Unia Europejska może nie przetrwać kolejnych 10 lat

Projekt zwany Unią Europejską trzeszczy w szwach, a czynników, które przemawiają za jej przyszłym rozkładem i ostatecznym rozpadem jest coraz więcej. I są coraz bardziej istotne.

Proces dekompozycji UE jest już widoczny, ale by go w pełni dostrzec należy w pierwszej kolejności zwrócić uwagę na warunki, które pozwoliły zaistnieć temu eksperymentowi polityczno – gospodarczemu. Są to:

  1. Zgoda Stanów Zjednoczonych Ameryki na rozpoczęcie politycznej i gospodarczej integracji Europy.

Po II Wojnie Światowej Amerykanie pozostali w Europie, jako jeden z czterech alianckich okupantów RFN (okupacja trwała w latach 1945 – 1949). Jednak niemal natychmiast po zakończeniu wojny, w Europie pojawił się nowy przeciwnik dla USA. Już w 1947 roku zaczęto mówić o tzw. „Zimnej Wojnie” ze Związkiem Radzieckim. Amerykanie z jednej strony chcieli się wycofać z kosztownej okupacji Niemiec, z drugiej obawiali się ZSRR oraz idei komunizmu, która rozprzestrzeniała się pomimo ustalonych granic. Zaproponowana przez Francuzów koncepcja integracji zachodniej europy dawała szansę na zbudowanie w regionie siły, która byłaby wstanie zatrzymać komunistów i Związek Radziecki. Zacieśnianie relacji na linii RFN – Francja nie było może marzeniem ani Amerykanów, ani Anglików (którzy też nie przystąpili początkowo do projektu), jednak w kontekście wspólnego zagrożenia ze strony sowietów, taki układ był akceptowalny.

Zwłaszcza dla Amerykanów, którzy mieli własny plan na podporządkowanie sobie powojennej Europy. W planie tym, główną bronią miał być dolar. W ogromnym skrócie – USA uzależniało zniszczone i osłabione wojną państwa poprzez m.in. skup rezerw europejskiego złota (za $), zalewanie Europy tzw. euro-dolarami (kredyty, pomoce etc. etc.) oraz własnymi towarami (które sprzedawali za wcześniej pożyczone…Dolary). W kontekście tego rodzaju działań, projekt polityczny Paryża zupełnie nie przeszkadzał ekonomiczno-gospodarczej ekspansji USA. Mógł natomiast tą ekspansję w pewnych warunkach nawet ułatwić.

Po zakończeniu „Zimnej Wojny”, rozpadzie ZSRR i zdobyciu pełni władzy na zachodnich rynkach finansowych przez Wall Street, projekt integracji Europy stał się dla USA zbędny. Jednak w Berlinie i Paryżu istniała polityczna wola do kontynuacji budowy wspólnego imperium.

Amerykanie nie storpedowali (a mogli to zrobić choćby metodami wojny finansowo- ekonomicznej) pomysłu utworzenia zjednoczonej Europy bez granic i ze wspólną walutą z jednej przyczyny. Wpływy USA w RFN były ogromne (finanse, gospodarka, traktaty polityczne). A ponieważ to głównie zjednoczone Niemcy miały przewodzić Wspólnocie, to dla USA była to doskonała okazja do usprawnienia kontroli nad europejskim pejzażem państwowym. W końcu łatwiej jest nadzorować jedynie Berlin, niż wszystkie stolice Europy Zachodniej na raz. To, że taka kontrola występuje i to po dzień dzisiejszy, mogliśmy doświadczyć naocznie obserwując pierwsze spotkanie Angeli Merkel z Donaldem Trumpem. Oczywiście nie jest tak, że Berlin jest jedynie przedłużeniem Waszyngtonu. Niemcy grają dla siebie i próbują urwać się z amerykańskiego smyczy przy każdej nadarzającej się okazji. Ta jest jednak jeszcze zbyt silna. O tym może jednak, kiedy indziej.

Wracając do meritum, dalsze przyzwolenie USA na budowę UE skutkowało tym, iż w projekcie tworzenia Unii miała wziąć udział Wielka Brytania, dla której (tak samo jak dla USA) zjednoczona silna Europa zawsze była zagrożeniem. Dlatego Anglosasi postanowili współtworzyć i kontrolować ów projekt przystępując w 1972 roku do Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej.

Dalsza integracja europejska po 1989 roku była możliwa poniważ Rosja w wyniku upadku Związku Radzieckiego stała się państwem słabym i niemalże upadłym (smuta jelcynowska). To zaś sugerowało, że projekt wielkiego imperium euroazjatyckiego z udziałem Berlina i Moskwy długo jeszcze będzie jedynie teoretyczną koncepcją.

 

  1. Wola polityczna przywódców największych państw Europy

Po II WŚ Francuzi zastanawiali się nad sposobem kontroli sprawowania politycznego nadzoru nad gospodarką Niemiec w zakresie wydobycia i gospodarowania zasobami strategicznymi (stal i węgiel), które są niezbędne do prowadzenia wojny. Ostatecznie pomysł twardego „nadzoru” upadł, a wygrała „miękka” koncepcja Jeana Monneta (integracja Europy). W wyniku tego, na mocy traktatu paryskiego z 18 kwietnia 1951 roku, powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali, która dała początki integracji europejskiej. Od tego momentu Niemcy i Francja wkroczyły na wspólną drogę budowy przyszłej Unii Europejskiej, a może i nawet Państwa Europa. 25 marca 1957 roku podpisano tzw. traktaty rzymskie ustanawiające Europejską Wspólnotę Gospodarczą oraz Europejską Wspólnotę Energii Atomowej (Euratom).

Po upadku Związku Radzieckiego szybko rozpoczęto pracę nad kolejnymi etapami budowania europejskiego bloku. Już 11 grudnia 1991 roku parafowano tzw. traktat z Maastricht, przekształcając EWG we Wspólnotę Europejską.

I to wówczas Niemcy otrzymały od USA wolną rękę od Stanów Zjednoczonych w zakresie europy kontynentalnej. Dzięki temu w 2002 roku wprowadzono do obiegu wspólną walutę – euro, która miała być swojego rodzaju odpowiedzią dla dolara. Oczywiście Amerykanie zadbali wcześniej o stworzenie odpowiednich mechanizmów i instytucji, dzięki którym broń finansowa, jaką otrzymali Niemcy, nie mogła być wycelowana w USA i dolara. Niemniej, niemiecka gospodarka otrzymała potężne narzędzie do uzależniania od siebie pozostałych państw w strefie euro. Dzięki zlikwidowaniu niemieckiej marki, Niemcy uniknęły pułapki zbyt silnej waluty, która ograniczała i krępowała eksport. Dziś, m.in. dzięki euro, liczące 82 mln ludności Niemcy są trzecim eksporterem świata.

 

  1. Wspólnota interesów.

Dzisiejsza Unia Europejska powstała dzięki wspólnocie interesów. Najpierw chodziło o odbudowę zniszczonej wojną Europy oraz stworzenie platformy uniemożliwiającej wybuch kolejnego kontynentalnego konfliktu. Następnie rozpoczęła się wspólna walka ekonomiczno – gospodarcza na światowych rynkach. Należy jednak w tym wszystkim podkreślić kwestie najważniejszą. Wspólne interesy dotyczyły jedynie Paryża, Berlina i następnie Rzymu. Oczywiście pokój na linii Paryż – Berlin jest kluczowy dla istnienia Holandii, Belgii i Luksemburga, dlatego te państwa od początku uczestniczą w procesie integracji Europy (pamiętajmy, że wszystkie wojny francusko-niemieckie toczyły się również na terytoriach Beneluksu). Jeśli chodzi o ekonomię i gospodarkę. Nie istnieje coś takiego jak wspólny interes gospodarczy dla całej Europy czy nawet UE. Niemożliwe jest stworzenie systemu gospodarczego, w którym zyskują i zarabiają wszyscy. Państwa zawsze konkurują i będą konkurować między sobą, a kapitał – posiada narodowość (a raczej państwowość). I właśnie dlatego, z systemu stworzonego przez Francję i Niemcy, to te właśnie państwa najwięcej zyskują. Najsilniejsze kraje europy kontynentalnej stworzyły mechanizm polityczno – gospodarczy, który jeszcze bardziej zwiększa ich siłę gospodarczą. W strefie euro – najwięcej zyskują najbogatsi. Czyli w pierwszej kolejności Berlin. O ile grupa np. 5 państw mogła stworzyć system polityczno-gospodarczy korzystny dla każdego (choć nie we wszystkich dziedzinach, przecież Berlin i Paryż również konkurują między sobą), o tyle naiwnością byłoby myśleć, że euro zostało stworzone z myślą o wzbogacaniu Grecji, Portugalii, Hiszpanii czy potencjalnie Polski. Przecież im większy kapitał zgromadzi Warszawa, tym mniej będzie go w Berlinie. To oczywiste. Zwłaszcza, gdyby i Berlin i Warszawa posługiwały się tą samą walutą!

Instytucja jednej wspólnej waluty posiada jeszcze jedną istotną cechę. Im więcej eksportują wszystkie państwa strefy euro, tym więcej kapitału gromadzi również Berlin. Innymi słowy, można stwierdzić, że Berlin pobiera sobie niejako prowizję od każdej transakcji dokonanej w euro (oczywiście jest to znaczne uproszczenie). Jednocześnie Niemcy mają duży wpływ na Europejski Bank Centralny, który jest odpowiedzialny za emisję euro, a który powstał wprost z przekształcenia Niemieckiego Banku Federalnego (Deutsche Bundesbanku). „Apolityczność” EBC widoczna jest w szczególności po kryzysie 2008 roku, kiedy to bank ten zaczął drukować euro w celu wykupywania obligacji państwowych – głównie Niemiec, Francji  i Włoch (co jest zwykłym skupywaniem długów). Pomysł bardzo spodobał się w Berlinie, na tyle, że w 2016 roku postanowiono, że EBC będzie skupywać obligacje prywatnych firm europy zachodniej… Innymi słowy „niezależny” bank centralny UE nie tylko skupuje długi państw strefy euro (za wykreowane/wydrukowane pieniądze), ale i wspiera/dotuje prywatne korporacje tj. Siemens AG (Niemcy), Telecom Italia (Włochy) czy Renault SA (Francja). Oczywiście w ramach tego solidarnego i sprawiedliwego systemu unijnego Polska nie miała prawa dotować stoczni, co miało miejsce z własnego budżetu i odbywało się we własnej walucie – PLN (nie wnikam, czy to dobre dla polskiej gospodarki/podatnika czy nie – pokazuje pewną nierówność prawno-polityczną).

Podsumowując. Wspólnota interesów, na której została oparta Unia Europejska – dotyczy jedynie kilku najsilniejszych państw. Głównie Niemiec i Francji. Wspólnota interesów Unii Europejskiej to MIT.

UE i waluta euro służą do potęgowania wpływów politycznych oraz siły gospodarek Francji i Niemiec, nie zaś do wyrównywania poziomów pomiędzy najbiedniejszymi członkami UE, a tymi najbogatszymi.

 

Znając powyższe czynniki „unio-twórcze”, łatwo jest dostrzec, że w dniu dzisiejszym można postawić poważny znak zapytania przy każdym z nich.

 

Ad. 1. Stany Zjednoczone Ameryki

W USA dostrzeżono:

  • nadmiernie zbliżanie się Berlina do Moskwy,
  • rosnącą potęgę gospodarczą Niemiec,
  • tendencje do stworzenia konkurencyjnego dla Stanów Zjednoczonych – Państwa Europy, które w porozumieniu z Rosją, mogłoby urzeczywistnić najgorsze obawy amerykańskich decydentów o powstaniu imperium euro-azjatyckiego.

Taki stan rzeczy oczywiście nie podoba się w Białym Domu. Dlaczego prokurent amerykańskich interesów w UE – Wielka Brytania, właśnie opuszcza Unię? Dlaczego Amerykanie obudzili duch projektu Międzymorza i grożą jego utworzeniem Niemcom? Gdyby Berlin był całkowicie  posłuszny wobec Waszyngtonu, wówczas USA nie zwracałoby kompletnie uwagi na Warszawę. Dzieje się jednak inaczej. Ponieważ Berlin i Moskwę łączą wspólne interesy i Niemcy nie chcą z tego rezygnować.

Istnienie jednolitej i silnej Unii Europejskiej jest w tej chwili dla USA nie tylko zbędne, ale i niebezpieczne.

Pojawiło się bowiem jeszcze jedno, olbrzymie zagrożenie dla amerykańskiej dominacji. Chiny. Groźba zrealizowania projekt nowego Jedwabnego Szlaku łączącego Pekin, Moskwę, Berlin i Paryż jest dla Waszyngtonu perspektywą totalnej klęski. Przy porozumieniu UE-Rosja-Chiny amerykańskie imperium dolara upadnie. Być może na zawsze.

Ponieważ Amerykanie nie są już wstanie okiełznać chińskiego smoka, jedynym wyjściem dla nich jest rozbicie drugiego końca powstającego szlaku handlowego. Unii Europejskiej i Rosji.

Podporządkowanie lub rozbicie Rosji i UE są dla USA, w mojej opinii, priorytetami. Dlatego Donald Trump tak angażuje się w Europę Środkową. Budowanie Międzymorza to burzenie jedności UE i podważanie dominacji Berlina nad całą Europą Środkowo-Wschodnią.

 

Ad.2. Wola polityczna przywódców państw unijnych.

Jak pisałem wcześniej, UE powstała z inicjatywy 6 (RFN, Francja, Włochy, Holandia, Belgia, Luksemburg), a tak na prawdę 2 państw (RFN, Francja). Wszystkie inne kraje dołączały do stworzonego przez Francję i Niemcy projektu akceptując jego formę (za wyjątkiem Wielkiej Brytanii). Było to spowodowane m.in. nadzieją na to, że skoro Paryż i Berlin tak szybko podniosły się po wojnie z kolan, to przynależność do kolejnych odsłon i form Wspólnoty jest magicznym środkiem do wzbogacenia się również dla innych. Tym samym każdy z nowych członków chciał brać udział w przedsięwzięciu politycznym, które najwyraźniej zapowiadało stworzenie europejskiej potęgi gospodarczej.

Drugim istotnym czynnikiem integracyjnym był fakt, że powstanie UE gwarantowało pokój i stabilność w regionie, a także dawało alternatywę dla Moskwy.

Bruksela przyciągała do siebie kolejne państwa korzyściami ekonomiczno – gospodarczymi (m.in. unia celna, strefa schengen) oraz tym, że gwarantowała sporą niezależnością polityczną dla członków.

Tak było do 2007 roku (tj. praktycznie do momentu zakończenia procesu rozszerzania Unii, później dołączyła już tylko Chorwacja).

Od czasu wejścia w życie Traktatu Lizbońskiego (podpisany 13 grudnia 2007 roku, ratyfikowany przez wszystkie państwa wszedł w życie w dni 1 grudnia 2009 roku), rzeczywistość unijna dla jej członków uległa zmianie. Od 1 listopada 2014 roku wprowadzono nowy system głosowania w Radzie Unii, zmieniając dotychczasowy system nicejski. Ten mógł być wprawdzie jeszcze użyty niejako „awaryjnie”, jednak możliwość ta obowiązywała przez 3 lata.

Unia Europejska przeistoczyła się z wygodnej dla wszystkich federacji państw, w dyktujące warunki państwo federalne. Proces ten był łagodny i stopniowy, przez co prawie niezauważalny. Jednakże w tym roku, żarty się już skończyły. Bowiem właśnie od 1 kwietnia 2017 roku całkowicie porzucono system nicejski  i w tej chwili obowiązuje już tylko system podwójnej większości. Oznacza to, że minimum 55% z liczby państw członkowskich, które reprezentują co najmniej 65% ludności UE pozwala na przegłosowanie w Radzie Unii niemal każdej decyzji. Ponieważ w skład UE wchodzi 28 państw ( będzie 27 bez Wlk. Brytanii),  UE liczy sobie 512 mln ludności (446 mln bez Wlk. Brytanii), dziś do przegłosowania w Radzie Unii potrzeba 16 państw liczących sobie łącznie prawie 333 mln obywateli. Bez Wlk. Brytanii wystarczy 15 państw o łącznej 290 milionowej populacji. Dziś Niemcy i Francja posiadają łącznie 150 mln obywateli. W koalicji z Włochami, Belgią, Holandią i Luksemburgiem jest to 239 milionowa populacja.

