Rosja ściąga wojska – Ukraina zagrożona?

Gdy pod koniec 2020 roku okazało się, że to Joe Biden wygrał wybory prezydenckie, narracja o tym, że Stany Zjednoczone dokonają ponownego resetu relacji z Federacją Rosyjską wybrzmiała z dawną siłą. Podobną do tej towarzyszącej zwycięstwu wyborczemu rzekomo pro-rosyjskiego Donalda Trumpa. Część komentujących wydarzenia geopolityków obawiało się ponownego resetu, który byłby niekorzystny dla interesów Polski. Tymczasem sprawy – podobnie jak kilka lat temu – przybierają obrót, w którym trudno jest spodziewać się porozumienia. Wydaje się to mało prawdopodobne zwłaszcza po tym, jak prezydent USA – Joe Biden – przytaknął na pytanie dziennikarza, dotyczące tego czy Władimira Putina należy uznać za zabójcę.

Euforia intelektualna związana z nieoczekiwanym wśród konserwatystów zwycięstwem Joe Bidena objawiła się w niektórych przypadkach poprzez wiarę w pomysły o tym, że Republika Federalna Niemiec byłaby gotowa finansować Wojsko Polskie. Pojawiła się presja narracyjna zgodnie z którą sprawy wisiały na włosku i lada moment miało dojść do rozstrzygającego sprawy w Europie porozumienia USA z Niemcami. Co również uderzyłoby w polskie interesy.

Jednak do niczego takiego nie doszło – zgodnie z tym co podnosiłem w poprzednich tekstach, komentarzach video a także dyskusjach w mediach społecznościowych.

 

Monachijskie powitanie

Widmo przyzwolenia władz z Waszyngtonu na niesforną politykę Niemiec i Unii Europejskiej – bez uzyskania jakichkolwiek gwarancji lub korzyści – zostało rozwiane na lutowej konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Gdzie prezydent Francji, kanclerz Niemiec i Przewodnicząca Komisji Europejskiej w przyjaznej atmosferze i z uśmiechem na ustach oświadczyli Joe Bidenowi, by nie robił sobie wielkich nadziei na jakąkolwiek zmianę polityki czy ustępstwa. Emmanuel Macron –  po kilku ciepłych słowach w stronę amerykańskiego przywódcy –  stwierdził, że Unia musi być samodzielna w zakresie bezpieczeństwa. I wymienił zagrożenia zewnętrzne, które znajdują się w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Słowem nie zająknął się natomiast o zagrożeniu ze strony Federacji Rosyjskiej oraz napięciu w Europie Środkowej. Angela Merkel również wyraziła aprobatę w związku z tym, że „Ameryka wróciła”, choć zaznaczyła, że Berlin zamierza kontynuować dotychczasowy program zbrojeniowy w zaplanowanym tempie, co zostało wcześniej uznane przez Donalda Trumpa za dalece niewystarczające. Wreszcie Ursula von der Leyen zasugerowała, że nie należy spodziewać się umów handlowych z USA oraz powrotu do zarzuconego przez Donalda Trumpa porozumienia TTIP. Jej zdaniem Unia Europejska znalazła się w innym miejscu, niż Stany Zjednoczone ją zostawiły po ustąpieniu Baracka Obamy.

Reasumując. Prezydent Joe Biden w Monachium wyciągnął dłoń w geście zgody licząc na uzyskanie tego, co próbować osiągnąć Donald Trump siłą. Liderzy europejscy z ciepłymi słowami przywitania wymierzyli Bidenowi polityczny policzek. Amerykański prezydent przyjechał na konferencję z konkretnym bagażem. Uchylił decyzję Donalda Trumpa o częściowym wycofaniu amerykańskich wojsk z Niemiec. Nie nałożył nowych sankcji na niemieckie firmy zaangażowane w budowę Nord Stream II. Zapowiedział zwiększenie zaangażowania w Iraku. Podpisał rozporządzenie o powrocie USA do porozumienia klimatycznego z Paryża (odwracając decyzję D.Trumpa) – co oznacza powrót do zasilania kapitałem tej inicjatywy przez Waszyngton. Ogłosił ponadto przywrócenie uczestnictwa Stanów Zjednoczonych w organizacjach międzynarodowych tj. WHO, któremu Donald Trump wstrzymał tymczasowo finansowanie. Co istotne, administracja Joe Bidena zasygnalizowała, że jest w stanie odpuścić budowę inicjatywy Trójmorza wewnątrz UE, co byłoby zgodne z interesami Niemiec. Świadczy o tym fakt, że nowy prezydent Stanów Zjednoczonych nie rozmawiał jeszcze ze swoim odpowiednikiem z Polski. Choć lista rozmów Joe Bidena na najwyższym międzynarodowym poziomie liczy już kilkadziesiąt pozycji.

Tymczasem Francja zapowiedziała utrzymanie linii dążenia do samodzielności strategicznej UE w zakresie bezpieczeństwa, co w zasadzie oznacza raczej niezależność i brak podporządkowania względem USA. Francja i Niemcy przeszły do porządku dziennego nad kwestią rywalizacji z Federacją Rosyjską, a UE jako całość dała sygnał, że nie zamierza wracać do rozmów o wcześniej negocjowanej umowie handlowej z USA. W sytuacji, gdy Niemcy i Francja uzgodniły już warunki porozumienia inwestycyjnego z Chinami.

Wiedza związaną z wydarzeniami ostatniego okresu wydaje się potwierdzać ogólne prognozy postawione przed dwoma miesiącami w tekście pt.: Rok 2021 – kierunki w polityce międzynarodowej. Joe Biden jako gamechanger?”.

 

Rosja wraca do polityki zastraszania

Wydaje się, że administracja Joe Bidena zajmowała się na początku wszystkimi innymi sprawami, tylko nie kwestią rywalizacji z Rosją zwłaszcza w regionie Europy Wschodniej. W związku z powyższym już w marcu 2021 roku decydenci z Kremla postanowili przypomnieć ludziom z Waszyngtonu, że ignorowanie Moskwy nie załatwia żadnych problemów. W Donbasie odnotowano wzrost natężenia incydentów – a w zasadzie ograniczonych walk – na całej linii frontu. Wreszcie pod koniec miesiąca okazało się, że Rosjanie zaczęli zwiększać obecność wojskową przy granicy z Ukrainą. W sieci zaczęły pojawiać się nagrania dokumentujące transport sprzętu wojskowego z głębi kraju w kierunku zachodnich granic Rosji. Jako oficjalny powód wskazano przygotowania do ćwiczeń ZAPAD-2021. W odpowiedzi Ukraińcy przyjęli projekt ustawy przewidujący możliwość powołania do służby rezerwistów w ciągu 24 godzin bez potrzeby ogłaszania mobilizacji. Z kolei rosyjski Minister Obrony Siergiej Szojgu oświadczył, że w ciągu kwietnia rosyjska armia przeprowadzi ponad cztery tysiące ćwiczeń taktycznych w ramach sprawdzianów we wszystkich okręgach wojskowych. Co tłumaczy wysoką mobilizację wojsk rosyjskich również innych rejonach, np. w okolicy Arktyki. Pojawiły się również informacje dotyczące wyciągania z magazynów starych, zakonserwowanych wcześniej rosyjskich wozów bojowych oraz czołgów. Co ma świadczyć o chęci przetestowania jak największej ilości jednostek rezerwowych oraz sprawdzenia ogólnego potencjału mobilizacyjnego. Jednak prawdziwym celem tak szeroko zakrojonych manewrów wojskowych jest chęć pokazania, że Rosja jest w stanie zmobilizować siły na każdym kierunku w jednym czasie, wobec czego trudno będzie przewidzieć rzeczywisty cel ewentualnego ataku – gdyby się na taki zdecydowano. Innymi słowy, generałowie z Moskwy pytają Amerykanów czy Ci są gotowi być wszędzie i bronić każdego?

W ramach tego rodzaju sugestii, została wywarta dodatkowa presja na Polskę będącą główną siłą NATO na wschodniej flance. Objawiło się to poprzez represje mniejszości polskiej na Białorusi oraz buńczuczne groźby Aleksandra Łukaszenki względem Warszawy.  Wcześniej białoruski dyktator zgodził się na zacieśnienie współpracy wojskowej z Federacją Rosyjską, a w marcu 2021 roku wyraził nadzieję na patrole rosyjskiego lotnictwa nad białoruskim niebem. Należy ponadto pamiętać, że rosyjskie wojska będą obecne na Białorusi w związku ze wspólnymi ćwiczeniami ZAPAD-2021. Co będzie wywierało dodatkową presję nie tylko na Warszawę, ale i Wilno czy Rygę.

W konsekwencji NATO będzie zmuszone monitorować sytuację i być gotowym do odpowiedzi na całej długości rosyjskich granic. Od Kamczatki, przez Arktykę, po Europę Środkowo-Wschodnią z uwzględnieniem Norwegii, Państw Bałtyckich, Polski i Ukrainy. Przy czym Rosjanie planują również manewry morskie, ze szczególnym naciskiem na okolice ukraińskich wybrzeży Morza Azowskiego.

 

Czy grozi nam eskalacja wojny na Ukrainie?

            Próbę złamania Ukrainy oraz zdobycia Kijowa opisałem jako jeden z najbardziej prawdopodobnych scenariuszy przyszłych wydarzeń w wielu wcześniejszych tekstach. Celem pełnoskalowej inwazji Federacji Rosyjskiej miałoby być próba obalenia rządów w Kijowie oraz osadzenie podporządkowanej Moskwie władzy, która zezwoliłaby na stacjonowanie na ukraińskim terytorium sił rosyjskich. Co zagroziłoby Polsce kolejnym frontem oraz stanowiło  bezpośrednie zagrożenie dla Rumunii. Bardziej szczegółowo zostało to opisane w tekście: „Plan Kremla na zwycięstwo z USA – dlaczego przesmyk suwalski stanie się nieistotny”.

Między innymi z tych względów od lat podnoszę, że Wojsko Polskie powinno szykować armię nie do obrony własnych granic, ale zdolną do podjęcia działań ofensywnych oraz ekspedycyjnych. Tezę tą uzasadniałem w grudniu 2019 roku w tekście pt.: „Jakiej armii potrzebuje Polska? – Ofensywnej!”. Celem tego wstępu było wykazanie, że od dawna wskazuję na znaczne prawdopodobieństwo militarnego uderzenia Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. W dość szczegółowy sposób opisywałem również możliwy przebieg wypadków w tym zakresie i były to pierwsze tego rodzaju analizy w publicznej przestrzeni sieciowej. Jakkolwiek podtrzymuję zdanie, że wskazana groźba jest rzeczywiście realna, o tyle należy zastrzec, że rzeczywistość obecnego momentu dziejowego daleko odbiega od warunków, w jakich wojna rosyjsko-ukraińska wisiałaby na włosku lub byłaby nawet nieuchronna.

W styczniu 2020 roku opublikowałem analizę dotyczącą drabiny eskalacyjnej na linii Waszyngton – Moskwa. Opisałem w niej przyszłe działania oraz ich kolejność podejmowania przez każdą ze stron. Jako punkt szczytowy na tej drabinie umieściłem inwazję Rosji na Ukrainę. Jednak by do tego doszło, wymieniłem szereg wydarzeń, które musiałyby do tego doprowadzić. W chwili obecnej spełniła się dopiero pierwsza przesłanka i to tylko częściowo. Moskwa w dużym stopniu kontroluje Mińsk, na skutek osłabienia pozycji Łukaszenki w kraju po wyborach sierpniowych z 2020 roku. Tak więc znajdujemy się dopiero na pierwszym z kilku stopni drabiny i wątpliwym jest, by Rosjanie od razu przeszli do brutalnej rozprawy z Ukrainą. Przekreślając tym samym wszelkie nadzieje na pokojowe uzyskanie celów w drodze twardych – ale jednak – negocjacji.

Tak ryzykowny krok jakim byłaby wojna mógłby zostać podjęty dopiero wówczas, gdyby Władimir Putin stracił wszelkie nadzieje na pomyślny dla Rosji przebieg wydarzeń. Jednocześnie Rosja musiałaby by być na skraju wyczerpania ekonomicznego, co zmuszałoby władze z Kremla do rzucenia wszystkiego na jedną kartę. Jeszcze we wrześniu 2017 roku – przy okazji ćwiczeń ZAPAD-2017 – napisałem artykuł, w którym starałem odpowiedzieć się na pytanie kiedy taki moment mógłby nastąpić. Podtrzymuję postawioną tam tezę, że nadzieja Putina na wygranie wojny nerwów z USA prysłaby wraz z ewentualnym porozumieniem amerykańsko-chińskim. Innymi słowy, Federacja Rosyjska musiałaby pozostać na arenie międzynarodowej w kompletnym osamotnieniu. Póki co, Moskwa współpracuje w pewnym zakresie z Pekinem. Nie można pisać o wielkiej przyjaźni, ale też jest szereg płaszczyzn – jak np. program kosmiczny, czy dostawa gazu przez Siłę Syberii – gdzie państwa współpracują.  Nie wydaje się również, by gospodarka Federacji Rosyjskiej była bliska upadku. Owszem, problemy narastają, a Rosjanie używają mechanizmów finansowych, które świadczą o tym, że powoli tracą pole manewru. Jednak wciąż budżet rosyjski zasilany jest przez petrodolary pochodzące ze sprzedaży ropy i gazu do Europy oraz Turcji. Ponadto Władimir Putin ma jeszcze nadzieje na to, że zyski zwiększą się po ukończeniu Nord Stream II. Tak więc póki co, Rosjanie mogą czekać na przebieg wydarzeń i obserwować, czy przypadkiem Stany Zjednoczone nie rozsypią się wewnętrznie wcześniej. Tak więc nielogicznym byłoby podejmowanie największego ryzyka w momencie, kiedy sytuacja własna jest w miarę stabilna (choć nie najlepsza), a rywal przeżywa szereg poważnych problemów wewnętrznych. Na płaszczyźnie polityki monetarnej, gospodarczej, społecznej, pandemicznej, a ponadto w polityce międzynarodowej. Innymi słowy. W przeciągu ostatniego półrocza nie wydarzyło się nic, co zmieniłoby w sposób drastyczny położenie Federacji Rosyjskiej.

Należy w tym miejscu przypomnieć wydarzenia z 2014 roku. Wówczas to Federacja Rosyjska po raz ostatni użyła siły militarnej w celu uzyskania politycznych korzyści na lokalnej i globalnej arenie międzynarodowej. Przejęcie Krymu odbyło się niemal z dnia na dzień – zaskakując nie tylko samych Ukraińców ale i wszystkich istotnych graczy światowych. Zielone ludziki bez wystrzału zajęły cały półwysep, na którym stacjonowały ukraińskie wojska. Pomijając brak przygotowania Ukrainy, należy przede wszystkim zwrócić uwagę na fakt, że sukces Rosjan został oparty o efekt całkowitego zaskoczenia.

Nie inaczej było w przypadku Donbasu. Tam, niemal z dnia na dzień separatyści ogłosili niepodległość oraz wprowadzili czołgi na ulice. Trudno uwierzyć że, mieszkańcy wschodniej Ukrainy posiadali schowane w garażu wozy bojowe. Tak na wszelki wypadek. Nieufnie podchodziłbym również do sugestii Władimira Putina, że tego rodzaju sprzęt ciężki można było nabyć w każdym sklepie z militariami. Podsumowując, gdy Rosjanie zamierzają podjąć działania wojskowe, zazwyczaj ukrywają swoje zamiary.

Tymczasem nie można oprzeć się wrażeniu, że obecnie mamy do czynienia jedynie z sugestywną demonstracją siły. Co z kolei skłania do przekonania, że władze z Kremla nie zamierzają przeprowadzać inwazji, ale raczej chcą poprzez presję osiągnąć jakieś konkretne cele taktyczne. I przy okazji sprawdzić reakcję samych Ukraińców oraz ewentualnych sojuszników z NATO.

Tego rodzaju konstatacja nie powinna jednak prowadzić do ignorowania rosyjskiego zagrożenia. Wręcz przeciwnie, gdy Rosjanie demonstrują gotowość użycia siły – należy tym bardziej stanowczo okazać determinację do podjęcia obrony. Tylko w ten sposób można mieć nadzieję na odstraszenie rosyjskiego agresora. Ignorancja, uległość lub słabość stanowiłyby zachętę dla Moskwy.

Nie można więc nie odpowiedzieć na rosyjskie testowanie granic tolerancji NATO. Wydaje się, że Stany Zjednoczone, Polska oraz NATO nie pozostaną bierne w nadchodzącym roku. Świadczy o tym choćby fakt, że Minister Spraw Zagranicznych Zbigniew Rau pojechał z wizytą do Kijowa. Śladem litewskiego MSZ, który wizytował stolicę Ukrainy jeszcze w lutym. Natomiast prezydent Zełeński ogłosił, że w 2021 roku odbędą się manewry wojskowe na Ukrainie w których weźmie udział Wielka Brytania oraz co najmniej cztery inne państwa NATO. Wszystko to odbywa się w porozumieniu z Waszyngtonem.

Mając to wszystko na uwadze, warto nie poddawać się narracjom mającym na celu wywołać emocje u odbiorcy.  Nawet jeśli tych nie brakuje w przestrzeni publicznej i potrafią przytłoczyć. W ocenie sytuacji geopolitycznej najlepiej sprawdza się chłodna głowa, spokój i rzeczowa analiza. Podejście to wydaje się mało atrakcyjne, być może nie skłania do “klikania” czy płacenia za ciekawą treść usianą pytajnikami i wykrzyknikami, jednak nie o sensacje przecież tu chodzi 🙂

 

pozdrawiam serdecznie

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

53 komentarze

  1. Testowanie USA i NATO i UE przez Rosję – bo tak to chyba wygląda w przypadku koncentracji u granic Ukrainy – odbywa się pod bezpiecznym dla Kremla “parasolem” Pekinu – czyli testowania USA i sojuszników na Pacyfiku – przez Chiny presją na Tajwan. Bardzo słuszna uwaga Pana Krzysztofa – Rosja UDAJE, że może się angażować na wielu frontach od Arktyki po Ukrainę. Udaje, że jest silna, że nie ma krótkiej kołdry. Czyli Sun Tzu w klasycznej maskirowce “gdy jesteś słaby – udawaj silnego”. To udawanie ma niewielkie ryzyko – wynika z faktu, że Kreml nie przewiduje ryzyka kontry, gdyż Pacyfik “nakrywa” skalą ważności i zaangażowania sprawy w Europie. Papierkiem lakmusowym jest “zostawienie” Turcji i Karabachu w spokoju – bo wobec Turków Kreml nie chce ryzykować kontry “sprawdzam” – która by zaraz “położyła” całą tę operację -zamieniając ją w wizerunkową katastrofę. Moim zdaniem ta wojskowa demonstracja Kremla wobec Ukrainy, to minimum polityka wbijania klina, który się zarysował po Monachium między USA i Europą [jądrem karolińskim] – między NATO a szeroko rozumianą Brukselą. W zależności od reakcji USA, UK, państw NATO, Berlina, Paryża, Brukseli – Kreml podejmie teraz decyzję o kolejnej fazie operacji – albo eskalacyjnej, nawet kinetycznej – albo Kreml i wycofa się z konfrontacji – “sprzedając” tę deeskalację jako “wyraz dobrej woli” i “pokojowych intencji” i takie tam stałe fragmenty gry manipulacji propagandowej… Szczególnie – zrobi to skwapliwie – jeżeli Berlin i Paryż zaapelują o pokój itd. Wtedy Kreml udowodni, że Europa wisi na dobrej [lub złej] woli Kremla – i “gwarantuje” stabilność Europie – na warunkach Kremla… Dodam tylko uwagę praktyczną, jak łamać rosyjskie demonstracje siły i ZŁUDZENIE kontroli drabiny eskalacyjnej przez Kreml, uwagę, jaką zamieściłem w dłuższym komentarzu jako “Dalej patrzący” na d24 do artykułu https://www.defence24.pl/rosyjscy-zolnierze-przy-granicy-z-ukraina-najwiecej-od-2014-roku-komentarz – “Wystarczyłoby kilka rojów dronów uzbrojonych w kppanc i inne efektory precyzyjne – i cała demonstracja siły Rosji miałaby charakter…żałosny. To nie tylko kwestia likwidacji mas pancerno-zmechanizowanych, ale także artylerii dalekiego zasięgu – czy przełamywania A2/AD – na co – sami Rosjanie przyznają – rosyjskie bastiony A2/AD są bezradne.” W stare klocki [Rosja jest silna i pewna siebie – dlatego trzeba dokonać maksymalnej ucieczki do przodu w systemy RMA – dające maksymalnie asymetryczny efekt oraz zaporowe koszty w kalkulacji koszt/efekt. Szczególnie drony – bo te maksymalnie podbijają przeciwnikowi podjęcie poprzeczkę ryzyka – i szczególnie skalowalne efektory precyzyjne – bo te umożliwiają precyzyjne i skalowalne operacje – dokładnie do kontroli drabiny eskalacyjnej. Rosje dronów to w tej chwili najbardziej uniwersalny, elastyczny, skalowalny i dość łatwo modernizowalny system – zarówno obrony jaki i ataku. Dron jest operacyjny zaraz po załadowaniu oprogramowania – a wyszkolenie załóg to lata…nie mówiąc o poziomie dopuszczalnego ryzyka misji – bardzo ograniczającym użycie systemów załogowych. Niestety – pokazowe i bardzo “dosadne” dronowe lekcje skuteczności w Syrii, Libii i Karabachu są wprost ignorowane przez naszą generalicję [MON, IU, SG – także] – która to generalicja łaknie ekstensywnego rozrostu etatów i stanów, systemów załogowych, czyli ogólnie bazy dla awansów i dla ścieżki kariery – i dla użycia [na każdym szczeblu] mało wymagającego w uczeniu się i w myśleniu – dlatego preferują wojowanie a la AD1970 – ze szczytu zimnej wojny… Niczego nie zapomnieli – i niczego się nie nauczyli…a “dronizacja”, “sieciocentryczność”, “autonomizacja i automatyzacja”, “AI”, “efektory precyzyjne” – to są “wrogowie numer 1” naszej generalicji…przypomina to co do mentalności i krótkowzroczności zajadłość admiralicji US Navy, forsującej w okresie międzywojennym pancerniki, admiralicji wrogiej wobec “Billy” Mitchella promującego hasło “1000 samolotów za 1 pancernik”…a potem real bardzo gorzko i krwawo zweryfikował i wystawił rachunek za zaprzaństwo lobby przestarzałego wojowania…

    1. Errata: nie “Szczególnie drony – bo te maksymalnie podbijają przeciwnikowi podjęcie poprzeczkę ryzyka” tylko “Szczególnie drony – bo te maksymalnie podbijają przeciwnikowi koszty operacyjnej gry w drabinie eskalacyjnej – i zapewniają maksymalnie szybkie podjęcie działań [w istocie nie tyle reaktywnych – ile proaktywnych] – i dają maksymalną poprzeczkę ryzyka misji – czyli maksymalne pole działania”.
      Errata 2: nie “Rosje dronów” a “Roje dronów”. Rój dronów winien być traktowany jako podstawowa jednostka operacyjna na Polskim Teatrze Wojny. Rój winien zawierać sensory/retransmitery ale i “procesory” analityczno-decyzyjne [w oparciu o AI] – czyli z jednej strony element i wpięcie w sieciocentryczny całościowy system C5ISR – z drugiej zdolność do samodzielnego działania w razie przerwania łączności [przez przeciwnika – lub intencjonalnie] . Kolejny element roju – to drony z modułami do walki opto-radiowo-elektronicznej EW. Zresztą – kolejne wymaganie to maksymalne ekranowanie EM i pokrycie ablacyjne na systemy energii skierowanej [oczywiście – dla zyskania cennego ułamka sekundy na kontrakcję roju dla likwidacji generatora ofensywnego]. Kolejna rzecz – to systemy obronne – zarówno C-RAM [w istocie “mały” mobilny lokalny system antyrakietowy b. krótkiego zasięgu] – tu typowałbym tani LM MHTK [po 15 tys dolarów sztuka]. Kolejna rzecz – to Pioruny – które na różnych pułapach dronów-nosicieli zapewniałyby absolutne panowanie w powietrzu. I LM MHTK i Pioruny – także do zwalczania różnych klas dronów przeciwnika. I wreszcie efektory – na różne domeny – od pozahoryzontalnych kppanc “fire-and-forget” [z opcją pozycjonowania aktywnego/półaktywnego bezpośrednio w strefie celu], po tanie precyzyjne Spike 40 mm z granatnika. Czyli od zwalczania ciężkiego sprzętu – po pojedyńczego żołnierza. Także z dronami jako nosicielami dronów – np. amunicji krążącej [to szczególnie przy przełamywaniu rosyjskich bastionów A2/AD]. Ale także efektory do projekcji siły w domenie morskiej – tej nawodnej – ale i podwodnej. Choćby drony z magnetronami, z holowanymi sonarami pasywnymi, czy bojami nasłuchowymi [triangulacja przestrzenna] – oraz z lekkimi torpedami – np. Leonardo Black Scorpion o masie poniżej 20 kg. Nadrzędną jednostką całokrajową jest oczywiście skoordynowany rój rojów. – na tym poziomie już jako siła strategiczna w ciągłej gotowości. Moim zdaniem to najlepsze narzędzie do demonstracji siły, gotowości, odstraszania – jako “płynnego” i dynamicznie zadaniowanego non-stop jednego worka zasobowego – do ataku, obrony [w tym obrony infrastruktury krytycznej]. Z prostym przełożeniem – starsze drony idą do obrony “interioru” Polski, a najnowsze – do działań “frontowych”. W przypadku dronów operujących poza granicami – winny mieć cechy stealth. Kluczem jest ilość – pozwalająca na saturację działań – i na dokładne wyskalowanie działań i precyzyjny dobór poszczególnych typów dronów i ich wyposażenia i uzbrojenia do danej misji. Czyli to oznacza, że nie drogie duże motoszybowce na wojny asymetryczno-partyzanckie [jak MQ-9 Reaper] – ale tanie, budowane np. z kompozytowej sklejki drewnianej itp. – z silnikami nawet stosowanymi w dużych modelach redukcyjnych, czy lotniach. Nawet nie 100 KM [jak Rotax w tureckim “ikonicznym” TB2] – ale raczej silnik od motocykla – rzędu ca 25 KM. Nie wykluczam silników odrzutowych – stosowanych w modelach redukcyjnych. Notabene: amatorskie modele redukcyjne osiągają z silnikami odrzutowymi [są nawet osobni producenci takich silników] do 740 km/h – czyli poziom mobilności aż nadto przewyższający obecny poziom większości dronów bojowych. Największe znane mi modele redukcyjne są cięższe i większe od np. MQ-1 Predator. I zasada – jeden dron przenosi jeden efektor albo jeden sensor albo inny ww moduł. Czyli – utrata 1 drona – minimalizuje koszt tej straty. Kluczem na Polskim Teatrze Wojny jest czas reakcji, mobilność [w tym mobilność przerzutu w ramach koalicyjnych działań na szeroko rozumianej Flance od Arktyki po Morze Czarne i Kaspijskie], uniwersalność do ataku i obrony, uniwersalność do działań we wszystkich domenach – oraz maksymalne asymetryczne podniesienie poprzeczki kosztu i ryzyka przeciwnikowi. I dyspozycyjność – wynikająca z podzielności roju na poszczególne drony – i na moduły zadaniowe -wymienne real-time między dronami. Mamy np. na stanie 12 tys dronów, przy dyspozycyjności ca 85% – zawsze mamy gwarantowane umowne 100 rojów po 100 dronów. Moim zdaniem na Polskim Teatrze Wojny gotowość operacyjna w pierwszym rzędzie winna być liczona przede wszystkim nie w dyspozycyjnych do akcji batalionach – ale w rojach dronów i poziomie ich wyposażenia i uzbrojenia i spięcia sieciocentrycznego. Zamiast klasycznej głębi strategicznej [której nie mamy] – proaktywna wysunięta buforowa zagraniczna strefa naszej przewagi – uzyskiwana po pierwsze przez nadrzędną “wielką” całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – lokalnie zwiększaną przez możliwości “intruderskich” rojów dronów bojowych. Dlatego jestem absolutnym przeciwnikiem budowania dużych jednostek pancerno-zmechanizowanych. Nie spełniają żadnego z powyższych wymagań dla Polskiego Teatru Wojny, a kalkulacja koszt/efekt jest dla nich katastrofalna. Dość powiedzieć – że za jeden nowy czołg z pełnym ogonem logistyczno-szkoleniowym – kupię przynajmniej 100 najnowszych Brimstone 3 [uniwersalnych – wielodomenowych co do nośnika – czyli “plug-and-fight”] – które zniszczą przynajmniej 50 czołgów FR [a zaryzykowałbym, że ca 70] – lub ca 90 BWP czy innych jednostek sprzetowych FR. Wynik absolutnie fantastyczny i niedosiężny dla tego najnowszego naszego czołgu. To, że “inne” armie nadał łożą w czołgi itd – to żaden argument. Liczy się tylko NASZE myślenie i NASZA kalkulacja systemów, ich zgodności z NASZYMI nadrzędnymi wymaganiami – i kalkulacja koszt/efekt dla wyboru konkretnego optymalnego systemu, który te wymagania spełnia. Tutaj roje dronów i ciężkie jednostki pancerno-zmechanizowane są na przeciwnych biegunach powyższych kryteriów. Niestety – lobby starego systemowo i utartego wojowania a la AD1970 – jest nadal silne w MON, IU, SG, generalicji i admiralicji. Dla nich RMA – z dronizacją i automatyzacją na czele – to dla tych kół “wrogowie nr 1” – bo zabierają etaty, utarte “bezpieczne” ścieżki kariery i awansów – i wysadzają z siodła – na rzecz nowego pokolenia – wykształconego technicznie. A okno czasowe na modernizację się kurczy…bardzo prawdopodobne, że “deadline” dla PRAWDZIWEJ modernizacji SKUTECZNEJ strategicznie – upłynie przed 2030…decyduje moim zdaniem krytyczny moment wyjścia sił USA z Europy – i dokładnie na TEN moment czeka Kreml…

    2. Testowanie USA i NATO i UE przez Rosję – bo tak to chyba wygląda w przypadku koncentracji u granic Ukrainy – odbywa się pod bezpiecznym dla Kremla “parasolem” Pekinu – czyli testowania USA i sojuszników na Pacyfiku – przez Chiny presją na Tajwan.

      Wgląda na to, że pomiędzy Chinami a Rosją zachodzi daleko posunięta synchronizacja działań na poziomie zarówno taktycznym jak i strategicznym.
      Być może…

      “(…)Dla rządzących Rosją Sowiecką czekistowskich elit współpraca z ChRL jest korzystna (nawet za cenę stania się trybutariuszem Chin), gdyż usprawnia i wzmacnia system kontroli nad własnym społeczeństwem, a także nad krajami będącymi ich strefami wpływów. Współpraca z Pekinem umożliwia też Moskwie realizację swoich kierunków polityki zagranicznej, zwłaszcza jeśli chodzi o ekspansję. Ponadto, elity sowieckie czerpią ogromne korzyści finansowe ze sprzedaży broni oraz surowców naturalnych do Chin.

      Mimo powyższego Stany Zjednoczone mogą spróbować resetu z Rosją Sowiecką. Będzie wymagało to po pierwsze wpompowanie w czekistowskie państwo ogromnych pieniędzy, a po drugie – dania Moskwie koncesji w różnych rejonach świata, na przykład w Europie Wschodniej czy na Kaukazie, a w skrajnym przypadku – w całej Europie. Skończy się to jednak tym, że Moskwa będzie wówczas udawała prozachodniość i proamerykańskość i z przyczyn opisanych powyżej będzie kontynuowała sojusznicze relacje z Chinami albo zakulisowo (tak jak w czasie sfingowanego rozłamu sowiecko-chińskiego), albo otwarcie, aby jeszcze bardziej upokorzyć ugodową część elit amerykańskich.(…)”
      https://cutt.ly/tc5EotF

      Czyli można wnioskować, że gra na próbę rozbicia sojuszu ChRL z Rosją – obojętnie od zaangażowanych w to zasobów – jest faktycznie skazana na porażkę, a efektywnie wygląda to tak, że “myszy” z Chin i Rosji chcą zabiegać Amerykańskiego “kota” i pokazać, że wszystkich dziur nie upilnuje, więc lepiej niech ustąpi ze swojej uprzywilejowanej pozycji.

      Co tylko wzmacnia i podkreśla potrzebę stania się Polski jak najszybciej suwerennym i samodzielnym graczem!!!

      1. @Georealista
        Przy czym dodając do poprzedniego, jest mi wiadomym, że w przeszłości były możliwe różne konfiguracje sojusznicze (Krzyżacy-Polacy-Kitwini vs. Złota Orda itp), jednakże wtedy mieliśmy do czynienia z normalnymi aktorami politycznymi, a nie z molochami totalitarnymi, jakimi są ChRL i obecna Rosja.

  2. Jak dla mnie dobra analiza. Choć nie znam dokładnie wszystkich aspektów sytuacji na Ukrainie. Przydałaby się analiza sytuacji na Ukrainie (tak jak było to zrobione w przypadku innych krajów np. Francji, Grecji czy Hiszpanii). Wtedy byłaby kompletna analiza problemu. Miłego dnia.

    1. Potwierdzam opinię Anki. Dobra analiza. Przydałaby się szersza analiza problemu państwa ukraińskiego (na wzór choćby artykułów Pańskiego autorstwa o Francji, Włoszech, Hiszpanii czy Grecji). Proszę tego nie traktować jak zarzut, ale sam Pan przyzna, że obraz Ukrainy przedstawiany w polskich mediach w wielu aspektach nie pokrywa się z rzeczywistością. A przydałaby się taka geopolityczna analiza państwa ukraińskiego (czy to na YouTube czy na tej stronie internetowej). Życzę Panu sukcesów i ciekawych przyszłych materiałów.

      1. Dziękuję za motywację i z Pańskiej i Pani Anki strony.

        Z pewnością tego rodzaju analiza by się przydała i pomyślę nad nią. Problemem jednak mogą być dane makroenokomiczne. Ukraina to dość dziki kraj 🙂

        Może po prostu ograniczę tekst do samego geo? Zobaczymy 🙂
        pozdrawiam
        KW

  3. W planie taktycznym – kótkookresowym, a nawet średniookresowym – współpraca Kremla z Pekinem jest korzystna dla obu graczy. Natomiast w planie strategicznym – długookresowym – to dwaj śmiertelni wrogowie – ustawieni bezpośrednio “twarzą w twarzą” w grze o sumie zerowej – na azjatyckim podwórku. Kreml – który oszukuje Rosjan w tej sprawie – na pewno zdaje sobie sprawę z nieuchronności OSTATECZNEJ NIEUNIKNIONEJ rozprawy – w której już jest stroną słabszą w ekonomii/rozwoju/demografii/tempie postępu technologicznego – a czas działa tylko na niekorzyść Rosji – gdzie krytycznym momentem będzie detronizacja Rosji jako supermocarstwa atomowo-rakietowego nr 1. Nastąpi to w umownym 2035 – czyli w momencie naznaczonego przez Xi przegonienia w technologiach militarnych USA. Z jednoczesnym skokiem RMA w systemach C5ISR/EW, z uzyskaniem sieciocentrycznej globalnej kontroli real-time – przez kompleks przetwarzający dane w decyzje – właśnie w czasie rzeczywistym – dzięki globalnej [i kosmicznej] sieci sensorów, przetwarzania danych z cyberdomeny przez AI, łączności natychmiastową na splątaniu kwantowym, klastrach sieciowych komputerów kubitowych. Oraz z całkowitym odwróceniem obecnej przewagi środków ataku jądrowego [rakiety/hipersoniki] – na rzecz obrony przez masowe systemy precyzyjne energii skierowanej wielkiej mocy – przynajmniej megawatowe lasery i emitery wiązek np. mikrofal [i innych zakresów – zwłaszcza twardych]. Myślę, że Kreml rozumie nieuchronność owego “Game Over” dla Rosji – i dlatego stara się zrealizować projekty geostrategiczne – PRZED krytycznym przesileniem. Pierwszy to budowa supermocarstwa Lizbona-Władywostok – silniejszego i od USA i od Chin. Ten projekt jest w kalkulacji koszt/efekt [i ryzyka] najbardziej korzystny – i jest na pewno realizowany jako priorytet. Drugi projekt – to doprowadzenie do konfrontacji USA-Chiny – gdzie Kreml będzie mógł z dogodnej pozycji negocjacyjnej dyktować warunki przystąpienia do sojuszu – tej stronie, która da lepsze warunki. Optymalnym wariantem dla Kremla byłoby zrealizowanie OBU projektów w ramach jednego “planu totalnego” – tzn. doprowadzenie do maksymalnego skonfliktowania USA-Chin na Pacyfiku i totalnej mobilizacji sił w tamtym regionie [i “najlepiej” – dla Kremla – incydentów “palących mosty” i nakręcających mobilizację totalną i spiralę eskalacyjną] – i jednoczesne wykorzystanie wycofania sił USA z Europy – i zbudowanie metoda faktów dokonanych [z naiwnym Berlinem i Paryżem] najpierw wspólnego supermocarstwa Lizbona-Władywostok – a potem supermocarstwa wyłącznie we władzy Kremla. W TAKIEJ sytuacji Kreml zacząłby rozmawiać i z Pekinem i z Waszyngtonem – już z zupełnie nowej pozycji – ofiarując udział w ustanowieniu nowego porządku świata – nie jako sojusznik i junior-partner – ale jako najsilniejszy i decydujący gracz – czyli kompletnie odwracając obecny układ geostrategiczny USA-Chiny z Rosją jako dodatkiem. Ważnym – ale tylko dodatkiem [gdzie i tak Indie stają się realnie, niezależnie od deklaracji, coraz ważniejszym zamiennikiem geostrategicznym Rosji dla Waszyngtonu]. Moim zdaniem kalkulacja Kremla jest taka, że ten powyższy plan kombinowany – należy zrealizować do 2030. Później Rosja relatywnie zbyt osłabnie – a i “wytrzymanie’ wyrzeczeń przez społeczeństwo wydaje się po tej dacie wątpliwe – a nadto postępy RMA w USA i w Chinach zaczną deklasować Rosję i jej pozycję. I to jest dla Polski konkretny “perymetr czasowy” dla skrajnie nowego PMT opartego na budowaniu strategicznego suwerennego odstraszania i jako silny i cenny gracz – dla nowych sojuszy – poczynając od NORDEFCO – aż po Turcję [ze współpracą z Koreą i Japonią – zwłaszcza technologiczną]. Sojusz z USA jest tu drugorzędny – bo przy powyższej grze Kremla – sił USA nie będzie w Europie – bo wyjdą na Pacyfik. Hasłem polityki winno być stanięcie na własnych nogach [politycznie i militarnie] – i w kolejnym kroku [gdy przyrost siły własnej będzie już widoczny w regionie] strategiczny pierwszoplanowy sojusz regionalny z państwami bezpośrednio zagrożonymi przez Kreml. Rozbudowując sojusz militarny w regionie – o regionalny sojusz ekonomiczno-handlowy i technologiczny. W TAKIM sojuszu ważniejszym od USA graczem byłoby UK – z racji regionalnego wpięcia w północna część sojuszu. Gdzie większe zagrożenie UK będzie miało skutek w większej determinacji do użycia sił jądrowych. Bo co do USA – te nie kalkulują Rosji jako egzystencjalnego zagrożenia – ale zasadniczo jako przyszłego sojusznika przeciw Chinom. Dlatego wszelkie najbardziej uroczyste i zredagowane w najbardziej ostrej formie deklaracje kontruderzenia jądrowego USA w razie ataku na Flankę – mam za niewarte papieru, na którym zostaną podpisane. I dlatego – prócz wpięcia UK do sojuszu regionalnego jadącego w kwestii bezpieczeństwa na jednym wózku – druga rzecz to wpięcie się w projekt Finlandii w ramach NORDEFCO][ budowy suwerennego przemysłu jądrowego – czyli na końcu głowic strategicznego odstraszania jądrowego. Oraz własnego programu jądrowego – najbezpieczniej przez zakup materiałów metodą “mrówczą”. Dla sprawdzenia USA powinniśmy zażądać w trybie pilnym i nadzwyczajnym [sytuacja eskalacyjna na Ukrainie – albo inna taka sytuacja – są doskonałym pretekstem] NATO Nuclear Sharing. Z całym propagandowym [“na cały regulator”] przekazem, że taki ruch doskonale sprawdził się w czasach zimnej wojny [stąd Niemcy i Holandia uzbrojono wtedy w NATO Nuclear Sharing] – czyli z przekazem, że taki ruch ZDEESKALUJE sytuację w regionie. Brak takiego ruchu USA – daje nam pretekst do przejścia do całkowicie suwerennej polityki – suwerennej i “na własnych nogach” – oraz do sojuszu regionalnego działającego w kolektywnym REALNYM własnym interesie – jako sojuszu priorytetowego względem tego z USA i z NATO. Oczywiście – to wymaga przygotowania i wielokrokowej głębokiej narracji – i przygotowania kontry na wszelkiego typu naciski Waszyngtonu. Włącznie z wytrzymaniem ultymatywnych gróźb i konsekwentną postawą “sprawdzam” w razie groźby wycofania sił USA z Polski. Ale to dużo szerszy i głębszy temat. I wymaga prawdziwych polityków – z własnym myśleniem wg siły, interesu i racji stanu. Na razie tracimy czas, a deklarację JK [ polecam: https://www.defence24.pl/kaczynski-bedziemy-musieli-szybko-rozwijac-zdolnosci-militarne ] mam za dość tanią propagandę medialną “pod publiczkę”, bo brak jest i nowego SPO i skrajnie nowego PMT – i brak zasadniczych zmian [prócz wizerunkowych roszad na stołkach markujących zmiany] w systemowym funkcjonowaniu i w strukturalnych zmianach w MON, IU, SG, ale i w MAP i w PGZ. RELATYWNIE względem wymagań modernizacji i armii i państwa – narzuconych nam zewnętrznie w coraz gorszych warunkach otoczenia geostrategicznego – COFAMY się w sile i w zdolnościach realnych – bo inni idą szybciej do przodu. Pocieszanie się ekstensywnymi wskaźnikami PKB jest tu zasłoną dymną. Liczą się wskaźniki intensywne – związane z innowacyjnością i high-tech jako bazą wzrostu. Sumując – tracimy czas – i idziemy w złym kierunku w polityce zagranicznej [wieszając się na klamce Waszyngtonu] – i nie dokonując twardych reform dla skoku high-tech. Wierzę, że JK i obecni sternicy mają dobre intencje – niestety, to o wiele za mało – potrzebne są MERYTORYCZNE KOMPETENCJE i twarda konsekwentna długofalowa WŁASNA real-politik rozpięta na WŁASNEJ geostrategii. Bo dobrymi intencjami to niestety piekło wybrukowane.

    1. załóż swojego bloga. Powiedział Pan że ” Pierwszy to budowa supermocarstwa Lizbona-Władywostok – silniejszego i od USA i od Chin” Pamiętam też i pana wypowiedź że i Chiny zrozumiały w co gra Rosja i wbijają klin teraz razem z USA aby takie mocarstwo nie powstało. Więc nie powstanie niech Rosja o tym zapomni

      1. Owszem – supermocarstwo Lizbona-Władywostok nie powstanie – pod warunkiem, że buforowa Flanka z Polską się utrzyma. A w planie gry G2 – że Chiny z USA dogadają się co do marginalizacji zbyt ambitnej i zbyt “cwanej” Rosji. Czyli nie dadzą “wpuścić” w tę kombinowaną, wyżej opisaną, grę Rosji. Na razie jednak konflikt USA-Chiny narasta – i Pacyfik staje się priorytetowy – kosztem Europy. Amerykanie są nadal zadufani i dość tępi w geostrategii – i “ogarniają” rozwój sytuacji i reagują ze sporym opóźnieniem. Co oznacza, że w krytycznej chwili musimy liczyć na siebie – i na sojusz regionalny Flanki.

  4. A w Polsce jak zwykle – jakoś to będzie. 6 lat PiS nic nie zmieniło w armii, nadal dialogi techniczne i niemoc. W PGZ już chyba 10-ty prezes, ARM skupuje węgiel, a chłopaki z partii robią prywatne interesy, kupują 39-tą nieruchomość, pompują dotacje dla brata, pełne rozprężenie. Coś tam jeszcze idą zakupy rozpoczęte jeszcze za poprzedników (Raki, Kraby) choć część uwalono (Caracale) i nie ma nic w zamian. Jakieś tam obietnice w przyszłości nowoczesnego amerykańskiego sprzętu w ilościach defiladowych. Wojna Azerbejdżan – Armenia nie zauważona, ani rewolucja technologiczna na polu walki, polski WB Electronic nie zauważony przez MON, żadnej kasy na rozwój czy znaczących kontraktów nie dostał na drony. Odmalowujemy stare zabytkowe T72. Imposibilizm i kartonowe państwo w najlepsze. Jankesi nas przecież kochają i obronią, no nie? Można nadal zagarniać dla siebie.Kurde, jakby wiosna 1939..

  5. Brak wody pitnej na Krymie jest faktem, kryzys gospodarczy w Rosji jest faktem, słabnące poparcie dla Putina a raczej jego ekipy(bo to tylko frontmen jest) jest faktem, nieplanowana koncentracja wojsk Rosyjskich z trzech okręgów wojskowych jest faktem( a to sporo kosztuje), kryzys na Białorusi jest faktem. IMO Rosja zaatakuje, na początku w obwodzie Chersońskim by zdobyć kanał, później spróbuje zapiąć kleszcze na jednostkach Ukraińskich wzdłuż linii kolejowej Woronież-Charków-Połtawa-Krzemieńczuk. Polska nie możne dopuścić do załamania się państwa Ukraińskiego a linia Dniepru powinna być wojskową czerwoną linią dla Polskiego establishmentu.

  6. Co do T-72 – a dokładniej “modernizacji” do T-72M1R. Tam zrobiono w kalkulacji koszt/efekt najlepsze, co można “wycisnąć” za małe pieniądze i relatywnie szybko – tzn. prócz nowej łączności, zastąpiono stare celowniki nowymi i układ aktywny podczerwieni [czyli zdradzanie pozycji] na pasywny. Czołgu z tego nie będzie – natomiast wsparcie ogniowe bezpośrednie – tak. Czyli gąsienicowy WWO/WWB [wóz wsparcia ogniowego/bezpośredniego]. Można ewentualnie rozważać użycie T-72M1R jako niszczyciela czołgów – ale tylko z przygotowanych zasadzkowych stanowisk. Dla tego celu musiałaby być amunicja kinetyczna albo chociaż tandemowa. Zresztą – lekko opancerzone wozy wsparcia z armatami 105-120 mm to “normalka” w armiach NATO. Co do amunicji kinetycznej 125 mm – jest teraz etap dialogu technicznego od maja 2020 z 5 firmami, w tym MESKO, które z WITU opracowało swoja konstrukcję. Wszystko zależy od sposobu użycia tych T-72M1R. Z tego, co idzie w kuluarach – czekają na wybór nowego power-packa do zwiększenia manewrowości. W ostateczności jest silnik S625 o mocy 850 KM, czyli modernizacja starego silnika T-72 o mocy 780 KM – ale to słaby przyrost mocy i manewrowości. Generalnie – tak jak jest teraz – T-72M1R nadaje się tylko jako wsparcie bezpośrednie. W opcji – w razie nowego silnika [ale minimum 1000+ KM] byłoby dodanie modułów pancerza pasywnego i dodanie pancerza reaktywnego ERAWA 2. W razie wymiany armaty na wysokociśnieniową [i lepszej stabilizacji i bezluzowego mechanizmu obrotu wieży] – sens ma nowa amunicja wysokiej klasy. Szczerze? – przerobiłbym wszystkie T-72 na cieżkie dopancerzone BWP klasy umownego Super-Achzarit [w tym z wieżą ZSSW-30 i kppanc]. Albo zdjąłbym wieże z mechanizmem obrotu i magazynem karuzelowym i automatem ładowania – i zrobił z nich zautomatyzowany pas umocniony na całej granicy wschodniej – dość głęboko urzutowany. To samo z wieżami Twardych. Oczywiście – tylko dla wymuszenia podniesienia kosztów Armii Czerwonej forsowania takiej “Linii Maginota” – i dla zyskania czasu. I oczywiście taki region-pas umocniony musiałby być dobrze zaminowany, mieć zdalną obserwację/kontrolę – no i odpowiednie uszykowanie aktywnych, wysokomobilnych jednostek WP za tym pasem. Dla kontrakcji w punktach przerwania tego pasa… Same podwozia T-72 i PT-91 widziałbym właśnie pod ciężkie BWP [bo nowy BWP Borsuk moim zdaniem jest za słabo [“kompromisowo”] opancerzony ze względu na wymóg pływania, a dodawanie mu modułów opancerzenia w praktyce bojowej będzie na pewno zabierać za wiele czasu]. A druga rola to instalacja wieży automatycznego moździerza Rak 120 mm – z amunicją precyzyjną Szczerbiec, która w tym roku ma przejść koniec prób i certyfikacji i jest szansa na rozpoczęcie produkcji do końca roku. Chociaż – ja widziałbym po pierwsze zdwojenie luf w umownym Raku 2 [jak w fińskim AMOSie] – a po drugie – zwiększenie kalibru do 155 mm [umowny Rak 3]. Taki pojazd gąsienicowy na podwoziu T-72/Twardego – mógłby niszczyć precyzyjnie sprzęt ogniem pośrednim z górnej półsfery [czyli “najdelikatniejszej” dla czołgów”], tak samo inne cele – ale także ogniem bezpośrednim. Śmiem powiedzieć, że przy półaktywnym pozycjonowaniu celów z dronów – byłby to [przy kalibrze 155 mm] najlepszy niszczyciel czołgów i wóz wsparcia ogniowego na świecie. Eliminujący cele pozahoryzontalnie precyzyjnym ogniem pośrednim – zanim przeciwnik byłby w stanie przeciwdziałać. Ale – w MON i IU jest brak myślenia innowacyjnego i rozumienia elastyczności modernizacyjnej i funkcjonalnej posiadanego sprzętu. Takie myślenie w broni pancernej wykazywali Niemcy w II w.w. – a potem Izrael – i robi to do tej pory…. Izrael zdobyte T-55 do tej pory skrupulatnie przerabia na BWP Achzarit – u nas wszystkie T-55 poszły w te pędy na złom po wyjściu z Układu Warszawskiego w latach 90-tych – mimo, że już wtedy Achzarit był znany…. U nas generałowie i “eksperci” umieją jedynie dopraszać “po linii najmniejszego oporu” się o nowe, drogie zabawki – a sensowne użycie i zmiana funkcji i sprofilowanie zadaniowe posiadanego sprzętu do nowych zastosowań – ich nie interesuje. Bo to wymaga myślenia i działania….

    1. Z tymi BWP budowanymi na podwoziach starych sowieckich czołgów to ciekawa sprawa. Co do automatycznych stanowisk z wieżami od nich – takie konstrukcje mają to do siebie że wiadomo gdzie są i będą od razu atakowane ogniem precyzyjnym. Co innego gdyby te nasze posowieckie czołgi przerobić na drony które będąc mobilnymi platformami dla armaty byłyby trudniejsze do zniszczenia, zaś ich strata z racji braku załóg nie byłaby tak bolesna. Widzę, że jest Pan trochę w temacie. To może napisze Pan co poszło nie tak z naszym Andersem – miał to być obiecujący szybki lekki czołg czy też wóz wsparcia ogniowego z możliwością zabierania desantu. Poszło na to ponad 100 mln zł jak nie więcej i klapa.

      1. Anders to była najpierw sprawa polityczna – właściwie zdrada stanu – najpierw blokowana w ramach demontażu państwa polskiego rękami kompradorów poprzedniej ekipy. Objawiało się to sterowanymi [dla “uzasadnienia merytorycznego”] kłamliwymi atakami ówczesnego prezesa BUMARU Krzystkowskiego – a BUMAR w tym okresie był wręcz siedliskiem WSI=GRU [powiadano, że ajentów GRU tam więcej, jak spawaczy i monterów]. W dodatku BAE wszedł i zaczął robić obiecanki z PL-01 – niby jako odpowiedź na program Gepard [skrzyzowanie BWP z WWO/WWB] – nawet makietę bodajże na podwoziu CV90 wystawiono na MSPO2013. Nic z tego nie wyszło, a armia zmieniła wymagania – uznała, że i Anders PL-01 jako “szybki czołg” a właściwie jako WWO/WWB i niszczyciel czołgów są zbyt lekko opancerzone – zaś nowy BWP ma mieć zdolność pływania – co wyeliminowało Andersa – stąd idziemy na BWP Borsuk. Polecam zawoalowany wycinek sprawy: https://www.altair.com.pl/magazines/article?article_id=4647&q=anders Ideę takiego lekkiego szybkiego “czołgu” podchwycili i Chińczycy [dla rejonów górskich – ale i przerzutu lotniczego – powstał z tego lekki czołg Type 15 – polecam: https://www.defence24.pl/nowe-czolgi-lekkie-na-gorskich-rubiezach-chin ] ale i Amerykanie [jako lekki wysokomobilny “czołg”/wóz wsparcia – dla przerzutu drogą lotniczą – ale i dla wsparcia USMC – które wyzbyło się zbyt ciężkich i zbyt kłopotliwych w transporcie i logistyce Abramsów – właśnie teraz testuje się prototypy tzw. Mobile Protected Firepower – konkuruje GDLS i BAE – https://www.defence24.pl/amerykanie-zblizaja-sie-do-produkcji-czolgu-lekkiego ]. Obrum próbował zrobić z Andersa ciężki niepływający BWP z wieżą [domyślnie bezzałogową ZSsW-30] i z wyrzutniami ppk – który zademonstrował na MSPO2016 – https://www.defence24.pl/nowe-wcielenie-andersa-modulowy-bwp-w-kielcach W 2018 pojawiły się słuchy o odmrożeniu Geparda i wykorzystaniu Andersa w roli “lekkiego czołgu wsparcia” – w 2019 podpisano aneks na prace rozwojowa do 2024 – https://www.defence24.pl/pancerny-gepard-powstanie-w-gliwicach-podpisano-aneks – nieoficjalnie mówi się jednak o zbyt kiepskim i zduszonym finasowaniu tego programu – zresztą zdecydowanie spóźnionego. Moim zdaniem Anders jest zbyt lekko opancerzony. Lepszym rozwiązaniem – ale jako WWO/WWB i jako niszczyciele czołgów [a nie jako MBT=czołg] – jest właśnie modernizacja T-72M1R – ale tu konieczna jest i nowa amunicja [w tym precyzyjna] – a i wymiana lufy by się przydała, bo stare posłowackiej produkcji są kiepskie – no i danie silnika o mocy ca 50% większej – by manewrowością przynajmniej zrównał się, a właściwie przewyższał rosyjskie T-72B3M z silnikiem 1130 KM. Bo mobilność przekładająca się na czas reakcji jest moim zdaniem najważniejsza na Polskim Teatrze Wojny. Co do zdalnego sterowania – Rosjanie już to robią od 2018 – polecam https://www.defence24.pl/rosyjska-burza-formacja-czolgow-robotow Tam jest ciekawy fragment: “Formacja składająca się z czterech zrobotyzowanych czołgów ma być kontrolowana z ciężko opancerzonego i poddanego daleko idącym modyfikacjom czołgu T-72 z usuniętą wieżą, obsługiwanego przez dwóch członków załogi i mieszczącego sześciu operatorów robotów. Założenia programu mówią o pozostawaniu pojazdu kontrolnego w odległości ok. 3 km od miejsca działania kontrolowanej formacji.” Czyli po zdjęciu wieży – wyrzuceniu oporopowrotnika, SKO, automatu ładowania, magazynu karuzelowego i zapewne opróżnieniu magazynów dennych – zostało dość miejsca dla 2 członków załogi i 6 operatorów ze stanowiskami kontrolnymi. Stąd uważam, że nasze T-72 – po zdjęciu wieży i zastapieniu jej bazzałogowa wieża ZSSW-30 z ppk] – mogłyby przewozić przynajmniej desant 6 żołnierzy. Gdzie desant winien być robiony zmodyfikowanymi lukami dennymi , a kadłub podniesiony wtedy [przynajmniej częściowa hydrpneumatyka podwozia] – wtedy nie trzeba robić głębokiej=kosztownej=czasochłonnej przebudowy kadłuba. Co do instalacji wież – to powinien być wkopywany zautomatyzowany kontener [także na wagony, czy na lekkie jednostki morskie] – a stanowiska ciągle zmieniane w dyslokacji i nasyceniu i urzutowaniu. Co więcej – można takie wieże dopancerzyć modułowo do woli praktycznie bez ograniczeń – a sam sposób zamontowania wieży z kontenerem dostosować do możliwego różnego nachylenia wież i powiększenia ich elewacji – co dałoby odpowiednik artylerii dalekiego zasięgu. Sama instalacja takiej “dynamicznie rekonfigurowanej do potrzeb zautomatyzowanej linii Maginota” załatwiałaby dwie rzeczy – po pierwsze po zdemontowaniu wież moglibyśmy kłuć kreml i świat w oczy nasza deeskalacją [i żądać symetrycznej deeskalacji Moskwy] – bo czołgi uważa się za broń wybitnie ofensywną [to by łamało narrację Kremla o “dywizjach pancernych NATO gotujących się do ataku” w ramach propagandy oblężonej twierdzy i zwierania szeregów]. Po drugie – takie zautomatyzowane, rekonfigurowalne i przenaszalne “regiony umocnione” – tak czy inaczej podniosłyby koszty Armii Czerwonej – a co najważniejsze – wraz z inteligentnymi minami [burtowymi i nie tylko] – dałyby niezbędny czas reakcji – liczony w takich przypadkach na kwadranse. W zasadzie WSZYSTKIE T-72 ale i Twarde przerobiłbym albo na dopancerzonego BWP – albo – co wcześniej sygnalizowałem – na ciężko dopancerzonego Raka z moździerzem 120 mm, albo umownego Raka 2 [zdwojony moździerz 120 mm jak w AMOSie] albo najlepiej zdwojonego Raka 3 155 mm. A co do wież z T-72 i Twardych na umownej “dynamicznej linii Maginota” – armaty bym przekalibrował na NATOwski kaliber 127 mm – i dał im [zapewne z nową lub “przekalibrowaną” komora zamkową] amunicje NATO 127 mm. Zwłaszcza amunicję z naprowadzaniem półaktywnym VULCANO-Dardo Leonardo. Oczywiście – tu konieczne są podświetlacze celów, no i samo rozpoznanie i identyfikacja celów – czyli najlepiej z dronów lotniczych. Można oszacować, że przy dużych katach elewacji [w tym z nachylenia całej wieży z kontenerem- by uzyskać podniesienie lufy min. 45 do 55 stopni] – zasięg ognia by sięgał ca 30-35 km. Czyli REALNA PRECYZYJNA projekcja siły [ustawiona np. 5-10 km od granicy] byłaby na 20 do 30 km. De facto – z systemu niby defensywnego – można by uzyskać system rolowania bezpośredniej podstawy operacyjnej i bezpośredniego zaplecza Armii Czerwonej. Samo zniszczenie takich kontenerów wieżowych można dodatkowo utrudnić – dając np. ochronę C-RAM tanich efektorów “antyrakiet bardzo bliskiego zasięgu” LM MHTK. A przed atakiem powietrznym może uchronić np. dronami lotniczymi z Piorunami – jako szczelnym “przykryciem”. A i drony z kppanc – ale i np. z lekkimi granatnikami – dawałyby przykrycie np. przed działaniami specnazu i innych jednostek “pierwszego uderzenia” – nie mówiąc o próbach sabotażu. Ale wszystko powyższe wymaga i odrobiny wyobraźni i szerszego i spójnego multidomenowego i interdyscyplinarnego synergicznego myślenia – i kalkulacji koszt/efekt – i jeszcze podejścia innowacyjnego i elastycznego i maksymalizującego nowe użycie i funkcje zmodyfikowanych środków. Tak jak to robili np. Niemcy w II w.św. – i jak do tej pory robi Izrael. I robili to [i robi Izrael] w każdej domenie. Dlatego Niemcy byli tak skuteczni – i dlatego siły Izraela są tak silne. To nie kwestia pieniędzy – bo każde można zmarnować na wodotryski i “białe słonie” [a do takich zaliczam niestety ca połowę obecnych programów PMT] – ale kwestia właśnie szerszego, elastycznego i skalkulowanego do potrzeb podejścia. Niestety – nasz MON, IU, SG i decydenci i generalicja – od 1989 tego się nie nauczyli i tego typu myślenia nie uświadczysz tam ani grama – i lekką ręką i dość bezmyślnie wydają pieniądze.

      2. Kontynuując podsumowanie wpisu [rozpoczętego Andersem i własciwym użyciem T-72] – nt braku wyobrażni i elastyczności naszych instytucji i elit: decyzje wydają politycy-laicy – na dodatek mający w głowach przestarzałe myślenie. Tu potrzebna jest bardzo głęboka “reforma” elit, oparta o merytoryczną wiedzę [techniczną i organizacyjną]. Z likwidacją pieniactwa, deklaratywnych gruszek na wierzbie i hasełek, z likwidacją ideologii i “wartości” – na rzecz chłodno kalkulowanej realizacji własnych i tylko własnych celów i interesów wg kryterium koszt/efekt – w ramach real-politik opartej na strategicznej geopolityce. I z traktowaniem sfery militarnej jako całkowicie niezależnego od KE obszaru budowania pełnych łańcuchów wartości produktów i usług podwójnego zastosowania – poczynając od edukacji technicznej i B+R. Czyli jako taran do przebicia pułapki średniego rozwoju – i do wyjścia z uzależnienia i od USA [w sferze systemów wojskowych] i od Niemiec [w sferze ekonomicznej]. Na razie wszystkie nasze opcje polityczne mocno lub wręcz biegunowo przeciwnie odbiegają od KONIECZNEGO modelu elit, instytucji – i systemu ich funkcjonowania. Najbardziej obawiam się dojścia do władzy opcji “postępowej” – w stylu posłanki Jachiry, co to chciała w te pędy wydawać decyzje np. komisji w sprawie Lasów Polskich – i dla której jest wszystko jedno, czy mnożą się szkodniki, czy nie – “bo to i tak wszystko przyroda i wszystko jest ekologiczne”. Przyjaciel z LP bezpośrednio słyszał to na własne uszy [coś pewnie jest i w internecie?] i to podobnież Pani Jachira mówiła na tym spotkaniu kuluarowym z absolutnym przekonaniem o swej nieomylności i słuszności – a po rozmowie pewien towarzyszący przedstawiciel Lasów Państwowych stwierdził do znajomego, że “przy tych układach” to “jedyny ratunek to dać na mszę”, żeby “ta zaraza przestała mieszać” i “żeby się ten dopust boży jak najszybciej skończył”. Ci ludzie – skrajnie ideologicznie zapatrzenie w fasadowy “postęp” “wspaniałego Zachodu” i gardzący wręcz merytoryczną wiedzą [i własnym narodem i krajem] na rzecz ZASTĘPCZEGO zatykania wszystkiego hasłami z Berlina i Paryża via Bruksela – to niestety najgorsza opcja dla Polski. Nawet gdyby nie byli zdrajcami – a w większości są [choćby przez zaniechania w obronie interesu i racji stanu Polski] – to i tak w ramach “samych dobrych intencji” by co prędzej nam z największym entuzjazmem Polskę piekłem wybrukowali przy dźwiękach orkiestry i biegu ze szturmówkami – jeżeli dojdą do władzy. Co nie oznacza, że obecni sternicy są “idealni” czy nawet “wystarczający” – niestety dużo im brakuje, by sprostać NADRZĘDNYM, KONIECZNYM, ZEWNĘTRZNIE WYMUSZONYM WYMAGANIOM w strefie zgniotu – gdzie poprzeczka sprawności instytucjonalnej, polityczno-organizacyjnej i instrumentalnej – jest podniesiona wysoko – i idzie coraz wyżej. Są co najwyżej najlepsi ze złych. Podkreślam – hasło “wystarczy nie kraść” i postawa “mierny, bierny, ale wierny” – to dużo, dużo za mało do manewrowania państwem w strefie zgniotu w coraz trudniejszych i coraz bardziej wymagających warunkach. Problemem nie jest PKB, pieniądze, nawet technologia [bo tę przy konsekwentnym działaniu relatywnie łatwo nam zassać z otwartego świata – w przeciwieństwie do sytuacji Kremla – a my te strategiczną okazję marnujemy już drugą kadencję po “resecie resetu] – problemem są elity – i system promujący selekcję negatywną i “równanie w dół”.

    2. I jeszcze jedno. Rozważa się u nas program budowy nowego czołgu – oferowany jest K2PL. Niedawno oglądałem wywiad z jednym z inżynierów z BUMAR-Łabędy który zarzekał się że opracowanie nowego czołgu (jednak na bazie T-72) to kwestia około 2 lat od uruchomienia programu:https://www.youtube.com/watch?v=Z4iUDhoQAnA
      Tu propozycja budowy czołgu wspólnie z UKR: https://www.youtube.com/watch?v=xRYBE4vG15w
      A czy słyszał Pan o niemieckim programie z przełomu wieków na następce Leoparda 2?
      https://en.topwar.ru/9322-novaya-bronirovannaya-platforma-ngp-neue-gepanzerte-plattformen-kotoruyu-ne-postroili.html
      https://pl.ww2facts.net/32301-new-armored-platform-ngp-neue-gepanzerte-plattformen.html
      Czołg 2 osobowy dość szybki i rozsądny wagowo. Może miałoby sens odkupienie dokumentacji technicznej projektu i dokończenie go w ramach państw wschodniej flanki wraz z Ukrainą?

  7. Hmmm… Albo Ukraińcy chyba też czują, że to już nie przelewki. Jedna z deputowanych do tamtejszego parlamentu, została cichcem sfotografowana, jak w czasie jednego z posiedzeń wysyła smsa o treści: ”Надо валить из этой страны” – czyli – trzeba spier…ć z tego kraju.
    https://strana.ua/news/325648-sluha-naroda-kolesnik-priznalas-chto-khochet-uekhat-iz-ukrainy.html

    Albo to jest ta fala dezinformacji…

  8. Polecam wywiad Klubu Jagiellońskiego z zastępca sekretarza obrony USA w latach 2017-18 https://klubjagiellonski.pl/2021/04/09/to-azja-jest-priorytetem-stanow-zjednoczonych-europa-musi-byc-gotowa-obronic-sie-sama/ Jest tam szereg “perełek” godnych dłuższego komentarza. Ja skupię się na jednej wypowiedzi: “Kolejna sprawa – to, że nie jesteśmy w 100% godni zaufania, NIE OZNACZA, ŻE MACIE LEPSZY WYBÓR Jeśli nie ufacie USA, to czy zaufacie Francji? I nie ma to nic wspólnego z uczciwością państwa francuskiego, ale z siłą i determinacją.” Dużymi literami zaznaczyłem sedno manipulacji rozmówcy – wmawianie bezalternatywności sojuszu z USA [a zatem – w domyśle – i posłuszeństwa wobec USA]. Po pierwsze – UK ma arsenał jądrowy i zamierza go zwiększyć o 40% – co więcej – JUŻ jest “wplątane” w GIUK i w Arktyce w konfrontację z Rosją – w sposób nieporównanie bardziej wymuszający determinację, niż w przypadku USA. Wniosek – UK jest bardziej wiarygodnym sojusznikiem. Ale druga rzecz – nader charakterystyczna – kompletne pominięcie sojuszu wspólnego państw zagrożonych przez Rosję – od NORDEFCO po Turcję i Gruzję. Rozmówca sam silnie wcześniej w wywiadzie podkreśla, że w Azji to zagrożenie Chin jednoczy państwa Azji do sojuszu – w przypadku Europy jest identycznie względem zagrożenia Rosji – ale o tym Colby milczy – bo to osłabia, a właściwie niweczy całą wmawianą nam “bezalternatywność” sojuszu z USA. Tym bardziej, że program jądrowy Finlandii, a właściwie NORDEFCO – oznacza docelowo suwerenne głowice – bez “łaski” USA. A stopień determinacji państw zagrożonych przez Rosję jest oczywisty – i nieporównany z determinacją USA względem Rosji – bo – o tym Colby nawet się nie zająknął – w optyce USA Rosja to oporny, przeciągający siłowo negocjacyjną linę – ale strategiczny przyszły sojusznik przeciw Chinom. Stąd ewentualne deklaracje i gwarancje bezpieczeństwa ze strony USA – zwłaszcza te “atomowe” – mam za poniżej 5% realizacji w “godzinie W”. Zresztą – nawet i tych papierowych gwarancji dotąd nie mamy – więc widać, jak bardzo USA lawirują w tej kwestii… Bo co do poziomu działań konwencjonalnych [a raczej – “nie-jądrowych” – bo przecież już jest prowadzona rozmyta wojna poniżej progu kinetycznego] – to USA ze swoją jedną objazdową brygadą pancerną [czyli ca 87 Abramsów] – SYMULUJĄCĄ silną obecność USA na Flance – naprawdę nie mają się czym pochwalić – my sami mamy 3 razy tyle Leo 2. A co dopiero cała szeroko rozumiana flanka państw zagrożonych przez Rosję – przecież ten sojusz ma PKB większy od Rosji… No i niechęć do stałej obecności i sprowadzenia rodzin – to bardzo zły prognostyk wiarygodności USA jako “obrońcy” wobec Rosji. Akurat czytam, że do Niemiec ma zostać sprowadzony dodatkowy kontyngent 500 żołnierzy z 750 członkami rodzin – do pobytu stałego [ https://defence24.pl/us-army-wzmacnia-sily-w-niemczech-ogien-po-nowemu-na-nowe-czasy-komentarz ]. Wnioski są oczywiste – USA nie są zdeterminowanym i wiarygodnym gwarantem bezpieczeństwa dla Polski i szeroko rozumianej Flanki. Musimy oprzeć się o siebie i o suwerenny ZDETERMINOWANY sojusz Flanki. A jeżeli USA chcą uzyskać jakąś pozycję w Europie [i szczególnie w UE – szczególnie po Brexicie] – muszą się naprawdę postarać – i to nie gadaniem i deklaracjami i poklepywaniem po plecach dla otuchy – a twardymi zasobami na rzecz Polski i Flanki. Mówiąc krótko – Polska i Flanka jako nader CENNA “strefa wejścia interesów USA do Europy i do UE” – to nie za darmo – a tylko i wyłącznie za ciężkie konkrety – z technologią na czele [np. od DARPA i innych rządowych instytucji – np. NASA – ale i od badań podstawowych]. I tylko dopóty – dopóki ten amerykański strumień wzmacniania płynie do nas…business is business… Mówiąc krótko – sojusz Flanki nastawiony na suwerenność – to po prostu zupełnie inna pozycja negocjacyjna wobec USA, Chin, Rosji – i karolińskiego jądra UE. Militarnie, politycznie, ekonomicznie i technologicznie. Liczy się wspólny interes, wspólne zagrożenie, wspólna determinacja, wspólny efekt synergii ilościowej i jakościowej – a te ma tylko sojusz Flanki.

  9. I jeszcze uwaga – poniekąd najistotniejsza: błędem na skalę strategiczną Putina i Kremla było rozciągnięcie, rozproszenie i otwarcie kolejnych frontów presji siły i nawet walki od Arktyki po Syrię. Taktycznie to dawało bonusy – ale strategicznie sam Putin stworzył bazę dla szerokiego sojuszu graczy “jadących na jednym wózku” i zdeterminowanych do swej obrony. I to trzeba wykorzystać – właśnie budując regionalny sojusz o sile strategicznej – suwerenny – który będzie wykorzystywał i USA i Chiny do powstrzymania – ale i do marginalizacji Rosji. Gdyby Putin był mądry – nie stawiałby się w Syrii Amerykanom, nie zbroiłby zawczasu w Arktyce – tylko co prędzej by połknął Polskę w rękawiczkach – rzekomo na mocy i w imieniu “realizacji” AMERYKAŃSKIEJ “Strategicznej Wizji” Brzezińskiego [czyli w ramach “resetu” po 17 września 2009] – razem z Niemcami co prędzej założył owo “sojusznicze” euroazjatyckie okrążenie Chin – i szybko dopiero wtedy oznajmił zaskoczonym Amerykanom [którzy – przypomnę – do późnej jesieni 2013 nie mieli nawet jednego Abramsa w Europie – bo WSZYSTKIE wycofali w 2011] – “Sorry boys – GAME OVER – teraz MY jesteśmy najsilniejszym supermocarstwem od Lizbony do Władywostoku”. I to samo mógłby oznajmić w Pekinie. Dając Waszyngtonowi marchewkę na otarcie łez – “no to wspólnie zdusimy wzrost Chin – wy będziecie mieli Ameryki plus UK z Australią i Japonią – Indie będą neutralne – z przewagą naszych wpływów – czyli pogódźcie się, że tak, jak po II w.św. Imperium Brytyjskie musiało zaakceptować detronizację przez Amerykę i dołączyć do zwycięzcy – tak wy pogódźcie się z detronizacją przez nasze nowe supermocarstwo – i współpracujcie z nami w ramach ustanawiania nowego porządku i równowagi”. I pewnie Waszyngton – po przetrawieniu smaku geostrategicznej klęski – by na to pragmatycznie poszedł – jak kiedys Londyn… Kremlowi niepotrzebne było prężenie muskułów i hałaśliwe “pokazywanie Zachodowi” w Syrii czy w Arktyce – nawet mogli zbytnio nie dławić i nie przejmować zbyt otwarcie i butnie Ukrainy po wygraniu w lutym 2010 wyborów przez Janukowycza – o których wszyscy pisali – nawet w liberalnych mediach Zachodu – że były całkowicie ustawione pod Moskwę. Mogli udawać posłusznych i mogli skupić się na przejęciu po cichu i w rękawiczkach z Niemcami kluczowego przesmyku bałtycko-karpackiego – czyli Polski. Ale – Putin chciał “pokazywać” przed narodem, jaki z niego odnowiciel supermocarstwowego ZSRR – jaki z niego zbawca po jelcynowskiej smucie – i rozproszył siły – zaalarmował Pekin [16+1, traktat z Polska o strategicznej współpracy z 20 XII 2012, wreszcie ogłoszenie Jedwabnego Szlaku w Astanie w 2013] – a przedtem jeszcze pokazowo i otwarcie zaalarmował Skandynawów atomowym szantażem ćwiczenia ataku jądrowego na Warszawę w październiku 2009 [ZAPAD 2009] – na co Skandynawowie [którzy już po Gruzji 2008 zaczęli patrzeć bacznie na wschód] praktycznie natychmiast odpowiedzieli – zakładając 9 listopada 2009 NORDEFCO. Gdyby działał cicho – i skoncentrował się tylko na Polsce – i w rękawiczkach z Niemcami połknął Polskę – to i nie musiałby już potem tłuc się o Krym, Donbas i generalnie Ukrainę – nie musiałby robić demonstracji wobec Bałtów, Skandynawów, nie musiałby robić zwrotów z Turkami – bo praktycznie zbudowałby jednym ruchem taką przeważającą siłę i taką jednoznaczną sytuację geostrategiczną – która by resztę “krnąbrnych” graczy sobie docelowo spokojnie krok po kroku jednego po drugim podporządkowała podporządkowała. Nie zmarnujmy strategicznego błędu Putina – i wykorzystajmy STWORZONY przez Putina zestaw graczy poróżnionych i zagrożonych przez Kreml – do zbudowania regionalnego, twardego i silnego sojuszu szeroko rozumianej Flanki. Nie mającej wiele wspólnego z obecną Flanką NATO – w której USA de facto robią “dziel i rządź” [będąc kontrolno-sterującą osią – a gracze tylko oddzielnymi szprychami] i dyrygują osobno poszczególnymi graczami – w ramach TAKTYCZNEGO PRZEJŚCIOWEGO przeciągania liny z Rosją – z dalekosiężnym celem ponownego sprzedania tych graczy – za oczekiwany przyszły STRATEGICZNY deal przeciw Pekinowi. Suwerenny sojusz regionalny powstrzymujący i rozpraszający kolektywnie i w sposób zsynchronizowany Rosję – od GIUK i NORDEFCO po Morze Czarne i Kaspijskie [i nawet częściowo Śródziemne] – ma i siłę ekonomiczną i technologiczna wystarczającą do powstrzymania Rosji – ale i do powstrzymania naporu imperialnego planu jądra karolińskiego. I ma siłę wystarczającą do zapobieżenia sprzedania regionu w nowej Jałcie w razie dogadania się USA i Rosji. Liczy się siła – polityczna, ekonomiczna – i militarna. I wspólny gardłowy interes – jako podstawa sojuszu i jego koalicyjnej koordynacji.

  10. Czy my, mający interes w utrzymaniu się Ukrainy i państw bałtyckich jako buforów wobec Rosji, biorąc pod uwagę uruchomienie proudkcji na Ukrainie bsl-i Bayraktar TB-2 ( zmodernizowanych wersji z wyższym pułapem działania ) nie powinniśmy zamówić od Ukrainy kilku sztuk? I do tego stacji sterujacych nimi. W ten sposób Ukraina dostałaby pieniądze, a Polska miałaby kilka sztuk bsl-ów, które mogłyby prowadzić rozpoznanie w państwach bałtyckich.
    Dokupując od Turcji bomby kierowane MAM-L mielibyśmy w razie czym uderzyć precyzyjnie, pojazdy, małe okręty, czy radary lub wyrzutnie rakiet. A przy kazji nasze NSM-y poza Bryzami nie mają naprowadzania na większe odległości. Tu byłyby jak znalazł.
    A posiadając składzik amunicji pasującej do ukraińskich TB-2, w razie konfliktu moglibyśmy im ją sprzedać po zwykłej cenie, a następnie kupić nową, może udałoby się wyprodukować coś naszego na bazie Pirata.
    Co do nowej Jałty – widząc sposób wspierania nas przez USA, ilości sprzedawanych nam nowoczesnych technologii, całkowity brak chęci dzielenia się technologią, która miałaby być użyta w interesie obrony członków NATO, brak darowizn podobnych jak wczesniej do Izraela, Pakistanu, Turcji, Egiptu – można się domyślać takiego przyszłego zamiaru. Na razie USA nie może tego zrobić, bo nie jest jeszcze gotowe do wojny z Chinami, to kwetsia kilku lat.
    Pytanie, czy armia Rosji będzie jeszcze wówczas nowoczesna i zdolna do walki z Chinami?
    A na razie widać, że Ukraina przekonała się, że w formacie normandzkim ma przed sobą 2 przeciwników ( Rosję i Francję ), a Niemcy nie są w stanie nic zrobić, a jejśli już w przypadku Nord Stream II mogą coś zrobić, to z kolei tego nie chcą. Pozostali obserwatorzy tego konfliktu również to uważnie obserwują, ale bardzo ciekawe, że Chiny milczą. Być może powołując się na casus Krymu ( a może Donbasu i Ługanska ), w przyszłości podejmą próbę odzyskania Syberii, gdzie narodowościowo dominować będą Chińczycy.

    1. (…)W ten sposób Ukraina dostałaby pieniądze, a Polska miałaby kilka sztuk bsl-ów, które mogłyby prowadzić rozpoznanie w państwach bałtyckich.(…)
      Nam trzeba AWACS’ów i radarów OTH.

  11. Zgadzam się z tym że Rosja jakby chciała naprawdę poważnie zaatakować Ukrainę to wykorzystała by jakiś element zaskoczenia. Rosjanie są w tym mistrzami, nawet sami Polacy mogli się o tym przekonać w 39 roku kiedy w ogóle nie spodziewali się ataku Ruskich, co więcej jak armia Rosyjska weszła do Polski to rozkazy polskie z początku były takie aby do nich nie strzelać bo to nie może być złowrogi atak…ogólnie całe lata 30ste Rosjanie tworzyli propagandę, że ich armia jest zacofana, Rosja biedna, nie stać jej i nie jest zdolna do jakiejkolwiek wojny itp.

  12. Patrząc szerzej – o ile ciągle jesteśmy w rozkroku braku samodzielności i jest pytanie zawieszone w powietrzu “czy sami nad Wisłą jesteśmy zdolni – i czy mamy wolę – do stworzenia obszaru rdzeniowego?” – o tyle moim zdaniem koalicyjna grupa państw od Morza Norweskiego przez Bałtyk do Morza Czarnego [z ew. odgałęzieniami do Adriatyku – czyli kwestia części/całości Bałkanów – i nawet skrajnie do Morza Kaspijskiego] – z tymi morzami jako obszarami przewagi kontroli a la “mare nostrum” i jako zdominowanymi “wewnętrznymi” akwenami komunikacyjnymi – ten obszar już sam w sobie miałby siłę i “masę krytyczną” zdolną do stworzenia obszaru rdzeniowego – oczywiście w modelu konfederacyjnym. Czyli geopolityka XXI w. – już nie obszar rdzeniowy jednego państwa – ale ponadnarodowego wspólnego obszaru wymiany ludzi, towarów, usług i wiedzy – czyli taki “synergiczno-sieciocentryczny” obszar rdzeniowy. Tu chodzi o coś dużo większego i bardziej rozwojowego, niż Międzymorze, czy Trójmorze. Z jednej strony ten obszar byłby wczepiony w przepływach towarów z Atlantykiem i Oceanem Arktycznym – z drugiej – całościowo z lądowym Jedwabnym Szlakiem – z trzeciej – z końcówką dostaw morskich via Kanał Sueski [czyli z Oceanem Indyjskim i z Pacyfikiem]. Czyli faktycznie – byłby to obszar najlepiej skomunikowany i lądowo i oceanicznie – ze wszystkich najważniejszymi obszarami wzrostu i wymiany na Ziemi – przejmujący jako pośrednik w największym stopniu wymianę między dwoma najsilniejszymi ośrodkami gospodarczymi Wyspy Świata. Taki obszar moim zdaniem miałby najlepsze w tej chwili długofalowe szanse rozwoju. Nawet – ze względu na rozciągłość od obszaru podbiegunowego do podzwrotnikowego – taki obszar miałby korzystne ustawienie pod wszechstronną orbitalnie ekspansję kosmiczną. Taki konfederacyjny “lądowo-morski Singapur”. Zastanawiam się nad tym od 2015 – na ten i na inne tematy napiszę z bratem “wydyskutowaną” wspólnie książkę. Roboczo: “Geopolityka w XXI wieku – nowe modele organizacyjno-techniczne.” Chodzi mi o znacznie dalszy horyzont czasowy, niż tylko “rozreklamowany” przez Xi [i Hołownię – taki żart] 2050. Bo obawiam się, że w 2050 świat będzie jeszcze w globalnej bezwzględnej zawierusze, a dochodzenie do nowej równowagi układowej i fazy wyraźnej stabilizacji i wzrostu potrwa pewnie do umownego 2070. Jednego jestem pewien – modele geopolityczne a la Wakar czy Romer, rozważania o polityce jagiellońskiej czy piastowskiej – są już zwyczajnie historyczne i de facto PRZESTARZAŁE względem realiów zasięgów oddziaływań komunikacji, zasięgów oddziaływań sfer ekonomicznych/technologicznych i militarnych i politycznych na Polskę. Próbuje się na siłę ubierać Polskę w przyciasne i zbyt ubogie ubranie – KIEDYŚ być może całkiem dobre dla “dziecka” z przebrzmiałych czasów dawnego świata – ale już nie na świat “dorosły” zasadniczych i prących coraz szybciej zmian w każdej domenie – w XXI w. Potrzebna jest WIELKA AKTUALIZACJA polskiej geopolityki – i to z “zapasem bezpieczeństwa” na nadchodzące zmiany. Inaczej – patrząc cybernetycznie – nie będziemy mogli wyposażyć danego samosterownego politycznego konstruktu [homeostatu] w odpowiedni układ “pojęciowo-rozpoznawczo-analityczno-decyzyjny” – a homeostat nie będzie wtedy w stanie spełnić swej podstawowej roli – czyli dokonywania na czas [a lepiej – ZAWCZASU] adekwatnych reakcji i zmian adaptacyjnych – dla PRZETRWANIA. Bo to jest stawka zasadnicza jako cel nr 1 – czyli na to jest potrzebna skrajna postać umownej Geopolityki “real-time” ożenionej z umowną Geopolityką “ekstrapolacyjną” – które dopiero muszą powstać. Potrzebujemy zupełnie nowego sposobu myślenia, nowych modelów, instrumentariów – i to spójnych i posprzęganych we wszelkich domenach i gałęziach – w sumie całego nowego aparatu postrzegania, rozumienia i sterowania – i to z zapasem bezpieczeństwa na tak krytyczny długofalowy egzamin, jaki nadchodzi. Mówiąc krótko – musimy dokonać ucieczki do przodu w myśleniu – nie patrząc się na “innych” – i na już przestarzałe zeszłowieczne anglosaskie “ikony” a la Mackinder itp. Coś, co można porównać do międzywojennej “polskiej szkoły matematycznej” – która dała “rozgryzienie” Enigmy – a wg mnie dekryptaż Enigmy to był czynnik przeważający – w całym “timingu” II w. św. – czynnik przeważający o zwycięstwie nad Niemcami. Ale to dłuższy temat dla udowodnienia – wart osobnej i szczegółowo merytorycznie uargumentowanej książki.

    1. (…) rozważania o polityce jagiellońskiej czy piastowskiej – są już zwyczajnie historyczne i de facto PRZESTARZAŁE względem realiów zasięgów oddziaływań komunikacji, zasięgów oddziaływań sfer ekonomicznych/technologicznych i militarnych i politycznych na Polskę.(…)
      Jeśli bierzemy politykę jagiellońską i piastowską to rzeczywiście nie mają sensu, ale w synergii dają ciekawy zaczątek do czegoś większego… https://bezpieczenstwoistrategia.com/na-czym-polega-geoekonomia-i-czemu-polska-polityka-zagraniczna-jej-potrzebuje/

    2. (…)Zastanawiam się nad tym od 2015 – na ten i na inne tematy napiszę z bratem “wydyskutowaną” wspólnie książkę. Roboczo: “Geopolityka w XXI wieku – nowe modele organizacyjno-techniczne.”(…)
      Jak już masz ambicję pisać książki to warto zakręcić się nad jakimś kanałem promocji np. własnym blogiem.

  13. Witam,
    należy zadać pytanie: czy Białoruś jest juz pod kontrolą Rosji? Czy Kreml (poza formalnym statusem Białorusi) już ją przejął? Czy wojska rosyjskie mogą przez ich terytorium zagrozić na tym kierunku Ukrainie? To kluczowe. Może to już odbyło się, po cichu???
    Nieciekawie wygląda sytuacja naszego sąsiada. Jeżeli Rosja uderzy kluczowa będzie (z naszej perspektywy reakcja USA i Berlina. USA – czy przekaże sprzęt Ukrainie do obrony? Berlina – czy zamknie temat zakupu gazu z Rosji (to by mocno zabolało rosyjski budżet). Jeżeli w obu przypadkach skończy się na gadaniu, to w ostatecznym rachunku Ukrainy nie będzie.

    Jaki dla nas to wniosek? Czas okienka pokojowego istnienia obszaru między Rosją a Niemcami kończy się. Dobrze, że jesteśmy w NATO, bo jednak uderzenie w Polskę nie jest obecnie możliwe. Lecz za kilka lat, gdy USA wyjdą z Europy może być różnie.

    Wojskowo dla nas to konieczność uzyskania nasycenia asymetrycznym uzbrojeniem na zdolności ofensywne Rosji. Atomu nie pokonamy – trzeba obecnie liczyć na parasol NATO. Co najwyżej możemy budować schrony pod miastami, by przetrwała ludność.

    Przed atakiem rakietowym można już się obronić. Stać nas (wystarczy np. wyemitować obligacje) na zakup baterii antyrakietowych i nie mówię tu o 2 zestawach. Natomiast nasze wojska na równinach zostaną rozjechane masą pancerną, o ile nie zmieni się ich charakter. To musi być wosjko oparte o asysmetrię pola walki. Sieciowe środowisko, drony, nasycone wyrzutniami ppanc na pojazdach i w piechocie w skali wielokrotnie większej niż obecnie. Ponadto i tu pewnie wywołam zaskoczenie, powinniśmy zejść POD ZIEMIĘ. To powinno przypominać pole golfowe, które niszczą krety. Pociski odpalane z wynurzających się z podziemnych stanowisk ppanc. Proszę spojrzeć na taktykę wykorzystaną przez Wietnam podczas wojny z USA. Czołgi w starciu z niewidoczną armią stają się bezużyteczne; lotnictwo również.

    Ponadto potrzebne są nam mobilne wyrzutnie w kontenerach. Polska jest potęgą, gdy chodzi o środki transportowe. Wystarczy zbudować wyrzutnie do przewożenia na lawetach kontenerowych. Kto je znajdzie i odróźni od zwykłych kontenerów?

    Flota bałtycka z Kaliningradu do zniszczenia pociskami kierowanymi odpalanymi z wyrzutni mobilnych. Po co nam nowe okręty w MW? Destrukcyjny atak na Polskę przyjdzie lądem. Nam potrzeba możliwości wskazania celów i następnie wystrzelenia rakiet na okręty, bazę i całą infrastrukturę portową floty rosyjskiej. Proszę pamietać, że koszt okrętu jest wielkokrotnie wyższy od rakiet do jego zniszczenia, czołg jest droższy od broni ppanc. Samoloty są droższe od baterii plot. Atakujący powinien mieć kilkukrotną przewagę w sile żywej nad obrońcą. Nam potrzebny jest własny zwiad satelitarny, by być w tym zakresie niezależnym od USA. Tylko środki asymetryczne do obrony, bo celem nr 1 jest przetrwanie, a nie kolejne ksiązki o bohaterskich obrońcach, którzy zginęli.

    I na koniec: Amat Victoria curam! lub inne bardziej znane już w polskiej wersji: Chcesz pokoju szykuj się do wojny!

    1. Fragment “Jałty” Jacka Kaczmarskiego pasuje jak ulał do obecnej sytuacji:

      Nie miejcie żalu do Churchilla
      Nie on wszak za tym wszystkim stał
      Wszak po to tylko był Triumwirat
      By Stalin dostał to, co chciał
      Komu zależy na pokoju
      Ten zawsze cofnie się przed gwałtem
      Wygra, kto się nie boi wojny
      I tak rozumieć trzeba Jałtę

    2. (…)Wojskowo dla nas to konieczność uzyskania nasycenia asymetrycznym uzbrojeniem na zdolności ofensywne Rosji. Atomu nie pokonamy – trzeba obecnie liczyć na parasol NATO. Co najwyżej możemy budować schrony pod miastami, by przetrwała ludność. (…)
      A widziałeś, gdzieś w Polsce sensowne projekty budowy metra? U nas ten temat skończył się na cyrku (…)Jaki i Trzaskowski przedstawiają(…).

    3. (…)Ponadto potrzebne są nam mobilne wyrzutnie w kontenerach. Polska jest potęgą, gdy chodzi o środki transportowe. Wystarczy zbudować wyrzutnie do przewożenia na lawetach kontenerowych. Kto je znajdzie i odróźni od zwykłych kontenerów?(…)
      Masz nadzieję, że Rosjanie będą bawić się w rozpoznanie, a nie zwyczajnie zaorają całą autostradę?

  14. Jeżeli to nie zwodniczy manewr – wygląda na deeskalację i “koniec ćwiczeń” 120 tys. zgrupowania 2 armii FR koło Ukrainy. Nie znamy ustaleń pod stole i tego, co kto zyskał, kto co stracił. Natomiast w planie jawnym – wygląda to mi na niepowodzenie Kremla. Uruchomiono “starą” sprawę eksplozji amunicji w Czechach – i tu deklaracje i NATO, ale i eurokratów “atak na jedno państwo unii europejskiej to atak na całą unię” i wspólny front – to na pewno nie jest sukces Kremla. Tym bardziej – że teraz dochodzi sprawa 5 wybuchów skaldów amunicji w Bułgarii w latach 2014-15 – i też rosyjskie służby są wyraźnie umoczone – w jednym z wybuchów zginęło 15 ludzi. Nie jest też sukcesem Kremla otwarte skonfliktowanie z Francją, gdzie Macron zapowiedział Rosji “czerwoną nieprzekraczalną linię”, zaś Putin odpowiedział, że to “Rosja będzie ustalała czerwone linie”. Czyli nie dyplomacja, nie współpraca – a siła jako argument Rosji. Co oczywista rzecz – stawia ugodowych [ugodowych naszym kosztem – tj. Europy Środkowej] eurokratów z Berlina i z Paryża w bardzo dużym rozkroku – trudnym do spięcia twardego siłowego realu ze szczytnymi deklaracjami o pokoju i współpracy z Kremlem. I wreszcie Kijów przekroczył pewien mentalny Rubikon – pierwszy raz kończąc [na razie werbalnie – oby na zawsze] z podległością graczom w formacie normandzkim. Ambasador Ukrainy w Berlinie, Andrij Melnik zapowiedział: “Albo zostajemy częścią NATO i przyczyniamy się do tego, żeby Europa była silniejsza, albo pozostaje nam tylko jedna opcja: zbrojenia. Oznajmił też, że wtedy Ukraina zaczęłaby myśleć o <>. – Jak inaczej możemy zagwarantować sobie obronę? – pyta Melnyk, dodając, że jego kraj obawia się ponownego ataku ze strony Rosji.” To łamie całą strategie Kremla, w której rozmawiając w formacie normandzkim Berlin i Paryż [wzorem Chamberlein’a z Monachium] “kupują pokój” – kosztem Ukrainy. Być może to właśnie najbardziej przyczyniło się do zaprzestania presji militarnej i zwinięcia “ćwiczeń” przez Kreml – bo sprawy na poziomie strategicznym poszły w odwrotną stronę do planowanych. Na koniec Putin pokazał “siłę” grożąc, że “prowokatorzy pożałują jak nigdy dotąd” – co odczytuję jako groźbę przejścia do działań sabotażowych. Dla Polski plus jest taki, że Kijów po raz pierwszy wyszedł z roli posłusznego “chłopca do bicia” względem formatu normandzkiego. Siłą rzeczy alternatywą jest Polska. Co oznacza, że winniśmy się zbroić – i negocjacyjnie przeczekać Kijów – aż sam zjawi się w Warszawie z propozycjami. Tylko – czy nasza dyplomacja rozumie choćby podstawy gry negocjacyjne? Czy nie “spali” tematu – sama jadąc do Kijowa z deklaracjami wszelkiej pomocy – dawanymi z góry – i za nic? Po stronie plusów Kremla jest na pewno siłowe dociśnięcie [“w tle sprawy ukraińskiej”] Łukaszenki do ściany – opozycja białoruska mówi, że Łukaszenka właśnie sprzedaje Białoruś Kremlowi… Czyli gra z wynikiem 1:1 – z Ukraina się Kremlowi nie udało, z Białorousią – raczej tak…Sumując – musimy przejść do nowego szczebla gotowości “wojny rozmytej” – nadal podprogowej, ale kinetycznej w sensie możliwego sabotażu. I musimy przejść do koncentracji na zagrożenie lądowe z Białorusi. A pierwszym krokiem Armii Czerwonej na Białorusi będzie detaszowanie S-400 i Pancyrów dla stworzenia strefy A2/AD na Białorusi – na wzór A2/AD w Obwodzie Kaliningradzkim. Pod tymi “parasolami” A2/AD operują bezpiecznie wszelkie inne systemy i domeny rosyjskich sił zbrojnych. Wniosek – musimy skoncentrować się budowie naszej A2/AD Tarczy i Miecza Polski – silniejszej i nowocześniejszej od rosyjskiej. Czyli stworzyć taką przewagę i obrony i uderzenia – by Kreml rezygnował z agresji na etapie planowania – jako projektu nieopłacalnego [i faktycznie – nierealizowalnego] w kalkulacji koszt/efekt. Plus pomostowe NATO Nuclear Sharing. Wszystkie inne programy winny być traktowane w priorytetach jako podrzędne, niektóre nawet anulowane [choćby 800 czołgów Wilk, czy fregaty Miecznik – zupełny absurd na Bałtyku – zwłaszcza przeciw hipersonicznym Cyrkonom – a wysłanie ich na Morze Południowochińskie – to samobójstwo geostrategiczne i utrata wsparcia strategicznego przez Chiny, które traktują Polskę jako bufor niedopuszczający do katastrofalnego dla Pekinu powstania supermocarstwa Lizbona-Władywostok]. Koncentracja sił na budowie całokrajowej saturacyjnej sieciocentrycznej A2/AD Tarczy i Miecza Polski [suwerenne w sprzęcie i oprogramowaniu] – z systemem C5ISR/EW spinającym wszystkie domeny w jedną – oraz NATO Nuclear Sharing. Teraz – po deklaracji Kijowa o atomie – jest to dla nas idealny moment na odpowiedź ze strony demonsracji siły i presji Rosji. Co więcej – możemy to sprzedać jako “deeskalację” – czyli Polska z NATO Nuclear Sharing – jako członek NATO – zwiększający bezpieczeństwo Ukrainy – ale w sposób kontrolowany i przyjęty międzynarodowo, Alternatywą jest niekontrolowana proliferacja broni jądrowej przez Ukrainę – a w tle są też i otwarcie deklarowane ambicje atomowe sprzymierzonej Turcji. “Sprzedanie” w Waszyngtonie, by USA uzbroiło Polskę w NATO Nuclear Sharing ma teraz duże szanse [zwłaszcza wobec zanegowania roli Paryża przez Kreml – i Berlina przez Kijów] – bo alternatywą dla Waszyngtonu jest docelowa utrata kontroli nad Ukrainą i Turcją – które pójdą swoją drogą – najpewniej w sojuszu. Oczywiście – dla dopełnienia owej “zamiany” Waszyngton winien namaścić Polskę do współpracy “z urzędu” i z Ukrainą i z Turcją [ratując tym przy okazji – per procura – mocno nadszarpnięty status Turcji w NATO – skonfliktowanej z Waszyngtonem]. Nie za darmo – i z odpowiednimi środkami dla Polski. Niestety obawiam się, że tego rodzaju myślenie i działanie jest zupełnie obce i w MON i w MSZ i w KPRM…jak zwykle zmarnujemy okno szansy, biernie i bezkrytycznie czekając na rozkazy z Waszyngtonu…i nic za to nie mając… Tak swoją drogą – moglibyśmy “na otarcie łez” Kremlowi i na skontrowanie zawczasu jego deklaracji o “agresji Polski” – zmniejszyć, nawet anulować zamówienie na F-35A [które po wdrożeniu sieciocentrycznych systemów S-500 będą “na patelnii” Rosjan na terenie całej Polski] – i zamiast tego dokupić [też w Lockheed-Martin] – zamiast tego kupić tak 1200 pocisków PAC-3MSE. Które zestrzelą ca 600 “dużych” rakiet balistycznych – jak Iskandery – albo 1000-1100 samolotów i śmigłowców.W praktyce – mix obu środków ofensywnych FR. A to już by stanowiło realny parasol i przeciwrakietowy – i całkowicie likwidujący siłę lotnictwa FR. Bo te 32 F-35A przy bardzo dobrych układach i bardzo nieudolnym dowodzeniu Rosji [na co przecież liczyć nie można] – zestrzelą góra 100 samolotów i śmigłowców – i ani jednej rakiety. To chyba najlepiej pokazuje siłę WŁAŚCIWEGO asymetrycznego uszykowania systemów pod aktywną obronę – i to kalkulowaną bezwzględnie [czyli bez względu na jęki generałów o nowe zabawki załogowe dające im etaty i awanse] wg koszt/efekt. Niestety w MON i IU i SG – takie myślenie to kosmos – za to bezmyślnie i “mechanicznie” wszyscy generałowie i “eksperci” – każdy dla potrzeb partykularnego [swojego ] ogródka – naciągają co sił kołderkę i domagają się nowych samolotów, nowych czołgów, nowych okrętów itd. Czyli brak realizacji strategicznej obrony Polski – i pełna suboptymalizacja cząstkowa – w miejsce koniecznej wszechdomenowej sieciocentrycznej, systemowej, kalkulowanej wg koszt/efekt i opartej o RMA synergii. Ci wszyscy generałowie i “eksperci” nie widzą, lub nie chcą widzieć prostej rzeczy – za czasów PRL WP było szykowane jako marionetkowa, zadaniowana z Moskwy ekspedycyjna armia marionetkowa, niezdolna do suwerennej obrony. Teraz i nasi generałowie powielają stary, błędny systemowo i strukturalnie schemat sił zbrojnych – a na dodatek wtórują im posłuszni Waszyngtonowi politycy – bo teraz Waszyngton stał się “Wielkim Bratem” – który od 2013 narzuca nam PMT do swoich zadań w swoich interesach, z WP jako dysponowaną armią marionetkową, niezdolną z założenia do obrony suwerenności i do skutecznego odstraszania – także na poziomie jądrowym. Tylko kierunek ekspedycyjnego posyłania “polskiego mięsa armatniego w interesach hegemona” się zmienił – z zachodniego na wschodni.

    1. Chyba znaki specjalne wycięły z tekstu powyżej najważniejsze przesłanie ambasadora Ukrainy: “Ambasador Ukrainy w Niemczech grozi, że jeśli Europa pozostawi jego kraj na pastwę losu, to Kijów rozpocznie zbrojenia nuklearne.” W sumie Kijów żąda od UE działań na rzecz Ukrainy – a nie sprzedawania Ukrainy za “pokój” [czyli do następnych żądań Kremla – wg strategii ustępstw wypróbowanej przez Hitlera]. Co więcej – Kijów żąda przyjęcia do NATO – jako konkretny cel – który państwa NATO w UE [i poza] – maja popierać. . A to bardzo nie w smak i Berlinowi i Paryżowi – które chcą i likwidacji NATO i wyrzucenia USA z Europy…i dogadania się z Kremlem nt supermocarstwa Lizbona-Władywostok – kosztem Europy Środkowej .Jeszcze taka uwaga: wykorzystując obecny casus “demonstracji siły FR względem Ukrainy – i uzyskując pod tym pretekstem NATO Nuclear Sharing – możemy zmniejszyć przyszłą presję z zaanektowanej przez FR Białorusi i z Obwodu Kaliningradzkiego. Wszystko stanowi naczynia połączone…które musimy rozpoznawać zawczasu – i zawczasu działać. Spójnie i synergicznie.

  15. Dla jasności, pisząc, że zagrywka Putina względem Ukrainy się nie udała, ale udało mu się z Białorusią, chodzi mi nie tylko o przyciśnięcie Łukaszenki do ściany [ten ostatni już posłusznie jak katarynka deklamuje wyuczoną spiskową wielowątkową piramidalna historię – godna filmu szpiegowskiego – o zamachu na swoje życie ze strony wrażego NATO] – ale przede wszystkim chodzi mi o przetestowanie przez Kreml jądra karolińskiego względem anschlussu Białorusi i wejścia tam na stałe Armii Czerwonej. Tu Putin specjalnie podniósł poprzeczkę ostentacyjnych otwartych działań wobec Ukrainy – by móc w spokoju przeprowadzić anschluss – oczywiście możliwie w rękawiczkach – krok po kroku. Mówiąc krótko – ta siłowa demonstracja “antyukraińska” – zdecydowała moim zdaniem o losie Białorusi. Tu Rubikon został przekroczony na Kremlu – machina ruszyła – oczywiście w specsłużbach, a nie ze strony Armii Czerwonej. Berlin udaje, że w sprawie Ukrainy [i przez to w jednym szeregu – w sprawie Białorusi] pada deszcz, a Paryż został ośmieszony po deklaracji “ustalania czerwonych granic”, bo Putin na to zaraz skontrował, że to ON będzie ustalał czerwone granice – i Paryż podkulił ogon. Zresztą – po lutowej wizycie Macrona w Warszawie i jego późniejszej deklaracji we Francji wobec generalicji – wiadomo, że francuskie odstraszanie dotyczy tylko Francji – i tylko po ataku jądrowym – de facto Francja nie jest graczem strategicznym na Flance. A praktycznie – nawet nie jest graczem taktycznym. Widać Putinowi zasłonka formatu normandzkiego nie jest już dłużej potrzebna do nowych deal’ów i traktuje ją już istniejącą pro forma dla “legalizacji” marginalizacji Ukrainy, a dokładniej – w takiej postaci, jaką uzyskał przy stoliku w Mińsku – jedynie dla podtrzymania “legalizmu” działań w Donbasie. Stąd właśnie ataki na Ukrainę za “niewykonanie porozumień Mińskich” – co otwiera pretekst do zerwania wszelkich zobowiązań Kremla z Mińska.

  16. Czytając i artykuł Marka Budzisza https://wpolityce.pl/swiat/549219-amerykanie-mysla-o-armii-nowego-wzoru i oryginalny artykuł Flournoy w Foreigns Affairs miałem silne wrażenie deja vu – powtarzają wszystko, co niestrudzenie tłumaczyłem [nieraz całymi szczegółowymi ciągami logicznej analizy] np. na d24 od Krymu 2014 odnośnie generacyjnej, systemowej strukturalnej reorganizacji sił zbrojnych. Nie ekstensywne rozwój i nie zamiana starych “zabawek” na nowe, używanych po staremu a la zimna wojna – ale skok generacyjny w użyciu, taktyce, zdolnościach, strategii, spięciu wszystkich domen w jedną. Mogę tylko powtórzyć – priorytet nr 1 nowego PMT to całokrajowa strategiczna saturacyjna A2/AD Tarcza i Miecz Polski, sieciocentryczne spięcie wszystkich sensorów-nosicieli-efektorów ze wszystkich domen w jedną połączoną domenę zarządzaną real-time przez rozproszony system C5ISR chroniony przez systemy EW [w tym systemy ofensywne]. Dronizacja, roje dronów, interdomenowość, automatyzacja, efektory precyzyjne pozahoryzontalne, nieekranowalna i niedekodowalna łączność na splątaniu kwantowym, AI, komputery kubitowe, bronie energetyczne [na pewno możemy rozwinąć BEZ PROBLEMU generatory wiązek mikrofalowych dużej mocy]. Nie zakupy sprzętu – ale zakupy technologii – i tylko technologii – od Korei Płd, Japonii, niektórych koncernów europejskich, od izraelskich tylko pod stołem. Własne systemy, własny serwis, modernizacje, rozwój [i eksport] – w 100%. I interoperacyjność z innymi graczami na szeroko rozumianej Flance we własnym sojuszu regionalnym jadącym na jednym wózku – także z Turcją – czy to się w Waszyngtonie podoba – czy nie. Plus koniecznie pomostowe NATO Nuclear Sharing, a od razu podpięcie się jako suwerenny “współudziałowiec” do programu “pełnego cyklu życia” przerobu materiałów jądrowych Finlandii [NORDEFCO] – i stworzenie wspólnej strefy polityczno-militarno-ekonomicznej Wielkiej Flanki – jako silnego gracza wobec jądra UE i USA – ale i Chin. Koniec z kompradorskim podejściem do UE – Waszyngtonu – ale i Pekinu.

  17. (…)Wręcz przeciwnie, gdy Rosjanie demonstrują gotowość użycia siły – należy tym bardziej stanowczo okazać determinację do podjęcia obrony. Tylko w ten sposób można mieć nadzieję na odstraszenie rosyjskiego agresora. Ignorancja, uległość lub słabość stanowiłyby zachętę dla Moskwy.(…)
    Nie przypominam sobie, żeby Pan Wojczal miał podobne wnioski przy harcach Łukaszenki w okolicach Grodna… raczej Pan hamował moje postulaty ogłoszenia stanu alarmu.

    1. Na harce Łukaszenki odpowiedzieliśmy z tego co pamiętam manewrami Leo przy granicy z Białorusią. Poza tym, harce Łukaszenki to nie to samo, co demonstracje siły Kremla. Białoruś to nie ten kaliber i w zasadzie żadne dla nas zagrożenie.

      pozdrawiam
      KW

      1. (…)Poza tym, harce Łukaszenki to nie to samo, co demonstracje siły Kremla.(…)
        Co zmienia faktu, że Łukaszenka używając języka ajatollahów to (…)Mały Szatan(…).

  18. Dzień Dobry,

    Artykuł jak zwykle bardzo dobry, treściwy i pokazujący aktualne problemy, z którymi niestety będziemy musieli się zmierzyć.

    Chciałbym natomiast wejść w polemikę jeśli chodzi o niektóre kwestie związane z polityką zagraniczną Rosji a także kwestie związane z ewentualnym Imperium Lizbona Władywostok lub bardziej oficjalnie strategicznym Partnerstwem między UE a EAUE. Ale od początku.

    Cały ten bałagan który mamy za naszą wschodnią granicą jest efektem coraz gorszej kondycji gospodarczej USA a zwłaszcza granicznej daty 2008. 2008 rok jak pewnie szanowni forumowicze pamiętają był związany z upadkiem Lehman Brothers i początkiem dosyć sporego kryzysu finansowego na rynkach. Od tego momentu można zaryzykować takie stwierdzenie Państwa takie jak Rosja czy Chiny zauważyły coraz większą niewydolność USA i poczuły wiatr w żagle., Z racji tego że przyroda nie lubi próżni zaczęły się próby odzyskiwania stref wpływu czy to byłego CCCP . 2008 – wojna w Osetii i Gruzji jak i w Tybecie- 2008 tłumienie zamieszek.

    Stany Zjednoczone widząc, że faktycznie nie dają rady próbowały się dogadać z Rosją ogłaszając w 2009 roku Pivot na Pacyfik i dając wolną rękę Rosji w Europie ( czyli jak już na blogu było wspomniane likwidacji tarcz antyrakietowych, floty itp), a samemu skupiając się na osłabieniu Chin czyli “Arabska Wiosna 2010″.
    Równocześnie Rosja zaangażowała się w Syrii 2011, Krym 2014 i Donbas natomiast jeśli chodzi o Chiny to Korea Północna 2017, to ostatnie Zamieszki w Hong Kongu 2019 no i cały czas Tajwan. Wszystkie powyższe rzeczy były wymienione na Blogu czy w Podcastach u Pana Krzysztofa więc nie będę się powtarzał. To tytułem wstępu.

    Jeśli chodzi o Rosję i jej politykę zagraniczną chciałbym podeprzeć się Koncepcją ” Limitrofu” opracowaną przez Wadima Cymburskiego a postulowaną przez P. Leszka Sykulskiego.

    https://leszeksykulski.pl/geopolityka/rosja-wyspa-i-wielki-limitrof-mysl-geopolityczna-wadima-cymburskiego/

    W telegraficznym skrócie Rosja jest tu ” Twierdzą” otoczoną przez Bufory, przez które obce wojska nie mogłyby zagrozić obszarowi Nadwołża Rosyjskiej Federacji. I faktycznie jeśli popatrzymy na mapę Rosji to na chwilę obecną mamy zamrożony konflikt na Ukrainie ( bufor), podległą Białoruś (bufor), państwa bałtyckie ( spora mniejszość rosyjska), następnie zneutralizowany Kaukaz, no i dalej Kazachstan (rosyjska strefa wpływu), Mongolia (bufor od Chin) i granica na Amurze- zresztą uregulowana w 2008 roku 14 października.

    Innymi słowy Rosja się w jakimś stopniu izoluje na podstawie powyższych działań militarnych i jeśli chodzi o pytanie odnośnie Obszaru gospodarczego Lizbona Władywostok, to zadać należy pytanie komu bardziej zależy na jego powstaniu, czy Rosji czy UE.

    Należy pamiętać czy tego chcemy czy nie, że Europa będzie zależna od rosyjskich surowców jeszcze przez długi czas. Pomimo inwestycji w Energetykę wiatrową solarną, biopaliwa itp. rośnie cały czas import surowców. I o ile w przypadku Polski chcemy zrezygnować z rosyjskiego gazu tak ropa czy węgiel są lub będą sprowadzane nadal.

    https://oweglu.pl/dlaczego-import-wegla-kamiennego-do-polski-jest-tak-wysoki/

    https://biznesalert.pl/import-wegiel-polska-2020-eurostat-rosja-energetyka/

    Podobnie w przypadku Niemiec, Czech, tzn całego byłego bloku wschodniego + RFN plus w niewielkim stopniu Italia czy Austria. Zresztą było to też wspomniane chyba w podcaście o Niemczech jako Narkomanie, że rosyjski surowiec jest stosunkowo Tani + jest istniejąca infrastruktura ( jak chociażby Rafineria w Schwedt, niedaleko Szczecina, importująca paliwo z FR). należy pamiętać że z Rosji importujemy również inne pierwiastki jak np Nikiel, produkty z żelaza, czy sole potasowe.

    https://www.naukowiec.org/wiedza/geografia/eksport-i-import-surowcow-mineralnych_3199.html

    Rosja natomiast może obejść się bez unijnego importu technologii importując podobną technologię z Japonii czy Korei Południowej, za surowce. Zresztą tego się obawiają Niemcy

    “Politycy powinni zwiększyć aktywność w związku z Rosją, żeby Chiny i Japonia nie wypchnęły nastawionych na eksport niemieckich przedsiębiorstw z tamtejszego rynku. Z takim żądaniem wystąpił prezes Niemiecko-Rosyjskiej Izby Przemysłowo-Handlowej (AHK) Rainer Seele i prezes zarządu AHK w Moskwie Matthias Schepp.”

    https://www.dw.com/pl/sankcje-nie-przeszkadzaj%C4%85-niemieckie-firmy-w-rosji-s%C4%85-pe%C5%82ne-optymizmu/a-49381185

    Innymi słowy to Niemcy, Francuzi chcą utrzymać na razie jeszcze swoją przewagę gospodarczą czy kontakty, ponieważ w niedalekiej przyszłości mogą zostać wyparci z rynku chińskiego jak i amerykańskiego. I być może temu służy postulowana Przestrzeń Lizbona Władywostok aby móc uczestniczyć w ewentualnych przyszłych dużych modernizacyjnych projektach w Rosji, które wcześniej czy później Rosję czekają i na tym zarobić.

    Jeśli chodzi o słabość Rosji to chyba wciąż aktualne jest stwierdzenie, że Rosja nigdy nie jest tak silna i tak słaba na jaką wygląda. I faktycznie pomimo kryzysu gospodarczego, walutowego, sankcji itp mamy zaangażowanie się Rosji na Krymie, Donbasie, Syrii, mamy interwencje w Libii, próby budowania baz w Republice Środkowej Afryki, być może w Laosie. Mamy na chwilę obecną budowaną i nowoczesną flotę arktyczną, rakiety hipersoniczne, próby autonomicznych czołgów itp. Ingerowanie w systemy informatyczne USA itp. Pytanie jest takie czy jest to tylko testowanie USA i sojuszników czy może próby takiego rozciągnięcia sił USA, żeby USA zgodziły się na obszar Lizbona – Władywostok, lub nie miały możliwości zablokowania tendencji powstania takiego tworu w zamian za tzw lub ewentualny sojusz arktyczny lub inaczej sojusz białego człowieka ( USA + UE + Rosja) przeciwko Chinom postulowany już parę lat temu. Bo wszystkie kraje widzą tutaj zagrożenie

    https://archiwum.rp.pl/artykul/1192047-Sojusz-bialego-czlowieka-ale-bez-Rosji.html

    https://www.salon24.pl/u/mojsiewicz/514471,sojusz-bialego-czlowieka-gotuje-sie-na-wojne-z-chinami

    I przechodząc do kwestii o miejsce Polski w Układance.

    Należy mieć świadomość, że Polska zostanie sprzedana w tym układzie podobnie jak w 1945 lub 2009. Pytanie za jaką cenę. Na chwilę obecną jest debata czy powinniśmy wybrać opcję atlantycką lub kontynentalną. Rewelacyjna debata była odnośnie tego między Bartosiakiem i Sykulskim.

    https://www.youtube.com/watch?v=znOVuqjAmGk

    I znowu w telegraficznym skrócie jeśli chodzi o opcje atlantycką jesteśmy narażeni na strzały kontrolne czy to ze strony UE-Niemiec czy Rosji ( mając gdzieś tam daleko jakiś sojusz z USA, który w godzinie próby może nie wypalić casus 2009 roku czy Pani Ambasador o ustawie 447 parę lat temu.)

    Wybierając opcję kontynentalną jesteśmy narażeni na marginalizację, natomiast strefa zgniotu przesuwa się na Pacyfik. I znowu pytanie jak to rozegramy. Bo możemy rozgrywać dwutorowo będąc lub kontrolując główne szlaki z UE do Rosji i równolegle tworzyć nasze lokalne sojusze z grupą Wyszehradzką, lub/i Ukrainą + Państwa Bałtyckie. I będąc w grze rosnąc w siłę i po jakimś czasie zacząć negocjować, zmieniać warunki, rozpychać się łokciami. . Podobnie Jak Chiny które przystąpiły do WHO w w 2001. 20 lat ciszy i proszę zobaczyć jakie efekty są teraz. I tutaj należy podobnie robić biorąc przykład z chin, które z zaścianka stały się potęgą, dzięki przemyślanej strategii i pracy u podstaw.

    Ale takie rozwiązanie jest możliwe tylko gdy będziemy w grze, ponieważ inaczej nasza rola zostanie pominięta i nasze potencjalne sojusz mogą zostać szybko rozbite. A my jako amerykański klin będziemy pomijani. A tak bogacąc się na handlu, jednocześnie tworząc sojusze i pokazywać się jako racjonalnie myślący partner będziemy mieli wpływ na architekturę bezpieczeństwa w UE lub szanse jej kształtowania.

    Chciałbym również zwrócić uwagę jak kształtuję się nasze stosunki handlowe z USA i Rosją

    i gdzie nasze firmy więcej eksportują i zarabiają

    http://www.mapa.kuke.com.pl/stany-zjednoczone.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    29 085,2 mln PLN – DO USA

    http://www.mapa.kuke.com.pl/rosja.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    31 955,3 mln PLN – DO ROSJI

    Innymi Słowy nasze firmy zarabiają na handlu więcej z naszym przeciwnikiem niż sojusznikiem.

    Nie mówiąc już o Niemczech

    http://www.mapa.kuke.com.pl/niemcy.html

    WARTOŚĆ EKSPORTU
    279 622,6 mln PLN

    Innymi słowy gospodarczo – Opcja Kontynentalna
    Politycznie – Opcja Atlantycka

    Czyli podręcznikowy dylemat – Mieć czy Być

    I jeszcze kwestia ostatnia. Wybierając opcję kontynentalną kupujemy sobie trochę więcej czasu na modernizację naszego kraju. Proszę pamiętać że oprócz armii która ma bronić nasze interesy należy jeszcze inwestować w inne obszary, które od lat mają problemy. Służba zdrowia, Szkolnictwo, Energetyka (linie przesyłowe), System Emerytalny, Brak mieszkań dla młodych. Niedługo będzie tornado demograficzne, które przeora nasz kraj. Wciąż brakująca infrastruktura drogowa, kolejowa, brak rodzimych sił wytwórczych. A należy pamiętać że nasi sąsiedzi mają na nas duże lewary.

    I ostatnie pytanie czy Rosji opłaca się z nami jakakolwiek wojna. Rosja aby nas zneutralizować nie musi straszyć nas 1 Gwardyjską. Wystarczy że dokona aktu sabotażu na elektrownie gdzieś na śląsku lub w wawie. Zresztą przykład 2 youtuberów z Rosji wspinający się na budynek w centrum stolicy i wieszający Flagę Rosyjskiej Federacji jest najlepszym przykładem (złota 44). Czyli Koszt/Efekt jeszcze mniejszy. I o ile przywracanie stref buforowych w byłym ZSRR można zrozumieć to my na chwilę nie mamy nawet jak walczyć. Zresztą jeśli spojrzeć jesteśmy klientem chodzi o surowce, więc w jakimś tam stopniu zarabiają na nas

    https://www.youtube.com/watch?v=0-FU9WrswzE

    Minuta 6:20 – 🙂

    Podsumowując:

    Lata zaniedbań, kradzieży, partactwa, złodziejstwa, malwersacji, korupcji, pychy, aroganctwa, pijactwa i czynów lubieżnych a także i innych zabiegów gorszących obywateli doprowadziły nas do takiego momentu, że trudno będzie grać samodzielnie w międzymorze, z takimi deficytami. Natomiast będąc częścią większego organizmu i mając z tego ewentualne profity i jednocześnie tworząc sojusze i kształtować politykę można po jakimś czasie próbować zmieniać zasady gry ( podobnie jak Chiny). Tutaj byłaby szansa, abyśmy faktycznie wybili się na lepszą pozycję.

    Czego sobie i Państwu życzę.

    Serdecznie Pozdrawiam

    Michał

    1. Koncepcja limitrofów Cymburskiego była koncepcją obronno-ofensywną. Obronną – jako “poduszka” chroniąca buforowo Rosję – gdy jest słaba – oraz ofensywną – gdy Rosja staje się silniejsza – i te limitrofy stają się pierwszymi daniami na liście do połknięcia w ramach ekspansji. Rosja z Chinami przeciw USA, czy z USA przeciw Chinom – to w obu przypadkach największe koszty [i egzystencjalne ryzyko] właśnie dla Rosji. Rosja – owszem poszła na strategiczny deal z Waszyngtonem w ramach “resetu” – co na własnej skórze doświadczyliśmy 17 września 2009 [i 10 kwietnia 2010] – ale ten deal był udawany – Rosja nie chciała być mięsem armatnim USA. Deal wykorzystała wyłącznie dla zwiedzenia Waszyngtonu, który naiwnie w 2011 rozwiązał II Flotę Atlantyku i GIUK, wycofał [ostatecznie w 2013] wszystkie ciężkie siły z Europy. Te wszystkie działania były wymuszone przez Kreml – dlatego jestem pewien, że Kremlowi na supermocarstwie Lizbona-Władywostok zależy najbardziej na świecie – bo to najlepsza opcja geostrategiczna w kalkulacji koszt/efekt dla Rosji. Berlin i Paryż wierzą naiwnie, że będą partnerami i równoprawnymi udziałowcami tegoż supermocarstwa, Kreml na 99.99% chce tego – ale tylko na początku – dla “legalizacji” supermocarstwa – a docelowo zdecyduje brutalna siła i obecność wojsk konwencjonalnych Armii Czerwonej – i szantaż taktycznej i strategicznej projekcji sił jądrowych FR. Berlin i Paryż chcą wypchnąć z USA z Europy – czyli jedyną siłę, która powstrzymuje Kreml przed docelowym podbojem Europy. Berlin koncentruje się na obiecankach otwartego rynku FR i tanich surowców, Paryż ze swymi skromnymi siłami strategicznymi w wyobraźni widzi Rosję jako partnera ponad głową Berlina – do zlewarowania ekonomicznej przewagi Berlina. Więcej – marzyciele z Paryża uważają, że Rosja posłusznie posłuży instrumentalnie Paryżowi [w marzeniach jako liderowi – stolicy Europy – ponad Berlinem] – do zlewarowania Chin. I Berlin i Paryż bujają w obłokach – w pierwszym etapie – owszem Rosja otworzy rynek i da tanie surowce i nawet odwróci “przyjaźń” z Pekinem – ale w drugim – po wchłonięciu technologii i po dekompozycji państw narodowych Europy – przejmie wyłączną kontrolę nad SWOIM supermocarstwem. W tym sensie i Berlin i Paryż wykazują się wyjątkową krótkowzrocznością, wynikającą z chciwości i z pychy. To wyjątkowo źle świadczy o poziomie geostrategii Niemiec i Francji – widać dalej tkwią w starym modelu świata konstruktywistycznego – i nie przyjmują do wiadomości, że decydować będzie siła.

    1. Panie Krzysztofie S. – przegrana w umowne 5 dni na Wiśle i 10 na Odrze – to jest stan na teraz – przy obecnym uszykowaniu WP w sprzęt – przy braku RMA – i przy kontynuowaniu taktyki i strategii i dowodzenia w istocie wg “tradycji” zimnowojennej. Przecież – tak dla przykładu – na chwilę obecną nawet te nasze T-72 i Twarde nie mają nawet średniej klasy pocisków podkalibrowych [tu przynajmniej Leo 2 mają zakupione bardzo dobre DM63]. Nie mamy nawet podstaw – np. nowoczesnych masowych rgppanc [stare i w sumie zbyt nieliczne RPG-7 to dobre w Afganistanie dla Talibów]. I tak dalej. Prosty przykład – wdrożenie amunicji precyzyjnej dla Krabów zwiększyłoby celność 50-krotnie na dystansie do 20 km, a około 50- 120 krotnie na dystansie 20-50 km – w porównaniu z amunicją klasyczną niekierowaną. Tyle, że precyzyjna amunicja Vulcano-Dardo ma zasięg 80 km, a amunicja precyzyjna Nammo ok. 130 km. Gdyby nasze Kraby [ok. 64 w służbie ze 120 zamówionych] miały oba rodzaje amunicji precyzyjnej to mogłyby wybic bezpiecznie z dystansu całą 1 Armię Pancerna Gwardii na ziemi – a w powietrzu zestrzelić każdy samolot w zasięgu. To pokazuje prymat RMA i jakości nad ekstensywnym zwiększaniem liczebności. Oczywiście – rzecz absolutnie niezbędna do zbudowania to C5ISR , czyli Kraby mogą urządzić takie “turkey shoots” – tylko mając sieciocentryczne pozycjonowanie celów. W sumie – Panie Krzysztofie S. – jest dokładnie ODWROTNIE – przy właściwie skrojonym PMT – możemy stworzyć tak silną asymetryczną aktywną obronę [w sumie jedną wielką całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – spinającą wszystkie domeny w jedną] , że – wraz z odstraszaniem nuklearnym – zmusimy Kreml do zaniechania agresji [tej otwartej] już na etapie planowania. A nawet na chwilę obecną w ramach “programu natychmiastowego” – wystarczyłoby wykonac kilka oczywistych ruchów przez MON, by szybko skokowo podnieść potencjał WP. Że tego MON nie robi – cóż – dlatego narasta takie zniecierpliwienie wśród ludzi, którzy trochę tematy znają. Niestety – to kwestia nieudolności organizacyjnej MON i IU, braku spójnej strategicznej wizji WP – ale i twardego nacisku starego lobby generalicji na rozwój ekstensywny [ilościowy] zamiast jakościowy, na dławienie automatyzacji, dronizacji, efektorów precyzyjnych, sieciocentryczności itd. Ze względu na ich partykularną wygodę, pewną ścieżkę kariery, nacisk na etaty, no i “wojując po staremu” nie trzeba się uczyć trudnych nowości…. – bo dla starej gwardii dronizacja i automatyzacja itd. oznacza tylko z ich punktu widzenia zabranie etatów i przez to utartej łatwej ścieżki kariery – a w praktyce wysadzenie z siodła przez młodą kadrę ery RMA.

  19. Dzień Dobry,

    Odwołując się jeszcze do powyższych wypowiedzi na temat rozbudowywania sił militarnych w naszym kraju chciałbym zadać pytanie, czy tylko opcja militarna wchodzi w grę? W komentarzach postulowane są ( zresztą słusznie) próby jakościowej modernizacji naszej armii, o drony, systemy antydostępowe, rakiety, być może też automatyzację czołgów, walka radioelektroniczna, sieciocentryczne pozycjonowanie itp itd. Chodzi o to aby przeciwnik już na etapie planów zrezygnował z zamiarem zaatakowania, czyli zmienił strategie. Czyli Sun Tsu w czystej postaci.

    Jako, że wiadomo że przeciwnik strategii nie zmieni, ale może zmienić sposoby, pytanie jest następujące, a jak w przypadku broni chemicznej, ot troszeczkę cięższa odmiana COVID-19. I pole walki się zmienia. Bo wtedy zamiast czołgów, broni gładko lufowej, dronów, rakiet, broni naprowadzającej są potrzebne szpitale, personel, leki, respiratory, antybiotyki, wolne łóżka itp. A tego nie mamy. Armia nie byłaby w stanie walczyć, chociażby aby nie narażać personelu technicznego czy obsługującego wyżej wymienione wojska aby zachować zdolność operacyjną na np gorsze czasy. Zresztą proszę zobaczyć co COVID robi. Zamknięta gospodarka, służba zdrowia trzyma się na przysłowiową ślinę, bunty przedsiębiorców, czy ostatnio kobiet.

    Jak to w wypadku np. aktu sabotażu czy na gazo port, rafinerię czy elektrownie. Spowodowanie awarii czy wybuchu w takim np. Bełchatowie w elektrowni spowodowałoby, że trzeba byłoby walczyć o przeżycie, czy dostęp do prądu, mamy wtedy zarzewie buntu na linii obywatel-rząd a przy tak silnej polaryzacji społecznej jest to iskra na przysłowiowej beczce prochu wojny domowej w naszym kraju . A przykład Czeskiej Zbrojeniówki i wysadzenie w powietrze części zakładu tylko to potwierdza. I wtedy też linia obrony pada bo zamiast pilnować granic należy pacyfikować zamieszki.

    A należy pamiętać że nasz kraj jest mocno infiltrowany. jako przykład:

    https://biznesalert.pl/szpieg-ministerstwo-energii-marek-w-skazany-energetyka/

    Ilu takich szpiegów możemy mieć w innych działach, spółkach skarbu państwa, obiektach strategicznych itp.

    Mamy 2-3 milionową mniejszość rosyjsko czy ukraińsko języczną. na wypadek konfliktu jak by się zachowali. I

    Itp, itd.

    Więc faktycznie, musimy mieć nowoczesną armię mającą zdolność odstraszania ale należy przede wszystkim zrobić porządek organizacyjny u siebie : unowocześnić infrastrukturę czy służbę zdrowia, zapewnić wzrost demograficzny, unowocześnić system oświaty aby potem bawić się w nowoczesną armię. Bo inaczej zostanie sama armia a obywatele będą emigrować . Co zresztą w dalszym ciągu robią lub zamierzają zrobić. A na to potrzeba czasu, którego już nie mamy

    https://praca.money.pl/wiadomosci/lekarze-chca-odejsc-po-pandemii-6567449692367584a.html

    Odnośnie Rosji, UE i Imperium ” Lizbona – Władywostok”, poniżej zamieszczam artykuł do polemiki. Artykuł stary, ale stety lub niestety tezy zawarte są poniekąd słuszne

    http://www.geopolityka.org/analizy/leszek-sykulski-od-trojkata-kaliningradzkiego-do-zwiazku-europy-integracja-od-lizbony-po-wladywostok-wyzwanie-xxi-wieku

    Zresztą odwołując się do budowy takiego tworu Polska sama w nim partycypuję i może na nim korzystać współtworzyć architekturę bezpieczeństwa i jednocześnie wtedy rozwijać własną armię. Odnosząc się do poprzedniego komentarza proszę porównać nasz bilans handlowy z Rosją i USA. Mamy większy eksport prawie przy całkowicie zamrożonych stosunkach gospodarczych z tym krajem niż z naszym sojusznikiem USA.

    Polskie firmy eksportują chociażby dla strategicznej Energetyki w Rosji

    https://www.energetyka24.com/famur-dostarczy-sprzet-do-rosyjskiej-koplani

    https://forsal.pl/galeria/851018,polskie-tramwaje-podbijaja-stolice-rosji-pesa-na-polmetku-kontraktu-dla-moskwy-zdjecia.html

    Eksportujemy żywność do Rosji, o której wiadomo że ma dobrą opinię

    Polscy dyrektorzy czy managerowie robią w Rosji czy na Ukrainie karierę

    http://www.astroman.com.pl/?mod=magazine&a=read&id=370

    Polscy Piłkarze (np Krychowiak) są w Rosji, Aktorzy ( , Żebrowski, Rosati, Damięcki, Deląg) robią czy robili tam kariery, Pisarze ( Lem, Sapkowski, ) są popularni.

    Innymi słowy jest duże pole do obopólnej współpracy, oczywiście z jednoczesnym patrzeniem sobie na ręce.

    Powyżej opisuję tylko Rosję. O współpracy z Niemcami nie będę pisać bo jest bardzo dużo materiałów w sieci. Zresztą szanowni forumowicze sami widzą że też pomimo napiętych relacji politycznych biznes kwitnie, a Polska jest już chyba 3 czy 4 partnerem handlowym Niemiec.

    Wracając jeszcze do Strategicznego Partnerstwa UE – Unia Euroazjatycka należy się zastanowić czy faktycznie Rosji opłacałoby się stworzyć taki twór pod dyktando Moskwy, czy lepsze ze względu na koszt efekt nie byłaby opcja bloków kontynentalnych i ich współpracy, zresztą opisywana już wcześniej przez Karla Haushofera.

    Proszę zauważyć. Rosja w ostatnim stuleciu dwa razu straciła status Imperium 1917 i 1991. Koszty imperium, utrzymania administracji, armii, infrastruktury, ochrony granic, norm technicznych, produkcyjnych itp. są duże i mogą się nie kalkulować w tabelce Koszt/Efekt. Proszę też pamiętać o kosztach ludzkich i ekonomicznych jakie Rosja poniosła w ostatnim stuleciu ( 2 Wojny Światowe, Wojna Domowa, Komunistyczny Terror, Wyścig Zbrojeń, Afganistan, Czeczenia). Dodatkowo kryzys ekonomiczny 1998.

    Innymi słowy zadać należy sobie pytanie czy Rosja chce stworzyć takie imperium i jakim kosztem, czy utrzymać stan bieżący przy próbie maksymalnej modernizacji kraju, odbudowy substancji narodowej i strategicznej współpracy z UE i może w przyszłości jako arktyczny sojusz USA-UE EAEU.?

    W komentarzach padło takie stwierdzenie że Rosja chce zassać technologie i stworzyć imperium. Podbicie Europy z jej coraz większymi problemami wewnętrznymi, demograficznymi, tendencjami odśrodkowymi, potwornym zadłużeniu może być po prostu nieopłacalne. Bo po co podbijać np zadłużone Włochy, czy Hiszpanię. Po co wojska rosyjskie miałby stacjonować w Grecji czy Albanii? Po co prowadzić administrację na Węgrzech itp. Zresztą nawet zajęcie Ukrainy jest nieopłacalne ( zadłużenie, rozsypująca się gospodarka, korupcja itp.) . Wyjątek: Krym – który jest strategicznym wyjściem na morze czarne, zagłębię węglowe w Donbasie, który to węgiel może być eksportowany np do Polski.

    Natomiast modernizując kraj na podstawie technologii cywilnych z UE ( czy kolej szybkiej prędkości na Syberii, czy nowe lotniska w dużych miastach, autostrady, drogi, nowe autonomiczne fabryki, maszyny górnicze jak polski Famur, obrabiarki, automatyka, elektronika itp.) elity rosyjskie mogłyby sprawić że Rosja byłaby dużym bogatym krajem z olbrzymią bazą surowcową i zapasami wody. I dzięki temu miałaby status imperium. A my (jako Polska czy szerzej rozumiana UE) moglibyśmy na tym zarobić, zbierając kapiatał inwestować i unowocześniać się .

    I według mnie to jest cel rosyjskich elit, które myślą strategicznie.

    I jeszcze raz powracając do Polski

    Nie mamy wyboru, nasze położenie geograficzne determinuje nas albo Opcja Kontynentalna z wszystkimi jej szansami jak i zagrożeniami lub opcja Atlantycka ( również szansę jak i zagrożenia).

    I o ile Amerykanie co jakiś czas zapewniają nam rozrywki czy to na Pacyfiku czy na bliskim wschodzie próbując ratować status dolara i swoją uprzywilejowaną pozycję. Tak trauma II Wojny światowej ( po stronie ZSRR około 20 000 000 ofiar i zbite wszystko od Brześcia do Stalingradu , a także po stronie Niemiec 1/3 utraconego terytorium i 5 000 000 zabitych, o Polsce już nie wspominając- bo to była jedna wielka Masakra) powoduje, że dzisiejsze elity wolą współpracować i dogadywać się a obywatele bogacić się lub próbować się bogacić. Młodzi Rosjanie nie chcą ginąć w okopach tylko jeździć niemieckimi samochodami, popijając włoskie wino np jako turyści do Polski, wolą się uczyć, zakładać rodziny, firmy itp. Podobnie Niemcy mają taki stosunek, czy młodzi Polacy. A świadomość ostatniej wojny, rodzinne traumy, bieda rodziców czy dziadków i ofiar obywateli z nią związanych hamują według mnie co niektóre gorące głowy szybciej niż wpływy amerykańskie.

    Kończąc i tak już przydługi wywód oczywiście należy mieć świadomość z wielu zagrożeń wynikających z współpracy z naszymi sąsiadami. Nie mniej będąc podłączonym do głównych szlaków handlowych, mając korzyści, kapitał i na podstawie tego budując blok sojuszy po pewnym czasie można zmieniać warunki gry, wybijając się na lepszą pozycję.

    Serdecznie Pozdrawiam,

    Michał

    1. (…)A przykład Czeskiej Zbrojeniówki i wysadzenie w powietrze części zakładu tylko to potwierdza.(…)
      Ja do takich rewelacji podchodzę z sporą dozą podejrzliwości, a tu dochodzą 2 elementy, które dodatkowo podważają wiarygodność tezy tego zamachu:
      – od samego zdarzenia do ogłoszenia tych rewelacji było długie wielkie nic, a do tego odpalono je w (…)wygodnym momencie(…)
      – właśnie teraz zaczęła się chryja z ich ustawą aborcyjną

      (…)Mamy 2-3 milionową mniejszość rosyjsko czy ukraińsko języczną. na wypadek konfliktu jak by się zachowali.(…)
      Poważne państwo dopilnowałoby, żeby nie było takich akcji jak najazdy narodowców na Hajnówkę oraz miałoby profesjonalne służby zwalczania terroru kryminalnego, które nie tylko zwalczałby mafie, ale i wykrywałaby zjawiska z zakresu kontrwywiadu.

      (…)Proszę zauważyć. Rosja w ostatnim stuleciu dwa razu straciła status Imperium 1917 i 1991. Koszty imperium, utrzymania administracji, armii, infrastruktury, ochrony granic, norm technicznych, produkcyjnych itp. są duże i mogą się nie kalkulować w tabelce Koszt/Efekt.(…)
      Imperium to nie gra interesów tylko stan umysłu… np. w zeszłym roku sporo Polaków chciało odzyskania Grodna.

      (…)Bo po co podbijać np zadłużone Włochy, czy Hiszpanię.(…)
      Ja bym zaczął takie kalkulacje od okolic Kijowa… tam jest zona czarnobylska, która jest czarną dziurą jak się patrzy. A kwestia stacjonowania tam pewnie uchodziłaby za samobójstwo.

      (…)Wyjątek: Krym – który jest strategicznym wyjściem na morze czarne, zagłębię węglowe w Donbasie, który to węgiel może być eksportowany np do Polski.(…)
      Nie zapominaj o Odessie.

      1. (…)Proszę zauważyć. Rosja w ostatnim stuleciu dwa razu straciła status Imperium 1917 i 1991. Koszty imperium, utrzymania administracji, armii, infrastruktury, ochrony granic, norm technicznych, produkcyjnych itp. są duże i mogą się nie kalkulować w tabelce Koszt/Efekt.(…)
        Imperium to nie gra interesów tylko stan umysłu… np. w zeszłym roku sporo Polaków chciało odzyskania Grodna.

        Panie Jacku,

        Tak, tylko jest różnica pomiędzy ludźmi pod wpływem resentymentów czy narracji historycznej, którzy tak twierdzą , a elitą, która rządzi Państwem. I elita wie, że przyłączenie Grodna Lwowa, czy szeroko rozumianych kresów jest zbliżaniem się do granic Rosji, jest to mus władowania miliardów na infrastrukturę, komunikację. Najlepszy przykład to połączenie NRD z RFN. RFN do dziś transferuje olbrzymie środki pieniężne na wschód gdzie po 30 lat w dalszym ciągu są różnice pomiędzy Bawarią i Meklemburgią i – może oprócz autostrad

        Dlaczego Korea południowa nie chce połączyć się z północną. Bo by to uwaliło budżet na kolejne dziesięciolecia.

        Dlatego też Rosja wydaje mi się nie będzie zainteresowana podbojem Europy, gdzie za surowce może kupić potrzebne technologie i z powodzeniem implementować je u siebie.

        Rosja też ma strukturalne problemy. I powołanie na premiera Miszutina, czyli technokraty jest chyba pierwszym krokiem podążania chinską droga z reform 1978 roku.

        1. (…)Tak, tylko jest różnica pomiędzy ludźmi pod wpływem resentymentów czy narracji historycznej, którzy tak twierdzą , a elitą, która rządzi Państwem. I elita wie, że przyłączenie Grodna Lwowa, czy szeroko rozumianych kresów jest zbliżaniem się do granic Rosji, jest to mus władowania miliardów na infrastrukturę, komunikację.(…)
          Ale wtedy wytworzył się potencjał, który mógł elity wciągnąć tą awanturę za przewodem np. takiego ciągu wydarzeń:
          zadyma w Grodnie -> aresztowanie Polaków -> postawienie im zarzutu zamachu stanu -> prokurator domagający się kary śmierci
          Art. 5 to nie uruchamia, a polskie elity i tak znajdą się pod gigantyczną presją.

        2. (…)Tak, tylko jest różnica pomiędzy ludźmi pod wpływem resentymentów czy narracji historycznej, którzy tak twierdzą , a elitą, która rządzi Państwem. I elita wie, że przyłączenie Grodna Lwowa, czy szeroko rozumianych kresów jest zbliżaniem się do granic Rosji, jest to mus władowania miliardów na infrastrukturę, komunikację.(…)
          Jednakowoż sytuacja, o której mówiłem miała potencjał wciągnięcia polskiego, zwłaszcza tego co zafundowała nam DobraZmiana, rządu w niebezpieczną grę.
          Żeby wrobić nasz rząd w tą chryję wystarczy następujący ciąg wydarzeń:
          zadyma w Grodnie -> aresztowanie Polaków -> postawienie im zarzutu zamachu stanu -> prokurator domagający się kary śmierci

  20. Panie Michale – na forum Pana Krzysztofa cały czas powtarzam konieczność spójności i synergii działań w sferze militarnej i cywilnej. Zagrożenie ze strony FR i idąca w ślad za tym modernizacja techniczna WP daje nam szansę na skok technologiczny pod przykrywka poufności wojskowej i strategicznego interesu państwa – na co Bruksela [Berlin] przy naszym umiejętnym działaniu nic nie mogą zrobić. A technologia jest w istocie [na poziomie badań podstawowych] technologią także dla sfery cywilnej – czyli remedium na pułapkę średniego rozwoju i wyrwanie się z roli podporządkowanego ekonomicznie i technologicznie podwykonawcy Niemiec. Gdy promuję od 2014 całokrajową saturacyjną strategiczną A2/AD Tarczę i Miecz Polski [czyli podstawowe narzędzie suwerenności i obrony strategicznej Polski – i podstawowe narzędzie do zgniecenia rosyjskich A2/AD – co jest absolutnym priorytetem militarnym] – to jej system kontrolno-zarządczy C5ISR/EW powinien obejmować także cywilną sferę krajową infrastruktury, ważnych obiektów, telekomunikacji itd. I to działając na przysłowiowe trzy zmiany non-stop w trybie real-time 24/365. Przemysł 4.0 – zbudowany od podstaw – winien być spięty sieciocentrycznie przez ten wspólny C5ISR/EW – a wszelkie drukarki przemysłowe 3D, obrabiarki numeryczne – wpięte sieciocentrycznie jakod razu o jeden system gotowy natychmiast do zmiany produkcji i usług. W strefie zgniotu – winien to być przemysł rozproszony, oparty w dużym stopniu o lokalne OZE, łańcuchy dostaw maksymalnie skrócone, a rzeczą instytucji państwa jest zapewnienie stworzenia pełnych łańcuchów “well to wheel” – niezależnych od zagranicy. Zresztą ew. realizacja PMT – winna w większym stopniu uwzględniać dywersyfikację różnych dostawców cywilnych – i używanie produktów, podsystemów “prosto z półki” – a także cywilnych metod zarządzania i prowadzenia projektów techniczno-organizacyjnych. Tak samo rozwój i wdrażanie AI, komputerów kubitowych, łączności na splataniu kwantowym, subsatelitów i satelitów [tu techniki rakietowej]. Rozproszenie i sieciocentryczność – to w sumie u samej podstawy klucz do stosowania wszelkich remediów na działania podprogowe i sabotażowe – ale nie chcę tu tematu rozwijać. Generalnie – nie tylko chodzi o spięcie sieciocentryczne w ramach RMA wszystkich domen i rodzajów sił zbrojnych WP w jedno – ale i dołączenie do zarządzania i kontroli [synergicznie i spójnie] przeważającej części infrastruktury krajowej. W sumie – na najbardziej ogólnym poziomie – patrząc cybernetycznie – trzeba z Polski stworzyć homeostat nowej generacji zdolny do natychmiastowej reakcji i adaptacji na zmiany zewnętrzne – dla przetrwania w strefie zgniotu. A tak naprawdę – do działania ZAWCZASU – z wyprzedzeniem – za każdym razem łamiąc u podstaw wrogie strategie graczy [nie tylko FR]. Wraz z przygotowaniem na zasadnicze kryzysy globalne – np. przerwanie międzynarodowych łańcuchów dostaw, powrót graczy do skrajnych praktyk protekcjonistycznych, czy całkowity upadek globalnego systemu finansowego. To można zrobić – ale trzeba się przygotować zawczasu – bo rozpaczliwe spóźnione kopanie na gwałt studni do pożaru zwykle skutkuje tylko zwiększeniem chaosu…

    1. Panie Georealistą,

      Ja ogólnie zgadzam się z Panem, jeśli chodzi o te wszystkie kwestie, które poruszył i porusza Pan na blogu Pana Krzysztofa. Zgadzam się, że Polsce potrzebny jest przemysł 4.0 oparty na automatyzacji i kooperacji biznesu z nauką. Potrzebna jest dronizacja wojska, systemy antydostępowe, postawienie na rakiety itp itd. Potrzebne są rozproszone źródła energii i badania podstawowe, aby tworzyć innowacyjne rozwiązania, własne firmy technologiczne.

      W moich komentarzach chce zaznaczyć, że problemem jest to aby to osiągnąć potrzebujemy ile 40 -50 60 lat, może więcej. Ma Pan dużą wiedzę i szerokie znajomości, niech Pan mniej więcej oszacuje ile by nam to zajęło, aby dojść do takiego poziomu o którym Pan mówi przy jednoczesnym zaznaczeniu że w Rosji czy w Niemczech nie rządzą idioci i też robią skok do przodu, gdzie Amerykanie mają opuścić Europe do 2030-2035. Ile zajęłoby stworzenie sieci instytutów, firm, całego know-how.

      My nie mamy kadr, inżynierów, techników. Nie mamy Instytutów Badawczych, Rodzimych firm technologicznych, Badan Podstawowych na światowym poziomie. Nie mamy dobrego systemu kształcenia. My nawet nie mamy studentów, którzy by chcieli to studiować. Jakie kierunki wybierają maturzyści? Ile mamy uczelni które prowadzą postulowany kierunek inzynieria 4.0. w przemyśle.

      https://wimim.zut.edu.pl/strona-kandydatow/studia-pierwszego-i-drugiego-stopnia/inzynieria-produkcji-w-przemysle-40.html

      Tutaj ma Pan jeden przykład na całą Polskę. Czy zna Pan więcej?

      Chodzi mi o to, że podpinając się pod blok kontynentalny i nie będąc w opozycji do największych graczy (na razie), mając na swoim terytorium linie przesyłowe czy szlaki handlowe kupujemy sobie więcej czasu i spokój, może właśnie tyle ile potrzeba aby ww Pana postulaty wprowadzić w życie. Ale robić to musimy z głową tak jak Chiny. Robić skoki jakościowe po cichu bez rozgłosu, bez pieniactwa i awanturnictwa. Pracują jak Pan to opisał 365/24.

      Ponieważ wydaje mi się że Polska leżąca na szlakach handlowych Północ- Południe i Wschód Zachód, biorąca aktywny udział w wymianie handlowej modernizując praktycznie każdy aspekt życia byłaby w stanie zbudować taki blok Państw wokół nas że wtedy to co Pan mówi mogłoby mieć rację bytu. (czyli być w grze, i nic o nas bez nas).

      Innego wyjścia nie ma. Inaczej skończy sie to jak w Przypadku Jamal-2 gdzie nam tez proponowano udział. Z tego co się orientuję my grzecznie odmówiliśmy i mamy Nordstream. I pytanie co jest lub byłoby lepsze. Jamal-2 biegnący przez Polskę, czy Nord-Stream biegnący po Bałtyku? I na takie pytanie coraz częściej będziemy musieli sobie odpowiadać.

      Powiem Panu z własnego doświadczenia, ja w trakcie studiów byłem na praktykach w Rosji i Niemczech, miałem porównanie. Stworzenie sieci placówek badawczych Taki jak Max Planck czy Fraunhofer Gesellschaft, według Pana ile czasu by to trwało, aby móc konkurować na tym obszarze?

      W Rosji dla Przykładu ma Pan Zjednoczony Instytut Badań Jądrowych, Ma Pan Akadegorodok w Nowosybirsku, ma Pan wysoko rozwinięty przemysł kosmiczny, militarny, materiałowy itp. Ma Pan matematykę, fizykę na światowym poziomie. Powiem Panu że takie Uniwersytety jak MEI, Uniwersytet Baumanna, Łomonosowa, Politechniki w Petersburgu mają nie raz wyższą pozycję niż nasze. W Rosji nie rozmontowano szkolnictwa tak jak u nas. Na wiele Uniwersytetów i to tych ścisłych są egzaminy wstępne i to dosyć trudne. Ile Rosja ma Technicznych Akademii czy katedr Wojskowych w ramach Uczelni wyższych. My mamy tylko sprofilowany pod tym kątem WAT czy Akademię Morską w Gdyni.

      Zresztą jest taki kawał, że na amerykańskich uczelniach za dolary, rosyjscy profesorowie uczą chińskich studentów 🙂

      A kupując gotowe rozwiązania od USA Japonii, Korei czy innych państw to znowu kasa wychodząca z kraju na rzeczy do których obsługi nie wiem czy mielibyśmy kadry.

      Innymi słowy, obudziliśmy się zbyt późno i aby znowu nie być wystawionymi do odstrzału jako pierwsi, potrzebujemy czasu. I ten czas możemy sobie w ten sposób zagwarantować. Bo nie wydaje mi się, abyśmy otrzymali Broń Jądrową z Pekinu, Pakistanu, USA czy Korei Płn aby rozdzielać tendencję do powstania Lizbony-Władywostoku.

      Chyba, że widzi Pan to inaczej.

      Serdecznie Pozdrawiam,

      Michał

  21. Panie Michale,
    ma Pan rację w opisie rzeczywistości. Zgadzam się również z tezą, że budować pozycję gospodarczą z wykorzystaniem połozenia, kóre mamy. I dopowiem, że rację ma również p. Georealista, gdy chodzi o potrzebę uzyskania spięcia wszystkich domen w jednym systemie, by podnieść koszt ataku na nasz kraj.
    Natomiast wydaje mi się, że droga do idei p. Georealisty powinna, wręcz musi zacząć się od zbudowania podstaw do szybszego rozwoju gospodarczego. Bo tylko zapewnienie większego strumienia środków w budżecie możliwe jest finansowanie armii. Nie zaś na odwrót. Wyższe PKB=więcej kasy na armię. Proszę spojrzeć na Niemcy. Mają wielokrotnie wyższe PKB niż my, na armię wydają niewiele. Jednakże w scenariuszu rozpadu UE i dojścia do rządzenia nacjonalistycznych ugrupowań mogą skokowo powiększyć potencjał swoich sił zbrojnych. My nie jesteśmy w stanie tego skoku zrobić. Ich potencjał naukowo-badawczy i przemysł jest w stanie uzbroić armię na najwyższym poziomie światowym w krótkim (perspektywa 5 lat), my nie mamy na to szans. Stąd wniosek. Chcesz wydawać więcej na armię (inna sprawa, że wydawać trzeba mądrze), musisz mieć większe środki w budżecie. Popatrzmy jaką nadwyżkę w budżecie potrafią wygenerować Niemcy a my? Nadwyżka w polskim budżecie? Tu jest sedno problemu. I to należy rozwiązać. To handel międzynarodowy jest podstawą bogacenia się narodów!

    1. Kolejność wzrostu dla państwa w miarę rozwiniętego- ale w pułapce średniego rozwoju [jak Polska] to: 1. edukacja 2. B+R [tutaj najlepiej pod przykrywką poufności badań dla wojska – a faktycznie dla rozwoju technologii w ogóle] 3. produkcja high-tech 4. przejęcie cyklu życia produktu [z serwisem i modernizacją] 5. przejęcie długofalowo całego łańcucha wartości i marży. Nie widzę rozjazdu wzrostu gospodarczego względem zbrojeń – jeżeli w jednym i drugim idziemy na jakość i innowacje – zamiast rozwoju ekstensywnego – ze wspólnego “reaktora rozwojowego”. Zresztą – proszę popatrzeć na Chiny – stawiają na ogólnie technologię i badania podstawowe i innowacyjność, wcale nie maksymalizują ilościowo produkcji zbrojeniowej i zbrojeń – przynajmniej dopóki nie osiągną satysfakcjonującego poziomu względem danego rodzaju sił USA. Machinę produkcji zbrojeniowej uruchomią zapewne dopiero na “cała naprzód” w latach 30-tych – gdy uznają, że przegonią technologicznie USA. Flotę dopiero wtedy zaczęli budować na wielką skalę, gdy osiągnęli technologiczno-jakościowy poziom tych “wielkich nosicieli” na przełomie poprzedniej dekady, i zarówno ilość, ale i jakość [np. są głosy, że najnowsze niszczyciele klasy 055 są już lepsze od amerykanskich klasy Arleigh Burke] budzi trwogę strategów i planistów US Navy. Budując niszczyciele 052D Chińczycy poczekali kilka lat w stoczniach na pochylniach z zastopowana budową kilku niszczycieli naraz, nim systemy podobne do AEGIS osiągnęły odpowiedni poziom dojrzałości i niezawodności. Natomiast USA głównie ekstensywnie próbuje podtrzymać globalna obecność zwiększając wydatki – i blokując tym nakłady na B+R – scedowane na prywatne koncerny – gdy tymczasem w Chinach jest wielki konglomerat współpracy państwowych i “prywatnych” ośrodków B+R.. Dopiero niedawno to dostrzeżono w Waszyngtonie – stąd wołania o budżetowe zasilanie badań B+R – nawet kosztem dostaw bieżących sprzętu dla sił zbrojnych [zwłaszcza US Army – ale i w hołubionej US Navy np. proponuje się obcięcie stanu drogich w utrzymaniu najstarszych lotniskowców zbudowanych w latach 70-tych]. Zresztą – różne think-tanki z CFR i RAND Corporation na czele – miotają się w obliczu błędnego koła priorytetów i krótkiej kołdry zasobowej…oraz zaległości w wyniku głębokiej dewastacji rodzimej edukacji technicznej od samych podstaw… Bezwładność organizacyjna struktur decyzyjnych USA jest ogromna – niełatwo odwrócić ugruntowane praktyki działania “na bogato”… Konflikt jest głębszy i strukturalny – wielka finansjera dalej chce spekulować i nabijać wyceny akcji – i nie chcą oddać władzy ponownie kręgom sfery realnej, głownie przemysłowej – która kiedyś doprowadziła USA do statusu supermocarstwa….i która jest prawdziwym gwarantem utrzymania prymatu USA… Mimo, że najwyraźniej rozumieją – że cały system pompowania świata finansów fiducjarnego dolara, ma sens wyłącznie wtedy – gdy Chiny i ASEAN i reszta Azji posłusznie produkuje [na warunkach tejże finansjery] – czyli gdy Azja daje POKRYCIE REALNE “pustemu” dolarowi. A ten warunek już nie jest spełnialny. I na tym polega główny systemowy kryzys wewnętrzny struktur decyzyjnych USA. Mimo wszystko – jako państwo mniejsze – i bardziej nastawione na sferę realną [produkcji – ale i realnych usług] – mamy dużo, dużo większe większe pole realnego manewru skoku generacyjnego innowacji i technologii. No – ale to wymaga odpowiednich dojrzałych i strategicznie myślących długofalowo [a nie od sondażu do sondażu, czy od wyborów do wyborów] sterników u władzy i decydentów poszczególnych sfer instytucjonalnych. A tego zasobu brak nam właśnie najbardziej….to jest problem nr 1. Potrzebny jest właściwy system i właściwie struktury instytucjonalne w zdrowym proceduralnie ustawionym działaniu – i właściwi ludzie na właściwym miejscu. System powinien premiować i awansować merytorycznych i zaangażowanych, budować synergię i synchronizację – a premiuje “miernych, biernych, ale wiernych” – i generuje ZASTĘPCZY przerost formy i sloganów nad treścią….

      1. Errata: nie: “Nie widzę rozjazdu wzrostu gospodarczego względem zbrojeń – jeżeli w jednym i drugim idziemy na jakość i innowacje – zamiast rozwoju ekstensywnego – ze wspólnego “reaktora rozwojowego”” a winno być: “Nie widzę rozjazdu wzrostu gospodarczego względem zbrojeń – jeżeli w jednym i drugim idziemy na jakość i innowacje ze wspólnego “reaktora rozwojowego” – zamiast rozwoju ekstensywnego”.

Leave a Reply