Turcja przybije gwóźdź do rosyjskiej trumny? [komentarz]

Zapraszam do lektury gościnnego tekstu dotyczącego relacji na linii Ankara-Moskwa, a zwłaszcza tego jak:

  1. Putin ograł Erdogana (lub Erdogan sam strzela sobie po kolanach),
  2. odkrycie gazu przez Turcję może fatalnie wpłynąć na gospodarkę i budżet Rosji,
  3. rosyjskie problemy z tureckim gazem mogą nałożyć się czasowo na problemy na cały gazowym rynku europejskim.

Putin ograł Erdoğana, a i tak Rosja będzie cierpieć – o rywalizacji Ankary z Moskwą

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

128 komentarzy

  1. Jeszcze taka uwaga – dla USA uderzenie w Turcję przez Rosję – to idealna pokazowa lekcja, jak się kończy wychodzenie REALNE z NATO i spod kurateli Wuja Sama. Co więcej – wg optyki Waszyngtonu uderzenie Rosji w Turcję oznaczać będzie skonfliktowanie Kremla z Pekinem – bo będzie to uderzenie w niezależny od Rosji łącznik Jedwabnego Szlaku z Europą. Chyba nie muszę tłumaczyć jak bardzo Izrael współpracuje z Kremlem – czego mieliśmy dowody choćby 9 maja 2018 na Placu Czerwonym. To Izrael występuje w roli aktywnego pośrednika między Kremlem a Waszyngtonem. Ambicje Turcji są dla Izraela nie do zniesienia – i wprost kolizyjne z planami Izraela uzyskania głębi strategicznej i wymiecenia przedpola. A na pewno punktem krytycznym są ambicje atomowe Turcji. Jeżeli Turcja wejdzie w program atomowy tak, że Kreml czy Waszyngton czy Izrael uzna go za drogę do produkcji głowic – wtedy klamka zapadnie – za największą namową Izraela. Interes Rosji w uderzeniu na Turcję to odcięcie Ukrainy od wsparcia Turcji, dominacja na Morzu Czarnym, Bosfor, wreszcie Syria i Libia. A także – Kreml liczy na skaptowanie Grecji i Cypru na stronę Rosji [albo przynajmniej osłabienie ich więzi z NATO na rzecz balansowania z przewaga Kremla] – i na zbudowanie potem krokowo „południowego obejścia” dla opanowania wpływami Bałkanów, skaptowania Italii i generalnie – docelowo – zbudowania supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Bo Rosja będzie próbowała siłowo przerwać Wschodnią Flankę Europy i na północy [Finlandia] i na południu – i Polską jako lądowym najkrótszym łącznikiem „równiny” przesmyku bałtycko-karpackiego. Gdy Rosja uderzy – wtedy Waszyngton de facto w pierwszym momencie „umyje ręce” – przy czym art.5 NATO o kolektywnej pomocy zapewne zawetuje jądro karolińskie – zwłaszcza Berlin mający z Ankarą na pieńku. Z punku widzenia Waszyngtonu Grecja utrzyma się mimo wszystko w NATO, zaś rozpalenie wojny na linii Jedwabnego Szlaku – osłabia i Pekin i relacje Kreml-Pekin. Kalkulacja Waszyngtonu byłaby taka, że będzie miał karty w ręku wobec Ankary – w pierwszym dniu konfliktu „umyje osobiście ręce” i zda się na kolektywną decyzję NATO [z wiadomym rezultatem, czyli veto Niemiec czy Grecji] – a pod stołem od razu zakomunikuje Turcji: „owszem, pomożemy wam bilateralnie – nie w ramach NATO, bo niemieckie czy greckie veto to zablokuje -ale właśnie bilateralnie – ale musicie spełnić warunki: pokazowy „powrót syna marnotrawnego na łono NATO”, hołd lenny względem Waszyngtonu, przekazanie S-400 dla inżynierii rewersyjnej, dane wywiadowcze – w zamian odblokujemy dostawy F-35, pozwolimy BAE i RR i innym uczestniczyć w kluczowych elementach programu TF-X, sprzedamy Patrioty, zapewnimy wszelki serwis zachodniego wyposażenia, przywrócimy rozszerzoną obecność NATO Nuclear Sharing – a także możemy [w ramach US Army] zainstalować w Turcji rakiety średniego zasięgu z głowicami – przeciw Rosji.” Z punktu widzenia Waszyngtonu tak „wytworzona” sytuacja strategiczna – zagrożenia Turcji przez Rosję, jest powtórką sytuacji po 1945, gdy zagrożenie ze strony Rosji skłoniło Turcję do obrotu na USA i wejścia do NATO. Na razie wszystko wskazuje na to, że Turcja sama się izoluje [bo Pekin za daleko – i w razie konfliktu nawoływałby tylko do załatwienia sporu droga dyplomatyczną – jak w przypadku Krymu] – a Rosja zmierza do „patriotycznej” wojny z Turcją [mając już zapewne za sobą wstępne sondowanie w Waszyngtonie via Izrael] – czyli wg „tradycji” ponad 300 letniej konfrontacji – co wg kalkulacji Kremla by wywołało ponowny wybuch radości, odbudowania, scalenia i ekstremalnego wzrostu poparcia dla Kremla – jak w 2014 przy „krymnasz”… Wg mnie – punktem krytycznym jest uznanie przez wywiad Rosji czy Izraela czy USA, że Turcja weszła na militarna ścieżkę atomową – co pewnie będzie niejawne – więc ewentualny konflikt będzie dość „zaskakujący” dla opinii publicznej….

  2. Kto i do jakiej trumny przybije gwóźdź nie wydaje mi się dzisiaj klarowne.
    Z jednej strony wielka gra Rosji o uzależnienie Europy od swoich surowców napotyka na trudności. Jednak Rosja mimo to stara się ugrać co może. Stosunkowo niedużym kosztem doprowadziła do sytuacji, że może wspierać niemal każdego samej nie angażujac się zbytnio, żeby w efekcie konflikty nie osłabły ale i nie rozpaliły się tak, żeby wykreować nową rzeczywistość niezależną od Rosji. Sprzedaz S400 była posunięciem znakomitym. Połechtała próżność Erdogana jako władcy absolutnego a jednocześnie skofliktowała go z USA. Jednak Rosja słabnie i musi znaleźć odpowiedź, co zapewni jej przetrwanie.
    Z drugiej strony Turcja zaczęła rozpychać się w regionie tak, że wszystkich to zaczęło uwierać. Odkryte ogromne złoża gazu na Morzu Czarnym może są faktem a może pewną mistyfikacją na potrzeby wizerunkowe. Jeżeli to jest prawda to pozostaje pytanie, kto ten gaz kupi, gdy potencjalni kupcy nie są zainteresowani wzmocnieniem Turcji. Turcja jest jak na dzisiaj osamotniona. Gospodarka turecka dołuje i może nie udźwignąć ambicji Erdogana. Dlatego Erdogan gra o przywództwo w świecie Islamu a nie tylko w Turcji. Jednak i tutaj interesy krajów muzułmańskich są różne. Przy rosnących wewnętrznych problemach rozwiązaniem mógłby być jakis malutki konflikt na tle podziału stref gospodarczych na morzu śródziemnym mobilizujacy patriotycznie Turków i poprawiający notowania Erdogana. Jednak to jak zabawa zapałkami na beczce z prochem. Wszak zabójstwo arcykcięcia w Sarajewie wydawało się być tylko medialną bombą. Jednak przy okazji niektóre państwa postanowiły zamach wykorzystać jako pretekst do załatwienia swoich lokalnych interesików. I tak krok po kroku uruchomiła się reakcja łańcuchowa, która rozpoczęła I WŚ.

  3. @Georealista – nie wiem dlaczego Pana tak uraziło wyartykułowanie jądra karolińskiego jako wroga [ekonomiczno-polityczno-ideologicznego dla ścisłości]? Toż to oczywistość. (…)

    To Pana postrzeganie świata i opinia, z którą nie zgadzam się. Polska nie ma wroga w kimkolwiek, kto nam nie zagraża. Definiowanie na starcie, że jakieś państwo/grupa państw jest naszym wrogiem, to błąd. Mogą być Niemcy, Francja, inne kraje UE naszym konkurentem, mieć inne interesy narodowe, lecz nie słyszałem, nie czytałem by Merkel lub Macron definiowali, że nasz kraj trzeba zniszczyć, ludność anihilować lub zniewolić. Czy coś pominąłem?

    Po co społeczeństwo parło i wyraziło wolę w referendum, by wejść do UE? Zbiorowy amok? Jakoś nie widzę, by poparcie dla uczestnictwa w UE spadało w naszym kraju. Chyba jest Pan w mniejszości.

    To by szukać możliwości sprzedaży produktów/usług przez polskie firmy szerzej na świecie – popieram i widzę jako konieczność. To Państwo powinno wręcz wspierać działania proeksportowe, lecz realnie nie gadaniem. Wspierać działalność B+R, by uzyskiwać z zaawansowanych produktów wyższe marże – lecz to zadanie firm. Państwo powinno tworzyć klimat i zachęty do działań B+R. Polskie firmy potrafią, jeżeli im się nie przeszkadza wykorzystywać szanse rynkowe.

    1. Ależ @Krzysztof S. – jądro karolińskie zamierza utworzyć z Kremlem supermocarstwo, w którym likwidacja Polski jest przesądzona, zaś „nazistów” – czyli Polaków – ma spotkać zasłużona kara – co usprawiedliwi wszelkie ruchy wobec ludności. Mitteleuropa jest tylko etapem przejściowym. A także obecna pozycja Polski jako podwykonawcy Niemiec – co z punktu widzenia i Kremla i Berlina jest zbytnią hojnością – bo przecież na zimno i pragmatycznie kalkulując – taniej jest mieć siłę robocza za darmo – zwłaszcza w ciężkich czasach. Czy muszę tłumaczyć, w ciężkich czasach wszelkie skrupuły i maskowanie znika, liczy się tylko siła, a silni rosną kosztem słabych? Toż i przed II w.św. nie brakło zwolenników twierdzeń, że z III Rzeszą „można się dogadać” – na tym przecież bazowała cała polityka ustępstw Zachodu. Powiem więcej = przed 1939 gdyby Niemiec tak opluwał Polaków,jak pewien znany biznesmen, w sprawie którego wydano szokujący wyrok [dziwnym trafem ta sprawa nie trafiła pod obrady „praworządności” w Polsce – bo „problemy z praworządnością w Polsce” są rozumiane wyłącznie w jeden – bardzo korzystny dla Berlina sposób] – to w takim samym przypadku ale przed 1939 – podkreślam za Hitlera, same ówczesne media hitlerowskie uznałyby ODPOWIEDNIO WYSOKI wyrok dla takiego Niemca skazujący za słuszny, a pewnie i sam kanclerz Hitler by złożył kurtuazyjne oficjalne przeprosiny wobec rządu i narodu polskiego. Niestety – czasy zmieniły się bardzo na gorsze, a co jeszcze bardziej alarmujące – niewielu to widzi i na to reaguje WŁAŚCIWIE. Wszyscy ci polscy zwolennicy współpracy z Niemcami nie chcą zrozumieć, że obecne w miarę „ludzkie” podejście do polskich firm przez Berlin, jest wynikłe nie z dobrej woli i „praworządności” i „demokratyczności” Berlina, ale tylko i wyłącznie z musu wynikłego z JESZCZE istniejącej osłonowej siły państwa polskiego. Więcej – ci wszyscy zwolennicy współpracy z Niemcami zwyczajnie wypierają, że decoupling zdusi eksport Niemiec do Chin, a jeżeli Niemcy będą dalej krnąbrne – to krąg handlowy dla Niemiec będzie się konsekwentnie zawężał. Można oczywiście do końca być podwykonawcą dla Niemiec, można nie rozglądać się za przepinaniem, za dywersyfikacją, a przede wszystkim za budowaniem pełnych łańcuchów wartości – to w momencie uderzeń handlowych i politycznych w Niemcy – te firmy oberwą najwięcej. I pewnie ci wszyscy „optymistyczni zwolennicy feudalizmu proberlińskiego” będą wtedy najgłośniej z wielkim bółem gardłować i protestować „jak to?” „dlaczego?” „było przecież tak pięknię” „niech ktoś przywróci stare czasy” i jednocześnie jako pierwsi ustawią się w kolejce z ciężkimi pretensjami i żądaniami wsparcia do rządu. Ja tylko w planie strategicznym i długofalowym oceniam rozwój sytuacji. Przy czym „lubienie- nielubienie” Niemców przez Polaków, czy jakieś animozje, czy nawet wzajemne konkretne roszczenia – i tak to wszystko jest w drugim planie strategicznym wobec skutków rywalizacji USA-Chiny, wielkiej wojny handlowej, finansowej, decouplingu globalnego i blokad przepływów – ustanawianych przez supermocarstwa. Zwolennicy bycia poddostawcami Niemiec zwyczajnie łudzą się, że nic się nie zmieni, ze rozejdzie się po kościach, że „jakoś to będzie” – co jest dziecinną naiwnością i krótkowzrocznym bujaniem w chmurach wydumanego uporządkowanego konsumpcyjnego świata liberalnego – który właśnie łamany jest siłą – i to coraz mocniej w trendzie nie do zatrzymania. Niemcy zostaną złamane – nadrzędnymi zmianami w świecie handlu, finansów, przepływów strategicznych – wreszcie brutalną siłą blokującą im rozwój całej machiny ekonomiczno-politycznej. Co więcej – próba bycia „sprytnym” – czyli przyśpieszenia budowy scentralizowanej UE pod hegemonią Berlina, zbudowania euro jako konkurenta dolara, a wreszcie zbudowania z Kremlem supermocarstwa Lizbona-Władywostok…to wszystko tylko PRZYŚPIESZY i WZMOCNI kontr-reakcję na wielką skalę ze strony i USA i Chin. I to już bez bawienia się w ceregiele – na całego.

    2. Uderzyła mnie nieadekwatność i anachroniczność argumentu „Po co społeczeństwo parło i wyraziło wolę w referendum, by wejść do UE?”. No – właśnie – do JAKIEJ UE społeczeństwo polskie parło WTEDY? Bo WTEDY była jakoś inna narracja w stylu hymnu UE, że „wszyscy ludzie braćmi są”, ludzie chcieli się zachłysnąć wolnością przemieszczania się i ekonomiczną w całej UE, a teraz mamy narrację wyraźnie wrogą i oparta o „moralność Kalego”, otwarte dążenie do centralizacji zmierzającej pod maskirowka „nowoczesności” i „praworządności” bocznymi drzwiami do totalitaryzmu administracyjno-nakazowego, zaś polskie firmy [nie tylko transportowe] są na siłę sekowane – wyraźnie naruszając zasadę równości podmiotów gospodarczych. I generalnie – czy ktokolwiek WTEDY spodziewał się dzisiejszego całościowego obrachunku przyznanych dotacji UE dla Polski, z których z każdego 1 euro aż 83 eurocenty przechwytują firmy niemieckie? I ten obłęd „jedynie słusznego myślenia” rodem z Orwella, łamiący wprost demokrację przez łamanie pluralizmu, który jest ZASTĘPOWANY ukierunkowaną namiastką pluralizmu – w postaci zinstytucjonalizowanego, planowo zarządzanego strategicznie jako konkretna siła – mult-kulti, LGBTQ, gender, wielbienia wprost Marksa i komunizmu, wprost niszczenia kulturowej podstawy Europy, jaką jest chrześcijaństwo – a wszystko pod maseczką terroru politycznej poprawności – z „walką z mowa nienawiści” jako narzędziem, które zapewne budzi w zaświatach zazdrość Goebbellsa i innych speców od prania mózgów. Przy czym mamy do czynienia z czysto totalitarną instytucjonalizacją rodziny, która już przekroczyła poziom w hitlerowskich Niemczech i stalinowskiej Rosji. W Holandii w ramach „postępu” pedofile wprost domagają się legalizacji ich prawdy i zaspokojenia ich „słusznych żądań” i zadośćuczynienia za „wyrządzone krzywdy i fobie społeczne” [sic]. Zaś w Danii wchodzi legalizacja stosunku płciowego jedynie za uprzednią zgodą – podobnież pisemną – żeby sąd miał czarno na białym. WSZYSTKIE pozytywne wartości zastępowane są ich maskami – pod którymi kryją się antywartości. Cel prosty – zdegenerowanym i zdemoralizowanym i zatomizowanym i zantagonizowanym społeczeństwem – na dodatek składającym się z ludzi, którym nawet praniem mózgu odebrano prawidłowe kryteria oceny i elementarnej logiki dla wyartykułowania choćby w głowie PRAWIDŁOWEJ oceny – zgodnej choćby z elementarnym instynktem samozachowawczym. Ot choćby to roztkliwianie się nad zwierzętami [czego początkiem były krokodyle łzy HGW nad mityczną umęczona wiewiórką], z wielkim oburzeniem dla np. odstrzału dzików ze względu na ASW, ze łzami i żarliwą obroną szkodników w rodzaju kornika drukarza [„bo to też przyroda”] – przy jednoczesnej wprost totalitarnej propagandzie cywilizacji śmierci – z aborcją [pod sztandarami „aborcja dla życia” – SIC] i eutanazją – jako wyznacznikami „postępu” i „nowoczesności” i „obrony praw kobiet” [bo dzieci to przecież coś dużo gorszego od zwierząt, w końcu właśnie we Francji właśnie uchwalono prawo, które daje prawo kobiecie prawo zabicia jej dziecka nawet w 9 miesiącu ciąży – choćby dzień przed urodzeniem, a już trwają prace nad propagowaniem następnego etapu dehumanizacyjnego postępu – czyli ograniczenie prawa do życia – oczywiście w imię dobra społeczeństwa i tak ciężko obciążonych rodziców – dla dzieci do lat 3, 5, a mówi się i o 12 i 18 roku życia. Oczywiście docelowo wszystkie te „prawa” do dysponowania życiem ludzkim przejmie jakaś wysoka rada komisarzy – wyłącznie dla dobra społeczeństwa. To już się dzieje – już jest propagowane, najpierw różnymi sondami próbnymi różnych profesorów i „autorytetów”, potem wchodzi w obieg przez środowiska „postępowych” celebrytów [w razie ostrej reakcji jest to obracane w żart albo w event albo wręcz w happening pod przykrywką „artystycznej swobody”] – a jak już zacznie się to obracać i przyjmie u celebrytów – to reszta bezmózgich owieczek wzoruje się na tych idolach na świeczniku antykultury – staje się to modne, upowszechnione, a w końcu – staje się obowiązująca NORMĄ pod presją mediów – na końcu idą zmiany prawodawcze. Tak idzie ten wielki socprojekt totalitaryzmu XXI w. – który w pewnym momencie – gdy wielcy macherzy uznają, ze społeczeństwo już nie będzie zdolne do skutecznego oporu – zostanie wsparty totalną inwigilacją i kontrolą elektroniczną wdrożona wg odgórnych zasad w ramach AI. Z kontrolą nawet grymasów na twarzy, „nieprawidłowych” emocji, na końcu z transhumanizmem, który całkowicie zlikwiduje społeczeństwo i samego człowieka, nawet samo pojęcie istoty ludzkiej – co własnie promują różni „luminarze nauki” i „tytani i geniusze postępu” w projektach Człowieka 2.0 i 3.0. Oczywiście pod maseczką obiecanek „nieograniczonych możliwości” i nawet nieśmiertelności. Jak bolszewicy – którzy najpierw obiecywali żołnierzom pokój, a chłopom ziemię – a zafundowali najpierw 5 letnią krwawa wojnę [dłuższą i bardziej bezwzględną i krwawą, niż ta 1914-1917] potem wieczną wojnę wewnętrzną i ludobójczą walkę z kułactwem [największe ludobójstwo XX w – prócz rewolucji kulturalnej] – a docelowo wszystko za Stalina wg jego doktryny o narastaniu walki klasowej w miarę wdrażania komunizmu – zmierzało konsekwentnie „prawidłowo” i ściśle logicznie wg tejże doktryny do sytuacji, w której po wdrożeniu pełnego komunizmu – w Rosji stalinowskiej zostałby tylko sam Stalin – no może z garstką wiernej opryczniny i służby. No, ale ci byliby przynajmniej ludźmi z krwi i kości – a przy projektach Człowieka 2.0 i docelowego 3.0 – jest to przynajmniej pod znakiem zapytania. Polecam choćby wykłady Sykulskiego o zagrożeniach transhumanizmu – na youtube – albo książkę Jana Białka „Tech. Krytyka rozwoju środowiska technologicznego.”.

      1. Bardzo ciekawie Pan pisze. Dużo w tym racji. Rzymsko-chrześcijańska cywilizacja europejska właśnie się zwija na własne życzenie. Uwzględniając ten dekadencki etap oraz wszechobecny hedonizm jako miarę postępu społeczeństw wplecioną w marksistowską ideologię prymatu ciągłego postępu (który wymaga wykreowania nowego typu człowieka i społeczeństwa), mam wątpliwość czy Niemcy są w stanie w nieskończoność konsekwentnie realizować swoje plany. Plany które są planami biznesu niemieckiego idącego, to prawda, ramię w ramie z polityką ale nie mające społecznego poparcia w sytuacji pogorszenia się warunków życia. W przypadku gdy emigrant lub syn emigranta będzie się ubiegać o te same niskopłatne miejsce pracy z rodowitym Niemcem, Holendrem, Duńczykiem, maska poprawności politycznej opadnie. A w ślad za tym powstaną demony, które teraz są uśpione. Na razie budowane są społeczeństwa zatomizowane, podatne na manipulacje, pozbawione społecznego instynktu przeżycia. Przebudzenie z tego snu będzie bolesne i nie wiadomo co przyniesie.
        Póki co Niemcy kolonizują Europę za pomocą bizantyjskich metod – biurokracji, rozdmuchanych instytucji, rozbudowanej inżynierii finansowej, tzw wartości europejskich oraz poza-traktatowych systemów ich wymuszania itd. To system ociężały i nieskuteczny w przypadku następujących szybkich zmian. W dodatku nie tworzy sojuszu „wdzięcznych”, bezpiecznych i zadowolonych. Raczej wszyscy czują się w tym klubie na górze lub na dole i tylko czekają żeby komuś powinęła się noga aby zmienić pozycję na grzędzie.
        Jednak Niemcy jak do tej pory z sytuacji beznadziejnych powstawali jak Fenix z popiołów. A my nie jesteśmy silni, zwarci, gotowi. Elity nie potrafią zdefiniować co jest racją stanu. Agentura działa jak chce. Jedynie siła zewnętrzna może ewentualnie wymusić zmianę tej sytuacji. Pytanie, czy będzie to siła konsolidująca społeczeństwo czy pogłębiająca destrukcję. Odpowiedź jest równie prosta jak to, czy jesteśmy dumni z własnej historii, kultury, języka, tradycji czy jest to powodem do wstydu.

        1. @Jacek – moim zdaniem ewolucja świata liberalnego, opartego na poczuciu bezpieczeństwa i konsumpcji, nieuchronnie prowadzi do schematu eksperymentu Calhouna [polecam choćby najprostsze opracowanie od ręki – https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Calhouna ]. Powstanie społecznego prymatu zachowań w stylu gender i LBGTQX jest w takim systemie praktycznie nieuchronne – z tragicznym finałem [co potwierdziły wielokrotne powtórzenia tego eksperymentu]. I ten trend zachowań społecznych, trend naturalny i nieuchronny w takim UKŁADZIE cybernetycznym – jest wykorzystywany przez naprawdę wielkich macherów świata liberalnego – pozostających w cieniu. To naturalna baza degeneracyjnego procesu społecznego – która jest świadomie ukierunkowana przez zaplanowane i rozbite na szereg drobnych kroków [włos za włosem – by zminimalizować reakcję] czyli na spójne wynikowo psych-soc-operacje na społeczeństwie. Cel: uzyskanie absolutnej kontroli i możność dowolnego dysponowania społeczeństwem. Wg potrzeb i wg wymagań kierowniczej elity – bez oglądania się na cokolwiek innego, poza ich własnymi celami. Patrząc globalnie – Chiny wykorzystały te plany – które przecież OSŁABIAJĄ Zachód i jego społeczeństwo – i wprowadziły konkurencyjny model – który z jednej strony jest opresyjny wobec społeczeństwa z cyberkontrolą – ale z drugiej strony traktuje przynajmniej społeczeństwo jako cenny zasób rozwojowy i strategiczny. W długim planie oznacza to, że albo Zachód porzuci osłabianie społeczeństwa – albo przegra. I to jest rozdarcie zasadnicze w elitach realnej władzy na Zachodzie – dotychczasowa grupa, która miała i jeszcze ma władzę, chce kontynuować stary plan, jakby Chiny były tylko taktycznym problemem – natomiast wzrasta nowa grupa, która mówi, że Chiny to problem egzystencjalny dla ich planu – i że trzeba całkowicie [przynajmniej na razie go porzucić] – i ze świata specoperacji i ekonomii coraz bardziej wirtualnej i opartej o kontrole pieniądza – przejść na powrót do ekonomii realnej, realnych zasobów i odbudowy kompetencji społeczeństwa – traktowanego oczywiście już jako zasób. Jest widoczna konfrontacja hegemoniczna USA-Chiny – i niewidzialna konfrontacja hegemoniczna „buldogów pod dywanem” wedle obrazu Churchill’a – tocząca się w ramach całego Zachodu. Co zresztą jest przyczyną tak wolnych reakcji strategicznych wobec Chin. W USA widać to choćby pośrednio „publicznie” – przez tarcia i rywalizację Wall Street i „grupy teksańskiej”. W sumie – działania Chin są spójne wewnętrznie na poziomie strategicznym – natomiast Zachód nadal tkwi w strategicznym wewnętrznym rozkroku. Zdecydowaną przewagę elita liberalna [czyli elita planu totalnej kontroli społeczeństwa] ma w UE [z jądrem karolińskim na czele] – choć i w USA jest ta elita bardzo silna [choćby pokazał to ruch BLM – ewidentnie ukierunkowany i sterowany]. Myślę jednak, że rzeczywistość jest nieubłagana – i konfrontacja z Chinami – liczona i oparta na technologii i na zasobach i na kompetencjach – wymusi przejście do „starego” modelu [czyli budowania realnego wzrostu „namacalnego” wzrostu] – opartego o gospodarkę realną i społeczeństwo budujące przynajmniej postęp technologiczny. Żeby było jasne – to nie oznacza powrotu do „starych dobrych czasów” – gdy klasa średnia kwitła itd. – raczej do modelu zbliżonego [przez konwergencję wymagań rywalizacji hegemonicznej] do Chin – w tym z rozbudowaną cyberkontrolą.

  4. News z Israel Defense: Chiny ograły Indie, które zainwestowały w irański port Chabahar tylko w 2019 roku 21 mln dolarów. Chiny z Rosją założą tam ośrodek wywiadowczy zbierania i przetwarzania danych, samych chińskich specjalistów będzie tam ponad 1000, wspieranych przez irańskich i rosyjskich, sprzęt będzie chiński i rosyjski, ma współdziałać z podobnymi [mniejszymi] ośrodkami rosyjsko-irańskimi w Syrii [Tartusie, Latakii]. Widać, że w próżnie po Amerykanach wchodzą nie tylko Rosjanie, ale i Chiny – na razie w sojuszu taktycznym przeciw USA. Zasięg monitoringu ośrodka – w tym przestrzeni powietrznej i morskiej – 5 tys. km – czyli od Tajlandii po Grecję. Wedle Israel Defense ma być tam centrum walki radiowo-elektronicznej, w tym zakłócania pracy systemów obrony powietrznej – a także ma być centrum cyberataków. Gdyby to było zrealizowane rzeczywiście w pełnej skali [bo równie dobrze informacja z Israel Defense może być „podpuszczeniem” Amerykanów do ataku na Iran] – to bardzo zmienia sytuację i to w skali strategicznej [tu nie tylko chodzi o Zatokę] i przyśpiesza uderzenie USA na Iran. Przy czym udział Rosjan w tym ośrodku w Chabadar odczytuję jako kolejne agresywne podniesienie poprzeczki własnej wyceny wobec Waszyngtonu. Który będzie musiał czymś [albo KIMŚ] zapłacić za neutralność i „umycie rąk” przez Kreml, gdy USA uderzą w Iran. Podejrzewam, że jedna z opcji na stole wg priorytetów Kremla będzie z kolei danie „wolnej ręki” Rosji i bierność USA co do uderzenia Rosji w Turcję. Na co Waszyngton by poszedł – bo ambicje Turcji bardzo USA [i Izraelowi] dolegają…czyli Waszyngton potraktowałby uderzenie Rosji w Turcję – w trakcie lub tuż po uderzeniu USA w Iran – jako prewencyjne zabezpieczenie się przed ambicjami Turcji co do rozszerzenia strefy wpływów kosztem rozbitego Iranu. Bilans tego gambitu byłby taktycznie wygraną Izraela, USA, Rosji – kosztem Iranu, Turcji, Chin. Strategicznie byłby to wyzwalacz dla strategicznej decyzji Pekinu, by związać Indie [by zabezpieczyć Pakistan od wschodu – od Indii] – po to, uruchomić marsz atomowego Pakistanu pod sztandarem Kalifatu w rękach Talibów – na zachód – dla odwojowania i Iranu i i okolic [np. części Iraku] i odbudowy przesyłów strategicznych [i rozwinięcia – zwłaszcza tych lądowych – ale także korytarzy morskich i powietrznych], odbudowy Jedwabnego Szlaku, a potem dla krokowego połykania lub obracania na rzecz Pekinu – oczywiście rękami Kalifatu – kolejnych proamerykańskich sojuszników – w tym wliczając potem i Afrykę. Izrael zostałby wpisany na „czarną listę” w Pekinie [graczy do likwidacji], tak samo Rosja – która w obu przypadkach – uzgodnionej bierności wobec ataku USA na Iran, oraz aktywnej agresji wobec Turcji [czyli działań wobec obu tych tak ważkich dla planów Pekinu graczy i elementów Jedwabnego Szlaku] – Rosja zostanie uznana za zdrajcę w dotychczasowym sojuszu. Pekin uzna postępowanie Kremla za podwójną zdradę – i skończy się „przyjaźń” od 2014. Kreml niedługo nacieszy się owocami obu wojen i wykoszenia konkurencji w węglowodorach, przejęciem wielkich wolumenów dostaw po cenach rzędu 150-200 dolarów za baryłkę, bo arogancja i panoszenie się Kremla na arenie międzynarodowej, skłonią Pekin ostatecznie do deal’u z USA – do wspólnej marginalizacji Rosji [bo ta tym bardziej po takim „odkuciu” się, nie będzie chciała poddać się woli Waszyngtonu – zresztą dla OBU supermocarstw Rosja jest graczem zdradliwym, burzącym wszelkie strategiczne plany w układzie G2 – więc G2 dojdzie do wniosku, że pole gry trzeba ustabilizować]. Sądzę, że w takiej sekwencji do deal’u USA-Chiny kosztem Rosji [i Europy oddanej jako dominium USA – za Koreę i Tajwan] dojdzie najpierw – a dopiero potem, gdy stratedzy amerykańscy w Waszyngtonie będą sobie gratulowali i skakali z radości, że oto wygrali już konfrontacje z Chinami – dopiero POTEM uruchomią marsz atomowego Pakistanu na zachód – pod PONADPAŃSTWOWĄ flagą Kalifatu w rękach Talibów. Dla zbudowania sobie jednego strategicznego gracza wrogiego Zachodowi – bo po deal’u USA-Chiny i po przypadnięciu Europy w dominium USA – ogólnie Zachód będzie wrogiem Chin. No i dla zbudowania sobie praktycznie wyłącznego rynku zbytu – i wyłącznego dostawcy węglowodorów i innych surowców. Co pozwoli na rozwój Chin – już bez rynku Zachodu. Technologię zbudują sobie WTEDY sami Chińczycy.

    1. Jeżeli to prawda z tym ośrodkiem w Chabadar – to stratedzy i planiści i USA i Izraela mają teraz pełne ręce roboty nad różnymi, bardzo twardymi scenariuszami działań. Wystarczy, że Chiny przemieszczą do Chabadaru dywizjon niszczycieli klasy 052D czy 055 – już powstaje silna strefa A2/AD. Wraz z chińskim lotniskowcem i jego grupą – powstanie rozszerzona i mobilna projekcja siły. A uderzenie USA w Iran – widzę w takim układzie najpóźniej do 2025 – bez czekania ze strony USA na to, że Chiny zbudują wpierw Iranowi infrastrukturę wydobywczą i przesyłową węglowodorów, co by pokazowo „puściło z dymem” chińskie inwestycje [pierwotnie planowane na 400 mld dolarów jesienią 2019, ale COVID-19 na pewno to zweryfikował w dół].

      1. Dla jasności – wysłanie dywizjonu niszczycieli rakietowych do Chabadar jako portu „macierzystego” – widzę możliwe za rok, a raczej dwa lata w przypadku 052D – i za ca 3-4 lata w przypadku 055, który na razie w służbie operacyjnej jest w 1 egzemplarzu, a następne są na pochylniach. Niszcycieli 052D jest więcej – ale trudno spodziewać się ich detaszowania poza Morze Południowochińskie i akweny bezpośrednio przyległe, nim masowa produkcja i przyjęcia do służby nie stworzą odpowiedniej „nadwyżki” do dyspozycji na „dalekie” wody. Gdyby potwierdziło się z Chabadar – to widać fiasko strategii zwijania obecności USA i koncentrowania na Pacyfiku – bo w próżnię wchodzą Chiny, ponownie angażując USA. Przy „krótkiej kołdrze” zasobów USA, stratedzy Waszyngtonu postawią na krótki, skumulowany atak powietrzno-morski – ale bez angażowania sił lądowych. Z musu zrobi się cnotę, przy okazji ćwicząc po raz pierwszy sieciocentryczne dowodzenie kosmos-powietrze-powierzchnia – czyli Iran jako „proxy-war” dla dania sygnału siły i determinacji USA – skierowanego do Chin – i świata. Patrząc szerzej – ten casus wchodzenia w pustkę strategiczną po USA – winien dać do myślenia Waszyngtonowi względem Wschodniej Flanki i presji Rosji. To może pomóc [szczególnie przy zorganizowaniu się do rozmów Wschodniej Flanki w jeden koalicyjny konfederacki podmiot] do przekonania USA: „nie macie sił i się wycofujecie – OK, rozumiemy – ale jeżeli chcecie utrzymać wpływy USA w Europie – dajcie nam transfery technologiczne, NATO, Nuclear Sharing dla Wschodniej Flanki [przynajmniej tej NATOwskiej – ale to mogłoby być rozszerzone], przydzielcie UK jako gracza atomowego do Wschodniej Flanki [traktowanej jako rozszerzenie frontu arktycznego i GIUK] – i dajcie wyraźne gwarancje strategiczne z atomem w ręku – w całej drabinie eskalacyjnej.

  5. Życie dopisuje kolejne wydarzenia w tym wątku. Wojna Azerbejdżanu z Armenią, jawne poparcie Azerbejdżanu przez Turcję oraz brak adekwatnej odpowiedzi Rosji przy cichym poparciu działań Turcji przez Gruzję wskazują, że na Kaukazie zmienia się układ sił. Turcja gra ambitnie na każdym polu gdzie decydują się jej interesy. Turcy wykorzystali czas do stworzenia sprawnego państwa świadomego swoich interesów. Rosja musi się z Turcją liczyć w każdym punkcie, gdzie stykają się interesy tych państw – nawet na Kaukazie. Europa całkowicie została wyparta z tego regionu. Francja podejmująca jakieś akcje zbieżne z interesami Rosji faktycznie jest bezsilna. Czy to oznacza początek smuty? Chyba jeszcze nie. Osłabiona Rosja jest łakomym kąskiem dla wszystkich wielkich graczy, którzy będą składali jej oferty. Czy Rosja przekuje tę sytuację na swoją korzyść, czas pokaże. Dla nas przykład Turcji próbującej wykorzystać swoje szanse, budującej konsekwentnie wykształcone, sprawne elity oraz silną, dobrze dowodzoną armię powinien być inspirujący. Myślę, że Polska ma więcej atutów niż Turcja. Natomiast stan świadomości naszych elit to telenowelowy dramat.

    1. Czy chcemy, czy nie – Turcja z układu geostrategicznego i ze względu na zasadniczą sprzeczność jej interesów z interesami Rosji – jest DE FACTO naszym sojusznikiem przeciw Rosji. Na poziomie strategicznym – długofalowym – gdzie starcie Rosja-Turcja mam za nieuchronne. Zwłaszcza gdy Turcja na poważnie zacznie „organizować” własne głowice jądrowe – albo dokładniej – gdy Kreml będzie przekonany, że Turcja to robi. Ale i wcześniej wojna możliwa – bo Turcja moim zdaniem chce stworzyć „turański” blok państw z Turcją jako liderem – blok państw umożliwiający ciągłą komunikację Jedwabnego Szlaku od Chin po Europę. Czyli Turcja chce wypchnąć wpływy Rosji nie tylko w regionie Kaukazu – ale i w Azji Środkowej – tu zapewne w sojuszu/współdziałaniu z Chinami. Oczywiście – z odcięciem Rosji od Syrii i Libii [i tym samym z odcięciem Rosji od możliwości budowy tam silnych stref antydostępowych i wypchnięcia USA [US Navy i USAF] ze wschodniej części Morza Śródziemnego po Sycylię] – ale i z przywróceniem przewagi Turcji na Morzu Czarnym – jak to było przed aneksją Krymu. Gdyby nasi sternicy nawy państwowej mieli nieco rozumienia spraw – to zawczasu by [z przykrywką wobec USA jako ten”dobry agent” w ramach NATO – albo i pod stołem] gotowali pewne ustalenia na poziomie strategicznym, operacyjnym – ale i współpracy technologicznej – zwłaszcza transferu najnowszych technologii. W systemach rakietowych, dronach, efektorach precyzyjnych itp. Czyli high-tech jako baza obecnej postępującej rewolucji generacyjnej RMA – bez którego to high-tech na Polskim Teatrze Wojny nasze WP będzie zdeklasowane w razie konfrontacji z Rosją. Nasi generałowie nadal mentalnie tkwią w zimnej wojnie – zatrzymali się na poziomie wojowania sprzed 40-50 lat. Tylko chcą nowe czołgi zamiast starych, nowe samoloty zamiast starych, nowe okręty zamiast starych – ale struktura i użycie ma być zasadniczo te same – a wszelka dronizacja i automatyzacja/autonomizacja – oraz sieciocentryczność stawiająca przed dowódcami zupełnie nowy poziom interoperacyjności „wszechdomenowej” – to dla nich zło największe – bo zabierające etaty dla awansów stabilnej ścieżki kariery – no i wysadzające ich z dobrze wytartych i opanowanych starych schematów dowodzenia – gdzie w nowych strukturach zapewne nie byłoby dla nich miejsca – bo by zwyczajnie byli niekompetentni.

  6. Wojna o enklawę ormiańską nie poróżniła Turcji i Rosji. Turcja umacnia wpływy w Azerbejdżanie a Rosja w Armenii. UE jak zwykle nie widzi, nie słyszy i wyraża zaniepokojenie. Pozwala tym samym utracić wpływy w Armenii na rzecz Rosji. Armenia próbująca budować swoją tożsamość i samodzielność odebrała nauczkę. Bez Rosji może stracić wszystko. Z Rosją może zachować życie ale niewiele więcej.

    1. Uważam przeciwnie – Turcja całkowicie obróciła Azerbejdżan na swoją stronę, zdetronizowała Kreml jako dotychczasowego nadrzędnego hegemona-rozjemce między Azerami a Ormianami [od 1994], na dodatek pod presją sytuacji Gruzja opowiedziała się po stronie Turcji i Azerbejdżanu, blokując dostawy do Armenii. Turcja przebiła się wpływami nad Morze Kaspijskie. Teraz ma do dyspozycji przewagę ruchów w drabinie eskalacyjnej – na Kremlu musza się zastanawiać, co będzie, jeżeli w Baku Turcja ustanowi strefę A2/AD [o ironio – np. z zakupionymi od Rosji systemami S-400]. Bo kontyngent turecki już został zaaprobowany do wysyłki do Azerbejdżanu [https://www.defence24.pl/turcja-wysyla-wojsko-do-azerbejdzanu] i Erdogan otworzył sobie pole do kontroli drabiny eskalacyjnej w regionie kaspijskim. Turcja wyraźnie zmierza do zwiększenia wpływów w strefie „turańskiej” Azji Środkowej. Zaczyna być graczem nr 1 w kwestii Jedwabnego Szlaku – i kontroli ropo i gazociągów [zresztą tzw. Korytarz Południowy – gazu azerskiego – był jednym z głównych powodów azersko-tureckiej akcji. Najgroźniejszy byłby obrót Kazachstanu – bo to by oznaczało już bezpośrednie zagrożenie strefy rdzeniowej Rosji – ujścia Wołgi. No i ta wojna na Zakaukaziu będzie wpływała swoimi dalszymi skutkami też na Dagestan, Czeczenię, Inguszetię, nawet Tatarstan. Podmywając siłę rosyjskiej władzy – co na pewno przyniesie skutki długofalowe. Rosja ze wszystkich sił udaje, że „pada deszcz”, bo nie może sobie pozwolić na otwarte zwarcie z Turcją. Która kontrolując dostawy przez Bosfor, kontroluje rosyjski kontyngent w Syrii i Libii, a także nowo powstałą bazę w Sudanie. Armenia została zduszona i zdana na łaskę-niełaskę Rosji – ale moim zdaniem w długim biegu prorosyjski rząd się nie utrzyma w Erywaniu – raczej nastąpi po pewnym czasie „obijania się w opcjach” obrót na Pekin, jako nadrzędnego perspektywicznego i stabilizującego gracza-rozjemcę. Każdy czołg rosyjskiej produkcji, wyrzutnia rakiet, stanowisko plot – zniszczone tureckimi dronami w upublicznianych video – to klęska wizerunkowa dotychczasowego prestiżu sprzętu rosyjskiego. Armenia jest zdana przymusowo na Rosję – ale panuje jednoznaczne przekonanie „Rosja zdradziła nas Turkom”. Długofalowo zwycięzcą całej wojny – jest Pekin. Który obrócił Iran w 2019 – więc sojusz Rosja-Iran kontra Turcja zasadniczo odpada.

      1. Faktycznie, fałszywie odebrałem to jako chwilowo satysfakcjonujące obie strony rozwiązanie. Dzięki za rzeczowy, logiczny i ciekawy komentarz. Rzeczywiście Turcja próbuje wskrzesić swoje wpływy i odtwarzać tam, gdzie nadarza się okazja Imperium Otomańskie. Rosja przełyka tę żabę ponieważ pełnoskalowy konflikt w Górskim Karabachu nie przywróciłby status quo z epoki ZSRR. Raczej wciągnąłby Kreml w kosztowny konflikt bez możliwości ostatecznego rozstrzygnięcia. Rosja nie ma obecnie możliwości tworzenia sojuszy. Pomijam Niemcy i Francję ponieważ te, choć dobrze życzą Rosji, nigdy oficjalnie nie opowiedzą się po stronie imperialnej polityki Rosji. Ale też nie będą rwać włosów z głów gdy Rosja coś tam dalekiego sobie zajmie. Z kolei Turcja potencjalnie ma konflikty na wszystkich swoich granicach. Ma też Kurdów. Rosja więc ma pole manewru i zamknięcie Bosforu niekoniecznie Turcji wyjdzie na dobre. Korzystne jest posiadanie takiej możliwości póki się jej nie użyje. Turcja nie ma pełnej swobody zwłaszcza gdy jej polityka godzi w interesy Francji, Grecji i uwiera Niemcy. Sankcje UE w obecnej sytuacji gospodarczej byłyby bardzo dotkliwe dla rządów Erdogana. Tak więc obie strony – Rosja i Turcja, mogą się szachować. Kto ma większe możliwości przetrwania tej próby sił, nie mam pojęcia. Pozostaje opcja, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta.

        1. Turcja nie ma zamiaru zamykać Bosforu dla dostaw rosyjskich.To ostateczność na wypadek otwartego konfliktu z FR. Więcej – kontrola Bosforu to z punktu widzenia Ankary „bezpiecznik deeskalacyjny” – który chroni [na razie] Turcję przed otwartym atakiem Rosji. O wiele korzystniejsza w nieustannym odcinaniu kuponów dla Turcji jest sama możliwość zamknięcia Bosforu – trzymanie nogi na gardle Rosji – co mityguje i ogranicza w kalkulacjach Kreml już na etapie wszelkiego planowania – i daje Turcji zasadniczą przewagę w ruchach. Inna rzecz, że długofalowo Rosja absolutnie nie może zgodzić się na demontaż jej wpływów w limitrofach, a co gorsza, na wzrost wpływów Turcji w islamskich regionach południa Rosji, co już zagraża strefie rdzeniowej Rosji i grozi efektem domina rozsypania FR. Wygląda na to, że w planie długofalowym Turcja działa konsekwentnie nie odpuści „pantureckich” planów i budowania swojej pozycji w Jedwabnym Szlaku i kontroli rurociągów i złóż – kosztem strategicznych interesów Rosji i z marginalizacją Iranu. Ani z izolowania/przecinania na Morzu Kaspijskim możliwości współdziałania Rosji z Iranem. Czyli długofalowo konflikt zbrojny Rosja-Turcja jest nieunikniony – po przekroczeniu pewnego progu krytycznego zagrożenia strategicznego wg oceny Kremla. Im późniejszy – tym bardziej gwałtowny będzie ten konflikt. I osią ataku Rosji [a przynajmniej celem politycznym] będzie m.in. Bosfor [ogólnie basen Morza Czarnego, częściowo Kaspijskiego]. Co Polska powinna już teraz samodzielnie kalkulować w scenariuszach ewentualnościowych i planach strategicznych. Względem Turcji i Ukrainy i Rumunii – minimum. W nieco bardziej rozwiniętej formie – planując współdziałanie przynajmniej z Gruzją i z Kazachstanem. Ten ostatni jest ważkim graczem dla Polski [dla Rosji też] – ze względu na uran. A będzie na celowniku Kremla [przylega do strefy rdzeniowej Rosji] – i Kreml jak już zdecyduje się na rozprawę z Turcją, to w „pakiecie” postara się o szereg działań metodą faktów dokonanych, które mają zrolować wpływy Turcji i przywrócić przewagę Rosji w limitrofach. Tarcia Kremla z Kazachstanem są od 2013 – od ogłoszenia przez Xi Nowego Jedwabnego Szlaku w Astanie – co Kreml odczytał jako próbę obrotu Kazachstanu na Pekin. Zresztą – od 2016 i przemówienia Szojgu, że A2/AD Krymu zapewniło Rosji osiągnięcie przewagi w basenie Morza Czarnego – przejście Turcji do konfrontacji z Rosją było i jest nieuniknione. Ogłoszenie ostatnio złóż gazu 300 mld m3 na Morzu Czarnym w strefie tureckiej – to z punktu widzenia politycznego danie „podkładki” pod ofensywny zwrot Turcji dla przywrócenia przewagi na Morzu Czarnym – co oczywista jest nieakceptowalne dla Kremla. Może złoża są, może nie [albo są – ale małe] – ale pretekst dla wzmożenia zaangażowania Turcji jest już na pewno. Patrząc szerzej na współdziałanie w ramach szeroko rozumianej Wschodniej Flanki [NATO i nieNATO] – rola NORDEFCO to neutralizacja A2/AD Petersburga, nasza rola to A2/AD Kaliningradu [i przyszłej A2/AD ustanowionej przez Rosję na Białorusi], zaś rola Turcji to A2/AD Krymu. Te trzy strefy antydostępowe [traktując A2/AD Kaliningradu i Białorusi jako jeden tzw. „bastion”] wyznaczają strefy konfrontacji. W ciągu 3-5 lat Rosja wprowadzi pierwszy sieciocentryczny system prak/plot S-500 o OPERACYJNYM REALNYM zasięgu 600 km – i będzie to kontrola real-time i przestrzeni powietrznej i powierzchni w czasie rzeczywistym [dane z różnych sensorów – od satelitów, przez A-50U/A-100 po drony klasy Ochotnik i różne typy radarów pozahoryzontalnych, pasywnych, multistacjonarnych, lidary, IRST, ROFAR]. Wraz z ofensywnymi efektorami [hipersoniczne Cyrkony, nowe Kalibry i Iskandery], przy wpięciu sieciocentrycznym i dalekiej kontroli real-time – stworzy to ca AD2025 zupełnie nowy stopień projekcji siły i „parcia” baniek antydostępowych. Wystarczy rzut oka na mapę Finlandii, Polski, Rumunii, Turcji. Co oczywista wymusi reakcję [oby zsynchronizowaną i synergiczną] umownej Wschodniej Flanki – reakcję nastawioną na neutralizację/zgniecenie rosyjskich A2/AD. Warto zauważyć że w drugiej połowie lat 20-tych nastąpi zwiększenie siły np. brytyjskich, norweskich, duńskich F-35A [w Polsce F-35A ca 2028 – ale operacyjność pierwszych samolotów raczej ca 2030 najszybciej]. Plus wzmocnienie GIUK i operacyjność II Floty US Navy. Plus rozwój dronów bojowych – gdzie saturacyjne roje dronów są uznawane przez samych specjalistów rosyjskich za najlepszy środek przełamywania A2/AD. Plus rozwój precyzyjnej artylerii rakietowej [np. PrSM – najpierw zasięg 500 – potem 800 km – dla systemów HIMARS i MLRS] – oraz lufowej precyzyjnej amunicji strumieniowej Nammo/Boeing o zasięgu ca 150 km – co łącznie zupełnie zmienia możliwości precyzyjnej projekcji siły – na szczeblu taktyczno-operacyjnym przechodzącym w strategiczny [bo np. taka amunicja Nammo do Krabów i Kryli pozwala [przy pokryciu widzeniem C5ISR wraz z wygraniem WRE] na wybicie wszystkich aktywów bojowych i faktyczną likwidację Obwodu Kaliningradzkiego]. Co siłą rzeczy prowadzi do konfrontacji z FR – bo z punktu widzenia Kremla utrata przewagi to zagrożenie wymagające kontry [tak pojmuje bezpieczeństwo Kreml] – najpierw w wojnie rozmytej, a jeżeli to nie daje rezultatów – w cyberwojnie [ze skutkami w infrastrukturze], totalnych atakach informacyjno-propagandowych, w prowokacjach, w sabotażu, działaniach specjalsów – i na końcu w wojnie kinetycznej.

          1. Skoro Turcja chce opanować południowe warianty NJS to teraz Chiny powinne wyjść z jakimś balancerem… np. nitką rozpinającą na Wielkich Rzekach Syberii na trasie: Irkuck, Jakuck, Krasnojarsk, Nowosybirsk i Omsk. Przy odpowiednim przeprowadzeniu sprawy to nie za bardzo umocni Rosji, a Turcja nie będzie mogła się czuć zbyt pewnie… a do tego dochodzą walory w postaci kolonizacji kapitałowej Syberii. A swoją drogą teraz po wygranej Bidena mogliby tym manewrem wyjść na Polskę i włączyć się między innymi do rozgrywki o zasoby Śląska.

  7. Kreml stoi przed strategicznym niebezpieczeństwem nie tylko utraty wpływu w limitrofach Zakaukazia i Azji Środkowej – ale infiltracji tureckich wpływów w samej FR – w Dagestanie, Czeczenii, Inguszetii i Tatarstanie. Dopóki Turcja kontroluje Bosfor – dopóty kontroluje też rosyjskie kontyngenty w Syrii, Libii i Sudanie – trzyma nogę na gardle Kremla. Sytuacja podmywania wpływów Rosji na południu – i to blisko strefy rdzeniowej [ujścia Wołgi] – jest na dłuższą metę absolutnie nieakceptowalna dla Kremla. Przekroczenie pewnego progu krytycznego zagrożenia Rosji wywoła zapewne kontrakcję na poziomie strategicznym. Z przechwyceniem Bosforu [przynajmniej politycznie Rosja zechce zmienić układ w Montreaux na swoją korzyść – i pewnie zbudować rodzaj koalicji z Grecją i Bułgarią – wyłuskując je częściowo z NATO – i tworząc konflikt wewnętrzny w NATO] jako celem nr 1 [przy okazji zrolowania tureckich wpływów – także na Morzu Czarnym, które stało się areną konfrontacji Turcji z Rosja po ogłoszeniu planów zabezpieczenia wydobywania złóż 300 mld m3 gazu w strefie tureckiej]. Żeby Rosja uzyskała „umycie rąk” ze strony Waszyngtonu na uderzenie w Turcję – a tu wielkim lobbystą takiego uderzenia będzie Izrael [którego strategia przewiduje łamanie pretendentów do regionalnej hegemonii – a na takiego Turcja już wyrasta] – Waszyngton zapewne zażąda „umycia rąk” przez Rosję w sprawie uderzenia USA z sojusznikami w Iran. Rosja pójdzie na to – bo przecież wielka wojna w Zatoce wykosi konkurencję w węglowodorach i kosmicznie podbije cenę przeliczeniowej baryłki – co pozwoli „odkuć się” Rosji finansowo i przełamać sankcje i izolację. Waszyngton pójdzie na uderzenie Rosji w Turcję – bo w ten sposób nastąpi replay sytuacji po II w.św. – gdy Turcja zagrożona Rosją za Stalina obróciła się na USA i przystąpiła potem do NATO. Kalkulacja strategów Waszyngtonu zasadza się na dogadaniu pod stołem z Ankarą – gdy już nastąpi uderzenie i Turcję to bardzo zaboli i stanie się chętna do rozmów co do militarnej pomocy i wejścia USA jako strony, która zastopuje wojnę – oraz odbierze Rosji polityczne owoce zwycięstwa. Turcja wg tej kalkulacji amerykańskiej ma wrócić pokornie w roli „syna marnotrawnego” na łono Wuja Sama i w roli pokazowego przykładnego członka NATO. Oczywistym skutkiem zniszczenia Iranu i zdrady Rosji [ale i Izraela – który dotychczas gra na Nowy Jedwabny Szlak] będzie reakcja Pekinu – danie zabezpieczenia strategicznego dla Pakistanu od Indii [od wschodu Pakistanu] – i danie „namaszczenia” do wielkiego marszu pod ponadnarodowym jednoczącym świat islamu sztandarem Atomowego Kalifatu [zapewne Talibów] – na zachód. Z połknięciem Afganistanu jako pierwszym krokiem – i podbojem świeżo zniszczonego Iranu. Skutkiem tego pochodu będzie dla Pekinu odbudowa ciągłości Jedwabnego Szlaku, stworzenie sobie z Atomowego Kalifatu sojusznika strategicznego, rynku zbytu zastępującego szeroko rozumiany Zachód [uzupełniającego rynek wewnętrzny Chin], a także dla zabezpieczenia dostaw surowców drogą lądową. Te sprawy to moim zdaniem [ze względu na konieczność przygotowania militarnego – i ze względu na konieczność dogadania dealu „wzajemnego umywania rak”] druga połowa lat 20-tych, częściowo początek lat 30-tych. Gdzie dalszy pochód Atomowego Kalifatu – obejmie zapewne i Afrykę Północną [z zagrożeniem Europy] – i da Chinom skomunikowanie lądowe Wyspy Świata. W Pekinie i Rosję i Izrael wpiszą na czarną listę – ale to już odwlecze się do wykonania podczas Wielkiej Konfrontacji – po umownym przegonieniu USA przez Chiny w technologiach wojskowych – co da „wolne ręce” Pekinowi w zaprowadzaniu hegemonii poczynając od Azji – czyli po 2035.

  8. Proszę zauważyć – Turcja buduje swoje Trójmorze [nawet Czwórmorze] – wpływy w basenie Morza Czarnego, Kaspijskiego, Śródziemnego, a ostatnio pośrednio także Czerwonego [przez kontrolę dostaw do rosyjskiej bazy w Sudanie]. Głównym sojusznikiem Turcji w basenie Morza Czarnego jest Ukraina. Która pilnie stawia na współpracę z Turcją – np. kupując drony bojowe TB2 – teraz już na wyższym poziomie organizacji – do rozpoznania i pozycjonowania celów dla kierowanych ukraińskich pocisków przeciwokrętowych Neptun https://www.defence24.pl/ukraina-buduje-system-dronowej-obrony-z-turcja-naprowadzanie-pociskow-i-dozor-granic-komentarz%5D. W czym już wyprzedza Polskę wyposażoną w dywizjony NSM [bo nasze rakiety mają realnie zasięg bojowego oddziaływania tylko ca 50 – przez brak sieciocentrycznego pozahoryzontalnego rozpoznania i pozycjonowania celów na większy dystans]. Co więcej – nowy turecki ciężki dron bojowy Akinci [Ukraina dostarcza silniki] ma przenosić zaawansowany inteligentny słabowykrywalny manewrujący pocisk rakietowy SOM-A [zasięg 250 km, głowica bojowa 230 kg] – którego „krótsza” wersja SOM-J miała być uzbrojeniem precyzyjnym dla F-35 [w komorze bombowej] w trybie stealth. A wdrożenie Akinci z takim efektorem oznacza w przyszłości pokrycie precyzyjną projekcją siły całości Morza Czarnego, Kaspijskiego, wschodniej połowy Morza Śródziemnego. Co oczywista BARDZO „nie pasuje” nie tylko Rosji, ale Izraelowi i USA [oraz innym graczom – Grecji, Cyprowi, Bułgarii, ale i np. Francji, także Egiptowi]. Jeszcze uwaga – Erdogan kupując systemy S-400 – bardzo naraził się Waszyngtonowi – ale z drugiej strony zyskał silny przyszłościowy lewar i na Waszyngton i na Kreml. W postaci możliwości udostępnienia Amerykanom S-400 do badań. Co tym bardziej skłania Kreml do oględnych reakcji wobec Ankary – DO CZASU strategicznego uderzenia w Turcję. Zaś można być pewnym, że jednym z warunków pomocy Waszyngtonu dla zaatakowanej Turcji – będzie pełne udostępnienie systemów S-400. W planie strategicznym-długofalowym owe przekupywanie Turcji dla wyłuskiwania z NATO przynosi już teraz olbrzymie koszty Rosji utratą wpływów na rzecz Turcji – a te koszty jeszcze wzrosną….i na koniec może się okazać, że cały plan wyłuskania Turcji z NATO spali na panewce…a to może się skończyć dość brutalną wymianą ekipy na Kremlu…

  9. A czy przypadkiem wynikiem tych rozgrywek nie będzie odwrócenie trasy eksportu gazu i ropy z Azerbejdżanu do Chin, a tym samym Turcja uzyska w zamian możliwość zbytu gazu zamiast Azerbejdżanu na rynku europejskim ( to byłoby zgodne również z interesem Izraela ), który również planuje wydobywać gaz i przesyłać go do Europy. Turcja i Izrael zaś wypchnęłyby w ten sposób Rosję jako dostawcę gazu dla południowej Europy.
    Natomiast po obróceniu dostaw azerbejdżańskiego gazu na Chiny, te postarają się znacznie umocnić swe wpływy w Kazachstanie.
    Obecnie Turcja montuje zestawy łączności satelitarnej na swoich dronach Bayraktar TB2, co dawałoby im zasięg około 1500 km.
    Do tego Turcja zamierza kupić od ukraińskich zakładów Iwczenko-Progress silniki AI-305 pozwalające na produkcję zapowiadanych pocisków manewrujących Gezgin i przeciwokrętowych Atmacao o zasięgu 1500 – 3000 km. Fiu, fiu.
    A my byśmy tak tych siników od Ukrainy nie mogli nabyć – oczywiście gdybyśmy mieli kiedyś rozpoznanie na takie odległości – tu już chyba tylko satelitarne wchodzi w grę.

    1. P.S. to są odległości pozwalające Turcji swobodnie zaatakować Moskwę, Berlin, albo Paryż, Turkmenistan i Uzbekistan, czy wreszcie Jerozolimę. Przy tym trafić bardzo precyzyjnie i do tego samodzielnie, bez żadnych kodów blokujących taką możliwość.
      A do tego dodajmy możliwość wystrzeliwania tych rakiet z okrętów i samodzielną politykę Turcji. Pierwszy raz państwo z NATO, praktycznie graniczące z Rosją ma taką możliwość. Spodziewam się, że Turcja stanie się jeszcze bardziej asertywna wobec Rosji.

      1. Turcja chce stać się silnym graczem – silniejszym od Rosji – na Bliskim Wschodzie, Kaukazie i Zakaukaziu, w Azji Środkowej. Więcej – podmywa władzę Kremla w Czeczenii, Inguszetii, Dagestanie i Tatarstanie. To jest na dłuższą metę nieakceptowalne – i spowoduje siłową reakcję Kremla. Erdogan potrafi dość elastycznie podchodzić do eskalacji/deeskalacji, nominalnie utrzymuje Turcję w NATO, co daje mu pole manewru i podwyższa poprzeczkę ryzyka i kosztów dla Kremla – zresztą Erdogan trzyma nogę na gardle rosyjskich dostaw przez Bosfor – co robi dość mądrze – czyli pozwala na zaopatrzenie – co jest stałym sygnałem strategicznym „ale w każdej chwili mogę Bosfor zamknąć dla zaopatrzenia z Rosji” – i dzięki temu może sobie pozwolić na konfrontację w proxy wars w Syrii, Libii, Karabachu. Zresztą Kreml jest świadomy, że uderzenie w Turcję – to uderzenie w Jedwabny Szlak niezależny od Rosji. Co z jednej strony kusi Kreml – ale z drugiej strony niesie konsekwencje na poziomie strategicznym – wrogiej reakcji Pekinu, który przecież nie da się nabrać na najsłodsze zaklinania Kremla. To z jednej strony powstrzymuje Kreml przed reakcją – ale tylko do czasu, bo Turcja powoli, ale stale przejmuje i wpływy Rosji i bonusy z tych wpływów [zwłaszcza kontrolę przepływów towarów – no i rurociągów – a ostatnio także Turcja ma apetyt na rynek uzbrojenia – dotychczas domenę rosyjską]. To powoduje, że im bardziej się odwlecze – tym bardziej reakcja Rosji będzie ostra, bo długofalowo Turcja zagraża jej egzystencjalnie „rozkładając” FR od południa – i na pewno będzie nakierowana [przynajmniej politycznie]także na likwidację „dylematu Bosforu” – i generalnie na zrolowanie tureckiej strefy wpływów. Nie będę zdziwiony, jeżeli Kreml rozpęta wojnę asymetryczna przeciw Kazachstanowi [jeżeli ten obróci się na Turcję] – a nawet wojnę pełnoskalową. Bo zagrożenie strefy rdzeniowej [konkretnie ujścia Wołgi] jest „nożem na gardle” dla Kremla. Drugim niebezpieczeństwem strategicznym dla Kremla jest udzielenie zgody Waszyngtonowi na „umycie rąk” względem uderzenia USA w Iran. Co rzecz jasna rozbija cały plan Pekinu południowej odnogi lądowej Jedwabnego Szlaku – i jego inwestycje w Iran jako dostawcę ropy i gazu lądem. O ile o uderzeniu w Turcję przesądzi dla Kremla egzystencjalne zagrożenie utraty stref wpływów w limitrofach i rozkładu FR od południa – i zagrożenia strefy rdzeniowej Rosji – o tyle zgoda na „umycie rąk” [faktyczna zdradę] co do Iranu – będzie wynikała z chęci zasadniczego odwrócenia braków w budżecie [przychody z ropy i gazu – przejęte po „kosmicznych” cenach od wykoszonej konkurencji w Zatoce] – poprawy sytaucji wewnętrznej – no i dla złamania izolacji i sankcji. Moim zdaniem względem Turcji Rosja odniesie imponujące zwycięstwo medialne [wizerunkowe] – ale USA odbiorą Kremlowi polityczne i ekonomiczne owoce zwycięstwa – oczywiście za „nawrócenie się ” Turcji pod skrzydła Wuja Sama. Natomiast „umycie rąk” w sprawie Iranu – przyniesie Kremlowi rzeczywiste duże kokosy ekonomiczno-finansowe i polityczne, ale będzie jednocześnie okupione zwrotem Pekinu wobec Rosji – nastawionym od tego momentu na marginalizację Rosji, a długofalowo – na jej likwidację – przynajmniej w strefie Syberii i Arktyki. Co da podstawę do deal’u USA-Chiny dla marginalizacji Rosji i zaakceptowania Europy jako strefy wpływów [dominium] USA. Oczywiście – za zjednoczenie Korei – co pociągnie za sobą wyjście USA z azjatyckiego przyczółka koreańskiego [i obrót zjednoczonej Korei na Chiny] – oraz za „pokojowe połączenie Tajwanu z macierzą” – co zapewni przerwanie pierwszego łańcucha wysp. Gdzie USA – jak kalkuluję, osłabione w 2 połowie lat 20-tych i na początku lat 30-tych – zracjonalizują niemożność skutecznej obrony Tajwanu – i postarają się sprzedać Tajwan maksymalnie korzystnie [„póki jeszcze można Tajwan sprzedać”] – wobec opinii światowej robiąc z musu cnotę – okraszoną wielkimi słowami o „wspólnym budowaniu pokoju i porozumienia” itd. Jest jeszcze drugi rosnący problem dla Kremla – NORDEFCO rosnące w siłę i mające silne zakotwiczenie w NATO, w GIUK i we współpracy bilateralnej z UK i z USA – a w ramach NORDEFCO „problemem” jest zwłaszcza „zbuntowana” Finlandia – która całkowicie porzuciła dotychczasową „tradycyjną” finlandyzację – a co gorsza dla Kremla – buduje cały suwerenny cykl wydobycia własnego uranu i jego przerobu – co oczywista prowadzi do głowic – i do zasadniczej zmiany układu sił. Absolutnie nieakceptowalnej dla Kremla. Tu również Kreml „będzie zmuszony” do podjęcia adekwatnej reakcji – przynajmniej działań asymetrycznych – ale w razie ich niepowodzenia – nawet działań pełnoskalowych. Dla rozbicia NORDEFCO, uderzenia pośredniego w NATO, rozbicia „złotych sojuszy” Finlandii i Szwecji z USA – i dla osłabienia GIUK – i atlantyckiej penetracji Arktyki. I tak samo – im później ta reakcja Kremla nastąpi – tym będzie bardziej ostra. Trzeci element „wojny nieuniknionej” Kremla – to Ukraina. Bez Ukrainy na dłuższą metę Rosja nie będzie mocarstwem. Z punktu widzenia Kremla – jeżeli wszelkie zabiegi – na wyrzucenie USA z Europy, na zmęczenie i wprowadzenie chaosu i na wewnętrzne przejęcie Ukrainy – jeżeli te zabiegi okażą się nieudane – finalnie Rosja odwoła się najpierw do wzmożenia wojny rozproszonej/asymetrycznej, kampanii dezinformacyjnej [„Ukraińcy dokonują krwawych prowokacji – musimy się bronić -ratujmy braci-Rosjan pod ukraińskim jarzem prześladowań” itd] dla szybkiej eskalacji prowadzącej do Blietzkriegu. Który ma faktami dokonanymi ustanowić „nową normalność”, uprzedzić wszelkie spóźnione reakcje i wymusić zaakceptowanie stanu rzeczy na arenie międzynarodowej. A do tego Blietzkriegu warunkiem koniecznym będzie przejęcie Białorusi i usadowienie także natarcia z północy – po obu stronach Dniepru. Oczywistą „czapką” polityczną legalizacji całej tej operacji będzie próba „przywrócenia jedynie legalnej władzy” Janukowycza – który tylko dlatego jeszcze żyje, że jest poręczną marionetką. Dla nas Ukraina-Białoruś to sprawa krytycznie ważna – raczej nie unikniemy udziału w tej wojnie – bo idzie o nasz rejon bezpieczeństwa. Co oznacza, że musimy mieć maksymalne wsparcie USA, UK i ew. NATO – odpowiedni mandat polityczny. No i nasze WP musi być przygotowane do wielkoskalowej precyzyjnej dalekiej projekcji siły. Ale nie w pancerzu i gąsienicach wg prawideł wojowania a la zimna wojna – tylko silnymi licznymi rojami dronów operujących sieciocentrycznie, precyzyjną artylerią lufową i rakietową możliwie dalekiego zasięgu. Liczy się mobilność i precyzja zdalnego uderzenia z rozproszenia – w tym na poziomie taktycznym – do sztuki sprzętu. Co implikuje defensywno-ofensywną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – łączącą wszystkie elementy RMA w nadrzędną synergiczną całość. Sieciocentryczną [z rozproszonym C5ISR/WRE wspomaganym AI], zdronizowaną, opartą o efektory precyzyjne. I spinającą wszystkie domeny w jedną – zarządzaną w czasie rzeczywistym. Co oczywista – wymaga całkowitej zmianysystemowej i strukturalnej PMT. Zaznaczam – celem nr 1 takiej A2/AD jest zasadniczo obrona kraju – ale dzięki możliwości zasięgu C5ISR i precyzyjnej projekcji siły [i dzięki obronie aktywów ofensywnych pod parasolem A2/AD] – także wielkoskalowy atak łamiący podstawę operacyjną przeciwnika – i metodycznie szybko likwidujący „szczegółowo” jego aktywa bojowe i logistyczne, dowodzenie, strukturę jednostek. Generalnie – nie potrzebujemy 1-2 nowych dywizji ciężkich [wolnych i kłopotliwych w relokacji] – tylko w pierwszej linii roje dronów przełamujących z efektorami pozahoryzontalnymi – a za nimi szybkich kołowych jednostek o bardzo dużej mobilności – dla zajmowania terenu – i dla likwidacji izolowanych rozbitych dronami grup nieprzyjaciela.

    2. (…)Obecnie Turcja montuje zestawy łączności satelitarnej na swoich dronach Bayraktar TB2, co dawałoby im zasięg około 1500 km.(…)
      Półtoratysiąca kilometrów? Na jednym (…)tankowaniu(…)?

      1. A owszem – TB2 może latać 24 h przy prędkości przelotowej 130 km/h. Co daje 3120 km. Czyli zasięg operacyjny „tam i z powrotem” ca 1500 km – a z zapasem „bezpieczeństwa” to powiedzmy ca 1400 km. Tak swoją drogą – kolejna generacja dronów będzie zapewne miała możność tankowania z innych dronów. Zresztą US Navy już testuje demonstrator MQ-25 Stingray – bezpilotowego tankowca. Tankowanie innych bezpilotowców to tylko kwestia czasu. Wracając do TB2 – można przyjąć, że dla misji o wyjątkowym znaczeniu – możliwe jest poświęcenie maszyny i lot w jedna stronę – czyli zasięg projekcji siły ponad 3 tys km. Decyduje kalkulacja koszt/efekt.

      2. A owszem, do tego Turcja ma mieć pociski manewrujące Gezgin o zasięgu nawet 3000 km. Tu już Turcy przebiją nawet południowokoreańskie Hyunmoo-3D. To już pod osrzałem może być nie tylko Moskwa, ale i Petersburg, rosyjskie bazy w Syrii, Libii, Sudanie, Port Chabahar w Iranie i Pakistan.
        To naprawdę jakościowa zmiana. Mam wątpliwości, czy USA pozwoliłyby na ukaranie Turcji – wszak to ich najsilniejszy lądowy sojusznik w NATO. Nawet Izrael chyba ich do tego nie namówi.
        A trzeba zauważyć, że jeżeli te rakiety mogłyby zostać wyposażone przez USA w głowice nuklearne, to dalsze rozmowy rozbrojeniowe co do stacjonowania rosyjskich i amerykańskich pocisków manewrujących w Europie nie mają już sensu – teraz cały region będzie je chciał kupić, a USA i Rosja nie będą miały już na to wpływu, zaś Turcja będzie miała na nie mnóstwo zamówień – oczywiście w zamian za sojusze i bazy w tych krajach.
        No i wersja morska tych rakiet – być może z okrętów podwodnych. Koreańczycy sobie z tym poradzili, to i Turcy sobie poradzą.

        1. Dla USA samodzielność i balansowanie Turcji to problem. Przypomnę, że nadrzędna gra Kremla polega na wyłuskaniu Turcji z NATO – dla osłabienia NATO – i USA. Turcja wie, że dopóki daje podstawy Kremlowi na powodzenie tego planu, dopóty Kreml będzie kalkulował koszty tureckich działań w Syrii, Libii, Karabachu – jako akceptowalne koszty nadrzędnego osłabienia/rozbicia NATO. Dlatego Erdogan wie, że może się posunąć tak daleko w kolejnych proxy wars z Rosją – i dlatego Rosja kontynuuje rozmowy nt sprzedaży kolejnych S-400 Turcji – choć tym samym daje argument siły Turcji w kolejnych rozgrywkach z Rosją. Z punktu widzenia Waszyngtonu uderzenie Rosji w Turcję jest podwójnie korzystne – bo zmusza Turcję do powrotu pod skrzydła Wuja Sama [czyli niweczy cały zabieg skaptowania i wyłuskania Turcji z sojuszu z USA], nadto jest uderzeniem w Jedwabny Szlak [co Pekin przyjmie lodowato względem Kremla], nadto stawia Rosję wobec kosztownej wojny. Bo chcąc pokonać Turcję – Rosja naprawdę będzie musiała zdobyć się na duży wysiłek. A i tak wkroczenie USA [przy dogadaniu warunków powrotu Turcji do sojuszu z USA] odbierze wszelkie owoce polityczno-ekonomiczne Kremlowi – zostawiając tylko medialną otoczkę „wielkiego zwycięstwa”. Gdzie najprawdopodobniej Pekin przynajmniej pod stołem, a możliwe, że i oficjalnie, potępi atak na rzecz politycznych rozmów. Tak jak to było w przypadku Krymu – co było wielkim zawodem rosyjskiej dyplomacji. Przypomnę, że Kreml kalkuluje na złamanie się Waszyngtonu i przyjęcie rosyjskich warunków dla deal’u przeciw Chinom, natomiast Waszyngton kalkuluje na to, że Kreml, czując oddech smoka na karku, przyczołga się na kolanach do Waszyngtonu – i będzie walczył jako junior-partner – nie za kokosy podziału świata – ale za samo przetrwanie FR w „jednym kawałku”. A taka wyczerpująca wojna i pyrrusowe zwycięstwo Rosji nad Turcją – z odebraniem jej owoców zwycięstwa – spełnia idealnie warunek zapędzenia Rosji w pozycję przymusowego zwrotu na USA – już tylko dla przetrwania. Proszę zauważyć – w tej sekwencji zdarzeń dla USA najpierw najkorzystniejsze byłoby uderzenie USA w Iran [pomijam długofalowe skutki i reakcję Pekinu], gdzie zgoda na umycie rąk i zdradzenie przez Rosję Iranu [i Pekinu z jego planami wobec Iranu] – za to Rosja dostanie zgodę na uderzenie w Turcję. Gdzie USA tylko połowicznie dotrzymają obietnicy – bo w pewnym momencie [po dogadaniu z Turcją] obronią Turcję. W ten sposób zmusza Rosję do podwójnej zdrady wobec Pekinu i planów Jedwabnego Szlaku – a to wymusi w optyce Waszyngtonu bezalternatywny hołd lenny Kremla wobec USA. Czyli wynika stąd, że stratedzy Waszyngtonu wtedy zaczną przygotowania do uderzenia w Iran – gdy Turcja wystarczająco dolegliwie dopiecze od południa Rosji – zabierając wpływy w limitrofach i obracając na siebie graczy i co gorsza infiltrując „islamskie” tregiony FR – z zagrożeniem strefy rdzeniowej Rosji. WTEDY Kreml sam będzie przy rozmowach nt zgody Rosji na uderzenie USA w Iran – sam będzie uzależniał te zgodę od zgody USA na uderzenie Rosji w Turcję. A Kreml nie będzie miał wyjścia – bo Erdogan doskonale rozumie strategiczny zamysł Kremla co do wyłuskania Turcji z NATO i z sojuszu z USA – i Erdogan wykorzystuje to „wolne pole rosyjskiej cierpliwości” aż do końca. Moim zdaniem w pewnym momencie Kreml uzna, że ponoszone koszty tej cierpliwości same w sobie stanowią zagrożenie strategiczne – i nie są warte wyrwania Turcji z NATO i z sojuszu z USA. Teraz plan jest kontynuowany na Kremlu – bo zwrot polityczny oznaczałby dla wierchuszki z Putinem na czele – faktyczne przyznanie się do porażki, nawet klęski. To jest właśnie słabość charakteru władzy w Rosji – władza nie chce się przyznać do błędu [zwłaszcza geostrategicznego] i idzie twardo w zaparte, łamiąc opory i krytykę. Jak Kreml będzie chciał z tego wybrnąć? – moim zdaniem aktywnymi działaniami w tle wojny w Zatoce – nie tylko sprzedając broń – ale wchodząc „dla stabilizacji” czy z innych typowych wymówek – siłowo w limitrofy – najgłębiej jak się da. By zrolować osiągnięcia Turcji i jej strefę wpływów. Oraz by postawić Turcję przed wyborem – albo z Rosją jako junior-partner – albo siłowa konfrontacja [dla której Kreml będzie miał zgodę Waszyngtonu pod stołem]. Nie byłbym zdziwiony, gdyby stawiając ultimatum Ankarze, Kreml dokonał także kontrolowanego przecieku do Ankary – ujawniającego wynik deal’u Kreml-Waszyngton ze zgodą Waszyngtonu na uderzenie Rosji w Turcję. A Turcja – czyli Erdogan lub jego kontynuator – ze względu na utrwalony w establishmencie twardy panturecki kurs, moim zdaniem nie ulegnie tej presji i maksymalnie podniesie poprzeczkę Kremlowi – mobilizując się militarnie. Co zapewne nakręci spiralę eskalacyjną – z opisanym już skutkiem – uderzenia Rosji w Turcję – i kolejnych opisanych reakcji innych graczy z USA na czele. Można powiedzieć – że i Kreml i Ankara stają się zakładnikami [wobec społeczeństwa, rozbudzonych apetytów, propagandy „drogi do zwycięstwa”] własnej twardej imperialnej linii polityki – wymuszającej określone reakcje i decyzje – w tym dla zachowania własnej władzy.

          1. Uwielbiam Pana geostrategiczne analizy, proszę kontynuować, śledzę Pana wpisy na wszystkich możliwych portalach.
            A tak do odniesienia się do treści, to wychodzi na to, że jedyną opcją Rosji by przetrwać i wyjść z tego impasu który w niedługim czasie się wydarzy to wsparcie maksymalnie Iranu w nowoczesne S400 oraz inne nowinki tak by wyniknęła „kłótnia w rodzinie” pomiędzy Turcją a Iranem o prymarną rolę w Nowym Jedwabnym Szlaku (pytanie co na to Izrael)
            W optyce Kremla najważniejsze będzie maksymalne wspieranie antagonizmów w Azji centralnej i nie tylko tak by jedyną bezpieczną trasą dla Nowego Jedwabnego Szlaku było poprowadzenie trasy przez Federację Rosyjską.

          2. @QWER
            Jak jesteśmy przy NJS to nie rozumiem dlaczego nie istnieje w przestrzeni informacyjnej nitka rozpinająca się na Wielkich Rzekach Syberii na szlaku przez Irkuck, Jakuck, Krasnojarsk, Nowosybirsk i Omsk.
            Jakby dłużej na to popatrzeć to wariant rosyjski jest komplementarny z szlakiem muzułmańskim… wariant syberyjski daje rozpędzonej chińskiej gospodarce dostęp do kompleksy surowcowego, a wariant muzułmański dzięki hubowi Ren-Dunaj otwiera europejskie rynki eksportowe. A i w Europie poszerza front dla działań agenturalnych na całą EWŚ. A tak bez tego nazwijmy go roboczo zagininioną nitką NJS Chińczycy mają bardzo ograniczone wyjście na dynamiczną rozgrywkę na styku polityka, biznes, służby i mafia, która właśnie rozkręca się na Śląsku o dobre miejsce przy rozdaniu dla energetyki. A trzeba wspomnieć, że kto zdobędzie rozbudowane wpływy w tym regionie to będzie miał wielowektorowe wyjście na Suwałki… Jeśli brać Śląsk tylko jako konurbację to potencjalne wpływy to:
            – turystykę poprzez przyzakładowe ośrodki wypoczynkowe
            – technologiczno-kapitałowe tam, tam gdzie KGHM zostawi niszę albo na podwykonawcę czy dostawcę sprzętu czy czego tam
            Swoją drogą przy tych przekształceniach będzie mnóstwo okazji, aby ukraść tą czy inną technologię
            – piłkarsko poprzez przejęcie drużyny, która docelowo awansuje do LM i będzie budowała szkółki piłkarskie itp. No i nie zapominajmy, że lwia część działaczy PZPN jest zapewne z Zagłębia
            A jak rozszerzymy Śląsk na (…)Krainę tajemnic(…), która w potocznym rozumieniu rozciąga się do Krakowa + obszary górskie (te z kolei nie tworzą własnego regionu, a gdzieś podczepić trzeba) to dochodzą nowe nitki:
            – jak ruszy użeglugowienie Mazur to wejdą tam firmy operujące na Odrze
            – rozszerza się turystyka, bo i przedsiębiorstwa mazurskie mają w tym regionie swoje ośrodki wypoczynkowe
            – jako, że Mazury są jednym z regionu, gdzie rzekomo ukryto Bursztynową Komnatę to się cieszą się żywym zainteresowaniem eksploratorów i łowców skarbów… a jak dodamy tego archeologię podwodną to obie analizowane regiony stanowią największe polskie zagłębie na czarnym rynku zabytków, który w skali globalnej stanowi najintratniejszy nielegalny interes zaraz po narkotykach i broni
            – Mazury i Śląsk łączy też syndrom poniemieckości, a zatem gracz zewnętrzny w zależności od własnego osądu sytuacji może równie dobrze kręcić histerię (…)wróco i zabioro(…) jak prowadzić akcję renowacji pogermańskiego dziedzictwa kulturowego (ponoć na zamkach i pałacach też się jako tako zarabiać)
            A pomijając polski potencjał surowcowy to warto wspomnieć, że interesujący łupem byłaby Estonia z racji jej pozycji w sektorze informatycznym.

          3. Gdyby Rosja i Europa już w 2009 rzeczywiście na twardo zgodnie przystąpiły do koalicji antychińskiej USA – pewnie Kreml, Berlin i Paryż by już zbierały owoce nowego podziału świata – bo jeszcze wtedy było możliwe w takim układzie dość łatwe złamanie Chin [nie wojną – ale izolacją i blokadą ekonomiczno-finansową gwarantowaną przez siłę militarną]. Tyle że chciwość w podbijaniu swej ceny za sojusz i pycha własnych ambicji imperialnych zjadły Kreml, Berlin i Paryż. Bo tzw. Strategiczna Wizja Brzezińskiego [opublikowana oficjalnie w 2011 – ale realizowana przynajmniej od pamiętnego dla Polski „resetu” 17 września 2009, a potem dopięta z Kremlem, Berlinem i Paryżem w Deauville] – była od początku słuszna strategicznie – i dałaby spodziewany efekt złamania Chin – bez wojny. Tyle, że Kreml, Berlin i Paryż na papierze obiecały BEZ POKRYCIA wejście w koalicję antychińską, natomiast realnie montowały swoje konkurencyjne [i o zgrozo – silniejsze od USA] supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Tu zaś ślepota zadufanych i pysznych strategów i decydentów Waszyngtonu, spowodowała, że w faktycznym budowaniu CUDZEGO konkurencyjnego supermocarstwa, owi wielcy sternicy USA widzieli życzeniowo i z głową w chmurach w tym wszystkim [co robiły Kreml, Berlin i Paryż] realizację SWOJEJ Strategicznej Wizji Brzezińskiego. Trudno o większy w skali i w rodzaju błąd geostrategiczny, jaki popełniła administracja Obamy. Bo naiwni Amerykanie uwierzyli w obiecanki Kremla, Berlina i Paryża, a gdy tylko ci kwiatami pożegnali większość sił amerykańskich, które w ramach „pivotu pacyficznego” wyszły z Europy na Pacyfik – no to wtedy bieg spraw szedł już wartko wg powiedzenia: „kota nie ma – myszy harcują”. Chiny w tym sprytnym wykiwaniu USA przez Kreml, Berlin, Paryż – zorientowały się już w 2011 – zabezpieczając kluczowy bufor karpacko-bałtycki [czyli Polskę] strategicznym traktatem z 20 grudnia 2011. Bo budowa tego trzeciego konkurencyjnego supermocarstwa była śmiertelnym zagrożeniem dla Chin – bo ów potężny SILNIEJSZY sąsiad byłby za miedza na euroazjatyckim podwórku. Natomiast w Waszyngtonie o faktycznych zamiarach Kremla, Berlina i Paryża – przekonali się dopiero po upokorzeniu latem 2013, co spowodowało koniec „resetu” i Majdan późną jesienią 2013 – i wyrwanie Ukrainy z orbity Kremla. Dopiero wtedy w połowie 2013 łuski spadły Waszyngtonowi z oczu, a USA musiały „na gwałt” montować sojusz Wschodniej Flanki NATO, budować i umacniać „złote sojusze” z nieNATOwskimi Skandynawami – i „na gwałt” sprowadzać siły ponownie do Europy. Przypomnę że w okresie od 2011 do 2013 – po wycofaniu ciężkich sił US Army – nie było nawet jednego Abramsa w Europie. A i jak zaczęli odtwarzać późną jesienią 2013 – to na zasadzie nominalnego powołania…szkolnego batalionu pancernego w Grafenwoehr – nie żartuję. Tak naprawdę amerykańskie siły ciężkie pojawiły się ponownie dopiero w Europie [chodzi mi o siły OPERACYJNE] od rotacyjnej brygady pancernej ABCT [czyli etatowo 87 Abramsów] – „wyciąganej na kredyt” z USA.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.