Jak Niemcy skapitulują przed USA? [Analiza geopolityczna]

Po opisaniu drabiny eskalacyjnej w rywalizacji między Chinami a USA oraz ich możliwym dealem (tekst pt.: „USA vs Chiny – będzie wojna czy sojusz?”), a także po opisaniu drabiny eskalacyjnej w rywalizacji USA – Rosja (tekst pt.: „USA Zamierzają pobić Rosję. Nie będzie resetu”), przyszedł czas na tekst dotyczący relacji i możliwego przebiegu wydarzeń na linii USA – UE lub też bardziej USA – Niemcy.

Niniejszy tekst jest też pewnego rodzaju rozwinięciem wątku polityki niemieckiej. Bowiem, gdy powiedziało się już A (w ostatnim tekście pt.: „Czy niemiecka oferta dla USA jest rzeczywiście szansą dla Polski?”) to należy konsekwentnie powiedzieć B. Oraz pokusić się o opisanie sytuacji w relacjach na linii Berlin-Waszyngton w kontekście próby odpowiedzenia sobie na pytanie czy i w jakiej treści dojdzie do porozumienia między Niemcami (i szerzej UE), a Stanami Zjednoczonymi.

 

Na blogu wielokrotnie podkreślałem, że Stany Zjednoczone obudziły się w 2013 roku tak naprawdę z trzema rywalami. Chinami, Unią Europejską i Rosją. Przy czym z tej trójki Chiny są najpotężniejsze i najtrudniejsze do podporządkowania, Rosja jest najbardziej niezależna i mało podatna na presję ze strony Waszyngtonu, a Unia Europejska to gracz najbardziej zależny od USA, wewnętrznie niespójny i jednocześnie rozgrywany przez pozostałe siły. Amerykanie zdiagnozowali zagrożenie i możliwość powstania eurazjatyckiej koalicji UE-Rosja-Chiny po czym obrali strategię rozdzielania pozostałych graczy. Zaczęto od izolacji polityczno-gospodarczej Rosji. Odgrodzono ją – za pomocą państw Europy Środkowej – od Niemiec. Proces ten zapoczątkowała jeszcze administracja Baracka Obamy co kontynuował Donald Trump, który okazał się w działaniu najbardziej antyrosyjskim prezydentem USA od czasów Ronalda Reagana (bez względu na to co mu zarzucano i jak wielką przyjaźń deklarował Putinowi). Donald Trump zrobił jednak coś więcej. Rozpoczął proces gospodarczego izolowania Chińskiej Republiki Ludowej. Niemniej, samo izolowanie rywali wymaga dużego nakładu sił i środków, tj. choćby zaangażowanie na pomoście bałtycko-czarnomorskim. Trzeba ograniczać i walczyć z dążnością izolowanych graczy do odzyskania łączności między sobą.

Celem Stanów Zjednoczonych jest podporządkowanie sobie reszty globu, a izolacja rywali miała służyć temu, by zmuszać ich do uległości jednego po drugim. Tak by nie zdołali współdziałać, ponieważ wówczas Waszyngton nie poradziłby sobie ze zwartym, kontynentalnym blokiem. Rozstawiając przeciwników pojedynczo w poszczególne narożniki, amerykański bokser mógł natomiast wybierać w jakiej kolejności zmierzy się w pojedynkach jeden na jeden. Ponieważ Chiny są najpotężniejsze, a Rosja najbardziej niezależna od Stanów Zjednoczonych, to logicznym wydaje się, że proces pacyfikacji niepokornych musi być rozpoczęty od najsłabszego gracza. Niemiec i szerzej Unii Europejskiej. Po pierwsze dlatego, że dobrze jest najpierw pokonać najsłabszych zyskując tym samym siłę do ostatecznego rozstrzygnięcia z tymi silniejszymi. Po drugiej, dopóki Rosjanie mają choć cień nadziei na uzyskanie porozumienia z Niemcami niezależnie od woli USA, dopóty ich determinacja w oporze jest nie do złamania. Jednocześnie UE jest wielkim rynkiem zbytu dla chińskich towarów. Razem USA i UE odpowiadają za połowę wartości chińskiego eksportu. Dobrze byłoby więc by zachodnie rynki współdziałały przeciw Pekinowi.

Kierując się tą logiką na początku lutego 2020 roku opublikowałem tekst pt.: „UE zostanie wasalem USA – co nas czeka po roku wyborczym 2020?”, w którym jako pierwszy postawiłem tezę, że po listopadowych wyborach USA – bez względu na ich wynik – Stany Zjednoczone będą chciały w krótkim czasie podporządkować sobie Unię Europejską. Ponieważ Amerykanom zaczyna kończyć się czas a podporządkowanie Europy pozwoli wywrzeć jeszcze większą presję na Rosję oraz Chiny. Teza ta stała została kilka miesięcy później spopularyzowana (choć nie przeze mnie), a po niemieckich ofertach hołdu względem USA można przypuszczać, że lada moment się ziści. Podobnie jak sprawdziła się inna prognoza z wyżej cytowanego tekstu mówiąca o tym, że Rosjanie postarają się o spacyfikowanie niepokornej Białorusi. Przypomnijmy, po sierpniowych wyborach Łukaszenka który wynegocjował dostarczenie gazu na Białoruś przez Litwę, nagle stanął przed społecznym buntem – co zaskoczyło dogadujących się z nim dobrze Amerykanów. W efekcie Mińsk popadł w całkowitą zależność względem Moskwy. Choć w ostatnim czasie znów zaczyna silić się na asertywność. Niemniej, wracając do tematu niemiecko-amerykańskiego. Wydaje się być pewnym, że w najbliższym czasie doczekamy się rozstrzygnięcia kwestii relacji pomiędzy USA i Niemcami oraz USA i Unią Europejską.

Z uwagi na liczne amerykańskie przewagi tj. np.:

  • kontrola zachodnich rynków finansowych,
  • kontrola morskich szlaków handlowych do Europy,
  • kontrola Trójmorza i lądowego połączenia z Rosją oraz dalej z Chinami,
  • obecność militarna w Niemczech i w Europie Środkowej,
  • bilans handlowy z Niemcami i Unią Europejską, z którego wynika, że największy importer na świecie (USA) daje Europejczykom i Niemcom zarabiać na swoim rynku, natomiast sam zarabia na Starym Kontynencie relatywnie niewiele, a więc może jako „konsument” lub „odbiorca” dyktować warunki, nakładać cła, grozić wyparciem europejskich firm i koncernów z chłonnego i wartościowego amerykańskiego rynku,

Amerykanie mają wielką przewagę w ewentualnych negocjacjach z Berlinem i Brukselą. Nic więc dziwnego, że Niemcy – pod koniec października tego roku –  zaoferowali hołd lenny starając się nie być stratnym na relacjach gospodarczo-politycznych z Waszyngtonem. Było to kwestią czasu, a stanowisko niemieckie miękło tym bardziej, im mocniej Amerykanie zaczynali naciskać. W tym miejscu historii należy się więc zastanowić, jakiego rodzaju układ może zostać zawarty pomiędzy Niemcami a Stanami Zjednoczonymi. I co on może oznaczać dla Polski.

 

Hołd pruski

By móc odpowiedzieć sobie na pytanie, jak może wyglądać ewentualne porozumienie-hołd lenny Niemiec należy w pierwszej kolejności rozpisać korzyści i koszty każdej ze stron wynikające z istniejącego stanu rzeczy. Następnie należy ocenić, czy koszty trwania zaistniałej sytuacji motywują obie strony ku zawarciu porozumienia. Na koniec można pokusić się o oszacowanie, jak i czym są w stanie zapłacić obie strony by zyskać to, na czym im zależy i zapłacić za to akceptowalną dla nich cenę.

Perspektywa Niemiec

Republika Federalna Niemiec – na obecnym etapie rywalizacji mocarstwowej – wydaje się stać w narożniku i biernie odbierać ciosy hegemona licząc na to, że garda okaże się szczelna. Co zawsze jest najgorszą taktyką. Wynika to jednak z faktu, że Berlin nie ma możliwości uderzenia w interesy Stanów Zjednoczonych, a gdyby tego spróbował – wówczas naraziłby się na potężny cios kontrujący w odsłoniętą część ciała. Niemiecki eksport składa się na ponad 40% krajowego PKB. Niemcy najwięcej eksportują wprawdzie do sąsiadów z UE, niemniej ogromnym niemieckim rynkiem zbytu są Chiny (3 największy odbiorca w 2019 roku – wartość 108 mld dolarów). Zresztą Niemcy jako jedyni byli zdolni osiągnąć dodatni bilans handlowy z Chinami. Są w tym zakresie uzależnieni od handlu morskiego, a ich flota nie jest w stanie działać globalnie oraz zabezpieczać transport niemieckich towarów. W tym zakresie Berlin zależny jest (jak niemal cały świat) od dobrej woli US Navy oraz politycznych deklaracji amerykańskich polityków w zakresie zasad swobodnego handlu.

Niemcy posiadają wysoce wydajną gospodarkę o tańszych kosztach utrzymania jeśli chodzi o potrzeby energetyczne. Wszystko dzięki importowi gazu i ropy naftowej z Rosji na bardzo dobrych warunkach. Problem w tym, że transport ten odbywa się przez: Polskę, Ukrainę oraz Nord Stream. Budowa i uruchomienie Nord Stream II mogłoby uniezależnić Niemców od woli politycznej amerykańskich stronników z Warszawy i Kijowa. Problem w tym, że Amerykanie doprowadzili do wstrzymania inwestycji i prawdopodobnie nie pozwolą na jej uruchomienie. Innymi słowy Berlin wciąż pozostaje i możliwe, że pozostanie zależny w tej kwestii od państw tranzytowych, które są sojusznikami USA.

W 2019 roku Niemcy miały nadwyżkę w bilansie handlowym z USA w wysokości 67 mld dolarów. Sprzedały wówczas do Stanów Zjednoczonych towary i usługi o łącznej wartości 133,5 mld usd. Innymi słowy USA to największy konsument dla niemieckiej gospodarki.  W tym czasie cała Unia Europejska zarobiła na rynku amerykańskim na czysto 140 mld euro. W konsekwencji Amerykanie mogą szachować Unię podobnie jak zaczęli to robić z Chinami. Przykładem na to jest nałożenie przez Donalda Trumpa w 2018 roku ceł na stal i aluminium co uderzyło głównie w niemieckiego eksportera. To był jedynie sygnał ostrzegawczy dla Europy Zachodniej pokazujący, co się może stać, gdy Waszyngton uzna UE za prawdziwego konkurenta z którym musi rywalizować. Odpowiedź Berlina była symboliczna. Nałożono cła na importowane z USA motocykle. Szczęśliwie dla Niemców, Amerykanie niespecjalnie się tym przejęli i nie wprowadzili (jeszcze) ceł na europejskie samochody. To byłaby katastrofa dla niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego, który jest jednym z wiodących sektorów niemieckiej gospodarki.

Nie do zakwestionowania jest wiec teza, że w relacjach gospodarczych, to Amerykanie są stroną finansującą. Tak więc to oni mają przewagę w narzucaniu warunków. Jednocześnie w sferze politycznej byli zdolni do wyciągnięcia Niemcom z kieszeni ich najbliższej strefy wpływów. Mitteleuropy. W 2015 roku jak jeden mąż, do amerykańskiego obozu przeszły: Polska, Litwa, Łotwa, Estonia oraz Rumunia. Amerykanie mogą liczyć również na Bułgarię oraz Chorwację. Zainicjowanie rozmów o Trójmorzu ośmieliło do asertywności względem Niemiec również Austrię oraz Czechy i Słowację. Odświeżona została inicjatywa V4 (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry). Natomiast Wiktor Orban grał już asertywnie względem Berlina znacznie wcześniej co nie wynikało z postawy Amerykanów. Niemniej podsumowując: w 2015 roku niemal cała Europa Środkowa przeorientowała się w polityce zagranicznej na Waszyngton lub co najmniej zdystansowała do Berlina. Oprócz tego z Amerykanami rozpoczęli współdziałać Skandynawowie. Zwłaszcza Norwegowie, choć pamiętajmy o zwlekaniu Duńczyków w sprawie pozwoleń na budowę Nord Stream II co uderzało w interesy Berlina i było z pewnością zainspirowane z Waszyngtonu.

Jeśli przyjrzymy się obecnej strefie niemieckich wpływów politycznych, porównując stan np. z 2012 roku do obecnego, to mamy do czynienia z prawdziwą katastrofą. Na zachodzie znajduje się sprzyjająca Berlinowi Holandia. Niemcy muszą dzielić swoje wpływy z Francuzami w Belgii oraz Luksemburgu. Półwysep Iberyjski był zawsze poza niemieckim zasięgiem, a Włosi stali się największym krytykiem Brukseli, strefy euro oraz niemieckiej polityki fiskalnej. Za wschodnią granicą Niemiec mamy natomiast do czynienia z przestrzenią, w której warunki dyktują Amerykanie (wyłączając Węgry). W kontekście wzajemnego balansu sił na osi Paryż-Berlin, Niemcy wyglądają w tej chwili niczym uschnięta i ogołocona z igieł choinka (takie nawiązanie do zbliżających się świąt J ). Oczywiście wciąż są samodzielnie znacznie potężniejsze gospodarczo niż Francja i każdy inny członek UE. Niemniej prawda jest taka, że niemiecki ośrodek siły stracił ogromną ilość wpływów politycznych. Choć oczywiście zachował powiązania gospodarcze.

Reasumując, Niemcy pogodzili się ze swoją bezsilnością wobec amerykańskiej presji. Zrozumieli, że nie mogą już dłużej balansować siedząc okrakiem na płocie, ponieważ Amerykanie owinęli jego krawędź drutem kolczastym. To z kolei powoduje, że brak wyboru może być bardziej bolesny dla Berlina niż jego konsekwencje.

Perspektywa Stanów Zjednoczonych

Amerykański punkt widzenia jest zgoła inny niż ten niemiecki. O ile Berlin postrzega relacje z USA w kontekście powiązań gospodarczych oraz rachunku zysków i strat o tyle Amerykanom zależy przede wszystkim na podporządkowaniu politycznym. Przy czym decydenci z Waszyngtonu dysponują  twardymi atutami w sferze gospodarczej, co znacznie ułatwia nakładanie presji politycznej. Stany Zjednoczone – dzięki gwarancjom bezpieczeństwa – potrafiły pozyskać polityczne wpływy w Skandynawii i Mitteleuropie. Jest to kolejnym dowodem na to, że realna siła militarna jest efektywniejszą podstawą wywierania skutków politycznych niż same tylko powiązania gospodarcze.

Amerykanie nie ponoszą w zasadzie strat w wyniku presji wywieranej na Unię Europejską. Do tych największych należy upływ cennego czasu oraz potrzeba samodzielnego angażowania się w rywalizację z Moskwą. W Europie Środkowej nie ma odpowiednich partnerów, którym można by było powierzyć zmagania strategiczno-taktyczne na poziomie militarnym. Niemcy nie posiadają wystarczającego potencjału i dotychczas odmawiały współpracy w zakresie wywierania presji na Rosję. Polska z kolei ma duże braki, choć ze względu na swoje położenie geograficzne oraz porównanie jej potencjału do innych państw z regionu, jest najpoważniejszym kandydatem na sojusznika.

Władzom z Waszyngtonu zależy więc na czasie i szybkim podporządkowaniu politycznym Unii Europejskiej w kwestii rywalizacji z Rosją i Chinami.

Można więc z całą pewnością stwierdzić, że obie strony są zainteresowane zakończeniem napięć na linii transatlantyckiej. Niemcy z każdym kolejnym dniem sporów tracą realne zyski. Amerykanie czas, niezbędny do okiełznania chińskiego smoka.

Pozycja negocjacyjna stron

Niemiecki rząd zrozumiawszy swoją nie najlepszą pozycję względem Stanów Zjednoczonych, postanowił nie czekać aż presja osiągnie najwyższy poziom. Co wiązałoby się dla Niemców z największymi stratami. Berlin postawił na ucieczkę do przodu, a więc manewr wyprzedzający. I ustami niemieckiej MON złożył propozycję podporządkowania się USA na akceptowalnych przez Niemcy warunkach. Annegret Kramp-Karrenbauer określiła je dość wyraźnie. Republika Federalna Niemiec jest gotowa ponosić wyższe koszty związane z obronnością, a także wziąć na siebie odpowiedzialność za bezpieczeństwo Unii Europejskiej oraz wschodniej flanki NATO. Innymi słowy, Niemcy chcą sfinansować własną armię by ta równoważyła militarną presję Rosji.

Czy tego rodzaju propozycja jest dla Amerykanów korzystna i wiarygodna?

W obu przypadkach odpowiedź brzmi – nie. Po pierwsze, zbudowanie armii przez RFN zwiększy niezależność Niemiec oraz umocni ich pozycję w Europie. Przy najsilniejszej gospodarce i sile militarnej na Starym Kontynencie znów pojawi się pokusa zbudowania kontynentalnego imperium. Ponadto im większa i silniejsza Bundeswehra tym mniejsza rola amerykańskiej obecności wojskowej w RFN. Tym mniejsze pole manewru, jeśli chodzi o wywieranie presji na Berlin przez USA. Militaryzacja Niemiec jest oczywiście ostatnią rzeczą, jaką chcieliby widzieć wszyscy Europejczycy. Losy całych narodów i Europy nie mogą zależeć od ryzykownego powiedzenia: „do trzech razy sztuka, może się uda utrzymać pokój”. Nie po to Amerykanie brali udział w dwóch wojnach światowych na terenie Europy, a następnie przez pół wieku ponosili koszty zaangażowania militarnego na Starym Kontynencie by teraz powtarzać błędy przeszłości. Pomysł militaryzacji Niemiec jest tak fatalnym pomysłem dla wszystkich, że tylko Berlin mógł wpaść na to by go na poważnie zaproponować i wyłożyć jako kartę na stole negocjacyjnym. Co powinno zresztą wywołać trwogę w Paryżu i Warszawie. Francuzi woleliby jednak pozostać największą potęgą militarną w UE, a Polacy z pewnością chcieliby uniknąć sytuacji, w której to od Bundeswehry zależałoby ich poczucie bezpieczeństwa…

Budowa potęgi militarnej przez Niemcy pozwoliłaby im w dużej mierze dyktować warunki niemal całej Europie. A co za tym idzie, Berlin mógłby wówczas z większą łatwością uniezależnić UE od Amerykanów oraz zawrzeć strategiczny sojusz z Rosją. Dysponując bowiem odpowiednim orężem, Niemcy na partnerskich warunkach –  nie bojąc się rosyjskiej presji militarnej –  mogliby wrócić do umowy: surowce za know-how i kapitał. Co zadowalałoby obie strony. Natomiast sojusz Berlin-Moskwa oznaczałby koniec amerykańskiej polityki i nadziei na okiełznanie Chin w pojedynku jeden na jeden. Bez wsparcia UE oraz ze świadomością, że każde starcie między Waszyngtonem a Pekinem, wzmocni stronę, która nie będzie brała udziału w batalii. Jeszcze gorszy scenariusz mógłby wyglądać tak, że oś Paryż-Berlin-Moskwa wsparłaby Pekin. To byłby najgorszy scenariusz dla USA.

Zdając sobie z tego sprawę w polskiej przestrzeni publicznej pojawiła się myśl, by nakłonić Amerykanów do tego, by Niemcy sfinansowali Wojsko Polskie. To wyeliminowałoby zagrożenie niemieckie oraz dawało Amerykanom gwarancję, że silniejsza militarnie Polska dopilnuje, by Berlin dotrzymał złożonych Waszyngtonowi obietnic.

Problemem tego pomysłu jest to, że Niemcy go zwyczajnie nie mogą zaakceptować. Więc nie wchodzi on w grę jeśli chodzi o złożoną przez nich ofertę. Opisałem to w poprzednim tekście. Berlin składając propozycję hołdu, godzi się na podporządkowanie polityki zagranicznej UE pod Waszyngton w zamian za odzyskanie kontroli nad Mitteleuropą. Właśnie w tym celu niemiecka MON zaczęła sondować stanowisko przyszłej administracji Joe Bidena. Europa Środkowa już w tej chwili jest w strefie wpływów USA. Nielogicznym byłoby, gdyby Niemcy oferowali Amerykanom zgodzenie się na taki stan rzeczy, podegłość polityczną i jeszcze zgodziliby się na finansowanie polskiej armii, która pozwalałaby Warszawie na większą asertywność względem Niemiec. Nie. Berlin nie zamierza wprowadzać Polski do wyższej ligi na arenie międzynarodowej, bowiem Mitteleuropę traktuje jako przestrzeń państw będących przedmiotem gry.

Niemniej należy pamiętać, że niemiecka pozycja negocjacyjna jest bardzo słaba. I Amerykanie mogą nie przyjąć oferty lub narzucić siłą własne warunki. Więc może pojawić się nadzieja na to, że zmuszą Niemców do całkowitej kapitulacji i nakażą wzmocnienie Polski. Nadzieje te są jednak płonne. Amerykanie będą bowiem woleli zadbać o własny interes.

Jaki?

Po co Amerykanie mają negocjować na rzecz polskich interesów skoro mogą na Niemcach wymusić, by ci sfinansowali amerykańską obecność w Europie Środkowej? Jeśli Waszyngton może mieć cudzą armię za cudze pieniądze lub własną armię za cudze pieniądze, oczywistym jest, że wybierze tą drugą opcję.

W interesie USA jest posiadać jak największą armię, ale ograniczeniem tych ambicji zawsze będą środki finansowe. Te można pozyskać od sojuszników, którzy korzystają z amerykańskiej obecności militarnej. Amerykanie mogą przecież zagwarantować sobie sfinansowanie przez Niemców amerykańskich sił rotacyjnych na wschodniej flance NATO. Innymi słowy zwiększą własny potencjał militarny i będą mogli pozostać na kilku frontach na raz. I to nie jest wcale żadna odkrywcza myśl, tylko mam wrażenie że o tym zapomnieliśmy. Prezydent Donald Trump wielokrotnie wyrażał się jasno. Nie chciał zwiększenia niemieckiej armii tylko zwiększenia niemieckich wydatków na NATO. NATO, czyli na amerykańską obecność w Europie. Stany Zjednoczone preferują ten model od lat co jest widoczne przy renegocjacjach umów z Koreą Północną czy Japonią.  Tym bardziej niezrozumiałym jest liczenie na to, że w przypadku Niemiec będzie inaczej.  Niemożliwym będzie przekonanie Amerykanów, by zmusili Niemców do sfinansowania polskiej armii w sytuacji gdy Stany Zjednoczone chcą pokryć z niemieckiego budżetu własne koszty utrzymania obecności US Army w Europie. To są mrzonki.

Tak więc z jednej strony USA negocjuje środki finansowe dla siebie, z drugiej Niemcy chcą odzyskać kontrolę nad Mitteleuropą. Oczywistym jest więc, że tego rodzaju rozmowy na tak wczesnym etapie i zainicjowane przez Niemców, są dla Polski tylko i wyłącznie zagrożeniem. Niemcy w zamian za czas (szybka zgoda na podległość) oferują własną armię, ale w ramach kompromisu mogą zgodzić się na sfinansowanie kosztów utrzymania amerykańskich sił zbrojnych. Najgorszym scenariuszem dla Warszawy jest taki, w którym Niemcom udałoby się przekonać USA do powstrzymania się od wspierania Polski! W zamian Berlin i Waszyngton miałyby razem – ponad głowami Warszawy – decydować o tym, co się tutaj dzieje. Amerykanie mieliby własną armię w Polsce finansowaną przez Niemców. Polacy zaś staliby się biernymi obserwatorami manewrów na własnym terytorium! Oczywiście nie można do tego dopuścić.

Na szczęście Polska posiada silne argumenty do tego, by przekonywać, że w amerykańskim interesie jest utrzymanie dotychczasowej linii względem Berlina oraz jego kompletna kapitulacja. Przymuszenie Niemiec do sfinansowania amerykańskich wojsk, a jednocześnie amerykańska kontynuacja współpracy z Polską i wzmacnianie jej pozycji względem Berlina. Polska świetnie nadaje się na amerykańskiego stróża w Unii Europejskiej oraz lidera proamerykańskiego bloku w Europie Środkowej. By zostać tym liderem musi stać się silniejsza i mieć podstawy do asertywności względem Berlina. Korzyść Amerykanów z partnerstwa z Polską jest łatwo zauważalna w kontekście strategicznych interesów. Bowiem Warszawa zawsze będzie się obawiać niemiecko-rosyjskiego porozumienia ponad swoimi głowami. Warszawa zawsze będzie się obawiała niemieckiej dominacji, a także rosyjskiej agresji. Tak więc polskie interesy są naturalnie zbieżne z interesami Waszyngtonu i nie trzeba Polski specjalnie namawiać lub pilnować, by przypadkiem nie porozumiała się z Moskwą.

Liczenie Polaków na to, że umowa niemiecko-amerykańska zawarta na bazie oferty z Berlina będzie uwzględniała polskie interesy i wzmocni Wojsko Polskie byłoby więc naiwnością. To tak, jakby Ukraińcy z nadzieją spoglądali na ofertę Moskwy wystosowaną do Waszyngtonu i oczekiwali, że Putin zgodzi się jeszcze na sfinansowanie i dozbrojenie ukraińskiej armii. Tak się nie stanie, choćby miała się zawalić ziemia pod Kremlem.

Polityka zagraniczna nie może być oparta na chciejstwie. Musi uwzględniać interesy wszystkich graczy i ich zwyczajny egoizm. Skoro USA chcą pozyskać od Niemców środki na własną armię, to nie można oczekiwać, że zrezygnują z tego dzieląc się z Polakami. To jest zwyczajnie nielogiczne.

 

Warunki hołdu i nowe TTiP

Niewątpliwe jest, że Amerykanie są wstanie narzucić własne warunki Niemcom. Pytanie jest, jak szybko zmuszą ich do kompletnej kapitulacji – co byłoby najlepszym rozwiązaniem i dla USA i dla Polski. Należy pamiętać o tym, że Berlin sprzeciwiał się Waszyngtonowi już kilkukrotnie. Próbował wraz z Rosją ominąć warunki resetu Obamy, przez co Amerykanie stracili kilka lat, które miały być przeznaczone na dokonanie piwotu. Zamiast tego, USA znów musi angażować się w Europie i ścierać się z Rosją. Oprócz tego Niemcy nie zaakceptowali amerykańskiego zerwania umowy z Iranem oraz amerykańskich sankcji. Niezależnie od tego co Joe Biden myśli o polityce Donalda Trumpa, fakt jest jeden. Niemcy naruszyli wyraźny zakaz hegemona w tej sprawie. Innymi słowy, Waszyngton powinien dążyć do całkowitej kapitulacji Berlina nie tylko z tego powodu, że może do niej doprowadzić. Ale również z tego, że wizerunkowo w jego interesie jest pokazanie, jaki los czeka państwa, które nie stawią się na wezwane w szeregu za plecami hegemona. Oczywiście oprócz tego przy kapitulacji Niemiec, Amerykanie zyskają w nowym dealu najwięcej. Problemem jest tylko czas, jednak wydaje się, że Berlin nie jest w stanie długo opierać się presji ze strony Waszyngtonu.

Można więc pokusić się o przewidzenie, w jakim zakresie warunki USA zostaną narzucone, przy akceptacji ze strony Berlina. W mojej ocenie Amerykanom zależeć będzie na następujących kwestiach:

  1. Rezygnacja z Nord Stream II, co zagwarantuje brak możliwości finansowania Rosji przez Niemcy (kapitał za surowiec) oraz ograniczy potencjał ewentualnych zakulisowych negocjacji niemiecko-rosyjskich za plecami Amerykanów.
  2. Nowa transatlantycka umowa handlowa (TTiP), o którą Amerykanie zabiegali od dawna, a która wzmocni bardziej stronę amerykańską. Zwłaszcza w kontekście dostaw surowców energetycznych (LNG i ropa). Amerykanie nacisną by ograniczyć import surowców z Rosji oraz by Europa zwiększyła import z USA.
  3. Zbudowanie wspólnej platformy ekonomiczno-gospodarczej, która miałaby ograniczać wpływy i wypierać Chińczyków z zachodnich rynków (np. rezygnacja Niemców z chińskiego 5G).
  4. Finansowanie przez Niemcy amerykańskiej obecności wojskowej w Europie Środkowej. Berlin zgodzi się na to szybciej niż na finansowanie polskiej armii, bowiem nie zamierza hodować u swojego boku kolejnego asertywnego gracza, który będzie chciał odgrywać rolę lidera w Mitteleuropie – lepiej zapłacić haracz hegemonowi, którzy i tak prędzej czy później Europę będzie musiał opuścić. Pozostawiając ją pod wpływami Berlina. Niemcy nigdy nie będą finansować Polskiej armii i nigdy się na to nie zgodzą. Szerzej pisałem o tym w ostatnim tekście.

Przy temacie powyższego układu natychmiast nasuwa się też pytanie, co z Francją? W dużym skrócie (bo to odrębny temat) warto przeczytać powyższe punkty jeszcze raz. Tylko ten dotyczący transatlantyckiej umowy handlowej dotyczy interesów francuskich i uważam, że treść tej umowy zwyczajnie będzie tak negocjowana by Francuzi się na nią zgodzili. Paryż będzie też musiał zaakceptować decyzję Berlina w kwestii uległości. Francja prowadzi własną politykę zagraniczną, dysponuje silną armią, posiada ambicje kolonialne w Afryce i nad Morzem Śródziemnym. Francuzi są przekonani, że w tych kwestiach poradzą sobie nawet przy nieobecności Niemiec. I samodzielnie będą dogadywać się w tych kwestiach z USA.

Perspektywa Polski

Natomiast pozostaje jeszcze kwestia interesów Warszawy. W naszej racji stanu jest, by przedmiotem dealu nie była Polska. Tzn. kwestia partnerstwa polsko-amerykańskiego powinna pozostać bez zmian. Tak jak budowanie Trójmorza. Choćby również z tego względu, że nie możemy wciąż myśleć peryferyjnie i mieć nadzieję, że dwa inne mocarstwa będą w umowie między sobą decydować o polskich sprawach. Choćby miało to dotyczyć jałmużny. Polska musi wreszcie przebić sufit polityczny i samodzielnie negocjować warunki bezpośrednio z Niemcami i Amerykanami. A w tym drugim przypadku są na to spore szanse ponieważ Amerykanie z pewnością chętnie pozostawią sobie wpływy w Europie Środkowej – tak na wszelki wypadek. Gdyby Berlin ponownie (jak w latach 2011-2013) chciał się wymigać z umowy. I nawet gdyby amerykańskie wsparcie dla Polski (wynikające z umowy dwustronnej) miało pochodzić ze środków niemieckich, to Niemcy nie muszą, a nawet nie powinni o tym wiedzieć. Nasze rozliczenia z USA są naszymi rozliczeniami i Niemcy nie powinni mieć nic do tego. Po co mielibyśmy dawać im pretekst do tego, by grać tą kartą? Ponadto nie można błagać Amerykanów o to by załatwiali nasze sprawy z innymi państwami w naszym imieniu. To znacznie osłabia naszą pozycję w oczach ludzi z Waszyngtonu. Stajemy wówczas w roli petenta – pieska, który ma nadzieję, że mu dobry pan rzuci obgryzioną kość pod stół. W ten sposób nie można prowadzić dyplomacji, jeśli chce się zbudować swój wizerunek na arenie międzynarodowej (jakby to wyglądało też w oczach państw Trójmorza, które miałyby niby podążać za naszym przywództwem? – papierowy lider). Warunki wsparcia trzeba negocjować bezpośrednio i samodzielnie z danym państwem (USA/Niemcy). Jako podmiot i druga strona ewentualnej umowy.

Należy też powtórzyć, że dotychczasowa stanowcza polityka USA względem Niemiec powinna zostać utrzymana. Dlaczego? Ponieważ była i jest skuteczna. Niemcy miękną. Boją się amerykańskich ceł, mają problem z ukończeniem Nord Stream II, muszą godzić się na kompromisy w kwestiach klimatycznych i praworządności. I choć ustępstwa mogą wydawać się niewielkie, to stanowią precedens, który zachęci inne kraje Mitteleuropy do asertywnej postawy i budowy politycznego bloku wewnątrz Unii (vide Trójmorze). Wspieranie przez USA Trójmorza gwarantuje stały nacisk i presję na Berlin. To w czym Amerykanie mogą odpuścić pozostawiając Berlin z twarzą, to kwestie wymiany handlowej. W ramach nowego TTiP Niemcy będą mogły nadal bogacić się na eksporcie do USA bez obawy, że Waszyngton z dnia na dzień nałoży cła na import z UE.

Osobiście mam wielką nadzieję, że w opisany wyżej sposób zakończy się saga z niemiecko-amerykańskim napięciem w relacjach. Ponieważ Polska utrzyma status lidera budowanego Trójmorza (a jeszcze go nie ma). I będzie wciąż istotna dla USA  przez co wciąż będzie mogła liczyć na amerykańską obecność na wschodniej flance, a także będzie miała alternatywę dla Berlina. Co daje podstawy do asertywnej postawy względem Niemiec, a więc dbania o swoje interesy w ramach Unii Europejskiej. Natomiast armię możemy zbudować sobie sami za własne pieniądze. Celem polskiej dyplomacji powinno być uświadomienie Amerykanów, że skoro już pozyskali środki od Niemiec, to mogliby się podzielić technologią z Polską. Nawet nie za darmo, ale po cenach detalicznych z minimalnymi marżami. Bo dotychczas było inaczej. Polscy politycy powinni potrafić wykorzystać w rozmowach z Amerykanami atuty, które już posiadamy. Jakich argumentów używać? Już kiedyś o tym pisałem w tekście pt.: „Polska – kluczem do strategii USA?”. Natomiast to czego możemy żądać to wsparcie dla polskiego przemysłu zbrojeniowego w zakresie know-how, a także dla polskiej gospodarki i biznesu. Choć w tych ostatnich kwestiach to nie jałmużna powinna decydować o naszym prosperity  a mądra polityka wewnętrzna.

Tymczasem polskie ministerstwo finansów obrało sobie za cel dorżnięcie małych i średnich przedsiębiorstw oraz uzależnienie sektora prywatnego od państwa. Czego dowodem są zmiany w prawie podatkowym przeforsowane rzutem na taśmę w ostatnich dniach listopada. Opodatkowanie osób fizycznych prowadzących działalność w formie spółek osobowych podatkiem od osób prawnych jest skandalem i kuriozum – potworem prawnym. A polski tzw. “cit estoński” to jedna wielka pułapka dla polskiego biznesu. Wiosną pisałem co należy zrobić by wykorzystać szansę, jaką daje nam pandemia. Należało odblokować polski potencjał gospodarczy, uprościć system podatkowy, ujednolicić stawki – ba dokonać rewolucji podatkowej. Był to dobry moment, bo gospodarka w warunkach pełnego lockdownu i tak nie funkcjonowała. I w momencie gdy Czesi i Niemcy obniżają podatki, nasz rząd poszedł zupełnie w odwrotnym kierunku. Prawo zostało niemiłosiernie skomplikowane (co rząd czyni regularnie – co roku wprowadzając duże zmiany), państwo obłożyło spółki osobowe podwójnym podatkiem dochodowym a na mało zorientowanych zastawiono pułapkę fiskalną w postaci podatku estońskiego, gdzie lepem ma być niższe oprocentowanie (9% zamiast 19%). Sęk w tym, że to nie jest żadne obniżenie podatku tylko jego odroczenie. Jest to jednak temat na zupełnie odrębny wpis, który być może powstanie jak zejdą ze mnie emocje w tym względzie. Musiałbym teraz bowiem użyć wielu niecenzuralnych słów by opisać tę patologię wprowadzaną przez bandę patałachów z MF.

Uff. I wraz z tym mało optymistycznym akcentem już teraz życzę Wam zdrowych i wesołych Świąt oraz Szczęśliwego Nowego roku 🙂  Zapewne jest to mój ostatni tekst przed świętami, zwłaszcza, że rozpocząłem prace nad przedostatnim rozdziałem książki, który mam zamiar skończyć do 31 grudnia.

 

Pozdrawiam

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

 

58 komentarzy

  1. Czyli nie tracić czasu na kopanie się z koniem – Berlinem w masce Brukseli – tylko [najlepiej w ramach wspólnego głosu Wschodniej Flanki] skoncentrować na dogadaniu się z Waszyngtonem ponad głową Berlina [i bez wiedzy Berlina] – kaptując zawczasu Pentagon po naszej stronie dla twardych rozmów [kaptując przez nasz SG i SG krajów Wschodniej Flanki] – do rozmów z Białym Domem. Rozmów opartych wyłącznie o geostrategię i realną politykę siły dla egzekucji i nadzoru przez Polskę i całą Wschodnią Flankę “niemieckiej” Europy dla wprzęgnięcia jej w posłuszną realizację interesów USA. Z zablokowaniem militaryzacji Niemiec [wręcz demilitaryzacją – np. wszystkie Leo 2 i Eurofightery i PzH2000 itp. na rzecz Wschodniej Flanki – a Bundesmarine przekazana dla wzmocnienia US Navy]. Docisnąć Niemcy kontrolnie do końca – dając tylko marchewkę ekonomiczną. I sprawować pełną głęboką i szczegółową kontrolę, by Niemcy pod stołem nie zbudowały głowic i rakiet do ich przenoszenia. Cała infrastruktura badawczo-rozwojowa w tych gałęziach winna być zdemontowana w Niemczech. Tak samo zero kosmodromu niemieckiego na Morzu Północnym. Tylko twarde bezpieczniki działają – a nadrzędnym jest siła Wschodniej Flanki tworząca kordon sanitarny nie do przebicia – w obie strony. Co ustawi na przegranej pozycji i Niemcy i [to równie ważne dla USA] Rosję – anuluje ich plan supermocarstwa euroazjatyckiego i detronizacji USA. Tak to trzeba – z pełnym poparciem Pentagonu – przedstawić asertywnie i maksymalnie mocno w Białym Domu. Jedna ważna kwestia: najbardziej ryzykownym dla USA momentem jest wyjście z Europy na Pacyfik. W tym momencie cała wielka strategia USA może zawalić się katastrofalnie w jeden dzień – gdy np. przy braku dostatecznej siły Wschodniej Flanki – Rosja przebije “kordon sanitarny” i z Berlinem ustanowi supermocarstwo Lizbona-Władywostok. To moment absolutnie krytyczny i decydujący – dlatego własnie USA [pośrednio czy bezpośrednio, donacjami i technologią i koncesjami] musi ZAWCZASU STRATEGICZNIE wzmacniać Polskę i Wschodnią Flankę – by WTEDY oparła się skrajnie zdesperowanej próbie siłowej Rosji. Bo Berlin pójdzie z Kremlem na to supermocarstwo [zapewne szybko dogadując się z Paryżem co do wykorzystania jego lewara atomowego dla “wyrównania” sojuszu z Kremlem] – nie byłoby to co prawda tak idealne rozwiązanie dla Berlina, jak to sobie teraz planuje wg pierwotnego projektu AKK – ale na pewno o niebo lepsze i korzystniejsze [bo w końcu uzyskają detronizację USA, zablokowanie i zlewarowanie Chin i pozycję nr 1 supermocarstwa Lizbona-Władywostok] – niż bycie drenowanym i kontrolowanym koniem pociągowym w zaprzęgu Waszyngtonu.

  2. Można połączyć inwestycje Niemiec w armię USA na wschodniej flance z naszym interesem. 1. Niemcy sfinansują sprzęt ,który zostanie dla nas po wyjściu amerykanów.Czasami zwyczajnie nie opłaca się zabierac ze sobą sprzętów (co pokazała chocby wojna w Afganistanie gdzie sporo zostawiliśmy) 2. Można uzgodnić z USA że nasza armia w pewnej części będzie pelnić w stosunku do wojsk USA role komplementarną i wynegocjować żeby w tej części sfinansowały to Niemcy.Oczywiście Niemcy nie musieliby o tym wiedziec.

  3. Jedna uwaga: wg Bartosiaka Francja jest “do upokorzenia”, by nie dogadywała się z Rosją nad naszą głową. Nie zgadzam się – Francja robi to, bo nie ma NA RAZIE innego WYSTARCZAJĄCO SILNEGO podmiotu do dogadywania się w lewarowaniu Niemiec. Powstanie Wschodniej Flanki całkowicie zmienia obraz układu sił – WTEDY to Wschodnia Flanka [w tym Polska] – stanie się dużo ważniejszym partnerem dla Paryża. A Rosja zostanie odizolowana i pozbawiona możliwości uczestniczenia w grze w Europie. Pełna zgoda, że Polska sama jest za słaba na partnerskie rozmowy z Paryżem [czy ogólniej z Berlinem czy Kremlem czy Waszyngtonem]. jednakże zupełnie co innego przedstawia sobą dla Paryża Wschodnia Flanka jako spójny konstrukt realnej siły – spójny – bo jadący na jednym wózku interesów i synergii siły wobec parcia Rosji. I to jest wehikuł, w którym w długim cierpliwym biegu “pracy organicznej” możemy stać się jądrem siły najpierw dla zbudowania Międzymorza Polska-Ukraina [lewarując i moderując ambicje Ukrainy właśnie zbiorowym konstruktem Wschodniej Flanki – czyli najpierw NORDEFCO+NATO], potem dla zbudowania Trójmorza. A Francja wg mnie dla Wschodniej Flanki to przynajmniej partner – a biorąc pod uwagę kwestię kontroli perymetru dla południa Europy [fosa Morza Śródziemnego, Afryka Północna] – w istocie de facto to sprzymierzeniec dla obrony infiltrowanej “twierdzy Europa”. Kwestia podziału zadań i bonusów – które w istocie dla Francji są przecież na umownym południu [co najlepiej pokazało Deauville 2010] – więc przy izolacji Rosji – Wschodnia Flanka nie ma konfliktu interesów z Paryżem. Nie chodzi o to by walczyć z obecną strategią Francji w naszym regionie – tylko by ją zmienić lewarem Wschodniej Flanki i obrócić na naszą korzyść. A “na zgodę” i dla zatarcia “upokorzenia” Francji Caracalami możemy kupić np. od Eurosama technologię Aster 1 NT i przyszłego Aster 2 BMD. Czyli zrobić z tego korzyść. Tak jednocześnie z zasysaniem komplementarnych technologii np. od Korei – i by pod stołem ustawić korzystnie dla nas negocjacje z poszczególnymi koncernami izraelskimi. Dobierając najlepsze kąski – i zawsze mając negocjacyjny lewar zwrócenia się do rozgrywanej z osobna konkurencji w razie odmowy. Szczęśliwie dla nas rozwój systemów prak/plot zbiegł się w czasie i osiągnął odpowiednią dojrzałość na najbliższy “średniodystansowy” okres. Jest wybór – także co do innych technologii high-tech.

    1. Naprawde wierzysz ze ktos w Polsce w ogole rozwaza tak “koronkowe” dzialania?KTO niby ma te deale negocjowac?Popatrz na przetargi sprzetu dla WP i panujacy tam chaos.
      Problemem Polski nie jest geopolityka jako taka(bo jak sam gospodarz bloga udowadnia istnieja rozne opcje)tylko kadry.W Polsce nie ma kadr aby sredniej wielkosci korporacje zbudowac od zera a co dopiero regionalne mocarstwo.
      Brutalna prawda jest taka ze jestesmy na lasce Amerykanow,nikt z naszej strony nie bedzie niczego negocjowal i zrobia co zechca-jedyna nadzieja w tym ze zechca nas nie sprzedac tylko utrzymac w swoim obozie ale to wcale nie jest pewne.

      1. @Piotr34 – Zobaczymy – teraz zbierają owoce swego lenistwa, zaniechań i nieudolności i SYMULACJI polityki. Bo okazało się, że “wystarczy nie kraść” to dużo za mało w strefie zgniotu. A z drugiej strony – teraz [wobec braku wspólnej platformy ideowej] muszą oprzeć się o geostrategię z jej lewarem i o sprawne działanie dyplomatyczne – inaczej relatywnie szybko pożegnają posady. Czyli – albo zdarzą darwinowski egzamin na przetrwanie przez dostosowanie się do twardego realu i zaczną grać w polityce wg jej prawdziwych reguł z lewarem geostrategicznym [a nie wg namiastek zastępczych na pokaz] – albo stracą stołki. A to jest jednak dość zasadnicza motywacja do mobilizacji i skutecznego działania. Zobaczymy. Ja tam uruchomiłem swoje sprężyny z dość jasnym przekazem do góry, żeby się obudzili, teraz piłka po ich stronie.

        1. @Georealista

          Masz oczywiscie racje z ta symulacja polityki ale widze z tym dwa problemy.Raz iz mam wrazenie(byc moze mylne)ze odnosisz moje slowa tylko do PIS-nie chodzi tylko o PIS a o caly nasz establishment i z tego wynika punkt drugi-ich/czyli politykow(czy to PISu czy kogokolwiek innego)”darwinowski eksperyment na przetrwanie” odbedzie sie kosztem calego narodu-bo wiadomo “rzad sie wyzywi”……albo ucieknie(juz mamy precedens z 39) a ludzie zostana zdani na laske i nielaske nowych panow.Stalin I Hitler dobrze wiedzieli co robia kiedy wykanczali nasze elity,efekty tego czujemy do dzisiaj.
          Zmierzam do tego ze pisanie o polskiej ewentualnej przyszlej geopolityce w kontekscie skomplikownaych manewrow geopolitycznych nie ma sensu-nikt w Polsce nie jest zdolny takich manewrow dokonywac a koszty porazk poniosa zwykli obywatele a nie politycy(ci jak juz napisalem i powtorze establishment zwyczajnie stad ucieknie w razie W-w zglobalizownaym swiecie to latwe gdy ma sie pieniadze i znajomosci).
          Wiec w sumie to nie widze dla polskiego establishmentu przymusu ktory by ich zmusil do zakonczenia owego SYMULOWANIA polityki-poki co sobie symuluja,kradna i zyja jak paczki w masle a jak cos nie pojdzie to sie zwina do cieplych krajow.
          Zaproponowalbym nawet jakas strategie dla Polski-prosta jak budowa cepa i kompletenie idiotoodporna(tak zeby nawet oni nie dali rady jej zepsuc)-bo taka wlasnie MUSI byc polska strategia ale jakos zadna nie przychodzi mi na mysl-wiec zostaje tylko przyslowiowy lut szczescia i fart.No ale ja mam “pesymistyczne odchylenie” wiec mam nadzieje ze cos przegapiam i ostatecznie sie myle.

          1. @Piotr34 – Ale ja już wiele razy mówiłem, że CAŁA nasza “elita polityczna” jest do opcji zerowej. Najbardziej przy tym zawiodłem się na Konfederacji – zresztą – na wszystkich – i nie rokują nadziei. Układ systemowo promuje selekcję negatywną – oszołomów otoczonych klakierami i zastępami “mierny, bierny, ale wierny”. Zresztą – powiem przewrotnie – jak będziemy na dnie – to w ramach potrzeby “odbicia” i potrzeby zastosowania zasadniczych zmian – to może być nasza szansa. Jeżeli wystartujemy od zera i patrząc tylko do przodu – bez tego narośniętego i skamieniałeg bagażu fałszywych schematów myślenia wdrukowanych w PRL-u i post-PRLu. Jedyny sposób to nowe zasoby ludzkie – i rwać zdrowe owoce w sadzie. Czyli inteligentnych, wybitnych, wyróżniających się maturzystów wrzucić w machinę przygotowanego niekonwencjonalnego maksymalnie ambitnego zestawu studiów-szkoleń na najwyższym poziomie [z ciągłym wdrażaniem teorii w praktykę – w tym w rozbudowanych grach symulacyjnych] – żeby chodzili twardo po ziemi – pod każdym względem – i w REALNEJ polityce – i w technice. By działali aktywnie i nie deklaratywnie [jak teraz – z wiecznymi opowieściami na bazie obiecanek, za które nie odpowiadają] – tylko proceduralnie i realistycznie – i to z odpowiedzialnością za skutki. I z zarobkami – choćby parę milionów rocznie. By biorąc pod uwagę ciągłą kontrolę kontrwywiadowczą i sprawdzanie – nawet nie próbowali korupcji czy zdrady. Bo byłoby to dla nich systemowo w kalkulacji zwyczajnie zbyt ryzykowne i nieopłacalne. Płacę, wymagam i rozliczam. Cóż – silna choroba wymaga silnych i zasadniczych nowych leków i metod leczenia. Stary układ w strefie zgniotu w czasach pułapki Kindlebergera i pułapki Tukidydesa – zawodzi na całej linii i jest zwyczajnie niereformowalny i musi zostać zastąpiony zupełnie nowym. Kluczem są ludzie – najwyższej klasy fachowcy interdyscyplinarni. Działający – a nie gadający. Działający ZESPOŁOWO [a właściwie – sztabowo – z własnym C5ISR osłanianym przez szeroko rozumianą WRE] non-stop 24/7/365 – by w uważnej nawigacji i dokładnie wymierzonych zwrotach przeprowadzić naszą nawę państwową przez rafy Wielkiego Chaosu i Wielkiej Konfrontacji. Idzie o PRZETRWANIE – obawiam się, że w tym długim rejsie wiele statków pochłonie dziejowa burza. Tych ludzi należy nauczyć nowego Clausewitza, że czas pokoju to w istocie rzeczy wojna niekinetyczna wg gry o sumie zerowej – i państwo musi zachować czujną gotowość operacyjną i strategiczną 24/7/365 non-stop. Mając wszelkie – nawet skrajne – scenariusze ewentualnościowe – przeanalizowane i wypracowane o dwa kroki naprzód przed innymi graczami. Bartosiak wstydzi się za kmiotkowatość i nieudolność “elit” – ja wolę nie tracić czasu i nerwów, przyjmować to jako koszt pomostowy dla wypracowania projektu kompletnie nowej struktury.

      2. Był AM w MON to go naczelnik zamienił na płaszczaka…. Naczelnik ma wyjątkowo złą rękę do ludzi, podobno nad wejściem do jego gabinetu wisi tekst “Bez ludzi zdolnych można się obejść, potrzebni są tylko posłuszni”.

  4. Bardzo fajny artykuł. Przede wszystkim podoba mi się realistyczne, tj. nie oparte na emocjach czy chciejstwie podejście do spraw polskich. No i to, że właśnie sprawy polskie, polski interes są punktem odniesienia dla analiz. Kilka uwag: nowy prezydent USA i nowa administracja. To może być problem. Trump, pomimo fatalnego, prokurowanego mu przez amerykański mejnstrim pijaru, prowadził politykę niezwykle skuteczną, bo realistyczną. W warstwie narracyjnej była to polityka łagodna, w warstwie działań – twarda. Patrz: relacje z Rosją. Bez niepotrzebnej “szabelkowej” retoryki, z dżentelmeńską kulturą – twardo marginalizował Rosję i wzmacniał region Środkowoeuropejski. Obawiam się, że czas Bidena może być odwrotnością czasu Trumpa: werbalne pohukiwania mogą być maską miękkiej, niekonsekwentnej polityki wobec Moskwy. Chińskie uwikłania i słaba legitymacja prezydentury Bidena (60% Amerykanów uważa, że wybory były sfałszowane) będą atutową kartą w grze tandemu chińsko-rosyjskiego przeciwko Stanom. Kolejna rzecz: pełna zgoda co do logiki finansowania polskiego potencjału wojskowego przez Niemcy. To im się nie opłaca, zaś przedstawione w artykule drogi obejścia przez Polskę i USA niemieckiego veta w tym zakresie są spójne. Niemiecki sprzeciw można jednak obejść inną jeszcze drogą: wspólnym działaniem polsko-izraelsko-amerykańskim w zakresie reparacji wojennych, które Niemcy są Polsce winni jak psu zupę. Skąd w tym trio Izrael – nie trzeba chyba tłumaczyć, podobnie USA. To tylko i aż – kwestia woli politycznej tych trzech podmiotów oraz tylko (i aż) sprawności i determinacji polskiej polityki, by takie trio stworzyć i uaktywnić. Reparacje niemieckie byłyby źródłem sfinansowania polskiej siły militarnej działającej – paradoksalnie, no ale Niemcy znani są z nieumiejętności odczytywania paradoksów – w interesie bezpieczeństwa samych Niemiec (nie sądzę, by nawet po freudowsku Niemcy tęsknili za Kozakami czy sowieckimi politrukami w Berlinie). Nie do końca jest tak, że USA są aż tak bardzo łapczywe na, że tak powiem, osobiste uczestnictwo wojskowe w każdym zwornikowym regionie świata. Po pierwsze taka obecność to ryzyko zdrowia i życia własnych żołnierzy/obywateli, co wiąże się z oceną wewnętrznej opinii publicznej. Po wtóre – lojalny, silny sojusznik w regionie, to możliwość uwolnienia własnego potencjału na inne kierunki. Myślę więc, że Amerykanie, mając pewność co do polskiej lojalności, stabilności i siły, bez żalu i obaw zmniejszyliby swoją obecność w Europie Środkowej i przerzucili żołnierzy np. gdzieś w okolice Japonii (i Chin). To kilka takich na gorąco sformułowanych refleksji po przeczytaniu tego interesującego artykułu. Pozdrawiam wszystkich.

    1. Taka uwaga, niezbyt pewnie mądra i do dyskusji. Po pierwsze nie nie ma co liczyć na reparacje. Gdyby nawet były realne, w obecnym i możliwym do przewidzenia układzie zakonserwują niesprawny aparat administracyjny i doprowadzą do katastrofy. Jak złoto i srebro z Ameryki Pd Hiszpanię. Bez zmiany mentalności elit i społeczeństwa to byłoby anty-błogosławieństwo jak ropa czy diamenty w Afryce. Czyli bogactwo prowadzące do nędzy i utraty suwerenności. Poza tym coś, co może być wymuszone tylko przez USA, będzie tak skonstruowane żeby służyć USA. Amerykanie pójdą w tym kierunku tylko w sytuacji, gdy uznają [z punktu widzenia ich interesów] za konieczne podpalić Europę w nadziei, że wrócą tu jak uporają się z Chinami żeby przywrócić swój dyktat.
      Siłę kraju nie tworzy się w stylu jak wygrana na loterii. Naszą słabością jest brak strategii wspólnie uznawanej przez rząd i opozycję. To nie brak zasobów i możliwości nas hamuje tylko brak wspólnego rozumienia racji stanu. Póki co, pod wpływem sił zewnętrznych i przeróżnych grup interesów w kraju, dryfujemy między zależnością polityczną i wojskową od USA, polityczną i gospodarczą od Niemiec oraz mając w opcji biologiczną i cywilizacyjną zapaść, jaką może nam przynieść Wschód. Jesteśmy w takim miejscu, że wszystkim wokół zależy żebyśmy za bardzo nie wyrośli. Akurat to, mimo ewidentnych różnic interesów i przyczyn, odpowiada wszystkim głównym graczom naszej części świata bo pozwala zachować kontrolę i wymuszać działania korzystne dla siebie.

      1. Na reparacje w pełnej kwocie możemy liczyć tylko w jednej formie – przejęcia technologii i aktywów materialnych po złamaniu Niemiec. Co możliwe za jakieś pokolenie – przy korzystnym obrocie spraw – a właściwie – przy wyzyskaniu opcji w długim biegu. Każda inna “krótsza” droga oznacza haracz dla pośredników-egzekutorów – czyli “prowizję” ca 50+%. zabraną przez USA [i Izrael na pewno swoje wyrwie też]. A na razie – pozostaje nam piractwo/szpiegostwo przemysłowe. W które włożyłbym miliardy – by zyskać dziesiątki, może setki miliardów – i dane egzystencjalnie konieczne do przetrwania w strefie zgniotu. Po prostu – stan wyższej konieczności [praktycznie: zbiorowej obrony koniecznej] i nadrzędna racja stanu “albo-albo”. I kwestia kalkulacji koszt/efekt. Mamy ludzi z IT najwyższej klasy światowej – “tylko” trzeba im zapłacić – a nie pozwalać na drenaż najcenniejszych zasobów w Polsce. Na razie idzie to jak mucha w smole, w przeciwieństwie do “bardzo potrzebnych” programów, co do których decyzje szybko zapadają, jak zakup samolotów VIP czy “modernizacja” magazynowych T-72 – czy budowa holowników dla obsługi portów w strefie absolutnej przewagi rosyjskiej A2/AD….ale jest jeszcze jedna pociecha [dla wierzących] – “plan B” – absolutnie niezawodny lewar ostateczny – czyli drugi, lepszy świat….dzięki czemu winniśmy na tym świecie robić ze spokojem ducha najlepsze co można [jakie kto ma talenty] – i robić to z właściwym dystansem – czyli konstruktywnie, konsekwentnie i bez popadania w zniechęcenie…w tej perspektywie życzę Wesołych, Zdrowych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego 2021 Roku.

  5. Zostałem wywołany do tablicy. Parę faktów: roje dronów sami Rosjanie uznają za jedyną efektywną i skalowalna projekcję siły do forsowania A2/AD i do uzyskania kontroli na ladzie. 2. US MC zrezygnowało właśnie z Abramsów – co do jednego. Powód – po analizie SWOT uznano go za “białego słonia” nieopłacalnego w kalkulacji koszt/efekt. 3. US Army nie zamówiło 2000 Abramsów – tylko za 4,62 mld dolarów modernizację aż…435 Abramsów do wersji M1A2SEP v.3. Polecam: https://www.defence24.pl/wiecej-zmodernizowanych-abramsow-dla-us-army To tak jakby w WP ograniczyć czołgi do ca 100 sztuk…albo i mniej biorąc pod uwagę obciążenie sił USA… 4. Lobby pancerniackie chce 800 nowych Wilków [np. K2 PL czy Leo 2A7V PL] co z całą oprawą szkoleniowo-logistyczną ma kosztować REALNIE min. 50 mld złotych. Realnie – raczej 60 mld zł. Czyli po kursie 3,75 PLN/USD można za to kupić [w cenie hurtowej deklarowanej ostatnio przez LM w ramach procedury FMS teraz już ca 4 mln dolarów sztuka] ok. 4 tys antyrakiet PAC-3MSE – z funkcją plot – gdzie od razu nie trzeba by Narwi [czyli Wisła – w obu etapach plus Narew – która osobno ma pochłonąć ok. 30 mld zł i być tylko plot] – zaś zwalczanie celów lotniczych małej wartości [w tym dronów] powierzyć ca 5 tys Piorunów, a obronę bezpośrednią C-RAM powierzyć LM MHTK [po 15 tys USD sztuka]. 1 PAC-3MSE pokrywa zasięgiem koło o promieniu 120 km[opieram się o dane analityków rosyjskich brane z obserwacji satelitarnej testów PAC-3 MSE] – czyli kontroluje obszar 14,4 tys km2. 4 tys PAC-3MSE pokrywa razem obszar obrony i kontroli 57 600 tys km2. Przy powierzchni Polski 312 tys km2 oznaczałoby to pokrycie każdego punktu Polski szczelną zwielokrotnioną obroną saturacyjną przez 184 PAC-3MSE. Co w praktyce oznacza dwie rzeczy – całkowitą obronę przeciwrakietową i przeciwlotnicza Polski – bez szans [nawet teoretycznie] na uzyskanie przez Rosję “korytarza włamania środków napadu rakietowego/lotniczego – zaś lokalne “wybicie” czy “zużycie” PAC-3MSE czy wyrzutni [których licencję produkcyjną kupiliśmy] i tak zostanie pokryte przez obronę wszystkich sąsiadujących wyrzutni. Operujących w całkowitym rozproszeniu i spiętych sieciocentrycznie. Jeszcze lepsze parametry dawałby koreański L-SAM [też prak/plt – 2 razy większy promień zasięgu przechwycenia i 2,5 razy wyższy pułap przechwycenia, niż PAC-3MSE] i przy tym niższy koszt zliczony [w tym serwisu] i wyższe bonusy [możliwość pozyskania know-how i własnej produkcji]. Generalnei uważam, ze w danym piętrze obrony powinien być tylko jeden uniwersalny efektor i prak i plot – by uzyskać efekt synergii, wspólnego dysponowanego worka zasobowego, standaryzacji i efekt skali. Gdzie drugie 60 mld zł winno pójść na całą sieciocentryczną C5ISR i WRE i całe spięcie systemu[nasze sensory, systemy, wszystko suwerenne] – jako jądro krajowej tarczy A2/AD. A produktem końcowym [z efektorami ofensywnymi – byłaby A2/AD tarcza i Miecz Polski. Czyli najbardziej pożądany przez średnie państwa produkt w dobie pułapki Kindlebergera i Tukidydesa… 5. Lobby pancerniackie na siłę chce utrzymać wysokie stany etatowe [kwestia stołków i drabiny awansu] – dlatego np. przeforsowało [sprzedając to politycznie pod wybory jako pozyskanie wyborców nie tylko okręgu Łabędy] tzw. “modernizację” ca 300 T-72 wziętych z magazynów za 1,8 mld zł – aby zwiększyć i utrzymać “pomostowo” etaty do czasu produkcji 800 sztuk Wilka. Gdzie owa “modernizacja” jest tłumaczona…potrzeba odpowiedniej ilości wozów do szkoleń [sic] – bo nikt zdrów na umyśle [nawet wśród pancerniaków – a może zwłaszcza tam] nie uważa ich za nadające się do boju. 6. Gdy testy Warmate 1 pokazały w WITU skuteczność [i wyższą przebijalność pancerza rzędu 220 mm RHA względem oczekiwanych 180 mm – czyli w praktyce od góry penetrujące każdy czołg] – wtedy lobby pancerniaków wymogło zmniejszenie zamówienia na Warmate 1 z ilości 1000 sztuk do 100 sztuk. Czyli – do ilości defiladowej. Więcej – gdy WB zbudował i znów z bardzo dobrymi wynikami przetestował nowy Warmate 2 [już z głowicą 5 kg zamiast 1,4 kg – co skutkuje w testach przebijalnością 650+ mm RHA] – wtedy lobby pancerniackie wymogło zablokowanie nawet kupna partii próbnej Warmate 2 czy dla WP czy dla WOT. Więcej – lobby pancerniackie sabotuje w MON i IU [i nawet w NCBiR] rozwój i jakiekolwiek wsparcie naszego kppnc Moskit – rozwijanego ze środków własnych przez WITU z pomocą MESKO. Polecam przeczytanie ze zrozumieniem między wierszami treści artykułu http://dziennikzbrojny.pl/aktualnosci/news,1,11427,aktualnosci-z-polski,moskit-kluje-coraz-mocniej i zrozumienie co kryje się za słowami: “projekt rodziny ppk Moskit […] prowadzony jest z wykorzystaniem jedynie środków własnych instytutu z niemożliwym na Zachodzie budżetem na poziomie kilku milionów złotych.” oraz ” Istnieje ryzyko, że ten budzący nie tylko sympatię, ale i nadzieję projekt, pozostanie kolejną ciekawostką. WITU nie ma możliwości i nie powinien szukać okazji do komercjalizacji projektu z partnerem zagranicznym. Wchodzi jednak na trudny grunt walki o polski przeciwpancerny tort, z podmiotami wydającymi zapewne więcej na podróże służbowe, niż wojskowy ośrodek na rozwijanie swojego produktu.” Problem w tym, że w Polsce [poza Spike i Javelin – z których każdy ma polityczne wsparcie swojego Wielkiego Brata] – zakupy czy produkcja kppanc to po prostu dramat. Moskit ma przebijalność 700-800 mm RHA i zasięg 5 km. Ale przecież to “czołgi są podstawowym ofensywnym komponentem WP, zapewniają także podstawe obrony manewrowej” – jak usłyszałem z wielką mocą wygłoszony dogmat na pewnym panelu sympozjum militarnego…. A drony i kppanc – zwłaszcza te “tfu, tfu, tfu” wpięte sieciocentrycznie, pozahoryzontalne – i tworzące o zgrozo odrębny rodzaj sił zbrojnych i stawiające pancerniaków w pozycji “kaczek do odstrzału” – to po prostu zło największe. Odbyłem wiele rozmów z naszymi ludźmi od “tych spraw”- jedyny pseudologiczny argument za czołgami to “bo inni używają i rozwijają” – tyle, że jest to owczy, w istocie całkowicie niemerytoryczny “argument”, który świadczy o świadomym chowaniu głowy w piasek przed bezwzględnym SWOT porównawczym i kalkulacją koszt/efekt – która decyduje. ŻADEN – powtarzam ŻADEN ze speców nie był wstanie dać na to ŻADNEGO kontrargumentu… Przed II w.św. też wszyscy “owczym pędem” i dlatego “że inni to robią” budowali pancerniki czy samoloty towarzyszące i inne takie “powszechnie szanowane typy broni” – mimo logicznych kalkulacji które już przed wojną przemawiały za lotniskowcami, czy użyciem samolotów szturmowych czy myśliwsko-bombowych. A potem zawsze “wielkie zdziwienie” – i krwawe ofiary – i gigantyczne straty..i zmarnowany czas, zasoby – oraz zmarnowane możliwości operacyjne… Tak a propos – MBDA UK od 2 lat stara się promować [razem z CAMM/CAMM-ER dla Narwi] najpierw kppanc Brimstone 2, potem ulepszony wieloplatformowy [nośniki lądowe, morskie, powietrzne – samoloty i śmigłowce – wg plug and fight] Brimstone 3. Taka informacja – nie dość, że nasza mobilna obrona kppanc opiera się o sprzęt posowiecki [całkowicie przestarzały] to nasze szturmowe Mi-24 mają charakter dekoracyjny – ponieważ ich kppanc kilka lat temu zakończyły resurs i szturmowce cały czas latają “gołe”… Brimstone 3 kosztuje [hurt] ca 170 tys funtów] – czyli licząc 5 PLN/GBP] – czyli jakieś 0,85 mln zł. Pomijam kwestie obniżki przy zakupie licencji i własnej produkcji. Czyli za 60 mld zł na 800 Wilków z oprawą – mógłbym kupić na wszelkie platformy [w tym i drony] ok. 70 tys Brimstone 3.Gdzie nośnikami może być praktycznie wszystko co lata i jeździ – bo i tak odpalenie jest pozahoryzontalne w trybie “hit and run:… A wtedy jakiekolwiek rozważania nt zagrożenia – nie to, że ze strony 1 Armii Pancernej Gwardii – ale nawet gdyby Rosja przeznaczyła do ataku wszystkie czołgi na stanie i jeszcze wyciągnęła ze składnic natychmiastowego użycia wszystkie czołgi – to i tak problem ataku sił pancerno-zmechanizowanych na Polskę by nie istniał. Ale przecież “czołg to podstawa WP” – a “zła” [bo lepsza operacyjnie, rozwojowa operacyjnie i nieporównanie tańsza] konkurencja – to jak na Seksmisji – “nie było, nie ma i nie potrzeba….” A tak na koniec chciałem postawić pytanie – dlaczego nasz SG w Korei oglądał K2 – a jakoś “zapomniał” obejrzeć koreańskie rakiety prak/plot, kppanc, rakiety i uskrzydlone pociski manewrujące, systemy elektroniki itd? Może czas na zwrot zasadniczy? – budowy własnej zbrojnej suwerenności opartej o swój przemysł? – przez zassanie najlepszych licencji i systemów do własnego lub wspólnego rozwoju? – jak to konsekwentnie robi Korea Południowa? A co do czołgów – chciałbym usłyszeć choć 1 [słownie jeden] argument merytoryczny “za”…

    1. I jeszcze istotna rzecz – absolutnie nie zgadzam się z Bartosiakem, że tarcza prak/plot za droga i że nie obroni polski przed rakietami. Po pierwsze – nie będzie za droga, jak skasuje się twardo większość programów rodem z zimnej wojny. Po drugie – gdy zliczyłem ponad 4 tys. antyrakiet – to głównie na rakiety balistyczne. Gdzie Rosja ze swego arsenału i strategicznego i taktycznego nie poświęci więcej jak ca 400 rakiet do ataku. Bo zdecydowana większość arsenału rakietowego jest związana już przez innych graczy atomowych – a co więcej – przy ambicjach Chin i Indii i Pakistanu – margines “zapasu” siły strategicznej [ale i taktycznej – średniego zasięgu] będzie malał. Stąd użycie 400 rakiet balistycznych to i tak moim zdaniem przeszacowanie. Artylerię rakietową [powiedzmy 220-300 mm] można zlikwidować naszą artyleria precyzyjna lufową [do ca 180-200 km przy użyciu strumieniowej Nammo II generacji przy armacie L58 155 mm], zaś dalej – powiedzmy do 500 km – mogą je zlikwidować roje dronów. Wyniesienie efektorów antyrakietowych na aerostaty HALE podwyższy pułap przechwycenia w przypadku L-SAM nawet do 100 km – czyli porównywalnie z THAAD – a znacznie lepiej względem THAAD jeżeli chodzi o skrócenie czasu reakcji – podkreślam – na naszym ciasnym podwórku to parametr krytyczny. Kalibry i inne uskrzydlone manewrujące pociski – to kwestia zwalczania przez Pioruny na dronach. Co już jest technicznie możliwe i dyskutowane jako opcja [potrzeba ok. 5 tys Piorunów – no i nosiciele]. Obrona punktowa na C-RAM [zbyt liczne i zbyt mało warte, by poświęcać antyrakiety – to LM MHTK po 15 tys USD sztuka. Jeżeli mamy 4 tys antyrakiet – to możemy zlikwidować 400 “większych” rakiet. O zapuszczaniu się samolotów to nikt w Rosji nawet nie pomyśli na odległość ca 300 km od naszej – bo zasięg przechwycenia przez antyrakiete L-SAM [o rząd wielkości tańszą od rosyjskiego samolotu – czyli koszt/efekt 10:1 na nasza korzyść – z prawdopodobieństwem zestrzelenia min 95%] będzie dużo większy niż 250 km – zwiększy się o ok 50% – czyli ca 370 km – co przy oddaleniu od granicy i tak daje bąbel antydostepowy wyparcia lotnictwa na 300 km od granicy. Jasne, że na aerostaty HALE i na drony płatowe [czy wirnikowe] trzeba wydać ca 20 mld zł. Plus na roje dronów ofensywnych 30 mld złotych i 20 mld zł na rakiety ofensywne i uskrzydlone manewrujące – o zasięgu do 3 tys km – dla rozproszenia obrony i sił Rosji i znacznego utrudnienia funkcjonowania zaplecza i logistyki. Czyli 60 mld zł na antyrakiety najwyższego pietra z funkcją plot [L-SAM i ew, PAC-3MSE], ok 60 mld zł na własny system C2/C5ISR/WRE, ok 5 mld zł na 5 tys Piorunów [z wyrzutniami/belkami podwieszenia itd], ok 20 mld zł aerostaty HALE i drony nosiciele płatowe i wirnikowe części “defensywnej”, ok 30 mld zł na roje dronów ofensywnych z efektorami, ok 20 mld zł na rakiety i uskrzydlone pociski manewrujące zasięgu min 3 tys km. Czyli A2/AD Tarcza i Miecz Polski – ca 200 mld złotych/ Drogo – ale to jest PRAWDZIWA SKUTECZNA tarcza i miecz. Dla jasności – skuteczność przechwycenia rakiety szacuje się na 90% przez 1 antyrakietę, 95% przez 2 antyrakiety, 98% przez 3 antyrakiety….99,7% przez 5 antyrakiet. Tu mamy powiedzmy 3200 antyrakiet na 400 rakiet przeciwnika [800 zostawiam na samoloty i śmigłowce i jako rezerwę] – czyli na 1 rakietę wypada 8 antyrakiet. W tym przypadku szansa przejścia obrony antyrakietowej jest szacunkowo poniżej 1/20 000. Co oznacza ryzyko “przejścia” naszej obrony antyrakietowej przez rakietę [np. z głowicą jądrową] ] na poziomie 400/20 000 – czyli 2%. To już jest akceptowalny poziom ryzyka. A na żadne przepuszczanie większych rakiet [czy uskrzydlonych pocisków manewrujących] nie możemy sobie pozwolić i pocieszać się, że “załatamy i działamy dalej”. Nie w przypadku broni jądrowej. Poprzeczka kosztowa NIESKUTECZNOŚCI agresji musi być maksymalnie podniesiona. Bo Rosja z czasem będzie tylko coraz bardziej zdesperowana do przerwania i opanowania pomostu bałtycko-karpackiego. Konfrontację z Rosją o ten kluczowy przesmyk mam za nieuniknioną – aczkolwiek dobrze by było, byśmy ją rozegrali np. na terenie Ukrainy. Dlatego musimy zakładać najgorszy wariant agresywnego podejścia kremla – i być maksymalnie przygotowani. I nie patrząc na innych – tylko konsekwentnie ustanawiając standardy wojny RMA na Polskim Teatrze Wojny. Przechwytywanie Kalibrów i innych uskrzydlonych pocisków manewrujących to nieco inna sprawa, niż balistyków- ale tu 5 tys Piorunów na dronach o prędkości w zakresie 500-700 km/h [np. JET-2A, Flaris LAR – jako drony nosiciele] wystarczy – przy wpięciu w nadrzędną sieciocentryczną C5ISR. Generalnie chcę dronizacji, by ściąć koszty osobowe [to nasza pięta achillesowa pożerająca strukturalnie PMT na sprzęt] – ale i zmniejszyć poziom strat własnych i podwyższyć maksymalnie dozwoloną poprzeczkę ryzyka misji przez użycie bezzałogowych systemów. W modelu nowego PMT nie wspomniałem o systemie detekcji i analizy celów [zwłaszcza różnych klas rakiet i pocisków manewrujących i rakiet artylerii] i odróżniania tzw. “wabików” i priorytetyzacji skalowania kontarkcji – ale to można zrobić – przy odpowiedniej gamie i saturacji sensorów i AI i szybkiej retransmisji. Sumując: w strefie zgniotu potrzebna jest [jak powietrze] nasza całokrajowa saturacyjna A2/AD Tarcza i Miecz Polski na najwyższym poziomie – dającą szczelną obronę nieba i daleką projekcję siły – co daje nam brakująca DYNAMICZNĄ głębię strategiczną. I zapewnia zgniecenie bastionow A2/AD Rosji – a w ślad za tym głębokie zrolowanie praktycznie do końca innych aktywów strategicznych i operacyjno-taktycznych Armii Czerwonej na Polskim Teatrze Wojny. Czołgi, nawet lotnictwo – to już “białe słonie” – o wtórnej i podrzędnej przydatności. Parząc całościowo: na całym pasie szeroko rozumianej Wschodniej Flanki osiągnięcie zwycęstwa i nakłonienie Rosji do stolika negocjacji pokojowych [oczywiście z pozycji zwycięzcy] – polega na zgnieceniu rosyjskich A2/AD przez nasze A2/AD – i na zrolowaniu aktywów bojowych Armii Czerwonej do poziomu krytycznego – przy pełnym panowaniu w powietrzu i przy precyzyjnej skalowalnej prjekcji siły przez rakiety, pociski manewrujące, drony i ich skalowalne efektory. Gdzie dzisiaj w DARPA pracuje się nad dronami wielkości muchy [poziom “piko”] już wdrożone są drony klasy “nano” [np. Black Hornet – waży 33 gramy, wielkość małego wróbla, zasięg 2 km, w powietrzu 25 min – mają go już nasi specjalsi z Lublinca] – przez drony i bojowe kierowane pociski odpalane ze standardowych granatników podwieszanych [40 mm] – np. Pike o zasięgu 1,5 km. I tak dalej – aż po drony dorównujące gabarytami i nawet większe od samolotu. Taki Warmate 1 można przenosić w plecaku jako broń podręczną. Skalowanie i spadający koszt napędza wzrost liczby dronów – a to znowu obniża koszty jednostkowe i napędza szersze użycie itd. — czyli działa sprzężenie zwrotne dodatnie – plus dochodzi lawinowo ciągłe rozszerzanie zakresu funkcji rozpoznawczych, retransmisyjnych, bojowych, transportowych. Nawet pojedyńczy żołnierz może stać się “opłacalnym” celem za kilak lat dla taniego drona klasy nano czy mikro. Grupa żolnierzy już jest – dla dronów klasy mini. To wszystko zupełnie roluje wszelkie podstawy i “święte zasady” wojowania w powietrzu i na lądzie – i na morzu. Polecam: https://www.defence24.pl/bezzalogowce-klasy-mini-zagrozeniem-dla-zolnierzy-na-ziemi-skaner-defence24 A nasi “specjaliści” i “stratedzy” dalej kultywują myślenie [w symulacyjnych grach wojennych i na poligonach] a la zagony pancerne i ogólnie preferują dobrze im znane i rozumiane wojowanie a la zimna wojna…cóż – kto nie zda darwinowskiego egzaminu na przystosowanie się do zmian warunków walki o byt – nie przetrwa. Tak samo patrząc od strony cybernetyki – przetrwa homeostat o odpowiedniej zdolności do adaptacji wobec zmian środowiska w którym funkcjonuje. Właśnie zdajemy ten egzamin – w strefie zgniotu.

  6. Wracając do Niemiec i propozycji AKK – Berlin ustawia sobie pole negocjacyjne do rozmów z Bidenem – czyli dyscyplinuje “na rympał” zawczasu podwórko UE, pokazując faktami dokonanymi, kto rządzi i forsując [otwarcie bezprawnie – np. Ursula wprost oświadczyła, że ustalenia RE nie będą obowiązywały – i robi to deklarując jawnie] stosowanie “praworządności”. Z Polską i Węgrami i trochę Portugalią do ukarania na pokaz. Czyli “koronaobligacje = pułapka kredytowa = egzekucja debt diplomacy = absolutna hegemonia Berlina”. A wobec prób oporu w tym wesołym obozie – tylko kij na poszczególne “zbuntowane” baraki – czyli “praworządność” definiowana i sprawowana arbitralnie przez Berlin. Z jasną deklaracją – proszę się wczytać w propozycję AKK, że nieposłusznych Niemcy będą łamali siłą. Co do polityki zagranicznej – Merkel deklaruje potrzebę “wspólnego rozwiązywania problemów na Wschodzie” i generalnie dalej Berlin obstaje przy NS2. Co do chin – Merkel właśnie rozmawia z Xi – właściwie jako dyktator UE. Nawet nie stara się zachować pozorów legalizmu, procedur itd. Ani oficjalna szefowa UE [Ursula] ani KE i jej komisarze nie mają nic do powiedzenia.
    Ja to rozumiem jako zajęcie [na całego] maksymalnie korzystnego pola przez Berlin do negocjacji z USA.
    Po to, by owszem ustępować – ale za każdym razem za drogie koncesje.
    Ukryte założenie Berlina względem tych negocjacji jest takie, że dalej będą się odbywały na zasadzie ładu konstruktywistycznego – a nie brutalnej siły. Oraz, że Merkel owinie dokoła palca Bidena słodkim gadaniem o “wspólnych wartościach” “postępie” “gender&LGBT” itd. A przynajmniej to kadzenie zasadniczo osłabi twarde podejście Bidena.
    I to jest słabość całej tej linii politycznej Berlina.
    Bo jeżeli Biden zrozumie, jak Niemcy chcą “wyrolować” USA – cóż – ja na jego miejscu zadekretowałbym niezapowiedziane ćwiczenia NATO w Niemczech, z taką ilością wojska [w tym US Army i US MC] i wszelkiej przewagi na mozru i w powietrzu, by Niemcy poczuli but na gardle. A następnie zażądałbym – z palcem na spuście i w ramach “nadrobienia zobowiązań niemieckich” – tych na ponad 350 mld dolarów “składki” zadekretowanej jeszcze przez Trumpa – przejęcia wszelkich militarnych aktywów Niemiec i ich przemysłu zbrojeniowego – i know-how podwójnego zastosowania. Z pozbawieniem Niemiec NATO Nuclear Sharing – i z przywróceniem stref nadzoru już nie “Wielkiej Czwórki ” jak w 1945, a “misji stabilizacyjnej NATO”. Z państwami Wschodniej Flanki jako kontyngentem zasadniczym wspierającym US Army i Nową Brytyjską Armie Renu. Na pewno do wzięcia przez USA cała Bundesmarine [i generalnie przemysł stoczniowy] – ale i do przejecia [i w sporej części do przydzielenia państwom Wschodniej Flanki] cała reszta – lotnictwo, wojska lądowe itd – i to do końca. Redukcja sił niemieckich do sił praktycznie policyjnych – “bo przecież Wschodnia Flaka zapewni wam bezpieczeństwo i WRESZCIE nie będziecie musieli wojować”. Z zablokowaniem i z przejęciem koncernów medialnych – i z tłoczeniem nimi non-stop propagandy Niemcom – “chcieliście demilitaryzacji i rozwoju ekonomicznego i otwartych rynków – to będziecie mieli”. Oczywiście jednocześnie należy rozmawiać z rządami landów i dać im marchewkę większej autonomii [względem Berlina – w zasadzie rząd federalny winien być marionetkowy i bez kompetencji] i zwolnienia z haraczu na rzecz rządu federalnego w Berlinie – tak samo przedstawić demilitaryzację jako obniżenie obciążeń. Jednocześnie [to chyba klucz całej sprawy] z lobby przemysłowo-handlowym sfery cywilnej należy się dogadać na bazie wspólnego rynku i marchewki wsparcia i zamówień – dając na początku promocyjną ofertę rozkręcenia machiny produkcyjno-technologicznej Europy – powiązanej wspólnym rynkiem z USA. Chodzi o to, by silne niemieckie wewnętrzne lobby “going concern” – skupione na zyskach – miało zapewnione “przepięcie” z rynku Chin na USA i generalnie otwarcie na szeroko rozumiany świat proatlantycki. A wtedy to lobby przemysłu i handlu samo najlepiej zadba, by w ramach “nowej normalności” zdusić wewnetrzne protesty i próby zerwania się Niemiec [a raczej – landów – oczywiście z zachowanym wolnym przepływem usług, ludzi i towarów] z haczyka Waszyngtonu. Pytanie, czy Biden i Harris rozumieją, że stara era konstruktywistyczna się skończyła – i jeżeli chcą utrzymać staus USA i wejść na ścieżkę kontrowania wzrostu Chin – to muszą NATYCHMIAST zastosować konsekwentnie do końca środki polityki realnej – czyli polityki SKUTECZNEJ – opartej o gołą siłę. Cóż – tak bym zrobił z miłym uśmiechem wzniosłych haseł na ustach – zobaczymy, co zrobi Biden i nowa administarcja – wystarczy poczekać od lutego na pierwsze “regulacje” co do “porządku dziobania”. Co prawda dyplomacja amerykańska i jej wielka strategia robi przynajmniej od początku tego wieku mocno bokami – i w sprawach zasadniczych zbyt często buja w życzeniowych wydumanych obłokach – ale może się obudzą i ogarną do realnego działania – dla osiągnięcia ścieżki realnych wyników i wzrostu. Inaczej pożegnają sie ze stołkiem hegemona.

    1. Od strony militarnej Merkel również chce zająć maksymalnie wygodne ustawione zawczasu pole negocjacyjne. Właśnie zamówiono fantastyczną ilość 203 tysięcy pocisków czołgowych do Leo 2. Z tego 90% to pociski szkoleniowe. Co oznacza wyrwanie Bundeswehry z letargu i ostre postawienie na gotowość bojową i rozbudowę sił. Potrzeby Luftwaffe oceniono na 90 dodatkowych samolotów – z tego już zamówiono 37 Eurofighterów [z opcją na 8 kolejnych] – w ten sposób zabezpieczyli interesy Airbusa, którego są udziałowcami. Pozostałe 45 samolotów – przeznaczonych dla NATO Nuclear Sharing – przeznaczyli na negocjacyjna marchewkę do rozmów z Bidenem. Nie chcą uzależniać się od F-35 [te mają “smycz” upgrade’ów software’u przez kodowaną sieć z USA – nie żartuję – to wyszło po pierwszych dostawach F-35A do Norwegów i mocno ich wzburzyło], zresztą zakup F-35 anulowałby w istocie rozwijanie wspólnego “myśliwca przyszłości” z Francją i trochę z Hiszpanią, [która dopchała się do programu, jak SAAB i Leonardo zdecydowały o uczestnictwie w brytyjskim Tempeście]. Prawdopodobnie Luftwaffe zakupi [w miejsce wyprowadzanych ze służby Tornado] 30 Super Hornetów do przenoszenia zmodyfikowanych bomb B61 NATO Nuclear Sharing plus 15 Growlerów, czyli Super Hornetów przeznaczonych do walki elektronicznej [do wymiatania dla Super Hornetów]. Zagrywka Merkel jest czytelna – faktem dokonanym zamówienia 37 Eurofighterów obcięła na “dzień dobry” ewentualne zamówienie wszystkich 90 samolotów w USA. 8 samolotów opcji – zostawiła sobie na dorzucenie dla pokazania “ustępliwości” i “dobrej woli”. Wszystko jest dokładnie skalkulowane – ale pod negocjacje w porządku konstruktywistycznym. Powtarzam – na miejscu Bidena – biorąc pod uwagę nóż na gardle USA – kopnąłbym w sten stolik negocjacyjny i narzuciłbym nowe reguły – oparte tylko o siłłę i jej konsekwentne wykorzystanie do końca. I to zmieniając potem sukcesywnie ten już narzucony układ jeszcze bardziej na swoją korzyść. Im Niemcy słabsze w kolejnym kroku – tym bardziej wykorzystywane. Biden ma tu wolne pole do gry siłą wobec Niemiec – bo Niemcy mają na pieńku ze wszystkimi w UE [może prócz Holandii – która przyklejona do eksportu strefy rdzeniowej Niemiec – in plus skorzystała na niemieckiej dominacji – zwiększonych obrotach eksportu i importu] – bo Berlin prowadzi swoją politykę dominacyjną kosztem reszty. I to nie tylko chodzi o państwa PIIGS czy CEE czy NORDEFCO [to ostatnie idzie wyraźnie swoją drogą – politycznie i militarnie i ekonomicznie – i na pewno żadnego nadzorcy z Berlina nie chce]. W istocie Berlin jest osamotniony – a dla Paryża zdeptanie Berlina będzie dobrą wiadomością – de facto awansem w “porządku dziobania”. I to wszystko powinno być przekazane różnymi kanałami – cywilnymi i militarnymi, formalnymi i nieformalnymi – ale zawsze pod stołem – do USA, UK, [Francji też – bo w tej zagrywce jest naszym sprzymierzeńcem dla zdławienia Berlina], a zwłaszcza “u nas” – do państw szeroko rozumianej Wschodniej Flanki. By Biden działał twardo wg nowych reguł twardej gry – zgodnie z interesem USA. – ale nie na “wiarę” jak poprzednio – tylko ZABEZPIECZONYM REALNIE OSOBNO ZORGANIZOWANĄ SIŁĄ w Europie. A jedyna siłą – dla uniemożliwienia planów Lizbona-Władywostok, siłą strukturalnie lojalną wobec Waszyngtonu [wobec presji militarnej Kremla i jeszcze dyktatorskich zapędów Berlina] – jest Wschodnia Flanka. Francja to dodatek – kontrolujący od Zachodu – POMOCNICZO. Ważny i niezastapiony – bo geostrategicznie idealnie usadowiony – jest “kordon sanitarny” Wschodniej Flanki – dla dopilnowania Berlina – i do zmuszenia Kremla do hołdu na kolanach w Waszyngtonie.

  7. 1.Ponieważ jak już pisałem, powinniśmy mieć wielowariantową “mabenę”, a znalazłem hipotetyczny, starszy już scenariusz TVN-owski, rozpadu UE i jak mogłoby to przebiegać z punktu widzenia Niemiec, więc wrzucam link do niego –
    https://tvn24.pl/magazyn-tvn24/tajny-uklad-ze-sion-tak-skonczy-sie-unia-europejska,27,625
    Rozumiem, że obecnie taki kraj jak Włochy raczej nie wszedłby do nowego EWG, bo nie byłoby to w ich interesie?
    Ciekawe byłyby alternatywy, jakie reszta krajów UE miałaby w przypadku trwania UE bez EWG.

    2. Kolejne pytanie kieruję do Georealisty.
    Dotyczy artykułu sprzed kilku lat w brytyjskim “The Guardian”, gdzie komentując 70 -tą rocznicę wyzwolenia niemieckiego obozu w Auschwitz-Birkenau przytoczyli taką opinię: “Arabów nie można winić za ich odczucie, iż ZA DŁUG KRWI, JAKI EUROPA BYŁA WINNA ŻYDOM, zapłacono tym, co oni uważają za swoje terytorium”.
    W związku z tym w sytuacji, gdy byt Izraela będzie zagrożony p. ze strony Iranu, czy Rosji, czy nie należałoby podszepnąć Amerykanom, że sprawiedliwej było przyznać Izraelowi zamiast Palestyny kawałka Niemiec i to tego położonego w tych bogatszych – zachodnich Niemczech, bo bogate Niemcy przecież sobie odrestaurują wschodnie Niemcy? Jak zmieniłoby to geopolitykę w Belgii, Holandii i Francji?

    1. Cóż – Izrael już chciał [i chce nadal] usadzić się w Polsce i na Ukrainie, by stać się niezbędnym ogniwem dla wykiwania USA i stworzenia z Kremlem i z Berlinem supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Przypomnę tylko 9 maja 2018 i Plac Czerwony – i blatowanie paktu Putin-Netanjahu – i jednocześnie nóż w plecy Polski ze strony Trumpa [ruch idealnie pasujący i Putinowi i Netanjahu w tym antypolskim sojuszu] – czyli 447. Izrael sobie zdaje sprawę, że dotychczasowy amerykański “promotor” słabnie, otacza ich morze nienawiści i muszą wykonać ucieczkę do przodu. Bo obecna trajektoria spraw wiedzie w końcu do tego jednego “potknięcia” które unicestwi Izrael. Najlepsze wyjście – to supermocarstwo, ale własne i perspektywiczne, którego byliby niezbędnymi i preferencyjnie ustawionymi “udziałowcami” na szczycie. Czyli supermocarstwo Lizbiona-Władywostok. Choć na razie wygląda, że chcą u siebie” oczyścić przedpole, złamać lokalnych pretendentów, stworzyć sobie głębię strategiczną – od Eufratu po Synaj. Ale to wcale nie oznacza zaniechania planu usadowienia się w Europie. Raczej oba plany są komplementarne. Bo wtedy USA zobaczą w Izraelu silnego skutecznego gracza – idealnego w nowych twardych czasach na namiestnika Waszyngtonu. Oby nie w Europie. Bo Izrael w Europie – z bronią strategiczną i z preferencyjnym lobby w Waszyngtonie – to wpuszczenie lisa do kurnika. I docelowe supermocarstwo Lizbona-Władywostok – ale [w miejsce Berlina] Wielkiego Dominium Izraela z Kremlem – jak równy z równym. To widzę docelowo – pomijając kilka etapów przejściowych. Dla nas żadna różnica względem supermocarstwa Lizbona-Władywostok założonego przez Berlin z Kremlem. I tak w obu wariantach będziemy jako “naziści” do demontażu i “głębokiej resocjalizacji” a la Wielki Brat.

  8. Ciągle mówi się o naszym rozkroku strategicznym – ekonomicznym uzależnieniu od Niemiec [ze strukturalnie podrzędną rolą podwykonawcy], którzy pilnują, byśmy tkwili w pułapce średniego rozwoju – i jednocześnie o strategicznym uzależnieniu od USA. Oczywiście wzięcie pod but Niemiec przez Wschodnią Flankę [w tym Polskę] w roli żandarma USA na Europę sporo łagodzi – ale wcale nie załatwia problemu naszej pułapki średniego rozwoju ani braku strategicznej pełnej [zbrojnie gwarantowanej] suwerenności Polski. A wobec eskalacji wywołanej pułapką Kindlebergera, a potem jeszcze gorzej – pułapką Tukidydesa – obie te kwestie muszą być pozytywnie rozwiązane. Inwestycje w zbrojenia – ale w zbrojenia high-tech [a nie remontowanie T-72 ze składnic] – zbrojenia oparte o B+R, o technologię materiałową, o sieciocentryczną nową infrastrukturę Przemysłu 4.0 sprzęgniętego z Internetem Rzeczy od podstaw, o zassanie nowych technologii [które w istocie praktycznie wszystkie są technologiami podwójnego zastosowania]. I z budową kontrolowanych “well to wheel” pełnych łańcuchów wartości pod nasza kontrolą – zaczepionych w realnych zasobach [i lewarze kapitałowym na rozruch] Skarbca Suwalskiego] – ale i geotermii głębokiej HTR [bo budowę reaktorów w strefie zgniotu mam za samobójstwo na własne życzenie i dowód zupełnego niezrozumienia naszej sytuacji – i marnowanie okazji na bycie “energetycznym hegemonem” Europy]. Produktem wysoko przetworzonym zbiorowego wysiłku zainwestowania w technologię i nową infrastrukturę winna być priorytetowo saturacyjna A2/AD Tarcza i Miecz Polski. Czyli lewar umożliwiający skok w suwerenności i polu działania. A przy okazji – przez generowanie zasięgu zdalnej kontroli real-time na min. kilkaset kilometrów – konkretny lewar polityczny dla REALNEGO STARTU budowy sojuszu słabszych państw wokół Polski. Ot, choćby Ukraina – jak bardzo WTEDY zmieni się podejście Kijowa do Polski – kosztem Niemiec i innych graczy? A Bałtowie, V4, NORDEFCO, Rumunia itd? A podejście Turcji? Zupełnie inna – bo realna – perspektywa dla budowy Międzymorza, Trójmorza czy Czwórmorza. I druga rzecz – ta inwestycja zwróci się [nie tylko politycznie, ale i finansowo i ekonomicznie], jeżeli w kolejnym kroku będziemy sprzedawali ten “produkt” A2/AD innym krajom – oczywiście przy wspólnocie interesów czy za znaczące koncesje, których niezbędnie potrzebujemy. A wczasach narastania eskalacji i poczucia zagrożenia – będzie to “hit eksportowy” nr 1. Nawet nie chodzi o pieniądze – jak zawali się system finansowy – to barter w blockchainie. Nie mówię, że powyższe jest łatwe – jest trudne – ale wykonalne przy konsekwentnej mobilizacji i realizacji. nie potzrebujemy kolejnych akcyjnych bohaterskich zrywów opłaconych mrzem krwi i ruin – potrzebujemy pracy u podstaw i zorganizowania i konsekwencji krok za krokiem w długim wysiłku – jak w zaborze pruskim wobec “Kulturkampf”. Natomiast tania krytyka typu “to się nigdy nie uda” pokrywająca w istocie podejście typu “nie chcieć, to gorzej, niż nie móc” – położy wszystko, nawet gdybyśmy dostali to na tacy. A zaniechanie powyższego planu – to w długim planie “game over” dla Polski. To nie jest kwestia “chcemy – nie chcemy”… tylko MUSIMY. I na pewno żadne chowanie głowy w piasek, ani żadne działanie z dnia na dzień i podejście “jakoś to będzie”, ani nawet działanie na poziomie “innych” graczy – nawet sprawniejszych, którzy nam teraz imponują – nie jest żadnym rozwiązaniem w strefie zgniotu. Bo “inni” są w innej sytuacji. Nie możemy patrzeć na “innych” – musimy myśleć, decydować i działać i realizować sami – nieważne czy “inni” się wysmiewają [co jest dla nas bardzo dobrą opcją – bo neutralizującą z założenia wrogą kontrakcję], czy próbują nam włożyć kij w szprychy – na co musimy konsekwentnie i adekwatnie reagować – a czasami działać proaktywnie wyprzedzająco. Dla krytyków i “czepialskich” – proszę o konstruktywną krytykę. Czyli o LEPSZY [i spójny całościowo] od wyżej przedstawionego – plan wyjścia z pułapki średniego rozwoju i rozwiązanie problemu braku suwerenności strategicznej.

  9. Graczem, którego można wkomponować do rozgrywki Bidena z Merkel jest też UK. Dla UK dołączenie do “eksterytorialnego” [względem umownego przyszłego władztwa Berlina] bloku Wschodniej Flanki – to wzmocnienie pozycji – i boczna furtka na bazie “specjalnych zasad ekonomicznych Flanki” dla wejścia ponownie ekonomicznie w otwarty rynek UE – właśnie przez rynki Wschodniej Flanki. Taki rozszerzony precedens Norwegii – nie za pieniądze, ale za bezpieczeństwo strategiczne. Dla nas byłoby to mocnym początkiem budowy już proponowanego w innych wpisach sojuszu szeroko rozumianej Wschodniej Flanki od GIUK po Morze Czarne. Z UK jako morskim żandarmem i strategiczną jądrową projekcją siły dla twardego wsparcia wschodniego “kordonu sanitarnego” – choćby z racji narastającej konfrontacji w Arktyce, gdzie Royal Navy angażuje się swoimi atomowcami [lotniskowce z oprawą raczej pójdą na wsparcie koalicji Wujka Sama na Pacyfiku].. Czyli dla UK byłoby to w pięknym stylu odkucie się na Berlinie – z całkowitą zamianą ról. Zaś Francja w tej nowej sytuacji będzie musiała mocno zrewidować swą politykę – bo teraz uważa, że całkowicie trzyma nogę na gardle handlu UK [choćby te perturbacje z zablokowaniem kanału pod La Manche – Wersal wysłał bardzo czytelny komunikat strategiczny “kto tu rządzi”] – w nowym układzie rad nierad Francja będzie musiała spasować i ocieplić stosunki ze Wschodnią Flanką i UK. Czyli Paryż musiałby przejść do pojednawczych kroków – by przyłączyć się pragmatycznie do NADRZĘDNEJ uprzywilejowanej grupy państw Europy. Albo trzymając z Niemcami – twardo za to obrywać. Oczywiście wykorzystanie i UK i Francji wymaga rozpisania na etapy i zwroty akcji z odpowiednim “timing’iem” – ale jest jak najbardziej do zrobienia. Nie takie zwroty akcji i wolty odbywały się w Europie od czasów nowożytnych. Przynajmniej jest to wykonalne potencjalnie jako opcja do wykorzystania – bo na razie Biden z jego ekipą stanowi znak zapytania. Pytaniem jest, czy są fachowcami w polityce realnej w interesie USA? – czy też jak słoń w składzie porcelany, uskrzydleni zwycięstwem wyborczym i z wodą sodową w głowie, postawią na deklaratywno-życzeniowe bujanie w obłokach oparte o “wartości” “idee” i postęp”? Zobaczymy. Na pewno konstrukt Europy będzie w 2021 [i później] trzeszczał w posadach i podlegał przebudowie pod naporem wielu zdeterminowanych sił. Racja stanu jest twarda – a Biden to w sumie marionetka “deep state”. Które ma przed sobą kwadraturę koła – czyli jak dokonać tranzycji wpływów i władzy starej elity z Wall Street i z wirtualnych kolosów IT – na rzecz budowy realnej gospodarki [i przejęcia nad nią kontroli] – by mieć realne zasoby do konfrontacji z Chinami. Pogodzenie tego – a właściwie znalezienie sposobu na tę tranzycję – gdzie “trzeba zmienić wszystko, by władza została po staremu w rękach poprzedniej elity” – uważam za kluczowe dla przyszłości USA i konfrontacji z Chinami. To dużo, dużo trudniejsze, niż [mając wszystkie karty w ręku] proste wzięcie Niemiec pod but i wprzęgniecie w rydwan USA.

  10. Maa pan dobrze poukładane w głowie ….
    Na podatkach się nie znam co do reszty się zgadzam
    Wesołych Świąt Bożego Narodzenia. Pan Jezus żyje

  11. Jak przejrzeć rosyjskie media, to widać, że do niektórych Rosjan już dociera, że Rosja ekonomicznie słabnie i będzie słabnąć, do czego zresztą ekonomicznie przyczyniają się Niemcy, forsujący rezygnację z węgla, ropy i gazu, a promujacy OZE, a także proponowana przez nich taksonomika i podział źródeł produkcji wodoru na: zielony, żólty i szary – plany produkcji przez Rosję wodoru z metanu już stoją w sprzeczności z planami Niemiec, wyrażanymi w planach obłożenia takiego wodoru cłami ekologicznymi – widać, że Rosja depcze niemieckie plany ekologiczne. Rosyjski wódór nie dostanie również kredytów na budowę instalacji do odbioru roysjskiego wodoru w Europie. No kolejny kłopot. Toteż spodziewam się wkrótce większych sporów pomiędzy Rosją i Niemcami, kiedy okaże się, że Nord Stream II nie będzie mógł dostarczyć, ani gazu ziemnego do Niemiec z powodu sankcji, ani wodoru z powodu ceł karnych.
    Rosji zaczyna brakować pomysłów na jakiś biznes, który w dłuższej perspektywie dawał im nadzieje na stałe dochody ze spzredaży surowców.
    A ze strony Niemiec widać już, że zastanawiają się, jak wymigać się od obietnic kupowania rosyjskiego gazu ziemnego czy wodoru.
    Rosja już dawno powinna postawić na skraplanie LNG i budowy portów instalacji rozprężania gazu u odbiorców. No ale wtedy nie można liczyć na naciski i nieoficjalne wpływy.
    Dociera do nich też, że armię mają liczną, ale sprzęt mimoprzeprowadzonej jego głebokiej modernizacji jest z poprzedniej epoki – mści się zbyt wczesnie rozpoczeta (w 2007 roku ) modernizacja broni pancernej i systemów plot. One się generacyjnie właśnie – w dobie dronów i broni precyzyjnej – gwałtownie zestarzały ( z pewnością pomogły w tym sankcje, które Rosja załatwiła sobie zajęciem Krymu ), Turcja pokazała iim w Górnym Karabachu, że rosyjska armia pancerna to w istocie taka mobilna strzelnica. Jeżdzą sobie czołgami, nawet wyrzucają kłęby dymu czy granaty dymne, a gdzieś tam 300 km dalej jakiś Yusuf, czy inny Hamza, zagryzając sziszkebab i sącząc słodką, mietową herbatę spokojnie nakierowuje padem bomby kierowane z drona po kolei na poszczególne czołgi, z przerwami na papieroska. No tak to wygląda – jeszcze żywa fabryka gruzu-200.
    Mało tego, tureckie drony TB-2 latają im nad Krymem w pobliżu ich radarów i nie ma reakcji, żadnej, po prostu nie zauważyli.
    Rosyjskie media odnotowały również, że amerykański niszczyciel USS Ross pod kniec listopada wpłynął sobie koło Kaliningradu na 7 – 8 km w głąb rosyjskiej strefy przybrzeżnej i nie wywołało to żadnej militarnej reakcji Rosji – w zasadzie skapitulowała.

  12. Witam, jestem zachwycony Pana analizami tak jak wielu innych tu i na twitterze. Parę tylko słów ode mnie.

    1. Złożenie przez AKK tejże oferty właśnie teraz – gdy w Stanach okres “bezkrólewia” – można by chyba również odczytywać jako zagranie/komunikat wobec Chin i Rosji.
    Bowiem jeśli odczytujemy ofertę AKK jako “kapitulację” (przy niezbyt konkretnym zdefiniowaniu jej), to możemy również oczekiwać reakcji Chin/Rosji na tę kapitulację – mianowicie ewentualnej *pomocy* Niemcom – by uchronić je przed wpadnięciem w amerykański (antychiński) blok. Sformułowanie zaś oferty AKK właśnie teraz – w owo bezkrólewie – umożliwia podjęcie przez Chiny/Rosję pewnych działań bardziej/łatwiej niż kiedy indziej. Zatem Chiny/Rosja/inne kraje *mogą* odczytywać to jako świadomy/nieświadomy komunikat “pomocy/liczymy na wasze działania w tym okresie”.
    Jakież to działania obserwujemy zatem? Ja widzę kilka:
    Rosjanie ponoć oficjalnie powiedzieli że sankcje “mogą utrudnić” realizację Nord Stream 2. A zatem pewien komunikat.
    Tu-95 wraz z H-6 latają wspólnie w oklolice Tajwanu. Komunikat
    Chińczycy podpisują jakieś memoranda/umowy o zbliżeniu z Ukrainą.
    Chińczycy przedstawiają Unii Europejskiej propozycję dealu na – lepszych niż dotychczas – warunkach.
    …należy się spodziewać kolejnych posunięć, bowiem wpadnięcie Europy w blok pro-amerykański jest dla Chin zagrożeniem chyba niemałym. Przeciąganie liny zdaje się mieć miejsce własnie teraz, na naczych oczach.

    2. ciekawy link https://www.youtube.com/watch?v=gFurk-ojk7c
    Automatyzacja przewozu/przeładunku towarów to z pewnością jedna z przemian/technologii mogących zmienić przyszłe Jedwabne Szlaki.

    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego i wytrwałości

  13. Jestem bardzo ciekaw, czy nowa ekipa Bidena rozumie, że wobec polityki Merkel [z przytroczonym Macronem] na dogadanie z Xi – i na postawienie Białego Domu wobec faktów dokonanych [jeszcze za niemieckiej prezydencji – a przed objęciem władzy przez Bidena] – czy tam w Waszyngtonie rozumieją, że w TAKIEJ sytuacji jedyny skuteczny sposób “rozmowy” z Merkel to przystawienie pistoletu do głowy i całkowite pokazowe zgniecenie Niemiec? Bo wobec działań Merkel widać, że propozycja AKK była w istocie maskirowką i co najwyżej “daniem szansy USA na zachowanie twarzy” przez jedynie NOMINALNE [deklaratywne] zwrócenie się na USA. Mogę tylko powtórzyć – wobec faktów dokonanych USA musi odpowiedzieć faktami dokonanymi – z demonstracją siły, która pokaże Niemcom ich bardzo podrzędną i podległa pozycję w porządku dziobania. A po tej demonstracji Biden może rozmawiać z Merkel – ale powinien od razu ustawić stolik gry. Np. deklarując rozwiązanie republiki federalnej na poszczególne landy i demilitaryzację Niemiec i inne działania zasadnicze. Jeżeli USA tego nie zrobi i pójdzie w rozmowy a la świat konstruktywistyczny – zamiast w prawdziwą politykę realną opartą o siłę – to dla hegemonii USA zacznie się równia pochyła do detronizacji i spadku o kilka pozycji. Ciekawe, że Berlin wyczuł nosem zagrożenie, o którym pisałem, czyli możliwego obrotu Francji przeciw Berlinowi. Macron został zaproszony do rozmów – i teraz Wersal ma się za równego Berlinowi – co rzecz jasna jest życzeniową iluzją Paryża. To oznacza – że wobec odpadnięcia Francji w lewarowaniu siłą Niemiec – USA TYM BARDZIEJ musi postawić na UK i na decydujący geostrategicznie “kordon sanitarny” Wschodniej Flanki. Na dobrą sprawę w Pentagonie JUŻ powinni dostać rozkazy przerzutu sił do Europy – do UK i na Wschodnią Flankę. W trybie “nagłych ćwiczeń” – minimum lotnictwo, systemy plot/prak, samoloty AEW/AWACS, detaszowanie grup uderzeniowych 2-3 lotniskowców i kilku atomowców podwodnych. Specjalsi, 1-2 brygady aeromobilne, marines.Dodatkowe HIMARSy i MLRS – przerzucone C-17A czy C-5M Galaxy. Minimum. Cóż….zobaczymy….

    1. I jeszcze jedno – każda operacja siłowa musi mieć uzasadnienie w “obronie wartości”. Czyli jako działanie de facto PRAWNE – i w imieniu ducha prawa. Im większa przemoc – tym bardziej ważkie szlachetne uzasadnienia musza zostać uruchomione przez USA dla zduszenia Niemiec. Oczywiście Biden może powtórzyć mantrę Trumpa o “zaległych 350 mld dolarów na NATO” – ale to już ograny kawałek, zresztą Berlin łatwo by się zasłonił zakupami dla Bundeswehry [po to właśnie je robi na koniec roku] jako “początkiem wielkich wydatków na zbrojenia”. Oczywiście – SWOJE zbrojenia… Natomiast uruchomienie [albo groźba uruchomienia] przez Waszyngton procedury egzekucji ponad 850 mld dolarów reparacji wojennych dla Polski [oczywiście zagrywką wpierw dogadania wszystkiego pod stołem z Polską – a najlepiej uruchomienia z ININCJATYWY Polski – jako bat na Niemcy] – z jednoczesnym rozkręceniem na całego w mediach światowych kwestii niemieckich zbrodni dla totalnej stygmatyzacji i przeczołgania Niemiec – jako kraju, który denazyfikację przeszedł jedynie symbolicznie i jest wprost kontynuatorem dominacyjnej polityki III Rzeszy [zachowując się – jakby II wojnę światową wygrał] – TO WŁAŚNIE dałoby bilet prawny USA jako “żandarmowi sprawiedliwości” do uruchomienia praktycznie każdych działań wobec Niemiec. Zwłaszcza poczynając od blokady SWIFT. A Francja – z jej niechlubną przeszłością kolaboracji Vichy [aż się prosi o uderzenie kijem] – byłaby w takim układzie zneutralizowana – Paryż by siedział jak mysz pod miotłą. No – ale to wszystko wymaga od naszych sterników [albo przynajmniej naszego SG] dostrzeżenia WIELKIEJ SZANSY i “okna możliwości” w SWOT – ale TYLKO po przestawieniu mentalnym na rzecz realistycznej i nastawionej na siłę realpolitik… Nawet gdyby Polska miała zapłacić spory haracz na rzecz USA [nawet 50%] – to i tak Polska by mocno wzrosła – i to kosztem Niemiec…no – ale trzeba chcieć, a nie chować głowę w piasek…

    2. Wszystko ładnie ale jakoś jankesi ze swego skąpstwa sami na siebie kręcą bicz – rzucili na projekty infrastrukturalne trój-morza oszałamiający 1 mld USD z czego teraz wypłacili pierwszą transzę 300 mln USD – śmiech na sali – tyle to sama Polska może wyasygnować. Marnie widzę utrzymanie przez USA hegemonii. Spadną do roli pierwszego pośród równych po czym zaczną słabnąć gdy rywale zaczną odchodzić od rozliczeń w USD – a wszystko przez chęć zrobienia dealu przy minimalnym albo oi wręcz bez wkładu własnego.

  14. Wszelkie rozmowy Białego Domu z Berlinem straciły sens po podpisaniu CAI. Bo USA nie ma marchewki, która by była lepsza od Chin. Gadanina nie ma sensu – nie przyniesie żadnych wyników – prócz straty czasu. Pozostaje kij – i tylko kij. Niemcy budują klasyczną lądową potęgę kontynentalną – co przecież dwukrotnie zmusiło morskich Anglosasów do wejścia w wojny światowe. Sytuacja jest taka – że w dwóch skrajnych opcjach – albo Biden zapatrzony w “idee postępowe” i cały ten bełkot nowomowy “postępowej” a la świat konstruktywistyczny – niejako wzorem Chamberlein’a podpisze DE FACTO abdykację czy raczej kapitulację a la Monachium – albo Biden jako realista postawi na kij – na działania siłowe – korzystając ze słabości militarnej Niemiec [i rozgrywając Francję i mobilizując UK, Wschodnią Flankę i w pewnym stopniu NORDEFCO]. Trochę przypomina mi to sytuacyjnie wizytę Fishera u króla brytyjskiego, gdy Fisher widząc nieuchronne wojenne zderzenie Imperium Brytyjskiego z kajzerowskimi Niemcami, zaproponował wyprzedzający zaskakujący atak Grand Fleet na Hochseeflotte w niemieckich portach. Król na to odpowiedział: “Fisher – Pan oszalał” – ciekaw jestem [może ktoś zna jakieś zapiski czy biograficzne opracowania?] – czy potem żałował swego konstruktywistycznego podejścia?… No cóż – teraz Anglosasi z aliantami mają dużo łatwiej z ewentualnym złamaniem zapędów imperialnych Berlina – bo siły USA stacjonują w Niemczech i generalnie przewaga militarna Anglosasów i ich projekcja siły strategicznej jest miażdżąca wobec Niemiec. Przy tym nie trzeba podejmować działań kinetycznych – wystarczy mobilizacja i koncentracja sił – tak mocna – by wszyscy [nie tylko w Berlinie] pojęli – kto rozdaje karty i dyktuje WSZYSTKO. Mówiąc krótko – historia zatoczyła koło – Anglosasi z aliantami muszą cofnąć Niemcy do sytuacji “pełnego dyktatu okupacyjnego” – praktycznie do stanu z 1945 [za wyjątkiem zniszczeń wojennych i ofiar w ludziach]. Izolując Berlin – co akurat łatwe, bo Benelux żyje z morza, zaś nikt z Francuzów nie będzie umierał za Berlin. Oczywiście jest kwestia całej “oprawy” medialno-prawnej – ale akurat pod tym względem Niemcy mają taki debet na koncie historii, że kijów do uderzenia w Niemcy jest do wyboru i do koloru. Zobaczymy. Albo wygra w Białym Domu ogłupienie “liberalno-ideowo-postępowe” – albo wygra real-politik oparta na sile dla realizacji interesów – i twarda analiza geostrategiczna. Bo z punktu widzenia geostrategii sytuacja jest wręcz ikonicznie jasna – Niemcy znowu sięgają po dominację i imperium europejskie kosztem anglosaskich mocarstw morskich [a Brexit jest w tym układzie pierwszym etapem – wojną niekinetyczną – dla wypchnięcia UK z kontynentu]. I to budując blok powiazań z Chinami i na pewno zaraz z Rosją. Czyli morskiej dominacji Anglosasów grozi “super-blok” kontynentalny już w ramach Eurazji. Blok zapewne tylko taktyczny i poniekąd wrogi i sprzeczny wewnętrznie w dłuższym czasie – ale czasowo taktycznie może całkowicie wypchnąć USA z Wyspy Świata – i zdetronizować USA. Czyli najgorszy podręcznikowy koszmar geostrategiczny dla hegemona morskiego a la Mackinder. Jeżeli Anglosasi nie zmiażdżą pokazowo Niemiec – nie przejmą Europy. A wtedy zostaną wypchnięci z Wyspy Świata – i “game over” dla USA [i UK – bo Zjednoczone Królestwo profituje na lewarach politycznych z koncesji USA]. Kłania się w całej ostrości pierwotna definicja założycielska NATO a la Lord Ismay: – oczywiście definicja zaktualizowana o zmianę ZSRR na Rosję – czyli zadaniem NATO pod wodzą USA jest teraz PONOWNIE: “to keep Russians out, the Americans in, the Germans down…”. Z supermocarstwowym uzupełnieniem [niejako w miejsce ZSRR]: “…the Chinese out”. Właśnie spełnia się ROZSZERZONA predykcja Bartosiaka – że Wschodnia Flanka z Polską jako centrum siły i jako główną kasztelanią – powstrzymuje połączone [taktyczne i czasowe – ale jednak TERAZ wspólnie działające przeciw Anglosasom] supermocarstwo od Szanghaju do Brześcia. Rozszerzenie polega na tym, że Anglosasi stracili właśnie głębie strategiczna Zachodniej Europy. Nie mogą więc wykorzystać Polski i Wschodniej Flanki jako bufora do poświęcenia. MUSZĄ ZA WSZELKĄ CENĘ utrzymać Wschodnia Flankę i zabezpieczyć ja z OBU stron jako kordon sanitarny – jako bezalternatywnego gwaranta dla USA – że utrzymają się w Europie – a właściwie w Eurazji. Bo utrata Europy to nie tylko wypchnięcie USA do Atlantyku. Umowa RCEP to Pax Sinica – na razie ekonomicznie i na razie tylko w Azji. Jeżeli USA nie zgniecie Niemiec i nie przejmie Europy – to wszyscy uczestnicy RCEP obrócą się na Chiny nie tylko ekonomicznie – ale i politycznie i militarnie. A wtedy “game over” dla USA nastąpi praktycznie w 2-3 lata. Podkreślam – znaczenie geostrategiczne Wschodniej Flanki i zwłaszcza Polski wzrosło niepomiernie. Właściwie – w gardłowym i absolutnie priorytetowym interesie Wuja Sama – możemy i POWINNIŚMY asertywnie i śmiało żądać WSZYSTKIEGO dla tego zadania – od wsparcia dodrukiem tak z 200-300 mld USD przez FED – po donacje sprzętowe, technologiczne i handlowe koncesje preferencyjne. Nadchodzi wielkie niebezpieczeństwo dla bytu Polski [największe od II w.św] – ale jednocześnie jest to olbrzymia szansa skoku statusowego [i ekonomiczno-technologicznego]. Szansa do wykorzystania pod warunkiem, że nasze elity zrozumieją WRESZCIE realną politykę międzynarodową opartą o GEOSTRATEGIĘ. A przynajmniej – jeżeli zrozumieją i zrobią, co im się otwartym tekstem kładzie łopatą do głowy. Jeżeli nie – pozostaje opcja zerowa. Bo wszelkie rozważania nt COVID-19 [czy COVID-21] nt “procedur praworządności” i odebrania tych 700 mld złotych itp sprawy – stają się od teraz podrzędne i wtórne – wobec tej priorytetowej kwestii wielkie gry GEOSTRATEGICZNEJ – w której jesteśmy w samym środku. Albo jako aktywny podmiot dla osiągniecia wygranej – albo jako bierny przedmiot – zmierzający do upadku.

    1. Trochę mnie to dziwi- czy Niemcy faktycznie myślą, że mogą wygrać wyścig technologiczny z Chinami? Za 5 – 7 lat cały know – how niemiecki będzie już wdrażany i ulepszany przez rodzime chińskie firmy

      1. Niemcy spodziewają się, że już po zbudowaniu mocarstwa europejskiego – sprawy technologiczne [zarówno baza rozwojowa – jak i wymuszone układy blokujące dotychczas uprzywilejowaną pozycję Chin – przejmujących technologie] poprawią się – na ich korzyść. A po zbudowaniu supermocarstwa euroazjatyckiego – czyli jako globalny nr 1 – kalkulują, że narzucą Chinom korzystny dla Berlina układ “porządku dziobania” i “porządku podziału pracy”.. Przejmując po ustanowieniu supermocarstwa euroazjatyckiego dotychczasowych sojuszników USA, a nie wykluczone, że i podporządkowując sobie i złamane USA. A USA zostaną złamane – gdy siła US Navy przestanie zapewniać KONTROLOWANĄ wymienialność dolara – który jest przecież pustym pieniądzem fiducjarnym – bo jego wymienialność na złoto skończyła się w 1971]. W takim układzie byłaby to realizacja Strategicznej Wizji Brzezińskiego. Chiny by stanęły wobec przeważającej “koalicji Oceanu Arktycznego” – i by zostały zahamowane w możliwościach wzrostu. Tylko z “korektą” planu na wg Berlina – ten stałby się nowym hegemonem, z USA jako…. junior-partnerem. Oczywiście na Kremlu jest dokładnie odwrotna kalkulacja – to Kreml miałby na samym końcu “wielkiej gry” stać się włodarzem-hegemonem globalnym, z podporządkowaniem [siłą militarna] i Niemiec i USA. I z pełnym – narzuconym siłowo zahamowaniem Chin za miedzą. A la Traktat Pekiński 1860 – tylko nieporównanie bardziej bolesny, zasadniczy i długofalowy.

    2. W kontekście łamania woli Niemiec trzeba mieć na względzie działania podejmowane przeciw przyszłej interwecji USA zarówno samych Niemiec i Francji, ale również Rosji i Chin. Ostatni atak hakerski na instytucje i firmy USA pewnie nie był przypadkowy i miał na celu pokazanie USA co się stanie w razie próby podjęcia pacyfikacji UE – obojętnie, czy zrobiła to Rosja, czy Chiny, dochodzenie do tego co wykradziono i do czego ci hakerzy mają teraz dostęp ma potrwać półtora roku. W tym czasie – pisze Pan o 2 – 3 latach czasu dla USA na podporządkowanie UE – to już będzie pozamiatane. Do tego należy dołożyć planowane wojny zastępcze w Afryce, które mają odwrócić uwagę USA od Europy. Pan Biden, czy Pan Trump będą mieli jednoczesnie dużo problemów do rozwiązania i w związku z tym wzmocnienie sił zbrojnych RP rzeczywiście pomogłoby USA zapobiec efektowi “krótkiej kołdry” w zakresie sił zbrojnych.
      Sama Polska jednak, nawet z Węgrami, czy panstwami grupy V4 nie jest w stanie przeciwstawić się Niemcom i Rosji. Konieczne będzie również wsparcie polityczne i tu przewiduję serie wizyt Prezydenta lub Zastępcy w Polsce, a najlepiej zjazd grupy V4 oraz państw Międzymorza, bez udziału Niemiec i Francji.
      Mając na uwadze majaczącą bliską współpracę Rosji i Niemiec pewnie USA w pierszej kolejności nałożą kolejne sankcje na Nord Stream II.
      Ponadto, aby zająć czymś Rosję, USA muszą wzmocnić Ukrainę, która zaczyna wspólpracować z Turcją ( współprodukcja dronów – co USA nie przeszkadza ) i z Chinami ( w dziedzinie produkcji rakiet średniego zasięgu – co już pewnie musi być pilnie obserwowane, biorąc pod uwagę, gdzie Ukraina leży )
      Patrząc na obwód kaliningradzki widać, że konieczne jest wzmocnienie sił stacjonujacych kolo tego obwodu: polskich i litewskich. Jesli USA nie chcą tego zrobić, to muszą przysłac własne i brytyjskie siły w pobliże obwodu kaliningradzkiego. Jeśli mianoby nas wzmocnić, to najlepiej byłoby wykorzystać fakt, iż Polska nie podpisała konwencji o zakazie stosowania amunicji kasetowej i wypożyczyć lub podarować nam Himarsy i dostosować bomby GLSDB dla Polski do przenoszenia głowic kasetowych, co zapewni precyzyjne powstrzymanie kolumn pancernych, radarów, systemów plot i prak z odległości 150 – 200 km, bez dania szansy przeciwnikowi na namierzenie wyrzutni Himars. Może powinni HSW przekazać licencję na produkcję tych systemów w Polsce, co umożliwiłoby w przyszłości produkcję głowic kasetowych do przyszłych rakiet PrSM?
      Dodatkowo powinniśmy dostać technologie łączności dla sterowania dronami na większych odległościach oraz możliwość zakupu w niskich cenach łączności satelitarnej do sterowania dronami.
      Jeśli chodzi o Niemcy, to tu konieczne będą raczej działania oficjalnie przeciw Komisji Europejskiej – tu widzę rolę róznych skandali, pewnie ujawnione zostaną jakieś nagrania dotyczące członków komisji, w rzeczywistości zaś zakulisowo naciski zostaną wywarte przez CIA na Niemcy, ale bardziej pod stołem. Być może te włamania hakerskie do instytucji USA miały na celu wysondować, co służby wywiadu USA mają na polityków z zachodniej Europy?
      Na pewno włączą się w ten konflikt w jakiś sposób Chiny, zapewne ujawnią jakieś skandale dla odmiany w USA i będą wspierać wszelkie konflikty wewnętrzne w USA i w państwach grupy V4, tu jest rola naszych służb, by zapewnić ochronę naszym politykom rządowym i opozycji, A może Chiny będą nas mamić korzyściami w mocarstwie chińsko-europejskim? Wówczas można się spodziewać wizyt w krajach grupy V4 grup urządniczo-dyplomatycznych obiecujących złote góry.

      1. Byłbym ostrożny w snuciu planów co ma zrobić Ameryka, żeby nas wzmocnić i zatrzymać Niemcy. Po pierwsze wybór na wiceprezydenta Pani Harris świadczy o tym, że dla Bidena głównym problemem są sprawy wewnętrzne i ideologiczne. Nie ma tu mowy o przypadku bo Biden jest doświadczonym politykiem. A to znaczy, że establishment nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Jako silne państwo przyzwyczajone do tego, że prawda to my, USA nie są zbyt zainteresowane śledzeniem wysublimowanych relacji w tej części Europy, w której mieszkamy. Ani uczeniem się sztuki pociągania za 50 tys. sznurków jednocześnie, żeby się nie poplątały i dały oczekiwany zbiorowy efekt. Chcą zabezpieczyć swoje interesy szybko i skutecznie z partnerem, który daje gwarancję wprowadzenia ustaleń (oczywiście korzystnych dla USA a najlepiej zakończonych zamówieniami). Stąd przy piętrzących się problemach z Chinami mogą przyparci do muru wiązać nadzieję z Niemcami, zamykając oczy na fakty. Jak w przypadku resetu Obamy. A Niemcy się już nie szczypią. Najpierw propozycja KK, potem zbesztanie USA za sankcje na NS2 i wtrącanie się w sprawy “europejskie” a wreszcie wisienka na torcie – umowa z Chinami praktycznie bez wiedzy pozostałych europejskich państw i bez wpływu jakiś tam niuansów związanych z praworządnością czy atlantyckimi interesami. Niemcami kieruje biznes. Coś na kształt lat trzydziestych – poprzemy Hitlera a potem go zmienimy ale dopiero po tym jak zarobimy. Niemcy już się czują hegemonem Europy, są pewni, że jej zasoby będą budowały ich potęgę. Jednak pycha kroczy przed upadkiem..
        Ostatni atak hakerski – otóż nie wiadomo kto go dokonał. Istnieją teorie, ze to wynik wewnętrznych wojen CIA i pentagonu. W sumie przecież nie wiemy kto dokonał ataku, jak głęboko penetracja nastąpiła i do jakich danych miano dostęp. Ani do czego ich użyto. Nikt nie wie jaka jest prawda, jednak w każdym rozpatrywanym wariancie wniosek jest jeden. Ameryka nie jest silna, zwarta i gotowa. Jest podzielona, ma spolaryzowane jak nigdy społeczeństwo, politycznie zaangażowany wielki biznes i jest w trakcie ideologicznej rewolucji ideologiczno-rasowej.
        Ponownie okazuje się, że jeżeli umiesz liczyć, licz na siebie. Mam nadzieję, że nasi włodarze zrozumieją. Czas dorosnąć. Bo przestaje być miło i przyjemnie.

  15. Ameryka dostała zadyszki. Zachłanność korporacji i świata finansjery doprowadziła do wywindowania pozycji Chin, powstania pasa rdzy i likwidacji swojej klasy średniej, co dawało siłę wewnętrzną USA. Nie wiem jaką postawę przyjmie Biden ale wybór na wiceprezydenta Kamali Harris wiele mówi. Z uwagi na wiek Joe Bidena pani Harris może w przyszłości zostać prezydentem. Osoba bez doświadczenia, całkowicie podległa idei marksizmu we współczesnym wcieleniu. Moim zdaniem zanim USA się ogarnie po wyborach, minie rok. Potem, jeżeli Biden się wycofa, nastąpi etap eksperymentów Harris, która będzie manipulowana przez wszystkie służby specjalne i będzie funkcjonowała w sytuacji permanentnego kryzysu i polaryzacji społeczeństwa. Pytanie czy nasze elity zdają sobie sprawę z sytuacji czy też liczą, że USA czy Niemcy wyręczą ich w myśleniu. Nie nasuwa mi się pozytywna odpowiedź zwłaszcza, że wewnętrzna wojna popisu rozlewa się na zewnątrz i jest nadrzędna nad interesami kraju a społeczeństwo poddawane propagandowej akcji głównych europejskich graczy nie jest w stanie wyłonić innej siły. Uczestniczymy w wielkim dryfie. Wzmocnimy się jeżeli będzie to w interesie strony dominującej. Wtedy wymuszony zostanie przyśpieszony proces dojrzewania. Tylko nie wiadomo, czy tak się stanie.

  16. Jeszcze jedna sprawa zasadnicza – potwierdza się ocena, że Berlin buduje swoje imperium europejskie i [wykorzystując ten zasób] chce się wzmocnić militarnie, po to by jak równy z równym zbudować z Kremlem supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Po to, by to supermocarstwo mogło z kolei uzyskać przynajmniej równe, a najlepiej preferencyjne warunki handlu z Chinami. Czyli “interes Niemiec ponad wszystko”. I jeszcze bezczelnie deklarują hołd proatlantycki – czyli chcą wypchnąć zerowym kosztem naiwna Amerykę z Europy – i jeszcze zapewnić sobie pomostowo [w trakcie budowania pod stołem militarnej potęgi strategicznej] parasol strategiczny USA. Za darmo – i na dodatek dla podbicia swej pozycji negocjacyjnej w przyszłych rozmowach pod stołem z Kremlem. Więcej – Niemcy JUŻ wykorzystali ofertę AKK do USA – by zlewarować nią swą pozycję negocjacyjną w rozmowach pod stołem z Chinami – co dało “nagłe i niespodziewane” podpisanie CAI po 7 latach negocjacji i 7 latach rosnącej irytacji Berlina z tytułu wzrostu wpływów Chin w Europie i z tytułu rosnącej konkurencji technologicznej i handlowej Chin i wykupywania technologicznych “sreber rodowych” [jak Kuka]. Czyli w rozmowach pod stołem Berlina z Kremlem – Berlin będzie lewarował Kreml za pomocą i CAI i “atlantyckiego parasola a la AKK”. Plan Berlina “dzisiaj Niemcy, a jutro cały świat” – i to praktycznie bez wojny [przynajmniej wojny kinetycznej] – jest genialny. Ma tylko jeden malutki haczyk w SWOT – słabość militarną Niemiec. I to jest jeden jedyny REALNY lewar nacisku USA wobec Niemiec – dla odzyskania Europy i wprzęgnięcia w amerykański rydwan. To jest “all or nothing” – gardłowy moment dla USA. Dla Wschodniej Flanki też – szczególnie krytycznie dla Polski. Akurat teraz jest moment, w którym albo USA z Polską [Wschodnią Flanką] i z UK się zmobilizują – i Europa obróci się na USA – a my wzrośniemy kosztem zmarginalizowanych Niemiec – albo będzie wręcz odwrotnie. Oczywiście możliwa jakaś ścieżka “pośrednia” [spowodowana głównie bezpłodnym gadaniem i “umowami” na papierze] – ale w sumie to byłby tylko odwlekający etap pośredni – stan chwiejny – który moim zdaniem przechyli się w końcu w jeden z tych dwu skrajnych scenariuszy. —- Proszę zwrócić uwagę – Berlin z Kremlem teraz rozgrywają maskirowkę “zasadniczego rozwodu” z powodu…kompletnie nieistotnej geostrategicznie, a nadmuchanej medialnie “sprawy Nawalnego” – która to sprawa w odpowiednim czasie zniknie bez śladu i bez następstw właśnie jak…bańka mydlana. Po to ta cała dęta sprawa zmyłkowa na pokaz – by oszukać świat – a w szczególności Waszyngton i Pekin co do budowy supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – które zdetronizuje oba obecne supermocarstwa. Wszystko sprowadza się do tego układu – w tym etapie gry globalnej. W następnym etapie – który zaistnieje pod warunkiem przejęcia Europy przez USA – po zniszczeniu Iranu i pozornym tryumfie USA – ale i “odkuciu” się Rosji – dojdzie Atomowy Kalifat [i od wschodu – na Pacyfiku – dojdzie jako pomocniczy sojusznik Chin “morski odłam” świata islamu – z Indonezją jako rdzeniem] – Atomowy Kalifat jako gracz strategiczny dla wzmocnienia Chin [i dla zneutralizowania projekcją siły, a przynajmniej masową infiltracją z Azji i Afryki, świeżo przejętej przez USA Europy] – a Indie zostaną przez ten sojusz chińsko-islamski ustawione w izolacji i w defensywie – w istocie wypadną z aktywnej globalnej gry geostrategicznej – i wtedy Indie przejdą do strategicznego “okopywania twierdzy”…

    1. „po to by jak równy z równym zbudować z Kremlem supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku”
      To przecież było od dawna wiadome. Sam o tym wiele razy pisałeś. Fakt, że też o tym, iż Berlin jest głupi, bo Rosja go po prostu, wcześniej czy później, wchłonie. Ale nie na darmo w ich hymnie stoi „Niemcy, Niemcy ponad wszystko”. A że oficjalnie wycofali tą zwrotkę z hymnu (moim skromnym zdaniem niesłusznie, bo nic nikomu do tego, że obywatel danego kraju uważa, że najważniejsze jest dobro jego narodu – choć oczywiście nie powinno to wynikać z krwawego, czy lennopoddańczego uzależnienia innych nacji), to i co z tego?
      Widać po prostu wzięli pod uwagę Twoje przestrogi i zrozumieli, że uprzednio bez własnej, już na początku wystarczająco silnej armii, nic z tego nie będzie, bo Rosja po takim „zjednoczeniu” nie pozwoli na jej powstanie. I będzie miała odpowiednią wagę środków energetyczno-surowcowych, by to Berlinowi w miarę skutecznie perswadować. I w czasie tej „perswazji” wyrównać powoli potencjał gospodarczy i technologiczny. A później, to już wiadomo.
      Co by nie mówić założenie, że Berlin jest na tyle głupi, żeby uzmysławianie mu realiów było konieczne, jest troszkę naiwne.
      „I jeszcze bezczelnie deklarują hołd proatlantycki”
      dlaczego, bezczelnie😊?
      To racja stanu, według ich sumień. A o sumieniach niemieckich i rosyjskich to miałeś okazję przekonać się choćby podczas II WŚ. Czy może sądzisz, że uczestniczka i potomka Stasi Angela Merkel, czy też NKWD Władimir Putin, czy nasz były niemiecki premier mają jakiekolwiek sumienia, w miarę ludzkie, sumienia? Czy może mord w Smoleńsku się nie wydarzył?
      Toteż spłaszczyła się. Tak jak płaszczkom (choć swoją drogą fajne zwierzęta) przeciw silniejszym jest pisane. Ale to całkiem nie znaczy, że „nie ugryzą ręki, którą ich karmił pan”, kiedy tylko nadarzy się okazja.
      I w Stanach Zjednoczonych naprawdę to doskonale rozumieją.
      Znaczy rozumieją patrioci, wojskowi i wszyscy ci, którzy są za prawdziwym, a nie tylko wygłaszanym dla zmyłki i pod publikę, samostanowieniem się narodów.
      Bez wschodniej flanki USA przegrają i naprawdę jest ona ważniejsza, aniżeli ich wzmagania z Chinami na Pacyfiku. Zresztą wojny, tak jak ja ją rozumiem – bo walki toczą się wszak na Ziemi nieprzerwanie – do 2049 roku nie będzie.
      Co oczywiście nie znaczy, że na lata 2030-35 nie mamy się przygotowywać, tylko nie aż tak bardzo kosztochłonnie, z wielu powodów, jakbyś Ty, Dalej Patrzący, chciał to widzieć.

      pozdrawiam,
      jacek

      1. Widać nie zostałem zrozumiany. Ja kompletnie nowy PMT proponowany jako uszyty “na strefę zgniotu w epoce RMA” – ten PMT oparty o budowę suwerennej całokrajowej saturacyjnej A2/AD Tarczy i Miecza Polski traktuję [prócz oczywistego stanięcia na własnych nogach i uzyskania realnego bezpieczeństwa strategicznego] jako INWESTYCJĘ w SKOK TECHNOLOGICZNY. Dla przebicia pułapki średniego rozwoju i wyjścia z roli poddostawcy Niemiec. Taka A2/AD to wysoko przetworzony kompleksowy PRODUKT. Na który w coraz gorszych czasach będzie rosło zapotrzebowanie ze strony praktycznie większości państw świata. Nawet małe państwa – siłą rzeczy będą tworzyły bloki sojuszowe – co pozwoli im na zakup A2/AD. Natomiast pakowanie 130-180 mld zł na budowę elektrowni jądrowych [bo TAKIE są teraz szacunki kosztowe] – to w strefie zgniotu wystawianie wrażliwych celów dla wymuszenia kapitulacji Polski. We własne głowice pozyskane tą drogą [sugerowana między wierszami] absolutnie nie wierzę. Skoro brak chęci sterników w Warszawie do parcia do NATO Nuclear Sharing – to dalej będą się bali własnego cienia i wisieli na cudzym pasku. Potrzebne jest pozyskanie własnych głowic pod stołem przez specoperacje. Dawcą Pakistan [który układu o nieproliferencji nie podpisał] – a faktycznie Pakistan byłby tylko “słupem” dla transferu z Chin. W prymarnym interesie Chin – by Polska jako bufor się utrzymała – jako GWARANT REALNY, że nie powstanie supermocarstwo Lizbona-Władywostok. Bo obstawiana głupota Bidena i jego ekipy i przyjęcie propozycji AKK w formie pierwotnej – jest jeszcze bardziej groźna na poziomie geostrategicznym dla Chin, niż dla USA. Cóż – nie od rzeczy prof. Góralczyk ostatnio przytacza historię, jak to Dmowski i Piłsudski spotkali się w Tokio, gdy była wojna rosyjsko-japońska…i dodaje [dla niedomyślnych] zasadę “wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”…Pekin to dwie sprawy dla Polski – głowice plus asertywny nacisk pod stołem na Kreml. Śmiem twierdzić, że 99% SENSOWNEJ polskiej polityki wschodniej jest od 2011 realizowane w Moskwie przez …Pekin. A w sumie – ale o tym nikt w Warszawie ze sterników nie śmie pomyśleć [bo to by była “zbrodnia myśli” wobec Wielkiego Brata] – Pekin to lewar na Waszyngton i nasza alternatywa w nowym podziale świata – gdzie wszyscy [poza ślepą Warszawą] widzą, jak stary hegemon słabnie, a pretendent rośnie i jeszcze przyśpiesza. Powtarzam – racja stanu Polski – to zabezpieczyć się regionalnie – korzystając z innych graczy [a nie wyciągając cudze kasztany z ogniska – i to za nic – jak dotąd] – i doczekać rozstrzygnięcia walki o hegemonię – i obrócić się na zwycięzcę. Ale nie w ramach hołdu poddańczego i ślepego – a jako podmiot będący rdzeniem siły regionalnego sojuszu – odpowiadającego przynajmniej wadze mocarstwa.

  17. Powtarzam – wobec ideologicznego zaślepienia Białego Domu – pozostaje Pentagon jako ośrodek realnej siły – i jego działania metodą faktów dokonanych. Nasz SG został zamieniony w marionetkę JK – co faktycznie dekapituje WP. Ale SG może [a właściwie musi] kontaktować się na naradach z Pentagonem via NATO. Pozostaje przekazać odpowiednie ostrzeżenie o zagrożeniu strategicznym dla USA do Pentagonu. A wtedy – zapakowane w tę czy inną sprzedaną historię “działania od strony tylko militarnej” – przyjdą dyrektywy z Białego Domu określone przez Pentagon co do nowego etapu współdziałania do MON – a dokładniej do SG – i do innych państw Wschodniej Flanki. Dając w istocie geopolityczny wynik utworzenia “bezpiecznika” i zasadniczego odwrócenia planu AKK. Planu najpierw mocarstwowego – a potem supermocarstwowego [Lizbona-Władywostok]. Liczy się realna siła – na szczęście wewnętrzne zaangażowanie Bidena i Harris w sprawy USA – oznacza de facto scedowanie spraw zagranicznych na Pentagon. Dokładniej – Biały Dom “chciał-nie chciał” i tak przejdzie na większy poziom ogólności dyrektyw polityki zagranicznej – natomiast Pentagon będzie miał większe pole realnego manewru. I to powinniśmy wykorzystać. Nie zaniedbując opcji dalekowschodniej.

  18. Jakoś “wcięło” jeden post, a sprawa ważna – od 1 grudnia 2020 szef SG jest nim tylko nominalnie. Nie może zarządzać podwładnymi. WP zostało zdekapitowane. SG i WP zarządza JK – jako przewodniczący od wszystkiego. Może wzoruje się na Piłsudskim, a może na Xi. Tylko, że w sprawach wojskowych i JK i MB są laikami, z naczelnikiem Piłsudskim nie mają nic wspólnego w twardym chodzeniu po ziemi i w merytoryce spraw wojskowych czy geopolitycznych. Dokładniej o tym: https://adarma.pl/wp-content/uploads/2020/11/raport_sz_ue.pdf Tym bardziej SG musi działać via Pentagon – skoro normalne funkcjonowanie zlikwidowane. A Pentagon wobec Białego Domu ratunkowe działania – w istocie geopolityczne – musi od teraz ubierać w szaty działań stricte wojskowych, z marchewką “przerzucania obciążeń na sojuszników na Flance” – tak, by klepnięto ogólny kierunek w Białym Domu, a Pentagon [bilateralnie i via NATO] wykona ruchy budowy realnych lewarów zabezpieczeń kontrolnych Berlina i wsparcia Wschodniej Flanki, zwłaszcza Polski. Im bardziej Biały Dom będzie się koncentrował na wewnętrznym podwórku USA i na wdrażaniu obłędów tzw. “postępu” – tym bardziej siłą rzeczy będzie cedował na Pentagon politykę zagraniczną – określoną jako “pilnowanie wpływów twardymi środkami”. Oficjalna agenda spotkań naszego SG z czterogwiazdkowymi generałami USA to jedno – a konstruktywne rozmowy w kuluarach dla ratowania Polski i USA – to drugie. Pomijam ocenę funkcjonalną, prawna i moralną dekapitacji WP przez JK – nieważne – nie czas na biadanie nad rozlanym mlekiem i na rozdzieranie szat. Tu w Europie – a konkretnie na Wschodniej Flance – i tak liczą się tylko twarde siłowe aktywa – a najwięcej realnie można zmienić via Pentagon. Pierwszy krok to “przerzucenie kosztów magazynowych i serwisu” sprzętu US Army – bo US Army będzie generalnie redukowana. Czyli magazyny sprzętowe – ale na Wschodniej Flance – zwłaszcza w Polsce. Z obsługą logistyczno- serwisową – i z “testowaniem sprawności bojowej w warunkach poligonowych”. Pod barwami USA – z polskimi załogami.

  19. Ponieważ sprawa jest zasadnicza – chcę podkreślić – na działania “cywilne” i dogadanie Bidena z JK nie ma co liczyć – tu jest pełen rozjazd. Plus na dodatek zwyczajny brak merytorycznego przygotowania i kompetencji obu stron do działania wg real-politik z jądrem rozumienia geostrategii – w oparciu o siłę i interesy. Natomiast dokładnie przeciwnie jest ze strony SG i Pentagonu. I sama podstawa skutecznego działania w takich warunkach dla zagranicznej pozycji USA i dla Wschodniej Flanki i w szczególności dla Polski – opiera się o zasoby siłowe, naturalnie przypięte do resortów siłowych – wojska i specsłużb. Ani PMT ani uszykowanie WP nie zostaną zmienione do roli “podwójnego kordonu sanitarnego” przez JK – tylko przez Pentagon – z pieczątką Białego Domu. W tym sensie wytresowany od 1945 wiernopoddańczy klientyzm naszych sterników wobec danego Wielkiego Brata może okazać się pożyteczny. Tyle, że to my musimy wypracować i nowy PMT i uszykowanie WP i współdziałanie Wschodniej Flanki – by pokazać to jako “gotowiec” speców od Europy i Rosji do przepracowania w Pentagonie – z pełną zgodnością z REALNĄ racją stanu i interesem USA – by Pentagon zapakował to odpowiednio “tylko militarnie” [w istocie geopolitycznie] w Białym Domu jako dyrektywę z “aneksem uszczegółowiającym” Pentagonu – do wykonania w Warszawie.

  20. O ironio – gdy skończyłem pisać poprzedni post – przeczytałem – zacytuję” “Amerykański Kongres zainaugurował pierwsze posiedzenie po wyborach. Kontrolowana przez Partię Demokratyczną izba rozpoczęła pracę standardową modlitwą. Jej zakończenie nie było jednak normalne czyli nie powiedziano po prostu “amen”, ale “amen and awoman”. Co sprawdziłem niezależnie na kilku portalach – dość poważnych. Pomijając absurdalność wytkniętą przez Republikanów [amen znaczy “niech się stanie” i z płciami nie ma nic wspólnego] i absolutną odporność na tę argumentację logiczną ze strony Demokratów – jestem pewien, że w Pentagonie w głowach wielu generałów i admirałów zapaliły się czerwone ostrzegawcze lampki. To są jedyni ludzie, którzy mają odpowiednie zasoby i zdrową, bo realistyczną ocenę sytuacji, by utrzymać pozycję USA w “kupie”. Mam wrażenie, że Demokraci postanowili nie patrzeć na resztę świata i chcą totalnej rewolucji neomarksistowskiej. A także, że są święcie przekonani, że na bazie “wspólnoty ideologicznej” co do “postępowości” – stworzą z równie “postępową” Europa jeden neomarksistowski projekt “cywilizacyjny” – ponadpaństwowy. Myślę, że dopiero jak Niemcy [którzy “postęp” i “jedynie słuszną praworządność” traktują instrumentalnie do dyscyplinowania innych i do zamazywania swej nazistowskiej zbrodniczej przeszłości] – gdy Niemcy stworzą osobny NIEMIECKI twardy geostrategiczny byt mocarstwowy i ograją naiwnych Demokratów jak małe dzieci – dopiero wtedy władze “cywilne” Białego Domu zaczną kontaktować [boleśnie] z rzeczywistością. Albo i nie – nie zauważą tego nawet wtedy – jeżeli będą tak zajęci swym rewolucyjnym wdrażaniem “postępu” w USA [już np. przebierają nogami na początek do zamazywania płci, ba pokrewieństwa typu “mama” “tata” “syn” “córka” itd]. Moim zdaniem właśnie ta nieuchronność katastrofy cywilizacyjnej i humanitarnej i załamania pozycji supermocarstwa [albo i “zwykłego” mocarstwa] , do czego USA tak radośnie od tej chwili zmierzają pod sztandarem “postępowców” – ta koncypowana NIEUCHRONNOŚĆ katastrofy w razie braku zdecydowanej reakcji – moim zdaniem właśnie spowoduje zdecydowaną ratunkową reakcję Pentagonu i specsłużb. To tzw. “paradoks/syndrom Tamizy” – znany z cybernetyki społecznej. Gdy w latach 50-tych ogłoszono z absolutną pewnością rychłą datę wyginięcia ostatniej ryby w Tamizie – ta nieuchronność katastrofy uruchomiła nadzwyczajne SKUTECZNE działania kontrujące – dotąd “absolutnie niemożliwe” . W rezultacie Tamiza została całkowicie odbudowana ekologicznie. W Pentagonie moim zdaniem już rozumieją, że bierność wobec szaleństw Bidena i jego ekipy z Kamalą Harris na czele – oznacza “game over” w ciągu kilku lat – więc MUSZĄ zacząć działać w stanie wyższej konieczności. Inaczej nie tylko pozycja hegemona zostanie utracona w niespotykanym dotąd w historii tempie [właściwie samobójczo] – ale nawet pozycja USA jako mocarstwa. W tym sensie dobrze przemyślana i przygotowana i realistyczna [i proceduralna – z “timingiem”] oferta dla Pentagonu – na pewno zostanie przyjęta pozytywnie. I bez wielkich ceregieli i bez przeciągania liny – bo to by była dla nich strata czasu – a właśnie czas jest parametrem krytycznym w powstrzymywaniu procesów, które – po przekroczeniu punktu “bez odwrotu” – doprowadziłyby do stadium wykładniczego załamania siły USA.. Generalnie zaczynam się zastanawiać, czy Chiny zwyczajnie nie skorumpowały systematycznie elit amerykańskich, wdrażając tam wszystkie opłakane ideologiczne mechanizmy pt “jeżeli fakty przeczą ideologii, tym gorzej dla faktów” – które w swoim czasie tak wykończyły Chiny za Rewolucji Kulturalnej. Po prostu w ramach tajnego programu dokładnie przeanalizowali i “wyodrębnili” wszystkie mechanizmy, które zniszczyły Chiny – i “zaaplikowali” je do wdrożenia przez chciwych przedstawicieli elit USA – dla zrujnowania USA. Nie chodzi tylko o polityków – ale też o wielkich biznesmenów – np. z Wall Street czy z digitalnych imperiów FAANG itp. Proszę to traktować jako hipotezę skrajną – ale wcale nie byłbym zdziwiony, gdyby Chiny takie specoperacje podjęły – i to na dużą skalę. Był już casus korupcji urzędników cywilnych i wojskowych USA przez specsłużby Korei Płd – która w ten sposób uzyskiwała wiele zgód i koncesji – za śmieszne pieniądze. W Pekinie na pewno ten casus znano – i na pewno był przynajmniej przygotowany scenariusz ewentualnościowy. I mieli do dyspozycji nieporównanie większe pieniądze na korupcję niż Korea Południowa… A rzecz na pewno od razu wyglądała na wartą świeczki – bo w ten sposób można uzyskać olbrzymie sukcesy – licząc w kalkulacji koszt/efekt. Pewnie za pół wieku [albo jakoś później] dowiemy się, jak było…może… Jest to w jakimś stopniu zgodne z zasadą “brzytwy Ockhama” – zwykła odwieczna prymitywna chciwość elit jako podstawowy lewar nr 1 dla upadku supermocarstwa… A coś jest na rzeczy – gdy się spojrzy choćby na przesłuchania szefów FAANG itp. olbrzymów IT przed Kongresem, gdzie np. pytani o różne “brzydkie” praktyki Pekinu – udawali głupich i bąkali półgębkiem, że “coś tam słyszeli”…

    1. @Georealista
      Można powiedzieć, że wiele zmienia się szybciej niż w kalejdoskopie. Istotnym jest, czy nasz SG ma narzędzia, aby tę zmieniającą się sytuację w czasie rzeczywistym analizować, wyciągać z niej trafne wnioski oraz definiować i wyprowadzać na czas niezbędne działania?
      Nie umniejszając płci pięknej, swoją drogą dziś w audycji w radiu niemieckim (zdaje się Bayern2) usłyszałem, że
      1. CIA ogłosiła nabór nowych agentów
      2. CIA jest kierowana w sporej części przez właśnie kobiety
      Nie mamy ryzyka, że punkt 2 prowadzić będzie tę cywilną służbę wywiadowczą w kierunku oderwania od twardego realu? Ciekawe jak to wygląda w interakcji pomiędzy CIA oraz wojskowym wywiadem?

      @krzysztofwojczal
      Panie Krzysztofie. Miałbym następujące pytanie/prośbę. Myślę, że wielu czytelników ma ten sam problem co ja.
      Pana kanał RSS nie daje możliwości czytać jakie i gdzie były ostatnie komentarze. Bezpośrednio na stronie widoczne są jedynie 3 ostatnie komentarze.
      Czy istnieje jakakolwiek możliwość, aby rozszerzyć info o ostatnio dodanych komentarzach?

      Aktualnie ja to robię z dosyć dużym nakładem czasu. Mam ponotowane pod różnymi Pańskimi artykułami ile tam w danym dniu było wszystkich komentarzy i jak się coś zmieni w ich liczbie, to wtedy szukam…. ale nie jest to zbytnio przyjazna metoda 🙁

      1. Witam,
        za słaby jestem informatycznie by zrobić coś z tymi komentarzami i powiadomieniami. Ustawiłem by wyświetlało 7 ostatnich komentarzy mógłbym teoretycznie więcej ale będzie bajzel na stronie głównej.
        pozdrawiam
        KW

    2. Podobno Pence, za kilkonastoma republikanami, złoży obiekcje do spornyh stanów 6stego stycznia. Potem mają składać dowody, co zajmie około 10ciu dni. Podobno Biden miał chcieć się układać z Trumpem, bo może trafić do więzienia. Do 20stycznia absolutnie nie wykluczam wygranej Trumpa. Zobaczymy jak będzie.

  21. O ile rozumiem, wojsko ma przejąć rolę polityków w sytuacji, gdy politycy nie chcą, nie mogą, czują potrzebę zajmowania się głównie sobą, boją się, nie są w stanie ogarnąć czy są przekupieni. Tak właśnie wygląda przepis na zamach stanu. Wystawilibyśmy się na cel i ucieszyli wszystkich, którzy nam źle życzą.
    Wojsko nie jest samo dla siebie tylko jest narzędziem prowadzenia polityki. Aby prowadzić politykę, trzeba mieć świadome społeczeństwo, kompetentnych polityków oraz wiedzieć co i jak się chce osiągnąć. Wtedy odpowiednio się uzbroić aby druga strona wiedziała, że lepiej się dogadać niż powiedzieć “sprawdzam”. W ten sposób Rosjanie próbują wymusić nową politykę bezpieczeństwa (bez USA), korzystną oczywiście dla siebie. Dlatego rozbudowują potencjał wojskowy propagandowo go zwielokrotniając, gdzie mogą – mącą, angażują się wszędzie, gdzie stosunkowo niewielkim nakładem stanowią element nie do pominięcia.
    Celem Rosji nie jest zajęcie Polski bo nie mają takiego potencjału ale spacyfikowanie ambicji i marginalizacja znaczenia Polski.
    W pewnym sensie jest to również w interesie Niemiec. O ile Rosja byłaby szczęśliwa gdyby między Odrą i Bugiem hulał tylko wiatr nad ich rurociągami, dla Niemców racją stanu (tak jak go rozumieją) jest uzależnienie gospodarcze i co za tym idzie, polityczne, aby spijać śmietankę. Dla Rosji byłoby dopuszczalne gdyby to Niemcy pilnowali słabości naszego regionu a jednocześnie sami byli uzależnieni od rosyjskich surowców. Jednak sytuacja się komplikuje ponieważ nie tylko oni mają interesy i możliwości w regionie. Niestety to jest efekt życia w miejscu, które wszystkim silnym graczom jest potrzebne, tylko każdemu do czego innego.
    USA choć słabną, mają swoje realne argumenty. Póki nie powstanie nowy jedwabny szlak w pełni kontrolowany przez lądowe imperia, mogą na przykład zablokować lub podrożyć niemiecki eksport. Nie cały naraz. Najpierw zawsze warto pogrozić. Np długotrwałymi lub krótkotrwałymi manewrami morskimi, skutecznie blokującymi regularny ruch wybranych linii, zasponsorowaniem piratów aby zamykali oczy ale nie na wszystko czy wznieceniem lokalnej wojny skutecznie blokującej przepływy akurat takich a nie innych towarów. Amerykanie mają też potencjał podpalania fragmentów jednego pasa i drogi, żeby nie był zbyt bezpieczny.
    Uderzenie w Niemcy w taki sposób, że nie można się cofnąć, oznaczać będzie osłabienie USA. Amerykanie zrobią to tylko wtedy, gdy destabilizacja Europy wywołana problemami Niemiec będzie dla nich jedynym wyjściem aby nie doprowadzić do stworzenia jednego rynku w Eurazji bez udziału USA. USA będą chciały się dogadać. Mimo wszystko.
    Zmierzam zawile do tego, że budowanie siły armii przez wojskową grupę uświadomionych, bez politycznego przywództwa z prawdziwego zdarzenia, bez określenia strategicznych interesów i wspólnie rozumianej racji stanu przez układ rząd-opozycja, bez cywilnego porozumienia z sojusznikami, niczego dobrego nie przyniesie. Tego teraz nie ma ale może będzie. Kto wie, życie bywa zaskakujące. Drugi wniosek jest taki, że powstał skomplikowany układ sił z potencjałem do wzajemnego blokowania się ale jeszcze nie z potencjałem do wojny. Wojna nie jest w niczyim interesie. Gdybyśmy umieli rozgrywać animozje politycznie, jednocześnie poprzeć je argumentami siły, dałoby się nie wpaść w taką pułapkę jak Liban.

    1. @Jacek – w takim razie – przyjmując Twoje obiekcje i postawę “na nie” wobec aktywnego działania z naszej strony pod stołem – pozostaje bierne oczekiwanie na bolesne owoce szaleństwa Bidena&Harris. I nadzieja [nikła], że skutki zapaści zmuszą Biały Dom do zejścia na ziemię. Oraz nadzieja, że te skutki JESZCZE nie doprowadzą do zainicjowania nieodwracalnej katastrofy USA [de facto – wojny domowej]. Moim zdaniem – czy my chcemy, czy nie – w Pentagonie i w centralach amerykańskich specsłużb i tak w tej chwili już się naradzają pod stołem nad działaniami ratunkowymi – skrytymi wobec Białego Domu. Tym bardziej, że siłą rzeczy, wobec zaangażowania Białego Domu we “wdrażanie postępu” w USA – będą mieli większe pole manewru. Przy odpowiednim zorganizowaniu się Wschodniej Flanki [pod stołem – ale i “cywilów” przez wojska i specsłużby przez ich kanały] – rzecz jest do zrobienia. Inaczej może być tak – że inni gracze Wschodniej Flanki to zrobią – a my będziemy co ostatni. I zamiast być liczącymi się inicjatorami, którzy zabezpieczają swoje poletko i ustawiają współdziałanie – będziemy znowu tymi biernymi i głupimi na szarym końcu – których inni ustawiają. Jedna uwaga – mi nie chodzi o wojnę USA z Niemcami. Mi chodzi o takie skoncentrowanie siły w gotowości [oficjalnie pod przykrywką ćwiczeń] – z jednoczesnym sygnałem pod stołem do Berlina “albo pełna kapitulacja i przyjęcie dyktatu – albo was rozjedziemy”. Z tak dużą dysproporcją sił i z tak dużą determinacja [w tym także UK i zmobilizowanej Wschodniej Flanki] – by izolowany Berlin całkowicie skapitulował. Si vis pacem – para bellum…

      1. Swoją drogą – doczekaliśmy się czasów, że musimy rozważać, jak tu ratować Amerykę przed głupotą jej elit. A raczej “elit”. Bo real już “przebija” Seksmisję [pamiętną scenę czytania gazety wyciągniętej z buta: “…protest Chin przyczyną rozwiązania ONZ – USA najmłodszym państwem socjalistycznym świata…”. To jeden z sygnałów zasadniczych, by zastanowić się trzeźwo na nowo nad realnymi szansami wygranej USA z Chinami. I konsekwentnie – nad długofalową strategią “wielkiej gry” Polski – by obrócić się na zwycięzcę. Zwycięzcę w tym układzie coraz bardziej konkretnego. Nasza wartość – a w 99% jest to nasza pozycja geostrategiczna – pozostaje BEZ ZMIAN. Czyli Polska jako kluczowy buforowy BEZPIECZNIK i GWARANT REALNY [i dla USA i dla Chin] – by nie powstało konkurencyjne silniejsze supermocarstwo Lizbona-Władywostok. To daje nam PRAWDZIWĄ pozycję do rozmów z obu supermocarstwami – i do łatwego obrotu. Oczywiście – sternicy w Warszawie muszą “tylko” zrozumieć, na czym polega prawdziwa wartość i pozycja Polski w grze globalnej – pozycja GEOSTRATEGICZNA. Niestety – właśnie tu opór “góry” jest betonowy. Zresztą co się dziwić starszemu pokoleniu – jak nawet młodzi i teoretycznie “otwarci” – jak owi dyskutanci z Klubu Jagiellońskiego – kompletnie nie rozumieją, na czym polega wartość i pozycja Polski – i patrzą tylko na ekonomię Polski i ew. na logistyczny aspekt Jedwabnego Szlaku przez Polskę.

      2. Moja postawa jest na tak ale moje doświadczenie mówi, że to niemożliwe. Z wielu powodów. Głównie mentalnych. Niemoc mamy w głowie. Pokolenie, które teraz rządzi wychowało się w tradycji feudalnej. Stosunek profesor-student, pracodawca-pracownik, system awansu “mierny ale wierny” itd. Stąd mamy tak, że jak powiedzmy JK coś powie, to wszyscy poniżej mówią jakie to mądre i łapią się za głowę, jak sami mogli na to nie wpaść albo wylatują z systemu dystrybucyjnego władzy. Tak się dzieje od góry do dołu. Układ się powiela w każdej instytucji. Tu akurat nie ma znaczenia kto rządzi. Np. urzędnika miejskiego nie zatrudnia miasto tylko prezydent miasta i to wobec niego pracownik ma być lojalny. A jak nie, to wiadomo. Jest to dość trwałe i autonomiczne wobec ustroju państwa czy stanu prawnego.
        Młode pokolenie zaś wychowuje się bez historii i bez świadomości czym skutkuje utrata suwerenności. Wolność nie kojarzy się w parze z odpowiedzialnością. Przyjmują mody z zachodu i czują się Europejczykami nie mając świadomości, że są sformatowani przez system edukacji i dojeni przez korporacje. Nie łączą niskich płac w Polsce z brakiem suwerenności tylko z kato-obciachem. Oczywiście bardzo przesadzam i niesprawiedliwie uogólniam ale chodzi o trend.
        Wszystkie wielkie plany o promocji kultury, ofensywie patriotycznych treści podanych w atrakcyjnej, również za granicą formie, z przyczyn, które wymieniłem, spełzły na niczym [nie do końca na niczym bo przysłowiowego misia trzeba mieć na pokrycie faktur].
        Proszę zobaczyć jak wleką się i ile kosztują programy modernizacyjne. Jaki wielki wysiłek wkłada się w udowodnienie, że nic się nie da. Jaka karuzela stanowisk, opór i giełda niekompetencji. Ale mimo tego coś tam się udaje. Nie tak szybko i nie tak mocno jakbyśmy oczekiwali.
        Bez zmiany mentalności elit, nie będzie możliwa aktywna gra Polski. Powtarzam ciągle o elitach a nie całym narodzie, bo to elity kształtują historię. Zawsze przewodzi aktywna mniejszość. Nasze elity przyklejają się od Niemiec, USA w zależności, kto silniej naciśnie albo wewnętrznie spenetruje. Nie dotyczy to tylko naszego kraju ale wszystkich peryferyjnych krajów.
        Ten rok, wobec paraliżu w USA (oby nie) będzie kolejnym rokiem sukcesu Niemców, którzy już nie udają, że UE to my. Jest to też na rękę siłom zewnętrznym, bo wiedzą nareszcie z kim w tej dziwnej UE rozmawiać, żeby ubić interes. Stąd umowy z Ameryką Pd, Chinami za każdym razem chronią strukturę rynku Niemiec i promują ich eksport bez liczenia się z resztą. Każdy rok paraliżu wewnętrznego w USA będzie umacniało Niemców a więc ich powstrzymanie będzie wymagało coraz radykalniejszych i wobec tego trudnych do zaakceptowania przez opinię publiczną i wielki biznes środków.
        Wszystko ma jednak swój koniec. Militarnie Niemcy nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa Europie. Nie są w stanie stworzyć systemu zapewniającego swobodę handlu, od którego są zależni. Jacy by nie byli mocni, nie są w stanie zapewnić bezpieczeństwa socjalnego Europejczykom. Chciwość niemieckich korporacji, sprawna administracja, narzucanie ideologii marksistowskiej mogą nie wystarczyć. Myślę, że ten rok będzie potrzebny do tego, żeby kraje Europejskie dostrzegły jak pomijane są ich interesy i drenowane rynki, żeby przez dług utrzymać je w politycznej zależności.
        Naciski na Polskę będą ogromne ale musimy przetrzymać. Budując cierpliwie, bardziej lub mniej udolnie gospodarkę i armię. Tylko tyle i aż tyle. Gdy ucisk zelżeje, pojawią się szanse. Obyśmy wtedy mieli właściwych ludzi na właściwym miejscu.
        Póki co, ten rok zapowiada się na kolejny rok gnicia zachodniej cywilizacji i narastania masy krytycznej kontynentalnej Europy, która gdy dojrzeje, rozsadzi strefę euro. Rozkład mógłby przyśpieszyć sukces UK, ale obserwując działania brytyjskiego rządu, nie oczekiwałbym zbyt wiele. Rozkład nie będzie czymś miłym. Będzie jak wszystko – zagrożeniem i szansą jednocześnie.
        Mimo wszystko z ciekawością czytam @Georealista analiz i propozycji. Podziwiam wiedzę techniczną i na temat wydarzeń światowych. Mam też nadzieję, że w swoich malkontenckich dywagacjach jestem odosobniony i daleki od rzeczywistości 🙂

        1. Żeby było konstruktywnie – od razu uderzyło mnie zdanie: “Bez zmiany mentalności elit, nie będzie możliwa aktywna gra Polski. Powtarzam ciągle o elitach a nie całym narodzie, bo to elity kształtują historię. Zawsze przewodzi aktywna mniejszość.” Zapewne wszystko powyższe jest DO TERAZ prawdą. Tyle, że tak jak oficjalne media [TV, gazety] dostały swojego coraz silniejszego konkurenta w postaci Internetu i tamtejszego “ekosystemu informacyjnego” – to również sam dotychczasowy mechanizm wyłaniania elit – może zyskać konkurencję. Bo obecny “standard” w polityce [przynajmniej tak zwanej “cywilizacji zachodniej”] – to wygadywanie głupot i postawa klakierów formatowanych wg selekcji negatywnej “mierny, bierny ale wierny” – co siłą rzeczy odbiera im wiarygodność. Mechanizm nie promuje ludzi kompetentnych – tylko “głupszych od wodza”. Stąd moim zdaniem osoby merytoryczne i prawdomówne mają w mediach internetowych nieprawdopodobny handicap. Tyle, że są zazwyczaj całkowicie zatomizowaną “zupą” bez struktur, bez wsparcia, każdy sobie. Stworzenie struktur, które [choćby na zasadzie kolektywnego “gabinetu cieni”] by powiązały takie osoby – dałoby skokowo efekt synergii – nowego konstruktu [swego rodzaju gridu] o dużych wpływach. I to się ściśle łączy z młodym pokoleniem – które przecież “żyje” głownie w Internecie. To pokolenie też jest zatomizowane i generalnie pogubione – ale jak każde nowe pokolenie – łaknie [i to w takich chorych czasach – łaknie TYM BARDZIEJ] prawdziwych autorytetów – ludzi uczciwych, którzy mówią prawdę i znają sprawy merytorycznie i przedstawiają rzecz całościowo, spójnie i logicznie – bez naciągania i bez półprawd. Czyli ludzi, których obdarza się SZACUNKIEM. Proszę zauważyć – tak jak wikipedia stała się pewnym dość powszechnie uznawanym źródłem wiedzy [wdrażając pewien dość rzetelny schemat przekazu i organizacji informacji] – tak można zorganizować ludzi kompetentnych i uczciwych w Internecie – dając ludziom i prawdziwy obraz sytuacji – i prawdziwe opcje do wyboru – i poczucie oparcia. Przy zachowaniu pewnej równowagi – jest to jakby trzecia droga względem dylematu starego podziału “rynek czy wieża?”. Skoro stare mechanizmy i władzy i edukacji dojrzałego społeczeństwa są całkowicie zgniłe i zdegenerowane [co jest moim zdaniem jedna z przyczyn wygrywania Chin względem “Zachodu”] – to siłą rzeczy te gnijące i nieskuteczne struktury i mechanizmy dają wolne pole dla nowych struktur i rozwiązań – jak np. powyższe. W sumie chodziłoby o dość oczywiste sprawy – z jednej strony rozwinięcie postawy aktywnej w młodym pokoleniu, postawy “czuwania z ręką na pulsie spraw” [bo te sprawy mocno i nader szybko wpływają na ich życie – i życie ich rodzin] – a z drugiej zapewnienie temu pokoleniu rzetelnych źródeł informacji – i prawdziwych autorytetów. By – przy rozważaniu i ewentualnym opowiadaniu się [ŚWIADOMYM i PRZEMYŚLANYM] względem różnych opcji przedstawianych w ramach umownego “gridu” – ci młodzi widzieli i rozumieli merytoryczną dyskusję i koncentrację na sprawach – a nie obecne teatrzyki albo towarzystw wzajemnej adoracji – albo wzajemnego opluwania i “argumentacji” głównie ad hominem… A jeżeli uda się takie pokolenie wychować [co jest sprawą na długi bieg – z pierwszymi istotnymi wynikami najszybciej w latach 30-tych] – to motor nowej organizacji polityczno-społecznej [ale także ekonomicznej] wreszcie zacznie pracować – już z pokolenia na pokolenie… Musi być “jądro krystalizacji” nowej struktury a raczej [struktur – trzeba eksperymentować wielotorowo wg zasady “przechodzenia strumienia czując kamienie pod nogami”] – i musi być też cierpliwa praca u podstaw – by przekroczyć “masę krytyczną”. Gdyby to ująć na wykresie czasowym – stare struktury i mechanizmy coraz bardziej słabną – co przy budowaniu i wzrastaniu nowych – oznacza nieuchronne przecięcie się obu – i od tej chwili zacznie się dość gwałtowny uwiąd starych struktur – i wzrost nowej. Ja tę całą rewolucję neomarksistowską mam za dość rozpaczliwą próbę ratowania władzy starych struktur i mechanizmów władzy Zachodu. Próbę po bandycku wspieraną, a właściwie forsowaną totalitarnym instrumentarium. Co i w USA i w Zachodniej Europie – zakończy się pewnie rodzajem wojny domowej.

  22. Na YT ukazała się debata pt. “Co dał światu 2020 i co przyniesie 2021 rok | Bartosiak, Góralczyk, Radziejewski, Sokała, Węglarczyk”.
    Tak od czasu nagrania 01:19:00 Jacek Bartosiak tłumaczy dlaczego oferta AKK była na rękę również Polsce, stanowisko Francji i skutki całkowitego braku stanowiska Polski na propozycję Niemiec.
    Warto się zapoznać z takim punktem widzenia, bo z pewnością Jacek Bartosiak wie co mówi, choć i on stawia wiele znaków zapytania.
    Na razie USA, poza dalszymi sankcjami na Nord Stream II, w żaden sposób nie zareagowały i nie widać w mediach USA jakiejś większej dyskusji na temat propozycji Niemiec.

    1. Bardzo ciekawa debata. Dobrze, że takie są, bo pokazują jakie są realia patrząc z perspektywy osób, które mają wiedzę o tym co się w świecie dzieje. Polska gra poniżej swoich możliwości i być może Niemcy są tym zirytowani, bo muszą zajmować się wszystkim. My mamy pretensje do Białorusinów i Ukraińców, że wolą rozmawiać z Francją (sic!) niż z Polską. A dzieje się tak, bo Polska scedowała wszystko na UE, sama chowając się w cieniu. Czasem tylko odstawiając fochy. Nie mamy absolutnie żadnej strategii i polityki zagranicznej. Z perspektywy Niemiec jesteśmy krajem sprawiającym kłopoty a nie partnerem. Z perspektywy USA jesteśmy użyteczni i po taniości do pozyskania – również nie jesteśmy partnerem.

  23. @Jacek – wewnętrzna walka polityczna w Waszyngtonie i koncentracja na krajowym podwórku oznacza de facto zwiększenie władzy resortów siłowych – poza granicami USA. Tym bardziej upewniam się, że ma sens przekazanie do think-tanków i wynikowo do Pentagonu planu [nazwijmy to kontrolowanym przeciekiem kanałami specjalistów/analityków] wydzielenia Wschodniej Flanki z władztwa Berlina i potraktowanie jako “specjalnej strefy interesów militarnych USA” – czyli bezpiecznika interesów amerykańskich w Europie, Jasne, że Polska nie jest partnerem dla USA – ze względu na kompletny brak rozumienia geostrategii i real-politik ze strony naszych sterników. Natomiast takim partnerem dla USA jest NORDEFCO. I tu się kłania już proponowana pierwotna idea konstruktu Wschodniej Flanki [ponad-NATO-wskiej] na bazie rozbudowy NORDEFCO – z pierwszym krokiem dla Polski “wspólnego obszaru” tj Bałtów i Bałtyku, a potem Polska by była łącznikiem rozbudowy dla kolejnych krajów na południe i na wschód – z Rumunią – na końcu z Ukrainą. Czyli sygnały “co trzeba zrobić?” trzeba kierować równolegle, a może nawet najpierw do środowisk analityków/speców NORDEFCO. I oczywiście do takich samych środowisk w UK – z wizją marchewki ponownego wejścia do gry UK w ramach szeroko rozumianej, preferencyjnie traktowanej Wschodniej Flanki. Podkreślam – łatwo “sprzedać” w Białym Domu działania geostrategiczne jako działania “tylko” militarne i “tylko zabezpieczające pomocniczo plan AKK” – zresztą na pewnym poziomie skali działań działania militarne i geopolityczne się zlewają w sposób naturalny – wręcz konieczny. Czyli – kwestia odpowiednich etykietek przedstawianych spraw dla Białego Domu. Trzeba “tylko” totalnie wyśmiać jako puste deklaracje – zapędy Berlina co do “bronienia” Wschodniej Flanki – choćby dając dane [a są takie] nt determinacji do walki Niemców i do “umierania za Warszawę, Kijów, Rygę, Wilno, Tallin i Helsinki”. Berlin sam sobie strzela w stopę twardo obstając przy NS2 – widać, że bynajmniej nie chce bronić Wschodniej Flanki, tylko ją sprzedać dla swoich nadrzędnych interesów z Rosją. No i casus CAI – toż to wprost otwarty nóż w plecy konfrontacji USA z Chinami. Czyli – tak to trzeba przedstawić w think-tankach i w Pentagonie – taki mega-pakt Ribbentrop-Mołotow przeciw USA. Zasadnicze podważenie dobrej woli Berlina w propozycji AKK – to jest w TYM układzie dość łatwe zadanie i think-tanków z CFR na czele – i Pentagonu. I owszem – tytułem “ustępstwa” Pentagon winien zgodzić się na władztwo Berlina w UE – ale poza Wschodnią Flanką – ta winna być zasilana przez Berlin – i być “pod telefonem” Pentagonu – właśnie jako specjalna strefa militarna zabezpieczająca [na KOSZT Berlina i Wschodniej Flanki] interesy USA. W tym – co Pentagon i wszelkie think-tanki [zwłaszcza CFR] winny wytłumaczyć bardzo asertywnie Bidenowi&Harris – absolutną nadrzędna konieczność specjalnej strefy Wschodniej Flanki dla zabezpieczenia USA przed “najgorszym koszmarem Waszyngtonu” – czyli supermocarstwem Lizbona-Władywostok. Czyli – owszem – Biały Dom nie musi się zajmować Europą – bo sceduje ją na Berlin – ale pod kontrolą Pentagonu. Polecam lekturę https://www.defence24.pl/jak-polacy-sa-gotowi-wesprzec-obrone-poparcie-dla-wot-i-powszechnych-szkolen-badanie-defence24-i-fundacji-ibris Co mnie uderzyło? – na pytanie o reakcję na atak na własny kraj 36% polaków zadeklarowało wstąpienie do wojska lub organizacji paramilitarnych – w Niemczech tylko 11%. Zaś gotowość poświecenia życia dla obrony kraju zadeklarowało 26% Polaków i 9% Niemców. Mówiąc krotko – żaden Niemiec [skoro tak nikły odsetek Niemców jest gotów do poświeceń za własny kraj] – nie będzie umierał za Polskę, Bałtów, Finów, Ukraińców. I niemożliwe w praktyce, by Polacy, Bałtowie, Finowie itd. – umierali wg rozkazów z Berlina [i w sumie GŁOWNIE w interesie mocarstwowym Berlina] – gdy sami Niemcy będą się najbardziej dekowali na tyłach i w sztabach.

    1. “Jasne, że Polska nie jest partnerem dla USA – ze względu na kompletny brak rozumienia geostrategii i real-politik ze strony naszych sterników.”
      Nie mamy własnego przemysłu, zostało go niewiele – przez co Niemcy z ich przemysłem w Polsce, są zakładnikiem Polski w procesach globalizacyjnych. My na razie jedziemy na gapę i staramy się ze wszystkich sił, żeby nas nikt w procesie deglobalizacji nie zauważył, tymczasem ze względu na nasze położenie na mapie Eurazji obserwuje nas wielu graczy.
      My nie mając przemysłu, rozległych kontaktów międzynarodowych, opartych na jakichś nie tylko wyrażanych, ale realnych interesach jesteśmy bardzo trudnym partnerem, bo możemy wychylić się w każdym momencie w jakimkolwiek kierunku – nie mając własnych interesów gospodarczych – Niemcy zadbali i dbają nadal, byśmy żadnych nie mieli, a teraz dziwią się, że Polska już na nic nie reaguje.
      To samo zresztą, za jakiś czas czeka resztę Europy i wówczas okaże się, że same Niemcy są za słabe, by udźwignąć politykę na poziomie graczy światowych, a reszta podbitych gospodarczo narodów Europy – nie posiadając własnych, zagranicznych, gospodarczych interesów, też będzie tylko bezmyślnie patrzyła i wzruszała ramionami, bo ich to nie będzie obchodzić.
      Co do NORDEFCO – po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE jesteśmy jedynym większym krajem w regionie, ale bez własnego przemysłu. To raczej kraje skandynawskie razem będą miały większą siłę, by coś zrobić, bo Wielka Brytania wykluczyła się sama z tego pomysłu. Stworzenie NORDEFCO wymagałoby chyba wyjścia z UE tych państw – na co się nie zanosi, te państwa musiałyby dostrzec jakąś szansę eksportu swoich towarów na dużą skalę poza rynki UE, na co przy deglobalizacji raczej nie zanosi, gdyż rynek zbytu NORDEFCO nawet z Rumunią i Ukrainą byłby zbyt mały.
      Musiałyby USA temu nowemu tworowi udostępnić własny rynek na preferencyjnych warunkach,a o takim pomyśle na razie nie słychać nawet na korytarzach MSZ-u wśród sprzątaczek ( one zawsze wiedzą najwięcej ). Wówczas NORDEFCO – wraz z jeszcze rynkiem Wielkiej Brytanii, czy Turcji może i miałoby sens ekonomiczny, a od takiego trzeba wyść, by móc tworzyć siłę polityczną i militarną. Jest jeszcze jeden problem – w USA i krajach skandynawskich jest mentalność protestancka, a u nas katolicka, przy czym nasze elity wybiły Niemcy i Rosja, a kapitału, a więc i bogatych, wykształconych ludzi o określonej kulturze i wykształconych własnych poglądach wybił socjalizm.
      Na razie nie widać żadnych wizyt dyplomatycznych pomiędzy krajami NORDEFCO, a takie musiałby się intensywnie odbywać.
      Jedyne, co może się jeszcze stać, to osłabienie Niemiec, w wyniku przedłużania się kolejnych lockdownow i następnie wykup ich taniejących przedsiębiorstw za bezcen przez firmy z USA.

      1. Jedyną zasadniczo niekontrolowaną przez hegemona-Niemcy działką jest nasz przemysł zbrojeniowy. Pod tę etykietkę powinniśmy wrzucać jak najwięcej inwestycji – całych pełnych ciągów “cyklu życia” produktów i usług “high-tech” podwójnego zastosowania. Czyli systemy komunikacji-transportu-energii-IT-Przemysłu 4.0-Internetu Rzeczy itd.: tworzące cały system “ucieczki do przodu” w nowoczesność i wyjście z roli podwykonawcy. Innego sposobu [realnego] na tę chwilę nie widzę. I wciągnięcie NORDEFCO i inne państwa szeroko rozumianej Wschodniej Flanki [w tym Turcję i UK] i jako inwestorów, dostawców technologii i jako beneficjentów. Np. Centrum Silników Wojskowych w Poznaniu – powinno stać się naszym liderem high-tech w nowoczesnych skalowalnych liniach power-packów [zwłaszcza wielopaliwowych – i niekoniecznie tylko tłokowych]. Razem z Komelem – liderem dla produkcji silników także elektrycznych i jednostek hybrydowych. Inwestycje via MON dają parasol przed pozywaniem za “nieuzasadniona pomoc publiczną” ze strony Berlina [w rękawiczkach Brukseli]. I dają handicap inwestowania długofalowego [bez zysków] w B+R i własne projekty/prototypy. Plus dają zamówienia początkowe ze strony MON [i MSWiA] – co pozwala na danie klientowi cywilnemu już sprawdzonego i dojrzałego, “cywilnie” dopasowanego produktu – z całym cyklem serwisowym. Więcej – to winien być cały przemyślany system kolejnych generacji – czyli najnowsza generacja dla wojska – a jak tylko w prototypie i w testach jest opracowany następna generacja dla wojska – to ta starsza jest przystosowana dla “cywilów” – i masowo produkowana na ten rynek. Co by dało od razu fundusze pod kolejne prace B+R kolejnej generacji – i koło by się zamykało – na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego. Tak samo w elektronice/telekomunikacji/IoT/Przemyśle 4.0. Przystosowanie do roli “cywilnej” produktów wojskowych jest zawsze łatwiejsze, niż w druga stronę – bo produkty wojskowe mają zwykle wyższe parametry eksploatacyjne – więc dopasowanie do niższych wymagań cywilnych [z jednoczesnym rachunkiem ekonomicznym koszt/efekt/resurs] jest właściwie naturalne. Powiem więcej – taki Flaris LAR najpierw powinien być zamówiony jako produkt militarny [w tym bsl bojowy] – a dopiero potem na rynek cywilny. Izera najpierw powinna być samochodem dla wojska – a dopiero potem na jej ramie i układzie napędowo-kierowniczym – winna być osadzona część “cywilna”. Ale to by wymagało nowego rodzaju myślenia [z porzuceniem podziału na sprawy “wojskowe” i “cywilne”] – i to myślenia całościowego i synergicznego – w tym współdziałania wszystkich praktycznie ministerstw [w tym i edukacji – konkretnie edukacji technicznej i badań podstawowych]. Druga rzecz – Program Mobilizacji Przemysłu pod potrzeby wojska – powinien asertywnie prześwietlać na wylot i “grzebać paluchami” w cudzy kapitał – każda fabryka winna być PODLEGŁA takim planom mobilizacji w razie “W”. Bez dyskusji – do wykonania – i wg paragrafów specjalnych bezpieczeństwa państwa i srogich kar w razie odmowy. Oczywiście niebezpieczeństwem jest korupcja urzędnicza – stad moim zdaniem te sprawy winny być w gestii WP i specsłużb – z pełną egzekwowaną osobistą odpowiedzialnością personalną – przed sądem wojskowym.

    2. @Georealista

      Czytając Pańskie komentarze często mam odczucia jak przed 15 laty, kiedy jako młody i naiwny przeczytałem książkę Roberta Kiyosakiego “Bogaty ojciec, biedny ojciec”… a mianowicie wizja bardzo pozytywnie do mnie przemawia, jestem w pełni zmotywowany, ale nie mam za grosz pojęcia co ja jako ja mógłbym aktywnie w ramach moich możliwości zrobić, aby tę wizję do rzeczywistości przybliżyć.

      Dlatego pytanie szczególne do wpisu z 7 stycznia, 2021 o 8:41 (https://www.krzysztofwojczal.pl/geopolityka/europa-zachodnia/niemcy/jak-niemcy-skapituluja-przed-usa-analiza-geopolityczna/#comment-6687) ale i ogólne do pańskich komentarzy

      1. Co my PT czytelnicy możemy fizycznie i aktywnie zrobić, aby te pozytywne scenariusze, które się tu dla Polski opisuje, zacząć faktycznie urzeczywistniać?
      2. Czy ktoś już teraz fizycznie wydeptuje ścieżki do zarówno polskiego SG, polskich think-tanków, amerykańskich think-tanków, kontaktów w NORDEFCO i im owe wizje – w taki sposób jak je Pan tu opisuje – przedstawia?
      3. Jeżeli już ktoś coś fizycznie robi, to jak my PT czytelnicy możemy fizycznie i aktywnie pomóc bez narażania tychże aktywnie coś robiących?

      1. Przy spotkaniach z rodziną i znajomymi – ale także w Internecie przez media społecznościowe – zawsze staram się podawać konkretny przykład, gdy jakaś rzecz wyjdzie w formie pytania od drugiej osoby. Tylko konkret – który można z marszu pokazać na smartfonie. “Tu się dowiesz” – “tu jest wyjaśnione” “to działa w ten sposób”, Z doświadczenia wiem – że jak taka osoba sama z siebie się zapozna i oceni [wykłady i S&F Bartosiaka, Sykulskiego, konkretne raporty i opracowania zagranicznych think-tanków] – gdzie jest real-politik do bólu i bez gadania o “wartościach” i “ideałach” – to ci ludzie sami się wciągają w temat – i wciągają innych. Nic na siłę. Dekadę temu moje [i tak zwięzłe i “wynikowe”] uwagi nt konsekwencji “resetu z Rosją” 2009 czy Deauville 2010 czy traktatu strategicznego Chin z Polską w 2011 – budziły politowanie. Ci sami ludzie po Majdanie i Krymie i Donbasie sami do mnie dzwonili. mailowali itd. Co niektórzy z włosem zjeżonym, jakby zaraz miała być III wojna światowa. Paradoksalnie – moje uspokajanie ich, że gra na poziomie geostrategicznym to długa gra – i odsyłanie do różnych źródeł – powodowało, że ci najbardziej nieufni stawali się największymi gorliwymi neofitami np. Bartosiaka. Generalnie – wskazywać Bartosiaka, S&F, NK, KJ, Sykulskiego – i wycinkowo innych. MERYTORYCZNIE – na zasadzie wskazywania źródeł do objaśniania obiektywnych mechanizmów – a nie do takich czy innych preferencji personalnych czy politycznych. Tylko tak stworzy się “ponadpartyjne” lobby ludzi rozumiejących te mechanizmy – umiejących współpracować. Koncentrować się na meritum, na mechanizmach systemowych – nie na sprawach, które szybko przechodzą w pyskówkę. A narastająca presja sytuacji – w warunkach bełkotu z mediów oficjalnych – i tak zmusi coraz więcej ludzi do szukania innych źródeł rzetelnych odpowiedzi, dla oparcia i zrozumienia “co robić? – czego oczekiwać?” na nowe, coraz ciekawsze i coraz bardziej wartkie czasy. Jeszcze 5 lat temu moje uwagi na temat konieczności przycięcia kredytowo-konsumpcyjnego modelu “rozwoju” – na rzecz zaciśnięcia pasa i inwestowania na przyszłość – budziły nawet skrajną wrogość i wyzwiska. Dzisiaj widzę, jak ci sami ludzie z zafrasowaniem kręcą głową. Już do nich to dociera i ich “gryzie” – i powoli mentalnie zaczynają się godzić na nowy świat. Czas i wzrastająca presja zrobi swoje. Najważniejsze, to mieć konkretne odpowiedzi i plany ewentualnościowe – jak zaczną pytać i się interesować – zainteresowani aż do bólu – bo w sprawach gardłowych – jak podstawa piramidy Maslowa – i bezpieczeństwa lokalnego i w ramach Polski i regionu.

  24. @Jacek – jeszcze jedno – zbudowanie systemu “logistyki składnic sprzętu natychmiastowego użycia” i scedowanie na sojuszników kosztów ludzkich i logistyczno-serwisowych utrzymania sprzętu w gotowości [włącznie z “próbami” poligonowymi] – to dla Białego Domu marchewka cięcia kosztów US Army przy jednocześnie największym możliwym stopniu utrzymania gotowości bojowej – ale i SYGNALIZACJI STRATEGICZNEJ BEZPOŚREDNIEJ OBECNOŚCI MILITARNEJ i POLITYCZNEJ w Europie – z czym wyraźnie Waszyngton ma problem i robi bokami wyrywając na kredyt jedną brygadę pancerną ABCT z USA. Utrzymanie ramowych struktur dowódczych sił USA na Wschodniej Flance – to marchewka dla kadry dowódczej US Army [i nie tylko US Army]. Szczególnie przy zapowiadanej redukcji US Army, W sumie – pierwsze transporty Abramsów do składnic Wschodniej Flanki – winny pójść transzami prosto ze składnic US Marine Corps – gdzie właśnie przed chwilą zeskładowano wszystkie Abramsy “marines” – bo US MC je właśnie wycofały. Dla Kremla [ale i Berlina] byłoby to podniesienie poprzeczki ryzyka szybkiego powrotu sił USA do Europy w razie potrzeby. Oczywiście – tu kłania się cała masa sprzętu – Abramsy są tu tylko najbardziej “imponującym” [dla laików] sprzętem. Raz – że jak nie Amerykanie – to żołnierze Wschodniej Flanki mieliby sprzęt do dyspozycji. Dwa – przerzucenie samego “jądra” załóg sprzętu bojowego [przy zapewnieniu całej infrastruktury logistycznej przez wojska Wschodniej Flanki] – to kwestia jednego dnia transportem lotniczym. Tu chodzi o podwyższenie poprzeczki ryzyka i niepewności i Kremlowi – i Berlinowi. Zresztą – już na starcie wystarczy, by 1 na 10 z jednostek sprzętowych miała obsadę załogowa Amerykanów [rodzaj “instruktorów” i “wsparcia interoperacyjności”] – wtedy nigdy nie wiadomo – jak duże AMERYKAŃSKIE siły są zaangażowane. Czyli – skrajnie w ocenie np. Kremla by to wyglądało tak: – “niby się wycofali i ich niby nie ma – ale tak to zrobili – że w jeden dzień mogą wystawić sam rdzeń bojowy korpusu pancernego i innych sił [np. MLRS, sprzętu dla specjalsów] – silniejszych od 1 Armii Pancernej Gwardii”. I chodzi o to by wiedzieli to w Berlinie i na Kremlu [i w Paryżu] – i w stolicach Wschodniej Flanki. Bo daleki parasol rakietowy sił strategicznych USA – to zbyt wysoka poprzeczka eskalacyjna – zbyt niepewna co do użycia i realnego odstraszania agresora – nie mówiąc o ukaraniu.

  25. Odnośnie podatków – uważam, że ludzie w MF to nie są żadne patałachy. Jest to celowe działanie nakierowane na zniszczenie sektora rodzimych małych i średnich przedsiębiorstw. Na to miejsce mają wejść międzynarodowe korpo, a ludzie mają dymać za miskę ryżu. Twierdzenie o możliwosci odblokowania potencjału społeczeństwa należy traktować w kategorii pobożnych życzeń.

    1. W sedno. Trzeba dodać do tego tzw. piątkę dla zwierząt uderzającą w kolejną gałąź przemysłu w polskich rękach (ciekawe, że Jaruś nie martwi się o świnie czy drób, w jakich warunkach są hodowane), masowe otwarcie rynku pracy na pracowników z zagranicy, aby zapobiec wzrostowi płac, czy też ostatnie działania NBP zmierzające do osłabienia złotego – w skrócie dorzecze Wisły i Warty jako obszar taniej siły roboczej i żerowisko międzynarodowych koncernów (niekoniecznie musi się on nazywać Polska), a ta ferajna z Wiejskiej jest odpowiedzialna za utrzymywanie tego stanu rzeczy, w nagrodę też mogą nas trochę oskubać.

  26. Największą wadą zachwytu nad finansowaniem naszych sił zbrojnych przez innych (obojętnie czy przez żywą gotówkę czy dotacje sprzętu) jest przejęcie nad nimi kontroli przez zewnętrznego donatora.

Leave a Reply