Zakaukazie – granica światów [ANALIZA]

Zakaukazie to prawdziwy kocioł. Odwieczna granica między różnymi światami. Chrześcijańskim, a islamskim. Europejskim i azjatyckim. Górskim i równinnym. Wschodnim i zachodnim. Północnym i południowym. Komunizmem i kapitalizmem. Kaczyńskim i Tuskiem…

Tutaj może się już trochę zagalopowałem. Ale tylko trochę (vide słynna wizyta ś.p. Lecha Kaczyńskiego w Gruzji podczas wojny z Rosją). I tylko w celu zobrazowania skupiska płaszczyzn, na których wybuchały i mogą jeszcze wybuchnąć wszelkiego rodzaju konflikty (od politycznych, przez religijno – kulturowe, po energetyczne i militarne).

Region można przyrównać do ciasnego pokoju wypełnionego gazową mieszanką wybuchową, której stężenie jest wystarczająco duże, by do eksplozji mogła doprowadzić najmniejsza iskra. Jest tak m.in. ze względu na znaczne pokłady gazu i ropy, znajdujące się w Azerbejdżanie, choć nie tylko. Ale od początku. 🙂

 

GEOGRAFIA

W przypadku całego Kaukazu, warto spojrzeć na region z pewnej perspektywy. Dość odległej perspektywy. A następnie na mapę geograficzną, czy też polityczną nakładać określone filtry. Dla przykładu na tej grafice idealnie widać położenie międzykontynentalne tej części globu:

To dlatego można zadać sobie pytanie czy np. Gruzja leży jeszcze w Europie Wschodniej czy też w Azji Zachodniej. I dlaczego Gruzję uznaje się za europejskie państwo, natomiast sąsiednią Armenię, czy Azerbejdżan już za azjatyckie? Tego rodzaju rozterki mogą zaprzątać głowy geografów, jednak dla samych mieszkańców Kaukazu mają one niewielkie znaczenie. Ponieważ martwią się innymi, znacznie poważniejszymi problemami. Takimi jak rywalizacja pomiędzy NATO i Rosją (a dawniej ZSRR), ponieważ właśnie na Kaukazie przebiega granica pomiędzy strefami wpływów tych dwóch sił. Tarcia na linii NATO – Rosja uwidaczniają się zwłaszcza w kontekście Gruzji, która jako jedyna z regionu postawiła na pro-zachodnią kartę, co m.in. doprowadziło w 2008 roku do przegranej wojny z Rosją o Osetię Południową. Do tego dochodzą interesy dość niezależnego Iranu, który bacznie przygląda się sytuacji w Azerbejdżanie.

Jednak NATO, nie jest przecież całkowicie jednolite i spójne, jeśli chodzi o politykę zagraniczną. Więc równie dobrze, można ukazać inną, podobną grafikę, ukazującą wpływy Turcji. Turcji, która dziś być może nie gra pierwszorzędnej roli, jeśli chodzi o grę o kontrolowanie Zakaukazia jednak w przeszłości region ten znajdował się w strefie wpływów Imperium Osmańskiego. Dla Ankary, Gruzja i Armenia zawsze stanowiły i stanowią pewnego rodzaju poduszkę powietrzną. Zabezpieczenie przed inwazją Moskwy.

Obie ostatnie mapki jasno pokazują, że omawiana przestrzeń to tak naprawdę front, lub strefa zgniotu dla największych sił polityczno-militarnych na świecie. Dla Rosjan to właśnie przez Kaukaz wiedzie lądowa droga na Bliski Wschód i do Iranu. Z kolei dla Turków i Irańczyków, Zakaukazie zawsze było naturalną osłoną przed inwazją ze strony Moskwy.  Jednocześnie region ten, z uwagi na górzysty, trudny do przebycia teren (nie tylko z północy na południe, ale i ze wschodu na zachód), był również często dzielony pomiędzy wpływy Osmanów i Persów (a wcześniej między Cesarstwem Wschodniorzymskim i jego przeciwnikami).

Jednak front nie przebiega tylko na płaszczyźnie politycznej, ale i religijnej:

oraz kulturowej:

Kaukaz Południowy  jest również granicą między kulturą zachodu, a wschodu. To tutaj Cesarstwo Wschodniorzymskie (Bizancjum) miało ustalone północno-wschodnie granice. W skład których wchodziła m.in. Gruzja (której w niniejszym wpisie nie poświęcę jednak wiele miejsca). To tutaj swoje granice ustalali: Aleksander Wielki, Rzymianie, Kalifat Islamski, a także imperia: Sasanidów, Abbasydów, Perskie, Timura, Osmańskie, a także Cesarstwo Rosyjskie.

Granica. To właściwa nazwa dla Kaukazu. Nawet z uwagi na topografię terenu, bowiem, wysokie i strome kaukaskie pasmo górskie (zwane Wielkim Kaukazem) ciągnące się od wschodu (od Morza Kaspijskiego) do zachodu (do Morza Czarnego) oddziela północ od południa niczym skalna ściana.

Ściana, której wysokość potrafi znacznie przekraczać 5 kilometrów nad poziomem morza (najwyższy szczyt: Elbrus: 5642 m.n.p.m). Trudna do przebycia przeszkoda, ale i jednocześnie świetne geograficzne oparcie. Na przykład dla współczesnej Rosji, dla której góry Wielkiego Kaukazu są niczym stabilny podnóżek dla przednich łap moskiewskiego niedźwiedzia. Widać to dobrze na mapie topograficznej terenu:

Powyższa grafika wyjaśnia poniekąd, dlaczego narody gruziński i ormiański potrafiły przetrwać i zachować swoją tożsamość kulturową i religijną (prawosławie) przez tysiące lat. Pomimo ciągłego nacisku politycznego, kulturowego i religijnego ze strony często znacznie potężniejszych sąsiadów. Gruzini i Ormianie budowali swoje państwowości jeszcze za czasów starożytnych. Potrafili zachować niezależność, pomimo podbicia przez Rzymian, najazdu Mongołów, Persów i Turków. Armenię uznaje się za najstarsze państwo chrześcijańskie na świecie, które pozostało takim do dziś (choć Gruzja niewiele ustępuje w tym względzie). Przez ten czas Turcy zdołali np. całkowicie wyprzeć z terytorium Azji Mniejszej  Greków (którzy w praktyce tworzyli przecież Cesarstwo Wschodniorzymskie i gęsto zaludniali wybrzeża Anatolii). Wieki islamizacji (pokojowej, bądź zbrojnej) sprawiły, że na północ od gór Wielkiego Kaukazu zamieszkują ludy muzułmańskie. Podobnie jest w kierunku południowym od regionu. Ponadto również Azerowie zamieszkujący Nizinę Kurańską wyznają w olbrzymiej większości szyizm.

Tymczasem skupieni wokół Niziny Kolchidzkiej Gruzini i zamieszkujący Wyżynę Armeńską Ormianie zdołali przetrwać wszelkie przeciwności historii. I dziś mogą cieszyć się własnymi państwami. Osłoniętymi od północy pasmem górskim Wielkiego Kaukazu, a od południa Górami Pontyjskimi ciągnącymi się wzdłuż południowego wybrzeża Morza Czarnego i Małym Kaukazem oraz Wyżyną Armeńską, które osłaniają południe Zakaukazia  aż po Morze Kaspijskie. Wszystkie te pasma górskie są niezwykle wysokie (najwyższe szczyty znajdują się na wysokości przekraczającej 5 tys. m.n.p.m.) i trudne do przebycia. Do dziś, pomijając drogę wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego, Rosję i Gruzję łączą tylko dwie położone na historycznych szlakach drogi górskie. Pomiędzy Rosją, a Azerbejdżanem, takiego połączenia (przez góry Wielkiego Kaukazu) już nie ma wcale. Jedyna droga z północy do Baku wiedzie wybrzeżem Morza Kaspijskiego. Komunikacja lądowa pomiędzy północnymi, a południowymi stokami Kaukazu nie uległa zmianie od tysięcy lat. I niezmiennie odbywa się tymi samymi pięcioma szlakami.

Jeśli chodzi o połączenia Zakaukazia (czyli de facto regionu położonego na południowej stronie gór Wielkiego Kaukazu) z Anatolią i Bliskim Wschodem czy Iranem, współcześnie jest nieco lepiej. Poprzecinana wąwozami i dolinami Wyżyna Armeńska nie stanowi może przeszkody nie do przebycia, jednak i tak sprzyjała zawsze autochtonom w obronie, w utrzymaniu własnej kultury, zwyczajów i religii. Zwłaszcza, że najłatwiejsze do pokonania szlaki przez Wielki Kaukaz (w kierunkach północ-południe) wiodą wybrzeżami mórz. I również z uwagi na to, że Przedkaukazie i położone dalej na północ tereny nigdy nie były ani specjalnie gęsto zaludnione, ani bogate. Przedstawiciele starych cywilizacji Bliskiego Wschodu czy Turcy nigdy nie garnęli się do ekspansji w kierunku stepów i nizinnego pustkowia (jak już, to dążyli do zdobycia kontroli nad wybrzeżami morskimi).

Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o połączenie pomiędzy wschodem, a zachodem regionu. Zakaukazie jest dobrze skomunikowane na linii wschód-zachód przede wszystkim dzięki rzecze Kura (i jej dopływowi – rz. Araks), której źródło wypływa z gór Anatolii Wschodniej, a która przepływając przez stolicę Gruzji – Tbilisi zmierza aż do Morza Kaspijskiego. Inną ważną rzeką jest Rioni która łączy drugie największe miasto Gruzji – Kutaisi z Morzem Czarnym. Oba cieki płyną wzdłuż nizin wciśniętych pomiędzy Wielkim Kaukazem, a Górami Pontyjskimi  i Małym Kaukazem.

To wszystko sprawia, że graniczny teren Zakaukazia był i jest przyjazny do zamieszkiwania, sprzyja rozwojowi i obronie budowanej lokalnej cywilizacji. Zwłaszcza Gruzini posiadali świetne warunki do rozwoju z uwagi na dobrze nawodnione tereny Niziny Kolchidzkiej i bogate złoża naturalne (złoto). Ormianie z kolei budowali swoją cywilizację w górach Wyżyny Armeńskiej, nieopodal największego jeziora Kaukazu – J. Sewan, a także na Nizinie Kurańskiej, z której jednak zostali wyparci.

Tymczasem ewentualni agresorzy, by podbić ludy miejscowe, musieli w pierwszej kolejności pokonać wysokie góry. Z kolei brak głównych szlaków handlowych, a także bezcelowość ekspansji na północ od Wielkiego Kaukazu sprawiały, że migracja nowej ludności na tereny dzisiejszej Gruzji i Armenii była niewielka. Każde imperium, które podbijało zakaukaskich górali, wolało powierzyć im rolę strażnika swojej nowej granicy, zamiast inwestować czas i środki w budowę własnych: infrastruktury i osiedli na położonych za górami rubieżach.

Nieco inaczej wyglądało to jedynie na wybrzeżach morskich. Nad Morzem Czarnym osady swoje zakładali Grecy, z kolei wybrzeża Morza Kaspijskiego były zasiedlane kolejno przez Greków, ludy tureckie, Mongołów, Arabów, Persów i wreszcie Rosjan. Głównie z uwagi na to, że wiódł tędy najłatwiejszy do pokonania szlak omijający Kaukaz i okrążający M. Kaspijskie (które stało się szybko niemal wewnętrznym morzem dla ludów tureckich). Pierwotni mieszkańcy wschodniego Zakaukazia – Ormianie , jak pisałem wcześniej, utrzymali swoją dominację kulturową jedynie na trudno dostępnych, górskich terenach. Tymczasem znaczną część Niziny Kurańskiej zasiedlili przedstawiciele ludów z Azji Środkowej.

 

TŁO HISTORYCZNE

Zakaukazie, z racji swojego położenia, było celem najazdów kolejnych historycznych potęg regionu. Asyrii, Greków, Cesarstwa Rzymskiego, Persji, Kalifatu Arabskiego, Mongołów, Imperium Timura, Imperium Osmańskiego, a wreszcie Cesarstwa Rosyjskiego. Niemal każda z tych potęg opierała swoją granicę o góry Wielkiego Kaukazu. Co wcale nie oznacza, że autochtoni nie stworzyli własnych, niepodległych państw. Zarówno Gruzini jak i Ormianie przechodzili przez okresy świetności. Czasy te łączyła jednak jedna wspólna cecha. Lokalne ludy były w stanie zbudować silne państwa tylko wówczas, gdy słabły i upadały sąsiednie, wielkie imperia.

Armenia

Dla Ormian czas ten przypadał na panowanie dynastii Artaksydów, której przedstawiciele stworzyli Wielką Armenię. Pod przywództwem Tigranesa Wielkiego (95-56 r.p.n.e.) Ormianie pokonali  i zlikwidowali państwo Seleucydów, zajmując Syrię i Palestynę. Osiągając tym samym szczyt potęgi własnego imperium:

 

Dobre czasy dla Ormian skończyły się niebawem, wraz z nadejściem Rzymian. Przegrane kampanie z wojskami Lukullusa i Pompejusza, sprawiły, że Armenia musiała oddać swoje podboje w regionie Morza Śródziemnego i ostatecznie podporządkować się Rzymianom (zachowując jednak pewną niezależność i własną koronę vide mapa poniżej).

 

Uznaje się, że chrześcijaństwo w Armenii wprowadził pod koniec III wieku n.e. król Tridates  Wielki, który w 301 roku sam przyjął chrzest. Do IX wieku walki o wpływy w Armenii toczyły się pomiędzy Rzymianami (a później Grekami z Cesarstwa Bizantyjskiego), a ich wrogami (głównie Sasanidami, a następnie Arabami). Za czasów dynastii Bagratydów (885r. – 1046 r.) Ormianie wykorzystali wycieńczenie sąsiedzkich potęg i odtworzyli Wielką Armenię zachowując niezależność. Jednakże jednoczesne uderzenie Seldżuków i Bizantyjczyków w połowie XI wieku złamało państwo Ormian, które nigdy nie zdołało się już odtworzyć w takiej wielkości.

Gruzja

Niedługo po upadku Armenii, w regionie narodziła się nowa potęga. Szczytowy okres świetności Królestwa Gruzji przypada bowiem na XII i XIII wiek.

Warto w tym miejscu zauważyć, że Zakaukazie Wschodnie (okolice wybrzeży M. Kaspijskiego) było już w tym okresie zasiedlone przez ludy tureckie, które zaczęły wypierać Ormian i Albańczyków Kaukaskich (Królestwo Albanii zostało ostatecznie zlikwidowane pod koniec IV w. n.e. i nigdy nie zostało odtworzone). Złoty wiek królestwa Gruzji został brutalnie przerwany przez najazd Mongołów w XIII wieku. Gdy Gruzinom udało się wreszcie zrzucić jarzmo Mongołów, stali się obiektem najazdów ze strony Tamerlana (osiem wypraw w latach: 1386-1403).  W XV wieku otoczone już ze wszystkich stron przez muzułmanów państwo, nie było w stanie odbudować potęgi. Zwłaszcza w kontekście rodzącego się, nowego imperium. Imperium Osmańskiego. W 1555 roku Zakaukazie zostało podzielone na strefy wpływów pomiędzy Turkami, a Persami. Układ ten w zasadzie przetrwał aż do XVIII wieku, kiedy to zainteresowanie regionem zaczęła wykazywać cesarska Rosja.

Rosyjska dominacja

Rosjanie wygrali rywalizację o dominację na Zakukaziu zarówno z Persją (dwie wygrane wojny 1804-1813 i 1826-1828 w wyniku których Cesarstwo uzyskało tereny dzisiejszego Azerbejdżanu i wschodniej Armenii z Erewaniem) jak i Turcją (ciąg konfliktów w latach 1803-1878, która zakończyły się przyłączeniem całej Gruzji do Cesarstwa).

Z początku Rosjanie cieszyli się sympatią i wsparciem Gruzinów, którzy upatrywali w Moskwie szansy na swoje wyzwolenie od Turków. Jednak, gdy Rosja zwyczajnie zajęła (zamiast wyzwolić) zdobyte terytoria, a ludność Gruzji poczuła ciężar władzy nowego okupanta, w kraju zapanowały anty-rosyjskie nastroje. Inaczej było w Azerbejdżanie, gdzie ludność bez oporu poddawała się rusyfikacji. Natomiast Ormianie również nie sprzeciwiali się zbytnio rosyjskiej administracji, bowiem część ich kraju okupowana była nadal przez Imperium Osmańskie, które zaczęło prowadzić brutalną i zbrodniczą politykę wobec Ormian. W porównaniu do Turków, Rosjanie wydawali się wręcz niebiańsko dobrymi panami. Zwłaszcza wówczas, gdy Turcy rozpoczęli eksterminację Ormian. W pierwszej jej fazie (1894-1896) w wyniku pogromów i zabójstw zginęło ok. 300 tys. osób. Z kolei w czasie i po I Wojny Światowej (Turcja walczyła przeciwko Rosji, a Ormian oskarżano o pomoc Moskwie) szacuje się, że mogło zginąć kolejnych od 0,5 nawet do 2 mln Ormian. Skutki tego aktu ludobójstwa, Armenia odczuwa do dziś (dla porównania skali, kraj zamieszkuje obecnie ok. 3 mln. obywateli).

Wszystkie trzy państwa Zakaukazia podejmowały próby odzyskania niepodległości i niezależności. Zwłaszcza wtedy, gdy Rosja przechodziła przez okresy „smuty” (np. podczas rewolucji z 1917 roku). Jednak po ponownej konsolidacji władzy, Moskale zawsze wracali. I odbierali to, co uważali za swoje. Dodatkowo Ormianie, jak tylko odzyskiwali suwerenność, musieli toczyć wojny z Turkami. Te zakończyły się dopiero po zajęciu Armenii przez bolszewików. Z jednej strony pokój zawarty pomiędzy ZSRR, a Turcją ochronił wycieńczonych, zdziesiątkowanych wojnami z islamskimi sąsiadami Ormian (choć nie wszystkich, tylko tych, którzy pozostali po radzieckiej stronie granicy), z drugiej okres komunizmu (jak wszyscy wiemy) także dla nich nie był różowym wspomnieniem.

Z chwilą rozpadu Związku Radzieckiego, państwa Zakaukazia ponownie stały się niepodległe (1991 rok). Jednak Kreml szybko odzyskał polityczne wpływy i kontrolę nad regionem (choć przedmiotowe kraje pozostały oficjalnie suwerenne i niepodległe).  Z czasem jednak Gruzja zaczęła dryfować w stronę zachodu i NATO. Doprowadziło to do wojen domowych, w wyniku których ostatecznie władzę w Tbilisi przejęło stronnictwo pro-rosyjskie. Dopiero w 2004 roku Gruzini zdołali wyrwać się z objęć Moskwy i wejść w zachodnią strefę wpływów.

Azebejdżan również postawił na współpracę z zachodem, jednak Kreml posiada wiele lewarów, które pozwalają mu wpływać na decyzje władz z Baku. Z kolei Armenia nadal stawia na protekcję ze strony Kremla (choć być może już nie długo). Ormianie widzą w niej wciąż jedynego sojusznika, który jest w stanie wesprzeć Erewań w walce z otaczającymi wrogami (choć „Zachód” rozpoczął już walkę o wyrwanie Armenii z wpływów Rosji).

 

KULTURA/POPULACJA

Specyficzna topografia regionu zdołała odbić piętno na mozaice kulturowo-narodowej, jeśli chodzi o zaludnienie Kaukazu . Położone w objęciach trudnodostępnych pasm górskich Zakaukazie sprzyjało rozwojowi lokalnych cywilizacji. Natomiast równinne i otwarte od strony północnej Przedkaukazie stanowiło zawsze kontrast dla jednolitych etnicznie Gruzji, Armenii, a nawet Azerbejdżanu. Bardzo dobrze odzwierciedla to mapa, na której tereny położone wzdłuż północnej granicy Gruzji, zaznaczone na biało, oznaczają kaukaskie pasmo górskie:

Na powyższej grafice łatwo dostrzec, gdzie występuje jednolitość pod względem kulturowo-narodowym (strona południowa Wielkiego Kaukazu), a gdzie mamy do czynienia z licznymi mniejszościami, osiedlonymi na niewielkim terytorium (strona północna Wielkiego Kaukazu). Zakaukazie zawsze stanowiło teren graniczny dla danych cywilizacji/imperiów, w związku z czym, teoretycznie powinno być podatne na migracje, a populacja tego regionu winna być wieloetnicznym zlepkiem ludów, pozostałych po wielu okupantach i najeźdźcach (tak jak to wygląda w przypadku Przedkaukazia). Tak się jednak nie stało (z drobnymi wyjątkami), co można uważać za pewnego rodzaju ewenement. Gruzja pozostała gruzińska, a Armenia ormiańska, również pomimo wielowiekowej tureckiej dominacji nad regionem. Imperium Osmańskie, a następnie Turcja, z wieloetnicznej Anatolii (pomijając wchód regionu, gdzie nadal jest np. wielu Kurdów) stworzyły tureckie centrum cywilizacyjne. Wypieranie przez Turków mniejszości odbywało się często w sposób bardzo brutalny. Jednak im dalej na wschód, im głębiej w górzyste tereny wschodniej części Azji Mniejszej i Zakaukazia tym turkizacja odnosiła mniejszy skutek (podobnie było z górzystymi Bałkanami). Turcy, zamiast zasiedlać odległe, słabo skomunikowane z centrum państwa i położone za „siedmioma górami” tereny, tak jak wielu poprzedników, woleli ograniczyć się do sprawowania odgórnej kontroli administracyjnej. Jak pisałem wcześniej, okupacja takich terytoriów jak Gruzja, czy Armenia byłaby niezwykle trudna i kosztowna. Do Gruzji, zarówno z północy (od strony dzisiejszej Rosji) jak i południa (od strony Turcji) można dotrzeć jedynie nielicznymi szlakami lądowymi, które można policzyć na palcach jednej ręki (lub morzem, jednak główne ośrodki miejskie Gruzji, znajdują się w głębi lądu – jak Kutaisi i Tbilisi). Dla lokalnego, znającego dobrze geografię okolicy ludu, nie byłoby problemem blokowanie dróg zaopatrzeniowych i podejmowanie działań dywersyjnych względem okupanta.

Jednocześnie należy pamiętać, iż Kaukaz nigdy nie był miejsce, przez które przebiegały główne szlaki handlowe. Trasy z północy na południe nie były tak bardzo uczęszczane przez kupców, jak mogłoby się to wydawać. Częściej próbowano skomunikować Morze Kaspijskie z Morzem Czarnym, ale i tak nitki Jedwabnego Szlaku omijały omawiany region. Na północy karawany wędrowały północnym wybrzeżem Morza Kaspijskiego przez Astrachań, a dalej przez równiny do Rostowa nad Donem, położonego nad Morzem Czarnym. Południowa nitka szlaku przebiegała natomiast przez Iran, Mezopotamię (dzis. Irak) i Syrię. I dalej Morzem Śródziemnym do Europy. Dlatego Zakaukazie nie stanowiło wcześniej ani specjalnego celu strategicznego, ani też nie było miejscem zasiedlanym przez ludzi parających się handlem. Dzięki temu zamieszkujący górskie tereny Gruzini i Ormianie nie musieli jakoś specjalnie walczyć o zachowanie własnej tożsamości.

 

Azerowie, o których należy również napisać kilka zdań, nigdy wcześniej nie stanowili narodu jako takiego. Lud zamieszkujący obecnie Nizinę Kurańską jest wieloetniczną mieszanką ludów tureckich (główna grupa), Ormian i pomniejszych plemion kaukaskich. Język azerski wywodzi się z grupy języków tureckich, które stały się powszechnie używane za czasów panowania Seldżuków. Ponadto Azerowie są jedyną nacją pochodzenia tureckiego, która wyznaje szyizm. Religia ta stała się powszechnie wyznawaną za czasów kontrolowania opisywanego regionu przez Persów. Tym samym, w przeciwieństwie do Gruzji czy Armenii, Azerbejdżan jest zamieszkiwany głównie przez lud napływowy (m.in. ludy tureckie), mówiący w języku wprowadzonym przez jednego z najeźdźców (Seldżuków) i wyznający narzuconą z zewnątrz (przez Persów) religię (szyizm). Dodatkowo widoczne są też skutki rusyfikacji prowadzonej przez ZSRR, co miało duży wpływ na kulturę zamieszkującej te tereny ludności. Taki odmienny, w stosunku do Gruzinów i Ormian, stan rzeczy wynika z kilku faktów:

  1. zarówno Gruzini jak i Ormianie bardzo szybko przyjęli chrześcijaństwo, wokół którego mogli budować własną kulturę, zwłaszcza w sytuacji, gdy po upadku Bizancjum, całe otoczenie przeszło na islam, co dodatkowo konsolidowało Gruzinów i Ormian,
  2. Nizina Kurańska znajduje się bardzo blisko perskiego „serca”, przez co dla Imperium Perskiego łatwiej było opanować dzisiejsze terytoria Azerbejdżanu, niż np. dla Bizancjum, czy Imperium Osmańskiego lub choćby Rosji tereny Gruzji,
  3. Morze Kaspijskie nie stanowiło dostatecznie dużej bariery (jest dość „wąskie”) pomiędzy brzegiem zachodnim (Zakaukazie), a wschodnim (Azja Centralna zamieszkiwana przez ludy tureckie), co ułatwiało ludom tureckim jego przebycie i kolonizację Niziny Kurańskiej,
  4. przez długi czas, Gruzja i Armenia znajdowały się w strefie oddziaływania Cesarstwa Wschodniorzymskiego (również później prawosławnego), tymczasem terenom dzisiejszego Azerbejdżanu bliżej było do muzułmańskich imperiów azjatyckich tj. Persja, Imperium Timura, tymczasem o ile dla Greków i Rzymian Morze Czarne było akwenem drugorzędnym, o tyle Morze Kaspijskie dla ludów tureckich z Azji Środkowej było pewnego rodzaju „oknem na świat” dlatego starali się przejąć kontrolę i zasiedlać jego wybrzeża,
  5. ujście największej rzeki regionu – Kury było atrakcyjnym do przejęcia celem, również Nizina Kurańska stanowiła łatwe do podboju terytorium,
  6. zarówno Gruzini, jak i Ormianie założyli główne ośrodki cywilizacji z dala od mórz, w terenach górskich położonych głęboko na lądzie, tymczasem główne ośrodki miejskie położone na terenie dzisiejszego Azerbejdżanu znajdowały się blisko wybrzeży Morza Kaspijskiego (ponieważ gleby Niziny Kurańskiej są słabej jakości i nie sprzyjają uprawom, a więc i zasiedlaniu), przez co tamtejsza ludność była bardziej podatna na wpływy obcych kultur i religii.

 

Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, iż pomimo wielonarodowego pochodzenia Azerów, Zakaukaska geografia sprawiła, że w przeciwieństwie do sąsiadów z Północnego Kaukazu, Azerowie ujednolicili język, kulturę i religię na zajmowanym przez siebie terytorium. Mało tego, to ujednolicenie bardziej wynikało z potrzeby (zwłaszcza, jeśli chodzi o język) niż z narzucenia siłą z zewnątrz. Dzięki temu dziś możemy pisać o Azerach, jako o jednolitym narodzie zamieszkującym jedno państwo.

 

GOSPODARKA/SUROWCE

Dawniej Zakaukazie słynęło głównie z gruzińskich kopalni złota. Jednak cały region nie należał nigdy do najbogatszych. Z jednej strony nie przebiegały tędy żadne większe szlaki handlowe, z drugiej terytoria Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu na przestrzeni wieków wciąż były celem, lub drogą wrogich najazdów. Do dziś gospodarki w/w państw nie należą do największych, a ludność żyje na bardzo średnim poziomie.

Gruzini nadal wydobywają złoto, a także mangan. Jednak ich głównym towarem eksportowym są wina (w Gruzji zupełnie nieźle funkcjonuje rolnictwo, dzięki licznym źródłom, rzekom i osuszeniu bagnistej wcześniej Niziny Kolchidzkiej).

W dobie industrializacji, zakaukaski region wcale jednak nie stracił, jeśli chodzi o pozyskiwanie wartościowych surowców. Można nawet śmiało stwierdzić, że zyskał. Współcześnie jednak, najcenniejszym surowcem Kaukazu jest czarne złoto. I gaz. Wschodnia część Kaukazu, a także wody przybrzeżne Morza Kaspijskiego, są bogate w olbrzymie pokłady złóż ropy naftowej i gazu. To właśnie kaukaska ropa była jednym z głównych celów III Rzeszy w wojnie z ZSRR. Poniżej grafika przedstawiająca umiejscowienie złóż:

Wprawdzie zdecydowała większość surowców energetycznych Zakaukazia znajduje się na terenie Azerbejdżanu, jednak fakt ten pracuje również dla Gruzji, przez którą przebiegają ropo i gazociągi.

Jak widać, w powyższym zakresie Gruzini i Azerowie znaleźli wspólny interes. W przeciwieństwie do Ormian, którzy wciąż toczą konflikt terytorialny z Azerbejdżanem. Nie najlepiej się im również układa z Turcją… I dlatego właśnie Armenia jest izolowana energetycznie, gospodarczo, a jednocześnie bardzo zależna od dostaw energii z zewnątrz. Zasiedlający Wyżynę Armeńską, bez dostępu do morza, otoczeni wrogami Ormianie żyją głównie z rolnictwa i wydobycia surowców mineralnych i metali.

Wracając do ropy i gazu. Azerbejdżan i Turkmenistan są zainteresowane zbudowaniem Gazociągu Transkaspijskiego z Turkmenbasy do Baku. Dzięki takiemu połączeniu, Turkmenistan mógłby przesyłać swój surowiec na rynki europejskie (czemu mocno sprzeciwia się Moskwa). Drugim istotnym projektem jest budowa Południowego Korytarza Gazowego, który jest na ukończeniu (w 2020 gaz powinien trafiać już bezpośrednio do Europy Centralnej i Zachodniej).

Przyszłościowo, istotna jest również możliwość połączenia energetycznego Baku z Kazachstanem. Tutaj jednak chodzi o coś zupełnie innego, bowiem surowce energetycznie mogłyby podążać w kierunku… Chin. I tu zaczyna się wielka, geopolityczna i geoekonomiczna gra. Temat ten zostanie rozwinięty później 🙂

 

KONFLIKTY

Konflikt gruzińsko-rosyjski (o Osetię Południową).

W rozpadzie Związku Sowieckiego, każda z republik radzieckich upatrywała szansę na uzyskanie własnej niepodległości. Nie inaczej było z Gruzją. Problem w tym przypadku polegał na tym, iż na terenie Gruzji, Sowieci utworzyli wcześniej autonomie: Abchazji, Osetii Południowej i Adżarii (co było kontynuacją jeszcze carskiej polityki w regionie).

Abchazja to region zamieszkiwany przez rdzenną ludność kaukaską (spokrewnioną z Gruzinami), która na przestrzeni wielu wieków nie zdołała ostatecznie zintegrować się z Gruzinami (pomimo kilku prób i jednoczenia regionów Abchazji i Kartli). Sprawy nie ułatwiał fakt, iż różne mocarstwa ościenne często same dzieliły Gruzję między siebie, utrudniając integrację. Dodatkowo Abchazi przeszli (pod wpływem Turków) na islam, co dało podstawy do konfliktów również na tle religijnym.

W przypadku Osetii Południowej, historia tego autonomicznego podmiotu sięga zaledwie do 1859 roku (Carska Rosja jako pierwsza wydzieliła z Gruzji ten obszar). Odrębna samoświadomość Osetyjczyków względem Gruzji wynika z faktu, iż zamieszkują oni teren wzdłuż głównego szlaku przez góry Wielkiego Kaukazu, przez co tamtejsza ludność to etniczny zlepek wielu narodowości, niekoniecznie spokrewnionych z kaukaskimi Gruzinami.

Autonomie te często bezpośrednio podlegały administracyjnie Moskwie, co tylko umacniało podziały w regionie, które uwidaczniały się natychmiast, gdy w Rosja przechodziła kryzys. Nie inaczej było po rozpadzie ZSRR.

Po ogłoszeniu niepodległości Gruzji w 1991 roku, Tbilisi wbrew woli ludów Abchazji i Osetii Południowej, objęło te terytoria swoją jurysdykcją. Doprowadziło to do wojen, w których po stronie autonomii stanęła Rosja. Po porażce Gruzinów, w Gruzji władze objęło pro-rosyjskie stronnictwo. Gruzini podejmowali wówczas kilka prób pokojowej integracji Abchazji (w pewnym momencie projekt ten wspierały nawet władze Kremla), jednak wzajemne animozje okazały się nie do przezwyciężenia.

W 2004 roku pro-rosyjskie władze w Tbilisi (z prezydentem E. Szewardnadze na czele) zostały bezkrwawo obalone w wyniku tzw. rewolucji róż, a wybory wygrał M. Saakaszwili. Nowy prezydent dokonał pro-zachodniego zwrotu politycznego i przyłączył do Gruzji, niezależną dotąd od niej Adżarię (której pozostawił jednak autonomię). Gdy w 2007 roku Gruzja chciała wykonać kolejny krok i sięgnąć po Osetię Południową, wówczas naraziła się Rosjanom, którzy w tym przypadku postanowili twardo bronić własnego interesu. W kwietniu 2007 roku gruziński parlament powołał na terenie Osetii Południowej „Tymczasową Jednostkę Terytorialną Osetii Południowej” wraz z „Tymczasową Administracją Osetii Południowej”. Ta dość jednostronna deklaracja nie była na rękę separatystycznej władzy z Osetii Południowej, a prezydent autonomii – Euard Kokojty w lutym 2008 roku stwierdził niezależność od Gruzji i zaapelował do Rosji o uznanie Osetii Południowej, jako części jej terytorium. Od tego momentu wybuch kolejnego konfliktu był kwestią czasu. W lipcu, na terenie Gruzji, NATO przeprowadziło dwutygodniowe manewry „Immediate Response-2008”, a w tym samym czasie po drugiej stronie gór kaukaskich Rosjanie zorganizowali manewry „Kaukaz 2008”.

Nie będę w tym miejscu zajmował stanowiska, kto de facto rozpoczął konflikt zbrojny i kto ponosi za niego pośrednio i bezpośrednio odpowiedzialność (lub czy, kto i dlaczego dopuszczał się zbrodni wojennych). Jednak z chłodnej geopolitycznej analizy wynika, że Rosjanom wojna ta wcale nie była potrzebna. Kontrolowali bowiem politycznie i militarnie kluczowe, strategiczne terytoria Abchazji i Osetii Południowej, natomiast wojna z Gruzją i jej ewentualna okupacja byłaby jedynie stratą sił, pieniędzy i środków (co wcale nie oznacza, że wbrew tej logice, to Moskwa mogła wywołać ten konflikt z wielu innych przyczyn, choćby po to by osadzić swoich ludzi w Tbilisi i przejąć kontrolę nad całą Gruzją). Niemniej z pewnością Kreml chciał jakoś zareagować na ustawy gruzińskiego parlamentu z kwietnia 2007 roku. Taką reakcją mogło być wprowadzenie wojska do Osetii Południowej i tym samym potwierdzenie jej przynależności do Rosji. Z drugiej strony, po działaniach E. Kokojta z lutego 2008 roku, Gruzini nie mieli żadnej realnego wpływu na Osetię Południową. Jedynym sposobem na przejęcie władzy na tym terytorium była zbrojna inwazja.

Z tak przedstawionego punktu widzenia można wnioskować, iż celem Moskwy nie była inwazja na Gruzję i jej zajęcie, a ochrona swojej jurysdykcji nad Osetią. W tym celu wojska Federacji Rosyjskiej nie musiały zajmować Tbilisi, a jedynie wyprzeć Gruzinów z autonomii i wykonać odpowiednio silne kontruderzenie, które zmusi Gruzinów i wspierający ich Zachód do podjęcia negocjacji pokojowych, w których uznano by co najmniej status quo sprzed konfliktu. I taki rzeczywiście był bieg wydarzeń. Poniżej zamieszczam mapę ruchami wojsk w czasie konfliktu:


Uwaga! Czytasz ten tekst dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać 🙂 Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by zapoznało się z nim więcej osób – udostępnij lub poleć go znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem. Czekam również na uwagi i merytoryczną polemikę 🙂 Dziękuję. KW.

Wojna armeńsko-azerska (o Górski Karabach)

Jedno spojrzenie na obecne granice Armenii i Azerbejdżanu wystarczy, by dojść do wniosku, że ktoś kiedyś wysilił się na ponury żart. Albo celowo miał zamiar utrzymywać konflikt na Zakaukaziu. Długo.

Pierwotnie, zarówno na terenie azerskiej enklawy – Nachiczewanu, jak i na terenach Górskiego Karabachu zdecydowaną większość ludności stanowili Ormianie. Gdy w 1918 roku Armenia i Azerbejdżan ogłosiły niepodległość (wcześniej wchodziły w skład Cesarstwa Rosyjskiego), oba państwa rozpoczęły między sobą walkę o przebieg granic. Miejsce dominacji rosyjskiej, zajęły jednak chwilowo wpływy Brytyjczyków, którzy chcieli przejąć kontrolę nad surowcami Azerbejdżanu (gaz i ropa). Ostatecznie dzięki wsparciu Wielkiej Brytanii, Górski Karabach stał się częścią Azerbejdżanu. Stan ten, z rozmysłem, utrzymali bolszewicy, którzy szybko odzyskali kontrolę nad całym Zakaukaziem. Omawiany region sowieci podzielili na republiki Armenii, Azerbejdżanu (któremu przyznali Górski Karabach) i autonomię Nachiczewanu. Pomimo usilnych starań i zabiegów Ormian, sytuacja ta nie uległa zmianie aż do rozpadu Związku Radzieckiego.

Wydarzenia po upadku ZSRR przypominały te, które nastąpiły po rozpadzie Cesarstwa Rosyjskiego. Na terenie Górskiego Karabachu dochodziło do zamieszek i walk, w efekcie czego Azerbejdżan w styczniu 1992 roku odebrał regionowi status autonomii. Zamieszkujący go Ormianie natychmiast ogłosili niepodległość, co wszystko w konsekwencji doprowadziło do wojny między Armenią i Azerbejdżanem.

Lepiej zorganizowani i wyszkoleni Ormianie, wspierani przez Rosję (sprzęt wojskowy), zajęli całą przestrzeń dzielącą Armenię i Górski Karabach łącząc własne państwo z wcześniejszą autonomią azerską. W 1994 roku Armenia i Azerbejdżan podpisały zawieszenie broni, które trwa do dnia dzisiejszego (i jest mniej lub bardziej przestrzegane). Wszelkie rozmowy pokojowe pod egidą OBWE jak dotąd spełzły na niczym, a sytuację terytorium wciąż okupowanego przez Ormian można przyrównać do tej, w jakiej znajdują się Wzgórza Golan zajęte przez Izrael.

 

GEOPOLITYKA

Gruzja

Sytuacja Gruzinów może niektórym przypominać sytuację Polaków. Gruzja znajduje się pomiędzy młotem (Rosją), a kowadłem (Turcja).  Był czas, gdy również Persowie walczyli o własne interesy w regionie. Oprócz tego przez sporą część historii Gruzinów otaczały państwa muzułmańskie, a i dzisiaj posiadają granice z sunnicką Turcją i szyickim Azerbejdżanem. Jednocześnie państwo gruzińskie nie posiada ani dostatecznej głębi strategicznej, ani zdolności do wytworzenia odpowiednio dużej siły, by oddziaływać na region, a nawet by oprzeć się naciskom silniejszych sąsiadów. Gruzja była i jest traktowana przez regionalne potęgi, jako strefa buforowa (podobnie jak reszta Zakaukazia). Kto ją kontroluje, może być spokojny o kaukaską flankę. Póki Gruzja wchodziła w skład ZSRR, Turcy znajdowali się pod ciągłą moskiewską presją. Zwłaszcza, że Kreml kontrolował również republiki satelickie tj. Rumunia i Bułgaria (tak więc Ankara obawiała się walki na dwa fronty).

W momencie, gdy wpływy w Gruzji zyskało NATO (2004 rok – zwycięstwo wyborcze M. Saakaszwilego), to Rosjanie znaleźli się w gorszej sytuacji. Oczywiście sytuacja ta nie jest do końca zła, ponieważ dzięki wcześniejszej, niezwykle roztropnie prowadzonej polityce ZSRR, w Gruzji powstały mniejsze autonomie, których gwarantem była właśnie Moskwa. I tak, Abchazja oraz Osetia Południowa przetrwały dzięki Rosji do dnia dzisiejszego (Adżaria została przyłączona do Gruzji przez Saakaszwilego).

Ze strategicznego punktu widzenia było to dla Kremla arcyważne. Ponieważ obie jeszcze funkcjonujące autonomie stanowią pewnego rodzaju zakaukaski przyczółek dla Rosjan. Gdyby Rosjanie stracili kontrolę nad całym terytorium Gruzji, wówczas mogliby całkowicie utracić świadomość sytuacyjną dotyczącą tego, co dzieje się za wysokim pasmem gór Wielkiego Kaukazu. Potencjalnie stanowiłoby to dla Rosji i jej podnóżka (Kaukazu Północnego) olbrzymie zagrożenie. Przeciwnik (np. NATO) mógłby w ukryciu przygotować silne uderzenie, zdolne przełamać obronę przesmyków kaukaskich, w wyniku którego, dostałby się na łatwy do zajęcia i sforsowania teren równinny prowadzący na Rostów i Wołgograd (a nawet Astrachań, choć tutaj należy jeszcze pokonać obszerne tereny bagniste). To z kolei odcięłoby Moskwę od Morza Czarnego i od surowców energetycznych położonych w pobliżu Morza Kaspijskiego. Mając na uwadze takie zagrożenie, decydenci z Kremla słusznie założyli, że absolutnie nie mogą dopuścić do utraty kontroli nad cała Niziną Kolchidzką na raz. Najprostszym rozwiązaniem było stworzenie kilku autonomicznych republik i wprowadzenie polityki divide et impera (dziel i rządź). Założenia sowietów okazały się słuszne, bowiem gdy w XXI wieku Moskwa utraciła wpływy w Gruzji, to i tak nadal zachowała kontrolę nad kaukaskimi przesmykami. Jednocześnie poprzez Abchazję i Osetię Południową, Rosjanie posiadają wgląd w sytuację na schowanej za górską ścianą gruzińskiej części Zakaukazia. Poniżej mapa z zaznaczonymi, jedynymi drogami (innych nie ma) łączącymi Gruzję z Rosją, a także Gruzję z Turcją.

Jak widać powstanie sowieckich republik Abchazji, Osetii Południowej, a nawet Adżarii nie było przypadkowe. Wszystkie one były położone na kluczowych przesmykach górskich, które prowadzą „z” i „do” Gruzji. Przez Abchazje wiedzie szlak czarnomorski, a także jedna z najwyżej położonych i najniebezpieczniejszych dróg górskich w Europie przebiegających przez tzw. Przesmyk Klukhorski. Pozostałe dwie drogi przez Wielki Kaukaz wiodą przez Osetię Północną wchodzącą w skład Rosji. Jedna z nich (niskiej kategorii) dzieli się na dwie odnogi, z których jedna wiedzie przez środek Osetii Południowej. Druga odnoga wiedzie bezpośrednio do Gruzji, jednak graniczy z terytoriami w/w autonomii. Podobnie zresztą jak główna droga z Władykaukazu do Tblisi. Tak więc kontrolując Abchazję i Osetię, Rosjanie kontrolują wszystkie górskie szlaki przez Wielki Kaukaz (już na południowej stronie gór) jak również drogę na morskim wybrzeżu. Przed aneksją Adżarii przez Gruzję, Moskwa kontrolowała również drogę czarnomorską do Turcji (przez Batumi).

Jednocześnie warto zwrócić uwagę na fakt, że Rosjanie w każdej chwili (dzięki władzy nad Osetią Południową) mogą przeciąć rurociągi gazu i ropy, przez które płyną azerskie surowce.

Biorąc powyższe pod uwagę, od razu staje się jasnym, że bez kontrolowania choćby jednej strony kaukaskich przesmyków, Tbilisi nie jest w stanie bronić własnego terytorium. Kaukaskie drzwi do Gruzji są dla Rosjan otwarte na oścież. Ci, mogą bez problemu je przekroczyć i siłą zając całe gruzińskie państwo. I przeciąć konkurencyjne dla siebie rurociągi z Baku do Turcji. Jest to zapewne jeden z głównych powodów, dla których Gruzja nie jest jeszcze w NATO. Decydenci Paktu Północnoatlantyckiego nie mają bowiem zamiaru przyjmować do sojuszu państwa, które spełniałoby jedynie rolę zakładnika we wrogich rękach. Zakładnika znajdującego się w absolutnie beznadziejnej sytuacji, którego należałoby bronić.

Dlatego aktualna sytuacja geopolityczna Gruzji jest tak beznadziejna, a jednocześnie wyżej opisany stan znajduje się niejako w zawieszeniu. Rosjanie nie potrzebują okupować i kontrolować całej Gruzji. NATO z kolei nie chce brać na siebie odpowiedzialności za nią.

Jedyną nadzieją Gruzinów jest odzyskanie kontroli nad Abchazją i Osetią Południową, czego zresztą próbowali dokonać dwukrotnie. Pierwszy raz w latach 1991-1992, drugi, za prezydentury Micheila Saakawszwilego (2008 rok). W obu przypadkach skończyło się to ostatecznie interwencją Rosji i porażką Gruzji.

 

Azerbejdżan

Przez państwo Azerów przebiega tylko jedna z pięciu (4 pozostałe wiodą do Gruzji) dróg łączących Zakaukazie z Przedkaukaziem. Ta u wybrzeża Morza Kaspijskiego. Południowa granica Azerbejdżanu posiada z kolei jedynie dwie drogi prowadzące do Iranu (bez uwzględniania azerskiej enklawy). Od Persów, Azerowie oddzieleni są rzeką Araks oraz górami Wyżyny Armeńskiej. Granica z Armenią przebiega wzdłuż pasma górskiego zwanego Małym Kaukazem (które jest okupowane przez Ormian – region Górskiego Karabachu). Od strony zachodniej, gdzie Azerbejdżan graniczy z Gruzją, państwo jest dość otwarte topograficznie i połączone ze stolicą Gruzinów rzeką Kurą.

Azerbejdżan należy do republik post-sowieckich i choć stara się prowadzić w miarę niezależną politykę, to wpływy Moskwy nadal są widoczne i silne. Sytuacja polityczna opisywanego państwa jest dość stabilna, pomimo niezakończonego konfliktu z Armenią o Górski Karabach. W chwili obecnej, w interesie Kremla leży, by w regionie panował spokój (ponieważ oddziałuje zarówno na Baku, jak i na Erewań). Dlatego moskiewskie władze tonują i gaszą wszelkie napięcia, tak, by nie wybuchł na nowo konflikt zagrażający ich wpływom (zwłaszcza, gdyby Ormianie przegrali). W wojnie ormiańsko-azerskiej, Moskwa zawsze wspierała tych pierwszych. Kreml może skutecznie wykorzystywać konflikt przeciwko władzom z Baku, dlatego w interesie Rosji nie leży jego rozstrzygnięcie (nawet na korzyść Armenii). Dzięki zamrożeniu wojny, Moskwa może ją podgrzewać, lub wygaszać – w zależności od potrzeb. Jest to jeden z lewarów, z jakim muszą liczyć się Azerowie (innymi są np. duży wpływ Rosjan na gospodarowanie Morzem Kaspijskim, jak również partnerstwo Rosji z Iranem).

Iran z kolei nieprzychylnie patrzy na politykę Azerbejdżanu (współpraca z Turcją, USA i NATO) i z podejrzliwością traktuje mniejszość azerską zamieszkującą północno-zachodnią część Islamskiej Republiki Iranu (reżim z Teheranu obawia się wykorzystania jej do wywołania wojny domowej w państwie). Władze w Baku oskarżają natomiast Iran o represje wobec mniejszości azerskiej. Ponadto Azerowie obawiają się, że Teheran zamierza przeprowadzić islamską rewolucją również w ich kraju. Te animozje sprawiają, iż Moskwie łatwiej jest wykorzystać współpracę z Teheranem w celu nacisku na stolicę Azerbejdżanu.

Pomimo tego widocznego uwiązania, Azerowie starają się prowadzić własną grę. Są przecież dla Rosjan konkurentami na rynku gazu i ropy naftowej. I właśnie posiadanie tych surowców energetycznych zmienia kontekst gry Azerbejdżanu na arenie polityki międzynarodowej. Na tej płaszczyźnie widoczna jest wielka gra (USA vs Chiny, USA vs Rosja). Po azerskie surowce sięgać chcą już bowiem nie tylko europejczycy, ale i właśnie Chińczycy.

W latach 2006-2007 (czyli tuż przed wybuchem wojny w Gruzji w 2008 roku – co może zastanawiać) Azerbejdżan, dzięki zachodnim inwestycjom, ukończył budowę dwóch strategicznych rurociągów:

1) Baku – Tbilisi – Ceyhan,

2) Baku – Tbilisi – Erzurum.

Obie inwestycje pozwalają transportować gaz/ropę do Turcji i dalej do Europy (a dzięki Południowemu Korytarzowi Gazowemu, który jest na ukończeniu – można będzie dostarczać wiele, wiele więcej tego surowca). Infrastruktura ta daje również możliwość ewentualnego wpięcia do niej surowców z Azji Środkowej (Turkmenistan, Kazachstan). To byłoby mocne uderzenie w interesy i gospodarkę Rosji. W 2017 roku Turcja (która chce się uniezależnić od surowców rosyjskich), Azerbejdżan i Turkmenistan oficjalnie poparły inicjatywę wybudowania rurociągu na dnie Morza Kaspijskiego, który umożliwiałby transfer gazu z Turkmenistanu do Baku (i dalej na zachód).

Oczywiście na przeciw projektowi Rosjanie wystawili m.in. „zielone ludziki” w postaci ekologów. Moskwa jest zdeterminowana by zatrzymać ten projekt i ma w tym względzie wsparcie Iranu. Ostatnimi czasy Rosjanie zorganizowali nawet manewry floty kaspijskiej, co było z pewnością dość mało wyszukaną sugestią. Naciski Moskwy podziałały z pewnością na władze w Astanie, bowiem Kazachstan zrezygnował z planów połączenia energetycznego na linii Kuryk-Baku (choć wciąż Kazachowie korzystają z transportu morskiego na tej trasie /tankowce/).

Ale najciekawszą opcją jest możliwość budowy rurociągów między Azerbejdżanem, a Kazachstanem, które pozwalałyby w przyszłości transportować azerskie surowce w kierunku Chin… Kazachowie chcą bowiem stworzyć sieć przesyłową, która połączy region, gdzie wydobywają gaz i ropę (wybrzeża Morza Kaspijskiego) z Państwem Środka. Gdy taka infrastruktura powstanie, Azerowie będą mogli z łatwością się do niej podłączyć.

Tego rodzaju projekt z pewnością będą chcieli zablokować z kolei Amerykanie. I to jest następny powód, dla którego Waszyngton z chęcią podporządkowałby sobie Baku, uniezależniając jednocześnie tą stolicę od nacisków i wpływów Moskwy.

Jak widać, złoża energetyczne (gaz i ropa) niebywale zmieniły znaczenie geografii Zakaukazia. Dzięki azerskim bogactwom, Azerbejdżan i Gruzja stały się jedną z głównych dróg transferu opisywanych surowców do Turcji i Europy. To tędy teraz wiodą szlaki, tyle że nie handlowe, a energetyczne. Region niebywale zyskał przez to na znaczeniu.

 

Armenia

Ormianie znajdują się obecne w katastrofalnej, niemal beznadziejnej sytuacji geopolitycznej. Są w stanie wojny z Azerbejdżanem oraz izolacji energetycznej (w tej sytuacji są wspierani przez… szyicki Iran), a ich odwieczny wróg – Turcja, wspiera Azerów i naciska politycznie na Erewań. Ormianie dotychczas byli uzależnieni od pomocy Moskwy i uważali ją za jedynego sojusznika. To jednak może ulec zmianie. Pracują bowiem na to… Siły „Zachodu” 🙂

Cała ormiańska polityka skupia się wokół prowadzonego konfliktu o Górski Karabach. I stosunek poszczególnych państw do Armenii również jest filtrowany przez ten pryzmat. Kreml wspiera Erewań, utrzymując otwartą ranę w ciele Azerbejdżanu. Po to, by móc na nią w razie potrzeby nacisnąć. Turcy z kolei chcieliby definitywnego zakończenia konfliktu, bowiem zagraża on jej bezpieczeństwu energetycznemu (podobnie jak rosyjska obecność w Osetii Południowej i Abchazji). Turcy importują ropę i gaz z Rosji, ale alternatywą dla tej zależności, od 2007 roku stały się surowce z Azerbejdżanu dostarczane rurociągami na linii Baku – Tbilisi – Erzurum. Rurociągami, które przebiegają blisko granic Armenii i Osetii Południowej.  Iran z kolei, z uwagi na swoje złe relacje z Azerbejdżanem, wspomaga Ormian odsprzedając im gaz i umożliwiając dostawy broni (Rosjanie nie mają bezpośredniej granicy z Armenią).

O wpływy w Armenii, jak pisałem wcześniej, walczą Amerykanie i Europa. Dzieje się tak z prostej przyczyny. Jeśli powiedzie się odwrócenie Armenii, Rosja straci grunt pod nogami. A konkretnie pod górami Kaukazu. Pro-zachodnia Armenia, to uwolnienie Azerbejdżanu tak od wojny, jak i od ewentualnego szantażu ze strony Kremla. Pro-zachodnia Armenia, to rurociąg Transkaspijski, który dostarczy do Turcji i Europy, konkurencyjny do rosyjskiego, gaz z Azji Środkowej. Pro-zachodnia Armenia i pro-zachodni Azerbejdżan, to odcięcie Rosji od Iranu (Amerykanie upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu). Pro-zachodnie Zakaukazie to dobry punkt wyjściowy do politycznej ekspansji na północ i oddziaływania na przedkaukaskie republiki rosyjskie, tj. Dagestan czy Czeczenia (np. poprzez wspieranie separatyzmu). Armenia jest jak dobrze zatknięta karta położona u spodu domku z kart. Jeśli Moskwa utraci wpływy w tym niewielkim i zdawałoby się mało znaczącym państwie, wówczas cała rosyjska, kaukaska układanka może runąć.

I wszyscy wielcy gracze, włącznie z Rosją, mają tego świadomość. Jednak mimo to, „Zachód” nie zdołał jeszcze przeciągnąć Armenii na swoją stronę. Dlaczego? Ponieważ Ormianie sami zdobyli terytorium, o które walczyli. I wciąż nim władają, a w związku z tym ani myślą o rezygnacji z Górskiego Karabachu. A ponieważ Azerowie (współpracujący z zachodem) również nie myślą o oddaniu tego regionu, to negocjacje od lat stoją w martwym punkcie. I trudno jest złożyć Armenii wiarygodną propozycję, która przekonałaby ją do NATO, a jednocześnie gwarantowałaby jej utrzymanie zdobyczy. Ponieważ praktycznie każda oferta z zachodu będzie w takiej sytuacji mało szczera, lub niespełniająca wymagań Ormian, to jedynym wyjściem było osadzenie u władzy w Erewaniu ludzi, którzy taką propozycję by przyjęli. I przekonali do niej społeczeństwo – co wydaje się być największym problemem.

Gdy w kwietniu tego roku Armenię ogarnęły protesty przeciwko dotychczasowemu prezydentowi – Serża Sarkisjanowi (który nie mogąc się ubiegać o drugą reelekcję, chciał zmienić system władzy z prezydenckiego na kanclerski), jego przeciwnicy skupili się na atakowaniu oligarchicznych zapędów prezydenta, a nie prowadzonej przez niego polityki. Wynikało to z tego, że społeczeństwo Ormian jest bardzo czułe na punkcie Górnego Karabachu i na ogół właśnie w Rosji widzi sojusznika tej sprawy. Nie zmienia to jednak faktu, że Serża Sarkisjan musiał abdykować, a z kolei pro-zachodni Nikola Paszynian objął tekę premiera. O zmianie warty nie można jednak pisać, bowiem z układu w parlamencie wynika, że Paszynian jest de facto uzależniony od ugrupowań, które wcześniej wspierały obalonego prezydenta. Tak więc władza Paszyniana jest bardzo niepewna i z pewnością jest jeszcze za wcześnie, by można było mówić o jakimkolwiek zwrocie polityki zagranicznej Armenii. Niemniej, gra o to małe górskie państwo rozpoczęła się na dobre i z pewnością jeszcze usłyszymy o wydarzeniach w Erewaniu.

 

WNIOSKI KOŃCOWE / PRZYSZŁOŚĆ

O ile w 2008 roku mówiło się tylko o Gruzji, o tyle obecnie, najważniejszą kwestią w regionie jest konflikt o Górski Karabach i sytuacja polityczna w Armenii. Należy bardzo uważnie obserwować to, co dzieje się w Erewaniu. W ciągu roku powinny bowiem zostać tam zorganizowane przedterminowe wybory. Od tego, jaki dadzą one wynik może zależeć to, czy Armenia nadal będzie upatrywała gwarancji dla siebie w Moskwie. Przeciągnięcie Ormian do obozu NATO z pewnością nie będzie proste. Sam Pakt Północnoatlantycki nie jest bowiem jednolity i w tym przypadku należy rozważać osobno interesy Turcji (traktowanej wrogo przez Ormian), USA, a nawet pośrednio Azerbejdżanu (który do NATO nie należy, ale to Baku jest celem politycznym dla zachodu, a nie Erewań). Zmiana władzy w Armenii nie jest i nie będzie procesem łatwym (co już się powoli okazuje), a przeprowadzenie go do końca nie gwarantuje jeszcze sukcesu. Bowiem zachód z pewnością będzie chciał zadbać o interesy bogatego w złoża ropy i gazu Azerbejdżanu. A władze z Baku nie odpuszczą Górskiego Karabachu. Tak samo jak Ormianie, których trudno będzie przekonać do ewentualnej ugody, nawet, jeśli jej zawarcie poprą władze w Erewaniu. Armenia to mały kraj, a społeczeństwo jest bardzo aktywne, przez co politycy muszą liczyć się ze zdaniem „ulicy” oraz armii, która walczy (i to z powodzeniem) już trzecią dekadę. Dlatego być może jedynym wyjściem dla interesów zachodnich, jest wsparcie Azerów tak, by zdołali oni przeprowadzić skuteczną ofensywę militarną i odbić okupowane przez Ormian terytorium. Dozbrajanie Azerbejdżanu trwa już kilka lat (i robi to również Moskwa), ale mimo tego, Azerowie nie są zdolni do wyparcia Ormian z dobrze ulokowanych stanowisk obronnych w górach (ostatnia próba miała miejsce w 2016 roku – wojna 4-dniowa). Ponadto jak tylko dochodzi do groźnych starć, natychmiast interweniuje bądź to Rosja, bądź to Turcja albo nawet oba kraje jednocześnie (Turcy boją się wojny w tym regionie, a zwłaszcza ew. kolejnych zdobyczy terytorialnych Ormian – vide bliskość rurociągów).

Jak widać, problem Zakaukazia jest wielowątkowy i dotyczy kilku zagadnień jednocześnie. Interesy Brukseli, Waszyngtonu, Moskwy, Ankary, Teheranu i Pekinu przeplatają się wzajemnie i potrafią w tym samym czasie być zbieżne i przeciwstawne w zależności od płaszczyzny. Niewątpliwie okres stagnacji, jaki teraz obserwujemy, możemy zawdzięczać Moskwie, która skutecznie broni swoich interesów w regionie. Jednak, gdy tylko władze Kremla popuszczą napięte sznurki, wówczas cała architektura polityczo-militarna Zakaukazia może się posypać. Do czego dążą Europa (z uwagi na surowce), Turcja (surowce i strefa buforowa, a także połączenie z Azją Centralną), a także USA (zainteresowane dociśnięciem Rosji i zablokowaniem projektów chińskich). Sytuacji Rosji nie poprawia okoliczność, że Gruzja już gra, a Azerbejdżan stara się grać w przeciwnej drużynie, a sytuacja Armenii staje się niepewna. Warto jednak nadmienić, że Azerowie czują się zakładnikami całej sytuacji i z wielką trwogą obserwują agresywne działania USA względem Iranu. Władze z Baku zdają sobie bowiem sprawę, iż w razie ew. wojny, mogą stać się celem ofensywy reżimu z Teheranu. Dla Persów byłby to dość łatwy do osiągnięcia cel i tylko Rosjanie mogliby ich powstrzymać w jego osiągnięciu (a to jest kolejny lewar Moskwy wobec Baku).

 

Z pewnością w nadchodzących latach, będziemy obserwować walkę polityczną o wpływy w Armenii, a być może i starcia militarne o Górski Karabach. Jeśli chodzi o Gruzję, to póki nie nastąpi jakieś tąpnięcie w Moskwie, póty Gruzini będą musieli liczyć się z tym, że mają przystawiony do głowy pistolet. Podobnie jak Azerowie. Moskal bowiem, niczym rewolwerowiec z dzikiego zachodu, stojąc w szerokim rozkroku, mierzy do nich z trzymanych w obu dłoniach coltów.

 

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

P.S.

Jak widać w lipcu nie zasypywałem gruszek w popiele, choć na efekty przyszło nieco poczekać 🙂 I jeszcze przyjdzie, bo jest to jedna z dwóch pisanych przeze mnie w tym miesiącu analiz. Druga zapewne zostanie opublikowana dopiero w sierpniu (praca w co-operacji).  Tekst miał być jak najbardziej ogólny, pisany z perspektywy całego regionu – tak, by w przyszłości można było przejść do szczegółowych artykułów dot. wybranych problemów (energetyka, wojna o Górski Karabach, polityka wew. Albanii, etc.etc.). Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli uważasz, że czegoś brakuje, nie zostało uwzględnione, lub znajdziesz zwyczajnie literówkę lub czeski błąd – proszę o stosowny komentarz 😉

 

Dla chętnych:
https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/komentarze-osw/2012-07-18/poludniowy-korytarz-gazowy-azerbejdzanu-i-turcji
http://weglowodory.pl/azerbejdzan-sprawa-polska/
https://www.iea.org
https://www.cacianalyst.org/publications/analytical-articles/item/13407-kazakhstan-and-azerbaijan-plan-an-undersea-trans-caspian-oil-pipeline.html
https://en.trend.az/business/energy/2669011.html
https://www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/aj.html

Turkey, Russia and China in Central Asia

https://worldview.stratfor.com/article/geography-caucasus
https://worldview.stratfor.com/article/armenia-georgia-azerbaijan-foreign-policy-opportunities-and-challenges
https://worldview.stratfor.com/article/caucasus-competition-will-limit-cooperation
https://worldview.stratfor.com/article/conflict-interests-nagorno-karabakh

USA Russia & China in the Middle East : Alliances & Conflicts

https://thediplomat.com/2015/07/what-azerbaijan-and-central-asia-have-in-common/
https://surowce.blogspot.com/2010/03/15-projektow-rurociagow-zmieniajacych.html
http://www.energetyka24.com/budowa-ropociagu-brody-plock-mozliwa-w-2017-r-rzad-szydlo-zainteresowany-nowa-aranzacja-projektu
http://www.grida.no
http://studium.uw.edu.pl/kazachstan-tranzyt-ropy-przez-azerbejdzan/
http://stosunki-miedzynarodowe.pl/gpigs/1524-azerbejdzan-analiza-geopolityczna
https://en.wikipedia.org/wiki/South_Caucasus_Pipeline
http://www.iranreview.org/content/Documents/-Post-Sanctions-Iran-and-Prospect-of-Energy-Cooperation-in-the-Caspian-Region.htm
https://kmgep.kz/eng/the_company/our_business/transportation_and_sales/
https://www.energetyka24.com/trwa-walka-o-gazociag-transkaspijski-rosja-protestuje
http://www.kaukaz.pl
https://www.pch24.pl/powstaje-antyrosyjski-trojkat-gazowy–turkmenistan–turcja-i-azerbejdzan-lacza-sily,53279,i.html
https://www.wnp.pl/wiadomosci/kazachska-ropa-zasili-rurociag-baku-tbilisi-ceyhan,11044.html
http://www.defence24.pl/konflikt-na-kaukazie-w-interesie-rosji-zagrozony-gorski-karabach
https://www.forbes.pl/wiadomosci/rosja-krytykuje-gazociag-przez-morze-kaspijskie/tm66w65
https://www.energetyka24.com/azerski-gaz-poplynie-do-europy-w-2020-roku
http://www.defence24.pl/walki-w-gorskim-karabachu-odmrozenie-konfliktu
https://www.energetyka24.com/kaspijski-nord-stream-podwazy-tranzytowe-znaczenie-rosji
http://niezalezna.pl/96112-armenia-zapach-wojny-na-kaukazie
http://wyborcza.pl/1,75399,19867053,azerbejdzan-i-armenia-chca-wojny.html
https://energia.rp.pl/surowce-i-paliwa/gaz/13181-azerski-gaz-dotarl-turcji
https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Armenia-Gospodarka;4573665.html
https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_o_Górski_Karabach
https://pl.wikipedia.org/wiki/Kaukaz_(kraina_historyczna)
https://pl.wikipedia.org/wiki/Nachiczewańska_Republika_Autonomiczna
https://pl.wikipedia.org/wiki/Albania_Kaukaska
https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Armenii
https://pl.wikipedia.org/wiki/Historia_Gruzji

19 komentarzy

  1. Ten blog to perełka. Ciekawe i świetnie podane informacje. Tylko pogratulować autorowi 🙂 Prosimy o więcej.

    Przy okazji widać, że ludzie chcą obszernych artykułów. Może jest tych osób mniej, ale wydaję mi się, że są dużo wierniejszą grupą odbiorców. Sam codziennie sprawdzam, czy coś się tutaj nowego nie pojawiło 🙂

    Artykuły za krótkie na książkę, ale za długie dla masowych mediów, które skracając je odebrałyby głębie tematu. Na szczęście internet wypełnia tę lukę jednocześnie pozbywając się pośrednika (wydawcy lub redakcji). Jakoś nie widzę dramatu w tym, że duże media powoli upadają.

    Życzę autorowi większej popularności i monetyzacji bloga, tak żeby była większa motywacja do jego prowadzenia. Myślę, że wraz ze zwiększającą się liczbą odbiorców szansa np. na dobrą sprzedaż własnej książki jest duża. Czego szczerzę życzę.

    1. Koncepcja jest taka, żeby wpierw zbudować “głębię” wiedzy (analizy), co pozwoli na pisanie krótszych i mniej pracochłonnych komentarzy dotyczących aktualnych wydarzeń (z odnośnikami do analiz). Bez takiej bazy, rzetelne skomentowanie czegokolwiek wymagałoby za każdym rzem baaardzo długiej rozprawy geo. Zapewne materiału na analizy nigdy nie zabraknie, ale jak już będzie ich więcej, to z pewnością zwiększy się ilość tekstów (ale będą krótsze).

      Dzięki za życzenia 🙂

  2. Dzięki, w końcu się dowiedziałem gdzie leży Armenia bo myślałem że w Europie gdzieś obok Albanii która nie wiadomo gdzie dokładnie się znajduje, bo przecież kopiemy z Ormianami regularnie w eliminacjach mistrzostw europy 😉 Poważnie to muszę powiedzieć że kolejna świetna analiza i w ogóle cały blog jest wyjątkowy pod wieloma względami i jeśli byłaby taka możliwość żeby głosować na blog roku to autor miałby mój głos (kiedyś takie imprezy organizował onet ale już chyba tego nie robi bo pewnie się nie opłaca). Ciekawe jak autor to wszystko spina bez reklam latających banerów, rejestracji itp przecież w tak długich tekstach można by umieścić ze 100 okienek z reklamami 😉

    1. Autor spina to prywatnie w ramach hobby 😉 Koszty bezpośrednie wbrew pozorom niewielkie. Gorzej z czasem. Ale jakoś “leci” 😉

  3. Bardzo dobra praca, pozdrawiam.
    Co do literówek, proszę poprawić tu:
    >Władze z Baku >> stają<< sobie bowiem sprawę, iż w razie ew. wojny, mogą stać się celem ofensywy reżimu z Teheranu.
    "zdają" 🙂

  4. Świetna analiza wcześniej nie interesowałem się tym regionem ale po tym tekście chyba czas zacząć 🙂

  5. Twoje analizy czyta się się ze zgrozą, bo z nich wynika, że wojna jest cały czas i to kwestia czasu, aż przejdzie do fazy militarnej. Ktoś mieszka na jakimś zadupiu, pracuje, całe życie oszczędza, wychowuje dzieci, pilnuje własnego nosa. A wszystko to może stracić z dnia na dzień, bo przez jego kraj przebiega rura z ropą, która przynosi straty komuś, kto mieszka 2000 kilometrów dalej i chce się pozbyć konkurencji. Jest na tej planecie choć jedno bezpieczne miejsce?

    PS. A może analiza Niemiec, hmm?

    1. Tak to niestety wygląda. Dla jednych coś jest “zrządzeniem losu” albo “przypadkiem’, a dla drugich to kwestia procesu decyzyjno-wykonawczego.

      Analiza Niemiec będzie bardzo, bardzo obszerna. Podobnie jak Rosji, czy USA. By tego uniknąć, lepiej pisać o mniejszych satelitach (a tam pisać o interesach “gigantów”) po to, by w analizie “grubej ryby” zawrzeć już tylko podstawowe, główne informacje (wyobraźmy sobie analizę dot. USA! Oni mają swoje interesy wszędzie… Opisywanie kolejnych odcinków “frontów” nadawałoby się na książkę). Niemcy chodzą mi po głowie od dłuższego czasu (na nich w końcu oparta jest Unia). Ale wcześniej musi powstać kilka innych tekstów. W tym miesiącu z pewnością pojawi się taki jeden, będący kroczkiem prowadzącym do Berlina 🙂 Cierpliwości 😉
      pozdrawiam
      KW

  6. Brawo Panie Krzysztofie!
    Przypadek sprawił, że odkryłem tą stronę… ale jest już w moich ulubionych!
    Jest tyle kwestii które człowiek chciałby zgłębić…
    Dziękuję. Czekam na inne materiały.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz