Państwo wyznaniowe zagrożeniem dla społeczeństwa – czyli wnioski po obejrzeniu filmu: „Luter i rewolucja protestancka” Grzegorza Brauna

W zeszły piątek (1 grudnia) zupełnie przypadkowo natknąłem się na Szanownego Pana Grzegorza Brauna w jednej z Zielonogórskich restauracji. Ponieważ takie osoby nie jeżdżą po Polsce bez przyczyny, sprawdziłem jakie to powody sprowadzają do Winnego Grodu byłego kandydata na prezydenta III RP. I tak, godzinę później trafiłem na seans filmu pt.: „Luter i rewolucja protestancka”.

Ogólne wrażenia? Film uważam za jak najbardziej pożyteczny, ciekawy i wart poświęcenia 80 minut życia, jak również kilkudziesięciu złotych na zakup płyty oraz wsparcia tego rodzaju inicjatywy. Po obejrzeniu w/w tytułu, wyszedłem z sali mądrzejszy, a nie ma nic lepszego, niż inwestycja we własną wiedzę.

Ale…

I po tym wyrażeniu zapowiadającym krytykę, wbrew pozorom nie będę odnosił się do samego filmu, ale do moich prywatnych wniosków płynących z jego treści. Jak wiadomo, każdy interpretuje dane dzieło w swój, indywidualny sposób, na co mają wpływ m.in. takie czynniki jak wiedza odbiorcy, jego poglądy oraz wrażliwość artystyczna.

Moje wnioski po obejrzeniu „Lutra i rewolucji protestanckiej” są chyba zupełnie odmienne od tych, jakie chciał zasugerować w swoim przekazie twórca filmu (co odczytałem z krótkiej dyskusji z reżyserem).

Niemal na samym początku utworu dowiadujemy się, iż Marcin Luter uciekł przed wymiarem sprawiedliwości (oraz pewną karą śmierci za zabójstwo) między mury klasztoru augustianów. Dzięki specjalnym przywilejom prawnym (azyl kościelny), prawo karne nie mogło dosięgnąć osób, które przyoblekły się w habit.

I ten właśnie fragment biografii Lutra zaważył na moim odbiorze filmu, bowiem opisane wydarzenie jasno prowadzi do konkluzji, że państwo wyznaniowe (a więc takie gwarantujące instytucji kościoła przywileje m.in. prawne) jest śmiertelnym zagrożeniem nie tylko dla społeczeństwa, ale i dla samego siebie.

Gdyby bowiem kościół rzymskokatolicki nie ingerował w sfery państwowe i kategorycznie oddzielał się od władzy państwowej (a więc działał w duchu: „Oddajcie tedy, co jest cesarskie, cesarzowi, a co jest bożego Bogu”), wówczas tak niebezpieczny dla Watykanu Marcin Luter zwyczajnie oddałby głowę, skazany na śmierć, za pojedynkowanie się i śmiertelne ranienie przeciwnika.

Tymczasem polityczna ingerencja Watykanu w cały ówczesny świat katolicki, wpływanie na prawa, pozyskiwanie sobie przywilejów i wpływów, doprowadziła do sytuacji, w której tak wrogi Kościołowi Rzymskokatolickiemu Marcin Luter zachował życie korzystając z systemu, w którym kościół postawił się ponad prawem (specjalny przywilej – azyl kościelny).

Kto w dzisiejszych czasach nie oburzyłby się sytuacją, w której np. znany pedofil i morderca M. Trynkiewicz uniknąłby więzienia chowając się w klasztorze? Można również podać mniej drastyczny przykład z życia wzięty.

Czy sprawiedliwym jest, że ograniczenia dotyczące zakupu nieruchomości rolnych dotyczy niemal wszystkich obywateli (za wyjątkiem rolników), a nie dotyczy nieruchomości będących własnością kościołów i związków wyznaniowych?

Dlaczego instytucję kościelne mają większe prawa, niż obywatele (np. zwolnienia podatkowe, zgodnie z którymi kościół unika podatku dochodowego, nawet jeśli prowadzi normalną działalność gospodarczą, np. komercyjny wynajem nieruchomości)?.

Oczywiście, w zakresie dotyczącym samej postaci Lutra i przesłania jakie głosił, zgodnie z duchem prezentowanym w filmie, krytycznie oceniam zarówno twórcę ruchu protestanckiego, jak i jego teologiczne twierdzenia.

Jednakże okoliczności związane z wybuchem rewolucji protestanckiej, skłaniają mnie do refleksji nad tym, dlaczego ta rewolucja w ogóle mogła zaistnieć. Bowiem gdyby Kościół Rzymskokatolicki był instytucją skupioną jedynie na życiu duchowym, a nie doczesnym (polityka, wpływy, finanse, bogactwo), wówczas nikt nie podchwyciłby haseł Lutra (o ile ten w ogóle zdołałby uciec katu).

Tymczasem stało się zupełnie odwrotnie. Klasztor uratował Lutra, który wywołał wielką rewoltę przeciwko RK. Doprowadziło to, do rozłamu w kościele, podziału Cesarstwa Niemieckiego i wybuchu wojny domowej, w której zginęło wielu niewinnych ludzi, w tym przedstawiciele kleru.

W toku dyskusji, która miała miejsce po seansie, twórca filmu odniósł się do w/w wątpliwości argumentując, że gdyby nie Kościół Rzymskokatolicki i to, że instytucja ta wymusiła implementacje wartości chrześcijańskich do prawa rzymskiego, wówczas nie zaistniałaby cywilizacja, w której żyjemy.

Zgadzam się z tym, że nasz system wartości i sys. prawny oparte są właśnie o wartości chrześcijańskie oraz o prawo rzymskie. Szkoda tylko, że to XV-wieczne prawo, które było tworzone pod wpływem Kościoła Rzymskokatolickiego z jednej strony zakładało karę śmierci (w mojej ocenie sprzeczną z naukami Chrystusa – choć teologia nie jest moją silną stroną), a z drugiej stawiało RK ponad tym prawem, nadając kościołowi specjalne przywileje (czyli RK nie stosował się do zasad i wartości, które sam niejako pośrednio narzucał).

W „Lutrze i rewolucji protestanckiej” nie brakuje oczywiście tez krytycznych wobec RK, a osoby wypowiadające się przed kamerą jasno wskazują na korelacje pomiędzy patologiami wewnątrz kościoła, a wybuchem rewolucji.

I to jest właśnie moim zdaniem materiał do głębokiej refleksji na tym, co dzieje się dzisiaj.

Nietrudno jest bowiem znaleźć analogię pomiędzy czasami Lutra, a współczesnością (oczywiście dawniej wpływy RK i Watykanu były nieporównywalnie większe). Zwłaszcza w warunkach panujących w Polsce. Kościół Rzymskokatolicki angażuje się bowiem nie w tych sferach, w których powinien. Jeśli RK widzi swoją rolę nie tylko w walce o ducha i świadomość Polaków, ale i w zdobywaniu coraz większej władzy politycznej oraz wpływów materialno-prawnych (przywileje, majątek) , to niebawem historia z przełomu XV i XVI wieku może się powtórzyć. Przeciwnicy kościoła wciąż zyskują argumenty. Przypomina to nieco sytuację, w której jaśnie oświeceni i zadufani w sobie Krzyżacy (pewni, że Bóg stoi po ich stronie) wręczyli pogańskiemu ich zdaniem Jagielle dwa nagie miecze. Broń, która przysłużyła się następnie Litwinowi podczas bitwy (oczywiście w przenośni). Jak się historia skończyła – wszyscy wiemy.

I tutaj można wyciągnąć z omawianego tytułu właśnie taką przestrogę. Państwo Papieskie/Watykan, a więc pośrednio i Kościół Rzymskokatolicki zawsze były instytucjami politycznymi. I to najczęściej, w mojej ocenie, było właśnie powodem licznych rozłamów, odstępstw i starć z tą organizacją. Im większą RK wywierał na państwa presję, tym z większym sprzeciwem się i wrogością się spotykał (nie tylko wśród władzy, ale i w społeczeństwie). Dlatego w mojej ocenie, im mniej kościoła w państwie (jako instytucji) tym lepiej dla społeczeństwa, państwa i samego kościoła. Bowiem jego podstawową i główną rolą powinno być szerzenie wiary i utwierdzanie ludzi w wierze. Kościół powinien być obecny w lokalnych społecznościach, wśród wiernych. Nie wśród elit.

Na koniec argument dla tych, którzy twierdzą, że bez Kościoła Rzymskokatolickiego (jako instytucji politycznej i administracyjnej) europejskie społeczeństwa nadal byłyby pod wpływami pogaństwa, tzw. „prawa silniejszego” i głębokich patologii społecznych. Otóż warto przypomnieć sobie początki chrześcijaństwa. Religia ta rozprzestrzeniała się bez udziału jakichkolwiek struktur i wbrew prześladowaniom ze strony władz świeckich (chrześcijaństwo pokonało „słowem” największych swoich wrogów w postaci Cesarstw Rzymskich). Siłą chrześcijaństwa zawsze było jego przesłanie i to dzięki niemu religia ta zawładnęła Europą, a nie dzięki sile władzy politycznej czy dzięki bogactwu. Religia ta rozprzestrzeniała się w sposób pokojowy dzięki oddolnej pracy misjonarzy. Dopiero w późniejszym okresie, jak tylko do władzy doszło upolitycznione papiestwo, chrystianizacja zaczęła odbywać się w sposób polityczny (przyjmowanie wiary, a w szczególności prawa i zwierzchności Watykanu przez poszczególnych władców), co często sprowadzało się później do krzewienia chrześcijaństwa „ogniem i mieczem”. Struktury społeczne promowane przez Watykan „ubogaciły” europejskie ludy o „feudalizm”, czyli de facto pewną formę niewolnictwa. To dlatego, pierwsi monarchowie tak gorliwie i w sposób bezlitosny szerzyli nową „wiarę”. Dzięki zasadom promowanym przez papiestwo i RK, pogańscy dotychczas władcy zyskali niepodważalne „boskie” prawo sprawowania władzy (władza nadana przez Boga, monarcha podległy władzy kościelnej – papieżowi) co z kolei nadawało im prawo do rządzenia „podwładnymi”. Kościół Rzymskokatolicki stał się narzędziem politycznym Państwa Kościelnego oraz narzędziem monarchów do wymuszania poddaństwa ludu. A przecież chyba nie o to chodziło Chrystusowi?

