NATO vs Rosja – Strategia zastraszenia

Faktem jest, że agresywne działania Rosji na Ukrainie zastały NATO nieprzygotowane do odpowiedniej reakcji. Nie chodzi jednak o to, że Sojusz nie był przygotowany do ewentualnej obrony. To tylko półprawda, ponieważ z drugiej strony Rosja nie była i nie jest przygotowana do ataku i wojny z Sojuszem. W tym kontekście słabość tzw. wschodniej flanki NATO – zwłaszcza przed 2014 rokiem – nie generowała wielkich obaw o bezpieczeństwo. Wskazać ponadto należy, że gdy tylko zagrożenie ze strony Rosji się objawiło –  a nie „pojawiło”, ponieważ zawsze istniało o czym my Polacy dobrze wiedzieliśmy – na Zachodzie ruszyła cała machina polityczno-urzędniczo-wojskowa, której celem było przygotowanie się do neutralizacji owego zagrożenia. Z jednej strony nałożono na Rosję sankcje, z drugiej rozpoczęto proces rozmieszczania wojsk Sojuszu na tzw. wschodniej flance. Międzynarodowe kontyngenty pojawiły się w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii. Wzmożono proces wzmacniania państwa buforowego jakim stała się Ukraina (vide szkolenia wojskowe).

Tak więc w kontekście bezpieczeństwa NATO można było mieć zastrzeżenia, uwagi oraz zdanie krytyczne co do tego, czy Sojusz – a zwłaszcza poszczególni jego członkowie – organizuje się w odpowiednim tempie. Natomiast faktem jest, że czuliśmy się i wciąż czujemy się w NATO bezpiecznie. Stany Zjednoczone odpowiadają na działania decydentów z Kremla.

Największym zarzutem względem działań NATO – w kontekście ostatnich lat – jest ten dotyczący mało aktywnej postawy Sojuszu. Reagowano na działania Moskwy, a następnie czekano na efekty w postaci opamiętania się Rosjan, które nie nadchodziło. Z tego powodu to Władimir Putin posiadał przez wiele lat inicjatywę i mógł spokojnie przygotować sobie plan ataku, wybrać jego miejsce oraz czas. To Władimir Putin późną jesienią 2021 roku stawiał żądania Zachodowi. Oczywiście wynikało to po części z faktu, że Federacja Rosyjska znajdowała się po 2014 roku pod wpływem sankcji. Była izolowana politycznie. Tymczasem Zachód funkcjonował sobie dalej, bez żadnych negatywnych konsekwencji (do momentu, aż Putin nie odciął dostaw gazu do Europy Zachodniej). Tak więc władze z Kremla – na własne życzenie – znalazły się pod wpływem presji i dążyły do eskalacji.

Trzeba również brać pod uwagę fakt, że w roku 2014 Stany Zjednoczone były kompletnie pochłonięte konfliktami w Afganistanie (talibowie) i na Bliskim Wschodzie (ISIS), gdzie zaangażowano spore siły militarne. W związku z czym można domniemywać, że relatywnie łagodna postawa NATO (USA) wobec Rosji po 2014 roku wynikała z tego, że próbowano grać na czas. Powoli organizowano wzmocnienie tzw. wschodniej flanki, a jednocześnie zastanawiano się jak ograniczyć zaangażowanie w Azji. Zdawano sobie również sprawę z uzależnienia Europy od rosyjskich surowców energetycznych. Polska budowała terminal LNG w Świnoujściu. Decyzje o budowie Baltic Pipe miały dopiero zapaść.

Mamy jednak rok 2023 i obserwujemy zmagania w czasie drugiej rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Europa w dużej mierze uniezależniła się od rosyjskich surowców. Rosja wypowiedziała nieformalną wojnę NATO w dniu 24 lutego 2023 roku o czym pisałem w tekście: „#To jest nasza wojna”. Na Bliskim Wschodzie – po pokonaniu ISIS na polu bitwy – trwa pewnego rodzaju zawieszenie broni, a Stany Zjednoczone wycofały się z Afganistanu. Jednocześnie wiele europejskich członków NATO zmieniło swoje nastawienie względem Rosji, zrozumiało zagrożenie i przejawia wolę prezentowania stanowczej postawy. Zwiększyła się akceptacja społeczna, jeśli chodzi o trudne decyzje w zakresie bezpieczeństwa. Nadszedł czas, by zastanowić się czy nie należy skorygować podejścia do Rosji i jej elit. Zastosować bardziej aktywną strategię odstraszania, polegającą nie tylko na odstraszaniu, ale i na zastraszeniu. Być może NATO powinno zwiększyć zdolności do wykonania akcji ofensywnych po to, by Rosjanie musieli zacząć myśleć o obronie. To powinno rozproszyć nie tylko ich uwagę, ale i zasoby, które w tej chwili mogą dość swobodnie kierować na wybrany kierunek (aktualnie ukraiński).

Warto przeanalizować istniejące opcje wywoływania na Rosję presji przy podziale na poszczególne odcinki „frontu” (jak mawia SSG gen. Rajmund Andrzejczak).

Front Północny

W kontekście tzw. flanki północnej NATO zmieniło się najwięcej na płaszczyźnie politycznej. Finlandia weszła do NATO, a Szwecja lada moment również dołączy do grona Sojuszników. To stwarza kilka nowych strategicznych opcji, które nie były dostępne gdy państwa te posiadały status „państw goszczących”.

CEL: Murmańsk

Dotychczas sporo uwagi osób zajmujących się geostrategią przykuwał rejon tzw. GIUK-u. Czyli przestrzeni morskich pomiędzy Grenlandią a Islandią oraz Islandią a Zjednoczonym Królestwem. Bowiem to przez te dwie „bramy” jednostki rosyjskiej Floty Północnej mogły przedostawać się na Atlantyk w sposób dość nieskrępowany.

Gdy spojrzymy na mapę, rejon GIUK-u znajduje się w odległości aż ok.  1300 mil morskich od rosyjskiego portu w Murmańsku.

Dlaczego rosyjska flota ma łatwy dostęp do owych bram na Atlantyk? I to w sytuacji, gdy wybrzeża Morza Norweskiego również ciągną się wzdłuż terytoriów państw należących do NATO? Morze Norweskie to spory akwen, którego nie sposób kontrolować za pośrednictwem norweskich fiordów, grenlandzkiej pokrywy lodowej czy przy wykorzystaniu choćby Islandii. Ponieważ morze to jest bardzo głębokie (średnio ok. 2000 m), co ułatwia operowanie okrętami podwodnymi. Jego wybrzeża są często niezaludnione, a funkcjonowanie dużych portów i baz wojskowych jest trudne z uwagi na arktyczny klimat.

Inaczej jest w przypadku Morza Barentsa. Głębokość tego akwenu nie jest wielka (średnio 230m), a rzeźbę dna można przyrównać do podwodnej równiny. W takich warunkach wykrycie choćby rosyjskich atomowych okrętów podwodnych, których długość oscyluje od 110 do 170 metrów nie jest takie trudne. Tak ogromne jednostki są – w odpowiednich warunkach pogodowych –  łatwo dostrzegalne choćby z powietrza i to nawet, gdy są zanurzone.

I choć Morze Barentsa kojarzymy raczej z rosyjską strefą oddziaływania, to należy pamiętać, że bezpośredni dostęp do niego posiada Norwegia. Choćby poprzez archipelag Svalbard i jego największą wyspę Spitsbergen, której położenie wyznacza północno-zachodni kraniec Morza Barentsa. Na wyspie znajduje się kilka norweskich osad oraz lotnisk. Te ostatnie mogłyby służyć jako bazy dla cywilnych samolotów badawczych (rozpoznania) lub bezzałogowców, gdyby powstały wersje mogące służyć w trudnych okołoarktycznych warunkach (cywilnych z uwagi na zdemilitaryzowany status archipelagu). Z pewnością prowadzenie obserwacji rosyjskich poczynań ze Spitsbergen jest znacznie utrudnione, niemniej w porze letniej mogłoby być istotnym elementem całego łańcucha rozpoznania w omawianym rejonie.

Najważniejszym punktem obserwacyjnym NATO nad Morzem Barentsa jest Vardo, czyli najbardziej wysunięta na wschód miejscowość Norwegii. Znajduje się tam niewielki port oraz lotnisko, a przede wszystkim spora stacja radarowa z radarami GLOBUS II (oper. od 1995r.) oraz GLOBUS III (oper. od 2022) zbudowanymi przez amerykańską firmę Raytheon za częściowo amerykańskie środki. Spekuluje się, że systemy te mają zdolność do obserwacji przestrzeni kosmicznej oraz powietrznej i mogą służyć do rozpoznawania i namierzania obiektów w nich przebywających (w tym pocisków balistycznych). Co istotne, radary zostały zbudowane na wschodnim (od strony terytorium rosyjskiego) wybrzeżu wyspy, na której znajduje się Vardo. Zapewne z tych właśnie powodów Rosjanie zamieścili systemy radarowe z Vardo na liście celów priorytetowych do zniszczenia na początku ewentualnego konfliktu z NATO. Bombowy atak na Vardo został przećwiczony w 2017 roku. Ponadto w 2019 roku Rosja rozmieściła wyrzutnie pocisków rakietowych ziemia-ziemia w odległości ok. 70 km od lokalizacji ww. radarów.

Z uwagi na położenie geograficzne, topografię terenu, niskie zaludnienie, klimat i specyficzny przebieg granic państwowych w tym rejonie trudno było dotychczas myśleć o jego wykorzystaniu w celu wywierania na Rosję presji strategicznej lub choćby operacyjnej. Wybrzeża północnej Norwegii mogły być wykorzystywane jako bazy obserwacyjne, ale nie podstawa operacyjna do działań militarnych. W efekcie nie decydowano się dotychczas na rozmieszczanie większych sił w rejonie, co w zasadzie powoduje, że Vardo i okolice są podatne na ew. ataki lotniczo-rakietowe, a nawet na inwazję lądową ze strony Rosji.

Przystąpienie Finlandii do NATO zmienia ten stan rzeczy.

Fińskie terytorium znacznie ułatwia lądowy dostęp do norweskiego Półwyspu Varanger. Region Laponii tworzy z tym półwyspem wspólną przestrzeń operacyjną, która zyskuje odpowiednią głębię. Umożliwia zbudowanie odpowiedniej infrastruktury wojskowej (choćby lotnisk), która dawałaby potencjał do stworzenia przesłony z powietrzna dla północnej Norwegii i Finlandii. Wreszcie, w Laponii można rozmieścić wyrzutnie pocisków rakietowych ziemia-ziemia (HIMARS) w odległości bliższej niż 300 km od Murmańska. Zagrażając głównemu rosyjskiemu portowi morskiemu, lotnisku, a tym samym regionalnym rosyjskim siłom powietrznym oraz Flocie Północnej. Fińska Laponia mogłaby zostać wykorzystana przez NATO jako podstawa operacyjna do ewentualnych ofensywnych działań przeciwko Rosji na Półwyspie Kolskim. Jednocześnie włączenie Laponii do granic NATO stwarza realne możliwości do obrony norweskiej granicy z Rosją. Co posiada dodatkowy polityczny wydźwięk w kontekście deklaracji prezydenta Joe Bidena o tym, że NATO będzie broniło każdego metra terytorium. W kontekście Norwegii, dzięki przystąpieniu Finlandii do NATO, taka zapowiedź może zostać poparta realnymi zdolnościami uzyskanymi poprzez inwestycje oraz odpowiednie rozmieszczenie zasobów.

Skoro mowa jest już o Finlandii, to dzięki jej terytorium NATO zyskuje podstawę operacyjną do wykonania uderzenia w jedną jedyną drogę lądową łączącą Murmańsk z resztą Rosji. Drogę liczącą sobie blisko 800 km, którą łatwo zablokować poprzez zniszczenie którejś z licznych przepraw przez mniejsze lub większe cieki wodne. Tego rodzaju zadanie mogłoby być wykonane tak przy pomocy zestawów wyrzutni pocisków HIMARS, jak i przez lotnictwo wykorzystujące fińskie lotniska takie jak np. to w Rovaniemi czy nawet w Oulu.

CEL: Piotrogród

Jeszcze większą presję można by wywrzeć na Rosjan na południu, gdzie granicę fińsko-rosyjską dzieli do Petersburga zaledwie 150 km. Finowie mogliby w zasadzie strzelać do celów w Piotrogrodzie z systemów rozmieszczonych koło Helsinek (odl. ok. 300 km). Oznacza to, że drugie największe miasto Federacji Rosyjskiej, a tym samym jeden z dwóch głównych rosyjskich portów na Bałtyku, wojskowa baza lotnicza oraz cywilne lotnisko, a jednocześnie jeden z głównych ośrodków decyzyjnych mogłyby w jednej chwili zostać rażone atakiem rakietowym z trzech różnych kierunków. Z północnego i północno-zachodniego (Finlandia), zachodniego (Estonia) oraz z południowo-zachodniego (Łotwa). Otworzenie kierunków północnych ewentualnego ataku jest niezwykle istotne, bowiem obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa nie działa dookólnie. Systemy rozpoznania (w tym radary), a także często efektory (wyrzutnie) muszą zostać ukierunkowane w stronę potencjalnego zagrożenia. Jeśli brak jest odpowiedniego nasycenia systemami obronnymi, wówczas obrona musi rozrzedzić zasoby, a w konsekwencji staje się bardziej podatna na przeniknięcie.

Stworzenie zagrożenia dla Petersburga może być istotnym elementem nacisku. Jednocześnie nie należy zapominać o tym, że w ramach zadań defensywnych NATO (którym nie będę w tym artykule poświęcał wiele miejsca) należałoby zadbać o potencjał do zamknięcia Zatoki Fińskiej dla statków i okrętów wypływających z Kronsztadu. Co byłby stosunkowo łatwe przy współpracy Helsinek i Tallina. Choć pamiętamy rozmieszczenie polskich systemów pocisków przeciwokrętowych na estońskiej wyspie Hiuma, z której można kontrolować wyjście z Zatoki Fińskiej na Bałtyk.

 

CEL: Psków

Przechodząc do państw Bałtyckich i wspomnianej Estonii, państwo to (podobnie jak Łotwa) musi oczywiście zadbać o stworzenie obrony powietrznej nad swoim terytorium, jak również zabezpieczyć granicę z Rosją. Zwłaszcza na północnym odcinku pomiędzy Zatoką Fińską a Jeziorem Pskowskim (k. Narwy).

Z kolei na południu, w okolicy Pskowa sytuacja może być wbrew pozorom relatywnie łatwa do opanowania. Gdyby bowiem NATO rozmieściło odpowiedni potencjał na Łotwie lub w Estonii, wówczas można by pokusić się o uszkodzenie/zniszczenie przepraw na rzece Wielikaja. Cztery mosty (w tym 1 kolejowy) znajdują się w Pskowie, jeden niedaleko Ostrowa oraz  kolejne trzy (w tym kolejowy) w samym Ostrowie. Wszystkie znajdują się w odległości ok. 30-50km od granicy. Tego rodzaju operacja wymagałaby sporych zasobów artyleryjskich lub lotniczych, jednakże uszkodzenie/zniszczenie ww. infrastruktury w znaczącym stopniu ograniczałoby Rosjanom pole manewru na styku granic Estonii, Łotwy i Rosji.

Neutralizując zagrożenie na ww. odcinku frontu, Łotysze – w czasie wojny – mogliby skupić się na obronie linii Rzeżyca-Dyneburg bez potrzeby angażowania znacznej części sił na kierunku Psków-Ryga poprzez skrawek estońskiego terytorium (droga E77).

Jednocześnie warto pamiętać, że pskowskie bazy militarne mogłyby się znaleźć w zasięgu rozmieszczonych na Łotwie i w Estonii systemów artyleryjskich (tak lufowych jaki rakietowych). Rozmieszczenie takiego potencjału w ww. krajach stanowiłoby kolejny punkt nacisku w koncepcji wywierania presji na stronę rosyjską.

CEL: północ Bałtyku

Zakładając, że Szwecja przystąpi niebawem do NATO warto zastanowić się, jak państwo to mogłoby pomóc Sojuszowi w zademonstrowaniu Rosji jej słabego położenia. Szwecja musi w przyszłości zwiększyć zdolności własnej marynarki wojennej, to będzie wymagało jednak czasu.

To co można zrobić stosunkowo szybko, to stworzenie z Gotlandii wielkiej bałtyckiej twierdzy, a raczej niezatapialnego lotniskowca. Rozmieszczenie na wyspie systemów przeciwlotniczych, wyrzutni przeciw-okrętowych, lotnictwa, a także systemów rakietowych ziemia-ziemia dawałoby potencjał do kontrolowania przestrzeni powietrznej i nawodnej w sercu Morza Bałtyckiego. Co istotne Królewiec oraz port w Bałtyjsku mogłyby znaleźć się w zasięgu HIMARSów rozmieszczonych na Gotlandii (odl. Niecałe 300 km). To dawałoby możliwość uderzenia rakietowego na rosyjskie bazy w Obwodzie Królewieckim z północno-zachodniego kierunku. Przy dodatkowym zagrożeniu ze strony Litwy i Polski, obrona Królewca byłaby niezwykle rozciągnięta, a więc bardziej podatna na ew. przeniknięcie.

Ponadto Szwedzi powinni zadbać o potencjał do przerzutu drogą morską własnych sił lądowych do Estonii, Łotwy i ew. Finlandii. Co musiałoby się odbywać pod parasolem powietrznym, które mogłoby zostać zapewnione przez szwedzkie lotnictwo. Ponieważ Szwedzi nie posiadają granicy z Federacją Rosyjską, ich armia powinna skupić się na możliwościach ekspedycyjnych. Zwłaszcza na obszar historycznie leżący w spektrum zainteresowania Sztokholmu.

Zadania na  Froncie Północnym

Mając na względzie wszystkie ww. cele, jakie powinno postawić sobie NATO na Froncie Północnym, osiągnięcie gotowości do ich zrealizowania sprawi, że NATO mogłoby w razie ewentualnej wojny już w pierwszych jej godzinach i dniach:

  1. Zaatakować bazy w Murmańsku oraz niszcząc najważniejszy rosyjski port morski na Zachodniej Hemisferze.
  2. Odciąć Murmańsk od reszty kraju na lądzie, redukując możliwość zaopatrywania tego miasta oraz znajdujących się w tym rejonie wojsk.
  3. Obronić granicę norwesko-rosyjską, dzięki podstawie operacyjnej w postaci fińskiej Laponii.
  4. Uderzyć z wielu kierunków na bazy w Piotrogrodzie (w tym port w Kronsztadzie), rażąc drugi największy ośrodek miejski w Rosji oraz znajdujące się tam cele strategiczne.
  5. Zamknąć Zatokę Fińską oraz Bałtyk Północny dla Floty Bałtyckiej oraz rosyjskiego lotnictwa.
  6. Zneutralizować rosyjskie zagrożenie inwazją lądową z kierunku pskowskiego na Estonię oraz Łotwę.

 

Front Wschodni

Z pewnością u wielu czytelników pojawiła się już w głowie czerwona lampka związana z faktem, że ww. aktywne działania NATO na Froncie Północnym mogą wywołać bardzo nerwowe reakcje u Rosjan. Z pewnością niżej opisane cele dotyczące Frontu Wschodniego wywołają jeszcze większe kontrowersje. Natomiast nie należy zapominać o tym, że dotychczas NATO nie rozmieszczało blisko granicy z Federacją Rosyjską systemów ofensywnych. Tymczasem Rosja od lat rozmieszcza w Obwodzie Królewiecki wyrzutnie rakietowe i broń jądrową, a teraz robi to na Białorusi. Jeśli ktokolwiek myśli, że postawa ostrożna/bierna zniechęci Putina do straszenia państw NATO swoim arsenałem rakietowym, to powinien o ww. fakcie pamiętać. Opisywane w niniejszej analizie działania nie stanowią przekroczenia granicy, którą ustanowili swoimi decyzjami sami Rosjanie. Przy czym należy pamiętać o tym, że gdyby wybuchła wojna NATO-Rosja, to bez względu na to, czy na terytorium np. Polski znajdowałyby się systemy ofensywne czy też nie, to polskie miasta stałyby się jednymi z pierwszych ofiar wojny (chyba, że zdołalibyśmy wybudować własną tarczę antyrakietową, co jest już w trakcie procesu).

CEL: Królewiec

Obwód Królewiecki powinien stać się NATO-wskim zakładnikiem. Dotychczas było odwrotnie, to Rosjanie wykorzystywali enklawę do wywierania presji na Polskę czy Litwę, a nawet Danię (potencjalny desant na Bornholm). Jednak geografia sprzyja w tym rejonie Sojusznikom. Strategiczne cele znajdujące się w rejonie Królewca powinny zostać obrane na cel systemów artyleryjskich (rakietowych ale i lufowych) rozmieszczonych wokół enklawy. Tak by atak mógł nadejść z każdego kierunku: północy (Szwecja), zachodu i południa (Polska), płn-wschodu (Litwa). Jednocześnie należy demonstrować możliwość założenia blokady morskiej na Bałtyjsk, w czym mogłyby brać udział floty: Duńczyków, Brytyjczyków, Amerykanów i Polaków. Jednocześnie Polska ma możliwość rozstawienia systemów wyrzutni przeciwokretowych nad Zatoką Gdańską.

NATO jest w stanie zamknąć strefę powietrzną nad Obwodem Królewieckim, dzięki ew. rozmieszczeniu systemów przeciwlotniczych i przeciwrakietowych w Polsce i na Litwie. Co z kolei ułatwiłoby dokonanie ew. ataku NATO-wskiego lotnictwa na cele w OK. Które to misje powinny być ćwiczone w sposób demonstracyjny.

To wszystko zmuszałoby dowództwo z Kremla do kalkulowania, czy w razie napięć i ew. konfliktu z NATO operować lotnictwem własnym z lotnisk w Obwodzie Królewieckim, czy też z uwagi na wysokie ryzyko porażenia samolotów i ich zaplecza, lepiej byłoby przenieść drogocenne maszyny na lotniska w Białorusi lub Rosji. Gdyby wybrała ta druga opcja, NATO byłoby już wygrane na starcie, bowiem ograniczyłoby Rosjanom pole manewru jeszcze przed gorącym konfliktem, a w czasie jego trwania zniwelowałoby zagrożenie uderzenia z powietrza. Co z kolei w sposób korzystny wpłynęłoby również na bezpieczeństwo jednostek morskich Sojuszu.

Zademonstrowanie potencjału do odcięcia Królewca od zaopatrzenia z kierunku Rosji/Białorusi musiałoby się pokrywać z gotowością do obrony granic Litwy i Polski. Tak by nie pozostawić Rosjanom złudzeń co do tego, czy byliby zdolni przebić się drogą lądową z Białorusi do swojej enklawy.


„#To jest nasza wojna” – o polskich interesach w kontekście wojny na Ukrainie, zagrożeniach dla relacji z Kijowem w przyszłości oraz o Wielkiej Strategii Polski w kontekście budowy sił Zbrojnych RP.   „Trzecia Dekada. Świat dziś i za 10 lat” – dowiedz się jak funkcjonował świat i poszczególne państwa do 2020 roku, a także sprawdź prognozy na przyszłość, z których część (tj. II inwazja na Ukrainę) już się sprawdziła. W pakiecie taniej! Wszystkie książki zamówione na stronie autora zostaną podpisane 🙂 

Pakiet: #To jest nasza wojna + Trzecia Dekada


 

CEL: Mińsk

Rozmieszczenie odpowiednich sił do obrony Wilna oraz tzw. Przesmyku Suwalskiego (również OPL) dawałoby podstawę do rozmieszczenia na Litwie systemów ofensywnych. Takich jak HIMARS, które można wycelować nie tylko w kierunku Królewca ale i Mińska (odl. 150 km). Przy zwiększeniu kierunków zagrożenia ze strony łotewskiego Dyneburga oraz polskiego Białegostoku, Aleksandr Łukaszenka z pewnością zyskałby motywację do bardziej trzeźwego myślenia. Białoruska stolica mogłaby się stać NATO-owskim zakładnikiem.

CEL: Brześć i Grodno

Jednocześnie Polska powinna mieć potencjał do szybkiego rozmieszczenia znacznych sił na kierunkach Grodna i Brześcia. W formacji gotowej do ataku. Nie myślimy bowiem o wojnie NATO-Rosja i obronie granic przed potencjalną inwazją ze Wschodu. Wciąż musimy pamiętać o tym, że Rosja walczy na Ukrainie, a białoruska armia może się do tego konfliktu w każdej chwili włączyć. Gdyby zagrożenie takim scenariuszem było widoczne, Wojska Lądowe muszą zostać rozstawione w taki sposób, by reżim Łukaszenki bał się wysyłać wojska na Ukrainę i musiał zabezpieczyć własne granice.

Należy ponadto pamiętać, że Brześć może stanowić podstawę operacyjną do ataku na zachodnią część Ukrainy. W tym kontekście, warto będzie demonstrować zdolność do izolowania Brześcia ogniem artyleryjskim. Zarówno Brześć jak i Grodno – z uwagi na przebieg granic i geografię – mogą być potencjalnie zaatakowane z 3 stron. Zwłaszcza Grodno podatne jest na izolację z uwagi przebieg granic z Polską i Litwą, a także nurt Niemna.

Warto też odnotować, że z okolic Białej Podlaskiej można skutecznie kontrolować za pomocą artylerii lufowej przestrzeń od granicy polsko-białoruskiej w Połowcach, po granicę białorusko-ukraińską w Domanowie. Jednakże równocześnie jest to najbardziej newralgiczny i odkryty teren po polskiej stronie granicy. W tym kontekście – gdyby mówić o przygotowaniu terenu pod ew. działania militarne – to właśnie rejon Międzyrzec Podlaski-Biała Podlaska powinien być traktowany priorytetowo. Jest to bowiem jeden najbardziej wymagających odcinków polskiej granicy, jeśli chodzi o zadania defensywne. Tak więc dopiero jego odpowiednie przygotowanie i zabezpieczenie, dawałoby możliwość rozmieszczenia tak obrony OPL jak i systemów artyleryjsko-rakietowych. Co ograniczałoby swobodę działań wrogiemu lotnictwu, a jednocześnie umożliwiałoby porażenie ogniem stref znajdujących się za ew. linią frontu. Na białoruskich tyłach.

Jedocześnie kontrola przejścia granicznego w ukraińskim Domanowie byłaby istotna z uwagi na osłonę potencjalnej misji pokojowej w kierunku Kijowa (jak niżej).

 

Ukraina – kordon sanitarny

NATO powinno w przyszłości wygospodarować siły szybkiego reagowania, które byłyby zdolne do wkroczenia na prawobrzeżną Ukrainę  w celu jej zabezpieczenia przed ew. inwazją ze strony Białorusi i Rosji. Sojusz powinien w sposób jasny i klarowny zademonstrować Rosji, że ta nie jest w stanie osiągnąć w wojnie swoich celów strategicznych (przejęcie kontroli nad całą Ukrainą). NATO powinno wyrażać gotowość do wkroczenia na Ukrainę w sytuacji, gdyby Kijów był zagrożony, lub gdyby Rosjanie podchodzili pod Dniepr, lub uderzyli z północy (z ter. Białorusi) na zachodnią Ukrainę.

Siły NATO powinny być zdolne do odparcia ew. ataku na nie, w tym posiadać własną mobilną osłonę przeciwlotniczą i przeciwrakietową (a także przeciwdronową). Tak by umożliwić własnemu lotnictwu operowanie w przestrzeni powietrznej Ukrainy w celu demonstracji dominacji powietrznej oraz osłony wojsk własnych. Potrzebę do uzyskania gotowości do tego rodzaju operacji opisywałem już wielokrotnie na blogu.

 

Front Południowy

Jest to jeden z najtrudniejszych dla NATO rejonów, jeśli chodzi o możliwość wywierania bezpośredniej presji na Rosję. Przede wszystkim brak jest granicy lądowej NATO-Rosja, co z jednej strony należy uznać za atut, ale akurat w kwestii próby wywarcia na Moskwę presji jest znacznym utrudnieniem.

Jednocześnie należy pamiętać o tym, że od 2014 roku – kiedy to Rosjanie przejęli kontrolę nad Półwyspem Krymskim – Flota Czarnomorska dominuje na Morzu Czarnym przy wsparciu ze strony rosyjskiego lotnictwa.

Ponadto dochodzą ograniczenia polityczne oraz formalno-prawne. Turcja należy do dość asertywnych i często problematycznych sojuszników w NATO. A to głównie od postawy władz z Ankary zależałaby możliwość podjęcia konkretnych inicjatyw opisanych poniżej.

Niemniej przy wyżej opisanych uwarunkowaniach, NATO mogłoby paradoksalnie wywierać bardzo silną presję pośrednią na Rosję. Obierając na cel podmioty polityczne o niejasnym statusie na gruncie prawa międzynarodowego. Często nieobjęte moskiewskim parasolem nuklearnym. Z uwagi na to, groźby na tym froncie mogą się okazać najbardziej wiarygodne. A o to w gruncie rzeczy właśnie chodzi.

CEL: Naddniestrze (+południowy kordon sanitarny)

Naddniestrze – z punktu widzenia prawa międzynarodowego – traktowane jest jako część Mołdawii. Jedynie Abchazja oraz Osetia Południowa uznały suwerenność przedmiotowego regionu, co oznacza, że nie istnieje on jako niezależne państwo nawet dla Moskwy.

W tym kontekście, ewentualna interwencja NATO mogłaby być nawet legalna, gdyby została przeprowadzona na prośbę/wniosek władz z Kiszyniowa. Prośba o pacyfikację „zbuntowanego” – a de facto kontrolowanego przez Rosjan – regionu przez NATO byłaby tym bardziej zasadna, że Republika Mołdawii nie dysponuje siłami zbrojnymi, które mogłyby się z problemem uporać.

Mając to wszystko na uwadze NATO powinno dysponować odpowiednią siłą militarną rozmieszczoną na terytorium Rumunii, która byłaby zdolna do szybkiej pomocy mołdawskiemu partnerowi i odzyskania Naddniestrza. Główny ciężar za przygotowanie tego rodzaju potencjału powinien spoczywać na samych Rumunach.

Temat wyzwolenia Naddniestrza powinien być wiodący, jeśli chodzi o neutralizację rosyjskiego zagrożenia na Ukrainie. NATO powinno sygnalizować nieoficjalnymi kanałami, że tego rodzaju groźba byłaby wykonana, gdyby okazało się, że Rosja nie porzuciła planów zajęcia Kijowa. Innymi słowy, gdyby strona rosyjska chciała uruchomić w przyszłości kolejną dużą ofensywę, której celem byłoby złamanie linii Dniepru oraz zagrożenie ukraińskiej stolicy, to NATO powinno demonstrować, że jest gotowe do znacznie bardziej stanowczej reakcji. W tym do natychmiastowego wyzwolenia Naddniestrza oraz do wprowadzenia wojsk na Ukrainę celem stworzenia kordonu sanitarnego.

Operacja w Naddniestrzu powinna być planowana jako większa część inicjatywy, a siły przekraczające Dniestr nie musiałyby się zatrzymywać. Ich celem powinno być zabezpieczenie południowo-zachodniej Ukrainy. Wydaje się, że Ukraińcy – nawet gdyby sytuacja na froncie okazała się fatalna dla nich – byliby w stanie zniszczyć lub obronić większość przepraw przez Dniepr (Kaniów, Czerkasy, Krzemieńczuk, Kamieńskie, Dniepr i Zaporoże).  Dlatego priorytetem południowej części sił rozjemczych NATO powinno być zabezpieczenie ukraińskiego wybrzeża, włączając w to co najmniej Odessę i Mikołajów.

CEL: Krym

Rumuńską Konstancę dzieli z anektowanym przez Rosję Sewastopolem blisko 400 km przebiegających przez Morze Czarne. To dość znaczna odległość. Od ujścia Dunaju – na granicy rumuńsko-ukraińskiej – do rosyjskiej bazy morskiej jest z kolei ok. 300km. To wciąż daleko, zwłaszcza, że tamta część wybrzeża to głównie teren bagnisty, niesprzyjający rozmieszczaniu drogich i ciężkich systemów wyrzutni rakietowych. Jednakże z okolic Odessy odległość do rosyjskiego portu jest już nieco mniejsza niż 300km, a wybrzeże jest dość zurbanizowane. Tak więc rozmieszczenie w tamtym rejonie systemów rakietowych NATO – przy okazji stawiania kordonu sanitarnego – stwarzałoby zagrożenie dla strony rosyjskiej. Piszemy tu jednak o przyszłych możliwościach, których nie da się osiągnąć na dzień dzisiejszy.

To co jednak można zrobić dziś, to rozmieścić wyrzutnie pocisków rakietowych ziemia-ziemia oraz ziemia-woda na północnym wybrzeżu Turcji. Skąd odległość do Sewastopola w linii prostej jest dokładnie taka sama jak z Odessy.

Ponadto należy pamiętać o zdolnościach lotnictwa NATO-wskiego, które operując z lotnisk w Rumunii mogłoby zbliżyć się na odległość skutecznego rażenia celów w Sewastopolu przy użyciu pocisków JASMM (czyli ok. 370km, nie mówiąc już o JASMM-ER z zasięgiem do blisko 1000km).

W celu uzyskania przewagi na Morzu Czarnym niezbędnym byłoby rozmieszczenie odpowiedniego komponentu lotniczego NATO w rejonie. Tak, by móc grozić Rosjanom atakiem lotniczym na jednostki Floty Czarnomorskiej, nawet gdyby ta miała wsparcie rosyjskiego lotnictwa.

NATO powinno również dysponować zespołem okrętów (stacjonującym w portach greckich?) gotowych na wpłynięcie na Morze Czarne i zneutralizowanie Floty Czarnomorskiej, a także na zagrożenie ostrzałem rakietowym rosyjskich celów nadmorskich (zwłaszcza Sewastopola). Problemem są tutaj jednak kwestie natury prawnej, a konkretnie postanowienia Konwencji z Montreux regulujące prawo morza w Cieśninach Tureckich oraz na samym Morzu Czarnym. Zapisy konwencji dają jednak  z jednej strony pole do interpretacji, a z drugiej pole manewru „gospodarzowi” cieśnin, a więc władzom Turcji, która należy przecież do NATO.

CEL: Soczi

Warto również pamiętać o tym, że rosyjska nadmorska miejscowość Soczi znajduje się w odległości poniżej 300km od wybrzeża tureckiego w okolicy Trabzonu. Co również daje pole manewru, jeśli chodzi o groźbę użycia pocisków ziemia-ziemia.

CELE: Abchazja i Osetia Południowa

Zadaniem państw Paktu Północnoatlantyckiego powinno być nie tylko stworzenie po stronie rosyjskiej wrażenia gotowości do zadania natychmiastowego ciosu konwencjonalnego w wybranych miejscach. Front z Rosją powinien zostać rozciągnięty tak daleko, jak to tylko możliwe. Należy bowiem pamiętać, że o ile Federacja Rosyjska musi zabezpieczyć całą długość swoich długich granic ciągnących się przez dwa kontynenty, o tyle sojusznicy mogą dzielić się odpowiedzialnością za konkretne wycinki frontu. W konsekwencji relatywnie łatwo jest rozproszyć rosyjskie: uwagę i zasoby.

W tym celu NATO powinno nie tylko myśleć o działaniu własnym, ale i również przewidywać lub planować operacje wraz z państwami trzecimi. Takimi jak Gruzja. Gruzja posiada roszczenia terytorialne względem Abchazji oraz Osetii Południowej, które znajdują się pod protekcją Rosji. Oczywistym jest, że Tbilisi w pojedynkę nie może rzucić wyzwania Moskwie. Natomiast przy sprzyjających okolicznościach oraz słabości Rosji, Gruzini mogliby pokusić się o odzyskanie spornych terytoriów. Byliby przy tym bardziej skłonni do działania, gdyby NATO gwarantowało suwerenność i nienaruszalność dotychczasowych granic Gruzji, co zostałoby poparte rozmieszczeniem sił sojuszniczych w północno-wschodniej Turcji w okolicy Batumi. Zwłaszcza systemów wyrzutni pocisków przeciwokrętowych oraz przeciwlotnicznych, które rozciągałyby – nawet w czasie pokoju – parasol ochronny nad głównym gruzińskim portem morskim. Kluczową byłaby również zdolność błyskawicznego przerzucenia sił NATO do gruzińskiej stolicy – Tbilisi.

 

PODSUMOWANIE

Należy podkreślić, że wszystkie wyżej wymienione działania nie mają na celu przyszykowania się do ataku na Federację Rosyjską. Nie chodzi więc o zadanie pierwszego ciosu i wywołanie wojny nuklearnej. Przeciwnie, poprzez stworzenie sobie konkretnych możliwości oraz zbudowanie potencjału do ich wykorzystania należy dać Rosjanom do zrozumienia, że odpowiedź NATO na rosyjski atak – również na płaszczyźnie konwencjonalnej – byłaby miażdżąca dla Moskwy.

Dotychczasowa – bardzo defensywna i zachowawcza – doktryna NATO względem Rosji się nie sprawdziła. Również z tej przyczyny, że modus operandi Rosjan polega m.in. na szukaniu słabości i bierności rywala, a następnie ich wykorzystywaniu poprzez często agresywne i stanowcze działania. Przez co nie można nie ulec wrażeniu, że NATO-ski policjant wprawdzie znajduje się na miejscu zdarzenia kryminalnego, ale zamiast wyciągnąć broń, odbezpieczyć ją i wycelować w bandytę przy okrzyku: „stój bo strzelam”, przygląda się całej sytuacji, ściąga kolejne zastępy służb mundurowych, dozbraja ofiary rozboju, ale sam nawet nie demonstruje gotowości użycia przemocy wobec napastnika. Co tylko rozzuchwala tego ostatniego.

Dla przykładu dotychczas NATO skupiało się na problemie obrony państw bałtyckich przed uderzeniem z Rosji. Warto jednak się zastanowić, czy nie traktować Litwy, Łotwy, Estonii ale i teraz również Finlandii jako podstawy operacyjnej do wykonania ewentualnych uderzeń na terytorium Rosji. Co miałoby przekonać Moskwę, że gdyby ta zaatakowała, to już w pierwszych godzinach ewentualnej wojny rosyjskie wojska mogłyby utracić najważniejsze bazy militarne, magazyny zaopatrzeniowe i obiekty infrastrukturalne znajdujące się w zasięgu odpowiednio rozmieszczonego NATO-wskiego uzbrojenia.

Przykład Ukrainy pokazuje, że władze z Kremla są gotowe prowadzić wojnę na terenie przeciwnika do skutku. Należy więc zadać Rosjanom pytanie – poprzez odpowiednie przygotowania – czy byliby gotowi prowadzić konflikt również wówczas, gdyby toczył się on na ich własnym terytorium?

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

Wartościowe? Pomóż rozwijać bloga
Twitter
Visit Us
Follow Me
RSS
YOUTUBE
YOUTUBE

62 komentarze

  1. 3/Oficjalnie GB, pewnie Włosi i Polacy nie zgodzili się na nominację von der Leyen na nowego szefa NATO, więc obecna nominacja przez Bidena miliarderki Mrs Pritzker z pewnością była uzgodniona i świadczy o zgodzie pozostałych na przywództwo US w procesie odbudowy. Co oznacza, że ten który na wojnę z ruskimi wyłożył najwięcej zgarnie śmietankę z całego tortu. Czyli będzie decydował o polityce w Kijowie. To powtórka planu Marshalla, Iraqu i Afganistanu. Kto dzieli kasę, ten rządzi. Niemcy na UKR rządzić politycznie nie będą. Będzie nowy PLAN MARSHALLA a nie akcesja do UE. To US będą decydować gdzie, kiedy i komu. Powojenny rząd UKR będą układać US, nie Berlin z Paryżem, zaś ruscy czyli ukraińscy oligarchowie typu Achmetow, Poroszenko, Solski, Kołomojski zostaną odcięci od kasy albo i od życia. Co będzie współgrać z oczekiwaniami powojennej ulicy, nowej POWOJENEJ PARTII 800 tys bezrobotnych, głodnych, biednych żołnierzy, którzy wygrali wojnę i będą chcieli wygrać sobie pokój. Żeby było, jak było im wystarczy? Mało prawdopodobne. Każda wielka wojna kończy się PRZEORANIEM układów społecznych, zmianą elit i większym lub mniejszym Dzikim Zachodem. Jak Amerykanie wezmą pod but Ukraińców i odetną ich od decyzji a narzucą swoje procedury to mają sukces, inaczej skończy się jak w Somalii, Iraqu i Kabulu. Tu jest wielki znak zapytania.
    4/I teraz seria pytań końcowych. Na co łatwiej będzie skonstruować finansowanie, na projekty w Indiach, Turcji, Brazylii, Litwie albo Polsce, czy na UKR? Czy kraje UE, które świeżo w pamięci mają złe doświadczenia z lokalnymi odmianami KPO, zmagające się z olbrzymim zadłużeniem (Grecja, Włochy, Francja), kraje same na dorobku potrzebujące kapitału (Polska, Rumunia, Bułgaria), kraje z awersją do ryzyka jak Norwegia, Niderlandy, Szwajcaria, Austria mające w pamięci szybki i brutalny proces nacjonalizacji i utraty zainwestowanych kapitałów w Rosji, czy ci wszyscy inwestorzy i ich rządy podejmą ryzyko inwestycji na UKR? Teraz widzicie, dlaczego jedyna właściwa kolejność to najpierw NATO a dopiero potem akcesja do UE. NATO OBNIŻA ryzyko inwestycyjne, zaś akcesja do UE oznacza WYŻSZE koszty dla pozostałych członków wspólnoty w postaci nowego wspólnego długu i wyższych kosztów akcesyjnych. To ograniczanie funduszy spójności, przebudowa wspólnej polityki rolnej i potencjalne wyższe wypłaty likwidowanym gospodarstwom rolnym.
    5/Więc kolejne Pana założenie, że UKR wejdzie do UE bez NATO jest błędne. Mówi o tym Waszczykowski i Saryusz-Wolski. Najpierw NATO, potem UE. Żaden poważny kapitał nie wejdzie do najbardziej skorumpowanego i zniszczonego kraju w Europie BEZ GWARANCJI amerykańskiego wojska. A jak Niemcy mają dać gwarancje bezpieczeństwa, jeśli od kilku lat nie są w stanie i NIE CHCĄ powiększyć swojego batalionu do brygady tj 3000 żołnierzy na Litwie. Najpierw NATO potem UE. Scenariusz możliwy TYLKO przy decyzji Bidena lub jego następcy. Czy Amerykanie odpuszczą po raz kolejny Europę Niemcom, aby ci się wzbogacili i umocnili politycznie, by znowu wspólnie z ruskimi i chińczykami wrócić do projektu Europy EUROAZJATYCKIEJ ? Mało prawdopodobne.
    6/Kolejny Pana błąd to domniemana zgoda wszystkich na akcesję UKR do UE. Klisza propagandowa Berlina. Mit, którem dziś ulegli UKR. Konieczne jest referendum we Francji i zgody prorosyjskich Niderlandów, Grecji, Hiszpanii, Austrii, Węgier i Polski. Zgody na wyzerowanie wspólnej polityki rolnej, zmniejszenie funduszy spójności i podwyższanie podatków plus pakiet Fit55, zakaz spalinówek, ETS , spłata długów z coronafunduszu Next Generation itd. To w połączeniu z nowym prorosyjskim rządem w Berlinie opartym o AFD oznacza NEIN, NEIN, NEIN. Samo wygaszenie polskiego rolnictwa, jak kiedyś górnictwa i rybołówstwa, które zostanie stopniowo zastąpione produktami z Ukrainy to ok 180MLD PLN corocznych wypłat i zasiłków. 3,5 MLN osób mających dochód z roli po 1000€ miesięcznie dochodu gwarantowanego za likwidację produkcji. 40 MLD € rocznie tylko w Polsce. Taki szybki szacunek. Plus ograniczanie produkcji w innych krajach.
    To wszystko oznacza, czego Pan w ogóle nie bierze pod uwagę, że obecna ekipa i sam Żeleński pokoju nie doczekają, a on sam pewnie trafi na pomniki jak nasz gen Sikorski. W nowym etapie będzie potrzebny sprawny księgowy, wykonawca rozkazów Mrs Pritzker, a nie Lew Północy z olbrzymim ego. Na odbudowę UKR wg obecnych szacunków potrzeba między 0,5 a 1 BLN € do wydania w 15 lat. Każdy kto zajmował się inwestycjami wie, że każde pierwotne szacunki są niedoszacowane. To mniej więcej tyle ile po Covidzie w maju 2020 UE uchwaliła na fundusz odbudowy Next Generation w kwocie 750 MLD € plus 1 MLD € budżetu członkowskiego UE na lata 2021-2027. Taka jest oczekiwana skala finansowania odbudowy UKR w okresie 15-20 lat czyli najbliższego pokolenia, jeśli nie będzie dogrywki z Rosjanami. Powrót do przedwojennego PKB zajmie POKOLENIE, a za 10/20 lat uzyskamy nowe stabilne źródła energii ( zimna fuzja, baterie wodorowe), co jeszcze zwiększy przewagę zachodnich gospodarek do UKR. Jak widać UKR zamiast walczyć z białopolakami powinni WYMYŚLEĆ SIEBIE NA NOWO. Czy popełnienie polskich, hiszpańskich, greckich, portugalskich błędów da im upragniony skok cywilizacyjny? Jako niemieckie peryferium czeka ich los zbieraczy szparagów, ale może im to mentalnie wystarczy.
    7/ Kwota 1,5 BLN € to również dokładnie tyle, ile wynoszą obecnie należne nam niemieckie reparacje, to 1/3 PKB Niemiec. Zaś wypłata każdej z trzydziestu transzy po 50 MLD € rocznie to 1/10 rocznego budżetu Niemiec (476MLD € z dziurą budżetową na poziomie 79 MLD). Właśnie z tych wielu powodów od dwóch lat piszę, że kluczem do odbudowy UKR jest USA oraz lewar niemieckich reparacji dla Polski. Przy POLITYCZNEJ zgodzie Kijowa na udział w federacji IV RP oraz przy POPARCIU naszych reparacji przez Kijów oraz Anglosasów, ryzyko braku lub niskiego bezpieczeństwa szybciej znika. Warszawa, Wilno, Ryga dla własnych korzyści wpychają tylnymi drzwiami UKR do NATO powołując się na precedens RFN z 1955 oraz DDR z 1990. Korzyści dla RP, Litwy, Łotwy i Estonii to ziemia czyli głębia geostrategiczna dająca po prostu bufor bezpieczeństwa, wspólny wewnętrzy rynek 100 MLN ludzi oraz większa decyzyjność w UE. A dla samej UKR i mam nadzieję, że i dla Białorusi to również oznacza wejście tylnymi drzwiami do wspólnego rynku w UE. A dla Mrs Pritzker i Anglosasów oznacza MNIEJSZE kwotowo i obarczone niższymi ryzykami finansowanie odbudowy UKR, pozwalając im na zachowanie politycznej kontroli nad UKR, IV RP a w dalszej perspektywie kontroli nad całą Europą. Więc mamy dwa scenariusze- albo Niemcy za pieniądze Polaków i innych członków UE odbudują UKR przy okazji pozbawiając nas wszystkich prawa głosu, albo UKR zostanie odbudowana za pieniądze i pod nadzorem Amerykanów i Anglików przy udziale części polskich reparacji uzyskanych od Niemiec. Czy widzi Pan różnice?

  2. Ustalmy jakie są cele taktyczne i strategiczne US oraz RP w tej zastępczej wojnie na wschodzie. Warto je opisać, bo mam wrażenie, że wielu z nas to umyka lub w ogóle jest nieuświadomione. Dla czytelności wymieniam w punktach:
    1/Amerykański cel minimum to upadek gospodarczy Rosji, zahamowanie wzrostu, likwidacja przemysłu zbrojeniowego i ograniczenie jej zbrojeń czyli Rosja lat 90,
    2/cel pośredni to likwidacja potencjału rozwojowego Rosji oraz przekierowanie ekspansji gospodarczej i politycznej Chin z Pacyfiku i Indii na Azję Centralną i Chiny Północne,
    3/cel strategiczny Amerykanów to neutralizacja arsenału atomowego Rosji, dalej kontrolowany rozpad Rosji i najlepiej jej okupacja służąca wymianie elit na pro zachodnie uniemożliwiająca zwasalizowanie Rosji przez Chiny. Tylko okupacja z pro zachodnim Kremlem zapobiegnie dominacji Chin w Azji.
    A więc alternatywa: cofnięcie Rosji do lat 90 co przy zmianie źródeł energi w ciągu 30 lat oznacza jej rozpad, albo jej polityczny i gospodarczy ratunek ale tylko przy korekcie granic, denuklearyzacji i jako kraju ZALEŻNEGO od Ameryki. Tylko osiągnięcie 2 lub 3 oznacza likwidacja strategicznej autonomii Francji i Niemiec, czyli Europę euroatlantycką co pozwoli utrzymać cywilizacyjną przewagę US nad krajami Południa. Bez upadku i rozpadu Rosji nie będzie tej amerykańskiej dominacji nad Niemcami i Francją potrzebnych do handlowej i cywilizacyjnej przewagi nad Chinami i Indiami.
    Co jest celem niepożądanym? Z pewnością atak Rosji na obszar NATO w tym na same US. To mało prawdopodobne jaki i przegrana US w tej wojnie. Celem niepożądanym jest udział Chin po stronie Rosji. Jak widać Chiny już wybrały i w ich interesie jest kompletne osłabienie Rosji aż do interwencji wojskowej pozwalającej na odzyskanie Chin Północnych 1,5 MLN km2 od Bajkału po Góry Stanowe i rzekę Uda oraz zwasalizowania Azji Centralnej kosztem Turcji, Rosji i US. Celem niepożądanym NIE jest taktyczne nuklearne uderzenie Rosji na UKR, bo pozwoli ono na pełną realizację celu 3. Celem niepożądanym jest przedwczesny rozpad lub rozłam w NATO oraz zbyt szybkie zakończenie tego konfliktu.
    Amerykański środki pozwalające zdobyć wyznaczone cele: wojna zastępcza bez bezpośredniego udziału amerykańskich żołnierzy, integracja NATO wokół USA tj powołanie na wzór Roosevelta Wielkiej Koalicji tu Grupy Ramstein, sankcje ekonomiczne na Rosję i jej sojuszników, utrzymanie spójności NATO kosztem taktycznych ustępstw wobec Niemiec i Francji oraz politycznych strat najbliższych sojuszników Polski i GB, w końcu powyborcza ( list 2024) interwencja wojskowa NATO na froncie jako siły stabilizujące a potem jako siły okupacyjne w Rosji.
    Jakie mamy koszty po stronie US: koszt pomocy wojskowej to na razie mniej niż 10% rocznego budżetu wojskowego US czyli ok 40MLD USD wobec 840MLD USD budżetu 2023. Koszty pomocy nie-wojskowej są podobne, całość dotychczasowej pomocy US to ok 110MLD USD, pomoc sojuszników z UE to ok 77 MLD € plus zadeklarowane 50MLD € funduszu na odbudowę UKR. Przyszłe koszty odbudowy UKR są między 500MLD a 1,5BLN USD do poniesienia w ciągu dekady i będą częściowo pokryte z darmowych dostaw rosyjskich surowców jako reparacji na rzecz sojuszników i UKR.

    A jakie są cele polityczne RP:
    1/cel minimum to jakiekolwiek osłabienie Rosji jako egzystencjalnego zagrożenia Polski,
    2/cele pośrednie to odzyskanie Obwodu Królewieckiego (15 tys km2) czyli odepchnięcie Rosji od Bałtyku oraz Morza Czarnego poprzez zmianę reżymu w Mińsku oraz suwerenna Białoruś sprzymierzona i uzależniona politycznie i gospodarczo od Polski jako polskie zaryglowanie Bramy Smoleńskiej. To jest moim zdaniem ważniejsze nawet od sojuszu z UKR, bo wojskowo ważniejsze a politycznie łatwiejsze.
    3/Celem pośrednim można również uznać rozwiązanie sprawy Wołynia. Polityczne przeprosimy, masowe i wspólne polsko-ukraińskie ekshumacje, wypłata reparacji dla rodzin pomordowanych ofiar.
    4/ Kolejnym celem pośrednim to masowe odbudowy i uhonorowanie polskich nekropolii, zwrot kresowych kościołów i majątków dla spadkobierców przedwojennych właścicieli. Podwójne nazewnictwo ulic, polskie nazwiska w ukraińskich paszportach, polskie szkoły, a więc wszystko co znamy z polskiego procesu stowarzyszeniowego do UE,
    5/ polski cel strategiczny to zbudowanie w dekadę federacyjnej IV RP. Federacyjnego wspólnego państwa Polski, Białorusi, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii z poszerzonymi kosztem Rosji granicami. Zmiana granic Rosji poprzez utratę Krymu na rzecz UKR lub Turcji, utratę na rzecz UKR obszaru dawnej Słobody po łuk rzeki Don na linii Kursk-Woroneż-Rostow nad Donem (140tys km2), korekta granic Łotwy i Białorusi po wzgórza Wałdaju w osi Psków-Wielkie Łuki- Smoleńsk-Wiaźma-Nowogród Siewierski-Briańsk ( razem 120tys km2).
    Środki do zdobycia naszych wszystkich celów to przede wszystkim nasze zbrojenia 4-5% PKB rocznie przez najbliższą dekadę. Do wydania ok 550 MLD PLN netto, w tym NAJWAŻNIESZY środek bojowy projekcji siły i magnes scalający federację IV RP to zakup 4 atomowych oceanicznych okrętów podwodnych klasy SSN Virginia lub KSS III Dosan z konwencjonalnymi pociskami balistycznymi do operacji w dwóch dywizjonach rajdowych na północnym Atlantyku. Okręty do pozyskania na zasadzie zakupu i leasingu jak obecnie przeprowadza to Australia w ramach paktu AUKUS. Koszt 4 x 1MLD USD za koreańskie lub 8MLD USD za amerykańskie Virginie. Poza tym zakup trzech dywizjonów 9 okrętów podwodnych klasy A26 do wsparcia atomowych OP oraz do samodzielnych operacji na Morzu Czarnym, Bałtyku oraz kolejnych dwóch eskadr F35 ( 24 maszyn) i dwóch eskadr F15 EX( 24 sztk) z uzbrojeniem JASSM ER, STORM SHADOW oraz zakupem rakiet IRIS i METEOR. Tylko te zakupy ofensywnych środków bojowych umożliwią Polsce osiągnięcie celu strategicznego numer 5. W przeciwieństwie do błędnie promowanego programu Nuclear shering tylko te trzy typy uzbrojenia gwarantują nam suwerenność decyzji ich odwetowego użycia.
    Oczywistym środkiem do osiągnięcia polskich celów jest także długa i wyniszczająca wojna zużywająca tak Rosję jak i Ukrainę, w tym fizyczna i polityczna likwidacja stronników banderowskiej polityki w elitach UKR. Czego nie zrobiła biologia teraz dokonają żołnierze rosyjscy. W interesie Polski jest bohaterska śmierć 100 tys banderowców i polityczne porzucenie tej zbrodniczej ideologii. Kolejnymi środkami są nasze donacje wojskowe dla UKR, pomoc wojskowa finansowana przez UE i UKR, pomoc humanitarna i ekonomiczna w Polsce oraz na UKR a także stopniowe zwiększanie tej pomocy humanitarnej na UKR kanałami POZA rządem UKR. Należy ograniczać środki w kraju na rzecz bezpośredniego budowania zaplecza na UKR.
    Ważnym środkiem do osiągnięcia naszych polskich celów będzie udział w konferencji pokojowej kończącej wojnę na UKR oraz co JEST NAJWAŻNIEJSZE uzyskanie niemieckich reparacji jako 1,5 BLN € funduszy w dekadę pozwalających na budowę federacyjnej IV RP i osi państw Trójmorza oraz co POLITYCZNIE ważne na odbudowę UKR. Udział reparacji w anglosaskim finansowym i politycznym masterplanie budowy Europy Euroatlantyckiej w kontrze do niemieckiej Euroazjatyckiej MittelEuropy. Prócz zakupu atomowych okrętów podwodnych odzyskanie wypłat reparacyjnych pozwoli politycznie uruchomić proces budowy IV RP.
    Co jest dla Polski celem niepożądanym? Oczywiście przegrana UKR w postaci rosyjskich czołgów na ukraińskim i białoruskim odcinku granicy. Po drugie straty polityczne i gospodarcze wynikłe z UDANEJ akcesji UKR do UE w KSZTAŁCIE zreformowanej przez Niemców UE. To są dwa największe dla Polski strategiczne zagrożenia. Mniejszym celem niepożądanym jest utrzymanie w Kijowie pro rosyjskiego albo pro niemieckiego rządu tak jak to było przez ostatnie 30 lat oraz wyniszczenie UKR wojną w tym taktycznym atomowym, rosyjskim uderzeniem. Zniszczona UKR z 30MLN ludności, zadłużeniem, bezrobociem, kosztami odbudowy, antypolskim rządem oraz NIE będąca członkiem NATO i UE jest efektem dla nas niepożądanym lecz Polska poradzi sobie z tym problemem.
    Jakie są nasze koszty: na razie to ok 13MLD PLN czyli 3 do 3,6MLD € pomocy wojskowej (300 czołgów z 368 przekazanych ogółem) wobec co trzeba podkreślić 2,4MLD € ZADEKLAROWANEJ pomocy wojskowej przez Niemcy które dotąd przekazały 57% czyli poniżej 1,5 MLD €. Poza tym po stronie polskiej mamy około 4,3 MLD pomocy humanitarnej, 71 MLD pomocy państwa w specustawach, 1,6 MLD NBP, 1 MLD na opiekę zdrowotną oraz 10 MLD pomocy prywatnej udzielonej bezpośrednio przez społeczeństwo. Wg kilońskiego Instytutu Światowej Gospodarki Polska w sumie realnie UDZIELIŁA pomocy o wartości 12MLD € zaś Niemcy ZADEKLAROWAŁY pomoc 13MLD € a US wydatkowały już kwotę 74MLD €, dane na styczeń 2023.

  3. i jeszcze do strategii NATO i Polski to warto powtarzać to, czego i Herr Wojczal nie przyjmuje do wiadomości i skupia się na przesuwaniu pionków po mapie. Polskie szacowane wydatki zbrojeniowe na sprzęt i uzbrojenie bez kosztów utrzymania sprzętu w cyklu życia ( bo te występują w corocznym budżecie MON) to ok 550MLD PLN netto bez Vat, tj 130MLD USD. Do wydania w dekadę, tj. 50 MLD PLN rocznie. Jesli sfinansujemy to w całości długem ( obligacje lub kredyty rządowe) to plus 15MLD USD na ich spłatę i odsetek przez circa 15 lat. 65MLD PLN rocznie za bezpieczeństwo, wzrost PKB o produkcję zbrojeniową i maszynową oraz szybszą interwencję wojsk NATO w przypadku kolejnej wojny z ruskimi – lotniska, magazyny sprzętu i większe zaangażowanie m-in amerykańskiego kapitału w RP. W tej kwocie mamy zakup 4 atomowych okrętów podwodnych, 48 dodatkowych F35 i F15EX, 9 oceanicznych fregat klasy Constellation z Tomahawkami, 9 A26 z Tomahawkami, ok 3500 bewupów, 1866 czołgów, kilkaset helikopterów i pełne wyposażenie 6 dywizji pancernych, trzech 8 batalionowych samodzielnych brygad aeromobilnych 6BPD, 25BKP i 21BSP oraz 80 tys WOT.

    65MLD to dokładnie tyle, ile rocznie budżet dopłaca do ZUS lub trochę mniej niż roczne wpływy z CIT (77MLD). To połowa ukradzionego/wstrzymanego nam KPO. Czy nas stać? Herr Wojczal z sobie tylko znanych powodów nie podjął się próby oszacowania kosztów wojny w RP, w przypadku ruskiej agresji. Najmniejszy koszt to wymordowani Polacy ( liczmy 30 tys), wywózki, zniszczenia i kradzież infrastruktury, rocznej (?) okupacji. Potem koszt demograficzny w postaci ubytku ludnosci (uchodźcy),utrata PKB, śmierć cywilnej gospodarki ina końcu koszty odbudowy. Chyba każdy uczciwy przyzna, że byłyby wyższe niż te 130 MLD USD na zbrojenia. Dla przypomnienia- szacowane koszty samej odbudowy UKR między 500 MLD do 1,5 BLN USD wg tzw finansowego Ramstein. Z drugiej strony podkreślam dziś ZADEKLAROWANA pomoc UE na odbudowę UKR to ledwo 50MLD € jeśli Niemcy dogadają się z Polską i zamkną kolejny unijny budżet lub znowelizują obecny. A więc Polacy armaty zamiast masła, bo jak wojna nie przyjdzie ze wschodu to przydadzą się do odzyskania naszych reparacji od Niemiec. Czekam na paradę naszych czołgów w alei Unter den Linden.

    1. Nie zapominałbym o zażądaniu reparacji od Szwedów za potop szwedzki (wg historyków przyniósł większe straty niż II Wojna Światowa). No i od Czechów za najazd i spalenie Gniezna (i niech oddają truchło św.Wojciecha).

  4. To tak tylko należało by dodać o kwestii nie tylko zastraszania jednostkami rakietowymi ale te zaminowaniem portów tak w Królewcu jak i Zatoce Fińskiej co skutecznie wyłączyło by z gry jakiekolwiek siły morskie bo nawet słynne okręty podwodne mają autonomiczność na poziomie 60 dni po których musiałyby się wynurzyć i poddać. Rozumiem wstręt w MW przed określaniem Bałtyku jako kałuży ale położenie rosyjskich portów stawia ich tu w zasadzie na starcie na przegranej pozycji.

  5. Najważniejsze do uruchomienia zakupy, bo dające nam STRATEGICZNĄ przewagę w NATO, czyli możliwość suwerennego, własnego nieuchronnego odwetu, to zakup 4 atomowych, oceanicznych OP klasy Virginia z Tomahawkami, 6 mniejszych OP typu A26 z Tomahawkami, 48 F15 EX oraz dwie baterie rakiet antybalistycznych THAAD dla naszej obrony przed ruskim atakiem jądrowym.
    OKoło 80 MLD PLN netto do zapłacenia w 5-8 lat bo tyle trwa ich zakup i budowa. Ledwo 10 MLD PLN rocznie za zbudowanie trwałej militarnej dominacji w Europie Środkowej, która politycznie i gospodarczo zdominuje region Trójmorza.

    1. I oczywiście USA nam te Virginie z pociskami Trident bezproblemowo sprzeda bo tak nas kochają 🙂 Niech jeszcze dorzucą 5-6 silosów z Minutemanami do kompletu. A co. Poza tym kosztów utrzymania mocno niedoszacowujesz. 10 MLD to byłoby tylko na okresowe przeglądy w USA.
      USA jest wciąż sygnatariuszem układu o nieproliferacji broni jądrowej. Jak chcemy „pestek” naprawdę to kierunki to GB lub Pakistan.

  6. Marchewa nie czytasz albo nie rozumiesz- poprzednio napisałem ze
    Virginie starajmy się kupować tak jak teraz Australijczycy, wykorzystamy okno możliwości jakie stworzyła wojna na wschodzie i polityczne zaangażowanie US; czyli zakup plus pomostowo leasing na dokładnie zasadach AU,
    Koszt tylko zakupu netto pisałem bez kosztów utrzymania bo te masz i ponosisz co roku w innej pozycji budżetu MON,
    Wszystkie zakupy są tak podawane, nikt nie podaje 30 letnich kosztów utrzymania gotowości bojowej. Pozdr

    1. Jak czytam o „trwałej militarnej dominacji” to mi się nóż w kieszeni otwiera. USA nie sprzedaje Aus okrętów tylko leasinguje a docelowo Aus kupi je od Brytyjczyków. Zarówno US jak i GB dysponują jednostkami nuklearnymi o charakterze oceanicznym które nie są nam do niczego potrzebne bo są zupełnie nieironicznie „za duże na Bałtyk”. Koszt ich pozyskania z konwencjonalnym uzbrojeniem Cruise jest astronomiczny a strategicznej przewagi nie dają ma to sens tylko w przypadku broni jądrowej. Której nikt nam dobrowolnie nie przekaże można ja tylko pozyskać w inny sposób (i zintegrować np. z Tomahawkami na co USA się nie zgodzi).
      Jest oczywiście czarny szlak dla wyczynowców którym poszedł Izrael a który przy obecnym poziomie sporu w PL uważam za niewykonalny. Zakłada on pozyskanie konwencjonalnych OP ze zdolnościami do odpalania Cruise, opracowanie własnego pocisku (to nasuwa się Korea) i pozyskanie „pestek”. To ostatnie jest niewyobrażalnie trudne ale wykonalne. Możliwe kierunki to wspominany Pakistan, UK lub Izrael. Mówimy tu o wysiłku na 20-40 lat i gigantycznych nakładach w sporej mierze w „szarym” budżecie. Bez gwarancji sukcesu. Political fiction jednak.

    2. Pomijając nawet kwestię, że oceaniczna flota australijska jest USA potrzebna, a polska średnio, to i tak nikt Polsce nie da tego, co Anglosasi sobie wzajemnie prezentują w Sojuszu Five Eyes – w ogóle, a już na pewno nie Tuskowi po 15.10, więc strzępicie ryja nadaremno.
      Mimo że Demokraci, czyli neobolszewia, też nie lubią PiS-u, to do tej pory amerykańscy analitycy mogli przynajmniej uważać Polaków za społeczeństwo mocno patriotyczne, pamiętające historię, które zawsze stanie okoniem między Rosją a Niemcami. Dziś już nie uważają i wiedzą na 100%, że to banda wannabe „nowoczesnych” debili, którymi większość medialna kieruje jeszcze łatwiej niż zachodnimi lemingami.
      – Zatem adieu wielki sojusz strategiczny i broń / czy okręty atomowe. Raczej już NA ZAWSZE, nawet gdyby jakaś patriotyczna prawica jeszcze tu kiedyś wróciła do władzy.

      1. Nie strzepimy ryja, tylko edukujemy kolorowych debili z miast.
        Wielkim błędem Błaszczaka bylo wciąż nie uruchomienie tych zakupów OP i F15/ F35, tylko wieloletnie strzepienie ryja o nuclear shering przez Dudę i jego klakierów. Patrz historia zatrzymanego przez MON i PMM zakupu australijskiego złomu zamiast Miecznika. Nie udało się za Macierewicza, nie udało za Błaszczaka., co tylko oznacza ciężką wagę tych programów. Sabotażyści z tęczowej niemieckiej koalicji teraz znów powtórzą manewr z Gawronem / Ślązakiem- niby budują, ale tak aby nie pływało i było bez uzbrojenia tj VLS. Winter is coming.
        Ale dynamika zmian politycznych jest taka, że PIS wróci szybciej do władzy niż to się nam dziś wydaje. Im szybciej i gorzej tym lepiej dla Polski.

        ps. jedyne co mnie martwi to spodziewane anulowanie tj wstrzymanie NARWI, którą spróbują politycznie zamienić na defiladowy szwabski IRIS T.

        1. I kogoś już wyedukowaliście? Nie widzę.

          Nie sądzę żeby jeszcze jakaś patriotyczna prawica wróciła w PL do władzy, a jeżeli to w ciężkich bólach i raczej na krótko. Ogółem 15.10. będzie kiedyś w podręcznikach figurował jako koniec demokracji, pluralizmu i konkretnie wyraźny początek końca (wymierającego już od dawna) narodu.
          Przecież eurokomuna + miejscowe wnuki żydoubecji będą teraz mieć już wszystkie główne media, sądy, instytucje i korporacje oraz po swojej stronie całą potęgę zachodniej propagandy, poprawności, cenzury, plus KE i TSUE na dodatek (w tym pieniądze, więc to nie tylko bat, ale przynajmniej na początku również marchewka).
          A ludzie z biało-czerwonymi flagami na Marszu Nieodległości znowu staną się „faszystami”.

          Zatem jak wyżej, US nam już nigdy nic naprawdę ważnego do rąk nie da.

          1. Winter is coming lecz im szybciej i gorzej, tym lepiej dla Polski. Durne Julki jak za okupacji wybrały skrobanki zamiast niepodległości, ale jak im za nie każą płacić to na własnej dupie poczują politykę zwijania państwa i bogacenia się elyty kosztem polskiego syfu, żeby zacytować herr Tuska. Cofnięcie zmian, zmiana traktatów, zatrzymanie inwestycji i zbrojeń, skok bezrobocia tylko spowodują rewoltę i niestety POLEXIT. To NIEUCHRONNE. Na Kremlu na razie piją szampana, ale oni tej dekady nie przetrwają więc chleją na umór.

          2. @Graf von Turowiecki – To nie będzie szybko, poza tym mimo wszystko żyjemy w dość bogatym świecie i parę groszy w jedną czy drugą lewakowi poglądów nie zmieni (zresztą media wytłumaczą mu, że to wina zadłużenia przez PiS), a lewaków i feministów coraz więcej.
            Ważniejsza jest propaganda i wychowanie młodzieży, a tutaj jest już po nas.
            Jeszcze ważniejsza jest demografia – a tu gorsze warunki ekonomiczne = jeszcze słabiej i nie ma się z czego cieszyć.
            Wielkiego bezrobocia też już nie będzie, w PL na stałe brak rąk do pracy. Co najwyżej pedauki fajnopolacy nie będą mieli wystarczająco dobrych posad za biurkiem, a cięższe prace lepiej i taniej wykonają za nich imigranci (oby z Azji i b. ZSRR, no chyba że Niemcy jednak wcisną nam nadmiar swoich bliskowschodnich).

            2. Rosję może szlag trafi dzięki układowi geopolitycznemu, ale Ruscy, paradoksalnie, na skutek swojego prymitywu są w lepszej sytuacji społecznej i demograficznej, niż Polacy. Krótsza średnia życia i fatalne warunki emerytów? – społeczeństwo mimo że też wymiera, będzie dzięki temu relatywnie młodsze i silniejsze na ciężkie czasy. Ocieplenie klimatu, brak wody na południu? – otwierają im się możliwości w Arktyce i mają najw. na święcie zasoby słodkiej wody i lasów strefy umiarkowanej.
            Itd. itp.
            Dosłownie jakby ich ich bozia specjalnie chroniła. Ciekawe czy kagiebiści zdołają to mimo wszystko spieprzyć. Starają się jak mogą.

  7. aha i najwazniejsze dla Marchewy i innych, piszę ponownie bo albo nie czytacie albo nie rozumiecie a to niezwykle ważne dziś po 15 X, bo teraz będzie obowiązywać doktryna PINIENDZY NI MA I NIE BĘDZIE.
    Piszę o konieczności zakupu atomowych oceanicznych okrętów podwodnych klasy Virginia z KONWENCJONALNYMI pociskami Tomahawk. Tak jak to obecnie realizuje Australia. Alternatywnie zakup dwu i pół krotnie tańszych ale i gorszych konwencjonalnych, oceanicznych koreańskich okrętów podwodnych klasy KSS III seria II z wyrzutniami także konwencjonalnych pocisków balistycznych. Kwota 80MLD PLN netto plus jakieś wsparcie z amerykańskiech programów FMS i FMF to jest sam koszt zakupu do poniesienia w okresie 5-8 lat czyli ok 10 MLD PLN rocznie. To plus koszt obsługi jego finansowania (4MLD rocznie) to cena naszej suwerenności w ramach NATO i warunek budowy federacyjnej IV RP i strefy Trójmorza. W przeciwieństwie do nuclear shering te zakupy nie mogą być sabotowanie ani powstrzymywane przez Niemców w NATO.
    Nie podaję kosztów utrzymania gotowości bojowej. Te zwykle są liczone dla okresu życia sprzętu 30 -40 lat, z modernizacją midlife ( np wymiana reaktora) w połowie cyklu życia i wynoszą jak podają specjaliści ok 60-70 % kosztu zakupu. Dla całości polskiego programu zbrojeniowego 550 MLD PLN netto to będzie ok 13-18 MLD PLN rocznie.
    Podaję zawsze kwoty netto, bo jestem autorem pomysłu wprowadzenia 0% stawki VAT na zakupy sprzętu wojskowego i z powodu grożącej nam wojny częściowego wyłączenia tych zakupów z budżetu MON i nie wliczania ich do polskiego i unijnego progu zadłużenia.

  8. Napisałem że OP oceaniczne więc po co manipulujesz że za duże na Bałtyk? Nie będą operować na Bałtyku bo tam mają działać np A26 z Tomahawkami. Te oceaniczne są do operacji na północnym Atlantyku, oceanie Arktycznym i salwa stamtąd Tomahawków pozwala uderzyć na cele w Rosji, które dziś są poza naszym zasięgiem i ew poza zasięgiem naszych F35 uzbrojonych z JASSM ER; więc nie manipuluj dalej że takie okręty nie dadzą nam strategicznej przewagi. Z ostatnich info wynika ze australijskie Virginie będą budowane przez Amerykanów, co od początku było jasne.

    1. 1. Tomahawk to pocisk o zasięgu strategicznym 1500-2500 km. USA co do zasady nie sprzedawała tego typu uzbrojenia nikomu poza UK. „Trwają rozmowy” z Kanadą, Holandią, Japonią. Ale to że trwają nie znaczy że te rakiety tam trafią a jeśli to mogą np. w wersji „wykastrowanej” w kwestii zasięgu.
      2. Obawa jest zawsze ta sama bo w Tomahawkach relatywnie łatwo wymienić głowicę na „ładunek specjalny” pozyskany skądinąd. Z ładunkiem konwencjonalnym te rakiety maja ograniczony sens. Bo czym one de facto zagrożą Rosji?
      3. Atomowe okręty podwodne użytkują obecnie tylko członkowie rady bezpieczeństwa ONZ. To tak skomplikowana technologia że nawet państwa posiadające techniczną wiedzę w zakresie energetyki nuklearnej (Japonia, Korea) nie podjęły się tworzenia jednostek o takim napędzie. Australia zdecydowała się na atomowe OP tylko pod warunkiem serwisu w UK bo sama nie ma zdolności. I nie opłaca się jej ich tworzyć.
      4. Jak sobie wyobrażasz służbę atlantycką naszych nuklearnych OP? W postaci patroli na wzór US NAVY? To oznacza że operacyjny będzie 1 max 2 okręty z 4 (jeden w przygotowaniu i 1 w remoncie). Dla mnie skóra nie warta wyprawki jeśli te okręty maja przenosić konwencjonalny ładunek. Patrz pkt. 2.

  9. Popelniłem te ostatnie wpisy aby wszystkim życzliwym wiedzy uświadomić, że nasza Polska jest w końcu bogatym krajem, który jest teraz STAĆ NA DUŻE ZBROJENIA a w szczególności na np zakup atomowych OP z Tomahawkami, A26, dwu baterii THAAD i kolejnych eskadr F15EX i F35. Wbrew propagandzie PINIENDZY NIE MA I NIE BĘDZIE, która będzie teraz tylko i wyłącznie służyć zwijaniu państwa, rabunkowej prywatyzacji i bogaceniu się namiestników Moskwy i Berlina.
    Dziękuję, że Herr Wojczal ostatnia nadzieja białych ludzi, uczciwie powiedział, że armia 300 tys to zestawiając z takim Izraelem MINIUMUM w naszej sytuacji i demograficznie wbrew tej propagandzie również JEST do zbudowania. Oczywiście bez poboru, przywracając tylko powszechną unitarkę dla szkół ponadpodstawowych i budując duży program szkolenia rezerw.
    Oczywiście można jak wielu życzliwych ruskich troli i jak Siemoniak z trepami Różańskim, Packiem, Skrzypczakiem, Gocułem i Cieniuchem popiskiwać że jak ni ma, to ni ma. Lecz wtedy jak radził śp mjr Neugebauer trzeba przykryć się białymi prześcieradłami i zapierdalać na Powązki w nadziei, że ruskie nie będą bombardować cmentarzy.
    Pilnujmy Polski, bo winter is coming.

  10. Uogólniając – wzrost napięcia między NATO a Rosją to wyraz poważnych sporów geopolitycznych. Strategia zastraszenia ze strony Rosji, włączając w to działania militarno-informacyjne i cyberataków, stwarza realne zagrożenie w tym dla nas – Polaków. NATO musi utrzymać jedność, reagować zdecydowanie, jednocześnie dążyć do dialogu. Bezpieczeństwo Europy zależy od umiejętności zarządzania tymi napięciami.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *