Polskie interesy w Iranie. Czy rzeczywiście takie istnieją? [Komentarz]

Wysłuchanie debaty prawyborczej Konfederacji, relacjonowanej przez telewizję internetową wRealu24 (nota bene świetny pomysł, zarówno, jeśli chodzi o prawybory jak i debatę) natchnęło mnie do napisania kilku przemyśleń. I zwrócenia uwagi na kompletny brak realnego spojrzenia, przez niektórych polityków, na kwestię irańską (i to nie tylko tych z prawicy, ale i lewicy). Zwłaszcza w kontekście prowadzenia polskiej polityki zagranicznej względem Teheranu.

Poniżej kilka najważniejszych postulatów głoszonych przez zwolenników pro-irańskiej polityki zagranicznej, do których postaram się rzeczowo odnieść.

 

1. W polskim interesie leży współpraca i handel z Iranem. W tym zakresie mamy sprzeczne interesy z USA. Powinniśmy działać we własnym, a nie cudzym interesie. Dogadywać się z Iranem.

W pierwszej kolejności polecam poczytać książki Hong Songbinga (słynna „Wojna o pieniądz”), Antonego C. Suttona (seria „Wall Street…”) czy przede wszystkim Johna Perkinsa („Ekonomista od brudnej roboty”). A następnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy naprawdę Polsce opłaca się sprzedać do Iranu kilka jabłek za parę złotych, w sytuacji, gdy amerykańscy finansiści mogą zaszkodzić naszej gospodarce na wiele miliardów USD? Tak na początek. Byśmy zmądrzeli.

Sprawa jest prosta. Jeśli uznamy, że posiadamy sprzeczne interesy z USA, to Amerykanie szybko udowodnią nam, że tak nie jest. Zakładam, że anty-systemowi politycy Konfederacji, czytali ww. pozycje. I powinni sobie zdawać sprawę z konsekwencji nie zastosowania się do sankcji nałożonych przez USA. Zwrócić również uwagę należy na fakt, że czego byśmy nie zrobili, Iran nie ma na Polskę wpływu. To państwo położone w zupełnie innym regionie świata, do którego nie posiadamy dostępu (i vice versa). Jesteśmy w stanie zignorować pokrzykiwanie ajatollahów z Teheranu. Czy możemy sobie pozwolić na sprzeciwianie się Waszyngtonowi w sprawach tak mało istotnych dla nas, a tak ważnych dla USA? Te pytania to nie świadectwo postawy służalczej względem Stanów Zjednoczonych. Takie są zwyczajnie fakty. Waszyngton posiada tak silne przełożenie na Europę, że Niemcy od kilku lat siedzą cicho. I cierpią. Nakładają ciągle nowe sankcje na Rosję (mimo, że jest silna wola powstania osi Berlin-Moskwa). W sprawie Skripala, Berlin wydalił rosyjskich dyplomatów. Tak jak każde inne państwo w UE. Gdy Trump nałożył cła na niemiecką stal, Merkel się nieomal nie rozpłakała. USA nałożyło właśnie sankcje na niemiecki projekt strategicznych w zakresie pozyskiwania gazu –  Nord Stream II. Odpowiedź Berlina? Parę słów żalu i narzekań. To wszystko.  Jedynym krajem z UE, który próbuje grać z USA swoją grę jest Francja. I Macron. Który nie ma szans na reelekcję, a protesty „żółtych kamizelek” grożą nieomal anty-rządową rewolucją. Jaką siłę przebicia, w porównaniu do tych państw, ma Polska?

Czy naprawdę, uwzględniając taką a nie inną rzeczywistość (na którą nie można zamykać przecież oczu), opłaca nam się kruszyć z Amerykanami kopie o jakiś Iran? Dla nas kompletnie nieistotny? Mamy wiele bardziej istotnych dla nas interesów, znacznie bliżej siebie. I to tu powinniśmy starać się ugrać coś w relacjach z Waszyngtonem. Choćby, jeśli chodzi o relację z Ukrainą, o których żaden z debatujących kandydatów na kandydata na prezydenta słowem się nie zająknął. Tymczasem obecnie, to powinien być najbardziej śledzony i obserwowany przez nas kierunek. Otrzymaliśmy od losu drugą szansę. Putin atakując Ukrainę, wpycha Kijów w nasze ramiona. Po raz pierwszy od XVII wieku Warszawa ma szansę zbudować dobre i silne relacje z Ukrainą. To historyczny przełom.

 

2. Polska powinna kupować od Iranu tańszą ropę i gaz.

Jestem za tym, by w razie możliwości, w ramach wolnego rynku, kupować towary z najtańszego źródła. Jednak rynek światowy nie jest ani wolny, ani sprawiedliwy. Co szerzej tłumaczyłem w tekście: „Mity idei wolnościowych i Konfederatów”. Fakty są takie, że z Iranu możemy nabyć ropę i gaz, tylko za pośrednictwem tankowców. Płynących przez międzynarodowe szlaki morskie. Te zaś kontrolowane są całkowicie przez amerykańską flotę. Jeśli Polska, wbrew sankcjom, zakupi od Iranu (nawet niejawnie) gaz lub ropę, a US Navy zatrzyma tankowiec u wyjścia Cieśniny Ormuz lub w dowolnie innym miejscu, wówczas sprawa się wyda. Co się stanie? A) Żadna ropa czy gaz do nas nie dotrą B) USA nałoży sankcję nie tylko na Iran, ale i na Polskę. Mogą dołożyć nam gospodarczo na tylu płaszczyznach, że długo by pisać. Wtedy nasze „oszczędności” na cenie ropy będą ułamkiem kosztów, jakie poniesiemy w wyniku konsekwencji. Czy polska Marynarka Wojenna jest silniejsza od US Navy  i jest zdolna do zabezpieczenia szlaku morskiego z Iranu do Polski na całej długości? Właśnie.

 

3. Powinniśmy Iranowi sprzedawać wszystko, co możemy, ponieważ oni wszystkiego potrzebują.

Tu sprawa wygląda zupełnie podobnie, jak w przypadku importu z Iranu. Oczywiście istnieje dla naszych towarów lądowy szlak handlowy. Wiodący przez kilka państw bałkańskich oraz Turcję. Przy czym zważyć należy koszt takiego transportu (ze względu na odległość) oraz fakt, iż wiedzie on przez terytorium państwa spoza UE (Turcja). To dodatkowo zwiększa koszty. Jednocześnie należy pamiętać o tym, że skoro my nie możemy od Iranu de facto kupować (chyba, że pistacje drogą lądową), to władze z Iranu też nie będą chętne na otwieranie swojego rynku dla naszych produktów. Przypominam, że reżim ajatollahów znacznie lepiej pilnuje granic, niż Federacja Rosyjska. Tam nie ma bramy, w postaci Białorusi, za pośrednictwem której można coś przeszmuglować. Jednocześnie w Iranie służby się nie wahają. Za przemyt obcina się uszy (nie dosłownie, ale Gwardia Rewolucyjna jest bardzo brutalna). Iran pilnuje swoich granic sto razy lepiej niż Putin. Więc o nielegalnym handlu lepiej zapomnieć. Natomiast oficjalny i legalny, zostanie przez USA odczytany, jako kontrabanda i złamanie sankcji. Efekt? Uderzenie ostrzegawcze, w polską gospodarkę. Czy warto jest ryzykować relacje z hegemonem, sojusznikiem i gwarantem naszej niepodległości po to, by zarobić parę groszy?

 

4. Nasze państwo i biznes powinny zarabiać na handlu z Iranem. Tak? Ale jak?

Brak realnego spojrzenia na możliwość handlu z Iranem objawia się prawdopodobnie z niewiedzy. Otóż należy wspomnieć, iż w ramach sankcji na Iran, Teheran został odcięty od systemu SWIFT. Innymi słowy. Niemożliwe jest dokonywanie bezgotówkowych przelewów bankowych. To praktycznie uniemożliwia przeprowadzanie większych transakcji handlowych. Przecież nie wyślemy do Teheranu, jak swojego czasu Barack Obama, samolotu wypełnionego po brzegi dolarami. Zwłaszcza, że Persowie w dobie napięcia międzynarodowego i groźby wojną, mogą nam ten samolot zestrzelić. Czy to po oddaniu gotówki i starcie, czy nawet jeszcze przed lądowaniem. Nie wspominam już o tym, że ruch lotniczy jest łatwy do kontrolowania i zatrzymania. Np. przez USA.

Ktoś wspomniał na portalu społecznościowym, że Iran pracuje nad systemem transakcji przy pomocy kryptowalut. Jednak wciąż A) nie jest to gotowe B) zapewne „wolne” kryptowaluty niebawem zostaną ograniczone przez rządy C) kto zmusi polskich przedsiębiorców do dokonywania płatności w kryptowalucie, gdy drugą stroną jest kontrolujący całą gospodarkę reżim? (O tym jeszcze dalej).

Oczywiście, nawet jeśli uda się znaleźć sposób rozliczeń finansowych, to nadal pozostają problemy związane z transportem towarów.

 

5. Handel z Iranem, a wolny rynek – Iran jako wiarygodny partner?

Jeśli przyjmiemy, że uda się znaleźć szlak do szmuglowania towarów (czy to unikając oczu amerykańskich czy też irańskich), a także znajdziemy sposób na dokonywanie płatności, to pozostaje jeszcze jeden bardzo istotny problem. Jak polskie państwo zamierza zmusić polskich przedsiębiorców do ryzykowania (utrata towaru, sankcje karne, konfiskata płatności) w handlu z podmiotami z Iranu? Czy może akurat w tym przypadku, planujemy kontrolować transakcje poprzez organy państwowe? (narażając całe państwo na konsekwencje w sytuacji odkrycia tego przez USA).

Jednocześnie wskazać należy, iż będący pod presją USA rząd z Iranu, jest podatny na podejmowanie decyzji sprzecznych z zasadami prawa międzynarodowego. Pamiętajmy, że po 1979 roku (rewolucja irańska) reżim ajatollahów znacjonalizował wszystkie zakłady w Iranie. Również te należące do firm zagranicznych. Oczywiście Iran nie poczuł się do wypłaty odszkodowań. Innymi słowy, mamy do czynienia z reżimem nie szanującym międzynarodowych zasad i prawa. Gotowym do siłowego rabunku cudzego mienia. Odpornym na próby jego odzyskania przez podmioty/państwa zewnętrzne. Iran funkcjonuje już samodzielnie niemal cztery dekady. Cała gospodarka i biznes w Iranie są kontrolowane przez aparatczyków rządowych i ich rodziny. W zasadzie na wszystko wpływ ma Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej. Są to ludzie bezwzględni, z którymi nie warto robić interesów, jeśli czują się zagrożeni. Bo wówczas nie będą się zastanawiać nad tym, czy wyjdą na wiarogodnego kontrahenta, czy też nie. Zwyczajnie zarekwirują towar/ przejmą środki płatnicze uzasadniając to wyższym interesem narodowym. I tyle będzie z biznesu. Niezależnie od tego, czy będziemy z nimi postępować uczciwie czy też nie.

 

6. Kwestie moralne i „polski dług wdzięczności względem Iranu”.

Często podnoszone są argumenty, iż Polska zawsze miała doskonałe relacje z Iranem/Persją. Jednocześnie zawdzięczamy Persom gościnność w czasie II Wojny Światowej, kiedy to przez terytorium Iranu podążali polscy cywile, a także ewakuowała się Armia Andersa. Ten mit wdzięczności obalany był już chyba setki razy. Ale dla porządku. Iran był w czasie II Wojny Światowej państwem kontrolowanym przez naszego sojusznika – Wielką Brytanię. I dlatego Anders otrzymał zgodę na przemarsz. Oczywiście, w oderwaniu od tej decyzji politycznej, Persowie byli wobec naszych rodaków gościnni i wspaniałomyślni. Z tego powodu część Polaków nawet osiedliła się w Iranie. I za to należy się zwyczajna ludzka wdzięczność. Natomiast w kwestiach politycznych, gdyby Iran był wówczas kontrolowany przez np. III Rzeszę, to Persowie nie dostaliby nawet szansy pokazania owej gościnności. Polacy nie dostaliby zgody na żadną ewakuację. Takie są fakty.

Jednocześnie wskazać należy, iż Islamska Republika Iranu nie jest prawnym kontynuatorem dawnego państwa perskiego czy irańskiego. Po rewolucji z 1979 roku, ajatollahowie odcięli się od wszelkich dotychczasowych zobowiązań Teheranu względem państw trzecich. Nie nastąpiła rzeczywista sukcesja prawna i jak wspominałem, reżim wręcz znacjonalizował zagraniczne firmy łamiąc postanowienia międzynarodowe.

Dwa lata temu odwiedziłem Iran. Miałem kontakt zarówno z elitami, jak również przedstawicielami niższej warstwy społecznej (bo tam istnieje podział). Moje subiektywne doświadczenia i wrażenia potwierdzają to, co wiadomo powszechnie. Reżim ajatollahów jest władzą uciskającą perskie społeczeństwo. To nie powtarzanie propagandy (która tym stwierdzeniem szafuje), ale własne spostrzeżenia. Rozmawiałem z osobą, która poszła wraz ze znajomymi na protest. Wszystkich złapano. Koleżankę tej osoby (był to tłumacz, z którym udało mi się porozmawiać w dość swobodnych warunkach) służby zatłukły na przesłuchaniu na śmierć. Rozmówca pokazał ślady po własnym przesłuchaniu (to zdarzyło się kilka tygodni wcześniej i już w trakcie odwilży irańsko-amerykańskiej, po porozumieniu w sprawie atomu). Nasz przewodnik turystyczny i jednocześnie taksówkarz, z chęcią dzielił się spostrzeżeniami na temat sytuacji w Iranie. Był do doskonale wykształcony młody człowiek, który ukończył z wyróżnieniem najlepszą uczelnie w Teheranie (tak twierdził). Bardzo krytycznie odnosił się do rządów. Ale tylko wewnątrz samochodu. Gdy wychodziliśmy na ulicę, natychmiast temat ucinał, w obawie przed tym, by ktoś ze służb nie usłyszał rozmowy. Nie wiem jak sprawa wygląda na ulicach innych miast. W Teheranie ludzie posiadają dwa oblicza. Te oficjalne. Politycznie poprawne. Oraz drugie. Bardziej szczere, otwarte, zarezerwowane tylko dla bezpiecznej przestrzeni prywatnej. W której jest miejsce również na dobrą zabawę i alkohol, które są oficjalnie zakazane (w Iranie nie ma klubów tanecznych ani barów). Opisywałem to szerzej w analizie dotyczącej Iranu pt.: „Iran – Pers skazany na dożywotnią izolację?”

Ajatollahowie to fundamentaliści, którzy starają się kontrolować społeczeństwo siłą i propagandą.  W takiej kolejności. W Iranie jest zaledwie kilka kanałów TV (wszystkie rządowe), a Internet jest w praktyce odcięty dla społeczeństwa. Kobiety posiadają w Iranie ograniczone prawa. Tego rodzaju “mankamentów” ustrojowych jest bez liku. Nie muszę chyba pisać o tym, że krzyki: „śmierć Ameryce” etc.etc. nie są normalną reakcją, akceptowalną w naszym społeczeństwie.  Radykalizm i fundamentalizm są niezwykle groźne. Choć w rzeczywistości, odniosłem wrażenie, że dla większej części Persów, radykalizm władz jest zwyczajnie obcy.

 

Podsumowanie

Z punktu widzenia relacji między-państwowych nie jesteśmy reżimowi z Iranu nic winni. Oczywiście żywię wielką sympatię do samych Persów. Nie spotkałem się z ich strony z niczym innym, jak tylko z życzliwością i przyjaznym nastawieniem. Gdyby z jakiś powodów, Polska stanęła przed decyzją przyjęcia irańskich uchodźców, myślę, że powinniśmy to zrobić (choć im tego nie życzę). Persowie to przedstawiciele starej cywilizacji, z własną kulturą i tradycją. Jest im o wiele bliżej naszym wartościom, niż np. Arabom. W Iranie następuje laicyzacja społeczeństwa, podobnie jak w Europie. Także nie bałbym się tutaj jakiś sporów na gruncie radykalizmu religijnego. Co nie zmienia faktu, że w relacjach międzypaństwowych, urzędowych, Islamska Republika Iranu nie zrobiła dla III RP nic, co zmuszałoby nas do honorowego odwzajemnienia gestu. Zwłaszcza, gdy wiążę się to z ryzykiem. To tak przy pominięciu wcześniej opisanych kwestii dotyczących braku realnych możliwości.

 

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

 

 

 

 

 

9 komentarzy

  1. Wzorcowy artykuł, który pokazuje podstawową różnicę miedzy deklaratywnymi “dobrymi chęciami” polityków, a merytoryczną analizą skutków owych “dobrych chęci” [czyli brukowanie piekła]. A także typowo polskie podejście do tematu, że trzeba zaraz się opowiadać po którejś stronie, oczywiście tej “dobrej” czyli wg czarno-białego moralno-idealistyczno-romantycznego widzenia świata] – i oczywiście bez oglądania się na konsekwencje i koszty. Czyli “za wolność Waszą i Naszą” – czyli głównie Waszą…kosztem Naszej… Oczywiście to idzie w drugą stronę – debata z udziałem Bartosiaka o Iranie w TVP pokazała, jak bardzo niektórzy nasi politycy obozu rządzącego chcieli być lizusowsko bardziej amerykańscy niż Amerykanie – i też zapominali o podstawowej zasadzie rozdziału interesów Polski i USA – i zwłaszcza tego, że ewentualne opowiedzenie się w tej sprawie po stronie USA – wymaga NAJPIERW dobicia korzystnego dla Polski deal’u w kuluarach – a nie opowiadania się w te pędy po stronie USA – z góry i za darmo. Mogę tylko powtórzyć: w Polsce dopiero presja coraz twardszego otoczenia zmusi ludzi do powszechnego myślenia pragmatycznego o własnym interesie – a i to pewnie najpierw ludzi na dole – by zmienili obsadę steru u góry – bo ten zapatrzony będzie pewnie w zaparte do końca w USA – zamiast w Polskę. Na ludzi u steru dla realizacji polskiej racji stanu – i tylko polskiej. Racji stanu na chłodno kalkulowanej – i wg tej kalkulacji dopiero podejmowane świadomie ukierunkowane negocjacje i decyzje i na końcu deklaracje. Dokładnie w tej kolejności. Na razie tego ciągu logicznego działania jest u nas jak na lekarstwo – a najczęściej są tylko gołe, acz zwykle “szumne i dumne” deklaracje.

    1. Ci tak zwani politycy “interwencjoniści”, którzy kompletnie nie ponoszą żadnego ryzyka (przerzucają je po prostu na obywateli) pomysłów jak widać mają cały koszyk i doskonale wiedzą co i jak trzeba zrobić aby było lepiej. Tylko, tak jak napisałem, skoro nic nie muszą ryzykować to i takie gadanie przychodzi bez problemu.
      “Unikaj porad kogoś, kto radzi, jak żyć, o ile w razie czego nie grozi mu kara”

  2. Do polityków WSZYSTKICH opcji nie może dojść prosta prawda – ład konstruktywistyczny oparty o “wspólne wartości” z posypką moralności – własnie się kończy. Zaczyna się – i to w coraz szybszym tempie – stara polityka “klasyczna” – oparta o interesy i siłę. Państwo to homeostat – ma sprawnie i skutecznie [adekwatnie] reagować na zmiany otoczenia [a bardziej inteligentny homeostat ma te zmiany UPRZEDZAĆ] – by przetrwać i zachować swą funkcjonalność i “byt”. To podstawy cybernetyki – polecam zwłaszcza politykom – zwłaszcza tym przyzwyczajonym do tokowania z ustami pełnymi frazesów. Nie gadać – tylko patrzeć, analizować, negocjować pod stołem – niech wyniki mówią za siebie. Bo drzewo najlepiej poznać po owocach. Tylko to się liczy w obrachunku post factum.

  3. Myślałem, że Iran jest podobnie uzależniony od Rosji, jak Polska do USA, ale może się mylę?
    Na prawdę sądzicie, że Rosjanie pozwolą Iranowi robić interesy z nami? No chyba, żeby tylko wkurzyć Amerykanów :-).
    Czyli być może mielibyśmy nawet jakieś szanse zrobić deal z Iranem, za zgodą Rosji, by wkurzyć Amerykanów, którzy z całą pewnością przypomną nam kto faktycznie rządzi nad Wisłą (jak to miało miejsce w przypadku ustawy 447, po nieformalnym spotkaniu Kaczyński-Merkel).

  4. Iran to dostarcza ropę do Chin, więc jak się teraz Amerykanie wycofają to podejrzewam, że w pomocy odbudowych Iraku z chęcią Chińczycy pomogą.

    1. Iran obrócił się jesienią 2019 na Chiny – które dały 400 mld dolarów kredytu na infrastrukturę Iranu – wydobywcza i transportową. Szczególnie ropy i gazu – lądem – rurociągami. Oczywiście poza zasięgiem US Navy – w ramach rozwijania przepływów strategicznych. Iran po obrocie na Chiny stanie się z bufora – etapem ciągłej lądowej trasy Jedwabnego Szlaku – od Chin, przez Pakistan, Iran, Turcję – do Europy. Zaś Irak – przynajmniej szyickie południe – przykleja się coraz bardziej do Iranu. Owszem – Irak też współpracuje z Chinami – i np. kupuje chińskie drony bojowe CH-4B.

  5. Odniósłbyś się w jakimś artykule na temat ostatniej debaty w Parlamencie Europejskim dotyczącym praworządności w Polsce? Kto ma tutaj rację? Czy PiS rzeczywiście próbuje podporządkować sobie sądy czy jest to atak głównie Niemiec w celu obalenia rządu proamerykańskiego?

    1. Trzeba by powrócić do samego początku DobrejZmiany i szukać dowodów na rzekome przygotowania do blokowania 500+…

  6. Jest trochę racji w tym co Pan pisze. Ale nie zgadzam się, że postępujemy dobrze. W takiej sytuacji należy siedzieć cicho. Być neutralnym w najbardziej możliwy sposób. A nawet w pewien sposób pokazywać, że my do was (Iranu) nic nie mamy. Ale jesteśmy w sojuszu i się po prostu wywiązujemy…

    My natomiast dajemy sobą pomiatać, a to co innego niż realizowanie założeń jakiejkolwiek współpracy (nawet na linii senior – wasal). Niewiele jest krajów niezależnych, ale jakoś tylko my dopuszczamy do takich sytuacji. Np. nie wierzę, że nie było opcji na nieorganizowanie “anty-irańskiej” konferencji w Warszawie. Albo, że nie można było wybrnąć z tego w inny sposób.

Dodaj komentarz