Via Carpatia i przekop na Mierzei Wiślanej – szkodliwe dla Polski?

Oba tytułowe projekty infrastrukturalne wywołują kontrowersje. Przekop na Mierzei Wiślanej dzieli opinię społeczną (co wynika głównie z politycznych sympatii), natomiast na słabości projektu Via Carpatia wskazywali eksperci tj. dr Jacek Bartosiak (przytaczając z pamięci jego słowa z jednego z wystąpień: „Dlaczego via Carpatia wiedzie do Kłajpedy, a nie Gdańska?”). W pierwszej kolejności należy odpowiedzieć jednak na pytanie, co łączy oba projekty? Wg ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej – Marka Gróbarczyka (wywiad z 1 czerwca 2020 roku w radio WNET), przekop na Mierzei Wiślanej ma między innymi umożliwić portowi w Elblągu pozyskać profity z budowanej trasy via Carpatia. Chodzi o to, by mniejsi spedytorzy, których nie stać korzystanie z dużych i drogich portów, mogli korzystać z Elbląga jako taniej alternatywy. Czy tego rodzaju wytłumaczenie ma sens?

 

Zbędny przekop

Zalew Wiślany jest oddzielony od Zatoki Gdańskiej Mierzeją Wiślaną. Jedynym ujściem do zatoki, jest w tej chwili Cieśnina Pilawska kontrolowana przez Rosjan.

Inwestycja lokalna i marchewka wyborcza

Od samego początku inwestycja w przekop na Mierzei Wiślanej, jawiła się chyba bardziej jako projekt wspierający lokalny region. Nie zaś, jako inicjatywa państwowa, która miałaby przynosić korzyści w skali krajowej. Jednak nawet z punktu widzenia rozwoju samego Elbląga i okolic (porty w Tolkmicku czy Fromborku), wydaje się to  być sensownym rozwiązaniem, na które warto przeznaczyć środki z budżetu centralnego (skoro już mamy taki system podatkowy, że samorządy nie są w stanie samodzielnie udźwignąć finansowo tego rodzaju przedsięwzięć).

Wydanie około dwóch miliardów na omawianą inwestycję infrastrukturalną to koszt, jaki budżet Polski może ponieść, by przyczynić się do rozwoju danego regionu-województwa. Nawet, jeśli potraktować to jako marchewkę wyborczą, to jest ona stosunkowo tania.  Warto ją porównać do ograniczonego już po części pomysłu czyli bonów wakacyjnych. Co miało kosztować  7 mld zł.  Z kolei budowa CPK ma pochłonąć blisko 40 mld zł. Tak więc koszty przekopu są jak widać proporcjonalnie znacznie niższe (tak samo jak priorytet i zasięg tej inwestycji jest dużo skromniejszy niż projekt CPK). Natomiast w porównaniu do projektów socjalnych, wydanie pieniędzy na konkretną infrastrukturę (nawet lokalną), jest znacznie lepszym pomysłem, który ponadto pozwoli lokalnemu biznesowi się rozwijać i szukać nowych źródeł zarobkowania. W przypadku wydawania świadczeń socjalnych „do ręki”, pieniądze się zwyczajnie rozpływają. Innymi słowy społeczeństwo z własnych podatków finansuje sobie socjal, za pośrednictwem administracji państwowej, której utrzymanie i wykorzystanie do tego celu często pochłania znaczną część podatków (rzadko jest to redystrybucja majątku od bogatych do biednych, bowiem najbardziej opodatkowane są osoby pracujące na umowę o pracę). To jeden z najmniej opłacalnych wydatków państwowych. W przypadku przekopu Mierzei Wiślanej, wydane pieniądze będą zwyczajnie widoczne. Środki trafiają do gospodarki (do firm wykonawczych i ich pracowników), wspierając ważny sektor budowlany, a jednocześnie powstała infrastruktura może służyć latami. Tak więc, jeśli na coś przeznaczać państwowe pieniądze, to niech to będzie właśnie infrastruktura.

Port i przekop tylko dla żaglówek? [Opłacalność]

Oczywiście pojawiają się zarzuty, iż  w tym przypadku skóra nie warta jest wyprawki, a Elbląg nijak ma się do portów przeładunkowych w Gdańsku, Gdyni czy w Kłajpedzie. Więc pojawia się pytanie, po co wspierać tak mały port (oraz stosunkowo płytki przekop, który ogranicza możliwości transportowe), skoro niedaleko znajduje się Trójmiasto? Argument, na jaki powołuje się rząd jest taki, iż wspomniane wyżej duże porty przyjmują największe statki transportowe. Jednocześnie ilość przeładunków jest tak duża, że potencjał portów nie odpowiada zapotrzebowaniu i wykorzystywany jest tylko dla największych transportów (z tego powodu planowane są rozbudowy portów w Gdyni i Gdańsku). Co wiąże się wszystko z wysokimi kosztami związanymi z obsługą portową. Mniejsi przedsiębiorcy i spedytorzy, których nie stać na konkurowanie z gigantami, są wypierani z dużych portów, co ogranicza ich biznes. Wobec tego powstanie mniejszej i tańszej alternatywy jest nie tylko wskazane, ale i konieczne.  W tym kontekście bliskość Elbląga do Trójmiasta i autostrady A1 jest nawet atutem. Bowiem ośrodek ten ma być docelowo niejako dopełnieniem potencjału Trójmiasta oraz zagospodarowaniem pewnej luki.

Istnieje ponadto narracja, wg której przez przekop na Mierzei Wiślanej „pływać będą tylko żaglówki” (z uwagi na małą głębokość – 5 metrów). Jest to oczywiście mit powielany bądź to przez rosyjską propagandę, lub też przez osoby które jej uległy, a nie sprawdziły faktów. Jeszcze w 2013 roku port w Elblągu (który operował przed planowanym pogłębieniem toru wodnego do 5 metrów) był czwartym najważniejszym portem przeładunkowym w Polsce. Obsłużono wówczas 285 tys. ton towarów. W 2014 roku port imponująco zwiększył wynik do blisko 360 tys. ton (cel był nawet wyższy, szacowano osiągnąć pułap 400tys. ton). W 2015 roku zmodernizowano kanał i opublikowano Strategię Rozwoju Portu Morskiego w Elblągu, która zakładała budowę przekopu na Mierzei Wiślanej, jako niezbędnej dla rozwoju portu inwestycji infrastrukturalnej (innymi słowy, koncepcja powstała jeszcze za poprzednich rządów). Rozwój miasta i regionu zapowiadał się bardzo obiecująco. I został skutecznie zatrzymany przez Rosjan. Pomimo umów, Moskwa nałożyła bowiem cła na towary transportowane przez Cieśninę Piławską. Efekt był taki, że w 2016 roku Elbląg obsłużył jedynie 168 tys. ton towarów, a rok później poziom ten spadł do niecałych 100 tys. ton!

To wszystko dowodzi, że port w Elblągu był już mini hubem przeładunkowym (przyjmującym drobnicowce o ładowności do 1 tys. ton) nie posiadając pogłębionego toru wodnego (który ma pozwalać na korzystanie ze statków o ładowności do 3 tys. ton) oraz nie dysponując bezpośrednim dostępem do Zatoki Gdańskiej (droga morska wydłużona o 90 km, a czas jej przebycia nawet o 12 godzin). W tak niekorzystnych warunkach, Elbląg rozwijał się dość szybko, równolegle do rozwoju portów w Trójmieście (choć oczywiście w innej skali). Co potwierdza tezę ministerstwa, że istnieje na rynku luka, którą można wypełnić. Jeśli przekop przez Mierzeję Wiślaną zostanie ukończony, a tor wodny pogłębiony, to port w Elblągu na powrót może stać się największym po Szczecinie i Trójmieście, hubem portowym w Polsce (pod względem tonażu przeładunku). Wówczas tonaż przeładunków będzie mógł z łatwością przekraczać 400 tys. ton rocznie (co dawniej było założeniem maksimum) i osiągnąć poziom nawet jednego miliona ton/rok (port po rozbudowie jest zdolny przeładowywać nawet 2 mln ton rocznie). Wciąż będzie to wprawdzie niecały 1% całego potencjału przeładunkowego polskich portów, jednak dla samego Elbląga, może to oznaczać nawet 10-krotny wzrost obecnego obrotu. W skali krajowej, to okruchy, po której portowe giganty z Trójmiasta nawet się nie schylą. Dla regionu, to poważne wzmocnienie. Zwłaszcza, że nie chodzi tylko o samo używanie portu przeładunkowego, ale również o wzrost znaczenia sektora turystycznego, który może być istotnym elementem rozwoju dla całej Warmii.

Warto jeszcze sięgnąć do przykładów historycznych. Port w Gdyni został zbudowany blisko sto lat temu (1923r). Służy nam do dziś i nie wiadomo, jak długo jeszcze będziemy z niego korzystać. Być może przez kolejne wieki? Port w Elblągu dzięki przekopowi na Mierzei Wiślanej również będzie miał szansę się rozwinąć i posłużyć 100 lat, albo i dłużej (jeśli nie zdarzy się nic nieoczekiwanego). Taka perspektywa czasowa dość skutecznie osłabia argument braku opłacalności tej inwestycji. Jednocześnie należy pamiętać o inflacji. Dwa miliardy, które dziś są sumą znaczną, za dziesięć czy dwadzieścia lat mogą okazać się kwotą śmiesznie niską. Zwłaszcza w kontekście potencjalnych zysków czerpanych przez biznes i miasto Elbląg (pamiętajmy, że inflacja = podniesienie cen usług i towarów = wyższe wpływy podatkowe do budżetu). Polskę stać na taki wydatek, zwłaszcza w dobie pieniądza fiducjarnego i wyjątkowych czasów, w których doczekaliśmy się, iż Polski rząd korzysta niejako z możliwości dodruku pieniądza (co dotychczas było przywilejem zarezerwowanym tylko dla największych świata zachodu). Właśnie w takiej erze należy inwestować w infrastrukturę, bowiem co do zasady, ceny nieruchomości rosną. Tak samo jak ceny usług budowalnych i coś co dziś zbudujemy za 2 mld, jutro musielibyśmy zrobić płacąc cenę 4 mld. Zrozumieli to np. Chińczycy (aż za bardzo), którzy od dwóch dekad nie robią nic innego, tylko budują infrastrukturę (co popłaca), ale i wyrzucają pieniądze w błoto, stawiając „puste miasta” (co się im w końcu odbije czkawką). Przekop jest inwestycją infrastrukturalną, która będzie skutkowała rozwojem regionu i czerpanymi z niej zyskami. Może się to zwrócić za 30 lat, albo dopiero za 100. Jednak biorąc pod uwagę szaleństwo dodruku, jakie opanowało światową gospodarkę, inwestycja zwróci się prędzej niż później. Chyba, że nastąpi globalny krach i biznes się zwinie. Ale wówczas, z nóg wstaną szybciej Ci, którzy będą mieli już zbudowaną infrastrukturę pozwalającą na odbicie się od dna. Bez infrastruktury i bez pieniędzy (krach), gospodarka wstaje niezwykle wolno i traci do konkurencji. Także walory biznesowe tego rodzaju inwestycji są tak naprawdę niepoliczalne. Zwłaszcza w czasach, gdy pieniądz szybko traci wartość, co z kolei podnosi wartość aktywów.

 

Strategiczne przedsięwzięcie?

Oczywiście istnieje jeszcze polityczna kwestia dotycząca niezależności tej części Polski (wybrzeża woj. warmińsko-mazurskiego) od woli politycznej Rosjan, którzy kontrolują jedyne (póki co) ujście z Zalewu Wiślanego do Zatoki Gdańskiej. Przekop w istocie neutralizuje jeden z rosyjskich lewarów gospodarczych na Warszawę. Należy go traktować jako element szerszej układanki, w której Polska uniezależnia się gospodarczo od Federacji Rosyjskiej. Tak pod względem energetycznym (co opisywałem w nagraniu/podcaście na YT pt.: „Polska stanie się energetycznym hubem dla Europy środkowo-wschodniej?”), jak infrastrukturalnym (omawiany przekop). Dzięki temu budujemy własną suwerenność względem wschodu, a im mniej Rosjanie będą mieli do powiedzenia w kwestii naszej gospodarki, tym mniej będą mogli w przyszłości od nas żądać oraz mieszać się w wewnętrzne polskie sprawy. Bowiem należy pamiętać, iż władze z Kremla zawsze wykorzystują wszelkie możliwe lewary w celach politycznych. Zamknięcie ujścia na Zatokę Gdańską i dalej na Bałtyk, uderzające w gospodarkę Elbląga i okolic, może przecież wpływać na niezadowolenie społeczeństwa. I sprowokować protesty lub przyczynić się do zmiany preferencji wyborczych. Tak więc przekop ma tu znaczenie nie tylko biznesowe (uniezależnienie lokalnej gospodarki od konkurującej z nią gospodarki Obwodu Kaliningradzkiego), ale i polityczne. Również z tegoż względu, że rozwój Warmii i Mazur (graniczących przecież z rosyjską enklawą) byłoby również doskonałym elementem soft power. Mieszkańcy Obwodu Kaliningradzkiej często odwiedzają polską stronę granicy. I nic tak nie działa na światopogląd człowieka, jak jego własne spostrzeżenia i wrażenia z obserwacji tego, jak się u sąsiadów żyje. Nie ma lepszego nośnika narracji kierowanej do danego państwa, jak jego obywatele. Dysproporcje w warunkach życia i ogólnym prosperity pomiędzy woj.  warmińsko-mazurskim, a OK są i będą zauważalne przez rosyjskich obywateli. Internautów, którzy udzielają się w rosyjskiej sferze cyfrowej i wpływają także na perspektywę Rosjan z głębi kraju. Co ma dodatkowe znaczenie w kontekście zamknięcia i kontroli rosyjskiego Internetu i mediów, odciętych od zewnętrznej narracji.

Przekop znacznie skróci trasę z portu w Elblągu do Zatoki Gdańskiej i uniezależni stronę polską od rosyjskiej kontroli.

Wszystkie wymienione wyżej aspekty nie wydają się jednak tłumaczyć w pełni tak wielkiego zaangażowania rządu w lobbowanie na rzecz tegoż projektu, przedstawianego jako inwestycja państwowa (a nie tylko lokalna). Dopiero powiązanie przekopu z wątkiem via Carpatii umożliwia szersze spojrzenie na opisywany temat.

Via Carpatia przeciw interesom Trójmiasta

Odpowiedź na pytanie, dlaczego via Carpatia promuje litewski port w Kłajpedzie kosztem polskiego Trójmiasta winna rozpocząć się od odpowiedzi na pytanie, czy rzeczywiście tak jest? Trasa tegoż szlaku została wytyczona, wymieniając od południa, przez: Grecję, Bułgarię, Rumunię, Węgry, Słowację i wreszcie przez Polskę. Via Carpatia kończyć się będzie nad litewskim wybrzeżem Morza Bałtyckiego. W Polsce, droga będzie przebiegać ścianą wschodnią, przez: Rzeszów, Lublin i Białystok. W tym celu posłużą drogi ekspresowe: S12, S16,  S19 i S61. Z naszego punktu widzenia istotne będą cztery węzły komunikacyjne, a tj. (od południa):

  1. przecięcie, na wysokości Rzeszowa, ekspresowej S19 z autostradą A4, która wiedzie na zachód aż do granicy z Niemcami, przez Kraków, Katowice i Wrocław, a z której można odbić za Katowicami na A1 do Gdańska,
  2. przecięcie, na wysokości Lublina, ekspresowej S19 z ekspresową S17, która prowadzi do Warszawy, a dalej do Trójmiasta (lub w kierunku zachodnim A2 na Łódź i Poznań),
  3. przecięcie, na wysokości Międzyrzecza Podlaskiego, ekspresowej S19 z autostradą A2 (vide powyższe kierunki),
  4. przecięcie, na wysokości Ełku, ekspresowej S61 z ekspresową S16 wiodącą na zachód w kierunku S7 prowadzącej do Elbląga i Trójmiasta.
Via Carpatia (niebieska linia) na tle sieci drogowej Polski. Kolory: zielony (ukończone odcinki), czerwony (w budowie), szary (w projekcie). Różowy – trasa S17-S7 Lublin – Trójmiasto

Wszystkie cztery opcje mogą w istocie służyć (a niektóre już to robią) do transportu towarów do Trójmiasta. Warto podkreślić, iż z Lublina do Gdańska jest znacznie bliżej (nieco ponad 500 km)  niż do Kłajpedy (ponad 700 km). Po ukończeniu S17 i S7, które będą łączyć się na obwodnicy Warszawy, trasa ta będzie szybka i łatwa do przebycia dla transportu drogowego. Ba, w zasadzie nawet gdyby jadąc nad Bałtyk, odbić na zachód dopiero w Ełku (na S16), to i tak trasa do Trójmiasta będzie o ok. 80 km krótsza  (do Elbląga o 130 km) niż do litewskiego portu (do polskich portów bliżej będzie również z Rzeszowa). Innymi słowy, praktycznie na całej długości via Carpatii korzystniej będzie odbić do polskich portów niż jechać do końcowego punktu w Kłajpedzie.

Oczywiście pozostaje pytanie, po co ciągnąć Via Carpatię aż do Litwy, gdy można zakończyć ją np. właśnie w Lublinie, skąd towary w prosty sposób byłyby transportowane do Trójmiasta. Odpowiedzi na to pytanie należy szukać w dwóch płaszczyznach. Pierwsza, to kwestia wewnętrzna, gospodarcza. Via Carpatia pozwoli rozwinąć zapóźnioną i uboższą wschodnią ścianę Polski, promując Białystok, czy region Warmii i Mazur (Ełk, Olsztyn, Elbląg). Połączenie ściany wschodniej na linii północ-południe jest ogromnie ważne, tak samo, jak połączenie polski zachodniej drogą ekspresową S3. Nie znam tutaj ani jednego mieszkańca, który nie doceniałby znaczenia trasy S3. Jest ona obecnie chyba najważniejszą drogą dla województwa Lubuskiego i Zachodniopomorskiego. Wszyscy tu czekamy na ukończenie jej południowego odcinka, który połączy S3 (Świnoujście, Szczecin, Gorzów Wlkp., Zieloną Górę) z czeską siecią autostrad i kierunkiem na Pragę. Budowa na wschodzie drogi S19 jest absolutnie niezbędna, co powinni również zrozumieć wszyscy mieszkańcy Śląska, Częstochowy, Łodzi czy Torunia, skomunikowani z Trójmiastem dzięki autostradzie A1. Tak więc szlak komunikacyjny północ-południe zlokalizowany na wschodzie kraju musiał powstać ( i chyba tak był właśnie planowany) niezależnie od projektu via Carpatia.

Druga sprawa dotyczy geopolitycznego aspektu i budowania wpływów Polski w całym regionie Europy Środkowej.


Uwaga! Czytasz ten artykuł dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać ? Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by zapoznało się z nim więcej osób – UDOSTĘPNIJ (likowanie jest miłe, ale realnie nic nie daje) lub POLEĆ GO znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem ? Dziękuję. KW.

Brak wspólnoty interesów w Trójmorzu, a via Carpatia

By budować własną pozycję w regionie, a także w celu scalania danego regionu, niezbędne jest znalezienie wspólnych celów dla wszystkich graczy na wybranym obszarze. Jeśli nie zachodzi zjawisko wspólnoty interesów, nie może być mowy o żadnych politycznych projektach. Via Carpatia, podobnie jak projekt rozbudowy infrastruktury energetycznej (vide Korytarz Północ Południe, Baltic Pipe, rozbudowa LNG w Świnoujściu, interkonektor gazowy na Litwę) są elementami budowy wspólnoty interesów w ramach projektu Trójmorza. Oba przedsięwzięcia to przykłady tego, jak budowana infrastruktura może zmieniać polityczne uwarunkowania wynikające z samej tylko geografii. Dotychczas, przez praktycznie całą znaną nam historię Europy Środkowej, podmioty polityczne położone na południe od Karpat niespecjalnie interesowały się tym, co się działo nad Bałtykiem. Nasza strefa wpływów operowała głównie w ramach Międzymorza, czyli przestrzeni pomiędzy Morzem Bałtyckim, a Morzem Czarnym. Na otwartych równinach położonych na północ i wschód od Karpat. Dawniej, z Krakowa było znacznie bliżej gospodarczo do Odessy, niż do Triestu nad Morzem Adriatyckim (pomimo tego, że w linii prostej są to podobne odległości). Jak opisywałem to w analizie dotyczącej Węgier, mało jest tematów, które łączyłyby Budapeszt z Warszawą. Na dobrą sprawę, Polska i Węgry konkurują ze sobą na wielu płaszczyznach. Tymczasem chcąc budować wspólny blok współpracujących ze sobą państw, trzeba najpierw zadbać o to, by ta współpraca niosła ze sobą korzyści dla każdego z jej uczestników. Dlatego tak ważne dla projektu Trójmorza są:

  • rozbudowa sieci energetycznej w Polsce, która umożliwi transport norweskiego gazu (lub LNG sprowadzanego drogą morską) dalej do: Czech, Słowacji, Węgier, Chorwacji, na Ukrainę i Litwę oraz dalej nawet aż do Finlandii,
  • budowa szlaków transportowych na linii północ-południe, łączących Grecję, Macedonię, Bułgarię, Serbię, Rumunię, Węgry, Polskę i kraje Bałtyckie oraz Skandynawię.

Te projekty są już od dawna realizowane, więc nieprawdą jest, że projekt Trójmorza stoi w miejscu, utknął na poziomie deklaracji i nic się w jego sprawie nie dzieje. Trójmorze znajduje się w tej chwili na najważniejszym etapie procesu tworzenia. Budowana jest sieć połączeń energetyczno-komunikacyjnych, która stworzy wspólnotę interesów. Dzięki temu Polska będzie mogła re-eksportować gaz do krajów całego regionu (lub nawet importować w razie potrzeby z terminalu LNG, który ma powstać w Chorwacji), jak również będzie uczestnikiem nowego szlaku handlowego północ-południe, który pozwoli rozwijać się nie tylko nam, ale i całej Europie Środkowej (od Bałkanów, aż po Skandynawię).

Via Carpatia to projekt scalający Trójmorze

Jaki jest tu związek z odcinkiem Via Carpatii zbudowanym na potrzeby Litwy?

Wpływy… Inaczej lewary

III Rzeczpospolita, począwszy od swojego powstania, była praktycznie bezsilna w swoich strefach buforowych. Ta niemoc była wręcz namacalna w relacjach do Kijowa, Mińska czy Pragi (które zwyczajnie ignorowały Warszawę), ale rażącym objawem naszej bezsilności była postawa Wilna. Władze Litwy, małego, słabo zaludnionego i nikłego gospodarczo państwa (z całym szacunkiem do Litwinów, to są obiektywne fakty) w 2008 roku rozebrały tory prowadzące z Łotwy do wykupionej przez Polskę rafinerii w Możejkach. Uderzyło to w polskie interesy i znacząco zawyżyło koszty funkcjonowania rafinerii (z powodu powstałego, litewskiego monopolu transportowego). Warszawa nie była w stanie w żaden sposób wpłynąć na ten fakt. Jednocześnie na porządku dziennym było jawne gwałcenie traktatów międzynarodowych i rugowanie polskiej kultury i języka na litewskim terytorium. Wszelkie polskie apele pozostawały bez odpowiedzi. Wilno działało wbrew interesom Polski, ku uciesze i zachętom Berlina. Stan ten trwał aż 10 lat i dopiero w sytuacji zagrożenia ze strony Rosji oraz wejścia Amerykanów do Polski, Litwini ocieplili relacje z Warszawą oraz odbudowali wcześniej rozebrany odcinek torów. Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, jak zachowają się Litwini, gdy wschodnie zagrożenie przeminie, a Amerykanie przestaną interesować się Europą Środkową? Co powstrzyma Wilno, przed ponowną rozbiórką ww. połączenia kolejowego?

Budowanie wpływów i pozyskiwanie lewarów na podmioty trzecie, często wymaga poczynienia pewnych nakładów. Bowiem czasami, same geograficzne uwarunkowania nie wystarczą. Zbudowanie Via Carpatii w oczywisty sposób pomoże Litwie. Wilno i Kłajpeda będą mogły spieniężyć nowe połączenie drogowe. Co za tym idzie, Litwinom zacznie zależeć. I o to właśnie chodzi. By widzieli potrzebę (a nawet się od niej uzależnili) transportu towarów przez Polskę. Wyobraźmy sobie, że „remont” odcinka Via Carpatii pozbawiłby Litwinów takich samych, a może nawet większych zysków niż te, jakie straciliby Polacy po rozebraniu torów łączących Możejki z Łotwą. Prawda, że pozycja negocjacyjna Polski byłaby zgoła inna?

By współpraca (także polityczna) między państwami układała się pomyślnie, musi się ona opłacać. Dla obu stron. Czasem nawet jest lepiej, gdy naszym partnerom wspólne przedsięwzięcie opłaca się bardziej niż nam. Ponieważ wówczas, to im bardziej zależy. Tego rodzaju mechanizm od kilku lat skutecznie wykorzystuje Donald Trump. Jego narracja: „musicie zrobić tak, jak chcemy, bo Wam bardziej zależy na korzyściach płynących ze współpracy z USA” dotychczas wydaje się być nadzwyczaj skuteczna (vide renegocjacje umów handlowych i obronnych Kanadą, Meksykiem, Koreą Południową). USA jest największym importerem na świecie, posiada ujemny bilans handlowy (co wiąże się z kosztami) i właśnie dlatego Amerykanie dyktują warunki w umowach handlowych (dają partnerom na sobie zarabiać, więc nawet i bez US Navy, każdy chciałby się z nimi dogadać).

Dlatego Via Carpatię należy traktować nie tylko jako projekt gospodarczy, ale i również polityczny. Przedsięwzięcie budujące wspólnotę interesów w regionie Trójmorza i wciągające w tą wspólnotę państwa bałtyckie, a zwłaszcza Litwę. Litwę, której interesy są zależne od postawy władz z Warszawy.

 

Synergia projektów

Mając na względzie argument dotyczący uzupełniania oferty Trójmiasta, przez tańszą alternatywę ze strony Elbląga, warto odnieść się również do konkurencji ze strony Kłajpedy. Otóż port w Kłajpedzie do niedawna miał lepszy wynik rocznego przeładunku niż port w Gdańsku. Dopiero w 2018 roku, Gdańsk stał się czwartym największym portem (pod względem rocznego tonażu przeładunkowego) na Morzu Bałtyckim (w 2017 roku był na miejscu 6). Przeładowano wówczas 49 mln ton cargo i wyprzedzono w ten sposób Kłajpedę, która osiągnęła rekordowy dla siebie wynik 46 mln ton. Oznacza to, że oba porty rozwijają się bardzo szybko, jednak wzrost potencjału Gdańska jest znacznie wyższy.

Warto jednak dodać, że cztery największe polskie porty (Gdańsk, Gdynia, Szczecin i Świnoujście) przeładowały w 2018 roku łącznie ok. 100 mln ton towarów. Innymi słowy, jeden litewski port w Kłajpedzie przeładował w tonach blisko połowę towarów, jakie przewinęły się przez cztery największe polskie porty. Co jest wynikiem imponującym, a co wynika również z faktu, że Kłajpeda obsługuje nie tylko Wilno, ale i praktycznie niemal całą Białoruś. Stanowi także koniec szlaku Odessa-Kijów-Mińsk-Kłajpeda. Można więc napisać, że Litwini konkurują z Trójmiastem już na wybrzeżu Morza Czarnego (choć w obu przypadkach infrastruktura drogowa Ukrainy jest bardzo słaba i szlaki na Międzymorzu potrzebują inwestycji).

W kontekście sytuacji Elbląga, wniosek nasuwa się jeden. Również port w Kłajpedzie nie będzie stanowił dla niego konkurencji, ponieważ należy do innej kategorii wagowej. A dzięki via Carpatii część spedytorów z południa Europy będzie mogła skorzystać właśnie z takiej tańszej alternatywy, jeśli chodzi o transport towarów. Zwłaszcza, że do Elbląga jest znacznie bliżej, niż do Kłajpedy. Innymi słowy, Via Carpatia otwiera przed Elblągiem dodatkowe perspektywy i stanowi szansę dla rozwoju miasta i całego regionu. Dlatego też istotnym jest, by rozpatrywać kwestię przekopu na Mierzei Wiślanej również w wyżej przedstawionym zakresie.

Podsumowanie

Od kilku lat możemy obserwować, jak niezbędne do realizacji koncepcji Trójmorza przedsięwzięcia infrastrukturalne zaczynają przybierać realne kształty. Rozbudowa sieci energetycznej  i infrastrukturalnej (w tym planowany CPK) oprócz doraźnych korzyści dla samej Polski, ma też znaczenie międzynarodowe. Czy realizacja opisywanych projektów wystarczy, by stworzyć blok państw, które byłyby zdolne do współpracy wbrew woli osi Paryż-Berlin lub nawet Paryż-Berlin-Moskwa? By odpowiedzieć na to pytanie, przyjdzie nam zapewne poczekać co najmniej kilka lat. Z pewnością jednak tego rodzaju szkielet, musi zostać jeszcze obudowany żywą tkanką, która pozwoli stworzyć dobrze funkcjonujący organizm polityczno-gospodarczy. Krwiobiegiem w postaci przepływów towarów, usług i ludzi. Układem oddechowym, dostarczającym kapitał, który jest niezbędny niczym tlen, dla każdej gospodarczej komórki. Technokratycznym mózgiem zarządzającym całością. Systemem nerwowym komunikującym poszczególne części międzynarodowego ciała. A także oczywiście mięśniami w postaci sił zbrojnych zdolnych oprzeć się ewentualnej agresji. Jesteśmy na początku drogi, której koniec wydaje się być dzisiaj nieosiągalny. Jednak nie dowiemy się czy tak jest w istocie, jeśli nie podejmiemy próby. A tą warto podjąć choćby z uwagi na fakt, że wszystkie opisywane wyżej projekty są tak naprawdę niezbędne do rozwoju wewnętrznego kraju, a korzyści jakie mogą z nich płynąć na arenie międzynarodowej są niejako „bonusem”.

Równolegle, realizowana jest strategia uniezależniania Polski od rosyjskich wpływów i rozbrajania lewarów zgromadzonych w rękach Kremla. Tak, by Moskwa nie mogła nas szantażować. Tu również czeka nas jeszcze sporo pracy. Niemniej, właśnie w ten koncept wpisuje się budowa przekopu na Mierzei Wiślanej, która posiada dodatkowo walory w postaci odblokowania potencjału gospodarczego Elbląga i okolic (turystyka), a także zagospodarowania pewnej części tortu, jakim będzie nowy szlak handlowy północ-południe w postaci Via Carpatii. O ile dziś trudno sobie wyobrazić, by Elbląg stał się dużym portem przeładunkowym, o tyle bez inwestowania w jego potencjał (który niewątpliwie istnieje), nie otrzyma on nawet takiej szansy. A przecież realizowana inwestycja może być jedynie jednym z wielu przyszłych przedsięwzięć. Jeśli port w Elblągu wykorzysta daną mu szansę i osiągnie maksymalny pułap przeładunku, wówczas naturalnym będzie poczynienie kolejnych działań zwiększających jego możliwości (dalsze pogłębienie toru wodnego i kanału, rozbudowa portu i zaplecza logistycznego). Co w chwili obecnej byłoby zbyt ryzykowne. Warto też pamiętać o tym, że realizacja przekopu Mierzei Wiślanej stworzy warunki do myślenia o nowych przedsięwzięciach tj. udrożnienie połączenia między Wisłą, a Zalewem Wiślanym. Wówczas Elbląg stałby się ważnym portem dla potencjalnie najważniejszej drogi rzecznej w Polsce (Wisła). Dlatego nie można się ograniczać do myślenia, iż dany program inwestycyjny jest celem samym w sobie. Punkt jest wprawdzie jedynie kropką, ale równie dobrze można go rozwinąć w odcinek/linię, a dalej w całą sieć.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

P.S. 

I jeszcze raz przypominam. Rozwój bloga zależy od Ciebie. Jeśli przeczytałeś tekst do końca, znaczy, że był tego wart. Skoro tak, to może dobrze go jednak rozpowszechnić? 😉 

Przy okazji zapraszam na newsletter (zapisy w oknie po prawej stronie) , dzięki któremu jako pierwszy dostaniesz informacje o przedsprzedaży mojej książki. Planowany czas publikacji – jesień 2020 🙂

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

208 komentarzy

  1. Panowie, nie wiem jak z tematów Via Carpatia, przekopu na Mierzei Wiślanej, infrastruktury przeszliście do rozliczania II Wojny Światowej, Bandery, Łupaszki etc.etc. , ale to jest grubo nie na temat 🙂 Nieco się zagapiłem, ale już naprawiłem swój błąd 😉

    1. Tutaj akurat jest wspólny mianownik – sila narracji historycznej zależy od realnej siły państwa i lewarów jakie posiada na innych. Dlatego znamy różne opowieści filmowe o historii Anglosasów i jesteśmy poddani intelektualnej indoktrynacji niemieckiej, której przekaz w skrócie sprowadza się do tego, że tu nic nie warto bo h….d…i kamieni kupa- zacytuję klasyka:). mamy unikalny okres kiedy kości się rzucane na nowo więc za 30 lat ktoś zostanie bohaterem (Łupaszka albo Bandera) a ktoś rezunem (obiektywna prawda jest tutaj najmniej ważna (jak powiedział Bartosiak na wojnie pierwszą ofiarą jest prawda- chyba cytował Clausewitza. Pozdrawiam

