Jakiej armii potrzebuje Polska? – Ofensywnej! [Analiza]

Chyba każda osoba interesująca się geopolityką i polityką międzynarodową dostrzega potrzebę wzmocnienia Wojska Polskiego. Co stało się oczywiste zwłaszcza po roku 2014 i wydarzeniach na Krymie i w Doniecku. Armia, którą po 2004 roku zaczęto profesjonalizować, stawała się coraz mniej liczna. Najpierw zawieszono, a później zaniechano poboru. Likwidowano garnizony i ośrodki szkoleniowe, a także wyprzedawano aktywa, tj. koszary, magazyny czy poligony.  Od stycznia 2010 roku Wojsko Polskie stało się całkowicie zawodowe. Jednocześnie wyzwania NATO, wymagały takiego rodzaju organizacji, by Wojsko Polskie było przygotowane na misje ekspedycyjne daleko od kraju. Polscy żołnierze uczestniczyli m.in. w misjach w państwach byłej Jugosławii, Libanie, Afganistanie i Iraku.

Czołg PT-91

By zobrazować zmiany jakie zaszły w armii III RP warto podkreślić, iż w 1995 roku Wojsko Polskie liczyło sobie ponad 221 tys. żołnierzy (90 tys. zawodowych, natomiast szeregowi i podoficerowie młodsi byli żołnierzami zasadniczej służby wojskowej). Było to dwa razy więcej niż obecnie. Przy czym, każdy mężczyzna przechodził obowiązkowe szkolenie. Tak więc na wypadek wojny, zasoby ludzkie była znacznie, znacznie większe. Co istotne, w 1995 roku Polska przechodziła trudny okres związany z reformami ustrojowymi. Również pod względem gospodarczym. Współcześnie, stabilna gospodarczo Polska dysponuje zaledwie trzema dywizjami, które nie są nawet całkowicie obsadzone kadrowo. Czwarta, 18 Dywizja Zmechanizowana, jest dopiero w budowie. Brakuje dla niej tak samo ludzi jak i odpowiedniego sprzętu. Dlatego jej skład jest rekombinowany i zawiera komponenty istniejących już wcześniej jednostek. Dawną zasadniczą służbę wojskową mają zastąpić ochotnicze związki Wojsk Obrony Terytorialnej. Które na tą chwilę liczą sobie ok. 20 tys. żołnierzy.

Czy dotychczasowe reformy i proces tzw. profesjonalizacji wojska należy oceniać jednoznacznie negatywnie? Z pewnością nie. Wskazać należy, iż w czasie pokoju, utrzymywanie dużej armii nie tylko obciąża niepotrzebnie budżet państwa, ale i utrudnia jej modernizację i unowocześnianie. Gdy Związek Sowiecki się rozpadł, a Polska weszła do NATO oraz przystąpiła do Unii Europejskiej, to był najlepszy czas na redukcję, profesjonalizację i modernizację sił zbrojnych. Czy okres ten wykorzystaliśmy w pełni? Ten temat z pewnością nadaje się na odrębny artykuł.

Samobieżne działo polowe M120 RAK, na podwoziu Rosomaka

Jasnym jest natomiast, iż po 2014 roku Polska powinna przygotowywać się na wypadek konfliktu zbrojnego. Silna armia jest podstawowym gwarantem suwerenności i niepodległości. Stanowi element odstraszania potencjalnego agresora. Nic więc dziwnego, że temat obronności narodowej stał się na powrót popularny. Jednocześnie Ministerstwo Obrony Narodowej wprowadziło kolejne reformy, które krok, po kroku zmieniają profil armii. Z pokojowego. Uśpionego. W stan gotowości bojowej. Z potencjałem do rozwinięcia liczebnego lub co najmniej uzupełnienia ewentualnych strat z istniejących oraz przygotowanych do tego rezerw (WOT). Oczywiście współczesne zmiany również można oceniać różnie. Jednak zatrzymanie procesu „zwijania” oraz zainicjowanie zmian w celu rozwinięcia liczebnego Sił Zbrojnych RP jest faktem.

Ludzie interesujący się tematem od kilku lat zastanawiają się, jaką armię powinna posiadać III RP. Jakie zadania winny zostać postawione przez Wojskiem Polskim, w razie potencjalnego konfliktu? Jaki rodzaj wojny oraz który przeciwnik nam zagrażają? Od odpowiedzi na te pytania, powinno zależeć: zorganizowanie i struktura wojska, jego liczebność oraz sprzęt, założenia planów operacyjnych, a także cywilne oraz gospodarcze przygotowanie państwa oraz jego społeczeństwa.

Błędne założenia strategiczne oraz polityczne, mogą w przyszłości doprowadzić do klęski nawet najlepiej uzbrojoną oraz przygotowaną do wojny armię. Będzie ona bowiem musiała mierzyć się z wyzwaniami, na które nie będzie przygotowana. Dlatego tak istotnym dla obronności państwa, jest świadomość rodzaju zagrożeń oraz właściwy dobór przeciwdziałania tym zagrożeniom.

 

Zwiększenie potencjału obronnego – czy rzeczywiście jest nam to potrzebne?

Podstawową myślą, z jaką powinniśmy się oswoić jest to, że:

 

Siły Zbrojne Rzeczpospolitej Polskiej powinny być przygotowane do działań ofensywnych. Szykowanie się do obrony, w polskiej sytuacji geostrategicznej, jest błędem. Przygotowywaniem się do przyszłej klęski.  Politycznej lub militarnej.

 

Zanim przejdę do uzasadnienia powyższej tezy, podkreślić należy kilka istotnych kwestii. Oczywistym bowiem jest, iż to agresor – napastnik, posiada początkową inicjatywę. Wybiera czas i miejsce ataku. Co za tym idzie, może latami przygotowywać się do konkretnego uderzenia. Pozwala to na etapowe przestawianie gospodarki i przemysłu państwowego. Opracowanie koncepcji walki, przygotowanie odpowiedniego rodzaju środków w odpowiedniej ilości. Agresor zazwyczaj obiera jako cel słabszych od siebie przeciwników. Przechodząc do ofensywy zbrojnej dobiera miejsce i moment w taki sposób, by uzyskać jak największe przewagi. Na wybranych przez siebie odcinkach. To z kolei powoduje, że w chwili oraz w miejscu ataku, napastnik przeważnie posiada przewagę liczebną nad obrońcą.

Z drugiej strony, obrońca nie wie kiedy może nastąpić atak. Przez co reformy i reorganizacja armii rzadko zsynchronizowane są pod przyszły konflikt. Zbyt duże inwestycje w krótkim czasie, narażają na stworzenie dużej, kosztownej armii, która za moment stanie się przestarzałą i podatną na zniszczenie (a do tego stanie się ciężarem dla budżetu państwa). Zbyt długie rozłożenie procesów zbrojeniowych w czasie, skutkować będzie nieprzygotowaniem do konfliktu. Jednocześnie obrońca jest zmuszony przewidywać potencjalne kierunku ataku. Przeważnie opcji jest w tym przypadku więcej, niż rzeczywistych miejsc uderzeń. To z kolei wymusza rozproszenie sił, z których część zapewne nie weźmie udziału w pierwszych chwilach wojny. Co w zasadzie znacznie osłabia potencjał obronny. Dlatego tak istotne jest ewentualne posiadanie głębi strategicznej. Czyli możliwości wpuszczenia wroga na własne terytorium, rozpoznania rzeczywistych kierunków ataku i skoncentrowanie obrony na wybranych frontach.

Niezwykle istotne na współczesnym polu walki jest również to, że strona będąca w ofensywie, do zniszczenia odpowiedniego rodzaju celów dobiera właściwe środki. Innymi słowy, dzięki właściwemu rozpoznaniu, agresor może poznać w jakim miejscu obrońca użyje danego środka obronnego i zniszczyć go praktycznie bez strat przy doborze odpowiedniego narzędzia. W uproszczeniu, to tak jakby przeciwnik z wyprzedzeniem widział, co pokażemy w grze: papier, kamień, nożyczki (dlatego tak istotne jest współdziałanie różnych rodzajów wojsk!). Oczywiście po pierwszych atakach, obrońca widząc potencjał strony przeciwnej, sam może ją kontrolować. Jednak do tego momentu musi zachować własny potencjał militarny i uchronić go przed zniszczeniem w pierwszych uderzeniach.

Są to wszystko kwestie oczywiste, podobnie jak to, że to obrońca ponosi większe cywilne koszty prowadzenia konfliktu (gdy działania wojenne toczą się na jego terytorium). Jednak nie można tych zagadnień pomijać.

Wyrzutnia przeciwlotnicza i przeciwrakietowa MIM-104 Patriot

Sytuacja geostrategiczna Polski

Jeśli myślimy o zagrożeniach militarnych dla obronności naszego kraju, niewątpliwie w pierwszej kolejności musimy rozważać w tym kontekście Federację Rosyjską. Pozostali nasi sąsiedzi bądź to związani są z nami sojuszem, bądź to nie posiadają wystarczającego potencjału by nas pokonać.

Należy więc zadać sobie w tej chwili pytanie, czy Rosja rzeczywiście zagraża militarnie polskiej suwerenności? Na dzień dzisiejszy, odpowiedź musi brzmieć: nie do końca. Wprawdzie Rosjanie zbudowali bąbel anty-dostępowy w graniczącym z Polską, Obwodzie Kaliningradzkim, jednak z jego terytorium Rosjanie nie są w stanie przeprowadzić ofensywy zdolnej całkowicie pobić polskie siły zbrojne. Zwłaszcza, gdy te z każdym dniem otrzymywałyby coraz więcej wsparcia od sojuszników. W chwili obecnej, obwód jest enklawą odseparowaną od właściwego terytorium rosyjskiego. Okrążoną z każdej ze strony przez państwa NATO. Na tyle małą, że stanowi stosunkowo łatwy cel do ataku. Nie pozwala jednocześnie na koncentrację dostatecznie licznych sił, a nadto, istnieje ograniczona ilość kierunków ataku w stronę polskiego terytorium. Co pozwala na skuteczną koncentrację sił obronnych i powstrzymanie ewentualnej agresji.

W konsekwencji zadać sobie należy pytanie, czy głównym zadaniem dla polskiej armii winna być obrona z kierunku Kaliningradu? Oczywistym jest, że Rosjanie nie zaryzykują ataku na Polskę, korzystając tylko i wyłącznie z terytorium obwodu. Nawet, gdyby władze z Moskwy chciałyby dokonać inwazji na dość istotne, średniej wielkości państwo NATO, musiałyby najpierw się do takiego scenariusza przygotować. Ewentualna rosyjska ofensywa wymagałaby co najmniej możliwości uderzenia z terytorium Białorusi. Dopiero Białoruś daje możliwość ewentualnego przebicia korytarza lądowego do Obwodu Kaliningradzkiego (co jest niezwykle istotne z punktu widzenia logistyki i zaopatrzenia). Jednocześnie, dzięki granicy polsko-białoruskiej, Rosjanie zyskaliby dodatkowe dwa duże kierunki do potencjalnej ofensywy na Warszawę (z Grodna i Brześcia). Na tego rodzaju ewentualność szykują się właśnie Siły Zbrojne RP.

Niewątpliwie, gdyby jutro jednostki 1 Gwardyjskiej Armii Pancernej zajęłyby pozycje ofensywne wokół Grodna i Brześcia, mielibyśmy bardzo poważny problem. Potrzebowalibyśmy co najmniej jednej dywizji zabezpieczającej nas od strony Kaliningradu, dwóch kolejnych na kierunkach białoruskich oraz jednej odwodowej. Której jeszcze nie posiadamy. Należałoby przy tym tak przygotować obronę, by w sposób konwencjonalny, Rosjanie nie mogli zniszczyć naszej armii już w pierwszych dniach uderzenia. Co nawet przy pomocy z zewnątrz (wsparcie systemów anty-dostępowych oraz lotnictwa NATO) byłoby piekielnie trudne. Niewykluczone, że bylibyśmy zmuszeni planować obronę głęboko w sercu naszego kraju. Na linii Wisły. Co również byłoby bardzo niebezpieczne. Co gdyby Rosjanie weszli do Polski, dotarli pod Warszawę i zatrzymali się nie dążąc do militarnego rozstrzygnięcia? Gdyby, posiadając przewagę na polu bitwy, rozpoczęliby pokojowe rokowania na własnych warunkach?

Oczywiście dziś nie wiemy czy i kiedy takie zagrożenie się pojawi. Alaksandr Łukaszenka dość sprawnie balansuje na linie. Zachowując neutralność Białorusi i nie wpuszczając na jej terytorium stałych baz wojskowych Federacji Rosyjskiej. Wszystko jednak wskazuje na to, że Rosjanie są zdeterminowani do jak najszybszej zmiany tego stanu rzeczy. Niemniej, Siły Zbrojne RP oraz państwo polskie mają jeszcze trochę czasu by przygotować się na wyżej zarysowany scenariusz obronny. Jednocześnie Stany Zjednoczone i NATO miarowo zwiększają swoją obecność wojskową w Polsce oraz w państwach bałtyckich. Niewykluczone, że gdy przyjdzie czas, będziemy przygotowani na stawienie czoła potencjalnemu zagrożeniu.

I nie chodzi tutaj o to, by zrównoważyć siłę i potencjał Rosji na polu bitwy. Chodzi głównie o to, by stawiając armię na granicy polsko-białoruskiej Rosjanie nie mogli powiedzieć: szach-mat. W przypadku, gdyby Federacja Rosyjska miała rzeczywistą zdolność do zajęcia polskiej stolicy z łatwością  i w kilka dni, wówczas prawdopodobnie nie doszłoby do żadnej konfrontacji zbrojnej. Nasze władze zwyczajnie musiałyby się godzić na każde warunki stawiane przez decydentów z Kremla. Amerykanie z kolei byliby zmuszeni do zawarcia z Moskwą układu dotyczącego nowego podziału stref wpływów na jej warunkach.

