Macron kpi sobie z Putina? Czyli o „słabości” Zachodu [ANALIZA]

W sobotę 3 grudnia 2022 roku Emmanuel Macron  w wywiadzie telewizyjnym stwierdził:

„Zachód powinien rozważyć, co jest gotów zrobić, jak chronić sojuszników i państwa członkowskie oraz jak dać gwarancje bezpieczeństwa Rosji w dniu jej powrotu do stołu negocjacyjnego.”

Co istotne, wywiad został udzielony niedługo po rozmowie prezydenta Francji z prezydentem USA – Joe Bidenem (1.XII). Jednym z tematów rozmowy była kwestia architektury bezpieczeństwa w Europie po wojnie na Ukrainie.

Wielu polskich i ukraińskich komentatorów odczytało ww. słowa Macrona jako deklarację gotowości do poczynienia ustępstw na rzecz Moskwy. Byleby tylko ta zgodziła się przystąpić do rozmów pokojowych. Wg niektórych, Macron miał w ten bowiem sposób nawiązać do żądań rosyjskich wobec NATO przedstawionych przez Siergieja Ławrowa 10 grudnia 2021. Wówczas to MSZ Rosji opublikowało oświadczenie, które przedstawiało rosyjskie oczekiwania względem NATO. Nastąpiło to trzy dni po rozmowie Biden-Putin (7.XII.21). Moskwa żądała zaprzestania rozszerzania sojuszu na wschód (chodziło o Gruzję i Ukrainę), a także zakazu rozmieszczania w państwach graniczących z Rosją broni uderzeniowej. Do tego dochodziło ograniczenie ćwiczeń wojskowych NATO w ww. państwach, a także szereg innych warunków. Przy czym strona rosyjska nie prosiła w owym oświadczeniu o „gwarancje bezpieczeństwa” – zwrot ten został później użyty przez komentatorów, którzy chcieli w bardziej ogólny sposób wytłumaczyć odbiorcom, o co de facto Rosjanom może chodzić. Oświadczenie miało charakter roszczeniowy i tak naprawdę było wstępem do dalszej kremlowskiej rozgrywki. Warto pamiętać, że jego publikacja miała miejsce, gdy Rosja już z dużą intensywnością przemieszczała wojska pod granicę z Ukrainą.

Wraz z każdą kolejną rosyjską grupą bojową rozmieszczoną na granicy z Ukrainą, postawa Rosjan stawała się bardziej roszczeniowa i agresywna. W następnym żądaniu Ławrowa chodziło już m.in. o:

„wycofanie obcych sił i uzbrojenia oraz inne kroki przywrócenia konfiguracji z 1997 roku na terytorium państw, które w tym czasie nie były członkami NATO”,

a także o deklarację nieprzyjmowania do paktu Gruzji oraz Ukrainy. Sęk w tym, że Ławrow przedstawiał swoje żądania jako ultimatum występując z pozycji siły. Siły państwa, które było już zdecydowane na przeprowadzenie kolejnej „operacji” na Ukrainie. Nie było tam żadnej prośby w zakresie „gwarancji bezpieczeństwa”, ani nawet próby dojścia do jakiegokolwiek porozumienia czy poszukiwania wspólnych płaszczyzn negocjacyjnych. To były żądania, które miały dać Rosji casus belli. Owe warunki były niemożliwe do spełnienia, bowiem należałoby wyrzucić z NATO szereg państw w tym choćby Polskę. Świadomość tego była z pewnością po obu stronach, a Moskwa działała tutaj z pełną premedytacją. Już wówczas żądań Moskwy nie można było traktować poważnie, czyli jako szczerych prób osiągnięcia porozumienia przez Putina. Dziś także nie powinny stanowić punktu odniesienia dla ww. słów prezydenta Francji. Wręcz przeciwnie, wydaje się, że Macron – w imieniu Zachodu (NATO) – wręcz upomina Putina i to z pozycji siły. 

Tezę tę postaram się Państwu uzasadnić poniżej mając świadomość, że jest ona całkowicie przeciwstawna do utartych już opinii i sądów. Niemniej, myślę, że przedstawiona przeze mnie interpretacja jest warta uwagi, a być może nawet znacznie bliższa temu, co się rzeczywiście dzieje.