Ponieważ wpis miał być z założenia krótkim komentarzem na tym poprzestanę, wracając do tezy głównej: państwo wyznaniowe (jakiegokolwiek wyznania) prowadzi do zepsucia duchownych, w konsekwencji zepsucia wiernych, a ostatecznie do autodestrukcji samego kościoła. I to ukazuje nam właśnie historia Marcina Lutra.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

2 komentarze

  1. Autor przeczy sobie i stawia niedojrzale tezy. Zarzuca dzisiaj mieszanie sie kosciola w sprawy spoleczne i polityczne i mowi jednoczesnie ze dobrze bylo, ze prawo rzymskie (ktore w wiekszej czesci obowiazuje do dzisiaj) zostalo stworzone na podwalinach religii chrzescjanskiej czyli doszlo do jeszcze wiekszej ingerencji religii w panstwo. Wg autora instytucja Kosciola powinna zniknac a chrzescjanie powinni chrzcic sie sami nad rzekami, itd. Bez instytucji Kosciola Katolickiego, ktora autor tak neguje kraje zachodnie wlasnie STALY sie poganskie. Jesli chodzi o rozdzial to w Anglii zwierzchnikiem kosciola jest zarazem krolowa. W Niemczech to samo, placi sie podatek za bycie chrzescjaninem, znowu konflikt, bo kosciol musi uwazac na to co glosi bo moze podpasc temu od kogo dostaje kase.

    1. Nasz system prawny jest oparty o wartości chrześcijańskie. To fakt. I nie wynika to z działalności kościoła jako instytucji, tylko z tego, że nasza cywilizacja przyjęła te wartości jako własne i przekuła to na prawa. Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, czy gdyby całkowicie zlikwidować Kościół jako instytucję, to czy społeczeństwo wyraziłoby zgodę na wprowadzenie np. praw hammurabiego? Zasady „oko za oko, ząb za ząb”? Oczywiście, że nie. Ponieważ nasze społeczeństwo oparte jest o wartości chrześcijańskie i to społeczeństwo decyduje o warunkach prawnych, w jakich chce funkcjonować (chyba, że warunki te zostaną nałożone siłą przez władzę). I temu ma, w moim przekonaniu, służyć kościół. Czyli utrwalać w społeczeństwie wartości chrześcijańskie (działalność moralizatorska, duchowa, społeczna), po to by społeczeństwo to dbało o własny system prawny. Tymczasem jeśli Kościół jako instytucja, odgórnie wpływa na prawo narzucane na społeczeństwo (instytucjonalnie wpływa na władzę, stanowi prawo, uzyskuje przywileje), to działa w sposób protekcjonalny w stosunku do społeczeństwa (wiernych). Stawia się ponad społeczeństwem. A to już jest 1 krok do degradacji duchowieństwa i instytucji Kościoła, bowiem takie myślenie prowadzi do nadużyć. Moim zdaniem Kościół powinien odgrywać rolę służebną w stosunku do społeczeństwa (to Chrystus obmywał nogi), a nie odwrotnie. W zakresie państw zachodnich. Stawia Pan słuszną diagnozę (społeczeństwa zachodnie stają się pogańskie, a raczej odchodzą od RK), ale nie widzi Pan przyczyny. Przecież społeczeństwa zachodu odeszły od kościoła nie dlatego, że kościół jako instytucja znikła. Wręcz przeciwnie, instytucja ta funkcjonuje nadal, kościoły funkcjonują nadal… Tyle, że są puste. Czyli to nie brak instytucji kościoła wpłynęła na odejście społeczeństw zachodnich od religii (a proszę zauważyć, że wartości w tych społeczeństwach pozostały te same, tj. osoby urodzone jako katolicy, nadal kierują się prawem moralnym opartym o wartości chrześcijańskie!). Dlaczego kościół w Anglii czy Niemczech musi uważać na to co głosi, by nie podpaść temu, kto go finansuje? Ponieważ kościół, który uzyskał prawny przywilej finansowania przez państwo, chce utrzymać ten przywilej! I to jest przyczyna patologi. Gdyby kościół nie posiadał żadnych przywilejów prawnych w państwach i oparł się jedynie o dobroczynność wiernych, to gwarantuję, że mielibyśmy wielu wspaniałych duchownych, którzy dbaliby o każdą jedną „duszę” dla kościoła. Każdego jednego potencjalnego darczyńcę. Siłą rzeczy sama ekonomia wymusiłaby na Kościele, by ten dbał o duchowość wiernych. Tymczasem Kościół, który uzyskuje przywileje,finansowanie,wpływy w państwie, dba i kieruje swoje wysiłki w stronę władzy (tam gdzie są wpływy, prawo i finansowanie), a nie w kierunku wiernego. pozdrawiam
      KW

Dodaj komentarz