WIELKA STRATEGIA PAŃSTWA POLSKIEGO – ARMIA [ANALIZA]

Na wstępie dziękuję dr Łukaszowi Przybyło za to, że był tak uprzejmy być pierwszym czytelnikiem i recenzentem roboczej wersji tekstu – Twoje uwagi pozwoliły mi doprecyzować kilka kwestii 🙂


 

Od jakiegoś czasu w przestrzeni publicznej popularność zdobył temat dotyczący polskiego bezpieczeństwa, a w szczególności tego, jakiej armii potrzebuje Polska. Temat stał się gorący zwłaszcza po rosyjskiej napaści na Ukrainę. Co istotne, wielu uczestników debaty przeszło zupełnie obok pytania: „czy wybuchnie wojna przeciw Polsce?” – uznając odpowiedź twierdzącą za pewnik – i przeszło do pytania: „do jakiej wojny mamy się przygotować?”. Jest to świadectwem tego, jak wielka zmiana dokonała się w polskim społeczeństwie, jeśli chodzi o dostrzeganie zagrożeń. I nic dziwnego. Władimir Putin przekonał największych niedowiarków, że bezpieczeństwo w Europie jest kwestią dyskusyjną.

Dyskurs zszedł jednak – w mojej opinii – na zupełnie niewłaściwe tory. Bowiem niektórzy a priori przyjęli, że Polska zostanie zaatakowana przez Federację Rosyjską. Do tego będzie zdana – co najmniej w pierwszych tygodniach wojny – tylko na siebie, a więc pod to założenie należy przyszykować strategię, plany operacyjne, doktrynę obronną, jak również model Sił Zbrojnych RP.

Wciąż jestem zdania, że plany operacyjne, doktrynę, rozwiązania taktyczne oraz model armii powinni wypracować wojskowi oraz zawodowi specjaliści we współpracy z aparatem administracji państwowej – a nie pasjonaci nie posiadający odpowiedniej wiedzy, kwalifikacji, doświadczenia, dostępu do dokumentacji niejawnej, a także fizycznych możliwości (sztabu setek lub nawet tysięcy ludzi). A więc potencjału do przeanalizowania potrzeb SZ RP, a także zakreślenia barier, jeśli chodzi o możliwości zaspokojenia tych potrzeb (np. choćby budżetowych). Założenie, że prywatna inicjatywa nie ma szans na opracowanie odpowiednich koncepcji w ww. zakresie zwyczajnie się potwierdziła.

Natomiast to do polityków, analityków, a nawet publicystów należy to, by zastanowić się nad tym, do jakich sytuacji geopolitycznych (tak – liczba mnoga, trzeba być przygotowanym na wiele wariantów) Polska powinna się przygotować w przyszłości. Dopiero udzielenie odpowiedzi na to pytanie pozwoli wojskowym działać skuteczniej w zakresie opracowania modelu armii. Oczywistym jest, że Polskie elity musiały już odpowiedzieć sobie na powyższe pytanie, choć najwyraźniej nie chcą mówić o tym głośno. Jednak plan zwiększania liczebności oraz potencjału armii realizowany jest od lat. Ustawa o Obronności Ojczyzny też nie powstawała w miesiąc czy nawet pół roku. Pisano ją zapewne latami. W tej chwili jesteśmy w trakcie procesu ogromnych zakupów sprzętu do SZ RP. Tak więc wydaje się, że decyzje w omawianym zakresie już zapadły. Z pewnością przyśpieszyły je wydarzenia i rosyjska agresja z 24 lutego na Ukrainę. Także polscy wojskowi odrabiają w tej chwili zadanie domowe i na bazie doświadczeń ukraińskich tworzona jest koncepcja operacyjna skrojona na polskie potrzeby, o czym mówił np. gen. Rajmund Andrzejczak choćby w ostatnim wywiadzie dla Defence24:

Co nie zmienia faktu, że wciąż należy zastanawiać się nad tym, jakie wyzwania staną przed Polską w przyszłości. Bowiem zmienna dynamika procesów politycznych, a także konkretne wydarzenia mogą kompletnie zmienić postrzeganie bezpieczeństwa w kontekście przyszłości. Konstatacja ta przekonała mnie do tego, by spróbować odpowiedzieć na dwa najważniejsze pytania:

  1. Do jakiej przyszłości się szykujemy?
  2. Do czego potrzebna nam będzie armia?

Oczywiście poniższe rozważania należy traktować jako głos w dyskusji przedstawiony przez pasjonata. W ramach jednoosobowego zespołu Krzysztof & Wojczal  ;). Trzeba mieć też świadomość, że rządzący i wysocy rangą wojskowi posiadają znacznie większą wiedzę. Jednocześnie być może nie wszystko może znaleźć się w jawnych dokumentach. Jednak w kontekście tego, że ostatnia Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP pochodzi z marca 2020, a nie istnieje jeszcze uaktualniony dokument, który brałby pod uwagę zupełnie nowe okoliczności w polskim otoczeniu (wojna na Ukrainie), myślę, że poniższe opracowanie może stanowić dobrą podstawę do dyskusji i rozważań dotyczących nowych uwarunkowań geopolityczno-strategicznych. Uwarunkowań, które winny być brane pod uwagę w kontekście potrzeb jeśli chodzi o polski potencjał militarny.

Temat bezpieczeństwa narodowego jest niezwykle szeroki i obejmuje wiele płaszczyzn (polityczną, gospodarczą, przemysłową, handlową, energetyczną, wywiadowczą, informacyjną, militarną i wiele innych), natomiast niniejszy artykuł został zawężony do sfery związanej z obronnością oraz Siłami Zbrojnymi RP.

 

POLSKA NASTĘPNYM CELEM ROSJI?

W świetle tego co już wydarzyło się do 31 sierpnia 2022 roku, jedno wydaje się być pewne. W przyszłości nie można wykluczyć kolejnej wojny w naszym regionie. A już z pewnością należy założyć, że polityka siły wciąż będzie stanowiła istotny element w zakresie decydowania o losach państw położonych na wschód od granicy NATO. Czy jednak oznacza to, że również Polska lub inne państwa należące do Paktu Północnoatlantyckiego powinny się obawiać agresji militarnej? Jest to wysoce wątpliwe. Wojna z NATO, jak już podnosiłem wielokrotnie na tym blogu, zwyczajnie nie rozwiązywałaby żadnych problemów Federacji Rosyjskiej (bowiem to Rosja stanowi i będzie stanowić w najbliższej dekadzie najważniejsze regionalne wyzwanie na płaszczyźnie bezpieczeństwa). Zupełnie inne kalkulacje i nadzieje towarzyszyły Putinowi w zakresie inwazji na samotną Ukrainę, a zupełnie inne kalkulacje należałoby brać pod uwagę w starciu z NATO. Pisałem to wielokrotnie, że Ukraina jest dla Moskwy celem samym w sobie. Jest ważna i odzyskanie politycznej kontroli nad Kijowem jest istotne dla Federacji Rosyjskiej. Ponadto przejęcie kontroli nad Ukrainą pozwoliłoby wywrzeć presję na USA i NATO w szerszej rozgrywce geopolitycznej, w trójkącie USA-Chiny-Rosja. To miało dać Putinowi możliwość uzyskania gwarancji w zakresie: a) pozyskiwania kapitału ze sprzedaży surowców energetycznych b) dostępu do zachodnich technologii c) zgody na polityczny blok EuRosji od Lizbony po Władywostok.

Z kolei na jakie korzyści geopolityczne mogliby liczyć ludzie na Kremlu w przypadku bezpośredniego ataku na NATO? Grożącym starciem nuklearnym, ale i także wszczynającym wojnę z przeciwnikiem znacznie silniejszym na płaszczyźnie konwencjonalnej? Argument polegający na tym, że wojna miałaby służyć Rosjanom do wynegocjowania lepszego dealu Zachód-Rosja jest zupełnie nieprzekonujący i pozbawiony logiki. Mimo to, niektórzy wciąż go podnoszą. Tymczasem Amerykanie nie mogliby puścić płazem ataku na państwo NATO, bowiem gdyby to zrobili i poszli na ugodę – pokazując, że przegrali ze słabą Rosją – zdewastowaliby swój wizerunek, a także globalny system sojuszy. Co za tym idzie, mogliby zapomnieć o rywalizacji z Chinami i utrzymaniu hegemonii. Pomijam już kwestie Europy Zachodniej, która w przypadku wojny na Ukrainie stara się trzymać dystans lub też działa opieszale, jednak w przypadku wojny z państwem UE i NATO, reakcja musiałaby być zgoła inna. Tak więc atakująca Rosja nie mogłaby liczyć na zwycięstwo w krótkim konflikcie i na dyktowanie korzystnych dla siebie warunków. Wręcz przeciwnie, jeszcze przed wojną Rosjanie musieliby zdawać sobie sprawę z tego, że USA i NATO – nawet w sytuacji początkowych niepowodzeń – będą się starały konflikt przedłużyć i doprowadzić do korzystnych dla siebie rozstrzygnięć. Tego rodzaju kalkulacja zwyczajnie musi być przez Kreml brana pod uwagę, co posiada już samo w sobie potencjał odstraszający.

Warto też pamiętać o tym, co w czasie wojny na Ukrainie pokazali Rosjanie, ale i Amerykanie (rozpoznanie i wywiad, a także ich sprzęt).  Nie ulega wątpliwości, że gdyby Rosjanie podjęli działania militarne wobec NATO, to już na płaszczyźnie konwencjonalnej dostaliby tęgiego łupnia. Amerykanie wiedzieli już kilka miesięcy wcześniej, że Rosjanie rozmieszczają wojska do ataku na Ukrainę. Dokładnie znali kierunki uderzeń. Wydaje się, że Ukraińcy w pierwszym momencie zlekceważyli ostrzeżenia, przynajmniej w zakresie obrony kierunków na Kijów. Zaniechania widać było również na froncie południowym – krymskim. Mimo to, dysponując gorszym sprzętem niż Rosjanie, strona Ukraińca podjęła bardzo skuteczną obronę i to w skrajnie niekorzystnych warunkach (vide uderzenie z trzech stron, a więc i potrzeba obrony niemal całego terytorium). Gdyby Rosjanie szykowali się do wojny z NATO, wiedzielibyśmy o tym dużo wcześniej. Wojska paktu zostałyby odpowiednio rozmieszczone (zresztą teraz takiego zagrożenia nie ma, a obecność NATO na tzw. wschodniej flance została wydatnie zwiększona). Już na starcie sojusz miałby dominację w powietrzu i na morzach. Dominację informacyjną, zagwarantowaną tak tradycyjnymi środkami rozpoznania (samoloty, bezzałogowce, radary, wywiad) jak i dzięki technologiom satelitarnym. Połączone siły wszystkich państw NATO wsparte przez tysiące niezależnych i anonimowych hackerów miałyby również prawdopodobnie przewagę w domenie CYBER. To wszystko zostałoby zademonstrowane Rosjanom jeszcze zanim wybrzmiałyby pierwsze strzały.

Wniosek? Rosja zwyczajnie nie ma czego szukać, jeśli chodzi o wojnę z NATO. Po pierwsze, wojna ta nie miałaby uzasadnienia politycznego (brak możliwości osiągnięcia politycznych korzyści). Po  drugie starcie militarne musiałoby się skończyć rosyjską klęską. Przewagi na płaszczyznach: technologicznej, informacyjnej i moralnej (co buduje morale żołnierzy) nie dawałyby wielkich szans na sukces stronie rosyjskiej. Liczenie na krótką zwycięską operację nawet przeciw państwom bałtyckim jest kalkulacją złudną. Amerykanie wiedzą, że z każdym kolejnym tygodniem wojny to oni by zyskiwali, tak więc nawet gdyby w pierwszych dniach NATO odnosiło niepowodzenia, to USA dążyłoby do wygrania wojny w nieco dłuższym terminie po to, by dyktować Kremlowi warunki. I odnieść zwycięstwo na płaszczyźnie geopolitycznej. Wygrać pokój i korzyści w międzynarodowym układzie sił.

I tu można płynnie przejść do drugiej konstatacji. Póki Federacja Rosyjska będzie stanowiła zagrożenie dla państw NATO, póty Stany Zjednoczone i NATO jako całość będą prowadziły twardą politykę względem Moskwy. Kierunek dalekowschodni (Chiny), tego nie zmieni. Historie o tym, że USA nie poradzą sobie z Rosją, ponieważ nie są w stanie prowadzić wojny na dwa fronty należy schować do dziurawych kieszeni spodni. USA nie prowadzą w tej chwili żadnej wojny nawet na ¼ frontu. Wycofały się z Afganistanu oraz zminimalizowały obecność na Bliskim Wschodzie, a jednocześnie zwiększyły obecność w Europie. Wbrew przewidywaniom niektórych komentatorów mówiących o tym, że Stany Zjednoczone zgodzą się na drugi „reset” i opuszczą Stary Kontynent (tak np. sugerowali: dr Leszek Sykulski czy dr. Jacek Bartosiak).  Ponadto w trwającej wojnie z Rosją to Ukraińcy walczą i póki tak zostanie, póty Rosjanie będą słabnąć, a Amerykanie zyskiwać. Należy przy tym pamiętać, że zaangażowanie USA i NATO na tzw. „wschodniej flance” nijak nie osłabia potencjału militarnej USA na Dalekim Wschodzie. Ponieważ tam potrzeba zupełnie innego rodzaju sił. Głównie floty, lotnictwa oraz US Marines. W rejonie zachodniego Pacyfiku Stany Zjednoczone posiadają zupełnie innych sojuszników (Japonia, Korea Południowa, Tajwan), a więc inną architekturę bezpieczeństwa. Nie zaangażowaną na teatrze europejskim. Stany Zjednoczone nie planują lądowej inwazji na Chiny, ba, nie będą prawdopodobnie musiały nawet walczyć na Tajwanie. Z tych względów Armia Stanów Zjednoczonych może skupić się na zagrożeniu rosyjskim.

Co nie zmienia faktu, że w interesie USA jest by europejscy sojusznicy uzyskali taki potencjał militarny, by wziąć na swoje barki ewentualną walkę z Rosją gdyby zaszła taka potrzeba. A przede wszystkim, by to europejskie armie NATO stanowiły czynnik odstraszający Rosjan. W tym kontekście Amerykanie chcieliby być tylko siłą wspierającą, co jest znacznie tańszym dla nich rozwiązaniem. Jednocześnie należy spodziewać się rzeczywistego wyjścia Stanów Zjednoczonych z Europy w sytuacji, gdyby Rosja przestała stanowić zagrożenie dla USA i ich interesów.

 

SYTUACJA POLSKI W PRÓŻNI BEZPIECZEŃSTWA

Wobec powyższego oczywistym jest, że Polska – jako najsilniejsze państwo NATO graniczące z potencjalnym wrogiem – wcześniej czy później będzie musiała wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za innych. Np. za państwa bałtyckie czy też potencjalnie Ukrainę. Co istotne, w tym zakresie amerykańskie interesy pokrywają się z polskimi. Bowiem w interesie Warszawy jest zbudowanie swojej pozycji jako lidera regionu oraz gwaranta bezpieczeństwa państw położonych blisko Federacji Rosyjskiej. Jeśli to Siły Zbrojne RP będą posiadały odpowiedni potencjał do reagowania na terenie np. Litwy, na Bałtyku (flotą), czy wreszcie na Ukrainie, a jednocześnie Polska zdobędzie potencjał umożliwiający wzięcie Obwodu Kaliningradzkiego na „zakładnika” (potencjał ofensywny, niszczący)  wówczas będziemy mogli stworzyć lojalny i stabilny sojusz polityczny, który wzmocni naszą pozycję nie tylko w regionie ale i np. w całej Unii Europejskiej. Armia dająca potencjał do gwarantowania bezpieczeństwa jest instrumentem oraz argumentem politycznym. Oczywiście pisanie o gwarantowaniu bezpieczeństwa przez Polskę w kontekście zagrożenia nuklearnego brzmi mało wiarygodnie. Jednakże, jeśli zagrożenie uderzeniem jądrowym zostanie zneutralizowane (np. poprzez gwarancje bezp. ze strony USA, ryzyko wybuchu wojny atomowej czy ze względów politycznych), to właśnie potencjał konwencjonalny odgrywać będzie pierwszorzędną rolę. Tak jak to jest w czasie wojny na Ukrainie.

Jednocześnie należy pamiętać o tym, że sytuacja geopolityczna w latach trzydziestych może wyglądać zupełnie inaczej. Wewnętrzna zapaść Federacji Rosyjskiej, a może nawet jej rozpad, są całkiem możliwe i wręcz prawdopodobne.  Co wcale nie musi uspokoić obaw państw bałtyckich o własne bezpieczeństwo. Wręcz przeciwnie,  brak stabilności politycznej, chaos, brak przewidywalności, będą rodziły obawy. Obawy, które mogą zostać rozwiane przez lokalnego, silnego sojusznika, który będzie gotowy pomóc w bardzo krótkim czasie. Ponadto silna militarnie Polska może być nie tylko strażnikiem Bałtów względem np. Białorusi, ale i magnesem dla Białorusinów, zwłaszcza w sytuacji, gdyby Federacja Rosyjska nie byłaby już zdolna do utrzymania kontroli nad Mińskiem (np. z powodu własnych problemów wewnętrznych).

Niezależnie od tego należy pamiętać, że los Ukrainy wciąż nie został jeszcze rozstrzygnięty. Gdyby Kijów upadł, wówczas Polska musiałaby zadbać o bezpieczeństwo na dodatkowym kierunku. Do czego armia złożona z 4 dywizji nie byłaby przygotowana. Co więcej, jeśli Ukraińcy się obronią, to wcale nie będzie oznaczać, że Rosjanie nie spróbują ponownie. W tym kontekście można zarysować dwa scenariusze. Pierwszy to taki w którym Putin będzie przymierzał się do ponownego ataku. Tak więc Ukraińcy będą musieli utrzymywać sporą armię, ale ich państwo nie będzie do tego wydolne (problemy gospodarcze + poniesione straty wojenne). To może spowodować osłabnięcie potencjału militarnego, którego zwyczajnie państwo ukraińskie nie udźwignie (spadnie jakość). W drugiej opcji, Ukraina będzie chciała postawić na rozwój widząc, że Federacja Rosyjska nie stanowi już zagrożenia, przynajmniej na wiele lat.

W obu przypadkach Polska potrzebuje silnej ale zarazem liczniejszej armii. Po pierwsze dlatego, że powinniśmy mieć większy potencjał militarny od naszych sąsiadów (jeśli to możliwe). Po drugie, ponieważ nasze siły zbrojne mogą okazać się istotne w kontekście dalszego odstraszania Rosji (stwarzamy Moskwie kalkulację, w której ruszamy na pomoc – co decydenci z Kremla będą musieli uwzględniać). Nadto, Siły Zbrojne RP powinny dysponować potencjałem ofensywnym zdolnym operować poza granicami państwa (logistyka). Przyszłość stwarza zagrożenia, ale i szanse. Wobec tego należy mieć możliwość wejścia w próżnię bezpieczeństwa, którą mogłaby pozostawić po sobie Rosja na tzw. pomoście bałtycko-czarnomorskim.

Trudno jest przewidzieć przyszłe uwarunkowania polityczne i pojawienie się różnego typu okazji. To co dziś wydaje się być niedorzeczne z uwagi na warunki polityczne, jutro może być zupełnie realną opcją. Żeby jednak taką było, musimy mieć zdolność do realizacji własnych interesów oraz wykorzystywania korzystnych uwarunkowań politycznych. Bez stosownego potencjału można przegapić nawet najlepsze okazje.

W XXI wieku polskie elity nie mogą myśleć XX-wiecznymi schematami. Nie możemy postrzegać się jako ofiara agresji, zmuszona do obrony na własnym terytorium. Polska w XXI wieku musi myśleć o swoim bezpieczeństwie zanim zostanie ono w sposób bezpośredni zagrożone. Do tego potrzebny jest potencjał do reagowania poza granicami państwa.  

Z geopolitycznego i strategicznego punktu widzenia, atakowanie Polski przed przejęciem kontroli nad Ukrainą i p. bałtyckimi byłoby wysoce ryzykowane i pozbawione logiki. O czym pisałem w analizie opublikowanej 23 lutego 2022r.

Polska nie może pozwolić sobie na czekanie, aż Rosjanie stworzą dogodne warunki geostrategiczne umożliwiające zaatakowanie państwa polskiego. Musimy zrobić wszystko, by nie dopuścić do takiej sytuacji, a to wymaga utrzymania naszych stref buforowych.

Dziś to „robienie wszystkiego” objawia się poprzez wsparcie materiałowe dla walczącej Ukrainy. Jutro być może będzie trzeba zrobić znacznie więcej.

 

PRZYSZŁE UWARUNKOWANIA GEOPOLITYCZNE

Sumując powyższe rozważania nasuwa się wniosek, że przyszła geopolityczna sytuacja Polski może przybrać dwa zupełnie inne oblicza. Co więcej, można szacunkowo określić ramy czasowe trwania danego stanu rzeczy, a także wskazać moment przełomowy, który zmieni warunki bezpieczeństwa w kontekście państwa polskiego. Dostrzec można dwa następuje warianty:

1. Rosja jest zagrożeniem dla NATO i USA

W wariancie tym Stany Zjednoczone będą zaangażowane w naszym regionie, a więc nasze siły zbrojne winny mieć potencjał do korzystania ze współpracy z amerykańskim sojusznikiem (interoperacyjność, technologie umożliwiające odbiór i wykorzystywanie przekazywanych informacji). Wariant ten jest wysoce prawdopodobny w krótkim i średnim terminie. Polska armia nie musi być od razu samodzielna i zdolna do wypełniania wszystkich zadań związanych z naszym bezpieczeństwem, jednak powinna do takiego stanu dążyć.

Założenie, że Stany Zjednoczone nie ugną się przed Moskwą jest oczywiście w tym miejscu kwestią kluczową. Wynika ono kilku powodów.

  1. USA nie mogą sobie pozwolić na porażkę ze słabą Rosją ponieważ to podważyłoby ich pozycję oraz osłabiło sojusze w kontekście rywalizacji z silniejszymi przecież od Rosji Chinami.
  2. Rosja sama zagoniła się w krwawy róg i traci siłę wraz z każdym dniem wojny. Nie ma potrzeby wyciągania Rosjan z bagna, w które sami się wprowadzili.
  3. Stany Zjednoczone mają przewagę nad Rosją na każdej płaszczyźnie. Gospodarczej, militarnej, politycznej etc. Rosjanie nie posiadają absolutnie żadnych argumentów w bezpośredniej rywalizacji z USA. Mają oczywiście lewary na Europę, ale lojalność tej ostatniej względem Waszyngtonu nie tylko nie została podważona, ale wręcz potwierdzona. Nawet Niemcy – choć opieszale – pomagają Ukrainie. Gaz poprzez gazociągi Nord Stream nie płynie. Takie są fakty.

Amerykanie wiedzą, że są w doskonałej sytuacji, w której mogą wykończyć Moskwę jako liczącego się gracza na arenie międzynarodowej. A muszą to zrobić, bo nigdy nie będą mieli gwarancji, że Putin nie zmieni nagle strony  w trakcie starcia Amerykanów z Chińczykami.

W takich warunkach, w których znajdujemy się przecież obecnie, Polska jest odpowiedzialna głównie za własne bezpieczeństwo, ale i wspiera materialnie walczącą Ukrainę. Jednocześnie w dużej mierze zależy od gwarancji sojuszników. Z kolei bezpieczeństwo Bałtów zależy głównie od NATO jako sojuszu, ponieważ potencjał militarny Litwy, Łotwy i Estonii jest bardzo skromny. Natomiast przetrwanie Ukrainy wisi na łasce USA oraz materialnej pomocy państw żywotnie zainteresowanych wynikiem wojny.

Zagrażanie NATO i interesom amerykańskim ze strony Rosji byłoby szczególnie widoczne, gdyby Ukraina przegrała wojnę i dostała się w całości do rosyjskiej strefy wpływów. Wówczas rywalizacja i polityczne starcie na linii USA/NATO vs ROSJA może potrwać dłużej. W takich warunkach kluczowym będzie wytrzymanie rosyjskiej presji polegającej na rozstawieniu wojsk przez Kreml wzdłuż całej granicy z NATO. W tym na odcinku polsko-ukraińskim. W sytuacji rozstawienia przez Rosję wojsk na całej długości granicy z Polską – od Obwodu Kaliningradzkiego po Ukrainę –  Siły Zbrojne RP będą musiały mieć możliwość do zabezpieczenia kolejnych, ewentualnych kierunków ataku. Do tego mogą być niezbędne dodatkowe związki taktyczne (brygady/dywizje).

Gdyby Ukraina upadła, Rosja zyskałaby dodatkowy front i dwa kolejne kierunku operacyjne przeciw Polsce.

2. Rosja przestaje być zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych i NATO 

Sytuacja, która prawdopodobnie nastąpi w średnim lub długim terminie, w której to sytuacji USA wycofają się z Europy (tnąc koszty i skupiając się na Pacyfiku), wobec czego to na europejskich sojusznikach NATO będzie ciążyła odpowiedzialność za bezpieczeństwo (wówczas rzeczywiście powstanie pytanie, czy na np. Europie zachodniej można polegać w kwestii bezpieczeństwa?). W tym wariancie Polska stałaby się naturalnym liderem dla sąsiadów. Jest to perspektywa nieco bardziej odległa w czasie, ale jednocześnie polskie siły zbrojne będą już musiały posiadać znacznie większy potencjał i autonomię.

Z uwagi na brak zagrożenia, więzy i spójność NATO mogą zacząć się rozchodzić. Pakt Północnoatlantycki został stworzony głównie z uwagi na zagrożenie ze strony Moskwy. Należą do niego państwa, w których interesie było powstrzymywanie ekspansji Kremla. Zneutralizowanie Rosjan w tym zakresie sprawi, że Stany Zjednoczone stracą zainteresowanie Europą, a sami Europejczycy nie będą mieli motywacji do utrzymywania spójności NATO.

To stworzy nowe warunki również dla Polski, która będzie musiała stać się liderem bezpieczeństwa dla państw bałtyckich i wyczerpanej wojną Ukrainy. Jednocześnie perspektywa utraty przed Rosję zdolności do siłowego oddziaływania na zewnątrz stworzy nowe możliwości za naszą wschodnią granicą, ale i zwiększy polską odpowiedzialność za bezpieczeństwo regionu. Należy przy tym pamiętać, że Zachód Europy może całkowicie stracić zainteresowanie w kwestii polityki wschodniej. Tak więc Polsce grozi pozostawienie jej samej w zakresie utrzymywania bezpieczeństwa na wschodzie Starego Kontynentu. Jednocześnie nawet osłabiona Rosja może być atrakcyjnym dostawcą surowców energetycznych na zachód. Polska powinna wówczas samodzielnie i w sposób kompletny kontrolować wszystkie szlaki ze wschodu na zachód przebiegające przez jej terytorium ale i także móc oddziaływać na te morskie jak Nord Stream I i Nord Stream II. Przy odpowiednio silnej armii – dającej podstawy do prowadzenia bardziej efektywnej polityki zagranicznej – a także przy odpowiednio silnej flocie wspartej przez regionalnych sojuszników, Polska wspólnie z Ukrainą mogłaby dyktować warunki transferu surowców energetycznych. Przez to Warszawa a nie Berlin (jak to mieli w zamyśle Niemcy) mogłaby zostać pośrednikiem i największym beneficjentem w zakresie rosyjskiego eksportu gazu i ropy na zachód (co byłoby możliwe w sytuacji wyczerpania Rosji i jej problemów wewnętrznych). Uzależnienie w tym zakresie słabej Rosji i osłabionych politycznie Niemiec od polskiej zgody byłoby stanem wysoce pożądanym.

Tak więc na marginesie rozważań zauważyć należy, co również podkreślałem wielokrotnie w ostatnich latach, że przyszłość Polski zależy w dużej mierze od tego czy uda się stworzyć silne i lojalne partnerstwo z Ukrainą. By tak się stało, Polska już dziś musi budować jego podwaliny. I rzeczywiście tak się dzieje.

 


WARSTWA STRATEGICZNA – odstraszanie, obrona całej granicy wschodniej oraz lokalny lider bezpieczeństwa

Ustalenie potencjalnych, przyszłych uwarunkowań geopolitycznych jest niezwykle istotne dla dalszych rozważań o strategii państwa polskiego, jak również kwestiach obronnych. Bowiem bez kontekstu geopolitycznego, nie da się stwierdzić, czy dana strategia jest możliwa do realizowania lub w ogóle właściwa do zaistniałej sytuacji, czy też nie. Dlatego dopiero na podstawie określenia przyszłego środowiska politycznego, można pokusić się o nakreślenie strategii i celów strategicznych dla państwa oraz jego Sił Zbrojnych. Niniejszy artykuł dotyczy przede wszystkim tej drugiej warstwy, militarnej, jednakże poszczególne płaszczyzny zwyczajnie się przecinają i nie da się dyskutować o strategii oraz roli sił zbrojnych zupełnie w oderwaniu od polityki zagranicznej czy potencjału gospodarczego. Ponadto, w zakresie bezpieczeństwa dokonałem pewnego rodzaju gradacji strategii w zależności od poziomów, których ta strategia miałaby dotyczyć.

Polska strategia bezpieczeństwa

Przechodząc do meritum, na bazie rozważań w sferze geopolityki można dojść do wniosku, że Polska może w przyszłości znaleźć się w dwóch różnych położeniach. Dwóch realiach. Przyjmując wyżej prezentowany tok rozumowania za prawidłowy, Polska już dziś musi budować siły zbrojne o możliwie największej autonomii oraz potencjale. Innymi słowy, niezbędnym jest dążenie do osiągnięcia jak najszerszej samodzielności strategicznej w kwestiach bezpieczeństwa (na wszystkich płaszczyznach w tym militarnej). Tak, by być gotowym na ewentualne zaistnienie drugiego wariantu geopolitycznego opisanego wcześniej. Tak więc tematem poniższych przemyśleń nie będzie stan obecny lub najbliższy, w którym jesteśmy zależni od USA i NATO, a ten docelowy. Przy czym warto zauważyć, że budowa samodzielności strategicznej wcale nie wyklucza funkcjonowania w warunkach, w których USA pozostaną w Europie, a NATO będzie silne i spójne. Jedno drugiego nie wyklucza, choć w takiej sytuacji USA mogą blokować niektóre zbyt śmiałe inicjatywy. Niemniej należy dążyć do jak najszerszej samodzielności lub przygotować się, by tą autonomiczność uzyskać w krótkim czasie po tym, gdyby Amerykanie odpuścili kierunek europejski.

Wobec powyższego, wydaje się, że w ramach budowania własnej samodzielności strategicznej w kwestii bezpieczeństwa Polska powinna przyjąć w przyszłości trzy następujące priorytety:

  1. Niedopuszczenie do wybuchu wojny na własnym terytorium (skuteczna polityka zagraniczna i odstraszanie).
  2. Prewencyjne zapobieganie wybuchom wojen w swoim otoczeniu (które szkodzą i osłabiają państwo).
  3. Stworzenie własnej polityczno-militarnej architektury bezpieczeństwa w regionie.

Oczywiście wszystkie z nich przenikają się na różnych płaszczyznach. Jedne wynikają z drugich. Natomiast warto szczegółowo opisać dlaczego akurat takie, a nie inne priorytety zostały wyszczególnione przez autora niniejszego opracowania.

AD. 1 Niedopuszczenie do wybuchu wojny na własnym terytorium

Założeniem kompletnie błędnym jest takie, w którym Polska powinna zbudować siły zbrojne na wypadek wojny i to obronnej. Nieporozumieniem jest stawianie jako głównego pytania: „Do jakiej wojny się przygotowujemy?”. Bowiem już w samym pytaniu założony jest z góry określony jeden scenariusz, na który powinny przygotować się siły zbrojne. Tego rodzaju rozumowanie i utwierdzanie go w społeczeństwie jest zwyczajnie szkodliwe. Należy wreszcie zerwać z tak ograniczonym postrzeganiem bezpieczeństwa narodowego. Prawidłowym pytaniem, od którego należałoby wyjść w kontekście budowy armii powinno być: „do czego potrzebne są nam siły zbrojne?”. Bowiem ich główną rolę powinno być odstraszanie i niedopuszczenie do sytuacji, w której musiałyby prowadzić wojnę obronną.