Jednocześnie odnosząc się do prezentowanego przez niektórych skrajnego stanowiska mówiącego, że Macron posługując się terminem „gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji” nawiązuje do tych drugich, absurdalnych żądań Kremla sprzed roku jest – delikatnie rzecz ujmując – ogromnym nieporozumieniem. Spełnienie żądań Ławrowa oznaczałoby przecież de facto kapitulację i rozpad NATO. Dziś, w obliczu fatalnej sytuacji Rosjan na froncie ukraińskim, doszukiwanie się uległości Zachodu w zakresie powrotu do formy z 1997r. jest postawą skrajną, idącą znacznie dalej niż narracja propagandy rosyjskiej.

Z kolei z interpretacją mówiącą, że Macron mimo wszystko osłabił swoją wypowiedzią pozycję Zachodu w oczach Putina rzeczywiście można by się zgodzić. Gdybyśmy żyli w innych realiach. Natomiast jak zawsze przy konkretnych zdaniach, istotny jest kontekst. 🙂

Słaba Rosja, potężna Francja

Zanim jednak do tego przejdziemy, warto w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na znaczenie zwrotu: „dać gwarancje bezpieczeństwa Rosji”. Bowiem tego rodzaju sformułowanie niesie za sobą ciekawy bagaż informacji. W języku dyplomatycznym – zwłaszcza pisanym – każdy zwrot jest niezwykle istotny, podobnie jak w prawie. Oczywiście publiczne deklaracje słowne mają charakter mniej formalny, jednak osoby znające język dyplomacji (podobnie jak język prawny) używają pewnych zwrotów celowo i wiedzą, jaką konkretnie informację one ze sobą niosą. Mają również świadomość, że druga strona odczyta je właściwie. Zdarzają się czasem wpadki, jednak Emmanuel Macron jest prezydentem już drugą kadencję i należy go uznać za doświadczonego oraz świadomego oratora. Warto więc dokonać krótkiej analizy językowej kontrowersyjnego fragmentu wypowiedzi prezydenta Francji.

Na wstępie trzeba odnotować jedną istotną kwestię. Dawanie komuś gwarancji oznacza, że ten ktoś jest zbyt słaby, by zadbać o swoje bezpieczeństwo samodzielnie. Jak należy to rozumieć w kontekście Federacji Rosyjskiej, której elity uważały się za dysponentów „drugiej armii świata”, która to armia posiada najpotężniejszy arsenał nuklearny i najsilniejsze wojska lądowe (taki obraz kreował Kreml i na wewnętrzne i na zewnętrzne potrzeby)? W zasadzie można stwierdzić, że Emmanuel Macron zakpił sobie z Putina i wymierzył mu policzek, stwierdzając, że:

skoro Rosja czuje się zagrożona ze strony NATO i czuje się za słaba by się przed NATO obronić, to Zachód jest gotowy obiecać, że z jego strony Moskwie nic nie grozi. 

Tak właśnie można odczytać francuską deklarację z perspektywy Putina i kremlowskich elit przekonanych do tej pory o własnej omnipotencji oraz przewagach militarnych. Dotychczas w Moskwie panowało przekonanie, że pod względem militarnym, jedynym partnerem równym Rosjanom są Amerykanie. Potwierdzały to choćby liczne traktaty dotyczące kontroli i ograniczenia zbrojeń na linii USA-Rosja. Fakt, że to nie Joe Biden, a Emmanuel Macron mówi o gwarancjach bezpieczeństwa ze strony Zachodu dla Rosji jest więc również wymowny. Wprawdzie Francja to mocarstwo atomowe, jednak z perspektywy Kremla, Francuzi grają dopiero w drugiej lidze. Wyobraźmy sobie, że prezydent Słowacji chciałby uzyskać coś od Polski i chcąc przekonać Warszawę do rozmów negocjacyjnych stwierdziłby, że w ramach zachęty obiecuje nam gwarancję bezpieczeństwa… Oczywiście przykład nie jest może idealnie trafny, ale ma jedynie obrazować jeden z kontekstów omawianej deklaracji.

Reasumując, w mojej ocenie E. Macron celowo użył takiego, a nie innego sformułowania – co zresztą mogłoby być nawet uznane za przejaw francuskiego poczucia humoru (osadzonego we francuskim poczuciu wyższości). I rzeczywiście, mówienie o dawaniu Rosji gwarancji bezpieczeństwa przez Zachód mogłoby zostać uznane za kpinę… Nawet jeszcze rok czy dwa lata temu. Jednak wypowiedź Macrona należy osadzić w realiach.

 

Francuska (nie)zależność energetyczna

Warto w tym miejscu przypomnieć, że Francja jest jednym z najbardziej uzależnionych państw w Europie, jeśli chodzi o import gazu i ropy. Pomimo to okazała się też jednym z najbardziej odpornych państw, jeśli chodzi o kryzys wywołany wojną na Ukrainie. Francja notuje drugi najniższy wskaźnik inflacji w całej Unii Europejskiej (nieco ponad 7%). Jeszcze w czerwcu 22′ Francja dołączyła do grona państw (Polska, Dania, Bułgaria, Finlandia i Holandia), które kompletnie odcięty się od rosyjskiej gazu. Mimo, że Francuzi muszą importować niemal całe zapotrzebowanie na gaz (brak własnych złóż), to ww. fakt nie powinien dziwić. Dotychczas w miksie energetycznym Francji gaz i ropa (łącznie) posiadały udział poniżej 10%, bowiem kraj nad Sekwaną atomem stoi (ok. 70% udział). Dlatego odcięcie się od rosyjskich dostaw nie jest bolesne w zakresie potrzeb sektora energetycznego.

Francuzi mają łatwy dostęp do surowców z Wielkiej Brytanii, ale również mogą importować je z zewnątrz Europy – głównie z Afryki z uwagi na wpływy polityczne – za pośrednictwem dobrze rozbudowanej infrastrukturze portowej. Terminale LNG oraz naftoporty zostały zbudowane z każdej możliwej strony, nad: Kanałem La Manche, Morzem Śródziemnym i Zatoką Biskajską.

I choć Francja musi importować niemal 100% swojego zapotrzebowania na ropę, to posiada liczne alternatywy dla rosyjskiego surowca, który w 2021 roku posiadał niespełna 9% udział we francuskim rynku.

Brak poczucia zagrożenia ze strony odległej geograficznie Rosji, brak zależności od rosyjskich surowców energetycznych, a także relatywnie niewielkie negatywne efekty ekonomiczne związane z konfliktem na Ukrainie. Czy Macron w ogóle pomyślałby o uległej postawie wobec Putina? Dysponując najsilniejszą i najbardziej nowoczesną armią Unii Europejskiej, a także drugą gospodarką UE (niemal 3 bln dolarów w 2021), która bije na głowę tą rosyjską (1,8 bln dolarów w 21′) można posiadać nieco inną percepcję niż ta, która towarzyszy Polakom, Ukraińcom, czy Bałtom. Propozycja Emmanuela Macrona dotycząca gwarancji bezpieczeństwa dla Rosji mogła być nawet nieświadomą i niezamierzoną, ale naturalną dla Francuzów emanacją poczucia wyższości i własnej siły. Siły, która zresztą znajduje uzasadnienie w realnych uwarunkowaniach (choćby tych przedstawionych powyżej). To jak my czy nawet Putin postrzega francuską siłę to temat zupełnie inny, natomiast dla paryskich elit przejawy uległości w polityce zagranicznej są współcześnie czymś obcym. To my Polacy postrzegamy Francuzów w oparciu o kalki z dwudziestolecia międzywojennego, kiedy to francuscy politycy kierowali się linią appeasementu. Od tego czasu minęło sto lat, a Francja zdążyła w tym okresie stać się mocarstwem nuklearnym (samodzielnie) oraz wyjść, a także wrócić do NATO. Francuzi w swojej polityce zagranicznej opierają się na pamięci dumnej prezydentury Charlesa de Gaulle’a (kiedy to Francja rzeczywiście powstała z kolan), a nie na okresie wstydu i hańby poprzedzającym II Wojnę Światową. Współczesne państwo francuskie to zupełnie inna Francja niż ta z 1939 roku, Francja która posiada całkiem świeży mit odnowicielski. Francuzi postrzegają się jako dumny naród dysponujący silnym państwem.

Biorąc to wszystko pod uwagę należy pamiętać, że to samo zdanie wypowiedziane przez inne osoby może mieć dramatycznie różne znaczenie. Istotnym jest bowiem to, czy dane słowa wypowiedział prezydent Francji przekonany o tym, że stoi na czele najsilniejszego i najbardziej niezależnego państwa w Europie, czy np. prezydent Estonii, który obawia się o przetrwanie własnego państwa. Wypowiadając to samo zdanie, obaj mogą mieć na myśli zupełnie coś innego. W związku z tym przy interpretacji słów wypowiadanych przez liderów narodów tak istotna jest znajomość kontekstu, uwarunkowań kulturowo-historycznych, społecznych, a nawet ekonomicznych, militarnych i geopolitycznych.

Rosjanie, zobaczcie co tracicie

Mając powyższe na względzie, warto zweryfikować swoje podejście do innych wypowiedzi francuskiego prezydenta. Dla przykładu, Emmanuel Macron podobno stwierdził ostatnio, że chciałby w 2024 roku widzieć reprezentacje Rosji i Białorusi na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu. Również tego rodzaju komunikat może zostać błędnie zinterpretowany. My – jako obywatele państw obawiających się Rosji – automatycznie odczytujemy to jako „prośbę”. Możemy odnieść wrażenie, że Macron ma nadzieję, że Rosja będzie na igrzyskach, ponieważ wówczas to będzie oznaczało, że już nam wszystkim nie zagraża. Jednak w ustach francuskiego prezydenta wcale nie jest to przejaw skłonności do ustępstw wobec Putina, a celowy przekaz dla Rosjan mówiący: „zobaczcie ile tracicie godząc się na prowadzenie wojny przez własne elity”. Strona francuska – jako organizator igrzysk – daje w ten sposób do zrozumienia, że to od stanowiska Rosjan zależy, czy zostaną dopuszczeni do międzynarodowych imprez społeczno-kulturowych. A to czego Zachód od Rosji oczekuje – co jest komunikowane przecież wprost – to zaprzestanie agresji na Ukrainie i wycofanie wojsk z jej granic. Ponownie, tego rodzaju przypominanie Rosjanom o poszczególnych kwestiach czy dotykających ich sankcjach jest postępowaniem czynionym z pozycji siły: „My Francuzi – jako organizator – możemy Was do Olimpiady dopuścić, albo nie. To zależy od Waszej postawy i gotowości do ustępstw.”.

Interpretowanie tego rodzaju komunikatów w sposób odwrotny: „jesteśmy słabi, bardzo byśmy chcieli Was na Olimpiadzie, powiedźcie nam co mamy zrobić by pójść Wam na rękę” nie ma logicznych podstaw – zwłaszcza z uwagi na opisane poniżej uwarunkowania geopolityczno-ekonomiczno-militarne.

 

NATO grozi Federacji Rosyjskiej?

W szerszym kontekście rzeczywistość wygląda jeszcze gorzej dla Rosji. W reakcji na drugą rosyjską agresję na Ukrainę (24.II.2022r.) państwa NATO położone na tzw. wschodniej flance zaczęły się zbroić. Również w zakresie broni dającej spory potencjał ofensywny, którym dotychczas nie dysponowały. Polska inwestuje m.in. w setki wyrzutni pocisków rakietowych o zasięgu kilkuset kilometrów. Co jakiś czas wypływa temat programu nuclear sharing, który miałby objąć również III RP. Oba tematy pojawiły się dopiero po pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Wcześniej Polska zamówiła wprawdzie HIMARsy, ale w ilości dość symbolicznej w porównaniu z obecnymi zamówieniami i planami.

To nie wszystko, bowiem nawet mała Estonia podpisała właśnie umowę na zakup HIMARS-ów, w tym pocisków do nich o zasięgu 300 km. Na razie ma to być 18 sztuk – więc jest to raczej sygnał dla Rosji, a nie zagrożenie. Jednak w każdej chwili tych pocisków będzie można Estończykom dostarczyć więcej. Oznacza to, że relatywnie bezpieczny do tej pory Petersburg znajdzie się w zasięgu natowskich pocisków ziemia-ziemia. Zainteresowane pozyskaniem tego rodzaju systemów są również: Litwa oraz Łotwa. Swoje zamówienie złożyła już Rumunia. Kolejne zestawy HIMARS-ów przekazywane są Ukrainie, choć w tym przypadku mowa jest o ograniczonym zasięgu rażenia. Co to wszystko oznacza? Że o ile żądanie Rosjan z 10 grudnia 2021 roku dotyczące nie rozmieszczania broni uderzeniowej na tzw. wschodniej flance NATO dotyczyło stanu ewentualnego (takimi systemami dysponowała lub miała dysponować tylko Polska i to w małych ilościach), o tyle teraz należy mówić już o stanie przyszłym i pewnym. Wschodnia flanka NATO zbroi się po zęby i to również w zakresie broni uderzeniowej, jak to zdefiniowali Rosjanie. Innymi słowy państwa NATO odpowiedziały na rosyjską agresję na Ukrainę działaniami, do których ta nie chciała dopuścić… To nie jedyny przykład „sukcesów” Kremla i jego przeciwskutecznej polityki zagranicznej prowadzonej z pozycji siły.

Oprócz tego NATO zostanie poszerzone o Finlandię oraz Szwecję. Finlandia już zdecydowała się na zakup 64 sztuk F-35. Samolotów, które mają potencjał przenikania na wrogie terytorium, przełamywania oraz niszczenia jego systemów radarowych i przeciwlotniczych, a wreszcie dokonywania ataków na newralgiczne cele. Również przy pomocy pocisków o zasięgu kilkuset kilometrów.  Dodajmy, że Polska także zakupiła 32 sztuki omawianych maszyn, jak również posiada pociski typy JASMM, które mogą być wystrzeliwane z posiadanych już F-16. Innymi słowy, lada moment: Obwód Kaliningradzki, Białoruś, a także północno-zachodnia lądowa granica Rosji staną w obliczu zagrożenia potencjałem konwencjonalnym ze strony państw, które dotychczas nie były w stanie wygenerować zagrożenia w takiej skali. Ponownie, ujmując szerzej, NATO buduje potencjał ofensywny/uderzeniowy blisko granicy z Rosją i powiększa się o dwa kraje skandynawskie, które dotychczas wolały zachować neutralność.

Wreszcie należy pamiętać o tym, że zdolności militarne Federacji Rosyjskiej zostały brutalnie zweryfikowane w konflikcie na Ukrainie. Rosyjska armia poniosła znacznie straty w ludziach i sprzęcie, a także pokazała liczne słabości i niedobory. Z tej perspektywy z każdym kolejnym dniem konfliktu potencjał militarny Rosji wyczerpuje się. Słabnie. Z drugiej strony, państwa NATO zwiększają potencjał militarny oraz rewidują dotychczasową politykę oszczędności na zbrojeniach. Tak więc z każdym kolejnym tygodniem proporcja sił na płaszczyźnie militarnej w kontekście duetu NATO-Rosja zmienia się. Na niekorzyść tej drugiej.  

Sumując tylko te ww. fakty, należy stwierdzić, że słowa Macrona o dawaniu Moskwie gwarancji bezpieczeństwa są nie tyle kpiną, co realną demonstracją rosnącej przewagi militarnej Zachodu nad Rosją. Emanacją poczucia siły i własnej wyższości nad słabnącym i w dużej mierze odmitologizowanym rosyjskim potencjałem militarnym.

Przecież sprawę można było ująć w słowach inaczej. „Wspólne budowanie architektury bezpieczeństwa”, „partnerskie/równe traktowanie” etc. Tymczasem francuski prezydent użył sformułowania, jakiego używa silniejszy wobec strony słabszej. To oczywiste degradowanie pozycji Rosji, jeszcze zanim ta zdążyła usiąść do rozmów pokojowych. Pokazanie jej, że stoi w roli słabszego, a więc pokonanego. Bowiem tylko zwycięzca może oferować gwarancje bezpieczeństwa drugiej stronie.


Zakup książkę lub ebooka: „TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat” i dowiedź się, co nas może jeszcze czekać w nadchodzących latach. Wszystkie egzemplarze zamówione w grudniu, otrzymają autograf 🙂

TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat

 


Skoro Rosjanom wszystko się wali, a NATO się wzmacnia, to interpretacja słów Macrona jako przejawu słabości i zapraszania Putina do rozmów pokojowych poprzez uległość nie wytrzymuje w mojej ocenie zderzenia z okolicznościami w jakich padło komentowane określenie. Jeśli Macron rzeczywiście czułby, że Zachód (w tym Francja) jest słabszy od Rosji i musi w czymkolwiek ulegać, to nie próbowałby zachęcać Rosji do rozmów pokojowych poprzez obietnice dawania jej gwarancji bezpieczeństwa. Wręcz odwrotnie, zwracałby się raczej z prośbą do Rosji, by ta dała gwarancje bezpieczeństwa Zachodowi lub choćby samej Ukrainie, sugerując, że w zamian Zachód jest w stanie pójść na ustępstwa. To Macron prosiłby Rosjan o konkretne obietnice w ww. zakresie. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie. Słowa Macrona ewidentnie wynikają z poczucia siły i posiadania przewagi nad Rosją. I to poczucie zostało zademonstrowane. Tego rodzaju interpretację potwierdza również fakt, że Macron i Biden po wspólnym spotkaniu z 1 grudnia 2022 roku zapewnili, że będą kontynuować współpracę, w celu pociągnięcia Rosji do odpowiedzialności za jej działania. To w sposób jednoznaczny wskazuje na to, kto czuje się silniejszy w relacji Zachód-Rosja i kto od kogo będzie wyciągać konsekwencje. Słowa o gwarancjach bezpieczeństwa dla Rosji padły zaledwie dwie doby po ww. oświadczeniu obu prezydentów. Nie można więc – na potrzeby własnej opinii – odrywać obu deklaracji, pomijać tę pierwszą z 1 grudnia i podkreślać wagę wyrwanego z kontekstu cytatu o gwarancjach. Bowiem wówczas powstaje obraz fałszywy. Fakty są takie, że 1 grudnia 2022 Macron i Biden zadeklarowali współpracę w celu ukarania Rosji za wywołanie wojny. To był kij. Z drugiej strony, 3 grudnia Marcon pokazał marchewkę. Jeśli Rosja przystąpi do rozmów pokojowych, to silniejszy Zachód może gwarantować słabszej i pokonanej przez Ukraińców Rosji bezpieczeństwo. Tylko tyle. Nie było żadnej mowy o godzeniu się na kremlowskie warunki czy ustępowaniu w czymkolwiek.

Co innego, gdyby podobnego sformułowania co Macron użył np. kanclerz Scholz. Niemcy ponoszą ogromne koszty swojej polityki energetycznej oraz zerwania współpracy z Rosją. Jednak Francja znajduje się w zupełnie innej pozycji, jest to najbardziej niezależne politycznie państwo w Unii Europejskiej, a Macron swojego czasu rzucał wyzwanie prezydentowi USA – Donaldowi Trumpowi. W czasie gdy obaj panowie siłowali się w uściskach dłoni, Angela Merkel była publicznie znieważana przez D. Trumpa. Berlin pokazał, że mimo swoich interesów z Rosją i wieloletniej strategii polityczno-energetycznej, nie jest zdolny do wykazania asertywnej postawy wobec USA. Dlatego właśnie nawet Putin przestał traktować Niemców poważnie. Natomiast pozycja polityczna Paryża, spora niezależność państwa, a co za tym idzie duża swoboda Francji w prowadzeniu polityki międzynarodowej powodują, że Emmanuel Macron może sobie pozwalać na przytyki wobec Trumpa, Bidena, a także – również z uwagi na odległość geograficzną między Francją a Rosją – względem Putina.

 

Putin odpowiada?

Warto również przyjrzeć się temu, jak sami decydenci z Kremla postrzegają postawę Francji i szerzej Zachodu. Władimir Putin zamiast usiąść do rozmów – bo przecież Zachód dałby mu gwarancje bezpieczeństwa (sic!) – odpowiedział kolejnym zmasowanym atakiem rakietowym na Ukrainę. Rosjanie nie postrzegają w tym momencie Zachodu (w tym Francji) jako niezwykle słabego podmiotu zbiorowego, przy granicach którego można bezkarnie wywołać konflikt zbrojny. Wręcz przeciwnie, narracja propagandy kremlowskiej wobec NATO i Zachodu stała się bardziej zaciekła. O ile wcześniej przedstawiano Zachód jako „zgniły” i skłócony, o tyle teraz obraz wygląda inaczej. Amerykańskie „imperium zła” stanowi dla Moskwy śmiertelne zagrożenie, a Rosja trafiła na twardego przeciwnika. Gdy Ukraińcy robią na froncie postępy, to rosyjska propaganda pisze o sukcesach najemników (często Polskich 🙂 ). To Zachód nie pozwala zwyciężyć niepokonanej rosyjskiej armii na Ukrainie. Zachód stał się groźnym i silnym rywalem. A Rosja prowadząc „negocjacje” odpowiada wszelkimi dostępnymi środkami uderzając w Ukraińców. Co to oznacza? Putin nie posiada żadnych argumentów, by dosięgnąć USA, Wielką Brytanię czy np. Francję. Zamiast tego, z furią bombarduje ukraińskie miasta, których jego armia nie jest w stanie zdobyć. To objaw bezsilności wobec Zachodu.

 

Konglomerat interesów

Oczywiście w zachodnim bloku są słabe ogniwa, które Rosjanie starają się wykorzystywać. Takie jak Węgry czy choćby Niemcy. Choć Berlin jednoznacznie wspiera Ukrainę (o czym świadczy coraz większa realna pomoc i dostawy sprzętu, które wcześniej blokowano), to jednak Putin wybiera często właśnie kanclerza Olafa Scholza, gdy chce coś zakomunikować do NATO lub wypłakać się komuś w rękaw (tak było 2 grudnia, gdy Putin przedstawił Scholzowi warunki „brzegowe” do tego by usiąść do rozmów). Jednakże Europa usilnie i z determinacją stara się odciąć rosyjską pępowinę energetyczną i nawet Niemcy w kilka miesięcy postawili własny terminal LNG, by móc samodzielnie odbierać gaz drogą morską. Proces odcinania Rosji jest kosztowny i bolesny dla wszystkich, niemniej gdy się to uda, to z moskiewskiego szantażu energetycznego nie pozostanie już nic.

Warto też zauważyć, że w samym NATO każdy dba o korzystną dla siebie narrację. Za każdym razem, gdy w Polsce czy choćby w państwach bałtyckich słyszy się wypowiedź zachodniego polityka, która mogłaby zostać odczytana jako sygnał słabnącej determinacji do wspierania Ukrainy – wówczas podnosi się larum. I słusznie. Na tym bowiem polega polityka. To właśnie my musimy być wyczuleni a nawet przeczuleni na tym punkcie. Jednakże prowadzenie polityki to jedno, a chłodna ocena działań i zachowania Zachodu (który wciąż zwiększa wsparcie dla Ukrainy, wprowadza kolejne nowe sankcje na Rosję, a także komunikuje się z Putinem z pozycji siły) to drugie.

Natomiast w kontekście realnych działań i wydarzeń, na szczęście fakty świadczą o tym, że Zachód zwiększa swoją presję na Rosję. Unia Europejska opracowuje kolejny pakiet sankcji, Niemcy wysyłają już sprzęt ciężki na Ukrainę, a Stany Zjednoczone wciąż zwiększają finansowanie dla Kijowa, wzmacniając jednocześnie tzw. wschodnią flankę NATO.

Rosja jest bez szans i na Zachodzie o tym wiedzą

Na podstawie tego wszystkiego można wyciągnąć wniosek, że względem Rosji prowadzona jest polityka zmierzająca do zaduszenia rosyjskiego niedźwiedzia. Chyba, że ten postanowi wcześniej skapitulować i wycofać się z Ukrainy. Tak więc chodzi o całkowite zwycięstwo oraz zagwarantowanie, że Rosja przestanie być w przyszłości zagrożeniem dla kogokolwiek. Tego rodzaju strategia z pewnością przyświeca przede wszystkim Amerykanom, którzy mają w tej chwili okazję do wyeliminowania jednego z dwóch graczy przeciwstawiającym się amerykańskiej hegemonii. I tu również warto pamiętać, że o ile realny wpływ Rosji na Francję jest znikomy, o tyle na Stany Zjednoczone jest żaden. Te państwa zwyczajnie nie muszą podchodzić do negocjacji z Rosją. Na drugim biegunie znajdują się Niemcy, ale jak widać, nie są oni w stanie grać w sposób asertywny wobec Waszyngtonu. I chcąc, nie chcąc – muszą postępować wbrew swojej wcześniejszej, wieloletniej strategii polityczno-energetycznej, a także interesom gospodarczym (rezygnacja z taniego gazu i ropy). Tak więc chyba nawet w Berlinie zdano sobie sprawę, kto w tej rywalizacji stoi na przegranej pozycji i jak to się wszystko może skończyć. Stąd odkręcanie kurka z pomocą dla Ukrainy, a także inwestycje w infrastrukturę dającą niezależność od rosyjskich surowców.

Władimir Putin to dostrzega, dlatego jego determinacja do zajęcia Ukrainy nie słabnie. Ponieważ wariant siłowy to jedyny jaki Moskwie pozostał. Ale o tym pisałem już wielokrotnie na łamach tego bloga. Druga ofensywa na Kijów? Pytanie tylko brzmi, kiedy? W przyszłym roku? Za kilka lat po tymczasowym zawieszeniu broni? Kto wie.

Na koniec warto dodać, że Pałac Elizejski jak i Emmanuel Macron odnieśli się do afery związanej z cytowaną na wstępie wypowiedzią. Francuski prezydent stwierdził, żeby nie doszukiwać się w jego słowach deklaracji, których tam nie było. Wg kancelarii prezydenckiej zdanie lidera Francji zostało wyrwane z kontekstu. I w tym akurat przypadku istnieje wiele argumentów za tym by przyznać, że tak było w istocie, bowiem:

  • Rosja nie radzi sobie na Ukrainie i nie osiągnęła celów strategicznych,
  • rosyjska armia poniosła znaczne straty w wywołanym konflikcie,
  • wojna obnażyła wszelkie słabości rosyjskiej armii, którą nie można już straszyć jak dawniej,
  • NATO odżyło jeśli chodzi o format i spójność, członkowie paktu zaczęli myśleć o bezpieczeństwie, zwiększyli nakłady na zbrojenia, a samo NATO poszerzy się o kolejne dwa państwa,
  • relacja siły militarnej ale i politycznej NATO – Rosja zmieniła się drastycznie na niekorzyść tej drugiej,
  • państwa sąsiadujące z Rosją inwestują w broń uderzeniową, zagrażając rosyjskiemu terytorium,
  • Unia Europejska nakłada kolejne, coraz bardziej bolesne sankcje na Federacje Rosyjską,
  • Nawet Niemcy zaczęły pomagać Ukrainie i budują niezależność energetyczną względem surowców z Rosji.

Z tych wszystkich faktów, zwyczajnie nie ma powodu do tego, by NATO/Zachód miały być uległe wobec Putina. Jednocześnie sam Macron ma dodatkowe powody do tego, by czuć się pewnie i komunikować się z Putinem z pozycji siły, ponieważ Francja:

  • nie była i nie jest uzależniona od rosyjskich dostaw gazu i ropy,
  • relatywnie nieźle znosi trudną sytuację ekonomiczną w Europie (prawie najniższa inflacja),
  • jest bezpieczna jeśli chodzi o rosyjskie zagrożenie,
  • sama posiada potencjał nuklearny.

Wobec tego Macron formułując stwierdzenie, że trzeba pomyśleć o tym jak „dać Rosji gwarancje bezpieczeństwa” raczej wytykał słabość Putina niż prezentował uległość na jakiejkolwiek płaszczyźnie. Jest to tym bardziej pewne w kontekście całej linii narracyjnej prowadzonej w ostatnich tygodniach (a zwłaszcza po spotkaniu z Bidenem 1 grudnia), a także faktu, że w rozumieniu językowym, „dawanie gwarancji” jest domeną silniejszego wobec słabszego/przegranego. Więc w zasadzie można nawet domniemywać, że Macron widzi przyszłe rozmowy pokojowe (bo takie wreszcie nastąpią) jako negocjacje zwycięskiego Zachodu i Ukrainy z pokonaną Rosją, której trzeba wcześniej dać gwarancje bezpieczeństwa by nie bała się podejmować rozmów.

 

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Krzysztof Wojczal

 

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

26 komentarzy

  1. Chyba się Pan zagalopował w tym rozgrzeszaniu Macrona. Gwarancje to on powinien dawać swoim sojusznikom z NATO, a nie państwu agresorowi – Rosji. Jakoś Litwie, Łotwie, Estonii, nie mówiąc już o nas, nic jeszcze nie gwarantował.

    1. Dokładnie dawanie gwarancji bandycie to bardzo słaby pomysł, bajki o ataku państw NATO na rosję sprzedają się tylko w Rosji. Wystarczy policzyć czołgi czołowych armii europejskich zeby pojąć obłudę Putina.
      Wielka Brytania 150
      Niemcy 230
      francja 220
      To ma być siła gotowa do ataku na kraj który podobno miał 20.000 czołgów ?
      Kto to kupi:)) to raczej świat powinien na Rosji wymusić gwarancje że nie zaatakuje. Tylko że Rosja nie dotrzymuje zadnych paktów. Przypominam że za oddanie broni atomowej podpisała układ budapesztański gwarantujący nienaruszalność granic Ukrainy. Po czym zabrała Krym , I Donbabwe

  2. To chyba pierwsza Pana analiza, co do której nie mam zastrzeżeń. Dobry, dojrzały tekst.
    Brakuje tylko wzmianki – ale jedynie jako elementu wzmacniającego wywody – że w tym samym wywiadzie Macron jasno i dobitnie wyjaśnił, jakie znaczenie dla Ukrainy ma Krym, dając jasno do zrozumienia, że w zasadzie przyszłe polityczne położenie Krymu jest przesądzone. I albo Putin siądzie do stołu i będzie miał coś do powiedzenia w sprawie przyszłego statusu Krymu, albo Krym straci (pod każdym względem) i nie będzie miał już nic do powiedzenia.
    Nie zwraca się uwagi na to, że w tej wojnie uczestniczy de facto cały świat. Duża, ale ważna część tego świata, jako „bierni” obserwatorzy. „Bierni” – bo uważnie obserwują i patrzą co się dzieje. Ta wojna Putinowi się nie opłacała (i dlatego miało jej nie być). Problem jednak polegał na tym, że Putin tego nie rozumiał i nie rozumie dalej. Im więcej „biernych” obserwatorów zrozumie, że Rosja popełniła fatalny dla siebie błąd, i że w związku z tym stawianie na Rosję, to powielanie podobnego w skutkach błędu, tym dla Rosji gorzej. „To nie jest czas na wojnę.” (Narenda Modi do Putina).

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *