Oferta Niemiec dla Polski

Rok 2015 z pewnością jest pamiętany przez niemieckich geopolityków oraz polityków. Jest to data, w której Republika Federalna Niemiec straciła kontrolę nad swoją wschodnią strefą buforową. Posypał się zmodyfikowany – ukryty pod unijnym płaszczem – projekt Mitteleuropy. I nie chodzi tutaj tylko o polski zwrot w polityce zagranicznej w stronę Stanów Zjednoczonych. Niemcy stracili również Rumunię, ale i Litwę, Łotwę oraz Estonię. Wcześniej pierwszego wyłomu w niemieckiej architekturze polityczno-gospodarczej regionu dokonał Wiktor Orban. Było to wszystko efektem niczego więcej, jak tylko słabości Niemiec. Naciski na Wiktora Orbana okazały się nieskuteczne, a Stany Zjednoczone bez wysiłku wyciągnęły z niemieckiej strefy politycznych wpływów całą Europę Środkową. Nie trzeba chyba wyjaśniać, jak bardzo uderzyło to w autorytet Berlina w Unii Europejskiej. Dziś asertywność wobec Niemców pokazują Włosi, ale i niewielka Austria. Cały konstrukt Unii Europejskiej i jej spójności chwieje się w posadach. Pytanie brzmi, dlaczego?

W 2012 roku polski Minister Spraw Zagranicznych – Radosław Sikorski, apelował do Niemców, by Ci wzięli na siebie odpowiedzialność za Unię Europejską. By – jako jej największy beneficjent – zaczęły przewodzić. W Berlinie przyjęto te słowa z wielkim zadowoleniem. Chwalono polskiego ministra i przyznano mu rację. Następnie niemieckie władze poszły w zupełnie innym kierunku. Być może doszło do braku zrozumienia, co mogło wyniknąć z różnicy kulturowej. Bowiem w języku polskim przywództwo polega na dawaniu przykładu, braniu na siebie odpowiedzialności oraz samodzielnym wytyczaniu ścieżki, którą następnie podążą inni. W kulturze niemieckiej, przywództwo kojarzyło się dotychczas z silną autorytarną władzą oraz narzucaniem woli przywódcy całej reszcie. Samym wskazywaniu kierunku, w którym mają podążać inni. I dokładnie takim modelem rządzenia Unią zaczęli podążać Niemcy. O ile muszą się oni liczyć ze zdaniem Francji, o tyle względem słabszych tj. Polska czy Węgry, niemieccy decydenci postanowili zastosować pruskie sposoby wprowadzania porządku. Wykorzystując instytucje unijne, siłą i przymusem chcą wpływać na decyzje podejmowane w Budapeszcie czy Warszawie. Efekt traktowania tych stolic, jako członków UE drugiej kategorii, może być odwrotny od zamierzonego. Stosowanie jedynie kija, nie zbuduje trwałych powiązań i pola do współpracy. Niemcy nie chcą zrozumieć, że partnerów należy traktować po partnersku. Wciąż myślą kategoriami: słabsi winni słuchać się silniejszych. To prowadzi Unię na skraj katastrofy, bowiem bez tych licznych słabszych – unia nie będzie istnieć. A to dzięki niej, rośnie niemiecka potęga gospodarcza.

 

Trzeci podbój Europy po niemiecku

Niemcy posiadają nie tylko największą gospodarkę w Unii Europejskiej, ale i najsilniejszą pozycję traktatową. Przysługuje im największa liczba europosłów w Parlamencie Europejskim, a konkretnie 96 spośród ogólnej liczby 705. Niemcy zajmują również największą ilość stanowisk w strukturach unijnych. Od 1 grudnia 2019 roku najważniejszą funkcję przewodniczącego Komisji Europejskiej zajmuje Ursula von der Leyen. Jej jedynym niemieckim poprzednikiem był Walter Hallstein, który złożył urząd w 1967 roku. Co może być odczytywane jako pewien symbol powrotu Niemiec do oficjalnego przywództwa w Unii Europejskiej.

Należy również pamiętać o tym, że Europejski Bank Centralny posiada swoją główną siedzibę we Frankfurcie nad Menem. I powstał w zasadzie na bazie Deutsche Bundesbanku (choć ten wciąż istnieje w okrojonej formie). Natomiast kierownictwo nad EBC sprawowali dotąd: Holender, Francuz i Włoch. Obecnie prezesem tego banku jest Francuzka – Christine Lagarde. Co każe dostrzegać polityczne ustępstwa Berlina na rzecz najważniejszych partnerów.

Republika Federalna Niemiec powoli, choć systematycznie wzmacnia swoją pozycję gospodarczą w Unii Europejskiej. W 2008 roku PKB Niemiec stanowiło 19,6% całego PKB UE. Dziś udział Niemców wynosi ponad 21%. Co oznacza korzystną tendencję, a także dowodzi, że projekt europejski służy niemieckiej gospodarce. Pomimo faktu, że RFN wpłaca do unijnego budżetu najwięcej, bo ponad 25 mld euro rocznie, a otrzymuje w bezpośrednich dotacjach ponad połowę mniej – ok. 12 mld euro rocznie. Jednak same przepływy pieniężne pomiędzy Berlinem a Brukselą nie pokazują wszystkiego. Bowiem niemieckie firmy posiadają tak mocną pozycję w Europie Środkowowschodniej, że z każdego jednego euro dotacji udzielonej Polsce, do Niemiec wraca aż 86 centów, co przyznał niemiecki komisarz ds. budżetu i zasobów ludzkich – Günther Oettinger (a wg. Johannesa Hahna, byłego komisarza ds. polityki regionalnej, w 2012 roku było to nawet 89 centów). Jeszcze korzystniej dla Berlina wygląda to w przypadku państw bałtyckich czy reszty państw Grupy Wyszehradzkiej, gdzie zwroty przekraczają 90%. Jest to spowodowane m.in. faktem, że inwestycje w infrastrukturę refinansowane z UE są powierzane firmom z Niemiec.

Z zalet wspólnego rynku i otwartych granic korzystają niemieccy producenci. Bliskość RFN do państw byłego Bloku Wschodniego dała niemieckim firmom olbrzymią przewagę. Po upadku ZSRR i rozpadzie Bloku Wschodniego, powstały niepodległe, demokratyczne państwa o kapitalistycznym modelu gospodarczym. Największym ich zmartwieniem był jednak… brak kapitału. I państwowego, ale i przede wszystkim tego w sektorze prywatnym. Wykorzystały to koncerny i większe firmy z zachodu, które dysponując sporą ilością gotówki liczonej w dużo silniejszej walucie, czuły się na rynkach środkowoeuropejskich jak na przecenach. Jednak w miejsce wykupywanych zakładów państwowych, powstawały kolejne. Prywatne. Intensywnie rosła klasa średnia i mały biznes. Na początku XXI wieku sektor prywatny w regionie ustabilizował się i zaczął nabierać siły. Bowiem to co wcześniej pozwalało zachodniej konkurencji zdobyć olbrzymią przewagę, stało się też dużym atutem firm lokalnych. Słaba waluta i niskie koszty własne pozwoliły eksporterom z Europy Środkowej rozwinąć się i zacząć konkurować z drogimi produktami z zachodu. Jednak wówczas poszerzono Unię Europejską i za cenę doraźnych dotacji, nowi członkowie otworzyli swoje rynki dla zagranicznych inwestorów. Innymi słowy, wymieniono wędkę na rybę. Zachodnie firmy – korzystając z otwartych granic – przeniosły zakłady produkcyjne do Europy Środkowej. Efekt był taki, że koszty produkcji znacząco im spadły. Bowiem np. w niemieckich fabrykach pracowali Polacy, Węgrzy, Czesi czy Słowacy za stawki odpowiadające lokalnym warunkom. Tym samym, lokalni przedsiębiorcy utracili atut niższej ceny dla własnych produktów. Jednocześnie nie dysponowali tak dużym kapitałem i potencjałem jak zagraniczne koncerny. Te drugie, dzięki większemu wolumenowi sprzedaży mogły stosować niższe marże. I pozbyć się niewygodnej konkurencji. Tak oto, niemiecki przemysł zawojował Europę i Świat, ograniczając europejską konkurencję, zmniejszając koszty i stając się konkurencyjnym cenowo na światowych rynkach.

Ponadto dzięki zniesieniu barier handlowych i unifikacji europejskich rynków, do Niemiec każdego roku płynie szeroka rzeka kapitału. Niemiecka gospodarka będąca jednocześnie największym eksporterem dóbr w Europie, wręcz wysysa gotówkę z całej strefy euro. Za każdym razem gdy np. Portugalczyk, Hiszpan, Grek czy Irlandczyk kupi niemieckie: samochód, zabawkę dla dziecka czy maszynkę do golenia, zyski ze sprzedaży są transferowane do niemieckich producentów. Bez potrzeby uiszczania ceł. Co istotne, niemiecki producent może zarobione w Grecji euro wypłacić i wydać w Niemczech. Lub w którymkolwiek innym państwie ze strefy euro. W ten sposób, mniejsze i słabsze krajowe rynki europejskie, które posiadają ujemny bilans handlowy, z każdym rokiem tracą kapitał. Niemcy z kolei zyskują. Proces ten nasila się, bowiem południowcy odzyskiwali część traconego kapitału dzięki zyskom z turystyki. Jednak w dobie migracji ludności z regionów pogrążonych w chaosie,  a także gospodarczego kryzysu, a także pandemii, sektor turystyczny jest tym, który cierpi najbardziej. A wraz z nim cierpią: Portugalia, Hiszpania, Włochy czy Grecja.

Nieco inaczej sprawa wygląda w przypadku państw należących do UE, ale nie operujących w eurowalucie. Gdy dla przykładu Polak kupi w Polsce mercedesa, to płaci za niego złotówkami. By w tym przypadku skonsumować zysk gdziekolwiek indziej niż w Polsce, producent musi najpierw wymienić złotówki na euro. Ponieważ nie zapłaci za chleb w niemieckim sklepie w polskiej walucie. Ta jest akceptowalnym środkiem płatniczym tylko na terenie Polski. Tym samym, producent ma dwa wyjścia. Albo zarobione złotówki wydać na inwestycje w Polsce (np. budując lub rozbudowując tam fabryki), albo sprzedać złotówki i zakuć euro. Przy czym w tym drugim przypadku, musi znaleźć się ktoś, kto będzie chciał złotówki kupić, a sprzedać euro. Tym kimś są najczęściej polscy eksporterzy, którzy zarabiają w euro, ale chcą konsumować zyski w Polsce. Płacąc złotówkami. Między innymi dlatego, na polskim rynku nie zabraknie złotówek, natomiast na greckim rynku w czasie kryzysu brakowało euro. Przy czym w dobie kryzysu – takiego jak choćby w trakcie gospodarczego lockdownu spowodowanego pandemią COVID-19 – Narodowy Bank Polski może dokonać dodruku pieniądza (konstytucyjnie jest to wprawdzie zabronione, niemniej jest to łatwo wykonalne, czego dowiodło szybkie uruchomienie subwencji z Tarczy Finansowej wypłacanych przez Polski Fundusz Rozwoju). Natomiast Grecy nie mogą drukować euro. Europejski Bank Centralny znajduje się bowiem w Niemczech. I to ten bank kontroluje tzw. luzowanie ilościowe. Dlatego właśnie Niemcy chętnie przywitaliby Polaków w strefie euro, natomiast władze z Warszawy zwlekają z jasnym określeniem się, kiedy Polska miałaby do niej przystąpić.

Istotną rolę w całej ekonomicznej układance pełni również kurs waluty. Gdy wprowadzano euro, niemiecka marka była znacznie od niego silniejsza. To sprawiało, że niemieckie produkty były niezwykle drogie na światowym rynku. Gdy władze z Berlina przyjęły walutę euro, natychmiast przystąpiły do eksportowej ofensywy. To był pierwszy i chyba najważniejszy impuls do niebywałego wzrostu niemieckiej gospodarki oraz bogactwa. Nie przeszkodziły w tym znacznie koszty związane z integracją Republiki Federalnej Niemiec z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Gdyby dziś projekt wspólnej unijnej waluty się rozpadł, niemiecka narodowa waluta z pewnością byłaby znacznie silniejsza. Co uderzyłoby w krajowy eksport, a więc i gospodarkę, której połowę PKB generuje właśnie handel międzynarodowy. Tymczasem kurs euro osłabiany jest przez wyniki greckiej, portugalskiej, hiszpańskiej czy nawet włoskiej gospodarki. Te cierpią, ponieważ dla nich kurs wspólnotowego pieniądza jest z kolei za wysoki (z uwagi na siłę niemieckiej gospodarki). Co hamuje ich rozwój, a więc i nie pozwala konkurować z Niemcami.

Warto przytoczyć wyniki badań Centrum Polityki Europejskiej we Fryburgu z pracy: „20 lat euro: zwycięzcy i przegrani”, wg których dane z 20 lat (1999-2017) świadczą o tym, że tylko dwa kraje w strefie euro zyskały na wprowadzeniu wspólnej waluty. Są to Niemcy, które zarobiły najwięcej, bo aż 1,9 biliona euro oraz Holandia (ok. 350 mld euro zysku). Grecja wyszła mniej więcej na zero. Reszta państw poniosła straty. Największe dotyczą Włoch i Francji. Rezygnacja z liry kosztowała Włochów potężną sumę 4,3 biliona euro, natomiast utrata franka wyceniona została aż na 3,6 biliona euro. Co istotne, ogólny bilans  wprowadzenia euro (sumując zyski i straty) jest ujemny. Łącznie kraje strefy euro poniosły straty w wysokości 6,4 biliona euro. Innymi słowy. Wspólna waluta osłabia Europę jako całość, natomiast niezwykle mocno wspiera niemiecką gospodarkę. Nie powinno więc dziwić, że Włosi od kilku lat grożą wyjściem ze strefy euro i powrotem do liry, jeśli Niemcy nie zgodzą się na to, by Europejski Bank Centralny za dodrukowane euro skupował włoskie długi. Tak z sektora państwowego (obligacje) jak i z prywatnego.

Jednak i to nie ukazuje wszystkich niemieckich korzyści ze stworzenia Unii Europejskiej. Bowiem niemiecka gospodarka zarabia jeszcze pośrednio na decyzjach politycznych. Niemcy mają duży wpływ na to, jakie programy i cele są dotowane z Unii. W pierwszych latach członkostwa Polski w UE, finansowanie na infrastrukturę drogową dotyczyło w pierwszej kolejności szlaków komunikacyjnych wschód-zachód. Prowadzących z Niemiec do Rosji i na Ukrainę. Polska budowała więc drogi łączące niemieckie fabryki ze wschodnimi gospodarkami. Tymczasem szlaki komunikacyjne na linii północ-południe (łączące Bałkany z Bałtykiem), które wzmocniłyby znaczenie polskiej gospodarki i polskich portów morskich kosztem interesów niemieckich nad Morzem Bałtyckim – czekały całe lata na swoją kolej.

Starsi czytelnicy z pewnością pamiętają kampanię na rzecz przeorientowania gospodarek państw byłego Bloku Wschodniego na „nowoczesny” model. W ramach tej kampanii przekonywano, że należy zrezygnować z produkcji i postawić na usługi. Programy dotacji unijnych były w dużej mierze zakrojone na promowanie tego rodzaju działalności. Dofinansowywane były wszelkiego rodzaju szkolenia, mające na celu podnoszenie kwalifikacji zawodowych. Oczywiście w tym samym czasie niemiecka gospodarka wciąż stawiała na „przestarzały” model rozwijania przemysłu i produkcji. Z drugiej strony, pod pretekstem unijnych restrykcji, zakazywano dotowania zakładów przemysłowych przez nowe państwa członkowskie. W czasie, gdy – ze względu na Unię Europejską – władze z Warszawy zablokowały wsparcie dla m.in. stoczni w Szczecinie, decydenci z Meklemburgii-Pomorza Przedniego udzielali pomocy dla konkurencyjnych względem niej własnych stoczni w Wolgaście i Stralsundzie. Gdy polskie stocznie upadły, niemieckie zakłady nad Bałtykiem wróciły na tor rozwoju. Wszystko za zgodą Komisji Europejskiej.

Dobrym przykładem instrumentalnego prowadzenia spraw unijnych jest też polityka klimatyczna. Nie jest tajemnicą, że Niemcy są producentami paneli fotowoltaicznych oraz wiatraków do elektrowni wiatrowych. Panele fotowoltaiczne pierwszych generacji były jednak bardzo mało efektywne. Dekadę temu inwestycje w te instalacje były nieopłacalne. Wobec czego wprowadzono szereg ulg oraz programów z dofinansowaniem, dzięki którym sektor prywatny dał się przekonać do energetycznych farm słonecznych i wiatrowych. Biznes nie wyszedł tak dobrze jak oczekiwano, bowiem na rynek energii odnawialnej z powodzeniem weszły firmy chińskie. Oferując znacznie tańsze produkty i wypierając niemieckich producentów z ich własnego, europejskiego rynku. Niemniej Unia Europejska, a w tym głównie Niemcy, wciąż naciska kraje uboższe Unii na przestawienie się na odnawialne źródła energii. Pomimo faktu, że RFN jeszcze w 2019 roku była największym producentem energii pozyskiwanej z węgla, a w 2020 roku otworzono nową elektrownię węglową Datteln IV. Niemcy doskonale radzą sobie w UE nie tylko na pułapie instytucjonalnym, ale i w inicjatywach na samych dole. Po niemieckiej stronie Nysy Łużyckiej od 1974 roku funkcjonuje kopalnia odkrywkowa węgla brunatnego, która zaopatruje pobliską elektrownię w Jaenschwalde. To czwarty największy emitent dwutlenku węgla w całej Europie. Okazało się, że eksploatowane przez Niemców złoże rozciąga się również po polskiej stronie granicy. Od 2009 roku Polacy bezskutecznie starają się o uruchomienie własnej kopalni. Przeszkodą są liczne inicjatywy i protesty społeczne, w które bardzo mocno zaangażowała się strona niemiecka. Biorąc pod uwagę te okoliczności należy zadać podstawowe pytanie, czy naprawdę chodzi tutaj o ochronę środowiska?

Wyjaśnić w tym miejscu należy, że wytwarzanie energii z kopalin jest zwyczajnie tańsze. Tańsza energia oznacza mniejsze koszty produkcji, a więc większą konkurencyjność na rynku. Tymczasem od dekad, bogatsze i większe kraje Unii zwalczają tańszą konkurencję ze wschodu. Niska cena, której powodem są niższe płace i koszty produkcji, jest jedną z nielicznych, jak nie jedyną przewagą gospodarek państw Europy Środkowowschodniej nad gospodarkami z zachodu Europy. Stan ten jednak ulega zmianie. W drodze politycznych decyzji zmusza się do korzystania z droższej energii, podwyższania płac i zwiększania kosztów prowadzenia działalności pod pretekstem wprowadzania wysokich standardów jakości oraz ochrony środowiska. Ta ostatnia kwestia jest oczywiście niezwykle istotna, jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że jest jedynie pretekstem i narzędziem do wzmacniania niemieckiej gospodarki przy jednoczesnym osłabianiu unijnej konkurencji. Co może zaszkodzić nie tylko samej idei ochrony środowiska, ale i spójności oraz integralności UE.

 

Solidarność solidarnością, a biznes jest biznes

Niewątpliwym jest, że projekt Unii Europejskiej jest dla Niemiec niezwykle korzystny i opłacalny. Gdyby tak nie było, władze z Berlina naciskałyby na rozwiązanie UE, a nie na jej dalszą integrację. Niemcy są na tyle silni, by nadawać ton Unii oraz kontrolować poprzez jej instytucje kierunek rozwoju innych jej członków. Przy jednoczesnym ignorowaniu narzuconych przez siebie, krępujących gospodarkę i politykę zasad i reguł. Jednak stosowanie podwójnych standardów sprawia, że pierwszy zachwyt i zauroczenie projektem unijnym prysło. Zwłaszcza wśród państwa Europy Południowej i Środkowowschodniej.

Na tle waluty euro zarysował się konflikt między Włochami i Francuzami, a Niemcami. Bowiem luzowanie ilościowe w strefie euro oznacza wzrost inflacji (a więc wzrost cen za towary i usługi). To z kolei oznacza, że koszty związane z obsługą długów zostałyby niejako przerzucone – poprzez inflację – na Niemców. Wzrost cen niemieckich towarów oznacza mniejszą konkurencyjność na światowych rynkach, a więc zmniejszenie wpływów z eksportu. Ponadto należy przypomnieć, że w Niemczech inflację zaczęło wywoływać jeszcze inne zjawisko. Wzrost produkcji i zmniejszenie bezrobocia do minimalnych poziomów doprowadziło do deficytu na rynku pracy. Pracodawcy zaczęli konkurować o pracowników, podwyższając pensje (również w zakładach zlokalizowanych w krajach dawnego Bloku Wschodniego). Wyższe wynagrodzenia oznaczały wzrost cen, a więc inflację. Droższa produkcja oznaczała mniejszą konkurencyjność niemieckich towarów. Wobec czego Europejski Bank Centralny zapowiedział w 2017 roku walkę z inflacją narzędziami systemowymi. Czyli wstrzymaniem luzowania ilościowego. To z kolei oznaczało katastrofę dla innych mocno zadłużonych państw strefy euro. Spór o politykę monetarną EBC trwał niemal trzy lata, do czasu, gdy na skutek gospodarczego lockdownu spowodowanego pandemią COVID-19, Niemcy zgodzili się na ponowny dodruk pieniądza i ratowanie gospodarek strefy euro.

Należy także podkreślić, że pomimo tego, że państwa strefy euro posługują się wspólną walutą, oprocentowanie ich obligacji państwowych jest różne. W 2018 roku rentowność niemieckich obligacji 10-letnich spadła niemal do zera, natomiast włoskie obligacje były oprocentowane w październikowym szczycie na blisko 3,5%. Oznaczało to, że państwo włoskie zadłużając się, zobowiązywało się spłacać odsetki od obligacji w wysokości 3,5%, podczas gdy Niemcy odsetek od sprzedawanych w tym czasie obligacji nie płacili wcale (później rentowność niemieckich papierów wartościowych spadła wręcz do ujemnych poziomów). Różnica ta wynika z faktu, że włoska gospodarka jest w tak tragicznym stanie, że gdyby włoskie obligacje były wycenione tak samo jak niemieckie, nikt nie chciałby Włochom pożyczać pieniędzy (skupować ich obligacji). Tak więc Włosi płacą znacznie większe odsetki od zadłużenia niż Niemcy. Natomiast muszą posługiwać się tą samą walutą, której wysoki kurs uderza w ich gospodarkę, czyniąc ją mniej konkurencyjną w stosunku do niemieckiej. To dlatego włoski rząd w maju 2020 roku tak bardzo nalegał na wyemitowanie wspólnych euroobligacji za sprzedaż których można by wesprzeć gospodarki poszczególnych krajów dotkniętych przez skutki pandemii (a konkretnie zamknięcia gospodarek). Chodziło o to, że unijne obligacje nie tylko byłyby spłacane przez wszystkich członków UE (nazwano to uwzspólnieniem długu), ale ich oprocentowanie byłoby niższe niż obligacji włoskich. I wyższe, niż obligacji niemieckich.

 

Metoda kija

Władze z Berlina – regularnie od 2015 roku – okładają Warszawę (ale i Budapeszt) unijnym kijem. Wszczęto procedury dotyczące praworządności w Polsce, a także straszy się wprowadzeniem uzależnienia wypłat dotacji unijnych od spełnienia kryterium praworządności. Cios zadano również polskiemu biznesowi, a konkretnie przewoźnikom, których działalność ma objąć tzw. pakiet mobilności. Jest to kontynuacja niemiecko-francuskich regulacji krajowych, które miały na celu obniżenie konkurencyjności polskich firm transportu drogowego. Na Polskę wywiera się również presję w zakresie sektora energetycznego. Mimo, że w 2019 roku Niemcy były największym producentem energii pochodzącej z węgla, to Polska ma zrezygnować z tego surowca.

Stosowanie wyłącznie metody bicia kijem jest doskonałą metodą na zniechęcenie polskiego sąsiada. Fatalną, by go przekonać do politycznej współpracy, a już z pewnością nie da się Polaków zwyczajnie podporządkować. Nie udało się to jeszcze nikomu, nawet pomimo faktu, że niepodległa Polska istniała tylko przez 50 lat z ostatnich 225. Niemcy jak nikt inny powinni się wreszcie nauczyć, że przy pomocy siły nie da się nad Wisłą niczego osiągnąć i utrzymać na dłuższą metę. Warto natomiast wskazać, że Polacy są z kolei świetnym materiałem na sojusznika i partnera. Unia polsko-litewska istniała od 1385 do 1795 roku, czyli przez 410 lat. To najdłuższa i najbardziej trwała tego rodzaju współpraca w historii Starego Kontynentu. Unia Europejska obchodzić będzie niedługo dopiero 30-lecie i już teraz widać poważne rysy mogące ją podzielić. Tajemnica sukcesu tkwi w równym traktowaniu członków unii. Kolejne traktaty polsko-litewskie zrównywały polską i litewską szlachtę w prawach. Uznawano również prawa licznych mniejszości: Rusinów, Białorusinów, Żydów, Bałtów i Niemców. Na tronie Polski zasiadali królowie z litewskiego rodu Jagiellonów, a także pochodzenia: węgierskiego (Stefan Batory), ruskiego (Michał Korybut Wiśniowiecki), niemieckiego (dynastia Sasów), szwedzkiego (Zygmunt III Waza), a nawet francuskiego (Henryk III Walezy).  Rzeczpospolita Obojga Narodów była najbardziej liberalnym tworem politycznym w ówczesnej Europie i tylko dlatego przetrwała w jedności ponad cztery wieki. Tymczasem polityka wewnętrzna Unii Europejskiej zaczyna stosować metody gestapo. Zamiast liberalizmu, narzucany jest model podporządkowania się odgórnie ustalanym regulacjom pod groźbą sankcji. Unia Europejska nie ma szans powtórzyć sukcesu unii polsko-litewskiej, jeśli będzie jej członkowie będą dzieleni na lepszych i gorszych, a ci pierwsi będą narzucali tym drugim reguły, do których sami się nie stosują.

     Jeśli Republika Federalna Niemiec chce rzeczywiście odzyskać kontrolę nad Unią Europejską oraz wyprzeć wpływy USA ze Starego Kontynentu, to musi przestać grozić i zacząć składać dobre oferty. Polacy, Rumuni, państwa bałtyckie, a także skandynawskie zaczęły obawiać się Federacji Rosyjskiej. Kwestie bezpieczeństwa na wschodnim pograniczu Unii Europejskiej stały się dalece ważniejsze niż korzyści gospodarcze. Tymczasem Republika Federalna Niemiec nie posiada realnych zdolności i potencjału do złożenia wiarygodnych gwarancji w tym zakresie. Wojska Stanów Zjednoczonych stacjonują w dużej ilości w samych Niemczech, ale i zostały wysłane na tzw. wschodnią flankę NATO. I nie chodzi tutaj nawet o wielkość kontyngentu wojskowego, ale o sam fakt. Wymienione wyżej kraje czują się znacznie bezpieczniej wiedząc, że Amerykanie są z nimi na pierwszej linii frontu. USA dało sygnał, że w przypadku ataku Rosjan, weźmie w wojnie udział. To Waszyngton zmobilizował NATO do obecności sojuszu w Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii. Niemcy w tym czasie kontynuowali interesy z Rosją i budowali gazociąg Nord Stream II. Przedkładając interesy polityczno-gospodarcze nad bezpieczeństwo unijnych partnerów.

Historia w relacjach polsko-niemieckich

W polityce międzynarodowej nie liczą się tylko i wyłącznie gospodarka, geografia i interesy. Tak jak w biznesie, liczy się  również zaufanie do drugiej strony oraz historia transakcji z danym kontrahentem. Doskonały przykładem na to są relacje polsko-niemieckie. Polskie społeczeństwo doświadczone historią, jest mocno wyczulone na sytuacje, w których ktoś obcy zamierza oceniać co jest w Polsce dobre, a co złe. I mieszać się w sprawy wewnętrzne kraju, którego niepodległość kosztowała tak wiele. A już szczególną nieufność u Polaków wzbudza fakt, że to właśnie Niemcy zamierzają ich uczyć praworządności. Jeśli narody rzeczywiście posiadają swoje charaktery, a społeczeństwom można przypisać pewne dominujące wśród ich członków cechy, to wśród Polaków króluje nieustępliwość wobec przymusu i agresji. Wykształcona w czasie: 123 lat zaborów, wojny polsko-bolszewickiej z lat 1919-1920, wojny obronnej z 1939 roku oraz w czasie krwawej niemieckiej okupacji wojennej, a także sowietyzacji kraju po II Wojnie Światowej. Oczywiście można Polakom zarzucać sentymentalizm w relacjach z Niemcami i Rosją. Jednak jest on całkowicie uzasadniony oraz osadzony w historii relacji z tymi państwami. Polacy nigdy nie przejdą do porządku dziennego nad faktem, że w latach 1939-1945 zamordowano blisko 6 milionów polskich obywateli, co stanowiło aż 1/5 ogółu ludności II Rzeczpospolitej Polskiej. Co piąty obywatel II RP został zabity. Zaledwie 10% ofiar poległo wskutek działań wojennych. Cała reszta to byli cywile rozstrzeliwani na ulicach, mordowani w obozach i katowani w przymusowych zakładach pracy. Połowę ofiar stanowili rdzenni Polacy, przy czym Niemcy (podobnie jak Rosjanie) dokonywali egzekucji często w sposób selektywny. Wybierając elity narodu. Zabita została trzecia część wszystkich polskich naukowców, nauczycieli, lekarzy, prawników i księży. W Polsce nietrudno jest znaleźć osobę, której przodek był ofiarą ludobójstwa. Ten przerażający bagaż historyczny wydaje się dziś zupełnie nieistotny. Jednak wydarzeń tych nie da się zapomnieć. Nic więc dziwnego, że ilekroć Niemcy zrobią groźną minę, tylekroć w Polsce bije się na alarm. Jest to zupełnie naturalne i logiczne. Oczywistym jest, że gdy przy jednym stole biznesowym spotykają się dawny złodziej i oprawca oraz jego ofiara, to podejrzliwość u tej drugiej jest jedynie przejawem zdrowego rozsądku i przezorności. Zwłaszcza, gdy szkody nie zostały w żaden sposób zrekompensowane. Gdy zaś były oprawca sięga w takiej sytuacji do kieszeni po chusteczkę, może to zostać odebrane jako próba wyciągnięcia ukrytego pistoletu. W takiej sytuacji, bez wątpienia odpowiedzialność za powodzenie przyszłych rozmów oraz za właściwe odczytanie intencji przez drugą stronę, ciąży na stronie silniejszej. I tej, która z racji dawnych czynów, winna udowodnić swoje uczciwe zamiary.

Niemcy powinni brać ten czynnik pod uwagę, bowiem również od niego zależą relacje między krajami. Polska jest ważnym partnerem dla Niemiec tak gospodarczo, jak i politycznie (i vice versa). A to wokół niej Amerykanie starają się zbudować blok polityczny, który pilnowałby interesów Waszyngtonu w Europie Środkowowschodniej. Obranie złych metod perswazji, może kosztować Niemców rozpad Unii Europejskiej.

 

Armia Europejska rozwiązaniem problemów?

Oprócz gospodarczych profitów, Republika Federalna Niemiec notuje również spore oszczędności z tytułu funkcjonowania Unii Europejskiej. Przystąpienie Polski do NATO, ale i do UE, zabezpieczyło Niemcom wschodnią granicę. W efekcie, Berlin nie musi ponosić wysokich kosztów bieżącego utrzymania silnej i gotowej do działania armii. Niemcy wydają na zbrojenia jedynie 1,23% PKB pomimo tego, że wchodzą w skład NATO i obowiązuje ich 2% limit. Innymi słowy, Berlin wydaje niemal dwukrotnie mniej niż powinien na zbędne w czasie pokoju i prosperity zbrojenia. Zaoszczędzone w ten sposób środki mogą zostać wykorzystane w inny sposób. Tymczasem Polska (ale i Rumunia, państwa bałtyckie oraz skandynawskie), z uwagi na zagrożenie rosyjskie, musi przeznaczać znaczne kwoty na wydatki zbrojeniowe.

Rozwiązaniem kwestii bezpieczeństwa europejskiego nie będzie francuska oferta gwarancji bezpieczeństwa na tzw. wschodniej flance NATO. Po pierwsze dlatego, że Francuzi nie posiadają wspólnoty interesów z państwami tej flanki w polityce zagranicznej względem Rosji. Po drugie, z uwagi na swoje zaangażowanie w basenie Morza Śródziemnego oraz w Afryce, nie posiadają potencjału do realnego wsparcia Europy Środkowej.

Oczywiście powyższy wywód nie zmierza do tego, że to Niemcy powinny zbudować potężną armię, którą wysłaliby do stacjonowania np. w Polsce. Dawna ofiara nie poczuje się bardziej bezpieczna, gdy jej oprawca ponownie zakupi pistolet i obieca, że tym razem skieruje lufę w inną stronę. Europa nie może pozwolić sobie na trzecią militaryzację Niemiec. Jednak Berlin musi zacząć ponosić koszty utrzymania bezpieczeństwa Unii Europejskiej. Zwłaszcza, że jest jej największym beneficjentem. Armia Unii Europejskiej byłaby doskonałym narzędziem pod warunkiem, że nie byłaby dowodzona przez Niemców. Ta konstatacja z pewnością jest niewygodna dla elit z Berlina, podobnie jak fakt, że RFN finansowałoby siły, na które nie miałoby wpływu. To jest jednak koszt braku zaufania do Niemców, na które sobie wcześniej zasłużyli. Jednocześnie tego wymaga bezpieczeństwo i stabilność Unii Europejskiej. To jest właśnie przywództwo. Ponoszenie kosztów i wzięcie na siebie odpowiedzialności. Również w kwestiach bezpieczeństwa. To na Niemcach ciąży obowiązek skonstruowania armii UE w takim kształcie, by czuli się bezpiecznie zarówno Portugalczycy, jak i Łotysze. Oddanie przywództwa Francuzom nie rozwiąże problemu, bowiem Paryż nigdy nie zrozumie dylematów bezpieczeństwa dotyczących państw graniczących z Federacją Rosyjską. Tak jak i państwa te niekoniecznie muszą rozumieć francuskich interesów w Afryce. Dlatego wydaje się, że europejska armia powinna zostać podzielona na flanki, za które odpowiedzialne byłyby różne grupy państw. Utworzenie wschodniej flanki UE – na budżet której składałaby się Republika Federalna Niemiec – miałoby wiele pozytywnych aspektów. Dowództwo należałoby do państw regionu, które w ten sposób czułyby się bezpieczne i nie miałyby obaw przed wzrostem potęgi militarnej Niemiec. Berlin z kolei zabezpieczyłby swoje wschodnie granice finansując rozwój i modernizację sił Europy Środkowowschodniej. Nie istnieje chyba lepszy sposób na odbudowę wcześniej utraconego zaufania jak to, gdy dawny napastnik wręcza pistolet swojej ofierze. Nie na darmo motyw ten często wykorzystywany jest w filmografii.

 

Przewodzić, a nie wydawać rozkazy

        Jeśli Niemcy chcą osiągać korzyści z Unii Europejskiej w taki sposób jak dotychczas, muszą zacząć przewodzić, a nie dominować. Inaczej ten kruchy konstrukt może się rozsypać. Członkowie strefy euro zorientowali się jak destruktywnie na ich gospodarki działa wspólna waluta. Kraje graniczące z Federacją Rosyjską nabrały przekonania, że Unia nie jest zainteresowana inwestycją w ich bezpieczeństwo. Ba, takiego przekonania nabrały również Grecja i Włochy, które nie otrzymały wsparcia w czasie kryzysu migracyjnego. Niemcy i Francja nie zamierzały partycypować w kosztach uszczelniania morskiej granicy UE na Morzu Śródziemnym pozostawiając południowców zdanych na własne siły. To wszystko sprawia, że za wyjątkiem Francji, państw Beneluksu oraz Niemiec, wszyscy inni czują się w Unii Europejskiej jak członkowie drugiej kategorii. Zanika również wspólnota interesów, a ta jest niezbędna do utrzymania Unii Europejskiej w całości. Winą za to obarczane są wprawdzie państwa, które nie chcą podążać zgodnie z linią ustaloną w Paryżu czy Berlinie. Jednak największa odpowiedzialność za UE ciąży na jej największych i najbardziej wpływowych członkach. To oni powinni wyciągać rękę i szukać porozumienia. Zwłaszcza, że zamierzają zmieniać reguły gry w czasie jej trwania. Unia Europejska jeszcze 15 lat temu miała zupełnie inny kształt. Nowi członkowie przystępowali do UE akceptując istniejące warunki (formę prawną oraz regulacje), a także godząc się na pewne ryzyka (związane z otwarciem rynków i spodziewaną ekspansją na nich bogatszych podmiotów z zachodu). W zamian za to, obiecano im doraźne korzyści w formie dotacji, które miały zrekompensować spodziewane straty. Dziś, Niemcy zdominowali słabsze unijne gospodarki z czego czerpią ogromne zyski. Jednocześnie chcą narzucać nowe regulacje i wymagania, a także federalizować Unię, co de facto prowadzić będzie do podporządkowania politycznego jej mniejszych członków względem tych najsilniejszych. Zamiast oferować coś w zamian, elity z Berlina przekonują do nowej koncepcji za pomocą nacisków polityczno-gospodarczych.  Co budzi zrozumiały sprzeciw tak u Greków, Włochów, Węgrów, Polaków i innych. Sprzedając koncept wspólnoty i solidarności europejskiej, Niemcy i Francuzi kierują się zasadą partykularnych interesów narodowych. Cynizm ten został dostrzeżony, dlatego każda próba pogłębienia integracji europejskiej może przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Bowiem będzie odczytywana – słusznie zresztą – jako zagrożenie dla interesów słabszych państw UE.

Zamiast kolejnego strukturalnego i sztucznego przepoczwarzenia Unii, Niemcy i Francuzi powinni stworzyć wspólnotę interesów. Zaproponować na przykład wspólną politykę energetyczną, a więc negocjowanie umów na dostawy surowców od państw trzecich na tych samych warunkach dla wszystkich członków. Dawałoby to przecież doskonałą pozycję negocjacyjną z ewentualnymi dostawcami. Duży kontrakt pozwala na uzyskanie dużych zniżek. Tego rodzaju polityka jest jednak dla Niemiec nieopłacalna. Bowiem gdy Berlin wynegocjuje własne, znacznie niższe ceny dostaw gazu od Rosji niż inni członkowie UE, to niemiecka gospodarka będzie zaopatrywana w tańszą energię. Co oznacza, że będzie bardziej konkurencyjna niż gospodarki pozostałych państw UE, które płaciłyby za import gazu lub ropy drożej. Okoliczności te sprawiają, że Republika Federalna Niemiec posiada nieustający konflikt interesów z pozostałymi członkami Unii. Co skłania wręcz władze Berlina do porozumień z państwami trzecimi wycelowanym przeciwko interesom innych członków Unii. Tak właśnie było z projektem gazociągu Nord Stream i Nord Stream II. Ukończenie tego drugiego pozwoliłoby Rosjanom transferować gaz do Niemiec bez pośrednictwa Polski. W przypadku braku alternatyw, Warszawa musiałaby się godzić na cenowe warunki narzucone przez Moskwę. Tymczasem im większa różnica w cenach między gazem sprzedawanym do Niemiec, a tym transferowanym do Polski, tym niemiecka gospodarka jest bardziej konkurencyjna względem polskiej. Oczywiście za Polskę, można tu podstawić dowolnie inny kraj, niemniej na przykładzie Polski najłatwiej jest omawiać politykę niemiecką wobec słabszych partnerów. Bo spośród nich, Warszawa jest: najbliższa, najważniejsza i najbardziej cenna dla Niemiec. Stąd tak olbrzymie zaangażowanie Berlina w sprawy nad Wisłą.

 

Polskie oczekiwania

Niemcy straciły Europę Środkową nie tylko dlatego, że Stany Zjednoczone okazały się od nich silniejsze. Stało się tak, ponieważ Republika Federalna Niemiec nie traktowała innych członków UE jak równorzędnych partnerów. Niemcy nie złożyły nigdy korzystnej oferty, która prowadziłaby do sytuacji win-win. Wszelkie mechanizmy w Unii Europejskiej działają na korzyść niemieckiej gospodarki i interesów politycznych. Wskazać należy, że polskie rządy z lat 2007-2015 były chyba najbardziej proniemieckimi władzami w Warszawie w całej znanej nam tysiącletniej historii Polski. Mimo tego, to właśnie wówczas Niemcy zbudowali gazociąg Nord Stream uderzając w polskie interesy.

Posiadając alternatywę w postaci Waszyngtonu, Polska przestała być podatna na polityczne naciski ze strony Berlina i Brukseli. Takie są fakty i choćby z tegoż względu, Niemcy, chcąc wyprzeć Amerykanów z Europy, powinny złożyć dobrą ofertę współpracy. Skoro Niemcy chcą być traktowani na równi z Amerykanami, ich oferta powinna zawierać aspekty związane z wypełnieniem luki po ewentualnym wyjściu hegemona z Europy. Ponadto Berlin musi pokazać, że jest zdolny przeciwstawić się Waszyngtonowi, a więc prowadzić całkowicie niezależną politykę oraz brać na siebie odpowiedzialność za innych. Przeciągać ich do swojego obozu. Stanowić siłę grawitacyjną zdolną zneutralizować wpływy USA. Dotychczas tego nie było zupełnie widać. Jeśli jednak Niemcy czują się na tyle mocni, by rzeczywiście stworzyć na kanwie UE nowy światowy biegun siły międzynarodowej, to dobrze jest więc zastanowić się, jaka oferta nakazywałaby polskiej stronie poważne rozważenie propozycji oraz zaufanie stronie niemieckiej, że ta wypełni swoje zobowiązania:

  1. Rezygnacja z ukończenia Nord Stream II – to jest warunek sine qua non, ponieważ projekt ten mocno uderza w polskie (i nie tylko) interesy, wzmacnia pozycję Rosji względem wszystkich państw Mięrzymorza, a przede wszystkim tą rezygnacją Niemcy pokazaliby, że ich oferta jest poważna, są gotowi do poświęceń w imię porozumienia, a ich dalsze zapewnienia należy traktować jako obietnice, które zostaną rzeczywiście spełnione,
  2. Utworzenie Europejskiej Armii podzielonej na flanki podlegające różnym dowództwom, przy czym Niemcy dokładaliby się finansowo do budżetu obronnego tzw. wschodniej flanki UE w kwocie odpowiadającej 1% niemieckiego PKB,
  3. Rozmieszczenie bazy wojskowej francuskiej lub niemieckiej na przesmyku suwalskim (nawet niewielkiej i niekoniecznie w Polsce, może to być na Litwie), a także utworzenie placówek wojskowych UE w państwach granicznych,
  4. Współpraca w przemyśle zbrojeniowym z uwzględnieniem transferu technologii i produkcji,
  5. Zgoda na zbudowanie przez Polskę elektrowni jądrowej, co zobowiązaliby się zrobić Francuzi na korzystnych warunkach finansowych,
  6. Wprowadzenie wspólnej unijnej polityki energetycznej tj. wspólne negocjowanie cen dostarczanych surowców na teren UE z państw trzecich,
  7. Zrezygnowanie z federalizacji Unii Europejskiej oraz ograniczania suwerenności państw członkowskich,
  8. Reforma systemu prawno-podatkowego, zliberalizowanie przepisów podatkowo-gospodarczych, zlikwidowanie restrykcji dyskryminujących konkretne sektory gospodarcze, powrót do wolnej konkurencji,
  9. Zgoda na akcesję Ukrainy do UE,
  10. Wypracowanie modelu prowadzenia wspólnej polityki zagranicznej UE w wyznaczonych sprawach (w dowolnych, w których państwa UE chciałyby występować wspólnie), poprzez wyznaczanych do konkretnych spraw trzech pełnomocników wybieranych przez państwa w sposób demokratyczny.

Jak widać, oferta nie może zostać złożona tylko i wyłącznie przez RFN, ale powinna w niej uczestniczyć również Francja. Gdyby państwa te przedstawiły taką ofertę Polsce, wówczas polski rząd nie mógłby jej nie rozpatrzyć. Ponieważ dawałaby ona odpowiedź na polskie (ale i regionalne) obawy w zakresie bezpieczeństwa. Jednocześnie gwarancja konkurencyjności rynków wewnątrz UE oraz nie krępowanie ich regulacjami z Brukseli, dawałaby Polsce możliwość korzystania ze swojego położenia oraz uczestniczenia w rozmowach na linii Berlin-Moskwa, bez pominięcia Warszawy. Polska nie może bowiem sobie pozwolić na to, by doszło do porozumienia Niemcy-Rosja, w sytuacji gdy sama byłaby skrępowana unijnym zwierzchnictwem i nie mogłaby osiągać zysków z korzystania przez ww. państwa z jej terytorium jako tranzytowego łącznika. Dlatego tak istotne jest zrzeczenie się przez Niemców z projektów ominięcia Polski w kontaktach gospodarczych z Rosją (tj. jak Nord Stream 2).

Otton III – król Niemiec, a następnie cesarz Świętego Imperium Rzymskiego (źródło: wikipedia.org)

Niemcy nie mogą przedkładać swoich interesów z państwami trzecimi, nad interesy partnerów z Unii Europejskiej, a nawet wręcz działać przeciw interesom innych członków UE. Niezwykle istotnym czynnikiem jest też powrót do liberalizmu gospodarczego, który wcześniej cechował Wspólnotę Europejską. Jest to nie tylko ważne z uwagi na zniesienie restrykcji i  stosowanie podwójnych standardów, ale i z uwagi na ekonomię całej UE, która stała się z tych powodów mało konkurencyjna względem Azji czy Stanów Zjednoczonych. Z kolei przyjęcie Ukrainy do Unii Europejskiej byłoby zabezpieczeniem części wschodniej granicy UE przed powrotem władz z Kremla do ekspansywnej polityki. Niemcy, jako lider UE, a także najważniejszy partner rosyjski, winny wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo całej Unii, a nie kosztem tego bezpieczeństwa działać na rzecz państw trzecich (w tym Federacji Rosyjskiej). Dotychczas, w relacjach z Rosją, Niemcy traktowały Moskwę priorytetowo, a interesy partnerów z Unii Europejskiej były wątkiem pobocznym. To się musi zmienić, a Berlin i Paryż winny stać po jednej stronie z resztą europejskich stolic, negocjując warunki z Moskwą.

Niemcy i Francuzi powinni zapraszać innych członków do brania udziału w procesach polityki międzynarodowej, by Ci poczuli rzeczywistą wspólnotę wartości i interesów, nie natomiast wykluczać resztę państw. Jak było to robione dotychczas. Unia Europejska winna działać na zewnątrz przez pełnomocników umocowanych do pewnych czynności przez ogół. Niemcy i Francja nie mogą podejmować decyzji za całą UE bez porozumienia się wcześniej ze wszystkimi członkami i bez ustalenia, w ramach jakich granic winni poruszać się unijni pełnomocnicy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by np. w sprawie Białorusi, państwa UE zagłosowały nad wyborem np. 3 pełnomocników UE, którzy byliby kompetentni do ustalenia wspólnego działania. W ten sposób, każde państwo UE mogłoby oddać jeden głos na dowolnie wybrane inne państwo, które miałoby reprezentować Unię w danej sprawie. W ten sposób można się spodziewać, że Państwa południowe (które posiadają wiele wspólnych interesów) miałyby jednego reprezentanta, państwa zachodnie drugiego reprezentanta, a państwa ze Środka Europy trzeciego reprezentanta. Ta trójka miałaby za zadanie wypracować wspólne stanowisko i reprezentować UE w wybranej sprawie międzynarodowej. Taka metoda załatwiania spraw nie wykluczałaby żadnej grupy interesów w UE, a jednocześnie odzwierciedlałaby demokratyczne wartości. Jednocześnie decyzje podejmowane przez pełnomocników byłyby akceptowane przez wszystkich w UE, bowiem wszyscy braliby udział w ich wyborze. Nie rodziłoby to później sporów i oskarżeń o to, że dane państwo, z pominięciem innych, podjęło takie a nie inne decyzje.

Rozdźwięki interesów wewnątrz Unii pojawiają się i będą się pojawiać, a im bardziej głosy słabszych członków będą tłumione, tym większy będzie rodziło to sprzeciw. Unia Europejska musi wrócić do swoich wartości, akceptować różnorodność (w tym różnorodność interesów) i wypracować model, w którym w sposób liberalny i bez wymuszania zrzeczenia się części swojej suwerenności, państwa będą mogły w sposób sprawny działać wspólnie. Francja i Niemcy muszą również zrozumieć, że by UE przetrwała, Berlin oraz Paryż powinny przewodzić (dając przykład), a nie wydawać rozkazy. Tylko tak mogą zyskać autorytet i zaufanie pozostałych członków.

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

172 komentarze

  1. 1.Niemcy nie postrzegaja UE jak konstruktu długotrwalego ,dlatego chcą go max. wykorzystac póki jeszcze jest nawet kosztem innych panstw. UE w swojej obecnej postaci ma systemowe słabości ,które na dłuższą metę najprawdopodobniej spowoduja jej kolaps 2.Niemcy mogą dominowac na swiecie a zarazem uciec spod amerykanskiej protekcji jedynie poprzez zwiazek z Rosją. Czyli stworzenie nowego imperium . silniejszego od USA i od Chin w ktorym będa obok Rosji głównym graczem. A zatem taki konstrukt odpowiada na odwieczne dążenie tego narodu do przywództwa. W takim związku Rosja ma nadzieje przewodzic dzieki silnej armii a Niemcy dzieki swojej gospodarce. Kazde z nich ma nadzieje na to że ostatecznie okaże sie głównym rozgrywającym. Jest to jedyna szansa zarowno dla Rosji jak i dla Niemiec na zostanie głównym graczem na swiecie. Dlatego Niemcy na dłuższa mete nie sa zainteresowani UE.Nie jest to dla nich ostateczna opcja.Sa zainteresowani dopoki moga ciagnąc korzysci.

    1. Póki nie składają takiej oferty jaką opisałem powyżej, to wszystkie Pańskie tezy są całkowicie uzasadnione.
      Wobec czego nie możemy się przejmować ich presją.
      pozdrawiam
      KW

      1. Ciekawym czy Nowy Jedwabny Szlak Chińczyków wzmacnia czy osłabia ewentualny “sojusz” Rosyjsko Niemiecki. Moim zdaniem wzmacnia i spycha Rosję na nr 3 w tym projekcie.

  2. Panie Krzysztofie,
    Jestem stałym czytelnikiem Pańskiego bloga przynajmniej od kilku lat. Jako absolwent kierunku Stosunki Miedzynarodowe zawodowo zajmujący się handlem międzynarodowym podziwiam Pańską wnikliwość, merytoryczne przygotowanie każdego z tekstów a także pasję którą da się wyczuć w Pańskich analizach. Gratuluję pomysłu na bloga, tworzy Pan zupełnie nową jakość wśród innych, na pierwszy rzut oka podobnych projektów. Zdaje sobie sprawę, że blog jest pomysłem zwyczajnie hobbystycznym, natomiast jeśli istnieje możliwość wsparcia tej inicjatywy np. poprzez strony crowdfundingowe – proszę o taką informację 😉

    1. Będzie można wesprzeć kupując książkę 😉
      Wiem, wiem, długo powstaje.
      Ale myślę, że warto poczekać 🙂

      pozdrawiam
      KW

  3. No to zalozmy ze Niemcy zloza taka oferte.No i co z tego?Jak mozna im wierzyc,jak dlugo beda ja realizowac?-czy tylko do momentu wyparcia USA z Europy czy jednak “az” jeden dzien dluzej?
    Jak nawet rozumiem pewna “teskonte” za taka oferte z Niemiec(sam kiedys takowa “tesknote” gdzies tam wyrazilem) bo taka szczera oferta rozwiazalby problemy Europey na kolejne sto lat albo i dluzej.
    Jednakowoz prage takze zauwazyc iz idealny czas na jej zlozenie byl w latach 90-tych XX wieku-wtedy NIemcy za wzglednie male pieniadze mogly sobie zbudowac prawdziwie przyjazna wschodnia flanke ktora dzisiaj cementowalaby ich wladze w UE-zamiast tego Niemcy wybrali krotkoterminowe korzysci i “podbili” nas uzywajac bankow i sieci supermarketow co dzisiaj zaczyna im sie odbijac czkawka(jak sam Pan zauwazyl).
    Sam Pan zwrocil uwage na aspekt kulturowy(omawiajac kwestie rozumienia slowa “przywodztwo”) i to wlasnie o kulture i tzw.charakter narodowy tu chodzi-dla Niemcow Polacy NIGDY w ciagu ponad tysiacletniej historii nie byli partnerami-zawsze bylismy “podludzmi ” ze Wschodu(ktorych trzeba a to chrystainizowac a to germanizowac a to ektreminowac a to “europeizowac”).Postawa Niemiec wobec szczegolnie Polski to nie latwo zmienna kwestia polityczna tylko CONSTANT kulturowo-cywilizacyjny i w zwiazku z tym oni NIGDY nie zloza nam SZCZERZE takiej oferty(oni nawet maja problem aby zlozyc taka ofere chocby i nieszczerze a co dopiero szczerze i z wola dotrzymania warunkow).
    Poza tym zauwazmy iz Niemcy historycznie nie potrafia budowac imperiow i kazda proba budowy kolejnej Rzeszy dosc szybko konczy sie dokladnie tym co teraz czyli antagonizowaniem wszystkich dokola i kolapsem-NIemcy to “nieudacznicy imperialni” i jest to pochodzna wlasnie ich “pyszalkowatej” mentalnosci i nawet pewnego barbaryzmu-jak sam Pan zauwazyl brak idei przewodzneia przez przyklad i idee a zamiast tego narzucanie swojej woli metoda SILOWA(wojskowa lub biurokratycnza jak obecnie-w sumie mala roznica)-to tacy “barbarzyncy z pieczatkami”.
    Reasumujac:poniewaz to kwestia cywilizacyjno-kulturowo Niemcy nigdy nie zloza nam takiej ofery a nawet jesli zloza to bedzie ona nieszczera i zlamia jej warunki jak tylko USA sie wycofa z Europy.Ergo sojusz z Niemcami jest niemozliwy(bo wymagaloby to zmiany uguntowanej przez ponad tysiac lat niemieckiej mentalnosci “ubermenscha”)i nie ma tu sensu czekac na cokolwiek tylko trzeba grac przeciw Niemcom-z USA a takze lokalnie moze z Turcja albo nawet i Francja(choc to “sojusz” z “diablem” ale to jednak “diabel” slabszy niz niemiecki).

    1. Dobre pytanie i wydaje mi się, że geopolityczna odpowiedź brzmi następująco: Niemcy będą honorować swoje zobowiązanie tak długo, jak będą czuli, że muszą.

    2. Czy mentalność ma decydujące znaczenie w geopolityce? Wątpię. Nie wiem nawet, czym jest ta „mentalność” w przypadku narodu. Sądzę, że Niemcy nie są skłonni przedstawić oferty, która zabrzmi, jak spełnienie większości polskich narodowych celów i uciszy wszelkie obawy, bo Niemcy są zbyt silne w stosunku do Polski. Po prostu czują, że mogą sobie pozwolić na realizację interesów bez głaskania po główce. Wystarczy kilka frazesów ambasadora RFN w kierunku Polaków, a na drugi dzień wracają do NS2 i „obrony praworządności”.

    3. Idealnie w punkt. Nic dodać, nic ująć. Z Niemcami nam nie po drodze. Ktoś kto tego nie rozumie, niech weźmie podręcznik do historii do 6. klasy podstawówki.

  4. (…) Proces ten nasila się, bowiem południowcy odzyskiwali część traconego kapitału dzięki zyskom z turystyki. Jednak w dobie migracji ludności z regionów pogrążonych w chaosie, a także gospodarczego kryzysu, a także pandemii, sektor turystyczny jest tym, który cierpi najbardziej. A wraz z nim cierpią: Portugalia, Hiszpania, Włochy czy Grecja.(…)
    Portugalia, Hiszpania, Włochy i Grecja, czyli kraje graniczne… tylko i wyłącznie. Te ofiary padły ofiarą tego, że polityka migracyjna zostaje w obszarze państwa narodowego. A zatem polityka migracyjna UE to brzmi mniej więcej tak: Drogo Grecjo masz obowiązek przyjąć każdą osobę, która twierdzi, że jest uchodźcą… choćby szła na ciebie cała Afryka…

    (…)Tymczasem kurs euro osłabiany jest przez wyniki greckiej, portugalskiej, hiszpańskiej czy nawet włoskiej gospodarki. Te cierpią, ponieważ dla nich kurs wspólnotowego pieniądza jest z kolei za wysoki (z uwagi na siłę niemieckiej gospodarki). Co hamuje ich rozwój, a więc i nie pozwala konkurować z Niemcami.(…)
    W przypadku Grecji i Włoch jednak bym polemizowałbym… w gospodarkach tych krajów pieniądz nie krąży tylko się przelewa, a zatem zadanie prowadzenia suwerennej polityki monetarnej to zadanie skrajnie trudne, ponieważ to co się dzieje na rynkach światowych ma dramatycznie silniejszy wpływ na wskaźniki niż gdzie indziej… np. łatwo zalać je kontrabandą (możliwe, że mogłyby dokonać tego same mrówki).

    (…)Oferując znacznie tańsze produkty i wypierając niemieckich producentów z ich własnego, europejskiego rynku. Niemniej Unia Europejska, a w tym głównie Niemcy, wciąż naciska kraje uboższe Unii na przestawienie się na odnawialne źródła energii.(…)
    Gratuluję logiki… poszerzmy rynki, na których Chińczycy mają przewagę konkurencyjną, a najbardziej ciśnijmy ten segment, który najbardziej patrzy na cechy, gdzie te przewagi wybrzmiewają w stopniu wybitnym.

    (…)Mimo, że w 2019 roku Niemcy były największym producentem energii pochodzącej z węgla, to Polska ma zrezygnować z tego surowca.(…)
    Widzę, że lubi Pan manipulować… Niemcy mają wygasić energetykę węglową do 2038.

    (…)Unia polsko-litewska istniała od 1385 do 1795 roku, czyli przez 410 lat. To najdłuższa i najbardziej trwała tego rodzaju współpraca w historii Starego Kontynentu.(…)
    Litwini z tym stwierdzeniem by się nie zgodzili… do tego stopnia stopnia, że Władysław Jagiełło wyrokiem sądu na dworcu w Koszedarach został skazany na wykreślenie z historii, za zawarcie właśnie tej unii.

    (…)Wojska Stanów Zjednoczonych stacjonują w dużej ilości w samych Niemczech, ale i zostały wysłane na tzw. wschodnią flankę NATO.(…)

    (…)Europa nie może pozwolić sobie na trzecią militaryzację Niemiec.(…)
    Za przeproszeniem… ale albo ograniczamy siły zbrojne Niemiec do poziomu japońskich sił samoobrony albo rezygnujemy z tego wypominania Hitlera.

    (…)Niemcy i Francja nie zamierzały partycypować w kosztach uszczelniania morskiej granicy UE na Morzu Śródziemnym pozostawiając południowców zdanych na własne siły.(…)
    A co mają robić? Jak ich marynarki przechwycą uchodźców to odstawią ich do krajów Południa i wtedy odpalą się przepisy procedury dublińskiej.

    (…)Posiadając alternatywę w postaci Waszyngtonu, Polska przestała być podatna na polityczne naciski ze strony Berlina i Brukseli.(…)
    Dziwnym trafem jeden tweet Pani Ambasador bardziej nas zniewala niż cała procedura art. 7, która póki nie miała żadnego praktycznego efektu i to zmieni się najwcześniej w sylwestra… który swoją drogą jest datą graniczną na wydzielenie Województwa Warszawskiego. A zatem na polu polityki godnościowej to jesteśmy raczej izolowani, czego dowodami są ustawa 447 i niedawny list w sprawie LGBT, której sygnatariuszem była Pani Ambasador.

    (…)Rozmieszczenie bazy wojskowej francuskiej lub niemieckiej na przesmyku suwalskim (nawet niewielkiej i niekoniecznie w Polsce, może to być na Litwie), a także utworzenie placówek wojskowych UE w państwach granicznych(…)
    Wg. specjalistów Bartosiaka Przesmyk Suwalski to kocioł.

    (…)Współpraca w przemyśle zbrojeniowym z uwzględnieniem transferu technologii i produkcji,(…)
    Po aferze z Caracalami i Adelaidami?

    (…)Zgoda na zbudowanie przez Polskę elektrowni jądrowej, co zobowiązaliby się zrobić Francuzi na korzystnych warunkach finansowych,(…)
    To nie wina Niemiec, że Polacy nie umieją w decyzje lokalizacyjne.

    (…)Zgoda na akcesję Ukrainy do UE,(…)
    Bez uregulowania kwestii Donbasu nikt Ukrainy nigdzie nie przyjmie…

    1. 1) Południowcy padli ofiarą nie tego, że w praktyce zabroniono im bronić swoich granic, a Merkel wręcz zaprosiła migrantów do UE bez konsultacji z nikim. Gdyby Merkel nie zapraszała, a państwa graniczne pilnowały granicy UE zgodnie z traktatem i pierwsze łódki byłyby cofane – to nie ruszyłaby żadna fala uchodźców.

      2) Odkrył Pan manipulację – gratulacje. Ale nie moją tylko Niemiec. Na papierze zobowiązują się zlikwidować węgiel do 2038, a w praktyce w 2020 roku otwierają nową kopalnię węglową… Zostawmy na razie to co Niemcy obiecują i do czego się zobowiązują, a patrzmy na to co robią. To jest ten cynizm , o którym pisałem.

      3) Przykład z Unią Polsko-Litewską jest właśnie bardzo dobry. Polska osiągnęła z Litwinami to , co chciałyby osiągnąć Niemcy z UE. Czyli Europeizacja Europy w rozumieniu kulturowym i społecznym. Do tego się nie da nikogo zmusić, co wielokrotnie próbowali robić Niemcy poprzez germanizację (chyba słabo uczą się na błędach). Do tego trzeba zachęcić.

      4) Już proszę nie straszyć tą ustawą 447 bo raport się niedawno ukazał i nic tam dla nas groźnego nie ma, a wręcz wspomina się że Polska była ofiarą w II WŚ. Sprawa wyglądała na groźną gdy się pojawiła. Dobrze, że ją nagłaśniano i być może właśnie presja społeczna spowodowała, że z dużej chmury spadł mały deszcz. Niemniej fakty to są takie że ta ustawa jest bez w tej chwili bez znaczenia.

      5)Gdy na początku straszono przesmykiem suwalskim, napisałem artykuł o tym, że to ostatnie miejsce w którym chcielibyśmy mieć wojska. Później narracja się zmieniła. To kocioł i to prawda, ale właśnie dlatego jeśli ktoś chce pokazać że chce gwarantować nasze bezpieczeństwo, to właśnie w takim miejscu powinien rozlokować wojska. Na 1 linii frontu w kluczowym odcinku. Nie chodzi o dywizję, ale np. stu, dwustu ludzi i stałą bazę z jakimś generałem.

      6) I co Caracale mają do tego. USA tutaj weszło i to oni postawili wojska NATO na wschodniej flance. Więc to od nich kupujemy. To jest zupełnie zrozumiałe i nikt się za to nie obraził. Jak będzie biznes , to Francuzi jeszcze raz przystąpią do przetargu bo będąchcieli zarobić. Zwłaszcza jak będzie do tego klimat polityczny.

      7) Niemcy są przeciwni el. atomowej w Polsce w ogóle, a nie w danym miejscu.

      8) Donbas nie ma nic do rzeczy. Nie ma znaczenia strategicznego tak jak Abchazja i Osetia Płd w Gruzji. Po prostu granica Rosji przesunęła się nieco bardziej na zachód. Poza tym jeśli Amerykanie wyjdą, to i w Donbasie się uspokoi, a Niemcy z Rosją jakoś ten temat doklepią. To kwestia twardych niemieckich negocjacji z Rosją, a jak na razie Niemcy jakoś z Rosją twardo negocjować nie chcą. Jak chcą mieć spójną i trwałą UE to będą musieli.

      pozdrawiam
      KW

      1. 1) (…)Południowcy padli ofiarą nie tego, że w praktyce zabroniono im bronić swoich granic(…)
        Tych migrantów nie chcą przyjmować kraje, z których wyruszyły… a zatem z skutecznych sposób na obronę granic zostało tylko ludobójstwo.

        (…)a Merkel wręcz zaprosiła migrantów do UE bez konsultacji z nikim. Gdyby Merkel nie zapraszała, a państwa graniczne pilnowały granicy UE zgodnie z traktatem i pierwsze łódki byłyby cofane – to nie ruszyłaby żadna fala uchodźców. (…)
        O ile pamiętam to Wilkommen nastąpił w okresie, kiedy były zadymy na granicy z Węgrami…

        3) To dlaczego doszło do tego sądu na dworcu?

        4) Nie straszę tylko zwracam uwagę na to, że w Polsce odebrano ją obraźliwa… a to, że jesteśmy Polska jest w niej wymieniona jako ofiara nie zmienia faktu, że ten kraj jest jedynym krajem, który nie przeprowadził reprywatyzacji. A zatem jeśli miał kimś tu straszyć to najprędzej czyścicielami kamienic.

        5) Aha! Chodzi o tego Amerykanina, który ma zginąć…

        6) No to ile kupiliśmy tych Black Hawków w miejsce tych Caracali?

        7) EJ1 zaczęliśmy (..)budować(…) na długo przed Fukushimą, a zatem nie widzę związku.

        8) (…)Nie ma znaczenia strategicznego tak jak Abchazja i Osetia Płd w Gruzji.(…)
        Skoro Ukraina twierdzi, że Donbas do nich należy to będzie musiała tam wdrażać prawo wspólnotowe…

        1. To czy kupiliśmy coś w miejsce caracali nie ma związku z tematem. Domagamy się współpracy w przemyśle zbrojeniowym, a czy go później u siebie zdołamy wykorzystać to nasz problem.

          Z Niemcem dokładnie o tą analogię chodzi co z Amerykaninem.

          Ukraina – to są kwestie techniczne. Można zapisac, że nie muszą tam wdrażać i granica UE kończy się na granicy z Donbasem. Można też przekonać Ukrainę, że nikt o Donbas się bić nie będzie – chyba, że chcą sami go odbić. To proszę bardzo – ale muszą to zrobić zanim wejdą do UE.

          To wszystko są detale, które da się łatwo rozwiązać. Jak Ukraina nie będzie chciał wchodzić do UE to jej przecież nie zmusimy. A jak będzie chciała, to musi zaakceptować pewne ustępstwa.

          1. (…)Domagamy się współpracy w przemyśle zbrojeniowym, a czy go później u siebie zdołamy wykorzystać to nasz problem.(…)
            Do współpracy to trzeba mieć wiarygodność… a po aferze z Adelaidami to wyszedł w świat sygnał, że kosztem krajowego przemysłu uwalimy sprzęt nawet za darmo.

            (…)Ukraina – to są kwestie techniczne. Można zapisac, że nie muszą tam wdrażać i granica UE kończy się na granicy z Donbasem. Można też przekonać Ukrainę, że nikt o Donbas się bić nie będzie – chyba, że chcą sami go odbić. To proszę bardzo – ale muszą to zrobić zanim wejdą do UE.(…)
            To nie jest taka sprawa techniczna:
            – Każdy polityk, który podpisze papiery przewidujące utratę terytorium będzie podlegał odpowiedzialności karnej z paragrafu o zdradę stanu, co oznacza prawdopodobnie dożywocie.
            – Próba odbicia Donbasu oznacza z kolei pełnowymiarową wojnę z Donbasu, która z kolei jest zapowiedzią ostatecznego upadku państwa

        2. Adn. 4)
          Jeszcze gorsza okazuje się ustawa COVID’owa… bo się okazuje, że na jej podstawie można przeforsować decyzję o wyburzeniu nawet Sejmu i Belwederu… tak na rympał. Oczywiście żaden developer nie będzie taki bezczelny, bo gdyby miałby się bawić w rozwałkę zabytków to szukałby mało medialnych, a blokujących cenne tereny.

          1. A do tego dochodzi zapakowanie w złe kredyty… https://oko.press/zamiast-szpitali-wiezowce-i-deweloperskie-osiedla-w-lesie-kto-skorzystal-na-ustawie-antycovidowej/
            (…)Gdy wyraziłem wątpliwość, uzyskałem odpowiedź, która mnie zażenowała: czy pan myśli, że ja chcę na tej nieruchomości coś budować? Chodziło generalnie o to, żeby na podstawie decyzji o warunkach zabudowy uzyskać wysoki szacunek wartości tej nieruchomości, a ona miała służyć zabezpieczeniu kredytu w zaprzyjaźnionym banku na całkowicie inny cel.(…)

  5. Panie Krzysztofie długo kazał Pan czekać na tak ciekawy wpis. Poziom dobry świetnie się czyta. Wrodzone polskie narzekanie każe słyszeć w Panskich słowach pewien sentymentalizm do relacji Polsko Niemieckich. Kto wie może i tak się zdarzy. Niemniej należy sądzić że Niemcy doskonale zdają sobie sprawę z tego co my byśmy chcieli i czego sobie życzyli. Stad potrzebny im groźny Wania na wschodzie aby Polacy instynktownie obracali się na zachód(ujął to Pan w swoim artykule) Znają nasza naturę. A historia (ich historia) podpowiada im że polskiego marzyciela bez kija nie przekonasz. I wcale ich wywyższania się nie można odeprzeć ot tak. Prawie cała nasza historia to przejmowanie osiągnięć zachodu i dystrybucja dalej na wschód. Nie w przeciwnym kierunku. Nigdy. Tak było i jest. Konkludując: na równe szanse i traktowanie bym nie liczył. Na uznanie za równego z Niemcami i z francja też nie. Raczej obserwując dzieje historii należałoby konfabulowac udawać brac ile w lezie gdy się da. Szantażowac blefowac cofac się gdy trzeba. Ergo tak balansować w tej Uni aby nie zatracić się w niej.

  6. Nie jestem pewien czy Niemcy straciły kontrolę nad tzw. Nową Europą. Proszę przyjrzeć się jak sprytnie korumpuje się polityków, “niezależne” organizacje z tych krajów i popiera każdą inicjatywę osłabiającą nieśmiałe próby samodzielnego podejmowania decyzji. Tusk jest tu dobrym przykładem ale nie jedynym. Rozgrywa się konkurencję krajów naszego regionu o niemieckie inwestycje, gdzie dotacje do niemieckich montowni wspomagane są z podatków zbieranych w tych krajach a wybór lokalizacji odbywa się na zasadzie, kto da więcej. Chętnych nie brakuje. Obecny kryzys pogłębi przewagę Niemiec. Dotacje covidowe trafiają w znacznej części do niemieckich firm a spłacane będą przez lokalne społeczeństwa. Niemcy się nie starają o partnerskie stosunki, bo uważają, że nie muszą. Nie mają też takiej tradycji. Zarówno Niemcy jak i Rosja szanują silnych. Stąd przyciągają się wzajemnie. Jako naród są przekonani, że ich siła bierze się z ich ciężkiej pracy, przewagi intelektualnej i świetnej organizacji (Grek, Włoch to lenie co tylko czekają na ciężko zarobione przez Niemców pieniądze, Polak, Słowak to rodzaj trochę gorszego gatunku człowieka, którego się toleruje póki jest pożyteczny). Niemcy pozbyły się też odpowiedzialności za minione wojny opłacając się Żydom i kreując się na ofiarę nazistów. Rząd niemiecki i biznes niemiecki to jedna maszyna. Im będzie gorzej na niemieckim rynku wewnętrznym tym bardziej nasilą się naciski na “swoje” prowincje aby wyrównać sobie straty. Czy to wróży dobrze UE? Na pewno nie. Jednak rozpad UE na blok niemiecko-francuski z Beneluxem i resztę w proszku przyniesie nam katastrofę. Chyba, że zdążymy stworzyć blok wspólnych interesów w regionie. Blok wspomagany lecz nie kierowany przez USA. Bo przecież Amerykanie też nie traktują nas po partnersku.

  7. Niemcy mogłyby inaczej załatwić sprawę finansowania flankowych obszarów. PKB UE to około 20 000 mld USD. Można przyjąć taki model finansowania armii. Każdy kraj UE płaciłby 1,25% PKB na własną armię (w sumie 250 mld USD głównie na siły morskie i lotnicze) i 0,25% PKB na dofinansowanie zagrożonych obszarów flankowych co dałoby 50 mld USD. W obecnej sytuacji głównymi beneficjentami tego funduszu byłyby Polska i Rumunia. Podzieliłbym to tak: Polska wraz z wspólną dużą 6-brygadową dywizją bałtycką (LIT -3, ŁOT-2, EST-1) pod polskim dowództwem i wpiętą w polskie planowanie strategiczne otrzymywałaby 35 mld USD, zaś Rumunia 15 mld USD. Po ukończeniu wzmacniania flanki wschodniej można byłoby część tych funduszy (50%) przekazywać flance zachodniej dla wzmocnienia ich marynarek by UE mogłaby być bardziej asertywna względem USA. Dzięki temu każdy kraj płaciłby relatywnie niską kwotę 1,5% PKB na obronność a fundusze trafiały by tam gdzie są realnie potrzebne – Portugalia, Hiszpania, Włochy czy Francja nie potrzebują np. czołgów i dużych armii lądowych, za to powinny wzmocnić swoje marynarki i lotnictwo.

    1. Największym problemem NATO nie jest ta nieszczęsna składka tylko bezmyślna unifikacja armii… np. skoro armie kontynentalne mają wojska pancerne to i UK musi mieć jakąś dywizję, a Polska musi mieć MW godną krajów morskich, choć jest wybitnie lądowa. A jak jesteśmy w naszym regionie to należy zauważyć, że wojska umieszczone w Pribałtice nie mają się, gdzie cofać… a zatem trzeba się zastanowić, żeby postawić tam nowoczesną wersję linii Maginota.

      1. Dzisiejsza [i przyszłościowa] nowoczesna wersja linii Maginota to budowa saturacyjnej strefy antydostępowej A2/AD. Która zapewnia też kontrolę obszaru poza granicami. Czyli zapewnia w istocie DYNAMICZNĄ [a nie statyczną] głębię strategiczną – uzyskaną kosztem buforowego terenu nieprzyjaciela. Niestety – nasi politycy, generałowie i eksperci są nadal na poziomie wojowania a la zimna wojna – na dodatek dalej z kompleksem przyjmowania jako oczywistej roli “tego gorszego i głupszego”, który sprawy strategiczne ceduje na tego czy innego Wielkiego Brata. Mimo, że wycofywanie Amerykanów i sytuacja geostrategiczna wyraźnie zmusza sterników Polski do aktywnych podmiotowych i świadomych kroków ZAWCZASU dla zabezpieczenia naszego prymarnego interesu narodowego – właśnie na poziomie strategicznym. Im później się za to zabierzemy – tym większą cenę zapłacimy za skuteczną zmianę kursu.

  8. Wielka strategia Niemiec w największym skrócie to zbudowanie IV Rzeszy Paneuropejskiej, wypchnięcie USA z Europy, następnie połączenie z Rosją – po to by mieć pozycję geostrategiczną, przestrzeń, surowce, dodatkowy rynek zbytu – oraz lewar militarny Rosji względem USA i Chin. Przy czym względem Chin IV Rzesza ma stać się zbawczym balanserem ekonomicznym dla Rosji przygniatanej nierównowagą relacji z Chinami [właśnie głównie nierównowagą ekonomiczną] – sama zaś IV Rzesza planuje uzyskanie preferencyjnej pozycji w handlu z Chinami – dzięki militarnemu lewarowi Rosji. Docelowo handel śródkontynentalny – z ominięciem szlaków morskich. Na przeszkodzie stoi wrażliwość Niemiec na handel morski zależny od USA z jego sojusznikami, decoupling globalny, Wschodnia Flanka [GIUK, NORDEFCO, NATO] z Polską na kluczowym przesmyku bałtycko-karpackim – oraz wspólny interes USA i Chin, by nie dopuścić do powstania konkurencyjnego supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Ponadto Paryż, prócz forsowania swojej wizji polityki, nie chce oddać atomowego guzika Berlinowi, nie chce scedować też na UE [czyli na Berlin] swego głosu i prawa veto w Radzie Bezpieczeństwa ONZ.Ponadto szlaki lądowe są nadal niewydolne kosztowo i w wolumenach transportu względem szlaków morskich, a inicjatywa NJS jest w początkowej fazie. Sam Berlin jest słaby militarnie wobec twardych lewarów siły, zaś wielkie zadłużenie euro w ramach federalizacji [czyli reakcja na wyraźna tendencję rozpadową “każdy sobie” wobec stress-testu COVID-19] najprawdopodobniej doprowadzi do bankructwa strefy euro i planu centralizacji. Gdyż OSŁABI trendy innowacyjno-modernizacyjne na rzecz podtrzymywania podmiotów “zbyt wielkich, by upaść” i rolowania starych długów nowymi, a to tym bardziej postawi na przegranej pozycji i podetnie firmy rozwojowe na etapie start-up-ów. Bo spłata obecnego wielkiego zadłużenia “ratunkowego” [w istocie robionego dla ustanowienia centralizacji i IV Rzeszy Paneuropejskiej] – zadłużenia robionego pod płaszczykiem COVID-19, musi być oparta o wytworzenie realnych wartości dodatkowych – to zaś wymaga konkurencyjności UE na świecie – a z tym jest coraz gorzej – właśnie z uwagi na pasożytniczą i blokująca strukturalnie innych graczy europejskich – rolę Niemiec. Bo na wyprzedaży technologicznych sreber rodowych UE niedaleko zajedzie. Sumując: obecnie UE zmierza do zwiększenia strukturalnej nierównowagi i do systemowej suboptymalizacji na rzecz partykularnych interesów Niemiec – z jednoczesną pogłebioną blokadą synergii rozwojowej państw UE. Pytanie – kiedy reszta graczy europejskich się zorientuje i zbuntuje? W naszym przypadku tym bardziej warto zawczasu budować Wschodnia Flankę na bazie rozszerzanego wyjściowego NORDEFCO jako jądra krystalizacji. W wersji “pełnej” nowy konstrukt konfederacyjny i partnerski – objąłby w planie długofalowym większość państw Europy [za wyjątkiem jądra karolińskiego i pewnie Rosji] – jako silny konstrukt ekonomiczno-militarny.W jeszcze szerszym układzie ten konstrukt byłby jądrem krystalizacji globalnej konfederacji państw [z Indiami, Japonią, Australią itp] zainteresowanych deeskalacja konfrontacji USA-Chiny dla uniknięcia wojny światowej.

  9. Dla ilustracji metod Berlina przedstawiam mój wpis na Forsalu do artykułu – https://forsal.pl/gospodarka/polityka/artykuly/7838062,wojna-prawicy-z-lgbt-staje-sie-coraz-bardziej-kosztowna-dla-polski.html,komentarze-popularne,1 gdzie rzecz jasna odwrócono kota ogonem w ramach tworzenia narracji “niepraworządności” w Polsce dla budowy pseudo-pretekstu dla obcinania funduszy unijnych i do niewypłacenia reparacji za II w.św – tekst jak poniżej:
    “Polska jest JEDYNYM państwem w Europie, gdzie LGBTQX nie było poddane prawnym represjom. Środowiska “LGBTQX” wykorzystują przedmiotowo naiwnych, którzy chcą mieć [jak tzw. Margot] swoje 5 minut. Akcje animowanych z zagranicy aktywistów rzekomo wspierających LGBTQX mają charakter czysto instrumentalnego budowania terroru politycznej poprawności – który ma służyć Niemcom do zwykłego złodziejskiego zabierania wsparcia unijnego. Chodzi o pieniądze. W ostatecznym rozrachunku Polacy ze środowisk LGBTQX zostaną OKRADZENI przez Niemców. A także ich rodziny. Chodzi o stworzenie wydumanego problemu, nadymanie go przez proniemieckie media i budowanie fałszywych lipnych pretekstów dla tradycyjnej grabieży Polaków przez Niemców. Chodzi także o to, by stworzyć absurdalny powód, by Niemcy nie zapłaciły należnych Polsce 853 mld dolarów reparacji za zniszczenia i zbrodnie wojenne i ludobójstwo na narodzie polskim podczas II wojny światowej. Przypominam, że dopiero dwa lata temu Niemcy zapłaciły ostatnią ratę reparacji Wielkiej Brytanii za I wojnę światową – więc próba wymigania się od reparacji za II w.ś przez Niemców wobec Polski – jest tak wielkim łamaniem samej istoty praworządności, że moim zdaniem Niemcy powinny zostać objęte nadzorem komisarycznym najlepiej pod egidą ONZ, celem egzekucji komorniczej – z zaległymi odsetkami. Co zresztą w największym stopniu by poprawiło sytuację środowisk LGBTQX w Polsce. Nieopublikowanie tego wpisu uważam za powód do oskarżenia Forsala o dyskryminację i mataczenie na niekorzyść polskich środowisk LGBTQX – 03-10-2020 g.22:40″ Jak widać – przy zastosowaniu chłodnej logiki można tę niemiecką narrację obrócić przeciw samym Niemcom – potwierdza się też [bo wpis opublikowano – choć wiele innych moich wpisów Forsal nie opublikował] , że każdy kij ma dwa końce… Dla informacji – ostatniego homoseksualistę ukaranego za bycie homoseksualistą [! – dla Polaków to absurd – bo żyjemy w tolerancyjnym kraju] wypuszczono z więzienia na początku lat 2000-nych… Niedawno był list 50 ambasadorów w sprawie “bronienia” środowisk LGBTQX w Polsce. Najbardziej absurdalne były gromkie pouczenia Indii – gdzie kara więzienia za homoseksualizm została anulowana w…2018 – tj. dwa lata temu… Przypomina się powiedzenie bodajże Ziemkiewicza, że wiele z tych akcji przypomina sytuację,jakby to esesmani organizowali wiece w obronie Żydów… a “logika” przypinana na siłę dla rzekomej “obrony” środowisk LGBTQX – jest żywcem wzięta “kopiuj-wklej” z Monty Pythonaz lat 70-tych [radzę obejrzeć kilka filmów] – tyle, że owe absurdy są propagowane z wielkim bębnem propagandowym i ze śmiertelną powagą – która wynika ze śmiertelnej powagi, jaką Berlin przywiązuje do spraw WIELKICH PIENIĘDZY – które chce nam bezczelnie ukraść.

    1. (…)Chodzi także o to, by stworzyć absurdalny powód, by Niemcy nie zapłaciły należnych Polsce 853 mld dolarów reparacji za zniszczenia i zbrodnie wojenne i ludobójstwo na narodzie polskim podczas II wojny światowej(…)
      DobraZmiana już dawno wyłączyła Mularczyk mode, a nawet w tym roku nasz MSZ potwierdził, że Polska zrzekła się tych roszczeń. A swoją w drogą dla Polski większe zagrożenie stanowi zapuszczona reprywatyzacja, która dopuściła do zrujnowania co niektórych dzielnic polskich miast w tym Warszawy, że zagrożenie powstałe z tego tytułu jest porównywalne do zagrożenia szkodami górniczymi. Dla pełnego obrazu dorzućmy jeszcze czyścicieli kamienic i wylęgarnie gruźlicy.
      A co do zadym czy były inspirowane, podżegane itp. to powinien ustalać policyjny wydział do zwalczania terroru kryminalnego.

      1. Z tym rzekomym zrzeczeniem się odszkodowań od Niemiec jest dokładnie jak w powiedzeniu “pół prawdy to całe kłamstwo”. Status sprawy jest dokładnie taki: “Obecnie MSZ, wspólnie z innymi instytucjami państwowymi, kompleksowo bada przedmiotową problematykę.” Polecam: https://dorzeczy.pl/kraj/38789/MSZ-Polska-w-1953-roku-zrzekla-sie-reparacji-wojennych-od-Niemiec.html Zrzeczenie się w 1953 miało charakter przymusu Moskwy, zaś to z 2004 – zwykłego szantażu Berlina [z uwagi na WARUNKOWY głos Niemiec za przyjęciem Polski do UE – notabene przyjęcie było obarczone innymi DYSKRYMINACYJNYMI warunkami, które kosztowały Polaków ponad 50 mld euro]. Co czyni obie deklaracje “zrzeczenia” nieprawnymi. Nie mówiąc o tym, że w obu przypadkach Polaków jako naród o zdanie nie pytano. Kwestia DEMOKRATYCZNEGO powszechnego referendum winna to rozstrzygnąć – dając DEMOKRATYCZNY i PRAWNY i POWSZECHNY bilet do rozstrzygnięcia kwestii. I na pewno w tej sprawie Niemcy czy inne nacje nie mają prawa głosu. Zwłaszcza Niemcy – i zwłaszcza zdrajcy UK i Francja – a także państwa, które zgotowały nam Jałtę. Albo państwa w Europie, które kolaborowały z Niemcami. Sprawa jest jasna – jeżeli chce się tylko RZETELNIE do niej podejść.

        1. (…)Co czyni obie deklaracje “zrzeczenia” nieprawnymi.(…)
          Ostrożnie z agumentami tego typu, bo argumentami przymusu i szantażu można unieprawnić same reperację… a jak jeszcze pójdą za tym ziomkostwa to jeszcze na ty interesie stracimy.

        2. Skąd u Pana tyle moralności i prawa „słuszności” w myśleniu geopolitycznym? Jeżeli się należy prawnie, a nie mamy siły tego wyegzekwować, to reparacji nie uzyskamy. Gdyby się jednak nie należało, ale mielibyśmy wystarczająco mocne instrumenty nacisku (większą potęgę w relacji do Berlina), to powinniśmy (i byśmy to robili) domagać się reparacji. Przecież co drugi tekst o geopolityce przypomina o tym, że między państwami (poza „pauzą geopolityczną”) obowiązuje prawo dżungli i zjadanie słabszego przez silniejszego. Mocarstwa tak postępują, więc tak trzeba działać. Cynicznie, bezwzględnie, nawet powiem, że dosłownie „na chama” (Stalin chciał Królewca? To sobie wziął), jeżeli to tylko możliwe, a argumentów moralnych używa słabsza strona i – jak twierdzi dr Bartosiak – budzą one pogardę u silniejszych. Nic nam to nie da.

          1. TERAZ nie mamy szans na egzekucję odszkodowań. Co nie znaczy, że winniśmy zaniechać drobiazgowego przygotowania całej dokumentacji prawnej – ale i propagowania tego – konsekwentnie i długofalowo. Gdy Niemcy wg oceny Waszyngtonu zerwą Westbindung – a do tego swojej pysze zmierzają – WTEDY nastąpi zasadnicza zmiana podejścia USA do Niemiec [na razie traktowanych jako partner do skaptowania] – WTEDY poparcie odszkodowań dla Polski – jako bat na Niemcy – będzie sprawą naturalną. Kwestia, by to rozumieć. Do tego czasu musimy się wzmacniać – i owszem – utrzymywać dalej sojusz z USA – ale dokładnie nakierowany na nasz interes strategiczny. Z budowaniem siły Wschodniej Flanki – przez sojusz NORDEFCO z Polską i Bałtami [w pierwszym kroku]. By nie tylko w kwestiach bezpieczeństwa stać się dla USA nr 1 na kontynencie – ale jako jądro koalicyjnego niekarolińskiego rdzenia siły politycznej – sprzymierzonej [z punktu widzenia Waszyngtonu] z USA. Przypominam – na poziomie taktycznym Chiny wspierają Niemcy – ale i one po przekroczeniu “czerwonej linii” groźby powstania supermocarstwa Lizbona-Władywostok: WTEDY Chiny zareaguja na poziomie strategicznym – i zawrą deal z USA i doprowadzą razem do marginalizacji Rosji – oraz zgodzą się na Europę jako amerykańskie dominium. I wtedy Niemcy zostaną siłą upokorzone i odcięte od przepływów strategicznych – zapewne wraz z Francją i Beneluxem – czyli w ramach zbyt ambitnego jądra karolińskiego. Kwestia odrobienia lekcji z naszej strony i przygotowania się do tej rozgrywki – z gotowymi kartami w ręku, z dogadaniem się z NADRZĘDNYMI graczami – i z przytomnym wyzyskaniem SWOT całej sytuacji. Osobiście sądzę, że po takim upokorzeniu i złamaniu – Niemcy zaczną się w środku kotłować w desperacji – jak Republika Weimarska w kryzysie. WTEDY – przy radykalnym rozwoju sytuacji wewnętrznej w Niemczech – niewykluczone różne wrogie ruchy militarne, gdy niezmienna istota mentalności “nadludzi” IV Rzeszy wyjdzie na jaw w całej pełni – toteż WTEDY musimy być czujni także względem zachodniej granicy. Powiedzmy otwarcie – nigdy nie było żadnej denazyfikacji, a przynajmniej od czasów zjednoczenia Niemiec 30 lat temu, wszelkie pozoranckie namiastki skruchy zostały odrzucone – na rzecz coraz większego samouwielbienia swej sprawności instrumentalnej i organizacyjnej i kultu wszelkich asów i niemieckiej technologii wojennej III Rzeszy. Odrzucanie “przestarzałej” moralności i ucieczka do przodu w świat lewackich ideałów i jego “relatywnych standardów” – to tylko zwieńczenie całej drogi maskirowki i wykrętów chroniących przed uczciwym rozliczeniem za zbrodnie II w.św. W ramach owych “postępowych standardów” – ustanawianych “jakoś tak” w Brukseli – czytaj: w Berlinie – to Polska jest “niepraworządnym” krajem, który koniecznie trzeba ukarać – zaś sprawy jakichś tam odszkodowań za zbrodnie – w w tej nowej “moralności” nie mają racji bytu – jako przestarzałe i bezsensowne w nowej “jedynie słusznej” optyce. O to własnie chodzi Berlinowi. Ale żadne wydumane naciąganie rzeczywistości i tumanienie “postępem” nie będzie miało najmniejszego wpływu na strategiczne wspólne decyzje Waszyngtonu i Pekinu – gdy Berlin z Kremlem przekroczą czerwona linie budowy konkurencyjnego euroazjatyckiego supermocarstwa Lizbona-Władywostok.

          2. Tak, należy się przygotowywać, ale jeżeli Polska uzyska reparacje, to nie dlatego, że się moralnie i prawnie należą, tylko dlatego, że Rzeczpospolita zdołała zogniskować na tym celu odpowiednio dużą potęgę własną i sojuszników (którym się taki nacisk na Berlinie opłaca). Zaskakuje mnie Pana stwierdzenie, że dostrzeżenie braku kategorii moralności w stosunkach międzynarodowych to cześć antyludzkiej agendy lewicowej (postępowej, progresywnej). Sądziłem, że panuje konsensus co do tego, że państwa nie kierują się przesłankami pozasiłowymi.

      2. Na 850 mld USD wyceniono same straty materialne. Ale my ponieśliśmy również olbrzymie straty ludzkie. W rozwiniętych krajach przyjmuje się, że każdy podatnik w ciągu swojej kariery zawodowej odpowiada za 1 mln USD PKB (40 lat pracy średnio po 25 tyś USD). II RP straciła 6 mln obywateli. Od 1945 roku populacja wzrosła z 24 do 38,5 mln. Czyli te brakujące 6 mln w 1945 roku przełożyłoby się na dodatkowe 9,625 mln w 1990 roku. I mamy: 850 mld + 9,625 mln x 1 mln USD = 0,85 bln + 9,625 bln = 10,475 bln USD w zaokrągleniu 10,5 bln USD – około 131 lat płacenia po 2% PKB ich obecnego PKB. Można pójść na kompromis redukując o 50/5 roszczenia – spłacili by je wówczas po 65 latach – pod koniec obecnego wieku.

    2. Jak widać – bat ewentualnej dyskryminacji polskich środowisk LGBTQX podziałał – Forsal bał się pomówienia o homofobię itd. Kto mieczem wojuje – od miecza ginie… Artykuł, gdy pisałem go dość późno 3 października [22:40]- był wtedy na samej górze czołówki artykułów Forsala. Który to Forsal, jak chce grillować Polskę – to trzyma takie artykuły na pierwszym planie ładnych kilka dni [a te artykuły niewygodne szybko znikają – na tym polega m.in. polityka MANIPULACJI w massmediach]. Rano 4 października o 9:18 z ciekawości zajrzałem na Forsala. Artykuł znikł z całej czołówki [od góry do dołu]. Wiec dałem do wyszukiwania LGBTQ i znalazł artykuł. Mój artykuł był [to sprawdziłem jeszcze przed 23:00] – i co ciekawe miał 17 polubień i 2 niepolubienia. Oraz dwa komentarze – z tego jeden znaczący z 5 polubieniami niejakiego Gala Anonima: (2020-10-03 23:05) ” Nie jestem prawicowcem, ale podpisuje się rękami i nogami”…. Jak widać można po DOKŁADNEJ analizie i pokazaniu CAŁEJ prawdy [bez ćwierć-prawd] odwrócić całą narrację 180 stopni i znaleźć silny lewar na antypolskich animatorów “wspierających” w swojej egoistycznej instrumentalnej manipulacji WYKORZYSTYWANE LGBTQX w Polsce. Polecam to do zastosowania i propagowania szerzej – podkreślam – ZGODNIE z rzeczywistym interesem polskiego LGBTQX. Tak patrząc szerzej – niemieccy homoseksualiści w szeregach NSDAP, SS, gestapo itd. mordowali polskich homoseksualistów. I zero skruchy i zadośćuczynienia [w worku pokutnym, na kolanach i posypując głowę popiołem – i z czekiem na wysoką kwotę odszkodowania w ręku] ze strony niemieckich LGBTQX wobec polskich. Nie mówiąc o koniecznej pokucie i zadośćuczynieniu niemieckiego LGBTQX za zbrodnie na ogóle Polaków…. Polecam bardzo niewygodną w tym względzie [dla Niemiec] książkę “Różowa swastyka” Scott’a Lively z 1995 – o szerokim udziale środowisk homoseksualnym w ruchu nazistowskim i tworzeniu “nowoczesnego” i “postępowego” “etosu” III Rzeszy. Książka wydana w Polsce w 2017 przez Wektory.

    3. Reparacji nie będzie jeżeli nie stanie się to elementem akcji USA wymierzonej w Niemcy. Tylko, że to broń atomowa, po której nie będzie takiego pola manewru jaki amerykanie mają teraz. To droga w jedną stronę. Póki co Niemcy są ważniejszym partnerem dla Ameryki niż Polska. Oczywiście kij reparacji ma pewnie dla USA swoją wartość, jest analizowaną opcją i wierzę, że prawnicy amerykańscy byliby w stanie tego dokonać. Oficjalnie Polskie roszczenia miały być zaspokojone z sowieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Ponieważ Polska też leżała w sowieckiej strefie, Polska w ramach otrzymanych reparacji dostarczała za darmo węgiel z polskich kopalń do sowietów. Więc gdy tylko zdarzyła się sposobność, Polska zrzekła się takich reparacji bo rujnowały naszą gospodarkę. Nie szukałbym porównania do świata zachodu, ponieważ mimo tego co wypada mówić, w ich mentalności jesteśmy dzikimi polami za horyzontem cywilizacji, ziemią do zagospodarowania, czymś tymczasowym pomiędzy dwiema cywilizacjami.

  10. Tekst Pana Krzysztofa mógł powstać w Polsce ale nie w Niemczech. Z naszej perspektywy europejska wspólnota równych państw byłaby bytem trwałym i optymalnym dla wszystkich. Również dla Niemiec. Przecież bogacący się, bezpieczny i stabilny Wschód Europy byłby korzystny również dla Niemiec. Podobnie dopuszczenie naszej strefy do konkurencji europejskiej wyszłoby na korzyść wszystkim gospodarkom. Jednak Niemcy wybrali inny kierunek. Piszę “wybrali” ze świadomością pewnego nadużycia. Niemcy ze swoją mentalnością bytu wyższego, któremu podporządkowuje się byty niższe nie potrafią inaczej. Potwierdzenie tezy otrzymujemy niemal codziennie. Ostatnio w wypowiedzi pani Barley – wiceprzewodniczącej PE o zagłodzeniu Polski i Węgier oraz opinii, że Polska i Węgry żyją z pieniędzy europejskich (czytaj: niemieckich). Skoro polityk na wysokim stanowisku posługuje się takimi stereotypami, co ma myśleć przeciętny Niemiec? Poza tym Niemcy pod przykrywką rożnych organizacji (które w rzeczywistości żyją z niemieckich pieniędzy), korumpowanych stanowiskami polityków, poparciem “europejskiej” opozycji i całej szeroko zakrojonej akcji mającej wyłonić tzw rządy proeuropejskie w swojej gospodarczej strefie wpływów (wykorzystując przy tm siłę gospodarki, wpływy korporacji i bizantyjski konstrukt europejski), aktywnie ingerują w nasz region. Nie dla zyskania partnerów ale zależnych prowincji. Póki Niemcy mają zdecydowaną przewagę, nie przewartościują swojego podejścia. Idea mitteleuropy ciągle żywa.

      1. Równie dobrze można napisać, że Niemcy boją się zmian klimatu, utraty pracy, choroby, rozpadu związku, tego, że nie będą mogli wyjechać na Majorkę, ciasnych pomieszczeń czy pająków. Na wszystko (i wiele więcej) znajdzie Pan artykuł. Tyle, że to nie na temat.

        1. Bo to są bolączki normalnych ludzi Polaka, Niemca, Rosjanina itd… ciągnąc analogię z zagłodzeniem to jakie wg. ciebie muszą mieć Polacy skoro, niektóre wypowiedzi nowego ministra edukacji możnaby wyjąć w wprost z ust nazistów?

      2. Zgadza się. “Patrioci” za pięć groszy od tanich wymówek dla swego złodziejstwa. W interesie samych Polaków leży ich karanie. Kradną gdzie popadnie – i kogo można okraść. Kryminalista to kryminalista.

        1. (…)“Patrioci” za pięć groszy od tanich wymówek dla swego złodziejstwa.(…)
          To jakaś sugestia? Ja jakoś tego frazesu o słowiańskiej (gdyby się dało to bym to słowo pogrubił) sprawiedliwości nie kupuję… a po za tym (…)patriotów(…) bardziej bym szukał w mafii okołostadionowej.

  11. Niemcy mają 1000-letni okres poczucia wyższości nad narodami na wschód od nich, dlatego nie wierzę, że są mentalnie w stanie dźwignąć to wyzwanie jakie przed nimi stoi w postaci misji tworzenia prawdziwej wspólnoty. W naszej z kolei historii jest przykład Unii, która trwała ponad 400 lat, w ramach której nasza elita dzieliła się władzą od samego początku, zabrakło jednak refleksji w odpowiednim momencie i ugoda hadziacka była spóźniona. Obecnie jesteśmy w ciekawym momencie naszej historii, kiedy mamy dobrą pozycję startową do stworzenia własnej Strategii, nie z Niemcami , ale obok nich. A powyższy tekst pana Krzysztofa Wojczala jest znakomitą wskazówką jak należy postępować tworząc wspólnotę z innymi narodami i jakich błędów unikać

    W każdej strategii powinien być nakreślony cel, określona wizja do której się dąży. Dlatego również w strategii Rzeczypospolitej w XXI wieku powinna być stworzona wizja Rzeczypospolitej przyszłości. Powinna to jednak być taka jej formuła i z takimi granicami, które będą do udźwignięcia przez naszą, polską demografię w postaci sprawczego wpływu i najlepiej obsługująca nasze interesy. Chodzi o wizję Rzeczypospolitej federacyjnej budowanej w perspektywie następnych 20-50 lat, która byłaby uwspółcześniona, miała rozmach, ze swoją wagą i znaczeniem, była w miarę realistyczna i optymalna dla tego konstruktu.

    Takimi wizjami dzielił się dr Jacek Bartosiak, co przedstawił w swojej książce „Rzeczpospolita między lądem a morzem, o wojnie i pokoju” oraz na licznych wykładach. Oprócz prezentowanej mapy, na której oznaczony jest konkretny zarys tej przestrzeni, autor również opisuje tzw. „naszą przestrzeń” na kartach swej książki. Generalnie, dr Bartosiak „naszą przestrzeń” opisuje z punktu widzenia geografii i to jej elementy stanowią te granice, jak rzeki, góry i wybrzeża morskie. Opis ten, mówiący o niemal zazębiających się dopływach rzek Odry, Wisły, Dniepru i Dźwiny w zasadzie jest przekonujący, ale raczej w kontekście historycznym kiedy komunikacja rzeczna była tą najistotniejszą. Natomiast obecnie, kiedy te rzeki są mało spławne i dominuje komunikacja drogowa i kolejowa to ich znaczenie jest znacznie mniejsze, oczywiście nie zapominając o ich militarnym wpływie na działania operacyjne. Niemniej jednak, wydaje się, że na tą naszą przestrzeń należałoby spojrzeć jeszcze raz, uwzględniając współczesne realia, również te polityczne. Gdyby pokazać mapę dr Bartosiaka jakiemuś mieszkańcowi Ukrainy, to pewnie pierwsze co by mu przyszło do głowy, to że Polacy planują rozbiór Ukrainy i nie będzie chciał dalej dyskutować. Przyszły konstrukt powinien więc obejmować całą Ukrainę. Jest to kraj, który jest niezbędny w omawianym projekcie, gdyż stanowi bardzo potrzebny wkład demograficzny i terytorialny umożliwiając osiągnięcie odpowiedniej wagi, co jest konieczne aby wyjść z pozycji państw małych i średnich i nabrać podmiotowości. Poza tym z Ukrainą można spiąć całą przestrzeń na pomoście bałtycko-czarnomorskim, co automatycznie powoduje powstawanie lewarów w przepływach wszelkich dóbr oraz daje znacznie większe możliwości operacyjne na wschodnim teatrze wojennym. Konstrukt ten obejmować zatem powinien Ukrainę ze względów gospodarczych i bezpieczeństwa. Drugim niezwykle istotnym krajem jest Białoruś, przy czym jej obszar głównie ze względów bezpieczeństwa. Nie trzeba tego chyba szczegółowo wyjaśniać, że przez Białoruś wiedzie najkrótsza droga ze Smoleńska do Warszawy i nie ma na niej żadnych istotnych przeszkód terenowych co stanowi niemal idealną autostradę dla wojsk zmechanizowanych. Dlatego kontrolowanie tego obszaru zabezpiecza przed szybkim
    wtargnięciem do samego serca polskiego obszaru siły dając potrzebną głębię strategiczną. Przyjęcie Białorusi do nowego podmiotu powinna ułatwić bliskość kulturowa, wspólna historia i fakt iż jest to jedyny naród spośród naszych sąsiadów, z którym nie mieliśmy w historii żadnych poważnych zatargów. Republiki bałtyckie mogłyby się również znaleźć w strukturach projektowanej federacji, lecz w ich przypadku obecność ta nie byłaby bezwzględnie niezbędna. Przyłączenie z kolei Niemiec nie wchodzi w grę, bo to oni zdominowali by nie tylko Polskę ale cały tworzony podmiot. Mają oni takie same przewagi nad Polską jak Polska w odniesieniu do krajów od niej na wschód, czyli w obszarze gospodarczym, organizacyjnym, kulturowym, politycznym, a do tego w przypadku Niemiec dochodzi jeszcze przewaga populacyjna. Odnośnie krajów na południe od Karpat jest wątpliwe by były zainteresowane przystąpieniem. Mają zbyt duże poczucie niezależności i odrębności oraz rozbieżności interesów. Raczej nie będziemy dla nich źródłem siły i bezpieczeństwa, gdyż nie czują podobnego poziomu zagrożenia ze strony Rosji jak Polska, Ukrainy czy Białoruś (oderwana od Rosji). W większym stopniu będą się orientowały na Niemcy. Spośród naszych sąsiadów pozostaje jeszcze Federacja Rosyjska. O ile całej Rosji nie jesteśmy w stanie wciągnąć do tej struktury gdyż ze względów demograficznych i historycznych to ona próbowałaby dominować, to jednak jej części składowe jak najbardziej będą się nadawały. Tym bardziej, że Rosja ma skłonności do wzlotów i upadków, a wiele jej terytoriów jest zamieszkałych przez różne etnicznie ludy. Takim elementem Federacji Rosyjskiej, który należałoby przyjąć to niewątpliwie Obwód Kaliningradzki, aby zamknąć raz na zawsze temat błędu Konrada Mazowieckiego. Kolejnym będzie Krym, gdyż silny organizm na pomoście bałtycko-czarnomorskim, będzie chciał swobodnie działać w swojej części południowej i Krym będzie niezbędny, więc trzeba będzie cały czas wspierać Ukrainę, aby nigdy nie przestała upominać się o ten półwysep i w momencie smuty pozwolić mu przyłączyć się do Rzeczypospolitej. Ponadto, szczególnie przydatne byłoby przyłączenie Kozaków dońskich, kubańskich i astrachańskich co pozwoliłoby zmniejszyć możliwości odzyskania siły przez Rosję po okresie smuty, odcinając ją całkowicie od Morza Czarnego i Kaspijskiego i połączyć granicę Rzeczypospolitej z Kazachstanem. To z kolei umożliwiłoby zmonopolizowanie lądowej części nowego jedwabnego szlaku praktycznie tylko z Chinami, które do tego czasu prawdopodobnie będą miały już bardzo silną pozycję w Kazachstanie. Niemniej jednak wspieranie niezależności Kazachstanu będzie dla nas ważnym zadaniem, aby nie graniczyć bezpośrednio z Chinami.

    Mamy więc nakreśloną przestrzeń o powierzchni ok. 1,7 mln km kw. oraz populacji ok. 110 mln obywateli, która kanalizuje ruch wszelkich przepływów na linii wschód zachód i północ południe między Europą i Azją, który ma szansę prowadzić podmiotową politykę na arenie międzynarodowej, z olbrzymim potencjałem rozwojowym, militarnym a nawet cywilizacyjnym, utrwalającym swoją odrębną tożsamość. Stworzenie takiego konstruktu byłoby optymalne dla narodu polskiego, gdyż zbyt duża struktura marginalizuje nasze wpływy, natomiast w tej przestrzeni nasza atrakcyjność cywilizacyjna jest największa, a dodając do tego przewagę gospodarczą możemy mieć wpływy sprawcze obsługujące w wystarczającym stopniu nasze interesy.

    Jak zatem urzeczywistnić takie wyobrażenie przyszłej Rzeczypospolitej? Budowa takiego podmiotu na pewno nie będzie łatwa i oczywiście nie można jej przeprowadzić siłą, bo jak historia pokazała, mamy za małą demografię, żeby takimi metodami to tworzyć. Jednakże, należy wyraźnie podkreślić, że silna armia mimo wszystko będzie niezbędna aby móc przeprowadzić proces tworzenia federacyjnej Rzeczypospolitej w sposób pokojowy. Podjęcie procesu tworzenia tego podmiotu musi się odbywać na zasadzie współpracy i to współpracy partnerskiej, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. I tak będzie nam trudno ukryć nasze przewagi, ale będzie można to przedstawiać jako atut umożliwiający wsparcie słabszych terytoriów, gdyż najprawdopodobniej konieczne będzie na starcie wprowadzenie szeroko zakrojonego programu pomocy, na zasadzie planu Marshalla. Przede wszystkim, aby taki konstrukt udźwignąć bez większych tarć wewnętrznych trzeba będzie stworzyć jakąś uniwersalną narrację założycielską i zapewnić równość wszystkich obywateli, aby czuli się prawdziwie obywatelami tej przestrzeni a nie wyzyskiwanymi przez kolonizatorów ludźmi niższej kategorii. Z pewnością już nazwa musiałaby być odpowiednio uniwersalna, np. Rzeczpospolita Polsko-Ruska. Dawałaby możliwość identyfikowania się z nią różnym narodom tam zamieszkującym, podkreślając swobody obywatelskie tam gwarantowane w przeciwieństwie do ucisku i terroryzowania obywateli w Rosji. Część tych narodów należałoby wydobyć z przeszłości działaniami prometejskimi jak np. Kozaków kubańskich, dońskich i astrachańskich i być może w taki sposób wpłynąć na rozpad Rosji. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że naszym współistniejącym celem powinna być demonopolizacja tzw. Ruskiego Miru opartego o moskiewski ośrodek siły. Powinniśmy dążyć do rozdrobnienia Federacji Rosyjskiej na mniejsze, niepodległe organizmy państwowe, a następnie nie dopuścić do ponownego scalenia tych ziem. Należy też wytrącić Moskwie argumenty o jedności ruskiego świata, które wykorzystuje do tworzenia narracji o misji zbierania ruskich ziem. Podkreślać należy różnorodność tego świata, jego bogactwo i odrębność różnych jego części. Przyciągnięcie każdego z terytoriów powinno się odbywać w ramach przekonywania o przyłączaniu do obszaru dobrobytu i wolności poprzez umożliwienie wypowiedzenia się danej ludności w wolnym głosowaniu zapewniając jednak odpowiednią ochronę organizacyjną i bezpieczeństwa aby siły nieprzyjazne nie mogły ingerować w demokratyczny proces. Dlatego też aby rozpocząć ten proces musimy dysponować odpowiednim potencjałem gospodarczym i militarnym. Obecnie jest za wcześnie na takie ruchy. Jesteśmy zwyczajnie jeszcze za słabi. Wiele już dokonaliśmy, bo od bankruta w 1989 r. doszliśmy do poziomu średniej gospodarki europejskiej, co pokazują dane historyczne. W 1990 r. PKB Polski był 26 razy mniejszy od niemieckiego, obecnie jest 6 razy mniejszy. Do hiszpańskiego PKB brakuje nam ok. 2,3 krotnego przyrostu. Jeśli nie będziemy mieli większych zawirowań, hiszpańskie PKB dogonimy za ok. 15 lat. I będzie to ta wielkość gospodarki, która w tym miejscu, Europy środkowowschodniej, umożliwi nam realne oddziaływanie na naszą przestrzeń. W tym czasie powinniśmy dokończyć w Polsce duże inwestycje infrastrukturalne i będziemy potrzebowali przestrzeni na ekspansję. Również za ok. 15 lat będziemy dysponowali wystarczająco silną armię, która będzie czynnikiem znaczącego ryzyka w kalkulacjach militarnych naszego potencjalnego przeciwnika. Obecnie niestety, w przypadku choćby opl. jest na tyle słabo, że nie kontrolujemy żadnego ze szczebli drabiny eskalacyjnej. Do tego czasu naszym najważniejszym zadaniem będzie przetrwanie, bez wdawania się w awantury, które mogłyby cofnąć nas w rozwoju lub zupełnie skasować nasze ambicje. Potrzebujemy dalszego, mozolnego wzmacniania naszej gospodarki i siły militarnej. Dlatego musimy wpływać na podtrzymanie obecnej infrastruktury bezpieczeństwa, którą stanowią NATO i UE, utrzymywać i rozwijać nasze bilateralne stosunki ze Stanami Zjednoczonymi będącymi głównym dostarczycielem twardej siły oraz rozwijać współpracę regionalną. Taką niewykorzystywaną możliwością jest współpraca z państwami nordyckimi, którzy posiadają już sformalizowaną strukturę kooperacji w postaci NORDEFCO. Powinniśmy z nimi ćwiczyć konkretne scenariusze militarne z rozpisaniem zadań i pełnionych ról, żeby się uzupełniać i wspomagać, co by ułatwiło nam zabezpieczenie północnej flanki wschodniego teatru wojennego. Jest tu też znaczące pole do współpracy w ramach rozwoju przemysłu zbrojeniowego, co już częściowo robimy z Kongsbergiem i Patrią. Inne działania to przede wszystkim budowa softpower i miękkie odziaływanie na obszarze naszej przestrzeni we wszelkich dziedzinach, tj. gospodarczej, informacyjnej, historycznej, kulturowej, ideologicznej, naukowej a nawet towarzyskiej.

    Podsumowując, mamy obecnie dobrą pozycję wyjściową aby opracowywać takie strategie dla Rzeczypospolitej na XXI wiek. Przez ostatnie 30 lat mimo wielu trudności stworzyliśmy dosyć
    solidne państwo, średniej wielkości i o średniej sile w Europie. Pomimo różnych zastrzeżeń można uznać, że wykorzystaliśmy pauzę geopolityczną, w której królował jeden hegemon światowy. Obecnie trwająca już rywalizacja hegemoniczna pomiędzy USA i Chinami powoduje jednak, że nadchodzi dla nas okres niebezpieczny i nieprzewidywalny w zakresie bezpieczeństwa. Dlatego musimy przyspieszyć rozbudowę naszych sił zbrojnych, a na arenie międzynarodowej powinniśmy postępować bardzo ostrożnie, aby nie dać się wplątać w awanturę o potencjale militarnym gdyż właśnie teraz dysproporcja między naszymi zdolnościami militarnymi a rosyjskimi jest bardzo duża. I pomimo pozytywnie zarysowujących się perspektyw możemy zostać surowo skarceni i stracić szansę na przyszłe wyparcie wpływów moskiewskich z pomostu bałtycko-czarnomorskiego i ostateczne zwycięstwo w tym wielowiekowym starciu cywilizacyjnym. Projekt Rzeczypospolitej Polsko-Ruskiej jest wizją uniwersalnej platformy dla narodów mających zbliżony kod kulturowy, a jednocześnie mających głęboko zakorzenioną potrzebę wolności osobistej, co potwierdzają dawne zwyczaje kozaczyzny, a które to narody funkcjonują pod wpływem Moskwy tylko w wyniku oddziaływania jej siły militarnej i służb siłowych. Wielkość tego konstruktu jest skalibrowana w taki sposób aby nie był za mały i miał możliwość prowadzenia podmiotowej polityki na arenie międzynarodowej, a jednoczenie nie był za duży i pozwalał na realny wpływ na jego funkcjonowanie przez naród polski. Kierunek wschodni budowy państwa federalnego jest nieprzypadkowy, gdyż współistniejącym celem i polską racją stanu jest doprowadzenie do rozczłonkowanie Federacji Rosyjskiej na mniejsze organizmy państwowe, aby raz na zawsze zdjąć z nas wschodnie zagrożenie bezpieczeństwa. Uczestnictwo tego podmiotu w sojuszach globalnych powinno być elementem elastycznej polityki.

    1. (…)I tak będzie nam trudno ukryć nasze przewagi, ale będzie można to przedstawiać jako atut umożliwiający wsparcie słabszych terytoriów, gdyż najprawdopodobniej konieczne będzie na starcie wprowadzenie szeroko zakrojonego programu pomocy, na zasadzie planu Marshalla.(…)
      A skąd kasa Ms. Marshall? Przymypominam, że nie wiadomo, czy tegoroczna dziura budżetowa nie spowoduje przekroczenie konstytucyjnych limitów zadłużenia zagranicznego co spowoduje Grecję w Polsce…

      1. Na pewno będzie przekroczone dopuszczalne 3% zadłużenie budżetu – czyli ograniczenie unijne. Nie tylko Polski – wszystkich krajów [Polska jeszcze wygląda w tym względzie dość dobrze]… Zresztą – zadłużenie będzie świadomie i “urzędowo” pogłębione w ramach UE – przez te “koronaobligacje” – czyli dalsze, już “uwspólnotowione” zadłużenie. Z nadzieją, że owe 750 mld euro wygenerowane z powietrza – da impuls a la Keynes – i zwróci się rozwojem gospodarki. W co watpię zasadniczo – moim zdaniem to jeszcze bardziej zmniejszy konkurencyjność i innowacyjność gospodarki unijnej. Przynajmniej na Zachodzie – pod wypracowane i utrwalone podtrzymywanie “zbyt wielkich by upaść” i pod kroplówkę rolowania długów. Swoją drogą – wygląda na to, że Morawiecki świadomie prowadzi mini-wojnę walutową i zamierza wycisnąć “ile się da” z niezależności kursu i emisji złotówki względem euro. Podbija zarobki [1 października płaca minimalna z 2600 na 2800 zł – zaś od 2021 skok do 4000 zł] i inflację – by w ten sposób “zjeść” dług i jednocześnie zwiększyć konkurencyjność eksportową polskiej gospodarki względem strefy euro [z Niemcami na czele]. Zobaczymy – zaczyna się jazda bez trzymanki – i wymiana pro i contra.

        1. Mi nie chodzi o kryteria Maastricht tylko o naszą ustawę zasadniczą, w której stoi…
          art 216
          5) (…)Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto. Sposób obliczania wartości rocznego produktu krajowego brutto oraz państwowego długu publicznego określa ustawa.(…)
          Oczywiście można to załatwić ustawą czy zmianą konstytucji, ale zrobienie tego akurat w tym momencie to proszenie się o bankructwo…

          (…)Podbija zarobki [1 października płaca minimalna z 2600 na 2800 zł – zaś od 2021 skok do 4000 zł] i inflację – by w ten sposób “zjeść” dług i jednocześnie zwiększyć konkurencyjność eksportową polskiej gospodarki względem strefy euro [z Niemcami na czele]. Zobaczymy – zaczyna się jazda bez trzymanki – i wymiana pro i contra.(…)
          Znaczy się idzie w hiperinflację? To nigdy nie skończyło się dobrze…

      2. @JSC – Grecja wpadła w pułapkę wspólnej waluty euro, Polska ma złotówkę. Której dewaluacja zwiększa konkurencyjność eksportową Polski. Czego Grecja z definicji nie może wykonać. Zasadnicza różnica. Dlatego wchodzenie do strefy euro to w istocie pułapka dla słabszych [od Niemiec] państw w razie kryzysu.

        1. Już raz zasugerowałem, że Grecja różni się od Polski tym, że przez ich gospodarkę gotówka głównie przepływa, a naszej krąży, a zatem tzw. rynki mają na nich gigalewary. A dodajmy do tego, że Grecja to jedna wielka strefa przygraniczna, a zatem żeby trzeba sporej dewaluacji, żeby wygrać z przemytem (od którego z zasady nie są pobierane podatki)… swoją drogą, wydaje się, że zredefiniowałem pojęcie optymalnego obszaru walutowego.

          A zatem skoro utrzymanie suwerennej waluty nie wydaje się dużo lepszym rozwiązaniem niż Euro to trzeba szukać, gdzie indziej… może najlepiej scedować politykę monetarną na ulicę. A w dobie internetu XXI w. idąc za ciosem mogliby i ogłosić się strefą przyjazną dla kryptowalut i barteru (w internecie są tacy co się w to bawią np. https://bartersystem24.pl/), a jak dobrze można rozszerzyć korzystne uregulowania na inne dziedziny tzw. nowej ekonomii czy platform obliczeń rozproszonych (chociaż przy drobnym szacher macher można pod nie podpiąć i inne systemy blockchainowe) i innych pokrewnych technologii (np. takie, które zamiast powierzać pewne zadania algorytmom wciska je do CAPTCHA’y).

          1. Nie będę się powtarzał z argumentacją, dlaczego złotówka lepsza od euro. Inna rzecz, że musimy odzyskać konstytucyjne prawo pełnej emisji złotówki i konstytucyjny zakaz zadłużania budżetu w walutach obcych [a teraz taki zapis funkcjonuje]. Co do kryptowalut – to jedna wielka piramida finansowa sterowana z ukrycia przez silnych graczy Obecnie jest etap testowy. Nie ma kryptowaluty bez szyfrowania – a te szyfrowanie nie do złamania – to jedynie stać na nie wielkich graczy. Jedyna pewna waluta w ciężkich czasach to dobra realne w swoim ręku – dom z własną studnią, fotowoltaiką, z własną ziemią lub lepiej z dużą szklarnią hydroponiczną całoroczną z zamkniętym obiegiem wody. I warsztat i własna działalność na krótkich lokalnych łańcuchach dostaw i usług. A w rozliczeniach wielkich graczy – jako prawdziwa waluta liczy się siła [soft/hard], informacja o innych graczach – oraz technologia. Świat finansowy [w tym i kryptowaluty] już dawno oderwał się od realu – nie CZY? tylko KIEDY? jest pytaniem, jak skończy się to zasadniczym “resetem”.

          2. (…)Nie będę się powtarzał z argumentacją, dlaczego złotówka lepsza od euro.(…)
            I nie zamierzam z nimi dyskutować… mi się rozbiega o drachmę i lira.

            (…)Jedyna pewna waluta w ciężkich czasach to dobra realne w swoim ręku – dom z własną studnią, fotowoltaiką, z własną ziemią lub lepiej z dużą szklarnią hydroponiczną całoroczną z zamkniętym obiegiem wody.(…)
            Kryzys kryzysowi nierówny, a zatem nie zawsze ta recepta zadziała… a jeśli chodzi chomikowanie funduszy to najlepiej iść w dywersyfikację, czyli waluty lokalna i sąsiednich krajów oraz krajów przez które ew. planujesz ucieczkę*, tzw. waluty zapasowe (czyli takie, które można wydawać w sporych obszarach świata), kruszce, krypto, towary na barter itp.
            * A jak już planujesz ucieczkę to trzeba też pomyśleć o środkach transportu i dostępu do informacji, które też wypadałaby zdywersyfikować.
            I tak dochodzimy, że bycie prepersem to zabawa dla bogatych.

  12. JSC – nie nie planuję ucieczki. To naiwne – bo DOKĄD? Globalnie – tylko ewentualnie Nowa Zelandia – ale ta już zapchana i obstawiona. Za tuzin lat to do Polski będą ściągali np. z Zachodu Europy – bo tam zderzenie radykalizującego się islamu z Zachodem [Europy] nieuchronne. Zwłaszcza, gdy Atomowy Kalifat doda skrzydeł islamistom w Europie – i ich roszczeniowej postawie. A to niestety mam za nieuchronne w czasach koncentracji siły i rozdarcia na dwa obozy. Zresztą w kalkulacji Polaków – jeżeli chodzi o życie [zwłaszcza rodziny] – to mówimy o długim biegu bardzo ciężkich czasów. A to wymaga własnego miejsca i własnych zasobów. Ucieczka to w istocie zaczynanie od zera w bardzo nieprzyjaznym środowisku. Nie byłbym zdziwiony, gdyby taki imigrant miał prawo “wejść” – ale za cenę przekazania wszelkich wymienionych przez Ciebie aktywów. Normalka w ciężkich czasach. WTEDY Zachód pokaże swoje prawdziwe oblicze – skrajnie egoistyczne. Tylko w Polsce Polak nie będzie bezwzględnie wykorzystywanym obywatelem drugiej czy trzeciej kategorii. Polska ma wystarczający potencjał [zwłaszcza w koalicji regionalnej – Wschodniej Flanki – i przy wsparciu OBU supermocarstw – które na pewno włącza sie na poziomie strategicznego zagrożenia – bo są egoistycznie i żywotnie zainteresowane utrzymaniem się bufora Polski miedzy Kremlem a Berlinem] – ma wystarczające siły, by na czas Wielkiego Chaosu i Wielkiej Konfrontacji stworzyć bezpieczną i pro-rozwojową strefę. Będzie jeszcze [w latach 30-tych] jak w starym kultowym już kawale, że Szydło dzwoni do Merkel, czy ma wpuścić 100 tys imigrantów do Polski – Merkel, że no oczywiście – cóż za pytanie?…. , a na to Szydło: “Ale to są wszystko Niemcy…”

  13. (…)Za tuzin lat to do Polski będą ściągali np. z Zachodu Europy – bo tam zderzenie radykalizującego się islamu z Zachodem [Europy] nieuchronne. Zwłaszcza, gdy Atomowy Kalifat doda skrzydeł islamistom w Europie – i ich roszczeniowej postawie. A to niestety mam za nieuchronne w czasach koncentracji siły i rozdarcia na dwa obozy.(…)
    O ile dobrze rozumiem mówisz o sytuacji, kiedy USA uzna już bezwarunkową kapitulację, po tym jak ten cały Chiński Kalifat Pakistanu zdemoluje Rosję… jeśli tak to nie widzę ratunku, bo nie widzę powodu, żeby postawili ultimatum (…)albo wprowadzicie szariat albo skończycie jak Rosja(…).

    1. @JSC – pomieszanie z poplątaniem. W następstwie deal’u USA-Chiny, który m.in. zmarginalizuje Rosję i de facto “wystawi” Europę jako dominium i zasób USA – Chiny zaczną animować “wysadzanie” tegoż zasobu USA – przez V kolumnę radykalnego “rodzimego” islamu w Europie. W momencie deal’u wątpię by Atomowy Kalifat [jeżeli już się utworzy w przewrocie w Pakistanie] był już znaczący w skali strategicznej – Chiny zaczekają na deal z USA [który moim zdaniem nastąpi dopiero po zniszczeniu Iranu i po “szarogęsieniu” się Rosji, która na tym zbyt mocno skorzysta – w optyce obu supermocarstw] i dopiero potem Chiny zaczną na całego [ale pod stołem] wspierać pochód Atomowego Kalifatu [dając strategiczne zabezpieczenie Atomowemu Kalifatowi od wschodu – od Indii] – pochód na zachód [dla odtworzenia południowej nitki Jedwabnego Szlaku i zapewnienia przepływów strategicznych lądem pod osłoną pasa nadbrzeżnych A2/AD – zwłaszcza dla surowców] – i zaczną rękami islamu wywracanie od środka Europy – szczególnie zachodniej. Zaś Rosja – to jest ciastko dla Chin – nie dla islamu. Ze względu na potrzebę absolutnej dominacji w Azji, przestrzeń demograficzną, strefę buforową Syberii i Arktyki [strefa Seversky’ego] – pod ostateczną rozprawę z USA. Pas islamski i Europa i kawałek Afryki – to jest “wynagrodzenie” i kierunek ekspansji dla Atomowego Kalifatu jako strategicznego sojusznika Chin. Zaś dla islamskiej Indonezji – za jej obrót na Chiny [i rozdzielenie Indopacyfiku i likwidację “dylematu Malakka” i za bazy i za ogólne przewrócenie sytuacji na korzyść Chin] – zapewne jakieś udziały w Oceanii i Australii. Szczególnie Australia będzie widziana jako “bezpieczny ląd” dla przeludnionej Indonezji – państwa wyspiarskiego, któremu zmiany klimatu dokuczą w sposób krytyczny w latach 30-tych. Sumując – celem Chin będzie kluczowa strefa Heartlandu z Arktyką plus przepływy strategiczne min. w ramach Wyspy Świata, dla Atomowego Kalifatu niejako odśrodkowo względem Chin – likwidacja i zajęcie proamerykańskich “zasobów”.

      1. (…)Zaś Rosja – to jest ciastko dla Chin – nie dla islamu.(…)
        Rozmawiamy o Polsce czy o Rosji… chyba, że stawiasz śmiałą tezę, że do pory przewidywanego przełomu Rosja anektuje Polskę. Może i tak… bo skoro i tak conajmniej muzułmańska część Bałkanów ma przypaść, a prawdopodobniej historyczny zasięg imperium Osmanów to i tak konstrukt Międzymorza traci podstawy istnienia to można podpuścić Rosję do zajęcia Finlandii, Pribałtyki i Polski, a pod pozorem bratniej pomocy wysłać całkiem sporą forpocztę sił okupacyjnych. Idealny przepis na to, żeby Chiński Kalifat Pakistanu zgarnął całą pulę.
        Z drugiej strony bardziej na biorcę ofiar kalifatu rzeczywiście bardziej się nadaje Rosja niż Polska:
        1) Szybko zabraknie Polsce pojemności
        2) Polskie społeczeństwo nie jest przyjaźnie nastawie do cudzoziemców
        3) Tzw. katechon jest upatrywany w nie osobach zbawców Polski, nawet emerytowanych (posada-marzenie Kaczyńskiego) tylko w Putinie. Ba, on w tym rankingu bije na głowę nawet Papieży!

        1. @JSC – nie – Rosja nie anektuje Polski. Ani Berlin. Za słabi gracze wobec obu supermocarstw, dla których suwerenna wobec Kremla i Berlina Polska – jest gwarancją na poziomie strategicznym, że nie urośnie im trzeci, silniejszy konkurent supermocarstwowy od Lizbony do Władywostoku. A konstrukt Międzymorza nie wymaga Bałkanów – wymaga pomostu bałtycko-czarnomorskiego – czyli Polski z Ukrainą w wariancie minimum. Inna rzecz, że kalkulacje strategiczne podboju Europy przez islam – oparte na pogardliwej przesłance “miękkości” i “słabości” “białych” – mogą zostać skonfrontowane z rzeczywistością. Naprawdę niewiele trzeba, aby w stanie egzystencjalnego zagrożenia społeczeństwo – z kultu konsumpcji – przestawiło się na tory wojennej mobilizacji. Obecna słabość polityczno-społeczno-militarna Europy, napędzana sztucznie zaplanowanym i konsekwentnie wdrażanym totalitarnym łamaniem jej chrześcijańskich podstaw, bazy kulturowo-społecznej opartej o rodzinę, z samobójczym forsowaniem LGBTQX/geneder i całego wydumanego chciejstwa życzeniowego [i samobójczego roszczeniowego socjalizmu – wręcz komunizmu] – to stan moim zdaniem przejściowy. Gdy ludzie na Zachodzie zaczną bać się o życie w sposób gardłowy [dosłownie i w przenośni] – cała ta ideologia pryśnie i żaden bat terroru politycznej poprawności i ścigania za tzw. “mowę nienawiści” [w której sami wręcz celują] itp instrumenty soc-manipulacji – padną jak domek z kart.. Zapewne za późno, by zjednoczyć cały zachód i powstrzymać islam na przedpolach Europy – ale podboju Europy też nie widzę. Owszem – dla południowej, śródziemnomorskiej Europy to będzie wojna totalna, ale już dla Polski na północy – zasadniczo jednorodnej jako kraj nie-islamski – i chronionej buforami południa i Alp/ Karpat – raczej nie. Tym bardziej, że polityka siły Rosji budzi kontrakcję w całej Europie – nie tylko w Polsce i na Wschodniej Flance [po Rumunię i Bułgarię]. Można powiedzieć – mamy, niczym “szczepionkę”, pierwsze przebudzenie na ciężkie czasy Wielkiego Chaosu i Wielkiej Konfrontacji. W wyżej opisanych warunkach SWOT Polski – tym bardziej nie ma sensu migracja z Polski – za to ma sens budowanie oddolne społeczeństwa i jego siły i przygotowanie się na ciężkie czasy.

          1. (…)@JSC – nie – Rosja nie anektuje Polski.(…)
            Sama nie, ale wsparta przez Chiny, które mają które w zamiarze jej zagarnięcia zadbają o to, żeby była jak największa i odciągnięcie przynajmniej części rosyjskiej od granicy z Chinami… 2 pieczenie na jednym ogniu, a nawet 3, bo likwiduje ostatnią enklawę amerykańskich wpływów w regionie. Ta ostatnia jako doprowadzenie sprawy do końca jest nawet cenniejsze od pozostałych.

            (…)Gdy ludzie na Zachodzie zaczną bać się o życie w sposób gardłowy [dosłownie i w przenośni] – cała ta ideologia pryśnie i żaden bat terroru politycznej poprawności i ścigania za tzw. “mowę nienawiści” [w której sami wręcz celują] itp instrumenty soc-manipulacji – padną jak domek z kart..(…)
            Obyś nie dostał tego czego chcesz, bo poprawność polityczna nie broni społeczeństwo przed radykalizacji tych wszystkich odmieńców… bo skoro zradykalizowani narodowcy są już na miejscu to dlaczego geje mieliby mieć coś przeciwko islamistom… W sumie, co ich obchodzi, kto będzie szefem Dachau 2.0?

          2. @JSC – Rosja wspierana przez Chiny dla podboju Polski? Rozumiem to jako żart, bo zakładam, że znasz reguły gry geopolitycznej. Chiny NIGDY nie pomogą Rosji podbić Polski – bo pomaganie w budowie konkurencyjnego supermocarstwa od Lizbony do Władywostoku – to dla Chin najgorszy koszmar. Dla USA zresztą też. Dla OBU supermocarstw byłoby to “game over” ich dotychczasowej konfrontacji hegemonalnej w G2. OBA supermocarstwa w sytuacji zagrożenia “połknięcia” Polski przez Rosję [lub Berlin – ale w tym przypadku raczej ekonomicznie, niż siłowo] – powtarzam OBA supermocarstwa ZGODNIE zrobią wszystko w swoim własnym egoistycznym interesie narodowym i żywotnej racji stanu – by Polska pozostała suwerenna względem Kremla i Berlina. Taktyczna “przyjaźń” Pekinu względem Kremla jest tylko tymczasowa i w ściśle określonym celu – wyzyskania Rosji jako “pożytecznego idioty” przeciw USA. Ale gdy na poziomie strategicznym Rosja z Niemcami zbliża się do progu realizowalności supermocarstwa Lizbona-Władywostok – WTEDY wszelka “przyjaźń” Pekinu do Kremla [i do Berlina] zostanie odwrócona o 180 stopni. W Waszyngtonie zresztą też. I to jest nieuchronne i pewne – i żaden spryt i lawirowanie Kremla i Berlina tego nie “przeskoczy”. I Kreml i Berlin “spaliły temat” w 2010-11. Co prawda Waszyngton dopiero w 2013 ostatecznie zrozumiał, ze Kreml z Berlinem realizują swoją supermocarstową konkurencyjną agendę [Chiny zrozumiały to już w 2011] – ale jak już tam to do nich dotarło i zrozumieli do końca – to już “nie odpuszczą” ani Kremlowi ani Berlinowi w tej sprawie – gardłowej dla USA. Co zreszta powinniśmy pragmatycznie wykorzystywac do końca – siły USA w Polsce i na Wschodniej Flance nie są z dobrego serca Trumpa – ale z KONIECZNOŚCI, w jakiej jest USA. Nie musimy nic kupować od USA, możemy iść całkowicie swoją drogą – owszem, będą z Waszyngtonu straszyli nas wycofaniem wsparcia, wojsk i “konsekwencjami” – ale tego nie zrobią – na 100%. Pora sobie to uświadomić – do końca.

          3. JŚC – teraz islam wspiera LGBTQX na Zachodzie – bo to osłabia Zachód. Ale jak wkrocza do Europy – to LGBTQX będzie pierwsze na listach likwidacyjnych. Tu nie stosunek LGBTQX do islamu decyduje – ale stosunek islamu do LGBTQX. Zas narodowcy w danych krajach nie będą siła rozsadzającą i osłabiająca dane państwo – jak sugerujesz – ale odwrotnie, będą głównym zaczynem obronnej mobilizacji przeciw inwazji islamu.

          4. (…)@JSC – nie – Rosja nie anektuje Polski. Ani Berlin. Za słabi gracze wobec obu supermocarstw, dla których suwerenna wobec Kremla i Berlina Polska – jest gwarancją na poziomie strategicznym, że nie urośnie im trzeci, silniejszy konkurent supermocarstwowy od Lizbony do Władywostoku.(…)
            Ta pomoc to tylko gambit… manewr polega na pomocy Rosji w zajęciu co się da i zanim się ktoś zorientuje zająć całą, podkreślam CAŁĄ, Rosję.

          5. JSC – to nie patrioci będą wzywać LGBTQX wg Twego obrazu “Już widzę te sceny jak narodowcy wzywają (…)Bracia Geje! Chodźcie na krucjatę!(…)…” Będzie dokładnie odwrotnie – to ludzie z LGBTQX – już z podkulonym ogonem i bez obecnej pychy i bez samochwalstwa, będą za wszelką cenę lepili się do patriotów. Żeby przetrwać.

          6. (…)już z podkulonym ogonem i bez obecnej pychy i bez samochwalstwa, będą za wszelką cenę lepili się do patriotów.(…)
            Nie wiem co musiałoby się stać, żeby środowiska LGBTQX przestały się śmiertelnie bać środowisk, które obecnie epatują hasłami w stylu (…)Pedały do gazu(…)…

          7. JSC – “środowiska LGBTQX” najmniej boją się narodowców, a szerzej – patriotów. Bo te środowiska są w ekstazie natarcia i są na fali agresywnych akcji – których celem rozbicie i atomizacja społeczeństwa i zaprowadzenie terroru politycznej poprawności. No i wytworzenie casusów “łamania praworządności” – w ramach zmasowanej akcji podporządkowywania sobie Polski – pod Mitteleurope – a potem supermocarstwo Lizbona-Władywostok. Przy czym sami “zainteresowani” – czyli geje i lesbijski itd. – są tym ruchem “środowisk LGBTQX” najmniej zadowolenie [poza oszołomami]. Z ciekawości po forach odbyłem ze 40 rozmów. Schemat odpowiedzi jest praktycznie ten sam – żyli sobie spokojnie bez afiszowania się – kontrakt społeczny działał w obie strony, był spokój. Polska z jej absolutnym brakiem karania więzieniem – w przeciwieństwie do Zachodu [który teraz jak nawiedzony neofita nas poucza!] – wypracowała model asymilacji – model zbalansowanego kontraktu społecznego. A teraz przyszły oszołomy “środowisk LGBTQX” – i przyprawiają im gębę za pieniądze Sorosa. I bardziej się boją “środowisk LGBTQX” niż narodowców. Z prostych powodów – bo owe “środowiska LGBTQX” mają zaplecze np. Antify i innych bojówek od akcji bezpośrednich – napędzanych medialnym parciem do wdrażania “tolerancji” z maską na twarzy i bejsbolem w ręku. Czym zresztą się chwalą i afiszują na zbiorowych zdjęciach – pewni swej bezkarności pod szyldem “postępu”. Po prostu – ci W ZDECYDOWANEJ WIĘKSZOŚCI ZWYKLI LUDZIE z LGBTQX [a nie aktywiści, którzy pod szyldem “wyzwalania” ich wykorzystują jako marionetki do swych politycznych celów] – chcą żyć spokojnie. Polskie społeczeństwo jest inne od zachodniego. Socjologowie określają polskie społeczeństwo mianem “orzecha” – czyli najpierw twarda skorupa [trzeba pokazać, że umie się żyć ze społeczeństwem], a potem dość łatwo miększy owoc w środku – egzystowania w społeczeństwie. Natomiast na Zachodzie odwrotnie – na pokaz tania “tolerancja i pozytywne podejście” – natomiast wejść do wnętrza społeczeństwa trudne – jest twardy szklany sufit. Zresztą m.in. dlatego taka klęska asymilacji imigrantów na Zachodzie. A w Polsce udała się długofalowa i trwała w długim trwaniu asymilacja muzułmanów – od czasów Sobieskiego – i znalezienie przez nich miejsca w polskim społeczeństwie – przez nich samych uważających się i identyfikujących jako Polaków. Ciekawe że na PRAWDZIWĄ tolerancję i zbudowanie społecznego balansu w Polsce – karoliński zachód pod “wyzwoleńczym” sztandarem Marksa – jest całkowicie ślepy. Woli samemu szczuć i budować konflikty – by mieć pretekst do “sprawiedliwego ukarania polskich nazistów” itd.

          8. Georealista
            (…)JSC – “środowiska LGBTQX” najmniej boją się narodowców, a szerzej – patriotów. Bo te środowiska są w ekstazie natarcia i są na fali agresywnych akcji – których celem rozbicie i atomizacja społeczeństwa i zaprowadzenie terroru politycznej poprawności. No i wytworzenie casusów “łamania praworządności” – w ramach zmasowanej akcji podporządkowywania sobie Polski – pod Mitteleurope – a potem supermocarstwo Lizbona-Władywostok.(…)
            To już zakrawa na teorię spiskową… a po za tym w członie kryjącym się pod Władywostokiem to problem prawdziwej przemocy wobec osób nienormatywnie seksualnych jest naprawdę palący…

            (…)Przy czym sami “zainteresowani” – czyli geje i lesbijski itd. – są tym ruchem “środowisk LGBTQX” najmniej zadowolenie [poza oszołomami]. Z ciekawości po forach odbyłem ze 40 rozmów. Schemat odpowiedzi jest praktycznie ten sam – żyli sobie spokojnie bez afiszowania się – kontrakt społeczny działał w obie strony, był spokój.(…)
            To samo można o relacjach patriotów z tą częścią Marszu Narodowego*, z którego on (…)słynie(…) czy kibiców z bywalcami tzw. żylety.

            * I wcale nie nie chodzi oskarżenia o ruską agenturę… które są na prawdę świeże.

            (…)Z prostych powodów – bo owe “środowiska LGBTQX” mają zaplecze np. Antify i innych bojówek od akcji bezpośrednich – napędzanych medialnym parciem do wdrażania “tolerancji” z maską na twarzy i bejsbolem w ręku.(…)
            Powtarzam, od tego typu działalności jest wydział do zwalczania terroru kryminalnego… to samo sugeruję w kwestii środowisk, które wymieniłem kontekście patriotów i kibiców. Bo to one wszystkie rozbijają spójność społeczną i to niezależnie od tego co mają na sztandarach… ponadto akcje takie jak w Hajnówce stanowią idealny pretekst do wkroczenia zielonych ludzików.

            (…)A w Polsce udała się długofalowa i trwała w długim trwaniu asymilacja muzułmanów – od czasów Sobieskiego – i znalezienie przez nich miejsca w polskim społeczeństwie – przez nich samych uważających się i identyfikujących jako Polaków.(…)
            Z protestantami też jakoś się udało, ale z prawosławnymi nie pykło i to mocno… wystarczy wspomnieć to co się działo na Ukrainie.
            Podobny paradoks widać w przypadku UK do tej pory ludność krajów reprezentujących ileś tam kultur, w tym islam, nadal uznaje się za poddanych Królowej, ale za to kosa z Irlandczykami Północnymi jest straszliwa… w latach ’70 IRA przodowała w liczbie ofiar śmiertelnych w organizowanych przez siebie zamachach bombowych. A i teraz mimo Porozumienia Wielopiątkowego nadal zdarzają się akty przemocy politycznej… o to przykłady z przeciągu roku…
            https://wiadomosci.onet.pl/swiat/policyjna-akcja-przeciwko-nowej-ira-w-irlandii-polnocnej/w0686cj
            https://tvn24.pl/swiat/irlandia-polnocna-mezczyzna-oskarzony-po-smierci-dziennikarki-lyry-mckee-4045351

          9. JSC – od 2010, gdy po szczycie w Deauville Putin z Merkel ogłosili tworzenie “nowej lepszej unii od Lizbony do Władywostoku” – nie ma żadnej teorii spiskowej – jest tylko realizacja planu budowy supermocarstwa euroazjatyckiego. Ponieważ potrzebny jest bat do złamania Polski jako bufora uniemożliwiającego ten plan – dlatego jądro karolińskie wspiera siłową presję Kremla [który robi to wprost nieustannie od szantażu atomowych ćwiczeń ZAPAD2009] przez presję “karania za niepraworządność”. Ponieważ w Polsce sprawy LGBTQX były od dawna załatwione i poddane kontraktowi społecznemu i stabilizacji – dlatego są animowane w aktach prowokacyjnych – by “problem” stworzyć, rozdmuchać [widać to wprost po reakcjach komisarzy eurokołchozowych np. po aresztowaniu bandyty tzw. Margot] – by mieć pretekst [całkowicie sztucznie wytworzony via wszelkiego typu “postępowe” organizacje zorganizowane i zadaniowane z zagranicy – z czym się nie kryją – odwrotnie – mają to za powód do chwały i szczycenia się “europejskością”] – by owo “sprawiedliwe karanie” uruchomić.

          10. Georelaista
            Postępowanie w sprawie art. 7 zaczęło się już na początku DobrejZmiany, a sprawa Margot wybuchła jakiś rok po działania rządu już II kadencji… a jeśli już idziemy po linii światopoglądówki to łatwo wykazać, że osoby niezgodne z linią partyjną np. czarne parasolki były głównie ofiarami, a nie sprawcami przemocy.

        2. @JSC – a cóż to za propaganda na słabych nóżkach? Putin jako katechon [czyli kadrowy oficer KGB z czasów wojującego ateizmu ZSRR – sic] jest promowany przez “wierchuszkę” cerkwi prawosławnej w Rosji, w Serbii i w Grecji [chodzi o Atos]. Tyle że w samym Atos i nie tylko [ogólnie w Grecji] “dół” duchowieństwa zupełnie przeciwnie do patriarchów – widzi w Putinie wilka w owczej skórze i zupełnie mu nie ufa.Wiem, bo pytałem z ciekawości na miejscu w Grecji zwiedzając aktywnie “szlakiem monastycznym”. Ale już w Bułgarii, Rumunii, nie mówiąc o Ukrainie czy np…Kanadzie – tamtejsze prawosławie [także “góra”] ostatnie co, to widzi w Putinie katechona. W ośrodkach starego chrześcijaństwa, jak Armenia i Gruzja – również postać Putina budzi negatywne skojarzenia od strony religijnej. A i na Białorusi – tamtejsze prawosławie [mówię o dole kapłanów na parafiach] jest co najmniej podzielone. Tak przy temacie – Rosjanie np. lubią się powoływać w swej propagandzie na przepowiednie tzw. Baby Wangi, zapowiadające wielkość Rosji – nawet podała terminarz, który zresztą się nie sprawdza [np. w 2011 cała nasza półkula miała być śmiertelnie skażona i życie na niej wygubione]. Tyle, że w Bułgarii Baba Wanga to uosobienie szatańskiego opętania – wszyscy tam wiedzą, że jak przyszedł pop z krucyfiksem, to Baba Wanga krzyczała, by go zabrać, “bo ją pali”. Co ciekawsze – w samej Rosji ideolodzy związani z ruchem tzw. Trzeciego Rzymu [pomysł niedouczonego mnicha Filoteusza na przełomie XV/XVI w. podchwycony przez carów jako namaszczenie do podbojów – czyli Rosja ostatnim Rzymem – docelowo hegemonem globalnym i zwycięstwo carskiego prawosławia na całym świecie] najpierw byli za Putinem, obecnie suchej nitki na nim nie zostawiają i w artykułach, filmach itd – cytują świętych mężów prawosławia z ostatnich dwóch wieków – przestrzegających przed zagłada Rosji nie z zachodu – ale z Chin. Co rzecz jasna Kreml skrupulatnie pomija i trzyma z wierną mu “wierchuszką” patriarchatu moskiewskiego. Polecam do zapoznania oficjalny portal Trzeciego Rzymu: https://3rm.info/

          1. Co do prawosławnej części Europy przyznam ci rację, ale co katolickiej, w szczególności Polski katechonem jest jest jednak Putin… naszym konserwatystom łatwiej wybaczyć Putinowi pracę w KGB niż co niektóre (…)grzechy(…) (oni zaliczają do ich takie sprawy jak, Sobór Watykański II, rzekome krycie afery pedofilskiej, ekskomunikę na lefebrystów, poparcie dla akcesji do UE i jeszcze parę rzeczy się znajdzie) Janowi Pawłowi II czy Franciszkowi rzekomą teologię wyzwolenia.

          2. @JSC – na pewno w Polsce ostatnie co, to Putin przyjmowany jako “zbawca chrześcijaństwa”. Tak – i owszem, udało się przedstawić agenturze wpływu Putina jako ostoję prawicowych i konserwatywnych wartości chrześcijańskich na Zachodzie. Tu zgoda – stąd ta schizofrenia, że na Zachodzie tzw. “prawica” i jednocześnie skrajna lewica – są zapatrzone zgodnie w Putina jak w ikonę ich ideałów. To tylko pokazuje nędzę polityki Zachodu, który Putin owinął sobie wokół palca. Na pewno już w UK nie jest Putin postrzegany pozytywnie [pod względem “świeckim” i religijnym], tak samo przez Skandynawów. Główne ogniska miłości do Putina to Niemcy, w dużym stopniu Francja, ale i Italia. Oraz Hiszpania, gdzie prym wiodą lewacy. Tylko, że ten obraz “dobrego” Putina zaczyna stopniowo erodować – i na Zachodzie – i w samej Rosji…

          3. (…)@JSC – na pewno w Polsce ostatnie co, to Putin przyjmowany jako “zbawca chrześcijaństwa”(…)
            Moje obserwacje blogu Konserwatyzm.pl sugeruje, jednak że pierwsze.

          4. JSC – są portale konserwatywne i chrześcijańskie – i takie które tylko je udają – z całą rozbudowaną maskirowką sztafażu dla ukrycia manipulacji. Gdzie przeważnie narracja odwraca kota ogonem – wszystkie wrogie akty Rosji – wynikające z zimnej kalkulacji geostrategicznej likwidacji Polski – czyli bufora bałtycko-karpackiego – na siłę wpiera jako spowodowane …”złym nastawieniem Polski i Polaków”. Słodkie sentymentalne bajeczki dla naiwnych i zatrute gadanie Sarumana – dla tych, którym mózgi wyprano słodkim i pokrętnym gadaniem o “bractwie słowiańskim” o “przyjaźni” itp. wydumanymi zasługami – których Rosja nigdy nie miała [i nie chciała] wobec Polski. A którzy to naiwni czytelnicy-laicy nigdy nie czytali najważniejszego i oficjalnego geostratega Kremla ery Putina – Alexandra Dugina [“jego “Podstawy geopolityki” to obowiązkowa lektura w Rosji na wszystkich uczelniach wojskowych, ale i w cywilu – na kierunkach społecznych]. Z jego kluczowym stwierdzeniem – niezmiennego fundamentu geostrategii Kremla wobec Polski [od 1999 – gdy wszedł Putin i od razu Dugin został “pierwszym myślicielem” kremlowskiej geostrategii]: – cytuję – “Rosja nie jest zainteresowana istnieniem Polski w żadnej postaci…”. Zwykła sprawa w rosyjskiej agenturze wpływu – przecież nie będą sączyli swoich zatrutych manipulacji pod szyldem “KremlowskaPropaganda.pl”….tylko wręcz odwrotnie.. Ja np. polecam Prawy.pl albo Jagiellonia.org albo Kresy.pl albo pch24.pl. Swoją drogą – czy WdoRzeczy.pl lub wPolityce.pl jest chwalenie Putina? Albo na Fronda.pl? Czy w NamZależy lub w Realu24 na YT?

  14. Nałożenie sankcji UE na Rosję za otrucie Nawalnego – gdzie pozornie “dziwnie” za sankcjami lobbowały Niemcy – ma swoje drugie dno. Dla Niemiec sprawa Nawalnego to dobry pokazowy pretekst, by z musu zrobić cnotę, czyli zabezpieczają sobie “wyjście z twarzą” – ewentualnego anulowania udziału Niemiec w NORD STREAM 2 pod nader cnotliwym pretekstem. Bo groźby USA sankcji już bezpośrednio przeciw portowi [Stralsund] i Niemcom – podwyższają koszty Nord Stream 2 do poziomu [stopniowo] nieopłacalnego dla Niemiec. A w szerszym zakresie – to zabezpieczanie sobie pola przez Berlin do ewentualnego ograniczenia Ostpolitik na rzecz Westbindung. Moim zdaniem Berlin raczej stara się stworzyć WRAŻENIE takiego zwrotu [ewentualnie zrobić tylko tymczasową maskirowkę odbudowy Westbindung i porzucenia planów z Kremlem] – idzie na przeczekanie i na wykpienie się tanimi gestami.

  15. Niemcy, w ślad za Francją – “nagle” i “niespodziewanie” zaczynają dostrzegać mniej różowe aspekty multi-kulti, w tym zagrożenie radykalizmem wojującego islamu. Polecam: https://www.fronda.pl/a/niemcy-przerywaja-milczenie-imigranci-zagrazaja-europie,151661.html Oczywiście ZERO przeprosin Polski [czy Węgier] za dotychczasowe oczernianie w tej kwestii forsowanej przez “jedynie słusznych wielkich braci” w ramach szerzenia “postępu” batem politycznej poprawności. Gdyby nasi sternicy mieli nieco refleksu – do końca by się odwinęli Berlinowi i Paryżowi – z przeczołganiem i rozliczeniem kłamstw i hipokryzji – koncertowo na oczach całej UE. Może właśnie po to opozycja “pro-unijna” tak rozpala wewnętrzną walkę w piaskownicy – by od tego odciągnąć…

    1. O ile Orban rzeczywiście wiele zadziałał w tym zakresie, to rząd PISu można porównać do wilka w owczej skórze. W warstwie retorycznej byli przeciwni przyjmowaniu imigrantów, ale faktycznie szeroko otwarli granice dla cudzoziemców i zliberalizowali prawo, co widać na ulicach naszych miast.
      Tak swoją drogą to ten młodzieniec, który zamordował nauczyciela w Francji był Czeczenem, których tak ochoczo przyjmujemy w Polsce, dając nawet polskie obywatelstwo. Niektórzy ludzie w Polsce myślą, że jak ktoś walczy( walczył) z Rosją to jest naszym sprzymierzeńcem – stąd wpuszczanie Czeczenów czy banderowców, co nam się w końcu czkawką odbije. Niestety ale w kwestii imigracji popełniamy te same błędy co Zachód, tyle tylko, że jesteśmy w stosunku do nich opóźnieni ( podobnie było z pandemią na wiosnę, ale teraz już w żaden sposób nie odstajemy).

  16. Przeprosiny dla Polski i Węgier? A za co? Przeprosiny się należą Grecji i Włochom, że reszta Europy (także od Polski i Węgier) wygodnie się powoływała na tzw. pierwsze bezpieczne terytorium, czyli odmawiając im prawa do odesłania kogokolwiek choćby szły na nich cała Afryka i pół Azji.

    1. @JSC – zgodnie z konwencją dublińską pierwszy kraj [graniczny] UE ma pełnię władzy do rozpatrzenia podania o azyl. W tym prawo odmowy i deportowania z UE. A cała ta “hurra” presja pt “Wir schaffen” ze strony Merkel&Co z “zapraszaniem” imigrantów – był złamaniem prawa. Pod hasłem dobrych intencji – czyli brukowania piekła. Państwa działające wg prawa unijnego – były odsądzane od czci i wiary – jakby były przestępcami. Za złamanie prawa i konsekwencje – Niemcy winni zapłacić. Paryż też zresztą. Czyli wg tejże unijnej praworządności konieczne jest przeczołganie jądra karolińskiego przez paragrafy prawa unijnego. Bez typowego dla komisarzy unijnych podejścia “Niemcy i Francja to co innego” – czyli bez podwójnej moralności – i bez podwójnego egzekwowania prawa. Skoro się mają za liderów – to z podwójną surowością.

  17. @Georealista
    (…)zgodnie z konwencją dublińską pierwszy kraj [graniczny] UE ma pełnię władzy do rozpatrzenia podania o azyl. W tym prawo odmowy i deportowania z UE.(…)
    Piszesz jakby kraje graniczne mogły deportować po uważaniu. A jednak Grecja nie znalazła na paragrafu z twierdzeniami takich uprawnień i dlatego zatkała się Lampedusa, a dopiero reszta kraju… i zwracam uwagę, że nie było jeszcze wtedy krzyków, że nachodźcy… To miało nastąpić póżniej kiedy po przerzuceniu na drugą stronę kraju ruszyli przez Europę, gdy się zaczęły zadymy na granicy Serbsko-Węgierskiej. I dopiero teraz dochodzimy do Wilkommen Merkel… a zatem narracja o tej genezie kryzysu jest z gruntu fałszywa, bo genezą były idiotyczne pomysły na pomoc humanitarną pod tytułem koszarowanie w obozach dla uchodźców i to najlepiej w zasięgu agresorów… tak aby mogły powstawać sceny jak w Panu Życia i Śmierci. Oczywiście Lampedusa, ani reszta Grecji i Włoch nie podlega temu kryterium niesienia pomocy na miejscu tego typu.

    1. Wręcz odwrotnie – kraj graniczny ma prawo odmówić azylu i deportować z pomocą Frontexu. Co zresztą po ostatnich wyborach Włosi zaczęli stosować. Właśnie dlatego, aby takie PRAWNE i LEGALNE działania zastopować w 2015 – wtedy urządzano w ramach pressingu kampanię medialna i szopki w Brukseli – w tym szantaż emocjonalny z tym utopionym dzieckiem na plaży, czyli synem chciwego przestępcy – człowieka od nielegalnego przemytu ludzi. Cały ten proceder i całe to zapraszanie imigrantów animowane przez Berlin [i Brukselę] od początku do końca było i jest nielegalne – i właśnie dlatego oponenci byli poddany takiemu pressingowi medialnemu – gdzie prawne i racjonalne podejście zastępowano zwykłymi kłamstwami i szantażem emocjonalnym opartym o tanie chwyty. Na to nakładała się forsowana propaganda o “uchodźcach wojny” – gdy tymczasem większość to byli cwaniacy spoza strefy wojny, których było stać na opłacenie przemytników, a których głównym zmartwieniem nie była żywność [tę zwyczajnie z pogardą odrzucali np. od wolontariuszy Czerwonego Krzyża] a…naładowanie smartfona. Gdzie ewidentnie dorosłych młodych mężczyzn [stanowiących 80%] przedstawiano jako “biedne dzieci”. Co ciekawsze – indagowani bezpośrednio na plaży w ca 40% deklarowali swoje poparcie dla ISIS – więc absolutnie się nie bali deportacji – drogę mieli przygotowaną i zorganizowaną zawczasu – włącznie z wydrukowanymi dla nich przewodnikami informacyjnymi – co i jak mówić, do kogo się zgłosić itd. Dobrze pamiętam zwykłe kłamstwa np. w TVN, gdzie pokazywano praktycznie samych młodych mężczyzn lądujących na greckiej plaży, a reporterka tokowała o “biednych kobietach i dzieciach”. Polecam wpis w http://amerbroker.pl/?go=content&action=show&id=463 – np. z 28 września 2015 r. pt “W Europie możesz gwałcić i nie będziesz za to karany”

      “Obiecują gwałty na białych kobietach.
      Napis na dole brzmi: „Nie będziesz ukarany!” Niesamowite jak wielkie pieniądze idą na to aby zachęcać Afrykańczyków do wyjazdów do Europy. Finansowi sponsorzy tego exodusu mają wielki plan podpalenia EU i zniszczenia Europy narodów. Europa zachodnia zmierza do bankructwa, upodlenia i wojen. Polacy – czas się obudzić i zainteresować polityką !!” Napisy na bilboardzie: GWAŁĆ GWAŁĆ GWAŁĆ Możesz to robić w Finlandii. Uchodźcy mogą robić wszystko! Nie będziesz ukarany.” itd

      Panie Krzysztofie – da Pan radę wkleić to zdjęcie dla niedowiarków? Bo widzę po wpisach Pana JSC, że co niektórzy [zwłaszcza “postępowi” i “multi-kulturalni”] pewnie włączyli sobie w mózgach amnezję selektywną wg “jedynie słusznych” odgórnych dyrektyw. Ja akurat z pamięcią nie mam problemu.

      1. @Georealista
        (…)Właśnie dlatego, aby takie PRAWNE i LEGALNE działania zastopować w 2015 – wtedy urządzano w ramach pressingu kampanię medialna i szopki w Brukseli – w tym szantaż emocjonalny z tym utopionym dzieckiem na plaży, czyli synem chciwego przestępcy – człowieka od nielegalnego przemytu ludzi.(…)
        Niestety, ale to co teraz wyprawiają na Morzu Śródziemnym kwalifikuje się pod zbrodnie przeciwko ludzkości… https://oko.press/migranci-niech-tona/

        (…)Na to nakładała się forsowana propaganda o “uchodźcach wojny” – gdy tymczasem większość to byli cwaniacy spoza strefy wojny, których było stać na opłacenie przemytników, a których głównym zmartwieniem nie była żywność [tę zwyczajnie z pogardą odrzucali np. od wolontariuszy Czerwonego Krzyża] a…naładowanie smartfona.(…)
        Chińscy żebracy masowo (…)pracują(…) z smartfonem w ręku. A zatem ten argument nie robi na mnie wielkiego wrażenia, chyba że to były flagowce. A te odrzucane z pogardą jedzenie to była bodajże wieprzowina, która jako towar niekoszerny ma dużo niższą wartość dla muzułmanina, który znalazł się na nieznanym terenie, niż dostęp do informacji.

        (…)“Obiecują gwałty na białych kobietach.
        Napis na dole brzmi: „Nie będziesz ukarany!”(…)
        A #MałaEmi dostała obietnicę: (…)Za czynienie dobra nie wsadzamy(…). Zatem to są obietnice, do których trzeba podchodzić z wielkim sceptycyzmem.

        (…)Panie Krzysztofie – da Pan radę wkleić to zdjęcie dla niedowiarków? Bo widzę po wpisach Pana JSC, że co niektórzy [zwłaszcza “postępowi” i “multi-kulturalni”] pewnie włączyli sobie w mózgach amnezję selektywną wg “jedynie słusznych” odgórnych dyrektyw. Ja akurat z pamięcią nie mam problemu.(…)
        Skoro Niemcy zapraszają to po co zamiast dostarczać im migrantów to pakują się w incydenty takie jak ten opisany pod linkiem… https://www.tvp.info/21654452/reporter-tvp-pobity-na-granicy-serbskowegierskiej-dostalem-policyjna-palka ?

        1. Widzę JSC, że śmieszkujesz ze zwyczajnej bandyckiej, zorganizowanej i mocno finansowanej akcji przeciw Europie. Owszem smatfony – jak patrzyłem – to były flagowce – minimum Apple – a mieli też z zupełnie górnej półki – jakich u Europejczyków byś nie uświadczył [poza elitami] . A i ci ludzie nie pochodzili z Chin – tylko z regionów, gdzie od dekad coraz gorzej i wielu naprawdę potrzebujących całe życie spędza pod namiotem, albo pod gołym niebem – i dla nich Chiny to raj – dlatego to porównanie do żebraków w Chinach tylko bije podwójnie w Twą argumentację. Koszulki i inne ciuszki też owi młodzieńcy-nachodzcy mieli pierwsza klasa. Plus… perfumy – TAK. Wiem – spotkałem się kilkoma takimi grupkami w Austrii i na Węgrzech. I plus całe ich to en bloc podejście roszczeniowe – dlatego sami palili kontenery mieszkalne – bo oczekiwali z marszu mieszkań z komfortem i socjału… Niemcy zapraszali – ale tylko po to, by selekcjonować imigrantów i wybierać sobie śmietankę tych lepiej wykształconych i z kompetencjami, reszta [czyli większość] miała być przymusowo relokowana do innych państw UE. Właśnie dlatego inne państwa – jak Polska – musiały walczyć z tą bezprawną hucpą narzucana siłą emocjonalnych szantaży i gadania o “tolerancji” “postępie” i takie tam…mechanizmem przymusowych kontyngentów z nadania odgórnego Brukseli [czytaj: Berlina]. To miała być taka linia transmisyjna zasilająca Niemcy w wykwalifikowaną siłę roboczą dla zatkania dziury demograficznej w przemyśle [i częściowo w usługach] – i jednocześnie obarczająca i osłabiająca “gorszym i bardziej problemowym materiałem ludzkim” inne państwa UE. Nie udało się – a kilka razy wracali z uporem maniaka do tej przymusowej relokacji – i teraz Berlin zjada żabę – co mu się już przejada. Dlatego reakcja we Francji była dobrym pretekstem dla Berlina do zmiany frontu…jakby nigdy nic. Tymczasem i Polska, Węgry i inne kraje – tak sekowane zaciekle – teraz powinny się odwinąć na całego – i przeczołgać do końca – merytorycznie, prawnie i z konsekwencjami finansowymi – i Berlin i Paryż. Bardzo dobry moment – do słonego ukarania Berlina i Paryża za RZECZYWISTĄ NIEPRAWORZĄDNOŚĆ. I to niepraworządność w skali całej UE – czyli na poziomie “świętych wartości europejskich”. Co miałoby też określone konsekwencje w rozdziale głosów w KE i PE i strukturach UE – kosztem jądra karolinskiego. Niestety – nasza dyplomacja i sternicy nawy państwowej …no comment…na razie marnują okazje podawane im na talerzu ze wskazaniem palcem…

          1. @Georealista
            Ja nie śmieszkuję za to ty tworzysz jakieś wizję, w których osoby najwyraźniej zamożne dają się zamykać w kontenerach…

          2. Właśnie dlatego ci ludzie zachowują się tak roszczeniowo – bo większość biedy nie zaznała. Nie mają nic wspólnego z tymi, którzy naprawdę są w biedzie i są non-stop miotani nędzą żyjąc w obozach przejściowych – pod namiotem, albo i nie… I którzy nawet nie mogą marzyć o opłaceniu haraczu dla przemytnika. Bo i skąd?

          3. @Georelista
            Nadal jednej rzeczy nie rozumiem… skoro stać ich na smartfony, które można zamienić na całe miesiące rozsądnego zakwaterowania to dlaczego dają meldować do tych kontenerów?

          4. Właśnie o to chodzi, że ci najbardziej niecierpliwi i roszczeniowi imigranci sami podpalają kontenery mieszkalne. Jakby mieszkali przedtem w namiotach – do głowy by im to nie przyszło – bo mieliby te kontenery za luksus. Zdecydowana większość oczekuje mieszkania z komfortem. I socjalu. I żeby im się nie wtrącać.Co buduje im wygodną bazę dla szemranych interesów, a często działalności bandyckiej i mafijnej. W tym narkobiznesu, handlu ludźmi, sexbiznesu, handlu bronią, złotem, diamentami. Stąd takie walki miedzy gangami – chociaz najwięcej w walce o władzę i wpływy kotłuje się skrycie, zwłaszcza w strefach “no go”… Z tego całego “interesu” idzie wsparcie dla radykalnych ruchów islamskich, by mieć “glejt” jako “dobry” muzułmanin wspierający dżihad. I koło się zamyka.Obecnie odbywa się etap tzw. “pokojowego zajmowania ziem dla islamu” – czyli tzw. takija. Socjal i wsparcie są traktowane jako tzw. dżizja – czyli haracz płacony przez niewiernych za pozostawianie ich w spokoju. Gdy socjał i wsparcie osłabną lub całkowicie zlikwidują [np. w ramach kontr-działania w wielkim kryzysie] – dopiero WTEDY biali tubylcy na Zachodzie poznają, jaki mieli spokój, bo dotychczas IS tylko się po cichu umacnia [sprowadza kontenery z bronią, umundurowaniem i innymi zasobami] i buduje organizacyjnie i rozpoznaje teren i opracowuje taktykę i strategię, a dotychczasowe zamachy robią zwykle tzw. “samotne wilki”. Oczywiście potem, po zamachu, IS czy inni radykałowie spod znaku wdrażania szariatu i dzihadu – chętnie się do tych aktów przyznają dla PR swojego ruchu. Ale to tylko cisza przed burzą – moim zdaniem zorganizowane długofalowe i międzynarodowo synchronizowane działania tej V kolumny zaczną się dopiero po wielkim kryzysie [przycięciu socjału i narastania wrzenia islamistów] i po powstaniu Atomowego Kalifatu i jego pochodu – gdzie zamęt w Europie będzie dywersyjnie odciągał od reakcji i potem od kontroli przedpola – i dalekiego przedpola Europy. Przy czym dokona się obrócenie “starych działaczy IS” na nowy Atomowy Kalifat – a to tez będzie swoje “kosztowało”. Czyli ca 2 połowa lat 20-tych, a raczej przełom lat 20-30-tych. Co wcale do “godziny W” nie wyklucza pojedyńczych większych aktów zamachów nawet grupek radykałów. Tyle, że jakjuz dywersja zorganizowana za ca “dekadę+” ruszy – to jednocześnie w wielu krajach – i w sposób zsynchronizowany – i bez ustanku – rozpraszając wielokrotnie słabsze resorty siłowe. Elementaria wojny asymetrycznej.

          5. @Georealista
            Widzę, że dalej brniesz… Po co gangsterzy obracający milionami mieliby cokolwiek udawać, skoro mogą kupić doskonale podrobione dokumenty poświadczające co tylko zechcesz?

          6. @JSC – nie rozumiesz, bo pojmujesz muzułmanów w kategoriach naszej cywilizacji – z jej rozumieniem rozdziału ołtarza od tronu [przynajmniej w cywilizacji łacińskiej] – a w świecie ummy islamskiej wszelkie działanie “świeckie musi mieć stempel zgodności z islamem, który szczegółowo reguluje każdy aspekt życia. Pamiętaj, że w “prawidłowym” świecie islamu nie ma zwyczajnie miejsca dla ateistów, zaś innowiercy to obywatele drugiej kategorii, którym ledwie pozwala się żyć [oczywiście tam, gdzie islam jest u władzy]. Generalnie jest to świat, który w idealnym modelu, który każdy muzułmanin ma obowiązek budować, będzie zorganizowany “żywcem” jak w VII w. za życia Mahometa. Wszelka niszcząca “niewierne” społeczeństwo działalność – np. narkobiznes – w świecie ummy islamskiej surowo zakazana i karana śmiercią – jest namaszczana przez imamów jako element obowiązkowego dżihadu. Oczywiście indagowani imamowie mówią wręcz przeciwnie – co jest jednym z kanonów ich wiary – czyli dozwolone i wręcz pochwalone oszustwo wobec “niewiernych”. Tak samo naiwne jest przekonanie o “europeizacji” i “asymilacji” tych ludzi, bo znają języki, noszą najnowsze garnitury od Armaniego, ostentacyjnie najnowsze smartfony, pokazują się na różnych przyjęciach elit europejskich, piją przy tym hektolitry wódki i wina i słyną z lekkich obyczajów. TAK – ale to wszystko wobec środowiska “niewiernych” jest pochwalone jako zwodzenie “niewiernych” i penetracja ich środowisk. A co do Twego zasadniczego zastrzeżenia: NIE można “kupić poświadczających dokumentów” – bo tam muzułmanin w swej społeczności jest doskonale znany – to imamowie nadają im odpowiedni status – i to poprzez kontakty osobiste. Wszyscy znają wszystkich – na swoim poziomie. Sumując – to właśnie rzutcy, młodzi muzułmanie, w swoich ojczystych kręgach wywodzący się z elit – elit muzułmańskich – przybywają do Europy. Po to, by te miliony zarobić – z glejtem “dobrego muzułmanina” udzielonym przez imamów. Którzy zresztą są pierwszymi, którzy ich na miejscu “asymilują” – ale do świata muzułmańskiego – przygotowując ich do tej religijnie dozwolonej [i NAKAZANEJ] maskirowki w świecie “niewiernych”. Oczywiście milionerami zostaje mała część – ale wszyscy przybywający do Europy chcą nimi zostać. To taki “manifest przeznaczenia” i “european dream”, z jakim przybywają – od początku mając własne cele wg zasad swojej kultury, w której islam reguluje każdy aspekt życia. W tym sensie w islamie nie ma nawet pojęcia “świeckości” – jest absurdalna i niewykonalna w świecie islamu. Oczywiście zarzucisz mi, że maluje jakiś obraz spisku mafijnego itd. – NIE – to jest właśnie cywilizacja islamu – dokładniej jej sunnicko-wahabicki najbardziej radykalny odłam, który teraz góruje w całym świecie islamu – i który otwarcie chce wprowadzić szariat, manifestując z hasłami “Freedom to hell” “Democracy to hell” – co dotychczas było w sposób skrajnie absurdalny wypierane przez “postępowych” eurokratów i zakłamywane opowieściami o “religii pokoju”. Owszem – pokój jest celem świata islamu – po całkowitym podbiciu i faktycznej likwidacji świata niewiernych. Podkreślam – zdaję sobie sprawę z różnorodności świata islamu – np. szyici są znacznie bardziej tolerancyjni – niestety islam [w tym w Pakistanie – wg mnie przyszłym mateczniku Atomowego Kalifatu] – następuje coraz większa radykalizacja – właśnie nawiązująca do wprowadzania surowego wzorca świata islamu Mahometa i pierwszych kalifów-zdobywców. A Europa brnie [z pomocą eurokratów] w zupełnie błędne odczytywanie zwodzenia muzułmanów – bierze je za dobrą monetę. W 2015 miały miejsce pierwsze masowe akty molestowania seksualnego białych kobiet. Po tym pewna organizacja wpadła na pomysł, że białe kobiety rozdawały kwiaty mężczyznom-muzułmanom – taki gest nawołujący do pojednania, do asymilacji w Europie. Muzułmanie chętnie te kwiaty przyjmowali – i organizacja i środowiska “postępowe” otrąbiły co sił “wielki sukces” akcji, że niby sprawy idą w dobrym kierunku. Nic bardziej mylnego – muzułmanie mieli te kwiaty za dowód uświadomienia sobie przez białe “niewierne” kobiety ich winy, jak bardzo niewłaściwie zachowały się opierając się muzułmanom. Kompletny kulturowy rozjazd rozumienia sprawy – z brnięciem środowisk “postępowych” w myślenie i działanie życzeniowe, bujające w wydumanych różowych obłokach, całkowicie odklejone od realu…

          7. @Georealista
            (…)dokładniej jej sunnicko-wahabicki najbardziej radykalny odłam, który teraz góruje w całym świecie islamu(…)
            Wahabici są najgłośniejsi, ale bez głębszej analizy można twierdzić równie dobrze, że najbardziej wpływowe towarzystwo w Polsce zgromadził wokół siebie Rydzyk…

    2. A jak jesteśmy w temacie (…)nachodźców(…) to zwrócę uwagę na obecne wydarzenia… wczoraj w Francji zginęły raptem 4 osoby i Polsat kręci panikę moralną, dzisiaj gdy oficjalne stwierdzenie, że muzułmanie robią faktyczny genocid… https://www.konflikty.pl/aktualnosci/wiadomosci/gorski-karabach-33-dzien-wojny-zagrozeniu-ludobojstwem/ (…) to Polsat robi ani mru mru. Aż chce się pójść wzorem Sienkiewicza i wołać: Krzetuscy naszych czasów! Gdzie jesteście? Nie słyszycie? Tarabany grają!

      PS. Moja siostra dopiero co wróciła z domu z krzykiem (…)Kaśka uciekała przed nożownikami!(…) – nie uciekała przed żadnymi nachodżcami tylko tzw. Prawdziwymi Polakami… działo to się w Warszawie.

  18. Dziękuje autorowi za jakże wartościowe treści które za darmo udostępnia. Czekam na książkę którą z chęcią kupię.
    Dziękuje także GEOREALIŚCIE za interesujące komentarze zamieszczane w sieci, a zwłaszcza na łamach tego blogu.
    Oczywiście proszę o nieustanną aktywność obu Panów w tym zakresie.

  19. Nie ma i nie będzie oferty Niemiec dla Polski. Niemcy poszły inną drogą tworzenia imperium europejskiego – budowania swoich prowincji gospodarczo uzależnionych od centrum. Tak rozumieją swoją rację stanu, którą konsekwentnie realizują. Zaburzenia przy NS2 niczego nie zmienią. Zmienić ich politykę mogłaby tylko świadomość Polski swoich atutów i konsekwentna, nieprzekupna gra na siebie. Lub zewnętrzna siła (prędzej) wpychająca Polskę na tory aktywnej, świadomej polityki nastawionej na realizację własnych interesów. Na to, póki co, się nie zanosi.

    1. @Jacek – dlatego trzeba aktywnie działać – nie jako bierny pionek w ręku Waszyngtonu, bo Waszyngton nadal widzi Niemcy jako cenniejszy zasób od Polski i łudzi się gestami Berlina, który moim zamierza “wykiwać” USA [i Chiny] czeka na osłabienie obecności USA w Europie i twardo zmierza do IV Rzeszy Paneuropejskiej, by wtedy jak równy z równym zbudować supermocarstwo z Kremlem od Lizbony do Władywostoku. Waszyngton jest zwyczajnie głupi – ciągle myśli, że dogada się bezkosztowo z Niemcami jako koncesjonowanym agentem USA do zarządzania Europą – oraz, że wprzęgnie machinę i zasoby technologiczno-ekonomiczne Niemiec i całej UE do wsparcia amerykańskiego rydwanu przeciw Chinom. I Waszyngton myśli, że wtedy Rosja spasuje i dołączy do amerykańskiego obozu przeciw Chinom. Jest dokładnie odwrotnie – UE dopiero wtedy stanie po stronie USA, gdy Rosja zostanie złamana i plany Berlina i Paryża spalą na panewce w swej “fizycznej” podstawie, bo nie będzie z kim i jak robić supermocarstwa euroazjatyckiego. Ale to by wymagało najpierw wysiłku, zaangażowania [przejściowego – ale jednak znacznego], wsparcia i NAKŁADÓW ze strony USA w szeroko rozumianą Wschodnią Flankę od GIUK po Bosfor i wschodnie Morze Śródziemne, złamania rosyjskich stref antydostępowych [poczynając od uzyskania PRZEWAGI w C5ISR i WRE, a potem i w efektorach] i “nakrycia” ich jedną linią wzajemnie się pokrywających SILNIEJSZYCH stref antydostępowych Wschodniej Flanki. Tymczasem USA dalej chce osiągać cele bezkosztowo i nie chce widzieć konieczności kosztu zastrzyku siły i technologii – by Wschodnia Flanka uzyskała przewagę nad Rosją. Zresztą – sądzę, że elity Niemiec i Francji tak dalece idą w zaparte w swych planach, że nawet sukces Wschodniej Flanki nie zmusi je do przejścia w pełni do obozu amerykańskiego – raczej będą starały się jako jedno jądro karolińskie odgrywać rolę osobnego “bloku neutralnego” w konflikcie globalnym – licząc na to, że po rozstrzygnięciu konfliktu hegemonalnego – dołączą do zwycięzcy bez strat i wyczerpania wojną. Tyle, że takie podejście w tym scenariuszu, moim zdaniem skończy się oderwaniem się wszystkich państw od jądra karolińskiego i upadkiem starej UE – a jeżeli Wschodnia Flanka by zyskała dostateczną siłę i “masę krytyczną” – wtedy ta Flanka stałaby się rdzeniem Nowej Konfederacyjnej Europy. Zostawiając “jądro karolińskie” na przysłowiowym “lodzie” – a właściwie stawiając je w nowym układzie geostrategicznym – przez fakty dokonane.

      1. Jeśli w Berlinie naprawdę myślą, że będą w stanie rozmawiać z Rosją jak równy z równym (bez siły wojskowej) to są zwyczajnie głupi, poza tym bez armii europejskiej nie widzę przyszłości dla konstruktu jakim jest UE – pewnym zwiastunem tego jest obecna sytuacja z Turcją – brak argumentów siłowych w obronie własnych interesów (także pytanie o wspólny interes zainteresowanych krajów składowych UE), Berlin stać było tylko na łapówkę dla Erdogana, czy też wpływania na bieg wydarzeń w najbliższym otoczeniu.

        A gdzie tu myśleć o zabezpieczeniu szlaków handlowych, jeśli zaistniałaby taka potrzeba?

        1. Pomysł Berlina najpierw był taki, by po Brexicie Francja scedowała głos w Radzie Bezpieczeństwa ONZ na rzecz UE [czyli de facto Berlina] – Francja się nie zgodziła. Oraz, by powstała jedna armia europejska – czyli Francja miała scedować zarządzanie strategicznymi siłami jądrowymi i “guzik startowy” – znów na rzecz Berlina – Francja tez się nie zgodziła. To główna oś zgrzytów między Berlinem, a Paryżem – bo obie stolice są zgodne co do pomysłu wyrzucenia USA z Europy – i co do sojuszu z Kremlem i powstania supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Obstrukcja Paryża wobec planów Berlina [zwłaszcza planów atomowych] skutkuje tym, że Berlin gra na wyjście USA z Europy, z jednoczesnym łudzeniem Waszyngtonu, że Niemcy będą agentem interesów amerykańskich w Europie. Do tego służy maskirowka zmiany narracji Berlina względem NATO – na “popierającą” oraz np. obietnica zakupów amerykańskich Super Hornetów i Growlerów jako nosicieli dla NATO Nuclear Sharing. Zresztą w ilości minimalnej – 30 Super Hornetów 15 Growlerów – a i tak zamierzają dokupić 45 najnowszych Eurofighterów. Berlina w planie strategicznym i strategicznej projekcji siły liczy na to, że dogada się z Waszyngtonem i uzyska koncesję na zarządzanie Europa w imieniu USA. Oraz liczy na to, że własne zbrojenia, w tym program jądrowy – “sprzeda” Waszyngtonowi jako wzmacnianie NATO. NATO jest tu tylko zasłonką dla wzmacniania się Berlina, który w ten sposób chce zdystansować Paryż także w strategicznych siłach jądrowych. Przewaga ekonomiczno-finansowa ma dać Berlinowi uzyskanie skoku militarnej przewagi strategicznej [ale i w siłach konwencjonalnych] w relatywnie krótkim czasie – po uzyskaniu koncesji z Waszyngtonu. Nie muszę mówić, że Polska ze wszystkich sił – razem z kontynentalnymi sojusznikami Flanki i z UK – winny te plany Berlina łamać. Stąd od półtorej roku trwa oficjalna dyskusja w Niemczech nt atomu – stricte dla celów militarnych – dla Bundeswehry. Jako taka zabawa w dobrego i złego glinę przydzielonych do roli stronnictw politycznych w Niemczech – dając sygnał do Waszyngtonu – jak nie dacie nam pozwolenia z “dobrej woli” – to sami zbudujemy strategiczne siły jądrowe bez waszego pozwolenia. Nosiciele już są w produkcji pod przykrywką cywilną – rozpoczęto produkcję rakiet Spectrum, zdolne do wynoszenia na orbitę ładunków 1,2 t. Kosmodromem ma być na razie platforma pływająca [statek?] na Morzu Północnym. Polecam choćby https://www.dw.com/pl/kosmiczne-ambicje-niemiec/a-54843216 Co do zdolności produkcji głowic jądrowych – Niemcy są do niej zdolne w max 0,5 roku od momentu “sygnału start”. To nie jedyny wyścig jądrowo-rakietowy w Europie. NORDEDCO w Finlandii chce uruchomić pełen suwerenny cykl przemysłu jądrowego poczynając od wydobycia uranu przez Yellow Cakes po przerób w blokach elektrowni jądrowej.A Szwecja w ramach dopełnienia tandemu “głowica-nosiciel” właśnie ogłosiła plany co do studium wykonalności przekształcenia bazy w Esrange w kosmodrom do wynoszenia “małych” satelitów [rzecz jasna “tylko cywilnych” – owszem: cywilnych TEŻ] na orbitę, polecam: https://www.space24.pl/szwecja-z-wlasnym-kosmodromem Nie muszę mówić, że nasi sternicy nawy państwowej niczego nie rozumieją i nie podejmuja stosownych działań strategicznych – choćby dołączenia do tego atomowo-rakietowego programu NORDEFCO, nie mówiąc o presji o oficjalne uzyskanie NATO Nuclear Sharing – i nie mówiąc o działaniach pod stołem dla zakupu głowic z wszelkich możliwych źródeł – choćby w trybie rozproszonym. Sami mamy kilkanaście firm i startupów przemysłu kosmicznego, także własny projekt rakiety PERUN z nowatorskim napędem, która ma wynosić satelity 50 kg na orbitę 150 km [pierwsze próby pełnowymiarowe – do pułapu 10 km i udanego odzysku rakiety na spadochronie – były w lutym w Drawsku: https://www.space24.pl/polska-komercyjna-rakieta-nad-drawskiem-perun-po-probie-poligonowej-wideo ]. Jest też w próbach i rozwoju rakieta Sieci Łukasiewicz ILR-33 Bursztyn – też z nowatorskim napędem – przeznaczona do wynoszenia ładunku 10 kg na 100 km. Nie jest orbitalna [przynajmniej na obecnym etapie] – ale mogłaby służyć np. jako stopień dla systemów plot/prak. Zresztą PERUN też – ten ostatni także jako rakieta ofensywna o zasięgu ca 5 tys km. A dokładniej – jako nosiciel szybującej głowicy hipersonicznej [z prędkością wyjściową ca 8 km/s – tj 25 Mach – a końcową [uderzeniową] rzędu 6 Mach]. Aż się prosi o współpracę z Konsbergiem, Nammo, Saabem czy BAE…w ramach jednego projektu strategicznego “głowice-nosiciele”…

          1. Chyba wszystko idzie w dobrym kierunku. Niedawno powołano Departament Innowacji MON. A to, jak przypuszczam, dopiero początek 🙂

          2. @Jacek
            W poprzedniej kadencji powołano Polski Fundusz Rozwoju i Ministerstwo Rozwoju. I nic z tego wynikło tak dla Energetyki nic nie wynikło powołanie Ministerstwa Energii*, ani dla użeglugowienia rzek Ministerstwa Gospodarki Wodnej i Żeglugi śródlądowej.

            * Po uwaleniu linii 400 kV i elektrowni Kozienice dokonania dedykowanego temu tej tematyce należy oceniać nawet jak antyskuteczne.

          3. Dodam jeszcze Ministerstwo Cyfryzacji, które nie potrafiło ukrócić latania po różne zaświadczenia…

      2. Tak, zdecydowanie trzeba działać. Realnie jednak… Po pierwsze armia. 2% to naprawdę nie są małe pieniądze. Patrząc jak i na co są wydawane to ani ładu ani składu. Kosztowne zestawy made in USA bez dźwigni na kompetencje własnego przemysłu i uzależniające nas w stopniu nieakceptowalnym dla suwerennego państwa. Do tego samoloty dla vipów, śmigłowce LPR, jakieś drogi lokalne, emerytury wojskowe, nieefektywne, przedłużające się w nieskończoność plany modernizacyjne. Chyba już kompletny rozkład obrony cywilnej. Poza tym dla każdego coś miłego. Temu drona, tamtemu holownik, innemu modernizacja T-72 nie poprawiająca możliwości bojowych. Karuzela stanowisk. Co z tego, że wydajemy dwa procent jeżeli to się nie przekłada na możliwości obronne, kompetencje przemysłu, innowacyjne technologie, zdolności analityczne i organizacyjne, ochronę własnych interesów czy realne wpływy w regionie? A jeżeli chodzi o politykę – Amerykanie są w stanie zmienić nam każdego ministra oraz wpłynąć na zapisy ustaw. Niemcy mogą spowodować, że premier nie kończy kadencji oraz zablokować nasze interesy naszymi rękoma na poziomie UE. Rosjanie potrafią dolewać oliwy do każdego ognia na terenie RP. Służby specjalne są prześwietlone. System edukacyjny jest pożywką dla choćby takich niszczących państwo i społeczeństwo rewolucji jaką widzimy teraz na ulicach. Żeby nie było, że mam przechył za kimś przeciwko komuś – to dotyczy wszystkich sił politycznych z dawnymi komunistami włącznie (vide: więzienia CIA). Brak świadomości racji stanu. Brak analityków. Brak wytyczonych, wspólnych dla wszystkich opcji strategicznych celów. Działania naszych polityków są obliczone na najbliższe wybory, wycięcie oponentów i przejęcie dostępu do pudełka z ciasteczkami.
        Nie liczmy, że w takiej sytuacji Niemcy złożą nam korzystne propozycje. Raz, że skuteczniej działać im tak jak działają. Dwa, z kim niby mają rozmawiać na takim poziomie? Nie liczmy, że wzmocnią nam państwo do tego stopnia, żeby uznać nas za partnerów, z którymi będą mogli rozmawiać jak równy z równym. Nie zrobią tego też Amerykanie, bo gdyby chcieli, już byśmy widzieli efekty.
        Dlatego piszę, że jak nas coś nie kopnie, to z tego chocholego dołka nie wyjdziemy.

        1. (…)to dotyczy wszystkich sił politycznych z dawnymi komunistami włącznie (vide: więzienia CIA)(…)
          Te stwierdzenie to stwierdzenie jest krzywdzące dla tzw. lewicy, bo nawet tzw. antykomuniści wprowadziły do TK prokuratora stanu wojennego i osobę ściśle powiązaną z TW Wofgang.

  20. Bardzo dobry artykuł. Gratulacje dla Pana Krzysztofa Wojczala oraz (podobnie jak p.Sławomir) dla Georealisty, którego wpisy obserwuję od dawna i który jako nieliczny na tym forum potrafi w kompleksowy sposób wyprowadzić swoją analizę sytuacji i obronić (czasem w dość bezlitosny dla adwersarzy sposób) swoje argumenty. To duża wartość tego miejsca. Pozdrawiam życząc owocnych i kulturalnych dyskusji, które skłaniać będą do przemyśleń.

  21. Polecam przeczytanie ze zrozumieniem drugiego dna artykułu: https://forsal.pl/swiat/usa/artykuly/7991427,wybory-w-usa-niemcy-maja-nowa-oferte-dla-usa-berlin-chce-resetu-z-waszyngtonem-opinia.html Jak na dłoni widać, jak Niemcy “po dobremu” chcą wypchnąć USA z Europy – chcąc deal’u, który z namaszczenia USA uczyniłby Berlin uczyniłby [rzekomym] przedstawicielem interesów USA w UE. Czyli tak naprawdę chcą – od swojej strony – dokładnej powtórki Deauville 2010 – z Berlinem jako numerem 1. I budowy IV Rzeszy Paneuropejskiej – pod płaszczykiem rzekomego “sojusznika” USA. Oczywiście wspierając intensywne zbrojenia Europy [w tym pewnie i jądrowe] nadzorowane przez Berlin – ale tylko po to, by finalnie zawrzeć sojusz z Kremlem jak równy z równym – i zbudować supermocarstwo od Lizbony do Władywostoku – silniejsze od USA i od Chin. Gra szyta wręcz nieprzyzwoicie grubymi nićmi [liczą przy tym zapewne na “wspólny język wartości” z Demokratami] – ale przy słabym rozumieniu Europy przez Waszyngton [zwłaszcza nowa ekipę] – i przy życzeniowym parciu do wzmacniającego USA sojuszu przez zniecierpliwione elity Waszyngtonu, którym się wydaje, że można się dogadać z Europą poprzez jej najsilniejszego gracza – rzecz może się Berlinowi udać. Co wtedy? – z punktu widzenia Polski konieczny byłby całkowity zwrot na Chiny – ale wpierw asertywnie dogadany pod stołem z Pekinem – z przekazaniem “z góry” Polsce głowic jako twardych realnych gwarancji dla uzyskania zbrojnej suwerenności i dostatecznego pola manewru politycznego Polski w nowej sytuacji – i ze wsparciem finansowym ze strony Pekinu i “podmianą” obecnie hołubionych handlowo Niemiec – na Polskę. Oczywiście – jest to model, do którego nasze “elity” [jakiekolwiek] nie dorosły, co może oznaczać konieczność działania pod naporem sytuacji z nożem na gardle – a to niesie ryzyko działań akcyjnych a la rozpaczliwe kopanie studni do pożaru – czyli w praktyce “na skróty” ustanowienia rządu autorytarnego, wręcz dyktatorskiego. Co w krótkim/średnim okresie uratuje Polskę – ale w dłuższym niesie szereg zagrożeń totalitarnych. Alternatywą braku reakcji na ewentualny deal USA-Niemcy – jest także totalitaryzm wobec Polski – ale idący z Berlina. Z nieuchronną likwidacją “konkurencyjnego” względem Berlina projektu Trójmorza czy Międzymorza [ale także de facto likwidacją CHIŃSKIEGO 17+1 – które zostałoby przejęte przez Berlin w imieniu USA] – na rzecz “federalizacji”, w które zostałaby zrealizowana “pomostowa” Mitteleuropa, z konieczną w tym projekcie realną likwidacją Polski jako suwerennego bytu – czyli z przejęciem pomostu bałtycko-karpackiego – i z finalnym ustanowieniem ciągłości supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Dla jasności – etykietki Trójmorza czy Miedzymorza by zostały by pewnie medialnie utrzymane i namaszczane dalej przez USA [nawet dla przejętego 17+1 Berlin by grał role “konstruktywnego lidera” wobec Chin] – natomiast byłby to już realnie w każdej postaci projekt niemieckiej Mitteleuropy.

    1. Ciekawy artykuł. Świadczy o elastyczności Niemiec w sposobie dojścia do celu. Bo Niemcy tym samym mówią Amerykanom – podzielmy się światem zachodu zachowując punkty styczne i uzgadniając interesy. Dajcie nam błogosławieństwo na bycie mocarstwem ze swoimi zależnymi prowincjami między Atlantykiem a Bugiem, Morzem Pn i Śródziemnym (tak z grubsza bo może dogadają się z Rosją w sprawie pewnych drobnych dla siebie korekt). W zamian skończymy flirtować z Rosją i Chinami. Tylko, że gdy Niemcy osiągną ten stan istnienia to na tym nie poprzestaną. Taki już mają kod genetyczny. My zaś znowu znajdziemy się w strefie rozdarcia, gospodarczej i demograficznej smuty.
      Dla Amerykanów pozornie to kusząca propozycja ponieważ uwalnia ich siły na głównym – chińskim kierunku. Tylko, że jeżeli raz zostaną wyparci z Europy, już do niej nie wrócą. Gdy wypadną z Eurazji, staną się lokalnym mocarstwem na uboczu. Przepadną bonusy wynikające choćby z dominacji dolara, kontroli nad światowym handlem, przewagi technologicznej i szlakami wymiany towarowej. Jedynie kolejna wojna w Europie może dać im szanse na powrót. Ale może też dać szanse komuś innemu. Dlatego Amerykanie gdy zaczną tracić w Europie grunt pod nogami ale gdy jeszcze będą kontrolować sytuację, wywołają konflikt osłabiający ambicje Niemiec na kolejne 50-100 lat. A my? Jak się nie obrócisz d..a zawsze z tyłu..

    2. Kluczowa jest deklaracja Kramp-Karrenbauer – obiecuje, że Niemcy będą inwestować w wojsko i gdy zawiedzie dyplomacja, będą używać wpływu wojskowego, aby zaprowadzić porządek w swoim sąsiedztwie – od państw bałtyckich po Bałkany, od Morza Północnego po Morze Śródziemne. Kramp-Karrenbauer nazywa to „nowym niemieckim realizmem”. W efekcie niemiecka minister mówi, że Niemcy mogłyby ulżyć w ten sposób USA, biorąc na siebie ciężar funkcji regionalnego policjanta, dzięki czemu Ameryka mogłaby w lepszy sposób alokować swoją siłę i wysiłki w skali globu. Mówiąc krótko – ta deklaracja to w istocie proponowany Waszyngtonowi zamordyzm Niemiec wobec sąsiadów za pomocą siły militarnej – z namaszczenia USA. Pod etykietka nowego Westbindung. Jasne staje się nasilenie protestów w Polsce przez opcję proniemiecką [gołym okiem widać odgórnie animowaną organizację i symbolikę i narrację – notabene ta błyskawica to…runa zwycięstwa, znak Hitlerjugend – zapewne, by niemiecka Antifa miała jasny i oczywisty powód do walki z “nazistami”…]. Niemcy rękami Volksdeutschów i pożytecznych idiotów [owych “feministek”] podpalają Polskę – by móc powiedzieć w Waszyngtonie – “ta Polska nie jest dla USA zadnym graczem w Europie – to my wam zaprowadzimy porządek w Europie”. Cóż – gdybym był u steru nawy państwowej – natychmiast po rozpoczęciu całej tej chuligańskiej anarchii [notabene łamiącej Konstytucję – np. prawo do wyznawania wiary – jakoś “obrońców” Konstytucji w tej sprawie nie widać…ciekawe czemu?] – natychmiast bym zarządził ścisłe przestrzeganie zakazów w ramach COVID-19 – z surowym egzekwowaniem wysokich mandatów i spraw karnych. Zarówno za chuligaństwo, napady, akty bezczeszczenia miejsc kultu, pamięci narodowej – jak i za stwarzanie zagrożenia życia i zdrowia w pandemii. Zaś osoby jak Schuring-Wielgus i inne osoby [propagujące “To jest wojna”] – za podżeganie aresztowałbym natychmiast za złamanie przysięgi poselskiej i nawoływanie do przemocy. Z przekierowaniem do Trybunału Stanu. Jeżeli państwo polskie nie potrafi działać sprawnie i przywrócić porządku – ten porządek triumfalnie przywróci nam Berlin – z namaszczenia Waszyngtonu. Co do ewentualnego finansowania przez Niemcy naszego WP jako armii granicznej broniącej imperium europejskiego – jak to przedstawiano w S&F – po wypowiedzi Kramp-Karrenbauer widać jasno, że to były całkowicie płonne nadzieje. Niemcy nie zamierzają inwestować w cudze armie ani euro – tylko i wyłącznie inwestować w swoją armię – i wykorzystywać tę swoją armię do “zaprowadzania porządku” u sąsiadów. Na tym polega ów “nowy niemiecki realizm” – na przejściu od państwa, które na każdym kroku demonstracyjnie – pod maseczką pacyfizmu i “wysokich standardów dojrzałej demokracji” – odżegnywało się od spraw militarnych – do państwa, które siłę militarną ma za rdzeń “wprowadzania porządku” w Europie – w ramach nowego Generalplan Ost XXIw.. I to Berlin zrobił jak w “Roku 1984” Orwell’a – dosłownie z dnia na dzień odwrócił narracje o 180 stopni. Ten plan Berlina w obecnej chwili winien być skrajnie ostro nagłaśniany i potępiany – jako bezczelna próba restytucji totalitarnej III Rzeszy. Jak trzeba – z natychmiastową nacjonalizacją mediów niemieckich [karolińskich]. I nawet na włos nie zbaczając ze swojej narracji – skrajnie potępiającej Niemcy. No, ale u steru nawy państwowej mamy taką ekipę, jaką mamy….z takim rozumieniem spraw realnej polityki i z takim “refleksem” w prawidłowym i adekwatnym reagowaniem w sprawach polskiej racji stanu i interesu narodowego, jaki dotychczas widzieliśmy…. Pewnie dopiero za jakiś czas [rzędu 2 tygodni] coś tam zaczną kojarzyć i niemrawo reagować – w sposób wzbudzający tym większe politowanie i Berlina – i Waszyngtonu… Cóż, już dziadzia Piłsudski na temat skłóconych elit II Rzeczypospolitej miał jasne zdanie: “kury wam sz..czać prowadzać, a nie politykę robić”. Teraz jest tylko gorzej – bo z czasów PRL-u doszła do tej kłótliwości jeszcze scheda wyuczonej bezradności i wytresowanego odruchu warunkowego wieszania się ślepo na klamce “koniecznego do zbawienia” Wielkiego Brata – czyli wpojony brak samodzielnego myślenia i samodzielnego decydowania i realizacji racji stanu wg własnego osądu – jest jedynie udawanie polityki, przykrywane frazesami o “wartościach” i “przyjaźni” – co rzecz jasna w realnej polityce nie ma żadnego znaczenia…

  22. Otóż i Niemcy – widząc, że wybory w USA na dniach się rozstrzygną, a USA i tak nie pozwoli na strefę bezpieczeństwa od Władywostoku do Lizbony – zaproponowali zwrot w stronę Westbindung. Ciekawe, czy USA się na to zgodzą, czy też potraktują to jako grę na zwłokę i podstawę do wszczęcia zbrojeń, które ostatecznie obrócą się przeciwko ineterów USA i Chin?

  23. Wydaje mi się, że od kilku dni zapoznajemy się z najnowszą ofertą Niemiec dla Polski – kolorową rewolucją. Nie można zbytnio na nią narzekać, bo poprzednia, z 1939, była wyraznie gorsza.    

    1. (…)Wydaje mi się, że od kilku dni zapoznajemy się z najnowszą ofertą Niemiec dla Polski – kolorową rewolucją.(…)
      Bezpośrednim pretekstem do tej tzw. kolorowej rewolucji był niedawny, niczym wymuszony, wyrok TK… a zatem musielibyśmy dojść do wniosków, które są conajmniej dziwne.

      1. Każdy pretekst jest dobry żeby móc wpływać na rzeczywistość stosunkowo niskimi kosztami. Stosowne służby specjalne powołano po to aby szukały możliwości. To nie pierwszy pretekst i nie ostatni.

  24. Widać wyraźnie, że oferta Niemiec jest sondą próbną [bo osoba “oferenta” nie jest numerem 1 w niemieckiej polityce, Pani K-K zajmuje bodaj 8-mą pozycję w porządku władzy federalnej] – co ma w razie niepowodzenia “zachować twarz” niemieckiej polityki – zabezpieczyć wycofanie się rakiem. To sonda próbna także wobec Paryża – pokazanie niezadowolenia Berlina wobec krnąbrności francuskiego gracza – który nie chce scedować strategicznych aktywów militarnych na rzecz Niemiec. Takie pokazanie Paryżowi alternatywy “staniemy się potęga militarną BEZ WAS – i wasze akcje stanieją”. Charakterystyczny jest też brak oferty ekonomiczno-technologicznej i handlowej dla prawdziwego odtworzenia Westbindung z USA.Tak naprawdę Berlin chce zostać militarnym hegemonem Europy – rzekomo w interesie USA – a jednocześnie chce DZIĘKI TEMU militarnemu “parasolowi” 0 TYM BARDZIEJ dalej handlować z Chinami – zabezpieczony przed interwencją USA – ale mając także jednocześnie w ręku silne twarde argumenty do rozmowy z Pekinem i do przeciągania liny przy negocjacyjnym stoliku. Ani słowa w deklaracji K-K o decouplingu i o rozwodzie z Chinami – i o integracji jak poprzednio z USA – czyli jako junior-partner względem USA. Bo mówienie o zawarciu TPiP bez zadeklarowania WPIERW decouplingu z Chinami – to zwyczajna zasłona dymna dla naiwnych i próba “wykiwania” USA – i militarnie i ekonomicznie i technologicznie.

    1. Również w kwestii Rosji – aneksji Krymu i wojny w Donbasie – Pani K-K [mimo, że jest ministrem MON Niemiec i kwestie militarne to bezpośrednio jej działka] – nie deklaruje zerwania z Rosją, poczynając od anulowania NS2 – przez pełne poparcie dla stanowiska USA względem Rosji. W tym także wsparcia Wschodniej Flanki w ramach NATO [a szerzej – także państw nie-NATOwskich jak Finlandia i Szwecja]. Czyli – Berlin nie tylko nie chce “palić mostów” z Kremlem – ale faktycznie – po wyjściu USA z Europy ustawia się i przygotowuje pole manewru do jak najłatwiejszego ustanowienia z Kremlem [już jako hegemon Europy nie tylko ekonomiczny – ale i militarny – włącznie z atomem i siłami strategicznymi] przyszłego supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Również znacząca jest nieobecność i rola UK w deklaracji Pani K-K rzekomego odnowienia Westbindung z USA. Berlin ignoruje UK – choć to gracz europejski, dysponujący strategiczną projekcja siły i co najważniejsze – w przeciwieństwie do Francji – gracz pro-amerykański i pro-NATOwski. Naturalne byłoby wejście Niemiec pod parasol UK i pod dowództwo [przynajmniej w siłach strategicznych] UK – ale Berlinowi idzie o hegemonię – więc na siłę w swej deklaracji “neo-Westbindung” ignoruje istnienie UK. Także wracając do Wschodniej Flanki – Pani K-K w swej deklaracji winna wskazać Polskę jako centrum lądowej [ale i w dużym stopniu bałtyckiej] konfrontacji z Rosją – co winno się przekładać na deklarację zwiększenia udziału np. w Wielonarodowej Dywizji Północny Wschód – ale i zwiększenia sił u Bałtów [nie tylko na Litwie], czy wsparcia materiałowego dla dowództwa V Korpusu US Army w Poznaniu, czy partycypacji w zasileniu baz materiałowych [amunicja, paliwo, części itd] na terenie Polski i ogólnie Wschodniej Flanki – czy wreszcie inicjatywa pełnego wsparcia i nawet rozszerzenia “strefy NATOwskiego Schengen” – kluczowego dla scalenia Europy w ramach logistyki dostaw i wsparcia dla Wschodniej Flanki i w kolejnym etapie interoperacyjności NATO i reszty państw nieNATOwskich [ze Wschodniej Flanki]. Nie mówiąc o finansowym i ekonomicznym i technologicznym wsparciu Berlina dla Wschodniej Flanki. Sumując: Niemcy nie dały żadnej oferty USA – ale i żadnej oferty dla szeroko rozumianej Wschodniej Flanki od GIUK przez NORDEFCO aż do Morza Czarnego – jedynie chcą w bezczelny sposób dalej wypchnąć USA z Europy i wzmocnić się – ale wyłącznie do ustanowienia supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Przypomnę tylko zwięzłe podsumoanie celów NATO przez pierwszego sekretarza NATO Lorda Ismay’a: “to keep the Soviet Union out, the Americans in, and the Germans down”. Niemcy chcą dokładnie odwrotnie – wyrzucić USA w ślad za UK, Niemcy ustanowić hegemonem, a docelowo wprowadzić Rosję do supermocarstwowego sojuszu Berlin-Kreml. Czyli parafrazując Ismay’a: “USA&UK out, Germany up, Russia in”.

      1. Znakomite zrecenzowanie “Oferty Niemiec dla USA”. Bardzo podobnie ją odebrałem, co wyraziłem w krótkim poście na TT zaraz po tym jak się ukazała. (https://twitter.com/dwesiers/status/1321739396610166785).
        Podoba mi się wiele analiz i sposób postrzegania świata Pana Georealisty, dlatego z chęcią sięgnę również po książkę. Można zdradzić więc coś więcej, jak ją można będzie rozpoznać? bo oprócz nicków Georealista i DalejPatrzący to żadnych znaków szczególnych nie znam.

  25. Tak wracając do myśli przewodniej Pana Krzysztofa – “Rok 2015 z pewnością jest pamiętany przez niemieckich geopolityków oraz polityków. Jest to data, w której Republika Federalna Niemiec straciła kontrolę nad swoją wschodnią strefą buforową.” – zgadzam się z Panem Jackiem, że Niemcy zachowały silną kontrolę pośrednią [zwłaszcza ekonomiczno-finansową, finansową w rękawiczkach Brukseli]. Do tego na pewno wg mnie przynajmniej część opozycji jest zwykłą agenturą Berlina. Ale generalnie trend spraw dla Niemiec coraz bardziej szedł ku realnemu zerwaniu Westbindung – a to groziło Berlinowi siłową kontrakcja USA – i zduszeniem wprost Niemiec, Stąd cała ta szopka pozornego [pijarowo-medialnego] odnowienia Westbindung. Jeżeli USA dadzą się nabrać – będzie to skutkowało zwiększeniem wpływów [i zapewne obrotem politycznym u steru] w Polsce. Jeżeli maskirowka nie “wypali” – Berlin ma nadzieję tą “ofertą” na jak najdłuższe odwleczenie bezpośredniej kontrakcji USA – choćby przez przeciąganie rozmów pod stołem. W pozytywnym scenariuszu Waszyngton [niezależnie od lokatora Białego Domu] prześwietli tę maskirowke i zaklasyfikuje jako nową odsłonę zwodzenia z lat 2009-2013. A wtedy w strategicznych siłach jądrowych graczem “na Europę” stanie się UK [wraz z jej projekcją siły z NORDEFCO – opartej o możliwości floty i lotnictwa], natomiast Polska stałaby się centrum siły w wojnie lądowej [i domknięcia Bałtyku]. W takim scenariuszu USA zapewne zdecydowałyby o uporządkowaniu pola gry na rzecz UK, NORDEFCO, Wschodniejn Flanki – i Polski. Kosztem Berlina i częściowo Paryża. Ze złamaniem hegemonii Berlina w Europie włącznie. WTEDY – Berlin straci rzeczywiście kontrolę nad Polską. Dopiero WTEDY i tylko w tym scenariuszu możliwe jest poparcie przez USA naszych roszczeń odszkodowawczych za II w.św. [ponad 850 mld dolarów] – właśnie w ramach zduszenia Berlina. Zapewne oznaczałoby to z jednej strony uwłaszczenie wszelkich aktywów Niemiec na terenie Polski na nasza korzyść, z drugiej strony warto pamiętać, że równie ważnym aktywem byłyby patenty, wszelkie wzorce przemysłowe, know how przemysłu niemieckiego. W takim układzie – kładąc nacisk na takie aktywa – moglibyśmy stać się cennym sojusznikiem dla USA – także jako dawca technologii niemieckiej [i przypiętych do niej praw, certyfikatów, obsługi serwisowej]. Co dałoby Polsce po pierwsze skok modernizacyjny kosztem Niemiec [i wyrównanie obecnej przewagi technologicznej Niemiec] – ale także konkretny aport [i awans statusowy jako gracza-uczestnika] na rzecz współpracy technologicznej w ramach szeroko rozumianej Wschodniej Flanki – od GIUK po Morze Czarne. Czyli droga do wyjścia z roli uzależnionego podwykonawcy Niemiec, ciągle strukturalnie w pułapce średniego rozwoju, droga do zwiększenia potencjału względem Rosji w ramach Wschodniej Flanki – oraz droga do uzyskania bazy rozwojowej high-tech [wraz ze Skarbcem suwalskim i wyjątkowa geologicznie szansą polskiej geotermii głębokiej] – na czas Wielkiego Chaosu, Wielkiej Konfrontacji – i zbierania sił i ustawienia się w nowym porządku po Wielkiej Konfrontacji. W planie strategicznym nie chodzi o setki [PUSTYCH] miliardów [to tylko bieżące zatykanie długów – które i tak długofalowo zostaną zresetowane najpóźniej z początkiem Wielkiej Konfrontacji] , nie chodzi nawet o uchwytne aktywa jak fabryki z całą infrastrukturą i nawet z ich bieżącym know-how wytwórczym – ale właśnie o technologię najświeższą – dopiero patentowana i zawarta w badaniach podstawowych, czyli chodzi o zbudowanie bazy rozwojowej. Zaznaczam – to się może powieść – jeżeli od razu będziemy do tego nawigowali w roszczeniach odszkodowawczych – i jeżeli od razu zasygnalizujemy do USA, UK, NORDEFCO, Wschodniej Flanki – że podzielimy się ta technologią. Wtedy stworzymy silny front poparcia dla naszych odszkodowań. Przy czym można to ładnie ubrać w “humanitaryzm” – że niby nie chcemy rujnować Niemiec finansowo… i zadowolimy się w większej części patentami i know-how, z góry deklarując solidarystycznie [czyli wg “ideałów europejskich”] podzielenie się tą technologia z państwami zagrożonymi przez Rosję. Tak – by ta rozgrywka z Niemcami była wygrana także na polu debatowanej publicznie “sprawiedliwości” i “praworządności”, także w PR, w mediach, w percepcji całej sprawy – z silnym poparciem większości państw europejskich – a najlepiej opinii światowej. Czyli musi to poprzedzać nasza wielka kampania propagandowa – stygmatyzująca Niemcy pod każdym względem [historycznie – ale także ukazująca obecną hipokryzję i egoizm Niemiec] – i podnosząca absolutną sprawiedliwość koniecznych odszkodowań.Co m.in. oznacza w pierwszym kroku przejęcie mediów w Polsce. Jako jeden z zupełnie początkowych etapów zajmowania aktywów niemieckich w Polsce.

    1. Do tego Erdogan widzi Turcję z atomem, Saudowie też chcą atomu bo Iran ma atomowe ambicje, zresztą ostatnio budowane są podobno nowe zakłady w Iranie. A w Europie Finlandia – ośmielona przez “złoty sojusz” z USA i z NORDEFCO, buduje pełen suwerenny cykl Yellow Cakes od własnych kopalni po elektrownie – i chce skończyć raz na zawsze z “finlandyzacją” przez Kreml. W Niemczech od 2 lat otwarta dyskusja o atomie w ramach niemieckiego strategicznego Atom-Maacht, teraz w nowej odsłonie pod nowym szyldem “Neue-Westindung”. Plus atomowe ambicje np. Brazylii, Argentyny, Kanady, RPA, Japonii i …Australii. Od czysto deklaratywnych, do mających znamiona przygotowań do realizacji. Ze świadomością, że w nadchodzących ciężkich czasach własny atom zapewnia realną suwerenność – oraz skokowe zwiększenie pola manewru wobec państw nieatomowych. A także atom jest spiety z ambicjami – jako koniecznego [aczkolwiek niekoniecznie wystarczającego – przynajmniej na razie] “biletu” np. do Rady Bezpieczeństwa ONZ.

      1. (…)A także atom jest spiety z ambicjami – jako koniecznego [aczkolwiek niekoniecznie wystarczającego – przynajmniej na razie] “biletu” np. do Rady Bezpieczeństwa ONZ.(…)
        Można wyliczać całą listę takich krajów jak: Izrael, Indie, Pakistan czy KRLD, które mają w arsenale atom, a do Rady Stałej nie należą. Jak traktaty o zakazie proliferacji staną się jawną fikcją prawdopodobnie Rada Stała zostanie rozwiązana, a ci co nie zdążyli na swoją Bombę przestaną być wybierani do jej szerokiego grona. Ponadto zostaną odcięci od paliw podwójnego zastosowania.
        No cóż… albo jesteś imperium albo zapomnij o imperializmie.

      2. (…)A także atom jest spiety z ambicjami – jako koniecznego [aczkolwiek niekoniecznie wystarczającego – przynajmniej na razie] “biletu” np. do Rady Bezpieczeństwa ONZ.(…)
        Można wyliczać całą listę takich krajów jak: Izrael, Indie, Pakistan czy KRLD, które mają w arsenale atom, a do Rady Stałej nie należą. Jak traktaty o zakazie proliferacji staną się jawną fikcją prawdopodobnie Rada Stała zostanie rozwiązana, a ci co nie zdążyli na swoją Bombę przestaną być wybierani do jej szerokiego grona. Ponadto zostaną odcięci od paliw podwójnego zastosowania.
        No cóż… albo jesteś imperium albo zapomnij o imperializmie.

    2. Dla Polski kroki UK do zyskania suwerenności atomowej [strategicznej] – to dobry znak. Pod kątem włączenia UK do regionalnego sojuszu szeroko rozumianej Wschodniej Flanki “kontynentalnej”. Widać, że UK rozumie, że jest w Europie i interesy UK są różne od USA skupionego na Pacyfiku. Jednak do osiągnięcia pełni strategicznej suwerenności jądrowej UK brakuje własnych rakietowych [czy hipersonicznych] środków przenoszenia. Bo te na brytyjskich “boomerach” to rakiety WYPOŻYCZANE na czas rejsu przez USA.Nie byłbym zdziwiony, gdyby UK weszło w tym względzie we współprace z Francją [a dla Francji takie pokazanie “atomowego sojuszu” z UK byłoby lewarem na ambicje Berlina]. Możliwa jest też pozornie “egzotyczna” droga współpracy z Korea Południową – która już ma rakiety manewrujące HM-3C dla OP klasy KSS-III o zasięgu 1500 km i dalej je rozwija. Zresztą i dla Polski z punktu widzenia rozwoju technologicznego, zbudowania suwerenności w aktywach strategicznych, jest najlepsze wejście we współpracę z Koreą Płd w uniwersalnych systemach antyrakietowych/plot i systemach ofensywnych. Kanapowi spece od strzelanek z World of Tanks nic tylko K2PL i K2PL – tymczasem Syria, Libia i Karabach do bólu pokazują, że czas czołgów minął, liczy się tylko pozahoryzontalna sieciocentryczna precyzyjna projekcja siły. W naszym przypadku na Polskim Teatrze Wojny nie potrzebujemy dywizji pancernych – tylko całokrajowej sieciocentrycznej A2/AD Tarczy i Miecza Polski – która prócz pełnej saturacyjnej obrony Polski, winna zapewniać dalekie widzenie real-time przynajmniej na dystans ca 1000+ km. Wraz z projekcją siły – ale siły precyzyjnej i w największym stopniu “zdalnej” – przynajmniej na takim dystansie. Co zresztą jest odpowiedzią na pytanie Leszka Sykulskiego do Jacka Bartosiaka o realne zdolności Polski. Na razie te zdolności mamy przez rakiety JASSM odpalane z F-16 o zasięgu 370 km. Co zresztą spowodowało, że Rosjanie wycofali się z planów bazy lotniczej w Baranowiczach. Dostawy JASSM-ER wydłużą zasięg precyzyjnego uderzenia do 1000 km. Przy wykorzystaniu przestrzeni powietrznej Ukrainy – kolejne kilkaset km więcej. Ale to do celów stacjonarnych – jak radary stacjonarne, lotniska, węzły komunikacyjne itp. A potrzebna jest projekcja siły względem celów mobilnych – z detekcją/rozpoznawaniem i pozycjonowaniem celów w trybie real-time. Do tego właśnie jest potrzebne dalekie widzenie [ogólnie – cały suwerenny kompleks C5ISR zarządzający naraz wszystkimi aktywami we wszystkich domenach WP]. Co akurat możemy zrobić – na tyle nas stać finansowo – ale trzeba inwestować we własne zdolności, rozwijać je z partnerami, którzy dadzą technologie [Korea Płd, Japonia, koncerny europejskie, zwłaszcza szeroko rozumianej Wschodniej Flanki], a nie kupować systemy amerykańskie – zresztą przepłacone – i to z czarnymi skrzynkami. No i skoncentrować się – czyli skończyć w PMT z budowaniem armii ekspedycyjnej do zadaniowania WP przez hegemona – czyli w istocie armii symetrycznej do rosyjskiej [i we wszystkim od niej słabszej – czyli “idealny” przepis na 100% klęskę i powtórkę katastrofy 1939-BIS] – tylko skupić się na armii uszykowanej na każdym szczeblu i domenie do realizacji “na całego” połączonej strategicznej asymetrycznej aktywnej obrony – opisanej jw. Czyli Polska jako orzech nie do zgryzienia – i z bardzo długimi bolesnymi kolcami. Wg kalkulacji koszt/efekt i pod strategiczne podciągnięcie poprzeczki kosztowej Rosji – do poziomu dla niej nieakceptowalnego, co zmusi Rosję do zaniechania agresji kinetycznej już na poziomie planowania. Si vis pacem – para bellum. Oczywiście z głowicami asymetrycznego odstraszania jądrowego [pozyskanymi całkowicie suwerennie pod stołem] – jak już opisywałem – dla uzyskania GROŹBY [skierowanej asertywnie do końca pod stołem] ich użycia przez nasze specsłużby na terenie Rosji w jej najczulszych punktach strategicznych. Po to – by nie musieć ich używać. A oficjalnie – winniśmy dążyć do NATO Nuclear Sharing, do wpięcia się w fiński program jądrowy, wreszcie do ścisłej współpracy z UK. Na koniec uwaga: wymaga to wszystko bardzo silnej zmiany “na górze” – ale także w specsłużbach. Być może w jednym i drugim wypadku – opcji zerowej. Merytorycznie sprawnej – z decydentami nie z mianowania politycznego [czyli ignoranci i laicy na czele – jak to było niezmiennie ostatnie 30 lat] – ale ludzie dobrze przygotowani wszechstronnie technicznie i organizacyjnie – przesiani przez sita egzaminów i uzyskanych kompetencji – i patrzący w przyszłość. Co by wymagało stworzenia specjalnego “MBA-geostrategiczno-technologiczo-organizacyjnego” – czyli uczelni nowej generacji – i to takiej, która kształci “wszechdomenowo” kadry od kołyski po grób. Tu widziałbym rolę dla połączonych think-tanków w rodzaju S&F, Klubu Jagiellońskiego, akademii wojskowych, niektórych ośrodków akademickich z “cywila” [nie tylko kierunków technicznych] – rodzaj zadaniowego konsorcjum spiętego sieciocentrycznie i działającego non-stop 24/365 – które by generowało SPÓJNIE także plany ewentualnościowe, analizy poufne, strategie działania, studia wykonalności, ciągłe przeliczanie symulacyjne i aktualizowanie – ogólnie – budowanie “mózgu” patrząc na przyszłość. Plany bieżące [taktycznych ruchów i działań na poziomie “operacyjnym”] to były by w takim układzie “tylko” wdrożenia takich zaktualizowanych planów. Najbardziej dynamiczna i szczegółowa część byłaby implementowana wprost w rozbudowanym C5ISR spinającym wszystkie domeny [militarne – ale i niemilitarne]. Po to, by w krytycznych sytuacjach reagować maksymalnie szybko [np. w WRE i cyberprzestrzeni – w milisekundach, nawet krócej – w mikrosekundach – jak “wyścig” transakcji HRT w sferze finansowej]. Zresztą takie zaimplementowanie działań uruchamianych BEZWZGLĘDNIE i natychmiast, było by maksymalnym podniesieniem poprzeczki ryzyka dla agresora – w ramach jego skutecznego strategicznego odstraszania.

      1. (…)a dla Francji takie pokazanie “atomowego sojuszu” z UK byłoby lewarem na ambicje Berlina(…)
        Czyli zaczynamy marzyć o parasolu brytyjsko-francuskim?

        (…)tymczasem Syria, Libia i Karabach do bólu pokazują, że czas czołgów minął, liczy się tylko pozahoryzontalna sieciocentryczna precyzyjna projekcja siły.(…)
        Już śmigłowce szturmowe uchodziły za tank killerów… dopóki nie pojawią się jakieś solidniejsze rozwiązania antydronowe to ta broń będzie królową bitew XXI w.

        (…)W naszym przypadku na Polskim Teatrze Wojny nie potrzebujemy dywizji pancernych – tylko całokrajowej sieciocentrycznej A2/AD Tarczy i Miecza Polski – która prócz pełnej saturacyjnej obrony Polski, winna zapewniać dalekie widzenie real-time przynajmniej na dystans ca 1000+ km.(…)
        Skoro mamy programu pozyskania AWACS, które widzą ledwo na połowę tego tego tysiaka, to co tu mówić o radarach OTH czy satelitach wywiadowczych (Zaraz! A gdzie satelity komunikacyjne)?

        (…)Co zresztą jest odpowiedzią na pytanie Leszka Sykulskiego do Jacka Bartosiaka o realne zdolności Polski. Na razie te zdolności mamy przez rakiety JASSM odpalane z F-16 o zasięgu 370 km. Co zresztą spowodowało, że Rosjanie wycofali się z planów bazy lotniczej w Baranowiczach. Dostawy JASSM-ER wydłużą zasięg precyzyjnego uderzenia do 1000 km.(…)
        Rakietowanie lotniska w Syrii pokazały, że nawet pół setki Tomawków odniosło żałosny efekt… a tu mówimy o broni, która z racji dostosowania do przenoszenia na myśliwcach jest skazana na bycie słabszą, a do tego kupiliśmy je w mniejszej ilości. A zatem gdybyśmy walnęli tam wszystko co mamy to i tak to, by miało rangę letniego deszczyku.

        1. 1. Czyli zaczynamy marzyć o parasolu brytyjsko-francuskim?
          Nie – tylko taktyczny “zadaniowy” sojusz Paryża z Londynem dla zlewarowania Berlina.
          2. Skoro mamy programu pozyskania AWACS, które widzą ledwo na połowę tego tego tysiaka, to co tu mówić o radarach OTH czy satelitach wywiadowczych (Zaraz! A gdzie satelity komunikacyjne)?
          Satelity nie maja ograniczeń dystansu, ale są wrażliwe, a ich dyspozycyjność na sensownych orbitach obserwacyjnych jest niewielka.
          Chodzi o projekty aerostatów HALE pułapu 40+km. Notabene taki program – to jeden ze 140 programów strategicznych Chiny realizują od pięciolatki.
          3. Rakietowanie lotniska w Syrii pokazały, że nawet pół setki Tomawków odniosło żałosny efekt… a tu mówimy o broni, która z racji dostosowania do przenoszenia na myśliwcach jest skazana na bycie słabszą, a do tego kupiliśmy je w mniejszej ilości. A zatem gdybyśmy walnęli tam wszystko co mamy to i tak to, by miało rangę letniego deszczyku.
          Nie – “rakietowanie” Syrii odbyło się na zasadzie “sygnalizowanego ciosu” – Rosjanie zostali uprzedzeni przed atakiem i wycofali samoloty w trybie startu alarmowego. To był akt polityczny – nie militarny.

          1. @Georealista
            Adn. 2
            Do skanowania dużego zasięgu trzeba sporej mocy… prawdopodobnie z elektrowni.

            Adn. 3
            I sprawy w Syrii szły jak wcześniej i to nawet po dalszej setce rakiet w rzekomą fabrykę broni chemicznej. W tamtym okresie nawet Turcja była za słaba, żeby im podskoczyć… przynajmniej tam można odczytywać mizerne wyniki prób utworzenia strefy wolnej od Kurdów.

            Ciekawszą sprawą jest z kolei brak rakietowania 62 celów po odwetowym rakietowaniu po odstrzeleniu Sulejmaniego… czyżby zabrakło 62 Tomahawków? Stanom?

      2. Bardzo trafnie opisuje Pan naszą sytuację i wynikające z niej potrzeby. Aby na poziomie państwa odpowiednio zareagować potrzebna jest w środowiskach decyzyjnych: 1. świadomość sytuacji, 2. ustalenie potrzeb 3. opracowanie planu realizacji, kontroli i reagowania na sytuacje kryzysowe 4. zabezpieczenie finansowania.
        Wszystko wymaga głębokiego przeobrażenia społeczeństwa. Uproszczenia prawa. Zasadniczych zmian w edukacji od podstaw. Generalnej zmiany mentalności administracji, sądów, prokuratury, służb państwa, generalicji itd. Wymaga zgody społecznej ponieważ każde działanie narusza interesy grup, które są w stanie zdestabilizować państwo byle nie stracić. Grupy te w obecnej sytuacji zawsze otrzymają szerokie wsparcie z zewnątrz. Tymczasem w przestrzeni publicznej taki temat prawie nie istnieje. Nie inicjują go decydenci. Jesteśmy w fazie permanentnego dryfu w sytuacji narastającego kryzysu.
        Wracając zaś do sedna, gdyby Niemcy mieli dla nas takie propozycje jak to opisuje Pan Krzysztof w swojej analizie, byłoby to dla Polski niezwykle korzystne. Dałoby nam możliwości rozwojowe jakich dotąd nie mieliśmy. Długofalowo byłoby również korzystne dla Niemiec i Europy.

  26. @JSC – Adn.2 Nie potrzeba elektrowni do zasilania radaru aerostatu [czy nawet płatowego subsatelity] – Francuzi na 2021-22 budują prototyp aerostatu Stratobus, który będzie operował na wys. 20 km całymi latami. Dla zastosowań “lokalnych” idealny ze względu na stałą dyspozycyjność i możliwość serwisu/modernizacji wyposażenia. Polecam: https://www.space24.pl/czy-balony-stratosferyczne-zastapia-tradycyjne-satelity-thales-alenia-space-na-targach-mspo Zasilanie Stratobus ma z miękkich ogniw fotowoltaicznych, stanowiących jednocześnie powłokę górną i częściowo boczną aerostatu. Sama aparatura jest obecnie dla retransmisji sieci 4G/5G w promieniu 500 km, ale nie ma problemu z wymianą i instalacją radaru, także wielościanowego [dającego jednocześnie zwiększenie struktury wytrzymałościowej]. Tu akurat postęp techniczny sprawia, że już na dronach płatowych o dużo mniejszej nośności małej nośności – kilkudziesięciu, nawet kilkunastu kg, można umieszczać np. radary SAR o bardzo dobrej “rozdzielczości”. Ogólnie moim zdaniem w HAPS [High Altitude Pseudo Satellite] przewagę mają aerostaty ze względu na skalowanie udźwigu. Który preferuje duże aerostaty [mogą być dzielone – są różne konstrukcje względem tradycyjnie pojmowanych Zeppelinów z I w.św.]. Bo przy 2 krotnym wzroście wymiarów powierzchnia aerostatu [i proporcjonalnie – ciężar własny] wzrasta 4 krotnie, ale objętość wyporowa [dająca i udźwig ciężaru własnego i udźwig ładunku użytecznego – rośnie 8 krotnie]. Pomijając wyliczenia – luka zmniejszenia proporcjonalnie ciężaru własnego – i przez to zwiększenia udźwigu użytecznego – rośnie generalnie proporcjonalnie do skali zwiększenia wymiaru liniowego. No i w razie wypełnienia zewnętrznych balonetów helem, a wewnętrznych wodorem – uzyskujemy zrównoważoną w koszt/efekt “niepalność” aerostatu. [Zresztą na 20 km tlenu do spalania tyle, co kot napłakał, bo tlen jest cięższy od średnioważonej mieszanki powietrznej i koncentruje się generalnie najbardziej w troposferze – a już na 40+ km… ] To także kwestia [względem np. laserów czy wiązek energii skierowanej] ochronnych powłok ablacyjnych [czy choćby ekranów/luster mikronowych z folii aluminiowej, która odbija 99,8% promieniowania]. Nawet w wypadku zniszczenia aerostatu można sprzęt odrzucić przed trafieniem i odzyskać na spadochronie cenną aparaturę. A zniszczenie aerostatu HALE w strefie wewnętrznej Polski nie jest wcale łatwe, a powiedziałabym, że bardzo trudne przy wzajemnym zabezpieczaniu się aerostatów z efektorami prak/plot/C-RAM w ramach sieciocentrycznej A2/AD – dla której to A2/AD Tarczy i Miecza Polski – aerostaty byłyby nosicielami sensorów, efektorów [obrony i ataku] oraz retransmiterów, oraz podstawą suwerennej sieci geolokalizacji przestrzennej [na bazie dynamicznej siatki trinagulacyjnej]. Czyli taki własny system regionalny a la GPS [pasywny i aktywny]. Zaletą jest realny brak [a na pewno bardzo, bardzo wysokie podniesienie poprzeczki kosztowej i ryzyka akcji] możliwości sabotażu, czy ataków dywersyjnych na terenie kraju – jak to jest konieczne do wkalkulowania w przypadku mobilnych systemów naziemnych.W porównaniu z radarami [ale i systemami optycznymi czy IRST] umieszczonymi na orbicie [zwykle kilkaset km – jeżeli chce się mieć choćby sensowną dyspozycyjność dozoru regionu], zaletą aerostatu na pułapie 20 czy 40+ km jest lepsza obserwacja – bo brak warstwy jonosfery, która zakłóca działanie radaru. A przy tzw. obłokach srebrzystych [albo burzach magnetycznych powodujących strumienie w górnych warstwach atmosfery], obserwacja optyczna z aerostatu HALE będzie lepsza, niż z satelity. Żebym nie był gołosłowny co do radarów małej masy i do oceny płatowców HAPS – polecam zaznajomienie z alternatywnym [płatowiec] PHASA-35 [BAE Systems] , który przeszedł próby: https://www.milmag.pl/news/view?news_id=3477 operuje na pułapie 20 km, przewidywana długotrwałość lotu ca 3 lata, a radar waży ca 15 kg – zasięg dozoru ca 500 km. Dla porównania Stratobus ma udźwig użyteczny 360 kg. I aerostat nie jest ograniczony technologicznie w wymiarach i udźwigu [zapas do zwiększenia ciężaru użytecznego jest jeszcze spory – tu można mówić o stratosferycznym udźwigu rzędu kilku nawet kilkunastu ton] – natomiast płatowiec PHASA-35 już dobija reżymów wytrzymałościowych – zwłaszcza wiotkiego płata.

    Adn.3 USA, UK i…Francja osiągnęły swoje cele polityczne swoim “rakietowaniem” w Syrii [chodziło generalnie o pokaz siły i nieskuteczności A2/AD Rosji – a także pokazania, że Rosja jest stroną SŁABSZĄ w projekcji siły – ale także słabszą w determinacji do podwyższenia drabiny eskalacyjne – bo w momencie “sprawdzam” Kreml podkulił ogon i udał, że pada deszcz i nie odpowiedział kontruderzeniem – mimo wcześniejszych gróźb – ograniczył się do maskirowki medialnego obracania kota ogonem i ogłaszania wielkim głosem “zwycięstwa” w ramach agentury wpływu – co jak widzę, udało mu się skutecznie] – a w sprawie Sulejmaniego działała już wtedy nadrzędna dyrektywa Waszyngtonu “wychodzimy z Bliskiego Wschodu” – obie strony ze swoich powodów strategicznych – po prężeniu muskułów – nie chciały podwyższenia drabiny eskalacyjnej.

    Strategicznie [i operacyjnie] próżnię po USA zaraz skwapliwie zajęła Turcja – i od tego momentu to Turcja bezkosztowo dla USA [i de facto na rzecz interesu USA] ponosi koszty zaangażowania i ścierania się ze związaną Rosją i ją angażuje i poddaje presji – ZAMIAST USA – jak widać – bardzo skutecznie. Tak samo sprawa Kurdów została przez Waszyngton sprytnie scedowana na strategiczne trwałe strukturalne poróżnienie Rosji i Turcji. Oczywiście – podkreślam raz jeszcze – w planie strategicznym. Doradzam widzenie całościowe spraw – nie wycinkowe – na poziomie strategicznym – i w całym spójnie rozważanym “cyklu”. Jedna uwaga: proszę zauważyć, że sprawa wojny w Karabachu poróżnia [i angażuje w “power in being”] nie tylko Ankarę z Kremlem – ale także [w ramach walki o wpływy – oraz o kontrolę południowego korytarza Jedwabnego szlaku] Ankarę z Teheranem. Stawia też Pekin w rozkroku i w niewygodnej pozycji – który to Pekin chciałby zgodnego współdziałania Ankary i Teheranu pod kątem Jedwabnego Szlaku – a w przyszłości budowy zgodnego bloku antyamerykańskiego. Jak oprą się o Iran – oddalą się od Turcji, która jest mostem do Europy- i na odwrót. Wyjściem z tego galimatiasu w dłuższym planie będzie zapewne pochód Atomowego Kalifatu Talibów – który siła zjednoczy całą strefę Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu [a dalej pewnie i Afryki Północnej] – dając Pekinowi jednego stabilnego strategicznego sprzymierzeńca – i przerwanie bezsensownej z punktu widzenia Pekinu – nowej wojny 30-letniej na Bliskim Wschodzie [i Kaukazie i Azji Centralnej]. Strategia Waszyngtonu w Eurazji [szerzej – względem Wyspy Świata] to – sądząc po owocach [a nie tylko deklaracjach] – budowanie wzajemnych antagonizmów i “divide et impera” w dość okrojonej wersji “off-shore balancing”. Czyli budowanie i utrzymywanie “pasa/stref ognia” – wg prawidłowej moim zdaniem koncepcji Pana Krzysztofa. Skoro USA nie może pokonać Chin – to zantagonizuje maksymalnie graczy przeciw nim, sojuszników wykorzysta a resztę [potencjalnych sprzymierzeńców Chin] – będzie się starało wyczerpać we wzajemnych konfliktach. Niestety – podkładać nogę i budować konflikty dużo łatwiej [i TANIEJ], niż samemu zrealizować swój konstruktywny plan – w takiej strategii USA oddalone oceanami od Eurazji/Wyspy Świata – są w uprzywilejowanej pozycji. Oczywiście pod warunkiem zachowania spójności wewnętrznej i uzyskania pozycji REALNEGO wzrostu technologicznego i ekonomicznego. Co w razie wyboru Bidena [polecam ostatnią dyskusję na YT Bartosiak-Kwiecień-Trader21-Piech] – wydaje się trudniejsze, niż w razie wyboru Trumpa. Co więcej – Demokraci niebezpiecznie dla USA jako państwa-hegemona – rozhuśtali roszczeniowe i krótkowzroczne populistyczne podejście “ulicy” – która będzie żądała bonusów coraz szerszej konsumpcyjnej kroplówki. Co może się skończyć wielkimi zamieszkami – nawet chaosem i wojną domową [przypominam – w rękach prywatnych jest więcej broni – niż obywateli USA] . A to wszystko tym bardziej winno zmobilizować sterników naszej nawy państwowej – do stopniowego odklejenia się od USA [dotychczas sojuszu z naszej strony BEZWARUNKOWEGO i bezkosztowego dla Waszyngtonu- zaznaczam: nie powinniśmy z USA zrywać – ale za to coraz bardziej stopniowo NEGOCJOWAĆ] – i do budowy [też stopniowo] KOMPENSACYJNIE i ROZWOJOWO silnego strategicznego sojuszu regionalnego [i technologicznego i ekonomicznego] w ramach szeroko rozumianej Wschodniej Flanki – oraz z Koreą Płd, Japonią. Notabene – budowa sojuszu ww Wschodniej Flanki [aczkolwiek domyślnie – pod “wodzą” i po kontrolą USA – przynajmniej w pierwszym etapie] jest propagowane np. przez gen. Bena Hodges’a w ramach CEPA. Rzecz w tym, by w ramach sojuszu szerokiej Wschodniej Flanki występować jako jeden gracz wobec Waszyngtonu – i negocjować sprawy tu w Europie i wsparcie dla Flanki [technologiczne, NATO Nuclear Sharing, własne siły jądrowe, bazy materiałowe, dopiętą drabinę eskalacyjną atomu – aż po dodatkowy parasol strategiczny itp]- przynajmniej jako równy partner. Łączny potencjał PKB Wschodniej Flanki [zwłaszcza ze wsparciem UK i USA – ale także przynajmniej technologicznym Korei, Japonii – no i z pewnym wsparciem USA] pozwala na powstrzymanie Rosji – i na budowę projektu alternatywnego do hegemonii jądra karolińskiego i obecnej UE. To także odpowiedź na zastrzeżenia dra Leszka Sykulskiego. W TAKIM układzie – rola “kordonu sanitarnego” nie jest samobójstwem – a co więcej – tego nie powiedziano – ta rola zapewnia całemu sojuszowi DE FACTO wsparcie OBU supermocarstw [zwłaszcza w owej “godzinie W” – czyli wobec krytycznej groźby przerwania “kordonu sanitarnego”] – bo oba nie chcą supermocarstwa Lizbona-Władywostok. Mogę tylko powtórzyć – wystarczą ćwiczenia chińskie tak z ćwierć miliona żołnierzy i odpowiedniej masy sprzętu – koło rosyjskiej granicy – a Kreml natychmiast zrozumie “aluzję”. Powtarzam – mówię o planie działań strategicznych – proszę nie mylić z planem działań taktycznego i bezkosztowego wykorzystania Kremla przez Pekin przeciw USA w ramach obecnej PRZEJŚCIOWEJ tzw. “przyjaźni”. Tak z niedawnych dziejów owej “przyjaźni” – gdy Chiny 2017 rozmieściły strategiczne rakiety DF-41 koło granicy z Rosją, Kreml najpierw udawał, że pada deszcz i wypierał w zaparte oczywistą demonstrację siły, potem twierdził, że… “to nie ma znaczenia” [!] – a na koniec… sam rozmieścił rakiety po swojej stronie….

    1. (…)Adn.2 Nie potrzeba elektrowni do zasilania radaru aerostatu [czy nawet płatowego subsatelity] – Francuzi na 2021-22 budują prototyp aerostatu Stratobus, który będzie operował na wys. 20 km całymi latami.(…)
      AWACS latając na na pułapie o połowę ok. 10 km. widzi maksymalnie na 600 km, a pewne kategorie celów (cele nawodne) i to bez specjalnego maskowania, widzi tylko na 240 km. A podwojenie pułapu tak spektakularnego podniesienia raczej nie da… Nie neguję sens tego przedsięwzięcia tylko zwracam uwagę, że o ten 1000 km. będzie ekstremalnie trudno, nie mówiąc już o plusie.

      (…) ale także słabszą w determinacji do podwyższenia drabiny eskalacyjne – bo w momencie “sprawdzam” Kreml podkulił ogon i udał, że pada deszcz i nie odpowiedział kontruderzeniem(…)
      Jeśli wg. ciebie zajęcie Homs to podkulenie ogona to…

      (…)a w sprawie Sulejmaniego działała już wtedy nadrzędna dyrektywa Waszyngtonu “wychodzimy z Bliskiego Wschodu”(…)
      Skoro wychodziymy to BW to po co mordować jednego człowieka, a do tego uwielbianego w narodzie, a następnie grozić zabytków… co od kilku lat ONZ uznaje za zbrodnię wojenną (a że USA nie poniosłyby za nie kary znaczyłoby tylko to, że USA są Stałym Członkiem Rady Bezpieczeństwa)?

      (…)Oczywiście – podkreślam raz jeszcze – w planie strategicznym.(…)
      Po poczynaniach Trumpa nie widać żadnego planu… zresztą okazuje, że jak Amerykanie obalali Saddama to też nie mieli strategii… https://radar.rp.pl/swiat/nato/15709-jak-zmarnowano-okazje-na-pokoj-w-afganistanie. A skoro po 2003 nie mieli celów, to nie dziwota, że dyskusja została zdominowana nie drogami ich osiągnięcia tylko nad deficytem wszechczasów (tzn. rekordem to było wtedy) co jest jedną z oznak tzw. przeciążenia imperialnego… A teraz na dodatek tego obecna retoryka Trumpa może pchnąć USA w objęcia wojny domowej… po prostu gość, który żąda jaknajszybszego zakończenia głosów, ale tylko wtedy kiedy wygrywa, nie zasługuje na miano męża stanu.

      (…)Doradzam widzenie całościowe spraw – nie wycinkowe – na poziomie strategicznym – i w całym spójnie rozważanym “cyklu”.(…)
      Wiem, wiem… ty jesteś DalejWidzący niż Amerykanie, Rosjanie, Niemcy, Izraelczycy, Turcy, Polacy i cała reszta. Może i tak jest, ale możesz nie zauważyć czegoś co masz pod przegrodą nosową (zauważenie tego czegoś jest trudne nawet dla NormalnieWidzących)… i tu taką miną może być negacja przez Trumpa wielce prawdopodobnej wygranej Bidena, która w kraju takim jak USA, stanowi nieignorowalne zagrożenie wojną domową, czyli de facto utratą zdolności do skoordynowanych działań na arenie geopolitycznej z całym dobrodziejstwem inwentarza.

        1. Zwracam się z prośbą do obu Panów by używać jednego stałego nicka na forum. I tak, po stylu i charakterze wypowiedzi widać kto jest kto 🙂 To jednak czyni dyskusję bardziej przejrzystą i nie wprowadza sztucznej presji na tworzenie coraz to nowszych “dyskutantów” którzy poprą tę czy inną tezę.

          U mnie na moderatorze wszystkie alter ego widać natychmiast, a specjalizował się w tym dawny forumowicz Medicus vel Nierealny Strateg vel jeszcze jakoś tam.

          pozdrawiam serdecznie 🙂
          KW

          1. Jeden blog, na którym komentuję, wymaga logowania na WordPresie i czasami zapominam się wylogować.

          2. Przepraszam – to z mojej strony nieumyślne, mam 3 komputery, no i przeglądarki pamiętają jak pamiętają. Na d24 czy innych portalach mam nick “Dalej patrzący” – natomiast u Pana – zwykle staram się [jeżeli pamiętam] – mam nick “Georealista”. Przyczyna różnicy jest to, że na d24 podchodzę w komentarzach do spraw np. technologicznych, techniczno-taktycznych, sprzętowych, no i strategicznych też [jeżeli np. dany nowy system zmienia układ sił w danej domenie.] D24 prowadzi też rubrykę “Geopolityka” – ale moim zdaniem słabo tam wiążą “co do czego” i myślą nadal w starych kategoriach – choć i tam dostrzegam zmiany na lepsze. Ponieważ wywód logiczny musi być oparty o konkrety – w takich komentarzach o tle operacyjnym czy strategicznym – wiążę całą siatkę odniesień w moich komentarzach – też opublikowanych tam jako “Dalej patrzący”. Ponieważ Pana blog jest stricte geopolityczny, a sprawy techniczno-technologiczne występują, ale dość ogólnikowo – bez tych “diabłów w szczegółach” – które w istocie stanowią nieraz o wartości danego systemu, czy jego spozycjonowaniu w taktyce i strategii – dlatego przyjąłem u Pana nowy nick “Georealista”. Przepraszam wszystkich za zamieszanie – będę starannie rozróżniał te nicki. Nie chodzi mi o robienie sztucznego tłumu, czy wrażenia że “Georealista” popiera “Dalej patrzącego” czy na odwrót – zresztą ja już pisałem jednoznacznie wcześniej , że oba nicki – to jedna osoba. To chyba widać po stylu pisania…i to jednoznacznie… Przy komentarzach skupiam się na meritum, na możliwie pełnym i spójnym przewodzie logicznym – a nick i e-mail potwierdzałem już bezmyślnie… Notabene – dla jasności – nie jestem Jackiem Bartosiakiem – co mi już przyklejano na d24. Po prostu pisze wg bardzo podobnego wzorca pojęciowo-logicznego – tego umownego “rozumienia spraw”. Nie we wszystkim się zgadzam – pisałem, że np. bitwy pancerne kreślone w scenariuszu symulacji wojny AD2027 w “Rzeczpospolitej miedzy lądem a morzem” – mam za anachronizm. Od 6 lat “tępię” wytrwale kanapowych speców, ale i głosy oficerów starszej generacji, którzy nie rozumieją [czy nie chcą zrozumieć] , że czołg zasadniczo zbudowany do ognia bezpośredniego – jest zwykłym “białym słoniem” wobec saturacji sieciocentrycznie “delegowanej” precyzyjnej projekcji siły. Gdzie np. drony tureckie TB2 z precyzyjnymi efektorami – to tylko jedna z postaci takiej projekcji siły. Bo w skrócie – jeden Krab [lub lepiej Kryl – lepiej – bo tańszy i bardziej mobilny] z amunicją strumieniową precyzyjnego rażenia Nammo – już będzie zdolny [przy przynajmniej półaktywnym pozycjonowaniu przez drony “intruderskie” – zdolny do wybicia batalionu czołgów z dystansu – i to na zapleczu operacyjnym – z zasięgiem 130 km teraz – a Nammo już pracuje z Boeingiem nad drugą generacją – o zasięgu 150 km. Są kwestie systemów rakietowych – ale pomijając cały wielki wywód – dla zapewnienia realnej zbrojnie gwarantowanej suwerenności Polski – są potrzebne dwa elementy – i na nich winien się skupiać [finansowo i organizacyjnie – z głęboką restrukturyzacja WP i z wdrożeniem całego kompleksu RMA – co budzi olbrzymi opór generalicji – która chce spokojnej utartej organizacyjnie ścieżki awansu – no i boi się”wysiudania” ze stanowisk ze strony nowej, wykształconej kadry, która w RMA czuje się jak ryba w wodzie – wiem co mówię…z doświadczenia].
            Te dwa elementy to wielowarstwowa saturacyjna całokrajowa sieciocentryczna A2/AD Tarcza i Miecz Polski z własnym kompleksem C5ISR – spinającym wszystkie domeny w jedną [kolejny powód oporu starej generalicji] – dla której to A2/AD zasięg świadomości sytuacyjnej real-time i spiętej z nią projekcji siły POZA granicami Polski [przynajmniej systemów ofensywnych – rzecz jasna – precyzyjnych] Polski dawałby nam twarde “przełożenie” i na ULB, i na Rosję i na Niemcy – ale i na USA. A także na naszą pozycję w propagowanym sojuszu szeroko rozumianej Wschodniej Flanki – z perspektywami na realnie rozwinięcie Międzymorza, Trómorza, Czwórmorza [nawet Pięciomorza – jakbyśmy doliczyli regionalny styk Atlantyku z Arktyką – trochę szerszy niż GIUK] – albo w ramach umownego 17+1 – zależy, jak by sprawy się potoczyły w globalnej hegemonii…
            A drugie wielkie konieczne aktywo strategiczne – konieczne po przekroczeniu pewnego szczebla drabiny eskalacyjnej [ale także zupełnie zmieniające siłę i pole działania wojsk konwencjonalnych i pole manewru politycznego – i to na wszystkich szczeblach] – to własne głowice odstraszania jądrowego – do użycia w odstraszaniu asymetrycznym.
            Tych dwóch wielkich projektów strategicznych [dla zasadniczo ASYMETRYCZNEJ strategicznej obrony – ale obrony aktywnej z długimi ramionami kontroli i projekcji siły i odstraszania] NIESTETY BRAK w PMT [Wisła to namiastka dająca złudne poczucie “że coś się robi”] – jest za to rozpraszanie funduszy na budowanie WP wg przepisu “wszystkiego symetrycznie po trochu” [żeby zaspokoić generałów z danych RSZ WP] – czyli postępujemy dokładnie tak, jak II Rzeczypospolita przed 1939 – co jest 100% przepisem na klęskę – stąd moje skrajne niezadowolenie z tego stanu rzeczy. Zresztą – obecnie realizowany PMT [mimo pewnych modyfikacji w SPO] to w gruncie rzeczy dalej przywieziony nam w teczce PMT AD2013 – budowy armii ekspedycyjnej do wypełniania zadań zamiast USA i UK na wschodzie – czyli budowa WP – która Polski nie obroni… a to powinien być jasno zdefiniowany literalnie w dokumentach cel “na górze” – i to niezmiennie obowiązujący bez względu na ekipę u steru… Tak więc w razie ewentualnych “radości” moich antagonistów z wyboru Bidena, ba – z powrotu umownego teamu Tuska do władzy – itp zmian u steru – jeżeli nie będą realizowane oba ww programy strategiczne – to team u steru wprost łamie polska rację stanu i interes narodowy. Są i inne programy strategiczne – zakupy technologii [zwłaszcza podwójnego zastosowania], własne suwerenni kontrolowane pełne łańcuchy produktów “high-tech” – w tym jako baza wykorzystanie lewara i potencjału realnego Skarbca Suwalskiego, czy oparcie się o geotermię głęboką. I ZANIECHANIE pewnych spraw forsowanych z uporem z tytułu zupełnego elementarnego niezrozumienia specyfiki funkcjonowania strefy zgniotu – brak rozumienia, że w takiej strefie budowanie dużych stacjonarnych molochów elektrowni atomowych – to zwykłe samobójstwo i ułatwianie roboty obcej projekcji siły czy sabotażowi – i to samobójstwo i proszenie się o wymuszona kapitulację za własne ciężkie pieniądze… które winny iść w inne ww programy…

      1. @JSC – ale przecież to ja pisałem i wskazywałem niebezpieczeństwo, że rozhuśtanie “ulicy” i roszczeniowych postaw w USA plus ilość broni w rękach prywatnych może doprowadzić do wojny domowej – i wskazywałem od razu konstruktywną rekomendacje do odklejenia się stopniowo od USA i przenoszenia naszej uwagi do budowy sojuszu Wschodniej Flanki jako strategicznego perspektywicznego sojuszu – wiec jak możesz mi zarzucać w odpowiedzi, że ja tego “nie widzę”?

        1. Wygląda na to, że wojna domowa wybuchnie do końca roku… jak w takim czasie chcesz się stopniowo odkleić od USA? Na początek musimy mieć jakieś podglebie do szukania sojuszników…

  27. Oferta niemiecka dla USA i Biden w WH oznacza brak jakiejkolwiek podmiotowosci RP…zła polityka Cieciej eRPE od 20 lat właśnie zacznie się mścić

    1. Mam nadzieję, że nie zapominasz, że 2 ciągu tych 20 lat już 8 lat rządzi ekipa (…)stająca z kolan(…). Tylko tak się składa, że te stawanie z kolan to zjawisko powodujące narastanie walki klas.

  28. Z tego co ostatnio co się dzieje to wygląda na to, że towarzysze Ardanowskiego pozbawią DobrąZmianę większości w Sejmie, a Trump, na którego DobraZmiana bezalternatywnie stawiała przegrał wybory na rzecz Demokraty… jednym słowem Polska zostanie sam na sam z Brukselą. Z czy rządem? Już niekoniecznie.

    1. Nie powiedziałbym, że Polska zostanie sama z Brukselą – podczas ostatniej wizyty Duda ostro postawił się Trumpowi w kwestii jednoznacznej krytyki wycofywania sił USA z Europy. To daje bardzo dobre wejście “na starcie” do rozmów Polski z USA w przypadku wygranej Bidena. I do rozwinięcia współpracy. Jeżeli nasza obecna ekipa u steru [czy jakaś kolejna – chodzi mi o perspektywę strategiczną – długofalową] postawi wreszcie na pragmatyczne [i NEGOCJOWANE] stosunki z Waszyngtonem [bez wchodzenia w “wartości”] – to możemy zyskać. Ba – to właśnie kwestia różnic w “wartościach” może właśnie spowodować, wręcz wymusić wreszcie na naszych sternikach przejście od gadania o przyjaźni itd – do pragmatycznego rozmawiania o interesach jako wspólnej platformie. Czyli przejście do realnej polityki opartej o egoistycznie kalkulowany interes narodowy i rację stanu – zamiast dotychczasowej zastępczej i głównie medialnej symulacji tej polityki… Pytanie, czy obecna ekipa zrozumie wreszcie, że w stosunkach międzynarodowych liczy się tylko i wyłącznie siła i interesy, a nie “wspólne wartości” i “przyjaźnie” i wynikające z nich dawanie z góry i bez negocjacji wszystkiego za nic, z nadzieją, ze kiedyś nastąpi “odwdzięczenie się”. Bo owe GESTY “przyjaźni”, gadanie o “wspólnych wartościach” – są zasadniczo tylko medialnym listkiem figowym dla przykrycia twardej gry… Cóż – zobaczymy… Oglądałem 6 listopada wywiad z Kwaśniewskim – nie spodziewa się jakichś trudności współpracy Polski z USA, co więcej – oczekuje większego zaangażowania USA w Europie. W takim układzie nie będziemy sami wobec Brukseli [czyli Berlina], a i umowna Bruksela będzie w istocie poddana gorsetowi porozumień i związania z USA. Chroniących nas MINIMUM jako proamerykańskiego gracza w zakresie nienegocjowalnych strategicznych interesów USA. Minimum – bo jeżeli będziemy wreszcie negocjowali z Waszyngtonem – to możemy uzyskać większe bonusy, które umowna Bruksela będzie musiała respektować. Dla nas [i dla całej szerokiej Flanki] absolutnie najważniejsze, by przypilnować w Waszyngtonie zrozumienia tam – i to szczegółowo i do końca – że niedawna “oferta” Berlina skierowana do przyszłego POTUSa – to bezczelna próba ponownego wypchnięcia i wykiwania USA – i budowy docelowego supermocarstwa Lizbona-Władywostok – z detronizacją USA. Bo wtedy owe rozmowy Waszyngtonu z Bruksela odbędą się zupełnie inaczej, niżby spodziewał się Berlin…

    2. @JSC – każde zagrożenie to jednocześnie szansa. Nowy układ [braku większości] może zmusić Kaczyńskiego do bardziej koncyliacyjnej postawy. Ustawy będą negocjowane w szerszym gronie. Co paradoksalnie osłabi grupę Gowina – bo nie będzie jedynym do negocjowania – nie będzie miał monopolu na szantaż polityczny – a dzięki temu monopolowi zyskiwał dotychczas nieproporcjonalnie dużo do liczby posłów. Będzie konieczna oczywiście przy stoliku i grupa Ardanowskiego, a w ramach nowej sytuacji – czyli wymuszonych negocjacji – do gry wejdzie pewnie Konfederacja [chyba, że znowu w imię rzekomej “real-politik” będą odprawiali fochy i znajdowali ideologiczne kuriozalne tłumaczenia]. Nie byłbym zdziwiony nawet woltą Kukiza i odklejeniem się od PSL i przejściem do negocjacyjnego stolika. Pozornie paradoksalnie – jeżeli tak się stanie – to in plus dla PiS osłabi zasadniczo zarzuty “totalnych” o “dyktaturę Kaczyńskiego” – a więcej ustaw przejdzie z większą ilością głosów za – z różnych partii – co znowu osłabi zasadniczo zarzuty o “niepraworządność”. Ten mechanizm może tez podzielić PSL i doprowadzić do “wyciekania” pojedyńczych oportunistów z “totalnych”. A wtedy – możliwa większość konstytucyjna – co zmienia zupełnie pole politycznego manewru Polski. Oczywiście – to wszystko to jest tylko [i “aż”] opcja do realizacji – jak Kaczyński się zaprze, a reszta grup nie zrozumie szansy – to skończy się to krótkowzrocznymi kłótniami i chaosem o osłabieniem zamiast wzmocnienia Polski…

      1. Póki co wszystko wskazuje na to, że Trump przegrał wybory, ale nie zamierza ustępować… czyli mamy realne zagrożenie wojną domową, a wtedy trzeba zapomnieć o jakiejkolwiek polityce zagranicznej i nie będzie miało żadnego wrażenia jaką postawę miał Duda wobec Trumpa… a po za tym jeden nieoficjalny protest, który zresztą widziałeś tylko ty, nie zmienia całokształtu polityki DobrejZmiany. To tak jakby powiedzieć, że weta sądowe były akcesem do tzw. Totalnej Opozycji.

      2. DobraZmiana do tej pory wyzywała opozycję od najgorszych sortów często i gęsto używając określeń, za który pan Wojczal by banował. Jak zatem ma wyglądać ta koncylialność? I jak na to zareaguje elektrorat, zwłaszcza żelazny?

        1. @JSC – z Konfederacją, Kukizem, nawet częścią PSL-u mogą się dogadać. I z oportunistami-uciekinierami z “totalnych”. Na rdzeń “totalnych” nie liczę. Pójdą w zaparte – nawet po trupie Polski. Zresztą u “totalnych” język właściwie histerycznie knajacki i prześciganie się w antykulturze [dla podgrzewania co sił atmosfery i budowania medialnej otoczki wydumanego świata np. Kaczyńskiego przyrównywanego z pełną powagą do… Hitlera] – to codzienność od półtorej dekady. Byli tego “postępowymi” prekursorami i tak działają non-stop – od 2007 gdy objęli władzę i zaczęli kampanie oczerniania niewygodnego prezydenta… Są nawet opublikowane książkowo dysertacje i analizy socjologiczne na temat rozwoju tego propagandowego “przemysłu pogardy”. Nie pisałem, że cała opozycja będzie do koncyliacyjnego dogadania – ale tylko pewna część. Ta “nieberlińska”. Być może – w pozytywnym dla Polski scenariuszu – uda się zebrać koalicję większości konstytucyjnej. Zobaczymy…na razie takie szanse oceniam na 20-30% max. No i czasami otwiera się okienko możliwości – i “niemożliwe” staje się możliwym…cóż – czas pokaże i zweryfikuje…

          1. (…)z Konfederacją, Kukizem, nawet częścią PSL-u mogą się dogadać.(…)
            Trudno współpracować z kimś kogo się nazywa ruskimi trzpionami jak to ma w przypadku Konferacji czy złodziejami i zdrajcami polskiej wsi jak to ma w przypadku PSL… DobraZmiana zbyt skrupulatnie niszczyła, żeby tamte partie weszły w ten interes, a elektorat to wybaczył. Nie zapominajmy, że tu to co Anglicy nazywają wiecznymi interesami Imperium zderza się z namiętnościami konkretnych ludzi.

          2. @JSC – Politycy mają to do siebie, że ich pamięć jest bardzo selektywna odpowiednio do sytuacji. Jeżeli są politykami – to patrzą nie na wczoraj, tylko na dzisiaj i jutro – i pójdą na każda konfigurację, która ich wzmocni. Tak działa realna gra polityczna. Wszystko powyższe pisałem z zastrzeżeniami co do koniecznej dojrzałości politycznej. Która presja sytuacji zwyczajnie wymusi – albo wypadną ze stolika negocjacji i gry.

          3. @Georealista
            Twierdzisz zatem, że politycy to tzw. strategosi… Tylko jakoś np. po Kaczyńskim, który w Polsce uchodzi za uosobienie tego określenia, jakoś nie przejawia nadzwyczajnego instynktu samozachowawczego, czego wybitny pokaz dał ostatnio piątką dla zwierząt, do której dorzucił hucpę z aborcją.
            Do tego należy do grona przywódców, którzy biorąc dobre sondaże za dobrą monetę przyspieszał wybory. Jednak do wybitnego przedstawiciela tego grona zaliczam Theresę May, który tak wykoleiła Brexit, że do zakończenia tego procesu musimy czekać do przyszłego Sylwestra.
            A propos tego Sylwestra… w tym dniu upływa termin 2 ultimatów, które DobraZmiana postawiła sama sobie:
            – początek wykupu gruntów pod CPK
            – wydzielenie Województwa Warszawskiego
            Jednak największy wykwitł skłonności mamy właśnie w USA… jeśli Trump przekroczy Rubikon to będzie mu groziła kara śmierci.

  29. @JSC – z uporem wmawiasz nieskuteczność rakiet na przykładzie rzekomo nieskutecznego “rakietowania Syrii”. Tyle, że to działa w obie strony wg tak przyjętej argumentacji – skutkując wobec tego mniejszą przewagą i mniejszym zagrożeniem ze strony rosyjskich rakiet [przynajmniej tych konwencjonalnych]. Ale to dygresja – bo przecież sami Rosjanie rezygnacja z lotniska w Baranowiczach po naszym zakupie JASSM pokazali jednoznacznie – że wg nich samych zagrożenie i oczekiwana skuteczność naszej projekcji siły są duże. I to jest własnie najlepszy pokaz rozjazdu rosyjskiej propagandy – z faktami, które przesadzają prawdziwą skalkulowana ocenę…i to ze strony Rosji…

    1. Zapominasz, że oni będą w dynamicznym na tarciu, więc ich dziesiątki tysięcy rakiet może starczyć do momentu aż podciągną pod strategiczne cele np. artylerię lufową i wtedy zacznie oranie na całego.

      1. @JSC – “Dziesiątki tysięcy rakiet” – to Rosjanie mogą mieć niekierowanych 122 mm do wyrzutni BM-21. O standardowym zasięgu 20,5 km [nasze Feniksy mają 40 km zasięgu]. A im większy kaliber – tym nieporównanie drastyczniej ta liczba liczba spada. Rosjanie generalnie mają rozwinięte systemy ognia zaporowego – ale dużo gorzej tam u nich z precyzją pojedyńczych uderzeń. A jeden efektor precyzyjny wart 50 nieprecyzyjnych – taka teraz obowiązuje kalkulacja po doświadczeniach Donbasu i innych. Nie chcę pisać znowu elaboratów – proszę uważnie przeczytać moje 2 komentarze merytoryczne napisane akurat na d24 jako “Dalej patrzący” do artykułu https://defence24.pl/rosja-hipersoniczny-pocisk-w-modulowym-systemie-hermes . Gdzie metodycznie po raz kolejny merytorycznie zdusiłem ‘hiper-zachwyty” nad rosyjską kolejną Wunderwaffe… Prosze o przeczytanie tych komentarzy razem ze wskazanymi linkami: konkretnie https://www.defence24.pl/precyzyjna-amunicja-porazi-cele-odlegle-o-150-km-koniec-artyleryjskiego-prymatu-rosji @JSC – bardzo proszę o merytoryczność wpisów, a nie o naiwne powielanie rosyjskiej taniej propagandy, o rosyjskiej “niezwycieżonej potędze i nieprzebranych zasobach”, która wprost mi wybrzmiewa – własnie takimi wrzutkami z sufitu jak Twoja – jako widomym skutkiem lat pracy rosyjskiej agentury wpływu na nasze biedne tumanione społeczeństwo – któremu dalej wpaja się fałszywe schematy. Rosja ma gigantyczne rozciągnięcie i rozproszenie zasobów – w tym militarnych – a właściwie z każdym sąsiadem ma mniej lub bardziej na pieńku. A Rosja sojuszników ma tradycyjnie tylko dwóch – własną armię i flotę…co wystarczało, gdy Rosja zdecydowanie górowała nad sąsiadami – a ten czas minął – bo choćby chiński smok nabiera apetytu…Co wiąże siły Rosji – i nie pozwala na koncentrację całości sił – tak imponujących laikom w zestawieniach na papierze… Nawet w samej Wschodniej Flance wystarczy w razie zagrożenia ze strony Rosji i ew. koncentracji jej sił wobec danego gracza Flanki – zwiększyć zgodnie gotowość bojową i przerzucić nad granice swoje siły – i 3/4 owej koncentracji siły rosyjskiej [i tak koncentracji cząstkowej – ze względu na dozór CAŁEJ granicy i obszaru FR – koncentracji cząstkowej już “na starcie” względem TEORETYCZNIE dysponowanych całościowo sił rosyjskich – tzn. całej Armii Czerwonej] – to i tak 3/4 z tych skoncentrowanych sił [i tak cząstkowych] będzie związane i rozproszone przez nasze zsynchronizowane podniesienie gotowości bojowej i “power in being” na Wschodniej Flance. Dlatego tak właśnie promuję zwrot na sojusz szeroko rozumianej Wschodniej Flanki. FR to nie jest ZSRR – tylko cień dawnego kolosa militarnego. I to Rosjanie najbardziej zostali “zredukowani” własnie w siłach konwencjonalnych. Właśnie to związanie stałe na granicach – oraz możliwość dalszego rozproszenia koncentracji sił rosyjskich przez Wschodnią Flankę – to sprawia, że nie mają sensu przeróżne “imponujące” tabelki i wyliczenia dla laików, porównujące CAŁOŚCIOWO aktywa Armii Czerwonej względem poszczególnych państw – jak np. Polski. Sytuacja pod względem potencjału koalicyjnego gra na korzyść Wschodniej Flanki – która może liczyć też na determinację OBU supermocarstw – by ten “kordon” nie został przerwany. Ponadto mamy asymetryczną przewagę strategiczną jako sojusz – to my możemy skoncentrować praktycznie całość sił względem Rosji – a Rosja nie – bo musi pilnować najdłuższych na świecie granic i terytorium – i boi się, że jej osłabienie, wręcz ogołocenie granic – dałoby “zbiorowy run” na Rosję ze strony sąsiadów – bo właściwie z każdym [i to z Chinami na czele – przypominam te 1,6 mln km2 “ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską” zagrabione Chinom w “wieku hańby”] ma nierozliczone długi terytorialne. To bodajże Karol Marks napisał o Rosji, że jest jak złodziej, który wzrósł dzięki największej na świecie grabieży cudzych terytoriów – i od tego momentu paranoicznie obawia się dnia, kiedy zostanie rozliczony i będzie musiał je zwrócić. Ten strach to sam rdzeń geopolityki Kremla – determinujący u samej podstawy właściwie całą rosyjską kulturę strategiczną – we wszystkich możliwych wariantach, modelach, systemach, doktrynach.

        1. (…) bardzo proszę o merytoryczność wpisów, a nie o naiwne powielanie rosyjskiej taniej propagandy, o rosyjskiej “niezwycieżonej potędze i nieprzebranych zasobach”, która wprost mi wybrzmiewa(…)
          Rozumiem, że niezwyciężona potęga to jest Amerykańska, ale tylko do lat ’30, kiedy to nastanie Chiński Kalifat Pakistanu.

          1. @JSC – wszyscy wielcy gracze roztaczają obraz swej siły – który ma mało wspólnego z realem, a zwykle odwołuje się w przekazie do “szarego człowieka” do historycznych “kultowych” ikon potęgi [np. Rosja – czołgi , USA – lotniskowce i samoloty] – a nie do aktualnej, czy przyszłej ODB. Przy czym praktycznie zawsze stosuje się tabelkowe porównania sił, a nie patrzy na JAKOŚĆ tych sił, a także na strukture i uwarunkowania – w tym związanie sił w “power in being” przez innych graczy, uwarunkowania, które zawsze silnie ograniczają i same użycie i liczność ewentualnie użytych sił. USA przegrało wojnę z terrorem, więc nie jest niezwyciężoną potęgą, co więcej – w trakcie wojny z terrorem siły USA przeszły mocny regres, choć przez sprawność i jakość struktur wydają się z nawiązką odrabiać to osłabienie. Chiny na papierze wyglądają bardzo imponująco – ale JAKOŚĆ ich sił dopiero się pokaże w przyszłym starciu. Co do Atomowego Kalifatu – moim zdaniem będzie konglomeratem przejętego sprzętu pozyskiwanego teraz przez państwa islamskie od Zachodu, Rosji, Chin, a głównie będzie się opierał na ilości “bagnetów” – by ilość przeszła w rozpraszająca jakość. Zwłaszcza, gdy opanuje Afrykę Północną i stanie wobec Europy. Taki “pochód armii mrówek” jest tu najlepszym analogiem. Bo własny przemysł zbrojeniowy en bloc nie byłby dostatecznie rozwinięty, a wsparcie Chin na pewno będzie ostrożne, dokładnie dozowane do realizacji celów zatwierdzonych w Pekinie i zapewne “delegowane” pod ścisłą kontrolą, by nie wzmacniać zbytnio dzisiejszego sojusznika strategicznego [w złamaniu Zachodu], a jutrzejszego konkurenta o hegemonię globalną [gdy złamanie czy przynajmniej dostateczne osłabienie Zachodu się dokona – i ci obaj główni gracze Wyspy Świata zostaną “sami” wobec siebie na polu gry globalnej.

  30. Jakie są intencje Niemiec i oferta dla nas wskazuje obecna prezydencja Niemiec w UE. Powiązanie funduszy z tzw praworządnością pozwoli zmienić każdy niewygodny dla Niemiec rząd w Warszawie lub utrzymywać go w stanie klinczu w zwarciu z instytucjami UE przy jednoczesnym wspieraniu wewnętrznego chaosu. To przeobrażenie UE konsekwentnie realizowane od Lizbony do teraz. Niemcy liczą, ze wybór Bidena da im wolną rękę w Europie. Wrócą wtedy do NS2. Ponieważ większość państw strefy euro po covidzie będzie zależna od rolowania długów a więc dopisywania zer na koncie EBC i wykupu obligacji, praktycznie będą sobie mogły tylko pomarudzić. Imperialna polityka nowożytnych Niemiec jak dotąd zawsze prowadziła do powszechnej katastrofy. Jak widać historia lubi się powtarzać. Niestety dla nas, zbyt często.

  31. “Powiązanie funduszy z tzw praworządnością pozwoli zmienić każdy niewygodny dla Niemiec rząd w Warszawie” – nie tylko w Warszawie. Na każdego przyjdzie kolej, np. gdy Niemcy zaczną wymuszać sprzedaż będących w długach przedsiębiorstw krajów południa UE.
    Jeśli np. Chińczycy zaoferują tym zadłuzonym państwom lub przedsiębiorstwom z południa pomoc finansową, to wówczas kraje te będą miały matychmiastowe problemy z praworządnością.

  32. A tymczasem Chiny, Japonia, Australia, Nowa Zelandia, Korea Południowa w sumie 15 państw ASEAN podpisały pakt RCAP o wolnym handlu ( bez USA i Indii ) https://filarybiznesu.pl/15-krajow-azji-i-pacyfiku-podpisalo-umowe-o-wolnym-handlu/a7111.
    Ciekawe co na to Niemcy? Też się przyłączą? Pewnie nieźle ich korci, ale póki co czekają na ruch administracji Bidena.
    Wygląda, że region Pacyfiku, przynajmniej handlowo właśnie wymyka się USA. Historia właśnie przyspiesza Panie Fukuyama.

    1. Pytanie, jak długo utrzyma się ów wolny handel wobec rosnącego rozziewu dylematu “bezpieczeństwo strategiczne=trzymać z USA” versus “rozwój ekonomiczny=trzymać z Chinami”? Bo niewątpliwie Chiny są “numerem 1” w RCAP. I już w ramach pokazowej lekcji dla innych graczy dały “popalić” Australii [zablokowanie dużej części eksportu Australii do Chin] za opowiedzenie się po stronie USA [i sprawa “śledztwa COVID-19”]. Chyba wytworzą się dwa “wolne rynki” RCAP – jeden [w istocie rozbity na relacje bilateralne i bardzo nierównoprawne z każdym graczem osobno] Chin jako “hegemona” z resztą RCAP, no i drugi reszty państw RCAP w swoim kółku – bez Chin.

      1. Nie byłbym zdziwiony, gdyby po pewnym czasie, gdy już okaże się w pełni nierównoprawność “wolnego rynku” ze strony uprzywilejowanych Chin do reszty uczestników RCAP, Indie i USA by przystąpiły do rozmów z tymi niezadowolonymi uczestnikami RCAP, uzyskując warunki, której nie mogą uzyskać teraz. Korzystną sytuacje dla USA i Indii – ale mniej nierównoprawną dla “niechińskich” uczestników RCAP, jak to zapewne wymuszą Chiny.

  33. Cytuję z https://www.defence24.pl/sroda-z-defence24pl-wywiad-z-szefem-mon-wywiad-z-bylym-szefem-niemieckiego-urzedu-ochrony-konstytucji-joe-biden-zmieni-plany-redukcji-wojsk-amerykanskich-w-afganistanie-usa-dozbrajaja-swoich-sojusznikow-nad-zatoka-perska Artur Ciechanowicz, Dziennik Gazeta Prawna, „Po rozbiciu Państwa Islamskiego Europa stoi w obliczu terroryzmu”: Wywiad z byłym szefem niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji, Hansem-Georgiem Maassenem. „Statystycznie prawie nie ma przypadków, w których zamach taki jak w Wiedniu byłby przygotowywany lub przeprowadzony przez etnicznych Niemców czy Francuzów. Dlatego uważam, że Polska prowadzi bardzo rozsądną politykę wobec migrantów […] Jednak jeśli porówna się Polskę z Francją, Niemcami, czy innymi krajami Europy Zachodniej, to niebezpieczeństwo jest o wiele mniejsze. W Polsce nie istnieje imigranckie środowisko, z którego rekrutują się terroryści. Nie ma też dużej liczby młodych mężczyzn z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej starających się o azyl.” Myślę, że komentarz niepotrzebny. W swoim czasie Polsce grożono odebraniem funduszy unijnych za nieprzyjmowanie imigrantów wg narzuconych odgórnie kontyngentów. Warto by to przypomnieć w czasach obecnej próby złamania Polski przez odebranie funduszy unijnych za “niepraworządnośc” – czyli realnie – wg widzimisię Berlina – odpowiednio do jego potrzeb politycznych.

    1. W obliczu do niedawna otwartej granicy z Niemcami upatrywanie braku zamachu w zasługach tzw. polityką migracyjną zalatują naiwnością. Przecież jeśli kogoś stać na materiały do budowy bomby to stać go na i bilet na pociąg Berlin-Warszawa, zwłaszcza że to będą jedne z ostatnich wydatków w życiu. Bardzie wierzę w hipotezę, że takie kraje jak Polska robią za zaplecze… co pokazują bynajmniej kuriozalne węgierskie przypadki Abdeslama… https://natemat.pl/222779,zamachowiec-z-paryza-tuz-po-masakrze-odwiedzil-wegry-spotykal-sie-tamtejszymi-nacjonalistami

      1. @JSC – to kwestia liczebności populacji migrantów – na tyle dużej, by generowała samotnych wilków wg prawa wielkich liczb. Żeby robić za zaplecze terroryzmu – musi być baza demograficzna – a tej właśnie brak z uwagi na brak imigrantów. A zamachowcy dokonują zamachów zazwyczaj w swoim znanym terenie, gdzie rozumieją spodziewany wydźwięk i skutki zamachu. Stąd pomysł jazdy z Berlina do Warszawy jest dla takiego zamachowca bez sensu… @JSC – cała Twa konstrukcja myślowa nie ma sensu, jest naciągana na siłę – a wyjątek jest tylko wyjątkiem… W końcu były szef jednej ze specsłużb mówi ze znajomości sprawy jako “insider” – szkoda tylko, że pozwolił sobie na “niepoprawne politycznie” “własne zdanie” [a la musztarda po obiedzie] dopiero po zakończeniu służby – którą pełnił w latach 2012-18….naprawdę szkoda, że on [i cala reszta decydentów stosownych instytucji w Niemczech] nie stanął MERYTORYCZNIE na wysokości zadania i nie spełnił swego obowiązku rzetelnego informowania i ostrzeżenia obywateli [Niemiec i Europy] np. w 2015… A dopisywanie zadziwiających teorii do tez, w które wierzysz, skutkuje niestety odklejeniem od realu…ze wszystkimi opłakanymi skutkami prymatu ideologii nad realem…

        1. (…)A zamachowcy dokonują zamachów zazwyczaj w swoim znanym terenie, gdzie rozumieją spodziewany wydźwięk i skutki zamachu.(…)
          Co tu wykombinować? Data 11/09 nieodłącznie wiąże się z osobą Jana III Sobieskiego… No to dla rozgłosu o zasięgu światowym można walnąć w pałac w Wilanowie albo w instytucję mieszczącą się bezpośrednio przy nim, czyli w zabytkowy kościół pw. św. Anny czy w (…)Szkoła Podstawowa Niepubliczna im. Wiktorii Wiedeńskiej Fundacji Edukacyjnej “Varsovia”(…). Wszystkie te cele dla islamskiego terrorysty są wysoce atrakcyjne, a do tego w w ostatnim przypadku dochodzi jeszcze internat, w którym mieszkają polscy uczniowie z Ukrainy i Białorusi.
          Do znalezienia tych celów wystarczy pobieżna kwerenda tematu bitwy pod WIedniem, a następnie odwiedzenie Google Map. I wtedy do wielkiego huku wystarczy zaciukać paru uczniów albo wywołać takie szkody, abyśmy zostali zmuszeni do spisania strat na materii zabytkowej. Można też plany połączyć… najpierw bomba w kościele, a następnie latamy z nożem na terenie szkoły.

          1. @JSC – odnoszę nieodparte wrażenie, że Ciebie bardzo boli brak zamachów terrorystycznych w Polsce, oraz, że wręcz podpowiadasz, jak by tę “antypostępową niesprawiedliwość” wobec Zachodu wyrównać. W sumie – totalne wyparcie prostego faktu, że jak to ocenił Hans-Georg Massen, Polska postępuje lepiej niż Zachód z punktu widzenia bezpieczeństwa.Czyli – jeżeli fakty przeczą teorii…tym gorzej dla faktów…

          2. @Georealista
            (…)odnoszę nieodparte wrażenie, że Ciebie bardzo boli brak zamachów terrorystycznych w Polsce(…)
            Brak? Bez problemu zrobię o to taką listę:
            – Morderstwo Adamowicza https://pl.wikipedia.org/wiki/Zamach_na_Paw%C5%82a_Adamowicza
            – IED na Paradzie Równości https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25258745,na-marszu-rownosci-mogli-zginac-ludzie-areszt-dla-malzenstwa.html
            – atrapa bomby zostawionych przez związkowców górniczych na torach w Sławkowie… https://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25707970,gornicy-blokowali-rosyjski-wegiel-na-torach-zamontowali-cos.html
            – morderstwo Rosiaka… https://pl.wikipedia.org/wiki/Atak_na_biuro_poselskie_Prawa_i_Sprawiedliwo%C5%9Bci_w_%C5%81odzi
            – bomber z Wrocławia… https://tvn24.pl/wroclaw/student-chemii-oskarzony-o-terroryzm-zostawil-bombe-w-autobusie-ra713405-2568909
            – (…)Rurabomber(…)… https://wydarzenia.interia.pl/mazowieckie/news-warszawa-rurabomber-przed-wyrokiem,nId,1117338
            – polski Guy Fawkes, czyli Brunon Kwiecień… https://pl.wikipedia.org/wiki/Brunon_Kwiecie%C5%84
            Widać zatem, że czynów ściganych z 115 ark. KK nie brakuje. Jak widać z braku tzw. nachodźców zamachy robią sami lokalsi, a to w dużej mierze narodowcy. Ponadto biorąc pod uwagę ich zażyłość z środowiskami kibolskimi zachodzi uzasadnione podejrzenie, że robią też w terrorze kryminalnym.

          3. @JSC – idąc tym tropem dochodzimy do całkiem imponującej listy [przynajmniej 58 nazwisk – do poszukania w internecie] ofiar “seryjnego samobójcy”. Przypadek Rosiaka słabo pasuje do “prawicowych środowisk kryminalno-kibolskich”, a przypadek super-bombera od wysadzania Sejmu…cóż…w tej wesołej paczce jedynie ten, któremu mózg wyprano, nie był w specsłużbach…to było szyte tak grubymi nićmi, że wymienianie tego przypadku jest akurat skrajnie przeciwskuteczne… Generalnie zgadzam się, że środowiska, ale lewicowe weszły w działalność kryminalną poprzez specsłużby podczas wrogiego przejęcia i wymuszeń kryminalnych względem obywateli i majątku narodowego w latach 90-tych…co robiono z przykrywką wsparcia odpowiednich polityków, na których mieli haki…i do dzisiaj płacimy za to dając się rozgrywać zewnętrznym graczom, którzy przez te sprzedajne służby rozgrywają naszą politykę…choćby przykład marionetek Kwaśniewskiego-Millera, czy Tuska i Pawlaka…czy obecna kombinacja operacyjna pt “ulica i zagranica” z zaprogramowaną sieciowo histerią feministek spod usłużnie im podanego jednoczącego znaku Sturm Abteilungen, rozrywaniem szat z powodu ciężkiej niedoli LGBTQX [sądząc z prasy niemiecko-własnościowej – w Polsce jest ucisk niczym w niewoli egipskiej – wręcz holocaust LGBTQX gorszy niż za Hitlera], zagrzewaniem antify bohatersko walczącej z “polskimi nazistami” – wszystko pod światłym skoordynowanym przewodem zmasowanej propagandy medialnej, trzeba przyznać, że o rząd wielkości lepszej w ogłupianiu [i w bezczelności] od tej za Herr Goebbelsa… – czyli z punktu widzenia pragmatycznej geopolityki: działania w ramach planu obecnej niemieckiej prezydencji dla ustawienia sobie Europy na twardo przez Berlin – “koniecznego” i złamania opornych – wszystko jako urabianie sobie pola manewru pod dogadanie się na poziomie strategicznym jako hegemon UE – z Bidenem w styczniu. Cóż – zobaczymy…

          4. (…)idąc tym tropem dochodzimy do całkiem imponującej listy [przynajmniej 58 nazwisk – do poszukania w internecie] ofiar “seryjnego samobójcy”. (…)
            Wyznawcy seryjnego samobójcy mają go za cyngla tzw. resortów siłowych, zatem gdybyśmy go nazwali terrorystą to musielibyśmy z automatu uznać RP za organizację terrorystyczną. Nie sądzę, żeby w tej ironii chodziło o konkluzje tego typu…

            (…) Przypadek Rosiaka słabo pasuje do “prawicowych środowisk kryminalno-kibolskich”(…)
            Możesz wskazać mi miejsce, gdzie napisałem, że te środowiska są JEDYNYMI sprawcami zamachów? Chyba nie chodziło ci o wyrażenie w (…)w dużej mierze(…)?

            (…)a przypadek super-bombera od wysadzania Sejmu…cóż…w tej wesołej paczce jedynie ten, któremu mózg wyprano, nie był w specsłużbach…to było szyte tak grubymi nićmi, że wymienianie tego przypadku jest akurat skrajnie przeciwskuteczne…(…)
            Musisz pilnie zawiadomić o tym prawnika Pana Kwietnia… może uda mu się wzruszyć prawomocny wyrok. A co do antyskuteczności… to dziwnym trafem obecny Prokurator Generalny jest popierany przez środowiska szerzące opinie, że Kwiecień jest ofiarą spisku. Chociaż z drugiej strony te środowiska popierają też Janusza Walusia, którego mają za ostatniego wyklętego… Ciekawy zbieg okoliczności.

            (…)Generalnie zgadzam się, że środowiska, ale lewicowe weszły w działalność kryminalną poprzez specsłużby podczas wrogiego przejęcia i wymuszeń kryminalnych względem obywateli i majątku narodowego w latach 90-tych…(…)
            Z tymi twierdzeniami zapraszam z kolei do Prokuratora Generalnego, który całkiem nie dawno dołączył do całkiem długiej listy polityków skompromitowanych sprawa morderstwa Papały… o ile dobrze pamiętam to z okazji postawienia zarzutów Patykowi to zwołał konferencję prasową i osobiście ogłosił sukces. W kwestii ścigania pozostałych części układu też idzie jak po… eufemistycznie powiem po grudzie. A bywały też strzały, które trafiały w cele (…)własne(…)… tak jak np. przy komisji Amber Gold wypłynął wątek SKOK’ów czy ostatnio taśmy Czarneckiego, które odpala Giertych po ostatnim aresztowaniu.

            Za to z terroru kryminalnego są znani akurat kibole… np. ostatnio poddano ostatnio ekstradycji szefową gangu powstałego na środowiskach skupiających się wokół Cracovii… https://www.onet.pl/informacje/onetwiadomosci/magdalena-k-szefowa-gangu-cracovii-wraca-do-polski-trafi-do-aresztu/xywc921,79cfc278
            A te środowiska nie ukrywają, że trzymają raczej z narodowcami i związkami zawodowymi, głównie górniczymi… a te są wrogami tzw. lewicy.
            Założę się, że gangi te włączą, o ile tego już nie zrobiły, do gry o dobre miejscu przy nowym rozdaniu dla energetyki… tu wystarczy wspomnieć, że ich (…)oficjalnymi przedstawicielstwami(…) będą kluby kibica skupione wokół drużyn piłkarskich, których właścicielami są likwidowane kopalnie. Jestem pewny, że kto się zorientował, że tu też będą przekształcenia własnościowe ten już zaczął starania o zamontowanie swoich agentów w władzach tych klubów. Jak konflikt wymknie się z pod kontroli to może być wojna jak w latach ’90.

            (…)choćby przykład marionetek Kwaśniewskiego-Millera, czy Tuska i Pawlaka…czy obecna kombinacja operacyjna pt “ulica i zagranica” z zaprogramowaną sieciowo histerią feministek spod usłużnie im podanego jednoczącego znaku Sturm Abteilungen, rozrywaniem szat z powodu ciężkiej niedoli LGBTQX [sądząc z prasy niemiecko-własnościowej – w Polsce jest ucisk niczym w niewoli egipskiej – wręcz holocaust LGBTQX gorszy niż za Hitlera], zagrzewaniem antify bohatersko walczącej z “polskimi nazistami” – wszystko pod światłym skoordynowanym przewodem zmasowanej propagandy medialnej, trzeba przyznać, że o rząd wielkości lepszej w ogłupianiu [i w bezczelności] od tej za Herr Goebbelsa… – czyli z punktu widzenia pragmatycznej geopolityki: działania w ramach planu obecnej niemieckiej prezydencji dla ustawienia sobie Europy na twardo przez Berlin – “koniecznego” i złamania opornych – wszystko jako urabianie sobie pola manewru pod dogadanie się na poziomie strategicznym jako hegemon UE – z Bidenem w styczniu. Cóż – zobaczymy…(…)
            Cała zadyma zaczęła się od wciskania dublerów do TK… a nie tak jak sugerujesz od LGBT. A co do wyroku… trzeba by uznać, że zaiste obecny szef TK faktycznie jest małżonkiem TW Wolfgang i że oboje teraz pracują na rzecz Niemców.

          5. @Georalista
            (…)Z tymi twierdzeniami zapraszam z kolei do Prokuratora Generalnego,(…)
            Co pokazuje reakcja na ujawnianie danych funkcjonariuszy pacyfikujących Ziobro ma szerokie uprawnienia procesowe… https://tvn24.pl/polska/zbigniew-ziobro-zapowiada-postepowanie-karne-wobec-osob-ktore-upublicznily-dane-policjantow-4757592
            Swoją drogą ciekawe, że funkcjonariusze prewencji bardziej się boją środowisk, których członków nie przyłapano jeszcze na biciu, aby odesłać kogoś do szpitala albo i gorzej od środowisk z ugruntowaną tradycją tzw. (…)sprzedawania kosy(…):
            https://tvs.pl/informacje/zabojcy-kibica-gornika-zabrze-zlapani-areszt-dla-11-zlapanych-na-slasku-i-w-malopolsce-kiboli-wideo/
            https://krakow.naszemiasto.pl/zabojstwo-kibica-cracovii-to-byla-brutalna-egzekucja-w/ar/c2-747494
            https://kielce.wyborcza.pl/kielce/7,47262,21728123,25-lat-wiezienia-za-zabojstwo-kibica-korony-kielce.html
            https://www.wprost.pl/kraj/108785/13-lat-wiezienia-za-zabojstwo-wrogiego-kibica.html
            https://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/kibic-zabojca-skazany-oficjalna-strona-programu-uwaga-tvn,133036.html

  34. @JSC -> czyli lista ofiar polskich ‘zamachów terrorystycznych’ na przestrzeni kilku lat jest znacznie mniejsza, niż jednego małego zamachu na zachodzie; poza tym większość przytoczonych przykładów ma zdecydowanie podłoże polityczne/kryminalne, a nie kulturowe/terrorystyczne;

  35. (…)kulturowe/terrorystyczne;(…)
    Zdaje się, że terror kryminalny to zupełnie odrębna rubryka… która uchodzi za mniejszego kalibru.

  36. Witam wszystkich, obserwuję blog Pana Krzysztofa już od dawna i postanowiłem w końcu napisać komentarz. Otóż po pierwsze dziękuję Panu Krzysztofowi za prowadzenie tego bloga i wysiłek jaki wkłada w każdy tekst. Chcę również podziękować panu @Georealista za bardzo ciekawe komentarze, które niejednokrotnie rozwijają i dodają smaczki do każdego wpisu. I tutaj chciałem zapytać i być może złożyć ofertę : Panie Georealista czy ma Pan gdzieś swojego bloga? Jeśli nie, to chciałbym zaoferować za darmo usługę wykonania takiego bloga, potrzebowałbym jedynie od pana kontakt żeby zrealizować takie zlecenie. Natomiast Panu KW oferuję wsparcie w postaci poprawy, konfiguracji, tłumaczeń np przycisków typu “Read More” itd oczywiście również za darmo. Moją motywacją, jako, że tak powiem ‘fana’ geopolityki i geostrategii jest chęć dołożenia choćby cegiełki do wspaniałej i mozolnej pracy tego środowiska. Jeśli którykolwiek z Panów byłby zainteresowany proszę o odpowiedź na ten komentarz a chętnie pomogę.
    Dziękuję jeszcze raz za wysiłek i pozdrawiam, być może z czasem włączę się do dyskusji.

Leave a Reply