Polska – kluczem do strategii USA?

O roli jaką odgrywa, lub ma odegrać Polska mówi się sporo. Nawet w mediach głównego nurtu (które dziś twierdzą, że “tracimy” swojego najważniejszego sojusznika). Przekonują do tego również m.in. George Friedman, czy popularyzujący w polskiej przestrzeni publicznej naukę o geopolityce – Jacek Bartosiak. Ba. Sam Prezydent Stanów Zjednoczonych – Donald Trump, przyjechał w 2017 roku do Warszawy wychwalać naszą wyjątkowość.

Jeśli Polska odgrywa tak istotną rolę w amerykańskiej układance, to należy sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego?

Przecież jeszcze w 2014 roku nic nie zapowiadało tak wyraźnego zwrotu III RP w prowadzeniu polityki zagranicznej. Natomiast obecnie nikt już nie powinien mieć wątpliwości, co do tego, że Polska rzeczywiście znajduje się w centrum uwagi Wielkiego Brata.

Wystarczy przypomnieć, że od zwycięstwa w 2015 roku PIS-u w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, polski rząd w sposób otwarty ukierunkował się na strategiczny sojusz Amerykańsko – Polski. W ramach tego sojuszu USA wysłało do Polski US Army oraz wróciło do budowy tarczy antyrakietowej. Nie sposób również przeoczyć rozpoczęcia współpracy w zakresie dostaw sprzętu wojskowego.

Skąd takie nagłe zainteresowanie i zaangażowanie Amerykanów, jeśli chodzi o nasze państwo? Przecież jeszcze w 2009 roku Barack Obama mówił o resecie w relacjach amerykańsko – rosyjskich, po którym zrezygnowano z budowy tarczy antyrakietowej na naszym terytorium. Wówczas USA zupełnie straciły zainteresowanie Europą Centralną i ogłosiły tzw. Pivot na Pacyfik.

Pomijając przyczyny odejścia od słynnego „resetu”, co nastąpiło po wybuchu wojny domowej w Syrii i konflikcie na Ukrainie, poniżej opiszę obecne trendy i dążenia USA, które wymagają zaangażowania Stanów Zjednoczonych w Europie Centralnej (głównie w Polsce i Rumunii).

 

Amerykański cel – utrzymanie pozycji światowego lidera

By odpowiedzieć sobie na tytułowe pytanie, należy w pierwszej kolejności zacząć od kwestii najbardziej ogólnych. USA prowadzi obecnie z Chinami pewnego rodzaju wyścig. W interesie Stanów Zjednoczonych jest utrzymanie obecnego statusu jedynego światowego mocarstwa – hegemona. W tym celu USA powinno:

  1. zwiększać swoją potęgę, uciekając peletonowi (Chinom, Rosji, UE),
  2. starać się utrzymać obecne wpływy,
  3. rzucać kołki w szprychy konkurencji.

Ponieważ USA słabnie wewnętrznie (pusta waluta, niepewny system finansowy, ogromne zadłużenie, problemy gospodarcze), a w wyniku działań konkurencji (Chin, Rosji, UE) traci również polityczne wpływy (co uderza ponadto w gospodarkę USA – vide BRICS), najłatwiejszą i najbardziej efektywną w tym momencie metodą na utrzymanie swojej hegemonii jest opcja nr 3. Zniszczyć konkurencję.

Wybór ten stał się oczywisty po 2014 roku, choć początek „podpalania” świata przez Amerykanów można datować choćby od 2001 roku i inwazji na Afganistan. Nie jest to tak istotne jak sam fakt, że od kilkunastu lat – wojny i rewolucje przetaczając się kolejno przez Bliski Wschód, Afrykę Północną, a nawet Europę Centralno-Wschodnią (Ukraina). Strategię prowadzoną przez USA opisywałem w większych szczegółach przy okazji tekstów: Szlak handlowy, czy wojenna ścieżka? oraz Amerykanie uczą się grać w Go…Rzucając kamyczkami – czyli o co może chodzić z interwencją w Somalii?

Jeśli przyjmiemy (a są po temu wszelkie podstawy), że rzeczywiście tak jest i USA postanowiło doprowadzić konkurencję do upadku, to w tym miejscu można się zastanowić nad tym, w jakiej kolejności i jakim sposobem, Amerykanie zamierzają osiągnąć swoje cele?

 

Peleton – wspólny interes i wzajemny doping

USA musi przeciwstawić się trzem konkurentom. Chinom, Rosji i Unii Europejskiej. Przy czym w interesie wszystkich w/w pretendentów jest połączenie sił. Wspólnota interesów widoczna jest głównie na płaszczyźnie gospodarczej. UE (Niemcy) posiadają zaawansowane technologie i produkcję dóbr wysokiej jakości. Rosja dysponuje surowcami (gaz, ropa), a także geografią (łączy Europę i Daleki Wschód). Chiny posiadają bazę produkcyjną i przeogromny rynek.

  1. W interesie Niemiec jest eksport na chiński rynek (największy niemiecki odbiorca) i pozyskiwanie tanich surowców z Rosji.
  2. W interesie Rosji jest pozyskiwanie technologii i zabezpieczenie sprzedaży surowców, a także kontrolowanie handlu wschód-zachód.
  3. W interesie Chin leży sprzedaż własnych towarów na cały europejski rynek, uniezależnienie się od Amerykanów w zakresie szlaków handlowych i pozyskiwanie surowców dla ogromnej gospodarki. Priorytetem jest również pozyskiwanie (w legalny lub nielegalny sposób) know-how w zakresie nowoczesnych technologii.

Dlatego w ostatnich latach obserwujemy podejmowanie takich inwestycji jak:

  1. Budowa Nord Stream I i Nord Stream II (zabezpieczenie dostawy surowców do Niemiec, z pominięciem Polski — może władze RFN przewidziały możliwość zaistnienia sytuacji, w której w momencie wypychania USA z Europy, Amerykanie posłużą się Polską i będą próbowali wywierać nacisk na RFN? –  jeśli tak, to chapeau bas…)
  2. Budowa infrastruktury przesyłowej z Rosji do Chin (uniezależnienie Chin od surowców z podpalonego Bliskiego Wschodzu),
  3. Budowa lądowego Nowego Jedwabnego Szlaku łączącego Europę z Chinami, przebiegającego przez terytorium Rosji (uniezależnienie chińskiego handlu od US Navy).
  4. Przymiarki Rosji i Chin do uruchomienia Północnego Szlaku Morskiego.

Oprócz tego Chiny budują własną sferę oddziaływania gospodarczego (BRICS). Niemcy już zbudowały Unię Europejską, a Rosja przewodzi EWG (choć BRICS nie można przyrównywać do dwóch pozostałych inicjatyw).

 

Wyzwania dla peletonu

Problemem Niemiec jest to, że są wciąż mocno uzależnione politycznie od USA (od czasów II Wojny Światowej). Innymi słowy, nie są w stanie prowadzić całkowicie niezależnej polityki zagranicznej. To dlatego wysiłki Berlina nie doprowadziły do pokoju na Ukrainie w 2014 roku. To dlatego UE nałożyła na Rosję sankcje gospodarcze, pomimo, że nie leżało to w interesie ani UE, ani samych Niemiec. Ponadto niemiecka gospodarka jest wrażliwa na zmniejszenie eksportu (eksport to 50% PKB Niemiec, brak sprzedaży = kryzys).

Problemem Rosji jest słaba gospodarka w stosunku do ogromnych przestrzeni geograficznych, jakimi musi zarządzać. Świeżymi problemami są ponadto:

  1. sankcje i izolacja polityczno – gospodarcza od świata zachodu, co zostało wymuszone działaniami USA,
  2. utrata wpływów na Ukrainie i zaangażowanie w Donbasie,
  3. zaangażowanie w Syrii.

Chiny z kolei walczą o uniezależnienie szlaków handlowych od wpływów amerykańskich, utrzymanie wysokiego eksportu (ten sam problem co w Niemczech) oraz zabezpieczenie dostaw surowców energetycznych na potrzeby rozgrzanego sektora produkcyjnego.

 

Strategia lidera – palić za sobą mosty i izolować

Co przyznaje wielu analityków, jak również sami Amerykanie – ich najgorszym koszmarem byłoby powstanie porozumienia Berlin – Moskwa – Pekin. Wprawdzie w amerykańskiej doktrynie przestrzegano wcześniej przed powstaniem euro-azjatyckiego imperium łączącego Berlin z Moskwą, jednak obecnie, z uwagi na postęp cywilizacyjny i globalizację, można do tego duetu dodać właśnie stolicę Chin. Co dodaje plus 100 punktów przerażenia w amerykańskiej świadomości.

Jak pisałem wcześniej, ogólną strategią działania Stanów Zjednoczonych jest pójście śladem nieuczciwego strażaka. Obrońca ładu światowego w dzień, w nocy zakłada maskę i ujawnia drugie oblicze podpalacza. Amerykanie wycofując się z poszczególnych regionów (Bliski Wschód), pozostawiają po sobie chaos i zgliszcza. W to miejsce wchodzą pretendenci, którzy muszą angażować się w stabilizację danego regionu (co kosztuje tym więcej, im bardziej przeszkadza USA).

Jednak na dobrze współpracujący peleton, tego rodzaju działania nie wystarczą. Dlatego tak istotnym elementem strategii USA jest rozbicie jedności konkurencji, wyizolowanie poszczególnych członków grupy i rozprawianie się z nimi pojedynczo – jeden po drugim.

Metoda ta jest skuteczniejsza, jeśli hegemon zaczyna swój bój z jednostkami najsłabszymi, co wymaga najmniejszego nakładu sił i środków. Współcześnie jedyną metodą walki z innymi nuklearnym mocarstwem jest walka gospodarczo – polityczna (ewentualnie proxy war na terytorium państwa trzeciego). Innymi słowy, najsłabszym w rozgrywce jest ten, który dysponuje najbardziej wrażliwą i najsłabszą gospodarką. W tym przypadku – Rosja.

Dopiero w drugiej kolejności znajdują się Niemcy i Unia Europejska, a najpoważniejszym przeciwnikiem dla USA są Chiny.

I tak doszliśmy do kolejności, w jakiej USA zamierza nokautować kolejnych przeciwników. 1 – Rosja, 2 – UE, 3 – Chiny. Co zrobić by na ring nie weszli wszyscy na raz? Wepchnąć pomiędzy nich klin i izolować. Amerykanie już to robią poprzez:

  1. zmuszenie Rosji do agresywnej postawy (Ukraina), ukazanie ich w złym świetle na arenie międzynarodowej (soft power), polityczna izolacja od kontrolowanego przez USA „świata zachodu” oraz sankcje, co doprowadziło do niemożliwości zawiązania oficjalnego partnerstwa Berlin – Moskwa,
  2. wepchnięcie klina pomiędzy Rosję, a Niemcy, poprzez przejęcie wpływów na pomoście bałtycko-czarnomorskim,
  3. grę na rozbicie jedności Unii Europejskiej, poprzez wspieranie projektu Międzymorza.

Nie trzeba być wybitnie spostrzegawczym by zauważyć, że w chwili obecnej Rosja znajduje się po przeciwnej stronie politycznej barykady, postawionej na wschodniej granicy Polski. Duet Berlin – Moskwa został oficjalnie rozdzielony (choć wciąż próbuje współpracować, czego dowodem jest, torpedowany już zresztą przez USA projekt Nord Stream II). Pozostało jeszcze połączenie Kreml – Pekin.

 

Gdzie w tym wszystkim jest rola Polski?

Jak pewnie już zauważyliście, Polska (bez pisania jej nazwy) została wyżej wymieniona we wszystkich trzech podjętych już przez Amerykanów działaniach zmierzających do izolacji Rosji i uderzenia w UE.

I tutaj, proponuję zerknąć na mapę, niech przemawia sama geografia (w uproszczeniu):

  1. bez Polski nie da się połączyć Berlina i Moskwy (vide Karpacka zapora),
  2. bez Polski nie da się połączyć Berlina, Moskwy i Pekinu,
  3. bez Polski i Rumunii, UE nie ma praktycznie styczności z Rosją,
  4. bez Polski i Rumunii nie da się wpływać na Ukrainę,
  5. bez Polski nie ma możliwości zabezpieczenia Państw Bałtyckich (należących do UE i NATO),
  6. bez Polski nie da się opanować Morza Bałtyckiego i wywierać presji na Obwód Kaliningradzki,
  7. bez Polski nie ma możliwości zbudowania Międzymorza, ponieważ nasza dość spora gospodarka (największa w UE na wschód od Niemiec i Włoch) zajmuje kluczowe centralne położenie w Europie.

Oczywiście lądowe połączenie między Chinami, a Europą może przebiegać południową odnogą planowanego Nowego Jedwabnego Szlaku, ale wówczas droga ta musi biec przez:

  1. destabilizowany z terytorium Afganistanu – Pakistan,
  2. izolowany przez „świat zachodu” Iran,
  3. tereny kurdyjskie Iranu i Turcji.

Ponadto środowisko „wybuchowego” Bliskiego Wschodu nie jest tutaj czynnikiem gwarantującym bezpieczeństwo dla handlu.

 

Presja na Kreml

USA prowadzi z Rosją konflikt na każdej z możliwych płaszczyzn. W wielkim skrócie opiszę najważniejsze.

W sferze ekonomiczno – gospodarczej działania sprowadzają się do:

  1. sankcji,
  2. podważenia waluty,
  3. obniżaniu cen surowców (ropa i gaz),
  4. ograniczaniu rosyjskiego rynku zbytu surowców.

Najgłośniej w mediach mówi się o sankcjach, które mają głównie za zadanie powstrzymanie transferu technologii do Rosji. Bez know-how znacznie trudniej jest osiągać sukcesy, jeśli chodzi o wdrażanie innowacji i zwiększanie wydajności gospodarki.

Z kolei atak na kurs rubla miał zapewne na celu znaczne podniesienie kosztów importu. Słabo rozwinięta rosyjska gospodarka i rynek wewnętrzny bardzo wiele towarów i usług ściągały zza granicy. Słaby rubel oznaczał drastyczny wzrost cen dóbr pochodzących z zewnątrz. Minusem tej metody było to, że Rosja sprzedaje surowce za dolary. Tym samym w przeliczeniu na ruble, rosyjski rynek nie tracił wiele, nawet w kontekście obniżonych cen (większy problem mają koncerny, które sprzedają surowce w dolarach, ale i wiele dóbr niezbędnych do kontynuacji wydobycia muszą również nabywać w amerykańskiej walucie).

Jednakże główną bronią przeciwko Rosji jest uderzenie w jej największe źródło przychodu – eksport surowców. Działaniem nastawiony na krótki termin i wywołanie szoku gospodarczego, było gwałtownie obniżenie cen gazu i ropy. Amerykanie osiągnęli to w porozumieniu z OPEC. Zaniżone ceny surowców nie mogły się jednak utrzymać długo, ponieważ uderzało to również w amerykański przemysł wydobywczy (zwłaszcza w surowce łupkowe).

Dlatego w dłuższej perspektywie czasowej USA postanowiło doprowadzić do zmniejszenia popytu na rosyjski surowiec. I przy okazji na tym zarobić. Tutaj właśnie ważną rolę odgrywa Polska. Oprócz tego, że Amerykanie robią na nas dobry biznes –  sprzedając nam swoje surowce dostarczane drogą morską (a my kupujemy, zapewne drożej, w ramach polityki dywersyfikacji źródeł), to nasze położenie pozwala na pozyskiwanie surowców z różnych kierunków (USA, Bliski Wschód – drogą morską, Norwegia – ew. gazociąg Baltic pipe) nie tylko dla nas samych, ale i dla sporej części Europy Środkowej. Regionu, który jest uzależniony od rosyjskich surowców. Co to oznacza dla Rosji? Np. to, że gdy ostatnio Kreml odciął Ukrainę od dostaw rosyjskiego gazu, gaz ten Ukraińcy otrzymali od nas…

 

Płaszczyzna polityczna

Tutaj również USA działa na wiele sposobów. Stany Zjednoczone podważają wizerunek Rosji przedstawiając ją, jako agresora (i vice versa propaganda idzie w obie strony, jednak opisuję tutaj tylko perspektywę Amerykanów). Jednocześnie wykorzystując swoje wpływy pozyskane jeszcze w czasie II Wojny Światowej, izolują Rosję na arenie międzynarodowej. Dzieje się to m.in. poprzez naciski na władze w Berlinie, które z jednej strony chciałyby ubić z Putinem interes, z drugiej nie są zdolne skutecznie opierać się woli Waszyngtonu. Amerykanie posiadają na Niemcy mocne przełożenie, co nie tylko widać po efektach (brak oficjalnego dealu Berlin – Moskwa), ale i po takich symbolicznych zachowaniach jak to, w czasie spotkania Trump – Merkel.

Ponadto wywierana jest również presja na jednostki, co ma skruszyć monolit władzy na Kremlu. Sankcje obejmują konkretne osoby z otoczenia Władimira Putina, co ma osłabić jego pozycję.

Jednak najważniejszą formą nacisku politycznego było zagrożenie Rosji, wyrwaniem z jej strefy wpływów Ukrainy (co się ostatecznie rzeczywiście stało). Euro-majdan był dla Rosji ciężkim uderzeniem w podbrzusze. Dlatego reakcja była niemal natychmiastowa, gwałtowna i brutalna (zajęcie Krymu, wojna w Donbasie).

Oderwanie Kijowa od wpływów Kremla nie powiodłoby się, gdyby Ukraina nie przylegała do państw NATO i UE. Tylko bliskość „zachodu” gwarantuje Ukraińcom możliwość zmiany frontu. Bez granicy z państwami NATO, Ukraina byłaby państwem osamotnionym i izolowanym przez Rosję, a co za tym idzie, Moskwa w takiej sytuacji mogłaby stłumić każdy ewentualny bunt. Wcześniej, lub później.

Innymi słowy granica polsko-ukraińska pozwala na skuteczne oddziaływanie na Kijów i przyłączenie Ukrainy do świata zachodu.  

 

Płaszczyzna strategiczno militarna – proxy war

Krótko. W każdej wojnie, najważniejsze jest zabezpieczenie logistyki.

  1. Skąd na Ukrainę docierają np. kamizelki kuloodporne?
  2. Którędy transportowana jest pomoc charytatywna?
  3. Gdzie stacjonuje międzynarodowa brygada LITPOLUKRBRIG? (jednostka litewsko-polsko-ukraińska).
  4. Z jakiego terytorium można najszybciej przysłać pomoc dla Kijowa?
  5. Które państwo przesunęło swoje siły wojskowe na wschód, bliżej ukraińskiej granicy?

We wszystkich tych pytaniach znajdują się również odpowiedzi, co do tego, które z państw jest najważniejsze, jeśli chodzi o proxy-war toczoną na Ukrainie. W sytuacji, gdy Morze Czarne znajduje się w sferze oddziaływania Rosji (vide spotkania rosyjskich samolotów z okrętami amerykańskimi), najłatwiej i najszybciej można dotrzeć na Ukrainę właśnie przez terytorium Polski.

Opisałem to bardziej szczegółowo w artykule Polska i Rumunia dwie wieże na ukraińskiej szachownicy. Amerykanie prowadzą w tej chwili z Rosjanami polityczną grę w szachy. Terytorium III RP jest w tej grze kluczowe.

Również w kontekście ewentualnej obrony Państw Bałtyckich – olbrzymim politycznym zwycięstwem Kremla, byłoby wywołanie proxy-war np. na Łotwie. Gdyby „zielone ludziki” najechały na państwo NATO, a organizacja ta nie byłaby zdolna przeciwdziałać – mogłoby to doprowadzić nawet do rozpadu Paktu Północnoatlantyckiego.

Wiarygodność NATO byłaby równa zeru. USA nie może do tego dopuścić, dlatego generałowie US Army doskonale wiedzą, co to jest tzw. „przesmyk suwalski”.

Obie strony toczą w tej chwili wirtualną batalię na mapie Europy Środkowej. Centrum szachownicy stanowią Polska i Białoruś. Stąd można oddziaływać, kontrolować i szachować pozostałe regiony (Państwa Bałtyckie, Ukraina). Bez nas Amerykanie musieliby poddać cały region, który pozyskali po 1989’ roku (może za wyjątkiem byłego NRD).

 

Presja na Niemcy i UE

USA nie może wywierać presji na Rosję, bez Unii Europejskiej. M.in. właśnie dlatego UE znajduje się dopiero na drugim miejscu amerykańskiej „czarnej listy”. Jednak pierwsze kroki w celu destabilizacji politycznej UE, już Amerykanie poczynili. Odzyskanie wpływów w Polsce (kosztem Niemiec) nie jest jeszcze tak groźne dla Berlina, jak oficjalne wsparcie USA dla projektu budowy tzw. Międzymorza. Niemcom potrzebna jest jednolita UE zarządzana centralnie z Berlina. Peryferia Unii powinny być trwale związane z jej jądrem i podporządkowywać się woli „dobra wspólnego”. Każda inicjatywa polityczna wewnątrz Unii stanowi element destabilizujący, konkurencyjny i uderzający w spójność UE, a tym samym w przywództwo Niemiec nad Europą.

W pasie pomiędzy Bałtykiem, a Morzem Śródziemnym i Morzem Czarnym, jeśli chodzi o państwa Unii, Polska jest największym krajem o najsilniejszej gospodarce położonym na kluczowym szlaku wschód-zachód. Dlatego też Międzymorze może być budowane tylko i wyłącznie w oparciu o III RP, która sama z siebie i tak jest za słaba, ale przy politycznym wsparciu USA – może stanowić przeciwwagę dla Niemiec. Przecież Czesi nie muszą korzystać z nabrzeża w Hamburgu. Znacznie bliżej mają do Szczecina. Węgry są bardzo zainteresowane dostępem do Bałtyku poprzez Via Carpatię. Polska komunikuje nie tylko wschód – zachód, ale również może połączyć ze sobą północ i południe Europy (od Grecji po Szwecję).

Zburzenie jedności UE jest dla USA kluczowe, ponieważ skłócona Unia oznacza brak Niemieckiego hegemona w Europie. Bez tej hegemonii, Berlin nie będzie w stanie oddziaływać stabilizująco na Rosję i nie będzie w stanie zbliżyć się do Chin. Zwłaszcza, gdy o swoje interesy będzie walczyć niezależna od Niemiec – Polska.

By móc handlować z Chinami, Berlin potrzebuje portu w Hamburgu (droga morska kontrolowana przez USA) i Łodzi (Nowy Jedwabny Szlak). Włochy mogą się zapaść pod ziemię, Hiszpania wylecieć w powietrze, Wlk. Brytania odpłynąć na Pacyfik. By snuć plany z Moskwą i Pekinem, Berlin potrzebuje jednak naszego terytorium, które łączy Eurazję.

Bardzo dobrze rozumieją to w Waszyngtonie.

Dlatego to do Polski zawitali amerykańscy żołnierze.

 

Podsumowanie

W mojej ocenie Polska dla USA ma w tej chwili najważniejsze znaczenie. Ważniejsze nawet niż front przeciwko Chinom. By zmierzyć się z Chinami, USA musi uporać się w pierwszej kolejności ze słabszymi przeciwnikami. Jak Rosja i UE. Dopiero wówczas osamotnione Chiny będą dużo łatwiejszym celem. By oddziaływać na Rosję i wywierać na nią presję, Polska jest dla USA kluczowa (z jakiego innego terytorium Amerykanie mogliby to robić?). By rozbić jedność UE, Polska jest dla USA niezbędna (zwłaszcza w kontekście Brexitu). Innymi słowy, Polska jest elementem amerykańskiej układanki, bez którego Waszyngton nie będzie w stanie zrealizować swoich planów. Albo będzie to niezwykle trudne (jak uporać się z gospodarczym blokiem silnych: Brukseli, Moskwy i Pekinu?). Oczywiście jak tylko Kreml i Berlin zostaną wykluczone z gry, wówczas Polska straci na znaczeniu. Z dnia na dzień.

Dlatego powinniśmy wykorzystać obecną koniunkturę polityczną i potrzeby USA do ugrania dla siebie jak największego kawałka tortu (skoro, chcąc nie chcąc, znajdujemy się w ich obozie). Właśnie teraz. Po to, by później mieć szansę na samodzielne wygenerowanie geopolitycznego pola grawitacyjnego, do którego będą lgnąć inni (a będzie tak, jeśli będziemy równie silni jak Niemcy czy Rosja).

Taka teza może niektórych zaskoczyć, ponieważ od kilku tygodni wg mediów i promowanych w nich „ekspertów” Polska traci właśnie najważniejszego (i jedynego po Węgrach) sojusznika. Rząd krytykowany jest za nieumiejętną politykę, premier za brak zmysłu dyplomatycznego, a prezydent za zbytnie zadufanie w sobie. Pojawiły się, śmieszne wręcz, informacje, że przedstawiciele polskich władz otrzymali zakaz wstępu do Białego Domu.

To wszystko jest jednak tylko elementem politycznej gry i zasłony medialnej. Gdy tylko Amerykanie będą potrzebowali zareagować na działania Moskwy, czy Berlina – sami będą przyjeżdżać do Polski na spotkania. Tego wymagać będzie interes państwowy USA. Business is business. Reszta to tylko błyskotki.

Oczywistym jest natomiast to, że USA spoliczkowało Polskę w kwestii żydowskiej (nowela o IPN). Jednak w tej sprawie nie chodzi Amerykanom  o prawdę historyczną. Stało się tak z dwóch powodów. Albo polski rząd zawołał za wysoką cenę za wsparcie polityki USA (i Amerykanie zbijają jej wysokość), albo też postanowił zagrać na kilku fortepianach i spróbował dojść do porozumienia z Niemcami (co w moim odczuciu dało się zauważyć). W tym drugim przypadku Amerykanie zdecydowali, by nas zwyczajnie ukarać, co opisałem w Realpolitik nie dla Polski. Czyli żydowsko – amerykański klaps dla polskiego rządu. Oczywiście Izrael ma tutaj swój konkretny biznes (kwestia odszkodowań), ale to kompletnie inny temat.

Pomijam tutaj wszelkie kwestie partyjne i związane z poglądami politycznymi. Na sprawy międzynarodowe nie można spoglądać z perspektywy  emocji, sentymentów (walka o prawdę historyczną) czy przekazu medialnego. Polityka międzynarodowa to gra o interesy. Tylko i wyłącznie.  Tutaj wszystko jest kalkulowane i nastawione na konkretny, wymierny cel. Wystarczy się uważniej przyjrzeć, a wiele rzeczy staje się bardziej zrozumiałych.

W chwili obecnej mamy do czynienia z ogromną nagonką medialną i polityczną na polski rząd. I to ze strony naszego sojusznika (który odzyskiwanie wpływów w naszym kraju rozpoczął od zakupu stacji TVN – warto o tym pamiętać 🙂 ). Czy to oznacza, że poczynania tego rządu są tak fatalne jak się o tym mówi? Pomińmy emocje i poglądy. Spójrzmy na sprawę chłodno.

Oczywistym jest, że im polski rząd mniej dba o interesy “zagranicy”, tym z większą krytyką będzie się musiał mierzyć (zwłaszcza jeśli Polska uważana jest za junior-partnera, który nie powinien stawiać żadnych warunków – bo tak traktują nas i Niemcy i USA, a także Rosja).

Tym samym można wyciągnąć wniosek, że obecny rząd postanowił zagrać o jakieś interesy. Państwowe, narodowe lub tylko swoje własne (partyjne), do czego również trzeba posiadać jaja. Uczciwie muszę przyznać, że nie podejrzewałem dotychczas, iż obecny polski rząd odważy się na takie ruchy (względem USA, ponieważ siłą rzeczy, przy wsparciu Amerykanów sprzeciwiał się polityce niemieckiej – z której to strony wciąż zbieraliśmy cięgi). Od dwóch lat obserwowaliśmy całkowite i bezwzględne posłuszeństwo względem Waszyngtonu. Dałem wyraz temu poglądowi w tekście: Wojna o nowy ład światowy – którą stronę powinna wybrać Polska?

Tymczasem najwyraźniej coś musiało się zmienić. Na skutek tej zmiany, polski rząd znajduje się między młotem, a kowadłem. Na naszych oczach rozstrzygnie się, czy w kwestiach polityki międzynarodowej można temu rządowi choć trochę zaufać. Jeśli rząd ugnie się przed roszczeniami Żydów, lub zrobi wyraźny krok w tył wobec USA, wówczas będziemy mieli dowód na służalczość (i z pewnością PIS straci wówczas poparcie – wobec czego mam nadzieję, że ta chwilowa zbieżność interesów – partii i narodu – na dobre nam wyjdzie). Jeśli z kolei rząd się nie ugnie, to wtedy będziemy mieli prawdziwy festiwal politycznych i medialnych ataków na Polskę (co już można obserwować od 2 lat, tylko teraz dołączą na dobre Amerykanie i Żydzi ). Trzeba będzie to zwyczajnie przetrwać i dać odpór. Wręcz podbić stawkę (bo tak się robi przy tego rodzaju prowadzeniu negocjacji).  USA nie mogą naciskać rządu zbyt mocno, ponieważ istnieje zagrożenie, że w Polsce dojdzie do władzy stronnictwo pro-niemieckie. Wówczas Berlin odzyska kontrolę nad Europą Środkową i będzie miał znacznie większe pole manewru.

Być może taki scenariusz (gdy rząd będzie potrafił postawić na swoim) wydaje się być nierealny (z różnych względów), jednak tak nie jest. Polska i jej terytorium są tak istotne w toczącej się światowej rozgrywce, że Amerykanie nie mogą sobie pozwolić na utratę kontroli nad Warszawą. Trzeba mieć tego świadomość.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

31 komentarzy

    1. W mojej opinii mogą spróbować, choć wtedy wpadniemy raczej w niemiecką strefę wpływów. W interesie Berlina będzie ustabilizowanie wówczas sytuacji w Polsce i dogadanie się ponad naszymi głowami z Moskwą. Wespół Berlin i Kreml są wstanie zaprowadzić w Polsce odpowiedni porządek nawet pomimo brużdżenia przez USA. Należy pamiętać, że USA jest daleko. Stąd błędem byłoby niedocenianie ich obecnej siły (skoro są tak daleko, a pomimo to wyrwali Polskę z sakwy Merkel – to muszą mieć jeszcze mocne przełożenie na ten region Europy).

  1. Dziękuję za artykuł – rozjasnia w głowie w kontekscie ostatnich wydarzeń.

    Jednak mam wątpliwosć – scenariusze które opisałes nie wydają mi się są do zrealizowania w 4-5 lat.

    W kontekscie ciągłosci polityki, zarówno CHRLD i Rosja jako kraje o ograniczonej wymienialnosci realnych osrodków decyzyjnych mają przewagę nad USA, które jak sam wspomniałes od czasów Obamy zrobiło voltę.

    Podobnie Unia Europejska, w której do europarlamentu musiałaby się dostać ogromna ilosć eurosceptyków wszystkich krajów, i aby w rezultacie dokonać wyboru nowego zarządu komisarycznego, co matematycznie jest łatwe, ale spróbuj dogadać przedstawicieli 27 nacji z Berlinem i Paryżem dążącymi ku scislejszej unifikacji

    Na przeciwnej stronie siedzi zas Trump – wybieralny demokratycznie prezydent. Jeżeli Trump chce zrealizować swoej cele, musi zapewnić sobie wystarczające poparcie na 2 kadencję – populistycznie, gopspodarczo, ratując wolnosć i demokrację gdzies w piaskach dalekiej Arabii itd itp. Inaczej nawet przywyborcze Big Data nie pomoże.

    Bardzo dobra konkluzja – teraz dopiero wyjdzie jak poradzą sobie ludzie premiera i prezesa.

    1. Obawiam się, że Donald Trump nie realizuje swoich celów. W mojej opinii kontynuuje politykę Obamy (a w zasadzie politykę, która rozpoczął realizować Obama, bo pewnie też nie jest ona jego autorstwa). Przecież przed wyborami D. Trump zapowiadał przyjaźń z W. Putinem, nawiązywał do wycofania się z polityki międzynarodowej i skupieniu uwagi na USA. Tymczasem Amerykanie dociskają Moskwę tak samo jak wcześniej. Interweniują za granicą równie często jak dotychczas. Stąd można wnioskować, że odpowiedni ludzie na odpowiednich stanowiskach z konkretną wiedzą, wyjaśnili nowemu prezydentowi o co toczy się gra i na jakich warunkach ona przebiega.
      Niezależnie od tego kto będzie prezydentem za kilka lat, cele będą realizowane dokładnie te same.
      Prezydenci to są dobre “twarze” dla wyborców. Trzeba było obrać bardziej ostrą i wyrazistą retorykę – D. Trump nadaje się do tego idealnie. Wszyscy kojarzą obecne zdarzenia z jego temperamentem, a tymczasem to interes USA wymagał bardziej gwałtownych kroków. Zmiana lidera jest dobrą wymówką, dla zmiany retoryki i poczynań dyplomatycznych.

      Ludzie prezesa mają problem. Tylko, że w tym przypadku ich problemy przekładają się na problemy Polski – czyli nas wszystkich.
      Jak w kwestii prowadzenia polityki wewnętrznej, jestem zdecydowanym przeciwnikiem działań tego rządu, tak tutaj nie wypada mu nie kibicować.

      pozdrawiam
      KW

  2. Pierwszy raz jestem na tym blogu ale naprawdę wielkie wow! Piękny tekst. Z pewnością będę odwiedzał tę stronę znacznie częściej. Dawno nie czytałem tekstu który wyjaśnił tak wiele i w dodatku mimo sporej długości, czytało się bardzo ciekawie. Nie było zbędnego lania wody.

    Z kwestii technicznych – chyba Pana strona ma przeterminowany certyfikat bezpieczeństwa SSL co może powodować znaczne obniżenie w Google i nie tylko. Proponowałbym się temu przyjrzeć.

    1. Dziękuję. Nie wiem co to certyfikat bezpieczeństwa SSL, ale dzięki Panu już jestem świadomy swojej niewiedzy. Przyjrzę się temu SSL-owi uważniej. 🙂

  3. bardzo interesujący artykuł.
    dodałbym jeszcze “diesel gate” do ataków USA na Niemcy w celu uwalenia exportu aut/

    1. Można również dodać cła na stal i aluminium. To uderzy bardzo mocno w Chiny, ale i także w Niemcy (największy eksporter do USA w Europie).
      pozdrawiam
      KW

  4. Przesmyk suwalski:obserwuje nagminne naduzywanie tego sloganu.Rosjanie nie zaryzykują całkowitej blokady kontynentalnej atakując ten rejon Polski no chyba,że będą chcieli pełnoskalowego konfliktu z Polską,prędzej przedostaliby sie do obwodu przez Litwę jak będą mieli taką potrzebe.

    1. Nie muszą atakować 🙂 Na razie im wystarcza sama groźba zablokowania tego wąskiego gardła (choćby systemami rakietowymi).
      Natomiast ja w tekście zwracałem tylko uwagę na to, że Amerykanie znają ten slogan – a jeśli tak, to znaczy, że studiowali geografie Polski pod kątem ewentualnych możliwości jeśli chodzi o prowadzenie działań zbrojnych.
      pozdrawiam
      KW 🙂

  5. Świetny blog, znacznie lepszy od odpowiedników typu Bartosiak.
    Mam w związku z tym pytanie – od dawna trapi mnie postawa Merkel podczas kryzysu imigracyjnego.
    Wygląda to jakby z premedytacją niszczyła ona własny kraj czego nie mogę zrozumieć.
    Mógłby Pan na ten temat napisać?

    1. Dziękuję.:)
      Uważam, że w zakresie teorii spiskowych, najlepiej jest, gdy każdy zgłębia ich podstawy samodzielnie 🙂 Po pierwsze sprawia to dużo satysfakcji, a po drugie, ułatwia dyskusję na te tematy.
      Natomiast ze swojej strony wolałbym uniknąć pisania tekstów opartych w głównej mierze o moje prywatne przypuszczenia i podejrzenia (bez konkretów).
      Oficjalne stanowisko niemieckiego rządu brzmi: problem demografii. Mnie to do końca nie przekonuje. 🙂 Tyle mogę napisać.
      pozdrawiam
      KW

      1. Myślę, że jednak przeważyła demografia. Niemcy porównali swoją piramidę wieku z francuską, czy brytyjską i wyszło im, że jeśli nic nie zrobią, demografia “zabije” ich plany o hegemonii w Europie. Z moich osobistych obserwacji (pracuje w Berlinie), myślę, że chcieli upiec dwie pieczenie, po pierwsze poprawić demografię, po drugie, skoro i tak “fala” ruszyła, to bądźmy pierwsi w ich przyjęciu. Wyłowimy specjalistów i ludzi wykształconych, a resztę mówiąc wprost “rozlokujemy” po sąsiadach. I chyba się przeliczyli… Żeby nie być gołosłownym, na własne oczy widziałem w firmie, listę inżynierów, gotowych do podjęcia pracy od zaraz. Same “orientalne” nazwiska, był nawet jakiś były pracownik syryjskiego ministerstwa bodajże budownictwa.

        1. Z pewnością demografia nie była “pustym” argumentem. Mieszkając na ścianie zachodniej (Lubuskie) co dzień obserwuję wyciąganie stąd przez stronę niemiecką ludzi do pracy. Ba, od dawna funkcjonują specjalne programy w technikach i zawodówkach, które kuszą bezpłatną edukacją i całkiem nieźle płatnymi praktykami dla Polaków. Teren przygraniczny jest ogołacany, począwszy od nastolatków.

  6. Świetny blog, wolny od spiskowego bajdurzenia.
    Pisze Pan, że zawsze na końcu chodzi o interesy. Interes USA jest jasny. Ale jaki interes jest Polski ? Co będzie za 5, 10 lat ? Czy dzięki całkowitemu podporządkowaniu się interesom USA można jednoznacznie stwierdzić, że dzięki temu PKB znacznie wzrośnie, bezrobocie spadnie a eksport eksploduje, itp itd? Jakie mamy argumenty poza geografią dzisiaj i jakich możemy się spodziewać w przyszłości ?

    1. Uważam, że to nie my się podporządkowaliśmy, tylko nas podporządkowano 🙂 I dlatego staram się nie brać udziału w sporze dotyczącym tego czy: powinniśmy wybrać stronę amerykańską, czy niemiecką (a może rosyjską czy chińską?). Gdzie mamy większy interes. Bo to rozważania czysto teoretyczne i z oparciem się o życzeniowe myślenie (że mamy jakiś wybór).

      My zwyczajnie jesteśmy przedmiotem, a nie podmiotem. Wobec tego nie decydujemy nawet sami za siebie. I to nie jest wina tego, czy innego rządu. To się dzieje ponad naszymi głowami.

      I biorąc pod uwagę taki kontekst. Naszym interesem jest jak najsprawniejsze poruszanie się w granicach, jakie wyznacza nam, obecnie, Wielki Brat. Można negocjować cenę, targować się — ale na to trzeba posiadać mądre (albo podporządkowane) społeczeństwo. Takie, które nie będzie się przejmować, gdy jakiś jeden żydowski dziennikarz opluje Polskę czy Polaków. Takie, które nie będzie wspierać antyrządowej retoryki płynącej zza granicy.

      Takie społeczeństwo funkcjonuje w Rosji i Putin, pomimo izolacji Rosji, może nadal toczyć walkę z USA.

      U nas takiego społeczeństwa nie ma. Z wielu względów. Np. z takiego, że z uwagi na historię (i zdarzenia współczesne) nie mamy zwyczajnie zaufania do naszych rządzących (nie uważamy, by reprezentowali nasze interesy). Zresztą jest to uzasadnione. I dotyczy całej klasy politycznej.

      Dlatego trudno jest pisać o interesie całej Polski. Nie ma kto go reprezentować (politycy), nie ma kto go wspierać (mało świadome i zniechęcone do władz społeczeństwo).

      Mogę napisać coś o interesie społeczeństwa. Narodu. Polaków. Nas. Bo my posiadamy wybór.

      Albo będziemy społeczeństwem mądrym. Albo podporządkowanym.
      Możemy otworzyć umysł, wyrwać się z zakodowanych w nim szablonów i wyruszyć na poszukiwanie wiedzy. Co bywa żmudne, ale często również inspirujące.
      Możemy nie robić nic, a wówczas zostaniemy podporządkowani przez “nasze” władze, które wcale nie muszą być nasze. A podporządkowanie zostanie i nie będziemy nawet tego świadomi.

      Wracając bardziej do meritum. W interesie USA jest osłabienie Rosji i Niemiec. Nie wzmocnienie Polski. Innymi słowy, mogą nas wspierać (bo nasz wzrost może osłabiać np. Niemcy), ale nie muszą (jeśli Niemcy/Rosja padną).

      Polska (władze) powinny w tym czasie wzmacniać państwo, naród i społeczeństwo. Póki USA przyjmuje taktykę wzmacniania Polski.
      Ale to nie od USA zależy, czy nasze PKB wzrośnie, spadnie, czy wyparuje.

      Polityka wewnętrzna do kwestie leżące w dużej mierze po stronie naszego rządu. Amerykanie (w przeciwieństwie do Niemców), nie mają wielkiego interesu w tym, by u nas była takie, czy inne podatki. Czy gospodarka wolnorynkowa będzie kwitła, czy nie. Amerykanie chcą silnego państwa (w polityce i armii). Wybrali nas, bo posiadamy odpowiednią wagę gospodarczą (już teraz) i jesteśmy w kluczowym położeniu geograficznym. Niemcy dążyli do marginalizacji naszego rynku, produkcji, handlu etc.etc. Im zależy na podporządkowaniu naszej gospodarki (to leżało w ich interesie). Produkcja w Polsce tak. Ale w Niemieckich fabrykach za polską pensję.

      Z tego powodu tym większe, w mojej opinii, zarzuty ciążą na obecnym rządzie. Ponieważ obecny rząd posiada więcej swobody, jeśli chodzi o gospodarkę, a nie robi nic innego jak tylko kontynuuje politykę poprzedniego. Zwiększa świadczenia fiskalne, zwiększa inwigilację społeczeństwa, zamiast zmienić prawo podatkowe – nowelizuje stare prawo, komplikując je jeszcze bardziej (chwali się uszczelnianie systemu, ale ten system powinnno się zwyczajnie zmienić na taki, którego uszczelniać nie trzeba i który nie niszczy sektora prywatnego).

      Generalnie zmiany podatkowe i gospodarcze idą w taką stronę, że jest i prawdopodobnie będzie coraz gorzej.

      I to nie jest kwestia tego, że jesteśmy podporządkowani akurat USA. Wręcz przeciwnie. Dziś rząd mógłby pomóc społeczeństwu, a zamiast tego dokręca śrubę.

      pozdrawiam
      KW

  7. Cały ten artykuł to jakieś urojenia. Generalnie nie liczymy się dla żadnej ze stron, nie istniejemy gospodarczo, militarne ani polityczne. Możemy służyć tylko jaki poligon lub mięso armatnie.

    1. Polska jako państwo, a raczej władza polityczna – rzeczywiście się nie liczy 🙂 Jak pisałem w treści tego, i wielu innych artykułów. Decyzje są podejmowane ponad naszymi głowami.

      Ale jako terytorium… Amerykanie, Niemcy czy Rosjanie w duszy mają Polaków 🙂 Im zależy na tej ziemi. Geografia.
      Skoro Pan to odczytał jako urojenia, być może nie dość precyzyjnie określiłem przedmiot artykułu.
      Postaram się na przyszłość pisać bardziej dosadnie.
      pozdrawiam serdecznie 🙂
      KW

      1. Terytorium Polski jest dla USA kluczowe 🙂 A to jak potrafią wykorzystać ten fakt polskie władze… To już inny temat 🙂
        Nie podejmuję się jednoznacznych ocen w tym zakresie z uwagi na to, że w zasadzie z naszej perspektywy widać tylko to, co ktoś chce pokazać.
        Prawdziwa polityka toczy się za kulisami. Może być tak jak Pan pisze, ale w skrajnie odmiennym przypadku może być również tak, że USA obiecało Polsce jakieś niebywałe profity, tylko nie można o nich mówić głośno… Oba scenariusze pasują do tego, co widzimy. Jak jest? Można się jedynie domyślać i snuć teorie.

  8. Z całym szacunkiem, na czym im zależy? Na zanieczyszczenych rzekach? Na wąskich i słabo rozwiniętych autostradach? Na montowniach różnego sprzętu które w razie potrzeby można przenieść w tydzień? Czy na smogu który zabija powoli?

  9. Jeśli mapa pomaga Panu w rozumieniu teraźniejszości to gratuluję. Ale proszę pamiętać że mapy mają tendencję do zmian. I jak Pan wtedy to wytłumaczy. Geografia to żaden wyznacznik, absolutnie żaden.

    1. Zwyczajnie zapomniałem odpisać 🙂
      Baza logistyczna w Niemczech to:
      a) wybór Amerykanów, którego Niemcy nie mogliby zablokować nawet gdyby chcieli (są zwyczajnie jeszcze zbyt zależni od USA, zwłaszcza w kwestiach wojskowych)
      b) rozmieszczenie bazy w Niemczech jest z niektórych względów korzystne dla RFN. Baza w Niemczech, to nie baza np. w Polsce (a dla Berlina zwiększanie obecności w Polsce to zagrożenie),
      c) Niemcy mając amerykańską bazę logistyczną u siebie, będą lepiej zorientowani co tam się dzieje.

      To wszystko nie wyklucza porozumiewania się Berlina i Moskwy. Berlin jest w bardzo pogmatwanej sytuacji i gra na wiele frontów.

  10. A jak się ma do tego pozbycie się Macierewicza z MON i czystki większe, niż jakby nastąpiła zmiana rządu.
    Przecież Macier. był bardzo pro-USA (wbrew pozorom), choć bynajmniej nie wzmacniał polskiej armii, wykonywa ł tylko wytyczne z Waszyngtonu np. uwalenie dyslokacja Leopardów pod Warszawę.

    1. Obecna władza podporządkowuje poszczególne instytucje sobie, a nie siłom zewnętrznym. Głupotą polityczną byłoby czyszczenie służb i administracji w celu przejęcia ich przez podmioty z zewnątrz. Politycy muszą wzmacniać swoją pozycję w kraju, by stać się jeszcze bardziej niezbędnymi dla “partnerów” z zewnątrz. PIS wymienia kadry po to, by nowi ludzi byli lojalni wobec rządu, a nie wobec podmiotów trzecich. To oczywiste. Nie ma tu znaczenia, kto będzie ministrem – linia partii się nie zmienia.
      pozdrawiam
      KW

  11. Świetny artykuł, bardzo przyjemnie się to czyta. Za to kocham geopolitykę.

    Nurtuje mnie trochę sprawa TVNu (też Pan o tym wspomina), który nie bardzo pasuje mi do układanki. Z jednej strony stacja należy do USA i zostala kupiona (tak zakladam) by pewnie poza zyskiem generować por-amerykańską politykę, z drugiej strony tworzą bardzo silny obóz po stronie PO. Natomiast to od czasu zwycięstwa w wyborach PIS polityka stała się typowo pro-amerykańska, PO do tej pory wydawało się dla mnie mocno pro-niemieckie.
    Czegoś tutaj nie rozumiem, po co amerykańska stacja wspiera pro-niemiecką partię?

    Co do polityki Niemic dot. uchodźców moim zdaniem powody mogły byc co najmniej dwa:
    1. sprowadzenie do kraju nowej siły roboczej (przykład z Francji – imigranci ‘wojenni’ po wojnie w Algerii w latach 50-60, którzy potężnie zasilili rynek pracy na niskich stanowiskach w fabrykach). Super, jeśli się uda im się zrobić selekcję i wybrać najlepszych (pewnie na to liczyli) jeśli nie to niskowykwalifikowani pracownicy zasilą najnizsze stanowiska (przykręcać śrobki w VW może nawet imigrant z IQ poniżej 80).
    Wygląda na to, że mocno się na tym przejechali… ale może tylko tak wygląda?
    2. Destabilizacji innych państw UE (oczywiście to tylko teoria spiskowa, ale to tylko moje zdanie). Pewnie Niemcy pomyśleli, że już czas wprowadzić do gry kolejnego pionka, który miał na celu pomóc Niemcom reformę UE “Jedno państwo”. Nie od dziś wiadomo, że łatwiej się wpływa na zdestabilizowane państwa.
    Wygląda to trochę na grę vabank. Z trugiej strony całe zamieszanie medialne uchodzcami mogło dać chwilkę na próbę w ciszy realizacji tych reform (w PL też tak robią, że w cieniu jakiejś afery wychodzi po cichu kontrowersyjne prawo).
    Tutaj katastrofa na całej linii.
    No ale to tylko takie moje gdybanie… bardziej prawdopodobne gdyby była to zagrywka USA w stronę UE, ale do tego to nie pasuje to nawoływanie Niemiec…

    Pozdrawiam

  12. Świetny artykuł + bardzo dobry komentarz – admin napisał(a):
    Marzec 9, 2018 o 8:42 am

    @Medicus Hell-veticus pomijajac twoje wymysly to odnosnie twardych zmian w podatkach i prawie – “Co do Polski i podatkow – to przede wszystkim nalezaloby wywalic PIT i zwolnic 2/3 urzednikow. Zwalniac z podatkow inwestycje oparte na srodkach wlasnych, wprowadzic podatek obrotowy.

    Niestety lobby jest zbyt silne i bedzie tylko gorzej. Problemy z urzednikami. wiecej urzednikow. Na problemy z integracja europejska – wiecej integracji.

    Co do kontynuacji polityki – Polska jest za cienka aby cos zmienic. Sankcje i lezymy.
    Dzis jest za pozno aby byc niezaleznym. Nie ma polskiego przemyslu, nmie ma polskiego rolnictwa, nawet maka jest z niemieckich mlynow.

    Polska nie wytrzyma izolacji, bedzie druga Wenezuela. Niemcy moga zrobic nam stress-testy.”

    jak wywalisz urzednikow to bedziesz mial takie bezrobocie, ze zapomnij aby ktos w tym kraju pracowal za miske ryzu. Oni maja siedziec w urzedach i… nic nie robic – chodzi o to aby siedziecli na dupach i pierdzieli w oponke a nie wymyslali jakies bzdurne przepisy – ew. moga pilnowac porzadku. Co do podatkow to nie jest tak istotna ich wysokosc – bo jak ktos zechce to i tak ich nie zaplaci, tylko prostsze prawo – mniej nakladow, wieksze oszczednosci – mniej straconego czasu.

    Sankcje dla polski? Przeciez to jest samoboj – my laczymy wschod i zachod oraz polnoc i polodnie. Niemcy mieliby sankcje wprowadzic jak mialby im eksport siasc i tania sila robocza polakow? Lol oni sa bardziej od nas uzaleznienie niz my od nich. oOlska z tych wzgledow nigdy nie bedzie izolowana a stress test to my mozemy zrobic niemca i jeszcze przy tym zyskac przejmujac transport – bo przez nasze linie komunikacyjne MUSI przejsc a przez ich MOZE. U nas problemem jest czesc spoleczenstwa – ci niewyedukowani i niestety wiekszosc politykow i urzedasow bo po prostu nie zdaja sobie z tego sprawy – chodz to szybko sie zmienia ludzie coraz czesciej i smielej zaczynaja rzadac konkretnych zmian co tak drazni zagranice bo to oznacza dla nich automatyczna przegrana – bo to mym mamy geografie i po czesci jeszcze demografie a oni nie.

Dodaj komentarz