Polska lobbuje za „no fly zone” nad Ukrainą? – Bo powinna

W przeddzień szczytu NATO w Waszyngtonie – tj. 8 lipca 2024 roku – prezydent Wołodymyr Zełeński wizytował w Warszawie, gdzie odbył spotkanie z premierem Donaldem Tuskiem. Obaj parafowali umowę polsko-ukraińską w zakresie współpracy na płaszczyźnie bezpieczeństwa i energetyki. Na wspólnej konferencji zapowiedziano m.in.:

  1. Utworzenie ukraińskiego legionu szkolonego i wyposażanego na terytorium Polski,
  2. Stworzenie mostu energetycznego z Polski na Ukrainę.
  3. Pracę na rzecz opcji strącania rosyjskich pocisków rakietowych lecących w kierunku Polski jeszcze nad terytorium ukraińskim – co miałoby zostać zorganizowane w ramach szerszej koalicji państw NATO.

Jednocześnie polski premier potwierdził kontynuację wsparcia Ukrainy na drodze do dołączenia do NATO i Unii Europejskiej. Zapytany o przekazanie kolejnych polskich Mig-ów 29 na Ukrainę, stwierdził, że jest to opcja pożądana, jednak na ten moment niemożliwa. Z uwagi na to, że Polska musi także dbać o własne bezpieczeństwo, a Migi pełnią ważną rolę w obronie powietrznej. Nie wykluczył jednak ich przekazania, gdyby Polska otrzymała w to miejsce wsparcie w postaci zachodnich maszyn.

Wreszcie, polski premier zaprezentował wyrozumiałe stanowisko dla strony ukraińskiej w kwestiach historycznych. Oznajmił, że Kijów jest gotów te sprawy poruszyć i rozwiązać, ale dopiero po konflikcie. Na co strona polska jest gotowa poczekać. To ostatnia deklaracja wydaje się być dyplomatycznym błędem, bowiem należy podkreślić, że wojna na Ukrainie trwa już trzeci rok. I zapewne potrwa jeszcze długo, a ukraińska administracja miała dużo czasu na załatwienie symbolicznych, ale jakże ważnych kwestii dla Polski i Polaków związanych z Rzezią Wołyńską. Strona polska nie powinna w tym zakresie sugerować, że temat nie leży aktualnie na stole. On powinien być dla Ukrainy widoczny i jak najbardziej uwierać po to, by same władze z Kijowa chciały rozwiązać problem jak najszybciej. Jeśli Ukraina nie jest gotowa na zrobienie tego teraz – gdy stoi przecież pod ścianą – to liczenie na to, że władze z Kijowa pójdą Polsce na rękę gdy wojna skończy się już po ich myśli, wydaje się być ułudą. Wątek ten jest jednak pobocznym w stosunku do całej konferencji i celu, jakiemu miała ona służyć. Niemniej należało o tym wspomnieć.

Utworzenie ukraińskiego legionu – chciałoby się rzec: wreszcie – jest pomysłem jak najbardziej pozytywnym. Podobnie jak ten, by za unijne pieniądze wydobywać polski węgiel i przetwarzać ją na energię wysyłaną Ukrainie, gdyby ta miała w okresie zimowym problemy z niedoborami na skutek rosyjskich działań. Tego rodzaju rozwiązanie jest win-win dla obu stron. Polskie górnictwo otrzymałoby bowiem zamówienie, które byłoby opłacane ze środków unijnych. Energia wyprodukowana z polskiego węgla nie byłaby objęta dodatkowymi opłatami związanymi z Zielonym Ładem, a Ukraina zabezpieczyłaby się na płaszczyźnie energetycznej.

Najwięcej kontrowersji w komentariacie wywołał pomysł zestrzeliwania rosyjskich rakiet w ukraińskiej przestrzeni powietrznej w celu ochrony polskiego terytorium. Tego rodzaju inicjatywę wielu określiło jako ryzykowną – mimo, że nie znamy dokładnego pomysłu, jak to technicznie miałoby wyglądać – a wobec tego niewartą podnoszenia. Wielu też wręcz odetchnęło z ulgą, gdy dzień później John Kirby – amerykański rzecznik Biura Bezpieczeństwa Narodowego – stwierdził publicznie, że tego rodzaju inicjatywa podnosiłaby ryzyko eskalacji. Sugerując, że Stany Zjednoczone dystansują się od tego rodzaju pomysłów. Tego rodzaju reakcja ze strony polskich publicystów, a nawet ekspertów jest kompletnie niezrozumiała.

 

Polska zyskała po 2022 roku na sprawczości

Po pierwsze, należy podkreślić, że John Kirby nie jest ani przedstawicielem polskich władz, ani nawet nie należy do decydentów w Waszyngtonie. Jest rzecznikiem. Innymi słowy, to nie on prowadzi negocjacje w imieniu USA i to nie z nim polska dyplomacja winna dyskutować. To, że rzecznik państwa trzeciego coś oświadcza nie oznacza, że takie są realia, a tym bardziej nie powinno decydować o tym, jak państwo polskie prowadzi swoją politykę zagraniczną oraz jakie cele w tej polityce sobie wyznacza. Należy przy tym zdawać sobie sprawę z faktu, że publiczne komunikaty rzeczników służą określonym celom politycznym, a nawet negocjacyjnym. Są zwykłym narzędziem, a nie żadnym wyznacznikiem prawdy objawionej. Polska racja stanu – w zakresie wojny na Ukrainie – wykracza poza amerykańską perspektywę. Wiedząc to, polskie władze nie tylko powinny, ale wręcz mają obowiązek realizowania polskich celów i interesów nie oglądając się na obawy i rozterki decydentów państw trzecich.

Tak, polska nie jest mocarstwem i posiada ograniczenia w zakresie kreowania i modyfikowania sytuacji międzynarodowej. Jednak nie oznacza to, że nie posiada żadnego wpływu. Wręcz przeciwnie, polskie władze od 2022 roku udowadniają, że ośrodek władzy w Warszawie zyskał na sprawczości. Nie powinna nas więc interesować np. aktualna narracja panująca w Waszyngtonie. Pamiętajmy, że w roku 2022 Amerykanie mówili „nie” dla tzw. broni „ofensywnej”, ciężkiego sprzętu (czołgów, artylerii), samolotów czy pocisków dalekiego zasięgu dla Ukrainy. W roku 2024 wszystkie te systemy uzbrojenia znajdują się już w dyspozycji ukraińskiej armii. To dowód na to, że linia polityczna i narracja zmieniają się w czasie. Często na skutek działań państw mniejszych, tj. jak Polska.

To polski rząd jako pierwszy podjął polityczną decyzję o przekazaniu Ukrainie: czołgów (T-72 i PT-91), bwpów (BWP-1), habicoarmat (Krab, Goździk) czy samolotów samolotów (Mig-29). Decyzje polityczne państw zachodnich były podejmowane w tym zakresie później. To Polska działała na rzecz „koalicji czołgów” w ramach której wywarła presję na rząd w Berlinie, a ten z kolei uzależnił swoją decyzję od przekazania czołgów przez Amerykanów. W efekcie na Ukrainę trafiły Leopardy 2, Challengery a także Abramsy. To polski prezydent ciężko pracował jeżdżąc po wszystkich zachodnich stolicach w czasie, gdy Wołodymyr Zełeński siedział w kijowskim bunkrze pogrążony w planowaniu obrony kraju. Powyższe dowodzi, że Polska potrafiła niedawno zmieniać zachodnie „nie” w „tak”. Z korzyścią dla siebie i Ukrainy. Nauczmy się wreszcie doceniania własnych atutów, bo nie da się już czytać i słuchać narracji „niedasizmu”.

„No fly zone” nad Ukrainą to nasz cel polityczny

W tym miejscu należy zupełnie analitycznie podejść do ogłoszonego – w przeddzień szczytu NATO – pomysłu o zestrzeliwaniu rosyjskich pocisków kierujących się w stronę Polski jeszcze nad Ukrainą. Jest to inicjatywa, która ponownie wykracza poza amerykańską strefę komfortu strategicznego. Jednak nas ten komfort nie powinien zupełnie obchodzić, bo w grę wchodzi nasze własne bezpieczeństwo. Lobbowanie za tego rodzaju rozwiązaniem jest jak najbardziej w polskiej racji stanu. Zwłaszcza, że nie posiadamy odpowiedniej liczby własnych systemów przeciwrakietowych, a dodatkowo jesteśmy uzależnieni od dostaw pocisków do nich od strony amerykańskiej. Nie ma więc innego wyjścia, należy zrobić wszystko by namówić sojuszników do stworzenia – przynajmniej nad zachodnią częścią Ukrainy – fizyczną „no fly zone”.

Tego rodzaju rozwiązanie budowałoby nasze bezpieczeństwo, jednocześnie podnosiło bezpieczeństwo Ukrainy i krępowało Rosjanom ręce. Przy czym liczy się efekt, a nie forma jaką przybierze inicjatywa. Oficjalne i głośne działanie na rzecz zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą jest niewygodne dla Amerykanów. I bardzo dobrze. Łatwo w takich warunkach przedstawić alternatywę w postaci propozycji wysłania na Ukrainę dodatkowych systemów Patriot (lub innych) – oprócz tych już zadeklarowanych – które miałyby służyć stworzeniu parasola ochronnego w odległości np. 80-100 km od polskiej granicy. Innymi słowy, to niekoniecznie Polska czy NATO muszą zestrzeliwać rosyjskie pociski w takiej strefie. Mogliby to robić sami Ukraińcy dysponujący odpowiednim sprzętem. Wydzierżawionym w tym konkretnym celu.

Zaakceptowanie już tylko tego rodzaju okrojonego pomysłu, choćby tylko dlatego, by Polacy nie mówili już o strzelaniu do rosyjskich pocisków przez systemy obsługiwane przez żołnierzy NATO, byłoby dla nas i dla Ukraińców olbrzymią korzyścią. Wpisującą się w priorytet, o jakim mówił Prezydent Zełeński w Warszawie i w Waszyngtonie. Czyli stworzenia odpowiednio szczelnej obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. Pamiętać bowiem należy, że jeśli Ukraińcy stworzą taką kopułę, to nie przepuszczą pocisków lecących nad Polskę. Problem rozstanie rozwiązany.

Niemniej, absolutnie nie należy przekreślać też opcji, w której to systemy NATO-wskie – w celu obrony własnej przestrzeni powietrznej – zestrzeliwałyby pociski zmierzające w kierunku Polski czy np. Rumunii. I nie, nie oznaczałoby to automatyczne wejście do wojny, jak twierdzą niektórzy. W 2019 roku Iran zestrzelił amerykańskiego bezzałogowca MQ-4C Triton. Pro-irańskie bojówki – na rozkaz Teheranu – wielokrotnie atakowały amerykańskie bazy wojskowe w Iraku. Żadne z tych działań nie doprowadziło do wojny, mimo, że USA są znacznie silniejsze niż Iran. W 2015 roku Turcja zestrzeliła rosyjski samolot Su-24 powodując śmierć pilota. Rosja nie dokonała odwetu.

Oczywiście, że Moskwa może potraktować zestrzeliwanie jej pocisków jako casus belli. Tak samo jak Polska może potraktować jako powód do wojny naruszenie swojej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie pociski. Czy Polska zaatakuje z tego powodu Rosję? Nie. Czy Rosja zaatakuje całe NATO z powodu neutralizowania jej pocisków? Odpowiedź musi być tożsama. Pamiętać też należy o tym, że jeśli władze z Moskwy będą chciały kiedykolwiek zaatakować Polskę lub NATO, to nie będą potrzebowały do tego żadnego prawdziwego casus belli. To sobie stworzą sami, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Pomysł zestrzeliwania rosyjskich pocisków zmierzających w kierunku Polski – zauważmy jak duże pole manewru i interpretacji daje takie sformułowanie – jest pewnego rodzaju wyłomem. Pierwszym krokiem do rzeczywistego ustalenia strefy „no fly zone” dla Rosjan. Bowiem już teraz nad Ukrainą latają jedynie rosyjskie pociski lub bezzałogowce. Nic więcej. Więc zestrzeliwanie tego rodzaju środków bojowych oznaczałoby – bez politycznego ogłaszania i prawnych regulacji – rzeczywiste ustanowienie bezpiecznej strefy powietrznej nad częścią Ukrainy.

