GEOPOLITYKA – potrzebna dziedzina nauki czy wprowadzająca w błąd ideologia?

Od tygodnia w środowisku geopolitycznym (naukowcy, zawodowcy, publicyści) wrze. W sieci pojawił się szereg publikacji i wypowiedzi, które celowały zarówno w geopolitykę, jak i osoby się nią zajmujące.

W debacie pojawiły się merytoryczne artykuły dra Michała Lubiny, dra Leszka Sykulskiego czy Wojciecha Jakóbika. Krótka polemika Jakuba Wiecha, ale i również (niestety) dość żenujące wypowiedzi, zawierające w niektórych przypadkach ataki ad personam. Z pewnością przyrównywanie przez dyrektora Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM, którego celem jest m.in. szkolenie polskich dyplomatów i upowszechnianie wiedzy o współczesnych sprawach międzynarodowych)  geopolityki do rasizmu nie było najbardziej fortunną wypowiedzią (co musiał zauważyć sam jej autor, skasował bowiem kontrowersyjny wpis). Do ruchu antyszczepionkowego porównał “gełopolityke” były sekretarz stanu MSZ, podobnie jak były redaktor naczelny Energetyka24.pl. Z kolei Prezes Centrum Studiów Polska – Azja (CSPA) nazwała geopolitykę sekciarstwem z naczelnym kapłanem na czele. Z oczywistych względów niniejszy tekst nie będzie się odnosił do w/w wypowiedzi. 

Ponieważ nie jestem ani naukowo, ani zawodowo związany z geopolityką, naukami społecznymi czy geografią, nie wypada mi również (ani nie czuję się na siłach) by wchodzić w polemikę na poziomie naukowo-akademickim (zresztą krytycy również od tego w dużej mierze uciekli). Nie będę tutaj definiować pojęć, ani stwierdzać czy geopolityka jest dziedziną nauki, czy też nie (przywołam mądrzejszych ode mnie). Dostrzegam jednak potrzebę stworzenia pewnego rodzaju syntezy, by móc później wyciągnąć własne wnioski. Dlatego poniżej przedstawiam zebrane argumenty krytyków (wraz ze zbiorem linków do poszczególnych artykułów i wypowiedzi), z własnymi uwagami i spostrzeżeniami tam, gdzie dyskusja toczy się na polu czysto publicystycznym.

Ponieważ mój blog pozycjonowany jest na pojęcie geopolityki, a sam dosyć często używam tego wyrażenia, zacznę w pierwszej kolejności od definicji geopolityki. Jest to dość ważne, ponieważ odnoszę wrażenie, że krytycy geopolityki nie odrobili zadania domowego, pominęli ten podstawowy aspekt w swoich rozważaniach, a w konsekwencji, wyrażana przez nich krytyka nie miała nic w spólnego z omawianym przez nich pojęciem. 

Definicja geopolityki

Geopolitykę w sposób kapitalny zdefiniował dr Leszek Sykulski w artykule z 2011 roku, w którym tłumaczył różnice między geopolityką, a geografią polityczną. Wskazując istotne rozbieżności, siłą rzeczy dokonał precyzyjnego określenia pojęcia geopolityki (vide tabela na końcu artykułu). Definicja ta w większości miejsc koreluje z tym, co można wyczytać w angielskiej wikipedii (gdzie podane są źródła def.) nt.: geopolityki oraz geografii politycznej. W polskiej wikipedii podano natomiast cały zbiór definicji, cytując m.in. za encyklopediami, słownikami, Peterem Taylorem czy Leszkiem Moczulskim.

Za w/w źródłami, najprościej rzecz ujmując:

geopolityka należy do nauk politycznych i bada wpływ przestrzeni (geografii) na politykę międzynarodową (państw).

Podobnie dziedzinę tą określił w swojej książce J. Bartosiak. Jak widać definicje te są bardzo precyzyjne i lakoniczne. Brak tam odniesień do uniwersalizmu czy determinizmu. 

A ponieważ krytycy geopolityki nie podali dotąd żadnej innej sensownej definicji (innej niż geopolityka = ideologia), to w dyskursie należy posługiwać się tymi już znanymi. I powszechnie akceptowalnymi. Więc przypisywanie geopolityce cech ludzkich (np. deterministyczny ogląd) należy uznać za całkowicie nieuprawnione, a zarzuty stawiane w tej przestrzeni, za chybione.

Poniżej graf ukazujący jak autor niniejszego wpisu postrzega geopolitykę, w oparciu o w/w definicje :,

Dopiero w tym miejscu, można przejść do dalszej części artykułu, w której przedstawiam i polemizuję z krytykami geopolityki.

M. Lubina – “grzechy” geopolityki: uniwersalizm, determinizm i redukcjonizm

Podstawowy błąd jaki, w mojej opinii, w swoim tekście popełnia dr Michał Lubina (pozwalam sobie na ocenę z uwagi na to, iż sam autor stwierdził, że tekst ma charakter publicystyczny, a nie naukowy), to stworzenie fałszywego, ogólnego obrazu geopolityki i geopolityków. To sprawia, że tekst przypomina bardziej walkę autora z jego wyobrażeniami na temat geopolityki niż dyskusję na temat skuteczności tej metody badawczej świata. M. Lubina na wstępie zarzuca geopolityce determinizm, redukcjonizm i “sekciarstwo”. Sugeruje, a później pisze wprost, iż jest to ideologia. W dalszej części tekstu M. Lubina, zaczyna “punktować” geopolitykę w miejscu, w którym sobie ją ustawił. Czyli mniej więcej tutaj:

“za pomocą geopolityki można wyjaśnić świat i zachodzące nią procesy”.

Innymi słowy dr M. Lubina zdefiniował w ten sposób pojęcie, a następnie przez niemal cały tekst dzielnie walczy z tym wyobrażeniem. Konsekwentnie i błędnie sugerując, że geopolitycy tak właśnie rozumieją tą, wg autora, ideologię.

Jednocześnie M. Lubina zauważa, że: “geografię można ludzkimi rękoma zmienić – budując Kanał Sueski (…)“. Jest to argumentacja nieuzasadniona. Człowiek nie zmienia geografii, a jedynie niweluje jej skutki. Po wybudowaniu Kanału Sueskiego, Półwysep Synaj nie wyparował. Nie zniknęła również Afryka, dotychczas blokująca niejako morskie szlaki handlowe z dalekiego wschodu do Europy.

M. Lubina twierdzi ponadto, iż “Geopolityka nie jest obiektywną nauką, która niby odkryła odwieczne prawa, lecz powstałą w specyficznym momencie (przełom XIX i XX w.), opartą o darwinizm społeczny ideologią “. Autor ten, w innym tekście, poddał w ogóle pod wątpliwość to, czy geopolitykę można uznać za naukę. Tymczasem jak celnie zauważył na profilu facebookowym Bartłomieja Radziejewskiego jeden z internautów, geopolityka wykładana jest na wielu uniwersytetachOxford, Genewski Instytut Studiów Politycznych, Uniwersytety w Londynie, Sussex, Glasgow, NewCastle, Lancaster, Cambridge (specjalizacja na kierunku Stosunków Międzynarodowych: “The Geopolitics of Energy Security”).

Następnie M. Lubina rozprawia się z “grzechami głównymi” geopolityki. Tylko znów, jest to mylenie grzechów konkretnych osób posługujących się geopolityką, z cechami samej geopolityki. To tak, jakby na podstawie jednego tekstu danego ekonomisty stwierdzić, iż ekonomia to ideologia, a ekonomiści to sekta ponieważ uważają, że polityka opiera się tylko i wyłącznie na zależnościach ekonomiczno-gospodarczych. I na niczym więcej.

Podobny manewr M. Lubina stosuje dalej. Podaje przykład, zgodnie z którym geopolitycy głoszą, iż Rosja jest słaba. I następnie rozszerza opowieść do stwierdzenia, że wszyscy geopolitycy twierdzą, że Rosja jest słaba z geopolitycznych przesłanek. Tymczasem środowisko geopolityków jest bardzo podzielone w zakresie ocen danych problemów czy sytuacji konkretnych państw (np. dr L. Sykulski nie twierdzi, że Rosja jest słaba i się rozpadnie). To tylko dowodzi, że geopolityka wcale nie jest uniwersalna, ani deterministyczna. Wręcz przeciwnie.

W napisanych przez siebie tekstach, dr M. Lubina popełnia jeden podstawowy grzech. Tym grzechem jest brak znajomości definicji geopolityki. Z czego wynika cała jego krytyka tej dziedziny. I autora nie usprawiedliwia tutaj okoliczność, że uprawiał w tym momencie publicystykę. Jeśli się o czymś zamierza dyskutować, albo to krytykować, to wypada znać przedmiot tej dyskusji czy krytyki.

Ponieważ artykuł M. Lubiny najwyraźniej “chwycił”, autor poszedł za ciosem i napisał kolejny kontrowersyjny wpis zawierający tezę, iż tzw. Pułapka Tukidydesa nie istnieje. Oczywiście również tutaj, “przeciwnik” został odpowiednio wcześniej ustawiony pod z góry założone tezy krytyczne. I tak opisywane przez geopolityków w/w zjawisko, M. Lubina tłumaczy jako sytuację bezwzględnie prowadzącą do wojny. Tymczasem Pułapka Tukidydesa to jedynie nazwa zjawiska zaobserwowanego przez geopolityków. Samo pojęcie nie determinuje wystąpienia określonych skutków (wojny). To, że Pułapka Tukidydesa wystąpi (przesłanki obiektywne), nie oznacza, iż decydenci i politycy w nią wpadną. Znamienne jest, iż przy okazji definiowania Pułapki Tukidydesa geopolitycy używają słowa “z reguły”. I jest to istotny detal, bowiem sami geopolitycy wyliczyli w historii ludzkości wszystkie przypadki, w których mieliśmy do czynienia z zaistnieniem znamion Pułapki Tukidydesa i podkreślili, że w niektórych przypadkach do wojny ostatecznie nie doszło. Więc kolejny raz zarzut związany z determinizmem (w stosunku do samego pojęcia), należy uznać za kompletnie chybiony.

Jak na zjawisko, które nie istnieje, Pułapka Tukidydesa robi od kilku lat prawdziwą furorę. Jest omawiana przez polityków, wojskowych i analityków z każdej części świata oraz z każdego poważnego państwa. Poczynając od USA, Chin i Rosji, po Wielką Brytanię, Indie czy Australię. 

Na końcu tego krótkiego nagrania, pokazana jest lista historycznych przypadków wystąpienia Pułapki Tukidydesa z zaznaczeniem, które z nich skończyły się wojną.

Paweł Kowal – geopolityka to sposób myślenia wielkich o małych

Pomimo absurdalnego utożsamienia geopolityki z osobą Georga Friedmana (którego sam uważam za przedstawiciela interesów USA, a jego słowa traktuję z mocnym przymrużeniem oka) oraz dość negatywnym wydźwiękiem dla geopolityki jaki można odczuć w jego wpisie, Paweł Kowal celnie zauważył, iż:

“Geopolityka to sposób myślenia wielkich o małych”.

Stanowi to przecież jeden z najważniejszych argumentów “ZA” tym, by geopolityką się zajmować. I poznawać, co myślą o nas wielcy. Ci sami, od których zależy nasza sytuacja na arenie międzynarodowej i nie tylko. Należy znać kod myślowy decydentów z Waszyngtonu, Pekinu, Berlina, a przede wszystkim właśnie z Moskwy. Ponieważ to Rosja stanowi obecnie zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa (nie myślę tu o bezpośrednim ataku, który uważam za mało prawdopodobny i zwyczajnie zbyteczny – Kreml może nas “zmiękczyć” i pokonać stawiając czołgi tuż za wschodnią granicą Polski). 

 

Wojciech Jakóbik – prometeizm i konstruktywizm, a realizm.

Wojciech Jakóbik opisał geopolitykę jako ideologię. Uważa on, iż wg geopolityków, prawidła geopolityczne służą do tłumaczenia wszelkich zjawisk na arenie międzynarodowej. Jeśli tak nie jest, to geopolitycy formatują wydarzenia tak, by dopasować je do tłumaczenia na gruncie geopolityki. W ten oto sposób, redaktor naczelny biznesalert.pl, również przedstawia własną wizję tego, jak geopolitycy postrzegają geopolitykę, a następnie “punktuje” własne wyobrażenie. Pomimo tego generalizującego stwierdzenia, tekst W. Jakóbika jest na szczęście de facto polemiką z poglądami konkretnych osób (z częścią tej polemiki całkowicie się zgadzam). I tutaj zarzuty dotyczące determinizmu i “realizmu” często trafiają celnie. Ponieważ dotyczą spersonalizowanych poglądów opisanych na przykładach. Ogólnie z artykułem warto się zapoznać. Osobiście po części podzielam jego wnioski. Prometeizm w polityce międzynarodowej jest bardzo ważny. Ale głównie dla podmiotów silniejszych, które wykorzystują realną siłę do narzucania własnej woli podmiotom słabszym. Prometeizm służy do stabilizacji danego konstruktu politycznego (np. UE czy NATO). Silniejszy zwyczajnie musi niejako stworzyć prometejską otoczkę (dobro, bezpieczeństwo wspólne), by narzucone reguły gry nie rodziły sprzeciwów słabszych i nie powodowały erozji stworzonego systemu. Jednocześnie brak etyki w relacjach międzynarodowych (np. zrywanie umów) podważa wiarygodność danego państwa. O ile nie stanowi to problemu dla światowego hegemona (od którego nie można wyegzekwować siłą postępowania zgodnego z normami), o tyle dla podmiotów zbliżonych do siebie potęgą, lub tych słabszych, wiarygodność jest kwestią niezwykle istotną. Innymi słowy, realizm to nie wszystko. Widać to na przykładzie UE, gdzie wartości w nią wpisane powodowały rozszerzanie wspólnoty, a ich zanikanie i uwidacznianie się twardej, realne polityki Berlina i Paryża prowadzi do rozpadu Unii.

Jednakże daleko mi od konstruktywistycznego oglądu na świat. Niestety wszelkie konstrukty polityczne nie wynikają jedynie z idealizowanego “umówienia się” wszystkich zainteresowanych stron na podleganie pewnemu porządkowi (systemowi). Należy zwrócić przede wszystkim uwagę na jedną istotną kwestię. Tj. na to, kto proponuje i decyduje o kształcie przyszłego konstruktu. Dlaczego NATO czy UE nie zostały stworzone z inicjatywy np. Luksemburga? Czy Unia mogłaby powstać w takim kształcie bez Niemiec i Francji? Czy NATO powstałoby bez USA? To realna siła decyduje o tym, kto będzie stanowił o kształcie systemu i regułach w nim panujących. Podmioty słabsze mogą jedynie uznać, czy proponowane warunki są dla nich do przyjęcia (co do zasady, bowiem mogą przecież proponować pewne modyfikacje, na które silniejsi mogą się zgodzić).

Podsumowanie

Oczywistym jest (nie tylko dla krytyków geopolityki, ale i dla samych geopolityków), że:

Spojrzenie geopolityczne na problem nie zamyka dyskusji i nie determinuje rozwiązania tegoż zagadnienia.

Sam w swoich tekstach uwzględniam szereg innych czynników (historia, kultura, ekonomia, gospodarka, polityka wew., wojskowość etc.etc.) po to, by otrzymać możliwie najbardziej pełny obraz tego, co stanowi obiekt moich analiz. Geografia stanowi tylko jeden z czynników, choć niezwykle istotny (ma wpływ również na ekonomię, gospodarkę,położenie strategiczno-militarne, a także na dzieje historyczne).

Dlatego bliski jest mi pogląd, który zaprezentował P. Jakub Wiech (red. Energetyka.pl) na swoim mikroblogu. Geopolityka jest jednym z wielu narzędzi, które umożliwiają nam badanie, poznawanie i zrozumienie świata, w którym żyjemy.

Należy sobie zdawać sprawę z faktu, iż:

geopolityka nie odpowiada na wszystkie pytania (związane z polityką międzynarodową), ale niewiele jest odpowiedzi, które bez jej uwzględnienia, dawałyby pełny obraz.

 

P.S.

Nawiązując do współczesnej, geopolitycznej sytuacji jaka zaistniała pomiędzy Chinami i Stanami Zjednoczonymi (Pułapka Tukidydesa) sam również swojego czasu postawiłem tezę, że wojna między tymi państwami zwyczajnie nie wybuchnie (w ostateczności będzie pochodną wcześniej rozpętanej III Wojny Światowej rozpoczętej w innym układzie sił).

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, prawo, podatki – blog

Źródła:
https://nowakonfederacja.pl/przeciw-geopolityce/
https://www.rp.pl/Felietony/310109916-Kowal-Nie-klaniac-sie-geopolityce.html
http://pulsazji.pl/2018/10/12/aligatorem-odpowiedz-drowi-sykulskiemu-innym/
http://geopolityka.org/analizy/leszek-sykulski-geopolityka-a-geografia-polityczna
http://www.eastbook.eu/2018/10/05/polski-realizm-chlodna-kalkulacja-czy-strzal-w-stope/
https://www.facebook.com/jakub.wiech.mikroblog/posts/404781123388717?__tn__=K-R
http://www.pism.pl/o-nas/o-instytucie
https://www.pism.pl/eksperci/Slawomir-Debski
https://en.wikipedia.org/wiki/Geopolitics
https://en.wikipedia.org/wiki/Political_geography

4 komentarze

  1. Jak zwykle super komentarz Panie Krzysztofie. Swoją drogą ciekawe z skąd taki nagły i skoordynowany pojazd po geopolityce. Czyżby wielkim nie spodobało się że mali moga przestać wierzyć w serwowany im konstrukt moralny ?

  2. Dzien dobry Panu – geopolityka jest waznym narzedziem w polityce .My Polacy bylismy wielkim narodem , obecnie czekamy na posilki i moze wrocimy do wielkosci ? ! Pozdrawiam Pana .Janusz Krajewski .

Dodaj komentarz