Dlatego właśnie chodzi o to, by NATO mogło w zalążku neutralizować dane zagrożenie. By Rosjanie nie mogli forsować własnych zamierzeń pod groźbą użycia czołgów. Rywalizacja między Rosją, a Stanami Zjednoczonymi rozgrywa się na płaszczyźnie polityczno-dyplomatycznej. Ewentualna, otwarta konfrontacja militarna obu krajów groziłaby doprowadzaniem do sytuacji, w której obie strony nie mogłyby się porozumieć. Jednocześnie walka Moskwy i Waszyngtonu, stanowiłaby olbrzymią korzyść dla największego konkurenta dla tych stolic – Chińskiej Republiki Ludowej. Dlatego też w grze o pomost bałtycko-czarnomorski nie chodzi o wygranie przyszłego konfliktu zbrojnego Rosja-NATO, a o takie militarne zaszachowanie przeciwnika, by ten skapitulował jeszcze przed właściwym starciem. Liczą się potencjały, możliwości i ustawienie wojsk na szachownicy. Jeśli Rosjanie postawią Polsce i NATO szachowego mata, wówczas Moskwa może zyskać całkowitą kontrolę nad Białorusią oraz Ukrainą. Bo to te państwa są w tej chwili przedmiotem rozgrywki (a nie Polska, jak błędnie sugerują niektórzy).

Zwrócić jednocześnie należy uwagę na to, iż sam fakt nacisku i militarnej presji ze strony rosyjskiej, daje jej poważne argumenty w rozgrywce na arenie międzynarodowej. Postawienie na Białorusi systemów rakietowych z taktycznymi głowicami nuklearnymi, artylerii dalekosiężnej, przeciwlotniczych i przeciwrakietowych systemów anty-dostępowych oraz ciężkich dywizji pancernych, dawałoby olbrzymią psychologiczną przewagę nad siłami obronnymi w Polsce. Już samo to, zmuszałoby NATO do kalkulacji politycznych i rozważań o ewentualnych ustępstwach.

Zwłaszcza, iż ustawienie statycznej defensywy wręcz zachęca napastnika do użycia środków oddziałujących na znaczną odległość i stawia obrońcę w bardzo trudnej pozycji.

Sytuacja stałaby się natomiast wręcz katastrofalna, gdyby Rosjanom udało się przejąć kontrolę (polityczną, faktyczną) nad terytorium Ukrainy. Zagrożenie z ukraińskiego kierunku przez nawet dwie rosyjskie armie (20-sta i 8-ma) w sposób definitywny rozstrzygałoby o kwestii możliwości obrony Polski.

Czołg Leopard 2 A5

OBRONA = KLĘSKA

Mają sporo racji Ci, którzy wskazują, iż w ewentualnym starciu z Rosją, Polska i NATO mogłyby nie mieć szans. Napastnik miałby możliwość w pierwszej kolejności użyć do zmasowanego ataku pociski rakietowe oraz artylerię dalekiego zasięgu. Tak skutecznych w walkach na Ukrainie. Jednocześnie Rosjanie mogliby w znacznej mierze neutralizować przewagę powietrzną NATO, dzięki własnym, naziemnym systemom przeciwlotniczym. Być może jedynym sposobem na uniknięcie szybkiej i dotkliwej klęski, byłoby ukrycie własnych sił oraz pozycji obronnych w głębi kraju. I użycie ich w kontrofensywie, unikając statycznej obrony, dążąc do walki w manewrze, przy skupieniu sił i środków na wybranych kierunkach operacyjnych. Mobilność byłaby tu kluczem.

Warto przypomnieć, iż również w wojnie polsko-bolszewickiej z lat 1919-1920, Wojsko Polskie wygrało właśnie dzięki mobilności. Żołnierze wychodzący znad Wieprza nie odnieśli przecież zwycięstwa w żadnej wielkiej bitwie (ta rozgrywała się na przedpolach Warszawy). Polskie armie dokonały manewru oskrzydlającego rosyjskie wojska, odcinając przeciwnika od linii zaopatrzeniowych. Nasi żołnierze dokonali przy tym niemożliwego, pokonując dzień w dzień po 70, 80, a nawet ponad 90 kilometrów trasy. Idąc pieszo. Dźwigając broń i ekwipunek. Na froncie wschodnim zawsze wojny wygrywano manewrem.

Wniosek z dotychczasowych rozważań może być jeden. W momencie, gdy Polska armia przyjmie rachityczną strategię polegającą na obronie statycznej wybranych kierunków, przegra jeszcze przed walką. Pozycje obronne będą mogły zostać zasypane gradem rakietowo-artyleryjskim, a następnie rozbite przeważającymi liczebnie i prawdopodobnie technologicznie uderzeniami wielkich zgrupowań przeciwnika. Jeśli rozstawimy obronę przy granicy, stracimy dużą część sił i środków w pierwszych godzinach walk. Obejście pozycji obronnych będzie grozić okrążeniem i całkowitym rozbiciem naszych związków taktycznych.

Jeśli rozstawimy statyczną obronę w głębi państwa, Rosjanie będą mogli bez strat zająć niemal połowę kraju, a następnie zatrzymać się i przejść do wojny pozycyjnej posiadając przewagę w uzbrojeniu rakietowo-artyleryjskim. Straty po stronie obrońców znów byłyby ogromne, choć być może zdołalibyśmy, przy pomocy sojuszników, utrzymać stolicę i krytyczną dla obronności państwa, linię Wisły. Przy czym należałoby się liczyć z większymi stratami materialnymi i wśród ludności cywilnej (bowiem najważniejsze przeprawy przez Wisłę znajdują się w miastach).

Pozostaje jeszcze problem wymagań natury politycznej. A więc nacisków sojuszniczych na zabezpieczenie tzw. Przesmyku Suwalskiego. O ile tamtejszy teren nadaje się do obrony, o tyle w przypadku uderzenia z Białorusi, Rosjanie mogliby okrążyć zgrupowane suwalskie i je zniszczyć. O czym pisałem w tekście pt.: „Plan Kremla na zwycięstwo z USA. Dlaczego Przesmyk Suwalski stanie się nieistotny?

Samobieżny rakietowy zestaw przeciwlotniczy POPRAD

Wydaje się, że najbardziej odpowiednią strategią, byłoby przygotowanie silnych, mobilnych związków taktycznych, rozmieszczonych w głębi kraju tak, by mogły one dokonać natychmiastowego kontrataku na przeciwnika. Zanim ten zdołałby przeorganizować siły po wkroczeniu na terytorium Polski. Jednostki powinny przy tym być w ciągłym ruchu, by nie można było ich łatwo zniszczyć przy pomocy uderzeń rakietowo-artyleryjskich. Musiałyby mieć osłonę przed atakiem z powietrza (a więc mobilne systemy przeciwlotnicze i przeciwrakietowe), jak również własną mobilną artylerię zdolną do prowadzenia skutecznego ognia kontrbateryjnego oraz zasypywania poruszającego się w ofensywie przeciwnika gradem pocisków. Niezwykle istotne byłoby tu rozpoznanie, dzięki któremu można by koncentrować siły na wybranych newralgicznych odcinkach i zyskiwać taktyczną przewagę na polu bitwy. Polskie wojska musiałyby dążyć do bliskich starć z przeciwnikiem, szybkich zaskakujących ofensyw lub ew. odskakiwania i zmieniania swojego położenia. Tak, by wróg nie mógł zniszczyć naszych sił na odległość. Wydaje się, że tylko taka taktyka mogłaby być skuteczna. Przy czym nie bardzo byłaby możliwa, gdyby Rosjanie mogli wejść do Polski z trzech stron (Kaliningrad, Białoruś, Ukraina). Innymi słowy, przejęcie przez władze z Kremla kontroli nad Kijowem i rozmieszczenie wojsk rosyjskich na granicy polsko-białoruskiej oznaczałoby dla nas game over. Bowiem o ile nasze 4 dywizje mogłyby się bić z jedna rosyjską armią, na jednym strategicznym kierunku, o tyle przewaga choćby dwóch armii uderzających z dwóch strategicznych kierunków, byłaby niemożliwa do zrównoważenia. O czym pisałem w wielu analizach. Wniosek?

 

POLSKA POTRZEBUJE SIŁ OFENSYWNO-EKSPEDYCYJNYCH

Po pierwsze nasze dywizje muszą być zdolne do przeprowadzenia skutecznych kontruderzeń. A więc winny radzić sobie w ofensywie. Biorąc pod uwagę strukturę rosyjskiej armii, polskie dywizje muszą być ciężkie. Bowiem powinny być gotowe do ataku na silnie opancerzonego przeciwnika (prawdopodobnie na I Gwardyjską Armię Pancerną). Jednocześnie możliwość zneutralizowania Kaliningradu (poprzez bombardowanie, ostrzał – w celu zniszczenia wrogich systemów rakietowo-artyleryjskich, lotnisk, portu etc.etc.), a może nawet jego zajęcia (silne uderzenie lądowe) to priorytet. Po drugie, zakładanie walk na swoim terytorium praktycznie stawia nas w bardzo niewygodnej i mało korzystnej sytuacji. Gdzie będzie trzeba uwzględniać naciski sojuszników kosztem własnych interesów strategicznych. Tym samym, nie wykluczone, że będzie trzeba bronić Przesmyku Suwalskiego, a więc być jednocześnie zdolnym do odparcia ataków z kierunku Grodna i Brześcia możliwie najbliżej granicy.

Przy stosownym wsparciu sił sojuszniczych NATO, nie jest to zadaniem niewykonalnym. Co jednak, jeśli Rosjanie przejmą władzę w Kijowie? Wówczas Amerykanie musieliby nas wesprzeć kilkoma ciężkimi dywizjami, których zwyczajnie nie mają. I nie chcieliby ich tu wysyłać, bowiem dla nich najważniejszy jest Daleki Wschód. Prowadzenie nowej Ziemnej Wojny z Rosjanami oraz wieloletnie utrzymywanie ogromnych sił w Polsce, oznaczałoby poważne osłabienie w kontekście rywalizacji z Chinami. Na to Waszyngton nie mógłby sobie pozwolić i zapewne zgodziłby się na warunki Moskwy. Czyli przesunięcie jej strefy wpływów do wschodniej granicy z Polską. Wyjście USA z Europy Środkowej. Stworzenie osi Berlin-Moskwa. Podział wpływów niemiecko-rosyjskich w Polsce. Szachowanie Polski swoimi armiami w Białorusi i na Ukrainie. Nieoficjalne przejęcie wpływów w państwach bałtyckich.

Innymi słowy, terytorium ukraińskie jest kluczowe dla naszej obronności, suwerenności i niezależności od Moskwy. O czym pisałem wielokrotnie. I co udowadniały nasze doświadczenia historyczne (choćby obrona Lwowa w 1920, która zatrzymała Stalina i pozwoliła przerzucić większość sił na potrzeby ofensywy znad Wieprza).

Co za tym idzie, polska armia powinna mieć zdolność nie tylko skutecznego zabezpieczenia kierunków z Kaliningradu i Białorusi, ale i siły i środki do wysłania ekspedycji za naszą wschodnią granicę. Do naszych stref buforowych. Może się tak bowiem zdarzyć, iż Mińsk (co mało prawdopodobne) lub Kijów (co już jest całkiem do przewidzenia) poproszą o konkretne, militarne wsparcie. W naszym interesie będzie zabezpieczenie wschodniej strefy buforowej. Musimy być gotowi na udzielenie pomocy i podjęcie wyzwania nie we własnych granicach, ale właśnie poza nimi. Możliwe, że ta pomoc będzie polegała na zwyczajnym, fizycznym zajęciu terenu przez wojska NATO (głównie lądowe siły Polski, może ew. Rumunii). Tak by Rosjanie nie mogli przejąć całego ukraińskiego terytorium bez wchodzenia w konflikt z NATO. Być może, musielibyśmy wysłać ekspedycję w celu bicia się z ofensywą „separatystów” (co oficjalnie dałoby możliwość Rosjanom militarnego podboju bez ryzyka wywołania wojny z całym Paktem Północnoatlantyckim). Choć istnieje również taka opcja, w której jeszcze przed konfliktem, Kijów zaprosiłby polskie siły na „manewry”. Czyli nieoficjalne zabezpieczenie wybranych odcinków potencjalnego frontu w celu odstraszenia agresji Rosjan. Jakiego byśmy scenariusza nie przewidywali, Wojsko Polskie musi mieć zdolność do wysłania na Ukrainę dość pokaźnych sił. Tak, by jednocześnie Polska nie straciła zdolności zabezpieczenia kierunków z Kaliningradu i Białorusi.

 Jeśli chcemy wreszcie wziąć udział w grze o własną przestrzeń, musimy myśleć o naszych przedpolach. I mieć możliwość podejmowania odważnych decyzji w strefach buforowych.

Podkreślenia wymaga, iż zarówno planowanie defensywy jak i ekspedycji na terytoria buforowe, wymagają od nas posiadania ciężkich, ale i wysoce mobilnych związków taktycznych. Tak więc również świetnego rozpoznania (skoro poruszamy się naprzód, trzeba wiedzieć co jest wokół) oraz mobilnych systemów anty-dostępowych, które byłyby zdolne do podążania za ruchem własnych wojsk. W celu ich ochrony oraz wsparcia.