Siły Zbrojne RP powinny posiadać taki potencjał militarny, który zniechęci ewentualnego agresora do ataku. Wojna obronna to porażka. Jeśli państwo jest zmuszone do obrony i to na własnym terytorium oznacza to, że siły zbrojne i stworzona architektura polityczna nie spełniły swojego podstawowego zadania polegającego na odstraszeniu. Czyli przekonaniu przeciwnika, że ten nie jest w stanie osiągnąć celów politycznych przy pomocy środków militarnych. Tak więc tworzenie koncepcji i budowanie Sił Zbrojnych RP tylko i wyłącznie do obrony polskiego terytorium już samo w sobie zakłada porażkę armii w jej nadrzędnym i podstawowym zadaniu. Przy nastawieniu stricte defensywnym, można tylko i wyłącznie reagować na poczynania przeciwnika. To może nie wystarczyć do uniemożliwienia mu stworzenia sobie warunków dogodnych do ataku. Jednocześnie sama gotowość do obrony może nie wystarczyć, jako narzędzie odstraszania.

To jak fatalna w skutkach dla broniącego się państwa jej wojna obronna obserwujemy obecnie na Ukrainie. Przykładów historycznych w tym temacie można by mnożyć. Straty w infrastrukturze, gospodarce i ludziach są w takim scenariuszu nie do uniknięcia.

Tak więc Polska musi budować potencjał militarny (ale i państwowy oraz polityczny), który będzie przekonywał potencjalnego przeciwnika, że nie warto decydować się na rozwiązania siłowe.

Odstraszanie polityczne

Oczywiście wcale nie musi być tak, że nasze siły zbrojne muszą mieć samodzielnie większy potencjał niż potencjał ewentualnego wroga. Zbudowanie odpowiedniej, politycznej architektury bezpieczeństwa może zmultiplikować nasz potencjał militarny na wypadek wojny, a także stworzyć znacznie lepsze warunki do odstraszania w czasie pokoju. Dziś taką architekturą jest NATO. Jednak należy już teraz tworzyć system gospodarczych, politycznych i militarnych zależności państw trzecich od potencjału Polski. W ramach istniejących struktur międzynarodowych (czy to NATO czy UE). Im silniejszy i pewniejszy zbudujemy układ w regionie, tym łatwiej będzie nam osiągać cele w zakresie bezpieczeństwa (i nie tylko) w przyszłości. I to nawet gdyby dotychczasowa architektura bezpieczeństwa stała się niewydolna.

Zrozumienia również wymaga fakt, że potencjalny przeciwnik (Federacja Rosyjska) nie uderzy na Polskę w skrajnie niekorzystnych dla siebie uwarunkowaniach politycznych. Zwłaszcza, gdy te miałyby negatywne przełożenie na sytuację strategiczną. Innymi słowy, wielce nierozsądnym byłoby np. zaatakowanie Polski bez uprzedniego poszerzenia podstawy operacyjnej, a także zabezpieczenia flank. Uderzenie na Polskę z terytorium z Białorusi, bez wcześniejszego opanowania Ukrainy czy Litwy, byłoby opcją wielce ryzykowną. A dokonanie takiej inwazji w sytuacji, w której Polska znajdowałaby się w NATO, można by uznać za próbę świadomego popełnienia hara-kiri.

Wynika z tego dość logiczny wniosek. W polskim interesie narodowym leży stworzenie lokalnego sojuszu z ww. partnerami tj. z Litwą i Ukrainą (a być może nawet kiedyś z Białorusią?). Musi być to jednak sojusz nie tylko oparty o wspólną wolę przeciwstawiania się Moskwie, ale powinien być znacznie bardziej trwały i posadowiony również na gospodarczych (połączenia infrastrukturalne umożliwiające handel, przedsięwzięcia ekonomiczne, wspólne biznesy), politycznych (współdziałanie na arenie międzynarodowej) i społecznych fundamentach (kultura, zrozumienie wspólnej historii i potrzeby budowy partnerstwa etc). Skuteczność polityki w tym zakresie stworzy doskonały atut odstraszający, a jednocześnie da Polsce bufor bezpieczeństwa. Co obserwujemy choćby dziś, bowiem w sytuacji w której to Ukraina została zaatakowana, Polska i jej siły zbrojne mają czas na zebranie doświadczeń i przygotowanie się na przyszłość.

Odstraszanie militarne

Z kolei w ramach odstraszania militarnego można zastosować różnego rodzaju metody:

  1. Zbudować własny przemysł i przygotować państwo – również w sferze cywilnej – na ewentualne zmagania wojenne (pokazanie determinacji i tego, że raz rozpoczęta wojna szybko się nie skończy, a Polska jest gotowa walczyć aż do zwycięstwa).
  2. Stworzyć silny potencjał w sferze CYBER.
  3. Demonstrować przewagę technologiczną i informacyjną.
  4. Pokazać zdolność do wykonania bolesnych uderzeń na terytorium przeciwnika.
  5. Stworzyć wysoką odporność na ataki na różnych płaszczyznach (gospodarczych, CYBER, militarnych tj. uderzenia rakietowe, morskie, lotnicze, sił lądowych, chodzi nie tylko o aktywne systemy obrony ale i pasywne, jak choćby schrony dla cywili).
  6. Dzięki stworzonym warunkom politycznym, rozmieścić własne siły konwencjonalne w państwach trzecich, w taki sposób by niwelowały zagrożenie i stwarzały problem dla przeciwnika.
  7. Rozmieścić siły własne na własnym terytorium w taki sposób, by zademonstrować gotowość do obrony oraz możliwość zadania wysokich strat agresorowi.

By te środki okazały się wystarczające do utrzymania bezpieczeństwa państwa, armia musi oczywiście charakteryzować się wysoką gotowością bojową, a także realnymi zdolnościami do wykonania poszczególnych zadań.

W tym celu często niezbędnym jest m.in. zainwestowanie w drogie, jednak bardzo skuteczne systemy uzbrojenia, które dają na polu bitwy (albo i nawet jeszcze przed wojną) duży potencjał jeśli chodzi o zadanie przeciwnikowi strat. Tak w armii, jak i w infrastrukturze czy gospodarce. Doskonałym przykładem na tego rodzaju uzbrojenie są wyrzutnie pocisków rakietowych tj. HIMARSy. Tego rodzaju systemem jest również F-35, który może dostarczać informacji o przeciwniku i penetrować jego strefy obronne jeszcze przed wybuchem konfliktu. Wyobraźmy sobie bowiem następującą demonstrację zdolności (do której doszło rzeczywiście i to całkiem niedawno), w której samolot znika przeciwnikowi z radarów w jednym miejscu i pojawia się w drugim. Pokazując, że jesteśmy w stanie uderzyć z powietrza w dowolnie wybrany punkt, za linią obrony wroga. Ponadto należy również posiadać systemy obronne, które jeszcze przed wojną pozwolą na zniwelowanie efektywności wrogich systemów niszczących. Innymi słowy, jeśli przeciwnik zna np. dość problematyczną celność swoich pocisków rakietowych a jednocześnie ma świadomość, że obrońca posiada systemy które zestrzelą te z pocisków, które będą miały szanse trafić w cel – wówczas potencjalny rywal będzie się zastanawiał nad sensownością uderzenia. Nie będzie bowiem wiedział, kto w wyniku wymiany uderzeń rakietowych poniesie większe straty. Ponadto systemy obronne podwyższają koszt ataku (potrzeba więcej wyrzutni, więcej pocisków, lepszych systemów zarządzania atakiem by móc przebić się przez obronę). Warto pamiętać, że suche przeliczanie koszt/efekt danych systemów uwzględniające tylko ceny zakupu poszczególnych systemów uzbrojenia jest kalkulacją błędną, co wielokrotnie tłumaczyłem we wcześniejszych opracowaniach.

 

AD 2. Prewencyjne zapobieganie wybuchom wojen w swoim otoczeniu

Również i przy tym priorytecie problem jest złożony. Stabilność polityczną regionu można budować w oparciu o takie płaszczyzny jak:

  1. Polityczną – dyplomacja wykorzystująca zbieżność interesów,
  2. Gospodarczą – wykorzystanie zależności ekonomicznych między państwami,
  3. Militarną – budowa sojuszy militarnych w celach odstraszania i niwelowania zagrożenia.

Ponieważ tematyka opracowania skupia się na tematyce militarnej, wobec czego to jej poświęcimy nieco więcej miejsca.

W celu zapobiegania wybuchowi wojny w państwach regionu, należy posiadać zdolności militarne do reagowania poza granicami państwa. Jeśli taki potencjał jest dostępny, o wiele łatwiej można oddziaływać na płaszczyźnie politycznej. Jednocześnie siły zbrojne mogą gwarantować bezpieczeństwo handlu i gospodarek regionu.

Stabilizowanie własnego otoczenia oraz gwarantowanie bezpieczeństwa państwom sąsiednim jest równocześnie poszerzeniem zdolności w zakresie utrzymania własnego bezpieczeństwa. Działanie wyprzedzające, jeszcze w strefach buforowych, pozwala zapobiec sytuacji, w której dane zagrożenie dociera do granic własnego państwa.

Tego rodzaju zdolność/potencjał Polska powinna nabyć. Myślenie tylko i wyłącznie o obronie Wisły czy Warszawy jest przejawem starych map mentalnych opartych o naszą trudną historię. Polska – jej elity polityczne i wojskowi – muszą myśleć dalej niż sięgają granice państwa polskiego. Jeśli Polska wygra w zakresie bezpieczeństwa w państwach bałtyckich czy na Ukrainie, to jednocześnie wygra również w walce o własną suwerenność, niezależność i bezpieczeństwo.  

Dlatego przekładając to na potencjalnie przyszłą sytuację geopolityczną Polski, nasze Siły Zbrojne muszą mieć zdolność do wysłania ekspedycji do państw ościennych, bez potrzeby osłabiania sił niezbędnych do zagwarantowania własnego bezpieczeństwa. Oczywiście, że w tym miejscu wciąż – jak złe widmo – wisi nad nami zagrożenie nuklearne. Jednak należy pamiętać o tym, że dziś szykujemy Siły Zbrojne na czwartą lub nawet piątą dekadę. Nie wiemy jak będzie wyglądała sytuacja polityczna w roku 2030 czy 2040. To co dziś wydaje się być zbyt ambitne lub ryzykowne, za dziesięć lat może stać się czymś zupełnie naturalnym i wykonalnym. Jeśli będziemy dysponować w tym zakresie odpowiednim potencjałem. Jeśli chcemy realizować taką ambitną politykę, musimy mieć odpowiednio do tego przystosowane związki taktyczne.

 

AD. 3. Stworzenie własnej architektury bezpieczeństwa

Polska stoi obecnie przez historyczną chwilą i okazją do tego, by wreszcie przyciągnąć do siebie państwa regionu (kosztem interesów Niemiec). W kwestiach bezpieczeństwa, państwa bałtyckie – zwłaszcza Litwa – są bardzo mocno zależne od Polski. I ta zależność prawdopodobnie pozostanie. Należy przy tym budować również zależności ekonomiczno-gospodarcze, a wreszcie polityczne. Wydaje się, że to się właśnie dzieje. Budowa infrastruktury tj. interkonektor gazowy Polska-Litwa, czy polski odcinek via Caraptii mający prowadzić do Kłajpedy w przyszłości będą budowały wspólnotę interesów na linii Warszawa-Wilno.

Ponadto niezwykle istotnym elementem układanki w polskim bezpieczeństwie jest niezależna od Rosji i wolna Ukraina. Ukraina, która będzie zależna od Polski w gestii dostaw zaopatrzenia (co już się dzieje), ale z którą Polska powinna również zbudować płaszczyzny wspólnych interesów. Taką wspólną płaszczyzną może okazać się budowa gospodarczego Międzymorza, a więc przykładowo inwestycja w infrastrukturę prowadzącą z Polski do portu w Odessie. Odessa-Trójmiasto, to jest jeden z projektów, o który należy zadbać po wojnie. Oczywiście jest wiele innych kwestii, które można zacząć realizować już dziś. Współpraca gospodarcza, przemysłowa i technologiczna. Relokacja przemysłu zbrojeniowego na terytorium Polski (czasowo, ale np. w zamian za udziały w know-how czy produkcji).

Jeśli Polsce uda się po – miejmy nadzieję zwycięskiej – wojnie na Ukrainie stworzyć blok: Polska-Bałtowie-Ukraina wówczas będzie trzeba takie partnerstwo wypełnić treścią. W tym siłą militarną. Polska, jako państwo położone nieco z tyłu, może być dystrybutorem bezpieczeństwa na wschodzie. Jednak do tego potrzeba większych i silniejszych sił zbrojnych niż te, które posiadamy teraz.

Jednocześnie współpraca militarna z Ukrainą i państwami bałtyckimi pozwoli na kontrolowanie polskiego buforu przed Rosją. Rosyjski atak na Polskę, bez zajęcia Litwy i Ukrainy byłby znacznie utrudniony i ogromnie ryzykowny. Jednocześnie mierzenie się z wszystkimi ww. państwami na raz, wymagałoby od Rosjan potężnej mobilizacji sił i środków. Do tego Rosja może w przyszłości nie być zdolna.

Należy oczywiście szukać również innych rozwiązań politycznych, zwłaszcza nad Bałtykiem. Każde porozumienie z Danią, Szwecją czy Finlandią  byłoby wartością dodaną. Należy nie zapominać o partnerach z południa: Czechach i Słowacji. Jednak wszystkie wymienione w tym miejscu państwa mogą nie być zainteresowane w dłuższej perspektywie do zacieśniania relacji z Warszawą i budowy jakiegoś stabilnego, trwałego i lojalnego wobec siebie bloku. Z wielu różnych względów.

Warto jednak dostrzec wspólnotę interesów z Rumunią, a także zrozumieć jej sytuację geopolityczną i geostrategiczną. Bukareszt może w przyszłości okazać się – obok Kijowa – jednym z najbardziej cennych i wartościowych sojuszników Polski. Tak więc właśnie to tam, również w kontekście budowy trójkąta: Warszawa-Kijów-Bukareszt, powinniśmy lokować swoją uwagę oraz starania. Inwestycja w budowę relacji z Rumunią winna stanowić wysoki priorytet w polskiej polityce zagranicznej.

 

Polska strategia obronna

Gdy odstraszanie okaże się nieskuteczne, to dopiero wówczas winniśmy zastanowić się nad tym, jakie priorytety powinny nam przyświecać w sytuacji wojennej. I tak, polskim celem wojny obronnej na poziomie strategicznym winno być:

  1. Zneutralizowanie zagrożenia możliwie szybko i przy jak najmniejszych stratach.
  2. Ochrona ludności, zwłaszcza w kontekście przeciwnika zdolnego do prowadzenia krwawej okupacji.
  3. Zminimalizowanie strat w infrastrukturze krytycznej.
  4. Zwycięstwo polityczne.

Niektórzy mogą się zdziwić, że wśród priorytetów brakuje osiągnięcia zwycięstwa militarnego. Tak. Ponieważ celem wojny nigdy nie może być zwycięstwo militarne jako takie. Co z tego, że armia wygra na polu bitwy, skoro skutki wojny sprawią, że państwo i społeczeństwo przegrają na płaszczyźnie gospodarczej, humanitarnej lub politycznej, już po wojnie?

Istnieją przykłady w historii, w których dana strona wygrała militarne starcie, natomiast przegrała pokój. Jednym z nich jest Wojna Jom Kipur z 1973 roku. Izraelska armia – po początkowych trudnościach – pokonała atakujących Egipcjan i Syryjczyków. Izraelskiej armii udało się kontratakować i m.in. przekroczyć Kanał Sueski. Armie Egiptu i Syrii poniosły dotkliwe, wielokrotnie większe straty. Wojska agresorów zakończyły działania wojenne przy utracie kontroli nad terytoriami, które przed konfliktem były w ich posiadaniu. Jednak skutki polityczne wojny były niekorzystne dla Izraela. Izraelska armia wycofała się z zajętych jeszcze przed wojną ziem, a na skutek porozumienia z 1978 roku cały Synaj (przed wojną zajmowany przez Izrael) znalazł się w granicach Egiptu.

Polskim celem wojny obronnej powinno być więc utrzymanie lub zwiększenie swoich: bezpieczeństwa, wpływów i potencjałów polityczno-gospodarczych.