  2. Taka uwaga – dla kontynuacji ważnego tematu dyskursu z JSC – huty i zakłady ekstensywnego i energożernego przemysłu kapitału chińskiego mogą być przeniesione czy wybudowane od podstaw w Afryce – ale elektrownie w Chinach i tak będą musiały przyrastać, by zaspokajać rosnący popyt konsumencki na energię dla budowanego rynku wewnętrznego w Chinach. A także dla zaspokojenia lawinowo rosnącej elektromobilności – suwerennymi źródłami energii elektrycznej [elektrownie jądrowe, OZE]. Zaś elektrownie jądrowe [i rozbudowa strategicznego arsenału jądrowego Chin] to kwestia uranu – czyli Kazachstanu – i tu konfrontacja Rosja-Chiny [miękka i pod stołem – ewentualnie z proxy wojną hybrydową Kazachstan-Rosja [pod pretekstem obrony mniejszości Rosjan w Kazachstanie – czyli wg modelu bałtyckiego] i z cichym wsparciem Chin dla Kazachstanu – czy konfrontacja twarda, otwarta, nawet kinetyczna] jest moim zdaniem nieuchronna. Pełna zgoda, że pływające elektrownie jądrowe będą na pewno na stole priorytetowych projektów Chin w swoim czasie – nie tylko jako zapewniające w kontrolowany sposób energię dla chińskiego przemysłu w Afryce [trzymając państwa Afryki w uzależnieniu od Chin] – to samo będzie zapewne w przypadku Arktycznego Jedwabnego Szlaku. Gdzie w razie blokady Cieśniny Beringa – na pewno wtedy Pekin wzmoże maksymalną presję na Kreml o odnogę Jedwabnego Szlaku z Chin do Leny – i przez porty rzeczne i u ujścia Leny – zapewnią sobie bazę i hub Arktycznego Jedwabnego Szlaku. Pływające elektrownie atomowe – albo przepłyną Cieśniną Beringa – albo na bardzo szerokich torach dojadą w sekcjach z Chin do portów rzecznych Leny – i dalej na Arktyczny Jedwabny Szlak. Zresztą – taki sam „trick” z pływającymi elektrowniami jądrowymi będzie zapewne zastosowany w ramach portów „sznura pereł” Oceanu Indyjskiego – Chiny będą mogły skokowo zwiększać potencjał tych portów – spodziewałbym się również pomysłów w stylu gotowych pływających sekcji portowych do montażu i rozbudowy w danych portach. Oczywiście – to dopiero po przekroczeniu pewnego nasycenia chińską projekcją siły i po powstaniu pasa pokrywających się zasięgiem stref A2/AD od Afryki po Pakistan – Korytarzem Południe-Północ – do/z Chin. Także z faktyczną pełną kontrolą przepływów strategicznych przez Kanał Sueski i przepływów strategicznych z Zatoki Perskiej. Takie pływające elektrownie jądrowe będą wręcz konieczne dla zamorskiej obecności Chin [ale i USA] – gdy nastąpi rewolucja militarna RMA od początku lat 30-tych – przejścia na skierowane bronie energetyczne dużej mocy – czyli przejścia od antyrakiet na megawatowe lasery i generatory wiązek dużej mocy. Jak widać – infrastruktura to podstawa. W tym sensie wątpliwości co do przekopu Mierzei Wiślanej nie mają racji bytu – powody podawałem – ale tak naprawdę dopiero łączenie z Via Carpatia i z CPK i z pasem kanałów otaczających od Mazur Obwód Kaliningradzki po Zalew Wiślany – dopiero to daję nam synergię skokową – lewarów ekonomicznych i militarnych. Prosty przykład – okręty desantowe i barki desantowe [np. USMC] będą mogły w raz ze sprzętem wyładowywać się w ramach np. balansowania kolejnych ćwiczeń ZAPAD – przez przekop – prosto pod nosem Rosjan. Ba – barki desantowe zapewniałyby wsparcie i zaopatrzenie dla wzmocnienia batalionowej grupy bojowej [która teoretycznie ma siedzibę w Orzyrzu]. Gdyby jeszcze zapewnić pas „czystego terenu” blisko przekopu – wtedy i poduszkowce desantowe USMC mogły by bardzo szybko zmieniać balans sił w regionie. I wtedy ulubiona zabawa Kremla – czyli koncentrowanie i pokazywanie swej siły i demonstrowanie „i co nam zrobicie?” byłoby dla Rosji samobójcze – bo uruchomione reakcje byłyby ryzykowne dla Kremla – dane siły szybko w czasie kryzysu by zbalansowały Rosję – a Rosja by ponosiła ryzyko – że jak Amerykanie [czy Brytowie] przyjechali – to nie odjadą – tylko zostaną zrotowani. Taki wariant wypróbowali Amerykanie podczas ćwiczeń ZAPAD 2017 [gdzie Rosja zaangażowała olbrzymią liczbą ludzi i sprzętu – i była obawa, że jak sołdaty wjadą do Białorusi – to nie wyjadą] – wtedy Amerykanie, zamiast „tradycyjnie” wyładowywać się przez porty niemieckie [co z eszelonami i konwojami drogowymi przez Niemcy zabiera 2 tygodnie], zrobili niemiła niespodziankę i wyładowali brygadę pancerną wprost w Trójmieście – i nie wycofali poprzedniej brygady. I wtedy Kreml podkulił ogon – i zrezygnował z działań metodą faktów dokonanych – na które USA miały od razu gotową odpowiedź [i w takim układzie USA nie musiały by prosić NATO o legalizację i decyzje co do skontrowania działań Rosji – co wątpliwe dla jednomyślnego poparcia – ze względu na Berlin i Paryż] – miały odpowiedź „do dyspozycji” – też w faktach dokonanych. Kluczowa jest szybkość reakcji – praktycznie w czasie rzeczywistym, na pewno liczonym w dniach. Tu przekop Mierzei Wiślanej jest wbrew pozorom ważnym elementem dla tego rodzaju militarnych przepływów strategicznych. To nawet nie muszą być poduszkowce – wystarczą kołowe [np. nowe ACV] i gąsienicowe [np. stare AA7V] transportery i BWP morskie USMC – które mogą się rozładować ze statków desantowych [nawet dużych” z morza na całej długości Mierzei Wiślanej – i przepłynąwszy Zalew Wiślany – mogą wzmocnić siły dla skontrowania obwodu Kaliningradzkiego. Potencjalnie jest to silny komunikat strategiczny do Kremla – odwracający jego „kanon” PR polityki siły i demonstracji przewagi. Powtarzam: każdy kij ma dwa końce – kluczem do strategicznego dysponowania siłami i uzyskania dynamicznie przewagi dzięki mobilności – są właśnie przepływy strategiczne, w tym konkretnie dla naszego tematu – także ogólne [nie tylko sam przekop] zagospodarowanie Mierzei Wiślanej.

    1. (…)Taka uwaga – dla kontynuacji ważnego tematu dyskursu z JSC – huty i zakłady ekstensywnego i energożernego przemysłu kapitału chińskiego mogą być przeniesione czy wybudowane od podstaw w Afryce – ale elektrownie w Chinach i tak będą musiały przyrastać, by zaspokajać rosnący popyt konsumencki na energię dla budowanego rynku wewnętrznego w Chinach. A także dla zaspokojenia lawinowo rosnącej elektromobilności – suwerennymi źródłami energii elektrycznej [elektrownie jądrowe, OZE].(…)
      Masz na myśli te wielkie metropolie? Takie zgromadzenie ludności ma ciekawy wpływ na energetykę:
      – jeśli wpadną na pomysł na to, aby montować elektrownie w okolicach tych aglomeracji to będą mogli uniknąć strat na przesyle i będą mieli idealne warunki dla gospodarki ciepłem i zimnem o ile będą to instalacje triogeneracyjne
      – miejscowe spalarnie śmieci będą miały całe góry paliwa, a do tego oczyszczalnie ścieków będą produkowały całe masy gazu, a jeśli pójdą ostro w pewne kierunki rolnictwa to ich biogazownie naprodukują tyle tego, że nawet miasta 50 mln. (głowa mała, ale takie się przewiduje się ludności) będą miały z tego spory udział w miksie energetycznym

      (…)To nawet nie muszą być poduszkowce – wystarczą kołowe [np. nowe ACV] i gąsienicowe [np. stare AA7V] transportery i BWP morskie USMC – które mogą się rozładować ze statków desantowych [nawet dużych” z morza na całej długości Mierzei Wiślanej – i przepłynąwszy Zalew Wiślany – mogą wzmocnić siły dla skontrowania obwodu Kaliningradzkiego.(…)
      Tylko, że takich sprzętów nie ma nawet w PMT…

      1. JSC – zgadza się – nie mamy ani poduszkowców [oprócz lekkich i tylko patrolowych Straży Granicznej] do przewozu ciężkiego sprzętu – ani AA7V ani ACV [które dopiero wchodzą do służby w USMC]. Tu chodzi o Amerykanów i ewentualnie Brytów – o działanie w CZASIE RZECZYWISTYM – kontrujące wszelkie możliwe działania demonstracji siły Rosji – ale i narzucające Rosji koszty stałej gotowości na nasze działania – czyli przejście od reaktywności [siłą rzeczy stawiającą nas na przegranej pozycji] do proaktywności [łamiącej plany Rosji i podnoszącej koszty i rozpraszającej jej siły]. Praktycznie co roku Rosjanie ćwiczą latem desanty – w tym na swoją część Mierzei Wiślanej – jako jasny komunikat strategiczny – że w warunkach wojny zagrożona takim desantem będzie cała Zatoka Gdańska [ale i wybrzeże Bałtów]. Ćwiczenia USMC i UK po pierwsze pokazywałyby Rosji, że w „te klocki” desantów morskich Rosjanie są dużo słabsi od ludzi morza – po drugie kontrowałyby słabość USA i UK jako „atlantyckiego rdzenia NATO” względem Polski i zwłaszcza Bałtów – na krawędzi ich wpływów morskich. A także byłyby czytelnym sygnałem dla Niemiec – że nie są wcale tacy ważni – i że ich akcje [i lewary na USA i UK] osłabły. W sumie – chodziłoby o większe zaangażowanie USA i UK [i Skandynawów – NORDEFCO] – na tle szerszego „przejęcia kontroli” Bałtyku i wybrzeży Bałtyku przez proatlantyckie siły NATO + NORDEFCO. Przy czym ze względów PR warto, by np. w ćwiczeniach Baltops uczestniczyły duże okręty desantowe [wywierające wrażenie na laikach] – natomiast ćwiczyć i desanty i przerzut zaopatrzenia – możliwie małymi jednostkami – wprost na brzeg – na całej długości brzegu [a dla zaopatrzenia powiedzmy na linii Szczecin-Kołobrzeg] – w rozproszeniu – w dużej ilości. Tak, by użycie dużych i kosztownych rakiet – było zwyczajnie nieopłacalne w kalkulacji koszt/efekt dla Rosji. Tu kłania się jak zwykle problem podstawowy – likwidacji A2/AD Kaliningradu. Pisałem jak to zrobić – nie będę się powtarzał. W sumie przepisy są dwa: 400 Krabów i Kryli z 20 tys APR Nammo-Boeing z naprowadzaniem aktywnym pozycjonowanym real-time – oraz roje dronów amunicji krążącej – które przełamią każdą A2/AD. To samo zresztą względem rosyjskiej A2/AD, która powstanie moim zdaniem na Białorusi ca 2025. Z jednoczesną likwidacją aktywów i podstawy operacyjnej ataku 1 Armii Pancernej Gwardii. Swoja drogą polecam upubliczniony wywiad dr Bartosiaka z gen. Hodgesem https://www.youtube.com/watch?v=DT2HoB3CpkU . Tam padła nader ważna deklaracja [którą rozumiem jako „kontrolowany przeciek” ze strony Pentagonu] – że już nie 10-15 lat na wyjście USA z Europy [czyli od Warsaw Security Forum 2018 – byłby to przedział lat 2028-33] – ale 5-7 lat na wyjście z Europy. Czyli 2025-2027. Akurat tu uważam, że daje to nam doskonały pretekst do intensyfikacji PMT – pod kątem budowania strategicznej obrony Polski – w tym także podniesienie kwestii NATO Nuclear Sharing [pozyskiwanie suwerennie dysponowanych głowic – tylko poufnie i ew. specoperacjami pod stołem]. W tym przypadku zakup F-35A winien być oficjalnie „z automatu” anulowany [wstępną gotowość bojową tych F-35A kalkuluje się na…2028 – musztarda po obiedzie]. Żeby LM nie biadolił przed Trumpem i kongresmenami – te kwoty winny pójść w zakupy PAC-3MSE [z NASZYMI kodami] i w zakupy MHTK [system C-RAM – można powiedzieć – aktywna obrona „hit-to-kill” tzw. ostatniej szansy]. I generalnie w zakupy technologii licencji i rozwoju najnowszych systemów – i w inwestowanie we własny przemysł – podwójnego zastosowania. W wywiadzie padło wreszcie to, co mówię od X lat – CPK to nie jest projekt „pasażerski” – to przede wszystkim projekt budowy strategicznych przepływów – w tym dla transportu – w tym militarnego. Czyli jako to Hodges ujął – „podwójnego zastosowania”. I to jest kolejny lewar i rozwinięcie „dylematu obstrukcji komunikacyjnej Niemiec” – w razie stanu zagrożenia na CPK lądują transporty strategiczne C-5M i C-17A i ew Super Herculesów – i w czasie rzeczywistym likwidują dysproporcję działań Rosji – narażając ją na to, że siły interwencyjno-balansujące – zostaną w Polsce [czy u Bałtów]. To wszystko kwestia mobilności i czasu reakcji – i faktycznie przejścia do działań proaktywnych i narzucających koszty Rosji.

        1. Dlaczego piszę o wyjściu USA z Europy na Pacyfik jako o „pretekście” do zwrotu polskiego PMT na rzecz strategicznej obrony? Bo moim zdaniem – z jednej strony na 2025 nie zdążymy się przygotować strategicznie [najwyżej szybko dokupić kppanc, MANPADS – i oby „rzutem na taśmę” atom pod stołem – ale na pewno nie zbudujemy całokrajowej saturacyjnej A2/AD Tarczy i Miecza Polski]. Z drugiej – bo Rosja tylko czeka na wyjście USA z Europy – by stworzyć supermocarstwo Lizbona-Władywostok. Czyli USA będzie chciało wyjść z Europy – ale zamiary Rosji i Berlina zmusza je do pozostania. I wtedy pewnie wyjdzie deal USA-Chiny kosztem Rosji – dla „ostatecznego rozwiązania kwestii groźby powstania trzeciego, silniejszego konkurenta”.

        2. (…) w razie stanu zagrożenia na CPK lądują transporty strategiczne C-5M i C-17A i ew Super Herculesów(…)
          Tu będę jak zdarta płyta… ale zwracam uwagę na 3 kwestie:
          – w razie stanu zagrożenia to ten region będzie leżał na trasie głównej trasy, którą będą się poruszali uchodźcy… oczywiście te wszystkie transportowce może zabrać iluś do innych krajów sojuszu, ale wtedy cała operacja nabierze elementów z operacji (…)Upadek Sajgonu(…)
          – usunięcie milionów pasażerów i wszystko co z nimi związane (bagaże, taksówki i inne pojazdy cywilne, samoloty pasażerskie) to na prawdę kupa czasu
          – do wyprowadzenia ruchu w kierunku zagrożenia to lokalizacja grodziska jest jedną z najgorszych… tu bym rekomendowałbym region Legionowo-Nowy Dwór Mazowiecki… gdzie te całe siły nie będą musiały się przewalać przez Warszawę, przy okazji cały sprzęt wodny może zrobić prawie od razu chlup do Wisły czy Narwi, a jeśli do tego czasu powstanie port feederowy Warszawa to cała infrastruktura na potrzeby tego transportu będą już na miejscu.

          1. Załóżmy, że CPK obsługuje planowane 50 mln pasażerów rocznie. Czyli dziennie ca 136 tys pasażerów. To nie są „miliony pasażerów” ani dantejskie sceny. Tak naprawdę sprawa może ograniczona do obsłużenia „odkręcenia” lotów najwyżej 1/3 tej liczby pasażerów – czyli odpraw w zakresie najbliższych max 10 h. Bo reszta lotów zostanie i tak zawczasu odwołana [a loty „inter” – przekierowane] – i pasażerowie się nie zjawią. Gdy pójdzie rozkaz do USA czy UK „ładujcie sprzęt i zaopatrzenie i kontyngent do przelotu i rozładunku na CPK” – i gdy fizycznie zostanie dokonany załadunek – plus jeszcze wykonany zostanie sam przelot – to w tym samym czasie akurat uporządkuje się już w pełni CPK pod „przekwalifikowanie” na spokojne przyjęcie masowych transportów wojskowych. Zresztą – zapewne rozładunek będzie na większej ilości lotnisk [zwłaszcza C-17A i Super Herculesy] – tyle, że CPK będzie miało najlepszą komunikację lądową do dalszego przerzutu tych środków – zwłaszcza ciężkich [koleją]… Oczywista, że WTEDY podobne „przesuniecie kolejki obsługi” nastąpi dla transportów cywilnych – bocznice zostaną oczyszczone pod podstawione wagony-lory dla Abramsów itd. Kwestia synchronizacji sieciocentrycznej – real-time… Natomiast przy składnicach sprzętowych w Polsce – transport z USA czy z UK – ograniczałby się w istocie do transportów ludzkich [może z pewnym uzupełnieniem najnowszego wyposażenia sprzętowego głównie szeroko rozumianej elektroniki – ale to zupełnie inna rzecz w gabarycie, masie i ilości, niż transportować brygadę pancerną…] – czyli rzecz do wykonania dużo łatwiej i szybciej – tu zaryzykuję stwierdzenie, że w ramach „nadmiarowości” CPK – mogłoby się obyć i bez wstrzymywania lotów cywilnych. Zresztą – to już powtarzałem – w razie napięć politycznych i stanu zagrożenia w regionie – regułą jest, że ograniczeniu ulega, czy wręcz zamiera ruch pasażerski [ale i w części towarowy] – więc potencjał CPK [i innych lotnisk w Polsce] mam za niezagrożony dla szybkich reakcji w postaci przerzutów strategicznych.

          2. (…)Zresztą – to już powtarzałem – w razie napięć politycznych i stanu zagrożenia w regionie – regułą jest, że ograniczeniu ulega, czy wręcz zamiera ruch pasażerski [ale i w części towarowy] – więc potencjał CPK [i innych lotnisk w Polsce] mam za niezagrożony dla szybkich reakcji w postaci przerzutów strategicznych.(…)
            Jak nie zapewnisz zorganizowanej ewakuacji uciekinierów to będą ci ładowali czym tym tylko się da.

  3. Tak dla pocieszenia [że nie mamy sprzętu USMC] – KTO Rosomaki i przyszłe BWP Borsuki – mają i będą miały zdolność pływania. Oczywiście desant morski to dla nich hazard – ale już rzeki, jeziora, nawet Zalew Wiślany – to OK. Inna rzecz, że ponieważ w swoim czasie [za Układu Warszawskiego] mieliśmy „przydzieloną” Danię do opanowania desantem [konkretnie chodziło o Jutlandię na czele z kontrolą Cieśnin Duńskich] – wiec z tych czasów zostało nam trochę Topasów [nadal na chodzie] – ale i np. Goździki-M [naszego „chowu” zmarynizowane Goździki 122 mm – do desantów morskich]. Co do nowego prototypowego BWP Borsuk – do dzisiaj trwają ostre dyskusje – czy zachowanie pływalności kosztem pancerza [mimo jego modularyzacji – czyli teoretycznie po przeprawie można go dopancerzyć] jest słuszne. Niemcy poszli na pancerz – stąd Puma czy Lynx. Jakimś sensownym rozwiązaniem byłoby przeznaczenie wszystkich T-72 na ciężkie BWP – wzorem izraelskiego Achzarita [przerabianego ze zdobycznych T-54/55]. Wtedy ciężkie BWP przerobione z T-72 [a może i z Twardych] można przeznaczyć dla ciężkich związków pancernych z Leo 2 PL [przeprawianych mostami i środkami pontonowymi], natomiast KTO Rosomak i BWP Borsuk – do szybkich działań opartych o manewr i szybkość forsowania przeszkód wodnych. Tym bardziej, że skoro produkcja BWP Borsuk ma wynosić 50 sztuk rocznie – to osiągniecie stanu 1000 sztuk [w tym wersji pochodnych na jego podwoziu] potrwa od momentu rozpoczęcia produkcji 20 lat – czyli na chwilę obecną od 2022 – zostanie „sfinalizowane” w…2042. Tu również wygląda rzecz na musztardę po obiedzie – stąd moim zdaniem warto się pochylić nad przeróbką T-72 na ciężkie BWP – w tym np. z wieżą bezzałogową ZSSW-30/40.

  4. Pozwolę sobie na małe OT… Niedawno Duda na wiecu nazwał rządy PO, że dla gospodarki były gorszym wirusem niż corona. Biorąc to pod na poważnie, to musiałbym stwierdzić, że nie ma potrzeby wprowadzania tarcz antykryzysowych, ponieważ po skończeniu tych rządów DobraZmiana nie wprowadzała, żadnego wsparcia, które miałoby charakter ekstraordynaryjny.
    To tak dla przykładu co potrafi się wydarzyć gdy MaBeNa wyciera sobie gębę biedą.

    1. Na wiecach wyborczych króluje propaganda dla laików. Tu na portalu trzeba się nam zastanawiać nad wymaganiami nadrzędnymi dla naszego PRZETRWANIA [to minimum] i rozwoju – przynajmniej od momentu „gdy kurz opadnie” [to cel bardziej ambitny – ale też w sumie z punktu widzenia elementarnej gry o „porządek dziobania” – cel NIEUNIKNIONY] – które to wymagania NADRZĘDNE muszą być spełnione przez sterników nawy państwowej – niezależnie od opcji. Szczerze – niech sobie Pan X lub Pani Y u steru wyznaje różne ideologie [ale najlepiej deklaratywnie – bez marnowania zasobów i czasu] – ale w sprawach strategicznych na poziomie SKUTECZNEJ gry między państwami – nie ma eksperymentów ideologicznych i życzeniowości w ramach „postępu” – liczy się wyłącznie stara odwieczna zasada siły i interesu. Dobrym przykładem są tu Skandynawowie – o ile w „cywilu” idą w skrajne rozwiązania „postępowe” i w bujanie w życzeniowych różowych obłokach ideologicznych – o tyle w sprawach wojskowych i grze międzynarodowej – zwłaszcza wobec Rosji – są trzeźwi, pragmatyczni i „konserwatywni” i wręcz „prawicowi” aż do bólu…dużo bardziej, niż w Polsce…

      1. (…)o tyle w sprawach wojskowych i grze międzynarodowej – zwłaszcza wobec Rosji – są trzeźwi, pragmatyczni i “konserwatywni” i wręcz “prawicowi” aż do bólu…dużo bardziej, niż w Polsce…(…)
        Nie bardzo lubię tych określeń jak konserwatywni i prawicowi… zwłaszcza gdy mówimy w kontekście tego, że sowiety tak się nawróciły na prawosławie, że strach. Takiego sojuszu tronu z ołtarzem jak w Rosji nie ma nigdzie indziej Europie (pomijając oczywiście teokracje takie jak Watykan czy Wlk. Brytania), na Ukrainie były Prezydent dla podbicia poparcia wyborczego był gotowy rozpętać wojnę cerkiewną, zaś ostatni (…)bohaterowie(…) Serbów zasłynęli z ludobójstwa muzułmanów.

        A co kwestii prawo-lewo to trzeba zauważyć, że przykładowo tacy homoseksualiści nie czują potrzeby nie czują potrzeby sekować ludzi o innych orientacjach seksualnych czy nawet w ogóle nie posiadającej takowej co nie powoduje, że przystępowanie do struktur tolerujące osoby niehereseksualne nie jest swego rodzajem deklaracji ideologicznej czy politycznej (tak jak twierdzenie, że w Smoleńsku był/nie było zamachu), a zatem nie pojawia się zagrożenie infiltracją przez określone środowiska… w przy polskiego WOT będą to środowiska nacjonalistyczne.

  5. JSC – myślę, że w kategoriach międzynarodowych rządzi twardo teoria gier [zasadniczo jest to gra o sumie zerowej – „mój zysk kosztem twojej straty”] – wygraną [celem] jest przetrwanie lub wzrost lub przynajmniej utrzymanie pozycji – zaś wszelkiego rodzaju siła [miękka i twarda] – jest „efektorem” realnych „reguł” tej gry. Podmiotami [i przedmiotami] gry są państwa – cokolwiek by się twierdziło wg nowomodnych teorii wieszczących „przestarzałość” czy „zaściankowość” bytów państwowych. Najlepiej pokazał to COVID-19 – wszystkie państwa na wyścigi i bez skrępowania [posuwając się nawet do złodziejstwa – jak „wzorcowe” Niemcy względem Włoch i Austrii i Szwajcarii] patrzyły na swój interes, za nic mając [w w ramach UE] ustanawiane administracyjno-nakazowo ponadnarodowe „święte nienaruszalne zasady”. Każdy byt państwowy w warunkach zagrożenia działa na siebie i tylko na siebie. To kwestia instynktu samozachowawczego – alternatywą jest samobójstwo na własne życzenie. Co do ustroju wewnętrznego – jest jak tabela priorytetów przerwań i reakcji i oprogramowania systemowego w komputerze. O jakości i wartości danego ustroju [„oprogramowania”] na samym końcu decyduje test „czarnej skrzynki” – tj. gdy kurz opadnie – czy dany podmiot przetrwał, czy nie, czy awansował, czy spadł w rankingu. Jest to test bezwzględny – ABSOLUTNY – którego w żaden sposób nie można przykryć czy „zagadać” jakąkolwiek relatywną ideologią tak nagminnie – lecz tylko POZORNIE przysłaniającą rzeczywistość w polityce czy w mediach. Tak naprawdę jako „fizyczna ideologia” rządzi cybernetyka – z konkurującymi państwami jako bytami-homeostatami. Zresztą doskonale rozumiała to od samego początku lewica, szczególnie komunistyczna – stąd tak bezwzględne zwalczanie od samego początku „wyklętej” cybernetyki podczas stalinizmu – a potem marginalizowanie i zupełnie nieskuteczne próby poddania ideologii komunistycznej. Cybernetyka to zupełnie inny obraz rzeczywistości – WERYFIKOWALNY – nie zaś DEKLARATYWNY. W przypadku komunizmu – zawsze zwyciężała WERYFIKACJA – pokazująca, że dobrymi chęciami to piekło wybrukowane…

    1. (…)Każdy byt państwowy w warunkach zagrożenia działa na siebie i tylko na siebie.(…)
      Widzę, że wchodzimy na tematy zbyt podstawowe… ale skoro tak, to taki pogląd podważa de facto sens sojuszy obronnych.Swoją drogą już NATO też okazało się (…)bezzębne(…) i to dwukrotnie… najpierw po Smoleńsku, a następnie przy sprawie Skrippala (która w mediach miała obraz jakby rozpylono nad miastem sarin co np. planowała zrobić kiedyś Najwyższa Prawda w stosunku do Tokio. Swoją drogą… gdyby dobrze trafili to wytruliby tyle ważnych osobistości, także zagranicznych, że powstałby ferment rodem z (…)Sumy wszystkich strachów(…)).

  6. Egoizm narodowy wcale nie wyklucza sojuszy. Wręcz przeciwnie – po pierwsze sojusze silnych kosztem słabych – zaspokajają ten egoizm silnych. Dobrym przykładem rozbiory Polski. Po drugie – sojusze obronne – gdzie ilość przechodzi w jakość nowej siły [efekt synergii] – powstrzymującej agresora [a nawet – przy przekroczeniu pewnego progu wystarczającej siły – pozwalające na jego pokonanie] – to też jak najbardziej realizacja egoizmu narodowego – czyli interesu narodowego i tzw. racji stanu. W polityce działa wyłącznie siła dla realizacji interesów narodowych – sojusze tylko multiplikują tę grę o sumie zerowej. A ideologia – w ostatecznym rozrachunku to taki teatrzyk medialny – znajdowania dobrych moralnych i szczytnych celów [pomijam, że różne ideologie mają różne zdanie co jest dobre, moralne i szczytne…] do przesłonięcia generalnie niemoralnej gry opartej o prawo Kalego… W Polsce od XVIII w. mamy wielką trudność ze zrozumieniem prawdziwych reguł gry – stąd i rozbiory, niewola, miotanie się w powstaniach opartych o próżne nadzieje składane względem Zachodu, ale i katastrofa 1939 – gdzie Polska postawiła swój byt w interesie świata – ale nie swoim… Na pewno deklaratywny idealizm wszelkiej maści „postępowców” jest w naszym przypadku w strefie zgniotu samobójstwem [zwłaszcza głoszenie likwidacji państwa, narodu, poświęcanie się dla interesu globalnego], ale także romantyzm i walka o cudzą wolność – kosztem swojej.

    1. (…)W polityce działa wyłącznie siła dla realizacji interesów narodowych – sojusze tylko multiplikują tę grę o sumie zerowej.(…)
      Pod warunkiem, że reakcje są automatyczne… bo gdy po Smoleńsku zostały oficjalnie podniesione przez Macierewicza w roli ministra obrony NATO miało do wyboru:
      – pójść drogą jaką poszło Trójprzymierze po Sarejewie
      – albo pokazać, że bezkarnie można odstrzelić głowy państw członkowskich

      1. Akurat w sprawie Smoleńska 2010 zadecydował NADRZĘDNY „reset” USA z Rosją – dla nas wyjątkowo upokarzający anulowaniem tarczy antyrakietowej 17 IX 2009 – co ogłoszono dokładnie w 70 rocznicę napaści Rosji stalinowskiej na Polskę. Smoleńsk był zdarzeniem w TYM układzie raczej oczywistym – jak Gibraltar 1943 po kompromitującej Stalina [ale i zachodnich aliantów – którzy tak wspierali i wybielali partykularnie Rosję stalinowską] sprawie Katynia. Pomijam „kto-jak-gdzie-co” – to już sprawa czysto wykonawcza, a dokładne zaangażowanie takich czy innych specsłużb poznamy zapewne dekady po „opadnięciu kurzu” konfrontacji globalnej – wg mnie nie wcześniej, niż za 50, może 70-80 lat. Wg ówczesnej instrukcji HEAD dla państw NATO – Smoleńsk był objęty kontrolą satelitarną już dwa tygodnie przed przylotem. Ten monitoring jest zwijany dopiero po powrocie oficjeli państwa NATO na własne lotnisko. W takim układzie brak dostarczenia przez USA szczegółowych zdjęć bardzo wysokiej jakości [dzień za dniem, godzina za godziną] – i to z urzędu – dla AM jako szefa MON od 2015 [gdy „reset” został już zastąpiony twardymi negocjacjami USA z Rosja przez odebranie Ukrainy] – mówi sam za siebie. Zresztą – oprócz sprawy „bluźnierczej” wobec hegemona deklaracji AM co do uzyskania suwerenności w zakresie obrony strategicznej Polski przez WP do 2033 [a zatem NIEPOTRZEBNOŚCI USA po osiągnięciu tejże suwerenności], oprócz wymogu min. 50% offsetu [co bardzo się nie spodobało koncernom amerykańskim z LM i Raytheyronem na czele], to własnie AM jako szef MON – i jednocześnie jako szef komisji smoleńskiej – był stale nader niewygodny dla Amerykanów. Był zbyt silnym lewarem wobec USA – dlatego „AM musiał odejść”. Sprawy „Misiewiczów” i tym podobne – to medialne bańki napompowane dla uzasadnienia wyrzucenia AM z szefowania MON. Wobec tych 3 ww spraw strategicznych – owi „Misiewicze” to sprawy 4-rzędne, ale w polskim krótkowzrocznym piekiełku uważane za najważniejsze… Cóż, jak widać – sami się pozbywamy usłużnie lewarów na USA… Przypomina mi się pewna anegdota jaką Kisielewski opisał w swoich wspomnieniach z pobytu w UK podczas wojny – opowiedział mu to pewien Bryt oddelegowany do „przypilnowania” środowiska polskiego: – otóż podczas wojny nastąpił wzmożony napływ grzeszników do piekła. Trzeba było ustawiać awaryjnie dodatkowe kotły, robić dyżury i służby nadliczbowe itd. Podczas inspekcji wysoki dostojnik piekła dostrzegł, że przy kotle z napisem POLAND nie ma żadnego dyżurnego diabła. Natychmiast zażądał raportu od szefa lokalnej placówki, a ten ze spokojem i pewną dumą wyjaśnił: „Do Polaków nie musimy przydzielać żadnej straży – jak tylko któryś próbuje zorganizować ucieczkę z kotła, to zaraz reszta w kotle ściąga go z powrotem…” …

        1. Nie mówimy o sytuacji o 2010 tylko 2015, kiedy wersja zamachowa nie była wizja szaleńca tylko oficjalnym stanowiskiem rządu… a to już jest stwierdzenie, że Rosja dokonała aktu wojny co uruchamia artykuł 5, ale jak widać jest zarezerwowany tylko dla Amerykanów. Bo w październiku 2018 kiedy to GRU dokonało (…)zamachu terrorystycznego(…) na Wlk. Brytanię, ten z noviczokiem, akurat żadnego resetu nie było… Ba! To okres rakietowania Assada!

          1. A skąd wiadomo ze to było GRU a nie operacja fałszywej flagi czy to MI6 Czy CIA?

          2. Nie wiadomo… ale zobowiązania zapisane w artykule 5 NATO są jawne… skoro rząd Państwa członkowskiego twierdzi, że doszło do aktu wojny to pozostali są zobligowani do udzielenia pomocy dla odparcia agresora.

          3. Dla jasności – moje zupełnie prywatne zdanie w kwestii „katastrofy lotniczej” jest takie, że GRU dostało wtedy [za czasów „resetu”] pozwolenie na akcję, CIA zabezpieczała pole „po swojej stronie”, a reszta [BND, Mossad i inni] czujnie rzecz monitorowali. Ale może się mylę i było zupełnie inaczej…aczkolwiek szanse takiej innej drogi widzę poniżej 5%… Tyle, że te rozważania są zupełnie bez sensu – musimy patrzeć w przód i grać kartami, jakie mamy do dyspozycji i jakie możemy sobie „załatwić” [choćby głowice pod stołem] – a robienie wewnętrznego piekła polsko-polskiego – tylko wzmacnia innych graczy i daje im lewary na Polskę wg klasyki „dziel i rządź”. W sumie – to biadanie nad rozlanym mlekiem – zupełnie niekonstruktywne. Powtarzam: niezależnie od tzw. opcji politycznej u steru nawy państwowej – wymagania zewnętrznej, coraz ostrzejszej gry międzynarodowej dla Polski pozostaną niezmienne co do koniecznych reakcji Polski jako gracza. I musimy je spełnić – i za każdym razem rozpoznawać je i przygotowywać się do nich zawczasu – inaczej łatwo wpadniemy na minę i zatoniemy jako państwo. WTEDY zostaniemy do cna wykorzystani przez obcych graczy – z zupełnym zmarnowaniem ludzi i zasobów. Znacznie gorzej niż w II w.św. – bo i siły i środki graczy będą nieporównanie większe – a sama konfrontacja nieporównanie bardziej bezwzględna – bo po raz pierwszy naprawdę globalna.

          4. Tylko ze sam artykuł 5 nie musi oznaczać przecież jakichś automatycznych reakcji czy militarnych czy …ograniczyć się do wydania oświadczeń o zaniepokojeniu i potępieniu… nikt nie będzie umierał za Gdańsk.

            Co do sprawy Skripala.. Cui bono?

            Nie żebym wybielał FSB czy GRU, bo powiedzmy wprost -dowody Bellingcata to tez mogą być dowody ale nie muszą…

            Sami Brytyjczycy maja niezłe know-how w związkach fosforoorganicznych a same Salisbury i Porton Down…

            Ruskim tylko brakowałoby kolejnej afery. Litwinienko dostal Polonem a tu mieli tak schrzanic… pachnie mi tu false flag operation.

  7. @JSC i @Nierealny Strateg – to, że USA najpierw zdradziły Polskę 17 IX 2009 i sprzedały nas Rosji, nie oznacza, że będą się do czegokolwiek poczuwały po zresetowaniu „resetu”. „Żadnych złudzeń panowie!” – niejako wzorem Aleksandra I taki jest przekaz Waszyngtonu. Raczej odwrotnie – fakt, że AM nie wykorzystał lewara na USA, spowodował, że Trump podpisał 447 jako lewar na Polskę. To nie jest ani przyjaźń, ani jakieś dotrzymywanie prawnych artykułów, ani jakakolwiek lojalność wobec „sojusznika” [czytaj: junior-partnera wykorzystywanego maksymalnie instrumentalnie i przedmiotowo]. POWTARZAM po raz 1000-ny: liczy się tylko siła i lewary dla realizacji interesów. A interesy USA i Polski są generalnie rozbieżne choćby wobec zupełnie innej geografii – usadowienia na różnych kontynentach. Tym bardziej, że moim zdaniem rozwinięta hipoteza Pana Krzysztofa o USA „nieuczciwym strażaku” – który nie może pokonać Chin – więc doprowadzi do wzajemnie wyniszczającej wojny na Wyspie Świata – a sam za oceanami stanie się najsilniejszy – bo inni zmarnieją w wojnie – ta hipoteza każe traktować i USA i tzw. inicjatywę morskich państw Five Eyes z najwyższa ostrożnością. To jak najbardziej wyjaśnia zdziwienie Bartosiaka – że USA nie inwestują czy w Trójmorze czy w sojuszników w Eurazji – po prostu nie inwestują w coś, co planują podpalić. To nie jest „poważny błąd strategiczny USA” – jak uważa Bartosiak – tylko KONSEKWENTNA i SPÓJNA linia geostrategii Waszyngtonu – realizowana wg chłodnej kalkulacji dla osiągnięcia celu Pax Americana 2.0. To nie znaczy, że mamy się obrażać jak przedszkolak na USA czy UK i szukać innego „rodzica adopcyjnego” [niby Berlin nas utuli?…taka kalkulacja świadczyła by o skrajnej naiwności], by kto inny nas wziął pod opiekę. Musimy grać z takimi graczami jacy są – i maksymalnie ich wykorzystywać, jak najpóźniej [albo najlepiej w ogóle] wejść do walki, chronić zasoby, zwłaszcza ludzi – a korzystając z idealnie obrotowej pozycji na styku Rimmlandu i Heartlandu Eurazji – w stosownym momencie bez żadnego skrępowania obrócić się na zwycięzcę. I wykorzystać atut bycia za zasłona Alp i Karpat [bo region Śródziemnomorski Europy od Hiszpanii po Grecję to będzie wielka projekcja siły islamu – właściwie już jest – hybrydowo]. Brak „ubogacenia” i multi-kulti” [czytaj: przyszłej V kolumny] wyjdzie nam bardzo na zdrowie – tak jak i integralność etniczna i kulturowa. Na razie władze mamy nieudolne [czytaj: uzależnione od tzw. kompromatów obcych specsłużb] – ale w sumie efekt [NIECHCIANY ale jednak REALNY] jest taki, ze realizujemy zasadę Deng Xiaopinga o wzrastaniu w cieniu. Jesteśmy lekceważeni – to źle, bo wiele tracimy – ale także dobrze – bo wyraźny deklarowany i świadomie kierowany wzrost pozycji Polski spowodowałby nieporównanie większą reakcją na „przygaszenie” Polski. Ważne, aby w momencie, gdy zacznie się gra naprawdę na ostro [np. gdy USA założy blokadę morską niemieckiego handlu – to o ten poziom „twardości” mi chodzi] – by WTEDY zmobilizować się – choćby nawet akcyjnie – choćby nawet na zasadzie pospolitego ruszenia wedle sienkiewiczowskiego „kupą mości panowie”…i nadać zupełnie nowy bieg polskiej TWARDEJ polityce. O ile praca u podstaw społeczeństwa ma niestety dość nikły wzrost i poziom [względem wymagań – dla stworzenia lewara społeczeństwa obywatelskiego – świadomego swych interesów – umiejącego wymusić na „górze” konkretne spójne zmiany – i balansującego wzrastającą twardość „góry”] – o tyle mobilizacji Polaków w godzinie zagrożenia jestem pewien na 95%.

    1. (…) Waszyngtonu. Raczej odwrotnie – fakt, że AM nie wykorzystał lewara na USA, spowodował, że Trump podpisał 447 jako lewar na Polskę.(…)
      Na prawdę nie wiem na czym miałaby polegać ten lewar… Z jednej strony nigdy nie słyszałem, żeby Macierewiczowi wymsknął się choćby cień insynuacja, że zamachowi jest winny ktoś po za Putinem i Tuskiem, a z drugiej strony powierzył kierowanie człowiekowi, który budzi uzasadnione podejrzenie na boku prowadził działalność agenturalną na rzecz Amerykanów. Jak się wczyta w pamiętny artykuł Gazety Prawnej… https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1035116,komisja-smolenska-berczynski-wywiad.html
      (…)Minister Macierewicz obsadził pana na stanowisku prezesa rady nadzorczej WZL, by pan miał ułatwioną pracę w podkomisji? By mógł pan przeprowadzać badania?

      A więc opowiem, jak do tego doszło. Nie wiem, czy pani wie, ale to ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach, znam się na lotnictwie. Pamiętam, jak przeczytałem o tych caracalach, o tym, że polski rząd zamierza je kupić, to mi włosy stanęły dęba. Markowi Pyzie w piśmie „wSieci” powiedziałem, że to jest przekręt, że Polska nie może tak strasznie przepłacać – i się zaczęło. To był kwiecień 2015 r., jeszcze rządziła PO. Potem wybory wygrał PiS, ministrem obrony został Antoni Macierewicz, który powiedział: „Bądź moim pełnomocnikiem w sprawie śmigłowców”. I tak, krok po kroku, zaproponowano mi, bym włączył się w pracę w WZL w Łodzi, w których powstają właśnie helikoptery. I powiem pani, że z przyjemnością się zgodziłem.

      Macierewicz pana mianował?

      Formalnie zostałem wybrany na prezesa rady nadzorczej.

      Zarabia pan dobre pieniądze?

      3 tys. zł miesięcznie. Wracam właśnie z Łodzi. I nie byłem tam w sprawie katastrofy smoleńskiej, tylko zatwierdzenia budżetu. Jesteśmy zaawansowani w rozmowach w sprawie silników do wszystkich polskich helikopterów z ukraińską firmą. Jeśli to się uda, to będziemy mieli śmigłowce ze zdecydowanie lepszymi osiągami. Nie jestem papierowym prezesem. I zaręczam pani, że nie robię tego dla pieniędzy. W Boeingu zarabiałem 100 dol. za godzinę, więc w zasadzie nie ma o czym mówić. Kilka lat temu w Stanach przeszedłem na emeryturę.(…)
      To przebieg całej tej afery śmigłowcowej, od je wrzaskliwego początku po jej żałosną agonię…

      W moim komentarzu są 2 poważne poszlaki wskazujące na to, że to Amerykanie mają na Macierewicza haka, a nie na odwrót, a na podparcie twojej tezy nie widziałem ani jednej.

    2. pierwszy raz się z Panem zgodzę. USA nie inwestują w banana republik, która zamierzają poświecić, dla własnych partykularnych interesów. Beda walczyć o interesy USA do ostatniego Polaka.

      AM to żaden lewar na USA, to przecież kryptogej ze skłonnościami do dorastających chłopców. Vide Janniger. AM to być może raczej TW GRU, nikt tak osłabionej polskiej Armii nie osłabił a to wyrzucaniem kompetentnych oficerów, to de facto likwidując wywiad ( o dziwo wierchuszka WSI ma się cały czas dobrze) a polski kontyngent w Afganistanie był ślepy…

      Mokre mocarstwowe polskie sny oparte na kompleksach… Tak przypominam ze Bartosiak umoczył wizerunkowo promując Misia 4.0 – projekt CPK.. Te polskie mitologie z ponad 100 milionami rocznie pasażerów gdy… LOT od lat upada …te plany ekspansji, gdy LOT jest od lat na dnie a teraz indolencja pislamu go dobije…No owszem, może da sie paru Klamteuszom Moradzieckim spieniężyć wcześniej kupione działki na rzecz wykupu przez SP ale od tego nie przybędzie PL wiele… a ile było przed Coronakryzysem portów powyżej 100 milionów rocznie? Atlanta, Pekin ,….

      Nie, nie mam nic do pracowników LOTu, poza wierchuszka pislamskich miernot na stanowiskach zarządu i prezesa, który nawet kury prowadzać do defekacji by pogubił. Nie… ale o kierunku rozwoju firmy decydują ne szeregowi pracownicy a jej kierownictwo.

      Lufthansa dostała 9 miliardów EUR i niestety organizacyjnie zmiecie po kryzysie swe konkurencyjne firemki. Choć dla niemieckiej racji stanu istnienie deficytowego LOTu jest o wiele sensowniejsze niz jego upadek ( niech PL się wykrwawia na te zwiazkowe skanseny i dziadostwo, przy okazji walnie się jakaś kare amatorom z PL za niedozwolona pomoc publiczna i niech bedzie). Trochę tylko szkoda i historii firmy i etosu jej pracowników, ale cóż, to jest Polska.

      Bartosiak mi się podoba. Potrafi ze swoim płatnym kontentem dotrzeć do niedouczonych polskich inceli marzących o Poland stronk. Sprzedawać im remedium na te piwniczne kompleksy urojonej wielkości, te wyimaginowana ważność, a tymczasem nawet Węgier Polak dwa bratanki mieli w du…dzie polskie tanki.

      Węgrzy kupili zamiast Krabów produkty niemieckie i francuskie śmigłowce. Węgier Polak dwa Bratanki sprzeda Lacha za dwa franki.powiedziałbym. Obecna Polska to jest pośmiewisko a proszę popatrzeć na komentarze dyplomatyczne – Pan kandydat na re-elekta ubzdurał sobie ze jedzie popłaszczyć sie u POTUSa w imieniu całej grupy wyszehradzkiej a nikt takiej miernocie i przestępcy nie dal takiego mandatu.

      Napisze z przykrością – trochę powagi, mniej fantazji i trochę ciszej nad ta trumna. Polska intelektualna trumna.

      Na ciężkie czasy najważniejsze jest przywództwo – taki Adenauer, taka Margaret T. Tymczasem takich osób w PL brak. PL została intelektualnie zdekapitowana czy to Sondernaktion Krakau czy Wzgorza Wuleckie a tu nie będzie żadnego pospolitego ruszenia -ono jest już teraz – do kiełbasy w niemieckim Lidlu na promocji i Harnasia – to ma szanse się udać.Ale nie więcej.

      Podoba mi sie Panski wpis o kotłach w piekle. Problem tylko w tym , ze to każdemu pasuje. Piszesz Pan fantasmagorie o organizacjach, o projekcjach siły. Litości. Pospolite ruszenie mialo sens 17 wieku. A Teraz w drodze dronizacji, sieciach 5G, łączności satelitarnej? Litości, Bangladesz ma swojego satelitę….czasy się zmieniły a trepy jak dawniej pompują sobie wojskowe emeryturki wysługą lat w ludowym wojsku polskim.

      W Polsce to nie ma szans bo problemem w Polsce są Polacy. Zacznijmy od początku. Takie sieci handlowe. Sieci handlowe to nie jest produkcja procesorów w 5nm z azotkiem galu. Tymczasem Polak nawet tego nie potrafi. PSS Społem do dziś nie ma wspólnej centrali zakupowej i jest rozproszona i rozdrobniona, bo musi być po polsku, nie będzie mi przecież żaden inny prezes mówił…a nie zapominajmy ze taka PSS Społem od lat ma coś, czego nie ma Lidl, Kaufland i inni.

      PSS Społem ma wyśmienite lokalizacje i co z tego? Guano za przeproszeniem, bo Polacy tam rządzą a wiec jest syf, nepotyzm, korupcja, skansen i…nie będzie lepiej.

      Bez autorytetów, bez know-how, bez władzy otwartej na perspektywę czegoś więcej niż nachapania się przez jedna kadencje będzie tylko syf.

      W Polsce oddano rynek detaliczny, nie potrafi się zając czymś tak trywialnym jak handlem detalicznym ( a niech taki polski biznes spróbuje w Niemczech sobie wejść, to szybko pozna uroki sloganu kapitał nie ma narodowości…) a mamy produkować cokolwiek c da projekcje sily? Kim? Za co? Incelami mieszkającymi do 40 roku życia z rodzicami, co nie maja szans na M2? Budżet PL jest pudrowany a zaraz się okaże ze …gdy Niemcy dotknie kryzys to przy tym poziomie integracji gospodarek w PL sobie będą amortyzować… Rynek wewnętrzny w PL jst zbyt slaby, to konsumpcja oparta o tani kredyt, PL jst nawet bardziej konsumpcyjna niz zachód i nie do końca zgadzam sie z Panem Wojczalem co do wyliczeń z poprzedniego artykulu… Jaki odsetek produkcji w polskim PKB ma Produkt Narodowy Brutto, bo to ze w PL sobie korzystajac z taniej i dobrej sily roboczej produkują niemieckie filie firm optymalizując koszty to chyba patriotow raczej mierzi niz dumy przysparza?

      Na odchodne ustępujący prezydent nie do końca pewny swojej reelekcji podpisze zapewne umowę z kolegami na inwestycje z upadłym Westinghousem. Westinghouse to skansen technologiczny i jest ze swoimi reaktorami w 20 wieku. Francuzi ze swoimi są w 21 choć maja problemy z technika cały czas vide realizacja siłowni dla Finów.

      Tymczasem tak zwane polskie władze licytują się kto bardziej padnie u stop POTUS i kto mu bardziej nawilży, kto więcej ściągnie amerykańskich żołnierzy do PL i kto będzie naszym przyjacielem. Juz dziesiątki lat temu PL to przerabiała – sojusz polsko-radziecki. Co z tego pozostało?

      Polacy maja problem ze swoimi chłopskimi władzami -kiedy nawilżano gensekom z Kremla, dziś nawilża się Jankesom. Zawsze musimy mieć w PL Pana, my zawsze jasniewielmoznemu służyć będziemy i bić się i płacić za wolność wasza, i za wasze interesy , interesy radzieckie, amerykańskie etc… byleby nie interesy polskie….niewolnictwo i wasalizm to stan umysłu i polskie władze maja to we krwi, one nawet nie udają samodzielności.

      Ciszej troszkę nad ta trumna polskiej racji stanu i polityki. Ciszej, wracać do szeregu i uprawiać realpolitik albo bataty, bo niestety wszystko inne to z tymi zasobami kapitału intelektualnego to mrzonki.

      Niestety nie tylko z obecna hołotą u koryta, ja nie widzę na scenie polskiej kogokolwiek, kto mógłby ten stan zmienić.

      Pozdrawiam Serdecznie.

      1. Jedyny rodzaj niewolnictwa i wasalizmu jaki widzę to w takich wypowiedziach jak Pana, a słowo -cytuję „hołota” odbija się i wraca do mówiącego. Pan mówi o nas „hołota” a my- o takich „ruski troll”. A merytorycznie dlaczego nie kopać Mierzei to Pan nie odpowiedział, jednego słowa merytorycznego nie wykrztusił. tylko z wpisami poleciał dalej. Serdecznie pozdrawiam i sugeruję wrócić do szparagów u bauera skoro wysyła Pan nas do batatów. Wściekły bo blokada granic wypłoszyła robotników i samemu trzeba robić? Pozdrawiam serdecznie ale bez szacunku. I sugeruję Panie Krzysztofie – wyłączyć Trolla.

        1. (…)A merytorycznie dlaczego nie kopać Mierzei to Pan nie odpowiedział, jednego słowa merytorycznego nie wykrztusił. tylko z wpisami poleciał dalej.(…)
          A z waszej dajecie jakąś merytorykę? Pytam się, bo tak się składa, że jedyna jaką po stronie zwolenników to ten wpis… bo i poszukiwania w dokumentach rządowych zakończyły się fiaskiem. Zatem zapodaj coś więcej niż te gadki o Targowicy.

          1. 1) Szkoda, że tylko tutaj… bo jest wpis za przeproszeniem blogu geopolityka amatora, a nie dokument rządowy.
            3) Pozwolę sobie zrobić cytat:
            (…)Do niedawna nic nie wskazywało na to, aby interesy żeglugi śródlądowej znalazły się w centrum uwagi. Urszula Kowalczyk widzi jednak światełko w tunelu. – Spodziewamy się pozytywnej zmiany, wychodzącej ze szczebla rządowego. Utworzone bowiem zostało nie tylko Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, ale i osobny departament, dedykowany naszemu projektowi – podkreśla przedstawicielka IM w rozmowie z portalem „RynekInfrastruktury.pl”.

            Urszula Kowalczyk zaznacza, że komitet, który został utworzony na rzecz projektu Dniepr – Wisła, w chwili obecnej stawia sobie za zadanie przede wszystkim zainteresować inwestycją władze. – Kładziemy nacisk na aktywizację polityków. Udrożnienie Wisły jest konieczne, jeśli chcemy mieć status drogi międzynarodowej. Transport wodny jest także najbardziej ekologicznym środkiem transportu. Zbyt wiele towaru przerzucamy bowiem na drogi – komentuje Kowalczyk.(…)
            Zatem nie sposób uznać tych treści za merytoryczne stanowisko rządu. Do wyrażenia woli politycznej też im daleko.
            4) Dla Pańskiego towarzystwa Targowica, ruski troll, komuchy czy inne gorsze sorty to jeden pies… nie są Prawdziwymi Polakami.

  8. Dobry artykuł
    Moje poglądy były podobne.
    Przekop Mierzei Wiślanej to ponadto rozwój techniczny Elbląga. W Elblągu są duże zakłady – Alstom, Mcgear i inne z dużymi maszynami i halami produkcyjnymi. W przypadku budowy dużych elementów do farm wiatrowych czy innych konstrukcji morskich lub stalowych (elementy mostów itp.) to transport na barkach jest bardzo wygodny. Tak więc przekop Mierzei pomoże w rozwoju Elbląga i okolic (także Olsztyna dzięki drodze S7): rozwój portu przeładunkowego, rozwój turystyki (promy Hel – Krynica – Elbląg – Kanał Elbląski i Mazury), żaglówek i jachtów oraz rozwój technologiczny Elbląga pod kątem branży offshore.
    Co do Via Carpatii to oczywiście budowa tej drogi ożywi Polskę wschodnią tak jak słusznie zauważono autostrada A1 bardzo ułatwia ruch na osi Trójmiasto – Toruń, Łódź, Częstochowa, Katowice oraz S3 łączy Świnoujście, Szczecin, Gorzów, Zieloną Górę i Wrocław.
    Dla obu tych inwestycji mam duże poparcie i popieram takie myślenie i działanie wśród polityków – myślenie jak gospodarz a nie najemnik.

  9. Tekst autora ciekawy. Ale w komentarzach zaczyna sie jazda.Około 90-95% komentarzy to bełkot pomieszanych umysłów ,pozostałe 5% ma wartość złota.Wielu komentujących nie wie, że około 80% Zalewu Wiślanego miało zostać osuszone i przeznaczone na pola uprawne.A pozostałe 20% miało tworzyć zatoke z drogą wodną do Królewca.Miały też powstać dwa kanały żeglugowe z Elbłąga na Bałtyk i drugi mijający Tolkmicko ,Frombork i Braniewo prowadzący do Królewca. Te kanały miały mieć głebokość 6 metrów. Wśród przeciwników kanału dominuje przekaz dnia – Kanałem przepłyną tylko kajaki. Kiedy podano parametry śluzy i głebokość kanału 100x20x5 i 4 metry ,przekaz dnia sie zmienił – Kanał i tor wodny muszą mieć głebokość 12 metrów. „Fachowcy nie wiedzą że tor wodny tej głebokości maja tylko porty Gdynia-Gdańsk i Świnoujście-Szczecin.Może ci „Geniusze” podadzą głebokość torów wodnych i basenów portowych w portach lezących nad otwartym morzem ,takich jak Kołobrzeg ,Darłówek ,Ustka ? Też mają 12 metrów czy 5 do 6 metrów ? Nikt nie wspomniał że śluza na Mierzeii bedzie miała głebokośc 6,5 metra. ,a głebokość toru wodnego wzrośnie do 5 metrów.Czyli do Elbląga bedą mogły wpływać takie same statki morskie ,jak do na przykład Kołobrzegu leżącego nad otwartym morzem.Oczywiście przekaz dnia zaraz powie – Wielkie kontenerowce nie wpłyną do Elbląga. Od przyjmowania kontenerowców jest Gdynia -Gdańsk ,natomiast rolą Elbląga jest być portem pomocniczym i tańszym.

    1. Przekazy dnia DobrejZmiany są równie finezyjne… zrobimy na złość ruskim.

      (…)natomiast rolą Elbląga jest być portem pomocniczym i tańszym.(…)
      W tym wątku jako pierwszy zwróciłem na to, że Elbląg ma być portem feederowym, ale chcę zwrócić uwagę na 2 kwestie:
      Porty takie jak Elbląg są interfejsem między żeglugą morską, a rzeczną, a zatem inwestycja ta powinna wbić wpisana w program użeglownienia rzek… bo na razie sprawa wygląda jak pospieszny w Włoszczowej. Tam nie było realizacji koncepcji nazwanej z francuska (…)TGV na dworcu w polu buraków(…) tylko prywata Gosiewskiej.

      1. Zgadzamy się ,jaka powinna być rola portu w Elblągu ,podobna zgoda panuje co do funkcji Elbląga ,jako portu rzeczno-morskiego. Problem z żegluga śródlądowa zaczął się 30 lat temu ,kiedy zaniedbano transport rzeczny i kolejowy ,na rzecz transportu drogowego ,który odpowiada aż za 75% transportu w Polsce. Na drugim miejscu jest kolej z 24,8% udziałem w rynku i na samym końcu transport rzeczny z zaledwie 0,2 % udzialu. W najlepszej sytuacji znajduje się kolej której infrastruktura jest obecnie modernizowana i rozbudowywana. Natomiast rzeki są najbardziej zaniedbana częścią transportu w Polsce. Na Odrze swobodnie płynącej i Odrze granicznej da się dość łatwo przywrócić III klasę żeglowności ,problem z tym że podpisane umowy zobowiązują Polskę do doprowadzenia ODW do co najmniej IV a najlepiej V klasy żeglugowej. Ostatni stopień wodny Malczyce oddano do użytku w 2018 po …20 latach budowy a poprzedni w 1959 w Brzegu Dolnym. Jeszcze gorzej jest na Wiśle gdzie jedyny stopień wodny na Górnej Wisle zbudowany został we Włocławku bodajże z 1973 r. Budowa stopni wodnych powinna być w Polsce priorytetem z uwagi na wytwarzanie czystej ekologicznej energii wykorzystującej przepływ wody do wytwarzania prądu ,przy okazji można spiętrzyć wodę i podnieść klasę żeglowności rzeki.Tymczasem obserwujemy wszędzie działania Ekoterrorystow nazywających siebie ekologami ,którzy działają w interesie państw ,którym rozwój Polski przeszkadza. Jak trafnie napisał jeden z komentujących powyżej ,żeby wzrosły obroty w Polskich portach ,to jakieś.inne porty muszą stracić klientów. Pewne odcinki drogi wodnej zamiast rzekami warto poprowadzić kanałami np.na odcinku Odry granicznej ,Kanale Śląskim lub Kanale Odra-Dunaj. Można w ten sposób ograniczyć ryzyko żeglugi przy niskim stanie wody w rzece ,zmniejszyć ilość sluz potrzebnych do żeglugi , zbudować od razu kanał o parametrach V klasy oraz uniezależnić się od widzimisię sąsiada.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *