Plan Kremla na zwycięstwo z USA – dlaczego „Przesmyk Suwalski” stanie się nieistotny

Ostatnimi czasy dużo mówi się w Polsce o bezpośrednim zagrożeniu militarnym ze strony Rosji i potrzebie wzmacniania Wojska Polskiego. O ile bliska mi jest idea przygotowywania armii na trudne czasy, o tyle sceptycznie odnoszę się do poglądów, zgodnie z którymi Kreml planuje rychły atak na terytorium III RP.

Amerykanie straszą nas i organizują gry wojenne związane z działaniami operacyjnymi na tzw. „wschodniej flance”. Posługują się przy tym pojęciem Przesmyku Suwalskiego, przypisując mu dość znaczną wagę. Czy formułowane na tej podstawie obawy są zasadne?

W mojej opinii, scenariusz Kampanii Suwalskiej, jaki kreśli nam od dłuższego czasu Pan Jacek Bartosiak (pozwoliłem sobie na odniesienie osobowe, bowiem na ostatnim wykładzie live pan mecenas sam zachęcił do polemiki z jego narracją), jest zwyczajnie mało prawdopodobny.

By uzasadnić tą tezę, trzeba jednak wrócić do nieco szerszej perspektywy.

 

Rywalizacja USA – Rosja – o co toczy się gra?

O tym, że Waszyngton i Moskwa toczą ze sobą polityczno-gospodarczą walkę, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Proces ten jest bardzo wyraźny już od czterech lat. Jednak należy w tym miejscu podkreślić najważniejszą kwestię. Amerykanie prowadzą z Rosjanami pewnego rodzaju negocjacje, z tym, że obie strony inaczej wyobrażają sobie ich koniec. Władze z Kremla chciałyby doprowadzić do Nowej Jałty, która dzieliłaby świat na strefy wpływów w wielobiegunowym układzie sił. Biały Dom nie godzi się na takie rozwiązanie, ponieważ byłaby to kapitulacja i oddanie światowej hegemonii bez walki. Waszyngton zamierza walczyć o prymat z Chinami i w tym celu potrzebuje sojusznika na Kremlu. Dla Rosjan, walka z chińskim gigantem byłaby jednak samobójstwem. Stąd nieprzejednane stanowisko Władimira Putina i wciąż agresywna postawa Donalda Trumpa (który pomimo „sympatii” do Rosji, uścisków i uśmiechów w czasie spotkania z prezydentem Rosji, nadal nakłada na Moskwę nowe sankcje).

W tym miejscu należy rozprawić się z wciąż używanym (również przeze mnie), a już dawno nieaktualnym pojęciem „resetu” z Rosją. Reset miał miejsce za czasów prezydentury Baracka Obamy i oznaczał normalizację stosunków (w dużym skrócie). Dziś Amerykanie nie szukają żadnego „resetu”. Oni dążą do stworzenia antychińskiej koalicji. Chcą jasnej deklaracji. Opowiedzenia się Kremla po stronie Waszyngtonu. Reset ich zwyczajnie nie urządza.

 

Możliwe rozstrzygnięcia „negocjacji” Waszyngton – Moskwa

Z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych, opcje są dwie. Albo Kreml ulegnie i zgodzi się na rolę junior-partnera (sojusznika) przeciwko Chinom, albo nie.

Pierwszy scenariusz może okazać się bardzo niekorzystny dla Polski. W takiej sytuacji, Moskwa będzie dla Waszyngtonu najważniejszym partnerem. Tymczasem Warszawa straci na znaczeniu. Tym samym, nasze interesy mogą zostać przez Amerykanów przehandlowane na korzyść Rosjan. I prawdopodobnie również Berlina (który w pojedynkę nie będzie przecież walczył samotnie lub wespół z odległym Pekinem przeciwko hegemonowi). Nasza sytuacja w tego rodzaju scenariuszu będzie nienajlepsza. Niemcy i Rosjanie w obozie Amerykanów, to marginalizacja Polski. Nie muszę chyba dowodzić, że wówczas nie doszłoby do żadnego starcia ani na linii NATO-Rosja, ani nawet Polska-Rosja. Tort III RP zostałby pokrojony wg uznania decydentów z Berlina i Moskwy. Formalnie zapewne nie stracilibyśmy niepodległości, ale wrócilibyśmy do politycznej, gospodarczej i ekonomicznej zależności od sąsiadów. Gdyby taki stan utrzymał się zbyt długo, z pewnością Polska z każdym rokiem stawałaby się coraz bardziej krainą czysto geograficzną.

Gdyby jednak (co jest w mojej ocenie najbardziej prawdopodobne) Kreml nie zgodził się na rolę prokurenta USA w walce z Chinami, Stany Zjednoczone musiałaby doprowadzić Rosję do knock-downu i siłą przeforsować własne warunki. I przy tym scenariuszu, rzeczywiście, możliwa jest konfrontacja NATO – Rosja. Z tym, że nie bezpośrednia.

 

Konfrontacja NATO (USA) vs Rosja – potencjalne skutki

Dotychczas Moskwa konsekwentnie i stanowczo broni własnego status quo i nie opowiada się po żadnej ze stron (a wręcz zacieśnia współpracę z Chinami, co nie jest dla Kremla całkowicie korzystne, ale w tej sytuacji Rosjanie nie mają wyboru).

Z uwagi na to Waszyngton prowadzi bardzo ostrą politykę nakierowaną na dociskanie Rosji. Najwyraźniej Amerykanie nie mają zamiaru przechodzić do starcia z Chinami, mając za plecami niezdecydowaną, niepewną, a wciąż niebezpieczną Rosję.

Ta polityczno-gospodarcza batalia może przerodzić się (a w zasadzie już się po części tak stało) w ograniczone działania militarne (hybrydowe), jednak z dużą dozą pewności należy podkreślić, iż żadnej ze stron nie zależy na otwartej, pełnowymiarowej wojnie (o czym pisałem wielokrotnie, w tym w ostatnim tekście dot. możliwości wybuchu III Wojny Światowej).

Gdy zmagania USA z Rosją dotrą do punktu, z którego nie będzie już odwrotu (i powrotu do negocjacji), rozwiązania mogą być jedynie dwa. Albo nastąpi całkowita, katastrofalna porażka polityki Stanów Zjednoczonych, czego efektem będzie wyjście USA z Europy. Albo moskiewski niedźwiedź zostanie zagoniony w kozi róg, co wywoła jego agresywną (militarną) reakcję.

Jeśli Amerykanie uciekną z Europy bez podjęcia rękawicy, Polska znajdzie się w podobnej sytuacji do tej, która zaistniałaby w przypadku zawarcia dealu Trump-Putin. Innymi słowy, nie wybuchłaby żadna wojna NATO – Rosja, ani Polska – Rosja, ponieważ Kreml szybko porozumiałby się z Berlinem i wspólnie, metodami całkowicie pokojowymi, stolice te dokonałyby podziału Europy Środkowej. Politycznego i gospodarczego. Przesuwanie granic nie byłoby wcale konieczne.

 

Rosja: plan „B”

Przechodząc powoli do sedna. Jedyny scenariusz, w którym mogłoby dojść do starcia militarnego pomiędzy USA (NATO) i Rosją, zakłada, że Kreml nie zgodzi się na układ z USA przeciwko Chinom, a Stany Zjednoczone będą dość silne i zdeterminowane by Moskwę powalić na kolana. I siłą podyktować warunki.

I tutaj należy spojrzeć na taką podbramkową sytuację z perspektywy Kremla. Jak pisałem w tekście o Rosyjskim Ikarze, Federacja Rosyjska nie posiada absolutnie żadnego innego argumentu niż ten siłowy, jeśli chodzi o starcie z USA. Rosjanie nie mogą dosięgnąć Amerykanów ani politycznie, ani gospodarczo. Na ataki w tych płaszczyznach, mogą odpowiedzieć jedynie asymetrycznie. Militarnie i poprzez wojnę informacyjną (co nie jest przedmiotem rozważań). I to jest prawdopodobnie awaryjny plan Rosjan. Uderzenie zbrojne. Otwarte, lub hybrydowe.

Ponieważ oddziaływanie na terytorium USA jest w zasadzie poza zasięgiem możliwości Rosji (pomijam kwestie broni atomowej), to musi ona uderzać w słabsze, położone bliżej Moskwy, cele. Z politycznych względów uderzenie w państwa NATO stanowi pewnego rodzaju ryzyko. Z perspektywy Rosji, zupełnie niepotrzebne (o czym za chwilę).

Federacja Rosyjska nie ma warunków do tego, by oddziaływać militarnie na dalekim wschodzie. Dlatego skupia swoją uwagę na Bliski Wschód (Syria), Kaukaz (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) i oczywiście Europę środkowo-wschodnią (Białoruś, Ukraina, Bałtowie, Polska – kolejność nieprzypadkowa).

Przywołując bieg wydarzeń z ostatnich lat, można łatwo zakreślić opcje, z których Rosjanie już skorzystali. Interweniowali w Syrii, wygrali wojnę z Gruzją, zajęli część Ukrainy i prowadzą względem Kijowa działania hybrydowe.

 

Jakie opcje posiada Kreml?

Z możliwości uderzenia pośredniego w interesy USA pozostają:

– otwarte uderzenie na Gruzję,– otwarte uderzenie na Ukrainę.

Moskwa może również wykonać bezpośrednio działania przeciwko NATO, tj.:

– działania hybrydowe przeciwko Bałtom,

– działania zbrojne przeciwko Bałtom,

– działania zbrojne przeciwko Polsce i Bałtom (co zakłada scenariusz Kampanii Suwalskiej

 

Kolejna wojna w Gruzji nie jest Rosjanom wcale potrzebna, o czym pisałem w analizie dotyczącej Zakaukazia. Kontrolując Abchazję i Osetię Płd., Rosja w zasadzie posiada otwarte drzwi do Gruzji, a jednocześnie zabezpiecza przesmyki kaukaskie prowadzące w głąb jej terytorium. Ponadto konflikt z Gruzją z pewnością byłby nie na rękę Turcji i Niemcom, a także całej Europie (z uwagi na zainteresowanie surowcami z Azerbejdżanu). Inwazja na Tiblisi raczej zjednoczyłaby interesy UE, USA i Turcji, tymczasem Moskwa woli grać na rozdźwięk pomiędzy tymi graczami. Lepiej przeciwników dzielić, niż łączyć.

Tym samym, główna uwaga Rosjan musi skupić się na europie środkowo-wschodniej (stąd budowa 1 Gwardyjskiej Armii Pancernej pod Moskwą).

 

Kolejność ruchów na środkowoeuropejskiej szachownicy

Jak w każdego rodzaju rozgrywce, istotna jest kolejność działań. Nastawianie się na jeden decydujący, nieprzygotowany wcześniej cios, który ma znokautować, jest ogromnym ryzykiem i rzadko przynosi pożądany efekt. Sukces w takim przypadku zależy od szczęścia. Planiści w Moskwie z pewnością wolą bardziej roztropne i metodyczne rozwiązania.

Stawiając się nieco w ich sytuacji, łatwo można dojść do wniosku, że jakikolwiek przyszły ruch w strefie pomostu bałtycko-czarnomorskiego, musi być poprzedzony zdobyciem dostępu wojskowego do terytorium Białorusi. Mińsk jest absolutnie kluczowy do tego, by wywołać presję na NATO, a jednocześnie zając strategiczną, dogodną do ataku w każdym kierunku pozycję. Pisałem o tym w ostatniej analizie dotyczącej Białorusi. Póki co, Rosjanie takiego dostępu nie posiadają. Więc ich następnym ruchem z pewnością będzie podporządkowanie sobie Mińska w tym zakresie.

I do tego momentu, założenia przedstawiane przez Amerykanów, scenariusz kreślony przez Pana Jacka Bartosiaka (dot. starcia NATO vs Rosja w obronie Bałtów i Przesmyku Suwalskiego) i dotychczasowe rozważania niniejszego tekstu są zapewne dość zbieżne.

Jednak w celu poparcia tezy postawionej na wstępie, istotne jest przewidzenie drugiego następnego ruchu Rosjan.

I w mojej ocenie z pewnością nie będzie to podjęcie działań zbrojnych przeciwko Bałtom i ew. Polsce. Z punktu widzenia Rosji, lekkomyślnością byłoby uderzanie w najsilniejszego sojusznika USA w regionie (nawet, jeśli jest dość słaby) w pierwszej czy drugiej kolejności. W sytuacji, gdy Moskwa posiada wciąż otwarty front z Ukrainą. I w okolicznościach, gdy wojnę z Polską i USA można wygrać… Bez walki z nimi.

 

Marsz na Kijów

Po zdobyciu dostępu do terytorium Białorusi, najłatwiejszym i dającym najwięcej korzyści celem jest Ukraina. Państwo neutralne, którego członkowie NATO nie mają obowiązku bronić (a więc prawdopodobnie nastąpi rozdźwięk wśród potencjalnych sojuszników Kijowa – czy pomagać, czy tego nie robić). Ukraina byłaby w opisywanej sytuacji okrążona z trzech stron (Białoruś, Rosja, Krym, a nawet z czterech jeśli uwzględnić Naddniestrze). Jednocześnie Kijów znajduje się pod protekcją USA, a tym samym jego zajęcie bardzo mocno uderzy w interesy USA. Rosjanie dadzą sygnał: tak kończą sojusznicy Waszyngtonu.

Innymi słowy inwazja na naszego wschodniego sąsiada nie będzie wiązała się z tak wysokim ryzykiem politycznym, jak atak na któregoś członka NATO, a jednocześnie będzie dostatecznie silnym ciosem w interesy Waszyngtonu.

Wracając jednak do argumentów strategicznych. Zajęcie Ukrainy odsłania Polskę od strony południowo-wschodniej. Daje Rosjanom możliwość ataku z drugiego (historycznego zresztą) kierunku. Co dla znacznie liczniejszej armii atakującej jest dużym atutem. Innymi słowy, zagrożenie z kierunku ukraińskiego, uniemożliwia Wojsku Polskiemu koncentrację sił na jednym odcinku. Nasze jednostki, zamiast skupić się na granicy z Obwodem Kaliningradzkim i w okolicach Przesmyku Suwalskiego (z uwzględnieniem obrony Warszawy), musiałaby zabezpieczyć całą wschodnią granicę Polski. Front ukraiński to zagrożenie dla Rzeszowa, Krakowa i dalej Śląska. To otwarta droga na Lublin i Warszawę od strony południowo-wschodniej.

Gdyby armia Federacji Rosyjskiej stanęłaby na granicy polsko-ukraińskiej, blisko Przemyśla, Tomaszowa Lubelskiego, Chełma, a na Białorusi przy Brześciu i Grodnie, wówczas ostatnią rzeczą, o jakiej myśleliby decydenci z Warszawy, byłaby obrona państw bałtyckich.

Ostatnim miejscem, w którym chcielibyśmy mieć w takich okolicznościach swoje dywizje, byłby Przesmyk Suwalski.

Dlatego uważam, że scenariusz kreślony na przyszłość (symulacja zakładała bodaj 2027 rok), w którym Polska i ew. wojska NATO bronią Bałtów i Przesmyku Suwalskiego przed wojskami Federacji Rosyjskiej jest bardzo mało prawdopodobny.

W mojej ocenie, zanim Rosjanie przekroczą granicę Polski, muszą zabezpieczyć i zająć Ukrainę. Raz z powodów bezpieczeństwa (dla nich to aktualnie drugi front, a nawet jeśli się sytuacja wyklaruje, to Ukraińcy zawsze mogą oflankować rosyjskie armie), dwa z uwagi na to, że da to ogromną przewagę przeciw Warszawie, jeszcze przed właściwym starciem NATO-Rosja.

 

Co byłoby zwycięstwem Rosji?

Z opisanych wyżej powodów, zajęcie Ukrainy byłoby całkowitą klęską Stanów Zjednoczonych. Raz polityczną, bo nie popisaliby się, jako protektor. Dwa strategiczną, ponieważ ich najważniejszy sojusznik w regionie (Polska) byłby całkowicie zaszachowany militarnie przez siły rosyjskie. Armia FR stojąca wzdłuż całej granicy z Polską oznacza dla USA:

  1. Albo rezygnację z politycznych aspiracji, kapitulację i ugodę z Rosją,
  2. Albo potrzebę rozmieszczenia ogromnych zgrupowań lądowych wojsk amerykańskich w Polsce na nie wiadomo jak długi okres.

Ponieważ USA nie ma zamiaru prowadzić drugiej zimnej wojny z Moskwą, zwłaszcza w perspektywie zmagań z Chinami, efekt jest łatwy do przewidzenia. Upadek Ukrainy = upadek dotychczas prowadzonej, agresywnej polityki USA względem Rosji i Europy, a być może nawet przegrana Stanów Zjednoczonych w walce o obronę hegemonii światowej.

 

Rosjanie z pewnością to dostrzegają. I dlatego do żadnej wojny polsko-rosyjskiej prawdopodobnie nie dojdzie w najbliższym czasie, ponieważ albo rzecz rozstrzygnie się politycznie (deal USA – Rosja), albo militarnie, ale na Ukrainie ( i to tam może dojść do starcia wojsk NATO, w tym Polski, z rosyjskimi żołnierzami). Po upadku Kijowa, Polska może znaleźć się w sytuacji, w której będzie musiała skapitulować jeszcze przed walką (zwłaszcza, gdy USA uzna swoją porażkę). To, jak ważna jest dla nas niezależna od Rosji Ukraina, opisywałem bardziej szczegółowo w tekście dotyczącym Polski, jej sytuacji i wyzwań przed jakimi może stanąć w najbliższej przyszłości.

 

Podsumowanie

Przesmyk Suwalski jest w istocie ważnym elementem amerykańskiej strategii obrony państw bałtyckich. Z pewnością jest to kluczowe miejsce również dla samych Bałtów. Dlatego tworzenie planów i symulacji związanych z tym odcinkiem frontu jest z pewnością jak najbardziej zasadne. Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność. Jednakże mam nadzieję, że zarówno Warszawa, jak i przede wszystkim Waszyngton posiadają plany dotyczące znacznie ważniejszych kierunków. I przygotowują się do wyzwań czekających nas za naszą wschodnią granicą (Białoruś, Ukraina). Ponieważ mało realne jest to, by Rosjanie zaatakowali NATO i to tylko na jednym wycinku frontu, na którym szykujemy się do skoncentrowanej obrony. W wojnie polsko-bolszewickiej, której celem była Warszawa, Bolszewicy nadchodzili z dwóch stron. Mieliśmy dwa fronty: białoruski i ukraiński. Wątpię, by współcześni planiści z Moskwy ograniczyli własne możliwości tylko do jednego z nich.

W mojej ocenie, najprawdopodobniej do starcia polsko-rosyjskiego (na terytorium Polski) w najbliższej przyszłości (10-20lat) nie dojdzie. Polska perspektywa wygląda w ten sposób, że albo zostaniemy poddani wcześniej bez walki (deal), albo będziemy musieli stanąć w obronie Ukrainy (jeśli nie uratujemy Białorusi), by nie znaleźć się później w sytuacji bez wyjścia.

Decydenci z Warszawy, Kijowa i Waszyngtonu powinni pracować nad planami i symulacjami tego, jak obrócić Mińsk i jak obronić Ukrainę, gdy zajdzie taka potrzeba. Bo, gdy padnie naddnieprzańska stolica, wówczas zapomnimy o takim pojęciu jak Przesmyk Suwalski.

W ramach wyjaśnień.

Oczywistym jest to, że rządy USA i Polski nie będą się chwalić planowaniem interwencji (bratniej pomocy) na Ukrainie. Tymczasem społeczeństwo potrzebuje jakiegoś wyjaśnienia, dlaczego szykujemy wzmocnienie „wschodniej flanki”, dozbrajamy armię i zabiegamy o obecność US Army na terenie naszego kraju. Mam nadzieję, że cała ta otoczka i szum medialny wkoło Przesmyku Suwalskiego jest jedynie zasłoną dymną i pewnego rodzaju odwróceniem uwagi od rzeczywistych planów na dużo istotniejszych kierunkach. Bo jeśli koncepcja obrony Bałtów jest tą wiodącą (albo co gorsza jedyną), to…

I wracając do ostatniego wykładu Pana Jacka Bartosiaka (który zainspirował mnie do napisania niniejszego tekstu). Rzeczywiście, koncepcja „piastowska” jest tylko wyborem pozornym. Polska, by utrzymać swoją niepodległość i uzyskać niezależność od sąsiadów musi powrócić do polityki Jagiellonów. Musimy obserwować i działać poza naszymi wschodnimi granicami, ponieważ nasze bezpieczeństwo wcale nie zależy od ich obrony.

 

Krzysztof Wojczal

geopolityka, polityka, gospodarka, prawo, podatki – blog

24 komentarze

  1. Czy myśli Pan że Polscy decydenci są świadomi tego, że Ukraina to dla nas być albo nie być? I reszty tez zawartych w tekście?

    1. Moim zdaniem nawet jeśli Polscy politycy nie do końca zdają sobie sprawy ze skali zagrożeń to już odpowiedni ludzie z USA są tego świadomi. I (obym się nie mylił) nie pozwolą na takie rozegranie się przez Rosję. Wiedzą, że Ukraina i Białoruś w tej chwili są kluczowe. Jeszcze toczy się wiele różnych gierek ale z pewnością przynajmniej znają taką możliwość.

      Tak przy okazji – jak ma się sprawa z polską tarczą antyrakietową? W ciągu ilu lat może się pojawić?

  2. http://forsal.pl/artykuly/1239043,friedman-ameryka-bedzie-bronic-w-europie-tylko-krajow-dla-niej-waznych.html

    Ameryka będzie teraz bronić jedynie tych krajów europejskich, które są ważne dla jej własnych interesów – powiedział amerykański politolog, założyciel agencji Stratfor George Friedman. Podkreślił, że jeżeli „chcemy powstrzymać Rosję” , Polska i Rumunia są do tego niezbędne.

    Pytany o możliwość przesunięcia wojsk amerykańskich z Niemiec do Polski Friedman podkreślił, że: „wojsk nigdy nie lokuje się zaraz za linią frontu, gdzie są narażone na zniszczenie przez wroga. Raczej trzyma się je w obwodzie, aby w razie potrzeby przesunąć do przodu. Dla wojskowych nie liczy się, ilu amerykańskich żołnierzy stacjonuje dziś w Polsce, tylko ilu może zostać tam przesuniętych w ciągu kilku tygodni”.

  3. A może wystarczy, by na Ukrainie wybuchła wojna domowa na całego bez zajmowania kraju przez Rosję? To chyba tańszy sposób, bo wojna na całego byłaby zbyt kosztowna.

    1. Chiny z pewnością:
      a) Nie byłyby zadowolone (oficjalnie)
      b) Byłyby zadowolone, gdyby Rosjanie odnieśli porażkę
      c) Z pewnością liczyłyby na to, że Moskwa osłabnie, co wzmocni pozycję Pekinu.

      pozdrawiam
      KW

  4. Pięknie zostały opisane hipotetyczne działania Rosji i USA, a jak w to wpisują się hipotetyczne działania Niemiec i Francji?

  5. Istnieje inny scenariusz. Jeśli Moskwa dojdzie do wniosku, ze USA są zbyt słabe, aby zaangażować się w Europie w pomoc na Wschodniej Flance (np. ze względu na konflikt o Tajwan i wojnę w Iranie), to po zajęciu Białorusi „taniej” będzie uderzyć na Bałtów w celu pokazania, ze NATO już nie istnieje i Ukraina została sama. To rozwiązanie mniej kosztowne niż angażowanie się w pelnoskalowy konflikt ze średniej wielkości krajem. No i czy w ogóle Rosję stać na taki konflikt w jej obecnej i najbliższej (10-15 lat) sytuacji demograficznej?

    W całej tej układance cześć kart leży w Azji i w zależności od ich układu sytuacja w naszym regionie będzie się „dostosowywać”.

    Trzeba też pamiętać, ze w najbliższych 10 latach wielu obecnych liderów politycznych zejdzie ze sceny: Trump, Merkel, Kaczyński, Abe, Putin, Modi, może Erdogan, Łukaszenka. Ten trend w Europie zaczął się kilka lat temu od Syrizy w Grecji. Nie oznacza to automatycznie całkowitej zmiany polityki danego kraju, ale są tez casusy typu Erdogan w Turcji czy Putin w Rosji, gdy uległa ona znaczącym „korektom”.

    Do tego można dołożyć kolejny możliwy globalny kryzys finansowy/gospodarczy np. w przyszłym roku, który będzie miał szerokie reperkusje w USA, Azji i Europie.

    Zmiennych w tym równaniu jest bardzo wiele co powoduje, że tak trudno jest oszacować najlepsze możliwe scenariusze i wymaga wielowymiarowych planów i przygotowań. I jednocześnie tłumaczy, dlaczego jest to tak fascynujące.

    1. „Bałtowie” to wcale nie taka tańsza opcja. Politycznie jest znacznie droższa, bowiem państwa bałtyckie i Polska nie należą tylko i wyłącznie do NATO, ale i do UE. A tutaj już są widoczne interesy Berlina i Paryża (przecież te stolice będą musiały pokazać, że bronią członków – bo inaczej po co ta EU?). Ukrainę Niemcy z pewnością są w stanie jakoś przełknąć. W końcu przed 2014 rokiem , była to i tak strefa wpływów Moskwy. Natomiast Bałtowie, to byłaby już rewizja ładu na niekorzyść NIemiec. A uderzenie w Polskę, zupełnie byłoby Berlinowi nie na rękę.

      Ktokolwiek spojrzy na mapę europy wschodniej (polecam), szybko stwierdzi, że po zajęciu Białorusi, zdobycie Kijowa może być kwestią dni, może tygodni. Szybki, zwycięski marsz na tą stolicę nie musiałby się okazać wcale kosztowny. Ukraińcy mogą bronić się na linii Dniepru, ale co ta linia znaczy w sytuacji, gdy Rosjanie mogliby dokonać inwazji od strony Białorusi?

      pozdrawiam
      KW

  6. Panie Krzysztofie, kolejny bardzo ciekawy artykuł . Chcialbym do niego wtrącic moje spostrzeżenia . Wydaje mi się, że o ile terytorium białorusi może byc pokojowo udostepnione FR . Mogą się po prostu dogadac, a cale zamieszanie jakie robi obecnie Łukaszenka moze być szopką . On po prostu moze byc z nimi dogadany . Tak jak wejscie sil zbrojnych na Białoruś FR moze nie stanowic wielkiego problemu o tyle atak na Kijow bedzie oznaczal prawie pewne wywrocenie sie sojuszy w tym prawie pewne zerwanie sojuszu rosji z niemcami. Bylo by to bardzo kosztowne posunięcie, ktore ponownie doprowadziłoby gospodarke rosji do wielkiej smuty . Kraje Europy poczuli by wojne u jej bram , a wyczulone spoleczenstwa na uchodźców wojennych nie mogly by pozostac obojetne . Nawet taka Francja . Taki ruch nie tylko nie spodobalby sie USA ale tez sprawilby ze Rosja nie byla by juz neutralna, i podzielilaby na solidarny zachod przeciw Rosji i Chinom . Prawdopodobnie Chinom tez by sie to nie spodobalo, gdyz USA mogloby to wykozystac jako pretekst do walki przeciw sojuszowi zla i militarnie zablokowac transport chinskich towarow . Chiny chca byc neutralne i na pewno nie chca konfliktow szczegolnie w rejonie geograficznym ktory laczy obszar radziecki z europą . Taki konflikt w najgorszym stopniu zwieksza dlugosc szlakow transportowych co nie jest kozystne dla Chin . Nie chce znuc teorii spiskowych ale taka analiza wydaje sie ze atak rosji na ukraine moze byc kozystny z punktu widzenia Stanów Zjedniczonych . Moglo by to doprowadzic do oslabienia Rosji, zakonczenia sojuszu rosyjsko – niemieckiego , i pod podobnym pretekstem militarna kontrola i zankniecie portow chinskich , lub chociaz ograniczenie w zegludze co zredukowaloby ich potencjal wzrostu.

    1. Ależ ja się z tym wszystkim zgadzam. Zwłaszcza z tym, że Pekin uważnie będzie spoglądał na poczynania Moskwy.

      Ostatnią rzeczą jakiej teraz Rosjanie potrzebują to otwarty konflikt zbrojny osłabiający państwo pod każdym względem.

      Jednak dyskutujemy o wariancie, gdy Kreml stanie pod ścianą. Gdy Rosja będzie zdesperowana i nie będzie miała nic do stracenia. W takim scenariuszu, mogą dokonać inwazji zbrojnej.

      I teraz pytanie, czy na prawdę ich pierwszym celem będzie Polska, Bałtowie i Przesmyk Suwalski? Wszystkie argumenty, które Pan podał, odnoszą się nie tylko do ewentualnego ataku na Kijów, ale nawet bardziej, jeśli chodzi o inwazję na państwa z UE i NATO.

      Więc jeśli już rozpatrywać jakiś „najgorszy” scenariusz, to uważam, że jednak czołgi pojadą w kierunku Kijowa, a nie Warszawy, Wilna, Rygi czy Tallina.
      pozdrawiam
      KW 🙂

  7. Mam pytanie do tego fragmentu: „Formalnie zapewne nie stracilibyśmy niepodległości, ale wrócilibyśmy do politycznej, gospodarczej i ekonomicznej zależności od sąsiadów. Gdyby taki stan utrzymał się zbyt długo, z pewnością Polska z każdym rokiem stawałaby się coraz bardziej krainą czysto geograficzną.”

    Skąd założenie, ze Polska aż tak by na tym ucierpiała? Nie wydaje się prawdopodobnym układ sił jak za czasów zimnej wojny, a wiec oddanie polski pod panowanie Rosji. Bo tez Rosja nie ma zasobów żeby tworzyć drugi związek radziecki. Byłoby im ciężko utrzymać nawet te podbita Białoruś i Ukrainę (z drugiego opisanego wariantu). Również Niemcy nie wydają się być zainteresowani jakimś „przejęciem” Polski skoro od wielu lat są wielka eksportowa potęga, która nie narzeka na brak rynków zbytu. Po co im problematyczna Polska? Jednoczenie ciagle mamy wielu względnie dobrze rozwiniętych sąsiadów, z którymi mozemy prowadzić równorzędne relacje handlowe. Dlatego nie rozumiem czemu ten scenariusz miałby doprowadzić do aż takiej marginalizacji naszego kraju?

    1. Nie chodzi tutaj, ani o zajmowanie Białorusi, Ukrainy ani Polski. Moskwie wystarczy obsadzenie Mińska i Kijowa własnymi, bardziej lojalnymi ludźmi. Nie potrzebują wcielać tych stolic do żadnego związku 🙂
      Podobnie jest z Polską. Nikt tutaj nas najeżdżać raczej nie będzie. Wystarczy powrót do podporządkowania politycznego, które przekłada się na podporządkowanie gospodarcze. Może dojść ponownie do nieformalnego układu Berlin-Moskwa: „Wasz prezydent, a nasz premier”. Wrócimy do prywatyzacji państwowego majątku, rozbrajania armii, okradania budżetu państwa z jednej strony i podporządkowaniu rynku z drugiej.
      Nikt nam nie pozwoli na żadne równorzędne relacje handlowe. Do dziś ich przecież nie mamy.

      Myślę, że nasze ambicje powinny być większe, niż słabe, teoretyczne państwo które zostanie w przyszłości zlikwidowane po formalnym utworzeniu państwa europejskiego zarządzanego przez Berlin i Paryż.

      pozdrawiam
      KW

      1. Pytanie czy Niemcy i Rosja są obecnie w stanie podporządkowywać sobie taki kraj jak polska? O ile w przypadku Rosji ma to jakiś sens jeszcze, szczególnie biorąc pod uwagę ich dzieje, to Niemcy? To jest kraj, który Ma obecnie największa nadwyżkę eksportowa. Ten eksport w dużej mierze trafia tez do Polski. To po co im jeszcze jakieś układy z Rosją?

        Nasze ambicje powinny być znacznie większe, zgadzam się abolsutnie. Ale do tego trzeba by dużo bardziej zdolnych elit, na co się nie zanosi niestety. Polska jest zbyt skupiona na mało istotnych kwestiach wewnętrznych obecnie.

      2. To kosztuje. Przy tak slabych uslugach i jakosci panstwa – wyobrazmy sobie ze bedzie jeszcze gorzej – bo bedzie mniej pieniedzy – a wiec: gorsza policja, gorsza sluzba zdrowia, gorsze wszystko – wyobrazmy sobie ze moze byc jeszcze gorzej niz jest na ta chwile. Przeciez to pieklo na ziemi zyc w takim kraju w takiej sytuacjii…

  8. W takich przypadkach zazdroszczę mieszkańcom Kalifornii, czy jakiegoś Wyoming w środku Stanów Zjednoczonych. Oni się tam nie muszą takimi rzeczami przejmować. Słabi sąsiedzi, ocean dookoła.

  9. Pełnoskalowy konflikt Rosja-Ukraina wydaje się mało prawdopodobny. Przecież to już przerabialiśmy. Ani Rosjanie ani Ukraińcy nie są nią zainteresowani. Krym został przejęty bez jednego wystrzału (z floty czarnomorskiej uciepiał 1 okręt – rosyjski, który Rosjanie celowo zatopili u wyjścia z portu żeby uniemożliwić wypłynięcie pozostałym jednostkom). Na wschodniej Ukrainie tli się wojna domowa z „zielonymi ludzikami” będącymi ochotnikami z Rosji. Z drugiej strony skuteczność mobilizacji Ukraińskiej armiii do walk na wschodzie (o ile dobrze pamiętam) około 6%. Pełne zaangażowanie Rosji w tak dużym kraju jak Ukraina oznaczałoby długotrwały, wyczerpujący konflikt, który Chiny z pewnością wykorzystałyby do przerzucenia milionów cywili na „tereny chińskie pod tymczasową administracją rosyjską”. Nota bene Rosji przydałby się taki zastrzyk demograficzny. Tylko czy wtedy byłaby to Rosja? Poza tym Rosjanie (znam kilku prywatnie) też chcą żyć na poziomie jaki widzą na zagranicznych wycieczkach i nie myślą o poszerzaniu terytorium, którego nie ma kim zasiedlić…

    1. Pełnoskalowy konflikt z Ukrainą wydaje mi się jednak (mimo wszystko) bardziej prawdopodobny niż wcześniejszy pełnoskalowy konflikt z Polską, Bałtami i NATO…

      Skoro pracuje się nad planami starcia zbrojnego przy Przesmyku Suwalskim, tym bardziej powinniśmy mieć strategię dotyczącą Białorusi i Ukrainy.

      Zanim doszłoby do otwartej wojny, z pewnością Moskwa może jeszcze uruchomić jakieś hybrydowe prowokacje u Bałtów, ale otwarta inwazja na nich jest, w mojej opinii, mniej prawdopodobna niż atak na Kijów.

      pozdrawiam
      KW

  10. Bardzo ciekawy artykul. A co do przejecia Pol przez Ger to chyba jest to mozliwe i maxswoje cele i profity jak pokazalo poprzednie osiem lat: wywozka kasy z kraju pod przykrywka Vat doprowadzanie dochodowych spolek do zapasci np Lot budowa infrastruktury drogowej wymiane handlowa zewnetrzna(wsch zach) a nie wewnetrzna (pln pld) uwlaszcxanie sie „swoich” na projektach unijnych (przekrety na stadionach ekspresowkach etc) i tak dalej i tak dalej… macie oczy a nie widzicie mozna by rzec…

  11. Reset z Rosja byl za Obamy i jakos Niemcy za bardzo nie zblizyly sie z Putinem (mialy pare lat). To dlatego ze USA ciagle ich za twarz trzyma? Ciekawe czy USA nawet w przypadku porazki na Ukrainie wycofa sie z Europy (jaki powod mieliby zeby to zrobic) – co ich zmusi? Francja albo Niemcy – jak moga wykopac USA z UE?

    1. Amerykanie sami mogą wyjść. W perspektywie zmagań z Chinami, nie będzie ich stać na wystawianie silnej armii na flance wschodniej na nie wiadomo jak długi okres. Ich odpowiedź będzie zapewne asymetryczna i spróbują zrujnować Rosję gospodarczo. Tak by sama się rozpadła i by nie stanowiła zagrożenia dla flanki wschodniej, partnera dla Berlina i sojusznika dla Pekinu.

  12. Zgadzam się z dużą częścia – i myślę że wariant Białoruś -> Ukraina jest najważniejszym w planach Rosji . Ale jest też tak że podporządkowanie sobie Mińska oznaczać może że USA nie będą dalej się cykać i udostępnią Ukrainie najnowsze rodzaje broni ( ppanc już zresztą jest pozostała nawet ważniejsza plot) oraz być może dane wywiadowcze itd. Gdyby okazało się że nie chcą lub nie mogą tego zrobić to myślę że to Polska powinna „sprzedać” Ukrainie cały zapas T-72 i Mig29 itp – krótko mówiąc zrobić wszystko aby Rosji nie poszło zbyt łatwo.
    Zresztą tak jak agresja na Pribałtykę również pełnoskalowa wojna z Ukrainą prawdopodobnie musiało by spowodować reakcję nie tylko USA ale również Niemiec. One na razie czują się komfortowo i mogą czerpać korzyści dojąc obie strony natomiast Rosja + Ukraina to jest powrót do polityki mocarstwowej która groźna będzie dla wszystkich w około ( także Turcji ).
    Podsumowując nie spodziewam się takiej wojny teraz – a jeśli upłynie jeszcze te 100 lat to przy obecnych trędach Rosja będzie za słaba aby to zrobić później. Dlatego też choć mało prawdopodobne to może zrobić coś rozpaczliwego – niedługo …

Dodaj komentarz