Armatohaubica „Krab”

Wskazanie ww. potrzeb nie jest wprawdzie odkrywcze. Temat broni pancernej nie schodzi w polskiej dyskusji dot. uzbrojenia ze świecznika. Polska buduje lub rozbudowuje własne zdolności w zakresie artylerii mobilnej i pojazdów opancerzonych. Podjęto tematy obrony przed atakami z powietrza oraz kwestie związane z rozpoznaniem na polu bitwy (drony). Jakkolwiek nie oceniamy skuteczności dotychczasowego wdrażania programów: Wisła, Narew, Homar, Regina,Zefir, Gryf  i innych, widać, że priorytety są ustawione na właściwych potrzebach.

Najważniejsza jest jednak świadomość i mentalna gotowość społeczeństwa oraz elit, do myślenia dalej, niż granice naszego państwa. Do dostrzegania zagrożeń, zanim się one zmaterializują. Budowanie zdolności do reakcji jest tak samo ważne, jak dojrzałość do decydowania o jej ewentualnym podjęciu. Prowadzi to do trudnych rozważań dotyczących tego, czy lepiej jest godzić się na rozwój wypadków i przyjmować rezultaty wydarzeń w imię spokoju i pokoju, czy też interesy narodowe są warte podjęcia walki. Ale walki mądrej, rozpoczętej zanim sytuacja stanie się beznadziejna (a nie jak np. w 1939 roku). Taki dylemat miałem na myśli, piszcząc tekst: „Pokój, albo…Wojna. Polska na rozstaju dróg”.

Wyrzutnia M142 HIMARS

 

WSPÓŁCZESNY PATRIOTYZM – CZYM JEST?

Zdaję sobie sprawę, iż powyższe słowa mogą zostać odebrane przez niektórych, jako nawoływanie do „wojenki” i przelewania krwi. W imię nie swoich interesów. Często jednak osoby o takich zapatrywaniu, są jednocześnie krytykami polityki Józefa Becka, który robił wszystko, by wojna nie wybuchła. Wskazując, jak zbawiennym byłoby ewentualne uderzenie wyprzedzające Piłsudskiego w np. 1934-1935 roku. Pamiętając o historii, należy zadać sobie pytanie, czy władze z Moskwy dążą do przejęcia Białorusi i Ukrainy, jako swoich całkowicie podległych stref wpływów? A jeśli tak, to czy nie istnieje zagrożenie, że decydenci z Kremla osiągną swoje cele? Co to będzie oznaczać dla Polski? Jak powinniśmy się zachować i do czego powinniśmy być zdolni, gdy wypadki zaczną przybierać bardzo niekorzystny dla nas rozwój?

Co jest współcześnie patriotyzmem? Unikanie za wszelką cenę jakichkolwiek sytuacji spornych, by nie narażać się na konsekwencje ponoszenia strat?  Czy też podejmowanie wyzwań z ryzykiem i narażeniem życia ludzkiego? Odpowiedzi na te pytania nadejdą zapewne dopiero w przyszłości. Gdy poznamy skutki działań Putina. Jeśli ten zdecyduje się na pokojowe rozwiązania, wówczas Ci którzy myślą dziś o dozbrajaniu i podejmowaniu działań, zostaną oskarżeni jako awanturnicy, głupcy i pożyteczni idioci – marionetki w rękach Waszyngtonu. Co jeśli jednak Rosja pójdzie drogą faktów dokonanych i rozwiązań siłowych? Wówczas nienarodzone jeszcze kolejne pokolenia „Zychowiczów” będą zarzucać polskiemu społeczeństwu i decydentom: bierność, brak wyobraźni i geostrategicznego myślenia, tchórzostwo i kapitulanctwo. Bowiem może okazać się, iż zrobimy wszystko by nie „drażnić” niedźwiedzia, a łupnia dostaniemy i tak.

Jakże bliskie to rozważania do tych, z jakimi borykali się nasi przodkowie. Zwolennicy i przeciwnicy powstań. Romantycy i realiści. Wojownicy i ugodowcy. Kto z nich miał rację? I kiedy? Nasze oceny postaci historycznych często lubimy opierać o skutki podejmowanych decyzji. Tymczasem dziś sami stajemy przed trudnymi wyborami i nie wiadomo, która postawa jest tą bardziej odpowiednią.

PODSUMOWANIE

Niezależnie od tego, dla mnie jest oczywiste. Potrzebujemy silnych i przygotowanych na przyszłą wojnę (czyli również w zakresie walki elektronicznej i propagandowej) sił zbrojnych. Takich, które będą mogły reagować w naszych strefach buforowych. Nawet, gdyby okazało się to niepotrzebne lub niecelowe. Jednocześnie musimy być politycznie, gospodarczo i militarnie przygotowani na to, że Kijów poprosi nas o pomoc (na którejkolwiek z płaszczyzn). Im będziemy mieli więcej do zaoferowania, tym większe korzyści będziemy mogli uzyskać od Ukrainy. O czym pisałem w komentarzu dotyczącym tego, jak powinniśmy prowadzić naszą politykę wschodnią względem władz z Kijowa (tezy tam zawarte już się zaczynają sprawdzać!).

Niezależnie od tego, co sądzimy o Amerykanach i ich polityce zagranicznej, trzeba zdawać sobie sprawę z tego, iż w niektórych kwestiach, Polska jest dla Waszyngtonu kluczowa. Co wyjaśniałem ponad 1,5 roku temu w tekście: „Polska – kluczem do strategii USA?”

W związku z powyższym, musimy dysponować konkretnymi argumentami, by móc negocjować również ze Stanami Zjednoczonymi. Bowiem znajdujemy się w wyjątkowej luce historycznej, w której po raz pierwszy od stu lat, interesy hegemona (USA) są zbieżne z interesami Polski. W związku z czym należy tą okazję wykorzystać, a nie od niej uciekać. Tylko dzięki wsparciu i sile Waszyngtonu, Polska może w tej chwili zawalczyć o swoje wschodnie bufory. Nawet jeśli okaże się, iż będzie to niemożliwe lub z jakiś powodów niekorzystne (zbyt ryzykowne?) to powinniśmy taką zdolność posiadać. Przygotować się po to, by mieć jakiś wybór.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

P.S.

Zachęcam do zapisywania się na Newsletter, dzięki czemu będziecie otrzymywać powiadomienia o najnowszych publikacjach na blogu, vlogu, a także informacje dotyczące pisanej przeze mnie książki 🙂

Jeśli tekst się podobał, zachęcam do wsparcia w postaci udostępniania w mediach społecznościowych. Blog żyje tylko i wyłącznie z motywacji autora do pisania tekstów. Czyli od tego, jak teksty odbierane są przez Was. I ile osób je czyta 🙂

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

203 komentarze

  1. Jest ostry konflikt w WP między starą kadrą, a nową. Siłą rzeczy upływ lat i wymiana pokoleniowa i zmiany techniczno-systemowe stawiają starą kadrę na straconej pozycji. Przy czym stara kadra to nie są wcale „trepy” i „janusze” – znam ich – to ludzie inteligentni, którzy po prostu bardzo pilnują swojego „interesu” i starego uszykowania WP, które tak dobrze znają jako przetartą ścieżkę kariery. Tak jak presja zmian w układzie międzynarodowym wymusi zniknięcie zdezaktualizowanych starych sił i powstanie nowych sił politycznych w społeczeństwie [ze zmianami u steru i kursu w Warszawie] – tak samo, a nawet bardziej radykalnie, narastające zagrożenia i rozziew obecnego kursu modernizacji WP do naszych REALNYCH potrzeb WP dla zabezpieczenia przetrwania Polski – wzmogą zmiany pokoleniowe i systemowe w WP. Nieuchronnie. I to widać już teraz. Bartosiak czasami delikatnie mówi o rozdźwięku w odbiorze wykładów, gdy jakże odmiennie słucha go stara i nowa kadra. Dronizacja, autonomizacja i automatyzacja, sieciocentryczność chmurowa i rozproszona real-time, elektronika IoT/IoE i cyberprzestrzeń, VR i AI i Big Data i „deep learning” w C4ISR, nadrzędna integracja wszystkich sił zbrojnych i domen w nadrzędną jedną synergiczną całość, skalowalne bronie precyzyjne i interoperacyjność ” każdy sensor-każdy nosiciel-każdy efektor” – oraz inne aspekty rewolucji RMA – całkowicie zmienią WP. W tym sensie tak usilne zniechęcające smęcenie trollowni można skomentować długofalowo: „psy szczekają – karawana jedzie dalej”. Ich zadanie to nie zatrzymanie zmian – to jest niemożliwe. Ich zadanie to jak najbardziej opóźniać nieuniknione zmiany [choćby przy tym mieli wypijać non-stop duszkiem gombrowiczowską spluwaczkę], wmawiać „niemożliwość wszystkiego” i „nieważność” Polski – a nasza rzecz – przyśpieszać zmiany i mieć dokładne przygotowane „co robić” – gdy u steru nastąpią zmiany. By całkowicie wyzyskać nasze strategiczne bonusy geostrategiczne jako lewary – i wejść przygotowani i świadomi realu- do wielkiej gry. Jak trzeba – najpierw kopiąc w regionalny stolik. Z NADRZĘDNYM wsparciem OBU supermocarstw – w ramach ICH geostrategicznej żywotnej racji stanu.. A zmiany w Polsce i WP nastąpią z tytułu zmiany otoczenia i jego presji i wymagań – inaczej Polska zniknie. Krótko mówiąc – to wyścig z czasem. I gra o wszystko. Łukaszenka otwarcie grozi Rosji, że jeżeli Rosja zechce połknąć Białoruś, to zwróci się do NATO. „Niemożliwe” stało się możliwe. A Bartosiak z gracją wyśmiewa w konferencji „New Bipolar Order” plany deal’ów Paryża [i oczywiście Berlina] z Kremlem – bo Polska w razie potrzeby może złamać każdy taki deal – wyrywając Zachód Europy ze starych ugruntowanych złudzeń metodą szokową. Świat i region się zmieniają się nieodwołalnie i coraz szybciej – czas to sobie uświadomić.

    1. Polska nic nie moze. Jak sie cos komus w trepowni uroi to po pierwsze Unia pod byle pozorem wstrzyma doplaty do rolnictwa i te Kryle i Kraby wladzy nie pomoga – rencisci, emeryci i obywatele polscy golymi rekoma rozniasa ten skansen.

      Nie a czegos takiego jak zmiana pokoleniowa. Trep to stan umyslu. Trep to ktos bredzacy o urojonych wielkosciach i potegach – tymczasem takie ZM Mesko w PL nie püotrafia dla tej zbieraniny zrobic amunicji do broni krotkiej –

      Tak zwane Wojsko Polskie to jest i zawsze beduzie MOPS – Mundurowe Oddzialy Pomocy Spolecznej.

      Gdzie jak ktos nie mial i nie ma pomyslu na zycie to szedl w szeregi tychze mitomanow, degeneratow i alkoholikow.

      Kazdy z moich znajomych studiujacych na WAT po studiach muial miejsce w cywilnych firmach- dlaczego- mowili mi absolwenci cybernetyki WAT -ze takiego gowna jak WP to ze swieca szukac, ze to zdegenrowany rak, trpeownia ktora nie wiadomo ile lat temu oderwala sie od rzeczywistosci. W cywilnych firmach nie dosc ze mieli pensje okolo 8 razy wyzsze niz to co im ten burdel trpowy oferowal to oczywiscie prywatne firmy wykupywaly ich- placily te zobowiazania. Kto zostawal – trepiarnia genetycznie modyfikowana by zajac miejsc apo ojcu wujku etc . oraz Ci, ktorzy nie byli na tyle intelektualnie sprytni, by znalezc prace w normalnych warunkach.

      Przypominam ze nawet cos takiego jak polska Wodka jest nie w polskich rekach. Geostrategiczne potegi, oj, drzyjcie galaktyki, bo jeszcze minister obrony plaszczak kuwety nie posprzata u prezesa i Wam pokazemy.

      Przypominam – http://filing.pl/lista-74-firm-ktore-kiedys-byly-polskie-ale-zostaly-sprzedane/

      Trepownia w Polsce nioe potrafi przyjac do wiadomosci ze z punktu widzenia Swiata ten kraj jest marginalny – nie przyjmuje do wiadomosci, ze dwutygodniowe wstrzymanie dostaw zywnosci z UE i wtedy taki trep nie bedzie mogl w spokoju pojechac napic sie wodeczki gdyz beda rozroby.

      Rolnictwo lezy, Energetyka ledwo zipie (obecnie na lasce Wegla z Donbasu od Rosjan wiec troszke szacunku do dostawcow, bo jak wstrzymaja dostawy to trzeba bedzie w jednostce grochowke na starych skrzynkach amunicyjnych robic). Gospodarka zintegrowana z unijna – blokada eksportu to hekatomba polskiego rynku – a tutaj niektorym sie marza ostrzaly Kalingradu.

      Ochrona zdrowia w zasadzie lezy, choc na papierze wyglada jak zdolnosc bojowa tak zwanego polskiego wojska.

      Swoja droga bardzo mi sioe podoba motyw jak trepownia okrada polskiego podatnika. Moj znajomy pulkownik prosil mnie o wspolprasce ze szkolami, aby mocv rozdac dlugopisy, breloczki do kluczy, oraz zawieszki i notesiki z logiem WOT – co sie okazalo -ano trepownia zdefraudowala pieniadze na tak zwane wojsko – zamowili bez przetargu – no i potrzebowali troche papieru aby owe zlodziejstwo ukryc. Nawet sie posmialismy z tego -a on mowi-nie bedzie za darmo – no i koperte nawet dostalem bo breloczki poprzez moja matke w kuratorium poszly w 12 szkolach.

      Wszystko jest smieszne i fajne, gdyby nie bylo straszne. Taka wspomniana amunicja 9mm z ZM MESKO zacina bron i eroduje, nikt tego noirmalny do reki nie bierze. To jest gowno a nie amunicja z najpolszych zakladow przemyslu zbrojeniowego. Jak pojedziecie sopbie na strzelnice cywilna to tez amunicji czy 7,62 czy 5,56 nie znajdziecie polskiego najpolszego producenta – to nie dlatego ze jakis trep mysli ze to spisek i agentura – tylko ludzie w Polsce w przeciwienstwie do trepow nie sa idiotami -szanuja swoja wlasnosc i nie beda psuli broni syfem od ZM MESKO.

