F.Dąb-Mirowski: „Polityka bezpieczeństwa państw bałtyckich” [Recenzja]

Niniejszy blog to w dużej części zbiór szerokich i wielowątkowych analiz poświęconych konkretnemu państwu lub regionowi. Wynika to z faktu, że lubię porządkować wiedzę na dany temat w sposób usystematyzowany i komplementarny. Nie powinno więc dziwić, że bardzo przypadła mi do gustu recenzowana publikacja pt.: „Polityka bezpieczeństwa państw bałtyckich”. Jest to bowiem zwarta analiza zawierająca opis historii najnowszej na tle której zarysowane zostały warunki geopolityczne z którymi mierzą się Litwa, Łotwa i Estonia. Z uwzględnieniem wyzwań, szans i zagrożeń stojącymi przed tymi państwami. Autor opisał również potencjał militarny Bałtów, a także programy modernizacyjne ich niewielkich armii. Nie została pominięta kwestia bezpieczeństwa energetycznego związanego z budową sieci gazociągowej. Wszystko to tworzy dość klarowny obraz sytuacyjny opisywanego regionu. Po lekturze czytelnik nie powinien mieć problemu z odtworzeniem wiedzy, jaką mógł z niej wynieść.

To czego mi zabrakło, to z pewnością szerszego nawiązania do historii. Zwłaszcza tej z początku XX wieku. Moskwa ciąży bowiem nad losem państw bałtyckich niczym miecz Damoklesa, co łatwo byłoby przedstawić właśnie na tle historycznym. Dodałoby to nieco dramaturgii i zobrazowało niezwykle trudną sytuację w jakiej znajdują się mieszkańcy państw bałtyckich. Wydaje się, że autor skierował swoją publikację do czytelnika bardziej zorientowanego w tematyce polityki międzynarodowej, przez co uznał ww. fakt za oczywisty i niewymagający uwypuklenia. Co nie może oczywiście stanowić żadnego zarzutu, niemniej osobiście lubię ciekawostki oraz klamry historyczne, które domykają się we współczesnym obrazie geopolitycznym. To za co trzeba pochwalić to fakt, że opisom potencjału militarnego poszczególnych państw towarzyszy porównanie tych potencjałów z zagrożeniami czyhającymi po rosyjskiej stronie granicy. Dzięki temu przedstawione dane militarne nie są zupełnie abstrakcyjne i można pokusić się o samodzielnie wyciągnięcie wniosków. Zwłaszcza, że autor uciekł nieco od samodzielnej odpowiedzi na pytanie czy państwa bałtyckie byłyby zdolne skutecznie obronić się przede ewentualną inwazją czy też nie? A jeśli tak, to w jakich: zakresie i warunkach? Oczywiście tego rodzaju ocena musiałaby być traktowana jako subiektywna, co nie do końca korelowałoby z analitycznym charakterem publikacji. Niemniej ciekawi mnie zdanie autora w tym zakresie i ciekawość ta nie została niestety zaspokojona 🙂

Opracowanie zostało bardzo schludnie wydane , co wynika z doboru wysokiej jakości papieru, czytelnych grafik i mini-map, a także tabel. Dostępny jest również ebook. Lekkie pióro autora sprawia, że ponad pół setki stron można przeczytać w czasie jednej, dłuższej przerwy na kawę.

Publikację można nabyć na stronie sklepowej autora: www.dab-mirowski.pl

Recenzowaną pracę mogę z czystym sumieniem polecić – zwłaszcza tym czytelnikom, którzy cenią sobie analizy z niniejszego bloga a jednocześnie chcieliby poszerzyć swoją wiedzę o tą dotyczącą państw bałtyckich. Zwłaszcza, że sam nie planowałem tekstów o tej części świata i nie poświęcam jej również wiele miejsca w kończonej już książce 😉

 

pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, prawo, gospodarka, podatki – blog

 

13 komentarzy

  1. Dziękuję za rzeczową recenzję!

    Faktycznie, po dodaniu wątku historycznego obraz byłby już całkowity. Stałem jednak przed dylematem koncepcyjnym – iść w publicystykę (co robię na co dzień) czy spróbować połączyć wiedzę analityczną z formą interesującą dla przeciętnego czytelnika? Zwłaszcza, że zagrały tutaj też inne czynniki kształtujące opracowanie – wymagania naukowe. Rozbudowa wątku historycznego (książka opisuje drogę do NATO państw bałtyckich, a następnie okres od wstąpienia do sojuszu po kryzysowy rok 2014) i ewentualna subiektywna ocena faktów, pozbawiłyby PBPB waloru pracy analitycznej w sensie naukowym.

    Wybrałem to drugie, ponieważ już dawno wymyśliłem sobie, że chciałbym wiedzę z zakresu szeroko pojętej geopolityki rozpowszechniać w sposób możliwe obiektywny, niepozbawiony krytycznej oceny, a jednocześnie łatwy w odbiorze. PBPB mogłaby (tak myślę) figurować jako samodzielny materiał na wykład, źródło na które można się powołać w innych publikacjach, mini-kompendium wiedzy na temat. Dużo konkretów, faktów, publikacji, źródeł, aktualnych na rok 2020. Podobne opracowanie ukazało się w Polsce jeszcze w… 2003 roku! Od tamtej pory jedynie poszczególne artykuły, niszowe opracowania, jednak w znacznie węższym zakresie. A temat, jestem przekonany, będzie wyjątkowo na czasie 😉

    A czy państwa bałtyckie mogą się obronić? Nikogo kto interesuje się tą kwestią nie zaskoczę, odpowiedź brzmi – nie. Wiedzą o tym w Tallinie, Rydze czy Wilnie. Wiedzą też w Brukseli. Szalenie interesujące jest jednak to, jak kraje te robią wszystko by ten stan rzeczy zmienić. Wyraźnie widać, że budowana sieć powiązań międzynarodowych, rozbudowa własnego potencjału wojskowego i ogromny pragmatyzm w budowaniu relacji mają nie tyle doprowadzić do skutecznej obrony terytorium (co wydaje się zadaniem bardzo trudnym i rozłożonym na wiele lat) co uczynić potencjalny atak nieopłacalnym. Mission impossible?

    Koszty jakie poniesie przeciwnik, mają być zwyczajnie zbyt duże by decydował się na otwartą napaść. Wydaje się, że to się (póki co) udaje. Wojna na wzór tej znanej z Krymu czy nawet Donbasu jest przez naszych północnych sąsiadów uznawana za mało prawdopodobną. Istnieje jednak jeszcze jeden problem, który przy braku odpowiedniego przygotowania mógłby prowadzić do takiego scenariusza i tutaj panuje wśród nich dużo większa nerwowość. Chodzi o destabilizację związaną z mniejszością rosyjską, szczególnie na Łotwie i w Estonii. Antagonizująca polityka FR, różnego rodzaju operacje szpiegowskie, przyznawanie paszportów rosyjskich bezpaństwowcom, kwestionowanie traktatów – wszystkie te działania wymagają sprawnego systemu bezpieczeństwa opartego o lokalne struktury państwa, coś co u nas od lat postuluje się w koncepcji “obrony totalnej”, czyli prowadzonej wszystkimi zasobami państwa. Jest o tym wszystkim dużo w PBPB ale bez dydaktyki.

    Kiedy przegryzałem się przez materiały i pisałem kolejne strony, rosło we mnie poczucie zazdrości wymieszane z podziwem. Oto państwa, których połączony potencjał jest mniejszy od polskiego, a sytuacja geograficzna, demograficzna i gospodarcza (przemysłowa, surowcowa itd.) dużo gorsza niż nasza, uprawiają politykę na wskroś pragmatyczną, pozbawioną tego niszczycielskiego politykierstwa, które obserwujemy u siebie. Robią to konsekwentnie, bez zbędnej zwłoki, bez pustosłowia i najszybciej jak tylko się da. Dokładnie wiedzą czego chcą i tam podążają. Chciałbym, żeby nasi decydenci czerpali ze swoich bałtyckich kolegów przykład. Ba, może PBPB im w tym pomoże 😉

  2. Przyznawanie paszportów rosyjskich bezpaństwowcom możnaby ograniczyć zapowiadając, że osoba która uzyska taki paszport i posłuży się nim w którymkolwiek z krajów UE nie zostanie wpuszczona do kraju lub deportowana do Rosji.
    Zaś osoba, która posiada obywatelstwo kraju bałtyckiego zostanie umieszczona na liście “członków V kolumny” każdego z tych krajów i nie będzie mogła otrzymać pracy w żadnej ze służb i administracji tego państwa.

    1. Na Łotwie “nieobywatele” nie mają prawa głosowania w wyborach i nie mogą wstępować do służby cywilnej ani pracować na stanowiskach związanych z bezpieczeństwem kraju, nie mają prawa nabywania ziemi. Inaczej jest w Estonii, tam akurat mogą głosować, chociaż z tego co pamiętam składano projekt ustawy mający zlikwidować tę możliwość (nie śledziłem ostatnio jak to się skończyło). Ale problem dotyczy rosyjskojęzycznej mniejszości w ogóle, nawet tej z bałtyckim obywatelstwem. Znaczna część diaspory ogląda tylko media rosyjskie, żyje w oderwaniu od reszty społeczeństwa nie poddając się procesom integracyjnym. Jest silnie proputinowska. Jednym słowem problem pozostaje i z uwagi na politykę FR bardzo trudno go rozwiązać. W demokracji masowe deportacje i przesiedlenia nie są możliwe do przeprowadzenia (podpadają pod czystki etniczne). Pewne działania na poziomie europejskim są jednak podejmowane, np. UE nie uznaje paszportów rosyjskich przyznawanych mieszkańcom Donbasu i Krymu. Państwa bałtyckie są też odciętym od reszty Europy peryferium, któremu geograficznie bliżej do FR (krótka wycieczka za granicę). Sytuacja ta mogłaby się zmienić w przyszłości, gdyby zostały skomunikowane przez Via Baltica i inne projekty infrastrukturalne.

      1. Wielką zmianą w komunikacji i w “deblokadzie” Bałtów i w doklejeniu do Skandynawii byłby tunel podmorski Tallin-Helsinki. To byłby geopolityczny “game changer” w przepływach strategicznych, w tym militarnych. Zupełnie zmieniający szybkość reakcji Wschodniej Flanki – i niepewność Kremla. Więcej – zamiana strategii działania reaktywnego [czyli spóźnionego] na aktywne. Zresztą to byłoby dopięcie strategicznej mobilności Wschodniej Flanki z “drugiej strony” [przez Polskę] przez Via Baltica i Rail Baltica. Najlepiej z przedłużeniem przynajmniej po Konstancę. I Odessę. To Bałtowie są domeną współpracy i Skandynawów [NORDEFCO] i Polski. Drugim obszarem współpracy jest kontrola Bałtyku i przepływy strategiczne Bałtykiem i nad Bałtykiem.

        1. Sprawa tunelu Talsinnek (jak nazywa się przedzieloną morzem aglomerację Tallinna i Helsinek) ciągnie się już grubo ponad dekadę. Do tej pory koszty znacznie przeważały nad potencjalnymi korzyściami. Uważam, że sytuację może zmienić dopiero ukończenie Via Baltica, gdy wolumen ruchu odpowiednio wzrośnie. Obecnie całą wymianę między miastami “ogarniają” promy.

          W recenzowanej publikacji poruszam kwestie kontaktów ze Skandynawią. Współpraca Bałtów z państwami nordyckimi jest u nas niedostrzegana ale de facto dość silna, czy to w formatach wojskowych, czy szerszych jak Nordic Baltic 8. Sam Baltic Pipe, a jakże, jest oczekiwany nie tylko przez Bałtów, ale i Finlandię. Dopiero co spięto ten rynek w jeden system gazowy, ale brak jeszcze interkonektora do Polski. To wiele zmieni, szczególnie że Moskwa nerwowo reaguje na działania Finlandii i Szwecji w rejonie Zatoki Fińskiej, Alandu, Hiumy i Saremy. Neutralność Finlandii jest wymuszona także przez kompletną zależność surowcową od Rosji. Gdyby nie to, być może faktycznie kraj ten zacząłby na poważnie myśleć o NATO. Na razie trwają niekończące się podchody. Skandynawia daje znać, że los Estonii leży jej na sercu i są gotowi włączyć się w jej obronę.

          M.in. dlatego najsłabszym ogniwem całej bałtyckiej układanki pozostaje Łotwa. Najsłabsza armia, duży problem z mniejszością rosyjską, położona w Pskowie 76’ta powietrzno-desantowa i brak możliwości bezpośredniego wsparcia od dużego sojusznika. Litwa teoretycznie otrzyma takie od Polski, a Estonia od Szwecji i Finlandii. Tymczasem Łotwa jest geograficznie osamotniona (na mniejszych sąsiadów nie może liczyć, bo nie posiadają potencjału do udzielenia pomocy). Stąd też duże zainteresowanie Rygą krajów morskich – Danii i Wielkiej Brytanii. No i duża rotacja oraz liczba pojedynczych członków w ramach grupy eFP.

          1. Finlandia wychodzi z “finlandyzacji” i z neutralności. Nie jest w NATO – ale Skandynawowie [w tym Finowie] stworzyli NORDEFCO [w tym Dania, Norwegia są w NATO] i Finowie mają “złoty sojusz” z USA. Tworzą suwerenny przemysł jądrowy w pełnym cyklu – od wydobycia własnego uranu, przez Yellow Cakes, po elektrownie jądrowe. Program zakupu nowych myśliwców, realizowane zakupy haubicoarmat K9, zakupy holenderskich Leo 2 A6, zakupy JASSM – a na morzu program Squadron 2020 – budowa 4 korwet [a faktycznie fregat] rakietowych – to wszystko oznaki i polityczne i militarne końca polityki Finlandyzacji. Gdy po “zwrocie na Azje” Rosja zaczęła prężyć muskuły, m.in. na Bałtyku – Finowie zdecydowali się np. obrzucić wykryty rosyjski okręt podwodny ładunkami małej mocy. Uszkodzenia żadne – ale efekt psychologiczny na załogę – straszliwy. Coś takiego podczas zimnej wojny ze strony Finlandii byłoby nie do pomyślenia. Dla Kremla Finlandia jest z jednej strony narastającym problemem – z drugiej łakomym celem [przy słabości demograficznej i rozciągnięciu granicy z Rosją na ponad 1400 km – nie do obrony] – pokazowej “wszechwojny” – aż po szczebel kinetyczny. Dla rozbicia NORDEFCO, uderzenia per procura w USA i w NATO – i dla utrącenia lądowej kontynentalnej “podstawy operacyjnej” dla GIUK i dla konfrontacji w Arktyce. Wracając do sytuacji militarnej Bałtów – przy słabej demografii i nielicznej armii rozwiązaniem jest dronizacja i automatyzacja i AI. Przy braku głębi strategicznej – rozwiązaniem jest kompleks sieciocentryczny C5ISR z WRE “dalekiego widzenia” – plus drony z precyzyjnymi efektorami pozahoryzontalnymi. Co by dało dużo głębszy obszar kontroli real-time – faktycznie dynamiczna głębię strategiczną, rozciągana na obszar FR – i dająca kluczowy czas reakcji Bałtom. Całościowo patrząc – w dobie RMA rozwiązaniem jest asymetrycznie uszykowana koncentracja na strategicznej sieciocentrycznej obronie – z “hamujacymi”atak elementami aktywnej kontry precyzyjną pozahoryzontalną projekcją siły z zasięgiem zwiększanym przez drony] i rolowania w głąb podstawy operacyjnej sił Rosji. Zresztą podobny przepis jest dla Polski. Gdzie Polskę stać na rozpięcie parasola bąbla antydostępowego A2/AD Tarczy i Miecza Polski. Na co powinno pójść ca 50% funduszy na PMT – jako na projekt strategiczny nr 1. Co konsekwentnie promuję wielotorowo od 2014. Cel polityczny: tak podnieść poprzeczkę kosztów i odstraszania – by atak w kalkulacji koszt/efekt był nieopłacalny dla Kremla – i anulowany na etapie planowania. Czyli uderzenie w strategię przeciwnika u podstaw Na pewno w razie ataku Rosji na Bałtów – WP nie powinno wchodzić [bo to pułapka i pewna katastrofa – jak wejście aliantów do Beneluxu w maju 1940 – zakończone klęska całej kampanii flandryjskiej] – natomiast winno uderzyć, zlikwidować i zająć Obwód Kaliningradzki [likwidując też oczywiście jego A2/AD]. To by zlikwidowało “dylemat Przesmyku Suwalskiego” – a Kreml byłby w kropce – nie mógłby już kontynuować tylko pierwotnego planu zajęcia Bałtów i “pokazania faktami dokonanymi USA i światu, kto panuje” i odcinać bonusy polityczne przy stoliku rozmów – i to od razu z pozycji zwycięzcy. Utrata Obwodu Kaliningradzkiego mogłaby być oceniona [militarnie, geostrategicznie – ale i w opinii samych Rosjan] jako niewarta zajęcia Bałtów. A samo promowanie “wielkiego zwycięstwa Rosji” w mediach – nie miałoby wtedy sensu. Z kosztami izolacji politycznej/ekonomicznej i wojskowej [a Pekin zapewne – jak przy zajęciu Krymu – wcale by nie pochwalił tego aktu zajęcia Bałtów – odwrotnie – raczej zadeklarowałby rozwiązywanie problemów nie siłą, a drogą polityczną w rozmowach] – RAZEM byłoby to tak nieopłacalne dla Kremla – że sens zajmowania Bałtów stałby się “ujemny”. Generalnie Hiuma i Sarema i ogólnie Wyspy Moonsundzkie [i Alandy] – winny być “niezatapialnymi lotniskowcami” – ze strefami A2/AD dla projekcji siły i ustawienia chronionych “korytarzy dostaw” – morzem i powietrzem. I dla projekcji siły – z realną wyspiarską głębią strategiczną – zatrzymująca atak lądowy. Siły morskie – małe, liczne jednostki, w dużym stopniu udział dronów. Wszystkie domeny spięte sieciocentrycznie. Kluczem całościowego związania Rosji byłby twardy opór Bałtów [ze wsparciem NATO – przynajmniej z wysp] – wystarczający dla neutralizacji i zajęcia większości Obwodu Kaliningradzkiego. Oczywista – kłania się rola i zaangażowanie NATO [USA i UK] i NORDEFCO w całym tym gambicie. Na poziomie całej szeroko rozumianej Wschodniej Flanki [de facto – już z Turcją “podcinającą” Rosję] – kluczem jest aktywne skoordynowane rozpraszanie sił Armii Czerwonej. Dokładniej – niedopuszczenie do przełamującej Flankę lokalnej koncentracji sił Kremla. Zamiast działania reaktywnego [pasywnego i spóźnionego i lokalnego] – działanie proaktywne – skoordynowane całościowo.

          2. Tunel pomiędzy Helsinkami, a Tallinem byłby ok. 1,5 raza dłuższy od tego, który łączy Francę z Wielką Brytanią. Na dodatek Finlandii i Estonii daleko potencjałem gospodarczym, demograficznym itp. do wcześniej wymienionych państw, do których należy dołączyć państwa Beneluksu. Pomijając już warunki geologiczne, to ewentualna budowa takiego tunelu w tym miejscu jest raczej mało realna.

        2. (…)Bo stawiamy Rosję [w razie ataku na Bałtów] w sytuacji niekorzystnej wymiany “Kaliningrad za Bałtów” – i w ramach uznania Rosji za agresora.(…)
          Wg. ta wymiana jest akurat korzystna… bez wybrzeża Pribałtyki Flota Bałtycka jest tworem tylko teoretycznym, a przy okazji po takiej wymianie Kanał Białomorski przestaje być drogą śmierci… a Kaliningrad to same problemy.

          1. Dla Kremla utrata najbardziej wysuniętego na Zachód i najnowocześniejszego “bastionu” A2/AD byłoby klęską polityczną i militarna. I wobec własnego narodu – i w polityce międzynarodowej – na poziomie długofalowym i strategicznym. A świat by uznał z jednej strony konieczność zajęcia Kaliningradu dla zahamowani agresji i destabilizacji przez Kreml – i jednocześnie by ustawił Rosję w pozycji agresora. Wtedy usiąść do stolika negocjacyjnego…cóż – Kreml nie miałby czego negocjować – w obliczu potępienia nie tylko USA, Europy Zachodniej i szeroko rozumianego Zachodu [wliczając np. QUAD i Five Eyes] – ale także – a może nawet najsilniej – przez Chiny. A Flota Bałtycka by była dalej zamknięta w Zatoce Fińskiej – dopóki jest Finlandia i Szwecja. Krótko mówiąc – sama blokada Petersburga już by Rosję położyła – a na pewno Kreml…

          2. Skoro budujesz scenariusze, gdzie Rosja tak czy siak traci OK to ja ich miejscu mając do wyboru być winnym czy nieudolnym wybrałbym bycie winnym.

  3. Kluczem bezpieczeństwa dla Bałtów jest sojusz NORDEFCO z blokiem Polska-Rumunia-Ukraina. Nie zgadzam się z opinią dra Bartosiaka [40ta minuta debaty z gen. Andrzejczakiem nt wyzwań wschodniej flanki NATO], że Szwecja nie spodziewa się bezpośredniego zagrożenia i udziału w wojnie przeciw Rosji – dlatego ewentualny sojusz Polski ze Szwecja byłby dużo korzystniejszy dla Polski, a z drugiej strony [tu już rozwijam myśl Bartosiaka] – Szwecja byłaby w takim układzie wątpliwym sojusznikiem, który by nie chciał ryzykować wojny…. Właśnie założenie NORDEFCO przez Skandynawów było oparte po pierwsze o kalkulację zagrożenia słabej Finlandii [przez to “kuszącej” do pokazania siły Rosji] – co oznacza zagrożenie Szwecji [dokładnie jak w Wojnie Zimowej – gdzie Szwedzi uczestniczyli przekazaną bronią i ochotnikami – nawet całym dywizjonem myśliwskim i bombowym, które przemalowały się pod fińskie znaki]. A drugi front, w którym Skandynawowie jadą na jednym wózku przeciw Rosji – to Arktyka. Oba pola konfrontacji [Finlandia i Arktyka] są nieuchronnie eskalujące. Co oznacza, że po przekroczeniu pewnego poziomu zagrożenia – rozmowy Polski z NORDEFCO będą miały charakter oczywisty. To tylko kwestia czasu – a do tego momentu musimy się wszechstronnie przygotować – do stołu negocjacyjnego. Dogadanie się NORDEFCO z Polską to dla NORDEFCO rozproszenie sil Rosji – i pełna kontrola Bałtyku. Wtedy Polska może rozszerzać sojusz o Rumunię i Ukrainę. Co jeszcze bardziej rozproszy siły Rosji.I da synergie szerokiego [głębokiego[ widzenia i kontroli Rosji – i synergię wymiany zasobów i ew. przsunieć sil i wsparcia.

    1. Bardzo ładnie to wszystko wygląda, ale ja jako laik zadam proste pytanie. Żeby doszło do sojuszu PL z państwami skandynawskimi, co oni mogą nam zaoferować, a co my im?

      1. My możemy zrolować Obwód Kaliningradzki i jego A2/AD – którego projekcja siły rozcina Bałtyk i zapewnia Rosji wraz z A2/AD Petersburga – panowanie w “bąblach” nad Bałtykiem – od Petersburga po Sund. Likwidując Kaliningrad – utrzymujemy Bałtów. Bo stawiamy Rosję [w razie ataku na Bałtów] w sytuacji niekorzystnej wymiany “Kaliningrad za Bałtów” – i w ramach uznania Rosji za agresora. Bałtowie zaś to dla NORDEFCO utrzymania południowego wybrzeża Bałtyku od Kaliningradu po Petersburg – oraz zamknięcia Rosji na Bałtyku w Petersburgu z blokada Zatoki Fińskiej. Dla nas NORDEFCO to mosty powietrzne znad Morza Północnego [np. via UK] i mosty morskie [via Sund – ale także z portów Skandynawii] – oraz związanie sił Rosji na obszarze Arktyki [w tym A2/AD Sieiwerodwińska]. Rola Polski [ale i zagrożenie – w tym dla Bałtów – i dalej dla NORDEFCO] wzrośnie po anschlussie Białorusi i ustanowieniu rosyjskiego “bastionu” A2/AD na Białorusi. Sumując w szerokiej perspektywie Flanki graczy jadacych na jednym wózku kontra Rosja – wojna morska w Arktyce i Morzu Północnym [ GIUK – w tym UK], na Bałtyku i na Morzu Czarnym – to likwidacja A2/AD Siewierodwińska [UK+NORDEFCO oraz USA w tle], A2/AD Petersburga [NORDEFCO], A2/AD Kaliningradu i A2/AD na Białorusi [Polska] oraz A2/AD Kremu [Rumunia+Ukraina+…Turcja]. Tak to wygląda strategicznie – Polska jako zwornik – na północy z NORDEFCO z UK – na południu z Turcją jako najsilniejszymi graczami. Ze wspólnym podtrzymaniem Bałtów na północy – oraz Ukrainy na południu. Zbudowanie Flanki jako sojuszu zasadniczo regionalnego-partnerskiego [USA w tle – a nie jako lider trzymający bilateralnie lejce z każdym graczem z osobna – tylko jako strategiczny globalny “jądrowy tłumik drabiny eskalacyjnej”] – zbudowanie takiego sojuszu oznacza synergię współdziałania. Konkretnie – w razie koncentracji presji Kremla na którymś z graczy – wzrost gotowości bojowej innych graczy Flanki – dla rozproszenia sił Kremla. A także drugi stopień synergii – bardziej proaktywny – szybkie wspólne interoperacyjne siły Flanki [np. roje dronów z efektorami precyzyjnymi – z uzgodnioną wspólną C5ISR i logistyką – jako “ekoststemem” obsługi i użycia] – jako wyraźna demonstracja działania SZYBSZEGO, niż koncentracja sił Kremla. To łamie całą strategię Kremla “dziel i rządź” [podziału ryzyka, dzielenia graczy, budowania przewagi lokalnej] – i odbija się z podwójną siłą na Kremlu – wg zasady, że każdy kij ma dwa końce. NORDEFCO widzę jako pierwszego “gracza zbiorowego do sojuszu” – bo tu synergia i obopólne korzyści dla sojuszu z Polską są największe. Tyle, że to wymaga porzucenia zasady ścisłej podległości Waszyngtonowi – który z każdym z graczy Flanki chce mieć bilateralny układ i trzymać kontrolę i przywództwo. NORDEFCO jest sojuszem “ponad-NATO-wskim – i siłą rzeczy nastawionym na podmiotowe traktowanie własnego interesu i racji stanu. Ma dobre układy z USA – ale bynajmniej nie ślepo-feudalne, jak to teraz wyznaje Warszawa. Jeżeli zdobędziemy się na podmiotowe myślenie, wolę działania długofalowego i samodzielnego – jako prawdziwy gracz z własnym rozumem – to nasza oferta na pewno zostanie przyjęta przez NORDEFCO – z zasadniczym poparciem Bałtów. Innej realnej drogi nie widzę – USA chcą się dogadać z Niemcami i Francją – nas nie zauważają. To się zmieni dopiero wtedy – gdy pójdziemy twardo i konsekwentnie swoją drogą – bez względu na tupanie ambasadora USA w Warszawie czy gniewne sygnały z Waszyngtonu. Dopiero wtedy – widząc nieskuteczność tegoż tupania i fukania – Waszyngton nagle” i “niespodziewanie” całkowicie zmieni płytę i zacznie z nami rozmawiać – mając marchewkę w ręku. Bo kij jest samobójstwem dla USA – oznacza strzał w stopę i dobrowolne pozbawienie się “punktu wejścia i wpływu” w UE. Tak jak w przypadku Przekopu Mierzei Wiślanej – na samym początku drogi chodzi o udowodnienie samosterowności i własnej woli i konsekwencji – POMIMO różnych gniewnych sygnałów “mitygujących” Polskę. Ale to wymaga wyjścia z wyuczonej roli niewolnika ślepo słuchającego Wielkiego Brata – i wymaga własnego rozumu i woli. Na dłuższa metę Waszyngton sam by siebie docisnął do ściany – bo alternatywy dla Polski nie ma. Zresztą to samo i NORDEFCO i Bałtowie. Tutaj zamknięcie kontynentalne Bałtyku – z jednej strony odcinające nas od wsparcia “atlantyckiego” z USA i UK – z drugiej strony WŁAŚNIE DLATEGO podwyższa naszą wartość geostrategiczną w układzie gry z Rosją – w kluczowym dla Eurazji [z punktu widzenia twardej gry i dla ustanawiania trwałej kontroli siłowej] styku Rimlandu z Heartlandem – przesmyku bałtycko-karpackim. Bez Polski to Flanka się nie utrzyma – a USA nie oddzielą “niemieckiej” UE od Rosji – i nie będą w stanie najpierw spacyfikować i zaprząc do rydwanu Berlina i Paryża – a potem zmusić Kreml do przyczołgania się na kolanach o sojusz do Waszyngtonu – za samo przetrwanie Rosji – gdy poczują głodny oddech czerwonego smoka na karku. Na razie Waszyngton [mimo lekcji monachijskiej] tonie w “postępowych” bzdurach typu “promowania i obrony gender i LGBTQX” jako “priorytetach polityki zagranicznej” [ polecam omówienie kuriozalnej – z punktu widzenia twardych interesów hegemona – deklaracji administracji Bidena w tej sprawie – https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ameryka/postulaty-ruchu-lgbt-priorytetem-polityki-zagranicznej-usa/ ] – to właśnie tym bardziej winniśmy lewarować zawczasu naciski Białego Domu sojuszem regionalnym – i przejść do pozycji “zero nowych zakupów w USA” i generalnego zerwania z podejściem “zgoda na wszystko z góry za poklepanie po plecach”… W to miejsce – rozwinąć maksymalnie sojusz regionalny i kontrakty i silną współpracę [ z transferem technologii] z Nammo, Kongsbergiem, SAABem, BAE itd. I z Koreą Płd i z Japonią – ale i z UK – i z koncernami europejskimi – jak Euroasam, MBDA, Tjhales, Leonardo itp. Możemy sprzedawać NORDERFCO [i Bałtom] Kraby – i robić np. przećwiczoną u nas modernizację Leo 2 A4 [których Finlandia ma ponad 100 i podobnie Szwecja, a Norwegia ponad 50]. Mówiąc krótko – właśnie dlatego, że Waszyngton odkleił się od realu i stanowi dla NORDEFCO i Bałtów dużo mniej wiarygodnego sojusznika – TYM bardziej wzrasta rola Polski – oczywiście jako sensownego samodzielnego gracza – rozumiejącego politykę opartą o siłę i interesy – oraz o geostrategię. O lepszy moment będzie trudno – wykorzystajmy go. Gdy Waszyngton dostanie kolejne kubły zimnej wody od Berlina i Paryża [ale i od Londynu i innych graczy Flanki – jak pragmatyczni Skandynawowie w NORDEFCO] – WTEDY nasz status przy naszej proaktywnej świadomej grze – ulegnie dużemu wzrostowi. Myślę, że nadchodzi nieuchronnie czas, gdy sztandarowe hasło “Wystarczy nie kraść” będzie musiało być zastąpione “Wystarczy konsekwentnie twardo pilnować swojego interesu”. I tylko swojego – pilnowanego pragmatycznie także w ramach INTERESOWNYCH sojuszy. I to NASZYCH sojuszy…

Leave a Reply