Przy tym patrząc w perspektywie przyszłych kilkunastu-kilkudziesięciu lat, uwzględniając politykę migracyjną państw zachodnich, oczywistym jest, że dysproporcje pomiędzy w/w państwami, a resztą europy będą rosnąć (choćby ze względu na migrację ludności za pracą, nie mówiąc już naturalizowaniu uchodźców czy dysproporcjach w demografii).

To zaś oznacza, że Paryż i Berlin będą mogły sprawować w UE polityczny dyktat. Zwłaszcza pod nieobecność Wielkiej Brytanii.

Pewne formy tego dyktatu już doprowadziły do wewnętrznego konfliktu z Węgrami, a następnie do konfliktów związanych ze zjawiskiem masowej imigracji. Są również przyczyną podnoszenia przez Brukselę sprawy „polskiej demokracji”. Bez względu na to, jak patrzymy na owe utarczki, jedno jest oczywiste.

W Unii Europejskiej widoczne są rozbieżne interesy polityczne, a tym samym, poszczególne rządy zaczynają dostrzegać istoty i wady systemu, w jakim funkcjonują ich państwa. Ta rozbieżność była bezpośrednią przyczyną BREXITU.

Dobrowolne opuszczenie UE przez jednego z najsilniejszych członków jest wyraźną oznaką konfliktów politycznych w europejskich stolicach (chyba, że ktoś wierzy, iż Brexit to przypadek – bo tak zagłosowali Brytyjczycy…). Wydarzenie to może okazać się początkiem całego procesu exitów. I to nie tylko tych dobrowolnych.

 

 Ad. 3. Wspólnota interesów

Tylko w tej kwestii nic się do tej pory nie zmieniło. Wspólnoty interesów nie ma i nigdy nie było. Zmieniło się natomiast wszystko, jeśli chodzi o świadomość o tym fakcie. Lata uczestnictwa w UE doświadczyły poszczególne państwa, ale i obywateli. Jako pierwsze ocknęły się Węgry. Grecja obudziła się zdecydowanie zbyt późno, by obronić się przed wysysającą kapitał strefą euro. Jednak o ile w 2004 roku niemal wszyscy mówiąc Unia – myśleli o krainie mlekiem i miodem płynącej, o tyle dziś wielu do tej krainy się po prostu udało. Nie przy pomocy traktatów i polityki, a zwyczajnie. Samochodem, pociągiem, statkiem lub samolotem. Bo kapitał nadal jest TAM. W Berlinie i Londynie. Po kilkunastu latach od akcesji, nadal większość kupowanych przez nas produktów pochodzi z Niemiec. Nadal zarobki, w porównaniu do Niemiec czy Wlk. Brytanii, są wielokrotnie niższe. Dostrzegamy to my – obywatele, ale przekłada się to na wzrost poparcia dla ugrupowań eurosceptycznych. I tak powoli widać początki przyszłej wymiany europejskich elit. Węgry, Polska, Wielka Brytania. Niebawem nastąpi to nawet we Francji (Le Pen). Wspólnoty interesów nigdy nie było, a ponieważ wielu już to dostrzega – to wspólnota polityczna jest bardziej krucha niż kiedykolwiek.

 

Objawy rozpadu.

Oczywiście zbyt wcześnie jest by pisać, że UE się zwyczajnie rozpada. Jednak, co najmniej od dwóch lat obserwujemy proces rzeczywistej dezintegracji (nawet jeśli traktaty, umowy świadczyły o czym innym). Dziura po kryzysie z 2008 roku została jedynie przykryta płachtą i tylko czekać, aż ktoś w nią wpadnie pociągając za sobą resztę. System polityczny stworzony w ramach UE zamiast jednoczyć – dzieli (a będzie jeszcze gorzej).

UE może przetrwać wbrew woli USA tylko i wyłącznie wówczas, gdy będzie miała solidne podstawy ekonomiczno – gospodarcze. A tych brakuje. Zadłużenie całej UE wciąż rośnie. Dodatkowo Niemcy drenują kapitał od wszystkich słabszych członków UE, wchłaniają ich populację w poszukiwaniu siły roboczej i narzucają politycznie własną wolę. Przy takim kierunku rozwoju Unii, możliwe są dwa scenariusze. Albo całkowite podporządkowanie Europy duetowi Paryż – Berlin, albo też bunt na pokładzie. Ponieważ Niemcy i Francja są zbyt małe by wchłonąć gospodarki reszty państw i są zdolne jedynie do ich eksploatowania, bez brania na siebie obciążeń i kosztów, to najbardziej realna jest ta druga opcja. To jest opcja, w której najbardziej dotknięte „kryzysem” państwa zaczną opuszczać Unię. I to nie z własnej chęci.

W Berlinie z pewnością istnieje jakaś niepozorna instytucja – biuro księgowego, który posiada olbrzymie liczydło. I na tym wielkim liczydle księgowy liczy. Liczy na przykład jak długo opłaca się Berlinowi trzymanie Aten na uwięzi euro?

Jak tylko interes przestanie się opłacać, Berlin będzie o tym wiedział. Wówczas zacznie się odcinanie uschniętych gałęzi. Po Grexicie może przyjść kolej na Portugalię, a nawet Włochy. Od bankructwa dzieli te państwa w zasadzie jeden kryzys.

Dla zobrazowania sytuacji, poniżej tabela z kilkoma danymi:

Kolejny problem uwidocznił się stosunkowo niedawno. Jedność Hiszpanii. Ponieważ katalońską kwestię opisywałem szczegółowo w innym wpisie, nie będę zagłębiał się w temat. Wspomnę jedynie, że może to być wstęp nawet do wojny na Półwyspie Iberyjskim, co z kolei wykluczy ze struktur unijnych całą Hiszpanię.

Wspomnieć też należy o narastającym konflikcie Paryż & Berlin przeciwko Budapeszt & Warszawa. Kwestia uchodźców, ale już nie tylko. Obserwujemy ścieranie się różnych interesów wewnątrz samej Unii.

 

Reasumując.

Do około 2014/2015 roku w Unii Europejskiej obserwowaliśmy tendencję do pogłębiania integracji i do scalania polityczno-gospodarczego kontynentu. Tendencja ta trwała począwszy od lat 50-tych, czyli przez około 65 lat.

W 2016 roku po raz pierwszy w historii, nastąpiło zdarzenie, które poszło w przeciwnym kierunku. Brexit. Od tego czasu spory między osią Paryż-Berlin, a państwami tzw. Trójmorza wciąż narastają. Doszła kwestia Hiszpanii. Wprawdzie to nie dotyczy UE, ale Szkoci chcą ponownie spróbować odłączyć się od Zjednoczonego Królestwa. Innymi słowy, w całej Europie rozpoczął się proces dezintegracji.

O ile tendencja ta jest jeszcze na samym początku i można ją odwrócić, o tyle kierunek w jakim zmierza Europa jest wyraźny.

Jeszcze 3 lata temu trudno było sobie wyobrazić wojnę na Ukrainie, powstanie ISIS i eksodus uchodźców. Nikt nie myślał, że Brytyjczycy zdecydują o wyjściu z UE. Jeszcze miesiąc temu nikt poważnie nie rozważał możliwości rozpadu Hiszpanii.

Dziś podchodzimy do tego wszystkiego z bardziej otwartym umysłem. Łatwiej jest nam przewidywać i zakładać najgorsze scenariusze. I mamy ku temu podstawy.

 

Wszystkie 3 filary na jakich została oparta Unia Europejska są zagrożone. USA jest przeciwko temu projektowi, Wlk. Brytania już się ewakuuje, wewnątrz UE istnieją ogromne spory polityczne grożące rozłamem (Unią dwóch prędkości) , a finanse kilku państw członkowskich są na skraju bankructwa (co będzie miało konsekwencję dla całej reszty).

Sytuacja ekonomiczno – gospodarcza wygląda w ten sposób, że każde najmniejsze kichnięcie może oznaczać dla finansów UE prawdziwą epidemię. Brexit? Kryzys w USA? Rozpad Hiszpanii? Bankructwo Grecji (już oficjalne, bo rzeczywiste nastąpiło)? Zapalnych iskier może być bardzo wiele. I wszystkie one mogą stanowić przyczynę dezintegracji.

Zresztą, wiele nie trzeba się rozwodzić, wystarczy wspomnieć o projekcie zbudowania Super Państwa złożonego z Niemiec, Francji i państw Beneluksu. Pierwszy raz wspomnieli o tym politycy z Luksemburga (ciekawe kto im to podszepnął?), a kilka miesięcy później wyciekł niemiecki dokument potwierdzający istnienie takiego projektu.

Skoro sami Niemcy widzą możliwość rozpadu UE (bo stworzenie Super Państwa oznaczałoby dokładnie rozpad Unii), to znaczy, że ta opcja jest brana pod uwagę na poważnie. A to niedobrze zwiastuje samej Unii.

 

Przyszłe zagrożenia – perspektywa czasowa.

Będą to czyste spekulacje, ale czemu by nie?

Rozpad Hiszpanii – jest to chyba zagrożenie najbliższe czasowo, oceniając sytuację polityczną w Madrycie i Barcelonie, zakładam, że spór powinien wejść w decydującą fazę w przeciągu roku, najdalej półtora (co nie oznacza, że się skończy, po prostu będziemy mieli pewność co do jego istnienia i ew. przebiegu). Tyle czasu mniej więcej zajmie, albo choćby połowiczne rozwiązanie sporu, albo przygotowanie się Katalończyków do ogłoszenia niepodległości wbrew woli Madrytowi (formalnie może się to stać choćby jutro, ale w rzeczywistości Katalonia będzie musiała przygotować się do walki o swoje, jeśli Madryt będzie się upierał).

BREXIT –  proces może jeszcze trwać… I trwać… I trwać. Najwyraźniej nikomu się nie śpieszy. Obie strony, zarówno Wlk. Brytania jak i UE stracą. Wlk. Brytania jest przecież członkiem UE na specjalnych warunkach, a korzysta ze wspólnego rynku handlowego. Dla UE natomiast Londyn to trzeci co do wielkości płatnik do skarbca.  Jednak, gdy do Brexitu wreszcie dojdzie (2019-2020?) obie strony z pewnością mocno to odczują.

GREXIT – problem gospodarczy Greków nie ustał i z pewnością znów usłyszymy to hasło najpóźniej na początku trzeciej dekady XXI wieku. Tymczasowo Grecy otrzymali pomoc finansową i porozumieli się z wierzycielami długu, jednak ta opera nie trwa od wczoraj i nie zakończy się jutro. Co kilka lat temat wraca jak bumerang, a wróci ze zdwojoną siłą w sytuacji, gdy pojawi się jakikolwiek kryzys gospodarczy.

 

Problemy z długami Portugalii i Włoch odezwą się zapewne przy każdej z w/w okoliczności. Do tego należy obserwować jak EBC poradzi sobie z zarzutem nielegalności skupywania długów… Bez tego mechanizmu, wiele państw będzie skazanych na finansowy krach (EBC skupuje obligacje, a mimo to długi państw strefy euro wcale nie maleją – o czym to świadczy?).

Na podstawie tego ogólnie przedstawionego krajobrazu, powinno być już oczywiste, że Unia Europejska w 2027 roku, albo będzie wyglądać zupełnie inaczej, albo jej zwyczajnie nie będzie… (ewentualnie znajdzie się u schyłku swojego istnienia). Jakie to może rodzić zagrożenia dla Europy i Polski? O tym zapewne innym razem.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, prawo, podatki – blog

Do samodzielnego studiowania:
https://www.money.pl/gospodarka/unia-europejska/wiadomosci/artykul/ebc-skup-obligacji-trybunal-sprawiedliwosc,180,0,2354868.html
http://www.tvp.info/25939371/nasz-news-superpanstwo-zamiast-unii-europejskiej–ultimatum-francji-i-niemiec
https://pl.tradingeconomics.com/countries
http://www.tvp.info/29756825/unia-europejska-zmienia-system-glosowania-polska-na-tym-straci
https://www.tvn24.pl/raporty/europa-ma-nowy-traktat,92
https://www.bloomberg.com/news/articles/2016-06-07/draghi-fires-starting-gun-on-corporate-bond-purchases-in-europe
https://businessinsider.com.pl/finanse/ebc-luzowanie-ilosciowe/tvzds5l

Dodaj komentarz