Czy rząd wybierze „opcję niemiecką”? – Jaka oferta leży w interesie Polski?

Po środowym zaprzysiężeniu, Angela Merkel już w poniedziałek spotkała się w Warszawie z polskimi Prezydentem i Premierem. To jej druga oficjalna wizyta (po tej we Francji)  na początku aktualnej kadencji. Dyplomacja, to gra detali i niuansów. Każdy gest coś znaczy. Czasem za, wydawałoby się, beztrosko wypowiedzianym słowem potrafi być ukryty olbrzymi ładunek intencji. Sztuka dyplomacji to umiejętność wysyłania i odczytywania różnego rodzaju przekazów.

Na przykład takich, jak słowa niemieckiego ministra spraw zagranicznych Sigmara Gabriela:

 

Nie ma najmniejszej wątpliwości co do tego, kto jest odpowiedzialny za obozy zagłady, kto nimi zarządzał, gdzie zamordowano miliony europejskich Żydów. Są to Niemcy.

a także:

 Żadne pojedyncze przypadki kolaboracji tego nie zmienią.

 

które zostały wypowiedziane w okresie szczytu amerykańsko-żydowskiej ataku związanego z holokaustem i nowelą ustawy o IPN.

Nieoczekiwane udzielenie wsparcia przez stronę niemiecką (która dotychczas próbowała zdyscyplinować niepokorne względem Berlina i Brukseli polskie władze) nie było bezcelowe. Przekonaliśmy się o tym kilka dni później, gdy upubliczniono umowę koalicyjną pomiędzy CDU/CUS i SPD. Partie mające wyłonić przyszły rząd, porozumiały się również w zakresie linii prowadzenia polityki zagranicznej. I tak w w/w dokumencie stwierdzono, iż:

Polsko-niemieckie partnerstwo ma szczególne znaczenie. Jego fundament tworzy pojednanie między Niemcami i Polakami oraz wspólna odpowiedzialność za Europę. Nie zapomnimy, że Polska i Węgry położyły kamień węgielny pod zjednoczenie Niemiec i Europy. Na tej podstawie chcemy rozbudowywać współpracę z Polską.

 oraz:

Zintensyfikujemy współpracę z Francją i Polską w ramach Trójkąta Weimarskiego. 

 

Wszystkie w/w okoliczności jednoznacznie wskazują, że Niemcy chcą wykorzystać zaistniałe napięcie na linii Waszyngton – Warszawa. Godząc się z faktem sprawowania rządów przez PiS, władze w Berlinie postanowiły schować na chwilę kij i zaproponować marchewkę. Po wielomiesięcznym okładaniu polskiego rządu to za uchodźców (choć szybko zmieniono retorykę zorientowawszy się, że w tej kwestii polskie społeczeństwo popiera władze), to za Trybunał Konstytucyjny, to za reformę sądownictwa, przyszedł czas na odwilż.

Zaistniały scenariusz nie jest jednak, w mojej opinii, skutkiem afery z nowelizacją ustawy o IPN, a częścią wcześniej uzgodnionego toku postępowania. Czym innym bowiem mogła być głęboka rekonstrukcja rządu (z premierem na czele), jak nie ukłonem w stosunku naszego zachodniego sąsiada? Zwłaszcza w kontekście tego, iż w momencie dymisji rząd Beaty Szydło posiadał rekordowe 58% poparcie wyrażone w sondażach…

Tym samym głośna afera o holokaust mogła być jedynie reakcją ze strony USA, na próbę gry na dwóch fortepianach przez polskie władze, o czym napisałem w tekście: Realpolitik nie dla Polski – Czyli żydowsko – amerykański klaps dla polskiego rządu.

Złożywszy w ten sposób poszczególne elementy układanki, należy zadać sobie pytanie, jaką ofertę powinny złożyć Niemcy, by można było potraktować ją poważnie? Jak powinny wyglądać warunki brzegowe, które polskie władze winny rozważyć i być może zaakceptować? Czy tzw. „opcja niemiecka” rzeczywiście stanowi alternatywę?

W tym miejscu należy podkreślić jedną, najważniejszą kwestię. Żelazną zasadę geopolityki, polityki i dyplomacji, bez zrozumienia której, nie da się skutecznie i dobrze rządzić państwem.

Nie chodzi o wybranie właściwej strony, tylko o wybór najlepszej oferty.

Dlatego powinniśmy zapomnieć o przekonaniach, sympatiach czy historii. Nie istnieje wybór pomiędzy opcjami amerykańską, niemiecką czy rosyjską. To uproszczenia, skróty myślowe, których nie można traktować dosłownie. Zawsze bowiem kwestia sprowadza się do tego, która z w/w opcji gwarantuje lepszy bilans korzyści do kosztów.

 

Aktualna pozycja Polski w Europie

Ponieważ rozważamy tutaj ewentualną niemiecką ofertę dla rządu polskiego, w pierwszej kolejności należy określić, jaką pozycję posiada Polska w aktualnej niemieckiej konstrukcji politycznej czyli w Unii Europejskiej.

Tematem niniejszego wpisu nie jest jednak analiza wszelkich korzyści i kosztów związanych z uczestnictwem Polski w unijnym projekcie. Jest do zagadnienie na kilka książek, które jednak jeszcze nie powstały (dlaczego?). Ograniczę się tutaj do ogólników i skrótowych haseł, a w przyszłości postaram się o sporządzenie bardziej szczegółowego wpisu. Uprzedzam. Dla osób, które uważają, że Polska, w relacji do Niemiec umocniła swoją pozycję (politycznie i gospodarczo) na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, dalsza część wpisu będzie mało wiarygodna.

Niemniej fakt, że Polska straciła siłę politycznego głosu w UE po wejściu w życie zapisów z Traktatu Lizbońskiego (co de facto nastąpiło dopiero w 2017 r.) jest przesłanką całkowicie obiektywną. Jest to o tyle istotne, iż Polska przyjęła akty prawa unijnego jako obowiązujące źródła prawa, które posiadają jednocześnie pierwszeństwo przed prawem krajowym.

Innymi słowy. Jeśli chodzi o siłę polityczną w Unii Europejskiej, stwierdzenie, że pozycja Polski to „drugi koszyk”, a kraj nasz mocno stracił na znaczeniu po wejściu w życie w/w traktatu, jest w mojej opinii oczywiste i łatwo weryfikowalne.

W kwestiach siły gospodarczej wszyscy chyba widzimy zależność polskiej gospodarki od zachodniego sąsiada. Czy różnica pomiędzy Polską, a Niemcami się zwiększa, czy też zmniejsza – tutaj z pewnością będzie dochodzić do sporów. Dopóki nie powstaną rzetelne i wiarygodne opracowania naukowe w tej kwestii. Warto w tym miejscu zacytować dzisiejszą wypowiedź byłego szefa MSW – Bartłomieja Sienkiewicza, który postanowił być równie szczery, jak w czasie prowadzenia podsłuchanych rozmów w sowiej restauracji:

polska gospodarka jest częścią gospodarki Niemiec, a niemiecka gospodarka ma olbrzymi wpływ na polską gospodarkę

 

Wobec tak trafnego podsumowania byłego ministra pozostaje już tylko w skrócie, wypunktować to, co chyba oczywiste i najistotniejsze:

  1. Polska, po traktacie Lizbońskim, zajmuje pozycję państwa drugiej kategorii w UE (chodzi m.in. o siłę głosu),
  2. obecna forma prawna, administracyjna i gospodarcza UE jest zupełnie inna od tej, do której Polska wchodziła, zmiany obiektywnie rzecz ujmując, osłabiły pozycję Polski, ograniczyły jej suwerenność, wzmocniły władze Unii (w której siłę zyskały m.in Niemcy),
  3. polska gospodarka pełni rolę zaplecza i wsparcia dla niemieckiego przemysłu (co widać chyba gołym okiem),
  4. polski rynek pracy to nadal źródło taniej siły roboczej dla rynków zachodnich,
  5. tzw. „normy unijne” są względne dla każdego z państw z osobna i tak np. Niemcy i Polska traktowane są różnie, jeśli chodzi o emisję CO2 z węgla, dotowanie stoczni; ponadto Niemcy mogły samodzielnie zaprosić uchodźców, Polska nie może odmówić (formalnie to zrobiła, ale w praktyce widzieliśmy naciski w tej kwestii), Niemcy budują projekt Nord Stream, pomimo tzw. zasady solidarności energetycznej etc.etc. etc.

 

Można tak wymieniać długo i oczywiście z drugiej strony należałoby również wypisać (dla uczciwości) plusy z uczestnictwa w Unii, jednak nie jest to tematem niniejszego artykułu. Zwyczajnie musimy zdawać sobie sprawę z tego, że w zamian za korzyści doraźne i krótkotrwałe (m. in. dotacje) zgodziliśmy się na obliczone na długi okres blokowanie polskiej gospodarki względem Niemiec oraz stopniowe polityczne podporządkowywanie się Berlinowi.

W kwestiach międzynarodowych i dotyczących interesu narodowego, nie istotne jest np. to jak było w Polsce w latach 80-tych czy 90-tych, w porównaniu do dnia dzisiejszego. To są kwestie dotyczące wewnętrznego rozwoju. Jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe należy porównywać dystans dzielący polską i niemiecką gospodarkę oraz siłę polityczną na przestrzeni od 1989 roku do dnia dzisiejszego. Innymi słowy należy porównywać stosunek siły pomiędzy państwami i zbadać istniejącą tendencję (czy różnica rośnie, czy maleje). Wewnętrzny wzrost gospodarczy i postęp cywilizacyjny dotyczy każdego państwa. Sedno oceny tego, jaką posiadamy pozycję w Unii znajduje się w odpowiedzi na pytanie, czy stworzone warunku polityczno-gospodarcze (Unia) są równe dla wszystkich, czy też promują wybrane gospodarki/państwa kosztem innych. Jeśli tak jest, to należy ustalić jakie regulacje/mechanizmy są powodem zwiększania się dysproporcji. Dzięki temu będzie można ocenić, o co w zasadzie powinniśmy walczyć.

Ponieważ, jak wskazałem na wstępie podrozdziału, ocena tego jaką pozycję zajmuje Polska w UE będzie dla każdego różna (zwłaszcza, że nie zostały przeprowadzone żadne rzetelne badania ani literatura w tej kwestii) – poniżej przedstawię własny pogląd na temat tego, co powinna zawierać oferta Niemiec, by dla Polski była ona warta rozważenia.

 

Warunki brzegowe

Kluczowym dla interesów państwa polskiego zagadnieniem jest to, by stworzyć w przestrzeni pomiędzy Niemcami, a Rosją takie warunki, by Polska mogła się rozwijać. To jednak nie wystarczy, by zachować niepodległość i niezależność. Byśmy mogli spać spokojnie, Polska musi się rozwijać szybciej niż jej sąsiedzi. Ponieważ jest obecnie słabsza. Zachowanie status quo stanu obecnego nie powinno nas zadowalać. W obecnym układzie, Polska traciła politycznie i uzależniała się gospodarczo od Niemiec. Przy takiej tendencji suwerenność i niezależność naszego państwa zmniejszają się i prowadzą do marginalizacji państwa polskiego. Słabe państwo nie potrafi ochronić suwerenności władz, przez co siły zewnętrzne posiadają łatwość w organizowaniu polityki wątłego sąsiada. Wpływanie na politykę, przekłada się również na gospodarkę, a lokalni politycy zamiast wspierać, przeszkadzają obywatelom i przedsiębiorcom w budowaniu bogactwa krainy. Obie sfery (polityczna i gospodarcza) mocno się zazębiają i oddziałują na siebie.

 

Dlatego:

  1. Polska powinna zagwarantować sobie całkowitą suwerenność i niezależność władz, a więc otrzymać gwarancję, że Niemcy nie będą próbowały oddziaływać na Polskę w sprawach politycznych i wewnętrznych,
  2. Polska powinna zagwarantować sobie bezwzględnie równą pozycję polityczną w UE w stosunku do tej Niemieckiej (innymi słowy – wszelkie normy dotyczą wszystkich tak samo, albo nie dotyczą nikogo, Polska ma równie silny głos, jeśli chodzi o formułowanie tych norm),
  3. Polska powinna uzyskać gwarancję prawdziwego wolnego rynku i zniesienia restrykcji gospodarczych, a także zagwarantować sobie pełną swobodę w zakresie kształtowania polityki wewnętrznej i gospodarczej (bo np. polski rolnik otrzymuje karę za to, że wyprodukował w danym roku za dużo mleka, ale już niemiecki producent nie otrzymuje kary za to, że wyprodukował za dużo samochodów, lodówek, czy długopisów – przykład mocno uproszczony ale do tego się to sprowadza).

 

Traktując sprawę bardzo ogólnikowo, Niemcy powinny złożyć nam ofertę powrotu do formy zbliżonej do Wspólnoty Europejskiej (co raczej nie jest już możliwe), lub też dostawić trzecie krzesło do stołu, przy którym siedzą razem z Francuzami. Wszelkie inne mniej korzystne propozycje są dla nas zwyczajnie nie do zaakceptowania, ponieważ w długiej perspektywie prowadziłoby to „zwijania” państwa polskiego w stosunku do Berlina i Moskwy. A ponieważ dziś mamy atuty przy stole negocjacyjnym, to powinniśmy wynegocjować takie warunki, by za np. 50 lat młodsze pokolenia nie musiały uczyć się języka niemieckiego by znaleźć pracę w Warszawie.

 

Czy stawianie tak wysokich oczekiwań jest uzasadnione, a spełnienie ich przez Niemcy realne?

Przecież państwo polskie stoi przed podobnym dylematem, co Republika Federalna Niemiec. Niemcy są zbyt małe by zawładnąć Europą, jednak zbyt wielkie by nie mieć takich ambicji. Polska jest zbyt słaba, by traktować ją jako równoprawnego partnera, ale zbyt silna by zrzec się prawa do takich ambicji.

To prawda. Jednak dziś, Polska jest wyceniana znacznie wyżej, niż wskazywałaby na to jej nominalna wartość.

Ponieważ Polska jest kluczem do strategii USA i jeśli Niemcy nie przekupią Polski teraz, to w przyszłości mogą być świadkiem upadku Rosji (czyli układu Berlin – Moskwa), upadku UE (czyli narzędzia własnej dominacji w Europie) i w konsekwencji będą musiały liczyć się z zapaścią własnego państwa. Do tego sprowadza się bowiem obecna polityka USA, która posługuje się w tym celu Warszawą.

Amerykanie wchodząc do Polski, podbili naszą pozycję negocjacyjną wielokrotnie. A ponieważ USA nie ma w planach pozostawać tutaj na długo, powinniśmy ten moment wykorzystać.

Polska jest zwornikiem dla układu Paryż – Berlin – Moskwa – Pekin. W normalnych warunkach, Niemcy i Rosja dążyłyby do podporządkowania sobie Warszawy. I z pewnością jesteśmy zbyt słabi, by się temu oprzeć. Jednakże USA przejęło inicjatywę oraz wkroczyło do Europy poprzez położenie ręki właśnie na Polsce. Tym samym Berlin i Moskwa nawet w duecie nie są wstanie podporządkować sobie kluczowego dla swoich projektów terytorium.

Dziś notowania Polski na politycznej giełdzie znajdują się na szczycie (wbrew pozorom i wbrew twierdzeniom mediów). Dziś nasze akcje są najdroższe i możemy je sprzedać za najwyższą cenę. Ponieważ są pożądane przez największych graczy.

Jutro taka okazja może się już nie powtórzyć. Obecnie, wyjątkowo, to my mamy szansę postawić własne warunki. I dlatego należy licytować bardzo wysoko.

Takie oczekiwania nie są wcale mrzonką, zwłaszcza w kontekście dzisiejszych wypowiedzi konferencyjnych premiera Morawieckiego i kanclerz Merkel. Oboje wyraźnie nawiązywali do formatu tzw. Trójkąta Weimarskiego (Francja – Niemcy – Polska). Jeśli nasz premier określił Polskę jako “gorącego zwolennika” takiego właśnie rozwiązania, to sugestia była oczywista. Odpowiedź niemieckiej kanclerz nie była może jednoznaczna, ale też nie stanowiła odmowy. Jeśli Berlin obiecuje się “starać” o organizowanie spotkań w takim formacie, oznacza to, że Niemcy sygnalizują możliwość akceptacji propozycji, ale pod pewnymi warunkami.

 

„Opcja niemiecka” – zagrożenia

Należy jednak pamiętać, iż nawet, jeśli niemiecka kanclerz zaproponuje polskim władzom wiarygodną, uczciwą i satysfakcjonującą nas propozycję, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że sygnowanie traktatu wcale nie oznacza realizacji jego postanowień. Zwłaszcza, że ewentualny układ z Berlinem będzie nastawiony na długą współpracę, a efekt tej współpracy będzie rozłożony w czasie. Innymi słowy, to nie będzie transakcja „sklepowa”. Niemcy nie zapłacą od razu za świadczenie, którym w tej sytuacji jest ponownie dołączenie Polski do ich projektu i pomoc w powstrzymaniu planów amerykańskich. Nie. W pierwszej kolejności RFN uzyska natychmiastowy efekt, z którego Polsce trudno będzie się wycofać. Być może polsko-niemieckie porozumienie doprowadzi do wyrzucenia USA z Europy i stworzenia konstrukcji Paryż – Berlin – Warszawa – Moskwa – Pekin. Takie konsekwencje dealu mogą przyjść bardzo szybko. Tymczasem zapłata będzie uiszczana systematycznie w ratach (może nawet przez dziesięciolecia?). Po politycznym zwycięstwie Eurazji nad Ameryką, Polska będzie mogła czerpać korzyści ze zjednoczenia superkontynentu i powoli nabierać siły w stosunku do Berlina i Moskwy, ale…

I tutaj powinniśmy dostrzegać płynące z tego zagrożenia. Ponieważ natychmiast po tym, jak Niemcom uda się uniezależnić od USA, w interesie Berlina będzie podporządkowanie mniejszych konkurentów. Jak będzie wówczas wyglądała niemiecka determinacja do tego, by dotrzymać warunków umowy z Polską? W jaki sposób Polska będzie mogła kontrolować silniejsze Niemcy i egzekwować od nich realizację zobowiązań?

Należy sobie zdawać sprawę z tego, że radość z wyboru „opcji niemieckiej” i jej zwycięstwa może nie trwać długo. Dziś kanclerz Merkel musi rozmawiać z dość sceptycznym w stosunku do planów Berlina rządem, który opiera się o USA. Dlatego oferta musi być poważna. Przekonująca. Konkretna. Co się jednak stanie, gdy w kolejnych latach rządy w Polsce obejmie inna władza? Bardziej uległa w stosunku do naszego zachodniego sąsiada? Albo gdy USA wyjdzie z Polski, przez co stracimy na znaczeniu? Musimy liczyć się z tym, że aktualnie żyjemy w państwie demokratycznym, w którym władze zmieniają się co kilka lat. W tym kontekście trzeba zadać sobie pytanie, czy może zaistnieć taka sytuacja, że któryś z przyszłych gabinetów zwyczajnie nie odstąpi jutro od egzekwowania należnych nam praw, które wynegocjowalibyśmy dzisiaj.

Reasumując. Po spełnieniu świadczenia, nasza sytuacja negocjacyjna będzie bardzo słaba, jeśli nie uzyskamy od razu zapłaty. Należy przewidywać, że jeśli zostanie ona rozciągnięta w czasie, to możemy jej zwyczajnie nie otrzymać. Z bardzo wielu względów (nawet tzw. siły wyższej).

 

Dlatego w skrócie należy pamiętać o tym, że wybór„opcji niemieckiej” rodzi ze sobą ryzyko związane z tym, iż:

  1. korzyści (zapłata) będą przychodzić z czasem, dziś nie będzie ich można konkretnie wycenić, a rząd który podejmie taką decyzję prawdopodobnie nie doczeka jej pełnowymiarowych efektów (co jest dodatkowym ryzykiem politycznym),
  2. w przyszłości Niemcy mogą się rozmyślić, lub będą dążyły do renegocjacji warunków umowy na bardziej korzystnych dla siebie zasadach (a będą występować w pozycji silniejszego),
  3. kolejne polskie rządy mogą być bardziej uległe względem Berlina i mogą zaniechać egzekwowania postanowień,
  4. słabsza Polska nie będzie miała możliwości kontroli Niemiec, jeśli chodzi o uczciwe realizowanie postanowień, a także nie będzie miała narzędzia egzekucji należnych jej praw,
  5. Niemcy pomimo pozyskania Polski nie zdołają uratować Unii Europejskiej, nie wyprą Amerykanów z regionu, a USA zrealizuje swoje interesy, co sprawi, iż Polska nie odniesie żadnych korzyści, a przyparte do muru Niemcy nie będą chciały respektować postanowień (trudna sytuacja potrafi  zweryfikować „słowność”).

 

Zdając sobie z powyższego sprawę, należy zestawić te okoliczności z amerykańską ofertą, która w duży skrócie brzmi: „Jeśli nas wesprzecie, znokautujemy Rosję, a następnie zadamy cios Niemcom. Później wasz los będzie leżeć tylko w waszych rekach”.

Oczywiście istnieje jeszcze ryzyko ponownego „resetu” na linii Waszyngton – Moskwa, jednak już dziś widać, że szanse na to są znikome. Rosja nie przyjęła warunków USA, które w efekcie szykuje się rzeczywiście do wyprowadzenia miażdżącego dla Kremla ciosu. Po czymś takim, nawet jeśli Putin zgodzi się na układ, to jego pozycja negocjacyjna będzie żadna, a Rosja będzie najsłabsza od 100 lat.

Tak czy inaczej transakcja z USA wygląda w ten sposób: szybkie świadczenie, szybka zapłata. A zaliczkę amerykanie mogą wpłacić już dziś (vide wsparcie inicjatywy Trójmorza, blokowanie Nord Stream II etc.etc., co w zasadzie leży de facto w interesie USA, ale czy to coś zmienia?).

Opcja amerykańska jest jednak dużo bardziej niebezpieczna i może wiązać się z uczestnictwem w wojnie (której reszta świata chce uniknąć). Będzie to ryzykowne i dla Polski i dla świata. Ale to już temat na inny wpis.

 

Realia

Osobiście jestem zdania, że Polska nie stoi przed żadnym wyborem. Zwyczajnie decyzje zapadają ponad naszymi głowami, o czym pisałem wielokrotnie w poprzednich tekstach. Treść niniejszego wpisu powstała jednak w oparciu o założenie, że polski rząd mógłby rzeczywiście grać na wielu fortepianach i byłby w stanie decydować o przyszłych losach państwa (a z myślą o takich realiach toczone są publiczne dyskusje).

Czy jest tak na prawdę? To wiedzą zapewne sami rządzący.

Z pewnością Niemcy traktują polski sojusz z USA jako kwestię otwartą tj. „nieostateczną” (co wnioskuję po opisanych m.in. w tym artykule wydarzeniach). To nakazuje sądzić, że albo Polski rząd rzeczywiście próbuje uprawiać własną politykę zagraniczną, albo też świetnie udaje, że to robi. W obu przypadkach w dniu dzisiejszym należą się pochwały. Nacisk polityczny z Berlina znacznie zelżał, w perspektywie widać może nawet załagodzenie sporów z Unią. To z pewnością powinno zmitygować Amerykanów i przekonać ich do zastosowania tej samej metody względem państwa polskiego. Marchewki, zamiast kija. Oby tylko nasi rządzący nie pogubili się w tym wszystkim i byli wstanie wykorzystać obecne warunki – podkreślmy, o niebo lepsze niż te sprzed kilku miesięcy. Tego im wszyscy powinniśmy życzyć. W końcu na arenie międzynarodowej rząd reprezentuje nas wszystkich oraz interesy państwa polskiego. “Na zewnątrz” to jest polski rząd, a nie rząd tej czy innej partii.  Pamiętajmy o tym. I nie dajmy się rozgrywać jako społeczeństwo.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

35 komentarzy

  1. z przyjemnością dyskusję śledzę, pozwolę sobie dorzucić swoje 2 grosze. Aspekt geopolityczny – hm, w świetle obowiązujących narracji proszę potraktować to jako gimnastykę i rozrywkę umysłową. Mogę mocno okopać w faktach i argumentach scenariusz następujący, Trump i deepstate wiedzą, że konwencjonalny wyścig gospodarczy z chinami został już przegrany a głębia strategiczna i układ figur na szachownicy uniemożliwiały militarną interwencje już kilka lat temu (są “przecieki” amerykańskich agencji mówiące o tym za pierwszej kadencji Obamy jeśli dobrze pamiętam). Drugim niezwykle ważnym elementem tła jest UE (czytaj Berlin) który od początku lat 90 XX wieku, najpierw dyskretnie a później już otwarcie zaczął kontestować amerykańską supremacje i wrócił do swych mocarstwowych aspiracji w wymiarze globalnym (w skrócie Unia Euroazjatycka od Lizbony do Władywostoku, kto i gdzie ten projekt lansował, jak i czemu to temat na solidny osobny wpis). Kolejny element to Rosja będąca nadal mocarstwem atomowym i rezerwuarem surowców ale czarną dziurą demograficzną, Rosja flirtująca z Berlinem, Rosja osaczana przez Pekin, Rosja w której muzułmanie będą większością w realne perspektywie. Otóż po takim pobieżnym i skromnym wstępie proponuję rozważenia takiej konstrukcji, USA grają na dekompozycje Rosji i UE po społu z Chinami, Rosja ma stać się daniem głównym tego sojuszu a UE (czytaj Berlin) musi zostać na tyle osłabiona, by nie trzeba było dostawiać trzeciego nakrycia na stół do tego obiadu. Pojedynek USA-Chiny został przeniesiony w przestrzeń kosmiczną i to tam trwa wyścig o to kto będzie jedynym ultramocarstwem w XXI wieku. Tylko tam USA zachowały na dziś jeszcze wystarczająca przewagę technologiczną. My, kraj nad Wisłą, powinniśmy starać się stworzyć nowe jakości potrzebne w tym wyścigu, od niemal dwóch dekad polscy studenci wygrywają lub są na pudle wszystkich liczących się olimpiad czy to informatycznych czy robotycznych, XXI wiek z drukiem 3d umożliwia przeskoczenie naszych zaniechań z XIX i XX wieku dzięki kapitałowi ludzkiemu. To wszystko wymaga dużo szerszego omówienia, ale brak czasu, więc tylko sygnalizuję pewne aspekty. Pozdrawiam.

    1. Witam
      na blogu 🙂
      Bardzo udany wpis. Problemy widzę na tle gospodarczym. Tzn. Unia to bardzo duży odbiorca chińskiej produkcji. Jak się Unia sypnie, to Chiny to odczują. Inna sprawa, że gdyby udało się ugasić Bliski Wschód, to bogate państwa tego regionu mogą niebawem być większym konsumentem niż cały “zachód” razem wzięty. Tyle tylko, że USA biega z pochodnią i podpala co się da.

      Porozumienie Chiny – USA jest możliwe, ale będzie to posunięcie taktyczne i krótkotrwałe z obu stron. Jeśli Rosja padnie, rzeczywiście beneficjentem tego będą Chiny. Zawładnięcie surowcami z Syberii będzie niezwykle łatwe. Ale to z kolei jest zagrożenie dla USA. Chiny + surowce = hegemonia.
      pozdrawiam
      KW

      1. Polityczna dekompozycja UE nie ograniczy jej potencjału w absorbcji chińskiej produkcji, po spięciu z Niemcami, gdy okazało się, że kapitał ma jednak narodowość, Chiny zaczęły inaczej rozgrywać swoją europejską partię szachów, w mojej ocenie lekko dęty projekt “międzymorza” jest po społu promowany przez Chiny i USA, tu by można wrócić do genezy wojny na Ukrainie, bo dla mnie tam jest mocny czynnik chiński o którym nikt nie wspomina publicznie, warto prześledzić jakie umowy podpisywał na koniec Janukowycz i jakie anulował Poroszenko. Ukraina to był przełomowy moment w tej partii, pamiętając oczywiście o pacyficznym tle w tym czasie. To wtedy w mojej ocenie USA i Chiny doszły do nieformalnego porozumienia (znów warto prześledzić przetasowania sojuszy w Azji, Filipiny, Wietnam, Tajlandia) a także różne posunięcia USA w Europie. Baiden i Xi odbyli wiele spotkań o których jakoś nic nie wiemy… Surowce za chwilę stracą na znaczeniu, chwila to oczywiście jakieś dwie dekady? Pierwsza kosmiczna kopalnia zmieni paradygmat ekonomiczny który do tej pory rządził naszą polityką.

  2. Gratuluje kolejnego udanego wpisu autorowi!

    Polska predzej czy pozniej zawsze skonczy na barkach swoich obywateli (zawsze tak konczyla). Wiec nalezy umozliwic tym obywatelom rozwoj bo inaczej nikt nie bedzie walczyl za ten kraj. Uproscic podatki, umozliwic rozwoj biznesu, szybkiego zakladania dzialalnosci. Nie zdzierac od razu z ludzi 80% haraczu tylko umozliwic im start.

    Najwiekszym minusem polski jest podzielone spoleczenstwo i beznadziejni politycy i urzednicy niszczacy polska pomyslowosc, chec pracy i decydowania o sobie.

    @Medicus Hell-veticus Co do jakis persona non grata za granica. Kogo to obchodzi? Liczy sie kasa i korzystne deale. Jak tego nie ma to mozemy byc diablem wcielonym, jak tylko poplynie kasa to bedziemy umilowanymi, zyczliwymi i przyjaciolmi. Interesowanie jak nas widza za granica jest bez sensu. Czy kto sie martwi jak my ich widzimy? Jest deal dla nas korzystny rozmawiamy i pertraktujemy, nie ma to mamy to w dupie i szukamy kogo innego.

    Jezeli ktos za granica robi nam problemy, powinnismy robic takze problemy jemu. Jezeli nasi rolnicy maja limity na produkcje mleka, to niemcy powinni z automatu dostac limit na produkcje samochodow. I to natychmiast powinno ewoluowac (aby nasze firmy produkcjyne robiace czesci nie tracily) w strone polskiego samochodu tak aby niemcy olbo wycofaly limity mleka albo ryzykowaly realna konkurencje z polski na rynku motoryzacyjknym (zaspokojenie potrzeb poslkiego rynku na samochod do jazdy po miescie – to mozemy zrobic bez problemu).

    NIe bawic sie w zadne “bo sie obraza, jak oni beda o nas myslec o jezu”. NIemcy licza sie tylko z silnymi, reszta gardza a juz zwlaszcza polakami – taki maja charakter. Caly czas narzucaja nam certyfikaty, limity, atesty, jakosc itp. do spelnienia abysmy nie mogli sie rozwijac i zasysaja naszych wykwalifikowanych ludzi. Zobaczcie jak robili chinczycy, czy oni liczyli sie z np patentami ? Kopiowali, kradli az milo i swoje zaklady maja.

    Unia z zadrzacymi niemcami zawsze bedzie nam szkodzic. Wykupili nasze zaklady wprowadzili swoje i co z tego mamy? Moze “wzrost znaczenia polski na arenie geopolitycznej” czy inne bzdury? Twardo musimy wprowadzac swoje zasady, ktore sa dla nas korzystne. Oni moga u nas grasowac ale my u nich np firmami transportowymi nie. Wchodzimy niby na rynek paliw (ale to surowiec rosyjski… wiec pomagamy niejako rosjanom), a powinnismy wprowadzac polska ekologiczna zywnosc, meble, uslugi IT, przemysl (tak mamy jeszcze szczatki przemyslu – autobusy, pociagi, statki) itp.

    Dopoki na nich pracowalismy (czasy PO) byl spokoj ach jaka wspaniala polska a jak renegocjonujemy umowy i walczymy o swoje to jestesmy be i zli i nawet wlasnych sadow nie mozemy ustawic bo oni beda nam mowic jak mamy sie u siebie rzadzic – kpina.

    Zydom nadal musismy blokowac wszelkie repariacje z naszej strony – bo niby za co za to ze nasi za nich gineli pod czas wojny. Wlasnie zydzi pieknie przedstawiaja ta brudna polityke jaka musimy grac. Jak kasa do nas nie idzie to maja byc zli niemcy – faszysci, zniszczyli europe zobaczcie co z grecja zrobili a w kolejce wlochy, hiszpania, portugalia, nawet anglicy juz nie chca z nimi wspolpracowac. A jak nam graja do koszyka to dobrzy sasiedzi z ktorymi “budujemy obupulnie korzystne relacje”.

    My sie przejmujemy jakas mozliwoscia braku podkopania ns1 i maja przez to nasze porty tracic? Kpina. Natychmiast zalaczyc tame i powiedziec albo sami podkopiecie, albo my bedziemy podkopywac przez X czasu, bo nasz interes jest najwazniejszy.

    Rosja jak pozostanie przyblokowana ze wszystkich stron to padnie szybciej niz nam wszystkim sie wydaje. Ten kraj to gospodarcza katastrofa, jak panna na wydaniu. Z jednej strony chiny z drugiej europa i usa, zostanie podzielona, stany wcale nie musza miec rosji u boku, lepiej niech sie skoncentruja na europie, dopna deal z indiami i chiny sa na jakis czas przycisniete – syberia tam sie nie da zyc, to tylko surowce a musi byc rynek zbyty dla towarow – ludzie.

    1. Widzę to teraz, widziałem wcześniej. Obserwuję to od lat. Pociąć się? Szkoda człowieka… 😉
      Podobnej jakości “elity” znajdziemy wszędzie indziej.
      Jako osoba wierząca – mam wiarę 🙂
      A pośród ciemności staram się wypatrywać światełka w tunelu.
      Oby nie był to nadjeżdżający pociąg 😉
      Były lata, kiedy ponosiły mnie emocje (i to całkiem niedawno). Udało mi się jednak nabrać nieco dystansu.
      Pomogła w tym decyzja o rezygnacji z oglądania wiadomości w TV 🙂 I przede wszystkim wiara.
      pozdrawiam
      KW

  3. @Medicus Hell-veticus nie nie potrafi wyprodukowac wiertarki, tylko jej produkcja jest tutaj nie oplacalna i niepotrzebna. Chinczycy robia to najtaniej na swiecie i kazdy rozumny polkak wie, ze nie nie ma z nimi konkurencji. Teraz odnosnie samej produkcji – to narzucona nam takie prawo, ze wystartowac z produkcja ciezko a niemcy traktuja nas tak, ze sprzedawac u nich te produkty jest praktycznie niemozliwe – pomimo tego ze my nie robimy takich problemow i u nas moga sprzedawac swoje towary. Czy jak oni robia biznes to jest ok, a jak my to juz nie.

    I doskonale widac ich polityke na przykladzie “jednosci unii europejskiej”. Kraje unijen wydalaja dyplomatow rosyjskich bo sie solidaryzuja z anglia a niemcy podpisuja zgode na ns2, gdzie poszkodowane jest pol unii. No wiec niech sie nie dziwia, ze polska bedzie zmieniac swoja polityke wzgledem niemiec na bardziej stanowcza i tez chronic swoje rynki. NIemcy moga numery robic w uni z kopalniami, energia, dofinansowaniem a polska nie. Gdzie tu jest spojna polityka?

    Nie lepiej prowadzic biznes z polska? Chca grac na dwa fronty to niech graja bez nas. Polacy z miedzymorzem i jedwabnym szlakiem moga sobie poradzic jezeli dobrze to zorganizuja. MAmy duzo swietnych projektow, swietnych wyksztalconych ludzi, sypiemy firmami i start upami – jezeli poprawimy idiotyczne prawo i podatki to mamy prosperity niesamowite, a jakl geopolityka sie ulozy po naszej mysli to niemcy beda ostro tracic a my ostro zyskiwac, czego rodakom zycze, aby mogli sie bez przeszkod i ogladania co powiedza niemcy/rosja/.usa rozwijac.

Leave a Reply