Australię czeka wybór między Chinami, a USA? [Analiza iPL]


Poniższa analiza powstała w wyniku inicjatywy iPL i jest efektem pracy: Krzysztof Wojczal, bogaty.men

 

Australia to bardzo wielki kraj, na obszarze którego można by zmieścić większość państw europejskich. Miejsce wielkich pastwisk, jak i najdłuższych płotów świata (Dingo_Fence). Kraina gdzie można spotkać ponad sześćdziesiąt gatunków kangurów, oraz środowisko w którym żyje 8 z 10 najbardziej niebezpiecznych zwierząt na świecie. Australia to były zakład karny, gdzie Wielka Brytania zsyłała przestępców. Jest to też miejsce gdzie Polacy odcisnęli swój znak i odkryli najwyższy szczyt: Góra Kościuszki, 2228 m n.p.m. Kilka innych ciekawostek o “Aussie” można poczytać w CIEKAWOSTKI O AUSTRALII.

Australia, potocznie nazywana the Land Down Under , stała się wbrew własnej woli elementem rozgrywki pomiędzy hegemonem, a chińskim pretendentem.  Wydaje się, że władze z Canberry stoją przed wyborem: być albo mieć. Żyć w komitywie z hegemonem albo odrywać gospodarcze kupony z handlu z Chinami. Czy jest tak w istocie? Czy wybór ten w ogóle istnieje, a jeśli tak, to jakie konsekwencje może mieć dla Australijczyków?

Czy Mining Boom, który uratował tą jedną z większych gospodarek świata, pozwoli przejść Australii bez szwanku przez nadchodzącą globalną recesje? Jak afera bankowa może wpłynąć na tamtejszą gospodarkę? Czy Australijczykom uda się rozbroić tykającą bombę w postaci olbrzymiej bańki na rynku nieruchomości?

Przed Australią bardzo trudnym okres, więc nic dziwnego, że w kraju tym trwa ożywiona debata dotycząca przyszłości tego kraju, a zarazem kontynentu. Jedni, jak b. premier Malcolm Turnbull nawołują naród Australijski do “powstania” (a raczej postawienia się) inni wskazują, że Australia może zostać największym przegranym wymiany ciosów pomiędzy USA i Chinami. Jak w istocie będzie? O tym dalej w treści analizy 🙂

 

GEOGRAFIA

Australia jest najmniejszym kontynentem świata o powierzchni 7,5 mln km². Wyspą  na południowej półkuli ziemskiej, wetkniętą pomiędzy Ocean Indyjski i Pacyfik. Ogromnym, pustynnym pustkowiem, na którego obrzeżach osiedlili się kolonizatorzy z Imperium Brytyjskiego. Wypierając rdzennych Aborygenów i wydzierając kontynentowi jego wybrzeża. Nazwa tej kontynentalnej wyspy pochodzi od określenia Terra Australis Incognita, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Nieznany Południowy Ląd. To doskonale odzwierciedla położenie geograficzne „wyspy”, która leży na uboczu najważniejszych szlaków handlowych świata. Australię od Ameryk dzieli największy ocean globu – Pacyfik. By dotrzeć do Afryki, należy przebyć całą szerokość Oceanu Indyjskiego. Europa znajduje się zupełnie po drugiej stronie globu i jest to najdalej położony od Australii kontynent. Nieco bliżej Australijczycy mają do Azji, jednak od potężnych mas lądowych tego superkontynentu oddzielają ich tysiące wysp i wysepek składających się na Indonezję, Malezję i Filipiny. By w pełni okazać obraz „alienacji” warto dodać, że do Melbourne lub Sydney bliżej jest z wybrzeży Antarktydy niż Azji.

Co istotne, serce cywilizacyjne Australijczyków bije na południowo-wschodniej części kontynentu. Czyli tej najdalszej od światowych arterii handlowych. Wypływając z Melbourne w kierunku Eurazji, należy w pierwszej kolejności opłynąć całą Australię. Koszmar dla handlu i logistyki, który przebijają chyba tylko: zachodnie wybrzeże Ameryki Południowej oraz syberyjskie pustkowia Rosji. Ojczyznę kangurów ratuje fakt, iż jest to wyspiarski kraj oparty na handlu morskim. Najtańszym i najwydajniejszym sposobie transportowania towarów.

Sam kontynent stanowił dla kolonizatorów nie lada wyzwanie. Jego centrum to trudne do zasiedlenia i zurbanizowania tereny. Przez co system infrastrukturalny Australii rozwijany jest głównie na wybrzeżach. Pomiędzy którymi znacznie łatwiej jest latać, nić jeździć. Poniżej mapy: drogowa oraz zawierająca lotniska w Australii:

Sieć drogowa Australii
Lotniska na kontynencie

ZARYS HISTORYCZNY

Pierwsi ludzie przybyli do Australii 65 tys. lat temu… Jednak pominiemy ten przeciekawy okres historii plemiennej. Dość napisać, że Australia stała się kolonią korony brytyjskiej pod koniec XVIII wieku. Odkrywana przez Europejczyków po trzykroć (pierwsi odkryli ją Portugalczycy w XVI w., a następnie Holendrzy w XVII wieku, jednak nieznany ląd uznano za mało atrakcyjny, niezdatny do życia dla Europejczyków oraz położony zbyt daleko od szlaków handlowych). Dopiero James Cook w 1768 roku dotarłszy do nowego kontynentu przebadał jego wschodnie wybrzeża, które uznał za godne przyłączenia do Imperium Brytyjskiego. Pierwszymi kolonizatorami Australii zostali skazywani na zsyłkę przestępcy z Wielkiej Brytanii. To oni, w 1788 r. założyli pierwszą osadę portową – Port Jackson, która przerodziła się we współczesne Sydney. Pierwsi wolni osadnicy przybyli do Australii w 1793 roku, jednak nowa kolonia wciąż pełniła głównie rolę miejsca zsyłki dla skazańców. Do 1858 roku na kontynent zwieziono ponad 160 tys. przestępców. Właściwa kolonizacja (przez wolnych ludzi) nabrała tempa dopiero po 1830 roku.

W 1851 roku w Australii odkryto spore pokłady złota, co stało się przyczyną australijskiej „gorączki złota”. Dzięki temu już w 1861 roku kontynent zamieszkiwało milion osadników z Europy.

Australijczycy zyskiwali niezależność i niepodległość od korony brytyjskiej poprzez stopniowy proces, który rozpoczął się wejściem w życie konstytucji Związku Australijskiego w dniu 1 stycznia 1901 roku. W 1926 roku władze z Londynu przyjęły raport byłego premiera Arthura Balfoura, zgodnie z którym dominia brytyjskie uzyskiwały równy status prawny względem metropolii. Deklaracja ta nie została wprawdzie potwierdzona żadną ustawą, jednak zasada stała się powszechną w Imperium normą i w 1931 roku stała się podstawą do ustawy brytyjskiego parlamentu zwanej statutem westminsterskim. Statut ten został ratyfikowany przez Australijczyków w 1941 roku, co formalnie usankcjonowało zrównanie praw tego kraju z prawami Londynu. W 1981 roku parlamenty Wielkiej Brytanii i Australii uchwaliły tzw. Australia Act, który definitywnie rozdzielił oba państwa.

W międzyczasie, Australijczycy brali czynny udział u boku Brytyjczyków w II Wojnie Światowej, walcząc na wszystkich „zachodnich” frontach. Od Afryki Północnej, po Francję.

Gdyby ktoś chciał poczytać o historii Australii na wesoło to polecamy: An Occasionally Accurate History of Australia: Part I i Part II.

 

GOSPODARKA

Garść danych

Australia jest gospodarką średniej wielkości, mającą sporą ekspozycję na globalny handel. PKB Australii w 2018 roku wyniosło 1 bilion 432 miliardy USD (Polska – 586 mld USD).

Przy 25 milionowej populacji, jest to w przeliczeniu na osobę ponad 45 tys. dolarów. Przy uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza, PKB per Capita PPP wyniosło blisko 57 tys. USD (Polska 28,7 tys. USD). Mamy więc do czynienia z państwem o ogromnym terytorium i stosunkowo niewielkiej populacji, która tworzy sporej wielkości gospodarkę zdominowaną w około 70% PKB poprzez sektor usług. Roczne tempo wzrostu gospodarczego w ostatnich latach (od 2013 roku) oscylowało średnio wokół 2-3% choć dane z tego roku wskazują na spowolnienie. Za czerwiec 2019 roku roczne tempo wzrostu PKB wyniosło 1,4%.

Co bardzo ważne, Australia jest światowym rekordzistą życia gospodarczego bez kryzysu. Ostatnia recesja wystąpiła tam w 1990/91, co daje prawie 30 lat stabilnego wzrostu gospodarczego, wspieranego aktywnie poprzez kredyt z sektora finansowego. Kryzys roku 2008 też był im niestraszny dzięki boomowi w sektorze wydobywczym (mining boom) o czym później.

Source: https://www.livewiremarkets.com/wires/has-australia-really-had-three-recessions-in-the-last-28-years

Największymi składkowymi pod względem udziału w PKB w gospodarce australijskiej za rok 2018 są obecnie usługi finansowe i ubezpieczeniowe, przemysł konstrukcyjno-budowlany oraz przemysł wydobywczy, jak poniżej:

  • Financial and insurance services (8.7%),
  • Construction (7.8%),
  • Przemysł górniczy (7.7%).

Stopa bezrobocia jest dość niska i wynosi (za 08-2019) 5,3%. Najwyższe bezrobocie w XXI wieku Australia odnotowała w końcówce 2014 roku, kiedy to bez pracy pozostawało 6,4% populacji (co i tak jest świetnym wynikiem). Inflacja roczna od kilkunastu lat waha się w okolicach 2%, a na koniec czerwca 2019 roku wyniosła 1,6%. Od 2015 roku stopy procentowe utrzymują się na pułapie 1,5%.  Stosunek długu publicznego do PKB na koniec 2018 roku wyniósł 48,9%.

dane z tradingeconomics.com

 

Handel

Australia od 2017 roku notuje dodatni bilans handlowy, a w luty 2019 odnotowała największą co do wielkości nadwyżkę handlową.

Source: https://www.businessinsider.com.au/australia-trade-surplus-march-gdp-q1-2019-5

Od 2015 roku najważniejszym partnerem handlowym są Chiny. Wówczas państwa te podpisały umowę o wolnym handlu, która obejmuje szacunkowo towary i usługi o wartości 20 mld dolarów. W 2018 roku wartość australijskiego eksportu wyniosła 253,8 mld dolarów. Do Państwa Środka w 2018 roku trafiło 29,2% australijskiego eksportu czyli ok. 74 mld USD (Japonia – 10,3%, Korea Południowa – 5,4%  Indie – 4%, USA – 3,6%). Jednocześnie import z Chin wyniósł w zeszłym roku 54,9 mld dolarów. To oznacza, że Australia posiada z Chinami najlepszy bilans handlowy (19,1 mld USD na plusie). Australijczycy zarobili jednocześnie na handlu m.in. z Japonią (+9,4 mld $), Hong Kongiem (+7,1 mld $), Indiami (+6 mld $), Koreą Północną (4,2 mld $) oraz Tajwanem (3,5 mld $). Największy deficyt w handlu za 2018 roku Australia osiągnęła na wymianie z USA (-14 mld $), Niemcami (-9,2 mld $), Tajlandią (-6,1 mld $), Malezją (-5,2 mld $), Włochami (-4,6 mld $), Singapurem (-3,7 mld $) oraz Francją (-3mld $). Dane za poprzednie lata przedstawione są poniżej:

Source: https://www.businessinsider.com.au/australia-largest-trade-partners-china-exposure-2018-5

Z danych tych wynika, iż australijska gospodarka jest bardzo mocno powiązana z chińską i to na Chińczykach zarabia najlepiej. W 2018 chińskie media państwowe zasugerowały, iż Pekin mógłby ograniczyć australijski import o miliardy dolarów aby “zmusić Australię do płacenia” za coraz to chłodniejsze stosunki dyplomatyczne między krajami. W lutym 2019 Chiny zbanowały australijski węgiel w porcie Dalian., w odpowiedzi na wykluczenie Huawei z przetargów na 5G w Australii. Import węgla z Rosji i Indonezji nie ulegnie zmianie.

Jednocześnie Australia posiada ogromny deficyt handlowy ze swoim strategicznym sojusznikiem – Stanami Zjednoczonymi.

Australijczycy eksportują głównie stal (ok. 20% całego eksportu), brykiet węglowy (ok. 19%), złoto (ok.12%)  oraz LNG (ok. 8%). Importują z kolei samochody (9% importu), paliwo (7%) oraz statki specjalnego przeznaczenia (4,5%). Tymczasem import towarów i usług obejmuje pojazdy silnikowe, sprzęt telekomunikacyjny, leki, komputery, meble, maszyny oraz turystykę, gdzie ponad połowa importu to towary przemysłowe (manufactured goods). Pełna lista importu i eksportu dostępna na Atlas-Australia.

Struktura wymiany handlowej pokazuje, że Australii brakuje jakiegokolwiek rodzaju samowystarczalności, co oznacza, że wysoki standard życia w tym kraju jest całkowicie uzależniony od handlu międzynarodowego, jak i handlu morskiego.


Uwaga! Czytasz ten tekst dzięki temu, że autor bloga znajduje dość samozaparcia i mobilizacji by go dla Ciebie pisać 🙂 Dlatego, jeśli uważasz ten tekst za wartościowy i wart tego, by wznowić dyskurs publiczny na omawiany temat i omówić argumenty zawarte we wpisie – udostępnij lub poleć go znajomym. Kilka dodatkowych sekund, które na to poświęcisz nijak mają się do czasu, który już spędziłeś przy czytaniu niniejszego wpisu. Ja pisałem go znacznie, znacznie dłużej. Miło będzie również przeczytać Twój komentarz pod tekstem. Czekam również na uwagi i merytoryczną polemikę 🙂 Dziękuję. KW

Boom górnictwa

Górnictwo przyczyniło się znacząco do wysokiego poziomu wzrostu gospodarczego Australii. Australijska gospodarka była od początku XXI wieku napędzana przez największą “surowcową bonanzę” od czasów gorączki złota w latach 50-tych XIX wieku. Ten “boom górniczy” stanowi jeden z największych wstrząsów w australijskiej gospodarce od pokoleń, a dobra koniunktura sektora górniczego ostatniej dekady utrzymała Australię na powierzchni w czasie światowego kryzysu finansowego z 2008r. W Australii realizowane są jedne z największych i najbardziej ambitnych projektów wydobywczych na świecie, a górnictwo jest jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki:

“Z ponad 300 działającymi kopalniami wydobywającymi 26 głównych i drugorzędnych surowców mineralnych, Australia pozostaje jedną z najlepszych lokalizacji do inwestowania w surowce mineralne.” – Minister for Resources and Northern Australia

Najważniejsze surowce to ruda żelaza, LNG, węgiel metalurgiczny i energetyczny. Produkcja rudy żelaza stanowi obecnie około jedną trzecią całej ekspozycji towarów górniczych, a prawie 70% jej produkcji idzie do Chin będących największym producentem stali na świecie (54% w 2019)

Source: https://www.abc.net.au/news/2018-11-01/australian-exports-hold-up-despite-slowing-chinese-economy/10455938

Boom gospodarczy jest niewątpliwie wynikiem dynamicznego rozwoju regionu Azji i Pacyfiku, a przede wszystkim ogromnego chińskiego zapotrzebowania na surowce. Chiny w latach 1978-2014 notowały fenomenalny wzrost gospodarczy w tempie ok. 9,7%.  Dla bogatej w surowce Australii, której kolejną domeną jest produkcja żywności, Chiny stały się głównym partnerem handlowym w 2009.

Source: https://www.rba.gov.au/chart-pack/pdf/chart-pack.pdf?v=2019-10-02-23-12-38

Chiński popyt na surowce spowodował nadzwyczajny wzrost cen w tym segmencie, co dodatkowo służyło australijskiej gospodarce.  W ciągu 10 lat do 2012 r. światowe ceny eksportowe australijskiego górnictwa wzrosły ponad trzykrotnie.

Source: https://www.rba.gov.au/chart-pack/pdf/chart-pack.pdf?v=2019-10-02-23-12-38

Co ciekawe powyższy index od RBA wyrażony jest w koszyku walutowym SDR, określonym przez MFW. Jest to ważony indeks śledzący zmiany kursu dolara amerykańskiego, euro, chińskiego renminbi, jena japońskiego i funta brytyjskiego w danym okresie. Wagi indexu dostępne są pod Weights for the Index of Commodity Prices.

Wysokie ceny surowców spowodowały ogromne inwestycje górnicze i znaczny wzrost eksportu minerałów, a jednocześnie stworzyły dziesiątki tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze.  Szacuje się, iż globalny popyt na żelazo, węgiel i gaz ziemny przyniósł Australii inwestycje warte około 500 mld dol. australijskich, a wydatki inwestycyjne sektora górniczego wzrosły w pewnym momencie z 2% aż do 8% PKB. W szczycie boomu surowcowego (2011 i 2012) inwestycje górnicze odpowiadały za dwie trzecie wzrostu gospodarczego w Australii.  Od tego czasu inwestycje górnicze spadają i prawdopodobnie nadal będą spadać  (tak według NAB Group Economics nawet o 70%).

Source: https://www.fool.com.au/2016/06/10/mining-investment-to-fall-by-another-70-say-economists/

Wydobycie, przetwarzanie i eksport zasobów wymaga nakładów z wiele gałęzi przemysłu spoza przemysłu wydobywczego. Wpływ boomu górniczego na gospodarkę jest stosunkowo duży. Branże, które według szacunków odnoszą największe korzyści z boomu, poza samym górnictwem, to budownictwo, energia elektryczna, gaz i woda oraz usługi dystrybucyjne. Branże te sprzedają nieproporcjonalnie dużą część swojej produkcji właśnie przemysłowi górniczemu. Wszystko to miało również pośredni wpływ na wzrost sektora usług.

Source: https://www.rba.gov.au/publications/bulletin/2014/dec/3.html

Dobra koniunktura górnicza spowodowała wzrost cen surowców mineralnych, inwestycji górniczych i produkcji surowców. Wszystko to większyło siłę nabywczą i wielkość australijskiej gospodarki. Wyższe ceny towarów przełożyły się na znaczne wzmocnienie warunków handlowych (terms of trade, czyli stosunku cen otrzymywanych za eksport surowców do cen płaconych za import). W efekcie oznaczało to wzrost siły nabywczej Australii w stosunku do towarów i usług wytwarzanych za granicą. Znalazło to odzwierciedlenie w silnym kursie walutowym, który sprawił, że importowane towary i usługi stały się znacznie tańsze dla australijskich konsumentów. Połączenie zmian w dochodach, produkcji i cenach względnych oznaczało duże zmiany w strukturze działalności gospodarczej. Podczas gdy przemysł wydobywczy, budowlany i importowy przeżywały boom, rolnictwo, przemysł wytwórczy i inne usługi narażone na wpływ handlu zmniejszyły swój udział w gospodarce.

Jednocześnie boom górniczy przełożył się na więcej miejsc pracy i ogólny wzrost bogactwa. Podniósł się standard życia całej w Australii, co spowodowało, że znacząco podniósł realny dochód rozporządzalny na głowę mieszkańca.

BAŃKA NIERUCHOMOŚCI

Dobre wynika górnictwa, przemysłu i usług, przełożyły się na zwiększenie dochodów gospodarstw domowych. Przy taniejących kredytach spowodowało to gwałtowny wzrost popytu na mieszkania, a w konsekwencji wzrost cen nieruchomości. W takiej sytuacji, przy długotrwałych i stabilnych wzrostach cen, opłacało się inwestować w lokale, bądź to pod najem bądź pod późniejszą sprzedaż. Co dodatkowo napędza w tym sektorze koniunkturę oraz inflację cen.  Tylko w przeciągu ostatnich pięciu lat (do końca 2017) ceny mieszkań w całym kraju wzrosły o prawie 50 procent.

Source: https://www.rba.gov.au/publications/bulletin/2017/sep/4.html

Ponadto stabilny wzrost populacji na poziomie około 1.5% powodował braki w budownictwie mieszkaniowym. Wysokie czynsze i ceny domów zachęcały do budowy mieszkań. W 2018 roku w samym Sydney można było naliczyć aż 350 żurawi używanych do budowy budynków mieszkalnych.

Na rynku nieruchomości pojawiły się bardzo ciekawe wehikuły inwestycyjno-spekulacyjne. Jedyną z ciekawszych strategii jest “negative gearing”. Australijczycy ze względów podatkowych celowo kupują nieruchomości inwestycyjne, co zawyża koszty firm, a tym samym zmniejsza dochód będący podstawą opodatkowania. Kupując nieruchomości z myślą o wzroście ich wyceny, Australijczycy zaciągają kredyty (interest-only loans), a następnie wynajmują lokale za czynsz w niższej wartości niż wartość  rat kredytowych i absorbują różnicę. Myśląc, że nadrobią to sprzedając z zyskiem.

Australijski rynek nieruchomości wygląda na znacznie przewartościowany biorąc pod uwagę standardowe metryki takie jak stosunek ceny do dochodu (Price-to-income – PTI) czy też cena do wynajmu (Price-to-market rents ratios – PTR). Przykładowo:

  • PTI dla Sydney wynosi 9.5x dochód, podczas gdy dla Melbourne, ten wskaźnik ma wartość 8.7,
  • PTR dla Sydney i Melbourne kształtuje się w okolicach 40.

Krajowy poziom cen przedstawiony jako stosunek ceny do dochodu rozporządzalnego (będącego lepszym wskaźnikiem niż powyższy mediana dochód) oraz zadłużenie w stosunku do tego dochodu.

Source: https://www.rba.gov.au/chart-pack/pdf/chart-pack.pdf?v=2019-10-02-23-12-38

Australijska bańka nieruchomości ma ponad 20 letnią historię, w czasie której wystąpiły trzy minimalne korekty na nieruchomościach (2003, 2008 i 2011). Bańka nie pękła dzięki skoordynowanym działaniom rządu i australijskiego banku centralnego. Tutaj znajdziecie doskonały zestaw grafik i informacji na temat australijskiej bańki mieszkaniowej w ujęciu historycznym.

Na początku 2018 roku rozpoczęły się kolejne spadki cen nieruchomości. Ceny domów w Sydney i Melbourne spadły o prawie 14% i 10% w stosunku do szczytów w listopadzie 2017 roku. Ceny spadają najszybciej od kryzysu w 2008.

Source: https://www.corelogic.com.au/news/housing-downturn-loses-some-steam-corelogic-national-home-value-index-down-06-march

W 2018 roku MFW poinformował, że australijski rynek nieruchomości zmierza w kierunku “miękkiego lądowania”. Podobnego zdania jest OECD (w 2018 Economic Survey of Australia), twierdząc iż spadający rynek mieszkaniowy stanowi zagrożenie dla australijskiej gospodarki, ale “miękkie lądowanie” jest bardziej prawdopodobne niż załamanie.

Australijska gospodarka jest mocno zależna od rynku nieruchomości. Dalsze spadki mogą spowodować znaczące straty dla systemu bankowego, będącego głównym źródłem finansowania tych nieruchomości. Większość z nich jest wybudowana lub zakupiona na kredy, a ten jest już na bardzo wysokich poziomach.

KRAINA DŁUGU

Zadłużenie gospodarstw domowych rośnie, a możliwość spłacania kredytu maleją. Stosunek zadłużenia gospodarstw domowych w stosunku do dochodu rozporządzalnego (household debt to disposable income) osiągnął rekordowy poziom 189,7% w marcu 2019 r., przy czym zadłużenie hipoteczne do dochodów osiągnęło rekordowy poziom 140,1%. W tym samym czasie dług hipoteczny stanowiący główny czynnik napędzający na rynku australijskich nieruchomości osiągnął poziom 96% PKB w marcu 2019, rosnąć z 92% PKB w 2015 r.

Kredytobiorcy zaczynają mieć problemy ze spłatami rat kredytów, a według badań przeprowadzonych przez Finder.com.au57% posiadaczy kredytów hipotecznych nie było w stanie poradzić sobie ze zwiększeniem spłaty kredytów o 100 USD.

“Ujemny kapitał własny” szybko rośnie. Szacuje się, że 10% obecnych kredytów hipotecznych znajduje się już w tej kategorii.  Kilka kolejnych spadków procentowych spowoduje, że wartość ta wzrośnie do 20%.

Właściciele oferują najemcom do czterech tygodni bezpłatnego czynszu tylko w celu podpisania nowych umów najmu w obliczu wzrostu liczby wolnych nieruchomości i spadku cen najmu.

Wg RBA ponad dwie trzecie krajowego majątku gospodarstw domowych jest zainwestowane w nieruchomościach.

Całkowite zadłużenie nie-finansowych podmiotów w Australii wynosi ponad 250 procent PKB (wzrost o około 50 procent od 2010 roku) z czego tylko około 50% to tylko dług publiczny. Zadłużenie gospodarstw domowych wynosi obecnie ponad 120% PKB, i według Banku Rozrachunków Międzynarodowych (Bank for International Settlements) jest to jeden z najwyższych poziomów zadłużenia gospodarstw domowych na świecie.

Source: https://www.abc.net.au/news/2018-05-07/turnbulls-choice-debt-and-deficit-or-defeat/9733142

Podczas gdy dług publiczny jest nadal stosunkowo łatwy do zarządzania, dług sektora prywatnego osiągający poziom ok. 2.5 bln USD, czyli prawie 200% PKB już nie. Jest to powód, dla którego Australijski Bank Centralny (RBA) ma związane ręce ze stopami procentowymi. Jakakolwiek podwyżka stóp procentowych (np. w przypadku recesji) może zepchnąć dużą liczbę Australijczyków na skraj bankructwa. Co zagrozi stabilności finansowej gospodarki oraz może zrujnować potężny sektor bankowy.

W październiku 2019 Bank Rezerw Australii (RBA) zadecydował się na drugą w tym roku obniżkę stóp procentowych, sprowadzając cenę pieniądza do najniższego poziomu w historii. Stopa oprocentowania gotówki (cash rate) została obniżona o 25 pb., z 1,00% do 0,75%. Pierwsza obniżka ceny pieniądza na antypodach nastąpiła w lipcu 2019, kiedy to RBA dokonał cięcia także o 25 pb., usiłując wydłużyć australijski rekord “bezrecesyjności”. RBA  oświadczył, że “Prawie skończyła mu się amunicja” i rozważane są inne “skrajne środki” w celu ratowania gospodarki.

Source: https://www.rba.gov.au/chart-pack/pdf/chart-pack.pdf?v=2019-10-02-23-12-38

Biorąc pod rozwagę powyższe wskaźniki zadłużenia, można zauważyć podobieństwa pomiędzy Australią z 2019 r,, a Irlandią roku 2007 roku. W 2007 r. w Irlandii zadłużenie gospodarstw do PKB  wynosiło około 100 procent, a zadłużenie gospodarstw domowych w stosunku do  dochodu dyspozycyjnego wynosiło 200% (dla porównania w USA na początku 2008 było to zaledwie 116%).

Wnioski? Kraj kangurów walczy o uniknięcie pierwszej od blisko 30 lat recesji, a sektor finansowy o przetrwanie.

Sektor Bankowy

Sektor usług finansowych to największa gałąź gospodarki w Australii, i szacowany jest na około 8,5 bln AUD (6,3 bln USD) – ponad 450% nominalnego PKB kraju (z czerwca 2018). Sektor ten przyczynił się do wzrostu gospodarczego w stopniu większym niż jakakolwiek inna branża. Rozwijając się w średnim rocznym tempie 9% w latach 1998-2018. Siła sektora usług finansowych oznacza, że jest on największym w Australii źródłem wartości dodanej i znaczącym źródłem kapitału.

Source: https://www.austrade.gov.au/International/Invest/Why-Australia/Dynamic-Industries

W ostatnim ćwierćwieczu banki stały się bardziej centralne dla australijskiego systemu finansowego. Ogromne zmiany, które zaszły zainicjowane zostały przez deregulację finansową która miała miejsce od początku lat 90s aż do globalnego kryzysu finansowego (GFC) w 2008. Deregulacja położyła kres sztucznemu racjonowaniu kredytów bankowych, znacznie zwiększając dostępność kredytów. Suma aktywów systemu bankowego wzrosła z około 50% na początku lat 90s do około 250% PKB w 2018.

Kolejnym bardzo znaczącym i dynamicznie rosnącym obszarem australijskich finansów jest sektor zarządzania funduszami. Mowa o funduszach należących do części systemu emerytalnego (superannuation system). Wartość zarządzanych funduszy (głównie w biurach ds. emerytur i życiowych) wzrosła z około 30% do poziomu 200 procent PKB w latach 1985-2018.

Poziom zadłużenia zagranicznego netto Australii (zadłużenie osób fizycznych, gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i rządu wobec wierzycieli spoza Australii) ciągle rośnie. W 2018 zobowiązania te przekroczyły 1 bilion dolarów USD, co stanowiło blisko 60% PKB, z czego około 50% to długi sektora bankowego. Za wzrost zadłużenia zagranicznego netto Australii odpowiada w lwiej części wzrost zobowiązań zagranicznych banków. Wzrost zadłużenia bankowych za granicą (bank offshore borrowings) w ostatnich latach był spowodowany przede wszystkim emisją obligacji, które używane były do finansowania kredytów hipotecznych.

Spora zależność systemu bankowego od finansowania zagranicznego czyni Australię podatną na zaburzenia na międzynarodowych rynkach finansowania lub nagłą zmianę nastrojów międzynarodowych wobec Australii. Jeśli zagraniczni wierzyciele straciliby zaufanie do australijskich podmiotów finansowych (np. jakiś australijski bank miałby problemy z obsługą swoich zagranicznych długów) to zwiększyłoby się ryzyko systemowe dla Australii. Ograniczyłoby to dostęp do finansowania zagranicznego oraz zwiększyłoby jego koszty, a w konsekwencji miałyby szerokie konsekwencje gospodarcze i finansowe dla Australii. Banki mogłyby stanąć w obliczu kryzysu płynności (lub wypłacalności), który jeszcze bardziej podkopałby zaufanie do zdolności sektora bankowego do spłaty długów zagranicznych. Australijski dolar mógłby stać się przedmiotem “currency crisis” a RBA musiałoby zapewne podnieść stopy procentowe w celu przywrócenia zaufania do australijskich rynków finansowych.

Australijskie banki posiadają ponad 37 bilionów USD w kontraktach na instrumenty pochodne (derivatives contracts), z których znaczna część dotyczy kontrahentów zagranicznych. Implozja w australijskiej gospodarce mogłaby także spowodować wysoce destrukcyjną falę uderzeniową w całym światowym systemie finansowym.

Sektor finansowy ma bardzo duży udział w australijskiej kapitalizacji giełdowej. W marcu 2019 sektor bankowy stanowił około 47% całości flagowego indeksu ASX20 oraz około 30% na ASX200. W Australii na rynku bankowym dominują cztery lewiatańskie banki, tzw “wielka czwórka”. Są to: Commonwealth Bank of AustraliaWestpac Banking CorporationANZ Banking Group i National Australia Bank. Ich podstawową działalnością są hipoteki mieszkaniowe (ponad 60%) oraz kredyty konsumpcyjne. Banki te były niedawnymi czasy uwikłane w skandale, co skutkowało nałożeniem sporych kar finansowych.

Hipotetyczny kryzys bankowy (spowodowany przez problemy na Australijskim rynku nieruchomości mieszkalnych), doprowadziłby więc do dużych spadków na australijskim rynku papierów wartościowych i uderzyłby w australijski system emerytalny.

Tak więc ewentualne pęknięcie bańki na nieruchomościach, miałoby potężną siłę rażenia jeśli chodzi o wpływ na australijską: gospodarkę, giełdę oraz system emerytalny.

 

Populacja

Australia liczy sobie prawie 25,3 mln mieszkańców, z czego aż blisko 16 milionów zamieszkuje w pięciu największych miastach w kraju (Sydney – 5,23 mln os., Melbourne – 4,96 mln os., Brisbane – 2,46 mln os., Perth – 2,06 mln os., Adelaide – 1,35 mln os.). Ogółem, aż 86% ludności Australii zamieszkuje w nadbrzeżnych miastach (dane za 2018 rok).

Przy tak stosunkowo nielicznej populacji zamieszkującej szóste największe terytorium państwowe świata, gęstość zaludnienia wynosi jedynie niecałe 4 osoby na kilometr kwadratowy (dla porównania, w Polsce są to 123 os./km²). Co ciekawe, zdecydowana większość populacji zamieszkuje południe kontynentu (wszystkie z ww. miast leżą na południu).

Połowa mieszkańców należy do angielsko-australijskiej grupy etnicznej. Z kolei osoby pochodzenia:

  • irlandzkiego stanowią 7,5% populacji,
  • szkockiego – 6,4% pop.,
  • rdzennych aborygenów 5% pop.,
  • włoskiego – 3,3% pop.,
  • niemieckiego – 3,2% pop.,
  • chińskiego – 3,1% pop.,
  • inne: ok. 20% pop.

Choć społeczeństwo jest wieloetniczne (jak to państwach post-kolonialnych), to należy pamiętać, że prawie 65% ludności pochodzi z brytyjskiego kręgu kulturowego, a zdecydowana większość mieszkańców posiada europejskie korzenie rodowodowe. Jednocześnie Australia, podobnie jak Stany Zjednoczone, jest traktowana jako ojczyzna przez dziedziców dawnych imigrantów.

Połowa Australijczyków jest chrześcijanami (przy porównywalnej ilości protestantów i katolików). Ponad 30% obywateli zadeklarowało się jako ateiści. Muzułmanie czy Buddyści, Hindusi stanowią znikomy procent społeczeństwa (po ok.2% z każdego wyznania).

Średnia wieku wynosi 38,8 lat, natomiast średnia długość życia to aż 82,4 lata (79,9 dla mężczyzn i 85 dla kobiet). Wskaźnik dzietności jest na podobnym poziomie jak w państwach „zachodnich” i wyniósł w 2018 roku 1,77 dziecka na jedną kobietę. W 2018 roku Australia odnotowała zwiększenie populacji o 1,01%.

Drzewo demograficzne australijskiego społeczeństwa, pomimo niskiego wskaźnika dzietności, nie wygląda najgorzej. Choć nie należy spodziewać się gwałtownego wyżu demograficznego, to jednak wielkość populacji Australii winna w ciągu kolejnych lat utrzymywać się na zbliżonym poziomie lub nawet nieznacznie wzrastać. Co jest świetną informacją jeśli chodzi o stabilność systemu emerytalnego.

Australia sama będąc krajem stworzonym przez imigrantów, z dobrą gospodarką opartą na zasobach naturalnych przyciąga wielu potencjalnych imigrantów i uchodźców. Posiada ona jednak jeden z najbardziej restrykcyjnych systemów imigracyjnych na świecie. Australijczycy zawsze starannie selekcjonowali przyjezdnych, z których „wybierali” głównie  dobrze wyedukowanych i wykwalifikowanych specjalistów. Od 2013 państwo prowadzi restrykcyjno-prewencyjną politykę imigracyjną, mającą na celu zniechęcenie migrantów do przybijania do australijskich wybrzeży. Marynarka wojenna zawraca czy też przechwytuje/ łodzie przewożące migrantów i kieruje je do punktów tranzytowych, często w Indonezji. Istnieją też poszlaki, iż sama płaci kapitanom statków, aby zawracali z kursu do krainy kangurów.

 

System emerytalny

Warto poświęcić temu tematowi kilka wersów. Wiek emerytalny w Australii wynosi 65 lat, choć ma zostać zwiększony do 67 lat. Od ponad ćwierć wieku system emerytalny w Australii wygląda w ten sposób, iż na emeryturę składa się: Age Pension (emerytura obywatelska, jak w Polsce), Superannution (tzw. super fundusze) oraz RSA (prywatne formy oszczędzania). Państwowy system emerytalny zabezpiecza w ten sposób jedynie ok. 40% wysokości emerytury. Dalsze 15-20% pochodzi z super funduszy, które są odpowiednikiem Pracowniczych Planów Kapitałowych. Generalnie wygląda to w ten sposób, iż część pensji pracownika trafia na indywidualne konto gdzie lokowana jest w fundusze inwestycyjne. Środki te dostępne są dopiero na emeryturze. Na kolejne 15-20% wysokości emerytury składają się już środki zaoszczędzone w innych formach (III filar). Dzięki takiemu systemowi wydatki na państwowe emerytury są jedne z najniższych wśród krajów OECD (w 2013r. wyniosły 4,3% PKB).

Siperannution to składka płacona przez pracodawcę w stawce 9,5% wynagrodzenia pracownika brutto (ma to wzrosnąć do 12% do 2026 roku). Ponadto sam pracownik również może, choć nie musi, płacić składki. Gdy dochody pracownika są niskie, to do puli dorzuca się również państwo. Dla samozatrudnionych, opłacanie super funduszu jest obowiązkowe, jednak można sobie taki wydatek całkowicie odliczyć od podatku (tak jak w Polsce odlicza się ubezpieczenie zdrowotne).

System ten został oceniony w raporcie Mercera jako trzeci najlepszy (po duńskim i holenderskim) system emerytalny wśród państw wysokorozwiniętych.

Co ciekawe, Superannuation są największym graczem na australijskiej giełdzie ASX, a ich udział zbliża się do 40% całego rynku australijskiego. Szacunki w tym zakresie wskazują, iż udział ten wzrośnie nawet o 60% do 2033. Superannuation  zanotowały średni roczny zwrot na poziomie 8.2% za ostatnie 26 lat operacji. W maju 2019 “super fundusze” były warte około 3 biliony dolarów i były 1,5 razy większe od australijskiego produktu krajowego brutto.

SIŁY ZBROJNE

Potencjał militarny Australii został oceniony przez portal globalfirepower.com na wysokim 19 miejscu w rankingu. Głównie dlatego, że ojczyzna kangurów w 2018 roku przeznaczyła na obronę 26,3 mld USD (Polska – 9,36 mld USD) dzięki czemu posiada silną flotę oraz lotnictwo. Jednak w australijskich siłach zbrojnych służy jedynie 60 tys. żołnierzy, przy blisko 20 tysiącach rezerwistów. Teoretycznie, zdolnych do służby jest 8,9 mln obywateli.

RAN (Royal Australian Navy) to najbardziej rozwinięta część sił zbrojnych Australii. Flota dysponuje dwoma nowymi okrętami desantowo-śmigłowcowymi typu Canberra (de facto są to kieszonkowe lotniskowce o wyporności 28 tys. ton, które docelowo mają zabierać na pokład F-35, obecnie służą na nich m.in. Eurocoptery Tiger, Black Hawki oraz NHI MRH90). Oprócz tego Australia dysponuje okrętem stricte desantowym typu Bay, trzema nowymi (wodowania 2017-2019) niszczycielami rakietowymi typu Hobart oraz ośmioma fregatami rakietowymi typu ANZAC. Na siły podwodne składa się sześć okrętów typu Collins. Oprócz tego RAN posiada 15 nowoczesnych okrętów patrolowych oraz 6 niszczycieli min.

2 śmigłowcowce typy Canberra oraz Adelaide

RAAF (Royal Australian Air Force) dysponuje obecnie m.in. 71 sztukami F/A 18 Hornet (w wersjach A i B) oraz 24 sztukami F/A 18 Super Hornet (wer. F). Co ciekawe Australijczycy zainwestowali w tuzin Boeingów EA-18G Growler służących do walki elektronicznej. Najważniejszą informację jest tutaj jednak to, że wszystkie Hornety zostaną zastąpione niebawem przez 72 sztuki myśliwców piątej generacji – F-35.

Siły wojsk lądowych Australii (Australian Army), z oczywistych względów (brak lądowych sąsiadów) nie stanowią priorytetu, jeśli chodzi o inwestycje. Australijczycy dysponują kilkudziesięcioma czołgami (59 sztuk M1 Abrams), trzema tysiącami pojazdów opancerzonych (głównie Bushmastery, M113, i ASLAV), kilkudziesięcioma działami oraz kadrą liczącą nieco ponad 25 tys. żołnierzy.

Wnioski

Australijskie siły zbrojne są zbudowane tak, by stanowić część składową większej koalicji morskiej, pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Posiadanie niezwykle drogiej w utrzymaniu floty nawodnej, wyposażonej w dwa śmigłowcowe (docelowo lotniskowce), świadczy o tym, iż głównym zadaniem RAN jest wspieranie silniejszych sojuszników na akwenach regionu. Australijska flota jest zbyt mała, by samodzielnie stanowić konkurencję dla największych graczy regionu. Australijczycy nie są zdolni do budowy symetrycznych sił morskich (opartych o lotniskowce, niszczyciele i fregaty) równych lub większych niż Chiny czy Japonia. Przy bezpośrednim starciu, bez wsparcia z zewnątrz, australijska flota nie byłaby zdolna obronić ojczyzny przed ew. atakiem ww. państw.

POLITYKA

Ustrój

Australia to przykład państwa post-kolonialnego, które na płaszczyźnie symbolicznej, nigdy nie zerwało ze swoją przeszłością. Formalnie to państwo o ustroju monarchii konstytucyjnej, w której tron należy aktualnie do królowej Wielkiej Brytanii i jednocześnie Australii – Elżbiety II. Obowiązującą konstytucją jest wciąż ta pierwsza z 1900 roku (z późniejszymi zmianami).  Królowa reprezentowana jest przez gubernatora generalnego – Petera Cosgrova, który na stałe przebywa w Australii. Oba tytuły mają jednak wymiar jedynie symboliczny. Krajem de facto kieruje rząd z premierem na czele (aktualnie Scott Morrison). Władza ustawodawcza należy do dwuizbowego parlamentu wyłanianego w wyborach powszechnych. Co ciekawe, o ile senatorowie wybierani są raz na sześć lat, o tyle w przypadku Izby Reprezentantów panuje zasada odnawiania połowy jej składu raz na trzy lata. Australia jest federacją podzieloną na stany, które posiadają własne, lokalne: konstytucje, rządy oraz parlamenty.

 

Polityka wewnętrzna

Od 2013 roku Australią rządzi tzw. Koalicja, na którą składają się m.in. Liberalna Partia Australii oraz Narodowa Partia Australii. Jest to blok łączący liberałów gospodarczych oraz przedstawicieli prawicy i konserwatystów. Głównym konkurentem Koalicji jest centro-lewicowa Australijska Partia Pracy, z której wywodzi się znany w środowisku geopolitycznym, były premier Kevin Rudd. Co warto odnotować, centro-prawicowa Koalicja, co do zasady, wspiera ścisłą współpracę ze Stanami Zjednoczonymi.

 

Polityka Zagraniczna

Australia wciąż należy do Wspólnoty Narodów (The Commonwealth), która powstała w 1931 roku (Statut Westminsterski). Organizacja ta zrzesza kraje, które były częścią Imperium Brytyjskiego. Wspólnota Narodów ma wymiar organizacji symbolicznej, jej członkowie nie posiadają wobec siebie żadnych formalnych zobowiązań prawnych z tegoż tytułu. Niewątpliwie ukazuje to światopogląd i tożsamość narodową Australijczyków, którzy wciąż czują się tak naprawdę częścią kultury europejskiej, a zwłaszcza brytyjskiej. Sentyment Australijczyków do Europy jest wyraźnie odczuwalny na płaszczyźnie kulturowej (vide ubieganie się i w końcu start w konkursie Eurowizji).

Australia jest ponadto członkiem Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na płaszczyźnie gospodarczej, kraj ten uczestniczy w OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) skupiającej 36 wysoko rozwiniętych i demokratycznych państw, a także w G20 i WTO (Światowa Organizacja Handlu). Jednocześnie Australia jest liderem lokalnej inicjatywy gospodarczej zwanej Pacific Islands Forum, do której oprócz niej należą m.in. Nowa Zelandia, Papua i Nowa Gwinea oraz państwa-wyspy należące do Oceanii.

Pacific Islands Forum

Ponadto Australia uczestniczy w szerokiej inicjatywie zwanej w skrócie APEC (Wspólnota Gospodarcza Azji i Pacyfiku), do której należą m.in. USA, Japonia, Rosja, ale i także Chiny.

Jednak to, co jest z naszego punktu widzenia najważniejsze Australia jest sygnatariuszem ANZUS (Pacific Security Treaty). Czyli Paktu Bezpieczeństwa Pacyfiku, który jeszcze od 1951 roku zrzesza Australię, Nową Zelandię oraz Stany Zjednoczone. Jest to tak naprawdę kompleks trzech umów sojuszniczych pomiędzy USA i Australią, Australią oraz Nową Zelandią, a także USA i Nową Zelandią. Z tym, że ten ostatni pakt przestał obowiązywać od 1987 roku, tj. od czasu, gdy Nowa Zelandia ogłosiła się tzw. strefą bezatomową.

Innymi słowy. Australia jest związana traktatem militarno-obronnym ze Stanami Zjednoczonymi. Formalnie więc, władze z Canberry (stolica) już dawno opowiedziały się po konkretnej stronie.

 

GEOPOLITYKA

Source: https://www.ft.com/content/bdbb8ada-59dc-11e9-939a-341f5ada9d40

Ostatnio na świeczniku znajduje się temat bezpieczeństwa Australii w kontekście rywalizacji i wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami. I potencjalnym wyborze Australijczyków. Temat jest w mojej ocenie burzą w szklance wody. Australia już dawno wybrała i było to jeszcze w latach 50-tych ubiegłego wieku. Pomimo faktu, iż gospodarka Australii jest mocno powiązana z gospodarką Państwa Środka, a także zwyczajnie czerpie zyski z wymiany handlowej z Pekinem, to jednak czynnik geostrategiczny jest decydujący. Australia to państwo wyspiarskie. Uzależnione od morza i handlu morskiego. Dlatego Australijczycy muszą trzymać stronę morskiego hegemona, jakim są Stany Zjednoczone. Póki to Amerykanie mają najsilniejszą flotę na Pacyfiku, póty Canberra będzie się trzymać Waszyngtonu. I biada ojczyźnie kangurów, gdyby okazało się, że chińska flota przejmie dominację nad największym oceanem świata.

Australijczycy należą do cywilizacji Zachodu. Wśród azjatyckich sąsiadów, są jedynym społeczeństwem o ugruntowanej, demokratycznej tradycji. Przyjmują wartość siły prawa, a nie prawa siły. Kulturalne konotacje Australijczyków z Europą i światem białego człowieka są bardzo głęboko zakorzenione w umysłach i świadomości tego narodu. Z tegoż względu władze Australii nie mogą poprowadzić swojego ludu ku przyszłości u boku podporządkowanych dyktatorskiej władzy Chińczyków. Oznaczałoby to bowiem całkowite zerwanie z przeszłością, dotychczas wyznawanymi wartościami (owszem, ten czynnik ma znaczenie) oraz godzenie się na posłuszeństwo wobec znacznie mniej liberalnego dominanta. Perspektywa życia „pod butem” Pekinu z pewnością nie znalazłaby w społeczeństwie poparcia. Nawet przy całej świadomości związanej z wykorzystywaniem przez Stany Zjednoczone swojej dominującej pozycji na świecie.

Jednocześnie wyparcie Amerykanów z zachodniej części Pacyfiku byłoby ogromnym zagrożeniem dla bezpieczeństwa Australii. Ostatnim razem, gdy Amerykanie wycofali się aż do baz na Hawajach, Australia mierzyła się z widmem inwazji japońskiej. Pustka po światowym hegemonie w omawianym regionie, z pewnością wywołałyby chaos, w wyniku którego pojawiłoby się szereg innych zagrożeń. Bowiem Chiny to nie jedyny problem Australii. Przypomnijmy, z Melbourne czy Sydney bliżej jest do Antarktydy niż do Azji (Półwyspu Indochińskiego), a co dopiero pisać o jeszcze bardziej odległych Chinach.

 

Indonezyjskie zagrożenie

Kontynent australijski graniczy tylko z wyspami. Większość z nich, na północno-zachodnim kierunku, należy do Indonezji. Jest to muzułmański kraj o populacji liczącej sobie ponad 262 mln mieszkańców. Już teraz władze Indonezji planują przeniesienie stolicy z Dżakarty na wyspę Borneo, z uwagi na przeludnienie. Dodajmy, że region byłych holenderskich kolonii jest bardzo aktywny geologicznie (vide wulkany). W Indonezji panują znacznie gorsze warunki płacy i życia. Tymczasem północ i środek Australii są niemal wyludnione. Grożące nieustannie Indonezji katastrofy naturalne lub choćby kryzys gospodarczy mogą sprawić, iż dla mieszkańców wysp, bogata Australia stanie się „Ziemią Obiecaną”. Zagrożenie kryzysem migracyjnym w przypadku Australii wydaje się być całkiem realne. Pytanie, czy władze z Canberry mają jego świadomość i czy podejmują kroki by uniknąć błędów Europejczyków?

Między młotem a kowadłem?

Oczywiście głównym australijskim problemem pozostaje rywalizacja Stanów Zjednoczonych z Chinami. Historycznie Australia związana jest ze światem anglo-saskim. Władze z Canberry stanęły u boku Brytyjczyków w 1939 roku, a po wojnie przylgnęły do Amerykanów i ich potężnej, kontrolującej Pacyfik floty. Doświadczenia z II Wojny Światowej pokazały jednak, że w przypadku wycofania się morskiego protektora z wód Dalekiego Wschodu, Australijczycy stają przed widmem zagrożenia ze strony Azjatów. Gdy Royal Navy opuściła Hongkong, a Japończycy zdobyli Singapur oraz dokonali inwazji na holenderskie kolonie indonezyjskie, Australijczycy zrozumieli, że ich sytuacja stała się bardzo poważna. Gdy z kolei oddziały 18 Armii pod dowództwem gen. Hatazo Adachiego dokonały inwazji na Nową Gwineę, jasnym stało się, iż australijskie terytorium nie będzie traktowane w wojnie w sposób ulgowy. Australii brakowało wówczas dostatecznie silnej floty, by przeciwdziałać ewentualnym desantom. W pewnym sensie, atak Japończyków na Pearl Harbor z 7 grudnia 1941 roku i wciągnięcie USA do wojny na Pacyfiku stało się dla Australii wybawieniem. Dzięki temu US Navy wypełniła lukę po Royal Navy, a Amerykanie przejęli na siebie ciężar walk z Japonią.

Te ważne dla Australijczyków doświadczenia, z pewnością mają wpływ na ich sposób postrzegania własnej pozycji pośród współczesnych, chińsko-amerykańskich zmagań. Australijskie elity z jednej strony obawiają się skutków ekonomiczno-gospodarczych z tym związanych, z drugiej, muszą kibicować Amerykanom, by Ci nie dali się wyprzeć z Zachodniego Pacyfiku. Silne powiązania handlowo-gospodarcze z gospodarką Państwa Środka sprawiają, iż jeśli Australia zostanie przez USA poproszona o włączenie się do wojny celno-handlowej z Chinami, władze z Canberry staną przed bardzo trudnym wyborem.

Niewątpliwie australijska gospodarka odniesie poważne straty, jeśli wymiana handlowa z Chinami zostanie ograniczona, lub nawet całkowicie ustanie. Jednocześnie należy pamiętać, że Australia nie jest dość silna by sprzeciwić się US Navy i zagwarantować własnej flocie transportowej bezpieczeństwo tranzytu do portów Chińskiej Republiki Ludowej. Mało tego, gdyby Amerykanie wycofali się z Zachodniego Pacyfiku, Australijczycy mieliby ogromny problem, jeśli chodzi o zagwarantowanie sobie bezpieczeństwa. Czy to przed Chinami czy Japonią. Pomimo sporych nakładów na flotę oraz posiadaniu dwóch lotniskowców, siły te będą zbyt słabe by przeciwstawić się chińskiemu potencjałowi czy liczniejszej i potężniejszej flocie Japończyków. Taki stan rzeczy budzi wśród australijskich ekspertów spore obawy. Z tegoż właśnie powodu część elit, w tym Hugh White, jest zdania, iż Australia powinna przestawić swoją doktrynę obroną na działania niesymetryczne. Innymi słowy, zamiast floty nawodnej i lotniskowców, należy inwestować w okręty podwodne. Które nie dają zdolności do oddziaływania siłowego w dalekich regionach, ale za to są doskonałe do torpedowania działań potencjalnego agresora. Co wymaga znacznie mniejszego nakładu środków. Jednocześnie Australijczycy rozpoczęli debatę dotyczącą ewentualnej potrzeby pozyskania broni atomowej.

Rozważania Australijczyków w zakresie obronności oraz ich obawy można odbierać jako pewnego rodzaju panikę. Jednak jest ona uzasadniona. Australijczycy nie są bowiem zbyt silni w regionie, jeśli chodzi o możliwość kreowania sojuszy zdolnych równoważyć potencjalnych przeciwników. Gdyby zabrakło USA, Australia mogłaby stanąć przed faktem sojuszu chińsko-japońskiego, który podzieliłby między sobą cały region Zachodniego Pacyfiku. Z Malezją, Indonezją, a nawet Australią i Oceanią włącznie (scenariusz sojuszu chińsko-japońskiego nadaje się na odrębną analizę, o napisaniu której myślę od dłuższego czasu). Realia są takie, że w kwestiach bezpieczeństwa Australia wciąż zależna jest od zewnętrznej potęgi morskiej, która położona jest w innej części globu. O ile uważam, iż pojęcie “egzotycznego sojuszu” jest pojęciem wprowadzający w błąd, o tyle należałoby spytać osób, które się nim posługują, jak bardzo egzotyczne są i były sojusze Australii? Australii, która znajduje się kompletnie po drugiej stronie globu w stosunku do Wielkiej Brytanii oraz oddzielona jest od Stanów Zjednoczonych przekątną największego Oceanu Świata. Jedynym atutem Australijczyków jest to, iż nie posiadają żadnych granic lądowych, a od potencjalnych agresorów są oddzieleni tysiącami kilometrów kwadratowych mórz. Na których znajdują się liczne wyspy. Jednakże w obliczu siły marynarek wojennych Chin i Japonii, nie stanowi to wielkiej pociechy. Niewątpliwie Australia posiada ogromną strefę buforową i swoistego rodzaju głębię strategiczną. Dzięki temu, w razie zagrożenia, Australijczycy mogą sobie kupić nieco czasu. Jednak całkowitego bezpieczeństwa to nie gwarantuje.

PODSUMOWANIE

Jak widać, Australia, pomimo swojego dość peryferyjnego położenia, jest zależna od polityki międzynarodowej. Zwłaszcza, iż wpisuje się w amerykańską układankę dotyczącą ograniczania działalności chińskiej floty do pierwszego łańcucha wysp. Australijski kontynent stanowi również istotne okno na Ocean Indyjski. Z drugiej strony, opisywany kraj stanowi źródło dla poszukiwanych w chinach surowców naturalnych. Jednocześnie władze z Pekinu, zdając sobie sprawę z zależności australijskiej gospodarki od chińskiego rynku, mogą naciskać na Australię pod względem politycznym. Odciągnięcie od USA jednego z najwierniejszych dotąd sojuszników, byłoby olbrzymim sukcesem Pekinu, jak również potężnym wizerunkowym ciosem dla Stanów Zjednoczonych. Zagrożony zostałby wówczas cały system sojuszy zbudowany przez Waszyngton. O ile “odwrócenie” Australii wydaje się być zadaniem diablo-trudnym, o tyle działający na wszelkich możliwych płaszczyznach Chińczycy próbują wycisnąć z tej sytuacji tyle, ile się da. Wywołując tym samym niepokój władz z Canberry oraz sporą irytację w Waszyngtonie.

Gdyby Amerykanie w rywalizacji z Chinami zdecydowali się na “twardą grę” z udziałem sojuszników, wówczas australijska gospodarka mogłaby ponieść poważne konsekwencje. Mogłoby się to skończyć kompletnym krachem na rynku nieruchomości, bankructwem sektora bankowego, upadkiem przemysłu wydobywczego, a co za tym idzie głęboką recesją, masowym zamykaniem zakładów, gwałtownym wzrostem bezrobocia i załamaniem politycznym rządu.

Scenariusz jak z najgorszego snu. I to w kraju, który od dziesiątek lat kojarzony jest z dobrobytem. To dlatego Australijczycy tak bardzo obawiają się tego, co może przynieść przyszłość. Uważnie śledzą każdy gest i mrugnięcie oka, jakie towarzyszy rozmowom amerykańsko-chińskim. Oczywiście władzom z USA również nie zależy na stawianiu Australii w tak trudnej sytuacji (“wysypanie” się gospodarcze sojusznika z pewnością nie byłoby korzystne) . Dlatego w naszej ocenie, wątpliwym jest, by to Waszyngton naciskał Canberrę w kwestiach sankcji czy ceł. Amerykanie chcą mieć jedynie gwarancję, iż w razie czego, mogą liczyć na flotę Australii, a także jej terytorium, które może posłużyć jako olbrzymia baza lotnicza i port.

Zupełnie inaczej sprawa wygląda z perspektywy Pekinu. Chińczycy mogą chcieć zmusić Australijczyków do bierności oraz neutralności. Poprzez naciski gospodarcze. Po to, by władze z Canberry musiały stanąć przed wyborem: albo neutralność, albo krach gospodarczy. 

Ta gra już została podjęta. I nie tylko w sferze gospodarczej, ale i politycznej. Pekin stara się wpływać na polityków z Australii na różne sposoby, a jednocześnie dopuścił się ataku hakerskiego na parlament. Jednocześnie Chińczycy wyraźnie sugerują, że już w niedalekiej przyszłości, US Navy zostanie wyparta z regionu (vide budowa chińskiej floty lotniskowców). To wszystko razem z kolei karze zastanawiać się Australijczykom nad strukturą własnych sił zbrojnych.

Świadczy choćby o tym postawa Hugh White’a i jemu podobnych, którzy sugerują przemodelowanie australijskiej floty i armii w ten sposób, by mogły one wziąć na siebie zadania stricte defensywne. Asymetryczne (vide propozycje budowy floty podwodnejczy reformy lądowych sił zbrojnych). Co za tym idzie, Australijczycy byliby znacznie mniej przydatni jako sojusznik USA. Z jednej strony mogłoby to oznaczać kapitulację względem nacisków ze strony Chin, z drugiej, przygotowanie się na chińską dominację morską w regionie. Której Australijczycy, w przypadku odwrotu US Navy, musieliby stawić czoła samodzielnie.

PROGNOZA

Oczywiście, co podkreślamy za każdym razem, niezwykle trudno jest prognozować na przyszłość z uwagi na mnogość wariantów. Można jedynie odczytywać pewne tendencje, opisywać co się może stać, jeśli się one nie odwrócą, a także zwracać uwagę na pewne zagrożenia. Nie inaczej jest tym razem. Sytuacja Australii będzie bardzo mocno zależeć od tego, co się będzie działo na linii Pekin-Waszyngton. Australijska gospodarka jest niezwykle czuła, jeśli chodzi o handel z Chinami, ale i nie tylko. Nawet jeśli nastąpi deal Xi-Trump (który zresztą zapowiadałem w kilku analizach) , to światowa recesja lub kryzys i tak mogą nastąpić (co jest nie tylko prawdopodobne, ale i pewne – bo A) w końcu musi B) mamy jeden z najdłuższych okresów prosperity  w historii XX-XXIw.) Jeśli do tego czasu Australijczycy nie poradzą sobie z bańką na rynku nieruchomości oraz olbrzymim długiem sektora prywatnego, wówczas mogą stać się jedną z pierwszych głośnych ofiar kryzysu. I to niezależnie od tego, czy Chińczycy będą z Australii importować surowce, czy też nie. Australijczycy należą bowiem do “zachodu” nie tylko jeśli chodzi o język, kulturę, pochodzenie czy kolor skóry… Australijska gospodarka boryka się dokładnie z tymi samymi problemami, jak wiele innych – europejskich (np. Irlandia). Tym samym, przewidywane często przez nas czarne scenariusze dla niektórych państw UE, mogą również dotknąć kraj z drugiego krańca świata. Czy władze z Canberry odwrócą bieg wydarzeń? Zobaczymy. O ile na rywalizację między USA i Chinami mają niewielki wpływ, o tyle są odpowiedzialne za własne: ekonomię, finanse i gospodarkę.


Jeśli tekst Ci się podobał i doczytałeś go do końca, podziel się nim z innymi 🙂 Rozpowszechniaj wiedzę oraz dobry content, dziękując jednocześnie autorom za włożoną pracę.

 

Krzysztof Wojczal & bogaty.men

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

 

Literatura:

https://www.oecd.org/economy/australia-economic-snapshot/
https://www.abc.net.au/news/2018-12-10/how-hard-has-australias-property-downturn-hit-your-suburb/10588960
https://theodora.com/wfbcurrent/australia/australia_people.html
https://www.indexmundi.com/australia/age_structure.html
https://www.populationpyramid.net/australia/2019/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Australia
https://www.analizy.pl/fundusze/wiadomosci/23826/australijski-system-emerytalny-czyli-biliony-dolarow-w-super-funduszach.html
https://pl.portal.santandertrade.com/analiza-rynkow/australia/handel-zagraniczny-w-liczbach-2?actualiser_id_banque=oui&id_banque=0
https://pl.wikipedia.org/wiki/Royal_Australian_Air_Force
https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_aktywnych_okrętów_Royal_Australian_Navy
https://pl.wikipedia.org/wiki/Australian_Army
https://en.wikipedia.org/wiki/Australian_Defence_Force
https://www.businessinsider.com.au/australia-economy-trade-surplus-q4-gdp-2019-2
https://www.businessinsider.com.au/australia-largest-trade-partners-china-exposure-2018-5
https://www.theguardian.com/australia-news/2018/nov/12/hundreds-of-asylum-seekers-disrupted-while-trying-to-sail-to-australia-in-past-year
https://thenewdaily.com.au/money/superannuation/2019/05/22/super-returns-grow-half-asx/
https://www.businessinsider.com.au/the-transformation-of-the-west-how-australias-mining-boom-changed-perth-and-its-people-2014-3
https://www.youtube.com/watch?v=3MkZsvrxX
https://www.internationalaffairs.org.au/australianoutlook/chinas-coal-import-ban/
The Resources Economy and the Terms of Trade Boom - rba.gov
The Effect of the Mining Boom on the Australian Economy - rba.gov
http://minerals.org.au/coal/characteristics-australian-coal-industry
https://theconversation.com/as-the-mining-boom-wanes-australia-pivots-to-services-40557
https://theconversation.com/a-bumpy-ride-ahead-australias-economy-and-the-new-normal-40553
https://www.asiatimes.com/2019/05/article/how-much-longer-can-australia-sit-on-the-fence/
https://www.msn.com/en-au/news/australia/now-the-police-want-your-passwords-%E2%80%93-and-you-could-be-fined-dollar60000-or-put-in-prison-for-five-years-if-you-refuse/ar-BBNBzP6
https://www.macrobusiness.com.au/2013/03/a-short-history-of-finance/
https://www.nzherald.co.nz/business/news/article.cfm?c_id=3&objectid=12214620
https://seekingalpha.com/article/4284616-can-australias-28-year-record-setting-expansion-continue
https://www.domain.com.au/news/far-too-dependent-on-houses-and-holes-australias-economic-luck-is-running-out-20171003-gytrxh/
https://digitalfinanceanalytics.com/blog/podcast/australias-foreign-debt-bubble-means-there-is-no-escaping-armageddon-podcast/

14 komentarzy

  1. Czytając cześć gospodarczą można odnieść wrażenie, że kroi się tam solidny kryzys… a to jest okazja, aby Chińczycy zrobili tam spore zakupy, które przyczynią do utworzenie nowego wektora w polityce Australii.

  2. Podręcznikowa, klasyczna, świetna analiza, nie tylko geostrategiczna. Jakby dopełnieniem jest wywiad dra Tomasza Deptucha z Hugh White’m w “Układzie Sił”. Gdzie wg White’a Polska – jako państwo lądowe, powinna [odwrotnie jak Australia] marginalizować straszliwie kosztowne siły morskie [White wręcz radzi nam proste środki asymetryczne – jak np. miny morskie – od siebie bym dodał maksymalną dronizację nawodną i podwodną i lądowe mobilne wyrzutnie rakiet – ten ostatni komponent jest realizowany – ale niestety na razie bez odpowiedniej C4ISR zapewniającej stałe bieżące [real-time] rozpoznanie i naprowadzanie na dystans zasięgu rakiet NSM], a winniśmy maksymalizować siły lądowe – zwłaszcza asymetrycznie do obrony – zwłaszcza przed Rosją. I Polska powinna maksymalnie wyzyskać sąsiadów lądowych [a generalnie państwa Wschodniej Flanki] do zbudowania sojuszu obronnego – czego nie może zrobić z natury rzeczy wyspiarska Australia. Osobiście dylemat “tarczy i miecza” mam akurat w przypadku Polski za pozorny. Polska – która ma dość małe i bardzo zwarte terytorium [mieści się zasadniczo w kole o promieniu 330 km] może stworzyć z całego kraju jedną saturacyjną strefę A2/AD Tarczę Polski. W I generacji za tarczę [i przeciwrakietową i przeciw pociskom manewrującym i przeciw samolotom, śmigłowcom, dronom] stanowiłyby “warstwy” MHTK, Pioruny, PAC-3MSE i najlepiej południowokoreańskie L-SAM [które mają 2,5 raza większy pułap przechwycenia i 2 razy większy zasięg od PAC-3MSE] – w drugiej generacji – doszły by lasery i emitery wiązek energetycznych [niekoniecznie koherentnych jak laser]. Efektory antyrakietowe/plot I generacji nadal byłyby b.przydatne do zwalczania celów “nierakietowych” i rakiet do określonych parametrów – za to zwalczanie hipersoników i bardziej zaawansowanych rakiet przejęłyby lasery i emitery energetyczne. No i miecz – czyli “buława zabójcy” – tu ewidentnie najlepszym środkiem byłoby DOKOŃCZENIE i masowa produkcja Piranii [pocisk manewrujący uskrzydlony – który prawdopodobnie wobec nacisków USA został “zamrożony” na rzecz zakupu HIMARS – o, ironio – podaję link ze strony…pakistańskiego portalu militarnego https://defence.pk/pdf/threads/itwl-unveils-new-pirania-cruise-missile.452569/ – tam zapowiadano wprowadzenie Piranii do służby w…2017…no comment] – i to produkcję Piranii już bez ograniczeń INF co do zasięgu [czyli ponad 500 km – a lepiej znacznie ponad 1000 km ]. Zresztą do dyspozycji i do zakupu w programie Homar byłyby np. południowokoreańskie balistyczne HM-2C [odmiana…Iskandera o zasięgu 800 km] i manewrujące uskrzydlone HM-3C [o zasięgu 1500 km – te ostatnie to z kolei klon…Kalibra – Korea Płd pozyskała te technologie od Rosji za…długi]. Na razie kupiliśmy aż …30 ATACMS – czyli konstrukcji z….1989 – o słabym manewrze antyrakietowym i zasięgu aż…300 km…no comment. Co ciekawe – Korea Płd w 2004-5 kupiła 210 ATACMS – po czym już po kilku latach doszła do wniosku, że nie spełniają potrzeb operacyjnych nowoczesnego pola walki – i sama zaczęła program rakiet balistycznych i pocisków manewrujących… Taka uwaga na koniec – Polska nie potrzebuje ciężkich związków pancerno-zmechanizowanych jak podczas zimnej wojny. WTEDY środki precyzyjne operowały zasadniczo w zasięgu widzenia – np rakiety ppanc odpalane z Apache. Dlatego Apache [wg wymagań operacyjnych z 1973 – oblatany w 1975] miał pancerz – no i działko pokładowe do ognia bezpośredniego. Teraz takie pociski przeciwpancerne jak Spike NLOS albo najnowszy i moim zdaniem najlepszy Brimstone 3 – operują pozahoryzontalnie – więc pancerz i broń do ognia bezpośredniego są zwyczajnie zbędne i tylko zabierają udźwig użyteczny – który powinien być przeznaczony na efektory, sensory i na wpięcie real-time w C4ISR. Tak samo na ladzie – nie potrzebujemy kosztownych, opancerzonych i wolnych w przerzucie sił na gąsienicach – tylko główną projekcją siły wojsk lądowych to powinny być środki artylerii lufowej i rakietowej – pozahoryzontalne, precyzyjne i wpięte sieciocentrycznie – na bardzo szybkich nośnikach kołowych, najlepiej amfibijnych. Co przekłada się na czas reakcji na poziomie taktycznym i strategicznym – i na możność zebrania “długiego ramienia” zmasowanego kontruderzenia na kierunki ataku – wykonanego z przerzutu w ramach szybkiego manewru sił z rozproszenia – ze skrzydeł i z zaplecza. Takie same wymogi powinny być wobec WOT wobec realnego zagrożenia ze strony wojsk aeromobilnych Rosji. Pod tym względem regularne WP i WOT winny być ujednolicone -zestandaryzowane – i wzajemnie się wspierające. A walka “wszystkodomenowa” w oparciu o jeden całokrajowy system C4ISR w real-time powinna być oparta o wdrożenie zasady wymienności/współpracy “każdy sensor dla każdego efektora z posadawianiem na dowolnym nosicielu”…czyli standaryzacja między domenami…ale do zrozumienia tego droga na razie daleka w MON, IU, WITU…coś o tym wiem z własnego doświadczenia… I jeszcze jedno – jak największa dronizacja i jak najdalsze wycofanie ludzi względem kinetycznej projekcji siły przeciwnika – a dla ludności cywilnej – jak największe rozproszenie i ukrycie nawet w improwizowanych schronach ziemnych…po prostu jesteśmy w strefie geostrategicznego zgniotu i to trzeba do końca przepracować – i to my powinniśmy myśleć i być wzorem, a nie patrzeć się na innych…i to wg “wzorów” anachronicznych z czasów zimnej wojny…pewne jaskółki myślenia wg rewolucji RMA już słychać w dyskusji np. na https://strategyandfuture.org/rozmowy-polakow-w-waszyngtonie-podcast/ – ale zapewniam: droga do zasadniczych zmian w PMT daleka, a stara kadra woli tylko “nowe lepsze czołgi”, czy “nowe lepsze samoloty” – czyli w istocie wszystko po staremu – bez dronizacji, która zabiera kadry [i ścieżkę kariery] i bez systemowej i strukturalnej rewolucji RMA, która zupełnie zmienia definicje klasycznego działania sił zbrojnych [generalnie przemienia je w jedna, nowa, połączona całość] – no i podnosi wymagania wobec żołnierza i zwłaszcza dowódcy…stare lobby “zimnowojennego myślenia” ma się dobrze w MON, IU, WITU i Sztabie Generalnym i w generalicji…od 2014 roku na wszelkie sposoby próbuje cierpliwie tłumaczyć w tych kołach zupełnie inne wymagania strategiczne i operacyjne – i stąd idące wymagania dla systemów WP i przez to PMT [ale i dla infrastruktury krytycznej kraju] – na razie z miernym skutkiem. Tyle, że szala nowego myślenia w końcu się przechyli – pytanie, czy nie za późno… Taka uwaga: WIEM, ze dr Jacek Bartosiak jest za ciężkimi siłami gąsienicowymi – ja akurat mam je za nieefektywne i nieadekwatne w kalkulacji koszt/efekt dla realizacji głównego celu – moim zdaniem jest nim strategiczna obrona Polski [i tylko szybkie działania obezwładniające przeciwnika poza Polską]. WIĘKSZOŚĆ programów PMT – uszykowania do działań de facto w starym stylu “zimnej wojny” – winna zostać skasowana – a środki powinny być skoncentrowane na “całodomenowej” JEDNEJ saturacyjnej całokrajowej A2/AD Tarczy Polski. Nasz cel to PRZETRWANIE obronne w strefie geostrategicznego zgniotu. Stąd całośc WP powinna być na poziomie strategicznym i operacyjno-taktycznym uszykowana [wraz z PMT] na asymetrycznej obronie Polski i Polaków. To nie tylko zakupy Orki, Miecznika, Czapli, Ratownika winny być skasowane – na rzecz maksymalnej dronizacji i tanich sił asymetrycznych [w tym dozoru np. siłami posiadanych zmodernizowanych trałowców i niszczycieli min – jako dozoru morskiej strefy na czas pokoju]. Także zakup Harpii [czyli F-35A] mam za bezsens wobec saturacji projekcji rakietowych uderzeń na te dobrze znane lotniska w Polsce. Może jeszcze wersja F-35B [VTOL] miałaby sens – ale jest znacznie droższa [ca 50-60%] – no i kalkulacja koszt/efekt dyskwalifikuje F-35 dowolnych wersji. Bo za 1 F-35A [z CAŁYM “oporządzeniem” i nakładami] kupie 30 PAC-3MSE. A 30 PAC-3MSE zestrzeli ca 15 rakiet przeciwnika [zaś F-35 ZERO] lub ca 20-25 samolotów/śmigłowców przeciwnika – zaś w strefie zgniotu będzie dobrze, jeżeli ten 1 F-35 zestrzeli 2-3 samoloty przeciwnika – nim sam ulegnie. Problemem jest wprowadzanie od 2021 systemów S-500 Prometeusz – które swoim zasięgiem pokryją i wymiotą całe niebo Polski. S-500 będzie pierwszym systemem sieciocentrycznym Rosji – dane do kontroli Polski w real-time będzie otrzymywał z satelitów, z subsatelitów HALE [Ochotnik wygląda na kandydata do przeróbki na taki dron], z samolotów rozpoznawczych A-50U/A100, z naziemnych radarów pasywnych, z radarów np. metrowych, dla których “stealth” F-35 jest nieskuteczny [bo ten był projektowany pod zakresy 6-18 GHz], z pasywnych IRST, z lidarów, wreszcie z nowych “radarów” ROFAR. W tym układzie miejsca dla F-35A/B w Polsce nie ma [pewnie w godzinie “W” zostaną ZAWCZASU ewakuowane do Ramstaein wzorem “Wykonać Pekin” z 1939 – albo nawet wprost do UK…i tyle z nich będzie pożytku..]. Ich miejsce powinny zająć drony operujące z krótkich nieutwardzonych doraźnie i szybko zmienianych “w biegu” lotnisk polowych. Kandydatem poddźwiękowym do takiej modyfikacji militarno-dronowej byłby świeżo testowany nasz Flaris LAR. Albo np. cały zestaw dronów-nosicieli Remote Carrier MBDA [prezentowane na ostatnim Paris Air Show 2019] odpalane z mobilnych wyrzutni, lądujące na spadochronie. Z wyższej półki np. świeżo oblatany i nader obiecujący Kratos Valkyrie [tez odpalany z mobilnej wyrzutni – ląduje bodaj na spadochronie]- traktowany jako “loyal wingman” dla F-35 – a moim zdaniem to powinien być GŁÓWNY oręż lotniczy [ma też cechy stealth – ale to dodatek] – na Polskim Teatrze Wojny. Z wyżej podanych powodów mobilności i koszt/efekt, co do lądu wolę kołowe i tańsze i bardziej mobilne Kryle, zamiast gąsienicowych Krabów, tak samo wolę masowo używane ILX-27 zamiast drogiego i nielicznego Kruka [czyli pewnie Apache] – i dużo kołowych lekkich transporterów [zadaniowo modularnych] – zamiast drogich i mniej licznych Borsuków [których produkcja przy skali rocznej 50 sztuk ma zapewnić pełną obsadę w WP w ciągu…20 lat – kolejny absurd…] czy zamiast pomysłów w rodzaju K2 PL Wilk… Owszem – widzę potrzebę ciężkich, dobrze opancerzonych BWP na gąsienicach na “najcięższe przypadki” do “zgryzienia” na polu bitwy – ale wzorem Izraela powinniśmy na ten cel przerobić WSZYSTKIE T-72 i nawet Twarde na rodzaj Super-Achzaritów – zapewne z bezzałogowymi wieżami na armaty 40 mm [minimum] z pociskami kppanc [np. Bromstone] i z granatnikami i km-ami zdalnie sterowanymi – i z wianuszkiem lotniczych i lądowych dronów w “obstawie”. Co do naszych Leo 2 [A4/A5] – WSZYSTKIE przeznaczyłbym do zainstalowania wieży z M109A7 z armatą 155mm/L58 – właśnie testowaną przez Amerykanów. Czyli taki Super-Krab. Co z amunicją strumieniową Nammo, która dla 155m/L52 ma osiągnąć w 2023 zasięg 150 km – w przypadku 155mm/L58 zasięg by wzrósł do ca 180 km [czyli REALNĄ opcję wybicie przeciwnika zmasowanym szybkim ogniem precyzyjnym już na zapleczu – przy odpowiednim zasięgu naszej C4ISR – czyli daleko, nim nieprzyjaciel osiągnie podstawę operacyjną do ataku…]. Oczywiście – zamiast pieniądze w stary PMT – winniśmy je łożyć w ww programy – a wszelka amunicja lufowa i rakietowa [od kalibru ca 57 mm] – winna być precyzyjna i kierowana [a od kalibru 30 mm – przynajmniej programowalna]. Ba – Amerykanie [Raytheyron] już testują rozwijany od 2015 kierowany pocisk rakietowy 40 mm do…ręcznego granatnika z wyposażenia “szarego piechocińca”..nazywa się Pike [polecam: https://en.wikipedia.org/wiki/Pike_(munition) ]. Oczywiście – teraz broń precyzyjna jest droga – ale to jest właśnie kwestia zmiany sposobu myślenia – wdrożenia RMA i standaryzacji efektorów wg zasady “we wszystkich domenach na wszystkich nosicielach” i stąd zamówienia hurtowe w bardzo dużych ilościach [tysiące, dziesiątki tysięcy sztuk] – które zetną koszty jednostkowe – a które to koszty TERAZ są nabijane kosztami stałymi opracowania prototypu, elektroniki, uruchomienia linii produkcyjne – i to przy małych seriach… Na nowoczesnym polu walki liczy się czas reakcji – lepiej uderzyć szybko 10 pociskami precyzyjnymi i zniszczyć cele, niż wydatkować 500 pocisków niekierowanych – co może skutkować kontr-ogniem szybkiej odpowiedzi przeciwnika – a jeszcze te 500 pocisków obciąża “ogon logistyczny” 50 razy bardziej. Doświadczenia z Donbasu i Syrii mówią, że 1 pocisk precyzyjny wart 50 niekierowanych. Rzecz w tym, że i proporcja kosztowa przechyliła się na korzyść amunicji precyzyjnej…ale .pod warunkiem ODPOWIEDNICH zamówień ilościowych…no, ale dużo wody się zmarnuje, nim MON, IU, i WITU przestawią się na rozumienie tych spraw…na razie montujemy “podręczną” armie ekspedycyjną na rzecz wypełniania CUDZYCH interesów hegemona [i UK] na Ukrainie i u Bałtów [czyli naszym kosztem zobowiązania USA i UK jako liderów NATO – i naszym kosztem zobowiązania BILATERALNE USA i UK jako gwarantów dla Ukrainy z Traktatu Budapesztańskiego 1994…co nasze media powinny non-stop przypominać Amerykanom i Brytom…rzecz jasna w “pozytywnej” narracji typu: “wierzymy w Was, drodzy przyjaciele, to wyłącznie Wasza broszka, ZA TO WŁAŚNIE Z GÓRY pozbawiliście Ukrainę 1300 głowic i środków przenoszenia, by utrzymać status quo WASZEGO ekskluzywnego “klubu atomowego” – my niestety nic nie możemy…ale będziemy was poklepywać po plecach i wspierać na duchu… ewentualnie wspierać w II linii]]… Cóż bez TAKIEJ konsekwentnej i twardej narracji naszej “góry” na pewno nie sposób uzyskać lewara na USA i UK – by Polska dostała koncesje polityczno-ekonomiczno-militarno-technologiczne – oraz by uzyskała NATO Nuclear Sharing – i to koniecznie w rozszerzonej formule..np. wraz ze zgodą na instalację głowic na JASSM-ER czy innych nośnikach [np. na przyszłych HM-2D PL i HM-3D PL] w razie przekroczenia “czerwonej linii” zagrożenia przez agresora …Odpuścić nie możemy – bo to długofalowo kwestia PRZETRWANIA. I co więcej – musimy twardo prosto w oczy w Waszyngtonie mówić najpierw za zamkniętymi drzwiami – a potem oficjalnie [JUŻ PO FINALIZACJI dealu] – że USA jest słabe na Wschodniej Flance – a jeżeli USA chce utrzymać swój wpływ i realizację interesów w Europie i w UE – to WYŁĄCZNYM koncesjonowanym “numerem 1” i liderem w tych zakresach ma być Polska – z OLBRZYMIMI koncesjami polityczno-ekonomiczno-technologiczno-militarnymi dla Polski – owszem – ze wsparciem UK – ale BEZ “wsparcia” i mieszania się Izraela – a zwłaszcza absolutnie niedopuszczalne są jakiekolwiek roszczenia Izraela i wspieranie tych roszczeń wobec Polski przez USA [vide 447] i nieakceptowalne są jakiekolwiek sojusze Izraela z Rosją – tu musimy być maksymalnie twardzi “albo-albo” – bo GENERALNIE Polska ma alternatywę dla USA w postaci NIEZMIENNIE chętnych i rosnących Chin – a USA nie ma alternatywy dla Polski – zresztą Chiny też nie mają – w kontekście OSTATECZNEJ DŁUGOFALOWEJ i NADRZĘDNEJ groźby powstania supermocarstwa [Kremla i Berlina] od Lizbony do Władywostoku…. Cóż – GENERALNIE czas w tych rozmowach pracuje dla Polski, a akcje USA słabną – posłużę się cytatem z Hugh White’a “How To Defend Australia?” str.16-17: “China’s economy is already bigger than America’s on one key measure, and will soon be bigger on any measure. A lot bigger: the Australian Treasury estimated in 2017 that by 2030 China’s gross domestic product will be US$42.4 trillion and America’s will be US$24 trillion.” Tak dla wyjaśnienia: anglosaskie tryliony to nasze biliony, a ich biliony to nasze miliardy…

  3. Druga rzecz – OCZYWISTA po lekturze “How to Defend Australia?” Hugh White’a: Polska MUSI pozyskać głowice strategicznego odstraszania dla zachowania suwerenności i generalnie przetrwania w strefie zgniotu. White w przypadku Australii i tzw. “średnich państw” za wyzwalacz do decyzji na TAK dla pozyskania głowic, uważa moment kalkulacji, że USA wycofają się z regionu obejmującego dane państwo. To niestety mamy PEWNE po deklaracji Pentagonu ustami gen. Hodges’a z Warsaw Security Forum 2018 – USA wycofają się z Europy do max 2033 [Hodges zadeklarował owe “max 15 lat” w 2018…]. Wraz z deklaracją, bodajże powtórzoną i w tym roku na Warsaw Security Forum, że dojdzie do wojny kinetycznej w przeciągu ca 10 lat [czyli max 10 lat – to jest termin zamknięcia się okna możliwości USA na pokonanie Chin – do tego momentu USA będą JESZCZE wystarczająco silne na taką operację] – w TAKICH warunkach trzeba przyjąć wariant REALISTYCZNY, że Polska musi stanąć na własnych nogach w suwerenności strategicznego odstraszania PRZED 2029. Dlatego wszelkie samozadowolenie z obecności PRZEJŚCIOWEJ sił USA na terenie Polski – powinno być zmiecione totalną mobilizacją [wraz z dyskursem publicznym – jako tematem nr 1 na dekadę] do realizacji projektów “A2/AD Tarcza Polski” i “strategiczne jądrowe siły odstraszania” – wraz z przyspieszeniem rozmów nt koncesji polityczno-ekonomiczno-militarno-technologicznych dla Polski – jako koncesjonowanego na ten region żandarma interesów amerykańskich [utrzymanie wpływów porządku atlantyckiego zwłaszcza w UE – wraz z POMOCĄ UK – którzy wychodzą z UE] – no i z przyśpieszeniem “decouplingu”i przepinania łańcuchów logistycznych – na warunkach korzystnych dla Polski. Oczywiście w ostatnim punkcie USA czekają na decyzję Niemiec “albo-albo” – ale przygotowania i “mapy drogowe” i wszelkie opcje ewentualnościowe powinny być już ustalane max intensywnie “na wczoraj” – i to w sposób zsynchronizowany z sąsiadami jadącymi z nami “na jednym wózku” – nie tylko ze Wschodniej Flanki. Oczywiście posiadanie głowic [gdzie NATO Nuclear Sharing jest tylko etapem przejściowym – dla “oswojenia” sąsiadów z końcowym dysponowaniem suwerennym – po to jest wykorzystanie mechanizmu NATO Nuclear Sharing – to jest TYLKO etapem przejściowym do pełnej suwerennej dyspozycji własnych głowic] – to posiadanie głowic wcale nie zwalnia od posiadania silnej armii “nieatomowej”. Nie użyję sformułowania “armii konwencjonalnej” – bo to zaraz się kojarzy z czołgami i samolotami i okrętami w stylu “zimnej wojny” – a tu chodzi o zbudowanie sił asymetrycznej obrony strategicznejwg zupełnie innej koncepcji systemów RMA – z jądrem saturacyjnej i całokrajowej “wszystkodomenowej” sieciocentrycznej A2/AD Tarczy Polski [i “miecza” mobilnych sił artylerii precyzyjnej rakietowej i lufowej – dalekiego zasięgu]. Stąd mój pierwszy szczegółowy wpis nt zmian zasadniczych PMT- bo nader łatwo wejść w fałszywe tory marnowania pieniędzy w ramach obecnego błędnego PMT [notabene sformułowanego w rdzeniu w 2013 i przywiezionego nam w teczce przez hegemona – dla budowy z WP niesuwerennej armii POMOCNICZEJ dla potrzeb US Army w regionie – czyli WP jako sił niezdolnych do samodzielnej obrony Polski]… Stąd i nakłady na B+R [zwłaszcza produkty OEM high-tech – kłania się Skarbiec Suwalski dla Przemysłu 4.0] – to nakłady na produkty bazowe podwójnego zastosowania – winny być traktowane jako priorytet – i jako baza dla naszej suwerennej armii zapewniającej łącznie zbrojną suwerenność. Tak samo automatycznie kłania się kwestia suwerenności energetycznej – tu na czas wojny [i czas hybrydowo-sabotażowy] wszelkie LNG – gazoporty i naftoporty stanowią infrastrukturę super-wrażliwą na działania sabotażowe – stąd moim zdaniem KONIECZNOŚCIĄ jest postawienie “totalne’ na geotermię głęboką HTR – i na rozproszona energetykę OZE [zwłaszcza PV]. Odnogą suwerenności energetycznej może być pozyskiwanie wodoru do ogniw paliwowych [ale wtedy trzeba przemysł tych ogniw rozwinąć] – już produkujemy ca 1 mln ton wodoru rocznie. A niezbyt widzianą przez UE alternatywą jest rozwinięcie kopalnictwa węglowego “ile się da” – i produkcja lekkich i ciężkich paliw syntetycznych metodą Fischera-Troppsa – co III Rzesza robiła na potęgę wobec odcięcia od źródeł roponośnych [Rumunia nie wystarczała – zresztą zagłębie Ploesti było od 1943 poddawane wzrastającym nalotom strategicznym – a od jesieni 1944 i to źródło się urwało…]. Generalnie wskazane budowanie kompleksów pod ziemią – i rozproszenie produkcji – jak to Albert Speer robił od 1943…

    1. Witam, Georealisto od jakiegoś czasu widzę Pana aktywność w komentarzach pod artykułami Pana Krzysztofa. Zauważyłem też, że początkowe akapity i zdania wypowiedzi wiążą się z tematem artykułu, a potem Pan lekko odbiega – nie sprzyja to powiązaniu odbioru komentarzy vs artykuł. Aczkolwiek, bardzo fajnie rozwija czytelników w zakresie Pana niewątpliwie eksperckiej dziedziny jaką są zbrojenia i geopolityka w tym zakresie. Proszę nie odbierać mojego komentarza negatywnie, bo oddźwięk chciałbym, aby był jak najbardziej pozytywny: może założy Pan swój blog, w którym, podobnie jak Pan Krzysztof opisywać będzie Pan “swoją” wizję geopolityki. Jest to bardzo ciekawy wątek. A może Pan Krzysztof udostępni Panu swój blog lub włączy do swoich artykułów skondensowane treści, którymi mógłby Pan wzbogacić artykuły. Ja jestem w temacie raczej laikiem, aczkolwiek zarówno dzięki artykułom Pana Krzysztofa, jak i Pana komentarzom, naprawdę otwierają się oczy, człowiek lepiej rozumie świat i otoczenie. Za to obu Panom (oraz osobom współpracującym przy artykułach Pana Krzyszofa) – wielkie dzięki!

    2. Pańskie komentarze, podobnie jak wpisy p. Krzysztofa Wojczala, czyta się wyśmienicie. Chciałbym zadać, może nieco naiwne pytanie, o Rosję. Dlaczego właściwie z takim przerażeniem mówimy o tym kraju. Czy nie da się z nim ułożyć na cywilizowanych warunkach? Rosja jest znacznie słabsza od ZSRR czy carskiej Rosji. Ma fatalne perspektywy gospodarcze i demograficzne. Jednocześnie jest tam gospodarka rynkowa, w każdym razie Rosja nie trzyma się już kurczowo koncepcji ekonomicznych rodem z Księżyca. Chciałbym przeczytać analizę, która przedstawiałaby wariant, w którym Polska z jakiegoś powodu (np. wyjścia USA z Europy, porażki z Chinami) musi ułożyć się w nowych warunkach, albo z Chinami jako hegemonem, albo z “imperium od Lizbony do Władywostoku”.

  4. Chciałbym serdecznie podziękować panie Krzysztofie za ciężka pracę jaką Pan wkłada w prowadzenie strony i miałbym do Pana dwa pytania, niekoniecznie związane niestety z tematem Australii, a mianowicie:
    Co Pan sądzi o ostatnich wydarzeniach na Białorusi, czyli np. projekt prezydenta Łukaszenki o połączeniu siecią rzek i kanałów Białorusi z morzem Czarnym i Bałtyckim przez terytoria Polski i Ukrainy albo np. przyjęcie ambasadora Stanów Zjednoczonych po bodajże 12 latach? Wydaje się to trochę sprzeczne z tą integracją jaka jest zapowiadana między Białorusią a Rosją
    Oraz moje drugie pytanie, czy można gdzieś zakupić Pana książkę w formie papierowej? Jestem niestety typowym wzrokowcem i nie dałem rady w życiu żadnego audiobooka.
    Pozdrawiam serdecznie 😃

    1. Witam,
      o Białorusi pisalem kilka tekstów. W skrócie, Łukaszenka robi względem Rosji co musi a wzgłędem Zachodu co może.
      Książka być moze powstanie na papierze ale by do tego doszło musi być odpowiednia ilość chętnych. Za pomocą newsletera będę zbierał info.
      Pozdrawiam
      Kw

  5. Jeszcze uzupełniając niejako “przeciwstawne dopełnianie się” sytuacji i scenariuszy dla Australii i Polski: Australia winna rozwijać lotnictwo o dalekim zasięgu – więc zamiast F-35 [o krótkim zasięgu i kiepskich osiągach ponaddźwiękowych] powinna łożyć przynajmniej na na najnowsze F-18 E/F Super Hornety Block III/IV [z dodatkowymi konforemnymi zbiornikami paliwa] i F-18 G Growlery – i to z przeróbką części Super Hornetów na szybkie latające cysterny [co US Navy już wypróbowała przy “starych” Hornetach]- z koniecznym uzupełnieniem o przerobione posiadane cięższe samoloty transportowe na latające tankowce. Oczywiście także o liczne bezzałogowe cysterny [jak właśnie oblatany Boeing MQ-25 Stingray] i “wierni skrzydłowi” bezzałogowi – jak Kratos XQ-58 Valkyrie – ale też owa Walkiria powinna mieć możność tankowania w powietrzu [mimo zasięgu ca 5,5 tys km] dla wykonywania bardzo długich [czy bardzo dalekich] misji. Bo lotnisko – to pułapka – dlatego podczas zimnej wojny bombowce strategiczne cały czas latały na zmiany – i stąd była i jest cała flota powietrznych tankowców dla sił strategicznych… White ma 100% racji postulując anulowanie obecnie budowanej bojowej floty nawodnej [ta powinna być przekazana za jakieś korzyści i koncesje flotom sojuszniczym pierwszego łańcucha wysp – zwłaszcza Filipinom – ale do pomyślenia także np. Indie – bo Australia to swoisty “klucznik” Indopacyfiku…] – za to postuluje rozwój floty podwodnej – czyli zamiast 12 jednostek z napędem AIP klasy Attack [przerobiony francuski mix rozwoju Scorpene z cechami Barracudy] – White proponuje 24 nawet 36 takich jednostek. Ja uważam, że to i tak jest zgniły kompromis i niekonsekwentne zatrzymanie się w rozkroku co do projekcji siły – Australia winna zażądać od USA pozyskania przynajmniej 12 jednostek klasy Virginia – czyli z napędem atomowym – i to powinna zażądać jednostek Virginia Block V – czyli każdy OP z bardzo mocno rozbudowanymi wyrzutniami pionowymi i torpedowymi dla 40 Tomahawków nowej generacji [zasięg będzie ca 45,-5,5 tys km] – najpierw konwencjonalnymi – potem – [w razie eskalacji] po przekroczeniu “czerwonej linii zagrożenia” – już z głowicami jądrowymi. A wokół Australii – wraz z obszarem “słabych sojuszników” Oceanii – bardzo liczne siły patrolowe [załogowe i bezzałogowe] – nawodne – na czas POKOJU – czyli z uzbrojeniem artyleryjskim, z dronami pokładowymi, najwyżej z lekkimi rakietami. Siły podwodne powinny być uzupełnione o podwodne drony – liczone w tysiącach, nawet dziesiątkach tysięcy – od stricte przybrzeżnych [wręcz pozornie prymitywnych tzw. “szybowców podwodnych”] do ciężkich oceanicznych w rodzaju Boeing Echo Voyager. A podwodne Virginie powinny mieć też swoich licznych dronowych podwodnych “loyal wingmen’ów” – dla których byłyby bazami np. dla uzupełniania zapasów czy energii…i to pod wodą… W Polsce lotnictwo powinno być zdronizowane [z konstrukcjami klasy Valkyrie i Stingray na czele] – nawet F-16 Block 52+ powinny być raz że poddane modyfikacji do operowania z DOL – a dwa, że powinny być przekształcone w zdalnie sterowane, a następnie w autonomiczne drony bojowe – z modyfikacją do wersji Viper. Bałtyk – zdronizowany – ale flotylle trałowców pozostawione – jako siły dozorowo-patrolowe kontroli naszego obszaru na czas pokoju – no i zmodernizowane o systemy i drony walki przeciwpodwodnej. Plus ca 200 lekkich jednostek klasy mini-Diugoni na Bałtyk dla PMW i specjalsów i sił transportowych [transportu strategicznego ze Skandynawii i UK] – o nośności ca 80 t – zapewniające szybki przerzut strategiczny np. ciężkiego sprzętu US Army. Gdzie załadunek i wyładunek na plaży – POZA portami [które są pułapkami saturacyjnych uderzeń rakietowych na czas wojny] – i z możliwością załadunku na pokład modułów i sprzętu bojowego – wyrzutni rakiet, dronów [lotniczych, nawodnych, podwodnych] – ba- nawet do szybkich rozproszonych operacji specjalsów – jako “fleet in being” dodatkowego rozciągnięcia i związania Rosjan i pomocy Bałtom i Finlandii. Natomiast przy zasięgach rakiet np. podwodne Orki [i to jeszcze z wyrzutniami rakiet] – sensu żadnego na rozczłonkowanym Bałtyku nie mają [a pchanie się w głąb Zatoki Fińskiej zbyt ryzykowne] – to już lepiej łożyć w mobilne, rozproszone, zdolne do przerzutu na całej linii lądowej [włącznie z Hiumą i Saremą] – na “lądowe” wyrzutnie rakiet HM-2D PL i HM-3D PL [oczywiście wpięte w rozległy sieciocentryczny C4ISR dla rozpoznania/pozycjonowania celów] – co pewnie by skłoniło hegemona do decyzji o zasileniu WP Tomahawkami o zasięgu ca 4-5 tys km… Ale to wszystko ma sens i w Australii i w Polsce przy porzuceniu zgniłych kompromisów – i przy konsekwentnych decyzjach strategicznych i polityczno-ekonomicznych i militarnych…i ich konsekwentnej długofalowej REALIZACJI..co trzeba zacząć już TERAZ…. No i dla Australii – wielkiego terytorium z małą populacją – podstawa to nie A2/AD Tarcza Australii [jak to ma zasadniczy sens w przypadku małej i zwartej Polski] – a strategiczne rozproszenie [z przygotowaniem interioru na relokacje na wielka skalę] – co też powinno być przedmiotem długofalowej polityki państwa – w miejsce obecnych “wysp demograficznych” wielkich [nawet średnich] miast…Ten ostatni aspekt powinien mieć charakter stabilny, powolny, niezakłócający “uderzeniowo” rynku nieruchomości – traktowany jako ROZWÓJ i EKSPANSJA rynku – wtedy pozwoli przebudować strukturalnie infrastrukturę. Zamiast eksportu surowców – też jak dla Polski – rozwijanie Przemysłu 4.0 w oparciu o zwłaszcza surowce strategiczne – czyli włożenie pieniędzy w poszukiwania ziem rzadkich – i w stworzenie łańcuchów “well to wheel” produktów wysoko przetworzonych i pełnych [OEM]. Bo na razie w gospodarce i makroekonomii przez ostatnie 30 lat to Australia bezmyślnie “jechała po linii najmniejszego oporu” odcinając tylko kupony z eksportem ekstensywnie rozwijanym dla surowców…sami się wpędzili w tę sytuację rozkroku ekonomiczno-militarnego między Chinami a USA… Wracając do strategicznego rozproszenia ludności Australii – taki przykład jak właśnie Finlandia – słabo zaludniona względem dość dużego i rozciągniętego obszaru – stawia zasadniczo na rozproszenie w godzinie “W” – stąd nie kupują Patriotów… Jeszcze jedna uwaga – dla Australii sens mają [dla ustanowienia sieciocentrycznej C4ISR dalekiego zasięgu] duże samoloty AWACS/AEW i ciężkie P-8A Posejdony – w naszym przypadku sens mają co najwyżej E-2D operujące z bardzo licznych i zmienianych “dynamicznie” wg potrzeb DOL – i to w warunkach startu i lądowania jak przy lotniskowcach [“katapulta” wspomagająca – np. wyciągarkowa, aerofinishery]…zaś te E-2D konieczne z możliwością uzupełniania paliwa w powietrzu dla bardzo długich misji – i dla maksymalnego skrócenia wymiany obsady na ziemi…z liczeniem pobytu na ziemi na sekundy, jak w F1…

  6. Fantastycznie, że pojawiają się tutaj omównienia ‘egoztycznych’ rejonów. Marzy mi się, żeby dodał Pan jeszcze analizy dla RPA (może Afryki ogółem), Brazylii itp. Teatry działań coraz ważniejsze, ale z ‘naszego’ punktu widzenia peryferyjnie (niesłusznie).

    @georealista
    Powinien Pan publikować te treści jako wpisy we własnym blogu; one są zbyt rozbudowane na ‘zwykłe komentarze’ w szczególności, że przedstawia Pan bardzo ciekawy punkt widzenia zazwyczaj dotyczący Polski, do którego naturalnie pojawiają się pytania i chęć dyskusji, ale nie dotyczy to Australii na blogu Pana Krzysztofa dlatego apeluję o wygospodarowanie własnego miejsca 🙂

  7. Australia nie eksportuje stali, ale rudy metali. To jest duża różnica. Australia nie ma przemysłu a wysokie ceny prądu, koszty pracy oraz powszechna demoralizacja potomków europejczyków czynią produkcję czegokolwiek bardzo drogą.

    Poza tym, w Australii nie mieszka się w mieszkaniach, tylko w domach. Ceny domów już ponownie rosną.
    Mieszkania to nowy wynalazek dla nowych emigrantów z Azji, którzy przyjeżdżają tu w setkach tysięcy rocznie (coś 400 tyś nowych ludzi co roku przybywa do Australii na różnych wizach lub nielegalnie), i oni w nich głównie mieszkają. Jeśli się dorobią to przenoszą się do domów na przedmieściach. Ale nie wszyscy się dorobią oczywiści i już w gazetach są artykuły że w tych blokowiskach powstają slumsy. W mieszkaniach mieszkają też młodzi Australijczycy, których nie stać na domy.

    Co do demografii to następuje gwałtowna wymiana populacji kraju. Populacja rośnie ale poprzez imigrację z Azji oraz przez nowe urodzenia Azjatów na miejscu. Europejczycy wymierają bezdzietnie i są zastępowani przez ludność z Azji. Głownie przez obywateli Indii oraz Chin. Szczególnie widać to wśród populacji uczniów w szkołach w wielkich metropoliach. Wśród europejskiej populacji panuje powszechna demoralizacja, lenistwo intelektualne i konsumpcja narkotyków. Proszę sobie poszukać o sprzedaży narkotyku ice i dyskusje, że podniesienie zasiłków nabija biznes gangów narkotykowych.

    Geostrategia ma znaczenie tylko, jeśli populacja jakiegoś kraju ma ochotę na walkę. Australijczycy nie mają takiej ochoty i nawet ich okręty podwodne są nieobsadzone bo nikt nie chce w nich pływać. Z moich obserwacji i rozmów wynika, że nikt tu się nie interesuje geopolityką, nikt nie wie kto to Hugh White i nikt nie chce iść do wojska. Kanałów youtube gdzie występuje Hugh White nikt tu nie ogląda (oglądalność pewnie napili Chińczycy i Polacy, normalnie to jest zwykle około setki, a on na coś ponad tysiąc). Jacek Bartosiak w Polsce jest gwiazdą, a Hugh White nie jest w Australii wcale znany.

    A poza tym to warto przylecieć i zobaczyć jak europejskie państwo jest przejmowanie przez Azjatów. Kraj zmienia się błyskawicznie. Wszędzie jest Azja.

    Jeśli będzie wojna z Chinami to Chińczycy już są w Australii na miejscu i nie muszą robić inwazji bo opanowali ten kraj od środka. Są w parlamencie, w rządzie, w urzędach, na uniwersytetach, w firmach i wielkim biznesie. W ciągu 20-30 lat całkowicie zdominują Australię, i będą się musieli najwyżej pozbyć Indusów by ją całkowicie kontrolować.

    1. Dziękuję za ciekawy komentarz i relacje prosto “z pola bitwy”. Oczywiscie chodzi o rudy metali. Bedę poprawiał 🙂 Dzięki za czujność
      Pozdrawiam serdecznie
      KW

  8. Pan Krzysztof robi świetną robotę u podstaw. Jest jak deszcz na pustyni, dzięki któremu rośnie trawa i można budować całą resztę “żywego ekosystemu” świata rozważań geopolityki i przewidywania rozwoju wydarzeń. Moje wpisy proszę traktować jako dodatek pt “wolne scenariusze ewentualnościowe”. Coś a la pewien dyskusyjny wstęp-zagajenie-zachęta do lektury przyszłej książki Pana Krzysztofa – gdzie pewnie przedstawi w sposób rozbudowany swoje własne przewidywania. Czekam na tę książkę z niecierpliwością – zwłaszcza interesuje mnie tok i kategorie rozumowania i łączenia różnych trendów w geostrategiczne przewidywania wynikowe i długofalowe. Takich własnie publikacji potrzebujemy, by trafiły w milionach pod przysłowiowe strzechy [ba – marzy mi się ich lektura w szkole średniej – np. na zajęciach z rozszerzonej geografii i historii – i na uczelniach akademickich – z debatą rozpłomienioną w “burzach mózgów”] – bo to one poszerzają społeczne mentalne pole widzenia, zmieniają przestarzałe stare kalki i schematy i poszerzają realne pole manewru nawy państwowej [co może mieć swoją drogą za X-lat odbicie np. w wyborach] – ZAWCZASU stanowiąc mechanizm [taki “radar”] rozpoznania mgły przyszłości i cech i charakteru jej NOWOŚCI. I ten mechanizm- czyli mechanizm nowego myślenia o nowych jakościowo bytach w przyszłym nowym świecie – trzeba udoskonalać za wszelką cenę – bo zbudowanie takiej przydatnej użytkowo “machiny futurologicznej” jest nie kwestią jakiegoś kaprysu czy science-fiction – ale moim zdaniem jest niestety twardą KONIECZNOŚCIĄ dla przetrwania przyszłej zawieruchy globalnej. Myśleć i przewidywać i odpowiednio decydować i konsekwentnie działać – przychodzi na myśl biblijna przypowieść o pannach mądrych i pannach głupich…i o konsekwencjach głupich wyborów… A także ów “radar/sonar futurologiczny” jest konieczny dla wejścia na zupełnie nowy “ranking” pozycji Polski w nowym ładzie globalnym – pozycji uzyskanej z dobrego wyzyskania rozpoznanych zawczasu możliwości i z ominięcia mgły, raf i pól minowych krytycznych zagrożeń…. które pewnie w toku konfrontacji zetrą i wymażą z mapy niejedno państwo… Trochę jesteśmy w sytuacji jak to [bodaj w “Kongresie futurologicznym” Lema] podsumował cierpko profesor Tarantoga – czyli jak statek zagrożony zatopieniem nabiera wody – to trzeba śpieszyć do pomp i pompować co sił…chociaż nikt z pasażerów na pompach i na pompowaniu się zasadniczo nie zna…. Hmmm – a co do głosu Pana Australijczyka nt nikłości zainteresowania Australijczyków przyszłą konfrontacją hegemonalną z udziałem Australii – tym bardziej w strefie zgniotu powinniśmy patrzeć bacznie w przyszłość – i to SAMODZIELNIE – a niejako ulepszając radę Bismarcka – uczmy się ZAWCZASU na cudzych błędach, w które inni bezmyślnie już wchodzą…by nie kopać ZA PÓŹNO studni do pożaru…

  9. Tak uzupełniając źródła dla książki Pana Krzysztofa – jednym z sinologów relatywnie “nowej fali” jest dr Marcin Jacoby. Polecam jego wykłady i wywiady na Youtube, artykuły, książkę itd. Tu próbka na YT https://www.youtube.com/watch?v=kyVQs224mG8 pt “Chiny innowacyjne – mocarstwo wiedzy”…co dla wielu przyzwyczajonych do starego myślenia w stylu [przepraszam za dosadność – chodzi o oddanie pewnego zadufania] : “chińska prymitywna tandeta za miskę ryżu”… może być pewnym szokiem. Dr Jacoby i tak pewne rzeczy tonuje – np.zaraz na początku porównuje PKB USA i Chin wg NOMINALNEGO przeliczenia w USD – a przecież to Chiny JUŻ są od 3 lat liderem wg PKB liczonego wg siły nabywczej – co jest moim zdaniem dużo bardziej REALNYM porównaniem obu graczy…

Dodaj komentarz