J.F.K. wygrałby z Putinem i obronił Ukrainę.

Gdy piszę te słowa inwazja na Ukrainę trwa już trzeci dzień. Wojska Federacji rosyjskiej przegrupowują się, a do walki lada moment ma wkroczyć drugi rzut. W mojej ocenie nie ulega wątpliwości, że wojna wchodzi w kluczowy moment. Najtrudniejszy dla Ukraińców. Rosyjskie wojska rozpoznały bojem przeciwnika, w kilku miejscach dokonały wyłomów i tam należy spodziewać się „poprawki”. Ta zostanie zapewne wykonana najbardziej doświadczonymi i zaprawionymi w bojach (np. w Syrii) jednostkami. Niebawem sytuacja może wyglądać dramatycznie, bowiem Ukraińcy będą musieli zacząć się cofać na froncie południowo-wschodnim (skrócenie frontu, uniknięcie oskrzydlenia), a postępy Rosjan sprawią wrażenie przygniatającej przewagi. Zajęcie wschodniej części Ukrainy (poza większymi, broniącymi się w odosobnieniu miastami) jest  prawdopodobnie kwestią czasu (vide sukcesy rosyjskie na południu i zajęcie Melitopola).

Choć większość (jak nie wszyscy) komentatorów skazuje Ukrainę na porażkę, to pierwsze trzy dni walk, a także postęp dynamiki w polityce międzynarodowej zachodu (reakcje) – mogą napawać pewnym optymizmem. To co należy podkreślić to fakt, że Ukraińcy udowodnili, że są gotowi obronić kraj przed inwazją, o ile zachód da im szansę. Już teraz dzięki uzyskanemu z państw NATO uzbrojeniu w postaci ręcznych wyrzutni przeciwpancernych i przeciwlotniczych, ukraińska piechota zadaje poważne straty przeciwnikowi. Ukraina pokazała determinację w obronie, skuteczność w walce oraz wysokie morale. Są to najważniejsze czynniki pomagające odnieść sukces na wojnie. Jednakże przeciwko Ukraińcom przemawia położenie geopolityczne (wrogie otoczenie w postaci: Rosji, Białorusi i Naddniestrza), sytuacja strategiczna (atak z 3 stron przy dodatkowo wrogim Naddniestrzu na tyłach), przewaga technologiczna oraz liczebna wroga (na kierunkach natarcia). Pomimo tego wszystkiego, Ukraińcy stosują skuteczną taktykę walki, która uchroniła ich od rozbicia w pierwszym momencie. Pozwala jednocześnie oszczędzać kluczowe zasoby (okazuje się, że przetrwała obrona przeciwlotnicza, artyleria rakietowa, siły pancerne a nawet lotnictwo i drony).

Oceniając z kolei drugą stronę, wyraźnie widać, że Rosjanie nie osiągnęli większości zakładanych na pierwsze dwie doby celów operacyjnych. I krwawią. Na północy nie udało się zrobić szybkiego i skutecznego rajdu na Kijów w celu pojmania władz politycznych państwa. Desant został rozbity i wyparty z lotniska. Nie udało się zająć – mimo prób – kluczowych i dużych miejscowości: Czernihów, Sumy, Charków, Mariupol czy Chersoń. Rosjanie w pierwszej godzinie ataku użyli małej ilości pocisków kierowanych (ok. 80-120) co wskazywało na chęć oszczędzania tego rodzaju kosztownej amunicji. Inwazję wykonano bez odpowiedniego przygotowania artyleryjskiego, nastawiając się prawdopodobnie na szybki i bezproblemowy marsz do przodu. Opór Ukraińców zaskoczył Rosjan. Co z pewnością odbiło się tak w ilości strat jak i w spadku morale. Z relacji pojmanych jeńców wynika, że wielu rosyjskich żołnierzy z pierwszego rzutu to poborowi. Ci mają niskie morale, zdarzały się nawet dezercje w kolumnach. Oczywiście są również sukcesy taktyczne. Zaskoczenie desantem powietrznym na północno-zachodnie przedmieścia Kijowa okazało się jednak mimo wszystko po części skuteczne. Ustanowiono przyczółek, dowieziono sprzęt, a nawet udało się wjechać do Kijowa, choć atak został odparty. Na skutek tego wszystkiego, Kijów jest zagrożony od strony zachodniej i przez noc z 25 na 26 lutego odpierał szturm wroga. Największe rosyjskie sukcesy odniesiono na wschodzie – gdzie omijając punkt oporu w Głuchowie – okrążono i zdobyto Konotop.  Otwierając sobie drogę bezpośrednio na Kijów. Mimo ciężkich walk w Sumach, Rosjanie zdołali obejść miasto i dotrzeć za miejscowość Romny. Duży sukces odnotowano na południu, gdzie prawdopodobnie atakowały doświadczone jednostki. Uchwycono tamę i most przed Dniepr w Nowej Kachowce, co pozwoliło przeprawić się na drugą stronę rzeki i przypuścić atak tak na Chersoń jak i Mikołajów. Największym sukcesem było jednak zdobycie Melitopolu. Dzięki temu Rosjanie otworzyli sobie kierunek na Zaporoże, ale i są gotowi wykonać uderzenie od zachodu na Mariupol w celu jego okrążenia i zdobycia.

Z dotychczas wyłaniającego się z informacyjnej mgły wojny obrazu wynika, że mimo kilku luk wykorzystanych przez Rosjan, sytuacja jest daleka od rozstrzygnięcia kampanii na ich korzyść.

Ukraińcy zachowali szansę na zwycięstwo, którym okazałoby się powstrzymanie Rosjan przed zdobyciem Kijowa oraz przed złamaniem linii frontu wzdłuż Dniepru. Powstrzymanie rosyjskiego natarcia będzie oznaczało sukces. Dlaczego? Ponieważ, jeśli Rosjanie nie rozstrzygną losów wojny w ciągu kilku dni, to staną przed dylematem: kosztowna wojna pozycyjna na okupowanym wrogim terytorium czy odwrót i pokój? Niewątpliwie, Federacji Rosyjskiej nie stać na tą pierwszą opcję. Zajęcie nawet całej wschodniej Ukrainy nic Rosjanom nie da w sytuacji, gdy ukraińska armia zdoła wytrzymać napór i nadal będzie chciała bronić.  Przy wsparciu partyzantki oraz oddziałów dywersyjnych znajdujących się na wschodnim brzegu Dniepru.

Z tych wszystkich względów, Rosjanie będą dążyć do szybkiego okrążenia i – jeśli się uda – również zajęcia Kijowa. Co w przypadku cztero-milionowego miasta jest zadaniem arcy-trudnym. Być może z politycznego i strategicznego punktu widzenia, kapitulacja Kijowa jest jedyną opcją, którą władze z Kremla biorą pod uwagę. Jednakże biorąc pod uwagę kwestie taktyczne, ewentualny atak na Kijów jest rzuceniem wszystkiego na jedną kartę. Dość ryzykowną.

Biorąc to wszystko pod uwagę można wyciągnąć wniosek, że szanse Ukraińców na powstrzymanie pochodu Rosjan mogą wynosić nawet 50/50. Podkreślmy jeszcze raz, że zwycięstwem będzie utrzymanie Kijowa przez ok. 7-10 dni i kontynuowanie walki po utracie wschodniej Ukrainy. To może zmusić Rosjan do rozmów i zaakceptowania niezależności Ukrainy, choćby okrojonej terytorialnie. Zadecydują prawdopodobnie „detale”. Tj. choćby wkroczenie na Ukrainę wojsk rosyjskich, ale i białoruskich od północy (Brześć, Pińsk) w celu zagrożenia ukraińskiemu zapleczu i ewentualnego odcięcia dostaw broni i amunicji z terytorium Polski.

Pierwsze dni wojny pokazują, że Ukraińcy nie są na zupełnie straconej pozycji. Co za tym idzie, z punktu widzenia NATO, Stanów Zjednoczonych i Polski znaleźliśmy się w historycznym momencie, w którym nadarzyła się okazja by wybić rosyjskiemu niedźwiedziowi zęby i obciąć pazury.

Lekkomyślnością byłoby z tej okazji nie skorzystać! W Waszyngtonie z pewnością już myślą nad tym, jak to zrobić.

John. F. Kennedy,  Kryzys Kubański  a Interwencja NATO.

Jeśli Ukraińcy będą nadal otrzymywać dostawy uzbrojenia oraz amunicji z zachodu, a jednocześnie nie dadzą się okrążyć i rozbić na południu (na zachód od Dniepru), wówczas mają dużą szansę się obronić. Utrzymanie kontroli nad zapleczem (zachodnią Ukrainą) jest tutaj kluczowe. Rosjanie o tym wiedzą. Jeśli ich postępy na dotychczas otwartych kierunkach nie będą satysfakcjonujące, to Putin sięgnie po wszystkie karty. Białoruś wesprze Rosję w inwazji i wespół z rosyjskimi wojskami zaatakuje. Cele mogą być trzy. Kowel, Sarny i Korosteń, a następnie dalszy pochód jak najdalej na południe.

Do ataku z Brześcia w kierunku na Kowel i Łuck miało prawdopodobnie dojść już w nocy z 25 na 26 lutego. Wojsko zostało rozstawione na pozycjach wyjściowych przy granicy. Z nieznanych jednak przyczyn tak się nie stało. Po infosferze rozniosła się plotka, jakoby NATO postawiło twardą linię: „Jeśli wojna będzie prowadzona przy granicy NATO (Polski) to sojusz wyśle lotnictwo nad zachodnią Ukrainę i zamknie tam przestrzeń powietrzną”. Być może to zmusiło Rosjan do zaniechania ataku z tego kierunku. Jeśli w tych plotkach znajduje się prawda, to oznacza, że NATO zaczyna wreszcie testować determinację Putina. Nie może być bowiem tak, że Putin dokonując otwartej inwazji grozi jednocześnie całemu światu, na wypadek gdyby ten chciał „eskalować” (czyli pomagać Ukrainie). Należy pamiętać, że NATO również posiada broń atomową i schron Putina może wyparować tak samo jak każdy inny. Innymi słowy, nawet Putin jest podatny na presję! Zwłaszcza, że posiada córkę. To są wbrew pozorom istotne czynniki. Można na ich podstawie założyć, że Putin obawia się wojny nuklearnej tak samo jak liderzy z zachodu. Tyle tylko, że on liczy na strach NATO, pokazując jednocześnie, że sam jest bezwzględny i nieustraszony.

To są kwestie psychologiczne, czysto ludzkie, nieco oderwane od wielkiej strategii, geopolityki czy narodowych interesów. Jednak pamiętajmy, że o wojnie decyduje czasem  jeden człowiek i to, co on sobie myśli. Putin jest ojcem, który ma ambicje dokonać na starość wielkich rzeczy. By następne pokolenia i jego wnuki, wspominały go jako wielkiego odnowiciela potęgi rosyjskiej. Trzeba mieć świadomość, że zagłada nuklearna pokrzyżowałaby wszystkie te plany. Nie byłoby ani wnuków, ani chwały ani nikogo, kto by Putina wspominał.

Z tych powodów NATO nie może być sparaliżowane i bać się najmniejszego kiwnięcia palcem w obawie przed odwetem atomowym. To blef, a NATO ma czym odpowiedzieć lub również blefować. Zimna Wojna okazała się zimna nie dlatego, że Amerykanie ulegli groźbom ZSRR tylko dlatego, że m.in. John F. Kennedy wysłał flotę by zablokować Kubę w czasie tzw. kryzysu kubańskiego. I dał do zrozumienia władzom z Kremla, że US Navy zatopi każdy sowiecki okręt próbujący się przedrzeć. Właśnie takiej postawy należy wymagać od Waszyngtonu w 2022 roku.

Tak jak w 1962 roku, tak i zapewne dziś, rosyjski arsenał jądrowy nie jest nawet przygotowany na wojnę atomową. Potencjał rozpoznawczy USA jest znacznie lepszy. Amerykanie posiadają tarczę antyrakietową, a rosyjskich pocisków hipersonicznych – o ile te w ogóle są gotowe do użycia – jest z pewnością niewiele. Tym samym, nawet z przyczyn militarnych, Rosjanie nie zdecydują się na tak samobójczy krok, jak użycie atomu ( o zagrożeniu taktycznym uderzeniem nieco niżej).

Jak uratować Ukrainę?

We wczorajszym tekście pt.: „Co należy zrobić by uratować Ukrainę i pobić Putina? przedstawiłem 13 punktów, które można by zrealizować – bez strzelania do Rosjan – które natychmiast postawiłyby Moskwę w złej sytuacji i znacznie wsparły Ukraińców na froncie. Część z tych pomysłów byłaby trudno wykonalna ze względów politycznych.

Jednak są ruchy, które część państw NATO (bo zgody wszystkich zapewne nie będzie) może, na a nawet powinno wykonać! Należy pamiętać, że państwa NATO mogą samodzielnie podejmować inicjatywy, lub nawet tworzyć mini-koalicje. Tak jak to było w Iraku, gdy USA, Wielka Brytania i Polska dokonały inwazji.

W tym momencie najbardziej zainteresowanymi państwami – jeśli chodzi o wybicie zębów rosyjskiemu niedźwiedziowi – są: USA, Zjednoczone Królestwo, Polska, Rumunia i Turcja. W takim składzie, państwa te mogłyby wspólnie z Ukrainą dokonać historycznego złamania rosyjskiej potęgi militarnej na konwencjonalnym polu bitwy.

To co należałoby zrobić, to bez oglądania się na putinowskie zagrywki:

  1. Rozstawić 3-4 polskie brygady na granicy z Białorusią, by Łukaszenko nie mógł atakować swoimi wojskami Ukrainy (to byłoby ogromne, realne wsparcie dla Ukraińców!).
  2. Rozstawić wojska rumuńskie w Mołdawii i zagrozić zajęciem Naddniestrza.
  3. Rozmieścić rumuńskie Patrioty i polską Morską Jednostkę Rakietową na wybrzeżu, na południe od Odessy oraz wpłynąć amerykańsko-brytyjską flotą na Morze Czarne właśnie nieopodal Odessy w celu odstraszenia rosyjskiej floty.
  4. Zamknąć strefę powietrzną nad zachodnią Ukrainą (lotnictwo NATO).
  5. Na zaproszenie Ukrainy, wprowadzić 1-2 brygady Polskie na zachodnią Ukrainę (pod osłoną lotnictwa NATO wraz z brytyjskimi systemami Sky Sabre) – zabezpieczyć ukraińsko-białoruską granicę.
  6. Zagrozić otworzeniem ognia do każdej nie-ukraińskiej jednostki, która znajdzie się na terytorium Ukrainy w zasięgu lotnictwa, okrętów lub wojsk lądowych NATO.
  7. W razie kontunuowania wojny przez Rosję, zająć Naddniestrze i ruszyć w kierunku Kijowa – grożąc walką z każdym napotkanym intruzem na ukraińskiej ziemi.
  8. Rozmieszczenie lotnictwa z bronią atomową w Polsce i zasugerowanie, że atak na Polskę (np. taktyczną bronią) spotka się z odpowiedzią np. na terytorium Białorusi.

 

Z punktu widzenia Polski i Polaków, pkt 8 będzie z pewnością rodził ogromne wątpliwości i obawy. Pamiętajmy jednak, że to nie my jesteśmy stroną spięcia. Tylko USA i Rosja. Rosjanie nie będą grozić atakiem nuklearnym Amerykanom, tylko mogą zagrozić uderzeniem na Polskę. Amerykańska kontr-sugestia musi być realna i symetryczna: „atak na Polskę będzie oznaczał atak na Białoruś”. Co automatycznie przestraszy Łukaszenkę, a Putinowi da do zrozumienia, że Amerykanie nie żartują (bo jakby zagrozili atakiem na Rosję, to Putin wiedziałby, że to blef w – końcu oznaczałoby to III Wojnę Światową. Nuklearną). Należy również pamiętać o tym, że otoczenie Putina również posiada rodziny, wielki majątek, wpływy i być może nie chciałoby wszystkiego tracić. Co znacznie minimalizuje ryzyko.

Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, czy powinniśmy podjąć takie ryzyko, to powinien sobie uświadomić fakt, że po upadku Ukrainy wszystkie dostępne Iskandery (i nie tylko) Rosjanie wycelują w Warszawę, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków, Łódź, Katowice, Szczecin i inne miasta. Wówczas Putin może być już przygotowany na wymianę jądrową i wtedy dopiero będziemy się bać.

Czy szeroko rozumiany zachód jest gotowy na tak twardą grę? Wątpię. Czy mogą tak zagrać wymienione przeze mnie państwa? Oby. Czy tak postąpiłby J.F. Kennedy? Jestem przekonany, że właśnie w taki sposób „rozbroił” ryzyko wybuchu wojny światowej w latach 60-tych ubiegłego wieku.

Jeśli zostałyby zrealizowane powyższe punkty, wówczas Ukraińcy mieliby szansę przerzucić wszystkie siły na zapleczu na newralgiczny kierunek (Kijów) oraz nawet samodzielnie rozstrzygnąć batalię na swoją korzyść. Jednak nawet gdyby przegrali na przedpolach Kijowa, wówczas NATO (a konkretnie ww. państwa) mogłyby zająć jak największą przestrzeń Ukrainy oraz ocalić ją od okupacji Rosjan. Byłoby to zwycięstwem może nie dla Ukraińców, ale przynajmniej dla NATO. Bufor bezpieczeństwa w postaci Ukrainy jest bowiem kluczowy.

Czy jesteśmy gotowi sprostać historycznej szansie i pokonać Rosjan na terytorium Ukrainy? Rozbić zagrożenie dla Polski, działając jeszcze poza jej granicami? Bo pamiętajmy, że dziś zagrożony jest Kijów. Jutro może być Wilno, a pojutrze Warszawa.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

67 komentarzy

  1. Niedawno Białoruś stała się oficjalnie państwem z bronią nuklearną. Daje to Putinowi możliwość użycia atomówki bez ponoszenia konsekwencji.

  2. Interesujące jak wiele można powiedzieć na ten temat. Myślałem, że nie dotrwam do końca, ale wywód jest odpowiednio poprowadzony i przyjemnie i szybko się to czyta. Czekam na więcej wpisów, które mają podobną wartość 🙂

  3. JFK wycofał głowice nuklearne z terenu Turcji w zamian za rezygnację z umieszczenia rakiet przez ZSRR. Gra na twardo nie wystarczyła.

    1. Wlasnie tego punktu autor nie rozumie jakby. Caly tekst niemal genialny – i nagle brak zrozminia jednego punktu – ze doszlo wtedy do komprimsu zamiast stracia. (modelowy sposb rozwiazwania sytracji)

      1. To byłby kompromis jeśli założymy, że faktycznie Sowieci chcieli zamontować te rakiety na Kubie inna prawpodobna* wersja to, że celowo dali się przyłapać, aby pod grożbą wojny usunąć te Pershingi z Turcji.

        * Wiarygodności dodaje jej fakt, że publicznie z propozycją tego dealu wyszedł ówczesnego Papieża.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.