Model Szwedzki rzeczywiście wygrywa w walce z COVID?

W Internecie co chwilę ktoś prezentuje dane przedstawione na krótkich porównawczych grafikach, z których mają wynikać: skuteczność lub nieskuteczność danej metody obrania walki z pandemią.

Bardzo często jest w tym kontekście wymieniana Szwecja z uwagi na zastosowanie zupełnie innego niż wszyscy modelu postępowania wobec globalnego kryzysu zdrowotnego. Przyznam, że jako osoba o pro-wolnościowym spojrzeniu na otaczającą nas rzeczywistość chętnie słuchałem o przewagach szwedzkiego postępowania względem COVID-19. Niemniej, ponieważ interesują mnie fakty, a nie to czy pasują one do konkretnych światopoglądów, postanowiłem zrobić szybkie porównanie skuteczności metod na przykładzie dwóch państw. W tym właśnie Szwecji. Niemniej, z racji zainteresowań i nacisku jaki zawsze kładę na geopolitykę – porównanie również będzie uwzględniało tę dziedzinę nauki.

W pierwszej kolejności należy wytłumaczyć, dlaczego nie porównuję statystyk szwedzkich z tymi z Polski – jak robi to większość komentatorów. No więc dlaczego? Ponieważ oba kraje są niezwykle trudne, a może i nawet niemożliwe do porównania. Szwedzi mieszkają na peryferiach Europy na półwyspie skandynawskim, gdzie panuje zgoła inny klimat niż na nizinie środkowoeuropejskiej.

W Szwecji gęstość zaludnienia wynosi zaledwie 24 os./km², gdy tymczasem w Polsce wskaźnik ten jest pięciokrotnie wyższy (123 os./km²). Jednak z 10,23 mln Szwedów, aż 30% żyje w 10 największych miastach w kraju (statystyka ta jest o połowę niższa niż w przypadku Polski). Ogólnie 88% ludności Szwecji mieszka w miastach[1]. Tymczasem spośród 38 milionów Polaków,  aż 40% mieszka na wsi[2]. Szwedzi są genetycznymi Skandynawami, tymczasem Polacy to Słowianie (co w kontekście podatności na koronawirusa może mieć znaczenie). Choć trzeba wskazać, że średnia wieku obywateli jest podobna w obu państwach (42-43 lata), podobnie jak odsetek osób po 65 roku życia (ok. 20%). Niezwykle jednak istotne jest to, że Polska posiada kilka milionów migrantów, którzy jeżdżą tam i z powrotem do Wielkiej Brytanii, Francji czy Niemiec. Tak więc znaczny odsetek populacji ma kontakt ze społeczeństwami, które zostały bardzo mocno dotknięte przez pandemię. Przez co ryzyko rozniesienia się zakażeń jest znacznie wyższe. Nie trzeba również pisać, że szwedzka i polska służba zdrowia to dwa różne światy. Również pod względem wykonywania ilości testów w proporcji do wielkości populacji. W konsekwencji, uwarunkowania obu wyżej wskazanych krajów są tak różne, że wszelkie porównania wymagałyby książkowych analiz, inaczej ich wyniki nie mogłyby odzwierciedlić choćby przybliżonej skuteczności stosowania tej czy innej metody radzenia sobie z COVID. W związku z powyższym, znacznie prościej będzie, gdy porównamy kraje o warunkach podobnych.

Wiosenny lockdown w Skandynawii

Choć Norwegia posiada jedynie 5,5 miliona mieszkańców (przy gęstości zaludnienia 14 os/km²), to jednak są oni genetycznie zbliżeni do Szwedów i jednocześnie żyją w podobnych warunkach. Zgadza się również struktura etniczna społeczeństw, bowiem w obu ok. 80% stanowią rodowici Norwegowie lub Szwedzi, a reszta to osoby pochodzenia imigranckiego. Podobnie również wygląda kwestia religii (państwa protestanckie) oraz poziom laicyzacji społeczeństw. Co również ma niewątpliwie wpływ. Nie tyle ze względu na skuteczność ewentualnych modlitw, ale na fakt, że ilość osób uczęszczających do domów modlitwy ma znaczenie w kontekście tego, że w tłumie łatwiej jest się zakazić. Średnia wieku w Norwegii jest minimalnie niższa (40 lat przy 17,5% osób powyżej 65 roku życia). Natomiast podobnie wygląda poziom urbanizacji, bowiem aż 83% Norwegów żyje w miastach, w tym blisko 40% w dziesiątce największych aglomeracji. Oba państwa przeznaczają na opiekę zdrowotną proporcjonalnie podobne środki (10-11% PKB) choć w Norwegii przypada aż 3,6 szpitalnego łóżka na 1000 mieszkańców (w Szwecji jest to 2,2). Oba narody mieszkają obok siebie na jednym półwyspie i w zbliżonych warunkach klimatycznych. Posiadają również długą wspólną granicę. Ważne jest też, że oba państwa i społeczeństwa należą do grona bardziej zamożnych. Przy uwzględnieniu siły nabywczej rodzimych walut, w przeliczeniu na dolary, średnio w 2019 roku PKB na jednego mieszkańca Norwegii wyniosło ok. 63,5 tys. dolarów, a w Szwecji 53 tys. dolarów. Tak więc Norwegowie posiadają nieco lepszą sytuację jeśli chodzi o pojemność szpitali i nieco lepiej wyglądają ich wskaźniki ekonomiczne. Jednak generalnie oba państwa są na podobnym poziomie.  I to co je podzieliło wiosną 2020 roku, to podejście do radzenia sobie z pandemią COVID-19.

Norwegowie zastosowali znany w całej Europie lockdown, podczas gdy Szwedzi postawili na otwarty model mający na celu osiągnięcie odporności stadnej. Otwarte były zakłady pracy, restauracje, bary i szkoły. Można było swobodnie wyjść na ulicę, a maseczki były zaleceniem, a nie nakazem (choć podobno się stosowano).

Porównajmy więc dane[3] za okres do 31 lipca 2020 roku, kiedy to w sposób umowny mieliśmy już koniec pierwszej pandemicznej fali. Rządy reagowały wiosną bardziej na zasadzie intuicji niż doświadczeń z nierozpoznanym wówczas zagrożeniem. I tak na dzień 31 lipca w Norwegii odnotowano 9,17 tys. zakażeń (0,0016% populacji), natomiast w Szwecji było to 76,7 tys. zakażeń (0,0074% populacji). Ponieważ Szwedom chodziło o to, by większość społeczeństwa przeszła zakażenie SARS COV-2 to blisko pięciokrotnie wyższy wynik nie powinien dziwić. Istotny jest wskaźnik śmiertelności. Podkreślenia wymaga, że w obu państwa przypada podobna ilość lekarzy na 1000 mieszkańców (Norwegia – 5,5, Szwecja – 4,3) natomiast Norwegowie mają dwukrotnie więcej pielęgniarek (blisko 21 w porównaniu do 11,5 w Szwecji). Do 31 lipca 2020 roku w Norwegii zmarło 255 osób zakażonych koronawirusem (zakażonych, ale nie koniecznie zmarli na COVID-19). W Szwecji było to 5,74 tysiąca. Tak więc w Szwecji zmarło aż 7,5% osób zakażonych koronawirusem. W Norwegii wskaźnik ten osiągnął poziom 2,8%. Przy czym Norwegowie wykonali pomiędzy 9 a 26 tygodniem 2020 roku 336 tys. testów (6% w stos. do wielkości populacji populacji). Tymczasem Szwedzi wykonali w tym czasie 518 tys. testów (5% w stos. do wielkości populacji)[4]. Dla porównania w Polsce wykonano ok. 1,4 mln testów (3,7% pop.)

Nie wiem natomiast jak w obu krajach liczy się statystyki związane ze ofiarami śmiertelnymi (czy jest jakaś istotna różnica, jak w przypadku np. Włoch i Niemiec?). Zakładam jednak, że zarówno w Szwecji jak i Norwegii stosowana jest metodologia zgodnie z którą notuje się śmierć osoby z zakażeniem, nawet jeśli umarła ona na inną dolegliwość/chorobę.

Powyższe porównanie pokazuje, że przy podobnych warunkach geograficznych, społecznych, etnicznych, klimatycznych oraz ekonomicznych Szwedzi osiągnęli znacznie gorszy wynik. Prawdopodobnie miała tutaj wpływ różnica w ilości miejsc w szpitalach oraz znacznie liczniejszej kadry pielęgniarskiej w Norwegii. Co z kolei pokazuje, że w warunkach braku lockdownu, Szwedzka służba zdrowia nie do końca była przygotowana na pandemię. Pytanie, co by się działo w Polsce, gdzie wprawdzie na 1000 mieszkańców przypada 6,6 szpitalnego łóżka, ale zaledwie 2,6 lekarza i 5 pielęgniarek?

 

Norwegowie odchodzą od lockdownu a Szwedzi zaostrzają rygory?

Co ciekawe, wiosenne doświadczenia obu państw wywołały efekty o przeciwnych kierunkach. Gdy pod koniec października cała Europa ogłosiła kolejne zaostrzenie restrykcji, o tyle Norwegowie wyłamali się z tegoż pomysłu stawiając na rozwiązanie Szwedzkie… (choć nieco zaostrzone). Tymczasem władze ze Sztokholmu skorygowały swoją wiosenną luźną politykę i nieco bardziej zaostrzyły rygory (choć wciąż polega to na zaleceniach nie na nakazach). Wciąż jednak działając w intencji uzyskana przez społeczeństwo zbiorowej odporności. Innymi słowy wydaje się, że rządy z Oslo i Sztokholmu zbliżyły wzajemne stanowiska i postanowiły zastosować model szwedzki w nieco bardziej rygorystycznej formie. Pytanie tylko, na ile jest to jeszcze model szwedzki? Restrykcje w zasadzie są podobne jak gdzie indziej, różnica polega na tym, że zamiast nakazów są zalecenia. Tak więc ludzie stosują dystans społeczny, noszą maseczki, nie chodzą gremialnie w miejsca gdzie można spodziewać się dużej ilości osób. Izolowane są osoby z potwierdzonym zakażeniem.

Ponieważ Norwegia i Szwecja obrały jak na razie wspólny kierunek, to dalsze porównywanie tych państw może być już pozbawione sensu.

 

Duński porządek

Warto więc zwrócić uwagę na Danię, gdzie restrykcje rządowe są bardziej surowe. Duńczycy mieszkają już w nieco innych, choć wciąż zbliżonych warunkach co pozostali Skandynawowie. To również dość majętne społeczeństwo w którym na 1000 mieszkańców przypada 4,3 lekarza i 11 pielęgniarek (niemal tak samo jak w Szwecji). PKB per capita Ppp wyniosło tam 57 tys. dolarów. Spośród blisko 5,9 mln mieszkańców o średniej wieku 43 lat  (20% powyżej 65 roku życia) aż 88% mieszka w miastach. Na służbę zdrowia przeznacza się 10% PKB. Wszystkie tez wskaźniki są niemal identyczne lub bardzo podobne jak te dotyczące Szwecji. Przy czym z racji na znacznie mniejszy rozmiar terytorium, w Danii gęstość zaludnienia wynosi 124 os./km² (i w tym przypadku z pewnością wpływa to na niekorzyść Duńczyków).

W Danii do 26 tygodnia 2020 roku wykonano ponad milion testów (aż 18% w stosunku do wielkości populacji). Do 31 lipca 2020 roku wykryto 13,7 tys. zakażonych (0,0023% społeczeństwa) a 615 spośród nich zmarło (4,5% spośród zakażonych). Pomimo tego, że w Danii przetestowano ponad trzy razy więcej osób niż w Szwecji, to ilość zakażonych była (w proporcji do wielkości populacji) trzykrotnie mniejsza, a śmiertelność zakażonych była mniejsza o ponad połowę. Można z tego wyciągnąć wniosek, że przy podobnym potencjalne służb medycznych oraz przy podobnych warunkach, wprowadzenie lockdownu i ograniczenie ilości zakażeń dało pozytywny skutek w postaci lepszej opieki medycznej dla osób, które tej opieki naprawdę potrzebowały. To dało efekt w postaci proporcjonalnie mniejszej ilości zgonów w Norwegii i Danii w porównaniu do Szwecji.

Porównując dane dotyczące II fali pandemii, w której rządy na bazie doświadczeń z wiosny zrobiły korekty swoich polityk uzyskujemy następujące porównanie (Szwecja-Dania).

Pomiędzy 1 sierpnia a 5 listopada w Danii zmarło kolejnych 109 osób przy blisko 37 tys. nowych zakażeń. Co daje śmiertelność na poziomie 0,003%. W Szwecji w tym czasie odnotowano nowych 61 tys. przypadków zakażenia, przy czym zmarło ok. 260 osób. Śmiertelność wyniosła więc 0,004% czyli w proporcji o ¼ więcej niż w Danii. Oczywiście śmiertelność z tego okresu jest mocno zaniżona przez okres wakacyjny (sierpień i część września) gdzie nasłonecznienie i wydzielanie witaminy D podnosiło ogólną odporność organizmów (co pokazuje jak w walce z COVIDEM istotne jest ogólne podniesienie odporności). Tak więc nie chodzi tutaj o ogólne wykazywanie takiej czy innej śmiertelności wirusa – bo ta jesienią i zimą znów będzie rosnąć – a o porównanie metod walki. Więc dla nas wliczenie sierpnia do II fali nie ma znaczenia.

Istotne jest to, że dane ze Szwecji są wciąż znacznie gorsze, niż w przypadku np. Danii. Choć zaostrzenie rygorów przez władze ze Sztokholmu, a także samodyscyplina Szwedów pozwoliły ograniczyć proporcje ofiar do zakażonych w stosunku do tendencji z wiosny. Niemniej kluczowa się tu wydaje ilość zakażonych osób, które ciężko chorują na COVID-19. Im więcej chorych, tym mniej wydajna służba zdrowia, tym więcej ofiar. Zobaczymy jak będzie się to wszystko kształtowało przez całą jesień i zimę, niemniej ograniczenie kontaktów międzyludzkich wydaje się jednak dobrą metodą na hamowanie lawinowego wzrostu chorujących i umierających pacjentów. Pytanie tylko, na ile restrykcyjne powinny być nakazy wprowadzane przez rząd? I gdzie znaleźć balans pomiędzy gospodarką i ekonomią, a bezpieczeństwem i zdrowiem obywateli?

Gospodarcze zyski “wolności” i podsumowanie

Warto pamiętać, że Szwedzi zdecydowali się na odmienny model walki z pandemią również ze względów gospodarczych. Chcieli ponieść jak najmniejsze straty nie wprowadzając lockdownu. Warto jednak pamiętać o tym, że gdy na globalnym wspólnym rynku pozostajesz jedyną otwartą gospodarką, to i tak jesteś de facto zamknięty. Przez wszystkich wokół. Z danych za lipiec 2020 roku wynika, że Norwegia straciła 5,1% PKB. Duńskie PKB straciło 6,8%. Tymczasem Szwedzi aż 8,6%, tym samym byli najbardziej poszkodowani pod tym względem z całej Skandynawii.  Parafrazując słowa W. Churchilla, w Sztokholmie mogli wybrać między pandemią a regresem gospodarczym. Wybrali pandemię, a regres będą mieli i tak. 

Doświadczenia z Chin jasno pokazują, że najlepszą metodą na poradzenie sobie z pandemią jest całkowity lockdown i uwięzienie wszystkich obywateli w czterech ścianach. Tak długo, jak to będzie potrzebne (w systemie totalitarnym jest to łatwiejsze do przeprowadzenia). Problem w tym, że taką metodę musieliby przyjąć wszyscy na świecie na raz. Wówczas teoretycznie problem COVID-u powinien zniknąć (chyba, że koronawirus może się ponownie aktywować, co jest możliwe i są takie podejrzenia). Natomiast skala i masowość zarażeń w Europie jest tak duża, że wątpliwym jest by nawet tak drastyczna metoda zadziałała. I nawet jeśli tak się stanie, to nie wykluczone, że cała historia z pandemią rozpocznie się na nowo (a to ktoś się nie zastosuje i koronawirus przetrwa, a to zostanie przywieziony przez osobę z innego kontynentu, a to wreszcie się uaktywni u ozdrowieńca). To sprawia, że całkowite blokowanie gospodarki za każdym razem gdy pojawi się koronawirus będzie bezcelowe. Wówczas więcej osób zacznie umierać z głodu, niż z powodu pandemii. Przy czym stres (brak pracy), głód , izolacja i samotność, brak środków na medykamenty i suplementacje –> to wszystko są czynniki, które znacznie osłabiają odporność organizmu i potęgują negatywne skutki każdej pandemii. Dlatego tak ważne jest utrzymanie na chodzie gospodarki, ponieważ bez niej załamie się również system opieki zdrowotnej, a także odporność całego społeczeństwa. Kolejne restrykcje związane z blokowaniem całych sektorów gospodarczych winny być dobrze przemyślane i wprowadzane jedynie w ostateczności. Z drugiej strony ograniczanie kontaktów w społeczeństwie z osobami obcymi, zachowanie środków bezpieczeństwa (maseczki, dezynfekcja, izolacja osób zakażonych) wydaje się być koniecznością. Wszystko po to by wyhamować choć trochę wzrost ciężkich zachorowań na COVID-19. Tak, by służba zdrowia mogła uratować jak najwięcej osób.

Na przykładach Norwegii i Szwecji widać, że kraje te poszukują wciąż “złotego środka” między restrykcjami pandemicznymi a ochroną gospodarki. Szwedzi zaczęli od zupełnie innej strony niż reszta Europy i to okazało się być błędem. Niemniej, “oswojenie” z koronawirusem (niska śmiertelność, zagrożenie mimo wszystko znacznie mniejsze niż się obawiano na początku roku) pozwoliło zachować optymizm i skłoniło np. Norwegów do zastosowania (póki co) nieco lżejszych metod niż na wiosnę. To co można napisać z całą pewnością to to, że wciąż widoczne jest poszukiwanie przez poszczególne rządy “optymalnego toru jazdy” po tym trudnym pandemicznym torze. Przy czym każdy państwowy bolid jest nieco inny, posiada inne warunki, potencjał, parametry. Inaczej się prowadzi, tak więc dla każdego z nich optymalny tor jazdy może wyglądać nieco inaczej. I to wydaje mi się najważniejsza konkluzja, którą należy mieć na względzie przy wszelkiego rodzaju porównaniach modelowych.

 

Warto na koniec zadać pytanie, czy nie byłoby dobrą metodą radzenia sobie z pandemią poprowadzenie szerokiej kampanii społecznej w mediach państwowych, związanej z podnoszeniem odporności organizmów. Poprzez m.in. odpowiednią suplementację (zwłaszcza wit. D). Czy nie byłoby dobrym rozwiązaniem sfinansowania i dostarczenia do aptek gotowych miesięcznych zestawów z suplementami, które zwłaszcza emeryci i osoby starsze (mniej zamożne) mogłyby darmowo odbierać (a dla reszty takie pakiety byłyby płatne). Okres letni pokazał, że gdy odporność organizmów jest wysoka, to COVID-19 nie jest wcale taki straszny.. Więc może zamiast zamykania kolejnych segmentów biznesu, należałoby podejść do tej kwestii w sposób bardziej kompleksowy. Liczne spoty lekarzy i specjalistów w TV, którzy informowaliby o tym czym i jak się suplementować + państwowe dostawy suplementów do ośrodków opieki nad osobami starszymi pozwoliłyby walczyć z przyczynami chorowania na COVID 19 , a nie ze skutkami. Może dobrą metodą na uzyskanie zbiorowej odporności jest właśnie podniesienie odporności poszczególnych obywateli? Choć odpowiedzi na te pytanie powinni udzielić specjaliści z medycyny. Ja tu tylko wrzuciłem kilka statystyk 🙂

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

 

 

[1] https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/sw.html

[2] https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/pl.html

[3] https://tradingeconomics.com/

[4] https://www.ecdc.europa.eu/en/publications-data/covid-19-testing

49 komentarzy

  1. No własnie! Podnoszenie odporności, promowanie zdrowego trybu życia to szeroko pojęta profilaktyka zdrowotna którą właśnie państwo powinno popierać, promować i do której powinno zachęcać. A tu, zamykanie parków, lasów, ograniczanie aktywności sportowej (na wolnym powietrzu to już kompletny absurd!), wszystkiego co właśnie wzmacnia odporność. A tak ogólnie. To jest jakiś problem aby np. dać jakieś ulgi dla obywateli którzy są aktywni fizycznie? Albo dla tych którzy BMI mają poniżej pewnego poziomu?

    1. “ulgi dla obywateli którzy są aktywni fizycznie? Albo dla tych którzy BMI mają poniżej pewnego poziomu?” -> Przyznam , że to byłoby ciekawe 😉
      Lubię takie kreatywne wrzutki 🙂

      pozdrawiam
      KW

    2. Wydaje się logiczne ale.. Czy państwo powinno lepiej traktować tych, co dbają o zdrowie ale np. nie płacą alimentów, czy tych, którzy mają kluczowe dla rozwoju kraju kompetencje ale nie żyją zbyt zdrowo bo np. non stop siedzą przed komputerem i o zgrozo podjadają chipsy? A może państwo ma wydawać przez system Alert RCB lub inny informacje jak się rano ubrać i weryfikować przestrzeganie komunikatów przez obywateli przez rozbudowane programy e-pro-zdrowotne A.I.? Słuchasz, dostajesz punkty, nie słuchasz, masz wyższe podatki lub ograniczone ubezpieczenie zdrowotne. Albo dostajesz “darmową” porcję suplementów na bazie lekkich narkotyków lub jesteś jej pozbawiony. Niemożliwe? Ależ to oczywista konsekwencja przyznania państwu uprawnień, których mieć nie powinno! Państwo powinno stwarzać atmosferę dogodną do samozorganizowania się społeczeństwa i odpowiedzialności za siebie i grupę, której są częścią. Żadne państwo nie wykorzeni chorób i zagrożeń i powinno to jasno powiedzieć a przy tym promować zdrowy styl życia. Jednak politycy i służby specjalne chcą coraz więcej władzy i uprawnień żeby zapewnić szczęście każdemu, choćby wbrew niemu. Nie udaje się? Więcej władzy, więcej uprawnień. To podobny schemat jak w przypadku wyjścia GB z UE. Recepta kontynentalna na kryzys? Więcej unii w unii.. Dlatego @orbix pomysł uważam za nieskuteczny a nawet niebezpieczny.

  2. Nie wiem czy szanowny autor brał to pod uwagę ale głównym błędem szwedów było nie dopilnowanie domów opieki, stąd początkowo wysoka śmiertelność, aktualnie śmiertelność utrzymuje się na niskim poziomie pomimo iż nowych przypadków jest coraz więcej.
    Był bym wdzięczny gdyby autor się odniósł do mojego spostrzeżenia.

    Pozdrawiam

    1. Proszę zauważyć, że podzieliłem statystyki na II etapy. Drugi etap (po 1 sierpnia) uwzględnia fakt, że Szwedzi wzięli pod ochronę domy opieki. Statystyki mimo to są wyższe na ich niekorzyść niż gdzie indziej.
      Pozdrawiam
      KW

  3. Europie zastosowano tak różne podejścia, że trudno mówić o strategii europejskiej… a jeśli już na siłę szukać jakiegoś modelu to jego przebieg w czasie wyglądałoby ta:
    1) Beztroskie (…)wirus jest daleko(…)
    2) Gdy zaczęło się w Bergamo nastąpiła faza eskalacyjna, która dotarła aż do de facto stanu wyjątkowego*
    3) Następnie jak zaczynał się sezon turystyczny było z kolei byliśmy bardziej szwedcy od Szwedów… czyli było ordynarne odbicie się wahadła **
    4) Tzw. II fala, czyli powtórka z rozrywki z 2.
    5) Ponowne zaostrzenia wywołuje w wielu krajach protesty niekoniecznie pokojowe

    * Nasze ustawy COVID’owe mają charakter prawodastwa stanu nadzwyczajnego. Widać to w szczególności (powiedzmy, że ta tematyka jest najbardziej nagłośniona) przy procederze budowy samowolek budowlanych pod pozorem szykowania miejsca dla zarażonych.
    ** Gdzieniegdzie doszło do (…)Chodźmy na wybory, bo wirus jest w odwrocie(…). Tu trzeba dodać niestety, że w kampania, w której padła ta fraza została przeciągnięta do terminów pozakonstytucyjnych co czyni Dudę uzurpatorem.

    Kwestia wskażnika śmiertelności… biorąc pod uwagę do mianownika są wliczane tylko potwierdzone zarażenia to trzeba wziąć, że jest pewnie sporo zaniżony. Szacuje się, że przypadków bezobjawowych jest 10 razy tyle co objawowych. Nawet po wystąpieniu symptomów choroby należy podejrzewać, że wielu będzie miało całą masę powodów, aby nie myśleć, że to nie TO… chyba, że dany pacjent poczuje się śmiertelnie zagrożony.

    (…)Warto na koniec zadać pytanie, czy nie byłoby dobrą metodą radzenia sobie z pandemią poprowadzenie szerokiej kampanii społecznej w mediach państwowych, związanej z podnoszeniem odporności organizmów.(…)
    Można też zadać inne… skoro inkubacja korony trwa ok. 2 tygodni nie było lepiej wprowadzić wprowadzić stanu nadzwyczajnego na okres powiedzmy, żeby był okrągły termin, miesiąca i wprowadzić pełną kwarantannę z wojskiem na ulicach? Dzięki zastosowaniu strategii wywodzącej się z świata militariów pod tytułem (…)Namierzenie, Izolacja, Likwidacja(…) prawpodobnie spowodowałaby mimimalne straty, a potem już było trzeba rygorystycznie pilnować granicę i to nie ma, że jakieś korytarze dla np. TIRowców.

    Ponadto jeśli mówimy o ogólnym wzroście śmiertelności Polaków to tu trzeba powiedzieć, że będzie ona głównie spowodowana odcięciem chorych od służby zdrowia, która i bez pandemii ledwie zipiała… ale wtedy nie było takich sytuacji, że karetki godzinami czekały pod SOR’ami, aby zdać pacjenta… https://oko.press/ratownicy-w-pandemii-praw-pracowniczych-jak-na-lekarstwo/

  4. Mam takie wrażenie, że ocena skutków jeszcze przed nami. Bowiem będą długofalowe i mogą rozciągnąć się na pokolenia. Mają też przełożenie na geopolitykę ponieważ przeobrażają społeczeństwa czyniąc je podatnymi na przeróżne manipulacje.
    Weźmy choćby szkolnictwo bo jego stan rzutuje na przyszłość. Nauka zdalna jest dobra dla tych, którzy mają wewnętrzną dyscyplinę i są ukierunkowani na zdobycie wiedzy. Jednak każda nauka potrzebuje konfrontacji z rówieśnikami, autorytetami, dzielenia się doświadczeniem, współpracy zespołowej itd. W przypadku dzieci, postępy w nauce zdalnej zależą od postawy, świadomości i wykształcenia rodziców. Czyli powoli zmierzamy do końca szkoły egalitarnej. Do tego zacznie przyśpieszać atomizacja społeczeństwa bo dzieci i młodzież pozbawione są możliwości uczenia się relacji i odpowiedzialności społecznej (nie tylko). Kumplem staje się aplikacja. To tylko fragment zmian społecznych. Z porównywaniem bezrobocia również bym się wstrzymał bo żyjemy w czasach ekonomicznego absurdu, gdzie stan gospodarki fałszowany jest powszechnym drukowaniem pieniędzy. Bez tego “cudu” bezrobocie byłoby znacznie wyższe. Mało tego, cofa nas to w kierunku tworzenia się monopoli korporacyjnych szantażujących państwa i blokujących zdrową konkurencję. A wszystko to w sytuacji stanu pandemii, gdzie śmiertelność nie jest wcale wyższa od stanu sprzed pandemii. Co będzie gdy uderzy w nas naprawdę zabójczy wirus lub inne poważne zagrożenie? Uwierzyliśmy, że państwo zapewni nam nieśmiertelność. Politycy boją się powiedzieć, że śmierć jest częścią życia ponieważ od razu musieliby znaleźć sobie inną pracę. Efektem działań będzie wzrost agresji, chorób psychicznych, stanów lękowych, poczucia samotności, pogorszenie się jakości życia przewlekle chorych, wzrost śmiertelności chorób niecovidowych (które też statystycznie da się obrobić ponieważ pompuje się w to środki a testy są średnio wiarygodne) i bieda (inflacja zje oszczędności oszczędnych ale nie przedsiębiorczych). I tak wkręciliśmy się w stan, który doprowadzi nas dokądś. Nie odważę się zgadywać dokąd ale mam wrażenie déjà vu bo idziemy w kierunku rządów bardziej autorytarnych niż dzisiejsze, ponieważ walka z wirusem “potrzebuje” coraz więcej silnej władzy i niekontrolowanego kontrolowania społeczeństwa. Może więc model szwedzki mimo negatywnych statystyk wcale nie był złym wyborem i w dłuższej perspektywie okaże się sukcesem.

    1. Ocena skutków pandemii na pewno jeszcze przed nami. Natomiast można było porównać dotychczasowy przebieg i skutki w poszczególnych krajach. Później będzie trudniej, bo im dalej, tym wszelkie modele będą się do siebie prawdopodobnie zbliżać jeszcze bardziej. Więc różnice w postępowaniu rządów będą się zacierać. Już teraz to widać. W mojej opinii, Szwedzi przeszli na tok postępowania panujący na kontynencie, ale że rząd z przyczyn politycznych nie mógł przyznać się do błędu, to nazwali to “zaleceniami” i udając, że wciąż idą zupełnie inną drogą. Co prawdą już nie jest. Warto też odnotować, że dane podane w artykule są danymi po korektach. Rząd szwedzki stwierdził bowiem w czasie wakacji, że gro testów była fałszywa. Wobec czego zaczął korygować dane w dół. I to mocno. Nie wykluczone, że chińśkie testy nie do końca odzwierciedlały rzeczywistość, ale z pewnością rząd na “korekcie danych’ ugrał swoje i orzechy przeciw dolarom, że zaniżył ilość zakażeń i zgonów w sposób dla siebie najkorzystniejszy.
      Więc rzeczywisty obraz może jeszcze gorzej wyglądać niż to mamy w oficjalnych statystykach.

      pozdrawiam serdecznie
      KW

  5. Od zeszłej dekady, gdy sekwencjonowanie genów i ich zaprojektowane “wklejanie” zostało opanowane w biotechnologii – można zrobić z syntetyzowanych wirusów i bakterii – wystarczająco “precyzyjną” broń biologiczną – nakierowaną na konkretne haplogrupy ludzi czy zwierząt [w uproszczeniu – także roślin]. Czyli powstaje idealna “anonimowa” broń wojny “podprogowej” [niekinetycznej] – w skutkach o skali nawet strategicznej. Oczywiście każdy kraj-gracz ma w swej ludności mieszankę haplogrup [akurat USA to największa mieszanka genetyczna – i to stawia je w trudnej sytuacji w takiej wojnie] – ale z punktu widzenia użycia przeciw drugiemu graczowi, ewentualne [z góry zaakceptowane] straty własne w pandemii będą traktowane jako osłona medialna pt “to nie my – przecież widzicie, że też mamy ofiary”. Państwa azjatyckie mają zwykle dość mały “rozrzut” genetyczny – stąd ewentualne skutki “wycelowanej” pandemii mogą być dla nich egzystencjalnie krytyczne. Z drugiej strony – te państwa azjatyckie [niekoniecznie Chiny] atakując “nieżółtą” Amerykę czy Europę – nie będą miały owej medialnej osłony “to nie my – przecież widzicie, że też mamy ofiary”. Jak widać – możliwości uderzenia w przeciwnika są olbrzymie – ale wymagają przemyślanej strategii ze wszystkimi skalkulowanymi skutkami. “Korzyści” skierowanych pandemii przeważają jednak zdecydowanie nad “wadami” – z punktu widzenia efektów dla atakującego… rzecz jasna – nie dla ofiar. Dlatego ta pandemia COVID-19 wg mnie nie jest ostatnią – będą następne – dużo, dużo gorsze. Co oznacza zasadnicze długofalowe i trwałe zmiany infrastruktury, gospodarki, organizacji ludzkiej, funkcjonowania społeczeństwa, bardzo mocny wzrost telepracy, automatyzacji, autonomizacji, rozproszenia, sieciocentryczności, skrócenia i nawet izolowania łancuchów dostaw. Na pewno globalizacja w obecnej formie się nie utrzyma. I to nawet po “decouplingu” na świat prochiński i proamerykański – w każdym z tych światów globalizacja [połówkowa] “po staremu” nie będzie do utrzymania. Zapewne nastąpi rozproszenie produkcji [czemu sprzyja sieciocentryczność] , automatyzacja i autonomizacja i produkcji i transportu i usług. W oparciu o dronizacje, systemy sieciocentrczne real-time, Przemysł 4.0 [w tym szczególnie drukarki przemysłowe 3D]. I oparcie się na rozproszonej teleedukacji – co wymaga bardzo mocnej zmiany modelu nauczania. Być może z rodzicami jako nauczycielami w nauczaniu początkowym [ a potem jako “kontrolerami zaangazowania”] – co dominowało zresztą przynajmniej do połowy XIX wieku – ba – nawet na uniwersytety często szli [po egzaminach] ludzie z edukacją wyniesioną z domu. To wymaga np. aktywnych inteligentnych systemów nauczania – najlepiej w oparciu o AI – które spersonalizują i sprofilują nauczanie do zdolności ucznia. Czyli – by każdy zajmował się tym, na czym się najlepiej zna i co lubi – a nie tym, co robić musi [jak jest obecnie w przypadku większości ludzi]…. Jeżeli ową rewolucję edukacyjną zrobi się źle – czyli np. bezmyślne skopiowane na zasadzie [w drastycznym przerysowaniu] obecnego belfra-biurokraty ograniczonego do swojej “działki” i wygłaszającego suche formułki do wkucia – to będzie klęska – i nawet regres. Cóż – każde zagrożenie to szansa – i na odwrót… Bo w druga stronę – jeżeli ów “Avatar-AI” będzie dla ucznia od kołyski bliskim przyjacielem-przewodnikiem i wszechstronnym mentorem otwierającym ciekawy sezam możliwości świata, mentorem prowokującym do myślenia, budowania własnych kategorii osądu – to będziemy mieli dużo Elonów Musków czy Marii Skłodowskich. To kwestia UPODMIOTOWIENIA ucznia – by czuł jako “kowal swego losu” swoje szanse, jakie może uzyskać na przyszłość. Z wymiernymi gratyfikacjami, jakie daje wykształcenie przekute w kompetencje [np. w “high-tech”]. I to już na etapie nauczania. Czyli dobrze zdany egzamin [oczywiście interaktywny i wyczerpujący przez AI – a nie do “odfajkowania” i wg “a nóż mi się uda fuksem”] winien być wynagradzany, a wyniki – odpowiednio wynagradzane. Rodzice odpowiednio też – ale za wyniki. Niesprawiedliwe? W ramach egalitaryzmu – TAK – natomiast na poziomie całego państwa – i tak ci mniej zdolni i tak odbiorą dywidendę ze “wspólnego worka zasobowego” zasilanego przez tych zdolnych. Czyli liczy się cały cykl – i cały domknięty układ. Bo edukacja – to jest PERSPEKTYWICZNA INWESTYCJA całego państwa w rozwój, w całą skumulowana modernizację dla polepszenia pozycji jako gracza w wyścigu globalnym – a to jest w zasadzie cel nr 1 gry. W sumie – najpierw autonomiczne gospodarstwo dla danej rodziny, praca i nauczanie w domu, potem kolejne stopnie – osiedli autonomicznych, klastrów regionalnych, gridu krajowego. I intensyfikacja wymiany z sąsiadami. Dużo, dużo mniej przepływów ludzkich, większa autonomizacja przepływów towarowych. I zasadniczo koniec wielkich załogowych fabryk, kopalni, marketów i innych takich molochów XX w. Zamiast transportować gotowy wyrób – będzie się coraz bardziej transmitowało siecią sam “przepis” na wyprodukowanie jak najbliżej “części” do produktu – i na ich automatyczny montaż i dronowy [autonomiczny] transport wprost do domu klienta. Czyli zmniejsza się pasażerokilometry, także tonokilometry – za to znacznie zwiększą się transfery i ruch sieciowy i sterowanie zdalne real-time. Całość funkcjonująca w stabilnym na poziomie państwa [dzięki prawu wielkich liczb] połączonym układzie sieciocentrycznym – który w transakcjach i w bilansowaniu rozliczeń w oparciu o zasoby realne – winien docelowo zastąpić przestarzały i dysfunkcyjny system finansowy. Co oczywista wymaga od państwa odpowiedniego zarządzania wartościami “niematerialnymi” we “wspólnym worku zasobowym” – jak technologie produkcji czy usług. Czyli główne cechy państwa – to prócz szeroko rozumianej obrony – standaryzacja – nadzór jednego sieciocentrycznego systemu “C5ISR” “podwójnego zastosowania” i upowszechnianie technologii w synergii powszechnej “wspólnego worka zasobowego” technologii – dla rozproszonego systemu produkcji, transportu, serwisu, usług, wliczając np. służbę zdrowia – czy np. zakłady penitencjarne – które w epoce pandemii – jako zbiorowe “zarażalnie” będą musiały ustąpić innym formom “karania”- zapewne nastawionym na większa kontrolę zdalną [elektroniczną] i na wytwarzanie konkretnych wartości jako odszkodowania.

    1. Ciekawa wizja ale uważam, ze utopijna. Jeżeli społeczeństwo ma być kształcone przez awatara A.I. z systemem automatycznej kontroli wyników w czasie rzeczywistym to kto zagwarantuje, że będzie to prowadziło do dobra ogólnego a nie np. permanentnej kontroli społeczeństwa? Kto będzie tworzył programy edukacyjne i jakie treści w nich się znajdą? Może aksjomat o 124 płciach ludzkich lub nowa idea multi-kulti stanie się podstawą programową? I nie będzie już możliwości, że uczeń zaliczy “klasę” bo nauczyciel też ma dystans do tego co wykłada. A niby dlaczego przy wyższym poziomie atomizacji społecznej i e-organizacji relacji społecznych ma być wyprowadzona wyższa jakość życia społecznego i pro-społecznej skuteczności działania państwa? Czy organizacja życia społecznego bazująca na zaawansowanym A.I. automatycznie scali społeczeństwo i będzie prowadzić do przewagi strategicznej państwa? Mocno wątpię. Jest to wbrew naturze człowieka. Poza tym taki stopień organizacji technicznej łatwo zakłócić. Cywilizacje bazujące na e-relacjach choć momentami mogą zadziwiać, w czasach totalnego kryzysu upadną. Wystarczy superaktywny wiatr słoneczny żeby upadła cywilizacja nie mówiąc już o hakerach zatrudnianych przez służby specjalne niekoniecznie przyjaznych państw, instytucji, mafii lub korporacji. Oczywiście mogę się mylić ponieważ genetycznie jestem pesymistą, co nieprzyjemnie, nawet dla mnie, zakrzywia moje myśli.

      1. @Jacek – to i tak nieuniknione w dłuższym czasie. Gdzie ja kreślę scenariusz pozytywny – AKTYWNY – zbudowania ODDOLNIE społeczeństwa – obudowanego wokół rodziny i jej autonomicznego gospodarstwa, a kolejne poziomy organizacji – tylko ze względu na tworzenie synergii – i wg zasady pomocniczości. Czyli bierzemy swój los we własne ręce. I model spłeczeństwa nie scentralizowanego, a rozproszonego – sieciocentrycznie kooperującego [synergia]. Projekty sieciowe “open source” akcje crowdfundingowe, wreszcie same możliwości sieciowego blockchainu [niekoniecznie tylko towarów, ale i usług – w tym edukacji] są dopiero w stadium do rozwinięcia. Sieć komputerów byłaby w rękach rodzin – to oni byliby fizycznymi posiadaczami “źródeł siły sieciocentrycznej”. Chodzi mi o zupełne przeciwieństwo systemów scentralizowanych – bo te wręcz naturalne z impetem wchodzą w koryto totalitaryzmu – a “postęp” techniczny dał instrumenty do budowy świata nieporównanie gorszego, niż ten z 1984 Orwell’a. Budowa [i wdrażanie] nietotalitarnych modelów funkcjonowania społeczeństwa jest moim zdaniem absolutnie najważniejsza. To w istocie cel nr 1 dla ludzkości – gdzie i sama geostrategia jest tylko służebnym instrumentem dla tego celu. Nie budując takich modeli – skazujemy się na starcie na totalitaryzm – na przegraną “walkowerem”. Czeka nas Wielki Chaos i Wielka Konfrontacja – A CO POTEM? Można wygrać wojnę i przegrać pokój – niestety w skali globalnej dla całej ludzkości. To, co mnie zajmuje – pomijając geostrategię jako instrument – to właśnie ten najdalszy horyzont rozgrywki strategicznej. Bo może się okazać, a mam to za najbardziej prawdopodobne, że po Wielkiej Konfrontacji WSZYSCY wielcy gracze [w tym USA – które wyraźnie zmierza do wojny domowej [nie chodzi mi o Bidena – tylko o trend długofalowy] – im późniejszej i na wszelkie sposoby odwlekanej – tym bardziej krwawej i katastrofalnej] – wszyscy wielcy [ale i średni] gracze będą skrajnie wyczerpani i zwyczajnie będą zajęci sobą, by się samemu nie rozpaść ze względu na krach społeczeństwa u podstawy piramidy Maslowa – a nie “konsumowaniem owoców zwycięstwa” i hegemonią globalną – do czego zwyczajnie nie będą mieli siły. Jak to było po wielkiej wojnie Czou z Han, gdy powstało powiedzenie, że w całym imperium nie znalazłoby się czwórki jednakowych koni do zaprzęgnięcia do rydwanu… I to jest okno możliwości do zmiany na model “oddolny”. Ale musi być wypracowany efektywny model oddolny/sieciocentryczny/rozproszony – i najlepiej gdzieś wdrożony – do rozpowszechnienia globalnego. Czyli konieczne takie “jądro krystalizacji” dla budowy społeczeństwa XXI w. Strefa zgniotu w której jesteśmy – spełnia warunki dla budowy opisanego modelu – rozproszonego, sieciocentrycznego, odpornego DYNAMICZNIE na różnego typu zagrożenia – oddolnie zbudowanego. W tym sensie etatyzm a la II Rzeczpospolita i prymitywnie pojmowany i wdrażany nieudolnie konsensus pekiński – są już przestarzałe na strefę zgniotu i wzywania przyszłości. Nie chcę wchodzić głębiej – ale i model cybernetyczny daje w SWOT nieporównanie wyższe wskaźniki dla proponowanego modelu. Przede wszystkim – elastyczności, szybkości reakcji, zdolności “regeneracji” infrastruktury i społeczeństwa. Homeostaza – czyli zdolność homeostatu do wygenerowania zmiany dostosowawczej – koniecznej do przetrwania. Plus naturalny systemowy “ciąg”/mechanizm rozwojowy budowany na wspólnym sieciowym worku zasobowym “wykładniczego reaktora rozwojowego” – gdzie każdy coś wrzuca, a odbiera tysiąckrotnie więcej. Kluczem kontroli jest przepływ informacji. Dlatego musi być rozproszony a “nośniki”/”sensory”/”efektory” tak samo rozproszone i oddolnie fizycznie w rękach ludzi. Zresztą – w geostrategii najważniejsza jest kontrola przesyłów strategicznych. Wg mnie – kluczem tej kontroli są przesyły strategiczne informacji [w tym technologii – i informacji sterowania real-time] – to taki “meta-przesył” górujący nad pozostałymi. Dlatego sądzę, że nie drogi, porty komunkacyjne, koleje itd. winny być na świeczniku priorytetów dla państwa i społeczeństwa, a własnie zbudowanie sieciocentrycznego oddolnego umownego “C5ISR”. W tym sensie rozważania a la wakaryzm, romeryzm itd. są drugoplanowe – najważniejszy jest skok modernizacyjny w samym rdzeniu kontroli przepływów strategicznych – w oddolnej rozproszonej kontroli w “meta-przesyłach”.

        1. Cześć,
          Wizja mi się podoba, daje jakieś szansę. Natomiast Tak jak przedmówca chce zwrócić uwagę na kilka rzeczy bliskich koszuli mojej.
          1) Wcześniej już toś podjął temat wrogich ruchów przy formowaniu tego rozwiązania, więc pominę.
          2) Od strony produkcyjnej, ciężko to widzę. Bo jeśli dobrze rozumiem to w uproszczeniu przetwórstwo byłoby tak gdzie są zasoby. A my choćby podstawowego żelaza nie mamy. Plus wielu rzeczy nie zrobi się zdalnie mimo rozwoju techniki, wielu techników instynktownie działa że musza coś pomacać nim naprawią przestój na linii, by sprawdzić możliwe warianty. I o ile na płaszczyźnie informacji pełna zgoda, to jednak nie uciekniemy od materii i prawideł jakie przy tym są. I tu pewnie będzie odpowiedź że to nauczanie załatwi, zmieni. Tylko produkcyjnie my już mamy dziury w przekazywaniu kompetencji i często płacimy jako grupa ludzi znów koszt wynalezienia czegoś od nowa. A ta zmiana nastąpi pokolenie więc dziura się powiększy. I na te chwile trend jest taki że wiele elementów cywilizacji technicznej może za 2 pokolenia być czarną magią i przedmiotem “archeologii” niestety. A tu jeszcze trzeba kimś potrzymać to co już mamy, i coraz żadzej jest kim. Choć teraz jeszcze jest to nie aż tak widoczne. Więc konstruktywnie warto by dodać zmienną cofki technologicznej w całym modelu.
          3) i to się łączy z kolejną kwestią będą perturbacje i czy ludzie co są chętnii nieść i wrzucać zasoby w ten model przetrwają te wichry dziejowe? Wiem i zgoda warto próbować, bo inaczej walkower. Zwyczajnie przyda się też model na inny scenariusz. Choć to żaden zarzut bo to nie robota dla jednej osoby, a zwyczajne zaznaczenie że z definicji nie dobrze by była jednomyślność 😉 bo jeśli będzie kilka grup obstawiająca inne scenariusze ale nie przeszkadzająca sobie nawzajem, to dywersyfikacja zrobi swoje. Może nie tak dochodowe ale pewniejsze. Plus zawsze warto mieć z tyłu głowy że jak przyszłość się wyklaruje można zmienić stanowisko i wesprzeć to co staje się bardziej prawdopodobne.

          1. Najpierw materiałem powszechnym było drewno, od połowy XX w tworzywa sztuczne, natomiast przyszłość należy do skalowalnych fizyko-chemicznie krzemu i silkatów. A następne w kolejności to aluminium i magnez. To wynika ze składu skorupy ziemskiej [tzw. sial i sima] – i na pewno tych surowców nie zabraknie. Tak jak i nowego tzw. włókna bazaltowego – nierdzewnego i wytrzymalszego 1,5 krotnie od stali. Opanowanie tego w pełnym cyklu “well to wheel” – to podstawa technologii materiałowej produktów masowego użycia. Co do żelaza – akurat Skarbiec Suwalski ma bardzo czyste i obfite złoża. Ale to dodatek do tytanu, wolframu, pierwiastków ziem rzadkich, zwłaszcza lantanowców niezbędnych dla “high-tech”. Proszę pamiętać o skalowalności silikatów -od “galarety” po silikaty magnezjowe, z których robi się np. zbiorniki gazów na 300 bar. Kwestia świadomego zaprojektowania i zbudowania domkniętego systemu rozproszonej sieciocentrycznej gospodarki cyrkularnej. Proszę zauważyć, że sieciocentryczność i upowszechnienie wszelkiej wiedzy, technologii zaimplementowanej w oprogramowaniu [najlepiej w AI] – przy pewnym świadomym zorganizowaniu [także prawnym] łamie dotychczasowy paradygmat ludzkiego mrowiska, w którym stajemy się coraz bardziej ograniczonym narzędziem w swojej coraz węższej [WZGLĘDEM całości wiedzy i technologii] działce. Czyli łamiemy paradygmat wtrącenia nas w rolę trybika w machinie ekonomiczno-społecznej, nad którą nie panujemy i która traktuje nas z natury systemowo własnie jako podporządkowany trybik w maszynie. To już Lem biadał, że Leonardo da Vinci był chyba ostatnim człowiekiem, który mógł “do kupy” objąć z grubszą ludzką technologię. Sieciocentryczność AI pozwala na ominięcie tego problemu – przynajmniej użytkowo i decyzyjnie. Ale to znacznie głębszy temat na kilka stron wywodów. Wspomnę tylko, że taki układ sieciocentryczny-rozproszony ma w sobie możność i zasadniczego spłaszczenia i kontroli/kształtowania “wieży” przez “plac”.

    2. Chciałbym zwrócić uwagę na ważną kwestię. Z różnych stron idą wieści o Wielkim Resecie. Nie chcę wchodzić w “spiskowe rozważania”, zwłaszcza te skrajne, ale prędkość i skala zadłużania na świecie jest alarmująca. Polecam najbardziej chyba wyważony i merytoryczny przewód logiczny Tradera21 właśnie pt “Wielki Reset”. [ https://independenttrader.pl/wielki-reset-najwyzej-ocenione-wystapienie-na-xtb-masterclass-2020.html ]. OK – załóżmy, że ten Wielki Reset i próba zbudowania ponadpaństwowego tworu “banksterskiego” totalitarnego “zjednoczonego” świata NWO może zajść. Pisząc w poprzednim komentarzu o bardzo głębokich i wielotorowych zmianach ekonomiczno-spolecznych – napisałem o proponowanym systemie budowanym oddolnie w kolejnych szczeblach synergii – poczynając od rodziny i jej gospodarstwa [najlepiej autonomicznego] – w systemie rozproszonym: “Całość funkcjonująca w stabilnym na poziomie państwa [dzięki prawu wielkich liczb] połączonym układzie sieciocentrycznym – który w transakcjach i w bilansowaniu rozliczeń w oparciu o zasoby realne – winien docelowo zastąpić przestarzały i dysfunkcyjny system finansowy.” —- Pisząc o zastąpieniu przestarzałego i dysfunkcyjnego systemu finansowego – chcę mocno zaznaczyć, że można uniknąć skutków zapaści świata finansowego i potężnego wstrząsu – jeżeli ZAWCZASU dokona się świadomej i spójnie zaplanowanej i zrealizowanej ucieczki do przodu – wychodząc zawczasu ze starego systemu. Tzn. wychodząc z systemu finansowego – i ze starej organizacji ekonomiczno-społecznej. To bardzo duży temat – ale sprowadza się do tego, że wartości realne nie powinny być [ja są teraz] mapowane w rozliczeniach przez pieniądz, który został w pewnym momencie ostatecznie..odklejony własnie od wartości realnych – tylko rozliczeniom transakcyjnym wymiany i bilansowania powinny podlegać same wartości realne. Co akurat jest możliwe przy odpowiednim stopniu powszechnego osieciowania transakcji w czasie rzeczywistym – w ramach przyjętego systemu rozliczeń barterowych w blockchainie. To jest możliwe do wykonania – więcej – dane państwo może mieć dowolne długi finansowe i zwyczajnie ogłosić bankructwo FINANSOWE – i to państwo [i jego obywatele] nie zostanie “zlicytowane za długi” – jeżeli będzie miało wystarczająca autonomię wewnętrzną – i jeżeli będzie miało odpowiednią odstraszającą ewentualnych “egzekutorów’ od próby zajęcia państwa. Polska ma autonomię żywnościową, przy pewnej determinacji [np.wykorzystania rezerw walutowych i nawet świadomego zaciągania kredytów na poczet zakupu najnowszych technologii] – ze Skarbcem Suwalskim, rozwiniętą geotermią i innymi bogactwami naturalnymi – miałaby wystarczająco wysoką autonomię wewnętrzna i możność wymiany barterowej [niefinansowej] choćby z częścią krajów. Pozostaje drugi warunek niezbędny – czyli siła militarna do odstraszenia “egzekutorów”. Czyli A2/AD Tarcza i Miecz Polski i suwerenne głowice. Oczywiście dla wielu wydaje się to co najmniej dziwne, a jeszcze więcej powie: “już za późno, reset się rozpoczął”. To nie do końca prawda – bo mimo wszystko te procesy “resetu” będą z uwagi na bezwładność systemu trwały latami – a sam proces “przejmowania państw z obywatelami” będzie na końcu – po całym szeregu obiecankowo-zmyłkowych etapów pośrednich. Zagrożenie ze strony Rosji – zwłaszcza przy przekroczeniu pewnego progu krytycznego – może dać nam szansę na opisywane przeze mnie wielkie zmiany w Polsce – uruchomione rzecz jasna presją sytuacji – a w najgorszym wariancie wymuszone już z nożem na gardle. Zagrożenie Rosji jest dla nas znakomitym bodźcem dla ucieczki do przodu – w autonomii, technologii – i w sile militarnej – by także stosunkowo bezboleśnie przetrwać wstrząsy globalne wygenerowane przez system finansowy. Gdybym był u steru – wydałbym wszystkie rezerwy, byle zyskać realne aktywa technologiczne [podwójnego zastosowania] i głowice. A w momencie pozyskania głowic pod stołem i budowy A2/AD i “rozkręcenia” produkcji high-tech przynajmniej na bazie części ww polskich zasobów – wtedy jeszcze na potęgę bym dokupił [już na szybko] wszelkie możliwe technologie i najnowszy osprzęt dla produkcji i B+R – na kredyty. Bo i tak ich nie będę spłacał – a uzyskana autonomia, możliwość wymiany barterowej – oraz siła militarna – zapewnią osłonę [izolację] przed katastrofalnymi zmianami na świecie – z drugiej zabezpieczą przed “komorniczym zajęciem” – czyli obecnie już montowanym – i to dość grubymi nićmi – wrogim przejęciem za długi dużej części świata przez umowny świat finansów – a raczej ich wielkich graczy w cieniu. Ten “wielki plan” ma jednak zasadniczą wadę – miałby sens tylko przy łatwym przejęciu jednorodnie słabego świata – zaś nie wtedy, gdy są twarde silne niezależne podmioty – a na ich czele stoją mocarne Chiny. Czyli fabryka świata mająca wartości realne w ręku, rozpędzana teraz technologicznie – i stanowiąca osobny izolowany świat względem świata opanowanego przez zachodnią finansjerę. I co ważniejsze – to “państwo-świat” nie do złamania militarnie. Dlatego sądzę, że ten rozpaczliwy SPÓŹNIONY plan umownych “wielkich banksterów” i tak zostanie finalnie zrolowany i zakończy się klapą i rozpadem powstałego tworu – bo w konfrontacji Chin i reszty “nieprzejmowalnych” graczy z tak osłabionym “zjednoczonym światem” przejętym przez umowną finansjerę – wygrają Chiny – plus dodatkowy zasadniczy opór [konfrontacja] ze stron niezależnych graczy. Bo graczy “nie do przejęcia” – właściwie “nie do ruszenia” jest więcej” niż tylko Chiny – choćby Indie, czy Pakistan czy…Rosja. Wyznacznikiem “nieprzejmowalności” gracza jest atom+determinacja obrony. W tym sensie ewentualny Wielki Reset to w istocie” imponujący” [ bardzo “widowiskowy” – ale tylko w…. szkodach] humbug-niewypał – samobójstwo bardzo szeroko pojętego świata Zachodu. Ten niewypał “zjednoczenia” [i likwidacji państw jako graczy – po prostu się rozpadnie ponownie na państwa w konfrontacji z graczami “nieprzejmowalnymi”- a real wymusi nowy priorytet – nie druku pieniędzy – a wzrostu wg wartości realnych. Tyle, że bardzo wielu ludzi może ucierpieć na świecie przez wielki wygenerowany kryzys i jego skutki – więc chociaż raz w historii bądźmy mądrzy PRZED szkodą…i zróbmy ucieczkę do przodu…

      1. (…) “Całość funkcjonująca w stabilnym na poziomie państwa [dzięki prawu wielkich liczb] połączonym układzie sieciocentrycznym – który w transakcjach i w bilansowaniu rozliczeń w oparciu o zasoby realne – winien docelowo zastąpić przestarzały i dysfunkcyjny system finansowy.” (…)
        Teraz rozumiem dlaczego jesteś przeciwko krypto… Jesteś zwolennikiem internetowych platform barterowych. Żeby uniknąć nie potrzebnej dyskusji zwracam uwagę, że raz przy pewnej dyskusji dałem znak, że sam popieram rozwój tej branży.

        (…)Polska ma autonomię żywnościową, przy pewnej determinacji [np.wykorzystania rezerw walutowych i nawet świadomego zaciągania kredytów na poczet zakupu najnowszych technologii] – ze Skarbcem Suwalskim, rozwiniętą geotermią i innymi bogactwami naturalnymi – miałaby wystarczająco wysoką autonomię wewnętrzna i możność wymiany barterowej [niefinansowej] choćby z częścią krajów.(…)
        KGHM z Suwałkami na pewno sobie by poradził, ale nie ma na to kasy. Innego wyjaśnienia trzebaby szukać chyba w żenującej powieści (…)Klasa(…).

        (…)Zagrożenie Rosji jest dla nas znakomitym bodźcem dla ucieczki do przodu – w autonomii, technologii – i w sile militarnej – by także stosunkowo bezboleśnie przetrwać wstrząsy globalne wygenerowane przez system finansowy.(…)
        Bodźcem, nawet najlepszym, ale nie pewnikiem.

        1. @JSC – żaden amator-entuzjasta czy wolontariusz nie byłby w stanie opracować kodowania dla kryptowalut. To ewidentnie śmierdzi specsłużbami czy projektem ludzi w cieniu z naprawdę wielkimi zasobami i wpływami. A te jazdy kursów kryptowalut – to ewidentne “golenie naiwnych” inicjowane i zaplanowane przez wielkich graczy w cieniu. Powtórzę – tylko blockchain real-time zasobów realnych [barter sieciowy] – bo tego w żaden sposób nie można zmanipulować w grę spekulacyjną.
          Owszem – presja Rosji wobec Polski w strefie zgniotu – to bardzo silny bodziec – ale nie pewnik dla zmiany kursu Polski. Głupota i pycha – zwłaszcza ludzi u steru [nie piję do tej czy innej ekipy – raczej do polityków en bloc] – są chyba w stanie przedrukować i zaprzepaścić każdy pozytywny czynnik. Wg starej zasady – jeżeli fakty przeczą teorii – tym gorzej dla faktów…

        2. @JSC – jasne, że KGHM nie ma kasy na inwestycje początkowe w rozruch Skarbca Suwalskiego – a trzeba jeszcze zbudować pełen łańcuch wartości prowadzący do wysoko przetworzonych produktów high-tech, by zgarnąć cała marżę. Dlatego KGHM powinien ASAP wyprzedać zagraniczne aktywa [bo i tak na pewnym etapie Wielkiego Chaosu zostaną nieuchronnie stracone], a nadto sam Skarbiec Suwalski jest lewarem kapitałowym dla pozyskania środków i dogadania się z partnerami [zwłaszcza bez surowców strategicznych – Japonia, Korea Płd itp]. Gdzie nie tyle z owym “lewarem” chodzi o pozyskanie pieniędzy – ile o wejście realnych zasobów, mocy operacyjnych i technologii obcych graczy – ale jako kontrolowanych współpartnerów. Czyli model a la Chile odpada.

          1. (…)zwłaszcza bez surowców strategicznych – Japonia, Korea Płd itp(…)
            Te kraje mogą być jednak bardziej zainteresowane konkrecjami z dna oceanu czy może nawet surowcem z planetoid. Tu trzeba wspomnieć, że Japonia jako państwa ma największe osiągnięcia w misja kometarnych, dopiero niedawno do gry włączyła się ESA, choć misja Rosetta nie osiągnęła wszystkich zakładanych celów.
            Tu polska strategia powinna iść w dwóch kierunkach… uruchomienie Suwałk, i wchodzenie w partnerstwa w branży nowego górnictwa. A mamy z czym wchodzić:
            – KGHM jest światowym potentatem w branży wydobycia metali szlachetnych
            – nasze materiałoznawstwo i metalurgia też mają ciekawe osiągnięcia
            – do tej pory w misjach kosmicznych nie używano innych urządzeń wiercących grunty pozaziemskie niż produkcji polskiej

          2. Oczywiście – konkrecje będą wydobywane. Też mamy działkę do eksploatacji. Ale na razie koszty są ogromne. Technika podwodna – zwłaszcza eksploracji na głębokości kilku kilometrów – słono kosztuje. Dopiero rozwój systemów autonomicznych z AI i całego zdronizowanego pełnego “ekosystemu” obsługi procesu wydobywczego uczyni kopalnictwo konkrecji opłacalnym. No i Skarbiec Suwalski ma szerszą listę surowców strategicznych do dyspozycji w “wyizolowanym” stanie wydobywczym – “buły” konkrecji to mieszanka słabo rozwarstwiona na pierwiastki – wynika to ze sposobu “osadzania” – wszystkich naraz. Przewaga Skarbca Suwalskiego zwłaszcza tyczy lantanowców potrzebnych dla elektroniki i mechatroniki. No i tytanu – bazowego dla techniki lotniczej, kosmicznej, morskiej i w konstrukcjach specjalnych czy choćby dla silników turbinowych. Konkrecje są w pierwszym rzędzie [co do udziału %] manganowe – zresztą też cenne, bo bez manganu nie ma stali wysokiej jakości. Plus dalej mieszanka miedzi, niklu, żelaza, kobaltu [ten też jest ważny] – a także surowców strategicznych. I druga rzecz – budując w Polsce przemysł high-tech i wchodząc w łańcuch wartości oparty o Skarbiec Suwalski – dany partner-udziałowiec ma od razu wejście na rynek Europy – starej UE – czy nowego konstruktu, który powstanie. .

          3. @Georealista
            (…)Dopiero rozwój systemów autonomicznych z AI i całego zdronizowanego pełnego “ekosystemu” obsługi procesu wydobywczego uczyni kopalnictwo konkrecji opłacalnym.(…)
            W Suwałkach też tego nie przeskoczysz, bo ten teren jest zaliczany do cennych przyrodniczo (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zielone_P%C5%82uca_Polski), a zatem klasyczne kopalnie odpadają i tylko taka dronizacja minimalizuje negatywne efekty środowiskowe.

          4. Tak – do wydobycia poniżej 3 km potrzebna jest automatyzacja, minimum zdalne sterowanie. Co akurat KGHM powoli wdraża z NCBiR, bo z miedzą kopią już naprawdę głęboko i ludzie nie wytrzymają temperatury. ale i tak jest to tańsza technologia, niż wydobycie z dna oceanu. Kabel [zdalnego sterowania] nie faluje kilometrami, jest łączność EM przez retransmisję, no i brak tego piekielnego ciśnienia, które tak mocno podbija próg dla elektromechaniki i szczelności. Co do samego wydobycia – ze względu na ekologię Finowie opanowali tzw. wydobycie bezodpadowe. Warto wdrożyć w Suwałkach.

    3. Taleb bardzo przystępnie opisuje, dlaczego nie powinniśmy budować złożonych systemów pełnych wzajemnych powiązań (często o dodatnich sprzężeniach zwrotnych). Szczerze polecam.

  6. @mmm – i właśnie dlatego jestem za budową oddolną i maksymalnie rozproszoną i “zrównolegloną”, zaczynając od rodziny, którą trzeba maksymalnie wzmocnić i dać jej wszystkie podstawowe zasoby autonomiczności – i dlatego jestem za pomocniczością kolejnych poziomów współpracy – tylko dla generowania synergii. Oraz za “jednokrokowym” wspólnym workiem zasobowym – czyli maksymalnie spłaszczonym dostępem “in-out”. Rodzina jako podstawowa i w sumie ŹRÓDŁOWA komórka społeczna podlega obecnie największej planowej presji totalitarnej dla jej demontażu – dlatego dokładnie tu musi być skupiona reakcja wzmacniająca pod każdym względem – i to z nadwyżką. Inaczej społeczeństwo ulegnie atomizacji wg totalitarnie realizowanego przejęcia władzy “divide et impera”… Nie do przyjęcia jest model amerykański [pomijając krytyczna liczbę rozwodów – co fatalnie wpływa na dzieci] – gdzie kontakt “dzieci-rodzice” szybko więdnie w wyścigu szczurów i pochłonięciu własnym życiem. Myślę, że remedium to wzmacnianie rodziny wielopokoleniowej jako głównego ogniska socjalizacji. Oraz zwiększenie liczby kontaktów z sąsiadami – na szczeblu i “biznesowym” i “familijnym”. Bo w obecnym modelu [np. bloków-sypialni] ludzie coraz bardziej odcinają się od sąsiadów – często znają ich tylko z widzenia i przelotnego “Dzień dobry”… Dla nich kolega/koleżanką jest osoba z pracy, do której to pracy się dojeżdża. W moim modelu jądrem działania jest własne autonomiczne gospodarstwo, telepraca lub wprost własna mikrofirma rodzinną na miejscu. Co zresztą oznacza drastyczne skrócenie łańcucha dostaw. A kooperacja w ramach osiedla takich autonomicznych gospodarstw – to pierwszy poziom synergii [potem klastry regionalne takich osiedli, grid krajowy i współpraca z sąsiednimi graczami]. Co oznacza, że i dzieci – uczone na miejscu z inteligentna teleedukacją – pod nadzorem rodziców, dziadków, ciotek, wujków, przyjaciół z sąsiedztwa – socjalizują się w swoim stabilnym środowisku – budując przyszła jeszcze większą zwartość społeczną na poziomie tego osiedla. A nie, ze dzieci dowozi się do obcych ludzi do przedszkola, żłobka – i na kolejnych etapach edukacji za każdym razem doznają szoku adaptacyjnego – nie mogąc wytworzyć stałych przyjaźni. Jeszcze taka uwaga – postęp powoduje coraz dotkliwszy umowny “wtórny analfabetyzm techniczny” starszego pokolenia – zwłaszcza dziadków. Stąd i ciągła edukacja im potrzebna – a dzięki kontaktowi z dziećmi/wnukami – jest i nadzór rodzicielski – ale i przepływ informacji w druga stronę – i otaczanie dziadków i krewnych i przyjaciół opieka ze strony dzieci. To ważne – by te relacje były dwustronne – i uczące coraz większej odpowiedzialności. Bo na razie “postęp” polega na coraz większej atomizacji, izolowaniu się światów dzieci, rodziców, dziadków – i na coraz bardziej roszczeniowej i coraz bardziej nieodpowiedzialnej postawie młodego pokolenia “mnie się wszystko należy – ja nic nie muszę” – co widać zwłaszcza ostatnio. Żeby nie było – znam rodzinę, która przeprowadziła się z bloku [właściwie – apartamentowca] z Warszawy na gospodarstwo zbudowane od podstaw w “szczerym polu” blisko wsi. Własne panele PV na wszystkich budynkach, także na garażu i na budynku firmy rodzinnej [wytwarzają tzw. lekki osprzęt elektryczny], więc zasilanie prosumenckie [odcięli się od sieci elektrycznej], własna studnia, solary grzania wody, pompa ciepła powietrze-woda, elektryk Nissana ładowany z własnych PV i hybrydowa Toyota – rowery elektryczne, nawet jeden duży quad elektryczny…z przyczepką gospodarczą [no i do zabawy w off-road]. I ostatnio – wertykalna szklarnia – jako dywersyfikacja. Obok ma być druga – hydroponiczna [bodajże hodowla spiruliny dla wysokowartościowych ekologicznych suplementów diety]. Sprowadzili dziadków [2 dzieci zamiast w przedszkolu – to z dziadkami, 2 starszych dzieci – jedno dojeżdża do liceum – ale i tak krócej z dojazdem, niż w Warszawie, drugie uczy się w podstawówce na wsi , samo dojeżdża rowerem elektrycznym [i rodzice spokojni – tam narkotyków nie ma – i nie będzie – bo dealer by został kosa potraktowany – a jak kto obcy – od razu ludzie patrzą]. Za moment koło nich w tym samym układzie autonomicznym [i każde ściągając resztę swojej rodziny] zbudują się trzy zaprzyjaźnione rodziny, którym też Warszawa obrzydła z jej “atrakcjami” – z korkami, smrodem i hałasem, no i z wiecznym pośpiechem i nerwami na czele. Miejsca w Polsce aż nadto dosyć na budownictwo jednorodzinne [a raczej – wielopokoleniowe] – ca dla 150 mln ludzi [TAK – 150 mln ludzi]. Polecam w tej sprawie raport “Rodzina na swoim” z 2016 opublikowany przez Klub Jagielloński… Dla jasności – Polska z Danią przodują w UE w liczbie zabudowy jednorodzinnej – u nas ca 52%. Dlatego to nie s-f – tylko opcja na wyciągnięcie ręki wg SWOT. Myślę, że przy okazji odpowiedziałem na pytania Pana Jacka…

    1. Fajny przykład. Idyllicznie sielski. Działa dopóki istnieje całe zaplecze żyjących w oddali inaczej i chcących kupować lekki osprzęt elektryczny. Bo chyba wypasionego domu z fotowoltaiką i tymi wszystkimi hybrydami na rozproszonej i oddolnej, rodzinnej gospodarce się nie dorobisz. Taka lokalna, rodzinna, rozproszona gospodarka z silnymi więziami społecznymi istniała niemal wszędzie w Afryce póki Europejczycy jej nie ucywilizowali. Podobnie w tym wypadku. Wystarczy, że w pobliżu wprowadzą się uchodźcy, lockdown potrwa zbyt długo, Chińczycy opanują rynek, pojawi się poważna choroba “mózgu” tej instytucji, ktoś kogoś oszuka i zaczyna się inna historia. A i diler znajdzie dojście. Nie da się państwa organizować tak aby wytwarzać szczęście społeczne. Państwo nie jest od zapewnienia szczęścia obywateli. Nawet uważam, ze gdyby rząd tego bardzo chciał i kombinował jak to zrobić, należałoby go zawczasu obalić.
      To wszystko rzecz jasna jest fajne i pozytywne ale jak to zrobić gdy większość Polaków nie ma takich możliwości, zdolności, ambicji, wzorców albo tego po prostu nie chce.. Państwo powinno stwarzać możliwości i prowadzić edukację tak aby obywatele umieli i chcieli działać i się samoorganizować (gospodarczo, kulturalnie, społecznie itd). Aby szanowali się wzajemnie i byli dumni ze swojej kultury, języka i historii. Poza tym musi zapewnić porządek i bezpieczeństwo. I tu wracamy do geopolityki.

      1. W ciągu zeszłej dekady cena mocy 1 kW z PV spadła ponad 5 krotnie – a prąd z PV rozliczany w całym cyklu 20 letnim – jest TAŃSZY od prądu sieciowego. A cena prądu sieciowego z elektrowni systemowych długofalowo będzie na pewno rosła w Polsce z uwagi na sukcesywne podwyższanie opłat za emisje CO2 z elektrowni węglowych. No i składowa ceny – pozycja przesyłu sieciowego będzie rosła – bo wzrośnie częstotliwość zrywania sieci przy narastających zmianach klimatycznych – a to narzuci coraz wyższe koszty serwisu i usuwania awarii. Dlatego rozproszony system prosumencki jest bardziej perspektywiczny – szczególnie w strefie geostrategicznego zgniotu – i zwyczajnie bardziej opłacalny. Dlatego tylko w tym roku do jesieni przyłączono [dane niepełne] 104 tys samych domowych [“gospodarskich”] mikroinstalacji PV. Do ca 2018 drukarki przemysłowe 3D były “rarytasem” – dzisiaj stają się w Polsce podstawowym narzędziem prototypowania w start-upach – i wyposażeniem w małych firmach [nie tylko “branży metalowej”] – przyjmujących zlecenia dedykowane “na sztuki” [z tego żyją]. To szerszy i bardzo perspektywiczny temat – masowego zastosowania w ciągu max półtorej dekady – jak kiedyś masowe wdrożenie telefonów komórkowych. Tak samo elektromobilność – zaczyna się od rowera elektrycznego z przyczepką. A dalszy etap to własna prosumencka stacja ładowania – dla własnego drona autonomicznego – lądowego lub powietrznego. Teraz nie – ale za tuzin lat – tak. Albo własna szklarnia – dzisiaj w postaci choćby tuneli foliowych – nie mówiąc o o modularnie, praktycznie dowolnie składanych szklarniach z poliwęglanu. Państwo, w którym większość obywateli byłaby niezależna w we wszystkich podstawowych kategoriach ekonomicznych i “życiowych” – musi szanować obywateli, negocjować dostęp do energii, żywności, produkcji, usług, transportu itd – przestaje być monopolem, który sprawuje władzę przez redystrybucję. Więcej – barter sieciowy – czyli stabilny [z prawa wielkich liczb] blockchain wymiany dóbr i usług realnych – to złamanie monopolu państwa na emisję pieniądza – przez jego faktyczną eliminację. Nieustannie powtarzam – w twardych czasach rząd nieuchronnie twardnieje – albo państwo znika. Tyle, że chodzi o to, by rząd twardniał wobec zewnętrznych graczy – a nie wobec własnych obywateli – bo to przechodzi w autorytaryzm, wręcz w dyktaturę. Dlatego właśnie promuję oddolny rozproszony sieciocentryczny model prosumencki – tym bardziej, że jest bardziej efektywny, stabilny, odporny u samych podstaw na czynniki zewnętrzne i dużo łatwiej generuje synergię modernizacyjną na kilku kolejnych poziomach – aż po grid krajowy. Kwestia zrozumienia SWOT – i wykorzystania okna tej szansy.

        1. Żebym nie był podejrzewany o brak realizmu – to co proponuję – już ma pewien analog [aczkolwiek moim zdaniem zbyt mało prosumencki we wszystkich aspektach piramidy Maslowa – no i bez barteru sieciowego] – w Xiong’an w Chinach – polecam https://chiny24.com/technologie/xiongan-pierwsze-samowystarczalne-miasto-swiata-powstanie-pod-pekinem Xiong’an określają jako „nowy standard ery post-COVID-19” – wiodący projekt do budowy 100 mln megalopolis – oraz praktyczną realizację wielkoskalową kierunku na OZE i bezemisyjność i samowystarczalność. Warto, by np. Pan Góralczyk więcej na ten temat napisał…Xiong’an jest zresztą “oczkiem w głowie” dla Xi…

          1. Dostrzegam też – zawoalowane pod hasłem “harmonii architektonicznej wobec natury” – wyraźne trendy w Chinach do budownictwa przystosowanego do izolacji względem otoczenia zewnętrznego – w podziemnych kopułach. Czyli z okrywą ziemną i z wytrzymałym budownictwem sferycznym – odpornym w istocie na bronie ABC. Polecam: https://chiny24.com/technologie/nowe-trendy-architektoniczne-w-chinskiej-rzeczywistosci-realizacje-mad-architects

          2. @Georealista
            Ta sugestia o bunkrach antyABC miała by sens te konstrukcje miały podziemne połączenia z kompleksami w stylu śląskiego Riese.

          3. Te sferyczne kompleksy podziemne mają być połączone i wielofunkcyjne. Myślę, że dopiero Chińczycy się “rozkręcają” i “badają teren” optymalizacji i rozwoju nowego typu budownictwa przy tych inwestycjach pilotażowych.

          4. @JSC
            Skoro tak to rzeczywiście przy odpowiednio zbudowanych zapasach będzie można tam przeczekać kilka tygodni (to dość czasu na organizację transportu do miejsca docelowego, zapewne chińskiej wersji zmiankowanego przeze mnie Riese).

            Przy okazji to kompleks w takim kształcie ma dodatkową zaletę… może on robić za symulację kolonii pozaziemskiej (Mars będzie jeszcze długo po za naszym zasięgiem, ale Księżyc już jest ciekawą lokalizacją na montowanie między innymi wydobycia He3 dla reaktorów termojądrowych).

        2. (…)A cena prądu sieciowego z elektrowni systemowych długofalowo będzie na pewno rosła w Polsce z uwagi na sukcesywne podwyższanie opłat za emisje CO2 z elektrowni węglowych.(…)
          Już nie zwalaj na tego wzrostu tylko i wyłącznie na ceny CO2:
          https://wysokienapiecie.pl/33584-pge-placi-za-wegiel-najdrozej-w-historii/
          https://symar.pl/blog/siatki-na-wagony-ochronia-przed-zlodziejami-wegla/
          Zatem widać, że najistotniejszym czynnikiem kształtującym ceny polskiego prądu są porządki panujące na Śląsku jak i jak bliskiej okolicy szlaków kolejowych, którymi węgiel jest wywożony w głąb kraju. Chętni powinni zacząć obserwować przekształcenia piłkarskie związane z likwidacją kopalni, które są właścicielami kilku klubów, przy czym zwracam uwagę, że najciekawsze będą zjawiska okołostadionowe.

          (…)No i składowa ceny – pozycja przesyłu sieciowego będzie rosła – bo wzrośnie częstotliwość zrywania sieci przy narastających zmianach klimatycznych – a to narzuci coraz wyższe koszty serwisu i usuwania awarii.(…)
          Nie zapominajmy, że znaczne połacie polskiej sieci energetycznej są bliskie śmierci ze starości, czyli tak czy siak trzeba poczynić znaczne inwestycje… rekomenduję pójście w kierunku decentralizacji (nie musi to być koniecznie prosumencka OZE, ponieważ na samym Śląsku jest sporo ośrodków, które nie ujadą tylko na tym… tu, w przypadku okręgu przemysłowego, widziałbym miejsce dla atomu małej mocy).

          Podobne spostrzeżenia można poczynić dla branży spożywczej… Już w średniowieczu miasta nie były samowystarczalne pod tym względem. Oczywiście ten problem można załagodzić modelem grupa producenka-kooperatywa spożywcza to jednak pozostają takie miasta jak Warszawa czy konurbacja śląska, które będą zmuszone sprowadzać żywność z daleka… przy czym w przypadku Śląska dochodzi aspekt silnego skażenia zanieczyszczeniami pochodzenia przemysłowego.

  7. Rozmawiając o geopolityce mamy najczęściej na myśli działania państw lub bloków państw konkurujących o wpływy i zasoby uwarunkowane ich położeniem. W skrajnej sytuacji jest to walka o przeżycie. W tej układance są jeszcze inne, ponadnarodowe i ponadpaństwowe siły mające swoje własne interesy i prowadzące własną grę na zdobycie przewag. Mogą być np. ideologiczne lub biznesowe. Dobrym przykładem są przewalające się tęczowe rewolucje (które przecież same się nie sponsorują), ideologia wielokulturowości, rozdmuchany problem CO2 czy choćby reakcja świata zachodniego na korono-wirusa.
    Dlatego w tym wątku polecam nagranie Tomasza Wróblewskiego. Jak zawsze merytorycznie, bez uprzedzeń, krótko i ciekawie:
    https://www.youtube.com/watch?v=arnu0rWkXgU
    A przy okazji pytanie do analityków – jak sądzicie, jaki wpływ zastopowanie gospodarek, zniszczenie dotychczasowego stylu życia, rozpad obecnych instytucji będzie miało na procesy, które przewidujecie? Reakcja na covid w sposób nagły, głęboki i wydaje się, że nieodwracalny zmienia balans sił na świecie. Zatem coś runie i coś powstanie.

    1. @Jacek – wygrają ci, którzy mają spójne społeczeństwa – gotowe na zmiany – i na długi cierpliwy bieg z wyrzeczeniami – dla swoich dzieci [społeczeństwa prorodzinne]. Zresztą dlatego organizuje nam się “postępowy” chaos, praktycznie forsuje się już programowe zdziczenie bez osłonek – by jak najbardziej “zeszmacić” społeczeństwo – i zniszczyć jego wewnętrzną spójność – z rodzina jako rdzeniem. Tak samo ataki na KK – to zwykła operacja rozbijania trzonu, który pozwalał polskiemu społeczeństwu zachować tę spójność – i sprawdził się w najcięższych chwilach. Drugi element różnicujący przyszłą pozycję graczy to zdolność do odpowiedzi na zmiany. Gracz, który bez zwlekania i bez łudzenia się dokona ucieczki do przodu w nowy świat – a stary zostawi za sobą – zajmie wysokie miejsce w nowym rankingu. Ci, którzy opóźnią zmiany dostosowawcze [homeostazę] – dużo stracą. Trzeci element ma charakter wykonawczego “meta-czynnika” – to kwestia świadomego zwrotu społeczeństwa i organizmu gracza – ze wzrostu opartego na modelu konsumpcyjnym – do modelu opartego na INWESTOWANIU ZAWCZASU w przyszłość – kosztem właśnie konsumpcji. Zresztą właśnie dlatego takie ataki na KK – który z założenia promuje postawę prorodzinną [czyli postawę WYRZECZENIA rodziców dla dzieci] i antykonsumpcyjną i generalnie nakierowaną na długofalowe i odpowiedzialne podejście do życia – z całą jego kruchością – i przy stawianiu na wewnętrzną konstruktywną motywację – i na cierpliwość. Tu też obcy gracze za wszelką cenę [głównie przez działania sieciowe, które multiplikują oficjalne działania “postępowych” organizacji a la umowny Soros] chcą rozhuśtać u nas postawy roszczeniowe [“nam się wszystko należy, my niczego nie musimy”] zwłaszcza manipulując maksymalnie podatnym [i zawsze “zbuntowanym” w tym okresie] młodym pokoleniem. Owoce widać – te protesty dla młodzieży to był wg nich “niezły ubaw” i okazja do spotkań towarzyskich [gdy szkoły zamknięto]- oraz wysuwania [nie żartuję] haseł w stylu: “Żądamy wolnego dostępu do Netflixa i Woodstoocku” – czyli postawa roszczeniowo-konsumpcyjna dokładnie taka, jakiej oczekiwali animatorzy w cieniu… Do takiego świadomego zaciśnięcia pasa potrzebne jest spójne i świadome społeczeństwo – które patrzy w przyszłość – a nie żyje dniem dzisiejszym, beztroską i bezrefleksyjną konsumpcją i postawą roszczeniową z oczekiwaniem, że pieniądze spadają z nieba [albo weźmie się kredyt i “jakoś to będzie”]. Zresztą – pisałem od dawna, że nacisk obecnej ekipy u steru na wzrost bezpośrednio konsumpcyjny i na system dotacyjny [czyli stawianie na rybę zamiast wędki] – jest strategicznie zły – i musi zostać zastąpiony zaciśnięciem pasa i inwestowaniem w przyszłość. Szczególnie w strefie zgniotu. Na pewno bazą dla utrzymania stabilności wewnętrznej jest autonomia żywnościowa – teraz brzmi to dziwnie – ale za dekadę+ będzie oczywiste. A dla wielu graczy będzie to wielki i coraz bardziej narastający problem – nie tylko w Azji i w Afryce – żeby nie sięgać daleko – Słowacja za miedza sama produkuje tylko 50% konsumowanej żywności…resztę sprowadza… Zresztą – właśnie dlatego spodziewam się tak entuzjastycznego przyjmowania pochodu Atomowego Kalifatu w podminowanym głodem świecie “starego” islamu – a Kalifat będzie “eksportował” przejęte problemy żywnościowe w walkę z wrogiem zewnętrznym – owymi niewiernymi – na dokładkę dla zachęty z obiecanymi bogactwami Europy “do wzięcia”. Bo głód będzie najsilniejszą PRAWDZIWĄ motywacją do wszelkich ideologiczno-religijnych zachęt – czyli wg zasady “nie mamy nic do stracenia – wszystko do zyskania”… Co więcej – jesteśmy eksporterem żywności – i w miarę pogarszania sytuacji na świecie [odwrócenia dotychczasowego globalnego trendu zmniejszania się biedy i głodu na rzecz ich zwiększania – co już zachodzi od tego roku – a zmiany klimatyczne i pęczniejące budżety na zbrojenia i resorty siłowe – jeszcze ten trend zwiększą] – żywność będzie towarem coraz droższym i coraz bardziej pożądanym – bo to aktywo strategiczne – i coraz silniejszy lewar negocjacyjny. I konieczne jest [prócz żywności] zapewnienie minimalnego oczekiwanego poziomu stabilności środków utrzymania, przysłowiowego dachu nad głową, opieki lekarskiej – ogólnie podstawy piramidy Maslowa – wliczając bezpieczeństwo ogólne i lokalne. Co oznacza [przy optymalizacji] krótkie wewnętrzne i w pełni dysponowane w rękach gracza – łańcuchy dostaw towarów i usług podstawowych.

      1. Spójne społeczeństwa mają wyłącznie totalitarne dyktatury. I to do czasu póki mogą bez ograniczeń kontrolować je, sterować przekazem informacji i używać przemocy wobec swoich społeczeństw. Załamanie dyktatury to załamanie systemu sprawowania władzy i upadek spójności. Mogliśmy to obserwować na własne oczy w różnych stronach świata. Myślę, że technika i możliwości technologiczne przyśpieszają ale nasza natura nie nadąża. Dlatego nie wyobrażam sobie aby w naszych warunkach można wdrożyć tak nowatorski system gospodarczy i zastosować ucieczkę do przodu, podczas gdy nie potrafimy choćby uprościć systemu podatkowego czy racjonalnie finansować armii. Oczywiście listę można wydłużać. Dzisiaj młodzi ludzie w swojej większości, ale nie tylko młodzi, nie utożsamiają się z barwami, symbolami, historią. W uproszczeniu Ojczyzną. Nie rozumieją, że teraźniejszość ma swoją kotwicę w przeszłości, która będzie rzutowała na przyszłość. Łańcuchy dostaw, podstawy piramidy Masłowa, świadomość społeczna, rola rodziny, odpowiedzialność za członka rodziny, solidarność społeczna.. Można zapytać typowego homosmartfonus co to dla niego znaczy ale jeżeli pytanie nie będzie w formie mema a odpowiedź nie będzie zawarta w trzech prostych wersjach do wyboru, to się znudzi zanim padnie ostatnie słowo w pytaniu. To nie wina tych ludzi. To poprzednie pokolenie zreformowało system edukacji a ci zreformowani zreformują życie kolejnemu pokoleniu. Tak jak to widzimy w większej skali – rewolucja hipisowska lat 60tych dała podstawy obecnemu pochodowi marksizmu. Dlatego mówienie, że społeczeństwo jest takie czy siakie jest oczywiście poznawczo istotne. Jednak o przemyślanych zmianach prawie zawsze decydują elity. Uważam, ze nie ma czegoś takiego jak świadomy zwrot społeczeństwa. No więc jakie mamy elity? Co mogą zmienić? Mówię o zmianach w odniesieniu do prądów historii, o których póki co nie decydujemy lub decydujemy minimalnie. Może to niezbyt świetliste ale lepiej założyć, że nie jest dobrze i przygotować plan niż odwrotnie. A jeżeli warunkiem na przeżycie jest to o czym piszesz, to już po nas.

        1. @Jacek – pół żartem, półserio: jedyna nadzieja dla Polski w…Putinie. Tzn. w szybkim wzroście zagrożenia – który zmusi do WYPRZEDZAJĄCYCH strukturalnych i bezkompromisowych zmian zasadniczych w Polsce – i szerzej – na Wschodniej Flance. Jak “szczepionka” – wyprzedzając ogólnoświatowe zmiany. Z drugiej strony – nadmierne tempo tych przyśpieszonych zmian – przekraczające zdolność adaptacyjną społeczeństwa – łatwo może przejść w odgórnie aplikowaną i egzekwowana dyktaturę. Tak czy inaczej – nasze społeczeństwo czeka okres szybkiego dojrzewania względem coraz twardszej rzeczywistości – i [szczególnie młode pokolenie] – rozstawania się z obecnym konsumpcyjno-“luzackim” trybem życia. Wygrają ci, co nie będą tracili czasu na biadanie nad rozlanym mlekiem i na wypominki sentymentalne “jak to było kiedyś dobrze” – tylko z całą energią zapewnią swojej rodzinie “nową normalność”- z podstawą piramidy Maslowa na czele. Powtarzam – nie pieniądze na koncie, nawet nie złoto czy srebro na ciężkie czasy – a dysponowane we własnym ręku zasoby realne, dające w “długim biegu” domkniętą podstawę piramidy Maslowa.

          1. “dysponowane we własnym ręku zasoby realne” i pod tym się podpisuje choć słowa bym dopasował, bo nie tyle zasób co środki produkcyjne które dadzą w efekcie zasoby które domkną podstawę piramidy. Nawet majątek na to stawiam, ale czy zdąrze nim okienko się zamknie? nie wiem. Przygotowania w toku, ale niektóre rzeczy wymagają czasu. A do dyskusji wniosę tym tyle że są takie osoby ale jest ich mało, ale sam fakt wiedzy to mało, bo potrzeba szczęścia by działaniami skońćzyć przygotowania, bo realizacja w 90 proc. oznacza niestety problem, jak w produkcji. 0.9 produktu to 0 realnie, lub gorzej bo 1.5, lub i 3 kosztu pierwotnego.

        2. Jest coś w tym, że młode pokolenie nie czytające książek, a więc dłuższych tekstów, które trzeba przeanalizować, przetrawić, bez żadnego lajkowania, nie jest w stanie skupić się na dłuższym tekście i spróbować go zrozumieć, wyciągnąć jakieś wnioski.
          Wychodzi na to, że również kwestie geopolityczne trzeba będzie przedstawiać młodym w formie memów, bo dla nich nawet komiksy już są za długie i sprawiają trudność ze zrozumieniem.

    2. @Jacek – obraz sytuacji wg Wróblewskiego jest taki: “mamy do czynienia z absurdem, pandemia COVID-19 wywołała bezsensowne, zupełnie nieproporcjonalne do zagrożenia, działania i skutki gospodarcze i społeczne – “lekarstwo” gorsze od choroby, a skutki uboczne i w ogólnej zdrowotności i przede wszystkim w gospodarce – tragiczne”. Pełna zgoda co do katastrofalnych skutków. Natomiast ów intrygujący Wróblewskiego i tak atakowany “bezsens” i “nieracjonalizm” i działań i całej sytuacji – jest jak najbardziej sensowny i racjonalny – ale w dwóch innych, ukrytych dla ogółu poziomach działań strategicznych. USA i Chiny razem pracowały nad koronawirusami, w 2017 badania osiągnęły próg, gdy obie strony uświadomiły sobie, że wkroczyły w fazę, gdy wirus można zastosować jako broń strategiczną ukierunkowaną genetycznie. Obie strony zerwały współpracę i od razu zaczął narastać deficyt braku zaufania i spirali podejrzeń względem drugiej strony. Nakręcała to jeszcze tzw. zasada ostrożności, typowa w specsłużbach. Obie strony obawiały się – i DALEJ SIĘ OBAWIAJĄ – nie tego obecnego szczepu – ale znacznie bardziej złośliwych sztucznych “bojowych” mutacji COVID-19. Dlatego w Wuhan w okresie “mgły początkowej niepewności” zastosowano tak drakońskie środki. I dlatego reszta świata również je zastosowała. Za wyjątkiem np. USA – co tylko zwiększyło przekonanie Pekinu, że USA uważa się za “kontrolera sytuacji” w tej drabinie eskalacyjnej. Chiny dalej trzymają ścisły reżym kwarantanny wobec świata – mimo, że sytuacja opanowana i już mają [podobno] szczepionkę. Tak – ale na AKTUALNEGO wirusa i jego stosunkowo podobne szczepy – a nie na uderzenie atomowe bojową mutacją, która by pociągnęła setki milionów ofiar. Te wszystkie działania nie są nastawione na OBECNY szczep COVID-19 – ale są działaniami “stand by” czerwonego alarmu prewencyjnej “gotowości bojowej” na ewentualne zastosowanie mutacji COVID-19 o rzędy wielkości bardziej zjadliwej. Działa tzw. zasada lustra – i stan równowagi strachu – dość podobny [ale nie we wszystkim] do MAD z zimnej wojny. O czym się z oczywistych względów nie mówi powszechnie, a jest oczywiste w kalkulacjach i raportach wszystkich specsłużb. Nie mówi się – bo z kontrolowanego odgórnie procesu “przymykania” i restrukturyzowania świata – powstałby chaos – który zapewne zmiótłby tę kontrolę – i nawet rządy. Przy okazji na poziomie strategicznym obie strony pieką swoją pieczeń wprowadzania wielkich zmian strukturalnych ekonomiczno-speołecznych, zwiększonych kompetencji władzy, cyberkontroli, biopaszportów, ograniczania gotówki. No i następuje gwałtowna zmiana na szeroko pojmowanym Zachodzie – przejście od rynku pracownika do rynku pracodawcy. Czyli dotychczasowe zapotrzebowanie na imigrantów dla pokrycia ciągłego deficytu siły roboczej – będzie się kończyło. Ze wszystkimi konsekwencjami – zwłaszcza na Zachodzie Europy – gdzie dotychczas hołubieni “ubogacający kulturowo” imigranci staną się…niepotrzebnymi pariasami. Z likwidacją już niepotrzebnej, a dotychczas tak forsowanej ideologii “muti-kulti”. Co rzecz jasna po pewnym czasie wywoła określone, drastyczne reakcje imigrantów, nie tylko ze środowisk radykalnych. Można powiedzieć, że z jednej strony następuje konwergencja Zachodu względem Chin z ich cyberkontrolą i autorytaryzmem twardej władzy, z modelem konsensusu pekińskiego, a z drugiej pod maseczką obiecanek “odgórnej pomocy” szykuje się ludziom świat, w którym mają dużo więcej pracować, dużo mniej zarabiać i konsumować – a wytworzona wartość dodana ma iść nie na ich konsumpcję – ale na konfrontację z Chinami. Dlatego właśnie promuję oddolny prosumencki model rozproszony blockchainu wartości realnych [barteru sieciowego] – bo w nim jest rozwój wynikający z wewnętrznej motywacji, rozwój dla własnej rodziny [i perspektywa rozwoju społeczeństwa] – i wartość dodana przechwytywana przez rodzinę – a nie przez odgórnie zawiadywane wielkie molochy. Różnica fundamentalna – w kontroli, rozwoju, w akumulacji dóbr, w dypsponowaniu nimi. Tak przy okazji tzw. wielkiej strategii – doktryna MAD nie powstała w zimnej wojnie. Ona powstała już w I wojnie światowej – gdy najpierw Niemcy użyli gazy bojowe, a w odpowiedzi także alianci. Co doprowadziło do wytworzenia równowagi strachu – własnie wg MAD – i wg tego mechanizmu – nastąpiło przejście do gotowości użycia na olbrzymią skalę – ale już zasadniczo [prócz incydentów względem dysponowanych “chemicznych mocy bojowych”] – bez ich użycia. Czyli – zasada lustra – “wy nie atakujecie – my nie atakujemy”. Ta doktryna MAD oparta o równowagę strachu – dostała nowa postać dalekiej [strategicznej] projekcji siły – po doktrynie Douheta – panowania w powietrzu. Gdy wybuchła II w.św. – przez cały czas obie strony “nie wiedzieć czemu” [dla laików] – powstrzymywały się od użycia bomb chemicznych – przy jednoczesnej najwyższej gotowości obu stron do użycia w masowym ataku. Wygrywający nie używał – bo wygrywał bez broni chemicznej – a ewentualne użycie mogło wywołać masowy odwet bombardowaniami na ludności cywilnej rujnujący zwycięstwo osiągnięte “konwencjonalnie” zwycięstwo. Możność zbombardowania przeciwnika – była możliwością użycia na skalę strategiczną broni chemicznej. Dlatego Brytyjczycy w 1940 tak pilnowali rozwoju lotnictwa bombowego na Wyspie i możliwości bombardowania Niemiec przez Bomber Command – mimo, ze z punktu widzenia potrzeb “konwencjonalnej” wojny te siły bombowe były nieporównanie bardziej potrzebne w Afryce i w regionie Śródziemnomorza. Gdzie jeden z marszałków wzdychał, że chciałby dożyć czasów, w których zobaczy z pół setki Beaufortów i Marylandów w jednej formacji w powietrzu…Dla porównania – tylko nasze 4 polskie dywizjony bombowe, powstałe w 1940 w UK – miały na pełnym stanie 72 samoloty bojowe [w dywizjonie po 2 eskadry operacyjne – i 1 “zapasowa” – w praktyce używana, gdy Harris chciał przeprowadzić duży nalot]… Tak samo utrzymywanie przez Hitlera zdolności do bombardowania UK [zwłaszcza Londynu – jako ZAKŁADNIKA] było pozornie bez sensu – Hitler mimo dużych strat wytracał resztki lotnictwa bombowego w tzw. Blitzu wiosną 1944, by utrzymać stała groźbę zbombardowania – aż tę projekcję siły przejęły V-1 i V-2. A gdy front się oddalił – Hitler dalej”bezsensownie” poświęcał samoloty bombowe do odpalania z nich w powietrzu V-1. Historycy nadziwić się nie mogą, dlaczego Hitler zdecydował się na budowę tysięcy ofensywnych V-2 [które sumarycznie odpowiadały jednemu typowemu wielkiemu nalotowi kilkuset B-17 i B-24 z 8 Armii Lotniczej] – zamiast dać priorytet na wyprodukowanie dziesiątków tysięcy rakiet plot Wasserfall [ważyły 10 razy mniej od V-2 – i były prostsze w produkcji – a system naprowadzania był dopracowany i sprawdzony bojowo- eksplozja głowicy 100 kg zazwyczaj niszczyła “combat box” B-17 czy B-24 – nawet wprowadzenie B-29 nic by nie zmieniło] – które to masowe użycie rakiet Wasserfall by wyczyściło niebo nie tylko nad Rzeszą – ale faktycznie ukróciły przewagę lotnictwa taktycznego Aliantów na Zachodzie i na Wschodzie. A tymczasem Hitler racjonalnie – na CAŁOŚCIOWYM poziomie strategicznym – chciał utrzymać za wszelką cenę zdolność do zbombardowania UK – by utrzymać równowagę strachu MAD w broni chemicznej. I obawiał się, że możność utracenia projekcji siły lotnictwa strategicznego przez Angloamerykanów – pociągnie za sobą decyzje o masowym zbombardowaniu Niemiec bronią chemiczną – nim Alianci utracą tę zdolność. I Amerykanie i Brytyjczycy mieli konsekwentnie gromadzone olbrzymie składy bomb chemicznych w UK i w Italii – tak samo mieli je u siebie non-stop gromadzone i sukcesywnie zwiększane aż do końca wojny – także Niemcy. Po wojnie zatapiano setki tysięcy ton tej broni – gdzie się da – także na Bałtyku…co jest tykającą bombą, nieraz omawianą np. na defence24…

      1. Ironią losu jest to, że o ile precyzja uderzeń spowodowała zmniejszenie o rzędy wielkości moc ładunków jądrowych koniecznych do zniszczenia danego celu – czyli wojnę globalną można wygrać stosując np. 10 tys ładunków o mocy 5 kT [czyli sumarycznie mniej w energii i w skażeniu, niż jedna “car-bomba” Chruszczowa – o tyle precyzja nakierowania genetycznego uzyskana w zeszłej dekadzie – włączyła na pierwszoplanowy poziom strategiczny bronie biologiczne – dotychczas “ślepe” i obosieczne. Czyli w przypadku atomu – zimnowojenna doktryna MAD przestała obowiązywać – natomiast MAD włączył się w ramach ukierunkowanych genetycznie broni biologicznych….uzupełniając arsenał nowoczesnych broni chemicznych…nie tylko binarnych…

  8. Odnośnie leczenia COVID-19, tu jest rewelacyjna i świeża publikacja, która przekazuje najnowsze informacje w zrozumiały sposób:
    https://www.evms.edu/media/evms_public/departments/internal_medicine/EVMS_Critical_Care_COVID-19_Protocol.pdf?fbclid=IwAR1ud8svCid0aHzAAw55vcsIstA_Wo78AtR9DyuLMbDQtZgO8GAzeQHKK6E

    To jest wprawdzie przede wszystkim info dla lekarzy .
    Jednakże część “Prophylaxis” (strona 6 i 8), która jest kierowana do osób o podwyższonym ryzyku, jest moim zdaniem (i nie tylko moim, tutaj inny bloger też na ten dokument zwrócił uwagę https://alexba.eu/eastern-virginia-med-school-procedury-dla-lekarzy/) ciekawa z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego. Właśnie dlatego, że podniesienie odporności można uzyskać stosując powszechnie dostępne, bezpieczne i niedrogie preparaty/suplementy.

    1. Dodatkowo lekarz z Przemyśla zwraca uwagę na możliwą terapię Amantadyną.
      https://przychodnia-przemysl.pl/how-to-treat-covid-19-in-48-hours-scheme/

      I nie jest to nic niesamowitego, ponieważ najstarsze publikacje – jakie znalazłem – a sugerujące, że może mieć ona pozytywny wpływ na leczenie COVID-19, pochodzą jakoś z marca 2020…
      W zasadzie do dziś można było wielokrotnie przebadać tę hipotezę i ją pozytywnie albo negatywnie zweryfikować. Ale nikt tego nie robi, poza niezależnymi grupami lekarzy praktyków:
      https://www.avensonline.org/wp-content/uploads/JPP-2327-204X-08-0034.pdf
      Tak czy inaczej jest jakaś iskierka nadziei.

  9. Ważne jest przede wszystkim tworzenie scenariuszy, planowanie z wyprzedzeniem, i ewentualne modyfikowanie scenariuszy wraz ze zmianą sytuacji, ale generalnie przewidywalność. I masowe testowanie by wyłapywać zakażonych i izolować. Oraz prace nad szczepionką i metodami leczenia cięższych przypadków. Oraz odciążenie maksymalne służby zdrowia by racjonalnie gospodarować tymi ograniczonymi zasobami.

    W Polsce mamy za to strategię chaosu dla zmylenia wirusa.
    Najpierw, jak większość krajów prowincjonalnych w UE mieliśmy mało zakażeń, bo i mało kontaktów z daleką zagranicą w porównaniu do Niemiec, Włoch czy Francji.

    Ale że wybory na wiosnę, to rząd zademonstrował “sprawczość” i zamknął gospodarkę przy zakażeniach 200-300 dziennie. Skutki znane – 270 mld deficytu (część ukryta po różnych nie liczonych do budżetu funduszach) i parę branż na skraju upadku. Plus paru kumpli rządzących zrobiło interesy życia na prostych, acz deficytowych wtedy towarach. Nie liczyły się żadne procedury, zasady, certyfikaty, ceny.

    Był fajny okres paniki, co pozwalało w mętnej wodzie robić świetne interesy, albo po prostu marnować kasę. Oraz już całkiem olać zasady prawa – vide dwóch panów bez żadnej formalnej funkcji podejmuje decyzje o terminie wyborów.

    Potem wybory więc potrzebny był “sukces”. Więc odtrąbiono całkowite zwycięstwo wirusa. Dosłownie. Tu np. premier o tym mówi:
    https://www.youtube.com/watch?v=par-Gezb-EE
    Większość uwierzyła, po czym wyjechała spokojnie na wakacje. Komunikaty z rządu spójnie pasowały do covidosceptyków utrzymujących że wirus nie istnieje albo to zwykła grypa. Wszelkie ograniczenia zniesiono przecież przed wyborami.

    Wakacje jak to wakacje, luz blues. Zero przygotowań mimo iż eksperci od wiosny trąbią że jesienią druga fala będzie. Opalamy się. No po wygranych wyborach, 3 lata do następnych, zaczęła się walka na noże o stołki w obozie władzy.

    Wrzesień zaczęliśmy w zwycięskiej atmosferze, jako mistrzowie koronawirusa.
    No i po miesiącu bijemy rekordy. Mimo iż testujemy znacznie mniej (tak z połowę tego co średnia w UE) zakażeń w okolicach 25-30 tys. dziennie, przy trafialności testów koło 50%. Czyli jakby przetestować 2 razy tyle to pewnie byłoby na ludzie 50-60 tys. Sz
    Szpitale zatkane, w karetkach ludzie czekają po naście godzin, są już zgodny na zwykływ wyrostek.
    Oficjalnie covidowe śmierci to 200-400 sztuk, ale jak się spojrzy na zarejestrowane zgodny w urzędach stanu cywilnego to:
    https://www.money.pl/gospodarka/i-znowu-rekord-liczba-ukrytych-ofiar-epidemii-wciaz-rosnie-6573778690960288a.html

    Rozumiem, że lekarzy się z powietrza nie wyczaruje. Ze wschodu nie przyjadą. Jak ci na Ukrainie zobaczyli pensje naszych, to grzecznie podziękowali. Fakt, że formalnie wyższe od ukraińskich, ale tam pacjenci uzupełniają braki w kopertach jako dowody wdzięczności. Może ci z Białorusi uciekający przed OMONem Łukaszenki. Ale czemu akurat do Polski? Pielęgniarek też się nie wyczaruje.
    Ale można by im maksymalnie ułatwić pracę. Asystentka od papierologii dla każdego lekarza, żeby leczył a nie wbijał kody do kompa. Opieka dla dzieci lekarzy i pielęgniarek, szczególnie że szkoły zamknięte. Dodatkowa kasa dla nich a nie na policję, Rydzyka i flagi z funduszu covidowego. Polowe szpitale np. w Narodowym można było spokojnie składać w maju-czerwcu-lipcu a nie pospolite ruszenie w październiku. Szkolenia z respiratorów dla innych specjalizacji niż anestezjolog też można było w wakacje ogarnąć.

    No i kasa, kasa… najpierw poszło na socjal typu naste emerytury, potem długi pod kreskę na wiosnę, ale te decyzje ad hoc typu hmmm… idźcie na groby, a piątek o 16:00 “stop, jednak nie” i odszkodowania dla kwiaciarzy z funduszu covid. A teraz flagi dla gmin z funduszu covid. Bez żadnego trybu.

    Strategia chaosu. Jak to ukryć? Wiem – zakazać całkowicie aborcji.

    1. (…)Skutki znane – 270 mld deficytu (część ukryta po różnych nie liczonych do budżetu funduszach) i parę branż na skraju upadku.(…)
      Tyle deficytu to mieliśmy od dawna i to w samy FUS’ie.

      (…)Większość uwierzyła, po czym wyjechała spokojnie na wakacje.(…)
      To akurat zasługo lobby turystycznego nie tylko u nas, ale i w całej Europie.

      (…)Pielęgniarek też się nie wyczaruje.(…)
      Na zachodzie pielęgniarki mają taki zakres obowiązku, że człowiek wschodu nazwałby ją lekarką prowadzącą… a zatem tu powinno być dużo łatwiej niż z lekarzami.

      (…)Asystentka od papierologii dla każdego lekarza, żeby leczył a nie wbijał kody do kompa.(…)
      To powinno być zrobione i bez pandemii, podobnie z reformą zawodu ordynatora, którego zakres obowiązków… http://www.oil.org.pl/xml/oil/oil56/gazeta/numery/n2007/n200703/n20070303 to przysłowiowy groch z kapustą.

      (…)Polowe szpitale np. w Narodowym można było spokojnie składać w maju-czerwcu-lipcu a nie pospolite ruszenie w październiku.(…)
      Na takie decyzje to już na prawdę trzeba odwagi politycznej… bo jesteśmy w okresie walki reprezentacji narodowej o dobrą lokatę na Euro.

      (…)Strategia chaosu. Jak to ukryć? Wiem – zakazać całkowicie aborcji.(…)
      Ta hucpa to raczej część innych rozgrywek… to klasyczna wojna frakcji.

  10. Dotychczasowy model ekonomiczny opierał się o maksymalizację PKB – w praktyce o maksymalizację obrotów działalności, które PKB nabijały – dzięki czemu można było zadłużać budżet. Co oznaczało dotychczas “jedynie słuszny” małpowany ślepo przez wszystkich model: “szybko wyprodukować, szybko zużyć, szybko kupić nowy produkt”. Widać to dobrze na obłędzie z samochodami – co 2,5 roku lifting zasadniczy, co 5 lat nowy model – a kiedyś [jeszcze po II w.św] synonimem dobrego samochodu i jego jakości była trwałość – np. 30 lat. Nowa ekonomia wymaga optymalizacji koszt/efekt. Czyli wyprodukować coś najmniejszym nakładem zużycia surowców, energii, robocizny, maszyn itd – by użytkować to jak najdłużej. Oraz wymaga projektowania danego produktu od razu pod gospodarkę cykliczną – czyli, gdy produkt się częściowo zużyje, zamiast wyrzucać na przysłowiowy złom [czyli degradować do poziomu surowca] , dany produkt będzie się naprawiało i regenerowało za mały ułamek całkowitej wartości “wsadu” wartości realnych] – i to wielokrotnie. Nie design – a użyteczność i ekonomiczność i “wytrzymałość” jako naczelne kryteria oceny produktu. No i nie pieniądze i nie system finansowy – tylko gospodarka oparta o zliczenie real-time i bilansowanie popytu-podaży wszelkich wartości/zasobów/produktów realnych – i usług. Kiedyś od tego zaczęliśmy w zaraniu starożytności, gdy władca na tabliczkach miał spisane zobowiązania poddanych i je egzekwował, potem ten nieporęczny system wyparł pieniądz oparty o skupioną wartość złota czy srebra, potem pieniądz utracił powiązanie z wartością i stał się w ostatnim etapie domeną całkowicie oderwaną od realnej gospodarki, a jednocześnie komputery i siec ‘bocznymi drzwiami” umożliwiły na nowo powrót do sprawnego zliczania i bilansowania wszelkich wartości realnych – i to w czasie rzeczywistym. Kto to wszystko zrozumie i spójnie wdroży – może jako gracz dokonać skoku adaptacyjnego [strategicznego wysiłku modernizacyjnego] i zyskać dynamiczną odporność i trend rozwojowy w ciężkich czasach, które nadejdą. Natomiast próby odrywania kuponów od starego systemu i jego kontynuacja – są skazane w pewnym momencie [może oddalanym i w sumie odległym np. o półtorej dekady – ale moim zdaniem na zasadzie: “im później – tym gorzej”] – skazane na bardzo twarde lądowanie. Nie chodzi tylko o pęknięcie bański systemu finansowego – ale generalnie o upadek starej ekonomii, która służebnie względem świata finansów – nabijała dotychczas PKB wg maksymalizacji obrotów i wg maksymalizacji zużycia zasobów – a nie wg maksymalizacji użyteczności, trwałości i ekonomiczności zużycia zasobów realnych. No i priorytety popytu na produkty i usługi ulegną zasadniczej zmianie – z tych obecnie “pompowanych” na siłę przez reklamę w mediach [“musisz to mieć”] – na rzecz tych, które zaspokajają przede wszystkim podstawę piramidy Maslowa i zapewniają długofalowy rozwój i stabilność – czyli odtworzenie i rozbudowę tej bazy, która właśnie zapewnia piramidę Maslowa. Czyli na zabezpieczenie życiowe na “dzisiaj” – i na “jutro”.

  11. Gdyby podsumować państwo-gracza nowego typu przygotowane na przyszłe ciężkie czasy: sieciocentryczny, rozproszony model prosumencki, z kilkoma poziomami synergii od rodzinnego gospodarstwa autonomicznego po grid krajowy, z maksymalnie skróconymi łańcuchami dostaw funkcjonującymi wg “just-in-time” w barterze sieciowym [blockchain dóbr i usług realnych], w przypadku podstawy piramidy Maslowa – w pełni samowystarczalny układ z dynamicznym zapasem zasobów dla wytworzenia potrzebnych reakcji na zmiany[homeostat]. Produkcja i cykl życia produktu i usługi w rozproszonym sieciocentrycznym Przemyśle 4.0, “multiprodukcja” sieciocentryczna na drukarkach przemysłowych 3D, w tym produktów podwójnego zastosowania. Jako całościowy gracz – wytworzona całokrajowa wielowarstwowa A2/AD Tarcza i Miecz Polski – zbierająca sieciocentrycznie wszystkie domeny w jedną z maksymalizacją RMA i środowiska autonomicznego Internetu Rzeczy – zarządzana real-time. Jądrem rozproszony kompleks sieciocentryczny C5ISR – zarówno dla celów “cywilnych” – jak i militarnych – choć w wielu przypadkach nastąpi “zrośniecie” obu sfer. Plus głowice asymetrycznego odstraszania jądrowego. Wspólny “worek zasobowy” – jedna baza wszystkich wzorców technologicznych, w tym dla drukarek 3D. Cechą wyróżniającą system funkcjonowania gracza jest szybki czas reakcji – i skala DYNAMICZNEJ reakcji. Czyli [przykład przerysowany – zasadniczo sztuczny] – jest sygnał z C5ISR: “Rosja chce nas zgnieść gołą siłą – 10 tysiącami czołgów i 20 tys BWP i KTO itp” – w reakcji natychmiast wszystkie zasoby produkcyjne gridu krajowego wytwarzają drony i efektory precyzyjne – by po 24 h mieć do dyspozycji np. 50 tys dronów z podwójną jednostką ognia [2×100=] 200 tys tanich efektorów precyzyjnych. Czyli w 24 h do dyspozycji w gotowości bojowej 250 rojów przełamujących po 200 sztuk dronów każdy rój. Dla likwidacji podstawy operacyjnej agresora – zanim wkroczy. Chodzi o szybkość reakcji – WIĘKSZĄ, niż szybkość akcji – czyli zanim by przygotowali zagrażający ruch – my już mamy nadmiarowa skuteczną kontrę. Trochę to przypominałoby sytuację w Normandii w 1944 – gdy alianci szybciej deszyfrowali Enigmę z rozkazami z “góry”, niż Niemcy – i szybciej przekazywali informacje i rozkazy kontrataku do dywizjonów Typhoonów z rakietami ppanc – niż sami Niemcy otrzymywali rozkazy w jednostkach liniowych i zaczynali przygotowania do ataku pancernego. Oczywiście kłania się “si vis pacem – para bellum” – samo zasygnalizowanie skutecznej reakcji może spowodować, że w owym wydumanym przykładzie – Rosja by zatrzymała atak pancerny na etapie przygotowań…jako nieopłacalny w kalkulacji koszt/efekt – i faktycznie nierealizowalny…

    1. Forsowana przez Berlin federalizacja oparta o przestarzały dysfunkcyjny [i w praktyce ANTYROZWOJOWY] system finansowy i o faktyczne zadłużenie państw UE wg modelu greckiego dla przejęcia władzy – jest nie tylko szytym grubymi nićmi wrogim przejęciem – ale jest zwyczajnie przestarzała z punktu widzenia wymagań, jakie winna spełniać UE jako jeden sprawny i konkurencyjny gracz na arenie międzynarodowej – a które to wymagania starałem się powyżej opisać. Dlatego przystępowanie do tej federacji i procedowanie i zaangażowanie się w niej – jest zwyczajnie ślepą uliczką i stratą cennego czasu i zasobów. Opisując wyżej wymagania strukturalne i systemowe głębokich zmian dostosowawczych do ciężkich czasów – czyli państwo “nowego wzoru” – nie widzę ani jednego z tych koniecznych wymagań, które by spełniała federacja UE. Wygranym federalizacji ma być tylko Berlin – kosztem reszty. Per saldo – oznacza to regres UE – własnie jako gracza międzynarodowego. Już na starcie jest generowana gra wewnętrzną o sumie zerowej – i po przekroczeniu krytycznych progów nierównowagi – moim zdaniem nieuchronny rozpad na kilka stref europejskich. Dlatego racja stanu Polski to owszem wyzyskać ile się da ze starego układu [optymalnie – kupując technologię i budując autonomiczną wszechstronną siłę za wyemitowane pieniądze federacyjne] – ale od razu robiąc swoje – czyli budując faktami dokonanymi “naszą” strefę szeroko rozumianej Wschodniej Flanki – która z uwagi na najlepszy stopień przygotowania na ciężkie czasy – będzie mogła przyciągać do konfederacji innych graczy europejskich. Czyli zbudować Konfederację Europejską. Jak mawiał dziadzia Piłsudski: “brać, korzystać, nie kwitować”. Optymalne byłoby zaciągniecie wszelkich kredytów i przetworzenie je w spójny skok modernizacyjny “państwa nowego wzoru” – by mając wystarczającą siłę – nie spłacać kredytów – i przepiąć się na nowy model organizacyjny państwa – i na konstrukt Wschodniej Flanki – odklejając się zawczasu od federacyjnego przyszłego bankruta – który pogrąży się w chaosie.

    2. Sumując: gracz nowego typu zdolny do przetrwania i rozwoju w Wielkim Chaosie [pułapka Kindlebergera] i w Wielkiej Konfrontacji [pułapka Tukidydesa] ma budowę sieciocentryczną, rozproszoną, z synergią “wspólnego worka” budowaną wielopoziomowo oddolnie w modelu prosumenckim, jest graczem autonomicznym w podstawie piramidy Maslowa, bilansuje popyt z podąża wg blockchainu wartości realnych, a podstawowym parametrem gracza jest bardzo szybki czas silnej [adekwatnej] reakcji. Reakcji dynamicznej – opartej o posiadany potencjał Przemysłu 4.0. Tak, by zawsze móc “kopnąć w stolik” i zmienić reguły gry, nie mówiąc o kontrakcji, która by w zarodku zdusiła plany agresora. W przypadku Polski Skarbiec Suwalski [i inne bogactwa naturalne] zapewniłyby realne zasoby i dla Przemysłu 4.0 high-tech – i do wymiany barterowej [ale produktów – dla korzystnej wymiany] z sąsiadami. Geotermia głęboka HTR – pozwoliłaby na osiągnięcie prawdziwej suwerenności energetycznej [niewrażliwej na czynniki zewnętrzne, w tym sabotażowe i kinetyczne] – także jako zasilanie wielkoskalowe broni energetycznych [choćby generatorów wiązek skierowanych – niekoniecznie koherentnych jak lasery] – no i mocną pozycję Polski jako eksportera energii. Saturacyjna całokrajowa suwerenna A2/AD i głowice asymetrycznego odstraszania – jako podniesienie poprzeczki koszt/efekt agresorowi do poziomu, który wymusi zaniechanie tej agresji na etapie planowania. Wszystko by PRZETRWAĆ najgorsze 30-40 lat przed nami, ale także, by się rozwijać. A faktycznie – po stworzeniu stabilnego obszaru bezpieczeństwa i rozwoju – by wciągać “top men” do Polski z innych krajów – przyspieszając rozwój. I rozszerzając obszar organizacji nowego typu na sąsiednie kraje – w prawdziwym konfederacyjnym “win-win”. Obecne modele ekonomiczne, finansowe, także społeczne [w większości z XIX nawet XVIII w] – są przestarzałe i nieskuteczne – i jest to stan permanentny od przynajmniej 2008 roku. Dlatego ciągłe odwoływanie się do nich i naciąganie na siłę realu do teorii jest przejawem odklejenia się od realu – i wypieraniem potrzeby nowej, sieciocentrycznej, rozproszonej prosumenckiej organizacji gracza.

  12. Promując sieciocentryczny, rozproszony model prosumencki, faktycznie o quasi-zerowych łańcuchach dostaw w podstawie piramidy Maslowa, chcę zaznaczyć, że nad całym systemem pracowałem analizując różne case studies i testując różne modele. To jest wynik poszukiwań, pokrywających się wniosków i potwierdzonych “optimów” z różnych stron – a nie ideologiczny manifest przyjęty a priori. Zainteresowanym własnym “research’em” radzę przeczytać na początek “O sekundę za późno” Williama R. Fotschena – rzecz oparta o merytoryczny raport z 2001 [ten też warto przeczytać]. Lub “Blackout” Marca Elsberga – też oparty na solidnym materiale w formie raportu dla Brukseli, co polecam. Wniosek jest jeden – wielkie scentralizowane mamuty XXw i długie linie/łańcuchy dystrybucyjne i łańcuchy dostaw – to wobec możliwych zagrożeń – proszenie się o kłopoty – na poziomie egzystencjalnym. Wspomniany przez @Jacka słoneczny udar [czyli wyrzut “dwucyfrowy” klasy X] kasujący nasza elektroniczną cywilizację, jest nie do zekranowania w liniach długich tradycyjnego zasilania z elektrowni systemowych. Ani do zekranowania wobec użycia broni EMP [np. odpalenia atomówki w jonosferze]. Dużo łatwiej ekranować systemy wyspowe – zwłaszcza zaprojektowane od podstaw także w tym względzie. Stąd skok generacyjny w nowy rodzaj ekonomii – winien być także wykorzystany jako “opcja zerowa” dla wyzbycia się pięt achillesowych obecnej techniki i ekonomii. Swoją drogą – już czytając uważnie [pod względem systemu, jaki zbudował] wspomnienia Alberta Speera – widać wyraźnie, dlaczego w strefie zgniotu taki nacisk kładł z jednej strony na rozproszenie produkcji – z drugiej na zarządzanie ściśle dobrami realnymi – “gardłowymi” dla danej gałęzi produkcji zbrojeniowej i rezerwowanymi już u źródła – np. aluminium dla lotnictwa – czy stalą wysokiej jakości dla U-bootów. Generalnie – proponowany system nie jest rewolucyjny – a raczej stanowi domknięty logicznie, spójny zestaw “najlepszych praktyk” i sprawdzonych metod – konsekwentnie nakierowanych na ominięcie trudności, jakie będzie serwowała graczowi szeroko pojmowana nielinearna “wszechwojna” [wedle terminu S&F]..a i względem konfliktu kinetycznego taki system organizacji będzie daleko efektywniejszy – i szybszy i bardziej dynamiczny w reakcjach…

Leave a Reply