      DEZAMET, MESKO i BUMAR – to skanseny i PGRy ktore bez kroplowki pieniedzmi podatnika zdechlyby mna wolnym rynku. To PRLowski skansen zwiazkowy -ale uklad jest taki my towarzysze trepowi w MON dajemy Wam zamowienia i zycie (i przeplacamy za amunicje miernej jakosci i nie pytamy o szczegoly) a Wy dajecie nam papiery – na papierze wzajemnie towarzysze rozwijamy polski przemysl obronny.

      A to zescie skansenem i Bulgarzy i Ukraincy robia od Was amunicje lepiej, nowoczesniej i taniej – cii cho sza, z nimi nie mamy takiego dealu, by nieniepokojeni dotrwac do emerytury.

      Bo widzicie Towarzysze -w Mundurowych Oddzialach Pomocy Spolecznej klawo jest – nic robic nie musisz procz nawilzania kapelanowi z ordynariatu, napiszesz jakis raport, zrobimy ekspertyze i oby do emerytury. Towarzysze, walnijmy wodeczke, tak ciezko defraudujemy przeciez pieniadze polsiego podatnika. Na zdrowie!

  2. Dla czytelników ku rozpoznawaniu wrogiego przekazu : post Helveticusa jako idealny wzorcowy przykład „pedagogiki wstydu” i „niemożności wszystkiego” i „nieważności Polski i Polaków” w tłoczonej mantrze: czyli konkretnie nieśmiertelny i KLUCZOWY obowiązkowy przekaz: „Polska nic nie moze” – skojarzony z tak samo obowiązkowym wedle doktryny Goebbelsa wtłaczanym już na umór kłamstwem GEOSTRATEGICZNYM – „z punktu widzenia Swiata ten kraj jest marginalny” – plus już na siłę kłamstwa co do możliwości strategicznych typu: „Tak zwane Wojsko Polskie to jest i zawsze beduzie MOPS – Mundurowe Oddzialy Pomocy Spolecznej. Gdzie jak ktos nie mial i nie ma pomyslu na zycie to szedl w szeregi tychze mitomanow, degeneratow i alkoholikow.” – Plus absurdalne curiosa filozofii podwórkowej preparowane dla podparcia „jedynie słusznego przekazu” sprzedawane w formie prawd objawionych jak np. – „Nie ma czegos takiego jak zmiana pokoleniowa” [sic]. Plus gadki o wódce, skansenie, trepach, muzeum, wszelkie poręczne wyzwiska i wytryski jadu i to koniecznie pod szyldem… „patrioty wzorcowego”… Tokowanie emocjonalne doprowadza do absurdów logiczno-merytorycznych – np. wygłaszanie ze świętym przekonaniem tezy, że: „dwutygodniowe wstrzymanie dostaw zywnosci z UE i wtedy taki trep nie bedzie mogl w spokoju pojechac napic sie wodeczki gdyz beda rozroby” – co jest absurdalne, bo to Polska jest w pełni autonomiczna żywnościowo i duża część eksportu to żywność – nie tylko do UE. Oraz rozpaczliwe wiązanie na siłę, że Kaliningrad nie może być zniszczony [tu Cię mam Helveticusie – tego właśnie boją się Twoi mocodawcy], bo niby Unia….nie pozwoli [sic] i Polskę „przykładnie” ukarze. Widać jak na dłoni na tym jednym wpisie Helveticusa, jak cieniutka i słabiutka [właściwie ŻADNA] jest warstwa merytoryczna i logiczna przekazu obcej agentury wpływu, jak teraz upadła do poziomu zwykłego chamskiego opluwania jadem i w emocjach, z niemocy i z utraty kontroli się ów Helveticus demaskuje: „A to zescie skansenem” – czyli JA Helveticus służący moim panom – przeciw WAM – czyli przeciw Polsce i Polakom – to tylko świadczy, jak na psy schodzi wroga agentura wpływu. Po prostu dostają rozkazy już zdeterminowane rozpaczliwe prikazy: „pluć na całego non-stop” – bo ich mocodawcy widzą NIEKORZYSTNY obrót spraw – budzenie się geostrategicznej świadomości Polaków – jak na tym forum – i budzenie się do zdecydowanych działań prowadzących w bliskiej politycznie do wejścia Polski jako ważny podmiot w grze. A to dla obcych graczy jest koszmar. Merytorycznie nie mają już argumentacji – w dodatku np. sprawa ataku putinowskich mediów w stylu Stalina i Hitlera na Polskę tylko wynikowo ośmiesza wrogów Polski i daje długofalowo Polsce wzrost statusu – więc pozostaje już im tylko plucie jadem non-stop – i pokrętne podwórkowe filozofowanie i gadki „pedagogiki wstydu” oparte o przenoszenie ZESZŁEGO, JUŻ ZAKOŃCZONEGO NIEODWOŁALNIE stanu niemocy i rozkładu państwa – na teraźniejszość i przyszłość. Po to, by nie dostrzegać i nie wspierać i nie intensyfikować zasadniczego zwrotu i pozytywnych zmian – tak groźnych dla obcych graczy. Swoją drogą – poziom przekazu, słownictwa, formułowania zdań – ostatnie co, to poziom lekarza.To tylko przygotowana maskirowka mająca przydać trollowi wyższego statusu i „mądrości” dla łykania jego kłamstw – ale jak zwykle – drzewo poznać po owocach… Co charakterystyczne – absolutne nieprzyjmowanie do wiadomoścu ZASADNICZYCH powodów GEOSTRATEGICZNYCH na poziomie OBU SUPERMOCARSTW – dla których Polska jest w globalnej wielkiej grze MEGA-WAŻNA – i ma lewary i karty w ręku dla swojego wzrostu statusu. Wystarczy tylko odpowiedni poziom zmian – i te czynniki ujawnią się z cała mocą. Przykład Białorusi – przez dekady Łukaszenka głosił publicznie jak to Białoruś i Rosja są związane braterskimi, nierozerwalnymi więzami – zwłaszcza w opozycji do UE i NATO. I teraz na dniach – po serii asertywnych komunikaatów strategicznych i twardych działań na linii Kreml-Mińsk, Łukaszenka OTWARCIE wprost mówi o obronie niepodległości Białorusi przed Rosją – z pomocą NATO. „Niemożliwe” stało się możliwe – i wręcz NATURALNE – gdy odpowiednio poziom sytuacji zmusił do twardego opowiedzenia się. Dokładnie z podobnych powodów geostrategicznych – ale znacznie ważniejszych przynajmniej o rząd wielkości – Polska w sytuacji przekroczenia krytycznej linii zagrożenia dostanie broń jądrową – jak nie od USA – to od Chin – nie z „przyjaźni” – ale tylko i wyłącznie ze względu na żywotne egoistyczne geostrategiczne interesy danego supermocarstwa. I to jest PEWNE – jako twardy gwarant dla supermocarstwa [czy Chin czy USA], że nie powstanie konkurencyjne SILNIEJSZE od niego supermocarstwo Kremla – od Lizbony do Władywostoku. Tak notabene – moim zdaniem atak szczujni putinowskich mediów bezpośrednio łączy się ze sprawą przykrycia obecnej bezprecedensowej presji i krokom ku konfrontacji siłowej względem Białorusi – bo tam już sprawy idą na ostre. A po zajęciu Białorusi konsekwentnie „dywidenda” rozpętanego plucia i kampanii oszczerstw przeciw Polskę będzie wykorzystywana – powtórzę: KONSEKWENTNIE i LOGICZNIE w następnym etapie – do pressingu i bandyckiego szantażu militarno-atomowego Kremla przeciw Polsce.

    1. Dobrze napisane.
      Podejrzewam nawet, że Helveticus nie jest taki do końca polski: Oniks raz napisał, a potem Onyks. Mała rzecz, ale zwraca uwagę. I powtarza wciąż te same jadowity defetyzm.

  3. @Georealista

    —-” I cóż za lekarstwo nam to niebezpieczeństwo radzą owi specjaliści? – ano budowanie schronów i….zakup śmigłowców szturmowych. Dokładnie tak – śmigłowców szturmowych.

    Właściwe miejsce ulokowania tych bzdur.
    Bo akurat ten szmatławiec jak Gazeta Polska Codziennie jest czytany przez obecną władzuchnę, i tego typu teksty są kierowane do właściwych oczu.
    To samo dotyczy lobbystycznego pudelka24.

    —-„A koszt jednostkowy to ca 25-30 mln zł [realnie 30 mln] czyli 1,5 mld zł rocznie. Dla porównania modernizacja 300 T-72 to koszt 1,75 mln zł. Tyle, że wystarczyłoby owe T-72 [i te “nowe” T-72 wyciągnięte ze składów i te operacyjne – i jeszcze PT-91 Twarde] przerobić na ciężkie BWP – i mielibyśmy w linii przynajmniej 800 ciężkich BWP – przy możliwościach Łabęd [bo i to w rozmowach wyszło] – w terminie do końca 2026 – oczywiście przy odpowiednim finansowaniu – znacznie mniejszym od kosztów produkcji Borsuka. I znacznie SZYBCIEJ – gdzie czas jest kluczowy.”

    Chodzi chyba nie o czas, a o zarobek dla misiów z Bumaru? Ciekawym, jakim cudem ta przeróbka, miałaby być tańsza i sensowniejsza od doprowadzenia teciaków do stanu używalności?
    A skoro to takie cudowne remedium na bolączkę z BWP to czemuż o tym nie myślano (całkiem słusznie dla mnie) wycofując T-55? Izrael zdaje się coś takiego kombinował i nawet używa (Achzarit), więc wzorzec był (przerobił jeszcze Centuriona) – ale to wszystko to jednak TO – nie BWP, więc może w TO sens był się bawić. Sam zbudował ciężki TO (Namer), który dopiero teraz zaczyna przerabiać w BWP.
    BWP tak czy inaczej z tego będzie kiepski (poza ewentualną ochroną), bo żeby to było przyzwoite to koszty musiałby wystrzelić w kosmos.

    „Oczywiście z czołgów [klasycznych MBT] by nam zostało niecałe 250 Leo 2. “Tragedia – strasznie mało” – tak zaraz w te pędy zakrzykną kanapowi “eksperci militarni”

    Dokładnie tak jest.
    Można sobie wymyślać te swoje A2/AD i pewnie trzeba to robić/pracować nad tym, ale to jest plan obok, a nie za wszystko – jak próbujesz przedstawiać.
    Jedno nie zastąpi drugiego – niezależnie co się będzie pisać, i jak fajnie będzie to wyglądać na papierze.
    To tak, jakby w średniowieczu uzbrajać ludki wyłącznie w łuki (potrafiły zaważyć na losach bitew) – ale nikt przytomny nie rezygnował z konnicy czy innych, nawet słabiej rozwiniętych rodzajów wojsk, a umiejętnie jeśli potrafił, je wykorzystywał. Tu się proponuje może nie rezygnacje, ale ilości homeopatyczne – konkretnych rodzajów wojsk, i dam sobie głowę obciąć, że nie ma to nic wspólnego z realnymi potrzebami.
    Rosjanie gdyby zawierucha była potężna, są w ciągu 2 lat działań są w stanie odpalić czołgów przynajmniej w okolicach 8 tys sztuk – to co mają i to co jest na składach, Amerykanie z czołgu nie rezygnują tylko go wciąż dopancerzają i ulepszają, choć im on jest raczej mniej potrzebny – a my mamy postąpić jak ostatnie durnie vel „kanapowi experci militarni”?

    Trzeba po prostu przyznać, że polski przemysł (Bumar) nie umie i nie zbuduje nowoczesnego czołgu, a nie nawijać makaron na uszy.
    Stąd te wszystkie WWB, Wilki, Andersy czy sklejkowe PL-01, oraz inne genialne plany niszczycieli rakietowych czołgów, przewijające się w różnych konfiguracjach od wielu lat.
    Mam na to dowód na swoje twierdzenie, po prostu zacytuję Cię:

    —11 grudnia, 2019 o 9:45 am
    ” Owszem możemy wejść na Ukrainę – mając z 1500 Abramsów [po remoncie i modernizacji – na koszt Wujka Sama] darowanych nam ze składów Wujka Sama..Tak dla zrozumienia kontekstu sprawy – mała Grecja dostała parę lat temu propozycję darowizny 400 Abramsów od USA. ”
    i
    11 grudnia, 2019 o 2:10 pm
    „Owszem – od 2022 można się spodziewać dostaw BWP Borsuk [zresztą nader kosztownych] – niestety po 50 sztuk rocznie. A potrzebny jest masowy sprzęt pomostowy dla WP do czasu wprowadzenia przynajmniej ca 500 Borsuków. Ponieważ zapotrzebowanie na nowe BWP jest rzędu 1000 sztuk, nietrudno policzyć, że dostawy Borsuków [zresztą drogich] skończą się na początku lat…40-tych…oby nie była to przysłowiowa musztarda po obiedzie… Polska podczas szczytu NATO w Londynie zadeklarowała na ochotnika za darmo poważny kontyngent “wojsk NATO-wskich”. Oczywiście – zamiast przy tym chociaż ugrać sporo sprzętu [Bradleye, Abramsy, Javeliny, amunicja precyzyjna itd]”

    Od co najmniej 400 sztuk Abramsa po 1500 (?), „potrzebujemy” masową pomostową „pancerkę”, do nie potrzebujemy czołgów w niecały miesąc.
    Szybko „nasze potrzeby” sie zmieniają. 🙂

    Albo super opcja PPK na przysłowiowym Honkerze (wśród fanów bzury do sześcianu, iż czołgi to przeszłość). Przypominam że skuteczność wcale tego nie jest tak cudowna (koszty też niemałe) a jak się nie uda wyeliminować nowoczesnego czołgu (czyli nie chodzi o polskiego T-72) z walki – to prawie na pewno obsługa tego PPK może witać się z niebiosami.
    Jakoś wolałbym siedzieć w czołgu niż na Honkerze.

    Holendrzy też zlikwidowali u siebie czołgi (Leo2A6 poszły do Finlandii) – w zasadzie nie są im potrzebne, ale po Krymie obudzili się i na razie zafundowali sobie kompanie (+4szt.) w niemieckim batalionie.

    —-„Tyle, że przy wprowadzeniu A2/AD Tarczy i Miecza Polski [gdzie w nasz system antydostepowy A2/AD wliczam wszystkie systemy precyzyjnych sieciocentrycznych pozahoryzontalnych efektorów – od rakiet i artylerii lufowej dalekiego zasięgu – po pozahoryzontalne kppanc z różnych nosicieli] – więc i zastosowanie owych Leo 2 [czyli broni do ognia bezpośredniego w “zwarciu’] – przy TAKIM uszykowaniu WP – byłoby powiedzmy niskie – bardziej jako rezerwa odwodowa, a nie jako broń pierwszego użycia bojowego.”

    Załóżmy że ten Twój optymizm kupuje, tj uda się to sprokurować.
    Z tym że:
    a) dokładnie do tego te czołgi są potrzebne – do zatrzymania i kontruderzenia (a może nawet gdyby była taka potrzeba do gościnnego wyjazdu).
    b) ilość czołgów ma ZALEŻEĆ nie od widzimisię i strzelania liczbami z sufitu, jak to „kanapowcy” robią: 200 a może 250, a może „tysiąc pińcet” lub wcale, tylko od PLANÓW wynikłych z potrzeb i możliwości, z tego robią się STRUKTURY i pod te struktury organizuje się sprzęt
    c) jaki ma być koszt tego miecza? Bo to co tu opisujesz, to wygląda na to, że koszt nowoczesnej trzybrygadowej Dywizji KPancernej to jest pikuś, przy tych wszystkich efektorach tego systemu. Nic nie chcesz pisać o koszcie jednego pocisku Vulcano, nic nie piszesz o artylerii rakietowej
    d) sam raczej średnio wierzysz w skuteczność tego systemu i chcesz cięzkich BWP (nowoczesny ciężki – ale nie gwarantujący takiej ochrony jak czołg, to w zasadzie koszt czołgu, bo musi mieć swoje SKO czy w zasadzie dokładnie te same systemy walki/obrony co czołg, pomijając wielkość armaty i słabszy pancerz) – i tu wracam do tego co napisałem – czołgi nowe wadzą – bo Bumar nie umie ich robić
    e) oczywiście biedne Iwany czy Hansy, będą jedynie mogli cmokać nad swoimi czołgami, jacy to nie są mocni bo je mają (i jednocześnie będą nosić brązowe spodnie), ale żadnych przeciwdziałań na to „Polish Strong A2/AD” mieć nie będą i nawet o tym nie pomyślą…?

    Tak więc w zasadzie ta propozycja wygląda tak.
    Zaopatrzmy się w łuczników, w tabor, i parę ciurów na koniach. Jak nam tabor rozbiją, to panowie choduuu.. i ratuj się kto może.

    —„Bo w czasach, gdy granatnik podwieszany pod zwykły karabinek może wystrzelić kierowany pocisk 40 mm Pike [są już takie – zasięg do 1,5 km] , nie mówiąc o właśnie testowanej amunicji kierowanej do CG Mk4 i jeszcze “wyżej” w całej drabinie eskalacyjnej…, to wszelkie systemy broni “klasycznej” [ogień bezpośredni niekierowany – tak ulubiony w strzelankach] nie ma sensu – a sama linia frontu odsuwa się i rozmywa – aż po głębokie zaplecze – i panuje przewaga świadomości sytuacyjnej i projekcja siły pozahoryzontalnych efektorów sieciocentrycznych.”

    No dobrze, z zasady można przyznać że takowy jest w T-72.
    Czasem, a raczej często warto też „przypieprzyć”, w jakąś pozycje tanim pociskiem, a nie super wypaśnym za setki tysięcy?

    A tu prawie wszystko kierowane. Ile to ma kosztować i na ile dni ciągłych walk ma starczyć?
    (Delikatnie przypomnę że dzisiaj za bardzo u nas nie ogarnia się zwykłej amunicji – i to jest dzisiaj brutalny fakt).

    Co z czymś tak banalnym jak „EMP”, na tą „świadomość sytuacyjną i efektory sieciocentryczne”?
    Przecież „niuki” można wykorzystać jako broń „EMP”. Ile ich trzeba odpalić w atmosferze, żeby sfajczyć ten cały „miecz”? Będzie na to odporny? A jak nie to ile tego trzeba? Kilkanaście nie powinno starczyć?

    O ile w przypadku Kruka (vel Apacha/Vipera) słusznie piszesz – bo to w zasadzie spuszczanie pieniędzy w klozecie.
    To:
    —„Wracając do BWP i Borsuka czy raczej lepszej przeróbki podwozi T-72 na ciężki BWP – owszem, są przypadki bezpośredniego użycia i sprzętu i żołnierzy – ale dopiero PO likwidacji sprzętu i aktywów przeciwnika – tylko dla likwidacji izolowanych punktów oporu – w warunkach asymetrycznej przewagi. Inny sposób wojowania jest zwyczajnie głupi, kosztowny, nieefektywny – i krwawy.”

    A jak nie zlikwidujesz (z iluś powodów, bo np. zakładasz że przeciwnik głupi, że redundacja systemu będzię nieograniczona, że pocisków, różnych efektorów starczy do końca świata i jeden dzień dłużej itd) tymi „cudeńkami XXI w” to co?

    Z opuszczonymi gaciami mamy się dać złapać, pomimo wydania miliardów?
    Tu nie terytorium Szwajcarii. Potrzebni są ludzie i sprzęt, a nie lekki WOT uzbrojony w PPK lub raczej butelki z benzyną.

    —„Jest ostry konflikt w WP między starą kadrą, a nową. Siłą rzeczy upływ lat i wymiana pokoleniowa i zmiany techniczno-systemowe stawiają starą kadrę na straconej pozycji. Przy czym stara kadra to nie są wcale “trepy” i “janusze” – znam ich – to ludzie inteligentni, którzy po prostu bardzo pilnują swojego “interesu” i starego uszykowania WP, które tak dobrze znają jako przetartą ścieżkę kariery.”

    No właśnie o to chodzi. Etaciki, emeryturka itd.
    Zakładając optymistycznie, że tylko w tym tkwi problem. Bo często to wyglądało tak. Zaczynał taki karierę i stanowił problem bo głąb. Usunąć się go nie dało, to naczalstwo aby go się pozbyć to stwierdzali – trzeba go wysłać na uczelnie (i do nas nie wróci). Ciekawe ilu takich porobiło karierę i nadal siedzi w wojsku. Chyba sporo – czasem jak się słuchało wypowiedzi generałów, to na prawdę można było być w szoku.. :/

    Chciałby poznać Twoją opinie też w tym co poniżej.

    Powtarzając:
    a) jak 120 sztuk Kraba zlikwiduje Okręg Kalingradzki – “niuki” będą w pociskach? Przedstaw jakiś realistyczny plan.
    b) jakim cudem podciągniemy wystarczającą ich liczbę w jego pobliże, bez reakcji Rosjan? Oni nie będą wiedzieć nic o takim przemieszczeniu się, przygotowaniach itd? Wyczeszą własną artylerią rakietową, te Kraby (to przecież nie czołgi, które nie są też odporne na wszystko) zanim wyjdą na pozycje.
    c) pozwolą się ostrzeliwać bez żadnej reakcji przez 8 minut?
    d) jaki byłby plan na okupacje/zajęcie tego terenu? Bo chyba nie chodzi o samo postrzelanie sobie do niego?
    e) ile ma kosztować sztuka tego Vulcano – i ile mniejsza (lżejsza) jest głowica tego “cudeńka”, oraz ile będziemy tego posiadać?

    I co z artylerią rakietową. Nic się zupełnie o niej nie słyszy. Himars zatopił Homara na amen?

    I to mnie ardzo ciekawi.
    —-„Obecna ekipa zostanie wymieniona. Pisałem wcześniej – to nieuniknione, bo obecna forsuje model…”

    Wymieniona na kogo? Na ekipę brukselską (czytać berlińską)?
    I kto ma doprowadzić czy dopuścić do innego scenariusza?

  4. Żeby nie być gołosłownym: http://uawire.org/lukashenko-nato-will-not-allow-russia-to-violate-belarus-s-sovereignty?fbclid=IwAR1d3aY-DSJSWgEoY3ZBLqW1KQAJhRZtFjm190iHY8iUP-Nb9PxU6U2fE8I Artykuł: „Lukashenko: NATO will not allow Russia to violate Belarus’s sovereignty” z 2 stycznia – „Belarusian President Alexander Lukashenko is convinced that the West and NATO would respond accordingly if Russia tried to violate the sovereignty of Belarus”.

    “Classic threats to sovereignty always exist, even for Russia. But I do not feel like the threat to Belarus’s sovereignty is growing. If this threat from Russia, as some people say, arises, and suddenly it tries to violate our sovereignty, you know what the reaction of not only the global community will be – they will get drawn into the war. The NATO countries won’t stand for it, because they will consider it a threat to them. In this respect, they will be somewhat right,” Lukashenko told Echo of Moscow in an interview.
    However, the Belarusian president does not believe that Russia needs that kind of “headache”.
    “Russia will, of course, act carefully, cautiously. A threat will emerge when – a dangerous threat – when our economy is going really badly. When people can’t bear it all. That’s the only reason. While I’m in power, that’s the only threat,” Lukashenko remarked.
    “We are not a colossally vast country with vast resources, but we’re in the middle of the ‘cauldron’. Here today intersect all interests west to east, and not only Russian, south to north. That’s the situation here. And being in this cauldron, you need to act so precisely, subtly and carefully, so that you don’t get boiled in this cauldron,” the Belarusian president added.
    Previously Belarusian Chief of General Staff Oleg Belokonev said that Minsk and NATO are discussing the format of Belarus’s joint military exercises with the Alliance. According to him, a precondition for such maneuvers being conducted is for Belarus and Russia to remain allies.
    At the start of 2019, Belarus asked Russia to provide a new $600 million loan in order to refinance the debts which Belarus needed to repay that year. Minsk owes Moscow a total of $7.6 billion. The Kremlin said that the matter was “being worked on”, and in April, Russian Finance Minister Anton Siluanov said that the decision to allocate funds had essentially already been made. However, no transfer of funds ultimately took place. In October, the Belarusian Finance Ministry said that it was not expecting to receive a loan, and was no longer even discussing the matter”.
    – Charakterystyczne, ze w artykule nie wspomniano o kolejnym graczu przy stoliku – o Chinach – które dokładnie w krytycznym momencie „negocjacji” – czyli przyciśnięcia Łukaszenki finansowo do ściany przez Putina – udzieliły Łukaszence kredytu 500 mln dolarów…
    Oczywiście są to działania tylko opóźniające anschluss Białorusi przez Moskwę. Działania – które kupują nam czas. Ale jednocześnie działania, które w odbiorze międzynarodowym ustawią POWSZECHNIE Rosję jako jednoznacznego agresora – a Białoruś jako ofiarę. Wszelkie brednie tłoczone z Kremla o „braterstwie, przyjaźni” „i o „dobrowolnym zjednoczeniu bratnich narodów” będą miały charakter pozbawiony wszelkiej wiarygodności – charakter jedynie siłowej propagandy totalnej w stylu Stalina i Hitlera. Nie sądzę, Polska powinna inwestować w Białoruś – bo tylko straci te inwestycje. Natomiast deale z Białorusią – konkretne i szybkie i ograniczone w czasie [np. kluczowych zakupów technologii np. rakietowych] – to ma sens – za duże pieniądze. Jak też wszelkie działania nastawione na otwarcie granic np. dla pozyskania na stałe imigrantów chcących się zasymilować w Polsce. Z przekształceniem tego w otwarcie na uchodźców politycznych po anschlussie. Jak też działania dla wsparcia Polonii w Białorusi. Wszelkie działania Moskwy po anschlussie Białorusi – postawienie „kurtyny ” na granicy z Polską i Bałtami, czy ograniczenia względem ludności białoruskiej [w tym Polonii] – będą tylko potęgować międzynarodowe potępienie Moskwy. Notabene – w razie wariantu siłowego – np. przygotowań Moskwy do ataku na Bałtów – da to nam bilet prawny do działań dla wyzwolenia Białorusi – ale także Polonii. Bo tu nie chodzi tylko o sama kontrę „Obwód Kaliningradzki w razie ataku na Bałtów” – to za mało. Jednocześnie akcja musi być zsynchronizowana z likwidacją podstawy operacyjnej ataku Armii Czerwonej z Białorusi przeciw Polsce. Czyli likwidacją sprzętu 1 i taktycznej Armii pancernej Gwardii, mobilnych wyrzutni, radarów, lotnisk wojskowych itd. To jest możliwe oczywiście dopiero po uzyskaniu i twardych gwarancji atomowych USA [i UK], NATO Nuclear Sharing [a pod stołem własnych głowic] i odpowiedniego potencjału projekcji siły WP – czyli min. 400 Krabów i Kryli plus 40 tys sztuk amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu z dalekim rozpoznaniem/pozycjonowaniem wszelkich sensorów pozahoryzontalnych [w tym z dronów] w ramach C4ISR+WRE. Czyli najwcześniej w drugiej połowie lat 20-tych przy dużej mobilizacji. A realnie – ok. 2030. Oznaczałoby to uzyskanie pasa ca przynajmniej 100 km Wolnej Białorusi, wzmocnienie demograficzne, także Polonią z Białorusi [akurat koncentruje się w tym pasie] i likwidację Obwodu Kaliningradzkiego – i uzyskanie szerokiej podstawy dla wsparcia Bałtów . Z kluczową likwidacją A2/AD Kaliningradu – i z odsunięciem sił Rosji od wschodu [i ze zminimalizowaniem A2.AD ze wschodu]- z uzyskanym dodatkowym buforem głębi strategicznej – i ze zdecydowanym zmniejszeniem zagrożenia zrolowania Ukrainy od północy. Przy takiej akcji połączonej pozostała część Białorusi zamieni się dla Armii Czerwonej w otoczony ze wszystkich stron występ – w pełni kontrolowany i zneutralizowany choćby przez artylerię lufową dalekiego zasięgu. A to zneutralizowanie Armmi Czerwonej na Białorusi jest konieczne w kolejnym kroku – kolektywnej obrony Ukrainy na „hybrydowy” – acz pełnoskalowy atak Armii Czerwonej występującej pod przybraniem „traktorzystów i górników Donbasu”. Bo Kreml NA PEWNO na 100% nie zrezygnuje z Ukrainy – bo bez niej Rosja nie będzie imperium regionalnym – a co dopiero mówić o marzeniach Kremla supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku.

  5. @Wilku – w Berlinie i Paryżu wyją już ponuro, że Polska dogadała się z Korea Płd co do licencyjnej produkcji i rozwoju 800 K2 Black Panher – już jako K2PL Wilk. I że wielki interes [pieniądze] przechodzi im koło nosa. Co do przeróbki czołgu na ciężki BWP, Izrael przerabiał i nadal przerabia zdobyczne T-54 i T-55 na BWP Achzarit. W przypadku T-72 przeróbka może być gruntowna lub prosta. Prosta to zwyczajne wyrzucenie lufy z zamkiem, łożem i oporopowrotnikiem [i zaślepienie otworu] , wyrzucenie SKO i magazynu karuzelowego z automatem ładowania, opróżnienie dennych magazynów amunicyjnych. Taki ciężki wóz bojowy miałby uzbrojenie w postaci ZSMU. Poziom ochrony biernej [a w razie potrzeby reaktywnej i aktywnej] przekraczałby o 1-2 klasy STANAG każdy BWP w służbie. Taki BWP – to 2 ludzi załogi – plus przynajmniej 6 ludzi desantu. Luki desantowe – denne i w tylnej części wieży. Dlaczego 6 ludzi desantu minimum? – bo Rosjanie przerabiają swoje czołgi w dość podobny sposób – by kierowały czołgami-robotami w formacji „Burza”. Takie czołgi dowódcza mają 2 osoby załogi – i 6 operatorów kierujących czołgami – z terminalami kontrolnymi. Osobiście sądzę, że bez terminali – da radę znaleźć miejsce dla 7-8 żołnierzy desantu. Czy wyjaśniłem wykonalność i sensowność do końca? A także, czy obawy i biadania lobby niemiecko-francuskiego przemysłu nie są najlepszą „twardą” rekomendacją dla realizowalności np. transferu koreańskiej technologii i licencyjnej produkcji K2 PL Wilk? Jak to zrobiono z K9? Notabene w tej sprawie szef sztabu WP był niedawno w Korei – własnie koncentrując się na K2. Zaznaczam – osobna rzecz to realizowalność – a osobna – sensowność takiej licencyjnej produkcji K2. Bo tej drugiej nie widzę – zupełnie – na Polskim Teatrze Wojny – saturacyjnym, opartym o pozahoryzontalną precyzyjną projekcję siły. Wg mnie dla czołgów na takim teatrze wojny miejsca nie ma – to jak wciskać pancerniki w dobie lotniskowców. Notabene – tu nie chodzi tylko o potencjał Łabęd, które dopiero odbudowują kompetencje – ale o wspólne konsorcjum HSW, Cegielskiego, Centrum Silników Wojskowych, Rosomak SA, OBRUMu, MESKO, PCO, WZInż, PIAP, no i Łabęd – a tego ostatniego – jako najmniej zaawansowanego uczestnika. Stąd opowieści o zacofaniu i braku kompetencji Polski do produkcji nowoczesnego czołgu są niemerytoryczne. I nie chodzi o możliwości produkcji czołgu – tylko o sens tej produkcji na Polski Teatr Wojny. Mamy ważniejsze i większe wydatki przed sobą strategiczną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski. Nie wolno się rozpraszać na systemy drugorzędne i mało wartościowe w kalkulacji koszt/efekt.

  6. Errata: nie „Czyli likwidacją sprzętu 1 i taktycznej Armii pancernej Gwardii,” winno być „Czyli likwidacją sprzętu 1 Armii Pancernej Gwardii i zdekomponowania jej zdolności do poziomu taktycznego – praktycznie poziomu drużyny,”

  7. @Wilku – Jeszcze taka uwaga – Polska powinna stosować maksymalnie ostrożną strategię SAMODZIELNĄ – i WTEDY tylko ograniczoną do działań w buforach bezpośrednio przyległych do granicy. I wtedy te 400 Krabów i Kryli plus rakiety dalszego zasięgu – i opanowanie Obwodu Kaliningradzkiego i bufora Białorusi do 100 km. Natomiast Ukraina to inna bajka. To broszka USA i UK. Na Ukrainę to możemy wejść ZAMIAST USA i UK – przy bardzo, bardzo dużych koncesjach USA i UK. W tym te umowne 1500 Abramsów dla przykładu – na początek donacji sprzętowych, technologicznych, ekonomicznych itd. Co innego ograniczone, bo szybkie akcje z własnej krajowej silnej bazy operacyjnej, akcje bezpieczne militarnie i politycznie – pod parasolem A2/AD Tarczy i Miecza Polski – a zupełnie co innego dalszy wypad – stricte ofensywny – po Kijów i Dniepr – z przejęciem zobowiązań i całego misz-maszu politycznego jako gwaranta Ukrainy. To wielka różnica.

    1. Żebym był zrozumiany do końca: zupełnie co innego działania WP w obronie kolektywnej NATO – w buforach pod własnym silniejszym krajowym parasolem A2/AD – a zupełnie co innego daleka ekspedycja i działania pełnoskalowe na linię Dniepru. To wymagałoby dużych sił stricte ofensywnych – i zbudowania drugiej – mobilnej strefy „parasola” A2/AD dla przykrycia wojsk operacyjnych. No i w takiej sytuacji dużo wyższy hazard i nawet boje spotkaniowe. W takiej sytuacji najlepiej w dynamicznej, mobilnej sytuacji to mieć te 1500 Abramsów – ale uwaga – też zdronizowane [z innymi dronami w każdej domenie] , czyli czołgi-roboty – jak Rosjanie w formacjach „Burza”. Wtedy nasze podjęcie ryzyka i ofensywność działania i szybkość tego działania rozszerza nam pole możliwości działania, podwyższa poprzeczkę siłom Rosji. To zupełnie inna wojna, niż w przypadku izolowanych i „przyległych” akcji typu „Kaliningrad-Pas Białoruski”. A także zupełnie inny ciężar gatunkowy – militarny i polityczny. Musi być szereg warunków spełnionych, by w ogóle mówić o WP w działaniach na Ukrainie – ZAMIAST USA i UK – bo to przecież sprawa tych dwóch gwarantów Traktatu Budapesztańskiego 1994 – no i oni z góry „wzięli forsę” za deal [Rosja też – może nawet najwięcej] – w postaci przechwycenia 1300 głowic jądrowych i środków przenoszenia. Takie przejęcie zobowiązań – które jadą wprost na jednym wózku z globalną wiarygodnością militarną i polityczną USA [i UK] – o! to bardzo, bardzo droga sprawa. Dorównująca strategicznej wartości owych 1300 głowic – taki musi być jedyny przekaz Polski w tej sprawie do Waszyngtonu i Londynu. Taka jest waga tej operacji. I na pewno WP musiałoby mieć i twarde gwarancje i udział kontyngentów USA i UK [może i innych] i bardzo wielkie koncesje wszelkiego rodzaju, a sama akcja musiała by mieć jakąś formę międzynarodowego poparcia – w tym uważam, że i Chin i Indii. Walka o Ukrainę to z punktu widzenia Kremla rzucenie rękawicy do pełnoskalowej konfrontacji. Zatem takie działanie może się odbyć jedynie wtedy, gdy pozostali gracze atomowi wiążą Rosję [i oczywiście Polska ma też swoje odstraszanie] – wspierają Polskę, a Rosja jest izolowana i napiętnowana jako agresor. Przy czym Polska musi mieć przygotowany i rozpisany/uzgodniony z innymi graczami konkretny scenariusz rozgrywki nie tylko militarnej, ale także [albo zwłaszcza] politycznej – by zamknąć wojnę i usiąść do stołu i zamknąć sprawę. A to jest też możliwe – ale przy spełnieniu szeregu warunków. Jak widać – nie przewiduję jakiegoś „zdobywania Moskwy” [a nawet przekraczania granicy FR – prócz enklawy kotła kaliningradzkiego – ale też tylko w odpowiedzi na agresję na Bałtów i tylko po odpowiedniej światowej kampanii medialnej, gdzie społeczność międzynarodowa przyzna Polsce prawo do tych ziem – znacznie większe niż prawo Rosji – co oznacza np. potępienie decyzji Teheraan 1943 – gdzie Roosevelt i Churchill przyznali Kaliningrad ZSRR [czyli Stalinowi] – za „zasługi”…carskiej Rosji z początkowego etapu związania 2 korpusów niemieckich na froncie wschodnim w 1914 – brzmi podwójnie paradoksalnie – ale tak własnie to przedstawiono] – bo to by kompletnie odwróciło sytuację polityczna Polski – i nadałoby Polsce status agresora, a nie obrońcy] – tylko przewiduję szereg planów ewentualnościowych „what-if”, które muszą być przygotowane – razem z analizą REALIZOWALNOŚCI działań w całym otoczeniu politycznym, militarnym, ekonomicznym – w skali międzynarodowej. Bo sama zdolność do takich działań w odpowiedniej skali – i sygnalizowanie tego – paradoksalnie działa mitygująco na drugą stronę. Nie chodzi o wojnę – tylko najpierw o odstraszanie, a potem – dopiero przy niemożności innego rozwiązania – o skuteczną zwycięską reakcję, która w zasadniczy sposób zneutralizuje długofalowo problem. A generalnie – chodzi o kupowanie Polsce czasu – do momentu, gdy Chiny będą tak silne, że ewentualny zdeterminowany atak Rosji na Polskę [dla siłowej realizacji supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku za wszelką cenę] – będzie już na twardo kontrowany przez Pekin – nie przez soft power – ale przez hard power. Zresztą ten moment jest ważki także politycznie – WTEDY jest sens rozważania naszego pełnego obrotu na Chiny – korzystając z naszego idealnego, obrotowego położenia – na styku Rimlandu i Heartlandu Eurazji – w kluczowym dla Chin miejscu. Oczywiście – najpierw z lewarowaniem warunków pod stołem – korzystając z wypracowanych bonusów w ramach trzymania z USA. Czyli to scenariusz do ca 2035 maksymalnie 2040. Bo 2040 moim zdaniem to krytyczny „deadline” dla przegrupowań politycznych i proxy-wojen – i przejście do działań kinetycznych Chin. Czyli wg strategii Pekinu – dla uzyskania hegemonii najpierw w Azji – przez likwidację konkurencyjnej [w Azji] Rosji. Przynajmniej odbierając Arktykę i Syberię [Strefę Seversky’ego] – jako etap do rozprawy z USA – już o hegemonię globalną. Taka jest nieuchronna logika geopolityki – Chiny nie staną się globalnym hegemonem, nim PRZEDTEM nie staną się hegemonem Azji – a to w sposób konieczny wymaga albo pełnego zhołdowania i pokojowego pełnego podporządkowania Rosji [co mało możliwe przy strategii Kremla „nie oddamy ani skrawka ziemi” i „atom i rakiety to podstawa naszej polityki i pozycji opartej o siłę”] – albo zrobienia tego siłą militarną – oczywiście po uzyskaniu generacyjnej przewagi rewolucji RMA, a także przewagi w środkach obrony antyrakietowej nowej generacji, no i zwykłej przewagi liczebnej [ale także odpowiedniego poziomu sił i mobilności „chińskiego marines” – na razie budowanego na 200 tys żołnierzy]. Czyli będzie to tylko KONIECZNY ETAP do postawienia USA w takiej sytuacji, że po „połknięciu” większości FR i Arktyki, dominacja Chin na Wyspie Świata będzie absolutna, a dotychczasowi sojusznicy USA obrócą się na Chiny – i USA będą musiały uznać swą detronizację. Bo taki scenariusz jest najbardziej korzystny dla Chin w kalkulacji koszt/efekt. Jak widać – droga dla Polski długa i wymagająca maksymalnej uwagi i rozumienia zwrotów akcji i wymagań i działań. W tym także polityki historycznej na cały świat – odkłamania zwłaszcza II w.św. Kreml rozumie te sprawy długofalowe doskonale – dlatego tak kłamie – i jeszcze nasila politykę oszczerstw wobec Polski. Ta polityka historyczna Kremla jest długofalowa, celowa i świadoma – bez jest starcia , ośmieszenia i odwrócenia – nie staniemy się graczem międzynarodowym. Aczkolwiek pocieszeniem jest to – że akurat w tej walce mamy same asy w ręku – i miażdżącą przewagę [oczywiście przy odpowiednim naszym zaangażowaniu i „nieodpuszczaniu”], a Kreml ma liche blotki, krzykliwe sprzedawane wedle podejścia „z igły widły” Na co sobie sami zapracowali swą totalitarną i antyludzką, podstępną i zdradliwą imperialną zbrodniczą polityką. Gdy Orwell pisał „1984” i pisał o odwracaniu błyskawicznym sojuszy „w lot”, o „dwójmyśleniu” i tresurze „zbrodni myśli” itd. – o całym tym koszmarnym świecie – rdzeniowym wzorcem były dla niego Niemcy hitlerowskie i Rosja stalinowska. Teraz trzeba tylko dopilnować, by Kremla [i Berlin] do końca wypił czarę goryczy, którą sobie nawarzył…

  8. Nie wiem czy zescie widzieli.

    Elijah J. Magnier @ejmalrai

    We have learned today from #Iraq Prime Minister AdilAbdl Mahdi how @realDonaldTrump uses diplomacy:#US asked #Iraq to mediate with #Iran. Iraq PM asks #QassemSoleimani to come and talk to him and give him the answer of his mediation, Trump &co assassinate an envoy at the airport
    674
    15:45 – 5. Jan. 2020

    Czyli kanalami dyplomatycznymi poproszono Irak o zaproszenie tegoz Generala aby mediowac po czym znajac trase i czas i wszystko – go odpalono.

    Byl on gosciem Iraku na paszporcie dyplomatycznym a w ramach mediacji dostarczono mu troche demokracji od imperium wolnosci.

    Ktos ma tu jakies zludzenia, ze Imperium Wolnosci bedzie respektowalo umowy przez siebie podpisane? O umowach podpisywanych z Rosja mawia sie ze sa nie warte papieru, na ktorym je spisano, chyba mamy drugie mocarstwo…

    Wedlug RudawEnglish na Tweeterze sily tureckie wyladowaly w Trypolisie.

    A Rosja cichutko sie cieszy chyba ze wzrostu cen ropy, bedzie wiecje pieniazkow na zbrojenia. Niestety dla PL, choc moze te 40 pociskow JASSM za chwile na polecenie Jankesow gdzies beda musieli ci polscy piloci zrzucic na ryzyko swe i koszt polskiego podatnika.

  9. @Helveticusie – Rosja nie może się doczekać wielkiej wojny na Bliskim Wschodzie, która wykosi konkurencję w ropie i gazie. Z Iranem na czele. To było już omawiane grubo wcześniej, także w moich komentarzach do artykułów Pana Krzysztofa o tym regionie. Dlatego Rosja tak daje sobą pomiatać atakami Izraela i USA w Syrii – 2 tys nalotów w zeszłym roku – udaje, że pada deszcz – no i udaje, że broni Syrii – a nie tylko swoich interesów, w tym zwłaszcza Gazpromu. Rosja zniesie wszystko i zrobi wszystko, by ta wojna wreszcie wybuchła. Medialne „bronienie” a właściwie tanie ustawianie się w roli światowego „obrońcy”, to tylko maskirowka dla naiwnych. Dlatego własnie Iran dokonał zasadniczego zwrotu i obrócił się na Chiny jesienią 2019.

    1. Wyjątkowo się zgodzę. Tyle że nie broninona s ogóle interesu publicznego Rosji a raczej oligarchów. Zwykły Rosjanin nic nie ma z tego, chyba że Gruz.

      Myślę że Rosji wystarczy sam wzrost cen Paliw. Bo te wydobywa się coraz drożej.

      Jakby nie było będą mieli na unowocześnienie swoich sił uderzeniowych.

  10. @Georealista

    —„Dlaczego 6 ludzi desantu minimum? – bo Rosjanie przerabiają swoje czołgi w dość podobny sposób – by kierowały czołgami-robotami w formacji “Burza”. Takie czołgi dowódcza mają 2 osoby załogi – i 6 operatorów kierujących czołgami – z terminalami kontrolnymi. Osobiście sądzę, że bez terminali – da radę znaleźć miejsce dla 7-8 żołnierzy desantu.
    Czy wyjaśniłem wykonalność i sensowność do końca?”

    Sens przeróbki w TO?
    Nie. 🙂

    W to co robią Rosjanie? – w zasadzie też nie. Zakładając że im to się uda i ma to sens, to tak jakby normalnych czołgów nam brakuje, więc… też nie widzę powodu przerabiania ich w roboty.

    —–„w Berlinie i Paryżu wyją już ponuro, że Polska dogadała się z Korea Płd co do licencyjnej produkcji i rozwoju 800 K2 Black Panher – już jako K2PL Wilk. I że wielki interes [pieniądze] przechodzi im koło nosa.
    A także, czy obawy i biadania lobby niemiecko-francuskiego przemysłu nie są najlepszą “twardą” rekomendacją dla realizowalności np. transferu koreańskiej technologii i licencyjnej produkcji K2 PL Wilk? Jak to zrobiono z K9? Notabene w tej sprawie szef sztabu WP był niedawno w Korei – własnie koncentrując się na K2. Zaznaczam – osobna rzecz to realizowalność – a osobna – sensowność takiej licencyjnej produkcji K2.

    Nie dogadała się i nie ma plot aby to się miało zmaterializować.
    Przecież to nie był artykuł dla nas. I fajnie że to wypłynęło – w „jądrze” Unii muszą zdać sobie sprawę, że u nas jest dość duży rynek, ale powtórki ze Świdnika nie będzie. Istnieje może opcja, że dzięki koreańskiemu straszakowi, byłaby szansa sensownie się dogadać?
    Ten K2 to żadne cudo nie jest (jeśli sensowna opcja z Leo2 nie przeszłaby, to przy wielu zastrzeżeniach sensowniejszy byłby dla nas ten cały Abrams M1A2) – choć oczywiście nie tylko to musimy brać pod uwagę, bo chodzi o produkcje – a nie tylko montaż. Jakby się Niemcy zdecydowali na warunki jakie mogą dać Koreańczycy – no cóż, może do nich dotrze że lepiej jeść mniejszą łyżeczką niż wcale.

    —-„Wg mnie dla czołgów na takim teatrze wojny miejsca nie ma – to jak wciskać pancerniki w dobie lotniskowców.”

    Jesteś oczywiście w błędzie. W powietrzu sytuacja się zmienia, na morzu się zmienia – ale ludzie żyją jednak na lądzie.
    Swoją szosą, w USA przypadkiem nie myślą odkurzyć pancernik? (koszty, koszty broni XXI w. 😉 )

    —„Notabene – tu nie chodzi tylko o potencjał Łabęd, które dopiero odbudowują kompetencje – ale o wspólne konsorcjum HSW, Cegielskiego, Centrum Silników Wojskowych, Rosomak SA, OBRUMu, MESKO, PCO, WZInż, PIAP, no i Łabęd – a tego ostatniego – jako najmniej zaawansowanego uczestnika.

    Trochę to nie tak robią. Powinni zacząć od zaorania Bumaru => kwestia biurokratyczna. Tj bankructwo, wylot związkowych misi. Postawienie firmy na nowo i dopiero dokapitalizowanie. Tak jak trochę podobną drogę przeszła HSW.
    A nie wlewanie w obecny Bumar i w jego struktury środków. Które zapewne coś przyniosą – nie przeczę, ale mnóstwo ich będzie zmarnotrawionych.

    —-„Stąd opowieści o zacofaniu i braku kompetencji Polski do produkcji nowoczesnego czołgu są niemerytoryczne.

    Ależ to prawda.
    Bumar być może po roku lub dwóch byłby w stanie uruchomić produkcje „Malaja 2.0”, czyli w miarę przyzwoitej wersji T-72 (patrząc w kategoriach sprzętu pozowieckiego) – ale nie jest w stanie wyprodukować nowoczesnego czołgu. Kropka.
    Nie wyprodukuje nic zbliżonego do Leo2A7+ czy nawet K2 (no może boków nie zrobiłby z tektury).

    —-„I nie chodzi o możliwości produkcji czołgu – tylko o sens tej produkcji na Polski Teatr Wojny. Mamy ważniejsze i większe wydatki przed sobą strategiczną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski. Nie wolno się rozpraszać na systemy drugorzędne i mało wartościowe w kalkulacji koszt/efekt.”

    Otóż nie. Bo reforma powinna mieścić się w obecnym budżecie – a więc pozostawienie 7 brygad ogólnowojskowych, kasacji wydmuszek typu WOT itd.
    I stworzenie z tego w miarę nowoczesnej armii. A obok tego ten Twój „miecz z tarczą”, nawet jak nie wypali, a nie wypali – u nas zwykła łączność leży (czyt. metr mułu, dno i wodorosty), to i tak te elementy które uda się stworzyć, powinno udać się wkomponować w struktury armii i podnieść jej nowoczesność.

    A jak nawet udałoby się to jakoś spiąć i stworzyć, to minimum te dwie dywizje ogólnowojskowe mieć musimy (i bynajmniej nie oparte na T-72 lub KBWP Rosomak). Bo ewentualna walka, nie będzie się toczyła z pastuchami z Sahelu (FRA), czy w zasadzie ekspedycyjne wjazdy, głównie ze wsparciem dla USA (GB).

    Też jestem wrogi rozpraszaniu środków (stąd likwidacja 2 dywizji, flotylli, WOT itd aby móc rozpocząć reformy i nie przejadać pieniędzy) tylko co innego przebudować armię, a co innego ją zlikwidować – a dokładnie to wychodzi, z tego co piszesz.
    Myślę że zdajesz sobie z tego sprawę, bo koszty twoich propozycji to zapewne kosmos i to wyłącznie jeśli mowa o pociskach/amunicji.
    Więc bez kasacji armii nie ma szans na zbudowanie „tarczy i miecza”. I tu wracamy do zagadnienia co rozumiesz pod „nierozpraszanie środków”, bo wg mnie błędnie to definiujesz, nawet jeśli uważasz, że coś nie ma sensu.

    Zupełnie nie poruszasz takiej kwestii, a poprzez to wychodzi że: zostawmy dziadków z etacikami i ich strukturami, nic nie ruszajmy niech sobie żyją (broniłeś tego ostatnio), co najwyżej nowego niepotrzebnego wg Ciebie sprzętu im tylko nie kupujmy. Punktowo tylko wlewajmy miliardy w homeopatyczne (wylobbowane) ilości nowoczesnego sprzętu (bo na to na razie nas stać) – co nawet w wielu przypadkach pochwalasz pomimo iż samodzielnej kontroli nad nim mieć nie będziemy mieli (np. JASSM).

    —-” Bo tej drugiej nie widzę – zupełnie – na Polskim Teatrze Wojny – saturacyjnym, opartym o pozahoryzontalną precyzyjną projekcję siły.

    Czyli nadal się upierasz, że po neutralizacji – panowie choduuuu… i ratuj się kto może?

    I nie odpowiedziałeś na żadne pytanie związane z tymi kwestiami.

    Czyli:
    O.Kalingradzki+Krab, artyleria rakietowa – co z Homarem, neutralizacja np „EMP”, co po tym, jak tą tarcze z mieczem unieszkodliwią (butelka z benzyną w rękach dzieciaków?) Koszty: amunicji, systemu, skuteczność itd (czyli ogólnie to, o co pytałem w 2 ostatnich postach w związku z Twoim „Polish A2/AD”)

    ps.
    Pisałem o tym że mogą być problemy z wpięciem Narwii do Wisły (przynajmniej przez koszty). A kwestia wygląda inaczej, bo pomimo iż próbuję nei być naiwny jeśli chodzi o podejście Amerykanów do nas, to wpięcie jej oznaczałoby zupełne oddanie im kontroli nad polskim niebem, a nasi zdają sobie sprawę z tego doskonale i mają plany jak to obejść. Także chyba nie ma sensu testować JASSM-ER (zdaje się że minimum jedna sztuka to 10 mln zł) na którymś bantustanie nad Dońcem, bo odpowiedź jest oczywista – nie poleci czy test nie będzie miał sensu. Lepiej byłoby tę zabawkę za 10 mln przekazać naszym inżynierom. 😉

    ps2.
    W przypadku Iranu trudno coś dodać. Można się jedynie pośmiać jak ktoś twierdzi że Iran i Rosja to sojusz że hoho..

    1. @wilku – mylisz się całkowicie. W warunkach obrony czołgów w ogóle nie potrzebujemy – za to potrzebujemy nasycenia pozahoryzontalnymi środkami precyzyjnymi ppanc. Za 1 nowy czołg kupię 100 kppanc lub większą liczbę pocisków amunicji – i zniszczę nimi przynajmniej 50 czołgów wroga – bezpiecznie, bez narażania się na ich ogień. Zaś 1 nowy MBT w dobrych warunkach i w optymistycznej wersji zniszczy może 3 czołgi nieprzyjaciela, nim sam ulegnie z załogą. To gdzie tu sens stosowania czołgów wg kalkulacji koszt/efekt i wg strategii skutecznej obrony strategicznej? Nie mówiac o realokacji sił? – gdzie przerzut sił pancernych to skomplikowana, kosztowna i wolna operacja, a kppanc mogę posadowić na bardzo lekkich nośnikach [w tym zwykłe 4×4] i szybko je przerzucać? Nie mówiąc o dronach – albo o zastosowaniu amunicji precyzyjnej dalekiego zasięgu 80-150 km. W ataku – w wersji działań ekspedycyjno-ofensywnych – daleko wysuniętych poza Polskę – i tak będzie decydowała saturacja dalszego rozpoznania i pozycjonowania celów – i środków pozahoryzontalnegj projekcji siły. Owszem, z tytułu maskowania, dużej dynamiki sytuacji, chwilowej przewagi rozpoznania przeciwnika i utraty swojego rozpoznania, WTEDY może dochodzić do bojów spotkaniowych – ale nie w stylu Kurska i Prochorowki, tylko ca na poziomie batalionów czołgów. A i to w takiej sytuacji lepsze będą w WP czołgi-roboty [czy zdalnie kierowane , czy z AI], niż załogowe. I tak wygra ta strona, która będzie miała lepsze dowodzenie/rozpoznanie/pozycjonowanie lokalne. I na pewno nie będą to tylko potyczki samych czołgów, ale przede wszystkim rojów dronów, rakiet i systemów C-RAM, systemów WRE itd – czołgi będą tu tylko elementem dodatkowym, a nie głównym czynnikiem przełamania. To, że wszystkie kraje idą w budowę czołgów – absolutnie nie zmienia faktu, że era czołgów – lądowych pancerników do bojów spotkaniowych ogniem bezpośrednim – ta era minęła. To tylko świadczy o pozycji lobby pancernego – i pancerniaków w armiach – i lobby przemysłu zbrojeniowego. Zresztą Twoja argumentacja jest bez sensu – niby że Rosjanie niech robią czołgi-roboty, a my nie, bo niby….mamy za mało „normalnych”. Co to znaczy „normalnych”? Liczy się tylko skuteczność – system bardziej skuteczny jest bardziej „normalny”. A w saturacyjnym i wielodomenowym środowisku sieciocentrycznym przy bardzo dużej ilości zmian w czasie i udziale wielu czynników naraz – teraz już zawsze AI będzie lepsza od człowieka. Nie mówiąc o bilansie strat ludzkich. Notabene – po „wakacjach morskich” Traktatu Waszyngtońskiego – w drugiej połowie lat 30-tych wszystkie większe marynarki budowały pancerniki. Mimo, że wszelkie ćwiczenia, testy, eksperymenty, ale i gry wojenne i nawet prace teoretyczno-analityczne – czyli od Mitchella po Fullera – wskazywały na to, że w konfrontacji z lotnictwem pancernik to gra do jednej bramki. Już Tarent 1940 dał wszystkim do myślenia [a najbardziej Japończykom, którzy za rok zastosowali go w postaci powtórki w większej skali w Pearl Harbor, a 2 dni potem na pełnym morzu [i z eskortą niszczycieli] 90 samolotów torpedowych zatopiło „Prince of Wales” i „Repulse” – i era pancernikow skończyła się. Od tej pory stały się okrętami II kategorii – głównie do ostrzału wybrzeża w desantach, albo w bojach nocnych np. pod Guadalcanalem – bo w dzień panowało już lotnictwo. Czołgi „skuteczne w boju” wobec zmasowania przeciw nim pozahoryzontalnych kppanc, pocisków artylerii lufowej i rakietowej dalekiego zasięgu, rojów dronów itd. – WOLNE ŻARTY. Ja nie mówię w imieniu lobbystów na stołkach – ja mówię w imieniu realizacji SKUTECZNEJ straategicznej obrony Polski. Szczerze – nawet nasze LEO w [i to WSZYSTKIE] użyłbym jako podwozi dla wieży AS90 155 mm jako artylerii dalekiego zasięgu – oczywiście precyzyjnej. Albo jako podwozie dla wieży XM1299 155mm/L58, którą od pół roku testują Amerykanie. Tak a propos Tarentu 1940 – to sam Beatty – przecież dowódca krążowników bojowych – nadał priorytet nr 1 operacji uderzenia zmasowanego samolotów torpedowych z lotniskowców Royal Navy na pancerniki Hochseeflotte w Wilhelshaven. W 1918 roku! Wtedy w warunkach twardego egzaminu wojny nikt nie miał watpliwości, że te środki ofensywne maja miaźdżącą i jednostronną przewagę względem pancerników. Ale Wielka Wojna się skończyła, nim na wiosnę 1919 – czyli na planowane Wielkie Uderzenie [na lądzie podobnie – zmasowane uderzenia kolumn pancerno-zmechanizowanych – tysięcy czołgów naraz – wspieranych przez opancerzone samoloty pola walki] – nim to zostało przygotowane. I co się stało podczas pokoju – ano, lotniskowce zbudowane, by uratować cenny tonaż – by nie poszedł na żyletki. A i to lotniskowce [klasy Lexington, czy Kaga i Akagi] uzbrajano w armaty 203 mm – pocieszając się, że przynajmniej będą z nich ciężkie krążowniki. Amerykanie te działa zdemontowali przed bitwa na Morz Koralowym, zaś Kaga i Akagi miały je jeszcze podczas Bitwy o Midway, gdzie zatonęły. Przy czym lobby pancerników na wszelkie sposoby, np. oskarżąjąc Billego Mitchella o „nieregulaminowe” [literalnie] zastosowanie lotnictwa [to jak zatapiał niemieckie okręty w testach – jakby w skuteczności liczył się „regulamin” – a „nieregulaminowa” skuteczność niby zakazana – argumentacja była jak dzieci w przedszkolu – i to z wielką powagą], przez rozpętywanie histerycznej propagandy [bo Mitchell słusznie propagował „1000 samolotów zamiast 1 pancernika”], z blokowaniem wyników prób, nawet blokowaniem publikacji [np. Fullerowi – ten dokładnie przewidział rolę szybkich jednostek pancerno zmechanizowanych na lądzie – i lotniskowców na morzu] i innymi sposobami – np. obiecankami politykom [którzy decydowali o kształcie budżetu rozbudowy floty], że jak dozbroi się pancerniki i krążowniki w broń plot to „samoloty staną się niegroźne” [sic] – doprowadzili [także w lotnictwie odnośnie np. samolotów szturmowych – i w broni pancerno-zmechanizowanej] – doprowadzili w okresie po Wielkiej Wojnie do cofnięcia się poziomu taktycznego – PRZED poziomem, jaki uzyskano w końcu Wielkiej Wojny. Oczywiście z tragicznym skutkiem dla aliantów – bo akurat Niemcy te lekcje dobrze zastosowali – bynajmniej bez jakiegoś geniuszu – po prostu sprawnie odrobili lekcje – i stąd nimb Pancerwaffe, Bletzkriegu, wsparcia Stukasów i innych oczywistych na koniec Wielkiej Wojny „stałych fragmentów gry”. I właśnie TERAZ takie dokładnie wsteczne podejście mamy w przypadku forsowania czołgów, śmigłowców szturmowych i innych reliktów Zimnej Wojny – które przynajmniej 10 lat temu stały się…no własnie – TYLKO RELIKTAMI. A właściwie [i co gorsza – załogowymi] – ruchomymi celami o niskiej skuteczności i wartości bojowej. Pomijając bezhołowie i dość specyficzne [amatorskie i „lepione”] podejście do wojny w Donbasie ze strony Ukraińców – i ograniczone z tytułu wojny hybrydowej podejście Rosjan – czołgi ukraińskie były tam zwykle ruchomymi celami dla artylerii lufowej i rakietowej dalekiego zasięgu. Gdy Rosjanie stosowali amunicję precyzyjną – to była sekwencja „wystrzał-trafienie, wystrzał-trafienie itd” – a załogi po prostu uciekały z czołgów i chowały się pod podwoziami albo rozpaczliwie biegały szukać jakiegoś rowu w polu. Tak własnie wygląda w praktyce bojowej użycie czołgu – gra do jednej bramki przez stronę, która ma przewagę świadomości sytuacyjnej i pozahoryzontalnych środków precyzyjnej projekcji siły. A w konfliktach typowo asymetrycznych w stylu Syrii – czołgi to wozy towarzyszące wsparcia piechoty [i ruchome pancerne zasłony przed ogniem piechoty] – gdzie przeciwnik ma bardzo małe nasycenie [okazjonalne] środkami kppanc – i zwykle ma najwyżej RPG-7. Gdy tacy bojownicy dostaną od czasu do czasu [rzadko] kilka kppanc na krzyż – to robią zasadzkę i niszczą nimi [i to zwykle nawet pociskami starszej generacji] np. 2-3 czołgi – i jak da radę terenowo, robią i umieszczają filmik pokazowy w sieci. Przy starszych kppanc stosunek rakiet do zniszczonych czołgów jest ca 2:1 , dla najnowszych dostepnych dla takiej partyzantki kppanc 1:1. Nawet gdyby były to czołgi z pancerzem reaktywnym, nawet aktywnym [czego nawet Rosjanie nie stosują w Syrii, bo nie chcą zdradzenia własnej techniki] – to i tak taki Brimstone2/3, kierowany wielomodalnie, z głowicą tandemową, z szybkością 450 m/s [znacznie przekraczającą „dopuszczalną” prędkość przechwycenia dla systemów aktywnych] – nawet taki najnowszy czołg nie ma szans. Tym bardziej przy saturacji środków, nie tylko rojów dronów – co wszystkie, podkreślam – wszystkie większe armie [włącznie z rosyjską] już testują. . O czym tu w ogóle dyskutować? Dla chcących polecam : https://www.defence24.pl/rosyjscy-zolnierze-uzbrojeni-w-roje-bombowych-dronow-brak-systemow-przeciwdzialania czy https://www.altair.com.pl/news/view?news_id=29293&q=100 to już nie jest „jakaś fantastyka” – tylko zwykła, realizowana rzeczywistość. Za którą stoi bezwzględna twarda i DECYDUJĄCA kalkulacja koszt-efekt. To, że jednocześnie wszystkie armie – przez stare środowiska lobby pancerniaków sił zbrojnych i lobby przemysłu wraz z finansującym je lobby politycznym u władzy – dalej z uporem maniaka forsują czołgi [modernizacje, utrzymywanie w linii, kosztowne nakłady, logistyka, także nowe konstrukcje] – tylko świadczy o schizofrenii funkcjonalnej tych instytucji – na poziomie państw. A w zasadzie o sile bezwładu i bezmyślności starych układów – i to najbardziej widać w tych „nowoczesnych” i „przodujących” armiach na „wysokim poziomie”. Co jednocześnie oznacza, że ci, którzy złamią stare lobby – będą działali z „bonusem startowym handicapu” skutecznie i optymalnie we wdrażaniu RMA – dokonując skoku generacyjnego. I to trzeba uświadamiać na wszystkie sposoby. Tu nie chodzi o pieniądze – bo zawsze jest ich za mało. Tu chodzi o priorytety – na systemy RMA, które dają skokowy generacyjny wzrost [synergiczny] POŁĄCZONEJ wartości wielodomenowych mieczy i tarcz nowej generacji. Wtedy armia teoretycznie słabsza, mniej liczna, nawet mająca „mniej sprzętu” – może na głowę pobić niby silniejszego – ale przestarzałego przeciwnika. Dlatego powinniśmy dokonać ucieczki do przodu w RMA – a tymczasem stare lobby kurczowo trzyma się całkowicie przestarzałych schematów i koncepcji wojowania rodem z Zimnej Wojny, a raczej II Wojny Światowej. Czyli ostatniej wojny, dla której mają rzeczywiste twarde dane wyniesione z krwawej walki. Takie podejście to akurat dla Polski „100% gwarancja” przegranej w stylu klęski 1939 – tylko nieporównanie bardziej krwawo i tragicznie. I nieporównanie bardziej głupio.

      1. Z tymi pancernikami lądu to nie do końca tak… weżmy pod uwagę 2 rzeczy:
        – czołgi takie jak Merkava nie polegają tylko na grubości, ale głównie na różne typu systemach ASOP
        – po dopracowaniu żródeł energii powstaną ciężkie egzoszkielety… skrajne warianty mogą być przyrównywane do drednotów

        1. ASOP Merkavy nie zatrzyma Brimstone 2/3 o prędkości 450 m/s, zresztą to nie jest jakaś specjalna granica prędkości kppanc. A najlepszy egzoszkielet trudno porównywać z pancerzem czołgu. Powiedzmy, że taki mamuci egzoszkielet pancerny będzie miał odpowiednik [zupełnie skrajnie] 1000 mm odpowiednika RHA. To tylko oznacza, że kppanc wyposaży się w głowicę o przebijalności np. 1200 mm RHA. Za jeden taki mamuci mega-egzoszkielet kupię N kppanc, które go zniszczą – znowu kalkulacja koszt/ efekt kładzie taki pomysł na łopatki.

          1. Egzoszkielety i czołgi to 2 różne taktyki… czołgi walczą w polu, a egzoszkielety dzięki swoim małym (rozmiary zbliżone do człowieka) rozmiarom idealnie się nadają do walk miejskich i w pomieszczeniach. W takich warunkach dość często obrońca nie zdąży odpalić nawet jednego pocisku zanim dojdzie do zwarcia (przy odległości paru metrów do celu to naprawdę jest jedna z opcji).

          2. @JSC – o czym tu mówić np. z egzoszkieletami, skoro dla ręcznej broni piechoty, jaką jest granatnik podwieszany pod karabinek ręczny, jest już gotowy od dwóch lat kierowany pocisk Pike 40 mm? Czy nowa amunicja kierowana dla znacznie cieższęgo granatnika Carl Gustav Mk4? Nie mówiąc już o tym, że np. nowe roboty kroczące [np. Boston Dynamics] lepiej zachowują równowagę i lepiej sobie radzą z trudnym terenem i pomieszczeniami – niż ludzie? I mogą być skalowalne wymiarowo? I łączone w różnych konfiguracjach bojowych czy logistycznych? Dronizacja, autonomizacja, AI, bronie precyzyjne – to wszystko rozsadza stare pomysły oparte głownie na wspomaganym udziale człowieka bezpośrednio na polu walki i na użyciu niekierowanej broni ognia bezpośredniego. Rewolucja RMA już jest w trakcie przeskakiwania takich pomysłów – utrwalanych od dekad w świadomości powszechnej laików jako „przyszłość pola walki” przez różne filmy od Robocopa po Avatara.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *