Polska – w przededniu krytycznych decyzji [ANALIZA]

W dniu 21 września 2022 roku prezydent Władimir Putin oficjalnie ogłosił natychmiastową mobilizację w Federacji Rosyjskiej. To zmienia wszystko, jeśli chodzi o wojnę na Ukrainie, a jednoczenie dowodzi kilku tez:

  1. Podjęcie tak dużego ryzyka politycznego przy znacznym oporze społeczeństwa pokazuje, że Władimir Putin gra o wszystko. Nie interesuje go remis, czy pokój na korzystnych warunkach. Władze z Kremla są zdeterminowane i stawiają na szali swój autorytet w państwie po to, by zdecydowanie wygrać wojnę na Ukrainie i osiągnąć cele polityczne oraz strategiczne.
  2. Ogłoszenie mobilizacji jest objawem słabości, rosyjska armia zawodowa nie była w stanie poradzić sobie z teoretycznie słabszym przeciwnikiem.
  3. Jedno z dwóch głównych narzędzi politycznych Kremla – szantaż potęgą militarną – okazało się być tępe i niesprawne. To bardzo mocno uderza w pozycję Rosji na arenie międzynarodowej oraz w wiarygodność Kremla jako sojusznika.
  4. Rosja jest przyparta do muru i kończy jej się czas. Również z tego względu, że drugie narzędzie polityki (szantaż energetyczny) niebawem stanie się bezużyteczne (vide pośpieszne uniezależnianie się Europy od Rosji w zakresie dostaw surowców energetycznych). Dlatego władze z Kremla sięgnęły po argument, którego unikały jak ognia. Można więc przypuszczać, że Putin nie zamierza prowadzić długiej wojny na wyczerpanie, a szuka szybkiego rozstrzygnięcia wojny. Tak by następnie wywrzeć presję na Zachodzie, powstrzymać negatywne dla siebie procesy oraz zagwarantować sobie dobre warunki na przyszłość.

W tej sytuacji w jakiej znalazła się Federacja Rosyjska, świadome decydowanie się na wieloletni i wyczerpujący konflikt zbrojny byłoby samobójstwem poprzez powolne ćwiartowanie własnego ciała. Tego rodzaju strategia mogłaby się skończyć dokładnie tak samo, jak w czasie wojny w Afganistanie. Zanim konflikt by się skończył, Rosja mogłaby się nawet rozpaść, a Putin straciłby władzę. Tak więc Rosjanie muszą szukać szybkich rozstrzygnięć.

Jednocześnie oczywistym jest, że władze z Kremla nie zaakceptują porażki na obecnym etapie zmagań. Póki Putin uważa, że nie zrobił jeszcze wszystkiego by pokonać Ukrainę, póty to przekonanie będzie pchać go do podwyższania stawki. Dlatego, co podkreślałem wielokrotnie, by zabezpieczyć swoją przyszłość na długie lata, Ukraina musi pokonać Rosję w sytuacji, w której ta użyła niemal całego swojego potencjału konwencjonalnego. Dopiero rozbicie agresora po jego uprzedniej mobilizacji pozbawi go politycznego potencjału do późniejszego wznawiania wojny i ponownego mobilizowania armii.. Jednocześnie takie zwycięstwo dewastowałoby potencjał militarny Rosji na lata.

Pytanie tylko, czy Ukraina jest w stanie obronić się przed kilkusettysięczną rosyjską armią? Dotychczas obrońcy dysponowali przewagą liczebną a i tak Rosjanie prowadzili ofensywy i zdobywali teren. Sytuacja uległa zmianie po ostatnich kontratakach strony ukraińskiej. Jednak wielu ekspertów podkreślało, że jednym z głównych problemów rosyjskiej armii od samego początku inwazji z 24 lutego był brak odpowiedniej ilości żołnierzy. Tych brakuje na każdej z płaszczyzn. Do szturmów, zabezpieczania zdobytego terenu, bronienia mniej istotnych odcinków frontu, wspierania logistyki itp. Mobilizacja może zniwelować (lepiej lub gorzej) tą słabość po stronie rosyjskiej.

W mojej ocenie, strategiczne cele wojny na Ukrainie się nie zmieniły. Moskwa wciąż dąży do przejęcia kontroli nad Ukrainą. W tym celu niezbędnym będzie przejęcie kontroli nad Kijowem. Dlatego uważam, że mobilizacja ma umożliwić zrealizowanie dwóch założeń:

  1. Krótkoterminowo – nasycenie pola walki żołnierzami w celu utrzymania frontu i już zdobytych terytoriów, a także przetrwanie aż do ostatecznego etapu „operacji”,
  2. W dłuższym terminie – uzyskanie odpowiedniej masy i potencjału do przeprowadzenia kolejnej szeroko zakrojonej ofensywy z wykorzystaniem wszystkich możliwych kierunków natarcia (w tym z Białorusi).

O ile pierwsze założenie wydaje się być oczywiste i niepodlegające dyskusji, o tyle to drugie wciąż jest wykluczane przez wielu analityków i komentatorów. Głównie z racji na argument odnoszący się do wysokich strat w ludziach i sprzęcie po stronie rosyjskiej, jeśli chodzi o dotychczasowy przebieg działań militarnych. Oprócz tego podważana jest zdolność Rosjan do sprawnego zarządzania mobilizacją. Wskazuje się na powoływanie ludzi, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w wojsku, a także błędne przydziały zmobilizowanych osób. Wreszcie, rezerwiści kierowani są w dużej części bezpośrednio na front bez uprzedniego przeszkolenia. Co z pewnością znacząco wpłynie na ich wartość bojową w stosunku do żołnierzy ukraińskich. Z tych wszystkich powodów popularną stała się opinia, że próba stabilizacji frontu przy pomocy natychmiastowego wysyłania nieprzygotowanych odpowiednio do walki poborowych zakończy się porażką i rzezią po stronie rosyjskiej. A już zupełnie nie ma szans na odzyskanie inicjatywy i przejście do ofensywy.

 

Mobilizacja śmiertelnym zagrożeniem dla Ukrainy

Rezerwiści na rzeź?

Wskazać jednak należy, że wysokie tempo wysyłania poborowych na front może być objawem zupełnie logicznego rozumowania. Dotychczasowe dane z pola walki wskazują, że ofiary wśród żołnierzy poniesione wskutek porażenia bronią osobistą (tj. np. karabin) stanowią zaledwie kilka procent wszystkich ofiar. Innymi słowy, relatywnie rzadko dochodzi do starć lekkiej piechoty, w których ogromną rolę odgrywa wyszkolenie, doświadczenie, wyposażenie żołnierzy oraz morale. Straty zadaje głównie artyleria, a w dalszej kolejności lotnictwo i sprzęt ciężki. By przeprowadzić skutecznie ofensywę, potrzebne jest wsparcie ogniowe oraz siły ciężkie. Do skutecznej obrony niezbędnym jest posiadanie artylerii i ew. lotnictwa. Te potrzebują rozpoznania, które będzie przekazywało informacje o pozycji celów. W tym celu obie strony stosują m.in. bezzałogowce. Jednak większe drony są kosztowne, nie ma ich wiele oraz są narażone na zestrzelenie. Te mniejsze, tanie, podręczne i używane masowo nie posiadają odpowiednich urządzeń opto-elektronicznych. Takich jak noktowizja, termowizja etc. Wobec czego są w zasadzie ślepe w porze nocnej, a ich użyteczność jest ograniczona w trudnych warunkach atmosferycznych (silny wiatr, deszcz, burze). Jednocześnie by kontrolować 24h/dobę całą zajmowaną przestrzeń, potrzeba setek dronów sterowanych przez setki operatorów pracujących na zmiany. Ponadto, nawet gdy obrońcy dostrzegą zbliżającego się napastnika, to przy pomocy samej tylko obserwacji z powietrza nie są w stanie go zatrzymać. Innymi słowy, jeśli brakuje jakichkolwiek sił na ziemi, to potencjalny cel dla artylerii będzie się szybko przemieszał – nie napotykając oporu. Może być więc trudniejszy do trafienia.

To co Rosjanie mogą spróbować zrobić, to zagęścić nasycenie frontu przy pomocy własnej lekkiej piechoty. Nawet jeśli nie będzie ona najlepiej wyszkolona i będzie znacznie słabsza w walce bezpośredniej, to i tak wciąż może okazać się bardzo użyteczna. Ponieważ by zatrzymać atakującego wroga, należy go przede wszystkim dostrzec, a następnie przekazać informację szczebel wyżej. Tak by artyleria i lotnictwo mogły zrobić resztę. Postawienie nawet słabej piechoty w miejscu, gdzie dotąd nie stacjonował nikt, będzie zmuszać stronę atakującą do zatrzymania się. W celu szturmu lub wezwania własnej artylerii, która dokona wyłomu w bronionej linii. I o to właśnie chodzi, by atakujący musieli zwolnić tempo natarcia, albo zupełnie się zatrzymać. Choćby na chwilę. Wówczas działania artylerii i lotnictwa mogą być znacznie skuteczniejsze.

