Chiny w przededniu kryzysu. Nie uderzą na Tajwan [ANALIZA]

Wydaje się, że nie ma szans na to, by grudniowe zapowiedzi dotyczące wzrostu gospodarki Chin w 2022 roku stały się rzeczywistością. Przypomnijmy, że prognozy w tym zakresie wskazywały na ponad 5% wzrost Państwa Środka. Po danych z półrocza już wiadomo, że jest to mało realne, a korekty wskazują na 4,1-4,3% . Innymi słowy,  wzrost może być o ok. 0,8-1% PKB niższy niż przewidywano.

Wskazuje się, że wolniejszy wzrost chińskiego PKB może wynikać głównie z powodu następnej fali COVID-19 (szczep Omicron), która doprowadziła władze z Pekinu do decyzji o kolejnych rygorystycznych lockdownach poszczególnych regionów.

Oczywiście fakt, że wzrost produktu krajowego brutto będzie niższy niż zakładano, nijak nie koreluje z tytułem i pojęciem kryzysu. Jednak zwiastunami takowego nie są w tej chwili wskaźniki PKB. Znamiona chorób chińskiej gospodarki znajdują się jeszcze w fazie uśpienia, choć już wiadomo, że posiadają cechy złośliwych. Tymczasem chiński pacjent nie pozwala na dokonanie miarodajnych badań diagnostycznych. Tym samym naraża się na scenariusz, w którym gdy pojawią się pierwsze poważne dolegliwości, może być już za późno na leczenie.


Artykuł jest rozwinięciem oraz aktualizacją części podrozdziałów dotyczących Chin z książki: „Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat”.  Zainteresowanych pełną analizą Państwa Środka (jak również wielu innych państw) zapraszam do sklepu:

TRZECIA DEKADA. Świat dziś i za 10 lat


Inwestycje napędem kolosa

Rynek nieruchomości i pokrewne

Ekonomiści szacują, że sam rynek nieruchomości i inne powiązane z nim sektory (jak np. budownictwo) odpowiadają za około 30% chińskiego PKB. Tymczasem na bazie danych cząstkowych za pierwsze półrocze 2022 roku szacuje się, że w tym roku sprzedaż nieruchomości w Chinach spadnie prawdopodobnie aż o 30%. To jednorazowo spadek większy niż ten z 2008 roku (ok. 20%). Tego rodzaju zapaści nie można tłumaczyć COVID-em. Przyczyn jest znacznie więcej. Niepewna sytuacja polityczna na świecie (np. napięcie z USA czy wojna Rosji z Ukrainą), mentalność Chińczyków (skłonności do oszczędzania o czym będzie dalej), czy problemy finansowe w gospodarstwach domowych – co przekłada się na spadek popytu. Ten ostatni przekłada się na problemy firm budowlanych i deweloperskich.

Między innymi z tych powodów agencje ratingowe obniżyły wskaźniki, jeśli chodzi o ocenę zdolności spłaty zaciągniętych kredytów przez największych chińskich deweloperów. W ciągu ostatnich 9 miesięcy obniżenie  to dotyczyło aż 91 podmiotów , a warto wskazać, że między 2010 a 2020 roku takich sytuacji było łącznie 56. Innymi słowy, największym chińskim deweloperom grozi niewypłacalność, a może i bankructwo.

Problem może się pogłębić, ponieważ zaczyna narastać zjawisko zawieszania lub zaprzestawania spłat kredytów hipotecznych.  Szacuje się, że w 2022 roku zawieszeniu ulegnie spłata rat o łącznej wartości 144 mld dolarów. Stanowi to wprawdzie jedynie 2,5% wartości wszystkich chińskich kredytów hipotecznych i zaledwie 0,5% wszystkich pożyczek i kredytów. Jednak mamy do czynienia z danymi dotyczącymi jedynie jednego roku. Tymczasem ekonomiści szacują, że już teraz problem ze spłatą kredytów hipotecznych dotyczy kwoty 223 mld dolarów czyli 4% wartości wszystkich tego rodzaju zobowiązań. Gdyby tempo procesu się utrzymało, wówczas mogłoby się okazać, że na koniec 2023 roku średnio 1/10 kredytów nie będzie obsługiwanych. Sytuacja stałaby się bardzo poważna.

Kapitał zagraniczny

Opisywane zagadnienie posiada wiele płaszczyzn. W 2020 roku Państwo Środka zdetronizowało Stany Zjednoczone, jeśli chodzi o wartość zagranicznych inwestycji przeprowadzonych w ciągu roku. Rok później Chiny osiągnęły nowy rekord w tej dziedzinie, a wartość tego rodzaju inwestycji osiągnęła aż 334 mld dolarów.  Innymi słowy, Państwo Środka – mimo trwających tarć ze Stanami Zjednoczonymi, nawoływaniem do relokowania zachodnich zakładów produkcyjnych oraz haseł o deglobalizacji – wciąż ściągało do siebie inwestorów zagranicznych. I robiło to najlepiej na świecie. Zagraniczne firmy inwestują najczęściej w Kantonie, Jiangsu oraz Szanghaju. Oznacza to, że Chiny wcale nie radzą sobie świetnie pomimo ekonomiczno-gospodarczej walki z USA (lub szerzej zachodem). Chińczycy notują dobre wyniki, ponieważ tej walki nie ma. Mylą się więc Ci, co wskazują, że Państwo Środka dowiodło, że jest odporne na naciski z zewnątrz. Taka weryfikacja jeszcze nie nastąpiła.

Co nie oznacza, że odpływ zachodniego kapitału z Chińskiej Republiki Ludowej nie nastąpi. Jest wręcz wysokie ryzyko tego, że w końcu tak się stanie. Z bardzo wielu przyczyn, a jedną z nich jest sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez Xi Jingpinga, który coraz odważniej atakuje USA i świat zachodu. Przykładem jest ostatnia zapowiedź Chin co do przeprowadzenia ćwiczeń wojskowych w związku ze spodziewaną wizytą amerykańskiej przewodniczącej Izby Reprezentantów na Tajwanie. Manewry, których celem jest zastraszenie Republiki Chińskiej trwają tak naprawdę od dłuższego czasu. Bowiem władze z Pekinu od miesięcy nękają wyspiarzy prowokacyjnymi lotami samolotów bojowych, które często niebezpiecznie blisko podchodzą do przestrzeni powietrznej Tajwanu.

Warto zwrócić uwagę na to, że Stany Zjednoczone w ostatnich miesiącach niewiele robią – poza symbolicznymi gestami – w kwestii rywalizacji z Chinami. Wszystko za sprawą Rosji, która dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę i zagroziła amerykańskim interesom w Europie.

Niemniej, gdyby Chińczycy zaczęli grać zbyt ostro (względem Tajwanu czy np. Korei Południowej – za pośrednictwem Kim Dzong Una) lub kiedy problem z Rosją zostanie rozwiązany, wówczas można być niemal pewnym, że Waszyngton poważnie weźmie się za Chińską Republikę Ludową. Agresywne poczynania Pekinu będą negatywnie odbierane nie tylko przez Amerykanów, ale i przez cały świat zachodu. Jednocześnie należy pamiętać o tym, że zarówno Europa, jak i Australia czy Stany Zjednoczone posiadają własne problemy. Wobec czego, rzeczywista relokacja kapitału z Chin może stać się wręcz koniecznością.

To z kolei rodziłoby bardzo poważne konsekwencje dla chińskiej gospodarki. Bowiem odpływ kapitału i relokacja bazy produkcyjnej oznaczałaby redukcję etatów pracowniczych. To mógłby być jeden z wielu czynników, które uruchomiłyby chińską kryzysową kulę śnieżną.

200% normy

Inwestycje (włączając również te rządowe, infrastrukturalne) posiadają największy udział w chińskim PKB. Warto jednak pamiętać, że większość z nich prowadzona jest przez podmioty zależne lub wprost kierowane przez państwo. Po centralnie sterowanym i komunistycznym systemie administracyjnym – w którym realizacja stu procent zakładanego planu jest statystycznym minimum – nie należy spodziewać się wysokiej efektywności przy wydawaniu publicznych środków. Presja władz centralnych wręcz wymusza deklarowanie znakomitych wyników ekonomicznych przez lokalnych zarządców. Jednocześnie duża kontrola biurokratyczna nad inwestycjami kusi urzędników wysokich szczebli do zawyżania kwot z przetargów i kontraktów w celu defraudacji. Tego rodzaju system sprzyja również korupcji, a koszty łapówek wliczane są przecież przez wygrywających przetargi publiczne w cenę za sprzedawane usługi.

Presja na odpowiednie wyniki może również prowadzić do fałszowania danych przekazywanych do Pekinu, co w efekcie może powodować, że centralni planiści będą mieli błędny obraz sytuacji. To z kolei podnosi ryzyko popełnienia błędu przy podejmowaniu działań i reagowaniu na pojawiające się problemy.  Jednocześnie te ostatnie mogą być dostrzegane zbyt późno.

Wreszcie, na problemy na rynku nieruchomości i w sektorze inwestycyjnym jako takim składają się nie tylko niepewna sytuacja pandemiczna, polityczna i gospodarcza, ale i demograficzna. W 2015 roku Chiny zaliczyły szczyt, w którym ta pracująca część populacji – będąca konsumentami na rynku nieruchomości – liczyła sobie 800 milionów ludzi. Obecnie tych ludzi jest o 20 milionów mniej, a proces będzie przyśpieszał. Tego rodzaju spadek będzie miał implikacje na każdym innym polu.

Chińczycy wymierają

Nagłówek rozdziału brzmi dość osobliwie w kontekście państwa, którego populacja liczy 1,4 miliarda obywateli. Nie chodzi jednak tutaj o efekt końcowy (wymarcie), ale o proces. Dzietność w Chinach zaczęła spadać od połowy lat 60-tych XX wieku. W 1992 roku liczba urodzeń spadła poniżej dwójki dzieci na jedną kobietę. W 1995 było to już 1,66 urodzeń na kobietę i taki mniej więcej stan utrzymuje się do dziś (wg danych z Banku Światowego). Choć niektóre źródła podają, że jest jeszcze gorzej i wskaźnik dzietności wynosi obecnie jedynie ok. 1,3 dziecka/kobietę, a może nawet spadł poniżej jednego dziecka!  Tak niska dzietność w krótkim przedziale czasowym nie stanowi dużego problemu. Jednak w Chinach taki stan utrzymuje się już ćwierć wieku.

Piramida demograficzna Chin

Co istotne, choćby od jutra Chinki zaczęły rodzić po 8 dzieci każda, zapaść w poprzednich rocznikach będzie nie do odrobienia. Bowiem kluczem jest sam proces i jego czasokres. Nawet gdyby działacze partyjni od jutra nałożyli dekret o obowiązkowych ciążach dla wszystkich Chinek i zaczęli przeprowadzać kontrole co do wykonania założeń (mam nadzieję, że nikt z CHRL tego nie przeczyta, bo tam byliby gotowi na wprowadzenie takiego rozwiązania), to i tak istniejąca już 27-letnia luka demograficzna pozostanie. I osoby z niżu dotyczącego roczników 1995-2022 będą zastępowały na rynku pracy osoby starsze pochodzące z wyżu, a te ostatnie przejdą na emeryturę i znajdą się na utrzymaniu młodszego pokolenia.  Szacuje się, że już w 2035 roku w Chinach ponad 30% społeczeństwa przekroczy 60 rok życia (obecny wiek emerytalny w Chinach to 60 lat dla mężczyzn i 55 dla kobiet). To oznacza, że władze będą musiały przeprowadzić bardzo mało popularną reformę systemu emerytalnego oraz przesunąć wiek emerytalny. Co ciekawe w latach 2012-2014 próbowano już podnieść wiek emerytalny i okazało się, że tego rodzaju ruch był jednym z nielicznych, które nie powiodły się Komunistycznej Partii Chin.

Chińska populacja wg oficjalnych statystyk zaczynie się kurczyć w szybkim tempie począwszy od 2030 roku. Nieoficjalnie, proces już trwa.

Problem z demografią będzie narastał. Bowiem w Chinach dość popularne stały się aborcje. Większość par decydowała się na nie w przypadku córek. W efekcie od lat rodzi się znacznie więcej mężczyzn niż kobiet. Współcześnie na każde sto kobiet przypada w Chinach blisko stu dwudziestu mężczyzn. Dla porównania na zachodzie wskaźnik ten wygląda korzystniej dla płci pięknej, głównie z uwagi na długość życia kobiet (proporcja narodzin to z grubsza 50/50). Szacuje się, że już teraz między 24 a 34 milionów mężczyzn w Chinach nie znajdzie żony (chyba, że znajdzie taką za granicą). Tym samym najprawdopodobniej większość z nich umrze bezpotomnie, a to oznacza dodatkowe pogłębienie zapaści demograficznej w kolejnych pokoleniach.

Przekleństwo etosu pracy i zarobki

Innym czynnikiem ograniczającym dzietność jest fakt, że głównym celem życia obywateli Chin stała się praca. Choć oficjalnie czas pracy w Chinach jest regulowany i wygląda podobnie jak w Europie (8 godzin dziennie przez pięć dni w tygodniu, średnio nie więcej niż 48h/tydzień, praca w nadgodzinach i  weekendy dodatkowo płatna), to jednak dotychczas chińskie władze przymykały oko na łamanie praw pracowników. W obiegu funkcjonuje nawet określenie „996 work culture”, które oznacza pracę od 9 do 21 sześć dni w tygodniu, a w konsekwencji ponad 300 godzin na miesiąc. W ostatnim czasie (po protestach i wyroku Sądu Najwyższego z 2021 roku) polityka władz nieco się zmieniła, na skutek czego zaczęły zapadać wyroki sądowe na korzyść pracowników. Jednak to nie wpływa ani na skalę zjawiska, ani na fakt, że Chińczycy po prostu żyją dla pracy. Przy lepszym wynagrodzeniu wciąż będą godzić się na pozostawanie po godzinach. Brak czasu na: odpoczynek, drobne przyjemności czy dbanie o relację z innymi – to wszystko negatywnie skutkuje także na płaszczyźnie demograficznej. Wyzwaniem staje się bowiem znalezienie partnera (a zwłaszcza partnerki) i zakładanie rodziny, o wychowywaniu potomstwa nie wspominając.

Ekonomiczna klasa średnia?

Oczywiście oprócz kwestii zawodowo-kulturowych dodatkową przeszkodą do posiada potomstwa są niskie płace. Wielu ekonomistów i sinologów wskazuje, jak daleką drogę przeszło chińskie państwo w ostatnich 30 latach. Jak wydźwignęło się z ubóstwa i zrobiło olbrzymi, spektakularny wręcz postęp. Jednak fakt błyskawicznego zmniejszenia dystansu ekonomicznego pomiędzy Chinami a zachodem, nie świadczy od razu o tym, że Chińczycy znaleźli się na czele peletonu. Przyjrzyjmy się suchym danym przy świadomości, że odbijając się od dna – gdzie znalazły się Chiny za czasów Mao – najłatwiej jest pokonać pierwsze metry głębiny. Im jednak bliżej powierzchni, tym trudniej jest robić postępy.

Większość pracowników w Państwie Środka pracuje dużo za relatywnie niską stawkę godzinową. Oczywiście inne warunki panują w dużych miastach i na wybrzeżu, a inne w zachodnich prowincjach. Chińczykom udało się dokonać redukcji osób żyjących poniżej granicy ubóstwa. Odsetek ludzi żyjących za mniej niż 1,9 dolara dziennie spadł do ok. 0,5%. W 1990 roku ok. 750 milionów Chińczyków kwalifikowało się do powyższej kategorii. Obecnie jest to mniej niż 90 mln. Jednak w 2020 roku – wg premiera Chin – wciąż ok. 600 mln Chińczyków zarabiało zaledwie ok. 154 USD/miesiąc (ok. 700 zł)…

Dane Banku Światowego za 2021 roku wskazują, że chińskie PKB na jednego mieszkańca wyniosło 12,5 tys. dolarów. Przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej pieniądza, było to 18,7 tys. PKB per capita ppp.  Dla porównania w Polsce PKB per capita wyniosło wówczas 17,8 tys. USD, a z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej aż 37,5 tys. $. To dwukrotnie więcej niż w Chinach.

Faktem jest natomiast, że ekonomiczną klasę średnią rząd w Pekinie szacuje na 400 mln osób. Jest to więcej, niż cała populacja Stanów Zjednoczonych. Jednak wciąż miliard Chińczyków czeka na lepsze warunki życia i płacy. Chińska klasa średnia stanowi prawie 1/3 całego społeczeństwa. W USA jest to połowa, a w Korei Południowej aż dwie trzecie. Warto jednak podkreślić, że chiński odpowiednik głównego urzędu statystycznego zalicza do klasy średniej osoby, które zarabiają miesięcznie niecałe trzysta dolarów. Jest to prawie dwukrotnie mniej, niż wartość wynagrodzenia minimalnego w Polsce… Świadomość tego zmienia nieco optykę w zakresie ocen chińskiego prosperity. Również fakt, że Chiny są największym eksportem na świecie nie świadczy o prosperity. Najbogatsza gospodarka świata (USA) jest jednocześnie największym importerem. Tak więc to wysokie konsumpcja i import są wynikowymi prosperity, a nie wysokie produkcja i eksport.

Ekonomiczna klasa średnia w Chinach jest jeszcze relatywnie nieliczna (w proporcji do całości populacji) i uboga (w stosunku do zachodniej), a do tego mocno uzależniona od komunistycznego aparatu administracyjnego, a na dodatek szybko się starzeje. Kolejne pokolenia Chińczyków wchodzące w okres najwyższej efektywności pracy są i będą coraz mniej liczne.

Jednocześnie należy mieć świadomość tego, że walka władz z wykorzystywaniem pracowników przez pracodawców, a także dążenie do zwiększania wynagrodzeń w gospodarce przyczynią się do zmniejszenia konkurencyjności chińskiego rynku dla inwestorów zagranicznych. Innymi słowy, im lepiej Chińczycy będą zarabiać, tym mniej będzie inwestycji z zewnątrz. Wreszcie może to doprowadzić do odpływu kapitału, ośrodków przemysłowych i miejsc pracy bez względu na wcześniej wymienione czynniki polityczne. Zdaniem wielu ekonomistów największym wyzwaniem dla krajowych gospodarek jest moment, w którym państwo wciąż należy do krajów rozwijających się, ale już aspiruje do tych rozwiniętych. Prawdziwym testem dla Chińczyków będzie to, jak i czy poradzą sobie w czasie przełomu. Dla porównania Polska ma tutaj atuty, których brakuje Państwu Środka. Znajdujemy się bowiem tuż obok największego producenta i największego europejskiego rynku zbytu (Niemcy). Co za tym idzie, geografia (bliskość do „zachodu”), dobra komunikacja (inwestycje w infrastrukturę), a także przynależność do odpowiednich struktur polityczno-gospodarczych (UE, NATO – brak ceł, granic, swoboda gospodarcza) wciąż stanowią atuty, które ściągają inwestycje. Tymczasem Chiny są niezwykle odległym rynkiem dla Europy (ryzyko przerwania łańcuchów dostaw), ale i także dla USA. Dodatkowo Chińczycy nie należą do zachodnich struktur gospodarczych, posiadają autorytarny system rządów (ryzyko inwestycji większe), a dodatkowo mało przejrzyste środowisko biznesowe (uzależnione od władz/polityki). Innymi słowy, jest wysoce prawdopodobnym, że jeśli Chińczycy stracą atut niskich kosztów pracy, kapitał z zewnątrz odpłynie. Czy Chinom starczy potencjału by go zastąpić?

 

Oszczędność Chińczyków zmorą planistów

Od lat mówi się, że głównym celem gospodarczo-społecznym władz z Pekinu jest zbudowanie chłonnego rynku wewnętrznego, który zastąpi odbiorców zagranicznych. Tak więc Chińczycy mają stać się na tyle bogaci, by napędzali własną gospodarkę poprzez wysoką konsumpcję. Schemat wydaje się być prosty. Wysokie zarobki -> wysoka konsumpcja -> wysoka produkcja -> niskie bezrobocie i wysokie wynagrodzenia w przemyśle -> wyższa konsumpcja etc. Tyle teorii. W praktyce, jak wskazałem wyżej, wyższe płace mogą doprowadzić do spadku inwestycji i odpływu kapitału, a więc do spadku produkcji i zatrudnienia, co mogłoby uruchomić proces w dokładnie odwrotnym kierunku. Ale to nie wszystko.

Jednym z „problemów” chińskich planistów gospodarczych jest mentalność chińskiego społeczeństwa, które doświadczone ubóstwem i trudnymi czasami, zarabia z myślą o oszczędzaniu. Tak jakby Chińczycy podskórnie czuli, że ten historyczny moment wzrostu nie będzie trwał wiecznie. I należy szykować się na „chude lata”.

W konsekwencji ogólny wskaźnik oszczędności w Chinach na koniec 2021 roku wyniósł aż 45,5%! Na wskaźnik ten składają się w dużej części oszczędności gospodarstw domowych w Chinach, które w 2021 roku wyniosły ok. 34%. Był to jeden z najlepszych pod tym względem wyników na świecie. W strefie euro wskaźnik ten spadł poniżej 15%, w całej Unii wyniósł 14,4%. U poszczególnych jej członków nie przekracza 20%, a w samej Polsce w 2021 roku wyniósł zaledwie 6%. W świecie pieniądza fiducjarnego oszczędność nie jest cechą ani korzystną dla gospodarki, ani dla domowego portfela. Zwłaszcza w sytuacji, gdy coroczna inflacja rzeczywista jest dość wysoka. Kapitał we współczesnym świecie musi pracować, być obracany i inwestowany. Pieniądz traci bowiem na wartości wraz z każdym kolejnym rokiem. Jeśli Chińczycy oszczędzają zamiast wydawać, to nie napędzają rodzimej gospodarki, nie dają zarobić producentom, a więc nie pozwalają im się rozwijać, zatrudniać więcej i za wyższe pensje… W takim stanie rzeczy można śmiało napisać, że chińskie społeczeństwo nie dostosowało się mentalnie do współczesnego kapitalizmu, na bazie którego władze z Pekinu postanowiły zbudować siłę Chin.

Mało tego, ponieważ chińscy decydenci korzystają z tych samych mechanizmów finansowych, co ich zachodni koledzy (dodruk pieniądza), to statystyczny Chińczyk – poprzez odkładanie pieniędzy – marnuje efekty swojej ciężkiej pracy. Zwyczajnie inflacja przejada jego zarobki. Dotychczas było to dla chińskiego społeczeństwa niedostrzegalne, bowiem inflacja była relatywnie niska. Jednak w trudnych czasach, gdy to zjawisko narasta, oszczędności Chińczyków są zagrożone. A poziom zubożenia może ponownie zacząć rosnąć. Dla przeciętnego Chińczyka, który całe życie pracował, żył skromniej niżby mógł oraz oszczędzał, oznacza to, że wszystkie jego wcześniejsze wyrzeczenia mogą pójść na marne. Gdyby wysoka inflacja w sposób gwałtowny uderzyła w Chiny, wówczas mogłoby to doprowadzić do poważnych skutków nie tylko natury gospodarczej, ale i społecznej (niezadowolenie i niepokoje).

Wskazuje się, że inflacja w Chinach jest znacznie niższa niż na zachodzie (w tym USA). Jednak przy tak wysokim poziomie oszczędności, dużej ilości osób o niskich zarobkach oraz zależności od eksportu, chińska gospodarka jest znacznie bardziej wrażliwa na wzrost cen (ale i na spadek wartości pieniądza). Pojawia się wręcz pytanie, na ile np. 6,5% inflacja uderzy w Chiny? Czy dynamika wzrostu cen się utrzyma, czy też uda się ją wyhamować? Należy też pamiętać, że na inflację w Państwie środka wpływają ceny ropy naftowej. Bowiem ta jest w dużej mierze importowana, a więc Chińczycy kupują surowiec po cenach rynkowych. Podobnie jak Europa.

 

Zależność surowcowa

Gaz

Chiny są największym importerem gazu na świecie. W 2021 roku chińskie zapotrzebowanie na gaz pobiło kolejny rekord, a konsumpcja wyniosła blisko 380 mld m³ gazu, z czego własna produkcja wyniosła 207mld m³. Chińczycy musieli więc importować ponad 170 mld m³ gazu. Wzrost zapotrzebowania jest ogromny rok do roku (w stosunku do 2020 aż 13%). Jednocześnie już dwie dekady temu władze z Pekinu znalazły rozwiązanie. Inwestycja w gazociąg Azja Centralna-Chiny procentuje. Już teraz Chińczycy importują z tego kierunku 55 mld m³ gazu, a po ukończeniu ostatniej czwartej nitki maksymalna przepustowość rury osiągnie nawet 70 mld m³. Chińczycy zrealizowali projekt z myślą o uniezależnieniu się w kwestii dostaw gazu od szlaków morskich. Jednocześnie nie chcieli popadać w zależność od Federacji Rosyjskiej, bowiem decydenci z Moskwy od dziesięcioleci znani są z tego, że lubią szantażować odbiorców groźbą zakręcenia kurków z gazem. Dlatego chińko-rosyjska współpraca w tym zakresie zakończyła się na razie na ukończeniu w 2019 roku jednego gazociągu Siła Syberii, którego maksymalna przepustowość (jeszcze nie osiągnięta) wynosi 30 mld m³ gazu/rok. Jest to wolumen porównywalny do tego, jaki gwarantuje gazociąg Jamał przebiegający przez Polskę. Tak więc Chińczycy – drogą lądową – będą w stanie importować maksymalnie ok. 100 mld m³ gazu na rok. Póki co, połowę brakującego zapotrzebowania ściągają drogą morską. Dlatego już w 2021 roku Chiny stały się największym importerem LNG na świecie.

Najwięksi eksporterzy LNG do Chin to Australia, Stany Zjednoczone, Katar, Malezja i Indonezja. Ta piątka odpowiedzialna jest za ok. 80% wszystkich dostaw ciekłego gazu do Państwa Środka, z czego najważniejszym partnerem jest Australia eksportująca blisko cztery razy więcej niż USA, Katar czy Malezja.

Reasumując, poprzez eksport własny i kontrolę szlaków morskich to Zachód może przykręcić Chińczykom kurki z gazem. I Rosjanie nijak nie mogliby zniwelować tego uzależnienia, ponieważ przepustowość ich infrastruktury na to nie pozwala.

 

Ropa

Chiny po 2017 roku stały się największym importerem ropy na świecie (wyprzedzając USA). Chińskie potrzeby importowe ropy w 2020 roku wyniosły blisko 11 mln baryłek/dzień (przy konsumpcji ok. 14 mln baryłek/dzień).  Ponad 80% importowanej ropy jest ściągana do Chin drogą morską. Jedynym poważnym eksporterem ropy do Państwa Środka – poprzez lądowe ropociągi – jest Rosja. Przepustowość ropociągu WSTO daje możliwość pokrycia zaledwie ok. 15% zewnętrznych potrzeb Chińczyków. Rosjanie dostarczają surowiec także drogą morską. W maju 2022 roku Rosjanie zdołali osiągnąć ogólny pułap dostaw ropy do Chin na poziomie dziennym 1,98 mln baryłek. I to mniej więcej pokazuje górne granice rosyjskich możliwości w tym zakresie, które stanowią ok. 18% całego chińskiego importu ropy.

I choć Rosja stała się największym dostawcą ropy do Chin, to nie zmienia to faktu, że blisko połowę deficytu ropy Chińczycy uzupełniają importem z Zatoki Perskiej. Ważnymi kierunkami są również: Angola, Brazylia czy Wenezuela.

Dane te pokazują, że władze z Pekinu – w zakresie dostaw czarnego złota – wciąż są bardziej zależne od globalnych, morskich szlaków handlowych niż od rosyjskich ropociągów. Mało tego, o ile Chińczycy byliby w stanie zastąpić rosyjski surowiec dostawami z innych kierunków (drogą morską), o tyle Rosjanie nie mogliby zaspokoić potrzeb Państwa Środka w przypadku np. hipotetycznej blokady morskiej. Innymi słowy, Chińczycy mogą zrezygnować z rosyjskiej ropy, ale nie mogą sobie pozwolić na odcięcie morskich dostaw surowców energetycznych.

Metale ziem rzadkich

Do niedawna mówiono, że jednym z największych chińskich atutów był światowy monopol w zakresie wydobywania i eksportu metali ziem rzadkich. Nic dziwnego. Do niedawna (2016r.) Chińska Republika Ludowa odpowiadała nawet za 94% globalnej produkcji na rynku, przy czym Państwo Środka dysponuje 1/3 wszystkich światowych zasobów. Xi Jingping natychmiast zaczął grać tą kartą, przez co o istnieniu metali ziem rzadkich usłyszeli niemal wszyscy. Jednak już w 2020 roku chiński udział w rynku wynosił jedynie 60%… W wydobycie mocno zainwestowali bowiem Amerykanie (osiągając 12% udziału), Birma (12%), a także Australia (7%). I choć Chiny na skutek zwiększenia wydobycia ponownie wróciły na ok. 80% udział, to jednak widać, że zachód – zwłaszcza Stany Zjednoczone – są już na drodze uniezależniania się od Pekinu w tym zakresie. Poczynione inwestycje już procentują i nie znikną dnia na dzień. Wręcz przeciwnie, będzie ich coraz więcej.


Jeśli uważasz artykuł za wartościowy, możesz podziękować autorowi za ciężką pracę i nabyć treść w formie PDF-a za symboliczną kwotę. Artykuł jest w wolnym dostępie, więc wiesz za co płacisz 🙂

Chiny w przededniu kryzysu – PDF [Analiza Krzysztof Wojczal]


 

Największa populacja do wykarmienia

W kontekście Państwa Środka nie sposób uciec od tematu klęsk, które już nawiedzały najludniejsze państwo świata. Jedną z nich była klęska głodu wywołana w dużej mierze przez „reformatorską” działalność Mao Zedonga. Ponieważ komunistyczny reżim –  który doprowadził do zapaści rolnictwa –  nie potrafił podnieść produkcji żywności, to postanowiono od 1977 ograniczać ilość obywateli do wykarmienia. Przypomnijmy, że decyzja ta zapadła po śmierci Mao, a głównym realizatorem polityki jednego dziecka był tak chwalony przez współczesnych sinologów i ekonomistów Deng Xiaoping.

Jego sukcesor Xi Jingping musi z kolei borykać się z nadchodzącymi problemami gospodarczymi, na które olbrzymi wpływ będzie miała zapaść demograficzna. Jednak nie zmienia to faktu, że współczesne władze muszą wciąż zadbać o żywność dla 1,4 miliarda obywateli.

Chiny są największym producentem żywności na świecie. Chińskie uprawy odpowiadają za ¼ wszystkich zbóż na świecie, a i tak Pekin inwestuje w wydajność produkcji. I mimo tego, z kraju samowystarczalnego w 2000 roku, Chiny stały się w 2020 roku uzależnione od importu żywności w 23%. Mało tego, szacuje się, że do 2035 roku ta zależność wzroście do 35%. Tak więc tendencja w zakresie uzależniania się od dostaw zewnątrz jest zwyżkowa. Dzieje się tak, bowiem wysoki poziom produkcji i tak nie odpowiada zapotrzebowaniu lokalnej populacji. Państwo Środka jest największym importerem na świecie, jeśli chodzi o żywność i sprowadza jej za wartość dwukrotnie większą niż eksportuje. Chińczycy importują np. 80% zapotrzebowania na soję, którą ściągają głównie ze Stanów Zjednoczonych.

Dlaczego przemysł spożywczy w Chinach nie nadąża za wzrostem potrzeb? Ponieważ już teraz Chińczycy wyciskają ze swojej ziemi blisko maksimum tego, co mogą. W kraju o największej produkcji żywności, jedynie 7-10% gruntów nadaje się do uprawy. Z uwagi na wzrost urbanizacji oraz uprzemysłowienia, a także zmian klimatycznych stan ten nie ulegnie raczej poprawie. Sprawę pogarsza fakt zanieczyszczenia wód gruntowych, które wzrasta w dramatycznym tempie. W 2018 roku aż 15,5% wód gruntowych została oznaczona jako klasa V – co oznaczało zanieczyszczenie wykluczające jakiekolwiek użycie. Między 2011 a 2018 rokiem ilość wód gruntowych klas od I do III spadł z ok. 45% do zaledwie 12-13%. Reasumując, ponad 70% wód gruntowych posiadało w 2018 roku marną klasę IV, a dalsza degradacja do klasy V wydaje się być nieuchronna. To będzie miało wpływ nie tylko na uprawy roślin, ale i na zdrowie populacji (w tym np. płodność lub zdolność do narodzin zdrowego potomstwa).

W rankingu dotyczącym zrównoważonego rolnictwa, Chiny zajęły w 2018 roku dopiero 57 pozycję spośród 67 notowanych państw ze wskaźnikiem 0,21 akra gruntów rolnych przypadających na jednego mieszkańca. Dla porównania w USA wskaźnik ten wyniósł 1,16 akra/osobę.

Warto w tym miejscu nadmienić, że największymi eksporterami żywności do Chin są: Brazylia, Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Indonezja, Tajlandia, Argentyna i Francja. W zasadzie cały transport sprowadzanej przez Chińczyków żywności odbywa się więc drogą morską. Jest to kolejna płaszczyzna, która jest wrażliwa na działalność morskiego hegemona.

Zachodnie rynki zbytu podstawą wzrostu

W 2021 roku udział handlu w chińskim PKB wyniósł blisko 37,5%, co w stosunku do choćby przed-covidowego 2019 roku (36% wg Banku Światowego) stanowi wzrost. Tak więc pomimo pandemii i lockdownów, które w 2020 roku wpłynęły negatywnie na ten wskaźnik (35%), wymiana handlowa stała się jeszcze ważniejsza dla chińskiej gospodarki. Wpływ samego eksportu na chińskie PKB wyniósł 19%.

Bilans handlowy Chin w 2021 roku był dodatni i wyniósł 587,5 mld dolarów  (zysk). Co ciekawe na handlu tylko i wyłącznie z USA, Chińczycy zarobili na czysto (wart. Eksportu minus wart. Importu z USA) 357,4 mld dolarów. Innymi słowy, sami Amerykanie złożyli się na 61% chińskich dochodów z eksportu. Jeśli dodamy do tego zyski w handlu z Niderlandami, Zjednoczonym Królestwem, Polską i Hiszpanią to uzyskamy sumę 541,5 mld usd. Wartość dodatniego bilansu handlowego tylko z tymi pięcioma państwami stanowi aż 92% wartości całego chińskiego zysku… To wszystko bez uwzględnienia wymiany handlowej z Hongkongiem, który jest traktowany jako pośrednik dla wielu państw zachodu.

Kraje, z którymi Chińczycy osiągają najwyższe zyski z handlu.

Chiny żyją ze sprzedaży do USA/UE/UK. Twierdzenie, że Chiny mogą celowo ograniczać eksport na zachód wydaje się wobec tych danych zwyczajną brednią. Chińczycy muszą bardzo uważać na to, by nikt nie pomyślał, że celowo ograniczają eksport konkretnego – ważnego w danej chwili – towaru. Bowiem ewentualne kontr-ograniczenia mogłyby ich drogo kosztować.

Nowy Jedwabny Szlak

Nie sposób w tym miejscu pominąć kwestii budowy lądowych szlaków transportowych z Chin do Europy. Szumne zapowiedzi niewyobrażalnych inwestycji okazały się być zwykłą propagandą, która miała pomóc Chinom w zdobyciu wpływów w poszczególnych państwach leżących na drodze przyszłego szlaku. Co z tego, że na moment powstało jedno połączenie kolejowe wiodące m.in. przez Rosję, Białoruś i Polskę, skoro obsługiwało ono ułamek całego transportu towarów pomiędzy Państwem Środka a Unią Europejską. Połączenie to nie zmieniło w skali strategicznej absolutnie niczego, nie uniezależniło Chińczyków od szlaków morskich, a dodatkowo uległo zmianie i wydłużeniu na skutek wojny na Ukrainie oraz tarć pomiędzy Rosją i Białorusią, a Polską. Projekt okazał się być fiaskiem, a jego realizacja stoi pod znakiem zapytania.

Automatyzacja

Wielu komentatorów żyje w przekonaniu, że Chińska Republika Ludowa rozwiąże problemy niżu demograficznego poprzez automatyzacje przemysłu i gospodarki jako takiej. To prawda, że w tej dziedzinie Chińczycy robią postępy. Co innego jednak wystartować od zera i szybko pokonać pierwszych kilka stopni, a co innego osiągnąć poziom odpowiednio wysoki w relacji do potrzeb chińskiego molocha. W 2020 roku pułap zrobotyzowania przemysłu wyniósł w Chinach 246 robotów przypadających na każde 10 tysięcy mieszkańców. Jest to dwukrotnie lepszy wynik niż średnia światowa (126). Średnia ta uwzględnia jednak 195 państw, w tym tzw. państwa trzeciego świata mocno zaniżające wskaźnik. Czy taki poziom jest wystarczający dla Chin? Porównując, w Niemczech na każde 10 tys. mieszkańców przypada aż 371 maszyn. Dokładnie taki sam pułap zamierzają osiągnąć Chińczycy. W roku 2050… Tymczasem na stan z 2020 roku Japonia posiada 390r./1000 mieszk., a rekordzistą jest Korea Południowa z niewyobrażalnym osiągnięciem 929 robotów na 10 tys. mieszk. Wszystkie ww. państwa mają podobne problemy z niżem demograficznym, który również u nich zaczął się wiele lat wstecz. Spośród nich, Chiny wypadają na tej płaszczyźnie najsłabiej.

Należy również pamiętać, że kapitał zagraniczny ciągnie do Chin nie z uwagi na robotyzację przemysłu, tylko m.in. z powodu taniej siły roboczej. Jeśli tej będzie brakować, to przemysł zagraniczny rozpocznie relokację, a nie automatyzację na  terenie Chin. Zagraniczne koncerny mogą przecież równie dobrze postawić na automatyzację na terenie własnych państw skracając tym samym łańcuchy dostaw i koszty transportu.

Proces automatyzacji nie współgra ponadto z celem władz z Pekinu, jakim jest stworzenie własnego, chłonnego rynku wewnętrznego. Ponieważ maszyny nie konsumują. Tak więc problem osłabiania wskaźnika konsumpcji wewnętrznej z uwagi na duży niż demograficzny w ostatnim ćwierćwieczu nie zostanie rozwiązany przez roboty. To ponownie uderza w politykę Komunistycznej Partii Chin, która chciałaby uniezależnienia się od zachodu. Tymczasem niska dzietność i próba ominięcia problemu automatyzacją w przemyśle będzie zwiększać zależność Chin od odbiorców zagranicznych. By temu zaradzić myśli się nad opodatkowaniem maszyn i wprowadzeniem socjalu (np. pensji gwarantowanej). W konsekwencji z podatków odprowadzanych tytułem posiadania automatów, Chiny mogłyby zwiększyć dochody Chińczyków. Tak, że mimo ich mniejszej ilości, mogliby wydawać więcej (a więc pobudzać konsumpcję). Jednak to rozwiązanie generuje kolejne problemy, z którymi Partia będzie musiała sobie poradzić. Przede wszystkim opodatkowanie maszyn zwiększy koszty produkcji, a więc zniechęci zagranicznych inwestorów. Cena podatku nałożonego na automatyzację zostanie przerzucona de facto na konsumenta (czyli Chińczyków). Innymi słowy nastąpi wzrost cen, który zminimalizuje wpływ socjalu (np. pensji gwarantowanej) na popyt. Tymczasem Chińczyków wciąż będzie ubywać. Tak więc automatyzacja może nie rozwiązać żadnego problemu z jakim borykają się już władze z Pekinu.

Półprzewodniki

Warto również pamiętać o tym, że wszelkie predykcje wzrostu automatyzacji w Chinach mogą rozbić się między innymi z powodu sankcji i ograniczeń dotyczących transferu technologii do Chin. W tym maszyn do produkcji półprzewodników. Już w kwietniu pojawiały się alarmistyczne doniesienia, że część fabryk w Chinach będzie musiała stanąć w miejscu z powodu braku półprzewodników. Ich produkcja w Państwie Środka spadła do najniższego poziomu od 3 lat. To przełożyło się na spory spadek produkcji układów scalonych, co z kolei odczuliśmy nawet w Europie (vide ograniczone dostawy elektroniki, a zwłaszcza wydłużone dostawy nowych samochodów wielu marek). Pojawiają się pierwsze sygnały, że Stany Zjednoczone chcą wywrzeć na tej płaszczyźnie jeszcze większą presję. Jak bańka mydlana pada mit o tym, że Chińczycy wyprzedzili technologicznie zachód i to oni będą narzucać tempo rozwoju. Okazuje się, iż nie zdołali wykraść wszystkiego a ograniczenia dotyczące tak newralgicznej płaszczyzny mogą poważnie zagrozić chińskiej gospodarce słynącej przecież z produkcji chipów i elektroniki. Reasumując, tempo chińskiego rozwoju na tej płaszczyźnie oraz automatyzacji przemysłu są w dużej mierze zależne od… woli Waszyngtonu.

 

Zadłużenie

Ucieczka kapitału zagranicznego, spadek liczby konsumentów oraz osób na rynku pracy musiałaby się odbić na całej chińskiej gospodarce, która dźwiga ciężar olbrzymiego zadłużenia.  Wprawdzie dług publiczny (rządowy) nie wygląda najgorzej i w 2021 roku kształtował się na poziomie ok. 73% w relacji do PKB, jednakże zadłużenie sektora prywatnego przekroczyło w marcu 2022 roku poziom 182% PKB.  Dodatkowo gospodarstwa domowe są odpowiedzialne za kolejne 62% długu w relacji do PKB. Tak więc chińskie długi łącznie – bez uwzględnienia sektora finansowego – odpowiadają wartością ok. 320% PKB. O ile rząd, póki co, nie będzie miał problemów ze spłatą zobowiązań, o tyle sektor prywatny (korporacyjny) jest zadłużony po uszy. Zwłaszcza zagrożony jest rynek deweloperów i firmy z branży budowniczej. A to oznacza również poważne problemy dla banków, zwłaszcza tych mniejszych.

Strukturalnie ok. 44% długu publicznego zostało zaciągnięte w juanach, natomiast 56% udział posiadają waluty obce (w tym SDR-y). Jeśli chodzi o dług zagraniczny, to w 85% jest on zaciągnięty w amerykańskich dolarach. Niemniej ogólnie całe zadłużenie Chin (prywatne i publiczne) w walutach zagranicznych wynosi jedynie ok. 9% PKB przy poziomie rezerw walutowych ok. 24 % PKB. Tak więc Chińczycy byliby w stanie dwukrotnie spłacić swoje zadłużenie w walutach obcych przy pomocy samych tych rezerw.

Natomiast ogromny poziom zadłużenia sektora prywatnego w walucie lokalnej pokazuje, jak dużo wydrukowanej gotówki Chińczycy wpompowali w swoją gospodarkę. A także jak ogromny wpływ na cały sektor bankowy może mieć kryzys, w którym firmy oraz osoby prywatne nie będą w stanie obsługiwać swoich zobowiązań (pożyczek i rat kredytowych). Są to czynniki, które w razie niekorzystnego dla chińskiej gospodarki scenariusza, mogą przyczynić się do dewastacji sektora bankowego, a także do poważnego obniżenia wartości juana.  Juana, którego w razie potrzeby nie będzie ratować nikt więcej oprócz samych Chin.

Juan i wierzytelności

W 2020 roku juan odpowiadał jedynie za ok. 1,5% wszystkich rozliczeń międzynarodowych. W porównaniu do dolara (42,5%) oraz euro (36,5%) jest to bardzo mizerny wynik. Juan na rynku międzynarodowym w zasadzie nie istnieje. Nie jest nikomu potrzebny. O ile dolar jest światową walutą rezerwową – tak więc gdyby upadł, to niemal wszystkie państwa straciłyby sporą część oszczędności (z Chinami na czele, których rezerwy walutowe składają się w ok. 60% z dolarów) – o tyle chińska waluta służy głównie do obsługi rynku wewnętrznego. W konsekwencji wiele państw i gospodarek jest zainteresowana podtrzymywaniem dolara przy życiu, natomiast niewielu zauważyłoby zniknięcie juana. To wielka ekonomiczna ale i polityczna słabość Chińczyków.

Co więcej, same władze z Pekinu przyczyniają się do takiego stanu rzeczy, nie posiadając argumentów by wprowadzać do międzynarodowego obrotu juana. Z samych oficjalnych danych wynika, że rząd Chin posiada wierzytelności wobec reszty świata opiewające łącznie na kwotę pięciu bilionów dolarów (tj. 6% światowego PKB). Zdecydowana większość pożyczek i kredytów udzielana jest przez Chiny w… dolarach. Do tego dochodzi wiele pożyczek udzielanych pod stołem, nie wliczanych do oficjalnych statystyk i dokumentów.

Problemem Chin jako wierzyciela jest fakt, że pieniądze płyną w dużej części do państw trzeciego świata, często do takich, które posiadają problemy finansowe. Na liście chińskich dłużników są m.in. Etiopia, Sri Lanka, Kirgistan, Pakistan Dżibuti, Malediwy, Laos, Mongolia i wiele nie najbogatszych państw Afryki. Oczywiście często zabezpieczeniem jest infrastruktura, jednak gdy w czasie ewentualnego kryzysu, deglobalizacji i chaosu politycznego może okazać się, że Chińczycy zostaną bez pieniędzy i bez aktywów. Przy tak dużych kwotach, dług staje się zmartwieniem pożyczającego.

Nie można również nie zapomnieć o tym, że do niedawna Chiny były największym wierzycielem rządu Stanów Zjednoczonych. Dolary oraz amerykańskie obligacje łącznie stanowiły 2/3 chińskich rezerw walutowych. To się powoli zmienia. Aktualnie Państwo Środka spadło na drugą pozycję, jeśli chodzi o wartość posiadanych obligacji USA, która wynosi nieco mniej niż jeden bilion dolarów (980 mld). Wciąż jest to ogromna suma, a zarazem problem. Bowiem Chińczycy są w sytuacji, w której czekają na zwrot pieniędzy od swojego teoretycznie najgroźniejszego rywala. A przypomnijmy, że swojego czasu prezydent Donald Trump sugerował już, że USA mogą nie wykupić sprzedanych Chinom obligacji… Dziś byłoby to nie do pomyślenia (utrata wiarygodności USA), jednak kto wie co by się mogło stać w czasie głębokiego globalnego załamania ekonomiczno-politycznego.

 

Zależność od zachodu i wewnętrzny kryzys – wnioski.

Na podstawie powyższych danych nie sposób stwierdzić, że Chińska Republika Ludowa jest niezależna od świata zachodu. Jest dokładnie odwrotnie. Zachód posiada potężny wpływ na chińską gospodarkę, a Chińczykom powinno zależeć na globalnym spokoju, utrzymaniu łańcuchów dostaw oraz stabilizacji gospodarczej państw, które pożyczyły pieniądze od Pekinu. Państwo Środka jest uzależnione w kwestiach energetycznych (import gazu i ropy), żywnościowych oraz technologicznych od szlaków morskich oraz dostawców, będących sojusznikami Stanów Zjednoczonych. Chińczycy mogliby sobie pozwolić na kompletnie odcięcie od rurociągów z Rosji, jednak ich gospodarka zaliczyłaby kolaps, gdyby przestała odbierać ww. surowce w portach morskich.

Ponadto Chiny są uzależnione od zysków z eksportu, a także zachodnich inwestycji na terenie Państwa Środka. Odcięcie od jednego lub drugiego, mogłoby mieć katastrofalny skutek na wewnętrzną sytuację gospodarczą i uruchomić negatywny efekt kuli śnieżnej. Bowiem brak odbiorców zewnętrznych to -> redukcja produkcji -> redukcja etatów -> zubożenie społeczne -> zmniejszenie konsumpcji wewnętrznej -> dalsza redukcja produkcji i etatów etc.

Jednocześnie chińska flota, co nie zostało poruszone w niniejszej analizie, ale czemu poświeciłem sporo miejsca w „Trzeciej Dekadzie, ma się nijak do US Navy. Chińczycy nie mieliby żadnych szans w bezpośrednim starciu z Amerykanami na morzach i oceanach. Nie są zdolni do ewentualnego przełamania blokad morskich w kluczowych dla nich miejscach (jak Cieśnina Malakka, ale i np. na Kanale Sueskim, czy Cieśninie Ormuz).

Mało tego, Chińczykom nie powinno zależeć na upadku amerykańskiego dolara, bowiem to zdruzgotałoby ich gospodarkę nawet mocniej, niż tą amerykańską. W takim przypadku Chiny straciłyby większą część swoich rezerw walutowych, a dodatkowo nie odzyskałyby pieniędzy przeznaczonych na amerykańskie obligacje, czy też potężnych pożyczek i kredytów, jakich udzieliły państwom trzecim w dolarach. Załamanie amerykańskiej waluty mogłoby pociągnąć za sobą na dno samego juana. O ile Stany Zjednoczone nie przejęłyby się zbytnio problemami chińskiej waluty, o tyle gospodarka Chińskiej Republiki Ludowej mogłaby zdrowo wyrżnąć brodą o beton, w przypadku załamania dolara.

Można z tego wyciągnąć kolejny wniosek. Być może krótka, kilkudniowa rozprawa Putina z Ukrainą nie powodowała u Xi Jingpinga niepokoju, jednak skutki długotrwałej wojny dotykają również Chiny. Wzrost cen surowców pobudza inflację, a ta przy poziomie wyższym niż 1-2% rocznie będzie mocno uderzać chińskie społeczeństwo.

I tu należy przypomnieć problemy wewnętrzne samych Chin, które narastają. Niski poziom konsumpcji i wysoki poziom oszczędności nie działają korzystnie na rozwój gospodarczy. Jeśli inflacja zacznie zjadać oszczędności, to Chiny już zupełnie stracą szansę na pobudzenie rynku wewnętrznego. Dodatkowo – w ujęciu średnio i długoterminowym – katastrofa demograficzna w Chinach będzie musiała odbić się na płaszczyźnie ekonomicznej. Automatyzacja – o ile jej tempo nie spadnie z uwagi na problem z półprzewodnikami – nie rozwiąże problemów, z którymi borykają się władze (słaby rynek wewnętrzny i zależność od odbiorców zagranicznych).

Warto też pamiętać, że chiński system emerytalny nie obejmuje całego społeczeństwa. Tym samym, jeśli inflacja zje oszczędności Chińczyków, to Państwo Środka może zatoczyć historyczną pętle. I zderzyć się z klęską ubóstwa oraz głodu (co dodatkowo zdewastuje piramidę demograficzną Chin). Tymczasem warto pamiętać, że globalne zjawisko inflacji będzie pobudzać wzrost cen również w Chinach, które importują surowce energetyczne (a wzrost cen energii wpływa na wzrost cen w zasadzie w każdym innym sektorze). Chińskie społeczeństwo należy do najbardziej podatnych na negatywne skutki wysokiej inflacji.

Nie należy ponadto zapominać o problemach związanych z olbrzymim rynkiem nieruchomości, który tak jak wcześniej dźwigał sporą część chińskiego wzrostu, tak teraz może pociągnąć gospodarkę Chin w stronę recesji

Z powyższych konkluzji można wysnuć bardziej ogólny wniosek. Chiny z jednej strony są jednym z bardziej podatnych państw na czynniki zewnętrzne, a z drugiej ich problemy wewnętrzne w momencie implozji same mogłyby wywołać lub pogłębić globalny kryzys (zerwanie łańcuchów dostaw i potrzeba relokacji przemysłu po stronie państw zachodu, podrożenie produkcji a więc i wzrost inflacji na zachodzie).

Sny o potędze i zwycięskim starciu z USA o Tajwan

Istnieje wiele czynników zewnętrznych, z powodu których Chinom byłoby trudno nawet o uzyskanie regionalnej dominacji (popatrzmy na sąsiadów ograniczających potencjalną ekspansję Chin: Indie, Rosja, Japonia), nie mówiąc już o hegemonii globalnej (dodatkowy rywal: USA). Uwarunkowania polityczne, geopolityczne i kulturowe nie są jednak przedmiotem niniejszego artykułu (więcej o nich w książce lub we wcześniejszych artykułach na blogu).

Natomiast sam czynnik ekonomiczno-gospodarczy wskazany powyżej uzasadnia tezę, że Chiny są zbyt zależne od USA i Zachodu by wywoływać w tym momencie wojnę. Ewentualna inwazja na Tajwan byłaby samobójstwem dla Państwa Środka i jego gospodarki. W konsekwencji tego rodzaju decyzja mogłaby również podważyć pozycję Komunistycznej Partii Chin wobec społeczeństwa, a już z pewnością stanowiła ogromne zagrożenie dla władzy Xi Jingpinga.

Chińczycy są zbyt słabi i zależni na każdej z płaszczyzn. Również militarnej i w zakresie technologii wojskowych (odrębny temat do analiz, ale wystarczy spojrzeć, że mają te same problemy co Rosjanie np. z budową nowoczesnych silników odrzutowych do myśliwców stealth, a budowę lotniskowców oparli na pracy nienajlepszych w tej dziedzinie rosyjskich inżynierów z czasów sowieckich).

Z uwagi na czynniki kulturowe, ale i również z powodu sposobu prowadzenia polityki międzynarodowej, chińskie softpower nie istnieje. Chińczycy uzyskiwali dotychczas wpływy tylko i wyłącznie za pomocą pieniędzy, a jeśli te się skończą – decydentom z Pekinu nie zostanie nic. Nic za wyjątkiem ewentualnej siły wobec słabszych i mniejszych sąsiadów z najbliższej okolicy. Takimi metodami nie da się zbudować trwałej, choćby lokalnej dominacji – chyba, że będzie się posiadało ogromną przewagę militarną i wolną rękę by nią dysponować. Problemem jest jednak fakt, że Rosja i Indie są mocarstwami atomowymi, a Japonia mogłaby bardzo szybko się takim stać. O ile można myśleć, że w przypadku wycofania się Stanów Zjednoczonych i rozpadu Rosji, Chiny mogłyby podporządkować sobie Tokio i przestać obawiać się Moskwy, to jednak Nowe Delhi będzie stanowić dla Chin przeciwwagę przed kolejne dziesięciolecia.

Z tych wszystkich względów chińska ekspansja (terytorialna, gospodarcza, polityczna etc.) byłaby możliwa tylko wówczas, gdyby niemal wszyscy najwięksi gracze przestali się liczyć, a Chiny zdołałyby przetrwać jako spójny organizm państwowy (co też może stać się wyzwaniem). Na dzień dzisiejszy takiej sytuacji nie ma.

Innymi słowy, chińsko-amerykańskie starcie militarne nam nie grozi. Władze z Pekinu musiałyby się wykazać wyjątkową lekkomyślnością (nieporównywalnie większą niż Putin atakując Ukrainę) oraz brakiem umiejętności długofalowego planowania by zdecydowały się na inwazję na Tajwan. Jedyną formą presji na Waszyngton może być tylko i wyłącznie straszenie takim atakiem, co Amerykanie mogą odczytać jako blef. Tak więc tego rodzaju straszenie może okazać się nieskuteczne z perspektywy Chin.

Półwysep Koreański a nie Tajwan może stać się zarzewiem konfliktu zastępczego

Co innego, gdyby to nie Chiny, a np. teoretycznie niepodległe i samorządne państwo jakim jest Korea Północna zagroziło innemu sojusznikowi USA – Korei Południowej. Wówczas Chińczycy nie narażaliby się bezpośrednio na sankcje odwetowe, blokady morskie i embarga. Tymczasem Kim Dzong Unowi jest już wszystko jedno w tym zakresie, bowiem bardziej restrykcyjnych sankcji wobec Pjongjangu nałożyć się nie da. Tymczasem przetrwanie Korei Północnej i jej reżimu bardzo mocno zależy od Chin, które łamiąc zakazy dostarczają reżimowi niezbędne surowce i żywność.

Wobec powyższego, należy się spodziewać dużego napięcia na Półwyspie Koreańskim i ponownego straszenia Korei Południowej i Japonii arsenałem rakietowo-jądrowym Korei Północnej. O czym również w przeszłości napisałem kilka tekstów, a także zamieściłem stosowną analizę w „Trzeciej Dekadzie”. Tak więc w przyszłości grozić nam może nie wojna chińsko-amerykańska o Tajwan, a konflikt zastępczy pomiędzy Koreą Północną wspieraną przez Chiny, a Koreą Południową wspieraną przez Japonię i USA. Choć w moim przekonaniu obie strony miałyby zbyt dużo do stracenia w przypadku wybuchu wojny, tak więc napięcie wytworzone w tym miejscu prawdopodobnie zostałoby skonsumowane przez ramowy traktat.

 

Chiny przegrały?

Chiny nie są w stanie pokonać Stanów Zjednoczonych. Zwycięstwem takim, byłoby zdobycie pozycji dominującą w dwustronnych relacjach oraz możliwość dyktowania warunków przynajmniej w zakresie rejonów: Dalekiego Wschodu, Indo-Pacyfiku oraz Zatoki Perskiej (gdzie Chińczycy są w zasadzie nieobecni!).

Nadto, władze z Pekinu przegrały w zakresie realizacji swoich ambitnych planów rozwoju i budowy potężnej, autonomicznej i mało wrażliwej na czynniki zewnętrzne gospodarki. Jesteśmy w momencie ,w którym scenariusz głębokiego kryzysu w Chinach jest bardzo prawdopodobny i wręcz musi wreszcie nastąpić. Może się to stać nawet szybciej niż się niektórzy spodziewają. Bowiem żadne państwo nie jest w stanie rozwijać się w nieskończoność, a zapaść Chin może być głębsza i poważniejsza w skutkach niż w przypadku zwykłego kryzysu gospodarczego. Jest tak ponieważ problemy wewnętrzne Państwa Środka dotyczą wielu sfer i są nie do naprawienia w krótkim terminie (vide demografia, mentalność i kultura, system sprawowania władzy etc.). Reasumując, w kontekście trawiących świat trudności oraz wrażliwości chińskiej gospodarki na czynniki zewnętrzne, wydaje się uzasadnioną teza, że nie tylko nie jesteśmy blisko momentu przejęcia przez Chiny roli choćby jednego z dwóch lub trzech światowych liderów, ale wręcz stanęliśmy w sytuacji, w której Chińskiej Republice Ludowej grozi poważne tąpnięcie wewnętrzne, a w efekcie znaczne osłabienie Chin na arenie międzynarodowej.

Oczywiście pisząc w kontekście definiowania porażki jakiegoś państwa, nie sposób postawić ostatecznej kropki. Historia bowiem nigdy się nie kończy. Zawsze należy zakreślić cezurę czasową lub oceniać w kontekście osiągnięcia konkretnych celów w założonym okresie. Zróbmy wobec tego swego rodzaju bilans.

Jeśli oceniać ambicje Chińczyków w kontekście budowy niezależnego i autonomicznego państwa to już teraz widać, że założenia się nie powiodły. Na wielu płaszczyznach zależność od państw zewnętrznych rośnie (energetyka, żywność), na innych okazała się większa niż przypuszczano (technologie, vide półprzewodniki). Być może tendencja ta się odwróci, ale będzie to wymagało wielu lat. Chyba, że nastąpi tak wielki krach w Państwie Środka, że zapotrzebowanie na import znacząco spadnie. Nie sposób również nie wspomnieć o fiasku niezwykle głośnego projektu dotyczącego budowy Nowego Jedwabnego Szlaku. Szumne zapowiedzi z początku drugiej dekady XXI wieku pozostały w sferze planów i choć połączenia kolejowe z Chin do Europy powstały, to posiadają one marginalne znaczenie tak dla handlu światowego jak i Chin (niezauważalny wolumen transportu w stosunku do szlaków morskich).

W kontekście problemu demograficznego, wysoce wątpliwym jest, by automatyzacja rozwiązała problem. O ile nie zostanie przystopowana z uwagi na zależność od USA i zachodu. Mało tego starzejące się i wymierające społeczeństwo nie utworzy dostatecznie bogatego rynku wewnętrznego, a socjale (finansowane np. z podatków od maszyn) wpłyną tylko na inflację i zubożenie społeczne. Wydaje się, że Chiny nie uciekną od demonów (błędów) przeszłości.

Budowa rynku wewnętrznego w Chinach, przy uwzględnieniu powyższych problemów, a także faktu, że Chiny nie mają jak i skąd uzupełnić braków na rynku pracy metodą sprowadzenia migrantów (odrębny problem omawiany na kanale YT tutaj) – wydaje się niemożliwa. Tempo bogacenia się Chińczyków jest zbyt wolne, podobnie jak rozwój gospodarczy (PKB per capita PPP od lat dwukrotnie niższe niż w Polsce). W czasach globalnego prosperity Chiny goniły zachód na ww. płaszczyznach, jednak wchodzimy w okres stagnacji i recesji, w których chińska gospodarka również będzie radzić sobie znacznie gorzej. Tymczasem najbardziej optymistyczne dla Chin wskaźniki demograficzne wskazują, że lata 2030-2035 będą dla Chin pierwszymi z tych cięższych. Te bardziej sceptyczne szacunki mówią, że chińskie społeczeństwo kurczy się już teraz i każdy kolejny rok będzie gorszy. Zwłaszcza, że lawinowo będzie przybywać emerytów, a ubywać rąk do pracy.

Jeśli rzeczywiście populacja Chin już maleje (co jest bardzo prawdopodobne), a wciąż 600 mln Chińczyków żyje za pensję w przeliczeniu 700 zł/miesiąc to znaczy, że rynek wewnętrzny Chin nie ma szans na szybki wzrost i zastąpienie odbiorców zewnętrznych (także w czasie globalnej stagnacji/recesji). Również z tej przyczyny, że przyśpieszenie procesu bogacenia się Chińczyków doprowadziłoby do odpływu kapitału zewnętrznego, relokacji zakładów produkcyjnych oraz zwiększenia bezrobocia. Jest to swoista pułapka bez wyjścia. Dynamika światowych wydarzeń i zachodzenia poważnych zmian – również gospodarczych – zwiększa się. Tymczasem Chiny nie są jeszcze przygotowane na negatywne zewnętrzne czynniki kryzysotwórcze.

Technologiczna przewaga Chin okazuje się być mitem. Widać to na płaszczyźnie osiągnięć w przemyśle zbrojeniowym, ale i w kontekście produkcji elektroniki. Przy uszczelnieniu wycieków informacji oraz nałożonych sankcjach przez USA, Chińczycy mają problem z kluczową kwestią jaką jest produkcja półprzewodników. Dodatkowo przy ewentualnej izolacji politycznej, gospodarczej i technologicznej (jak w przypadku Rosji) dane państwo skazane jest na degradację technologiczną względem wymieniającego się informacjami i wiedzą świata. Możliwym jest oczywiście dokonanie przełomu, który da znaczną przewagę. Niemniej taki się jeszcze nie dokonał, a nawet jeśli Chinom by się udało, to od przełomu do jego wykorzystania i zastosowania mijają długie lata.

Warto podkreślić, że problemy gospodarcze zachodu są problemami Chin. Jeśli w wyniku kryzysu na zachodzie spadnie konsumpcja, to jedną z większych ofiar tego zjawiska stanie się Państwo Środka.

Minus należy postawić również przy pozycji dotyczącej prowadzenia polityki międzynarodowej. Zbyt szybko rzucono wyzwanie USA i ujawniono karty, do czego przyczynił się Xi Jingping. Co przy istniejących problemach wewnętrznych Chin, może przyśpieszyć amerykańską reakcję, która mogłaby zdewastować gospodarkę Państwa Środka. Jednocześnie władze z Pekinu nie potrafią nawiązać trwałych i bliskich relacji z żadnym państwem, a wampiryczna wręcz polityka względem państw uzależnionych od chińskich pieniędzy zniechęca do Chińczyków nie tylko państwa postronne, ale i aktualnych partnerów.

Decydującą dla końcowej oceny chińskich szans jest kwestia czasu. Od lat mówi się, że władze z Pekinu ścigają się z demografią oraz innymi czynnikami. W mojej ocenie już dziś można postawić tezę, że ten bieg zakończy się porażką. Chiny nie uciekną od nawarstwiających się problemów i będą musiały przejść wielki kryzys. Ten nadchodzi wielkimi krokami. Co należy rozpatrywać w kontekście jednoznacznego niepowodzenia w kwestii polityki wewnętrznej prowadzonej w XXI wieku.

Władze Chińskiej Republiki Ludowej zawiodły, jeśli chodzi o próbę wyparcia Stanów Zjednoczonych z Dalekiego Wschodu i uniezależnienia się od Waszyngtonu. W efekcie będą musiały akceptować warunki stawiane przez Amerykanów i szukać kompromisu (co nie zmienia faktu, że Pekin będzie próbował się targować). Oczywiście sam kompromis nie będzie porażką, wręcz może przynieść korzyści (choćby okres spokoju, na którym Chinom zależy). Natomiast w kontekście chińskich ambicji, rzeczywistość wyraźnie weryfikuje założenia ChRL. Jednak kwestie związane z polityką międzynarodową i działaniami Chin na tej płaszczyźnie to zagadnienie na zupełnie odrębny, długi artykuł.

Jedno wydaje się być pewne. Jesteśmy w trudnym czasie dla ekonomii światowej, a może być jeszcze ciężej. Tymczasem Chiny albo nie zrealizowały, albo są jeszcze zbyt daleko od realizacji celów, które pozwoliłyby im przejść w miarę suchą stopą przez czekające je wyzwania. Chińska Republika Ludowa nie zmieściła się w czasie, jeśli chodzi o budowę prosperity oraz wzmacnianie swojej potęgi na arenie międzynarodowej. Teza ta będzie oczywiście weryfikowana w najbliższych latach, jednak dynamika wydarzeń i działań podejmowanych przez poszczególnych graczy na arenie międzynarodowej (zwłaszcza USA) przejawia bardzo niekorzystny trend dla władz z Pekinu. Ewentualny atak na Tajwan wywołałby natychmiast wszystkie chińskie demony, w sytuacji, gdy Chiny walczą o przetrwanie i potrzebują stabilizacji oraz spokoju.

Oczywiście Chiny to nie jedyne państwo, które będzie musiało zmierzyć się ze swoimi problemami wewnętrznymi. Podobny los spotka niemal wszystkich, w tym państwa Zachodu ze Stanami Zjednoczonymi na czele. Jednak porażką Chińczyków jest to, że w czasie tego maratonu potkną się tak samo, albo i mocniej, jak ich konkurenci, a przecież plan był taki by wykorzystać okazję, gdy ta się pojawi…

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog autorski

 

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

70 komentarzy

    1. Nie mamy interesu, aby angażować się na teatrze wojny, do którego nawet sami z siebie nie potrafilibyśmy dotrzeć… o wiele ważniejszym będzie, aby na teatrze europejskim dbać o nasze i amerykańskie interesy w opozycji do Rosji. I tego powinniśmy się w komunikacji z USA trzymać, że cała nasza uwaga musi być skupiona na Europie środkowej i nie mamy wolnych mocy przerobowych na “zabawy” na pacyfiku.

  1. Cholera, brawo Krzysztof, opisałeś to w punkt. Covid, zaburzone łańcuchy dostaw, przenoszenie linii produkcyjnych do innych krajów – to wszystko brzmi jak masterplan US – jak mechanizmami rynkowymi można rozwalić Chiny i zabrać im wszystkie argumenty.

  2. Z tej całej analizy można wyciagnąć również wniosek zupełnie odwrotny – jeśli Chiny mają dymić, to kiedy jeśli nie teraz?

    1. No właśnie nie. Bo jeśli zaczną to problemy będą miec na pewno i to od jutra. Jak będzie spokój to może jakimś cudem im sie uda złagodzić tapniecie.

      1. Nie zawsze przywódcy postępują racjonalnie. Xi chce jeszcze za swojego przywództwa zjednoczyć Chiny, więc może rzucić wszystko aby osiągnąć ten cel, i zaatakuje Tajwan. Czy byłoby to wyniszczające dla Chin? Tak, ale scenariusz nie jest niemożliwy.

  3. A tak przy okazji, Europa to też jest beczka prochu. Wystarczy zestawic ten artykuł:
    https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/swiat/artykuly/8510452,euro-wlochy-pkb.html

    z tym wykrsem:

    https://stooq.pl/mol/?id=27756&utm_source=pocket_mylist

    Ten temat nie dotyczy bezpośrednio Pana artykułu o Chinach, może więc Pan go nie publikować, chodziło mi tylko o to, aby Pan sam to przeczytał, a na stronie nie ma chyba żadnego kontaktu do Pana.
    Pozdrawiam
    Grzegorz

    Pozdrawiam

  4. Tydzień temu wrzuciłem komentarz i gdzieś utkną.

    No widzę stosowanie uników. Próba mówienia o chińskiej propagandzie, kiedy się widzi trudne do podważenia informacje, to pójście na łatwiznę. Oddał Pan dyskusję bez walki. Nic się jednak nie stało, będzie dużo nowych źródeł.

    Jack Ma i jego firma Alibaba. Gigant internetowy, który zbijał krocie na pośrednictwie w pożyczkach internetowych. Bank pożyczał, Alibaba jednak nie sprawdzał zdolności kredytowej klientów. Doprowadziło to do milionów ryzykownych pożyczek. Chiński nadzór finansowy to zauważył, wdrożono reformę która zakazała firmom internetowym udzielania pożyczek.
    Po tym Jack Ma na jednym wystąpieniu, żalił się że zła partia nie daje mu robić kasy. Dostał zakaz pokazywania się w mediach, bo partii się nie krytykuje. Spędzał więc czas na luksusowych jachtach i swoich drogich rezydencjach. Dalej był miliarderem i włos mu z głowy nie spadł.

    Za to miliony drobnych chińskich przedsiębiorców, prowadzi firmy, produkuje, nie przejmują się że nie oglądają już Jacka Ma w TV. Ech te putinowskie metody. W USA dali by mu medal za kreatywność finansową.
    https://fintek.pl/jack-ma-wycofuje-sie-z-fintechowego-giganta-ant-group-pod-lupa-chinskich-wladz/

    Zarobki w Chinach. Dobrze że już nie zarabiają 600 zł. Teraz widzę jakieś wyliczenia za godzinę. Pensja minimalna 2500 zł jest za normalne godziny pracy. Za nadgodziny Chińczycy dostają dodatkową kasę. 300 mln ludzi migruje ze wsi do miast do pracy, stąd standardem jest że pracodawca zapewnia mieszkanie i wyżywienie. Kolejne 1500 zł. To daje 4000 zł miesięcznie plus kasa za nadgodziny. Chodzi o najbiedniejszą grupę ludzi, która oszczędza z tego ponad 50%. Proporcja zarobków do kosztów życia, jest znacznie lepsza niż w PL.

    Chińska gospodarka rośnie, pensje pracowników rosną, eksport rośnie, produkcja rośnie, to jakiś spisek komunistów po cichu podrabiających dane.
    W Polsce pensje nie rosną przez 30 lat. Głównie stagnują po uwzględnieniu realnej inflacji.

    Chiny są liderem w nowych technologiach w rozumieniu skracania dystansu do liderów. Znacznie szybciej gonią, niż reszta ucieka. Od 2000 roku nadrobili olbrzymie braki. Już teraz wygrywają w pewnych dziedzinach. Za 5 do 10 lat Chiny osiągną dominację w wielu obszarach. USA, Korea i inne kraje nie odpuszczą rywalizacji. Kluczowy jest narodowy potencjał i tu Chiny są mocne.

    1)Rynek robotów i maszyn przemysłowych.
    https://icg.citi.com/icghome/what-we-think/global-insights/insights/china-rise-of-industrial-robots
    https://www.therobotreport.com/how-realistic-is-chinas-five-year-plan-for-robotics/
    2)Auta elektryczne
    https://earth.org/china-vs-us-who-is-winning-the-electric-vehicle-technology-race/
    3)Komputery kwantowe
    https://www.scientificamerican.com/article/china-is-pulling-ahead-in-global-quantum-race-new-studies-suggest/
    4)Superkomputery
    https://www.ft.com/content/9ec4c04c-d71d-4d54-87fe-eef4ff92ddc9
    5)Silniki odrzutowe i samoloty
    https://www.businessinsider.com/china-j20-stealth-fighter-jets-are-getting-an-engine-upgrade-2022-3?IR=T
    https://zeenews.india.com/aviation/china-ready-with-its-airbus-boeing-rival-c919-plane-completes-test-flight-2463711.html
    6)Procesory
    https://www.brookings.edu/techstream/lagging-but-motivated-the-state-of-chinas-semiconductor-industry/
    7)Panele słoneczne, Drony, Smartfony, Baterie, Telekomunikacja
    https://www.washingtonpost.com/technology/2021/09/21/us-china-tech-competition/
    8)Całościowa analiza Brookings Institute oraz Harvarda
    https://www.brookings.edu/testimonies/the-united-states-china-and-the-contest-for-the-fourth-industrial-revolution/
    https://www.belfercenter.org/sites/default/files/GreatTechRivalry_ChinavsUS_211207.pdf

    (STEM – science, technology, engineering, mathematics)
    Cytat :
    Today, China graduates four times as many STEM students as the United States (1.3
    million vs. 300,000) and three times as many computer scientists (185,000
    vs. 65,000) In international science and technology rankings for K-12
    students, China consistently outscores the United States in math and
    science—in 2018, China’s PISA scores, which assesses math, science, and
    reading, were ranked number one while the U.S. ranked 25th.

    Podkreślę że Chiny dopiero podnoszą jakość szkolnictwa, a USA tkwi w trendzie spadkowym od dawna. Stąd dyskusja o słabym przyroście naturalnym istnieje w konkretnym kontekście. W USA zamożniejsza biała część społeczeństwa daje 20% studentów STEM. 80% to imigranci, którzy coraz szybciej stamtąd uciekają po studiach. Liczba tych białych obywateli to tego szybko się kurczy.
    Chiny mają kiepski przyrost to fakt. Nie jest to czynnik który uderzy zaraz. Raczej powoli przez 20-30 lat. W kontekście rywalizacji mocarstw i wyścigu technologicznego, inne rozwinięte kraje mają podobne lub większe problemy z materiałem ludzkim niż Chiny.

    Co jest w tym wszystkim ciekawe? Liczne analizy, w tym waszyngtońskich think-tanków, i wykładowców z top uniwersytetów USA, potwierdzają informacje z polskiego portalu Chiny 24. Wszędzie komunisty i ta ich propaganda.

    Jedziemy dalej. Według Autora Chiny są groźnie zadłużone na tle świata.

    Zadłużenie krajów jako procent gospodarki.
    https://tradingeconomics.com/country-list/government-debt-to-gdp
    https://tradingeconomics.com/country-list/households-debt-to-gdp
    https://tradingeconomics.com/country-list/private-debt-to-gdp
    Chiny tutaj mają 180%

    Co nam wychodzi. Dług kraju, prywatny i gospodarstw domowych jako procent PKB
    Chiny – 70, 180, 60
    USA – 140, 240, 80
    Francja – 110, 300, 70
    Korea – 40, 270, 110
    Do tego rezerwy finansowe. Chiny tutaj dominują.
    https://www.theglobaleconomy.com/rankings/reserves/

    Tłumaczę tę wpadkę jako zmęczenie. Zdarza się.

    Konflikt USA-Chiny. Wszelkie dane pokazują że militarnie u wybrzeża Chin USA nie ma szans. Żadnych blokad nie będzie.
    https://www.thedrive.com/the-war-zone/36149/how-chinas-ballistic-missile-and-nuclear-arsenal-is-ballooning-according-to-the-pentagon
    https://missilethreat.csis.org/country/china/
    https://www.rand.org/paf/projects/us-china-scorecard.html
    Analiza Rand Corporation kończy się na 2017. Już wtedy Chiny doprowadziły do równowagi sił w regionie. Minęło 5 lat intensywnych zbrojeń na korzyść Chin.

    Garść danych w zakresie rywalizacji zachód-Chiny.
    Największe banki świata :
    https://pbs.twimg.com/media/FXkxIU7XwAcbo96?format=jpg&name=900×900
    Chiński eksport :
    https://twitter.com/davidpgoldman/status/1547316880951607303
    USA nie jest niezbędne dla Chin, seria tweetów
    https://twitter.com/RnaudBertrand/status/1557026294465961986
    USA poniosły porażkę próbując uniezależnić się od Chin
    https://twitter.com/davidpgoldman/status/1557119553183834114

    Wszelkie dane świadczą o tym że ekonomicznie zachód bardziej boi się Chin niż na odwrót.
    Liczne produkty w USA nie istnieją bez części i dostaw z Chin. Blokada morska w wypadku inwazji na Tajwan to problemy z handlem w całej Azji i pewna ekonomiczna katastrofa dla USA.
    Są za słabi, a rywal jest za silny żeby bronić wyspy na drugim końcu świata.

    To jest 4 komentarz. W 3 komentarzu podałem argumenty i linki do dyskusji.
    Autor nie próbował się spierać w punktach : 1,2,3,6
    Na uwagi do punktów : 4,5,7,8,9 odpowiedziałem tutaj.

    To by było na tyle. Starałem się nie rozpisywać.

    1. Bardzo fajnie Pan zachwala Chiny, choć Pański post w żaden sposób nie dowodzi, że Chiny nie mają problemów o których napisałem. Oczywiście nie jest tak, że tam wszystko jest słabe lub najgrosze, ale artykuł był o słabościach Chin i choćby wrzucił Pan tu milion linków na inne tematy , to to o czym napisałem pozostaje bez zmian. Są problemy z którymi Chińczycy nie potrafią sobie poradzić, więc lepiej to przyjąc do wiadomości, niż udawać że ich nie ma 🙂 Bo się będzie można srodze zdziwić.

      I tak po krótce na każdy temat:

      1) Tak ma Pan rację, w Chinach w ogóle zarabia się lepiej niż w USA. Dlatego tam są fabryki i dlatego tam się inwestuje bo są wysokie koszty pracy 🙂
      2) “W Polsce pensje nie rosną przez 30 lat. Głównie stagnują po uwzględnieniu realnej inflacji.” –> dane wyciągnięte z …. Skąd? Przecież to kłamstwo. Polska w ostatnich 30 latach rozwijała się szybciej niż Chiny 🙂 W zasadzie byliśmy liderem światowym, choć z naszej perspektywy trudno nam w to uwierzyć. Mieliśmy najszybsze tempo na świecie, a wciąż zamienilibyśmy się na pensje z Niemcem, Francuzem czy Anglikiem, a nawet Włochem. O czym to świadczy? Że tempo gonitwy – o której Pan pisze również w kontekście technologii, nie ma takiego znaczenia. Biedniejszy, słabiej rozwinięty , ktoś kto startuje z niskiego poziomu robi zawsze bardzo szybkie postępy na początku. Chiny i Polska od 30 lat się rozwijają w zawrotnym jak na świat tempie i co? I fakty są takie, że sporo nam do zachodu brakuje. Oczywiście nie ma co porównywać chińskiego kolosa do Polski, ale jeśli chodzi o wzrost gospodarczy i wiele innych płaszczyzn to robiliśmy większe postępy od nich.
      3) Technologia – Fakty są takie, że Chińczycy mają problemy z nowoczesnymi silnikami odrzutowymi – podobnie jak Rosjanie od których brali technologie. Lotniskowce były budowane na bazie sowieckiego projektu krążownika, który został przerobiony na lotniskowiec. Kuzniecowa znamy prawda? Jego niezawodność i właściwości 🙂 No to Chińczycy mają takie 2 swoje Kuzniecowy, jeden zbudowany od zera, jeden na bazie nieukończonego kadłuba, który ściągnęli rdzewiejący od Ukrainy. Budują teraz swoje jednostki od 0 to prawda, większe i bardziej nowoczesne. Tyle, że nie wchodząc w detale, technologia jest wciąż zacofana w stosunku do pływających od prawie 50 lat amerykańskich Nimitzów. A do służby wchodzą już Fordy.

      Więc proszę mi wytłumaczyć dlaczego jest tak słabo skoro jest tak świetnie? Chińczycy dysponując współczesnymi technologiami i mogąc projektować coś na nowo, nie potrafią zrobić maszyn lepszych niż te, które Amerykanie zbudowali dekady temu? Kiedy został oblatany F22? W 1997? Chiny wciąż nie mają odpowiednika o podobnych zdolnościach. Amerykanie produkują już tymczasem od lat SETKI F-35. To jest produkcja masowa. Chinczycy wciąż są w fazie badań maszyn V generacji przy czym niewiele wiadomo, ale jedno wiadomo na pewno – problem z nowoczesnymi silnikami (stealth).

      Przypomnę, że technologie wojskowe są – zwłaszcza dla państw autorytarnych ale i nie tylko – najważniejsze i przeważnie (choć nie zawsze) wprowadzają postęp. Tak więc w technologiach wojskowych Chińczycy są z tyłu. Znacznie gorsze od zachodnich czołgi, samoloty i okręty (również z OP mają problem by opracować np. cichy napęd). Systemy przeciwrakietowe chcieli kupić od Rosjan (S-400) bo ich własne są jedynie modyfikacją starszych post-sowieckich wyrzutni. Tyle, że Putin nie dostarczył ostatecznie pocisków… Chyba zorientował się, że Chińczycy nie potrafiąc opracować własnych nowoczesnych rakiet, chcieli podejrzeć te rosyjskie.

      Prężenie się Chin i zachwalające artykuły o nich nawet zachodniej prasy – to już moja opinia – przypominają dokładnie te same analizy czy artykuły tych samych think-tanków czy prasy, w stosunku do potęgi rosyjskiej armii i świetności techniki wojskowej… Rzeczywistość zweryfikowała bardzo brutalnie jedno i drugie.

      Trzeba brać poprawkę na fakt, że ilekroć amerykański think-tank czy generał mówią/piszą – przeciwnik jest od nas lepszy – to w domyśle daje znać: “Drogi kochany kongresie dajcie nam więcej kasy dla armii”. Bo tak działa demokracja i polityka w niej. Autokracja natomiast działa zupełnie przeciwnie. Choćby nie było czym w armii jeździć, to wszystko raportujemy “górze” jako sprawne i najnowocześniejsze, a każde ćwiczenia i manewry kończą się pełnym sukcesem i demonstracją siły. Więc należy patrzeć z odpowiednim dystansem tak na narzekania zachodu jak i na chwalenie się przez wschód.

      Ale tak po krótce:
      1) Pokazałem w art. dane, na podstawie których widać, że Chińczycy słabo stoją z robotyzacją przemysłu na tle państw konkurencyjnych. To, że Pan znalazł jakiś jeden artykuł o niczym nie świadczy, globalne dane są oficjalne i je wskazałem.
      2) To, że Chińczycy sprzedali na swoim bardziej chłonnym rynku więcej elektryków od USA też nie świadczy o tym, że w czymkolwiek wygrywają. USA mają swoją ropę. Chiny nie. Amerykanie jeżdżą więc na taniej ropie. Chińczycy muszą szukać alternatywy więc stawiają na elektryki. To że sprzedaż jest większa nie oznacza, że technologicznie wygrywają. Rzeczywistość jest dokładnie odwrotna. Wszyscy mówią o Tesli, ale i np. Starlinkach od SpaceX, gdzie są chińśkie Starlinki? Jak dobre jakościowo są ich elektryki i czemu nie podpijają rynków zachodnich? Chińczycy w motoryzacji są tak duzi, bo mają 1,4 miliardowy rynek, ale ich przemysł motoryzacyjny nie potrafi przebić się na zewnątrz bo mimo faktu, że konkuruje ceną, to potrzebna jest jeszcze jakość. Jak na razie to niemieckie koncerny zarabiają w Chinach a nie Chińskie w Niemczech.
      3) Technologia kwantowa – tu może są z przodu, może nie. Nie wiadomo, bo nikt nie pokazuje czym dysponuje tylko się chwali. Jednak realnie na razie nie przełożyło się to na nic. Więc postęp technologiczny w tej dziedzinie może być kluczowy dla przyszłości, ale na tę chwilę prace są na tyle mało zaawansowane że nie dają nikomu przewagi w przemyśle, płaszczyźnie militarnej czy innych.
      4) Problem z chińskimi superkomputerami jest zdaje się taki, że bazują na zachodnich technologiach (np. półprzewodniki)… Bez zachodnich technologii wiele by nie złożyli.
      6) Procesory – ale co procesory? Dał Pan kolejny link który o niczym nie świadczy. Tak Chiny mają problem z półprzewodnikami i chipami, tak próbują go rozwiązać i tak będą dużo inwestować by ten problem rozwiązać. Rozwiązali go już? Nie. Posiadają własne, lepsze technologie? Nie. W Pańskim komputerze znajduje się procesor zbudowany w 100% na chińskiej technologii? Nie. Więc ponownie, tak Chińczycy gonią, ale są z tyłu. Im bardziej będą dogadaniać tym tempo wzrostu będzie niższe, a postępy trudniejsze. Dopiero gdy Chiny osiągną zbliżony poziom technologiczny do Zachodu, nastąpi weryfikacja tego na ile są silni.

      Zapomniał Pan natomiast -to tak na marginesie – o technologii 5g, która jest dowodem na to, że Chińczycy mogą w czymś wyprzedzić Zachód i to na tyle, by projekt z prac badawczych wszedł na masowy rynek komercyjny. I ja się zgadzam, że są płaszczyzny na których zyskali przewagę. Co nie zmienia faktu, że posiadają te wszytkie problemy o których napisałem.

      7)Panele słoneczne, Drony, Smartfony, Baterie, Telekomunikacja – w zabawkach zawsze byli silni 🙂 Problem z chińskimi panelami jest taki, że nie są lepsze, tylko tańsze i dlatego podbijały rynki. Drony – to za dużo powiedziane, bo wciąż mowa o zabawkach. W dronach wojskowych są z tyłu za USA i to bardzo. Telekomunikacja rzezcywiście stoi bardzo wysoko. Jednak smartfony też potrzebują półprzewodników prawda? To co produkują Chińczycy jest gorsze jakościowo od tego, co sprowadzali z zachodu.

      8) Tak, jeśli chodzi o szkolnictwo i kształcenie Chińczyków robią dobrą robotę.

      9) Problem długu Chin jest taki, że ich waluta to obecnie 2% a dolar ponad 40% obrotu na świecie. To dolar jest walutą rezerwową w Chinach a nie juan w USA. Stany Zjednoczone są bardzo zadłużone to je może wpędzić do grobu. Francja podobnie może mieć duży problem.

      Ale znów Pan się posługuje sztuczką, że pokazuje problemy innych. Ale to wcale nie wymazuje tego, że Chiny posiadają olbrzymie problemy z długiem. Ja twierdzę, że jest problem i Chiny nie potrafią sobie z nim poradzić. A Pan mówi: “ale inni też mają problem”. Przypomina to nieco naszą polską nawalnkę: Pis zrobił źle! – Ale za PO było jeszcze gorzej!

      10) “Wszelkie dane pokazują że militarnie u wybrzeża Chin USA nie ma szans.” — Po pierwsze to nieprawda, po drugie większość danych pokazywało że Ukraina nie ma szans i nie przetrwa tygodnia w starciu z Rosją. Wie Pan, to jest takie pisanie palcem po wodzie. Wystarczy, że okaże się, że np. chińskie systemy rakietowe są zawodne bo ktoś udawał, że nie ma problemy gdy problem był. I nagle może się okazać, że Amerykanie przejechaliby się po Chińczykach jak po Saddamie w Iraku 1991.

      Problem z Chińską armią i sprzętem wojskowym jest taki, że nie przeszła żadnego porządnego szlaku bojowego od kilku dekad. Amerykański sprzęt lata i strzela nawet teraz , jak my tu sobie piszemy. Rosjanie przez długi czas też nie ujawniali swoich magicznych i niezawodnych systemów rakietowych. I co? Na Ukrainie celność systemów woła o pomstę do nieba, a świetne systemy przeciwrakietowe mają problem gdy Ukraińcy korzystają z zaledwie kilku HIMARS-ów. Obserwował Pan wydarzenia ostatniej nocy?

      W Iraku wystarczyło, by Ambrams miał większy zasięg ognia od rosyjskich czołgów o bodaj 200-300 metrów. I Amerykanie wykorzystując tą słabość zniszczyli dużą część sił pancernych wroga za pomocą własnych sił pancernych. Zatrzymywali się po prostu w odpowiedniej odległości i strzelali jak do kaczek. Na papierze w 1991 armia Saddama była 4 największą armią świata. Jednak słabość technologiczna sowieckiego sprzętu, ale i doświadczenie oraz odpowiednia doktryna USA doprowadziły do tego, że wojnę wygrano niemal bez strat.

      Proszę pamiętać, że na symulacjach i grach wojennych daje się pewnego rodzaju wskaźniki i przypisuje się je “żetonom”. I tan np. żeton abramsów może mieć siłę 5 a T72M3 siłę np. 4. Na ćwiczeniach/symulacjach bezpośrednie starcie skończy się remisem lub wycofaniem po lekkich stratach przez T72, a w realu różnica nie będzie polegała na 1 punkcie tylko np. na tym, ze walka będzie w nocy, Amerykanie będą mieć noktowizję a sowieci nie. I dojdzie do masakry.

      I tak przenosząc to na grunt USA vs Chiny – Amerykanie od 45 roku dbają o to , by ich technika wojskowa była wciąż na poligonie. Chińczycy się jeszcze nigdzie nie sprawdzili, ich systemy działają na papierze ale nie wiadomo ile potrafią i jak się sprawdzą w walce z amerykańskimi. I wydaje mi się, że Pekin nie jest tak głupi, by to sprawdzać w praktyce.

      11) “Wszelkie dane świadczą o tym że ekonomicznie zachód bardziej boi się Chin niż na odwrót.” — nie dane, tylko opinie, narracja medialna. I tak, tu się zgodzę. Zachód się boi, bo ma przeliczone konsekwencje. Pytanie tylko, czy Chiny się nie boją czy tylko pokazują że się nie boją? A jak się nie boją zerwania z Zachodem, to znaczy że tam są głupcy.

      Kończąc.
      Raz jeszcze, fajnie, że Pan się stara pokazać siły Chiny (w niektórych punktach ma Pan rację), ale nijak to nie zmienia faktu, że Chińska Republika Ludowa posiada problemy o któych napisałem. 🙂

      pozdrawiam
      KW

  5. Ciekawy artykuł ale..
    Czy nie wydaje się Panu, że Chiny są za duże żeby stawiać pewne tezy? Chodzi mi szczególnie o wynagrodzenia. Chiny są jak cała Europa i tak jak pisanie o średniej pensji w Europie mówi nam zupełnie nic bo wynagrodzenia w Bułgarii i Holandii to dwa różne światy. Tak samo jest z wynagrodzeniami w Chinach gdzie pensje w Szanghaju są wyższe niż w Polsce a na zachodzie Chin dalej bida aż piszczy. Dlatego Chiny mogą i mieć bogatą klasę średnią i jednocześnie tanią siłę roboczą. Ponadto nadal są na tyle nisko, że mają duży potencjał wzrostu a wystarczy tak naprawdę żeby Chińczyk był w połowie tak produktywny jak Amerykanin żeby chińska gospodarka była prawie dwa razy większa od USA.
    Zgadzam się z tymi słabościami Chin ale czy to aby na pewno oznacza to że Chiny są na przegranej pozycji? Śmiem wątpić.

  6. Widzę tu ciekawy przypadek. Wykorzystał Pan połowę tekstu na udowadnianie że w Chinach są problemy i USA ma w pewnych dziedzinach ma przewagę technologiczną. Nijak to się nie ma do tego co napisałem .
    Twierdzę że problemy Chin w artykule są wyolbrzymione, oraz że ścigają świat w technologiach. Lepiej jest odnieść się do moich komentarzy i zawartych tam argumentów, zamiast walczyć ze zmyślonym przeciwnikiem.

    1) Pensje ludności nie są kluczowe. Opodatkowanie, prawo gospodarcze, system finansowy, jest masa czynników dlaczego Chiny mają produkcję a USA nie. W USA posiadali w latach 60 wielki przemysł i najlepsze zarobki na świecie. Jak widać da się to połączyć.

    2) Polska to kolonia UE i Niemiec. Potęga w produkcji truskawek i drewnianych palet . Wszystko w kraju należy do zagranicy, nawet sklepy i Internet. Nie ma żadnych lokalnych firm produkujących made in Poland. Są montownie powiązane z liniami produkcyjnymi Niemiec. No, jeszcze bankrutujący ZUS ze zdychającą służbą zdrowia.
    Rząd zawsze zaniża inflację. Dlatego pensje od 20 lat rosną 6% rocznie, ceny w sklepach też 6%. Polska to rezerwuar taniej siły roboczej i rynek zbytu dla Europy. Państwo służy zagranicznym korpo i pilnuje lokalnych Indian. Wzrost w Polsce to statystyczna fikcja.

    3)Pisze Pan ignorując fakty historyczne, wydawałoby się powszechnie znane.
    Chiny w 1978 to było Zimbabwe i brak jedzenia, a USA 1900-2000 lat najbogatszy, najnowocześniejszy kraj świata.
    Obecnie Autor się dziwi że po 40 latach od reform gospodarczych, Chiny jeszcze nie są technologicznym nr 1 na świecie.
    USA w 1850 z punktu widzenia Europejczyka to dzicz i peryferie. A w 1920 światowa czołówka.
    Byli zacofani i przegonili.

    4)Armia to rozbudowany temat, USA ma takie fajne statki za miliardy, a Chińczycy rakiety za miliony. Nawet jak zużyją 100 rakiet na jeden okręt to ekonomicznie miażdżą przeciwnika.
    To co Pan pisze na temat Chińskiej i Rosyjskiej armii to myślenie życzeniowe. USA ma pewne rzeczy lepsze, co nie powoduje że sprzęt innych krajów jest słaby. Liczy się relacja koszt/efekt i zdolność ekonomiczna do wspierania wojska. Tutaj jest z USA bardzo krucho.
    Zagadnienia z wyścigu zbrojeń USA-Chiny opisuje ten artykuł z moich poprzednich komentarzy. Albo Pan tych linków nie czyta, albo zapomina. Wyjaśnia w jakich elementach USA przegrywają, Chiny gonią ich mocno.

    https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/chiny-kupuja-bron-szybciej-niz-usa/
    Plus coś nowego
    https://konserwatyzm.pl/kochnowski-marynarka-wojenna-chinskiej-armii-ludowo-wyzwolenczej/

    Fantazje że Chiny nie mają rakiet albo silników odrzutowych , to solidny brak w researchu. Wrzucam linki jeszcze raz z poprzednich komentarzy.

    https://missilethreat.csis.org/country/china/
    https://www.businessinsider.com/china-j20-stealth-fighter-jets-are-getting-an-engine-upgrade-2022-3?IR=T

    Armia to nie są tylko drogie zabawki. Cała argumentacja na temat wojska z Pana komentarza została obalona w linkach podanych tydzień wcześniej. Według opracowań pentagonu, think thanków jak Rand corporation, generałów, wojna wokół Chin skończy się dla USA potężnymi stratami, bez realizacji jakichkolwiek celów strategicznych. Odpowiedź na potężną dawkę analiz “mi się wydaje inaczej” to żaden argument.

    Zauważyłem jakieś opisy wojny W Iraku. USA pokonały zdezelowaną armię Saddama, zniszczoną po 8 latach wojny z Iranem, w zacofanym 20 mln kraju, bez obrony przeciwlotniczej, ze starym sowieckim sprzętem. I to coś ma wspólnego z Chinami. Nie wiem o co chodziło i Pan Wojczal chyba też nie.

    Chińska armia nie ma doświadczenia bojowego. To tak jak Japoni, Korei, Tajwanu, Francji, Turcji, Indii i USA. Że coo? Już chłopcy i dziewczynki wyjaśniam. Autorowi pomyliła się interwencja lądowa w małych krajach 3 świata, z wojną powietrzno-morską nad wyspami morza Chińskiego, z przeciwnikiem mającym łodzie podwodne, radary, broń przeciwlotniczą, satelity, flotę, lotnictwo, tysiące rakiet. Generalicja w USA od 12 lat trąbi że USA po 1991 posiada armię pod ekspedycje,
    nie pełnoskalową wojnę z przeciwnikiem jak sojusz Chiny-Rosja.
    USA żadnej morskiej wojny od 80 lat nie toczyły. Posiadają systemy przeciwrakietowe nigdy nie przetestowane, bo nikt od 2 wojny światowej nie strzelał do okrętów USA. Marynarze na statkach mają identyczne doświadczenie w realnej wojnie jak chińscy. Chyba że doświadczeni czołgiści z Iraku zrobią rajdy po morzu wokół Tajwanu. Od szukania Talibów po jaskiniach w górach, flota USA też dużo się nauczyła. Lotnictwo bombardowało Libię i Afganistan. Było ostro.
    Sprowadzanie na ziemię fantazji autora o marynarce USA która z 3 imperiami wojowała, to powoli moje codzienne zajęcie.

    Zachodni eksperci robią research, żeby ich elity wiedziały jak wygląda sytuacja. To właśnie jest wiedza w linkach. Ameryką nie rządzą naiwniacy których wojsko naciąga na kasę. Zdają sobie sprawę z zagrożenia jeśli wyrośnie im konkurencyjne imperium. Nie są w stanie uderzyć w Chiny, ani zahamować jego rozwoju, więc kombinują coś koło Tajwanu i okolicznych krajów.

    5)Wojna na Ukrainie z perspektywy TVPinfo to porażka Rosjan. Realnie Rosja wygrywa 1 do 20 w zadawaniu zniszczeń. Każdy miesiąc Ukraińcy okupują gigantycznymi stratami. Ostatnie 5 miesięcy to tysiące zniszczonych ukr magazynów i obiektów.
    Na froncie 1500 km, ze zwiadem satelitarno-lotniczym NATO i zachodnim sprzętem, ukr od czasu do czasu trafią jakiś magazyn. Rus sprzęt sprawuje się dobrze a używają starych S-300. Nowsze systemy są nie używane żeby nie dać NATO informacji.

    “We must discard all illusions – the Russian air defense system worked reliably, it shot down both yesterday and today. Therefore, all the numerous explosions and fires are downed weapons of destruction. We didn’t hit anything significant either yesterday or today, unfortunately.”

    Advisor to the Office of the President of Ukraine Alexey Arestovich on YouTube today.

    6)Popularnym argumentem jest “W Chinach posłuszni urzędnicy raportują partii same sukcesy”. Ponoć partia im wierzy. Wrzuciłem liczne informacje i linki o państwie środka.
    Wynika z nich że Chiny to dobrze zorganizowany kraj, z tysiącami fabryk z wszelkich branż, coraz zamożniejsza ludność, główny partner handlowy dla świata, olbrzymie rezerwy pieniędzy, armie naukowców i inżynierów z olbrzymimi budżetami skracają co rok dystans do zachodu.
    Teoria o nieporadnych komunistach dających sobie wciskać kłamstwa, jest dość ciekawym zjawiskiem socjologicznym wśród ekspertów od Chin na zachodzie.

    1. Wie Pan,
      nie mam trochę czasu odpowiadać i pisać tutaj esejów dłuższych niż sam artykuł. Namieszał Pan znów pełno tematów bez związku z artykułem (sytuacja w UE).
      Jakie ma znaczenie to, kiedy Chiny “startowały” i z jakiego dokładnie poziomu? Ja się niczemu nie dziwię (że Chiny nie są jeszcze hegemonem), wręcz przeciwnie zupełnie nie jestem zdziwiony tym, że nie są liderem, mają małe szanse żeby zostać, a do tego mają pełną pakę problemów na karku.

      Z tym, że USA nie prowadziło żadnej wojny to jakiś żart. Oczywiście nie było wojny symetrycznej. Ale mój argument polegał na tym, że został sprawdzony sprzęt i technika wojskowa made in USA. Więc jak Amerykanie coś mają to wiadomo, że to działa. Chińczycy i ROsjanie mówią, że mają hiper-broń ,ale nie wiadomo czy i jak ona działa i jak będzie skuteczna.

      Do tego doświadczenia armii – nawet w starciu z niesymetrycznym przeciwnikiem – są nie do przecenienia. Amerykanie mogą przywrócić z rezerwy setki tysięcy rezerwistów-WETERANÓW.

      “Realnie Rosja wygrywa 1 do 20 w zadawaniu zniszczeń” –> Jakieś źródło rewelacji, czy trolling i banowanko? 🙂

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.