F.Dąb-Mirowski: „Polityka bezpieczeństwa państw bałtyckich” [Recenzja]

Niniejszy blog to w dużej części zbiór szerokich i wielowątkowych analiz poświęconych konkretnemu państwu lub regionowi. Wynika to z faktu, że lubię porządkować wiedzę na dany temat w sposób usystematyzowany i komplementarny. Nie powinno więc dziwić, że bardzo przypadła mi do gustu recenzowana publikacja pt.: „Polityka bezpieczeństwa państw bałtyckich”. Jest to bowiem zwarta analiza zawierająca opis historii najnowszej na tle której zarysowane zostały warunki geopolityczne z którymi mierzą się Litwa, Łotwa i Estonia. Z uwzględnieniem wyzwań, szans i zagrożeń stojącymi przed tymi państwami. Autor opisał również potencjał militarny Bałtów, a także programy modernizacyjne ich niewielkich armii. Nie została pominięta kwestia bezpieczeństwa energetycznego związanego z budową sieci gazociągowej. Wszystko to tworzy dość klarowny obraz sytuacyjny opisywanego regionu. Po lekturze czytelnik nie powinien mieć problemu z odtworzeniem wiedzy, jaką mógł z niej wynieść.

To czego mi zabrakło, to z pewnością szerszego nawiązania do historii. Zwłaszcza tej z początku XX wieku. Moskwa ciąży bowiem nad losem państw bałtyckich niczym miecz Damoklesa, co łatwo byłoby przedstawić właśnie na tle historycznym. Dodałoby to nieco dramaturgii i zobrazowało niezwykle trudną sytuację w jakiej znajdują się mieszkańcy państw bałtyckich. Wydaje się, że autor skierował swoją publikację do czytelnika bardziej zorientowanego w tematyce polityki międzynarodowej, przez co uznał ww. fakt za oczywisty i niewymagający uwypuklenia. Co nie może oczywiście stanowić żadnego zarzutu, niemniej osobiście lubię ciekawostki oraz klamry historyczne, które domykają się we współczesnym obrazie geopolitycznym. To za co trzeba pochwalić to fakt, że opisom potencjału militarnego poszczególnych państw towarzyszy porównanie tych potencjałów z zagrożeniami czyhającymi po rosyjskiej stronie granicy. Dzięki temu przedstawione dane militarne nie są zupełnie abstrakcyjne i można pokusić się o samodzielnie wyciągnięcie wniosków. Zwłaszcza, że autor uciekł nieco od samodzielnej odpowiedzi na pytanie czy państwa bałtyckie byłyby zdolne skutecznie obronić się przede ewentualną inwazją czy też nie? A jeśli tak, to w jakich: zakresie i warunkach? Oczywiście tego rodzaju ocena musiałaby być traktowana jako subiektywna, co nie do końca korelowałoby z analitycznym charakterem publikacji. Niemniej ciekawi mnie zdanie autora w tym zakresie i ciekawość ta nie została niestety zaspokojona 🙂

Opracowanie zostało bardzo schludnie wydane , co wynika z doboru wysokiej jakości papieru, czytelnych grafik i mini-map, a także tabel. Dostępny jest również ebook. Lekkie pióro autora sprawia, że ponad pół setki stron można przeczytać w czasie jednej, dłuższej przerwy na kawę.

Publikację można nabyć na stronie sklepowej autora: www.dab-mirowski.pl

Recenzowaną pracę mogę z czystym sumieniem polecić – zwłaszcza tym czytelnikom, którzy cenią sobie analizy z niniejszego bloga a jednocześnie chcieliby poszerzyć swoją wiedzę o tą dotyczącą państw bałtyckich. Zwłaszcza, że sam nie planowałem tekstów o tej części świata i nie poświęcam jej również wiele miejsca w kończonej już książce 😉

 

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, prawo, gospodarka, podatki – blog

 

7 komentarzy

  1. Dziękuję za rzeczową recenzję!

    Faktycznie, po dodaniu wątku historycznego obraz byłby już całkowity. Stałem jednak przed dylematem koncepcyjnym – iść w publicystykę (co robię na co dzień) czy spróbować połączyć wiedzę analityczną z formą interesującą dla przeciętnego czytelnika? Zwłaszcza, że zagrały tutaj też inne czynniki kształtujące opracowanie – wymagania naukowe. Rozbudowa wątku historycznego (książka opisuje drogę do NATO państw bałtyckich, a następnie okres od wstąpienia do sojuszu po kryzysowy rok 2014) i ewentualna subiektywna ocena faktów, pozbawiłyby PBPB waloru pracy analitycznej w sensie naukowym.

    Wybrałem to drugie, ponieważ już dawno wymyśliłem sobie, że chciałbym wiedzę z zakresu szeroko pojętej geopolityki rozpowszechniać w sposób możliwe obiektywny, niepozbawiony krytycznej oceny, a jednocześnie łatwy w odbiorze. PBPB mogłaby (tak myślę) figurować jako samodzielny materiał na wykład, źródło na które można się powołać w innych publikacjach, mini-kompendium wiedzy na temat. Dużo konkretów, faktów, publikacji, źródeł, aktualnych na rok 2020. Podobne opracowanie ukazało się w Polsce jeszcze w… 2003 roku! Od tamtej pory jedynie poszczególne artykuły, niszowe opracowania, jednak w znacznie węższym zakresie. A temat, jestem przekonany, będzie wyjątkowo na czasie 😉

    A czy państwa bałtyckie mogą się obronić? Nikogo kto interesuje się tą kwestią nie zaskoczę, odpowiedź brzmi – nie. Wiedzą o tym w Tallinie, Rydze czy Wilnie. Wiedzą też w Brukseli. Szalenie interesujące jest jednak to, jak kraje te robią wszystko by ten stan rzeczy zmienić. Wyraźnie widać, że budowana sieć powiązań międzynarodowych, rozbudowa własnego potencjału wojskowego i ogromny pragmatyzm w budowaniu relacji mają nie tyle doprowadzić do skutecznej obrony terytorium (co wydaje się zadaniem bardzo trudnym i rozłożonym na wiele lat) co uczynić potencjalny atak nieopłacalnym. Mission impossible?

    Koszty jakie poniesie przeciwnik, mają być zwyczajnie zbyt duże by decydował się na otwartą napaść. Wydaje się, że to się (póki co) udaje. Wojna na wzór tej znanej z Krymu czy nawet Donbasu jest przez naszych północnych sąsiadów uznawana za mało prawdopodobną. Istnieje jednak jeszcze jeden problem, który przy braku odpowiedniego przygotowania mógłby prowadzić do takiego scenariusza i tutaj panuje wśród nich dużo większa nerwowość. Chodzi o destabilizację związaną z mniejszością rosyjską, szczególnie na Łotwie i w Estonii. Antagonizująca polityka FR, różnego rodzaju operacje szpiegowskie, przyznawanie paszportów rosyjskich bezpaństwowcom, kwestionowanie traktatów – wszystkie te działania wymagają sprawnego systemu bezpieczeństwa opartego o lokalne struktury państwa, coś co u nas od lat postuluje się w koncepcji “obrony totalnej”, czyli prowadzonej wszystkimi zasobami państwa. Jest o tym wszystkim dużo w PBPB ale bez dydaktyki.

    Kiedy przegryzałem się przez materiały i pisałem kolejne strony, rosło we mnie poczucie zazdrości wymieszane z podziwem. Oto państwa, których połączony potencjał jest mniejszy od polskiego, a sytuacja geograficzna, demograficzna i gospodarcza (przemysłowa, surowcowa itd.) dużo gorsza niż nasza, uprawiają politykę na wskroś pragmatyczną, pozbawioną tego niszczycielskiego politykierstwa, które obserwujemy u siebie. Robią to konsekwentnie, bez zbędnej zwłoki, bez pustosłowia i najszybciej jak tylko się da. Dokładnie wiedzą czego chcą i tam podążają. Chciałbym, żeby nasi decydenci czerpali ze swoich bałtyckich kolegów przykład. Ba, może PBPB im w tym pomoże 😉

  2. Przyznawanie paszportów rosyjskich bezpaństwowcom możnaby ograniczyć zapowiadając, że osoba która uzyska taki paszport i posłuży się nim w którymkolwiek z krajów UE nie zostanie wpuszczona do kraju lub deportowana do Rosji.
    Zaś osoba, która posiada obywatelstwo kraju bałtyckiego zostanie umieszczona na liście “członków V kolumny” każdego z tych krajów i nie będzie mogła otrzymać pracy w żadnej ze służb i administracji tego państwa.

    1. Na Łotwie “nieobywatele” nie mają prawa głosowania w wyborach i nie mogą wstępować do służby cywilnej ani pracować na stanowiskach związanych z bezpieczeństwem kraju, nie mają prawa nabywania ziemi. Inaczej jest w Estonii, tam akurat mogą głosować, chociaż z tego co pamiętam składano projekt ustawy mający zlikwidować tę możliwość (nie śledziłem ostatnio jak to się skończyło). Ale problem dotyczy rosyjskojęzycznej mniejszości w ogóle, nawet tej z bałtyckim obywatelstwem. Znaczna część diaspory ogląda tylko media rosyjskie, żyje w oderwaniu od reszty społeczeństwa nie poddając się procesom integracyjnym. Jest silnie proputinowska. Jednym słowem problem pozostaje i z uwagi na politykę FR bardzo trudno go rozwiązać. W demokracji masowe deportacje i przesiedlenia nie są możliwe do przeprowadzenia (podpadają pod czystki etniczne). Pewne działania na poziomie europejskim są jednak podejmowane, np. UE nie uznaje paszportów rosyjskich przyznawanych mieszkańcom Donbasu i Krymu. Państwa bałtyckie są też odciętym od reszty Europy peryferium, któremu geograficznie bliżej do FR (krótka wycieczka za granicę). Sytuacja ta mogłaby się zmienić w przyszłości, gdyby zostały skomunikowane przez Via Baltica i inne projekty infrastrukturalne.

      1. Wielką zmianą w komunikacji i w “deblokadzie” Bałtów i w doklejeniu do Skandynawii byłby tunel podmorski Tallin-Helsinki. To byłby geopolityczny “game changer” w przepływach strategicznych, w tym militarnych. Zupełnie zmieniający szybkość reakcji Wschodniej Flanki – i niepewność Kremla. Więcej – zamiana strategii działania reaktywnego [czyli spóźnionego] na aktywne. Zresztą to byłoby dopięcie strategicznej mobilności Wschodniej Flanki z “drugiej strony” [przez Polskę] przez Via Baltica i Rail Baltica. Najlepiej z przedłużeniem przynajmniej po Konstancę. I Odessę. To Bałtowie są domeną współpracy i Skandynawów [NORDEFCO] i Polski. Drugim obszarem współpracy jest kontrola Bałtyku i przepływy strategiczne Bałtykiem i nad Bałtykiem.

        1. Sprawa tunelu Talsinnek (jak nazywa się przedzieloną morzem aglomerację Tallinna i Helsinek) ciągnie się już grubo ponad dekadę. Do tej pory koszty znacznie przeważały nad potencjalnymi korzyściami. Uważam, że sytuację może zmienić dopiero ukończenie Via Baltica, gdy wolumen ruchu odpowiednio wzrośnie. Obecnie całą wymianę między miastami “ogarniają” promy.

          W recenzowanej publikacji poruszam kwestie kontaktów ze Skandynawią. Współpraca Bałtów z państwami nordyckimi jest u nas niedostrzegana ale de facto dość silna, czy to w formatach wojskowych, czy szerszych jak Nordic Baltic 8. Sam Baltic Pipe, a jakże, jest oczekiwany nie tylko przez Bałtów, ale i Finlandię. Dopiero co spięto ten rynek w jeden system gazowy, ale brak jeszcze interkonektora do Polski. To wiele zmieni, szczególnie że Moskwa nerwowo reaguje na działania Finlandii i Szwecji w rejonie Zatoki Fińskiej, Alandu, Hiumy i Saremy. Neutralność Finlandii jest wymuszona także przez kompletną zależność surowcową od Rosji. Gdyby nie to, być może faktycznie kraj ten zacząłby na poważnie myśleć o NATO. Na razie trwają niekończące się podchody. Skandynawia daje znać, że los Estonii leży jej na sercu i są gotowi włączyć się w jej obronę.

          M.in. dlatego najsłabszym ogniwem całej bałtyckiej układanki pozostaje Łotwa. Najsłabsza armia, duży problem z mniejszością rosyjską, położona w Pskowie 76’ta powietrzno-desantowa i brak możliwości bezpośredniego wsparcia od dużego sojusznika. Litwa teoretycznie otrzyma takie od Polski, a Estonia od Szwecji i Finlandii. Tymczasem Łotwa jest geograficznie osamotniona (na mniejszych sąsiadów nie może liczyć, bo nie posiadają potencjału do udzielenia pomocy). Stąd też duże zainteresowanie Rygą krajów morskich – Danii i Wielkiej Brytanii. No i duża rotacja oraz liczba pojedynczych członków w ramach grupy eFP.

          1. Finlandia wychodzi z “finlandyzacji” i z neutralności. Nie jest w NATO – ale Skandynawowie [w tym Finowie] stworzyli NORDEFCO [w tym Dania, Norwegia są w NATO] i Finowie mają “złoty sojusz” z USA. Tworzą suwerenny przemysł jądrowy w pełnym cyklu – od wydobycia własnego uranu, przez Yellow Cakes, po elektrownie jądrowe. Program zakupu nowych myśliwców, realizowane zakupy haubicoarmat K9, zakupy holenderskich Leo 2 A6, zakupy JASSM – a na morzu program Squadron 2020 – budowa 4 korwet [a faktycznie fregat] rakietowych – to wszystko oznaki i polityczne i militarne końca polityki Finlandyzacji. Gdy po “zwrocie na Azje” Rosja zaczęła prężyć muskuły, m.in. na Bałtyku – Finowie zdecydowali się np. obrzucić wykryty rosyjski okręt podwodny ładunkami małej mocy. Uszkodzenia żadne – ale efekt psychologiczny na załogę – straszliwy. Coś takiego podczas zimnej wojny ze strony Finlandii byłoby nie do pomyślenia. Dla Kremla Finlandia jest z jednej strony narastającym problemem – z drugiej łakomym celem [przy słabości demograficznej i rozciągnięciu granicy z Rosją na ponad 1400 km – nie do obrony] – pokazowej “wszechwojny” – aż po szczebel kinetyczny. Dla rozbicia NORDEFCO, uderzenia per procura w USA i w NATO – i dla utrącenia lądowej kontynentalnej “podstawy operacyjnej” dla GIUK i dla konfrontacji w Arktyce. Wracając do sytuacji militarnej Bałtów – przy słabej demografii i nielicznej armii rozwiązaniem jest dronizacja i automatyzacja i AI. Przy braku głębi strategicznej – rozwiązaniem jest kompleks sieciocentryczny C5ISR z WRE “dalekiego widzenia” – plus drony z precyzyjnymi efektorami pozahoryzontalnymi. Co by dało dużo głębszy obszar kontroli real-time – faktycznie dynamiczna głębię strategiczną, rozciągana na obszar FR – i dająca kluczowy czas reakcji Bałtom. Całościowo patrząc – w dobie RMA rozwiązaniem jest asymetrycznie uszykowana koncentracja na strategicznej sieciocentrycznej obronie – z “hamujacymi”atak elementami aktywnej kontry precyzyjną pozahoryzontalną projekcją siły z zasięgiem zwiększanym przez drony] i rolowania w głąb podstawy operacyjnej sił Rosji. Zresztą podobny przepis jest dla Polski. Gdzie Polskę stać na rozpięcie parasola bąbla antydostępowego A2/AD Tarczy i Miecza Polski. Na co powinno pójść ca 50% funduszy na PMT – jako na projekt strategiczny nr 1. Co konsekwentnie promuję wielotorowo od 2014. Cel polityczny: tak podnieść poprzeczkę kosztów i odstraszania – by atak w kalkulacji koszt/efekt był nieopłacalny dla Kremla – i anulowany na etapie planowania. Czyli uderzenie w strategię przeciwnika u podstaw Na pewno w razie ataku Rosji na Bałtów – WP nie powinno wchodzić [bo to pułapka i pewna katastrofa – jak wejście aliantów do Beneluxu w maju 1940 – zakończone klęska całej kampanii flandryjskiej] – natomiast winno uderzyć, zlikwidować i zająć Obwód Kaliningradzki [likwidując też oczywiście jego A2/AD]. To by zlikwidowało “dylemat Przesmyku Suwalskiego” – a Kreml byłby w kropce – nie mógłby już kontynuować tylko pierwotnego planu zajęcia Bałtów i “pokazania faktami dokonanymi USA i światu, kto panuje” i odcinać bonusy polityczne przy stoliku rozmów – i to od razu z pozycji zwycięzcy. Utrata Obwodu Kaliningradzkiego mogłaby być oceniona [militarnie, geostrategicznie – ale i w opinii samych Rosjan] jako niewarta zajęcia Bałtów. A samo promowanie “wielkiego zwycięstwa Rosji” w mediach – nie miałoby wtedy sensu. Z kosztami izolacji politycznej/ekonomicznej i wojskowej [a Pekin zapewne – jak przy zajęciu Krymu – wcale by nie pochwalił tego aktu zajęcia Bałtów – odwrotnie – raczej zadeklarowałby rozwiązywanie problemów nie siłą, a drogą polityczną w rozmowach] – RAZEM byłoby to tak nieopłacalne dla Kremla – że sens zajmowania Bałtów stałby się “ujemny”. Generalnie Hiuma i Sarema i ogólnie Wyspy Moonsundzkie [i Alandy] – winny być “niezatapialnymi lotniskowcami” – ze strefami A2/AD dla projekcji siły i ustawienia chronionych “korytarzy dostaw” – morzem i powietrzem. I dla projekcji siły – z realną wyspiarską głębią strategiczną – zatrzymująca atak lądowy. Siły morskie – małe, liczne jednostki, w dużym stopniu udział dronów. Wszystkie domeny spięte sieciocentrycznie. Kluczem całościowego związania Rosji byłby twardy opór Bałtów [ze wsparciem NATO – przynajmniej z wysp] – wystarczający dla neutralizacji i zajęcia większości Obwodu Kaliningradzkiego. Oczywista – kłania się rola i zaangażowanie NATO [USA i UK] i NORDEFCO w całym tym gambicie. Na poziomie całej szeroko rozumianej Wschodniej Flanki [de facto – już z Turcją “podcinającą” Rosję] – kluczem jest aktywne skoordynowane rozpraszanie sił Armii Czerwonej. Dokładniej – niedopuszczenie do przełamującej Flankę lokalnej koncentracji sił Kremla. Zamiast działania reaktywnego [pasywnego i spóźnionego i lokalnego] – działanie proaktywne – skoordynowane całościowo.

  3. Kluczem bezpieczeństwa dla Bałtów jest sojusz NORDEFCO z blokiem Polska-Rumunia-Ukraina. Nie zgadzam się z opinią dra Bartosiaka [40ta minuta debaty z gen. Andrzejczakiem nt wyzwań wschodniej flanki NATO], że Szwecja nie spodziewa się bezpośredniego zagrożenia i udziału w wojnie przeciw Rosji – dlatego ewentualny sojusz Polski ze Szwecja byłby dużo korzystniejszy dla Polski, a z drugiej strony [tu już rozwijam myśl Bartosiaka] – Szwecja byłaby w takim układzie wątpliwym sojusznikiem, który by nie chciał ryzykować wojny…. Właśnie założenie NORDEFCO przez Skandynawów było oparte po pierwsze o kalkulację zagrożenia słabej Finlandii [przez to “kuszącej” do pokazania siły Rosji] – co oznacza zagrożenie Szwecji [dokładnie jak w Wojnie Zimowej – gdzie Szwedzi uczestniczyli przekazaną bronią i ochotnikami – nawet całym dywizjonem myśliwskim i bombowym, które przemalowały się pod fińskie znaki]. A drugi front, w którym Skandynawowie jadą na jednym wózku przeciw Rosji – to Arktyka. Oba pola konfrontacji [Finlandia i Arktyka] są nieuchronnie eskalujące. Co oznacza, że po przekroczeniu pewnego poziomu zagrożenia – rozmowy Polski z NORDEFCO będą miały charakter oczywisty. To tylko kwestia czasu – a do tego momentu musimy się wszechstronnie przygotować – do stołu negocjacyjnego. Dogadanie się NORDEFCO z Polską to dla NORDEFCO rozproszenie sil Rosji – i pełna kontrola Bałtyku. Wtedy Polska może rozszerzać sojusz o Rumunię i Ukrainę. Co jeszcze bardziej rozproszy siły Rosji.I da synergie szerokiego [głębokiego[ widzenia i kontroli Rosji – i synergię wymiany zasobów i ew. przsunieć sil i wsparcia.

Leave a Reply