Reasumując. Wysyłanie rezerwistów prosto na front (a należy pamiętać, że jeśli ktoś jest rezerwistą, to jednak posiada przeszkolenie wojskowe) rzeczywiście może mocno pokrzyżować ukraińskie plany, jeśli chodzi o prowadzenie działań ofensywnych. Właśnie dlatego strona ukraińska – która poczuła słabość przeciwnika – postanowiła wykorzystać ostatni dogodny moment i zadać przeciwnikowi jak największe straty, odbijając przy tym utracone wcześniej terytoria. To jest chwila, w której rosyjska armia jest w szczycie, jeśli chodzi o wyczerpanie. Rezerwy docierają na front stopniowo, a jednocześnie poborowi są jeszcze nieostrzelani i mentalnie niegotowi do prowadzenia walki. Ukraińcy mogą relatywnie niskim kosztem zadawać wysokie straty i przejmować ważne punkty na mapie, które z takich trudem były wcześniej zdobywane przez Rosjan.

Wznowienie rosyjskiej ofensywy

Ukraińcy muszą przy tym jednak pamiętać, żeby nie przeholować. W sytuacji, gdy opór Rosjan będzie groził poniesieniem znacznych strat – wówczas powinni odpuszczać. To nie jest bowiem koniec wojny i moment, w którym można się puścić do przodu gnając za uciekającym z pola bitwy przeciwnikiem. Po przeprowadzeniu mobilizacji, rosyjska armia znów będzie groźna i może odzyskać inicjatywę. Z pewnością takie są plany, bowiem Rosjanie by zrealizować zamierzone cele muszą przejść ponownie do ofensywy. Tak więc Ukraińcy powinni rozsądnie szafować siłami i zachować je na kolejny etap wojny.

Oczywistym jest, że Rosjanie nie będą w stanie kontynuować inwazji świeżo zmobilizowanymi rezerwistami. Ale jeśli chodzi o cele na najbliższy czas, nie o to stronie rosyjskiej chodzi.

Gdyby Rosjanom udało się przetrwać jesień i zimę, wówczas przez te kilka miesięcy mogliby przeszkolić, wyposażyć i zorganizować nowe dywizje pochodzące z mobilizacji. Warunkiem jest, że ta mobilizacja rzeczywiście doprowadzi do napływu kilkuset tysięcy żołnierzy do armii. Jeśli tak się stanie, Rosja może ponownie uzyskać potencjał do przeprowadzenia ofensywy na szeroką skalę, której celem ponownie stałby się Kijów. Kiedy tak wielka operacja byłaby możliwa? Nie da się wyrokować, zapewne sami decydenci z Kremla się nad tym zastanawiają. Z jednej strony, im szybciej ofensywa ruszy, tym gorzej będzie przygotowana. A już raz kosztowało to Rosjan klęskę. Z drugiej strony, Rosji kończy się czas. Sankcje będą coraz bardziej bolesne, a kasa skarbu państwa pustoszeje. Moskwa w ogromnym tempie wydaje rezerwy walutowe. Na początku inwazji rezerwy te wynosiły ok. 640 mld dolarów. Około 300 miliardów dolarów zostało zamrożone przez USA. Szacuje się, że z pozostałych 340 mld do początku lipca Rosjanie wydali blisko 70 mld USD. Tak więc na tę chwilę rezerwy mogą wynosić ok. 250 mld dolarów a należy pamiętać, że od grudnia 2022 roku UE ograniczy import rosyjskiej ropy o 90%. Jednocześnie armia po mobilizacji będzie znacznie droższa w utrzymaniu. W konsekwencji, zupełnie możliwym jest, że rosyjskie rezerwy wyczerpią się pod koniec 2023 roku. Co oznaczają pustki w rosyjskiej kasie? Rozpad Rosji. Zależność między jednym a drugim rozpisałem szeroko w książce: „Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat” jak również w licznych artykułach na blogu w tym: „Rosja już przegrała pytanie ile szkód zdoła wyrządzić?”.

Dlatego w mojej ocenie wszystko wskazuje na to, że znajdujemy się w przeddzień krytycznej dla Ukrainy, ale i dla Polski sytuacji. Takiej, w której Władimir Putin rzuci wszystko, by pokonać Ukrainę. Druga ofensywa na Kijów jest zupełnie realna, pytanie tylko kiedy nastąpi i na ile będą do niej przygotowani Rosjanie? Zagadnieniu temu poświęciłem całą analizę z 6 lipca 2022 roku pt. : „Kiedy i dlaczego należy spodziewać się drugiej ofensywy na Kijów?”. Przewidywałem w niej, że Ukraińcy nie mogą zgodzić się na zawieszenie broni czy tymczasowy pokój, natomiast Rosjanie nie zaakceptują remisu czy porażki. Wobec tego należy się spodziewać mobilizacji w Rosji (co już się stało), a następnie ponowienia dużej ofensywy na Ukrainę i to nawet już w 2023 roku (zdanie to podtrzymuję). Z pewnością zwiastunem nadchodzącej ofensywy byłaby ewentualna mobilizacja w armii białoruskiej. Tym razem Władimir Putin będzie bowiem żądał użycia wszelkich sił i środków w celu odniesienia zwycięstwa. Aleksandr Łukaszenka albo ulegnie tej presji, albo może stracić władzę. Oczywiście, że Białorusini nie będą skorzy do podejmowania działań wojennych przeciwko Ukrainie. Niemniej ich wojska z pewnością nie będą brały decydującego udziału na kluczowych kierunkach. Chodziłoby o związanie jak największej liczby ukraińskich sił na północno-zachodniej części granicy ukraińsko-białoruskiej. O nic więcej.

 

Strategiczny sprawdzian dla Polski

Jeśli uznamy, że powyższy scenariusz jest jedną z zupełnie prawdopodobnych opcji, wówczas należałoby się zastanowić, co to wszystko może oznaczać dla państwa polskiego? Ewentualna ukraińska porażka kompletnie zmieniałaby sytuację bezpieczeństwa Polski. Federacja Rosyjska – na płaszczyźnie strategicznej – stworzyłaby sobie dogodne warunki do zagrożenia agresją Warszawie. Przy wykorzystaniu ukraińskiego terytorium, rosyjskie siły lądowe zyskałyby dwa dodatkowe kierunki uderzenia (oprócz tych z Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego). Jednocześnie po upadku Ukrainy, to Polska i państwa bałtyckie stanowiłyby punkt wywierania presji. Co musiałoby się wiązać z ponoszeniem kosztów zbrojeń i przygotowań do wojny na własnym terytorium. Polska stałaby się jeszcze bardziej zależna od gwarancji bezpieczeństwa ze strony NATO, a zwłaszcza USA. Stalibyśmy się potencjalnym krajem frontowym, który nie rozgrywa swoich przewag na zewnątrz (tak jak to jest teraz w przypadku Ukrainy). Zamiast tego musiałby zabiegać o pomoc.

Ponadto, w przypadku rosyjskiego przejęcia kontroli nad Ukrainą rzeczywiście wzrosłoby ryzyko wybuchu wojny NATO-Rosja (choć wciąż oceniałbym je na niskie). Z bardzo wielu przyczyn, a jednym z powodów mógłby być fakt, że zapewne Polska stałaby się bazą i zapleczem dla ukraińskich bojówek powstańczych. I nawet gdyby wojna oficjalnie nie wybuchła, to na terenie Polski mogłaby się toczyć bardzo intensywnie, tyle że w formie hybrydowej (co z kolei byłoby bardzo prawdopodobne). Obserwowalibyśmy np. awarie lub eksplozje obiektów infrastruktury krytycznej. Byłoby to tym bardziej możliwe, że o ile rosyjskim celem wojny na Ukrainie jest przejęcie kontroli nad tym krajem, o tyle w przypadku Polski chodziłoby raczej o dewastację państwa oraz jego marginalizację. Dlatego na wojnie na Ukrainie Rosjanie z początku w ogóle nie atakowali obiektów infrastruktury krytycznej, a do dziś jeśli to robią, to w bardzo ograniczonym zakresie. Gdyby bowiem udało im się przejąć kraj w zarządzanie (okupację), to byłaby ona znacznie bardziej kosztowna i trudniejsza w przypadku zdewastowania Ukrainy. Klęska humanitarna, brak energii elektrycznej czy ogrzewania na zimę, to wszystko wzmagałoby opór w społeczeństwie. Tymczasem planując ewentualną wojnę z Polską (czy to militarną czy hybrydową), Rosja nie liczyłaby na przejęcie władzy politycznej w Warszawie. Raczej chodziłoby o uzyskanie argumentów w rozmowach pokojowych z zachodem, a dodatkowym „bonusem” dla Rosjan byłoby zniszczenie Polski w taki sposób, by ta na długie lata pozostała państwem upadłym gospodarczo, zależnym od Rosji, a więc też bezwładnym politycznie.

Wszystko to generowałoby ogromne koszty po stronie Polski, a jednocześnie stanowiłoby zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa. Ogromne sumy wydawane obecnie na zbrojenia mogłyby się okazać niczym, przy miliardach traconych wskutek niszczenia budowanej przez wiele lat infrastruktury krytycznej i ważnych dla gospodarki kraju obiektów. Dopuszczenie do sytuacji, w której państwo i jego armia muszą bronić własnego terytorium przed agresją jest objawem porażki, jeśli chodzi o osiągnięcie podstawowych priorytetów na płaszczyźnie bezpieczeństwa narodowego. Najważniejszym z takich priorytetów jest niedopuszczenie do wybuchu wojny na własnym terytorium (wojny obronnej). Jeśli taki scenariusz zaistnieje, to znaczy, że państwo i armia nie wygenerowały odpowiedniego potencjału odstraszającego. Innymi słowy, zawiodły. Priorytety dotyczące bezpieczeństwa narodowego oraz strategii obronnej opisywałem w tekście pt.: „Wielka Strategia państwa polskiego – ARMIA”.

Uzyskanie odpowiedniego potencjału odstraszającego jest jednak tylko jednym z narzędzi, które pozwalają uniknąć dewastującej państwo wojny obronnej. Innego rodzaju działaniem w tym zakresie jest uniemożliwienie potencjalnemu przeciwnikowi stworzenia sobie warunków dogodnych do ataku na nasz kraj. Można to zrobić na płaszczyźnie politycznej. Gdyby Polskę oddzielałby od Rosji pas niepodległych względem Moskwy państw, wówczas  nie musielibyśmy się obawiać bezpośredniego ataku na Warszawę. Przeciwnik musiałby najpierw przejąć kontrolę nad np. Wilnem, Mińskiem czy Kijowem. Wówczas nadrzędnym celem strategicznym byłoby krzyżowanie mu planów w tym zakresie.

To wszystko dzieje się obecnie na Ukrainie. Wprawdzie Rosja posiada dostęp do polskiego terytorium za pośrednictwem Białorusi i Obwodu Kaliningradzkiego, to jednak wciąż posiada mało dogodną pozycję do grożenia Warszawie. Atak na Polskę przez Białoruś byłby ryzykowny ze strategicznego punktu widzenia m.in. dlatego, że Ukraińcy mogliby udostępnić dla NATO własne terytorium. Jednocześnie sami próbowaliby odbić zajęte przez Rosjan terytoria ukraińskie. Tak więc Rosjanie ryzykowaliby poszerzeniem frontu wojennego o kolejne państwa, a jednocześnie od strony Ukrainy czy np. państw bałtyckim mogłoby zostać wyprowadzone uderzenie odcinające od zaopatrzenia jednostki walczące na polskim froncie. Bardzo szeroko omawiałem tę kwestię w tekście z lutego pt.: „Armia Nowego Wzoru – Założenia a rzeczywistość [ANALIZA]”.

W konsekwencji, by móc grozić i działać przeciwko Polsce, Federacja Rosyjska musi przejąć kontrolę nad Ukrainą. Dopiero później, Rosjanie mogliby przekierować wszelkie siły i środki w celu wywierania presji na Warszawę. I po odbudowie potencjału militarnego stać się dla nas realnym zagrożeniem militarnym.

Tak więc jesteśmy w momencie, kiedy to państwo polskie – oferując szeroki strumień pomocy dla Ukrainy – walczy de facto o swoje bezpieczeństwo. Utrzymanie ukraińskiego buforu zagwarantuje nam spokój na przyszłe lata. Utrata ukraińskiego sąsiada na rzecz Rosji, byłaby preludium poważnych problemów i dylematów w zakresie bezpieczeństwa narodowego Polski.

Przełomowy moment w historii?

Doceniając znaczenie dla nas niezależności oraz niepodległości Ukrainy, należy zadać sobie pytanie: ile jesteśmy w stanie zrobić i jak daleko powinniśmy się posunąć, by zrobić wszystko co możliwe w celu realizacji głównego priorytetu strategii bezpieczeństwa? Jakie należy podjąć działania, by nie dopuścić do wybuchu wojny (konwencjonalnej lub nawet „tylko” hybrydowej) na terytorium Polski?

Na stan z 4 października 2022 roku może się wydawać, że powyższe pytanie zostało postawione zbyt mocno. Przecież Ukraińcy obronili się przed inwazją w pierwszym etapie zmagań rozpoczętych 24 lutego, przetrwali drugi – wyniszczający – etap i przeszli do kontrofensywy. Ta idzie jak dotąd świetnie. W konsekwencji można by przypuszczać, że pomoc jakiej udzielamy Ukrainie jest wystarczająca do tego, by Ukraińcy samodzielnie poradzili sobie z najeźdźcą. Ratując siebie oraz zabezpieczając jednocześnie Polskę.

Jednakże nie możemy popadać w hurraoptymizm. Federacja Rosyjska jest państwem zdecydowanie silniejszym niż Ukraina. Rosyjska armia wciąż jest potężniejsza niż armia ukraińska (jako całość, bo część wydzielona dotychczas do walk na Ukrainie okazuje się być słabsza od ukraińskich sił zbrojnych). Jeśli mobilizacja w Rosji osiągnie zakładane cele, wówczas zwycięstwo Ukrainy może nie być już takie pewne. A jeśli okazałoby się, że po okresie pauzy operacyjnej Rosjanie wespół z wojskami z Białorusi ponownie ruszyliby na Kijów – to co my wówczas moglibyśmy lub nawet powinniśmy zrobić?

 


Kup książkę lub ebooka pt.: „Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat”, w której część prognoz (np. wojna na Ukrainie) sprawdziła się już kilka miesięcy od wydania. Dowiedz się co może jeszcze czekać Świat i Polskę w następnych latach.

TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat


 

 

Atomowy szantaż

Warto pamiętać, na Kremlu również muszą kalkulować ryzyko większego a może nawet bezpośredniego zaangażowania się Państw NATO (W tym Polski) na Ukrainie. Wobec czego Moskwa – jeszcze przed wykonaniem zrywu i decydującego uderzenia – może się postarać o wprowadzenie czynnika odstraszającego.

Jedną z form zastraszenia i zniechęcenia Zachodu do pomocy Ukrainie mogłoby być przekonanie, że istnieje ryzyko zagrożenia skażeniem promieniotwórczym. Wątpliwym jest, by Putin użył taktycznej broni jądrowej, broni chemicznej lub biologicznej z uwagi na konsekwencje polityczne oraz fakt, że ich użycie kompletnie przekreśliłoby możliwości zawarcia korzystnego dla siebie porozumienia z Zachodem. A przypomnijmy, że właśnie to jest jednym z docelowych założeń Putina.

Natomiast można sobie wyobrazić, że władze z Kremla zorganizują jakąś „awarię” elektrowni atomowej czy np. pożar zakładu chemicznego. Skala takiej katastrofy nie musi być wielka, ale wystarczy, że stworzy odpowiednie wrażenie. Roznoszące się w powietrzu skażenie promieniotwórcze – nawet niewielkie – może skutecznie zniechęcić Zachód do wprowadzenia na terytorium Ukrainy własnych wojsk. Jednocześnie również podmioty cywilne oraz poszczególni wolontariusze mogą bać się transportować na Ukrainę broń i zaopatrzenie. Będzie się to bowiem wiązało z wysokim ryzykiem dla zdrowia. Efekt psychologiczny wywołany nawet niewielkim – ale zajmującym spory obszar Ukrainy – skażeniem  może być paraliżujący. I niestety, ale zdesperowany Putin może być gotów podjąć tego rodzaju szaleńcze decyzje.

Zwłaszcza, że od tygodni widać, jak strona rosyjska szantażuje groźbą uszkodzenia jednego z reaktorów atomowych w zajętej, zaporowskiej elektrowni. I tego rodzaju działanie pasowałoby do modus operandi władz z Kremla. Bowiem winą za „uszkodzenie” lub „awarię” można obarczyć stronę ukraińską. Nieistotne jest przy tym, czy ktokolwiek w to uwierzy. Chodzi o sam fakt możliwości wypierania się odpowiedzialności. Co pozwoliłoby mieć Moskwie nadzieję, że będzie można doprowadzić do ugody przy stole negocjacyjnym, a druga strona będzie mogła ostatecznie przyjąć rosyjska wersję jako własną. W przypadku użycia broni jądrowej, nawet chętni do ugody zachodni politycy nie mogliby podjąć politycznego ryzyka jakim byłoby zawarcie dealu z atomowym zbrodniarzem.

W całej grozie opisywanej sytuacji, można dostrzec pewien pozytyw. Otóż nawet celowe wywołanie skażenia na terytorium Ukrainy nie mogłoby powodować zbyt poważnych konsekwencji. Ponieważ wysokie promieniowanie mogłoby porazić rosyjskich żołnierzy, a także obywateli „anektowanych” terytoriów (a może nawet samych Rosjan mieszkających w Federacji Rosyjskiej). Rosji nie zależy na tym, by wypalić Ukrainę do gołej ziemi, tylko przejąć władzę administracyjną w Kijowie. Gospodarka ukraińska ma następnie pracować na gospodarkę rosyjską. Ubijanie kury, która wciąż może składać jaja (ukraińskie przemysł i surowce, a także „spichlerz”) nie miałoby sensu.

Wydaje się, że gdyby powyższy scenariusz został zrealizowany, to mogłoby to mieć na celu zatrzymanie ukraińskich działań ofensywnych (gdyby te jeszcze trwały), a także przygotowanie własnej ofensywy po już przeprowadzonej mobilizacji w Rosji i na Białorusi (w tym temacie też obserwujemy ciekawe wydarzenia do czego odnosiłem się w wywiadzie dla Wirtualnej Polski). Sterroryzowanie Ukrainy zagrożeniem skażenia mogłoby poprzedzać ponowną rosyjską ofensywę. Tym razem przeprowadzoną w warunkach przewagi liczebnej nad Ukraińcami.

Ostatnia deska ratunku dla Ukrainy

Należy w tym wszystkim pamiętać, że porażka Ukrainy staje się opcją nie do zaakceptowania dla Stanów Zjednoczonych. O ile kalkulowano ją jeszcze w lutym 2022 roku, o tyle sytuacja się mocno zmieniła. Nie dlatego, że Ukraińcy zdołali się obronić i pokazali, że potrafią zwyciężać (choć po części to również). Głównie dlatego, że od pół roku Stany Zjednoczone bardzo mocno angażują się po stronie Kijowa. Wprawdzie amerykańscy żołnierze nie walczą, jednak już nikt nie ma wątpliwości, że zwycięstwo Rosji na Ukrainie byłoby równocześnie w pewnym sensie zwycięstwem nad Stanami Zjednoczonymi. I tak też to będzie próbował przedstawiać Putin. Już teraz przygotowuje sobie grunt twierdząc, że Rosja walczy na Ukrainie z całym Zachodem. I jeśli wygra, to będzie to zwycięstwo z hegemonem, ale i całym NATO. Ryzyko polityczne w takim scenariuszu jest dla Amerykanów zbyt wysokie. Osłabienie pozycji, pokazanie niemocy, jeśli chodzi o obronę państw sojuszniczych (nawet nieformalnie, tj. Ukraina) oraz zbyt pasywna postawa mogłyby wpłynąć na postrzeganie Waszyngtonu jako wiarygodnego partnera i sojusznika. A tej wiarygodności Stany Zjednoczone nie mogą stracić. Jest ona niezbędna do rywalizacji z Chinami.

Ponadto w podobnej sytuacji co Polska (zagrożenie stania się państwem frontowym i kolejnym celem), znajdują się Rumunia i państwa bałtyckie. One także po zajęciu Ukrainy, mogą stać się kolejnymi celami na rosyjskiej liście. Wskazać również należy na ogromne zaangażowanie Zjednoczonego Królestwa. Londyn zajmuje często najbardziej stanowcze, ale i wręcz ofensywne (aktywne) stanowisko wobec Moskwy, wyprzedając w tym nie tylko Waszyngton, ale i Warszawę.

Niewątpliwie Polska jest zbyt słaba by samodzielnie i pojedynkę uratować Ukrainę, gdyby zaszła taka potrzeba. Niemniej, przy fizycznym wsparciu/udziale hegemona i Wysp Brytyjskich (mocarstwa nuklearne i potęgi powietrzno-morskie) siły: Polski i Rumunii mogłyby wesprzeć Ukraińców.

Nie chodzi oczywiście o to, by wywoływać wojnę z Federacją Rosyjską. Ale w obliczu np. załamania frontu lub groźby zajęcia Kijowa, ww. sojusznicy mogliby rozmieścić swoje wojska na niezajętej przez Rosjan części ukraińskiego terytorium przy uwzględnieniu stolicy Ukrainy. W obliczu takiej reakcji, to po stronie Putina leżałaby odpowiedzialność za decyzję: „strzelać do żołnierzy państw NATO i ryzykować konflikt przynajmniej z niektórymi z nich czy też nie?”. Pamiętajmy bowiem, że wystarczyłoby, by siły sprzymierzonych – na zaproszenie Ukrainy i bez użycia siły – zajęły defensywne pozycje na jej terytorium. To Rosjanie musieliby decydować, czy atakują kontynuując podbój Ukrainy i ryzykując wojną z USA, czy też należałoby jednak odpuścić.

Tego rodzaju opcja jest zupełnie możliwa. Zwłaszcza, że istniałby moralny mandat do takiego postępowania. Rzeź cywilów znajdujących się pod okupacją rosyjską daje podstawy do tego, by wkroczyć z misją humanitarną i zabezpieczyć kordonem możliwie jak największą część Ukrainy. Chroniąc tym samym ukraińskie społeczeństwo. Natomiast gdyby Putin użył wyżej opisanego szantażu atomowego, wówczas społeczność międzynarodowa nie miałaby żadnych oporów by wesprzeć tego rodzaju interwencję.

Zarówno z politycznego, jak i militarnego punktu widzenia ww. scenariusz należy traktować jako zupełnie rozsądny i logiczny. Uratowanie w ten sposób Ukrainy wydaje się realne. Cel może zostać stosunkowo łatwo osiągnięty, może nawet bez walki. Nawet gdyby Putin był na tyle szalony by rozkazać strzelać do wojsk sprzymierzonych, to z pewnością pojawiłby się rozdźwięk w tym zakresie pomiędzy nim, a niektórymi ludźmi z władzy, a zwłaszcza opór mógłby się pojawić u samych wojskowych. Bowiem generalicja dokładnie wie co się dzieje na froncie ukraińskim, jak wygląda rosyjska armia i jak musiałaby zostać sponiewierana gdyby doszło do starcia z zachodnią armią (przy amerykańskim panowaniu w powietrzu).

Również po stronie Waszyngtonu sytuacja może dojrzeć do gotowości podjęcia odpowiednich decyzji. Gdy dzień po inwazji opublikowałem tekst opisujący powyższy wariant wydarzeń pt.: Co należy zrobić by uratować Ukrainę i pobić Putina?” wiele osób nie potraktowała go poważnie. Tymczasem wskazać należy, że spośród 13 punktów które uważałem że należy zrealizować (nie na raz, ale na kolejnych etapach eskalacji), pierwszy już się spełnia. Finlandia i Szwecja wchodzą do NATO.

Warto w tym miejscu wskazać, że 3 października 2022 roku były dyrektor CIA generał David Petraeus stwierdził w wywiadzie dla ABC News, że w przypadku użycia atomu na Ukrainie, państwa USA i sojuszniczy powinni zniszczyć każdą rosyjską jednostkę na Ukrainie i każdy rosyjski okręt na Morzu Czarnym. Jest to wprawdzie tylko wypowiedź emerytowanego wojskowego i szefa agencji wywiadowczej, jednakże nie trudno się domyślić, że była ona pewnego rodzaju nieoficjalną, amerykańską sygnalizacją z myślą o adresacie w Moskwie.

 

Krytyczny moment i trudna decyzja Polski

W sytuacji, w której wydarzenia na froncie przybrałyby niekorzystny dla nas obrót, a Ukrainie groziłaby klęska, Polska stanęłaby przed dylematem czy reagować, a jeśli tak, to w jaki sposób powstrzymać pochód Rosjan?

Brak reakcji lub wsparcie niedostateczne, mogą w konsekwencji sprawić, że to Polska stanie się państwem frontowym i to na jej terytorium będą prowadzone działania (militarne lub hybrydowe). Świadomość tego jest kluczowa. Podobnie jak fakt, że nasza postawa i gotowość do działania może również wpłynąć na decyzje podejmowane w Waszyngtonie.

W mojej opinii polskie społeczeństwo wciąż nie jest świadome, że istnieje ryzyko, że Siły Zbrojne RP mogą zupełnie niedługo znaleźć się na ukraińskim polu bitwy. Warto przypomnieć, że o „misji pokojowej NATO” na Ukrainie  głośno mówił sam Jarosław Kaczyński, gdy 15 marca wizytował Kijów. Tego rodzaju propozycja została powtórzona przez Prezesa również w kwietniu, już po sceptycznym odniesieniu się do niej przez prezydenta Zełeńskiego. Pomysł ten musiał kiełkować pośród polskich władz już od pierwszych dni inwazji na Ukrainę. Dokładnie 24 lutego 2022 roku opublikowałem tekst w tym zakresie pt.: „Powstrzymanie Rosjan na Ukrainie to polska racja stanu”, który następnie został 1 marca użyty przez doradcę prezydenta – prof. Andrzeja Zybertowicza, jako wskazanie perspektywy jaką należy rozważyć. Otóż wojna na Ukrainie stwarza unikalną i historyczną szansę wybicia zębów rosyjskiego niedźwiedzia. Być może raz na zawsze. I nie wolno nam popełnić grzechu zaniechania w tej kwestii, bowiem w przyszłości możemy tego pożałować.

Tymczasem wciąż można odnieść wrażenie, że tego rodzaju decyzja mogłaby wywołać ogromny sprzeciw społeczny. Czym innym jest bowiem pomaganie Ukrainie, a czym innym podejmowanie ryzyka wybuchu wojny z Rosją poprzez rozmieszczanie wojsk własnych na zaatakowanym terytorium. Obawa przed wojną z Rosją, a być może wymianą atomową w dużej mierze wynika z niewiedzy. Fakty są natomiast takie, że w obecnej chwili Federacja Rosyjska nie jest w stanie prowadzić żadnej innej wojny niż ta na Ukrainie, którą zresztą na ten moment przegrywa. A już konflikt militarny z państwami NATO (posiadającymi przewagę technologiczną i informacyjną) musiałby zakończyć się klęską. Dlatego wątpliwe jest, by Rosjanie zdecydowali się na tak samobójczy krok. Wówczas bowiem scenariusz opisany przez genererała Petraeusa mógłby się ziścić. I z terytorium Ukrainy – pisząc kolokwialnie – nie wróciłby żywo żaden rosyjski żołnierz. Wobec tego „misja pokojowa NATO” czy też „akcja humanitarna” części państw sprzymierzonych byłaby dla Putina poprzeczką, której ten nie byłby w stanie przeskoczyć. Użycie broni jądrowej – nawet w wymiarze taktycznym – nie wchodziłoby w grę, gdyby w akcji brali udział również Amerykanie. Tak więc gotowość do podjęcia fizycznej interwencji na Ukrainie może być realną opcją ochrony tego państwa. Przy dość ograniczonym ryzyku eskalacji do pełnoskalowej wojny między NATO i Rosją. Jednocześnie należy zadać sobie pytanie, kiedy ryzyko wojny z NATO i Polską będzie wyższe? Teraz, gdy Rosjanie walczą z Ukrainą i ponieśli potężne straty, czy może za kilka lat po zajęciu Ukrainy, gdy potencjał militarny zostanie odtworzony? To co dziś postrzegamy jako działanie zbyt ryzykowne, może okazać się jedynym racjonalnym przedsięwzięciem, które uchroni nas w przyszłości od dużo poważniejszych zagrożeń.

Powinniśmy więc – jako społeczeństwo i naród – przygotować się mentalnie na trudne wybory, w krytycznych dla nas sytuacjach. Na podejmowanie działań wówczas, kiedy jeszcze mamy na coś wpływ. Po to, by zapobiec sytuacji, w której pozostanie nam biernie przyglądać się i obserwować, czy przeciwnik uderzy na Polskę czy też nie. Bo będzie miał już po temu dobre warunki.

Polskie decyzje podejmowane w sprawie Ukrainy mogą być najważniejszymi od czasu 1939 roku. Należy mieć nadzieję, że dokonamy właściwych wyborów, odpowiednio kalkulując ryzyka i nie uchylając się od odpowiedzialności za naszą przyszłość.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

 

 

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

60 komentarzy

  1. Uważam wiele tez z analizy za chybione. Sam zamysł Putina jest prawidłowo opisany, to już się dzieje. Mobilizacja, naciski na Białoruś, gromadzenie środków wojennych. Ale w tym czasie Ukraina i sojusznicy nie czekają biernie. W zasadzie pewnym jest, że teren ewentualnego przemarszu z kierunku białoruskiego na Kijów jest odpowiednio przygotowywany, budowane są fortyfikacje, pola minowe itp itd. Szkolone są załogi dla tych wszystkich linii obrony. Rezultat będzie jak w Donbasie – rosyjska armia się zbierze i będzie waliła głową w mur i po miesiącach walk przesunie front kilkaset metrów.
    Rosyjskie zapasy czołgów, uzbrojenia, części zamiennych, amunicji zostały potężnie przetrzebione obecnymi starciami – z magazynów jest wygrzebywany coraz starszy i coraz gorszy sprzęt. Od biedy dałoby się nim bronić, ale atakować?
    Przypominam, że zgromadzenie zapasów dla armii zawodowej, w czasie pokoju, braku sankcji i 'pełnych stanów magazynowych’, braku sabotażystów kolejowych na tyłach zajęło miesiące – teraz trzeba jeszcze obsługiwać bieżący front, brakuje krytycznie ciężarówek, wózków widłowych, wagonów i pociągów. Ale załóżmy, że Rosja przezwycięży to wszystko, ściągnie wszelkie zapasy logistyki i zacznie formować na Białorusi bazy zaopatrzeniowe z materiałami wojennymi – oczywiście raczej scentralizowane molochy bo inaczej się tego nie ogarnie. W międzyczasie UA zapowiedziała ogniową odpowiedź na terytorium Białorusi w razie ataków . . . Magazyny będą pierwsze do 'himarsowania’. Skończy się na pędzeniu piechoty na rzeź po sowiecku.

    Podsumowując – główna teza artykułu – tzn konieczność wysłania wojska na Ukrainę moim zdaniem nigdy nie zaistnieje. Armia Ukraińska poradzi sobie sama. A odnośnie decyzji – już została podjęta właściwa – tj. pełen wsparcie Ukrainy.

      1. Już otrzymali pociski do himarsów, które wyrzucają 180tyś kulek rażących siłę żywą oraz lekkie opancerzenie. Koncentrowanie wojsk przy zagrożeniu użycia tego typu broni jest głupotą i grozi hekatombą.
        Popieram marcepanik: obserwacje trafne, ale już wnioski – nie. Ostatnio na Ukrainie pojawiły się czołgi które można unieszkodliwić 1 pociskiem (późniejsze wersje wymagają statystycznie 5-6 uderzeń). Stal, mechanikę Rosja posiada. Ale noktowizorów, celowników optycznych, elektroniki – nie (vide bankructwo Bajkał).
        Rosja idzie na zniszczenie i wojna na Ukrainie ją zdewastuje.
        Poza tym w tej analizie brakuje mi aktywności ukraińskiej i amerykańskiej dyplomacji. W zasadzie wystarczy obecnie otworzyć nowy front wojny z Rosją namawiając przykładowo Kazachstan albo Czeczenię do wypowiedzenia wojny Rosji. Rosjanie nie mają możliwości prowadzić dwóch pełnoskalowych konfliktów, więc zostaną skazani na porażkę na drugim froncie.

    1. Nasza armia, zapuszczona latami, z awansem na zasadzie koneksji politycznych, salutująca różnym Misiewiczom, z kontrwywiadem zlikwidowanym przez „szalonego” Antoniego, niewystarczającymi zapasami amuncji, bazująca w dużej mierze nadal na postsowieckim sprzęcie, z brakami w broni przeciwpancernej, z emerytami-ochroniarzami pilnującymi koszar, za to z nadmierną ilością kapelanów aż do stopni generalskich, z bardzo słabą obroną przeciwlotniczą… sorry, przy armii ukraińskiej, ostrzelanej, zmotywowanej – się chowa.

      No fakt, procedury NATO (ale wiadomo jak podchodzą Polacy do procedur), jakieś wyspowe nowoczesne wyposażenie, jakieś wyspowe wyszkolone jednostki. Mobilizcja – wyglądałaby jak w Rosji. Jaka była reakcja Polaków na wybuch wojny w Ukrainie, w lutym/marcu? Kolejki przed stacjami paliw oraz w biurach paszportowych.

      Najlepsze co możemy zrobić, to dziś odbudowywać armię, ale z głową. A nie tak jak to dziś robi rząd, bawiąc się w szaleństwo zakupów na kredyt, jak blondynka w galerii handlowej z kartą kredytową meża. Bez udziału polskiego przemysłu, offsetu, bez negocjacji ceny. Żeby choćby jeden przykład. Zamówiliśmy F35 jeszcze w spokojniejszych przedwojennych czasach – 100% z USA, zero offsetu. Zamówili teraz, w wojennych czasach, Szwajcarzy – 50% offsetu mają.

      Najlepsze co możemy dziś zrobić, to pchać sprzęt Ukraińcom, remontować go, produkować amunicję, przelewać kasę na funkcjonowanie państwa, dosyłać konserwy i paliwo, zatroszczyć się o uchodźców – realnie, a nie zrzucajac temat na prywatnych ludzi czy samorządy. Kasę, zamiast na 14 i 15 emerytury, wepchnąć na pomoc Ukrainie.
      I zablokować Kaliningrad.

      1. Juraszek dawno nie czytałem takiej ilości opozycyjnych pierdów w jednym miejscu.
        Propaganda tvnu kompletnie spaliła ci styki.
        Tylko dzięki obecnej władzy mamy wojsko które wreszcie po 25 latach dostaje sprzęt i robi skok modernizacyjny , poprzednicy likwidowali jednostki na potęgę.

        1. Jakby to miało cokolwiek wspólnego z rzeczywistością, przynajmniej od połowy zeszłego roku HSW budowałoby Kraby i zwiększało moce produkcyjne. A tu mrzonki o przyszłej współpracy z militarnej z Ukrainą przy zarzynaniu naszego ewentualnego wkładu w taką współpracę.
          Tak trochę demagogicznie-populistycznie – ponoć od wizyty w Gruzji nasi polityczni wieszcze czuli pismo nosem, a w zasadzie onuce. Ale działać zaczynają jak pożar u dzwi. Niestety w tych opozycyjnych pierdach kryje się prawdziwy smród.

          1. wszyscy poza nielicznymi wyjątkami (jak autor bloga) twierdzili żę wojny nie będzie.
            Kraby były wciąż zamawiane i produkcja szła pełną parą, żeby ja zwiększyć trzeba by kilku lat no ale co tam , rok temu szalała jeszcze epidemia opozycja nie przepuściłaby okazji, żeby rozdzierać szaty że zamiast pomagać PiS buduje jakieś Kraby.
            zbudowanie hal , zamówienie specjalistycznych maszyn wyszkolenie pracowników , to potęzne wyzwanie i praca na kilka lat. No ale wg p.Damiana już od roku powinniśmy budować na potęgę… ;)) przecież to mrzonki.

        2. A ja tu mam wrażenie że to Pawciowi propaganda TVP spaliła kompletnie styki. I będzie tu wciskał „wreszcie po 25 latach”. Kurde, wreszcie, ale za późno. I na kredyt. I z olaniem polskiej zbrojeniówki. W 2000 roku rozumiem, nikt nie myślał że takie czasy nastaną. W 2008 dzwonek może alarmowy, ale Gruzja daleko. 2014 to już u sąsiada złole się dobijają. A u nas festiwal socjalu.

          Mamy dziś rząd który od dwóch kadencji zajmuje się nastymi emeryturami, wewnątrz-frakcyjnymi walkami, opowiadaniem (tylko) o wielkich modernizacyjnych projektach z których częściowo zrealizowano słownie jeden, najprostszy, czyli przekopano kawałek rowu przez piasek, bo czym odtrąbiono wielkie zwycięstwo. Cała reszta wielkich modernizacyjnych opowieści została w sferze baśni. A sam wielk projekt przekopu – mimo uroczystego zwycięstwa – nadal nie działa bo toru do Elbląga i nabrzeża nie ma (abstrachując od tego czy do czegokolwiek ekonomicznie się przyda).

          Dla armii nie robiono prawie nic, prócz skasowania na starcie programów zbrojeniowych poprzedników. Kraba – przypomnę – po 16 latach niemożności, dowieźli poprzednicy. Caracala – skasowano. Borsuk – prototyp. Kryl – nie dożył. Obrona przeciwlotnicza – na razie bardzo słabo (Pioruny przypomnę, ewoluowały z Groma, który powstał bo WSI skasowana przez niedawnego ministra MON jedynej słusznej partii ukradła Ruskim plany Igły-M i MESKO rozwinęło na bazie tego projekt Groma).

          No i mamy początek 2022. Wybucha wojna w Ukrainie. Gwałtu, rety, olaboga, to jednak nie trzeba było kilkuset miliardów wywalić na emerytury, trzeba było przez 2 kandencje zrobić coś z armią. Przecież od 2014 zrobiło się niebezpiecznie, władzę mamy od 2015, Krzystof Wojczal w 2019 przepowiadał że w 2022 wojna, Biden w 2021 jasno ostrzegał że wojna na stówę będzie, a tu teraz uzbrojenia brak? No to kupujemy, największy skok modernizacyjny robimy. A kiedy on realnie będzie? Kiedy dostawy? No, jak zamawiamy dziś, to nie węgiel, trzeba wyprodukować, dostarczyć, przeszkolić, wdrożyć, zgrać… hmmm…. 2025? 2030? A kiedy wojna? Ona już trwa.

          A jeszcze pytanie za ile. Wiem, bezpieczeństwo nie ma ceny. Tak, ale można było je kupować taniej. Jak idzie się na szczycie cenowym i gigantycznej inflacji, do sprzedawcy broni, gdy zbój już dobija się do sąsiada, a wszyscy wokół postanowili się zbroić, to tanio nie będzie. No i jeszcze za granicą, bo wiadomo, Krab nam niepotrzebny, a offset to mogą sobie negocjować chciwi Szwajcarzy a nie dumni Polacy.

          Dlaczego nie ma dziś oficjalnej informacji do obywateli „wiecie, zrobiło się niebezpiecznie, potrzebujemy kasy na zbrojenia oraz na pomoc dla Ukrainy, której przetrwanie jest dla nas kluczowe – koniec z tarczami, nadmiernym „inwestowaniem” w emerytów bo nas nie obronią, koniec z rozwalaniem kasy, budowaniem pałaców saskich… są rzeczy ważne i ważniejsze. Podniesiemy podatki ale w 100% będą te podwyżki celowe. Rozwijamy produkcje amunicji”.

        3. Wyciąnąć portfel to każdy głupi potrafi. Zwłaszcza gdy temat zrobił się aktualny.

          Przez 6 ostatnich lat rozpieprzali forsę na socjal zmiast na wojsko czy budowę EJ.

          1. Ty misiu jesteś zwykłym hejterem wiec ta szybko ci przypomnę dlaczego Polacy wybierają PiS
            rozbudowa gazoportu
            Budowa Baltic Pipe
            Przekop Mierzei (co do studium opłacalności to u p Wojczala jest o tym piękny artykuł)
            Budowa Via Carpatia
            rozbudowa portu w Gdańsku , wcześniej nie było po co, bo był Hamburg.
            Poradziliśmy sobie z epidemią jak najlepsi w europie.
            Kopacz nie kupiła szczepionek na ptasią grypę bo jej było szkoda kasy. Tylko fart uratował nas przed jej niekompetencją.
            do tego sfera społeczna
            „Od 2015 r. nastąpił spadek bezrobocia o 36%. Polska była na pierwszym miejscu w UE pod względem redukcji ubóstwa (spadek o 57%). Podczas gdy między 2010 a 2015 r. liczba polskich emigrantów zwiększyła się o prawie 400 tys.,w okresie 2015-2019 zmniejszyła się o 100 tys.”
            Polecam źródło https://klubjagiellonski.pl/2021/11/06/dlaczego-polska-rzadzi-pis-i-pewnie-jeszcze-troche-porzadzi/
            Krab powstał po 16 latach blokowania go przez usłużnych niemieckich lokaji proszę poczytać min Szeremietiewa ojca Kraba.
            a zamówionych było aż 48;)) tak to prawdziwa „szansa dla przemysłu”
            Dopiero min Macerewicz podwoił zamówienie i umowę dalej przedłużano. Czy można było szybciej , no mając obecną wiedze nawet trzeba było, tylko wtedy ryk baranów opozycji i wycie że PiS wyrzuca pieniądze na zbrojenia byłby powszechny w mainstreamie. Obecnie nie mamy 5-6 lat na rozbudowę możliwości produkcyjnych Kraba więc kupujemy z półki jak wszyscy w koło. Tylko że my to robimy skutecznie i nie kupujemy gówna karakala tylko najlepsze czołgi Abrams i najlepsze samoloty f35. A Szwajcarzy kupili latawce dużo drożej bo offset podraża kontrakt , nie ma nic za free.
            Jak pomysłę że premierem miałaby być Kopacz to żygam.;)))
            Mam nadzieję że sukces w wojnie z Ukrainą też zostanie doceniony przez rodaków i Morawiecki będzie rządził kolejną kadencję. Bo tak pracowitego fachowca nie było na tym stanowisku nigdy. w 3 RP.
            A teraz żegnam cię niemieckie pacholę ozięble z domieszką ironii. 😉
            PS Z mojej strony EOT

          2. rozpieprzali forsę na socjal bo byliśmy jak murzyńska kolonia po rządach Tuska , 5 zł na h na śmieciówkach, i 5 czeka na twoje miejsce jak ci się nie podoba. 2 mln młodych musiało wyjechać bo nie mieli tu perspektyw .
            ten wydatki socjalne pozwoliły ludziom wreszcie poczuć się godnie, trzeba być gówniarzem żeby tego nie rozumieć.
            „Od 2015 r. nastąpił spadek bezrobocia o 36%. Polska była na pierwszym miejscu w UE pod względem redukcji ubóstwa (spadek o 57%). Podczas gdy między 2010 a 2015 r. liczba polskich emigrantów zwiększyła się o prawie 400 tys.,w okresie 2015-2019 zmniejszyła się o 100 tys.”
            Budżet kraju w ciągu kilku lat urósł z 290 mld w 2015 do 520 mld w 2021 mimo 2 lat epidemii i lockdownów.
            To oznacza dużo większe pieniądze do wydania między innymi na wojsko czy służbę zdrowia bo 3% od 520 do dużo więcej niż 3% od 290. to samo ze służbą zdrowia i całą resztą.
            jeśli tego nie rozumiesz to nie pomogę.

  2. Co do puntu nr 2 – moim zdaniem nie prawda jest ze Rosja poazala slabosc. Atakujac 140 tysiacami armie wielkosci 1 miliona to nie slabosc. Raczej sila. Dodajmy wsparcei Zachodu- i bronia, i finanse i wywiwadwcze. Dalsza czesc docztam potem i skometyje takze. pozdtwiam:)

    1. W chwili rozpoczęcia wojny Ukraina nie miała, zresztą nadal nie ma, 1 milionowej armii. Ukraina miała armię regularną na poziomie 200-250 tyś. Ten atak nie był oznaką ani słabości, ani siły tylko zwykłej głupoty. Rosja zlekceważyli przeciwnika licząc na jego rozpad w obliczu brawurowego ataku z wielu kierunków. Finał był taki, że wytracili na początku wojny najlepszych żołnierzy i sprzęt. Totalna głupota.

    2. A gdzie ta milionowa armia na Ukrainie jest fantasto.. bo w momencie ataku SZU liczyły 250k wojska. Teraz łącznie z OT liczy może 700k.
      Pozdrawiam cie wania

  3. Po pierwsze, Ukraina powinna już teraz zniszczyć rosyjskie wojska w Nadniestrzu po to aby uwolnić swoje wojska od pilnowania tej granicy. Po drugie, wysyłanie wojsk polskich i rumuńskich do zajęcia nie okupowanych terenów zachodniej Ukrainy w obliczu jej klęsk na froncie będzie spóźnioną reakcją. Jeśli zacznie się rysować realny scenariusz ponownego ataku z terenu Białorusi na Ukrainę, zwłaszcza na jej zachodnią część by odciąć ją od zaopatrzenia z zachodu, wydzielone polskie i rumuńskie (wspierane przez oddziały czeskie i słowackie – swobodnie dogadują się pomiędzy sobą) jednostki powinny być przygotowane do obrony północnej granicy Ukrainy licząc od granicy z Polską aż do Kijowa (około 450 km) umożliwiając Ukrainie przerzut na wschód wszystkich swoich wojsk, zostawiając na zachód od Dniepru tylko jednostki w trakcie szkolenia/formowania lub odbudowywania swoich zdolności po zrotowaniu z frontu. 4 polskie brygady, 2 rumuńskie i 1 czesko-słowacka zajmujące przygotowaną inżynieryjnie granicę powinny być wystarczającą przeszkodą przed udanym atakiem z Białorusi na południe. Można ją dodatkowo wzmocnić najemnikami z tzw. legionu cudzoziemskiego oraz ochotniczymi białoruskimi batalionami (te powinny być już teraz masowo szkolone w Polsce na zasadzie francuskiej legii cudzoziemskiej) dla których aktywne wejście reżimu Łukaszenki do wojny byłoby daniem okazji do przesunięcia działań wojennych na teren Białorusi których ostatecznym celem byłoby doprowadzenie do upadku reżimu Łukaszenki i wyłuskanie Białorusi ze strefy wpływów Moskwy co będzie realne po przejęciu władzy w Mińsku i po przegranej wojnie Rosji z Ukrainą.

        1. Batalion Kalinowskiego to w porywach kilkuset ludzi , nie wiem skąd ci się wzieło kilka batalionów prosze o żródło;))
          Nawet regularna przeszkolona armia białoruska nie jest za wiele warta, a ten batalion ochotniczy to raczej „efekt propagandowy” niż licząca się siła.

  4. Prawdę pisząc. Nie znajdujemy się w roku 1939 roku a w pierwszej połowie 1938r.
    Z tym, że na chwilę obecną obiór taktyki jest o tyle prostszy, że Ukraina już walczy z naszym potencjalnym najeźdźcą (i to z powodzeniem), a w pierwszym półroczu 1938r strona czeska się zastanawiała (próbując wciągnąć w konflikt zachodnich aliantów), czy dać odpór hitlerowskim Niemcom.
    No i zaszłości i relacje z kreatorami ówczesnych wydarzeń Polska ma zgoła inne.

  5. A czy atak na Polskę jest w ogóle możliwy bez wcześniejszego „podbicia” państw bałtyckich?

    Z mojego laickiego punktu widzenia, gdyby Rosja miała przypuścić atak na Polskę z terenów Ukrainy/Białorusi zostawiając jednak państwa bałtyckie w spokoju, to czy nie zostawia sobie polskiego północnego frontu jako prezentu dla NATO do flankowania, a oprócz tego hipotetycznej możliwości „wypadu” wojskich natowskich np. pod Petersburg? Można też sobie wyobrazić, że cały akwen Bałtyku przechodzi de facto pod panowanie NATO i rosyjska flota zostaje zamknięta w Zatoce Fińskiej, nie mogąc podjąć żadnych skutecznych akcji.

    Powracając więc do pierwszego pytania – jeżeli faktycznie Rosja powinna najpierw zaatakować państwa bałtyckie żeby próbować swoich sił na Polskę, to czy nie „kupuje” to Polsce dodatkowych kilku lat i oczywiście wcześniejszej odpowiedzi NATO na ten ruch (w tym szalonym wariancie że w ogóle by się na coś takiego zdecydowali)?

    Pozdrawiam!

  6. Cały wywód opiera się na założeniu, że Rosja, po ewentualnym zajęciu Ukrainy, zaatakuje militarnie lub hybrydowo Polskę. To założenie skutkuje wnioskiem, że w sytuacji sukcesów Rosji, powinniśmy wejść na terytorium Ukrainy jako sojusznicy, co ochroni Ukrainę. Jednocześnie ryzyko takiego rozwiązania ma być mniejsze w długim okresie niż pozwolenie Rosji na zajęcie Ukrainy, bo potem powstanie jeszcze większe ryzyko agresji rosyjskiej.
    Pytanie czy to założenie jest słuszne? Tak jak Rosja i Putin traktował Ukrainę jako „ruski mir”, tak nigdy w ten sposób nie traktował Polski, która jest już częścią Zachodu. Co prawda nigdy nie traktował nas jak duży kraj europejski (np. jak Niemcy, czy Francję), ale też nie jak część „ruskiego miru”. Rosji do projekcji własnej siły po ewentualnym zajęciu Ukrainy nie jest potrzebny nowy dynamiczny konflikt z Polską (Zachodem). Potencjał Rosji oraz Białorusi i Ukrainy pracujących dla Rosji wystarczy jej do projekcji wpływów w Polsce.
    A może większym zagrożeniem jest wchodzenie na teren Ukrainy i ryzyko wojny z Rosją, w sytuacji gdyby ona tam odnosiła sukcesy, niż ryzyko dopuszczenia określonych wpływów rosyjskich w Polsce po zajęciu przez Rosję Ukrainy?
    Czy mamy szansę na załatwienie sprawy „raz na zawsze”? Co pokazuje historia? Rosja to wielki kraj. Przeżyli zajęcie Moskwy przez Polskę w XVII wieku, przeżyli Napoleona, Hitlera i zawsze tuż po tych wojnach byli dużym ośrodkiem siły, z którym liczyły się inne potęgi.
    Czy nie lepiej zatem, w sytuacji gdyby Rosja zaczęła wygrywać i opanowywać Ukrainę, zbroić Ukrainę, pomagać jej, zachęcać do tego partnerów w Europie, co doprowadzi prawdopodobnie do dużego osłabienia Rosji na lata, i nawet jeśli Rosja opanuje Ukrainę (albo jej dużą część) to zanim się ponownie wzmocni minie co najmniej 10 lat. I te 10 lat można wykorzystać na uzbrojenie się, tak aby Rosji nie opłacało się nas atakować, a opłacało się z nami dogadać.
    A wejście do Ukrainy polskich wojsk może być większym ryzykiem.

    1. W punkt. Moim zdaniem cały wywód opiera się na błędnym założeniu, że Putin to szaleniec z wizją dojścia wojskiem do Lizbony. To może wyglądać efektownie w ramach propagandy, ale zejdźmy na ziemię. 8 lat szarpaniny na wschodzie z obecną bardzo gorącą fazą konfliktu to przede wszystkim sygnał dla wszystkich regionów Rosji jak i całej je strefy wpływów, że zmiana frontu będzie dany kraj bardzo drogo kosztować. Jeszcze w marcu-kwietniu Rosjanie mogli mieć nadzieje, że odzyskają kontrolę nad całą Ukrainą i będzie jak było, dziś raczej nikt tam już o tym nie marzy. Jasne, można wygrać wojnę, ale jak utrzymać kontrolę nad terytorium zasiedlonym przez miliony słusznie nienawidzących okupanta ludzi? Do 2014 Rosja mogła Ukrainę rozgrywać wschodem i sentymentami ludności rosyjskojęzycznej, by politycznie zachód nie uzyskał tam zbyt znaczących wpływów. Ta równowaga dawno się posypała, a tereny mogące robić za smycz zostały już anektowane do FR. Po wygranej wojnie przecież tych terytoriów nie zwrócą, a całej Ukrainy do federacji też nie anektują, bo to jak zaaplikować sobie samemu raka. 300k mobilizacja i nadchodząca zima to raczej strategia Putina na przeczekanie i wymuszenie chłodem jakiegoś upokarzającego kompromisu, niezależnie jednak od wyniku starcia na polu bitwy główną stawką jest utrzymanie wpływów w pozostałych regionach, a nie odzyskanie Ukrainy jako takiej. Z tej perspektywy znacznie lepszą strategią od eskalacji konfliktu jest utrzymanie sankcji i danie jasnego sygnału, że taka Rosja z taką władzą są dla zachodu nie do zaakceptowania, niezależnie od ich wygibasów, że wszystko wróciło do normy. Cierpliwie czekać wtedy na pierestrojkę i odzyskać Ukrainę, Białoruś i inne regiony w momencie gdy „ruski mir” sam się rozleci. Rosja w najbardziej dogodnych warunkach nie była w stanie stworzyć siły zdolnej do łatwego pokonania Ukrainy, skąd więc przekonanie, że po jej częściowej lub całkowitej aneksji i gigantycznych problemach wewnętrznych z tego wynikających byłaby w stanie się odbudować i zagrozić NATO w perspektywie kilku lat? To raczej problem z podstarzałymi dyktatorami i zapatrzonymi w nich watnikami rozwiąże się w tym czasie w sposób naturalny. Biologia.

    2. Należy wykorzystać fortel. Uzasadnić wejście polskich wojsk na Ukrainę, po uprzednim ich zaproszeniu, w celu uszczelnienia granicy BY-UKR z powodu coraz większej skali nielegalnej migracji. I ogłosić zamknięcie tej granicy, oraz że polskie wojsko będzie odpowiadać ogniem na jakiekolwiek próby jej przenikania. Nie angażujemy się oficjalnie w wojnę, nikomu wojny nie wypowiadamy a jedynie zabezpieczamy dziurawą granicę przed nielegalną migracją. Taka polska wersja operacji specjalnej „Granica”. I niech teraz Łukaszenka spróbuje ataku przez nią na południe. Co do Rosji. Coraz bardziej odstaje cywilizacyjnie i technicznie od zachodu i nie jest w stanie nadrobić coraz większego dystansu. Jej czas jako imperium mija.

    3. Po co obserwuje się tygrysy ze wzgórza? Żeby jeden pokonał drugiego, najadł się i wzmocnił, a potem szukał drugiego posiłku? Jak sam zauważasz, nie eskalując będziemy mieli problem za 10lat z Rosją mającą za sobą potencjał zasobów Ukrainy, i z granicą zmuszającą do jeszcze większych inwestycji w obronność ze strony Polski. Dociskając Rosję zapewne nie wymaże się jej (i tu się zgadzam) z układanki, ale jej odbudowa zajmie jeszcze dłużej, a nawet potem – sytuacja wyjściowa do kolejnych Rosyjskich fikołków będzie zupełnie inna. Skoro odwołujemy się do historii, to moje pytanie: kiedy Rzeczpospolitej wiodło się lepiej – Z Ukrainą(Rusią) po naszej stronie czy bez? Nie wspominając o Niemcach którzy czasam grają do innej bramki. Poza tym, mam wrażenie, że ewentualna odsiecz nie będzie naszą decyzją, i na pewno wypadałoby za ryzyko mieć większe profity ze strony Wielkiego Brata. Potrafił wykarmić sobie krnąbrne Niemcy w ramach przeciwwagi dla sowietów, to czemu nie miałby podkarmić „międzymorza” dla przeciwwagi sowietów i Niemców?

    4. Pan kompletnie nie rozumie rosyjskiej doktryny , próbuje pan debatować z Panem Wojczalem ale płytkość wywodu tylko pana ośmiesza. Trwa pelnoskalowa wojna z bandytą a pan chce się z Rosja dogadać , przecież to śmierdzi volsdojczem z PO na kilometr.
      Mamy świetna sytuację żeby pozbyć się problemu Rosji na całe dekady tu nie ma miejsca na półśrodki. Kolejne pokolenia Polaków nigdy nam nie wybacza jeśli tego nie wykorzystamy.
      Trzeba mieć mentalność wiecznego lokaja żeby tak rozumować.

  7. Dziękuję za artykuł.
    Nasuwa mi się pytanie – jakie jednostki Wojska Polskiego zabezpieczą zachodnio-północną Ukrainę ? Mamy do obstawienia kierunek na Kaliningrad, kierunek na państwa bałtyckie, kierunek białoruski i całe wybrzeże. Czyli zostaje 11-sta Dywizja. Czym ta dywizja ma bronić? Przekazujemy Ukrainie czołgi i Kraby, które wchodzą do walki, ale sami też musimy odbudować potencjał jednostek wojskowych. Do tego przecież dochodzi lotnictwo i OPL. Tego sprzętu po prostu może nie wystarczyć. Tym razem kołdra może być za krótka dla nas.
    Jak Pan przewiduje, czy nasi sojusznicy dostarczą nam więcej ciężkiego sprzętu w ciągu następnych 15-stu miesięcy, do końca 2023 roku ?
    Pozdrawiam serdecznie

    1. Kaliningrad jest ogołocony z wojsk i nie stanowi teraz dla nas zagrożenia. Co do sprzętu – trzeba cisnąć po USA na dostawy kolejnych czołgów M1A1. W zamian wyślemy pozostałe T-72 i PT-91 a nawet Leopardy – Niemcy stracą swój blokujący przekazywanie czołgów argument, że nikt nie wysyła zachodnich czołgów. Docelowy mix polskich czołgów mógłby wyglądać tak: 250 nowych M1A2, 250 używanych M1A1, 1000 nowych K2PL. Co do wojsk lądowych, rzeczywiście mało ich mamy. Więc Polska powinna teraz zwielokrotnić powoływania rezerwistów na szkolenia. Przywrócenie ZSW jest także potrzebne – do załatwienia przy ponadpartyjnym porozumieniu że nikt nie będzie grał tym politycznie. Należy także jak najszybciej uruchomić masową produkcję Borsuków z dodatkowym łatwo montowalnym pancerzem. Najwyżej pierwsza seria produkcyjna przejdzie modernizację lub dokona żywota na Ukrainie co pozwoli sprawdzić je w boju i ewentualnie poprawić. Już nie wspominam, że należy mocno zwiększyć produkcję sprawdzonego i krajowego uzbrojenia: Kraby, Pioruny, drony WB itp.

  8. Trzeba być przygotowanym na wszystkie warianty. Potrzebujemy przywrócić pobór do wojska i znacznie zwiększyć ilość broni (nawet czarnoprochowej) wśród społeczeństwa.

    1. przecież czarnoprochowca można sobie kupić od lat bez żadnych pozwoleń, pomijam że pomysł uważam za kuriozalny 😉 chciałbym cię zobaczyć jak strzelasz z colta wz 1818 w kacapa z kałachem z 25 metrów;) bo na większą odległość to możesz nie trafić;)
      sam mam od kilku lat pozwolenie na broń i przeszkoloną całą rodzinę, uzyskanie tego dokumentu jest równie skomplikowane jak zdobycie prawa jazdy choć jest pełno mitów na ten temat.
      Niestety mimo wielu prób nie udało mi się namówić nikogo znajomego, żeby się „uzbroił” bo Polacy nie widzą potrzeby posiadania broni.Czy wojna to zmieni ? na razie na strzelnicy oznak tego nie widać.

  9. PiS zrobiło w zeszłym roku sondaże, z których wynika że Polacy obawiają się wojny z Rosją. Także przed wyborami na pewno nie zobaczymy takich ruchów jak polska armia na Ukrainie.

    1. nie uważa pan że zeszłoroczne sondaże można sobie obecnie zużyć na podpałkę?
      sytuacja zmieniła się tak radykalnie ze już bardziej nie można.
      w sumie to wystawił pan sobie nie najlepsze swiadectwo;))

  10. Uwagi co do oszczędnego gospodarowania siłami przez Ukrainę – słuszne.
    Tu jest rozmowa jak bardzo źle jest z ukraińską demografią:
    https://www.youtube.com/watch?v=zB3A2okWkGQ

    A Rosja chce rzucać setki tysięcy nowych mobików na pożarcie i zalać Ukrainę masą.

    Jednak nie bardzo widzę nasz udział, przy tym rządzie. Nasza władza bawiła się w antyukraińską i antyamerykańską politykę na 5 minut przed wojną, kumając się z prokremlowskimi zausznikami w UE, robiąc fochy do Bidena, miziając się z putinowskim kumplem – Orbanem. Potem, po wybuchu wojny, gdy społeczeństwo polskie było w szoku, ale żądało działań które miały wspomóc Ukrainę (by chronić samych siebie), i które w porywie serca zajęło się (częściowo) uchodźczyniami z Ukrainy – władza nie miała wyjścia. Do tego nacisk USA, więc zgoda na transfer uzbrojenia, na przyjęcie uchodźców, dostawy sprzętu… No i nagłe zakupy na kredyt. Ale władza to nie z powodów strategicznych, a po mailach Dworczyka wychodzi, że wyłącznie z PR-owskich, by zarobić na „politycznym złocie” i odwrócić uwagę od problemów jakie przed wojną wygenerowała. Ale temat już się opatrzył, i dziś już do wojny się przyzwyczailiśmy, poczuliśmy bezpieczniej (dzięki sukcesom Ukraińców) i nie wierzę w jakieś strategiczne decyzyje. Ani politycy nie pomyślą o tym, ani społeczeństwo nie zaakceptuje ryzyka. Dosyłanie uzbrojenia – to zaakceptują, tym bardziej że rząd nauczył społeczeństwo że kasa bierze się z powietrza (a za inflację winny wyłączenie Putin) – ale żeby zaakceptować ryzyko dla żołnierzy, albo co gorsza – jakąś mobilizację?

    1. Ile godzin dziennie trzeba oglądać TVN żeby mieć tak zrypane pod sufitem?
      Nasza władza była proputinowska ;)) i dlatego wysłała na Ukrainę setki czołgów i sprzętu wojskowego;)) czy tobie ten dysonans poznawczy nie wadzi?? Próba kreowania Kaczyńskiego na kumpla Putina jest tak idiotyczna, że aż nie do wiary, ze tyle gorszego sortu się na nią złapało (nie swiadczy to pozytywnie o waszej inteligencji). Przecież Putin zabił mu brata i kilkudziesięciu wspólpracowników, w 2015 krzyczeliście że Macierewicz wywoła wojnę z rosją , teraz zrobiliście zwrot przez rufę i krzyczycie że to przyjaciele;))
      Tylko fakt że w 2015 r wygrał wybory PiS sprawił że jesteśmy w trakcie modernicacji i powiększania armii , przypominam że durna opozycja próbowała zochydzić OT krzycząc że to prywatne wojsko Macierewicza i Kaczynskiego. Tylko dzięki nim mamy 36.000 przeszkolonych zołnierzy gotowych stawić się w kilka godzin. Siemoniak likwidował całe jednostki które teraz trzeba mozolnie odtwarzać..
      No ale czego oczekiwać od targowicy która krzyczy nie dawać Polsce pieniędzy i pluje na własny kraj na forum międzynarodowym. Tak właśnie wygląda wasz szacunek dla demokracji;)

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.