Tak więc nawet gdyby Rosjanie zaatakowali, wygrali na polu bitwy, ale w wyniku poniesionych strat, niekorzystnej sytuacji w polityce międzynarodowej czy z uwagi na problemy wewnętrzne byliby zmuszeni podpisać korzystny dla nas pokój – taki scenariusz byłby jak najbardziej do zaakceptowania dla Warszawy.

Opisując powyższe priorytety w szczegółach:

AD. 1. Szybka neutralizacja zagrożenia przy zminimalizowaniu strat własnych.

Neutralizację zagrożenia należy rozumieć maksymalnie szeroko. Nie chodzi bowiem o to, by zniszczyć przeciwnikowi sto czołgów na froncie. Celem wojny ma być takie osłabienie potencjału militarnego wroga, by nie tylko nie mógł kontynuować wywołanego konfliktu, ale i na wiele lat do przodu nie mógł sobie pozwolić na wywołanie drugiego.

Jednocześnie w rozumieniu węższym, zadanie potężnych strat przeciwnikowi i zatrzymanie jego natarcia oraz zmuszenie do rozmów pokojowych pozwoli na skrócenie czasokresu walk na własnym terytorium. Co automatycznie pozwoli zminimalizować straty materialne i ludzkie po stronie obrońcy.

Zupełnie optymalnym rozwiązaniem byłoby zneutralizowanie sporych sił przeciwnika jeszcze w trakcie przekraczania granicy naszego państwa oraz zdewastowanie jego zaplecza, bez którego trudno mu będzie kontynuować operacje ofensywne.  

Warto tutaj odnotować, że gdyby to się udało, to bitwa graniczna mogłaby nawet zostać przegrana – w takim sensie gdyby przeciwnik wygrał pierwsze starcie, wszedł płytko na terytorium Polski i nie miał zdolności do kontynuowania wojny, a w konsekwencji musiał podpisać niekorzystny pokój. To oczywiście przykład teoretyczny i pożądanym byłoby dążenie do odnoszenia taktycznych i operacyjnych sukcesów, jednak należy pamiętać, że to nie one decydują o zwycięstwie w traktacie pokojowym.

AD. 2. Ochrona ludności

Punkt ten znalazł się w priorytetach wojennych dlatego, że należy pamiętać o tym, że XX-wieczne ludobójcze metody okupacyjne wcale nie odeszły w zapomnienie. Z tegoż względu nie może być tak, że armia – godząc się na rzeź cywili – szukałaby rozwiązań operacyjnych lub taktycznych, które dawałyby jej przewagę na polu bitwy. Państwo i jego gospodarka bez obywateli są niczym. Armia bez podatków by nie istniała. Społeczeństwo funduje siły zbrojne po to, by zagwarantować sobie bezpieczeństwo. Obrona spalonej i przesiąkniętej krwią gołej ziemi nie ma sensu.

Jednocześnie należy pamiętać, że w sytuacji gdy siły zbrojne wpuszczają bezkarnie przeciwnika na terytorium kraju, to muszą się później liczyć z tym, że na jakimś etapie być może będzie trzeba te terytoria odbijać. A już z pewnością przeciwnik będzie wykorzystywał cywilów i obiekty cywilne jako tarcze dla swoich systemów uzbrojenia. W takiej sytuacji polscy żołnierze musieliby strzelać w kierunku polskich obywateli i ich majątku… Po co, skoro posiadamy obecnie dość dogodne do obrony granice? (A nie jak chociażby Ukraina w 2022 czy II RP w 1939?).

AD. 3. Zminimalizowanie strat w infrastrukturze krytycznej [ODPORNOŚĆ]

W zakres nagłówkowego priorytetu należy również włączyć ochronę wszelkich obiektów wpływających na potencjał gospodarczy państwa. Chodzi przede wszystkim o to, by państwo wyszło z wojny w takim stanie, by mogło szybko zacząć odbudowę oraz wejść na drogę rozwoju. Po wojnie, w przypadku dewastacji i olbrzymich strat materialnych, kraj może spotkać klęska głodu. Wówczas nie zostanie spełnione zadanie obrony ludności cywilnej przez siły zbrojne, bowiem ofiary ludzkie wynikające ze skutków wojny również należy wliczać do ofiar wojennych.

Jednocześnie w przypadku np. zniszczenia infrastruktury krytycznej (jak np. naftoporty, gazoporty, gazociągi, kable energetyczne) państwo po wojnie może stać się zależne od swojego agresora w kwestiach bezpieczeństwa energetycznego i gospodarki. Do takiego skutku nie można dopuścić, bowiem będzie się to również wiązało z osłabienie politycznym, a także gorszą sytuacją na przyszłość. I powrotem zagrożenia ze strony państwa, które atakowało.

Dlatego tak istotnym jest m.in. inwestowanie w drogie, jednak niezbędne systemy obrony. Tj. np. systemy przeciwrakietowe (np. Patriot, czy okręty Miecznik dysponujący sys. przeciwrakietowymi). Również w tym przypadku oczywistym jest, że im głębiej w nasze terytorium wpuścimy przeciwnika, tym większe zada nam straty w majątku.

AD. 4. Zwycięstwo polityczne

Wreszcie niezwykle istotnym celem wojny powinno być utrzymanie lub polepszenie swoich możliwości politycznych w okresie po wojnie. Dla Polski musiałoby to oznaczać (wg np. uwarunkowań współczesnych w 2022 roku) utrzymanie państw bałtyckich i Ukrainy niezależnych od Moskwy. Jednocześnie korzyścią polityczną byłoby, gdyby na skutek słabości Rosji i poniesionych przez nią strat, nie mogła ona utrzymać Białorusi w swojej strefie wpływów.

Oczywistym jest również, że Polska powinna wyjść z wojny będąc w takich samych sojuszach (albo i mocniejszych) jak wówczas gdy do konfliktu wchodziła. Innymi słowy, gdybyśmy zostali zaatakowani jako członek NATO, to zawarty później pokój nie mógłby dotyczyć opuszczenia naszego państwa z paktu, lub w ogóle rozwiązania Paktu Północnoatlantyckiego. Niekorzystne byłoby również porozumienie, na skutek którego musielibyśmy zrezygnować np. z partnerstwa z Ukrainą.

Na bazie powyższych założeń wyraźnie widać, że zwycięstwa militarne niewątpliwie mogłyby pomóc zrealizować priorytety i cele wojenne, jednak same w sobie nie mogą stanowić celu wojny. Jeśli Polska – jako państwo, podmiot polityczny i gospodarczy – wyjdzie z konfliktu silniejsza względem agresora, a zagrożenie ze strony napastnika zostanie zneutralizowane (wysokie straty, problemy wewnętrzne, presja zewnętrzna), wówczas ewentualne porażki na polach bitew mogą zostać zrekompensowane po wojnie. Tak więc zupełnie błędnym byłoby np. takie założenie, w którym Siły Zbrojne RP wpuściłyby przeciwnika na np. 120 km w głąb terytorium, przyjęły uderzenie rakietowe „na klatę”, nie broniły wybrzeża przy pomocy floty (zagrożenie zniszczeniem przybrzeżnej infrastruktury krytycznej), zrezygnowały z obrony np. Białegostoku i w rozmieszczeniu sił w głębi pola szukałyby korzystniejszych rozstrzygnięć na polu bitwy. W kontekście potencjalnej dewastacji państwa, zwycięstwo militarne nie przełożyłoby się na polepszenie sytuacji kraju po wojnie. Wręcz przeciwnie, Polska stałaby się wówczas słabsza politycznie, gospodarczo i byłaby znów  zależna w kwestii dostaw surowców energetycznych od Rosji. Po tym kiedy z takim trudem w ostatnich latach budowaliśmy niezależność w tym zakresie.

Z tych wszystkich powodów tak istotnym i kluczowym jest odpowiedzenie sobie na podstawowe pytanie: „dlaczego walczymy?”. Wydaje się, że odpowiedź musi być taka: „by nie stracić tego co osiągnęliśmy, a być może jeszcze coś zyskać”. I dotyczy ona szerokiego spektrum zagadnień m.in. gospodarczych, politycznych oraz oczywiście kwestii bezpieczeństwa.

 


Zakup książkę lub ebooka: „TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat” i dowiedź się, dlaczego znaleźliśmy się w takim a nie innym momencie historii, dlaczego Rosja zaatakowała Ukrainę i co może nas jeszcze czekać w najbliższych latach:

TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat


 

WARSTWA OPERACYJNA

W tym miejscu wchodzimy w dywagacje, które leżą w kompetencji najwyższych wojskowych. Dlatego celem niniejszego fragmentu nie jest kreślenie zadań operacyjnych dla Wojska Polskiego i jego poszczególnych jednostek, a przedstawienie pewnych konkluzji wynikających z określonych wcześniej założeń strategicznych.  Założeń, które winny mieć wpływ na tworzenie planów operacyjnych.

Tak więc, jeśli strategia bezpieczeństwa państwa zakłada niedopuszczenie do wybuchu wojny obronnej poprzez odstraszanie militarne, a w ramach tego odstraszania zakłada się stworzenie groźby kontr-uderzeniem na terytorium przeciwnika, to plany operacyjne muszą m.in. obejmować warunki i przebieg takiej ewentualnej kontry. Co z kolei wymusza również stworzenie takiej doktryny a także modelu armii, które takie działanie będą umożliwiać. Co w konsekwencji wiązać się musi z potrzebą posiadania odpowiednich systemów uzbrojenia.

Należy tutaj jeszcze raz podkreślić główną rolę Sił Zbrojnych RP, którą jest niedopuszczenie do wybuchu wojny obronnej. Tak więc model armii oraz jej wyposażenie powinny umożliwiać stosowanie prewencji oraz odstraszania. To może wiązać się również z potrzebą nabycia kosztownej techniki wojskowej.

Jeśli dodatkowo chcielibyśmy stabilizować region lub zabezpieczać strefy buforowe, wówczas nasze siły zbrojne muszą posiadać komponenty ekspedycyjne, zdolne do szybkiego przemieszczenia się i operowania poza granicami państwa (logistyka). Muszą tym samym istnieć plany i procedury związane z takim działaniem.

Natomiast przechodząc już do strategii obronnej, jeśli strategicznymi priorytetami są m.in.:

  • Jak najszybsza neutralizacja sił przeciwnika,
  • Ochrona ludności cywilnej,
  • Ochrona majątku i infrastruktury,

to priorytety te wymuszają w swoich konsekwencjach przyjęcie pewnych założeń operacyjnych. Założenia te są dosyć klarowne. By realizować priorytety strategii obronnej należy:

  1. dążyć do możliwie jak najwcześniejszego zniszczenia/neutralizacji sił przeciwnika (rażenie, sfera CYBER, WRE), a więc może zaistnieć potrzeba kontaktu z nim możliwie szybko,
  2. dążyć do powstrzymania przeciwnika przed głębokim wtargnięciem na własne terytorium, w celu zminimalizowania strat wojennych.

W konsekwencji, jeśli zgadzamy się co do priorytetów strategii obronnej zakreślonych we wcześniejszym rozdziale, to konsekwencją tej akceptacji musi być również konstatacja, że Siły Zbrojne RP muszą oddziaływać na atakującego przeciwnika już w momencie przekraczania polskiej granicy, a najlepiej, by jednocześnie atakowane było zaplecze agresora zlokalizowane na jego własnym terytorium (lub terytorium wykorzystywanym jako podstawa operacyjna do natarcia).

Innymi słowy, Siły Zbrojne RP muszą posiadać potencjał do obrony własnych granic. Nie oznacza to, że żołnierze będą musieli bronić słupków granicznych, ale być może newralgiczne przejścia graniczne (jak np. mosty przez Bug obok Brześcia) winny być w zasięgu rażenia np. naszej artylerii. Natomiast uwzględniając kontekst geopolityczny, Siły Zbrojne RP muszą posiadać potencjał do obrony całej polskiej wschodniej granicy z uwzględnieniem odcinka polsko-ukraińskiego (vide możliwość upadku Ukrainy lub potrzeba wysłania jej pomocy).

Jednocześnie wojna obronna nie może ograniczać się do działań wojennych tylko na własnym terytorium. Należy dążyć do tego, by przenieść punkt ciężkości walk na strefy buforowe, a nawet na terytorium przeciwnika, jeśli byłoby to możliwe (może nie być – vide zagrożenie nuklearne, ale jeśli będzie?). Pozwoliłoby to na ograniczenie strat wojennych po stronie obrońcy i zwiększyłoby koszty napastnika.

W tym wszystkim należy pamiętać o potrzebie spójności pomiędzy celami politycznymi, strategicznymi, operacyjnymi a także doktryną, modelem armii i jej techniką wojskową (wyposażenie). Jeśli tej spójności nie będzie, a np. cele operacyjne będą oderwane od celów strategicznych, wówczas niemożliwe będzie osiągnięcie tych ostatnich. Jednocześnie, jeśli cele strategiczne nie będą uwzględniać ograniczeń operacyjnych, wówczas będą zwyczajnie nierealne do zrealizowania. Tak więc niewątpliwie kluczowym jest wzajemne przenikanie się wiedzy elit polityczno-decyzyjnych z wiedzą wojskowych. Ponieważ należy zbudować cały system, to niezbędnym jest systemowe podejście do tematu – a więc przy uwzględnieniu wielu sfer. Tak politycznej, wojskowej, ale i technologicznej, ekonomicznej, a także społecznej (akceptacja społeczna dotycząca zbrojeń i wola stawiania oporu).

 

POTENCJAŁ/ ZDOLNOŚCI SIŁ ZBROJNYCH

Na bazie powyższych rozważań co do uwarunkowań geopolitycznych, przyjętej strategii oraz ogólnych ram operacyjnych, można pokusić się o sprecyzowanie niezbędnych Siłom Zbrojnym RP potencjału i zdolności. Oczywiście wszystko to w kontekście perspektywy średnio i długookresowej, a więc w takiej, w której powinniśmy zbudować samodzielność strategiczną.

W celu realizacji celów strategii bezpieczeństwa Siły Zbrojne RP powinny posiadać zdolność m.in. do:

  1. zadania przeciwnikowi strat w infrastrukturze krytycznej oraz atakowania zaplecza logistycznego na jego terytorium [ODSTRASZANIE]
  2. przeprowadzenia ofensywy/kontrofensywy w głąb jego podstawy operacyjnej (terytorium) [ODSTRASZANIE, MOŻLIWOŚĆ WYWIERANIA PRESJI]
  3. wyrządzenia potencjalnemu agresorowi szkód w gospodarce – np. poprzez: np. blokadę portów, zniszczenie węzłów komunikacyjnych, strategicznych obiektów, naftoportów i gazoportów [ODSTRASZANIE, MOŻLIWOŚĆ WYWIERANIA PRESJI]
  4. ochrony własnej infrastruktury krytycznej, gospodarki oraz ludności przed działaniami przeciwnika aktywne i pasywne systemy ochrony [ODPORNOŚĆ]
  5. długiej i uporczywej obrony terytorium państwa polskiego w wojnie konwencjonalnej demonstracja zdolności do wygrania wojny [ODPORNOŚĆ]
  6. rozlokowania sił własnych na terytorium sojuszników położonych w strefach buforowych, bez uszczerbku dla własnych potrzeb w kwestii obrony terytorium Polski [PREWENCJA + BUDOWA ARCHITEKTURY BEZPIECZEŃSTWA]
  7. budowania międzynarodowych grup bojowych w oparciu o polski trzon w celu zwiększenia przewagi nad przeciwnikiem na wybranym odcinku – np. posiadanie dostatecznie silnej floty, wokół której można by zbudować silniejszy zespół wsparty przez Duńczyków czy Szwedów, który operowałby blisko polskiego wybrzeża. [PREWENCJA + BUDOWA ARCHITEKTURY BEZPIECZEŃSTWA]

Wszystkie te zdolności miałyby wesprzeć zadanie polegające na niedopuszczeniu do wybuchu wojny obronnej tak na terytorium Polski jak również w jej strefach buforowych. Jednocześnie odpowiedni potencjał SZ RP ułatwiłby budowanie polityczno-militarnej architektury bezpieczeństwa w regionie.

W celu realizacji celów strategii obronnej SZ RP powinny posiadać zdolność do:

  1. zadania przeciwnikowi ogromnych strat w pierwszych dniach wojny, zniszczenia wrogiej infrastruktury na zapleczu, magazynów zaopatrzeniowych, baz, lotnisk, węzłów komunikacyjnych etc. [NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],
  2. długotrwałej i uporczywej walki [ODPORNOŚĆ],
  3. zagwarantowania odporności na uderzenia niszczące (rakietowe, cyber, artyleryjskie etc), w celu zminimalizowania dewastacji państwa i jego infrastruktury, państwo musi wyjść z wojny w jak najlepszej kondycji [ZMINIMALIZOWANIE STRAT W INFRASTRUKTURZE KRYTYCZNEJ]
  4. zabezpieczenia granic państwa na całej wschodniej długości, w tym z kierunku ukraińskiego, potencjał do zatrzymania wroga możliwie jak najszybciej i nie wpuszczenia go w głąb własnego terytorium [OCHRONA LUDNOŚCI, MIENIA, INFRASTRUKTURY],
  5. wykorzystania terytoriów sojuszników do rozmieszczenia sił własnych (bez uszczerbku dla obrony własnego terytorium) komplikujących przeciwnikowi sytuację strategiczno-operacyjną [WALKA W BUFORACH, MINIMALIZOWANIE STRAT WŁASNYCH]
  6. zabezpieczenia dostaw strategicznych surowców energetycznych z innych kierunków niż rosyjski, a także zaopatrzenia od państw sojuszniczych – w przypadku Polski chodzi głównie o domenę morską, bowiem niemal cały import gazu/ropy/węgla odbywa się już poprzez porty [UTRZYMANIE PAŃSTWA W WOJNIE]
  7. zachęcenia” sojuszników do udziału w operacjach wojskowych Sił Zbrojnych RP prowadzonych na naszym teatrze działań – posiadanie np. dostatecznej silnej floty, która pomogłaby podjąć Duńczykom lub Szwedom decyzję o jej wsparciu i wysłaniu swoich jednostek np. w okolice Zatoki Gdańskiej, co wpłynęłoby znacząco na bezpieczeństwo polskiego wybrzeża, innymi słowy pokazanie sojusznikom, że pomoc ma sens i udzielona odpowiednio szybko, pozwoli na odniesienie sukcesów i zapobiegnie rozlaniu się wojny na państwa sojusznicze. [ZAANGAŻOWANIE SOJUSZNIKÓW]

 

Uniwersalność i elastyczność

Jak widać, potencjały potrzebne do realizacji zakreślonej wyżej strategii bezpieczeństwa (niedopuszczenie do wybuchu wojny obronnej oraz w sąsiedztwie + budowa architektury bezpieczeństwa) pokrywają się w dużym stopniu z potencjałami niezbędnymi do obrony kraju na wypadek agresji. Innymi słowy zaproponowana powyżej koncepcja jest spójna na obu strategicznych stopniach. Dzięki temu do realizacji zadań tak w czasie pokoju (odstraszanie) jak i wojny (walka), Siły Zbrojne RP mogą używać tych samych narzędzi (systemów) w ramach tożsamej doktryny. Co w konsekwencji pozwala zaoszczędzić środki w zakresie budowy modelu armii i wyboru uzbrojenia. Pozwala również stworzyć siły zbrojne o dużej uniwersalności, które będą mogły sprostać szerszemu wachlarzowi zagrożeń.

 


ZBALANSOWANA DOKTRYNA WOJENNA

Również przy tym fragmencie należy poczynić zastrzeżenie, że do opracowania, przetestowania w praktyce i wdrożenia do użycia w siłach zbrojnych odpowiedniej doktryny obronnej (wojennej) kompetentni są przede wszystkim wojskowi. Jednakże na podstawie rozważań geopolitycznych i geostrategicznych można wskazać ogólny kierunek rozwiązań, jakich powinny szukać Siły Zbrojne RP. Jeśli bowiem spodziewamy się zmiennych warunków geopolitycznych, a potrzeby strategiczne mogą wymagać od nas zarówno postawy stricte defensywnej, ale i bardziej aktywnej a może nawet ofensywnej, to opracowywana doktryna wojenna nie może być zbyt sztywna i wzorcowa. Armia i jej dowódcy z jednej strony muszą mieć opracowane schematy i procedury działania np. w przypadku wojny obronnej. Z drugiej strony, niezbędna może się okazać elastyczność i samodzielność w działaniu. Zwłaszcza w sytuacjach nieoczekiwanych, nieszablonowych, a więc takich, które nie zostały wcześniej przećwiczone. Niezbędnym jest poszukanie odpowiedniego balansu, na co zresztą wskazywał dr Łukasz Przybyła w swojej świetnej książce pt.: „Doktryny wojenne. Historia i ocena”.

Dla zrozumienia problemu warto przytoczyć tutaj konkretny przykład, opisany w ww. publikacji. Otóż do wojny Jom Kippur z 1973 roku toczonej pomiędzy Izraelem a Egiptem i Syrią, obie strony podeszły zupełnie inaczej wybierając skrajne rozwiązania. Egipcjanie stworzyli sztywną doktrynę wojenną oraz latami ćwiczyli schematy podejmowania działań. Dla przykładu, jednostka odpowiedzialna za zbudowanie przeprawy przez Kanał Sueski przez lata ćwiczyła wykonanie tylko tego właśnie zadania.  Tego rodzaju podejście wynikało z faktu, że elity polityczne zdecydowały się na wojnę o ograniczonym zasięgu, która miała przynieść konkretne korzyści polityczne. Założono zaatakowanie sił Izraela na kontrolowanym przez państwo żydowskie Półwyspie Synaj z zaskoczenia. Relatywnie płytkie wejście w głąb kontrolowanego przez wroga terytorium. Zabezpieczenie wschodniego wybrzeża Kanału Sueskiego oraz przyjęcie postawy defensywnej (umocnienia, okopanie się). Wynikało to z doświadczeń poprzednich wojen, w których strona izraelska w walce z Egipcjanami wykazywała się zawsze lepszymi sprzętem wojskowym, wyszkoleniem i morale żołnierzy, większą elastycznością, szybszym manewrem oraz samodzielnością działania – co wszystko łącznie dawało olbrzymią przewagę w bitwie manewrowej. Dlatego w 1973 roku Egipcjanie – wykorzystując nowe skuteczne systemy uzbrojenia w postaci kierowanych pocisków przeciwpancernych – postanowili uderzyć z zaskoczenia wykorzystując również przewagę liczebną, wejść relatywnie płytko a następnie przejść do obrony. Dzięki żmudnym ćwiczeniom wojska, armia egipska doskonale wykonała powierzone jej zadanie w pierwszych dniach. Egipt miał szansę odnieść sukces na polu bitwy ponieważ poszczególni dowódcy Izraelscy – dysponujący dużą samodzielnością – sami decydowali się na przeprowadzanie natychmiastowych kontrataków na armię egipską, spodziewając się małego oporu, braku zorganizowania po stronie przeciwnika (doświadczenia z wcześniejszych wojen). Pojedyncze, a więc słabsze kontr-natarcia były dla Egipcjan łatwe do odparcia, wobec czego Izrael poniósł na pierwszym etapie walk znaczne straty.

Problemy Egiptu zaczęły się w sytuacji, gdy okazało się, że Izrael podbił siły syryjskie na drugim froncie. Syria rozpaczliwie potrzebowała pomocy. Z przyczyn polityczno-strategicznych, władze z Kairu nakazały odejście od wcześniejszego planu oraz dokonanie uderzenia na Izrael w celu odciążenia Syryjczyków. Efekt był taki, że wojska egipskie kompletnie nie były przygotowane do takiego przebiegu wypadków. Dowódcy i żołnierze stanęli przed potrzebą improwizacji, która wcześniej nie była od nich wymagana. Jak można się domyślić, w wyniku kolejnej – tym razem centralnie przygotowanej – kontrofensywy, Izrael rozgromił siły egipskie w bitwie manewrowej a siły izraelskie wdarły się na teren Egiptu na zachodnim brzegu Kanału Sueskiego.

Na tym przykładzie widać więc, że dobrze przygotowana i przećwiczona doktryna oraz centralne planowanie mogą przynieść bardzo dobre rezultaty. Jednakże zbyt sztywne podejście w szkoleniu i dowodzeniu utrudnia działania improwizowane w nieprzewidzianych sytuacjach. I z drugiej strony, duża autonomiczność dowódców i jednostek (Izrael) daje liczne przewagi, jednak w pewnych warunkach działania wojenne przynoszą lepsze efekty, jeśli następuje koordynacja działań mniejszych ugrupowań wojsk przez sztaby na wyższych poziomach.

Przenosząc to na polskie warunki, wydaje się być niezbędnym do przyjęcia odpowiednio zbalansowanej doktryny wojennej. Nie może ona skupiać się na przygotowaniu się i ćwiczeniu jednego scenariusza (obrona kraju przed napaścią Federacji Rosyjskiej). Tego rodzaju wariant powinien być opracowany i mieć wpływ na szkolenie dowódców, jednakże z uwagi na zmienność warunków politycznych jaka może nastąpić w naszym regionie, a także wyzwania jakich powinniśmy się podjąć, dowódcy i żołnierze Sił Zbrojnych RP powinni posiadać umiejętność działania w każdym warunkach oraz samodzielnego podejmowania decyzji w zależności od zaistniałej sytuacji. Nie w szczególności zaniechać uczenia i ćwiczenia działań ofensywnych. Zwłaszcza, że wymagają one znacznie więcej umiejętności, dyscypliny, doświadczenia oraz samodzielnego, szybkiego reagowania na wydarzenia.

Potencjał neutralizujący zagrożenie – niszczący

W tym miejscu warto również poruszyć kwestię zdolności do zadania dużych strat przeciwnikowi. Tak w infrastrukturze, logistyce, na zapleczu jak również w samej technice wojskowej oraz sile żywej. Skoro bowiem postrzegamy Federację Rosyjską jako główne zagrożenie, to należy pamiętać o uwarunkowaniach i słabościach ewentualnego przeciwnika. Te zostały uwydatnione w czasie działań wojennych na Ukrainie. W wyniku znacznych strat w sprzęcie a także kurczących się zapasach zaopatrzeniowych, Federacja Rosyjska może mieć w przyszłości problem z odpowiednim nasyceniem swojej armii techniką wojskową. Chodzi przede wszystkim o kwestie ilościowe. Przed wojną na Ukrainie trudno było sobie wyobrazić, by przy ogromnych rosyjskich rezerwach w zasobach, Wojsko Polskie mogło liczyć przy ewentualnym konflikcie na to, że poprzez niszczenie techniki wojskowej mogłoby pozbawić przeciwnika zdolności na polu bitwy. Jednak na skutek olbrzymich strat na Ukrainie, armia Federacji Rosyjskiej wyczerpuje swoje zasoby. Nawet jeśli w przyszłości je zastąpi sprzętem bardziej nowoczesnym, to prawdopodobnie nie zdoła zastąpić strat w odpowiedniej ilości. Innymi słowy szansa na to, że Siły Zbrojne RP będą w stanie – poprzez niszczenie techniki wojskowej – powstrzymać przeciwnika, znacząco wzrosły. Ma to również wagę w kontekście odstraszania, bowiem demonstracja potencjału Sił Zbrojnych RP w zakresie zadawania znacznych strat przeciwnikowi, może odgrywać istotną rolę w zniechęceniu go do ataku. Zwłaszcza takiego agresora, który wcześniej doznał bardzo dużych strat w innej wojnie (aspekt psychologiczny).

Podobnie sprawa wygląda z siłą żywą, a więc kadrami. Straty kadrowe, zwłaszcza te poniesione na Ukrainie wśród doświadczonych i dobrze wyszkolonych jednostek, są dla Rosjan bardzo bolesne. Demografia Federacji Rosyjskiej, wyzwania dla tego państwa na wielu frontach oraz wiele innych czynników nakazują sądzić, że zadawanie rosyjskiej armii wysokich strat w sile żywej będzie – inaczej niż to było w historii – bardzo dla niej bolesne.

Jednocześnie ewentualne przyjęcie doktryny tzw. aktywnej obrony – wzorem armii RFN z czasów Zimnej Wojny – może stanowić dodatkowy element wiążący sojuszników (tj. USA). W kontekście tego rodzaju doktryny pojawił się ostatnio głos dra Jacka Bartosiaka, który stwierdził, że USA mogą sceptycznie patrzeć na polskie ambicje w zakresie obrony państwa już od samych granic przy potencjale uderzenia w głąb wrogiego terytorium. Z tych względów – jak sugerował JB – istnieje ryzyko, że Amerykanie nie broniliby nas lub zapowiedzieli, że nie będą nas bronić. Tymczasem przykład RFN z czasów zimnej wojny dowodzi, że jest dokładnie odwrotnie. Zachodnie Niemcy – w czasie Zimnej Wojny – zdecydowały się bronić państwa już od samych granic. Faktem jest, że Amerykanom tego rodzaju doktryna nie za bardzo odpowiadała. Woleli mieć czas na reakcję. Chcieli użyć niemieckiej armii jako zderzaka i zacząć walczyć z Sowietami dopiero w głębi RFN po rozpoznaniu głównych kierunków natarcia. Jednak niemieckie władze przyjęły inną doktrynę i założenia strategiczne słusznie stwierdzając, że RFN nie posiada głębi strategicznej i nie może wpuścić wroga głęboko na swoje terytorium bowiem grozi to dewastacją państwa.

Efekty był taki, że Amerykanie nie mogli opuścić swojego najważniejszego i najsilniejszego sojusznika w Europie (armia RFN była wówczas silna i nowoczesna). Pozostawienie niemieckiej armii samotnej na granicy przeciwko całej potędze Układu Warszawskiego groziło zniszczeniem Bundeswehry na początku wojny. Wobec tego, że Niemcy zdecydowali się bronić granic swojego państwa – mimo perswazji ze strony USA – to Amerykanie musieli opracować nową doktrynę, która zakładałaby pomoc Bundeswehrze. W efekcie powstała koncepcja bitwy Powietrzno-Lądowej, której założenia funkcjonują w US Army do dziś, a która przyczyniła się do świetnego zwycięstwa USA w wojnie w Iraku z 1991 roku.

Jednocześnie, jeśli zakładamy, że Polska musi być gotowa do samodzielności strategicznej, to przy opracowywaniu doktryny i budowy modelu armijnego nie może oglądać się na sojuszników (choć należy ich uwzględniać, zwłaszcza dziś, kiedy jesteśmy zależni w kwestii bezpieczeństwa). Nie można opracowywać planów np. na maksymalnie dwutygodniowe starcie, po którym sojusznicy teoretycznie powinni przyjść z pomocą. Jeśli mówimy o samodzielności strategicznej, to całe państwo polskie, jak również jego siły zbrojne, powinny być przygotowane do długotrwałej wojny. Bowiem w taką może przerodzić się operacja planowana na krótki czas. Tak jak to miało miejsce np. na Ukrainie. Tak więc mówimy tutaj nie tylko o strukturze Wojska Polskiego i jego liczebności, ale i jego odporności oraz logistyce, a także zapleczu. W tym zapleczu przemysłowym, które powinno mieć zdolność do produkcji, ale i serwisowania możliwie każdego sprzętu używanego przez SZ RP. Co prowadzi do konstatacji wykraczających poza zakres opracowania, ale o których trzeba wspomnieć. Polska musi budować swój przemysł (w tym zwłaszcza ciężki, lekki jest łatwiejszy do zbudowania) jak również zadbać o schrony dla ludności cywilnej i administracji państwowej, magazyny na zaopatrzenie na czas wojny i zadbać o obronę cywilną. Procedury, które pozwolą funkcjonowanie państwa w warunkach wojennych.

Rezerwy kadrowo-sprzętowe, relacja ilość/jakość

Na gruncie doświadczeń ukraińskich okazuje się również, że armia powinna posiadać liczne rezerwy kadrowe. Pełnoskalowa wojna, której celem jest przejęcie kontroli nad państwem (Ukraina) lub zniszczenie/neutralizacja państwa buforowego (taki cel mógłby być w przypadku ataku na Polskę) wygląda zupełnie inaczej niż obraz, który był kreślony przez niektórych publicystów przed wojną ukraińską. Nie ma mowy o ograniczonych działaniach zbrojnych, w których małe, dobrze wyszkolone oddziały niszczą sobie nawzajem drogocenną ale i rzadką na polu bitwy technikę wojskową. Jest zupełnie odwrotnie. Z jednej strony potrzeba masy sprzętu i rezerw kadrowych (lepszy tysiąc sprawnych T-72 niż sto T-90), a z drugiej drogich „zabawek” z ogromnym potencjałem (jak HIMARS-y), które robią różnicę. Jak już wiadomo, Rosjanom zabrakło masy w pierwszych tygodniach walk. Nie ogłosili mobilizacji, nie zwiększyli swojej masy, przez co nie zdołali obsłużyć wszystkich kierunków na jakich atakowali, co kosztowało ich porażkę na pierwszym etapie wojny. Z drugiej strony, Ukraińcy od 2014 roku wprowadzili obowiązkowy pobór i stworzyli WOT. Byli w stanie w krótkim czasie powołać pod broń setki tysięcy żołnierzy. Dla Kijowa problemem okazał się brak wystarczającej ilości techniki wojskowej. Tą otrzymuje z zachodu, a dzięki posiadaniu kadr, Ukraińcy są w stanie odtwarzać jednostki wojskowe, które poniosły straty oraz tworzyć nowe. Ukraina – w miarę swoich skromnych możliwości budżetowych – przygotowywała się do długotrwałej wojny. I dzięki temu przetrwała i walczy do dziś. Jednak zabrakło odpowiedniej przewagi w technice wojskowej (tak ilościowej jak i technologicznej) nad stroną przeciwną, by szybko zakończyć konflikt, zneutralizować przeciwnika i zminimalizować straty własne.

Na bazie tych doświadczeń można postawić tezę, że jeśli w przyszłości jakieś państwo będzie chciało zaatakować drugie – mając na celu podbój lub dewastację/neutralizację – to będzie się starało nie powtórzyć rosyjskich błędów. I wystawić armię dostatecznie wielką, by była w stanie zmiażdżyć obrońcę. Wcześniej czy później. To z kolei prowadzi do kolejnego wniosku, że skoro w obronie jeden żołnierz wart jest trzech napastników (teoria wymogu osiągnięcia przewagi 3:1 lub 4:1 dla napastnika), to jeśli Polska wystawi (mocno upraszczając) 100 tys. armię, to przeciwnik będzie potrzebował 300 tys. żołnierzy. Jeśli Polska wystawi 300 tys. żołnierzy, to przeciwnik będzie potrzebował nawet milionowej armii. Oczywiście chodzi o przewagę na wybranym kierunku, niemniej jeśli Polska musi bronić kilku kierunków na raz, to co do zasady mniej liczna armia wystawi mniejsze siły na każdym z nich. Więc łatwiej będzie przeciwnikowi osiągnąć wymaganą przewagę.

I tutaj należy patrzeć na kwestię stosunku liczebności do jakości z dwóch stron monety. Bowiem jeśli ktoś zakłada, że liczące sobie 300 tys. żołnierzy SZ RP będą gorzej uzbrojone niż 100-tysięczna armia, to powinien sobie również wyobrazić, jak słabo będzie musiała być uzbrojona armia napastnika, który będzie wystawiać milion żołnierzy? Bo atak armią mniejszą, ale bardziej nowoczesną i lepiej nasyconą techniką wojskową na armię większą (ale o wysokich: morale i determinacji obrońców), jest niezwykle, niezwykle ryzykowny. Co pokazała dotychczas wojna na Ukrainie. Tak więc ponosząc koszty wystawienia liczniejszej armii (oczywiście liczniejszej z uwagi na potrzeby i zdolności – potrzeba balansu – a nie tylko po to by była liczna) multiplikujemy również koszty wystawienia armii ewentualnego agresora. 

Jednocześnie należy zadbać nie tylko o takie siły zbrojne, które są w stanie podołać nałożonym na nie zadaniom przed konfliktem i w pierwszym jego dniu, ale również należy myśleć o tym, by armia utrzymywała swoje zdolności w trakcie toczącej się wojny. W jak najdłuższym terminie. Do tego potrzebne są tak rezerwy sprzętowe, jak i osobowe. Tymczasem Polska została w praktyce pozbawiona rezerw w wyniku zawieszenia poboru. WOT liczy sobie ok. 35 tys. żołnierzy, którzy powinni pełnić w czasie wojny inne role, a nie stanowić wyłącznie rezerwę kadrową jak sugerują niektórzy. To ostatnie byłoby błędem. Zgrywane od lat i znające otoczenie w którym ćwiczą na co dzień oddziały WOT-u winny w czasie wojny mieć własne zadania wspierające pozostałe rodzaje sił zbrojnych. Stąd wydaje się, że rezerwa kadrowa dla zawodowców winna zostać zbudowana osobno. Jest to współcześnie jeden z priorytetów i najtrudniejszych wyzwań.

 


ZDOLNOŚCI Z PODZIAŁEM NA FLANKI

Przekładając powyższe rozważania na konkretne, potrzebne SZ RP zdolności można pokusić się o podanie przykładów/sytuacji, w jakich polska armia powinna się sprawdzić. I tak, wymieniając poszczególne odcinki istotne dla polskiego bezpieczeństwa:

Północna Flanka – Morze Bałtyckie

Choć w publicystyce modnym stało się ostatnio stanowisko wg którego polskich interesów i bezpieczeństwa na Bałtyku powinny pilnować Wojska Lądowe (minimum brygada do obrony wybrzeża przed desantem, która bardziej przydałaby się do walki na froncie lądowym) , to problem zabezpieczenia Morza Bałtyckiego stał się ostatnio priorytetowy. I może tak pozostać jeszcze długi czas. Wobec czego należy zagadnienie traktować poważnie. Z chwilą odcięcia się od rosyjskich surowców energetycznych, Polska jest w 100% zależna w zakresie importu ropy, gazu a nawet węgla od nadbałtyckich portów oraz infrastruktury morskiej (gazociąg Baltic Pipe, linia energetyczna do Szwecji). Ponadto porty pełnią ważną rolę w handlu, a jednocześnie są bazami logistycznymi dla ewentualnego zaopatrzenia w czasie wojny. Polska infrastruktura krytyczna (terminal LNG w Świnoujściu, Naftoport w Gdańsku, podłącze Baltic Pipe, magazyny gazu i ropy, a w przyszłości elektrownia atomowa) znajduje się na wybrzeżu. I jest podatna na ataki od strony morza. Tak lotnicze jak i morskie.

Nie da się zabezpieczyć w dostateczny sposób obiektów na morzu i blisko wybrzeża systemami lądowymi. Pisałem o tym obszerną analizę w tekście pt.: Po co nam marynarka wojenna?”. Zadaniami dla Sił Zbrojnych RP (głównie dla Marynarki Wojennej) na odcinku północnym są:

  1. Zabezpieczenie transportu morskiego – w tym dostaw surowców energetycznych [ODPORNOŚĆ, UTRZYMANIE PAŃSTWA W WOJNIE],
  2. Zabezpieczenie infrastruktury energetycznej – Baltic Pipe, SWE-POL Link, platformy wiertnicze, ewentualne farmy wiatrowe [ODPORNOŚĆ, UTRZYMANIE PAŃSTWA W WOJNIE],
  3. Zabezpieczenie przybrzeżnej infrastruktury energetycznej – Terminal LNG w Świnoujściu, podłącze Baltic Pipe, Naftoport i rafineria w Gdańsku, magazyny gazu i ropy, przyszła elektrownia atomowa i pływający terminal LNG [ODPORNOŚĆ, UTRZYMANIE PAŃSTWA W WOJNIE],
  4. Zabezpieczenie infrastruktury portowej – Gdańsk, Gdynia, Szczecin, Świnoujście [ODPORNOŚĆ, UTRZYMANIE PAŃSTWA W WOJNIE],
  5. Możliwość wykonania uderzenia od strony morza na Obwód Kaliningradzki. [ODSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],

 

Jednocześnie zdolnościami pożądanymi w przyszłości powinny być:

  1. Możliwość zamknięcia a następnie zniszczenia Floty Bałtyckiej w porcie w Bałtyjsku [ODSTRASZANIE, ODPORNOŚĆ, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA].
  2. Potencjał do pokonania Floty Bałtyckiej na pełnym morzu [ODSTRASZANIE, ODPORNOŚĆ, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA].

Zdając sobie jednak sprawę z faktu, że flanka północna jest tylko jedną z czterech głównych, jeśli chodzi o bezpieczeństwo względem zagrożeń ze strony Federacji Rosyjskiej, to dwie ostatnie zdolności nie muszą wynikać z samodzielnej siły Marynarki Wojennej RP. Polska flota musi być na tyle silna, by sojusznikom opłacało się jej pomagać. Wówczas można by stworzyć – w oparciu o polski kręgosłup – wystarczająco mocny zespół okrętów należących do kilku państw.

Ponadto w czasie pokoju, Marynarka Wojenna musi mieć zdolności do:

  1. patrolowania i dozorowaniaszlaków morskich, obserwacji co gdzie i kiedy pływa (radar), możliwość kontrolowania jednostek pływających [KONTROLA PRZESTRZENI, ODSTRASZANIE, ARCHITEKTURA BEZP.]
  2. kontroliprzestrzeni powietrznej nad Bałtykiem, obserwacji co, gdzie i kiedy lata (radar) – odstraszania ew. wrogich statków powietrznych od wlatywania w polską przestrzeń powietrzną, uwzględniając loty na niskich pułapach, [KONTROLA PRZESTRZENI, ODSTRASZANIE, ARCHITEKTURA BEZP.]
  3. kontroli i odstraszania wgłębinie wodnej (sonar, śmigłowiec do ZOP), [KONTROLA PRZESTRZENI, ODSTRASZANIE, ARCHITEKTURA BEZP.]
  4. demonstrowania obecności na Bałtykuoraz gotowości do obrony szlaków handlowych, infrastruktury przesyłowej – Baltic Pipe, SwePol Link, a także strategicznych obiektów przybrzeżnych tj. terminale LNG, ropy, rafinerie, porty, [KONTROLA PRZESTRZENI, ODSTRASZANIE, OCHRONA INFRASTRUKTURY],
  5. operacji i ćwiczenia z sojusznikamioraz partnerami [ODSTRASZANIE, ARCHITEKTURA BEZPIECZEŃSTWA].

 

Obwód Kaliningradzki – Państwa Bałtyckie

Rosyjska enklawa była przez lata postrzegana jako rosyjski niezniszczalny lotniskowiec i podstawa operacyjna dzięki której stale można zagrażać Warszawie. Należy jednak zmienić to postrzeganie. Polska powinna starać się o pozyskanie potencjału do sprawienia, by Obwód Kaliningradzki stał się zakładnikiem. Ciężarem dla Moskwy. Dlatego w kontekście średnio i długookresowym, SZ RP powinny mieć potencjał do:

  1. obrony kierunku na Trójmiasto, zabezpieczenie granicy zwłaszcza linii Elbląg-Olsztyn-Ełk-Suwałki [KONTROLA PRZESTRZENI, ODSTRASZANIE, MINIMALIZACJA STRAT],
  2. zabezpieczenia Trójmiasta i pobliskich ważnych obiektów przed zniszczeniem – systemy przeciwrakietowe, przeciwlotnicze, przeciwokrętowe [ODSTRASZANIE, ODPORNOŚĆ],
  3. blokady lądowo-powietrzno-morskiej na Obwodzie Kaliningradzkim – co wymaga posiadania odpowiedniego potencjału Marynarki Wojennej i lądowej obrony powietrznej, ale również dodatkowych sił, które moglibyśmy rozmieścić na Litwie celem utrzymania bezpieczeństwa tzw. przesmyku suwalskiego [ODSTRASZANIE, NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],
  4. Wykonania niszczącego uderzenia na ważne obiekty/zaplecze – systemy rażenia na odległość, tj. artyleria lufowa i rakietowa, lotnicze pociski kierowane, morskie systemy pocisków kierowanych [ODSTRASZANIE, NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],
  5. Wykonania ofensywy lądowej na OK – w czym ułatwieniem może być rozlokowanie dodatkowych sił na Litwie, tak by nie osłabić obrony własnego terytorium [ODSTRASZANIE, NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA, ZWYCIĘSTWO POLITYCZNE],
  6. wysłania na Litwę, a może i na Łotwę dodatkowych sił w celu obrony sojuszników – posiadanie dodatkowych sił [ODSTRASZANIE, BUDOWA ARCHITEKTURY BEZPIECZEŃSTWA],
  7. Nawiązania współpracy ze Szwecją i Finlandią w celu obrony Estonii i Łotwy – do czego przyda się silniejsza flota i posiadane już siły aeromobilne [ODSTRASZANIE I BUDOWA ARCHITEKTURY BEZP.]

 

Odcinek białoruski

Zagrożenie od strony białoruskiej zawsze było największe, a kierunek ten (zwłaszcza brzeski) doskonale nadaje się do uderzenia w serce Polski. Dlatego należy pamiętać o tym, że odcinek powinien zawsze stanowić priorytet i co do zasady nie powinno się go osłabiać kosztem innych. Zwłaszcza z tej przyczyny, że Polska powinna demonstrować zdolność do wykonania działań ofensywnych na terytorium Białorusi, co automatycznie utrudniałoby władzom z Mińska podjęcie decyzji o ataku na Ukrainę czy Litwę. Jednocześnie umiejętność wykonania skutecznego ataku i pozyskanie w jego skutek terytorium wroga może dać dużą przewagę przy pokojowym stole negocjacyjnym. SZ RP powinny mieć więc tutaj potencjał do:

  1. Powstrzymania przeciwnika możliwie najbliżej granicy, w tym postawienie zapory przeciwlotniczej i przeciwrakietowej – korzystając z dogodnych warunków terenowych promujących stronę broniącą (na kierunku grodzieńskim gęste puszcze po stronie polskiej, na kierunku brzeskim częściowe oparcie o linię Bugu, częściowe o puszcze w tym białowieską – łatwy wgląd we wrogie terytorium) [OSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA, OCHRONA LUDNOŚCI I MAJĄTKU],
  2. Wykonania niszczących uderzeń na zaplecze agresora – systemy artyleryjskie, rakietowe, lotnictwo, bezzałogowce [ODSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],
  3. Zdolność do wykonania ofensywy/kontrofensywy na terytorium wroga – potencjał ofensywny Wojsk Lądowych, demonstracja gotowości do ataku na Brześć i Grodno, gdyby np. wojska Białorusi zaatakowały Ukrainę lub szykowały się na Litwę [ODSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA PRZECIWNIKA, BUDOWA ARCHITEKTURY BEZPIECZEŃSTWA, ZWYCIĘŚTWO POLITYCZNE].

 

Odcinek ukraiński

Z uwagi na trwającą wojnę na Ukrainie oraz niepewny los tego państwa, siły zbrojne RP powinny szykować się na dwa warianty zdarzeń. A więc sytuację, w której terytorium Ukrainy może stanowić podstawę operacyjną dla wojsk rosyjskich, lub Ukraina utrzyma się, ale z uwagi na wyczerpanie obecną wojną, będzie potrzebowała wsparcia w zakresie bezpieczeństwa na przyszłość. Tym samym, SZ RP powinny mieć zdolność:

  1. Powstrzymania przeciwnika możliwie najbliżej granicy, w tym postawienie zapory przeciwlotniczej i przeciwrakietowej [OSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA, OCHRONA LUDNOŚCI I MAJĄTKU],
  2. Wykonania niszczących uderzeń na zaplecze agresora – systemy artyleryjskie, rakietowe, lotnictwo, bezzałogowce [ODSTRASZANIE, SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA],
  3. Udzielenia wparcia militarnego Ukrainie – dodatkowe siły, które nie uszczuplałyby potencjału na wyżej opisanych odcinkach, w tym tak samo jednostki ciężkie jak i lekkie, np. aeromobilne [ODSTRASZANIE, BUDOWA ARCHITEKTURY BEZPIECZEŃSTWA].

Jak widać brakuje tutaj zdolności do przeprowadzenia ofensywy. Wynika to z faktu, że gdyby Rosjanom udało się opanować Ukrainę i zagrozić całej naszej wschodniej granicy, wówczas musielibyśmy już myśleć tylko o obronie. Jednocześnie kierunek lwowski czy kowelski są dość trudne do ataku od strony Polski. Nadto, siły wysyłane – w drugim wariancie wydarzeń –  jako wsparcie dla sojuszniczej Ukrainy miałyby w najgorszym wypadku brać udział w wojnie obronnej. Oczywistym jest, że wojska na tym odcinku również powinny być elastyczne, mieć komponent ciężki zdolny do wykonywania uderzeń, flankowania i prowadzenia kontrofensyw. Niemniej akcent na zdolności ofensywne jest znacznie ważniejszy na flankach: kaliningradzkiej czy białoruskiej.

 

Niemcy

Umieszczenie Niemiec w tym zestawieniu może budzić zaskoczenie. Jednak jest to zabieg jak najbardziej celowy i uzasadniony, co postaram się wykazać poniżej. Przede wszystkim, Siły Zbrojne RP muszą stać się narzędziem politycznym dla władz z Warszawy. W tym kontekście odpowiedni potencjał daje możliwość kontroli swojego terytorium oraz okolic. Decydowania o tym, co się dzieje w danym rejonie. Czy i w jakim kierunku płyną surowce energetyczne czy towary J . Ponadto należy wykorzystać obecną słabość Niemiec na płaszczyźnie militarnej oraz stać się regionalnym gwarantem bezpieczeństwa dla państw z Europy środkowo-wschodniej. Jeśli to Polska będzie takim gwarantem, to zyska również wsparcie polityczne lokalnych partnerów. Jednak gdyby Siły Zbrojne RP nie miały odpowiedniego potencjału by wesprzeć budowę regionalnej architektury bezpieczeństwa, a z drugiej strony Niemcy osiągnęli takie zdolności – wówczas polityczna rola Polski mogłaby zostać zmarginalizowana. Zwłaszcza, gdyby np. za 10-15 lat okazało się, że Niemcy dysponują armią, która z łatwością mogłaby pokonać Siły Zbrojne RP. Wówczas niemiecka dominacja polityczna byłaby zupełna. Tak więc wysiłki budowy i utrzymania polskiej armii muszą uwzględniać również czynnik konkurencyjny. Polska musi podjąć pewnego rodzaju grę, jeśli chodzi o stanie się liderem w zakresie bezpieczeństwa regionu. Oczywiście posiadamy  znacznie mniejszy potencjał gospodarczy niż Niemcy, jednakże warunki polityczne stwarzają nam okazję, by takie ambitne cele osiągnąć (niechęć Niemiec do zbrojeń i ich postawa względem Ukrainy a jednocześnie nasza wiarygodność, lojalność i sprawdzenie się w sytuacji kryzysowej – vide wojna na Ukrainie). Dlatego też, SZ RP powinny – w tym zakresie – posiadać zdolność do umożliwienia zbudowania lokalnej architektury bezpieczeństwa wspierającej polskie interesy polityczne, ale i gospodarcze.  Tak więc również z tych powodów ważnym jest posiadanie komponentów ekspedycyjnych w siłach zbrojnych.

 


RZĄDOWY MODEL ARMII

Wszystkie te rozważania warto przenieść na grunt obecnych wydarzeń i aktualnej polityki obronnej rządu RP. Z pamięcią o fakcie, że my dziś wydajemy miliardy złotych na budowę Sił Zbrojnych, których cały potencjał będzie widoczny dopiero w latach 2030-2040 i później. Innymi słowy, powinniśmy szykować się na sytuację geopolityczną, która może zaistnieć za jedną lub dwie dekady. Kto dziś przedstawi jak będzie wyglądał świat w 2040 roku i da na taką wizję gwarancje? Zwyczajnie nie ma takiej możliwości, dlatego ponownie należy podkreślić potrzebę zbudowania elastycznych sił zbrojnych o możliwie największym i najszerszym potencjale. Tak by móc sprostać wielu sytuacjom. Skrojenie armii na jeden wybrany scenariusz mogłoby się okazać katastrofą.

Jednocześnie nie można nie zauważyć, że wszelkie dywagacje na temat tego jaki model SZ RP powinny przyjąć są bezprzedmiotowe. Czynione od lat inwestycje, a przede wszystkim zakupy z samego tylko 2022 roku świadczą o tym, że zmiana kierunku rozwoju modelowego polskiej armii jest niemożliwa. Może ulegać korektom, jednak co do zasady model został już wybrany. Więc warto przyjrzeć się, jak on może wyglądać i czy jest w stanie zagwarantować nam opisane wcześniej zdolności.

 

„300” (tysięcy) Spartan w polskiej wersji

Hasło „liczą się zdolności” jest powtarzane ostatnio przez komentatorów i publicystów przy niemal każdym temacie dotykającym kwestii wojskowości. Najczęściej jednak za tą konstatacją nie idą żadne przemyślenia co do tego, jakich zdolności potrzebuje Polska. Dla przykładu, krytykuje się budowę 300 tysięcznej armii, jednak uzasadnieniem krytyki ma być jej zbyt duża liczebność. Dyskusja nie prowadzi więc do rozważań o zdolnościach tylko kończy się na temacie liczebności i tego, że jeśli zbudujemy dużą ale słabo wyposażoną armię, to będzie brak zdolności (nie wskazuje się przy tym jakich). Oczywiście część odpowiedzialności za taki stan dyskusji leży po stronie władz, które zwyczajnie nie sprecyzowały zdolności jakie chcą pozyskać poprzez rozbudowę liczebności armii lub dokonywanie takich a nie innych zakupów zbrojeniowych. Jednak to nie oznacza, że takowych zdolności nie można zakreślić na bazie tego, co już wiemy. Jednocześnie założenie jest takie, by stworzyć liczniejszą, ale dobrze wyposażoną i silną armię. Dlatego drugim tematem dyskusji stały się wątpliwości co do tego, czy taką uda się stworzyć.  Jednak w pierwszej kolejności należy sobie odpowiedzieć na pytanie czy budowa armii w kształcie proponowanym przez obecne władze jest nam potrzeba? Jeśli tak, to kluczowe staje się to, jak ten cel osiągnąć – skoro jest to niezbędne.

Przechodząc do sedna, po co Polsce jest aż 6 dywizji? Zakładając, że oprócz istniejących czterech, powstanie jeszcze jedna na bazie brygad aeromobilnych (6 i 25), nasze władze podjęły decyzję o sformowaniu całkowicie od zera jednej dodatkowej dywizji. W jakim celu?

Dotychczasowe plany obronne zakładały, że Polska potrzebuje czterech dywizji do tego, by bronić się przed atakiem Federacji Rosyjskiej. Z dwóch stron. Północno-wschodniej (Kaliningrad) oraz wschodniej (Białoruś). Mocno upraszczając, jednej dywizji potrzebowaliśmy na kierunkach kaliningradzkich. Dwóch dywizji na kierunkach białoruskich (Grodno-Brześć). Jedna dywizja miała stanowić niezbędny odwód.

Szósta dywizja

Realia geopolityczne są takie, że należy myśleć o kolejnej dywizji odpowiedzialnej za kierunek z południowego-wschodu (Ukraina). Jeśli Kijów padnie, będzie to niezbędne minimum. Natomiast gdyby Ukraińcy się obronili, to i tak potrzebowalibyśmy na granicy z nimi czegoś w rodzaju sił szybkiego reagowania. Dużej, mobilnej jednostki z odpowiednim zapleczem logistycznym umożliwiającym działanie poza granicami państwa. Dlaczego? Ponieważ warunkiem bezpieczeństwa Polski jest utrzymanie jej stref buforowych niezależnych od Rosji. Taką strefą jest m.in. Ukraina (ale i Litwa). Dziś logika podpowiada nam, że taki scenariusz byłby nierealny, ale jutro może się okazać, że to gotowość Wojska Polskiego do reakcji na Ukrainie uratuje jej suwerenność i niezależność. Trzeba zwyczajnie o tym myśleć i być przygotowanym. Jednocześnie, gdyby Ukraina nie potrzebowała jednak naszej pomocy, wówczas mielibyśmy siły by przesunąć je np. do państw bałtyckich, zwłaszcza Litwy. Bez ryzyka osłabiania naszego potencjału obronnego przeznaczonego do obrony Polski.

Tak więc dodatkowa dywizja da nam istotny potencjał, zdolności oraz przede wszystkim dodatkowe opcje. Zabezpieczy granicę z Ukrainą, a jednocześnie umożliwi reagowanie poza granicami państwa (na dowolnym kierunku). Lub choćby pozwoli na polityczną grę, w której argument wsparcia Ukraińców lub Litwinów przez SZ RP będzie musiał być kalkulowany. Przy czym szósta dywizja powinna być w mojej opinii ciężka. Bowiem nie wiadomo jeszcze do końca, do jakich zadań mogłaby się przydać. Wobec czego musi mieć odpowiedni potencjał zarówno ofensywny jak i defensywny (elastyczność).

Dywizja lekka/aeromobilna

Inaczej sprawa ma się z planowaną „piątą” dywizją czyli tą, która będzie prawdopodobnie dywizją lekką, szybkiego reagowania. Złożoną z co najmniej dwóch brygad aeromobilnych (które posiadamy obecnie). Rozwinięcie istniejących struktur do wysokości dywizji będzie prawdopodobnie wiązało się z trzema kwestiami:

  1. Stworzenie dowództwa dywizji, które będzie jednocześnie swoistym dowództwem sił szybkiego reagowania WP, a w razie potrzeb będzie mogło dowodzić podległymi jednostkami tak samo, jak to jest w przypadku „zwykłych” dywizji,
  2. Zwiększenie potencjału brygad aeromobilnych poprzez utworzenie dywizyjnego pułku artyleryjskiego,
  3. Stworzenie trzeciej brygady w ramach nowej dywizji.

Wszystko to zwiększyłoby potencjał i zdolności brygad 6 i 25. W jaki sposób? Otóż dotychczas brygady te były traktowane jako strategiczny odwód naczelnego dowództwa. W razie potrzeby, można było w niezwykle krótkim czasie przerzucić siły na wybrany np. zagrożony odcinek frontu. Załatać jakąś dziurę do czasu podciągnięcia sił ciężkich w dany rejon. Problem polega na tym, że siły lekkie w starciu z ciężkim przeciwnikiem wspartym artylerią mogłyby zostać postawione w niekorzystnej dla siebie sytuacji. Dlatego należy traktować je jako rozwiązanie dostępne ad hoc. Awaryjne i tymczasowe.

Oprócz powyższego, brygady aeromobilne mogą również służyć jako narzędzie polityczne (do tego nadają się najlepiej spośród innych). Jeśli nasz sojusznik z jakiś powodów poczuje się niepewnie, wówczas można z dnia na dzień przerzucić do niego własne siły okazując polityczne, ale i militarne wsparcie. Jakie jednostki amerykańskie pojawiły się w Polsce jako pierwsze, po agresji z 24 lutego? Właśnie 82-dywizja powietrznodesantowa.

Jednakże z uwagi na ryzyko poszerzenia ewentualnego frontu o odcinek ukraiński, Polska potrzebuje większej ilości dywizji. Granica polsko-ukraińska jest dłuższa niż polsko-białoruska. A do obrony tej drugiej potrzeba nam dwóch dywizji. Z Ukrainy również da się wyprowadzić uderzenie na Polskę z dwóch kierunków. Na Rzeszów i na Lublin.   Jedna nowa dywizja zwyczajnie może nie wystarczyć by zabezpieczyć ten odcinek granicy, a uwarunkowania terenowe skłaniają do przekonania, że by chronić południowo-wschodni fragment frontu potrzebne by były kolejne dwie i to ciężkie dywizje. Skąd je wziąć? Zakładając, że powstałaby już szósta dywizja pancerno-zmechanizowana, można by przesunąć jedną ciężką dywizję z frontu białoruskiego (z odcinka Białystok-Grodno, gdzie są puszcze i trudny teren). W powstałej wyrwie w obronie można by rozlokować lżejszą piątą dywizję lekką, która lepiej by się sprawdziła w defensywie na trudnym terenie w rejonie Białegostoku. Jednak lekka piechota musiałaby mieć wsparcie.

W związku z powyższym trzecia brygada tzw. „piątej dywizji” powinna być w mojej opinii brygadą cięższą. Polska – nawet jako regionalny lider bezpieczeństwa – nie potrzebuje aż trzech brygad aeromobilnych. Do szybkiego reagowania i wspierania politycznego sojuszników wystarczy jedna. Druga w tym czasie wciąż może pełnić rolę odwodu ostatniej szansy na terenie kraju. Z kolei ta trzecia, cięższa brygada dawałaby potencjał użycia piątej dywizji jak każdej innej – w ramach obrony frontu.

Jednocześnie pułk artylerii wzmocniłby całą dywizję i jej lekkie komponenty. Innymi słowy, gdyby zaszła potrzeba użycia sił aeromobilnych w sposób tradycyjny (jak każdej innej dywizji) wówczas trzeba by zadbać o odpowiednią siłę ognia oraz sprzęt ciężki. Bez tego wsparcia lekka piechota mogłaby znaleźć się w warunkach, które utrudniałyby jej skuteczną obronę. Pokazały to doświadczenia choćby w walkach o lotnisko w Hostomelu na Ukrainie. Tam Rosjanie wprawdzie zajęli lotnisko, ale nie byli w stanie się obronić, gdy okazało się, że ciężka brygada atakująca lądem utknęła, a w efekcie nie zdążyła z pomocą siłom powietrznodesantowym.

Tak więc piąta dywizja lekka (z komponentem ciężkim) mogłaby pełnić dwoistą rolę. Jako narzędzia politycznego do budowania architektury bezpieczeństwa (vide możliwość szybkiej relokacji do lokalnych sojuszników), a zarazem pełnoprawnej dużej dywizji, której można powierzyć samodzielną odpowiedzialność za dany fragment frontu.

Nadto jej lekki charakter mógłby się sprawdzić w trudniejszych, bardziej lesistych warunkach terenowych tak w Polsce, jak i np. na Litwie czy Łotwie. Przy czym nowa, cięższa trzecia brygada mogłaby w razie potrzeby zostać rozmieszczona na Litwie i pełnić rolę straszaka wobec Obwodu Kaliningradzkiego – z uwagi na swój ofensywny potencjał, który w przypadku brygad lekkich jest ograniczony.

Podsumowanie potencjalnej struktury Wojsk Lądowych

Oczywiście powyższe należy traktować jako spekulacje. Niemniej, taki obraz Wojsk Lądowych można sobie wyobrazić w przyszłości i dawałby on konkretny potencjał/zdolności. Nadto, należy pamiętać o Wojskach Obrony Terytorialnej, które również są wliczane do SZ RP, a więc ich liczebność będzie miała wpływ na ogólną wielkość armii. To, że WOT jest potrzebne – mimo wcześniejszych kontrowersji i wątpliwości – stało się już chyba oczywiste.

W kontekście powyższych argumentów, stworzenie dodatkowych związków taktycznych w Wojskach Lądowych wydaje się nie tylko sensowne, ale może okazać się wręcz niezbędne. Czy tego rodzaju potencjał zagwarantuje 300 czy 400-tysięczna armia? Czy ta nowa, szósta dywizja musi być zawodowa, czy też wystarczy, że będzie skadrowana i w razie czego skorzysta z poborowych? To wymaga analiz i decyzji ze strony wojskowych i rządu. Z pewnością rzucanie konkretnych liczb jest rzeczywiście mniej istotne. Jednak liczby te działają na wyobraźnię i trudno zakładać, że politycy nie będą starali się oddziaływać na świadomość wyborców. Dlatego minister mówi liczbami (na potrzeby polityczne), a generałowie mówią zdolnościami. Dla przykładu gen. Rajmund Andrzejczak podczas zorganizowanej przez PISM konferencji Strategic Arc (notabene świetna robota i wydarzenie, polecam obejrzeć na YT) obiecał partnerom z państw bałtyckich zabezpieczenie przez SZ RP tzw. przesmyku suwalskiego. Innymi słowy jasno określił zadanie, do wykonania którego zobowiązuje się polska armia.

 

Poszczególne zakupy sprzętowe

Siły Zbrojne RP muszą działać jako jeden system w ramach działań połączonych (ang. combined arms). Jako całość powinny posiadać atut odstraszania, przy jednoczesnej zdolności do realizacji strategicznych celów oraz wypełniania powierzonych im zadań przy pomocy uzyskanych zdolności. Nadto należy pamiętać, że żeby wykorzystać potencjał niektórych systemów uzbrojenia (jak np. F-35), potrzebne będzie stworzenia całej spójnej architektury. Wydaje się, że polskie dowództwo i elity polityczne zdecydowały się na podjęcie pierwszych kroków w tym zakresie. Zakupiono np. system IBCS, który pozwoli połączyć współpracę ww. samolotów z naziemną obroną powietrzną (Patriot, ale i docelowo Narew oraz Poprad/Pilica). Z pewnością należałoby go skomunikować również z polskimi fregatami Miecznik. Jednocześnie zakupiono czołgi M1A2 w najnowszej wersji, które również będą zdolne do wymiany informacji z F-35. Spięcie tego systemu komunikacji z artylerią (lufową lub rakietową) oraz piechotą (program „Tytan”) pozwoliłoby zbudować niezwykle sprawne w zarządzaniu narzędzie walki. By tak się stało, należy oczywiście zainwestować w rozbudowany i wielofunkcyjny system świadomości sytuacyjne (stacje radarowe, samoloty rozpoznania, bezzałogowce, satelity etc.).

Choć temat wymaga osobnej analizy, warto również choć po krótce odnieść się do wybranych planów zakupowych oraz już zakontraktowanych dostaw uzbrojenia dla Sił Zbrojnych RP. Wszystko to w kontekście opisanych wcześniej zadań i zdolności. Poniższą klasyfikację należy oczywiście traktować w sposób bardzo umowny, bowiem część uzbrojenia może pełnić różne funkcje, a jednocześnie skuteczność poszczególnych systemów będzie zależna od całego systemu obronnego.

ODPORNOŚĆ

Realizacja poniższych programów nie tylko pozwoli zwiększyć efektywność armii na polu walki, ale i przede wszystkim może przekonać przeciwnika, że będziemy mało wrażliwi na jego atak (rakietowy, powietrzny, cyber), a próba przełamania obrony może okazać się bardzo kosztowna.

  1. Program „Wisła” – zakup Patriotów (OPL średniego zasięgu oraz przede wszystkim obrona przeciwrakietowa)
  2. Program „Narew” – zakup pocisków z rodziny CAMM i wyrzutni – transfer technologiczny (OPL krótkiego zasięgu),
  3. Programy „Pilica” i „Poprad” – produkcja własna wyrzutni i pocisków b.krótkiego zasięgu oraz artylerii lufowej PLOT lufowej
  4. Program „Miecznik” – zakup/produkcja fregat – transfer tech. – OPL na różnych zasięgach oraz obrona przeciwrakietowa [+NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA dzięki systemom ofensywnym],
  5. Program „CYBER.MIL” – utworzenie Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni.

ODSTRASZANIE/NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA

Realizacja poniższych programów da siłom zbrojnym potencjał zaatakowania przeciwnika w kontrolowanej przez niego strefie. Bowiem należy demonstrować, że jesteśmy nie tylko w stanie postawić szczelną gardę przed nadchodzącym ciosem (odporność), ale i możemy wyprowadzić własne uderzenie.

  1. Program „Homar” – zakup HIMARS/wyrzutni z Korei Płd? – artyleria rakietowa średniego/dalekiego zasięgu,
  2. Program „Regina” – produkcja Krabów zakup i transfer technologii K9 – art. lufowa 150 mm, spora ilość artylerii z pewnością będzie miała walor odstraszający
  3. Program „Harpia” – zakup F-35 (samolot wielozadaniowy 5 generacji)
  4. Zakup pocisków JASSM-ER (pociski rak. dalekiego zasięgu)
  5. Program „Kruk” – zakup śmigłowców uderzeniowych (Apache?)
  6. Zakup Bayraktarów TB2 – bezzałogowce, zwiad + atak na cele naziemne,
  7. Program „Miecznik” – ponownie, z uwagi na potencjał ofensywny fregat: wyrzutnie rakiet woda-woda, woda-ląd.
  8. Program „Orka” – zakup okrętów podwodnych, mile widziany potencjał do wystrzeliwania pocisków na cele naziemne,

 

OCHRONA LUDNOŚCI i MIENIA/SZYBKA NEUTRALIZACJA ZAGROŻENIA

Poniżej wypisane programy oczywiście zwiększą polską odporność, a także jako całość będą stanowiły również element odstraszania (silna i nowoczesna armia). Natomiast ich głównym przeznaczeniem jest jednak walka, gdy wojna już wybuchnie. W tym kontekście należy zadbać o to, by możliwie najszybciej powstrzymać i zneutralizować przeciwnika, a także zminimalizować straty własne (w ludności, mieniu i infrastrukturze).

  1. Program „Wilk” – zakup czołgów M1A2 Abrams oraz K2 z transferem technologii
  2. Program „Borsuk” /zakup K10? – bojowe wozy piechoty
  3. Program „Ottokar Brzoza” – niszczyciele czołgów, produkcja Taktycznych Pojazdów Wielozadaniowych (HSW) + zakup pocisków Brimstone
  4. Produkcja WR-40 Langusta (taktyczna art. rakietowa 122 mm)
  5. Produkcja modułów ogniowych RAK – moździerze samobieżne kal. 120 mm,
  6. Program „Baobab” – produkcja wozu minowania narzutowego,
  7. Program „Pustelnik” – zakup/produkcja lekkich kierowanych pocisków przeciwpancernych,
  8. Program „Karabela” – zakup/produkcja kierowanych pocisków przeciwpancernych,
  9. Program „Grot” – zakup lekkich granatników przeciwpancernych,
  10. Program „Tytan” – produkcja wyposażenia „żołnierza przyszłości”, nowoczesnym system łączności, możliwość kierowania i nakierowywania na cel bezzałogowców, inteligentny mundur, sensory optyczne (jak np. noktowizja),
  11. Programy zakupu dronów rozpoznawczych 

 

ARCHITEKTURA BEZPIECZEŃSTWA

Poniższe programy przyczyniają się do postrzegania nas jako państwa, zdolnego szybko reagować na wydarzenia poprzez podejmowanie działań również poza granicami państwa. Stanowią narzędzie do budowania sojuszniczej architektury bezpieczeństwa i dają atuty przy zacieśnianiu współpracy międzynarodowej.

  1. Rozwój lotnictwa 
  2. Rozwój floty
  3. Zakup samolotów rozpoznania
  4. Program „Perkoz” – zakup śmigłowców wielozadaniowych AW149 (Leonardo-Świdnik),
  5. Zakup Black Hawków – dla sił specjalnych
  6. Zakup samolotów transportowych Herkules

PODSUMOWANIE

Jeśli przyjąć założenia poczynione w niniejszym opracowaniu za prawidłowe, to wskazać należy, że kierunek rozwoju Sił Zbrojnych RP, a także budowany model armii (na tyle na ile go widzimy) wpisuje się w zakreślone potrzeby, jeśli chodzi o uzyskanie odpowiednich potencjałów. Oczywiście można dyskutować, czy dana realizacja zamówień czy konkretne rozwiązania systemowe mogłyby zostać przeprowadzone lepiej. Natomiast temat ten nie jest przedmiotem artykułu. Ponadto rozważania co do tego, czy plany nie są zbyt ambitne również wymagają odrębnych analiz. Wydaje się jednak, że poczynienie takowych bez dysponowania całym aparatem administracyjnym oraz zgromadzonymi danymi przez różne instytucje państwowe byłoby niezwykle pracochłonne, trudne do wykonania, a jednocześnie rodziłoby ryzyko dokonania zbytnich uproszczeń, co mogłoby doprowadzić do zniekształcenia wniosków. Co wcale nie powinno jednak zrażać do podejmowania takich wysiłków i debaty publicznej.

Rok 2022 (podobnie jak 2014) zastał nas nieprzygotowanych na zaistniały obrót wydarzeń. Wydaje się, że można było zrobić do tego czasu więcej, jak również należało myśleć szerzej i z uwzględnieniem dłuższej perspektywy czasowej. Jak wyglądałaby sytuacja bezpieczeństwa Polski, gdyby plan Rosjan się powiódł, prezydent Zełeński został pojmany lub zabity w pierwszych dniach pełnoskalowej inwazji, a ukraińska obrona by się załamała? Jak, a raczej czy, Siły Zbrojne RP mogłoby zareagować, gdyby Putin obsadził władzę w Kijowie swoimi ludźmi, a Ci zezwoliliby na rozstawienie rosyjskich sił na granicy polsko-ukraińskiej?

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że brak bezpośredniego zagrożenia Polsce ze strony Federacji Rosyjskiej zawdzięczamy tylko i wyłącznie sukcesom wojennym Ukraińców. Gdyby Kijów się nie utrzymał przez pierwsze dni inwazji, to Polska prawdopodobnie nie byłaby w stanie zrobić nic dla utrzymania dotychczasowej sytuacji związanej z bezpieczeństwem. Musielibyśmy liczyć na sojuszników, którzy na szczęście w obecnych realiach się sprawdzili.

Jednocześnie dzięki temu, że Ukraińcy wciąż walczą, mamy okazję reagować poprzez choćby dostarczanie sprzętu wojskowego. Faktycznie podejmujemy grę o własne bezpieczeństwo jeszcze w strefie buforowej. Jednak dostawy uzbrojenia kosztem wyposażenia własnej armii należy traktować jako działanie reakcyjne, post factum. Już samo to, że trwa wojna na Ukrainie negatywnie wpływa na Polskę. Na Polskę, ale i na całą Unię Europejską. Smutna konstatacja, że również cała Unia Europejska zawiodła jeśli chodzi o utrzymanie stabilności w swoim najbliższym otoczeniu i zapobieżenie wojnie, jest marnym i bardzo gorzkim pocieszeniem.

W tym miejscu wskazać należy, że autor niniejszego opracowania nie posługuje się przy formułowaniu wywodów wiedzą uzyskaną post factum. Jeszcze w grudniu 2019 roku opublikowałem tekst pt.: „Jakiej armii potrzebuje Polska? – Ofensywnej!” . Najważniejsza konstatacja z tegoż artykułu brzmiała:

„(…) terytorium ukraińskie jest kluczowe dla naszej obronności, suwerenności i niezależności od Moskwy.(…) Co za tym idzie, polska armia powinna mieć zdolność nie tylko skutecznego zabezpieczenia kierunków z Kaliningradu i Białorusi, ale i siły i środki do wysłania ekspedycji za naszą wschodnią granicę. Do naszych stref buforowych (…). W naszym interesie będzie zabezpieczenie wschodniej strefy buforowej. Musimy być gotowi na udzielenie pomocy i podjęcie wyzwania nie we własnych granicach, ale właśnie poza nimi.”

Powyższa teza nabiera dodatkowej wagi w kontekście walk na Ukrainie i tego, jak to państwo jest dewastowane przez posuwający się front. Wojna obronna zwyczajnie wyniszcza. W samym Mariupolu mogło zginąć (wg dzisiejszej szacunków) nawet kilkadziesiąt tysięcy cywilów, a miasto zostało kompletnie zniszczone. W tekście sprzed 2,5 roku wskazywałem, że przy braku przewagi w artylerii, będzie trudno obronić granice Państwa, a rozstawienie obrony w głębi kraju narażać będzie Polskę na zajęcie części jej terytorium przez Rosjan. Za darmo. Natomiast przejście w takiej sytuacji  przez wojska rosyjskie do obrony wymuszałyby na SZ RP podjęcie ofensywy w celu odbijania kolejnych miast i miasteczek. Sami dewastowalibyśmy własny kraj, a jednocześnie kontrofensywa mogłaby być znacznie bardziej kosztowna i ryzykowna niż bronienie pozycji. Dlatego podnosiłem, że:

„(..) w grze o pomost bałtycko-czarnomorski nie chodzi o wygranie przyszłego konfliktu zbrojnego Rosja-NATO, a o takie militarne zaszachowanie przeciwnika, by ten skapitulował jeszcze przed właściwym starciemLiczą się potencjały, możliwości i ustawienie wojsk na szachownicy”

Z tych właśnie powodów uważam, że III RP powinna obrać ambitniejszą strategię w zakresie bezpieczeństwa państwa niż ta, która obowiązywała dotychczas. W kontekście wojny na Ukrainie NATO zdaje test jako gwarant bezpieczeństwa państw NATO. Jednak to co należy dostrzec to fakt, że NATO nie sprawdziło się jako narzędzie stabilizujące nasze najbliższe sąsiedztwo (a UE kompletnie się skompromitowało w tym zakresie). Stany Zjednoczone również zareagowały z opóźnieniem. Wybuch wojny i ukraińska postawa przyczyniły się do bardzo aktywnej postawy NATO (pomoc sprzętowa i informacyjna dla strony Ukraińskiej), jednak ponownie – jest to działanie reaktywne. Konflikt się rozpoczął, a stabilność i bezpieczeństwo (również energetyczno-ekonomiczne) Polski stoi pod znakiem zapytania. Warto podkreślić, że zarówno Stany Zjednoczone jak i pakt NATO jako całość mogą sobie czasami pozwolić na spóźnioną reakcję. Natomiast państwa graniczne, takie jak Polska, posiadają znacznie mniejszy margines błędu.

Gdyby Polska dysponowała odpowiednim potencjałem militarnym, wówczas miałaby szansę nagiąć czasami decyzje NATO i Stanów Zjednoczonych w swoją stronę. Tak jak to kiedyś robiło RFN. Oczywiście, że Amerykanie nie byliby z takiego obrotu sprawy zadowoleni. Jednak nie mogliby nas ignorować, musieliby bardziej wsłuchiwać się w nasz głos.

Nadto, w kontekście średnio/długo okresowym, gdyby Stany Zjednoczone straciły zainteresowanie Europą, a Federacja Rosyjska znacząco by osłabła, to co dziś wydaje się niemożliwe i ponad nasze możliwości, jutro może być na wyciągnięcie ręki. Jednak by skorzystać z okazji, musimy tę rękę wzmocnić i przygotować na ewentualne wyzwania.

Bardzo wiele czasu i miejsca w swojej książce poświęciłem analizom dotyczącym fluktuacji geopolitycznych na całym świecie, ale i w naszym regionie. W mojej opinii przyszłość Federacji Rosyjskiej jest bardzo niepewna. W przypadku zapaści wewnętrznej w Rosji, może pojawić się szereg możliwości. Tak w kontekście zacieśnienia partnerstwa z Ukrainą, jak również w zakresie neutralizacji zagrożenia z Obwodu Kaliningradzkiego i Białorusi. Mało tego, może pojawić się szansa uzyskania kolejnego partnera. Tym razem w Mińsku. Należy również nie stracić Litwinów, którzy chętnie orientują się na Niemcy.

By stać się odpowiednio silnym geopolitycznym magnesem dla państw położonych na wschodzie, Polska musi znaleźć płaszczyzny, na których będzie bardziej atrakcyjna niż Niemcy. Przebicie potęgi gospodarczej Republiki Federalnej Niemiec wydaje się na tę chwilę nieprawdopodobne. Jednak już teraz – z uwagi na postawę względem Ukrainy, ale i także nasze działania na rzecz bezpieczeństwa choćby państw bałtyckich – zyskaliśmy wiarygodność polityczną. Z kolei władze z Berlina kompletnie się w tym zakresie skompromitowały. To jednak nie wystarczy. W przyszłości potrzebna nam będzie twarda waluta. Siły Zbrojne RP mogą się taką stać. Wiarygodność polityczna oraz regionalna potęga militarna są doskonałym fundamentem na bazie którego można będzie budować zależności na innych płaszczyznach, zwłaszcza gospodarczych. W czym pomóc nam może nasze położenie geograficzne. Jednak musimy panować nad własną przestrzenią by geografia stanowiła atut a nie obciążenie.

Nurt wydarzeń historycznych kieruje nas w dobrym kierunku i musimy zbudować solidny, autonomiczny okręt zanim wypłyniemy na pełne morze. Jeśli podołamy temu zadaniu, pozostanie tylko postawić żagle, a świat może stanąć przed nami otworem.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

45 komentarzy

  1. „dziś mogę za nią kupić mniej niż dekadę temu”

    no jak czytam takie kwiatki to nawet mi się nie chce tracić czasu na dzbana;))
    w 2012 minimalna pensja to było 1200 zł a ludzie mieli się cieszyć że ktoś ich chce bo za drzwiami 5 na twoje miejsce..
    a na umowy śmieciowe to 5 zł za h dawali…
    właśnie Moody’s utrzymał rating Polski na poziomie A-
    https://pap-mediaroom.pl/polityka-i-spoleczenstwo/mf-moodys-potwierdza-dotychczasowy-rating-polski-komunikat
    i tu kolegę pożegnam bo szkoda mi czasu , od dawna mówię że tych co wierzą w TVN zabijają twarde liczby.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.