Gdyby NATO ustanowiło teraz – metodą faktów dokonanych – „no fly zone” nad zachodnią częścią Ukrainy, to Rosjanie w tym względzie nie mogliby zrobić nic. Skoro ich samoloty już teraz tam nie wlatują, więc tym bardziej nie wlatywałyby po objęciu ww. strefy dodatkową obroną powietrzną. W tym wszystkim najważniejsze jest zrozumienie, że niemal cały konwencjonalny potencjał armii Federacji Rosyjskiej jest zaangażowany przeciwko Ukraińcom. Rosja jest znacznie słabsza od NATO. To właśnie teraz jest najmniejsze ryzyko wojny pomiędzy NATO a Rosją. Ta druga ma skrępowane ręce i jest podatna na działania z zewnątrz. Azerbejdżan zajął cały Górski Karabach przy bierności Rosjan, a pamiętajmy, że Azerowie nie są żadną potęgą i nie uczestniczą w żadnym sojuszu, który gwarantowałby im bezpieczeństwo przez Rosją. JEŚLI NATO I POLSKA CHCĄ DZIAŁAŃ I AKTYWNIE POWSTRZYMAĆ ROSJĘ TO JEST TEN MOMENT NA DZIAŁANIE.  

Tym bardziej rozczarowującą jest postawa obecnej administracji z Waszyngtonu, która od 2022 roku prezentuje stanowisko dość zachowawcze. W ramach którego USA podejmują niezbędne minimum w zakresie pomocy Ukrainie, ale jednocześnie działają zbyt opieszale. Z opóźnieniem decydując się na przekazywanie kolejnych rodzajów sprzętu wojskowego. Samoograniczając się w tym zakresie i wyznaczając bezsensowne czerwone linie, po przekroczeniu których Rosjanie i tak nie reagują.

Przy tego rodzaju dystansie prezentowanym przez Waszyngton, Polska musi prowadzić bardziej aktywną, sprawczą politykę zagraniczną, w której będzie przejawiać się ogromną determinacją. Tak jak to było do tej pory. Amerykańskim prawem jest nie branie udziału w różnego rodzaju inicjatywach. Polskim prawem jest z kolei inicjowanie i lobbowanie za rozwiązaniami, które są korzystne z punktu widzenia polskiej racji stanu.

W tym zakresie publiczne wrzucenie na tapet – tuż przed szczytem NATO w Waszyngtonie –  kwestii zestrzeliwania rosyjskich pocisków nad Ukrainą należy oceniać jako bardzo dobrą decyzję. Musimy działać w tego rodzaju sprawach z wyobraźnią, odwagą i bez żadnych kompleksów. Bo nikt inni za nas tego nie zrobi.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

15 komentarzy

  1. Stany Zjednoczone są bardzo ostrożne w tej wojnie. Najpierw się wzbraniają przed nowymi krokami, ale kiedy ktoś już je zrobi to na ogół się dołączają. Także amerykańskie „nie” nie stanowi żadnego problemu. Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem tą ostrożność USA. Przecież jest tak jak Pan pisze Rosja nie jest w stanie poradzić sobie z Ukrainą nawet w pełni angażując swoją armię. Wciągnięcie USA do wojny to byłaby dla nich katastrofa, ale z kolei dla USA okazaja żeby relatywnie łatwo rozprawić się na kilka kolejnych dekad z jednym z głównych rywali, a zarazem głównym sojusznikiem Chin. Obiektywnie nie widzę powodów tej ostrożności i sądzę, że trzeba szukać jej w mentalności obecnej elity USA, której – mówiąc kolokwialnie – po prostu brakuje jaj.

    1. Obstawiałbym że „ostrożność USA” wynika z tego, że Rosja zaatakowała kraj na „porównywalnym” poziomie militarnym, z przewagą 3:1 w potencjale mobilizacyjnym, a potem wskutek zachodniego wsparcia znalazła się „poziom niżej” pod względem techniki. I NADAL WALCZY, oraz zdobywa teren i zminiejsza potencjał przemysłowy przeciwnika.

      Kiedy USA miały do czynienia z taką sytuacją??? Chyba nigdy od >100 lat. Z uwagi na potencjał gospodarczy nie mogły przegrać ani z III Rzeszą, ani z Japonią. A potem były: Korea, Wietnam, Serbia, Irak, Afganistan… Same mocarstwa 🙂 a mimo tego raczej trudno mówić tu o „miażdżących zycięstwach”. Więc nie dziwi mnie że USA są „ostrożne” 🙂 … Skoro Rosja pokazała że ma w d***ie wszystkie sankcje i mimo nich nadal upiera się że „przemówi do rozumu” swojemu wielowiekowemu wasalowi – co pozostaje? Interwencja NATO na Ukrainie? Cha, cha…. OK, niech Polacy tam jadą. Ale po tym, jak zginą Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Włolsi itd… W końcu to oni byli dłużej w NATO niż my 😉

  2. Największym marzeniem Putina, poza oczywiście odbudową imperium w najszerszych historycznie granicach, jest właśnie to, aby Rosja została zaatakowana przez kraje NATO a przynajmniej żeby powstała taka sytuacja, która Putin mógłby sprzedawać na całym świecie jako atak NATO na Rosję. To proste, od -nastu lat, z coraz większą intensywnością propaganda kremlowska powtarza, że NATO jest zagrożeniem dla Rosji. Więc gdyby NATO zaatakowało Rosję – rozumuje Putin – to zagrożenie Rosji przez NATO, o którym to zagrożeniu teraz to tylko możemy sobie gadać, to to zagrożenie by się w ten sposób zmaterializowało. Wówczas – kontynuuje Putin – wszystkie nasze dotychczasowe działania w Ukrainie, dostałyby zupełnie nowego znaczenia. Moglibyśmy mówić, że wojna – tak, wtedy moglibyśmy już mówić – wojna , że ta wojna w Ukrainie, to była nasza wojna obronna, nasza odpowiedź na otaczanie Rosji przez NATO.
    I proszę zwrócić uwagę – to już moje słowa – ile rosyjska propaganda poświęca twierdzeniu, że w Ukrainie Rosja toczy wojnę z zachodem. Putin chce wojny z NATO ale jednocześnie chce aby to najpierw NATO zaatakowało Rosję. Więc na prawdę nie wiem, czy dawanie pretekstów do nasilania propagandy pt.: Rosja jest atakowana, czy to aby na pewno dobry pomysł. Pomijam ta kwestię, że skoro ukraińska antyrakieta zbłądziła i trafiła w Przewodów, to jaką mamy gwarancję, że lot polskiej antyrakiety nie zostanie przez Rosjan zakłócony na tyle, że ta antyrakieta nie trafi w terytorium Białorusi? To by się dopiero Putin ucieszył.

    1. A po co zakłócać lot polskiej antyrakiety? Przeciez można pie***ć rosyjską rakietą w białoruski cel, i ogłosić że to była amerykańska czy angielska rakieta wystrzelona z terytorium Polski. Panowie Putin i Łukaszenka uzgodnią w co ta rakieta ma uderzyć (szpital, targ, plac zabaw, festyn rodzinny…), dowody zostaną dostarczone na miejsce (przeciez Rosjanie mają mnóstwo szczątków zachodnich rakiet…) i obfotografowane. Potem media w USA, UE i kilku innych państwach (<1 mld ludzi) przedstawią to jako "ohydną prowokację Rosji", a w reszcie świata (~ 5 mld ludzi) jako "napaść NATOwskiej Polski na spokojną prorosyjską Białoruś". The question is: WARTO PRÓBOWAĆ? Ludzie!!! Wp***śmy się w "bagno" opowiadając się za państwem zwanym Ukrainą i pomagając jej. I to bagno nas coraz szybciej wciąga….

  3. Dzięki za powrót do słowa pisanego. Co do polskiej rosnącej polskiej sprawczości, to w stosunkach ze stroną unijną (Berlin, Bruksela), ale również ze stroną ukraińską, trudno jednak nie dostrzec kłopotliwej asymetrii. Skoro polska racja stanu również w wydaniu nowego rządu marginalizuje kwestie polityki historycznej (rzeź wołyńska), to nie jest „błąd dyplomatyczny”, to strukturalna słabość, wygrywana przez sąsiadów.
    Zapowiedź stworzenia mostu energetycznego z Polski na Ukrainę brzmi bardzo sprawczo, gdyby nie kontekst „regulacyjno-ekonomiczny”. Z jednej strony Berlin/Bruksela narzuca nam normy klimatyczne podbijające ceny energii w kraju i od tego nie ma odwołania (no bo „Ziemia płonie”), a z drugiej strony Premier mówi – ok – dla dobra walczącej Ukrainy możemy emitować ! To jakaś groteska.
    Co do „no-fly zone” – zgoda, to nasz cel polityczny. Tylko mała wątpliwość (w nawiązaniu do asymetrii relacji). Pisze Pan że …”jeśli Ukraińcy stworzą taką kopułę, to nie przepuszczą pocisków lecących nad Polskę”. Skąd ta pewność ? Myślę, że będzie przeciwnie. Jeśli Ukraińcy nawet błędnie uznają, że im się to opłaci, to przepuszczą.

  4. Dziękuję za interesujący tekst – choć z ubolewaniem muszę znowu stwierdzić że jest bardziej „proukraiński” niż „propolski” – wiec czemu Polak pisze cos takiego?. I tu się zasadniczo różnimy, bo Sz. P. Autor uważa że interes UA = interes PL, a ja że to dwie sprawy „na kursie kolizyjnym”.

    Ma Pan świętą rację pisząc „liczenie na to, że władze z Kijowa pójdą Polsce na rękę gdy wojna skończy się już po ich myśli, wydaje się być ułudą”. TAK. Utrzymalismy ich przy życiui i nadal mają „nóż na gardle” – a mimo to skarżą nas do różnych komisji UE… No to dlaczego mamy sie starać aby „wojna skończyła się po ich mysli”? Niech Rosja zajmie wszystko poza tym co ZSRR „wyrwał” z II RP ( nie ma czego opłakiwać, to tylko teren i budynki, Polaków juz tam od dekad nie ma) a potem zobaczymy czy nadal są tak niegięci i hardzi jak teraz… Zobaczymy czy UA ze stolicą we Lwowie i trzema odwodami będzie równie roszczeniowa i „samostoina” jak teraz.

    Napisał Pan tez że „Polska racja stanu – w zakresie wojny na Ukrainie – wykracza poza amerykańską perspektywę”, TAK, NIESTETY, i to jest BŁĄD. I to chyba objaw obłędu który spowodował w naszej historii pożałowania godne incydenty takie jak powstania w latach 1830, 1863 czy 1944 – czyli masa bezsensownych ofiar bez żadnych wymiernych korzyści. USA nie mają w swojej historii takich porażek – dlatego sa mocarstwem. A my właśnie proponujemy że będziemy zestrzeliwać z własnego terytorium rosyjskie rakiety nad Ukrainą. Prewencyjnie, żeby nie doleciały do Polski. Ciekawe kiedy Rosja ogłosi, że „prezencyjnie” zbombarduje cele w Polsce żeby nie zestrzeliwano jej rakiet nad Ukrainą? I teraz zestawmy to z informacją ze USA nie będzie sprzedawać rakiet innym krajom, dopóki nie zaopatrzy Ukrainy https://www.rp.pl/polityka/art40680321-oficjalnie-amerykanskie-systemy-patriot-najpierw-dla-ukrainy-polska-poczeka Czyli co: na razie poświęcimy się dla „no fly zone” na zachodniej Ukrainie, a potem nie będziemy w stanie obronić się sami? Genialne.

    OK, to teraz inny punkt widzenia. Co nam (Polakom) mogłoby zaszkodzić? Rosyjska okupacja. Nie wszystkim – bo o ile Rosjanie zapewne chcieliby „skasować” polskich polityków czy dziennikarzy, to polscy murarze czy hydraulicy mogliby spać spokojnie. Potrzebowałaby ich FR tak samo jak potrzebuje ich III RP. Ale kraju nie da się okpować rakietami… Trzeba wysłać ludzi, którzy zaatakują kraj, zabiją obrońców i zajmą terytorium. A tego możemy się nie bać, bo zanim do tego dojdzie, Rosjanie musieliby spacyfikować Zachodnią Ukrainę. Moim zdaniem – „mission impossible”, a nawet jeśli mylę – to zajmie dekady.

    No to po co mamy jeszcze bardziej wk***ać Rosjan pomysłem „no fly zone” na zachód od Dniepru? To ile budynków zniszczy tam Rosja jest dla nas bez znaczenia. Ukraińcy „wyhodowali” sobie pokolenie antyrosyjskich ( i jednoczesnie antypolskich) nacjonalistów – pozwólmy aby Rosjanie ich „zneutralizowali”, bez naszych kosztów. To będzie „wyrównanie rachunków” sprzed kilkudziesięciu lat – wtedy Ukarińcy wypędzili stamtąd Polaków, teraz będą ginąć aby te tereny nie przeszły w ręce Rosjan. Jednak jest jakaś sprawiedliwośc na świecie… Obserwujmy i nie ingerujmy, bo nie mamy w tym żadnego interesu, właśnie na naszych oczach wyniszczają się państwa nieprzychylne naszemu, po co za to płacić skoro moglibyśmy być tylko widzami???

    1. Osobliwy punkt widzenia ewentualnych pożytków z rosyjskiej okupacji. Gdy słyszę, że przecież polska klasa robotniczo-chłopska mogłaby spać spokojnie, przypominam sobie zasłyszane w dzieciństwie opowieści rodziny z okresu okupacji. Gdy radzieccy „partyzanci” w ramach misji wyzwoleńczej nawiedzali wieś i w nocy stawiali domowników pod ścianą, to rekwirując co się da decydowali o tym kto jest chłopem, a kto kułakiem. Jestem przekonany, że obecnie, pomimo upływu epoki, bardzo chętnie zrobiliby to samo. Tak się złożyło, że politycznie i historycznie nieprzyjazna Polsce Ukraina stanęła im na drodze. I w tym sensie „# to jest nasza wojna”.

      1. #TO NIE JEST NASZA WOJNA, To kolejna wojna domowa na terenach Ś.P. ZSRR – tyle że o ile wojnami między Arnenią a Azerbejdżanem nikt się nie przejmuje (daleko, mało ofiar) , to wojnę między Rosjanami a Ukarińcami traktujemy zupełnie inaczej (Azjaci z Rosji najechali i mordują pro-europejskich Ukaraińców). Taa… TVN i „nawrócone” TVP tak mówią – tylko kto rozsądny w to wierzy???
        Ukraina po kilku stuleciach wiernej służby zbuntowała się przeciw Rosji. Tak samo jak 150 lat temu południowe stany USA zbuntoiwały się przeciw „reszcie USA”. Jak to się skończyło? Wiadomo… jak skończy się bunt „małorosjan”? zobaczyme, na razie „wielkorosjanie” powoli ale konsekwentnie odbjiaą sporne tereny https://deepstatemap.live/en#11/48.1763888/37.6487732

  5. Zgoda,zgoda, zgoda chociaż inaczej oceniam cel dzisiejszego wrzucenia NO FLY ZONE przez Tuska właśnie podczas szczytu NATO. To klasyczny pusty temat zastępczy, bez pokrycia. Nie będzie ani Migów ani no fly zone do listopada.
    Sytuację zmieni dopiero prezydentura Trumpa i jego plan pokojowy- szantaż obu stron konfliktu i wymuszenie planu Amerykanów, co zostanie odrzucone przez ruskich i na szczęście dla nas zakończy sie eskalacją konfliktu, wejsciem w 2025 wojsk natowskich i zajęciem rubieży rzeki Don po Kurs, Woroneż i Rostow nad Donem.
    Pomysł Macrona którym się Pan tak ekscytuje, stanięcia na linii Dniepru przez wojska Francji i GB to oddanie UKR Rosji. Polityczne i wojskowe. Zostanie okrojone państewko, z powszechnym poczuciem przegranej wojny. 25 MLN ludzi, zadłużone, upadłe gospodarczo, bez powrotu migracji, z ciągłym zagrożeniem ze strony Rosji czyli bez inwestycji i odbudowy. I bez NATO i UE. Zostanie LIBAN NA STERYDACH. Nie najgorzej dla Polski, skoro ma być jak było czyli antypolska, oligarchiczna czyli moskiewska, banderowska, proniemiecka Ukraina. Tylko zajęcie ruskich ziem i przyłączenie ich części do UKR doprowadzi do klęski Rosji, jej kolapsu i pokoju wieczystego.

    A podpisane umowy z UKR przez Tuska są nic nie warte, bo nie mają ratyfikacji Sejmu oraz PAD. Dziwne że Pan tego nie zauważył w tym dzisiejzym panegiryku na cześć Tuska. Zeleński zamiast IV RP wybrał interes nimieckich i ruskich oligarchów, stąd powszechne przez minione lata ekshumacje żołnierzy niemieckich a dalszy opór ws Wołynia, stąd ta dzisiejsza zgoda Tuska, stąd te puste gesty i bajdurzenie o przyjęciu do UE. Bo do NATO już od dziś nie ma mowy i to jest zasadnicza zmiana narracji, co Pan również pominął.

  6. Wymierne korzyści z podpisania umowy przez Żełeńskiego są dla Ukrainy żadne. Z ujawnionych na konferencji zapisów wynika wielkie nic, bo do niczego się nie zobowiązaliśmy i niczego nie będziemy robić. Nastąpiła widoczna zmiana podejścia strony polskiej do ukraińskiej i to jest najważniejszy wniosek z najnowszych wydarzeń. Przekazanie samolotów, zestrzeliwanie rakiet i pocisków to tylko baloniki próbne. Nic takiego nie nastąpi. Jako kraj jesteśmy bezbronni i całkowicie polegamy na pomocy USA.

    1. Jesteśmy bezbronni, bo dwa lata temu sie rozbroiliśmy przekazując cały sprzęt, amunicje i mnóstwo materiałów Ukrainie. Nie jestem ekspertem, ale zgaduję że to wszytko zostało już „przemielone” w Donbasie i na Zaporożu, skoro tam cały czas linia frontu przesuwa się ze wschodu na zachód https://deepstatemap.live/en#11/48.1832566/37.1955872. W swojej szcodrobliwości dalibyśmy zapewne więcej, ale nie mamy, bo Amerykanie i Koreańczycy dopiero to kiedys wyprodukują. Teraz taki „żarcik”: jak wyprodukuą to mają dostarczyć do Polski czy od razu na Ukrainę? W tym drugim przypadku zaoszczędzilibysmy choć trochę paliwa, co mogłoby nieco zmniejszyć nasze bezsensowne i nieodwracalne straty… Cha. cha…

  7. Wkurza mnie to już gadanie o Wołyniu. Wcale może nie być ekshumacji. Kiedy skończy się wojna z Rosją i Ukraina będzie chciała wejść do UE, wtedy postawimy temat na ostrzu noża, nie wcześniej.
    A pomniki mogą stawiać komu chcą, nawet Banderze, są u siebie.

  8. To bardzo dziwne, ale po raz pierwszy zgadzam się z kmdr Durą oraz łże dr Bartosiakiem z ostatniego wywiadu z Zychowiczem. Tezy obu Panów- każdy rozejm jest dla nas zły lub gorszy od zwycięstwa nad Rosją. WG metody Bidena- zagłodzenie Rosji przez sankcje i konflikt na wycieńczenie lub wg planu Trumpa to pokój na warunkach Trumpa jak z KRLD lub wejscie wojsk US i NATO na Ukrainę i wojna aż do bezwarunkowej kapitaulacji Rosji. To dawny plan gen Petreusa z 2022 jako modyfikacja zmasowanego konwencjonalnego ataku na Rosję w odpowiedzi na jej atak jądrowy.
    W obu przypadkach zamrożone ruskie aktywa są zakładnikami i walutą do pokoju, demilitaryzacji i denuklearyzacji Rosji. Oddamy kasę w zamian za głowice, zniesiemy sankcje za ustępstwa terytorialne, płacicie reparacje w każdej opcji jako dostawy darmowych weglowodorów.
    Może dlatego zgadzam się, bo obecne tezy Bartosiaka potwierdzają moje scenariusze, o których piszę od kilku lat. A sam łże doktor w końcu przestał bezrefleksyjnie krytykować poprzedni MON i rząd i przez zęby przyznał im rację. To jak u Pana- jasna pochwała PISu przychodzi z trudem.
    W skrócie:
    1/ polską racją stanu była nasza wszelka pomoc ruskiego ataku w 2022, bo polską racją stanu jest federacyjna IV RP czego tak jasno i dobitnie Bartosiak ani Budzisz ani Wojczal nie nazywają.
    2/ taktycznie Wołyń miał być załatwiony przez Żeleńskiego, który nas oszukał przy 80 rocznicy,
    3/ polityczny zwrot UKR to krótkowzroczna polityka UKR oparta o stały ich kurs na NIemcy, oligarchię i korupcję jako sposób ich rozwoju gospodarczego, a nie sojusz z RP i budowa federacyjnej IV RP. Niemcy to Turan jak Rosja więc nie dziwi ich wybór jako homo sovieticus. Zamordyzm, centralizacja, korupcja kontra polska i anglosaska wolność szlachecka, magna carta, liberum veto, kodeks Napoleona. Siła bezprawia kontra siła prawa i procedur. To kwestia cywilizacji.
    4/ Trump wygra w 2024, dokona czystki w administracji i POWRÓCI DO WOJNY ekonomicznej z Chinami, aby ich zdusić póki można i póki są jeszcze słabsze od US,
    5/ jesli wróci amerykanska broń atomowa na Taiwan, która tam była w latach 60, to wybuchnie wojna z CHRL, militarnie przegrana przez Chińczyków których wielka armia jest słaba, czego dowodzi wojna na UKR. Ruski sprzęt oraz sztuka wojenna są gorsze niż sprzęt i wielodomenowy, połączony sposób walki NATO. Armia US ma to już przetrenowane. CHRL od kilkuset lat nie wygrały żadnej wojny.
    6/ CHRL wiedzą o tym i wojna NIE jest w ich interesie, więc najpierw odpowiedzą kontr sankcjami pod progiem wojny – blokady morskie szlaków ( jak pokazali Huti), terroryzm finansowy, kolejny atak bronią biologiczną jak covid19.
    7/ przed progiem wojny możliwe są sankcje wobec CHRL jak wobec Rosji, co doprowadzi do ROZŁAMU w NATO. Niemcy, Francja poprą pokój z Chinami i Rosją. Pytanie kto wtedy będzie rządził w Warszawie jako centrum flanki wschodniej.
    8/ Konsekwencją sankcji będzie mocniejszy atak Rosji na UKR i być może na Polskę. Wtedy konwencjonalna i zmasowana odpowiedz amerykańska zakończy w rok konflikt na UKR. W każdym przypadku ruskie NIE użyją broni atomowej, EU jest im oraz CHRL potrzebna jako rynek zbytu do ich rozwoju i odbudowy. Oba reżymy podobnie jak US walczą o 560 MLN europejskich bogatych konsumentów.
    9/ PODZIAŁ NATO jest zdaniem Bartosiaka przesądzony, pełna zgoda. Temu służy windowanie przez US wydatków na obronę, NIE możliwe przez Włochy, Francję, Niemcy bo te mają alternatywę- ciecia budzetu i utrzymania pomocy społecznej i komfortu zycia w celu pokrycia zbrojeń lub druk pieniądza i inflacja. Miękiszony pokroju Macrona zawsze wybiorą ciepłą wodę w kranie w celu przedłużenia swojej władzy, stąd ich parcie do appeasementu tj pokoju za wszelką cenę jak w 1938 w Monachium.
    10/ rozłam w NATO będzie suflowany przez Rosję aby która by egzystencjalnie przetrwać odda Krym Turcji, a Francji i Niemcom swoje pola gazowe i naftowe. Czyli powtórka Rapallo i traktatów lokareńskich.
    11/ rozłam NATO będzie podsycany przez konflikt w CHRL i wojną z Iranem, tu powstanie naturalna koalicja, blok CHRL, Rosja, Iran, Niemcy, FR, Benelux, Włochy, Austria, Węgry i całe Bałkany uzależnione ekonomicznie i politycznie od Berlina, Brazylia i RPA oraz kraje południa w kontrze do US, GB, Kanada, Nordefco, RP? UKR? Japonia, Rep Korea, Rep Chińska, Australia, Izrael, Turcja, Kazachstan, Azarbejdzan, Egipt i Saudi Arabia.
    12/ kluczowa kwestia czy US mają militarne zdolności do walki na dwu frontach. Obaj prezydenci BIDEN i Trump identyfikują Rosję jako pomocnika CHRL i nie łudzą się na powtórkę Kissingera. Stąd strategiczna decyzja najpierw zagłodzenia Rosji czyli ośmielenie Putina do wywołania wojny na UKR. Idealnie byłoby zakończyć tę wojnę przed eskalacją z Chinami.
    13/ Polska winna szybko zawiązać sojusz wojskowy z Nordefco, wspólpraca zbrojeniówek, szwedzka brygada winna stacjonować na stałe na Mazurach ( to nowość Bartosiaka ), nasza 6BPD lub 7 BOW winna stale ćwiczyć na Łotwie. Ale Bartosiak nie dodaje że to pole konfliktu z Berlinem, więc obecnie sabotowane i mało możliwe,
    14/ naturalne jest zwiększenie tempa zbrojeń i zakupy broni ofensywnej – wg mnie co najmniej 3 atomowych i 9 klasycznych OP, co najmniej dwóch eskadr F35A i kolejnych F15EX, 6 niszczycieli KDX i KDDX z pociskami balistycznymi i manewrującymi typu Tomahawk. To są oczywiście zakupy na dekadę do 2035 i pytanie z czym zdążymy na tę wojnę, bo ona może nam wybuchnąć za dwa-trzy lata.
    15/ I łże dr Bartosiak jakby w domyśle potwierdził potrzebę wielkiej, licznej armii lądowej bo ledwo, ledwo pisnął o ANW i już nie bredził o niepotrzebnej MW, czołgach i lotnictwie.

    W świetle powyższego konflikt okupacyjnego rządu w Warschau i PAD eskaluje i eksploduje zimą przy ustawie budżetowej w 2025. Pytanie jak bardzo US będą zdeterminowane aby zmienić obecną proniemiecką ekipę. Herr Wojczal BŁEDNIE twierdzi, że CDU i Berlin jest proamerykanski (!!!!) co kilkukrotnie Pan opisał w dwóch ostatnich podcastach o Scholzu. NIE JEST i NIGDY NIE BYŁ, z małymi epizodami na Hitlera i Adenaeuera, gdy amerykanski banki budowały niemiecką gospodarkę. Ludzie czyli politycy są zakładnikami swoich życiorysów, niech Pan trochę pomyśli.

  9. uzupelniając opis tez łże dr Bartosiaka i dodając moje złote myśli warto podkreślić:
    1/ szantaż Putina przez Trumpa w 2025 zostanie odrzucony wzorem rozmów pokojowych z Kimem w KRLD. Myslę, że to był główny temat ostatnich rozmów Putina w Phenianie. Jak reagować na groźby Trumpa. Putin ma w pamięci Helsinki, Kim ma fiasko rozmów zjednoczeniowych. Po obu stronach była i jest broń atomowa i zero ryzyka wojny mimo wojennej retoryki Trumpa.
    2/ jeśli szantaż tj plan pokojowy dla UKR Trumpa zostanie przez ruskich odrzucony, to aby nie powtórzyć tej historii z Korei, z Helsinek i Afganistanu Trump BĘDZIE eskalował. Nie ma wyjścia, inaczej zostanie jak Himilsbach z angielskim.
    3/ eskalacja wojskowa to wprowadzenie wojsk NATO na i ZA linię Dniepru Panie Krzysztofie. Jesli pozostawimy ruskom Lewobereże, to wojskowo Kijów, Dniepro, Krzywy Róg oraz tereny aż po Winnice są w ich zasięgu. Zostaje kadlubek LIBAN NA STERYDACH. Będzie to błąd jaki popełniliśmy dając się oszukac Moskwie przy pokoju Grzymułtowskiego zostawiając im de facto Kijów i de iure lewy brzeg. GEOGRAFICZNIE, kulturowo i wojskowo granicą jest i musi być oś Kursk, Białgorod, Woroneż, Rostów nad Donem czyli rzeka Don a nie trzy razy węższa rzeka Doniec. Geografia głupcze!
    4/ jesli nie będzie wojskowej eskalacji i wejdzie w życie Mińsk 2.0 czyli rozejm, pokój wymuszony przez Macrona i Scholza to NA CO ZWRACA UWAGĘ BARTOSIAK, będzie 800 tysięcy wojska zaporoskiego. Ja to nazwałem Libanem na sterydach. Jak zwał tak zwał, będzie kadłubkowe państewko odcięte od morza z Odessą w zasięgu ruskiej floty, ludnościowo optymistycznie 25MLN realnie mniej 20MLN czyli Czechosłowacja. Dla Orbana i Niemiec i Polski OK. Utrzymywane przez kogo? Bez członkostwa w NATO z jakimiś lipnymi umowami dwustronnymi jak te z Budapesztu czyli bez poważego kapitału inwestycyjnego do odbudowy i budowy. W sam raz dla ruskich, moskiewskich, niemieckich i niederlandzkich grup olgarchicznych do utrzymania ICH rolnych megagospodarstw a nie budowy nowoczesnego przemysłu i specjalistycznych usług. Powstanie afrykańskie państewko kopia Rosji, naszej Polski lat 90 lub dzisiejszej Białorusi w sam raz do gospodarczej kolonizacji i sprzedaży nadwyżek produkcji europejskiej. Zasób zbierczy szparagów i surogatek dla małżeństw jednopłciowych.
    5/ i coś z tym wojskiem zaporoskim trzeba będzie zrobić, bo inaczej się zbuntuje podkreśla Bartosiak. Czyli co – rejestr królewski? Dziś mamy tego początek w NATO jako stałe zobowiązanie 40 MLD USD oraz tę pustą umowęTusk/Zeleński. Moim zdaniem droga do nikąd, powtórka błędów I RP. Utrzymywanie gangu szerszeni zamiast inkorporacji i włączenia ich do budowy państwa.
    6/ dlatego od 30 lat piszę o NIEUCHRONNOŚCI dziejowej powrotu do Unii Hadziackiej czyli obecnie federacyjnej IV RP zgranicami na Wałdaju i rzece Don. 3 000 lat znanej nam i opisanej w źródłach historii pokazało, że utrzymywanie bandyckiego gangu przy granicy zawsze kończy się kłopotami- albo wojną albo podbojem tego państwa przez gang. Rzym, Chiny, Imperium Osmańskie, Austro- Węgry, dzisiaj krwawy rozpad kordonu sanitarnego Giedrycia i Mieroszewskiego, bo czeka nas jeszcze krwawy pucz KGB na Białorusi i Kazachstanie.
    7/ i ostatnia myśl kresowiaka- czy ktoś POLICZYŁ ile kosztują potrzebne i obecnie zakładane nakłady NATO min 2% PKB rocznie !!!! na wspólną obronę i ZESTAWIŁ tj. PORÓWNAŁ je do kosztów naszej natowskiej specjalnej operacji tj wojskowej interwencji na Ukrainie i w Rosji. Mnie wychodzi, że 400 MLD USD rocznie wspólnych nakładów zbrojeniowych rocznie! razy kilka/naście lat to jakby nie liczyć będzie kilkukrotnie, wielokrotnie więcej niż koszt eskalacji wojskowej i likwidacji Rosji w jej obecnej postaci i formie. I wielokrotnie więcej niż zysk z utrzymywania Rosji jako stacji benzynowej która dostarcza nam tanie węglowodory. Pan ze stacji beznynowej okazal się gangusem, który chce ukraść nam samochód i dla rozrywki zgwałcić żonę.
    8/ Takie równanie jest na korzyść NATO oraz Chin, bo oddala zagrożenie wojny ekonomicznej z blokiem USA. Pozwala im odzyskać Chiny Północne i przez to rozładowac problemy wewnętrze i poprawić im dostęp do złoż węglowodorów na Syberii. I to jest myślę pole do negocjacji Trumpa z Xi. Równanie amerykanskie od Obamy to JAK WYGRAĆ Z ROSJĄ NIE WZMACNIAJĄC CHIN, które są głównym wrogiem. Próbowali resetu, ale wyszło tylko gorzej bo gospodarczo umocnili Rosję, Iran i Chińczykow którym dali czas na budowę pasa i szlaku czyli nowej osi zła.
    9/ I dlatego wcale nie jest pewien, czy TRUMP ZDECYDUJE SIĘ na wznowienie wojny handlowej z Chinami, do czego jak wielu już pisze odwodzi go jego zaplecze polityczne. Sankcje, eskalacja na Pacyfiku, wojna tylko spowoduje OBUSTRONNE kłopoty a u nas podział NATO. Taniej wojskowo, politycznie i gospodarczo wyjdzie nam wojna z Rosją.
    10/ Myślę, że dziś po 75 latach NATO trzeba zamienić jednych złych chłopców na drugich złych chłopców. Ruskie zagrożenie trzeba zamienić na chińskie zagrożenie. I dlatego po likwidacji Rosji, będzie PACYFICZNE NATO-bis, które podobnie jak pierwotne będzie zcalać politycznie, gospodarczo i wojskowo wolny świat. Chiny trzeba zagłodzić, narzucić wyścig zbrojeń, gwiezdne wojny, poczekać na wybuch ich wewnętrznych problemów, skutków ich demografii, sprzeczności socjalizmu, skutków jednowładztwa partii komunistycznej, cenzury, inwigilacji. Poczekać na głasnost i nowy rok 1989. Inaczej się nie da.

  10. USA coś jednak robią, choć bardzo powoli. Zapowiedzieli dostarczenie nowych rakiet powietrze – ziemia ERAM o zasięgu 250 mil, odpornych na zakłócenia GPS-u. Cały Krym byłby w zasięgu. Problemem jest niewielka skala produkcji tych rakiet – kilkaset rocznie.

    Nasz rząd powinien jednak umiędzynarodowić temat braku zgody Ukrainy na ekshumacje na Wołyniu, z przywołaniem przyjęcia mln Ukraińców w 2022 roku i znaczną pomoc wojskową. Skoro politycy nie potrafią, to międzynarodowa opinia publiczna zmusiłaby władze ukraińskie do wyrażenia zgody.

    Co do rakiet dla Ukrainy, jeśli chodzi o lądowe wersje, być może powinniśmy zasygnalizować USA, że jesteśmy w stanie zgodzić się na zastąpienie części ATACMS rakietami PRSM I, w sytuacji, gdyby USA zaczęło brakować ATACMS dla Ukrainy.

    Jeśli chodzi o rozmieszczenie rakiet średniego zasięgu i hipersonicznych w RFN, Pieskow już zaczął straszyć atakiem nuklearnym na Berlin ( ciekawe co na to Turcy ) i rozmieszczeniem symetrycznej odpowiedzi przeciwko państwom zachodniej Europy. Problem tylko w tym, że jeśli USA rozmieszczą Tomahawki w Estonii, czy Finlandii, to one i tak są przy granicy z Rosją ( z Finlandii do Archangielska jest 300 km ), a USA – niczym lord Farquaad – będą gotowe na poświęcenie Estonii, RFN, czy Francji w zamian za możliwość bezproblemowego zaatakowania Moskwy. Rosja grozi przekazaniem swoich rakiet innym państwom, które będą zdolne razić zachód Europy – tu patrzyłbym na ich przyszłą bazę w Tobruku – jednak ta odpowiedź ma na celu jedynie wywołanie niesnasek państw NATO, ale nie odpowiada adekwatnie USA. A patrząc na dotychczasowe zdolności obrony przeciwrakietowej NATO i Rosji, ta ostatnia staje na z góry przegranej pozycji. Ciekawe jest, że wybrano RFN jako miejsce stacjonowania rakiet hipersonicznych i Tomahawków. Być może chodzi o to, by RFN, straszone przez Rosję, poczuło się zagrożone i przyspieszyło zbrojenia, bo idzie im to bardzo niemrawo, jeśli chodzi o finanse. Natomiast dziwi, że RFN nie chce w tej sytuacji przenieść wyrzutni MARS na Litwę, bo w sytuacji ostrzału rakietowego z Królewca, taki ruch pozwoliłby im na odpowiedź – zniszczenie wyrzutni Iskanderów, czy Kalibrów na miejscu.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *