Rosja ściąga wojska – Ukraina zagrożona?

Gdy pod koniec 2020 roku okazało się, że to Joe Biden wygrał wybory prezydenckie, narracja o tym, że Stany Zjednoczone dokonają ponownego resetu relacji z Federacją Rosyjską wybrzmiała z dawną siłą. Podobną do tej towarzyszącej zwycięstwu wyborczemu rzekomo pro-rosyjskiego Donalda Trumpa. Część komentujących wydarzenia geopolityków obawiało się ponownego resetu, który byłby niekorzystny dla interesów Polski. Tymczasem sprawy – podobnie jak kilka lat temu – przybierają obrót, w którym trudno jest spodziewać się porozumienia. Wydaje się to mało prawdopodobne zwłaszcza po tym, jak prezydent USA – Joe Biden – przytaknął na pytanie dziennikarza, dotyczące tego czy Władimira Putina należy uznać za zabójcę.

Euforia intelektualna związana z nieoczekiwanym wśród konserwatystów zwycięstwem Joe Bidena objawiła się w niektórych przypadkach poprzez wiarę w pomysły o tym, że Republika Federalna Niemiec byłaby gotowa finansować Wojsko Polskie. Pojawiła się presja narracyjna zgodnie z którą sprawy wisiały na włosku i lada moment miało dojść do rozstrzygającego sprawy w Europie porozumienia USA z Niemcami. Co również uderzyłoby w polskie interesy.

Jednak do niczego takiego nie doszło – zgodnie z tym co podnosiłem w poprzednich tekstach, komentarzach video a także dyskusjach w mediach społecznościowych.

 

Monachijskie powitanie

Widmo przyzwolenia władz z Waszyngtonu na niesforną politykę Niemiec i Unii Europejskiej – bez uzyskania jakichkolwiek gwarancji lub korzyści – zostało rozwiane na lutowej konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Gdzie prezydent Francji, kanclerz Niemiec i Przewodnicząca Komisji Europejskiej w przyjaznej atmosferze i z uśmiechem na ustach oświadczyli Joe Bidenowi, by nie robił sobie wielkich nadziei na jakąkolwiek zmianę polityki czy ustępstwa. Emmanuel Macron –  po kilku ciepłych słowach w stronę amerykańskiego przywódcy –  stwierdził, że Unia musi być samodzielna w zakresie bezpieczeństwa. I wymienił zagrożenia zewnętrzne, które znajdują się w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Słowem nie zająknął się natomiast o zagrożeniu ze strony Federacji Rosyjskiej oraz napięciu w Europie Środkowej. Angela Merkel również wyraziła aprobatę w związku z tym, że „Ameryka wróciła”, choć zaznaczyła, że Berlin zamierza kontynuować dotychczasowy program zbrojeniowy w zaplanowanym tempie, co zostało wcześniej uznane przez Donalda Trumpa za dalece niewystarczające. Wreszcie Ursula von der Leyen zasugerowała, że nie należy spodziewać się umów handlowych z USA oraz powrotu do zarzuconego przez Donalda Trumpa porozumienia TTIP. Jej zdaniem Unia Europejska znalazła się w innym miejscu, niż Stany Zjednoczone ją zostawiły po ustąpieniu Baracka Obamy.

Reasumując. Prezydent Joe Biden w Monachium wyciągnął dłoń w geście zgody licząc na uzyskanie tego, co próbować osiągnąć Donald Trump siłą. Liderzy europejscy z ciepłymi słowami przywitania wymierzyli Bidenowi polityczny policzek. Amerykański prezydent przyjechał na konferencję z konkretnym bagażem. Uchylił decyzję Donalda Trumpa o częściowym wycofaniu amerykańskich wojsk z Niemiec. Nie nałożył nowych sankcji na niemieckie firmy zaangażowane w budowę Nord Stream II. Zapowiedział zwiększenie zaangażowania w Iraku. Podpisał rozporządzenie o powrocie USA do porozumienia klimatycznego z Paryża (odwracając decyzję D.Trumpa) – co oznacza powrót do zasilania kapitałem tej inicjatywy przez Waszyngton. Ogłosił ponadto przywrócenie uczestnictwa Stanów Zjednoczonych w organizacjach międzynarodowych tj. WHO, któremu Donald Trump wstrzymał tymczasowo finansowanie. Co istotne, administracja Joe Bidena zasygnalizowała, że jest w stanie odpuścić budowę inicjatywy Trójmorza wewnątrz UE, co byłoby zgodne z interesami Niemiec. Świadczy o tym fakt, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych nie rozmawiał jeszcze ze swoim odpowiednikiem z Polski. Choć lista rozmów Joe Bidena na najwyższym międzynarodowym poziomie liczy już kilkadziesiąt pozycji.

Tymczasem Francja zapowiedziała utrzymanie linii dążenia do samodzielności strategicznej UE w zakresie bezpieczeństwa, co w zasadzie oznacza raczej niezależność i brak podporządkowania względem USA. Francja i Niemcy przeszły do porządku dziennego nad kwestią rywalizacji z Federacją Rosyjską, a UE jako całość dała sygnał, że nie zamierza wracać do rozmów o wcześniej negocjowanej umowie handlowej z USA. W sytuacji, gdy Niemcy i Francja uzgodniły już warunki porozumienia inwestycyjnego z Chinami.

Wiedza związaną z wydarzeniami ostatniego okresu wydaje się potwierdzać ogólne prognozy postawione przed dwoma miesiącami w tekście pt.: Rok 2021 – kierunki w polityce międzynarodowej. Joe Biden jako gamechanger?”.

 

Rosja wraca do polityki zastraszania

Wydaje się, że administracja Joe Bidena zajmowała się na początku wszystkimi innymi sprawami, tylko nie kwestią rywalizacji z Rosją zwłaszcza w regionie Europy Wschodniej. W związku z powyższym już w marcu 2021 roku decydenci z Kremla postanowili przypomnieć ludziom z Waszyngtonu, że ignorowanie Moskwy nie załatwia żadnych problemów. W Donbasie odnotowano wzrost natężenia incydentów – a w zasadzie ograniczonych walk – na całej linii frontu. Wreszcie pod koniec miesiąca okazało się, że Rosjanie zaczęli zwiększać obecność wojskową przy granicy z Ukrainą. W sieci zaczęły pojawiać się nagrania dokumentujące transport sprzętu wojskowego z głębi kraju w kierunku zachodnich granic Rosji. Jako oficjalny powód wskazano przygotowania do ćwiczeń ZAPAD-2021. W odpowiedzi Ukraińcy przyjęli projekt ustawy przewidujący możliwość powołania do służby rezerwistów w ciągu 24 godzin bez potrzeby ogłaszania mobilizacji. Z kolei rosyjski Minister Obrony Siergiej Szojgu oświadczył, że w ciągu kwietnia rosyjska armia przeprowadzi ponad cztery tysiące ćwiczeń taktycznych w ramach sprawdzianów we wszystkich okręgach wojskowych. Co tłumaczy wysoką mobilizację wojsk rosyjskich również innych rejonach, np. w okolicy Arktyki. Pojawiły się również informacje dotyczące wyciągania z magazynów starych, zakonserwowanych wcześniej rosyjskich wozów bojowych oraz czołgów. Co ma świadczyć o chęci przetestowania jak największej ilości jednostek rezerwowych oraz sprawdzenia ogólnego potencjału mobilizacyjnego. Jednak prawdziwym celem tak szeroko zakrojonych manewrów wojskowych jest chęć pokazania, że Rosja jest w stanie zmobilizować siły na każdym kierunku w jednym czasie, wobec czego trudno będzie przewidzieć rzeczywisty cel ewentualnego ataku – gdyby się na taki zdecydowano. Innymi słowy, generałowie z Moskwy pytają Amerykanów czy Ci są gotowi być wszędzie i bronić każdego?

W ramach tego rodzaju sugestii, została wywarta dodatkowa presja na Polskę będącą główną siłą NATO na wschodniej flance. Objawiło się to poprzez represje mniejszości polskiej na Białorusi oraz buńczuczne groźby Aleksandra Łukaszenki względem Warszawy.  Wcześniej białoruski dyktator zgodził się na zacieśnienie współpracy wojskowej z Federacją Rosyjską, a w marcu 2021 roku wyraził nadzieję na patrole rosyjskiego lotnictwa nad białoruskim niebem. Należy ponadto pamiętać, że rosyjskie wojska będą obecne na Białorusi w związku ze wspólnymi ćwiczeniami ZAPAD-2021. Co będzie wywierało dodatkową presję nie tylko na Warszawę, ale i Wilno czy Rygę.

W konsekwencji NATO będzie zmuszone monitorować sytuację i być gotowym do odpowiedzi na całej długości rosyjskich granic. Od Kamczatki, przez Arktykę, po Europę Środkowo-Wschodnią z uwzględnieniem Norwegii, Państw Bałtyckich, Polski i Ukrainy. Przy czym Rosjanie planują również manewry morskie, ze szczególnym naciskiem na okolice ukraińskich wybrzeży Morza Azowskiego.

 

Czy grozi nam eskalacja wojny na Ukrainie?

            Próbę złamania Ukrainy oraz zdobycia Kijowa opisałem jako jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy przyszłych wydarzeń w wielu wcześniejszych tekstach. Celem pełnoskalowej inwazji Federacji Rosyjskiej miałoby być próba obalenia rządów w Kijowie oraz osadzenie podporządkowanej Moskwie władzy, która zezwoliłaby na stacjonowanie na ukraińskim terytorium sił rosyjskich. Co zagroziłoby Polsce kolejnym frontem oraz stanowiło  bezpośrednie zagrożenie dla Rumunii. Bardziej szczegółowo zostało to opisane w tekście: „Plan Kremla na zwycięstwo z USA – dlaczego przesmyk suwalski stanie się nieistotny”.

Między innymi z tych względów od lat podnoszę, że Wojsko Polskie powinno szykować armię nie do obrony własnych granic, ale zdolną do podjęcia działań ofensywnych oraz ekspedycyjnych. Tezę tą uzasadniałem w grudniu 2019 roku w tekście pt.: „Jakiej armii potrzebuje Polska? – Ofensywnej!”. Celem tego wstępu było wykazanie, że od dawna wskazuję na znaczne prawdopodobieństwo militarnego uderzenia Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. W dość szczegółowy sposób opisywałem również możliwy przebieg wypadków w tym zakresie i były to pierwsze tego rodzaju analizy w publicznej przestrzeni sieciowej. Jakkolwiek podtrzymuję zdanie, że wskazana groźba jest rzeczywiście realna, o tyle należy zastrzec, że rzeczywistość obecnego momentu dziejowego daleko odbiega od warunków, w jakich wojna rosyjsko-ukraińska wisiałaby na włosku lub byłaby nawet nieuchronna.

W styczniu 2020 roku opublikowałem analizę dotyczącą drabiny eskalacyjnej na linii Waszyngton – Moskwa. Opisałem w niej przyszłe działania oraz ich kolejność podejmowania przez każdą ze stron. Jako punkt szczytowy na tej drabinie umieściłem inwazję Rosji na Ukrainę. Jednak by do tego doszło, wymieniłem szereg wydarzeń, które musiałyby do tego doprowadzić. W chwili obecnej spełniła się dopiero pierwsza przesłanka i to tylko częściowo. Moskwa w dużym stopniu kontroluje Mińsk, na skutek osłabienia pozycji Łukaszenki w kraju po wyborach sierpniowych z 2020 roku. Tak więc znajdujemy się dopiero na pierwszym z kilku stopni drabiny i wątpliwym jest, by Rosjanie od razu przeszli do brutalnej rozprawy z Ukrainą. Przekreślając tym samym wszelkie nadzieje na pokojowe uzyskanie celów w drodze twardych – ale jednak – negocjacji.

Tak ryzykowny krok jakim byłaby wojna mógłby zostać podjęty dopiero wówczas, gdyby Władimir Putin stracił wszelkie nadzieje na pomyślny dla Rosji przebieg wydarzeń. Jednocześnie Rosja musiałaby by być na skraju wyczerpania ekonomicznego, co zmuszałoby władze z Kremla do rzucenia wszystkiego na jedną kartę. Jeszcze we wrześniu 2017 roku – przy okazji ćwiczeń ZAPAD-2017 – napisałem artykuł, w którym starałem odpowiedzieć się na pytanie kiedy taki moment mógłby nastąpić. Podtrzymuję postawioną tam tezę, że nadzieja Putina na wygranie wojny nerwów z USA prysłaby wraz z ewentualnym porozumieniem amerykańsko-chińskim. Innymi słowy, Federacja Rosyjska musiałaby pozostać na arenie międzynarodowej w kompletnym osamotnieniu. Póki co, Moskwa współpracuje w pewnym zakresie z Pekinem. Nie można pisać o wielkiej przyjaźni, ale też jest szereg płaszczyzn – jak np. program kosmiczny, czy dostawa gazu przez Siłę Syberii – gdzie państwa współpracują.  Nie wydaje się również, by gospodarka Federacji Rosyjskiej była bliska upadku. Owszem, problemy narastają, a Rosjanie używają mechanizmów finansowych, które świadczą o tym, że powoli tracą pole manewru. Jednak wciąż budżet rosyjski zasilany jest przez petrodolary pochodzące ze sprzedaży ropy i gazu do Europy oraz Turcji. Ponadto Władimir Putin ma jeszcze nadzieje na to, że zyski zwiększą się po ukończeniu Nord Stream II. Tak więc póki co, Rosjanie mogą czekać na przebieg wydarzeń i obserwować, czy przypadkiem Stany Zjednoczone nie rozsypią się wewnętrznie wcześniej. Tak więc nielogicznym byłoby podejmowanie największego ryzyka w momencie, kiedy sytuacja własna jest w miarę stabilna (choć nie najlepsza), a rywal przeżywa szereg poważnych problemów wewnętrznych. Na płaszczyźnie polityki monetarnej, gospodarczej, społecznej, pandemicznej, a ponadto w polityce międzynarodowej. Innymi słowy. W przeciągu ostatniego półrocza nie wydarzyło się nic, co zmieniłoby w sposób drastyczny położenie Federacji Rosyjskiej.

Należy w tym miejscu przypomnieć wydarzenia z 2014 roku. Wówczas to Federacja Rosyjska po raz ostatni użyła siły militarnej w celu uzyskania politycznych korzyści na lokalnej i globalnej arenie międzynarodowej. Przejęcie Krymu odbyło się niemal z dnia na dzień – zaskakując nie tylko samych Ukraińców ale i wszystkich istotnych graczy światowych. Zielone ludziki bez wystrzału zajęły cały półwysep, na którym stacjonowały ukraińskie wojska. Pomijając brak przygotowania Ukrainy, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na fakt, że sukces Rosjan został oparty o efekt całkowitego zaskoczenia.

Nie inaczej było w przypadku Donbasu. Tam, niemal z dnia na dzień separatyści ogłosili niepodległość oraz wprowadzili czołgi na ulice. Trudno uwierzyć że, mieszkańcy wschodniej Ukrainy posiadali schowane w garażu wozy bojowe. Tak na wszelki wypadek. Nieufnie podchodziłbym również do sugestii Władimira Putina, że tego rodzaju sprzęt ciężki można było nabyć w każdym sklepie z militariami. Podsumowując, gdy Rosjanie zamierzają podjąć działania wojskowe, zazwyczaj ukrywają swoje zamiary.

Tymczasem nie można oprzeć się wrażeniu, że obecnie mamy do czynienia jedynie z sugestywną demonstracją siły. Co z kolei skłania do przekonania, że władze z Kremla nie zamierzają przeprowadzać inwazji, ale raczej chcą poprzez presję osiągnąć jakieś konkretne cele taktyczne. I przy okazji sprawdzić reakcję samych Ukraińców oraz ewentualnych sojuszników z NATO.

Tego rodzaju konstatacja nie powinna jednak prowadzić do ignorowania rosyjskiego zagrożenia. Wręcz przeciwnie, gdy Rosjanie demonstrują gotowość użycia siły – należy tym bardziej stanowczo okazać determinację do podjęcia obrony. Tylko w ten sposób można mieć nadzieję na odstraszenie rosyjskiego agresora. Ignorancja, uległość lub słabość stanowiłyby zachętę dla Moskwy.

Nie można więc nie odpowiedzieć na rosyjskie testowanie granic tolerancji NATO. Wydaje się, że Stany Zjednoczone, Polska oraz NATO nie pozostaną bierne w nadchodzącym roku. Świadczy o tym choćby fakt, że Minister Spraw Zagranicznych Zbigniew Rau pojechał z wizytą do Kijowa. Śladem litewskiego MSZ, który wizytował stolicę Ukrainy jeszcze w lutym. Natomiast prezydent Zełeński ogłosił, że w 2021 roku odbędą się manewry wojskowe na Ukrainie w których weźmie udział Wielka Brytania oraz co najmniej cztery inne państwa NATO. Wszystko to odbywa się w porozumieniu z Waszyngtonem.

Mając to wszystko na uwadze, warto nie poddawać się narracjom mającym na celu wywołać emocje u odbiorcy.  Nawet jeśli tych nie brakuje w przestrzeni publicznej i potrafią przytłoczyć. W ocenie sytuacji geopolitycznej najlepiej sprawdza się chłodna głowa, spokój i rzeczowa analiza. Podejście to wydaje się mało atrakcyjne, być może nie skłania do „klikania” czy płacenia za ciekawą treść usianą pytajnikami i wykrzyknikami, jednak nie o sensacje przecież tu chodzi 🙂

 

pozdrawiam serdecznie

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

61 komentarzy

  1. Czy my, mający interes w utrzymaniu się Ukrainy i państw bałtyckich jako buforów wobec Rosji, biorąc pod uwagę uruchomienie proudkcji na Ukrainie bsl-i Bayraktar TB-2 ( zmodernizowanych wersji z wyższym pułapem działania ) nie powinniśmy zamówić od Ukrainy kilku sztuk? I do tego stacji sterujacych nimi. W ten sposób Ukraina dostałaby pieniądze, a Polska miałaby kilka sztuk bsl-ów, które mogłyby prowadzić rozpoznanie w państwach bałtyckich.
    Dokupując od Turcji bomby kierowane MAM-L mielibyśmy w razie czym uderzyć precyzyjnie, pojazdy, małe okręty, czy radary lub wyrzutnie rakiet. A przy kazji nasze NSM-y poza Bryzami nie mają naprowadzania na większe odległości. Tu byłyby jak znalazł.
    A posiadając składzik amunicji pasującej do ukraińskich TB-2, w razie konfliktu moglibyśmy im ją sprzedać po zwykłej cenie, a następnie kupić nową, może udałoby się wyprodukować coś naszego na bazie Pirata.
    Co do nowej Jałty – widząc sposób wspierania nas przez USA, ilości sprzedawanych nam nowoczesnych technologii, całkowity brak chęci dzielenia się technologią, która miałaby być użyta w interesie obrony członków NATO, brak darowizn podobnych jak wczesniej do Izraela, Pakistanu, Turcji, Egiptu – można się domyślać takiego przyszłego zamiaru. Na razie USA nie może tego zrobić, bo nie jest jeszcze gotowe do wojny z Chinami, to kwetsia kilku lat.
    Pytanie, czy armia Rosji będzie jeszcze wówczas nowoczesna i zdolna do walki z Chinami?
    A na razie widać, że Ukraina przekonała się, że w formacie normandzkim ma przed sobą 2 przeciwników ( Rosję i Francję ), a Niemcy nie są w stanie nic zrobić, a jejśli już w przypadku Nord Stream II mogą coś zrobić, to z kolei tego nie chcą. Pozostali obserwatorzy tego konfliktu również to uważnie obserwują, ale bardzo ciekawe, że Chiny milczą. Być może powołując się na casus Krymu ( a może Donbasu i Ługanska ), w przyszłości podejmą próbę odzyskania Syberii, gdzie narodowościowo dominować będą Chińczycy.

    1. (…)W ten sposób Ukraina dostałaby pieniądze, a Polska miałaby kilka sztuk bsl-ów, które mogłyby prowadzić rozpoznanie w państwach bałtyckich.(…)
      Nam trzeba AWACS’ów i radarów OTH.

  2. Zgadzam się z tym że Rosja jakby chciała naprawdę poważnie zaatakować Ukrainę to wykorzystała by jakiś element zaskoczenia. Rosjanie są w tym mistrzami, nawet sami Polacy mogli się o tym przekonać w 39 roku kiedy w ogóle nie spodziewali się ataku Ruskich, co więcej jak armia Rosyjska weszła do Polski to rozkazy polskie z początku były takie aby do nich nie strzelać bo to nie może być złowrogi atak…ogólnie całe lata 30ste Rosjanie tworzyli propagandę, że ich armia jest zacofana, Rosja biedna, nie stać jej i nie jest zdolna do jakiejkolwiek wojny itp.

  3. Patrząc szerzej – o ile ciągle jesteśmy w rozkroku braku samodzielności i jest pytanie zawieszone w powietrzu „czy sami nad Wisłą jesteśmy zdolni – i czy mamy wolę – do stworzenia obszaru rdzeniowego?” – o tyle moim zdaniem koalicyjna grupa państw od Morza Norweskiego przez Bałtyk do Morza Czarnego [z ew. odgałęzieniami do Adriatyku – czyli kwestia części/całości Bałkanów – i nawet skrajnie do Morza Kaspijskiego] – z tymi morzami jako obszarami przewagi kontroli a la „mare nostrum” i jako zdominowanymi „wewnętrznymi” akwenami komunikacyjnymi – ten obszar już sam w sobie miałby siłę i „masę krytyczną” zdolną do stworzenia obszaru rdzeniowego – oczywiście w modelu konfederacyjnym. Czyli geopolityka XXI w. – już nie obszar rdzeniowy jednego państwa – ale ponadnarodowego wspólnego obszaru wymiany ludzi, towarów, usług i wiedzy – czyli taki „synergiczno-sieciocentryczny” obszar rdzeniowy. Tu chodzi o coś dużo większego i bardziej rozwojowego, niż Międzymorze, czy Trójmorze. Z jednej strony ten obszar byłby wczepiony w przepływach towarów z Atlantykiem i Oceanem Arktycznym – z drugiej – całościowo z lądowym Jedwabnym Szlakiem – z trzeciej – z końcówką dostaw morskich via Kanał Sueski [czyli z Oceanem Indyjskim i z Pacyfikiem]. Czyli faktycznie – byłby to obszar najlepiej skomunikowany i lądowo i oceanicznie – ze wszystkich najważniejszymi obszarami wzrostu i wymiany na Ziemi – przejmujący jako pośrednik w największym stopniu wymianę między dwoma najsilniejszymi ośrodkami gospodarczymi Wyspy Świata. Taki obszar moim zdaniem miałby najlepsze w tej chwili długofalowe szanse rozwoju. Nawet – ze względu na rozciągłość od obszaru podbiegunowego do podzwrotnikowego – taki obszar miałby korzystne ustawienie pod wszechstronną orbitalnie ekspansję kosmiczną. Taki konfederacyjny „lądowo-morski Singapur”. Zastanawiam się nad tym od 2015 – na ten i na inne tematy napiszę z bratem „wydyskutowaną” wspólnie książkę. Roboczo: „Geopolityka w XXI wieku – nowe modele organizacyjno-techniczne.” Chodzi mi o znacznie dalszy horyzont czasowy, niż tylko „rozreklamowany” przez Xi [i Hołownię – taki żart] 2050. Bo obawiam się, że w 2050 świat będzie jeszcze w globalnej bezwzględnej zawierusze, a dochodzenie do nowej równowagi układowej i fazy wyraźnej stabilizacji i wzrostu potrwa pewnie do umownego 2070. Jednego jestem pewien – modele geopolityczne a la Wakar czy Romer, rozważania o polityce jagiellońskiej czy piastowskiej – są już zwyczajnie historyczne i de facto PRZESTARZAŁE względem realiów zasięgów oddziaływań komunikacji, zasięgów oddziaływań sfer ekonomicznych/technologicznych i militarnych i politycznych na Polskę. Próbuje się na siłę ubierać Polskę w przyciasne i zbyt ubogie ubranie – KIEDYŚ być może całkiem dobre dla „dziecka” z przebrzmiałych czasów dawnego świata – ale już nie na świat „dorosły” zasadniczych i prących coraz szybciej zmian w każdej domenie – w XXI w. Potrzebna jest WIELKA AKTUALIZACJA polskiej geopolityki – i to z „zapasem bezpieczeństwa” na nadchodzące zmiany. Inaczej – patrząc cybernetycznie – nie będziemy mogli wyposażyć danego samosterownego politycznego konstruktu [homeostatu] w odpowiedni układ „pojęciowo-rozpoznawczo-analityczno-decyzyjny” – a homeostat nie będzie wtedy w stanie spełnić swej podstawowej roli – czyli dokonywania na czas [a lepiej – ZAWCZASU] adekwatnych reakcji i zmian adaptacyjnych – dla PRZETRWANIA. Bo to jest stawka zasadnicza jako cel nr 1 – czyli na to jest potrzebna skrajna postać umownej Geopolityki „real-time” ożenionej z umowną Geopolityką „ekstrapolacyjną” – które dopiero muszą powstać. Potrzebujemy zupełnie nowego sposobu myślenia, nowych modelów, instrumentariów – i to spójnych i posprzęganych we wszelkich domenach i gałęziach – w sumie całego nowego aparatu postrzegania, rozumienia i sterowania – i to z zapasem bezpieczeństwa na tak krytyczny długofalowy egzamin, jaki nadchodzi. Mówiąc krótko – musimy dokonać ucieczki do przodu w myśleniu – nie patrząc się na „innych” – i na już przestarzałe zeszłowieczne anglosaskie „ikony” a la Mackinder itp. Coś, co można porównać do międzywojennej „polskiej szkoły matematycznej” – która dała „rozgryzienie” Enigmy – a wg mnie dekryptaż Enigmy to był czynnik przeważający – w całym „timingu” II w. św. – czynnik przeważający o zwycięstwie nad Niemcami. Ale to dłuższy temat dla udowodnienia – wart osobnej i szczegółowo merytorycznie uargumentowanej książki.

    1. (…) rozważania o polityce jagiellońskiej czy piastowskiej – są już zwyczajnie historyczne i de facto PRZESTARZAŁE względem realiów zasięgów oddziaływań komunikacji, zasięgów oddziaływań sfer ekonomicznych/technologicznych i militarnych i politycznych na Polskę.(…)
      Jeśli bierzemy politykę jagiellońską i piastowską to rzeczywiście nie mają sensu, ale w synergii dają ciekawy zaczątek do czegoś większego… https://bezpieczenstwoistrategia.com/na-czym-polega-geoekonomia-i-czemu-polska-polityka-zagraniczna-jej-potrzebuje/

    2. (…)Zastanawiam się nad tym od 2015 – na ten i na inne tematy napiszę z bratem “wydyskutowaną” wspólnie książkę. Roboczo: “Geopolityka w XXI wieku – nowe modele organizacyjno-techniczne.”(…)
      Jak już masz ambicję pisać książki to warto zakręcić się nad jakimś kanałem promocji np. własnym blogiem.

  4. Witam,
    należy zadać pytanie: czy Białoruś jest juz pod kontrolą Rosji? Czy Kreml (poza formalnym statusem Białorusi) już ją przejął? Czy wojska rosyjskie mogą przez ich terytorium zagrozić na tym kierunku Ukrainie? To kluczowe. Może to już odbyło się, po cichu???
    Nieciekawie wygląda sytuacja naszego sąsiada. Jeżeli Rosja uderzy kluczowa będzie (z naszej perspektywy reakcja USA i Berlina. USA – czy przekaże sprzęt Ukrainie do obrony? Berlina – czy zamknie temat zakupu gazu z Rosji (to by mocno zabolało rosyjski budżet). Jeżeli w obu przypadkach skończy się na gadaniu, to w ostatecznym rachunku Ukrainy nie będzie.

    Jaki dla nas to wniosek? Czas okienka pokojowego istnienia obszaru między Rosją a Niemcami kończy się. Dobrze, że jesteśmy w NATO, bo jednak uderzenie w Polskę nie jest obecnie możliwe. Lecz za kilka lat, gdy USA wyjdą z Europy może być różnie.

    Wojskowo dla nas to konieczność uzyskania nasycenia asymetrycznym uzbrojeniem na zdolności ofensywne Rosji. Atomu nie pokonamy – trzeba obecnie liczyć na parasol NATO. Co najwyżej możemy budować schrony pod miastami, by przetrwała ludność.

    Przed atakiem rakietowym można już się obronić. Stać nas (wystarczy np. wyemitować obligacje) na zakup baterii antyrakietowych i nie mówię tu o 2 zestawach. Natomiast nasze wojska na równinach zostaną rozjechane masą pancerną, o ile nie zmieni się ich charakter. To musi być wosjko oparte o asysmetrię pola walki. Sieciowe środowisko, drony, nasycone wyrzutniami ppanc na pojazdach i w piechocie w skali wielokrotnie większej niż obecnie. Ponadto i tu pewnie wywołam zaskoczenie, powinniśmy zejść POD ZIEMIĘ. To powinno przypominać pole golfowe, które niszczą krety. Pociski odpalane z wynurzających się z podziemnych stanowisk ppanc. Proszę spojrzeć na taktykę wykorzystaną przez Wietnam podczas wojny z USA. Czołgi w starciu z niewidoczną armią stają się bezużyteczne; lotnictwo również.

    Ponadto potrzebne są nam mobilne wyrzutnie w kontenerach. Polska jest potęgą, gdy chodzi o środki transportowe. Wystarczy zbudować wyrzutnie do przewożenia na lawetach kontenerowych. Kto je znajdzie i odróźni od zwykłych kontenerów?

    Flota bałtycka z Kaliningradu do zniszczenia pociskami kierowanymi odpalanymi z wyrzutni mobilnych. Po co nam nowe okręty w MW? Destrukcyjny atak na Polskę przyjdzie lądem. Nam potrzeba możliwości wskazania celów i następnie wystrzelenia rakiet na okręty, bazę i całą infrastrukturę portową floty rosyjskiej. Proszę pamietać, że koszt okrętu jest wielkokrotnie wyższy od rakiet do jego zniszczenia, czołg jest droższy od broni ppanc. Samoloty są droższe od baterii plot. Atakujący powinien mieć kilkukrotną przewagę w sile żywej nad obrońcą. Nam potrzebny jest własny zwiad satelitarny, by być w tym zakresie niezależnym od USA. Tylko środki asymetryczne do obrony, bo celem nr 1 jest przetrwanie, a nie kolejne ksiązki o bohaterskich obrońcach, którzy zginęli.

    I na koniec: Amat Victoria curam! lub inne bardziej znane już w polskiej wersji: Chcesz pokoju szykuj się do wojny!

    1. Fragment „Jałty” Jacka Kaczmarskiego pasuje jak ulał do obecnej sytuacji:

      Nie miejcie żalu do Churchilla
      Nie on wszak za tym wszystkim stał
      Wszak po to tylko był Triumwirat
      By Stalin dostał to, co chciał
      Komu zależy na pokoju
      Ten zawsze cofnie się przed gwałtem
      Wygra, kto się nie boi wojny
      I tak rozumieć trzeba Jałtę

    2. (…)Wojskowo dla nas to konieczność uzyskania nasycenia asymetrycznym uzbrojeniem na zdolności ofensywne Rosji. Atomu nie pokonamy – trzeba obecnie liczyć na parasol NATO. Co najwyżej możemy budować schrony pod miastami, by przetrwała ludność. (…)
      A widziałeś, gdzieś w Polsce sensowne projekty budowy metra? U nas ten temat skończył się na cyrku (…)Jaki i Trzaskowski przedstawiają(…).

    3. (…)Ponadto potrzebne są nam mobilne wyrzutnie w kontenerach. Polska jest potęgą, gdy chodzi o środki transportowe. Wystarczy zbudować wyrzutnie do przewożenia na lawetach kontenerowych. Kto je znajdzie i odróźni od zwykłych kontenerów?(…)
      Masz nadzieję, że Rosjanie będą bawić się w rozpoznanie, a nie zwyczajnie zaorają całą autostradę?

  5. Jeżeli to nie zwodniczy manewr – wygląda na deeskalację i „koniec ćwiczeń” 120 tys. zgrupowania 2 armii FR koło Ukrainy. Nie znamy ustaleń pod stole i tego, co kto zyskał, kto co stracił. Natomiast w planie jawnym – wygląda to mi na niepowodzenie Kremla. Uruchomiono „starą” sprawę eksplozji amunicji w Czechach – i tu deklaracje i NATO, ale i eurokratów „atak na jedno państwo unii europejskiej to atak na całą unię” i wspólny front – to na pewno nie jest sukces Kremla. Tym bardziej – że teraz dochodzi sprawa 5 wybuchów skaldów amunicji w Bułgarii w latach 2014-15 – i też rosyjskie służby są wyraźnie umoczone – w jednym z wybuchów zginęło 15 ludzi. Nie jest też sukcesem Kremla otwarte skonfliktowanie z Francją, gdzie Macron zapowiedział Rosji „czerwoną nieprzekraczalną linię”, zaś Putin odpowiedział, że to „Rosja będzie ustalała czerwone linie”. Czyli nie dyplomacja, nie współpraca – a siła jako argument Rosji. Co oczywista rzecz – stawia ugodowych [ugodowych naszym kosztem – tj. Europy Środkowej] eurokratów z Berlina i z Paryża w bardzo dużym rozkroku – trudnym do spięcia twardego siłowego realu ze szczytnymi deklaracjami o pokoju i współpracy z Kremlem. I wreszcie Kijów przekroczył pewien mentalny Rubikon – pierwszy raz kończąc [na razie werbalnie – oby na zawsze] z podległością graczom w formacie normandzkim. Ambasador Ukrainy w Berlinie, Andrij Melnik zapowiedział: „Albo zostajemy częścią NATO i przyczyniamy się do tego, żeby Europa była silniejsza, albo pozostaje nam tylko jedna opcja: zbrojenia. Oznajmił też, że wtedy Ukraina zaczęłaby myśleć o <>. – Jak inaczej możemy zagwarantować sobie obronę? – pyta Melnyk, dodając, że jego kraj obawia się ponownego ataku ze strony Rosji.” To łamie całą strategie Kremla, w której rozmawiając w formacie normandzkim Berlin i Paryż [wzorem Chamberlein’a z Monachium] „kupują pokój” – kosztem Ukrainy. Być może to właśnie najbardziej przyczyniło się do zaprzestania presji militarnej i zwinięcia „ćwiczeń” przez Kreml – bo sprawy na poziomie strategicznym poszły w odwrotną stronę do planowanych. Na koniec Putin pokazał „siłę” grożąc, że „prowokatorzy pożałują jak nigdy dotąd” – co odczytuję jako groźbę przejścia do działań sabotażowych. Dla Polski plus jest taki, że Kijów po raz pierwszy wyszedł z roli posłusznego „chłopca do bicia” względem formatu normandzkiego. Siłą rzeczy alternatywą jest Polska. Co oznacza, że winniśmy się zbroić – i negocjacyjnie przeczekać Kijów – aż sam zjawi się w Warszawie z propozycjami. Tylko – czy nasza dyplomacja rozumie choćby podstawy gry negocjacyjne? Czy nie „spali” tematu – sama jadąc do Kijowa z deklaracjami wszelkiej pomocy – dawanymi z góry – i za nic? Po stronie plusów Kremla jest na pewno siłowe dociśnięcie [„w tle sprawy ukraińskiej”] Łukaszenki do ściany – opozycja białoruska mówi, że Łukaszenka właśnie sprzedaje Białoruś Kremlowi… Czyli gra z wynikiem 1:1 – z Ukraina się Kremlowi nie udało, z Białorousią – raczej tak…Sumując – musimy przejść do nowego szczebla gotowości „wojny rozmytej” – nadal podprogowej, ale kinetycznej w sensie możliwego sabotażu. I musimy przejść do koncentracji na zagrożenie lądowe z Białorusi. A pierwszym krokiem Armii Czerwonej na Białorusi będzie detaszowanie S-400 i Pancyrów dla stworzenia strefy A2/AD na Białorusi – na wzór A2/AD w Obwodzie Kaliningradzkim. Pod tymi „parasolami” A2/AD operują bezpiecznie wszelkie inne systemy i domeny rosyjskich sił zbrojnych. Wniosek – musimy skoncentrować się budowie naszej A2/AD Tarczy i Miecza Polski – silniejszej i nowocześniejszej od rosyjskiej. Czyli stworzyć taką przewagę i obrony i uderzenia – by Kreml rezygnował z agresji na etapie planowania – jako projektu nieopłacalnego [i faktycznie – nierealizowalnego] w kalkulacji koszt/efekt. Plus pomostowe NATO Nuclear Sharing. Wszystkie inne programy winny być traktowane w priorytetach jako podrzędne, niektóre nawet anulowane [choćby 800 czołgów Wilk, czy fregaty Miecznik – zupełny absurd na Bałtyku – zwłaszcza przeciw hipersonicznym Cyrkonom – a wysłanie ich na Morze Południowochińskie – to samobójstwo geostrategiczne i utrata wsparcia strategicznego przez Chiny, które traktują Polskę jako bufor niedopuszczający do katastrofalnego dla Pekinu powstania supermocarstwa Lizbona-Władywostok]. Koncentracja sił na budowie całokrajowej saturacyjnej sieciocentrycznej A2/AD Tarczy i Miecza Polski [suwerenne w sprzęcie i oprogramowaniu] – z systemem C5ISR/EW spinającym wszystkie domeny w jedną – oraz NATO Nuclear Sharing. Teraz – po deklaracji Kijowa o atomie – jest to dla nas idealny moment na odpowiedź ze strony demonsracji siły i presji Rosji. Co więcej – możemy to sprzedać jako „deeskalację” – czyli Polska z NATO Nuclear Sharing – jako członek NATO – zwiększający bezpieczeństwo Ukrainy – ale w sposób kontrolowany i przyjęty międzynarodowo, Alternatywą jest niekontrolowana proliferacja broni jądrowej przez Ukrainę – a w tle są też i otwarcie deklarowane ambicje atomowe sprzymierzonej Turcji. „Sprzedanie” w Waszyngtonie, by USA uzbroiło Polskę w NATO Nuclear Sharing ma teraz duże szanse [zwłaszcza wobec zanegowania roli Paryża przez Kreml – i Berlina przez Kijów] – bo alternatywą dla Waszyngtonu jest docelowa utrata kontroli nad Ukrainą i Turcją – które pójdą swoją drogą – najpewniej w sojuszu. Oczywiście – dla dopełnienia owej „zamiany” Waszyngton winien namaścić Polskę do współpracy „z urzędu” i z Ukrainą i z Turcją [ratując tym przy okazji – per procura – mocno nadszarpnięty status Turcji w NATO – skonfliktowanej z Waszyngtonem]. Nie za darmo – i z odpowiednimi środkami dla Polski. Niestety obawiam się, że tego rodzaju myślenie i działanie jest zupełnie obce i w MON i w MSZ i w KPRM…jak zwykle zmarnujemy okno szansy, biernie i bezkrytycznie czekając na rozkazy z Waszyngtonu…i nic za to nie mając… Tak swoją drogą – moglibyśmy „na otarcie łez” Kremlowi i na skontrowanie zawczasu jego deklaracji o „agresji Polski” – zmniejszyć, nawet anulować zamówienie na F-35A [które po wdrożeniu sieciocentrycznych systemów S-500 będą „na patelnii” Rosjan na terenie całej Polski] – i zamiast tego dokupić [też w Lockheed-Martin] – zamiast tego kupić tak 1200 pocisków PAC-3MSE. Które zestrzelą ca 600 „dużych” rakiet balistycznych – jak Iskandery – albo 1000-1100 samolotów i śmigłowców.W praktyce – mix obu środków ofensywnych FR. A to już by stanowiło realny parasol i przeciwrakietowy – i całkowicie likwidujący siłę lotnictwa FR. Bo te 32 F-35A przy bardzo dobrych układach i bardzo nieudolnym dowodzeniu Rosji [na co przecież liczyć nie można] – zestrzelą góra 100 samolotów i śmigłowców – i ani jednej rakiety. To chyba najlepiej pokazuje siłę WŁAŚCIWEGO asymetrycznego uszykowania systemów pod aktywną obronę – i to kalkulowaną bezwzględnie [czyli bez względu na jęki generałów o nowe zabawki załogowe dające im etaty i awanse] wg koszt/efekt. Niestety w MON i IU i SG – takie myślenie to kosmos – za to bezmyślnie i „mechanicznie” wszyscy generałowie i „eksperci” – każdy dla potrzeb partykularnego [swojego ] ogródka – naciągają co sił kołderkę i domagają się nowych samolotów, nowych czołgów, nowych okrętów itd. Czyli brak realizacji strategicznej obrony Polski – i pełna suboptymalizacja cząstkowa – w miejsce koniecznej wszechdomenowej sieciocentrycznej, systemowej, kalkulowanej wg koszt/efekt i opartej o RMA synergii. Ci wszyscy generałowie i „eksperci” nie widzą, lub nie chcą widzieć prostej rzeczy – za czasów PRL WP było szykowane jako marionetkowa, zadaniowana z Moskwy ekspedycyjna armia marionetkowa, niezdolna do suwerennej obrony. Teraz i nasi generałowie powielają stary, błędny systemowo i strukturalnie schemat sił zbrojnych – a na dodatek wtórują im posłuszni Waszyngtonowi politycy – bo teraz Waszyngton stał się „Wielkim Bratem” – który od 2013 narzuca nam PMT do swoich zadań w swoich interesach, z WP jako dysponowaną armią marionetkową, niezdolną z założenia do obrony suwerenności i do skutecznego odstraszania – także na poziomie jądrowym. Tylko kierunek ekspedycyjnego posyłania „polskiego mięsa armatniego w interesach hegemona” się zmienił – z zachodniego na wschodni.

    1. Chyba znaki specjalne wycięły z tekstu powyżej najważniejsze przesłanie ambasadora Ukrainy: „Ambasador Ukrainy w Niemczech grozi, że jeśli Europa pozostawi jego kraj na pastwę losu, to Kijów rozpocznie zbrojenia nuklearne.” W sumie Kijów żąda od UE działań na rzecz Ukrainy – a nie sprzedawania Ukrainy za „pokój” [czyli do następnych żądań Kremla – wg strategii ustępstw wypróbowanej przez Hitlera]. Co więcej – Kijów żąda przyjęcia do NATO – jako konkretny cel – który państwa NATO w UE [i poza] – maja popierać. . A to bardzo nie w smak i Berlinowi i Paryżowi – które chcą i likwidacji NATO i wyrzucenia USA z Europy…i dogadania się z Kremlem nt supermocarstwa Lizbona-Władywostok – kosztem Europy Środkowej .Jeszcze taka uwaga: wykorzystując obecny casus „demonstracji siły FR względem Ukrainy – i uzyskując pod tym pretekstem NATO Nuclear Sharing – możemy zmniejszyć przyszłą presję z zaanektowanej przez FR Białorusi i z Obwodu Kaliningradzkiego. Wszystko stanowi naczynia połączone…które musimy rozpoznawać zawczasu – i zawczasu działać. Spójnie i synergicznie.

  6. Dla jasności, pisząc, że zagrywka Putina względem Ukrainy się nie udała, ale udało mu się z Białorusią, chodzi mi nie tylko o przyciśnięcie Łukaszenki do ściany [ten ostatni już posłusznie jak katarynka deklamuje wyuczoną spiskową wielowątkową piramidalna historię – godna filmu szpiegowskiego – o zamachu na swoje życie ze strony wrażego NATO] – ale przede wszystkim chodzi mi o przetestowanie przez Kreml jądra karolińskiego względem anschlussu Białorusi i wejścia tam na stałe Armii Czerwonej. Tu Putin specjalnie podniósł poprzeczkę ostentacyjnych otwartych działań wobec Ukrainy – by móc w spokoju przeprowadzić anschluss – oczywiście możliwie w rękawiczkach – krok po kroku. Mówiąc krótko – ta siłowa demonstracja „antyukraińska” – zdecydowała moim zdaniem o losie Białorusi. Tu Rubikon został przekroczony na Kremlu – machina ruszyła – oczywiście w specsłużbach, a nie ze strony Armii Czerwonej. Berlin udaje, że w sprawie Ukrainy [i przez to w jednym szeregu – w sprawie Białorusi] pada deszcz, a Paryż został ośmieszony po deklaracji „ustalania czerwonych granic”, bo Putin na to zaraz skontrował, że to ON będzie ustalał czerwone granice – i Paryż podkulił ogon. Zresztą – po lutowej wizycie Macrona w Warszawie i jego późniejszej deklaracji we Francji wobec generalicji – wiadomo, że francuskie odstraszanie dotyczy tylko Francji – i tylko po ataku jądrowym – de facto Francja nie jest graczem strategicznym na Flance. A praktycznie – nawet nie jest graczem taktycznym. Widać Putinowi zasłonka formatu normandzkiego nie jest już dłużej potrzebna do nowych deal’ów i traktuje ją już istniejącą pro forma dla „legalizacji” marginalizacji Ukrainy, a dokładniej – w takiej postaci, jaką uzyskał przy stoliku w Mińsku – jedynie dla podtrzymania „legalizmu” działań w Donbasie. Stąd właśnie ataki na Ukrainę za „niewykonanie porozumień Mińskich” – co otwiera pretekst do zerwania wszelkich zobowiązań Kremla z Mińska.

  7. Czytając i artykuł Marka Budzisza https://wpolityce.pl/swiat/549219-amerykanie-mysla-o-armii-nowego-wzoru i oryginalny artykuł Flournoy w Foreigns Affairs miałem silne wrażenie deja vu – powtarzają wszystko, co niestrudzenie tłumaczyłem [nieraz całymi szczegółowymi ciągami logicznej analizy] np. na d24 od Krymu 2014 odnośnie generacyjnej, systemowej strukturalnej reorganizacji sił zbrojnych. Nie ekstensywne rozwój i nie zamiana starych „zabawek” na nowe, używanych po staremu a la zimna wojna – ale skok generacyjny w użyciu, taktyce, zdolnościach, strategii, spięciu wszystkich domen w jedną. Mogę tylko powtórzyć – priorytet nr 1 nowego PMT to całokrajowa strategiczna saturacyjna A2/AD Tarcza i Miecz Polski, sieciocentryczne spięcie wszystkich sensorów-nosicieli-efektorów ze wszystkich domen w jedną połączoną domenę zarządzaną real-time przez rozproszony system C5ISR chroniony przez systemy EW [w tym systemy ofensywne]. Dronizacja, roje dronów, interdomenowość, automatyzacja, efektory precyzyjne pozahoryzontalne, nieekranowalna i niedekodowalna łączność na splątaniu kwantowym, AI, komputery kubitowe, bronie energetyczne [na pewno możemy rozwinąć BEZ PROBLEMU generatory wiązek mikrofalowych dużej mocy]. Nie zakupy sprzętu – ale zakupy technologii – i tylko technologii – od Korei Płd, Japonii, niektórych koncernów europejskich, od izraelskich tylko pod stołem. Własne systemy, własny serwis, modernizacje, rozwój [i eksport] – w 100%. I interoperacyjność z innymi graczami na szeroko rozumianej Flance we własnym sojuszu regionalnym jadącym na jednym wózku – także z Turcją – czy to się w Waszyngtonie podoba – czy nie. Plus koniecznie pomostowe NATO Nuclear Sharing, a od razu podpięcie się jako suwerenny „współudziałowiec” do programu „pełnego cyklu życia” przerobu materiałów jądrowych Finlandii [NORDEFCO] – i stworzenie wspólnej strefy polityczno-militarno-ekonomicznej Wielkiej Flanki – jako silnego gracza wobec jądra UE i USA – ale i Chin. Koniec z kompradorskim podejściem do UE – Waszyngtonu – ale i Pekinu.

  8. (…)Wręcz przeciwnie, gdy Rosjanie demonstrują gotowość użycia siły – należy tym bardziej stanowczo okazać determinację do podjęcia obrony. Tylko w ten sposób można mieć nadzieję na odstraszenie rosyjskiego agresora. Ignorancja, uległość lub słabość stanowiłyby zachętę dla Moskwy.(…)
    Nie przypominam sobie, żeby Pan Wojczal miał podobne wnioski przy harcach Łukaszenki w okolicach Grodna… raczej Pan hamował moje postulaty ogłoszenia stanu alarmu.

    1. Na harce Łukaszenki odpowiedzieliśmy z tego co pamiętam manewrami Leo przy granicy z Białorusią. Poza tym, harce Łukaszenki to nie to samo, co demonstracje siły Kremla. Białoruś to nie ten kaliber i w zasadzie żadne dla nas zagrożenie.

      pozdrawiam
      KW

      1. (…)Poza tym, harce Łukaszenki to nie to samo, co demonstracje siły Kremla.(…)
        Co zmienia faktu, że Łukaszenka używając języka ajatollahów to (…)Mały Szatan(…).

  9. Dzień Dobry,

    Artykuł jak zwykle bardzo dobry, treściwy i pokazujący aktualne problemy, z którymi niestety będziemy musieli się zmierzyć.

    Chciałbym natomiast wejść w polemikę jeśli chodzi o niektóre kwestie związane z polityką zagraniczną Rosji a także kwestie związane z ewentualnym Imperium Lizbona Władywostok lub bardziej oficjalnie strategicznym Partnerstwem między UE a EAUE. Ale od początku.

    Cały ten bałagan który mamy za naszą wschodnią granicą jest efektem coraz gorszej kondycji gospodarczej USA a zwłaszcza granicznej daty 2008. 2008 rok jak pewnie szanowni forumowicze pamiętają był związany z upadkiem Lehman Brothers i początkiem dosyć sporego kryzysu finansowego na rynkach. Od tego momentu można zaryzykować takie stwierdzenie Państwa takie jak Rosja czy Chiny zauważyły coraz większą niewydolność USA i poczuły wiatr w żagle., Z racji tego że przyroda nie lubi próżni zaczęły się próby odzyskiwania stref wpływu czy to byłego CCCP . 2008 – wojna w Osetii i Gruzji jak i w Tybecie- 2008 tłumienie zamieszek.

    Stany Zjednoczone widząc, że faktycznie nie dają rady próbowały się dogadać z Rosją ogłaszając w 2009 roku Pivot na Pacyfik i dając wolną rękę Rosji w Europie ( czyli jak już na blogu było wspomniane likwidacji tarcz antyrakietowych, floty itp), a samemu skupiając się na osłabieniu Chin czyli „Arabska Wiosna 2010″.
    Równocześnie Rosja zaangażowała się w Syrii 2011, Krym 2014 i Donbas natomiast jeśli chodzi o Chiny to Korea Północna 2017, to ostatnie Zamieszki w Hong Kongu 2019 no i cały czas Tajwan. Wszystkie powyższe rzeczy były wymienione na Blogu czy w Podcastach u Pana Krzysztofa więc nie będę się powtarzał. To tytułem wstępu.

    Jeśli chodzi o Rosję i jej politykę zagraniczną chciałbym podeprzeć się Koncepcją ” Limitrofu” opracowaną przez Wadima Cymburskiego a postulowaną przez P. Leszka Sykulskiego.

    https://leszeksykulski.pl/geopolityka/rosja-wyspa-i-wielki-limitrof-mysl-geopolityczna-wadima-cymburskiego/

    W telegraficznym skrócie Rosja jest tu ” Twierdzą” otoczoną przez Bufory, przez które obce wojska nie mogłyby zagrozić obszarowi Nadwołża Rosyjskiej Federacji. I faktycznie jeśli popatrzymy na mapę Rosji to na chwilę obecną mamy zamrożony konflikt na Ukrainie ( bufor), podległą Białoruś (bufor), państwa bałtyckie ( spora mniejszość rosyjska), następnie zneutralizowany Kaukaz, no i dalej Kazachstan (rosyjska strefa wpływu), Mongolia (bufor od Chin) i granica na Amurze- zresztą uregulowana w 2008 roku 14 października.

    Innymi słowy Rosja się w jakimś stopniu izoluje na podstawie powyższych działań militarnych i jeśli chodzi o pytanie odnośnie Obszaru gospodarczego Lizbona Władywostok, to zadać należy pytanie komu bardziej zależy na jego powstaniu, czy Rosji czy UE.

    Należy pamiętać czy tego chcemy czy nie, że Europa będzie zależna od rosyjskich surowców jeszcze przez długi czas. Pomimo inwestycji w Energetykę wiatrową solarną, biopaliwa itp. rośnie cały czas import surowców. I o ile w przypadku Polski chcemy zrezygnować z rosyjskiego gazu tak ropa czy węgiel są lub będą sprowadzane nadal.

    https://oweglu.pl/dlaczego-import-wegla-kamiennego-do-polski-jest-tak-wysoki/

    https://biznesalert.pl/import-wegiel-polska-2020-eurostat-rosja-energetyka/

    Podobnie w przypadku Niemiec, Czech, tzn całego byłego bloku wschodniego + RFN plus w niewielkim stopniu Italia czy Austria. Zresztą było to też wspomniane chyba w podcaście o Niemczech jako Narkomanie, że rosyjski surowiec jest stosunkowo Tani + jest istniejąca infrastruktura ( jak chociażby Rafineria w Schwedt, niedaleko Szczecina, importująca paliwo z FR). należy pamiętać że z Rosji importujemy również inne pierwiastki jak np Nikiel, produkty z żelaza, czy sole potasowe.

    https://www.naukowiec.org/wiedza/geografia/eksport-i-import-surowcow-mineralnych_3199.html

    Rosja natomiast może obejść się bez unijnego importu technologii importując podobną technologię z Japonii czy Korei Południowej, za surowce. Zresztą tego się obawiają Niemcy

    „Politycy powinni zwiększyć aktywność w związku z Rosją, żeby Chiny i Japonia nie wypchnęły nastawionych na eksport niemieckich przedsiębiorstw z tamtejszego rynku. Z takim żądaniem wystąpił prezes Niemiecko-Rosyjskiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK) Rainer Seele i prezes zarządu AHK w Moskwie Matthias Schepp.”

    https://www.dw.com/pl/sankcje-nie-przeszkadzaj%C4%85-niemieckie-firmy-w-rosji-s%C4%85-pe%C5%82ne-optymizmu/a-49381185

    Innymi słowy to Niemcy, Francuzi chcą utrzymać na razie jeszcze swoją przewagę gospodarczą czy kontakty, ponieważ w niedalekiej przyszłości mogą zostać wyparci z rynku chińskiego jak i amerykańskiego. I być może temu służy postulowana Przestrzeń Lizbona Władywostok aby móc uczestniczyć w ewentualnych przyszłych dużych modernizacyjnych projektach w Rosji, które wcześniej czy później Rosję czekają i na tym zarobić.

    Jeśli chodzi o słabość Rosji to chyba wciąż aktualne jest stwierdzenie, że Rosja nigdy nie jest tak silna i tak słaba na jaką wygląda. I faktycznie pomimo kryzysu gospodarczego, walutowego, sankcji itp mamy zaangażowanie się Rosji na Krymie, Donbasie, Syrii, mamy interwencje w Libii, próby budowania baz w Republice Środkowej Afryki, być może w Laosie. Mamy na chwilę obecną budowaną i nowoczesną flotę arktyczną, rakiety hipersoniczne, próby autonomicznych czołgów itp. Ingerowanie w systemy informatyczne USA itp. Pytanie jest takie czy jest to tylko testowanie USA i sojuszników czy może próby takiego rozciągnięcia sił USA, żeby USA zgodziły się na obszar Lizbona – Władywostok, lub nie miały możliwości zablokowania tendencji powstania takiego tworu w zamian za tzw lub ewentualny sojusz arktyczny lub inaczej sojusz białego człowieka ( USA + UE + Rosja) przeciwko Chinom postulowany już parę lat temu. Bo wszystkie kraje widzą tutaj zagrożenie

    https://archiwum.rp.pl/artykul/1192047-Sojusz-bialego-czlowieka-ale-bez-Rosji.html

    https://www.salon24.pl/u/mojsiewicz/514471,sojusz-bialego-czlowieka-gotuje-sie-na-wojne-z-chinami

    I przechodząc do kwestii o miejsce Polski w Układance.

    Należy mieć świadomość, że Polska zostanie sprzedana w tym układzie podobnie jak w 1945 lub 2009. Pytanie za jaką cenę. Na chwilę obecną jest debata czy powinniśmy wybrać opcję atlantycką lub kontynentalną. Rewelacyjna debata była odnośnie tego między Bartosiakiem i Sykulskim.

    https://www.youtube.com/watch?v=znOVuqjAmGk

    I znowu w telegraficznym skrócie jeśli chodzi o opcje atlantycką jesteśmy narażeni na strzały kontrolne czy to ze strony UE-Niemiec czy Rosji ( mając gdzieś tam daleko jakiś sojusz z USA, który w godzinie próby może nie wypalić casus 2009 roku czy Pani Ambasador o ustawie 447 parę lat temu.)

    Wybierając opcję kontynentalną jesteśmy narażeni na marginalizację, natomiast strefa zgniotu przesuwa się na Pacyfik. I znowu pytanie jak to rozegramy. Bo możemy rozgrywać dwutorowo będąc lub kontrolując główne szlaki z UE do Rosji i równolegle tworzyć nasze lokalne sojusze z grupą Wyszehradzką, lub/i Ukrainą + Państwa Bałtyckie. I będąc w grze rosnąc w siłę i po jakimś czasie zacząć negocjować, zmieniać warunki, rozpychać się łokciami. . Podobnie Jak Chiny które przystąpiły do WHO w w 2001. 20 lat ciszy i proszę zobaczyć jakie efekty są teraz. I tutaj należy podobnie robić biorąc przykład z chin, które z zaścianka stały się potęgą, dzięki przemyślanej strategii i pracy u podstaw.

    Ale takie rozwiązanie jest możliwe tylko gdy będziemy w grze, ponieważ inaczej nasza rola zostanie pominięta i nasze potencjalne sojusz mogą zostać szybko rozbite. A my jako amerykański klin będziemy pomijani. A tak bogacąc się na handlu, jednocześnie tworząc sojusze i pokazywać się jako racjonalnie myślący partner będziemy mieli wpływ na architekturę bezpieczeństwa w UE lub szanse jej kształtowania.

    Chciałbym również zwrócić uwagę jak kształtuję się nasze stosunki handlowe z USA i Rosją

    i gdzie nasze firmy więcej eksportują i zarabiają

    http://www.mapa.kuke.com.pl/stany-zjednoczone.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    29 085,2 mln PLN – DO USA

    http://www.mapa.kuke.com.pl/rosja.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    31 955,3 mln PLN – DO ROSJI

    Innymi Słowy nasze firmy zarabiają na handlu więcej z naszym przeciwnikiem niż sojusznikiem.

    Nie mówiąc już o Niemczech

    http://www.mapa.kuke.com.pl/niemcy.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    279 622,6 mln PLN

    Innymi słowy gospodarczo – Opcja Kontynentalna
    Politycznie – Opcja Atlantycka

    Czyli podręcznikowy dylemat – Mieć czy Być

    I jeszcze kwestia ostatnia. Wybierając opcję kontynentalną kupujemy sobie trochę więcej czasu na modernizację naszego kraju. Proszę pamiętać że oprócz armii która ma bronić nasze interesy należy jeszcze inwestować w inne obszary, które od lat mają problemy. Służba zdrowia, Szkolnictwo, Energetyka (linie przesyłowe), System Emerytalny, Brak mieszkań dla młodych. Niedługo będzie tornado demograficzne, które przeora nasz kraj. Wciąż brakująca infrastruktura drogowa, kolejowa, brak rodzimych sił wytwórczych. A należy pamiętać że nasi sąsiedzi mają na nas duże lewary.

    I ostatnie pytanie czy Rosji opłaca się z nami jakakolwiek wojna. Rosja aby nas zneutralizować nie musi straszyć nas 1 Gwardyjską. Wystarczy że dokona aktu sabotażu na elektrownie gdzieś na śląsku lub w wawie. Zresztą przykład 2 youtuberów z Rosji wspinający się na budynek w centrum stolicy i wieszający Flagę Rosyjskiej Federacji jest najlepszym przykładem (złota 44). Czyli Koszt/Efekt jeszcze mniejszy. I o ile przywracanie stref buforowych w byłym ZSRR można zrozumieć to my na chwilę nie mamy nawet jak walczyć. Zresztą jeśli spojrzeć jesteśmy klientem chodzi o surowce, więc w jakimś tam stopniu zarabiają na nas

    https://www.youtube.com/watch?v=0-FU9WrswzE

    Minuta 6:20 – 🙂

    Podsumowując:

    Lata zaniedbań, kradzieży, partactwa, złodziejstwa, malwersacji, korupcji, pychy, aroganctwa, pijactwa i czynów lubieżnych a także i innych zabiegów gorszących obywateli doprowadziły nas do takiego momentu, że trudno będzie grać samodzielnie w międzymorze, z takimi deficytami. Natomiast będąc częścią większego organizmu i mając z tego ewentualne profity i jednocześnie tworząc sojusze i kształtować politykę można po jakimś czasie próbować zmieniać zasady gry ( podobnie jak Chiny). Tutaj byłaby szansa, abyśmy faktycznie wybili się na lepszą pozycję.

    Czego sobie i Państwu życzę.

    Serdecznie Pozdrawiam

    Michał

    1. Koncepcja limitrofów Cymburskiego była koncepcją obronno-ofensywną. Obronną – jako „poduszka” chroniąca buforowo Rosję – gdy jest słaba – oraz ofensywną – gdy Rosja staje się silniejsza – i te limitrofy stają się pierwszymi daniami na liście do połknięcia w ramach ekspansji. Rosja z Chinami przeciw USA, czy z USA przeciw Chinom – to w obu przypadkach największe koszty [i egzystencjalne ryzyko] właśnie dla Rosji. Rosja – owszem poszła na strategiczny deal z Waszyngtonem w ramach „resetu” – co na własnej skórze doświadczyliśmy 17 września 2009 [i 10 kwietnia 2010] – ale ten deal był udawany – Rosja nie chciała być mięsem armatnim USA. Deal wykorzystała wyłącznie dla zwiedzenia Waszyngtonu, który naiwnie w 2011 rozwiązał II Flotę Atlantyku i GIUK, wycofał [ostatecznie w 2013] wszystkie ciężkie siły z Europy. Te wszystkie działania były wymuszone przez Kreml – dlatego jestem pewien, że Kremlowi na supermocarstwie Lizbona-Władywostok zależy najbardziej na świecie – bo to najlepsza opcja geostrategiczna w kalkulacji koszt/efekt dla Rosji. Berlin i Paryż wierzą naiwnie, że będą partnerami i równoprawnymi udziałowcami tegoż supermocarstwa, Kreml na 99.99% chce tego – ale tylko na początku – dla „legalizacji” supermocarstwa – a docelowo zdecyduje brutalna siła i obecność wojsk konwencjonalnych Armii Czerwonej – i szantaż taktycznej i strategicznej projekcji sił jądrowych FR. Berlin i Paryż chcą wypchnąć z USA z Europy – czyli jedyną siłę, która powstrzymuje Kreml przed docelowym podbojem Europy. Berlin koncentruje się na obiecankach otwartego rynku FR i tanich surowców, Paryż ze swymi skromnymi siłami strategicznymi w wyobraźni widzi Rosję jako partnera ponad głową Berlina – do zlewarowania ekonomicznej przewagi Berlina. Więcej – marzyciele z Paryża uważają, że Rosja posłusznie posłuży instrumentalnie Paryżowi [w marzeniach jako liderowi – stolicy Europy – ponad Berlinem] – do zlewarowania Chin. I Berlin i Paryż bujają w obłokach – w pierwszym etapie – owszem Rosja otworzy rynek i da tanie surowce i nawet odwróci „przyjaźń” z Pekinem – ale w drugim – po wchłonięciu technologii i po dekompozycji państw narodowych Europy – przejmie wyłączną kontrolę nad SWOIM supermocarstwem. W tym sensie i Berlin i Paryż wykazują się wyjątkową krótkowzrocznością, wynikającą z chciwości i z pychy. To wyjątkowo źle świadczy o poziomie geostrategii Niemiec i Francji – widać dalej tkwią w starym modelu świata konstruktywistycznego – i nie przyjmują do wiadomości, że decydować będzie siła.

    1. Panie Krzysztofie S. – przegrana w umowne 5 dni na Wiśle i 10 na Odrze – to jest stan na teraz – przy obecnym uszykowaniu WP w sprzęt – przy braku RMA – i przy kontynuowaniu taktyki i strategii i dowodzenia w istocie wg „tradycji” zimnowojennej. Przecież – tak dla przykładu – na chwilę obecną nawet te nasze T-72 i Twarde nie mają nawet średniej klasy pocisków podkalibrowych [tu przynajmniej Leo 2 mają zakupione bardzo dobre DM63]. Nie mamy nawet podstaw – np. nowoczesnych masowych rgppanc [stare i w sumie zbyt nieliczne RPG-7 to dobre w Afganistanie dla Talibów]. I tak dalej. Prosty przykład – wdrożenie amunicji precyzyjnej dla Krabów zwiększyłoby celność 50-krotnie na dystansie do 20 km, a około 50- 120 krotnie na dystansie 20-50 km – w porównaniu z amunicją klasyczną niekierowaną. Tyle, że precyzyjna amunicja Vulcano-Dardo ma zasięg 80 km, a amunicja precyzyjna Nammo ok. 130 km. Gdyby nasze Kraby [ok. 64 w służbie ze 120 zamówionych] miały oba rodzaje amunicji precyzyjnej to mogłyby wybic bezpiecznie z dystansu całą 1 Armię Pancerna Gwardii na ziemi – a w powietrzu zestrzelić każdy samolot w zasięgu. To pokazuje prymat RMA i jakości nad ekstensywnym zwiększaniem liczebności. Oczywiście – rzecz absolutnie niezbędna do zbudowania to C5ISR , czyli Kraby mogą urządzić takie „turkey shoots” – tylko mając sieciocentryczne pozycjonowanie celów. W sumie – Panie Krzysztofie S. – jest dokładnie ODWROTNIE – przy właściwie skrojonym PMT – możemy stworzyć tak silną asymetryczną aktywną obronę [w sumie jedną wielką całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – spinającą wszystkie domeny w jedną] , że – wraz z odstraszaniem nuklearnym – zmusimy Kreml do zaniechania agresji [tej otwartej] już na etapie planowania. A nawet na chwilę obecną w ramach „programu natychmiastowego” – wystarczyłoby wykonac kilka oczywistych ruchów przez MON, by szybko skokowo podnieść potencjał WP. Że tego MON nie robi – cóż – dlatego narasta takie zniecierpliwienie wśród ludzi, którzy trochę tematy znają. Niestety – to kwestia nieudolności organizacyjnej MON i IU, braku spójnej strategicznej wizji WP – ale i twardego nacisku starego lobby generalicji na rozwój ekstensywny [ilościowy] zamiast jakościowy, na dławienie automatyzacji, dronizacji, efektorów precyzyjnych, sieciocentryczności itd. Ze względu na ich partykularną wygodę, pewną ścieżkę kariery, nacisk na etaty, no i „wojując po staremu” nie trzeba się uczyć trudnych nowości…. – bo dla starej gwardii dronizacja i automatyzacja itd. oznacza tylko z ich punktu widzenia zabranie etatów i przez to utartej łatwej ścieżki kariery – a w praktyce wysadzenie z siodła przez młodą kadrę ery RMA.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *