czyjegoś wyobrażenia na temat efektu pracy graficznej, a samym projektem wymagało wiele cierpliwości po stronie grafika 🙂

Ponieważ zależało mi na czasie, a wciąż łudziłem się że ukończę pisanie jeszcze na jesień 2020 roku, korekta została również zlecona wcześniej. W ten sposób oddawałem do sprawdzenia kolejne rozdziały, dzięki czemu gdy ukończyłem ostatni z nich – minęło niewiele czasu, bym mógł stworzyć wersję prawie-finalną po korekcie.

W chwili obecnej trwają prace nad składem oraz ponowną korektą tekstu. Po ich zakończeniu książka będzie gotowa w wersji cyfrowej (ebook) i będzie można zlecić druk. Oczywiście wcześniej należało pozyskać jeszcze numer ISBN w celu uzyskania możliwości zastosowania preferencyjnej stawki VAT do sprzedaży.

Tak więc proces wydawniczy można podzielić na kilka najważniejszych czynności:

  1. Uzyskanie numeru ISBN (dzięki czemu książkę można sprzedać taniej – z niższym podatkiem VAT)
  2. Stworzenie okładki
  3. Redakcja i korekta
  4. Skład 

 

Koszty

Książkę zdecydowałem się wydać w formie self-publishingu. Czyli samodzielnie. Po pierwsze dlatego, że miałem już z tym pewne doświadczenie. Po drugie, ponieważ cenie sobie niezależność oraz swobodę. Jednocześnie liczyłem, że sam trafię do odbiorcy dzięki prowadzonemu przez cztery lata blogowi.

Z rozwiązaniem tym wiąże się jednak kilka wyzwań i ryzyk. Przede wszystkim należy samodzielnie zadbać o korektę, skład, okładkę, druk książki, jej promocję oraz sprzedaż i wysyłkę. Należy przy tym jeszcze przed uruchomieniem przedsprzedaży przewidzieć nakład, koszty jednostkowe egzemplarza oraz oszacować cenę, która pozwoli co najmniej pokryć koszty wydania. Oczywiście najlepiej by było, gdyby dwuletnia praca została w jakiś sposób wynagrodzona.

By oszacować cenę książki, jaka zostanie przedstawiona odbiorcy docelowemu, należy podliczyć koszty związane z procesem wydawniczym. Przy czym koszty te można podzielić na dwa rodzaje. Te, ponoszone jednorazowo, a także te ponoszone każdorazowo przy druku kolejnych egzemplarzy.

I tak, do kosztów jednorazowych należą np. koszt grafika, redaktora oraz firmy dokonującej składu. Suma tych kosztów rozkłada się następnie na ilość wydrukowanych egzemplarzy. Innymi słowy, jeśli za samą korektę autor zapłacił 5000 złotych to w przypadku nakładu w ilości 100 książek, na każdy egzemplarz koszt samej tylko korekty wynosi 50 zł. Gdyby jednak zlecić wydruk 1000 książek, wówczas jednostkowy koszt korekty wyniósłby – bagatela – 5 złotych. Jak widać, wielkość nakładu ma ogromne znaczenie w przypadku kosztów ponoszonych jednorazowo. Oczywiście nie można zlecać do druku zbyt dużego nakładu w sytuacji, gdy nie wiemy czy sprzedamy wszystkie lub choćby większość książek. Każdy niesprzedany egzemplarz to kolejny niezwrócony koszt druku.

Koszty korekty oraz składu uzależnione są od ilości stron. Osoby zajmujące się tym dokonują wyceny na podstawie obszerności przedstawionego im tekstu. Tym samym, im książka obszerniejsza (np. posiadająca ponad 600 stron), tym droższe są koszty jednorazowe (za wyjątkiem grafiki okładki).

Operując na wcześniejszym przykładzie, jeśli koszty jednorazowe łącznie wyniosą np. 10 tys. złotych, to dla nakładu 100 egz., koszt jednostkowy wyniesie aż 100 złotych. A pamiętajmy, że treść nie została jeszcze nawet wydrukowana.

Koszt jednostkowy druku również uzależniony jest od wielkości nakładu. Im większe zlecenie dla drukarni, tym cena za 1 egzemplarz staje się niższa. Innymi, dość istotnymi czynnikami mającymi wpływ na wysokość ceny są: rodzaj papieru, okładki i opakowania książki.

Z powyższego wynika, że niszowe tytuły drukowane w małych nakładach w zasadzie nie dają szans na zarobek lub czasem nawet na choćby zwrot kosztów. Chyba że cena będzie znacznie wyższa niż w przypadku książek drukowanych w większych nakładach. Z tych właśnie powodów wydawnictwa rzadko decydują się na wydanie pozycji mało znanego autora. Nawet mimo tego, że dla nich koszty wydania książki są zazwyczaj znacznie niższe (z wielu różnych powodów).

Podsumowując koszty związane z wydaniem książki:

  1. Koszt wykonania okładki oraz materiałów promocyjnych (grafiki, plakaty etc.) – jednorazowy, uzależniony od pomysłu oraz budżetu.
  2. Koszt redakcji oraz korekty tekstu – jednorazowy, uzależniony od ilości stron.
  3. Koszt składu – jednorazowy i uzależniony od ilości stron.
  4. Koszt druku – za każdy egzemplarz.
  5. Koszt opakowania – za każdy egzemplarz.
  6. Koszt promocji – jednorazowy, reklama w mediach społecznościowych, koszty prowadzenia strony www, promocja w innych miejscach.
  7. Koszty wysyłki – dodatkowy, za każdy egzemplarz

 

Sprzedaż i promocja

Procesu sprzedażowego wciąż się uczę. 🙂 Pierwszym wyzwaniem było stworzenie sklepu internetowego, który obsługiwałby zamówienia oraz płatności. W tej drugiej kwestii należało podpisać umowę z danym operatorem płatności internetowych oraz zintegrować jego system płatności z własnym sklepem internetowym. Podobnie sprawa wyglądać będzie z wysyłką – tu również potrzeba będzie umowa z operatorem.

Jednak fizyczna możliwość sprzedaży towaru nie oznacza, że znajdą się chętni do jego kupienia. I tu niezbędne jest podjęcie działań marketingowych,  których – chyba jak każdy autor – podejmować nie lubię.

Niemniej, oprócz standardowego informowania osób obserwujących konta na mediach społecznościowych, a także nagrywania materiałów wideo czy też pisania wpisów na bloga (jak choćby właśnie ten) , ważną marketingową rolę odgrywają sami odbiorcy.

Nie ma lepszego narzędzia marketingowego niż poczta pantoflowa. Polecenie książki przez samego czytelnika posiada znacznie większą wartość niż kilka reklam wykupionych przez autora.

I w tym miejscu, mając na uwadze powyższe, zwracam się niniejszym z prośbą o wsparcie w tej materii. Być może nie wszyscy są zainteresowani zakupem książki, niemniej nawet osoby które nie dokonają zamówienia mogą wesprzeć bloga i sprzedaż książki. Poprzez udostępnianie materiałów reklamowych publikowanych na mediach społecznościowych przez autora. O co proszę i do czego zachęcam 🙂

pozdrawiam serdecznie

Link do zamówień: Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat.

 

Krzysztof Wojczal 

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

13 komentarzy

  1. Przez tą dekadę sporo się działo… mimo kryzysu z 2008 USA nadal uchodziły za supermocarstwo, a teraz upadku Afganistanu w Langley jest wielkie urwanie głowy… muszą tam się zweryfikować listę tajnych agentów, którzy mają ewakuowane osobowe żródła informacji.

  2. Książka Pana Krzysztofa jest absolutnie konieczna. Przedstawienie głównych graczy i ich pola manewru to wręcz podstawa geopolityki. Oraz konieczne uzupełnienie książek Bartosiaka i “nowej fali” – bo widać podejście geostrategiczne w kilku ośrodkach. Lekcja Afganistanu tylko nada temu nowy impuls. Wniosek z Afganistanu i z ostatniej deklaracji – trzeba liczyć przede wszystkim na siebie – a to oznacza najpierw samodzielne myślenie. USA przechodzi do “offshore-balancing”, stąd zawsze na pierwszym miejscu twarda kalkulacja naszego interesu i twarde negocjowanie wszystkiego. I nie USA jako Wielki Brat do ślepego posłuchu – ale samodzielna polityka regionalna w strefie zgniotu – oraz rozmowy pod stołem z Pekinem na scenariusze krytyczne (“atomowe” także dosłownie) prób przerwania pomostu bałtycko-karpackiego.
    Czyli Polski. Drugi poziom priorytetu to pomost bałtycko-czarnomorski i utrzymanie blokady Obwodu Kaliningradzkiego. Trzeci poziom priorytetu to utrzymanie Pasa Strefy Zgniotu we wszechstronnej współpracy konfederacji sojuszniczej – czyli sojusz
    realny – bo gracze jadą gardłowo na jednym wózku w kwestii bezpieczeństwa. Chiny są tu graczem strategicznym we wszystkich trzech ww priorytetach – chociaż wg ustaleń “niepublicznych” i tylko w razie scenariuszy krytycznych, grożących Chinom powstaniem konkurencyjnego supermocarstwa Lizbona-Władywostok. A USA – dopiero na czwartym miejscu w tych priorytetach. A i to z patrzeniem USA na ręce na każdym kroku – bo przecież Wujek Sam ma nadrzędny interes w skaptowaniu Kremla przeciw Chinom. Rzecz jasna – z Jałtą 2.0 w pakiecie – o czym analitycy i doradcy Białego Domu mówią już otwarcie.

    1. Brakuje mi tu jeszcze jednego priorytetu, który czasami podnosiłeś: Chodzi o sieciocentryczny system społeczno-gospodarczy.
      Wspominam o tym temacie ostatnio działy się ciekawe rzezy nawet dla świata geopolityki:
      – COVID
      – Salwador uznający BTC za legalny środek płatności
      – Chiny uruchomiły krajową sieć blockchain BSN
      Dwa ostatnie są swego rodzaju uderzeniem w petrodolara.

      1. Sieciocentryczna rozproszona gospodarka prosumencka ma się opierać o rozliczanie wartości realnych i związanych z nimi usług w blockchainie barteru. Bitcoin i podobne waluty to nadal pieniądz fiducjarny, zupełnie oderwany od realu – zwykła spekulacja elektroniczna zaburzająca gospodarowanie.

        1. (…)Bitcoin i podobne waluty to nadal pieniądz fiducjarny, zupełnie oderwany od realu – zwykła spekulacja elektroniczna zaburzająca gospodarowanie.(…)
          ETH jednak jakąś funkcjonalność mają, a i jest trochę kryptowalut, które są jednostkami rozliczenia za jakieś tam przysługi np. taki BAT jest spoiwem ekosystemu reklamowego czy FUN, który jest odpowiednikiem żetonów w kasynie.
          Ale żeby nie rozpoczynać znowu dyskusji na ten temat zwracam uwagę, że szykują się wstrząsy na niwie społeczno-gospdodarczej, które mogą ufundować wstrząsy, które mogą to i owo poprzesuwać na tej mapie geopolitycznej… np. DEA i Departament Skarbu tak siadł na ekosystem finansowy karteli, że opłaca się im wymuszenie utworzenie tworu, który roboczo nazwijmy narcoBTC, a o to jest już jakieś uderzenie w petrodolara.
          Aby to wymyślić nie musieli nawet czekać upadek Afganistanu… przecież już zaliczyl próbę sił po tej głośnej masakrze na granicy Meksyk-USA.

          1. Oczywiście – bitcoin i inne kryptowaluty elektroniczne istnieją i mają teraz nawet perspektywy rozwoju – np. cyfrowego juana. Ale generalnie jest to jeszcze gorsza wersja waluty fiducjarnej – oderwanej od realnej ekonomiki – taktycznie suboptymalizacja i zysk dla tych co ja sobie “wytworzą” – natomiast sumarycznie to kolejne zwyrodnienie sterowania systemu ekonomicznego. Na poziomie strategicznym długofalowym – czeka je wielka korekta i rozbicie tej bańki. Co przewiduję ca 2035 – bo wtedy Chiny zaczną grać twardo. Może wcześniej – bo już okres narastającego Wielkiego Chaosu sprawi, że dobra realne i związane z nimi usługi zaczną dewaluować waluty fiducjarne. Docelowo w 1,5 dekady zwyciężą wszelkie rozliczenia oparte o twarde bezpośrednie przypięcie do wartości realnych i związanych z nim usług. Dla Chin cyfrowy juan to moim zdaniem testowana ścieżka na taktyczną odpowiedź na globalnego dolara jako walutę rezerwową. Ale to tylko działanie operacyjne – oczywiście na wielka skalę – na tym etapie, gdy jeszcze dolar rządzi. Mi chodzi o powszechny oddolny blockchain w sieci własnych komputerów/serwerów prosumentów – zliczający bezpośrednio real-time wymianę barterową towarów, usług, energii, informacji. Oczywiście wymaga to systemu uwiarygodnienia/poświadczenia zapisu w blockchainie – że jest prawdziwy – czyli zgodności stanu deklarowanego z rzeczywistością. Ale to szerszy temat. I tu nie będzie żadnych gadek o post-prawdzie, o braku prawdy obiektywnej, o relatywizmie wszystkiego – prawda to zgodność z rzeczywistością dokładnie wg definicji Arystotelesa. I to samo z piramidą Maslowa – bo real zgniecie każda wydumana ideologię, która od realu się odkleja. Oczywiście – ideologia może przez pewien czas płynąc w swej iluzji i ogłupiać i podporzadkować swym opium obiecanek nawet szerokie rzesze lemingów – ale na końcu czeka nieuchronne twarde zderzenie z realem. W podstawie piramidy Maslowa – na poziomie podstawowej ekonomii.

          2. (…)oderwanej od realnej ekonomiki(…)
            Przecież zwróciłem uwagę na potencjał utworzenia narcoBTC… to, że kokaina jest nielegalna to nie oznacza, że nie istnieje. W posłowiu do film (…)Infiltrator(…) podali wiadomość, że kartele wywożą z USA ponad 100 mln. USD w gotówce, a to jest logistyka, która ma same wady… zatem gra jest warta świećki. Właściwie już wchodzą… niedawno aresztowano ich rezydenta, który montował zaplecze finansowe dla kryptogiełdy w Banku Spółdzielczym w Skierniewice… https://lodz.tvp.pl/45018893/prokuratura-zajela-w-skierniewickim-banku-fortune-karteli-narkotykowych-z-kolumbii

          3. Jak jesteśmy przy temacie krypto to warto się przyjrzeć tematowi upadku systemu bankowego w Afganistanie… zaś rezerwa walutowa Talibów to głównie heroina. A tak sytuacja na prawdę pcha w kryptowaluty, bo za nim Chińczycy ustabilizują tą sytuację swoim e-CNY to miną długie lata… nawet jak to nie będzie półtora dekady.

    2. Coś w tym roku USA mają straznego pecha:
      – na dzień dobry zadyma w Kapitolu
      – Sajgon w Afganistanie
      – a teraz, klęska zywiołowa dewastująca Wschodnie Wybrzeże

      Same koszty odbudowy infrastruktury zniszczonej na Wschodnim Wybrzeżu konkretnie uderzą w ekonomiczne podstawy polityki imperialnej… a i nie chciałbym się znaleźć w skórze szefów ubezpieczalni… koszty odszkodowań wywalą po za skalę, a zatem trzeba spodziewać się też jazdy na giełdzie.

      1. Teraz przyszło mi do głowy, że punktowe wzmożenie branży budowlanej związanej z odbudową zdewastowanej inftastruktury przy widmie lockdownu krążącym nad krajem to dobry przepis na stagflację… której pojawienie się spowoduje, że teorię o optymalnym obszarze walutowym szlag trafi, co może być jeszcze katalizorem uderzeń na dolara.

  3. Nigdy tego nie sprawdziłem, a z treści tego wpisu się dowiedziałem – skoro blog ma ok 4 lat, to właściwie od samego początku jestem jego czytelnikiem 🙂 Zastanawiam się, jak tu trafiłem… Chyba przez Wykop.pl 🙂 W każdym razie, od tego czasu poleciłem bloga i konkretne artykuły wielu osobom. Naprawdę świetne są te teksty! Moje ulubione to te z zakresu historia/ekonomia obszarów/imperiów (analizy Wlk Brytanii, Japonii) oraz wpis wyjaśniający dlaczego warto wspierać polskie produkty, ale wszystkie są niesamowite.
    Zastanawiałem się z czego wynika wysoki koszt książki, ale dzięki temu wpisowi rozumiem to w pełni. Pytanie odnośnie książki: w procesie zakupowym nie podano skąd będzie odbywał się odbiór osobisty. Proszę o podanie tej istotnej informacji 🙂
    Przy okazji serdeczne gratulacje z okazji narodzin córeczki! Podziwiam, że udało się przy takiej olbrzymiej zmianie w życiu napisać książkę. Córka akurat kończy roczek, teraz to już naprawdę szybko będzie się rozwijać 🙂 Moja ma już niecałe 3 latka i zapewniam, że mimo konieczności zrezygnowania z dużej części siebie – WARTO! 🙂 Także życzę dużo zdrowia, sił i mocnej relacji z córką 🙂

    1. Spodziewałem się pytań o cenę, która w porównaniu do innych pozycji na rynku może wydawać się wysoka. Przy ocenie wartości merytorycznej, uważam że cena jest atrakcyjna 🙂 Niemniej rozumiem, że tego przed przeczytaniem nie sposób stwierdzić, stąd ten wpis wyjaśniający również jakie koszty trzeba ponieść by wydać książkę. Cieszę się, że na coś się przydał 🙂

      Odbiór osobisty – Zielona Góra, dokładny adres jest w regulaminie sklepu 🙂

      Dziękuję za gratulacje i pozdrowienia. Również pozdrawiam 🙂
      KW

  4. Ja również jestem czytelnikiem bloga praktycznie od początku. Również polecałem artykuły z bloga wielu znajomym lub nawet linkowałem do nich w różnych miejscach. Jest potrzeba, żeby szerokie społeczeństwo się tematyką zainteresowało i miało trzeźwy ogląd sytuacji międzynarodowej.

    Odnośnie książki, to cena za taką szeroką analizę nie jest — z mojego punktu widzenia — wygórowana. Dlatego chętnie kupię. Ponieważ jednak potrzebowałbym wysyłki do DE, już zapisałem się na Newsletter i dałem emailem znać, że taka potrzeba z mojej strony istnieje.

    Serdeczne gratulacje z okazji narodzin córeczki! Mój drugi syn urodził się w lipcu 2020 (starszy miał wtedy 2 lata), zatem wyrazy podziwu z mojej strony. Jestem sobie w stanie wyobrazić jakich wyrzeczeń potrzeba, aby wygospodarować czas na pisanie książki w takiej sytuacji. Życzę wszystkiego, co najlepsze 🙂!

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *