Pokój czy wojna? – Indie wobec wrogiego okrążenia [ANALIZA GEOPOLITYCZNA]

W lutym 2019 roku doszło do serii incydentów pakistańsko-indyjskich ,w wyniku których doszło do bombardowań po obu stronach granicy, a nawet do zestrzelenia myśliwców. Poświęciłem temu nieco więcej miejsca w tekście pt.: „Indie vs Pakistan. Czy wybuchnie kolejna wojna o Kaszmir?”. Z kolei w maju 2020 roku do wojny podjazdowej w Kaszmirze na powrót włączyli się Chińczycy. Ich wojska wkroczyły do doliny Galwan w Ladakh, gdzie okopały się, rozmieściły ciężki sprzęt oraz postawiły namioty. W ten sposób Chińska Republika Ludowa metodą faktów dokonanych przesunęła, nie pierwszy już raz, granicę z Indiami o kilka kilometrów. Następnie świat obiegły informacje o kilku podobnych incydentach w innych miejscach spornego terytorium – gdzie tak jak nad jeziorem Pangong Tso – doszło między żołnierzami obu stron do starć na pięści, kamienie oraz stalowe pręty. Tego rodzaju wydarzenia nie powinny być zaskakujące, ponieważ trwają od dziesięcioleci. W 2017 roku doszło na przykład do tzw. incydentu Doklam, gdzie na płaskowyżu o tej nazwie patrol wojsk Bhutanu odkrył siły Chińskie osłaniające budowę strategicznie ważnej w tym rejonie drogi. O tej „dzikiej” inwestycji Chińczyków, której trasę wytyczono w kierunku bhutańskiego obozu wojskowego, zostali powiadomieni Hindusi. Ci natychmiast wysłali w to miejsce swoich żołnierzy, którzy doprowadzili Chińczyków do opuszczenia spornego terytorium. Budowanie dróg przed zajęciem danego terenu jest stałą praktyką na trudnodostępnych granicach hindusko-chińskich. Niezauważenie tego rodzaju działań często kończy się dla drugiej strony utratą kolejnej doliny, szczytu lub pagórka znajdujących się na spornych terytoriach. Dotychczas skuteczniejsi w tego rodzaju podchodach byli Chińczycy, którzy wcześniej w taki sposób zagarnęli ogromną połać regionu Aksai Chin. Wygrywając przy tym wojnę.

Czy aktualne podszczypywanie Republiki Indii przez Islamską Republikę Pakistanu oraz Chińską Republikę Ludową jest wynikiem współpracy oraz skoordynowania działań przeciwko Hindusom? Czy na naszych oczach tworzy się silny pakistańsko-chiński sojusz, który musi stanowić śmiertelne zagrożenie dla Indii? Jak zareagują władze z Nowego Delhi?

O tym poniżej. Zapraszam do lektury oraz:

Zapraszam do zapisywania się na newsletter (formularz po prawej stronie), a także śledzenia informacji związanych z nadchodzącą książką. Planowany czas publikacji: jesień 2020.

 

GEOGRAFIA

Subkontynent Indyjski położony w Południowej Azji należy traktować jako odrębny i naturalnie odseparowany od reszty kontynentu świat. Odgrodzony od Wyżyny Irańskiej i świata perskiego Górami Sulejmańskimi oraz Indusem (Pakistan), od centralnej części Azji ścianą Himalajów, a od świata wschodnioazjatyckiego (chińskiego) trudnymi do przebycia dżunglami Birmy oraz górami: Zachodniobirmańskimi, Hengduan Shan i wzgórzami Shan.

Na południe od Himalajów, od pakistańskiego Indusu, aż po Birmę, rozciąga się Nizina Hindustańska. Obejmuje ona niziny: Indusu, Gangesu, Brahmaputry, Bengalską i Pendżabską wraz z deltą Gangesu i Brahmaputry. Jest to jedno z najgęściej zaludnionych miejsc świata, które słynie z rolnictwa wspomaganego przez korzystny klimat oraz wody z ww. rzek i ich dopływów.

Na południe od Niziny Hindustańskiej położony jest już właściwy Półwysep Indyjski, na którego terytoria składają się głównie wyżyny i pasma górskie (w głębi lądu), a także nizinne wybrzeża Morza Arabskiego, Oceanu Indyjskiego i Zatoki Bengalskiej.

Nizina Hindustańska oraz lądowe przejścia do niej.

Sąsiedztwo

Na zachodzie, na granicy z Pakistanem, w indyjskim stanie Radżastan znajduje się Pustynia Thar. Co ciekawe, choć terytorium Pakistanu, a zwłaszcza Dolina Indusu,  geograficznie przynależy do Subkontynentu Indyjskiego, to sama granica pakistańsko-indyjska naturalnie oddziela oba państwa. Na odcinku mierzącym ponad dwa tysiące kilometrów, licząc od brzegów Morza Arabskiego, aż po północny kraniec Pustyni Thar, znajduje się zaledwie jedno większe przejście graniczne w położonej na środku pustyni miejscowości Munabao. Dopiero w stanie Pendżab, wetkniętym między pustynne piaski i góry Kaszmiru, znajduje się kilka kolejnych przejść komunikujących Indie z dużym pakistańskim miastem Lahaur. I o ile odcinek granicy omawiany do tej pory, mierzący ok. 2,5 tys. kilometrów, nie budzi kontrowersji, o tyle kolejne 700 kilometrów wytyczonych w górskich terenach Kaszmiru od lat stanowią najbardziej zapalny region świata. Zwłaszcza, że roszczenia w stosunku do tych terytoriów roszczą sobie nie tylko władze z Islamabadu oraz New Delhi, ale również z Pekinu. Na skutek czego Kaszmir został podzielony na trzy strefy wpływów i wszystkie strony utrzymują tam spore kontyngenty wojskowe, co często jest powodem incydentów i starć granicznych.

Od strony północno-wschodniej, Himalaje skutecznie odgradzają terytorium Indii od chińskiego Tybetu. Jedyna droga łącząca świat indyjski z Tybetańskim Regionem Autonomicznym wiedzie przez położony w górach Nepal. Niewielki kraj, położony w Himalajach, który jest dość otwarty od strony południowej (czyli indyjskiej), natomiast praktycznie niedostępny od strony północnej (chińskiej, z którą Nepal jest połączony dzięki wspomnianej, górskiej drodze). Podobnie sprawa wygląda z jeszcze mniejszym Butanem, do którego nie ma żadnego dostępu od strony Tybetu.

Na wschód od tegoż małego, górskiego państewka znajduje się z kolei obszar zwany NEFA (Północno-wschodni Obszar Graniczny). Pomimo faktu, iż region ten również jest słabo zurbanizowany i znajduje się w górach, to był rejonem walk w wojnie indyjsko-chińskiej z 1962 roku. Do starć dochodziło głównie na odcinku położonym przy granicy z Butanem (koło m. Tawang), bowiem jest to jedno z niewielu miejsc nadających się do prowadzenia działań wojennych (zbudowana droga od strony Chin). W sumie, granica indyjsko-chińska liczy sobie aż 3.380 kilometrów, jednak w żadnym miejscu nie nadaje się do sforsowania przez duże zgrupowania armii, wyposażone w sprzęt ciężki. Drogi, jeśli już występują, są trudne do przebycia i łatwe do zablokowania. Natomiast ciężki, górzysty teren promuje działania piechoty i artylerii. Stwarza jednocześnie problemy logistyczne oraz komunikacyjne.

Indyjski rejon NEFA

Również długa na 1463 kilometry, wschodnia granica z Birmą (Mjanmą) nie ułatwia komunikacji między sąsiadującymi państwami. Góry Zachodniobirmańskie porośnięte gęstymi dżunglami, a także tropikalny klimat skutecznie ograniczały pole do budowy infrastruktury na linii wschód-zachód. Stąd też istnieją zaledwie cztery drogowe przejścia graniczne między Indiami, a Birmą. Wszystkie zlokalizowane są w bardzo w trudnodostępnych rejonach. Ponadto po stronie Mjanmy, cały zachodni obszar kraju jest słabo zurbanizowany i skomunikowany z resztą państwa. To sprawia, że Indie są w praktyce odgrodzone i niemal odcięte (jeśli chodzi o drogę lądową) od Półwyspu Indochińskiego.

Najdłuższą (ponad 4 tys. km) i najbardziej dostępną granicą lądową Indii jest ta oddzielające je od Bangladeszu. Państwa leżącego nad deltą  Gangesu i Brahmaputry oraz kontrolującego ujścia tych rzek do Zatoki Bengalskiej. Ludowa Republika Bangladeszu niemalże odcina Indie właściwe od ich północno-wschodniej części państwa. Gdyby chcieć uniknąć korzystania z obcego terytorium, by dotrzeć nad indyjski odcinek Brahmaputry, Hindusi muszą przebyć niezwykle wąski przesmyk (szerokości nieco pow. 30 km) położony między Bangladeszem, a Nepalem. To bardzo komplikuje sprawowanie kontroli nad regionami przygranicznymi z Birmą, Bangladeszem oraz Chinami.

Złote wody

Półwysep Indyjski otoczony jest od zachodu – Morzem Arabskim, od południa – Morzem Lakkadiwskim, od wschodu – Zatoką Bengalską, będącymi częścią Oceanu Indyjskiego. Przez wszystkie trzy akweny wiedzie morski szlak handlowy z Dalekiego Wschodu do Europy, opływający niejako indyjskie wybrzeża (linia brzegowa Indii liczy sobie 7 tys. km). Wydaje się to dostatecznym powodem do tego, by Indie inwestowały w marynarkę. Zwłaszcza, gdy całe Indie należą do zlewiska Oceanu Indyjskiego, a największe i najważniejsze aglomeracje miejskie Półwyspu Indyjskiego znajdują się na wybrzeżach lub w ich okolicy oraz bogacą się dzięki handlowi morskiemu. I choć Indie wydają się być bezpieczne od strony oceanu (mają morską granicę jedynie z niewielką Sri Lanką położoną w okolicy południowego cypla półwyspu) , to należy pamiętać, że historycznie uległy całkowicie sile Brytyjczyków i ich Royal Navy.

 

HISTORIA

Indie, pomimo dzielącej ich odległości od Europy, przez długi okres historii odgrywały ogromną rolę w procesie rozwoju cywilizacji zachodniej. To właśnie Indie wyznaczały kierunek podbojów Aleksandra Wielkiego. To z Indiami handlowało Cesarstwo Rzymskie, co zresztą było jednym z głównych powodów jego upadku (kryzys gospodarczy związany z odpływem kapitału w postaci złota, za które ściągano indyjskie dobra konsumenckie). Wreszcie, wielkie odkrycia geograficzne zapoczątkowane przez Krzysztofa Kolumba były niczym innym, jak próbą odnalezienia krótszej (niż ta wokół Afryki), morskiej drogi do Półwyspu Indyjskiego. To Indie były nazywane perłą w brytyjskiej koronie i to również ze względu na nie, zrealizowano jedną z najważniejszych inwestycji na świecie, jaką było zbudowanie Kanału Sueskiego.

Indyjska cywilizacja, przez lwią część znanej nam historii, była podzielona na mniejsze organizmy państwowe. Co nie powinno dziwić, bowiem świat ten (do którego należy również pakistańska Dolina Indusu oraz terytoria: Nepalu, Butanu, Sri Lanki i Bangladeszu) jest porównywalny pod względem wielkości terytorium, do obszaru zajmowanego przez wszystkie państwa członkowskie Unii Europejskiej. Jednocześnie inwazje zewnętrzne na subkontynent, dzieliły ludy go zamieszkujące. Również z uwagi na importowanie nowych religii i kultur.

Starożytność

Opisując w skrócie dzieje opisywanego subkontynentu, warto zacząć od podbojów Persów (za czasów Dariusza I), którzy pozyskali dla siebie Dolinę Indusu (dzisiejszy Pakistan). To właśnie z tegoż kierunku odbywały się bowiem inwazje na indyjskie ludy. Z uwagi na bariery geograficzne zabezpieczające subkontynent indyjski od strony północnej i północno-wschodniej, to właśnie Dolina Indusu była zawsze kierunkiem, z którego nadchodziło zagrożenie. Nie inaczej było dwieście lat po podbojach Dariusza I Wielkiego, kiedy to po truchle perskiego imperium przybył Aleksander Wielki, zdobywając dla swojego greckiego imperium indyjski Pendżab.

Niedługo po śmierci macedońskiego herosa, w 320 r.p.n.e. powstało indyjskie imperium, które zjednoczyło się pod wodza Candragupta Maurja. Dynastia Maurjów panowała niemal nad całym subkontynentem co trwało do ok. 185 r. p.n.e. Następnie doszło do najazdów koczowników z Azji Środkowej (Sakowie i Kuszanowie), które oderwały od Indii terytoria północno-zachodnie, aż po Dolinę Gangesu. Władcy indyjscy ponownie doprowadzili do zjednoczenia subkontynentu za czasów Imperium Guptów z lat 320-550 n.e., którzy ze zmiennymi efektami zmagali się z najazdem Białych Hunów.

Zasięg podbojów dynastii Maurjów

Muzułmański kalifat i Mongołowie

Kolejne wieki przyniosły rozpad imperium na mniejsze państwa, a także zmagania z islamskim kalifatem. Począwszy od VIII wieku n.e., kolejne dynastie kalifów prowadziły podboje w północno-zachodnich i północnych Indiach. Łupem muzułmanów padła nie tylko cała Dolina Indusu (VIII-IX w.), ale i Dolina Gangesu, a także Bengal (XIIw.). Na skutek tego, na początku XIII wieku (1206 rok) powstał sułtanat Delhi, którego potęga i wpływy w północnej części indyjskiego subkontynentu umożliwiły rozprzestrzenienie się tam islamu. Sułtanat bezskutecznie próbował też podbić cały Półwysep Indyjski, jednak okazało się to niemożliwe. Również ze względu na potrzebę obrony północno-zachodnich granic. Bowiem brama Indusu była regularnie forsowana przez kolejnych najeźdźców.

W 1398 roku Delhi zostało złupione przez Tamerlana. Następnie w 1526 roku nastąpiła inwazja Mongołów, którzy starali się zjednoczyć Indie pod swoim panowaniem. Stworzyli oni na Subkontynencie Indyjskim wielkie Imperium Mogołów, jednak proces jednoczenia całych Indii nigdy nie został ukończony, ze względu na opór południowych państewek, które wspólnie starały się walczyć z agresywnym najeźdźcą.

Imperium Mogolskie w Indiach

W XVIII wieku Imperium Mogołów zostało osłabione przez najazd Persów pod przywództwem Nader Szaha. Od tego momentu, potęga i wpływy Mongołów w Indiach zaczęły szybko spadać. Co umożliwiło ekspansję Imperium Brytyjskiego (a konkretnie Kompanii Wschodnioindyjskiej). Ostatni cesarz Mongołów – Bahadur Szah II w 1858 roku został obalony właśnie przez Brytyjczyków.

Perła w brytyjskiej koronie

Imperium Brytyjskie, począwszy od roku 1600 (powstanie brytyjskiej Kampanii Wschodnioindyjskiej) regularnie zdobywało wpływy i władzę nad kolejnymi państewkami subkontynentu indyjskiego. Część podbojów odbywała się zbrojnie, część poprzez działania polityczne i tzw. softpower, a także politykę divide nad rule.  Do połowy XIX wieku Brytyjczycy opanowali cały region, a pod ich władzą znajdowało się około sześciuset lokalnych księstw. By ułatwić sobie administrowanie podległymi terytoriami, wprowadzono język angielski jako język urzędowy. Co było tym istotniejsze, że poszczególne ludy indyjskie posługiwały się innym językiem.

Brytyjskie Indie

Brytyjskie panowanie nad Indiami zaczęło erodować między innymi dzięki Mohandasowi Karamchandowi Ghandhiemu. Zwany Mahatmą, Ghandi był wykształconym w Londynie prawnikiem, który swoją misję społeczną rozpoczął jeszcze w czasie wojny burskiej w Afryce Południowej. Ghandi był początkowo zwolennikiem aktywnego wspierania Imperium Brytyjskiego. Miało to doprowadzić do sytuacji, w której Londyn wynagrodziłby wysiłki Hindusów. W tym duchu, Mahatma nawoływał rodaków do wstępowania do armii i czynnego udziału w walkach w czasie I Wojny Światowej. Po Wielkiej Wojnie, gdy Brytyjskie represje nie ustały (a wręcz zaostrzono prawo i podwyższono podatki), doszło do kilku incydentów i zamieszek, w których zginęły setki ludzi. Nienawiść między Hindusami, a Brytyjczykami rosła. Ghandi był jednak zwolennikiem pokojowego rozwiązywania sporów, nawoływał do zaniechania odwetu i wyrzeczenia się przemocy. Zamiast tego, Mahatma wypromował ruch biernego oporu, który polegał m.in. na bojkotowaniu brytyjskich towarów. Metoda była niezwykle skuteczna i pozyskała dla ruchu Ghandiego wielu zwolenników (w tym mnóstwo kobiet zajmujących się szyciem tradycyjnych szat indyjskich).

Zmagania Hindusów z Brytyjczykami, pod przewodnictwem Ghandiego (który był kilkukrotnie uwięziony) trwały przez całe dwudziestolecie międzywojenne. Bierny opór społeczeństwa wobec brytyjskiej administracji, prawa, urzędów, symboli i towarów zmuszał często Brytyjczyków do ustępstw. Co jeszcze bardziej wzmacniało pozycję Ghandiego oraz jego przesłanie dotyczące niestosowania przemocy przy jednoczesnych pacyfistycznych demonstracjach.

Gdy wybuchła II Wojna Światowa, Mahatma tym razem odmówił poparcia dla wzięcia w niej udziału przez Indie. Ghandi chciał wymusić na Londynie zgodę na uzyskanie przez Indie niepodległości, w zamian za indyjski udział w wojnie. Gdy Brytyjczycy stanowczo odmówili i wbrew woli Hindusów wciągnęli Indie do wojny, Mahatma wystosował do Brytyjczyków odezwę do opuszczenia Indii. Co wkrótce przerodziło się w ruch społeczny. Niemal wszyscy Hindusi, którzy zajmowali wysokie stanowiska w administracji zrezygnowali z pełnionych funkcji. Rozpoczęły się z jednej strony protesty, z drugiej agresywne ich tłumienie i represje stosowane przez Brytyjczyków. W końcu, w 1942 roku Ghandi został ponownie aresztowany i niemal całą wojnę spędził będąc uwięzionym.

Niepodległość

Po II Wojnie Światowej, rosnący opór w Indiach jak również polityka USA zmierzająca do dekolonizacji świata (zwłaszcza do rozbicia Imperium Brytyjskiego) zmusiły Londyn do pertraktacji w zakresie niepodległości Indii. Brytyjczycy zaproponowali w 1946 roku plan niepodległościowy, wg którego Indie miały zostać podzielone na dwa państwa. Muzułmańskie oraz hinduskie. Mahatma był przeciwny dzieleniu Indii, jednak Brytyjczycy wspierający już wcześniej Ligę Muzułmańską nalegali właśnie na takie rozwiązanie. Również współpracownicy Ghandiego uważali, że tylko podział państwa uchroni Indie przed religijną wojną domową. Zwłaszcza, że napięcie na tle religijnym narastało już od dłuższego czasu. By zwiększyć presję, Liga Muzułmańska wspierała zamieszki i walki na tle religijnym co w okresie 1946-1947 doprowadziło do śmierci ok. 5 tys. ludzi.

W końcu, w 1947 roku Indie uzyskały niepodległość kosztem podziału na dwa państwa (Indie i Pakistan). Zorganizowano masowe przesiedlenia ludności ze względu na ich wyznanie, a wędrujące rzesze ludzi stały się łatwym celem dla fundamentalistów i radykałów. Z 14 mln przesiedlonych osób, szacuje się że zostało zamordowanych w pogromach od 500 tys. do nawet 2 milionów ludzi (tak hindusów jak i muzułmanów). Ghandi starał się pojednać obie strony, jednak w 1948 roku padł ofiarą zamachu wykonanego przez hinduskiego radykała.

Ogłoszenie niepodległości przez Indie i Pakistan natychmiast stworzyło spór o granice między tymi państwami. Zwłaszcza w rejonie Dżammu i Kaszmiru. Już 22 października 1947 roku wspierane przez Pakistan bojówki wkroczyły na sporne terytorium, co spotkało się z reakcją indyjskiej armii. Walki trwały do 31 grudnia 1948 roku i zakończyły się zawieszeniem broni na skutek interwencji ONZ. Na ten czas, siły Pakistanu kontrolowały ok. 27% terytorium, natomiast Hindusi pozostałe 73%.

 

Samodzielność – wyzwania i wojny o Kaszmir

W 1950 roku w Indiach uchwalono konstytucję, a pierwszym premierem niepodległego państwa został Jawaharlal Nehru. Po serii reform wewnętrznych, wprowadzeniu państwa świeckiego, polepszeniu sytuacji i praw kobiet, przejęciu kontroli przez państwo nad strategicznymi sektorami gospodarki (energia, górnictwo i przemysł ciężki), a także po reformach w rolnictwie, przyszedł czas nas skonsolidowanie Półwyspu Indyjskiego. W 1956 roku do Indii włączono posiadłości francuskie. W 1961 roku indyjska władza siłą zajęła portugalskie Goa.

W 1962 roku wybuchła wojna indyjsko-chińska o Kaszmir, a konkretnie jego część: Aksai Chin. Choć w 1954 roku obie strony zawarły traktat o przyjaźni, to Chińczycy nie zrezygnowali ze swoich roszczeń w Aksai Chin. I rozpoczęli budowę infrastruktury w tym trudnym i niedostępnym terenowo miejscu (zwłaszcza od strony Indii). Zainstalowali również własne siły militarne. Sprawa się wydała, gdy Indie wysłały na przedmiotowy obszar dodatkowe patrole. Chińczycy mieli już tam silną obecność. Napięcie między stronami wzrastało, a strona indyjska zdecydowała się wysłać zarówno do Aksai Chin jak również do NEFA dodatkowe siły. I również rozpoczęła budowę dróg ułatwiających kontrolę nad spornym terenem. Chińczycy podjęli decyzję o rozpoczęciu wojny i przeprowadzeniu ofensywy. Zwycięstwo Pekinu w tym starciu jest niekwestionowane. Siły Państwa Środka nie tylko pobiły Hindusów w Aksai Chin, ale również rozbiły przeciwnika w NEFA. W efekcie zawarto pokój, na podstawie którego Pekin przejął sporną część Kaszmiru, natomiast Chińczycy wycofali się z NEFA (które i tak trudno byłoby utrzymać).

Źródło-wikipedia. Sporny region Kaszmiru i Dżammu.

W 1965 roku wybuchła Druga Wojna o Kaszmir z Pakistanem trwająca około miesiąca (sierpień-wrzesień 1965r.). Ponownie, na skutek interwencji ONZ, zawieszono broń i powrócono do dotychczasowego status quo. W 1971 roku wybuchło powstanie niepodległościowe w Pakistanie Wschodnim, które zostało wsparte przez Indie. To doprowadziło do kolejnej wojny z Pakistanem. Indie rozbiły wojska pakistańskie w Bengalu, dzięki czemu Bangladesz ogłosił niepodległość od Pakistanu. Co zakończyło działania wojenne.

W 1999 roku doszło do kolejnego starcia indyjsko-pakistańskiego w Kaszmirze, które zakończyło się bitwą o Tygrysie Wzgórze. Była to pierwsza wojna atomowych mocarstw, bowiem obie strony dysponowały już bronią jądrową. Bitwa zakończyła się klęską Pakistanu i powrotem do status quo.

 

GOSPODARKA

Garść danych

Indyjska populacja licząca sobie 1,312 mld mieszkańców wytworzyła w 2019 roku gospodarkę wielkości 2,875 bln USD. Co dało wynik zaledwie 2.169 dolarów na osobę. Uwzględniając przy tym parytet siły nabywczej pieniądza, PKB per capita PPP wyniosło 6.754 dolary (Chiny: 16.117 $, Polska: 33.086 $).

Jak widać, pomimo tego, że Indie znalazły się w pierwszej piątce największych gospodarek świata w 2019 roku (a z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej, nawet na 3 miejscu), to kraj ten bardziej nadrabia ilością populacji, niż zamożnością społeczeństwa. Ponad 1/5 Hindusów żyje poniżej granicy ubóstwa (22%). W 2017 roku ok. 168 milionów ludzi żyło w Indiach bez dostępu do elektryczności.

Choć trzeba przyznać, że w latach 2014-2016 była to  najszybciej rozwijająca się gospodarka świata. Co było kontynuacją trwającego od trzydziestu lat rozwoju. W latach 1990-2017, średni wzrost roczny PKB wynosił blisko 7%.  Proces ten jednak znacznie wyhamował w ostatnich latach z uwagi na opisaną dalej demonetyzację z końca 2016 roku.

Roczne wzrosty PKB Indii

Na PKB składają się głównie: usługi – 61,5% (głównie finansowe i bankowe) , przemysł – 23% i rolnictwo – 15,4% (dane za 2017 rok). Jednocześnie utrzymanie administracji publicznej pochłania ok. 12,6% krajowego PKB (2019r.). Poziom długu publicznego na koniec zeszłego roku wyniósł 69,62% PKB, co nie jest najgorszym wynikiem, choć nie powinno również budzić przesadnego optymizmu.

Stopa bezrobocia, na stan z czerwca 2020 roku, wyniosła 11%. Przy czym wśród ludzi młodych jest ona ok. dwa razy wyższa. Indie to główny eksporter usług IT i outsourcingu procesów biznesowych. Jeśli chodzi o sektory prywatne, branża IT zatrudnia największą ilość osób w kraju. Niemniej, ogólnie, wciąż najwięcej osób pracuje w rolnictwie (blisko połowa).

Inflacja z kolei (na marzec 2020r.) wyniosła 5,84%.

 

Handel i produkcja

Indie słyną z upraw i eksportu ryżu, pszenicy, soi, bawełny, herbaty, trzciny cukrowej oraz włókien naturalnych. Przemysł wytwarza m.in. tekstylia, chemię, stal, sprzęt transportowy, cement maszyny i medykamenty. Ponadto kraj jest również rajem dla… Producentów opium. Co sprawia, że w państwie funkcjonuje olbrzymi czarny rynek związany z produkcją, handlem i przemytem narkotyków.

Główne, morskie porty przeładunkowe (kontenerowe) znajdują się w Chennai, Jawaharal oraz Mundrze. Od trzydziestu lat Indie posiadają ujemny bilans handlowy, który wraz z początkiem XXI wieku zaczął szybko się pogłębiać. Choć począwszy od lipca 2018 roku deficyt handlowy spadł z -18,64 mld USD do zaledwie -3,15 mld USD w maju 2020r. Co miało jednak związek ze spadkiem importu, nie zaś ze wzrostem własnego eksportu.

Hindusi eksportują głównie do państw z Azji (47,8% wartości całego eksportu w 2019 r.). Natomiast ważnymi partnerami są też państwa z Europy (19,3%) oraz Ameryki Północnej (18,8% wart. Eksportu). Znacznie mniej produktów indyjskich trafia do Afryki (9,1%) i innych rejonów świata.

Największymi partnerami handlowymi Indii w 2019 roku były: Stany Zjednoczone (które nabyły towarów za 16,8% wartości całego indyjskiego eksportu), Zjednoczone Emiraty Arabskie (9,2%) , Chiny (5,3%), Hongkong (3,5%) oraz Singapur (3,3%).

Pod względem całej wymiany handlowej (eksport-import), Hindusi w 2019 roku najlepiej zarobili na handlu z USA (19,5 mld $), Bangladeszem (7,1 mld $), Nepalem (6,3 mld $), Holandią (5,1 mld $) i Sri Lanką (3,3 mld $).

Natomiast największy deficyt osiągnęli w wymianie z : Chinami ( 51,2 mld $ deficytu) , Arabią Saudyjską (20,9 mld $), Irakiem (19,6 mld $), Szwajcarią (16,4 mld $) oraz Koreą Południową (11,4 mld $) i Indonezją (11,3 mld $).

Na podstawie tych danych można wyciągnąć dość jednoznaczne wnioski. Indie najlepiej zarabiają na handlu ze Stanami Zjednoczonymi (ale i z Europą), a najwięcej tracą na wymianie z bezpośrednią konkurencją – Chinami.

 

Demonetyzacja

W listopadzie 2016 roku, rząd Narendra Modiego przeprowadził niezapowiedzianą wcześniej demonetyzację w kraju. „Reforma” była drastyczna, bowiem premier Indii ogłosił utratę ważności najczęściej używanych w płatnościach gotówkowych banknotów o nominale 500 i 1000 rupii wraz z rozpoczęciem kolejnej doby. Oczywiście rząd dał możliwość późniejszej wpłaty starych banknotów na rachunki bankowe lub wymiany na nowe nominały, jednak przy tym nałożył rygorystyczne limity. Gdy ktoś wpłacał/wymieniał większą, niż dozwolona, ilość gotówki, wówczas automatycznie nadwyżkę traktowano jako nieujawnione przychody. W konsekwencji opodatkowywano ją oraz nakładano grzywnę w wysokości 200% wyliczonego, zaległego podatku.

Była to największa wymiana pieniędzy w historii świata, w efekcie której, unieważniono ok. 86% wartości całej gotówki będącej w obiegu. Był to jednocześnie ogromny szok dla gospodarki, ponieważ w transakcjach konsumenckich obrót gotówkowy stanowił 98% całej wymiany.

Celem reformy było zlikwidowanie olbrzymiej szarej strefy oszacowanej na 20% całego PKB kraju. Znamienne, że w 2013 roku tylko 1% ludności płaciło podatek dochodowy. Zdecydowana większość ludności trzymała i odkładała gotówkę w domach. Co wykluczało pieniądz z obrotu gospodarczego (a jednocześnie ze względu na wysoką inflację, jego wartość szybko spadała).

Surowce energetyczne

Indie posiadają własne złoża ropy naftowej, jednak są one niewystarczające by pokryć całe zapotrzebowanie państwa. Hindusi produkują dziennie ok. 649 tys. baryłek ropy i wielkość ta spada regularnie od ok. 6 latu. Jeszcze w 2014 roku produkcja wynosiła niecałe 800 tys. baryłek ropy dziennie. W marcu 2018 roku indyjskie rezerwy ropy oszacowano na 594 miliony ton, natomiast rezerwy gazu ziemnego na 1.339,57 mld m³.

Najbardziej bogate w złoża gazu i ropy regiony w Indiach to ich zachodnie wybrzeże (okolice Bombaju, wybrzeża stanu Gudżarat), wschodnie wybrzeże (Krishna-Godavari), stan Asam (zatknięty między Butanem, Bangladeszem, Chinami i Birmą).

Mapa złóż ropy w Indiach

Indie importują ponad 80% zapotrzebowania na ropę naftową i w 2018 roku były trzecim największym importerem (oraz konsumentem) tego surowca na świecie (po Chinach i USA) z wynikiem 5,123 mld baryłek dziennie. Hindusi muszą również importować ok. 45% swojego całego zapotrzebowania na gaz.

Największymi dostawcami ropy naftowej są Irak, Arabia Saudyjska, Nigeria, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wenezuela, Kuwejt i Meksyk. Indie importowały również jeszcze w 2018 roku spore ilości ropy z Iranu. Tak więc Hindusi są uzależnieni od importu surowców energetycznych z Zatoki Perskiej. I w ich interesie jest utrzymanie dostaw z tegoż kierunku.

Indie od 2011 roku są również czwartym największym importerem gazu LNG na świecie. A zapotrzebowanie wciąż rośnie (w 2012 roku LNG stanowiło 31% importowanego gazu, a w 2019 była już to połowa). Posiadają terminale LNG  w portach: Dabhol, Dahej oraz Hazira, jednak kolejne trzy są już w budowie. Wszystkie mają zostać ukończone do 2023 roku. Rozbudowywana jest również infrastruktura przesyłowa (gazociąg i ropociągi).

Indie chciały wpiąć się również w sieć gazową z Azji Centralnej, by importować gaz z Turkmenistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu. Jednak konflikt z Pakistanem poddaje w wątpliwość ukończenia tego projektu.

Wojny o wodę

Jeśli gdziekolwiek na ziemi miałby wybuchnąć konflikt zbrojny o zasoby wodne, to z pewnością Azja Centralna, jak również pogranicza indyjsko-pakistańskie oraz indyjsko-chińskie są miejscami, gdzie ryzyko w tym zakresie jest bardzo wysokie.

W chińskim Tybecie swoje źródła bierze m.in. Brahmaputra, która żywi całą Nizinę Hindustańską (wschodnia część Indii oraz Bangladesz). Chińczycy od lat budują w górnym biegu tej rzeki nowe tamy, które wpływają na agrokulturę i warunki środowiskowe nad indyjskimi i bangladeskimi wybrzeżami Brahmaputry. Mówi się o tym, że docelowo Państwo Środka chce zasilić wodą suche, pustynne połacie Tybetu. Choć oficjalnie powodem budowy tam była wg Pekinu chęć dostarczenia na teren Tybetu energii elektrycznej pochodzącej z elektrowni wodnych. Jednakże wszystko wskazuje na to, że Chińczycy chcą zrobić z opisywanej rzeki tybetański odpowiednik Nilu. Celowo zasiedlają wybrzeża Brahmaputry, przekształcając je w rozległe, dobrze nawodnione pola uprawne. Dzięki tamom, kontrolują przepływ życiodajnej cieczy. Co mogą wykorzystywać również w celach politycznych. Sprowadzając klęskę suszy lub powodzie na miliardową populację mieszkającą w dolnym biegu Brahmaputry.

Górny bieg Bramhaputry znajduje się w kontrolowanym przez Chiny Tybecie

Władze z Nowego Delhi z jednej strony są zaniepokojone poczynaniami Chińskiej Republiki Ludowej w Tybecie, z drugiej, podejmują podobnie działania na kontrolowanej przez siebie części terytorium Kaszmiru. Gdzie przepływa sześć rzek, które mają swój dolny bieg w Pakistanie. Największa rzeka – Indus – dostarcza aż 90% wody niezbędnej dla pakistańskich rolników. Tymczasem indyjskie władze budują dziesiątki mniejszych tam (budowanych jest obecnie ponad 30 ze 150 planowanych) na górnych odcinkach rzek w Kaszmirze po to, by kontrolować przepływ wody u swojego strategicznego rywala. Co dzieje się również kosztem interesów Nepalu. To małe górskie państewko, w wyniku indyjskich inwestycji, często cierpi z powodu powodzi. Tylko dlatego, że Hindusi nie zgadzają się na szersze otwarcie wrót kontrolowanych przez nich tam. Co istotne, indyjskie tamy często nie spełniają odpowiednich norm bezpieczeństwa, a dodatkowo nie są odporne na trzęsienia ziemi. Tymczasem większość z nich znajduje się na aktywnym sejsmicznie terenie. Jeśli Hindusi ukończą planowane inwestycje nie tylko będą mogli zatrzymać wodę w górnych biegach rzek w porze suchej w Pakistanie, ale i również sztucznie wywoływać powodzie. Istnieje również ryzyko wystąpienia katastrofy naturalnej w postaci trzęsienia ziemi, którego skutki zostałyby dodatkowo zmultiplikowane przez powodzie wywołane uszkodzeniem tam.

Działania władz z Nowego Delhi nie są jednak tylko wynikiem potrzeb politycznych. Eksploatacja zasobów wody pitnej na terenie Indii, na potrzeby ogromnej populacji, przyczynia się do szybkiej degradacji środowiska i zanikania naturalnych zbiorników wodnych. Wyczerpane zostały zasoby wód podziemnych w Nowym Delhi (populacja całej aglomeracji ok. 22 mln mieszkańców). W najbliższym czasie spotka to również dwadzieścia innych dużych miast, które zamieszkuje łącznie 120 mln ludzi. Niedobory wody występują praktycznie wszędzie, a skutki tego zjawiska odczuje ponad 600 mln Hindusów. Ponad jedna czwarta terytorium Indii zamienia się powoli w pustynię. Utrata produktywności rolnej dotyczy 30% indyjskiej ziemi. Jednocześnie 60% wód podziemnych w regionie Indo-Gangesu (Pakistan i Indie) nie nadaje się ani do picia, ani nawet do nawadniania. Powodem jest nadmierne zasolenie oraz duże ilości arsenu, który pochodzi m.in. z nawozów sztucznych stosowanych przy uprawach. Jak gdyby tego było mało, kurczą się również zasoby lodowcowe umieszczono wysoko w himalajskich górach. Od początku XXI wieku topnienie warstwy lodu przebiega tam dwa razy szybciej niż wcześniej. Wszystko to zwiastuje ogromne problemy na Subkontynencie Indyjskim w przyszłości, związane z brakami wody pitnej oraz odpowiedniej ilości żywności.

 

POPULACJA

Na stan z 2020 roku, w Indiach żyje ok. 1,38 miliardowa populacja, która wciąż notuje tendencje wzrostowe, jeśli chodzi o liczebność. Indie są drugim państwem na świecie po Chinach, jeśli chodzi o liczbę mieszkańców, co stanowi 17,71% całej światowej populacji. Roczny przyrost naturalny szacuje się na ok. 1%. Co wszystko łącznie składa się na dość pozytywny obraz, jeśli chodzi o kwestie związane z demografią.

Wskaźnik dzietności kobiet wynosi w tym kraju 2,2, co gwarantuje zastępowalność pokoleń. Średnia oczekiwana długość życia wynosi obecnie 70,4 lat (71,8 u kobiet oraz 69,2 u mężczyzn) i jest najwyższa odkąd rozpoczęto pomiary. Średnia wieku w Indiach wynosi zaledwie 29 lat, co w porównaniu z danymi z Chin (ok. 38), a zwłaszcza z Japonii (ok.48) stanowi dość wyraźny kontrast.

Piramida demograficzna Indii

65% Hindusów mieszka na prowincji, natomiast 35% w miastach.  Największe indyjskie miasta to: Bombaj (12,7 mln mieszkańców), Nowe Delhi (blisko 11 mln mieszk.) oraz Bengaluru (5,1 mln mieszk.).

Podsumowując powyższe dane warto zauważyć, że Indii – w przeciwieństwie do Chin, Rosji oraz państw Europy – nie dotyczą problemy demograficzne. Wręcz przeciwnie, niska średnia wieku w licznej populacji, gdzie przyzwoity współczynnik dzietności pozwala zachować coroczny przyrost, daje podstawy do pozytywnych prognoz w tym zakresie. Problemy kraju zarządzanego przed Modiego leżą w głównej mierze w warstwie ekonomiczno-gospodarczej.

 

Różnorodność etniczno-religijno-językowa

W Indiach żyje wiele grup etnicznych dominują jednak Indoariowie (ok. 72% populacji) oraz Drawidowie (ok. 25% populacji kraju). W skład obu grup wchodzi wiele pomniejszych ludów. Co sprawia, że podział językowy w kraju jest bardzo widoczny. W Indiach występuje ponad czterysta różnych języków należących do pięciu różnych rodzin językowych.  Jedynie 43,6% mieszkańców Indii posługuje się (jako podstawowym) językiem Hindi. Niemal każdy region posiada własny, oryginalny język. W Indiach aż 22 z nich  posiadają  status języka oficjalnego (urzędowego). Dlatego też najważniejszym, spajającym wszystkie regiony, jest język angielski, który pełni ważną rolę polityczno-gospodarczo-społeczną.

Subkontynent indyjski jest również mocno podzielony, jeśli chodzi o wyznawaną religię. Niecałe 80% populacji wyznaje hinduizm, ok. 14% islam, a ponad 2% mieszkańców to chrześcijanie. Oprócz ww. występują jeszcze sikhizm, buddyzm, dżinizm oraz zoroastryzm. Choć przewaga hindusów może wydawać się znaczna, to jednak należy mieć na uwadze fakt, iż 14% udział muzułmanów w populacji oznacza niemal dwustu milionową rzeszę wyznawców Mahometa. Zamieszkujących głównie północno i północno-zachodnie terytorium Indii. Co może mieć wpływ na stabilność wewnętrzną państwa oraz wywoływać w skrajnych wypadkach niepokoje społeczne. Zwłaszcza z uwagi na doświadczenia historyczne, których cień wciąż może powracać. Niewątpliwie Indie są podatne na rozgrywanie przez Pakistan karty religijnej. Bowiem Islamska Republika Pakistanu jest niemalże monolitem, jeśli chodzi o wyznaniowość, więc władze z Islamabadu mogą chcieć antagonizować indyjskie społeczeństwo na tej płaszczyźnie.

 

ARMIA

W 2019 roku Indie przeznaczyły 2,4% PKB na utrzymanie armii. Poziom ten utrzymuje się od lat, co oznacza, że na 2020 roku Hindusi zabezpieczyli w budżecie na cele wojskowe 61 mld dolarów. Jest to czwarty najlepszy wynik (a przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej – trzeci) na świecie.  Hindusi uczestniczyli w 2019 roku w misjach w Demokratycznej Republice Konga (MONUSCO – 2600 żołnierzy), na Wzgórzach Golan (UNDOF – 175 żoł.) w Libanie (UNIFIL – 780 żoł.) oraz w Południowym Sudanie (UNMISS – 2230 żoł.).

Armia liczy sobie 1,4 miliona aktywnego personelu oraz dodatkowo 1,5 miliona ludzi w jednostkach paramilitarnych. W rezerwie znajduje się ogółem 2,1 mln osób. Oznacza to, że Indyjskie Siły Zbrojne są drugą najliczniejszą armią świata (po chińskiej).

Indie są mocarstwem atomowym, które ma do dyspozycji szacunkowo ok. 140 głowic jądrowych. Co ciekawe, nie podpisały one (podobnie jak Pakistan i Korea Północna) układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Hindusi mogą korzystać z głowic za pomocą samolotów, lądowych wyrzutni rakiet krótkiego i średniego zasięgu, a także morskich wyrzutni rakiet krótkiego zasięgu (rozmieszczonych na specjalnych okrętach patrolowych) oraz wyrzutni rakiet na eksperymentalnych podwodnych okrętach atomowych. Indie pracują również nad rakietami dalekiego zasięgu, jednak nie wiadomo na jakim etapie prac się znajdują w tym zakresie.

Indian Army

Wojska lądowe Indii opierają się w dużej części na uzbrojeniu rosyjskim. Hindusi posiadają ok. 1900 czołgów T-72 w różnych wersjach (produkowanych i modernizowanych w Indiach). Oprócz tego są największym, oprócz Federacji Rosyjskiej, użytkownikiem czołgów T-90, których produkcję również uruchomiono na terenie Indii. Łączne zamówienie opiewa na 1640 maszyn, z czego ponad 850 jest już użytkowanych. Oprócz konstrukcji rosyjskich, Hindusi stworzyli własny czołg podstawowy Arjun Mk1, który produkowany jest od 2004 roku, a jego liczebność wynosi 248 sztuk. Oprócz czołgów, Hindusi użytkują bojowe wozy piechoty w postaci BMP-1 (700 sztuk w rezerwie) oraz BMP-2 (1500 sztuk), których produkcja została uruchomiona w kraju. Artyleria lufowa korzysta z różnego rodzaju, zagranicznego sprzętu. Są to głównie haubice i działa ciągnione starszej generacji, jednak trwają dostawy południowokoreańskich haubicoarmat samobieżnych K9.

Wartym odnotowania jest, że Hindusi oparli swoje zdolności przeciwpancerne o francusko-niemieckie pociski kierowane MILAN (stan ok. 30 tys. sztuk). Produkowane na licencji w Indiach. Stworzyli również własne pociski ppanc III generacji o nazwie Nag, które montowane są na BMP.

Chlubą Hindusów są natomiast rodzimej produkcji systemy przeciwrakietowe (PAD oraz AAD), a także wyrzutnie pocisków przeciwlotniczych Akash. Niemniej, w 2018 roku w ramach uzupełnienia budowanego systemu zakupili dodatkowo rosyjskie  S-400 Triumf. Z kolei w 2020 roku Indie zaczęły starać się o pozyskanie amerykańskiego systemu obrony przeciwlotniczej krótkiego zasięgu NASAMS. Z kolei w 2019 roku zaprezentowano indyjski system przeciw-satelitarny (ASAT).

Hindusi dysponują również własnymi wyrzutniami pocisków balistycznych różnego typu i zasięgu. Najnowocześniejszy z nich, Agni-III, może razić cele nawet na odległość 5 tys. kilometrów.

Indian Air Force (IAF)

Indyjskie lotnictwo opiera się głównie o rosyjskie konstrukcje, tj. MiG-29 (ok.60 sztuk), Su-30 (ok. 260 sztuk) czy starsze MiG-21. Co istotne, montaż Su-30 odbywa się w Indiach. Niemniej, Hindusi posiadają dość zróżnicowaną i niejednolitą flotę powietrzną. Pół setki zmodernizowanych, francuskich Mirage 2000 zostało wspartych przez 36 nowszych krewniaków w postaci Rafale.  Oprócz tego Hindusi rozpoczęli produkcję własnych, lekkich myśliwców wielozadaniowych HAL Tejas (w użyciu na razie kilkanaście testowych sztuk). Niemniej pojawiają się informacje, że hinduskie dowództwo floty lotniczej nie jest zadowolone z możliwości rodzimej maszyny. Wobec tego, niewykluczony jest zakup kolejnych zachodnich samolotów choć mówi się również o dodatkowych Su-30. Dodatkowe zakupy wymuszone są chęcią wycofania się z użytkowania francusko-brytyjskich samolotów szturmowych SEPECAT Jaguar. Wysokie koszty modernizacji i utrzymania tych maszyn poddają bowiem w wątpliwość opłacalność ich użytkowania.

Co ciekawe, jak dotąd, Amerykański przemysł ma jedynie śladowy udział w indyjskim torcie, jeśli chodzi o siły powietrzne. Mowa tu o kilku samolotach rozpoznawczych oraz kilkunastu maszynach transportowych (Globemasterów i Herculesów). Zdecydowana większość hinduskiego sprzętu lotniczego ma pochodzenie post-sowieckie lub rosyjskie. Obecni są tu również Francuzi oraz Brytyjczycy (samoloty szkoleniowe BAE Hawk). Niemniej, wygląda na to, że dokonuje się w tej kwestii pewnego rodzaju mała rewolucja. Bowiem rząd Modiego zdecydował się na duży kontrakt na dostawę amerykańskich śmigłowców dla marynarki wojennej. Mowa jest o słynnych AH-64 Apache. Mówi się również o zakupie ponad stu amerykańskich samolotów wielozadaniowych.

Podkreślenia wymaga natomiast fakt, że i w tym przypadku (podobnie jak w siłach lądowych), Indie mocny nacisk kładą na to, by sprzęt był montowany lub najlepiej produkowany na licencji w ich kraju. Co ma olbrzymie znaczenie zarówno w kontekście jego wielkości, jak również położenia geograficznego. Bowiem w razie konfliktu zbrojnego, Subkontynent Indyjski jest szczególnie narażony na odcięcie od globalnego rynku, a więc i ewentualnych dostaw z zewnątrz.

 

Indian Navy

Flota indyjska jest jedną z nielicznych na świecie, które dysponują lotniskowcem. Zastrzec jednak należy, że historia tej jednostki jest tak bogata, jak historia każdej innej post-sowieckiej konstrukcji tego typu. INS Vikramaditya był pierwotnie sowieckim krążownikiem rakietowym zwodowanym jeszcze w 1987 roku, który następnie został przebudowany na lekki lotniskowiec. W 2004 roku jednostkę zakupiły Indie, po to, by przebudować go na pełnoprawnego lotniskowca (co zostało zrobione przez Rosjan). Prace skończono dopiero w 2013 roku, a rok później indyjska flota przyjęła jednostkę do użytkowania. Z pokładu INS Vikramaditya operują  MiGi-29K (nawet do 32 sztuk, w standardzie 16) oraz śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych. Problem z MiG-ami jest jednak taki, że słabo nadają się do operowania z pokładu lotniskowca. Dlatego Hindusi starają się pozyskać inne maszyny, które umożliwiłyby korzystanie z całego potencjału tej jednostki. W styczniu 2020 roku testy na INS Vikramaditya odbyła rodzima jednostka LCA Tejas, który jest lekkim myśliwcem wielozadaniowym. Potencjalnie to właśnie ta maszyna miałaby zastąpić MiG-29K, choć pojawiają się głosy, że być może będzie trzeba importować jeszcze inny samolot.

W roli okrętów eksportowych dla okrętu flagowego występują niszczyciele różnego typu. Stare post-sowieckie niszczyciele budowane w latach 80-tych poprzedniego wieku są zastępowane przez indyjskie odpowiedniki. W latach 1997-2001 Hindusi zbudowali trzy niszczyciele typy Delhi (Projekt 15), a w latach 2014-2015 wprowadzili na stan floty trzy niszczyciele stealth typu Kolkata (Projekt 15A). Choć część ich uzbrojenia (radar, systemy rakietowe) pochodzą z importu, to jednak okręty te są w przeważającej części skonstruowane i wybudowane w Indiach. Choć we współpracy z Rosjanami, którzy mają również pomóc przy nowym Projekcie 15B.

Ponadto Hindusi dysponują czternastoma fregatami, z których 8 jest własnej produkcji (Projekt 16, Projekt 16A oraz Projekt 17), a 6 to rosyjskie Talwary zbudowane specjalnie na zamówienie Indii. To właśnie na ich bazie, Hindusi zbudowali własne, wykonane w technologi stealth okręty typu Shivalik (Projekt 17).

Uzupełnieniem powyższych jednostek bojowych są dwa tuziny fregat różnego typu, z których najstarsze mają rodowód sowiecki, a młodsze (Typy 25 i 25A) są zbudowane przez Indie na bazie rosyjskich doświadczeń.

Oprócz trałowców, okrętów patrolowych i zaopatrzeniowych Hindusi dysponują 19 okrętami desantowymi. Są to przeważnie jednostki mniejsze, jednak Austin (zakupiony od USA) dysponuje już wypornością ponad 16 tys. ton.

Flota podwodna Indii  opiera się głównie o rosyjskie jednostki. Hindusi wypożyczyli od Rosjan na 10 lat (do 2022 roku) jedną jednostkę o napędzie atomowym typu Akula II (projekt 971). Użytkują również osiem zmodernizowanych okrętów typu Kilo (projekt 877, którym dysponuje również nasza Marynarka Wojenna), a także czterema Shimushumar (niemiecki typ 209/1500). Są to wszystko jednostki dość wysłużone, których konstrukcje pochodzą jeszcze z lat 80-tych. Dlatego Hindusi zamówili sześć sztuk francusko-hiszpańskich Scorpène, z których póki co dwie zostały dostarczone. Wdrożenie zamówienia znacznie się opóźnia, mając na uwadze fakt, że zakupu dokonano jeszcze w 2005 roku. Ponadto Indie zbudowały własne okręty podwodne z napędem nuklearnym typu Arihant, które mają być zdolne do przenoszenia pocisków balistycznych. Dwie z planowanych czterech jednostek znajdują się już w fazie testów.

 


Uwaga! Czytasz ten artykuł dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać ? Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by zapoznało się z nim więcej osób – UDOSTĘPNIJ (likowanie jest miłe, ale realnie nic nie daje) lub POLEĆ GO znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem ? Dziękuję. KW.

USTRÓJ I POLITYKA

Republika Indii, jest republiką federalną na czele której stoi prezydent wybierany na 5 lat przez kolegium elektorów (system elektorski). Przy tworzeniu ustroju, wzorowano się na rozwiązaniach amerykańskich, jednak nałożono nacisk na większą spójność administracyjną w państwie (zwłaszcza ze względu na separatyzm regionów). Co zaowocowało tym, że prezydent pełni bardziej rolę monarchy, niż kierownika państwa. Łączy władzę ustawodawczą z wykonawczą, a także ma wpływ na nominację zarządców poszczególnych stanów.

Prezydent stoi wprawdzie na czele państwa, niemniej, sprawami państwa kieruje gabinet rządu z premierem na czele. Premier jest nominowany właśnie przez prezydenta. Oczywiście wybór powinien dotyczyć polityka pochodzącego z partii posiadającej większość w parlamencie. Brak takiego umocowania może bowiem oznaczać dymisję gabinetu. Prezydent musi podpisać uchwalone w parlamencie akty prawne, ale posiada również prawo veta.

Władzę ustawodawczą sprawuje dwuizbowy parlament. Izba Ludowa (Lok Sabha) jest odpowiednikiem naszego sejmu. Liczy sobie 552 posłów wybieranych na 5 lat w wyborach powszechnych. Natomiast Izba Stanów (Rajya Sabha) liczy 250 członków wybieranych na 6 lat przez parlamenty stanowe (za wyjątkiem 12 członków wybieranych przez prezydenta). Co dwa lata odnawiana jest 1/3 składu tej izby.

Indie dzielą się na 28 stanów i 8 terytoriów, które posiadają własne organy ustawodawcze i wykonawcze. Na czele stanu stoi gubernator mianowany przez prezydenta (5 letnia kadencja). W jego kompetencjach leży mianowanie rządu i premiera stanowego. Tak więc pomimo faktu, że Indie są państwem związkowym, to posiadają silną władzę centralną, która spaja administrację państwa. Niemniej istnieją silne ruchy separatystyczne wew. kraju które dążą do utworzenia kolejnych stanów.

Scena polityczna

W Indiach brylują dwa główne ugrupowania, do których próbuje również doszlusować lewica. Centro-prawicowy: Narodowy Sojusz Demokratycznych powstał z inicjatywy Indyjskiej Partii Ludowej, z ramienia której premierem Indii w 2014 roku został Narendra Modi. NSD składa się z trzynastu ugrupowań skupionych wokół ludowców. W ostatnich wyborach NSD  zdobyło 353 mandaty z czego sama partia Modiego uzbierała aż 303 mandaty, choć do stworzenia rządu wystarczyłoby 272 posłów. Co pokazuje silną pozycję obecnego szefa rządu oraz jego ugrupowania.

Centrowy Indyjski Kongres Narodowy to największa i bodaj najstarsza partia w Indiach. Nazywana też partią dynastii Nehru-Gandhi od nazwisk klanu przywódców. Pierwszym nieformalnym liderem IKN był Mahatma Gandhi, po którego śmierci oficjalnym przywódcą partii został  Jawaharlal Nehru. Po jego śmierci, rządy wkrótce objęła córka Nehru – Indira Gandhi (niespokrewniona z Mahatmą), a następnie wnuk Rajiv Gandhi. Ostatnim premierem Indii z ramienia Indyjskiego Kongresu Narodowego był rządzący w latach 2004-2014 Manmohan Singh, który był równocześnie pierwszym indyjskim premierem wyznającym sikhizm. „Stara partia” od lat przeżywa jednak spory kryzys i w ostatnich wyborach zdobyła jedynie 52 mandaty (a wraz z sojuszniczymi partiami 92).

Na marginesie indyjskiej polityki znajdują się natomiast ugrupowania lewicowe występujące pod wspólnym szyldem Frontu Lewicy, który kierowany jest przez Komunistyczną Partię Indii.

GEOPOLITYKA

Omawiając sytuację Indii na arenie międzynarodowej należy przede wszystkim pamiętać o kolonialnej przeszłości tego kraju. Po uzyskaniu niepodległości od Imperium Brytyjskiego, elity z Nowego Delhi chciały uniknąć powtórnej podległości wobec nowego morskiego hegemona. Szybko bowiem dostrzegli, że lukę po Brytyjczykach zamierzali wypełnić Amerykanie. W zainteresowaniu których również było uzyskanie wpływów w Indiach. Dlatego właśnie Hindusi postawili na współpracę z ZSRR, a później z Federacją Rosyjską. Trzymając dystans w stosunku do Waszyngtonu. Co jest tym bardziej zrozumiałe, że Moskwa nigdy nie sięgała swoimi wpływami tak daleko na południe Azji, by stanowić zagrożenie dla Hindusów.

Współcześnie, nadrzędnym celem władz z Nowego Delhi jest utrzymanie spójności państwa, co pozwala dominować na całym Subkontynencie Indyjskim. Drugim wyzwaniem jest objęcie kontroli nad bramą z Doliny Indusu, która zawsze była historycznym kierunkiem inwazji z zewnątrz. Kwestia ta dodatkowo antagonizuje (oprócz sfery religijnej i politycznej) Indie i Pakistan. Dopiero zabezpieczenie kraju od strony lądowej pozwoliłoby skupić się na budowaniu potęgi morskiej. Co jest konieczne – w przypadku położenia na półwyspie – by zabezpieczyć się przed ewentualnym zagrożeniem od strony morza, a raczej oceanu.

Sąsiedztwo gigantów (Indie-Chiny)

Republika Indii oraz Chińska Republika Ludowa posiadają granicę o długości blisko trzech i pół tysiąca kilometrów. Mimo to oba państwa są od siebie de facto odseparowane geograficznie. Nie istnieje bowiem ani jedno miejsce styczne, które byłoby dogodne do prowadzenia działań wojennych na większą skalę. Z użyciem ciężkiego sprzętu. I choć w ostatnim czasie Chińczycy zajęli skrawek terytorium w Kaszmirze, to jednak w ujęciu strategicznym, zarówno oni jak i Hindusi muszą czuć się zadowoleni z przebiegu granicy. Ani w Nowym Delhi, ani w Pekinie nie myśli się o większych zdobyczach terytorialnych kosztem himalajskiego sąsiada. Nie tylko z uwagi na trudności logistyczne przy prowadzeniu ewentualnej ofensywy, ale również ze względu na fakt, że po zajęciu zboczy po drugiej stronie gór, niemal niemożliwym byłoby ich utrzymanie w dłuższej perspektywie.

Niemniej, Hindusi zawsze wspierali ruchy niepodległościowe w Tybecie. Bowiem uzyskanie przez Tybetańczyków niepodległości niemal całkowicie odseparowałoby Indie od Chin, co pozwoliłoby się skupić Hindusom na rejonie Kaszmiru i Dżammu. Lub uzyskać wpływy w Tybecie i zbudować tam własne bazy wojskowe. Ta perspektywa związana z wspieraniem ruchu separatystycznego w Tybecie przez Hindusów jest oczywiście postrzegana przez Pekin jako zagrażająca jego interesom. Kwestia ta jednak nie stoi na przeszkodzie ewentualnemu porozumieniu chińsko-indyjskiemu. Władze z Nowego Delhi, bez wpływu na własne bezpieczeństwo, mogłyby zrezygnować z oddziaływania na Tybet. W zamian za dobre relacje z Chinami oraz jasny podział stref wpływów obu gigantów.

To, co naprawdę dzieli Indie oraz Chiny to kwestia pakistańska. Pakistan to strategiczny oraz historyczny rywal i wróg Indii. Kontrolujący newralgiczne dla bezpieczeństwa całego Subkontynentu Indyjskiego terytorium. Jednocześnie Islamabad to jedyna stolica, w której władze z Pekinu mogą poszukiwać strategicznego sojusznika. Sojusznika, który gwarantowałby Chińczykom dostęp do portów nad Morzem Arabskim, skąd można by odbierać gaz i ropę naftowa płynące z Zatoki Perskiej. Islamska Republika Pakistanu jest również kluczowa, jeśli chodzi o zdobycie wpływów w Azji Centralnej. Zwłaszcza w kontekście kaspijskich surowców. Pakistan i Iran, jako sojusznicy Chin, mogłyby wesprzeć Państwo Środka w wypchnięciu Rosjan z dawnych republik sowieckich, a szczególnie z bogatego w złoża gazu ziemnego Turkmenistanu.

Jednakże chińsko-pakistańskie partnerstwo postrzegane jest jako ogromne niebezpieczeństwo przez Hindusów. Duet ten odcina geograficznie Indie od reszty Azji. Stanowi zagrożenie niemal na całej długości lądowej granicy Indii. Ponadto władze z Pekinu i Islamabadu zdają się współpracować w zakresie rywalizacji o sporne terytoria Kaszmiru. Dlatego w strategicznym interesie Hindusów jest zagarnięcie jak największej części tego górskiego skrawka lądu po to, by oddzielić od siebie Pakistan i Chiny.

Tymczasem niedawno rozpoczęto budowę nowej infrastruktury, która ma połączyć – poprzez północny Kaszmir – chiński Kaszgar z pakistańskim Gwadarem. Nowa, wysokiej klasy droga ma zastąpić zbudowaną 1980 roku Szosę Karakorumską (dotychczas najwyżej położona droga na świecie o utwardzonej nawierzchni). W ramach programu China-Pakistan Economic Corridor ma również powstać na tej samej trasie linia kolejowa, jak również gazociąg. Co znacznie ułatwi chińczykom dostęp do Subkontynentu Indyjskiego.

Inwestycja ta łamie pewnego rodzaju status quo w zakresie bezpieczeństwa. Bowiem Chińczycy zyskają możliwość sprzymierzenia się z Pakistanem oraz wysłania wojsk inwazyjnych do Doliny Indusu, skąd można by zaatakować serce Indii oraz strategiczny rejon równin w dorzeczach Gangesu. Innymi słowy, Chiny budują sobie wejście do indyjskiego świata, które po drugiej stronie bronione jest przez posiadającego broń atomową pakistańskiego strażnika. Tak więc Hindusi zaczęli dostrzegać widmo drugiej inwazji podobnej do tej mongolskiej. W sytuacji, gdy sami nie mają możliwości zagrozić Chińskiej Republice Ludowej. Co stwarza nierównowagę i może być w przyszłości wykorzystane przez Pekin.

 

Partnerstwo olbrzymów (Indie-Rosja)

Republika Indii od zarania swojej państwowości współpracuje z Moskwą. Co widać zwłaszcza po kontraktach zbrojeniowych. Jest to naturalne partnerstwo nie tylko w kontekście indyjskiego szukania alternatywy dla amerykańskiego hegemona, ale i również w zakresie balansowania siły Chin. Sięgająca swoimi wpływami aż do Afganistanu Rosja, wraz Indiami stanowią razem oś północ-południe. Oś ta ma szansę odseparować Chiny nie tylko od Europy, ale i od kaspijskich oraz arabskich surowców energetycznych. Co dawałoby bardzo trudny do zneutralizowania lewar. Problem stanowi afgańsko-pakistański klin, który wcześniej był kontrolowany przez Stany Zjednoczone. Co w kontekście ograniczania chińskiej ekspansji wpisywało się w rosyjsko-indyjską strategię. Niemniej, ewentualne wyjście Amerykanów z Afganistanu, a przede wszystkim zwrot polityczny jakiego dokonano w Islamabadzie, otwierają afgańsko-pakistańską bramę dla Chińczyków. Dzięki temu, nawet w przypadku porażki w rywalizacji z Rosją o post-sowiecką Azję Centralną, Chińska Republika Ludowa może zyskać – poprzez Afganistan i Pakistan – dostęp lądowy do Iranu. Zagrozić Indiom. Przejąć ostatecznie Turkmenistan. Zbudować drogę dalej przez Turcję do Europy. Dlatego relacje na linii Moskwa – Nowe Delhi w dalszym ciągu są dobre, a wspólny interes wynikający ze współpracy jest dostrzegany w obu tych stolicach.

Zwrot ku morskiemu hegemonowi

Jeszcze do niedawna, w Indiach spoglądano na Stany Zjednoczone jedynie z nieufnością. Wprawdzie Hindusi, mocno powiązani gospodarczo (poprzez handel) ze Stanami Zjednoczonymi często ulegali naciskom z Waszyngtonu, jednak robili to tak, jak głosował minister Gowin. Ulegali, ale się nie cieszyli.

Waszyngton nawiązał bowiem strategiczne partnerstwo z Pakistanem, co zaowocowało dużymi kontraktami zbrojeniowymi. Współpraca zacieśniła się zwłaszcza po 2001 roku, gdy USA dokonało inwazji na Afganistan. Co byłoby niemożliwie do wykonania, bez pakistańskiej pomocy i zgody na tranzyt przez terytorium Pakistanu. Znamiennym jest, że w lotniczych prowokacjach pakistańsko-indyjskich biorą udział pakistańskie F-16 oraz indyjskie Su-30. Niemniej władze z Islamabadu w ostatnich latach dokonywały subtelnego, ale konsekwentnego zwrotu politycznego, który zaowocował współpracą z Chinami. Zostało to dostrzeżone przez Waszyngton i na początku 2018 roku Donald Trump jednoznacznie dał do zrozumienia, że Islamabad znajduje się w Białym Domu na cenzurowanym. Wejście Chińczyków do Pakistanu i jednocześnie pogorszenie się stosunków pakistańsko-amerykańskich stało się podstawą do budowy relacji między USA, a Indiami. Pojawiła się bowiem wspólnota interesów w postaci chęci ograniczania chińskich wpływów w Pakistanie oraz wywieranie presji na Islamabadzie. Jednocześnie Hindusi potrzebują Amerykanów w kontekście wypierania Chińczyków z Oceanu Indyjskiego. Bowiem Państwo Środka – w ramach strategii Sznura Pereł – próbuje zakotwiczyć  tam swoje interesy dzięki Pakistanowi, Sri Lance oraz Bangladeszowi. Z drugiej strony, indyjski sojusznik pozwoliłby Stanom Zjednoczonym zmniejszyć koszty utrzymywania swojej obecności na wodach Oceanu Indyjskiego.

Ocieplenie stosunków na linii Nowe Delhi – Waszyngton zaowocowało już kontraktem na zakup amerykańskich śmigłowców bojowych AH-64 Apache. Hindusi rozważają również nabycie od USA myśliwców. Jest to prawdopodobnie początek dłuższej współpracy, której podłożem jest niepokojący dla obu mocarstw wzrost potęgi Chin oraz ich ekspansjonizm (vide polityka faktów dokonanych – zbudowanie wysp i baz wojskowych na Morzu Południowochińskim, zbrojne zajęcie skrawka Kaszmiru kosztem Indii).

 

Pakistański wróg kluczem w międzynarodowym układzie sił

Co podkreślałem już wielokrotnie (m.in. w analizie: „Azja Środkowa – chiński magazyn surowców”), najważniejszym – w mojej ocenie – regionem świata, który będzie decydował o globalnej sytuacji geopolitycznej jest Azja Środkowa (rozumiana szerzej, nie tylko jako państwa post-sowieckie, ale i Afganistan, a nawet Pakistan należący do Subkontynentu Indyjskiego). Na tym obszarze najważniejszą rolę odgrywa i będzie odgrywać Islamska Republika Pakistanu. Islamabad jest kluczem nie tylko do układu w trójkącie Rosja-Indie-Chiny, ale również stanowi niezwykle istotny trybik w rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Pakistan to jedyny potencjalny, strategiczny sojusznik Chin ( o czym pisałem w tekście: „Pakistan – wrota geopolitycznego piekła?”) . Z którym władzom z Pekinu będzie się opłacało zawrzeć partnerski układ. Bowiem Pakistan nie potrzebuje militarnej opieki. Potrafi sam zadbać o swoje bezpieczeństwo (posiadanie broni jądrowej), a jednocześnie jest dość silny by nie dać się podporządkować nikomu z zewnątrz. Islamabad oraz Pekin posiadają wspólne, długofalowe interesy. W postaci ograniczania siły Indii oraz wypierania rosyjskich wpływów z Azji Centralnej (w tym przypadku bardziej zależy Chińczykom). Pro-chiński zwrot dokonany przez władze z Islamabadu natychmiast skłonił Indie do otworzenia relacji z USA, czego Nowe Delhi konsekwentnie unikało. Również z uwagi na postawę Pakistańczyków, Amerykanie dostrzegają problem z własną obecnością w Afganistanie. Co jest dodatkowym argumentem, by opuścić ten rejon świata. Islamska Republika Pakistanu staje się chińskim oknem na zachód, dzięki któremu Chińczycy mają szansę na utrzymanie dostaw gazu i ropy z Zatoki Perskiej. Bez potrzeby opływania tankowcami indyjskiego wybrzeża oraz przepływania przez łatwą do zablokowania Cieśninę Malakka. W interesie Chińskiej Republiki Ludowej jest pozyskanie Pakistanu jako sojusznika oraz wsparcie go w poszerzaniu własnej strefy wpływów. Jakikolwiek rząd nie będzie rządził w Islamabadzie, władze z Pekinu będą konsekwentnie budowały partnerstwo oferując kapitał, technologie oraz uzbrojenie. Czyli to, czego Pakistanowi brakuje.

To z kolei będzie stanowić olbrzymie zagrożenie i wyzwanie dla Indii. Napięcie między duetem pakistańsko-chińskim , a Indiami objawia się już od kilkunastu miesięcy.

 

PODSUMOWANIE

Hindusi z uwagi na swoje geograficzne odizolowanie od azjatyckiego kontynentu, są mocno zależni od pozostałych graczy na arenie międzynarodowej. Ich głęboka i wieloletnia współpraca z Federacją Rosyjską w zakresie wojskowości ma równoważyć amerykańskie, gospodarcze wpływy w Indiach. Bowiem to na handlu ze Stanami Zjednoczonymi hinduska gospodarka zarabia najlepiej. Jednocześnie to US Navy panuje na Oceanie Indyjskim, przez co władze z Nowego Delhi nie mogą zupełnie ignorować Waszyngtonu. Odseparowane na lądzie pakistańską barierą Indie, całkowicie polegają na morskich szlakach handlowych, a te kontrolowane są przez amerykańską flotę. To od Amerykanów oraz Europejczyków zależy w dużej mierze hinduskie prosperity. Jednocześnie technologie militarne wywodzą się głównie z post-sowieckiej myśli technicznej. Indie duży nacisk kładą na to, by zagraniczne uzbrojenie było produkowane w ich kraju. Starają się jednocześnie, w oparciu o pozyskane licencje, rozwijać własne technologie. Niemniej wciąż pozostają na tym polu daleko w tyle za USA, Europą, Rosją, a także Chinami.

Indie posiadają sporą populację, ale mają duży problem z ubóstwem. Jest to jednak kraj, w którym opłacalne byłoby stawianie fabryk montażowych przenoszonych z Chin. Co może stać się konieczne na skutek amerykańskich sankcji. Tak więc rywalizacja chińsko-amerykańska może podziałać na gospodarkę Indii stymulująco. O ile bezpieczny i otwarty dla żeglugi morskiej pozostanie szlak przez Kanał Sueski.

Wydaje się, że władze Republiki Indii próbowały w pewnym momencie zaoferować Chińczykom pokojową współpracę (co było widoczne zwłaszcza po charakterze oraz narracji prezentowanej na organizowanych głównie przez stronę indyjską panelach geopolityczno-naukowych). Naturalny dystans do Waszyngtonu był czynnikiem zbliżającym decydentów z Nowego Delhi do władz z Pekinu. Hindusi wcale nie palili się do rywalizacji z Chińską Republiką Ludową w imię interesów amerykańskiego hegemona. Byli gotowi zaprzestać podejmowania działań przeciwko Chinom, w zamian za utrzymanie status quo na Subkontynencie Indyjskim.

Kierownictwo w Pekinie nie przyjęło jednak tej oferty. Postawiono Indie na pozycji przyszłego rywala, który posiada potencjał do zagrożenia interesom chińskim w Azji i Afryce. Konstatacja ta mogła wyniknąć z faktu, iż Indie jako jedyne na świecie posiadają potencjał demograficzny odpowiadający temu chińskiemu. Dysponują również dogodnym i dość bezpiecznym położeniem geograficznym, które przy nabraniu odpowiedniej siły, umożliwia podjęcie gry o podział światowego tortu. Hindusi, przy dostatecznie potężnej flocie, mogliby pokusić się o zdobycie kontroli nad całym basenem Oceanu Indyjskiego. W konsekwencji ich wpływy mogłyby sięgać na wschodzie aż po Półwysep Indochiński z Cieśniną Malakka włącznie. Na zachodzie zaś, Indie mogłyby przejąć kontrolę nad Morzem Arabskim, a więc i ujściami z Zatoki Perskiej jak również z Morza Czerwonego. Co dawałoby władzom z Nowego Delhi lewar w postaci kontrolowania transportu bliskowschodnich surowców energetycznych, a także połączenia: Morze Śródziemne-Ocean Indyjski (czyli głównego, handlowego szlaku z Azji do Europy). Nadto, Indie miałyby dość łatwy dostęp do Afryki Południowo-Wschodniej, w której już silną obecność zaznaczają Chińczycy.

Chińskim zmartwieniem jest również partnerstwo rosyjsko-indyjskie, które skierowane jest właśnie głównie na równoważenie siły Pekinu. Z tej współpracy Indie nie mogą zrezygnować, ponieważ leży to w ich strategicznym interesie i pozwala na utrzymywanie niezależności polityczno-militarno-technologicznej od USA czy Chin.

Władze z Pekinu muszą wobec tego kalkulować, że w przypadku obalenia amerykańskiej hegemonii, Indie mogą stać się mocarstwem zdolnym do rywalizacji z Chinami. Posiadającym naturalne przewagi. Takie jak geograficzna bliskość do:

  1. basenu Morza Śródziemnego
  2. Europy i jej chłonnego rynku,
  3. Zatoki Perskiej i surowców energetycznych (gaz, ropa),
  4. Półwyspu Indochińskiego i Cieśniny Malakka,
  5. Afryki Południowo-Wschodniej.

Dodać do tego należy: olbrzymią populację, tanią siłę roboczą pozwalającą na szybki rozwój (podobnie jak Chiny do niedawna), a także przewagę w postaci powszechnie używanego w społeczeństwie języka angielskiego. Hindusi są przy tym bardziej otwarci, jeśli chodzi o własny rynek, a także lepiej rozumieją zachodnią mentalność. Posiadają przy tym potencjał do zawierania strategicznych sojuszy niemal z każdym światowym mocarstwem. Ich państwo jest bowiem położone w miejscu, w którym nie stanowi ani zagrożenia dla Europy, ani dla Stanów Zjednoczonych, ani również dla Federacji Rosyjskiej. Tak więc, Hindusi mają niemal nieograniczoną zdolność koalicyjną. Z perspektywy Nowego Delhi, możliwym byłoby nawet porozumienie się z Pekinem.

Jedynym indyjskim warunkiem przyjaznej koegzystencji z innymi mocarstwami jest ich akceptacja hinduskiej dominacji na Subkontynencie Indyjskim. W ramach tej akceptacji, zewnętrzne mocarstwo nie powinno wspierać Pakistanu. Bowiem możliwość wejścia na jego terytorium wpływów mocarstw zewnętrznych zagraża bezpieczeństwu Indii (sam Pakistan jest zbyt słaby by stanowić zagrożenie dla znacznie potężniejszego państwa Hindusów).

To jest warunek sine qua non dla porozumienia z Indiami. Władze z Pekinu zdecydowały się jednak na próbę zwiększenia swojej niezależności, kosztem dobrych relacji z Nowym Delhi. Podjęły szeroko zakrojoną współpracę z Islamabadem, przy jednoczesnej, jednoznacznej demonstracji w zakresie wsparcia Pakistanu oraz podjęcia rywalizacji z Indiami. Demonstracją tą było niedawne wkroczenie wojsk chińskich na tereny sporne w Kaszmirze. Pytaniem otwartym pozostaje, czy działanie to miało ostatecznie przekonać Pakistańczyków do opowiedzenia się po stronie Chińskiej Republiki Ludowej?

 

PROGNOZA

Zastrzeżenie – wszelkie predykcje należy traktować z dużą dozą ostrożności. Poniżej opisane tendencje mogą (choć nie muszą) doprowadzić do określonych skutków. Każdy proces może zostać zatrzymany lub odwrócony przez jakieś wcześniej nie dające się przewidzieć wydarzenie. Jednocześnie należy mieć świadomość tego, że nie posiadamy całego obrazu sytuacji, nie znamy szczegółów i konkretnych warunków czy decyzji decydentów. W związku z czym, wszelkiego rodzaju prognozy opierane są również o spekulacje czy domysły i należy je traktować jako intelektualną zabawę. Co nie zmienia faktu, iż warto podejmować wysiłek w celu podjęcia próby odgadnięcia możliwych kierunków rozwoju wypadków.

W nadchodzących latach Indie czeka najtrudniejsze geopolityczne wyzwanie od czasu uzyskania niepodległości. Po raz pierwszy zewnętrzne mocarstwo otrzymało lądowy dostęp do Subkontynentu Indyjskiego. Może mieć to ogromne znaczenie, bowiem dotychczas Pakistan był znacznie słabszy od Indii. Choć gwarancją jego bezpieczeństwa stanowiła broń jądrowa. Wraz z jej pozyskaniem przez Islamabad, Indie straciły możliwość siłowego podporządkowania sobie Pakistanu (z uwagi na odstraszanie atomowe), jednak same wciąż czuły się relatywnie bezpieczne. Dysproporcja w wielkości populacji, terytorium oraz gospodarki działała na korzyść Hindusów.

Wraz z pojawieniem się Chińczyków i ich inwestycji nad Indusem, Islamska Republika Pakistanu ma szansę nabrać odpowiedniej siły ekonomicznej, a co za tym idzie i militarnej. Jednocześnie polityczna współpraca Islamabadu i Pekinu dodatkowo utrudni Hindusom osiągnięcie celu w postaci neutralizacji pakistańskiego zagrożenia. Ponadto Indie mogą stracić grunt pod nogami w Kaszmirze. Gdzie chińsko-pakistańskie porozumienie wypycha Hindusów i wyszarpuje siłą kolejne kilometry spornego terytorium.

Sojusz pakistańsko-chiński może w przyszłości całkowicie przekreślić marzenia Hindusów o zabezpieczeniu afgańsko-pakistańskiej bramy na Subkontynent Indyjski. Jeśli Pekin obdarzy Islamabad gwarancją bezpieczeństwa (a tak się stanie, jeśli powstanie gazociąg z Iranu, przez Pakistan do Chin, co jest w planach), wówczas Pakistan będzie dla Hindusów nie do ruszenia. To z kolei przypieczętuje izolacje Indii od reszty Eurazjatyckiego superkontynentu.

Ten scenariusz będzie szczególnie niebezpieczny w sytuacji, w której morski hegemon zdecyduje się wycofać z Oceanu Indyjskiego. Wówczas to Hindusi będą musieli zabezpieczyć morskie szlaki handlowe do Europy poprzez Morze Arabskie, Zatokę Adeńską, Cieśninę Bab al-Mandab, Morze Czerwone oraz Kanał Sueski. Ponadto indyjska flota będzie musiała zagwarantować bezpieczeństwo tranzytu ropy naftowej z Zatoki Perskiej. Gdyby do pakistańsko-chińskiego układu dołączył jeszcze Iran, mogłoby to być zadanie niezwykle trudne. Być może nawet nieosiągalne. Zwłaszcza, że na wschodniej flance Indian Navy musiałaby równocześnie czuwać nad portami Bangladeszu oraz zabezpieczać Cieśninę Malakka. Realizacja wszystkich tych zadań jednocześnie wykracza daleko poza obecne możliwości floty Hindusów. Indie potrzebują sporych inwestycji w tym zakresie.

Również ewentualne wycofanie się USA z Afganistanu będzie stanowiło dodatkowy problem. Umożliwi to ekspansję Pakistanu na północny zachód w celu zyskania głębi strategicznej. Jeśli Pakistan i Chiny wspólnie opanują Afganistan, a następnie wyprą Federację Rosyjską z post-sowieckiej Azji Centralnej, Indie mogą stanąć w obliczu islamskiej potęgi połączonej sojuszem z chińskim olbrzymem. Widmo inwazji na równinę Gangesu stanie się zupełnie realne.

Tego rodzaju kalkulacje będą skłaniały władze z Nowego Delhi do zwiększania w kolejnych miesiącach presji na Pakistan. I do współpracy w tym zakresie z Waszyngtonem. Amerykanom zależy bowiem na zamknięciu kontynentalnym Chin i odcięciu ich od surowców energetycznych z regionu Morza Kaspijskiego oraz Zatoki Perskiej. Indyjscy decydenci będą gotowi na to, by nawet przywrócić amerykańskie wpływy w Islamabadzie, byleby tylko pozbyć się stamtąd obecności Chińczyków. Niemniej, celem podstawowym Hindusów będzie gra na rozbicie wewnętrzne Pakistanu (na co kraj ten jest podatny) oraz wspieranie regionalnych ruchów separatystycznych (jak np. ten w Beludżystanie). Co będzie się jednak wiązało z ogromnym ryzykiem, bowiem Pakistan dysponuje bronią jądrową. Wewnętrzna destabilizacja państwa może doprowadzić do katastrofalnych w skutkach działań. Jednocześnie wewnętrzny chaos sprowadza ryzyko rewolucji na czele której mógłby stanąć szaleniec lub ekstremista, gotowy użyć atomowego potencjału. Tym samym, z jednej strony, Islamabad jest największym zmartwieniem dla władz z Nowego Delhi, z drugiej, Hindusi muszą obchodzić się z Pakistańczykami niezwykle ostrożnie.

Niemniej, indyjskie władze nie mogą pozostać obojętne na zbliżenie pakistańsko-chińskie. Bowiem Indie wydają się być technologicznie zacofane w stosunku do Chin, a Chińczycy mogą znacząco wesprzeć w tym zakresie Pakistan. To z kolei byłoby śmiertelnie niebezpieczne dla Hindusów w dłuższej perspektywie.

Wzmocnienie gospodarki i siły militarnej Indii leży natomiast w interesie USA. Z wcześniej wskazanych względów. Ponadto Stany Zjednoczone muszą zadbać o swoich sojuszników na Zachodnim Pacyfiku. W trudnej sytuacji znajduje się Australia (o czym szerzej w analizie pt.: „Australię czeka wybór między Chinami, a USA?), która żyje z eksportu do Chin. Gdyby jednak zapotrzebowanie Indii na australijskie surowce (m.in. węgiel, stal i LNG) znacząco wzrosło, wówczas Hindusi mogliby zastąpić w australijskim łańcuchu dostaw rolę Chińczyków. Co uspokoiłoby władze z Canberry i umocniło ich wsparcie dla Stanów Zjednoczonych. Dlatego również z tej przyczyny należy się spodziewać pogłębiania współpracy na linii Nowe Delhi-Waszyngton.

 

Czas podjąć działania od zaraz

Niewątpliwie chińskie inwestycje w Pakistanie i współpraca z Islamabadem są dla Hindusów impulsem, by bardziej otworzyć się na relacje z zachodem. Tak z USA, jak i Europą. Odłożyć sentymenty związane z kolonialną przeszłością oraz wyzbyć się filozofii neutralności oraz ugodowości (dziedzictwo Mahatmy, ale i hinduizmu). Chińczycy wkraczają na Subkontynent Indyjski w poszukiwaniu niezależności energetycznej (w oparciu o partnerstwo ze słabszymi i potencjalnie wrażliwymi na uzależnienie od Pekinu: Pakistanem i Iranem). To w sposób znaczący wpływa na bezpieczeństwo Indii i ich strategiczne interesy. I przekreśla możliwość podjęcia przyjaznej koegzystencji chińsko-indyjskiej. Co zresztą w sposób klarowny zakomunikowali sami Chińczycy. Hindusi powinni w swoim interesie w sposób stanowczy podjąć wyzwanie, bowiem postawa bierno-wyczekująca będzie działać na ich niekorzyść. Mają przy tym duży komfort polityczny, bowiem mogą współpracować zarówno z USA, Unią Europejską, ale i z Federacją Rosyjską.

To co leży w możliwościach decydentów z Nowego Delhi, to podjęcie działań w celu ściągnięcia europejskiego kapitału oraz zakładów produkcyjnych z Chin. Możliwe jest też uzyskanie korzystnych kontraktów z rządem USA, również w zakresie zbrojeń. Natomiast pozyskanie amerykańskiego sektora prywatnego, z uwagi na geografię (znaczna odległość Indii od USA), jest raczej mało prawdopodobne. Niemniej, Indie muszą zrobić wszystko by zlikwidować w kraju ubóstwo oraz rozwinąć rodzimy sektor prywatny. Odblokować – podobnie jak Chińczycy – olbrzymi potencjał ludzki.

Hindusi powinni prowadzić ekspansję dyplomatyczną na Półwyspie Indochińskim w rejonie Cieśniny Malakka. Współpraca i sojusze z Tajwanem, Malezją czy Indonezją byłyby kluczowe dla zabezpieczenia wschodniej flanki Oceanu Indyjskiego oraz powstrzymania rozrostu chińskiej strefy wpływów. Indie muszą również pilnować swojej strefy buforowej w Birmie, a także wzmacniać gospodarcze lewary na Bangladesz. Tak, by władzom z Dhaki nie opłacało się robić za chińskiego dywersanta.

W kwestii rywalizacji rosyjsko-chińskiej o Azję Centralną, póki co, Indie mogą się jedynie przyglądać, kibicując Moskwie. Niemniej, Hindusi powinni zainteresować się Bliskim Wschodem i zacząć prowadzić w tym regionie świata aktywną politykę zagraniczną. W celu zabezpieczenia morskiego szlaku do Europy niezbędnym wydaje się podjęcie współpracy z: Egiptem (kanał Sueski) oraz Arabią Saudyjską (która dodatkowo jest ważnym dostawcą ropy). Gdyby Iran wszedł do koalicji chińskiej, Indie nie chciałyby władzy Hutich w Jemenie. Tak więc wynik wojny domowej w tym kraju nie powinien być dla Nowego Delhi obojętny. Podobnie jak wynik konfliktu w Somalii. Na Bliskim Wschodzie Indie powinny wejść w buty Amerykanów oraz współpracować z OPEC. Wesprzeć izolację Iranu, bowiem Teheran jest potencjalnym sojusznikiem Pekinu. Gdyby Chińskiej Republice Ludowej udało się połączyć infrastrukturalnie z Iranem oraz zbudować koalicję: Chiny-Pakistan-Iran , wówczas pozycja Indii byłaby katastrofalna. Oprócz lądowego okrążenia doszłaby możliwość odcięcia Nowego Delhi od gazu i ropy z Zatoki Perskiej (bowiem Iran sugeruje, że ma potencjał do postawienia blokady na Cieśninie Ormuz). Dlatego Hindusi muszą zaangażować się w inicjatywę patrolowania oraz zabezpieczania szlaku morskiego z tejże zatoki. A przede wszystkim uświadomić Amerykanów, że indyjski udział w pro-amerykańskiej koalicji zależy od obecności US Navy na Morzu Arabskim, który będzie gwarantował Indiom dostęp do bliskowschodnich surowców energetycznych.

Z drugiej strony, partnerstwo z Rosją oraz dotychczasowa neutralna pozycja Republiki Indii daje w relacjach z Iranem potencjał nęcenia marchewką. Oraz odciągania Teheranu od Pekinu. Co jest również w interesie Moskwy. Rosja chciałaby wraz z Iranem zbudować oś północ-południe, która kontrolowałaby cały lądowy ruch wschód-zachód na azjatyckim kontynencie. Dla Indii, projekt ten jest neutralny. Wobec czego, władze z Nowego Delhi mogłyby go wspierać w celu osłabiania chińskiej pozycji w Iranie. Tak więc Indie posiadają olbrzymie możliwości elastycznej gry dyplomatycznej, co powinny wykorzystywać. Są też tak istotne dla głównych graczy (USA, Rosja), a jednocześnie na tyle od nich niezależne, że mogłyby prowadzić (jako jedno z nielicznych państw na świecie) dwuwektorową politykę zagraniczną (pro-amerykańską i pro-rosyjską, ale anty-chińską).  Warunkiem jest przekonywanie Amerykanów do zalet wspierania Rosji w celu ograniczania większego zagrożenia jakim są Chiny. Pamiętać bowiem należy, że w przeciwieństwie do Moskwy, Waszyngton posiada istotne lewary (handlowo-gospodarczo-militarne) względem Indii.

U podłoża konfliktu pakistańsko-indyjskiego leżą kwestie strategiczne dla obu państw. Tym samym niemożliwą wydaje się przyjazna współpraca między tymi państwami. Innymi słowy, żadna oferta ze strony Indii nie przekona Pakistanu do porzucenia partnerstwa z Chinami. Natomiast agresywna postawa Hindusów będzie z kolei wzmacniać i przyśpieszać integrację chińsko-pakistańską. Bierność również jest dla strony indyjskiej niezwykle niebezpieczna. Bowiem z każdym kolejnym rokiem Pakistan zyskuje na współpracy z Chinami, a dodatkowo bliższe ukończenia są inwestycje łączące oba te kraje. Paradoksalnie, jedynym sensownym rozwiązaniem byłoby ponowne zawiązanie strategicznego partnerstwa USA-Pakistan, co dałoby też Amerykanom możliwość okrążenia Iranu. Jednak trudno jest sobie teraz wyobrazić cenę, jaką musieliby zapłacić w Waszyngtonie by przebić chińską ofertę dla Islamabadu (sojusz polityczny przeciw Indiom, budowa infrastruktury, udział w zyskach z handlu, współpraca wojskowa, wolna ręka w Afganistanie i przyszłe partnerstwo w Azji Centralnej).

To wszystko skłania do wniosku, że zarówno Amerykanie, jak i Hindusi zdecydują się na najbardziej ryzykowną zagrywkę. I będą starać się rozbić Pakistan wewnętrznie, co przy trwającej tam wojnie domowej z talibami, może prowadzić do niezwykle niebezpiecznych konsekwencji. Być może właśnie w tym celu Donald Trump wycofuje wojska z Afganistanu. By talibowie stali się problemem nie dla administracji w Waszyngtonie, a dla swoich sąsiadów (Chiny, Pakistan, a może nawet Turkmenistan).

Oczywiście reakcją Pakistańczyków na próbę wewnętrznego rozsadzania porządku społecznego będzie propagandowa rządu nastawiona przeciwko wrogowi zewnętrznemu. To z pewnością zwiastuje w przyszłości jeszcze wiele incydentów oraz prowokacji na granicy indyjsko-pakistańskiej.

 

 

 

Krzysztof Wojczal

Geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

Zapraszam do zapisywania się na newsletter (formularz po prawej stronie), a także śledzenia informacji związanych z nadchodzącą książką. Planowany czas publikacji: jesień 2020.

 

UWAGA!

Niniejsze opracowanie (jak każde inne na tym blogu) nie ma charakteru profesjonalnej analizy, która mogłaby służyć jako podstawa decyzji inwestycyjno-biznesowych. Tekst ma na celu ogólnie przybliżyć czytelnikowi omawiany temat i jest na tyle szczegółowy lub precyzyjny, na ile autor uznał za stosowne. Jeśli szukasz głębszych informacji na poruszane tematy, zachęcam do sięgnięcia po prace specjalistów z danej dziedziny lub zajmujących się stosownym regionem/państwem/obszarem. Sam autor, na własne potrzebny, zbiera podstawowe informacje po to, by móc wyrobić sobie poglądy na interesujące go zagadnienia. Niniejszy artykuł jest efektem dociekań autora i chęci przekazania zdobytych informacji dalej w jak najbardziej przystępnej formie. KW.

 

Pozostałe źródła:

https://www.cia.gov/library/publications/resources/the-world-factbook/geos/in.html
https://exignorant.wordpress.com/2019/08/15/kaszmir-i-widmo-wojny-o-wode/
https://swiato-podglad.pl/polityka/chiny-sa-w-posiadaniu-powaznej-broni-kontroluja-zrodla-zaopatrujace-2-miliardy-ludzi-w-wode
http://www.magnum-x.pl/artykul/przyszlosc-indyjskiej-floty
https://www.defence24.pl/koniec-programu-niszczyciel-stealth-w-indiach-sukces-czy-porazka
https://www.defence24.pl/stolica-indii-z-wlasnym-parasolem-antyrakietowym
https://www.defence24.pl/indyjski-pokaz-sily-w-trakcie-parady-wojskowej
https://www.defence24.pl/chinsko-indyjskie-lotnicze-starcie-nad-himalajami
https://pl.tradingeconomics.com/india/indicators
http://www.psz.pl/117-polityka/katarzyna-mill-system-polityczny-indii
https://pl.wikipedia.org/wiki/Indian_Army
https://pl.wikipedia.org/wiki/Spór_o_Kaszmir
https://pl.wikipedia.org/wiki/Podział_administracyjny_Indii
https://pl.qwe.wiki/wiki/Economy_of_India
https://pl.wikipedia.org/wiki/Geografia_Indii
https://en.wikipedia.org/wiki/Economy_of_India

59 komentarzy

  1. Jeszcze taka uwaga co Indii i Australii – zbliżenie obu graczy to sygnał dla Pekinu do opracowania kontrakcji strategicznej – długofalowej. Moim zdaniem, tak jak Indie zostaną ze wschodu związane przez Atomowy Kalifat [z Pakistanu – pod sztandarem Talibów – bo to w naturalny sposób oznacza przyłączenie Afganistanu jako pierwszej zdobyczy terytorialnej Atomowego Kalifatu] – tak Pekin postawi na Indonezję – która od kilku lat ma na pieńku z Australią [nie tylko nowa Gwinea – chodzi o wyspy i wody terytorialne „na obrzeżach granic styku”]. Notabene: Indonezja to najludniejszy kraj islamski – 260 mln ludzi. Uczynienie z Indonezji sojusznika jest oczywiście długofalowe – wymaga bogatej marchewki dla Indonezji – bo obecnie Indonezja jest jednym z państw, którym ekspansja i roszczenia chińskie na Morzu Południowochińskim – są bardzo nie w smak. Osią sporu jest archipelag Natuna – a szerzej – kontrola przepływów strategicznych via Malakka. Polecam szersze opracowani: https://www.chinfluence.eu/wp-content/uploads/2019/01/Raport-CSM-GRA-O-MORZE-POLUDNIOWOCHINSKIE-07.2018.pdf [co prawda z lipca 2018 – ale w sumie nadal aktualne] – państw morskich względem roszczeń chińskich na Morzu Południowochińskim. Indonezja dla Pekinu to izolacja Australii – to kontrola Malakka – to obrócenie Singapuru – to alternatywna droga do Malakka na Ocean Indyjski [i Kanał Sueski]. Na pewno powstanie Atomowego Kalifatu [koniec lat 20-tych, najpóźniej początek lat 30-tych] wywoła reakcję w Indonezji – nakierowaną na radykalizm islamski – na postawę pt „nasz czas nadszedł”. Na pewno też zmiany klimatyczne w latach 30-tych dadzą się mocno we znaki Indonezji – wyspiarskiej i nadbrzeżnej co do zasiedlenia. Naturalnym kierunkiem ekspansji na klimatyczny „save harbour” [i przestrzeń demograficzną] byłaby Australia. Ze strategicznym wsparciem i atomowym parasolem Pekinu. W ten sposób Pekin na wzór uruchomienia Pakistanu i stworzenia z niego Atomowego Kalifatu – zrobiłby sobie drugiego strategicznego sojusznika – dającego ważne przepływy strategiczne na Ocean Indyjski – i neutralizującego Australię. Co tym bardziej by dopełniło izolację Indii [a to by wymusiło „okopanie się” Indii w strategicznej obronie – praktycznie samemu] – o ile ta nie zacznie działać aktywnie strategicznie – długofalowo i zasadniczo – porzucając obecną postawę asekuracyjną i strategię „małych kroków”. Taka uwaga – obrót Indonezji byłby zapewne połączony z obrotem Bangladeszu [160 mln ludzi] na Chiny. Oba państwa islamskie zapewne stworzyły by jakiś rodzaj geopolitycznego sojuszu [wtedy już ca 450 mln ludzi] – z nacechowaniem na wspólnotę świata islamu – i z jakimś odniesieniem przynajmniej aliansu względem Atomowego Kalifatu – po drugiej stronie Indii.

  2. Może by tak Georealista założył własny blog, a nie multiplikował swoje incelowskie wpisy o tym samym (A2/AD powtarzane 1000 razy)? Odstrasza to od tego bloga.

    1. A2/AD to podstawa do budowania wszelkiej strategii militarnej w warunkach rewolucji sieciocentrycznej RMA – a w ślad za tym budowania strategii politycznej. Powiem więcej – bez A2/AD – wszelkie dyskusje na teraz i na przyszłość o geopolityce i geostrategii – nie mają sensu. Pomijam, że w ostatnim wpisie nt przyszłego rozcięcia i neutralizacji aliansu Indie-Australia, „napuszczenia” Indonezji na Australię przez Chiny dla zniszczenia per procura tego proamerykańskiego alianta, oraz dla okrążenia Indii od wschodu za pomocą obrócenia Indonezji na Chiny – ani razu nie użyłem sformułowania A2/AD – aczkolwiek jest oczywiste, że ustanawianie takich rozległych stref przewagi kontroli tarczy i miecza przez danego gracza – będzie podstawowym narzędziem realizacji celów geostrategicznych. Strefy A2/AD to nie tylko domena powietrzna z kontrolą powierzchni – to także sfera podwodna, kosmos, cyberprzestrzeń. Oczywiście ze stosownym instrumentarium dla danej domeny.

    2. Nie ma co się czepiać nadmiernie pana Georealisty, bo moim zdaniem swoimi komentarzami stanowi ciekawy dodatek do głównych treści prezentowanych przez pana Wojczala. Są tematy, które były przesadnie eksploatowane, ale nie jest to A2/AD. Już zwracałem na to uwagę, chodzi o zasoby suwalskie, gdyż wiedza na ten temat jest zbyt tajemna i niepotwierdzona w żadnych poważnych źródłach, ale już np. geotermia jest tą dziadziną, która ma wiele potwierdzonych doniesień i rzeczywiście przy dalszym rozwoju technologii może być dla nas przyszłościowym rozwiązaniem.
      Natomiast sam temat A2/AD jest bardzo istotny, bo właśnie w odniesieniu do zbudowania tych zdolności oceniam, że potrzebujemy ok. 15 lat, żeby podjąć grę w regionie. Wystarczy prześledzić czym dysponujemy oraz co i kiedy możemy nabyć. Bez tych zdolności nie ma to sensu, bo nie kontrolujemy żadnego ze szczebli drabiny eskalacyjnej i nasz potencjalny przeciwnik łatwo może nas skarcić.
      Poza tym przeliczałem, że za około 15 lat prześcigniemy PKB Hiszpanii, a to da nam już wystarczający potencjał gospodarczy tu w tym miejscu Europy Środkowowschodniej, aby realnie oddziaływać na naszych sąsiadów ze wschodu. Musimy tylko suchą nogą przetrwać ten okres, co na pewno nie będzie łatwe w dobie starcia hegemonów, bo przy okazji różni regionalsi będą próbowali ugrać jak najwięcej dla siebie.

      1. Uzupełnię jeszcze swoją wypowiedź w odniesieniu do postawy niektórych ekspertów zajmujących się geopolityką. Rzecz w tym, że nasz potencjał gospodarczy, militarny, przemysłowy, technologiczny i demograficzny (ten ostatni można nadrobić technologią) jest jeszcze zbyt słaby, żeby podjąć grę na froncie wschodnim. Nie mówiąc o dziedzinie informacyjnej, bo taki kraj jak Izrael jest w stanie nas pozamiatać. To jest bardzo istotne aby naszą politykę i działania skalkulować pod nasze możliwości. A tymczasem jak słucham „starcia mocarstw” z panami Bartosiakiem i Radziejewskim to mam wrażenie, że panowie wręcz zachęcają do podjęcia gry i to twardej gry. Są to zazdrosne porównania do działań Turcji oraz wprost formułowanie, że powinniśmy komunikować mocarstwom, że bez nas nic się nie może wydarzyć w przestrzeni międzymorza. Przypomina mi to trochę postawę Bocheńskiego, który roztaczał mocarstwowe wizje bez realnej siły, tworzył teoretyczne sojusze i koalicje w regionie, a niektóre państwa wymazywał z mapy jak. np. Czechosłowację, a kiedy Niemcy rzeczywiście ich anektowały to znalazł wyjaśnienie, że to polepsza naszą sytuację geopolityczną. Recz w tym, że tacy eksperci/publicyści mogą stanowić intelektualną podstawę prowadzonej polityki i taka sytuacja chyba miała miejsce przed wojną, między środowiskiem „Buntu młodych” a Beckiem, wyznającymi zresztą podobny filogermanizm i bardzo podobnym postrzeganiem polityki zagranicznej nastawionej na współpracę z Niemcami. Rozjazd nastąpił dopiero po słynnej majowej przemowie Becka w sejmie, kiedy Beck już się ocknął i zorientował, że polityka proniemiecka nam nic nie daje, a pozwoliła Niemcom znacznie się wzmocnić (wykorzystując też ścisłe trzymanie się zapisów paktu o nieagresji przez nas).
        Obecnie pan Bartosiak może również pełnić rolę intelektualnego zaplecza do prowadzenia geopollityki (sam widziałem urzędnika wysokiego szczebla obecnej władzy z książką pana Bartosiaka pod pachą) więc tym bardziej niepokoją mnie wypowiedzi rozbudzające nasze perspektywy, bez oglądania się na możliwości i zasoby. Jestem pełen podziwu odnośnie ogromu pracy jaką pan Bartosiak i m.in. pan Wojczal włożyli w podniesienie świadomości geopolitycznej w naszym kraju i czysto teoretycznej podbudowy w zakresie wiedzy o relacjach międzynarodowych, ale trzeba być ostrożnym w szermowaniu podpowiedzi.

  3. Wygląda na to, że zwyciężyła opcja „Indie idą same swoją drogą”. Dążenie do autarkii strategicznej – bez wiązania się aliansami. Polecam Indyjskie embargo na import broni” : https://www.milmag.pl/news/view?news_id=4318 Lista obejmuje 101 pozycji – oprócz „drobnicy” w rodzaju amunicji 7,62 mm czy kamizelek kuloodpornych itp [produkty relatywnie niskiego zaawansowania technologicznego – jasne, że w pełni do opanowania przez indyjski przemysł], ale są tam „produkty” średniego poziomu i high-tech. Lista jest podzielona na kilka kolejnych lat wprowadzania embarga względem coraz bardziej zaawansowanych systemów – kończy się embargiem od grudnia 2025 na import pocisków manewrujących dalekiego zasięgu. No cóż – brak synergii i szerszego aliansu [w tym wymiany technologii] bardzo ułatwi okrążenie Indii przez Chiny – tak jak wyżej opisałem. No chyba, że nowa linia polityczna lub zbyt wysoki poziom nieudanych technologicznie własnych programów militarnych – zmusi do zmiany polityki Indii. Wygląda na dzisiaj na to, że Indie chcą zostać niezależnym biegunem siły i same oprzeć się Chinom – choć moim zdaniem nie mają odpowiedniego poziomu ekonomii i technologii dla osiągnięcia tego celu. Patrząc szerzej – wygląda na razie na poziomie strategicznym, że Chiny wygrywają – USA sobie, UE sobie [rdzeń karoliński, który „wlecze” resztę], Rosja sobie – i Indie też sobie. „Odwieczny koszmar Pekinu” – czyli najgorszy scenariusz dla Chin – wspólnego sojuszu silnych graczy przeciw Chinom – na razie nie ma ścieżki realizacji. Czyli de facto zachodzi [w realnej geopolityce] „divide et impera” ze strony Pekinu… W takiej sytuacji moim zdaniem jedynie budowa NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK może stać się alternatywą najpierw europejską, potem euroazjatycką – w tym aliansu z Indiami, które by nie bały się wobec takiego gracza, że zostaną zdominowane…bo to jest chyba główny powód decyzji Modi o pójściu swoją drogą…

  4. No cóż – wydaje się, że Pekin przeprowadził podobny ciąg logiczny analizy sytuacji i do czego to prowadzi – jaki przedstawiłem we wpisie wyżej 9 sierpnia 4:28 PM. Wedle mediów Pekin zabronił „pierwszego strzału” względem sił USA. To TYMCZASOWO [tzn. na rok, może dwa] zdeeskaluje sytuację – zapobiegnie podnoszeniu eskalacji i kinetycznemu „odwinięciu się” Chin – do czego dążą usilnie USA, by mieć powód do założenia blokady morskiej i wszelkich sankcji finansowych i ekonomicznych. Podkreślam – to środek TYMCZASOWY – ponieważ USA będą wykorzystywały nakazaną bierność sił chińskich i będą stopniowo zwiększały zakres działań i obecności – w istocie nastawione na prowokacje i w odbiorze aliantów USA siły US Navy będą opanowywały Morze Południowochińskie swoją obecnością – niwecząc dotychczasową wieloletnią politykę wypychania USA z akwenu. Gdy ta obecność i „pewność siebie” US Navy przekroczy poziom krytyczny, w którym ośmieleni inni gracze na południowym Pacyfiku, zaczną zbytnio polegać na USA i „lekceważyć” Chiny – wtedy Pekin nie będzie miał innego wyjścia, jak demonstracją użycia twardej siły – przywrócić „twarz” i wpływy Pekinu. Albo – i to jest wyjście z tego „odwleczonego” dylematu – Pekin pójdzie na deal pod stołem z USA – gdzie zgodzi się na wspólne zmarginalizowanie kłopotliwej [dla obu supermocarstw] Rosji, oddanie faktyczne Europy – ale w zamian za zjednoczenie Korei [i oczywiste następstwo tegoż zjednoczenia – wypchnięcie sił USA z Półwyspu Koreańskiego] i za przyłączenie Tajwanu. Chiny odzyskają „twarz” – ale też na pewno w ramach deal’u zażądają końca demonstracji US Navy na Morzu Południowochińskim. Waszyngton pójdzie na te wszystkie warunki – ponieważ uzna, że przechwycenie Europy i wprzęgniecie jej do rydwanu USA i „odcięcie się” na twardo Pekinu od Kremla – zapewni USA zwycięstwo w starciu hegemonicznym z Chinami. Przypomnę: wg kalkulacji strategów Waszyngtonu, Kreml zagrożony przez coraz silniejszego względem Rosji chińskiego smoka za miedzą, w końcu nieuchronnie na kolanach przyczołga się do Waszyngtonu jako posłuszny junior-partner – tylko za samo utrzymanie status quo [czyli w praktyce bezkosztowo dla USA – co najwyżej z koncesjami dla Rosji typu Krym-Donieck-Ługańsk i Gruzja i Azja Środkowa]. Od 2014 Kreml kalkuluje dokładnie odwrotnie [podnosząc stawkę „sojuszem” z Chinami] – kalkuluje, że Rosja jest niezbędna dla pokonania Chin – i że Kreml przetrzyma negocjacyjnie Waszyngton i wymusi na USA równoprawne współdziałanie i olbrzymie udziały w podziale światowego tortu. Otwarte roszczeniowe opowiedzenie się Pekinu przeciw Kremlowi [sprawa 1,6 mln km2 „ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską”, poprowadzenie Arktycznego Jedwabnego Szlaku z Chin do Leny i faktyczne odcięcie wschodniej Syberii] – wg kalkulacji Waszyngtonu spowoduje uzmysłowienie na Kremlu, że jego plan przetrzymania USA spalił na panewce – a zatem Kreml będzie musiał zaliczyć Canossę w Waszyngtonie. Oczywiście kalkulacje Waszyngtonu okażą się błędne – prędzej w Rosji wybuchną zamieszki i walka o władzę [co jest na rękę Pekinowi], no i Waszyngton nie uwzględnia w rachubie geostrategicznej nowego islamskiego gracza na bazie pochodu Pakistanu pod sztandarem Atomowego Kalifatu Talibów, czyli strategicznego gracza prochińskiego i antyamerykańskiego, którego utworzenie wesprą Chiny. Jedna uwaga: jeżeli Wschodnia Flanka jako „kordon sanitarny” okaże się za słaba – a to będzie wtedy testowane siłą przez Kreml – to Rosja pójdzie na zachód i najpierw z Berlinem i Paryżem, a potem już samemu – zrealizuje supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku. Natomiast jeżeli Wschodnia Flanka utrzyma się – Rosja stanie w obliczu krachu strategicznego – i wtedy wybuchnie w Rosji walka wewnętrzna o władzę. Co też jest niebezpieczne dla świata [i Polski] – z wspomnianym przez JSC scenariuszem a la Radczenko z rakietami z atomem [z „Karmazynowego Przypływu”]. I dlatego właśnie musimy budować strategiczną całokrajową A2/AD Tarczę i Miecz Polski – z prawdziwym dalekim widzeniem – i z prawdziwą saturacyjną obroną przeciwrakietową. SUWERENNIE. To MUSI BYĆ absolutny priorytet w PMT – a nie rozpraszanie się [jak obecnie] na różne drugorzędne programy modernizacji cząstkowej do wojowania w stylu „zimnej wojny” – które to programy zabierają pieniądze na obronny strategiczny projekt nr 1. „Obronny” – czyli saturacja obrony – ale z mieczem środków ataku – by tak podnieść ryzyko i koszty ataku [ataku maksymalnie efektywnego – bo chronionego własną obroną antyrakietową] – by agresor uznał atak za NIEOPŁACALNY już na poziomie planowania uderzenia. W TYM czasie [gdy Rosja będzie już bankrutem strategicznym i „wewnętrzny kocioł” będzie zbliżał się do wybuchu walki o władzę] musimy już mieć głowice i środki przenoszenia – i to suwerennie dysponowane [NATO Nuclear Sharing to tylko pomostowy ersatz – nie zapewnia na Kremlu przeświadczenia, że atakując ryzykują skutecznym ZDETERMINOWANYM kontratakiem jądrowym].

  5. Gdy piszę: „jeżeli Wschodnia Flanka jako “kordon sanitarny” okaże się za słaba – a to będzie wtedy testowane siłą przez Kreml – to Rosja pójdzie na zachód i najpierw z Berlinem i Paryżem, a potem już samemu – zrealizuje supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku” – to chodzi mi o czas już po ogłoszeniu deal’u USA-Chiny, marginalizującego Rosję. Która to Rosja w takiej sytuacji przystąpi w sposób zdeterminowany [„nie mamy nic do stracenia, a wszystko do zyskania”] do siłowego testowania i prób przerwania „kordonu sanitarnego” Wschodniej Flanki – od słabej Finlandii, przez Polskę – po „bałkańskie obejście południowe”. Co oznacza, że NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK winno być już WTEDY tworem „gotowym operacyjnie” do koalicyjnej obrony i przerzucania sił na zagrożony odcinek. Minimum to utworzenie poziomu A=NORDCENTRALDEFCO [czyli Skandynawowie + Polska + Bałtowie], lepiej to poziom B= czyli jak w A + Ukraina [dla objęcia całego pomostu bałtycko-czarnomorskiego], a jeszcze lepiej to poziom C=czyli poziom koalicyjny B + UK [i to UK trwale związane interesami z NORDCENTRALSOUTHDEFCO jako baza dla finansowego City]. Oczywiście koalicja powiększona o Rumunię i część Bałkanów jest jeszcze lepsza [umowny poziom D.] – ale to poziom C. jest pierwszym dysponującym i odstraszaniem jądrowym i poziomem wielowektorowej siły i łącznego potencjału technologiczno-ekonomiczno-finansowego, dla skutecznego oparcia się siłowym działaniom Rosji. Bo gwarancje USA są siłą rzeczy mało wiarygodne – Waszyngton nie zaryzykuje konfrontacji [a w grę będzie wchodził atom jako groźba użycia – i odstraszania] i ryzykowania USA – dla ocalenia części Europy. Natomiast UK – postawione „na linii frontu” wobec Rosji [GIUK, Arktyka, ścisła współpraca „ramię w ramię” z NORDEFCO – docelowo współpraca rozszerzona właśnie z NORDECENTRALSOUTHDEFCO] – i jeszcze związane trwałymi żywotnymi interesami City – będzie „jechało na jednym koalicyjnym wózku” w Europie. I dlatego w sposób zdeterminowany będzie miało w ręku groźbę użycia swoich „boomerów” z atomem – wobec Rosji. Oczywiście potencjał odstraszania strategicznego UK jest słabszy od USA – ale nieporównanie bardziej groźny – bo nastawiony [w TAKICH wyżej opisanych warunkach koalicyjnych i związania interesu UK z koalicjantami] w sposób SKRAJNIE ZDETERMINOWANY na obronę swojej żywotnej strefy interesu narodowego. Czyli dla kalkulacji danego gracza [w tym przypadku: Kremla] decyduje ŁĄCZNY wskaźnik pt „Ryzyko kontruderzenia” – który można wyliczyć jako iloczyn „Stopień determinacji do użycia atomu” mnożony przez „Potencjał atomowej projekcji siły”. Tu [prócz związania interesem UK z koalicją] decyduje geografia – konkretnie zasięg operacyjnej projekcji siły rakiet średniego zasięgu i lotnictwa – co tworzy jeden wielki europejski teatr działań operacyjnych – względem Rosji. Przypomnę – np. Kalibry-NK mają zasięg z Kaliningradu ponad 2200 km – obejmujący całe UK – z 500 km „zapasem” zasięgu. Niedowiarkom radzę sprawdzić na Google maps.

    1. Ciekawie piszesz tylko rzeczywistość skrzeczy. Przede wszystkim nie ma wspólnego rozumienia polityków i społeczeństwa co jest racją stanu państwa polskiego. Nawet nie ma takiej dyskusji. Czyli nie ma zrozumienia sytuacji. Nie ma świadomości więc nie ma ukierunkowanego działania. Izrael wszystkich młodych przywozi do Auschwitz-Birkenau, gdzie żydowscy przewodnicy mówią im: to się z wami stanie jeżeli nie będziecie się bronić – będą was zarzynać jak barany. To kształtuje postawy. Przy systemie politycznym, gdzie „wygrywa się” raz na 4 lata po czym następuje demolka tego co było i szukanie nowego wasala trudno o strategię i osiąganie długoplanowych celów. Tarcza i miecz? Atom? Póki co nie mamy nawet własnego prochu. Szacunki mówią, że będziemy mieli może za pięć lat a i to nie wiadomo czy na krajowych składnikach. I tak dalej i tak dalej..

  6. A co do Indii. Indiom zawsze było wygodnie w tym swoim worku więc nie podejmowali prób ekspansji. Mają to w genach. Poza tym chaotyczny system polityczny nie sprzyja strategom. Dlatego Indie wezmą kurs na neutralność i niezależność. Może i będą samotną wyspą pośród nawałnicy ale wyspą wielkości kontynentu. Nie jest możliwe ich podbicie ani pełna kontrola. W ich wypadku taka doktryna w czasie powszechnej walki o wpływy może się sprawdzić. Gdy popiół opadnie po zwarciu głównych graczy, Indie relatywnie będą silniejsze.

    1. Problem dla Indii nr 1 – czy zdołają wejść w wystarczającej [przynajmniej do obrony] skali na nowy poziom generacyjny RMA. USA i Chiny to zrobią pełnoskalowo, Rosja moim zdaniem nie – bo jest za słaba ekonomicznie, finansowo, oraz z bazą B+R. Jeżeli Indie nie osiągną wystarczającego poziomu wdrożenia RMA – nie muszą być podbite, by zostać całkowicie zrolowane nie tylko w środkach strategicznych, ale nawet w taktycznych. Czyli np. chińska AI sterująca rozległym kompleksem sieciocentrycznym C5ISR – z rozległym „widzeniem real-time” i rozległą projekcją siły opartej o masową dronizację i masową broń precyzyjną – mogą wybić aktywa Indii co do jednego samolotu, czołgu, okrętu, radaru, wyrzutni rakiet,satelity, ośrodka łaczności, elektrowni, fabryki itd. Rewolucja RMA [we wszystkich domenach] stworzy nieporównywalną dysproporcję miedzy tymi graczami, co RMA wdrożyli pełnoskalowo, a tymi, którzy tego nie zrobili. A Chiny okupować Indii by nie musieli – w TAKIEJ sytuacji [absolutnego panowania w powietrzu Chin] wystarczyłyby do likwidacji Hindusów środki chemiczne o krótkim czasie rozkładu – albo bakterie i wirusy – nakierowane śmiertelną zjadliwością na ściśle określone haplogrupy – inne niż chińskie [przynajmniej wobec umownej grupy Han]. Niestety – to nie jest „zimna’ wojna” – przez bronie precyzyjne i sieciocentryczność w ramach wdrożenia RMA – nie działa bezpiecznik MAD, a biotechnologia przekroczyła „totalny” punkt krytyczny. Czego w dyskursie geostrategicznym w ogóle się nie ujmuje. Moim zdaniem domena „chemia-biologia” winna być traktowana zupełnie osobno – co najmniej na równi z innymi. I to od razu ze znacznikiem ważności „PRECYZYJNIE KIERUNKOWANA biologicznie [genetycznie] broń masowej zagłady”oraz „precyzyjnie pozycjonowana w przestrzeni i czasie chemiczna broń masowej zagłady”.

      1. Proszę zrozumieć – w Chinach wszystko odbywa się na skalę nieporównaną z resztą świata. W XIX w. Chiny miały rebelię [tzw. powstanie Taipingów] która skalą ofiar [20 do 70 mln zabitych] dorównała, a nawet przewyższyła II wojnę światową – uznawaną przecież za wojnę światową i totalną – z wysoce śmiercionośną i powszechnie zastosowaną techniką wojenną. Zdecydowana większość walczących w powstaniu Taipingów nie miała nawet broni palnej, walczyli na miecze, piki, kije i noże. Obecne i [i przyszłe] instrumentarium wojenne – w skali i zasięgu jest nieporównywalne do tego z XIX w. A Chiny skończyły z izolacją i wychodzą na świat – i chiński sposób i skala rozwiązywania konfliktów – rozleje się przynajmniej na Azję. Polecam: https://wielkahistoria.pl/powstanie-tajpingow-1851-1864-najbardziej-krwawa-wojna-xix-wieku/

      2. RMA rozumiem jako pojęcie opisujące zmiany w sposobie prowadzenia wojny i organizacji sił zbrojnych (szeroko rozumianych). Czyli coś co było zawsze a obecnie zostało uzupełnione o nowe technologie i nowy sposób prowadzenia wojny (czasem bez użycia sił zbrojnych). Gdy jednak konflikt staje się kinetyczny, technologią można wygrać szereg bitew ale wojnę wygrywa się możliwością stałego uzupełniania strat, utrzymania sojuszy, konsolidacją społeczeństwa i sprawną polityką. Wyobraźmy sobie, że Indie zniszczą kilkanaście chińskich satelitów, których szczątki zniszczą kolejne przypadkowe satelity, których szczątki… itd. W efekcie orbita zostanie zablokowana na zawsze (w skali życia człowieka). Znika przewaga wywiadowcza i komunikacyjna. Technologiczna przewaga jest bardzo wrażliwa na kurz, rdzę, skrócenie głębi strategicznej, głód, niedoskonałości logistyki i bałagan (w uproszczeniu). Ale załóżmy, że zanim to się stanie większość istotnych celów dosięgną chińskie rakiety. Tylko jaki Chiny mają wpływ na to by zdominować przestrzeń Indochin? Mentalność, język, kultura – zupełnie odmienne. Nieprzypadkowo sowietom udało się spacyfikować wszelkie wolnościowe środowiska w Polsce w dwa lata o wiele skuteczniej niż to zrobili Niemcy w ciągu sześciu lat. W swoich analizach pomijasz kulturę, mentalność, stan społecznej świadomości. Amerykanie niewątpliwie wygrali wszystkie możliwe bitwy w Afganistanie, Iraku czy wcześniej w Wietnamie. A co mamy dzisiaj? Dlatego mimo, że mówimy nie o świadomej strategii co raczej o inercji systemu, Indie stawiając na izolację mogą na światowym konflikcie USA-Chiny wygrać.

        1. @Jacek – RMA rozumiem jako rozległy [przestrzennie globalny i z domeną kosmiczną] system sieciowy czasu rzeczywistego, integrujący wszystkie domeny [w tym cyberprzestrzeń i domenę wojny chemicznej i biologicznej nowych generacji „precyzyjnych”] w jedną domenę, zarządzaną naraz w sposób zsynchronizowany przez AI posadowioną w sposób rozproszony na klastrach komputerów kubitowych, spiętych miedzy sobą i wszystkimi sensorami, efektorami i nosicelami przez natychmiastową łączność na splataniu kwantowym [która jest nie do przechwycenia i nie do złamania]. Wszystkie struktury i łańcuchy dowódcze ulegają spłaszczeniu – w skrajnym przypadku AI „osobiście” zarządza każdym sensorem, efektorem, nosicielem [co implikuje totalne masowe zdronizowanie]. Tylko komputery kubitowe mają moc obliczeniową do udźwigniecia przez AI w czasie rzeczywistym zarządzania połączoną domeną i tymi ww wpiętymi „urządzeniami” [których będą miliony, może nawet miliardy ze względu na ich skalowanie] – przy takiej ilości danych i interakcji idących natychmiast przez łączność natychmiastową. A AI musi być najwyższej klasy, z funkcjami tworzenia nowych kryteriów i miar oceny sytuacji, twórczego [więcej niż tylko efektywnego] rozpoznawania nowych problemow i tworzenia rozwiązań na te problemy. RMA wiąże się bezpośrednio z Przemysłem 4.0, który jako infrastruktura produkcyjno-logistyczna może stać się po prostu jeszcze jedną pod-domeną zarządzaną przez AI w ramach jednej zbiorczej domeny. To niebywale podnosi poprzeczkę i kosztów i bazy B+R dla tak zdefiniowanego RMA. Ale kto przeskoczy na ten poziom pełnego RMA – może wygrać wojnę globalną [do ostatniego sensora, efektora i nosiciela nieprzyjaciela] powiedzmy w godzinę. Pozostanie zatomizowana masa żołnierzy z przysłowiowym karabinem w ręku. Niestety – to nie s-f, tylko perspektywa, która wychodzi mi w każdym scenariuszu. Kwestia 15 do 20 lat. Gdzie przed „godzina W” całość infrastruktury produkcyjnej danego państwa czy bloku koalicyjnego, przestawia cały Przemysł 4.0 na wyprodukowanie na przemysłowych drukarkach 3D [zupełnie innych, niż obecne – to szerszy temat] innych drukarek przemysłowych 3D najnowszej generacji, następnie cały potencjał produkcyjny Przemysłu 4.0 idzie na wyprodukowanie wszystkich zaplanowanych najnowszych sensorów, efektorów, nosicieli, oraz infrastruktury rozszerzającej sieć zarządzaną przez AI [która sama się rozszerza i jednocześnie przejmuje maksimum dostępnej mocy obliczeniowej i transmisyjnej]. Następny etap „zajęcie miejsc do ataku” i sam atak i całkowita likwidacja/neutralizacja wszystkich aktywów nieprzyjaciela. W ciągu ca 1 h. W kosmosie też – dzięki laserom i emiterom dużej mocy [zasilanych z reaktorów kompaktowych – co już się dzieje – na razie oficjalnie dla misji ekspedycyjnych na lądzie i morzu]. Przeciwnik zostaje technologicznie i militarnie zepchnięty do początku, góra połowy XIX w. Co do okupacji – przy zastosowaniu „precyzyjnie nakierowanych” broni biologicznych i chemicznych – można zlikwidować cała populację nieprzyjaciela i zająć cały teren – bez okupacji wrogiej populacji – i bez odnoszenia się do spraw „kulturowych” nieprzyjaciela. Taka jest perspektywa możliwości RMA na poziomie supermocarstw przy pełnym wdrożeniu RMA AD2040 – a może nawet kilka lat wcześniej. Niestety – to nie s-f. Na razie cieszymy się z zapowiedzi nadchodzącego wykładniczego wzrostu [liczonego na miliardy, potem nawet biliony urządzeń „podstawowych”] w Internecie Rzeczy i w Internecie Wszystkiego [IoT i IoE], Przemysłu 4.0, komputerów kubitowych, łączności na splątaniu kwantowym, AI, złożonej nanotechnologii [która w przyszłej dekadzie wejdzie na poziom liczony w angstremach] – kompletnie nie rozumiejąc konsekwencji geostrategicznych. Wojna na TAKIM poziomie RMA – nie ma żadnego odpowiednika – nawet w „zimnej wojnie” – stare schematy nie mają zastosowania. MAD też nie – ale to tłumaczyłem już wcześniej. Dlatego jedyną opcję jaką widzę dla uniknięcia tak totalnej konfrontacji – jest budowa umownej szerokiej „koalicji przerażonych” – która swoim zbiorczym potencjałem [przynajmniej 2:1 do każdego z supermocarstw] zmusi do deeskalacji i realnego zamknięcia konfrontacji supermocarstw – w istocie do ustanowienia koncertu globalnego. W sumie interesują mnie 2 rzeczy – jak ma przetrwać Polska i Polacy – i jak ma przetrwać świat i globalna populacja. Wygląda na to, że oba cele są przynajmniej w pewnym stopniu powiązane. Myślę, że nawet Chińczycy z ich długofalowym planowaniem, mają bardzo mgliste pojęcie, do czego ta konfrontacja hegemoniczna REALNIE prowadzi. Wchodzimy na nieznane wody – i bardzo łatwo wylać dziecko z kąpielą. Czyli większość lub skrajnie całą populację ludzką.

  7. @Jacek – ja pokazuję proceduralne, realizowalne ścieżki geostrategiczne – w realnym otoczeniu. Oczywiście – pod „milczącym” warunkiem sine qua non, że realizuje się WŁASNĄ rację stanu. Pokazuję stan mobilizacji , który jest skrajnie niezadowalający – oraz stan pożądany – który realizuje nasza rację stanu i zapewni bezpieczeństwo [z przetrwaniem jako priorytetem] i rozwój długofalowy. Co do stanu świadomości społeczeństwa i decydentów i wszelkich grup wpływu – wciąż alarmuję, że jest skrajnie niezadowalający. Ciągle – mimo wszystkich wstrząsów – króluje przekonanie, że „rozejdzie się po kościach”, że wróci stary konstruktywistyczny model – oparty zasadniczo o konsumpcję i wzrost PKB nakierowany na tę konsumpcję. X razy pisałem [nie tylko tutaj] że po Warsaw Security Forum 2018, gdzie wprost zakomunikowano nam, że USA wyjdą z Europy na Pacyfik w 10 do max 15 lat – stąd i w dyskursie publicznym w Polsce temat pt „zostaniemy sami – czas na zaciśniecie pasa, czas na inwestowanie w przyszłość, czas na sięgnięcie po strategiczną suwerenność jako priorytet absolutny nr 1” – ten temat winien być od 2 lat absolutnym „hitem” w mediach 24/7/365 non-stop – a inne tematy winny zajmować razem może 25% przestrzeni medialnej.Tymczasem reakcja była zerowa, zajmujemy się głupotami, mimo, że ostatnio ocena gen. Hodges’a skróciła to „okno czasowe” do stanięcia na własnych nogach – do ca 5 lat. A nasi sternicy zupełnie odklejeni od realu – głoszą Fort Trump, „stałe stacjonowanie” wojsk USA – zamiast stanąć przed narodem w pełnych reflektorach i powiedzieć twardo i i brutalnie: „sytuacja w zakresie bezpieczeństwa strategicznego zmieniła się zasadniczo – musimy zacisnąć pasa i skierować maksimum środków na staniecie na własnych nogach” – zamiast tego wręcz usypiają naród fałszywymi wizjami bezpieczeństwa zawieszonego na USA. Króluje wpojone myślenie a la PRL – ze trzeba ślepo oddać się pod „opiekę” Wielkiego Brata. Obecna sytuacja to najkrócej mówiąc: „nie chcieć to gorzej, niż nie móc”. Oczywiście to się zmieni, ale pewnie dopiero wtedy, jak 1 Armia Pancerna Gwardii zajmie pozycje na linii Grodno-Brześć. Ja sam krytykuję PMT [np. na łamach defence24] – który zupełnie nie zapewnia pełnej strategicznej obrony Polski – a jest w istocie co do celów i struktury – kontynuacją PMT z 2013, przywiezioną nam w teczce z Waszyngtonu, gdy trzeba było odpalać Majdan i zrobić z WP poręczny instrument do związanej z tym gry politycznej hegemona. A2/AD Tarcza i Miecz Polski plus głowice asymetrycznego odstraszania jądrowego to warunki konieczne dla przetrwania Polski i Polaków w strefie zgniotu. Wyjście USA z Europy wymusza bezwzględnie i bezdyskusyjnie koalicyjne wzmocnienie się w ramach państw „jadących na jednym wózku” w kwestii zagrożenia przez Rosję. Stąd konieczność budowy tworu niezależnego od NATO – bo NATO po wyjściu USA na Pacyfik stanie się tworem martwym. Dlatego trzeba rozszerzyć NORDEFCO o Bałtów i Polskę – we wspólnym interesie. Dołączyć UK ze skutecznym i zdeterminowanym odstraszaniem jądrowym. Dołączyć Ukrainę dla domkniecie blokady pomostu bałtycko-czarnomorskiego. Czyli NORDECENTRALDEFCO+UK. To minimum do oparcia się Rosji. Oczywiście dołączenie Rumunii i innych państw mile widziane – i przynajmniej możliwe.Polska jest za słaba na oparcie się Rosji samotnie – więc wobec strategicznego odejścia USA musi wejść w koalicję europejską. Rozziew obecnego tragicznego nieprzygotowania – musi być zastąpiony totalna wielowektorową mobilizacją nakierowaną na inwestowanie w przyszłe bardzo ciężkie czasy. Można to zrobić uświadamiając zawczasu i społeczeństwo i decydentów „na górze” – albo dokona to się [w pozytywnym scenariuszu] pod presją. W negatywnym scenariuszu Polskę i Polaków zroluje bieg wypadków, na które nie będzie już czasu się przygotować i adekwatnie zareagować. A co do A2/AD Tarczy i Miecza Polski – mam ambiwalentne uczucia, wiedząc [swoimi kanałami], że moje szczegółowe argumentacje i kalkulacje [SWOT, teoria gier, modele cybernetyczne, kalkulacje ewentualnościowe optymalizujące relację koszt/efekt] gdzie merytorycznie znam sprawy militarne – systemowe, strukturalne, procesowe, na każdym szczeblu [ jestem analitykiem systemowym] na ten temat doprowadziły w pewnym stopniu do decyzji o budowie takiej całokrajowej A2/AD Tarczy i Miecza…ale w Izraelu…. Natomiast nasz MON, IU, SG itd. – ich reakcja [dałem kilka wariantów] to żywa ilustracja powiedzenia „gadał dziad do obrazu…bo przecież oni wytyczne dostają „z góry” od polityków…a ci nasi sternicy roztaczają fałszywą wizję bezpieczeństwa opartą na fałszywych założeniach – która zbankrutuje po wyjściu USA z Europy na Pacyfik. Jeszcze taka uwaga – fałszywe jest przekonanie, że Rosja wobec Polski zastosuje tylko wojnę ograniczoną. Na razie na kilka lat możemy, owszem, zakładać taką wojnę ograniczoną [opartą w kalkulacji Kremla o budowanie „faktów dokonanych” konwencjonalnymi siłami [plus ew. jądrowe uderzenie deeskalacyjne] czyli aktami a la Blitzkrieg] – ale jak zbankrutuje obecny strategiczny licytacyjny plan Kremla na to – „kto da Rosji więcej” względem USA i Chin – plan obecnie na stole [a raczej pod stołem] – WTEDY Kreml zmieni zasadniczo kalkulacje i strategię. WTEDY wejdzie w życie na Kremlu nowa strategia – jako jedyna i bezwarunkowa – „musimy ZA WSZELKĄ CENĘ zbudować supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – nie mamy już nic do stracenia, a do zyskania supermocarstwo silniejsze i od USA i od Chin – czyli wymarzoną główną wygraną globalną”. A to oznacza – koncentrację nacisku na przedarcie się lądem do Europy – czyli na opanowanie pomostu bałtycko-karpackiego za wszelką cenę – czyli likwidację Polski. To dla nas oznacza, że MUSIMY zbudować ZAWCZASU suwerenną saturacyjną całokrajowa A2/AD Tarczę i Miecz Polski – i mieć własny atom asymetrycznego strategicznego odstraszania jądrowego. Żeby Kreml uznał już w trakcie planowania, że atak na Polskę jest NIEOPŁACALNY w kalkulacji koszt/efekt względem skrajnie zdeterminowanego gracza.Oczywiście w ramach NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK możemy rozpraszać i wiązać siły Rosji – by cała ta strefa zgniotu – od GIUK po Morze Czarne – synergicznie koalicyjnie kontrowała Rosję. Tyle, ze w przypadku Polski to my musimy mieć rdzeń siły zdolnej do oparcia się Rosji – a koalicjanci tylko tę naszą siłę uzupełnią [może o 20-30%] – i jednocześnie zmniejszą nacisk Kremla na Polskę przez rozproszenie/związanie jego sił i środków w innych miejscach.

    1. Co do instrumentarium analizy i syntezy geostrategicznej: pokazanie [w mierzalnych kryteriach] stanu obecnego [z założenia: stanu niezadowalającego – który trzeba zmienić na pożądany] – i pokazanie stanu pożądanego – oraz pokazanie proceduralne przejścia od stanu obecnego do tego pożądanego – to w całości tzw. strategiczny metaplan. Jeżeli takiego metaplanu się nie buduje – to wszelkie rozważania nie mają charakteru konstruktywnego – opartego o real. Wszystkie scenariusze ewentualnościowe musza być oparte o metaplan – inaczej są tylko myśleniem życzeniowo-deklaratywnym.

      1. Jestem za podwyżkami pensji posłów, prezydenta, premiera, ministrów. Co jest jednocześnie automatycznie podstawą do wymagania i egzekwowania odpowiedzialności – za dobrą [lub złą] robotę. Konkretnie określoną robotę w zakresie obowiązków- bez ślizgania się. Z jednoczesnym podwyższeniem kar za złą robotę. Płacę i wymagam – nagradzam i karzę. A nie, że posłowie i ministrowie itp. łaskę nam robią, albo przekupują nam tych ludzi decydentów za śmieszne grosze. Korupcja i zdrada nie może się opłacać w kalkulacji koszt/efekt – natomiast opłacać musi się dobra robota – tak to musi być ustawione jako ustawione jako kij i marchewka – to chyba oczywiste? Co do pierwszej damy – od momentu mianowania prezydenta na urząd – automatycznie staje się osoba publiczną. Co oznacza ściśle określony np. protokole dyplomatycznym wizyt i spotkań – zakres obowiązków. To osoba, która także w większości sfer jest twarzą Polski – tak naprawdę powinna mieć dokładnie określone miejsce zakresu obowiązków w polityce PR i wizerunkowej – ze względu na realizację polskiej racji stanu w ramach „soft power”. Nie wolontariat, nie nieokreślone indywidualne ślizganie się po temacie – tylko profesjonalizm. I znowu – płacę i wymagam. Wszyscy „na górze” winni składać osobną przysięgę na nadrzędną wierność Polsce i Polakom, na realizację polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego – i być rozliczani wg osobnego kodeksu przez specjalny trybunał , rozliczającego wszelkie odchyłki od przysięgi. Zresztą – to samo winno tyczyć i stanu sędziowskiego. W sposób ściśle określony – żeby nie było ślizgania się i głupich tłumaczeń.

        1. (…)Płacę i wymagam – nagradzam i karzę.(…)
          Możesz mi powiedzieć jakie to obywatel dostanie środki dyscyplinarne względem polityków jakimi nie dysponował do tej pory?

          (…) Co oznacza ściśle określony np. protokole dyplomatycznym wizyt i spotkań – zakres obowiązków.(…)
          Protokół dyplomatyczny to nie formalne zobowiązanie, które zakazuje I Damie np. w czasie oficjalnych wizyt buszować po sklepach (przy takiej pensji można się wyszaleć za wszystkie czasy).

        2. Przeoczyłem tę wypowiedź. Jest o Polsce ale można powiedzieć, że jest na tyle uniwersalna, że może dotyczyć i Indii. W pełni się zgadzam. Najdroższe co może być to „tanie” państwo przeżarte korupcją. Co do pierwszej damy – jeżeli zabiera się jej możliwość prowadzenia dotychczasowego życia i nakłada obowiązki państwowe i reprezentacyjne, to jest dla mnie oczywiste, że wymaga to pewnej rekompensaty. O ile na temat prezydenta mam wiele niejednoznacznych przemyśleń to pierwsza dama jest dla mnie klasą samą w sobie i zasługuje na każdą pensję. Rozumiem też JSC ponieważ podwyżka nie oznacza lepszej pracy ani merytorycznej kontroli i być może posłowie i senatorowie w swojej większości nie zasługują nawet na to co mieli.

  8. @Jacek – imperium europejskie oparte o rdzeń karoliński to mrzonki. Pomijam, że w powijakch armia europejska i sa inne takie zasadnicze ułomności, dość znane i szczegółowo „obgadane”. Generalnie długofalowo za duży konflikt interesów 28 państw , a obecne „uwspólnotowienie długu” pod COVID-19 to droga Berlina do „debt diplomacy” – co zakończy się rozpadem UE na kilka bloków. Zresztą euro nie jest walutą światową – i takie dodrukowanie totalne euro – może łatwo się skończyć jego bankructwem. Nasza rzecz, by zawczasu – nie wieszając się na USA, które z Europy wyjdą, z niektórych bloków europejskich stworzyć jeden – który oprze się Rosji. Czyli z państw zagrożonych przez Rosję. Najpierw skonsolidować się militarnie – ale jednocześnie budować wspólną strefę ekonomiczną. Co jest szczególnie ważne dla UK – bo po Brexicie City jest i będzie rugowane z UE, finansowanie przez City Nowego Jedwabnego Szlaku się zawaliło, a teraz jeszcze pada Hongkong, czyli główna azjatycka ekspozytura City. City i UK są „na lodzie” – potrzebują bazy ekonomicznej dla obsługi finansowej przez City – wykorzystajmy to do związania ich długofalowym interesem. Nie na hurraa i nie deklaratywnymi chciejstwami – ale przez szereg proceduralnych kroków – poczynając od wejścia z Bałtami w NORDEFCO dla kontroli Bałtyku. Łącznikiem w NORDEFCO z Brytami jest Norwegia – która też ma swój olbrzymi fundusz narodowy, który bez REALNEJ bazy ekonomicznej [czyli REALNEGO zastawu] zatonie jak słoń na cienkim lodzie. Policzyć RAZEM PKB, zasoby realne, w tym technologiczne, potencjał demograficzny państw zagrożonych Rosją, które by weszły do koalicji budowanej wokół „jądra krystalizacji” NORDEFCO – i Rosja okaże się zbyt słabym graczem na przełamanie koalicji. Zresztą – jest to do pewnego stopnia zgodne z polityką „off-shore” USA – przynajmniej do czasu „wyrwania” do koalicji UK [względem Five Eyes]. A UK pójdzie na to – bo City nie ma ochoty na wrogie przejęcie i wchłoniecie przez Wall Street. W gruncie rzeczy była by to kontynuacja starej brytyjskiej polityki równoważenia agresywnego pretendenta do zdominowania kontynentu. Połączona z marchewką długofalowej bazy ekonomicznej dla prosperity City. Koalicja europejska ma dużo lepszą marchewkę dla UK – niż USA ją daje [jeżeli w ogóle daje – bo na razie strategia USA to strategia „kija i…kija”] w ramach Five Eyes. Jeszcze taka uwaga – jedna strefa zgniotu – państw zagrożonych Rosją – rozciąga się od GIUK po Morze Czarne. Ale jest druga tworząca się strefa zgniotu – państw śródziemnomorskich. Gdy poziom agresywności i radykalizacji islamskiej przekroczy próg krytyczny – te państwa [ogólnie PIGS + „nieislamskie” Bałkany i ew. + Austria + Szwajcaria] mogą dołączyć do NORDECENTRALDEFCO+UK. Szczególnie, gdy USA wyjdą z Europy na Pacyfik. W skrajnym przypadku może powstać umowna Konfederacja Europejska – z większości państw UE [i spoza UE] – prócz osamotnionego rdzenia karolińskiego. Co zresztą by finalnie zmusiło i Berlin i Paryż do zmiany strategii – i wejścia do Konfederacji jako partnerzy – a nie jako tandem dominacyjny – jak obecnie.

    1. Rzecz o Indiach ale skoro piszesz.. Tak, masz rację. Tylko, że nic nie wskazuje na to, że tak się dzieje lub dziać się będzie albo zmierza. Mamy mentalność pańszczyźnianą i są tego przyczyny. Jasne, że nie wszyscy ale większość decydentów i społeczeństwa. Obecnie toczy się wykańczająca wojna między opcją amerykańską i niemiecką (tzw. europejską). Nawet trój-morze bez USA by wyschło zanim powstało. A powiedzmy sobie szczerze, szału nie ma. Pytanie – jaka siła może nas pchnąć ku samodzielności? Bo to, że musi pochodzić z zewnątrz jest dla mnie bezdyskusyjne.

      1. Siłą dla działania ku samodzielności będzie wzrastające poczucie zagrożenia w społeczeństwie, które przekroczy wartość krytyczną. Poczucie zagrożenia idące z gróźb i presji Rosji – nakierowanych szczególnie na Polskę. Co zresztą Putin i Kreml nam zapewnia aż nadto – w sposób wręcz bulwersujący. I wątpliwe, by presja zelżała, raczej odwrotnie. Grunt w społeczeństwie na takie zmiany mamy podatny – polecam: https://www.defence24.pl/jak-polacy-sa-gotowi-wesprzec-obrone-poparcie-dla-wot-i-powszechnych-szkolen-badanie-defence24-i-fundacji-ibris A drugi czynnik – to wycofywanie się USA z Europy. Ustanowienie dowództwa V Korpusu to ochłapy na „otarcie łez”. Tu widze pierwsza jaskółkę zmiany nastawienia sterników nawy państwowej – gdy prezydent Duda w Waszyngtonie zdecydowanie pokazał polski i europejski punkt widzenia na wycofywanie sił USA z Europy – w narracji jak na warunki dyplomatyczne – dość skrajnej. A to dobrze rokuje do sojuszu Polski i najlepiej Bałtów z NORDEFCO. Dotychczas od Szwedów kupiliśmy RBS-15 Mk 2/3 dla Orkanów i radary Sea Giraffe, od Norwegów NSMy, przedtem otrzymaliśmy w darowiźnie Kobbeny, teraz od Szwedów chcemy leasing i wykup 2 OP klasy A17 z AIP. Sami zbudowaliśmy okręt rozpoznania i WRE dla Szwedów [bez wyposażenia specjalistycznego] i zbudujemy Ratownika – który służyłby na Bałtyku [ale w razie potrzeby i w obrębie GIUK] do ratownictwa dla koalicyjnych OP. Czyli pierwsze związki współpracy są, ale to dopiero pierwsze jaskółki względem potrzeb. Co do przekroczenia progu krytycznego poczucia zagrożenia w społeczeństwie – WTEDY trzeba mieć gotowy dopracowany zestaw zwięzłych, napisanych prostym językiem przekazów, pisemnych, multimedialnych – z odpowiedziami „CO ROBIĆ?” i „JAK TO ZROBIĆ”. Dla społeczeństwa – ale i dla polityków, bo ich stopień świadomości…no comment… Czyli spójne streszczenie odniesione do proceduralnych planów ewentualnościowych pt „Jak obronić Polskę i zapewnić i przetrwanie i rozwój na długi czas”. To własnie najbardziej mnie interesuje i zawodowo i prywatnie – jako analityka – to uważam za esencję działań propagujących geostrategię i upowszechnienie świadomości reguł gry. Bo nikt nie będzie czytał opasłych książek o geostrategii – ani nie będzie wysłuchiwał długich wykładów. Zresztą – ludzie nie mają i nie będą mieli na to czasu.

        1. Dla jasności – w bardzo ciężkich czasach wobec presji zewnętrznej państwo [szczególnie w strefie zgniotu] albo twardnieje – czyli twardnieje władza – albo państwo znika. To oznacza, że rządy demokratyczne ustępują na rzecz autokratycznych, nawet totalitarnych. Żeby twarda władza nie uciskała własnego narodu – potrzebny jest oddolny balans – oddolne zorganizowanie. Czyli swoista równowaga – z przewagą powszechnego, oddolnego zorganizowanego ruchu. Inaczej będzie tak, że zamiast państwo i władza służyć będą dla narodu, będzie na odwrót, że naród będzie zasobem instrumentalnie używanym do woli przez władzę w ramach bezwzględnej machiny państwa. Dlatego tak ważne są proste, czytelne przekazy – które poprze każda rodzina. W swoim własnym egoistycznym INTERESIE. Tu nie chodzi o różne dumne aspiracje i „samorealizacje” ze szczytu piramidy potrzeb Maslowa – tylko odwrotnie – trwałe, dosłownie fundamentalne zaspokojenie potrzeb podstawowych [z poczuciem długotrwałego bezpieczeństwa i braku inwigilacji] z podstawy piramidy Maslowa. Czyli zdrowa i wystarczająca co do ilości żywność, czyste powietrze i woda , własne źródło utrzymania, własny dach nad głową, opieka medyczna, własne źródło utrzymania i energii [generalnie rdzeniem winien być model prosumencki – w energii, żywności, produkcji, transporcie, komunikacji, nawet w „węzłach” sieciocentryczności] – i „eksterytorialność” własnej rodziny. Całość zorganizowana w sieciocentrycznym barterze opartym o blockchain [ na własnych komputerach i serwerach] – by żadne manipulacje i „kreatywne” odgórnie wprowadzane przekręty walutowo-finansowe nie wywróciły tego synergicznego ekosystemu podstawowego. Wszelkie scenariusze ewentualnościowe geostrategii muszą być w takim razie przetłumaczone dla narodu – dla każdej rodziny – na konsekwencje dla tego ekosystemu – jak to wpłynie na podstawę piramidy Maslowa. Czyli „jeżeli scenariusz X – to w konsekwencji mamy skutki Y”. Tylko to jest czytelne dla „szarego człowieka” – i tylko to w istocie jest „stałym masowym żywotnym popytem” na geopolitykę i ogólnie do wpływania na „to, co dzieje się na górze”. To znaczy, że np. geopolityka i geostrategia musi tłumaczyć wszystko – a właściwie PRZETŁUMACZYĆ – na pojęcia prostego człowieka – na zmiany w jego otoczeniu bezpośrednim, w którym funkcjonuje. Przypomina się [w formie przesadnej hiperboli] powiedzenie pewnego noblisty, że jeżeli dany specjalista nie umie wytłumaczyć, czym się zajmuje 5 letniemu dziecku, to jest szarlatanem. Czyli głównym zadaniem „bojowym” geostrategii i geopolityków nie jest wcale analiza, synteza, opracowanie strategii i realizowalnych proceduralnie planów ewentualnościowych – ale najtrudniejsze jest przebicie bariery ignorancji społeczeństwa – celem jest „geostrategia pod każdą strzechą”. A to nakazuje jak najprostsze słownictwo i zrozumiałą obrazowość – niczym w przypowieściach biblijnych – budujących schematy myślenia i zrozumienia danych sytuacji. W 1980 Solidarność miała 10 mln członków i drugie tyle zdecydowanie wspierających, dla których jej droga była jedyną sensowną drogą – względem tej dotychczas odgórnie suflowanej jako „jedynie słusznej”. W 1918-22 odrodzenie Polski było możliwe – bo większość mieszkańców tego chciała. W jednym i drugim przypadku opierali się o zestaw wspólnych pojęć i „rdzeniowych” wartości i celów – powszechnie uznawanych za oczywiste i pożądane – na poziomie zrozumienia i pojęć „szarego człowieka”.

          1. (…)Całość zorganizowana w sieciocentrycznym barterze opartym o blockchain [ na własnych komputerach i serwerach] – by żadne manipulacje i “kreatywne” odgórnie wprowadzane przekręty walutowo-finansowe nie wywróciły tego synergicznego ekosystemu podstawowego.(…)
            Niestety tak się złożyło, że kwestie kryptoekonomii państwa wolą scedować na rzecz mafii.

          2. @JSC – więcej wiary w możliwości organizacji oddolnej ludzi. Model prosumencki dawniej był mrzonką – dzisiaj to szybko rosnąca rzeczywistość. Własny dom z własna energią [także dla własnego elektropojazdu]. dla zasilania własnej firmy rodzinnej z drukarkami 3D i wszelkiego rodzaju obrabiarkami i „efektorami procesowymi” CNC, dla obsługi własnej zautomatyzowanej szklarni z obiegiem zamkniętym wody w 98% – to jest własnie model funkcjonowania rodziny przyszłości. Plus wpięcie w sieciocentryczny barterowy bilans wymiany popyt-podaż – z optymalizacją real-time [dynamiczna] maksymalnie skracanych łańcuchów wartości i łańcuchów dostaw. Czyli model rozproszony – sieciowy – w istocie zdecentralizowany. Notabene – w strefie zgniotu – model konieczny. A barter oparty o wymianę dóbr i usług wg WŁASNYCH powszechnych rejestrów – to dużo lepszy pomysł – niż „elektroniczny pieniądz” w rodzaju bitcoina itp., który mam za [finalnie – długofalowo] wielką piramidę finansową. Liczy się wymiana realnych dóbr i usług – a to faktycznie likwiduje pieniądz i dotychczasowy system finansowy. Zanim były pieniądze – były zapisy na tabliczkach – kto co komu [przeważnie władcy] był winien. Pieniądze to licząc w „długim trwaniu” tylko etap przejściowy – obecne komputerowo-sieciowe „tabliczki zapisów” barteru w blockchainie osiągnęły taki stopień dojrzałości, operacyjnej sprawności i niezawodności, powszechności i taniości obsługowej w czasie rzeczywistym – że pieniądz i wszelkiego rodzaju „kreatywna księgowość” oparta np. o „luzowania ilościowe” [czyli hokus-pokus i mamy królika z cylindra] – są nie tylko niepotrzebne – ale wręcz szkodliwe i do likwidacji. Bo tworzą iluzję – FAŁSZYWEGO mapowania zasobów – i przez to np. złego inwestowania – odklejoną od realu. Pieniądz – nieważne, czy mający zastaw w złocie, czy elektroniczny i zupełnie wirtualny [czyli jak ktoś odmawia przyjęcia danej waluty – to ta waluta „pada” – i tego najbardziej boi się Wall Street i FED odnośnie dolara – bo jest BEZ POKRYCIA] – nie ma sensu. A jeżeli zastawem pieniądza mają być dobra realne [wliczając usługi i technologię] – to zamiast robić sztuczne mapowanie tych dóbr na pieniądze – a potem pieniędzy na dobra – lepiej od razu bezpośrednio wszystko rozliczać w dobrach realnych. I w takim systemie nie ma nawet możliwości budowy piramid finansowych – czy pompowania różnego rodzaju „baniek” – które potem rujnują ekonomię, gdy pękną. Obecny system finansowy przynosi więcej problemów, niż korzyści – jest zwyczajnie dysfunkcyjny i podlega takiemu „przedrukowaniu” przez silnych graczy [i politykę] – że w istocie jest moim zdaniem jednym z głównych źródeł nierównowag i narastających sprzeczności i konfliktów strukturalnych.

          3. (…) A barter oparty o wymianę dóbr i usług wg WŁASNYCH powszechnych rejestrów – to dużo lepszy pomysł – niż “elektroniczny pieniądz” w rodzaju bitcoina itp., który mam za [finalnie – długofalowo] wielką piramidę finansową. Liczy się wymiana realnych dóbr i usług – a to faktycznie likwiduje pieniądz i dotychczasowy system finansowy.(…)
            Na tym rynku mocne są kartele, a te już obracają realnymi dobrami…

          4. @JSC – naprawdę – więcej wiary w obecne możliwości sieciocentrycznej organizacji społeczeństwa, opartego o model prosumencki – z produkcją rozproszoną do poziomu firm rodzinnych. Co istotne – z zerowymi lub maksymalnie skróconymi do „1 kroku” łańcuchami dostaw – minimalizowanymi regionalnie. Czyli bez groźby przerwania tych łańcuchów – i bez niepotrzebnych pośredników [jak np. wielkie sieci handlowe – które obecnie dyktują ceny zakupu – i zgarniają większość marży]. I świat finansów – i świat wielkich koncernów – który JESZCZE rządzą światem – to przestarzałe, strukturalnie wadliwe [i szkodliwe] byty ekonomiczne – w istocie „na wylocie”.

  9. Dlaczego tak ważna dla ścieżki Indii [ale i dla ewentualnej deeskalacji hegemonicznej USA-Chiny] – jest koalicyjność i uzyskanie potencjału do skoku w pełnym zakresie RMA? Przykład z USA – zupełnie nowe podejście RMA – oparte właśnie o masową dronizację i spięcie sieciocentryczne: tzw. Ocean Rzeczy [Ocean of Things] rozwijany przez DARPA: https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/darpa-ocean-rzeczy/ W istocie – w dalszym rozwinięciu [nie tylko morskim] – chodzi o zbudowanie całego ekosystemu we wszystkich domenach spiętych sieciocentrycznie w jedną – zarządzaną przez AI w czasie rzeczywistym. Czyli nie mamuty postzimnowojenne – czyli spięte kablami systemy zintegrowane [od zaawansowanego samolotu bojowego po lotniskowiec] – a całkowite rozproszenie sensorów i efektorów – posadawianych wymiennie na nosicielach odpowiednio do domeny i do konkretnej misji. Czyli ciągła rekonfiguracja dynamiczna „w biegu” aktywów militarnych – odpowiednio do zmian sytuacji i wymagań. Nawet atomowe podwodne szturmowce i boomery stają się powoli mamutami tracącymi swoje atuty – skoro oficjalnie wiadomo, że można wykrywać [pośrednio – przez obserwację zliczoną [„scałkowaną”] z satelity laserem fali ciągnionej na powierzchni] zanurzony okręt podwodny do 100 m. A Chiny już uruchomiły projekt Guanlan wykrywania OP zanurzonych do 500 m. Polecam: https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/chinskie-satelity-wykryja-zanurzone-okrety-podwodne/ Nawet jeżeli tyle się nie uda osiągnąć – to i tak samo wykrywanie na głębokości 100 m i tak mocno obniża atut skrytego uderzenia podwodnego [przygotowanie i odpalanie rakiet jest na głębokości kilkudziesięciu metrów]. W tym sensie Indie – które dopiero rozwijają swoje atomowe szturmowce i boomery – jak i lotniskowce [czyli niejako dopiero doganiają sztandarowe aktywa zimnej wojny] – słabo odpowiadają na trendy RMA. Bez szerszej koalicji – w tym idącego od tej koalicji wsadu technologicznego… i co ważniejsze – bez efektu „wspólnego reaktora rozwojowego” – w pewnym momencie obecny kurs polityki Indii doprowadzi do strategicznej zapaści [wg mnie w latach 30-tych] wobec skoku RMA w Chinach. Zatem – albo Indie skorygują kurs i staną się graczem koalicyjnym [jak opisywałem – razem z NORDCENTRALSOUTHDEFCO+UK – ale i z innymi państwami Azji] – i wtedy mogą WSPÓLNIE wejść w pełnej skali w RMA i zrównoważyć Chiny [ale też USA] – albo kontynuując swój kurs – w pewnym momencie staną w strategicznym okrążeniu – zostaną całkowicie zneutralizowane – oby nie całkowicie zlikwidowane populacyjnie [bo TAKIE są możliwości obecnych broni biologicznych i chemicznych]. Dlatego nie sądzę, by Indie zyskały na starciu supermocarstw. Raczej będą miały szczęście, jeżeli ocaleją „w jednym kawałku”. A i to ocaleją tylko wtedy, jeżeli dokonają totalnej mobilizacji i wycinkowego „obronnego” skoku RMA – siłą rzeczy [skutkiem zaniechania koalicyjności i z braku synergii technologicznej] niewiarygodnie wielkim kosztem zubożenia ludności – czyli skutkiem deficytu własnych środków dokonają skoku RMA ograniczonego do obrony strategicznej rdzenia [nie całości] Indii i niestety kosztem przyjęcia „akceptowalnego poziomu strat” – który może być liczony w dziesiątkach, oby nie setkach milionów ludzi. A niestety taki poziom totalnej mobilizacji i bezwględnej egzekucji odgórnych planów New Delhi oznacza, że „największa demokracja świata” przestanie być demokracją – wdrażając drakońskie [dla ludności] plany strategicznej obrony.

  10. (…)Nawet jeżeli tyle się nie uda osiągnąć – to i tak samo wykrywanie na głębokości 100 m i tak mocno obniża atut skrytego uderzenia podwodnego [przygotowanie i odpalanie rakiet jest na głębokości kilkudziesięciu metrów].(…)
    Dla nowoczesnych boomerów zejście poniżej 100 m. żadne osiągnięcie… Seawolf osiągają 500 m., a pod czas testów Alfa zeszła na 1200 m choć operacyjnie nie przekraczają 800 m. A co szybkości wynurzania to biorąc pod uwagę, że Tajfuny miały dość siły, aby przebić pokrywę lodową 3 metrową pokrywę lodową można śmiało założyć, że to był proces bardzo dynamiczny.

    1. Dla atomowców i ogólnie OP jest złota zasada – „run deep, run silent”. Wszelkie alarmowe gwałtowne zmiany głębokości to pewna „dekonspiracja akustyczna” w szerokim zasięgu. Na pewno prace [Chin i innych graczy] nad wykrywaniem OP poniżej 100 m głębokości przyniosą jakieś rezultaty – pytanie tylko , czy ta głębokość wykrywania przesunie się na powiedzmy 150 m czy na 500 m? W każdym razie – odpalanie rakiet musi odbywać się na głębokości mniejszej od 100 m – i ze względu na całą procedurę [np. spozycjonowania głowic do odpalenia] – swoje trwa.

      1. Pora żebym pierwszy raz użył dowodu z filmu… W K-19 od operacja odpalenia rakiety z wynurzeniem awaryjnym nie trwała nawet kwadransu.

        1. Tak – z „dekonspirującym” [np. względem Ocean of Things] wynurzeniem awaryjnym. O tym piszę. Inna rzecz – że sporo się zmieniło w procedurach od czasów K-19 z początku lat 60-tych – zwiększyła się ilość procedur bezpieczeństwa [zwłaszcza z udziałem ludzi i rozproszonych kodów bezpieczeństwa], no i liczba rakiet i programowania i pozycjonowania nieporównanie wzrosła, mimo automatyzacji nie jest to wszystko „ot tak łatwe, proste i szybkie” jak przysłowiowe pstryknięcie palcem. A mówimy o sytuacji w ramach rozległego globalnego i kosmicznego RMA supermocarstw – gdy kontrola sytuacji będzie w czasie rzeczywistym. To oznacza, że wszelkiego rodzaju systemy detekcji [orbitalne i np. morskie] mogą wykryć boomer na relatywnie małej głębokości, nim ten ukończy procedury przygotowawcze do odpalenia. A nie tylko sensory – jak w Ocean of Things – ale przecież i efektory [dajmy na to rakietotorpedy w kontenerach pływających – np. operujących w tzw.szybowcach podwodnych] – czy nawet uderzenie hipersoniczne z orbity – mogą nadejść szybciej, niż dokończenie procedur i odpalenie rakiet z boomera. Oczywiście, to możliwe przy odpowiedniej globalnej masowości użycia zdronizowanych sensorów i efektorów i nosicieli, wpiętych w sieciocentrycznie w globalno-kosmiczny AI sterujący całym C5ISR. Na tym głownie polega RMA, która przyjdzie w latach 30-tych – kompletnie rolując [głownie czasem reakcji i precyzją i zasięgiem – i lepszą kalkulacja koszt/efekt] systemy rodem z zimnej wojny.

      2. nie istnieje coś takiego jak pozycjonowanie głowic przy odpaleniu.To wymysły laika.

        Glowic ena torze balistycznym okresla mechanizm postboostera,.

        Generalnie bardzo fajny spam piszesz, taki slowotok bez ladu skladu, same bzdury zero tresci tylko pelno slow frazesow typu sieciocentrycznosci, real time C5ISR, etc.

        Forum bardzo duzo traci

        1. Szanowny Antybocie – Ciekawe stwierdzenie – bo obecnie rakiety z boomerów są wielogłowicowe i mogą razić różne cele – oczywiście z naprowadzaniem przy oddzieleniu się poszczególnych głowic [zwykle w kosmosie, a przynajmniej po przekroczeniu krytycznego spadku gęstości atmosfery czyli linii Karmana – przyjmowanej na pułap ca 100 km]. Każdą z głowic programuje się osobno wg ostatniej decyzji sytuacyjnej z „góry” [dokładniej – wg podanego schematu w rozkazie odpalenia] – oczywiście w ramach możliwej „odchyłki” względem zasięgu i wektora, jaki nadaje wspólna rakieta nośna. Generalnie – im większy pułap i prędkość sub-orbitalna – tym większy obszar „elipsy pokrycia” celów przez poszczególne głowice. Doradzam zakup polskiej klawiatury – przynajmniej tyle dla uwiarygodnienia tego ciekawego wpisu. Dziękuję za potwierdzenie, że właśnie treść tycząca różnych scenariuszy ewentualnościowych dla Polski – w oparciu o RMA – jest tak niewygodna.

          1. Osoba honorowa złapana na manipulacji czy kłamstwie przeprasza,

            Kto na forum pod wpisem JSC napisał ? :

            W każdym razie – odpalanie rakiet musi odbywać się na głębokości mniejszej od 100 m – i ze względu na całą procedurę [np. spozycjonowania głowic do odpalenia] – swoje trwa.

            ———————–
            Powyższy tekst w kwestii rzekomego SPOZYCJONOWANIA (sic!) jest kompletna bzdura laika, kompletnym dyletanctwem no ale nic nie poradzę, ze Pan cytujesz tylko to, co na Wikipedii znajdziesz.

            Po pierwsze na – proszę się dokształcić – MIRV ( Multiple Independent Reentry Vehicles a jaka jest różnica miedzy MaRV ? -technologie z lat 80tych. vs. późniejsze. 50 lat minęło a problemy dalej te same.

            Każda z głowic ma statycznie zaprogramowany cel PRZED każda z misji i nikt na świecie nie uczynił w tej materii istotnego postępu, aczkolwiek pewne nadzieje wiążą się z rozwojem komputerów kwantowych, jednak wyniki w tej materii były na tyle ryzykowne, ze obecnie pozostano przy tym co działa.

            Problem jest niezawodność prowadzenia głowicy w fazie terminalnej i uzyskanie odpowiedniego CEP – Circular Error Probable bowiem ilość danych dopływających do głowicy jest na tyle duża i skomplikowana, iz obecnie mimo postępu włożenie wszystkich elementów sterujących zwiększa masę głowicy na tyle, ze manewrowość tejże w fazie terminalnej jest ograniczona ( a ta manewrowość jest pożądana celem uniknięcia systemów ochrony Ballistic Missile Defense). Kompromis goni kompromis mimo postępu. Komunikacja z MaRV musi byc zachowana i szyfrowana…

            Oddzielenie czy to MIRV czy MaRV na właściwy tor balistyczny następuje po odstrzeleniu go od post-boostera. Za pomocą na przykład sprężonego Argonu (vide rosyjskie Topol M). To właśnie post-booster /bus kontroluje umieszczenie każdej z głowic na właściwym torze balistycznym (z uwzględnieniem korekty czy przez MaRV (ktore sa bardziej skomplikowane czy przez niesterowalny po umieszczeniu na torze balistycznym jakikolwiek z MIRV.

            Materiałów odtajnionych o MIRV, MARV, post-booster, bus w sieci multum. Po pierwsze dlatego ze technologie do produkcji tychże drogie i wymagają specjalistów, których na świecie tylko kilka Państw ma. Po drugie…

            Mi byłoby wstyd.

            Jedyne co potwierdzam to “odchyłki” w Pańskich postach od meteorytyki i logiki, przykryte najczęściej tasiemcowymi wpisami o tym samym. Podobno prawdziwa cnota krytyki się nie boi.

            Forum jednak traci bardzo.

            Dziękuję i Pozdrawiam.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.