Zjednoczone Królestwo – Cz. III. BREXIT i geopolityka [ANALIZA iPL]


Poniższa analiza jest efektem pracy kilku osób:  Krzysztof Wojczal, bogaty.men, Enemy


 

Długo to trwało, jednak przyszedł czas na publikację części trzeciej analizy dotyczącej Zjednoczonego Królestwa. W części pierwszej opisaliśmy geografię i historię Wysp Brytyjskich. Opisaliśmy jak to się stało, że Brytyjczycy stworzyli jak dotąd największe imperium świata. I dlaczego imperium to upadło. Część druga została poświęcona głównie gospodarce, finansom i … City. Czas omówić aktualny potencjał militarny Albionu, jego politykę wewnętrzną, zewnętrzną oraz sytuację na arenie międzynarodowej. Zwłaszcza w kontekście nadchodzącego Brexitu, który stał się kwestią czasu. Już niedługiego czasu. Odkąd Boris Johnson stojący na czele Partii Konserwatystów wygrał wybory parlamentarne.

 

POTENCJAŁ MILITARNY – British Armed Forces

Wg portalu globalfirepower.com przy 65-milionowej populacji, Brytyjczycy posiadają blisko 24 miliony osób zdolnych do służby wojskowej. Całkowity personel militarny liczy natomiast 233 tys. żołnierzy, z czego 150 tys. znajduje się w czynnej służbie, natomiast 83 tys. w rezerwie. Brytyjska armia dysponuje rocznym budżetem w wysokości 47,5 miliarda USD. Co jest szóstym najlepszym wynikiem na świecie (za USA, Chinami, Arabią Saudyjską, Indiami i Niemcami). Innymi słowy, Londyn przeznacza na zbrojenia więcej w przeliczeniu na dolary, niż Federacja Rosyjska… Pamiętać jednak należy, iż za produkcję sprzętu i utrzymanie armii, Brytyjczycy płacą w funtach szterlingach. Rosjanie z kolei w rublach. Gdy uwzględnimy parytet siły nabywczej, Rosjanie wydają (oficjalnie) więcej na zbrojenia o ok. 25%.

Wielka Brytania jest jednym z mocarstw atomowych, jednak należy pamiętać, że po wycofaniu ze służby bomb lotniczych WE.177, jedyną brytyjską bronią jądrową są pociski balistyczne Trident II będące na wyposażeniu czterech okrętów podwodnych typu Vanguard.

Pocisk Trident II odpalany z okrętu podwodnego clasy Vanguard

Royal Navy

Jak na państwo wyspiarskie przystało, brytyjska flota jest stosunkowo liczna, silna i nowoczesna. Historycznie Royal Navy była gwarantem brytyjskiej hegemonii na światowych wodach, o czym napisaliśmy w Części I analizy. Wraz z upadkiem Brytyjskiego Imperium, podupadała jednak również flota. Okręty jej królewskiej mości (His/Her Majesty Ships – stąd skrót przy nazwach: HMS) wciąż są jednak obecne nie tylko w pobliżu wybrzeży Wielkiej Brytanii. Wyznaczony dla nich obszar rutynowego patrolowania obejmuje również wody na północ od Karaibów na Atlantyku, jak również południową część tego oceanu pomiędzy zachodnią Afryką, a Falklandami. Brytyjczycy pełnią również obowiązki w ramach NATO (patrole na Morzu Śródziemnym), współpracy z byłymi dominiami (ćwiczenia flot na Dalekim Wschodzie, wespół z Australią, Nową Zelandią, Singapurem i Malezją) czy strategicznego partnerstwa z USA (misje w rejonie Zatoki Perskiej).

Jednak ze względów na liczebność, działalność Royal Navy jest ograniczona. Brytyjczycy dysponują dwoma lotniskowcami typu Queen Elizabeth:

HMS Queen Elizabeth

Są to wprawdzie jednostki nowe i nowoczesne, jednakże Brytyjczycy wciąż zmagają się z ich wadami wieku dziecięcego. HMS Queen Elizabeth, pierwszy zbudowany okręt w tej klasie, wciąż jeszcze przechodzi testy i próby. Natomiast HMS Price of Wales został oddany do użytku zaledwie kilka dni temu (12 grudnia 2019r.). Nie wiadomo jeszcze, kiedy oba okręty osiągną pełną zdolność do prowadzenia misji bojowych.

Niemniej trzeba podkreślić, iż są one największymi, po amerykańskich (typu: Nimitz i Gerald R. Ford), lotniskowcami na świecie o maksymalnej wyporności 65 tys. ton. Inaczej, niż jankescy kuzyni, są napędzane elektrycznie. Tak więc ich zdolność prowadzenia działań bez zawijania do portu jest ograniczona i wynosi ok. 45 dni (zasięg ok. 10 tys. mil). Okręty tupu Queen Elizabeth pomieszczą na pokładzie 40 samolotów i śmigłowców (docelowo mają na nich stacjonować F-35B). Jest to o połowę mniej, niż w przypadku super-lotniskowców o wyporności przekraczającej 100 tys. ton, klasy Nimitz czy Gerald R. Ford. Jednak wystarczająco wiele, by stanowić śmiertelne zagrożenie dla przeciwnika. Zwłaszcza, że brytyjskie lotniskowce wyposażone są w bardzo dobre radary, a także samoloty piątej generacji zbudowane wg technologii stealth.

Brytyjczycy dysponują ponadto dwoma okrętami desantowymi klasy Albion oraz sześcioma nowoczesnymi (technologia stealth) niszczycielami rakietowymi klasy 45 (najstarszy z nich wszedł do służby w 2009 roku) o wyporności 7,3 tys. ton i maksymalnym zasięgu 7 tys. mil morskich. Siłę floty nawodnej uzupełnia trzynaście fregat nieco starszego typu 23 (okręty z lat 90-tych), które również były budowane z myślą o obniżonej emisji promieniowania podczerwonego oraz zmniejszeniu echa radiolokacyjnego. Fregaty o wyporności max. 4,9 tys. ton były pierwotnie tworzone z myślą o zwalczaniu atomowych okrętów podwodnych, jednak po doświadczeniach z wojny falklandzkiej, ostatecznie wyposażono je także uniwersalną armatkę morską oraz silne systemy przeciwlotnicze. Co w kontekście ewentualnej osłony lotniskowców, nabiera dodatkowego znaczenia. Oprócz jednostek typowo bojowych, Royal Navy dysponuje również kilkunastoma niszczycielami min, okrętami patrolowymi, arktycznym lodołamaczem oraz okrętami hydrograficznymi.

Niezwykle ważną rolę odstraszania atomowego, pełnią u Brytyjczyków cztery atomowe okręty podwodne typu Vanguard, które są nosicielami rakiet balistycznych (po 16 pocisków Trident II każdy okręt). Kolejna czwórka atomowych okrętów podwodnych należy do starszej nieco i wycofywanej z użytkowania klasy Trafalgar (z lat 80-tych). Są to okręty wielozadaniowe, przeznaczone głównie do walki morskiej. Ich rolę mają przejąć nowe jednostki typu Astute, których ma być docelowo siedem sztuk (póki co oddano do użytku trzy). Okręty te wyposażone są w torpedy przeciw-okrętowe, miny, ale również pociski manewrujące (Sub Harpoon i Tomahawk).

Współczesna Royal Navy stała się cieniem dawnej morskiej potęgi. Wystarczy wspomnieć, iż z ponad 200 okrętów jakie Brytyjczycy posiadali na stanie w 1960 roku, obecnie pozostało koło 70-ciu. Pamiętać jednak należy, iż jest to flota nowoczesna choć mniej liczna niż np. Japońskie Morskie Siły Samoobrony, a tym bardziej flota chińska. Jednak Japończycy nie dysponują pełnoprawnymi lotniskowcami, a jedynie znacznie mniejszymi ( o wyporności ok. 20- paru tys. ton) niszczycielami śmigłowcowymi. Chińczycy, jeśli chodzi o lotniskowce, również dopiero zaczynają budować większe jednostki, a te posiadane opierają się o radziecką technologię, rozpadającego się Admirała Kuźniecowa. Wspominając rosyjską flotę, trzeba podkreślić iż jest ona przestarzała. W praktyce nie posiada lotniskowca, krążowniki to zabytkowe platformy, które po prostu przezbrojono. Liczna, post-sowiecka flota podwodna wymaga modernizacji lub wymiany sprzętu.

Reasumując, gdyby oceniać siłę floty w pełnym morzu, uwzględniając same jednostki nawodne, Royal Navy z dwoma sporych rozmiarów lotniskowcami mogłaby nawet uchodzić za wicelidera. Niemniej, wszystko oczywiście zależy od rodzaju powierzonych zadań i przystosowania do wykonania tych zadań przez daną flotę. Rosjanie wciąż mogą straszyć jednostkami podwodnymi, a Chińczycy i Japończycy nowoczesną flotą złożoną z mniejszych jednostek. Do wielkiej gry na oceanach chcą dołączyć również Hindusi. Tu należy mieć świadomość, że Wielka Brytania osiągnęła praktycznie pełnię swoich współczesnych możliwości. Tymczasem floty: chińska, japońska, a nawet indyjska wciąż się rozwijają.

Warto również poświęcić kilka słów na temat sposobu współczesnej walki powietrzno-morskiej. Bowiem czasy II Wojny Światowej odeszły, a marynarze i piloci muszą mierzyć się z nowymi wyzwaniami. Obraz szukających wroga pilotów, a następnie przeprowadzających nalot bombowy bezpośrednio nad celem, nijak ma się do rzeczywistości. Dziś, samolot atakujący okręt musi go namierzyć i wystrzelić pocisk zanim sam zostanie wykryty i zestrzelony (a np. pod Midway walczący nie posiadali radarów). Jednocześnie współczesne systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe są na tyle skuteczne, że do unieszkodliwienia lub zatopienia jednego okrętu nie wystarczą jeden czy dwa pociski. Tymczasem precyzja środków zwalczania statków powietrznych jest zabójcza (czasami wręcz zgodnie z zasadą: one shot one kill). To co kiedyś było ryzykiem (z bezpośredniego nalotu na wrogą flotę można było wrócić), dziś byłoby samobójstwem. W walce z symetrycznym przeciwnikiem, samoloty muszą unikać wchodzenia w zasięg wrogich systemów obronnych, a lotniskowce nie mogą już sobie pozwolić na beztroskie podpłynięcie nawet w okolice stu, dwustu kilometrów od wrogiego wybrzeża (z uwagi na zasięg rakiet przeciw-okrętowych). Ponadto w ryzyko dla flot morskich (zwłaszcza dużych jednostek) wkalkulować należy zagrożenie uderzeniem nuklearnym.

Oczywiście z drugiej strony, w tym wyścigu atak/obrona, nie bez znaczenia jest dysponowanie samolotami 5 generacji z technologią stealth. F-35 nie tylko mają większy potencjał skrytego podejścia do przeciwnika oraz ucieczki, ale i stanowią wspaniałe narzędzie zwiadowcze. Te mobilne radary mogą w czasie rzeczywistym przekazywać informacje dotyczące położenia wrogich jednostek do własnej floty. To daje czas na podjęcie właściwych decyzji w zakresie podjęcia walki lub jej uniknięcia, a także dobrania odpowiednich sił i środków do ewentualnego ataku. Brytyjczycy właśnie z myślą o F-35 budowali nowe lotniskowce. Pytanie, czy maszyny te są w stanie dać dla Royal Navy taką przewagę, by móc skutecznie działać przeciwko rojom korwet i niszczycieli? Czy niewielka ilość własnych niszczycieli i korwet jest wystarczająca, by uchronić lotniskowce przed rojami okrętów podwodnych?

To są niewątpliwie zagadnienia, z którymi Brytyjczycy muszą się mierzyć. Bowiem w relacji jakość/ilość, liczebność Royal Navy stanowi piętę achillesową. Oczywiście nie są to siły morskie budowane z myślą o dalekich ekspedycjach i powalaniu na kolana całych państw (tak jak US Navy). I dlatego Brytyjczycy nie powinni myśleć o samodzielnie prowadzonych operacjach i bitwach morskich. Natomiast niewątpliwie morski potencjał Wielkiej Brytanii jest idealnym uzupełnieniem dla liczniejszej floty amerykańskiej. Zwłaszcza, jeśli zaszłaby potrzeba zluzowania którejś z grup uderzeniowych na mniej wymagających obszarach rywalizacji. Brytyjczycy mogliby wypełnić miejsce po Amerykanach na północnym Atlantyku i Morzu Śródziemnym, w momencie, gdyby Waszyngton zdecydował się skoncentrować siły w innym miejscu (np. na Dalekim Wschodzie, przy wybrzeżu chińskim).

Royal Navy z pewnością znajduje się w światowej pierwszej piątce, jeśli chodzi o siłę i potencjał. Jest to również jedna z trzech flot (oprócz amerykańskiej i rosyjskiej – podwodnej), która może nieskrępowanie operować w różnych miejscach globu (również dzięki sojuszowi z USA). Posiada również zdolność odstraszania jądrowego. Co stanowi niewątpliwy jej atut.

Royal Air Force

RAF to chyba najbardziej rozpoznawalne siły powietrzne na świecie, obok niemieckiej Luftwaffe. Głównie za sprawą bojów między tymi lotnictwami w czasie II Wojny Światowej. W której doszło do najsławniejszej bitwy powietrznej (a raczej kampanii), tj. Bitwy o Anglię. To właśnie RAF i brytyjski przemysł lotniczy powstrzymały III Rzeszę przed złamaniem woli władz z Londynu. To lotnicy Królewskich Sił Powietrznych ochronili Wyspy Brytyjskie w momencie, gdy Brytyjczycy mierzyli się z Hitlerem praktycznie w pojedynkę. Co powstrzymało ekspansję Hitlera na zachodzie i pozwoliło później aliantom wylądować w Normandii i stworzyć prawdziwy drugi front we Francji.

Dziś Brytyjczycy dysponują przyzwoitą flotą blisko 150-ciu myśliwców wielozadaniowych typu Eurofighter Typhoon:

Eurofighter Typhoon

Jednocześnie trwają dostawy myśliwców F-35B Lightning II, których docelowo ma być 48 sztuk:

Tu należy nawiązać do potencjału Royal Navy, ponieważ amerykańskie maszyny mają być na wyposażeniu lotniskowców. Od razu widać, iż na jeden okręt klasy Queen Elizabeth przypadają jedynie dwa tuziny samolotów. Czy taka ilość wystarczy, by brytyjska flota mogła nie obawiać się zagrożeń na pełnym morzu? Warto jednocześnie wskazać, iż produkcja współczesnych maszyn jest znacznie bardziej skomplikowana niż dawniej. Innym słowy, każda sztuka F-35 jest na wagę złota. Utrata maszyny, oznacza brak możliwości jej zastąpienia w krótkim czasie (Eurofightery nie są dostosowane do operowania z lotniskowca). Zwłaszcza, że Brytyjczycy są w tym zakresie uzależnieni od możliwości i woli Amerykanów (którzy posiadają własne potrzeby). To ponownie wskazuje na pomocniczą rolę lotniskowców brytyjskich, w globalnej strategii USA. Bowiem mogłoby się okazać, że w czasie intensywnych działań bojowych, przy dużych stratach RAF-u, lotniskowce HMS Queen Elizabeth oraz HMS Prince of Wales stałyby się nośnikami dla US Air Force.

Oprócz maszyn przeznaczonych typowo do walki, RAF posiada jeszcze sześć samolotów wczesnego ostrzegania (AWACS), samoloty rozpoznania, a także bardzo pokaźną flotę kilkudziesięciu transportowców (Herculesy, Atlasy, Globemastery) i samolotów cystern (14 Voyagerów). Co uzupełnione jest przez kolejnych kilkadziesiąt sztuk śmigłowców transportowych (Chinooki, Pumy i Merliny).

Z samej ilości oraz typu posiadanego sprzętu można wywnioskować, iż RAF ma służyć głównie w dwóch celach. Do obrony myśliwskiej Wielkiej Brytanii oraz do ekspedycyjnych operacji powietrzno-desantowych, przeprowadzanych również z pokładów lotniskowców. W przypadku tych drugich, RAF musi mieć zdolność operowania na dalekich zasięgach, ponieważ brytyjskie ambicje i terytorium (choćby Falklandy) wymagają dostarczenia ludzi i sprzętu w miejsce mocno oddalone od Londynu. Stąd inwestycja w AWACS-y i samoloty cysterny.

British Army (Czerwone Kurty)

Tradycyjnie, jak to w przypadku państw wyspiarskich bywa, siły lądowe nie stanowią priorytetu. Brytyjczycy dysponują zaledwie 227 sztukami (w czynnej służbie) czołgów Challenger II wspieranymi przez bojowe wozy piechoty MCV-80 Warrior.

Challenger 2

Ogólnie, Wielka Brytania posiada ok. 4,6 tys. różnego typu pojazdów opancerzonych. Na artylerię samobieżną składa się łącznie 89 sztuk dział AS-90 kalibru 155 mm oraz 35 wyrzutni rakietowych MLRS. Oprócz tego Armia Brytyjska dysponuje 126 sztukami lekkich haubic kalibru 105 mm.

Za bezpośrednie wsparcie z powietrza, obok RAF-u odpowiedzialne jest AAC (Army Air Corps), na którego wyposażeniu znajduje się ok. 50 śmigłowców szturmowych typu WAH-64 Apache oraz Lynx.

Należy w tym miejscu podkreślić, iż z powodu budowy nowych lotniskowców i zakupu F-35, armia lądowa od lat cierpli na brak funduszy. Planowana jest modernizacja Challengerów (choćby wymiany armat, które strzelają amunicją niedostosowaną do standardów NATO), która miałaby objąć jedynie 148 tych maszyn. Co za tym idzie, ilość broni pancernej, artylerii, jak również amunicji do nich jest dalece niewystarczająca. Armia Brytyjska nadaje się tak naprawdę do wysyłania niewielkich sił ekspedycyjnych, które mogłyby być drobnym komponentem szerszego, międzynarodowego działania. Gro z sił lądowych jest częścią Armii Terytorialne, której zadaniem jest bronienie wyspy.

Doświadczenia wojenne

Jak wiemy ilość i jakość sprzętu to nie wszystko. Na polu walki liczy się jeszcze doświadczenie i rutyna. Tych, Brytyjczykom akurat nie brakuje. Jako najbliższy sojusznik USA, Wielka Brytania angażowała się we wszystkie ostatnie konflikty zbrojne z udziałem Amerykanów. Brytyjczycy walczyli w Afganistanie i Iraku. Uczestniczyli w niedawnych uderzeniach lotniczych na cele w Syrii. Biorą udział w misjach pokojowych na Bałkanach i na Cyprze, gdzie posiadają zresztą własne bazy wojskowe. Bardzo blisko współpracują z Amerykanami, co pozwala im pozyskiwać kluczowe informacje w zakresie prowadzenia nowoczesnego konfliktu. O ile wojska lądowe znajdują się w dość złym stanie, o tyle flota i lotnictwo wciąż zbierają doświadczenie bojowe. Co w wojsku zawsze jest na wagę złota.

Brytyjczycy posiadają, po Amerykanach, drugą największą ilość baz zamorskich na świecie. Jest ich obecnie szesnaście, choć część jest współdzielona z sojusznikami (głównie z USAm jak np. Diego Garcia).

Zamorskie bazy wojskowe Zjednoczonego Królestwa

POLITYKA WEWNĘTRZNA

Ustrój

Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej to monarchia parlamentarna o systemie gabinetowo-parlamentarnym. Taki kształt ustroju państwowego kształtował się w sposób ewolucyjny i przetrwał wieki. Z czasem monarcha tracił kompetencje i wpływy. Dziś królowa Elżbieta II pełni głównie funkcje reprezentacyjne. W myśl zasady: „król panuje, a nie rządzi”. Co nie oznacza, że formalnie monarcha nie może mieć wpływu na władzę ustawodawczą i wykonawczą. Brytyjczycy to naród mocno przywiązujący się do zwyczajów i tradycji. Respektujący je. I tak, Królestwo nie posiada konstytucji, czy zbioru kodeksów związanych z konkretną dziedziną prawa. Zamiast tego mamy do czynienia z prawem stanowionym, precedensowym, traktatowym i opartym o historyczne układy oraz traktaty. Wielką rolę odgrywa orzecznictwo sądów.

W przypadku monarchy wygląda to w ten sposób, iż posiada on formalnie znaczne uprawnienia. Jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, ma prawo wypowiadania wojny i zawierania pokoju, zwołuje sesje Parlamentu i zamyka je, zatwierdza ustawy (może też vetować, choć nikt tego nie zrobił od początku XVIII wieku), posiada prawo łaski, mianuje ambasadorów, oficerów, wyższych urzędników (w tym Premiera i członków rządu). Monarcha może wykonywać te prerogatywy samodzielnie, jednak w praktyce się to nie zdarza. Utrwalona procedura wygląda w ten sposób, iż Monarcha podejmuje niemal wszystkie działania wyłącznie na wniosek Premiera.

Jest to bardzo ciekawy system ustrojowy, w którym monarchowie od wieków zrezygnowali z próby umacniania swojej władzy wbrew woli parlamentu. Odbywało się to raczej w sposób łagodny i naturalny, przez co zapisy formalno-prawne pozostawały bez zmian. W efekcie, teoretycznie, w kluczowym i trudnym historycznie momencie, silny monarcha mógłby pokierować sprawnie państwem, bez potrzeby dokonywania wielkich przewrotów i rewolucji ustrojowych. Trudno sobie jednak taki scenariusz wyobrazić, skoro nawet w czasie II WŚ oraz widma klęski w Bitwie o Anglię, to Premier wziął na siebie odpowiedzialność za obronę kraju.

Organami władzy wykonawczej jest rząd i działający w jego ramach, nieco mniej liczny gabinet. Rządem kieruje premier, czyli powoływany przez monarchę lider zwycięskiej w wyborach partii. Co ciekawe partia opozycja tworzy własny Gabinet Cieni dzięki czemu jest gotowa przejąć władzę w każdej chwili. Parlament dzieli się na dwie izby: Izby Lordów i Izbę Gmin. Izba Gmin składa się z 650 deputowanych wybieranych na 5 lat i jest odpowiednikiem naszego sejmu. Jej członkowie są wybieralni w wyborach powszechnych w jednomandatowych okręgach wyborczych. Natomiast Izba Lordów pełni funkcję prestiżowo-pomocniczą. W jej skład wchodzą automatycznie Lordowie Duchowni (liderzy kościoła na czas sprawowania swoich urzędów) oraz Lordowie Świeccy, pełniący swoje funkcje dożywotnio. Izba Lordów opiniuje przygotowywane przez Izbę Gmin ustawy i posiada bardzo ograniczone formalne kompetencje. Jednak powoływane przez nią komisje do prac nad konkretnymi problemami, posiadają spory, nieformalny wpływ na brytyjskie ustawodawstwo.

Układ partyjny

W Zjednoczonym Królestwie panuje de facto dwupartyjny układ w Izbie Gmin. Nie jest to stan wymuszony prawem, a raczej wynik wieloletniej tradycji i panującego systemu wyborczego. Dwie główne siły to Partia Konserwatywna (dawni torysi) oraz Partia Pracy (laburzyści). Ta pierwsza powstała już 1834 roku, natomiast socjaldemokraci powołali Labour Party w 1900 roku. Najsłynniejszymi politykami konserwatystów byli niewątpliwie: pokojowy Neville Chamberlain (ten który przywiózł pokój po wsze czasy), awanturnik Winston Churchill oraz Żelazna Dama – Margareth Thatcher, która była premierem w latach 1979-1990. Ostatnimi premierami torysów byli David „Zdziwiony” Cameron (zaskoczony wynikiem referendum ws. brexitu), Theresa „Dobry deal” May, a także świeży zwycięzca wyborów Boris „Brexit” Johnson. Laburzyści w ostatnim czasie sprawowali rządy w latach 1997-2010. Niewątpliwie zostanie zapamiętane długie premierostwo Szczerego Tonego (Blaira), który w wyniku publicznego kłamstwa wysłał Brytyjczyków na wojnę przeciwko Saddamowi Husseinowi.

BREXIT

Przystąpienie do wspólnoty

By poruszyć kwestię brexitu w pierwszej kolejności dobrze jest wyjaśnić jak to się stało, iż Zjednoczone Królestwo znalazło się w Unii Europejskiej. Bowiem członkostwo Londynu w tej kontynentalnej inicjatywie francusko-niemieckiej nie było takie oczywiste. Wielka Brytania od zawsze sceptycznie podchodziła do wszelkich ponadnarodowych struktur i układów, które w praktyce mogłyby wiązać ręce władzom z Londynu. Dlatego Brytyjczycy odmówili przystąpienia do Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (EWWiS) w 1951 roku. Podobnie było w przypadku Europejskiej Wspólnoty Obronnej (EWO). Brytyjczycy nie podpisali również traktatów rzymskich w 1957 roku, w związku z czym nie wzięli udziału w Europejskiej Wspólnocie Energii Atomowej (Euratom) oraz Wspólnocie Europejskiej (EWG). Anglicy za wszelką cenę próbowali uniknąć przetransferowana części kompetencji rządu jej królewskiej mości, na zewnętrzne podmioty. Jednak nie chcieli równocześnie za bardzo izolować się na europejskiej arenie międzynarodowej. Dlatego podjęli inicjatywę utworzenia Europejskiego Stowarzyszenia Wolnego Handlu (EFTA).

Szybki rozwój gospodarczy państw EWG, a także niewątpliwie chęć umieszczenia „swojego człowieka” w strukturach europejskich przez Waszyngton, sprawiły, iż Brytyjczycy zdecydowali się ostatecznie zawnioskować o przystąpienie do tej organizacji (1961r.). Jednakże prezydent francuski – Charles de Gaulle, w obawie przed amerykańskimi wpływami oraz konkurencją o przywództwo polityczne we Wspólnocie Europejskiej, zawetował przyjęcie do niej Londynu. Niezrażeni Brytyjczycy, złożyli kolejny wniosek, który również został w 1967 roku zawetowany przez Francję. Dopiero w 1973 roku, na skutek długich negocjacji, Zjednoczone Królestwo przystąpiło do EWG.

Co nie oznaczało pełnej akceptacji warunków panujących we Wspólnocie. W 1984 roku Margaret Thatcher uzyskała dla Zjednoczonego Królestwa tzw. rabat brytyjski. Było to obniżenie składek członkowskich dla Wielkiej Brytanii, co jednocześnie skutkowało wzrostem tychże składek u innych członków Wspólnoty. Brytyjczycy nie przystąpili ponadto ani do strefy Schengen (zniesienie granic celnych), jak również odmówili później przyjęcia waluty euro. Przy okazji negocjacji w sprawie Traktatu Lizbońskiego, doprowadzili do podpisania tzw. protokołu brytyjskiego będącego klauzulą opt-out w zakresie stosowania całości przepisów Karty praw podstawowych.

Droga do Brexitu

Jak to się stało, że Zjednoczone Królestwo wychodzi z Unii Europejskiej? Przy tak wielkich powiązaniach z Europą (o czym pisaliśmy w Części II analizy)? Wszystko zaczęło się od pomyłki premiera Davida Camerona. Przynajmniej tak wygląda ta oficjalna wersja wydarzeń. 23 stycznia 2013 roku D. Cameron zapowiedział referendum w sprawie członkostwa we wspólnocie. Był to element gry pomiędzy Brytyjczykami, a Unią. Cameron prawdopodobnie chciał w ten sposób zaszantażować Brukselę w negocjacjach dotyczących warunków uczestnictwa UK w UE. Reformy wspólnoty, zmiana warunków dla Zjednoczonego Królestwa, albo groźba brexitu. Jednocześnie lider Konserwatystów dostrzegł, iż na prawo od jego partii urosła w siłę Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa pod przewodnictwem Nigela Farage’a. W wyborach do europarlamentu UKIP (United Kingdom Independence Party) uzyskała aż 16,5% i z drugim wynikiem po konserwatystach, zameldowała się w parlamencie UE (wyprzedzili nawet Partię Pracy). Popularność Farage’a rosła, a zapowiedź referendum brexitowego przez D. Camerona miała powstrzymać ten groźny proces i przywrócić konserwatystom pełną dominację na prawej scenie politycznej. Co nie do końca się udało, bowiem w wyborach do PE w 2014 roku UKIP wygrała zdobywając aż 26,6% głosów. To był poważny zwiastun przed zbliżającym się referendum.

Na rok przed referendum rozpoczęła się intensywna wojna polityczno-propagandowa pomiędzy zwolennikami wyjścia z UE, a tymi, którzy woleli pozostać w Unii. Prawdą jest, iż (chyba jak wszędzie w polityce) głównie przebijały się z przekazem populistyczne hasła. W głoszeniu których prym wiódł Nigel Farage. Zwolennicy opcji głosowania na TAK przygotowali nawet długo-metrażowy film – Brexit The Movie – z napisami PL, gdzie twórcy starali się pokazać Brytyjczykom inne oblicze Unii Europejskiej. Przesiąknięte cynizmem, korupcją, marnotrawstwem, brakiem odpowiedzialności i kolesiostwem. Ukazali jak Unia Europejska dusi kreatywność i innowacyjność, ogranicza zwykłym obywatelom dostęp do lepszych i tańszych produktów, niszczy tradycyjne gałęzie brytyjskiej gospodarki oraz nie pozwala Brytyjczykom decydować o samych sobie. 

Przeciwnicy brexitu podkreślali z kolei wszystkie atuty członkostwa, które zostaną przez Zjednoczone Królestwo utracone. Tj. swoboda przepływów towarów, usług oraz ludności i wspólny rynek. Zwracali również uwagę na konsekwencje gospodarcze jakie czekają UK po wyjściu z UE. Spadek wartości funta, wzrost bezrobocia, recesja. Lista instytucji, które wskazywały na negatywne skutki Brexitu była długa i nie zamykała się na m.in.: Międzynarodowym Funduszu Walutowym, Confederation of British Industry, OECD, IFS, BIS, BoE…

Referendum – dlaczego taki wynik?

W wywiadach z ostatnich miesięcy, David Cameron nie wahał się przyznawać, iż przeprowadzenie referendum brexitowego było jego olbrzymim błędem. Sam, będąc jeszcze u władzy, nawoływał społeczeństwo do zagłosowania za pozostaniem w Unii. Cały mainstream odbierał referendum, jako co najwyżej grożenie palcem w stronę UE. Eksperci zapraszani do studiów telewizyjnych twierdzili, że to celowy spektakl, który oczywiście zakończy się pozytywnie. I nic się nie zmieni. Specjalistów tych możemy oglądać w najlepiej oglądalnych programach informacyjnych po dziś dzień. Oczywiście mówią już zupełnie co innego. Ponieważ wynik referendum z dnia 23 czerwca 2016 roku zaskoczył ich kompletnie. Podobnie jak Davida Camerona. Tak to często bywa, że gdy w telewizji słyszysz: „kupuj” to znak, że czas najwyższy „sprzedawać”.

W referendum zagłosowało aż 72,2% uprawnionych. Za opuszczeniem Wspólnoty opowiedziało się 51,89% z nich.

Source: https://www.statista.com/chart/5100/uk-chooses-brexit/
Wskazać należy, iż o ile w mainstream skupiano się na przedstawianiu zalet i wad brexitu na płaszczyźnie gospodarczej, o tyle o wyniku referendum zadecydowały prawdopodobnie zupełnie inne kwestie, a były to:

1) Imigracja (głównie z nowych krain EU)
Liczna imigracja w głowach Brytyjczyków stała się zagrożeniem dla ich tożsamość i odmienności kulturowej. Należy pamiętać, że liczni na wyspach Hindusi i Pakistańczycy traktowani zawsze byli jako obywatele dawnego Imperium Brytyjskiego. Przyjeżdżając na Wyspy Brytyjskie, byli (co może nas dziwić) traktowani bardziej jak „swoi” niż przybysze z Europy Środkowej (w tym z Polski). Jednocześnie renoma w zakresie pracowitości słowiańskich imigrantów zaczęła działać na ich niekorzyść. Stali się przez to bowiem głównymi rywalami na rynku pracy i to ich zaczęto oskarżać o zabieranie pracy Brytyjczykom. Argument ten trafiał szczególnie na tych, którzy zarabiali mniej, a temat ten rozgrzewał tabloidy do czerwoności.

Jednocześnie społeczeństwo brytyjskie dostrzegło relację pomiędzy oszczędnościami budżetowymi państwa, a zasiłkami wypłacanymi dla imigrantów. Brytyjczycy zaczęli myśleć o restrykcjach socjalnych, które promowały by rodzimych mieszkańców w otrzymywaniu pomocy z kasy państwa. Takie regulacje byłyby jednak niezgodne z prawem unijnym. Które w tym przypadku stało się winne niekorzystnego z punktu widzenia Brytyjczyków, stanu rzeczy.

2) Konserwatyzm brytyjski i utożsamienie duchowe z Unią
Podkreślenia wymaga, iż Anglicy czują szczególne przywiązanie i nostalgię do Imperium Brytyjskiego oraz naturalnie do Zjednoczonego Królestwa, które jest jego następcą. Wskazać należy, iż do Unii nie wstępował bowiem jeden kraj, a cała wspólnota narodów (Szkoci, Irlandczycy, Walijczycy, Anglicy). Wspólnota zjednoczona m.in. w granicach, armii i fladze. Anglicy zawsze czuli się na pierwszym miejscu Brytyjczykami, a dopiero w drugiej kolejności Europejczykami. Tożsamość ta ma nie tylko podłoże w historii, doświadczeniach czy kulturze, ale w i geografii. Wyspiarze nigdy nie czuli się jako pełnoprawna część kontynentu, co dawało im zawsze wiele swobody. Która w politycznej unii została ograniczona.

3) Unia jako narzędzie narzucania woli
W Wielkiej Brytanii społeczeństwo dość szybko przyjęło narrację, iż prawo unijne jest ułomne, skomplikowane, bywa kuriozalne, a sama Unia Europejska narzucając je, krępuje członków. Przy czym Londyn zawsze poczuwał się jako przeciwwaga dla bloku Paryż-Berlin. Brytyjczycy często nie zgadzali się z resztą partnerów w UE, jednak równie często mieli problem z pozyskaniem sojuszników w walce politycznej wewnątrz Unii. To stwarzało poczucie alienacji i wrażenie nieustannej walki o swoje racje przeciwko całemu kontynentowi.

4) Krzywy ogórek i zakaz czajników, czyli unijne absurdy
Faktem jest, iż absurdy prawne są wizytówką ustawodawców z Brukseli. Zakaz używania czajników elektrycznych oraz innych urządzeń użytku domowego o dużej mocy. Nie został wprowadzony w życie w UK, ponieważ wywołał tak wielkie oburzenie w społeczeństwie, że wystraszono się, że zakaz mógłby spowodować wzrost liczby Brytyjczyków opowiadających się za Brexitem.

5) Pieniądze czyli koszty członkostwa
Jednym z głównych argumentów za opuszczeniem Unii Europejskiej były koszty jakie wynikają z członkostwa w Unii, które w przypadku UK wynosiły 190 mln funtów tygodniowo. Brytyjskie społeczeństwo nabrało przekonania, iż kraje spoza unii walutowej nie powinny dokładać się do budżetu państw ze strefy euro. Brytyjczycy uwierzyli, że po rozstaniu z Unią Europejską oszczędzą sporo środków oddawanych dotychczas do Brukseli. Zwłaszcza, gdy Wielka Brytania była trzecim największym płatnikiem w Unii.

6) Ceny mieszkań i Słabnąca Opieka Zdrowotna
Rosnące ceny mieszkań i wynajmu to temat należący do gorących kartofli. Niektórzy zwolennicy Brexitu podnosili, iż ceny mieszkań na wyspach spadną po wyjściu z Unii. Ich zdaniem wyjście z Unii Europejskiej i zmniejszenie liczby napływających imigrantów spowoduje mniejszy popyt na mieszkania. Dzięki czemu ceny powinny spaść. Optymiści przewidywali obniżkę nawet o jedną piątą.

Z powyższego można wywnioskować, iż Brytyjczycy opowiedzieli się nie tyle przeciw Unii, ile za własnym narodem. Co w ich opinii przysłuży się Brytanii politycznie i ekonomiczne. Czy mieli rację? Czas pokaże.

 


Uwaga! Czytasz ten tekst dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać 🙂 Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by wznowić dyskurs publiczny na omawiany temat i omówić argumenty zawarte we wpisie – udostępnij lub poleć go znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem. Czekam również na uwagi i merytoryczną polemikę 🙂 Dziękuję. KW

Negocjacje i oszustwo Teresy May

Po referendum widoczna była konsternacja. David Cameron w dniu 13 lipca 2016 roku zrezygnował z urzędu. Stwierdzając, że nie może być kapitanem statku, który obrał inny kurs niż ten wyznaczony przez niego. Premierem została Theresa May, której najważniejszym zadaniem było proceduralne przygotowanie Zjednoczonego Królestwa do brexitu oraz przede wszystkim, wynegocjowanie z Unią umowy dotyczącej warunków wyjścia z Unii oraz relacji między Londynem, a Brukselą już po brexicie. Główne kwestie negocjacyjne dotyczyły;

  • Wymiany gospodarczej: import i eksport;
  • Praw obywateli po Brexicie;
  • Świadczenia usług finansowych przez Citi;
  • Orzecznictwa Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS);
  • Problem granicy w Irlandii Północnej.

Od tego czasu oglądaliśmy prawdziwą, brytyjską telenowelę. Przez kolejne trzy lata mierzyliśmy się z wieloma zapowiedziami: drugiego referendum, twardego brexitu, czy wydłużenia okresu wychodzenia Brytyjczyków z Unii. Negocjacje między rządem Theresy May, a UE przeciągały się. Nie pomagał w tym brytyjski parlament, który wielokrotnie okazywał brak poparcia dla swojej premier. W międzyczasie dochodziło do wewnętrznych rozłamów w dwóch największych partiach Izby Gmin. Najpierw z Partii Pracy odeszło 8 deputowanych. Później z Partii Konserwatystów trzech. W poszczególnych kwestiach związanych z Brexitem musiały zapadać wyroki Sądu Najwyższego (z uwagi na brak procedur). Parlament przegłosowywał: odrzucenie wynegocjowanego porozumienia z Unią, brak zgody na twardy brexit, brak zgody na wycofanie wniosku brexitowego, a także zgodę na przedłużenie procesu opuszczenia UE. W tym politycznym chaosie niełatwo było wyczuć, do czego dążyli przedstawiciele elit politycznych w Londynie. Pomimo tego, większość proceduralnych wymagań było po kolei spełniane, a cały proces nabierał tempa. Zjednoczone Królestwo miało wystąpić z UE najpóźniej do 30 marca 2019 roku.

W końcu, po miesiącach negocjacji, Theresa May przywiozła do brytyjskiej stolicy porozumienie brexitowe, które nie spodobało się zarówno politykom w UK, jak i społeczeństwu. Umowa ta została dogłębnie przeanalizowana przez Spectatora (The 40 “Hidden Horrors” Of Theresa May’s Brexit Deal), gdzie autorzy stwierdzili, iż wynegocjowane warunki mogą okazać się horrorem dla UK. Umowa rozwodowa podpisana przez May i EU zawierała bowiem ustalenia, skutkujące tym, iż “okres przejściowy” mógłby trwać wiecznie. I to na zasadach określonych przez UE, bez praw Wielkiej Brytanii do odstąpienia od tego porozumienia.

In summary: The supposed ‘transition period’ could last forever, on the rules defined by EU, without UK rights, even to ditch this deal.

Drogą parlamentarnych przecieków okazało się też, że May ukryła przed posłami kluczową ekspertyzę prawną, wskazującą podstawową wadę umowy.  W efekcie Teresa May nie zdołała przekonać do wynegocjowanej umowy wymaganej większości parlamentarnej. Jej ratyfikacja upadłaTrzykrotnie. Wielu konserwatystów zarzuciło May zdradę wartości konserwatywnych, panujących tam dziesięciolecia.

W międzyczasie w Londynie organizowano protesty. Jedne „za” drugie „przeciw” opuszczeniu UE. W wyniku politycznego impasu, Londyn poprosił Brukselę o przełożenie terminu ostatecznego BREXIT-u. Kilkukrotnie. Powstał problem dotyczący wyborów do Parlamentu Europejskiego. Ostatecznie pozwolono wziąć w nich udział Brytyjczykom, u których wygrała w nich… Partia Brexitu. W obliczu niepowodzeń związanych z próbą przekonania Izby Gmin do wynegocjowanej przez siebie umowy brexitowej, Theresa May zrezygnowała ze stanowiska premiera. W lipcu 2019 roku zastąpił ją Boris Johnson.

“Brexiteer” Borys Johnson

Boris Johnson

Nowy premier kompletnie zmienił „miękką” taktykę prowadzenia polityki stosowaną przez poprzedniczkę. Z miejsca zapowiedział renegocjacje umowy brexitowej, a gdy Bruksela stwierdziła, że nie będzie to możliwe – zagroził brakiem wpłacenia składki unijnej przez Wielką Brytanię. Możliwe konsekwencje takiego działania wywołały burzę polityczną w Izbie Gmin. Boris Johnson nie przejął się tym, a wręcz stwierdził, iż parlament przeszkadza mu w negocjacjach z Brukselą. Podważając jego pozycję wewnątrz kraju. W konsekwencji 28 sierpnia 2019 roku Johnson wystąpił do królowej o zawieszenie prac parlamentu. 3 września Konserwatyści stracili większość w Izbie Gmin z uwagi na to, iż jeden poseł – Philip Lee dołączył do Liberalnych Demokratów (zwolenników pozostania w UE). Parlament przegłosował ustawę zmuszającą premiera do przełożenia terminu Brexitu, za czym głosowało 21 Konserwatystów. Ten sprzeciw wobec premiera skutkował wyrzuceniem z partii. 24 września Sąd Najwyższy orzekł, iż zawieszenie działalności parlamentu było niezgodne z prawem. Johnson zastosował się do orzeczenia. Kilka dni później zaproponował Brukseli nowe warunki porozumienia brexitowego, w którym spór dotyczył kwestii Irlandii Północnej i jej granicy z Republiką Irlandii. Pomimo wcześniejszej deklaracji: „żadnych negocjacji”, Bruksela podjęła rozmowy i ostatecznie ustalono nowe porozumienie. Zabezpieczające w dużej mierze interesy Wielkiej Brytanii, związane z kwestiami celnymi pomiędzy krajami irlandzkimi. Był to niewątpliwy sukces Borisa Johnsona, który zmusił Brukselę do renegocjacji warunków umowy, pomimo wcześniejszego negatywnego stanowiska w tej sprawie. Niemniej, sukces ten nie przekuł się na krajowe podwórko. Nie posiadając większości parlamentarnej, Partia Konserwatywna przegrała głosowanie dotyczące wstrzymania głosowania nad ratyfikacją nowego układu. W wyniku tego premier musiał kolejny raz prosić Brukselę o przełożenie terminu Brexitu na dzień 31 stycznia 2020 roku.

W sytuacji, w której większość Izby Gmin była przeciwko Borisowi Johnsonowi, brytyjski premier zdecydował się na rozpisanie przedterminowych wyborów. Które odbyły się 12 grudnia 2019 roku. Zmęczone „telenowelą brexitową” społeczeństwo brytyjskie zapomniało, że to konserwatysta D. Cameron przyczynił się do całego chaosu. Błyskotliwa kampania Johnsona przekonała Brytyjczyków, iż głównym problemem Londynu jest jak najszybsze rozwiązanie kwestii brexitu. W ten czy inny sposób. Premier, przez krótki okres urzędowania, zaprezentował się jako stanowczy i skuteczny polityk, który jest w stanie podołać temu zadaniu. Dzięki temu Partia Konserwatywna wygrała wybory. W cuglach. To był najlepszy wynik Torysów od czasów Margaret Thatcher. Zdobyli 365 mandatów z poparciem 43,6% głosów, nokautując Laburzystów (202 mandaty przy 32,1% poparcia). I zdobyli komfortową większość w 650 osobowej Izbie Gmin. Wszystko to przy dobrej frekwencji, która wyniosła 67,5%.

Umowa Brexitowa – główne wątki

Co w zasadzie zawiera umowa brexitowa? W skrócie, UE i UK ustaliły, iż do końca 2020 roku będzie trwać okres przejściowy, w których Zjednoczone Królestwo będzie respektować cały system prawny UE na dotychczasowych warunkach. W wersji wynegocjowanej przez Theresę May, okres przejściowy był automatycznie przedłużany, a realny brexit był uzależniony od zgody Brukseli. Innymi słowy, okres przejściowy (a więc podporządkowanie regulacjom unijnym i płacenie składek unijnych) mógłby trwać teoretycznie w nieskończoność, a Brytyjczycy nie mieliby na to wpływu. Odkrycie tego „mankamentu” w umowie było kluczem do wielokrotnego zawetowania umowy przez brytyjski parlament. Nowa umowa stanowi, iż okres przejściowy może zostać przedłużony o rok lub maksymalnie dwa, jeśli obie strony zawrą takie porozumienie.

Po okresie przejściowym (a więc najwcześniej od 2021 roku) Wielką Brytanię i Unię będzie łączyć już tylko unia celna lub umowa o wolnym handlu (jeśli taka zostanie osobno wynegocjowana). Oznacza to, że Wielka Brytania znajdzie się już poza systemem prawnym UE. Jednak będzie negocjowała umowę o wolnym handlu w czasie przynależności do unii celnej. Co znacznie osłabia przyszłą pozycję Londynu w negocjacjach. Z tegoż powodu istnieje wciąż ryzyko, że Borys Johnson wywróci cały stolik i doprowadzi do twardego brexitu bez umowy, w którym Brytyjczycy natychmiast przywrócą granice i cła. I z tej pozycji będą starali się negocjować umowę o wspólnym handlu i unii celnej. Zwłaszcza, iż wg umowy brexitowej Wielka Brytania będzie zobowiązana do wpłacania składek unijnych (39 mld funtów/rok) do końca okresu przejściowego.

Kwestia świadczenia usług finansowych została pozytywnie załatwiona na rzecz londyńskiego City  jeszcze przed pierwszym terminem wyjścia, co zostało opisane w części nr.2.

W zakresie praw obywateli UE w Wielkiej Brytanii oraz Brytyjczyków w Unii, obie strony zgodziły się obustronnie na ich utrzymanie. Dotyczy to jednak tylko dotychczasowych imigrantów i ich rodzin. Osoby, które emigrują na wyspy po wyjściu UK ze Wspólnoty (dotyczy to również okresu przejściowego), będą podlegały już brytyjskiemu prawu imigracyjnemu i jego restrykcjom. Co jest istotne np. w kontekście Polaków przebywających i pracujących na wyspach.

Sporną kwestią w umowie była ta dotycząca granicy celnej Irlandii Północnej z Republiką Irlandzką. Wcześniejsza wersja (May-owa) dealu zawierała mechanizm backstopu. W skrócie polegało to na tym, iż jeśli UK i UE nie wynegocjują w osobnym dealu warunków związanych z granicą obu państw, wówczas Irlandia Północna pozostałaby w unii celnej z UE i nie posiadałaby granicy z Republiką Irlandii. To wymusiłoby na Brytyjczykach wprowadzenie regulacji celnych między Irlandią Północną, a Wielką Brytanią co godziłoby w spójność Zjednoczonego Królestwa. Budziło to spory sprzeciw wśród Brytyjczyków. Jednocześnie Unia nie chciała zgodzić się na wprowadzenie na nowo granicy celnej między Irlandiami, ponieważ mogłoby to przywrócić dawne spory i zniweczyć plan pokojowy (pamiętać należy o irlandzkiej wojnie domowej, która trwała jeszcze w latach 90-tych XX wieku). Nowe warunki wynegocjowane przez Borysa Johnsona stanowią, iż Irlandia Północna ma pozostać częścią obszaru celnego Wielkiej Brytanii, jednak ma współtworzyć z Republiką Irlandii wspólny obszar regulacyjny podległy prawom UE. Jednakże to Londyn będzie ustalał i pobierał podatki w wysokości przez siebie ustalonej (głównie chodzi o VAT). Również kontrola celna towarów zmierzających do Irlandii Północnej będzie prowadzona przez Zjednoczone Królestwo.

Potencjalne skutki opuszczenia UE

Rozpad Zjednoczonego Królestwa?

O potencjalnych konsekwencjach wyjścia Zjednoczonego Królestwa ze Wspólnoty napisano już setki artykułów. Niemniej, w niniejszym tekście nie można pominąć tego tematu – choć postaramy się go opisać dość krótko i rzeczowo.

Na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o zagrożenia, niewątpliwie należy wymienić to związane z procesem rozpadu Zjednoczonego Królestwa. Zaraz po referendum okazało się, iż Szkoci i   Irlandczycy chcą pozostania w Unii Europejskiej. Natomiast kwestie celne dotyczące Irlandii Północnej były i wciąż są jednym z głównych tematów negocjacji brexitowych. Od bardzo dawna nie było tak silnego rozdźwięku interesów pomiędzy Belfastem, Edynburgiem, a Londynem. Uczestnictwo w UE stało się ogromną kością niezgody, dzieląc społeczeństwa Zjednoczonego Królestwa ponownie wzdłuż granic etniczno-narodowych. Co często bywało w historii przyczyną rozpadu nawet największych mocarstw (choćby Austro-Węgier).

Jeszcze w 2014 roku w szkockim referendum niepodległościowym, za wyjściem z UK opowiedziało się 44,7% Szkotów (przy frekwencji bliskiej 85%!). Od tamtego czasu, społeczeństwo zamieszkujące północ Wielkiej Brytanii miało wiele tematów do przemyślenia. Bo gdyby kwestię niepodległości postawić w taki sposób, iż niepodległa Szkocja pozostałaby w strukturach UE, a Szkocja będąca częścią Zjednoczonego Królestwa opuściłaby Unię w ślad za Londynem… Wówczas perspektywy na wynik referendum niepodległościowego zaczynają się zmieniać. Szkoci zapowiedzieli nowe referendum w tej sprawie już w dniu wyniku referendum brexitowego. Co ewidentnie świadczy o łączeniu obu tematów. Szefowa autonomicznego szkockiego rządu – Nicola Sturgeon wygrała ostatnie grudniowe wybory m.in. właśnie dzięki zapowiedziom żądania od Londynu zgody na szkockie referendum niepodległościowe. Jej partia (SNP) otrzymała poparcie w granicach 45% głosów. Zaraz po wyborach, Sturgeon rozmawiała z Borisem Johnonem na ten temat, brytyjski premier stwierdził jednak, iż nie wyda żądanej zgody. Co zwiastuje spór między Londynem, a Edynburgiem w przyszłości. Również Irlandczycy z północy nie są zachwyceni ani faktem opuszczania UE, ani również postanowieniami umowy brexitowej. Irlandia Północna może wkrótce stać się rajem dla przemytników i oszustów podatkowych, będąc wyjściem i wejściem między rynkami brytyjskim i unijnym. Co z pewnością będzie powodem problemów i napięć, zwłaszcza w kontekście kontroli celnej sprawowanej przez Londyn.

 

Powstanie brytyjskiego raju podatkowego?

W Części II analizy, poświęconej gospodarce i finansom, opisaliśmy system powiązań na tych płaszczyznach pomiędzy rynkami brytyjskim i unijnym. Zrzucenie przez Londyn unijnych okowów prawnych i restrykcji, to doskonała okazja do stworzenia światowego raju podatkowego. I przyciągnięcia np. chińskiego kapitału. Finansiści z City są w tym temacie niezwykle biegli. Stworzyli bowiem raje podatkowe na Bahamach, Wyspach Dziewiczych, Kajmanach czy Bermudach. City kontroluje te raje i obsługuje transakcje przez nie przechodzące. Wyjście spod unijnego pręgierza umożliwi stworzenie z Wielkiej Brytanii ogromnej strefy gospodarczej zakotwiczonej u wybrzeży splątanej,bezwładnej i ograniczonej tysiącami przepisów Unii. Położenie geograficzne sprawia, iż Londyn może stać się bezpieczną bazą i przystanią dla amerykańskiego, ale i chińskiego biznesu. Który będzie mógł nieskrępowanie operować tuż przy kontynencie europejskim. Wielkość, a tym samym masa brytyjskiej gospodarki pozwalać będzie na opieranie się naciskom z Brukseli, co będzie gwarantowało zagranicznemu kapitałowi bezpieczeństwo.  Jednocześnie kontrola Londynu nad północno-irlandzką bramą rynkową do Unii, może w przyszłości dawać ogromne możliwości. Zwłaszcza w sytuacji, gdy nie zostanie wynegocjowana umowa o wolnym handlu między Wielką Brytanią, a Unią Europejską.

 

Suwerenność czyli swoboda zawierania umów handlowych i gospodarczych

To jest coś, na co z pewnością Brytyjczycy liczą. Donald Trump już kilkukrotnie dawał do zrozumienia, że jeśli Londyn wyjdzie z UE i zrzuci zwierzchnictwo z Brukseli, to USA zaproponuje Zjednoczonemu Królestwu „niezwykle korzystną umowę handlową”. Oczywiście amerykański prezydent nie dopowiedział, dla kogo będzie ona niezwykle korzystna. Jednak sądząc po tym, jak D. Trump renegocjował umowy np. z Kanadą czy Koreą Południową, na miejscu Brytyjczyków należałoby się obawiać. Zwłaszcza, iż w przypadku brexitu i braku porozumienia handlowego między Londynem, a Brukselą, Waszyngton miałby mocną pozycję negocjacyjną względem próbujących ratować gospodarkę Brytyjczyków. Z drugiej jednak strony samo City również będzie mogło lewarować swoją pozycję przy jednoczesnych rozmowach z Amerykanami i Europejczykami. Tak więc w zależności od tego, jak się potoczą wydarzenia i jak zostaną one wykorzystane przez konkretnych graczy, tak Londyn będzie mógł albo zyskać, albo stracić.

Warto tutaj również wspomnieć o kwestii Chin. Bowiem bez zwierzchnictwa z Brukseli, Brytyjczycy będą mogli dobić samodzielnego targu również z Pekinem. I tu może powstać kolejna okazja, lub kolejny lewar negocjacyjny.

 

Kryzys gospodarczy w UE i na Wyspach?

Podkreślenia wymaga to, iż wciąż nie możemy być pewni ostatecznej formy opuszczenia UE przez Wielką Brytanię. Nadal istnieje ryzyko twardego brexitu. Tym samym, ciągle należy obawiać się niekontrolowanego i nagłego zerwania powiązań finansowo-gospodarczych między Wyspami Brytyjskimi, a kontynentem. Co niewątpliwie skończyłoby się kryzysem gospodarczym i finansowym. Po obu stronach. Choć Zjednoczone Królestwo, jako podmiot mniejszy i słabszy gospodarczo, z pewnością poczuje ewentualne skutki brexitu znacznie bardziej dotkliwie. Nawet jeśli Londyn postara się wykorzystać wszystkie atuty związane z opuszczeniem Unii, to na przestawienie się i dostosowanie gospodarki, potrzeba zawsze czasu. Tym samym, nawet przy stworzeniu atrakcyjnej dla zagranicznego inwestora strefy podatkowej i handlowej, w pierwszym momencie po brexicie, należy się raczej spodziewać ucieczki kapitału z brytyjskiego rynku. To będzie skutkowało zamknięciem zakładów produkcyjnych (np. tych należących do Niemców), wzrostem bezrobocia, niezadowoleniem społecznym, osłabieniem waluty, a co za tym idzie, wzrostem kosztów importu. Bezrobocie i naciski społeczne z tym związane, mogą sprawić do zaostrzenia polityki migracyjnej, a nawet wydalenia imigrantów z brytyjskiej ziemi (co będzie możliwe poza UE). Słabszy funt, korzystne umowy handlowe (z USA i Chinami, a może i UE) oraz reformy podatkowe przyniosą efekty dopiero po kilku latach. Skutkiem tego powinien być wzrost rodzimej produkcji, eksportu własnych towarów, nowe zagraniczne inwestycje (gdy biznes przekona się, iż Londyn to jednak bezpieczne miejsce do czerpania zysków), a przede wszystkim napływ kapitału do City (z USA i Azji). Bowiem te, wciąż może utrzymać pozycję europejskiego centrum finansowo-rozliczeniowego.

 

Dyktat unijny osi Paryż-Berlin

Skutki brexitu będą dotyczyć nie tylko Brytyjczyków, ale i Unii Europejskiej. Wskazać należy, iż Wielka Brytania jest trzecią największą siłą polityczną w UE. I to siłą, która przeważnie podążała własną ścieżką, stanowiąc hamulec lub nawet przeciwwagę dla Berlina oraz jego partnerstwa z Paryżem. Brytyjczycy jak ognia unikali kierunku federacyjnego, który został obrany przez Paryż i Berlin. Z niechęcią patrzyli na wszelkie przeregulowywanie rynku i struktur unijnych oraz oddawanie kompetencji państwowych na rzecz technokratów z Brukseli. Tego „hamulcowego” wkrótce zabraknie, a próbującej stworzyć własny blok wewnątrz unii Polsce, brakuje takiej siły, masy oraz niezależności. Wraz z wyjściem Zjednoczonego Królestwa z UE, Francja i Niemcy będą mogły narzucić własny kurs ku federacji europejskiej. Co nie tylko nie stworzy zwartego europejskiego bloku, ale może wręcz doprowadzić do rozpadu Unii. Bowiem im silniej Bruksela będzie naciskać na podporządkowanie się jej poszczególnych stolic, tym większe będzie rodziło to sprzeciwy na peryferiach. Już w tej chwili widać tendencje do życzliwości mniejszych krajów wobec twardej i nieustępliwej polityki względem Unii, stosowanej przez Węgry i Polskę. Niczym dotąd niepowiązane kraje Europy Środkowej, zaczynają się organizować bądź to w zapomnianych dotychczas inicjatywach (V4), bądź to w nowych projektach (Trójmorze). Póki co, to wszystko ma jeszcze postać bardzo wstępnego, sondowanego pomysłu. Rozmów i poklepywania po plecach, przy braku konkretów. Jednakże sama tendencja może zwiastować przyszły podział w Unii. Oraz przejście do konkretów.

 

Początek rozpadu UE?

Brexit będzie pierwszym przypadkiem w historii, kiedy to UE nie tylko nie rozszerzy swoich granic, ale wręcz pomniejszy się o jednego, niezwykle istotnego członka. Czy to początek dłuższej tendencji? Jeden przypadek to z pewnością zbyt mało by tak stwierdzić, jednak należy pamiętać o wielu innych zwiastunach problemów wewnątrz Unii. Niebawem bowiem może się okazać, iż Hiszpania pogrąży się w chaosie, a Katalonia może zrejterować nie tylko z Hiszpanii, ale i UE. Grecy to finansowi i gospodarczy bankruci, którzy w przypadku następnego kryzysu, będą mieli niewiele do stracenia. A wręcz wchodzą coraz bardziej na ścieżkę konfrontacji z Berlinem, która będzie oznaczać nie tylko żądania odszkodowań po II WŚ, ale i odmowę spłaty zadłużenia. Wiktor Orban od dawna gra na układy z Moskwą i lewaruje w ten sposób wpływy Berlina. Włosi zaczynają dostrzegać minusy wprowadzenia euro i podporządkowania się ECB. Polska stała się amerykańskim koniem trojańskim blokującym oś Berlin-Moskwa i budującym w oparciu o masę Waszyngtonu blok wewnątrz unijny. Który może w przyszłości stanowić poważną polityczną siłę w UE. Hamującą zapędy Berlina. Warszawa będzie tym bardziej niewygodna dla Brukseli, gdy Brytyjczycy wyjdą z UE, a Polska stanie się jedyną amerykańską kotwicą na Starym Kontynencie. Podział na „starą” i „nową” Unię będzie jeszcze bardziej wyraźny.

Zwrócić należy uwagę na fakt, iż ośmielona amerykańskim oparciem Polska, będzie z pewnością znacznie odważniej domagać się utrzymania suwerenności narodowej (co już obserwujemy). To sprzeczna z koncepcją federalizmu polityka, jest bliska wszystkim mniejszym państwo Europy Środkowej. I nie tylko. Podobnie myślą nie tylko Austriacy, Węgrzy Rumuni, Grecy, ale i Czesi czy nawet Włosi. Tymczasem trudno będzie stworzyć europejskie superpaństwo pod niemiecko-francuskim kierownictwem bez jednoczesnej zgody Rzymu i Warszawy (z poparciem V4, Bałtów i Greków).

PANIKA DNIA PIERWSZEGO”

Powyżej przedstawione zostały potencjalne skutki w ujęciu średnio i długo terminowym. Gwoli rozważenia wielu scenariuszy należy nadmienić, iż wciąż istnieje jeszcze wariant “twardego” brexitu, który może przysporzyć wielu problemów doraźnych. Zgodnie z oficjalnym dokumentem rządowym opublikowanym przez Sky News Wielka Brytania stoi w obliczu potencjalnej “paniki konsumenckiej”, jak i luk w bezpieczeństwie w ciągu kilku tygodni od opuszczenia UE bez porozumienia.

Dokument ten informuje, że pierwszego dnia “przepływy handlowe i pasażerskie” z Wielkiej Brytanii do UE zostaną znacząco spowolnione, albo nawet wstrzymane z powodu dodatkowego czasu wymaganego na kontrolę celną na granicy. Choć brytyjskie statki, samoloty itp. mogą już nie mieć dostępu do terytorium UE, jak i na odwrót. Dalej, dokument ostrzega, iż w ciągu pierwszych dwóch tygodni może nastąpić potencjalna panika konsumentów, oraz braki żywności w sklepach, nawet z dala od rejonów przygranicznych. W pierwszym miesiącu z kolei małe północno-irlandzkie firmy mogą doświadczyć problemów prawno-gospodarczych, obywatele UK przebywający poza granicami mogą być zmuszeni do re-emigracji, mają pojawić się poważne luki bezpieczeństwa wewnętrznego na ulicach, a sam Funt- Sterling może zostać przeceniony, w przypadku pesymistycznym nawet o 25%.

Source: https://www.msn.com/en-gb/news/uknews/uk-faces-potential-consumer-panic-and-security-gaps-under-no-deal/ar-AAFbOF7

POLITYKA ZAGRANICZNA – GEOPOLITYKA

Co zostało już dokładnie opisane i omówione w części I analizy dotyczącej geografii i historii Zjednoczonego Królestwa, Wielka Brytania położona jest w kluczowym miejscu Europy Północnej, jeśli chodzi o morskie szlaki handlowe i militarne. To z bazy morskiej w Scapa Flow operowała Royal Navy w czasach I i II Wojny Światowej, kontrolując przestrzeń GIUK-u. Wspomniana baza została ostatecznie zlikwidowana w 1957 roku, niemniej, Brytyjczycy wciąż posiadają najbliższą i największą potęgę morską na wejściach na Atlantyk. Ma to dodatkowe znaczenie w kontekście rywalizacji z Rosją. Jej Flota Północna zakotwiczona w Murmańsku i nad Morzem Białym, w drodze na Atlantyk, musi przepłynąć bądź to przez przejścia między Grenlandią i Islandią lub Islandią, a Wielką Brytanią, lub też przez English Channel (Kanał La Manche). Brytyjczycy mogą również blokować Cieśninę Skagerrak, czyli wyjście z Bałtyku na Morze Północne. Morze Północne, które jest najważniejszym akwenem dla handlowych szlaków morskich północnej Europy. To nad nim znajdują się niemieckie porty w: Hamburgu i Bremerhaven; holenderskie: Amsterdam, Rotterdam; belgijska Antwerpia.  Brytyjskie porty i flota nadzorują ruch nad głównym wyjściem z Morza Północnego, Kanałem La Manche, nad którym znajduje się zaopatrujący Paryż port w Hawr (ujście Sekwany). Brytyjczycy mogą również „zakorkować” Cieśninę Gibraltarską, będącą jedynym naturalnym ujściem Morza Śródziemnego na wody oceaniczne. Tylko trzy kontynentalne państwa mają otwartą drogę na Atlantyk. Portugalia, Hiszpania oraz częściowo Francja. Przy czym najpotężniejsza z nich Francja, kieruje swój główny wysiłek morski na wody Morza Śródziemnego. Podobnie zresztą jak Hiszpania. Royal Navy wciąż daje olbrzymie lewary Londynowi na całą Skandynawię, na Bałtów, Polskę, Niemcy, kraje Beneluksu, a także w mniejszym stopniu (ale jednak) Francję, Hiszpanię i Portugalię (które są za słabe by mierzyć się na Atlantyku z brytyjską flotą (i jednocześnie wypełniać zadania na śródmorzu). Poprzez Gibraltar, władze z Londynu mogą również wpływać na „południowców”. Oczywiście trzeba w tym miejscu zaznaczyć, iż liczebność współczesnej Royal Navy nie pozwala na wypełnianie tych wszystkich zadań jednocześnie (i wielu innych jak np. ochrona Falklandów). Niemniej Brytyjczycy posiadając dwa lotniskowce mogliby skutecznie skupić się na dwóch wybranych kierunkach. Natomiast przy wsparciu Drugiej i Szóstej Floty US Navy, marynarka anglo-sasów dominuje Atlantyk i Morze Śródziemne. Tym samym wspólnie: Waszyngton i Londyn kontrolują cały handel morski na wybrzeżach Starego Kontynentu. I nie widać, by ta sytuacja mogła się prędko zmienić w najbliższym dziesięcioleciu (z państw kontynentalnych tylko Francuzi posiadają jeden dwudziestoletni lotniskowiec Charles de Gaulle).

Geopolityczna perspektywa Zjednoczonego Królestwa – mapa: openstreetmap.org, modyfikacja: KW

            Brytyjczycy od setek lat, głównie dzięki swojemu położeniu geograficznemu, prowadzili całkowicie niezależną politykę zagraniczną od wpływów z kontynentu. Mieszkając na wyspie, przy braku lądowych sąsiadów i najpotężniejszej flocie świata – Londyn nie potrzebował szukać stałych sojuszy i gwarancji bezpieczeństwa. Anglicy koncentrowali się na utrzymywaniu balansu siły w Europie, próbując nie dopuścić do powstania ogromnego imperium kontynentalnego. Imperium, które z braku przeciwników lądowych, mogłoby się skupić na budowie floty oraz ekspansji na Wyspy Brytyjskie. Polityka Splendid Isolation była realizowana przez Anglików głównie dzięki geograficznym uwarunkowaniom i choć stała się przyczyną przypięcia łatki Perfidnego Albionu, to leżała u podstaw powstania największego dotychczas światowego imperium. Którego filozofia, pragmatyzm i realizm prowadzenia polityki stawiane są za wzór po dziś dzień. Dwukrotne odejście od Splendid Isolation kosztowało Brytyjczyków upadek imperium co opisywaliśmy w Części I analizy.

            Zwrócić też należy uwagę na fakt, iż polityki izolacji nie mogło prowadzić i nie prowadziło w historii żadne inne państwo Europy. Ponieważ środowisko kontynentu nie pozwala państwom ignorować sił zewnętrznych. Dziś, w kontekście globalizacji i powiązań gospodarczo-handlowych, na politykę izolacji nie mogą sobie pozwolić również sami Brytyjczycy. Taką zdolność posiadają już jedynie tylko Amerykanie. Jednak zwycięstwo hasła: „Tylko Ameryka” oznaczałoby automatycznie utratę statutu hegemona światowego.

            Pomimo utraty statusu morskiego hegemona, opisana wyżej strategia prowadzenia polityki zagranicznej Brytyjczyków wciąż jest aktualna. Władze z Londynu, widząc w którą stronę podąża Unia, zanegowały stopniowemu przekazywaniu kompetencji ustrojowych technokratom z Brukseli. Decydenci Zjednoczonego Królestwa są najwyraźniej zdania, iż UK jest jeszcze dość silne, by móc odłączyć się od UE i funkcjonować samodzielnie oraz niezależnie. I to z powodzeniem. Czy te kalkulacje są prawidłowe? Tego dowiemy się zapewne w kolejnych latach.

            Zjednoczone Królestwo od niemal wieku opiera swoją politykę zagraniczną o strategiczny sojusz z USA. Nic dziwnego. Obie potęgi morskie posiadają zbieżne interesy w Europie i na świecie (choć bywały punkty sporne). Waszyngton i Londyn wspólnie wybrały się na wojnę w Zatoce Perskiej. Będącej wówczas kluczowym miejscem w kontekście dostaw gazu i ropy naftowej. Wspólnie podejmują działania w Syrii. Elity obu anglosaskich państw myślą podobnie, opierając się na tych samych pojęciach, myśleniu strategicznym, wizji pojmowania świata. Brytyjscy geopolitycy kształtowali świadomość amerykańskich elit i vice versa. Stanom Zjednoczonym również zależy na odpowiednim balansie na Starym Kontynencie (stąd uczestnictwo w obu wojnach światowych). W interesie obu morskich potęg leży utrzymanie znaczenia morskich szlaków handlowych oraz przeciwdziałanie powstaniu Nowego Jedwabnego Szlaku. XIX-wieczne elity brytyjskie wytyczyły strategię niekonkurowania z USA, co musiało ostatecznie zakończyć się ustąpieniem miejsca młodszemu bratu. Współcześni decydenci z Londynu upatrują w Waszyngtonie silniejszego partnera, lidera, z którym należy współpracować by utrzymać to, co pozostało po wielkim imperium. Brytyjczycy chcieliby lewarować partnerstwem z USA swoją pozycję względem Unii Europejskiej. Przy akceptacji roli junior-partnera. Kartą przetargową Londynu w tej kooperacji ma być m.in. nowoczesna flota i lotniskowce, które mogą doskonale wkomponować się w strategię US Navy, a które zostały zbudowane do wypełniania zadań na wodach całego globu. Brytyjczycy są gotowi podejmować międzynarodowe wyzwania, które niekoniecznie wiążą się bezpośrednio z ich interesem. I często wymagają działania daleko od rodzimych wysp. To cena płacona za bycie prawą ręką hegemona. Europejskim filarem i przedłużeniem potęgi Stanów Zjednoczonych. Wielka Brytania to ogromny amerykański lotniskowiec i desantowiec, zakotwiczony u wybrzeży Starego Kontynentu (co szczególnie było widoczne w obu wojnach światowych). Podobnie sprawa wygląda po drugiej stronie kuli ziemskiej, gdzie drugi, japoński filar służy do kontrolowania wybrzeży Azji na Dalekim Wschodzie. Różnica między Zjednoczonym Królestwem, a Japonią jest taka, że Brytyjczycy sami wybrali taką drogę ponad sto lat temu. I traktują Amerykanów jako krewnych. Mniej wyrafinowanych, bardziej prostolinijnych, ale jednak krewnych. Tymczasem Japończycy do podległości zostali zmuszeni siłą po przegranej wojnie. To już jest jednak temat na inną analizę.

            Siłą Zjednoczonego Królestwa jest jego tradycja i historyczna transformacja państwa kolonialnego w państwo respektujące prawa do samostanowienia byłych dominiów. Nie sposób zignorować faktu, że o ile związki między Hiszpanią i Portugalią, a ich dawnymi koloniami w Ameryce Południowej i Środkowej są praktycznie znikome, o tyle relacje Brytyjczyków z Kanadą, Australią, czy nawet Indiami są całkiem bliskie. I podkreślane przy każdej niemal oficjalnej okazji. Tego rodzaju soft power bywa nie do przecenienia. Brytyjska flota może dzięki temu pływać po wszystkich oceanach świata, mając przyjazne porty w każdym jego zakątku. Wspólne: historia, język, kultura, tradycja i przywiązanie do tych samych wartości ułatwiają podejmowanie kolejnych wyzwań dyplomatycznych. Łatwiej jest nie tylko w kwestii drobnych przyjaznych gestów, ale i w zawieraniu wieloletniej współpracy. Czy to na płaszczyźnie handlowej czy militarnej.

 

PODSUMOWANIE

Niewątpliwie opuszczenie Unii należy traktować jako zerwanie więzów krępujących decyzje władz z Londynu. I choć przed Zjednoczonym Królestwem zarysowuje się widmo kryzysu i trudnego czasu, to niewątpliwie brexit może przynieść pewne korzyści. Jeśli Brytyjczycy wykorzystają stosowne lewary, będą mogli zawrzeć intratne umowy handlowe z USA, Chinami, jak również Unią Europejską. Oczywiście kolejność wydarzeń może sprawić, iż stanie się zupełnie odwrotnie. A potencjalni partnerzy wykorzystają trudną sytuację samotnego Albionu i wycisną z niego w negocjacjach wszystkie soki. Przed brytyjskimi decydentami stoją ogromne wyzwania. Współczesne kroki mogą w przyszłości doprowadzić UK do zupełnej marginalizacji i upadku. Lub też wzmocnić i uniezależnić Londyn w oparciu o militarny sojusz z USA, a może też handlowo-gospodarczy układ z Chinami (choć wystąpienie obu tych przesłanek jednocześnie będzie raczej zależne od tego, czy USA i Chiny zdołają się porozumieć). Należy jednak pamiętać, że o ile geopolityczna rola Wielkiej Brytanii będącej częścią Unii Europejskiej i świata jednobiegunowego z czasem malała, o tyle w świecie wielobiegunowej rywalizacji mocarstw, położenie i siła floty Brytyjczyków na powrót  staną się istotne.

Dzięki unikalnemu położeniu, Brytyjczycy i ich flota mogą czuwać nad całym transportem morskim na Morzu Północnym. Kontrolować Kanał La Manche. A także zabezpieczyć Północną Drogę Morską wiodącą przez wody arktyczne. Innymi słowy, Londyn wciąż jest kluczowym graczem w kontekście morskich wejść handlowych do Europy Północnej znajdujących się w Hamburgu, Amsterdamie, Rotterdamie czy francuskim La Havre.

Dzięki Gibraltarowi, Zjednoczone Królestwo może również kontrolować jedno z dwóch wejść na Morze Śródziemne. Co doskonale było widocznie, gdy siły brytyjskiej piechoty morskiej przejęły 4 lipca 2019 roku irański tankowiec z ropą, próbujący przepłynąć przez Cieśninę Gibraltarską.

Brytyjska flota wciąż jest najpotężniejszą w Europie i należy do światowej czołówki. Choć mało liczna, jest nowoczesna, uzbrojona w broń jądrową i może wypełniać zadania w każdej części globu. Z tego powodu, kontynentalni gracze tacy jak Francja i Niemcy, nie powinni całkowicie ignorować potencjału Zjednoczonego Królestwa.

Londyńskie City od wieków dysponuje kadrami, know how, kapitałem a także wpływami, które pozwalają być poważnym graczem na finansowej szachownicy. I choć drukowaniem euro zajmują się Niemcy, to tak naprawdę londyńska finansjera w dużej mierze obsługuje europejski rynek. Londyn to największy sprzedawca usług bankowo-finansowych w Europie. Co może się drastycznie zmienić po Brexicie, ale co równocześnie może także uderzyć w pierwszym momencie w samą UE. Każdy kij posiada dwa końce.

W tym wszystkim pamiętać jednak należy, iż jeśli Wielka Brytania nie zyska statusu hub-u handlowego Europy Północnej, wówczas będzie tracić gospodarczo. Globalizacja, powiązania gospodarek, specjalizacja gałęzi przemysłowych, wspólny, ogromny i niezwykle chłonny europejski rynek to potężny atut państw kontynentalnych. Jeśli projekt UE będzie się rozwijał, a UK nie zdoła zbudować własnej, silnej pozycji poza strukturami Unii, wówczas Brytyjczyków czeka stagnacja, kryzys i marginalizacja. Zagrożenie to jest jednak staje się mniej prawdopodobne, ponieważ struktury Unii od dwóch dekad coraz bardziej hamują i przeszkadzają poszczególnym państwom w rozwoju. Zamiast działać stymulująco. UE z każdym kolejnym rokiem pozostaje coraz bardziej z tylu za globalną konkurencją.  Jednocześnie niemiecki eksport poza granice kontynentu uzależniony jest od potęg morskich takich jak Stany Zjednoczone i właśnie Wielka Brytania. Jeśli Londyn zgodzi się na warunki Waszyngtonu dotyczące handlu i współpracy geostrategicznej, wówczas Amerykanie mogą pomóc Brytyjczykom uzyskać silne lewary przeciwko Berlinowi i Brukseli.

Warto dodać, że po rewolucji łupkowej oraz zmianie polityki eksportowej dotyczącej surowców energetycznych, USA może stać się dla Wielkiej Brytanii nie tylko gwarantem bezpieczeństwa, partnerem w międzynarodowych wyzwaniach, lewarem na kontynent, ale i także dostawcą gazu i ropy naftowej. Ponieważ zasoby Brytyjczyków wydobywane z dna Morza Północnego powoli się wyczerpują. Co oczywiście nie wyklucza odkrycia kolejnych złóż (tak jak to było w przypadku Norwegii). Jednakże możliwość sprowadzania czarnego złota i błękitnego paliwa przez Atlantyk nie jest bez znaczenia. W czasie, gdy dostawy z Zatoki Perskiej są zagrożone, bezpieczny i kontrolowany wspólnie przez Amerykanów i Brytyjczyków tranzyt przez Ocean Atlantycki może stanowić doskonałą alternatywę. Jednocześnie nie należy zapominać o możliwości czerpania dostaw gazu z Norwegii. Która również jest bliskim sojusznikiem Waszyngtonu.

 

PROGNOZA

Trudny czas po Brexicie?

Niezależnie od tego, jaki scenariusz brexitowy nas czeka (ponieważ nic nie zostało jeszcze przesądzone), to Zjednoczone Królestwo odczuje gospodarczo opuszczenie Unii. Zwłaszcza w pierwszych kilku latach po zakończeniu okresu przejściowego (czyli prawdopodobnie po 2020 roku). Gdyby mimo wszystko Boris Johnson z jakiegoś powodu doprowadził do twardego brexitu, negatywne skutki pojawiłyby się wcześniej i byłyby znacznie poważniejsze. Złą wiadomością dla Londynu byłoby również nie wynegocjowanie do końca okresu przejściowego nowej umowy handlowej. Niemniej skuteczność prowadzenia negocjacji z Unią zaprezentowana przez nowego premiera każe dostrzegać atuty Londynu. Lewary, których Bruksela jest świadoma, o czym świadczą niedawne ustępstwa Unii wobec żądań Johnsona. Co może znacznie pomóc w negocjacjach, a nawet je przyspieszyć.

Wydaje się, że dla brytyjskiego społeczeństwa najważniejszym obecnie problemem jest niepewność (co można wnioskować po wynikach wyborów oraz kampanii wyborczej Konserwatystów, której głównym hasłem było: „Getting Brexit done”). I byliby w stanie zaakceptować nawet najgorszą wersję wydarzeń, byleby wreszcie sytuacja stała się w stu procentach klarowna. To oraz wynik wyborów dają rządowi Borisa Johnsona mandat do bardzo stanowczych poczynań. Z pewnością premier będzie dążył do tego, by kategorycznie zamknąć temat w jak najkrótszym terminie. Czyli do 31 stycznia 2020 roku. Jeśli wciąż będzie problem z brakiem akceptacji umowy brexitowej, wówczas BJ może zdecydować się na opuszczenie Unii bez umowy (choć dziś, trudno sobie wyobrazić by nowy parlament nie poparł premiera).

Partnerstwo z USA

Bardzo ciekawą kwestią pozostaje umowa handlowa między Stanami Zjednoczonymi, a Zjednoczonym Królestwem. Może się bowiem okazać, że nawet pomimo słabej pozycji negocjacyjnej Borisa Johnsona, Donald Trump zaproponuje Londynowi całkiem korzystne warunki. Po pierwsze po to, by pokazać wszystkim, iż zawieranie dwustronnych porozumień z USA jest znacznie bardziej korzystne, niż tkwienie w szerszych układach i strukturach (a pamiętajmy o amerykańskiej strategii promującej obecnie porozumienia bilateralne). Po drugie, komu innemu, jak nie najbliższemu i najbardziej lojalnemu sojusznikowi mieliby Amerykanie nieco odpuścić? Zwłaszcza, iż w nowej rzeczywistości każdy dodatkowy i nowoczesny lotniskowiec może być na wagę złota. Wielka Brytania to klucz do kontroli Starego Kontynentu i wywoływania na Brukselę oraz Berlin odpowiednich nacisków. Jeśli Londyn użyje tych argumentów, to Waszyngton będzie musiał skalkulować je w ostatecznej ofercie. Z drugiej strony pamiętać należy o doświadczeniach historycznych, kiedy to Amerykanie wykorzystali dramatyczną sytuację Brytyjczyków w czasie II Wojny Światowej i w zamiana za pomoc, ogołocili ich imperium. Wówczas jednak głównym zmartwieniem T. Roosevelta nie był ani Hitler, ani Stalin, tylko właśnie Brytyjskie Imperium kolonialne. Głównym celem polityki tego prezydenta było doprowadzenie do upadku potęgi Londynu i odłączeniu od niego poszczególnych dominiów. Zwłaszcza Indii. Współcześnie Wielka Brytania nie stanowi konkurencji dla USA na żadnej płaszczyźnie. Jednocześnie może odgrywać niezwykle istotną rolę, jako partner i sojusznik. Tak więc sytuacja wygląda nieco odmiennie, od tej sprzed wieku.

Należy też dostrzec pewnego rodzaju logikę w polityce Donalda Trumpa. Który z jednej strony potrafi łamać zasady oraz grać bezpardonowo i ostro. Nawet wobec bliskich partnerów (jak Kanada). Z drugiej strony, oprócz kija używa również marchewki. I tam, gdzie konkurencja czy partnerzy nie stają mu ością w gardle oraz wpisują się w hasło partycypowania kosztów utrzymywania bezpieczeństwa, stara się pokazać łagodne i szczodre oblicze. Jest to rozmyślne budowanie wizerunku, które wpisuje się w strategię budowania bezpośrednich, dwustronnych umów i sojuszy. Jeśli jesteś z „nami”, możesz liczyć na więcej. Jeśli kombinujesz, złamiemy Cię i tak. I postawimy własne, mniej korzystne dla Ciebie warunki.

Wydaje się, że Brytyjczycy od samego początku stawiają na „marchewkę”. Przekonamy się więc, jak na tym wyjdą. Co jest ważne w kontekście naszych własnych relacji z Waszyngtonem.

Spodziewany kryzys Unii Europejskiej?

Oprócz omówienia tematów związanych z Brexitem i umowami handlowymi, warto spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego Brytyjczycy opuszczają Unię (jeśli uznać, że nie był to wcale przypadek)? W tej chwili bardzo trudno jest wskazać jakąś oczywistą przyczynę. Niemniej, co wymaga zauważenia, Zjednoczone Królestwo to w tej chwili jedyny kraj, który może opuścić Unię z dnia na dzień. Choć wciąż się w niej znajduje i czerpie z tego określone korzyści. Czy przypadkiem taki właśnie stan, nie był celem samym w sobie? Autorom tekstu trudno się oprzeć wrażeniu, że władze z Londynu wiedzą coś, czego nie wie nikt inny na kontynencie. Być może przewidują wydarzenie, które sprawi, iż uczestnictwo w Unii i podległość względem decyzji z Brukseli staną się bardzo niekorzystne. I gdyby to się miało stać w najbliższym czasie, Londyn niemal natychmiast mógłby uniknąć negatywnych efektów takiego scenariusza. Tłumaczyłoby to wieloletni stan „zawieszenia” Brexitu i przedłużania się negocjacji. Co zawsze leżało po stronie Londynu.

Istnieje również teoria (którą zaprezentował jako pierwszy redaktor Stanisław Michalkiewicz), jakoby UK została niejako wypchnięta z Unii przez Angelę Merkel (w celu umocnienia dyktatu Paryż-Berlin). Niemiecka Kanclerz tuż przed sławetnym referendum brexitowym, nie tylko zaprosiła do UE uchodźców (a w zasadzie nielegalnych imigrantów), ale i ogłosiła potrzebę ich przyjmowania przez wszystkich członków Unii. Co wywołało olbrzymi sprzeciw w społeczeństwie brytyjskim. Być może działanie Angeli Merkel rzeczywiście było celowe. Ale jeśli oceniać działania władz z Londynu po efektach, to te nie zdecydowały się ani na powtórkę referendum (który to scenariusz był przecież już raz przećwiczony przez Irlandię w kontekście przyjmowania Traktatu Lizbońskiego), ani na zawetowanie woli społeczeństwa (referendum nie było przecież wiążące).

Pomimo medialnej paniki establishmentu, w ani jednym momencie nie podjęto żadnych formalnych, politycznych czy prawnych kroków, by do Brexitu jednak nie dopuścić. Od samego początku narracja polityczna sprowadzała się do kwestii „jak” opuścić Unię, a nie „czy” rzeczywiście to zrobić (choć media rzeczywiście podnosiły temat rewizji wyniku referendum – jednak było to bez żadnego realnego odzewu).

Można z tego wyciągnąć wniosek, że Zjednoczone Królestwo samo rzeczywiście chciało uchylić sobie drzwi, do opuszczenia kontynentalnej inicjatywy polityczno-gospodarczej. Jeśli przyjąć tą tezę za słuszną, przy uwzględnieniu powiązań amerykańsko-brytyjskich, to można wysnuć z tego przypuszczenie, że Amerykanie rozważają użycie wobec UE twardych narzędzi nacisku w celu przymuszenia Unii do podporządkowania się woli Waszyngtonu. Narzędzi, których użycie mogłoby rodzić na tyle negatywne skutki, że Brytyjczykom byłoby korzystniej wyjść z Unii (nawet przy wysokich kosztach własnych) niż znaleźć się pod ich wpływem. Są to oczywiście spekulacje, jednak wskazane powyżej przesłanki dają podstawy do takich przewidywań.

Zwłaszcza, że problemy Unii Europejskiej mogą nadejść same, bez podejmowania działań przez USA. Pisaliśmy o tym w analizach dot. Katalonii, Włoszech, Grecji czy Portugalii. Strefę euro toczy finansowy rak, a kwestie gospodarcze zawsze wpływały na nastroje społeczne. Nastroje, które wyraźnie dryfują w stronę przeciwną do kursu obranego przez Brukselę. Eurosceptyczne partie zyskują coraz większą popularność, co może rozsadzić Unię od środka. Być może Brytyjczycy spodziewają się najgorszego?

Kryzys w Wielkiej Brytanii

Jeśli działania władz z Londynu uznać za celowe, to jak trudnych czasów dla Europy spodziewają się Brytyjczycy, skoro są skłonni do poniesienia ogromnych kosztów związanych z Brexitem? Ponieważ skutki wyjścia z UE będą potężne. Niewątpliwie najbardziej może ucierpieć brytyjski sektor finansowo-bankowy, którego aktywa w 2013 roku wyceniane były na wartość 450% całego brytyjskiego PKB! Finansowy sektor pozabankowy wyceniany jest z kolei na kolejnych 400% wielkości brytyjskiej gospodarki. Sprzedaż usług finansowych to 10% całego eksportu. Cały finansowy rynek zatrudnia ponad milion pracowników. Wskazać jednocześnie należy na to, iż przemysł samochodowy w Wielkiej Brytanii został przejęty przez kapitał niemiecki. Co oznacza, że Niemcy mogą wycofać się z wysp, zamykając zakłady produkcyjne. Ewentualne bariery handlowo-celne (jeśli powstaną) mogą uderzyć nie tylko w eksporterów i importerów, ale i pośredników. Którzy przyjmowali towary na wyspach, a następnie transportowali je dalej na kontynent. Wskazać bowiem należy, iż Wielka Brytania posiada jeden z bardziej przyjaznych w Europie systemów podatkowych i prawnych dla firm. Wielu przedsiębiorców posiada tam siedzibę, obsługując jednocześnie cały europejski rynek. To może się zmienić.

Zmniejszenie wolumenu handlowego i wzrost bezrobocia będzie skutkowało osłabieniem funta. W krótkiej perspektywie, gdy UK posiada ujemny bilans handlowy, oznaczać to będzie uderzenie w konsumentów. Ceny importowanych towarów wzrosną. Deficyt handlowy również może się w związku z tym zwiększyć. Jednak z czasem, wspomoże to rodzimych producentów i przedsiębiorców, którzy dzięki bardziej przyjaznemu systemowi podatkowo-prawnemu, będą więcej zyskiwać na eksporcie. W dłuższej perspektywie, osłabienie funta może pomóc brytyjskiej gospodarce. Zjednoczone Królestwa może zmniejszyć zależność od importu oraz zwiększyć eksport generując dodatni bilans handlowy i napływ inwestorów oraz kapitału. By zminimalizować opisane wyżej perturbacje, władze z Londynu będą mogły podjąć szereg reform prawno-podatkowych, które przekonają inwestorów do pozostania na wyspach i wzmocnią pozycję rodzimego sektora biznesowego. Po Brexicie, regulacje unijne oraz polityczna wola Brukseli nie będą mogły blokować tego rodzaju działań. Po pierwszych trudnych latach, gospodarka dostosuje się do nowych warunków. Jeśli okoliczności na arenie międzynarodowej oraz nowe umowy handlowe będą sprzyjać, wówczas wyspiarze będą mieli szansę na nabranie wiatru w żagle.

Niemniej początkowa stagnacja, a może nawet tąpnięcie gospodarcze musi przełożyć się na politykę. Niezadowoleni wyborcy zaczną domagać się zaostrzenia polityki migracyjnej oraz wydalenia już przyjętych imigrantów zarobkowych. To będzie niemal pewne, ponieważ od lat brytyjskie społeczeństwo (zwłaszcza uboższe warstwy) upatrują przyczyn swoich niepowodzeń w tym, że przyjezdni zabierają im pracę, pobierają zasiłki z londyńskiej kasy, a po uzyskaniu obywatelstwa, zaczynają wpływać na politykę kraju. Postulaty związane z migracją będą coraz bardziej istotne w dyskusji publicznej. Temat jest na tyle drażliwy, że Brytyjczycy prawdopodobnie zdecydują się na podjęcie radykalnych działań z wydalaniem niechcianych imigrantów łącznie. Zwłaszcza, że większość polityków podziela w tej kwestii zdanie „ulicy”.

Ostra polityka migracyjna Wielkiej Brytanii może spowodować napięcia z Francją czy Niemcami (bo tam zapewne trafi część brytyjskich imigrantów). Tymczasem za kilka lat, to co dziś jest przez europejskie elity przedstawiane jako moralny obowiązek i gospodarcze wybawienie, może okazać się przekleństwem. Zwłaszcza, że wydaje się być kwestią czasu, kiedy prawicowe (anty-imigracyjne) partie zyskają również poparcie w Madrycie, czy nawet Paryżu. Wówczas narracja polityczna w omawianym temacie zmieni się o 180 stopni.

Przyjmując, że rząd Borisa Johnsona utrzyma się przez kolejne cztery lata, można założyć, iż Partia Konserwatystów zbierze owoce tego, co sama zasiała (Brexit). Pierwsze, negatywne skutki opuszczenia Unii mogą przekonać społeczeństwo, do powierzenia władzy Laburzystom. Gdy dziś w UK rządzi eurosceptyczna prawica, a we Francji i Niemczech wciąż na posterunku trwają rządy lewicowe, to paradoksalnie za kilka lat sytuacja może się całkowicie odwrócić. W Londynie, na skutek trudnych czasów, władzę przejmie lewica. Tymczasem nad Francją może przejąć w końcu kierownictwo Marine Le Pen. Co nie będzie pomagało w normalizacji relacji między Zjednoczonym Królestwem, a Unią Europejską. Relacji, które mogą być niezwykle napięte wskutek negocjacji umowy handlowej oraz przekonania społeczeństwa brytyjskiego, że UE celowo uderza w gospodarkę Wielkiej Brytanii doprowadzając do jej kryzysu.

Sytuacja ta może wymusić na władzach z Londynu do podjęcia ostrej rywalizacji gospodarczo-politycznej z kontynentalnymi potęgami europejskimi (Francja i Niemcy). Zjednoczone Królestwo będzie musiało walczyć o każdą jednostkę waluty znajdującą się na rynku. Niezależnie od tego, co to będzie za waluta (dolar, euro, czy jeszcze inna). Gdyby do tego doszło, odizolowana od rynku europejskiego Wielka Brytania poniosłaby dotkliwe straty.

PROPONOWANE ROZWIĄZANIE

Czytając poniższą syntezę, należy pamiętać iż wyżej zakreślona prognoza oparta jest o subiektywną ocenę autorów w zakresie skutków zauważonych tendencji. Wszystko to jest obarczone wysokim ryzykiem, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo zaistnienia.

Niemniej krytyczne spojrzenie jest wówczas wiarygodne, gdy osoba przedstawiająca dane spostrzeżenia, posiada własne propozycje rozwiązań. I tak, zdaniem autorów, najkorzystniejszym dla Brytyjczyków scenariuszem byłby taki, w którym rzeczywiście udałoby się im jak najdłużej korzystać z przywilejów uczestnictwa we wspólnym rynku Unii Europejskiej. Innymi słowy, odwlekanie Brexitu do momentu, w którym opuszczenie UE będzie konieczne (i w którym będzie już zawarta umowa handlowa), winno być priorytetem rządów z Londynu. Oczywiście będą się z tym wiązały pewnego rodzaju koszty (np. towary zalegające w magazynach to tylko problem dla firm przygotowujących się na ew. czarny scenariusz). Niemniej przedłużanie okresu przejściowego (co jest możliwe nawet do 2023 roku) pozwoli brytyjskim: rynkowi i gospodarce na spokojne przygotowanie się do samodzielności. Jednocześnie da to czas politykom, jeśli chodzi o negocjacje umowy handlowej z Unią, a nawet USA. W tym przypadku presja czasu działa na niekorzyść UK, a sytuacja przy stole rozmów będzie gorsza, gdy Brytyjczycy znajdą się poza ochroną unijnych regulacji handlowych, pozostając jednocześnie w unii celnej. Dlatego priorytetem winno być w pierwszej kolejności wynegocjowanie umowy handlowej i przygotowanie reform (o czym niżej). Dopiero gdy cele te zostaną osiągnięte, będzie odpowiednia pora na zakończenie okresu przejściowego i zrzucenie okowów unijnych regulacji (ale i ochrony prawnej).

Z drugiej strony przedłużanie okresu przejściowego, uniemożliwi szybkie zawarcie umowy handlowej z USA. Tutaj podpisanie traktatu będzie musiało zostać odwleczone, jednak pamiętać należy, iż to UE jest głównym partnerem handlowym dla Londynu, a nie Stany Zjednoczone. Wątpliwym jest, by amerykański rynek zdołał szybko zrekompensować straty poniesione na tym unijnym.

Przygotowując się do samodzielności handlowo-gospodarczej, Brytyjczycy winni z jednej strony chronić własny rynek (umowy międzynarodowe), z drugiej stworzyć na nim jeszcze korzystniejsze warunki dla biznesu. Tak, by ściągnąć nowych inwestorów, utrzymać dotychczasowych, a jednocześnie wesprzeć własnych przedsiębiorców i rodzimą produkcję. Da to pozytywny impuls do odnowienia wzrostu gospodarczego.

Władze z Londynu powinny blisko współpracować z Unią na płaszczyźnie handlowo-gospodarczej. Dla Wielkiej Brytanii jest to kluczowe. Z drugiej strony, polityczno-militarna współpraca z USA powinna dawać stosowne lewary. Ważne jest tutaj zachowanie odpowiednich proporcji zaangażowania, w relacjach z Waszyngtonem i Brukselą. Długotrwałe zatargi i brak porozumienia z Unią mogą się bowiem skończyć katastrofą gospodarczą. Jednocześnie zerwanie więzów ze Stanami Zjednoczonymi sprawi, iż pozycja Brytyjczyków na kontynencie oraz w świecie znacznie osłabnie. Royal Navy jest potęgą, ale tylko przy sojuszu z US Navy. Amerykanie w każdej chwili mogą odebrać Brytyjczykom swobodę poruszania się po morzach i oceanach, co byłoby niezwykle dotkliwe dla wyspiarzy.

Władze z Londynu muszą zdawać sobie sprawę z potrzeby zachowania balansu. Zwłaszcza w relacjach z kontynentem. Bowiem dostęp do europejskiego rynku jest nie do przecenienia. Czy tego rodzaju gimnastyka na linie będzie możliwa? Zwłaszcza w sytuacji, gdyby D. Trump lub jego ew. następca zechciałby w bardzo ostry i stanowczy sposób przypomnieć Europie, kto jest szeryfem w atlantyckim świecie? Niewątpliwie atutem Brytyjczyków w takiej sytuacji byłaby możliwość pełnienia roli rozjemcy. O ile USA nie wymagałoby jasnego opowiedzenia się po ich stronie. Jak widać, nie wszystko zależy od samych Brytyjczyków, pomimo tego, że Zjednoczone Królestwo jest jedną z największych gospodarek świata i posiada jedną najnowocześniejszych i najsilniejszych flot. To tylko przywraca refleksje nad położeniem znacznie słabszej, mniej niezależnej i bardziej czułej na zewnętrzne wpływy Polską. Sąsiadującą z Niemcami i Rosją.

O tym z pewnością będzie więcej w pisanej książce pt.: “Trzecia Dekada” . Jeśli interesuje Cię jej zakup, informacje dotyczące prac nad jej treścią i publikacją udzielam za pośrednictwem newslettera. Zachęcam do zapisywania się na listę.

 

Krzysztof Wojczal & bogaty.men & enemy

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 


Niniejsze opracowanie (jak każde inne na tym blogu) nie ma charakteru profesjonalnej analizy, która mogłaby służyć jako podstawa decyzji inwestycyjno-biznesowych. Tekst ma na celu ogólnie przybliżyć czytelnikowi omawiany temat i jest na tyle szczegółowy lub precyzyjny, na ile autor uznał za stosowne. Jeśli szukasz głębszych informacji na poruszane tematy, zachęcam do sięgnięcia po prace specjalistów z danej dziedziny lub zajmujących się stosownym regionem/państwem/obszarem. Sam autor, na własne potrzebny, zbiera podstawowe informacje po to, by móc wyrobić sobie poglądy na interesujące go zagadnienia. Niniejszy artykuł jest efektem dociekań autora i chęci przekazania zdobytych informacji dalej w jak najbardziej przystępnej formie. KW.

 

Źródła:
https://tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/szkocja-premier-zapowiada-wniosek-o-nowe-referendum-niepodleglosciowe,982248.htmlhttps://www.tvp.info/45797076/szkocja-walczy-o-niepodleglosc-johnson-musi-zgodzic-sie-na-referendumhttps://warsawinstitute.org/brexit-geopolitical-perspective/https://tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/gibraltar-iranski-tankowiec-grace-zwolniony-protest-usa,961383.html
https://www.tvp.info/40135708/umowa-brexitowa-zatwierdzona-na-szczycie-ue-uwzglednia-interesy-polski

https://www.bankier.pl/wiadomosc/Dobra-umowa-brexitowa-ale-czy-przetrwa-7628504.html

https://brexitcentral.com/leaked-commons-legal-analysis-brexit-deal-vindicates-trump-contradicts-may-adds-brexiteers-concerns/

https://www.komputerswiat.pl/aktualnosci/militaria/hms-queen-elizabeth-supernowoczesny-lotniskowiec-trafil-do-royal-navy/ft6w59l#slajd-2

https://www.defence24.pl/tajemnice-konstrukcji-lotniskowca-hms-queen-elizabeth

https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_okrętów_Royal_Navy_w_czynnej_służbie

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/nowy-japonski-okret-kaga-przyjety-do-sluzby,725755.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Japońskie_Morskie_Siły_Samoobrony

https://www.globalfirepower.com/country-military-strength-detail.asp?country_id=united-kingdom

http://www.konflikty.pl/technika-wojskowa/na-morzu/list-ostateczny-brytyjskie-odstraszanie-atomowe/

https://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/597185,wielka-brytania-wojsko-sily-zbrojne-czolgi-flota.html

https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/613884,think-tank-wielka-brytania-sily-ladowe-rozbite-konflikt-rosja-nato.html

https://www.defence24.pl/brytyjczycy-beda-ciac-wojska-pancerne

https://www.tvp.info/45522189/thinktank-brytyjskie-sily-ladowe-zostana-rozbite-w-przypadku-konfliktu-z-rosja

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wielka_Brytania_w_Unii_Europejskiej

https://pl.wikipedia.org/wiki/Brexit

https://en.wikipedia.org/wiki/Overseas_military_bases_of_the_United_Kingdom

9 komentarzy

  1. Panowie, wielki szacunek za kompleksową analizę.

    Chciałbym odnieść się do kursu funta: “Zmniejszenie wolumenu handlowego i wzrost bezrobocia będzie skutkowało osłabieniem funta”.

    Otóż w myśl zasady kupuj plotki, sprzedawaj fakty, świat finansowy (że tak oględnie go nazwę) prawdopodobnie przewiduje w dużej mierze zachowanie się brytyjskiej gospodarki po Brexit.
    Obrazem przedłużających się negocjacji w latach 2018 i 2019 było osłabienie funta z $1.25 na ok. $1.1.
    Ponieważ sytuacja po grudniowych wyborach w opinii wielu komentatorów zmniejszyła się niepewność rynku w kontekście negocjacji Brexitu, również sytuacja funta się ustabilizowała.
    Zaryzykowałbym stwierdzenie, że okolica 1.1 GBP/USD jest pewnym minimum poniżej którego cena raczej nie będzie spadać chyba, że nastąpią jeszcze jakieś duże turbulencje podczas negocjacji umów handlowych z EU oraz USA.
    A potencjał do wzrostów mamy spory – jeszcze w 2015 kurs wynosił 1.4 GBP/USD, chociaż dla gospodarki brytyjskiej niższy kurs na poziomie 1.1 będzie w początkowym okresie korzystny.

    https://www.tradingview.com/x/8h28PM3O/

    Jestem ciekaw co Panowie sądzicie na ten temat?

  2. Panie Krzysztofie, bogaty.men, Enemy

    Rewelacyjna analiza, jak zresztą wszystkie, które tutaj znalazłem. Bardzo dużo taki laik jak ja jest w stanie się dowiedzieć o świecie dzięki tej stronie. Jestem zachwycony i wszystkim moim znajomym ją polecam 🙂

    Świetnie się czyta te artykuły. Przede wszystkim, bardzo mi się podoba, że są one neutralne, bez wpychania wszystkich wydarzeń w polskie spory polityczne. Jeśli znacie jeszcze jakieś obiektywne media godne polecenia to chętnie je przygarnę 🙂

    Jeśli chodzi o samą analizę to zastanawia mnie jedna kwestia. Ciężko mi sobie wyobrazić, żeby Brexit był planem władz Londynu na wyjście z Unii na skutek planowanego zwiększania nacisku USA na Wspólnotę. Bo rozumiem, że można rozpisać referendum w tej sprawie, ale ich wynik pozostaje kwestią całkowicie niezależną od władz. Jedyne co może przemawiać za takim scenariuszem jest fakt, że wynik głosowania został przyjęty i nie podjęto próby jego powtórzenia, ale nie wiem czy to nie jest zbyt skomplikowana teoria.

    Raz jeszcze podkreślę, że analiza jest wspaniała, a cała strona jest największa perłą jaką kiedykolwiek udało mi się znaleźć w internecie, za co jeszcze raz dziękuję i z niecierpliwością czekam na więcej 🙂

    PS Jeśli mam wybierać, to wolę analizy pisane niż mówione, bo łatwiej mi się w pracy czyta niż słucha 😀

  3. W bitwie o Anglię zapodział Pan gdzieś Dywizjon 303.

    (…) (pamiętać należy o irlandzkiej wojnie domowej, która trwała jeszcze w latach 90-tych XX wieku)(…)
    W Ulster nadal wybuchają bomby!!!:
    https://www.euractiv.pl/section/polityka-wewnetrzna-ue/news/wielka-brytania-ladunki-wybuchowe-na-dworcu-i-lotniskach-w-londynie/
    https://niezalezna.pl/268311-zamieszki-w-irlandii-polnocnej-mloda-kobieta-zginela-od-strzalu
    https://tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/wybuch-bomby-w-irlandii-polnocnej-policja-byla-wymierzona-w-policjantow,962345.html
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114881,25178498,irlandia-polnocna-policja-zapobiegla-tragedii-nowa-ira-podlozyla.html

    (…)W wyniku tego premier musiał kolejny raz prosić Brukselę o przełożenie terminu Brexitu na dzień 31 stycznia 2020 roku.(…)
    Tuż przed poprzednim terminem zapowiadał, że woli zdechnąć w rowie (czyli w tłumaczeniu na nasze realia pójść do więzienia) niż przedłużyć Brexit… Teraz po takiej zabawie w cykora można podejrzewać, że to nie twardy (…)Brexiteer(…) tylko tani blagier.

    1. Nie zapomniałem. Kiedyś może napiszę artykuł wychwalający osiągnięcia polskich żołnierzy. Albo taki dotyczący Bitwy o Anglię. Tutaj rzecz tyczyła państwa ze stolicą w Londynie.

      Porównując czas lat 90-tych, gdzie o IRA słyszał każdy, do współczesnych incydentów – niewątpliwie zawarty pokój okazał się zbawienny i nic dziwnego, że jest spory nacisk na to, by pozostał on w prawnej mocy.

      Boris Johnson to ciekawa postać. Raczej skupiałem się na opisie tego, jak jego osoba postrzegana jest przez brytyjskie społeczeństwo. Kim naprawdę jest i jak ma intencje? Tego nigdy się pewnie nie dowiemy. Choć będzie można próbować to odgadnąć po jego poczynaniach w przyszłości
      pozdrawiam
      KW

      1. (…)Porównując czas lat 90-tych, gdzie o IRA słyszał każdy, do współczesnych incydentów – niewątpliwie zawarty pokój okazał się zbawienny i nic dziwnego, że jest spory nacisk na to, by pozostał on w prawnej mocy.(…)
        Słyszał każdy to raczej słabe kryterium, np. popatrzmy na Bałkany, o zbrodniach słyszał każdy (w szczególności Milosevica, Mladica i Karadica). A cieniu mamy np. UCK, której szefowie po wojnie założyli mafię transplantacyjną…

        1. Czy ja pisałem o zbrodniach IRA czy tylko o tym, że słychać było o ich walce? “Słyszał każdy” to bardzo dobre kryterium.

          Ale dobrze. Bo może się Pan nie czepia tylko nie rozumie skrótu myślowego. Konflikt w Irlandii Północnej miał takie natężenie, był tak intensywny, a obie strony tak bardzo działały medialnie, że wiedział o nim każdy w Europie.

          W porównaniu do współczesnego stanu rzeczy, mamy olbrzymi postęp w tej kwestii.

          Mniej więcej tyle kryje się pod “każdy słyszał”.
          pozdrawiam
          KW

          1. Przeciwko powiększeniu Opola też była potężna walka, z głodówką w ośrodku kultury w Dobrzeniu Wielkim włącznie, słyszał mało kto… w przeciwieństwie zadymy o festiwal piosenki. A chyba każdy przyzna, ta II sprawa jest dużo mniej istostna niż ta I.

  4. Witaj 🙂 na wstępie dziękuję za Twoją (Waszą) pracę niesienia “oświecenia” takim ludziom jak ja. Szukałem w na Twojej stronie informacji o surowcach Polski i możliwościach płynących z ich posiadania dla Polski. Czy jest możliwość byś napisał “wyczerpujący na swój sposób” artykuł o tym ? Będę chylił czoła, z góry dziękuję i pozdrawiam 🙂

Leave a Reply